Dodaj do ulubionych

Zabieg już jutro, a ja coraz bardziej się waham

30.07.13, 16:30
Zabieg już jutro. I o ile na początku byłam pewna swojej decyzji, tak teraz coraz bardziej się nad wszystkim zastanawiam. Dosłownie parę minut temu wpisałam w wyszukiwarkę ,,aborcja'' i tak trafiłam na to forum.
Czemu w ogóle myslę o aborcji? Z kilku powodu. Raz - całkiem niedawno przeprowadziliśmy się do innego miasta. Dwa - właśnie trwa remont mieszkania, sporo jeszcze do zrobienia, remont dosłownie generalny, wzdłuż i wszerz, trzy - jestem w trakcie szukania pracy, myślę też nad założeniem własnej kliniki (jestem lekarzem weterynarii).
To te główne powody. Sporo się teraz dzieje w moim życiu. Dużo rewolucji.
Ciąża to było totalne (chociaż to może głupio zabrzmieć) zaskoczenie. Zawiodło to, co dotychczas nie zawodziło, więc szczerze nawet nie brałam pod uwagę żadnej wpadki. A tu masz...
Przyznam, że od samego początku byłam na nie. Głównie z racji ww powodów. Podobnie mąż. Jak sam powiedział, najgorsze co teraz mogę zrobić, to zdecydować się na urodzenie dziecka.
Tak więc decyzję o aborcji podjęliśmy wspólnie. Byliśmy przekonani (mąż w zasadzie nadal jest), że tak będzie najlepiej.
Zwłaszcza, że mamy teraz typowe poplątanie z pomieszaniem.

Tylko teraz siedzę sama, i myślę o tym wszystkim. Mam już 36 lat. Fakt, dziecka nie planowaliśmy nigdy. Zawsze było coś. No i nie ukrywam - głównie z mojego powodu - moja praca daje mi satysfakcję, większość czasu poza domem jestem, żeby być dobrym weterynarzem muszę się regularnie dokształcać, a to też ma wpływ na wiele rzeczy. Tak więc dzieci odpadały na starcie. Do tego jeszcze dochodzi to, co pisałam an początku - myślę o własnej przychodni weterynaryjnej, a to jest też związane z ogromnymi kosztami, i poświęceniem.

Tyle, że się z drugiej strony waham. Sama nie potrafię opisać, dlaczego. Ogólnie już się szykuje do jutrzejszego zabiegu, już to wszystko zaplanowane - a tutaj wzięło mnie na rozmyslania. I kurczę, nie wiem, co robić. Mąż nie wie, że się coraz bardziej waham. Zresztą wiem, co od niego usłyszę, jak mu o tym powiem - że głupia jestem, że nie myślę o nas, że teraz nie potrzebujemy dodatkowych kosztów i kłopotów itp.
Wiem, ja wiem, że decyzję muszę podjąć sama.
Tylko jak tak dalej pójdzie, to ja prędzej do jutra zwariuje, niż na cokolwiek się w 100% zdecyduję.
Przepraszam za ten post, ale musiałam się ,,wygadać''.
Edytor zaawansowany
  • mojaada 30.07.13, 17:19
    Trafiłas w dobre miejsce na wygadanie sie, a jak juz to zrobilas to wydaje mi sie ze szukasz pomocy dla siebie i dziecka. Szukasz oparcia ktorego zabraklo ci w mezu Co z tego ze bedziesz miala klinike i leczyla zwierzeta, skoro dojdziesz do wniosku ze wlasnego dziecka nie potrafilas uratowac tylko przyczynias sie do jego smierci. Od kiedy to zwierzeta sa wazniejsze od czlowieka,od dziecka, od TWOJEGO DZIECKA. Marzenia mozesz spelnic nawet bedac mama.A jezeli usuniesz to przyjdzie w zyciu taki dzien, predzej czy pozniej ze bedziesz sie zastanawiac jak moglo wygladac twoje zycie z tym malenstwem. Kobiety sa w o wiele gorszej sytuacji i decyduja sie na urodzenie dziecka. Axelina nie dawno trafila do nas i teraz jest w Domu Samotnej Matki, 4 rok studiow, rodzice ja z domu wyrzucili, ojciec dziecka ja olal i jej jeszcze grozi. Dziewczyna nie ma ciekawie ale jest odwazna i walczy o zycie swojego dziecka. Ty masz gwarantowany dom, masz meza, prace tez masz, nie jestes zalezna od kogos, czego chcec wiecej? Tylko dziecka wink Poradzicie sobie, macie dobra sytuacje.
  • mojaada 30.07.13, 17:23
    A co do meza to mu powiesz "tak nie mysle o nas tylko o najbardziej bezbronnej istocie, o naszym dziecku. " On moze sie boi odpowiedzialnosci, trzeba ten strach przelamac i zaczac myslec teraz o dziecku, o waszej rodzinie. Kobiety czesto po aborcji odchodza od mezow, maja do nich tak ogromny zal ze ich mezowie nie wsparli, ty chcesz od niego wsparcia, chcesz zeby powiedzial urodzisz damy rade, tylko tego nie dostalas i dlatego nie mozesz sie zdecydowac.
  • beretta2 30.07.13, 17:35
    Może zwierzęta nie są ważniejsze od człowieka, ale tak samo czują, ból, strach, tam samo chorują i tak samo jak ludzie zasługują na pomoc i profesjonalne leczenie. To jedyne istoty, które są wierne i kochają bezinteresownie, dlatego tym bardziej tej pomocy potrzebują. I w tej kwestii jestem ostra.
    Ale to nie temat o tym.
    Chodzi o jutrzejsza aborcję.
    Zabieg mam mieć już z samego rana. Już wszystko ustalone. Mąż naciska. Jak mantrę powtarza to, co napisałam w poście pierwszym. Z jednej strony ma rację - już mase pieniędzy poszło, i i jeszcze dużo pójdzie. Sporo minie, zanim się w nowym miejscu w pełni ustabilizujemy. Jeszcze dochodzi praca. Za bardzo nie mamy co liczyć na bliskich, bo rodzina mieszka daleko. I tak się jedno na drugie nakłada. Więc z jednej strony aborcja wydaje się być rzeczywiście słuszną, najlepszą decyzją. Tylko z drugiej gdzieś tam w środku rozmyslam o tym i rozważam różne opcje. Jestem nawet skłonna zrezygnować z tego zabiegu, chociaż wiem, co to oznacza, i jak na to zareaguje maż. I najbardziej boje się tego, że on nie przekona się do tego dziecka. Już teraz widzę, jak na ciąże reaguje. Kilka dni temu powiedział mi, że już sie nie może doczekać dnia zabiegu, żeby już chociaż jeden problem nam odpadł..
    Dlatego to takie cholernie trudne.
  • twoj_aniol_stroz 30.07.13, 17:42
    A może z mężem warto porozmawiać z zupełnie innej strony? Dlaczego on tak bardzo upiera się przy aborcji? Dlaczego wręcz obsesyjnie odlicza dni do zabiegu? Czego się boi? Co powoduje, że żadną miarą dziecko nie może zaistnieć w jego otoczeniu?
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • beretta2 30.07.13, 17:53
    Tylko że ja wiem, czemu on nie chce nawet słyszeć o dziecku. Przy samym podejmowaniu decyzji o aborcji padły z jego strony wszystkie argumenty.
    Kogoś może to zdziwić, ale mąż wręcz jest szczesliwy, że jutro już ,,ten'' dzień. Naprawdę.
    Wiem, jak zareaguje, jak np. jednak zdecyduje się nie iść. Ja to wiem.
  • mojaada 30.07.13, 18:08
    Napisalas "To jedyne istoty, które są wierne i kochają bezinteresownie, dlatego tym bardziej tej pomocy potrzebują."
    Taka istote masz w swoim łonie. Dziecko ktore kocha matke bezinteresownie i potrzebuje pomocy.
  • rurek00 31.07.13, 14:56
    > Taka istote masz w swoim łonie. Dziecko ktore kocha matke bezinteresownie i pot
    > rzebuje pomocy. <

    Mały bobas, z pewnością, dorośli ludzie często przestają być bezinteresowni i wypinają się na rodziców. Oczywiście, bywa różnie, ale z pewnością nie można powiedzieć, że każde dziecko kocha swoją matkę bezinteresownie (mówię tu o dorosłych dzieciach).
  • beretta2 31.07.13, 15:13
    Właśnie.
    Dlatego aż telepie mną, jak czytam o tej wiecznej, bezwarunkowej miłości dzieci..

    Moja znajoma, którą nastoletni syn uderzył w twarz, jakby usłyszała tekst o miłości dzieci, to roześmiałaby się prosto w oczy takiej osobie.
  • nordynka1 30.07.13, 18:22
    Beretto
    poczytaj historie dziewczyn jest tych biedaków tutaj tak wiele...historie wpierw gór problemów wobec których aborcja wydawała się najlepszym i jedynym rozwiązaniem, a potem zmieniające się o 180stopni - ból płacz depresja żal łzy nieprzespane noce i problemy, które do tej pory były nie do przeskoczenia nagle gwałtownie zmalały wobec ogromu cierpienia i świadomości co się tak naprawdę stało - stały się kompletnie nieważne, historie o tym, że nic już nie cieszy ani super praca ani super mąż ani super dom ani kasa ani nic nic nic - to co do tej pory satysfakcjonowało nie ma znaczenia! chce się jedynie wrócić życie dziecku i móc je przytulić pogłaskać popatrzeć w jego oczy, nauczyć mówić i patrzeć jak zaczyna chodzić pokazać zachód słońca i jak miękkie jest kocie futerko i tysiąc innych skarbów świata...a to jest niemożliwe! historie w których aborcja była "jedynym rozwiązaniem" z powodów ekonomicznych (jak u Was), a teraz idzie 2x tyle pieniędzy na pomoc psychologiczną, bo inaczej mamy nie dają rady normalnie funkcjonować wśród ludzi

    jesteś matką - nie dopiero 'będziesz' ale już jesteś - i pozostaniesz nią na zawsze, a skoro rozważasz aborcję, to od Ciebie zależy czy będziesz matką żywego czy martwego dziecka, czy dasz sobie samej szansę poznać bezinteresowną (tak!) i absolutną na "zawse i na ament" - miłość dziecięcą, która potrafi zmyć wszelkie smutki rodzicielskiego serca w sekundę, czy też - niestety - zafundujesz sobie koszmar syndromu poaborcyjnego - jesteś wrażliwą osobą, z troską pochylasz się nad zwierzętami - wrazliwe kobiety łapią się na syndrom na mur beton

    Twój mąż jest w błędzie, że mu "problem" odpadnie (swoja drogą niezły z niego egoista - przepraszam - ale jak inaczej nazwać osobę dla której jego własne dziecko to jedynie "problem"?) - nic mu nie odpadnie , a wręcz przeciwnie, bo skutki aborcji chlaszczą po całej rodzinie jak zwariowane (wiem, doświadczyłam, w bliskiej rodzinie, było to ok 50 lat temu a skutki są rozlane po niej do dnia dzisiejszego - wiesz?)

    nie piszesz o tym Waszym Maluchu per "płód" "ono" - ale "dziecko", wiesz dlaczego? bo je już pokochałaś - spotkała Cię zupełnie nieoczekiwanie najpiękniejsza przygoda jaka się może kobiecie w życiu przydarzyć - a to co naj naj naj kosztuje też naj - i czasem trzeba o to zawalczyć
    ja trzymam kciuki za Was
  • hope2011 25.02.18, 18:38
    Wiesz...to wszystko mozna pogodzic.A za pare lat obejmujac i calujac dzieciatko powiesz sobie..jak to dobrze,ze tego nie zrobilam,jestesmy szczesliwa rodzina.. albo jesli to zrobisz pomyslisz " gdybym tylko mogla cofnac czas..to tak boli..i byc moze te pieniadze wydasz na psychologa.. To bardzo boli i nie mozna sobie wybaczyc bo tak naprawde zabija sie czesc siebie.Juz nigdy nie bedzie tak samo.Zrobilam to 11 lat temu.Czy zaluje?Tak ,bardzo.Czy dalej boli?Tak, bardzo. Tam w Tobie rosnie czlowiek ktory bedzie Cie kochac bezwarunkowo..
  • nati1011 30.07.13, 18:24

    a ja spytam przewrotnie dla kogo tak się starasz? Dla kogo ta firma, dom, kariera.... A myślałaś co będzie za 30-40 lat? Co po sobie zostawisz?

    Masz 36 lat. Nie grozi ci raczej głód z powodu urodzenia dziecka. NIe jesteś tez nastolatką. Masz stabilna sytuację finansową, zawodową i rodzinną. Pewnie, ze zawsze można chcieć więcej. ALe czy to ma sens? Rozumiem, ze nie planowałaś dzieci. Masz do tego prawo. Ale to dziecko jednak się pojawiło. Zaistaniało. Jako konsekwencja twojego i meza czynu. Litujesz się nad zwierzętami. Ulituj się nad własnym dzieckiem.

    Jeżlei zdecydujesz się je urodzić, za rok czy za 2 nie będziesz potrafiła sobie wyobrazić jak mogłas żyć kiedyś bez niego. Może warto zaryzykować? Z drugiej strony ono jutro nie zniknie. Nie da się go wymazać. Można je jedynie zabić. Zabijając równocześnie część siebie.

    Mąż. Może najpierw posłuchaj siebie. Czego ty chcesz. Zabicie własnego dziecka, bo mąż tak chciał to najgłupsza rzecz jaką może zrobić kobieta. WIęc zadaj sobie pytanie, czy to ty chcesz to dziecko zabić, czy tez spełniasz oczekiwanie męża?

    Masz wątpliwości. Daj sobie trochę czasu. Nie działaj pochopnie, bo czasu się cofnąć nei da.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • melani5 30.07.13, 18:43
    Pisze tutaj pierwszy raz,chociaz forum czytam od paru miesiecy. Dokladnie 2 grdnia 2013, dokonalam aborcji z podobnych "powodow" jak ty. O ciazy dowiedzialam sie zaraz po podpisaniu kredytu na mieszkanie do calkowitego remontu. Szok,tego samego dnia wizyta u mojego lekarza i nadrugi dzien tabletki. Nie dalam sobie czasu na zastanowienie i tego najbardziej zaluje. Jedyne pocieszenie dla mnie,to to ze choruje na maloplytkowosc, plytki mam na poziomie 50tys. i lekarz podial praktycznie ta decyzje za mnie(do ciazy musze sie przygotowac,mam juz 5letniego synka,ktorego uwielbiam). Tak sie oszukuje,zeby zagluszyc bol i smutek. Do meza zalu nie mam, wspieral mnie,nie nalegal na aborcje ale tez nie namawial na urodzenie. Mysle ze bardziej chodzilo mu o moje zdrowie niz o finanse,chociaz zarabiam tyle samo co maz i bez mojej wyplaty byloby naprawde ciezko.
    Zastanow sie prosze jeszcze raz bo mimo to ze usunelam i rozwiozalo to niby problem finansowy,to zycie moje sie calkiem zmienilo. Jestem depresyjna,smutna dla synka staram sie udawac wesola,smiac sie,zreszta tylko dla niego sie jakos czymam i staram sie normalnie funkcjonowac. Zamknelam sie w sobie,odsunelam od znajomych i troche od rodziny. Maz tez widze ze sie duzo zmienil, jakos gdzies ta nasza radosc i spontanicznosc sie ulotnila. I jeszcze jedno,im wiecej czasu mija tym jest gorzej. Zastamow sie. pozdrawiam
  • sarniak 30.07.13, 18:50
    Beretta2, czy mozesz nie isc na jutrzejszy zabieg i przynajmniej odsunac decyzje na kilka dni? Ja tez sie rzadko udzielam, ale czytam to forum i jest tu wiele madrych kobiet, ktore mialyby szanse Ci doradzic?
  • beretta2 30.07.13, 20:52
    Sama już nie wiem, co robić. Pogmatwane to wszystko.
    Jednak chcę coś wyjaśnić: to nie jest tak, że na zabieg umówiłam się, żeby spełnić oczekiwania męża. To była też moja decyzja. Ja sama byłam za aborcją w zasadzie od razu, jak się o ciąży dowiedziałam.
    Tyle że teraz coś mi odbija..
    Powiedziałam mężowi co do swoich obaw i wahań ws. jutrzejszej aborcji. Jednak w tej kwestii nie ma mowy o spokojnej rozmowie z nim. Od razu zrobił mi karczemną awanturę, jak to ,,w ogóle mogę mieć jakiekolwiek obawy i wątpliwości''. Dla niego nie ma o czym mówić: postanowione, umówione, koniec, kropka. Teraz jeszcze obraził się na cały świat.
    Tak jak czułam, tak było. Wyjątkowo mocno uparł się przy swoim w tej sprawie. Żadne argumenty do niego nie trafiają, zresztą o czym ja pisze: nawet żadnych wysłuchać nie chce.
    Dlatego jestem w kropce..
  • ciezarna1231 30.07.13, 21:10
    Beretta,

    Ja mam troje dzieci, wiele przeszliśmy. Najmłodszy ma 3 lata, niedawno też startowałam od zera, zakładałam firmę i haruję od rana do nocy ale godzę wszystko.
    Mi się wydaję, że Twój mąż wywiera presję na Tobie i w ogóle nie dopuszcza Cię do głosu w kwestii podjęcia decyzji.
    Jak to możliwe, że najbliższy Ci człowiek nie liczy się z Twoimi uczuciami, wątpliwościami?
  • sabina211 30.07.13, 21:17
    Ty czułaś, ale przestałaś/przestajesz czuć. I Twoje odczucia są tu najważniejsze. Bo dziecko rozwija się w Tobie, nie w mężu.
    Poza tym przeprowadzka, remont i plany zawodowe to naprawdę nie powód do załamania w przypadku 1 dziecka w Twoim wieku, a już na pewno nie powód do aborcji i to nawet w rozumieniu przeciwników aborcji z wyboru, a nie zagorzałych obrońców życia bez względu na okoliczności.
    Dziecko jest i nic tego nie zmieni, a w Twojej sytuacji nawet trudno będzie Ci zagłuszać wyrzuty sumienia po aborcji. A dzisiejsze rozmyślania są dowodem, że nie jest Ci wszystko jedno...Dlatego nie daj zrobić SOBIE krzywdy.
  • calimeczka 30.07.13, 21:29
    beretta2... Dziewczyny napisały już wszystko, naprawdę.
    Ostateczna decyzja należy do Ciebie. I Ty przede wszystkim poniesiesz jej konsekwencje.
    Nie planowałaś Dziecka, ale ono już jest. Może w przyszłości pisane mu będzie przejąć Twój zakład weterynaryjny i z czułością pochylać się nad zwierzętami? A może ma Tobie uświadomić, że małżeństwo, nowe mieszkanie i satysfakcjonująca praca to niestety jeszcze nie pełnia życia?
    A może po prostu odejdzie o całe życie za wcześnie, bo mama i tata mieli w planach remont ...
  • cartyna 30.07.13, 21:53
    Pierwszy raz jestem na tym forum, w zasadzie przypadkiem.
    Ale wobec Twojego postu nie mogę pozostać obojętna i chciałabym Ci powiedzieć, że z tego co napisałaś czuć, że Ty już zaakceptowałaś to dziecko i gdyby tylko mąż okazał Ci wsparcie, poczułabyś się szczęśliwa z tą decyzją.
    Przykro czytać, że człowiek, który Cię rzekomo kocha, nie chce zaakceptować dziecka, które jest owocem Waszej miłości. W głowie mi się nie mieści, że z taką agresją zareagował na Twoje wątpliwości. To nie prawda, że nie myślisz o Waszym związku.
    Nie chcę być złym prorokiem, ale jeżeli dokonasz aborcji pod wpływem jego nacisku, sama mając wątpliwości, Wasz związek niedługo się rozpadnie. A wraz z nim Wasze wspólne plany na przyszłość.

    Przykro mi sad

    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • rurek00 31.07.13, 14:59
    > Od razu zrobił mi karczemn
    > ą awanturę, jak to ,,w ogóle mogę mieć jakiekolwiek obawy i wątpliwości''.

    Już nawet nie chodzi o aborcję, ale mnie by się tu zapaliła czerwona lampka, jeśli chodzi o męża. Jak można komuś odbierać prawo do obaw i wątpliwości? Czy jego zdaniem w życiu wszystko zawsze idzie zgodnie z planem? I jeśli tak nie chciał dziecka, czemu nie podwiązał sobie nasieniowodów? Wg mnie jest palantem, jeśli mówi takie rzeczy. Ciekawe co będzie jeśli np zachorujesz, pewnie cie zostawi, bo to nie pasuje do jego planu.
  • nati1011 30.07.13, 22:12
    Jesteś ledwie 2 lata młodsza ode mnie. Mam dwoje dzieci. Nie przeszkodziły mi one w robieniu kariery, zakładaniu firmy, remontowaniu czy budowaniu domu.... To kwestia ustawienia priorytetów i pewnej samoorganizacji. Ale na prawdę się da. Trzeba tylko chcieć.
    Patrząc na to z drugiej strony na firmę czy karierę masz jeszcze czas. Co się stanie jak założysz ja za 2 lata? Czy świat się zawali? Przypuszczam, ze nie. ALe za 2 lata będziesz miała już 38 lat i jeżeli zmienisz jednak zdanie to na dziecko może być po prostu za późno. Zegar biologiczny kobiety biegnie szybciej. Czasem o wiele szybciej niż byśmy chciały.

    Wiem, że jesteś rozczarowana postawą męża. Pewnie w głębi serca liczyłaś, że uzyskasz wsparcie. Że powie: nie rób tego. Damy sobie radę. Cóż. Życie nie jest takie proste. Faceci - dziś może szczególnie - potrzebują więcej czasu. To że dziś reaguje gwałtownie nie znaczy, ze za parę tygodni nie zmieni zdania. I to że dziś wręcz zmusza cię do aborcji nie oznacza, że za parę miesięcy cię za to nie znienawidzi. Wiem, ze to pokrętne, ale nie raz już taki scenariusz oglądałam na żywo.

    I jeszcze raz proszę - daj sobie trochę czasu. Bo zrobisz sobie straszna krzywdę. Pośpiech jest tu złym doradcą.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • mojaada 30.07.13, 22:23
    Zabieg aborcji tez do przyjemnych nie nalezy, szarpanie ktore sie czuje oznacza rozrywanie, miazdzenie dziecka na kawalaki, a pozniej wyciaganie go z twojego lona,na koniec pozostaje ci okropny bol serca.To naprawde jest okropne!!! crying(( zwlaszcza kiedy dojdzie do ciebie mysl ze zabilas wlasne dziecko!
  • mojaada 30.07.13, 22:26
    Sadze tak samo jak dziewczyny, dajcie sobie czas na oswojenie sie z nowa sytuacja .
  • zwierzyna83 30.07.13, 22:32
    Droga Beretto!
    Zanim podejmiesz decyzję przeczytaj proszę jeszcze raz swój własny post i zastanów się. Wynika z niego, że od ŻYCIA TWOJEGO DZIECKA ważniejsze są:
    - remont mieszkania
    - szukanie pracy
    - marzenia o własnej klinice
    - pieniądze
    - ego męża
    czy na pewno te argumenty będą tak samo "mocne" PO ZABIEGU, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia i zapełnić tą pustkę, którą poczujesz? Zastanów się.
    Co do męża - siłę związku sprawdza się w trudnych sytuacjach. Jeśli ciąża jest dla Was taką trudną zaskakującą sytuacją, przeszkodą to czy Twój mąż się w niej sprawdził?Czy liczy się z Twoim zdaniem? A co jeśli zdecydowałabyś się urodzić - wesprze Cię czy zostawi w potrzebie?Piszesz o bezinteresownej miłości, którą dają zwierzęta - taką samą bezinteresowną miłość powinnaś otrzymywać od życiowego partnera!!!! A co jeśli w "planach życiowych"b przeszkodziłaby Wam nie ciąża ale np Twoja choroba , wypadek , kalectwo - też by się obraził?Pomyśl o tym, czy będziesz w stanie PO ZABIEGU wybaczyć mu ten brak wsparcia, poszanowania dla TWOICH UCZUĆ I WĄTPLIWOŚCI?Bo dla Niego jutro problem może się skończyć, facet dopóki nie zobaczy dziecka to często nie czuje się ojcem, ale czy dla CIEBIE to też będzie koniec? Poczucie pustki o którym piszę to nie jest do końca sprawa psychiki ale głównie biologii - reakcja kobiecego organizmu na nagły brak ciąży, która zaistniała. Tak samo czułam się po poronieniu jak i po cesarskim cięciu, kiedy na kilka godzin zabrano mi dziecko - pustka i przeraźliwy smutek.
    Zamiast tej pustki możesz przeżyć:
    - pierwszy ruch dziecka w Twoim łonie
    -pierwsze spojrzenie w oczy swojego dziecka - zaskakująco dojrzałe oczy małego człowieka
    -pierwszy świadomy uśmiech do Ciebie i dla Ciebie, kiedy pewnego dnia pochylisz się nad łóżeczkiem, słodki, bezzębny i bezinteresowny
    - pierwsze "mama"
    - pierwszą przespaną noc, po której po 6 h snu obudzisz się zakakująco wypoczęta
    -pierwszy guz na czole i Ty jako najlepsze lekarstwo przeciwbólowe
    - coś nie wyjdzie Ci w pracy ale w drzwiach przywita Cię wesoły okrzyk "mama ! Nareszcie!" i porwie do takich wygłupów, że cały zły humor minie i wiele, wiele innych
    Ja też jestem lekarzem, też muszę się cały czas dokształcać i być na bieżąco, ale wiesz co Ci powiem? - moja kariera ruszyła do przodu , kiedy byłam w ciąży, urlop macierzyński pozwolił spojrzeć na pracę z innej perspektywy, dostrzec nowe możliwości, obrać nowy kierunek. Młody dodaje mi odwagi do robienia nowych rzeczy, ciągłego uczenia się.
    Owszem czasem jest trudno - zmęczenie,zmęczenie i jeszcze raz brak kasy ale patrzy się na to z innej perspektywy.
    O tym czy sobie poradzisz to nawet nie piszę - jesteś dojrzałą kobietą, świetnie wykształconą i z doświadczeniem w zawodzie - niejedno dziecko marzy o takim rodzicu.
    Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko..
  • cartyna 30.07.13, 22:37
    Bardzo mądre słowa. Mogłabym się pod nim podpisać.

    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • cartyna 31.07.13, 00:21
    I jeszcze jedno słowo: ciąża trwa 9, a może jeszcze tylko 8 miesięcy. Macie czas na dokończenie remontu i poukładanie tego, co zagmatwane. Na oswojenie się z myślą, że wbrew swoim planom zostaniecie rodzicami. Na przygotowanie się na przyjęcie tego dziecka, ktróe jest już w drodze do Was.

    Sama nie wiem, dlaczego zaangażowałam się w Twoją sytuację tak, że zasnąć nie mogę...
    Może w przypływie macierzyńskich uczuć (akurat szukałam na edziecku forum poświęconego podróżom z dzieckiem), może z myślą, że moje słowa pomogą uratować maleńkie życie, a może dlatego, że moja mama 34 lata temu zrezygnowała z aborcji w dniu zaplanowanego zabiegu...


    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • marna_klucha 30.07.13, 22:47
    Rany,masz 36 lat (tyle samo co ja zreszta) i zastanawiasz sie czy urodzic to dziecko??? Moze to jest Twoja pierwsza i ostatnia szansa? Mam wrazenie, ze ciagle zachowujesz sie tak,jakbys byla bardzo mloda. W tym wieku organizm produkuje coraz mniej komorek jajowych i skad wiesz czy zabieg aborcji do konca nie skrzywi Twojego organizmu? Mam juz dwojke dzieci, marze wlasnie o trzecim, ale gdzies tam w srodku i tak jestem zla na siebie z racji wieku, ze moglam postarac sie o to juz bardzo dawno temu. Co do kliniki ,to utworzenie jej wcale nie musi byc skomplikowane.Moja kolezanka tworzyla taka klinike z gigantycznym brzuszkiem bez pana meza przy boku, pozniej zatrudnila dziewczyne do pomocy, a teraz ma kilka dziewczyn i cudowna coreczke. I swietnie sobie radzi sama. No nie rozumiem dlaczego remont domu, kariera weterynaryjna, klinika czy cokolwiek innego maja prowadzic do zabicia wlasnego dziecka. Powiedz sobie,ze tego nie zrobisz, powiedz to mezowi i kontynuuj dalej to wszystko co mialas zrobic.
  • emilia4321 30.07.13, 23:19
    Beretta,masz 36 lat, sorry, ale już taka młodziutka nie jesteś, więc kiedy Ty chcialabyś urodzić dziecko? To ostatni dzwonek, bo będzie za póżno. Czy zdajesz sobie sprawę, że po aborcji już nigdy możesz nie mieć dzieci? Możesz być bezpłodna. Jest bardzo duze ryzyko, że kolejne ciąże poronisz, więc możesz nigdy nie doczekać się dziecka. Naprawdę te wszystkie Twoje plany są ważniejsze od życia dziecka? Powiesz kiedyś: zabiłam dziecko, ale mam przychodnię. Myslisz , że to będzie satysfakcjonujące dla Ciebie? Nie będzie miało żadnego wpływu na Twoją psychikę? Na pewno możesz pogodzić jedno i drugie. To byłby ogromny błąd w Twoim życiu. Wnioskuję, że zycie masz w miarę stabilne. Aborcja czyli zabicie dziecka wszystko zmieni, na gorsze. Nie wiem, jakie argumenty mogłyby Cie przekonać, zebys tego nie robiła, ale jeśli jesteś wierząca to pamiętaj, że to grzech śmiertelny, Piąte przykazanie : "Nie zabijaj". Nie jestem jakims wieszczem, ale naukowcy udowodnili, że po aborcji kobiety bardzo cierpią. Oto cytat z bloga pro-life dr. A. Zięby:
    Bada­nia potwierdza­jące ist­nie­nie syn­dromu postaborcyjnego

    Według badań opub­likowanych w 1985, przez dr Speck­hardt na Uni­w­er­syte­cie Min­nesota spośród kobiet, które przeszły aborcję:

    100% — doświad­czało smutku, poczu­cia utraty;

    92% — przeży­wało poczu­cie winy;

    85% — było zaskoc­zonych inten­sy­wnoś­cią smut­nych przeżyć postaborcyjnych;

    81% — odczuwało obniżone poczu­cie włas­nej wartości;

    81% — miało świado­mość doz­na­nia krzywdy;

    81% — wciąż myśli o abor­towanym dziecku;

    73% — cier­pi­ało na depresję;

    73% — czuje się nieswojo w obec­ności niemowląt i małych dzieci;

    73% — odczuwa niemożność roz­maw­ia­nia o przeżytej aborcji;

    69% — przeżywa niechęć do współży­cia seksualnego;

    65% — miało ten­dencje samobójcze;

    61% — zaczęło naduży­wać alkoholu;

    31% — pode­j­mowało próby samobójcze;

    23% — przeży­wało skra­jnie ciężkie poczu­cie winy.

    Bada­nia przeprowad­zone w 1985 roku obe­j­mowały grupę 100 kobiet po doko­na­niu zabiegu prz­ery­wa­nia ciąży w pry­wat­nej klin­ice Mount Sinai School of Med­i­cine. Spośród badanych 46% przyz­nało, że abor­cja stała się przy­czyną najwięk­szego kryzysu w ich życiu, 48% stwierdz­iło, że relacje z ojcem zabitego dziecka zmieniły się znacząco na nieko­rzyść lub wprost zała­mały się, a u 33% kobiet wys­tąpiły po zabiegu prz­ery­wa­nia ciąży zaburzenia sek­su­alne 52% odczuwa smutek, poczu­cie pustki, roz­drażnie­nie, całkow­ity brak radości z życia[2].
    Droga Beretto, aborcja to okrutne zamordowanie dziecka, Twojego dziecka. Nie rób tego, pozwól mu żyć. W trzecim tygodniu ciązy twojemu dziecku bije już serce.
  • nordynka1 30.07.13, 23:56
    piszesz ze pogmatwane jest to wszystko ale to nieprawda, sytuacja jest prosta; macie precyzyjnie zaplanowane życie kontrolujecie wszystko - pracę i rodzinę, kariery, mieszkanie, przeprowadzki i brak dzieci - i nagle okazuje się, ze plan nie biegnie tak jak miał biec, jest niekontrolowana wywrotka
    u innych bywa tym choroba, lub wypadek
    u Was - dziecko
    choroba wypadek to cierpienie - człowiek z nim walczy ale sobie złamanej reki czy nogi nie odetnie
    a dziecko to nie za przeproszeniem wrzód na tyłku do wycięcia i Ty Beretto to już wiesz, bo się w Tobie obudziła miłość do niego - najpierwotniejsza i najprostsza i jednocześnie najpiękniejsza rzecz na świecie
    to jest proste, tak jak to ze jutro słońce wychyli się zza horyzontu
    człowiek wierzy w swoje plany i wydaje mu się ze stąpa pewnie - o ile plany się iszczą zgodnie z harmonogramem

    proszę Cię, daj sobie czas - jego nigdy już nie cofniesz

    masz wątpliwości - nie spiesz się, proszę, nie rób sobie krzywdy
  • mamawojtuska79 30.07.13, 23:57
    Czytając twoje posty przypomniała mi się pewna historia (mojej znajomej). Małżeństwo tuż przed czterdziestką, bardzo zamożne, nastawione na pracę, karierę, korzystanie z tzw. życia (wyjazdy na wczasy, konsumpcjonizm). Kobieta zachodzi w ciążę, podejmuje decyzję o aborcji, bardzo namawia ją do tego mąż (argumenty miał podobne do twojego). Po kilku latach od zabiegu wychodzi na jaw fakt że mąż ją od bardzo długiego czasu zdradzał, w końcu od niej odszedł do kochanki ........która zaszła w ciążę. Nawet sobie nie zdajesz sprawy w jakiej sytuacji znalazła się ta kobieta. Została sama i nie potrafiła się cieszyć życiem choć opływało ono w luksusy.
    Pozdrawiam i życzę ci podjęcia dobrej decyzji. To dziecko jest waszym dzieckiem i Ono już jest.

    --
    1.10.2009 r. Wojtuś 24tc 790 gr. mojmalyrycerzwojtus.blogspot.com/
    16.09.2010 r. Wiktorek 32 tc 1780 gr.
  • calimeczka 31.07.13, 08:41
    beretta2, jak tam?
    Dzisiaj jest ten dzień, mam nadzieję że podejmiesz słuszną decyzję...
    Tak czy siak, odzywaj się!
  • zwierzyna83 31.07.13, 10:00
    Beretto!
    Odezwij się proszę
  • beretta2 31.07.13, 10:19
    Teraz powinnam być na zabiegu.
    Nie poszłam.
    Powiedziałam mężowi z samego rana, że nigdzie nie idę, na co w odpowiedzi dostałam to samo, co wczoraj, tyle że dwa razy gorzej, i jeszcze usłyszałam, że jeżeli tak, to mam radzić sobie sama, on nawet dziecka nie chce na oczy widzieć, i żebym zapomniała, że mi w czymkolwiek pomoże, zwłaszcza jeżeli to będzie miało związek z ciążą/dzieckiem.
    I jeszcze, że myślał, że skoro dzieci nigdy nie planowaliśmy, to tym bardziej zdania nie zmienię, i na zabieg jednak pójdę.
    Jednym słowem mówiąc: wyszedł z mieszkania, nawet nie mówiąc mi gdzie, i nie wiem, kiedy zamierza wrócić. Nic, po prostu poszedł bez słowa.
    Prawdę powiedziawszy, nie zaskoczyło mnie to. Pewnie, że aż takiej reakcji nie spodziewałam się, ale w zasadzie, znając jego stanowisko w tej sprawie, mogłam się spodziewać, jak zareaguje, jeżeli na zabieg nie pójdę.
    I to mnie tylko utwierdziło w tym, co napisałam wczoraj. W jego przypadku nie ma nawet mowy o dziecku. Nie, i koniec. I nie wierzę w cudowne zmiany i przemiany, nawet jak ew. zobaczy dziecko na oczy.
    Jeżeli on się przy czymś uprze, to tak musi być. Zawsze. Wiecznie stawia na swoim.
    Tak więc nie wiem, co teraz. I co robić.
  • olus22 31.07.13, 10:53
    I bardzo dobrze zrobiłaś nie idąc.
    A jeśli chodzi o twojego męża to myślę że z czasem zmieni zdanie.
  • cartyna 31.07.13, 10:56
    Popłakałam się... Bardzo Ci współczuję. Tak bardzo zawieść się na człowieku, którego się kocha... crying
    Daj mu czas. Może się opamięta. Jeśli Cię naprawdę kocha, to się opamięta.

    Odezwę się jeszcze, ale teraz ściska mnie za gardło...

    Dziękuję Ci, że nie poszłaś na zabieg.


    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • zwierzyna83 31.07.13, 11:05
    A to gnojek! I to jest chyba najbardziej trafne dla niego określenie- bo nie tak zachowuje się dorosły mężczyzna w takiej sytuacji! Popukać to chętnie ale ponieść konsekwencje to -radź sobie sama!Chyba nie taki jest tekst przysięgi małżeńskiej!!! Jedyne co go usprawiedliwia to chwilowy szok związany z całą sytuacją.
    Cieszę się Beretto, że nie poszłaś na zabieg -Twój wczorajszy post bardzo mnie poruszył myślałam o Tobie cały czas i nie mogłam się skoncentrować na niczym.Który to tydzień ?Jak się czujesz-z ciążą i z decyzją?Skąd jesteś?
  • lidka1988 31.07.13, 11:06
    Witaj,

    bardzo dobrze zrobiłaś, że nie poszłaś na zabieg. Ja dokonałam aborcji dokładnie 4 listopada 2011 roku. Też miałam milion powodów, żeby nie urodzić, a brakowało jednego żeby to zrobić. Wtedy miałam 23 lata, byłam w trakcie studiów, miałam inne plany. I od razu po wyjściu z kliniki żałowałam, łzy same ciekły mi po policzkach. Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym co się stało. Myślałam, że zabije dziecko i będzie po problemie, ale uwierz nie było. Patrzę teraz na moją przyjaciółkę, która ma półroczną córeczkę i jej zazdroszczę. Ona ma pewne problemy z mężem, ale mówi mi, że teraz jak ma córeczkę to już nawet tak bardzo się tym nie przejmuje, bo dziecko jest dla niej całym światem, ma dla kogo żyć.

    Moim zdaniem jeśli pod wpływem męża usuniesz dziecko, to i tak Wasz związek się rozpadnie. Nie wytrzymasz tego, będą pretensje, żal, smutek. Poza tym może mąż zmieni zdanie, nie za dzień, ale może za kilka miesięcy. A jeśli nawet nie to nie warto dla żadnego faceta zabijać własnego dziecka. Dobrze wiemy jak różnie jest w związkach, często się rozpadają, a dziecko nigdy Cię nie zostawi, będzie Cię kochać bezinteresowną miłością...

    Jeśli chciałabyś pogadać, o coś się zapytać, dowiedzieć się dokładniej co naprawdę czuje się po aborcji, to możesz napisać do mnie na maila gazetowego.
  • nordynka1 31.07.13, 12:05
    Beretto
    ja tez się poryczałam
    i chociaż jesteś w trudnej pierońsko trudnej emocjonalnie sytuacji ogromnie się ciesze, że nie poszłaś
    i gratuluję Ci męstwa

    mąż (o ironio "męstwo" to od "mąż"....) jest w szoku, zaplanował założył jakiś pewnik a tu nie wyszło
    jednak jestem zdania - podobnie jak wiele z nas - ze ta sytuacja to jest też sprawdzian dla waszego małżeństwa - szybko wyszło kogo mąż kocha najbardziej, bo z tego wszystkiego wynika, ze na pewno nie Ciebie ale siebie i swoje plany, kompletnie nie liczy się z Twoim zdaniem..nawet nie chce słuchać...owszem jest w szoku, ale nawet ten lęk przykryty agresją i krzykiem jest dla niego ważniejszy niż Ty..
    to co Ci zafundował to jest zwykły szantaż emocjonalny - paskudny i niemiły ale to tylko szantaż na Twoich emocjach: "nie pomogę" - może tak mówić ale są na to paragrafy zeby na dziecko łożył finansowo
    "radź sobie sama" - no jak dla mnie to on nie jest Ciebie wart, bo liczyłaś się dla niego o tyle o ile spełniałaś jego oczekiwania, a jak nie to spadówa

    nie jesteś sama - po pierwsze masz pod sercem dziecko które Cię kocha bezinteresownie na zabój i na zawsze - tylko dlatego, ze to właśnie Ty jesteś jego Mamą a, nie dlatego ze będziesz spełniać jego oczekiwania czy realizować plany...
    po drugie - masz nas - wiele z nas jest po takich sytuacjach życiowych ze pomożemy Ci we wszystkim - prawnie organizacyjnie medycznie - namiary paragrafy ośrodki pomocy - co tylko potrzebujesz
    jeżeli chcesz napisz z jakiej części Polski jesteś czy z jakiego miasta - na pewno zaraz znajdzie się chętna na spotkanie o pomoc osobiście, na zwykłe potrzymanie za rekę gdy chce się ryczeć...
    gratuluję Ci męstwa raz jeszcze
  • mojaada 31.07.13, 12:26
    C masz robic? Zyc dalej i pozwolic zyc dziecku, juz zdecydowalas w swoim serduszku,wiec teraz nie sluchaj rad i nacisku innych, bo to ty masz maluszka w sobie, to ty musialabys przejsc ten zabieg i to ty najbardziej bys cierpiala ze wszystkich. A zabieg to trauma na cale zycie, do tej pory pamietam, okropienstwo, pozniej bol fizyczny i psychiczny jeszcze gorszy. Wolalabym 10 dzieci urodzic niz jakiekiolwiek zabic. Ale dla mnie juz za pozno, nie podjelam slusznej decyzji i chcialabym byc teraz na twoim miejscu, zeby podjac dobrze decyzje i stawic czola wszystkim problemom dla tego dziecka.
  • mojaada 31.07.13, 12:45
    Dobrze dziewczyny radza, napisz z jakiego miasta pochodzisz, ktoras chetnie spotka sie z toba,porozmawia, psychiczne wsparcie jest teraz dla ciebie najwazniesze. Powinnas dostac je od meza ale coz, faceci sa jacy sa, ja ostatnio tez mam kryzys malzenski, tez laze smutna, jakos scierpie i wierze ze sie wszystko na nowo ulozy. Mam nadzieje ze maz pojdzie po rozum do glowy, a tak ci gadal zeby wywrzec na ciebie presje izebys poszla, wydaje mi sie ze ochlonie, jak urodzisz moze ci nawet podziekuje. Wspominalas cos ze tak nie bedzie, nawet nie wiesz jak ludzie sie zmieniaja pod wpywem dzieci. Jedna kobitka byla na forum, opowiadala jak ona to dzieci nienawidzi i kilkanascie innych powodow zeby dokonac aborcji, a pozniej jak urodzila byla bardzo szczesliwa, dziecko pokochala nad zycie i dziekowala na forum ze ja dziewczyny przekonaly. Jak dobrze poczytasz forum to znajdziesz jej wypowiedzi. Ochlon, maz tez ochlonie, wszystko sie ulozy, macierzynstwo to nie koniec swiata tylko poczatek nczegos pieknego/ Pozdrawiam
  • beretta2 31.07.13, 12:47
    Nie, ja wiem, że on nie zmieni zdania w tej konkretnej kwestii. Znam już go od kilkunastu lat, więc wiem, co może, a co nie.
    Nie chciałam też o tym pisać wczoraj, ale taki jego stosunek do dzieci wynika też z pewnej jego sytuacji z przeszłości, z tego, co parę ładnych lat remu zrobił. To ma spory związek z jego podejściem teraz.
    Do teraz nie wrócił, i nie wiem, kiedy zamierza to zrobić.
    A jak ja się czuję? Źle. Jestem rozdrażniona, chce mi się płakać. Czuję taką cholerną bezsilność, przykro jest mi jak nigdy, chociaż wiedziałam, jaka będzie reakcja z jego strony.
    Nawet nie wiem dokładnie, który to tydzień ciąży. Więc czeka mnie też w najbliższym czasie wizyta u ginekologa.
    Jestem z Wrocławia.
    Co do decyzji - czuję, że raczej zrobiłam dobrze, chociaż gdzieś tam w środku cały czas ,,miele'' te wszystkie za i przeciw, rozmyślam, jak to będzie, że może jednak umówić się na zabieg.
    Bardzo przykra sprawa.
  • nati1011 31.07.13, 12:58
    Beretta - cieszę się. Że dałaś sobie szansę.

    Co do męża. Nawet małżeństwo tylko cywilne zakłada posiadanie dzieci. Tym bardziej jeżeli macie ślub kościelny. Rozumiem, że mogliście nie planować tych dzieci, ale jednak nie biorą się one z powietrza, a 100% pewna antykoncepcja to jedynie szklanka wody zamiast. Podejmując pewne działanie mąż także powinien się liczyć z ryzykiem (?) pojawienia się dziecka.
    Jednak nieplanowanie dziecka a jego zabicie jak się nieplanowane pojawiło ma zupełnie różny ciężar gatunkowy.

    Dajcie sobie trochę czasu. Oboje. A jak dalsza rodzina? Macie dobry kontakt? ROdzice, rodzeństwo? Mozęsz liczyć na wsparcie z ich strony?


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • beretta2 31.07.13, 13:13
    Nie chce mi się tego już po raz któryś powtarzać, ale powtórzę: wiem (co oprócz wymienionych w pierwszym poście powodów), co stoi za jego stosunkiem (niechęcią) do dzieci. To jest taka sytuacja, o której dosłownie na forum nigdy nie napisze, ale z drugiej strony rozumiem, że nie chce nawet słyszeć o dziecku.
    Tu ma twarde warunki, i koniec. I mnie to wcześniej jak najbardziej pasowało, Teraz coś mi odwaliło z tym dzieckiem..
    O rodzinie nie ma mowy - wszyscy mieszkają daleko od nas, także odpada.
  • cartyna 31.07.13, 13:43
    Beretto, tak jak napisała jedna z dziewczyn: co innego jest nie planować dziecka i zabezpieczać się przed zajściem w ciążę - byłaś uczciwa wobec swojego męża, a co innego pozbyć się dziecka, które pojawiło się wbrew planom.
    Jeżeli teraz zmieniłaś zdanie to nie dlatego, że Ci "coś odwaliło z tym dzieckiem", albo, że oszukałaś męża (bo on pewnie tak twierdzi), ale dlatego, że Wasza sytuacja się diametralnie zmieniła, bo to dziecko już jest. I tyle w tym Twojej winy, co i Twojego męża.

    Natomiast wywieranie na Tobie presji abyś poddała się aborcji, jest po prostu świństwem, niezależnie od okoliczności i argumentów jakie ma Twój mąż, aby uzasadnić swoją niechęć do dzieci.

    Czy on w ogóle wziął pod uwagę to, że może to Ty nie będziesz mogła mu wybaczyć tego, że swoją postawą zmusił Cię do pozbycia się dziecka? Że razem z tym dzieckiem być może zabije Twoją miłość do niego?
    Czy jest aż tak bardzo zapatrzony w siebie, że nie chce widzieć tego, co jest dobre i ważne dla Ciebie? Czy to, że prawdopodobnie będziesz nieszczęśliwa po usunięciu ciąży, nie liczy się dla niego? Czy jest aż takim egoistą? Gdzie tu jest miejsce na miłość i dbanie o szczęście ukochanej osoby? Na poświecenie własnych planów dla wspólnego dobra?

    To bardzo, bardzo smutne sad

    Ja jednak wierzę w Twojego męża. Prawdziwa miłość zwycięży wszystko. Nawet jego głębokie uprzedzenia do dzieci. Bo to nie będzie jakieś dziecko, tylko WASZE dziecko. Połowa Ciebie i połowa Twojego męża. Nic tak bardzo nie łączy dwojga ludzi niż wspólne dziecko.



    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • beretta2 31.07.13, 13:50
    Nie chce mi się już tego tłumaczyć, i chyba nie ma sensu.
    Bo żebyście to w pełni zrozumieli, musiałabym o wszystkim napisać (a to nie wchodzi w grę).
    Wiem jedno: wtedy sami nie bardzo wiedzielibyście jak zareagować.
  • cartyna 31.07.13, 14:03
    Beretta, nawet jeśli przyjmiemy, że Twój mąż ma poważne powody, aby nie chcieć mieć dzieci, to proszę pomyśl o sobie i o tym, jak aborcja może wpłynąć na Twoje życie, gdybyś jednak tego pożałowała. O dziecku, które nie jest niczemu winne, już nie wspominając...


    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • cartyna 31.07.13, 14:13
    Wiem, że nie chcesz i nie napiszesz na forum o powodach Twojego męża, ale nawet gdyby przyjąć wymyślony przeze mnie powód - najgorsze co mi przychodzi do głowy, to sytuacja, w której Twój mąż mógłby się nieumyślnie przyczynić do śmierci jakiegoś dziecka, ma traumę i nie chce mieć dziecka, aby mu o tym nie przypominało - to nie mogę zrozumieć, jak zabicie tego maleńkiego życia pod Twoim sercem, mogłoby mu pomóc w wyjściu z Waszej sytuacji.

    Po aborcji problem nie zniknie. "To" już na zawsze pozostanie między Wami. Żywe dziecko lub myśli o tym, jakby to było gdyby ono było żywe.

    Czasu nie da się cofnąć. Można jedynie podjąć mniej lub bardziej ryzykowne decyzje.


    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • cartyna 31.07.13, 14:27
    A jeśli ktoś ma traumę, pod wpływem nawet bardzo trudnych przeżyć, to powinien poddać się terapii u psychoterapeuty, a nie uciekać od problemów i brnąć coraz dalej, pociągając za sobą ukochaną osobę sad O czystym sumieniu już nawet nie wspomnę sad

    --
    "Nic, że droga wyboista. Ważne, że kierunek słuszny" (W. Młynarski)
  • oliwkowa75 31.07.13, 15:03
    Wiesz, jeśli koleś nigdy przenigdy nie chce mieć dzieci, to powinien być na tyle odpowiedzialny, żeby powinien sobie zrobić wazektomię, lub całkowicie zrezygnować z seksu. Proste.
  • beretta2 31.07.13, 15:11
    Ja też nigdy nie chciałam mieć dzieci.
    To znaczy, że jestem nieodpowiedzialna? Że powinnam zupełnie z seksu zrezygnować?
    Tak pochopnie się nie ocenia.
    Łatwo się pisze z drugiej strony monitora.
  • mama.rozy 31.07.13, 16:55
    dopiero teraz weszłam i czytam
    przede wszystkim-gratulacjesmiledziecko to przekraczanie siebie,ciągła walka ze sobą.ale tego doświadczenia nie zamieniłabym na nic innego-mam czwórkę
    druga sprawa-pan mąż.wróci albo nie.i masz rację-nas z nim nic nie łączy i dlatego nam jest go łatwiej oceniac.wyłącznie negatywnie-bo tylko tak go znamy.
    umówiłaś się do ginekologa?chciałabyś się spotkac z kimś ze swojego miasta,żeby pogadac?
    --
    panilyzeczka.manifo.com/blog-pani-lyzeczki
  • nordynka1 31.07.13, 17:02
    Jeżeli stanowisko męża o tym, że nie chce mieć dzieci ma jakieś traumatyczne zaplecze z przeszłości to owszem jest to problem, ale nie Twój.
    Ty nigdy nie chciałaś dzieci (z Twoich postów wynika że i dla męża i dla siebie bo praca kariera itd) a w sytuacji kiedy jednak się to dziecko poczęło i już jest, Twoje dotychczasowe przekonanie się zmieniło/zmienia - co swoją drogą jest jak najbardziej naturalne.
    Jednak mąż nie może Cie obciążać swoimi lękami.
    To trochę tak jakbym nakazała odgórnie całej mojej rodzinie żebyśmy nigdy nie chodzili do lasu bo ja się boję i brzydzę pająków - oni by to może i rozumieli i się podporządkowali i tez by się automatycznie brzydzili pająków nawet bez oglądania ich z bliska i nawet uważaliby ten nakaz za swój wybór, do momentu kiedy któreś z nich niechcący nie zakosztowałoby uroków leśnych spacerów i jednak poszliby do tego lasu, a ja zaczęłabym wrzeszczeć że umawialiśmy się inaczej i że jak tak to ja odchodzę i radźcie sobie sami.
    Jasne że sytuacja inna i nie do porównania, ale jednak powtórzę - nie można nikogo obciążać swoimi własnymi lękami.
    Niestety nie jestem z Wrocławia, jeżeli jednak miałabyś ochotę pisz na mój gazetowy adres (nordynka1@gazeta.pl),
    mam nadzieje, że się jakaś dobra dusza z Twojego miasta tu znajdzie
  • beretta2 31.07.13, 17:46
    Pisząc szczerze, nie mam teraz za bardzo czasu na wizytę u ginekologa, chociaż wiem, że wypadałoby. No, ale na razie muszę sobie odpuścić.
    Nie wróci. Właśnie dostałam telefon od niego. Przepraszam - wróci, ale tylko po to, co jego. I że sama tak wybrałam, Powiedział to tak po prostu, Bez emocji. Co tam - ja mogę zostać sama ze wszystkim, w końcu chciałam tego. Boli bardzo. Ale co zrobić? Nikogo do niczego nie zmuszę.

    Cały czas krąży mi po głowie ta aborcja. Zrezygnowałam dzisiaj - nie żałuję. Chociaż nie wiem, co będzie dalej. Jak to poukładam wszystko. Bo sporo mam do ogarnięcia, więc nie ,,tylko'' ciąża jest problemem.
  • nati1011 31.07.13, 17:59
    przepraszam za to pytanie. Odpowiedz na nie tylko sobie.

    Czy wcześniej wszystko było w waszym małżeństwie w porządku? Bo to jednak dziwne, że w takiej sytuacji facet ot tak przekreśla kilkanaście lat wspólnego życia.



    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • oliwkowa75 01.08.13, 15:46
    Napisałam również o wazektomi, nie tylko o całkowitej rezygnacji z seksu wink Jeśli kobieta nigdy przenigdy nie chce mieć dzieci, i nie zamierza żyć w celibacie, to powinna sobie podwiązać jajowody.
  • nati1011 31.07.13, 17:56
    Nie złość się, jak ktoś napisze coś nietrafionego. Każdy tu chce ci pomóc, ale wiemy o was tylko tyle ile nam napisałaś i nie chcemy za bardzo wchodzić w wasze prywatne sprawy - to nie jest temat na forum, jeśli już to na prywatne maile. Czasem więc ktoś może napisać coś, co cię urazi - ale pamiętaj, ze robi to bez intencji urażenia ciebie czy twojego męża.

    Nie zamierzam oceniać ani ciebie, ani twojego męża, ani waszych motywacji czy życia. tak jak napisałam wasz plan się rozsypał. I nie jest ci z tym dobrze. W sumie to z każdym dniem wali się coraz bardziej. Tylko, ze aborcja to nie rozwiązanie. To jak bomba, rozwali wasze życie już do końca.

    Ciężko ci pomóc na odległość. W dodatku niewiele wiemy o całej sytuacji. Może mogłabyś komuś zaufać i porozmawiać szczerze. Czy to w realu czy na maila. Czasem obca osoba potrafi spojrzeć na nasz problem z pewnego dystansu i dostrzec coś co nam umyka.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • beretta2 31.07.13, 17:58
    Nie chciałabyś wiedzieć (naprawdę, nie chciałabyś) o co chodzi.
    Możesz mi nie wierzyć, możesz myśleć, że szukam dziury w całym, że pewnie znajduje jakieś wymówki - ale tak nie jest.
  • beretta2 31.07.13, 17:58
    I nie ma sensu tego wałkować.
  • nati1011 31.07.13, 18:03
    od kilkunastu lat pomagam kobietom w potrzebie. Poznałam wiele dramatów i tragedii. Masz rację za każdym razem to człowieka obciąża. Chcę ci tylko pomóc. Naprawdę niewiele mnie już dziwi. niestety.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • beretta2 31.07.13, 18:05
    Skoro tak:
    Możesz napisać tutaj kilka propozycji (brzmi to bardzo źle, ale żadne słowo mi teraz do głowy nie przychodzi), które Ci krąża po głowie.
    Jeżeli trafisz - napisze na prywatnego maila, czy dobrze.
  • beretta2 31.07.13, 18:06
    I żeby nie było - nie chodzi o żadną moją krzywdę. Chodzi o krzywdę dziecka.
  • nati1011 31.07.13, 18:22
    nie Beretta - to nie zabawa, a wasze życie to nie gra. Nic mi nie krąży po głowie i nawet nie próbuje się domyślać. Będziesz czuła potrzebę by się wygadać, to możesz pisać na maila: nati1011@gazeta.pl
    uznasz, że nie potrzebujesz tego, też dobrze. Jakby co to jestem.

    Można ci jakoś inaczej pomóc? Potrzebujesz czegoś?

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • beretta2 31.07.13, 18:29
    Nie. Jedyne, czego teraz potrzebuję to święty spokój. Nic więcej. Sama z wielką chęcią uciekłabym, ale nie mogę. Ta ciąża przewróciła teraz wszystko do góry nogami - niestety aż za bardzo. Nie tak to sobie wyobrażałam i nie tak chciałabym.
    Jeżeli jednak zdecyduje się na aborcję, to nie napiszę tutaj już nigdy.
  • zwierzyna83 31.07.13, 19:02
    Beretto ale przecież Ty nie chcesz zabić TEGO DZIECKA. gdybyś chciała to dziś byłoby już po wszystkim. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby Twój mąż zareagował inaczej , przytulił powiedział " Kurcze, Miśku nie planowaliśmy maluszka ale damy radę - jak nie my to kto?" to po pierwszym szoku nawet byś się ucieszyła i zamiast trafiać na to forum oglądałabyś ciuchy ciążowe i wózki.
    Nie obrażaj się i nie gniewaj. Wszyscy tu chcą Ci pomóc, ustrzec przed największą tragedią w życiu. Twój mąż ma traumę związaną z dziećmi. A Ty nie miałabyś traumy po zabiciu waszego dziecka? Niezależnie od tego co złego stało się w Jego/Waszej przeszłości to nie usprawiedliwia kolejnego zła.
    A jaki masz kontakt ze swoimi rodzicami, z Jego rodziną?Jak oni zareagują na wiadomość o ciąży?Ucieszą się , wesprą - wiem, że trudno na odległość - ale szczerą rozmową i świadomością, że jest ktoś po Twojej stronie.
    Nie jestem z Wrocławia, nie byłam nigdy w takiej sytuacji ale jak chcesz pogadać to pisz na maila - nick jak wyżej@gmail.com
  • mama.rozy 31.07.13, 19:05
    chcesz się spotkac z kimś z Wrocławia?mogę to zorganizowac pewnie i na jutro,jak chcesz,mogę nie określic,o co chodzi.żebyś z kimś pogadała
    --
    www.kresy.pl/
  • nordynka1 31.07.13, 19:18
    niezależnie od tego co zrobisz co zadecydujesz ja będę o Tobie pamiętać
    jeżeli ma to jakiekolwiek dla Ciebie znaczenie dodam, że zawsze już będę pamiętać o Tobie w modlitwie

  • mojaada 31.07.13, 20:40
    Moze twoj maz wyrzadzil krzywde jakiemus dziecku, moze najstraszniejsza ale teraz chce wyrzadzic kolejna Zamiast zadoscuczynic to popelnia kolejny blad, a ty razem z nim.Chcesz miec dziecko ale on nie i dlategoo myslisz nad aborcja, bo on nie chce dziecka widziec.
  • beretta2 31.07.13, 20:59
    Przepraszam Was za wszystkie moje nerwowe wypowiedzi. Nie potrafię opanować nerwów, przyznaję. Naprawde przepraszam. Nie chciałam żadnej z Was urazić. Bardzo Wam w ogóle dziękuję za odzew w moim wątku, i za te wszystkie słowa.
    Trzymajcie się.
    Pa.
  • nati1011 31.07.13, 21:25

    Beretta - nie musisz przepraszać. Wiemy, że czujesz się nie najlepiej.

    Chcemy ci naprawdę pomóc. I serdecznie współczujemy ci trudnej sytuacji. To nie tak powinno wyglądać. ALe życie nie zawsze jest łatwe i piękne. Pamietaj jednak, że tu jesteśmy. I nie jesteśmy twoimi wrogami.

    Trzymaj się. I daj znać co u ciebie. Bez względu na to co zdecydujesz. Ale nie rób nic nieodwracalnego zanim nie bedziesz tego w 200% pewna. Naprawdę łatwiej jest pomóc kobiecie w najtrudniejszej nawet sytuacji w ciąży niż kobiecie w traumie po aborcji.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • chealsyka27 31.07.13, 21:02
    Slusznie zrobilas. Myslisz, ze Wasz zwiazek przetrwalby, jezeli kazde z Was byloby tak strasznie obciazone emocjonalnie i psychiczne, on własna przeszloscia, a Ty aborcja? Za rok o tej porze bedziesz calowac małe dłonie i dzièkować, ze w lipcu 2013 nie popelnilas najwiekszej zbrodni na własnym dziecku. Bedzie zawsze ktoś przy Tobie. I nie generalizuj patrzac na dorastajacego nastolatka, kt uderzyl matke. Tego nie przewidzisz, a moze Twoje dziecko bedzie co roku przynosic czerwony pasek, zdawac olimpiady i dostanie sie na najlepszy uniwersytet?
    Widac, ze chcesz je mieć, hormony robia teraz swoje i nawet planowane ciaze sa zaskoczeniem! to niedowierzanie, ekscytacja. Nie odbieraj sobie spokoju ducha, nie wybaczysz sobie. Jestes juz matka i jestem pewna, ze gdybys poronila, bardzo bys rozpaczala. Ono juz w Tobie żyje.
  • chealsyka27 31.07.13, 21:09
    a moze dziecko byloby dla niego pewnå terapiå?
  • mama.rozy 31.07.13, 21:17
    beretta-chcesz się z kimś zobaczyc?
    macierzyństo nie jest łatwe samo w sobie,a Tym masz wyjątkowo pod górkę...
    --
    www.zakatek21.pl/portal/
  • mlody.lew1990 31.07.13, 22:36
    Hej. Myślę, że za bardzo słuchasz się męża i opierasz swoje zdanie na jego zdaniu...które zresztą jest raniące stricte dla Ciebie i całej rodziny. Nie myśli o Twoim późniejszym stanie psychicznym. Bardzo się boisz z tego co czyte wam jego reakcji, gdy mu powiesz, że chcesz urodzić ale pamiętaj, że mężczyzna nie powinien nastawać na życie swojego dziecka. Broń je jako matka- bo już nią jesteś, bo dziecko już żyje w Tobie! Pamiętaj, że jego serce bije od 21 dnia. Zresztą sama zobacz:

    www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=05qYG4pIkxc#t=47s
  • calimeczka 01.08.13, 10:17
    Dziewczyny, nie atakujcie męża Beretty, nie znamy powodów jego podejścia i nie domyślimy się tego raczej. A to prywatna sprawa ich małżeństwa, nie do rozstrząsania tutaj. Jeśli Beretta akceptowała jakieś tam wcześniejsze doświadczenia/przeżycia męża, nawet traumatyczne, to moim zdaniem tylko świadczy o jej wyrozumiałości i akceptacji - czyli jak najbardziej wskazane cechy dla udanego małżeństwa.
    Beretta, podjęłaś słuszną decyzję nie idąc na zabieg, mam nadzieję że pomimo sytuacji w której się znalazłaś, nie zmienisz zdania.
    Wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji - wiadomość o ciąży i odrzucenie ze strony męża. Nie byłam w takiej sytuacji, ale dość obrazowo potrafię ją sobie wyobrazić - i wiem że jest Ci ciężko. Mam nadzieję jednak że nie zmienisz zdania.
    Jestem pewna że sobie to wszystko na spokojnie poukładasz i przeorganizujesz w głowie. I że nie stracisz sensu życia z powodu tej decyzji - wręcz przeciwnie, będzie ono teraz wypełnione.
    Pisz tutaj jeśli tylko potrzebujesz. Pozdrawiam i trzymaj się.
  • mojaada 01.08.13, 11:19
    Beretta jezeli nie zniesie twoj maz dziecka w domu, to lepiej zebys urodzila i oddala, nawet adopcja za wskazaniem.
  • calimeczka 01.08.13, 19:09
    Beretta, mam nadzieję że się odezwiesz.
    Napisałaś że jeśli zmienisz zdanie, już nigdy tutaj nie napiszesz...
    Niepokoję się o Ciebie, odezwij się jak tam psychiczne samopoczucie.
  • beretta2 09.08.13, 13:52
    Długo się nie odzywałam, bo musiałam to wszystko raz jeszcze przemyśleć (mieszkanie, nowe miasto, praca, maż, który, jak wtedy wyszedł, tak do teraz nie wrócił uncertain ).
    Jednym słowem mówiąc: zostałam ze wszystkim sama, i sama muszę wszystko zorganizować.
    Nikogo nie chcę prosić o pomoc, a tym bardziej rodziny męża. Łaski bez.
    Zabieg mam na poniedziałek.
    Raz jeszcze dzięki wszystkim za odpowiedzi.
  • mojaada 09.08.13, 14:14
    Moz kiedys zdasz sobie sprawe ze moglas jednak urodzic, ze za latwo sie poddalas. Pomodle sie za ciebie i twoje malenstwo, tylko tyle moge.
  • mamawojtuska79 09.08.13, 18:53
    No cóż to jest twoja decyzja i jak widzę ją już podjęłaś. Tak z ciekawości zapytam się: czy twój mąż wróci do ciebie po zabiegu, czy jesteś pewna że będziesz potrafiła w pełni cieszyć się z pracy, swojego małżeństwa, nowego mieszkania. Trzymaj się i powodzenia, choć przyznaję że nie rozumiem twojego postępowania bo jak ktoś kto ma tyle empatii dla zwierząt nie potrafi jej wskrzesić dla własnego dziecka.



    --
    1.10.2009 r. Wojtuś 24tc 790 gr. mojmalyrycerzwojtus.blogspot.com/
    16.09.2010 r. Wiktorek 32 tc 1780 gr.
  • beretta2 09.08.13, 20:46
    Nie mam żadnej pewności. W niczym teraz pewna nie jestem. Oczywiście na męża już nie liczę.

    Nie wiem, czy będę potrafiła się cieszyć czy nie.
    Ale można to też odwrócić: jaką masz pewność, że się będę cieszyła mieszkaniem/praca, kiedy dziecko się urodzi? Też może być kiepsko. Prawda jest taka że urodzenie dziecka tez nie daje gwarancji, że będzie super i radośnie. Nie ma się co oszukiwać.

    Zostałam sama, rozumiesz? Sama. Ja wiem: wiele kobiet wychowuje samotnie, wiem, że ludziom rodzą się dzieci upośledzone, ja naprawdę rozumiem, że wielu osobom jest ciężko.
    Ale mnie też nie jest łatwo. Nie mam żadnego wsparcia. Dosłownie żadnego.
    Wiem (tak, wszystko przez te ostatnie dni sprawdzałam/obmyslałam), że nikt mi nie pomoże, w żaden sposób.
    Ja już psychicznie nie daje rady. I nie chodzi tylko o całą sytuacje z mężem (chociaż to największy cios). Ostatnio nie mam chwili spokoju, wiecznie cos się dzieje, coś trzeba pilnować/załatwiać. Już się gubię w tym wszystkim.
    Ktoś może powiedzieć, że zabieg to pójście na łatwiznę, że powinnam się ogarnąć i ratować dziecko - być może. Każdego sprawa.
    Może potoczyłoby się to zupełnie inaczej, gdybym dostała jakąkolwiek, najmniejszą chociaz pomoc (i nie chodzi o pomoc finansową).
  • lidka1988 09.08.13, 21:04
    Zastanów się jeszcze raz. Wiem, że możesz uznać to za hipokryzję,że dziewczyny, które same usunęły teraz próbują Ciebie namówić do urodzenia dziecka. My po prostu wiemy co będzie się z Tobą dziać po wszystkim, jak będziesz nocami płakać w poduszkę, jak będziesz strasznie żałować. W moim przypadku było tak, że po aborcji nic się nie ułożyło jak chciałam, wiele rzeczy straciło sens, rozsypało się na kawałki. Teraz pewnie pomyślisz, że to tylko puste słowa, ale jeśli to zrobisz to prędzej czy później tutaj wrócisz z ogromnym cierpieniem i wołaniem o pomoc...

    Będę się modlić za Ciebie i dzieciątko. Mam nadzieję, że zmienisz zdanie.
  • mojaada 09.08.13, 22:00
    Beretta aborcja to nie łatwizna i dlatego chcemy cie przed tym ustrzec. Łatwizną tez nie jest urodzic i wychowac dziecko, wiemy ile wysilku to kosztuje gdyz mamy dzieci. Jedne z nas dokonaly aborcji i zaluja, drugie nie usunely i sie z tego powodu ciesza, sa na pewno kobiety ktore na chwile obecna nie zaluja aborcji, ale ty raczej sie do nich zaliczac nie bedziesz bo jestes wrazliwa osoba. Gdybys sie nie wachala to bys poszla usunela i nawet tu nie pisala. Najczęstsza przyczyna dla ktorej kobieta usuwa dziecko to brak wsparcia, brak milosci i troski zwlaszcza od partnera, meza czy rodzicow. Nie masz kogos bliskiego kto moglby ci dac takie wsparcie? Jak chce to pisz na gazetowy mojaada@gazeta.pl
  • mojaada 09.08.13, 22:17
    Chodzi mi glownie o to ze ani aborcja ani wychowanie dziecka do latwych rzeczy nie nalezy, a lepiej zmagac sie z problemami zycia codziennego i miec dla kogo sie zmagac - dla tego maluszka ktory bedzie obok ciebie, niz pozniej sie zmagac z problemami zycia codziennego plus ze zlym stanem psychicznym po aborcji.Bo teraz czujesz sie samotna, a jak mimo tego ze usuniesz to twój mąż nie wroci ?Wtedy tym bardziej bedziesz samotna. A tak to zawsze bedziesz miala dla kogo zyc, dla kogo pracowac, dla kogo sie starac i przede wszystkim bedziesz miala malenstwo na ktore przelejesz cala milosc. Jak moj poprzedni facet mnie bil to jedyna osoba dla ktorej sie trzymalam byla moja coreczka, mialam stany depresyjne-wtedy tez dokonalam aborcji crying , nie chcialo mi sie przez niego zyc, ale jak tylko na nia spojrzalam wiedzialam ze musze dac rade. Pozniej jak od niego odeszlam i dlugi czas bylam samotna mama to tez bywaly ciezkie dni. Kiedy juz czulam sie bezsilna, samotna to wtulalam sie w nia jak spala, czulam jej zapach, oddech i sie wyciszalam. Nabieralam wtedy sil na nastepny dzien, teraz zycie mi sie ulozyloi jestem szczesliwa z obecnym mezem, mam 2 coreczke-ma 4 miesiace. Nie wiesz jak bedzie z toba, ja tez myslalam ze juz nigdy mi sie nie ulozy, a jednak ulozylo, czego tobie rowniez zycze.
  • beretta2 09.08.13, 22:30
    Nie wiem, co mogłoby zmienić moją decyzję.
    Sama nie mam już sił na nic. Dosłownie. Jakoś już mi chyba przestało zależeć na tym wszystkim.

    Pytałam, powiedziałam bliskim - dostałam w odpowiedzi, że muszę radzić sobie sama.
    Oni nie pomogą, bo mieszkają daleko, maj swoje życie i nie będą przejmowac sie jeszcze moimi problemami.
    Finansowo jakoś to wszystko ogarnę, ale organizacyjnie jestem w rozsypce totalnej.
    I możecie wierzyć, możecie nie wierzyć - naprawdę jestem z tym sama.
    Tutaj nie znam nawet za bardzo nikogo, z nikim nie złapałam kontaktu.
    Wrocław to dla mnie nadal obce miasto, i pewnie długo takim pozostanie.
    Mam już umówiony termin u ginekologa, już wszystko ustalone, mam miec opiekę po zabiegu.
    Nie mogę z tego teraz zrezygnować. Już wystarczy, że raz odwołałam.
  • calimeczka 09.08.13, 22:39
    Beretta.... mając męża przy boku, czy też mamę/siostrę,/przyjaciółkę... nie zawsze jest łatwiej.
    Ostatecznie i tak większość kobiet musi sobie poradzić samej.
    Czasami z tym mężem lub z kimś tam obok jest czasami trudniej właśnie się ogarnąć.
    Myślę że dałabyś radę, zwłaszcza jeśli finanse nie spędzają Ci snu z powiek.
    Trzeba tylko chcieć. I tu właśnie jest pytanie - czy chcesz?
    Łatwiej jest dokonać aborcji. Ale trudniej przeżyć całe życie z ciężarem tej decyzji.
    Trzymam kciuki za Ciebie, i odzywaj się.
  • beretta2 09.08.13, 22:48
    Są również kobiety, które w ogóle nie żałują aborcji. Pamiętaj o tym.
    Pewnie, nigdy nie wiadomo, jak dany człowiek zareaguje - ale trzeba też przyjąć do wiadomości, że są kobiety, dla których ta decyzja większego znaczenia nie miała i nigdy nie będą jej żałować. Wręcz przeciwnie - będą się cieszyć, że zdecydowały się na zabieg.
    I nie, to nie jest usprawiedliwianie swojej decyzji. Taka jest prawda.
    Ja też jestem człowiek, wiesz? Moga mi nie spędzać finanse snu z powiek, ale oprócz kasy jest masę innych rzeczy.
  • mojaada 10.08.13, 09:20
    Bereetta dziesiec wdechow i wydechow otrzasnij sie! Skoro finanse nie maja tu nic do rzeczy to dasz rade! Sluchaj mam dobra przyjaciolke, naprawde lubi sluchac wink i na pewno jak do niej zadzwonie do wrocka to sie z toba spotka. Pisalam do niej czy jest we wrocku czy gdzies moze pojechala na week, czekam na odpowiedz od niej. Lubi dlugo spac to jej telefonami nie mecze wink Ma tez fajna rodzinke, zawsze mozesz sie znimi spotykac jak bedziesz czula sie samotna. Moja znajoma tez wieczny samotnik i czesto sie nudzi bo zycia do tej pory tez sobie nie ulozyla. Ja we wrocku niedlugo tez bede, do miesiaca max , mozemy sie spotkac pogadac. Mieszkam od wrocka 60 km, jak nawet chcesz to zapraszam jutro do siebie na obiad, tyle ze musialabys dojechac, jak cos to na priv moge ci napisac gdzie. Poznac zawsze kogos mozesz kto bedzie cie wspieral i z toba pogada. Nie szukaj sobie powodow aby usunac, bo pozniej znajdziesz wiecej powodow dla ktorych moglas urodzic. Skoro masz zaplecze finansowe to chetna jestem cie poznac porozmawiac, moja znajoma zapewne tez chcetnie cie pozna i potowarzyszy w samotnosci. Daj sobie szanse i temu dziecku. Zawsze nawet na week mozesz do mnie przyjechac odpoczac w gorach, cisza, spokoj, male miasteczko. Zastanow sie i jak cos to napisz na priv jezeli chcesz mojaada@gazeta.pl
  • mojaada 10.08.13, 09:36
    Nie dokonczylam zdania i zaczelam nastepne...
    Chcialam napisac ze : Skoro masz zaplecze finansowe to na pewno sobie poradzisz z utrzymaniem malucha i ze jestem chetna cie poznac i porozmawiac...
    Szybciej mysle niz pisze wink
  • nordynka1 10.08.13, 17:13
    Beretto

    czego potrzebujesz najbardziej? jaki brak doskwiera Ci najmocniej? jakiego braku najbardziej się boisz, jeśli miałabyś dziecko urodzić?

    jeśli nie chcesz tu pisać napisz na nordynka1@gazeta.pl -
  • zwierzyna83 09.08.13, 22:49
    Beretto, piszesz, że zostałaś z tym wszystkim sama. To nieprawda. W poniedziałek dopiero możesz zostać Z TYM WSZYSTKIM sama, całkiem sama, wprost niewyobrażalnie sama....
    Nie znasz nikogo w obcym mieście - myślisz, że poznasz nowych ludzi z taką raną w sercu, z poczuciem winy?To może być przyjaźń warta 100zł za godzinę rozmowy raz w tygodniu...
    Ale możesz też za chwilę już nie być nigdy sama - za kilka tygodni poczujesz pierwsze ruchy dziecka, sąsiedzi uśmiechną się do ciężarnej sąsiadki i zapytają kiedy rozwiązanie i jak się czujesz, na spacerze zagada mama bobasa w tym samym wieku i potrajkotacie o kupach i karmieniu, a już w piaskownicy to się dopiero zacznie nawiązywanie znajomości z mamą Kasi czy Piotrusia której Twój malec nasypał piaskiem w oczysmile
    Jeśłi finanse nie są głównym problemem to organizacja to naprawdę pikuś. Kilka postów wcześniej napisałam Ci adres mailowy - wciąż aktualne.
  • mama.rozy 10.08.13, 14:04
    nie jesteś sama
    masz wokół mnóstwo ludzi-ju,znie raz prpopnowałam ci kogoś w realu z wroclawia
    tylko musisz chciec
    --
    www.kresy.pl/
  • mojaada 10.08.13, 16:56
    Strach ma wielkie oczy, ja z kazda ciaza czulam wielkie obawy nawet ta planowana.
  • beretta2 11.08.13, 18:22
    Postaram się jakoś ogarnąć ten syf wokół siebie, ale nie wiem, na ile dam radę.
  • ad72 11.08.13, 22:19
    Kilka dni temu Beretto przeczytałam twój post i cały czas wchodzę na forum sprawdzić co u ciebie słychać, na to forum trafiłam własnie pod koniec marca tego roku, dokładnie dzień przed planowanym zabiegiem, byłam w 5 tygodniu ciąży umówiona na zabieg, też byłam tym wszystkim przerażona mam skończone 41 lat , dwóje maluchów w wieku 3 i 6 lat, ciężko jest nam organizacyjnie, dzieci ciągle chorują, oboje pracujemy, mamy duży dom ale cały czas żyjemy w biegu i tu kolejna ciąża , miałam tyle argumentów do aborcji a to że wiek, a to że teraz jestem pochłonięta pracą zawodową i oczywiście jak będziemy sobie radę dawać z trójka dzieci, mąż nie chciał słyszeć o kolejnym dziecku, mimo iż z dwóch pierwszych bardzo sie cieszył, ale czytając na tym forum historie dziewczyn uświadomiłam sobie czym sa moje dylematy w porównaniu z niektórymi problemami dziewczyn które zdecydowały sie urodzić i jakoś sie wszystko ułożyło. Pamiętam od kiedy sie dowiedziałam o ciąży strasznie cały czas płakałam, byłam w fatalnym stanie psychicznym, nie chciałam z nikim rozmawiać , mąż ciągle powtarzał że uszanuje każda moją decyzję, niestety gdy zdecydowałam sie urodzić przestał sie do mnie odzywać, wręcz się obraził dlaczego zmieniłam w ostatniej chwili zdanie, wiesz co ja w tej chwili stałam sie bardzo silną kobietą jakbym dostała skrzydeł, powiedziałam do dziecka skoro tata cie nie chce to ja muszę walczyć o to ciebie, pomyślałam sobie trudno jakoś dam radę może nawet zostanę sama z trójką, ale nie usunę na pewno tylko dlatego że facet tak chce. Dziś jestem w 25 tygodniu ciąży spodziewam sie zdrowej córeczki, mężowi po ok. tygodniu przeszła złość, dziś bardzo się cieszy ze nie usunęłam tej ciąży, moje starsze dzieci nie mogą się doczekać siostrzyczki, w pracy dobrze przyjęli wiadomość o ciąży, dodam że nadal pracuję, wszystko naprawdę sie dobrze ułożyło, strasznie żałuję że myślałam o usunięciu mojej córeczki naprawdę sie z tym źle czuję, dlaczego chciałam sie jej pozbyć skoro na dwoje poprzednich czekałam z radością, dlatego proszę cię zastanów sie nad decyzją o aborcji, pozdrawiam
  • beretta2 11.08.13, 22:30
    Widzisz, Twojemu mężowi złość przeszła.
    Mój wyszedł wtedy i do teraz nie wrócił. A telefonicznie poinformował mnie, żebym zapomniała, że go kiedykolwiek jeszcze zobaczę.
    To chyba jednak zasadnicza różnica, prawda?
    Pozdrawiam.
  • nordynka1 11.08.13, 23:12
    gdybym tylko mogła teleportowałabym się teraz do Wrocławia żeby potrzymać Cię za rękę i pobyć z Tobą, żebyś poczuła fizycznie, jak wielu osobom zależy na Tobie
    odległość od Trójmiasta to uniemożliwia, niestety

    nieustannie jestem myślami przy Tobie
  • mojaada 12.08.13, 07:45
    Beretto jezeli bez wzgledu na twoja decyzje on nie wroci to oznacza ze juz od jakiegos czasu chcial sie rozstac, a dziecko to byla po prostu okazja do tego aby to zrobic. Prosze napisz do mnie, spotkam sie z toba we wroclawiu, pogadamy, naprawde mozesz poznac wiele osob ktore beda cie wspierac chocicazby psychicznie. Nie jestes sama jak to piszesz i wielu osoba zalezy na twoim szczesciu mimo ze ich nie znasz.
  • emilia4321 12.08.13, 10:22
    Beretta, napisałaś, że mąż na wieść o ciąży wyszedł i nie wrócił. Jak myslisz, czy on dobrze postąpił? Czy mężczyżnie zależy na kobiecie jeśli opuszcza ją na wieść o ciąży? Wymusza na niej tym samym zabicie ich własnego dziecka? On będzie miał święty spokój, jeśli usuniesz, a Ty poniesiesz konsekwencje psychiczne i fizyczne oraz grzech, (jesli jesteś wierząca to wiesz V przykazanie - Nie zabijaj). W Twojej sytuacji zdecydowanie bardziej zależałoby mi na dziecku, które kiedyś mogłoby Cię bardzo kochać, opiekować się Tobą na starość, wspierać Cię gdy będziesz chora, samotna - niż na mężu, ktory , sorry, ale w mojej ocenie jest nic nie wart. Aborcja - farmakologiczna czy chirurgiczna to zawsze zabicie w okrutny sposób dziecka, Twojego dziecka. Napisałaś parę dni temu, że też jesteś człowiekiem i coś tam. Twoje dziecko choć ma parę milimetrów czy centymetrów to tez CZŁOWIEK. też chciałby żyć. Myślisz, że masz takie prawo pozbawić życia CZŁOWIEKA?
  • beretta2 12.08.13, 14:18
    Nie jestem wierząca, ale to tutaj akurat nie ma żadnego znaczenia.
    Jestem już po zabiegu.
    Tak, mam świadomość, że mąż do mnie nie wróci. Nawet jeżeli nagle odmieniłoby mu się, ja nie chciałabym go widzieć. Zranił mnie potwornie, a ja nie zapominam czegoś takiego.

    Sam zabieg przebiegł bez komplikacji. Jestem trochę osłabiona, ale ogólnie czuję się dobrze. Mam się nie przemęczać, sporo leżeć, unikać wysiłku fizycznego. Za parę dni mam się zgłosić tylko na wizytę kontrolną.
    I chyba to tyle nt samego zabiegu.

    A Wam raz jeszcze wielkie dzięki za wszystkie komentarze.
  • nordynka1 12.08.13, 14:35
    +++
  • nordynka1 12.08.13, 15:00
    propozycja wsparcia wciąż aktualna, nadal jesteś w mojej pamięci - i już pozostaniesz na zawsze Beretto
  • mama.rozy 12.08.13, 15:31
    +
    --
    www.dlaczego.org.pl/
  • lidka1988 12.08.13, 16:17
    Ogromnie żałuję, że nie zawsze wygrywamy tą walkę o życie... +++

    Bertto napisz czasami co u Ciebie i jak się czujesz.
  • ania19577 20.06.14, 20:19
    Witaj! Gdybym miala komputer 30-lat wczesniej i i przyjazne mi osoby ktore by mnie od tej decyzji odwiodly bylabym dzis szczesliwa osoba,niestety stalo sie inaczej tej decyzji zaluje z calego serca,nie ma dnia abym o tym nie myslala i plakala ze tak uczynilam,mimo ze minelo juz tyle lat,ta mysl nie daje mi spokoju i zamecza mnie kazdego dnia,jak moglam zamordowac wlasne dziecko,bo to jest morderstwo.Tylko osoba wyzuta z wszelkich uczuc nie ma wyrzutow sumienia.Narodziny dziecka jest to Dar od Boga jest cudem.Kobiety niektore tak bardzo pragna miec dziecko ale nie moga,dlatego BLAGAM CIE NIE ROB TEGO abys nie przezywala tego co ja kazdego dnia i nocy, zobaczysz ze wszystko sie ulozy i bedziesz szczesliwa.Pozdrawiam Cie serdecznie
  • emilia4321 12.08.13, 16:16
    No cóż, bardzo szkoda, ale twój Aniolek juz w niebie. Małe sprostowanie Beretto - TO NIE BYŁ ZABIEG. Zabieg to np wyrwanie zęba czy wycięcie wrzoda, to było coś innego... może kiedyś zrozumiesz... Jak Ci będzie kiedyś źle, Beretto, napisz tu, pomożemy Ci.
  • kopiko-lol 10.07.14, 15:37
    biedne dzieciatko sad juz Go nie ma... sad
    --
    ???
  • ankamch 25.02.18, 17:25
    Beretto jak sie czujesz po tym?
  • martusia81 12.08.13, 22:24
    (*) ciezka sprawa...crying(((
  • mojaada 13.08.13, 00:08
    Przykro mi ze sobbie nie poradzilas z tym wszystkim, rozumiem jak bardzo czulas sie samotna, szkoda ze nie dalas zapelnic swojej pustki malenstwem. Jakbys zle sie czula mozesz do mnie pisac ,zawsze moge podjechac do wrocka i sie z toba spotkac .
  • calimeczka 13.08.13, 09:55
    [*]
    szkoda...

  • ca.melia 05.10.13, 12:25
    Nie oceniam

    trzymaj się. I nie rozpamiętuj co by było gdyby...

    przeczytałam całość. Twój mąż cię nie kocha. Nigdy nie kochał. Tyle dobrego, że gnoja z domu się pozbyłaś.
    --
    [url=http://fajnamama.pl][img]http://fajnamama.pl/suwaczki/rt75bv2.png[/img][/url]
  • aniolek.stroz 18.04.18, 13:15
    Rok temu temu na aborcyjnym forum pojawiła się kobieta, która szybko i stanowczo chciała pozbyć się swojego dziecka. O maluszku rozwijającym się w jej łonie pisała: „pasożyt”. Była wdzięczna feministkom, które pomogły jej zamówić pigułki śmierci z zagranicy:

    „Hurra!!!! Dziewczyny paczka już jest u mnie smile jestem mega zadowolona i w wielkim szoku że nawet 7 dni nie czekałam”.

    Ich fabryka śmierci działa właśnie tak szybko. Wystarczy się zalogować, wykonać przelew i czekać na przesyłkę. Tak zrobiła ta kobieta. Po połknięciu pigułek napisała:

    „Już niedługo będę wolna... nie mogę się doczekać”.

    Trucizna zadziałała – pigułki wywołały u niej poród. Ciało 4 miesięcznego dziecka wrzuciła do ubikacji. Feministki gratulowały jej pozbycia się „pasożyta”. Po roku ta sama kobieta wróciła na forum. Tym razem napisała już coś zupełnie innego:

    „nie mogę pozbierać się po tym wszystkim co się wydarzyło... sad nadal nie uporządkowałam swojego życia prywatnego ani nie jestem w ciąży, latka lecą a ja załamuje się coraz bardziej... Minął rok od akcji a w głowie i przed oczami obrazy są nadal.... sad„

    Zamiast wolności – zniewolenie. Śmierć, cierpienie, wyrzuty sumienia… Zamiast pozbycia się „problemu” - jeszcze większe kłopoty. Bo faktyczne pragnienia tej kobiety były zupełnie inne od tego, na co namówili ją aborcjoniści:

    „Chciałabym bardzo teraz być matką (...) Idę na badania bo nie ukrywam że chęć posiadania potomstwa jest silniejsza ode mnie. Nie potrafię sobie tego wybaczyć sad„

    Zamiast być szczęśliwą matką tulącą w ramionach swoje maleństwo, jest matką zamordowanego dziecka. Nie ona jedna padła ofiarą aborcyjnej propagandy.

    BÓG CIĘ KOCHA! ZAWSZE MOŻESZ URODZIĆ I ŻYWE DZIECKO ZOSTAWIĆ W SZPITALU. NIE ZABIJAJ
  • mzkp.katarzyna 05.07.18, 13:22
    Witam, jestem psychologiem i pracuję z kobietami po dobrowolnym usunięciu ciąży (gabinet we Wrocławiu). Zapraszam do kontaktu, MASZ Z KIM POROZMAWIAĆ, email: mzkp@psychodiary.net, więcej info mzkp.psychodiary.net.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.