Dodaj do ulubionych

Moja historia dla kobiet przed decyzją

15.09.13, 19:47
Witam.
Chciałabym opowiedzieć swoją historię. Jestem matką 5 latka. Na początku roku postanowiliśmy z mężem postarać się o drugie dziecko. Udało się szybko, bo już w 2 cyklu. Ciążę znosiłam dobrze, nawet lepiej niż pierwszą. Wielką radość poczułam gdy w 8 tygodniu zobaczyłam bijące serduszko na usg...
W 12 tygodniu miało odbyć się usg genetyczne. Strasznie się bałam czy wszystko ok. W pierwszej ciąży z synkiem nie miałam usg genetycznego i później bardzo się martwiłam czy wszystko będzie ok. Urodził się zdrowy.
Na usg szłam z lękiem, ale także z poczuciem radości, że zobaczę własne dziecko. Pani dr przyłożyła głowicę do brzucha i od razu powiedziała, że coś jest nie tak. Przezierność powiększona, brak noska i wada serca...sad((((Po usg ryzyko zespołu Downa wynosiło 1:8sad Zrobili biopsję kosmówki. Wynik był wyrokiem: zespół Downa, dziewczynkasad((Wynik otrzymaliśmy już na drugi dzień bo badanie było robione jakąś nowoczesną metodą. Wtedy to co poczułam nie da się opisać. Szok,szok,szok i jeszcze raz szok, niedowierzanie....Pani dr zapytała jaka jest nasza decyzja, bo zespół Downa kwalifikuje do usunięcia ciąży w Polsce. Powiedziała, żebyśmy się zastanowili, ale papiery do szpitala można załatwiać.
No to się zastanawialiśmy... ja, mąż, moi rodzice, siostry wszyscy czytaliśmy na temat tej choroby w internecie. Okazało się, że jest to zespół wad fizycznych i umysłowych. Przypadki są różne, ale osoby te nigdy nie są samodzielne...co to będzie? Co mamy zrobić? Chyba tysiąc razy zadawaliśmy takie pytania. Ja pierwsza powiedziałam, że nie urodzę tego dziecka. Nie wyobrażałam sobie tego, jak dam sobie radę. Myślałam cały czas o moim synu, że jak dziecko będzie żyło i dożyje wieku dorosłego a nas zabraknie, to na niego spadnie odpowiedzialność.
Myśleliśmy, ze wybierając usunięcie ciąży robimy też lepiej dla dziecka, bo nie będzie cierpiało, nikt z niego nie będzie szydził. Państwo Polskie ma gdzieś chorych ludzi. Pewnie po to jest ta ustawa....Wiele historii w internecie pokazywało, że życie z takim dzieckiem to katorga...Dlaczego my???
Ponieważ sami sobie nie radziliśmy z tą decyzją, poszliśmy do psycholog, która opowiedziała nam historię swojej znajomej matki tak chorego dziecka. To co opowiedziała jeszcze bardziej skłoniło nas do podjęcia decyzji o aborcji....
Zgodę na usunięcie załatwiliśmy szybko. Później był szpital do którego nie wiem jaka siła mnie zaprowadziła. W szpitalu dostałam tabletki na wywołanie porodu. Po pierwszym dniu chciałam uciekać, zaczęło do mnie docierać co ja robię????? Mój mąż powiedział wtedy, że musimy tak postąpić i robimy mniejsze zło dla rodziny, dla naszego syna a także dla tego biednego dzieciątka.....i zostałam...wszystko trwało 4 dni....
Właśnie mijają 3 miesiące od całego zdarzenia a mnie prawie dalej nie ma....jak ja mogłam zadecydować o życiu własnego dziecka???? Było chore, ale czy to znaczy, że gorsze? Dlaczego Państwo na to zezwala? To tak strasznie boli i będzie bolało. Jakoś musielibyśmy sobie poradzić, nie mieliśmy prawa podjąć takiej decyzji. Teraz wiem, że byłam bardzo daleko od Boga....my po prostu uciekliśmy, bo tak strasznie baliśmy się cierpienia i choroby naszego dziecka.
Proszę Was wszystkie przyszłe mamy stojące przed ta straszną decyzją, Zastanówcie się i pomyślcie o tym co robicie...życie jest ciężkie, ale będzie jeszcze gorzej jeśli to zrobicie. Tu wchodzi w grę życie bezbronnego dziecka....
Ja jedno wiem, gdybym mogła cofnąć czas to drugi raz nie usunęłabym tej ciąży.
Życzę dużo siły....
Edytor zaawansowany
  • mama.rozy 15.09.13, 21:18
    szkoda,że nie trafiłaś na optymistyczne historie,relacje rodziców-biologicznych czy adopcyjnych,które mogłyby wpłynąc na Twoją decyzję

    --
    edudomowa.blogspot.com/
  • smu.tna79 15.09.13, 21:43
    Tak mi przykrosad(((((((((
  • mama.rozy 17.09.13, 11:10
    alexvis-ale wiesz,że Twoje dziecko,które zyje,może przypadkowo zginąc?zachorowac?miec wypadek,po którym będzie dzieckiem-roślinką?czyli byc w o wiele gorszym stanie,niż dziecko usunięte,bo miało nie te chromosomy?patrz przypadek córki Ewy Błaszczyk
    życie to nie bajka,planujesz,masz
    czasem wszystko się dzieje odwrotnie
    i wiem,że zaraz strażniczki moralności z ematki to zrobią sobie bal o mojej nieczułości-pozdrawiam serdecznie
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,37372,Nowotwory_damy_rade_.html
  • sencilla 17.09.13, 14:03
    Witam,
    Ja też nie stałam nigdy przed takim dylematem ani wyborem.. ale wiem jedno: dziecko i człowiek niepełnosprawny na swój sposób ubogaca całe otoczenie... mam w rodzinie całkiem niepełnosprawnego wujka, od kilkudziesięciu lat rodzina bezustannie, całą dobę roztacza nad nim opiekę, jak nad noworodkiem.. To jest niesamowity krzyż. Z punktu widzenia obroncow "prawa do wyboru" takie jego zycie nie ma sensu i jest pozbawione wartosci. Po co komu taki czlowiek? Nie widzi, nie mysli, cale zycie lezy? Pewnie tez i cierpi... Ale dal jego bliskich to moze byc droga, dzieki ktorej zasłuża na cos, o czym nam sie nie snilo i o czym jeden Bóg wie. Taki czlowiek jest bezradny i bezbronny jak dziecko, zdany calkowicie na łaskę i niełaskę otoczenia. W dzisiejszym swiecie, gdzie wszystko bez wyjatku musi byc latwe, szybkie, bezbolesne, przyjemne i skuteczne taki czlowiek pokazuje sens oddania, poswięcenia, bliskości, wyrzeczenia. I nic z nim nie jest ani latwe, ani szybkie, ani bezbolesne, przyjemne. Ale nikt z naszej rodziny nie powiedziałby, ze lepiej by bylo, aby on nie istniał. Mozna bylo go oddac do domu opieki, ale nikt sie na to nie zgodzil, bo to jest członek rodziny, taki sam, jak każdy inny z nas. Jego życie naprawdę ma sens, jestem tego pewna.
  • nadulinowo 17.09.13, 15:09
    Smu.tna79, napisz, proszę, czy masz pomoc, czy masz jakąś grupę wsparcia, psychologa, ale też - skoro piszesz o Bogu - osobę duchowną, która Ci pomoże. Tobie i Twojej rodzinie, bo to z pewnością dotyka też Twojego męża i innych bliskich, którzy brali udział w podejmowaniu decyzji.
  • smu.tna79 17.09.13, 17:53
    Strasznie jest ciężko. Bardzo mi przykro, że tak stchórzyłamsad Nie potępiajcie mnie proszę. Napisałam moją historię po to aby jakaś kobieta, która stoi przed taką decyzją w podobnej sytuacji jak moja, zastanowiła się....może ona po przeczytaniu tego nie zrobi....
    Cały czas myślę, że nie dam rady. Mój mąż jako tako się pozbierał. Mieszkam w Krakowie i cały czas szukam wsparcia. Wszędzie pomoc dla kobiet po poronieniu....ja niestety jestem z tym sama chociaż chodzę do psychologa.
    Dużo daje mi wiara (byłam już u spowiedzi).
    Mam wrażenie, że jest coraz gorzej. W pierwszym miesiącu żyłam jakimś szokiem i adrenaliną a teraz jest gorzej.
  • mama.rozy 17.09.13, 18:50
    i my tak to traktujemy,rozumiemy,że boli
    masz jakąś pocztę,na którą może się odezwac ktoś,kto mógłby Ci pomóc?pogadac chociażby

    --
    www.kresy.pl/
  • nadulinowo 17.09.13, 19:32
    Znam dobrego krakowskiego spowiednika, który z pewnością pomoże Ci - i w zakresie dalszych spowiedzi, ale też i emocji i innych spraw duchowych. Sama byłam u niego z polecenia, bo miałam też masę trudów i naprawdę dobrze mnie wyprostował. Jakbyś chciała namiary, to napisz 82jaga małpa gmail.com. Z własnego doświadczenia wiem, że w spowiedzi nie chodzi tylko o samo odpuszczenie grzechów (choć to sprawa najważniejsza), ale też o poukładanie różnych trudnych spraw. Ten spowiednik bardzo Ci w tym pomoże.
  • nadulinowo 17.09.13, 19:39
    I szukamy też dla Ciebie jakiejś grupy wsparcia albo chociaż osoby z Krakowa, która poza psychologiem i spowiednikiem będzie Cię mogła wspierać na żywo (a nie tylko przez sieć). Wiem, ze jest Ci trudno i nie potępiam Ciebie. Rozumiem, że to wszystko naprawdę Cię boli i naprawdę potrzebujesz pomocy. I nie jesteś sama. Wirtualnie przytulam Cię do serca. smile
  • glinkus 06.02.15, 10:13
    Witam,
    pomimo, że jest to historia dla kobiet przed decyzją, napiszę coś jako mąż kobiety, która stanęła przed taką decyzją.
    Oboje z żoną mamy ponad 40 lat ( 42 i 43 ), mamy wspaniałego 11-letniego syna. Kiedy już osiągnęliśmy to co chcieliśmy, podjęliśmy starania o dziecko. Rok, dwa i nic. Okazało się, ze w sposób naturalny nie będziemy mogli go mieć ( wina leżała po mojej stronie ). Nasze pragnienie było tak silne, że zdecydowaliśmy się na in vitro - cotygodniowe dojazdy ze śląska do Łodzi ( wizyty, badania, zabiegi ) i NIC. Poronienie i pustka.....Ale nie poddawaliśmy się, chodziłem po lekarzach - chirurdzy, urolodzy. Zostałem skierowany na operację żylaka na jądrze i...udało się. Ale najpierw były porażki - pierwsza ciąża - poronienie, druga ciąża - poronienie i wreszcie trzecia - kolejna ogromna walka i udało się, niemniej przed urodzeniem znowu nerwy bo dziecko było owinięte pępowiną i groziła zamartwica płodu. Urodził się w 37 tygodniu siny, ale po 3 tygodniach pobytu w szpitalu wyszedł z żona i jest teraz z nami - wspaniały i wrażliwy.
    Zawsze chcieliśmy mieć dwójkę dzieci, niestety we mnie znowu cos się zacięło i straciliśmy już wiarę i nadzieję. Niemniej jednak nie było powodów do narzekania bo mieliśmy/mamy jedno dziecko.
    W listopadzie 2014 roku dowiedzieliśmy się, że żona jest w ciąży. Był to dla nas lekki szok. Jak to? Przez 10 lat nic i nagle? Jakim cudem? Ale szybko wróciliśmy na właściwe tory - przecież zawsze chcieliśmy mieć dwójkę dzieci. Niestety badania prenatalne okazały się dla nas zabójcze - przezierność karkowa poza normą, badanie biochemiczne krwi - norma przekroczona 3 krotnie i 30 stycznia ostateczny wyrok - wyniki amiopunkcji, trisomia 21 - zespół Downa. Nie będę opisywał co przeżyliśmy, nie będę opisywał jakie były wahania nastrojów. W moim przypadku to wyglądało mniej więcej tak: Po rozmowie z żoną, wymianie argumentów - urodzimy to dziecko, za 3 godziny przeważała już opcja przerwania ciąży i tak i tak przez 6 dni. Głowę mi rozsadzało z bólu, żona nie miała już łez, żeby płakać. Byliśmy jeszcze u jednej rodziny, która ma dziecko z zespołem Downa i szczerze mówiąc NIC mi ta wizyta nie pomogła. Wypytywaliśmy się o wszystko, jak to jest, jak wygląda życie itp. itd. i nic...pustka. Laptop był włączony non stop i czytanie na ten temat. Znajoma podsyłała nam różne linki na ten temat, ale dla mnie to było takie trochę mało wiarygodne - bo czy na youtubie czy jakiekolwiek opowieści osób, to były opinie ludzi, którzy tego nie żałowali, ludzi związanych z różnymi ruchami katolickimi. Myślałem sobie, że na pewno są ludzie/osoby które urodziły takie dzieci i tego żałują, z różnych przyczyn. Tylko takie osoby nie wrzucą filmiku na youtube i nie opowiedzą, że urodzili, ale żałują bo to czy tamto. Chciałem dotrzeć do takich ludzi i poznać druga stronę tego wszystkiego. Niestety nie udało się. 2 lutego po rozmowie z genetykiem i pytaniu o decyzje powiedzieliśmy, że jeszcze nie ma decyzji. Usłyszeliśmy tylko, że musimy ją podjąć jak najszybciej jeśli będziemy chcieli przerwać ciążę bo to już 20 tydzień i może być tak ze po wywołaniu porodu dziecko wyda z siebie jakieś głosy. Ginekolog żony powiedziała, żeby w żadnym wypadku nie patrzała na to co urodzi. We wtorek zapadła decyzja - idziemy do szpitala usunąć. Ja cały czas szukałem, szukałem jak wygląda to od strony wiary ( jesteśmy praktykującymi katolikami ) i znalazłem to forum z tą historią. Wysłałem link żonie, żeby sobie przeczytała. Powiem szczerze, że ja czytając opowieść smu.tnej79 potwornie się wzruszyłem. Łzy same mi leciały po twarzy. Jak wróciłem z pracy do domu, a była to środa to podjęliśmy z żoną decyzję, że urodzimy to dziecko. Wiemy, że będzie to dziewczynka. Na razie tylko tyle wiemy. NA wczorajszym USG ginekolog powiedziała, że serduszko bije i jest strasznie ruchliwa.
    Dlaczego to wszystko napisałem? Ten mój post jest formą podziękowania dla Pani smu.tna79. Chce Tobie podziękować, bo Ty uratowałaś tą małą istotkę, która nosi moja żona. Pod wpływem Twojego wpisu, moje myślenie obróciło się o 360 stopni. Żona powiedziała, że wskutek tego, że podjęliśmy taką decyzję poczuła jak wielki balas z niej spadł. Czytając te posty bałem się, że psychicznie temu nie podołamy, że to nas przerośnie i nas zniszczy od środka. Doszliśmy do wniosku, że NIKT nam nie dał prawa do tego, żeby zabić tą nienarodzoną dziewczynkę. To nie jest jej wina, że jest chora, po prostu przypadek losowy - jak to określiła genetyk. Jest nam teraz o wiele lżej, pojawił się uśmiech na twarzy. Dzisiaj mamy spotkanie z psychiatrą, bo chcielibyśmy się dowiedzieć w jaki sposób przekazać synowi informację, że będzie maił chorą siostrzyczkę. jesli ona nam nie pomoże to może wskarze nam jakiegoś dobrego psychologa, który nam to podpowie.
    Reasumując - dziękuję smu.tna79 bo uratowałaś życie naszej córeczki. Jeszcze co prawda do porodu 5 miesięcy, ale mamy nadzieje że już inne dobijające wiadomości nas nie spotkają. Wiem co musiałaś przezywać, bo my mieliśmy to samo, ale to dzięki Tobie my podjęliśmy taką decyzję.
    Dziękuję wraz z moją żoną
  • sabina211 06.02.15, 12:06
    To jeden z mocniejszych i piękniejszych postów na tym forum. Dziękuję i rzeczywiście uznając prymat życia MA SIĘ RACJĘ. Życzę wszystkiego, co dobre.
  • smu.tna79 09.03.15, 21:46
    Dopiero teraz przeczytałam Pana post. Ja również dziękuję... Po przeczytaniu płakałam....
    Wierzę, że będziecie szczęśliwi... Będę się za Was modlić i za Waszą Córeczkę.
  • kate.125 20.05.15, 11:47
    Glinkus, jestem w tej samej sytuacji co Wy. Moglibyśmy się skontaktować? Mam wielką potrzebę porozmawiać z kimś, kto wie, o czym myślę.
    pozdrawiam i czekam na informacje.
  • glinkus 20.05.15, 12:47
    Witaj kate.125
    podaję Tobie mój adres mailowy i tam wymienimy się namiarami
    glinkus@gmail.com
    pozdrawiam
  • nati1011 20.05.15, 19:37
    Kate - w Polsce funkcjonuję hospicja perinatalne, które świedczą - bezpłatną - pomoc w przypadku choroby dziecka wykrytej przed urodzeniem - napisz z jakiego rejonu jesteś podeślę ci linka z najbliższym.

    Uzyskasz tam pomoc i medyczną i psychologiczną, oraz takie zwykłe ludzkie wsparcie.

    Bardzo mi przykro, że Twoje dziecko jest chore.
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • kate.125 20.05.15, 22:07
    Dziękuję za zainteresowaniesmile Jestem z Poznania.
  • nati1011 21.05.15, 12:40
    W Poznaniu chyba jeszcze nie ma - niestety - ale podaje ci namiary na Warszawę, Łódź i Śląsk - wszystkie mogę polecić. Możesz się skontaktować telefonicznie na pewno pokierują cię dalej.

    Poniżej masz linki. Gdybym mogła w czymś pomóc to pisz: nati1011@gazeta.pl

    www.hospicjum.waw.pl/historie-naszych-podopiecznych-v20/277-hospicjum-perinatalne-godne-zycie-godna-smierc
    www.gajusz.org.pl/dla-potrzebujacych/hospicjum-perinatalne/
    www.hope.katowice.pl/
    Jest jeszcze w Gdańsku, ale tamtego za bardzo nie znam, gdyby tam wam było najbardziej po drodze, to na pewno też wam pomogą.





    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • 4urszula444 17.09.13, 19:56
    Jestem z Krakowa, wiem co czujesz....niestety

    napisz: 4urszula444@gazeta.pl
  • nadulinowo 17.09.13, 15:24
    Nie rozumiem, dlaczego mamarozy nie może powiedzieć, co sądzi o usuwaniu dzieci z trisomią. Zwłaszcza, że panuje MIT, że trisomia to koniec świata. A tak nie jest. Dzieci z trisomią bywają często o niebo fajniejsze niż dzieci bez trisomii. Tylko dlatego, że jest to w miarę łatwo wykrywalna choroba genetyczna (choć warto też wiedzieć, że zdarzają się przypadki błędów - gdzie dzieci, które miały mieć downa go nie mają po urodzeniu i dzieci, które miały być zdrowe mają zespół) zrobiono sobie z niej poletko do aborcji. Na wyspach dzieci z downem się nie rodzą. A ja znam wiele takich osób, i wiele takich rodzin. Znam rodziny, które mając jedno dziecko z zespołem adoptowały drugie, bo dzieci z trisomią są bardzo towarzyskie.
    Tutaj jest fajny blog pisany przez mamę dziecka z zespołem:
    staszek-fistaszek.pl/
    I ciekawą rzecz powiedział mi ostatnio lekarz na moim ciążowym badaniu genetycznym: że w przypadku amniopunkcji 1 na 200 ciąż zostaje poroniona. Taka jest statystyka. A 5 na 200 kobiet, którym on im robi USG wychodzi od niego z płaczem. I tak sobie pomyślałam wówczas, że ja bym sobie amniopunkcji nie zrobiła (a było to jeszcze przed wynikami badań!). Jedna szansa na 200, że poronię (może i zdrowe dziecko) to dla mnie zbyt wiele. Wolę oczekiwać na narodziny, przy których i tak może się okazać wiele rożnych rzeczy.
    Myślę, że są to ważne sprawy, o których warto wiedzieć, gdy się podejmuje decyzję o usunięciu ciąży z powodu zwiększonego prawdopodobieństwa wystąpienia wad genetycznych po narodzinach. I to też jest część historii. Mojej historii bycia w ciążach, martwienia się o zdrowie dzieci w ciąży i gdy już się pojawią na świecie i brania pod uwagę nieco innych informacji niż tego obiegowe, które pojawiają się jako pierwsze w wyszukiwarce w googlach.
  • ewaniebieska 18.09.13, 00:47


    * POMOC dla osób po aborcji TUTAJ: www.pro-life.pl/?a=pages&id=31 (informacje o Terapeutach IIPLCARR pracujący według metody "Żywa Nadzieja", o Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich) i TUTAJ rekolekcje w Licheniu dla osób z doświadczeniem aborcji: www.lichen.pl/pl/388/n_473/rekolekcje._aborcja:_kobieta,_mezczyzna,_dziecko . Można też poszukać rekolekcji w innych miejscach.

    Mogłabyś włączyć się w ruch pro-life, aby uratować inne dzieci i matki od śmierci fizycznej i duchowej i w yen sposób wynagrodzić Bogu i swemu dziecku zabójstwo
    pozdrawiam
  • wieloryb38 27.10.13, 12:42
    Też zmagań się z konsekwencjami aborcji mojej mamy. Usunęła dziecko 2 lata przede mną. Jeśli pomoże to komuś w podjęciu decyzji...Proszę, nie róbcie tego. Straszny jest los dzieci po...brak uczuć w rodzinie, głębokie odrzucenie, brak poczucia własnej wartości, całkowity brak więzi z matką...nigdy, nawet przez chwilę .nie czułam się kochana, chciana,akceptowana... Dla mojej mamy nie istniałam. Odrzucenie ciągnęło się potem za mną w każdym środowisku, w którym byłam... Jeśli jeteś po aborcji, konieczna jest terapia by nie zrobić krzywdy psychicznej pozostałym dzieciom, by jakoś ze sobą dojść do ładu.
  • smu.tna79 23.01.15, 11:04
    Witam.
    U mnie minęło już 19 miesięcy od tej strasznej decyzji. Czas ten pełen smutku, tęsknoty, bicia sie z myślami i potwornymi wyrzutami sumienia. Codziennie zastanawiam się jak żyć?
    W sierpniu urodziłam zdrowego synka. On jest moim światelkiem, bardzo go kocham, ale tamte uczucia mnie niszczą.... Niszczą mojego męża i mojego starszego syna...
    Czy wie ktoś gdzie w Krakowie jest jakiś psycholog lub wsparcie dla takich kobiet jak ja?
    Boję sie, że nie dam rady...codziennie proszę moja córeczkę o przebaczenie, codziennie proszę Boga o litość..
  • nati1011 23.01.15, 21:01

    www.money.pl/rejestr-firm/nip/677-12-09-439/kod-pocztowy/30-075/
    tu masz sprawdzoną Panią psycholog. Postaram się tez zdobyć namiary na zaufanego kapłana.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • marna_klucha 23.01.15, 21:21
    Ojciec Jordan, kapucyni na Loretanskiej. Spowiadal w czwartki, wieczorami. Możesz udać się do niego i popytać się o wszystko. Myślę, że może dać Ci też namiar na dobrego psychologa.
  • marna_klucha 23.01.15, 21:29
    Mam też telefon, w razie czego mogę wysłać na pocztę.. jak coś to pisz. Chyba, że dziewczyny znają kogoś innego.
  • smu.tna79 24.01.15, 09:57
    Dziękuję za pomoc.
    U spowiedzi już byłam, dawno i to nie raz. W Krakowie i na Jasnej Górze, ja tylko nie umiem z tym żyć...tęsknię za moją córeczką i bardzo mi jej szkoda, jak mogłam być tak podla. Z drugiej strony nie było by teraz mojego synka, którego kocham ponad życie......
  • nadulinowo 24.01.15, 23:17
    Wybierz się do Ojca Jordana - on nie tylko spowiada, on także wskazuje, jak uleczyć duszę i emocje. On Cię dobrze poprowadzi. W przypadku aborcji spowiedź wszystkiego nie załatwia, potrzebne jest mądre kierownictwo duchowe i to dostaniesz u ojca Jordana.
  • taksimax 24.03.15, 11:44
    Kochana będę pisać w skrócie. Mam 34 lata i 3 dzieci , a właściwie wierze ze 4. Wychowywałam sie w rodzinie katolickiej. Moja mama usunęła 4 ciąże ( z tego co pamietam jak mi ze 20 lat temu mówiła ) . W 8 klasie oglądaliśmy film jak przebiega aborcja . Od tego czasu wszystkich potępiałem i do diabła wysyłałam kto na cos takiego sie odważył .
    Pare lat temu ( trudno w to uwierzyć ale nie mogę sobie przypomnieć kiedy to było. tak bardzo chciałam to wyrzucic z mojej pamięci , ze wkoncu mi sie udało ) zostałam w ciąży . W tym czasie miałam juz 3 dzieci i zaczynałam wkoncu cos dla siebie robić . Dzieci juz były w szkole a ja znalazłam prace . Zalamalam sie , nie wierzyłam i doszłam do wniosku, ze nie dam rady . Dodam, ze mój maz zawsze był ze mną i nigdy nie zapomnę tych słów " kochanie obojętnie co zdecydujesz będę z tobą "". . Niestety tak bardzo byłam zajęta moim życiem i moja przyszłością ze nie było miejsca dla mojego maluszka. Mieszkam w państwie gdzie aborcja jest legalna i nie było z tym problemu . Musiałam czekać na mój termin i to był koszmar . Bałam sie , ze moja fasolka będzie juz tak duża i moze serce jej zabije . Zabieg był kurtki choć przed oczami widzę codziennie siebie jak leżę tam i płacze . W głębi serca nie chciałam tego ale zrobiłam . Ze 2 tygodnie po nie mogłam dojść do sobie . Postanowiłam wyrzucić to z pamięci i żyć dalej dla moich dzieci . Kilka miesięcy temu gdy zaczęłam wątpić w Boga otrzymałam w rękę ksiazke " byłem w niebie " . Cos wspaniałego i znów zaczęłam wierzyć ale w taki sposób ( jak fajnie ja tez będę w niebie i napewno Bog da mi kręcone włosy o których zawsze marzyłam ) . Byłam szczęśliwa i postanowiłam dalej czytać tego rodzaju książki . Oddam moje życie Bogu . I w tym momecie Bog pokazał mi moje całe życie . Kochana to jest cos nie do opisania . Pokazał to wszYstko co było . Zalamalam sie bo pierwszy obraz to aborcja . Do tej pory nie mogę żyć normalnie . Nie rozumie dlaczego Bog dał mi taki dar i pokazał mi to . Moim powołaniem jest mowić o tym i chronić inne kobiety przed tak strasznym grzechem . Uwierz mi ja będę pokutować do ostatnich moich dni / nosze krzyż i nigdy nie dowiem sie czy będzie mi to wybaczone .
    Mamy zawsze wybór a twoja fasolka czeka na ciebie . Bog ma dla ciebie nowy plan i dał ci tak wspaniały prezent . Błagam nie rób tego bo nie wybaczysz sobie tego do końca twoich dni
  • taksimax 24.03.15, 11:45
    Wstawiam mój post do ciebie bo moze pomogę rownież

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.