Dodaj do ulubionych

nie zawsze jest kolorowo...

08.04.14, 01:57
Witam serdecznie,
od razu na wstępie zaznaczę, że temat aborcji mnie nie dotyczy. Kiedyś weszłam na to forum przypadkiem i widziałam ile ciepła jest w Waszych wypowiedziach, ile pomocy i troski. I mam nadzieję, że tego tutaj zaznam, bo naprawdę jestem na poważnym zakręcie życiowym z małą istotką pod sercem. Czy chcianą...?
Ale do rzeczy... Byłam z chłopakiem prawie 3lata. Ponad rok wspólnego mieszkania. Kochałam, i kocham nadal bardzo mocno-szaleńczą miłością. Pod koniec 2012r. zaszłam w ciążę. Byłam szczęśliwa-facet nie za bardzo. Niestety moje szczęście nie trwało długo i po 2tygodniach wylądowałam w szpitalu... Po stracie dochodziłam do siebie cały rok. To tak na wstępie.
Mój związek nie zawsze był kolorowy. Facet nadużywał alkoholu, a ja biegałam i szalałam za nim-on miał gdzieś moje uczucia, nie raz słuchałam jaka ja jestem niedobra. Nieraz w mieszkaniu zastawałam melinę. Praktycznie każdego wieczoru było piwko na sen-nie jedno.
Na początku roku poznałam kogoś wyjątkowego. Kogoś dla kogo ja byłam wyjątkowa... Dużo pisaliśmy ze sobą, usłyszałam dużo ciepłych słów...
Postanowiłam zakończyć tamten związek-w ciągu zaledwie kilkunastu dni od poznania obecnego. Dlaczego? Bo czułam, że takiego faceta szukałam-dla którego będę najważniejsza na świecie, a poza tym nie chciałam ranić i byłego i obecnego już chłopaka. Decyzja zapewne nieprzemyślana i podjęta pod wpływem zauroczenia....
Obecny cudowny! Na rękach by mnie nosił, dba o mnie, kwiaty co tydzień, znosi moje 'chmurki i humorki' (a tych teraz naprawdę spooorooo!). Minął miesiąc idealnego związku. Były wyjechał ale pisał, że spać nie może, że kocha, że sobie życia nie może ułożyć (w sumie to stracił nagle wszystko-pracę, mieszkanie, mnie). Ale nie przejmowałam się tym za bardzo, byłam egoistką.
Do czasu... Wrócił do mojego miasta. Nawiązał silne więzi ze zwykłymi znajomymi, chlanie codziennie, imprezy. I z jedną koleżanką zaczął więcej rozmawiać... Ona go ciągnie do łóżka (panna lekkich obyczajów-znam ją ładnych parę lat). Mydli mu oczy jaka to ja jestem okropna, a on taki biedny... W sumie to wszyscy się ode mnie odwrócili-no bo jak można zostawić faceta!? Co z tego, że do końca nie byłam szczęśliwa w związku... A ja mu pozwoliłam mieszkać w moim mieszkaniu jak długo chce, dużo z nim rozmawiałam i nie ukrywałam przed nim, że kogoś poznałam... A i tak zostałam wyzwana od ku**w i sz*at....
W moim obecnym związku zaczęłam być zazdrosna o przeszłość faceta (wiem, głupie). Byłam wręcz smutna. A w dniu kiedy rozmawiałam z byłym doprowadził mnie do skraju załamania nerwowego! Tego dnia mi powiedział o tej pannie, a we mnie jakby walnął grom z jasnego nieba! Wieczorem jeszcze głupia biegałam po mieście, żeby tylko tego idiotę spotkać (jak to zawsze robiłam jak miał na mnie wywalone i sobie chlał). Czułam się wyjątkowo podle, odechciało mi się żyć... A w tym wszystkim jeszcze był obecny... Przyjechał prosto po pracy-żeby przy mnie być, po prostu, żebym nie była sama. A ja zaryczana leżałam w łóżku. Tego dnia stwierdziłam-to nie ma sensu-chociaż jest cudowny-związku razem nie stworzymy....
Tygodniowe spóźnienie okresu tłumaczyłam wyjątkowym stresem w tych ostatnich dniach. Rano jak się obudziliśmy podjęliśmy decyzję-robimy test ciążowy! Byłam pewna, dałabym sobie rękę uciąć, że będzie jedna kreska! A tam dwie, grube i mocne kreski! Szok!!! A obecny? Radość ogromna! W końcu po tylu latach spełniły się jego marzenia!
I tak właśnie jestem w 6tc z cudownym facetem kochając innego… Żyję w tej wiedzy od 5dni i te 5dni to istny koszmar. Wiem, że w ciąży hormony szaleją i tak też staram się tłumaczyć ciągły stres. Nie mogę jeść, ciągle mam uczucie ucisku, trzęsie mnie z tego wszystkiego, wszystko we mnie krzyczy! Obecny jest szczęśliwy, tylko widzi jak ja cierpię. Dba o nas-normalnie można powiedzieć facet oszalał!!!
A ja? Ja ciągle myślę o byłym i wiem, że gdyby nie ciąża od razu pobiegłabym do niego. Wystarczy, że teraz kiwnął by palcem... Poprzednia ciąża była dla mnie radością, a teraz? W ogóle się nie cieszę... Wręcz wiem, że gdybym znów poroniła to byłaby lekka ulga... Ale wiem, że jak coś mocno chcemy to tego nie mamy-dostajemy to wtedy gdy niekoniecznie chcemy... I wiem, że ta ciąża się utrzyma-skoro jej nie chcę! Niesprawiedliwość, ehhh....
Wszyscy, którzy wiedzą o ciąży próbują mi łopatologicznie wbić do głowy, że dziecko być może ratuje moje życie! Przed alkoholikiem, przed życiem w melinie. Bóg postawił na mojej drodze kogoś, z kim mogę spędzić resztę życia szczęśliwie: bez biegania, histerii... Wszyscy mi tłumaczą a ja dalej swoje: JA KOCHAM JEGO! Nie jest łatwo..
A były? Miał wyjechać na stałe już... I co? Musi wytrzeźwieć, żeby móc jechać a on codziennie pije! Dzisiaj rano niechcący go spotkałam-skacowanego, o 11 już sięgał po kieliszek-na poprawę jak on to mówił... Chcę by wyjechał jak najszybciej, żebym nie myślała o nim, o tej dziewczynie. A czuję, że do świąt stąd nie wyjedzie... JAK JUŻ TO WSZYSTKO MNIE BOLI....
Nie wiem czego oczekuję? Kolejnego pocieszenia (co g... daje)? Kolejnego-spiepszyłabyś sobie życie z nim? Wsparcia? Modlitwy? Ja po prostu potrzebuję lek na to wszystko, zeby to przestało tak cholernie boleć!!!! (a tym lekiem w trudnych chwilach był ON).... (na zakończenie dodam, ze niby mówi, że nadal mnie kocha ale nawet w najmniejszym stopniu tego nie pokazuje, nic.... Ma wywalone.... Nawet wtedy jak mu powiedziałam, że chyba obecnego zostawię... I to chyba janbardziej boli-ten olewczy jego stosunek.....)
Edytor zaawansowany
  • nadulinowo 08.04.14, 10:15
    Nie wiem, czy to czas na takie właśnie rozważania, ale by przestało boleć, powinnaś zastanowić się na d tym, co tak naprawdę pociąga Cię w chłopaku uzależnionym od alkoholu. Zwyczajnie powinno Cię odpychać. A jednak tak się nie dzieje. Może on budzić w Tobie współczucie, chęć niesienia pomocy - to naturalne emocje. Ale chęć życia w jednym mieszkaniu, posiadania dzieci, szarpania się z alkoholikiem - to musi wynikać z jakiejś rany, która masz w sobie. Może nie chcesz sama dla siebie szczęścia? Może sama siebie nie kochasz wystarczająco? Co pcha Ciebie do takiego właśnie rozwiązania, zamiast spokoju, pewności, stabilizacji. Z alkoholem nigdy tego mieć nie będziesz. Czy sądzisz, że na to nie zasługujesz? Jak miałaś ze swoim tatą? Jaki Twój tata ma stosunek do Ciebie i jaki Ty do niego - tu może tkwić klucz do znalezienie odpowiedzi, dlaczego chcesz się wikłać w coś bardzo nieprzyjemnego.
    I przy okazji: gratuluję ciąży. smile Może ten mały człowiek w Tobie pozwoli Ci rozwikłać, to, co Ci się tak bardzo pokłębiło.
  • lidka1988 08.04.14, 20:34
    Rozumiem to doskonale , jak to jest kochać kogoś kogo się nie powinno. Ale spróbuj spojrzeć na to "używając" tylko rozumu. Gdyby Twoja przyjaciółka chciała wrócić do takiego alkoholika, co byś jej powiedziała, co byś o tym myślała??? Poza tym z tego co piszesz jego interesuje TYLKO I WYŁĄCZNIE alkohol. Rano budząc się myśli tylko o tym jakby tu kolejny raz się nachlać. Jakie byś miała z nim życie?!?! Nerwy, płacz, a później ginące pieniądze i rzeczy z domu. Teraz tak mocno to przeżywasz, bo wiesz o tym, że był z inną dziewczyną, a to najbardziej nas pcha w stronę powrotu do kogoś. Sama to przeżywałam. Chciałam rozstania, nie byłam szczęśliwa. A kiedy już to nastąpiło i on zaczął się z kimś spotykać to nagle dostawałam ataku histerii i zazdrości. I wracałam, co nie było dobrym rozwiązaniem, bo tak naprawdę to dziwne uczucie zazdrości mnie do tego pchało. Bo jak to, dopiero co kochał mnie i to tak mocno, a teraz będzie z inną. O nie! Nie pozwolę na to!! Wydaje mi się, że po prostu czasami mylimy uczucia...może to przywiązanie i poczucie własności, a nie miłość. I powiem Ci, że to była najlepsza decyzja jaką podjęłaś zostawiając go. Nie wiem ile masz lat, ale zrozumiesz to za jakiś czas. Nie warto poświęcać choćby minuty dla takiego faceta. Bo życie mamy jedno. A facetów na świecie miliony smile I chociaż teraz może Ci się wydawać, że nie jesteś w stanie pokochać nikogo innego, to powiem Ci, że to NIEPRAWDA. Więc jeśli chodzi o ten temat to powinnaś go uznać za zamknięty. Ten facet szczęścia Ci nie da i gdybyś do niego wróciła to za jakiś czas byś tego żałowała.

    A jeśli chodzi o obecnego faceta, to ja bym proponowała, żebyś dała Wam trochę czasu. Może go pokochasz. Miłość nie zawsze jest miłością od pierwszego wejrzenia. Na razie podczas ciąży będziesz miała w nim oparcie, ale jeśli nie będziesz nadal z nim szczęśliwa to odejdziesz. Dziecko nie przekreśla możliwości związania się z inną osobą. W tej chwili nie możesz panikować i histeryzować. Teraz jest najważniejsze dziecko. A najlepiej to zrozumiesz po porodziesmile Ja dokonałam aborcji dwa lata temu. I taka sytuacja z dzisiaj. Szły sobie jakieś dwie małe dziewczynki. Popatrzyłam na nie i od razu łzy cisnęły mi się do oczu. Tak bardzo chciałabym móc przytulić moją córeczkę. Brakuje mi jej ogromnie. I tak jest codziennie. Każdego dnia o niej pamiętam. Każdego dnia patrzę na inne matki z dziećmi, i jest mi bardzo źle. W tej chwili powinnaś się cieszyć, że zostawiłaś alkoholika ( tak pozwolę sobie go nazwać) i zaczynasz nowe lepsze życie.

    A powiedz jakie masz kontakty z rodzicami, z przyjaciółmi? Masz w kimś oparcie? A jak Twoja sytuacja zawodowa? Pracujesz, uczysz się?
    Wiedząc o Tobie więcej, lepiej będziemy mogły Ci pomóc i Cię wspierać.

    Pozdrawiam ciepło. Trzymaj się kiss
  • cos-sin 09.04.14, 20:24
    Mam 23lata. Skończyłam studia (I stopnia ale jeszcze nie obroniłam się), i od nowego roku pracuję. Tam też poznałam obecnego...
    Tata odszedł jak miałam 10lat-od początku miałam z nim dobre relacje.
    A były jest jak nikotyna (której też mi teraz brakuje-no ale i tak czasem jeszcze zapalę) jestem od niego uzależniona! A obecny? O matko, jak on się stara! Niestety dzisiaj sprowadziłam go na ziemię-powiedziałam mu że ten związek jest bez sensu, ja nadal kocham byłego... No dał mi czas... Nie wiem jak to będzie.
    Dziecka nie chcę, nie w tym momencie! Nie wyobrażam sobie siebie jako matkę!!! ale wiem, że muszę urodzić bo aborcja pod żadnym pozorem nie wchodzi w grę!!! Tylko jest mi tak ciężko, bo bym wszystko zrobiła, żeby wrócić do byłego. A wiadomo, że ciąża nie pozwala mi na to. Ranię wszystkich: obecnego, byłego, siebie, dziecko. Masakra!
  • lidka1988 09.04.14, 21:51
    Mam przyjaciółkę, jest w moim wieku (26 l.) i urodziła ponad rok temu. I chociaż miała dziecko z mężem, to sama mi opowiadała, że to nie jest tak, że kochasz dziecko od pierwszego kopnięcia. Ta miłość rośnie od momentu porodu. Teraz widzę jak ona bardzo kocha swoją córeczkę. I to jest wspaniałe. Mieć na świecie kogoś, kogo kochasz tak bardzo i to już na zawsze. Na pewno to zrozumiesz, ale na to potrzeba czasu. Urodzisz i wszystkie Twoje wątpliwości a propo dziecka znikną. Zobaczysz. I podobno wtedy faceci idą na drugi plan wink

    Tutaj często dziewczyny mówią też o możliwości oddania dziecka do adopcji. Zawsze to jest o wiele lepsze rozwiązanie, niż aborcja. Ty też możesz oddać dziecko, jeśli stwierdzisz, że go nie chcesz. Aczkolwiek ja uważam, że Tobie potrzeba czasu na oswojenie się z tą sytuacją. Co zawsze ma miejsce w przypadku nieplanowanej ciąży, a często nawet planowanej.

    A co do byłego to musisz postarać się o nim zapomnieć. Jak to mówią czas goi rany. Skup się teraz przede wszystkim na sobie. Wiem, że to łatwo się mówi...Ale postaraj się spojrzeć inaczej na ojca dziecka, przypomnieć sobie czas kiedy za nim szalałaś. Może jeszcze uda Ci się coś na nowo obudzić. I zacznij myśleć głową, a nie sercem. Przypomnij sobie ile nerwów traciłaś przez byłego, ile zła wyrządził. Chciałabyś nadal być z takim człowiekiem???

    Powiedziałaś już rodzicom o ciąży? Może byłoby Ci łatwiej, jakbyś miała w kimś bliskim wsparcie. A skąd mniej więcej jesteś? Może chciałbyś się spotkać z którąś z nas i po ludzku się wyżalić?

    Jeśli chciałabyś pogadać to możesz zawsze do mnie napisać na maila lidka1988@gazteta.pl
  • cos-sin 10.04.14, 11:41
    Tylko, że ja moją pierwszą ciążę chciałam! Jak ja szalałam ze szczęścia! A po stracie cierpiałam długo, i do tej pory uważam to za dużą niesprawiedliwość... Jutro jest akurat ten dzień ciąży, w którym straciłam mojego Anioła....
    adopcja nie wchodzi w grę. Co prawda zawsze mogę oddać dziecko obecnemu. Powiedział, że jak nie chcę to sam wychowa. Ma do tego warunki. Jest starszy ode mnie. Boniu, jak on się cieszy z tego dziecka! Jakby mógł to sam by je nosił w brzuszku! No ale teraz się do siebie nie odzywamy-ja potrzebuję czasu...
    Rodzina jeszcze nie wie. Tylko siostra (ale mieszka za granicą i przylatuje za 2tyg), 'macocha', i 3koleżnki. Siostra od kilku dni mi wbija do głowy, że muszę się ogarnąć a ja się buntuję! Macocha dużo ze mną rozmawia. Tylko co mi da ich gadanie..? Jak sama nie zrozumiem to nikt mi nie pomoże choćby chciał...
    Jestem z Mazowsza
  • lidka1988 10.04.14, 17:21
    Dokładnie, jeśli sama nie zrozumiesz, to nic nie da gadanie innych. Ale skoro tak cierpiałaś po stracie dzieciątka, to znaczy, że i to pokochasz bez problemu. Trochę się teraz miotasz, bo uważasz, że ojciec jest niewłaściwy. Moją jedyną radą jest teraz tylko czekać na rozwój sytuacji. Może przeżywanie ciąży wspólnie z obecnym facetem Was zbliży...Ciężko powiedzieć. A jak nie to go zostawisz. Nic na siłę. Najważniejsze, że jesteś o wiele mądrzejsza od wielu z nas, z tego forum i nawet nie planujesz aborcji. Mimo młodego wieku, jesteś odpowiedzialna i mądra. I tego Ci właśnie zazdroszczę...

    A jeśli chodzi o radość ojca dziecka to powinnaś się cieszyć, że tak reaguje. Tutaj dziewczyny często opisywały, że są pozbawione jakiejkolwiek pomocy, ani ojca, ani rodziny. To jest dopiero dramat. Ty masz jakieś zabezpieczenie. Trzeba to docenić.

    I trzymaj się jakoś. Może pomyśl o kilkudniowym wyjeździe, gdzieś gdzie będziesz mogła odpocząć od tego całego zamieszania i trochę się wyciszyć.

    Ściskam kiss
  • 3-mamuska 14.04.14, 01:28
    Kobieto !!!! Natychmiast na terapie dla współuzależnionych , nie kochasz go jestes uzezniona od emocji której dawało ci bycie z nim. Niepewność adrenalina, współczucie.

    Ciesz sie ze wyrwalas sie od niego, to dar od losu i Boga ...
    Chcesz zeby pociągnął cie na dno???
    Nie wyleczysz go a potrzebuje cie zeby mieć gdzie wracać, do posprzatanego domu i czystych skarpetek.

    Pomysł o tym dziecku ktore straciłas które kochalas.... Miałoby pijanego tatusia dla którego flaszka wódki byłaby ważniejsza.
    Straciłas istotke, ktora teraz wraca do ciebie.
    W postaci innego maluszka, słyszałam kiedyś ze dzieci sie nie traci. One zmieniają tylko datę swoich narodzin, jakby w połowie drogi zmieniły zdanie.

    Zablokuj jego numer, nie szukaj go idź do psychologa, wywal z mieszkania, to moze nawet lepiej bo gdy spadnie na dno to bedzie chciał sie podnieść, ty dawalas mu idealne warunki do pogłębiania nałogu.



    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • angelika12384 01.05.14, 15:15
    co ja mogę na to powiedzieć może to abyś jednak wychowała to dziecko a jak naprawę jesteś pewna że go nie wychowasz to oddaj go do adobcji
  • cos-sin 16.04.14, 22:54
    klakierka0 proszę opuść mój wątek... I nie osądzaj ludzi swoją miarką! Oceniasz mnie po kilku linijkach tekstu nie wiedząc o mnie nic. Meliniarą nie jestem-nie piję praktycznie wcale, urodziłam się w dobrej rodzinie i tego mi nie zarzucisz.
    Ale nie będę się tłumaczyła takiemu komuś jak ty. Widać na każdym forum udzielają się takie niekulturalne osoby nie wnoszące nic do tematu. Żegnam!
  • lidka1988 24.04.14, 21:03
    Jak tam się czujesz cos-sin?Co u Ciebie? Napisz coś. Pozdrawiamsmile
  • gosiula81.4 25.04.14, 22:17
    jA MAM 33 LATA I W MOIM ŻYCIU TEŻ NIE ZAWSZE BYŁO KOLOROWO GDY MIAŁAM 18 LAT ZASZŁAM W CIĄŻE I URODZIŁAM CÓRKĘ,BYŁAM Z FACETEM POTEM MĘŻEM KTÓRY TEŻ BYŁ MOJĄ MIŁOŚCIĄ OD KILKU LAT ALE PO ŚLUBIE I PORODZIE ZACZĄŁ MNIE BIĆ PONIŻAĆ I MOJE ŻYCIE ZAMIENIŁ W KOSZMAR .GDY MŁODA MIAŁA 4 LATKA ROZSTALIŚMY SIĘ A JA PŁAKAŁAM NADAL PO NOCACH ZA NIM BO SERCE NIE SŁUGA ...POTEM POZNAŁAM MOJEGO OBECNEGO MĘŻA DOBRY CIEPŁY I MAMY JESZCZE 2 DZIECI TO RAZEM 3 ...I NIE ŻAŁUJE TEJ DECYZJI BO WIEM ŻE TAMTEN NIE BYŁ WART RODZINY ...A TERAZ JESTEM SZCZĘŚLIWA I MAM WSPANIAŁEGO MĘŻA ...NAPISAŁAM CI TO BO WIEM ŻE SERCE NIE SŁUGA ALE CZASAMI WARTO POMYŚLEĆ CO BYM MIAŁA PRZY TAMTYM CZŁOWIEKU TERAZ PIJE Z DOMU ROBI MELINĘ A PO ŚLUBIE BĘDZIE CIĘ BIŁ I ZA JAKIEŚ 1,5 ROKU BYŚ ŻAŁOWAŁA TEJ DECYZJI ...jA BYM NA TWOIM MIEJSCU ZOSTAŁA Z OBECNYM PARTNEREM ,MIŁOŚĆ DO NIEGO PRZYJDZIE WRAZ Z URODZENIEM SIĘ WASZEGO DZIECKA WIEM CO PISZĘ BO TEŻ TAK MIAŁAM ....NAPEWNO COŚ DO NIEGO CZUJESZ ALE CIĄGLE NIE JESTEŚ ZDECYDOWANA TAMTEN FACET NIE SĄDZE BY SIĘ ZMIENIŁ NAPEWNO NA GORSZE BO PRZYJDZIE DZIECKO OBOWIĄZKI I WTEDY DOPIERO ZACZNIE SZALEĆ ...A UWIERZ MI JA WIEM CO PISZĘ BO MAM 3 DZIECI ///POZDRAWIAM CIĘ I BĘDE SIĘ ZA WAS MODLIŁA GORĄCO ,PAMIĘTAJ ŻE CIĄŻA TO NAJPIĘKNIEJSZY MOMENT W ŻYCIU KOBIETY JA MIMO ŻE URODZIŁAM W WIEKU 18 LAT ,NIGDY NIE ZMIENIĘ ZDANIA ,JA TEŻ MIAŁAM WAHANIA CO ZROBIĆ WTEDY ..I NIE byłam zadowolona z ciąży ... albo daj sobie czas i na razie myśl tylko o sobie i dziecku żeby jemu jak przyjdzie na świat było dobrze ..mam nadzieje że troszke ci pomogłam w podjęciu decyzji sorki za błędy i jeżeli cię czymś uraziłam...
    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/c55f3e3kl0j0kxyk.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usadf9hndkjs07z.png[/img][/url]
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/1usauay3xie06k6h.png[/img][/url]
  • wiesia140 30.04.14, 14:22
    ty i twoje dziecko potrzebujecie stabilności, a nie szalenstw alkoholika, jesli go kochasz to pozwól tej swojej, moze wtedy cos do niego dotrze , przetnij z nim kontakty , jesteś współuzalezniona
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • cos-sin 01.05.14, 20:43
    u mnie... dalej w rozsypce jestem. to już 9tydzień ciąży, a u ginekologa jeszcze nie byłam (pomijajac w 6tc na potwierdzenie). objawów brak-żyję jak żyłam.
    wpadam w straszne ataki, nie mogę oddychać, drętwieją mi nogi, ucisk w klatce piersiowej, płacz, brak chęci do wyjścia z łóżka-nie mówiąc już o czymś innym. wczoraj nie wytrzymałam i pojechałam do szpitala psychiatrycznego-no ale leków mi przecież nie przepiszą chyba, że w ostateczności po 12tc. kilka dni temu poszłam do normalnego szpitala i dostałam hydroxyzynę domięśniowo-nie muszę mówić, że raczej nie pomogła... dalej wyłam jak głupia i krzyczałam-kolejna histeria....
    obecny został już tylko kolegą-bo wiem, że nie jestem w stanie z nim być, że to nie ma sensu. ale jest! jest-pomaga jak tylko może. jest przy mnie zawsze wtedy gdy nie pracuje. więc jest tylko praca i ja. ostatnio zabrał mnie 400km nad morze-tak na kilka h, żebym się wyrwała z tego wszystkiego. fajnie było, ale i tak większość czasu myślałam, płakałam, nie mówiłam nic..... a były? mam z nim kontakt-raz lepszy, raz gorszy. ale staram się mimo wszystko bo mi zależy.
    Jutro idę do ginekologa-pierwsza wizyta na nfz ale się boję. Boję się, bo okaże się że ciąża się prawidłowo rozwija, że wszystko jest w porządku.... teraz żyję jeszcze nadzieją. usunąć nie usunę na pewno-ale nie chcę być w tym stanie, nie chcę żeby rósł mi brzuch, nie chcę tej ciąży!!!
  • mauarich 08.05.14, 20:21
    czesc,

    moja coreczka ma rok. wiesz, jak sie dziecko rodzi, to priorytety sie zmieniaja...

    teraz szaleja w Tobie hormony ciazowe (ja caly pierwszy trymestr przeryczalam w lozku), ale z czasem pokochasz i zachcesz swoje dziecko smile

    i wtedy... bedziesz potrzebowala faceta, ktory wstanie do dziecka w nocy, ktory bedzie nosil, przewijal, gotowal i sprzatal, oraz poswiecal maluchowi czas, zebys ty mogla sie wykapac, cos zjesc czy pojsc na chwile na spacer... czy twoj byly Ci to da?

    gwarantuje, ze najpozniej wtedy opadna Ci z oczu wszystkie zauroczenia, bo zajmowanie sie w pojedynke takim maluchem ejst po prostu.....cholernie wyczeprujace... i ze wtedy bedziesz sie cieszyc, ze tata dziecka jest odpowiedzialny i chce sie angazowac smile
  • cos-sin 09.05.14, 00:17
    Witam, u ginekologa poryczałam się jak głupia. Niestety sprawdziło się to czego się obawiałam... Dziecko ma ponad 2cm i serce biło 170razy na minutę. Chyba jest silne uncertain
    Nie dbam o siebie zupełnie-żadne diety, witaminki, odpoczywanie. Nic! Nawet dalej z nerwów palę... A fizycznie czuję się fantastycznie! No oprócz zmęczenia i ciągłej ochoty na spanie. Ale tłumaczę to też nocną pracą. Noc pracuję-noc wolna i tak na zmianę...
    Co do ciąży: nie chcę w niej być, nie chcę rosnącego brzucha! Nie chcę! No ale aborcji bym w życiu nie dokonała. Jestem zdecydowana oddać dziecko. To jest pewne. Ojciec dziecka bierze całą odpowiedzialność za nie. Załatwimy cesarkę-niech zabierają od razu i mi nie pokazują. Nienawiść do dziecka jest w tym momencie ogromna. Może po cichu liczę na to, że ciąża obumrze...? Choć i tak wiem, że moja nadzieja i tak tu nic nie da... Tyle stresu to dziecko przeżyło i dalej się świetnie rozwija, że dam sobie rękę uciąć, że czeka mnie ten cholerny grudzień i pobyt w szpitalu, utrata pracy itp.
    Z drugiej strony-jestem pewna, że z ojcem dziecka nie będę. Więc po porodzie (w sumie to już jak stracę pracę a to jest pewne gdy tylko szef się dowie o ciąży) zostaję bez środków do życia. Nie stać mnie na wychowywanie tego dziecka. Z alimentów nie utrzymam siebie, dziecka i mieszkania. Umowy nie mam więc o macierzyńskim mogę zapomnieć, a do domu rodzinnego mam zakaz wstępu. Niestety sytuacja z matką jest dramatyczna.... Także nie tylko niechęć ale także brak środków nie pozwalają mi na wychowanie tego dziecka....
  • bellagnos 09.05.14, 18:21
    Witaj
    Witamin nie musisz jeść ale palenie to brak tlenu dla dziecka, nie rób tego choćby z szacunku dla tego kogoś kto to dziecko będzie wychowywał.Spróbuj zagadać z szefem że dziecka nie będziesz wychowywać, może się uda.
    --
  • purim 16.05.14, 09:29
    Cos-sin;

    Myśle ze to hormony szaleja i stad Twoje podejsice do tematu. Mysle ze gdybys stracila to dziecko to nei poczulabys ulgi a koszmarna strate... Znam podobny przypadek do Twojego.
    Dobrze ze zdecydowalas sie urodzic i oddac. Uwazam to za bardzo odpowiedzialne podejscie. Zycze Ci powodzenia przez cala ciaze i po porodzie. Zebys spotkala na swojej drodze zyczliwych ludzi. Sa miejsca w ktorych znajdziesz wsparcie w trudnych chwilach. Pamietaj o wszystkich przywilejach ktore CI przysluguja smile

    --
    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/n59ytv73ex1dvkwa.png[/img][/url]

    [url=http://www.suwaczki.com/][img]http://www.suwaczki.com/tickers/34bw90bvcgz1xw7t.png[/img][/url]
  • ponure_doswiadczenie 20.05.14, 23:53
    a co z ojcem dziecka>? Czy on nigdzie nie pracuje? Powinien się teraz Tobą zaopiekować. Czy on nie może wziąć na siebie obowiązków finansowych? To także jego odpowiedzialność.

    Trochę ci się namieszało z facetami. Kochasz tego uzależnionego od alkoholu mimo że ci nic nie daje. Wolałabyś być z nim w ciąży. Mimo, że wiesz że fajerwerków byś nie miała. Wchodzisz w szkodliwe relacje i jeśli nie przepracujesz takiej tendencji z psychologiem, to takie sytuacje będą się powtarzać. A jesteś młoda. Możesz jeszcze się ułożyć. Zainteresuj się terapią DDA bądź terapią dla WSPÓŁUZALEŻNIONYCH. Wpisz w google, w każdym dużym mieście prowadzą takie terapie.
    Ja kiedyś byłam w podobnej sytuacji do Ciebie...nie daj się emocjom. Nie nastawiaj się źle do tego dziecka tylko dlatego, że nie jest ono dziełem tego którego kochasz.Dziecko to dziecko. I błagam Cię NIE PAL!!! Zdecydowałaś się urodzić, więc teraz jesteś odpowiedzialna za jego zdrowie. A palenie jest także szkodliwe w ciąży. Chyba nie chcesz aby przez Ciebie dziecko było obciążone jakąś chorobą? Czy może złość na to dziecko jest tak duża, że ci wszystko jedno, czy będzie chore czy zdrowe? Ale pamiętaj, że odpowiedzialność za ewentualną chorobę która może wyniknąć z powodu palenia w ciąży będzie spoczywać na Tobie, na twoim sumieniu, pomimo tego, że urodzisz..
  • cos-sin 03.06.14, 03:09
    Witajcie!
    Sytuacja jest z każdym dniem dramatyczna. Co rano to samo-otwieram oczy i mam nadzieję, że w końcu dzisiejszego dnia mój koszmar się skończy. Ale niestety.... Chciałabym tu napisać coś więcej ale domyślam się, że moja kochana rodzinka potrafi wywęszyć wszystko na mój temat chociażby spod ziemi... A tak to nie mam oparcia w nikim-tylko w jednej koleżance. Tak zostałam całkiem sama. Ojca dziecka nie chcę znać, nie chcę go widzieć na oczy nigdy! Okazał się strasznym duuupkiem. Z koleżankami urwałam jakiekolwiek kontakty, rodzina ma mnie gdzieś. Żyję, mieszkam i utrzymuję się sama. czekam tylko na moment aż pewnego dnia upadnę w mieszkaniu na podłogę i będę tak leżała aż sąsiedzi nie wyczują smrodu na klatce. Znikłam kompletnie na tydzień. Jedna zaufana osoba o tym wiedziała. Od rodziny nawet jednego telefonu nie było. Strasznie przykre.... Choć mieszają mi strasznie w moim życiu, i nawet kosztem mojego szczęścia i życia chcą pokierować z kim mam być a kto ma się ode mnie odwrócić. Nikt nie liczy się ze mną-najważniejszy jest pasożyt-mimo wszystko. Najchętniej to bym sobie znikła, wyjechała jak najdalej od domu-od tych wszystkich fałszywych ludzi, od wszystkich co wpiepszają mi się w życie. Niestety dopóki pasożyt we mnie siedzi muszę się męczyć-w innym mieście, bez pracy i pieniędzy nie jestem w stanie się utrzymać. A co to będzie jak lada moment pracę stracę przez pasożyta. NIE WIEM....
  • strawberry1490 04.06.14, 13:35
    Rozumiem,że możesz nie chcieć tego dziecka,ale nie rozumiem twojej nienawiści do niego i nazwania go "pasożytem".Dobrze,że zdecydowałaś się je oddać,a nie usunąć,bo każda istota ma prawo do życia.Jednak przemyśl to dobrze,żebyś nie żałowała,bo to się odbije na Twoim całym życiu.Możesz przecież ubiegać się o alimenty od ojca dziecka i znaleść wsparcie w ośrodku dla samotnych matek.i nie pal,bo wyrządzasz dziecku krzywdę,a napewno podświadomie tego nie chcesz.powodzenia,pamiętaj że nie ma sytuacji bez wyjścia.
  • cos-sin 11.09.14, 22:13
    POTRZEBUJĘ PILNIE POMOCY!!
    Nie chcę czytać tego co pisałam, nie chcę do tego wracać bo to wszystko tak boli.... Ale...
    To już 28tc. Już nie daję rady. Psychicznie jestem wrakiem. Może dojść do jakiejś tragedii. Czy jest szansa by w jakiś sposób załatwić już teraz poród/cc? Czy dla wszystkich ten skuuurwiel jest ważniejszy ode mnie i mimo wszystko muszę łazić jako inkubator kolejne 3miesiące bo nikt nie chce mi pomóc? Jeżeli wg innych to trzymanie bachora mimo wszystko we mnie jest bezpieczniejsze dla niego to mogę im tylko zaśmiać się w twarz bo pewnego dnia zacznę robić wszystko by to coś ze mnie wyszło! nienawidzę go szczerze i z kaŻdym dniem żałuję że go nie usunęłam.
    Ale rozumiem Was szczerze-domyślam się, że jakbym usunęła mogłabym myśleć co by było gdyby, mogłabym żałować. ale jak widzę co się dzieje teraz w moim życiu to żałuję że tego nie zrobiłam!!!!
    a co do strawberry1490-w dupie za przeproszeniem mam twoje ocenianie i umoralnianie,. i daruj sobie dalsze wyrazanie swojej opinii. nie interesuje mnie co masz juz do powiedzenia. tyle!
  • nadulinowo 11.09.14, 22:53
    Jakiej pomocy teraz oczekujesz?
  • okacenajakakwerkaanneeaaadla 15.09.14, 01:21
    Wytrwaj jeszcze 2 miesiące. Potem oddaj. Wyluzuj. Nie mow nikomu, ze nie chcesz dziecka, bo beda cie denerwowali tym, ze tak nie wolno mowic.. po prostu zostaw je w szpitalu i zapomnij o calej sprawie. Wiecej za tobą niz przed. Juz w tym roku będziesz wolna.
  • marna_klucha 16.09.14, 23:13
    Do końca już nie dużo Ci zostało. Dziecko możesz zostawić w szpitalu i wyjść bez dziecka. Myślę, że spokojnie znajdą mu rodzinę. Ty znajdź sobie psychoterapeutę, potrzebujesz pomocy. Wytrzymałaś tak długo,te kilka tygodni to pestka. Nie zabilaś tego dziecka, więc pozwól mu urodzić się zdrowe, by mogło wychowywać się szczęśliwe. Myślę,że masz ciężką depresję.. Proszę, po porodzie jak najszybciej udać się do specjalisty. Nie wiem skąd jesteś.. Jeżeli Kr lub okolice to może mogę Ci jakoś pomóc.. spotkać się, wesprzeć, znaleźć dla Ciebie lekarza.. Pozwoliłaś temu dziecku żyć, chwała Ci za to. Jesteś dzielną kobietą,choć jak widzę bardzo Ci ciężko. Proszę juz teraz znajdź psychoterapeutę i udaj się do niego, by także ratować siebie. Pozdrawiam ciepło.
  • mauarich 17.09.14, 01:21
    jestes juz blizej niz dalej...widze ze Ci baardzo ciezko, ale prosze, wytrzymaj jeszcze te ostatnie tygodnie... zaraz urodzisz i bedzie po sprawie- dziecko zostawisz w szpitalu, zrzekniesz sie praw i bedziesz mogla robic co chcesz.
  • cos-sin 18.09.14, 10:54
    ja chcę żeby jak najszybciej ten koszmar się skończył! nie chcę czekać jeszcze 2miesiące, nie chcę 8tygodni jeszcze chodzić z tym czymś w sobie! każdy dodatkowy kg mnie przytłacza, każde ruchy tego czegoś we mnie! i ten rosnący brzuch! nie, nie, nie!
    Próbuję już wszystkiego żeby to się skończyło i dalej muszę się męczyć! teraz dziecko już przeżyje poza mną więc niech go zabierają! już, teraz, natychmiast!!!!!!
    każdy dzień jest tragedią! fizycznie jest dobrze, psychicznie jestem wrakiem. potrafię przejechać na rowerze 40km dziennie, dalej pracuję choć jest już ciężko ale jestem sama z problemami (nie mam od nikogo pomocy-nie mówię tu nawet o materialnej ale o pomocy psychicznej). byłam u wielu specjalistów (psychologowie, psychiatrzy) i nikt nie jest w stanie mi pomóc. ostatnia pani psychiatra uważała że moje problemy to nic takiego. nie mam co liczyć na leki uspokajające bo wszystkim zależy tylko na tym bachorze!!! ginekolog też patrzy na mnie jak na głupią jak proszę go o cesarkę wcześniej, w dupie ma że chciałabym mieć ją pod narkozą. nikogo nie interesuje że już nie daję sobie rady. popadam w coraz większą frustrację próbując coraz to nowszych sposobów na wywołanie porodu, a które nie skutkują! z każdym dniem coraz bardziej nienawidzę tego czegoś we mnie, że mimo wszystko sobie dalej siedzi i ma w dupie to że go tam nie chcę, że ma za przeproszeniem już wyyypierrdalać ze mnie!
    dziękuję za słowa wsparcia. tylko wkurza mnie jak ludzie mówią-wytrzymaj, dasz radę! tylko po co!? żeby menda się urodziła zdrowa a ja przypłaciła zdrowiem psychicznym i fizycznym? liczy się tylko ten bachor a ja mam być tylko inkubatorem... super!
  • mmk9 20.09.14, 09:50
    Co prawda zawsze mogę oddać dziecko obecnemu. Powiedział, że jak nie chcę to sam wychowa. Ma do tego warunki. Jest starszy ode mnie. Boniu, jak on się cieszy z tego dziecka! Jakby mógł to sam by je nosił w brzuszku!

    To Ty napisalaś. Połowa genów twoja, połowa ojca. Gdzie on jest?
  • mmk9 20.09.14, 10:12
    Jeszcze jedno. Poronione dziecko łajdaka i pijaka nazwałaś Aniołem, a co robisz temu, które odczuwa Twoje emocje i jest prawie dojrzałe do ·życia poza Tobą?
  • cos-sin 21.09.14, 00:10
    mmk9 skoro nie masz nic do powiedzenia jeśli chodzi o moją ostatnią wypowiedź to zamilcz. to co pisałam było 6miesięcy temu a chyba ważniejsze jest to co jest w tym momencie. A JEST KURWAAAA ŹLE!
  • ponure_doswiadczenie 21.09.14, 13:21
    Droga Cos-sin

    Proszę uspokój się. Powiedziałaś A, że będziesz ciążę nosić, że nie usuniesz, to powiedz też B - uródź. Jeśli nie chcesz rodzić naturalnie, bo boisz się bólu, masz obawy, czy najzwyczajniej nie chcesz to idź proszę do lekarza psychiatry, powiedz, że masz tokofobię, czyli lęk przed porodem i nie chcesz w nim uczestniczyć. Powiedz, że nie kochasz i nie chcesz dziecka które masz w sobie i w związku z tym obawiasz się porodu naturalnego i prosisz o to by wystawiła ci ZAŚWIADCZENIE, że masz mieć cesarkę pod pełną narkozą. To jest do załatwienia. Jeśli chcesz mogę ci w tym pomóc. Mogę też z tobą porozmawiać.
    Rozumiem co czujesz. Gdy coś nie jest zgodne z naszą wolą, niestety mogą się w nas obudzić p[okłady złości, agresji. Chciałabyś, aby to tobą się ktoś zajął, pomógł, a wszystko skupia się na dziecku. Wszystkich interesuje tylko brzuch. Twoje podejście wynika według mnie z tego, że nie dostałaś wystarczającego wsparcia od bliskich, miłości, zainteresowania. Dlatego nie umiesz dać tej miłości swojemu niechcianemu dziecku. Ale uwierz mi Kochana, jeśli zrobisz jakąś głupotę i przyczynisz się do tego, że ono umrze, to będzie ci ze sobą jeszcze trudniej. Za jakiś czas będziesz miała ze sobą jeszcze większy problem niż kobiety po aborcji. Już na prawdę niewiele ci zostało. Donoś tą ciążę chociaż do końca 37 tygodnia. Wtedy już można rodzić, zrobić cesarkę, bez szkód dla dziecka, Ciebie.
    Potrzebujesz się poukładać, uspokoić. Chcesz ze mną pogadać? Ja Ciebie nie oceniam. Chcę poznać twoją sytuację i dać ci praktyczne wskazówki jak sobie w tej sytuacji poradzić.
    Jesteś zła na wiele rzeczy które się stały w twoim życiu. Ale nie kieruj tej złości przeciw dziecku. Ono się poczęło nie po to by zrobić ci na złość, ale dlatego bo znalazło w Tobie miejsce, zaistniały dogodne warunki dla jego rozwoju. Tak działa życie. Tak zaczynał każdy z nas. Ono jest już jednym z nas. Daj jemu czas,by mogło się rozwinąć i w pełni przygotować do życia na ziemi. Proszę uspokój się. A jeśli chcesz mojej pomocy, to proszę napisz na ponure_doswiadczenie@gazeta.pl. Napisz swój numer. zadzwonię do Ciebie. Porozmawiamy. Głowa do góry zagubiona dziewczyno. Na prawdę jeszcze wszystko się ułoży. Trzymam za Ciebie kciuki!
  • wiesia140 22.09.14, 12:55
    Czego potrzebujesz? Nie nakręcaj się tak , bo sobie zaszkodzisz , nerwy tu nic cnie pomogą , nie wszystko nam się układa tak jak chcemyy i trzeba się z tym pogodzic , propoonuje trening radzenia sobie z agresją .
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • wiesia140 25.09.14, 20:12
    cosin jesteś już bardzo blisko ,, tyle już wytrzymałas pomysl sobie , ze każdy dzień przybliża cie do końca , a potem zdecydujesz , co dalej , ja nie potepiam kobiet, ktore oddaly dziecko do adopcji , mam nadzieję, ze ten psychiatra ci pomoze, ostatecznie istnieje opcja wywołania ze względu na stan matki , ale o tym decyduje lekarz
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • mamawojtuska79 25.09.14, 23:01
    Opcja wywołania porodu ze względu na stan matki rzeczywiście istnieje, ale nie w tym przypadku.

    --
    1.10.2009 r. Wojtuś 24tc 790 gr. mojmalyrycerzwojtus.blogspot.com/
    16.09.2010 r. Wiktorek 32 tc 1780 gr.
  • nati1011 25.09.14, 08:08
    Wiem, że jest ci koszmarnie ciężko. Ciaża zazwyczaj - jak sama nazwa wskazuje - do przyjemności nie należy. A bywa, że jest bardzo trudna - i to nie tylko gdy dziecka się nie chce. Ja swojego bardzo chciałam, a przez pół ciąży przeżywałam koszmar, którego najgorszemu wrogowi nie życzę. Godziny odliczałam do dnia, gdy - w miarę bezpiecznie - będzie można dziecko ze mnie wyciągnąć.. I tez marzyłam by urodziło się jak najszybciej. Wszystkich zamęczałam pytaniem ile musi mieć wcześniak, by mógł się w miare zdrowo urodzić. Otrzeźwiło mnie dopiero tłumaczenie położnej, że zdrowy wcześniak, to taki z 37 tc. Dotrwałam. Nie było łatwo, ale się dało. I tobie też się uda.

    ALe idź do innego lekarza - masz prawo dostać odpowiednie leki - antydepresyjne czy uspokajające. To nie jest tak, ze tylko dziecko się liczy. Ty też jesteś ważna i nie musisz cierpieć tak bardzo. Skad jesteś, może uda nam się polecić jakiegoś sensownego lekarza? Jeżeli jesteś z małej miejscowości to napisz pobliskie miasto do którego możesz dojechać.

    Trzymaj się. Już naprawdę niedługo smile



    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • nati1011 25.09.14, 07:50
    Ostrzegam - jeszcze raz napiszesz posta w tym stylu i dostaniesz bana.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • nati1011 25.09.14, 07:55
    Obie wiemy, że masz rację, ale sposób wyrażenia tej racji jest nie do zaakceptowania na tym forum.

    Cos-sin też jest chora. Donoszenie ciąży, której się od początku nie akceptowało może być prawdziwym koszmarem. Dobrze, że zdecydowała się dać szansę swojemu dziecku, a nie zabiła je. Teraz jest jej ciężko i trzeba ją wspierać, a nie krytykować.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • cos-sin 25.09.14, 13:57
    chcę by to się już skończyło! nosz przecież 8miesiąc ciąży to dziecko jest w pełni rozwinięte! ile dzieci się rodzi w tym miesiącu i żyją!? tylko czemu nikt nie chce mi pomóc!?
    Idę do psychiatry (kolejnego już) w przeciągu tygodnia-ale wiem jak to się skończy więc nie wiem czy jest sens się w ogóle tam wybierać.
    A proszę bardzo-możecie mi dać bana. za co? że bachora nie chcę i najchętniej chciałabym żeby poszedł do aniołków? Wy swoje dzieciaki pozabijałyście-ja temu dałam szansę choć go nienawidzę i chcę żeby jak najszybciej go zabrali. ale widzę że taka mentalność społeczeństwa: aborcja-NIE NIE NIE, lepiej urodź i oddaj, a jak człowiek chce oddać to wielkie umoralnianie i wyzywanie od najgorszych. Facet może się dupą odwrócić od dzieciaka ale kobieta już nie-SUPER!
  • nati1011 25.09.14, 14:20
    To nie dla ciebie był ban ! No coś ty smile

    Usunęlam dziś 2 posty, w tym jeden, który był bardzo agresywny - i to ta osoba dostała ostrzeżenie o banie.

    Idź do tego psychiatry. W pełni ukształtowane dziecko jest najwcześniej po SKOŃCZONYM 36 tc. Dopiero wtedy zamykają się naczynia w mózgu. Wcześniejszy poród zawsze powoduje - mniejsze lub większe - wylewy krwi do mózgu. A chyba zdajesz sobie sprawę, że to jest spore zagrożenie dla dziecka.

    Cos-sin ja mam w najbliższej rodzinie wcześniaka - takiego skrajnego - z 22 tc. Zapewniam cię, że nie chciałabyś jego losu dla swojego dziecka. Pewnie, ze ratuje się wcześniaki - czasem bardzo maleńkie, tylko ile to je kosztuje cierpienia i jak bardzo są potem obciążone.

    Zrobiłaś coś wspaniałego - podarowałaś swojemu dziecku życie - dałaś mu szansę. Jesteś silna. Dasz radę.
    I pamiętaj - twoja decyzja była o wiele trudniejsza niż zabicie tego dziecka. Możesz być z siebie dumna!
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • mamawojtuska79 25.09.14, 23:00
    nati1011 uważam że nie powinnaś kasować tych postów bo nie sztuką jest poklepać dziewczynę po główce i prawić jej banały jaka jest wielka bo postanowiła urodzić to dziecko i że powinna być z siebie dumna. Jeżeli postanowiła urodzić dziecko, nie poddała się aborcji to niech "weźmie to na klatę" i niech będzie konsekwentna do końca, to tylko kilka tygodni, niech zadba o siebie i o to dziecko, które nie jest bachorem i pasożytem, jest dzieckiem czy tego chce czy nie. Jestem mamą dwóch wcześniaków, mój starszak urodził się w 24 tygodniu ciąży, pół roku walczył o życie, przeszliśmy chyba wszystkie powikłania wcześniacze, dziś jest dzieckiem niepełnosprawnym i gdy czytam teksty o tym że matka celowo robi wszystko żeby wywołać poród to zwyczajnie wymiękam bo nie potrafię tego zrozumieć, ja oddałabym wszystko aby mój synek urodził się choć o tydzień później, Ja wiem z czym wiąże się wcześniactwo, jakie są powikłania, jak cierpi dziecko podłączone do aparatury, która za nie oddycha. Tego nie da się opisać ale chyba właśnie to powinna wiedzieć osoba, która takie atrakcje chce zafundować niewinnej istotce, niech będzie tego świadoma. Nati1011 proszę nie kasuj tego tekstu.

    --
    1.10.2009 r. Wojtuś 24tc 790 gr. mojmalyrycerzwojtus.blogspot.com/
    16.09.2010 r. Wiktorek 32 tc 1780 gr.
  • nati1011 25.09.14, 23:38
    Tego nie skasuję. Ale w poprzednim było parę zdań za dużo. smile

    Ja też dokładnie wiem co oznacza wcześniactwo. Wiem też jednak, co oznacza trudna ciąża - i wiem, że to czasami może być ponad czyjeś siły - naprawdę nie każdy przechodzi ciazę znośnie - celowo nie piszę że lekko.

    Dziewczyna jest w trudnej sytuacji - nie chce tego dziecka - a mimo to się dla niego poświęca - wydaje się jej, że już jest bezpieczne. Obie wiemy, że jeszcze nie. Dokopanie jej niczego nie zmieni, może tylko zaszkodzić. A i cos-sin musi przeżyć tą ciążę i potem wrócić do normalnego życia.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • ponis1990 26.09.14, 22:37
    MamoWojtuska, może kojarzysz mnie z forum wcześniaki i emama teżsmile Przeczytałam wszystkie posty autorki i mną potrząsnęło. Cóż. Może jest tak, że nie ma komu się wyżalić i mówi to w internecie... ja wiem, że dla nas które właśnie tej ciąży nie donosiły a dzieci walczyły o życie, sytuacja odwrotna jest abstrakcją...
  • smut.naa 15.10.14, 23:27
    Moja trzecia córka była wielkim zaskoczeniem, nie skakałam z radości jak zobaczyłam dwie kreski... Całą ciążę trudno mi było się oswoić z sytuacją... Przetrwałam, urodziłam, pokochałam od pierwszego spojrzenia... Czwartą ciążę abortowalam 20 dni temu... Nigdy sobie tego nie wybacze, gdybym mogła cofnąć czas... I co z tego że została bym sama z 4 dzieci, dała bym radę! Mieszkanie już prawie gotowe, pozew w sądzie a pustka potworna... Żyję za 800 zł z trójką dzieci, i żałuję że tylko z trójką... Masz rację, pieprzenia banalow typu, zdecydowałas, wytrzymaj, już niedługo wkurwiajaco jest słuchać, ale stwierdzenie 'wy pozabijalyscie' to nóż w serce tym które starają się podtrzymać na duchu i wesprzeć... Jeśli tak bardzo Ci zależy żeby już urodzić maluszka to zalatw sobie receptę na Arthrotec...
  • jaga2014 16.10.14, 14:32
    Smut.naa daruj sobie takie porady w stylu: załatw sobie receptę. Weźmiesz odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje tej porady? Naprawdę nie każdy nadaję się na doradcę, wiec w Twoim przypadku milczenie będzie złotem.
  • mojaada 14.10.14, 10:56
    TO NIE JEST NORMALNA MILOSC DO NIEGO, TO JEST CHORA MILOSC, NIEPRAWDZIWA, JESTES UZALEZNIONA OD FACETA KTORY WYKANCZAL SIE PSYCHICZNIE.Sorki za cap....Ofiary przemocy nawet psychicznej czesto sa jakby uzaleznione od oprawcy. Ja to doswiadczylam i ty tego doswiadczasz, na dodatek jeszcze nie wyszlas z tego bagna a poznalas cudownego czlowieka i na dodatek zaszlas w ciaze. Po co sie pchac do takiego czloweieka ktory cie niszczyl? Dlaczego nie otworzyc sie na milosc cudownego mezczyzny ktory sie o ciebie zatroszczy? Najlepiej radze :idz do psychologa, pomoze ci sie odnalezc w tym wszystkim, uspokoic twoje emocje, dojdzie do psychiki ktora skrywa na pewno wiele...pomoze ci zrozumiec sama siebie i otworzyc sie na nowa rodzine. Ja na twoim miejscu skakalabym z radosci ze jest ktos kto mnie kocha i sie troszczy , a niedlugo dojdzie kolejna osoba ktora bedzie cie kochac. A o tamtym zapomnij, a jezeli on jest za blisko to ty sie przeprowadz , zacznij wszystko od nowa, nie zmarnuj szansy na szczescie.
  • cos-sin 16.10.14, 23:36
    jeżeli 4 psychologów i 5 psychiatrów na całe 6 miesięcy to jeszcze mało to chyba powinnam się w wariatkowie zamknąć.
    33 tydzień skończony-dzieciak 2kg. ile się rodzi w tym terminie i są zdrowe. tylko ten nie może. ile mam się jeszcze poświęcać, co? ja już nie daję rady, z każdym dniem jest gorzej. a jakby coś było nie tak z dziaciakiem to od razu by cięli-co nie? a zdrowie matki się nie liczy-no super podejście do żywego człowieka! 33tc to nie granica życia lub śmierci! pomyślałam-dam radę do końca października-dam! to tylko 2tygodnie a 35tc to nie jest tak źle. i zostałam brutalnie sprowadzona na ziemię dziś. już nawet nie mam co liczyć na 38tc na rozwiązanie. wizyty u ginekologa prywatnie-każda wizyta 200zł i duuupek mi mówi że on mi cesarki nie zrobi dopóki się skurcze nie zaczną!? to jeszcze z 9tygodni! złość, płacz, nawet już mam myśli by skończyć ze sobą-ale się męcz kobieto bo Ci wszyscy każą-mimo wszystko. skierowanie na cesarkę mam: "nie akceptuje ciąży. Ryzyko działania na niekorzyść płodu". PŁODU! to w końcu to dzieciak czy płód!? jedyne wyjście to chyba pójść do jakiegoś lekarza i dać mu porządnie w łapę żeby mój koszmar się skończył-na dobroć i ładne oczy to nic się nie załatwi.
    i co mi z gadania: wytrzymałaś tyle-wytrzymasz jeszcze więcej? ja już tego więcej nie dam rady. sama myśl że dzieciak we mnie jest mimo że może już żyć po drugiej stronie... gdzie ta sprawiedliwość!!!
  • ela696 17.10.14, 12:18
    Pomyśl czym jest tych kilka tygodni w stosunku do wieczności....
    Proszę, nie staraj się skupiać na sobie, może wymyśl jakieś kreatywne zajęcie, może zapisz się na jakieś warsztaty abyś mogła przestać choć na chwile o tym wszystkim myśleć.
    Wytrzymasz, dasz rade, Czas naprawdę szybko leci.
    A temu dzieciakowi, jak się już zdecydowałaś urodzić, ofiaruj ten dar by miało szanse na normalne życie w zdrowiu i szczęściu.
    Wytrzymasz naprawdę, to już końcówka, kilka tygodni. Jesteś mega dzielną kobietą.
  • kandyzowana3x 17.10.14, 18:53
    Cos-sin a moze skierowanie sie po pomoc do szpitala psychiatrycznego nie bylo by takie glupie w twoim przypadku. Ty na prawde ogromnie cierpisz i moze dopiero tam potraktowali by Ciebie powaznie.
  • tanzania1 22.10.14, 15:06
    jestem pzerażona tym co tutaj przeczytałam... Kobieto! Jak się czujesz??... Ty naprawdę potrzebujesz pomocy! Ale nie możesz teraz robić takich rzeczy, żeby wywoływać poród- musisz wytrzymać do normalnego porodu, dużo nie zostało...
  • wiesia140 22.10.14, 19:12
    Wspominalas , ze byłaś u psychologa, przeprowadził badanie psychologiczne u ciebie. ...
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • wiesia140 13.11.14, 17:14
    Żyjęsz?
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • ponure_doswiadczenie 15.11.14, 21:00
    cos-sin,co u Ciebie? Odezwij się. Mam nadzieję, że wszystko w porządku, że dzielnie się trzymasz. To już końcóweczka ciąży niedługo, prawda?
  • cos-sin 16.11.14, 23:43
    Boniu dziewczyny przepraszam, że się nie odzywałam i się martwiłyście. miałam trochę problemów (nadal mam) ale ogromnie się cieszę bo... WYTRZYMAŁAM I DONOSIŁAM JAK WSZYSCY CHCIELI wink! tzn jutro już skończony 38tc i jutro będę mieć wyznaczony termin cesarki-mam ogromną nadzieję, że to będzie w tym tygodniu jeszcze. myślicie, że mogę się cieszyć że mimo wszystko wytrwałam, że byłam dzielna? kurna, jestem z siebie dumna!!!!
    ale koniec tej euforii. robotę straciłam z dnia na dzień ale jeszcze dorabiam u rodziny w sklepie (zawsze jakiś grosz wpadnie). miałam ciężkie ostatnie tygodnie (poważna operacja i pobyt w szpitalu kogoś bliskiego) i praktycznie nie miałam czasu i ciągle nie mam by myśleć o ciąży. zdania nie zmieniłam (już nawet podpisałam papiery w urzędzie-tzn. uznanie ojcostwa). mam tylko nadzieję, że skoro całą ciążę miałam pod górkę to chociaż teraz pójdzie idealnie i gładko. minimum o jakim pragnę to cesarka w najbliższych dniach pod narkozą (!!!), mam nadzieję, że personel uszanuje moją wolę i dzieciaka mi nikt nie przyniesie i nie pokaże, no i że nikt z mojej rodziny (oraz ten dupek) nie odstawi szopki i nie wpadnie na genialny pomysł odwiedzenia mnie w szpitalu, nachodzenia itp. oby przetrwać te ostatnie dni, i ten pobyt w szpitalu...!
  • cos-sin 17.11.14, 00:30
    dodam jeszcze, że strasznie to wszystko przeżywam... Denerwuję się, że termin cesarki będę mieć dopiero za jakieś 2tygodnie (a wiadomo, że chciałabym JUŻ!) jak na szpilkach siedzę. Poza tym ginekolog mnie nastraszył, że w każdej chwili może się to zacząć. Do jego szpitala mam 40km i ograniczone możliwości dojazdu (jedyny zaufany kierowca pracuje i ma małe dzieci-także nie zawsze mi pomoże). z resztą nie wiadomo czy jak nawet dojadę szybko to czy nie będzie za późno na cesarkę. Co prawda namawiał mnie ginekolog na poród naturalny ale ja w życiu nie chcę i nikt mnie nie zmusi-nie nie nie! dzieciak malutki, brzuch mój z resztą też-mam w pasie 92cm (teraz mierzone).
    co do mojej decyzji: zdania nie zmieniłam i nie mam zamiaru. oczywiście wiem, że wiele ludzi mnie potępi, pół rodziny wyrzeknie. ale nie mogę robić czegoś wbrew sobie, na siłę-bo inni tego wymagają. to nie jest błaha rzecz, dla której mogę coś poświęcić tylko to jest coś mega poważnego-dlatego żadne poświęcenia w imię opinii nie wchodzą w grę. patrząc z drugiej strony... zostałam bez środków do życia (oszczędności jakie posiadam to niecałe 1000zł za które muszę się utrzymać od teraz do momentu aż będę zdolna do pracy)-i za co miałabym dzieciaka wykarmić? zawsze to jakiś argument broniący mnie przed innymi. co prawda wiem, że wszyscy by pomogli jakoś. najbardziej jednak mam nadzieję, że tego dupka więcej nie spotkam (musiałam być z nim w urzędzie żeby to ojcostwo ustalić) i ile mnie to nerwów kosztowało to tylko ja wiem. to jest typ człowieka, który patrzy na swoją dupę-dąży po trupach byle do celu i ma gdzieś uczucia innych. nawet jeśli bozia zesłała by na mnie matczyną miłość (i zechciałabym dzieciaka wychować) to ten dupek nigdy by mi nie odpuścił-w końcu by postawił na swoim. nawet kosztem dzieciaka ciągałby mnie po sądach a tam próbował zrobić ze mnie obłąkana (tak jak na początku). bo zależy mu tylko na dzieciaku-reszta się nie liczy. do tej pory nie dotarło do niego, że dla mnie nie istnieje i potrafi do mnie pisać smsy-co z tego, że nie odpisuję jak i tak musi coś napisać aby napisać. Mam ogromną nadzieję, że więcej na mojej drodze nie stanie! dlatego dla świętego spokoju-niech zabiera co chce i znika z mojego życia.
  • mmk9 17.11.14, 09:25
    cos-sin napisał(a):

    > dodam jeszcze, że strasznie to wszystko przeżywam... Denerwuję się, że termin c
    > esarki będę mieć dopiero za jakieś 2tygodnie (a wiadomo, że chciałabym JUŻ!) ja
    > k na szpilkach siedzę. Poza tym ginekolog mnie nastraszył, że w każdej chwili m
    > oże się to zacząć. Do jego szpitala mam 40km i ograniczone możliwości dojazdu (
    > jedyny zaufany kierowca pracuje i ma małe dzieci-także nie zawsze mi pomoże). z
    > resztą nie wiadomo czy jak nawet dojadę szybko to czy nie będzie za późno na c
    > esarkę.

    Spokojnie, tak szybko to nie idzie. Moim zdaniem powinnaś jednak zgłosić się za kilka dni na KTG. Może ono wykazać skurcze i ostrożny ginekolog położy Cię na oddziale. Ja przynajmniej tak miałam. Nie będziesz wtedy miala problemu z dojazdem. A tak w ogóle to zwykle czeka się z cc do rozpoczęcia akcji porodowej, czyli wyraźnych skurczów rozwierających.
  • cos-sin 17.11.14, 10:45
    czekać na skurcze porodowe nie mam zamiaru. ale pięknie ludzie mydlą oczy-kurna wszyscy! 38tc ciąża donoszona można robić cesarkę, już bezpiecznie bla bla bla i co się okazuje!? że muszę czekać jeszcze dłużej (mam już termin cesarki i chyba nie muszę mówić jak bardzo wściekła jestem?)!!!! czy ja ciągle muszę mieć pod górkę!?
  • tanzania1 17.11.14, 12:17
    Fajnie, że się w końcu odezwałaś, bo na pewno kilka osób się martwiło o CIebie. Tak, jesteś dzielna, dobrze, że wytrzymałaś do tej pory, teraz to już naprawdę luzik! Co do cesarki, to najlepiej po prostu, żeby poród sam się zaczął, bo tak jest najlepiej dla matki i dziecka, a taka zaplanowana cesarka, bez żadnych objawów porodowych, to nie jest dobre rozwiązanie... Ale na pewno w specjalnych, wyjątkowych sytuacjach robi się takie cesarki nie czekając na żadne sygnały. Jeśli dziecko jest zdrowe, termin jest osiągnięty, a Twoja sytuacja jest chyba dośc wyjątkowa, to myślę, że lekarz mógłby Ci wypisać jakiś świstek i po prostu na tę cesarkę wysłać. Pogadaj z nim i go poproś, może do niego dotrze jak Ci ciężko.
    Ale z drugiej strony nie wściekaj się tak bardzo.. Wytrzymałaś już naprawdę dużo, masz zszarpane nerwy, więc nie przesadzaj z tym obłędem, bo za chwilę już pozbędziesz się "problemu".
    Co do oceniania Ciebie w sprawie, to nie mam takich zapędów. Uważam, że dobrze, że oddajesz dziecko, skoro tak bardzo go nie chcesz. Tak będzie lepiej dla CIebie i dla Niego.
    Martwię się tylko, czy za jakiś rok, dwa, jak staniesz na nogi i wszystko się poukłada, to nie będziesz żałować tej decyzji...
    Życzę byś jeszcze trochę wytrwała i życzę, by rodzina zaczęła Cię wspierać. No i powodzeniaw szukaniu pracy itp. itd. Na pewno za jakiś czas się poukłada.
  • wiesia140 18.11.14, 10:49
    niech ci się wszystko ułoży , wiem , żebyś chciała jak najszybciej , , jedno jest pewne poród nadejdzie i tego się trzymaj, nie oceniam ciebie,, pomyśl sobie , że każdy dzień przybliża ciebie do porodu, nerwy tu nic nie pomogą
    --
    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
  • mmk9 18.11.14, 09:41
    >nie wiadomo czy jak nawet dojadę szybko to czy nie będzie za późno na c
    > esarkę.

    To są Twoje słowa i na nie odpowiadałam
  • cos-sin 18.11.14, 16:46
    ale ja już mam termin wyznaczony kiedy mam się zgłosić do szpitala i wtedy też odbędzie się cesarka smile ale jestem wściekła bo wiem, że mogło to się odbyć w tym tygodniu skoro dzieciak jest donoszony, a zapewne wiecie czytając mnie jak każdy dzień był walką.... no wszystko musi być pod górkę.
    co do mojej decyzji. Może będę żałować, może nie. Na pewno nie mogę już zmienić zdania. Jak to mi ktoś powiedział: ten dupek mnie znajdzie wszędzie (choćby przez policję i sąd) i dzieciaka zabierze. a ja z tym człowiekiem nie chcę mieć nic wspólnego. jest piepszonym egoistą i tyle. a ja dla świętego spokoju odłączam się od tego wszystkiego. aby tylko dojść do siebie i z początkiem nowego roku wyjechać i zacząć nowe życie.... no wczoraj wpadłam w złość i od rana ryczałam bo chciałam tą cesarkę w tym tygodniu a nie czekać bez sensu kolejne dni. nie chcę mówić kiedy dokładnie idę do tego szpitala bo termin znają tylko 4 osoby zaufane-nie chcę mieć pod blokiem operacyjnym zbiegowiska (a tym bardziej tego dupka czy mojej mamusi nawiedzonej, która zdolna jest mi przynosić dzieciaka i pokazywać). ale na pewno dam Wam znać jak już będzie po wszystkim smile dziękuję za ciepłe słowa jak i słowa krytyki przez cały okres ciąży-naprawdę nawet nie zdajecie sobie sprawy ile mnie to kosztowało i ile łez wylałam. teraz mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej!
  • nati1011 19.11.14, 18:27
    Cos-sin

    nikt cię nie potępi.

    Dzielna jesteś. Wytrwałaś. I dałaś swojemu dziecko to co najcenniejsze - życie.

    jakbyś czegokolwiek potrzebował to pisz tutaj:

    dlazycia.info/index.php?option=com_content&view=article&id=497/
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • ponure_doswiadczenie 24.11.14, 16:05
    Cieszę się, że dajesz radę. 3 maj się dzielnie!!!
  • cos-sin 03.12.14, 10:58
    mogę Was jeszcze pomęczyć smile?
    Ciąża zakończona! późno bo prawie do terminu dotrwałam. Tydzień przed cesarką zmarł mój dziadek, z którym byłam mocno związana. Rodzina była na to gotowa ale to i tak wielki ból i szok. Dzień po pogrzebie wsiadłam rano w pociąg i pojechałam do szpitala. Wszystko technicznie poszło tak jak chciałam.
    Jak się czuję? Dziwnie... Wiadomo-jest inaczej bo to dziecko już jest. Kłótnia o nie niesamowita-moja rodzina chce mieć z nim kontakt a tatuś to utrudnia. W sumie jak wyszłam ze szpitala miałam jakąś iskierkę, że może chciałabym zobaczyć dziecko-taka mała ciekawość czy coś. Niestety dziecko jest już zabrane ze szpitala i nie mam już jak. Praw się zrzekłam ale wiadomo-mam jeszcze trochę czasu na zmianę decyzji. Choć wiem, że to bez sensu-i tak znajdę się w tym samym miejscu tylko po kilku miesiącach walki. i to jakiej! wyciąganie najmniejszych brudów, robienie ze mnie najgorszej wariatki itp. Koleś nie potrafi uszanować mnie-w dniu cesarki stał pod moją salą-na operację wieźli mnie zaryczaną i całą trzęsącą się-tak działa na mnie ten człowiek.
    A wiecie z czym jest mi najciężej? Że tak strasznie zostałam obdarta z moich marzeń. Zawsze chciałam zostać matką, wychowywać małego człowieka, który kochałby mnie bezwarunkowo-i nawzajem. Teraz już ciąża i macierzyństwo nie będzie niczym cudownym....
    Nie jestem aż tak złym człowiekiem jak myślicie. Dużo teraz myślę nad tym wszystkim-widzę jak mamie, jak mojej rodzinie zależy na tym dziecku, jak ciężko im pogodzić się z tą moją decyzją. Nie myślę tylko o sobie. Ale czy walka o dziecko ma sens? wyrywanie sobie z rąk do rąk? Tatuś dziecka jest typem człowieka co za wszelką cenę dopnie swego, więc i tak jestem na straconej pozycji.... A upokorzenie jakie by mi zafundował? dla świętego spokoju chyba zostawię tak jak jest... szkoda-bo jakby dziecko miało trafić do adopcji i moje 6tyg na zmianę decyzji było brane pod uwagę -to na spokojnie po podjęciu decyzji ostatecznej mogłabym zabrać to dziecko-jeżeli bym chciała. Z kuratorem na głowie, z pomocą rodziny-dziecko miałoby dobrze. Ale to bez znaczenia bo nawet jak zmienię decyzję to dziecko zostanie u tego 'dumnego tatusia'.
    czy mam wątpliwości? no jasne! bo boję się jak będzie w przyszłości! wiem, że jakąkolwiek decyzję podejmę to i tak będę żałować.... ale trzeba ponieść konsekwencje swojego szczenięcego postępowania. mam dużą nauczkę i lekcję na caaaaaałeeee życie.....
  • sylwia8999 03.12.14, 16:39
    Hej smile
    A nie myślałaś o tym by to Tata wychowywał dziecko, a Ty bys miała prawo do kontaktów? Ja bym na Twoim miejscu to przemyslala. A jak Twoje fizyczne samopoczucie?
  • cos-sin 03.12.14, 17:00
    no dumny tatuś dziecka wychowuje je i tyle.
    fizycznie? SUPER smile! bez kitu-tak się bałam, bo mam niski próg bólu, myślałam że będę zdychać. Wstałam po 10h, na drugi dzień rano już poszłam się myć sama, no i chodziłam dużo. jutro mija tydzień a ja chodzę i funkcjonuję w miarę normalnie (oczywiście nic nie dźwigam itp). Rana wygląda lepiej niż myślałam. ogólnie myślałam, że będzie dużo gorzej z tym. jak rodzić to tylko cesarka smile!!!!!
  • sylwia8999 03.12.14, 17:08
    Dobre chociaz to ze fizycznie ok. Ja długo po porodzie zdychalam wink
  • roxanne765 03.12.14, 21:39
    Hej. Nie odzywałam sie cały ten czas tylko przypadkiem trafiłam na to forum i podczytywalam twój wątek bo w pierwszej ciąży czułam sie podobnie jeśli chodzi o psychikę, chciałam zostawić faceta i wzdychalam do byłego. Resztki rozsądku i mega cierpliwość mojego faceta ( teraz męża) spowodowaly że zostałam. Co ma być to będzie, było mi kompletnie obojętne zdrowie dziecka, czasami myślałam że byłoby lepiej jakbym poronila. No i dostałam kopa od życia... Urodziłam w 23 tyg córkę, która miała bardzo małe szanse na życie i zdrowie... Kiedy ją zobaczyłam taką maleńka pod respiratorem..... Nie umiem nawet tego opisać. Szok...pokochalam i blagalam żeby mi Bóg jej nie zabierał.... Przeszła wiele i pokazała mi jak bardzo chce zyc. Sytuacja z mężem też sie ustabilizowała, zrozumiałam że z nikim innym nie chcę być i to jest Ten. Przeszliśmy przez to piekło razem. Minęło już 7 lat mam drugie dziecko wyczekane, pokochane od pierwszego testu ciazowego.... Moja psychika zniosła tą ciążę rewelacyjnie, żadnych zalaman, pretensji, szaleństw. Także nie zrazaj sie może kiedyś...może z kimś kogo pokochasz całym sercem a on Ciebie. Ja gdyby Mój tyle nie walczył i wybaczal w pierwszej ciąży zwariowalabym ,także podziwiam że przeszlas przez to sama. Teraz musisz sie zregenerowac bo pewnie dużo cię to wszystko kosztowało. A jak z pracą, bo pisalas że pewnie cię zwolniąsad Trzymaj sie i powodzenia
  • cos-sin 03.12.14, 22:13
    dziękuję za ciepłe słowa. i za to, że jeszcze mnie ktoś podziwia. było ciężko-z perspektywy czasu uważam, że nawet zbyt dramatycznie. ale w pewnym sensie jestem z siebie dumna bo myślałam, że jestem słaba a tyle wytrzymałam! wyrządziłam wiele zła przez ten okres, skrzywdziłam wiele osób ale liczę, że mimo wszystko, pomimo tego całego zła los będzie dla mnie łaskawy-zawsze przecież mogło być gorzej, nie?
    a właśnie-dziecię zdrowe!! 10pkt ale malusie się urodziło.
    jestem już spokojna, wyciszona. nie wariuję-biorę życie takie jakim jest i będzie. a będzie co ma być. przestałam patrzeć na siebie-co było czymś normalnym jeszcze rok temu. jakoś te moje serducho ma jeszcze trochę dobroci w sobie... chyba! na pewno nie chcę być złym człowiekiem-chcę żeby było już dobrze!
    pracy nie mam i ten tydzień dałam sobie jeszcze na wstrzymanie w tym temacie. ale mam nadzieję, że będę mogła choć trochę dorobić jeszcze u tej rodziny. wiele nie potrzebuję-byle na rachunki było i drobne prezenty na święta. a oszczędności jeszcze troszkę mam.
  • marna_klucha 04.12.14, 09:28
    Cos-sin, naprawdę byłaś/jesteś dzielna. Moje uznanie. Teraz skup się na sobie. Myślę, że może powinnaś spróbować z psychoterapią, żeby zupełnie stanąć na nogi ,żebyś kiedyś w przyszłości mogła normalnie funkcjonować po tym wszystkim... Zawsze to lepiej wygadać się przed kimś, posłuchać i znów siebie odnaleźć. A z tego co mi się wydaje, naprawdę dużo przeszłaś. W każdym razie życzę Ci dużo sił, powodzenia i szczęścia w życiu. Pozdrawiam Cię gorąco.
  • cos-sin 04.12.14, 14:48
    Dziękuję bardzo za ciepłe słowa! Pracuję nad sobą, myślę i analizuję, myślę też o uczuciach innych i staram się kontrolować swoje nerwy. jest zmiana duża. co do terapii i wizytach u psychologa-na pewno zgłoszę się do kogoś o pomoc-na razie jednak muszę poczekać, bo planuję wyjechać po nowym roku. jak osiądę gdzieś na stałe, zacznę pracę to zacznę również terapię. Na razie to bez sensu.
    Jest dobrze! Wiem, że dziecię ma dobrze i będzie szczęśliwe. wiadomo-matka to matka ale w momencie gdy nie jestem pewna w 1000% że chcę o niego walczyć i mieć z nim kontakt to nie ma co stawać do tej bitwy-tak małe dziecko potrzebuje przecież jakiejś stabilności a nie wyrywanie z rąk do rąk.
    Mija tydzień od operacji a ja już w pracy. co prawda 4h ale jednak. po łyżeczkowaniu miałam zwolnienie na 2tygodnie. i z figury też jestem zadowolona-jak na tydzień po brzuch wygląda super!
    czy jest możliwość skasowania tego tematu...? Nie żebym chciała się za przeproszeniem wypiąć na Was-po prostu to jest za bolesne i chciałabym żeby nie było śladu po tym strasznym czasie w moim życiu... Oczywiście dam Wam znać za jakiś czas na czym stanęło bo wiem, że będziecie ciekawe.
    No i w ogóle dziękuję Wam-wiem, że trochę nie z tematem się tu do Was władowałam. Jednak to też była walka o życie dziecka....
  • nati1011 06.12.14, 20:13
    Cos-sin

    jeszcze raz wielkie gratulacje, ze wytrwałaś. Jesteś wielka. Życzę ci, by udało ci się poukładać życie. Swojemu dziecku dałaś dar najcenniejszy: życie. Pamiętaj o tym i nie daj sobie nigdy wmówić, ze zrobiłaś coś złego, bo to nieprawda.


    Co do wątku. Przemyśl to jeszcze. Może twoja historia kiedyś komuś pomoże. Umówmy się, że poczekam jeszcze 2 tygodnie. Jeżeli nie zmienisz zdania, to daj znać i usunę wątek.

    Jeszcze raz wszystkiego dobrego smile
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • cos-sin 10.12.14, 21:51
    Wiem... Tak sobie tłumaczę-że żyje bo podjęłam tą trudną decyzję, było ciężko i dużo łatwiej byłoby usunąć i mieć 'problem z głowy'-chociaż Wy same wiecie, że tak nie jest, ja się mogę domyślać, ale konsekwencję i tak i tak muszę ponieść.
    Przemyślę i dam znać ale jednak skłaniam się za tym by go usunąć... z jednej strony mi wstyd, z drugiej nie chcę pamiętać tego co temu dziecku zafundowałam-nie chcę kiedyś tu trafić, za parę lat... Wolałabym by ten etap się wymazał z mojego życia i najlepiej pamięci.
    I powiem jedno-coś czuję, że gdyby nie ojciec dziecka, gdyby go po prostu nie było-wróciłabym po to dziecko. po dwóch dniach, po tygodniu, po sześciu-wiem, że bym wróciła. To głupie wiem, myślicie: wariatka!, nienawidziła a teraz nagle jej się odwidziało. Ale jest inaczej, zupełnie inaczej jak dziecka 'nie ma', jest w brzuchu, a inaczej gdy żyje gdzieś tam.
    Ale dla świętego spokoju. Zostaje tak jak jest. Nic mi po walce z takim człowiekiem...
  • nati1011 10.12.14, 23:52
    nie jesteś wariatką. Jesteś normalną dobrą kobietą.

    Zawalcz o siebie. Jesteś tego warta. Nie pozwól, by ktokolwiek cię niszczył. I zastanów się, czy na pewno nie chcesz mieć kontaktu ze swoim dzieckiem.

    Nawet jeżeli zmienisz zdanie, masz do tego prawo.

    Tak formalnie tylko, ty oddajesz dziecko do aborcji czy zrzekasz się praw na rzecz jego ojca? Bo to dwie różne sytuacje. W pierwszej nie odzyskasz już dziecka jeżeli zmienisz zdanie. W drugiej nawet za kilka lat masz prawo wystąpić o prawo do opieki nad dzieckiem, choćby w ograniczonym zakresie.
    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • nati1011 10.12.14, 23:52

    nie jesteś wariatką. Jesteś normalną dobrą kobietą.

    Zawalcz o siebie. Jesteś tego warta. Nie pozwól, by ktokolwiek cię niszczył. I zastanów się, czy na pewno nie chcesz mieć kontaktu ze swoim dzieckiem.

    Nawet jeżeli zmienisz zdanie, masz do tego prawo.

    Tak formalnie tylko, ty oddajesz dziecko do aborcji czy zrzekasz się praw na rzecz jego ojca? Bo to dwie różne sytuacje. W pierwszej nie odzyskasz już dziecka jeżeli zmienisz zdanie. W drugiej nawet za kilka lat masz prawo wystąpić o prawo do opieki nad dzieckiem, choćby w ograniczonym zakresie.


    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • cos-sin 16.12.14, 23:40
    zrzekłam się praw na rzecz ojca. I to on wychowuje małego. Sytuacja jest dziwna-bo jak teraz bym zmieniła zdanie to niby miałabym te prawa normalnie ale jestem pewna że tatuś by do sądu wystąpił o ograniczenie tych praw. Kiedyś jak zmienię zdanie pewnie do sądu będę mogła wystąpić o jakiekolwiek przywrócenie praw. Z resztą-pewnie nastąpi dzień, kiedy to dziecko zobaczę. Choć nie chcę tego bardzo bardzo to takie sytuacje jak np. pogrzeb kogoś bliskiego będą się zdarzały....
    Przestałam się nad tym zastanawiać, patrzeć wstecz.... Nie ma najmniejszego sensu. Jedynie co brałabym pod uwagę to zmiana decyzji i zabranie dziecka do siebie i przy pomocy bliskich wychowałabym go. Ale nie chciałabym żeby ten człowiek w ogóle mi się na oczy pokazywał co wiem, że jest niemożliwe. Nie mam potrzeby widywania dziecka raz na dwa tygodnie, nawet co 2-3dni. Wychodzę z założenia-albo mieć przy sobie dziecko 24h/dobę albo nigdy nawet na niego nie spojrzeć. Nawet zdjęcia nie widziałam choć mam okazję... Różnie mogę zareagować więc wolę tak jak jest.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.