Dodaj do ulubionych

Moja historia

27.02.15, 21:40
Normalnie pewnie nie zdecydowałabym się żeby napisać na forum ale piszę tutaj bo już nie wiem co mam zrobić.
Dokładnie tydzień temu dokonałam aborcji. Głupio myślałam, że to rozwiąże wszystkie moje problemy. Rozwiązało tylko jeden - fizycznie czuję się o wiele lepiej, bo w ciąży miałam mdłości 24 h na dobę. Następnego dnia zaczęło się piekło. Mój partner, który do tej pory cały czas był przy mnie, zostawił mnie. Nawet nie chciał słuchać kiedy mówiłam mu że potrzebuję wsparcia po aborcji i kiedy mówiłam że ciągle myślę o dziecku. Uświadomiłam sobie, że straciłam i jego i moje dziecko, zostałam z niczym. A właściwie zostałam sama z traumą. Zdecydowałam się powiedzieć o tym mojej mamie, czego myślałam że nigdy nie zrobię.
Chyba oszalałam, bo już odliczałam dni do wizyty u psychiatry w poniedziałek, niestety zostało odwołane a następne dopiero za dwa tygodnie. A ja ledwo co przeżyłam ten tydzień, nie wiem jak wytrzymam jeszcze kilka.
Jedyne czego chcę to umrzeć, moje życie nie ma sensu. Codziennie płaczę, czasami nawet powstrzymuję łzy w pociągu, na uczelni albo w pracy, co jest trudne. Gdyby była magiczna pigułka która spowodowałaby że bezboleśnie przestanę żyć to wzięłabym ją bez wahania.
Mam teraz na głowie tyle spraw, egzaminy, a jedyny o czym mogę myśleć to moje dziecko, które przeze mnie nie żyje.
Trochę bez sensu jest moj post, przepraszam, ale szukam kogoś kto byłby w stanie mnie zrozumieć
Najgorsze jest dla mnie to że nie mam wsparcia od nikogo, dlatego tu piszę. Czuję się taka samotna. A wszyscy wokól myśla ze jest ok, nawet nie wiem jak mam wytłumaczyć koleżankom że nie mam ochoty na żadną zabawę.
Ten post jest trochę bez sensu, ale nic w moim życiu nie ma sensu. Po prostu chciałam tutaj napisać co czuję w nadziei, że ktos mnie zrozumie bo w moim otoczeniu nie ma nikogo takiego.
Edytor zaawansowany
  • anka1812 28.02.15, 22:25
    Twój post nie jest bez sensu.
    I niestety obrazuje to co każda z nas czuje.
    Beznadzieje, żal, ogromna rozpacz, strach....
    Nie potrafie Cie pocieszc, gdyż w tym przypadku czas ran nie leczy.
    Ja potrafię rozpłakać się w pracy, potrafię "zawiesić się" na jakiś czas i myslec tylko o moim dziecku, któremu nie dałam życia, które zabiłam.
    Dokładnie wiem co czujesz i każda z nas, która przechodzi tę traume rozumie Cię doskonale, nikt inny Cię tak nie zrozumie.
    Skoro piszesz o studiach, to pewno jesteś młodziutka i warto, abyś poszukała do psychologa. Dobrze, ze powiedziałaś mamie, mam nadzieję, ze Cię rozumie i Ci pomoże.
    Chciałabym Ci jakos pomóc, ale skoro sobie pomóc nie potrafię, to chyba innym tez nie pomogę.
    Gdybyś tylko chciała napisz do mnie.
    Trzymaj się i zadbaj o siebie.
    Wyrzuciłam potok słów z nadzieją, ze pomogę Tobie, tak bardzo chciałabym Ci pomóc, gdyż przed Toba całe życie....pamiętaj o tym...
  • dotxx 06.03.15, 20:51
    Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Tak, mam zamiar iść do psychologa, jeśli z jakiegoś powodu psychiatra mi nie pomoże, na pewno potrzebuję takiego wsparcia psychologicznego.
    Zauważyłam, że jeśli już zdecyduję się powiedzieć komuś z moich przyjaciół o tym, co się stało to oni to bagatelizują, nadal nie rozumieją dlaczego np. nie chcę iść z nimi na imprezę... To niezrozumienie strasznie mnie boli, ale chyba już tak musi być.
    Wiem, że niby jeszcze dużo przede mną, ale niestety, w tym momencie nie za bardzo mam ochoty na moje dalsze życie.
  • nadulinowo 01.03.15, 02:09
    Bardzo mi przykro, że dałaś się ułudzie dobrego rozwiązania w postaci aborcji i że teraz ponosisz tego tak straszne konsekwencje.
    Zastanawiam się, czy nie da się przyspieszyć wizyty u psychiatry. Dobrze też by było znaleźć dobrego psychologa dla Ciebie. Jeśli napiszesz skąd jesteś, to możemy pomóc znaleźć kogoś, kto Ci realnie w Twojej sytuacji pomoże.
    Dobrze, że szukasz wsparcia na forum. Niestety często tak jest, że otoczenie mówi o aborcji do momentu jej wykonania, a potem milknie. A nie możesz być sama, bo to za wielki trud do udźwignięcia w pojedynkę. Chętnie spróbuję znaleźć Ci jakieś ludzkie wsparcie, również w realu. Bo wiadomo, że Internet rządzi się swoimi prawami, a kontakt na żywo jest o wiele cenniejszy.
    Czy Ty wierzysz?
    Trzymaj się mocno, i pisz jak się masz.
  • dotxx 06.03.15, 20:58
    Jeszcze tylko trochę ponad tydzień do wizyty, więc myślę, że wytrzymam, już czuję się trochę lepiej. Chcę iść akurat do tego psychiatry, bo moja mama mi polecała, więc wolę kogoś sprawdzonego. Jestem z Warszawy, więc ewentualnie jeśli będzie taka potrzeba to tam poszukam jakiegoś dobrego psychologa.
    Dziękuję za troskę, to dużo dla mnie znaczy.
  • kahu_na_dachu 01.03.15, 11:04
    poziom hormonu ciążowego spada przez parę tygodni, stąd bardziej intensywnie odbierasz to co się dzieje. Życie wywróciło ci się do góry nogami na wielu poziomach, trudno na to wszystko spojrzeć obiektywnie. Partner nie stanął na wysokości zadania, ale pomyśl jak wyglądałoby życie z nim gdybyś zdecydowała się na donoszenie ciąży. Poszukaj innego specjalisty w tej kryzysowej sytuacji, jeśli chodzi o psychologów to szukaj wsparcia terapeutów związanych np. z Milton-Erickson-Institut. Nic co piszesz nie jest bez sensu, przeżywasz obecnie stratę partnera, decyzja o aborcji chyba nie była podjęta w 100%, może uległaś naciskom ze strony partnera, który nie był na dziecko gotowy. Pamiętaj, że w życiu nic nie jest bez sensu, podniesiesz się z tego. Pozdrawiam, K.
  • dotxx 06.03.15, 22:34
    Teraz po dwóch tygodniach już jest trochę lepiej, bo od dwóch dni przynajmniej nie płaczę, wykańczało mnie to ciągłe płakanie. Mam nadzieję, że kiedyś może będzie lepiej, ale chyba musi minąć jeszcze bardzo dużo czasu. Staram się mimo wszystko żyć normalnie, chodzić na studia, ale na spotkania towarzyskie w ogóle nie mam ochoty, ledwo przetrwałam moje urodziny. Ale cóż, chyba trzeba po prostu czekać. Dziękuję za wsparcie, na pewno poszukam jakiegoś terapeuty.
  • creepy_sober 08.03.15, 02:03
    Ok, kilka osób Cię już wsparło.
    A możesz napisać, co skłoniło Cię do tego? Bo z tego co piszesz wnioskuję, że Twój partner chciał tego dziecka, że mogłaś liczyć na swoją mamę. Co zrobiłaś przed zabiciem dziecka, aby przekonać się, że to jedyna słuszna decyzja? Co mówił Twój chłopak? Po prostu - jaka sytuacja Cię do tego popchnęła?
    Nie chcę Cię dobić swoimi słowami, ale to nie jest forum wzajemnej adoracji i kółka różańcowego, choć można tak wnioskować po wpisach. Popełniłaś ogromny błąd, głupoty nie wspieram. Nie wiem, jak będziesz dalej żyć, prawdopodobnie nigdy nie zaznasz spokoju.
  • nati1011 09.03.15, 11:55

    Aureolka cię uwiera? To ją popraw a nie wyładowujesz swoje frustracje, na kimś kogo nawet nie znasz.

    Taka jesteś pewna swojej prawości? Obyś się nie musiała na własnej skórze przekonać jak łatwo jest znaleźć się po drugiej stronie.

    Nikt tu nie pisze, że autorka zrobiła dobrze. Ale nie wolno nam jej teraz dobić. Nie my jesteśmy od oceniania je winy czy odpowiedzialności. To już jej sprawa z Bogiem. Ja mam jej pomóc wrócić do życia. I mam nadzieję, że to się uda. Że za parę miesięcy zagości radość w jej sercu i na twarzy. Zrobiła źle. Ale któż z nas jest bez winy?




    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • nati1011 10.03.15, 08:00
    Creepy - usunęłam twój post. Nie masz prawa tak pisać.

    Obrona życia, oznacza, że broni się każdego życia - matki też. Jeżeli jest inaczej to nie jest to ochrona życia a eugenika.

    Jeżeli chcesz pomóc na forum - to musisz zmienić nastawienie. Jeżeli zaś przyszłaś tu by udowodnić samej sobie, jaka jesteś wspaniała, to niestety pomyliłaś miejsca.

    --
    miłość to wybór i wierność wyborowi
  • creepy_sober 10.03.15, 08:51
    Brawo!!! To jest forum pro-aborcyjne.
  • creepy_sober 10.03.15, 08:59
    Sobie nie muszę nic udowadniać, mam swoje sumienie i znam swoje błędy, jednak nigdy nie wykroczyły poza ramy przyzwoitości ludzkiej. Ochrona życia nie powinna polegać na tym, co prowadzisz. Być może więcej na przestrzeni lat wyniosłaby kobieta, która boleśnie pozna siebie i sama dojdzie do wybaczenia sobie, a nie za pomocą wybujałych herezji. Zabójstwo to grzech niewybaczalny i najcięższy. Wykorzystanie Boga w ten sposób jest żałosne i w samej osobie nic nie zmieni. Tak, to jest moja pomoc - cierpienie w końcu się wyczerpie, ale autorka będzie miała już całe życie za sobą.
  • paulaline 13.04.15, 00:23
    Ja ciebie rozumiem.Zrobilam to samo co ty kilka dni temu.Facet namawial mnie na dziecko, nie zabezpieczalismy sie ale pytałam tysiac razy czy jest pewien gdyz nie znamy sie dlugo 6mies ale jestesmy w takim wieku-ja 36 on 45 ze ludzie powinni wiedziec czego od siebie oczekuja, ja bynajmiej wiem.Mam juz jedno dziecko 11 lat, nie za bardzo mialam ochote na kolejne ale ze nie jestem.egoistka i on bardzo chcial to sie zgodzilam, zaufalam.Planowal kupno domu, jak bede w ciazy to wszystko ogarniemy itd.Jest facetem z dobra praca, ja tez jestem powazna osoba, wszystko mialo byc tak pieknie.Jak sie mialo za chwile okazac to byl moj blad ze potraktowalam to wszystko jak powazny plan na zycie.Kiedy zorientowalam.sie ze jestem w ciazy, on byl na rodzinnym wyjezdzie z matka, pogrzeb ciotki ktora mieszkala w Stanach.Caly czas bylismy w kontakcie, picu picu, kocham, tesknie itp, dzwonienie etc.Dodam ze to on byl zawsze bardziej zaangazowany w ten zwiazek, czulam.sie bezpiecznie, nikogo na dziecko nie lapalam, tymbardziej ze mam juz syna ktorego od 3 lat sama wychowuje bo jego ojciec okazal sie kompletnym idiota i toksycznym typem ktory zdradzal, balowal, przesladowal mnie psychicznie I cale wczesne dziecinstwo mojego syna to przeplakane noce i samotne dnie, sama z niemowlakiem.Wydawalo mi sie ze moj obecny wiedzac o tym wszystkim, wspolczujac mi i generalnie sprawiajac wrazenie dobrego czlowieka, nie wykreci mi numeru.Jakze sie mylilam okazalo sie juz wkrotce.W momencie gdy oznajmilam mu ze jestem w ciazy, spodziewalam sie radosci, nie wiem, moze zaskoczenia ale nie placzu i przyslowiowego zgrzytania zebami.Koles zaczal plakac ze to nie ten etap, ze nie jest gotowy, ze nie jest nawet pewien nas, i oczywiscie zaczal namawiac na aborcje medyczna.Mieszkam w Uk i tu jest to legalne.Ze bedzie ze mna, ze mnie kocha, ze stworzymy rodzine ja on i moj syn Lol Ze to mu wystarczy.Sluchalam tego jak gadania obłąkanego i niedowierzalam.Nie mogl zniesc jak mu nawet o tej ciazy mowilam ze mi niedobrze czy cos tam.jakby temat nie istnial.Umowilismy wizyte przed Wielkanoca ale nie mialam odwagi tego zrobic przed swietami, po prostu nie moglam.Jego zachowanie przez tydzien ktory poprzedzal zabieg mialo mi uswiadomic czy chce takiego ojca i partnera czy nie.Troszczyl sie o mnie, jakby chcial nadrobic to cale gowno jakie mi zafundowal ale nie dalam sobie wmowic ze to wpadka, bo nia nie byla.Nie pozwolilam mu na komfort zdjecia odpowiedzialnosci za jego niedojrzalosc i glulote.Poddalam sie aborcji mimo ze zrobilam to wbrew sobie, ale nie zeby tego dziada uszczesliwic ale ochronic moje dziecko ktore juz mam przed skutkami nieodpowiedzialnosci mojego partnera.Oczywiscie tez go o tym poinformowalam.Mam nowy rozwijajacy sie biznes, mieszkam bez rodziny za granica, nie moglam narazic mojego syna na te wszystkie hustawki itd.Po poprzednim samotnym macierzynstwie wiem.ile to wszystko wymaga wysilku, stresu i pieniedzy.Chcialam.uchronic moje dziecko ktore juz zyje bo kocham je nad zycie.Czuje potworne wyrzuty sumieni a w stosunku do nienarodzonego dziecka, ale nie moglam inaczej.Zawsze uwazalam, nie przytrafilo mi sie vos takiego nawet jako.nastolatce! Czuje sie zdradzona, wmanewrowana w jakas chora gre psychopaty ktory rzekomo mnie kochal, i wlozyl w scenariusz kiepskiego filmu.Tak jak autorka watku moj "ukochany" byl ze mna przez zabieg i spedzil noc po zabiegu po czym rano udal sie do pracy i od 4 dni przezywa swoja zalobe.Zero wsparcia, jeden sms jak sie czuje, ze on sklada mysli i takie tam gowno.Unika kontaktu ze mna bo nie moze uwierzyc jak mi to mogl zrobic i dlaczego skoro ta ciaza sie przydarzyla z jego inicjatywy.Szczerze,nie obchodza mnie tlumaczenia rozwazania a na pewno nie zamierzam go wspierac po tym do czego mnie zmusil.Mam nadzieje ze nigdy juz nie spojrzy w lustro tak jak jak ja nie przespie nocy bez koszmaru.Widzial moj bol po pigulce, łzy, krew, i targajace mna watpliwosci, moralne dylematy i dalej mnie wrecz utwierdzal ze to jedyne dla nas wyjscie.Mna kierowala tylko i wylacznie niezdolnosc utrzymania dwojki dzieci z moich znikomych zarobkow i poradzenia sobie samej w obcym kraju.Ale on jest dobrze sytuowanym facetem stad, z rodzina itd Jednak jak widac egoizm czasem zwycieza wszystko, a moze to juz choroba psychiczna, sama juz nie wiem.Nie pisze zeby znalezc rozgrzeszenie dla siebie, znam swoja wine i poniose kare.Nie pogodze sie ze facet mnie wepchnal w swoj misterny plan a potem zmienil zdanie ryzykujac moje zdrowie fiz i psych.Mam nadzieje ze zycie bywa sprawiedliwe i kto mieczem wojuje od tego samego miecza zginie, karma wroci.Nie mam złotych rad dla innych ale wiem ze nie warto ufac facetowi.Ta lekcja mnie nauczyla ze mozesz polegac tylko na sobie, i musisz byc madra za was dwoje.Olej niedoszlego tatusia, to nieodpowiedzialny egoistyczny debil tak samo jak i moj.To nie byla milosc bo milosc buduje a nie niszczy.pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.