Dodaj do ulubionych

4-dni po aborcji...boże cofnij czas...

05.10.15, 03:02
Mam 37 lat,16 letnia corke...mieszkam od 17 lat w niemczech. Moja ciaza nie byla nie chciana...bardzo sie cieszylam gdy na tescie zibaczylam dwie kreski...dlugo musialam namawiac meza na drugie dziecko po tylu latach od pierwszego... Mialo byc tak pieknie...sad w 5 tygodniu zaczely sie mdlosci i wymioty...z dnia na dzien coraz gorsze...wymiotowalam po 25 razy na dzien...nie mialam sily wstac z lozka...mdlalam przy toalecie...lekarz na pogotowiu poza kroplowka i czopkami nie mogl mi pomoc...ta wyczekiwana ciaza doprowadzila mnie do takiego stanu ze chcialam umrzec...nie moglam po nocach spac...zasypialam 5-6 nad ranem i spalam do popoludnia...prace-mam dwie po 2 gdz dziennie musialam znalezc zastepstwo i oczywiscie chorobowego nie mialam placonego...jedyne wyjscie zwolnic sie...tylko skad pozniej wziasc na zycie...moj maz po 18 miesiacach chorobowego wlasnie wrocil do pracy...bez mojej pracy bylismy ugotowani. Poszlam na kolejna wizyte do lekarza(a raczej maz mnie prawie zaniosl) i p.doktor widzac moje zapuchniete i podsiniaczone oczy zaproponowala zabieg-tutaj aborcja jest legalna. I wtedy byl to pierwszy raz kiedy zaczelam sie zastanawiac...ja nie bylam w stanie normalnie funkcjonowac...naprawde czulam sie jakbym miala umrzec...pokonanie kilku schodow bylo dla mnie wyzwaniem nie do pokonania....
W domu zaczelismy rozmawiac z mezem...on sie poplakal i powiedzial ze nie moze patrzec jak sie wykanczam...z dnia na dzien z wesolej i pelnej energi kobiety stalam sie wrakiem czlowieka... Plakalam i nie wiedzialam co dalej.... Tak bardzo chcialam tego dziecka....dalej go chce ale juz go nie ma....
Zrobilam to 30.09 odebralam prawo do zycia malej kruszynce i nie potrafie z tym zyc...chcialabym wykrzyczec ten bol ale nie potrafie...powinnam byla umrzec....jak moglam to zrobic...w zyciu sobie tego nie wybacza...
Boze najpierw dales mi radosc a pozniej doprowadziles do tego ze moj organizm nie potrafil tego wytrzymac....boze cofnij czas i oddaj mi moja kruszynke....
Edytor zaawansowany
  • rybkka24 06.10.15, 15:59
    Czasu cofnąć się nie da.
    Rozumiem co piszesz Ale nie mogę wykrzesać z siebie wspolczucia dla kobiet które zabijają własne dzieci bo...tutaj źle samopoczucie, finanse.Ale czy zdiagnozowano zagrożenie dla życia matki?
    Przeczytaj sobie powody dla których to zrobiłaś i żyj i pracuj dalej.wcześniej to dziecko tak bardzo zawadzalo I utrudnialo a Jak go nie ma to juz nie zawadza?
    Badzmy doroslymi ludzmi I poniesmy konsekwencje swoich decyzji.
  • panizalewska 09.10.15, 10:54
    Rybka ja pitolę, uwielbiam ten rodzaj forumowego wsparcia a la "kopanie leżącego". Żaden człowiek, a na pewno nie matka, która stanęła przed strasznym wyborem i dokonała, jak myślała, mniejszego zła i ŻAŁUJE JAK CHOLERA! nie zasługuje na kopniaki jeszcze. Już wystarczy jej własnej tragedii i żalu. Nie musisz klepać po plecach ze zrozumieniem, możesz się nie odzywać, jak nie umiesz tongue_out

    Magdalena, ja Cię tulę. I cholernie Ci jednak współczuję, że dokonałaś takiego a nie innego wyboru. Ja byłam niedawno przed takim wyborem, powody - zmęczenie i odmóżdżenie dziećmi, brak pracy, finanse leżą. Ale nie miałam aż takich hardkorów zdrowotnych. Pierwsze pół roku życia moich dzieci mnie wykańczało fizycznie i psychicznie, ale to nie to samo, co rzyg 24/7 z omdleniami non-stop. Także mogę sobie jeno wyobrazić, co za cholerny ból wszystkiego.

    Jeżeli możesz - pójdź porozmawiać. Z terapeutą, księdzem, siostrą, koleżanką. Face to face. Żadne tam internety. Niech ktoś Cię przytuli, tak realnie i fizycznie. Opłacz stratę i swoje sumienie. Co będzie później - nie wiadomo, bo faktycznie czasu nie cofniemy. Ale przebadaj się solidnie na wszystkie strony. Może to Cię naprowadzi na ślad, DLACZEGO dziecię u Ciebie powodowało takie jazdy zdrowotne. Może da się to kiedyś naprawić. Żeby życie tego małego nie poszło na marne.
  • magdalenaaa1977 09.10.15, 23:56
    Panizalewska.... Bardzo dziekuje za te slowa... Chyba narazie nie jestem w stanie z nikim o tym rozmawiac... Lekarz powiedzial ze czasami tak bywa ze organizm ciaze uznaje za obce cialo i stara sie to zwalczyc... Nie rozumiem tego i tak i okropnie sie czuje z ta decyzja jaka podjelam.... Chcialabym to zmienic...
    "Błędy są częścią życia....niestety niektóre nie dają nam drugiej szansy...."
  • panizalewska 10.10.15, 08:23
    No prawda. W tym sensie, że to dzieciątko już nie wróci. Moja babcia poroniła swoje środkowe dziecko, bo konflikt serologiczny. 60 lat temu nikt w ogóle tego nie badał przecież. Inna sytuacja, ale chodzi o to, że potem babcia z sukcesem doniosła kolejną ciążę i urodziła moją mamę smile Także nie wiesz, co przyniesie przyszłość. Jak możesz wyciągnąć jakieś pozytywne wnioski ze zdarzenia, to to JUŻ JEST druga szansa. Na przykład przebadawszy się na lewo i prawo. Może Twoje ciało chce Ci powiedzieć coś ważnego, tak całościowo, nawet w tak tragicznych okolicznościach. Rzuć to wszystko i wyjedź w Bieszczady, jak to internety głoszą wink Kiedyś w końcu będzie lepiej kiss
  • rybkka24 10.10.15, 22:19
    Pisałam że nawet rozumiem ale nie potrafię współczuć.ok.
    Już się nie odzywam bo za dużo napiszę...
    Tylko byłam ciekawa czy stwierdzono zagrożenie życia matki bo tę aborcję przepisano jak środek na ból głowy.😝past.
  • magdalenaaa1977 11.10.15, 00:07
    Nie oczekuje wspolczucia... I napewno nie o bol glowy chodzilo... Ale wiem zlosliwosc to niektorych srodowisko naturalne
  • panizalewska 11.10.15, 13:10
    Rybka, ja Cię trochę rozumiem, ale bardziej się wkurzyłam. Napisałaś mniej więcej tak, jak umie pocieszać moja mama tongue_out Czyli "sorry, takie życie, może Ci dopierdolić" itp itd. Tak zrozumiałam, subiektywnie.
    Moja mama jakiś czas temu, na moją frustrację sytuacją finansową, kolejną ciążą itp "no przecież mówiłam Ci [w pierwszej ciąży -przyp.red] żebyś poszła do pracy". Tekstem rzuciła w mojej trzeciej ciąży, więc poniekąd grubo po ptakach wink Oraz: nie karmiła nas piersią długo, była na studiach a mnie i siostrę radośnie zrzucała do dziadków na kilka miesięcy z rzędu. Więc taaaak, dosssskonale rozumie co to jest mieć dwójkę małych dzieci na głowie wink

    Także teges, chodzi o własne doświadczenie w temacie. Czy kiedyś stanęłaś przed wyborem aborcji?
  • magdalenaaa1977 11.10.15, 00:11
    Mam nadzieje ze z czasem bede potrafila spojzec na to inaczej... Pogodzilam sie z tym ze czasu nie cofne... Jest mi ciezko ale doceniam ze jest przy mnie kochajacy maz i mama ktorzy staraja sie mi pomoc. Moze rzeczywiscie jeszcze kiedys zostane drugi raz mama.
    Dziekuje za madre slowa i rady...
  • panizalewska 11.10.15, 13:04
    Tuliiiimy smile
  • magdalenaaa1977 11.10.15, 18:21
    W czwartek ide do lekarza...doinformuje sie co moglo byc przyczyna tak okropnych dolegliwosci...
    Teraz patrzac z perspektywy kilkunastu dni...czuje ze podejmujac ta decyzje tak jakbym nie byla do konca swiadoma tego co robie...nie zebym sie tlumaczyla...ale burza hormonow...ciagle wymioty...i totalny brak sil... Poprostu czulam sie na samej granicy wytrzymalosci... Teraz myslac swiadomie nie wiem jak moglam podjac taka decyzje... Nie wierze ze to zrobilam ja!
  • emilia4321 12.10.15, 16:19
    Przeczytałam ostatnio książkę Marii Simmy , austriackiej mistyczki "Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi" - Do tej pani Przychodziły dusze czyśćcowe i prosiły ją o modlitwę, by się wybawić. Także ludzie mogli ją pytać o swoich bliskich zmarłych. Była tam taka historia, mąż i żona (dokonała aborcji), po jakimś czasie oboje zmarli. Maz w oczach mieszkańców wioski uchodził niemal za świętego, a tę kobietę ludzie nie oceniali najlepiej. Kiedy po ich smierci ktoś z rodziny zapytał Marię Simmę czy poszli do nieba, ta otrzymała z czyśćca odpowiedź, że ta żona jest już w niebie natomiast jej mąż nadal w czyśćcu. Ludzie w wiosce byli zaskoczeni, bo przecież to ten facet wiódł pobożne życie, a nie ta kobieta, która miała aborcję na sumieniu. Dlaczego tak się stało? Cytuję dalej M Simmę;" ksiądz, ktory ja doglądał , oświadczył, że pragnąłby umrzeć z tak głębokim żalem za grzechy, jak ta kobieta. pojednała sie z Bogiem i została pochowana po katolicku. jej mąż co prawda przychodził pierwszy do kościoła i wychodził ostatni, ale zaledwie próg przestąpił , wszystkich obmawiał.Co najbardziej oburzało to jego zachowanie na pogrzebie żony, ktorą nazywał wszetecznicą i że nie powinna być chowana na cmentarzu. Pan Bóg nie chce abysmy potępiali innych. Pan H. potępił panią S. a przecież Pan Bóg obszedł się z nim łaskawie, że go zbawił. jest bardzo niebezpieczną rzeczą potępiać drugiego i nie wolno nam tego robić. Dwadzieścia osób może popełnic ten sam grzech , a przecie u każdej z nich będzie on inny. Istnieje bowiem tyle okoliczności, które winę zmniejszają lub zwiększają".
  • rybkka24 12.10.15, 20:57
    😄może twoja matka miała trochę racji panizalewska?
    Z tego co czytam to lightowa z niej babka.
    Może ty stawiasz taką kontrę i ciagniesz w drugą stronę?
    To nie tyle moja złośliwość co ciekawość, może cień troski i oburzenie na sposób działania lekarzy ,źle się pani czuję?to może aborcja?ja się domyślam że autorka była w jakimś amoku i nie do końca zdawała sobie sprawę ze swojej decyzji więc widzę dużą winę lekarza.zbyt łatwo proponuje się zabicie....
    Nie miałam takiej sytuacji ale bliska koleżanka wplatala mnie emocjonalnie w swoją aborcję i do tej pory mam jej to za złe.wyznaje szczerą zasadę o niezabijaniu ludzi i mam nadzieję całe życie jej się trzymać.
    A czemu kobiety prędzej zabiją niż oddadzą do adopcji?
    Bo jak one będą się czuły oddając własne dziecko i co ludzie powiedzą?wszechobecny egoizm i hipokryzja.
    No ale ty panizalewska pokazałaś klasę😉
  • rybkka24 12.10.15, 21:01
    Faktycznie u autorki wątku sytuacja nie jest jednoznaczna.jeżeli było tak tragicznie jak pisała jest to i może czynnik łagodzący winę....
    W tym przypadku nie będę aż tak kategoryczna..
    Wszyscy dali ciała i cały system który dopuszcza "pozbycie się problemu"
  • panizalewska 13.10.15, 10:06
    Nooo, to i prawda.
    Współczuję wplątania emocjonalnego, ja też nie cierpię takich akcji, w zasadzie niezależnie od wagi problemu.
  • rybkka24 13.10.15, 15:17
    Ta kobieta jak i wiele innych jest ofiarą systemu który proponuje zabijanie jak niemal tabletkę na ból głowy
    A konsekwencje poniosą i już ponoszą matki które nie wiedzą potem jak mogły pozwolić zabić własne dzieci.smutne.
    moja "przyjaciółka" pozbyła się problemu a mi wręcz narzuciła współudział.nawet czuję się współwinna choć nie do mnie należała decyzja.....Pzdr
  • karolina-netporadnia 14.10.16, 22:09
    Telefon Zaufania (58) 6 915 915 i Netporadnia www.netporadnia.pl dla osób, które rozważają aborcję oraz tych, które już jej dokonały.
    Godziny kontaktu: codziennie od 18.00 do 23.00

    Oferujemy bezpieczną przestrzeń rozmowy dla osób, które myślą o aborcji. Jesteśmy po to, by towarzyszyć i wspierać w poszukiwaniu rozwiązań.

    Osoby, które się z nami skontaktują, uzyskają wiedzę z zakresu:
    medycyny,
    farmakologii,
    procedur wsparcia instytucjonalnego,
    psychologii
    prawa,
    A także wsparcie emocjonalne.

    Swoje działania kierujemy do kobiet, mężczyzn, personelu medycznego oraz wszystkich osób, które doświadczają skutków aborcji.

    Porady w Netporadni są bezpłatne. Koszt rozmowy w Telefonie Zaufania w zależności od operatora, wg stawek na telefon stacjonarny.

    Gwarantujemy pełną dyskrecję

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.