Dodaj do ulubionych

wywalczyła aborcję, teraz żałuje

01.02.05, 18:47
Norma McCorvey, która jako Jane Roe doprowadziła przeszło 30 lat temu do
zalegalizowania w Stanach Zjednoczonych przerywania ciąży, poprosiła obecnie
Sąd Najwyższy o cofnięcie tamtej decyzji.

Przedstawiła świadectwa ponad tysiąca kobiet, które czują się poszkodowane w
wyniku aborcji i obfitą dokumentację lekarską nt. szkód tego rodzaju zabiegów
dla kobiet.

Na początku 1970 r. McCorvey oświadczyła, że zaszłą w ciążę w następstwie
gwałtu, dokonanego na niej przez grupę chuliganów. Jej świadectwo natychmiast
podchwyciły dwie młode prawniczki Sarah Weddington i Linda Coffee, świeżo
upieczone absolwentki Uniwersytetu Teksaskiego, które bardzo
potrzebowały "klientki", aby zaatakować istniejący od stu lat zakaz
przerywania ciąży w tym stanie. Skontaktowały się więc z Normą, aby ta
domagała się udzielenia zgody na zabieg, zamiast prosić o adopcję dla
dziecka, które by urodziła.

Rozpoczął się wówczas ciągnący się kilka lat proces, znany jako sprawa "Roe
przeciw Wade", zakończony ostatecznie wydaniem w styczniu 1973 r. przez Sąd
Najwyższy zgody na dokonywanie aborcji we wszystkich 50 stanach amerykańskich.

Tymczasem sama sprawczyni urodziła dziecko i oddała je do adopcji. W 1987 r.
przyznała, że wcale nie została zgwałcona i że ojcem jej dziecka jest znany
jej mężczyzna. Kłamstwem były również zeznania jej domniemanych gwałcicieli.
Kilka lat temu kobieta przeszła na katolicyzm i od tamtego czasu działa na
rzecz obrony życia.

W tym tygodniu McCorvey przedstawiła świadectwa ponad tysiąca kobiet, które
stwierdziły, że cierpiały wskutek aborcji i ponad 5,3 tys. stron zaświadczeń
lekarskich, mówiących o szkodach, jakie tego praktyki wywołują u kobiet.
Jednocześnie poprosiła ona Sąd Najwyższy USA, aby zrewidował swą decyzję
sprzed 32 lat lub przynajmniej nakazał nowe śledztwo w tej sprawie. "Obecnie
wiemy dużo więcej na temat aborcji i błagam Sąd, aby wysłuchał świadków i na
nowo przejrzał sprawę «Roe przeciw Wade»" - oświadczyła Mc Corvey.

KAI (kg, ACI //mr)





--
Aborcja

Ida
Edytor zaawansowany
  • rzasia 01.02.05, 22:38
    Oglądałam i czytałam dość dużo na ten temat. Zapowiada się obiecująco.
    Tylko co zrobić, żeby świat (w tym tutejsze forumowniczki) nie musiał czekać
    tyle lat na "oświecenie"?!
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:21
    Pro-choice wybiera pro-life

    Autor: Robert Opala
    Dział: Społeczeństwo
    Data: sob 12 kwi 2003 09:37:36 CEST
    Przeczytane: 376 razy
    Dwie kobiety, emerytowane sędziny Sądu Najwyższego USA, które w 1973 roku były
    najbardziej zaangażowane w uchwalenie prawa legislacyjnego o legalności aborcji
    w Stanach Zjednoczonych, zostały aktywnymi działaczkami katolickiej organizacji
    antyaborcyjnej "100% Pro-life".




    Rue i Doe, jak najczęściej nazywano obie amerykańskie sędziny, włączyły się w
    działalność organizacji kobiecej, która wystąpiła do Sądu Najwyższego z
    wnioskiem o prawne określenie stanowiska w sprawie zadośćuczynienia, jakich
    mogą domagać się kobiety, które czują się skrzywdzone z tego powodu, że
    skorzystały z prawa do aborcji, nie przypuszczając, że konsekwencje tej decyzji
    mogą być tak duże. Organizacja "100% Pro-life" zrzeszająca około 700
    Amerykanek, które zdecydowały się na usunięcie niechcianej ciąży, korzystając z
    tego że aborcja była prawnie dozwolona, czuje się dzisiaj ofiarami systemu
    legislacyjnego Stanów Zjednoczonych. Większość z nich nie przypuszczała, że
    cena za aborcję jest tak wysoka i trzeba za nią płacić niemal do końca życia.
    Najczęściej pojawiającymi się skutkami aborcji do trudne do przezwyciężenia
    cierpienia psychiczne, moralne i duchowe.

    Zarząd organizacji z wdzięcznością przyjął wiadomość o tym, że sędzia Donna
    Whitman oraz sędzia Rosa Acuna z New Jersey zostały wpisane na jej listę. Obie
    zamierzają wesprzeć organizację swoją radą i doświadczeniem prawnym w kampanii
    antyaborcyjnej oraz zalegalizowaniem ustawy o karalności lekarzy podejmujących
    się przeprowadzania zabiegów aborcyjnych.




    --
    Aborcja

    Ida
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:25
    Dr BERNARD NATHANSON



    W rzeczywistości napisałem trzy książki na temat aborcji i bioetyki. Chciałbym
    Wam powiedzieć, że nie jestem jedynie profesorem ginekologii i położnictwa, ale
    trzy lata temu zamknąłem swoje biuro i gabinet, przestałem pracować. Jako
    profesor na uniwersytecie George Town zacząłem studiować a potem na jeszcze
    drugim, aby obronić się z dziedziny bioetyki i uzyskać specjalne kwalifikacje z
    tego zakresu. Tak, więc jestem w tej chwili profesjonalnym bioetykiem. Dla tych
    którzy nie wiedzą co to bioetyka: to połączenie pomiędzy prawem, filozofią
    moralną, naukami społecznymi i biologią. Zajmuję się specjalnymi problemami
    dotyczącymi etyki i moralności np. aborcji, wykorzystywania tkanek płodowych do
    leczenia dorosłych ludzi, eksperymentów na embrionach. Transplantacji organów
    manipulacją ludzkiej genetyki, eutanazji, aktywnego zabijania i pomocy
    lekarskiej w samobójstwie oraz wielu innych etycznych i moralnych spraw, które
    nakładają się na sprawę medycyny, moralności i filozofii.

    W połowic lat 60 stałem się jednym z twórców Narodowego Stowarzyszenia Na Rzecz
    Likwidowania Zakazu Aborcji w USA. Byliśmy małą grupą lewicującą, radykalną
    oddaną tej sprawie, aby przełamać wszelkie prawa ograniczające aborcję nie
    tylko w USA, ale i na całym świecie. Pracowałem ciężko w tej dziedzinie, no i w
    końcu uzyskaliśmy sukces w wprowadzeniu i złamaniu prawa dotyczącego aborcji,
    poprzez decyzję Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych w 1973 r. co pozwoliło
    zalegalizować aborcję prawie do 9-ego miesiąca ciąży.

    Kiedy stare prawo upadło zorganizowałem i byłem dyrektorem największej kliniki
    aborcyjnej na świecie w Nowym Jorku. Mieliśmy 10 sal zabiegowych, 35 lekarzy,
    85 pielęgniarek i 50 doradców psychologicznych. Klinika pracowała od 8 rano do
    północy, każdego dnia dokonując 120 aborcji. Podczas mojej pracy, w klinice
    jako dyrektor, dokonaliśmy 60 tyś. aborcji przez dwa lata. W tym samym czasie
    dokonywałem także aborcji w moim prywatnym gabinecie dla prywatnych pacjentek.
    Nie w klinice tylko w szpitalu. Przez to zrobiłem ok. 5 tyś aborcji. Między
    innymi zabiłem swoje własne dziecko, moimi rękami. Po dwóch latach bycia
    dyrektorem w klinice, napisałem przez ten czas wiele artykułów na temat
    doświadczeń jakie tam zebraliśmy zrezygnowałem z tego stanowiska i wziąłem
    stanowisko szefa oddziału położniczego w szpitalu św. Łukasza w Nowym Jorku,
    który jest częścią uniwersytetu medycznego Columbia. Przez ten czas, to
    początek lat 70-ych, zaczęliśmy wprowadzać do naszej pracy eksperymentalnej
    wiele technologii, które dziś używamy każdego dnia. Przede wszystkim zwracam
    uwagę na ultrasonografie, monitorowanie elektroniczne bicia serca dziecka,
    hiposkopię i wiele innych technologii. Przez 4 lata, podczas gdy zbierałem dane
    z doświadczeń dotyczących ludzkiego płodu, zacząłem rozumieć, że płód oddycha,
    ssie swój kciuk, oddaje mocz, śni i ludzki płód jest ściśle określoną osobą, że
    pierwsze 9 miesięcy naszego życia spędzamy w łonie naszej matki. Być może są to
    najważniejsze 9 miesięcy naszego życia, ponieważ przez ten czas zostajemy
    uformowani i zorganizowani. W 1979 r. przestałem dokonywać aborcji i
    opublikowałem książkę pt. "Abortowanie Ameryki", która opisuje moje
    doświadczenia, i która dała argumenty obu stron dotyczących aborcji. Konkluzja
    tej książki była: pro-life.

    W 1984r. zainteresowałem się co naprawdę dzieje się podczas aborcji. W
    rzeczywistości nikt aborcji nie widział, to co my widzimy to kawałki tkanki i
    mięsa, które wychodzą z łona do maszyny. Tak więc wywarłem wpływ na mojego
    przyjaciela, który wykonywał wiele aborcji w tym czasie, aby można było użyć
    ultrasonografu przez następne 30 aborcji i sfilmować to na kamerę wideo. On to
    zrobił. Przestudiowałem tę taśmę wideo, bo w ten sposób mogliśmy naprawdę
    zobaczyć jak płód jest niszczony. To zaszokowało nas wszystkich, ponieważ
    mogliśmy zaobserwować jak rączki i nóżki płodu były wyrywane przez maszynę
    ssącą. Mogliśmy zaobserwować jak pęka jama brzuszna i organy są wysysane na
    zewnątrz i mogliśmy zobaczyć jak czaszka jest miażdżona przez specjalny
    instrument. Producent z Kalifornii przekonał mnie aby zrobić film dotyczący tej
    dokumentacji ultrasonograficznej. Ten film uzyskał tytuł "Niemy krzyk".
    Niektórzy z państwa pewnie go widzieli. W każdym razie stal się on bardzo
    kontrowersyjnym filmem. Siły pro-aborcyjne zwalczały go, oskarżali nas o to, że
    manipulujemy, że to fikcja. Ale doktor Donald jako ekspert udowodnił, że to
    jest prawdziwy dokument. To był wynalazca ultrasonografu. W 1987r.
    zainteresowało mnie ponownie co się dzieje podczas późnej aborcji po 5
    miesiącach. "Niemy krzyk" zajmował się aborcją w wieku dziecka do 3 miesięcy.
    Znów namówiłem tego przyjaciela aby użyć fitoskopu (to jest instrument
    muzyczny, który z jednej strony ma obiektyw a z drugiej okular i jednocześnie
    źródło światła). Wprowadził fitoskop do łona matki w 5 miesiącu ciąży i
    umieścił kamerę na drugim końcu, tak byśmy normalnie widzieli i filmowali
    aborcję, gdy miała ona miejsce, poprzez właśnie to urządzenie. W ten sposób
    można było zaobserwować rozdzieranie płodu na części. Ten film nazywał
    się "Zaćmienie sensownego rozumowania". To tak duże wrażenie wywarło na
    ludziach, że kiedy po raz pierwszy pokazaliśmy ten film w Paryżu, jeden z
    lekarzy siedzących w pierwszym rzędzie zwymiotował i zemdlał. Film ten wygrał
    pięć nagród na pięciu różnych, dość znaczących festiwalach filmowych. Był
    nominowany w dziedzinie filmów dokumentalnych do Oscara. Film ten był wielkim
    sukcesem i nadal jest wykorzystywany na świecie aby uczyć zła późnej aborcji. W
    Stanach Zjednoczonych dokonuje się 400 tyś. późnych aborcji rocznie.
    Sfilmowaliśmy także aborcję poprzez tzw. częściowy poród. Myślę, że państwo
    czytaliście o tym niedawno. Jest to procedura, która jest dokonywana w 26 - 27
    tygodniu ciąży. Szyjka macicy jest rozszerzona, pęcherz płodowy jest
    przerywany, nóżki płodu są wyciągane na zewnątrz i płód jest jakby cały
    urodzony poza główką, ponieważ jest ona za duża. Ponieważ celem tej procedury
    jest zabicie dziecka urządzenie ssące jest przykładane do tyłu główki dziecka,
    następnie wbije się do główki dziecka, mózg jest wysysany przez to urządzenie,
    czaszka się zapada i martwy płód jest wydobyty. Rozpętała się bardzo ostra
    dyskusja w Stanach Zjednoczonych, również w Kongresie na ten temat tej
    procedury. Kongres głosował nad jej zdelegalizowaniem, ale prezydent Clinton
    zawetował tę ustawę. Tak więc w Stanach Zjednoczonych ta procura jest nadal
    legalna pomimo faktu, że jest barbarzyńska.

    Jest prawdą, że odebranie życia 75 tyś. osób jest przestępstwem na
    niewyobrażalną skalę. W rzeczywistości Północno - Amerykańskie Stowarzyszenie
    Aryjczyków, bardzo radykalna prawicowa partia, w stanie Północna Karolina
    podało mnie do sądu. Nie byłem tam osobiście. Skazano mnie tam na karę śmierci
    za zamordowanie tyśięcy dzieci. To było kilkanaście lat temu. Ciąży nademną
    wciąż kara śmierci od tych ludzi i prawdopodobnie na nie mniej zasługuję. Ale
    starałem się jak to tylko możliwe po ludzku, na tej ziemi, w tym życiu aby
    zadość uczynić za moje przestępstwo. Staram się rozsiewać przekaz anty-
    aborcyjny na całym świecie. Większość mojego majątku rozdałem na cele anty-
    aborcyjne i cała resztę mojego życia oddałem ochronić ludzkiego życia. Mam
    nadzieję, że prawdziwy, ten główny sędzia da mi przebaczenie, którego naprawdę
    pragnę.

    Pozwólcie, że powrócę na moment w lata 60. i wytłumaczę jak mała, rewolucyjna
    grupa ludzi, (trzech czy czterech nas tam było) przełamała wszystkie prawa
    ograniczające aborcję. Jedną z podstawowych taktyk jaką używaliśmy, to po
    pierwsze aby ludzie mediów byli po naszej stronie, żeby z nami sympatyzowali.
    To było łatwe ponieważ w tamtych czasach media były zdominowane przez bardzo
    młodych ludzi o nastawieniu feministycznym. Jednym bardzo krytyc
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:28
    Pozwólcie, że powrócę na moment w lata 60. i wytłumaczę jak mała, rewolucyjna
    grupa ludzi, (trzech czy czterech nas tam było) przełamała wszystkie prawa
    ograniczające aborcję. Jedną z podstawowych taktyk jaką używaliśmy, to po
    pierwsze aby ludzie mediów byli po naszej stronie, żeby z nami sympatyzowali.
    To było łatwe ponieważ w tamtych czasach media były zdominowane przez bardzo
    młodych ludzi o nastawieniu feministycznym. Jednym bardzo krytycznym elementem
    taktyki także było fabrykowanie statystyk. Produkowaliśmy najpierw własne
    badania opinii publicznej. Mieliśmy specjalistę z dziedziny statystyk, który
    był bardzo po naszej stronie. Dawał nam całkowicie nieprawdziwe statystyki
    dotyczące: ile kobiet umiera co roku z nielegalnej aborcji, ile było robionych
    nielegalnych aborcji rocznie. Np. powiedział nam, że 10 tyś. zgonów rocznie na
    skutek nielegalnej aborcji w USA, a potem jak się dowiedzieliśmy prawdziwa
    liczba wynosiła 200-300. Tak samo on podawał, że przeprowadzono 1 mln.
    nielegalnych aborcji rocznie w USA a rzeczywista liczba wynosiła 150 tyś.
    Poprzez ciągłe powtarzanie tych nieprawdziwych danych, tych sztucznych
    statystyk, przekonaliśmy amerykańskie społeczeństwo, że ono to zaakceptowało.
    Następnie próbowaliśmy minimalizować zagrożenia związane z aborcją legalną. Nie
    mówiliśmy ile kobiet ma przebitą macicę na skutek legalnej aborcji, ile kobiet
    umrze na skutek typowej narkozy na skutek zabiegu aborcyjnego, ile kobiet
    będzie miało straszne infekcje czy powikłania na skutek legalnej aborcji, ile
    się wykrwawi na skutek legalnej aborcji. Minimalizowaliśmy także statystykę
    dotyczącą relacji pomiędzy aborcją a rakiem piersi. To nadal trwa w Stanach
    Zjednoczonych. Są nawet statystyki, które są bardzo wiarygodne, które były
    analizowane przez wielu statystyków. Wykazują one, że te kobiety które przeszły
    aborcje są znacznie bardziej zagrożone rakiem piersi. Chcę jeszcze raz
    podkreślić to co się dzieje tu, teraz i dokładnie to, co się stało w Stanach
    Zjednoczonych w latach 60. Wystartowaliśmy z prawami, które ograniczały
    aborcję, potem liberalizowaliśmy te prawa, potem zezwalaliśmy na aborcję ze
    względu na gwałt, kazirodztwo, potem ze względu na zdrowie matki, potem jeśli
    dziecko było chore i startując od tego położenia doszliśmy do aborcji na
    żądanie. Obecnie mamy 15 tyś. aborcji każdego roku w USA, na dzieciach które są
    w stanie przeżyć poza łonem matki. Jeśliby były urodzone w 28 tygodniu to
    przeżyłyby. Jest tak wiele trików i nadużyć, na które zezwala prawo, że mógłbym
    o tym godzinami mówić. Ludzie robią fortunę w tym interesie, tkanki dzieci
    abortowanych są sprzedawane. Cała twarz amerykańskiej medycyny się zmieniła.
    Kiedyś lekarze przysięgali ratować życie, teraz nie ma czegoś takiego. Cała
    wewnętrzna etyka lekarska jest strasznie spaczona. Ludzie w tej chwili idą do
    szpitala na jakiś zabieg nie będąc pewni czy lekarz będzie chciał ich wyleczyć
    czy zabić.

    Ta pierwotna organizacja która stworzyliśmy w latach 60. nazywała się NARAL
    (Narodowe Stowarzyszenie Na Rzecz Zlikwidowania Zakazu Aborcji). Ponieważ prawa
    zakazujące upadły, więc zmieniła swą nazwę na Narodowa Liga Za Prawami do
    Aborcji. Jeżeli chodzi o finansowanie tej organizacji, jej początki. Było
    bardzo mało finansów. Ale pieniądze jakie uzyskaliśmy od fundacji Rockefellera
    i innych grup, wykorzystaliśmy, żeby wynajmować również specjalistów od relacji
    z mediami, którzy by byli przyciągani na naszą stronę. Panie ze świata
    dziennikarskiego, także reporterzy telewizyjni i z gazet, młode kobiety
    zradykalizowane już podczas Collage'u przeszły na naszą stronę. Mając przewagę
    mediów, bitwa była wygrana. Pierwszego roku budżet organizacji NARAL, wyniósł
    tylko 7,5 tyś. dolarów. W zeszłym roku budżet wyniósł 4 mln. dolarów. Możecie
    sobie wyobrazić jak to się rozrosło, powstało jakieś monstrum.

    Jeśli chodzi o filmowanie tych aborcji w moim odczuciu, od strony czysto
    naukowej, musieliśmy wiedzieć co się dzieje podczas aborcji. W przeciwnym razie
    społeczeństwo by tego nie widziało i panowałaby wielka ignorancja. Myślę, że
    filmy dotyczące holocaustu zwiększyły wrażliwość społeczną na te problemy.
    Jeśli widzimy ofiary Hiroszimy czy Nagasaki na filmie, zaczynamy rozumieć nie
    akceptowalność wojny nuklearnej. Nic tak nie przemawia do człowieka jak obraz,
    zdjęcie.

    Kiedy byłem studentem medycyny w Kanadzie, na uniwersytecie w Montrealu,
    podawano że dziecko aby przeżyć musi mieć 32 tyg. Jeśli się urodzi przed tym to
    umrze. Dzisiaj ten wiek jest obniżony do 22 tyg. i spada gwałtownie cały czas.
    Jednym z głównych problemów jaki mamy ze wcześniakami, to uruchomić ich płuca.
    Jest obecnie nowa technologia, którą się właśnie wprowadza w Stanach
    Zjednoczonych, która wykorzystuje płyny. Są to chemiczne związki organiczne,
    gdzie tlen może być - rozpuszczany. Bardzo malutkie dziecko jest zanurzone
    całkowicie w takim natlenionym płynie, nie musi oddychać. Skóra i wszystkie
    części ciała wchłaniają tlen. Ta jedna technologia może spowodować, że będziemy
    mogliśmy się cofnąć do tyłu z przeżywalnością do 16 tyg. Myślę, że do 2000 roku
    będzie taka sytuacja. Chciałbym powiedzieć jeszcze, że kiedy byłem na
    uniwersytecie, poinformował mnie jeden z naukowców chińskich, że w Chinach
    dzieci poczęte metodą "in vitro" utrzymuje się przy życiu aż do 19 tyg. ciąży,
    na sztucznym łożysku. To brzmi niesamowicie, ale to prawda. W przyszłości może
    się okazać, że nie będzie problemu przeżywalności ponieważ z tą technologią
    każde dziecko będzie mogło żyć. Niezależnie jak małe jest, będzie zdrowe aż
    dojrzeje na tyle żeby oddychać normalnie. Technologia i wiedza medyczna
    rozwinęły się tak daleko, że każda ciężarna kobieta, niezależnie jak chora może
    być przeprowadzona bezpiecznie przez okres ciąży. Natomiast dokonanie zabiegu
    na takiej kobiecie może ją zabić.

    Istota ludzka jest formowana w momencie poczęcia. Ci którzy zaprzeczają, że
    stwarza się nowe życie ludzkie w momencie poczęcia, próbują się ratować
    pojęciem "osoby". Starają się nas zmylić przez próbę zdefiniowania kiedy
    zaczyna się osoba ludzka i jakie priorytety powodują, że człowiek staje się
    osobą. My nie potwierdzamy, że ktoś jest osobą. Każda istota ludzka jest istotą
    ludzką. Jeśli będziecie mnie nazywać osobą to nic więcej, to nie znaczy
    etycznie, moralnie. Słowo "osoba" jest bardzo niebezpiecznym słowem, ponieważ
    zawiera w sobie pewne wykluczenie, nie zawiera wszystkiego. Np. kiedy St.
    Zjednoczone zostały utworzone, w konstytucji było napisane, że ludzie byli
    tylko w 3/5 osobami. Za każdym razem jakikolwiek dyktator czy polityk który
    chce coś wymyślić, chce wykluczyć pewną klasę ludzi używając słowa "osoba".
    Jest to bardzo niebezpieczne słowo, którego nie powinniśmy używać w kontekście
    aborcji czy eutanazji, czy innych naukowych horrorach które się teraz dzieją.

    Usuwanie zakazu aborcji w Stanach Zjednoczonych nie wzięło się z nikąd. W 1965
    r. Sąd Najwyższy po raz pierwszy oświadczył, że sprzedaż środków
    antykoncepcyjnych ludziom nieżonatym jest całkowicie legalne. Był to pierwszy
    krok w dół po śliskiej pochylni. Następnym krokiem była aborcja. Więc w 1968 r.
    załapaliśmy się na ten temat i w 1973 r. wszystko było załatwione. Ale potem
    gdy ta góra szczątków płodowych wzrosła, rodzaje aborcji były coraz bardziej
    barbarzyńskie, problem eutanazji już sie zbliżał. Jest to kolejny krok po
    śliskiej pochylni. Dr Kervokian i jego szalone pomysły. Myślę że go znacie. W
    tej chwili pomógł już umrzeć 40 osobą. Większość z nich była całkowicie
    zdrowymi ludźmi. Tak, że ta śliska pochylnia idzie wciąż w dół i ciągle
    zjeżdżamy w dół. Teraz wpadamy w manipulację genetyczną. Są tacy którzy za
    pomocą genetycznych eksperymentów są w stanie stworzyć nowe rasy. Są tacy,
    którzy wprowadzają ludzkie geny zwierzętom. Są tacy, którzy chcą stworzyć jakiś
    nowy gatunek superludzi, który jest jakościowo je
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:30
    Usuwanie zakazu aborcji w Stanach Zjednoczonych nie wzięło się z nikąd. W 1965
    r. Sąd Najwyższy po raz pierwszy oświadczył, że sprzedaż środków
    antykoncepcyjnych ludziom nieżonatym jest całkowicie legalne. Był to pierwszy
    krok w dół po śliskiej pochylni. Następnym krokiem była aborcja. Więc w 1968 r.
    załapaliśmy się na ten temat i w 1973 r. wszystko było załatwione. Ale potem
    gdy ta góra szczątków płodowych wzrosła, rodzaje aborcji były coraz bardziej
    barbarzyńskie, problem eutanazji już sie zbliżał. Jest to kolejny krok po
    śliskiej pochylni. Dr Kervokian i jego szalone pomysły. Myślę że go znacie. W
    tej chwili pomógł już umrzeć 40 osobą. Większość z nich była całkowicie
    zdrowymi ludźmi. Tak, że ta śliska pochylnia idzie wciąż w dół i ciągle
    zjeżdżamy w dół. Teraz wpadamy w manipulację genetyczną. Są tacy którzy za
    pomocą genetycznych eksperymentów są w stanie stworzyć nowe rasy. Są tacy,
    którzy wprowadzają ludzkie geny zwierzętom. Są tacy, którzy chcą stworzyć jakiś
    nowy gatunek superludzi, który jest jakościowo jeden krok lepszy od nas. Ale
    także podludzi, aby wykonywali brudną robotę w naszym społeczeństwie. Co chcę
    zilustrować, że za każdym krokiem jaki się w tym kierunku robi, zjeżdżamy dalej
    i dalej tą śliską ścieżką na końcu, której jest całkowita dehumanizacja
    ludzkiego życia. I to musi być zrozumiane jeśli popatrzymy na całą historię
    ludzkości.

    (...) Wszystko się będzie kończyć w ten sposób, że ktoś będzie stał za Twoimi
    plecami i mówił: "Nie jesteś doskonały fizycznie, psychicznie - musisz umrzeć".
    Podstępność ruchu wspierającego eutanazję, to po pierwsze, ludzie starsi,i
    dzieci niepełnosprawne, upośledzone i te niedoskonałe fizycznie są zabijane, i
    ci którzy są terminalnie chorzy, i ci którzy są w śpiączce. Logicznie kończy
    się to tym, że podczas gdy Ty na to nie patrzysz oni przyjdą po Ciebie.

    Zyski z kliniki aborcyjnej, której byłem dyrektorem nie szły do jakiejś
    prywatnej kieszeni. Klinika nie przynosiła zysków i nikt się na tym nie
    wzbogacił, jeśli chodzi o administrację kliniki. Jeden lekarz, przez rok kiedy
    byłem dyrektorem kliniki, zarobił 180 tyś. dolarów. On tylko 4 dni w tygodniu
    dokonywał aborcji. Ale wszystkie zyski z kliniki były pompowane w program
    edukacji seksualnej. W St. Zjednoczonych przez ostatnie 15 lat zainwestowaliśmy
    blisko 20 bilionów dolarów w edukację seksualną. Jaki rezultat? Współczynnik
    ciąż młodocianych matek, nie mężatek, potroił się przez te lata. 75% wszystkich
    porodów w społeczeństwie jest u ludzi czarnych w USA, są to dzieci poza
    małżeńskie. Ogólnie w Stanach 1 na 3 ciąże jest z związku pozamałżeńskiego.

    Ilość pieniędzy daną na edukację seksualną jest ogromna a powrót tych pieniędzy
    jest nieporównywalny. Dla przykładu jeszcze parę danych: 60 na 1000 jest
    urodzeń dzieci u kobiet między 15 a 19 rokiem życia, wskaźnik urodzeń u
    nastolatków jest największym wskaźnikiem pośród krajów demokratycznych. Np. w
    Japonii ta liczba wynosi 4 na 1000, Francja i Dania 9 na 1000, Wielka Brytania
    33 na 1000. Wskaźnik urodzeń u nastolatek wzrósł o 25,25%. Ten wzrost jest
    pomiędzy 1986 a 1991 r. Ci którzy przewidywali te liczby na podstawie tej
    statystyki mówią: "Ilość dziewcząt pomiędzy 14 a 17 rokiem życia wzrośnie do
    1,2 miliona w latach 1995-2001". (...) W 1991r. było 531 tyś. urodzeń wśród
    nastolatek w USA, ale był l mln. nastolatek w ciąży i w tym roku (1991) było
    205 tyś. aborcji wśród nastolatek. Porównując to z innymi krajami jeszcze raz
    te wskaźniki mówią nam o tym, że edukacja seksualna w USA zawiodła.

    Prawo proaborcyjne działa w Stanach od 29 lat. To znaczy, że od czasu kiedy
    prawo aborcyjne weszło w życie, w Stanach 38 mln. dzieci zostało zamordowanych.
    To znaczy, że Polski może już nie być, bo to ta sama ilość ludzi. Pomyślcie o
    tym.

    Aborcja nigdy nie zostanie rozwiązana za pomocą nauki. Wiele lat temu
    propagowałem, że rozwiązania naukowe są możliwe (myślę o lat 20 wstecz). W
    czasie kiedy kobieta jest w 6 lub 8 miesiącu ciąży i nie chce tego dziecka,
    wykorzystuje się technikę medyczną, która polega na zamordowaniu dziecka.
    Lekarz narzędziem dostaje się do jej łona (optyczny instrument) by zlokalizować
    ciążę w łonie. Kiedy się znajdzie to zamraża się je wewnątrz, łona matki i
    wyjmuje bez uszkodzenia. Potem można je zainplantować innej kobiecie, która
    chce mieć dziecko lub złożyć do banku dzieci poczętych. Jak państwo wiedzą
    embriony zamrożone pozostają w bankach. Ten pomysł był przedstawiony innym, ale
    nigdy nie został zrealizowany na człowieku.

    Weterynarze próbowali tego dokonywać. Tak jak stawałem się mądzrejszy i
    dojrzewałem w swoim rozumowaniu zdałem sobie sprawę, że aborcja jest czymś
    więcej niż problemem naukowym i nie może być rozwiązana tylko za pomocą nauki.
    Badania naukowe są jakby tylko instrumentem i używane przeciw naszej moralności
    i etycznej integracji. Wiele lat temu, kiedy stałem się osobą walczącą o życic,
    objechałem swój kraj i świat. Mówiłem, że lekarze nie powinni być używani jako
    inżynierowie społeczeństwa. Niechciana ciąża jest problemem społecznym i nie
    powinno być to rozwiązywane za pomocą takich techników jak lekarze. (...) To
    problemy które powinny być rozwiązywane w duszy człowieka a nie w jego ciele.
    Musimy więcej uwagi poświęcić zdrowiu duszy a nie ciała człowieka.

    Syndrom aborcyjny, tak jak wiecie, to emocjonalny nieporządek, który ma wpływ
    na kobietę podającej się aborcji. Jest to kombinacja żalów, wyrzutów sumienia i
    winy. Nie dotyczy to tylko kobiet. Wykazano, że cierpią też na to ojcowie tych
    zabitych dzieci. Kiedy byłem dyrektorem największej na świecie kliniki
    aborcyjnej w Nowym Jorku w latach 70, zauważyłem, że wielu lekarzy (dla mnie
    pracowało 35) po około 3 miesiącach pracy w klinice zaczynali cierpieć na coś
    co nazwałbym: rozkład osobowości. To samo można było zaobserwować jeśli chodzi
    o pielęgniarki, ale nie było to tak oczywiste i nie postępowało to tak mocno
    jak u lekarzy. Głównym objawem tego rozkładu osobowości było to, że lekarze
    często wpadali w alkoholizm, zaczynali być agresywni. Wielu z nich zaczęło
    używać narkotyków, przestali dbać o swój wygląd. Spóźniali się do pracy i
    zwiększyła się liczba związków seksualnych pomiędzy pracownikami. Zaczynali być
    coraz bardziej brutalni wobec pacjentów, co skończyło się kilkoma przypadkami
    molestowania pacjentów . Krótko mówiąc w niewielu przypadkach mogłem zatrudnić
    lekarza dłużej niż 3 miesiące. Większość z nich wypalała się przez ten okres
    czasu i była zniszczona. Pielęgniarki dłużej "przeżywały" w klinice, ale także
    pewne objawy rozkładu ich osobowości można było zaobserwować. No może tak pół
    roku do roku. Tak, że nie ma wątpliwości, że aborcja ma niszczycielski wpływ
    nie tylko na kobietę ciężarną, nie tylko na płód, ale także na tych, którzy
    dokonują aborcji. W szczegółach opisuję to w swojej książce, która była
    opublikowana 17 lat temu pt. "Abortowanie Ameryki".

    Niestety prawdą jest, że kiedy lekarze zaczynają popierać taką działalność jaką
    jest aborcja, tracą szacunek dla ludzi których leczą. W wielu sytuacjach ci
    lekarze nie rozumieją, że medycyna jest wysoce moralnym działaniem, gdzie
    zależność między lekarzem a pacjentem jest bardzo delikatną sprawą. Jest to
    tzw. specjalna relacja pomiędzy pacjentem a lekarzem. Jest to sytuacja, gdzie
    lekarz ma dużo więcej informacji niż pacjent i ta relacja jest nierówna.
    Obowiązkiem lekarza w tej sytuacji jest doprowadzenie do pewnej równowagi w tym
    kierunku. Musi to zrobić na wiele różnych sposobów. Ale w każdym przypadku
    lekarz musi traktować pacjenta z ogromnym respektem, w obie strony. Musi także
    pacjenta informować, tak jak jest to możliwe odnośnie tego jak wygląda
    operacja, sposób leczenia. Lekarz, który odmawia poinformowania pacjenta
    narusza swoją zawodową etykę i przysięgę Hipokratesa, i automatycznie narusza
    własną godność człowieka. Radziłbym aby kobieta
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:31
    Niestety prawdą jest, że kiedy lekarze zaczynają popierać taką działalność jaką
    jest aborcja, tracą szacunek dla ludzi których leczą. W wielu sytuacjach ci
    lekarze nie rozumieją, że medycyna jest wysoce moralnym działaniem, gdzie
    zależność między lekarzem a pacjentem jest bardzo delikatną sprawą. Jest to
    tzw. specjalna relacja pomiędzy pacjentem a lekarzem. Jest to sytuacja, gdzie
    lekarz ma dużo więcej informacji niż pacjent i ta relacja jest nierówna.
    Obowiązkiem lekarza w tej sytuacji jest doprowadzenie do pewnej równowagi w tym
    kierunku. Musi to zrobić na wiele różnych sposobów. Ale w każdym przypadku
    lekarz musi traktować pacjenta z ogromnym respektem, w obie strony. Musi także
    pacjenta informować, tak jak jest to możliwe odnośnie tego jak wygląda
    operacja, sposób leczenia. Lekarz, który odmawia poinformowania pacjenta
    narusza swoją zawodową etykę i przysięgę Hipokratesa, i automatycznie narusza
    własną godność człowieka. Radziłbym aby kobieta, która jest w ten sposób przez
    lekarza traktowana, powinna znaleźć innego. Nawet jeśli musiałaby przejechać
    spory kawał drogi, żeby znaleźć następnego. Jeśli lekarze i poradnicy
    powiedzieliby prawdę, bardzo niewiele kobiet zdecydowałoby się na aborcję.
    Pomyślmy w ten sposób: jeśli pójdziemy do sklepu gdzie sprzedają telewizory,
    żeby kupić telewizor i sprzedawca powie, że telewizja świetnie działa, ale
    niektórzy zostali zabici przez promieniowanie elektromagnetyczne, które jest
    emitowane przez nią. Pewnie wtedy byście się zaczęli zastanawiać czy kupić
    telewizor. Podobnie w sprawie aborcji. Wiemy już przez wiele lat, że jest dużo
    zagrożeń medycznych z tym związanych: śmiertelne krwotoki, przecięcie macicy,
    pozostawienie narzędzi w miejscu zabiegu, infekcje, problemy z krzepliwością
    krwi, bezpłodność i przyszłość poronienia. Ostatnio pokazały się statystyki,
    którym można wierzyć, ukazujące, że kobiety, które dokonały zabicia dziecka
    mają znacznie większe ryzyko zachorowania na raka piersi w swoim życiu. Te
    badania zostały poddane szczegółowej analizie statystycznej i udowodniono, że
    są wiarygodne.

    Jak ja się orientuję to jedyne tkanki płodów, które były zabite podczas
    aborcji, i które są wykorzystywane na medyczne cele, to komórki układu
    nerwowego. Komórki układu nerwowego płodu używane są do leczenia choroby
    Parkinsona. Jest to choroba która dotyka 2 mln. ludzi w St. Zjednoczonych
    rocznie. Doświadczenia polegają na wszczepieniu komórek płodu do poszczególnych
    fragmentów mózgu człowieka chorego na chorobę Parkinsona. Około 3 lata temu
    został opublikowany raport omawiający 13 przypadków choroby Parkinsona. Ci
    pacjenci otrzymali taki włąsnie rodzaj leczenia. To badanie trwało tylko
    kilkanaście miesięcy. Jakoś od tamtej pory nie mamy żadnych innych badań na ten
    temat. Jedynym wnioskiem może być to, że pacjenci po tym czasie wrócili do
    swego stanu początkowego choroby i to leczenie zawiodło.

    Innym celem do którego są używane komórki płodu, jest wydobywanie
    poszczególnych komórek z trzustki i wstrzepienia tych komórek ludziom
    chorującym na cukrzycę. Te badania są niedobre w całej swej postaci, ale są
    nadal prowadzone. Niezależnie od tego, że nie obserwuje się żadnych długo
    terminowych sukcesów tego leczenia.

    Nie znam żadnych innych badań medycznych, w których są wykorzystywane komórki
    dzieci zabitych podczas aborcji. Ale publicznie oświadczam, że w przyszłości
    komórki płodu (organy dzieci) będą próbowane w przeszczepach ludzi starszych,
    którym te narządy zużyły się. W odpowiednim momencie politycznym, tak jak teraz
    za administracji Clintona, myślę, że zęby dzieci będą używane do tego, by
    zastąpić je u dorosłych, którzy swoje stracili. Będzie pewnie próbowana zamiana
    starej skóry, która straciła owłosienie na owłosioną skórę dzieci. Organy
    rozrodcze będą przeszczepione tym, którzy mają problemy z płodnością.
    Przewiduję, że będzie to nieporównywalny na szeroką skalę ogromny przemysł w
    tej dziedzinie, ogromne dochody. Są już w Stanach Zjednoczonych firmy planujące
    to robić.

    W dwóch stanach USA fizyczne zabijanie terminalnie chorych, przez lekarzy jest
    legalne. Tylko w dwóch innych krajach istnieje takie zezwolenie: Holandii i
    jeden stan w Australii (już nie - Al - Qadar). W obecnej chwili ta praktyka
    istnieje w dwóch stanach USA. Legalne jest to tylko wtedy jeśli pacjent jest
    terminalnie chory (nie ma nadziei na wyleczenie) i zażąda eutanazji. Ale już
    się mówi o kręgach politycznych, aby rozszerzyć wolność do eutanazji i
    aktywnego zabijania w kierunku: upośledzonych noworodków, starych ludzi, ludzi
    w śpiączce, i wielu innych którzy są fizycznie czy psychicznie niedoskonali.
    Myślę, że racjonalnie można dojść do wniosku, że ta dehumanizacja ludzkiego
    życia będzie rozszerzona na wszystkich, którzy nie są doskonali fizycznie i
    psychicznie.

    Od czasu kiedy stałem się przeciwnikiem aborcji media nie chcą mnie słyszeć,
    nie chcą mnie widzieć i regularnie denuncjują filmy, które stworzyłem i atakują
    książki, które napisałem.

    Najbardziej efektywnym sposobem przekazywania prawdziwych informacji o aborcji
    społeczeństwu, jest po pierwsze zrozumienie, iż kiedy ja np. zmieniałem swoje
    zdanie w sprawie aborcji nie było to na skutek jakiś przekonań religijnych. W
    tamtym czasie byłem ateistą i byłem ateistą przez wiele lat później. Nie miało
    to nic wspólnego z religią. U mnie było to jedynie kumulowanie naukowej wiedzy
    na temat życia płodu w łonie matki. Podczas gdy technologia była coraz lepsza i
    coraz więcej tych urodzeń mieliśmy, można powiedzieć, że otworzyliśmy okno do
    łona. W momencie kiedy mogliśmy zobaczyć zmierzyć i obserwować rozwój ludzkiego
    płodu, tym bardziej rozumieliśmy, że jest to członek ludzkiej społeczności. W
    końcu każdy z nas był w łonie swojej matki. Tak, że wiedza naukowa musi być
    przede wszystkim rozpowszechniona. Jeśli zezwolicie na to, żeby siły pro-
    aborcyjne odrzuciły te argumenty i mówiły, że są to tylko argumenty czysto
    ideologiczne czy religijne, przegracie wojnę.

    --
    Aborcja

    Ida
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:35
    Dina Madsen: Zostawiałam sumienie
    Pracę w gabinecie aborcyjnym rozpoczęłam w pierwszym tygodniu września 1990
    roku. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, czym jest naprawdę tzw. aborcja.
    Moje życie pozbawione było zupełnie refleksji o świętości życia.
    Funkcję, którą pełniłam w tym gabinecie, określano jako "health worker", co
    znaczy "pracownik zdrowia". Wykonywałam szereg prac ambulatoryjnych, do których
    należało: przygotowywanie grup kobiet do tzw. aborcji (dziś wiem, że było to
    zwykłe oszustwo) oraz asystowanie przy "zabiegach" - to zadanie polegało na
    pomaganiu lekarzowi, jak też sprawdzaniu, czy wszystkie członki zabitego
    dziecka znalazły się przeznaczonym na "szczątki" pojemniku.
    Na zawsze zostanie w mojej pamięci obraz dobrze ukształtowanej stópki zabitego
    w drugim trymestrze ciąży dziecka. Musiałam potwierdzić wiek dziecka przez
    porównanie jego stópki z odpowiednikiem na planszy...
    Podobnie jak inni pracownicy gabinetu kpiłam z osób manifestujących przeciw
    tzw. aborcji, którzy stali przy wejściu do przychodni. Zabijałam w ten sposób
    swe sumienie, chciałam je zagłuszyć. Myśli o tym, co naprawdę się tu dzieje,
    przygnębiały mnie. Starałam się więc nie traktować poważnie tego procederu, w
    którym uczestniczyłam. Mimo mojej zatwardziałości Pan Bóg pukał do mojego
    serca. Zaczęłam przeglądać materiały pozostawione przez obrońców życia w
    gabinecie, sięgnęłam po szersze publikacje dotyczące obrony życia.
    Przede mną otwierał się zupełnie inny wymiar tego, co dotychczas robiłam. W
    tych zabijanych dzieciach dostrzegłam istoty ludzkie. Było mi niezmiernie
    trudno przyjąć tę prawdę. Wszak do tej pory musiałam zostawiać sumienie i rozum
    w domu, by móc robić, to co robiłam. W tym czasie otwierałam się na Boga,
    czasami przychodziłam do kościoła, sięgałam po Pismo Święte.
    Wiem, że jedyną rzeczą, która nie pozwalała mi zaakceptować Jezusa Chrystusa w
    moim życiu był fakt, że brałam udział w zabójstwach tych, którzy byli stworzeni
    na obraz i podobieństwo Boga. Po ośmiu miesiącach pracy w tym gabinecie nie
    byłam w stanie dłużej odrzucać mojego Stwórcy. To On uświadomił mi zło tzw.
    aborcji. Zdałam sobie sprawę, że w każdej tzw. aborcji zabijana jest nie tylko
    jedna istota ludzka - dziecko, a umiera również część matki.
    W maju 1991 roku, gdy definitywnie kończyłam pracę w gabinecie aborcyjnym,
    byłam przekonana, że zamykam rozdział okropnych doświadczeń z tzw. aborcją w
    moim życiu. Wówczas dopiero w pełni mogłam żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i
    zaprosić Boga do mojego życia. Po latach poszukiwań i doświadczeń w Kościele
    katolickim odnalazłam mój prawdziwy dom. Dnia 2 kwietnia 1994 roku przyjęłam
    sakrament Chrztu Świętego.
    Wkrótce potem wyszłam za mąż i zostałam szczęśliwą matką. Gdy byłam w stanie
    błogosławionym, zaczęły powracać natrętne myśli o zbrodniczych zabiegach, w
    których uczestniczyłam. Teraz wiem, że doświadczałam wówczas syndromu
    poaborcyjnego, tyle że był on o tyle dotkliwy, gdyż miałam świadomość, że z
    moim udziałem dokonały się setki zbrodni.
    Na szczęście Pan Bóg nie pozostawiał mnie samej, okazując mi swoje
    miłosierdzie. Uświadomił mi, że skoro On mi przebaczył, muszę przebaczyć też
    sama sobie.
    Na początku 1994 roku rozpoczęłam publicznie angażować się w walkę o życie,
    wygłaszałam konferencje, w których - na podstawie swoich doświadczeń - mówiłam
    o wielkim złu, jakim jest zabijanie poczętych dzieci.
    Dziękuję Bogu, że wyciągnął mnie z mroku zła do światła. Pokazał mi, jak
    okrutnym złem jest tzw. aborcja. Odsłonił mi prawdę, jak cenne jest życie
    ludzkie. Pokazał mi, że każdy poczęty człowiek jest jego dzieckiem i nikt nie
    ma prawa odebrać mu życia. Pokazał mi, że w Nim jest uzdrowienie i przebaczenie.
    Tak zwana aborcja to nie wybór, lecz zniszczenie, odebranie życia, które rodzi
    ból i straty dla wszystkich, którzy w niej uczestniczą!

    --
    Aborcja

    Ida
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:36
    Dr David Brewer: Twarde serce
    Początek mojej praktyki lekarskiej po studiach przypadł na okres legalizacji
    tzw. aborcji w wybranych stanach USA.
    Pierwszą pracę rozpocząłem w szpitalu w Nowym Jorku na oddziale położniczo-
    ginekologicznym. Wywodzę się z niewierzącej rodziny, więc nie miałem żadnych
    etycznych podstaw wyniesionych z domu.
    Pamiętam, gdy asystowałem przy pierwszym zabiegu tzw. aborcji, widziałem, jak
    lekarz dokonujący aborcji wkładał rurę, która miała wyssać poczęte dziecko.
    Widziałem zakrwawione członki ciała spływające do dużego słoja. Był to mój
    pierwszy kontakt z tzw. aborcją. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać.
    Moim zadaniem było sprawdzić, co znajduje się w pojemniku. Była to po prostu
    dla mnie kolejna lekcja przygotowująca do zawodu, była to część programu
    szkoleniowego i zupełnie nowe doświadczenie. Chciałem nauczyć się czegoś nowego
    i to było dla mnie najważniejsze. Nie byłem chrześcijaninem, nie miałem żadnych
    poglądów na temat tzw. aborcji. Stawało się to coraz ciekawsze. Kiedy
    otworzyłem słoik, miałem wyjmować poszczególne członki ciała i układać je na
    ręczniku. Musieliśmy się upewnić, że wszystkie części ciała zostały "usunięte".
    Na medycynie studiowałem anatomię i kiedy wykładałem poszczególne członki ciała
    na ręcznik, wiedziałem, na co patrzę. Widziałem małą głowę, ramiona, widziałem
    kilka żeber, kawałek nóżki, małą rączkę.
    Pomimo że nie byłem chrześcijaninem, to jednak to, co zobaczyłem, powodowało
    wyrzuty sumienia. Asystowanie przy tzw. aborcji było dla mnie bardzo trudnym
    emocjonalnie doświadczeniem.
    Chociaż odczuwałem, że to, co obserwuję i w czym uczestniczę, nie jest w
    porządku, chodziłem na kolejne "lekcje", obserwowałem i uczestniczyłem w
    aborcjach. Za każdym razem ranił mnie ten widok, ale za każdym razem ranił
    mniej. Następnym krokiem było to, że sam dokonałem tzw. aborcji - według
    zasady: sam zobaczysz, wykonasz i nauczysz kogoś innego.
    Ta pierwsza, którą sam wykonałem, bardzo mną wstrząsnęła. Ale z czasem ta
    czynność stawała się dla mnie normą, przestawała ranić, budzić wyrzuty
    sumienia. Było to podobne doświadczenie, jak to, które pamiętam z mojej
    młodości. Kiedyś dostałem od ojca kosiarkę do trawy. Przy pierwszym użyciu
    zrobiły mi się odciski, ale gdy założyłem rękawice, mogłem pracować długo bez
    odczuwania bólu. To samo stało się z moim sercem, które twardniało przy
    obserwowaniu i wykonywaniu tzw. aborcji. Aż wreszcie moje sumienie zupełnie
    uodporniło się na fakt, iż jestem mordercą.
    Kolejnym krokiem w moich "praktykach" było uczestniczenie w tzw. aborcjach
    polegających na sztucznym poronieniu w wyniku wstrzykiwania roztworu solnego. W
    ciągu jednej nocy lekarz był w stanie wykonać pięć takich "zabiegów".
    Podczas mojego nocnego dyżuru pielęgniarka wezwała mnie do sali, gdzie
    były "pacjentki" oczekujące na "zabieg". Jedna z kobiet, która dokonała tzw.
    aborcji, była w strasznym szoku. Biegała po sali, krzycząc i płacząc.
    Przebywające tam pielęgniarki i "pacjentki" były przerażone. W sali zobaczyłem
    roztrzęsioną matkę i jej poronione w wyniku tzw. aborcji, ciągle jeszcze żyjące
    dziecko. Widziałem, że dziecko ruszało jeszcze nóżkami, zanim zmarło z powodu
    palenia w płucach. Słona substancja dostaje się do płuc i je pali...
    Normalnego człowieka, gdy uderzy się w głowę, budzi się. Niestety, moje
    sumienie było zbyt twarde, by taki szok mógł spowodować przebudzenie. Teraz
    zastanawiam się, co powodowało to, że tak wstrząsające doświadczenia nie
    zmieniły mojego postępowania. Nie robiłem tego dla pieniędzy, nie było to
    kwestią braku odwagi, by się sprzeciwić temu, co wykonywałem, lecz po prostu
    nie miałem ugruntowanego przekonania, uformowanego sumienia.
    Kolejnym krokiem była "pomoc" przy dokonywaniu tzw. aborcji przez cesarskie
    cięcie. Kobieta była już w zaawansowanej, cztero-, pięciomiesięcznej ciąży.
    Było już za późno, by dokonać tzw. aborcji metodą wysysania. Gdy lekarz dokonał
    nacięcia, zobaczyliśmy małe dziecko w wodach płodowych. Kiedy lekarz spuścił
    wody płodowe, bez których dziecko nie mogło przecież żyć, czułem straszny ból w
    sercu, jak przy obserwowaniu pierwszej tzw. aborcji. "Lekarz" wydobył dziecko z
    łona matki. Nie byłem w stanie go dotknąć, tylko stałem obok. Rzeczywistość
    tego, co tam się działo, zaczęła przenikać przez grubą zasłonę obojętności
    mojego sumienia. Prowadzący położył żyjące dziecko do metalowej misy na stole.
    Za każdym razem, gdy spoglądałem na dziecko, widziałem, jak się porusza i kopie
    nóżkami. Z upływem czasu ruchy dziecka słabły. Kiedy już skończyliśmy operację
    cesarskiego cięcia u matki, dziecko jeszcze żyło. Widziałem ruchy klatki
    piersiowej powodowane bijącym jeszcze sercem, dziecko próbowało nabierać
    powietrza i chciało oddychać...
    To zdarzenie zraniło mnie głęboko i zacząłem dostrzegać, czym jest tzw. aborcja.
    Uznałem wtedy, że życie człowieka zaczyna się wówczas, kiedy jest w stanie
    przeżyć poza łonem matki, a każdy zabieg dokonany na dziecku powyżej 28.
    tygodnia jest tzw. aborcją. Pozwoliło to na pewien czas uspokoić moje sumienie
    i w dalszym ciągu dokonywać morderstw dzieci poniżej 28. tygodnia życia. W
    momencie gdy dowiedziałem się, że rozwój medycyny pozwala przeżyć 26-
    tygodniowemu dziecku poza ustrojem matki, przesunąłem "moją granicę życia" do
    24. tygodnia. Niedługo potem doszedłem do wniosku, że poczęte dziecko jest
    osobą ludzką w momencie wykształcenia się u niego już wszystkich organów, czyli
    od 12. tygodnia życia. Zdecydowałem więc, że nie będę dokonywał tzw. aborcji po
    12. tygodniu. Z biegiem czasu przesuwałem "moją granicę początku życia".
    Kiedy zostałem chrześcijaninem, wreszcie zdałem sobie sprawę, że życie zaczyna
    się w momencie poczęcia. Kiedy dokonałem tego odkrycia, nie trzeba było nic
    więcej, by zaprzestać wykonywania tzw. aborcji. Po jakimś czasie, gdy przyjąłem
    chrzest, do mojego gabinetu przyszła dziewczyna z życzeniem, bym dokonał
    zabójstwa na jej poczętym dziecku. Wahałem się przez chwilę, czy nie "pomóc".
    Dzięki łasce Bożej odmówiłem. To był cudowny moment w moim życiu.

    --
    Aborcja

    Ida
  • tygrysia_suka 02.02.05, 16:37
    Dr Anthony Levatino: Byłem płatnym mordercą
    Będąc lekarzem w Troy w stanie Nowy Jork, przez osiem lat dokonywałem tzw.
    aborcji w moim gabinecie. Byłem przekonany, że prawem kobiet jest
    dokonanie "wyboru" i podjęcie decyzji o zabiciu własnego dziecka. Pomimo tego
    iż proceder dzieciobójstwa nie był główną częścią działalności mojego gabinetu,
    powodował on coraz głębszy konflikt w moim sumieniu.
    Od dłuższego czasu z żoną podjęliśmy decyzję o adoptowaniu dziecka. Za każdym
    razem, gdy wyrzucałem do kosza zwłoki 9-, 10-tygodniowego zamordowanego
    dziecka, zadawałem sobie pytanie, czy któraś z moich "pacjentek" nie mogłaby
    oddać nam swojego dziecka.
    Nasze starania o adopcję zakończyły się pomyślnie i udało nam się adoptować
    dziewczynkę o imieniu Heather. Nasza radość trwała krótko. 23 czerwca 1984 roku
    Heather potrącił samochód. Wskutek tego wypadku nasza córeczka zginęła. W
    chwili gdy traci się swoje dziecko, życie staje się zupełnie inne; wszystko się
    zmienia. Od tego momentu zmieniło się też moje podejście do aborcji. Zdałem
    sobie sprawę, jak nigdy dotąd, że dziecko, które zabijałem w każdej aborcji,
    było czyimś upragnionym dzieckiem. Doświadczenie straty mojego dziecka dało mi
    jeszcze silniej odczuć wartość ludzkiego życia.
    Czułem się jak płatny morderca. Rzeczywiście nim byłem! Tak jak straciłem
    poczucie własnej wartości, zainteresowanie aborcją również mocno osłabło. W
    końcu w roku 1985 definitywnie zakończyłem straszny proceder zabijania dzieci
    poczętych.
    Teraz, kiedy przyznaję się publicznie do mojego nawrócenia na drogę cywilizacji
    życia, chcę, aby wszyscy wiedzieli, że każde poczęte dziecko jest człowiekiem.

    --
    Aborcja

    Ida
  • smutna44 04.02.05, 08:20
    Tygrysia, czy możesz umieścić te świadectwa, gdzieś w widocznym i stałym
    miejscu ??Martwię się, że zginą niedługo w tłumie wątków. Był też kiedyś wątek
    o Adaevicu z Serbii, to też niesamowite świadectwo..
    Pozdrawiam Cię

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.