Jak się czujesz reemigrancie? (cd)
A Polska?
Media prowadziły głośną kampanię wspieraną przez walczącego o prezydenturę a
potem głośno za nią dziękującego i zapowiadającego „parasol” dla wracających
prezydenta.
Dawało się słyszeć coraz powszechniejsze głosy o poprawie jakości życia w
kraju. O pierwszych znaczących ruchach wchodzącego kapitału. Słowem Polska w
oczach postronnych obserwatorów kreowała się na nowego tygrysa europy. Dziś
faktycznie nim jest. Porównałbym ją jednak do przypadkowo ocalałego z exodusu
słabego kota, który stał się najsilniejszy w stadzie w wyniku pokiereszowania
całej reszty.
Nie miałem dzisiejszej świadomości wtedy, gdy wracałem.
Pozwolę sobie oszczędzić Wam szczegółów dotyczących mojego poszukiwania pracy.
Znacie lub poznacie lokalne realia. Każdy musi doświadczyć ich sam bo
doświadczenie ma znacznie silniejszy potencjał informacyjny niż słowo. Wspomnę
tylko że do dziś nie pracuje. Choć by być do końca uczciwym z czytelnikiem…
poważne poszukiwania pracy rozpocząłem dopiero około dziesięciu tygodni temu.
Wcześniej zaprzątały moją głowę: euforia pierwszych tygodni w domu, bardzo
ekscytująca i ciepła dziewczyna którą spotkałem zaraz po powrocie, remont
mieszkania, piękne lato nad polskim morzem i w ulubionych słowackich tatrach.
Słowem nagroda za lata wysiłku.
Nie postrzegam lat spędzonych poza krajem jako zmarnowanych. Nie czuje bym
rozwijał się wolniej niż inni. Przeciwnie. Porównując nabyte doświadczenie i
umiejętności uważam, że zgromadziłem ich więcej. Widzę mnóstwo korzyści z
odbytej przeze mnie „podróży”. Wymienię ich kilka: nowa etyka zawodowa,
otwartość w kontaktach międzyludzkich (wręcz niestosowna w tutejszych
warunkach), tolerancja i szacunek dla inności, doświadczenie zawodowe,
angielski na poziomie lepszym niż oczekiwałem przed wyjazdem, wiara w siebie.
Mimo powyższych czuję uprzedzenie wielu z potencjalnych pracodawców. Ni śladu
też przyjaznych odruchów ze strony szeroko rozumianej biurokracji. Za przykład
ostatniego posłużę się dyskwalifikacją jako aplikanta do unijnej dotacji na
aktywizację zawodową w świetle zaniedbania z przed lat (wytłumaczonego stosem
niepodważalnych dokumentów). Mało tego, komornik „obudzony” moją
niespodziewaną aktywnością urzędową obudził się właśnie z wieloletniego snu
zimowego i zaczyna upominać się o zwielokrotnioną o odsetki prehistoryczną
należność. Ot i ciepłe powitanie. Żywcem z rządowych obietnic kierowanych ku
reemigrantom.
Powoli zaczynam się alienować. Zamykać w sobie. Coraz więcej czasu spędzam w
domu lub na wysiłku fizycznym, szeroko rozumianej aktywności sportowej. Czuje
wsparcie w rodzinie. Przede wszystkim czuje, że jest przy mnie kochająca
dziewczyna, wpatrzona we mnie i ciepła. Wiem, że rozumie moją inercję i
wspiera mnie dzielnie. Wiem też, że jeśli mój stan potrwa dłużej, niezależnie
od dobrych chęci bliskich i dziewczyny zacznie zmieniać się ich postrzeganie
mojej osoby. Zawsze szanowali mnie za odwagę i inicjatywę, za nieszablonową z
ich perspektywy drogę jaką obrałem.
Czy faktycznie nasz kraj wita nas z otwartymi rękami?
Czy jesteśmy przedmiotem uprzedzeń?
A może niedouczonymi i nieporadnymi dziećmi wychowanymi na słodkim mleku
zachodniej cywilizacji?
Mam nadzieje, że większość z nas pokona mgliste i niewyraźne, choć tak
skuteczne przeszkody na drodze do pełnej reemigracji i aktywizacji zawodowej.
Każda opinia będzie dla mnie cenna. Sam czasem nie wiem na ile moje
przemyślenia są podstawne, na ile są wytworem mojej poddającej się czasem i
atakowanej subiektywną emocją głowy.
PS:
Ku informacji dla powracających do kraju. Pamiętacie jak statyczny jest polski
rynek pracy? Ja nie pamiętałem. Odwykłem. Do mnie ten fakt dotarł ponownie na
przykładzie własnych znajomych. Przytłaczająca większość z nich nie zmieniła
miejsca swego zatrudnienia ani stanowiska podczas mojej całej ponad
pięcioletniej nieobecności. Aktywny rynek pracy, może z wyjątkiem Warszawy,
jest nadal fikcją. To też znaczne utrudnienie na starcie.
Pozdrawiam
Elfalek