Dodaj do ulubionych

Warto bylo wyjechac?

24.04.10, 17:01
Bo w moim przypadku nie. Prace mialem dobra, biurowa, ale stwierdzilem ze
pieniadze to nie wszystko. Nie moglem spotkac sie z przyjaciolmi z mojego
miasta, z rodzina tylko na skajpie. W Polsce oczywiscie zyje sie mi nieco
gorzej (nie chodze codziennie do restauracji na lunch) ale stwierdzilem ze
zycie to nie tylko pogon za dobrami materialnymi.

A co Wy sadzicie? Od razu dodaje, ze nie chodzi mi o sytuacje w ktorej w
Polsce ktos gloduje bo nie ma pracy, a w Anglii sie cieszy bo ma co jesc i
gdzie mieszkac. Mowie o sytuacji w ktorej wyksztalcenie i doswiadczenie
pozwala na prace typowego przedstawiciela klasy sredniej np. lekarza zarowno w
Polsce jak i UK
Edytor zaawansowany
  • sueellen 24.04.10, 21:44
    W moim przypadku tak. Do tego zauwazylam, ze ze znajomymi mam czestrzy kontakt
    teraz niz kiedy mieszkalam w Polsce. Bo w Polsce a to spotkamy sie za tydzien,
    dwa, za miesiac i tak jakos niektorych nawet pol roku nie widzialam. A teraz
    mamy znacznie czestszy kontakt na skype a jak jestem w Polsce zawsze sie
    spotykamy. Niejednokrotnie łapę się na tym, że nie mam czasu spotkac sie ze
    wszystkimi. A pracę za granicą mam też dużo fajniejszą niż w Polsce i na dużo
    lepszych warunkach.
  • sueellen 24.04.10, 21:47
    sorry za bledy - pisze jedna reka nie patrzac na ekran bo bawie dziecko
  • dradam121 25.04.10, 04:06
    tratatouille napisał:

    >(...) Mowie o sytuacji w ktorej wyksztalcenie i doswiadczenie
    > pozwala na prace typowego przedstawiciela klasy sredniej np. lekarza zarowno w
    > Polsce jak i UK


    Jestem zdziwiony, ze lekarze w UK znajduja sie w kategorii "sredniej".
    Tak w USA jak i w Kanadzie lekarze i adwokaci znajduja sie na drugim miejscu w
    hierarchii zarobkow , po CEO i posiadaczach kapitalu.

    Jezeli lekarz przynosi, w tych krajach, co roku $250 tysiecy , lub czasami
    wiecej , to trudno go uznac za przedstawiciela sredniej klasy... Chyba zeby to
    wlasnie w UK lekarzom sie tak zle powodzilo....

    --
    dradam

    "Ciemnosc widze,ciemnosc " - Seksmisja
  • starypierdola 25.04.10, 04:56
    ... po rozwiązaniu sytuacji bankierów trzeba sie będzie chwycić za
    krwiopijców-doktorów.

    A moze dentyści sa gorsi?? W końcu w Cdn zarobki / stawki dentystow sa najwyzsze
    na swiecie.

    Problem solver SP
  • tratatouille 25.04.10, 09:29
    Lekarze nigdzie w cywilizowanym swiecie nie wychodza poza klase srednia, chyba
    ze posiadaja wlasna klinike lub kilka. Oczywiscie mowie o klasyfikacji pod
    wzgledem finansowym, bo mozna tez liczyc 'prestiz' wedlug ktorego do klasy
    wyzszej nalezy zaliczyc np profesorow co jest smieszne zwazajac na ich
    przecietne zarobki. W Stanach rzeczywiscie zarabiaja najwiecej na swiecie, ale
    trzeba odjac gigantyczne koszty ubezpieczen oraz to, ze sa to studia najdrozsze
    - i wiekszosc ludzi splaca przez kilkadziesiat lat kredyt. No, chyba ze wywodza
    sie z bogatej rodziny.

    Tak czy inaczej, lekarze zarabiaja niewiele wiecej niz specjalisci z innych
    branz ktorzy poswiecili na edukacje podobna liczbe lat zreszta sprawdz sobie
    tutaj
    www.payscale.com/research/US/People_with_Doctor_of_Medicine_%28MD%29_Degrees/Salary
    Roznica mediany placy 50 tys dolarow rocznie naprawde nie jest podstawa zeby
    kogos zaliczac do upper class. W ogole nie wydaje mi sie zeby kogokolwiek kto
    dostaje miesieczna wyplate z cudzej firmy tak klasyfikowac, chyba ze mowimy o
    CEO w bankach ktorzy dostaja rocznie kilka-kilkadziesiat milionow dolarow wyplaty.
  • ratpole 25.04.10, 10:40
    Teraz nie wiem, czy lepiej wyjechac i byc lekarzem sredniej klasy z $250K
    rocznie czy lepiej z przyjaciolmi i rodzina sepic na piwo pod GS-em :(


    --
    www.lomianki.info/galeria_pictures.php?pid=199
  • tratatouille 25.04.10, 11:02
    No to zastanow sie czy chcesz byc lekarzem w np uk i zarabiac duzo kasy i
    siedziec samemu w wypasionym mieszkaniu czy zarabiac mniej ale i tak powyzej
    sredniej i siedizec w Polsce z przyjaciolmi i rodzina. Ja sobie odpowiedzialem,
    ale kazdy wybor jest dobry.
  • ratpole 25.04.10, 11:07
    tratatouille napisał:

    > No to zastanow sie czy chcesz byc lekarzem w np uk i zarabiac duzo kasy i
    > siedziec samemu w wypasionym mieszkaniu

    Juz bylem lekarzem w bulwie, zarabialem duzo kasy i siedzialem sam w wypasionym
    mieszkaniu. Teraz jestem pomywaczem w UK, zarabiam malo i siedze z rodzina i
    przyjaciolmi pod dworcem Victoria. Zbieramy na cider. Pyerdolnij sie w durne
    polackie czolko sratatuju hehehe

    --
    "Gott, Ehre, Vaterland"
  • tratatouille 25.04.10, 11:53
    Troche mi Ciebie zal, na pewno masz totalnie przekopane w zyciu, skoro piszesz
    tutaj takie rzeczy. Jezeli potrzebujesz pieniedzy, albo chcesz z kims
    porozmawiac, napisz na prywatnym. Moge Ci tez pomoc zalatwic jakas prace.
    Trzymaj sie
  • nicramx 25.04.10, 15:25
    tego ,że wyjechałem nie żałuje wcale, wiem przynajmniej,że w Polsce czuję się
    "swojsko" ,a pieniądze nie zastąpią nikomu rodziny, znajomych. Nie wyjeżdżając
    może ciągle myślałbym tylko jaki ja jestem nieszczęśliwy, wszędzie lepiej,
    większe zarobki itp; nie wszystkim służy emigracja
  • ratpole 25.04.10, 17:03
    tratatouille napisał:

    > Troche mi Ciebie zal, na pewno masz totalnie przekopane w zyciu, skoro piszesz
    > tutaj takie rzeczy. Jezeli potrzebujesz pieniedzy, albo chcesz z kims
    > porozmawiac, napisz na prywatnym. Moge Ci tez pomoc zalatwic jakas prace.
    > Trzymaj sie

    Radzilem zebys sie pyerdolnal w durne polackie czolko. Nie posluchales bo jestes
    durnym polactwem, za durnym zeby posluchac dobrej rady.
    Po co mi praca?
    Mam przyjaciol i rodzine to w bulwie nie zgine.
    Zawsze ktos cos ukradnie hehe


    --
    "Gott, Ehre, Vaterland"
  • tratatouille 25.04.10, 17:45
    Ok, mozesz sie tez odezwac zeby z kims porozmawiac jesli nikt juz sie do Ciebie
    nie odzywa.

    Nie poddawaj sie
  • viper39 25.04.10, 19:11
    no no widze ze jest juz nowa forma zagluszania
    on wyjechal niby sie udalo ale sie nie udalo bo znajomi bo rodzina...
    nawet juz nie o kase chodzi...heheh

    czy wy w tej zagluszalni nie macie nikogo myslacego?
    przeciez to widac ze jakis kapral wymyslil ten watek

    ludzie wyjezdzaja i jednym sie udaje innym nie, tak samo jak w kraju jedni
    maja lepiej inni gorzej...

    pomysl o jednym, 63% to jest podatek lub wszystkie odciagniecia / podatki
    jakie sie w Polsce ma po przekroczeniu 128,000 zlotych rocznie.

    a pozniej tratatata walnij sie w ten glupi lep ze swoimi postami


    --
    "Socjalizm wszystkim równo nosa utrze, biednych zniszczy dzisiaj, bogatych
    pojutrze." - Aleksander hr. Fredro

    www.fun.from.hell.pl/2004-08-26/misiu.jpg
    www.fun.from.hell.pl/2005-03-30/wspolczesny-Chelmonski.jpg
  • tratatouille 26.04.10, 00:23
    Niby mowimy obydwaj po polsku ale nie mam pojecia o czym piszesz. Jakie
    zagluszanie..? Jaki KAPRAL?! O co chodzi z podatkiem i co to oznacza w tym
    kontekscie? Jezeli tez potrzebujesz pomocy, napisz na tratatouille@gazeta.pl, na
    pewno znajde troche czasu.
  • rat_canals 26.04.10, 10:22
    tratatouille napisał:

    > Niby mowimy obydwaj po polsku ale nie mam pojecia o czym piszesz. Jakie
    > zagluszanie..? Jaki KAPRAL?! O co chodzi z podatkiem i co to oznacza w tym
    > kontekscie? Jezeli tez potrzebujesz pomocy, napisz na tratatouille@gazeta.pl, n
    > a
    > pewno znajde troche czasu.
    hehe no widzisz, jak to we lbach emigrantom miesza siem hehe, wszystkiemu winne
    zagluszarki i kaprale hehe i zapomnial dopisac , ze za miche kaszy, wiadro
    kawy...zbozowej i za mozliwosc na dragu wyproznienia siem
  • praktyczna 26.04.10, 13:46
    tratatouille napisał:

    > No to zastanow sie czy chcesz byc lekarzem w np uk i zarabiac duzo
    kasy i
    > siedziec samemu w wypasionym mieszkaniu czy zarabiac mniej ale i
    tak powyzej
    > sredniej i siedizec w Polsce z przyjaciolmi i rodzina. Ja sobie
    odpowiedzialem,
    > ale kazdy wybor jest dobry.

    a jakby tak mieszkanie mniej "wypasc" i scignac rodzine do siebie? a
    do przyjaciol poleciec co jakis czas albo zaprosic do siebie?

    no ale to za trudne nie?

    --
    Jak pchły skaczą myśli z człowieka na człowieka. Ale nie każdego
    gryzą.
  • myszka00 25.04.10, 23:22
    lekarz w kanadzie zarabia ok 150$ tys na rok,pielegniarka ok 60
    salowa ok 40
  • dradam121 26.04.10, 01:17
    Myszka00 napisala kwote 150 tys. CDN na rok. Radze zagladnac pod :

    secure.cihi.ca/cihiweb/dispPage.jsp?cw_page=PG_1070_E&cw_topic=1070&cw_rel=AR_1829_E#full
    Jest to oficjalnie material przygotowany 4 lata temu. Przez ostatnie 4 lata,
    nawet mimo kryzysu (ktory w Kanadzie nie jest tak silnie odczuwany jak w
    Europie) , w niektorych prowincjach , dochody lekarzy bardzo sie podniosly.

    Najmniej zarabiaja lekarze w Quebecu, najwiecej maja w ON/AB.

    --
    dradam

    "Ciemnosc widze,ciemnosc " - Seksmisja
  • starypierdola 26.04.10, 05:05
    ... dokladna co do centa, za ostatni rok, dla kazdego lekarza ktory
    praktykuje w BC:
    www.health.gov.bc.ca/msp/legislation/pdf/MSC_Financial_Statement_2009_complete.pdf


    Ze wzgledu na wzgledy jake ma u mnie Dradam, nie podaje danych o
    Albercie :))

    Usluzny SP
  • starypierdola 26.04.10, 05:18
    ... Pierre Faber (orginalnie Faberowski).

    Szukac pod: Faber

    Lekarz SP
  • tratatouille 26.04.10, 09:04
    www.newyorker.com/archive/2005/04/04/050404fa_fact?currentPage=3
    Ci ktorzy zarabiaja w okolicach $1m nie placa ubezpieczenia i rozliczaja sie w
    razie sporu sadowego osobiscie z poszkodowanym. Nie wiem natomiast jak czesto
    zdarzaja sie niekorzystne dla nich wyroki, wiem tylko ze zwykle wynosza grubo
    powyzej miliona dolarow.
  • young_doc 05.05.10, 18:06
    > Ci ktorzy zarabiaja w okolicach $1m nie placa ubezpieczenia

    Że co???? Skąd żeś człowieku taką bzdurę wymyślił??
    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • kontraktiren 05.05.10, 18:22
    Nie wiem jak Ty, ale ja w jego poscie widzialem linka do artykulu ktory opisuja
    ta sytuacje w Stanach Zjednoczonych, wiec kuriozalne jest tutaj pytanie skad on
    taka bzdure wymyslil. Poza tym, Ty przeciez pracujesz w UK?
  • young_doc 05.05.10, 18:35
    Artykuł ten opisuje lekarza który leczy pacjentów bez kontaktów z ICH
    ubezpieczycielem a nie lekarza który się nie ubezpieczył od odpowiedzialności
    cywilnej!!!!

    "He doesn’t see why doctors should let insurance companies dictate their
    compensation. So he accepts no insurance. If you decide to see him, you pay
    cash. If you then want to fight with your insurer for reimbursement, that’s up
    to you."

    Read more:
    www.newyorker.com/archive/2005/04/04/050404fa_fact?currentPage=3#ixzz0n4ch9UNh

    Ta rozmowa zaczyna mi przypomina kawał o Radiu Erewań...

    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • kontraktiren 05.05.10, 19:02
    Czytam, czytam i zacytowany przez Ciebie fragment potwierdza moje przypuszczenia.

    'Nie widzi powodu, dla ktorego lekarze powinni pozwalac firmom ubezpieczeniowym
    dyktowac wysokosc odszkodowan, dlatego tez nie zgadza sie na zadne
    ubezpieczenia. Jesli chcesz sie do niego zapisac, musisz zaplacic gotowka. A w
    razie gdybys chcial walczyc z ubezpieczycielem o zwrot kosztow, to juz tylko
    Twoja sprawa'

    Ja to rozumiem tak, ze gosc nie ubezpieczyl sie w firmie ubezpieczeniowej tak
    jak inni lekarze, dzieki temu nie placi ogromnych sum na ubezpieczenia. Ale
    jezeli ktos go pozwie na drodze cywilno-prawnej, to sad kaze mu zaplacic z
    wlasnej kieszeni. Czyli gosc pewnie odklada czesc tych rocznych pieniedzy na
    koncie i w razie czego placi biednym pacjentom.
  • young_doc 05.05.10, 19:27
    Kontraktiren, uwierz mi: nie taki jest sens tego zdania. Chodzi tu o to że jeśli
    podejmie się leczenia pacjenta ubezpieczonego w firmie X to wypłaci mu ona za
    taką a taką procedurę powiedzmy siedemset dolarów. On zaś bierze bezpośrednio od
    pacjenta osiem tysięcy pięćset (i nie narzeka na brak klientów). Spróbuje sobie
    wrzucić w translatora cały ten fragment:

    “I think doctors shortchange themselves,” he said. “Doctors are working for fees
    that are similar to or below plumbers or electricians”—professions that, he
    noted, don’t require a decade of school and training. He doesn’t see why doctors
    should let insurance companies dictate their compensation. So he accepts no
    insurance. If you decide to see him, you pay cash. If you then want to fight
    with your insurer for reimbursement, that’s up to you.
    The fees he charges are what he finds the market will bear. For a laparoscopic
    cholecystectomy—removal of the gallbladder, one of the most common operations in
    general surgery—insurers will pay surgeons about seven hundred dollars. He asks
    for eighty-five hundred dollars. For a gastric fundoplication, an operation to
    stop severe reflux of stomach acid, insurers pay eleven hundred dollars. He
    charges twelve thousand dollars. He has had no shortage of patients.

    Nie wiem co uzyskasz, ja ten artukuł (i parę innych publikacji Atula Gawande)
    czytałem w oryginale. To zresztą dośc znany publicysta, jedną jego książkę nawet
    przetłumaczono na polski - zachęcam do poczytania.

    Aha - zaznaczyłem że obecnie pracuję w Polsce, zaś w innym poście odnosiłem się
    akurat do mojej pracy w UK ponieważ założyciel wątku również porównywał akurat z
    tym krajem. Przedtem trochę mnie po świecie nosiło, system amerykański i język
    angielski znam na tyle z autopsji żeby być absolutnie pewnym swoich racji. W USA
    jedynymi lekarzami nie posiadającymi ubezpieczenia swojej praktyki są ci, z
    którymi już żadna firma ubezpieczeniowa nie chce nawet rozmawiać.

    Wiem że naprawdę jesteście przekonani że to ja nie mam racji, ale dla mnie to
    trochę jak gadanie z ślepym o kolorach... bez urazy.

    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • young_doc 05.05.10, 19:51
    A co mi tam - masz tu w ramach oświaty zdrowotnej tłumaczenie profesjonalne (tym
    też się zawodowo zajmowałem):

    Uważam że lekarze sami siebie oszukują – mówi (chirurg) – pracują za stawki
    podobne lub niższe do stawek hydraulików czy elektryków – zawodów które, jak
    zauważa, nie wymagają dziesięciu lat nauki i szkolenia. Nie rozumie czemu
    lekarze powinni pozwalać towarzystwom ubezpieczeniowym dyktować wycenę ich
    pracy, zatem nie akceptuje żadnych ubezpieczeń. Jeśli zdecydujesz się na zabieg
    płacisz mu gotówką. Jeśli potem chcesz walczyć ze swoim ubezpieczycielem o zwrot
    kosztów, to twoja sprawa.
    Opłaty jakie pobiera ustala na tyle ludzie są gotowi mu zapłacic. Za
    cholecystektomię laparoskopową – wycięcie woreczka żółciowego , jedną z
    najbardziej popularnych operacji chirurgicznych – ubezpieczyciel płaci
    chirurgowi siedemset dolarów. On żąda ośmiu i pół tysiąca. Za fundoduplikację
    (operację na zgagę) ubezpieczyciel zwraca tysiąc sto – u niego kosztuje
    dwanaście tysięcy dolarów. Nie narzeka na brak pacjentów.

    Zwróć uwagę że to artykuł z dużego, dość poczytnego amerykańskiego tygodnika (i
    to bynajmniej bez prawicowego odchylenia). Wnioski do wysnucia samodzielnego.
    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • kontraktiren 05.05.10, 19:57
    Nie ma zadnej urazy, co prawda nie jestem lekarzem, ale sam rozpoczynalem i
    konczylem studia w kraju anglojezycznym, wiec pewnie stad moja pewnosc siebie.
    Translatora nie uzywam nigdy, bo zawsze wychodzi mi jakis bezsensowny belkot,
    chyba ze w miedzyczasie dokonano jakichs cudow w dziedzinie translacji jezykow
    fleksyjnych, a ja jeszcze o tym nie wiem.

    Z przytoczonego przez Ciebie fragmentu wynika moim zdaniem, ze to wszystko
    prawda co mowisz odnosnie ubezpieczalni, platnosci itp ale jezeli lekarz
    przyjmuje gotowke do reki i nie zalatwia nic przez ubezpieczalnie, to moze
    oznaczac tylko dwie mozliwosci:

    1. Albo sam oplaca sobie ubezpieczenie z tego 1m$ - idzie do pani z
    ubezpieczalni i placi jej kilkaset tysiecy dolarow rocznie
    2. Nie oplaca sobie prywatnie ubezpieczenia, nie przyjmuje pacjentow z
    ubezpieczalni, czyli jedyne pieniadze ktore bedzie mial zaplacic w razie pozwu
    sadowego, to beda te z jego kieszeni

    Nie widze wiecej mozliwosci - pierwszy przypadek wskazuje na to ze jego
    milionowe zarobki sa mocno nadszczuplane przez ubezpieczalnie, drugi przypadek
    wskazuje na istotnie wielkie zarobki, ale w razie sprawy sadowej odszkodowania
    beda rownie gigantyczne.

    Jezeli nadal sie z czyms nie zgadzasz, prosze podaj swoje argumenty, trudno
    zebysmy dwa, wyksztalceni, obeznani, nie mogli dojsc do consensusu w takiej
    blahej sprawie na forum, a poslugujemy sie tym samym jezykiem.
  • young_doc 05.05.10, 20:28
    Wybacz, źle zidentyfikowałem źródło nieporozumienia. Teraz rozumiem że nie
    chodzi tu o język, a o pewne różnice w systemie ubezpieczeniowym pomiędzy Polską
    a USA które błędnie założyłem że są oczywiste, chociaż oczywiście wcale być
    takie nie muszą.

    W Stanach każdy lekarz posiada ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. W
    niektórych stanach jest ono obowiązkowe, ale nawet jeśli nie jest to nikt nie
    ryzykuje całym własnym majątkiem (co prawda wprowadzono tutaj pewne ograniczenia
    wysokości odszkodowań, ale i tak przy odrobinie pecha można stracić dorobek
    całego życia za błahe niedopatrzenie). Dokładnie jak to opisałeś (sam oplaca
    sobie ubezpieczenie z tego 1m$ - idzie do pani z ubezpieczalni i placi jej
    kilkaset tysiecy dolarow rocznie)każdy lekarz płaci je z własnych dochodów.
    Cała różnica pomiędzy owym anonimowym chirurgiem a zdecydowaną większością
    lekarzy to sposób uzyskiwania przychodów: większość wykonuje zabiegi refundowane
    (zwykle częściowo) przez ubezpieczalnię pacjenta, i to od niej otrzymuje
    pieniądze. Ten wyróżnia się tym, że odmawia ubiegania się o refundację
    bezpośrednio od ubezpieczyciela, a pobiera opłaty wyłącznie od pacjentów.
    Przyczyną tego jest fakt, iż uważa wycenę dokonaną przez ubezpieczyciela jego
    pracy za zaniżoną, zaś pacjenci są gotowi zapłacić mu bezpośrednio lepsze
    pieniądze. Dodatkowo z pewnością oszczędza na całej masie roboty papierkowej
    związanej z refundacją (nasz NFZ to przy tym pikuś).

    To czy przyjmuje pacjentów z ubezpieczalni czy prywatnie nie ma natomiast
    absolutnie nic wspólnego z jego odpowiedzialnością zawodową - jest identyczna
    niezależnie od tego kto mu zapłacił (czyli inaczej niż w Polsce).

    > milionowe zarobki są mocno nadszczuplane przez ubezpieczalnie,
    Owszem, dokładnie tak jest. Wysokość ubezpieczeń bardzo zależy od specjalizacji
    - najwyższe są u położników, gdyż tam zasądzane są najwyższe odszkodowania. Są
    stany w których większość porodów z tego powodu swego czasu prowadziły położne,
    gdyż lekarzom nie kalkulowała się prywatna praktyka.


    Mam nadzieję że wyjaśniłem nieporozumienie które częściowo sam sprowokowałem
    swoimi skrótami myślowymi, za co przepraszam. Pozdrawiam!

    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • kontraktiren 05.05.10, 21:28
    Nie ma problemu, przyjemnie kulturalnie podyskutowac z kims na forum.

    Mozliwe rowniez, ze cala dyskusja wynikla z niedoczytania poczatku watku -
    niejaki tratatouille stwierdzil, ze zarobki rzedu miliona dolarow, to fikacja,
    poniewaz od tego nalezy odjac podatki i gigantyczne oplaty ubezpieczeniowe.
    W pelni sie z nim zgadzam dlatego tak zareagowalem na Twoj post
    >Że co???? Skąd żeś człowieku taką bzdurę wymyślił??


    Nie trzeba dysponowac glebsza wiedza nt systemow ubezpieczeniowych w USA, zeby
    znalezc chocby taki artykul
    findarticles.com/p/articles/mi_m0843/is_2_28/ai_84236557/
    Przytaczam: "Obstetricians, neurosurgeons, emergency physicians and other
    high-risk specialists have absorbed the brunt of the blow. It can cost an ob-gyn
    in South Florida $209,000 a year to insure for delivery of babies."

    Analizujac te dane, oraz informacje o placach wg podzialow na specjalizacje
    mozna zaobserwowac pozytywna korelacje plac w najlepszych specjalizacjach do
    wysokosci ubezpieczen. Wszystko wskazuje na to, ze wieksza odpowiedzialnosc =
    wieksze zarobki = wieksze ubezpieczenia.

    Wracajac do glownego tematu, w liscie plac przytoczonej przez niejakiego starego
    pierdole (
    www.health.gov.bc.ca/msp/legislation/pdf/MSC_Financial_Statement_2009_complete.pdf)
    pisza, ze: "Payments made on behalf of the Insurance Corporation of British
    Columbia and WorkSafeBC are not included in the payment
    amount. " co potwierdza, ze lekarze z tej listy, ktorzy zarabiaja powyzej
    miliona kanadyjskich dolarow, na reke dostaja o wiele mniej. Co nie oznacza
    oczywiscie, ze zyja skromnie.

    Nieporozumienie nie wynikalo wiec ani z jezyka, ani z meandrow prawa
    ubezpieczniowego, tylko z roznej interpretacji postu ratatouilla: ja rozumiem
    jego wypowiedz, ze "Ci ktorzy zarabiaja w okolicach $1m nie placa ubezpieczenia
    i rozliczaja sie w razie sporu sadowego sobiscie z poszkodowanym.", w sposob
    jaki omowilem powyzej (na listach plac nie uwzgledniaja ubezpieczen), Ty zdaje
    sie nie zgadzasz sie z tym, poniewaz w niektorych stanach jest ono obowiazkowe.
  • young_doc 05.05.10, 22:43
    Mi również bardzo miło jest wziąć udział w kulturalnej wymianie zdań - niestety
    rzadkość na polskich forach :-(

    Widzę że trochę to Ciebie zainteresowało - generalnie jest to temat rzeka.
    Owszem, od dochodów lekarza brutto należy odjąć podatki i ubezpieczenie, jednak
    na ogól to ostatnie nie przekracza kilkunastu procent dochodów. Jak słusznie
    zauważył poniżej Gadery przepisy potrafią się między poszczególnymi stanami
    różni diametralnie i nie znam tematu dość wnikliwie by go naprawdę porządnie
    opisać. Niemniej jeśli można nakreślić kilka ogólnych zasad:
    - w USA dochody lekarzy są najwyższe na świecie (za wyjątkiem może ekspatów w
    krajach Zatoki Perskiej)
    - wynoszą one u doświadczonych (>10 lat pracy) generalnie kilkaset tysięcy
    dolarów rocznie
    - wyjątkiem są bardzo dobrzy lub bardzo poszukiwani zabiegowcy (zwłaszcza
    kardio- i neurochirurdzy, plastyczni itd.); tam rzeczywiście nawet mimo wysokich
    stawek ubezpieczeń mówimy o kilku milionach dolarów rocznie w przypadku znanych
    operatorów
    - w zasadzie każdy lekarz się ubezpiecza. Ci którzy zarabiają powyżej 1m $
    zwłaszcza, ponieważ to oni mają największą szansę by pozwanym - gdyż
    potencjalnie bardziej lukratywne jest pozwanie tylko firmy farmaceutycznej.

    W ostatnich latach pojawił się trend do odgórnego ograniczania maksymalnej
    wysokości odszkodowania przez ciała legislacyjne, ponieważ od pewnego poziom w
    górę wysokość odszkodowania nie spełniała już żadnej funkcji odstraszającej
    (niewielka różnica czy pozwą mnie o pół miliona czy milion, skoro i tak jestem
    ubezpieczony), a jedynie prowadziła do lawinowego wzrostu stawek ubezpieczeń, a
    przez to i cen usług, co w ostatecznym rozrachunku najbardziej negatywnie
    odbijało się na pacjentach których nie stać było na leczenie. Zresztą cały
    amerykański system opieki zdrowotnej jest najlepszy na świecie, ale tylko wtedy
    gdy stać Ciebie na rachunki.
    Na temat Kanady nie będę się wypowiadał, ponieważ tam nie pracowałem (jeszcze).

    Jako że zrobił się nam trochę off-topic pozwolę sobie wróci do głównego wątku -
    czy warto emigrować do Ameryki? Na pewno warto trochę popracować, poznać ten
    kraj. Mi on akurat do gustu nie do końca przypadł, i nie osiadłbym w nim na
    stałe (w przeciwieństwie do Anglii); jednak niemniej uważam to za doskonałą
    przygodę życiową. Są ludzie którzy USA po prostu pokochali, ja nie. Zarazem są
    ludzie którzy nigdy nie zdecydują się nawet na krótki wyjazd, a jeśli nawet będą
    na nim głęboko nieszczęśliwi z założenia - to po prostu cecha charakteru. Ja
    uwielbiam poznawać nowe kraje więc póki nie mam rodziny na karku pewnie się
    jeszcze trochę dla zasady po świecie powłóczę - i namawiam do tego innych
    Polaków. Nasze społeczeństwo już dość długo żyło w izolacji od reszty świata,
    fizycznej i mentalnej - myślę że powiew nowych idei i spojrzenia z pewnego
    dystansu na ten nasz grajdołek zrobiłby świetnie naszemu społeczeństwu i krajowi...
    Bo tak w gruncie rzeczy to czuję się Polakiem, i za swój obowiązek uważam
    przyniesienie do tego kraju tylu nowych rzeczy ile się da, i wyrwanie z niego
    tylu ludzi ilu można. Bardzo wielu wróci by zmieniać jego oblicze - a inaczej
    niż podróżując zdobyć pewnych doświadczeń, umiejętności i przede wszystkim
    pewności siebie się nie da. Bez tego zawsze będziemy zakompleksionym narodem
    polonocentryków, a tego bardzo bym nie chciał. Chciałbym by dumny z mojego
    pochodzenia.

    Oj, ale się rozpisałem! Przepraszam i dobranoc!

    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • gadery 05.05.10, 21:26
    Wszystko zależy od stanu w jakim się praktykuje. W jednych odszkodowania są
    "normalne", a w innych "z kosmosu". Słyszałem, że w jednym ze stanów po kilku
    wyrokach ubezpieczyciele tak przesadzili, że lekarze zagrozili, że się
    wyprowadzą. Niestety nie dowiedziałem się jak to się skończyło.
  • ko-fankabeauty 04.05.10, 23:12
    ale w polandii tez nie warto siedziec.
  • kontraktiren 04.05.10, 23:55
    jak sie ma siano albo jest sie pracowitym to warto
  • dr01 05.05.10, 12:43
    kilka lat temu wyjeżdzałbym bez zastanawiania się - jako lekarz w PL zarabiałem
    800 pln/rękę a miesięczny przelew na konto za codzienną pracę + 6 24h dyżurów
    (praca non stop) nie przekraczał 1400 pln, a nasi rodacy płacili nam tyle (czyli
    nas okradali - bo tak to się nazywa), bo wiedzieli że nie mamy możliwości
    wyjazdu (najwyżej mogliśmy nie pracować w zawodzie - jedyna alternatywa).

    dzisiaj zostaję, bo zarabiam w PL tyle, że mi wystarcza na życie a zarobki
    kompensują mi pewne niedogodności, jakie są związane z naszym krajem (bomisizm,
    buractwo, nagonka, brak sprzętu, problemy organizacyjne).
    To, że zarabiam wynika nie z dobroci rodaków i chęci do płacenia, tylko z tego,
    że UE czeka i bardzo chętnie nas przyjmie w każdej chwili, osób wykonujących
    takie procedury, jakie ja wykonuję jest bardzo mało (trzeba było nie wyganiać
    lekarzy z PL), a NFZ płaci bez limitu bo są to świadczenia ratujące życie.
    Ewentualna emigracja moja i dwóch - trzech moich kolegów kładzie dyżury w
    połowie szpitali w województwie mazowieckim.
    Koledzy z innych specjalności mają trochę gorzej.

    z rozmów z moimi kolegami z emigracji ogólne wnioski są takie: jak się wyjedzie,
    to na początku jest ciężko - bariera językowa, nowy system itd, natomiast po ok.
    3 latach robi się fajnie i ciężko jest wracać, bo się trzeba od nowa
    przyzwyczajać do polskiego systemu. Dlatego ci, którzy tam siedzą dłużej niż 3
    lata, raczej zostaną na dobre.
    Mi się teraz wyjeżdżać nie chce (na razie - chyba że zachęcą mnie pogorszeniem
    warunków pracy, czego nie wykluczam - ale wtedy niech sami się leczą).
    ---------------------------------------
  • elrzepo 05.05.10, 12:27
    Mi sie oplacilo wrocic.
  • dido0808 05.05.10, 12:32
    Odpowiem za siebie - warto było.
  • eliksir 05.05.10, 12:52
    Pomimo posiadania dobrej pracy w Polsce, warto bylo wyjechac do podobnej w UK bo zdobyte doswiadczenie zaprocentowalo i po powrocie mam w Polsce prace na niewiele gorszych warunkach finansowych niz mialem w UK. A ze zycie tansze to patrzac ma miesieczne oszczednosci zaryzykowalabym stwierdzenie ze teraz mam lepiej. Ale bez wyjazdu do UK bym tej pracy nie zdobyl, dlatego pisze ze bylo warto! zarowno wyjechac jak i wrocic :)
    Zycze powodzenia i dobrych wyborow w zyciu.
  • idrazkowska 05.05.10, 13:43
    Podobne są moje doświadczenia. 5 i pół roku za granicą, z czego 4 w Londynie. Koszmarnie wysokie koszty utrzymania, za to na plus perfekt angielski (praca w mediach), pozbycie się jakichkolwiek kompleksów (nie mam, niestety, uniwersyteckiego wykształcenia - jeszcze) oraz świetna przygoda. A także wspaniałe małżeństwo z obcokrajowcem. Powrót do Polski 7 m-cy temu, Mąż bez znajomości polskiego znajduje pracę w sektorze IT w ciągu miesiąca, ja - miesiąc później. Moja lepsza połowa stała się obecnie polonofilem, tyle że ostro psioczy na PKP i maniery kierowców oraz stan naszych dróg :) Nareszcie mamy czas dla siebie, Rodziny i Przyjaciół. Powrót przygotowywaliśmy ponad rok, mieliśmy plan główny oraz 2 plany awaryjne. Reasumując, dobrze jest wyjechać na jakiś czas, jeszcze lepiej wrócić na swoje śmieci, ale najlepiej robić jedno i drugie z głową. Pozdrawiam :)
  • vincentyna 05.05.10, 14:04
    Warto bylo.

    Przyjaciele z miasta rodzinnego tez juz dawno sie rozjechali, kazdy ma swoje
    zycie. Juz nawet nie jezdze na stare smieci, bo nie mam do kogo. Rodzina, coz,
    rodzice tez sie przeprowadzili, a swoja rodzine za granica zalozylam. Teraz
    przyjaciol, rodzine mam kolo siebie, w PL tylko jakies dalekie ciotki.

    Pod wzgledem zawodowym nawet nie bede porownywac. W PL jako mgr na stanowisku
    urzedniczym w rok zarabialam mniej, niz tu w miesiac. W zyciu bym sie tak
    zawodowo nie rozwinela w PL, jak na emigracji.

    Ale ja wiem, ze do statytstyki emigranta nie pasuje. Zmywaka na oczy w zyciu nie
    widzialam ;)
    --
    :*
  • young_doc 05.05.10, 18:15
    Owszem, było warto. Zdecydowanie. Nawet nie chodzi mi tu o pieniądze (jestem
    lekarzem) lecz o możliwości rozwoju zawodowego i poszerzenie horyzontów
    myślowych. Bezcenny jest płynny angielski. Co do znajomych - znaczna część
    mojego rocznika pracuje w UK, nie wiem czy nie więcej niż w okolicach miasta w
    którym pracuję w Polsce. Jak ktoś założył rodzinę w Polsce na ogół tu zostaje,
    jak zagranicą - zostaje emigrantem. Ja wróciłem, ale za jakiś czas pewnie znowu
    wyjadę. Zobaczymy gdzie osiądę na stałe, jeszcze nie podjąłem decyzji - choć
    państwo polskie zachęca mnie jak może... tylko czemu do emigracji?

    A zmywak oglądałem. Jakieś pół godziny temu u siebie w kuchni ;-)

    --
    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby
    nie będą zaspokajane."
  • tow.ortalion 05.05.10, 13:53
    Ojczyzna się pozbyła nieudaczników!



    --
    Mężczyźni żenią się ze zmęczenia, kobiety wychodzą za mąż z ciekawości.
    Obie strony są potem rozczarowane.
  • kasiaada 05.05.10, 13:54
    Ja żałuje, po paru latach w uk okazało się, że znajomych mam właśnie
    tam, z rodziną widziałam się równie "często" jak teraz, bo mieszkam
    500 km od domu rodzinnego, mieszkanie mam mniejsze choć równie
    drogie.Gdybym jeszcze raz miała decydować zostałabym tam, ale będąc
    w uk wydaje się, że w Polsce będzie raj!
  • po-trafie 05.05.10, 14:08
    Nie rozumiem, jak mozna siedziec w domu. Fakt, ze jestem w Londynie, ale nie
    wierze, zeby to bylo jedyne niepolskie ale przyjazne miasto na swiecie ;-)

    W Polsce zarabialam dobrze, tu zarabiam lepiej.
    Bywam w domu co 2 tygodnie, raz spotykajac znajomych, raz rodzine.
    Jasne, nie jest tak swobodnie i gwarnie jak w moim zyciu w Polsce.. ale..
    kontakt skypowy jest, zdobywam tez znajomych tutaj. Jest tyle miejsc ktore mozna
    odwiedzic, tyle doswiadczen ktore mozna zdobyc i ludzi poznac w trakcie.

    Pozatym nie przesadzajmy, jak mozna 'siedziec samemu w domu'. Malo to ludzi na
    ulicach, w knajpach, na internetowych forach?
    Gdybym byla samotnym facetem lekarzem w uk i tak bardzo cierpiala samotnosc w
    wypasionym mieszkaniu to rwalabym panny w barach i sprowadzala do domu, wnetrza
    pokazac ;-)
  • jamesonwhiskey 05.05.10, 14:17
    > pieniadze to nie wszystko. Nie moglem spotkac sie z przyjaciolmi z mojego
    > miasta, z rodzina tylko na skajpie.

    dziki zal scisnol mi gardlo i lkam sobie teraz cicho w kaciku

    nie dokonca jestem pewien co chciales swoim postem przekazac
    ze jestes ciota ktora bez codziennego kontaku z mamusia zle sie czuje
    czy podejmujesz decyzje co do swojego zycia na podstawie mozlowosci spotkania
    sie z przyjaciolmi z ktorymi spotkac sie ciezko bo albo zapierdzielaja non stop
    w robocie albo dzieci rodzina i takie inne pierdy
  • jelly_kitten 05.05.10, 14:23
    Warto bylo wyjechac, wracac nie zamierzam.

    Skonczylam tu (UK) studia magisterskie (licencjat w Polsce)
    jednoczesnie pracujac fizycznie, wiec nie mam dlugow.

    Miesiac po skonczeniu studiow dostalam prace odpowiadajaca mojemu
    wyksztalceniu, obecnie (po 2 latach) dostalam trzecia podwyzke
    (wszystkie znaczace).

    Do tego wyjazdy zagraniczne organizowane przez firme (caly swiat),
    stac mnie na samochod, wakacje i hobby, ciuchy, plyty i ksiazki.

    Chlopaka mam stad, i wiem z doswiadczenia ze bardziej tesknilabym za
    nim gdyby byl daleko, niz za rodzina i przyjaciolmi, ktorzy teraz sa
    daleko.

    Latam do Polski na weekend raz na 2 miesiace, gdybym pracowala w
    Wawie, pewnie widywalabym sie z rodzina rownie czesto (rzadko?).

    Przyjaciol tutaj mam coraz wiecej i zyje mi sie coraz lepiej.

    W moim przypadku bylo warto wyjechac, ale na to pytanie kazdy musi
    odpowiedziec sobie sam.

  • veryok 05.05.10, 14:29
    mieszkam od 7 lat w berlinie i powiem tak. na poczatku smutno jakos
    i samotnie (mimo meza) teraz fajnie choc bez meza:))) zyskiem sa dla
    mnie nie pieniadze, ale to ze obracajac sie w wielkim
    miedzynarodowym srodowisku niesamowicie duzo nauczylam sie. zmienilo
    sie moje podejscie chyba do wszystkiego, duzo podrozuje po calym
    swiecie, duzo czytam w roznych jezykach, duzo wystaw na genialnym
    poziomie itp. jakosc zycia kulturalnego jest nieporownywalna z
    zadnym miastem w polsce. nie wysatrczy miec kase na weekend w
    londynie, trzeba jeszcze chciec cos sie dowiedziec, zobaczyc itp. w
    sumie nie oddalabym tych lat za nic. a do polski pewnie wroce
    niedlugo, przyjaciol zostawie tutaj.
  • eme-se 05.05.10, 14:58
    dla mnie bylo warto: bardzo podobnie mi sie ulozylo jak veryok:
    dobra praca, miedzynarodowe srodowisko, duzo jezdze po swiecie itp.

    jezeli chodzi o kase, to jak na polskie warunki zarabiam calkiem
    niezle, ale nie zamierzam na tym poprzestac i mierze wyzej..

    ale nie o zarobki mi chodzi, ale o mozliwosci jakie sie przede mna
    otworzyly za granica.

    nie twierdze, ze w Polsce nie byloby to mozliwe ale jak to mowia,
    podroze ksztalca! :)
  • eye-witness 05.05.10, 14:32
    finsowo - tak. nie, jesli chodzi o rodzine i przyjaciol, zbyt wiele traci sie.
  • annataylor 05.05.10, 15:28
    a ja właśnie rozważam opcję wyjazdu do UK - w Polsce ledwo wiążę
    koniec z końcem...
    jak na razie jestem skupiona na materialnym aspekcie życia, gdyż nie
    stać mnie na zaspokojenie podstawowych potrzeb...

    jesli chodzi o znajomych, to nie mam ich duzo, nie bede za nimi
    tęsknić, bo nigdy nasze relacje nie były bardzo bliskie,zresztą
    znajomych można mieć wszędzie, bez względu na miejsce zamieszkania...
    co do rodziny, to jedynie będę tęsknić za rodzicami...
  • kontraktiren 05.05.10, 15:46
    duzo osob mowi, ze przyjaciol i znajomych mozna poznac wszedzie, ale czesto te
    same osoby wspominaja ze nie maja ich duzo w Polsce, albo ze sa oni zajeci praca
    i tak rzadko sie spotykaja

    otoz drodzy rodacy, jezeli ja nazywam kogos moim przyjacielem, to mimo tego ze
    wszyscy pracujemy, spotykamy sie PRZYNAJMNIEJ raz w tygodniu, a czesto i po
    kilka razy zeby razem sie spotkac, zjesc, pogadac, wyluzowac, isc do kina, na
    wystawe, do pubu cokolwiek

    jezeli ktos nie potrafi sobie zycia ulozyc w Polsce, to pewnie nie bedzie takze
    potrafil zrobic tego za granica. no, chyba ze mial pecha i w polskim srodowisku
    mu nie szlo, a dobrze trafil za granica i jest szczesliwy

    u mnie sprawa wyglada tak, ze w zyciu nie opuscilbym tego co mam w Polsce - nie
    dlatego ze bez przyjaciol sie poplacze i nie bede w stanie nikogo poznac, tylko
    dlatego, ze nasze relacje z ludzmi wplywaja na NAJWAZNIEJSZY czynnik - JAKOSC
    ZYCIA. zawsze jak wyjezdzalem studia czy gdzies poznawalem fajnych ludzi ktorzy
    byli spoko, i owszem, ale w Polsce mialem super inteligentnych, fajnych ludzi
    ktorych znam od dzieciaka, razem przezywalismy nasze pierwsze milosci, zrywania,
    upijanie sie, obozy narciarskie, cokolwiek i te czasy juz nie wroca - zostaly za
    to super relacje i to razem przezylismy niejedna biede - a przyjaciol poznaje
    sie w biedzie

    dlatego w anglii, usa czy gdzies mozna poznac ludzi ale zajmie to na moje oko
    5-10 lat w zaleznosci od intensywnosci zycia.
  • ultra.kuku 05.05.10, 16:17
    Na jakosc zycia, kolezanko, wplywa rowniez poziom naszych dochodow, nie uwazasz?
    Rozumiem, ze jezeli stracisz prace, twoi przyjaciele przejma twoja zobowiazania
    finansowe, beda cie karmic, itd. Wpis powyzej dotyczyl wlasnie sytuacji, kiedy
    to nie starcza na zycie.
  • po-trafie 05.05.10, 16:30
    skoro nie mozesz w polsce zwiazac konca z koncem, a nie jestes specjalista w
    dziedzinie, ktora w kraju nie ma zadnego znaczenia za to jest rozwinieta w uk..
    to raczej nie dostaniesz ultra niezwyklej pracy pozwalajacej na... cos wiecej
    niz po prostu zycie.

    W UK juz nie ma raju dla kazdego, a jesli do tego jestes osoba, ktora ma problem
    z relacjami (posiadanie w kraju, w ktorym sie mieszka jedynie znajomych, za
    ktorymi nie bedzie sie tesknci na to wskazuje), to nie wroze ci swietlanej
    przyszlosci.
    Pomysl nad tym.
  • sabinac-0 05.05.10, 18:40
    po-trafie napisała:

    > skoro nie mozesz w polsce zwiazac konca z koncem, a nie jestes specjalista w
    > dziedzinie, ktora w kraju nie ma zadnego znaczenia za to jest rozwinieta w uk..
    > to raczej nie dostaniesz ultra niezwyklej pracy pozwalajacej na... cos wiecej
    niz po prostu zycie.
    >
    Niekoniecznie, zwlaszcza w przypadku lekarzy.

    > W UK juz nie ma raju dla kazdego, a jesli do tego jestes osoba, ktora ma proble
    > m
    > z relacjami (posiadanie w kraju, w ktorym sie mieszka jedynie znajomych, za
    > ktorymi nie bedzie sie tesknci na to wskazuje), to nie wroze ci swietlanej
    > przyszlosci.
    > Pomysl nad tym.

    Mysle ze to bardzo pochopny wniosek. Kazda dalsza przeprowadzka, obojetnie czy w
    granicach jednego kraju czy miedzy krajami, zawsze powoduje rozluznienie wiezi.
    By nie miec bliskich przyjaciol w kraju nie trzeba byc "zaburzonym" - wystarczy
    wyprowadzic sie poza miejsce w ktorym spedzilo sie dziecinstwo i mlodosc.
  • robson.5 07.05.10, 01:58
    czytam was i czytam... ty jestes kotraktiren zdecydowanie najglupszy
    i naj bardziej dziecinny.
    Idz wspominaj z kolegami swoje pierwsze upijania sie.
    Nie jestes lepszy od przecietnego Chinczyka, oni tez musza zyc
    grupowo.
  • kochanic.a.francuza 10.05.10, 12:13
    A ja rozumiem co kontractieren ma na mysli. Trzeba dlugich lat
    rozlaki z krajem i znajomymi by docenic co to przyjaciel. Nie
    ludzmy sie, ze w przeciagu 3 lat od przybycia do np Londynu
    nawiazemy bliskie i satysfakcjonujace relacje. Im czlowiek starszy
    tym mniej czasu, ochoty i mozliwosci, wymagania wyzsze. Starym
    przyjaciolom z liceum czy ze studiow wiecej sie wybaczy niz nowym
    za granica. Poza tym na kogo mozna liczyc, a kto jest pozornym
    przyjacielem okazuje sie w biedzie. Biedy przychodza pozniej, jak
    juz sie czlowiek otrzesnie z "poprzyjazdowego stresu".
    Zreszta przyjazn na zachodzie to troche taka na zasadzie szukania i
    powiekszania koneksji, przyjaznie maja byc praktyczne i przynosic
    korzysci. Nic nie zastapi kumpelki zs szczeniecych lat, ktora zna
    sie na wylot.
    Nie ma nic za darmo: wyjezdzasz, jesli jestes siny, wyksztalcony,
    wygadany i kasa nie jest twoim jedynym motywem, duzo zyskujesz-
    poszezrzenie horyzontow, zrozumienie innych kultur, a przez to
    lepiej wlasna, posmakujesz hedonistycznego konsumpcjonizmu, poznasz
    jezyki. Jednoczesnie nie raz odczujesz samotnosc, tesknote za
    polska przasna ale wlasna, za wlasnym jezykiem.

    Rozumiem tez autora watku, jak juz sie skapiesz w dostatku, to
    wtedy dopiero poczujesz znaczenie powiedzenia "Pienidze szczescia
    nie daja", przynajmniej nie kazdemu.
  • naels 05.05.10, 17:10
    W moim przypadku bylo warto - emigracja byla chyba jedna z
    najlepszych decyzji mojego zycia. I wcale nie chodzi o pieniadze,
    chociaz pewnie zostajac w Polsce zarabialabym relatywnie mniej. Z
    rodzina nadal mam kontakt internetowo-telefoniczny, odwiedzamy sie.
    Jesli chodzi o przyjaciól z mlodosci, to nasze drogi rozeszly sie
    niedlugo po maturze i nie tesknie za nimi. Na emigracji znalazlam
    nowych przyjaciól, rodzine, nowe srodowisko, uznanie.

    Zycie tutaj jest zupelnie inne, niz w Polsce. Szybko polubilam jezyk
    i kulture mojego nowego kraju, odpowiada mi mentalnosc ludzi tu
    mieszkajacych, ich poglady, stosunek do swiata, pogoda ducha. Do
    dzis jestem pod wrazeniem uczciwosci i zaangazowania spolecznego, z
    ktorymi sie tu zetknelam, a ktorych nie znalam z kraju. Kiedy
    przyjezdzam do Polski, coraz czesciej czuje sie obco i nie na
    miejscu. Nawet moja rodzina stwierdzila, ze emigracja wyszla mi na
    dobre i sprawiam wrazenie szczesliwego i spelnionego czlowieka.

    --
    - In their language, the word for married is the same word as for
    poison. This probably could explain the high divorce rate.
  • kaczuper 05.05.10, 20:11
    Hej,

    A czy możesz napisać kiedy wyjechałaś? Po studiach? Ile miałaś lat? Dokąd
    pojechałaś? :)

    Pz
  • sabinac-0 05.05.10, 18:45
    Warto.
    Zyskalam stabilizacje i poczucie materialnego bezpieczenstwa.
    Nigdy nie mialam typowo polskiej mentalnosci i wsrod Polakow czesto czulam sie
    obco, z nowymi krajanami dogaduje sie znacznie lepiej.
    Do tego mam meza obcokrajowca, w Polsce czesto spotykaly mnie i moje dziecko z
    tego powodu przykrosci, tutaj mieszane rodziny to normalka.

    Poza tym mam znacznie wieksze mozliwosci rozwoju zawodowego a to tez sie liczy.
  • katiko 05.05.10, 18:58
    TAK: (1) nauczylam sie, lepiej niz na wszelkich kursach jezykowych, jezykow
    (angielskiego i hiszpanskiego) i za pare miesiecy przeprowadzam sie do kolejnego
    kraju (francuskojezycznego); (2) poznalam mojego meza; (3) mialam/mam okazje
    pracowac w miedzynarodowym srodowisku bardzo-inteligentnych ludzi; (4) zdobylam
    doswiadczenie zawodowe i wiedze, ktora w Polsce jest prawie niedostepna ze
    wzgledu na cene(oprogramowanie, publikacje); (5) odkrylam nowe powolanie, (6) za
    zarobki udalo mi sie kupic ziemie bez zaciagania kredytow, (7)mialam okazje byc
    w Azji, Afryce, Ameryce (a przy zarobkach w kraju nie byloby mnie stac na sam
    bilet bez oszczedzania)

    NIE: (1)gdybym zostala w kraju mialabym terez wieksze zarobki, niz gdybym teraz
    chciala wrocic do poprzedniej pracy na to samo stanowisko (wiedza, ktora
    zdobylam na tym stanowisku bylaby nie przydatna), (2)mam daleko do przyjaciol i
    ze wzgledu na roznice czasowe prawie nie gadamy (jak oni maja wolne to ja w
    pracy, jak ja wolne to oni spia), (3)mam w Polsce ziemie, ktorej nie mam
    mozliwosci dogladac czesciej niz raz na rok, (4)roczny koszt dobrych studiow w
    tym kraju przekracza moje dochody po opodatkowaniu. (5)jakakolwiek nauka - nawet
    jezyka jest tu super droga; (6)gdybym wyszla za jakiegos polskiego mezczyzne to
    juz pewnie mialabym dziecko lub dwojke - tu prawie nikt ich nie ma i mojemu
    mezowi tez sie nie spieszy; (7)mialabym pewnie swoje miejsce na ziemi a tak
    jestem obywatelem Swiata - zmieniam mieszkania i kraje i duzo mnie kosztuje bym
    w konu sie poczula "na swoich smieciach"; (8)gdybym zostala w kraju latwiej
    byloby zdobyc kwalifikacje bo cena wyksztalcenia/kursow jest duuuuzo tansza; (9)
    Mam swoje rzeczy w 3 roznych krajach a wiekszosc i tak juz rozdalam. Czasem mam
    wrazenie, ze poza tym kawalkiem ziemi nie mam nic wlasnego.

  • kontraktiren 05.05.10, 19:13
    Bardzo fajny post. Czyli jak widac, niektorzy sie dobrze adaptuja za granica.
    Osobiscie planuje miec dzieci, ale na pewno nie z kobieta, ktora bedzie
    traktowac to jako kare i wyrzeczenie - fajnie miec wsparcie na starosc. Niedawno
    rozstalem sie z dziewczyna, ktora miala wlasnie inne priorytety w zyciu, ale to
    dobrze - raz ze zajmuje sie kariera, a dwa ze moglismy sobie to w spokoju wyjasnic.

    Czyli wszystko wraca do tego, ze po prostu niektorym takie rozwiazanie pasuje,
    innym nie. W niektorych krajach wychowanie dzieci to koszmarne koszty - vide
    USA, w innych koszty sa utajone o ile chce sie dziecko porzadnie wyksztalcic np
    UK. Sa tez takie w ktorych nie ma z tym problemu jak np Francja czy Dania. W
    Polsce, jedyne zmartwienie oprocz kosztow zycia to chyba mieszkanie dla dziecka,
    bo do dobrych liceow i uczelni mozna trafic bez jakiegos super zakuwania. Jakosc
    ksztalcenia to osobna kwestia, ale z mojego doswiadczenia wynika, ze od poziomu
    Polskiego mocno odstaja tylko kraje anglosaskie - z praktyki USA i UK, bylem
    takze na wymianie w Danii i poziom juz tam jest 'kontynentalny'.
  • ratpoles_tamer 05.05.10, 21:36
    czyli kraj oczyszczony z plew.

    dziennik.pl/wydarzenia/article306989/Uwaga_nadchodzi_Generacja_89.html

    Idzie nowe. Starego już nie chcemy !


    --
    Pyerdolę, zostaję tutaj choćby sam !
    „ Polonia, naród wspaniały, tylko ludzie koorwy ”
    J.P.
  • ratpole 06.05.10, 09:28
    Co to za desant na to zazwyczaj spokojne forum?
    Sadzac po debilnej tresci wpisow to jakis idiota pod kilkoma nickami sie
    produkuje hehehe

    --
    "Gott, Ehre, Vaterland"
  • kontraktiren 06.05.10, 11:48
    ja tez tak pomyslalem od razu - czyzby 'Departament Plotki' MSWiA ?
  • pia.ed 06.05.10, 15:16

    Za dobrze pisza o emigracji?

    www.niedziela.nl/forum/viewtopic.php?t=76951&sid=be344db17113324ba844cca5ffe73eab
  • starypierdola 06.05.10, 16:46
    ... zacietrzewionej holoty (ratpole?) z inteligentnymi ludzmi/
    dyskutantami.

    Obserwator SP
  • ratpole 06.05.10, 16:53
    starypierdola napisał:

    > ... zacietrzewionej holoty (ratpole?) z inteligentnymi ludzmi/
    > dyskutantami.
    >
    > Obserwator SP

    Nieźle wyglądacie stara pierdoło na tle tych młodych inteligientnych pierdół.
    Żeby was ino do oseska nie cafło hehehe


    --
    www.lomianki.info/galeria_pictures.php?pid=199
  • kalllka 07.05.10, 14:27
    znaczy, ze co topolko?
    uwazasz sie za jedynego uprzywilejowanego w rezydowaniu i tylko wg twoich kryteriow wlasciwego rozporzadzania trescia postow?

    bos dosc idiotycznie uznal za przyklad desantu (!) skladnie, zrozumiale dla wszystkich zlozone zdania i logicznie wyciagniete wnioski.
    jesli umiesz podobnie, pochwal sie nie wyzlosliwiajac publicznie.
    bowiem dezawuujac, jak ci sie zdaje, role opiniotworczego forumowicza; stylem i marna trescia wlasnych postow ,przede wszystkim udowadniasz bezzasadnosc wlasnej sieciowej egzystencji. nikomu bowiem nie sluzysz, walac sredniowiecznym kijem wlasnych projekcji, w uzyteczne bo realne, opinie.
    tyle.

  • ratpole 07.05.10, 18:58
    kalllka napisała:

    > znaczy, ze co topolko?
    > uwazasz sie za jedynego uprzywilejowanego w rezydowaniu i tylko wg twoich kryte
    > riow wlasciwego rozporzadzania trescia postow?
    >
    > bos dosc idiotycznie uznal za przyklad desantu (!) skladnie, zrozumiale dla wsz
    > ystkich zlozone zdania i logicznie wyciagniete wnioski.
    > jesli umiesz podobnie, pochwal sie nie wyzlosliwiajac publicznie.
    > bowiem dezawuujac, jak ci sie zdaje, role opiniotworczego forumowicza; stylem
    > i marna trescia wlasnych postow ,przede wszystkim udowadniasz bezzasadnosc wlas
    > nej sieciowej egzystencji. nikomu bowiem nie sluzysz, walac sredniowiecznym k
    > ijem wlasnych projekcji, w uzyteczne bo realne, opinie.
    > tyle.

    A jak mowie, ze Polska to Moj Dom, Moj Dom Wariatow to mi nie wierza hehehe


    --
    www.lomianki.info/galeria_pictures.php?pid=199
  • kalllka 08.05.10, 01:43
    ehh tam nie wieza, wieza, wieza.
    :)
  • ratpoles_tamer 10.05.10, 07:36
    ratpole napisał:

    > A jak mowie, ze Polska to Moj Dom, Moj Dom Wariatow to mi nie wierza hehehe
    >
    -----------------------------------

    Nie zrozumiał wypowiedzi kalllki i walnął w swoją nudną nutę, he, he.
    Jednak osioł z tego ściurka.

    Dobrze, że takie ściury powyjeżdżały stąd.
    Warto, że niektórzy emigrują, he, he




    --
    Pyerdolę, zostaję
    tutaj choćby sam !

    „ Polonia, naród wspaniały, tylko ludzie koorwy ”
    J.P.
  • blue.eyed 05.05.10, 23:53
    Mieszkam za granica dopiero niecale trzy lata. Jeszcze nie wiem, gdzie "osiade" na stale - w Polsce, tu w UK, czy jeszcze gdzie indziej.

    Nie moge powiedziec, ze zrobilam tu zawrotna kariere, ze zarabiam mase kasy, ze duzo podrozuje. Ale podejrzewam, ze z praca w Polsce byloby o wiele trudniej, z zarobkami gorzej, a o podrózowaniu nie byloby nawet mowy.

    Dlatego mysle, ze warto bylo. Nawet bardzo.
    - Usamodzielnilam sie bardzo szybko.
    - Nauczylam sie wielu rzeczy i udpornilam psychicznie.
    - Podszlifowalam angielski do perfekcji.
    - Rozwijam swoje zainteresowania, bo moge studiowac podyplomowo (mam na to i pieniadze, i warunki, i mozliwosci).
    - Rozwijam sie tez zawodowo, bo podejscie do tej kwestii jest tutaj calkiem inne niz w Polsce.
    - Wiem, ze jesli sie zmobilizuje, moge spelnic moje marzenia zawodowe. Tej wiary w siebie przybylo mi wlasnie za granica.
    - Nie widze tylu niezadowolonych twarzy i nie mam tylu problemów w urzedach co w Polsce. Tutaj kierowcy autobusów i kasjerki potrafia sie usmiechnac!
    - Jezdze fajniejszymi pociagmi :) (niebo w porównaniu z polskmi, a to tylko przedsmak innego standardu zycia)
    - No i poznalam tu mojego narzeczonego :)

    Znajomych w Polsce nie mam wielu, z tymi, którzy sa dla mnie wazni, utrzymuje kontakt mejlowy/skajpwy itd bez problemu.
    Za najblizsza rodzina oczywiscie tesknie, ale dzwonimy do siebei keidy chcemy i stac mnie aby ich odwiedziac kilka razy w roku. Poza tym kazde z nas prowadzi intensywny tryb zycia, wiec gdybym mieszkala blisko, pewnie nie spedzalibysmy razem o wiele wiecej czasu. No i wkrótce zaloze wlasna rodzine, co tez troche zmieni sytuacje.

    Mysle, ze zawsze warto spróbowac wyjazdu, nawet jesli to bedzie tylko na chwile. Wiele rzeczy zaczyna sie widziec i rozumiec inaczej.

    Jedyne co mi przeszkadza to to, ze troche tu zimno :) Ale zawsze mozna wyjechac do Australii :)
  • aniorek 06.05.10, 09:16
    Wyjechalam z Polski 7 lat temu, mieszkalam w tym czasie w 3 krajach. Absolutnie nie zaluje - znajomych mam teraz nie tylko w Polsce, ale i w praktycznie calej Europie. Przyjaciol rowniez znalazlam. Z polskimi widuje sie, jak przyjezdzam do kraju (ok. co 2 miesiace). Kasa jest swietna, w zyciu takiej w Polsce nie zarobie, a przynajmniej nie teraz i nie w tym wieku. Generalnie kultura pracy o niebo lepsza niz w Polsce, mniej stresu i duzo swietego spokoju. Czysto, ludzie przyjazni, jedyny minus to wysokie podatki i moze czasem jest troche za zimno, ale pogodzilam sie z tym. Nie zamierzam wracac do Polski, po prostu zycie poza nia bardziej mi odpowiada.
  • paulinka_ko 06.05.10, 23:39
    wizaz.pl/akcje/moj_styl_moja_gwiazda/oddajglos.php?id=302669
    Kliknij, proszę ;)
  • wen_yinlu 07.05.10, 21:09
    Oj, warto było wyjechać. Mieszkam sobie w Anglii z mężem i córką, ludzi fajnych
    poznaliśmy na miejscu, córka 4-letnia po angielsku gada prawie jak jej
    rówieśnicy... Do Polski latamy przynajmniej raz na pół roku i wtedy zwykle udaje
    mi się zebrać kupę znajomych na raz w jednym miejscu. Teściowie są u mnie co
    miesiąc. Trochę tęsknię, ale bez przesady.

    Tu się żyje lepiej po prostu, mam sporo czasu dla rodziny i siebie poza pracą
    (mam mini-firmę, którą prowadzi się śmiesznie łatwo w tym kraju no i NIE PŁACĘ
    ZUSu). Niedaleko mnie jest świetna przychodnia, w której zawsze są miejsca na
    kolejny dzień, szkoła dla małej rewelacyjna, urzędnicy mili, dużo ciekawych
    ludzi z różnych krajów, ekspedienci uśmiechnięci. Nie widać minusów.
    Nawet ślub brałam w Anglii, chociaż mój mąż też jest Polakiem.

    Przymierzam się do zostania na stałe, bardzo mi się tu podoba. Może tylko pogoda
    niespecjalna, więc w czerwcu naładuję baterie w Polsce.
    A i morze mają tu piękne.
    Nie wiem na co miałabym nawet narzekać :) Chcę coś wymyślić, a nie mogę...
    No tak - benzyna droga. To jakiś minus jest.
  • dziewczyna.briana 08.05.10, 18:44
    Wyjechac bylo warto. Zostac? Jestem wlasnie w trakcie podejmowania
    decyzji. Mieszkam w USA (Colorado) ponad 10 lat. Zobaczylam duzo:
    USA, Meksyk, Costa Rica, Honduras, Kanada, robilam wiele przyjemnych
    rzeczy typu narty w najlepszych resortach narciarskich w Polnocnej
    Ameryce, wycieczki w pieknych gorach, ogniska na super
    pustyniach,setki kilometrow przejechane przez step gdzie ty i natura
    to jedno, krotko mowiac pokochalam ten kraj. Zawodowo pracowalam czy
    tez nadal pracuje jako sekretarka (Administrative Assistant) w kilku
    roznych firmach, manager ksiegowosci, nauczyciel w college'u,
    tlumacz
    sadowy, itp. Balans zycia osobistego: szczesliwie rozwiedziona od 5
    lat, dzieci: uwielbiana przeze mnie corka, ktora za rok wybiera sie
    do college'u. No i pies i kot. Stan materiany: dwa samochody, dwie
    nieruchomosci(mozna chyba powiedziec "wypasione"). Najpierw byla
    fascynacja nowym krajem, nauka zycia od poczatku, zaciekawienie
    ludzmi. Nie tesknilam nigdy, nie jezdzilam do Polski, tu byl moj
    dom. Potem pobyt w Polsce dwa lata temu, rok temu i ku mojemu
    zaskoczeniu pytanie do samej siebie "co ja wlasciwie robie w USA????
    ??". Do tej pory nie moge znalezc odpowiedzi. Z wielu wczesniejszych
    wypowiedzi wynika, iz wiele osob czuje sie najlepiej tam, gdzie ma
    rodzine i bliskie osoby. USA jest bardzo specyficznym krajem: ludzie
    czesto zmieniaja miejsce zamieszkania, wlasciwie wszyscy moi bliscy
    znajomi sie stopniowo przeprowadzili. Jest to trudne, bo w pewnym
    momencie traci sie entuzjazm do poznawania nowych osob. Rodzina
    odwiedza mnie malo, raz na pare lat, sama podroz jest droga i dluga
    (26 godzin ze wszystkimi dojazdami, lotami, itp.), poza tym sa
    utrudnienia w postaci wizy. Jaka podejme decyzje? Nie wiem. W Polsce
    mialam swietna prace na swoim, mieszkanie w W-wie, samochod. Tutaj
    tez nie bylo zle, tylko ta teknota... Wiele wczesniejszych
    wypowiedzi jest od mlodszej emigracji, ja tez myslalam inaczej pare
    lat temu i nie sadzilam ze moje myslenie tak bardzo sie zmieni.
    (Oczywiscie zmienilo sie w momencie najgorszym jesli chodzi o
    sprzedaz nieruchomosci w USA(ironia??).) Dodatkowo, jestem zmeczona
    byciem "emigrantem". No i nie moge juz dluzej zniesc totalnej
    glupoty amerykanskiej. Kto nie widzial, nigdy nie zrozumie o czym
    mowie. Wiec mysle juz pare miesiecy i jeszcze pewnie bede troche
    myslec. Z perspektywy czasu moge powiedziec, ze na pewno wazne jest
    to gdzie ma sie bliskich. Gdyby wielu szczesliwym emigrantom zabrac
    bliskich, nie byliby juz tacy szczesliwi. Wiec moze jednak ludzie sa
    najwazniejsi. Takze wiele osob ktore poznalam tutaj, ma powrot do
    Polski w planach blizszych czy zupelnie dalszych z powodu wlasnie
    rodziny i bliskich. Moze to prawda, ze starych drzew sie nie
    przesadza? A wielu z nas ma stara dusze. Troche sie rozpisalam ale
    to taki temat dla mnie na czasie.
  • nonsomabulik 08.05.10, 19:05
    fajny, szczery post. i bardzo prawdziwy moim zdaniem
  • akawill 09.05.10, 04:19
    Piszesz że przez wiele lat od wyjazdu z Polski nie tęskniłaś, nie odwiedzałaś
    Polski, bo po prostu w Stanach był Twój dom. A teraz nagle rodzina i biscy są
    tak ważni?
    Chyba rzeczywiście jesteś na rozdrożach. W przemyśleniach warto będzie też
    porównać "totalną głupotę amerykańską" (widziałem i rozumiem) z tą rodzimą w Polsce.
  • dziewczyna.briana 10.05.10, 03:28
    akawill, nie wiem jaka jest Twoja definicja pojecia "nagle" wiec nie
    moge odpowiedziec na Twoje pytanie. Cokolwiek jednak to slowo
    oznacza, zmieniaja sie warunki, priorytety, perspektywy i czesto
    przewartosciowywuje sie wszystkie powyzsze. Rzeczywistosc polska
    znam sprzed dziesieciu lat a obecna z mediow, opowiadan i wyjazdow
    wakacyjnych. Czyli znam i nie znam. A cale zycie to jedno wielkie,
    niekonczace sie rozdroze.
  • gazetowy.mail 09.05.10, 10:02
    Śmieszą mnie osoby, które pojechały za za granice do pracy i które
    mówią, że tam jest fajnie ale gdy przyjadą do Polski to:
    - kupują kosmetyki na zapas
    - biegają po lekarzach i dentystach
    - obowiązkowa wizyta u fryzjera
    Wszystko oczywiście w ramach oszczędzania.

    Czasem odwiedzą znajomych dając prezent kupiony za 2-3 funty czy
    dolary na wyprzedaży a polski obarowany cieszy się bo dostał
    zagraniczne "cudo".
    Często słyszę że będą w kraju "ale tylko na tydzień a mają już
    umówione wizyty u fryzjera, dentysty, lekarza więc się nie spotkamy"
    Rodzice-emeryci dadzą trochę kasy bo przecież "ty tam sama na
    obczyźnie" a w droge powrotną walizkę dopychają kotletami i innym
    żarciem.

    Kontakt na gg czy skeypie owszem mamy większy bo za granicą po pracy
    nie chodzą do kina ani kawiarni więc siedzą w domu i się nudzą
    zaczepiając innych na necie.

    Jest jeszcze temat rozbitych rodzin. W małżeństwach które znam
    więszość nie przetrwała próby i wyjeżdzający na obczyznę w tęsknocie
    za małżonkiem i dziećmi szybko pocieszali się u boku nowych
    partnerów. Ci co przetrwali po prostu nie przyznali się do zdrady
    ale znajomi wiedzą i tylko kwestia czasu kiedy ktos sie wygada.

    Poniżej fragment rozmowy prowadzącego ostatni odcinek "Chwili
    Prawdy" z uczestniczką:
    Chajzer - A córka dlaczego nie przyjechała z Tobą do studia?
    Uczestniczka - Bo pracuje za granicą.
    Chajzer - Co tam robi?
    Uczestniczka - Jest na zasiłku.


  • nonsomabulik 09.05.10, 10:18
    A ja najbardziej na swiecie rozumiem ludzi ktorzy wpadajac tutaj oszczedzaja
    pieniadze na uslugach. Sam jestem czlowiekiem zamoznym, ale i tak kiedy
    mieszkalem za granica i bylem w Polsce, szedlem do mojej ulubionej dentystki
    (znam ja od malego), do mojego lekarza, do mojej fryzjerki. Po pierwsze, jak
    wspomnialem, dobrze ich znam i nie traktuje ich tylko jako wyrobnikow, ale takze
    wpadam zeby sie dowiedziec co u nich, pochwalic sie jak to zajebiscie jest na
    emigracji etc. Druga rzecz, to pieniadze, w stanach uslugi sa kilka razy drozsze
    niz tutaj - oczywiscie mowa o prywatnych lekarzach tu i tu. No wiec tne koszty i
    o ile mam czas w Polsce to uslugi kupuje tutaj - pewnie od takiego sposobu
    myslenia jestem zamozny, jak to mowia, bogactwo wynika z charakteru a nie na odwrot.
  • inka323f 09.05.10, 13:08
    Wszystko zalezy od punktu widzenia i siedzenia.
    W moim przypadku, z subiektywnego punktu widzenia - warto bylo.
    Pod wzgledem zawodowym - nie potrzebowalam zadnych znajomosci tutaj, zeby
    pracowac w zawodze (marketing internetowy) w dobrej firmie. Pracodawca docenia
    moja inicjatywe i inwestuje w moj rozwoj.
    Pod wzgledem osobistym - przez lata bujalam sie szukajac fajnego faceta. Do
    glowy by mi nie przyszlo, ze znajde go na emigracji (ktore planowana byla tylko
    na jakis czas) i wyjde za niego za maz.
    Pod wzgledem rodzinnym - tu nieco gorzej, bo rzadziej widuje rodzicow. Wczesniej
    prawie co tydzien bylam w domu na weekend. Owszem, martwie sie co bedzie, kiedy
    beda na tyle starzy, ze beda potrzebowac opieki, ale podobny problem milabym
    mieszkajac w PL...
    Pod wzgledem znajomych - tutaj tez nieco gorzej, poniewaz brakuje mi przyjaciol.
    Mam znajomych i kolezanki w UK. Spotkam sie z nimi regularnie, ale tubylcy
    (czytaj Anglicy) sa mniej otwarci na blizsze znajomosci. Patrzac z perspektywy w
    PL nie bylo inaczej jesli chodzi o zawieranie nowych znajomsci w doroslym wieku.

    Suma sumarum jestem zadowolona i nie planuje wracac.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka