Dodaj do ulubionych

Emigracja od innej strony: nie mam znajomych

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.07, 17:55
Ostatnio przeglądałam notes z adresami o doszłam do wniosku, ze
emigracja "zabrała" mi znajomych. Jakies 60- 70 % znajomych
wyjechało do Anglii. Nikogo prawie nie ma. Jednocześnie ci ludzie
też "cierpią' towarzysko za granicą, bo nie mają wielu bliskich przy
sobie. Czy zastanawialiscie sie nad tym aspektem emigracji? Praca -
wiadomo, nie ma, to trzeba jej poszukac gdzie indziej. No ale 'nie
samym chlebem człowiek zyje', co z bliskimi, rodziną, przyjaciólmi??
Czy pieniadz jest az tak wazny? Ile mozna pociagnac bez bliskich
osob?
Edytor zaawansowany
  • polam5 05.10.07, 18:09
    Emigracja to nie zawsze tylko pieniadze. To zmiana otoczenia, poznawanie nowych ludzi, srodowiska i ciagle uczenie sie wielu rzeczy. Jesli emigracje potraktuje sie tylko jako koniecznosc zarobku kosztem wszystkiego to bedzie to wygladalo dosc czarno.
  • bazooka_joe 15.10.07, 00:35
    Grunt to nie dać się zwariować na obczyźnie i czynnie uczestniczyć w
    życiu towarzyskim. W przeciwnym wypadku psychiatryk gwarantowany.
    Owszem zostawia się znajomych w kraju ale zawsze można zawrzeć nowe
    znajomości...
    --
    Strona Anielki
  • zagubiona_274 17.01.08, 13:27
    wlasnieci znajomi ,ktorzy pozostali w Polsce o mnie zapomnieli. co z oczu to z
    serca - prosta prawda.nawet nie spytaja czy zyje, a jak przyjezdzam to nie maja
    czasu sie spotkac, bo...cos tam
  • Gość: mr.Smith IP: *.ny325.east.verizon.net 05.10.07, 21:27
    Gość portalu: Kabomba napisał(a):

    > Ostatnio przeglądałam notes z adresami o doszłam do wniosku, ze
    > emigracja "zabrała" mi znajomych.

    w pewnym wieku ludzie dosrastaja i zmieniaja im sie priorytety,
    znajomi owszem sa waznie ale coraz mniej bo rodzina staje na
    pierwszysm planie, pojawiaja sie inni znajomi, itd
    wyjazd w wiekszosci przypadkow (kiedys czy teraz a nawet i w tej
    bliskiej przyszlosci) daje mozliwosc poprawienia bytu sobie i
    rodzinie

    > Jakies 60- 70 % znajomych
    > wyjechało do Anglii. Nikogo prawie nie ma.

    napewno sa, z tym ze to sa ci z ktorymi przedtem nie utrzymywalas
    znajomosci,

    > Jednocześnie ci ludzie
    > też "cierpią' towarzysko za granicą, bo nie mają wielu bliskich
    przy
    > sobie. Czy zastanawialiscie sie nad tym aspektem emigracji?

    poczytaj wyzej, priorytety sie zmieniaja, kasa i rodzina liczy sie
    wiecej, poznaje sie nowych ludzi i jakos sie to kreci,
    a twoje realia sa ograniczone brakiem innych doswiadczen to wszystko

    > Praca -
    > wiadomo, nie ma, to trzeba jej poszukac gdzie indziej. No ale 'nie
    > samym chlebem człowiek zyje', co z bliskimi, rodziną,
    przyjaciólmi??
    > Czy pieniadz jest az tak wazny?

    zapominasz o jednym ludzie maja jedno zycie, i chca je przezyc jak
    najlepiej idealy sa dobre w prawieniu komunalow ale nie w zyciu, w
    zyciu liczy sie konkretny cel i pieniadze ktore pozwola nie tylko
    przezyc jakos ale i zabezpieczyc przyszlosc rodzinie czy dzieciom
    jak mowielm wczesniej w pewnym wieku dorasta sie i zmieniaja sie
    priorytety
    tak pieniadz jest bardzo wazny, i zrozumiesz to jak juz osiagniesz
    pewien status finansowy, narazie nie majac pieniedzy nie wiesz o
    czym mowisz

    > Ile mozna pociagnac bez bliskich osob?

    bliscy sa, tylko droga do nich jest inna czasami dluzsza,
    przyklad, ja z rodzina z niemiec widze sie czesciej niz oni z
    rodzina z Polski (Hanover do Wroclawia) a i oni do mnie i ja do nich
    musze doleciec

    malo tego znam przypadki gdzie rodzina z Polski widuje sie z rodzina
    tez z Polski raz do roku!!! no wiec o czym mowisz bo pewnie sie
    pogubilas w zeznaniach.

    jak wspomnialem wczesniej, twoje realia sa ograniczone brakiem
    doswiadczenia, dlatego zadajesz smieszne pytania

    pozdrowienia z USA
  • maciekqbn 06.10.07, 02:20
    W całej rozciągłości zgadzam się z Mr. Smith. Twoje pytania wynikają
    z prawdopodobnie bardzo młodego Twojego wieku. Załozysz kiedyś
    rodzinę... być może urodzisz dzieci - a wtedy sama się zdziwisz jak
    szybko zmieniły Ci się priorytety.

    Znajomi, imprezki, ... tak... to było fajne, za młodu. Zabawa,
    lekkie życie. Ale nagle stajesz się odpowiedzialna za rodzinę,
    dzieci. a to jest najważniejsze.

    pozdrawiam
  • Gość: AGDA17 IP: 82.160.59.* 08.10.07, 14:09
    ALE ZA TO DZIĘKI TAKIM LUDZIOM JAK TY POZNALIŚMY TE REALIA I
    PAMIĘTAJ NIE MA GŁUPICH PYTAŃ SĄ TYLKO GŁUPIE ODPOWIEDZI.
    POZDROWIENIA Z POLSKI.
  • Gość: witek IP: 207.134.75.* 06.10.07, 19:06
    Szanowna pani,
    Ludzie emigruja, poniewaz nie potrafia sie znalezc spolecznie w
    rzeczywistosci, w ktorej zyja. Do tego zaliczyc trzeba przede
    wszystkim podstawe-czyli to z czego sie zyje, innymi slowy po prostu
    pieniadze, ktore sie zarabia.

    Po pewnym czasie znajomi i przyjaciele przestaja zyc wylacznie
    przyjazniami, zenia sie i maja dzieci a co za tym idzie przechodza
    do innej fazy zycia, podczas gdy ci, ktorzy pozostaja samotni ciagle
    tkwia w tej starej fazie.
    Ludzie posiadajacy rodziny i dzieci zaczynaja myslec inaczej, miec
    inne priorytety i dlatego nie maja juz wspolnego jezyka z tymi,
    ktorzy ciagle jeszcze tkwia w poprzedniej fazie rozwoju. To sie
    oczywiscie poglebia kiedy sie wyjezdza poza kraj, bo do zmiany
    sytuacji osobistej dochodzi takze zmiana miejsca zamieszkania i z
    czasem mentalnosci, na ktora wplywa pobyt w nowym kraju.

    Dlatego ldzie samotni, ktorzy nigdy nie mieli rodziny nie sa w
    stanie nawiazac kontaktu z rowiesnikami, nawet jesli przedtem byli
    to ich nalepsi przyjaciele. Jezeli ci znajmomi poza tym wyjezdzaja
    poza Polske i zyja tam przez pewnien czas, kontakt z rowiesnikiem,
    ktory nie wyjechal z Polski i nie ma rodziny staje sie prawie
    niemozliwy. Rozmawiaja co prawda tym samym jezykiem ale juz w ogole
    sie nie rozumieja i nie wiedza o czym rozmawiac, bo kazdy zyje w
    innej rzeczywistosci i ma inne doswiadczenia.

    Kolejna sprawa, to ze zmiana kraju zamieszkania niesie z soba wiele
    roznych doswiadczen. Jednych pozytywnych innych malo pozytywnych. To
    sie zbiera na pewien bagaz psychologiczny, ktory z czasem kompletnie
    zmienia mentalnosc osoby zamieszkalej poza krajem.

    Jezeli poza krajem mieszka osoba samotna, stara sie w jakis sposob
    utrzymywac kontakt z rodzina i znajomymi, poniewaz to zastepuje im
    najblizsza rodzine ale nawet mimo tej potrzeby w wiekszosci
    przestaja ja interesowac sprawy, ktore zaprzataja zyjacych w kraju
    rodakow. Wspomniec tez trzeba, ze Polacy, w odroznieniu do innych
    nacji BARDZO CZESTO przestaja sie interesowac tymi, ktorzy wyjechali
    i mieszkaja od jakiegos czasu za granica i dotyczy to zarowno
    rodziny, jak i bliskich. No, chyba, ze potrzebuja od nich pomocy lub
    chca byc przez nich sponsorowani, wtedy gwaltownie poszukuja rodziny
    lub kolegow z ktorymi razem chodzili do szkoy podstawowej.

    Mimo to jednak,osoba samotna poza Polska stara sie utrzymywac
    kontakt z rodakami, oczywiscie zdarzaja sie wyjatki. Ja na przyklad
    mialem w Polsce jedynie starego wujka, ktory zreszta umarl kilka
    miesiecy po moim wyjezdzie, cala reszta rodziny byla rozsiana po
    swiecie.

    Wiele razy slyszalem od roznych Polakow zamieszkalych w Ameryce, ze
    przestaja dzwonic do rodziny czy znajomych poniewaz sa w rozny sposob
    ignorowani. A to dzwonia i rodzina w Polsce jest akurat zajeta
    jedzeniem obiadu, wiec mowia,zeby zadzwonic pozniej. Nie zdaja sobie
    sprawy, ze ktos dzwoni zza oceanu (11 tysiecy kilometrow) i nie
    zadzwoni pozniej, bo akurat teraz ma czas. Innym razem rodzina jest
    akurat zajeta rozmowa z kims w domu i mowi, zeby poczekac nie zdajac
    sobie sprawy, ze ten, ktory czeka placi grube pieniadze za to, ze
    ktos tam z Polsce akurat chce sie rozmowic z kims w domu. Takie
    przyklady moglbym mnozyc i przewaznie swiadcza one o glupocie i
    chamstwie rodakow ale na to nie ma niestety zadnej rady i robi sie
    coraz gorzej.

    Sama wiec pani widzi, ze na nature ludzka nie ma rady i mozna
    jedynie sie starac utrzymywac kontakty ale to niestety zalezy
    od dobrej woli i kultury osobistej obu stron.
  • Gość: Staruszek IP: *.dsl.bell.ca 07.10.07, 02:01
    Gość portalu: witek napisał(a):

    > Szanowna pani,
    > Ludzie emigruja, poniewaz nie potrafia sie znalezc spolecznie w
    > rzeczywistosci, w ktorej zyja.

    ........Witek , wszystkie swoje wywody rozlozyles na smietniku juz na poczatku
    swoich wywodow....i to faktycznie jest Twoim mottem !!!!
  • zpustynii 07.10.07, 03:58
    Jako demented staruszek nie wiesz, ze w sprawy spoleczne wliczone sa
    nie tylko stosunki miedzyludzkie ale i forsa, bo powstaje ona w
    wyniku ukladu spolecznego?
    Witek wie co pisze, jak zawsze zreszta, troche to robi staromodnie
    ale zawsze ma sens.

    Nie wiedzialem, ze ksiazece polskie rodziny w wiekszosci mieszkaja
    za granica. Ci, co w Polsce zostali w kazdym razie do niczego sie
    nie nadaja.


  • Gość: Staruszek IP: *.dsl.bell.ca 07.10.07, 22:54
    zpustynii napisał:
    > Witek wie co pisze, jak zawsze zreszta, troche to robi staromodnie
    > ale zawsze ma sens.
    ......Emigracja to wyzwanie , to nie jest pochopna decyzja dla wielu , zmagania
    rodzinne , jezykowe , spoleczne ...nie kazdy moze to przejsc , wiec tylko
    odwazni i zdecydowani na zmagania z przeciwnosciami wyjda z tego z podwojnym
    sukcesem .
    Nie wnikam w glebie tresci witkowego watku , ale poczatek wprowadzil mnie na
    tory , z ktorych nie ma wyjscia , okreslil rowniez i tych , ktorzy zdybywaja
    ostrogi na ojczyznianej ziemi z widocznym sukcesem .
  • zpustynii 08.10.07, 05:23
    > ......Emigracja to wyzwanie, to nie jest pochopna decyzja dla
    wielu, zmagania rodzinne, jezykowe, spoleczne ...nie kazdy moze to
    przejsc, wiec tylko odwazni i zdecydowani na zmagania z
    przeciwnosciami wyjda z tego z podwojnym sukcesem ?<

    Moj Boze az mi sie ciezko zrobilo, jak to czytam.

    Gdzies ty sie tak strasznie zmagal chlopie???
    Jakie miales zmagania rodzinne?

    Ja przyjechalem na przyklad sam do USA i z nikim sie nie zmagalem.
    Mam jedna siostre, ktora tez mieszka w USA i ona takze nie chciala
    sie ze mna zmagac. Rodzine zalozylem sobie juz tutaj i moja zona
    jest tutaj urodzona Polka. I tez zadnych zmagan z nia nie mam.

    Zmagania jezykowe?
    No, trzeba miec troche wyobrazni i uczyc sie jezykow. Jak sie
    biedaku zaczales uczyc jezyka dopiero w tej kanadzie w wieku 40 lat
    to na pewno bylo to trudne ale kto jest temu winien? Ja na przyklad
    juz znalem dosc dobrze angielski, kiedy wyladowalem w USA.
    Znowu sie nie zmagalem, zdalem swoj TOEFL i poszedlem na uczelnie.

    Zmagania spoleczczne?
    A co ty z Afryki przyjechales, ze sie musiales zmagac? Nie chcieli
    ci zaaprobowac twojej sukienki, w ktorej paradowales do kosciola?
    Jakie miales zmagania socjalne? Forsy nie miales? Nie tylko
    emigranci nie maja forsy, miejscowi takze. To czesc nie zmagan i
    nieszczesc emigranckich ale zwykla kolej rzeczy w zyciu kazdego
    czlowieka. Nie masz co plakac.

    Ja na przyklad przez cale dwa lata studiow na Cal Tech pracowalem na
    budowie i wyszlo mi to tylko na dobre, bo na 3cim roku juz zaczalem
    swoj business.

    >wiec tylko odwazni i zdecydowani na zmagania z przeciwnosciami
    wyjda z tego z podwojnym sukcesem?<

    Czy ja wiem. Nie trzeba byc specjalnie odwaznym, bo do czego? Zeby
    kupic sobie bilet? Jak sie ma 20 lat, to odwage zastepuje brak
    wyobrazni i pragnienie poznania nowego. A czlowiek w tym okresie
    zycia potrafi sie szybko zaadoptowac wiec i specjalnie sie nie
    zmaga.
    Za pozno staruszek wyemigrowales. A jak sie ma 40 lat i emigruje
    dobrowolnie to znaczy ,ze sie jest przesladowanym w kraju, z ktorego
    sie wyjezdza albo sie jest skonczonym durniem bez wyobrazni. Bo
    przeciez wiadomo, ze aby wrosnac w nowe spoleczenstwo trzeba
    przynajmniej przezyc w nim 10 lat. Osoba 40-letnia nie bedzie juz
    miala czasu na rozwiniecie skrzydel profesjonalnie i nie mam tu na
    mysli striptiserki ale na przyklad inzyniera.
    Chyba, ze zrobi to co zrobil ratpole (soup.nazi) zakopie sie na
    reszte zycia w dziurze, gdzie diabel mowi dobranoc i gdzie normalni
    ludzie nie chca mieszkac.
  • ratpole 08.10.07, 06:27
    zpustynii napisał:

    > Chyba, ze zrobi to co zrobil ratpole (soup.nazi) zakopie sie na
    > reszte zycia w dziurze, gdzie diabel mowi dobranoc i gdzie normalni
    > ludzie nie chca mieszkac.

    Ta dziura to przypadkiem nie na srodku Nevada Desert?
    Ty stary durniu. Do Ameryki przyjechales majac 20 lat, ale spedziles w niej juz
    kolejne 50 i teraz pieprzycie se tak do spolki z Alzheimerem

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • zpustynii 08.10.07, 07:39
    >Ty stary durniu. Do Ameryki przyjechales majac 20 lat<

    Mylisz sie, do USA przyjechalem majac nieco wiecej lat niz 20 i
    mialem juz dyplom bardzo dobrej, polskiej politechniki. Mam obecnie
    49 lat, wiec nie mieszkam w USA nawet 30 lat a gdzie mi tam do 50-
    ciu.

    >Ta dziura to przypadkiem nie na srodku Nevada Desert?<

    Oj chcialbys mieszkac w takiej dziurze w jakiej ja mieszkam, nad
    Tahoe.
  • zpustynii 08.10.07, 07:52
    Ratpole, nie musisz wystepowac pod nickiem Staruszek i tak wiemy ze
    jestes demented old full.
  • ratpole 08.10.07, 08:03
    zpustynii napisał:

    > Ratpole, nie musisz wystepowac pod nickiem Staruszek i tak wiemy ze
    > jestes demented old full.

    Congrats on your amazing though somewhat funny knowledge of English you old FULL
    LIGHT hehe


    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • zpustynii 08.10.07, 08:30
    Ciesze sie, ze chociaz znasz troche angielski, taki malutki
    sprawdzian. Full light nie lubie, nie pijam piwa. Acha, doopa tez
    czasami pisze na odwrot niz trzeba.
  • ratpole 08.10.07, 09:03
    zpustynii napisał:

    > Ciesze sie, ze chociaz znasz troche angielski, taki malutki
    > sprawdzian. Full light nie lubie, nie pijam piwa. Acha, doopa tez

    Aha, po polsku tez dupa?
    A chociaz tabliczke mnozenia opanowales w tym OHP, nizinier?
    Czego sie u ciebie nie tknac to sie sypie, nizinier, jak piach przez palce na
    pustyni
  • norma_baker 08.10.07, 19:32
    Nie jest z nim az tak najgorzej, wierz mi.
    A jak tam pogoda w Kanadzie? Pada juz snieg?
  • ratpole 08.10.07, 19:47
    norma_baker napisał:

    > Nie jest z nim az tak najgorzej, wierz mi.
    > A jak tam pogoda w Kanadzie? Pada juz snieg?

    Taaa, dzisiaj 30 stopni hehe
    Nie moge sie polapac ktory z was jest ktory. Zacznijmy od ciebie: ty jestes byly
    robinhood ktory pisywal ze soba jako kasia_strzykawka, right? Lubisz zakladac
    rajstopy i biustonosz?

    Pomalu jakos rozplatamy to wasze klebowisko wezy, glizd i peezd

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • Gość: witek IP: 207.134.94.* 08.10.07, 20:10
    Gdzie ty masz w Kanadzie te 30 stopni???? Moze masz goraczke?

    W calej kanadzie zimno jest dzisiaj i tyle.

    A jezyk to ty masz, nie ma co. Gdzie cie wychowywali, ze sie nie
    potrafisz zachowac? A moze to stress psychiczny?
  • ratpole 08.10.07, 20:17
    Gość portalu: witek napisał(a):

    > W calej kanadzie zimno jest dzisiaj i tyle.

    Kanada to duzy kraj. Jesli jestes w Yellowknife to moze tam byc zimno

    > A jezyk to ty masz, nie ma co. Gdzie cie wychowywali, ze sie nie
    > potrafisz zachowac? A moze to stress psychiczny?

    Mamo, to stress wynikajacy z kontaktow z przyglupami, nie bij!

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • Gość: mr.Smith IP: *.ny325.east.verizon.net 08.10.07, 16:16
    zpustynii napisał:

    > > ......Emigracja to wyzwanie, to nie jest pochopna decyzja dla
    > wielu, zmagania rodzinne, jezykowe, spoleczne ...nie kazdy moze to
    > przejsc, wiec tylko odwazni i zdecydowani na zmagania z
    > przeciwnosciami wyjda z tego z podwojnym sukcesem ?<
    >
    > Moj Boze az mi sie ciezko zrobilo, jak to czytam.

    sluchaj nie musisz byc az tak sarkastyczny, ale to tylko moje
    skromne zdanie

    > Gdzies ty sie tak strasznie zmagal chlopie???
    > Jakie miales zmagania rodzinne?

    kazdy podchodzi do swych decyzji inaczej, jest to napewno wielkie
    wyzwanie jesli sie wyjezdza z kraju w ktorym wszystkiego uczy sie od
    dziecinstwa i masz pomoc w rodzinie i znajomych a jedziesz w miejsce
    gdzie wszystkiego musisz sie uczyc od nowa. i nie ma to zadnego
    znaczenia w jakim wieku sie wyjezdza

    > Ja przyjechalem na przyklad sam do USA i z nikim sie nie zmagalem.
    > Mam jedna siostre, ktora tez mieszka w USA i ona takze nie chciala
    > sie ze mna zmagac. Rodzine zalozylem sobie juz tutaj i moja zona
    > jest tutaj urodzona Polka. I tez zadnych zmagan z nia nie mam.

    wiec wyjechalismy w podobnym wieku z tym ze ja przyjechalem do USA z
    rodzina i malym dzieckiem, a wiec i moja droga byla inna niz twoja
    mimo podobnego wieku, ja nie mowie ze sie zmagalem z kims/czyms, ale
    poczatki wszedzie sa trudne, kazdy ma inny (czyt swoj sposob)
    borykania sie z codziennymi problemami oraz kazdy wytycza sobie SWOJ
    cel ktory moze byc zupelnie inny niz twoj (np)
    byc moze nasz przedmowca dobral slowa ktore maja troche inne
    znaczenie dla ciebie i dla niego, pamietaj slowa i ich znaczenie
    ewoluuje czasami.

    > Zmagania jezykowe?
    > No, trzeba miec troche wyobrazni i uczyc sie jezykow. Jak sie
    > biedaku zaczales uczyc jezyka dopiero w tej kanadzie w wieku 40
    lat
    > to na pewno bylo to trudne ale kto jest temu winien? Ja na
    przyklad
    > juz znalem dosc dobrze angielski, kiedy wyladowalem w USA.
    > Znowu sie nie zmagalem, zdalem swoj TOEFL i poszedlem na uczelnie.

    jak powiedzialem wczesniej, nie kazdy mial mozliwosci uczenia sie
    angielskiego w dziecinstwie, ja mialem np niemiecki w szkolach w
    czasie studiow moje lenistwo (przyznaje to) napewno pomoglo w
    nienauczeniu sie angielskiego w Polsce, za to poszlo mi to bardzo
    szybko po przyjezdzie i skonczylem tutaj studia tak samo jak wielu z
    nas. nie ma sie co licytowac komu sie lepiej powodzi bo to bzdura

    i teraz jedna wazna rzecz jesli byles w USA po przyjezdzie legalnie,
    przepisy szkolne (oparte na prawie) NIE WYMAGAJA OD CIEBIE zdawania
    TOEFLa aby studiowac na jakiejkolwiek uczelni, bo ty nie
    jestes "Foreigner" ale tubylec nawet jesli masz tylko zielona karte,
    wiec moze nas oswiecisz jak to bylo?

    > Zmagania spoleczczne?
    > A co ty z Afryki przyjechales, ze sie musiales zmagac? Nie chcieli
    > ci zaaprobowac twojej sukienki, w ktorej paradowales do kosciola?
    > Jakie miales zmagania socjalne? Forsy nie miales? Nie tylko
    > emigranci nie maja forsy, miejscowi takze. To czesc nie zmagan i
    > nieszczesc emigranckich ale zwykla kolej rzeczy w zyciu kazdego
    > czlowieka. Nie masz co plakac.

    czlowieku nie rznij glupa, Polska 20 lat temu byla zupelnie innym
    krajem jak jest dzis, Polska tez byla bardzo daleko z tylu za
    zachodem, wiec ludzie potrzebowali czasu aby sie zaadoptowac z nowej
    sytuacji w ktorej sie znalezli, i nawet jesli sytuacja pozwalala im
    na lzejsze zycie musieli sie w niej znalezc
    kazdy jakos zaczyna i kazdy z nas inaczej reaguje na bodzce to
    wlasnie czyni nas ludzmi nie robotami
    i tak napewno sa to zmagania z zapewnieniem sobie odpowiedniej
    sytuacji materialnej, bo przeciez o to chodzi czyz nie?

    > Ja na przyklad przez cale dwa lata studiow na Cal Tech pracowalem
    na
    > budowie i wyszlo mi to tylko na dobre, bo na 3cim roku juz
    zaczalem
    > swoj business.

    i chwala ci za to ze byles tak przebojowy i pomyslowy, mozesz z nami
    sie podzielic jak udalo sie tobie zaplacic (i dostac) na CT?
    dzisiaj czesne to okolo $31,000 rocznie, a wiec nie jest to tania
    uczelnia (i wtedy tez nia nie byla)

    www.gradoffice.caltech.edu/images/estimatedbudget.pdf
    > >wiec tylko odwazni i zdecydowani na zmagania z przeciwnosciami
    > wyjda z tego z podwojnym sukcesem?<
    >
    > Czy ja wiem. Nie trzeba byc specjalnie odwaznym, bo do czego? Zeby
    > kupic sobie bilet? Jak sie ma 20 lat, to odwage zastepuje brak
    > wyobrazni i pragnienie poznania nowego. A czlowiek w tym okresie
    > zycia potrafi sie szybko zaadoptowac wiec i specjalnie sie nie
    > zmaga.

    woow, napewno trzeba byc odwaznym aby zmienic diametralnie swoje
    zycie, kazdemu z nas tej odwagi nie brakowalo, ale nie mow mi ze to
    jest bezproblemowe. no ale jak widze u ciebie brak wyobrazni
    zastapila odwaga.
    kazdy czlowiek potrafi sie zaadoptowac nawet do najgorszych warunkow
    jesli trzeba, zaadoptowanie lepszych warunkow jest duzo latwiejsze.

    > Za pozno staruszek wyemigrowales. A jak sie ma 40 lat i emigruje
    > dobrowolnie to znaczy ,ze sie jest przesladowanym w kraju, z
    ktorego
    > sie wyjezdza albo sie jest skonczonym durniem bez wyobrazni.

    no popatrz wiesz ile osob obraziles na swiecie? nie masz nawet
    wyobrazenia o tym, kazdy chce zyc lepiej i wiek nie ma zybt
    wielkiego znaczenia w momencie podejmowania decyzji, bo czasami
    decyzje podejmuje sie DLA DZIECI, aby to one mialy lepsze zycie od
    nas rodzicow. zupelnie nie podzielam twojego zdania wydaje mi sie ze
    jestes bardzo arogancki

    > Bo
    > przeciez wiadomo, ze aby wrosnac w nowe spoleczenstwo trzeba
    > przynajmniej przezyc w nim 10 lat. Osoba 40-letnia nie bedzie juz
    > miala czasu na rozwiniecie skrzydel profesjonalnie i nie mam tu na
    > mysli striptiserki ale na przyklad inzyniera.

    ten czas adaptacji to pojecie wzgledne, jednym potrzeba mniej innym
    wiecej czasu, to zalezy od osobowosci nic wiecej
    cos mi sie wydaje ze masz jakies kompleksy mowiac o tym wrastaniu w
    spoleczenstwo, czyzby jednak ten angielski?
    jest mi trudno uwierzyc w twoje studiowanie w USA, choc byc moze
    skonczyles studia w Polsce, i to powoduje ta twoja arogancje bo
    tobie sie wydaje ze jestes madrzejszy od innych

    > Chyba, ze zrobi to co zrobil ratpole (soup.nazi) zakopie sie na
    > reszte zycia w dziurze, gdzie diabel mowi dobranoc i gdzie
    normalni
    > ludzie nie chca mieszkac.

    widzisz tu wychodzi z ciebie typowy polaczek, myslacy ze tylko jego
    droga i myslenie jest najlepsze i najwspanialsze, i oczywiscie
    jedyne.
    dla mnie nie wazne jest co kto robi i gdzie mieszka to jest bardzo
    personalna decyzja i preferencja i jesli danej osobie jest z tym
    dobrze to jest to wlasnie jego osobisty sukces.

    BTW lubie czytac soup.nazi a texty ratpola sa duzo lepsze od twoich
  • Gość: Staruszek IP: *.dsl.bell.ca 08.10.07, 21:39
    zpustynii napisał:
    > Moj Boze az mi sie ciezko zrobilo, jak to czytam.
    > Gdzies ty sie tak strasznie zmagal chlopie???
    > Jakie miales zmagania rodzinne?
    > Ja przyjechalem na przyklad sam do USA i z nikim sie nie zmagalem.
    > Mam jedna siostre, ktora tez mieszka w USA i ona takze nie chciala
    > sie ze mna zmagac. Rodzine zalozylem sobie juz tutaj i moja zona
    > jest tutaj urodzona Polka. I tez zadnych zmagan z nia nie mam...etc

    .....Takie "jestestwo" nie ma zadnego klucza do dialogu ....bo ja zrobilem , ja
    wynalazlem , ja sie obnazylem ....jest smiechu warte ,jest to pustoslowie i
    ciagnie snobizmem !!!
    Na brak wyobrazni nie mozna Cie posadzic , ale ta wyobraznia Cie okropnie
    zawodzi w stycznosci z realiami , znalem juz takich znawcow i ekspertow , ktorym
    trzeba bylo tlumaczyc dokumenty na jezyk angielski i ich samych realistycznie
    ustawiac w nowym otoczeniu , nie wiek gral w tym role , choc ma to znaczenie
    zasadnicze , ale pyszalkowatosc i obludne spojrzenia wokol siebie .
    Nie nauczyli sie tez szacunku dla innych nawet po ciezkich przezyciach i
    doswiadczeniach zawodowych np: na budowach i przy kopaniu dolow pod
    kanalizacje....co nie jest zadna ujma pracy !!!
    Zachwyt zaliczenia jakiegos kursu przeradzal sie w ich oczarowanie , kiedy
    stworzyla sie szansa wpisania tegoz "kursu" w posredniaku pracy jako
    kwalifikacja , ale z dziwacznych powodow nie dala szansy na zatrudnienie .
    Jaka tez wielka szkoda . ze brak bylo tych afrykanskich doswiadczen , ktore
    murzynowi jakos dawalo miejsce pracy a wielu innym mlodym szalencom z dyplomami
    nie otwarlo nawet sciezki zadowolenia i satysfakcji w podjeci pracy w
    oczekiwanym zawodzie, czyzby zmagania jezykowe , a moze przynaleznosc do
    etnicznej grupy sprawilo pewne utrudnienie......:o)
    Coz wiec z tego , ze tej spolecznej akceptacji jaka sie wynioslo na mlodych
    skrzydlach nie mozna przelac w jaskrawe swiatlo zycia emigranta , czy z tego
    powodu nalezy plakac ......nie , to trzeba wysmiac i skorygowac .
    Trzeba byc odwaznym , zeby stanac na drodze zycia w pelni przekonanym , ze nie
    tylko ja mam przeswiadczenie o ulomnosci ludzkiej , bo dla wielu brak tego
    afrykanskiego doswiadczenia , odwagi i jasnego spojrzenia na otoczenie nie bylo
    dane na talerzu , nie bylo siostrzanej lub braterskiej duszy , mimo , ze tez
    zwalczala zmagania swoich przeciwnosci .....nie wiem , moze losowych .
    Emigracja to jest ogromne wyzwanie dla osob starszych , ale nie spotkalem sie
    jeszcze z mlodym osobnikiem , ktory by jasno stwierdzil , ze mu kasza manna z
    nieba leciala na emigracji , chyba , ze ktos ma rodzinne koligacje i pierwsze
    wskazowki moga sie okazac zbawienne na nowej drodze w nowym otoczeniu .
    Zaluje rowniez , ze edukacja w nowym otoczeniu nie wzbogacila wielu w wieksza
    skromnosc i glebsza skrupulatnosc w ocenach innych bo to rowniez swiadczy o nich
    samych i snobistycznym podejsciu do zycia , ktore moze sie okazac nieco
    skrzywione w przyszlosci .
  • zpustynii 08.10.07, 23:54
    Naprawde nie musisz.
    Jezeli przyjechales to Kanady w wieku 40 lat to twoja sprawa i
    bardzo sie nacierpiales, to tez twoja sprawa. Kazdy cos tam
    przeszedl i to wcale nie powinno byc mottem jego wspolczesnego zycia
    w Ameryce dla ciebie jest, bo jestes masochista eogcentrykiem,
    zyjacym na zdupiu i dlatego wszystko ci sie poteguje.
    Nie mysle tez zebys mial rodzine, bo na to jestes zbyt stetryczaly.
    Jestes pewnie rozwiedziony.

    Ja moze intelektualista nie jestem ale za to znam swoj fach i to od
    podszewki, nie musze sie dowartosciowywac. Mam tez rodzine, wielu
    przyjaciol i znajomych czego widac tobie bardzo brakuje, bo jedynym
    miejscem gdzie wymieniasz poglady a zwlaszcza wylewasz zolc jest to
    forum. Zastepuje ci rodzine???

    I przestan tu wypisywac te swoje flaki z olejem, bo zygac sie chce.
    Napisz nam jeszcze, ze zycie je w ogole trudne, bo tego to juz na
    pewno nie wiemy.

    A do tego pana Smitha czy innego wcielenia ratpola... ponad 20 lat
    temu trzeba bylo zdawac TOEFL jesli sie chcialo dostac na dobra
    amerykanska uczelnie i nie posiadalo sie dyplomu ukonczenia
    amerykanskiej szkoly sredniej.
    Co innego do community college tam moze nie trzeba miec takiego
    egzaminu. Kazdy stan daje pozyczke na studia, z dogodnymi splatami.
    Trzeba jednak o nia wystapic. Zeby jednak cie przyjeli na dobra
    uczelnie musisz miec wysokie noty. Nic poza tym. To cala filozofia i
    tajemnica mojego pobytu na Cal Tech. Zreszta pewnie nie tylko mojego
    pobytu, bo podczas studiow spotkalem tam dwoch innych Polakow rownie
    zdeterminowanych co ja.
  • zpustynii 09.10.07, 00:07
    Emigracja, to twoj wlasny wybor nie musisz robic z siebie
    meczennika, nikogo to nie interesuje, bo kazdy ma swoje przejscia
    takie czy inne. Czy ty uwazasz, ze jestes pepkiem swiata i tylko ty
    masz jakies doswiadczenia a inni nie?

    Nie widze tez powodu aby tu sie wyplakiwac, ze cos mi w zyciu nie
    wyszlo kiedys. Jak kazdemu raz mi wychodzilo a raz nie. Nie robie
    jednak z tego filozofii zyciowej a z siebie meczenniaka.

    Jak sobie spieprzyles zycie, bo sie do niczego nie nadajesz to twoja
    sprawa ale nie mysl, ze ludzi to specjalnie interesuje. Trzeba bylo
    siedziec w Polsce za piecem, latwiej by ci bylo.

    Nie jestem snobem, do Ameryki przyjechalem dosc dawno i z
    perspektywy czasu widze, ze caly proces aklimatyzacji do zycia i
    pracy w USA przeszedl w moim przypadku dosc spokojnie. Mialem takie
    same klopoty, jakie mialbym pewnie w kazdym innym kraju, w ktorym
    bym zyl. Na czym polega wiec ten moj snobizm, ze nie plakalem i
    meczylem sie?

    A swoja droga z jakiej zabitej dziury ty przyjechales, ze taka
    straszna roznice zobaczyles miedzy Polska a Ameryka???
    W moim przypadku spedzilem dwa lata przed przyjazdem do USA w
    zachodniej Europie, a i przedtem bywalem za granica wiec nowoczesne
    smaochody i supermarkety nie robily na mnie piorunujacego wrazenia.





  • Gość: Staruszek IP: *.dsl.bell.ca 09.10.07, 02:07
    Wylewny jestes mlodziencze , ale cos Cie gnebi , cos Cie dreczy , szukasz w
    innych przymierza do swoich niejasno formulowanych bolow , tak , mam racje , cos
    Cie boli !!!!!
    Zauwazylem , ze juz innym przypisujesz moja odpowiedz , badz szczery wobec
    siebie samego a zaufanie samo bedzie Twoim swiadkiem , brzmi to jak kazanie ,
    ale nie moge uzyc innych okreslen bo zaczniesz pozostale osoby z tego forum
    posadzac o......frywolnosc wobec siebie czyli ciebie z Cal-cuta Tech.....:o)
  • Gość: mr.Smith IP: *.nycmny.fios.verizon.net 09.10.07, 04:22
    zpustynii napisał:

    > Naprawde nie musisz.
    > Jezeli przyjechales to Kanady w wieku 40 lat to twoja sprawa i
    > bardzo sie nacierpiales, to tez twoja sprawa. Kazdy cos tam
    > przeszedl i to wcale nie powinno byc mottem jego wspolczesnego
    zycia
    > w Ameryce dla ciebie jest, bo jestes masochista eogcentrykiem,
    > zyjacym na zdupiu i dlatego wszystko ci sie poteguje.
    > Nie mysle tez zebys mial rodzine, bo na to jestes zbyt
    stetryczaly.
    > Jestes pewnie rozwiedziony.

    poniewaz to nie do mnie stwierdze tylko
    wooow ales ty swietnym psychoanalitykiem jestes, wiecej komentowac
    nie bede bo sam sie osmieszyles wystarczajaco

    > Ja moze intelektualista nie jestem

    tu sie zgodze z toba, dodam tylko ze napewno nie jestes
    intelektualista
    a teraz poczytaj sobie definicje intelektualisty, zaskoczy cie to
    bardzo czego nie wiesz

    > ale za to znam swoj fach i to od
    > podszewki, nie musze sie dowartosciowywac.

    z tego sie ciesze ze cos potrafisz, choc nie mozna byc do konca
    pewnym ze sie wszystko potrafi

    > Mam tez rodzine, wielu
    > przyjaciol i znajomych czego widac tobie bardzo brakuje, bo
    jedynym
    > miejscem gdzie wymieniasz poglady a zwlaszcza wylewasz zolc jest
    to
    > forum. Zastepuje ci rodzine???

    nie musze tutaj stawac w obronie tych ktorym odpowiadasz ale wydaje
    mi sie ze twoich wpisow jest bardzo duzo wiec moze to ty masz tutaj
    taka przyszywana rodzine? mowisz jaka jest taka jest ale jest czyz
    nie?

    > I przestan tu wypisywac te swoje flaki z olejem, bo zygac sie
    chce.
    > Napisz nam jeszcze, ze zycie je w ogole trudne, bo tego to juz na
    > pewno nie wiemy.

    tu wyszedl z ciebie intelekt?

    no tu ponizej do mnie wiec:

    > A do tego pana Smitha czy innego wcielenia ratpola

    jakbys byl choc troche inteligetny to moglbys popatrzec na IP i
    wiedzialbys ze pisujemy z roznych miejsc, byc moze dla ciebie to
    zbyt trudne?
    nie jestem zadnym wcieleniem nikogo, Smith to moje nazwisko

    > ... ponad 20 lat
    > temu trzeba bylo zdawac TOEFL jesli sie chcialo dostac na dobra
    > amerykanska uczelnie i nie posiadalo sie dyplomu ukonczenia
    > amerykanskiej szkoly sredniej.

    no to moze powiedzmy sobie tak, jesli zdawales TOEFL to nie miales
    papierow w USA, jesli je miales to nie musiales zdawac, nie wiedzac
    tego kwalifikujesz sie na klamce
    skad to wiem? ano w 2000 roku zaczalem studia w USA(NYC a pozniej
    Boston) i stad ta moja wiedza

    The TOEFL Test - Test of English as a Foreign Language
    jest to test ktory sprawdza znajomosc jezyka OBCOKRAJOWCA ktory chce
    studiowac w USA, nie jest on testem akademickim, po zdaniu TOEFLa
    trzeba na uczelni (kazdej) zdac tzw "placement test", ktory da
    uczelni mozliwosc ocenienia twoich jezykowych mozliwosci (uczniowe
    HS podlegaja innym procedurom).

    > Co innego do community college tam moze nie trzeba miec takiego
    > egzaminu.

    kazda szkola w USA podlega BoE, i kazda musi przestrzegac tych
    samych standardow, nie tylko CC ale i CalTech oraz inne
    wiec przestan zmyslac bo nie wiesz o czym mowisz

    > Kazdy stan daje pozyczke na studia, z dogodnymi splatami.

    nastepna bzdura, jest PEL Grant oraz TAP
    www.ifap.ed.gov/fregisters/FR04132005.html
    www.tapweb.org/totw/
    sa tez inne (np perkins, stanford itd ale sprawdz jak sie je
    dostaje)
    ale aby je dostac trzeba udokumentowac zarobki i spelniac warunki
    cos slyszales ale nie do konca wiesz gdzie dzwonia

    > Trzeba jednak o nia wystapic.

    o kazda pomoc trzeba wystepowac

    > Zeby jednak cie przyjeli na dobra
    > uczelnie musisz miec wysokie noty. Nic poza tym.

    co to sa te wysokie noty? i gdzie mozna je dostac? jesli mowisz ze
    nie konczyles HS w USA to co uznali twoje piatki z Polski? wynik
    TOEFLa nie liczy sie w tym. facet przestac konfabulowac bo sie
    osmieszasz

    uczelnie tutaj sa platne i jesli masz ukonczone studia gdziekolwiek
    na swiecie, skladasz w uczelni swoj przetlumaczony dyplom i
    tlumaczenie przedmiotow, i szkola uznaje iles tam kredytow, reszte
    trzeba dorobic aby zostac rezydentem uczelni co pozwoli uczelni
    wydac tobie dyplom, tak wiec magisterka z Polski w USA nadaje sie
    prawie na ukonczenie BA/BS potrzeba jest tylko miedzy 32-35 kredytow
    aby szkola dala tobie dyplom z BA/BS (w zaleznosci od kierunku),
    pozniej tylko nastepne 32(master)-52(mba) kredytow i masz master
    nic poza tym, tutaj system jest jasny i nie trzeba kombinowac i
    klamac

    > To cala filozofia i tajemnica mojego pobytu na Cal Tech.

    tu mamy maly problem, o ile moze zwiedziles ten budynek o tyle z
    uczeniem sie tam to masz malo wspolnego po tym co tutaj napisales

    > Zreszta pewnie nie tylko mojego
    > pobytu, bo podczas studiow spotkalem tam dwoch innych Polakow
    rownie
    > zdeterminowanych co ja.

    napewno Polacy studiuja w roznych miejscach mam duze watpliwosci ze
    byles to ty
  • zpustynii 09.10.07, 07:02
    A to mi sie dopiero filozof cierpietnik znalazl.

    Zaczynam miec watpliwosci, ze w ogole mieszkam w USA.
    Moze ty staruszek udowodnisz mi, ze nie mieszkam, skoro tak wszystko
    wiesz. Wiesz zreszta absolutnie wszystko.

    Ja studia podjalem w USA w 1983 roku. Zdalem TOEFL i zadnego
    placement test nie zdawalem. Nie wymagano ode mnie, Zrobilem tak jak
    mi powiedziala moja siostra, bo akurat sama konczyla studia.
    Pozyczke dostalem i to dosc szybko a przepracowalem przedtem w USA
    kilka miesiecy, na budowie wlasnie.

    Pewnie zapomnieli sie ciebie spytac jaka powinna byc procedura.
    Gdyby sie spytali pewnie objasnilbys im dokladnie co i jak powinni
    odem nie wymagac.

    Mnie przyjeto na uczelnie jako tzw. advanced standing, czyli osobe,
    ktora ma juz pewne nauki, i wtedy patrza na stopnie, patrza i to
    dobrze patrza.
    Co ty studiowales nie wiem i nie interesuje mnie. Z twojego pisania
    wynika jednak, ze byl to kierunek po ktorym miales tyle "ciezkich"
    przejsc. Zal mi cie bidoku. Zgorzkniales i zrobiles sie rownie
    kwasny jak raptole, ktory takze ma ciezkie zycie na zadupiu
    kanadyjskim. Moze wy bracia?

    >jakbys byl choc troche inteligetny to moglbys popatrzec na IP i
    wiedzialbys ze pisujemy z roznych miejsc, byc moze dla ciebie to
    zbyt trudne?<

    Bardzo trudne. A ty jakbys byl troche madrzejszy to wiedzialbys, ze
    mozna manipulowac IP dowolnie, trzeba tylko wiedziec jak. Nie bede
    ci tu dawal lekcji w tym wzgledzie zapytaj ratpola on jest podobno
    programista.
    Moge cie tez skontaktowac z moim synem, ktory ma problemy w spelling
    ale za to jest natchnietym programista amatorem chociaz ma dopiero
    15 lat wie dobrze jak zmienic sobie IP na takie z Brazylii albo z
    Poludniowej Afryki.

  • ratpole 09.10.07, 11:05
    zpustynii napisał:

    > Zaczynam miec watpliwosci, ze w ogole mieszkam w USA.

    Pogadaj z magistrem koniem, niżynier. Moze go zainteresuje twoja spowiedz.

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • Gość: Staruszek IP: *.dsl.bell.ca 09.10.07, 22:37
    "Trudno ulzyc obciazonym dziedzicznie "

    W wielkim marszu emigracyjnym zapomniales o doksztalcaniu wewnetrznym i
    podnoszeniu swoich kwalifikacji , bo jak Ci wiadomo TOEFL nie jest zadna
    wykladnia znajomosci angielskiego , Cal-cuta Tech. tez tego nie dala Ci ,
    zauwazam , ze obludnie sie przechwalasz atakujac innych bezpodstawnie i tym
    ukierunkowales opinie o sobie !!!
    Dziedzictwo masz bardzo smutne , zrzuc te obciazenia i pozwol sobie na luz !!!!!
  • Gość: mr.Smith IP: *.nycmny.fios.verizon.net 11.10.07, 01:22
    zpustynii napisał:


    > Ja studia podjalem w USA w 1983 roku. Zdalem TOEFL i zadnego
    > placement test nie zdawalem. Nie wymagano ode mnie, Zrobilem tak
    jak
    > mi powiedziala moja siostra, bo akurat sama konczyla studia.
    > Pozyczke dostalem i to dosc szybko a przepracowalem przedtem w USA
    > kilka miesiecy, na budowie wlasnie.

    widzisz jak latwo zlapac cie na klamstwie, ja specialnie podalem
    date o 10 lat pozniejsza chcialem zobaczyc co napiszesz no i popatrz
    jak latwo sie dales wrobic
    tak naprawde zaczalem studia w 1990 roku, przepisy byly te same od
    lat to nie Polska aby sie zmienialy co kilka lat

    siostra tobie powiedziala i polazles zdac TOEFLa,
    widzisz kazdy kto zaplaci moze pojsc i zdawac ten examin, on nie ma
    jednak znaczenia bo jesli jestes obywatelem USA lub obywatelem
    innego kraju posiadajacym pobyt staly i mozesz udokumentowac to tzw
    zielona karta nie musisz zdawac tego examinu

    jesli nie zdawales tu w USA SAT bo nie konczyles szkoly sredniej ale
    posiadasz dyplom uniwersytecki z innego kraju mozesz isc na uczelnie
    i studiowac przedtem jednak musisz udowodnic ze znasz angielski,
    jednym z tzw "requirements" jest jezyk angielski/literatura kazda
    uczelnia go wymaga wiec koles przemysl swoja historie i przestan
    wciskac kit. nie chce mi sie wiecej tlumaczyc bo to jest bez sensu


    > Mnie przyjeto na uczelnie jako tzw. advanced standing, czyli
    osobe,
    > ktora ma juz pewne nauki, i wtedy patrza na stopnie, patrza i to
    > dobrze patrza.

    facet jak mowilem przemysl jeszcze raz zanim zaczniesz wpadac w
    coraz wieksze klamstwa

    > Co ty studiowales nie wiem i nie interesuje mnie. Z twojego
    pisania
    > wynika jednak, ze byl to kierunek po ktorym miales tyle "ciezkich"
    > przejsc.

    ukonczylem studia inzynieryjne i zarzadzanie, bylo to wtedy bardzo
    popularne i mysle ze wielu Polakow wlasnie taka droga poszlo

    > Zal mi cie bidoku. Zgorzkniales i zrobiles sie rownie
    > kwasny jak raptole, ktory takze ma ciezkie zycie na zadupiu
    > kanadyjskim. Moze wy bracia?

    widzisz jaki z ciebie malutki czlowieczek, nawet nie znize sie do
    komentowania tego, mysle ze to wlasnie tobie sie nie udalo i jestes
    zgorzknialy a tutaj probujesz kreowac siebie od nowa, nie wazne ze
    to tylko wirtualnie ale zawsze to jakos inaczej niz w rzeczywistosci


    > Bardzo trudne. A ty jakbys byl troche madrzejszy to wiedzialbys,
    ze
    > mozna manipulowac IP dowolnie, trzeba tylko wiedziec jak. Nie bede
    > ci tu dawal lekcji w tym wzgledzie zapytaj ratpola on jest podobno
    > programista.

    wiesz ja sie nie wstydze miejsca w ktorym mieszkam wiec nie musze
    tego robic

    www.anonymous-ip.com/index.php?m=&gid=1069965519
    www.stayinvisible.com/index.pl
    www.epic.org/privacy/tools.html
    tego jest mnostwo ale po co to?
    ja podalem swoje nazwisko nawet


    > Moge cie tez skontaktowac z moim synem, ktory ma problemy w
    spelling
    > ale za to jest natchnietym programista amatorem chociaz ma dopiero
    > 15 lat wie dobrze jak zmienic sobie IP na takie z Brazylii albo z
    > Poludniowej Afryki.

    nie musisz ja daje sobie dobrze rade i jestem przekonany ze robie to
    lepiej od was obu
    przykro mi jednak slyszec ze twoj syn tak samo jak i ty (widac po
    twoim pisaniu) ma problemy "w spelling" jak widac jablko nie spadlo
    daleko od jabloni

    temat dla mnie skonczony, nie mam zamiaru wdawac sie z toba w takie
    pyskowki
  • Gość: witek IP: 207.134.94.* 15.10.07, 01:38
    Nie chce sie wtracac w dyskusje ale jako osoba, ktora ukonczyla dwa
    renomowane uniwersytety w Ameryce Rice & McGill moge powiedziec, ze
    osoba, ktora przyjezdza do Ameryki z TOEFL nie jest proszona o
    zdawanie egzaminu wewnetrznego. Dalej jak najbardziej sa brane pod
    uwage wyniki w poprzedniej nauce,na McGill na przyklad nie ma mowy
    o dostaniu jezeli stopnie nie oscyluja miedzy 85% i 100%. Im
    bardziej renomowany uniwersytet tym wiecej plotow.
    Tego rodzaju wymagan nie maja oczywiscie college i przecietne
    uniwersytety.

    Zastanawiam sie panie Smith czemu ma sluzyc licytowanie jakie pan
    nam tu przedstawia? Dowartosciowaniu sie?
    Jesli tak, to juz bez tych elaboratow potwierdzamy jest pan
    wyjatkowo madry i wyksztalcony. Mam nadzieje, ze pomoglo? Polacy,
    Polacy nie jestescie w stanie pozbyc sie swoich nieciekawych
    narodowych cech nawet po tylu latach pobytu w innych krajach.
  • Gość: mr.Smith IP: *.ny325.east.verizon.net 16.10.07, 18:14
    Gość portalu: witek napisał(a):

    > Nie chce sie wtracac w dyskusje ale jako osoba, ktora ukonczyla
    dwa
    > renomowane uniwersytety w Ameryce Rice & McGill moge powiedziec,

    o ile McGill jest na kontynencie Amerykanskim to znajduje sie w
    Kanadzie
    www.mcgill.ca/
    i nie znajac Kanadyjskich przepisow nie bede wdawal sie w dyskusje
    jak tam jest o tyle Rice jest w USA w Texasie i obowiazuja go te
    same przepisy ktore sa w USA
    wypowiadasz sie jednak o Kanadyjskiej uczelni wiec byc moze o niej
    masz racje, o tyle nie wiesz co mowisz o Amerykanskich uczelniach
    (tych z USA) bo tutaj nie ma % ale jest GPA wiec przestan czlowieku
    sie osmieszac
    ja konczylem trzy Univerki w USA jedna z nich to MIT w Bostonie,
    dwie w NYC, kazda miala ten sam system.

    > ze
    > osoba, ktora przyjezdza do Ameryki z TOEFL nie jest proszona o
    > zdawanie egzaminu wewnetrznego.

    czlowieku jak widze nie masz pojecia co to jest ten TOEFL
    literka F = ? wiesz co ona oznacza? jak sie dowiesz to bedziesz
    wiedzial jaki blad popelniasz
    jak wczesniej mowilem TOEFLa zdaja tylko OBCOKRAJOWCY nie majacy
    papierow lub jesli sa na wizach studenckich, osoby posiadajace karty
    stalego pobytu lub obywatelstwo nie musza zdawac tego examinu


    > Dalej jak najbardziej sa brane pod
    > uwage wyniki w poprzedniej nauce,na McGill na przyklad nie ma mowy
    > o dostaniu jezeli stopnie nie oscyluja miedzy 85% i 100%.

    byc moze w McGill sa % w USA jest GPA i odpowiednie examiny po
    uzyskaniu BA np LSAT czy GMAT itd...


    > Im
    > bardziej renomowany uniwersytet tym wiecej plotow.

    to widac po twojej bujnej wyobrazni, wlasnie tacy jak ty tworza
    historie i mity

    > Tego rodzaju wymagan nie maja oczywiscie college i przecietne
    > uniwersytety.

    facet nie osmieszaj sie, bo nie wiesz co mowisz.

    > Zastanawiam sie panie Smith czemu ma sluzyc licytowanie jakie pan
    > nam tu przedstawia? Dowartosciowaniu sie?

    ja nie musze sie dowartosciowywac, ja ciebie nie znam ani ty mnie,
    wyjasniam poprostu ludziom jak to pracuje w USA, i nazwijmy to tak
    ze obalam mity kreowane przez ludzi takich jak ty

    > Jesli tak, to juz bez tych elaboratow potwierdzamy jest pan
    > wyjatkowo madry i wyksztalcony. Mam nadzieje, ze pomoglo?

    nie ma co pomagac ja znam swoje mozliwosci i to mi w zupelnosci
    wystarczy

    > Polacy,
    > Polacy nie jestescie w stanie pozbyc sie swoich nieciekawych
    > narodowych cech nawet po tylu latach pobytu w innych krajach.

    to widac szczegolnie po tobie.
  • Gość: witek IP: 207.134.74.* 19.10.07, 22:08
    Powinienes zglosic sie do psychologa, bo twoje teorie spiskowe
    swiadcza o powaznych klopotach a sposob w jaki piszesz, o tym, ze
    jestes maksymalnie sfrustrowany.

    Pracuje na roznych uczelniach tak dlugo, ze nie interesuja mnie
    opinie jakiegos pana, jak powinno byc. Zastanow sie kolego gdzie
    szukac pomocy, to dla ciebie teraz priorytet.
  • mrsrobinson 19.10.07, 22:34
    Kolejny przypadek faceta, ktoremu padlo na mozg?
    Mr Smith ma bardzo polskie nazwisko.

    Witek, widze, ze czasami sie denerwujesz.

    Ale tutaj nie ma co sie denerwowac. Mr Smith to pewnie ten Doctor,
    co tu wypisuje swoje oblesne opinie dosrywajac kazdemu i jak sie da.
    Taka jego uroda. Skonczyl uczelnie w USA i mu odbilo. Srednia
    trzeba koniecznie nazywac GPA, Witek, a nie srednia procentowa, i to
    KONIECZNIE Witek, inaczej od razu widac, ze nie masz nic wspolnego z
    amerykanskim systemem uczelnianym. Ten drobny fakt swiadczy takze o
    tym, ze nie masz pojecia jak uczelnie amerykanskie funkcjonuja i
    koniecznie Witek spell nam TOEFL i wytlumacz kazda literke.

    Facet jest nie sfrustrowany, jest chory a ty witek starasz mu sie co
    udowodnic?
    Ze wiesz co to jest GPA? Przyznaj sie,ze nie wiesz i nie wiesz nawet
    how to spell it. A co literki oznaczaja wiesz?

    Dziwie ci sie witek, ze zajmujesz glos w dyskusji z psychicznie
    chorymi. Kolejny Polak przyjechal do USA skonczyl amerykanska
    uczelnie i dostal zajoba. Jest taki mundry, ze bez kija do niego nie
    podchodz i koniecznie spell this GPA, bo to bedzie swiadczyc o tym,
    ze studia tu skonczyles i moze on jak bedzie mial dobry humor to cie
    zakceptuje. Ale teraz to od razu on widzi, ze klamiesz witek.

    Witek, Polacy sa nacja z najwiekszoym procentem roznego rodzaju
    chorob psychicznych.Ty chyba nie chcesz powiekszyc statystyki i
    wpedzic sie w jakas chorobe czytajac te czubki tutaj.

  • Gość: MIX do z pustyni IP: *.echostar.pl 18.01.08, 12:49
    Przeczytalam Twój post i wyczulam w nim wlaśnie totalny brak nie
    tylko wyobraźni, ale i uczuć wyższych. Każdy inteligentny i wrażliwy
    czlowiek będzie na emigracji się zmagal z tęsknotą, z wspomnieniami,
    w końcu z poszukiwaniem wlasnej tożsamości w nowym miejscu. Wiem, co
    piszę, chociaż nie jestem emigrantem w tego dokladnie slowa
    znaczeniu. Zmienialam miejsce zamieszkania tylko w obrębie kraju. I
    naprawdę dluższy czas zajęlo mi wrośnięcie w lokalną spoleczność i
    zaakceptowanie tego stanu rzeczy. W nocy jednak nada śni mi się moje
    rodzinne miasto i rodzina, która tam mieszka. A odwiedzam ich co
    miesiąc. Dlatego rozumiem emigrantów.
  • Gość: em IP: *.th.ifl.net 22.01.08, 13:46
    Staruszek wyrazil po prostu swoj szacunek do emigrantow, a ty nie
    jestes w stanie wziac jego wypowiedzi za dobra monete. Za to
    koniecznie musiales zanegowac wszytko co powiedzial. Chwal sie dalej
    jak ci dobrze idzie i opowiadaj jakie to jest naturalne bycie na
    emigracji.
  • ratpole 06.10.07, 20:01
    Gość portalu: Kabomba napisał(a):

    > Ostatnio przeglądałam notes z adresami o doszłam do wniosku, ze
    > emigracja "zabrała" mi znajomych. Jakies 60- 70 % znajomych
    > wyjechało do Anglii. Nikogo prawie nie ma.

    Noooo to musieli byc naprawde dobrzy znajomi, skoro zostawili swoja znajoma sama
    w Polsce. Moze jednak ta znajomosc byla odbierana jako bliska tylko przez
    ciebie? Dobrzy znajomi nie rozstaja sie z dobrymi znajomymi, a jak sama piszesz
    posiadanie ciagle tych samych znajomych to najwieksze szczescie w twoim zyciu
    hehe Co za pech!

    > Jednocześnie ci ludzie też "cierpią' towarzysko za granicą, bo nie mają wielu
    bliskich przy sobie. Czy zastanawialiscie sie nad tym aspektem emigracji?

    Widocznie cierpienia z powodu nie posiadania bliskich przy sobie da sie jakos
    przezyc, a moze to tacy bliscy o ktorych Lem pisal "bo krewni choc rzewni, tylko
    w ziemi pewni"?

    > Czy pieniadz jest az tak wazny? Ile mozna pociagnac bez bliskich
    > osob?

    Ile sie da hehe

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • fruit_shoot 08.10.07, 11:50
    Moimi najblizymi jest teraz rodzina, ktora stworzylam - maz i 2
    dzieci. Reszta rodziny zostala w Polsce i nie tesknie za bardzo bo
    mam swoje zycie, problemy i radosci. Najblizsza przyjaciolka jest we
    Francji i rozmawiamy regularnie przez telefon, czasami odwiedzamy
    sie. Pogodzilam sie z tym, ze nie bede miala nowych przyjaciol na
    emigracji. Mam owszem wielu znajomych, nawet dobrych ale przyjaciol
    w Anglii nie mam. I musze jakos z tym zyc.
  • ratpole 08.10.07, 18:04
    fruit_shoot napisała:

    > Moimi najblizymi jest teraz rodzina, ktora stworzylam - maz i 2
    > dzieci. Reszta rodziny zostala w Polsce i nie tesknie za bardzo bo
    > mam swoje zycie, problemy i radosci. Najblizsza przyjaciolka jest we
    > Francji i rozmawiamy regularnie przez telefon, czasami odwiedzamy
    > sie. Pogodzilam sie z tym, ze nie bede miala nowych przyjaciol na
    > emigracji. Mam owszem wielu znajomych, nawet dobrych ale przyjaciol
    > w Anglii nie mam. I musze jakos z tym zyc.

    Zalezy co uwazasz za przyjazn. Jak dalece chcesz byc zaangazowana w czyjes zycie
    i pozwolic komus wejsc w swoje by poczuc, ze masz prawdziwego przyjaciela/ke.
    Czasy psiapsiolek szepczacych sobie do ucha sekrety juz minely i nie wroca, wiec
    wez to jako normalne zyciowe zjawisko. Poza tym w pewnym wieku stworzenie sobie
    grona tak bliskich przyjaciol wymaga wysilku z obu stron, dlatego raczej rzadko
    sie zdarza. Pozostaja przyjaznie z mlodych lat oparte na wspomnieniach razem
    przezytych chwil, a te nowe przyjaznie zawiera sie glownie z grzecznosci. Po
    prostu trzeba sie z tym pogodzic

    --
    "Situejszon in polant niśt gut"
  • olita23 18.01.08, 13:54
    wszystko zalezy od ludzi, chcesz miec przyjaciol? no problem, ja poznalam tu
    fantastycznych ludzi, mam dobrych znajomych, paru przyjaciol, jednak dwie
    najblizsze przyjciolki sa w polsce, moje soul mates, i jestesmy w kontakcie,
    prawie codziennie wymiana wiadomosci i jak psiapsiolki sie zwierzamy, widzimy
    sie minimum 4 razy w roku, ostatnio jedna z nich spedzila u mnie cale lato, dla
    chcacego nic trudnego

    nowe przyjaznie z grzecznosci?? hehe wspolczuje panu w takim razie...ja z
    grzecznosci mowie dzien dobry a nie sie przyjaznie:)
    pozdr.
  • tbo5r 14.10.07, 18:28
    pi3rdoly tam, ja przyjechalem bez znajomych i sobie znalazlem tyle
    co mi trzeba. smialosci troche, okazje same sie zdarzaja
  • Gość: kaska IP: *.cable.casema.nl 19.10.07, 19:48
    Witam sama jeten a emigeacji i przyznam racje że nie ma się
    znajomych ale jak sie mawia ciś za coś!Pieniadze są ważne nie sniło
    mi sie by wyjezdzać za chlebem ale ktoś nas do tego zmusza wieksza
    częśc wiejskiego społeczeństwa żyje z dnia nadzień i zadaje sobie
    pytanie co jutro go garkawłożyć?Wybrałam emigracje by mieć co jeść i
    żyć wolną psychicznie co jutro zjem.
  • Gość: MIX IP: *.echostar.pl 18.01.08, 12:52
  • bozena-5775 19.01.08, 04:47
    zgadzam sie z toba w zupelnosci a tych panow to tylko mozna prosic o
    troche skromnosci wychwalacie sie ktory co skonczyl i po co to nie
    bylo trescia tematu potraficie kadego wysmiac zbluzgac iponizyc
    komu to potrzebne szczegolnie teraz po dluzszym pobycie tutaj
    zamiaststarac sie dac komus dobre rady to tylko same negatywy nie
    kazdy jest wykdsztalcony lub mocny psycicznie czy trzeba od razu psy
    wieszac jak bysmy byli wszyscy jednakowi to siwat byl by bardzo
    nudny .oczywiscie ze mam znajomych roznych mniej lub bardziej
    waznych ale naprawde mysle ze to duzo zalezy od nas samych jakie
    mamy nastawienie do zycia ludzi i nas samych.Moze po tech wszystkich
    nie dosc ciekawych wypowiedziach ludzie nabiora dystansu do innych
    popatrza troszke innym okiem .Kazdy z nas przyjechal z innych
    powodow i nie wazne kto co ukonczyl tylko co soba reprezentuje jest
    nas nie az tk duzo zebysmy mogli sie opluwac nawet tutaj na forum
    jezeli nie mozna spokojnie podyskutowac tutaj to ci co nie umieja
    niech nie wchodza tutaj zostawia miejsce dla tych co chca z ochota z
    kims normalnie podyskutowac na tematy ktore ich lacza a nie wyzywac
    lub osmieszac albo co gorsze chwalic sie co sie zkonczylo bo po tych
    wypowiedziach mozna wnioskowac ze nic sie nie skonczylo co do P.
    kaska zgadzam sie z pania prawie calkowicie mozna znalesc znajomych
    jest to dluga droga ale warta zachodu czasami trzeba sie otworzyc na
    nowe znajomosci troszeczke popatrzec z innej strony bo warto wtedy
    zycie jest ciekawsze i nie doskwiera samotnosc pozdrawiam Pania
    sardecznie
  • redd.s 03.02.08, 21:18
    Wiesz tak to już jest...ma się znajomych by za chwilę ich nie mieć. Ciągle się zmieniają i to jest jakiś plus - bo zawsze można kogoś nowego poznać. A znajomi, których się traci - nigdy nimi nie byli.
    --
    ₪ Nie dyskutuj z kretynem, bo sprowadzi Cię na swój poziom i pokona doświadczeniem. Mądrzejsi ustępują :) Głupcy przodem :) Małe kundelki najwięcej szczekają:] Nie traktuj życia zbyt poważnie - i tak z niego żywy nie wyjdziesz. Smile & go ahead ₪
  • Gość: Kania IP: *.klc.vectranet.pl 10.02.08, 15:10
    Wlasnie o to chodzi najwazniejsze w zyciu jest chyba normalne zycie
    A w tych czasach chyba go nie mozna odnalesc Pozdrowienia
  • edyzia77 10.02.08, 15:30
    Normalne zycie...Czy cos takiego jeszcze istnieje????

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka