Dodaj do ulubionych

Jak poradzic sobie na emigracji ...?

27.04.08, 00:53
Jestem juz prawie trzy lata na emigracji, ale ciezko jest mi
odnalezc sie. Pod wzgledem pracy jestem dosyc zadowolona. Najwieksze
problemy mam z asymilacja z tutejszym srodowiskiem. Tubylcy
niechetnie chca sie zaprzyjaznic, Polacy sa nieprzyjazni. Nie wiem
gdzie i jak nawiazywac znajomosci. Jestem sama, wiec i wyjscia w
pojedynke sa dla mnie ogromna bariera. Mam zainteresowania, ktore
nie sa zbyt popularne tutaj i nie znajduje osob, ktore chcialyby je
dzielic ze mna. Czuje sie bardzo samotna i osamotniona.
Brakuje mi juz pomyslow, chociaz probowalam znalezc przyjaciol w
kosciele, w roznych klubach, chodzilam na spotkania oglaszane w
prasie. Wszystko to bylo powierzchowne, krotkotrwale i nie przetralo
dluzej , mimo iz ja ciagle dalej zabiegalam o utrzymanie kontaktu.
Jest mi tym bardziej przykro, ze w Polsc uchodzilam za osobe bardzo
towarzyska, pozytwnie nastawiona do zycia, kontaktowa i energiczna.
Nie mialam nigdy zadnych klopotow z zawieraniem znajomosci. Tutaj
jest calkowicie odwrotnie, nie umiem sobie z tym poradzic, a
strasznie zle znosze osamotnienie i brak przyjaznych ludzi.
Czy ktos z Was mial podobne przyzycia ? Jezeli tak, jak sobie z tym
poradzilisci ?
Obserwuj wątek
    • Gość: mam tak samo Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? IP: *.for.connect.net.au 27.04.08, 09:44
      Mam tak samo, z tym ze ja jestem tu juz od lat 20. Juz nawet
      przestalam probowac. - Mam wprawdzie jakichs znajomych ale tzw.
      przyjaznie wybilam sobie z glowy. Mam o tyle komfortowa sytuacje, ze
      nauczylam sie sobie z tym radzic. Po prostu nauczylam sie czuc
      dobrze sama, bez przyjaciol...
      choc nie jest to stan wymarzony , ot cena emigracji

      Domyslam sie, ze zyjesz w kraju anglosaskim ;))Zgadlam ?
      • jednapani Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 27.04.08, 10:55
        O ile wiem, to Polacy najczesciej zaprzyjazniaja sie z emigrantami
        z innych krajow ... bo sa w tej samej sytuacji.

        Z "tubylcami" moze byc trudniej, bo nie kazdy chce przyjazni
        z kims kto lamie jezyk, a poza tym ma inne zwyczaje kulturowe
        i inny temperament.
        Jesli posluchasz dyskusji telewizyjnych czy radiowych
        to zauwazysz, ze Polscy maja zwyczaj nawzajem sobie przerywac,
        mowic kiedy ta druga osoba mowi,
        a dla niektorych kultur oznacza to po prostu
        zle wychowanie!

        Moze tubylcy nawet chetniej przyjaznia sie z jakims wyksztalconym
        Hindusem, bo to dla nich egzotyczne - mozna chocby sprobowac
        innej kuchni czy poznac ich zwyczaje ... nawet do tego kraju
        pojechac.

        Polak jest dla nich po prostu kims duzo mniej interesujacym, kto
        bardzo szybko mowi, czasem zbyt glosno, no i to slawetne
        "wpadanie w slowo".

        Jesli jednak masz jakies "specyficzne zainteresowania" to dlaczego
        nie poszukasz sobie kogos kto ma takie same?
        Bo to juz wazna podstawa do znajomosci!

        Nie zgadzam sie tez z tym, ze wszyscy Polacy sa zlosliwi!
        Ja i wiele ludzi ktorych znam, nie chodzi do polskiego kosciola
        bo to wylegarnia plotek, ale poznalam dwie Polki ktore sa calkiem
        OK i mam z nimi kontakt od lat ...

        Wczoraj spotkalam pod sklepem jakas starsza Polke,
        z ktora ucielam sobie pogawedke prawie godznna i ktora dala mi
        swoj telefon, aby zadzwonic kiedy nie bede miala nic do roboty!
        • Gość: mam tak samo Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? IP: *.for.connect.net.au 27.04.08, 12:28
          >
          > Z "tubylcami" moze byc trudniej, bo nie kazdy chce przyjazni
          > z kims kto lamie jezyk, a poza tym ma inne zwyczaje kulturowe
          > i inny temperament.


          to dziala w obie strony - ja tez, mimo ze jestem immigrantem,
          gosciem, nie mam ochoty dostosowywac sie juz do innych zachowan i
          podporzadkowywac sie kulturowej presji tubylczej wiekszosci

          a co do 'kaleczenia jezyka' to mam sterte przykladow tubylcow (na
          tzw. stanowiskach nawet - np dyrektor szkoly, nauczyciel), ktorzy,
          wprawdzie nie w mowie, ale za to w pismie, regularnie kalecza swoj
          jezyk ojczysty. No ale mowia 'bez akcentu';)

          • adriana_kol Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 02.05.08, 20:04
            Nie zgadzam sie z toba. Pozostawieni w Polsce przyjaciele bardzo
            szybko staja sie obcy, bo nie ma sie z nimi wspolnych tematow i nie
            dzieli sie sposobu zycie. Doswiadczenia sa inne i z czasem, nawet z
            najlepszymi przyjaciolmi nie ma o czym rozmawiac.

            Na emigracji w wielkim stopniu to, ilu mamy przyjaciol i jakich,
            zalezy od tego jak atrakcyjna dla nich mamy osobowosc. Ludzie
            ciekawi i towarzyscy maja wiecej przyjaciol, samotnicy i asocjalni
            mniej.

            Wielka role w tym wszystkim gra takze znajomosc jezykow obcych. Im
            wiecej sie ich zna tym lepiej sie czlowiek kontaktuje z otoczeniem.
            wielu Polakow nie zna jezykow na odpowiednim poziomie i nie jest w
            stanie przelamac bariery polskiego myslenia. Wielu Polakow po
            prostu boi sie kontaktow z innymi nacjami i nie mam na mysli tu
            przypadkowych kontaktow ale wlasnie przyjaznie.
      • nijaki20 Re: Jak poradzic sobie... do "Mam tak samo" 01.05.08, 13:11
        To juz wiadomo, dlaczego jestes samotna po spedzeniu polowy
        doroslego zycia w Australii ...

        Nie masz ochoty "podporzadkowac sie do innych zachowan",
        wywyzszasz sie nad tubylacami piszac
        "np dyrektor szkoly, nauczyciel w pismie regularnie kalecza swoj
        jezyk ojczysty ..."
        to slabe masz szanse znalezc sobie gdziekolwiek przyjaciol!

        Czlowiek ktory WYWYZSZA sie i szuka bledow w kraju ktory go przyjal,
        musi byc ciezki takze w prywatnym pozyciu...

        Czekam kiedy napiszesz, ze takze dziennikarze
        w Australii "regularnie kalecza swoj jezyk ojczysty
        w pismie"!!!

        Wtedy dowartosciujesz sie calkowicie, zapomniesz o swej
        nienajlepszej wymowie, a satysfakcja ze jako immigrantka
        jestes duzo lepsza od stalych mieszkancow
        dosiagnie szczytu!


        Przemilczalbym to, gdyby nie Twoja agresywna i bardzo nieprzyjemna
        odpowiedz skierowana do pani z Kanady ktora napisala zupelnie
        normalny, szczery list z radami - biorac siebie jako przyklad
        udanego wyjscia z samotnosci ...



        Cytat:

        "to dziala w obie strony - ja tez, mimo ze jestem immigrantem,
        gosciem, nie mam ochoty dostosowywac sie juz do innych zachowan i
        podporzadkowywac sie kulturowej presji tubylczej wiekszosci

        a co do 'kaleczenia jezyka' to mam sterte przykladow tubylcow (na
        tzw. stanowiskach nawet - np dyrektor szkoly, nauczyciel), ktorzy,
        wprawdzie nie w mowie, ale za to w pismie, regularnie kalecza swoj
        jezyk ojczysty. No ale mowia 'bez akcentu';)
        • Gość: mam tak samo Re: Jak poradzic sobie... do "Mam tak samo" IP: *.for.connect.net.au 01.05.08, 23:06
          nijaki20 napisała:

          > To juz wiadomo, dlaczego jestes samotna po spedzeniu polowy
          > doroslego zycia w Australii ...
          >
          > Nie masz ochoty "podporzadkowac sie do innych zachowan",
          > wywyzszasz sie nad tubylacami piszac
          > "np dyrektor szkoly, nauczyciel w pismie regularnie kalecza swoj
          > jezyk ojczysty ..."
          > to slabe masz szanse znalezc sobie gdziekolwiek przyjaciol!

          no dzieki, zaiste za to podsumowanie
          ja 'samotna' w sensie jaki to opisujesz nie jestem
          nie mam tutaj przyjaciol, bo nie chce ich miec
          i jest mi z tym dobrze

          dlaczego tobie to przeszkadza

          wywyzszam sie ? ??
          tak ci sie wydaje, bo pewnie wciaz robisz ten polski podstawowy
          blad 'podkladania sie ' i bycia 'skromnym' ...'alez ja
          tylko...bleble ble

          ja na to nie mam ochoty


          co do mojego ortografa: mea culpa
          ale doprawdy czytywanie tego forum nie wplywa dobrze na moja
          pisownie ...jest to jedyny moj kontakt z polskim, ale niech tam


          tak sie zastanawiam skad te podle dosyc wnioski, ocenianie
          i 'ustawianie' do pionu

          ja nie mam ochoty jak napisalam i doprawdy jakies male szczescie
          jakiejs pani z Kanady nie jest moim wzorem do nasladowania

          ja biore PELNA odpowiedzialnosc za moje decyzje o MOIM zyciu i
          doprawdy nie obchodza mnie uwarunkowania spoleczne innych

          lacznie to z niewywyzszaniem sie

          bo czymze byl post pani z kanadu jak nie :"ja wam powiem jak zyc" a
          jak wam sie nie podoba moja recepta na zycie to znaczy ze jestescie
          stare panny do odstrzalu

          a tak ma marginesie - nie jestem w tej kategorii

          i powiem raz jeszcze NIE PODOBA mi sie kraj w ktorym przezylam 20 lat
          i : z Polski nie wyjechalam dlatego ze mi sie w Polsce nie podobalo -
          wyjechalam z innych wzgladow

          a teraz chce wrocic, do kraju, ktory opuszczalam z zalem i gucio
          mmnie to obchodzi, kto co na ten temat mysli

          I doprawdy gdybym tak bardzo chciala przyjaciol, to pewnie bym
          znalazla, tylko ze byli by to tacy, co jak powyzej chcieli by mi
          mowic,jaka mam byc, jak powinnam zyc, bo ...jak nie to oni mnie
          przestana lubic ..;DDDDD - tylko takich ludzi boje sie w PL, ale na
          sczescie moi przyjaciele tam sa na innym troche poziomie

          Co do wywyzszania - jesli czujesz ze sie wywyzszam bo nie mam ochoty
          na tutejszy 'crap' to chyba twoj problem, Nijaki (przy okazji, co za
          interesujacy nick ;)))
    • Gość: mam tak samo (moja) odpowiedz na Twoje pytanie IP: *.for.connect.net.au 27.04.08, 12:47

      Wprawdzie nie mam pojecia, jaki jest charakter/powod Twojej
      emigracji - zarobkowy, rodzinny, inny jakis ?

      ale wyglada na to, ze Ci to nie przejdze, to uczucie osamotnienia i
      wyobcowania - jedna jest chyba na to rada:

      zacisnij zeby, zostan tam tyle ile musisz (zarob pieniadze, jakie Ci
      sa potrzebne) i wracaj do Polski

      ja od 10 lat przynajmniej przymierzam sie do tego - tez mam dobra
      prace i stabilizacje, doceniam wygode zycia w tym kraju, brak
      stresow i fajny klimat.. ale jak sie okazuje komfort finansowy i
      fizyczny to nie wszystko - liczy sie to, co jest w srodku, w tobie

      Mozna to oczywiscie zagluszac - pieniedzmi, ciuchami, samochodami
      tzw satysfakcja z osiaganych sukcesow... Niektorym udaje sie to po
      kres zycia... fajnie umieraja bez tej rozterki w sercu

      inni, troche bardziej 'in touch with themselves' , co jakis czas
      maja nawroty tej tesknoty. Nie zawsze jednak maja na tyle sily by
      cos z tym zrobic, z roznych powodow, duzo by o tym pisac :)

      ale musisz sobie uswiadomic, ze w Twojej sytuacji sa tylko dwa
      wyjscia (chyba) - albo zagluszyc potrzebe bliskosci, przyjazni i
      przestac jej oczekiwac tam wlasnie, albo wracac zanim sie zbytnio
      przyzwyczaisz do wygody


      • adriana_kol Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 01.05.08, 06:42
        O czym wy wlasciwie rozprawiacie???

        Z tego co napisalyscie wyglada, ze w Polsce bylyscie rownie
        osamotnione i nieszczesliwe, jak na emigracji.
        Niestety problem tkwi w was a nie w otoczeniu.

        Jestescie starymi pannami czy rozwodkami, ktore nie potrafia wyjsc
        poza swoj coccoon i byc pogodnym przyciagajacym innych czlowiekiem.
        Na to chorujecie. I czy to w kraju anglosaskim czy innymi bedzie tak
        samo.

        Ja na przyklad bylam samotna i bardzo osamotniona w Polsce. Byla tam
        sama mimo, ze mialam rodzine, braci, rodzicow, znajomych.
        Dzwonilam do jednego brata nie mogl rozmawiac bo musial zrobic jakas
        duperele i ona ta duperela byla wazniejsza niz rozmowa ze mna.
        Z drugim bratem podobna historia.
        Rodzice takze zajecie soba i interesuje ich wylacznie ich swiat, nie
        byli wcale zainteresowani moim.

        Kolezenki mialam i to kilka. Te zamezne nie bardzo chcialy ze mna
        utrzymywac kontakt, bo sie baly o mezow. Stare panny, byly za leniwe
        na utrzymywanie stalych kontaktow.

        Wyjechalam do Kanady, poznalam fajnego faceta i wyszlam za maz. Mam
        dwoje dzieci. Ciagle jednak pamietam jak bylam traktowana i trzymam
        dystans z cala rodzina.

        Uwazam, ze problem tkwi w was a nie w kraju w jakim zyjecie, czy w
        tubylcach, ktorzy was otaczaja.
        Rozwiazanie problemu nie przyjdzie do was samo i nie rozwiaze tego
        co was gryzie, a wy z wrodzonego polskiego lenistwa tego wlasnie
        oczekujecie.

        Jest wiele opcji:
        1) wyjsc za maz. Jest tylu samotnych facetow, beda uszczesliwieni,
        kiedy ktos sie nimi zainteresuje.
        2) zaadoptowac dziecko i rzucic sie w wir wychowywania zamiast
        gnusniec w domu i skarzyc sie na brak towarzystwa.
        3) zaczac pracowac spolecznie w jakiejs organizacji, tam na pewno
        mozna spotkac wielu ciekawych ludzi.

        Zamiast byc starymi, uzalajacymi sie nad soba ciotkami dajcie innym
        ludziom cos z siebie, bo inaczej nikt wam nic z siebie nie da.

        Wasz problem to skrajny egocentryzm. Nie pomoze wam powrot do kraju.
        Teraz opisujecie sobie Polske w rozowych kolorach, bo was tam nie
        ma. Kiedy wrocicie bedziecie starymi pannami, ktorym szybko skonczy
        sie forsa a dla rodziny i przyjaciol bardzo szybko przestaniecie byc
        atrakcyjne i sie sie wami znudza, to typowe dla Polakow. Pomijam to
        straszliwie rozpanoszone chamstwo.

        Pozostanie wam jedynie ignoracja ale za to polska.
        Zmiencie sie a zycie bedzie ciekawe i wypelnione WSZEDZIE. Bo
        problemem nie jest miejsce.... akurat jestescie w duzo lepszym
        miejscu niz Polska. Problem tkwi w was i to cala prawda.
        • Gość: mam tak samo uspokuj sie, kobito IP: *.for.connect.net.au 01.05.08, 10:53
          bo widac ze nie stac cie na nic wiecej niz powierzchowne "dajcie cos
          z siebie" _ czytaj ze zrozumieniem i daruj sobie to plytkawe
          powierzchowne spojrzenie na zycie, ludzi i ich wybory...


          Ja nikogo nie prosze o rade, i to doprawdy moja decyzja jak zyje i
          jakie sa moje stosunki z innymi ludzmi

          nigdzie nie napisalam ze problem jest w kraju, w ktorym zyje ale
          nie sadze tez ze to ja mam problem - po prostu: kraj w ktorym zyje
          mi sie NIE PODOBA i tyle. Niech sobie bedzie jaki chce. Nie ma
          obowiazku lubic ludzi, nie ma obowiazku byc towarzysko
          atrakcyjnym... nie ma obowiazku miec przyjaciow...

          choc powiem ci, ze na brak przyjacil zapewne nie narzekala bym,
          gdyby mi na nich zalezalo. Jest mi DOBRZE tak jak mi jest. Bedzie mi
          lepiej jak postapie tak jak na to mam ochote

          doprawdy niewiele mnie obchodzi, co o tym sadzisz - i wielka
          arogancja (czytaj: chamstwem)jest wyskakiwanie z epitetami
          typu 'stara panna', 'ciotka' i innymi

          Nie wiem dokad wyemigrowalas ale wyglada na to ze niczego sie tam
          nie nauczylas. Bo podstawawym nietaktem, ktorego nikt na poziomie w
          krajach nie popelnia jest mowienie innym kim sa... a ty tak z
          marszu, po oczach ...



          wiec wyluzuj, zyj i daj zyc innym

          doprawdy nie widze majmniejszego powodu by zachlystywac sie twoimi
          towarzyskimi sukcesami


          wlasciwie to nie chce mi sie nawet odpowiadac na twoj prostacki post

          bez odbioru



          • nijaki20 Do "Mam tak samo" 01.05.08, 13:14
            To juz wiadomo, dlaczego jestes samotna po spedzeniu polowy
            doroslego zycia w Australii ...

            Nie masz ochoty "podporzadkowac sie do innych zachowan",
            wywyzszasz sie nad tubylacami piszac
            "np dyrektor szkoly, nauczyciel w pismie regularnie kalecza swoj
            jezyk ojczysty ..."

            Slabe masz szanse znalezc sobie gdziekolwiek przyjaciol!

            Czlowiek ktory WYWYZSZA sie i szuka bledow w kraju ktory go przyjal,
            musi byc ciezki takze w prywatnym pozyciu...

            Czekam kiedy napiszesz, ze takze dziennikarze
            w Australii "regularnie kalecza swoj jezyk ojczysty
            w pismie"!!!

            Wtedy dowartosciujesz sie calkowicie, zapomniesz o swej
            nienajlepszej wymowie, a satysfakcja ze jako immigrantka
            jestes duzo lepsza od stalych mieszkancow
            dosiagnie szczytu!


            Przemilczalbym to, gdyby nie Twoja agresywna i bardzo nieprzyjemna
            odpowiedz skierowana do pani z Kanady ktora napisala zupelnie
            normalny, szczery list z radami - biorac siebie jako przyklad
            udanego wyjscia z samotnosci ...



            Cytat:

            "to dziala w obie strony - ja tez, mimo ze jestem immigrantem,
            gosciem, nie mam ochoty dostosowywac sie juz do innych zachowan i
            podporzadkowywac sie kulturowej presji tubylczej wiekszosci

            a co do 'kaleczenia jezyka' to mam sterte przykladow tubylcow (na
            tzw. stanowiskach nawet - np dyrektor szkoly, nauczyciel), ktorzy,
            wprawdzie nie w mowie, ale za to w pismie, regularnie kalecza swoj
            jezyk ojczysty. No ale mowia 'bez akcentu';)
            • jednapani Re: Czy czasem uspokoj sie nie jest przez "ó " 01.05.08, 19:53
              To wlasnie pani z Australii, ha ha ha!

              "Przyganial kociol garnkowi
              a sam smoli ..."

              Jak z tego wynika, jest z nia gorzej niz żle ................



              adriana_kol napisała:

              > Tak tylko pytam, bo ktoras tu z pan wymawiala zla pisownie
              > nauczycielom australijskim....
              >
              > Jak mowie, zaczac krytyke i zmiany to trzeba przede wszystkim od
              > siebie, pozniej okazac sie moze, ze wcale nie jest tak jak wam sie
              > wydaje.
        • atrust Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 01.05.08, 21:09
          No Adriano troche przesadzilas w swoim ocenianiu drugich osob.To ze,
          ty bylas stara panna i znalazlas meza dopiero w Kanadzie, nie
          znaczy,ze inni maja z tym problem.Nie dla wszystkich wyjscie za maz,
          czy posiadanie dziecka jest sposobem na zycie.
          Sa ludzie, ktorzy nie moga, czy nie potrafia sie zaaklimatyzowac w
          obcym panstwie i nie ma to nic wspolnego z ich stanem cywilnym.
          Nie wiedzialam, ze istnieje cos takiego, jak wrodzone polskie
          lenistwo.Czy ty czytalas to co sama napisalas?
          • jednapani Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 00:06
            Masz racje, nie wszyscy potrafia sie aklimatyzowac, ale przy takim
            stosunku do ludzi jak ma ta pani z Australii, to w Polsce tez nie ma
            czego szukac!

            Teraz chociaz moze wszystko zwalic na obcy kraj i jego wstretnych
            mieszkancow ...

            Mieszkajac w Polsce musialaby poszukac bledu w samej sobie,
            a to mogloby byc bardzo bolesne!


            atrust napisała:
            > Sa ludzie, ktorzy nie moga, czy nie potrafia sie zaaklimatyzowac w
            > obcym panstwie ...
          • adriana_kol Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 04:27
            > ty bylas stara panna i znalazlas meza dopiero w Kanadzie nie
            znaczy,ze inni maja z tym problem.

            Mam rozumiec, ze mialam wielki problem ze znalezieniem meza, inni
            (zapewne ty) takich klopotow nie posiadaja i znajduja mezow na
            kazdym rogu. Wynika to oczywiscie z wyjatkowych cech charakteru
            jakie posiadasz a takze z powalajacej urody, jaka dysponujesz.

            >.Nie dla wszystkich wyjscie za maz,
            > czy posiadanie dziecka jest sposobem na zycie

            Czy ja mowie, ze jest to sposob na zycie? Nie.
            Jest to jednak jeden ze zdrowszych sposobow spedzania zycia.
            Rozumiem, ze ty jestes niezamezna, bo masz tak bogate zycie
            wewnetrzne, ze cie ono kompletnie absorbuje. Oczywiscie mezczyzni
            ustawiaja sie do ciebie w kolejce i na kolanach prosza ci o reke ale
            ty mimo wszystko nie masz ochoty na ozenek.

            Ja wyjechalam do Kanady w wieku 28 lat. A wyszlam za maz jeszcze
            przed 30tka. Czy wedlug ciebie to staropanienstwo? I jak mozna byc
            stara panna a pozniej przestac nia byc? Staropanienstwo to sposob
            zycie i nastawienie do zycia a nie wiek.

            Biorac pod jednak pod uwage moj wiek i nastawienie nie wydaje mi
            sie, ze kiedykolwiek bylam stara panna.

            Meza znalazlam DOPIERO w Kanadzie, bo w Polsce, tam gdzie ja bylam
            nie bylo zadnego wyboru a ja mialam wysokie wymagania i dlatego nie
            zawracalam sobie glowy i dobrze na tym wyszlam.

            > Nie wiedzialam, ze istnieje cos takiego, jak wrodzone polskie
            > lenistwo.

            Niestety istnieje, wystarczy Polakow poobserwowac i wiadomo od razu,
            o co chodzi. Z Polski tego nie widac, podobnie jak nie widac tego,
            ze Polacy nie sa narodem wybranym a co wam w Polsce sie nagminne
            wydaje.

            Jezeli tobie sluzy staropanienstwo i samotnosc, to bardzo dobrze,
            tylko dlaczego starasz sie ludzi przekonac, ze ci dobrze, ludzie
            zadowoleni z zycia tego nie robia.





            • Gość: atrust Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie IP: *.bsk.vectranet.pl 02.05.08, 12:20
              adriana_kol napisała:

              Jestescie starymi pannami czy rozwodkami

              Staropanienstwo to sposob
              > zycie i nastawienie do zycia a nie wiek.

              Chcialas wyjsc z twarza, ale uzylas nie tylko slowa stara panna, ale
              i rozwodka,ciotka.Twoim celem bylo obrazenie tych kobiet,zebys
              myslala tak jak wyzej, bys dala te slowa w cudzyslow.

              > Jezeli tobie sluzy staropanienstwo i samotnosc, to bardzo dobrze,
              > tylko dlaczego starasz sie ludzi przekonac, ze ci dobrze, ludzie
              > zadowoleni z zycia tego nie robia.

              Na forum jest cos takiego jak wyszukiwarka, z niej mozesz czegos
              wiecej sie dowiedziec o swoim rozmowcy.To taka rada, zebys wiecej
              sie nie osmieszala.

              > > Nie wiedzialam, ze istnieje cos takiego, jak wrodzone polskie
              > > lenistwo.
              >
              > Niestety istnieje, wystarczy Polakow poobserwowac i wiadomo od
              razu,
              > o co chodzi. Z Polski tego nie widac, podobnie jak nie widac tego,
              > ze Polacy nie sa narodem wybranym a co wam w Polsce sie nagminne
              > wydaje.

              Co to ma te twoje tlumaczenie do wrodzonego polskiego
              lenistwa.Odpowiadasz nie na temat.
              Nie dziwie sie, ze rodzina odsuwala sie od ciebie.Radzisz innym, a
              sama masz z tym problemem.Za brak zycia towarzyskiego obwiniasz
              innych, ale wedlug tego co napisalas we wczesniejszym swoim poscie
              wino powinnas obarczac tylko siebie, a nie rodzine czy znajomych.Bo
              to z toba bylo cos nie tak.
              Zyjac kilka lat w obcym panstwie, takich ludzi jak ty omijalam
              szerokim lukiem.Mialam dosc sluchania ich narzekan, jak to w Polsce
              wszystko i wszyscy sa zli, a dopiero tam jest cudo.Nic nie jest tak
              jednoznaczne, jak nam sie wydaje.

              Reasumujac, moim celem nie bylo przekonywanie kogokolwiek o swoim
              szczesciu.Nie zrozumialas nic z mego postu.Nie znajac kobiet
              zaczelas je obrazac, szufladkowac i to mi sie nie spodobalo, dlatego
              moj post byl taki a nie inny.

              P.S.A wyszlam za maz jeszcze
              > przed 30tka. Czy wedlug ciebie to staropanienstwo?

              Wedlug mnie nie, ale znam kobiety, ktore by odpowiedzialy, ze bily
              tobie juz ostatnie dzwony, nawet pewnie juz przebrzmialy.Ich zdaniem
              dla mnie bily, jak mialam 22 lata.Widzisz ja sie przy tym swietnie
              bawilam, i nie przyklejalam im z tego powodu zadnych "etykietek",bo
              ja nie mialam na tym punkcie KOMPLEKSOW.I zeby dodac smaczku dwie z
              nich bylo stanu wolnego.
            • hank-punk Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 13:59
              Zdaje sie, ze wdepnelas w niezle gowno. Nie ma co sie zajmowac tymi
              sprawami. Byly juz problemy z nieudouczonymi bucami, byly juz
              problemy z nielegalnymi, ktorzy chca byc legalni w USA, teraz
              przyszedl czas na stare panny w pretensjach.

              To jak widac jest najwieksze gowno. Maja problemy psychologiczne ale
              wszystkim udawadniaja, ze to swiat jest popie..ny a one sa jak
              najbardziej normalne.

              Intelektualistki, ktore nie znaja podstaw ortografii.

              A najgorsze sa takie jak atrust, co to posiedzialo sie za granica,
              do niczego nie doszlo to a teraz gebe drze i obraza innych. Slonce z
              dupy swieci, aspiracje bez pokrycia i wszystko wie. A najbardziej
              nienawidza takich, ktorzy maja normalne zycie i ulozyli sobie zycie
              w normalnych krajach i zyja nienajgorzej.

              Zakompleksione stare polskie panny z pajeczyna na kuciapkach beda
              walczyly do upadlego o kazde male slowo, bo nie maja co robic.

              Ludzie na necie powinni takze uciekac od tej polskiej
              staropanienskiej zarazy, tak jak to robia ludzie w rzeczywistosci.
              • adriana_kol Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 19:47
                >Nie dziwie sie, ze rodzina odsuwala sie od ciebie.Radzisz innym, a
                >sama masz z tym problemem.Za brak zycia towarzyskiego obwiniasz
                >innych, ale wedlug tego co napisalas we wczesniejszym swoim poscie
                >wino powinnas obarczac tylko siebie, a nie rodzine czy znajomych.Bo
                >to z toba bylo cos nie tak.

                Sluchaj samotna, niestara panno. Nie tworz tu historii o mnie, bo
                takich nie ma. Moja rodzina nie odsunela sie ode mnie. Jak w kazdej
                rodzinie ludzie sie rozwijaja i zaczynaja miec swoje problemy, ktore
                je odsuwaja w wiekszym lub mniejszym stopniu od reszty rodziny.
                Trzeba miec troche miejsca i czasu na swoje zycie.
                Ja nie mialam zadnych problemow, za wyjatkiem tego, ze nie
                rozumialam tego, chcialam byc z rodzina jak za dawnych czasow i nie
                dalo sie. W koncu mam swoje zycie i chce miec takze perspektywe do
                rodziny a ze nie jestem teraz specjalnie wylewna to wylacznie moja
                sprawa, nie twoja. Ten post jest nie o mnie. Ja mam swoje zycie, ty
                nie masz i starasz sie znalezc dziure w moim zyciu. Co ci moge
                powiedziec: GET A LIFE...

                >Na forum jest cos takiego jak wyszukiwarka, z niej mozesz czegos
                wiecej sie dowiedziec o swoim rozmowcy. To taka rada, zebys wiecej
                sie nie osmieszala.

                Nie bardzo wiem o co tu chodzi. Powinnam wyszukac twoja nadobna
                osobe i bic poklony z jakies powodu???? Wiesz, kim jestes jest mi
                obojetne. Piszesz glupoty i masz kompleksy wielkie jak cala Polska.
                Megalomania polaczona z zakompleksieniem. Dla mnie jestes zwykla
                kobieta, ktora nie bardzo wie co ma z soba zrobic i jak zyc dlatego
                tu sie wypowiada.

                >P.S.A wyszlam za maz jeszcze
                > przed 30tka. Czy wedlug ciebie to staropanienstwo?

                Wedlug mnie nie, ale znam kobiety, ktore by odpowiedzialy, ze bily
                tobie juz ostatnie dzwony, nawet pewnie juz przebrzmialy.Ich zdaniem
                dla mnie bily, jak mialam 22 lata.Widzisz ja sie przy tym swietnie
                bawilam, i nie przyklejalam im z tego powodu zadnych "etykietek",bo
                ja nie mialam na tym punkcie KOMPLEKSOW.I zeby dodac smaczku dwie z
                nich bylo stanu wolnego.

                W obecnych czasach, nie wiem czy wiesz, ale kobiety ksztalca sie
                podobnie jak mezczyzni. Ja naleze wlasnie do tej grupy. Czas
                zakladania rodziny bardzo sie opoznia, to jest tendencja swiatowa.
                Czasy, kiedy kobiety wychodzily za maz w wieku 20 lat dawno minal.
                Zajmuje troche czasu znalezienie kogos na poziomie i do tego na cale
                zycie. Mezczyzni takze nie chca miec w domu wylacznie garkotluka.
                Chca miec zone na poziomie, ktora bedzie miala jakas zawodowa
                pozycje. Ty tego nie wiesz, bo tkwisz w swoim malutkim swiatku
                gdzies tam w Wolominie i swietnie sie "bawisz", kiedy ludzie
                dyskutuja na tematy staropanienstwa, bo sama nie chcesz spojrzec
                prawdzie w oczy, ze przegralas zycie. Twoja sprawa, i nie pisz juz
                do mnie, bo jestes beznadziejna, nie mamy o czym dyskutowac.

                Ja jestem samodzielna osoba, ktora sama w dalekim swiecie ulozyla
                sobie zycie, prace zawodowa a ty jestes stara panna, ktora siedzi
                w "Wolominie" przy rodzicach i madrzy sie na tematy takich jak ja.

                Dla kazdego normalnie myslacego nie ma miedzy nami zadnego
                porownania. Dlatego nie powinnam z toba dyskutowac. Zycze powodzenia
                w dalszym samotnym zyciu.


                >we wczesniejszym swoim poscie
                wino powinnas obarczac tylko siebie,

                Wino sie pije a winą sie obarcza.

                Twoim celem bylo obrazenie tych kobiet,zebys
                myslala tak jak wyzej, bys dala te slowa w cudzyslow.

                Skladnia, skladnia.

                I jeszcze pare innych ale nie chce mi sie juz cytowac.

                Problemy z polska ortografia i skladnia wskazuja, ze masz podobne
                problemy jak inne kolezanki ...samotne. Zamiast sie tu madrzyc od
                rzeczy radze pouczyc sie troche polskiej ortografii i skaldni,
                przyda sie na pozniej.





                • amaroola Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 22:08
                  adriana_kol napisała:

                  Dla kazdego normalnie myslacego nie ma miedzy nami zadnego
                  porownania. Dlatego nie powinnam z toba dyskutowac. Zycze powodzenia
                  w dalszym samotnym zyciu."

                  Kazdy normalnie myslacy, tylko czyta i sie nie wypowiada, bo znizac
                  sie do twojego,adriano_kol, poziomu chyba nie warto.
                  Najpierw obrazasz innych, wymyslajac sobie cuda na ich temat, a
                  potem obrazasz sie, bo inni wykonuja dokladnie takie samo cwiczonko
                  na tobie.

                  I chyba to niezupelna prawda o tym ulozonym szczesliym zyciu, bo nie
                  byloby az tyle agresji w twoich postach.

                  Oj, ktos nadepnal na odcisk! I zdaje sie, ze byly to raczej wywody
                  na temat niezadowolenia tamtych pan z sytuacji emigracyjnej, niz na
                  temat twojej sytuacji osobistej.

                  Twoje posty, mimo ze wyraznie aspirujace do darmowej 'online'
                  psychoanalizy (don't give up your day job ;) , az sie roja od twych
                  wlasnych projekcji i niezasymilowanego cienia. Cos z tym zrob, bo
                  twoje pokrzykiwanie tutaj, naprawde smetnie wyglada.
                • Gość: atrust Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie IP: *.bsk.vectranet.pl 02.05.08, 22:15
                  Naprawde masz kompleksy z samotnoscia i staropaniestwem.To twoj
                  jedyny argument w dyskusji.Cale szczescie, ze jakis facet w koncu
                  sie nad toba zlitowal w tej Kanadzie, bo bys jadem gorzej plula.
                  Nie mozesz zrozumiec, ze nie wszyscy w kraju byli samotni i mieli
                  nieudane zycie rodzinne, towarzyskie jak ty.I za tym wlasnie
                  tesknia.To co dla ciebie jest pelnia szczescia dla innych moze byc
                  tylko namiastka i nie ma to nic wspolnego z ich stanem cywilnym.
                  Jako szczesliwa mezatka i matka, nie czuje potrzeby upatrywac
                  problemow kobiet na obczyznie w ich staropaniestwie.

                  W obecnych czasach, nie wiem czy wiesz, ale kobiety ksztalca sie
                  > podobnie jak mezczyzni. Ja naleze wlasnie do tej grupy. Czas
                  > zakladania rodziny bardzo sie opoznia, to jest tendencja swiatowa.
                  > Czasy, kiedy kobiety wychodzily za maz w wieku 20 lat dawno minal.
                  > Zajmuje troche czasu znalezienie kogos na poziomie i do tego na
                  cale
                  > zycie. Mezczyzni takze nie chca miec w domu wylacznie garkotluka.
                  > Chca miec zone na poziomie, ktora bedzie miala jakas zawodowa
                  > pozycje. Ty tego nie wiesz, bo tkwisz w swoim malutkim swiatku
                  > gdzies tam w Wolominie i swietnie sie "bawisz", kiedy ludzie
                  > dyskutuja na tematy staropanienstwa, bo sama nie chcesz spojrzec
                  > prawdzie w oczy, ze przegralas zycie. Twoja sprawa, i nie pisz juz
                  > do mnie, bo jestes beznadziejna, nie mamy o czym dyskutowac

                  W obecnych czasach swietnie mozna pogodzic role zony, matki i
                  studentki.Nie trzeba czekac do trzydziestki.W wieku 25 lat mozna
                  wyjechac z mezem i polrocznym dzieckiem na roczny staz
                  zagraniczny.Rozumiem, ze tobie takie rzeczy nie mogly by sie
                  przydarzyc nieszczesliwa kobieto.Kiedy ty bylas jeszcze
                  nieszczesliwa, zgorzkniala, ja juz z zycia czerpalam to co najlepsze.

                  Z ta ortografia nie przesadzaj, nie widze u siebie takich
                  karygodnych bledow ortograficznych.Faktycznie skladnia kulala, w
                  miedzyczasie robilam fuche, tlumaczenie tekstu.Garkotluki tez musza
                  czasami pracowac.

                  Moja rada przestan obrazac innych, to i do ciebie los bardziej sie
                  usmiechnie.



                  • wacek_z_portu Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 02.05.08, 22:51
                    Coz to geniusze polskie w damskim wydaniu informuja na temat
                    emigracji i zajmuja glos, jak zwykle w sprawach, o ktorych malo maja
                    pojecia?

                    Widze ,ze pani adriana ma klopoty, bo za bardzo jest bezposrednia a
                    na dodatek zamezna, takich tu nie lubia.

                    Rzeczywiscie rozni tu juz bywali ale takich jak te samotne panie to
                    daleko szukac. Nie ma co tracic na takie czasu.

                    Ostatnio to zdaje sie stanelo na tym, ze to normalne kobiety z
                    rodzinami to przewanie maja klopoty psychologiczne a
                    najnormalniejsze i ze zlotym i charakterami to sa te co zostaly w
                    Polsce jako przyduce rodzicow.

                  • pani_marysia00 Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 03.05.08, 00:23
                    Czytam tak to forum i zastanawiam sie dlaczego ludzie bez kultury,
                    sfrustrowani do niemozliwosci i mieszkajacy w Polsce wchodza na to
                    forum i zajmuja glos, chociaz nie maja pojecia o temacie.
                    Zachowuja sie ponizej krytyki, obrazaja innych po czym pietnuja
                    tych, ktorzy pisza nie po ich mysli. A na koniec odrwacaja kota
                    ogonem i innych upominaja zeby byli kulturalni i nie obrazali.
                    Na przyklad:
                    > Cale szczescie, ze jakis facet w koncu
                    > sie nad toba zlitowal w tej Kanadzie, bo bys jadem gorzej plula.
                    > Nie mozesz zrozumiec, ze nie wszyscy w kraju byli samotni i mieli
                    • pani_marysia00 Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 03.05.08, 00:25
                      Czytam tak to forum i zastanawiam sie dlaczego ludzie bez kultury,
                      sfrustrowani do niemozliwosci i mieszkajacy w Polsce wchodza na to
                      forum i zajmuja glos, chociaz nie maja pojecia o temacie.
                      Zachowuja sie ponizej krytyki, obrazaja innych po czym pietnuja
                      tych, ktorzy pisza nie po ich mysli. A na koniec odrwacaja kota
                      ogonem i innych upominaja zeby byli kulturalni i nie obrazali.
                      Na przyklad:
                      > Cale szczescie, ze jakis facet w koncu
                      > sie nad toba zlitowal w tej Kanadzie, bo bys jadem gorzej plula.
                      > Nie mozesz zrozumiec, ze nie wszyscy w kraju byli samotni i mieli
                      > nieudane zycie rodzinne, towarzyskie jak ty.I za tym wlasnie
                      > tesknia.To co dla ciebie jest pelnia szczescia dla innych moze byc
                      > tylko namiastka i nie ma to nic wspolnego z ich stanem cywilnym.
                      > Jako szczesliwa mezatka i matka, nie czuje potrzeby upatrywac
                      > problemow kobiet na obczyznie w ich staropaniestwie.

                      Przeciez jest to nie tylko brak kultury ale zwykle chamstwo pisanie
                      do kogos w taki sposob. I to do kogos kogo sie nie zna. Widac, ze
                      autorka postu probuje zrekompensowac sobie swoje frustracje i
                      obrazac, bo sama ma nieszczesliwe zycie.

                      Kiedys przed przypadek wpadlam na necie na post tej pani i okazalo
                      sie, ze jest rozwiedziona i bardzo zawiedziona zyciem....


                      Problem samotnych kobiet za granica jest jak widac, i to nawet
                      wystepuje na necie, dziwnym zbiegiem okolicznosci sa to kobiety
                      samotne, ktore nie maja rodzin. Z jakich powodow? Nie wiadomo ale te
                      co tu pisaly maja problemy osobowosciowe i to jest z daleka widoczne.
                      Moze maja udane zycie rodzinne i towarzyskie w Polsce. Powinny wiec
                      wracac do Polski i kontynuowac to zycie.

                      Na przyklad:
                      > W obecnych czasach swietnie mozna pogodzic role zony, matki i
                      > studentki.Nie trzeba czekac do trzydziestki.W wieku 25 lat mozna
                      > wyjechac z mezem i polrocznym dzieckiem na roczny staz
                      > zagraniczny.

                      Droga trust, niech ci sie nie zdaje, ze emigracja zaczela sie 5 lat
                      temu, kiedy ty jechalas na roczny staz z mezem i polrocznym
                      dzieckiem. Emigracja trwa czasow kiedy istnieje ludzkosc. W czasach
                      kiedy ja na przyklad emigrowalam byla w Polsce komuna, z trudnoscia
                      dostawalo sie paszport a na roczne stypendia zagraniczne jezdzili
                      tylko ci co byli u koryta ewentualnie potrafili zakrecicc sie przy
                      tych u kortyta. Jak wiem niewiele sie zmienilo.

                      Czy na tym polegala ta twoja emigracja? Siedzialas rok z mezem
                      gdzies tam i bylas sfrustrowana? Nie znalas jezyka, mialas malo
                      forsy, musialas sie zajmowac dzieckiem i na dodatek mialas aspiracje
                      na wiecej i lepiej???
                      Rok na stypendium to zadna emigracja, to wyjazd na stypendium. Po
                      roku pobytu w takich warunkach nic sie nie wie o kraju, w ktorym sie
                      zylo, bo mialo sie bardzo krotki i wybiorczy kontakt z ludzmi.
                      Na przyklad:

                      > Rozumiem, ze tobie takie rzeczy nie mogly by sie
                      > przydarzyc nieszczesliwa kobieto.

                      I znowu o swojej wyzszosci. Troche skromnosci dziewczyno, tym
                      bardziej, ze naprawde nie masz sie czym chwalic. Aspiracje masz ze
                      ho ho, tylko ta ortografia polska troche utyka ale za to jakie
                      mniemanie o sobie.
                      Nie wiem jak ta adrianna z Kanady ale wiekszosc nas, starych
                      emigrantow lat 80tych dobrze sobie poradzila w zyciu w Ameryce.
                      Wielu pokonczylo drugie fakultety. I jak mozna w ogole porownywac to
                      twoje zalatwione po znajomosci stypendium z tym co osiagneli ci
                      ludzie wlasnymi silami?

                      >Kiedy ty bylas jeszcze
                      > nieszczesliwa, zgorzkniala, ja juz z zycia czerpalam to co
                      najlepsze

                      To na tym stypendium tak sobie uzywalas?
                      Ale jak widac nie bardzo umialas ulozyc sobie zycie. Pozostaly tylko
                      wspomienia a zycie sie rozpadlo.

                      Nie powinnas sie osmieszac tymi tekstami, nie powinnas obrazac
                      innych i wywyzszac sie bez powodu, bo nawet jezeli masz na przyklad
                      doktorat, to nie umiesz pisac poprawnie po polsku. W Polsce to teraz
                      nagminne, ze analfabeci maja tytulu naukowe. Ale my tu na tym forum
                      jestesmy do czegos podobnego nieprzyzwyczajeni.

                      To, ze jestes sfrustrowana i zawiedziona zyciem nie powinno byc
                      powodem do tego, ze swoje cechy przypisujesz innym i na dodatek ich
                      obrazasz.

                      A dziewczyna z Kanady jest rzeczowa i pisze po prostu jaka jest
                      rzeczywistosc.
                      • wacek_z_portu Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 03.05.08, 00:38
                        Marycha,
                        odrwacanie ogonem i chamstwo, to w Polsce teraz chleb powszechny
                        wiec roznego rodzaju ciotki chca sobie poplakac na necie i
                        ponarzekac ale musz tez podkreslic jakie sa madre i wyjatkowe i ile
                        to wiedza.
                        Bo w Polsce Marycha, slonce w dupie swiecie bez roznicy na plec.

                        W wypadku mezczyzn slonce swieci z dupy i czasami bywa to
                        niebezpieczne, bo mozna po mordzie od nich oberwac.
                        W wypadku kobiet, jak slonce swieci z dupy, to mozna byc pewnym ze
                        charakterek tez jest skisly. Nie wiadomo ale moze i kobity teraz w
                        Polsce tez daja po mordzie. Nic mnie juz nie zdziwi.

                        Ale po co sie tym wszystkim przejmowac.
                        • hank-punk Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 03.05.08, 04:07
                          Wacek teraz une wszystkie naukowcy, profesory ale nie umiom po
                          polskiemu pisac, wylazi sloma z daleka widac, ze w domu nie nauczyli
                          mowic prawidlowo po polsku.

                          Za to po znajomosciach na stypendia jezdzom, znaczy sie dupy dajom
                          komu trzeba. A jak sie dupa zestarzala i juz malo atrakcyjna, to i
                          szczescie troche cienkie sie robi.

                          Pojechalo to na stypendium i zdaje sie byl to pierwszy wyjazd za
                          granice i zaraz sie burakowej w glowie przewrocilo, bo taka sie
                          sobie swiatowa wydala. Tez jej sie wydalo, ze jest wyjatkowa
                          wybranka losu z powodu swojej wielkiej madrosci.

                          Po polskiemu dalej nie umie i tlumaczy sie, ze nie umie robic spraw
                          symultanicznie. To znaczy pisac w rodzinnym jezyku zapomina jak robi
                          cos innego. Takich to Polska ma naukowcow od slomy i wiejskiego
                          gowna. A wydaje im sie, ze wszystko wiedzom.

                          Nigdy w tym kraju dobrze nie bedzie, bo zostaly same czubki,
                          niepelnosprawni fizycznie, niedorozwinieci i rozwiedzione szantrapy.

                          Wszyscy som eksperty od zycia emigranckiego, chociaz nigdy emigracji
                          nie posmakowali.

                          Cala reszta sie ewakulowala do normalnych krajow i tylko od czasu do
                          czasu tu zaglada i kiedy widzi kto pozostal jest zadowolona, ze nie
                          mieszka w Bulbie.
                          • wacek_z_portu Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 03.05.08, 05:08
                            To prawda, ze to w jaki sposob czlowiek sie wyslawia i jak sklada
                            zdania wskazuje na to, z jakiego srodowiska pochodzi. Jezyka uczymy
                            sie w domu i sposob wyslawiania pozostaje w nas, bo mowimy tak jak
                            nas nauczyli w domu. Piszemy zreszta takze. Nagminne w obecnej
                            Polsce sa bledy ortograficzne w pisowni. Oni sie tym nie przejmuja.
                            Mieszkaja w cyrku i bledy orotgraficzne popelniane przez ludzi, u
                            ktorych cos podobnego nie powinno nawet zaistniec, jest teraz
                            nagminne. Polska zeszla na nieprawdopodobne psy.

                            Wszystko zaczelo sie od wielkiej emigracji lat 80tych. Najbardziej
                            patriotyczny i najzdolniejszy element wyjechal wlasnie wtedy. Baby-
                            boomers, ludzie, ktorzy nie bali sie gory przenosic. 25 procent tej
                            emigracji mialo wyzsze wyksztalcenie, to byl ewenement na skale
                            swiatowa. Nigdy przedtem taki olbrzymi procent wyksztalconych ludzi
                            nie opuscil kraju. Wielu powtorzylo studia, przekwalifikowalo sie a
                            nawet porobilo kariery naukowe w nowych zawodach. Pozostaly odpady a
                            teraz od czasu do czasu mamy do czynienia z dziecmi tych odpadow.

                            Slynna emigracja wloska lat 50tych skladala sie przewaznie z
                            niepismiennych chlopow, ktorzy do dzisiaj nie sa w stanie sklecic
                            slowa po angielsku. a teraz prosze, ich dzieci, to najbardziej
                            tworcza czesc Ameryki.

                            Jedno bylo pewne, polscy emigranci lat 80tych byli i nadal sa ludzmi
                            uczciwymi, w wiekszosci skromnymi, ktorzy wiedza, ze musza na swoj
                            sukces zapracowac. Slonce w dupie wystepowalo ale nie do stopnia
                            jaki sie teraz spotyka wsrod Polakow zamieszklaych obecnie w Polsce
                            i wyjezdzajcych w celach zarobkowych a uwazajacych sie za
                            emigrantow. Zupelnie nowe jest jednak chamstwo Polakow zamieszkalych
                            w Polsce oraz tzw. nowej emigracji. I to chamstwo w tej swojej
                            pierworodnej postaci. Ludzie z mojej emigracji tego nie mieli.

                            Najbardziej jednak odrzucajace jest to, ze ci tzw. emigranci,
                            oddaleni od Polski o godzine jazdy pociagiem czy 2 godziny samolotem
                            uwazaja sie za emigrantow, a sa w wiekszosci mieczakami, ktorych
                            normalny czlowiek sie po prostu brzydzi.
                            Masz racje Marysia, stara emigracja siedziala w obozach, jechala w
                            nieznane, bywalo do Australii czy Kanady i jakos dawala sobie rade,
                            odnosila sukcesy i ma uregolowane normalne zycie w nowej ojczyznie.
                            A ci nowi tzw. emigranci, ktorzy maja wszystkie udogodnienia jedyne
                            co potrafia to plakac, narzekac i wracac na czworakach do rodziny.

                            Z jakiego srodowiska czlowiek pochodzi daje sie wylapac bardzo
                            szybko i nie pomoze ani doktorat ani nawet profesura. Niesie sie to
                            swoje pochodzenie jak garb wszedzie widoczny. Czasami zdradzi zla
                            skladnia, czasami jedno slowo. Predzej czy pozniej to wyjdzie.
                            Zauwazamy to na tym forum wszedzie.

                            Z powazaniem wasz
                            ratpole,
                            matrix,
                            wacek a czasami nawet warcholski.
              • kosmos.3 Re: (moja) odpowiedz na Twoje pytanie 18.07.08, 22:05
                W 100% realizm.
                Ja znam dwa przypadki starych panien.
                Jedna uczyła mnie geografii w liceum. Nosz czasami to normalnie
                miałem ochotę zeszytem w nią rzucić. Wredna, podła, potrafiła tak
                ucznia wyprowadzić z równowagi, że szok - były momenty, że już tylko
                mój charakter ratował mnie od walnięcia jej.
                Ale to nic - drugi przypadek to był dopiero. Wychowawczyni mojego
                brata w szkole średniej. Tylko to co ona powie to jest święte.
                Potrafiła zamienić życie ucznia w piekło. Jej się w życiu nie
                powiodło, to teraz komplikuje życie innym.
                Czystą prawdą jest, że stare panny to megaproblem. Nienawidzą
                zamężnych kobiet i żonatych facetów, bo same wolały poświęcić się
                karierze, a jak kariera je wykopsała to wku..one na cały świat są.
        • kan_z_oz Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 05.05.08, 05:00
          gayle123 napisała;
          "Jestem juz prawie trzy lata na emigracji, ale ciezko jest mi
          odnalezc sie. Pod wzgledem pracy jestem dosyc zadowolona. Najwieksze
          problemy mam z asymilacja z tutejszym srodowiskiem. Tubylcy
          niechetnie chca sie zaprzyjaznic, Polacy sa nieprzyjazni. Nie wiem
          gdzie i jak nawiazywac znajomosci. Jestem sama, wiec i wyjscia w
          pojedynke sa dla mnie ogromna bariera. Mam zainteresowania, ktore
          nie sa zbyt popularne tutaj i nie znajduje osob, ktore chcialyby je
          dzielic ze mna. Czuje sie bardzo samotna i osamotniona.
          Brakuje mi juz pomyslow, chociaz probowalam znalezc przyjaciol w
          kosciele, w roznych klubach, chodzilam na spotkania oglaszane w
          prasie. Wszystko to bylo powierzchowne, krotkotrwale i nie przetralo
          dluzej , mimo iz ja ciagle dalej zabiegalam o utrzymanie kontaktu.
          Jest mi tym bardziej przykro, ze w Polsc uchodzilam za osobe bardzo
          towarzyska, pozytwnie nastawiona do zycia, kontaktowa i energiczna.
          Nie mialam nigdy zadnych klopotow z zawieraniem znajomosci. Tutaj
          jest calkowicie odwrotnie, nie umiem sobie z tym poradzic, a
          strasznie zle znosze osamotnienie i brak przyjaznych ludzi.
          Czy ktos z Was mial podobne przyzycia ? Jezeli tak, jak sobie z tym
          poradzilisci"?

          ODP: Z tego co zauważyłam w Australii - czyli anglojęzycznym kraju,
          gdzie oprócz Aussies, mieszkają też brytyjczycy, nowozelandczycy
          itp. to;
          - nie ma wśród nich zwyczaju takich przyjaźni jak w Polsce.

          Mam na myśli, że przyjaźnie zawierane w anglojęzycznych grupach to
          znajomości najczęściej zawarte poprzez kontunuowanie różnych
          zainteresowań/hobby/sportu i następnie naturalnie ewoluujące w
          przyjaźń lub nie.

          Nie ma natomiast zwyczaju - takiego jak pamiętam z Polski - aby
          codziennie spotykać się w celu omówienia wszystkich 'problemów
          życiowych'. Nie spotyka się często więc przyjaźni opartych na
          posiadaniu niejako 'powiernicy', z którą dzieli się wszystkie
          sekrety intymne itp...Jeśli ktoś zawarł taką znajomość - to oprócz
          tego, dzieli również np; hobby. Dyskutowanie 'problemów' jest więc
          tylko ułamkiem znajomości - nie 100% treścią - jak w Polsce.

          Znajoma australijka kiedyś zapytana właśnie o te przyjaźnie z
          polskimi dziewczynami - oznajmiła, że przyjaźń gdzie jedna osoba
          narzeka i wylewa na drugą wszystkie swoje żale to żadna przyjaźń -
          to wykorzystywanie psychiczne.(oczywiście chodzi o układ gdy
          regularnie jedna strona 'wałkuje' te same problemy/tematy).
          Anglojęzyczni unikają takich przyjażni czy nawet znajomości -
          unikają nawet kontaktu.

          Nie twierdzę, że autorka tego wątku akurat to robi!!!

          Myślę, że zamiast zastanawiać się nad; "dlaczego nie mogę znaleść
          przyjaciół"' - należałoby pomyśleć;" co mam do zaoferowanie i chcę
          wnieść w przyjaźń" - po to aby nawiązać układ gdzie obydwie strony
          coś wnoszą. Należy też zdecydować się poprzez jakie hobby - klub,
          kółko lub poprostu samemu poszukać...

          Moim zdaniem; polskie przyjaźnie to często jednostronne dawanie -
          oczywiście nie wszystkie. Moim zdaniem; to może być też jedną z
          przyczyn niemożności nawiązania takowych...oprócz oczywiście
          szukania w zupełnie nieodpowiednich miejscach jak; kościół, praca...

          Inne grupy etniczne mają chyba inne zasady - można więc tam
          poszukać.???

          Kan




          • adriana_kol Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 08.05.08, 02:49
            > Znajoma australijka kiedyś zapytana właśnie o te przyjaźnie z
            > polskimi dziewczynami - oznajmiła, że przyjaźń gdzie jedna osoba
            > narzeka i wylewa na drugą wszystkie swoje żale to żadna przyjaźń -
            > to wykorzystywanie psychiczne.(oczywiście chodzi o układ gdy
            > regularnie jedna strona 'wałkuje' te same problemy/tematy).
            > Anglojęzyczni unikają takich przyjażni czy nawet znajomości -
            > unikają nawet kontaktu.

            Jak najbardziej zgadzam sie z takim pogladem. Wysluchiwac cudzych
            narzekan mozna podczagnac pod wykorzystywanie psychiczne.
            Zwlaszcza, ze jak widac ta pani nie ma zadnych problemow, za
            wyjatkiem tego, ze nie ma wlasnie problemow. To staje sie powodem do
            narzekania. Po co komu zanjomosc z taka osoba? Z przyjazniami jest
            tak, ze ludzie sie dobieraja i spotykaja z soba jezeli sa soba
            zainteresowani. A jezeli jedynym powodem do spotkania ma byc to, ze
            komus w zyciu niewygodnie, to po co cos podobnego ciagnac? Wiec sie
            ucieka od takiej osoby. Sama to zrobilam kilkakrotnie chociaz nie
            jestem Angielka.
            • pia.ed Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 08.05.08, 09:00
              adriana_kol napisała:
              "...Z przyjazniami jest tak, ze ludzie sie dobieraja i spotykaja z
              soba jezeli sa soba zainteresowani ..."


              Najlatwiej jest przyjaznic sie jako nastolatka, bo wtedy
              z przyjaciolka ma sie dwa gwarantowanie wspolne tematy:
              szkola i chlopaki!
              Czym pozniej w zyciu, tym mniej ma sie wpolnego z innymi, bo zycie
              toczy sie odmiennymi torami ...
              Jedna zyje zyciem swoich dzieci, a potem wnuczkow, a dla innej
              sa to sprawy drugorzedne, bo ma wlasne zainteresowania i wlasne
              zycie.


              • adriana_kol Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 08.05.08, 13:24
                Ja mam akurat i dzieci i zainteresowania.
                Nie sadze, ze jest akurat tak, ze jak sie ma dzieci, to nie wolno
                miec zainteresowan. Ja mam zainteresowania i sa one dosc powazna
                czescia mojego zycia. Nie maja one akurat nic wspolnego z tym, jak
                sie maja moje sprawy z dziecmi i mezem.

                Zycie prywatne wedlug mnie ma rozne odmiany. Wciaganie innych w to
                jak sie czlowiek czuje, co go boli i dlaczego mu niewygodnie w zyciu
                jest objawem zlego wychowania i niedojrzalosci psychicznej. Z
                jakiej racji ktos ma nas wysluchiwac?
                • adriana_kol Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 08.05.08, 13:48
                  Zreszta po to sa roznego rodzaju grupy psychoterapeutyczne: ludzie
                  sie zbieraja i kazdy mowi, co mu na watrobie lezy.

                  Do tego sa tez roznego rodzaju prywatni psychoterapeuci.
                  Wysluchiwanie innych stalo sie teraz businessem, jak kazdy inny, za
                  dobrego terapeute slono sie placi. I to on, a nie "przyjaciolka"
                  jest powiernikiem bolow wspolczesnego czlowieka...przy okazji takze
                  dostaje za to pieniadze. Im wieksze skupiska ludzkie tym wiecej
                  ludzi potrzebujacych pomocy psychiatrycznej czy psychologicznej.

                  W Polsce takie problemy zalatwialy "kolezanki" ale coraz mniej jest
                  chetnych do wysluchiwania a coraz wiecej potrzebujacych ponarzekac i
                  poplakac, bo nie moga sobie dac rady z soba.

                  Anglosasi wcale nie sa innymi ludzmi niz cala reszta. Takze
                  potrzebuja miec psychiczny wentyl i takze maja roznego rodzaju
                  ludzi, ktorzy nie potrafia sa poradzic psychicznie z problemami.
                  Anglosasi jednak to zinstytycjonalizowali.
                  Nie jest wiec przyjete, ze obrzydza sie zycie najblizszym (w tym
                  kolezankom) ciagle opwiadajac o swoich problemach. Kazdy ma dosyc
                  swoich i nie potrzebuje cudzych.
                  )
                • pia.ed Re: Jak poradzic sobie na emigracji ...? 08.05.08, 14:52
                  adriana_kol napisała:

                  > Ja mam akurat i dzieci i zainteresowania.
                  > Nie sadze, ze jest akurat tak, ze jak sie ma dzieci, to nie wolno
                  > miec zainteresowan.


                  Pisalam o przypadkach, kiedy samotna matka "poswieca sie dla
                  dzieci" nawet rezygnujac z mozliwosci podjecia pracy, zyjac na
                  zasilku socjalnym i twierdzac, ze nie odda dzieci do przedszkola,
                  bo nikt tak nie wychowa jak matka!

                  Kobiety ktore pracuja i jednoczesnie wychowuja dzieci sa wg
                  takich "kocich matek" zlymi matkami! Bo przeciez po co rodza, skoro
                  potem podrzucaja innym na wychowanie???

                  O rozwiniecie jakis glebokich zainteresowan ciezko w takim
                  przypadku, bo te mamy od rana do wieczora zajmuja sie dziecmi,
                  a wieczorem nie moga nigdzie wyjsc, bo przeciez nie zostawia dzieci
                  w domu "na pastwe losu" nawet gdyby byly w tym wieku
                  ze moglyby zostac same!


                  Co do przyjaciolek, to nie zgodze sie z Toba!
                  Kazdy potrzebuje jakiegos czlowieka do ktorego moze chocby
                  zadzwonic i "wyzalic sie" ...
                  Takim czlowiekiem nie jest dla mnie psycholog, ktory grzecznie
                  wyslucha tylko dlatego, ze mu za to placa!

                  Mam kilka znajomych ktore do mnie dzwonia jesli maja problemy
                  czy to w domu czy jakies sprawy urzadowe,
                  a ja chetnie je wyslucham i pomoge, bo jestem taka spolecznica ...
                  A kiedy je wyslucham, to dochodze do wniosku
                  ze mam dobre zycie w porownaniu z nimi i wlasciwie to nie mam
                  na co narzekac!

                  Tak wiec "terapia" dziala w obie strony.

    • Gość: Staruszek Odmienni a jakze swojscy.... IP: *.dsl.bell.ca 05.05.08, 09:04
      Polacy - cwaniacy i oszusci. Albo, jak kto woli - ofiary zbiorowego
      spisku obcych, którzy szkaluja i oczerniaja nas , ile wlezie. A
      przeciez - jestesmy narodem bardzo podzielonym ,politycznie i
      obyczajowo i kulturalnie. Jedni - za wszelka cene chca sie dorobic ,
      nie gardząc kradzieża, oszustwem, przemoca. Ograc drugiego-to
      dewiza. Ale sa tez uczcicwi, pracowici Polacy, ktorzy ciesza sie
      szacunkiem otoczenia. Niestety, zdecydowanie przeważaja ci pierwsi.
      To oni, a nie cudzoziemcy oczerniaja Polskę. Sobą i swoim
      zachowaniem , chamstwem i cwaniactwem. To jest, niestety, polska
      większość.......z podroznych opowiesci rodakow nadwislanego kraju.
      Kanadyjskie usciki rodzimego krajana , juz wsiakniety w lono cudnej
      Kanady .
      • pia.ed Grunt to rodzinka! 05.05.08, 09:37
        Wiem ze Polacy w Sztokholmie przyjaznia sie calymi rodzinami,
        z innymi innymi polskimi rodzinami, odpowiadajacymi ich poziomowi
        intelektualnemu.
        Czasem sa to rodziny mieszane: on Szwed, ona Polka. Wtedy panowie
        przyjaznia sie ze soba, a panie ze soba ...

        Natomiast samotna kobieta w kazdym kraju bedzie miala trudniej
        znalezc przyjazn, juz chocby z tego powodu, ze spoleczenstwo jest
        zbudowane na gruncie rodziny i do niej dopasowane.
          • kan_z_oz Ale się wątek wykręcił... 08.05.08, 16:08
            Gayle - muszę Ci to wytłumaczyć po 'polskiemu', bo inaczej nici z
            tego;
            Na początek to nie krępuj się tzw. 'wychodzeniem samej' - nie
            mieszkasz w kraju troglodytów co oznacza, że jest OK
            wychodzić 'samej', wszędzie gdzie się da i z piersią wypchniętą do
            przodu.
            Następnie - jak już wcześniej napisałam - anglo są 'zimnokrwiści' i
            nie należy ich udusić naszym polskim temperamentem. Ma to swoje
            zalety...odkryjesz jeśli pozwolisz.

            Hobby jest koniecznie. Jeśli Twoje nie pokrywa się z lokalnymi, to
            dołóż do repertuaru nowe - najlepiej sportowe, bo w ten sposób
            załatwiasz dwie rzeczy; wentyl psychiczny, czyli zdrowe wybieganie
            się lub umęczenie sportowe oraz znajomości zawarte w czasie takowego.
            Te mają nalepsze szanse na dalszy rozwój...

            3 lata, to relatywnie krótki okres czasu na zawarcie życiowych
            przyjaźni, moim zdaniem zbyt krótki...

            Nie stresuj się więc, tylko korzystaj z tego co masz - czyli życia -
            patrz punkt pierwszy...hehehhe

            Pozdrawiam
            Kan
            • wacek_z_portu Re: Ale się wątek wykręcił... 09.05.08, 07:06
              > Następnie - jak już wcześniej napisałam - anglo są 'zimnokrwiści'
              > i nie należy ich udusić naszym polskim temperamentem. Ma to swoje
              > zalety...odkryjesz jeśli pozwolisz.

              Nie zgodzilbym sie z toba. Anglosasi wcale nie sa zimnokrwisci, sa
              tylko inni. Poza tym w odroznieniu od Slowian sa uczeni od dziecka
              panowac nad swoimi emocjami i pokazywac minimum. Jak sie czlowiek do
              nich zblizy, potrafia byc bardzo fajni zarowno w pracy jak i w
              stosunkach prywatnych. Potrzebuja jednak troche wiecej "space", nie
              lubia ludzi, ktorzy wlaza im z butami w zycie.

              Jak ktos juz tu kiedys pisal, punkt widzenia zalezy od punktu
              siedzienia. Z punktem percepcji jest podobnie. Wedlug ciebie kan
              Polacy to narod z temperamentem???

              Hmmmmmmmmmmmmm... mozna by na ten temat polemizowac. W szerokim
              swiecie Polscy uchodza za humorzasty narod i nigdy nie wiadomo, co
              im do glowy strzeli. Dla wiekszosci zachodnich Europejczycow Polacy
              sa narodem niezrownowazonym, ktory jak zapije, a zapija duzo i
              czesto, to wpada albo w zlosc albo zaczyna namietnie kochac
              wspoltowarzyszy. Z kolei dla narodow na wschod od Polski, Polacy to
              falszywy, zdradliwy narod na ktorym nie ma co polegac, bo przewaznie
              mozna sie zawiesc.

              Co zas do temperamentu. To na przyklad w Grecji mialem do czynienia
              z kilkoma Grekami, ktorzy nieopatrznie wzieli sobie za zony Polki i
              kazdy, jak leci, ciagle mi sie skarzyl ze maja leniwe i ozieble
              plciowo zony. Podobno przed slubem udawaly gorace a po slubie juz im
              sie przestalo chciec udawac... Nie ma wiec co myslec, ze Polacy
              maja "wielki" temperament. Maja taki sobie, duzo blizszy na pewno
              Anglosasom, Skandynawom i Niemcom (nawet chociazby z tego powodu, ze
              to takze narod polnocnej Europy) niz na przyklad Wlochom czy
              Hiszpanom.

              Kan mieszkanie poza Polska powinno cie nauczyc perspektywy do
              wlasnego narodu a ty tu tworzysz sobie historie na temat
              temperamentu..... dziwne.
              • kan_z_oz Re: Ale się wątek wykręcił... 09.05.08, 08:57
                wacek_z_portu napisał; Kan mieszkanie poza Polska powinno cie
                nauczyc perspektywy do
                wlasnego narodu a ty tu tworzysz sobie historie na temat
                temperamentu..... dziwne.

                ODP: Mieszkanie poza Polską przedewszystkim uzmysłowiło mi, że
                wszystko jedno co napiszę na tym Forum, to zaraz wejdzie ktoś
                z 'rodaków' kto wyłoży mi, dlaczego powinnam się wstydzić...
                za dana wypowiedź w danym momencie.

                Szczerze Wacek - to nie chce mi się dyskutować z opiniami, bo ja nie
                jestem w stanie widzieć Twoimi oczyma - podbnie jak Ty moimi.

                Tak więc tym optymistycznym akcentem zakończę moją 'tfurczość
                radosną' w tym tematcie;
                różnice są - jako zauważyłeś - ja potwierdziłam. Natomiast nie mam
                zamiaru wchodzić w głąb tego, co Ty się możesz domyślasz, że mogłam
                mieć na myśli.
                Jak w kawale o Bacy; są 3 prawdy; prawda, półprawda i goowno
                prawda...w ramach takowych możesz moją włożyć gdzie Ci się podoba -
                ja się zrewanżuję tym samym.
                Kłopotów ze znajomymi, samotnością i innymi nie mam - więc chyba coś
                jeszcze 'kleję'???

                Poza tym - Weekend- rozumiesz - 'bombelki' mi się chłodzą w lodówce,
                kraby w garczku przestały już być 'zimnokrwiste'...odpływam w
                nastroju świątecznym...na lotnisko odebrać chłopa...

                Pozdrawiam
                Kan
                • wacek_z_portu Re: Ale się wątek wykręcił... 09.05.08, 10:12
                  No coz jakie tam masz swoje prawdy twoja sprawa.

                  Nadal jednak dziwie sie, ze lekki slowianski koltun
                  i "niepoukladanie" a moze po prostu balaganiarstwo emocjonalne
                  uwazasz za temperament.

                  Temperament to jednak troche cos innego.Ide spac, bo u mnie juz po 1
                  rano.

    • camel_3d takei zycie..neistety 08.05.08, 21:38
      powiem ci, ze ja tez mialem dola przez pierwszy okres. ale glownie ze wzgledu
      wlasnie na brak znajomych....choc tu nie bylem sam..moja druga polowka jest ze
      mna i jakos sobie pomagalismy.. ufff...
      Najgorsze jest to, ze nawet znajac jezyk..wcale go si enie zna..
      Poza tym zawsze tkwi w nas jakas bariera.
      Kompletni enie iteresowalo mnie poznawanie Polakow..szczegolnie na sile. Ale po
      kilku latach okazaloi sie moi najlepsi przyjaciele to wlasnie Polacy,
      przypadkowo poznani w pracy. W przeciwienstwie do niemickich znajomych,
      utrzymuje z nimi staly kontakt. Z niemieckimi znajomymi raczej zawodowo - lunchowy.
      Oczywiscie mam sporo dobrych znajomych poza praca, Niemcow...ale tylko niewielu
      moglbym nazwac przyjaciolmi..zawsze istnieje ta dziwna granica. Choc moze one
      tez jest troche we mnie bo ja raczej nie przepadam z aimprezami i koncertami, a
      wmojej branzy to normalka..

      Mieszkam wNiemczech od 9 lat. Czuje sie swietnie, tlko przez pierwsze 2-3 lata
      mialem ciagle dola.... roznice jezykow i kulturowe byloy dl amnie nie do
      przeskoczenie, choc od samego poczatku ciagle mialem fajne towyrzstwo..ale mimo
      wszytsko:))

      trzymaj sie!!!!


          • wacek_z_portu Re: takei zycie..neistety 18.07.08, 22:18
            3 lata temu bylem w South Africa i Namibia juz po raz 2-gi.
            Piekny klimat, wspaniale wino i calkiem ladne Africanerki (te biale,
            mieszanka niemiecko- angielsko-holenderska) piekne krajobrazy.


            Mieszkac tam jednak bym nie chcial. Moj kolega, pewien bardzo
            sympatyczny Polak mieszka w South Africa od ponad 20 lat. Ozenil sie
            z Angielka. On jest lekarzem a ona nauczycielka.
            Mysla o emigracji, bo jemu znudzilo sie juz spac z karabinem pod
            poduszka. Nigdy nie wiadomo kiedy czarnej dziczy odbije szajba,
            nastepna ofiara mozesz byc ty....

            Nie ma jak Ameryka.
      • bogo2 Re: nudzisz, ciotka.. 19.07.08, 16:51
        z ciebie latarnik, to ladny dupniak jest...!!!
        ale nawet jak sie zrobisz ladniejszym, to i tak w kolejce bedziesz
        czekal.. !!!

        Gość portalu: latarnik napisał(a):

        > zrob sie ladniejsza to z miejsca sie zaczna kolo ciebie krecic

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka