• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Emigracja a rodzina i znajomi w Polsce Dodaj do ulubionych

  • 31.05.09, 22:33
    Nie wiem, jak systuacja przedstawia sie u was , ale u mnie jest dziwnie.
    Wyjechalam w 99 i od tego momentu stosunki z ze znajomymi/przyjaciolmi
    praktycznie sie zerwaly, podobnie jak i z dalsza rodzina. Obecenie z nikim
    zadnego kontaktu. Bliska rodzina to matka i siostra z mezem i malym dzieckiem.
    Kiedys miedzy mna a siostra bylo zle, od tragicznego przypadku jest lepiej,
    ale wedlug mnie niezbyt szczerze. Mam wrazenie, ze ona probuje mnie ze
    wszystkim przescignac, nie mozna nic zlego o PL powiedziec, bo zaraz jakis
    zart albo przywara, wszystko co w PL i co polskie jest NAJLEPSZe, oni wszystko
    znaja (nawet jesli naprawde nie znaja czegos to twierdza, ze tak nie jest!).
    Nie sa najbogatsi, ale uwazaja,ze w PL to raj. Dzis uslyszalam, ze nawet mloda
    kapusta smakuje w PL lepiej niz u nas. Ten przyklad jest malo istotny, ale tak
    jest ze wszystkim po prostu. Urlop tez najlepiej w PL, bo u nas to na
    obczyznie. Mam wrazenie, ze moja emigracja doporowadzila ich do skrajnego
    nacjonalizmu :)

    Oddzywaja sie tylko wtedy, zeby sie czyms pochwalic, lub jesli cos chca. A
    tak, zeby z czystego zainteresowania zapytac, co u was, jak tam w
    pracy/firmie?, to w ogole. Ja mam wrazenie, ze jestem karana za to, ze
    wyjechalam, i ze nie mieszkam w PL, nie jezdze co niedziela do mamy na darmowy
    obiadek itp. Nie wiem, ale czasami mnie szlag trafia.

    Z moja mama mam lepszy kontakt, ale.... za kazdym razem jak dzonie, prowadzimy
    rozmowy dotyczace jej osoby, albo innych osob, co u mnie slychac- o to sie nie
    pyta, a jak ja cos sama wspomne to brzmi to tak: "ja: Ladna pogoda dzis
    cieplo, moze gdzies wyjdziemy. Mama: no u nas pada, ale wiesz ja
    bylam............." i koniec tematu (tu podalam takze malo istotny przyklad,
    celowo). I tak jak ze wszystkim. Jak ja nie zadzwonie, nikt sie nie odezwie.

    Podobnie jest ze znajomymi i pseduo-przyjaciolmi. Nikt sie sam nie odezwie,
    nawet, jesli my staralismy sie poczatkowo o utrzymanie kontaktow. Mam
    wrazenie, ze to my mamy obowiazek oddywac sie do wszystkich w PL , byc cekawym
    i wypytywac ich o wszystko, podziwiac ich dzieci (bo tam juz wszyscy dzieci
    maja, ja mam niecale 30 i uwazam, ze mam jeszcze troche czasu, ale to myslenie
    nie jest w PL dobrze widziane, szczegolnie, przez tych juz "dziedziatych") -
    nasze zycie za to jest malo interesujace wzglednie wcale. A jak jestesmy w PL,
    to slysze czesto: o , wyjechalas i sie nie oddzywasz, szkoda.

    Jak jest u Was?


    --
    "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten
    Mist.Selbst das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art
    zu zügeln,wenn sie hören, dass was Mode ist. "
    Erich Kästner
    Edytor zaawansowany
    • 31.05.09, 22:40
      kurczerumiane napisała:

      > Nie wiem, jak systuacja przedstawia sie u was , ale u mnie jest dziwnie.
      > Wyjechalam w 99 i od tego momentu stosunki z ze znajomymi/przyjaciolmi
      > praktycznie sie zerwaly, podobnie jak i z dalsza rodzina.

      Nie przejmuj sie. Bulwiastych nieudacznikow szlag trafia z zazdrosci.
      Nic w tym nie ma dziwnego. Tacy sa i trzeba ich po prostu olac

      --
      "Gott, Ehre, Vaterland"
      • 31.05.09, 23:06
        ratpole, chlopie, nie psuj mi postu. Nie chce Ci ublizac, ale daj sobie spokoj i
        nie pisz tu nic wiecej.

        --
        "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten Mist.Selbst
        das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art zu zügeln,wenn
        sie hören, dass was Mode ist. "
        Erich Kästner
        • 31.05.09, 23:43
          Akurat mloda kapusta faktycznie smakuje w Polsce najlepiej.
          Wiesz co jeszcze smakuje rewelacyjnie?
          Pomidory.
          Podczas ostatniego pobytu w Polsce, w pierwszy dzien pobytu kupilem w warzywniaku pomidory.
          Ten zapach, smak...
          Cos nieporywnywalnego z tym, z czym mam stycznosc na codzien.

          Kiedys to samo myslalem o jajkach ale ostatnio jakos polskie mi nie smakowaly, chyba tez zaczeto tam karmic kury zmielonymi rybami.

          Co do znajomych...
          Znajomosci trzeba kultywowac, choc przyjaciele zostaja na cale zycie. Jesli nie bywasz w Polsce, albo bywasz sporadycznie, wiekszosc ludzi sie wykruszy. Ktos tam moze zostanie, ci najblizsi, z podworka, studiow... Z wiekiem po prostu kazdy zagrzebuje sie coraz glebiej w swoim zyciu.

          Ja mam paru z ktorymi utrzymuje czesto kontakt, chocby przez Skype, i po przyjezdzie do Polski czujemy sie ze soba tak dobrze jakby przerw w znajomosci nigdy nie bylo. Wiekszosc odchodzi jednak w niebyt wlasnych spraw bo taka jest kolej rzeczy. Jesli ktos jest w stosunku do ciebie zlosliwy i niemily to raczej znaczy ze twoim przyjacielem nigdy nie byl.

          Pozdro i nie martw sie szciurem, to facet potrzebujacy specjalistycznej opieki. ;).

          Jeszcze jedna rzecz. W Polsce ludzie na ogol maja bardzo aktywne zycie towarzyskie, czeste spotkania, imprezy, wspolne wyjscia. Wiec pustka po tobie sie wypelnia. Na emigracji, raczej jest odwrotnie, znajomych jak na lekarstwo wiec problem "przyjaciol" jest bardziej odczuwalny. Sprawe do pewnego stopnia zalatwia rodzina. Wiekszosc emigrantow jakich znam w Kanadzie wlasnie zyje w ten sposob, praca, dom rodzina i koniec.





          kurczerumiane napisała:

          > ratpole, chlopie, nie psuj mi postu. Nie chce Ci ublizac, ale daj sobie spokoj
          > i
          > nie pisz tu nic wiecej.
          >


          --
          www.spieprzajdziadu.com/muzeum/images/thumb/c/ce/Teraz_wolska2.jpg/180px-Teraz_wolska2.jpg
          • 01.06.09, 02:20
            nad_oceanem napisał:

            > Kiedys to samo myslalem o jajkach ale ostatnio jakos polskie mi nie smakowaly,
            > chyba tez zaczeto tam karmic kury zmielonymi rybami.

            Ratuj sie poki czas. Masz jeszcze szanse pozyc w kraju gdzie jak czlowieka
            zaleci wiaterek spod draga to az ciarki ze szczescia po plecach chodza. Ale
            musisz sie pospieszyc, bo tak jak zaczeli karmic kury rybami tak i o drag coraz
            trudniej (wieksze nagromadzenie psich klockow na chodniku do jakiegos stopnia
            zalatwia ten ubytek hehehe)

            --
            "Gott, Ehre, Vaterland"
          • 01.06.09, 03:41
            > Akurat mloda kapusta faktycznie smakuje w Polsce najlepiej.
            > Wiesz co jeszcze smakuje rewelacyjnie?
            > Pomidory.
            > Podczas ostatniego pobytu w Polsce, w pierwszy dzien pobytu kupilem w warzywnia
            > ku pomidory.
            > Ten zapach, smak...
            > Cos nieporywnywalnego z tym, z czym mam stycznosc na codzien.

            A tym zadup---, w polskim gettcie, gdzie mieszkasz to rzeczywiscie nic dobrego nie dostaniesz.
    • 31.05.09, 23:31
      nie jestes osamotniona w tej sytuacji, co prawda nie kazda jest taka sama ale
      sama mam podobnie i znam pare osob, ktore podobnie "maja"
      Jesli chodzi o rodzine to mysle, ze tu ma duzo wspolnego taka osobista uraza.
      Niby twoj wyjazd nie ma nic wspolnego z nimi ale czesto rodzina czuje sie
      "porzucona" jakbysmy sie od nich odwrocili i uciekli. Z tym musza sobie niestety
      poradzic sami. Znajomi, no coz, najczescie odwracaja sie od nas znajomi, ktorzy
      niewiele wiedza o zyciu na obczyznie. Maja dziwny obraz swiata, w ktorym my
      zyjemy i nie chca sie tam ladowac. Poza tym tempo zycia codziennego... pamietaj,
      ze to ty wyjechalas i musialas sobie wszystko na nowo ulozyc. Pewnie to co
      zostalo bylo z toba caly czas... a dla nich? zycie toczy sie dalej, nie musza
      tworzyc niczego na nowo i zostawiac miejsca dla ciebie.. nie wiem czy to co
      wymyslilam jest prawdziwe ale ja tak to sobie tlumacze. Jedyni znajomi jacy sie
      odzywaja to cci, ktorzy tez wyemigrowali do innych krajow...
      • 01.06.09, 00:07
        Ktoś tu wspomniał, na innym wątku, o pępowinie którą trzeba odciąć aby noworodek
        przeżył ....

        Trochę winy jest twojej, bo pewno chcesz się "wywyższyć"; pokazać im jak to
        dobrze zrobiłaś i jak na tym dobrze wyszłaś. A to jest Twoja sprawa, która ich
        tylko drażni.

        Najbliższa rodzina: choć Cie nie doceniają i zazdroszczą, poślij im kartkę na
        urodziny, porozmawiaj przez telefon, użal się nad ich losem, ale NIE WIĘCEJ.

        Reszta koleżeństwa: im dalej, tym lepiej.
        I rozliczaj się za wszystko: to kosztuje tyle i tyle; jak mi zapłacisz?

        I NIE ŚLIMACZ SIĘ.

        Na wakacje nie jedz do PL. A jak jedziesz to do kurortów / miejsc turystycznych
        a nie do rodziny.

        Pamiętaj ze Ty jesteś inna i oni tego nie rozumieją. I nie próbuj się wywyższać,
        bo to CI nic nie da, tylko zaszkodzi. Narzekaj na podatki, na godziny pracy, na
        zapier..ol jaki masz w pracy, na to jacy Twoi współpracownicy są głupi, etc. To
        tez pomaga.

        He, he, he.... takie jest życie.

        Doświadczony SP

        • 01.06.09, 00:16
          poraz pierwszy musze napisac:
          madry SP
          !!!
          • 01.06.09, 00:53
            hmmmmm zadumalem siem nad waszymi tekstami
        • 01.06.09, 01:55
          starypie... napisał:

          > Ktoś tu wspomniał, na innym wątku, o pępowinie którą trzeba odciąć aby
          noworodek przeżył ....

          Cut..,

          Napisales to samo co ja tylko bardziej rozwlekle hehe
          Z tym "wywyzszaniem" to jest tak, ze nawet jak chcesz go bardzo uniknac i
          opowiadasz nic nie znaczace stare pierdoly jak to szef Amerykanin w pracy cie
          wkurza, Chinczyk w Convenience store pozdrawia cie po polsku, a jeden Murzyn ci
          pomogl jak sie zepsul samochod to oni to wszystko wlasnie biora za wywyzszanie
          sie hehehe
          Z kolei jeszcze gorzej jest jak juz kompletnie chcac uniknac zadraznien nic a
          nic sie nie "wywyzszasz".
          Wtedy uwazaja, ze jestes klepiacym biede myciarzem zydowskich kibli, albo
          zrywaczem azbestu jak masz szczescie. Dlatego najlepiej od razu mowic prawde!
          Mieszkam w kartonie po lodowce, samochod mam 30letni, nie wiekszy niz
          cienkocienko. Kiedys mial klime i automatyk, ale na szczescie to sie juz dawno
          zepsulo. 15 lat zbieralem na bilet do was ukochani bulwiacy i widze, ze straszny
          blad zrobilem wyjezdzajac. Zyjecie tu jak paczki w masle, a Ameryke
          przegoniliscie juz w 1989 hehehe
          Po takiej nawijce mozliwe jest, ze ci naleja kieliszek wodki z butelki, ktora
          wlasnorecznie musiales zakupic i beda chcieli jeszcze sluchac, a usmiech bedzie
          im rozkwital na bezzebnych cwarzach hehehe

          Globtrotuar Rat

          --
          "Gott, Ehre, Vaterland"
          • 03.06.09, 02:55
            "ratpole napisał:

            > Po takiej nawijce mozliwe jest, ze ci naleja kieliszek wodki z butelki, ktora
            > wlasnorecznie musiales zakupic i beda chcieli jeszcze sluchac, a usmiech bedzie
            > im rozkwital na bezzebnych cwarzach hehehe
            >
            > Globtrotuar Rat"
            --
            www.spieprzajdziadu.com/muzeum/images/thumb/c/ce/Teraz_wolska2.jpg/180px-Teraz_wolska2.jpg
            • 03.06.09, 03:06
              zasluzylem se na "niemanie" bulwy hehe
              A wyscie redachtor chyba z czerwonej burzuazji?
              I po co ja pytam?

              --
              "Gott, Ehre, Vaterland"
        • 25.06.09, 12:52
          starypie... napisał:


          >
          > Pamiętaj ze Ty jesteś inna i oni tego nie rozumieją. I nie próbuj się wywyższać
          > ,
          > bo to CI nic nie da, tylko zaszkodzi. Narzekaj na podatki, na godziny pracy, na
          > zapier..ol jaki masz w pracy, na to jacy Twoi współpracownicy są głupi, etc. To
          > tez pomaga.
          >
          > He, he, he.... takie jest życie.
          >
          > Doświadczony SP
          >


          Racje to ty masz, ale rodzinka w Polszy nawet sluchac tego nie chce, bo oni maja
          przeciez najgorzej, a w Niemczech to wszystko za darmo- patrz socjal, z którym
          nigdy do czynienia nie mialam, tak na marginesie.
    • 01.06.09, 09:47
      Jeśli wyjechałaś na stałe, to po co duupę zawracasz Polakom w kraju?
      Potrzebujesz stałego upewniania się, ze dobrze zrobiłaś?
      Potrzebujesz stałej krytyki i opluwania Polski?
      Potrzebujesz zazdrosnych spojrzeń i zachwytu, którego ci na codzień brakuje?
      No to wiedz, że Polacy mają już dość zidiociałej polskiej diaspory i nie chcą z
      nią mieć nic do czynienia.
      Na wakacje wybierz Karaiby, a do Polski więcej nie przyjeżdżaj!

      Mało inteligentna ta nasza diaspora.
      Dają jej do zrozumienia, że nie chcą mieć z nimi do czynienia, a te cholery
      wydzwaniają i jeszcze potrafią przyjeżdżać.
      Spróbuj się zasymilować w nowym otoczeniu.
      Może ci się uda i WASP'y przestaną traktować cię jak Wog'a
      Bo dla Polaków w kraju ty już nie istniejesz!





      --
      „ Polonia, naród wspaniały, tylko ludzie koorwy ”
      J.P.
      • 01.06.09, 10:18
        Dzieki za posty (niektore przynajmniej). Dla sprostowania: ja nie chce kontaktu
        z moimi znajomymi z PL po to, by im pokazac , jaka jestem wspaniala, bo ja
        zagranica. Bzdura! Wlasnie takie pojebane myslenie maja ludzie w Pl, ale nie
        wszyscy, tylko ci, ktorzy z zazdrosci nie moga wytrzymac, a na takich to ja
        srammmmmm. Wielu ludziom w PL wiedzie sie lepiej niz mi, problem w tym ,ze
        polska mentalnosc i zasciankowosc nie pozwalaja na normalne spjrzenie na swiat.
        Ja mam wrazenie, ze jestem ganiona i karana za to, ze nie zostalam z nimi w tym
        kraju, ze mialam inne spojerzenie na zycie, ze nie jestem ciekaa swiata. W PL
        wszystko co odbiega od normy, jest niszczone.

        I wcale polskie pomidory czy kapusta nie sa lepsze (kupowane od rolnika, ktory
        szambem nawozi, ale to swojskie !!!). Ja kupje jedzenie ekologiczne i takich
        pomidorow to w PL nie znajdziesz, niestey.

        Ja stale juz specjalnie narzekam, ze u nas to wcale nie lepiej jak tam, i oni to
        wiedza, ale to nie zmienia faktu, ze nadal palaja jakims dziwnym rodzajem
        agresji, ktory wynika z czegos tam, jakbym wiedziala z czego, nie byloby problemu.

        Twoj post moj drogi, ukazuje jedynie cala zawisc i chamstwo polakow. Kto z ich
        bagna wyjdzie, bedzie tym bagnem obrzucany. A ty pewnie nalezycsz do tych
        frustratow polskich, co to tylko na tych "zachodniakow" pluje, bo pojecia nie ma
        o niczym.

        --
        "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten Mist.Selbst
        das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art zu zügeln,wenn
        sie hören, dass was Mode ist. "
        Erich Kästner
        • 01.06.09, 13:42
          "... uciekli jak smierdzace szczury z tonacego okretu..."

          To Ci popwinno dac do myslenia. Przetnij wiec ta pepowine i zamponij. Albo
          rybka, albo pipka:(((

          Rybak SP
        • 01.06.09, 14:01
          kurcze,
          ja wyjechalam prawie cwierc wieku temu i po pewnym czasie zauwazylam
          to samo zjawisko. Z jednej strony wszystkim wydawalo sie, ze
          wszystko tu sie robi samo i wyglada jak na filmach z Alain Delon, z
          drugiej czulam, ze "maja mi za zle", ze mi lepiej, bo zyje w
          normalnym kraju. Tak bylo na poczatku, jeszcze znosnie ale juz byly
          jakies "ale".
          Pogorszylo sie od czasu gdy kupilismy dom, skonczylam studia i
          mialam dobra prace. Myslalam, ze sprawi im to przyjemnosc, ze daje
          sobie rade. Odnioslam wrazenie, ze jest wrecz odwrotnie.
          Zupelnie zle zaczelo sie dziac od chwili gdy sprzedalismy dom, auta
          i caly dobytak i pojechalismy na drugi koniec swiata.
          No jak tak mozna? Jak smialam!
          Zamiast regularnie slac pieniadze, choc wszyscy pracowali i mieli
          calkiem przyzwoite dochody, osmielilam sie przestac pracowac,
          zamieszkac na Tahiti i, co najgorsze, przestac subwencjonowac
          pyskatych nierobow.
          Od tej pory zupelnie stracilam kontakt, a wlasciwie to oni go
          zerwali.
          Gdy po powrocie do Europy przyjechalam do pl i przyszlam z wizyta
          okazalo sie, ze nie maja czasu, bo musza isc do sklepu po drugiej
          stronie ulicy. Teraz i natychmiast. No to poszlismy w cholere i tyle.
          Mielismy w planie pomieszkac ze dwa lata w moim rodzinnym miescie
          ale tak sie wkurzylam, ze pojechalismy na drugi koniec Polski. Nie
          zaluje, bo przez te 20 miesiecy w pl zobaczylam jak sie tam naprawde
          zyje i stwierdzilam, ze przez dlugie lata bylam niczym innym jak
          dojna krowa do zaspakajania wybujalych fantazji.
          W Polsce juz nie mieszkam, nie umialam sie przyzwyczaic do nowej
          mentalnosci i wszechwiedzy wspolrodakow, ktorzy, tak jak to juz
          napisalas, wiedza lepiej co masz w lodowce niz ty sama.
          Jeszcze rok, poltora pomieszkamy w Czechach, a potem znowu
          przeniesiemy sie gdzie indziej, bo nam to odpowiada i uwazamy, ze to
          najlepszy sposob na poznanie innego kraju i ludzi.

          --
          www.etvoici.bloog.pl/ ||| photomar.over-blog.com/
          No Kill: marfish.pl/
          "Etre raisonnable en toutes circonstances? Il faut être fou..."
          [Raymond Devos]
          • 01.06.09, 14:12
            Kurcze, żeby wszyscy byli tak inteligentni, jak Ty i tak szybko pojęli prostą zasadę:

            Wyjechałeś, to więcej w kraju się nie pokazuj, nie interesuj się nim i nie staraj się z nikim w kraju utrzymywać kontaktów, bo nikt w Polsce ochoty na to nie ma.


            Proste?
            Tylko dlaczego nie wszyscy potrafią to zrozumieć ?
            Dlaczego spyerdzielantom zależy na starych kontaktach, a krajanom nie?

            To jest pytanie.



            --
            Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
            O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem na amerykańską wizę."
            Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy. Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie. Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
            Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
            • 01.06.09, 15:33
              no nie wszyscy sa tak inteligentni, sam widzisz po sobie, tlumoku. A ten
              post nie jest kierowany do ludzi mieszkajacych w kraju, tylko do tych nie
              mieszkajacych w PL i nie rozumiem, co oni tu szukaja na formu "emigracja". Chyba
              ze wyemigrowali ze swoich wsi do miast i czuja sie, ze swiat zawojowali. Mi nie
              zalezy na kontakcie z ludzimi, ktorych ograniczone horyzonty (u ciebie to nawet
              o horyznocie nie ma mowy) wywoluja w nich same agresje. I bedziemy tak trzymac!!
              Dzieki bogu, zyje w PL jeszcze cale mnostwo normalnych, niesfrustrowanych,
              niezasciankowych ludzi.


              --
              "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten Mist.Selbst
              das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art zu zügeln,wenn
              sie hören, dass was Mode ist. "
              Erich Kästner
              • 01.06.09, 16:07
                kurczerumiane napisała:

                A ten post nie jest kierowany do ludzi mieszkajacych w kraju, tylko do tych nie mieszkajacych w PL i nie rozumiem, co oni tu szukaja na formu "emigracja".

                ....Dzieki bogu, zyje w PL jeszcze cale mnostwo normalnych, niesfrustrowanych, niezasciankowych ludzi.

                ----------------------------------

                Postaram się Tobie to wytłumaczyć, wolno i klarownie. No więc skup się.
                Ja, w odróżnieniu od Ciebie jestem tu u siebie.
                Bo to jest polskie forum, polskiej gazety na polskiej witrynie.
                (Strony, które kończą się na ".pl" są polskie)
                Stronę tę stworzono, aby Polacy z kraju mogli sobie podyskutować o nieudacznikach.
                A wyjechani mają swoje strony na zagranicznych witrynach i tam powinnaś wylewać swoją żółć, i tam powinnaś opluwać swoją byłą ojczyznę, i tam powinnaś obsrywać swoich dawnych bliskich.
                Paniała, czy za trudne?

                I Boga w to nie mieszaj.

                Tu se pisz. Tu możesz być"u siebie",

                groups.google.com/group/polonia2009
                bo w GW u siebie już nie jesteś.



                --
                Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
                O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem na amerykańską wizę."
                Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy. Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie. Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
                Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
                • 01.06.09, 16:19
                  Nie sprowokujesz mnie do znizenia sie do twojego poziomu, ktory nie dosiega mi
                  do piet. Ale i tak ci cos powiem: Obsrywac to i ciebie bym nie chciala, bo zbyt
                  wartosciowe sa moje odchody.
                  --
                  "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten Mist.Selbst
                  das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art zu zügeln,wenn
                  sie hören, dass was Mode ist. "
                  Erich Kästner
                  • 01.06.09, 16:48
                    kurcze,
                    nie zwracaj na niego uwagi. Jeszcze jeden, ktoremu zal, choc sam nie
                    wie dokladnie dlaczego, tylek sciska.
                    Widzisz jak bezinteresownie ma za zle.

                    --
                    www.etvoici.bloog.pl/ ||| photomar.over-blog.com/
                    No Kill: marfish.pl/
                    "Etre raisonnable en toutes circonstances? Il faut être fou..."
                    [Raymond Devos]
                  • 01.06.09, 19:37
                    hehehehehehehe
                    nie denerwuj sie.
                    mialas (nie)szczescie trafic na trolla - lesiu keller-krawczyk
                    ta antypolonijna gnida kopami wypraszana jest z kazdego normalnego forum.
                    i pewnie nie uwierzysz mi ale ten prostacki cham wszedzie chwali sie posiadanym
                    podobno doktoratem, tytulujac sie jednoczenie profesorem

                    lesiu, napisz ze to nieprawda i postrasz mnie sadem i wizyta policji o 3 nad ranem
                    buahahahahahahahahahahahahahahaha
                  • 01.06.09, 22:16
                    kurczerumiane napisała:

                    > Nie sprowokujesz mnie do znizenia sie do twojego poziomu, ktory nie dosiega mi do piet. Ale i tak ci cos powiem: Obsrywac to i ciebie bym nie chciala, bo zbyt wartosciowe sa moje odchody.
                    ---------------------------------------------------------------------

                    Widzę, że z wysoka koleżanka już sra.
                    Zatem nie dziwię się jej znajomym i rodzinie.
                    Uważaj dziecino, bo upadek z większych wysokości grozi większym kalectwem.

                    Pokazałeś swój charakter, przedstawiłaś się.
                    Okazało się, że niczym się nie różnisz od typowego nieudacznego wyjechańca.
                    To już wiemy
                    A teraz spyerdalaj stąd !


                    --
                    Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
                    O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem na amerykańską wizę."
                    Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy. Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie. Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
                    Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
                    • 02.06.09, 15:13
                      :)

                      --
                      "Denn sie fliegen wie mit Engelsflügeln immer auf den ersten besten Mist.Selbst
                      das Schienbein würden sie sich bügeln!Und sie sind auf keine Art zu zügeln,wenn
                      sie hören, dass was Mode ist. "
                      Erich Kästner
                      • 02.06.09, 23:08
                        Napisalas ciekawy watek, ktory moglby sie rozwinac...niestety przez
                        tego trolla "ass profesora":

                        "Postaram się Tobie to wytłumaczyć, wolno i klarownie. No więc skup
                        się."

                        A brzy innaczej to tak:

                        Uwaga tu jest stworzony ogrod zoologiczny.pl dla zamknietych w
                        klatce czesto wscieklych malp tylko.
                        Malpy maj swoja klatke.pl do malpowania. Niektore malpy siedza
                        spokojnie drapiac sie po glowie, inne malpy szukaja drugiej malpie
                        wszy na plecach zachowujac sie obojatnie. Czasem jakas malpa
                        zupelnie bez powodu rzuca sie na klatke szczezac wsciekle kly -
                        jakby chciala powiedziec: "spyrdalaj" . Malpa jednak nie ma
                        mozliwosci wyjsc poza klatke. Wprawdzie ma maly wybieg po Europie
                        ale jest uwiazana na smyczy.

                        --
                        "We will end this war..." -> "Your plan is a white flag of
                        surrender..."
                      • 24.07.09, 06:23
                        Kurczerumiane, to nie jest smieszne, to zalosne, co ten czlowiek
                        napisal. Nieprawdopodobna jest frustracja niektorych osob na forum
                        Emigracja.
                        Twoje spostrzrzenia sa adekwatne, wiel osob doswiadcza tego samego w
                        spotkaniu z rodzina i znajpomymi. smutne, ale tak jest, i trzeba isc
                        wlasna droga. Poczytaj Mickiewicza, Slowackiego, Milosza..
                • 28.07.09, 11:34
                  >Bo to jest polskie forum, polskiej gazety na polskiej witrynie.
                  >(Strony, które kończą się na ".pl" są polskie)


                  jestes tak samo u siebie jak w damskim kiblu
                  zakladajac ze jestes mezczyzna
                  • 28.07.09, 13:42
                    www.kakofonia.pl/PL/PLrejs/Damska.wav


                    --
                    Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
                    O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem
                    na amerykańską wizę."
                    Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy.
                    Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie.
                    Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
                    Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
            • 09.06.09, 22:34
              Zalezy nam na kontaktach z PL bo znamy znaczenie slowa "przyjazn", bo kilometry
              nie stanowia dla nas powodu do zrywania kontaktu, bo wyjezdzajac tesknimy za
              krajem i za przyjaciolmi, bo my sie nie zmieniamy, dla nas zawsze pozostana
              przyjaciolmi!!!
              • 10.06.09, 03:01
                marzannasz napisała:

                > Zalezy nam na kontaktach z PL bo znamy znaczenie slowa "przyjazn", bo kilometry
                > nie stanowia dla nas powodu do zrywania kontaktu, bo wyjezdzajac tesknimy za
                > krajem i za przyjaciolmi, bo my sie nie zmieniamy, dla nas zawsze pozostana
                > przyjaciolmi!!!

                Co to byli za przyjaciele skoro sam fakt naszego wyjazdu wywoluje w nich taka
                zawisc, ze juz nie potrafia udawac przyjazni hehehe

                --
                "Gott, Ehre, Vaterland"
        • 01.06.09, 19:27
          zapraszam na nowe forum o emigracji
          emigracja.xooit.com/index.php
    • 01.06.09, 19:25
      zapraszam Wszystkich na nowe forum o emigracji
      emigracja.xooit.com/index.php
    • 01.06.09, 22:36
      "...Wyjechałeś, to więcej w kraju się nie pokazuj, nie interesuj się nim i nie
      staraj się z nikim w kraju utrzymywać kontaktów, bo nikt w Polsce ochoty na to
      nie ma. ..."

      Ale, ale, przypomniałem sobie żeś nas tu ostatnio informował ze starasz się o
      robotę zagranica.

      Wiec jak to? Albo rybka, albo pipka! Albo może zwykła, stara, polska,
      wszechobecna ZAWIŚĆ?

      No chyba ze Ci się znowu coś pomieszało, w końcu starość nie radość. A
      niepowodzenia życiowe wywołują kompleksy ...

      Pamiętliwy SP
    • 09.06.09, 22:27
      Niestety mam tak samo lub podobnie, mam dwie siostry, ktore nagle zaczely byc
      bardzo na mnie obrazone np. ze nie zadzwonilam kiedy mlodsza siostra bronila
      licencjatu, zeby zapytac sie o wyniki, obrazona dupa odzywac sie przez to do
      mnie nie chce, a jak ja bronilam magisterki, to zadnego tel z domu tez nie
      mialam i zero obrazy, mysla ze sie nosze, ze nie interesuje sie ich zyciem, a
      ich zainteresowanie moim konczy sie na komentarzach i pouczeniach, juz dwa lata
      w domu nie bylam, zal mi tylko mamy bo sie w tym wszystkim miota, chce zebysmy
      byli "dobrymi siostrami" nie widzi ze jestesmy juz dorosle i inne. Tylko boli,
      bo one maja siebie, wciaz je kocham i te muchy w nosie za nic eeee...
      Ze znajomymi tez jest podobnie, jedni mysla ze tu w UK to tak latwo i " z moim
      wyksztalceniem" to od razu powinnam byc kims, proby wytlumaczenia tutejszych
      realiow brzmia jak wymowka, jeszcze inni nie rozumieja czemu wyjechali, a ja na
      tyle chamska nie jestem zeby im w twarz powiedziec, ze chate w ktorej teraz
      mieszkaja wybudowali ich rodzice, wiec start w zycie nie mamy taki sam, klapki
      na oczach, to powoduje ze sama zaczelam unikaz z nimi kontaktow, i wiecznie jak
      jestem w PL to wielki problem ze spotkaniem sie , bo to bo tamto, ja rozumiem ze
      postawia swojego swiata do gory nogami "bo przyjechalam" ale chec i jakis
      wysilek musi wychodzic z obu stron na podtrzymanie znajomosci, nie jestem w PL
      przeciez co tydzien.
      Nie wiem smutne to wszystko i bardzo boli, ale nic na sile, mam faceta -
      Polaka, i obecnie jest dla mnie "trzy w jednym" - rodzina, przyjacielem,
      domem. Malo to ale lepsze jedno prawdziwe niz dziesiec pustych.
      • 10.06.09, 00:48
        ... nie wiekowo, ale mentalnie.

        Wiec nie denerwuj sie: "langsam aber sicher".... poslij im kartke od czasu do
        czasu (orodziny, jakas rocznica...); raz na rok (kolo Wielkanocy!) zadzwon, ale
        sie nie wyhylaj.

        Mamie wspolczuje, ale na pewno jej nie ulatwisz zycia jak dasz sie zrobic w
        "sucker". Z czasem sie wsyzstko ulozy.

        Doradca SP

        PS. Szkoda ze masz chlopaka, bo mi sie podobasz (Twoj wpis). Jak by co ....
        • 10.06.09, 03:06
          starypie... napisał:

          > ... nie wiekowo, ale mentalnie.

          Tacy nigdy nie dorosna. Zeby dorosnac musieliby wyjechac. Nie widze sensu w
          naciaganiu na sile przyjazni do kogos, kto przestal sie przyjaznic odkad mnie
          (hipotetycznie) sie poprawilo.

          > Z czasem sie wsyzstko ulozy.

          Riiiiight, hehehe

          --
          "Gott, Ehre, Vaterland"
      • 12.06.09, 21:32
        To historia stara jak swiat. Nic nowego. Mysmy to juz dawno
        przeszli, przetrawili i mamy rodzine i jej fochy daleko nie powiem
        gdzie. Znajomych polskich tez mamy i wisza nam podobnie jak my im.

        Zajmij sie swoim zyciem i przestan sie przejmowac. A jak beda mieli
        jakies wymowki to po prostu powiedz: nie mam pieniedzy, bo mam
        gorszy start niz wy. Wy mieszakcie u mamusi a ja musze na rent
        zarobic itd. Podobnie z telefonem. Powiedz, ze jak ty masz katar, to
        oni do ciebie nie dzwonia itd. Zacznij sie skarzyc a najlepiej
        odzywaj sie wylacznie do matki a siostry, jak chca z toba rozmawiac
        niech same do ciebie zadzwonia.
    • 11.06.09, 00:12
      Kurcze,

      Do 2008 mieszkalam za oceanem 11 lat - przez Twego posta zaczelam sobie
      przypominac, jak to bylo... Pamietam, jak w pewnym momencie uswiadomilam sobie,
      ile pracy wkladam w utrzymywanie znajomosci i jak rzadko znajomi w Polsce
      fatygowali sie, zeby wykonac jakis gest. Wtedy chyba przestalo mi byc zal tych
      kontaktow. Byly jednak tez takie przyjaznie, ktore przetrwaly. Wtedy na wlasnej
      skorze wszyscy dochodzimy do wniosku, ze te 2-3 dobre znajomosci rzeczywiscie
      lepsze 20-30 tych od biedy... Dodam, ze wiekszosc Polakow na emigracji, z
      ktorymi trzymalam, przechodzila przez podobne etapy.

      Z moja rodzina podobnych zwarc nie mialam (owszem, byly inne:)), ale wydaje mi
      sie, ze Twoja kieruje glownie zazdrosc - to takie poczucie, ze Ty wygralas
      lepsze zycie na loterii, niz oni. Tu nie wygrasz, plaszczeniem sie tez niczego
      nie zmienisz, bo beda na Tobie jeszcze bardziej zerowac. W koncu nie mozesz
      sobie wiecznie odejmowac.

      Kwiatki co prawda lepiej pachna w Polsce (bo pachna), ale ja tam jajka wole z
      Zachodu:)

      Mam tu (w Polsce) takich znajomych, ktorzy za kazdym razem, gdy mnie widza,
      oczekuja potwierdzenia, ze w Polsce lepiej, piekniej, "gdzie bursztynowy
      świerzop, gryka jak śnieg biała" :-) niz w jakiejs tam hameryce... z usmiechem
      przytakuje, bo widze, jak ich to dowartosciowuje. Wiadomo, punkt widzenia
      zalezy od punktu siedzenia. Kompleksy.

      Twoja rodzina sciaga Cie w dol. Gdybys nie byla z nimi spokrewniona, juz pewnie
      dawno odstawila bys takie znajomosci. To normalne, ze chcesz, zeby cieszyli sie
      z Twoich sukcesow, przejeli sie Twoimi problemami. Wydaje mi sie, ze jezeli do
      tej pory tego nie robili, to powinnas tego od nich w przyszlosci nie oczekiwac,
      bo dlaczego nagle cos mialo by sie zmienic? A nawet jesli powiesz wprost o co
      biega i mama spyta Cie, jak w pracy i czy dobry mialas dzien - zrobi to poniewaz
      sie o to upomnialas.

      Czlowiek zyjacy w Polsce nie zawsze ma pojecie, jak bardzo trzeba sie
      gimnastykowac, szczegolnie w pierwszych latach (u mnie bylo az 5), zeby wyjsc na
      powierzchnie. I ma prawo nie wiedziec - bo sam tego nie doswiadczyl. Z Polski
      emigracja wyglada bardziej kolorowo, szczegolnie w oczach tych, ktorym sie
      zbytnio nie wiedzie. Ale Ty to przeciez wiesz - mowie to po to, zebys pamietala,
      ze powinnas byc dumna ze swoich osiagniec, nawet jesli Twoich najblizszych na to
      nie stac. A rodziny nie zmienisz. Im szybciej zaakceptujesz to, ze jest tak, a
      nie inaczej, tym latwiej Ci bedzie. Najgorsze tylko to, ze Ci najblizsi sa w
      stanie wbic drzazge zwykla blahostka, podczas gdy obcemu wieksze przestepstwo
      puscilabys plazem...

      Ok, dosc tych moralow. Przejelam sie:)

      • 14.07.09, 22:14
        Ja tez tak jk i Marguju wyjechalam przeszlo 25 lat temu, tez
        zreszta do Francji.
        Rodzice byli u mnie kazde raz; Ojciec miesiac, Mam 6 tygodni w
        drugim roku mojej konsumpcji zab, tuz po przeprowadzce i wznowieniu
        studiow.
        Tata duzo "majstrowal" przy urzadzaniu mieszkania, Mama nudzila sie
        jak przyslowiowy Mops, bo choc ja oprowadzalismy gdzie sie dalo to
        niestety na przeszkodzie w srodowiskach francuskich byl oczywiscie
        jezyk w srodowiskach polonijnych - "polonijnosc", ktora ani Mamie
        ani nam nie odpowiadala (ta sarmacka, walczaca, krwia meczenstrwa
        bryzgajaca "polonijnosc, znaczy).
        Potem przez lata co miesiac slalam paczki az wreszcie zaopatrzenie w
        Polsce dorownalo tutejszemu, potem podrzucalam pieniadze, czasami po
        kryjomu, zeby nie zostaly "znalezione" przed naszym wyjazdem - rozne
        chece z tego powodu bywaly.
        Tak samo jak Rodzicow traktowalam dalsza Rodzine i ogromne
        (poczatkowo) grono "przedwyjazdowych" Przyjaciol.
        Tym ostatnim staralam sie zawsze wyswiadczac roznorodne przyslugi -
        a to wysylka zaproszenia i zalatwienie roboty przy, coby douczylo
        sie jezyka. Zawsze uwazalam to za cos normalnego.
        Przyjezdzajc na wakacje do Polskizawczasu lamalam sobie glowe, by
        sobie wynajac mieszkanie na czas pobytu (z roznych powodow, glownie
        metrazowych wspolmieszkanie z Rodzicami bywalo bowiem uciazliwe),
        za kwatery placilam "waluta wymienialna" lub w naturze ( na miesiace
        przed przyjazdem zbieralam zamowienia na ciuchy, akcesoria,
        kosmetyki itepe i bylam niemal jezdzacym Pewex'em - brrrr.
        Potem tak sie zlozylo, ze sama kiedys poprosilam o przysluge,
        skutkiem czego moglam z mojej listy skreslic jednych z wydawaloby
        sie najblizszych przyjaciol, potem z grona moich bliskich odpadlo
        kuzynostwo, ktorzy dzieki wyuczonemu u mnie synowi "wzenili sie" w
        najwyzsze sfery obecnej snobistycznej "warszawki" itd
        Teraz Rodzice przeniesli sie juz na "lono Abrahama", kto chcial
        spedzic u mnie czy to dwa dni czy dwa miesiace to spedzal i radzil
        sobie bezmojej cilesnej pomocy (wszakoz z materialna to i owszem),
        kto nie chcial przyjechac, bo "kapusta najlepsza w Polsce" to nie
        przyjechal i juz zapewne nie przyjedzie.
        Zostalo mi jeszcze roche rodziny, do ktorej "wpadam" na maksimum
        tydzien, partycypuje w zakupach, stoje przy gaach, ktoe zmywa moj
        malzon, spie na materacu na podlodze zamiast gniesc sie "po bozemu"
        na rozkladanej wersalce, po ktorej mam polroczna traume kregoslupa.
        Mam tez 2 "przetrwale" zaprzyjaznione "na smierc i zycie" malzenstwa
        Przyjaciol, ktorzy maja warunki, by przyjmowac mnie na czas
        nieokreslony, bez wlazenia sobie do WC w nieodpowiednich momentach,
        nie podsumowujacych mojej moralnosci itede.
        I mam nadzieje, ze tak bedzie jeszcze dlugo - dlugo.
        Co sie mialo "wykruszyc - juz sie wykruszylo a co mialo przetrwac
        przetrwlo mimo roznych perypetii, ktore nas po drodze spotykaly.
    • 15.07.09, 02:53
      Calkiem "normalne" to wyglada. U mnie bylo podobnie. Rodzinka zawsze chetnie
      odwiedzala i odwiedza ( jak zaplacimy za podroz to szczegolnie) a potem to nawet
      mama skomentowala w jakiej to starej drewnianej chalupie mieszkamy i nawet
      karalucha widziala... No chalupy wszedzie tylko drewniane a karalucha widziala w
      garazu - kreca sie tu rozne zwierzeta ze wzgledu na klimat a w domu jest
      naprawde czysto...No coz przeciez bracia i siostry tak samo "wyuczone" i maja
      "posady" ale stac ich tylko na spawane auto z niemiec i mieszkanie spoldzielcze
      46 m2....a o wyjezdzie za granice to nie ma mowy - moze autokarem .. No wiec
      wszyscy czuli sie lepiej ze wcale takich luksusow nie mamy i potwierdzili pewnie
      ze wszyscy tam za granica zyja w syfie a potem za pozyczki przyjezdzaja i sie
      popisuja w PL...lepiej im z tym to niech tak bedzie...Z dzwonieniem to ciekawe
      zjawisko poniewaz rzeczywiscie nikt nie dzwoni a obrazja sie jak my dzwonimy za
      rzadko. No bo od nich to bardzo drogo...bzdura..kiedys bylo ale teraz moga
      dzwonic za 35 groszy/min i mogliby od wielkiego swieta wydac te 3 PLN skoro od
      nas dostaja 100 czy 500 razy wiecej....NIET!. No ale mielismy znajomych co
      tutaj sie "dorobili" i wrocili do PL - tam nie pracuja bo nie musza a wiec maja
      kase ale ona sie zalila przez kolezanke ze my do niej nie dzwonimy.....no to juz
      przesada. Ha.. jedna szwagierka dzwoni - bo zona jej powiedziala ze jak chce to
      niech zadzwoni i po pierwszym dzwonku odlozy a to bedzie znak i my zadzwonimy a
      ja nie bedzie kosztowac....a to sie im podoba...co tydzin mamy ten jeden dzwonek
      .....
      No i teraz kiedy juz bracia i siostry powoli sie przestali boczyc bo i im sie
      porawilo - a i byli zobaczyli i uwierzyli mialem nadzieje ze to juz koniec
      fochow. No to teraz podrosly nasze dzieci i ich podlotki albo ida na studia albo
      nie a nasze ida obowiazkowo... po studiach tamte wracja do domu bo pracynie ma a
      jak jest to za 1000PLN a nasze konczy studia, znajduje znosna prace, wyprowadz
      asie z domu i wynajmuje najpierw mieszknaie a po paru latach kupuje dom... w TO
      nie mogli uwierzyc - znowy sie chwalimy....W tym roku odwiedzila siostra i
      najwazniejsz podroz byla (caly dzien drogi) do naszego dziecka aby "zobaczyc jak
      mieszka". Dla nas frajda bo fajnie dziecko odwiedzic. No a on mieszka cudownie -
      nad oceanem...w malym ale ladnym domu,, No coz ozenil sie on zarabia dobrze a
      jego zona jeszcze lepiej - dzieci nie maja jedynie dom i samochody... Opadla
      jej dolna warga do ziemi....nie skomentowala ani slowem....Ale czy to moja wina
      ze maja lepiej niz rowniesnicy w PL?
      Oh jeszcze....Rodzice postanowli zrobic w PL testament po naszym wyjezdzie i jak
      sie okazalo - to co mieli ( glownie mieszkanie bo reszta to G warta) ale majac 4
      dzieci wszytko co mieli zapisali na 3 dzieci tzn "minus ja" bo jemu nie
      potrzeba. Szlag mnie trafil ale co tam i tak bym nic nie chcial ale fakt jest
      faktem....Pare lat temu ojciez zmarl i chccieli aby dla jakich tam celow
      przepisac nasze na matke...Mowie "robta co chceta ja tam nic ni mom" Ale nie -
      mowia mi ze potrzeba zaplacic podatek od darowizny i pytaja w jakiej walucie ja
      chce zaplacic swoja czesc....Myslem ze sie skrece ze smiechu (i zlosci) ..no
      wiec zostalo jak jest....mowie ze ten co dostanie mieszkanie bedziemusila placi
      podatek - oni na to ze to nie fair bo to drogo i ich nie bedzie stac...Mowie
      "jak was nie bedzie stac to za zaplace i ja wezme"....no wiec mi sie dostalo
      .....ale teraz to juz mam radoche i jak sie da to robie drake...

      No coz a tak naprawde ja wyznaje zasade ze do pewnych rzeczy nalezy przywyknac -
      i sie nie przejmowac. Jest jak jest. Udaje glupola. niczego sie nie domyslam a
      swoje robie....
    • 15.07.09, 12:23
      Czy to tak trudno zrozumieć ?



      --
      Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
      O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem
      na amerykańską wizę."
      Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy.
      Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie.
      Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
      Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
      • 15.07.09, 16:19
        Zwykly ORMOWIEC. To czemu mowisz za Polakow???

        Ciekawy SP
        • 15.07.09, 16:53
          starypie... napisał:

          > Zwykly ORMOWIEC.

          W dodatku tatarsko-chazarskiego pochodzenia, jak sam sie chwali.
          Ja tez nie rozumiem co on sie tak tego polactwa uczepil hehehe

          --
          "Gott, Ehre, Vaterland"
          • 16.07.09, 10:18
            To jest naturalna selekcja: zostana przy tobie tylko osoby, ktore NAPRAWDE cie
            lubia. Choc to moze bolec, jak sobie uswiadomisz, ze rodzinka nie lubi ciebie
            lub po prostu ci zazdrosci. Polacy w Polsce maja naprawde dziwne wyobrazenia o
            zyciu za granica. Owszem, zarabia sie wiecej ale to tez nie jest tak, ze to jest
            raj na ziemi. Mysle, ze zachowanie twojej rodziny i znajomych wynika z zazdrosci
            i z kompleksow, bo oni wiedza ze z ich pszenno-buraczana mentalnoscia nie
            umieliby wemigrowac i osiagnac sukcesu. Ja to bym tak zrobila, ze przestalaby
            sie kontaktowac z nimi. Mysle, ze rodzinka i znajomi maja twoj adres i numer
            telefonu. Jesli sie mimo twojego milczenia nie odezwa (chocby po to by spytac co
            sie z toba dzieje, bo nic od ciebie nie slysza; ze moza jestes chora itp.) to
            wiesz juz, kto jest twoim prawdziwym przyjscielem. Choc prawda moze cie
            bardzo zabolec.
            • 16.07.09, 12:31
              Uklady rodzinne sa dla wielu jak ten przyslowiowy wrzod na doopie.
              Boli, ale ze wzgledu, ze jest to wlasne siedzenia nie mozna go
              kopnac, bo naprawde kopie sie siebie samego.
              Mozna tylko samemu wynajdowac sposoby jak sobie z nim radzic. Moim
              zdaniem to mozna tylko wyrosnac poza te manipulacje rodziny czy
              proby takowych. Takim jest dla mnie zapisanie majatku na 3-ke
              dzieci, gdy posiada sie 4-ke. hehheeh
              Klasyka, zycia i jego ironii tylko. Nie jest to jednakze powod aby
              zamiec sie w zgoszknielego osobnika.

              Dla mnie osobiscie jedynym sposobem w jaki mozna sobie poradzic z
              tym w sumie niemalze codziennym problem (blogoslawieni, Ci co go nie
              maja, heheh), to wyjsc poza i 'olac'.

              Emigracja w takim ukladzie jest zapalnikiem, chociaz naprawde moze
              byc wszystko inne.

              Kochaja i to kochaja mocno. Nikt nie powiedzial, ze milosc rodziny
              musi byc bezinteresowna, czyli wynikajaca z poczucia, ze to co Tobie
              najblizsze im tez jest. Milosc moze byc w takim ukladzie
              ograniczona, egoistyczna i wynikajaca z niewiedzy. Slepa jak naboje,
              czyli raczej bolesna...

              Dzwonie kiedy czuje potrzebe rozmowy, bez oczekiwan, ze ktos sie
              zrewanzuje...
              Posylam, sporadycznie co posylam z takim samym nastawieniem...
              Jesli nic nie oczekuje - nic mnie nie rozczarowuje - a wszystko co
              dostaje jest bonusem.

              Mam opinie, czarnej owcy chyba w rodzinie, ktora mnie nie boli i
              wisi mi kompletnie...duzo pracy wlozonej aby sie tak czuc...hahaha
              Kocham ich i mowie im o tym - i to jest nasze polaczenie. Z czescia
              o dziwo ta najmlodzsa nie mam zadnych problemow...rozmawiam czesto i
              jestem najukochansza ciocia.

              Znajomymi - czesc sie wykruszyla - czy ja nie bylam warta, czy Oni
              nie wytrzymali - jakie to ma znaczenie???
              Rozpadlo sie i tyle...
              Powstaly nowe, w Polsce i tutaj, i zycie toczy sie dalej...

              Pozdrawiam
              Kan


              • 16.07.09, 22:42
                To wszystko prawda i racja. Rzecz w tym ze z tej strony dobrze byloby zrozumiec
                dlaczego takie wlasnie zachowania sa w miare czeste - chyba nie typowe ale na
                pewno nierzadkie. Wiekszosc na pewno przechodzi do poradku dziennego nad takimi
                sprawami bo w koncu jako emigranci jestesmy nauczeni samodzielnsci, liczenia na
                siebie i tylko na siebie i nie przejmowaanie sie tym co inny robia i mysle.
                Zastanawia mnie tylko dlaczego nie mozna sobie usiasc i porozmawiac prosto w
                oczy co kogo boli? Zdarzaja sie wyjatki jakkolwiek. PAre lat temu przyjechali
                rodzice do znajomego - spracowani staruszkowie ze wsi....I ojciec przywiozl mu
                $1000. Powiedzial ze podzielili majetek na rowno i tyle wypadlo...wiedza ze jemu
                tu nie jest latwo a zreszta uwazja ze kazdy powinien dostac rowno... Facet tu
                byl dobrze juz ustawiony, dom , wlasny biznes ale i oczywiscie kupa dlugow...A
                jak wiemy z tamtej strony biznes to od razu oczekiwania a dlugi to juz nasza
                sprawa... No wiec koles sie doslownie rozplakal... nie tylko oddal im te 1000
                dol ale dolozy 5 tys.... bo im na pewno potrzeba wiecej.... I to musze przyznac
                mnie ujelo.....postapilbym pewnie podobnie.... ale jesli dowiaduje sie ze poza
                plecami zostalem "wylaczony" - chocby to byla symboliczn suma to mimo wszystko
                dotyka... Takie rzeczy sie oczywiscie wybacza ale sie ich niestety nie zapomina.
                Prawda ze wyjechalismy i zostawilismy wszystko lacznie z rodzina ale....
                sistrzenice, bratanice i inni skonczyli studia za nasze pieniazki (no i zeby
                ktores przynajmniej wyslalo kartke z podziekowaniem....no coz widocznie uwazaja
                ze to bylo takie nic), kupilismy siostrze auto aby mogla wozic rodzicow na
                zakupy czy do lekarza, Przyjezdzajc z wizyta kazdy dostawall wypasiony prezent (
                komuptery, kamery itp) Nie oczekuje niczego wiecej poza zwyklym i szczerym
                dziekuje..... Niedawno slysze ze jedna wlasnie dostal mieszkanie i nie ma
                wyposazenie..... a co to mnie niby obchodzi? PRacuje i ma rodzicow... ja im sie
                nie chwale ani nie zale co moje dzieci tu potrzebuja...
                Ale co tam..... rodziny sie w koncu nie wybiera...ma sie co sie ma. Tych
                bliskich trzeba mimo wszystko kochac a reszta? Jak reszta?
                • 17.07.09, 04:07
                  Wiesz ta historia z 1000 dolarow jest wzruszajaca. Wcale sie nie
                  dziwie, ze znajmy dorzucil 5000...Potwierdza to tylko, ze nie mozna
                  generalizowac i wrzucac wszystkich do jednego worka. Mozna tylko
                  jednostkowo opisywac analizujac konkretne przyklady.
                  Dlaczego??? Dobre pytanie.
                  Moge tylko we wlasnym imieniu na ten temat oraz jak mnie sie wydaje,
                  hehehe

                  Z tego co wiem, to nie jestem na zadnej liscie dziedziczenia
                  niczego. Nie ma tam az tak wiele ale w sumie nie o to chodzi.
                  Ostatni raz, gdy rozmowa jakos zeszla na ten temat, mama wspomniala,
                  ze ma zamiar zapisac wszystko siostrze. Oczywiscie, ze mnie
                  wkurzylo. Nie sam fakt kto i ile dostania ale fakt, ze poczulam
                  sie 'wyaborcjonowana' chyba???hehehe
                  Malo przyjemne uczucie.

                  Porozmawialam wiec z siostra, ktora tylko stwierdzila, ze mamusia
                  jak zwykle stosuje swoje manipulacje. Doszlysmy do wniosku, ze
                  obydwie mamy w 'doopie'ile i komu zapisze - co mamusi
                  przekazalysmy...
                  Wersja zmienila sie wiec, ze przejdzie na wnuczka - jednego, a ma
                  ich trzech hahaha.

                  Jesli masz cos takiego w rodzinie to jest rodzaj 'krzyku'wychodzacy
                  od osoby, ktora takie rzeczy robi...w moim ukladzie - bez wchodzenia
                  w szczegoly, kobita jest malo zrownowazona emocjonalnie i nie dziwi
                  Nas, ze nie jest nawet w stanie rozpoznac w pelni szkodliwosci
                  wlasnego postepowania...Rozumiem skad sie moglo to u niej wziac, co
                  nie oznacza, ze zgadzam sie z Jej postepowaniem. Przyjmuje tylko do
                  wiadomosci i tyle.

                  Dzieciakom wytlumaczylysmy z siostra, ze to nie znaczy, ze babcia
                  ich nie kocha, tylko ma rodzaj swojego 'pie...a' i nalezy sie nie
                  przejmowac oraz nie dac sie Jej wciagnac w te 'gierki'. Sa wiec Ok,
                  my tez.

                  No, mam nadzieje, ze reszta forumowiczow przynajmniej moze
                  porozmawiac...bo w moim ukladzie, to rozmowy nie ma. Sa dosy,
                  obrazy, histeria, nudne to...
                  Probujemy zreszta i tak - tlumaczymy. Wnuczki, dorosle tez tlumacza -
                  zero efektow. hihihi
                  Wnioskuje, ze moim ukladzie, to jedyny 'happy ending' - daleko od
                  filmowego...

                  Szczesliwe zakonczenie jest u mnie w tym, ze mam dobre rodzinne
                  zycie i z cala pewnoscia nie brakuje mi 'domowego ciepla' jak
                  rowniez 'domow' w sensie nieruchomosci...hahaha
                  Tak wiec oprocz 'selekcji naturalnej' wystepuje chyba
                  tez 'kompensacja' - jesli tylko czlowiek sie nie 'zapiecze'w zlosci
                  czy zalu na samym soba oraz pozwoli aby minal jakis czas...

                  Pozdrawiam
                  Kan
                  • 17.07.09, 08:19
                    ... albo napiszesz, o rodzicach ktorzy zapisuja swoj majatek na jakies cele nie
                    zwiazane z rodzina/dziecmi (np. swej kochance?) i w ten sposob "wydziedziczaja"
                    swoje wlasne dzieci?

                    Tacy np. Gates'es podarowali na rozne cele kilka(dzieisat) miliardow dolarow...
                    dolarow ktore w koncu mogli / powinni zostawic dzieciom?

                    No a jak ktos ma cztery zony (muzulmanin?) i zostawia wszystko jednej, tej ktora
                    mu najbardziej dogadzala?? Albo taki Johnson (Johnson-Johnson) ktory zostawil
                    miliardy swojej polskiej opiekunce a nic dzieciom?

                    Ja mysle ze kazdy ma prawo zrobic ze swoim dorobkiem cokolwiek mu sie podoba. I
                    ze nie ma zadnych "obowiazkow" dzielic rowno, albo nierowno... ani nawet wogole
                    dzielic.

                    Ja planuje wszystko zostawic oo. Jezuitom ktorzy w samej Ameryce ksztalca ponad
                    1 milion dzieci i mlodziezy ..... A zawsze lubilem licealistki z liceow
                    Jezuickich :))

                    Pozdrawiam
                    SP
                    • 17.07.09, 11:52
                      starypie... napisał:

                      > ... albo napiszesz, o rodzicach ktorzy zapisuja swoj majatek na
                      jakies cele nie
                      > zwiazane z rodzina/dziecmi (np. swej kochance?) i w ten
                      sposob "wydziedziczaja"
                      > swoje wlasne dzieci?
                      >
                      > Tacy np. Gates'es podarowali na rozne cele kilka(dzieisat)
                      miliardow dolarow...
                      > dolarow ktore w koncu mogli / powinni zostawic dzieciom?
                      >
                      > No a jak ktos ma cztery zony (muzulmanin?) i zostawia wszystko
                      jednej, tej ktor
                      > a
                      > mu najbardziej dogadzala?? Albo taki Johnson (Johnson-Johnson)
                      ktory zostawil
                      > miliardy swojej polskiej opiekunce a nic dzieciom?
                      >
                      > Ja mysle ze kazdy ma prawo zrobic ze swoim dorobkiem cokolwiek mu
                      sie podoba. I
                      > ze nie ma zadnych "obowiazkow" dzielic rowno, albo nierowno... ani
                      nawet wogole
                      > dzielic.
                      >
                      > Ja planuje wszystko zostawic oo. Jezuitom ktorzy w samej Ameryce
                      ksztalca ponad
                      > 1 milion dzieci i mlodziezy ..... A zawsze lubilem licealistki z
                      liceow
                      > Jezuickich :))
                      >
                      ODP: Albo nic nie zrozumiales z mojej wypowiedzi albo 'jaja' sobie
                      robisz...
                      Jesli rodzic zapisuje majatek 'kotu', przetrwania na wlasne potrzeby
                      w kasynie, dziwki czy wyscigi konskie itp. - to mnie nie boli. Kot
                      ani kasyno moja siostra nie jest. Jesli rodzic ma dwoje dzieci i
                      wyroznia jedno w taki sposob, ze wszystko daje jednemu - to nie da
                      sie ukrac, ze to jedno sie chyba kocha mocniej albo jest dla
                      rodzica 'lepsze' w jakims sensie - czy cos w tym rodzaju...podobnie
                      z wnukami...
                      Tak wiec - albo rowno (rowno, nie znaczy tez wszystko), Miniu albo
                      nic - moja opinia.

                      Nigdzie nie jest napisane, ze rodzic musi kochac wszystkie dzieci
                      tak samo...i chyba niektorzy nie kochaja. Jesli do tego decyduje sie
                      aby do mnie zadzwonic do Australii aby mi to oznajmic, ze mnie
                      wydziedzicza...to co sobie zyczysz abym odpowiedziala???
                      Zareagowalam odpowiednio do wiadomosci...hehehe - i nie bylo mi
                      przykro.hahaha

                      Kan
                      • 17.07.09, 16:41
                        "...albo rowno (rowno, nie znaczy tez wszystko), Miniu albo
                        nic - moja opinia....."

                        Protestuje! Nie zgadzam sie! Veto! Rodzic ma pelne prawo zrobic tak jak uwaza. W
                        koncu to jego/jej decyzja.

                        Tak zreszta jest w "cywilizowanych" krajach. Utrzymujesz dzeiciaka do 16-go (czy
                        ktorego tam) roku a potem to juz tylko "co laska" albo "fora ze dwora". Niech
                        sie sam/sama stara. I dzieki temu mamy takich Gatesow.

                        Liberal SP

                        PS. Podoba mi sie "Miniu". Brzmi tak czule.... :)))
                      • 17.07.09, 16:45
                        "...decyduje sie aby do mnie zadzwonic do Australii aby mi to oznajmic ..."

                        Zwroc uwage ze wiekszosc korespondentow tego watku skarzy sie ze do nich nikt z
                        Kraju nie dzwoni. Docen wiec wysilek i honesty.

                        No i dostalas cos: telefon z PL. Tez kilka zlotych warte :)))

                        A jak juz sie zupelnie wpieprzysz to przyjezdzaj do Kal. Tu nikt nikomu nic nie
                        daje. Wszystko przepijamy albo przelajdaczamy :))

                        Rezolutny SP
                        • 19.07.09, 10:52
                          starypie... napisał:
                          > Zwroc uwage ze wiekszosc korespondentow tego watku skarzy sie ze
                          do nich nikt z
                          > Kraju nie dzwoni. Docen wiec wysilek i honesty.
                          >
                          > No i dostalas cos: telefon z PL. Tez kilka zlotych warte :)))
                          >
                          > A jak juz sie zupelnie wpieprzysz to przyjezdzaj do Kal. Tu nikt
                          nikomu nic nie
                          > daje. Wszystko przepijamy albo przelajdaczamy :))

                          ODP: Hehehe - nie wczuwaj sie az tak bardzo, czyli nie przejmuj...ja
                          jestem w porzadku. Zajelo mi rozpracowanie jakies chyba 30 lat...ale
                          lepiej pozno niz wcale. Przeszlam tez wszystkie stadia - od
                          wkoorwienia, poprzez zal nad soba i mama, niechec, poczucie winy,
                          brak kontaktu, czyli znikanie za horyzontem - do obecnego...nie
                          przeszkadza mi, zaakceptowalam ten 'model' i ten jest w wersji
                          niedoskonalej kochany.

                          Rozmowa przytoczona odbyla sie juz kilka lat temu.

                          Osobiscie to bardzo bym sobie zyczyla aby mama znalazla moze
                          jakiegos Pana i przepuscila wszystko co ma na 'uciechy'. Moze jakies
                          szalone wakacje/podroze??? wszystko jedno co - cokolwiek sprawiloby
                          Jej troche radosci.
                          To byloby prawdziwe moje zyczenie dotyczace kwestii 'dziedziczenia'z
                          Polski hihihi. Zyczenie jest 'pobozne' bo tam malo kto takimi
                          kategoriami operuje...w szczegolnosci w tych nieco bardziej
                          dojrzalych rocznikach.

                          Z dzwonieniem - skype, czyli cud. Dzwoni tesciowa regularnie, bracia
                          meza i ich zony, siostrzency i mamusia tez sie odzywa...zaczeli w
                          ciagu ostatnich 2-3 lat.


                          Kan

                          • 24.07.09, 21:47
                            Moze jednak skusisz sie na ten Kal? Albo na jakies inne miejsce... swiat stoi
                            otworem :)))
                            Podekscytowany SP
                          • 24.07.09, 21:49
                            Niepozbierany SP
                    • 17.07.09, 14:01
                      Gates powiedział, że dzieciom należy zapisać tyle, żeby mogły robić co chcą, ale
                      nigdy aż tyle, by nie musiały robić nic.



                      --
                      Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
                      O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem
                      na amerykańską wizę."
                      Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy.
                      Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie.
                      Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
                      Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
                  • 17.07.09, 14:08
                    Możesz wywinąć numer spadkobiercom, bo polskie prawo Cię chroni i należy Ci się wówczas połowa tego co wypadłoby na Ciebie przy równym podziale.

                    www.rp.pl/artykul/64135,93490_Corce_pominietej_w_testamencie_nalezy_sie_zachowek_.html
                    Uzyskana kwota może nie być duża, zależy przecież od posiadanego przez matkę majątku, ale zemsta na wyróżnionych przez nią spadkobiercach - bezcenna.



                    --
                    Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
                    O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem na amerykańską wizę."
                    Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy. Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie. Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
                    Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
                    • 17.07.09, 16:52
                      Bo tego nie wiedzialem. Biore wiec moje ciezko zapracowane oszczednosci z PL i
                      lokuje w ....Szwajcarii? Cayman Islands? Channel Islands? Sugestie?

                      No bo jak by Kan do mnie do Kal przyjecala (bez meza) i jak bysmy teo... no....
                      ten... wiesz, to pewnie by chciala udzialu. I widac ze by dostala. A ja to wole
                      przepic i przep..ic :))

                      Pozdrawiam SP
    • 16.07.09, 19:50
      Generalnie u mnie podobnie, może bez "auć" w postaci "ograniczonych
      testamentów", hehe nawet mnie mama się lata temu pytała co zrobić z
      moją książeczką mieszkaniową. Telefony tylko od nas. Ja zawsze
      traktowałem moje życie za granicą częściowo jako misję wobec
      rodziny, żeby się czegoś dowiedzieli o zagranicy z dobrego źródła.
      Miałem liczne przykłady, że ze słabym skutkiem. Ale układ z rodziną
      mamy w miarę wypracowany, w kaszę nam dmuchać nie będą, a dystans
      utrzymać łatwo bo ocean szeroki. Wizyty są na naszych warunkach,
      których jedznakże nie trzeba twardo stawiać - nie jest źle.

      No, ale właściwie to chciałem wspomnieć o innym przypadku. Mamy w
      rodzinie osobę, która wyjechała do USA w latach 80-tych, gdy jeszcze
      w Polsce było kiepsko. Osoba ta, młoda, samotna i zdrowa, pracując
      na czarno, była wówczas zdolna wysyłać spore sumy do Polski, kupić
      bratu (nasz szwagier) auto i w połowie mieszkanie. W miarę upływu
      czasu, koniunktura się pogorszyła, osoba ta z niejasnym statusem
      rodzinnym i z dzieckiem (o tych sprawach się nie mówi) przestała
      przesyłać, na czarno dalej jest, zdrowie na pewno nie to. Kiedyś
      zdarzyło nam się odwiedzić; sytuacja była skomplikowana bo młodzież
      przyjechała z Polski do nas na wakacje i chciały tą swoją bliższą
      dla nich ciotkę odwiedzić; i wyglądało że jest jej dosyć ciężko. A
      już na pewno w porównaniu z jej najbliższą rodziną w Polsce, gdzie
      się domy budują i samochody nowe kupują. I można byłoby jej pomóc,
      nawet nazywając to odwzajemnieniem się w potrzebie (spłatą długu czy
      coś takiego), ale, o ile mi wiadomo, nawet się nie mówi jak jest.
      Do tego dochodzi jeszcze sytuacja z osoby tej mamą, której się serce
      kraje, bo córki ponad 20 lat nie widziała. Otóż mama ta parę lat
      temu z naszą pomocą dostała wizę do USA, że niby nas odwiedzi, choć
      oczywiście miała jechać wprost do córki. Jakoś nie doszło to i nie
      dojdzie już do skutku i pewnie się nigdy nie zobaczą. Bez jakiejś
      obrazy, kontakty są przecież po staremu i my z żoną nie wiemy
      właściwie dlaczego. Musi ocean za szeroki.
      • 16.07.09, 22:16

        Akavill, bardzo ciekawie piszesz, i do tego opowiadasz o takich
        rzadko spotykanych sytuacjach.
        Czy rzeczywiscie nie wiesz, dlaczego matka nie odwiedzila corki???
        Bo jak piszesz, "mlodziez" ja odwiedzila i stwierdzila, ze bylo jej
        ciezko.
        Przeciez skoro Wy zaprosiliscie matke, wiec musiala do Was
        przyjechac. Moze pieniedzy, aby pojechac na drugi koniec USA? Bo
        chyba nie poklocily sie przez telefon?
        • 16.07.09, 23:31
          Może coś niejasno napisałem. To my stwierdziliśmy odwiedzając z
          młodzieżą, że było jej ciężko. My zaprosiliśmy matkę, aby mogła
          przyjechać, inaczej najprawdopodobniej nie dostałaby wizy, córka
          będąc na czarno nie mogła zapraszać. Matka dostała wizę ale nie
          przyjechała. My mieszkamy 1 godz. od Nowego Jorku, córka 3 godz.
          Byliśmy gotowi odebrać z lotniska, zawieść, ale od samego momentu
          otrzymania wizy jak gdyby nie było chęci ze strony córki, aby matka
          przyjechała. Dla nas niezrozumiałe. Można się domyślać powodów,
          ale według nas żadne z nich nie tłumaczą wystarczająco (dla nas)
          braku chęci spotkania. To znaczy wisi nad tym wszystkim jakieś
          zrozumienie oparte na aureoli pobytu w USA, którego nie powinno się
          dotykać i może jeszcze jakiejś dumy czy wstydu ...nie wiem ...tylko
          że to wszystko powinno prysnąć wobec więzów z najbliższymi.
          • 17.07.09, 02:30
            ...to wtrącać sie w nie swoje sprawy. Znasz takie powiedzenie: nie ma tego
            dobrego dobrego co by na złe nie wyszło? W moim przypadku jesli mnie ktoś nie
            prosi o pomoc, to nie pomagam. Za wyjątkiem zebrakow; tym nie pomagam z zasady.

            Ludzie niechetnie mowia o swych problemach i czesto pomaganie na sile powoduje
            dziwne reakcje...i wiecej szkody niz pozytku.

            No to jeszce jedno. We wczesnych latach 1980's, juz z ladnie zapowiadajacym sie
            brzuszkiem, pojechalem turystycznie do Austrii. Tak mnie cos tknęło zeby
            odwiedzic Traiskirchen. Spotakalem tam kolege ktory sie zalil ze iles to tam
            jeszcze bedzie musial siedziec itd, etc. Wiec zdecydowalem sie go "sponsorowac".
            No i rzeczywiscie przyjechal szybko, z rodzina.

            Po kilku tygodniach zachecam go aby sie chwycil za jakas prace .... cos wolno mu
            szlo ... w koncu mi mowi: ty masz dwa samochody, dwa domy (akurat mialem dwa)
            wiec cie stac; i podpisales ze bedziesz nasz wspierac przez iles tam lat
            (wiedzial dokladnie ile), wiec nie ma sprawy. No i jak bys nas nie "sponsorowal"
            na przyjazd to w koncu dostalibysmy sie tu na jakis program rzadowy; rzad by nas
            wspieral i dawal nam to i tamto .... wiedzial dokladnie co, ile i jak by mu sie
            nalezalo.

            Hmmm.... znalazlem mu tani apartment, zaplacilem czynsz za 3 miesiace, na
            jedzenie nic nie dalem poza koszykiem pelnym wiktualow i powiedzialem: skarz
            mnie jak Ci sie nie podoba.

            Duzo wiecej o nim nie slyszalem tylko dochodzily mnie odglosy z drugiej reki
            jaki to ja jestem swinia .... bo mam dwa samochody i dwa domy (mortgage go nie
            interesowala). Po jakims czasie podobno wrocil do Pl.

            Moze to Krupniok.pl? Albo sam Kagan???

            Doswiadczony SP
    • 17.07.09, 10:03
      Myślę tak-mieszkałam w Stanach. Rodzina w Polsce była przeciwna-
      miała rację. W USA miałam miłość swego życia. Ale tY WYJECHAŁAŚ W
      LATACH 90-TYCH-KOCHANA-WTEDY A TERAZ POLSKA to niebo i ziemia. Ja z
      USA wróciłam w styczniu i nie żałuję. Tu o wiele lepsza atmosfera,
      praca,warunki życia na codzień. Polska jest super. W Stanach miałam
      wszystkiego dużo, ale w Polsce będąc tak jak ja nauczycielką-mam
      lepiej mimo średniej krajowej pensji. Co chcę to kupię-mam rodzinę,
      a mąż też ma średnią krajową:) Wracaj szybko sama, lub z kimś.
      Dziewczyno marnujesz sobie życie. Tu jest fajniej, zjeździlam USA i
      powiem Ci bez sentymentow-Polska super. Kwatery w Krynicy Morskiej
      za dobę od 25zł-z łazienką lux, czajnikiem, TV-sat., dywanem na
      podłodze, umeblowane jak w dobrym normalnym polskim domu. Owoce-
      morele, brzoskwinie, czereśnie jesz do woli, bo tanie. Dom sredni
      Kowalski w zapadłej wsi ma extra, przez ulgi kredytowe z 5lat temu.
      W latach 90-tych tak nie było. Już Bułgaria 3razy droższa w cenach,
      a pensje mają od Polaków niższe. Ja zawróciłam. USA - na to już
      racjonalnie myślący Polak nie nabierze się. Kolorowa mieszanina-brak
      spójności kulturowej-wiele ożna -jestem mgr resocjalizacji i
      ped.opiek.wychowawczej.
      Radzę Ci z całego serca. Ja mam 46lat, choc nadal atrakcyjna ponad
      normę. Ale dom i Polska najważniejsze. Polacy są super, tylko na
      emigracji wychodzi z nich podłość dla innych emigrantów. Ja nie
      żałuję decyzji, choć mogłaym w kazdej chwili tam wrócić, ale nie
      chcę. Czy emigranci mają jak sredni Polak na wakacji, a na bilet do
      Polski:(:( ??? nikomu w Polsce Ameryką już nie zaimponuje się -
      przynajmniej w Warszawie i nad morzem jak rozmawiam z ludźmi-litują
      się nad biedą tam w USA...
      POZDRAWIAM-MOZLIWE, ŻE PRZEŻYWASZ WEWN.TO CO JA PRZEŻYWAŁAM-DLATEGO
      UWAŻAJ OBYS W USA NIE ZACHOROWAŁA NA DEPRESJĘ!!TWOJA RODZINA W
      POLSCE MA RACJĘ , A JA BYM MOGŁA TO SAMO NAPISAĆ O SOBIE CO TY
      GDYBYM BYŁA JESZCZE W USA .
      Z BOGIEM I MARYJĄ.
      ELŻBIETA-EWA:)
      • 17.07.09, 10:13
        nie wierz Polakom co nie byli na emigracji - POLACY NAWET JAKBY
        MIELI SUPER, TO I TAK BĘDĄ NARZEKAĆ, ŻE JEST ŹLE. W USA ceny np.
        chleba wzrosły z dnia na dzień w Waltmarcie o 50% i nikt nie pisnąl,
        inne też.., a w Polsce już byłby strajk. Spójrz trzeźwo i
        socjologicznie:)
        • 17.07.09, 18:50
          No wlasnie - dlaczego nikt nie pisnal? Ano dlatego isz ludzie nawet tego nie
          poczuli... maja wystarczjaco dochodow aby sie takim drobnymi podwyzkami nie
          przejmowac. A trzezwa i socjologiczna reakcja to nalezy strajkowac?
          Wszystko zalezy co robilas i jak moglas sie na emigracji przystosowac
      • 17.07.09, 19:05
        "Czy emigranci mają jak sredni Polak na wakacji, a na bilet do
        Polski:(:( ??? nikomu w Polsce Ameryką już nie zaimponuje się -
        przynajmniej w Warszawie i nad morzem jak rozmawiam z ludźmi-litują
        się nad biedą tam w USA... "

        I to wszytko zalezy co sie na tej emigracji robilo...
        Jak sie sprzatalo domki to prawda - ciezka praca bez wiekszej satysfakcji....
        Ale gwarantuje Ci ze emigranci ze srednia praca stac na wiel wiecej niz
        sredniego polaka.
        Problem nie w tym na co kogo stac ale problem w tym Czy to co osiagnelismy czyni
        nas szczesliwymi.... A moja definicja szczescia to to w jakim stopniu spelnily
        sie nasze oczekiwania i pragnienia...
        Ale jakos mnie stac na podroze i na to co naprawde mi sie podoba i co jest mi
        potrzebne - nigdy nie mysle nawet kategoriami "czy mnie na to stac" ...Nie
        "skladam" na urlop, Nie oszczedzam na nowe auto czy TV - oszczedzam tam gdzie
        nie musze wydawac a to juz wystarcza aby ze srednia krajowa zyc wygodnie. Co
        wcale nie znaczy ze w Pl nie mozna - z punktu widzenia finansowego mozna tylko
        ze ludzie ciagle tak bardzo ciezka pracuja nad tym aby innym utrudniac zycie ze
        po paru tygodniach pobytu - nic tylko chce sie zwiewac. Ciagle trzeba sie bac
        aby nie ukradli auta, ciagle choc przyznaje ze nie wszedzie "sprzedawca to nasz
        pan" Ciagle przepisy sa po to aby zycie utrudniac a nie ulatwiac... a wiec
        pomimo ze odwioedzam Pl w miare regularnie i moglbym tam mieszkac gdybym musial
        to wole ta swoja zakichana emigracje. W koncu ja w kazdej chwili moge wrocic do
        PL albo kazdego innego kraju na swiecie i zyc tam na znosnym poziomie czego
        nie mozna powiedziec o polakach ktorzy chciliby np wyjechac do hameryki - ich po
        prostu na wiekszosc rzeczy "nie stac" JEst wszystko - tzn prawie wszystko ale
        jesli ma byc tej samej jakosci co tu - to kosztuje to niestety wiecej niz
        tu..... Nawet o dziwo zywnosc.
        • 17.07.09, 21:10
          No tak, nikt z nas, ktory swiadomie zdecydowal sie na emigracje,
          nauczyl jezyka, zdobyl wyksztalcenie za granica i pracuje w swoim
          zawodzie, ktory daje mu satysfakcje, nie mieszka tutaj dla
          zaimponowania rodakom w kraju. Odnalezlismy po prostu zakatek
          swiata, w ktorym jestesmy szczesliwi. Nawet sprzatanie domkow moze
          dac zadowolenie jak sie normalnie z tego zyje. A wlasnie to, ze jest
          wielokulturowo jest fantastyczne, bo ile sie czlowiek z tego moze
          nauczyc, przede wszystkim tolerancji. Moge jezdzic co roku do
          Polski, ale wybieram teraz juz miejsca, ktore sa bardziej przyjazne,
          a nasz kraj niestety do nich nie nalezy, chocbysmy nie wiem jak
          chcieli to sobie wmowic.
          Traktowanie dzieci w rozny sposob (to juz do innego postu) bardzo
          boli, wiem, bo sama mam taka sytuacje. A jeszcze bardziej jak od
          tego mniej kochanego wymaga sie bardzo duzo, bo na przyklad blisko,
          ale od siebie daje sie w miare malo (no chyba, ze krytyke, bo tej
          nigdy nie brakuje). Lacze sie z tymi, ktorzy maja taka sytuacje i
          calkowicie rozumiem. Ja to co mam zapisze zwierzakom, bo dzieci nie
          mam, a moi siostrzency maja swoich rodzicow. Wychodze zreszta z
          zalozenia latwo przyszlo, latwo poszlo. Szacunku sie czlowiek uczy
          poprzez ciezka prace, a nie danine otrzymywana za darmo. Mnie tez
          juz na zadne sponsorowanie lub gadki daj bo masz wiecej nikt nie
          nabierze. Jak mam to dlatego, ze pracuje a nie siedze na roznego
          rodzaju socjalach itp. itd, a postawa roszczeniowa bardzo mi sie nie
          podoba.
          • 17.07.09, 22:12
            bmwracer napisal:
            "W koncu ja w kazdej chwili moge wrocic do PL albo kazdego innego
            kraju na swiecie i zyc tam na znosnym poziomie czego nie mozna
            powiedziec o polakach ktorzy chciliby np wyjechac do hameryki - ich
            po prostu na wiekszosc rzeczy "nie stac"."

            Mozesz ale jesli to zrobisz, tak jak ja to robie (mieszkamy po dwa
            lata w interesujacych nas krajach), to rodacy beda za wszelka cene
            starali sie tobie wmowic, ze jestes sfrustrowany, niczego nie
            osiagnales, gonisz za cieniem czegos tam itp. itd.
            Jednym slowem potraktuja cie jak frustrata i nigdy nie zrozumieja
            tego, ze mozna zrezygnowac z "miec" na rzecz "byc", pozbyc sie
            wszystkich zewnetrznych oznak zyciowych osiagniec.
            W Polsce wytrzymalam tylko 20 miesiecy.

            --
            www.etvoici.bloog.pl/
            photomar.over-blog.com/
            La bêtise humaine est la seule chose qui donne une idée de l'infini.
            (Ludzka glupota jest jedyna rzecza oddajaca idee nieskonczonosci)
            [Ernest Renan]
        • 18.07.09, 16:05
      • 18.07.09, 05:14
        poland22 napisała:

        > Ja mam 46lat, choc nadal atrakcyjna ponad normę.

        Na twoim miejscu zaczalbym sie rozgladac za rownie atrakcyjna trumna, bo widac
        zes powaznie chora hehehe

        Z Bogiem hehe

        --
        "Gott, Ehre, Vaterland"
      • 18.07.09, 16:04
    • 19.07.09, 11:38
      www.youtube.com/watch?v=h7aToCFF3wE&feature=channel


      --
      Wyznanie nieudacznego Starego Kloszarda:
      „Australia - jak najdosłowniej - nakarmiła mnie, kiedy byłem głodny,
      i dała mi dach nad głową, kiedy byłem bezdomny,
      nic nie żądając w zamian, nie zapomnę tego, dopóki żyję.”
    • 20.07.09, 12:26
      Kurczerumiane, to niestety bardzo powszechne. Niektorzy ludzie maja
      problem z separacja - jesli osoba nie jest w zasiegu reki i zawsze
      dostepna, to znaczy,ze nie istnieje. To kombinacja agresji z
      bezradnoscia. Poza tym, ludzie w Polsce zwyczjanie nie wiedza jak
      zachowac sie w takiej sytuacji, doswiqdczaja uczuc, z ktorymi sobie
      nie radza - wyzszosci wynikajacej z poczucia nizszosci, zawisci itp.
      • 29.07.09, 03:16
        bardzo pieknie ujelas temat !!,ktory dotyczy nie tylko ciebie ale
        setek jesli nie tysiecy polskich emigrantow ktorzy ulozyli sobie
        zycie z dala od kraju zwanego zartobliwie '"Polsza" a jakze wiele
        mowiacego w tym slowie.

        Oni wszyscy w Polszy tak reaguja na kazdy nas przyjazd i
        wierz mi , sprawa nie dotyczy tylko ciebie i twoich
        doswiadczen,to jest nagminne ,zazdrosc,zawisc ,skaczaca
        gula,zolc,jadowitosc w wypowiedziach,drgawki nerwowe to tylko
        niektore objawy towarzyszace bulbiakom podczas spotkan po latach

        najlepsza rada jak juz ktos napisal !! unikac rodzinnych odwiedzin
        lub ograniczyc je do minimum typu -matka,ojciec- reszte omijac
        szerokim lukiem i korzystac z pieknej polskiej przyrody i jeszcze
        [chwilowo !!] tanich uzdrowisk i snatorii i nie dac sie doic z
        pieniedzy ,ktore mozna znacznie lepiej wydac z korzyscia dla siebie
        chocby w sasiednich Czechach czy Slowenii

        kupniok-pl -


        ,,,ale nie krupniok_pl vel phd Kellner ktoremu odmowiono 6 cio
        krotnie wizy wjazdowej do USA po wydaleniu za machlojki z
        Australii i ktory opluwa wszystko i wszystkich jadem dookola jak
        nacjonalista z lat 34 -45
        • 29.07.09, 10:00
          Od kiedy Słowenia jest sąsiednim krajem?



          --
          „ Polonia, naród wspaniały, tylko ludzie koorwy ”
          J.P.
          • 29.07.09, 15:34
            Oj, czepiasz sie jak rzep psiego ogona ...
            Ja zawsze sie dlugo zastanawiam kiedy mam napisac nazwy tych krajow
            aby sie czasem nie pomylic.
            Ale znalazlam sposob, mysle o "czecho-slowacja" i wtedy sie nie
            myle :)
    • 30.07.09, 11:41
      moja znajoma wyjechała rok temu do Anglii, nadal utzrymujemy kontakty i chyba normalne kontakty ma tylko ze mna. Dobrze zaczeła zarabiac, powodzic jej sie zaczeło i tu sie zaczeły sie problemy... rodzina zaczeła zazdroscic (rodzina!) znajomi sie odwrocili od niej. Gdy przyjechała do Polski na urlop czula sie gorzej niz w pierwszym dniu w Anglii gdzie tam nikogo nei znała. Straszna jest polska ludność i zazdrośc.

      -------------
      biore od życia wszystko co daje MamyWszystko.pl-Portal Kolorowych Ogłoszeń
    • 27.10.09, 09:08
      Ja mam podobna sytuacje,mieszkam od 3 lat w Hiszpanii,ale czuje,ze
      powoli moje kontakty z przyjaciolmi z Pl sie zatracaja.To smutne,ale
      prawdziwe,zycie socjalne jest,wiec coraz bardziej ubozsze.
      Mam kontaky meilowy,czasami dzwonimy lecz to odbywa sie od swieta.To
      zmusza mnie do czestszych wyjazdow np. na wakacje do Polski lecz
      wowczas nikt dla nas nie ma czasu...
      Przykre,ale mysle,ze trzeba sie z tym pogodzic,tworzyc nowe zycie
      poza granicami,co wcale nie jest takie latwe.
      • 31.10.09, 15:03
        jesli zdecydowalas sie na wyjazd na dlugo lub na
        zawsze !!,zapomnij o utrzymywaniu kontaktow z niby przyjaciolmi w
        Polsce !! wszyscy tylko tam licza kase i narzekaja jak im zle i
        niedobrze mimo ze wielu zyje calkiem niezle !!

        wiecznie tylko slyszysz narzekania,biadolenia,stekania, itp a
        wiekszosc z nich ma nabita kase pieniedzmi i sa urzadzeniu ,mimo
        tego ciagle im zle !!

        Polska to kraj malkontentow i naciagaczy !!
      • 31.10.09, 17:54
        arbe-ta napisała:
        Mam kontaky meilowy,czasami dzwonimy lecz to odbywa sie od
        swieta.To zmusza mnie do czestszych wyjazdow np. na wakacje do
        Polski lecz wowczas nikt dla nas nie ma czasu...



        Jesli rzadko dzwonicie, rzadko piszecie, a w Polsce znajomi nie
        maja dla Ciebie czasu,to naprawde nie rozumiem po co tam jezdzisz!

        Jest tyle ciekawych krjow ktore mozesz zwiedzic,
        na poczatek cala Hiszpanie,
        bo Costa del Sol to maly wycinek kraju,
        nastawiony glownie na zagranicznych turystow ...

        Jesli planujesz osiedlic sie na stale w Hiszpanii, to juz najwyzszy
        czas stworzyc tam sobie zycie towarzyskie, niekoniecznie z
        Hiszpanami,
        bo jest tam takze wiele nacji ktore mieszkaja mniej czy wiecej
        permanentnie, w tym duza kolonia szwedzka.
        • 31.10.09, 22:11
          pia.ed napisała:

          > Jesli rzadko dzwonicie, rzadko piszecie, a w Polsce znajomi nie
          > maja dla Ciebie czasu,to naprawde nie rozumiem po co tam jezdzisz!
          >
          > Jest tyle ciekawych krjow ktore mozesz zwiedzic,
          > na poczatek cala Hiszpanie,
          > bo Costa del Sol to maly wycinek kraju,
          > nastawiony glownie na zagranicznych turystow ...
          >
          > Jesli planujesz osiedlic sie na stale w Hiszpanii, to juz najwyzszy
          > czas stworzyc tam sobie zycie towarzyskie, niekoniecznie z
          > Hiszpanami,
          > bo jest tam takze wiele nacji ktore mieszkaja mniej czy wiecej
          > permanentnie, w tym duza kolonia szwedzka.

          ------------------------------

          Całkowicie się z Tobą zgadzam!
          Też tego nie rozumiem. Dają jej przejrzyste sygnały, że mają nieudaczniaka w doopie, a ona się im narzuca.

          Jest tyle pięknych miejsc na świecie, że z powodzeniem można wreszcie o Polsce zapomnieć, tak jak Polska dawno już zapomniała o tych nieudacznikach.
          Głupie jakie, czy jak?




          --
          Jak_zdobywano_wizę "Do USA trafiał najgorszy element.
          O dziwo na ten dzień zawsze trzeźwy. Wybite zęby i blizny były dodatkowym atutem na amerykańską wizę."
          Jak_zdobywano_raj: "Puszczają jakiś film. Nikt nie patrzy. Panie roznoszą słuchawki. Cena $2. Nikt nie bierze. Panie roznoszą jedzenie. Wszyscy biorą. Piwo do obiadu? Proszę bardzo, $2.
          Nikt nie bierze. Wielu ma własne zapasy. Obsługa samolotu anglojęzyczna."
    • 31.10.09, 21:36
      Moim zdaniem wyjazd pozwala na zweryfikowanie, które znajomości są wartościowe, a które nie. Nie chodzi tylko o to, że ktoś nie będzie się z Tobą kontaktował (czyli nie będzie go interesować, co u Ciebie), ale również przekonasz się za kim Ty specjalnie nie tęsknisz ;)
      Kiedy ja mieszkałam w Indiach część znajomych w ogóle się ze mną nie kontaktowała. Za to po zamachach w Mumbaiu nagle okazało się, że wszyscy "zbierali się, żeby do mnie napisać i zastanawiali co tam u mnie"... nie chcę być niesprawiedliwa, ale mam wrażenie, że część z tych osób miała nadzieję, że pochwali się znajomym, że znała ofiarę zamachu :/
      Krótko mówiąc, ograniczenie kontaktów ma też pewne plusy- można się przekonać, które relacje są czegoś warte.
      • 26.12.09, 23:01
        Po prawie 26 latach przyjazni z kiedys dziewczyna ze szkolnej lawki, po prostu
        zerwalam te przyjazn.

        Zerwalam- moze zle sie wyrazilam. Po prostu, doszlam do wniosku, ze nie mam
        ochoty byc zawsze ta pierwsza, która pisze czy telefonuje.
        Bylo to przed 2 laty, i od tej pory spokój. Az sie czlowiek dziwi, ze tyle lat
        zaslepiony byl...
        W tym roku bylam pare dni w Polsce, i przesiedzialam u kuzynki, odpuszczajac
        sobie wizyte u tej kolezanki, mieszkajacej pare km dalej. Bylo troche dziwno dla
        mnie, ale moze to nowe uczucie, niewlazenia jej do odbytu ;-) bo tak sie w sumie
        juz czulam jakos w tej "przyjazni", tak w ostatnich 10 latach mniej wiecej.
    • 16.04.10, 16:39
      U mnie tak samo jak u kurczerumiane. Naprawde mi przykro z tego powodu :(
      szczegolnie teraz gdy biore slub, a nikt nawet o niego nie zapyta, ani nie
      wie dokladnie kiedy jest. Na ogol slysze "jakos w lato" :(
      kurczerumiane u mnie z mama kontakt identyczny.. bardzo to wszystko
      przykre :(
      • 17.04.10, 07:48
        nie wiem, nie mam i nie mialem takich problemow, moja Mama, jak zyla co dwa tyg
        przysylala mi wielka koperte a wniej moje ulubione tygodniniki i pare paczek
        ulubionej wedliny, dzwonila w kazda sobote w poludnie u mnie i nie daj Boze ,
        zebym nie odebral :) dzwoni do mnie siostra i znajomi, oczywiscie i ja do nich
        dzwonie a tych do ktorych zadzwonilem i dalem swoj nr a nigdy nie odzwonili,
        olalem i tez nie dzwonie, rozumiem wielu mlodych ludzi w polsce, ktorzy nie za
        duzo zarabiaja a maja jedynie telefony komorkowe, chociaz tez nie jest problmem
        kupic telegrosik czy cos podobnego i zadzwonic z budki a do tego sa
        komunikatorty, emaile i skype i jesli komus zalezy , zeby sie ze mna
        skontaktowac to nie jest to w dzisiejszych czasach zadnym problemem i to za
        darmo, mysle, ze w wielu przypadkach wcale nie chodzi o koszta, tylko o
        mentalnosc wielu ludzi w polsce, wyjechales, zarabiasz, dobrze ci sie powodzi to
        dzwon ty, zazdrosc nasza cecha narodowa, bezpodstawna, parszywa zazdrosc, aby ci
        krowa zdechla hehe
        Zawsze kupuje bliskim i dobrym znajomym prezenty ale i sam jestem przez nich
        obdarowywany, nigdy nie czulem presji, ze mam za cos zaplacic, czasmi dochodzi
        na tym tle do nieporozumien ze znajomymi, nawet z tymi co nie dzwonia:) nie wiem
        moze naprawde jestem tym wyjatkiem, szczesciarz chyba ze mnie :)))
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.