Re: Emigracja a rodzina i znajomi w Polsce
Niestety mam tak samo lub podobnie, mam dwie siostry, ktore nagle zaczely byc
bardzo na mnie obrazone np. ze nie zadzwonilam kiedy mlodsza siostra bronila
licencjatu, zeby zapytac sie o wyniki, obrazona dupa odzywac sie przez to do
mnie nie chce, a jak ja bronilam magisterki, to zadnego tel z domu tez nie
mialam i zero obrazy, mysla ze sie nosze, ze nie interesuje sie ich zyciem, a
ich zainteresowanie moim konczy sie na komentarzach i pouczeniach, juz dwa lata
w domu nie bylam, zal mi tylko mamy bo sie w tym wszystkim miota, chce zebysmy
byli "dobrymi siostrami" nie widzi ze jestesmy juz dorosle i inne. Tylko boli,
bo one maja siebie, wciaz je kocham i te muchy w nosie za nic eeee...
Ze znajomymi tez jest podobnie, jedni mysla ze tu w UK to tak latwo i " z moim
wyksztalceniem" to od razu powinnam byc kims, proby wytlumaczenia tutejszych
realiow brzmia jak wymowka, jeszcze inni nie rozumieja czemu wyjechali, a ja na
tyle chamska nie jestem zeby im w twarz powiedziec, ze chate w ktorej teraz
mieszkaja wybudowali ich rodzice, wiec start w zycie nie mamy taki sam, klapki
na oczach, to powoduje ze sama zaczelam unikaz z nimi kontaktow, i wiecznie jak
jestem w PL to wielki problem ze spotkaniem sie , bo to bo tamto, ja rozumiem ze
postawia swojego swiata do gory nogami "bo przyjechalam" ale chec i jakis
wysilek musi wychodzic z obu stron na podtrzymanie znajomosci, nie jestem w PL
przeciez co tydzien.
Nie wiem smutne to wszystko i bardzo boli, ale nic na sile, mam faceta -
Polaka, i obecnie jest dla mnie "trzy w jednym" - rodzina, przyjacielem,
domem. Malo to ale lepsze jedno prawdziwe niz dziesiec pustych.