Dodaj do ulubionych

Jak reagować? (Druga strona)

06.07.05, 08:49
Od momentu zetknięcia się z terminem Obniżone/Wzmożone Napięcie Mięśniowe
podczytuję Wasze forum. Podczytuję Was żeby coś więcej wiedzieć, czegoś nie
przeoczyć u własnej córki. Cieszą mnie postępy Waszych pociech.
Czasem trafia się temat jak reagować na natrętne pytania sąsiadów, dlaczego
nie siedzi, nie stoi, nie mówi.
Nasunęło mi się inne pytanie. Jak mamy reagować, aby Was nie urazić? Co
powiedzieć, aby nie zostało to źle zrozumiane, bo przecież udawanie, że nie
widzimy Waszych dzieciaczków też jest nienaturalne i chyba też może zrobić
przykrość?

Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że nie zostanę posądzona o
złośliwość, bo nie to było moją intencją.
Edytor zaawansowany
  • jo5 06.07.05, 09:36
    cześć,
    słuchaj postanowiłam Ci odpowiedzieć, ale każda odpowiedź wydaje mi się jakaś
    taka nieodpowiednia i wykasowuję wszystko co napisałam. Napiszę Ci jak jest u
    mnie i tyle. poza tym sądzę, że Tobie akurat nie jest potrzebna taka odpowiedź,
    bo pewnie masz w sobie dużo wrażliwości, która pozwoli Ci potraktować nas w
    normalny, ludzki sposób.
    Moja rodzina i znajomi już się nauczyli pytać co u Jasia, jakie robi postępy,
    czym grożą nieprawidłowości. i co ważne przestali przytaczać
    wyłącznie "cudowne" przypadki porażenia mózgowego. Zaczęli mówić o problemach z
    którymi się borykają inne chore dzieci i ich rodzice i na co powinniśmy jeszcze
    zwrócić uwagę. I sądzę, że to jest ok. Jasiu jest chory, ale Jego choroba nie
    jest już traktowana w kategoriach tragedii. Po prostu tak jest.
    pozdrawiam, jo
  • fajka7 06.07.05, 10:06
    chyba jest tak jak pisze jo5 - skoro w ogole o to pytasz i w dodatku
    podczytujesz takie forum, to po prostu wiesz o co chodzi i nie bedziesz miala
    problemu z reakcja;
    rzecz nie w tym, ze ludzie maja udawac, ze nic nie widza, ale tez nie w tym
    zeby reagowac przesadna troska;
    teksty w stylu:"O, to pewnie nie mozna jej/go dogonic!" zawsze beda, bo sa
    naturalne, ale wazne, zeby na odpowiedz "jeszcze nie chodzi" reagowac tez
    naturalnie, zeby miec swiadomosc, ze dzieci z problemami istnieja, jest ich
    sporo i nie sa z kosmosu, a tym bardziej nie powinny siedziec zamkniete w domu,
    a wrecz przeciwnie, zeby wiedziec, ze matka takiego dziecka moze nie miec
    ochoty rozprawiac na ten temat na spacerze z obcymi (z rodzina czesto zreszta
    tez), zeby nie rzucac porownaniami do wszystkich znanych nam innych przypadkow
    moze nie takich samych, ale podobnych naszym zdaniem :)) itd.itp.
    mysle, ze mozna to podsumowac ogolnie pojetym wyczuciem, z ktorego nalezy
    korzystac zawsze, gdy wiemy, ze ktos ma problem
    tylko, ze ja widze, ze Ty to wszystko wiesz :))
    pozdrawiam, fajka
  • fajka7 06.07.05, 10:20
    nie wiem czy mamy tutaj zgodza sie ze mna, ale uwazam, ze jesli ktos ma problem
    w tym wypadku z dzieckiem i jest przewrazliwiony jesli chodzi o temat rozwoju
    malych dzieci, to bedzie mial ten problem zawsze, bez wzgledu na reakcje
    otoczenia i dopoki sam ze soba tej sprawy nie zalatwi, problem nie zniknie i za
    to druga strona odpowiedzialnosci nie ponosi;
    rodzice dziecka z problemami maja prawo byc przewrazliwieni, ale tez nie moga
    wymagac od calego swiata, zeby czytal w myslach i zakladal z gory, ze kazde
    dziecko na ulicy jest chore;
    kazdy ma inny poziom wrazliwosci i jesli chce byc zraniony, to bedzie chocbys
    toska nie wiem jak sie starala - tak jest, nie da sie wyeliminowac takich
    sytuacji calkowicie;
    natomiast jestem za bezwzglednym tepieniem chamstwa, ignorancji, glupoty i
    braku taktu i wyczucia, a wiec nie bede tolerowala telefonow mojej kolezanki,
    ktora dzwoni do mnie wylacznie po to, zeby sie pochwalic, co jej zdrowe dziecko
    znowu w tym tyg. wymyslilo, powiedzialo, narysowalo itd. - niech dzwoni do kogo
    innego z takimi rewelacjami.
    no i tyle :)
    pozdrawiam, f.
  • jo5 06.07.05, 10:39
    bo Fajka7 lepiej to wyłoży!! czuję dokładnie tak samo, tylko nie potrafiłam
    tego tak jasno wyłożyć!
    a najwięcej racji jest w tym, że dopóki same sobie nie poradzimy
    z akceptowaniem choroby naszych dzieci, to nawet na najdelikatniejsze pytanie
    czy uwagę będziemy reagować złością.
    a co do chwalących się koleżanek... brak taktu Fajko7 to wyjątkowo pobłażliwe
    określenie
    Dziewczyny a jak Wy to czujecie?
    pozdrawiam, jo
  • tomczaczka 06.07.05, 11:09
    Cześć
    Ja jestem pogodzona z chorobą mojego dziecka ale chyba zawsze będą mnie drażnić
    głupe uwagi,no może nie złościć ale zawsze jakoś podświadomie wkurzać. I
    chwalące się koleżanki też. Ten typ tak ma (znaczy ja).
  • fajka7 06.07.05, 15:48
    jo5 napisała:

    > bo Fajka7 lepiej to wyłoży!! czuję dokładnie tak samo, tylko nie potrafiłam
    > tego tak jasno wyłożyć!

    jo5 to nie jest forum dla mnie stworzone tylko dla wszystkich i wszyscy maja
    sie odzywac, a Ty odzywasz sie w stylu, ktory np. do mnie znakomicie trafia,
    wiec nie rob scen :)))
  • aneta68 06.07.05, 20:27
    Tylko pogodzić się też nie jest tak prosto. Każdego dnia mam nadzieję, że
    następny dzień, turnus, godzina ćwiczeń przyniesie jakieś rewelacje. Ale chyba
    tak muszę żyć, żeby pomóc. Ale nauczyłam cieszyć się z drobnostek, maleńkich
    czynów które robi moje dziecko. A znajomi...? Ostatnio dzwoniła do nas nasza
    "dobra" znajoma i była bardzo zdziwiona: no co ty? nie chodzi? żartujesz?
    powiedz prawde? o Boże? itd. pół godziny dopytywała się. Głupie są też w drugą
    stronę pocieszenia: zobaszysz zaraz pójdzie do przedszkola (?!) wszystko
    nadrobi. Jakiego przedszkola...
    Pzrd
    Aneta
  • fajka7 06.07.05, 21:43
    paradoksalnie z tym przedszkolem moze miec racje, sa rozne przedszkola, dla
    chorków tez :)) moj rycerz wlasnie sie do takiego wybiera a ja przezywam kryzys
    odcinania pepowiny :))
    pozwole sobie przytoczyc chyba najmocniejsza sytuacje jaka mnie spotkala
    (chociaz to ostatni przyklad bo nie chce sie licytowac na tego typu przygody i
    wole nie drazyc tego tematu):
    wspomniana kolezanka - nie jakas tam siksa, starsza ode mnie 5 lat, psycholog,
    pedagod, doktorat itd. - poronila wczesna ciaze z powodu powaznej infekcji,
    zdaje sie grypy; no wiec skomentowala to w ten sposob, ze w sumie dobrze, ze
    los tak zdecydowal, bo gdyby uratowac te ciaze dziecko mogloby byc powaznie
    uszkodzone, a ona nie wyobraza sobie, ze moglaby miec cyt. "tak przechlapane
    jak ja" :))) to nie byly przypadkowe zle dobrane slowa, ten watek jeszcze
    kilkakrotnie wracal w podobnym ujeciu
    no wiec takich ludzi trzeba unikac za wszelka cene, tylko jesli ktos jest
    burakiem to wychodzi rowniez przy innych okazjach i w innych okolicznosciach,
    wiec w sumie pewne rzeczy mozna przewidziec
    staram sie od burakow trzymac jak najdalej, powyzsza znajomosc nie przeszla
    proby, choc naprawde bardzo sie staralam, no ale ilez mozna wysluchiwac takich
    rzeczy...
    sily zycze
    pozdrawiam, fajka
  • gabi11 06.07.05, 22:42
    Ojej Fajko- normalnie szok. aż postanowiłam się odezwać bo ta koleżanka to
    psycholog- więc po mojej lini zawodowej. Tyle że chyba jakiś bez powołania.
    Jedyne co może ją tłumaczyć to szok po poronieniu i racjonalizacj w celu
    zagłuszenia własnego bólu. Nic jednak nie tłumaczy braku empatii i braku
    szacunku.

    Zgadzam się- trzeba unikać takich znajomości które źle na nas wpływają. I tak
    sporo mamy powodów do zmartwień by brać na siebie wyciszanie lęku,
    nietolerancji i negatywnych nastawiń innych ludzi. Musimy być trochę
    egoistkami. Inaczej nie damy rady.


    --
    gg 3011483

    Mój słodki Michałek
  • monika_69 06.07.05, 22:55
    Współczuję znajomej pani psycholog z doktoratem...chyba już wie o tym,ze
    wiele "przypadłości zdrowotnych" ujawnia sie dużo póżniej niż w dniu urodzenia
    i może mieć przechlapane ,gdy dziecko będzie miało 5,10,40 lat-bo dopiero wtedy
    się dowie,że jej świat od dziś ma inny wymiar.Może zamiast dziecka niech
    pomyśli o pluszaku,bo żywych istot(czyt.pies,kot)też żal -mogą mieć
    feler,którego jej ciasny umysł nie pojmie.
    Ostatnio mój synek (6 latek) był z babcią u lekarza i przed drzwiami gabinetu
    pytał babcię co jest napisane na tabliczce-na nosie ma okulary cylinderki-jest
    krótkowidzem-a jakieś siedzące babsko spytało-"a co wnuczek jeszcze nie zna
    liter?"-Babcia odparowała-a pani ma w domu Eisteina?....i pani zamilkła.
    To chyba jedna ze sprawdzonych i skutecznych metod.
    Świat jest ciekawy tylko na nieciekawych ludzi brak mi w nim czasu...!

  • iza_luiza 06.07.05, 23:07
    No z takimi postawami to ja się jeszcze nie zetknęłam. Pewnie wszystko przede
    mną...:/
    dla mnie liczy się wyczucie i naturalność. Tzn nie cierpię jak ktoś, kto na
    Maćka zwróci uwagę i zmusi mnie do udzielenia szczerej odpowiedzi,
    potem "powalony" tą informacją się szybko wycofuje na zasadzie "a jutro to
    zapowiadali burzę". To mnie wkurza na maksa, ja wiem, że ludzie kompletnie nie
    są gotowi do rozmowy o takich sprawach i stąd te reakcje, i nie wiem jak ja bym
    zareagowała w czasach przedMaćkowych a nie miałam okazji sprawdzić, ale wolę
    naprawdę jak ktoś rozsądnie pociągnie temat. Ja powiem co mam do powiedzenia,
    czasem mi to jest potrzebne. A denerwuje mnie takie smętne kiwanie głową i
    patrzenie na niego spode łba, ale cichaczem żebym nie widziała, bo lepiej na
    niego przecież nie patrzeć.
    --
    To co jest prawdą w świetle lampy, nie zawsze jest prawdą w świetle słońca.
    (J.Joubert)
    nowe zdjęcia Maciusia
  • jo5 08.07.05, 08:32
    fajka7 napisała:

    > jo5 to nie jest forum dla mnie stworzone tylko dla wszystkich i wszyscy maja
    > sie odzywac, a Ty odzywasz sie w stylu, ktory np. do mnie znakomicie trafia,
    > wiec nie rob scen :)))

    ups, tylko taką odpowiedź zdołałam stworzyć, a zaznaczam że myślałam nad Nią
    dwa dni :)))) tak na marginesie - nie robię scen, ale o tym to akurat dobrze
    wiesz!
  • fajka7 08.07.05, 17:22
    widocznie tym razem wylozylam niejasno - to byl zart! ;)
  • gabi11 06.07.05, 23:00
    A co do głównego tematu: nie należy przesadnie wypytywać ani tez udawać że nie
    ma problmu. Obie skrajności sa żle odbierane przeze mnie. Zgadzam sie tu w
    pełni z moimi "przedmówczyniami".
    Dziecko które ma jakiś deficyt rozwojowy wszędzie zwraca uwagę tym właśnie
    deficytem. I ludzie maja tendencje do wypytywania, pocieszania. Po co? Przecież
    my- rodzice mamy z takimi rozmowami do czynienia na każdym kroku. Nie warto tak
    szufladkować- byc może mój synak nie siedzi jeszcze, ale potrafi za to pięknie
    się uśmiechać i dużo "mówi". Na to trzeba zwrócić uwagę.
    Każda matka bardzo pragnie usłyszeć o swym dziecku coś dobrego, pozytywnego.
    Chce się dzieckiem pochwalić. Zwracajmy więc uwage na pozytywy. Szukajmy
    plusów, pochwalmy je- byle to było szczere. A na pewno wtedy zyskamy sympatię i
    zostaniemy dobrze odebrani.
    Ważne tez jest żeby dzieciaczka traktować jako osobę, nie przedmiotowo. I
    szanować. Nawet jeśli to ktoś mocno upośledzony ( piszę to także o osobach
    starszych, nie tylko małych dzieciach) Głód szacunku i docenienia istnieje w
    nas wszystkich. A w osobach niepełnosprawnych szczególnie mocno.

    Oczekuję by moje dziecko zostało zaakceptowane, takie jakie jest. A to oznacza
    że nie chce ukrywać jego niepełnosprawności. I nie chcę żeby inni udawali że
    jej nie widzą. Dlatego gdy ktoś mnie pyta- wyjaśniam co jest synkowi. Jeśli
    czuję że pytający ma dobre intencje to czasem opowiadam więcej o rehabilitacji.
    Często bowiem ludzie nie wiedzą co mówić i jak się zachować. Muszą problem
    zrozumieć i się z nim oswoić. Wtedy dużo łatwiej o wzajemne zrozumienie
    --
    gg 3011483

    Mój słodki Michałek
  • toska212 07.07.05, 08:18
    Dziękuję za odzew i pozwólcie, że jeszcze pociągnę temat.
    Ludzie nie są nauczeni reagowania na niepełnosprawność lub po prostu nie mają
    wyobraźni lub są głupi w skrajnych przypadkach.
    Koło się zamknie ci, którzy nie nauczą swoich dzieci, że niepełnosprawność nie
    zaraża wychowają swoje pociechy na ludzi takich jak oni sami.
    Można by jeszcze długo pisać jak powinno być, ale Wy to wiecie najlepiej.

    Trzymajcie się i życzę Wam dużo cierpliwości dla takich jak ja, które czasem
    mogą niechcący coś chlapnąć.
    I oczywiście postępów w pracy z maluchami.
  • monkastonka 07.07.05, 09:57
    hmmmm
    czasem czuję się z jednej czasem z drugiej strony.
    Jak byłam z Maczkiem na balu choinkowym z przychodni rehabilitacyhjnej dla
    dzieci z Mdz (tam chodzi na rehabilitację)to nie wiedziałam co powiedzieć tam
    dzieci bardzo powaznie chore a Maciuś cóż na aż tak bardzo niepełnosprawnego
    nie wyglądał pod grubymi zimowymi ciuchami nie było widać chudej krótkiej
    nózki, bałam się że nas wyrzucą bo tam nie pasujemy, w przychodni jak czekam na
    Maciusia jak wyjdzie z ćwiczeń czasem jakaś mama zapyta mnie a co jest synkowi
    tak dobrze wygląda wtedy odpowiadam że ma niedorozwój nogi i skrót na całej
    długości nogi oraz stopę i pytam również tę mamę ona mi mówi że jej dziecko
    jest "roślinką" i szczerze mówiąc nie wiem co powiedzieć z jednej strony bardzo
    współczuję ale wiem że ja też nie lubię współczucia
    Z drugiej strony nie znoszę jak sie ludzie gapią na Maczkową nogę jak
    wymieniają się wzrokiem np w piaskownicy, ale sama ostatnio stałam na
    przystanku i była tam kobieta starsza pani w wieku ok.70 lat but podbity
    korkiem skrót oko 20 cm laseczka kuśtyk kuśtyk, jezu nie mogłam oderwać od niej
    oczu chyba to zauwazyła bo spojrzała się srogo, chciałam do niej podejść
    wytłumaczyć że ja mam synka który ma krótką nóżkę i zapytac ją jak sobie
    radziła i radzi z taką wadą ale nie miałam odwagi.
    Toska napisałaś że:>
    " Ludzie nie są nauczeni reagowania na niepełnosprawność lub po prostu nie mają
    wyobraźni lub są głupi w skrajnych przypadkach".
    Masz rację twierdząc że ludzie nie są nauczeni reagowania na niepełnosprawność
    ale głupota i brak wyobraźni myslę że to znikomy % a bardziej strach przed tym
    co nieznane czego się nie rozumie. Wielu rzeczy nie mogłam pojąć kiedyś, teraz
    kiedy mam niepełnosprawne dziecko wiedzę to innymi oczyma, nawet ja mimo
    wszystko mogę chlapnąc coś co kogoś urazi albo nie wiem co powiedzieć mamie
    dziecka "roślinki" o czym pisałam wyżej, i też sama nie lubię gapiostwa i
    litości nad Maciusiem. Mimo że uważam że wyobraźnię mam i bujną zresztą ;) to
    bardzo delikatna i trudna sprawa obojętnie z której strony jesteś ważne by te
    strony nie były odgrodzone od siebie murem.


    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=25438306&a=25438306
    Maciuś vel Maczek
  • another_story 18.07.05, 14:06
    Takiej wypowiedzi chyba tu jeszcze nie było, a sądzę, że nie zaszkodzi.
    Otóż, tak się nieszczęśliwie składa, że sama urodziłam się jako dziecko
    niepełnosprawne. Nie chcę wartościować, która choroba jest "lepsza", a
    która "gorsza", ale moja przypadłość (uszkodzenie twarzy) niesie ze sobą
    wyjątkowo dużo nieprzyjemności natury społecznej. Tego po prostu nie da się w
    żaden sposób ukryć, zamaskować... przynajmniej w naszej kulturze (zazdroszczę
    muzułmankom czadorów, mnie by to bardzo odpowiadało). Od najwcześniejszego
    dzieciństwa stykałam się z różnymi postawami, każda z nich odcisnęła na mnie
    pewne piętno. Ludzie nie zdają sobie często sprawy, jaką zadrę potrafi zostawić
    jedno głupie słówko czy spojrzenie rzucone mimochodem na ulicy. Nawet nie
    wspominam o młodzieńcach ogolonych na zero, bo o nich wspominać nie warto.
    Rzecz dotyczy jednak często osób na tzw. poziomie, facetów w garniturach,
    którzy - idąc chodnikiem - nie mogą się powstrzymać przed obejrzeniem za siebie
    raz, drugi, trzeci. Koszmar. Ogromnym wysiłkiem woli hamuję się zawsze, żeby
    nie pokazać takiemu, co o nim sądzę.

    Deformacja twarzy wywołuje w ludziach najczęściej przeświadczenie, że osoba nią
    dotknięta jest jednocześnie upośledzona umysłowo. Właśnie od tej strony czułam
    się zawsze najbardziej upokorzona. I czuję to coraz dobitniej, bo - nie da się
    zaprzeczyć - wkraczam w tzw. dorosłe życie. Wyobraźcie sobie taką sytuację:
    przychodzicie coś załatwić w urzędzie, a kobieta za biurkiem zaczyna mówić do
    Was GŁOŚNO I WYRAŹNIE, żebyście ją dobrze zrozumiały (tak jakby dla człowieka
    rzeczywiście upośledzonego istniała różnica w intonacji...). Ciągle nie wiem,
    jak reagować na podobne zachowania. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że mam
    poważną wadę wymowy i z tego względu wolę się nie wdawać z obcymi ludźmi w
    dysputy tudzież kłótnie. Najczęściej staram się wszystko jakoś przełknąć,
    załatwić co trzeba i uciec do domu. Ale jest ciężko - i nie spodziewam się
    spektakularnej zmiany na lepsze.

    Oczywiście, nie każdy człowiek zachowuje się w ten sposób. Bywa, że po
    początkowej nieufności czy niechęci ktoś przekonuje się o mojej "normalności"
    (ha, co to znaczy?) i nie zwraca już uwagi na ten nieszczególny wygląd. Ale,
    niestety, dociera do mnie coraz intensywniej świadomość, że ja sama stałam się
    dla siebie problemem. Po całych latach życia w stresie wciąż mam wrażenie
    skierowanych na mnie spojrzeń, drwiących komentarzy za plecami, itd. Boję się
    ludzi. I nie wiem jeszcze, jak sobie z tym poradzić.

    A rodzice? Cóż, kiedy okazało się, że nie jestem upośledzona umysłowo, zaczęli
    mnie traktować jak "zwykłe" dziecko. Z jednej strony doceniam to, bo dzięki
    takiej metodzie nigdy nie myślałam o sobie: "ja, inwalida". Jednakże ich
    całkowite zamykanie oczu na moją - co by nie powiedzieć - odmienność sprawiło,
    że kiedy pojawiły mi się w życiu dość specyficzne dylematy, nie mogłam o nich z
    nikim porozmawiać. Czułam się pozostawiona sama sobie. I teraz, w wieku 19 lat
    wiem, iż tak już będzie zawsze. Zdaję sobie sprawę z bezzasadności marzeń o
    normalnych relacjach damsko-męskich z moim udziałem. Boli? Boli. Ale chyba
    jeszcze wierzę w inne pozytywne rzeczy, które mogą mnie w życiu spotkać. Gdyby
    nie to przeświadczenie, pewnie od dawna już by mnie tu nie było.

    Strasznie się rozpisałam - ciekawe, czy ktoś to przeczyta ;). Pozdrawiam
    wszystkie Mamy. Starajcie się nie przejmować ograniczeniem niektórych ludzi;
    dla Waszych dzieci liczy się z pewnością głównie to, że czują się przy Was
    bezpieczne i kochane. Normalne.
  • another_story 18.07.05, 15:13
    > nigdy nie myślałam o sobie: "ja, inwalida"

    Zdałam sobie sprawę, że to głupio zabrzmiało. Chciałam napisać: nie myślałam
    nigdy PRZEDE WSZYSTKIM o swoim inwalidztwie, skupiałam się na sobie jako
    osobowości - choć oczywiście przyjęłam do wiadomości fakt, że jestem
    niepełnosprawna.

    Wyjaśniam, bo od kilku minut nie dawało mi to spokoju.
  • ewamonika1 18.07.05, 15:28
    Chciałam Ci bardzo podziękować za Twego posta. Jako mamie chłopca z widoczną
    ułomnością (brak dłoni, być może krótsze przedramię - to się dopiero okaże),
    spojrzenie "z trzeciej strony" bardzo się przyda.

    Pozdrawiam i życzę spełnienia Twoich marzeń,
    ewa
    --
    Dlaczego
  • monkastonka 18.07.05, 15:55
    Ja też dziękuję ci za twojego posta :)
    jako że piszesz że jesteś z tej trzeciej strony powiedz mi jak wychowywać synka
    by nie czuł się odrzucony gorszy itd
    jak zrobić to najlepiej z punktu widzenia osoby "trzeciej" jakich błędów mozna
    uniknąć

    mój synek na niedorozwój lewej nogi + skrót 1.5 cm

    Bardzo ciepło i serdecznie cię pozdrawiam
    Monika

    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=25438306&a=25438306
    Maciuś vel Maczek
  • another_story 18.07.05, 16:17
    > powiedz mi jak wychowywać synka
    > by nie czuł się odrzucony gorszy itd

    Moniko, ja nie mam prawa Cię w jakikolwiek sposób pouczać - zwłaszcza, że nie
    czuję się kompetentna ;). Na podstawie własnych doświadczeń mogę powiedzieć
    tak: traktuj synka, jak mamy traktują zwykle swoje dzieci. Nie próbuj
    wychowywać go w atmosferze inności. To grozi tym, że potem bez sprzeciwu
    przyjmie na siebie rolę odrzuconego, jaką niestety niektóre okrutne dzieci
    lubią przypisywać swym ofiarom.
    Staraj się rozwijać w nim zainteresowania, pasje - niech wie, że jakaś głupia
    wada nogi absolutnie nie czyni z niego mniej wartościowego człowieka. A przy
    tym wszystkim dawaj mu sygnały, że zawsze jesteś gotowa z nim porozmawiać o
    jego lękach i frustracjach. Nie z każdej sprawy zechce Ci się zwierzyć. Ale
    wiem po sobie, że czasami ma się potrzebę wyrzucenia z siebie pewnych słów i
    skonfrontowania ich z odczuciami drugiej osoby. Mnie tego brakowało i nadal
    brakuje. Chyba muszę skorzystać z pomocy specjalisty.

    Pozdrawiam Was oboje - nie będzie źle.
  • another_story 18.07.05, 16:18
    Ewo, cieszę się, że moje pseudorozmyślania mogą być komuś pomocne. Pozdrawiam
    Ciebie i synka - trzymajcie się.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka