Dodaj do ulubionych

rehabilitantka Radoch?

29.12.06, 21:22
Czy którejś z was dziecko było lub jest rehabilitowane przez p. Radoch? Co
sądzicie o tej pani? Jaką metodą ona rehabilituje i jaką jest osobą?
Edytor zaawansowany
  • iza_luiza 05.01.07, 18:48
    Była już kiedyś bardzo gorąca dyskusja n/t tej Pani, ja ci odradzam, nam
    zaszkodziła więcej niż pomogła.
    Wrzuć nazwisko w wyszukiwarkę, powinnaś znaleźć posty.

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • agutek78 10.01.07, 13:09
    Czesc,

    nie wiem jak wygladalaby rozwoj mojego Szymona jakby nie byl rehabilitowany,
    albo jakby trafil w rece kogos innego. Szymon skonczyl 5 m-cy i juz prawie
    siada, czyli wszystko robi ksiazkowo: przekreca sie z boku na boczek, ma prawie
    wysoki podpor itp. Nie wiem z jakimi problemami przycodzily matki do Pani
    Radoch. Ja wiem jedno i mam na to dowody w postaci moich dwoch bratanic, z
    ktorej jedna byla naprawde w powaznym stanie. I tu podstawa jest
    systematycznosc i nie odpuszczanie sobie ani dziecku.
    Szczerze mowiac jak poczytalam opinie na forum to wlos mi sie zjerzyl, no coz,
    ale ja wierze i robie swoje.
    Ja z wlasnego doswiawdczenia polecam Pania mgr Radoch.
  • iza_luiza 10.01.07, 13:33
    Oczywiście mama zdecyduje sama, ale ja znam kilka osób, które po rehabilitacji
    u tej Pani szukały pomocy gdzie indziej, i niestety wiele było błędów do
    nadrobienia, niektórych się już nie udało nadrobić, i tu przykładem jest mój
    Maciek. Słynny "jelonek" u dziecka, które nie umiało jeszcze wcale kontrolować
    głowy narobił tyle szkody, że borykamy się z tym do dzisiaj :(
    Gdybym była systematyczna i mu tych ćwiczeń nie odpuszczała, nie wiem czy by
    kiedykolwiek usiadł. Na szczęscie nie zawiodła mnie intuicja i skonsultowałam
    się w kilku innych źródłach.
    Ale cieszę się, że jest ktoś komu p.R pomogła.
    Ja mam na to taką teorię, że trudniejsze przypadki jej gorzej niestety
    wychodzą. No a mój jak widać łatwy nie jest :/

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • majerka1834 15.01.07, 21:36
    Na strony te nie wchodzę nigdy z braku czasu. Tym razem jednak na prośbę jednej
    z lekarek, z którą wspólpracuję - jestem tu obecna. Skorzystam więc z okazji i
    powiem, że sposób, jakim posluguję się w swojej pracy jest adresowany do
    aktywnych i systematycznych rodziców, którzy dodatkowo respektują zalecenia
    pielęgnacyjne (czasami efekt ćwiczeń jest niweczony nie stosowaniem się do
    zaleceń). W/w sposób, w którym dziecko ćwiczą rodzice jest obciążony możliwością
    nieprawidlowego ich wykonywania; dlatego wymaga systematycznych spotkań. Zaletą
    jednak jest dostosowanie się do rytmu dnia i nastrojów dziecka. Ważne jest także
    to, że ograniczone są kontakty dziecka z innym środowiskiem i obcymi osobami. We
    wlasnym otoczeniu i w rękach matki dziecko znacznie lepiej pracuje. Praca wlasna
    dziecka jest niezbędnym warunkiem przyszlych efektów. Ćwiczenie wylącznie w
    formie zabawy nie doprowadzi do niczego. Ćwiczenia muszą być czynne (znaczny
    udzial dziecka), nie mogą polegać na przekladaniu i kolysaniu. Zestaw ćwiczeń
    obowiązuje w calości i ważne jest powtarzanie go 3-4 razy w ciągu dnia.
    Ćwiczenia muszą trwać krótko, bo przy wydlużaniu ich w czasie dziecko z nich
    wylączy się(dlatego kilka razy dziennie). Jeżeli rodzicom z różnych powodów taka
    forma nie odpowiada powinni poszukać pomocy u rehabilitanta, który ćwiczy
    dziecko samodzielnie. Odnośnie metod: nie ma lepszych czy gorszych, bo każda z
    nich posiada wady i zalety. Moim zdaniem należy czerpać ze wszystkich stosownie
    do potrzeb i możliwości dziecka. Program ma być skuteczny i znośny. Istnieją
    "chwalcy" jednej metody i zapewne będą wynosić ją ponad wszystkie dopóki nie
    zaznajomią się wreszcie z innymi. Rodzicom doradzam rozsądek, umiar i
    ceirpliwość, bo to jest niezbędne nie tylko w rehabilitacji, ale także w
    wychowaniu dziecka. Natomiast tym, którym nie podoba się fakt i sposób badania
    (próby posturalne) pragnę wyjaśnić, że jest to niezbędny element w rozpoznaniu
    stanu ruchowego dziecka. Niektórzy rodzice, jak się zorientowalam, przychodzą po
    komplementy i liczą na dobrą zabawę w trakcie ćwiczeń i zapewne są to ci
    zawiedzeni. Serdecznie wszystkich pozdrawiam i nie oczekuję odpowiedzi, ponieważ
    niezwykle rzadko bywam na tych stronach.

    J. Szor-Radoch
  • iza_luiza 16.01.07, 10:46
    Nie liczyłam nigdy na komplementy i dobrą zabawę podczas ćwiczeń. Mam dziecko
    niepełnosprawne i upośledzone, mam tego pełną świadomość. Nie oczekuję od
    rehabilitanta cudu, ale zaangażowania, umiejętności i dobrego pomysłu na moje
    dziecko, które nie jest łatwym przypadkiem.
    Od prawie 3 lat intensywnie rehabilitujemy nasze dziecko, nie można nam odmówić
    systematyczności i aktywności, gdyby nie to moje dziecko nie robiłoby postępów,
    które robi tylko dzięki naprawdę ciężkiej pracy.
    Nie jest trudno wyprowadzić dziecko zdrowe, które ma "tylko" problem z
    napięciem mięśniowym, bo natury nie można oszukać. Takie dziecko i tak się
    rozwija, wystarczy mu pokazać dobry kierunek. Ale u dziecka takiego jak moje
    bardzo łatwo jest coś przeoczyć, zaniedbać, a rodzice chorego niemowlaka bez
    wykształcenia fizjoterapeutycznego nie są w stanie sami zwrócić na wszystko
    uwagi. Ta wiedza przychodzi niestety później, w miarę zdobywania doświadczenia.
    Dlatego wspominam "jelonka", bo nikt nie zwrócił mi uwagi na to, że moje
    dziecko ma nieprawidłowy odruch odgięciowy, że nie powinno odginać się do tyłu
    a że ja powinnam z tym odgięciem walczyć. Zamiast tego przez kilka miesięcy 3-4
    razy dziennie sumiennie ćwiczyłam z nim "jelonka" (pomimo tego, że głowy nie
    kontrolował tylko wisiała mu właśnie odgięta do tyłu), który na tyle ten odruch
    utrwalił, że dotąd żadna inna forma aktywności nie jest w stanie mu zastąpić
    jeżdżenia na odgiętej do tyłu głowie.
    Dla porównania dodam, że znam mamę dziecka, które także miało identyczny odruch
    odgięciowy jak moje, ale w porę - od niemowlęctwa, pilnowane i prawidłowo
    pielęgnowane, już tego odruchu prawie nie ma.
    Dlatego uważam, że moim obowiązkiem jest napisać jakie mam odczucia i
    doświadczenia. Bo my rodzice nie mamy później możliwości nadrobić tego, co
    zostało zaniedbane lub przeoczone. I dlatego właśnie jest to forum, że niestety
    nie możemy polegać tylko na opinii i pracy lekarzy i rehabilitantów. Gdyby tak
    było, forum nie byłoby wcale potrzebne.

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • majerka1834 23.01.07, 22:37
    Pani Izo_Luizo!
    Widzialyśmy się w sprawie rehabilitacji ruchowej pani synka 3 razy: 9 lipca
    2004, po 3 tygodniach 29 lipca 2004, i po raz trzeci 20 września 2004(razem
    niecale 3 miesiące, w tym trzy nierytmiczne spotkania). Pomiędzy drugim a
    trzecim spotkaniem zdecydowala pani o wprowadzeniu równolegle drugiej metody, o
    czym mnie pani uprzedzila przy drugim spotkaniu. Zrozumialam, że nie jest pani w
    stanie podolać moim wysokim (przyznaję) wymaganiom. Nie mialam pani tego za zle;
    wydala mi się pani osobą sympatyczną, choć chwiejną i malo odporną na trudności.
    Uznalam, że zdecydowala się pani na usprawnianie Maciusia metodą NDT (nie mylić
    z prawdziwą metodą Bobath) co potwierdzily pani zapiski na tych stronach. NDT to
    lagodna, atrakcyjna metoda, która w mojej ocenie w stanie glębszych deficytów
    ruchowych jest niewystarczająca, a efekty przy jej stosowaniu przychodzą powoli.
    Niedlugo po owej zmianie, jakiej dokonala pani na wlasne życzenie zaczęly się
    pani ataki na mnie. Czytali to moi przyjaciele "z branży", którzy byli oburzeni
    na panią i ostatecznie, po latach, wymogli na mnie, abym odpowiedziala.
    Zarzuca mi pani brak efektów.
    Odpowiadam: w przypadku tak trudnym przez niespelna 3 miesiące przy zaledwie 3
    spotkaniach bylo to absolutnie niemożliwe. Pomiędzy naszym drugim a trzecim
    spotkaniem wprowadzila pani inną metodę, a zatem nie bylo możliwości, aby
    stosowala się pani w pelni do moich zaleceń i jednocześnie robila coś jeszcze
    innego w zakresie rehabilitacji swego dziecka. Odpowiadam zatem za te 3 tygodnie
    pomiędzy pierwszym a drugim spotkaniem. Nie jest konieczna szeroka wiedza w tym
    zakresie, aby ocenić, że czas, w którym oczekiwala pani widocznych zmian byl
    znacznie za krótki.
    Zanim zetknęlam się z Maciusiem prowadzilam rehabilitację dwóch chlopców z
    identyczną, jak u niego wadą i obaj, zarówno M.K. jak i J. (imienia nie
    pamiętam) doszli do pelnej sprawności i mają teraz po kilkanaście lat. Ćwiczeni
    byli przez okres okolo 2 lat; istotna poprawa nastąpila dopiero po kilku
    miesiącach intensywnych ćwiczeń. To, że funkcjonują dziś normalnie zawdzięczają
    glównie zdeterminowanym i pelnym hartu ducha rodzicom; mój udzial uważam za
    znacznie mniejszy. Pani nie dala mi szansy i choć pomysl wbrew temu, co pani
    twierdzi byl, to on sie po prostu pani nie spodobal - ot i wszystko.
    Zarzuca mi pani, że zaszkodzilam pani dziecku. Nie wiem, czy rzeczywiście tak
    pani myśli, czy tylko uchwycila się pani takiej wersji, aby tlumaczyć sobie,
    dlaczego Maciuś nie osiągnąl więcej lub dlaczego efekty przychodzą powoli. Jakiś
    winowajca jest tu niezwykle wygodny.
    Zalóżmy jednak, że ma pani szczere przekonanie, iż wykonując jelonka poglębiala
    pani odgięcie u dziecka.
    Wyjaśniam zatem, że wobec takiej nieprawidlowości, jak dogięcie stosuje się dwie
    różne taktyki:
    1. Taktykę unikania, która eliminuje wszelkie okazje do odgięcia i każe czekać,
    czasem dlugo na wygaśnięcie odruchu (NDT).
    2. Taktykę aktywnego wygaszania nieprawidlowych odruchów (metoda Bobath).
    Zazwyczaj stosuję tę drugą, i tak też bylo w przypadku Maćka. Proszę przejrzeć
    kartki z ćwiczeniami, jakie pani wyrysowalam i zostawilam (zawsze tak robię i
    każdy pacjent posiada dokument tego, co zrobilam). Zestaw, ktory mial pani synek
    zawieral ćwiczenia antyodgięciowe, ktorych ilość i jakość zawsze dostosowuje się
    do stopnia odgięcia. Fakt ten ma na celu zmniejszenie odgięcia oraz stworzenie
    oslony, aby można bylo wykonać inne ćwiczenie, ktore odgięciu co prawda sprzyja,
    ale toruje jakąś ważną, "pilną" funkcję. Bilansuje się to dodatnio. W momencie
    zmiany metody odrzucila pani caly plan antyodgięciowy, a to, co proponuje NDT
    dziala mniej skutecznie i trwa dlugo, stąd utrzymujące się odgięcia.
    Znalazl się ktoś, kto nastawil panią do moich poczynań krytycznie (sama pani
    tego nie wymyślila). Nie wiem, czy u podstaw tej krytyki byla niewiedza czy
    przekonanie o jedynej slyszności wlasnych poglądów; na pewno nie byla to osoba z
    grona studentów rehabilitacji, z którymi prowadzilam zajęcia wlasnie z metody
    Bobath i ufam, że wywiązalam się należycie.
    Zastanawia mnie, dlaczego - zakladam - mając poczucie krzywdy nie zrobila pani
    ani jednego kroku w kierunku dociekania prawdy, choć możliwości bylo wiele;
    można bylo spytać, spowodować kontrolę zawodową lub choćby zwrócić się do sądu.
    Zamiast tego poszla pani drogą oskarżeń i pomówień, przekraczając różne granice
    - nawet prawa. Zapoznalam się tylko z kilkoma pani wypowiedziami i nie mam
    ochoty na więcej, bo nie niosą one czegoś pozytywnego dla kogokolwiek. Może nie
    to jest pani zamiarem, ale podważa pani zaufanie do wszystkich rehabilitantów, a
    świadectwem wiarygodności ma być Maciuś w tle. Daje pani "dobre rady" i
    zapowiada następne z beztroską osoby nie wiedzącej o tym, że każde systematyczne
    dzialanie jest uwarunkowane i że to, co pani radzi (ulożenie skośne) będzie
    fatalne, np dla dziecka z wiotkością osiową.
    Rehabilitacja ruchowa to nie tylko znajomość pewnego zasobu ćwiczeń. One są
    tylko narzędziem. Trzeba wiedzieć kiedy i jak się nim poslużyć. Metody zaś to
    różne drogi zmierzające do jednego celu. Czasem, w jakimś momencie - co widać na
    przykladzie rehabilitacji Maciusia - wykluczają się i wtedy trzeba wybrać. Tak
    też pani uczynila i nie ma tu miejsca na pretensje moje do pani czy pani do
    mnie. Stwierdza pani, że u dzieci "tylko" z zaburzeniami napięcia latwo o
    sukces. Proszę nie upraszczać, bo w tym przedziale jest cala gama możliwości
    nielatwych do przewidzenia z góry, z tymi dramatycznymi wlącznie! Jeżeli chodzi
    o mnie, to wbrew pani sugestiom bardzo chętnie biorę udzial w rehabilitacji
    dzieci w sytuacji trudnej. Zauważylam, że lekarze kierują do mnie przede
    wszystkim takie dzieci. Nie czuję się wobec nich bezradna, może czasem wobec
    rodziców, ale jeżeli uda się nawiązać z nimi dobry kontakt i gdy traktują swoją
    część pracy tak poważnie, jak ja - musi wyjść z tego coś dobrego.
    Tyle mam do powiedzenia.

    J. Szor-Radoch
  • iwpal 23.01.07, 22:54
    Proszę o oświecenie czym sie różni metoda NDT od metody Bobath, skoro terapeuci
    mają na certyfikatach NDT-Bobath
    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • majerka1834 23.01.07, 23:21
    Metoda Bobath to stara, uznana metoda, o której można przeczytać w każdym
    podręczniku rehabilitacji oraz w pracach zbiorowych, jak choćby "Mózgowe
    porażenie dziecięce" pod. red. prof. Michałowicza. Treści dotyczące metod
    rehabilitacji są autorstwa dr. Zofii Rudnickiej, która swego czasu, jako
    specjalistka rehabilitacji dzieci ze schorzeniami neurologicznymi była w gronie
    najbliższych współpracowników nieżyjącego już prof. Weissa. Autorami metody
    Bobath bylo czeskie malżeństwo rehabilitantów żyjących w Wlk. Brytanii. Ponieważ
    zmarli ok. dziesieciu lat temu, nie mogą zaprotestować, że do całkiem innej
    metody dokleja się ich nazwisko. Dlaczego sie to robi należy zapytać tych,
    którzy wydają certyfikat. Mnie jest wiadomo, że metoda NDT powstała, jak
    twierdzą jej propagatorzy z inspiracji metodą Bobath. Jest to jednak calkiem
    inna metoda o znacznie zmniejszonym czynnym udziale pacjenta. Wykazanie
    istniejących różnic mialoby sens na forum dla profesjonalistów.
  • wiktoriapiez 24.01.07, 00:30
    Droga p. Radoch,
    Z opisanej przez Panią terapii wnioskuję, że pracuje pani metodą Vojty.
    Sprawdziłam listę certyfikowanych terapeutów metody Vojty honorowanych przez
    Internationale Vojta Gesellschaft i Pani nazwiska tam nie znalazłam...
    Wnioskuję, że o ile wogóle jest Pani przeszkolona w zakresie tej metody to
    tylko odbyła Pani info kurs bez akredytacji Internationale Vojta Gesellschaft.
    Daje to więc do myslenia...
    Zaintrygowało mnie również z jakim zacietrzewieniem wypowiada sie Pani o
    metodzie NDT czy Bobath (jak kolwiek by jej nie nazywać). Z tych kilku słów
    wynika, że niewiele Pani wie o tej metodzie...
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w pracy zawodowej.
  • rehababy 24.01.07, 00:44
    Jestem certyfikowanym terapeutą metody NDT-Bobath i NDT Baby Bobath z
    kilkuletnim doświadczeniem. Zapraszam na stronę www.ndt-bobath.pl bądź też na
    anglojęzyczną stronę www.ndt-bobath.com (czyli stronę akredytowaną przez The
    European Bobath Tutors Association (E.B.T.A.)) w celu pogłębienia wiedzy z
    zakresu w/w metody.
    W woli wyjaśnienia NDT to skrót od Neurodevelopment Treatment czyli
    neurorozwojowa metoda terapii a nie nazwa odmiennej metody.
    Swoją drogą uważam, że krytykować lub tym bardziej osądzać mozna tylko to na
    czym się człowiek bardzo dobrze zna... pozdrawiam.
  • baby00179 24.01.07, 01:19
    W pełni zgadzam się z wypowiedzią rehababy!!!!!!!! Ja również jestem
    certyfikowanym terapeutą NDT-Bobath.
  • uma76 24.01.07, 14:42
    no to się pani majerka1834 popisał, nie ma co :/
    jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, to chyba już ich nie ma...
    --
    Pitu

    najpiękniejszy kwiat
  • iwpal 24.01.07, 14:58
    >majerka1834 napisała:
    > Metoda Bobath to stara, uznana metoda, o której można przeczytać w każdym
    > podręczniku rehabilitacji oraz w pracach zbiorowych, jak choćby "Mózgowe
    > porażenie dziecięce" pod. red. prof. Michałowicza. <

    Z pewnym przekąsem poprosiłam o to "oświecenie", poniewaz nie jestem laikiem i
    ww pozycje znam, jak również strony stowarzyszenia ndt-bobath, wspólpracuję
    róznież z certyfikowanymi terapeutami met.NDT-Bobath, jak i z terapeutami Vojty
    i PNF.
    Myslałam jednakże, ze zna Pani jakieś szczególne powody, aby sadzić ze metoda
    NDT a met.Bobath to dwie zupełnie odrębne metody.
    --
    Pozdrawiam
    IwonaP.
  • iza_luiza 24.01.07, 21:18
    Ja Pani nie zarzucam braku efektów, bo te zależą od stopnia uszkodzenia mózgu i
    Pani porównanie do dwóch chłopców z identyczną wadą co mojego Maćka świadczy
    niestety o braku podstawowej wiedzy na ten temat. Bo tu nie ma żadnych porównań
    tego typu. Ja Pani zarzucam złe dobranie ćwiczeń do mojego dziecka i w efekcie
    pogłębienie jego problemów. Rzeczywiście może powinnam była pomyśleć o drodze
    prawnej, ale dla mnie ważniejsze było skupienie się na dziecku niż na Pani.
    Ja od początku piszę otwarcie, nie chowam się za anonimowym nickiem. Ma Pani
    pełną wiedzę na temat tego kim jestem i kim jest Maciek. Jeśli uważa Pani, że
    przekroczyłam granice prawa, proszę bardzo o reakcję, ja się nie boję. Mam
    pełne prawo nie polecać Pani innym matkom i będę z tego prawa korzystać.
    Piszę o swoich doświadczeniach, nie przytaczam opinii innych mam, a zapewniam
    Panią, że jeżdżąc z synkiem na turnusy rehabilitacyjne i spotykając się z
    innymi matkami spotkałam kilka Pani pacjentek. Jednak nie przytaczam ich
    wypowiedzi bo to nie moje doświadczenia, chociaż niestety potwierdzają tylko
    moje spostrzeżenia.
    Uśmiałam się czytając Pani pseudopsychologiczną analizę mojej osoby, cóż za
    dogłębna wiedza psychologiczna pozwala Pani po, jak Pani pisze - trzech
    spotkaniach na tak dogłębną analizę :) dla mnie bomba :)
    No cóż, jeśli Pani przydługa wypowiedź miała mnie przekonać, że nie mam racji,
    to jest dokładnie odwrotnie. I nawet wiem o jakich osobach z branży Pani mówi,
    i nawet wiem, dlaczego...
    ale nie będę się więcej boksować bo tu nie o to chodzi.
    Pani mnie nie przekona ani ja Pani. I na tym tak czy siak się skończy.
    A ta pogardzana przez Panią metoda Bobath jednak na moje dziecko działa. Mój
    synek usiadł i zaczyna się szykować do czworaków. Proszę sobie wyobrazić :)

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • iza_luiza 24.01.07, 23:06
    A poza tym do dziś pamiętam jak na naszym pierwszym spotkaniu powiedziała Pani,
    że Pani metody uznawane są przez środowisko za kontrowersyjne, ale za to szybko
    pojawiają się efekty. I że z kontrolą głowy raz, dwa sobie poradzimy. Pamiętam,
    że ta deklaracja już mnie trochę zaniepokoiła...

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • ata57 26.01.07, 22:51
    Będzie długo ale mam nadzieję, że wyczerpująco...
    Jestem mamą chłopca ,który był rehabilitowany przez Panią mgr Radoch i mogę się o tej Pani wyrażać tylko bardzo pozytywnie. Jest wspaniałą osobą i prawdziwym fachowcem w swojej dziedzinie.
    Syn urodził się na 1 punkt w skali apgar i przez 2 dni nie wiedzieliśmy czy przeżyje-stan był bardzo ciężki. Po wielu przejściach, trzech neurologach i różnych rehabilitantach(od których dowiedzieliśmy się ,że nasz synek jest bardzo "uszkodzony" wobec czego będzie dzieckiem leżącym i nigdy nie będzie chodził), trafiliśmy(już późno, bo synek miał skończone 7 miesięcy) do Pani doktor Potakiewicz, która określiła stan jako ciężki(zagrażający niedowład prawej strony, wzmożone napięcie mięśniowe, asymetria, odgięciowe układanie i jeszcze parę innych rzeczy )ale dała nam też promyczek nadziei ,i poleciła nam Panią mgr Radoch.
    Pierwszą wizytę-no cóż ,delikatnie mogę określić jako "dość ciężką" i to z wielu powodów: bo nie mogliśmy się zgodzić w niektórych kwestiach; bo dziecko bardzo płakało; bo nie spodobały nam się zalecone ćwiczenia; bo...chyba sami nie wiedzieliśmy czego oczekiwać...w każdym razie z gabinetu wyszliśmy -delikatnie rzecz ujmując -zdenerwowani. I w tym momencie musieliśmy podjąć decyzję-czy ująć się dumą i zrezygnować, czy zaufać i zostać? Zdecydowaliśmy się na to drugie i była to najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Następne wizyty odbywały się już w spokojniejszej atmosferze -na każde nasze pytanie Pani Radoch starała się odpowiedzieć jak najbardziej przystępnie dla nas, co jest ogromnie ważne.
    Nie było łatwo-tak naprawdę było bardzo ciężko...Mieszkamy ok.100 km od W-wy a przez 4 miesiące byliśmy u Pani mgr Radoch raz w tygodniu (Pani mgr Radoch proponowała rzadziej ale sami poprosiliśmy o częste wizyty).Ćwiczenia były ciężkie ,wymagające dużego skupienia(jakże pomocne były karteczki z rysunkami)ogromnej cierpliwości i przede wszystkim systematyczności, ćwiczenia przy innych osobach to był koszmar-bo co my z tym dzieckiem wyprawiamy, bo on tak bardzo płacze, bo robimy mu krzywdę...Efekty pojawiały się powoli i "skokami"- długo ,długo nic a potem dwie, trzy rzeczy po kolei. Kiedy już było lepiej, wizyty odbywały się co 2 tygodnie, potem raz na miesiąc...Ale rehabilitacja w domu cały czas tym samym tempem. Trwało to prawie 2 lata.
    Dziś nasz Synek ma 5,5roku i jeszcze sporo przed nami, ale : chodzi, ba -biega(napięcie jest jeszcze wzmożone ale cały czas ćwiczymy),jeździ na rowerze, jest samodzielny, chodzi do przedszkola a jego rozwój psychiczny jest w normie. Stan ten zawdzięczamy wielu wspaniałym osobom, ale nie chcę sobie nawet wyobrażać co by było, gdybyśmy nie trafili do Pani doktor Potakiewicz i Pani mgr Radoch...
    Jeśli przynudzam to teraz jeszcze postraszę, że to był taki-dość długi przyznam ale -wstęp;))Bez niego jednak nie mogłabym przejść do tego co chciałam napisać od razu po przeczytaniu tego wątku...w szczególności do tego co napisała iza_luiza .Otóż zauważam w Pani wypowiedziach "lekkie" nieścisłości i tak po kolei:
    1.W jednej wypowiedzi pisze Pani :"Gdybym była systematyczna i mu tych ćwiczeń nie odpuszczała, nie wiem czy by kiedykolwiek usiadł."(to o "jelonku"),aby w następnej napisać:"... Zamiast tego przez kilka miesięcy 3-4 razy dziennie sumiennie ćwiczyłam z nim "jelonka"" - hmmm...a poza tym nasz syn był w podobnej sytuacji ,i tyle ile mieliśmy zalecone "jelonka"- tyle ćwiczyliśmy i jest ok...

    2.Inna wypowiedź: "Ja mam na to taką teorię, że trudniejsze przypadki jej gorzej niestety wychodzą. No a mój jak widać łatwy nie jest :/"- nie zamierzam się licytować z Panią ,który przypadek był trudniejszy ,ale mój syn w ogromnej mierze dzięki Pani mgr Radoch jest w tej chwili w całkiem niezłym stanie...a poza tym z tego co ja wiem do Pani Radoch trafiają właśnie dzieciaczki w dość ciężkim stanie...

    3.Jeszcze w innym miejscu: "Ja Pani nie zarzucam braku efektów, bo te zależą od stopnia uszkodzenia mózgu "-oczywiście też, ale takie uproszczenie jest niedorzeczne...na to składa się dużo więcej rzeczy...

    4.A tutaj: "nie przytaczam opinii innych mam, a zapewniam Panią, że jeżdżąc z synkiem na turnusy rehabilitacyjne i spotykając się z innymi matkami spotkałam kilka Pani pacjentek. Jednak nie przytaczam ich wypowiedzi bo to nie moje doświadczenia, chociaż niestety potwierdzają tylko moje spostrzeżenia." - a wie Pani , ja również jeżdżę na turnusy rehabilitacyjne z synem i również mam okazję rozmawiać z Rodzicami dzieci rehabilitowanych przez Panią mgr Radoch, ja też nie zamierzam przytaczać ich wypowiedzi- ale potwierdzają one z kolei moje spostrzeżenia(a więc zgoła różne od Pani spostrzeżeń).

    5.Tu napisała Pani" A ta pogardzana przez Panią metoda Bobath jednak na moje dziecko działa" -kiedy Pani Radoch wyraźnie pisze ,że z tej metody korzysta...

    6.I moje ulubione:” Uśmiałam się czytając Pani pseudopsychologiczną analizę mojej osoby, cóż za dogłębna wiedza psychologiczna pozwala Pani po, jak Pani pisze - trzech spotkaniach na tak dogłębną analizę :) dla mnie bomba :)”-ja też się uśmiałam, bo mi wystarczyło tylko poczytać Pani wypowiedzi...

    A już na koniec sprawa ,która najbardziej mnie zbulwersowała - jak można po zaledwie 3(!!!) wizytach pisać o braku efektów ,czy wręcz o wyrządzonych szkodach???!!! Szczerze powiem ,że ja nie miałabym tyle śmiałości...Swoimi nieścisłymi i miejscami niedorzecznymi wypowiedziami wyrządza Pani ogromną krzywdę osobie, która na to absolutnie nie zasługuje a jednocześnie wprowadza Pani zamęt w głowach Rodziców, którzy rehabilitują u tej Pani swoje pociechy. Pisze Pani ładnymi zdaniami ale poza tym...

    Jeśli chodzi o dokładną nazwę metody-nie podyskutuję, bo się nie znam. Mnie jednak bardziej od tego jak się metoda nazywa interesowało, czy jest skuteczna...A że była –mam na to dowód w postaci 5-latka łobuziaka,któremu będę mogła kiedyś powiedzieć z czystym sumieniem(gdyby o to zapytał),że zrobiłam tyle ile byłam w stanie i wszystko co było w mojej mocy, żeby był jak najbardziej sprawny...

    Dziękuję Bogu, za dzień ,w którym trafiłam do pani doktor Potakiewicz i do Pani mgr Radoch (był to 13 grudzień – ale jak widać niepechowy J).Za to co Panie te zrobiły dla mojego synka-będę wdzięczna im do końca życia.


    Wszystkim Rodzicom życzę wytrwałości , cierpliwości , mnóstwo siły i wiary w sukces. Powodzenia!!!

    Beata - mama Bartka z MPDz
  • iza_luiza 27.01.07, 10:29
    Ja nie sądzę, żeby zniżanie się do tego poziomu dyskusji wogóle miało sens, bo
    ja pozwoliłam sobie skrytykować metody pracy Pani R., Pani zaś krytykuje moją
    osobę, chociaż mnie Pani nie zna i nic o mnie nie wie.
    >
    > 3.Jeszcze w innym miejscu: "Ja Pani nie zarzucam braku efektów, bo te zależą
    od
    > stopnia uszkodzenia mózgu "-oczywiście też, ale takie uproszczenie jest niedor
    > zeczne...na to składa się dużo więcej rzeczy...

    To nie jest uproszczenie niestety i nie jest niedorzeczne, wystarczyłoby się
    trochę wgłębić w temat. Bo jeśli dla Pani to jest niedorzeczne to proszę mi
    wytłumaczyć jak to jest, że jedni pacjenci po urazach czy wylewach wracają do
    normalnego życia, a inni choćby ich ćwiczyło stu rehabilitantów nigdy nie
    wrócą. Podobno jeździ Pani na turnusy, to jak to jest, że jedne dzieci
    doganiają rówieśników a inne, choćby jeździły na turnus za turnusem nigdy nie
    mają nawet cienia takiej szansy. Czy zależy to od rehabilitanta ? Czy gdyby
    zajęła się nimi Pani R. byłoby inaczej ? śmiem wątpić. Po prostu nikt nie
    przeskoczy siebie. I dlatego Pani ma 5-latka łobuziaka, który chodzi do
    przedszkola i jeździ na rowerze, a ja nigdy nie będę takiego miała.
    Przyszły rozwój dziecka z mpdz a co za tym idzie skuteczność rehabilitacji,
    nie zależy od samej rehabilitacji, jej intensywności, statusu materialnego
    rodziny itp, ale od stopnia uszkodzenia mózgu. Dziecko z mózgiem
    uszkodzonym w znacznym stopniu nawet rehabilitowane kilka razy dziennie
    będzie w stanie osiągnąć tylko pewien pułap umiejętności, i tak samo dziecko
    z mniejszym uszkodzeniem osiągnie wyższy pułap. Oczywiście mówimy o
    maksymalnym możliwym pułapie dla danego dziecka, który może osiągnąć dzięki
    pracy, bo pozostawione samo sobie np. bez rehabilitacji osiągnie tylko
    minimum swoich możliwości, a z rehabilitacją - maksimum. W związku z tym już
    dość dawno wynaleziono metodę oceny funkcjonalnej dzieci, tzw. metodę GMFCM
    (Gross Motor Function Measure, opracowana przez dr. Palisano i Rosenbauma), tą
    metodą można ocenić przyszły rozwój dziecka na podstawie jego dotychczasowych
    umiejętności, już u dwulatka można prognozować z niewielką granicą błędu na
    podstawie dotychczasowych osiągnięć dziecka (np. stopień kontroli głowy, czy
    umie siedzieć samodzielnie, itp) rozwój ruchowy dziecka w przyszłości.
    Dlatego uważam porównywanie Pani R. mojego dziecka do dwóch 14-latków za
    nieprofesjonalne, bo pacjentów się nie porównuje. Każdy przypadek jest
    indywidualny. Ja też znam dziecko z taką samą wadą jak u mojego, ba, nawet w
    tym samym wieku i ćwiczy u tej samej rehabilitantki. Jest chodzącym do
    przedszkola i jeżdżącym na rowerku łobuzem, i co z tego ??

    Pisze Pani: > Syn urodził się na 1 punkt w skali apgar i przez 2 dni nie
    wiedzieliśmy czy
    > przeżyje-stan był bardzo ciężki. Po wielu przejściach, trzech neurologach i
    róż
    > nych rehabilitantach(od których dowiedzieliśmy się ,że nasz synek jest
    bardzo "
    > uszkodzony" wobec czego będzie dzieckiem leżącym i nigdy nie będzie chodził),

    Oczywiście nie determinuje ten 1 pkt w skali Apgar rozwoju dziecka w
    przyszłości o czym się Pani przekonała. Moje dziecko miało 10 pkt i co z tego ?
    skala Apgar służy do oceny ogólnego stanu dziecka po urodzeniu, nikt nie robi
    dokładnych badań przede wszystkim stopnia uszkodzenia mózgu czy niedotlenienia.
    To wychodzi z czasem. Dlatego ta ocena, którą często słyszymy "że będzie
    dzieckiem leżącym" w stosunku do wielu dzieci jest tylko nadinterpretacją
    lekarzy czy rehabilitantów. Bo na tak wczesnym etapie nie są jeszcze w stanie
    tego przewidzieć, opierają się na powierzchownych przesłankach. Ale to nie
    znaczy, że tak miało być i Pani R. dokonała z Pani dzieckiem cudu, przykro mi
    to mówić.
    - Poza tym, Pani R. korzysta z metody Bobath ale ewidentnie traktuje ją jako
    gorszą, wystarczy się wczytać.
    - co do wizyt, to może były 3, chociaż ja nie pamiętam i wydaje mi się, że
    więcej, ale mimo wszystko były to 3 miesiące, które u półrocznego dziecka
    oznaczają połowę jego dotychczasowego życia, jest to na tyle dużo, że można
    pomóc ale także zaszkodzić. A jelonka ćwiczyliśmy na tyle sumiennie, że
    odgięcie się pogłębiało. I wtedy zaczęłam mu odpuszczać, kiedy zauważyłam, że
    zamiast obiecanej kontroli głowy mamy coraz większe odgięcie.
    - co do analizy mojej osoby, no cóż, powiem tylko, że jeśli swoją wiedzę opiera
    Pani na równie powierzchownych obserwacjach, to gratuluję.., i nie dziwię się,
    że ten pean powstał.

    Generalnie trzeba mieć odwagę, żeby zdobyć się na krytykę. Chwalić jest łatwo.
    Ja się zdobyłam i skutki tego odczułam już na wizycie u pewnej Pani dr, którą
    nomen omen przedtem wszystkim polecałam. Ale zmieniłam lekarza i wyszło nam to
    na dobre, teraz mamy rewelacyjnego lekarza.
    Na tym forum jest co najmniej kilka wątków, gdzie ktoś poleca rehabilitanta a
    kto inny go krytykuje. Czemu nie wzbudza to tyle emocji ? Każdy ma prawo
    wyrazić swój pogląd, zawsze znajdą się zwolennicy i przeciwnicy, ja swój pogląd
    wyraziłam, nie przekonała mnie Pani, nadal nikomu Pani R. nie polecę, bo chcę
    mieć czyste sumienie. I nie zamierzam pisać o niej do grobowej deski. Na tym
    zakończyłam swój udział w tym wątku.

    --
    Maciulka sesja zdjęciowa :)
    strona Maciejki
  • ata57 27.01.07, 13:32
    Pozwolę sobie napisać jeszcze parę słów.
    Otóż ja nie napisałam,że efekty nie zależą od stopnia uszkodzenia mózgu.Oczywiście ,że zależą !Myślę,że w ogromnej mierze -ale nie zgodzę się z tym ,że tylko to ma wpływ na efekty rehabilitacji.Zależą one również od wielu innych czynników -tego,czy istnieją choroby współtowarzyszące,przyjmowane leki,częste infekcje z wysoką temperaturą...A jeśli chodzi o rehabilitanta-to nie bardzo rozumiem,bo uważam ,że absolutnie od rehabilitanta też(w końcu gdyby uważała Pani ,że nie -to chyba nie zmieniłaby go Pani-no bo po co?)Oczywiście nie chodziło mi o to,żeby uznać Panią mgr Radoch za jedynie najlepszą rehabilitantkę !Jest wiele wspaniałych osób,które zajmują się rehabilitacją dzieci-ja też takich ludzi znam!Ale niestety są również tacy,którzy nie powinni się tym zajmować.Natomiast turnusy rehabilitacyjne...No cóż są oczywiście ważne(inaczej bym na nie nie jeździła)ale -pewnie o tym nie muszę pisać -same turnusy nic nie dadzą,najważniejsza jest intensywna i systematyczna praca w domu.
    Nie chodziło mi o to,żeby Panią przekonać do Pani mgr Radoch-zdaję sobie sprawę z tego,że to niemożliwe.Po prostu uważam,że nie miała Pani prawa pisać o braku efektów,czy też o wyrządzeniu szkód po tak krótkim czasie rehabilitacji-ani Pani , ani ja czy ktokolwiek inny nie rozstrzygnie teraz co by było ,gdyby Pani tej rehabilitacji nie przerwała-to niemożliwe.
    Natomiast jestem Pani winna przeprosiny.Ponieważ darzę ogromnym szacunkiem tak Panią mgr Radoch i jak i pracę którą wykonuje, bardzo osobiście odebrałam Pani krytykę.Chciałam odnieść się tylko do tego ,co Pani napisała,a w całym wzburzeniu oceniłam Panią i za to bardzo przepraszam.
    Niezależnie od wszystkiego życzę Pani i Maciusiowi wszystkiego dobrego.
    Pozdrawiam
    Beata- mama Bartka z MPDz
  • baby00179 27.01.07, 15:28
    DZIEWCZYNY ZLITUJCIE SIE!!!!! KAZDA ZE STRON JEST PRZEKONANA O SWOJEJ RACJI. NIE
    SPOSOB ABY TA WYMIANA ZDAN BYLA TWORCA, BO NAWET JESLI KTOS TU JEST WINNY I TAK
    NIE DOCIERA TO DO NIEGO. Pani Radoch walczy o swoje, rodzice walczą o0 swoje i
    każdy się trzyma tylko swojej wersji. Nie sposób ocenić kto tu ma rację.
    RADZE WZSYSTKICH RODZICOW, ABY ZGLASZAJAC SIE TO REHABILITANTA ZARZADZILI ZAWSZE
    CERTYFIKAT UKONCZENIA KURSU METODY, KTORA REKLAMUJA ZE PRACUJA. SPRAWDZAJCIE NA
    STRONACH STOWARZYSZENIA NDT-Bobath TERAPEUTOW. JESLI KTOS SKONCZYL KURS JEST NA
    LISCIE TERAPEUTOW.JA WLOZYLAM W SWOJE UDOSKONALENIE ZAWODOWE MNOSTWO KASY I
    WYSILKU. PONAD 20.000 ZLOTYCH MI KOSZTOWALO UKONCZENIE 6 KURSOW
    SPECJALISTYCZNYCH I PLANUJE JESZCZE UKONCZYC 4 WIECEJ. NIE WYOBRAZAM SOBIE
    SYTUACJI GDZIE KTOS KTORY NIE MA KURSU TYLKO WMAWIA RODZICOM , ZE MA I W TEN
    SPOSOB NIE TYLKO SKODZI DZIECIOM ALE JESZCZE ZARABIA MNOSTWO KASY NA
    OSZUSTWIE!!!!!!!!!!!!! ZAWSZE SPRAWDZAJCIE CERTIFIKATY. JESLI KTOS ICH NIE MA TO
    UCIEKAJCIE.
  • keliasz72 02.09.16, 17:37
    Pani Radoch? To jedyna rehabilitantka, która ma kompetencje i wiedzę , którą spotkałam do tej pory. Mój syn Bartek ma dzisiaj 17 lat, jest dzieckiem leżącym, siedzącym na wózku.Jest uczniem drugiej klasy liceum ogólnokształcącego i tylko dzięki neurolog dr Potakiewicz i rehabilitacji u p. Jolanty Szor -Radoch mój syn mógł osiągnąć to co osiągnął dziś . Bartek ma MPD i nie mówi , ale my rodzice i nauczyciele potrafimy się z nim porozumieć ,a najważniejsze zdanie jakie usłyszałam od rehabilitantki to to , że nie należy ani sobie ani dziecku popuszczać . Trzeba wymagać i od siebie i od dziecka . Pani Radoch wie tak jak my, co należy robić by pomóc takiemu dziecku , to dzięki niej zyskałam siłę do walki o mojego syna. Do końca życia będę jej wdzięczna za uzyskaną pomoc i naukę w rehabilitacji mojego Bartka.Przypadek MPD u mojego syna jest ciężki , ale psychicznie jest sprawny i sam dzisiaj z radością wspomina swoją rehabilitantkę , która jego mamę zagoniła do ciężkiej pracy. Nie jedno dziecko moich znajomych wysłałam właśnie do niej i teraz jest dobrze. Mój syn nie chodzi,nie mówi wyrażnie, ale to ,że jest jak jest zawdzięczamy właśnie jej. Polecam jak najbardziej i jelonka też ćwiczyliśmy, ale nie można porównywać pacjenta do pacjenta , rodzic dziecka niepełnosprawnego nie może oczekiwać , że ktoś wykona za niego ciężką pracę.Katarzyna Eliasz
  • edzia705 13.10.16, 16:15
    edyta70
    Jak najbardziej zgadzam się z opinią p. Katarzyny Eliasz. Ja trafiłam z córką do Pani Mgr Radoch w 1995 roku. Pracowałam w szpitalu na Wołoskiej jako pielęgniarka i jak się okazało ze moje dziecko wymaga rehabilitacji Pani mgr została mi polecona przez lekarzy pediatrów ze szpitala jako jedna z lepszych rehabilitantek w Warszawie. Spotykałyśmy się z Panią Radoch co 2 tyg. przez rok czasu. To był rok ciężkiej i mozolnej pracy, i systematycznych ćwiczeń.Dzięki Pani mgr moja córka Ola rozwijala się zupełnie prawidłowo, jak inne dzieci, dziś ma 21 lat, studiuje na UW i jest zupełnie zdrową osobą. Dlatego jeszcze raz z tego miejsca Jej serdecznie dziękuję i pozdrawiam. P.S. a kartkę z rysunkiem ostatniego ćwiczenia i napisem" KONIEC" będę pamiętała do końca życia bo to jedno z piękniejszych wspomnień w moim życiu. Edyta Bochenek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.