Dodaj do ulubionych

rudy kot biegajacy po osiedlu

10.10.05, 10:56
drogi wlascicielu rudego kota moze bys tak laskawie wychodzil ze swoim
ulubiencem na spacery a nie puszczal samego kota!
Kot biega po calym osiedlu, zalatwia swe potrzeby tam, gdzie mu sie podoba
m.in. pod oknami i w piaskownicy!
Chyba to nie jest normalne!piaskownica jest dla dzieci a nie dla kotow czy
psow!troche rozsadku!koty sa nosicielami wielu zarazek!!!!!!
Edytor zaawansowany
  • 10.10.05, 12:46
    Co roku tysiące polskich dzieci choruje, często o tym nie wiedząc, na
    toksokarozę – chorobę, która może pozbawić je wzroku, a nawet życia.
    Odpowiedzialność za to ponoszą właściciele psów i kotów.

    Toxocara canis oraz Toxocara cati to niewielkie pasożytnicze glisty występujące
    w jelitach psów i kotów. Dla zwierząt są niegroźne. Dla człowieka tak. Jaja
    robaka znajdują się w odchodach chorych na toksokarozę czworonogów – w jednym
    gramie skażonego kału może ich być nawet 15 tys. W glebie przeżywają do 10 lat
    zachowując swój potencjał chorobotwórczy. Gdy ktoś je połknie – z żołądka
    dostają się do jelita cienkiego, tam wykluwają się z nich larwy (około 0,4 mm
    długości), które przebijają ścianę układu pokarmowego i trafiając do krwiobiegu
    dotrzeć mogą niemal w każde miejsce organizmu. Gdy larwa osiądzie w którymś z
    narządów wewnętrznych, wywołuje tak silny stan zapalny, że doprowadza do jego
    zniszczenia.
    Na toksokarozę narażone są przede wszystkim dzieci, gdy bawią się na
    zanieczyszczonych zwierzęcymi odchodami trawnikach i w piaskownicach.
    Zainfekowane zwierzę może nosić inwazyjne jaja również na swoim futrze.
    Wystarczy je pogłaskać i nie umyć rąk. Choroba przyjąć może kilka form.
    Najczęstsza z nich to toksokaroza trzewna, gdy pasożyty atakują narządy jamy
    brzusznej lub klatki piersiowej: wątrobę, płuca, serce. Schorzenie bardzo
    często bywa źle rozpoznane – jego objawy to najczęściej ból brzucha, biegunka,
    kaszel lub lekka duszność. Prawidłowe leczenie często zaczyna się z
    kilkutygodniowym opóźnieniem, a każdy dzień zwłoki pogarsza rokowania małych
    pacjentów. Bo choć forma trzewna zwykle nie wyrządza poważnych szkód dorosłej
    osobie, to u dziecka może doprowadzić nawet do śmierci. Warszawska Klinika
    Chorób Odzwierzęcych Instytutu Chorób Zakaźnych i Pasożytniczych odnotowuje
    rocznie ok. 30 przypadków zachorowań, a klinika pediatryczna około 100.

    Rzadszą postacią choroby jest toksokaroza oczna. – Ona niemal zawsze prowadzi
    do utraty wzroku. W dodatku często musimy usunąć całą gałkę oczną, w której
    umiejscowił się pasożyt – ostrzega prof. Janusz Szaflik z II Kliniki Okulistyki
    Akademii Medycznej w Warszawie, krajowy konsultant do spraw okulistyki. – Na
    szczęście toksokaroza oczna u dorosłych jest rzadkością – w naszej klinice
    wykrywamy co roku 1–2 takie przypadki. Znacznie częściej choroba dotyka dzieci.
    W Centrum Zdrowia Dziecka diagnozuje się nawet 15 przypadków rocznie. Polacy w
    swych domach mają około 6 mln psów i 7 mln kotów. Nie patrzmy na nie wszystkie
    jak na roznosicieli niebezpiecznych jaj glist. Protestujmy jednak stanowczo,
    gdy ktoś nie sprząta po nich odchodów. Bo gdy niebezpieczne jaja już trafią do
    gleby, nikt ich stamtąd nie usunie. Nasza niefrasobliwość i lenistwo może
    kosztować zdrowie każdego z nas!
  • 10.10.05, 13:15
    dodam jeszcze toksoplazmoze,
    Zagrożone są kobiety w ciąży. Jeśli matka zaraziła się po raz pierwszy w
    trakcie ciąży, to istnieje ryzyko zachorowania dziecka (utrata wzroku i słuchu,
    upośledzenie umysłowe).
  • 10.10.05, 13:48
    Drogi właścicielu rudego kocura,
    jeśli choć raz zobaczę Twojego pupilka biegającego swobodnie po osiedlu, to po
    pierwsze naleję Ci na wycieraczkę a może nawet coś więcej, a po drugie rudy
    kocur trafi do schroniska.
  • 10.10.05, 16:10
    dokladnie!moze to byc toksokaroza jesli chodzi o dzieci, moga to byc gronkowce
    itp.
    PIASKOWNICA jest miejscem dla dzieci a nie dla kotow!
    Ale jak widac naszemu sasiadowi latwiej i wygodniej wypuscic kotka zeby ten
    blakal sie samotnie po calym osiedlu i zalatwial sie gdzie mu sie tylko zachce
    albo wchodzil sobie do kazdego ogrodka niz wyjsc z nim!
  • 17.10.05, 21:40
    ja_qb napisał:

    > Drogi właścicielu rudego kocura,
    > jeśli choć raz zobaczę Twojego pupilka biegającego swobodnie po osiedlu, to
    po
    > pierwsze naleję Ci na wycieraczkę a może nawet coś więcej, a po drugie rudy
    > kocur trafi do schroniska.

    Prosze zadzwonić - na 100% zaoferuje papier toaletowy (w razie jak by byl
    potrzebny)
  • 10.10.05, 16:19
    ten rudy kot z tego co zauwazylam juz druga niedziele z rzedu wloczyl sie po
    calym osiedlu bz zadnej opieki!!!!
    biega, wchodzi do ogrodkow, wchodzi do piaskownicy i tam sie m.in. zalatwia!
    do tego w ogole sie nie boi, bo nie reaguje jak sie go przepedza!
    a wlasciciel sobie wypuszcza kotka bo co ma marnowac czas na spacery ze swoim
    pupilkiem!
  • 10.10.05, 16:43

    A czy ktoś nie zastanowił sie że może kot po prostu ucieka właścicielowi przez
    okno/balkon ? Od razu została przyjęta teoria - wypuszcza bo mu sie nie chce ...

    -----------
    Pozdrawiam
    Marcin
  • 11.10.05, 09:38
    bobm1 napisał:

    >
    > A czy ktoś nie zastanowił sie że może kot po prostu ucieka właścicielowi przez
    > okno/balkon ? Od razu została przyjęta teoria - wypuszcza bo mu sie nie chce ..
    nareszcie jakiś głos rozsądku! a tak swoją drogą czy komuś przyszło do głowy, że
    właściciele tych "roznoszących dżumę i cholerę obrzydliwych zwierzaków", które
    jawią się tu jako największa plaga 21 wieku po prostu nie zaglądają na to forum
    i może skuteczniejszą metodą byłoby namierzenie właściciela i grzeczne zwrócenie
    mu uwagi, a nie odgrażanie się tutaj sikaniem na cudze wycieraczki (bo rozumiem,
    że jeśli ktoś namierzy wycieraczkę to tym bardziej i właściciela)?

    a co do toxoplazmozy to akurat z ciążą jestem na bieżąco i wiem na 200%, że aby
    się zarazić kobieta musiałaby mieć bezpośredni kontakt z kocimi odchodami (np.
    sprzątając kuwetę) i to przy założeniu, że ma uszkodzony naskórek, a takie
    ryzyko jest minimalne, po prostu kuwety w ciąży nie sprzata lub robi to w
    rękawiczkach, za to większym zagrożeniem jest kontakt z surowym mięsem przy
    przygotowywaniu posiłków lub grzebanie się w ziemi w ogródku (w którym kot nawet
    może nie bywać i co z reguły nie ma nic wspólnego z kotami)

    jeszcze nawet nie mieszkam w PL ale martwi mnie, że sąsiedzi będą strzelać z
    wiatrówek do psów, kotów, kogo jeszcze aż się boję pomyśleć, sikać sobie
    nawzajem na wycieraczki, rzucać na balkony pety i co tam jeszcze komu przyjdzie
    do głowy... czy naprawdę nie można inaczej? pzdr
  • 11.10.05, 10:27
    m_golightly napisała:
    > a co do toxoplazmozy to akurat z ciążą jestem na bieżąco i wiem na 200%, że
    aby się zarazić kobieta musiałaby mieć bezpośredni kontakt z kocimi odchodami
    (np.sprzątając kuwetę) i to przy założeniu, że ma uszkodzony naskórek, a takie
    ryzyko jest minimalne, po prostu kuwety w ciąży nie sprzata lub robi to w
    rękawiczkach, za to większym zagrożeniem jest kontakt z surowym mięsem przy
    przygotowywaniu posiłków lub grzebanie się w ziemi w ogródku (w którym kot nawe
    jeszcze nawet nie mieszkam w PL ale martwi mnie, że sąsiedzi będą strzelać z
    wiatrówek do psów, kotów, kogo jeszcze aż się boję pomyśleć, sikać sobie
    nawzajem na wycieraczki, rzucać na balkony pety i co tam jeszcze komu przyjdzie
    do głowy... czy naprawdę nie można inaczej? pzdr

    Dobrze ze nie wszyscy ukatrupiliby kota.
    To wyjątkowo wredny, młody, głupi kocur.
    A właściciel wie że zwięrzę zwiewa, bo sąsiedzi nieraz przenosili go z
    piaskownicy do domu. A kot i tak chodzi po podwórku!
    Właściciel jamnika już zbierał wszystkie wytknięte przes sąsiedów kupki
    pupila smile
  • 11.10.05, 10:42
    jesli chodzi o toksopolazmoze to tak, istnieje male prawdopodobienstwo ze
    kobieta w ciazy sie nia zarazi. jest tak jak ktos powyzej napisal.
    ale jesli chodzi o dzieci to istnieje duze prawdopodobienstwo ze dziecko bawiac
    sie w piachu wezmie do buzi brudne raczki, prawda? do piachu, w ktorym rzecz
    jasna wczesniej zalatwil sie kot
    a tak swoja droga to czy kot moze zwiac z drugiego pietra?
    no chyba ze jest to wyjatkowo sprytny kot!
    a panu z parteru, ktory ma jamnika to chyba latwiej wypuscic pieska przez
    balkon niz wyjsc z nim na spacer
  • 11.10.05, 11:18
    de_ef napisała:

    > A właściciel wie że zwięrzę zwiewa, bo sąsiedzi nieraz przenosili go z
    > piaskownicy do domu. A kot i tak chodzi po podwórku!
    > Właściciel jamnika już zbierał wszystkie wytknięte przes sąsiedów kupki
    > pupila smile

    tym bardziej nie rozumiem czemu mają służyć te wszystkie pogróżki na forum skoro
    można pójść bezpośrednio do właściciela... mój brat zareagował na ucieczki
    swoich dwóch kotów, nota bene z 3piętra (dla kota to żaden problem), na balkony
    sąsiadów poniżej w momencie kiedy wściekły sąsiad przyszedł powiedzieć mu, że
    sobie takich gości nie życzy...

    a co do toxoplazmozy, to oczywiście piaskownica jest dla dzieci a nie dla
    zwierzaków ale nigdy nie będziemy w 100% pewni czy nie był w niej wcześniej
    jakiś dziki kot (a właśnie te są głównie nosicielami)więc nie popadajmy w
    paranoję... a napisałam o kobietach w ciąży dlatego, że tylko dla nich i dla
    noworodków (które raczej w piaskownicy nie siedzą) pierwotniak ten może być
    groźny, u starszych dzieci (które równie dobrze mogą zarazić się stykając się z
    brudnymi owocami czy warzywami) i u osób dorosłych przebiega głównie
    bezobjawowo, niezwykle rzadko z lekką temperaturą i powiększeniem węzłów
    chłonnych, w Stanach istnieje nawet możliwość zarażenia się toxoplazmozą przed
    planowaną ciążą w celu wytworzenia przeciwciał i uniknięcia zarażenia w czasie
    ciąży. Czy to mądre? nie wiem... ale to już dyskusja na inne forum, pzdr
  • 20.10.05, 16:24
    Można, ale po co? Tak jest zabawniej, ja tam koty lubię i w sumie jakoś ten
    Mietek mi się nie napatoczył, ale na kundle już się zasadzam...
  • 11.10.05, 14:09
    aks4 napisała:

    > ten rudy kot z tego co zauwazylam juz druga niedziele z rzedu wloczyl sie po
    > calym osiedlu bz zadnej opieki!!!!
    >biega, wchodzi do ogrodkow, wchodzi do piaskownicy i tam sie m.in. zalatwia!

    a może to nasz osiedlowy kociszek ubiera się w rude ciuszki i poluje na swoje
    ulubione sikorki znacząc przy okazji teren?

    > do tego w ogole sie nie boi, bo nie reaguje jak sie go przepedza!

    taak, z tego forum kilka osób też próbowało przepędzić kociszka - jak widać bez
    skutku

    > a wlasciciel sobie wypuszcza kotka bo co ma marnowac czas na spacery ze swoim
    > pupilkiem!

    kociszek sam sobie żeglarzem, sterem, okrętem - nie ma właściciela wink
  • 11.10.05, 14:33
    łacha, cha
    chyba na bażanty nie na sikoreczki
    ...a może poprowadzać go na smyczy.
  • 20.10.05, 16:26
    Teren znaczę a jakże, ale na perłowo smile)))))
  • 14.10.05, 19:55
    Witam Wszystkich Sąsiadów. Jestem mamą dwóch trzyletnich dziewczynek, które
    bardzo lubią bawić się na naszym placu zabaw. Jak mam im powiedziec, że nie
    mogą bo żli ludzie urządzili sobie tam toaletę dla swojego kota. Mam świadomość
    konsekwencji zdrowotnych dla moich dzieci w przeciwieństwie do tych ludzi.
    Zwracanie uwagi i odnoszenie kota nie przynosi żadnych skutków-kot cały dzień
    łazi po osiedlu. Nie interesuje mnie stwierdzenie, że kot ucieka.To trzeba
    zamknąć okno podczas nieobecności w domu!!!!!!!Jest tylko jedna rada. Za parę
    dni powstanie nasza wspólnota. Na zebraniu trzeba przegłosować wniosek o
    wymianie całego piasku na terenie placu zabaw i poniesieniu całkowitych kosztów
    tej operacji przez właścicieli kota. I tak do skutku. Proszę nie lekceważmy
    tego problemu bo to dla dobra i zdrowia naszych dzieci i tych co się póżniej
    urodzą naszym Sąsiadom. Czyli, krótko mówiąc dla wspólnego dobra. Choroby
    roznoszone przez zwierzęta są bardzo niebezpieczne i mogą katastrofalnie
    wpłynąć na przyszłość naszych dzieci. Prosiłabym o podanie numeru mieszkania
    włascicieli kota. Pozdrawiam.
  • 20.10.05, 16:27
    A może warto pomyśleć o piaskownicy na balkonie...są takie mini piaskownice do
    kupienia, będzie pewność że ani kot ani pies ani ja sam w nią nie narobię smile))
  • 14.10.05, 19:56
    Witam Wszystkich. Jestem mama dwóch trzyletnich dziewczynek, które bardzo lubią
    się bawić na placu zabaw. Jak mam powiedziec dzieciom, że nie moga bo tępi
    ludzie postanowili zrobić sobie tam toaletę dla swoich zwierząt.Nie przemawia
    do mnie stwierdzenie iż kot ucieka przez okno. Okno można zamknąć pod
    nieobecność lokatorów. Próby zwracania uwagi i odnoszenia kota nie przyniosły
    żadnych skutków. W związku z tym jest tylko jedna rada na właścicieli. a
    zebraniu wspólnotu
  • 14.10.05, 22:01
    A może to nie kot tylko Kociszek ???
    big_grin
  • 17.10.05, 23:25
    "ÓW" - pisze się "zarazków".
  • 17.10.05, 23:26
    anetas10 napisała:

    > drogi wlascicielu rudego kota moze bys tak laskawie wychodzil ze swoim
    > ulubiencem na spacery a nie puszczal samego kota!
    > Kot biega po calym osiedlu, zalatwia swe potrzeby tam, gdzie mu sie podoba
    > m.in. pod oknami i w piaskownicy!
    > Chyba to nie jest normalne!piaskownica jest dla dzieci a nie dla kotow czy
    > psow!troche rozsadku!koty sa nosicielami wielu zarazek!!!!!!

    "ÓW" - pisze się "zarazków".
  • 17.10.05, 23:51
    Witam Państwa,
    ponieważ dziś dowiedziałem się o istnieniu tego forum, dopiero teraz
    mam okazję zapoznać się z twórczością Szanownych Państwa. Ponieważ jestem
    człowiekiem zbyt poważnym, nie będę cytował tu Państwa głosów w dyskusji i nie
    będę ustosunkowywał się do każdego z osobna. Postaram się w dość krótkiej
    formie, ustosunkować się tylko do zaistniałej sytuacji.

    Oczywiście mają Państwo rację. Kot nie powinien się załatwiać do
    Państwa (przepraszam do Państwa dzieci) piaskownicy. Oczywiście kot nie
    powinien biegać po Państwa ogródkach. Są to sprawy oczywiste i nie mam tu nic
    do dodania. Jeśli chodzi o wymianę piasku w piaskownicy oczywiście maja
    Państwo, w swej nieskończonej mądrości oraz wiedzy na każdy temat, rację. Tak
    więc i ten problem nie podlega dyskusji. Mogę tylko Państwu dostarczyć dane, na
    kogo wystawić fakturę. Proszę jeszcze do kosztów wymiany piasku doliczyć koszty
    wymiany trawnika oraz żwirku w okolicy piaskownicy, do którego to Państwa
    dzieci załatwiają się, ponieważ trudno wytłumaczyć 3-4 letniemu dziecku, że
    jednak pomimo sytuacji dość naglącej można za potrzeba dojść do łazienki.
    Przewidując Państwa słuszne oczywiście argumenty, pragnę Państwa powiadomić, że
    zdaję sobie sprawę z oczywistego faktu, iż trudno to wytłumaczyć małemu
    dziecku. Na pewno trudniej niż rocznemu kotu. Koszta powyższej operacji,
    wierząc głęboko w Państwa inteligencję oraz chęć rozwiązania sprawy podzielimy
    proporcjonalnie do winy i zapomnimy o sprawie. Na nasze szczęście zima zbliża
    się wielkimi krokami. Jestem pewny, że błoto nazbierane w piaskownicy przez
    nadchodzące miesiące, będzie dla Państwa oczywiście słusznym argumentem o
    obciążeniu kosztami wymiany piasku Matki Natury. Tak więc jeśli wstrzymamy się
    z operacją do wiosny koszta liczone na osobę się zmniejszą!

    Pragnę Państwa poinformować, że dokładam wszelkich starań, aby mój kot
    nie został przyczyną Toxocara cati oraz Toxocara canis (co ze względu na prosty
    do zauważenia konflikt, zgodzą się Wielce Szanowni Państwo, jest mało
    prawdopodobne). Dokładam wszelkich starań, aby moje lenistwo i brak chęci
    wychodzenia na spacer z kotem (z którym jestem bardzo związany i poza brakiem
    spacerów wynikającym z lenistwa, staram się traktować jak najlepiej) nie były
    przyczyną drastycznego pogorszenia się stanu zdrowia naszej społeczności.

    Kończąc, chciałem tylko dodać, że kot o którym tu tak często mówimy ma
    na imię Mietek. Jest to roczny kochany kotek z niesamowitymi pokładami energii.
    Upilnowanie go przy każdym otwieraniu balkonu, przy każdym otwieraniu okna,
    przy każdym otwieraniu drzwi jest dość trudne. Dodam tylko, że i to nie
    wystarczy, bo Mietek radzi sobie też z drzwiami zamkniętymi na zasuwkę.
    Oczywiście nie wątpię, że Państwu udałoby się wykluczyć ucieczki Mietka. Chcąc
    zawsze równać do najlepszych czekam z niekłamaną niecierpliwością na porady od
    Wielce Szanowanych Państwa. Oczywiście, jeśli w swej wielce odważnej postawie
    zdecydujecie się Państwo porozmawiać ze mną osobiście. Zaskoczę Państwa, ale
    jestem człowiekiem dość sympatycznym i całkowicie nie groźnym. Do tej pory
    tylko jedna Pani z naszego wspaniałego osiedla, zdecydowała się porozmawiać ze
    mną twarzą w twarz. Proszę się Jej zapytać czy była to trudna lub niemiła
    rozmowa. Proszę się spytać czy byłem głuchy na Jej racje.

    Chciałby jeszcze podać do Państwa wiadomości, że właściciel „głupiego
    rudzielca” nazywa się Jakub Parol, mieszka w lokalu nr. 7 w klatce A.
    Oczywiście wątpię w sensowność tej informacji tak samo jak wątpię w Państwa
    cywilną odwagę do rozmowy twarzą w twarz. Wątpię w to równie mocno jak Państwo
    lubicie stwarzać sobie problemy, stwarzać sobie możliwości wielce pasjonujących
    rozmów na temat, jaki to ten nasz sąsiad jest nieodpowiedzialny, jaki zły, jaki
    bez wyobraźni. A mogłaby pomóc krótka rozmowa z winowajcą. Argument, że nie
    wiedzieliście Państwo, w którym lokalu mieszkam i nie mogliście się Państwo
    dowiedzieć gdzie mieszka nadworny truciciel Państwa dzieci, jeśli taki wystąpi,
    zmusi mnie do zrewidowania poglądów na temat inteligencji Wielce Szanowanych
    Państwa.

    P.S. Dziękuję Ci Piotrek


    Z poważaniem
    Jakub Parol
  • 18.10.05, 21:12
    jeden kot a tyle problemu.. mi kot nie przeszkadza chociaz mieszka
    niedaleko mnie tongue_out
    Z pozdrowieniami
    T&P
  • 19.10.05, 00:34
    Szanowny Sąsiedzie,

    Odnoszę nieodparte wrażenie, iż treść Pana listu przesycona jest niepotrzebną
    ironią. Chciałbym zadać tylko jedno pytanie: czy ma Pan dzieci? Myślę, że
    rodzice małych dzieci bawiących się w piasku zanieczyszczonym przez kota
    podchodzą z większym zrozumieniem i empatią do tej sprawy. Nie mogę wyobrazić
    sobie kota, który potrafi przekręcić klucz w zamku drzwi Dierre albo otwierać
    zamknięte okna (istnieją specjalne blokady zabezpieczające), jeśli oczywiście
    nie zostanie tego nauczony (na przykład kot cyrkowy).

    Mam odwagę pod własnym imieniem i nazwiskiem występować na tym forum, ponieważ
    jest to bardzo poważny problem. Powyżej pisze Pan, że sąsiedzi zwracali uwagę i
    odnosili kota. Jednak do niedawna kot chodził całymi godzinami po osiedlu, sama
    miałam okazję poznać go w czasie wypróżniania w piaskownicy. Pytanie retoryczne
    brzmi -co Pan zrobił od chwili pojawienia się problemu uciekającego kota. W
    związku z powyższym zasugerowałam na tym forum formę przymusu finansowego wobec
    właścicieli, który wydaje się być najbardziej skuteczny. Koszt wymiany piasku
    rzędu 200 zł (tak oszacowała Pani Administrator) nie jest zbyt wygórowaną ceną
    za zdrowie naszych dzieci. Odniosłam wrażenie, że ma Pan bardzo dobre mniemanie
    o sobie, więc jako prawdziwy gentelman powinien Pan poczuwać się do
    odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez ukochanego kotka. Rodzicom dzieci
    dałoby to poczucie większego bezpieczeństwa podczas zabaw.

    Nie popieram załatwiania potrzeb fizjologicznych na terenie części wspólnej
    naszego osiedla i zapewniam, że własne dzieci prowadzę w takiej sytuacji do
    domu. Niemniej jednak jako mama dwóch małych dziewczynek wiem, że trudno
    uniknąć takich sytuacji w całym życiu małego dziecka (dziecko informuje rodzica
    w ostatnie chwili i czasami nie ma czasu na dobiegnięcie do domu). Jednakże
    poza estetycznymi aspektami tego faktu trudno wyobrazić sobie sytuację, w
    której inny dorosły zaraża się w ten sposób groźną dla siebie chorobą od
    dziecka. W przypadku kotów i psów sytuacja jest ewidentna i udowodniona
    naukowo: odchody zwierząt są groźne przede wszystkim dla dzieci i kobiet
    ciężarnych.

    Przez 11 lat byłam przybraną mamą mojej suczki i ze względu na jej
    bezpieczeństwo nie dopuszczałam do siebie myśli, że mój ukochany pies włóczy
    się sam po osiedlu. Dziękuję za ewentualną uwagę.
  • 19.10.05, 10:47
    Jakie to szczęście,że mamy na osiedlu takiego poważnego, skromnego, świadomego
    swoich wad, sympatycznego i niegroźnego, inteligentnego oraz troskliwego
    sąsiada. Szkoda tylko, że tak żałosnego. Przepraszam, jeśli pominąłem jakieś
    istotne przymiotniki (niektóre celowo, bo i tak nie przeszłyby przez cenzurę).
  • 19.10.05, 10:59
    witam mieszkancow
    problem ktory tu poruszamy jest bardzo wazny
    sama go rozpoczelam (pod starym psedo)
    bo nie moge patrzec na to jak ten kot wloczy sie po calym osiedlu
    zalatwia swe potrzeby w piaskownicy
    jak pozniej male dziecko ma sie tam bezpiecznie bawic?!
    nie wytlumacze swojemu nie spelna 2 letniemu dziecku
    ze nie moze brac brudnych raczek do buzi
    po pierwsze to nie ma szans zeby upilnowac takie dzieko
    poczas zabawy w piaskownicy
    by nie wzielo pod zadnym pozorem rak do buzi!
    co do wymiany piasku to jestem absolutnie za!
    dzieci bardzo latwo moga sie zarazic toksokaroza - bardzo niebezpieczna choroba!
    wiec dlatego troche wiecej rozsadku!
    Pani Izabelo w zupelnosci sie z Pania zgadzam!
    oprocz tego ze kot zalatwia sie w piaskownicy
    to lazi po moim ogrodku
    i nawet nie ma mowy zeby go przepedzic
    najchetniej to by wlazl mi do domu jakbym
    nie zamknela mu drzwi przed nosem
  • 19.10.05, 11:30
    Witam Państwa,

    i znów zmuszacie mnie Wielce Szanowni Państwo do zabrania głosu.
    Ponieważ sytuacja zaczyna mnie troszkę irytować jest to mój ostatni mail do
    Wielce Szanownych Państwa.

    Panie Rakek_K, nie wiem czy pominął Pan jakieś istotne przymiotniki,
    ale na sto procent (przez roztargnienie oczywiście) zapomniał Wielce Szanowny
    Dobrze Wychowany Pan, podpisać imieniem i nazwiskiem swojego listu. Ponieważ
    nie lubię nie wiedzieć z kim rozmawiam, nic więcej na temat listu od Wielce Nie
    Żałosnego Pana nie mam do dodania. To samo tyczy się Pani aks4, i wszystkich
    innych Wielce Anonimowych Państwa.

    Jeśli chodzi o list od Pani Izabeli. Cieszę się, że to Pani jako
    pierwsza mi odpisała. Mój poprzedni list skierowany był jednak do Pani w
    najmniejszym stopniu. Jak łatwo wywnioskować z mojego poprzedniego listu, nie
    irytują mnie Państwa uzasadnione pretensje, a anonimowy sposób w jakim Wielce
    Szanowni Państwo załatwiają sprawę (żywo przypominający Alternatywy 4). Tak
    więc Pani Izabelo, jeśli będzie Pani miała chęć napisania do mnie maila proszę
    wysłać go na adres Jakub.parol@wp.pl. Na pewno Pani odpiszę. Na posty na tym
    forum niestety nie odpiszę bo jestem na nim ostatni raz. Nie pasuję chyba do
    poziomu Wielce Szanownych Państwa.

    Na koniec chciałem zadać tylko jedno pytanie. Kiedy ostatnio Wielce
    Spostrzegawczy Państwo widzieliście mojego kota biegającego po osiedlu?

    Z poważaniem
    Jakub Parol
  • 19.10.05, 12:35

    A ja powiem krótko, że mam w nosie czyj to kot, jak się nazywa jego właściciel,
    pod którym numerem mieszka itd., ale uczciwie ostrzegam, że jeśli zobaczę
    kocura srającego do piaskownicy, rozprawię się z nim w mało elegancki sposób.
    Zaś Pan, Wielce Szanowny Panie Właścicielu Kota, chyba rzeczywiście nie pasuje
    Pan poziomem do Forumowiczów, i prawdopodobnie także do mieszkańców naszego
    osiedla.
  • 19.10.05, 14:06
    Witam,
    Faktycznie, wypowiedzi niektórych świadczą o poziomie ... Swoją drogą
    współczuję tym wszystkim dzieciom, którym rodzice zabraniają wstępu do lasu
    (powód oczywisty : komary, które wybijają 10% populacji, nie licząc innej
    zwierzyny), na plażę (to jest dopiero kuweta), wytarzania się w trawie na łące
    (strach pomyśleć co w trawie piszczy) itp itd ... Mam wrażenie, że wszyscy
    Państwo cierpicie na co najmniej na hipochondrię ... Po przeczytaniu postu
    zawierającego te wszystkie mądre nazwy w obcym języku (wykaz chorób, które to
    roznoszą koty i innej maści zwierzyna), pomyślałem, że zgłoszę się do jakiegoś
    instytutu celem ubiegania się o nagrodę za przetrwanie przez ponad 30 lat na
    tym świecie pełnym chorób, zarazków i epidemii, no i przede wszystkim zwierząt.
    Szczególnie, że od wczesnego dzieciństwa było tyle zwierząt w moim życiu (psów,
    kotów, jaszczurek, chomików, myszy, nawet legwan, który pewnie też coś
    przywiózł z egzotycznego kraju), że od wczoraj (tj. od czasu, gdy śledzę ten
    wątek) oglądam siebie bacznie z drżeniem rąk i ze łzami w oczach … Tak,
    sikający do piaskownicy kot to problem. Obserwując koty na warszawskich
    blokowiskach dokarmiane przez mieszkańców z tychże blokowisk, myślę, jaką
    krzywdę robią sobie i swoim bliskim. Tylko, że oni nie zdają sobie z tego
    sprawy, ponieważ to nie są "ludzie na poziomie" … A jednak wybrałbym
    blokowiska. Mam szczęście mieszkając na innym osiedlu (też nowym), gdzie 70%
    rodzin ma jakieś zwierzę. WIELKIE szczęście. Z pozdrowieniami dla wszystkich
    mieszkańców Leśnego Parku
    Jarek Góral
    P.S. Największą zarazą tej planety jesteśmy my, drodzy Państwo. Cała ta
    dyskusja tylko temu dowodzi.
  • 19.10.05, 14:30
    Dziękuję panie Jacku, że pomógł mi Pan spojrzeć inaczej na ten wątek, który też
    sledzę z ciekawością. Fantastyczna wypowiedź! Szkoda że nie jest Pan naszym
    sąsiadem...
  • 19.10.05, 14:49
    tygrysiczka1 napisała:

    > Dziękuję panie Jacku, że pomógł mi Pan spojrzeć inaczej na ten wątek, który
    też sledzę z ciekawością. Fantastyczna wypowiedź! Szkoda że nie jest Pan naszym
    > sąsiadem...

    Jest prosty sposób na spełnienie marzeń o sąsiedztwie p.Jarka (nie Jacka) -
    przeprowadź się na tamto osiedle.
    A jeśli zamierzasz mieszkać w Parku Leśnym, to lepiej wyprowadzaj swojego
    pupila (o ile go masz) poza osiedle.
    Uprzejmie donoszę, iż zamierzam zaopatrzyć się w procę (zainspirowany historią
    dziadka vr7 *) i strzelać z niej do każdego zwierza znajdującego się na terenie
    ogródka jordanowskiego.

    * forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20991&w=21454519&a=21458569
  • 19.10.05, 15:15
    bloody_pincher napisał:


    > Uprzejmie donoszę, iż zamierzam zaopatrzyć się w procę (zainspirowany
    historią
    > dziadka vr7 *) i strzelać z niej do każdego zwierza znajdującego się na
    terenie
    >
    > ogródka jordanowskiego.

    Weź pod uwagę niewielkie odległości między budynkami i uważaj abyś rykoszetem
    nie trafił samego siebie, natomiast czytając większość wątków przyszło mi do
    głowy jedno spostrzeżenie. Wszyscy obecni i przyszli (mówię np o sobie)
    mieszkańcy Leśnego Parku trafiliśmy chyba najlepszą inwestycję w Warszawie.
    W zasadzie większość poruszanych tu problemów dotyczy biegających piesków i
    kotków. .... Ale z nas szczęściarze , oby tak dalej smile)))

    --
    Grzesiek
    Park Leśny 2
  • 19.10.05, 18:54
    Grzesiu,przypuszczam,że jak puszczą nam ulicę po lasem,to skończy się nasze
    szczęście.Może zatem skoncentrujmy się na tym problemie,zamiast strzelać z procy
    do psów i kotów.
  • 20.10.05, 07:01
    Drogi Bloody Pincherze! A prawda zawsze leży gdzieś pośrodku...
  • 20.10.05, 09:16
    Witam,

    Taaaaak, strzelaj! strzelaj ! ... może chociaż uszkodzisz czyjeś dziecko w
    piaskownicy, a jak sie dobrze przyłożysz do strzelania to i nawet dorosłemu oko
    wybijesz. Nie ograniczaj się do procy - kup sobie od razu karabin maszynowy i
    wal do wszystkiego co wygląda jak zwierzę !!!

    ---------
    Pozdrawiam
    Marcin
  • 20.10.05, 16:33
    Mi starcza wiatrówka i mogę bloodemu podrzucić ją w zamian za....doprowadzenie
    sikorki smile))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.