Agresywna żona Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam serdecznie,

    mam taki problem w domu, moja żona jest agresywna. Nie w sensie
    fizycznym lecz psychicznym, nie radzi sobie z emocjami i wyładowywuje
    się na mnie, a jak mnie nie ma to na dzieciach. Nie rozmawiamy ze
    sobą, obraża mnie przy dzieciach "np gnoju" itp. Podważa mój
    autorytet, ja coś dzieciom karzę zrobić, ona wkracza i zmienia moją
    decyzję. Takich sytuacji jest mnóstwo, nie umiem sobie z tym
    poradzić, nie wiem co będzie lepsze. Bo my się nie dogadamy, staram
    się rozmawiać z nią na ten temat, ale nie da się.

    Co będzie lepsze dla dzieci....
    --
    ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
    • Nie daj sie. Nie daj sie, bo dzieci potem beda miały do Ciebie zal: Matka dominujaca, a ojciec nie potrafił sie postawic, nie potrafił byc wzorem. Dzieci buduja swoj model relacji z płcia przeciwna według wzoru relacji rodzicow, i to rodzice sa przykładem jaka powinna byc kobieta, jaki powinien byc mezczyzna.

      Najlepsza byłaby terapia dla par u psychologa - tylko nie wiem czy przekonasz do tego zone.


      --
      Wer andern eine Bratwurst brät, der hat ein Bratwurstbratgerät.
      • Tak, musi sie przeciwstawić żonie dla dobra dzieci. Również żeby nie
        nauczyły się w ten sposób zyskiwać przewagi nad inny,mi (krzykiem i
        agresją). Może żona potrzebuje jakichś środków uspokajających?
        Ewentualna rozmowa kogoś z autorytetem u żony, kto by ją przekonał
        do picia ziół uspokajających bez recepty ? Może zadziałać efekt
        placebo - jezeli ona potrzebuje wiary w to, ze moze sie opanowywać.
        --
        Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
        prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
        i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
        byłbym niczym.
      • Nie dawanie się przynosi efekt na bardzo krótko. Staram się ten problem
        rozwiązać trwale. Daje przykład żonie, jak powinno się rozmawiać, ale
        to mozolna praca.


        --
        ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
        • Jeżeli autentycznie Ci zależy i jesteś skłonny zrobić ten duży ktok
          w jej kierunku, to jak będzie jakaś niestresująca sytuacja (np. w
          atmosferze wspólnie osiągniętej korzyści - sukcesu) zapytaj ją
          wprost co ją gnębi, czego się lęka, czego się obawia....
          Czasem takie zaadnie pytania wprost (ale w sprzejających warunkach,
          a nie tuż po kłótni) może dać szczerą odpowiedź (może nie wprost i
          trzeba będzie się domyslać). Jeżeli usłyszysz odpowiedź, która wyda
          Ci się autentyczna, a nie kolejnym usiłowaniem manipulacji, to
          przemyśl sobie co musisz sam aktywnie, zdecydowanie i twórczo zrobić
          (moze to wymagać Twoich wyrzeczeń) żeby ten jej lęk obniżyć, lub
          wykazać swoja postawą, że jest wyolbrzymiany.
          Większość lęków ma podłoże egzystencjalne (samotność, przed oceną
          przez innych, stabilności finansowej, o dzieci, czasem jest to suma
          małych problemów, które przytłaczają swoją obecnością, choć każdy z
          osobna jest nieistotny). Może być też lęk przed konsekwencjami tego,
          ze nie pisnuje wszystkich spraw (nadmierny perfekcjonizm) - wtedy
          niewspółmierny drobiazg rodzi szalona frustrację.
          Sama rozmowa jedynie nic nie da - musi za tym pójść Twoja świadoma
          zmiana postawy i wspomożenie jej w przemianie. To jedna z funkcji
          związku - wspomaganie przemian, a nie wzmaganie lęku, który
          konieczność przemiany wywołuje. Dobrze, ze napisałeś na f-m.
          Pozdrawiam :)
          --
          Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
          prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
          i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
          byłbym niczym.
      • " i to rodzice sa przykładem jaka powinna byc kobieta, jaki powinien
        byc mezczyzna" - aleś walnął saksalainen - jak łysy grzywką o kant
        stołu! A wytłumacz Ty mi jaka POWINNA być kobieta, a jaki mężczyzna?
        Bom strasznie ciekawa jaka POWINNAM być!
    • tak to juz jest, panie dzielnicowy
      --
      pozdrawiam, zorzyk
    • -rozwod
      -terapia dla zony
      -wiecej milosci
      -wiecej milosci
      -pruba zrozumeinaa jej obaw i reakcje na nie
      (to jest chyba najlpesze)
      chodzi o to ze ona nei ma ie za partnera tylko walczy w zwiazku i chce ta
      mdominować
      to ciezko naprowadzic bo to zazwyczaj jej wplyw jej rodzicow, i jej instynky
      przez to rpzemawiają

      ogolnie zmona ja dorpowadzic do porzadku najpierw pioprzez dobro i zrozumienie
      ale nie mozesz soei pozwic zeby cie obraala

      popracuj pare miechow, staraj sie byc wzorowy i bardzo wyruzomialy,
      na 90% co nic nei da ale masz te 10%

      potem wiadomo - chodzi o dzieci wiec moglbys sprubwoac o nie zawalczyc - to
      brudna wojna i nie mieszaj w nie dzieci choc ona pewnie tak zrobi

    • Najlepsze dla dzieci to rozwód od kobiety, która stosuje przemoc w
      domu.Matka, ktora stosuje rzemoc psychiczną juz nadużyła swojej
      władzy jako matka.
      Psychiczna przemoc to też przemoc, choć nie pozostawia po sobie
      śladów, jest tak samo groźna. Z czasem dochodzą choroby
      psychomatyczne, depresja dzieci, trudnosci w szkole z nauką,
      zanlaeżieniem scieżki życiwoej i radości w zyciu, układanie sobie
      szczęsliwego życia z kimś innym równiez takie osoby z domu gdzie
      matka była toksyczna mają- trudności.

      Szkody jakie całe społeczeństwo ponosi z powodu przemocy w rodzinie
      są ogromne i ciągnął sie całymi pokoleniami. Pytanie co z tobą jest
      nie tak, skoro z taką babą- jedzą się zwiazałes? I jeszcze dotąd nie
      wiesz co lepsze dla dzieci?


      --
      ♫♪♫♫♫♪♫♪♫♪♫♪♪♪
      • > Pytanie co z tobą jest nie tak, skoro z taką babą- jedzą się
        > zwiazałes? I jeszcze dotąd nie wiesz co lepsze dla dzieci?

        Złe pytanie, sugerujące. Po co? Co ma być z nim nie tak? Ona się
        mogła zmienić, kryła się, panowała nad sobą, tłumiła agresję,
        cokolwiek. Sugerowanie, że coś z nim nie tak jest bezprzedmiotowe :)
        Pozdrawiam ;P
        --
        Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
        prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
        i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
        byłbym niczym.
        • Wiecie tak kiedyś nie było. Jej rodzice nie panowali nad swoimi emocjami, ona się żaliła i nie wykazywała agresywnego zachowania, ani przytłumionego. Była normalną kobietą.

          Nasze małżeństwo jest jej drugim, kłopoty zaczęły się kiedy urodziło się nam trzecie dziecko. Od tego czasu rozpasania nie ma końca.

          Jak reaguję ostro (tzn. krzyknę), to kończy się akcją pod tytułem znęcam się.
          Obawiam się bo jestem pod pręgierzem, nie potrafię zostawić dzieci. A prawdopodobieństwo, że sąd mi przyzna dzieci jest bliskie 0, nie zapominajmy że żyjemy w Polsce. Sąd nawet potrafi przyznać dzieci alkoholiczce (byle matka, ale matka).
          Mam wrażenie, że problem kobiet psychicznie znęcających się nad facetami jest powszechny i ukrywany. Dlatego, że jest prześpiewany i trudny do uwierzenia. W sieci można znaleźć nagrania kobiet znęcających się nad meższczyznami i komentarze do nich są okropne typu: "na pewno ją sprowokował"....

          Otóż nie ma takiej prowokacji, którą można by wytłumaczyć takie zachowania, czy wyzwiska, dotyczy to kobiet jak i męższczyzn.

          Pokazuje ten problem, aby uwidocznić wam, że daleko nam ludziom do równego traktowania. Do szanowania godności jednostki. Feministki osiągnęły to co chciały, ale czy to demokratyczne. Myślę iż ruch ten ma więcej wspólnego z totalitaryzmem niż nam się wydaje. Kobiety chowa się w przeświadczeniu, że są nietykalne. Niestety sami faceci to wypracowali (głównie nasi ojcowie i dziadkowie), a my nasze pokolenie musi coś z tym zrobić, mówić o tym, bo inaczej nic się nie zmieni.....

          --
          ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...

          • Nie zapominaj to XXI w i jezeli nagrasz wyzwiska zony i pokazesz
            sadowi to mysle, ze jest nadzieje, a kobiete wezma na leczenie,
            widac jest powaznie chora. Pewnie z bordelina, albo kolejna ofiara
            DDA. Osoby te nie nadaja sie ani na zony, ani na matki. I taka
            wiedze o ludziach nalezy miec zabierajac sie za zwiazek.

            Teraz jedynie musisz przelamac swoje emocje i brak zaufania i zaczac
            dzialac zanim rozpasana baba zniszczy zycie dzieciom!
            To sa kolejni pacjenci na dlugoletnie leczenie.
            zacznij od komendy policji gdzie pokazesz jak ona wyzywa i krzyczy
            na dzieci.
            Nie martw sie Polska nie jest zacofana!

            --
            ♫♪♫♫♫♪♫♪♫♪♫♪♪♪
            • A z czegóż de witch chciałabyś tę babę leczyć?! Z pospolitego, prymitywnego CHAMSTWA, którego wyuczyła się w domu rodzinnym od mamusi i tatusia? Takie wiano tam dostała i takie wniosła mężowi w posagu. W Polsce nie produkuje się pigułek na chamstwo, ordynarność, wyzwiska, wulgarność,a chamstwo nie jest osiowym symptomem borderline ani choroby psychicznej. Od żalącej się na chamskie stosunki w rodzinie należało wiać jak najdalej, zamiast pocieszać, co wszyscy rodzice powini z kolei takim naiwnym młodziankom zawczasu uświadomić, żeby synuś i wnuki nie byli następnymi ofiarami dowartościwanej poprzez małżeństwo ordynarnej dziwki, której młodość i uroda szybciutko przeminą a wulgarność i chamstwo zostaną.
              --
              Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
              • Jak rozumieć Twoją sygnaturkę? :)
                --
                Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
                prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
                i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
                byłbym niczym.
            • > zacznij od komendy policji gdzie pokazesz jak ona wyzywa i krzyczy
              > na dzieci.

              nie polecam - ona wtedy wyjedzie z tym, że molestujesz dzieci i masz przej.bane.

              > Nie martw sie Polska nie jest zacofana!
              >
              jest
          • Pyton...Fajnie, że masz szerszą perspektywę, że feminizm,
            demokratyczne traktowanie, że nasi ojcowie dali ciała...ale tak
            konkretnie, to Ty masz temat do rozwiązania, więc nie tłumacz sobie
            wszystkiego az na takim poziomie ogólności, bo skonkludujesz, że nie
            ma co sie brać za bary z problemem :D
            --
            Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
            prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
            i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
            byłbym niczym.
          • Słuchaj, a może to zbyt duży natłok obowiązków, brak wsparcia z którejkolwiek
            strony (Ty, dziadkowie ...), może czuje się niespełniona, bo siedzi w domu z
            dziećmi, ma dość tego po dziurki w nosie, może chce jeszcze coś osiągnąć, praca
            jej nie satysfakcjonuje, może .... możliwości jest wiele. Nie rozwiążesz
            sytuacji: rozwodem, krzykiem itp. Trzeba poszukać przyczyny.
            Powiem tak - kiedyś znalazłam się mega potrzasku. Wyszłam za mąż, urodziła się
            córka, straciłam pracę, żyliśmy za 1000 zł na 3 osoby, poszłam do opieki
            społecznej prosić o pomoc .... Mąż mnie nie wspierał. Nie interesowało go, że
            nie mamy co jeść. To znaczy ja gotowałam dla niego i dla córki oczywiście, a
            sama jadłam wodę z kostką rosołową, albo cokolwiek, żeby przeżyć. To ja musiałam
            kombinować, ja musiałam złotówkę do złotówki dokładać, ja musiałam iść do opieki
            społecznej, pomimo, iż byłam po studiach, zarabiałam dosyć.
            I wiesz co ... stałam się wredną jędzą, głupią suką!!!! Nie radziłam sobie ze
            wszystkim... miałam dosyć takiego życia, gdzie nie mieliśmy pieniędzy, a ja
            szłam do opieki po prośbie, że mój mąż nie czuł potrzeby zarobić na dom,
            poszukać dodatkowej pracy, albo wspomóc mnie. A on brał kredyty za moimi
            plecami, bo potrzebował części do komputera. Uwierz, że nie radziłam sobie z
            sobą, z całym życiem!!!! Nie miałam jak wrócić do pracy, nie mogłam znaleźć
            pracy, nie miałam za co podnieść swoich kwalifikacji, więc stałam w miejscu ....
            dziecko, dom, gotowanie, pranie, sprzątanie, szukanie oszczędności ... Ja nawet
            nie mogłam pozwolić sobie na ciuchy ze szmateksu!!! Mojego męża to nie
            interesowało. On wychodził z domu do pracy, wracał późno. Nie wiedział, co się
            dzieje. Ja za to go atakowałam, nienawidziłam. Miałam dość jego i całego tego
            życia, a on był ślepy.
            Dalej była tragedia - alkohol, wypadek, rozstałam się z mężem, jesteśmy po
            rozwodzie już ponad 3 lata. Dziś jestem w szczęśliwym związku z kimś, kto
            rozumie moje potrzeby, moje oczekiwania. Znalazłam super pracę, zarabiam sporo,
            stać mnie na wiele, skończyłam podyplomówkę.
            Moim zdaniem Twoja żona straciła wiarę w to, że jeszcze ja od życia coś czeka. I
            egzystuje. I jest zła na Ciebie i na cały świat za to, że się nie spełnia. Bo
            nawet mając furę pieniędzy, bez wsparcia ze strony najbliższych nie ma szans na
            to, aby być szczęśliwym. Gdy zaszyjemy się w pieluchach, zupkach, papkach,
            obiadach, praniu i sprzątaniu. Odechciewa się życia.
            Więc nie krzycz, ale poszukaj przyczyny, pomóż i wesprzyj żonę. Może niech
            gdzieś wyjedzie, odpocznie, może niech idzie do pracy/ zmieni ją lub pójdzie na
            jakieś studia i kurs.
            Czujesz się poszkodowany, ale postaraj się ją także zrozumieć ... jestem pewna,
            że czuje się pogubiona i nie umie o tym powiedzieć ... bo jesteśmy takim
            społeczeństwem, że kobieta nie ma prawa mieć dość domu i siedzenia w nim i
            niańczenia dzieci i męża ... to ma sprawiać jej radość - macierzyństwo,
            małżeństwo, pranie brudnych gaci .... uśmiechać się i udawać szczęście!!!! A za
            rogiem stoi depresja i chęć ucieczki ...
            • Naprawdę, bardzo dobry post ! Trzeba się wspierać, nawet w
              drobiazgach, szczególnie mocno, kiedy życie daje w kość, ufając, że
              trudności są przejściowe. To najmniej destrukcyjne działanie.
              --
              Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (...), gdybym też miał dar
              prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
              i wszelką wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
              byłbym niczym.
            • trzeba siebei wspierać ale czy mozna cos osiagnac przez szantaz i agresje?

              wymusic na kims zarabianie wiecej pieniedzy czy zainteresowanie? siłą?

              wg mnie skutek jest odwrotny. I konsekwencja jest destrukcja zwiazku.

              Byc mzoe o to chodzi ze dana osoba nie jest odpowiednia osobą.
              NEI potrafi wspierac, dbac o emocje, motywowac, dawc ciepla, troszczyc sie,
              dbac o emocje - poniewaz jesli eni dba sie o wmocje pojawia sie wiele "czarnych
              domyslow"

              jesli partner nei spelnia oczekiwan finasowych i wspieranei go oraz mobilizacja
              czsyta nie spelnai skutku byc mzoe trzeba znalesc partnera z grubszym portfelem
              i wieksza pensją

              czy kobeita moze miec prawo miec dosc domu?
              mysle ze w dobrych relacjach kobeita nei ejst w zaden sposob uwiazana do domu,
              powinan sie rozwijać

              kiedy kobeita ma dosc meza - skutkiem pewnie bedzie rozwod

              keidy kobeita ma dosc dzieci - skutek bedzie krzywdzenei dzieci

              dlatego ejsli kobeita decduje sie na ziecko musi byc troche odpowiedialna za to
              co robi

              zrobic dziecko, potem stwirdzic ze maz jest nieopdowieni a nianiczenie dzieci
              sie znudzilo,
              dziecko wyrzucic do kosza a meza wycisnac jak cytryne i znalesc sobie kochanaka
              -oczywiscie mozna, ale wg mnei nie jest to dobra postawa
              Abstrachuje tu od plci, bo podobne zachowania mogą wynikac z dowolnej strony
              jedyne co ocenic sobie powole to nei wilno przestawac kochac dziecka - a
              stwierdzanie ze naniczenie sie po prostu komus moze znudzic jest bardzo
              nieodpowiedzialne - ktos taki nei powinien miec w cale dzieci po prostu
              • Widzisz .... masz właśnie taką postawę, o której pisałam .... uważasz, że
                kobieta powinna co dzień ze szczęściem budzić się i uśmiechem na twarzy znosić
                trudy życia.
                Po pierwsze - nigdy nie powiedziałam, że nie kocham mojego dziecka. Jest dla
                mnie całym światem. Dziecko jest niemym świadkiem, niemającym wpływu na to, co
                czynią jego Rodzice.
                Po drugie - nie odeszłam od męża, bo mało zarabiał. Odeszłam od niego, bo nie
                potrafił sprostać zadaniom, jakie do wypełnienia mąż i ojciec. Żyliśmy pod
                jednym dachem, ale zupełnie jako obcy ludzie. Do tego musiałam prać, sprzątać i
                gotować. Nie zrozumiesz tego. Nie było miłości, wygasła, gdy nie miałam żadnego
                wsparcia z jego strony.
                Wyobraź sobie, gdy żyjesz z kimś, kto ma Cię wspierać w dobrych i złych
                chwilach. Przychodzą te złe a on się odwraca i mówi - radź sobie sama, moim
                obowiązkiem jest iść do pracy. Ty masz zadbać o dom. I tyle. I dawał mi 1 000
                zł. Nie chodzi tu o pieniądze, ale o to, że na prawdę nie mieliśmy co jeść!!!!
                Bałam się o przyszłość córki, o wszystko sie bałam. Nie spałam po nocach,
                chudłam, wpadłam w depresję. Stąd moje zachowanie.
                Nie byłam nieczuła, czy wredna. To była bezsilność. Stoisz nad mężem i mówisz,
                że do końca m-ca zostały dwa tygodnie, a masz 30 zł, że nie ma pieniędzy na
                mleko dla dziecka, na pieluchy, na NIC. A on drwi ... że co on na to może. Czy
                to jest wspieranie siebie nawzajem? O to w tym wszystkim chodzi?
                Nie oceniaj mnie, nie masz prawa mówić, że nie powinnam mieć dziecka. Zostawiłam
                męża i to była najlepsza decyzja pod słońcem. Ucichłam, uspokoiłam się, wróciłam
                do siebie, jestem szczęśliwa. Moja córka także jest szczęśliwa. Wyobrażasz sobie
                co by miała za dom, gdybym tkwiła w tamtym małżeństwie. Moje dziecko było
                zaplanowane i wyczekiwane. Było moim marzeniem, moim życiem, moim wszystkim.
                Ledwo donosiłam ciążę, była zagrożona. A w ciążę zajść nie mogłam kilka lat -
                leczyłam się. Nie masz prawa pisać tego, co napisałaś. Czy myślisz, że ja
                przewidziałam, że stracę pracę? Że mój mąż okaże się niedojrzały? Targałam
                wszystko sama na plecach. I dziś nie wiem, jak dałam radę. Jak mi się to udało.
                Tamten czas to dla mnie czarna dziura ... staram się nie pamiętać ...
                Byłam z córką dwa lata sama. To był cudowny czas. Dopiero wtedy czułam, że żyję.
                Jej ojciec się nią nie interesuje. Nie spotyka, nie wie nic o niej .... nie
                chce .... a ja mu nie zabraniam.
                Jestem szczęśliwa dziś, spotkałam mężczyznę, którego kocham i który kocha mnie i
                córkę. Jest dla niej ojcem. Lepszym i bardziej odpowiedzialnym. Nie tak chciałam
                sobie ułożyć życie, ale nie przewidzisz tego, co się stanie. Nie mówię, że
                jestem bez winy, ale dziś już wiem, jak NIE CHCĘ żyć ...
                • MOja postawa opiera sie na wspieraniu czlowieka, pelnej milosci, pozytywnych
                  emcojach, radosci i szczesciu.

                  Nize znasz mojej postawy do konca lub interpretujesz ją żle.

                  Są dze ze kobeita czy eni kobieta kazdy czlowiek zasługuje na szczescie w zyciu,
                  i moze je mieć jako ktos kto realziuje sie na sposob który jest dla niego najlepszy.
                  Sadze ze mozna opierkowac sie domem i jendoczesnie rozwijac sie na wielu
                  plaszycznach wraz z mezem majac jako glowny cel swoje dzieci.

                  Tylko mozna to robic w swposob ktory komus nie odpowiada luba taki ktrory komus
                  odpowiada. JEsli ktos ma jedno dziecko i male mieszkanko i 24 godziny w ciagu
                  dnia zajmuje pranie sprzatanie o gotowanie to chyba cos nie tak jest tu z
                  orgaznizacją czasu.

                  W rozwoju trzeba pomagac i wspierac i dotyczy to kazdego. Czolowie kpotrafi
                  dawac tyko wedy kiedy sam sobacos reprezntuje

                  Czesto jest jednak tak ze gdy kobieta i zasem nawet mezczyzna co juz w ogole
                  jest porazką kiedy ma ze sobą problem zaczyna naginac otoczenie po to by ten
                  problem za niego rozwiązało, upatruje sie problemach w swiecie zewnetrznym a nie
                  w sobie.
                  Czest jest tak ze nawet poczucie jakiegos chorego ego ktore wmawia sobei ze jest
                  dobre i doskonale blokuje jakakolwiek obiektwne spojrzenie na rzeczywistosc.
                  I w pewnym moemencie kobieta zajmujaca sie domem kiedy czuje ze nie rozwija sie
                  a jej sciezka zyciowa jest marnowaniem potencjalu zaczyna czesto wymuszac,
                  szantazowac, oczekiwac ze to otoczenie sie z nia wszystkimi jej problemami
                  zajmie i je rozwiaze.

                  Wteyd nagle "uswiadamia" sobie ze maz sie nie nie iteresuje tak jak pownien,
                  atakuje go, wymusza, manipuluje, zniewala, deprecjonuje, niszczy jak nagorszego
                  wroga.

                  Pisalas ze zaczelas nienawidziec swojego mozeza... jesli sie juz raz zaczelo
                  kogos nienawidziec to juz nigdy nie bedzie mozna go w pelni pokochac wg mnie.
                  Ale zeby ninawiziec kogos za swoje problemy?
                  Ze ma za malo pieniedzy. Bo chiala bym pojechac sobei na wyczieczke na majorkę.
                  Najpierw trzeba wg mne izadac sobie pytanie w jaki sposob mobilizuje meza do
                  rozwoju.
                  MObilizowac mozna go tylko przez milosc. Postawa roszczenia szantazu - jak mi
                  nei dasz tego co chce to cie zniszcze jest postawą nei tylko przeciw rodzinie,
                  ale przeciw spoleczenstwu i czlowiekowi.

                  Bo jak ktos ma kogs dosc - to niech to powie otwarcie - za malo zarabiasz wic
                  nei nadajesz sie na mojego meza ide szukac dalej... cala pozniejsza manipulacja
                  i niesczenie czlowieka, dominacja jest juz po prostu zbrodnią

                  pozatym jesli ktos pisze ze kocha swoje dziecko a nienawidzi ojcia dziecka to
                  ejst to jedna wielka brednia.
                  NIE da sie w pelni kochac dzicka nienawidzac jego ojca.

                  obcy ludzie nie bylo milosci.
                  No ok dla mnei to ejst oczywiste.
                  eni mchce nikogo oskarazac cz oceniac.
                  Ale z kad bierze sie ten brak milosci?

                  Zazwyaj jedna osoba przestaj kochac i druga po czasie przestaje kochac.
                  I robi sie bigos. milosc musi byc calkowita od poczatku do konca, tylko ze w
                  pewnym moemencie trzeba powiedziec ze dana osoba to nei jest ta z ktora
                  chccielibysmy dalej zyc, ze sa inne ktore beda leppsze.
                  - i to jest najlepsza postawa. NEi ma tam negatywnych emcoji, obrzucania
                  pcozcuiem winy, desrukcji czlowieka.


                  > Wyobraź sobie, gdy żyjesz z kimś, kto ma Cię wspierać w dobrych i złych
                  > chwilach. Przychodzą te złe a on się odwraca i mówi - radź sobie sama, moim
                  > obowiązkiem jest iść do pracy. Ty masz zadbać o dom. I tyle. I dawał mi 1 000
                  > zł.

                  uzwasz słow "ma cie wspierac"
                  nikt nei ma obowiazku wspierania kogokolwiek z wyjatkiem relacji rodzice - dziecko.
                  Wiec ja tu wyczuwam postawe rozczeniowa a to nie ma nic wspolnego ze zdrowym
                  zwiazkiem.
                  o ja tu czucje cos takiego:
                  sa problemy finansowe - zaczyan sie atak i nienawisc do meza o to ze nei spelnia
                  oczekiwań. Bo akurat moze dopadlo bezroocie na kilka miesiecy itp, nie znam
                  sytuacji ale wiem ze mogla byc ciezka.

                  Zadajmy sobie pytanie jak maz jest wspierany? podejrzewam ze byl atakowany.
                  Kobieta po czesci nbedac intuicyjnym zwierzakim pocucla zafroznienie dal siebie
                  i chciala wymusic zmiane sytuacji. W efekcie tego maz sie odwraca.Pniewaz nei
                  rozumie dlaczego jest w trudnej chwili atakwoany.

                  Wiec dla mnei to yflada tak:
                  problemy finsowe - strach - oczekiwania - ataki, dominacaja ,manipulacja sznataz
                  (priba ymuszneia zmiany) - odwrucienie sie meza i jego zobojętnienie - jeszcze
                  wiecej atakow, jeszcze wiecej wymuszen - depresja - rozstanie

                  nie twierdze ze maz byl doskoanly, czy przywzwoity, nie znam do konca sytuacji.
                  pisze z tego jak to widze z wyczucia ogolu.

                  najwieksza glupota meza chyba bylo by twierdzenie ze pomimo problemow
                  finansowych twoja rola jest siedzenei w domu bo to totalny nonsens

                  Stoisz nad mężem i mówisz,
                  > że do końca m-ca zostały dwa tygodnie, a masz 30 zl

                  -to jest wlasnie manipulacja, szantaz i wymuszanie.
                  Stoisz nad nim: czyli presja, oczekiwania, szantaz.
                  Przeciez o n wie o tym ajka jest sytuacja a twoja postawa to roszczenie.

                  Wg mnie wlasciwa postaw to jest tak. Heniek wiesz ze brakuej nam pieniedzy, jak
                  sadzisz co powinnismy zrobic?
                  To ejst cos innego niz postawa: daj kase albo cie zniszcze.

                  Piszesz o wspieraniu sie ale twoja postawa wyklucza to wspieranie.
                  Powiedzmy ze miala bys naprawde meza na poziomie. To potrafil by zrozumiec twoj
                  trach, twoje obawy i twoje sposoby na jego rozwiazywanie i doprowadzic d
                  ozrozumienia i utrzymania relazji wspolpracy opartej na milosi,, jednak wciaz
                  trzebaby podobnyc intencji obu stron.

                  Czy aj ci mowie ze nie powinans miedc dziecka?
                  Powinan s miec jak najwiecej.

                  Twierdze tylk oze osoby wyznajace zasade "nianczenie dziecka ma prawo mi sie
                  znudzic" i realizujace je w zyciu nie zab ardzo maja kompetencje
                  emocjonalno-moralne do tego zeby w ogole miec dzieci.

                  Ty swierdzilas ze moze kobieta sobie tak robic. Dla meni to ejst
                  niedopuszczalne. To tak jak by mezczyzna powiedzial ze ma prawo znudzic mu sie
                  np utrzymywanie rodziny...
                  to podobna historia.
                  To sie nie ma prawa "nudzic" bo wtedy staje sie ZBRODNIĄ

                  Pytasz mnei czy moglas przewidziec utrate pracy.
                  Postawa posiadanai dziecka bierze pod uwagęto ze prace mozna stracic. To ejst
                  wlasnie ta odpowiedzialnosc wobec dziecka, ze co by sie nei dzialo, czy praca
                  jet czy nei ma ono jest kochane i wspierane.
                  Jesli ktos uwaza ze dziecko moe miec w bezpiecznej sytuacji tylko to jest
                  niepowazny - i niezbezpieczny, eni powinien miec dzieci. POniewaz zawsze mzoe
                  sie stazyc ze bezpieczenstwo materialne sie moze zmienic i co wtedy? szal
                  panika? Dzicko nie powinno z tego powodu cierpiec, a histeria wokol tego
                  atakwoanie meza jest przez dziecko odczuwane.

                  NIE twierdze przy tym ze z mezem trzebab ylo byc do konca, ale sposob w jaki sie
                  to zalatwai jest tu wg mnie zwyczajowao chory.
                  BArdziej opiera sie na strachu.

                  Nei oceniam meza czy cieie, zauwaz ze jea sie odnosze jesli jzu oceniam to
                  calkowcie bezosobowo. Oceniaja postawy a nie konkretnego czloowieka.
                  B mam prawo myslec o nich co chce.

                  Oczywiscie maz mogl sie stac czlowiekiem bardzo nieodpiwednim - to sie zdarza,
                  tylko po co wokol tego tyle histeri?
                  Wg mnie janpierw trzeba wspierac pomoc i dawac wiecej a potem zwyczajnie sie
                  rozstac. Manipulacja, szantaze, ataki, niszczenie... to jest wg mnei destrukcyne
                  dla dziecka, dla ludzi w ogole i pewni tez dla ciebie jak sadze i ja ksama piszesz.

                  Gratuluje cie nowego meza i zmiany sytuacji> asposob w jaki sie to odbywalo -
                  msyle ze byl destrukcyjny dla wszystkich ktorzy byli z tym zwiazani.
                  Metody sa istotne ejsli ludzie przy tym cierpią.
                  Bo to zbrondnie sa na dzieciach i na ludziach. NIekto eni ejst nikogo wlasnoscią.

                  teoretycznie kiedy w obecym zwiazku cos zaczelo b ysie psuc? podejrzewam ze
                  metody beda podobne, czyli postawa wymuszania zamiast zaufania i wiary w
                  czlowieka. Ale byc moe zbedzie inaczej.

                  Bo ot ochodzi w tym watku o metody.
                  Kto moze miec probblemy ale dlaczego niszczyc czlowieka przy czy zdrowie
                  psychczine dziecka? Norma
                • Lapikus,
                  szacunek.
                  Ale dyskutujesz z nastolatkiem, to nie żadna tam dyslekcja, to mądrząca się
                  młodość...

                  --
                  Wiedźmowanie to moje nowe, wspaniałe hobby! Wiedźma wie, co w życiu dobre!

            • No to co z tego,że ktos jest 'niespełniony'. A ilu ludzi się spełnia
              w tym zyciu i czy to w ogole tłumczy agresję skierowaną przeciwko
              ludziom bezbronnym i uzależnionym, jak małe dzieci? Agresora na
              ulicy też będziesz tłumaczyła, bo miał problemy finansowe, dlatego
              skatował staruszkę?
              Pewnie nie. Ale przemoc jaką stosowałaś wobec męza i dziecka,
              tłumacząc,ze o wodzie zyłaś w dupę se wsadź. Moze naiwni ci uwierzą,
              ale nie ja.
              Pretensje mozesz mieć jedynie do siebie, bo żadna rozsądna kobieta
              nie zachodzi w ciąze tak, aby z pracy wylecieć, a w końcu jak się
              już stało to co to za sprawa pójśc i poprosic o pomoc.To z tego
              tytułu histerii sie dostaje?

              To nie jest powód do darcia włosów z głowy i na wyzywaniu się nad
              niewinnymi ludźmi. W końcu wiedziałaś za kogo za mąż wychodzisz,
              ile zarabia i co cię czeka, gdy pracę stracisz, twoje ryzyko i twoj
              biznes. Nie jest to zdanym usprawiedliweniem dla agresji wobec
              bliskich osób, a już napewno nie wobec malutkiego, czy nawet
              wiekszego dziecka! Wstydź się babo zachowałaś sie jak ostatnia
              kretynka.

              • Pierdoły opowiadasz i gó... o życiu wiesz, człowieku. Tyle Ci powiem. Nigdy się
                na nikim nie wyżywałam. Ani na mężu, ani na dziecku. To była reakcja na reakcję.
                Jak ktoś Cię bije - bronisz się! Boże, jaki Ty głupoty wypisałaś!
                Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.
                Potrafisz jedynie ranić ludzi! Nie znasz mnie, nie znasz mojej sytuacji, a od
                razu mnie skopałaś. Sprawiło Ci to przyjemność?
                Nie możesz mi nic zarzucić. Mogę Ci pokazać opinię z sądu na temat mojego męża,
                opinię psychologa, przytoczyć słowa sędziny!!!
                Wychodziłam za mąż za faceta, którego kochałam i który kochał mnie. O dziecko
                starałam się latami. A czemu straciłam pracę? Jak szefowa się dowiedziała o
                ciąży, powiedziała, że na moje miejsce jest zastępstwo i żebym sobie głowy nie
                zawracała powrotem ... Uważasz, że takie coś jest wyjątkiem? że ja jedna po
                macierzyńskim nie miałam gdzie wrócić??? To nie znasz życia !!!!
                I nie byłam agresorem, nie podniosłam na nikogo reki, nie wyzwałam. Z
                bezsilności krzyczałam i płakałam, ale byłam mocno rozbita i potrzebowałam tylko
                jednego - wsparcia.
                Piszesz,że histerii dostaję z powodu pójścia po pomoc. Powiedz, czy jeśli żyje
                się w małżeństwie, to tylko kobieta powinna chodzić i prosić o pomoc, a jej mąż
                za plecami brać kredyty na części do komputera, nie wspierać i nie pomagać. W
                końcu to ich wspólna rodzina, wspólne dobro, wspólne życie. Dlaczego uważasz, że
                tylko jedna strona powinna się starać? A druga???
                Kretynką nie jestem, jak powiedziałam GÓWNO wiesz o życiu. To Ty stosujesz
                przemoc w stosunku do mnie, robiąc szmatę ze mnie. Ale niech Ci będzie, życzę
                Ci, aby całe Twoje życie płynęło bez skazy. A jak na drodze stanie problem ....
                napisz jak Ci poszło :)

                • "I wiesz co ... stałam się wredną jędzą, głupią suką!!!! Nie
                  radziłam sobie ze
                  wszystkim..."
                  ..................................
                  Ma się opierać owa niegó...ana znajomość życia? Ze niby co, nie
                  rozumiem jak ktoś może być 'wredną jedzą i głupią suką' i wczyniać
                  awantury w domu z powodu braku pieniedzy? Ze ma iść sam i poprosić
                  o pomoc ekonomiczną? Ządać od męza, aby wzioł dodatkowy i kolejny
                  etat, aby utrzymać niezaradną, niesamodzielną pannicę z dzieckiem?
                  Widać masz wąski poziom postrzegania, a przy tym jak pisze leda, w
                  innym poscie, jesteś zwolenniczką chamskich metod zachowania w domu,
                  wobec członków rodziny.
                  Bardziej rozsądna dziewczyna w twojej sytuacji agresje skierowałaby
                  tam, gdzie ona była potrzebna czyli w obec pracodawcy, który usunął
                  cię z pracy. Powiadasz bezprawnie, Siaaaa, to takie bezprawne dziś
                  już nie jest. Gdy się weźmie sprawę pod lupę, to wychodza drobne
                  prawne powikłania, o których wcześniej nie myślałaś, bo ci nie
                  chciało sie poczytać dokładnie prawa, jakie ci przysługuje, a jakie
                  ci nieprzysługuje. Szefowa widać wykorzystała 'dobry moment' i
                  poszukała na twoje meisce lepszego pracownika. Widocznie ty nie
                  byłaś dobra w pracy skoro ciebie nie chceili zatrudniać po
                  macierzyńskim. Inaczej szli by ci na rękę w każdej sytuacji.

                  Czy moje życie płynie bez skazy? Tak, płynie bez skazy, a gdy mam
                  problemy to nie zrzucam winy na inne osoby z żadaniami i
                  pretensjami, tylko przyczyn i rozwiązania szukam w sobie.Poza tym
                  nigdy nie uciekam przed problemami, bo kocham je rozwiazywać. I to
                  mi bardzo ułatwia życia. Czego i tobie życzę :)))

                • lapikus napisała:

                  > Pierdoły opowiadasz i gó... o życiu wiesz, człowieku. Tyle Ci powiem. Nigdy się
                  > na nikim nie wyżywałam. Ani na mężu, ani na dziecku.


                  Widzę, że jednak stajesz się ordynarna, jeżeli ktoś nie ocenia Cię tak, jak sobie tego życzysz i zwykłą krytykę swoich roszczeniowych postaw za kopanie uważasz. A przecież parę postów wcześniej sama napisałaś: "stałam się wredną jędzą, głupią suką!!!!...Ja za to go atakowałam, nienawidziłam" Oczywiście nie oceniasz tego jako wyżywanie się, uważasz, że miałaś prawo wrzeszczeć o pieniądze, beczeć, histeryzować, zamiast zakasać rękawy, dziecko szurnąć do żłoba albo do teściowej i wziąć się za machanie miotłą. Wygodniej było do MOPSU lecieć, łapy po forsę wyciągać,jakiejś samotnej matce po podstawówce z trójką dzieci, kalece bez ręki czy nogi je wydzierać, bo... jeść co nie miałaś. A o darmowych jagłodajniach słyszałaś, a o pomocy finansowej Kościoła Katolickiego bądź gminy żydowskiej, o kg. wieprzowych kości za 80 gr. jarzyn za 2 zł. z których można zupę na 2 tygodnie gotować też nie? 1000 zł. na męża Ciebie i niemowlę to mało? A skoro tak długo się o to dziecko starałaś, to w momencie jego poczęcia byłaś ok. 30-stki i jakieś oszczędności z pracy chyba posiadałaś? Więc co, na wyprawkę przeputałaś wszystko? I niby w czym to miał Ci ten mąż "pomagać"? We wrzucaniu pieluch do pralki? Przecież codziennie pracował 8 godzin a Ty żywą laleczką bawiłaś się w dom. Tylko wg. Ciebie gadżetów do dobrej zabawy okazało się za mało, ponieważ wredny mąż "mój mąż nie czuł potrzeby zarobić na dom,
                  poszukać dodatkowej pracy," Niepojęte, czemu Ty tej pracy nie szukałaś zamiast strugać męczennicę?
                  A wracając do sytuacji autora wątku, chamstwa nic nie usprawiedliwia. Żadna "bezsilność", "utrata wiary", "spełnienia" "depresja", "chęć ucieczki" itp. infantylne tłumaczenia.
                  --
                  Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
                • lapikus, ciiii...
                  sp7 trolluje, pisze niechlujne, pełne byków elaboraty które są tylko erupcją
                  bezładnego słowotoku.
                  nie ma co męczyć oczu czytaniem, a już na pewno próbować wchodzić w dyskusję;)
                  • dorotaniejest napisała:

                    > lapikus, ciiii...
                    > sp7 trolluje, pisze niechlujne, pełne byków elaboraty które są tylko erupcją
                    > bezładnego słowotoku.
                    > nie ma co męczyć oczu czytaniem, a już na pewno próbować wchodzić w dyskusję;)

                    Lapikus, powiedz coś jeszcze..
                    Bo mówisz z sensem, logicznie i mądrze.
                    A że odrobinkę seplenisz ( błędy)? Nikt nie jest doskonały. Dorotaniejest ma
                    np wredny charakter, i krzywe nogi.
                    • borru napisał:

                      > dorotaniejest napisała:
                      >
                      > > lapikus, ciiii...
                      > > sp7 trolluje, pisze niechlujne, pełne byków elaboraty które są tylko erup
                      > cją
                      > > bezładnego słowotoku.
                      > > nie ma co męczyć oczu czytaniem, a już na pewno próbować wchodzić w dysku
                      > sję;)
                      >
                      > , powiedz coś jeszcze..
                      > Bo mówisz z sensem, logicznie i mądrze.
                      > A że odrobinkę seplenisz ( błędy)? Nikt nie jest doskonały. Dorotaniejest ma
                      > np wredny charakter, i krzywe nogi.

                      Powyższy post odnosił się do sp7 , za pomyłkę przepraszam
                      • borru, jestem pod wrażeniem. jak na to wpadłeś? mam krzywe nogi i wredny charakter.
                        do tego również alergię na trolle, które nie opanowały sztuki pisania po polsku
                        w stopniu umożliwiającym podstawową komunikację.
                        buziaczki.
                    • Mój powyższy post odnosił się do sp7. To ona jest ta z nas najmądrzejsza. Za
                      pomyłkę przepraszam.
                  • Oczywiste jest, że jak trzeba robić wszystko samemu i nic, ani płacz ani krzyk, ani błaganie, ani tłumaczenie, ani motywowanie, nic nie potrafi wpłynąć na męża, który w Twoim przypadku lapikus jest zwykłym leniem i nic mu nie pomoże, to nie ma co się męczyć. A tym bardziej tłumaczyć swoją decyzję, jak najbardziej słuszną zresztą, jakieś gromadce zahukanych miłosiernych, co by miłością góry przenosiło (s.p.7 przoduje widzę, de_witch, leda16). Życie jest życie, trzeba umieć wziąć na siebie odpowiedzialność, a nie dłubać w swoim komputerku. Dziwi mnie, że nie widział jak się meczysz, jak nie śpisz po nocach. I jeszcze kredyty na części :D Niesamowite.

                    A wszystkim szaleńcom, którzy myślą, że można "podrzucić dziecko teściowej" i iść "szorować podłogi" a przy okazji motywować męża, żeby zarabiał więcej niż 1000zł (aż dziw, że sam na to nie wpadł), życzę właśnie takiego chłopa pierdoły. Takiego, co to będzie sobie siedział, kran będzie kapał, ale jemu to nie będzie przeszkadzało, skarpety mu sie skończą to założy stare, będzie się mówiło coś do niego, ale on będzie siedział i grał w grę. Takiego 'skarba' życzę. Pozdrawiam serdecznie :-)
                • Wolność jednych nie może być kosztem drugich....

                  Dzisiejszy świat jest tak zbudowany, że cena jaką płacimy za
                  demokrację (choć nie bezpośrednio) jest wysoka. Nie ma systemu, który
                  gwarantuje wolność jednostki, społeczeństwa. Demokracja płaci za to
                  wysoką cenę, zniewalając inne narody i je wykorzystując. Taki jest
                  człowiek.

                  Ale jeżeli wychodzisz za kogoś, kto obiecuje Ci zmiany i widzisz je w
                  początkowej fazie związku. A kończą się w momencie kiedy rodzi się
                  dziecko, to jest oszustwo matarymonialne.

                  Potem jeszcze jedno dziecko, bo zawsze chciałem mieć trójkę, a jak
                  już jest troje dzieci, to po co się zmieniać i tak facet od Ciebie
                  nie odejdzie.

                  Trafiłem na Wampa, to jest fakt.
                  Wiem, że żona się nie zmieni, nic ją nie zmieni, po ostatnich
                  wydarzeniach wiem to na 100%, dlatego powoli szykuje się do lotu....

                  Ważne żeby się nie poddawać....

                  --
                  ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
              • Ty chyba naprawdę nie znasz życia, nie masz [prawa obrażać kogoś,
                jeśli nie znasz jego sytuacji. Kiedy czytałam post Lapikus, to moje
                dawne życie stanęło mi przed oczami. Wymarzone, wymodlone dziecko,
                prawie stracone, bo głupia p. doktor stwierdziła,że w ciąży musi
                boleć. Szpital, podtrzymanie, potem wreszcie szczęście, córcia jest
                z nami. Ustalone dużo wcześniej - mąż zarabia na życie, ja na
                wychowawczym. Po 2 latach drugie, zaplanowane dziecko Wymarzony
                przez mężą syn. A potem brak pieniędzy, pan zaczyna pić, dla męża i
                dziecka (syn na cycu, więc bez problemu) dobry obiad, ja ziemniaki z
                surówką, bo na kotlet już nie starcza. Proszę, błagam, pomyśl ( a ma
                możliwości dodatkowej pracy) i jego odpowiedzi: Co ja ci poradzę,
                nie mam. To ja chodzę błagać, żeby nie podnosili czynszu, na
                szczęście właścicielka mieszkania to ludzka kobitka, nie podnosi.
                Potem chowam dyplom mgr do szuflady i idę na 1/2 etatu jako
                sprzątaczka. Żyje się trochę lepiej. Potem nagły zwrot,
                przeprowadzka do pięknego domu dziadka, lepsza praca mężą, dzieci do
                przedszkola, ja do swojej pracy. 3 lata jest dobrze. Pan mąż zaczyna
                nałogowo pić, gnębi mnie psychicznie, wylatuje z dobrej pracy za
                alkohol, ja sama utrzymuję rodzinę. Potem kolejna praca męża, picie
                na umór, kolejna utrata pracy. Sprzedaż domu, rozwód. Ja jestem
                zołza, wredna, zostawiłam biednego misia. A on, jak ma kasę, to da
                dla dzieci, jak nie ma, to nie da, no bo niby skąd. Przechlał już 5
                możliwości dobrej pracy, w międzyczsie był utrzymankiem bogatej,
                dużo starszej pani. Ale to ja jestem wredna k...a, bo się z nim
                rozwiodłam. Nigdy nie wyżywałam się ani na nim, ani tym bardziej na
                dzieciach. Więc zanim de-witch rzucisz błotem w innych, zastanów
                się, czy masz do tego prawo!
                • Wiesz,

                  myślę że nie wolno oceniać innych patrząc przez pryzmat swojego życia.
                  Należy zachować odrobinę obiektywizmu....


                  --
                  ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
            • Zgadzam się w 100% - bardzo mądra wypowiedź. A facet zamiast poszukać winy w sobie jak zwykle mówi "to ona jest winna - jest agresywna"... czytać się tego odechciewa. Żal mi faceta i to wcale nie z powodu jego agresywnej żony...
          • - diabel tkwi w szczegolach-

            To odpowiedz enigmatyczna na sygnaturke,ktora bez pytajnika ale jak Twoj nick, pytaniem.

            a teraz moje pytanie:
            Ludisz sie?




            bo ja Ciebie, tak:)

          • jeden tutaj na tym forum radził zeby patrzec na kobiety jak na
            macice i całą resztę do tego. macica bywa agresywna . poobserwuj ją
            i sie po prostu nie odzywaj.
          • No już nie wrzucaj wszystkich do jednego wora,co w twojej sytuacji
            maja do rzeczy feministki?Trafiłeś na chory egzemplarz,po
            prostu.Męskie okazy też sa,uwierz mi.
          • pyton1978 napisał:

            > Jak reaguję ostro (tzn. krzyknę), to kończy się akcją pod tytułem
            znęcam się.
            > Obawiam się bo jestem pod pręgierzem, nie potrafię zostawić
            dzieci. A prawdopod
            > obieństwo, że sąd mi przyzna dzieci jest bliskie 0, nie
            zapominajmy że żyjemy w
            > Polsce.

            To wiele mówi o tobie, jedyny sposób rozwiązania widzisz w krzyku,
            ale ponieważ boisz się, nie wiesz dalej co czynić.
            Boisz się, bo wierzysz w antyojcowski spisek sądów rodzinnych.
            Snujesz mściwe myśli na temat żony, kobiet w ogóle a feministek w
            szczególności - gdyby nie prawa kobiet, poradziłbyś sobie w ten
            jedyny znany ci sposób, prawda?
            Oboje się pod tym względem dobraliście i oboje możecie nauczyć się
            innych sposobów funkcjonowania - bez agresji, jednocześnie wyrażając
            złość, gdy trzeba.
            Zacznij od siebie, skoro żona nie widzi problemu.
            Możesz też zmienić swoją wiarę w męczeństwo ojców w polskich sądach
            zapoznając się z faktami.
          • No to tu sie wypowie "okresowa jędza":)
            miałam kiedyś takie fazy w życiu, że darłam się na wszystkich, na własnych
            rodziców, na każdego, kto myślał inaczej, niż ja, chciał czegoś innego.
            Teraz mi przeszło, ale...to nie tak, że po prostu wyszłam z wieku dojrzewania.
            Po prostu, w pewnym momencie zadałam sobie pytanie, dlaczego kocham innych
            ludzi, a dlaczego ja się czuję permanentnie niekochana, nierozumiana,
            lekceważona - to były bezpośrednie przyczyny mojej agresji - ogólne poczucie, że
            nikt się ze mną nie liczy.
            I - po pierwsze - zdałam sobie sprawę z tego, że inni, w tym mój ukochany,
            nieżyjący już Dziadek, stawiają na pierwszym miejscu sprawę - jak inni czują się
            w moim towarzystwie, czy nikogo nie ranię. Zapytałam Go o to, jak Mu się udawało
            zawsze powstrzymywać gniew - powiedział tylko: Wystarczy wyobrazić sobie siebie
            na miejscu tej drugiej osoby, jej uczucia w tym momencie i później, po awanturze.
            Po drugie - uświadomiłam sobie, że ja strasznie mało z sibie innym daję, nie
            ułatwiam nikomu życia, nie umilam, a tylko żądam, żądam...potem nastąpiło
            odkrycie, że dając swój czas, cierpliwość, wyrozumiałość, oferując pomoc nie
            proszona - sama czuję się lepiej i inni ze mną też.
            A poza tym, po prostu dorosłam, nauczyłam się zauważać, że są rzeczy ważne i
            mniej ważne, że nie warto drzeć mordy o błahostki.
            Jednak, są sprawy, kiedy automatyczny pilot każe mi rozedrzeć się natychmiast
            nie przebierając w słowach. Jakie?
            1.Moje zdrowie - kiedy ktoś naraża je przez głupotę, albo fanaberię, a ja
            cierpię, albo narażam się na niebezpieczeństwo - kretyńskie popisy za
            kierownicą, potwornie głośno i nagle włączona muzyka, bezceremonialny palacz
            "umilający" wspólny posiłek itd, itp. Robię się wtedy wredna, agresywna i
            potwornie złośliwa
            2. Cudza złośliwość - kiedy ktoś myśli, że jest zabawny i łamie ustalone
            wcześniej zasady - bo, co innego jak ktoś nie wie, że czegoś nie lubię, a
            inaczej, gdy celowo sprawdza moją wytrzymałość.
            3.Kidy ktoś mnie posądza o złe intencje, o złośliwość, nawet nie chce mnie
            wysłuchać, tylko wygłasza obiegowe czy to w społeczeństwie, czy to w kręgu
            rodzinnym banały jak to "kobiety zawsze", "wszyscy wiemy, że jesteś leniwa",
            "lepiej się przyznaj, że to ty zepsułaś". Nie mam problemów z przyznawaniem się
            do faktycznych przewinień, więc bardzo źle znoszę zarzuty kłamstwa, czy braku
            cywilnej odwagi, albo lenistwa, kiedy wyć mi się chce ze zmęczenia i przepracowania.
            Może ta moja "spowiedź" jędzy pomoże autorowi wątku w diagnozie, albo pozwoli
            podsunąć jakąś refleksję żonie?
            Aha, jeszcze jedno - przebywanie z ludźmi agresywnymi,przeklinającymi, oglądanie
            brutalnych filmów, ba, wiadomości w TV nawet - nakręca spiralę agresji. Sama
            pamiętam, kiedy po powrocie z imprez w gronie ukochanych kumpli, klęłam jak
            szewc przez tydzień - to jest po prostu jak cholernie zaraźliwa choroba..tylko
            co na oddtrutkę? Pan Tadeusz? Szekspir w oryginale?:)
    • Jaki maz taka ma zone.Skoro jest niezle szurnieta to leczyc i tyle.
      • najlepsza jest terapia z pomocą jej przyjaciółek ,
        kiedyś za namową mojego dużo starszego przyjaciela ją zastosowałem,
        i zadziałało,jest bardzo prosta i bardzo skuteczna,
        zawsze przy żonie i tylko w jej obecności ,
        należy adorować jej przyjaciółki.
    • pewnie przestała brać tabletki antykoncepcyjne. daj jej czas na uregulowanie
      hormonów, a ty w tym czasie idź i poodbijaj piłkę głową
    • Seks udany jest? Oczywiście nie ma. I to na pewno jest powód, jak nie
      najważniejszy to przynajmniej jeden z powodów. Ludzie są agresywni z powodu
      seksualnej frustracji, co widać na przykładzie pseudokibiców i innego
      pospolitego ścierwa, którego nie stać na dobre kobiety.

      Druga sprawa to dzieci. Jeśli macie w rodzinie dorastającą córkę, to jest to
      znany powód agresji u jej matki (ojca zresztą też, z zupełnie innych powodów). W
      takiej sytuacji faktycznie przydałaby się psychoterapia.

      Trzecia sprawa to ewentualne inne problemy Twojej żony (zdrowie, praca,
      koleżanki itp), o czym wypadałoby zwyczajnie porozmawiać.


      • ... punkt drugi oczywiście odpada :)
      • Szkoda zachodu, wymienic na inny model. Naprawa relacji jest
        uciazliwa i nie ma zadnej gwarancji sukcesu.
        Zyje sie tylko raz i straconych lat nigdy sie nie odzyska...,
        humanistyczno-naukowe podejscie do sprawy moze jest i ladne lecz och
        jak uciazliwe!

      • > Seks udany jest? Oczywiście nie ma. I to na pewno jest powód, jak nie
        > najważniejszy to przynajmniej jeden z powodów. Ludzie są agresywni z powodu
        > seksualnej frustracji, co widać na przykładzie pseudokibiców i innego
        > pospolitego ścierwa, którego nie stać na dobre kobiety.

        A kto by chcial uprawiac sex z agresywna baba??
        Agresja nie jest kobieca, i seksowna..
        Wrecz przeciwnie- agresywni sa faceci nabuzowani testosteronem (dlatego bokserzy maja zakaz uprawiania sexu 1-2 tyg przed walka, zeby nie spuszczali tego napiecia i zlosci)
    • Jeżeli agresja wystąpiła po urodzinach dziecka to po prostu jest przemęczona,
      przytłoczona i sfrustrowana. Jeżeli chcesz się z nią dogadać to tylko na
      spokojnie, z miłościa. Musisz być mądrzejszy, bo jej po prostu buzują hormony.
      Nie wiem jaka jest Wasza sytuacjia (czy żona jest w domu z dziećmi?) Jeśli tak
      jest to powinniście wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie - bez dzieci,
      jedno 2 popołudnia w tygodniu. Myślę że to jest przejściowe i minie ale
      stanowczo poproś ją aby nie obrażała Cię i zaoferuj wsparcie psychiczne (w
      czasie normalnej rozmowy a nie kłótni)
    • a może kłopoty ze zdrowiem po urodzeniu dzieci.. np. tarczyca? może warto zrobić
      badania... Po porodzie, w organizmie dzieje się rewolucja hormonalna a przy
      kłopotach z tarczycą zmiany zachowania, agresja są częste... pozdrawiam
    • A może to kłopoty z tarczycą, z hormonami?
    • Mężu, to Ty?
    • dzieci ale uświadom sobie, że pozostawanie w związku z tą babą sytuacji nie
      polepszy. Jeśli wg Ciebie obecna sytuacja nie jest korzystna dla dzieci to nie
      trać czasu. Zrób to zanim któregoś pięknego dnia coś w Tobie pęknie i strzelisz
      ją na odlew.

      Powodzenia.
    • Cóż.... ludzie się z takich powodów rozwodzą.
      Rozumiem, że nie jesteś szczęśliwy w małżeństwie, zatem.......
      --
      Somebody Stop Me!!!!
    • To jest forum psychologia?
      I wy tak(prawie) wszyscy jak jeden maz po tej kobiecie jedziecie?

      To moze byc depresja, po prostu objawiajaca sie agresja.
      Byc moze po urodzeniu trzeciego dziecka Twoja zona poczula, ze sobie nie radzi.
      Ojciec mojego chlopaka tak mial gdy jego dzieci byly kilku-/kilkunastolatkami. Dostal leki, przeszlo.
      Niestety, leki bierze do dzis, a dzieci juz po 30-tce.

      Z kolei moj przyjaciel jako nastolatek/mlody czlowiek mial problem z agresja (rodzice sie rozwiedli jak byl maly i wlasciwie przestali sie nim interesowac) - to samo, dostal leki, przeszlo. Leki przestal brac po jakims czasie, dzis ma 34 lata.
    • pyton:
      czasem "złe" ustawienie hormonów potrafi nieźle mózg podkręcić:

      i kobieta ma np. permanentny PMS (moze nawet zabić w afekcie)
      - i napewno absolutnie nie jest w stanie kontrolować tego.


      Potem na terapię par z tymi napadami agresji - bo zdecydowanie tak
      nie może być, jeszcze przy dziecku (które i tak to wyczuje, nawet
      jak żona będzie to robić kiedy dziecka nie ma) -
      chłopca "wykastruje", z dziewczynki zrobi babochłopa ...


      A może jesteś zbyt miękki i to ją roznosi, że może na
      Tobie "pojeździć"(ja np. lubię jak ostatnie słowo należy do mojego
      męża!) i nie chodzi o to żebyś też jej ubliżał ;)


      Rozmawiać zawsze trzeba.. a jak wszystko zawiedzie z czystym
      sumieniem możesz zmienić lokal.

      Tylko pomyśl co z dziećmi - zostawisz je na pastwę żoninej
      niepohamowanej agresji???

      --
      Nie mam żadnych szczególnych uzdolnień. Cechuje mnie tylko
      niepohamowana ciekawość.(za Albertem E.)
      • acha, za hormonami przemawiałoby to, że stało się to po 3 ciąży -
        zachwiana gospodarka hormonami i złe wzorce rodzinne - piekło
        gotowe...

        a tak zupełnie filozoficznie "kijem w mrowisko" to wiesz, że to nie
        jest jej problem tylko Twój?

        ech joj, powodzenia!
        --
        Każdy z nas ma dwie rzeczy do wyboru: jesteśmy albo pełni miłości...
        albo pełni lęku.(za Albertem E.)
        • W końcu nie wytrzyma i będzie to już tylko jej problem. A i dzieci da się jędzy
          odebrać jeśli jest agresywna. Rozmawiać faktycznie trzeba ale nie w nieskończoność.

          polibezkontroli napisała:

          > acha, za hormonami przemawiałoby to, że stało się to po 3 ciąży -
          > zachwiana gospodarka hormonami i złe wzorce rodzinne - piekło
          > gotowe...
          >
          > a tak zupełnie filozoficznie "kijem w mrowisko" to wiesz, że to nie
          > jest jej problem tylko Twój?
          >
          > ech joj, powodzenia!
        • Hormony to nie okoliczność wyłączająca 'bezprawność' jej zachowania!
    • Rozmowa, terapia, badania hormonalne.
      --
      floproject.wordpress.com/about/maria/
      - E-kobiety: macochy, żony, kochanki, matki.
      - Nie w parze: nowa praca, mieszkanie, mąż i...
    • Co osoba, to opinia. Trudno się ustosunkować do podanych informacji, bo
      jednostek chorobowych pewnie można by przypisać kilka a do tego nie wiemy,jak
      wyglądało wcześniej Wasze pożycie. Jacy Wy jesteście - również. Każda agresja
      skądś się bierze, więc trzeba poznać jej źródło. Pewne jest to, że dzieci widząc
      Waszą agresję, widzą zło i czują strach. Powiem Ci, że umiem to sobie doskonale
      wyobrazić, ponieważ jestem dzieckiem z podobnymi jak Wy rodzicami. Moja mama z
      wiekiem stawała się coraz bardziej najeżona pretensjami do ojca. Ojciec z kolei
      z czasem z bardzo spokojnego człowieka stał się kłębkiem nerwów i uciekał w
      pracę. Chciał rozwodu ale ... Bał się nas zostawić w rękach matki, ponieważ ona
      przy nim była agresywna wobec nas a kiedy wychodził przemieniała się w anioła.
      To była jej gra wobec ojca, żeby nie odszedł, zresztą w ogóle nie chciała
      rozmawiać z nim na ten temat. Uważała że ona jest ok.. Z czasem matka zaczęła
      zajmować się sobą,pracą, hobby a jej żale do ojca rosły, chociaż to on robił
      wszystko dla nas, z czasem nawet gotował i prał. Ale z każdym dniem rosła jego
      nienawiść do matki. My rośliśmy w chorym świecie tzw. z boku dobrej rodziny.
      Dzis mamy problemy emocjonalne. Wszyscy się męczyliśmy, a dziś....każdy i tak
      jest sam.
    • ja jestem taką żoną.

      Może i jestem chamką, we łbie mam nagrzmocone, należy się ze mną rozwieść, jestem nienormalna, nadużywam i w ogóle na pohybel ze mną.

      Ale co wam powiem, to wam powiem - mi się to zrobiło po przekroczeniu pewnej masy krytycznej przez mojego męża. Wcześniej przez 30 lat życia nie denerwowało mnie NIC. Wcześniej chyba nigdy w życiu głosu nie podniosłam. Serio serio.

      A teraz to wicie rozumicie, psychiatra, depresja, prochy, te sprawy. Walczę, no bo nie chcę tak wrzeszczeć. Na dzieci nie wrzeszczę, na męża jeszcze wciąż zdarza mi się. Nadchodzi moment, że mi krwią oczy zachodzą - nie umiem rozmawiać może, może ja, może on - i cześć, fala jest nie do powstrzymania.

      Autorze - na coś takiego składa się multum czynników, to na pewno. U mnie jest tarczyca, permanentne niewyspanie, przeciążenie obowiązkami, straszne rzeczy, które kiedyś mój mąż wyprawiał, do tego jeszcze ileś tam przyczyn. Dla ciebie żadnych rad ani interpretacji nie mam, bo za głupia jestem. Tyle powiem, że warto o tym mówić i że warto się powstrzymać od szukania winnego, w tym czarnego luda (że feministki... no proszę cię, mrok).

      To wszystko powyżej dotyczy wyzwisk i wrzasków, czyli granicy, której rzeczywiście nie wolno przekraczać. Ale co do "podważania autorytetu Pana Domu, Szlachetnego Ojca i Męża" i innych potworności - wybacz, autorze, brutalność, ale może ty po prostu głupi jesteś i/lub głupio postępujesz, i dlatego napotykasz na opór do granic histerii? Zastanów się nad tym też... a zreeesztą, jeśli ci to dotychczas przez myśl nie przeszło, to nie masz po co się zastanawiać.
    • szanuj się trochę i nie pozwalaj na takie sceny jakie wyprawia twoja
      kobieta!
    • Po pierwsze, rozwód często okazuje się pochopną decyzją. Ludzie
      rozstają się, a po jakimś czasie zaczynają cierpieć, ale duma nie
      pozwala im na powrót.

      Zastanów się co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Czy twoja
      kobieta nie jest przeciążona obowiązkami? Czy nie ma na głowie
      całego domu, sprzątania, gotowania, prania, mycia podłóg, zmywania
      kurzy, mycia sedesu, wanny, prysznica, łazienki, wyrzucania śmieci,
      prasowania, mycia okien itp. itd.???

      Znam przypadki kobiet, które robiły się agresywne, bo ich faceci w
      niczym im nie pomagali. Praca w domu to jest bardzo ciężki
      obowiązek - a do tego dzieci - to zdecydowanie za dużo na jedną
      osobę. Szczególnie że większośc kobiet ma do tego obowiązki zawodowe
      itd.
    • NIC nie może usparwiedliwiać agresywnego zachowania. Co byście powiedzieli jakby mężczyzna znęcał się psychicznie nad kobietą dlatego, że ona go "nie wspiera" i jest wiecznie zmęczona? Ale wiadomo jaka jest ludzka mentalność, zresztą nie było by tego postu pytona1978 gdyby wszystko dało się prosto rozwiązać.

      Najpierw radziłbym szczerą rozmowę, jeżeli to nic nie da to jakąś terapię, a w ostateczności rozwód. Oczywiście wiadomo jakie są sądy, więc radziłbym wczesniej zebrać odpowiedni materiał dowodowy, aby zobaczyć na co stac naszą "żonkę".
      • mysle ze tu jst sporo racji
        jak mozna mowic o tym ze agresja psychiczna jest 'uzasadniona"

        Czy mozna by uznac ze agresja fizyczna męza tez jest uzasadniona?

        Mąz bije zeone i dizeci ale mu wolno bo w umie ma problemy hormonalne (za duzo
        testosteronu)
        do tego zona go nie wspiera, gotuej mu przesolone zupy
        a maz w pracy sobie nei radzi przychodzi do domu a tam zero milsoci

        wiec w pysk i dzieciom tez?

        to jest normalne?
        co mzoe to usprawiedliwac?

        Co moze usprawiedliwac agresje spcyhiczna czy fiozuczna w rodzinie?

        wiec mozna by pwieidzec o kims ze byl zly, bil zoe i idzeci ale musial bo nei
        mial wyjascia?
        co to za brednie?

        az w koncu znalazl sobei takązonęktorej nie musial bic...
    • Zawsze była agresywna, czy dopiero ostatnio?
      Typowe przyczyny agresji u kobiet to problemy hormonalne, przeciążenie nadmiarem obowiązków lub problemy w związku.

      Zanim więc zaczniesz się rozwodzić zastanów się czy:
      - Nie masz czegoś wobec niej na sumieniu
      - Czy żona nie jest przypadkiem przemęczona
      - Czy żona przypadkiem za wiele od siebie nie wymaga
      - Czy problemy nie są przypadkiem spowodowane brakiem pieniędzy
      - Czy wy się w ogóle lubicie?

      Bo wiesz, jak ktoś się nie wyspał od trzech miesięcy, ale mimo to musi wstać bladym świtem do wrzeszczących dzieci, wysłuchując przy tym tego i owego od marudzącego męża, potem zacząć dzień od spędzenia dwóch godzin nad zlewem i a potem jeszcze okazuje się, że trzeba dożyć do końca miesiąca za 50 zł... to cóż, może być trochę zdenerwowany.

      Na pewne rzeczy, typu brak pieniędzy być może trudno znaleźć szybką radę, ale na inne są sposoby. Np. robi się prosty obiad zamiast dwudaniowego, olewa prasowanie, a zamiast stać nad zlewem wrzuca gary do zmywarki. A jeszcze mąż czasem zamiast marudzić zakupy przyniesie... I jak życie robi się łatwiejsze to i humor lepszy.

      --
      nordrassil.blog.pl
      przyziemie.blogspot.com
    • żona ma zaburzenia psychiczne. polecam książkę dr Daniela Amena Zmień swój mózg,
      zmień swoje życie. ta lektura otwiera oczy. możecie jeszcze być wszyscy razem
      szczęśliwi - wy jako małżeństwo i wy jako rodzina z dziećmi.
    • Słyszałem ostatnio o przypadku znajomego znajomego, który przez lata znosił
      humory swojej żony - wyjątkowej hetery i złośnicy. Pewnego wieczoru, kiedy po
      raz kolejny robiła mu awanturę, wstał, ubrał się, oświadczył małżonce, że tym
      razem przegięła i ostatni raz darła na niego mordę bez wyraźnego powodu i z
      przyzwyczajenia, a następnie wyszedł z domu i już do niego nie wrócił. Spotkał
      się z żoną w sądzie, na rozprawie rozwodowej. Teraz, parę lat po rozwodzie, żyje
      z żoną w przyjaźni, a syn powiedział, że jest z niego dumny, że nie dał się
      dłużej gnoić matce. Ciebie czeka albo kolejny etap agresji czyli rękoczyny, albo
      życie w upokorzeniu i opinia taty-pierdoły, którego nikt nie szanuje, nawet
      dzieci, pies, kot, sąsiedzi, znajomi, bo pozwoliłeś, żeby ci kobieta wlazła na
      głowę. Pozostawanie w toksycznym związku dla dobra potomstwa to ułuda, lepiej
      trzymać się z dala od agresywnej baby, której twoje odejście może dać wiele do
      myślenia i zmusić do zmiany postawy, choćby przy pomocy terapii, ale już bez
      twojego utrapienia. Pytanie brzmi: jak można spać w jednym łóżku z czarownicą,
      która wzbudza strach i niechęć, zabija radość życia i zatruwa ciebie i otoczenie?
    • Zapodaj jej L-tryptofan, dziurawiec i inne 'zielska'...puknij ją od czasu do
      czasu z zaskoczenia i od razu zrobi się grzeczna :P
    • pyton1978 napisał:

      > Witam serdecznie,
      > Co będzie lepsze dla dzieci....

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      twoj wrzod traktuje cie tak ja na to zasluzyles. nic tu dodac, nic
      ujac.
      masz racje wyjezdzajac z pytaniem...co lepsze dla dzieci....moim
      zdaniem zwin sie i spizdzaj..juz nawet o szacunek do ciebie nie
      biega.....ale dzieci obserwujac sytuacje....poprostu uznaja ze tak
      powinno byc..i pozniej ...jak masz syna...jakas niedojda bedzie
      siedziala jemu na grzbiecie tak jak twoj wrzod traktuje ciebie...
    • Honorowa to rozwód. Niehonorowa, to wziąć i zerżnąć, najlepiej brutalnie, a
      zobaczysz, jaka się milutka zrobi (na pewien czas, a potem trzeba terapię
      powrtórzyć). Metodę uważam za niehonorową, bo taka suka za swoje zachowanie nie
      zasługuje na przyjemność, tylko na smutne konsekwencje. Ale to działa - kobieta
      nie myśli mózgiem, tylko jajnikami, co dla mężczyzn co najmniej od czasów
      Ksantypy niespodzianką nie powinno być.
      • greenpiss napisał:

        to wziąć i zerżnąć, najlepiej brutalnie, a
        > zobaczysz, jaka się milutka zrobi (na pewien czas, a potem trzeba
        terapię
        > powrtórzyć). Metodę uważam za niehonorową, bo taka suka za swoje
        zachowanie nie
        > zasługuje na przyjemność

        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        tak tak...sluszna racja....najlepiej doodbytniczo
        ale......by zerznac trzeba miec czym.....on niestety....wieje od
        niego eunuchem....ale jak juz sie uda...np....gumowym
        ogorem.....wierze ze efekt bedzie taki jak mowisz...oby sie tylko
        jajniki nie pourywaly

    • Witam Pana serdecznie,

      agresja jest głównie objawem frustracji, a frustracja wynika z niemożności
      zaspokojenia jakiegoś celu lub pragnienie. Proszę zapytać żonę o jej pragnienia,
      o to, co chciałaby zmienić lub osiągnąć i pomóc jej w tym. Proszę też poczytać
      jakąś literaturę fachową na temat frustracji i upewnić się, że żona dba o
      siebie: o życie towarzyskie, duchowe, emocjonalne i intelektualne. Możliwe, że
      któraś z tych sfer jest u niej bardzo zaniedbana.
      I proszę się samemu nie poddawać, i również dbać o swoje własne zdrowie i
      samopoczucie.
      Pozdrawiam serdecznie,
      Alicja
      • Dokładnie takie rady można usłyszeć od większości terapeutów. Można je wziąć za
        dobrą monetę, jeśli jest się półgłówkiem i NIE stawia następujących dwóch pytań:

        1. Czy kobieta to bezrozumne zwierzątko, za które mężczyzna musi myśleć i
        dociekać CO nie pozwala jej się zachowywać PRZYNAJMNIEJ przyzwoicie? Ja
        przepraszam, ale taka Ksantypa staje na głowie, żeby znaleźć przyczynę "alibo
        pozór przyczyny" żeby przysr... mężowi, a ów ma się wczytywać w literaturę
        fachową a propos "przyczyn frustracji"?
        2. Kwestia podwójnych standardów: czy jeśli facet leje żonę za "za słoną zupę"
        albo traktuje jak wycieraczkę, bo mu coś w pracy nie poszło, to doradzamy żonie,
        żeby poczytała literaturę fachową i zatroszczyła się, czy mężuś ma zadbane życie
        duchowe, emocjonalne i kulturalne? Czy raczej po prostu mówimy: wezwij, kobieto,
        policję raz, a za drugim wnieś o rozwód? Zatem dlaczego wobec kobiet nie
        stosować tych samych norm?

        Ja ODMAWIAM nie stawiania takich pytań, bardzo niekompatybilnych z ostatnimi
        osiągnięciami inżynierii społecznej. Jako facet dość dobrze wykształcony
        (również w kwestiach biologicznego podłoża spraw behawioralnych) znam również
        odpowiedzi i gwarantuję, że absolwenci psychologii uznaliby je za mocno
        obrazoburcze.
        • Zastanawiam się komu Pan próbuje tutaj pomóc? Chyba nikomu. Ani Pan, ani ja nie
          znamy tego małżeństwa, ani detali z ich życia. W
          takim wypadku można tylko podzielić się posiadanymi informacjami i nie pogarszać
          sytuacji. W ostateczności tylko to małżeństwo będzie w stanie rozwiązać swoje
          problemy, i to oni muszą znaleźć odpowiedzi na własne pytania.
          A jeszcze odnośnie książkowej wiedzy, którą Pan tak pogardza, to przydaje się
          ona nie tylko w małżeństwie, ale też w życiu zawodowym. Pozwala na zachowanie
          dystansu do siebie i innych. Polecam!
          • Sprostuję: ja wiedzą książkową nie pogardzam. Gdybym pogardzał, to nie mógłbym
            wykonywać swojego zawodu. Poruszyłem następujący problem: zniewolenie terapii
            rodzinnej założeniem o równości płci (jeśli nie zgadza się Pani, to bardzo
            proszę KONKRETNIE odpowiedzieć na dwa pytania, które postawiłem w poprzednim
            poście) i estrapolację tego założenia w pogląd o identyczności płci.

            W granicach tego paradygmatu udzieliła Pani kilku rad, których jakość pozwoliłem
            sobie skomentować i zilustrować. Pomagam w ten sposób nie tylko potencjalnym
            Czytelnikom (którzy mogliby chcieć z tych rad skorzystać), ale i Pani - w
            przyszłym formułowaniu, być może, rad opartych o solidniejsze podstawy i o
            większej wartości praktycznej. Bo na razie, proszę wybaczyć, to tylko mądrze
            brzmiący zawodowy żargon psychologów.
        • Popieram, jeśli kobieta nie umie sama spytać siebie o co jej chodzi - czego jej
          brakuje, jeśli jej samej nie przeszkadza, że stała się agresywną jędzą, a na
          wszystko ma wymówkę: "bo on" - to nie ma co jej wyręczać. Pomóc tak - ale do
          niej musi należeć pierwszy krok, sygnał. Od facetów oczekujemy by byli dojrzali,
          a kobiety mogą być infantylne, niedojrzałe i głupie bo piorą i gotują. Sorry -
          jako kobieta jestem temu przeciwna - chcę być traktowana jak dorosły człowiek. W
          Polsce pokutuje jakieś dziwne przekonanie, że jak kobieta urodzi dziecko
          (=stanie się matką) to na pewno jest to dowodem, że jest dojrzała. A do innych
          należy wspierać ją i zgadywać potrzeby, których sama nie potrafi ogarnąć. Niby
          dlaczego.
          • Wielu facetów zna pojęcie zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Dlatego łatwo im
            o wybaczenie pewnych zachowań u kobiety. To nie do mężczyzn jednak, w tym
            kontekście, należy studiowanie literatury i dociekanie "co zrobić, żeby jej było
            lepiej", tylko do kobiety podjęcie pewnych kroków. Te kroki to:

            1. Obserwacja własnego organizmu i nastrojów, żeby odróżnić ewentualne
            racjonalne pretensje od syndromu wściekłej macicy (to jest forum popularne,
            wybaczycie więc, że nie będę dyskutował o neuroprzekaźnikach i ewolucyjnych
            przyczynach wykształcenia się tych problemów).
            2. Obserwacja i próby samokontroli nie zawsze muszą się udać, a wtedy, jak już
            przejdzie, należy darować sobie koncept "zachowania twarzy". Należy iść do
            faceta, usiąść mu na kolanach i powiedzieć: "przepraszam, że tak się
            zachowywałam przedwczoraj". To BARDZO ważne, bo i facetowi pozwala na
            jednoznaczne przypisanie problemów biologii (i tym samym zakwalifikowanie ich
            jako błahych i przemijających), a nie potencjalnym realnym konfliktom w małżeństwie.
            • uhym
              Dodas:)



            • tajemniczy_don_pedro napisał:

              > Wielu facetów zna pojęcie zespołu napięcia przedmiesiączkowego. Dlatego łatwo i
              > m
              > o wybaczenie pewnych zachowań u kobiety. To nie do mężczyzn jednak, w tym
              > kontekście, należy studiowanie literatury i dociekanie "co zrobić, żeby jej był
              > o
              > lepiej", tylko do kobiety podjęcie pewnych kroków. Te kroki to:
              >
              > (...) (ciach)

              Znakomite! Wydrukuję sobie to i będę dawał do podpisania ewentualnym ,,zainteresowanym".
    • PIENIADZE. Zacznij przynosic ich wiecej do domu to zona zmieni sie
      niedopoznania ;)
      • Wtedy zaczną się pretensje, że za dużo czasu spędza w pracy i zaniedbuje
        rodzinę. W takich przypadkach celem nie jest załatwienie jakiegoś realnego
        problemu. Celem jest racjonalizacja pretensji i narzekań. Zaczyna się od PMSu,
        potem duma każe koniecznie szukać winy u męża i jędzowatość przechodzi w stan
        chroniczny. Mąż z kolei ma coraz mniej pozytywnych uczuć dla żony (tudzież
        ochoty na zaciągnięcie jej do łóżka) i mamy dodatnie sprzężenie zwrotne,
        prowadzące do rozpadu małżeństwa.
      • al-kochol-8 napisał:

        > PIENIADZE. Zacznij przynosic ich wiecej do domu to zona zmieni
        sie
        > niedopoznania ;)

        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        tu sie mylisz.....zacznie udawac
        lew nigdy sie nie zmienia....tylko formy ataku sa inne.
    • to sensowne rozwiązanie.
    • Moja córka też jest agresywna.Posiada podwójną twarz,na zewnątrz super osoba,w domu potwór.Dzieci na widok matki drżą.Stosuje wszystkie odmiany znęcania się psychicznego nad dziećmi i mężem,szantaż,kłamstwo,wyzwiska,manipulacje.
      Wobec nas rodziców zaczęło się takie zachowanie w momencie zakończenia
      pomocy finansowej.Zjawia się gdy jesteśmy jej potrzebni, korzysta z pomocy,po czym wywołuje awanturę.Mąż nie widzi problemu i nie chce reagować,uważa,że to jej sprawy.Bardzo chciałabym pomóc wnukom,ale jestem bezradna.
    • Każdy problem ma swoje podłoże. Piszę to z punktu widzenia żony, która też stała
      się agresywna. Stało się to wtedy gdy brakło mi motywacji - my kobiety mamy to
      do siebie, że robimy zawsze coś dla kogoś min. dla męża wtedy to wszystko ma dla
      nas jaki sens. Gdy druga strona dla, której tyle poświęciłyśmy nas zaniedbuje
      stajemy się agresywne. Udany seks ma tutaj ogromne znaczenia. Myślę, że Ty się
      tutaj trochę wybielasz - piszesz o dzieciach żeby wzbudzić współczucie. A jak u
      was z seksem? Zastanów się nad tym. Wy faceci kochacie nas tylko na początku
      związku potem macie to gdzieś....!!!
    • Przeczytałam twój post i stweirdzam że jestem podobna do twojej żony /oczywiście
      w kwestii darcia paszczy/. Więc odpowiem Ci co mi lezy na sercu i dlaczego mówię
      podniesionym głosem. otóż mój mąż to typ który nie chwali mnie nigdy, jest
      obiad to jest, a jaki jest to się zje ...posprzątane to posprzątane nie to nie,
      jest raczej małomówny i niewylewny. Ja pracuję, studiuje i zajmuje się domem.
      Syn ma 6 lat i daje nieźle w kość, wiec oczywiście wszystko na mojej głowie. ja
      czuję się kompletnie niedowartościowana przez męża. W rozmowach które w dalszej
      części przybierają postać awantury daje mu zawsze za przykład moje koleżanki
      które nie studiują /ani nie zaczęły ani nie skończyły studiów/, nie pracują-
      tylko zajmują się domem i ich mężowie je szanują. Z tego wychodzi że jestem
      sfrustrowaną wariatką /i to zawsze moja wina co by się nie stało/, ale ja po
      prostu mam meża a nie mam....
przejdź do: 1-100 101-122
(101-122)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.