19.12.09, 20:24
Nie moja, lecz partnera. Martwię się, bo jest coraz gorzej. Ale do rzeczy.

Zawsze był leniwy. Typ "zdolnego, ale leniwego". Inteligentny, nie przeczę,
ale całkowicie pozbawiony samodyscypliny: Studia nigdy nie skończone
(magisterka rozgrzebana i rzucona w kąt), zostawia wszystko na ostatnią chwilę
nawet w tak ważnych sprawach, że można odnieść wrażenie iż sam sabotuje własne
działania: pal sześć zamawianie prezentu dla samego siebie na gwiazdkę
(postanowił, że sam sobie coś znajdzie ze sprzętu elektronicznego w necie, bo
jego rodzice się nie znają i tak długo z tym zwlekał, że zamówienie złożył
dopiero teraz i złości się, że mogą nie zdążyć przed 24 grudnia), mniejsza z
tym, jak mówię, to tylko prezenty. Ale kiedy miał okazję po atrakcyjnej cenie
kupić akcje, też czekał do osttaniej chwili i zamówienie złożył na minutę
przed północą. To samo ze składaniem ważnych podań, aplikacji, itp. Zwleka
zarówno z wypełnieniem zobowiązań wobec innych jak i samego siebie.

Jego dni od jakiegoś czasu wyglądają zastraszająco jak na mężczyznę w wieku
trzydziestu lat: praca i komputer. Tylko tyle. Nie musi być w biurze na
określoną godzinę, więc często pojawia się tam przed dziesiątą, bo nie chciało
mu się wcześniej wstać. Wraca z pracy, siada do kompa i tak mija mu cały
dzień, na przeglądaniu stron, czytaniu newsów sportowych, wyszukiwaniu nowych
gier. Kiedy mówię "cały dzień", należy rozumieć to dosłownie. Nawet na
prysznic częściej niż raz czy dwa razy w tygodniu nie ma energii, ani ochoty.
Ot, umyje zęby, spryska się dezodorantem i wraca na krzesło bądź na sofę, by
oglądać tv.
Jego lenistwo przekłada się na wszystkie sfery życia, włączając w to również
nasz związek. Jest dużo ciepła, bliskości, wspólnie spędzanego czasu, ale nic
poza tym. Seks zdarza się raz, dwa razy na miesiąc. Tłumaczy to brakiem
nastroju. Niby są pieszczoty mniej lub bardziej sprośne, ale nic z tego nie
wynika. Widzę to nawet na jego twarzy, kiedy dotyka moich piersi -
zastanawianie się "warto, nie warto, e, co się będę wysilał". Z góry
uprzedzam, od pornografii nie jest uzależniony.
Jestem przerażona, bo jest coraz gorzej. Na co dzień wydaje się być w dobrym
nastroju, żartuje sobie ze mną, zaczepia, chce mieć wciąż w pobliżu. Dla mnie
jednak ta bliskość jest tylko pozorna. Moje problemy są zbywane, jako "babskie
zawracanie głowy". Byle do komputera, byle przed telewizor.
Nie muszę ukrywać, że moim zdaniem jest to lenistwo, które przekracza już
jakiekolwiek normy. Widzę, że jest coraz gorzej i ta inercja zatacza coraz
większe kręgi i teraz wchłonęła również relacje ze mną. Muszę coś z tym
zrobić, ale nie wiem co. Rozmowy były, on zdaje się zdawać sobie sprawę z
problemu, ale tylko na pozór, bo momentalnie wszystko wraca do punktu wyjścia,
a składane obietnice nigdy nie zostają wypełnione.
Wydaje mi się, że dla niego nie istnieje coś takiego jak wysiłek. Żeby nie
było, pracuje od lat i tu się nie obija. Ale to wszystko na co go stać. Osiem
godzin pracy. Nic innego nie jest warte uwagi ani pracy. Ani higiena osobista,
ani nauka, ani własne sprawy, ani ja. Rozmowy, prośby, awantury nie prowadzą
do niczego poza tym, że staję się w jego oczach zawracającą głowę mamusią. On
chce mieć święty spokój.
Uważam, że mam poważne podstawy do niepokoju. Czy ktoś zetknął się z taką
sytuacją i mógłby podzielić się jakimiś wskazówkami bądź komentarzem? Jak
pomóc tej drugiej osobie? Jak działać?
Edytor zaawansowany
  • factory2 19.12.09, 20:44
    Zaproponować wizytę u dobrego psychoterapeuty (tylko nie zorientowanego
    psychodynamicznie!), najlepiej stosującego terapię kognitywno-behawioralną (tzw.
    CBT) lub kognitywną.
    Być może ma depresję reaktywną lub dystymię.
    Być może to prokrastynacja.
    Być może uzależnienie od internetu.
    Być może, być może... Na odległość nie postawię diagnozy. Pozdrawiam.
  • s.p.7 19.12.09, 21:14
    z zewnatrz moze to wygladać jak zwykłe lenistwo jednak podstawy mogą być bardzo
    głebokie,
    problemy emocjonalne itd
  • stinefraexeter 19.12.09, 21:28
    Dziękuję za obie odpowiedzi.

    Mój partner jest osobą bardzo zamkniętą w sobie. Nie mówi nic o swoich uczuciach
    ani przemyśleniach. W ogóle o sobie niewiele mówi - ani mnie,ani rodzicom, ani
    znajomym. Nasza komunikacja, chociaż z pozoru ciepła i wesoła, w dużej części
    składa się z jego żarcików. Niby rozmawiamy sporo i wesoło, ale nigdy o nim
    samym. Podobnie jak on nie interesuje się zupełnie tym, co ja myślę, itp.
    Jedyne uczucie, które okazuje bez skrępowania to gniew: na siebie (jak znów coś
    zawali), na szwankujący komputer, na straconą bramkę w meczu (bardzo
    emocjonalnie podchodzi do piłki nożnej). Żeby nie było - nie jest wobec mnie
    agresywny, nic z tych rzeczy. Nie wyżywa się na mnie ani fizycznie, ani słownie.
    Wiem, że jest wrażliwą jednostką pod tą skorupą, bo sam to kiedyś przyznał,
    zresztą widziałam go w kilku sytuacjach, które nim wstrząsnęły. Nie wiem, czemu
    zbudował wokół siebie taki mur. Stosunki z rodzicami wydają się być poprawne. Z
    pewnością większy autorytet w rodzinie ma ojciec niż matka, ale mój partner nie
    okazuje wobec niego lęku ani ślepego posłuszeństwa, zdarza im się pokłócić,
    poirytować na siebie, itp.
    Wydaje się być zadowolony na co dzień. Nie szuka kontaktu z ludźmi, nie
    interesuje go to, co się dzieje w ich "wnętrzu". Jego działania można nazwać
    nieco samolubnymi. Sprawia wrażenie zimnego i mocno zdystansowanego na pierwszy
    rzut oka.
    Co za tym idzie, nigdy nie narzeka na rodziców ani nie wypomina żadnych żali z
    dzieciństwa. Irytuje się nieporozumieniami życia codziennego, ale nie można
    powiedzieć, że na cokolwiek się żali. Zupełnie nie szuka mojej pomocy, a
    przynajmniej nie dostrzegam jakichkolwiek objawów.
  • factory2 19.12.09, 21:52
    Najczęściej ujawnianą emocją u osób depresyjnych jest złość (aczkolwiek nie
    twierdzę, że Twój partner ma depresję...).
    Może być aleksytymikiem i/lub skrajnym introwertykiem. Może przeżywać konflikty,
    z którymi nie umie sobie poradzić, natomiast ich ujawnienie godziłoby w jego
    męskie ego.
    I jeszcze jedno - psychoanalityczne bzdury w rodzaju "urazy z dzieciństwa"
    należy między bajki włożyć. Psychoanaliza to nie jest naukowa psychologia, to
    wróżbiarstwo. Nie doszukuj się źródła problemów w jego dzieciństwie, tylko w
    sytuacji obecnej lub tym, co wydarzyło się niedawno. Rozmawiaj z nim, ale
    niczego nie wymuszaj. Zasugeruj wizytę u psychologa. Ale pamiętaj - jeśli on sam
    nie będzie chciał szukać pomocy, ani Ty, ani żaden psychoterapeuta jego
    problemów nie rozwiąże.
  • s.p.7 19.12.09, 22:39
    A jesli dane zachowanie przejawiane jest od kilkunastu lat?
    obecna sytuacja ich nie wyjasnia

    mozna zwalac cos na geny, ale to ejst dopiero bzdura

    chatakter czlowieka ksztaltueje sie od najmlodszych lat i niektóre zdarzenia
    maja wplyw na schematy działań, emocjonalnosc

    mozna pracować nad sobą, zmuszać sie w nieskonczonosc i i tak nic nei zadziała
    poniewaz żrodło problemu może lezeć dosc głeboko

    najłatwiejsze wydaje sie korygowanie pewnych wad bez ich eliminowania

    czy kiedykolwiek byly między wami głebsze, otwarte, szczere rozmowy?
    o emocjach, zyciu, drogach zyciowych etc?
  • factory2 19.12.09, 22:49
    Nie pouczaj mnie. Jestem psychologiem, dedukuję, że Ty na pewno nie.
  • s.p.7 19.12.09, 23:44
    "Nie pouczaj mnie. Jestem psychologiem, dedukuję, że Ty na pewno nie."

    czy ja cie pouczam? stwierdzam fakty... nic ponad to, jednak latwo wyczuc osoby
    na które proste stwierdzenia burzące ich imaginacje "nieomylnosci dyplomowanej"
    działaja jak płachta na byka, poniewaz czarno na bialym wyglada to dosc blado

    jedyna moja intencja jest pomoc autorowi tematu, jaka jest twoja/

    i teraz odpowiedz mi zatem kto cie upwaznil do mowienia mi co mam robic?

    jestes psychologiem? ale tak z zamiłowania? czy jest cos jescze co podtrzymuje u
    ciebie to wyobrażenie?
  • oholik 19.12.09, 23:51
    factory2 napisała:

    > Nie pouczaj mnie. Jestem psychologiem

    nie ma to jak poswiecic 5 lat zycia dla prestizowego mgr przed nazwiskiem w ksiazce tefonicznej
  • oholik 19.12.09, 23:52
    telefonicznej oczywiscie
  • stinefraexeter 20.12.09, 13:11
    Dziękuję za wszystkie komentarze.

    Chcę podkreślić, że on od zawsze taki był. Już kiedy się poznaliśmy, widziałam,
    że ma poważne problemy z samodyscypliną, że "jedzie" na swojej inteligencji.
    Widzę jednak, że z czasem nie zrobiło się ani trochę lepiej, a wręcz przeciwnie:
    stopniowo ta inercja zagarnia coraz większe kręgi: higiena osobista i seks jest
    tego przykładem. Dlatego właśnie chcę działać.
    I dlatego właśnie zastanawiałam się nad jego relacjami z rodzicami, bo wyszłam z
    założenia, że skoro "zawsze" tak było, to nie chodzi o jakąś traumę, tylko o coś
    głębszego, co mogło zacząć się dawno temu. No ale rzeczywiście, jest to taka
    zgaduj zgadula. Trzeba się skupić na tym co tu i teraz.
  • oholik 19.12.09, 23:29
    a dlaczegoz to psychodynamiczna bedzie be? w wyborze nurtu (jesli zalozymy ze ktos swiadomie go wybiera to nie wiecej niz 10%) wieksze znaczenie maja chyba jednak indywidualne predyspozycje niz zdefiniowany (przez kogo?) problem
  • juliaiga 26.12.09, 16:09
    dlaczego nie zorientowanego na terapię psychodynamiczną?pytam tak z
    ciekawości.terapia psychodynamiczna czyli psychoanaliza usuwa pewne
    rzeczy od podstaw i one już nigdy nie powrócą.kiedyś porównano
    terapię psychodynamiczną do rośliny.inne terapie uderzają w łodygę
    natomiast terapia psychodynamiczna uderza w korzeń chcąc zniszczyć
    coś nieporządanego i to już nie wraca a w innych terapiach po
    powrocie objawów należy terapię zaczynać od nowa.tylko nie wiadomo
    czy on się nadaje na terapię,może poprostu przywdział taką postawę
    na życie i dopiero jak zamieszkali razem otworzył się nareszcie,może
    poprostu taki już jest.może to wynikać z typologii.może być
    egzodynamikiem według psychocybernetyki Mariana Mazura
  • mskaiq 20.12.09, 08:37
    Mysle ze niewiele wiesz na jego temat, on zreszta mniej o sobie niz
    ty. Jest w nim opor do dzialania, pojawiaja sie emocje ktore
    zatrzymuja go. Gdzies tam pod spodem moze byc strach z ktorego sobie
    nie zadaje sprawy i swoje zachowanie uwaza za normalne.
    To nie jest lenistwo jest to proba unikniecie zrobienia czegos bo to
    przynosi bol emocjonalny. Dlatego wedlug mnie zwleka do ostatniej
    chwili i decyduje sie na dzialanie kiedy nie ma juz wyjscia.
    Mysle ze bardzo wazne byloby uswiadomnienie mu ze to nie jest
    lenistwo.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • stinefraexeter 20.12.09, 13:17
    Przyznam, że pierwsze zdanie oddaje dość dobrze to, co sama myślę sobie. Że on
    sam nie zna siebie tak do końca i, co więcej, nie zastanawia się nad tym.
    To że nie jest to zwykłe lenistwo, uświadamiam sobie sama od pewnego czasu, stąd
    ten wątek. Ale rzeczywiście, powinnam zasugerować to również jemu.
    Problem jest taki, że nie wiem sama, czy jemu w ogóle jest źle w życiu. Nigdy
    się nie skarży, chyba prędzej by skonał. Inaczej: jestem przekonana, że nie jest
    szczęśliwy, ale wnioskuję to z obserwacji, z pewnych sygnałów. Natomiast nie
    widzę w nim w ogóle chęci do zmiany, ani do pracy nad sobą. Nie jest na tyle
    głupi, by o całe zło oskarżać świat, opatrzność i innych ludzi. Sam przyznaje,
    że nie jest łatwą osobą i że podobnych cech u innych nie lubi. A mimo to nie
    widzę w nim żadnej chęci walki ani zmiany. Tak jakby on sam uważał, że jest jaki
    jest i zmieniać się nie warto bądź... mu się nie chce (LOL..).
  • mskaiq 20.12.09, 14:18
    Ja tez mysle ze nie jest szczesliwy. Wedlug mnie widzi co sie dzieje
    ale nie potrafi sobie z tym poradzic.
    On czuje sie bezpiecznie przy komputerze, w pracy a takze z toba. Ty
    jestes mu bardziej potrzebna niz myslisz.
    Seks to juz cos z czym sobe nie radzi, nie radzi sobie rowniez z
    podejmowaniem decyzji, zalatwianiem spraw a nawet higiena. Za tym
    stoja emocje i uczucia nad ktorymi nie panuje.
    Jak to wygladalo kiedy byl dzieckiem, czy wymuszano na nim, czy
    oceniano jego wysilki i krytykowano za niedostateczne wyniki ?
    Sedeczne pozdrowienia.
  • to.niemozliwe 21.12.09, 09:11
    Starania o jakość w swoim życiu, otoczeniu wcale nie są takie
    częste. Sporo ludzi działa skutecznie tylko w sytuacji, kiedy
    struktura narzuca im aktywność (Praca, studia), jak tej konieczności
    nie ma, to nie mają motywacji do działania, nawet w podstawowych
    sprawach wokół siebie. Bierze sie to z (pomijając inne kwestie,
    które już powyżej wspomniano jako możkliwe) także z braku
    postrzegania swojego życia, jako wartego zachodu. Zeby być
    zmotywowanym do działania potrzeba albo zewnętrznej motywacji, lub
    wewnętrzenej - opartej o własne przemyslenia i system wartości.
    Niestety, do tej drugiej dochodzi się często przczołgawszy się lekko
    wczesniej po dnie :). Co do pierwszej motywacji, to partnerka (jak
    już konkretnie o facetach...) może bardzo dużo zdziałać. Ale nie
    gadaniem, bo my to odbieramy jako trajkotanie i "chcenie" od nasz
    czegoś, czego wcale nie potrzebujemy.
    Proponuję Ci podsuwac mu wizje takiego mężczyzny, jakim chciałabyś
    żeby był. Kupuj mu czasem jakieś męskie pisemko, np. Means Health,
    kup mu poradnik o tym, jak się dobrze ubierać, jak dbać o zdrowie,
    coś o treningu rozciągającym, siłowym. Podsuwaj mu pomysły na
    aktywność - narty, tenis, ścianka. Chodźcie regularnie razem na
    basen. Planujcie razem aktywne wakacje. Jak widzisz na ulicy dobrze
    ubranego faceta, to powiedz swojemu chłopakowi - "Zobacz, niezły
    koleś", albo zawołaj go kiedyś przed TV i pokaz mu dobrze ubranego
    faceta i powiedz, że "Ten facet jest mniej przystojny niż TY, ale
    widać, że dba o siebie - schludna kloszula, buty, dobra fryzura".
    Sorry, że to wszystko banały, ale zanim go zanalizujesz
    psychologicznie ;) może poćwicz dłużej perswazję i delikatną
    manipulację. Ludzie się uczą poprzez naśladownictwo, po przyswojeniu
    cudzych poglądów i zachowań.
    To jest troche, jak z moją córką...Nie ma sensu robic jej wykładu o
    byciu przyzwoitym człowiekiem, tylko ciągle trzeba jej to pokazywać
    w działaniu :).
    Ale także, dla równowagi - mów otwarcie, że nie może siebie
    zaniedbywać np. w kwestii cowieczornej higieny. Nie wiem, jakie
    argumenty do niego trafiają, ale chęć wyróżneinia sie spośród innych
    tez jest dobrą motywacją. Jeżeli chce odbiegać od przeciętnej dla
    swojego wieku, statusu i czuć się dobrze z tym wizerunkiem, to musi
    nad tym sam pracować (w sensie samodzielnego dbania), a Ty mu w tym
    doradzisz. Mów mu tak i w ten sposób. My to cenimy :).
    --
    academicearth.org/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka