Dodaj do ulubionych

Toksyczna matka i jak sobie z tym poradzic...

08.02.10, 13:41
Zaborcza, ograniczająca, wiecznie wtrącająca się w Twoje życie.
Toksyczna matka. Niestety, nie zawsze nasze relacje z rodzicami
układają się dobrze. Wprawdzie wielu z nas, po okresie buntu i
naporu w czasie adolescencji jest w stanie pozytywnie ułożyć sobie
relacje z rodzicami, dla niektórych jednak nie jest to możliwe - ich
matka nie pozwala im na usamodzielnienie. Jest zawsze obok, zawsze
chętna o pomocy lub zawsze pomocy wymagająca. Wymaga atencji,
telefonów, organizuje życie, decyduje, dusi… Toksyczna matka może
zniszczyć Twoje życie - o ile nie ockniesz się i nie zdasz sobie
sprawy z tego, że toksyczna miłość matki Ci szkodzi.


Jak działa toksyczna matka?
Najczęstszą formą działania toksycznej mamy jest wzbudzanie w
dziecku poczucia winy. Poczucie winy wzbudzane jest zaś przez
pokazywanie dziecku poświęcenia, na jakie zdobyła się matka aby
dziecko wychować oraz udowadnianie dziecku, że nie jest dość
troskliwe, czułe i kochające. Prawda jest jednak taka, że dziecko
nigdy nie będzie dla toksycznej matki dość kochające i czułe - nie,
jeśli będzie miało jakiekolwiek własne pragnienia i własne zdanie.
Toksyczna matka chce podporządkować sobie dziecko, przeżyć za niego
jego życie, wejść w jego rolę. Aby zadowolić matkę, dziecko
musiałoby więc zrzec się w pełni swojego życia.

Osoba, która da się zdominować toksycznej matce nie założy własnej
rodziny, a nawet jeśli jej się to uda, nie trwa to długo - partner
nie wytrzyma konkurencji w postaci teściowej, nie będzie w stanie
żyć w toksycznej relacji i odejdzie. Jeśli pojawi się dziecko, to
toksyczna relacja ma spore szanse na przeniesienie się na kolejne
pokolenie.

Jak sobie radzić z toksyczną matką?

Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie toksyczności relacji jaką
mamy. Jeśli wiemy, że jesteśmy manipulowani, że staliśmy się ofiarą,
możemy zacząć działać.
Musisz zacząć stawiać granice - nie jest to proste - matka będzie
bronić tego co już osiągnęła, będzie próbować przymusić cię abyś na
powrót stała się jej grzeczną córeczką czy ukochanym synem.
Pamiętaj, że matka nie rozumie tego, że ty masz problem z waszą
relacją.
Stawiając granicę musisz być silna i odporna - nawet jeśli matka
będzie stosować szantaż emocjonalny - jeśli się złamiesz- przegrasz
walkę o własne życie.
Staraj się zrozumieć swoją matkę- toksyczne matki nie są takie
dlatego że są wredne lub nie kochają swoich dzieci. Ich zachowanie
wynika z lęku, niepewności, samotności. Rozumiejąc mechanikę
działania matki będzie Ci łatwiej uwolnić się od toksycznej relacji.
Nie krzycz i nie reaguj emocjonalnie - na tym właśnie bazuje
poczucie winy - jeśli wykrzyczysz że masz prawo do własnego życia,
szybko doświadczysz poczucia winy („jak to tak na biedną starą matkę
krzyczeć!”) i z twojego postanowienia odcięcia się nie pozostanie
nic - zamiast działać pod wpływem emocji staraj się więc działać
racjonalnie i spokojnie, tak abyś sama siebie nie wpędziła w
poczucie winy.
Niekiedy toksyczne matki uniemożliwiają jakiekolwiek prowadzenie
własnego życia - jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie z relacją
mimo prób, może warto rozważyć opcję bolesną ale niekiedy jedyną-
oddalić się fizycznie od matki.
Toksyczne relacje można uzdrowić samemu, ale łatwiej zrobić to przy
pomocy terapeuty. Jeśli więc chcesz pracować nad sobą i uwolnić się
od swojej matki oraz stać cię na psychoterapię, zawsze warto taką
opcję rozważyć.


//wklejone z Internetu, autor:niestey nieznany. A szkoda! Bo
dobrze w skrócie problematyka ujęta...
Edytor zaawansowany
  • 08.02.10, 13:43
    de-witch napisała:

    > Zaborcza, ograniczająca,

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    na tle tych najgorszych wierze ze jestes w peletonie.....wystarczy
    cie poczytac
  • 08.02.10, 13:51
    Dodałbym jeszcze kwestię wsparcia od innych, bliskich, lub nawet
    nieco dalszych osób. I to nie musi być ktoś zawodowo zajmujący się
    takimi sprawami. Tzn. sugeruję umiejętne zorganizowanie sobie
    własnej grupy wsparcia, bo raz - na własny uzytek, ale dwa -
    toksyczna osoba ma wytrącony cały szereg argumentów jeżeli spotyka
    się z przeciwstawianiem sie sobie większej grupy ludzi.
    --
    www.youtube.com/watch?v=Av3feB44qVw&feature=related
  • 09.02.10, 00:16
    to.niemozliwe napisał:

    > Dodałbym jeszcze kwestię wsparcia od innych, bliskich, lub nawet
    > nieco dalszych osób.


    To znaczy których bliskich, skoro matkę i ojca już od siebie odkopałeś? Żona jest Ci bliższa od matki, jej wsparcia potrzebujesz dla swojej znieczulicy? A "dalsi" to kto, komu bardziej na Tobie zalezy niż rodzicom, kolesiom, wujkom, przyjaciółkom? Kto odda Ci własną nerke, udzieli pożyczki bez procentu, będzie razem z Tobą płakał, gdy los skopie Ci dupę?


    I to nie musi być ktoś zawodowo zajmujący się
    > takimi sprawami.


    Zawodowo zajmujący się będzie Cię nakłaniał i wspierał do naprawy więzi rodzinnych a nie do ich targania. Do tego będzie Cię namawiał tylko zawodowy oszust.


    osoba ma wytrącony cały szereg argumentów jeżeli spotyka
    > się z przeciwstawianiem sie sobie większej grupy ludzi.


    Dla pewności jeszcze w cepy i kłonice uzbroić się należy.Do chamskich manier pasują tylko chamskie narzędzia.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 09.02.10, 09:47
    Nie, no Leda nie wygłupiaj się :). Wiadomo o co chodzi. Relacje w
    rodzinie bywają toksyczne, np. klasyczne gry społeczne z analizy
    transakcyjnej: "Kozi Róg", "Teraz Cię mam...".

    pl.wikipedia.org/wiki/Teraz_ci%C4%99_mam,_ty_sukinsynu
    Jak jesteś uwikłana w grę zainicjowaną przez osobę o silniejszej
    pozycji, często np. rodzica - to to jest matnia, sytuacja
    postrzegana jako "Bez Wyjścia" ze wszystkimi tego konsekwencjami,
    również dramatycznymi. To kto Ci ma pomóc? Ta matka, która
    Cię "rozgrywa"? Ona Cię nie wypuści, wsparcie z zewnątrz jest ważne.

    Jak dla mnie - amatora, to jednak analiza transakcyjna wiele
    tłumaczy. pl.wikipedia.org/wiki/Analiza_transakcyjna
    --
    www.youtube.com/watch?v=Av3feB44qVw&feature=related
  • 09.02.10, 23:04
    to.niemozliwe napisał:


    > Jak dla mnie - amatora, to jednak analiza transakcyjna wiele
    > tłumaczy.


    A pomyśl z innej strony: psycholog to stara, sprytna cyganka, a analiza transakcyjna to karty, z których Ci wróży ;).




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 10.02.10, 02:47
    Taaa...a sąsiedzi to agenci CIA, mają specjalne zadanie śledzić mnie
    od 26 lat. A ich pies to marsjanin, ale w psiej postaci...:)
    --
    www.youtube.com/watch?v=NqJOi1gFnoI
  • 10.02.10, 04:20
    to.niemozliwe napisał:
    A ich pies to marsjanin, ale w psiej postaci...:)

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    postrzegam cie jak zajaca w burakach ktory wystawia uszy myslac ze
    sa podobne do lisci buraczanych
  • 10.02.10, 23:36
    to.niemozliwe napisał:

    > Taaa...a sąsiedzi to agenci CIA, mają specjalne zadanie śledzić mnie
    > od 26 lat. A ich pies to marsjanin, ale w psiej postaci...:)

    No wiesz, Twoja wyobraźnia oscyluje wokół Lundluma a moja "Chaty za wsią" ;).

    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 12.02.10, 09:10
    Analiza transakcyjna daje większe prawdopodobieństwo co do
    wnioskowania o cudzym/własnym zachowaniu. Wróżenie u cyganki -
    mniejsze, choć jeśli wróżba sie sprawdza, co z pewnością jest to
    bardziej zaskakujące.
    Ale Twoje porównanie jest dla mnie zbyt dużym skrótem myślowym.
    Też chciałbym ,żeby świat był prosty, żeby byli normalni - dobrzy
    ludzie i ci jednoznacznie źli - jak ich tam nazwiesz: swołocz,
    bandziory, leniuchy...
    Ale tak nie jest i wchodzenie w temat dlaczego, zgadzam sie - z
    pewnego punktu widzenia, który chyba reprezentujesz, to tylko bicie
    piany i nazywanie rzeczy nie wprost jej nazwą.
    Wszakże, jak się przyjrzeć, to jednak niuanse są, subtelności i
    odcienie. I nie można ich pomijać. :)
    PS
    Wiem Leda, co Cię gnębi ....że tyle śniegu w ogródku, a Ty już byś
    chciała sobie pokopać w grządkach :).I Cię roznosi ! :D
    --
    www.youtube.com/watch?v=NqJOi1gFnoI
  • 12.02.10, 18:22
    to.niemozliwe napisał:

    > Analiza transakcyjna daje większe prawdopodobieństwo co do
    > wnioskowania o cudzym/własnym zachowaniu. Wróżenie u cyganki -
    > mniejsze, choć jeśli wróżba sie sprawdza, co z pewnością jest to
    > bardziej zaskakujące.
    Ale Twoje porównanie jest dla mnie zbyt dużym skrótem myślowym.


    Cyganka symbolizuje romantyzm a analiza transakcyjna merkantylizm. W sensie psychologii jako nauki oba podejścia są niewiele warte, ponieważ ignorują statystykę, która obok matematyki królową wszelakiej nauki jest.



    > Wszakże, jak się przyjrzeć, to jednak niuanse są, subtelności i
    > odcienie. I nie można ich pomijać. :)


    Oczywiście, ale odnoszę wrażenie iż tutaj są pomijane.



    > PS
    > Wiem Leda, co Cię gnębi ....że tyle śniegu w ogródku, a Ty już byś
    > chciała sobie pokopać w grządkach :).I Cię roznosi ! :D


    E nawet nie to, rybek w oczku wodnym mi szkoda. Ale na wiosnę będę raczej kopać po kieszeniach, bo generalny remont ruszy wtedy pełną parą. A teraz muszę na to pracować - buuuuuuu :(.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 09.02.10, 00:06
    de-witch napisała:

    > wiecznie wtrącająca się w Twoje życie.


    To "Twoje życie" nie przebiega przecież w próżni, zawsze ktoś się "wtrąca" - nauczyciel, rodzic, mąż, kochanek, szef, dziecko, lekarz, przechodzień na ulicy. Na koniec grabarz wtrąca do ziemi twoje ciało, już bez tego "życia". Trup nikogo nie obchodzi, nikt się nie "wtrąci". Tylko czy to akurat jest ideał do którego należy dążyć?


    Jest zawsze obok, zawsze
    > chętna o pomocy lub zawsze pomocy wymagająca. Wymaga atencji,
    > telefonów, organizuje życie, decyduje,


    I fajnie. Trudno znaleźć na świecie drugą taką osobę na której bezinteresowną pomoc zawsze możesz liczyć. Wszystkie inne relacje, prócz rodzicielskich, nasycone są wulgarna merkantylnością, zwłaszcza relacje z he, he - psychoterapeutą.



    Toksyczna matka może
    > zniszczyć Twoje życie


    A w jaki sposób?


    - miłość matki Ci szkodzi.


    Żadna miłość nie szkodzi. Szkodzi wiara w debilne farmazony pierdzielone dla kasy przez psychoterapeutów. Szkodzi brak miłości, podłość i zdrada, szkodzi samotność. Nigdy natomiast nie spotkałam człowieka, ktoremu by miłość zaszkodziła.


    >
    . Aby zadowolić matkę, dziecko
    > musiałoby więc zrzec się w pełni swojego życia.



    Każdy od urodzenia żyje swoim życiem, nie cudzym, ale żyje też w pewnej grupie społecznej, która w miarę dojrzewania ulega poszerzeniu.


    >
    > Osoba, która da się zdominować toksycznej matce nie założy własnej
    > rodziny,


    Bynajmniej, osoba skłonna do podporządkowania da się zdominować każdemu, ze szkodą dla siebie a więc szefowi w pracy, kochankowi, mężowi a później nastoletnim dzieciom, bo submisja jest integralnie wpisana w jej osobowość. A rodzina pozbawiona rodziców i dziadków poprzez ich celową eliminację, to rodzina patologiczna.



    a nawet jeśli jej się to uda, nie trwa to długo - partner
    > nie wytrzyma konkurencji w postaci teściowej, nie będzie w stanie
    > żyć w toksycznej relacji i odejdzie.


    No tak, jeśli własna matka nie nauczyła takiego "partnera" współżyć w rodzinie, to odejdzie od żony i dzieci wywrzaskując na pożegnanie, że to wina jej mamuśki, bynajmniej nie jego. Pozbyć się poczucia winy pozwoli zdradzonej kobiecie dopiero drugi i trzeci nieudany związek "partnera".


    >
    > Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie toksyczności relacji jaką
    > mamy. Jeśli wiemy, że jesteśmy manipulowani, że staliśmy się ofiarą,



    Tiaa, trudno o bardziej manipulacyjną relację niż w gabinecie psychoterapeuty.


    >
    > Stawiając granicę musisz być silna i odporna - nawet jeśli matka
    > będzie stosować szantaż emocjonalny - jeśli się złamiesz- przegrasz
    > walkę o własne życie.



    A na co człowiek powinien być silny i odporny? Bynajmniej nie na własną matkę, tylko na STRES! To jest jedyny niszczyciel naszego dobrostanu - stres, z którym nie umiemy sobie radzić, gdyż jesteśmy psychicznie zbyt słabi i nieodporni na stresory. Nie chcąc zaś przyjąć do wiadomości własnego nieudacznictwa, chętnie obciążamy za to winą najbliższych raniąc ich bezlitośnie bo to...najbezpieczniejsze.


    > Staraj się zrozumieć swoją matkę- toksyczne matki nie są takie
    > dlatego że są wredne lub nie kochają swoich dzieci. Ich zachowanie
    > wynika z lęku, niepewności, samotności. Rozumiejąc mechanikę
    > działania matki będzie Ci łatwiej uwolnić się od toksycznej relacji.


    Czyli pogrążyć matkę w jeszcze większej samotności??? Ach to się teraz nazywa "siła i odporność" :))). Tylko czemu te "silne i odporne" tak tłumnie szturmują gabinety psychoterapeutów?



    > masz prawo do własnego życia,


    Czyli do czego? Egoizmu i sobkostwa, grania razem z "partnerem" takiej nukleotycznej Zosi-samosi, zerwania więzi rodzinnych? To typowa postawa i filozofia zgnitego Zachodu, gdzie zawód psychoterapeuta należy do najbardziej dochodowych a kontakty miedzyludzkie są powierzchowne i płytkie. Innymi słowy - możesz zdychać pod płotem gdy nie masz wysokiego ubezpieczenia i nikogo obcego to nie interesuje, bo matkę już dawno od siebie odkopałaś a Twoje dzieci cię naśladują - "swojego" będą bronić, Ty już "swoja" nie jesteś...



    > Niekiedy toksyczne matki uniemożliwiają jakiekolwiek prowadzenie
    > własnego życia - jeśli nie jesteś w stanie poradzić sobie z relacją
    > mimo prób, może warto rozważyć opcję bolesną ale niekiedy jedyną-
    > oddalić się fizycznie od matki.


    Wszystko to brzmi bardzo atrakcyjnie w mózgu zwykłej niedorozwinietej uczuciowo psychopatki do czasu, gdy takiego podejścia do "swojego życia" pewnego pięknego dnia nie zademonstruje jej własny mąż :))).Do kogo wtedy Zosia-samosia poleci się wybeczeć? Ano, do psychoterapeuty :).


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 09.02.10, 11:35
    Niech pani poprosi meza albo kochanka aby pani ...'solniczke'
    pozadnie wylizal. A jak ani maz, ani kochanek, nie chca to niech
    grabarz za nich to zrobi.
  • 09.02.10, 21:43
    A co to ma wspólnego z omawianym tematem?
    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 09.02.10, 22:45
    leda16 napisała:

    > A co to ma wspólnego z omawianym tematem?
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    ano ma.....poprostu wiedzma jest durna...
  • 10.02.10, 13:33
    leda16 napisała:

    > A co to ma wspólnego z omawianym tematem?
    ...
    A gdzie ty omawiasz temat? Gdzie ten temat sie znajduje u ciebie, w
    twoim tekscie? Pomiedzy inwektywami, a przecinkami?
  • 10.02.10, 14:06
    robespier57 brzmi jak cymbał grzmiący albo stukot laski o kamienie
    zycia kuśtykającej ledi.
    Nie odpowiadaj agresją na zaczepki malutkie bo jesteś wartością
    samą w sobie .Nie rozmieniaj jej na brzęk monet , których podnieść
    nie można. Bądź sobą .

    nawet jeśli życie
    dawno zna odpowiedź
    może lepiej gdy nam teraz nic nie powie
  • 10.02.10, 10:51
    no i prosze, jedna o chlebie druga o niebie...
    ?:)

    wicku,
    od dluzszego czasu przeprowadzasz wiwisekcje
    stosunkow rodzinnych na przykladzie wlasnych relacji z matkami. analize - wlasnej postawy zyciowej?
    nie ulega bowiem watpliwosci i zdaje sie obie z leda macie na temat wspolny wniosek;wynosimy z domu jak to z podstawowej komorki, wiele (nazbyt wiele?)schematow. gotowcow sytuacyjnych, miast przygotowania do otwartego spolecznego zycia. miast umiejetnosci poslugiwania sie wlasnymi emocjami jak narzedziami uczuc w wielosci i roznorodnosci sytuacji zyciowych. jak kazde narzedzie zyciowe- relacje i emocje sa ksztalconymi w "ogniu" wielosci czynnikow;w interakcjach z drugim czlowiekiem- prawda?
    trudno wiec uznac,obiektywnie starajac, li tylko "toksyczna" matke, a nie wasze wzajemne na siebie oddzialywanie oraz okolicznosci, za "uczynienie Twego zycia pieklem";
    i to by bylo chyba na tyle z pobieznej obserwacji Waszej uroczej konwersacji-podczas zakupow "u rzeznika":)


    ps
    ledzie od siebie jeszcze, serdeczne gratulacje bo i tak powsciagnela jezyk niebywale:)
  • 10.02.10, 12:46
    Twoj tekst jakoby wielkosciowy madroscia uslugiwal, powolala w mym
    sercu same uczucia spokojnosci, o dobra mojego zabiegania, jakoby
    Medytation sluchala i spokoiku doznala....

    Pozdrawiona bylas stad:=)))
  • 10.02.10, 18:00
    namaste-Wicka!
    namaste i pokoj wszem i wobec;)


    a Lede letko pozdrawiam.
    :)
  • 10.02.10, 13:48
    Pewnik to tutaj jest taki , że każdy z nas miał matkę
    Wiwisekcję przeprowadzić można i wnioski wyciągnąć również -
    pytanie czemu mają służyć?
    Po Twoich 260 postach głównie w dziale MĘŻCZYZNA nie ośmieliłabym
    się słowa o Twoich emocjach i relacjach napisać.
    Nie prowokuj losu bo pewnie łatwo byłoby Cię zranić - a nie o to tu
    chodzi.
    Skoro de-witch rozpoczęła wątek własny - to pozwól Jej i nam
    kontynuować to bez uwag chaotycznie wrzepionych w kolejce
    'u rzeźnika'
    Dział MĘZCZYZNA bez Ciebie jest jak strach na wróble bez jaj .
    Pozwól nam myśleć po swojemu ...proste jak plecy anioła!
  • 11.02.10, 13:17
    otoz to, pyrdel otoz to.
    -)zapytalam wicke dokladnie o to czemu ma sluzyc upubliczniane jej wlasnych doswiadczen.odpowiedziala bez toksykowania matka.
    -)losu sie nie prowokuje, bo niczem nie grozi.jesli masz cos osobistego na mysli, na temat mnie zranienia, prosze bardzo, kontynuuj...
    -(wpis o chaotyzmie i wrzepieniach zostal wyciety)

    Strach na wroble bez jaj to zupelnie jak Aniola plecy porownanie.
    prostata straszy nie wyrobionym piorem.
    zupelnie jak w alternatywach Straz_Stanislawa.
    amen


    ps
    a pioru i ku pamieci Bialoszewskiego Mirona polecic nalezaloby,Twoj pyrdel, xsenofobiczny podglad.
    pap



  • 09.02.10, 15:25
    Niedawno był na tym forum wątek mankatoji pt 'problem z moją mamą'
    Nie wcinałam się w wątek mankatoji aby nie dolewać oliwy do ognia ,
    ale odpowiedź jaka cisnęła się wówczas brzmiałaby właśnie tak.

    Toksyczna matka Jej się przydarzyła.

    W swoim życiu spotkałam się z takim niewoleniem w imię miłości.
    Na szczęście nie we własnym domu .
    Jeden z przykładów:
    Koleżanka wykształcona,wierząca,praktykująca,bardzo ładna
    wypracowała sobie w Sp.Mieszk. mieszkanie (lata 70-te) M-5
    Wtedy trzeba było placić nadmetraż no i aby sobie ulżyć w czynszu a
    mamie polepszyć warunki zamieszkała z mamą.
    Było 'cudnie' , meblowały, malowały ...chodziły wszędzie razem
    mama gotowała, wypiekała i rządziła aby nie brakowało nic do
    szczęścia.
    No i byłoby fajnie gdyby mama na urządzaniu mieszkania poprzestała.
    Ale nie!
    Koleżanki były 'nie te', koledzy 'nie ci' , wczasy wspólne z mamą,
    itd nie bo nie !
    Trwało to z przerwami na psychologów parę lat.
    Córka walczyła z własnym sumieniem ulegając nakazom i zakazom
    rodzicielki.
    Odebrała sobie życie pewnego dnia zamiast trzasnąć drzwiami i iść w
    cały świat przeklinana na całą okolicę , że wredna i niewdzięczna!!
    To nie koniec tej histori.
    Zostało duże mieszkanie i mama w środku w żałobie .
    Akurat wnuczek jej potrzebował iść do technikum w tym mieście i
    zamiast w internacie zamieszkał u babci.
    Było cudnie.
    Babcia gotowała,sprzątała, robiła zakupy, do kościoła prowadzała i
    pilnowała aby sie bardzo dobrze uczył i został kimś najlepszym.
    Na pierwsze półrocze oceny dobre powinny być w/g babci bardzo dobre.
    Na szczęście matka zwróciła uwagę ,że chłopiec przestał żartować,
    rozrabiać, wyciszył się i posmutniał.
    Po nitce do kłębka doszła i zabrała synka do domu.
    Chłopak był w pierwszej klasie technikum i dość szybko wyszedł ze
    stresu.
    Nie znałam 'mamy -babci' osobiście tylko jej córkę.
    Nie zapraszała gości (bo NIE!)
    Pytanie 'Czy była toksyczna'
    w/g mnie toksyczno zabójcza .

    Ona chciała 'dobrze' , a wyszło jak widać

    Jako baczny i doświadczony (przez los ) obserwator mam jeszcze parę
    podobnych obrazków ' z życia rodzinnego relacja matka -dziecko'
    i śmiem twierdzić toksyczna matka istnieje'
    i
    modlę się aby we mnie nie obudziła się

    w imię miłości ..
  • 09.02.10, 18:40
    Duzo jest takich toksycznych matek. Doprowadzaja swoje dzieci do
    chorob psychicznych, somatycznych, kalectwa, i do samobojstw. To
    jest zwyrodnialstwo.

    Tam gdzie jest cieplo, szacunek, respekt i przede wszystkim czas na
    sluchanie i wczucie sie w problemy dziecka, tam dzieci, nie
    odwracaja sie od rodzicow, a utrzymuja kontakt zawsze.

    W wypadku, o ktorym pisalas, za doprowadzenie osoby do samobojstwa
    wedlug prawa polskiego grozi od 2 - 12 lat wiezienia. Ale udowodnic
    wine w takich zamknietych relacjach jest trudno.

  • 09.02.10, 22:53
    de-witch napisała:

    > Duzo jest takich toksycznych matek. Doprowadzaja swoje dzieci do
    > chorob psychicznych,


    Poczytaj sobie de-witch pierwszy lepszy podręcznik psychiatrii, ze szczególnym uwzględnieniem rozdziału; ETIOLOGIA CHORÓB PSYCHICZNYCH zamiast bredzić od rzeczy.


    somatycznych, kalectwa,



    Do tego nie trzeba matki "toksycznej". Wystarczy debilna bezmyślność związana z pospolitą głupotą, jak u tej matki, która na podłodze w kuchni postawiła wanienkę z wrzątkiem do kapieli. "Ani się nie obejrzałam" - relacjonuje z bekiem w programie TV zasługująca na natychmiastową kastrację głupkowata maciora, jak wanienki wpadła 2,5 letnia dziewczynka zyskując poparzenia 60%ciała. Aktualnie trwa w polskich mediach kampania zbierania forsy na leczenie tego dziecka.

    i do samobojstw.

    O przyczynach samobójstw pisałam już wyżej. I zawsze lepiej, gdy żródłem wiedzy odnośnie tego zjawiska są podręczniki psychologii a nie media.


    >
    > Tam gdzie jest cieplo, szacunek, respekt i przede wszystkim czas na
    > sluchanie i wczucie sie w problemy dziecka, tam dzieci, nie
    > odwracaja sie od rodzicow, a utrzymuja kontakt zawsze.


    Zdziwiłabyś się de-witch obserwując w praktyce stopień trafności Twoich sloganów. Może poczytaj trochę kazuistyki dotyczącej losów rodzin adopcyjnych.





    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 11.02.10, 00:09
    psychiatrii...
    Poczytaj sobie de-witch pierwszy lepszy podręcznik psychiatrii,
    ze szczególnym uwzględnieniem rozdziału; ETIOLOGIA CHORÓB
    PSYCHICZNYCH zamiast bredzić od rzeczy.


    Ojjj, jakie to wzruszajace, rozczulajaca jestes ledo... przeczytałaś
    podręcznik pierwszy lepszy do etiologii chorob psychicznych i stad
    ta twoja wiedza o problemie....

    O przyczynach samobójstw pisałam już wyżej. I zawsze lepiej, gdy
    żródłem wiedzy
    > odnośnie tego zjawiska są podręczniki psychologii a nie media.


    ...
    Ojjjj, te pomylone media, przeciez one tobie geniuszem nie
    dorastaja, widac nie czytali pierwszych z brzegu podrecznikow do
    psychologii. W ogole jak oni smia, oskarzyc ich i pod pregiez na
    srodku rynku w Krakowie.

    A moze ty ledo napiszesz nam tutaj jaki podrecznik do pscyhologii.
    Naprawde bedziemy mieli z niego jedynie same korzysci...
  • 11.02.10, 00:12
    de-witch napisała:

    > A moze ty ledo napiszesz nam tutaj jaki podrecznik do pscyhologii.
    > Naprawde bedziemy mieli z niego jedynie same korzysci...

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    a juz myslalem swego czasu ze dla Ledy dzyndzel wylizesz na
    schaboszczaka....tak zes sie za Nia zabrala.....co.....daleko ci do
    NIEJ.....poprostu nie ta liga.....
  • 15.02.10, 15:49
    > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    >
    > a juz myslalem swego czasu ze dla Ledy dzyndzel wylizesz na
    > schaboszczaka....tak zes sie za Nia zabrala.....co.....daleko ci
    do
    > NIEJ.....poprostu nie ta liga.....
    ....
    Mysle ze z ciebie to juz zostalo jedynie co, to, obgryziony
    kciuk,kawalek i resztka, ktorym to, jeszcze jako tako stukasz w
    klawiature, w czolo nie mozesz sie juz stuknac, bo go nie
    masz...nieszczesny!
  • 09.02.10, 22:34
    pyrdel napisała:

    > Jeden z przykładów:
    > Koleżanka wykształcona,wierząca,praktykująca,bardzo ładna
    > wypracowała sobie w Sp.Mieszk. mieszkanie (lata 70-te) M-5
    > Wtedy trzeba było placić nadmetraż no i aby sobie ulżyć w czynszu a
    > mamie polepszyć warunki zamieszkała z mamą.


    Ta opowiastka została wyssana z czyjegoś obgryzionego paznokcia, ponieważ w latach 70-tych mieszkań w betonowych slumsach się nie "wypracowywało", tylko latami oszczędzało na książeczce mieszkaniowej na tzw."wkład spółdzielczy" a potem przez następne lata spłacało astronomiczny "kredyt". Nie było możliwości aby osoba samotna mogła dostać więcej niż M-2 czyli ok.20m. kwadratowych powierzchni mieszkalnej+użytkowej, czyli kuchnia, przedpokój, wc, łazienka i mały balkonik bądź loggię. Jeżeli mama była inwalidką I grupy, przysługiwało jej zaledwie 10 m2 dodatkowej powierzchni, wiec cwana dziewoja otrzymała zapewne M-3 czyli ok.35 m.2 i zapewne dla tych 10m2 a nie z sentymentu wzięła mamuśkę ze sobą. M-5 to było ponad 60 m.a szanse na otrzymanie czegoś takiego na 2 osoby żadne. Prezes SM dla żadnej "wypracowanej" nie ryzykowałby pierdla :). Wiem jakie zasady wówczas obowiązywały, bo moi rodzice tak właśnie nabyli swoje M.


    > Odebrała sobie życie pewnego dnia zamiast trzasnąć drzwiami i iść


    Stawiam tezę, że życie odebrała sobie nie z powodu "toksycznej" matki, tylko z powodu własnego niezrównoważenia psychicznego i zaburzeń osobowości. Zrównoważona, zdrowa psychicznie, bogobojna jednostka życia sobie nie odbierze. Nie zrobi też tego osoba odporna na stres, dojrzała emocjonalnie, umiejąca radzić sobie w sytuacjach konfliktowych.



    > Akurat wnuczek jej potrzebował iść do technikum w tym mieście i
    > zamiast w internacie zamieszkał u babci.
    > Na szczęście matka zwróciła uwagę ,że chłopiec przestał żartować,
    > rozrabiać, wyciszył się i posmutniał.


    I to też wina babci? Widać za twarz chłystka złapała i rozrabiać nie pozwoliła więc wreszcie spokojnie usiadł na tyłku i uczyć się zaczął. A może babcine zupy były za tłuste i anemii biduś dostał, stąd mu się humor skisił?


    > Chłopak był w pierwszej klasie technikum i dość szybko wyszedł ze
    > stresu.
    > Nie znałam 'mamy -babci' osobiście tylko jej córkę.


    A ten chłopaczkowy "stres" znałaś? Pewnie też nie dokładnie...


    > Pytanie 'Czy była toksyczna'
    > w/g mnie toksyczno zabójcza .


    Życie jest chorobą śmiertelną - jak twierdził znany reżyser...;).
    >
    > Jako baczny i doświadczony (przez los ) obserwator mam jeszcze parę
    > podobnych obrazków ' z życia rodzinnego relacja matka -dziecko'



    Wiesz pyrdelku, baczne obserwacje to o wiele za mało. Trzeba z nich jeszcze umieć wyciągnąć trafne wnioski ;).



    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 10.02.10, 09:42
    Moja 'opowiastka' z życia wżięta nie mieści się nawet w Twojej
    głowie , jak i to ,że mieszkanie można było wypracować za
    pośrednictwem ZMS- wypracować ciężką pracą w urlopy i popołudnia
    sprzątając wykończone bloki, myjąc okna, malując ściany itp.
    Ty o tym nie wiesz i to oznacza , że 'to' nie wchodzi wogóle w grę.
    Wszystkowiedząca Ledo16- podswiadomie czuję Twoją toksyczność i to
    nie tylko w wypowiedziach kierowanych do mnie, ale ogólnie.

    piszesz
    Stawiam tezę, że życie odebrała sobie nie z powodu "toksycznej"
    matki, tylko z powodu własnego niezrównoważenia psychicznego i
    zaburzeń osobowości. Zrównoważona, zdrowa psychicznie, bogobojna
    jednostka życia sobie nie odbierze. Nie zrobi też tego osoba odporna
    na stres, dojrzała emocjonalnie, umiejąca radzić sobie w sytuacjach
    konfliktowych.


    Tezę możesz stawiać , ale uwzględnij żródło wszystkich jej cierpień,
    skłonności i zaburzeń. To narastało przez kilka lat.
    Właśnie o tyle za długo.

    Psyhiatrzy sobie nie poradzili z jej zaburzeniem to dowód na co??

    w/g mnie należało zlikwidować żródło zaburzenia czyli odesłać mamę
    na oddział zamknięty .
    Napiszesz żem głuptula.
    Przy Tobie to wszystko jest mniejsze od zera czyli dookoła same nule
    albo ciule i głuptule.
    Samopoczucie Ci dopisuje ?

    napisałaś
    Wiesz pyrdelku, baczne obserwacje to o wiele za mało. Trzeba z nich
    jeszcze umieć wyciągnąć trafne wnioski ;).


    no i o to chodzi o to chodzi!
  • 10.02.10, 13:51
    Ja mam taką mamę.
    Jestem samodzielna, mam już 33 lata, własną dobrze prosperującą firmę i… do tej
    pory nie wyprowadziłam się z domu. Trzy lata temu kupiłam wreszcie mieszkanie,
    utrzymuję je, spłacam potężny kredyt, a mieszkanie stoi puste.
    Nie jestem w stanie sobie poradzić z szantażem emocjonalnym, smutnymi oczami,
    płaczem, histerią, gdy tylko wspominam o wyprowadzce. Teksty w stylu: "Nie
    wyobrażam sobie życia i tego domu bez ciebie, całe życie wszystko dla ciebie
    poświęcałam, a ty chcesz mnie zostawić, ale wiem, dzieci są niewdzięczne,
    zobaczysz, kiedy umrę będziesz do końca życia żałować, że mnie zostawiłaś" -
    rozbijają mnie na drobny mak. I jeszcze najgorsze: "Wiesz, że mam słabe serce,
    może tego nie wytrzymać, będziesz mnie miała na sumieniu"...
    Bardzo kocham mamę (wbrew pozorom miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo,
    kochających rodziców i babcię, dużo miłości) i nie mogę sobie poradzić z
    poczuciem winy związanym z ewentualną wyprowadzką. I z tym, że może przez to
    umrzeć! Z drugiej strony strasznie chciałabym się wyrwać, zacząć żyć własnym
    życiem. Nie założyłam rodziny, nie lubię dzieci i nie zamierzam ich mieć, ale
    mam wieloletniego partnera, z którym jestem szczęśliwa. Facet jest najwyraźniej
    aniołem, skoro akceptuje całą tę sytuację. Jest kilkanaście lat starszy, więc
    mama nigdy go nie zaakceptowała, nigdy go nawet nie widziała na oczy. Gdy idę do
    niego pomieszkać na 3-4 dni, to potem jest obrażona, patrzy na mnie z wyrzutem,
    bywa, że się do mnie nie odzywa albo rzuca teksty w stylu: „ależ tu było pusto,
    nie do wytrzymania, chwała Bogu, że już jesteś”.
    Zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest nienormalna, patologiczna, ale nie widzę z
    niej wyjścia. To znaczy jest jedno - zaryzykować, wyprowadzić się i zacząć się
    zmagać z wyrzutami sumienia. Zwłaszcza że obawiam się, iż po wyprowadzce byłabym
    raczej rzadkim gościem w domu. Niedzielne obiadki odpadają, skoro mama nie
    akceptuje mojego lubego (zresztą to ja głównie gotuję), na zwykłe pogaduszki nie
    wpadnę, bo nie mam za bardzo o czym rozmawiać z mamą. Nigdy jej się nie
    zwierzałam, nie jest typem przyjaciółki, bardzo surowa, konserwatywna (jest
    sędziną), dzieli nas przepaść w poglądach na życie. Wyprowadzka oznaczałaby więc
    poważne rozstanie z mamą, o którym zresztą marzę.
    Uff, się rozpisałam.
  • 10.02.10, 14:51
    Czy zwróciłaś uwagę na fakt , że Polki wyjeżdżają (za chlebem)
    zostawiając swoje dzieci, mężów, matki,babki ...wyjeżdżają po to aby
    służyć jakiejś Włoszce, Niemce,Angielce,Francuzce,Żydówce jako dama
    do towarzystwa i tzw pierwsza pomoc.

    Myślisz , że są to osoby samotne ?(te korzystające z pomocy)
    Myślisz, że te wyjeżądżające nie mają serca, kierują się biedą?

    Na świecie są różne sposoby na życie i na starość i na samotność.
    W wątku mankatoji (poniżej jest poszukaj) padła odpowiedź od sp7

    Ty jesteś panem swojego losu (chyba ,że jesteś ubezwłasnowolniona
    albo ubezwłasnoowolnisz się na własne życzenie)
    Swoje sumienie zaspokoisz tylko wtedy , kiedy zapewnisz opiekę
    swojej mamie ( to Jej się należy ).

    Każdy ma własne życie do przeżycia i sumienie i sposób
    i to jest TO

    życie to jest szczęście ???

  • 10.02.10, 17:09
    Ale moja mama nie wymaga opieki, jeśli będzie jej wymagała, to się nią na pewno
    zajmę. Póki co to młoda, zdrowa, pięćdziesięcioparoletnia kobieta, zaabsorbowana
    pracą, mająca koleżanki, trzy siostry, z którymi spotyka się przynajmniej raz na
    tydzień itp. A mimo to udało jej się wpoić we mnie przekonanie, że jeśli się
    wyprowadzę, to będzie dla niej koniec świata, że zrobię jej straszną krzywdę. I
    z tym się nie mogę uporać, jakby założyła mi niewidzialne kajdany.
  • 10.02.10, 17:21
    Sama sobie nalozylas.:=) To jest wytwor twojej wlasnej imaginacji.
    Moze fach matki sprawia,ze wydaje ci sie taka nieomylna?
    A moze tez sposob wychowywania z czasow dziecinstwa, gdzie dziecko
    chroniono przed swiatem z zewnatrz zbyt mocno?
  • 10.02.10, 23:33
    zmija_zygzakowata napisała:

    >Póki co to młoda, zdrowa, pięćdziesięcioparoletnia kobieta, zaabsorbowan
    > a
    > pracą, mająca koleżanki, trzy siostry, z którymi spotyka się przynajmniej raz n
    > a
    > tydzień itp.


    To nie znaczy, że jest "toksyczna". Po prostu przeżywa lęk przed syndromem opuszczonego gniazda i samotnością w pustym domu. Lęk pewnie tym większy, że jako sędzia liznęła trochę psychologii i wie, że z uwagi na specyfikę tego wieku, bardzo trudno jej będzie z tym syndromem walczyć.


    A mimo to udało jej się wpoić we mnie przekonanie, że jeśli się
    > wyprowadzę, to będzie dla niej koniec świata, że zrobię jej straszną krzywdę. I
    > z tym się nie mogę uporać, jakby założyła mi niewidzialne kajdany.


    Mimo, iż generalnie jestem wrogiem psychoterapii, w Waszym przypadku mogby pomóc sesje rodzinne zmierzające do przebudowy Waszych wzajemnych oczekiwań i zaakceptowania nowej jakości więzi. Nie od rzeczy dla konserwatywnej mamy byłby Twój ślub z przyjacielem.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 11.02.10, 12:44
    leda16 napisała:

    > To nie znaczy, że jest "toksyczna". Po prostu przeżywa lęk przed syndromem opus
    > zczonego gniazda i samotnością w pustym domu.

    No ale ja wiem, że to lęk przed syndromem opuszczonego gniazda i odcięciem
    pępowiny i że to samo w sobie nie jest toksyczne. Toksyczne jest moim zdaniem
    epatowanie tym lękiem, sięganie po szantaż emocjonalny i szereg innych
    manipulacji łącznie ze straszeniem własną śmiercią, by dziecka nie wypuścić z domu.
    Mama wie, że mam dobre serce i zrobiłabym dla niej wszystko, że jestem mało
    asertywna i dupowata, i bardzo dobrze potrafi to wykorzystać.

    > Mimo, iż generalnie jestem wrogiem psychoterapii, w Waszym przypadku mogby pomó
    > c sesje rodzinne

    To tak nie działa. Mama nie zdaje sobie sprawy, że jej zachowanie nie jest w
    porządku, wszak wiele razy próbowałam z nią racjonalnie i spokojnie porozmawiać,
    bez skutku. Wołami bym ją na żadną terapię nie zaciągnęła, nawet bym zresztą nie
    chciała.

    Nie od rzeczy dla konserwatywnej mamy byłby Twój
    > ślub z przyjacielem.
    >
    Ale ja nie chcę ślubu, nie jestem zdolna do założenia rodziny, nie czuję takiej
    potrzeby i najlepiej się czuję w wolnym związku. Być może dlatego, że miałam
    potwornie wprost nadopiekuńczych rodziców, kontrolujących mnie poprzez cały
    mechanizm zakazów i nakazów i przez to nie do końca dorosłam. A może to nie ich
    wina, tylko moja, nie chcę w to wnikać i nie chcę zrzucać całej winy na moich
    staruszków.
    Nie szukam też właściwie pomocy na forum, tak tylko się chciałam wygadać i
    dziękuję za wysłuchanie :)
  • 11.02.10, 21:28
    zmija_zygzakowata napisała:


    >
    > No ale ja wiem, Toksyczne jest moim zdaniem
    > epatowanie tym lękiem, sięganie po szantaż emocjonalny i szereg innych
    > manipulacji łącznie ze straszeniem własną śmiercią, by dziecka nie wypuścić z d
    > omu.



    Przecież Ona to robi PODŚWIADOMIE, nie celowo, złośliwie,machiawellicznie.


    > Mama wie, że mam dobre serce


    Hi, hi, cóż za wygórowana samoocena. Ale pewnie nawet prawdziwa - młoda jesteś, to i serce masz dobre ;).


    i zrobiłabym dla niej wszystko, że jestem mało
    > asertywna i dupowata, i bardzo dobrze potrafi to wykorzystać.


    Ooo, wręcz przeciwnie! Mama tego nie wie, a co najważniejsze, w to NIE WIERZY i stąd te jej hipochondryczno-histeryczne jazdy. W gruncie rzeczy ona ma znacznie większy problem psychiczny niż Ty, bo jej myślenie jest na wskroś nieprzystosowawcze wobec Twojej dorosłości i żeby je takim uczynić, mama powinna nauczyć się nowych zasad myślenia.


    > To tak nie działa. Mama nie zdaje sobie sprawy, że jej zachowanie nie jest w
    > porządku, wszak wiele razy próbowałam z nią racjonalnie i spokojnie porozmawiać bez skutku.


    Bo skutek odniesie tylko zmiana postrzegania sytuacji jako nie zagrażającej.



    Wołami bym ją na żadną terapię nie zaciągnęła, nawet bym zresztą ni
    > e
    > chciała.


    Ją?! Na terapię rodzinną musi chodzić RODZINA a nie ten, którego silniejsi psychicznie członkowie rodziny wydelegują do roli chorego bądź parszywej owcy. Problem mamy to również Twój problem, ponieważ także Twój sposób myślenia sprawia, że nie czujesz się tak, jak chciałabyś się czuć,nie pozwala Ci rozwiązywać i unikać konfliktów z mamą, nie chroni Twojego zdrowia psychicznego, nie pomaga osiągać przyszłych celów.



    > Ale ja nie chcę ślubu, nie jestem zdolna do założenia rodziny, nie czuję takiej
    > potrzeby i najlepiej się czuję w wolnym związku. Być może dlatego, że miałam
    > potwornie wprost nadopiekuńczych rodziców, kontrolujących mnie poprzez cały
    > mechanizm zakazów i nakazów i przez to nie do końca dorosłam. A może to nie ich
    > wina, tylko moja, nie chcę w to wnikać


    Nie chcesz w to wnikać? Więc stawiam następną tezę - czegoś się cholernie boisz. Oczywiście, czegoś innego niż mama ale może równie intensywnie.


    > Nie szukam też właściwie pomocy na forum, tak tylko się chciałam wygadać i
    > dziękuję za wysłuchanie :)


    To tak jak ja - nie szukam tutaj możliwości świadczenia pomocy, tylko lubię pogadać o ciekawych sprawach, popyszczyć i się pośmiać.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 11.02.10, 22:06
    leda16 napisała:

    >> To tak jak ja - nie szukam tutaj możliwości świadczenia pomocy,
    tylko lubię pog
    > adać o ciekawych sprawach, popyszczyć i się pośmiać.
    >
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    .............Twoj komentarz artykulu czarownica odebrala
    personalnie...juz widze jak wary jej napecznialy..
  • 12.02.10, 12:50
    Odebralam personalnie no cóż to akurat przyszło mi namyśl,małą mam wiedzę
    fachową na taki temat a samo życie daje wskazówki.Czy to jakiś problem.Wszędzie
    do okoła nas jest masa takich przykładów szkoda tylko że ludzie nie widza w tym
    nauki dla siebie.Widocznie krytykować innych jest najprościej.
  • 13.02.10, 14:55
    leda16 napisała:
    To tak jak ja - nie szukam tutaj możliwości świadczenia pomocy,
    tylko lubię pogadać o ciekawych sprawach, popyszczyć i się pośmiać.


    Nie przyszło Twojej oczytanej głowie , że swoim gadaniem ,pyszczeniem
    i sarkastycznym śmiechem
    krzywdzisz bliźniego?
    Brzmisz jak katachetka oczytana lektur z kulu ,krytyczna wobec
    wszystkiego za wyjątkiem siebie.
    Rzeczywiście jest się z czego pośmiać jak ludzie z nadzieją na pomoc
    piszą swoją bezradną opowieść.
    Bardzo to po Bożemu.
    Ksiądz profesor się zaduma wielce gdy dowie się kto jego dzieła
    czytał i co z tego wyniósł.

    Smutne to nie śmiechu warte.

  • 14.02.10, 08:25
    pyrdel napisała:
    Rzeczywiście jest się z czego pośmiać jak ludzie z nadzieją na pomoc
    > piszą swoją bezradną opowieść.


    A w czymże Ty tak chcesz tutaj "pomagać"? W pluciu jakiejś zaburzonej osobowościowo kobiecie na jej rodziców, dopieszczaniu i dogłaskiwaniu egocentryzmu żałosnych, niezrównoważonych psychicznie i źle zsocjalizowanych hipokrytów? Znasz ich ojców, matki, mężów, chłopaków, jesteś pewna, że obiektywnie i BEZSTRONNIE przedstawiają problem, wiesz, że one to uciśnione anioły a wszyscy bliscy to be? Zanim się w coś zaangażujesz, wypada wszechstronnie rozeznać sytuację zamiast bezkrytycznie bazować na cudzych roszczeniowych kwikach, na tym co chce napisać i... przemilczeć. W końcu ich życie i sprawy prywatne dzieją się w realu, więc pomoc też musi iść z reala. Zaś mozolne wyklepywanie na klawiaturce tego, co ktoś chce przeczytać (he, he, a spróbuj napisać to, czego czytać nie chce!), nie jest żadną pomocą. Naiwna egzaltacja też o czymś świadczy. No, o czym Pyrdelku? Uważam, że tylko gnojek anonimowo szkaluje w internecie swoich bliskich podczas gdy oni o tym nie wiedzą i nie mogą się bronić. Nie tak wygląda pomoc w psychoterapii rodzinnej! I ostatni argument uzasadniający niechęć do świadczenia tutaj swoiście rozumianej "pomocy" przez zawodowych psychologów, zwanych ostatnio na Zachodzie "prostytutkami przyjaźni". Żadna szanująca się prostytutka nie będzie dawać za darmo :).
    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 14.02.10, 12:36
    leda16 napisała:

    > pyrdel napisała:
    > Rzeczywiście jest się z czego pośmiać jak ludzie z nadzieją na
    pomoc
    > > piszą swoją bezradną opowieść.
    >
    >
    > A w czymże Ty tak chcesz tutaj "pomagać"? W pluciu jakiejś
    zaburzonej osobowośc
    > iowo kobiecie na jej rodziców, dopieszczaniu i dogłaskiwaniu
    egocentryzmu żałos
    > nych, niezrównoważonych psychicznie i źle zsocjalizowanych
    hipokrytów?


    A co ty byś ledo zrobiła gdyby nie ci 'niezrówoważeni hipokryci'.
    Gdzie znalazłabyś upust dla swojej potwornej złości i agresji.
    Czy w końcu nie widzisz, boś nosem zbyt blisko w hipokryzji
    zanurzona, żeś na tym i na innych forach, skąd cię z hukiem
    wyrzucono, najwiekszym i najbardziej niezrównoważonym, żle
    zsocjalizowanym hipokrytą, a konkretnie mówiąc zwykłą durną i
    bezmyślną, krową, która farmazony stuka na klawiaturze i
    opowiadającą, jakoby psychologii liznęła odrobinę, przytaczając o
    zgrozo, tytuły i autorów zupełnie nieuznawanych w szerokim świecie.
    Trzeba być ogramnie głupim i naiwnym w całej swojej osobowści, aby
    dać plamę i uwierzyć, że szympans piszący pod nikiem leda 16, ma
    jakieś tam wykształcenie zezwalające na pracę z ludżmi, napewno
    nigdy jako psycholog.

    Jesteś uważam popier.doloną do kwadratury małpą,której nikt nie
    powinien czytać.

    Radzę ci też uważać na to co piszesz, zwłaszcza na temat kogos
    kogo nie znasz, abyś nie poniosła konsekwencji twojej pisaniny.



  • 14.02.10, 22:05
    de-witch napisała:

    > Czy w końcu nie widzisz, boś nosem zbyt blisko w hipokryzji
    > zanurzona, żeś na tym i na innych forach, zwykłą durną i
    > bezmyślną, krową,...Jesteś uważam popier.doloną do kwadratury małpą,



    Długo tak potrafisz marnować swój czas na wypisywanie głupot? Najpierw insynuowałaś mi chorobę psychiczną, a teraz sadzisz zoologiczne epitety niczym prostacka przekupka z jarmarku. Ani to oryginalne ani intelektualnie wyrafinowane. Widać na rzeczowe argumenty w ogóle Cię nie stać, cóż to tylko Twoja strata.


    której nikt nie
    > powinien czytać.



    Ty przecież czytać nie musisz, wystarczy gdy zmienisz ustawienia widoku, a decyzję co inni powinni, zostaw im samym.



    która farmazony stuka na klawiaturze i
    > opowiadającą, jakoby psychologii liznęła odrobinę, przytaczając o
    > zgrozo, tytuły i autorów zupełnie nieuznawanych w szerokim świecie.


    A na jakich tytułach i autorach uznawanych w szerokim świecie Ty się opierasz rozpoznając u osoby, której nie znasz i nigdy na oczy nie widziałaś chorobę psychiczną, a później pierdzieląc jak ciężki przygłup, że ta chora psychicznie to zarazem krowa i małpa :))). Widziałaś chorą psychicznie krowę bądź małpę, a może przeczytałaś o krowich albo małpich psychozach u "uznawanych w szerokim świecie autorów'? Jakich??? Czekam z niecierpliwością na podanie nazwisk i tytułów tych geniuszy psychiatrii :))).


    > Trzeba być ogramnie głupim i naiwnym w całej swojej osobowści, aby
    > dać plamę i uwierzyć, że szympans piszący pod nikiem leda 16,


    Ci Twoi "uznawani w szerokim świecie autorzy" na pewno podają mnóstwo kazuistyki odnośnie szympansów, które nie tylko biegle opanowały język polski, posługiwanie się klawiaturą komputerową, ale również czytają monografie z zakresu psychologii usiłowanych samobójstw i porypane teorie Susan Forward. Pech chciał, że szympans ( a raczej szympansica) leda16 nie zna ani jednego szympansiego geniusza. Liczę, że swoją rewelacyjną wiedzą na ten temat szybko się z nami podzielisz. W końcu chyba wiesz, co piszesz?


    ma
    > jakieś tam wykształcenie zezwalające na pracę z ludżmi, napewno
    > nigdy jako psycholog.


    A z powyższego akapitu wynika, iż Ty niestety piszesz co wiesz i wiesz niewiele. Za to głęboko wierzysz - też tylko w to, w co sama pragniesz wierzyć. Pomyślności, wierz sobie w co tam chcesz :).

    >
    > [b]Radzę ci też


    Człowiek dobrze wychowany nie pcha się z radami do kogoś, kto go o te rady nie prosi.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 14.02.10, 22:20
    masz problem z matką,to go opisz.Cytaty mnie mało interesują.
  • 15.02.10, 00:17
    Bedzie sie za to pastwic, nad kazdym slowem.

    Dla mnie i wielu, ktorzy mieli te okazje ciebie poczytac jestes przrazajacym okazem damskiego boxer. Baba, ktorej glupota moglaby ocean wypelnic. Wiec moze nie smaruj tutaj swoich smarkow, a posmaruj sobie nimi swoja niedor.uchana dupe moze ci ja twoj pies wylize z przyjemnoscia, bo widac zaden facet nie chce, stad ta twoje frustracje.A niedoru...ie na mozg ci sie rzucilo...
    Cienkas w ru...iu i cienkas w mysleniu...

    No i na koniec:

    /../Człowiek dobrze wychowany nie pcha się z radami do kogoś, kto go o te rady nie
    > prosi/../

    I tak trzymaj leda, dorosnij do swoich idealow.
  • 15.02.10, 08:24
    o matko i córko

    Cisza bezwzględna
    Cisza
    Nie ma nic !!!


  • 15.02.10, 15:56
    Myslimy podobnie. Zwlaszcza box, dajesz pedagogiczne rady dla
    pscyhopatki ledy 16, szkoda ze nie skorzysta. Pies tez nie zechce
    lizac, woli juz konskie goowno powąchać niz kuciapke ledy16 wylizac
    ze smarkow. A szkoda, bo moze ten kozacki sposob bylby najbardziej
    leczniczo skuteczny... no ale ona woli nabic kuciapkę na kobzę...

    Do ledy 16. Piszesz ze jest 'czarna lista', na ktorej wrodzy staja
    sie niewidzialni. No dobrze, ale wtedy pozostaje pytanie- jedno czy
    będzie wtedy choć jeden czytacz.
  • 14.02.10, 14:49
    Nie zgadzam się i zapytam słowami Piłata -

    "Cóż jest prawdą"?

    Niedawno posłużyłaś się tą mądrosćią w słusznej sprawie.
    Niedawno wołałam Cię na pomoc w wątku 'Kiedy powiedzieć dziecku'.
    Poradziłaś wówczas doskonale i taką pozostań.
    Podświadomie czuję ,że wiele potrafisz dobrego
    ale
    potrafisz ranić boleśnie i bezpodstawnie .
    Wiesz co to przelać 'czarę goryczy'.
    Gdyby 'terapie rodzinne' były skuteczne jak piszesz to moja
    opowiastka 'z obgryzionego palca' nie pojawiłaby się tutaj.

    piszesz
    > I ostatni argument uzasadniający niechęć do świadczenia tut
    > aj swoiście rozumianej "pomocy" przez zawodowych psychologów,
    zwanych ostatnio
    > na Zachodzie "prostytutkami przyjaźni". Żadna szanująca się
    prostytutka nie będ
    > zie dawać za darmo :)


    Prawda ma wartość tylko dla tych, którzy są w stanie ją pojąć

    powtarzam za 'to.niemożliwe'

    i dalej pojąć nie mogę złej prawdy, złych intencji, wyrachowania
    które zysku nie przynosi a krwią bliźniego zalewa.




  • 14.02.10, 21:14
    pyrdel napisała:


    > Gdyby 'terapie rodzinne' były skuteczne jak piszesz to moja
    > opowiastka 'z obgryzionego palca' nie pojawiłaby się tutaj.



    Nikt chyba, mnie nie wyłączając, nie napisze, że są skuteczne w każdym przypadku. W większości nie są a tam gdzie są, nie wiadomo dlaczego. Froum dyskusyjne w problemach rodzinnych na pewno skuteczne nie jest.
    >

    >
    > Prawda ma wartość tylko dla tych, którzy są w stanie ją pojąć
    > powtarzam za 'to.niemożliwe'
    i dalej pojąć nie mogę złej prawdy, złych intencji, wyrachowania
    > które zysku nie przynosi a krwią bliźniego zalewa.



    E tam Pyrdelku, prawda jest pojęciem względnym. To właśnie Piłat usiłował powiedzieć motłochowi. Jezusa nie zabiła zła czy dobra prawda. Zabila Go ludzka zawziętość. Co do Ciebie uważam, że zbyt emocjonalnie, zbyt poważnie do wszystkiego podchodzisz, przez co tracisz dystans. W tamtym wątku mogła zwyciężyć opcja dobra i racjonalna, bądź zła i fałszywa. Nigdy nie dowiemy się tego i w końcu to nie nasz problem.





    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 11.02.10, 16:43
    Toksyczna matka to ogomny problem wielu ludzi i często tragedie życiowe.Mam taką
    ciotkę.Zawsze zorganizowana ,zaradna dumna ponad miarę,zawsze chroniąca swoje
    dziecko często niegrzeczne,kapryśne.Nie znosi krytyki,jest naj ona i jej dziecko
    .Tak sobie rósł mały chłopczyk ubierany jak dziewczynka, długo prowadzony i
    trzymany za rączkę.To inni byli zli lub trafiał na złych ludzi.Wszystkie jego
    złe uczynki ukrywane przed światem lub naprawiane przez matke.Słowa jak
    wyrocznia to ja ci dałam ,kupiłam a ty jesteś niegrzeczny.Masz być na czas i
    opiekować się mną bo jestem twoją matką ,albo nie wolno tak bo co ludzie
    powiedzą.Mamy teraz 50 letniego syna mieszkającego z matką po rozwalonym
    związku,bez pracy który sam nie chodzi do lekarza ,nic nie załatwi sam bo nie
    wie jak się za to zabrać.Całe to ich życie niczego nie zmieniło, nie nauczło,To
    on miał pecha zawsze trafiał na złych ludzi.Jaki on biedny trzeba mu pomagać.
    Chronić.
  • 16.02.10, 14:03
    Postanowiłam i ja napisać, bo temat jest mi bardzo znajomy... mam również
    toksyczną matkę, zawsze wiedziałam, że jest coś z naszą rodziną nie tak, ale
    wszystko się obnażyło, z chwilą gdy wyjechałam do innego miasta na studia.
    Zaczął się koszmar, którego kulminacja nastąpiła parę 2 lata temu, gdy chciałam
    wyjść za mąż i trwa do dzisiaj. Po kolejnej ostrej akcji, dziś się z mama nie
    odzywam, to jedyne co mogłam zrobić, nigdy nie będę spełniała jej norm. Nie wiem
    czemu ale od zawsze słyszałam, że ja to sobie w życiu dam radę, a mój brat nie.
    I tak jest - mój brat jest życiowym kaleką, nie pracuje, siedzi oczywiście u
    mamy w PL a jego rodzina za granicą.. bo mamie trzeba pomóc, no i jak kochany
    syneczek tak na poniewierce będzie siedział. Wszyscy mu krzywdę przecież robią a
    szczególnie jego żona. Tak jak w artykule na początku wątku - szantaże
    emocjonalne, zakazy, nakazy i wyrzuty. Mój mąż a także żona brata mówią, że
    nigdy nawet by nie pomyśleli, że tak można skrzywdzić inne osoby a co dopiero
    swoje własne dzieci. Im też się dostało - dochodziło nawet do rękoczynów ze
    strony mojej mamy, ścierką, ręką... słowem... sama niedawno zostałam wyzwana od
    suk. W tym morzu okrucieństw jakie usłyszałam od niej, nie przechodzi mi przez
    gardło słowo mama. Mówię o niej ONA. Teraz jestem niby wolna, dobrze że
    mieszkamy w innym mieście. Ale problem pozostaje bo wyrzuty sumienia są często
    duże, choć staram sobie wtedy przypomnieć kilka akcji i zniewag... Chodziłam na
    terapię - dużo mi to dało, głównie w kwestii uzmysłowienia sobie schematów
    działania mamy i świadomości co jest grane. Jestem po lekturze "Toksyczni
    rodzice" i "Toksyczni teściowie" - książki całe pozakreślane - zaznaczałam
    podobieństwa. Ogólnie nadal jest mi ciężko - nie wiem co ze świętami,
    ewentualnymi chrzcinami... dzieci jeszcze nie mamy i póki co mój organizm
    odmawia posłuszeństwa również w tej kwestii. Jestem zła na siebie, że tak się
    podkładałam tyle lat, a z drugiej strony strasznie się jej boję... Moje stosunki
    z bratem znacznie się pogorszyły bo "niezależnie co mama zrobi on zawsze będzie
    po jej stronie". To był dla mnie cios. Od tego czasu minął rok. Wracam do życia.
  • 10.02.10, 23:12
    pyrdel napisała:

    > Moja 'opowiastka' z życia wżięta nie mieści się nawet w Twojej
    > głowie , jak i to ,że mieszkanie można było wypracować za
    > pośrednictwem ZMS-


    A co ma do tego ZMS?

    wypracować ciężką pracą w urlopy i popołudnia
    > sprzątając wykończone bloki, myjąc okna, malując ściany itp.


    Niewielką część wkładu można było w ten sposób uzupełnić ale i tak niepodobieństwem otrzymanie przez dwie osoby M-5. Nawet młode, "rozwojowe" małżeństwa dostawały zaledwie M-3.
    >

    > Wszystkowiedząca Ledo16- podswiadomie czuję Twoją toksyczność i to
    > nie tylko w wypowiedziach kierowanych do mnie, ale ogólnie.


    A co ma piernik do wiatraka?


    > Tezę możesz stawiać , ale uwzględnij żródło wszystkich jej cierpień,
    > skłonności i zaburzeń.


    Właśnie to uwzględnia moja teza - zaburzenia osobowości, niezrównoważenie emocjonalne, słaba odporność na stres. Możliwy jest również szereg dodatkowych czynników leżących po jej stronie a nie mamy. Wiedziałabyś o czym piszę Pyrdelku, jeśli zapoznałabyś się choćby z książkami Cz.Cekiery na temat etiologii i motywacji usiłowanych samobójstw oraz badaniami osobowości niedoszłych samobójców.


    >
    > Psyhiatrzy sobie nie poradzili z jej zaburzeniem to dowód na co??


    A na co ma być?
    >
    > w/g mnie należało zlikwidować żródło zaburzenia czyli odesłać mamę
    > na oddział zamknięty .
    > Napiszesz żem głuptula.


    Napiszę, że nie popieram tezy, iż mama była przyczyną samobójstwa. I zapytam, czemu akurat matkę odesłałabyś na "oddział zamknięty" czyli - jak się domyślam - do szpitala psychiatrycznego? Nic przecież wcześniej nie wspomniałaś, że była chora psychicznie.



    > Samopoczucie Ci dopisuje ?


    Dziękuję, nie narzekam :).



    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • 11.02.10, 00:00
    Znam taki przypadek:
    Facet po 30-tce mieszkal z rodzicami, umowil sie z dziewczyna u niej
    w domu wieczorem, wzial taskowke, a rodzicom powiedzial: 'nie
    czekajcie, nie wiem o ktorej wroce'. Jakie bylo zdziwienie gdy
    dziewczyna odebrala telefon od jego rodzicow! Martwili sie, wiec
    wytropili firme taskowkarska, ktora miala kurs z ich domu pod adres
    dziewczyny! Co za inwencja!
    Owy facet jest na regularnych konsultacjach z psychologiem,
    opowiedzial mi ta historie, jakby chcac sie upewnic, ze to nie jest
    normalne, jakby to, co mowi mu psycholog nie wystarczalo..
    Dodam, ze ma brata i siostre; siostra mieszka z rodzicami, bracia sa
    daleko (choc telefony docieraja). Zadne z trojki rodzenstwa (wiek 30-
    45 lat) nie ma partnera.
  • 11.02.10, 00:03
    axelred napisała:

    > Znam taki przypadek:
    Zadne z trojki rodzenstwa (wiek 30-
    > 45 lat) nie ma partnera.
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    kopuluja sie w trojkacie durna palo....zaczaj
  • 11.02.10, 00:14
    Rzeczywiscie jacys nienormalni...
  • 11.02.10, 00:42
    Mój 'przypadek' ma 58 .Gdy miał 30 poznał swoją pierwszą
    dziewczynę,zakochał się i nawet żenić się chciał.
    Maman w płacz ! Przypadek dobre dziecko nie zostawił mamy, nie
    zostawił dziewczyny, ba- ma nawet z 'nią' 20 letniego pięknego syna.
    Maman ma aktualnie 87 i rządzi Przypadkiem jak dawniej.
    Maman o wnuku nie wie i nigdy się nie dowie.
    Przypadek ma dwóch braci z rodzinami (wszyscy łącznie z Przypadkiem
    dobrze wykształceni) ale jak to bywa ?
    miała mama 3 synów 2 było dla świata a ten trzeci domu pilnować
    (zamiast psa )
    Bracia też nie znają swojego bratanka.
    Ciekawe co Ks prof dr hab Czesław Cekiera z Paczółtowic w tym
    temacie pisze(?) Może Leidi coś czytała? hę?
  • 11.02.10, 00:53
    Znam osobiście jescze parę przypadków zatoksykowanych , na których
    detoks przyjaciół nie działał , a psycholog na detoks się
    kwalifikował.
    Ktoś powiedział ...świat zatruty...
    i przypadkiem trafił w środek
    idę spać
    wyżej nie podskoczę i tak
    siała baba mak
  • 11.02.10, 11:48
    Niektorym ludziom nic nie daje. Maja silny system zaprzeczania
    .
    Latwiej takim ludziom zyc, gdy sobie wmowia, ze czegos tam nie ma,
    to wtedy sam problem dla nich nie istnieje. Bo zauwazenie problemu
    czyni ich emocjonalnie slabymi, powala ich z nog.
    Podobnie z tematem toksycznych matek, wedlug niektorych, takich
    matek nie ma z zalozenia, ze skoro urodzila i dala zycie, a nie
    wyskrobala to znaczy,ze jest dobra matka, nie toksyczna. Wtedy
    problemu po prostu nie ma.
    Dlatego takie dosc proste wrecz prymitywne myslenie jest ogromnie
    niebezpieczne spolecznie i przynosi duzo szkod.
    Chocby wez przyklad ostaniej historii, jaka przytaczano w gazecie, o
    dziecku zakatowanym przez kochanka matki. Gdzie kurator/ka nie
    wkroczyli na czas i dziecka od zwyrodnialej matki nie zabrali.
    Przeciez w takim wypadku w jakimkolwiek kraju zagranica, taka
    matka po urodzeniu dziecka, nie dostalaby go nawet przez chwile
    potrzymac w rekach.
    A w Polsce ciagle jest zywy kult 'swietej krowy matki', ktorej nie
    poddaje sie krytyce, nie patrzy sie na rece, a slepo ufa.
    Przyklad z dzieckiem jest skrajnym, ale wlasnie skrajne sytuacje
    pokazuja jak system myslenia odpowiedzilanych ludzi za zycie innych
    ludzi funkcjonuje. A niestety w kraju ciagle funkcjonuje zle.

    Poza tym, w tym starym prymitywnym, mysleniu, tepocie myslowej
    poszczegolnych ludzi, lezy niebezpieczenstwo dla tych najbardziej
    bezbronnych.
  • 11.02.10, 16:59
    Przykłady bardziej przemawiają niż teoria często oczywista , ale
    przydługa i nie przez każdego do pojęcia.
    FORUM to wymiana myśli i doswiadczeń (przynajmniej takie jego
    założenie)
    Zawsze się znajdzie ktoś odmiennego zdania i dopóki tak jest trwa
    wymiana myśli, przykładów i uwag.

    Myśle , że wątek przez Ciebie rozpoczęty dał niejednemu do myślenia
    więcej niż się spodziewał znaleźć .

    małpiszonami się nie przejmuj i nie wchodź na drzewo
    gdzie jeszcze siedzą i byle co jedzą

    życie to jest szczęście!
  • 12.02.10, 09:11
    > Przeciez w takim wypadku w jakimkolwiek kraju zagranica, taka
    > matka po urodzeniu dziecka, nie dostalaby go nawet przez chwile
    > potrzymac w rekach.

    W jakich krajach po urodzeniu dziecka przez kobietę nie daje się jej
    dziecka od razu do opieki?
    --
    www.youtube.com/watch?v=NqJOi1gFnoI
  • 14.02.10, 22:18
    Nie widzę problemu
  • 14.02.10, 22:55

    Czas nie będzie na nas czekał
    więc wybaczmy sobie to co było w nas złe
    nie umiem żyć bez Ciebie
    teraz dobrze to wiem

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.