Dodaj do ulubionych

internetowe znajomości?

30.01.11, 21:20
jestem sama od jakiegoś czasu i zaczyna mi to doskwierać. znajomi ciągle mówią, że nie znają żadnego 'normalnego' wolnego faceta, z którym mogliby mnie bez obaw poznać, więc postanowiłam poznać kogoś przez internet. i tu zaczynają się schody. obiektywnie rzecz biorąc, jestem atrakcyjną, wykształconą dziewczyną, nieźle zarabiam, mam własne mieszkanie. szukanie faceta przez internet daje mi straszne poczucie nieudacznictwa :( tak jakby internet był miejscem szukania partnerów dla osób, które w 'realu' sobie nie radzą. prawda jest jednak taka, że większość moich koleżanek jest już zamężna i dzieciata, więc nie wybierze się ze mną 'na podryw', wolni faceci chyba zostali jakoś wyeliminowani z towarzystwa, pracę mam dosyć sfeminizowaną i nie wiem już gdzie indziej kogoś poznać.

byłam kiedyś na kilku internetowych randkach, ale jedna była gorsza od drugiej... mam wrażenie, że faceci głównie byli nastawieni na seks. nie twierdzę, żeby ci w 'realu' nie byli, ale podczas takich internetowych spotkań, było to żałośnie ewidentne. ja natomiast nie szukam przygody na jedną czy kilka nocy, szukam kogoś z kim możnaby się związać na poważnie. myślę, że moje obawy nie wiążą się z tym, że sama mogłabym zostać przez kogoś odrzucona. to raczej kwestia ewentualnego przyszłego przedstawiania znajomym i rodzinie mojego faceta 'z internetu' :(

powiedzcie, jak jest w waszym przypadku - czy macie podobne opory przed umawianiem się przez internet? czy może traktujecie to jako element dzisiejszego stylu życia - wszyscy zabiegani, najszybciej jest sobie wyklikać kogoś spełniającego nasze kryteria?
Edytor zaawansowany
  • to.niemozliwe 30.01.11, 21:29
    To Ty bys chciala jak najszybciej. :-)
    Nie mozesz umawiac sie towarzysko? Zeby milo spedzic wieczor, pojsc do kina, na spacer, na koncert, itd...ale bez zakladania z gory randkowego charakteru znajomosci? Bo chyba to Cie blokuje?
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • twisted_elegance 30.01.11, 21:32
    chyba rzeczywiście od razu zakładam, że jak już się z kimś spotkam to w celu randkowym. ale taka chyba jest idea randki?
  • to.niemozliwe 30.01.11, 21:49
    Ale nie da sie tak na skroty :-) . Poznawaj wielu, przyjaznij sie z kilkoma, kochaj jednego. A Ty chcesz zaczac od konca.
    Rozumiesz mezczyzn?
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • mona.blue 30.01.11, 21:38
    Mam dwie bliskie koleżanki, które szukały partnerów na portalach randkowych katolickich i problem seksu nie był problemem, bo obie strony maja swoje zasady.
    Jedna ze znajomości szybko się skończyła, ale przyjaciółka nie cierpiała, bo jeszcze nie zdążyła się zaangażować. Zresztą siostra tej koleżanki tez w ten sposób poznała kogoś, byli ze sobą przez rok (ale byli z różnych miast i chyba nie mieli okazji dobrze się poznać),były nawet oficjalne zaręczyny, które on potem zerwał, a ona cierpi do tej pory.
    Ta druga koleżanka bierze z tym poznanym w internecie chłopakiem ślub we wrześniu.
    Więc różnie bywa. Jeżeli jesteś osobą wierzącą polecamportale randkowe katolickie.
  • twisted_elegance 30.01.11, 21:45
    seks jako taki nie stanowi dla mnie problemu (tzn. mam nadzieję... jestem po długim związku, w którym nigdy nawet nie myślałam o seksie z kimś innym), ale na pewno nie z kimś o kim nie mam zielonego pojęcia. katolickie portale są mi natomiast raczej odległe ideologicznie.
    chyba albo muszę się przemóc, albo uznać, że jeszcze nie czas na mnie.
  • cynta 30.01.11, 21:52
    A jakie to ma znaczenie w jaki sposob nawiazuje sie znajomosc??? Wazne chyba jest to ze daje sobie czlowiek szanse poznania kogos kto nam bedzie odpowiadal. Z tego punktu widzenia internet daje Ci wieksze mozliwosci, wielu mozesz poznac, przesiac zanim sie spotkasz, gadac chwilke aby poznac lepiej tych wybranych i dopiero potem sie umawiac w realu...
    Ja poznalam moja Wielka Milosc na Druga Polowke Zycia w internecie, malo tego, znajomosc byla internetowa przez wiele miesiecy bo dzieli nas ocean, a wyszedl z tego Romas Wszechswiatow, Harlekin do setnej potegi itp... ;) jest pierscionek i jest data ....

    Musisz umiejetnie napisac swoj profil tak aby nie zaczepiali Cie Ci ktorych nie chcesz...
  • mona.blue 30.01.11, 21:58
    >wyszedl z tego Romas Wszechswiatow, Harlekin do setnej potegi itp... ;)
    >jest pierscionek i jest data ....
    >
    >gratulacje, Cynto :)
  • cynta 30.01.11, 22:04

    Dzieki!
    Czasem zartujemy ze tego nikt ani nie opisze ani nie zrobi z tego filmu, tak kiczowata i nieprawdopodobna jest nasza historia....

    mona.blue napisała:

    > >wyszedl z tego Romas Wszechswiatow, Harlekin do setnej potegi itp... ;)
    > >jest pierscionek i jest data ....
    > >
    > >gratulacje, Cynto :)
  • twisted_elegance 30.01.11, 22:23
    no to gratuluje pieknej historii :)

    sama rozważam właśnie spotkanie się z facetem poznanym przez internet, ale zmroziło mnie, gdy się okazało, że ma na imię tak samo jak były. to już chyba za wiele jak dla mnie...
  • larusse 30.01.11, 22:28
    twisted_elegance napisała:

    > sama rozważam właśnie spotkanie się z facetem poznanym przez internet, ale zmro
    > ziło mnie, gdy się okazało, że ma na imię tak samo jak były. to już chyba za wi
    > ele jak dla mnie...

    Oj tam, przynajmniej nie nazwiesz go imieniem byłego:)
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • sabinac-0 31.01.11, 21:35
    mona.blue napisała:

    > Mam dwie bliskie koleżanki, które szukały partnerów na portalach randkowych kat
    > olickich i problem seksu nie był problemem, bo obie strony maja swoje zasady.

    Przypomina mi sie kazanie sprzed 30 lat "mlodzi, nie spotykajcie sie z oblubiencami w parku, kawiarni czy dyskotece, spotykajcie sie z nimi W KOSCIELE!". :D
    Pas cnoty wysiada. :D

    P.S. Naprawde uwazasz, ze seks jest zly i "grzeszny"?

  • mona.blue 01.02.11, 13:56
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >

    > Przypomina mi sie kazanie sprzed 30 lat "mlodzi, nie spotykajcie sie z oblubien
    > cami w parku, kawiarni czy dyskotece, spotykajcie sie z nimi W KOSCIELE!". :D
    > Pas cnoty wysiada. :D

    Do tej pory tak się mówi i uważam, że jest w tym wiele słuszności, żeby osoba wierząca wybierała sobie drugą połówkę w środowisku związanym z kościołem - te same wartości, możliwość zaufania w dobry charakter drugiej osoby, nierozerwalność małżeństwa, bycie na dobre i na złe.

    > P.S. Naprawde uwazasz, ze seks jest zly i "grzeszny"?
    >
    Seks jest grzeszny przed ślubem, a w malżeństwie jest wręcz sakramentem, nie mówiąc już o rozkoszy, nieporównywalnej z niczym innym na świecie, jaką daje oraz jest świetnym sposobem na podtrzymywanie miłości i jedności małżonków.
  • sabinac-0 01.02.11, 21:06
    mona.blue napisała:

    > Seks jest grzeszny przed ślubem, a w malżeństwie jest wręcz sakramentem,

    Sadze, ze seks jest grzeszny wtedy, gdy jedna osoba wykorzystuje druga, traktuje instrumentalnie lub zmusza do aktu wbrew jej woli.
    Wykorzystywanie czy przymuszanie kogos moze miec miejsce rowniez w jak najbardziej sakramentalnym malzenstwie, pieczatka plebana nie sprawi, ze zly zwiazek stanie sie dobry a jej brak nie swiadczy o "rui i porobstwie".

    > nie mó
    > wiąc już o rozkoszy, nieporównywalnej z niczym innym na świecie, jaką daje oraz
    > jest świetnym sposobem na podtrzymywanie miłości i jedności małżonków.

    I co - taki rozkoszny byl seks z Twoim ex-malzonkiem dreczycielem?
    A przeciez przysiegaliscie przed oltarzem, i kosciol byl ustrojony, i pleban kropidlem machnal, i rodzinka kwiatki rzucala, i przyjatko bylo...
  • mona.blue 02.02.11, 14:15
    sabinac-0 napisała:

    > Sadze, ze seks jest grzeszny wtedy, gdy jedna osoba wykorzystuje druga, traktuj
    > e instrumentalnie lub zmusza do aktu wbrew jej woli.

    Tak, wtedy też, ale przedmałżeński też. Ile lat byłaś w neo?

    > Wykorzystywanie czy przymuszanie kogos moze miec miejsce rowniez w jak najbardz
    > iej sakramentalnym malzenstwie,

    wiem

    pieczatka plebana nie sprawi, ze zly zwiazek stanie sie dobry a jej brak nie swiadczy o "rui i porobstwie".
    >
    ważnemu małżeństwu towarzyszy łaska sakramentu, fakt, że ludzie powinni z nią współpracować


    > I co - taki rozkoszny byl seks z Twoim ex-malzonkiem dreczycielem?

    nie, nie był

    > A przeciez przysiegaliscie przed oltarzem, i kosciol byl ustrojony, i pleban kr
    > opidlem machnal, i rodzinka kwiatki rzucala, i przyjatko bylo...

    ale małżeństwo okazało się nieważne, czyli od samego początku nie zaistniał sakrament
  • sabinac-0 02.02.11, 15:00
    mona.blue napisała:

    > Tak, wtedy też, ale przedmałżeński też. Ile lat byłaś w neo?
    >
    Wazne ze BYLAM - w czasie przeszlym.
    P.S. Tez wtedy wierzylam w czarodziejska moc kropidla. :)

    > ważnemu małżeństwu towarzyszy łaska sakramentu, fakt, że ludzie powinni z nią w
    > spółpracować
    >
    Tyle ze ludzie nie sa aniolami a sakrament, jak kazda formalnosc wymyslona przez ludzi, nie przerobi zjadacza chleba w aniola.
    >
    > ale małżeństwo okazało się nieważne, czyli od samego początku nie zaistniał sak
    > rament

    Nie chrzan.
    Byl kosciol? Byl.
    Powiedzialas "tak"? Powiedzialas.
    Consumatum? Consumatum.
    Potomstwo z jego nasienia powilas? Powilas.

    A ze po latach doszlas do wniosku, ze nie bylo jak w koscielnych ulotklach tylko jak w zyciu, i ze dzieki odpowiedniej koniunkturze (interesy instytucji nieco pod kreska wiec podbije co zechcesz, byle tylko wierni nie pitneli i by bylo co zebrac na tace w niedziele) wydebilas papier ze nic nie bylo i zes sypiajac z mezem pozostala dziewica, to wcale nie znaczy, ze tego, co bylo (slub, wspolne zycie i wspolne dzieci) nie bylo.

    Jesli przyjac Twoje kryterium "sakramentu", chyba 3/4 koscielnych malzenstw zawartych w ostatnich 50 latach, nalezaloby natychmiast uniewaznic.

    Tlumacz sobie jak chcesz, ale nie zmienisz faktu, ze ludzie sa tylko ludzmi, ze mlodziencze uniesienia sa slepe, ze milosc nie zawsze jest wieczna, ze dobre zwiazki schodza na psy, ze porzadni ludzie staja sie draniami. Zapis o nierozerwalnosci malzenstwa, wymyslony w czasach gdy slub byl gwarancja utrzymania ciaglosci rodu i majatku, jest idiotycznym anachronizmem, ktorego ofiara padaja tacy jak Ty - z gruntu poczciwi tylko przerazliwie naiwni i nabijajacy tym kabze purpuratom.
    Bo to, ze owo "rozerwanie nierozerwalnego" niewasko kosztuje, to akurat wiem.
  • mona.blue 02.02.11, 15:46
    sabinac-0 napisała:

    > > ale małżeństwo okazało się nieważne, czyli od samego początku nie zaistni
    > ał sakrament
    >
    > Nie chrzan.
    > Byl kosciol? Byl.
    > Powiedzialas "tak"? Powiedzialas.
    > Consumatum? Consumatum.
    > Potomstwo z jego nasienia powilas? Powilas.
    >
    Był związek, ale nie sakrament.

    >> Jesli przyjac Twoje kryterium "sakramentu", chyba 3/4 koscielnych malzenstw zaw
    > artych w ostatnich 50 latach, nalezaloby natychmiast uniewaznic.
    >
    Któryś z księzy pracujących w sądach kościelnych wypowiadał się, że połowa to spokojnie.

    > Zapis o nierozerwalnosci malzenstwa, wymyslony w czasach gdy slub byl gwarancja utrzymania ciaglosci rodu i majatku, jest idiotycznym anachronizmem, ktorego ofiara padaja tacy jak Ty - z gruntu poczciwi tylko przerazliwie naiwni i nabijajacy tym kabze pu
    > rpuratom. Bo to, ze owo "rozerwanie nierozerwalnego" niewasko kosztuje, to akurat wiem.

    Dla mnie też jest anachroniczny brak rozwodów w kościele katolickim.
    Facet może bić żonę, pić, zdradzać i jedyne co można zrobić to separacja i brak mozliwości w nowy związek. Po rozwodzie tylko cywilnym również.
  • mona.blue 02.02.11, 15:47
    miało być na nowy związek
  • sabinac-0 02.02.11, 19:52
    mona.blue napisała:

    > Był związek, ale nie sakrament.
    >
    Znaczy - w grzechu z nim zylas?

    > Dla mnie też jest anachroniczny brak rozwodów w kościele katolickim.
    > Facet może bić żonę, pić, zdradzać i jedyne co można zrobić to separacja i brak
    > mozliwości w nowy związek. Po rozwodzie tylko cywilnym również.

    Nie, po rozwodzie cywilnym mozna zaczac nowe zycie i, jak sie ma troche szczescia, nowy, lepszy zwiazek.
    A jesli jakis klecha wmawia, ze nowy zwiazek smiertelny grzech, to znaczy, ze klecha funta klakow niewart (a juz na pewno nie swojej doli na tacy) - bo dobrym zwiazkom Bog blogoslawi nie patrzac w papiery. Bo papiery to sprawa ziemska i doczesna, nawet jesli drukuje je ktos, kto wymienia slowo "Bog" w kazdym zdaniu.

    Mona, wez poczytaj biblie - nie zadne koscielne ulotki tylko ewangelie. Co tam pisze? BOGU CO BOSKIE, CESARZOWI CO CESARSKIE. I kosciolowi co koscielne.
  • mona.blue 02.02.11, 20:43
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Był związek, ale nie sakrament.
    > >
    > Znaczy - w grzechu z nim zylas?

    Nie. Wiem, że ta logika wydaje się pokrętna, ale do chwili stwierdzenia nieważności związek uznawany był za sakramentalny.

    >dobrym zwiazkom Bog blogoslawi nie patrzac w papiery.

    Wiem, przekonałam się na własnym przykładzie.

    >
    > odpowiadam po kawałku, bo piszę z komórki i przed 15 min zjadło mi całą odpowiedź
  • sabinac-0 02.02.11, 20:59
    mona.blue napisała:

    > Nie. Wiem, że ta logika wydaje się pokrętna, ale do chwili stwierdzenia nieważn
    > ości związek uznawany był za sakramentalny.
    >
    Ale nie stwierdzono ustania sakramentalnosci zwiazku tylko ze byl niesakramentalny od poczatku, a Ty piszesz ze byl i przestal.
    To jak to jest - byl czy nie byl?

    Jesli byl i przestal - znaczy kosciol podbil rozwod i mamy precedens.
    Jesli nie byl - znaczy, ze dla kosciola jestes panna z dziecmi zyjaca przez lata w grzechu z konkubentem.
    I nawet nie mozesz sie wymigac "nieswiadomoscia" - bo uznaja Cie za niezdolna umyslowo do malzenstwa motywujac, ze za pierwszym razem "zle wybralas".

    Kosciol, w przeciwienstwie do swego zalozyciela, nie zna milosierdzia, zwlaszcza dla kobiet.

    > > odpowiadam po kawałku, bo piszę z komórki i przed 15 min zjadło mi całą o
    > dpowiedź

    Nie ma sprawy :)
  • mona.blue 02.02.11, 21:35
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > Ale nie stwierdzono ustania sakramentalnosci zwiazku tylko ze byl niesakramenta
    > lny od poczatku, a Ty piszesz ze byl i przestal.
    > To jak to jest - byl czy nie byl?
    >

    wg kościoła jest tak jak Ci napisałam - nawet dzisiaj opatrznościowo :) czytałam o tym w książce księdza Mirosława Pilśniaka "Krótka kołdra" o małżeństwie

    >
    > Jesli nie byl - znaczy, ze dla kosciola jestes panna z dziecmi

    tak, dla kościoła jestem chyba panną z dziećmi, ale powinnam chyba się upewnić :)

    zyjaca przez lata w grzechu z konkubentem.

    Nie żyłam w grzechu z konkubentem (co za obrzydliwe słowo), kościół na to patrzy inaczej, powinnam jeszcze na ten temat poczytać, bo widzę, że nie umiem podać argumentów

    > I nawet nie mozesz sie wymigac "nieswiadomoscia" - bo uznaja Cie za niezdolna u
    > myslowo do malzenstwa motywujac, ze za pierwszym razem "zle wybralas".

    Nie zrozumiałam?>
    > Kosciol, w przeciwienstwie do swego zalozyciela, nie zna milosierdzia, zwlaszcz
    > a dla kobiet.
    >
    > > > odpowiadam po kawałku, bo piszę z komórki i przed 15 min zjadło mi
    > całą o
    > > dpowiedź
    >
    > Nie ma sprawy :)
  • sabinac-0 02.02.11, 22:03
    mona.blue napisała:

    > wg kościoła jest tak jak Ci napisałam -

    Znaczy - byl, ale nie byl. :/

    > tak, dla kościoła jestem chyba panną z dziećmi, ale powinnam chyba się upewnić
    > Nie żyłam w grzechu z konkubentem

    Dla kosciola "panna z dzieckiem/dziecmi" to cudzoloznica, zyjaca w grzechu z mezczyzna.

    > (co za obrzydliwe słowo), kościół na to patrz
    > y inaczej,

    Monia, wyluzuj.
    Jesli az tak Ci zalezy, by sie oczyscic przed swieta instytucja z "grzechu" nieudanego malzenstwa, zawsze mozesz wystapic do Sadu Biskupiego o certyfikat stwierdzajacy, ze Twoje dzieci poczely sie niepokalanie.
    Sa teraz zdeterminowani, wiec moze pojda na to, zwlaszcza jesli hojne ofiary dajesz.
  • mona.blue 02.02.11, 22:27
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > wg kościoła jest tak jak Ci napisałam -
    >
    > Znaczy - byl, ale nie byl. :/

    Tak :)
    >
    > Dla kosciola "panna z dzieckiem/dziecmi" to cudzoloznica, zyjaca w grzechu z mezczyzna.
    >
    Nie wg tej kościelnej logiki dzieci zostały poczęte w małżeństwie sakramentalnym. Za cudzołożnicę też mnie nie uznaje, nie muszę się z tego spowiadać, wszystko było OK.

    Cudzołożnicą byłabym, gdybym zawarła drugi cywilny związek bez stwierdzenia nieważności małżeństwa (albo mieszkała z mężczyzną, który nie jest moim mężem) - wtedy nie otrzymywałabym rozgrzeszenia przy spowiedzi i nie mogła przystępować do komunii.

  • sabinac-0 03.02.11, 22:57
    mona.blue napisała:

    > Nie wg tej kościelnej logiki dzieci zostały poczęte w małżeństwie sakramentalny
    > m. Za cudzołożnicę też mnie nie uznaje, nie muszę się z tego spowiadać, wszystk
    > o było OK.
    >

    Na logike wychodzi tak:
    Sad biskupi stwierdzil (i podpisal, i podbil), ze zwiazek, w ktorym poczely sie Twoje dzieci nigdy nie istnial, ale ze Ty nie zylas w grzechu.
    Ergo: poczynalas Twoje dzieci bez obcowania plciowego z mezczyzna (bo zwiazku nie bylo i "grzechu" tez nie).
    Ergo: w swietle prawa kanonicznego poczelas i powilas Twoje dzieci bedac dziewica.
    Ergo: mialo miejsce niepokalane poczecie.

    Kazdy prawnik to potwierdzi.
    Dobrze Ci radze - zwroc sie do biskupa o dokument potwierdzajacy, ze jestes Matka-Dziewica i ze Twoje dzieci zrodzily sie przez Niepokalane Poczecie.
    Nigdy nie wiadomo, na co sie taki papier moze przydac...

    > Cudzołożnicą byłabym, gdybym zawarła drugi cywilny związek bez stwierdzenia nie
    > ważności małżeństwa (albo mieszkała z mężczyzną, który nie jest moim mężem) - w
    > tedy nie otrzymywałabym rozgrzeszenia przy spowiedzi i nie mogła przystępować d
    > o komunii.
    >
    To juz lepiej kogos zamordowac z premedytacja - wtedy zawsze dostanie sie rozgrzeszenie (no chyba ze byloby to przedterminbowe zakonczenie ciazy z plodem obarczonym smiertelna wada - wtedy ekskomunika :P).
  • mona.blue 04.02.11, 00:20
    Wiem, że to pokrętna logika, ale cóż zrobić, jestem po prostu szczęsliwa, że w końcu jestem wolna i nie mam zamkniętej drogi do sakramentu pokuty, komunii i małżeństwa :)

    Co do argumentu zzabójstwem to zgadzam się ;)
  • sabinac-0 04.02.11, 12:05
    mona.blue napisała:

    > jestem po prostu szczęsliwa, że w
    > końcu jestem wolna i nie mam zamkniętej drogi do sakramentu pokuty, komunii i m
    > ałżeństwa :)
    >
    Przykro, ze zmaltretowana zona, ktorej po latach udalo sie wyrwac, musi kajac sie i tlumaczyc przed purpuratami z rzekomego "grzechu", podczas gdy dreczacy ja facet nadal jest szanowanym czlonkiem wspolnoty.

    To wlasnie odstreczylo mnie od kosciola katolickiego - bo przeciez Bog nie mogl tak zarzadzic, nie bylby godny nazywac sie Bogiem...


    > Co do argumentu zzabójstwem to zgadzam się ;)
  • mona.blue 04.02.11, 15:50
    sabinac-0 napisała:

    > Przykro, ze zmaltretowana zona, ktorej po latach udalo sie wyrwac, musi kajac s
    > ie i tlumaczyc przed purpuratami z rzekomego "grzechu", podczas gdy dreczacy ja
    > facet nadal jest szanowanym czlonkiem wspolnoty.
    >

    tak, to mnie też bardzo oburza

    > To wlasnie odstreczylo mnie od kosciola katolickiego - bo przeciez Bog nie mogl
    > tak zarzadzic, nie bylby godny nazywac sie Bogiem...

    > też tak myślę, dlatego robiłam swoje mimo protestów całej wspólnoty

    na szczęście Bóg przyprowadził mnie do jednego madrego jezuity, który stwierdził, że mam jak najszybciej wyrwać się z tego małżeństwa, wręcz na drugi dzień po powrocie z rekolekcji ignacjańskich składać pozew o stwierdzenie nieważności

    miałam farta, jak później przeczytałam ten ksiądz kończył kilka fakultetów - w Polsce, w Rzymie, w Japonii, znał się bardzo dobrze na psychologii
    >
    w ogóle po tych rekolekcjach ignacjańskich nabrałam dużego szacunku dla jezuitów, tam było bardzo dużo wiedzy psychologicznej, takiej życiowej

    i kazał mi bardzo poważnie rozważyć moje powołanie, nie spieszyć się
  • sabinac-0 05.02.11, 15:55
    mona.blue napisała:

    > na szczęście Bóg przyprowadził mnie do jednego madrego jezuity, (...)
    > miałam farta, jak później przeczytałam ten ksiądz kończył kilka fakultetów

    Pytanie tylko, czy ow czlowiek udzielil madrej rady DZIEKI byciu zakonnikiem, czy raczej POMIMO tego.
  • mona.blue 07.02.11, 15:21
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > na szczęście Bóg przyprowadził mnie do jednego madrego jezuity, (...)
    > > miałam farta, jak później przeczytałam ten ksiądz kończył kilka fakultetó
    > w
    >
    > Pytanie tylko, czy ow czlowiek udzielil madrej rady DZIEKI byciu zakonnikiem, c
    > zy raczej POMIMO tego.

    Skąd u ciebie taka niechęć wobec księży?
    Ja przyznam też jestem często niechętna, najmądrzejsi i najpokorniejsi wg mnie to dominikanie, jezuici i prezbiterzy z neo

    dzięki wyrozumiałości dominikanów przetrwałam ten bardzo trudny okres czekania na wyrok
  • sabinac-0 07.02.11, 16:23
    mona.blue napisała:

    > dzięki wyrozumiałości dominikanów przetrwałam ten bardzo trudny okres czekania
    > na wyrok

    A co takiego zlego zrobilas, ze musieli okazac Ci wyrozumialosc?
  • mona.blue 02.02.11, 21:04
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    >
    > Nie, po rozwodzie cywilnym mozna zaczac nowe zycie i, jak sie ma troche szczescia, nowy, lepszy zwiazek.

    Nie, jeżeli naprawdę wierzy się w Boży plan i ma się do Niego zaufanie.

    > A jesli jakis klecha wmawia, ze nowy zwiazek smiertelny grzech, to znaczy, ze k
    > lecha funta klakow niewart

    taka jest nauka kościoła katolickiego od jego początków


    nawet jesli drukuje je ktos, kto wymienia slowo "Bog" w kazdym zdaniu
    > .
    Tu nie chodzi o papiery. Nie wierzysz, że małżeństwo to sakrament?

    > Mona, wez poczytaj biblie - nie zadne koscielne ulotki tylko ewangelie. Co tam
    > pisze? BOGU CO BOSKIE, CESARZOWI CO CESARSKIE. I kosciolowi co koscielne.

    I jest napisane co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza, a w ceremoni małżeństwa to Bóg ich łączy
    A Jezus w Ewangeliach zabronił oddalać żony
  • sabinac-0 02.02.11, 21:49
    mona.blue napisała:
    >
    > Nie, jeżeli naprawdę wierzy się w Boży plan i ma się do Niego zaufanie.
    >
    W bozy plan czy koscielny papierek?
    Bo roznica jest, ze tak powiem, zasadnicza.

    > taka jest nauka kościoła katolickiego od jego początków
    >
    Kosciol powstal w czasach, gdy slub byl glowna forma przypieczetowania transakcji miedzy rodzinami - tak bylo w kulturze zydowskiej, greckiej, rzymskiej i wszystkich innych, ktore sie wowczas liczyly. Nawet w bajkach sie ostalo "pol krolestwa plus reka ksiezniczki", ksiezniczki o zdanie nie pytano (ksiecia tez nie zawsze) bo po co.
    W nizszych warstwach bylo to samo - jedyna roznica, ze zamiast krolestwa byl zagon i koza a zamiast tytulu ksiazecego posag. Szczesliwy "oblubieniec" i jego krewni pieczetowali przed plebanem nabycie zagonu, kozy i posagu.

    Swiat sie zmienia, transakcjami nie zajmuja sie juz ksieza tylko prawnicy, nie trzeba miec plecow w postaci klanu rodzinnego by przezyc, bycie singielka czy samotna matka nie powoduje juz wykluczenia ze spoleczenstwa - wiec ludzie sa ze soba bo chca a nie bo musza.
    A ze zwiazki sa mniej trwale - to logiczne, milosc z natury jest mniej trwala niz mamona.
    Trzymanie sie jak pijany plota niegdysiejszych zwyczajow jest zawracaniem Wisly kijem i wywoluje usmiech politowania.

    Co do "nauki kosciola" - zauwaz, ze kosciol nigdy nie sprzeciwial sie ani gwalceniu w noc poslubna wcisnietej sila do loznicy "oblubienicy", ani przymuszaniu dzieci (czesto kilkuletnich) do malzenstw kontraktowanych przez rodzicow. Bynajmniej takich malzenstw nie uniewaznial choc trudno sie w nich bylo dopatrzec milosci - bo z ta miloscia to byl tylko pic dla gawiedzi a ksieza zajmowali sie biznesem.

    > Tu nie chodzi o papiery. Nie wierzysz, że małżeństwo to sakrament?

    Nie.
    >
    > I jest napisane co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza, a w ceremoni małże
    > ństwa to Bóg ich łączy

    Bog laczy ludzi w milosci i zadna ceremonia nie jest mu do tego potrzebna.

    > A Jezus w Ewangeliach zabronił oddalać żony

    Bo w tamtych czasach "oddalenie zony" oznaczalo dla niej samotnosc i poniewierke przez reszte zycia.
    Co ciekawe, nawet Jezus nie zastanowil sie, czy zona moze oddalic meza. :)
  • mona.blue 02.02.11, 22:37
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > > Nie, jeżeli naprawdę wierzy się w Boży plan i ma się do Niego zaufanie.
    > >
    > W bozy plan czy koscielny papierek?
    > Bo roznica jest, ze tak powiem, zasadnicza.

    Dla mnie nie, Bóg potwierdza swoją wolę w kościele, różnymi znakami i wierzę, że to Jego wola zadecydowała w przypadku stwierdzenia nieważności mojego małżeństwa.
    Możesz się śmiać, albo nazwać mnie dewotką, ale od początku Bóg dał mi przeczucie, a raczej wielokrotnie podczas modlitwy z Biblią potwierdzał, że sprawa ta będzie miała pomyślny finał.
    >
    > Swiat sie zmienia, transakcjami nie zajmuja sie juz ksieza tylko prawnicy, nie
    > trzeba miec plecow w postaci klanu rodzinnego by przezyc, bycie singielka czy s
    > amotna matka nie powoduje juz wykluczenia ze spoleczenstwa - wiec ludzie sa ze
    > soba bo chca a nie bo musza.

    zgadzam się, dla mnie też powinny bć rozwody koscielne

    > A ze zwiazki sa mniej trwale - to logiczne, milosc z natury jest mniej trwala n
    > iz mamona.
    > Trzymanie sie jak pijany plota niegdysiejszych zwyczajow jest zawracaniem Wisly
    > kijem i wywoluje usmiech politowania.
    >
    >
    > > Tu nie chodzi o papiery. Nie wierzysz, że małżeństwo to sakrament?
    >
    > Nie.

    to po co ta cała ceremonia w kościele? dlaczego miliony ludzi bierze to tak poważnie?
    > >

    > Bog laczy ludzi w milosci i zadna ceremonia nie jest mu do tego potrzebna.
    >
    > nie odpowiesz na pytanie, czy jesteś wierząca?

    bo piszesz, jak osoba niewierząca, a pisałaś, że byłaś w neo, widzę tu jakąś sprzczność
  • mona.blue 02.02.11, 23:12
    Czy wierząca w Boga, ale nie w kościół?
  • sabinac-0 03.02.11, 22:48

    mona.blue napisała:

    > Czy wierząca w Boga, ale nie w kościół?

    Mozna to tak nazwac.
  • sabinac-0 03.02.11, 22:48
    mona.blue napisała:

    > Dla mnie nie, Bóg potwierdza swoją wolę w kościele, różnymi znakami

    To, ze kosciol sie mieni reprezentantem Boga, swiadczy o pysze kosciola, ale niekoniecznie o owej reprezentacji.
    Niektore "znaki" tez nie zawsze swiadcza o realizacji bozych zamiarow, raczej o marnej kondycji instytucji. :)

    > od początku Bóg dał mi przeczuc
    > ie, a raczej wielokrotnie podczas modlitwy z Biblią potwierdzał, że sprawa ta b
    > ędzie miała pomyślny finał.
    > >
    Uwazasz, ze Bog zajmuje sie takimi p...lami?

    > to po co ta cała ceremonia w kościele?

    Targowisko proznosci - nic wiecej.

    > dlaczego miliony ludzi bierze to tak pow
    > ażnie?

    Bo chodzi o sprawy majatkowe i dziedziczenie.
    > >
    > > nie odpowiesz na pytanie, czy jesteś wierząca?
    >
    Tak.

    > bo piszesz, jak osoba niewierząca, a pisałaś, że byłaś w neo, widzę tu jakąś sp
    > rzczność

    Jestem sceptyczna wobec instytucji kosciola katolickiego, co bynajmniej nie jest sprzeczne z wiara w Boga (naprawde szczera).
  • mona.blue 04.02.11, 00:16
    sabinac-0 napisała:

    > To, ze kosciol sie mieni reprezentantem Boga, swiadczy o pysze kosciola, ale ni
    > ekoniecznie o owej reprezentacji.

    Przecież to Chrystus ustanowił kosciół.

    > Niektore "znaki" tez nie zawsze swiadcza o realizacji bozych zamiarow, raczej o
    > marnej kondycji instytucji. :)

    ja to po prostu czuję, możesz myśleć co chcesz, wiem, że może to być odebrane jako subiektywne - ale np. miałam niemal pewność, że wyrok będzie przed świętami
    >
    > Uwazasz, ze Bog zajmuje sie takimi p...lami?
    >
    Sprawa powołania to najwazniejszsa sprawa w życiu człowieka, od tego zależy jego szczęście i spełnienie w tym życiu, wypełnienie planu Bożego

    > > to po co ta cała ceremonia w kościele?
    >
    > Targowisko proznosci - nic wiecej.

    Dla wielu tak, jak kiedyś dla mnie, dla głęboko wierzących nie. Ostatnio na ślubie naszej koleżanki ze wspólnoty (która nota bene przez wiele lat żyła w związku cywilnym, potem się rozwiodła, a teraz wzieła z tym samym mężczyną ślub kościelny) prawie wszystkie miałyśmy łzy w oczach.
    Pewnie powiesz, że to tanie emocje, ale moim zdaniem nie, gdyż wynikają z powagi tego sakramentu.

    >
    > > dlaczego miliony ludzi bierze to tak pow
    > > ażnie?
    >
    > Bo chodzi o sprawy majatkowe i dziedziczenie.

    Skoro jesteś wierząca (z czego bardzo się cieszę :)) to dlaczego nie wierzysz w sakrament małżeństwa?
    >
    > Jestem sceptyczna wobec instytucji kosciola katolickiego, co bynajmniej nie jes
    > t sprzeczne z wiara w Boga (naprawde szczera).

    ja też często jestem sceptyczna wobec instytucji kościoła, radia Maryja

    ale kościół to my, wspólnota wierzących

    i ja np. też odnajduję się najlepiej tylko w neo, gdzie kazania, a właściwie homilie sa objaśnieniem czytań z dnia z uwzględnieniem jak to się odnosi do naszego życia - to mi najbardziej odpowiada

    no i u dominikanów

    w takim "zwyklym" kościele jest różnie, sa księża, których trudno akceptować i kazania, których trudno słuchać


    a Ty chodzisz do kościoła?
  • sabinac-0 04.02.11, 12:42
    mona.blue napisała:

    > Przecież to Chrystus ustanowił kosciół.
    >
    Myslisz, ze Chrystus ustalil papiestwo w Rzymie?
    Ze Chrystus wyznaczyl urzednikow i sciezki ich kariery, przyznal im godnosci i wladze (nie, nie nad duszami, nad cialami i mamona), ze nakazal urzednikom celibat (by sie majatek nie rozproszyl) i zabronil kobietom dostepu do duszpasterstwa i zaszczytow?

    Nie, Chrystus byl tylko zalozycielem doktryny.
    Przechowala sie ona w luznych zapiskach.

    Kilkaset lat pozniej LUDZIE (nie Bog i nie Chrystus) dokonali nastepujacych posuniec:
    1- stworzyli wspolnoty na wzor zydowskich kibucow,
    2- gdy czlonkowie wspolnoty zaczeli miec wplywy w owczesnych wladzach (Rzym), w miejsce wspolnot powstal system religijny na wzor rzymski, z obieralnym przywodca i hierarchiczna struktura urzednicza,
    3- na jednym z pierwszych kongresow dostojnikow hierarchii (zwanych soborami) pozbierano zapiski dotyczace zycia, dzialalnosci i tresci gloszonych przez Chrystusa (ktorego osoba liczyla sie coraz mniej i mniej...), odrzucono te, ktore byly niewygodne, sprzeczne z polityka instytucji lub uznane przez nia za "niewazne" (skazane na zniszczenie, zostaly odnalezione po paru wiekach i dzis nosza nazwe ewangelii apokryficznych), te, ktore sie podobaly zebrano, podzielono na rozdzialy i ustalono kanon, ktory znamy do dzis,
    4- na kolejnych kongresach dostojnikow ustalono wlasny kodeks instytucji (zwany dzis prawem kanonicznym), ktory ustalil zasady awansu urzednikow instytucji i w mysl ktorego urzednicy otrzymali bezwarunkowa wladze nad wiernymi, mozliwosc dowolnego ustalania co jest moralne a co nie, a najwyzszy dostojnik otrzymal przywilej bycia nieomylnym.

    To skrocona historia, pomijam ciagnace sie przez stulecia dywagacje nad stanem blony dziewiczej poszczegolnych kobiet wymienionych w ewangeliach, rozwazania nad iloscia diablow w jednostce powierzchni, liczne zwiazki dostojnikow z herbarzem i polityka a takze "nic nie znaczacy" kilkusetletni epizod z antypapiezem w Lyonie.

    > Pewnie powiesz, że to tanie emocje,

    Masz racje, tak to widze.
    Nie tylko tanie, rowniez wdrukowane w wyprany mozg - przez cynicznych ludzi, lasych na wladze.

    > ale kościół to my, wspólnota wierzących
    >
    Tak?
    I co masz do powiedzenia w tej "wspolnocie"?
    Nic.
    Jaki masz wplyw na zasady, doktryne, prawa nia rzadzace?
    Zaden.
    Mozesz tylko z sercem w gardle czekac na WYROK, bo kilku panow w sukienkach uwaza, ze moze decydowac o Twym zyciu, wartosci, moralnosci i sumieniu - wedlug swoich wlasnych kryteriow.

    > a Ty chodzisz do kościoła?

    Czasem.
    Nie zawsze do katolickiego (maz jest ewangelikiem).
  • cynta 04.02.11, 16:35
    Przepraszam ze sie wtrace ale prowadzicie ta dyskuscje publicznie a jest ciekawa....
    Mona, papierek koscielny byl Ci potrzebny aby uwierzyc ze Twoj sakrament jest juz niewazny? To sie tak da? Myslalam ze sakrament w mysl tego Kosciola jest nie do zniesienia...
    A jezeli jest to... moze my sami wiemy kiedy jest sakrament a kiedy nie jest? Dlaczego w innych kosciolach Chrzescijanskich, bazujacych na JEGO nauce sprawa tych sakramentow jest rozwiazana inaczej? np. kaplanstwo nim nie jest? Najpierw My i On a potem kosciol... moze..... Bylas w Bazylice Sw. Piotra? to jest wzniesione ku chwale Boga????? chyba zart....
  • mona.blue 04.02.11, 22:01
    cynta napisała:
    ....
    > Mona, papierek koscielny byl Ci potrzebny aby uwierzyc ze Twoj sakrament jest juz niewazny? To sie tak da? Myslalam ze sakrament w mysl tego Kosciola jest nie
    > do zniesienia...

    Wg prawa kanonicznego w ogóle nie doszło do zawarcia sakramentu, były przyczyny, że od samego początku sakrament był nieważny, czyli nie zaistniał

    >? Dlaczego w innych kosciolach Chrzescijanskich, bazujacych na JEGO nauce sprawa tych sakramentow jest rozwiazana inaczej?

    Mi się właśnie podoba jak tam jest, ale tam małżeństwo nie jest uznawane za sakrament

    z drugiej strony, jak od razu dobrze rozezna się powołanie i obie osoby dążą do Boga, to nie widzę potrzeby rozwodu, chyba, że jedna osoba oszukała drugą, albo była niedojrzała, ale to z kolei są podstawy do potocznie mówiąc unieważnienia, a prawidłowo stwierdzenia, że sakrament nie zaistniał
    Najpierw
    > My i On a potem kosciol... moze.....

    Ale widzisz, ja np. oddaliłam się od Boga, a przez kościół, a w zasadzie konkretną wspólnotę znów odnalazłam Boga

    Bylas w Bazylice Sw. Piotra? to jest wzni
    > esione ku chwale Boga????? chyba zart....

    3 lata temu byłam na wakacjach we Włoszech i odwiedziłam wiele kościołów, Bazylikę św. Piotra też i wszędzie odnajdywałam obecność Boga. Ale faktycznie największe wrażenie religijne wywarł na mnie kościół św. Franciszka w Asyżu, który cechuje skromność i prostota
  • sabinac-0 05.02.11, 16:02
    mona.blue napisała:

    > Wg prawa kanonicznego w ogóle nie doszło do zawarcia sakramentu, były przyczyny
    > , że od samego początku sakrament był nieważny, czyli nie zaistniał
    >
    A twoje dzieci poczely sie niepokalanie. Amen. :D

    > z drugiej strony, jak od razu dobrze rozezna się powołanie i obie osoby dążą do
    > Boga, to nie widzę potrzeby rozwodu

    A jesli ktos dazyl i przestal?

    > Ale widzisz, ja np. oddaliłam się od Boga, a przez kościół, a w zasadzie konkre
    > tną wspólnotę znów odnalazłam Boga
    >
    Odnalazlas Boga czy grono przyjaciol?

    > 3 lata temu byłam na wakacjach we Włoszech i odwiedziłam wiele kościołów, Bazyl
    > ikę św. Piotra też i wszędzie odnajdywałam obecność Boga.

    Ja obecnosc Boga odnajduje codziennie w szpitalu. W kosciolach raczej nie.
  • cynta 05.02.11, 16:50
    A ja w "mojej" dyscyplinie naukowej ...

    sabinac-0 napisała:
    > Ja obecnosc Boga odnajduje codziennie w szpitalu. W kosciolach raczej nie.
  • mona.blue 05.02.11, 20:25
    sabinac-0 napisała:


    > > z drugiej strony, jak od razu dobrze rozezna się powołanie i obie osoby d
    > ążą do Boga, to nie widzę potrzeby rozwodu
    >
    > A jesli ktos dazyl i przestal?

    nie wiem, chyba powinny być jednak rozwody koscielne

    >
    > > Ale widzisz, ja np. oddaliłam się od Boga, a przez kościół, a w zasadzie
    > konkretną wspólnotę znów odnalazłam Boga
    > >
    > Odnalazlas Boga czy grono przyjaciol?
    >
    Jedno i drugie

    >
    > Ja obecnosc Boga odnajduje codziennie w szpitalu. W kosciolach raczej nie.

    W szpitalu na onkologii, gdy przychodzilam odwiedzać chora na raka koleżankę ze wspólnoty też czułam tam obecność Boga wsród tych wszystkich cierpiących ludzi

    i ostatnio coraz częściej się zastanawiam, że chciałabym spróbować wolontariatu na onkologii
  • sabinac-0 06.02.11, 15:21
    mona.blue napisała:

    > > Odnalazlas Boga czy grono przyjaciol?
    > >
    > Jedno i drugie
    >
    Celowo zadalam Ci to pytanie - pamietam wlasna "kariere" w neokatechumenacie - wydawalo mi sie, ze odnalazlam raj na ziemi nieomalze i dopiero po latach zdalam sobie sprawe, ze wcale nie o Boga w tym chodzilo tylko o grupke milych, gladkich ludzi z przyklejonym slodkim usmiechem.
    Oni chcieli pokazac jacy sa dobrzy dla biedulek, a ja bylam samotna siksa z trudnej rodziny, ktora jak kania dzdzu potrzebowala kogos, kto bedzie ja glaskal po glowce mowiac "tak tak, jestes wspaniala".

    > i ostatnio coraz częściej się zastanawiam, że chciałabym spróbować wolontariatu
    > na onkologii

    Jako osoba doswiadczona w pracy z chorymi, odradzam Ci ten krok.
    By moc naprawde komus pomoc, trzeba najpierw uporzadkowac wlasne sprawy - kontakt z chorymi by ich nawracac, dowartosciowac siebie sama, zapomniec o prozie zycia lub zaznac trascendentnych uniesien, nie przyniesie nikomu pozytku.
  • mona.blue 06.02.11, 16:05
    sabinac-0 napisała

    > Celowo zadalam Ci to pytanie - pamietam wlasna "kariere" w neokatechumenacie -
    > wydawalo mi sie, ze odnalazlam raj na ziemi nieomalze i dopiero po latach zdala
    > m sobie sprawe, ze wcale nie o Boga w tym chodzilo tylko o grupke milych, gladk
    > ich ludzi z przyklejonym slodkim usmiechem.
    > Oni chcieli pokazac jacy sa dobrzy dla biedulek, a ja bylam samotna siksa z tru
    > dnej rodziny, ktora jak kania dzdzu potrzebowala kogos, kto bedzie ja glaskal p
    > o glowce mowiac "tak tak, jestes wspaniala".

    To widać, że niedługo byłaś w neo, nie przeżyłaś wielu kłótni we wspólnocie, wielu uwag o sobie, po których czułaś się jak zbity pies, szczerych i czasem nieprzyjemnych reakcji na swoje zachowanie, wyrzekania się siebie dla innych i Boga
    >

  • sabinac-0 06.02.11, 17:15
    mona.blue napisała:

    > To widać, że niedługo byłaś w neo,

    Te 8 lat to rzeczywiscie krociutenko (choc uwazam, ze i tak za dlugo).

    > nie przeżyłaś wielu kłótni we wspólnocie, wi
    > elu uwag o sobie, po których czułaś się jak zbity pies, szczerych i czasem niep
    > rzyjemnych reakcji na swoje zachowanie, wyrzekania się siebie dla innych i Boga
    > >

    Wiesz Mona, osoby pokrzywdzone, czesto od dziecinstwa, przez los i bliznich, czesto mylnie odbieraja ciuranie nimi jako "brutalna, ale szczera prawde", troske i dowod milosci.
    Stad bierze sie ogromna wytrzymalosc tych osob na upokorzenia czy maltretowanie - najbrutalniejsze traktowanie jest odbierane jako dowod milosci - no bo ten ktos raczyl zwrocic na nas uwage, wiec pewnie mu zalezy i dla naszego dobra tak nami poniewiera.

    Ale to nie tak - jesli gdzies ktos nas zle traktuje, jesli po rozmowie z kims czujemy sie jak obity pies, jesli czyjas obecnosc wywoluje w nas nieustajace poczucie winy ze nie jestesmy tak doskonale jak powinnysmy, jest to znak, ze stalysmy sie ofiara dreczyciela/i, ktory, obojetnie jaka ideologia sie popiera, leczy sobie kompleksy wyzywajac sie na nas, i ze nalezy takiemu towarzystwu jak najszybciej pokazac plecy zanim przerobi nas na szmaty.
  • mona.blue 06.02.11, 17:30
    sabinac-0 napisała:

    > Te 8 lat to rzeczywiscie krociutenko (choc uwazam, ze i tak za dlugo).
    >
    cieszę się, to całkiem długo

    > Wiesz Mona, osoby pokrzywdzone, czesto od dziecinstwa, przez los i bliznich, cz
    > esto mylnie odbieraja ciuranie nimi jako "brutalna, ale szczera prawde", troske
    > i dowod milosci.

    ja wcale często tak nie odbieram, rozważam po prostu w swoim sumieniu, czy ktoś miał rację czy nie, zastanawiam się, że może faktycznie ja coś przeoczyłam, nieuzasadnionej krytyki nie lubię


    > Stad bierze sie ogromna wytrzymalosc tych osob na upokorzenia czy maltretowanie
    > - najbrutalniejsze traktowanie jest odbierane jako dowod milosci - no bo ten k
    > tos raczyl zwrocic na nas uwage, wiec pewnie mu zalezy i dla naszego dobra tak
    > nami poniewiera.
    >
    Chrystus mówił, żeby napominać siebie nawzajem, powinno to odbywać się z miłością, często faktycznie nie jest
    ale wg mnie, jeżeli zachowana jest przyzwoitość jest to akt miłości - działanie dla dobra danej osoby, mające na celu jej zbawienie

    > Ale to nie tak - jesli gdzies ktos nas zle traktuje, jesli po rozmowie z kims c
    > zujemy sie jak obity pies, jesli czyjas obecnosc wywoluje w nas nieustajace poc
    > zucie winy ze nie jestesmy tak doskonale jak powinnysmy, jest to znak, ze staly
    > smy sie ofiara dreczyciela/i, ktory, obojetnie jaka ideologia sie popiera, lecz
    > y sobie kompleksy wyzywajac sie na nas, i ze nalezy takiemu towarzystwu jak naj
    > szybciej pokazac plecy zanim przerobi nas na szmaty.

    ja się tak nie czuję we wspólnocie, może tylko w czasie, gdy czekałam na wyrok czułam, że niektórzy nie akceptują mojej decyzji, ale nie zamęczali mnie tym, choć nie powiem, nie było to przyjemne
  • sabinac-0 06.02.11, 17:48
    mona.blue napisała:

    >, rozważam po prostu w swoim sumieniu, czy ktoś
    > miał rację czy nie, zastanawiam się, że może faktycznie ja coś przeoczyłam,

    No wlasnie o to mi chodzilo - nie dowierzasz wlasnemu sumieniu i wlasnej ocenie dobra i zla, szukajac wciaz potwierdzenia u innych i wystawiajac sie na razy.

    > Chrystus mówił, żeby napominać siebie nawzajem,

    Mam z tego rozumiec, ze na tych spotkaniach oceniacie nawzajem Wasze zycie prywatne, wytykajac sobie "bledy" i grozac paluszkiem?
    Yyyyyyyyyyyyyyyyyy... :P
    Az tak nawet te 20 lat temu nie bylo.

    > jeżeli zachowana jest przyzwoitość jest to akt miłości - działanie
    > dla dobra danej osoby, mające na celu jej zbawienie
    > ja się tak nie czuję we wspólnocie, może tylko w czasie, gdy czekałam na wyrok
    > czułam, że niektórzy nie akceptują mojej decyzji, ale nie zamęczali mnie tym, c
    > hoć nie powiem, nie było to przyjemne

    No wlasnie.
    Ktos sobie stwierdzil, ze moze oceniac Twoje osobiste sprawy, Twoje decyzje i Twoje postepowanie - jakim prawem wlasciwie?
  • mona.blue 06.02.11, 18:08
    sabinac-0 napisała:

    > No wlasnie o to mi chodzilo - nie dowierzasz wlasnemu sumieniu i wlasnej ocenie
    > dobra i zla, szukajac wciaz potwierdzenia u innych i wystawiajac sie na razy.
    >
    moje sumienie nie jest nieomylne, ciągle się doskonali - patrząc na siebie często nie jesteśmy obiektywni albo stosujemy mechanizmy obronne

    > > Chrystus mówił, żeby napominać siebie nawzajem,
    >
    > Mam z tego rozumiec, ze na tych spotkaniach oceniacie nawzajem Wasze zycie pryw
    > atne, wytykajac sobie "bledy" i grozac paluszkiem?
    > Yyyyyyyyyyyyyyyyyy... :P
    > Az tak nawet te 20 lat temu nie bylo.
    >
    Wolisz polityczną poprawność? Tylko, że ona prowadzi donikąd poza ułatwieniem bezkolizyjnego współistnienia, ale nie przyczynia się do poprawy naszego charakteru czy postępowania.

    > No wlasnie.
    > Ktos sobie stwierdzil, ze moze oceniac Twoje osobiste sprawy, Twoje decyzje i T
    > woje postepowanie - jakim prawem wlasciwie?

    Ktoś, kto ma rozeznania dobra i zła, jest dalej na ścieżce duchowej i bliżej Boga.

    Ja też często widzę błędy, które popełniają ludzie, nie wiem jak to wyrazić - mający mniejsze rozeznanie - i często jest to pomocą zwrócić im na to uwagę.

    Nieumiejętność przyjęcia krytyki często świadczy o pewnych cechach narcystycznych.
  • sabinac-0 06.02.11, 19:36
    mona.blue napisała:

    > moje sumienie nie jest nieomylne, ciągle się doskonali - patrząc na siebie częs
    > to nie jesteśmy obiektywni albo stosujemy mechanizmy obronne
    >
    Nie ma to jak swieto(je)bliwy "zyczliwy" co to blizniemu pylku w oku nie przepusci - wobec takiego mechanizmy obronne sa bezradne.

    P.S. Chrystus pisal cos o pylku i belce...

    > Wolisz polityczną poprawność? Tylko, że ona prowadzi donikąd poza ułatwieniem b
    > ezkolizyjnego współistnienia, ale nie przyczynia się do poprawy naszego charakt
    > eru czy postępowania.
    >
    Uwazam, ze wzajemna tolerancja i bezkolizyjne wspolistnienie to nieodlaczny atrybut swietosci.
    I ze wscibscy poprawiacze swiata i bliznich to szczyt osiagniec szatana.

    > Ktoś, kto ma rozeznania dobra i zła, jest dalej na ścieżce duchowej i bliżej Bo
    > ga.
    >
    Bardzo ladna sentencyjka, ale co wlasciwie chcialas przez nia powiedziec?

    > Ja też często widzę błędy, które popełniają ludzie, nie wiem jak to wyrazić - m
    > ający mniejsze rozeznanie - i często jest to pomocą zwrócić im na to uwagę.

    Pomoca dla nich czy dla Ciebie?
    >
    > Nieumiejętność przyjęcia krytyki często świadczy o pewnych cechach narcystyczny
    > ch.

    I co - bedziesz narcyza zmieniac na sile w biczownika?

  • mona.blue 06.02.11, 20:55
    sabinac-0 napisała:

    > Nie ma to jak swieto(je)bliwy "zyczliwy" co to blizniemu pylku w oku nie przepu
    > sci - wobec takiego mechanizmy obronne sa bezradne.
    >
    > P.S. Chrystus pisal cos o pylku i belce...

    uważam, że można zwrócić uwagę, jeżeli ktoś przegina, sprawa jest ważna i nie za często
    >
    > I ze wscibscy poprawiacze swiata i bliznich to szczyt osiagniec szatana.
    >
    szczytem osiągnięć szatana są podobno zgryźliwi starcy ;)

    > > Ktoś, kto ma rozeznania dobra i zła, jest dalej na ścieżce duchowej i bli
    > żej Boga.
    > >
    > Bardzo ladna sentencyjka, ale co wlasciwie chcialas przez nia powiedziec?

    No taki guru :)
    >
    > > Ja też często widzę błędy, które popełniają ludzie, nie wiem jak to wyraz
    > ić - mający mniejsze rozeznanie - i często jest to pomocą zwrócić im na to uwagę.
    >
    > Pomoca dla nich czy dla Ciebie?

    i dla nich i dla mnie - dla naszej relacji, żeby jej nie zrywać albo nie frustrować się w kółko albo strzelać focha
    > >
    > > Nieumiejętność przyjęcia krytyki często świadczy o pewnych cechach narcys
    > tycznych.
    >
    > I co - bedziesz narcyza zmieniac na sile w biczownika?
    >
    nie, ale będę reagować na jego zachowanie adekwatnie, zgodnie z tym co czuję, nie będę go utwierdzać w tym, jaki jest wspaniały
  • sabinac-0 06.02.11, 22:11
    mona.blue napisała:

    > uważam, że można zwrócić uwagę, jeżeli ktoś przegina, sprawa jest ważna i nie z
    > a często
    > >
    Jesli przegina wobec Ciebie - na pewno.
    Jesli wobec kogos - mozna (rozeznawszy najpierw sytuacje by nie strzelic gafy).
    Jesli wobec "zasad" czy "idealow" - lepiej nie.

    > > I ze wscibscy poprawiacze swiata i bliznich to szczyt osiagniec szatana.
    > >
    > szczytem osiągnięć szatana są podobno zgryźliwi starcy ;)
    >
    Tez. :)

    > No taki guru :)
    > >
    Ja bym sie tutaj zatrzymala.
    Zdaje sobie sprawe, ze ongis do katechumenatu przyciagnela mnie latwosc, z jaka jej czlonkowie formulowali recepty na dobre zycie i szczescie oraz nigdy nie kwestionowany autorytet roznych "wspanialych zakonnikow", "ksiezy z powolaniem" i innych guru. Dawalo to poczucie bezpieczenstwa - i zwalnialo z myslenia.
    To samo mnie kilka lat pozniej od tej wspolnoty odrzucilo, bo jednak czlowiek nie jest zdechla ryba by plynac z pradem.

    > nie, ale będę reagować na jego zachowanie adekwatnie, zgodnie z tym co czuję, n
    > ie będę go utwierdzać w tym, jaki jest wspaniały

    A kto Ci kaze go utwierdzac?
    Niech on mysli o sobie co zechce a Ty wcale nie musisz podzielac jego zdania ani tym bardziej bic mu brawo.
    Najwyzej zostanie narcyzem bez klaki, jego brocha.
  • mona.blue 06.02.11, 23:05
    sabinac-0 napisała:

    > Jesli wobec kogos - mozna (rozeznawszy najpierw sytuacje by nie strzelic gafy).
    > Jesli wobec "zasad" czy "idealow" - lepiej nie.

    nie wiem, musiałabym to przemyśleć
    >
    > > No taki guru :)
    > > >
    > Ja bym sie tutaj zatrzymala.
    > Zdaje sobie sprawe, ze ongis do katechumenatu przyciagnela mnie latwosc, z jaka
    > jej czlonkowie formulowali recepty na dobre zycie i szczescie

    w tym mieli rację, ja już doświadczam tego szczęścia
    nie jest to szczęście jak wg Wikipedii - euforyczny nastrój, ale spokój, harmonia, poczucie spełnienia i sensu życia, dobre relacje, poukładane życie (tu jeszcze nie do końca) - co oczywiście nie wyklucza cierpień, jak np. moich nieszczęsnych bólów kręgosłupa czy nawet okresów, gdy nastrój się obniża albo piętrzą się jakieś problemy - ale jest pewność, że Bóg czuwa nad moim życiem, jak np. z tym, że udało mi się dostać od ręki na rehabilitację z nfz, co graniczy niemal z cudem.

    oraz nigdy nie kwestionowany autorytet roznych "wspanialych zakonnikow", "ksiezy z powolaniem" i innych guru.

    no to chyba za krótko bylaś, prezbiter też człowiek i nieraz też coś usłyszy na swój temat
    no z katechistami to się zgadzam

    Dawalo to poczucie bezpieczenstwa - i zwalnialo z myslenia.
    > To samo mnie kilka lat pozniej od tej wspolnoty odrzucilo, bo jednak czlowiek n
    > ie jest zdechla ryba by plynac z pradem.
    >
    jeszcze raz powtarzam, za chyba krótko byłaś
    na początku dają pewne rady, recepty, potem gdy się zwracałam do nich oprócz ogólnych zaleceń, o których mówi Biblia, mówili, żebym rozeznawała samodzielnie na modlitwie

  • sabinac-0 06.02.11, 23:35
    mona.blue napisała:

    > sabinac-0 napisała:
    >
    > > Jesli wobec kogos - mozna (rozeznawszy najpierw sytuacje by nie strzelic
    > gafy).
    > > Jesli wobec "zasad" czy "idealow" - lepiej nie.
    >
    > nie wiem, musiałabym to przemyśleć
    > >
    Wiesz, chodzi o to, by nie zabawiac sie w Boga tzn. nie osadzac i nie "naprawiac" bliznich przerabiajac ich na swoj obraz i podobienstwo - bo wtedy ma sie na pienku z pierwszym przykazaniem, ze o pierwszym grzechu glownym nie wspomne.

    > w tym mieli rację, ja już doświadczam tego szczęścia

    Nie chce byc zlym prorokiem, ale czasem owo poczucie iluminacji, naglego odkrycia sensu zycia i recepty na szczescie pod wplywem gromadnych przezyc i czyjejs charyzmy, to tylko "upojenie" - wspolne modly, ekstatyczne spiewy z wznoszeniem rak, wszechogarniajaca przeslodka "opieka" wspolwyznawcow dzialaja jak narkotyk.
    Podobnie odczuwaja ludzie w sektach.

    Znam to uczucie - tyle, ze ja bylam wtedy siusiumajtka a malolaty lubia takie wspolnotowo-egzaltowane klimaty, potem dojrzewaja i im przechodzi.
    U doroslej osoby jest to jakby cofniecie sie w rozwoju emocjonalnym.
  • mona.blue 07.02.11, 13:34
    >
    > > w tym mieli rację, ja już doświadczam tego szczęścia
    >
    > Nie chce byc zlym prorokiem, ale czasem owo poczucie iluminacji, naglego odkryc
    > ia sensu zycia i recepty na szczescie pod wplywem gromadnych przezyc i czyjejs
    > charyzmy, to tylko "upojenie" - wspolne modly, ekstatyczne spiewy z wznoszeniem
    > rak, wszechogarniajaca przeslodka "opieka" wspolwyznawcow dzialaja jak narkoty
    > k.
    > Podobnie odczuwaja ludzie w sektach.

    to nie chodzi tylko o klimat na modlitwie czy podczas wspólnych spotkań

    to utrzymuje się też w życiu codziennym, w samotności, w relacjach z innymi

    to wynika raczej z tego, że Bóg prostuje moje ścieżki i widzę nadzieję, na przyszłość


    > U doroslej osoby jest to jakby cofniecie sie w rozwoju emocjonalnym.

    nie, wszyscy dążymy do szczęścia, słyszałaś na pewno o takim przeżyciu jak flow, wszyscy go doświadczamy, jeżeli robimy to, co jest nasza pasją, co daje man szczęście
  • sabinac-0 07.02.11, 13:59
    mona.blue napisała:

    > wszyscy dążymy do szczęścia, słyszałaś na pewno o takim przeżyciu jak flow

    Nie, nie slyszalam.
  • mona.blue 07.02.11, 14:16
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > wszyscy dążymy do szczęścia, słyszałaś na pewno o takim przeżyciu jak flo
    > w
    >
    > Nie, nie slyszalam.

    Napiszę potem, teraz muszę wyjść.
    Ogólnie chodzi o to, że gdy robimy coś, co nas pasjonuje mamy poczucie szczęścia, lekkości, tracimy poczucie czasu - takie intensywne pozytywne uczucia nas ogarniają.

    Ale chyba wiesz, że tęsknota za szczęściem jest największą ludzką tęsknotą.
  • sabinac-0 07.02.11, 14:21
    mona.blue napisała:

    > Ogólnie chodzi o to, że gdy robimy coś, co nas pasjonuje mamy poczucie szczęści
    > a, lekkości, tracimy poczucie czasu - takie intensywne pozytywne uczucia nas og
    > arniają.
    >
    Aaaa, wiem. Malolaty czuja cos takiego na koncertach reggae.

    > Ale chyba wiesz, że tęsknota za szczęściem jest największą ludzką tęsknotą.

    Dorosle szczescie wsynika raczej ze spokojnego bilansu niz z gwaltownych emocji.
  • mona.blue 07.02.11, 14:29
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Ogólnie chodzi o to, że gdy robimy coś, co nas pasjonuje mamy poczucie sz
    > części
    > > a, lekkości, tracimy poczucie czasu - takie intensywne pozytywne uczucia
    > nas og
    > > arniają.
    > >
    > Aaaa, wiem. Malolaty czuja cos takiego na koncertach reggae.

    Wszyscy przeżywamy, podam ci nazwisko naukowca, który to zjawisko badał przez wiele lat, ale jest cholernie skomplikowane i długie, jakieś ruskie czy gruzińskie :)
    >
    > > Ale chyba wiesz, że tęsknota za szczęściem jest największą ludzką tęsknot
    > ą.
    >
    > Dorosle szczescie wsynika raczej ze spokojnego bilansu niz z gwaltownych emocji
    > .
    Zgadzam się, widzę, że mówimy o tym samym, ale towarzyszą też temu pozytywne emocje, choć nie cały czas oczywiście, ale taki ogólny klimat emocjonalny.
  • sabinac-0 07.02.11, 16:28
    mona.blue napisała:

    > Wszyscy przeżywamy, podam ci nazwisko naukowca, który to zjawisko badał przez w
    > iele lat, ale jest cholernie skomplikowane i długie, jakieś ruskie czy gruzińsk
    > ie :)
    > >
    I tak pewnie nikt go nie zna, poza nielicznymi entuzjastami jego wywodow :)

    > towarzyszą też temu pozytywne em
    > ocje, choć nie cały czas oczywiście, ale taki ogólny klimat emocjonalny.

    Emocje sa zludne. Dzialaja jak narkotyk.
  • mona.blue 07.02.11, 21:43
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Wszyscy przeżywamy, podam ci nazwisko naukowca, który to zjawisko badał p
    > rzez w
    > > iele lat, ale jest cholernie skomplikowane i długie, jakieś ruskie czy gr
    > uzińsk
    > > ie :)
    > > >
    > I tak pewnie nikt go nie zna, poza nielicznymi entuzjastami jego wywodow :)

    en.wikipedia.org/wiki/Flow_%28psychology%29
    >

    > Emocje sa zludne. Dzialaja jak narkotyk.

    Emocje są ważnym drogowskazem w życiu, co prawda drugim po wartościach i zasadach, pokazują nam, co nam służy, a czego powinniśmy unikać.
  • mona.blue 05.02.11, 22:52
    Wolna miłość daje wszystkie przywileje mężczyźnie i żadnych kobiecie

    to ona w razie czego ponosi konsekwencje samotnego macierzyństwa, a potem gdzie znajdzie faceta, który będzie chciał wychowywać i łożyć na cudze dzieci

    to ona jest z często wymieniana na młodszy model

    to na nią patrzą jak na niemoralną


  • sabinac-0 06.02.11, 15:28
    mona.blue napisała:

    > Wolna miłość daje wszystkie przywileje mężczyźnie i żadnych kobiecie
    >
    Slub rowniez (no chyba ze sie sporzadzi dobra intercyze).

    > to ona w razie czego ponosi konsekwencje samotnego macierzyństwa,

    Jak zaznalas na wlasnej skorze, slub koscielny nie chroni przed samotnym macierzynstwem.

    > a potem gdzie
    > znajdzie faceta, który będzie chciał wychowywać i łożyć na cudze dzieci
    >
    Uwazasz, ze facet deklarujacy ze bedzie "wychowywac i lozyc" tylko na wlasna progeniture, zasluguje by sie z nim zwiazac na stale?
    Przeciez to burak, tylko zycie zatruje.

    P.S. Naprawde uwazasz ze "zlapanie faceta" to najwazniejszy cel w zyciu?

    > to ona jest z często wymieniana na młodszy model
    >
    Faceta tez mozna wymienic.

    > to na nią patrzą jak na niemoralną
    >
    A to juz problem tych, ktorzy patrza.
  • mona.blue 06.02.11, 16:32
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Wolna miłość daje wszystkie przywileje mężczyźnie i żadnych kobiecie
    > >
    > Slub rowniez (no chyba ze sie sporzadzi dobra intercyze).

    Po ślubie następuje podział majątku, są płacone alimenty
    >
    > > to ona w razie czego ponosi konsekwencje samotnego macierzyństwa,
    >
    > Jak zaznalas na wlasnej skorze, slub koscielny nie chroni przed samotnym macier
    > zynstwem.
    >

    no, ale to można liczyć jako wyjątek

    > >
    > Uwazasz, ze facet deklarujacy ze bedzie "wychowywac i lozyc" tylko na wlasna pr
    > ogeniture, zasluguje by sie z nim zwiazac na stale?
    > Przeciez to burak, tylko zycie zatruje.

    Wiem, ja tylko przytaczam obiegową opinię
    >
    > P.S. Naprawde uwazasz ze "zlapanie faceta" to najwazniejszy cel w zyciu?

    Nie, najważniejsze jest życie w zgodzie i miłości z Bogiem, ale zaraz potem miłość ludzka
    >
    > > to na nią patrzą jak na niemoralną
    > >
    > A to juz problem tych, ktorzy patrza.

    Tylko, że faceta w takiej sytuacji rozgrzesza się w naszym społeczeństwie, kobiety nie
  • sabinac-0 06.02.11, 17:34
    mona.blue napisała:

    > Po ślubie następuje podział majątku, są płacone alimenty
    > >
    Do alimentow nie jest potrzebny slub.
    Do podzialu majatku tez nie.

    P.S. A podobno z tym slubem koscielnym to o milosc chodzi a nie o mamone... :P

    > no, ale to można liczyć jako wyjątek
    >
    Doprawdy?
    W takim razie znam baaaaardzo duzo takich "wyjatkow".
    > > >

    > Wiem, ja tylko przytaczam obiegową opinię

    A skad ta opinia? Z magla? Z kruchty? Z podworka?
    Naprawde, przejmujesz sie glupim gadaniem ciemniakow?

    > Nie, najważniejsze jest życie w zgodzie i miłości z Bogiem,

    I uwazasz, ze dzieciary, skladajac przed oltarzem powazna przysiege tylko dlatego, ze chca "legalne" pojsc do lozka bo hormony im kipia, sa w zgodzie z Bogiem?
    Uwazasz, ze ksiadz to streczyciel, ktory daje zezwolenia na pie...nie sie?

    Uwazam, ze bardziej w zgodzie z Bogiem jest pozyc troche ze soba bez zahaczania o oltarz a przysiegac wtedy, gdy juz sie wie, ze chce sie byc razem na dobre i zle. Przynajmniej nie kpi sie wtedy z Boga i wiary.

    > Tylko, że faceta w takiej sytuacji rozgrzesza się w naszym społeczeństwie, kobi
    > ety nie

    Ty tez tworzysz to spoleczenstwo.

    Jesli bedziesz wstawiac sie za "puszczalskimi", "zdzirami" czy "pannami z dzieckiem", spoleczenstwo sie zmieni, rowniez dzieki Tobie.
  • mona.blue 07.02.11, 21:52
    sabinac-0 napisała:


    > > Nie, najważniejsze jest życie w zgodzie i miłości z Bogiem,
    >
    > I uwazasz, ze dzieciary, skladajac przed oltarzem powazna przysiege tylko dlate
    > go, ze chca "legalne" pojsc do lozka bo hormony im kipia, sa w zgodzie z Bogiem?

    Małżeństwo powinno zawierać się po poważnym rozeznaniu powołania, czy jesteśmy powoani do malżeństwa i czy to jest ten właściwy człowiek, czy go kochamy i czy poznaliśmy go wystarczająco dobrze, aby z nim się związać.

    > Uwazasz, ze ksiadz to streczyciel, ktory daje zezwolenia na pie...nie sie?

    Dziwne masz podejście do małżeństwa - dla ciebie ono nie ma wartości, jest niepotrzebne?

    >
    > Uwazam, ze bardziej w zgodzie z Bogiem jest pozyc troche ze soba bez zahaczania
    > o oltarz a przysiegac wtedy, gdy juz sie wie, ze chce sie byc razem na dobre i
    > zle. Przynajmniej nie kpi sie wtedy z Boga i wiary.
    >
    No to tu się mijasz kompletnie z nauką kościoła - para żyjąc i mieszkając ze sobą bez ślubu ma zamkniętą drogę do sakramentu pojednania i eucharystii. Ja bym tak nie mogła żyć.
    >
    >
  • sabinac-0 08.02.11, 14:43
    mona.blue napisała:

    > Małżeństwo powinno zawierać się po poważnym rozeznaniu powołania, czy jesteśmy
    > powoani do malżeństwa i czy to jest ten właściwy człowiek, czy go kochamy i czy
    > poznaliśmy go wystarczająco dobrze, aby z nim się związać.
    >
    Swiete slowa.
    Ja wyobrazasz sobie owo rozeznanie np. w czasie spotkan kino-kawiarnia-spacer raz czy dwa w tygodniu?
    Skad wiadomo czy np. szarmancki kawaler po powrocie z owego spaceru nie upija sie w trupa lub nie dzwoni do agencji towarzyskiej?
    Skad wladomo czy mozna na niego liczyc w razie trudnosci finansowych lub choroby - i czy Ciebie jego bieda lub choroba nie odstrecza?
    Skad wiadomo, czy nie ma jakichs zahamowan w lozku lub nieakceptowanych przez Ciebie preferencji seksualnych?

    Poznanie wlasnej zdolnosci do zycia w zwiazku oraz dobre poznanie drugiego czlowieka jest mozliwe TYLKO w czasie wspolnego zycia pod jednych dachem, gdy mozna skonfrontowac wlasne romantyczne wyobrazenia z proza zycia.
    Uwazam, ze przysieganie bez wspolnego przejscia przez "stol i loze", to naiwnosc i kpina z owej przysiegi.
    Naiwna wiara ze "jesli bede grzeczna, bozia mnie wynagrodzi dobrym mezem" lub slynne "po slubie wszystko sie ulozy" jest przyczyna wielu tragedii i zmarnowanych lat.

    > Dziwne masz podejście do małżeństwa - dla ciebie ono nie ma wartości, jest niep
    > otrzebne?
    >
    A gdzie ja cos takiego pisze?
    Wrecz przeciwnie, wciaz podkreslam, ze ma dla mnie duza wartosc i dlatego uwazam, ze nalezy traktowac je powaznie a nie przysiegac przed oltarzem bo rodzina, bo biala sukienka czy burza hormonow.

    > No to tu się mijasz kompletnie z nauką kościoła - para żyjąc i mieszkając ze so
    > bą bez ślubu ma zamkniętą drogę do sakramentu pojednania i eucharystii. Ja bym
    > tak nie mogła żyć.

    A ja nie moglabym przysiegac komus, kogo dobrze nie znam i znosic latami przemoc w "swietym zwiazku" z dreczycielem, nawet gdyby mi za to ofiarowano miejsce w pierwszej lawce na sumie. Amen.
  • mona.blue 08.02.11, 18:01
    sabinac-0 napisała:

    > Ja wyobrazasz sobie owo rozeznanie np. w czasie spotkan kino-kawiarnia-spacer r
    > az czy dwa w tygodniu?

    Można też spędzać czas w domu, coś razem czy osobno robiąc, lepiej razem, bo przy wspólnym działaniu najlepiej sprawdzić drugiego człowieka.
    Poza tym trzeba go obserwować w jego środowisku, jak odnosi się do innych, jaka jest jego rodzina, jakie inni mają o nim zdanie, jakie wartości wyznaje.

    > Skad wiadomo czy np. szarmancki kawaler po powrocie z owego spaceru nie upija s
    > ie w trupa lub nie dzwoni do agencji towarzyskiej?

    Trzeba rozeznać, jakie wartości wyznaje. Ja np. nie odważyłabym się związać z osobą niewierzącą, po prostu nie ufałabym.

    > Skad wladomo czy mozna na niego liczyc w razie trudnosci finansowych lub chorob
    > y - i czy Ciebie jego bieda lub choroba nie odstrecza?

    To przecież można sprawdzić bez wspólnego mieszkania - czy w trakcie choroby opiekuje się tobą, nie wiem - robi zakupy, obiad, jakoś organizuje ci życie.

    > Skad wiadomo, czy nie ma jakichs zahamowan w lozku lub nieakceptowanych przez C
    > iebie preferencji seksualnych?

    O jakich zahamowaniach piszesz?
    Bo jeżeli o impotencji lub homoseksualizmie, to sa to podstawą do stwierdzenia nieważności.
    >
    > Poznanie wlasnej zdolnosci do zycia w zwiazku oraz dobre poznanie drugiego czlo
    > wieka jest mozliwe TYLKO w czasie wspolnego zycia pod jednych dachem, gdy mozna
    > skonfrontowac wlasne romantyczne wyobrazenia z proza zycia.

    Nie wierzę, obserwuję całkiem sporą grupę młodych małżeństw ze wspólnot, które nie mieszkały ze sobą przed ślubem, a niektóre nawet nie współżyły przed ślubem, jak fajnie układa im się małżeństwo, jak się kochają.
    I z badań naukowych wynika, że wbrew potocznej opinii trwalsze są te małżeństwa, które nie mieszkały ze sobą przed ślubem.

    > Uwazam, ze przysieganie bez wspolnego przejscia przez "stol i loze", to naiwnos
    > c i kpina z owej przysiegi.

    A ja uważam odwrotnie, że wspólne łoże i mieszkanie zarezerwowane jest dla małżeństwa.

    > Naiwna wiara ze "jesli bede grzeczna, bozia mnie wynagrodzi dobrym mezem" lub s
    > lynne "po slubie wszystko sie ulozy" jest przyczyna wielu tragedii i zmarnowany
    > ch lat.

    Wierzę, że Bóg mnie kocha i jeżeli dobrze rozeznam powołanie to da mi wspaniałego męża, który mnie będzie kochał i szanował - tak czuję i takie czytania z Biblii Bóg mi daje, jakkolwiek śmieszne czy naiwne ci się to może wydawać. >

    > > Dziwne masz podejście do małżeństwa - dla ciebie ono nie ma wartości, jes
    > t niepotrzebne?
    > >
    > A gdzie ja cos takiego pisze?
    > Wrecz przeciwnie, wciaz podkreslam, ze ma dla mnie duza wartosc i dlatego uwaza
    > m, ze nalezy traktowac je powaznie a nie przysiegac przed oltarzem bo rodzina,
    > bo biala sukienka czy burza hormonow.
    >
    Nie dlatego, tylko dla tego, że kogoś kochasz i chcesz być z nim do końca życia, w wierności i uczciwości i miłości.


    > A ja nie moglabym przysiegac komus, kogo dobrze nie znam i znosic latami przemo
    > c w "swietym zwiazku" z dreczycielem, nawet gdyby mi za to ofiarowano miejsce w
    > pierwszej lawce na sumie. Amen.

    W moim przypadku przemoc wyszła już przed ślubem, podczas wspólnej pracy na wakacjach, ale byłam tak głupia, że nie wzięłam sobie tego do serca. Poza tym ciotka, wujek i ojciec mnie ostrzegali przed exem, ale ja byłam ślepa, bo zaspakajał moją potrzebę akceptacji i zrozumienia, dawał mi czas i opiekę.
    I to współżycie z exem przed ślubem obwiniam o to, że za niego wyszłam, że w ogóle związałam się z nim na stałe, bo wcale nie byłam zachwycona jego charakterem, ale współżycie bardzo wiąże młodą kobietę z facetem. Poza tym spędzaliśmy cały wolny czas razem, miałam mieszkanie na własność, bo rodzice byli za granicą - co z tego, że na noc wracał do swojego domu, było tak, jakbysmy praktycznie mieszkali razem- i co to dało?
    To, że w 2 miesiace po ślubie chciałam się rozwieść.
  • sabinac-0 08.02.11, 21:22
    mona.blue napisała:

    > Poza tym trzeba go obserwować w jego środowisku, jak odnosi się do innych, jaka
    > jest jego rodzina, jakie inni mają o nim zdanie, jakie wartości wyznaje.
    >
    Mozna tez detektywa wynajac. ;)

    > Trzeba rozeznać, jakie wartości wyznaje. Ja np. nie odważyłabym się związać z o
    > sobą niewierzącą, po prostu nie ufałabym.
    >
    Ja nie ufalabym raczej meskiemu szowiniscie szukajacemu obslugi lub komus, komu sie pysk rozjasnia na widok pelnego szkla.
    Ale rzecz gustu.

    > O jakich zahamowaniach piszesz?

    Np. jedno lubi seks oralny a drugie sie brzydzi. Albo on lubi od tylu a ona od przodu. Lub wicewersa. Albo jedno nie moze po ciemku. Albo jedno w czasie aktu odmawia litanie loretanska a drugie to wkurza.
    Takie sprawy lepiej ustalic (lub sie rozstac jesli sie nie da) przed owym "tak" - bo moze sie okazac, ze przez reszte zycia loznica bedzie polem bitwy az stanie sie tundra, a wspolne noce beda konczyc sie lzami wstydu i zazenowania.

    Kurcze, Mona, matka dzieciom jestes, babcia prawie, a zadajesz pytania jak malolata na lekcji biologii. :P

    > Bo jeżeli o impotencji lub homoseksualizmie, to sa to podstawą do stwierdzenia
    > nieważności.
    > >
    Przeciez nie chodzi o to, by najpierw sobie radosnie przysiegac bo ladnie komus w welonie a potem rozwiazywac, dzielic i uniewazniac - tylko by przysiegac powaznie.

    P.S. Zastanawiam sie, kiedy wprowadza do prawa koscielnego zapis o "niezgodnosci charakterow" jako przyczynie uniewaznienia.

    > I z badań naukowych wynika, że wbrew potocznej opinii trwalsze są te małżeństwa
    > , które nie mieszkały ze sobą przed ślubem.
    >
    Pytanie - czy owa trwalosc przeklada sie na jakosc?

    > A ja uważam odwrotnie, że wspólne łoże i mieszkanie zarezerwowane jest dla małż
    > eństwa.
    >
    A kto to zarezerwowal?

    > Wierzę, że Bóg mnie kocha

    Ja tez.
    Ale wierze tez, ze Bog po cos dal mi rozum, grzechem byloby go nie uzywac.

    > jeżeli dobrze rozeznam powołanie to da mi wspaniałe
    > go męża,

    A jesli nie - co wtedy?
    Czy bedziesz wowczas, niczym zawziete w swej "cnocie" dewoty, lzyc z kruchty kazda "zdzire" i "grzesznice", ktora "gzac sie bezboznie" osmieli sie byc szczesliwa?

    > Nie dlatego, tylko dla tego, że kogoś kochasz i chcesz być z nim do końca życia
    > , w wierności i uczciwości i miłości.
    >
    Tyle ze aby wiedziec, ze go kocham, ze chce byc z nim w w,u,m,itede i ze on jest wart tej mojej milosci i ze nie uzyje mej u,w,m itede by zamienic mi zycie w pieklo - trzeba razem pozyc.
    >
    > W moim przypadku przemoc wyszła już przed ślubem,

    I wierzylas, ze on po slubie sie zmieni...

    Monia, Ty wiesz, ile razy ja to slyszalam w ciagu 15 lat pracy z ofiarami przemocy?
    W tysiace pojdzie.

    > Poza tym ciot
    > ka, wujek i ojciec mnie ostrzegali przed exem, ale ja byłam ślepa, bo zaspakaja
    > ł moją potrzebę akceptacji i zrozumienia, dawał mi czas i opiekę.

    Mam wrazenie, ze teraz historia sie powtarza - lecz zamiast exa jest owa koscielna "wspolnota"...

    > I to współżycie z exem przed ślubem obwiniam o to, że za niego wyszłam,

    A tam, "wspolzycie".
    Raczej irracjonalne poczucie winy za "grzech" i strach ze "jak za niego nie wyjde, powiedza zem dziwka".
    Moge sie zalozyc, ze od dziecka mialas wtloczone, ze slub to cel zycia kobiety, ze "slub pannie wszelka gorycz oslodzi", ze "staropanienstwo" to wstyd a bycie "wykorzystana i porzucona" to juz wogole hanba i upadek.
    Taki folklor - kryterium oceny wartosci kobiety jest czy jest "chciana".
    Wiec jak sie grzdyl oswiadczyl, to powiedzialas "tak" - bo sie poczulas godna ze "ktos zechcial" a "drugiej okazji moze nie byc".

    > - co z tego, że na noc wracał do swojego domu, było tak, jakbysmy praktycznie m
    > ieszkali razem- i co to dało?

    A dlaczego mialo cos "dac"?
    Zeby cos "dalo" trzeba byc niezalezna, nie laknac milosci jak kania dzdzu i byc gotowa zerwac zwiazek przy pierwszych sygnalach, ze dzieje sie cos zlego - nawet kosztem samotnosci lub bycia posmiewiskiem.

    A Ty, jak sie zdaje, bylas gotowa przymknac oczy na najgorsze numery, byle poczuc sie "chciana".
  • mona.blue 08.02.11, 23:32
    sabinac-0 napisała:

    > > Trzeba rozeznać, jakie wartości wyznaje. Ja np. nie odważyłabym się związ
    > ać z osobą niewierzącą, po prostu nie ufałabym.
    > >
    > Ja nie ufalabym raczej meskiemu szowiniscie szukajacemu obslugi lub komus, komu
    > sie pysk rozjasnia na widok pelnego szkla.
    > Ale rzecz gustu.

    To oczywiście też, i tyranowi, typowi kontrolującemu i stosującemu przemoc.
    Ale dla kogoś, kto nie ma wiary pewne moje wartości byłyby bzdurne, i bałabym się, że on hołdowałby zasadzie hedonizmu i relatywizmu moralnego, powszechnie panującym obecnie w tzw. świecie.
    >
    > > O jakich zahamowaniach piszesz?
    >
    > Np. jedno lubi seks oralny a drugie sie brzydzi. Albo on lubi od tylu a ona od
    > przodu. Lub wicewersa. Albo jedno nie moze po ciemku. Albo jedno w czasie aktu
    > odmawia litanie loretanska a drugie to wkurza.
    > Takie sprawy lepiej ustalic (lub sie rozstac jesli sie nie da) przed owym "tak"
    > - bo moze sie okazac, ze przez reszte zycia loznica bedzie polem bitwy az stan
    > ie sie tundra, a wspolne noce beda konczyc sie lzami wstydu i zazenowania.

    Myślę, że jeżeli para naprawdę się kocha, to dogada się w takich sprawach, dopasuje się wzajemnie do siebie.
    >
    >
    > P.S. Zastanawiam sie, kiedy wprowadza do prawa koscielnego zapis o "niezgodnosc
    > i charakterow" jako przyczynie uniewaznienia.

    no, pewnie by się przydała :)
    i taka, że gdy mąż jest alkoholikiem albo stosuje przemoc

    mojego ex biegły ocenił jako zupełnie normalnego faceta, nie wiem, czy normą w tym społeczeństwie są socjopaci, czy on tak świetnie potrafi grać
    >
    > > A ja uważam odwrotnie, że wspólne łoże i mieszkanie zarezerwowane jest dl
    > a małżeństwa.
    > >
    > A kto to zarezerwowal?
    >
    Bóg poprzez swój Kościół.

    > > Wierzę, że Bóg mnie kocha
    >
    > Ja tez.
    > Ale wierze tez, ze Bog po cos dal mi rozum, grzechem byloby go nie uzywac.

    Przecież rozeznanie powołania jest pracą zarówno duchową jak i psychiczną i rozumową.

    >
    > > jeżeli dobrze rozeznam powołanie to da mi wspaniałe
    > > go męża,
    >
    > A jesli nie - co wtedy?

    To będę sama, już teraz wiem, że to nie koniec świata, daję sobie radę finansowo, organizacyjnie, emocjonalnie, duchowo.

    > Czy bedziesz wowczas, niczym zawziete w swej "cnocie" dewoty, lzyc z kruchty ka
    > zda "zdzire" i "grzesznice", ktora "gzac sie bezboznie" osmieli sie byc szczesl
    > iwa?

    Uważam, że nie powinno się współżyć poza małżeństwem, ale tu akurat nie osądzam tych, którzy tak robią, wiem, że w dzisiejszym świcie to wymaga niemal heroizmu.
    >
    > > Nie dlatego, tylko dla tego, że kogoś kochasz i chcesz być z nim do końca
    > życia
    > > , w wierności i uczciwości i miłości.
    > >
    > Tyle ze aby wiedziec, ze go kocham, ze chce byc z nim w w,u,m,itede i ze on jes
    > t wart tej mojej milosci i ze nie uzyje mej u,w,m itede by zamienic mi zycie w
    > pieklo - trzeba razem pozyc.

    Trzeba się poznać w różnych sytuacjach, najlepiej w trudnych, to nie oznacza, że trzeba ze soba mieszkać przed ślubem. Jakoś w czasach mojej młodości uchodziło za normę nie mieszkanie razem, a małżeństwa były bardziej trwałe niż teraz.

    > >
    > > W moim przypadku przemoc wyszła już przed ślubem,
    >
    > I wierzylas, ze on po slubie sie zmieni...
    >
    Nie wiem, jakoś wyrzuciłam to z pamięci, bo to był miesiąc podczas wakacji, poza tym wydawał się w miarę OK, a znaliśmy się przed slubem 6 lat. Myślę, że to przez nadużywanie alkoholu, które zaczęło się jakieś 10 lat po slubie zaczął tracić uczucia wyższe i łatwo wpadać w nieobliczlny gniew.

    > Mam wrazenie, ze teraz historia sie powtarza - lecz zamiast exa jest owa koscie
    > lna "wspolnota"...
    >
    pewnie tak ;)


    > A tam, "wspolzycie".
    > Raczej irracjonalne poczucie winy za "grzech" i strach ze "jak za niego nie wyj
    > de, powiedza zem dziwka".

    Nie, wtedy byłam daleko od kościoła, wszystkie moje najbliższe koleżanki też współżyły ze swoimi chłopakami - wtedy było to dla mnie normalne, prawie nie uważałam tego za grzech, a juz tym bardziej, że jestem jakąś "dziwka".

    > Moge sie zalozyc, ze od dziecka mialas wtloczone, ze slub to cel zycia kobiety,
    > ze "slub pannie wszelka gorycz oslodzi", ze "staropanienstwo" to wstyd a bycie
    > "wykorzystana i porzucona" to juz wogole hanba i upadek.

    i tu się mylisz, od dziecka miałam wtłaczane, żeby się uczyć, rozwijać. Z tym ślubem to sama wymysiłam, bo wszystkie najbliższe koleżanki wychodziły za mąż, rodzice wyjechali za granicę, matka sugerowała, że skoro tyle chodzimy ze sobą to albo się trzeba pobrać albo zerwać, a ja byłam pod silnym jej wpływem i bałam się zotać sama.

    > Taki folklor - kryterium oceny wartosci kobiety jest czy jest "chciana".
    > Wiec jak sie grzdyl oswiadczyl, to powiedzialas "tak" - bo sie poczulas godna z
    > e "ktos zechcial" a "drugiej okazji moze nie byc".
    >
    no chyba tak

    > Zeby cos "dalo" trzeba byc niezalezna, nie laknac milosci jak kania dzdzu i byc
    > gotowa zerwac zwiazek przy pierwszych sygnalach, ze dzieje sie cos zlego - naw
    > et kosztem samotnosci lub bycia posmiewiskiem.

    teraz to wiem, wtedy byłam gotowa tolerować prawie wszystko, no nie do końca, bo dwa razy z nim zrywałam, on ze zmną raz
    >
    > A Ty, jak sie zdaje, bylas gotowa przymknac oczy na najgorsze numery, byle pocz
    > uc sie "chciana".

    tak
  • sabinac-0 09.02.11, 12:01
    mona.blue napisała:

    > Ale dla kogoś, kto nie ma wiary pewne moje wartości byłyby bzdurne,

    Zauwaz, ze podstawowe normy etyczne nie zaleza od wyznawanej religii.
    Wrecz przeciwnie - osoby bardzo religijne czesciej uwazaja sie usprawiedliwione gdy owe wartosci lamia, bo uwazaja, ze dla "wyzszych celow" mozna poswiecic wolnosc a nawet zycie blizniego.

    Dlatego, choc jestem wierzaca, balabym sie zwiazac z kims bardzo praktykujacym.

    > i bałabym s
    > ię, że on hołdowałby zasadzie hedonizmu i relatywizmu moralnego, powszechnie pa
    > nującym obecnie w tzw. świecie.
    > >
    Ja tam uwazam, ze lepszy hedonista niz religijny fanatyk.
    Hedonista przynajmniej daje zyc bliznim i nie nazywa "relatywnym moralnie" kazdego, kto ma inne poglady lub zyje inaczej niz on. :)

    > Myślę, że jeżeli para naprawdę się kocha, to dogada się w takich sprawach, dopa
    > suje się wzajemnie do siebie.
    > >
    Tak tak, i "on po slubie sie zmieni". :P

    > i taka, że gdy mąż jest alkoholikiem albo stosuje przemoc
    >
    Przykro mi, dla ksiezy alkoholizm mezczyzny jest choroba i kobieta ma obowiazek trwac przy chorym w jego cierpieniu. Za to alkoholizm kobiety uprawnia mezczyzne do odejscia.
    Autentyczna wypowiedz pewnego biskupa.

    > mojego ex biegły ocenił jako zupełnie normalnego faceta, nie wiem, czy normą w
    > tym społeczeństwie są socjopaci, czy on tak świetnie potrafi grać
    > >
    Dobrze ocenil. Przemoc to nie jest choroba tylko sposob sprawowania wladzy.
    To nie jest zadna socjopatia (socjopata bilby rowniez kolegow z pracy lub sedziego) tylko zwykly, tradycyjny meski szowinizm, przez wieki pielegnowany przez kulture i kosciol.

    > > A kto to zarezerwowal?
    > >
    > Bóg poprzez swój Kościół.
    >
    A czy nie wladcy poprzez kosciol (w czasie ustalania praw dziedziczenia majatkow), poslugujac sie slowem "Bog" by wymusic posluch u gminu?

    > Przecież rozeznanie powołania jest pracą zarówno duchową jak i psychiczną i roz
    > umową.

    Pojscie do oltarza i skladanie przysiegi facetowi, ktory juz pokazal, ze potrafi uderzyc, jako praca rozumowa?
    No chyba, ze sie odkryje w sobie "powolanie do bycia ofiara"...

    > w dzisiejszym świcie to wymaga niemal heroizmu.
    > >
    Ale co - pojscie do lozka czy nie pojscie do lozka?
    Bo przysieganie przychodzi dosc latwo. :)

    P.S. Strasznie sie ten katolicyzm wokol kobiecych narzadow kreci, ocenia wartosc kobiety (bo faceta nie) tylko wedlug kategorii: poszla do lozka (slaba, zla, nie ma heroizmu) - nie poszla do lozka (heroina, swieta).
    Jakby sie w kobiecym zyciu tylko jedno liczylo...

    > w czasach mojej młodości uchodził
    > o za normę nie mieszkanie razem, a małżeństwa były bardziej trwałe niż teraz.
    >
    Wez pod uwage, ze wtedy uwazano, ze kobieta powinna "dla dobra rodziny" wytrzymac niemal wszystko. Facet mogl chlac, bic i latac za spodniczkami, "dobra zona" musiala to wszystko cierpliwie znosic tlumaczac ze "on juz taki jest, ale to moj maz".

    Skala przemocy wobec kobiet byla w owych "swietlanych czasach" tak wielka, ze nikt jej nie denuncjowal, bo "dostanie lania" od meza, ojca czy "chlebodawcy" uwazano za norme.

    Czy nalezy winic dzisiejsze kobiety, ze nie chca zyc jak ich babki i matki bo trwalosc instytucji malzenstwa na tym cierpi?
    Czy tylko dlatego, ze wola byc szczesliwe niz zaobraczkowane, nalezy oskarzac je o "egoizm", "hedonizm" i "relatywizm moralny"?

    > wszystkie najbliższe koleżanki wychodziły za mąż,(...) matka sugerowała, że skoro tyle
    > chodzimy ze sobą t
    > o albo się trzeba pobrać albo zerwać, (...) bałam
    > się zotać sama.
    >
    Lek przed samotnoscia, przed byciem "inna" i wysmianiem to najgorszy doradca.
  • mona.blue 09.02.11, 14:27
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > Zauwaz, ze podstawowe normy etyczne nie zaleza od wyznawanej religii.

    Nie zależą, oprócz norm moralności seksualnej. Ale jakoś tak się składa, że osoby szczerze wierzące dużo częściej przestrzegają tych zasad niż inni.

    > Wrecz przeciwnie - osoby bardzo religijne czesciej uwazaja sie usprawiedliwione
    > gdy owe wartosci lamia, bo uwazaja, ze dla "wyzszych celow" mozna poswiecic wo
    > lnosc a nawet zycie blizniego.

    nie bardzo rozumiem? może jakiś przykład?

    >
    > > i bałabym się, że on hołdowałby zasadzie hedonizmu i relatywizmu moralnego, powszech
    > nie panującym obecnie w tzw. świecie.
    > > >
    > Ja tam uwazam, ze lepszy hedonista niz religijny fanatyk.

    nie jestem za fanatyzmem religijnym, tylko zdrową religijnością i wynikającym z tym etycznym sposobem postepowania

    > Hedonista przynajmniej daje zyc bliznim i nie nazywa "relatywnym moralnie" kazd
    > ego, kto ma inne poglady lub zyje inaczej niz on. :)
    >
    Za to nazywa wierzących bigotami, dewotkami i fanatykami.

    > > Myślę, że jeżeli para naprawdę się kocha, to dogada się w takich sprawach
    > , dopasuje się wzajemnie do siebie.
    > > >
    > Tak tak, i "on po slubie sie zmieni". :P

    Jeżeli osoby się naprawdę kochają, to są skłonne zaspakajać potrzeby drugiej strony. Myślę, że jeżeli ludzie się kochają, to starają się zmieniać na lepsze dla drugiej osoby.

    > > >
    > > Bóg poprzez swój Kościół.
    > >
    W książce sakrament małżeństwa, są argumenty, które do mnie przemawiają, jak wrócę to je streszczę.

    > > Przecież rozeznanie powołania jest pracą zarówno duchową jak i psychiczną
    > i roz
    > > umową.
    >
    > Pojscie do oltarza i skladanie przysiegi facetowi, ktory juz pokazal, ze potraf
    > i uderzyc, jako praca rozumowa?

    On mnie przed ślubem nie uderzył, "tylko" narzucał swoją wolę, najczęściej odnośnie spędzania wolnego czasu. No i wtedy na wakacjach zrobił jeszcze coś gorszego, ale to nie miejsce, żeby o tym pisać.

    > No chyba, ze sie odkryje w sobie "powolanie do bycia ofiara"...
    >
    Zostałam wychowana na ofiarę, bałam się krzyku i awantur, byłam przyzwyczajona do męskiej tyranii.

    > > w dzisiejszym świcie to wymaga niemal heroizmu.
    > > >
    > Ale co - pojscie do lozka czy nie pojscie do lozka?

    nie pójście do łóżka

    > P.S. Strasznie sie ten katolicyzm wokol kobiecych narzadow kreci, ocenia wartos
    > c kobiety (bo faceta nie) tylko wedlug kategorii: poszla do lozka (slaba, zla,
    > nie ma heroizmu) - nie poszla do lozka (heroina, swieta).
    > Jakby sie w kobiecym zyciu tylko jedno liczylo...

    wcale nie, katolicyzm uznaje, że jesteśmy grzesznikami, że możemy spowiadać się ze swoich grzechów i walczyć o czystość -tak samo mężczyźni, jak i kobiety
    >
    > Czy tylko dlatego, ze wola byc szczesliwe niz zaobraczkowane, nalezy oskarzac j
    > e o "egoizm", "hedonizm" i "relatywizm moralny"?

    Ja nie będę się wypowiadać za inne, każdy ma swoje sumienie. Ja wolę żyć w zgodzie z Bogiem, niż gdyby mężczyzna i seks miały by być dla mnie bożkiem.
    >
    > > wszystkie najbliższe koleżanki wychodziły za mąż,(...) matka sugerowała,
    > że skoro tyle
    > > chodzimy ze sobą t
    > > o albo się trzeba pobrać albo zerwać, (...) bałam
    > > się zotać sama.
    > >
    > Lek przed samotnoscia, przed byciem "inna" i wysmianiem to najgorszy doradca.

    zgadzam się
  • sabinac-0 09.02.11, 15:54
    mona.blue napisała:

    > Nie zależą, oprócz norm moralności seksualnej.

    A czynm niby sie rozni "moralnosc seksualna" od moralnosci jako takiej?

    Kazdy, niezaleznie w co wierzy, uznaje za niemoralne to, co krzywdzi drugiego, miedzy innymi zdrade, oszukiwanie partnera, gwalt, molestowanie bezbronnych.

    Kosciol zas postawil pare rzeczy na glowie, np. dobrowolny seks doroslej, wolnej kobiety uznal za grzech (zauwaz, ze mezczyzny nie), za to "rozgrzeszyl" gwalt jesli odbywa sie on w pokropionym malzenstwie.

    > Ale jakoś tak się składa, że oso
    > by szczerze wierzące dużo częściej przestrzegają tych zasad niż inni.
    >
    Niestety, pilnowanie blony niczym klika na sloiku nie sprawia, ze ma sie wiecej milosierdzia, tolerancji i milosci dla bliznich. Czesto wrecz przeciwnie.

    > nie bardzo rozumiem? może jakiś przykład?
    >
    Najczestszy przyklad: bezlitosne karanie dzieci, czesto fizyczne i bardzo upokarzajace, bo "Bog tak kaze".
    Wyrzucenie z domu ciezarnej niezameznej corki lub syna-geja jako "grzesznikow".
    W skrajnych przypadkach - akty mordowania "niewiernych" uznawane jako "wypelnianie woli bozej".
    Mam dalej wymieniac?
    > >
    > nie jestem za fanatyzmem religijnym, tylko zdrową religijnością i wynikającym z
    > tym etycznym sposobem postepowania
    >
    Nie widze zadnej sprzecznosci miedzy hedonizmem (rozumianym jako czerpanie przyjemnosci z zycia i unikaniu cierpienia), a zdrowa religijnoscia i etycznym postepowaniem.

    > Za to nazywa wierzących bigotami, dewotkami i fanatykami.
    >
    Nie wierzacych tylko bigotow, dewotow i fanatykow.
    To NIE JEST to samo, naprawde.

    > Myślę, że jeżeli ludzie się kochają, to starają się zmieniać na lepsze dl
    > a drugiej osoby.
    >
    Zmieniaja sie tylko wtedy gdy wiedza, ze milosc drugiej osoby nie jest bezwarunkowa i ze ja straca, jesli beda sprawiac jej bol.
    Sam z siebie jeszcze nikt sie nie zmienil a juz na pewno nie na lepsze.

    > Zostałam wychowana na ofiarę, bałam się krzyku i awantur, byłam przyzwyczajona
    > do męskiej tyranii.
    >
    I to Cie popchnelo do oltarza - swojskie klimaty. Tak rozumialas milosc, jako cierpliwa i pelna poswiecenia walke o cudowna przemiane ropuchy w ksiecia. :)
    Obawiam sie jednak, ze wciaz w tym tkwisz i ze znow pojdziesz z kims przed oltarz - z tych samych motywow, znow pelna wiary, ze "dla Ciebie sie zmieni".

    > nie pójście do łóżka
    >
    Dawniej owszem, wymagalo, zwlaszcza wobec meza lub "chlebodawcy", ale teraz?
    Nie mam ochoty to nie ide a jak sie narzuca dzwonie na policje, zadnego heroizmu w tym nie ma.
    >
    > wcale nie, katolicyzm uznaje, że jesteśmy grzesznikami, że możemy spowiadać się
    > ze swoich grzechów i walczyć o czystość -tak samo mężczyźni, jak i kobiety
    > >
    Nie podoba mi sie pomysl, by jakis facet w sukience ocenial moje intymne sprawy i to wedlug dosc pokretnych kryteriow.

    P.S. Co to znaczy "walczyc o czystosc"?

    > Ja nie będę się wypowiadać za inne, każdy ma swoje sumienie. Ja wolę żyć w zgod
    > zie z Bogiem, niż gdyby mężczyzna i seks miały by być dla mnie bożkiem.
    > >
    Seks i mezczyzna jest bozkiem przede wszystkim dla dewotow (nie tylko katolickich, muzulmanskich tez) - oni chyba o niczym innym nie mysla i wokol seksu (a raczej meskiego pojmowania tegoz) porzadkuja swiat.

    Dla normalnych ludzi seks jest tylko jednym z wielu aspektow doroslego zycia, nie najwazniejszym bynajmniej.
  • mona.blue 09.02.11, 22:56
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Nie zależą, oprócz norm moralności seksualnej.
    >
    > A czynm niby sie rozni "moralnosc seksualna" od moralnosci jako takiej?

    że dotyczy seksu :P

    no chodzi mi o to, że tu występują głównie różnice, bo takie wartości jak prawda, sprawiewdliwość, miłość, uczciwość itp. są powszechnie akceptowane
    >
    >
    > Kosciol zas postawil pare rzeczy na glowie, np. dobrowolny seks doroslej, wolne
    > j kobiety uznal za grzech (zauwaz, ze mezczyzny nie), za to "rozgrzeszyl" gwalt
    > jesli odbywa sie on w pokropionym malzenstwie.
    >
    mężczyzny tez, skąd bierzesz takie wiadomości?

    i nie kościół, tylko Chrystus

    > > Ale jakoś tak się składa, że osoby szczerze wierzące dużo częściej przestrzegają tych zasad niż inni.
    > >
    > Niestety, pilnowanie blony niczym klika na sloiku nie sprawia, ze ma sie wiecej
    > milosierdzia, tolerancji i milosci dla bliznich. Czesto wrecz przeciwnie.
    >
    niekoniecznie,poza tym ie jestem zwolenniczka poprawnosci politycznej

    > Najczestszy przyklad: bezlitosne karanie dzieci, czesto fizyczne i bardzo upoka
    > rzajace, bo "Bog tak kaze".

    Nie wiem, może nasza dyskusja bierze się stąd, że ty piszesz o tzw. tradycyjnym katolicyzmie, a ja o tym, czego doświadczam w neo

    u nas we wspolnotach jeszcze nie widziałam, zeby stosowane były kary fizyczne

    > Wyrzucenie z domu ciezarnej niezameznej corki lub syna-geja jako "grzesznikow".

    Znajome małżeństwo z mojej wspólnoty nie wyrzuciło z domu niezamężnej, ciężarnej córki, wręcz kolega mówił, że niech przemyślą dobrze decyzję, czy ma być ślub, czy chcą być razem

    > W skrajnych przypadkach - akty mordowania "niewiernych" uznawane jako "wypelnia
    > nie woli bozej".

    ??? to chyba w islamie?
    > > >
    >
    > Nie widze zadnej sprzecznosci miedzy hedonizmem (rozumianym jako czerpanie przy
    > jemnosci z zycia i unikaniu cierpienia)

    ja piszę w znaczeniu stawiania przyjemności jako podstawowej wartości w życiu, co jest coraz bardziej powszechne

    > >
    > Nie wierzacych tylko bigotow, dewotow i fanatykow.
    > To NIE JEST to samo, naprawde.

    A kto jest wg ciebie bigotem, dewotką i fanatykiem?
    >
    > I to Cie popchnelo do oltarza - swojskie klimaty. Tak rozumialas milosc, jako c
    > ierpliwa i pelna poswiecenia walke o cudowna przemiane ropuchy w ksiecia. :)
    > Obawiam sie jednak, ze wciaz w tym tkwisz i ze znow pojdziesz z kims przed olta
    > rz - z tych samych motywow, znow pelna wiary, ze "dla Ciebie sie zmieni".

    Jeżeli miałabym iść przed ołtarz, to tylko z jedną osobą, która nie musi się zmieniać, no może poza poglądami na Kościół i katolicką etykę seksualną. Z nikim innym nie chcę.
    >
    > Nie mam ochoty to nie ide a jak sie narzuca dzwonie na policje, zadnego heroizm
    > u w tym nie ma.

    nie w tym sensie :)

    chodzi mi o sytuację, w której obie strony mają ochotę i to dużą :) i cały "świat" wokół tak postępuje

    > Nie podoba mi sie pomysl, by jakis facet w sukience ocenial moje intymne sprawy
    > i to wedlug dosc pokretnych kryteriow.

    to już Chrystus ustanowil sakrament pojednania - komu grzechy odpuścicie, sa im odpuszczone, komu zatrzymacie, są im zatrzymane
    >
    > P.S. Co to znaczy "walczyc o czystosc"?
    >
    Starać sie nie współżyć, nie dopuszczać do sytuacji, które "wodzą na pokuszenie" - np. nie mieszkać razem bez ślubu, co zresztą jeszcze wg kościoła jest grzechem zgorszenia publicznego, nie wyjeżdżać razem na wakacje

    > > Ja nie będę się wypowiadać za inne, każdy ma swoje sumienie. Ja wolę żyć
    > w zgodzie z Bogiem, niż gdyby mężczyzna i seks miały by być dla mnie bożkiem.
    > > >
    > Seks i mezczyzna jest bozkiem przede wszystkim dla dewotow (nie tylko katolicki
    > ch, muzulmanskich tez) - oni chyba o niczym innym nie mysla i wokol seksu (a ra
    > czej meskiego pojmowania tegoz) porzadkuja swiat.

    nie wiem, kto jest dewotem wg ciebie, ja się nie poczuwam

    bożek to ktoś/coś co stawiamy wyżej Boga - np. uznajemy, że że OK jest uprawiać seks bez ślubu, mimo, że Chrystus tego zabronił - wtedy stawiamy seks na pierwszym miejscu
    >
    >
  • gadagad 09.02.11, 23:16
    Że się wtrącę, w seksie nie ma zaspokojania innych potrzeb, niż nasze. Każde inne dawanie d***, jest ku...arstwem, choćby za cenę świętego spokoju, czy dobrego nastawienia drugiej strony do nas, żeby mu nie było przykro, bo nieprzyjemnie jest z nieszczęśliwym. Cały nierozerwalny sakrament rzeczywiście powstał, bo któryś z mesjaszów podłe położenie kobiet w judaiźmie dostrzegł - i niech tak łatwo baby się pozbyć nie będzie.
  • mona.blue 09.02.11, 23:47
    :)))

    właśnie dzisiaj czytałam artykuł nt powodów z których kobiety chodzą z facetami do łóżka- na 1 właściwy, czyli miłość przypada 6 kur..skich- od manipulacji po pieniądze.
  • sabinac-0 10.02.11, 14:50
    mona.blue napisała:

    > właśnie dzisiaj czytałam artykuł nt powodów z których kobiety chodzą z facetami
    > do łóżka- na 1 właściwy, czyli miłość przypada 6 kur..skich- od manipulacji po
    > pieniądze.

    Widze, ze znow sie ktos wytrzasa nad "zdzirami", "k...ami" jak sie zwyklo nazywac kobiety nie bedace Madonna i Joanna Darc w jednym - tak jakby panowie chodzili do lozka tylko ze szlachetnych powodow.

    Ciekawe skad u "lepiej wierzacych" tyle nienawisci do kobiet a zwlaszcza do kobiecej seksualnosci?
  • mona.blue 10.02.11, 23:14
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > właśnie dzisiaj czytałam artykuł nt powodów z których kobiety chodzą z fa
    > cetami
    > > do łóżka- na 1 właściwy, czyli miłość przypada 6 kur..skich- od manipula
    > cji po
    > > pieniądze.
    >
    > Widze, ze znow sie ktos wytrzasa nad "zdzirami", "k...ami" jak sie zwyklo nazyw
    > ac kobiety nie bedace Madonna i Joanna Darc w jednym - tak jakby panowie chodzi
    > li do lozka tylko ze szlachetnych powodow.

    No faktycznie, o facetach też powinni dla równowagi napisać :-P
    >
    > Ciekawe skad u "lepiej wierzacych" tyle nienawisci do kobiet a zwlaszcza do kobiecej seksualnosci?

    To nie jest nienawiść do kobiecej seksualności, seksualność jest piękna, jeżeli wynika z miłości.
  • sabinac-0 11.02.11, 14:43
    mona.blue napisała:

    > To nie jest nienawiść do kobiecej seksualności, seksualność jest piękna, jeżeli
    > wynika z miłości.

    Kosciol patrzy na kontrakt, nie na milosc - nazywa grzechem seks z milosci ale bez slubu, za to seks w zakontraktowanym malzenstwie nawet bez milosci lub wrecz z przymusu jest dla niego ok.

    Od poczatku w tej calej szopce chodzilo o kontrakt i mamone, by kobite do chalupy przywiazac i nie przekazac majatku bekartowi - jak nie bylo testow ciazowych i badan DNA to zostawal tylko klik na sloiku w postaci blony dziewiczej i gadka o moralnosci, grzechu i ogniu piekielnym jako straszak na "niecnoty".
  • mona.blue 11.02.11, 16:54
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    >
    > Od poczatku w tej calej szopce chodzilo o kontrakt i mamone, by kobite do chalu
    > py przywiazac i nie przekazac majatku bekartowi - jak nie bylo testow ciazowych
    > i badan DNA to zostawal tylko klik na sloiku w postaci blony dziewiczej i gadk
    > a o moralnosci, grzechu i ogniu piekielnym jako straszak na "niecnoty".

    To dlaczego teraz nie zmieniło sie?
  • sabinac-0 11.02.11, 21:38
    mona.blue napisała:

    > To dlaczego teraz nie zmieniło sie?

    Zmienilo sie, zmienilo, tylko niektorzy chca na sile zawracac Wisle kijem.

    P.s. Pamietam taki kawal: siedza dziad i baba przy stole, dziad drzaca ze starosci reka bierze lyzke, juz, juz ja moczy w zupie ale nagle prask - i rzuca lyzka w babke. "Za co, za co?" - piszczy babka, dziad na to "uch, jak sobie przypomne, ze jak zem cie bral to tys dziewica nie byla!".
  • mona.blue 11.02.11, 21:52
    Nie przyjmujesz argumentów kościoła, ale sam Chrystus nauczał, że nierząd, czyli seks wolnej kobiety i wolnego mężczyzy czyni ich nieczystymi.

    Fakt, że czystych relacji ze świecą szukać :)
  • bez_seller 11.02.11, 22:07
    mona.blue napisała:

    > Nie przyjmujesz argumentów kościoła, ale sam Chrystus nauczał, że

    A Budda, na ten przyklad, nauczal inaczej. I co?
  • mona.blue 11.02.11, 22:16
    bez_seller napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Nie przyjmujesz argumentów kościoła, ale sam Chrystus nauczał, że
    >
    > A Budda, na ten przyklad, nauczal inaczej. I co?

    Ale Sabina pisała, że szczerze wierzy w Boga
  • bez_seller 11.02.11, 22:23
    A co ma wiara w Boga do seksu?
  • hatroha 11.02.11, 22:27
    a tyle, ze fajnie jest być Bogiem Seksu
    --
    ===>Tool - Vicarious<===
    Angelspit - "100%" / ACDC - "Black Ice"
    Faith No More - "Kindergarten"
    HIROMI UEHARA - "Place To Be"
  • bez_seller 11.02.11, 22:33
    No chyba, ze tak. :)

    A Mone to dawno juz ktos powinien przeleciec. Marzy o seksie, grzesznica jedna.:D
  • mona.blue 11.02.11, 23:09
    bez_seller napisała:

    > A co ma wiara w Boga do seksu?

    To, że wg wiary chrześcijańskiej wszelki seks pozamałżeński jest grzechem.
  • adriana_ada 11.02.11, 23:26
    mona.blue napisała:

    > bez_seller napisała:
    >
    > > A co ma wiara w Boga do seksu?
    >
    > To, że wg wiary chrześcijańskiej wszelki seks pozamałżeński jest grzechem.

    Mona, napisz do mnie, pomoge ci za darmo
  • mona.blue 11.02.11, 23:31
    adriana_ada napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > bez_seller napisała:
    > >
    > > > A co ma wiara w Boga do seksu?
    > >
    > > To, że wg wiary chrześcijańskiej wszelki seks pozamałżeński jest grzechem
    > .
    >
    > Mona, napisz do mnie, pomoge ci za darmo

    na priva?

    i co masz na myśli? :)
  • bez_seller 11.02.11, 23:34
    Gdyby byl grzechem, to by sie z takiego seksu dzieci nie rodzily. Tak jak nie urodzi sie dziecko z seksu ze swinia, prawda? :)
  • mona.blue 11.02.11, 23:39
    bez_seller napisała:

    > Gdyby byl grzechem, to by sie z takiego seksu dzieci nie rodzily. Tak jak nie u
    > rodzi sie dziecko z seksu ze swinia, prawda? :)

    Bóg jest miłosierny

    Ale w Biblii, jako przestroga dla nas, nieślubne dziecko króla Dawida z Batszebą, żona innego, zmarło kilka dni po urodzeniu.
  • bez_seller 12.02.11, 00:48
    mona.blue napisała:

    > Bóg jest miłosierny
    >
    > Ale w Biblii, jako przestroga dla nas, nieślubne dziecko króla Dawida z Batszeb
    > ą, żona innego, zmarło kilka dni po urodzeniu.

    Za przyzwoleniem milosiernego Boga. :)

  • mona.blue 12.02.11, 01:05
    bez_seller napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Bóg jest miłosierny
    > >
    > > Ale w Biblii, jako przestroga dla nas, nieślubne dziecko króla Dawida z B
    > atszeb
    > > ą, żona innego, zmarło kilka dni po urodzeniu.
    >
    > Za przyzwoleniem milosiernego Boga. :)

    Bóg jest również sprawiedliwy i każdy grzech ma konsekwencje.
    Potem urodził im się Salomon, który został najmądrzejszym królem Izraela.>
  • bez_seller 12.02.11, 13:19
    Wg tego co napisalas, Bog jest zwyklym sadysta. Karze tych, ktorych nie powinien.
  • mona.blue 12.02.11, 15:23
    Przecież takie dziecko pójdzie prosto do nieba, będzie mu nawet oszczędzone cierpienie, z którym każdy z nas tu na ziemi musi się zmagać
  • sabinac-0 12.02.11, 18:28
    mona.blue napisała:

    > Przecież takie dziecko pójdzie prosto do nieba

    Mam wrazenie, iz Twa przedmowczyni miala na mysli cierpienie osieroconej matki.

    To znamienne dla ultrakatolikow - dla nich kobieta z chwila zajscia w ciaze przestaje czuc, przestaje cierpiec, przestaje byc czlowiekiem, rozplywa sie, znika...
    Zostaje tylko zarodek-plod-noworodek.
  • mona.blue 13.02.11, 23:01
    sabinac-0 napisała:


    > To znamienne dla ultrakatolikow - dla nich kobieta z chwila zajscia w ciaze prz
    > estaje czuc, przestaje cierpiec, przestaje byc czlowiekiem, rozplywa sie, znika

    Dlaczego? Pozostaje kobietą, ale jej dziecko ma takie samo prawo do życia jak ona.
    > ...
    > Zostaje tylko zarodek-plod-noworodek.

    Nie, zostaje kobieta w stanie błogosławionym.
  • sabinac-0 14.02.11, 17:43
    mona.blue napisała:

    > Nie, zostaje kobieta w stanie błogosławionym.

    Sam "blogoslawiony" brzuch. Wskutek "grzechu". :)

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • sabinac-0 12.02.11, 18:22
    mona.blue napisała:
    >
    > Ale w Biblii, jako przestroga dla nas, nieślubne dziecko króla Dawida z Batszeb
    > ą, żona innego, zmarło kilka dni po urodzeniu.

    W tamtych czasach jakies 3/4 dzieci umieralo zanim osiagnelo rok zycia, wiec byla to normalna rzecz a nie zadna "przestroga".

    Druga sprawa, ze "nieprawym" tzn. nie uznanym przez ojca dzieciom pomagano wowczas rozstac sie z zyciem zostawiajac je gdzies na pustkowiu - nie wiem jak Ty, ale ja w tym dzialaniu nic boskiego nie widze.
  • mona.blue 13.02.11, 23:11
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > > Ale w Biblii, jako przestroga dla nas, nieślubne dziecko króla Dawida z B
    > atszeb
    > > ą, żona innego, zmarło kilka dni po urodzeniu.
    >
    > W tamtych czasach jakies 3/4 dzieci umieralo zanim osiagnelo rok zycia, wiec by
    > la to normalna rzecz a nie zadna "przestroga".
    >
    Było to przepowiedziane przez proroka Natana.
    2 Sm 12,13a
    Natan odrzekł Dawidowi:Pan odpuszcza ci ten twój grzech - nie umrzesz, lecz dlatego, ze przez ten czyn bardzo wzgardziłeś Panem, syn, który ci sę urodzi na pewno umrze.

    W dalszym ciągu jest napisane, że Pan dotknął dziecko, tak iż ciężko zachorowało.

  • sabinac-0 14.02.11, 17:48
    mona.blue napisała:

    > Natan odrzekł Dawidowi:Pan odpuszcza ci ten twój grzech - nie umrzesz, lecz dla
    > tego, ze przez ten czyn bardzo wzgardziłeś Panem, syn, który ci sę urodzi na pe
    > wno umrze.
    >
    > W dalszym ciągu jest napisane, że Pan dotknął dziecko, tak iż ciężko zachorował
    > o.
    >
    No tak - dziecko nie czlowiek, jedynie ojcowska wlasnasc, ktora sie niszczy, gdy chce sie ukarac wlasciciela.
    O matce owego dziecka nawet nie raczono wspomniec, inkubator bez twarzy i uczuc.

    I Ty to pochwalasz? Naprawde?

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 18:29
    sabinac-0 napisała:

    >
    > > W dalszym ciągu jest napisane, że Pan dotknął dziecko, tak iż ciężko zach
    > orował
    > > o.
    > >
    > No tak - dziecko nie czlowiek, jedynie ojcowska wlasnasc, ktora sie niszczy, gd
    > y chce sie ukarac wlasciciela.
    > O matce owego dziecka nawet nie raczono wspomniec, inkubator bez twarzy i uczuc
    > .
    >
    > I Ty to pochwalasz? Naprawde?
    >
    Nie. Czasami nie rozumiem Pana Boga, tak jak dzisiaj, gdy dowiedziałam się, że zmarł malutki synek zaprzyjaźnionej koleżanki, która była kiedyś ze mną we wspólnocie i przez pewien czas była opiekunką moich dziewczynek. Dzisiaj będziemy się za nich modlić na wspólnych Nieszporach.
  • sabinac-0 14.02.11, 21:09
    mona.blue napisała:

    > Czasami nie rozumiem Pana Boga, tak jak dzisiaj, gdy dowiedziałam się, że
    > zmarł malutki synek zaprzyjaźnionej koleżanki

    6 lat temu zmarla moja coreczka, 4 lata temu synek.
    Nie obwiniam Boga o ich smierc, ale nie dam sobie wmowic, ze bylo to kara dla mnie za jakies tam prawdziwe czy wyimaginowane winy.
    Traktuje to jako przeznaczenie - moje i ich.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • sabinac-0 12.02.11, 18:18
    bez_seller napisała:

    > A co ma wiara w Boga do seksu?

    Moim zdaniem nic.
  • mona.blue 12.02.11, 21:52
    sabinac-0 napisała:

    > bez_seller napisała:
    >
    > > A co ma wiara w Boga do seksu?
    >
    > Moim zdaniem nic.

    A co odpowiesz na argument, że Chrystus zabronił nierządu - co jest we fragmencie z Kazania na Górze na jutrzejszą niedzielę?
  • bez_seller 13.02.11, 12:00
    mona.blue napisała:

    > A co odpowiesz na argument, że Chrystus zabronił nierządu - co jest we fragmenc
    > ie z Kazania na Górze na jutrzejszą niedzielę?

    Chrystus mial zapewne na mysli molestowanie dzieci przez ksiezy, wszak znal przyszlosc, prawda? Po prostu zabronil gwaltow i wykorzystywania seksualnego, bo to wlasnie jest nierzad, a nie milosc kochankow. Przeciez nie zawsze i nie wszedzie dostepny jest ksiadz ze swoim sakramentem. Chrystus byl czlowiekiem madrym i zyciowym. Na weselu nie powiedzial, przestancie juz pic, starczy wam, a mogl, gdyz pijanstwo ogolnie jest niezdrowe.

    To bylby glupi zakaz, lamany zawsze i wszedzie. Sprowadzenie seksu do pozycji grzechu ma swoje ekonomiczne uzsadnienie, gdyz wiadomo, ze ludzie zawsze beda grzeszyc i grzeszyc, a mamona za "rozgrzeszanie" bedzie plynac i plynac.
  • mona.blue 13.02.11, 12:16
    Nierząd jest to współzycie wolnego mężczyzny z wolną kobietą i Chrystus tego zabronił.
  • bez_seller 13.02.11, 12:48
    mona.blue napisała:

    > Nierząd jest to współzycie wolnego mężczyzny z wolną kobietą i Chrystus tego za
    > bronił.

    Nic nie szkodzi, ksiadz da rozgrzeszenie i panna mloda z brzuchem pojdzie do slubu. Moc ksiezy wieksza jest przeciez niz zakazy Chrystusa. Oczywiscie, ta moc dana jest przez samego Boga. Swoja droga, sprytnie to wszystko wymyslono. A jak wyznawca ma watpliwosci, to pewnie szatan mu je podsuwa, albo opetani przez szatana wrogowie wiary. Wiadomo, ze chrzescijanie sa przesladowani przez szatna i innowiercow.

    A co powiesz na slowa Chrystusa - co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech sie nie wazy rozlaczac.
  • rzeka.suf 13.02.11, 13:20

    'A co powiesz na slowa Chrystusa - co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech sie nie wazy rozlaczac.'


    kosciol juz powiedzial, wiec po co pytac Mone o jej zdanie? - jesli brak malzenstwu istotnego elementu, mozna je uznac za niewazne. okazuje sie, ze nawet w obliczu ksiedza mozna cos zataic przed bogiem. a bog, no coz, od dawna niemy, postawe bierna zajmuje wobec malwersacji. tzn on wie, ze jakies malzenstwo to lipa, wiec tak naprawde nie go nie zlacza. on wie wszystko, a my tutaj musimy pogrzebac troche w papierach, zeby pewne sprawy wyprostowac.
  • mona.blue 13.02.11, 17:02
    rzeka.suf napisała:

    >
    > 'A co powiesz na slowa Chrystusa - co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech sie
    > nie wazy rozlaczac.'
    >
    >
    > kosciol juz powiedzial, wiec po co pytac Mone o jej zdanie? - jesli brak malze
    > nstwu istotnego elementu, mozna je uznac za niewazne. okazuje sie, ze nawet w o
    > bliczu ksiedza mozna cos zataic przed bogiem. a bog, no coz, od dawna niemy, po
    > stawe bierna zajmuje wobec malwersacji. tzn on wie, ze jakies malzenstwo to lip
    > a, wiec tak naprawde nie go nie zlacza. on wie wszystko, a my tutaj musimy pogr
    > zebac troche w papierach, zeby pewne sprawy wyprostowac.

    dokładnie,mimo, że w to nie wierzysz
  • mona.blue 13.02.11, 15:26
    bez_seller napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Nierząd jest to współzycie wolnego mężczyzny z wolną kobietą i Chrystus t
    > ego za
    > > bronił.
    >
    > Nic nie szkodzi, ksiadz da rozgrzeszenie i panna mloda z brzuchem pojdzie do slubu.

    No właśnie, z brzuchem, to coraz większy procent, mi się to nie podoba, poza tym to często powoduje, że idą do ołtarza dwie osoby przymuszone tym faktem (albo facet złapany na dziecko), które świadomie nie podjęłyby takiej decyzji i dramat gotowy

    Moc ksiezy wieksza jest przeciez niz zakazy Chrystusa.

    Nie, Chrystus jest po prostu miłosierny i nauczał: komu grzechy odpuścicie są im odpuszczone, komu zatrzymacie, są im zatrzymane

    Oczywiscie, ta moc
    > dana jest przez samego Boga. Swoja droga, sprytnie to wszystko wymyslono.

    Jak cytowałam, to jest w Biblii

    A współcześnie człowiek chce być dla siebie i innych Bogiem i ustanawiać własne prawa moralne, stawiając przyjemność płynącą z seksu ponad prawo Boże

    A jak
    > wyznawca ma watpliwosci, to pewnie szatan mu je podsuwa, albo opetani przez sz
    > atana wrogowie wiary. Wiadomo, ze chrzescijanie sa przesladowani przez szatna i
    > innowiercow.

    Tak
    >
    > A co powiesz na slowa Chrystusa - co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech sie n
    > ie wazy rozlaczac.

    To odnosi się właśnie do ślubu, bo to Bóg łączy parę małżeńską, a nie ksiądz wbrew powszechnemu mniemaniu, to para młoda składa obietnicę sobie i Bogu, w obecności światków, a ksiądz celebruje liturgie

    i o ile pamiętam, nie było tam w niebie, ale musiałabym sprawdzic
  • mona.blue 13.02.11, 15:28
    Sorry - świadków
  • sabinac-0 13.02.11, 15:41
    mona.blue napisała:


    > A współcześnie człowiek chce być dla siebie i innych Bogiem i ustanawiać własne
    > prawa moralne, stawiając przyjemność płynącą z seksu ponad prawo Boże
    >
    Albo chce byc dla siebie bogiem obwolujac sie reprezentantem Boga na ziemi...
    Roznie to bywa.
    co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech
    > sie n
    > > ie wazy rozlaczac.
    >
    > To odnosi się właśnie do ślubu,

    Nie. To sie odnosi do milosci.
    Slub to tylko pusta ceremonia wymyslona przez ludzi w holdzie mamonie.
    >
  • mona.blue 13.02.11, 17:00
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    >
    > > A współcześnie człowiek chce być dla siebie i innych Bogiem i ustanawiać
    > własne
    > > prawa moralne, stawiając przyjemność płynącą z seksu ponad prawo Boże
    > >
    > Albo chce byc dla siebie bogiem obwolujac sie reprezentantem Boga na ziemi...
    > Roznie to bywa.
    > co Bog w niebie zlaczyl, czlowiek niech
    > > sie n
    > > > ie wazy rozlaczac.
    > >
    > > To odnosi się właśnie do ślubu,
    >
    > Nie. To sie odnosi do milosci.
    > Slub to tylko pusta ceremonia wymyslona przez ludzi w holdzie mamonie.
    > >
    Ślub to piękna ceremonia, gdy się kocha nawzajem prawdziwą miłością.
  • rzeka.suf 13.02.11, 16:11
    'No właśnie, z brzuchem, to coraz większy procent, mi się to nie podoba, poza ty
    > m to często powoduje, że idą do ołtarza dwie osoby przymuszone tym faktem (albo
    > facet złapany na dziecko), które świadomie nie podjęłyby takiej decyzji i dram
    > at gotowy'

    buahaha, Monia, nie myslalas nigdy o tym, czemu niby ciaza przymusza do slubu?
    to cie oswiece: dlatego, ze ludzi takich jak ty nie obchodzi czy rodzice dziecka kochaja sie czy nie, ale to czy maja zezwolenie na seks. no i dlatego, ze ktos sie przejmuje opinia takich dewot
  • mona.blue 13.02.11, 16:52
    rzeka.suf napisała:

    > 'No właśnie, z brzuchem, to coraz większy procent, mi się to nie podoba, poza t
    > y
    > > m to często powoduje, że idą do ołtarza dwie osoby przymuszone tym faktem
    > (albo
    > > facet złapany na dziecko), które świadomie nie podjęłyby takiej decyzji i
    > dram
    > > at gotowy'
    >
    > buahaha, Monia, nie myslalas nigdy o tym, czemu niby ciaza przymusza do slubu?
    > to cie oswiece: dlatego, ze ludzi takich jak ty nie obchodzi czy rodzice dzieck
    > a kochaja sie czy nie, ale to czy maja zezwolenie na seks. no i dlatego, ze kto
    > s sie przejmuje opinia takich dewot

    mnie akurat obchodzi, swojej córki nie namawiałabym do ślubu, jeżeli nie kochala by przyszłego męża, podobnie moi znajomi ze wspólnoty
  • sabinac-0 13.02.11, 17:10
    mona.blue napisała:

    > swojej córki nie namawiałabym do ślubu, jeżeli nie kochal
    > a by przyszłego męża,

    Za to dalabys jej mocno odczuc ze jest "grzesznica" i biadolilabys nad nia "olaboga, teraz nikt cie z bekartem nie zechce" :P
  • mona.blue 13.02.11, 18:07
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > swojej córki nie namawiałabym do ślubu, jeżeli nie kochal
    > > a by przyszłego męża,
    >
    > Za to dalabys jej mocno odczuc ze jest "grzesznica" i biadolilabys nad nia "ola
    > boga, teraz nikt cie z bekartem nie zechce" :P

    wspierałabym ją
  • sabinac-0 13.02.11, 21:32
    mona.blue napisała:

    > wspierałabym ją

    Co nazywasz "wsparciem", jesli Twoja corka bylaby dorosla i finansowo niezalezna?
  • mona.blue 13.02.11, 22:49
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > wspierałabym ją
    >
    > Co nazywasz "wsparciem", jesli Twoja corka bylaby dorosla i finansowo niezalezn
    > a?

    Mówiłabym, że jej nie potępiam, pomagałabym jej w razie potrzeby, wspierała radą
  • sabinac-0 14.02.11, 17:52
    mona.blue napisała:

    > Mówiłabym, że jej nie potępiam

    A ona na to powinna dziekowac na kolanach, ze mimo takiego "grzechu" laskawie jej nie potepiasz?
    Na jej miejscu na takie protekcjonalne "nie potepiam cie" odwrocilabym sie i odeszla na zawsze.

    Jeszcze nie rozumiesz, ze to corka wyswiadczylaby Ci uprzejmosc, pokazujac Ci wnuka i pytajac o rade?
    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 18:38
    sabinac-0 napisała:

    > A ona na to powinna dziekowac na kolanach, ze mimo takiego "grzechu" laskawie j
    > ej nie potepiasz?
    > Na jej miejscu na takie protekcjonalne "nie potepiam cie" odwrocilabym sie i od
    > eszla na zawsze.
    >
    Grzech jest grzechem, trudno, żebym go akceptowała, ale ją akceptowałabym nadal

    > Jeszcze nie rozumiesz, ze to corka wyswiadczylaby Ci uprzejmosc, pokazujac Ci w
    > nuka i pytajac o rade?

    wiem, jak bardzo potrzebowałam sama pomocy w tych pierwszych tygodniach przy bliźniakach, i że nie było przy mnie wtedy mojej matki
  • sabinac-0 14.02.11, 21:23
    mona.blue napisała:

    > Grzech jest grzechem, trudno, żebym go akceptowała, ale ją akceptowałabym nadal
    >
    Wiesz ile mlodych, wychowanych w posluchu i surowych normach dziewczyn co roku usuwa ciaze, bo nie chca chodzic w otoczce "grzechu"?

    > wiem, jak bardzo potrzebowałam sama pomocy w tych pierwszych tygodniach przy bl
    > iźniakach, i że nie było przy mnie wtedy mojej matki

    Gdy urodzil sie moj syn, bylam, jak to nazywasz "grzesznica" lub "panna z dzieckiem" - jego biologiczny ojciec pokazal tyly gdy bylam w 2 miesiacu ciazy. Bog z nim.
    Moja mamuska robila mi przez cala ciaze dluuuugie wyklady, jaki to straszny czyn popelnilam wobec spolecznosci, narodu i ludzkosci, jak to "podeptalam moralnosc" itp. Mialam dosc tego wciskania mnie w glebe i zajelam sie dzieckiem sama odrzucajac jej pomoc. Zreszta, choc nie lubie dzieci, macierzynstwo sprawialo mi autentyczna przyjemnosc i nawet sie cieszylam, ze zaden facet ani mamuska nade mna nie stercza i nie gledza.
    Dzis mamuska nieraz chlipie mi w sluchawke, ze prawie nie zna wnuka.

    I wiesz co? Ten "grzech" okazal sie najlepsza rzecza, jaka zrobilam w zyciu.
    Bo gdy poznalam w koncu mezczyzne mojego zycia okazalo sie, ze nie mozemy miec wspolnych dzieci.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • rzeka.suf 13.02.11, 23:53
    'mnie akurat obchodzi, swojej córki nie namawiałabym do ślubu, jeżeli nie kochal
    > a by przyszłego męża, podobnie moi znajomi ze wspólnoty'

    to zacnie z twojej strony, wobec tego przepraszam. mechanizm poczucia przymusu, imo, pozostaje ten sam.
  • rzeka.suf 13.02.11, 13:13
    ucieczka od wolnosci w chrystusa. relatywnie i imo, calkiem okej opcja ;)
  • mona.blue 13.02.11, 16:58
    rzeka.suf napisała:

    > ucieczka od wolnosci w chrystusa. relatywnie i imo, calkiem okej opcja ;)

    wolność to nie róbta co chceta
  • sabinac-0 13.02.11, 17:12
    mona.blue napisała:

    > wolność to nie róbta co chceta

    Ktos tak twierdzi (oprocz wyimaginowanych "wrogow prawdziwej wiary" oczywiscie)?
  • mona.blue 13.02.11, 18:03
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > wolność to nie róbta co chceta
    >
    > Ktos tak twierdzi (oprocz wyimaginowanych "wrogow prawdziwej wiary" oczywiscie)
    > ?
    I skąd w takim razie tyle aborcji, zdrad, przemocy, pijaństwa, kłamstwa, zazdrości?
    Ciekawe, dlaczego to hasło cieszy się taką popularnością - widocznie trafia w oczekiwania ludzi.
  • sabinac-0 13.02.11, 21:31
    mona.blue napisała:

    > I skąd w takim razie tyle aborcji, zdrad, przemocy, pijaństwa, kłamstwa, zazdro
    > ści?

    Uwazasz, ze wsrod gorliwych, rozmodlonych katolikow i wsrod samych ksiezy, uwazajacych sie za lepszych od "upadlego ludu", jest tych rzeczy mniej?
    Przypowiesc o faryzeuszu i celniku jak najbardziej do nich odnosi.

    > Ciekawe, dlaczego to hasło cieszy się taką popularnością - widocznie trafia w o
    > czekiwania ludzi.

    Dla koscielnych stalo sie pretekstem do znienawidzenia czlowieka, ktory osmielil sie organizowac akcje dobroczynne bez ich udzialu.
    Jak widac, kosciol musi miec wrogow i musi kogos pietnowac, by istniec.
  • mona.blue 13.02.11, 22:46
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > I skąd w takim razie tyle aborcji, zdrad, przemocy, pijaństwa, kłamstwa,
    > zazdro
    > > ści?
    >
    > Uwazasz, ze wsrod gorliwych, rozmodlonych katolikow i wsrod samych ksiezy, uwaz
    > ajacych sie za lepszych od "upadlego ludu", jest tych rzeczy mniej?
    > Przypowiesc o faryzeuszu i celniku jak najbardziej do nich odnosi

    Gdy człowiek jest głęboko i szczerze wierzący to pracuje nad sobą, wydobywa się z pijaństwa (mam takie przykłady we wspólnocie), zdobywa się na wierność, nie dokonuje aborcji.
    Nie mówię o ludziach, którzy tylko z nazwy są wierzący.
    >
    > > Ciekawe, dlaczego to hasło cieszy się taką popularnością - widocznie traf
    > ia w o czekiwania ludzi.
    >
    > Dla koscielnych stalo sie pretekstem do znienawidzenia czlowieka, ktory osmieli
    > l sie organizowac akcje dobroczynne bez ich udzialu.
    > Jak widac, kosciol musi miec wrogow i musi kogos pietnowac, by istniec.

    Nie odpowiedziałaś na pytanie.

    Owszem, niepotrzebnie akcja Owsiaka jest deprecjonowana w kościele.
  • rzeka.suf 14.02.11, 00:08
    robta co chceta
    'Ciekawe, dlaczego to hasło cieszy się taką popularnością - widocznie traf
    > ia w o czekiwania ludzi.'
    widocznie trafia. ludzie to tylko ludzie, znoj pracy, brak czasu, zadze i zmartwienia nie sprzyjaja rozmyslaniom.
    bog jest jakims konceptem wychowawczym. moze nawet w pewnym sensie najlepszym, biorac pod uwage, ze mamy tylko jedno zycie, a nie kilka. ale koncepcja inkarnacji zaleznej od uczynkow, tez jest niczego sobie w tym kontekscie ;)
  • sabinac-0 14.02.11, 17:59
    mona.blue napisała:

    > > > Ciekawe, dlaczego to hasło cieszy się taką popularnością - widoczni
    > e traf
    > > ia w o czekiwania ludzi.

    > Nie odpowiedziałaś na pytanie.
    >
    Juz odpowiadam. Powiedzenie "robta co chceta" jest okazaniem zaufania - zwlaszcza jesli idzie za tym np. akcja charytatywna.
    Jest to jak "rob co chcesz, bo ja wierze, ze chcesz dobrze".

    Wole to, niz ciagle przekonywanie koscielnych, ze ludzie chca tylko zlego (i tylko sowite ofiary na tace moga ich od owego zla odwiesc :P).
    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 18:43
    sabinac-0 napisała:

    > Juz odpowiadam. Powiedzenie "robta co chceta" jest okazaniem zaufania - zwlaszc
    > za jesli idzie za tym np. akcja charytatywna.


    > Jest to jak "rob co chcesz, bo ja wierze, ze chcesz dobrze".
    >
    > Wole to, niz ciagle przekonywanie koscielnych, ze ludzie chca tylko zlego (i ty
    > lko sowite ofiary na tace moga ich od owego zla odwiesc :P).

    Wszyscy jesteśmy zranieni grzechem, św.Paweł pisał, że chcemy czynić dobrze, ale nie potrafimy, to łaska Boża nas do tego uzdalnia
  • sabinac-0 14.02.11, 21:25
    mona.blue napisała:

    > św.Paweł pisał, (...)

    Sw. Pawel nakazywal kobietom zakrywac wlosy i milczec poza domem i uwazal za grzech korzystanie z uslug bankow.
    Darujmy go sobie. :)

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 15.02.11, 00:18
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > św.Paweł pisał, (...)
    >
    > Sw. Pawel nakazywal kobietom zakrywac wlosy i milczec poza domem i uwazal za gr
    > zech korzystanie z uslug bankow.
    > Darujmy go sobie. :)
    >
    Też za nim nie przepadam, ale nie odrzucam jego listów, mimo, że znalazło się w nich trochę archaizmów.
  • sabinac-0 15.02.11, 20:20
    mona.blue napisała:

    > nie odrzucam jego listów, mimo, że znalazło się w
    > nich trochę archaizmów.

    Wez pod uwage, ze te "troche archaizmow" jeszcze dzis wplywa na los milionow kobiet.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • rzeka.suf 15.02.11, 21:48
    zaciekawilo mnie to:

    mona.blue/ sabina napisały:
    > >
    >Sw. Pawel nakazywal kobietom zakrywac wlosy i milczec poza domem i uwazal za grzech korzystanie z uslug bankow.
    Darujmy go sobie. :)

    > Też za nim nie przepadam, ale nie odrzucam jego listów, mimo, że znalazło się w
    > nich trochę archaizmów.

    tzn co robisz wobec tych pawlowych zalecen? zakrywasz wlosy czy nie?
    a tak bardziej ogolnie:
    jak mozliwe sa archaizmy w slowach pisanych pod natchnieniem boga czy ducha swietego?
    i skad wiadomo co w biblii jest archaizmem a co nie? kto to ustala?
  • rzeka.suf 13.02.11, 23:48

    'wolność to nie róbta co chceta'

    chodzilo mi o ucieczke przed samodzielnymi sadami nt dobra i zla w autorytet taki czy inny, w twoim przypadku - w autorytet katolicki. podwazenie a nawet odrzucenie takiego czy innego autorytetu nie musi byc rownoznaczne z dzialaniami opartymi na maksymie ' robta co chceta', to chyba oczywiste.

    natomiast poslugiwanie sie cytatami z biblii, katechizmu czy jakiejkolwiek ideologii jako jedyna droga uzasadnienia swojego postepowania, to jest ucieczka w autorytet.
    ja jakos tam rozumiem, ze ty uwazasz, ze tak jest lepiej, bo bog z zalozenia lepiej musi wiedziec co sluszne a co zle... mnie tylko nie przestaje zadziwiac twoj brak dystansu do wlasnego wyznania, przekonanie o tym, ze to akurat ten bog jest prawdziwy, kiedy tak latwo ci uznac za falszywych wszystkich innych bogow w jakich ludziom zdarzalo sie wierzyc.
  • mona.blue 14.02.11, 00:27
    rzeka.suf napisała:

    >
    > chodzilo mi o ucieczke przed samodzielnymi sadami nt dobra i zla w autorytet ta
    > ki czy inny,

    widzisz, wg wiary chrześcijańskiej samodzielne sądy nt dobra i zła to istota grzechu pierworodnego

    >
    > natomiast poslugiwanie sie cytatami z biblii, katechizmu czy jakiejkolwiek ideo
    > logii jako jedyna droga uzasadnienia swojego postepowania, to jest ucieczka w autorytet.

    Ten autorytet jest mądrzejszy ode mnie i chce dobrze dla mnie

    Jak dla mnie to stawiasz się na miejscu Boga, uważasz się za mądrzejszą od niego, a w zasadzie od wszystkich, bo nie uznajesz żadnych autorytetów

    mnie tylko nie przestaje zadziwiac twoj brak dystansu do wlasnego wyznania, przekonanie o tym, ze to akurat ten bog
    > jest prawdziwy, kiedy tak latwo ci uznac za falszywych wszystkich innych bogow

    chrześcijaństwo jest religią monoteistyczną, więc byłabym niekonsekwentna

    i która religia poza hinduizmem uznaje istnienie innych bogów
  • rzeka.suf 14.02.11, 01:00
    no, ale Mona, nawet wobec tych ksiezy - niby glos kosciola jest glosem boga,
    ale radzisz tu wybierac tych bardziej uduchowionych. wiec dokonujesz osadu na nich, na tych, ktorzy sa rzekomo bardziej od ciebie bogiem oswieceni.

    'widzisz, wg wiary chrześcijańskiej samodzielne sądy nt dobra i zła to istota grzechu pierworodnego'
    byc moze, byc moze, moze faktycznie tak jest/ na plaszczyznie metafizycznej, pierwotnej, powiedzmy/. bardzo prawdopodobne wydaje mi sie, ze takie pohukiwanie na wiernych bylo/jest idealnym narzedziem cynicznego 'duszpasterstwa', tj manipulacji ludem.

    'Jak dla mnie to stawiasz się na miejscu Boga, uważasz się za mądrzejszą od niego, a w zasadzie od wszystkich, bo nie uznajesz żadnych autorytetów'

    a ty swojego boga stawiasz na miejscu innych bogow i wszystkich ludzi swiata. praktycznie wiec dzieli nas od siebie tylko jeden autorytet, wiec wiesz jak to jest ... ;)

    'chrześcijaństwo jest religią monoteistyczną, więc byłabym niekonsekwentna'

    ale chrzescijanstwo nie jest jedyna religia monotoistyczna. a ty tych wszystkich pozachrzescijanskich bogow i ich kulty uznajesz za falszywych, chociaz maja oni zapewne wyznawcow rownie zarliwych jak ty i rownie mocno przekonanych o jedynej prawdziwosci swojego wyznania, o tym, ze bog im pomaga, chce od nich tego czy tamtego itd itp.

    nie moge sie skoncentrowac na odpowiedzi, bo mysle o tym, ze musze juz spac isc i wietrze, wiec mi zimno... Dobranoc :)
    ps: wszystkie politeistyczne

  • sabinac-0 14.02.11, 18:04
    mona.blue napisała:

    > widzisz, wg wiary chrześcijańskiej samodzielne sądy nt dobra i zła to istota gr
    > zechu pierworodnego
    >
    Nie wiary chrzescijanskiej, tylko wiary w tego Jahwe, co zabijal dzieci gdy chcial sie zemscic na doroslych.
    > >
    > Ten autorytet jest mądrzejszy ode mnie i chce dobrze dla mnie
    >
    Pamietaj jednak, ze te cytaty sa ludzkim dzielem, w dodatku byly setki razy tlumaczone, przepisywane i zmieniane, zanim do Ciebie dotarly.

    Krytycyzm nie jest brakiem wiary, jest tylko uzyciem rozumu, danego nam przez Boga.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 18:49
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > widzisz, wg wiary chrześcijańskiej samodzielne sądy nt dobra i zła to ist
    > ota gr
    > > zechu pierworodnego
    > >
    > Nie wiary chrzescijanskiej, tylko wiary w tego Jahwe, co zabijal dzieci gdy chc
    > ial sie zemscic na doroslych.

    To wierzysz w Chrystusa, a w Boga nie?
    > > >
    > > Ten autorytet jest mądrzejszy ode mnie i chce dobrze dla mnie
    > >
    > Pamietaj jednak, ze te cytaty sa ludzkim dzielem, w dodatku byly setki razy tlu
    > maczone, przepisywane i zmieniane, zanim do Ciebie dotarly.
    >
    Ja nie miałam na mysli tylko cytatów, ale też natchnienia, jakie Bóg daje na modlitwie.
    Poza tym wierzę, że pomimo tego, o czym piszesz Biblia jest najbardziej wiarygodną księgą na świecie.


  • sabinac-0 14.02.11, 21:31
    mona.blue napisała:

    > To wierzysz w Chrystusa, a w Boga nie?
    > > > >
    W Boga - nie w wizje Boga przedstawiane przez roznych pisarczykow na uslugach wladcow.

    > Poza tym wierzę, że pomimo tego, o czym piszesz Biblia jest najbardziej wiarygo
    > dną księgą na świecie.
    >
    Znam lacine i greke i mialam mozliwosc czytania biblii - nie w oryginale (ten jest po aramejsku), ale blizej oryginalu niz polska wersja (ktora jest tlumaczeniem z greckiego). Tekst nie jest jednoznaczny i tlumaczenie jest czesto kwestia interpretacji.

    Nie wspominajac, ze zadna z ewangelii nie zostala napisana przez Jezusa a wiekszosc powstala okolo 50 - 100 lat po jego smierci - na podstawie luznych, slownych relacji, przekazywanych (i zapewne znieksztalcanych) slownie przez pare pokolen.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 15.02.11, 00:20
    sabinac-0 napisała:


    > > Poza tym wierzę, że pomimo tego, o czym piszesz Biblia jest najbardziej w
    > iarygo
    > > dną księgą na świecie.
    > >
    > Znam lacine i greke i mialam mozliwosc czytania biblii - nie w oryginale (ten j
    > est po aramejsku), ale blizej oryginalu niz polska wersja (ktora jest tlumaczen
    > iem z greckiego). Tekst nie jest jednoznaczny i tlumaczenie jest czesto kwestia
    > interpretacji.
    >
    Ja wierzę, że była pisana pod natchnieniem Ducha Świętego.

    > Nie wspominajac, ze zadna z ewangelii nie zostala napisana przez Jezusa a wieks
    > zosc powstala okolo 50 - 100 lat po jego smierci - na podstawie luznych, slowny
    > ch relacji, przekazywanych (i zapewne znieksztalcanych) slownie przez pare poko
    > len.
    >
    jak wyżej
  • sabinac-0 15.02.11, 20:22
    mona.blue napisała:

    > Ja wierzę, że była pisana pod natchnieniem Ducha Świętego.
    >
    Krytyczne i racjonalne podejscie do tekstu nie kloci sie z wiara.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 15.02.11, 22:55
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Ja wierzę, że była pisana pod natchnieniem Ducha Świętego.
    > >
    > Krytyczne i racjonalne podejscie do tekstu nie kloci sie z wiara.
    >
    Ale Twoje jest zbyt krytyczne :P

    Negujesz rzeczy, które są uznawane powszechnie w kościele.
  • sabinac-0 16.02.11, 18:51
    mona.blue napisała:

    > > Krytyczne i racjonalne podejscie do tekstu nie kloci sie z wiara.
    > >
    > Ale Twoje jest zbyt krytyczne :P
    >
    > Negujesz rzeczy, które są uznawane powszechnie w kościele.

    To kogo uwazasz w koncu za wierzacego - kogos, kto sie kieruje przeslaniem (przeslaniem - nie kazdym zdaniem rozlozonym na slowka, kropki i przecinki bo to bylby absurd) Jezusa, czy tego, kto trzyma sie nakazow purpuratow?
    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 19.02.11, 14:09
    Za osobę wierzącą uważam kogoś, kto kieruje się nauczaniem Chrystusa w swoim mysleniu i postępowaniu. Ale nie odrzucam interpretacji kościoła, bo przekonałam się, że jesteśmy często skłonni interpretować błędnie to nauczanie tak, żeby nam się wygodnie żyło.

    btw, czytam teraz książkę Ksawerego Knotza Seks jest boski, czyli erotyka katolika, gdzie w głęboki, piekny i przystępny sposób wyjaśniona jest wartość małżeństwa i błogosławieństwo jakie jest z nim związane, jego sakramentalność i rolę seksu, tak opisaną, że większość katolików chyba bardzo by się zdziwiła, jak wielką wagę przywiązuje Bóg do zjednoczenia małżonków i tym że jest obecny w tym zjednoczeniu - gorąco polecam.
  • sabinac-0 19.02.11, 16:55
    mona.blue napisała:

    > Ale nie odrzucam interpretacji kościoła, bo przekonałam
    > się, że jesteśmy często skłonni interpretować błędnie to nauczanie tak, żeby na
    > m się wygodnie żyło.
    >
    To nakazy kosciola maja sluzyc zatruwaniu ludziom zycia, by im za dobrze nie bylo?
    Rownie dobrze mozna glosic, ze dobry katolik powinien umartwiac sie surowymi postami i samobiczowaniem. :P

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 19.02.11, 17:38
    sabinac-0 napisała:

    > >
    > To nakazy kosciola maja sluzyc zatruwaniu ludziom zycia, by im za dobrze nie bylo?

    Nie o to chodzi. Nauka Chrystusa jest radykalna, co często trudno zaakceptować i trzeba się zmagać, żeby jej sprostać, ale w rezultacie wiedzie ku dobremu, do szczęścia.
    > Rownie dobrze mozna glosic, ze dobry katolik powinien umartwiac sie surowymi po
    > stami i samobiczowaniem. :P
    >
  • sabinac-0 19.02.11, 17:44
    mona.blue napisała:

    > Nauka Chrystusa jest radykalna, co często trudno zaakceptować
    > i trzeba się zmagać, żeby jej sprostać, ale w rezultacie wiedzie ku dobremu, do
    > szczęścia.

    I w imie tego nalezy znosic np. przemoc?

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 19.02.11, 19:13
    sabinac-0 napisała:
    >
    > I w imie tego nalezy znosic np. przemoc?
    >
    wg mnie nie, ale wiem, że są dwa poglądy w KK na ten temat.

    Ale wg bardziej światłych ludzi, takich jak siostra Małgorzata Chmielewska albo wspomnany wyżej Ksawery Knotz należy odejść w takiej sytuacji.
  • sabinac-0 13.02.11, 13:47
    mona.blue napisała:

    > Nierząd jest to współzycie wolnego mężczyzny z wolną kobietą

    Nie. Nierzad to zmuszanie i wykorzystywanie - nawet jesli jest "papier".

    > Chrystus tego za
    > bronił.

    Wciaz nie podalas mi cytatu z NT, w ktorym Jezus (on sam, nie jakis nadgorliwy uczniak typu sw. Pawel, bo wg niego grzechem jest odzywanie sie przez kobiete w towarzystwie, odkrywanie przez nia wlosow a takze korzystanie z uslug bankow), zabronil wspolzycia dwojga wolym, doroslym ludziom.
  • mona.blue 13.02.11, 15:59
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Nierząd jest to współzycie wolnego mężczyzny z wolną kobietą
    >
    > Nie. Nierzad to zmuszanie i wykorzystywanie - nawet jesli jest "papier".

    Zajrzyj do Katechizmu KK
    >
    > > Chrystus tego za
    > > bronił.
    >
    > Wciaz nie podalas mi cytatu z NT, w ktorym Jezus (on sam, nie jakis nadgorliwy
    > uczniak typu sw. Pawel

    > zabronil wspolzycia dwojga wolym, doroslym ludziom.

    Mt 15,19-20a
    Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczystym.
  • rzeka.suf 13.02.11, 16:08
    obawiam sie, ze nie znajdziecie zadnego cytatu z jezusa. wszystko to spisaly lub napisaly uczniaki i uczniaki uczniakow. ale podyskutowac zawsze mozna. mozna nawet krucjate jakas uszykowac
  • sabinac-0 13.02.11, 17:17
    mona.blue napisała:

    > Zajrzyj do Katechizmu KK
    > >
    Katechizm kk jest tym samym co broszurki sekt - dowolna, calkowicie ludzka interpretacja typu "co chcial powiedziec Jezus mowiac te slowa".

    > > zabronil wspolzycia dwojga wolym, doroslym ludziom.
    >
    Gdzie?

    > Mt 15,19-20a
    > Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kra
    > dzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nieczysty
    > m.

    Ustalilismy juz, ze "czyn nierzadny" to wykorzystywanie kogos lub zmuszanie go do wspolzycia a cudzolostwo to zdrada.
    Zatem ten cytat sie nie odnosi, chyba, ze wyprowadzisz dluga i pokretna interpretacje.

    Czekam dalej.
  • mona.blue 13.02.11, 18:22
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Zajrzyj do Katechizmu KK
    > > >
    > Katechizm kk jest tym samym co broszurki sekt - dowolna, calkowicie ludzka inte
    > rpretacja typu "co chcial powiedziec Jezus mowiac te slowa".
    >

    i tu jest pies pogrzebany - ty nie wierzysz, że kościół ma objawienie wiary - ja wierzę
    i w ten sposób nigdy nie dojdziemy do porozumienia

    > > > zabronil wspolzycia dwojga wolym, doroslym ludziom.
    > >
    > Gdzie?
    >
    > > Mt 15,19-20a
    > > Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządn
    > e, kra
    > > dzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. To właśnie czyni człowieka nie
    > czysty
    > > m.
    >
    > Ustalilismy juz, ze "czyn nierzadny" to wykorzystywanie kogos lub zmuszanie go
    > do wspolzycia a cudzolostwo to zdrada.

    Ja nie ustalałam :-P

    Dla mnie i dla kościoła to współżycie bez ślubu.


    > Zatem ten cytat sie nie odnosi, chyba, ze wyprowadzisz dluga i pokretna interpr
    > etacje.

    Radziłabym jednak zaufać nauce kościoła, wielu ludziom "dała życie", w tym mnie
    umocniła mnie, dała mi nadzieję na przyszłość i siłę do walki z przeciwnościami, to wszystko przyszło przez kościół

    poza tym mam głęboką intuicję, że to grzech>
    > Czekam dalej.
  • sabinac-0 13.02.11, 21:21
    mona.blue napisała:

    > ty nie wierzysz, że kościół ma objawienie wiary - j
    > a wierzę
    > Dla mnie i dla kościoła (...)
    >
    Przypomina mi sie, jak majac okolo 12 lat zapytalam ksiedza na religii, czy kosciol pozwala wierzyc w reinkarnacje. Ksiadz powiedzial ze nie. Gdy zapytalam dlaczego, ksiezulo podumal i mowi "no bo... reinkarnacji nie ma". :D
    >
    > Radziłabym jednak zaufać nauce kościoła, wielu ludziom "dała życie"

    Bog daje zycie. I tylko On.

  • mona.blue 13.02.11, 22:33
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > Przypomina mi sie, jak majac okolo 12 lat zapytalam ksiedza na religii, czy kosciol pozwala wierzyc w reinkarnacje. Ksiadz powiedzial ze nie. Gdy zapytalam dlaczego, ksiezulo podumal i mowi "no bo... reinkarnacji nie ma". :D

    jak dla mnie całkiem sensowna odpowiedź :-P .
    > >
    > > Radziłabym jednak zaufać nauce kościoła, wielu ludziom "dała życie"
    >
    > Bog daje zycie. I tylko On.
    >

    Ale kościół pomaga odnaleźć Boga, ja np. znalazłam Go dzięki kościołowi.
  • sabinac-0 13.02.11, 22:38
    mona.blue napisała:

    >
    > Ale kościół pomaga odnaleźć Boga,

    Albo zgubic...
    Na szczescie mozna trafic do Boga rowniez pomimo kosciola. ;)


    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • sabinac-0 10.02.11, 14:45
    mona.blue napisała:

    > no chodzi mi o to, że tu występują głównie różnice, bo takie wartości jak prawd
    > a, sprawiewdliwość, miłość, uczciwość itp. są powszechnie akceptowane
    > >
    Wlasnie - zauwaz, ze owe "roznice" nie dotycza norm etycznych a jedynie sfery obyczajowej. Ta zas z natury jest relatywna i zmienna.
    > >
    > mężczyzny tez, skąd bierzesz takie wiadomości?
    >
    Jak zwykle - z kazania. Tym razem ksiezulo nauczal, ze "kobieta ma zachowac czystosc przed i po slubie a mezczyzna przynajmniej po slubie".
    :)
    > niekoniecznie,poza tym ie jestem zwolenniczka poprawnosci politycznej
    >
    A czym jest owa, tak niechetnie przyjmowana przez uwazajacych sie za "lepiej wierzacych", poprawnosc polityczna?
    Jest to nowoczesny odpowiednik dobrych manier, pewien kod mowienia i postepowania, by nie traktowac innych z gory i nie urazac uczuc blizniego.
    Ciekawe dlaczego kosciol tak razi zalecenie taktu i delikatnosci w obcowaniu z ludzmi?

    > Nie wiem, może nasza dyskusja bierze się stąd, że ty piszesz o tzw. tradycyjnym
    > katolicyzmie, a ja o tym, czego doświadczam w neo
    >
    W neo katolicyzm jest tak samo twardy i tradycyjny, jedynie pokazuje sie upudrowany i przystrojony w nowoczesne laszki. :)

    > ??? to chyba w islamie?

    Islam wzial bardzo duzo z doktryny chrzescijanskiej (Mahomed zyl kilkaset lat po Chrystusie i czerpal z chrzescijanskiej ideologii pelnymi garsciami) - np. nakaz "krzewienia prawdziwej wiary" i zakrywania kobietom wlosow wzieli prosciutko z listow sw. Pawla.
    A ze wyszlo co wyszlo - w koncu kosciol tez przez wieki nawracal dosc brutalnie i teraktowal kobiety jak bydlo.

    > ja piszę w znaczeniu stawiania przyjemności jako podstawowej wartości w życiu,
    > co jest coraz bardziej powszechne
    >
    Na kazaniach rzeczywiscie sie to imputuje kazdemu, kto ma inne zdanie.
    Ale w zyciu nie jest zupelnie tak, przytlaczajaca wiekszosc ludzi (rowniez innych wyznan lub agnostykow) za najwazniejsze uznaje odpowiedzialnosc i wypelnianie obowiazkow.
    Ktos, kto zaniedbuje obowiazki, jest bardzo zle widziany przez "niedowiarkow".
    Przez "lepiej wierzacych" czasem jest wrecz chwalony, jesli powodem owego zaniedbania sa praktyki religijne (np. stawianie za wzor ludzi, ktorzy porzucili chorych rodzicow na pastwe losu by wstapic do zakonu) - ale, jak juz pisalam, kosciol czesto stawia normy etyczne na glowie. :)
    > > >
    > A kto jest wg ciebie bigotem, dewotką i fanatykiem?
    > >
    Ktos, kto stawia praktyki religijne lub uleglosc wobec nakazow hierarchii ponad milosierdziem i miloscia blizniego.

    > która nie musi się zm
    > ieniać, no może poza poglądami na Kościół i katolicką etykę seksualną.

    Czyli jednak - musi zaczac myslec jak Ty, bo inaczej bruyndza. :)

    Podstawa zwiazku jest AKCEPTACJA, nie oczekiwania.
    > >
    > chodzi mi o sytuację, w której obie strony mają ochotę i to dużą :) i cały "świ
    > at" wokół tak postępuje
    >
    A co w tym zlego, jesli dwoje doroslych, wolnych ludzi, nie zdradzajac, nie oszukujac i nie krzywdzac nikogo, z wlasnej obopolnej woli i ku obopolnej radosci, zazyje wspolnej rozkoszy? Nie widze w tym nic zlego, nawet jesli zaden ksiadz im nie przeleci przez alkowe.

    > Starać sie nie współżyć,

    Uwazasz, ze brak seksu czyni ludzi lepszymi, bardziej milosiernymi, bardziej zyczliwymi ludziom? Smiem watpic.

    > nie wiem, kto jest dewotem wg ciebie, ja się nie poczuwam
    >
    Definicja wyzej.

    > bożek to ktoś/coś co stawiamy wyżej Boga - np. uznajemy, że że OK jest uprawiać
    > seks bez ślubu, mimo, że Chrystus tego zabronił

    A gdzie Chrystus tego zabronil?
    Wszak jego wlasna matka, wg pisma, wspolzyla bez slubu. Z samym Bogiem, ale jednak. :D
  • mona.blue 10.02.11, 17:53
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >

    > > >
    > Wlasnie - zauwaz, ze owe "roznice" nie dotycza norm etycznych a jedynie sfery obyczajowej. Ta zas z natury jest relatywna i zmienna.
    > > >

    jak dla kogo, dla osoby wierzącej nie
    > >
    > Jak zwykle - z kazania. Tym razem ksiezulo nauczal, ze "kobieta ma zachowac czy
    > stosc przed i po slubie a mezczyzna przynajmniej po slubie".
    > :)

    ja nigdy z taką dyskryminacją się nie spotkałam :)

    > >
    > A czym jest owa, tak niechetnie przyjmowana przez uwazajacych sie za "lepiej wi
    > erzacych", poprawnosc polityczna?
    > Jest to nowoczesny odpowiednik dobrych manier, pewien kod mowienia i postepowan
    > ia, by nie traktowac innych z gory i nie urazac uczuc blizniego.

    No przyznam, że w pracy, bądź wśród nieznajomych może być najlepszym wyjściem, jednak wśród znajomych i bliskich wydaje mi się obłudą

    > W neo katolicyzm>
    > > ??? to chyba w islamie?
    >
    >
    > A ze wyszlo co wyszlo - w koncu kosciol tez przez wieki nawracal dosc brutalnie
    > i teraktowal kobiety jak bydlo.
    >
    Jestem kiepska z historii, więc nie wiem, ale to Chrystus przywrócił godność kobiecie- narodził się z Maryi, a Maria Magdalena była apostołką apostołów

    > Podstawa zwiazku jest AKCEPTACJA, nie oczekiwania.
    > > >
    tak

    cdn ;
  • sabinac-0 10.02.11, 22:09
    mona.blue napisała:

    > jak dla kogo, dla osoby wierzącej nie
    > > >
    Zastanawiam sie, czemu roscisz sobie prawo do arbitralnego stwierdzenia, jak ma myslec czlowiek wierzacy?
    Uwazasz, ze przynaleznosc do towarzystwa wzajemnej adoracji z zakrystii daje Ci prawo osadzania bliznich i ich wiary?
    Przypomnij sobie slowa "i nie osadzajcie, byscie nie zostali osadzeni". Oraz przypowiesc o faryzeuszu i celniku.
    Stanowczo, czlonkowie roznych "wspolnot lepiej wierzacych" zapominaja o drobiazgu, ze pierwszym przykazaniem jest milosc - a milosc nieodlacznie laczy sie z AKCEPTACJA. Jezus goszczac w domu celnika przyjmowal go takim, jaki jest - i nie wiercil mu dziury we brzuchu, ze ma zmienic robote. :)

    > No przyznam, że w pracy, bądź wśród nieznajomych może być najlepszym wyjściem,
    > jednak wśród znajomych i bliskich wydaje mi się obłudą
    >
    Nie. Jest objawem szacunku dla tych osob.
    Przyjazn i milosc nie polegaja na zmienianiu ludzi na wlasna modle tylko na akceptowaniu ich takimi, jakimi sa.

    > Chrystus przywrócił godność ko
    > biecie- narodził się z Maryi, a Maria Magdalena była apostołką apostołów
    >
    Chrystus owszem, ale potem kosciol dokonal wszelkich staran, by z jego matki zrobic bezplciowa ozdobke kapliczek a z Marii Magdaleny dziwke.

    P.S. Naprawde warto przeczytac (nie obejrzec bo film nie oddaje) "Kod Leonarda da Vinci" Dana Brawna. Abstrachujac od watku sensacyjnego, zawarta tam filozofia przywraca kobietom godnosc i nalezne miejsce w wierze, byc moze dlatego pozycja ta znalazla sie na koscielnym indeksie. Niemniej mam nadzieje, ze nie odrzucisz dobrej literatury tylko dlatego, ze nie spodobala sie purpuratom. :)
    Musze przyznac, ze ksiazka ta bardzo zblizyla mnie do Boga - choc nie do kosciola.
  • gadagad 10.02.11, 22:34
    Mona pragnie pewnego szczęścia. Obrócił się na boga i wierzy, dotrzymanie pewnych zabobonów da jej gwarancję. Równie dobrze mogłaby wierzyć, że szczęście w małżeństwie zapewni jej spalenie żywcem dziewięciu czarnych kotów w określonym czasie , bo bóg tak chce. Nie umiała obrócić się na siebie z przekonaniem do własnych pragnień i decyzji.
  • mona.blue 10.02.11, 23:08
    Opierając się tylko na sobie unieszczęśliwiłam się na całe 18 lat, nikomu takiego nieszczęścia nie życzę.
    Opierając się na Bogu zyskałam z początku nadzieję, potem spokój, a teraz chwile szczęścia.
  • gadagad 10.02.11, 23:22
    Jak się - opierałaś na sobie- dając się krzywdzić i wykorzystywać? Akurat taki profil zachowania i reakcji miałaś, w coś wierząc, teraz zmieniłaś to na inny profil zachowania, opierając się o dalszą wiarę z zewnąrz. Rozumiem zaspokojenie emocjonalne grupy z guru,z tzw pozytywnym programem. Ale dopóki sama nie decydujesz o sobie, marnie te twoje plany szczęścia widzę.
  • mona.blue 11.02.11, 15:28
    Decyduję o sobie. Wspólnota i guru byli bardzo przeciwni mojemu rozwodowi, nie mówiąc o ex. Przeprowadziłam rozwód, choć cena była wysoka - ale warto było. Kupiłam mieszkanie, mieszkam z córkami, a co dalej to los pokaże, to nie zależy tylko ode mnie.
  • mona.blue 10.02.11, 22:33
    Mam awarię netu, znów pisząc z komórki zjadło mi całą odpowiedź, w dotatku przez zapamiętałość w dyskusji kurczak trochę mi się przypalił ;)

    sabinac-0 napisała:


    > Ciekawe dlaczego kosciol tak razi zalecenie taktu i delikatnosci w obcowaniu z
    > ludzmi?
    >
    takt i delikatność są na miejscu, tylko obłuda nie jest na miejscu
    >
    > > ??? to chyba w islamie?
    >
    > A ze wyszlo co wyszlo - w koncu kosciol tez przez wieki nawracal dosc brutalnie
    > i teraktowal kobiety jak bydlo.
    >

    nie wiem jak kościół przez lata traktował kobiety
    Chrystus traktował je dobrze, począwszy od Maryi i Marii Magdaleny a skończywszy na Samarytance

    normy etyczne na glowie. :)
    > > > >
    > iebie> >
    > Ktsierdziem i miloscia blizniego.
    Podstawa zwiazku jest AKCEPTACJA, nie oczekiwania.
    > >
  • mona.blue 10.02.11, 23:01
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisala
    >
    >
    > Na kazaniach rzeczywiscie sie to imputuje kazdemu, kto ma inne zdanie.
    >
    to skąd tyle pijaństwa i zdrad?

    >kosciol czesto stawia normy etyczne na glowie. :)

    powiedziałabym odwrotnie, to świat pewne normy stawia na głowie
    > > > >
    >
    >
    > > która nie musi się zm
    > > ieniać, no może poza poglądami na Kościół i katolicką etykę seksualną.
    >
    > Czyli jednak - musi zaczac myslec jak Ty, bo inaczej bryndza. :)
    >

    nie musi,ale byłoby miło :)

    > Podstawa zwiazku jest AKCEPTACJA, nie oczekiwania.
    > >
    nie można akceptować zła w drugim

    > > chodzi mi o sytuację, w której obie strony mają ochotę i to dużą :)

    > A co w tym zlego, jesli dwoje doroslych, wolnych ludzi, nie zdradzajac, nie osz
    > ukujac i nie krzywdzac nikogo, z wlasnej obopolnej woli i ku obopolnej radosci,
    > zazyje wspolnej rozkoszy? Nie widze w tym nic zlego, nawet jesli zaden ksiadz
    > im nie przeleci przez alkowe.

    Bóg nam dał 6 przykazanie-nie cudzołóż
    >
    > Uwazasz, ze brak seksu czyni ludzi lepszymi, bardziej milosiernymi, bardziej zy
    > czliwymi ludziom?

    Nie o to chodzi, tylko o to, że nie mają jeszcze do tego prawa, to prawo daje im Bóg po ślubie
    >
    >
    > Wszak jego wlasna matka, wg pisma, wspolzyla bez slubu. Z samym Bogiem, ale jed
    > nak. :D

    no tu przesadziłaś
  • sabinac-0 11.02.11, 12:25
    mona.blue napisała:

    > to skąd tyle pijaństwa i zdrad?
    >
    Naprawde myslisz, ze tylko "niedowiarki" pija i zdradzaja?
    Oj, zdziwilabys sie.

    > nie można akceptować zła w drugim
    >
    Ale co nazywasz tym "zlem"? Zamierzasz za gangstera wychodzic czy jak?

    Jesli wszystko, co jest odmienne od Twego wymarzonego idealu, nawet niechodzenie do kosciolka, uwazasz za "zlo", to nigdy nie pokochasz zywego czlowieka.
    Twoje uczucie zawsze bedzie "pod warunkiem" - znow nazwiesz "miloscia" dazenie do zmieniania drugiej osoby, by spelnila Twoje oczekiwania.
    >
    > Bóg nam dał 6 przykazanie-nie cudzołóż
    > >
    Termin "cudzolozyc" odnosi sie do ZDRADY.

    > Nie o to chodzi, tylko o to, że nie mają jeszcze do tego prawa, to prawo daje i
    > m Bóg po ślubie
    > >
    Raczej ksiadz po skasowaniu "ofiary". :D
    Boze zamierzenia sa niezbadane.
    Wypowiadanie sie "co Bog ma na mysli" jest grzechem przeciw 2 przykazaniu (uzywanie imienia Boga, w tym przypadku do przepchniecia wlasnej wizji swiata). I oczywiscie 1 grzechem glownym.
  • mona.blue 11.02.11, 15:46
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > > nie można akceptować zła w drugim
    > >
    > Ale co nazywasz tym "zlem"? Zamierzasz za gangstera wychodzic czy jak?
    >

    grzechy, zaniechania

    > Jesli wszystko, co jest odmienne od Twego wymarzonego idealu, nawet niechodzeni
    > e do kosciolka, uwazasz za "zlo", to nigdy nie pokochasz zywego czlowieka.

    Od dawna kocham.

    > Twoje uczucie zawsze bedzie "pod warunkiem" - znow nazwiesz "miloscia" dazenie
    > do zmieniania drugiej osoby, by spelnila Twoje oczekiwania.

    Ja mogę tylko zachęcać do zmiany i modlić się o mądrość Bożą dla niego.
    > >
    > > >
    > Termin "cudzolozyc" odnosi sie do ZDRADY.

    Nie tylko, również do współżycia bez ślubu, chociaż w tym przypadku mówi się chyba o nierządzie, ale muszę to sprawdzić
    >
    > > Nie o to chodzi, tylko o to, że nie mają jeszcze do tego prawa, to prawo
    > daje i
    > > m Bóg po ślubie
    > > >
    > Raczej ksiadz po skasowaniu "ofiary". :D
    > Boze zamierzenia sa niezbadane.

    To równie twoja jak i moja interpretacja może być błedna
    tylko ty przeciwstawiasz wielowiekową tradycję kościoła kilkudziesięcioletniej tradycji rewolucji seksualnej

    > Wypowiadanie sie "co Bog ma na mysli" jest grzechem przeciw 2 przykazaniu (uzyw
    > anie imienia Boga, w tym przypadku do przepchniecia wlasnej wizji swiata). I oczywiscie 1 grzechem glownym.

    Istnieje sukcesja apostolska
  • sabinac-0 11.02.11, 21:51
    mona.blue napisała:

    > grzechy, zaniechania
    >
    Kazdy je ma.
    I co - zamierzasz ich "nie tolerowac" w kims?
    Przeczytaj jeszcze raz przypowiesc o pylku i belce.

    > Od dawna kocham.
    >
    Kochasz zywego czlowieka z jego grzechami i zaniechaniami, czy tez swoje wyobrazenie o nim, jaki bedzie wspanialy gdy juz sie zmieni i "poprawi"?

    > Nie tylko, również do współżycia bez ślubu,

    Nie. Tylko do zdrady.

    > tylko ty przeciwstawiasz wielowiekową tradycję kościoła kilkudziesięcioletniej
    > tradycji rewolucji seksualnej
    >
    No wlasnie - o tradycje kosciola Ci chodzi, a nie o Boga.
    Bog kazal sie wzajemnie milowac, kontraktami sie nie zajmowal (Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie i finito).

    > Istnieje sukcesja apostolska

    Ktory sobor ja ustanowil?
  • mona.blue 13.02.11, 16:46
    już się gubię w tej dyskusji, długa jest, :) nie zauważyłam wczoraj tego posta

    > mona.blue napisała:
    >
    > > grzechy, zaniechania
    > >
    > Kazdy je ma.

    > I co - zamierzasz ich "nie tolerowac" w kims?
    > Przeczytaj jeszcze raz przypowiesc o pylku i belce.

    chodzi o to, żeby widzieć zarowno swoje grzechy, nie tylko innych i nad nimi przede wszystkim pracować
    przypomnij sobie, że Jezus nauczał, żeby napominać brata, a nawet mówił o naszym grzechu, kiedy go nie napominamy>

    > > Od dawna kocham.
    > >
    > Kochasz zywego czlowieka z jego grzechami i zaniechaniami, czy tez swoje wyobra
    > zenie o nim, jaki bedzie wspanialy gdy juz sie zmieni i "poprawi"?
    >
    takiego, jaki jest, no, ale tak do końca go nie znam jeszcze

    >
    > > tylko ty przeciwstawiasz wielowiekową tradycję kościoła kilkudziesięciole
    > tniejtradycji rewolucji seksualnej
    > >
    > No wlasnie - o tradycje kosciola Ci chodzi, a nie o Boga.

    Wierzę, że jest obecny również w tej tradycji, że powstała z Jego natchnienia
    >
    > > Istnieje sukcesja apostolska
    >
    > Ktory sobor ja ustanowil?

    Sam Chrystus powołał apostołów i polecił im ewangelizować cały świat
  • sabinac-0 13.02.11, 17:22
    mona.blue napisała:

    > Wierzę, że jest obecny również w tej tradycji, że powstała z Jego natchnienia
    > >
    A skad wiesz, ze owa "tradycja rewolucji seksualnej" rowniez nie powstala z Jego natchnienia?
    Tylko dlatego, ze nie uzurpowano sobie Jego imienia?

    > Sam Chrystus powołał apostołów i polecił im ewangelizować cały świat

    Ale Jezus nie ustanowil papiestwa w Rzymie, ani w Avignonie tym bardziej.
  • mona.blue 13.02.11, 23:17
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Wierzę, że jest obecny również w tej tradycji, że powstała z Jego natchni
    > enia
    > > >
    > A skad wiesz, ze owa "tradycja rewolucji seksualnej" rowniez nie powstala z Jeg
    > o natchnienia?
    > Tylko dlatego, ze nie uzurpowano sobie Jego imienia?

    Bo jej hasła są rażąco przeciwne temu, czego nauczał Chrystus.
    >
    > > Sam Chrystus powołał apostołów i polecił im ewangelizować cały świat
    >
    > Ale Jezus nie ustanowil papiestwa w Rzymie, ani w Avignonie tym bardziej.

    Św. Piotr został namiestnikiem Chrystusa na ziemi, po nim kolejni.
  • sabinac-0 14.02.11, 18:09
    mona.blue napisała:

    > Bo jej hasła są rażąco przeciwne temu, czego nauczał Chrystus.
    > >
    Hipisi: "czyncie milosc, nie wojny".
    Chrystus: "przykazanie wam daje byscie sie wzajemnie milowali".

    Doprawdy? Przeciwienstwo?

    > Św. Piotr został namiestnikiem Chrystusa na ziemi, po nim kolejni.

    Chrystus zbudowal Watykan? I zaopatrzyl skarbiec watykanski?

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 18:53
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Bo jej hasła są rażąco przeciwne temu, czego nauczał Chrystus.
    > > >
    > Hipisi: "czyncie milosc, nie wojny".
    > Chrystus: "przykazanie wam daje byscie sie wzajemnie milowali".

    Ale nie nauczał, żeby sypiać z kim popadnie, nie głosił tzw. wolnej miłości.

    > >
    > > Św. Piotr został namiestnikiem Chrystusa na ziemi, po nim kolejni.
    >
    > Chrystus zbudowal Watykan? I zaopatrzyl skarbiec watykanski?
    >
    Ciekawe, dlaczego ludzie tak czepiają się pieniędzy, które ma kościół. Kościół, jak każda instytucja też z czegoś musi się utrzymywać.
    Jak dla mnie to znaczy, że ludzie sami mają nierozwiązany problem z pieniędzmi, że pieniądze są dla nich bożkiem.
  • sabinac-0 14.02.11, 21:36
    mona.blue napisała:

    > Ale nie nauczał, żeby sypiać z kim popadnie, nie głosił tzw. wolnej miłości.
    >
    Nauczal o milosci (a wolnosc jest jej nieodzownym warunkiem). O sypianiu sie nie wypowiadal, podobnie jak o placeniu podatkow. :)

    > Ciekawe, dlaczego ludzie tak czepiają się pieniędzy, które ma kościół. Kościół,
    > jak każda instytucja też z czegoś musi się utrzymywać.

    Tyle, ze jak instytucja gloszaca umilowanie ubostwa, przez wieki bezwzglednie goli swych wyznawcow i gromadzi ogromne, bynajmniej nie duchowe, skarby - to srednio to wyglada.

    Jak w "Rozmowie miedzy panem, wojtem i plebanem" Reja. :D

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • cynta 12.02.11, 00:32
    Mona, z calym szacunkiem, brzmisz jak nowo zwabiony do sekty Jechowa lub inny Mormon... Jak dlugo jestes w tej "wspolnocie"? Bog to nie instytucja i przepisy nawet jak sie znajduje na wszystko odpowiedz.... Kosciol nie ma wladania dusz!
  • mona.blue 13.02.11, 16:57
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > no chodzi mi o to, że tu występują głównie różnice, bo takie wartości jak
    > prawd
    > > a, sprawiewdliwość, miłość, uczciwość itp. są powszechnie akceptowane
    > > >
    > Wlasnie - zauwaz, ze owe "roznice" nie dotycza norm etycznych a jedynie sfery o
    > byczajowej. Ta zas z natury jest relatywna i zmienna.
    > > >

    Wiara i jej zasady są niezmienne.

    > > mężczyzny tez, skąd bierzesz takie wiadomości?
    > >
    > Jak zwykle - z kazania. Tym razem ksiezulo nauczal, ze "kobieta ma zachowac czy
    > stosc przed i po slubie a mezczyzna przynajmniej po slubie".

    To, co jakiś ksiądz powie na kazaniu to jeszcze nie musi być nauką KK, różni są księża.
    > >
    >
  • sabinac-0 13.02.11, 17:25
    mona.blue napisała:
    >
    > Wiara i jej zasady są niezmienne.
    >
    Ale obyczaje tak.

    Najwazniejsze, by odroznic normy etyczne od obyczajowych.

    > To, co jakiś ksiądz powie na kazaniu to jeszcze nie musi być nauką KK,

    Co zatem nia jest?
    To, co powie dekan? Biskup? Kardynal? Papiez? Ojciec dyrektor radia? Animator wspolnoty?
  • mona.blue 13.02.11, 22:57
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    > >
    > > Wiara i jej zasady są niezmienne.
    > >
    > Ale obyczaje tak.
    >
    > Najwazniejsze, by odroznic normy etyczne od obyczajowych.

    Dla mnie normy obyczajowe podlegają również etyce, a szerzej mówiąc moralności.
    >
    > > To, co jakiś ksiądz powie na kazaniu to jeszcze nie musi być nauką KK,
    >
    > Co zatem nia jest?
    > To, co powie dekan? Biskup? Kardynal? Papiez? Ojciec dyrektor radia? Animator w
    > spolnoty?

    Księża są również omylni albo pyszni, trzeba słuchać i czytać mądrych, uduchowionych księży.
  • sabinac-0 14.02.11, 18:16
    mona.blue napisała:

    > Dla mnie normy obyczajowe podlegają również etyce, a szerzej mówiąc moralności.
    > >
    Ale wedlug jakich kryteriow?

    >
    > Księża są również omylni albo pyszni, trzeba słuchać i czytać mądrych, uduchowi
    > onych księży.

    A ktorzy sa ci "madrzy i uduchowieni"?
    Kiedys za takiego uchodzil np. ksiadz Malinski (pisal bardzo uduchowione wiersze), ale potem wylazlo, ze kolaborowal z SB.
    Tak jest z kazdym tego typu "autorytetem" - zawsze wylazi jakis trup z szafy, bo ksieza sa tylko ludzmi a ludzie - to ludzie i nic wiecej.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 14.02.11, 19:00
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Dla mnie normy obyczajowe podlegają również etyce, a szerzej mówiąc moral
    > ności.
    > > >
    > Ale wedlug jakich kryteriow?
    >
    wg prawa Bożego
    > >
    > > Księża są również omylni albo pyszni, trzeba słuchać i czytać mądrych, ud
    > uchowionych księży.
    >
    > A ktorzy sa ci "madrzy i uduchowieni"?

    Nie wszyscy są na tym samym etapie rozwoju, doskonałości chrześcijańskiej, cnót, pokory, itd.
    Ja dlatego chyba wolę słuchać zakonników lub prezbiterów ze wspólnot, bo mają doświadczenie wspólnoty braterskiej, która ich koryguje, pomaga trzymać się cnót i realiów, pomaga się doskonalić.
    Poza tym od razu wyczuwam księdza moralistę, albo zarozumiałego - staram się takich unikać.
    A co do księdza Malińskiego nigdy nie miałam do niego zaufania, nie wiem, jakoś tak instynktownie, nigdy nawet nie kupiłam zadnej z jego książek, mimo, że lubię czytać książki religijne.


  • sabinac-0 14.02.11, 21:38
    mona.blue napisała:

    > wg prawa Bożego
    > > >
    Jedynym prawem bozym jest Milosierdzie.

    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • mona.blue 15.02.11, 00:22
    sabinac-0 napisała:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > wg prawa Bożego
    > > > >
    > Jedynym prawem bozym jest Milosierdzie.
    >
    Jest jeszcze Sprawiedliwość.
  • sabinac-0 15.02.11, 20:23
    mona.blue napisała:

    > > Jedynym prawem bozym jest Milosierdzie.
    > >
    > Jest jeszcze Sprawiedliwość.

    Chrystus powiedzial: "Milosierdzie jest ponad prawem".
    Tego sie trzymajmy.
    --
    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
  • by_dafne 30.01.11, 23:24
    "Po 5 randkach idziemy zrobic lulu, po 6 lulu, biezemy slub.....Bo ja jestem osoba silnie pnaca sie ku celom i nie mam zamiaru marnowac mojego drogocennego czasu na tzw. nuet z toba....A juz zupelnie na dokladne poznanie Ciebie jako osoby, czlowieka itepe, bo i tak wiem, zes bardziej zainteresowany diametrem mojej miednicy.....na ktorej siedze i wokol, ktorej kraza moje intelektualne mysli....ktore tez czasem mam." Oooo!
    A wtedy znajdziesz wlasnie tego...ktory mysli to samo co ty i chce tego samego co ty. Jezeli Internet jest dupiastym 'instrumentem' w poznanwaniu ludzi, to potraktuj to w dupiasty sposob. A moze rzeczywiscie los ci sie odmieni. Choc ja, gdybym byla facetm, to za Chiny nie chcialabym sie spotkac z taka kobieta jak Ty.
  • mona.blue 31.01.11, 12:19
    Ja jestem ciekawa, czy przez internet mozna się zorientować co do charakteru danej osoby - czy można wyczytać tylko z jej wypowiedzi jaka ona naprawdę jest?
  • paco_lopez 31.01.11, 13:13
    każdy kijek ma dwa końce. jak juz się weszło do internetowego oceanu, to nie ma z niego wyj ścia. moze jedynie pojawić się nostalgia i sentyment do czasów kiedy poznawało się ludzi face to face nie zaleznie od tego na ile nocy. teraz zaczyna byc jak w sklepie. poprosze osobnika płci męskiej o takich parametrach : i tu lista i stuk stuk do wyszukiwarki i wychodzi wynik - cynik. mam dwóch kolegów niesparowanych z warszawy i okolic. tyle moge pomóc.
  • twisted_elegance 31.01.11, 18:44
    dwóch to i ja mam. tylko żaden nie spełnia parametrów ;)
  • paco_lopez 31.01.11, 18:57
    uważaj żebyś z suwmiarką nie zaczęła ganiać.
  • larusse 31.01.11, 19:21

    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • to.niemozliwe 31.01.11, 19:50
    Nie wstyd Ci pytac o takie rzeczy? :-D
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • larusse 31.01.11, 20:20
    hahaha :)

    Przyznam się, że kiedy przeczytałam o parametrach, to w pierwszej chwili zdumiałam się strasznie... I, kurcze, teraz zaczęłam się jeszcze martwić tym jak ja wypadam w parametryzacji.... :)
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • to.niemozliwe 31.01.11, 20:33
    Byleby Ci srednia wychodzila w normie, coraz bardziej ciekawia mnie te oczekiwania autorki watku? I czy w bazie danych portalu randkowego mozna sobie wyfiltrowac wzrost, kolor wlosow, oczu, wage sylwetke? To by bylo dobre! ;-)
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • larusse 31.01.11, 20:42
    Tak sobie teraz myślę, że może jednak to określenie jakiś parametrów wcale nie jest takim głupim pomysłem. Przynajmniej wiesz czego chcesz od życia.
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • to.niemozliwe 31.01.11, 20:54
    Taaa...przynajmniej wiesz co cie ogranicza. :-D
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • larusse 31.01.11, 21:01
    Ale wiesz... może trzeba sobie jakieś ramy wyznaczyć... Może to ma jakiś sens.
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • xciekawax 01.02.11, 16:24
    Oczywiscie ze trzeba wyznaczyc parametry, moje to: Otwartosc, szczerosc, rodzinnosc, jakas tam ambicjia, ciekawosc swiata i takie tam, a z wygladu: lepiej wyzszy niz nizszy, dbajacy o sylwetke, (nie lubie mezczyzn otylych), lepiej szatyn niz blondyn.
  • voxave 01.02.11, 01:43
    a często jest tak,że produkt trzyma parametry a całośc jest niestrawna
  • sabinac-0 31.01.11, 21:40
    paco_lopez napisał:

    > nostalgia i sentyment do czasów kie
    > dy poznawało się ludzi face to face nie zaleznie od tego na ile nocy.

    Tak jakby dawniej nie bylo milosci korespondencyjnych - wszyscy poeci pisali dlugie listy do swych "ukochanych", ktore znali jedynie z przechowywanej "na sercu" miniaturki.

    P.S. Zauwaz, ze internet wskrzesil zamierajaca sztuke epistolografii. :)
  • yag-nik 31.01.11, 20:43
    > powiedzcie, jak jest w waszym przypadku - czy macie podobne opory przed umawian
    > iem się przez internet? czy może traktujecie to jako element dzisiejszego stylu
    > życia - wszyscy zabiegani, najszybciej jest sobie wyklikać kogoś spełniającego
    > nasze kryteria?

    Supermarket. Poproszę pana o wzroście 180, brunet, oczy niebieskie, wykształcenie hmm, wyższe, może być wolny zawód, koniecznie katolik i chcący dzieci :-)
    Konsumpcjonizm naszego życia nie zna granic.

    Portale randkowe mnie po prostu śmieszą a często na nie patrzę bo moja najlepsza właśnie w taki sposób poszukuje tego jedynego na białym koniu, będzie już chyba 3ci rok jeśli się nie mylę.
    Z tego miejsca chciałam pozdrowić wszystkich panów robiących sobie fotki w WC :-)

    Zauważyłam że zawsze pojawia się ta sama historia, facet wygląda ok, ma dobre "parametry" a później okazuje się że a) ma żonę, b) nie ma żony ale sepleni c) słucha Krzyśka Krawczyka d) i tak dalej i tak jeden i drugi, czternasty i piętnasty.

    Czytałam tu wcześniej wypowiedź Cynty która twierdzi że nie ma znaczenie gdzie się poznajemy, ano ma.
    Przecież grono facetów poddane selekcji poprzez wyszukiwarkę, przemielone przez użytkowniczkę serwisu zwykle "po fotce" nie jest w stanie równać się w jakimkolwiek stopniu ze spotkaniem w realnym świecie.
    I zaraz się pojawią głosy, owszem w prawdziwym też się weryfikuje, zgoda ale widzi się, słyszy, czuje i reaguje a często daje szansę komuś z poza tych kryteriów bo "serducho zapika".

    Do autorki: W warzywniaku nawet można spotkać kogoś interesującego ;-)

    Taka moja opinia choć przyznam że nie poparta doświadczeniem (własnym) jako że użytkowniczką portalu randkowego nigdy nie byłam i znając siebie pewnie nie będę.
  • larusse 31.01.11, 20:50
    Ja bym się z tym nie zgodziła...
    Warzywniak czy internet czy nawet burdel - co z różnica?
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • yag-nik 31.01.11, 20:51
    larusse napisała:

    > Ja bym się z tym nie zgodziła...
    > Warzywniak czy internet czy nawet burdel - co z różnica?

    Jak już się z czymś nie zgadzasz dobrze jest użyć argumentów w dyskusji potwierdzających Twoje zdanie :-)
  • larusse 31.01.11, 21:00
    Ale tutaj nie trzeba żadnych argumentów (przynajmniej tak mi się wydaje).
    Co z różnica gdzie mnie ktoś spotka?? Czy to w warzywniaku czy w burdelu czy w internecie - wszędzie jestem taka sama.
    Nie widzę problemu...
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • yag-nik 31.01.11, 21:11
    Nie, to nie to samo.
    W warzywniaku, w pubie, w kinie czy na imprezie znajdziesz krąg ludzi zróżnicowanych wieloma cechami charakteru np. pochodzenia, wyglądu, poglądów, wierzeń i dalej choćby prozaicznych typu kolor oczu, typ budowy ciała itd.
    Na portalu randkowym po gruntownej segregacji pretendentów do tytułu "chłopak na randkę" otrzymasz wąską grupę panów cechującą się (przykładowo):
    a) niebieskimi oczami
    b) wzrostem powyżej 180
    c) konkretnym znakiem zodiaku
    d) wykształceniem "jakimś tam"

    W realnym świecie taka segregacja również ma miejsce ale nie ma tu użytkowniczki która korzysta z wyszukiwarki ale jest kobieta która świadomie wybiera fajnego facet który ma miękki głos i "to nic że piwne a nie niebieskie oczy".

    Jest różnica?
  • larusse 31.01.11, 21:19
    Nie. Dla mnie to w ogóle nie zachodzi. Naprawdę nie widzę różnicy...
    Uważam, że faceta (nie wiem jak kobietę) wybiera się intuicyjnie (przynajmniej ja tak wybieram)
    i jeśli mam do dyspozycji oprócz swoich zmysłów jeszcze wyszukiwarkę to nawet lepiej.
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • sabinac-0 31.01.11, 21:44
    yag-nik napisała:

    > Na portalu randkowym po gruntownej segregacji pretendentów do tytułu "ch
    > łopak na randkę" otrzymasz wąską grupę panów cechującą się (przykładowo):
    > a) niebieskimi oczami
    > b) wzrostem powyżej 180
    > c) konkretnym znakiem zodiaku
    > d) wykształceniem "jakimś tam"
    >
    A czy na tych portalach KAZA szukac wg koloru oczu czy znaku zodiaku czy te kategorie sa opcjonalne?
    Byc moze naiwne to pytanie, ale w zyciu nie weszlam na taki portal, wiec nie wiem.
    > W realnym świecie taka segregacja również ma miejsce ale nie ma tu użytkowniczk
    > i która korzysta z wyszukiwarki ale jest kobieta która świadomie wybiera fajneg
    > o facet który ma miękki głos i "to nic że piwne a nie niebieskie oczy".
    >
    > Jest różnica?
  • yag-nik 31.01.11, 21:52
    > A czy na tych portalach KAZA szukac wg koloru oczu czy znaku zodiaku czy te kat
    > egorie sa opcjonalne?
    > Byc moze naiwne to pytanie, ale w zyciu nie weszlam na taki portal, wiec nie wi
    > em.

    Nie wiem czy na wszystkich tego typu portalach ale na tym który widziałam były to opcjonalne, przy czym jeśli się nie zaznaczało konkretnych cech w wyszukiwarce wyskakiwało np 1200 profili.
  • larusse 31.01.11, 21:54
    Ale co w tym złego, yag-nik?
    Dobra pomoc...
    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • yag-nik 31.01.11, 22:20
    > Ale co w tym złego, yag-nik?
    > Dobra pomoc...

    A czy powiedziałam że to coś złego?
    Napisałam że dla mnie portale są śmieszne oraz że ograniczają krąg poznanych osób (często) do podanych przez nas samych kryteriów które mogą (ale nie muszą) się sprawdzić.

    Pomoc? To zależy jak rozumiesz ową pomoc. Dla mnie to żadna pomoc gdy strona internetowa wypluwa mi 1200 kandydatów teoretycznie "do wzięcia" i żadna to pomoc dla mnie gdy poprzez gruntowną selekcję ta sama strona wypluje 50-ciu zielonookich z wykształceniem średnim. Dla Ciebie może być to pomocne w szukaniu.

    To jest kwestia preferencji jak sądzę, ja wolałabym poznać kogoś w realnych warunkach, usłyszeć co mówi, zobaczyć jak gestykuluje i poczuć zapach zanim wykluczę go poprzez wyszukiwarkę.
  • larusse 31.01.11, 22:35
    yag-nik napisała:


    > A czy powiedziałam że to coś złego?
    > Napisałam że dla mnie portale są śmieszne oraz że ograniczają krąg poznanych os
    > ób (często) do podanych przez nas samych kryteriów które mogą (ale nie muszą) s
    > ię sprawdzić.

    Nie, ale odnoszę wrażenie, że wartościujesz: gorsze-lepsze...
    Ogranicza pewnie tak samo jak Ty sama nieświadomie ograniczasz sobie ten krąg ( z różnych względów) w tzw. realu.

    > Pomoc? To zależy jak rozumiesz ową pomoc. Dla mnie to żadna pomoc gdy strona in
    > ternetowa wypluwa mi 1200 kandydatów teoretycznie "do wzięcia" i żadna to pomoc
    > dla mnie gdy poprzez gruntowną selekcję ta sama strona wypluje 50-ciu zielonoo
    > kich z wykształceniem średnim. Dla Ciebie może być to pomocne w szukaniu.

    Dla mnie to tak samo dobry sposób jak każdy inny.


    > To jest kwestia preferencji jak sądzę, ja wolałabym poznać kogoś w realnych war
    > unkach, usłyszeć co mówi, zobaczyć jak gestykuluje i poczuć zapach zanim wykluc
    > zę go poprzez wyszukiwarkę.

    I tutaj chyba się zgodzę, że to kwestia preferencji.


    --
    вcпoмни, чтo ты женщинa...
  • cynta 01.02.11, 09:59
    Internet jest takim samym miejscem do SPOTKANIA kogos jak bar czy dyskoteka. Przesiew jest wszedzie, zawsze jest jakis filter tylko jeden akceptujemy a innego nie. Nie trzeba wogole wybierac zadnych kryteriow, mozna ulozyc swoj profil tak aby on stanowil filter kto sie odezwie, zagada drugi raz, zostanie na pogawedke ...
    Poznaje sie czlowieka inaczej, nie gorzej lub mnie, po prostu inaczej. Widzisz jakie tematy rozmow porusza, jak tlumaczy, jak reaguje na twoje tematy, czy podejmuje watek czy tylko monolog go interesuje, jak reaguje na zarty, nawet konstrukcja zdan cos ci powie, czym z dnia codziennego chce sie dzielic, czy pamieta co mowilas wczoraj, co chce wiedziec o Tobie, itp, itd. To nie zastapi kontaktu fizycznego ale moim zdaniem jest ciekawa droga poznania wstepnego ... IMHO
  • sabinac-0 01.02.11, 21:07
    yag-nik napisała:

    > Nie wiem czy na wszystkich tego typu portalach ale na tym który widziałam były
    > to opcjonalne, przy czym jeśli się nie zaznaczało konkretnych cech w wyszukiwar
    > ce wyskakiwało np 1200 profili.

    Eee tam, w jednym zatloczonym wagonie potrafi byc wiecej.
  • mona.blue 01.02.11, 14:03
    Yag-nik, dopóki studiujesz to nie ma problemu, albo pracujesz w niesfeminizowanym środowisku. Potem to jest już trudniej, jak widzę na przykładzie moich koleżanek,

    Ja akurat poznałam exa na studiach, a obecnego partnera w pracy, ale nie każdy ma takie szczęście.
  • yag-nik 01.02.11, 20:36
    > Yag-nik, dopóki studiujesz to nie ma problemu, albo pracujesz w niesfeminizowan
    > ym środowisku. Potem to jest już trudniej, jak widzę na przykładzie moich koleż
    > anek,

    Nie studiuję, pracuję w normalnym miejscu gdzie towarzystwo jest mocno wymieszane ale to nie ma znaczenia bo w pracy się głębszych relacji nie nawiązuje.

    Z czym trudniej? Ze spotkaniem kogoś, ja akurat nie szukam ale nie widzę wielkiej trudności, może Ci się to wydać Mona śmieszne ale naprawdę tak jest.
  • mona.blue 01.02.11, 20:56
    yag-nik napisała:


    > Nie studiuję, pracuję w normalnym miejscu gdzie towarzystwo jest mocno wymiesza
    > ne ale to nie ma znaczenia bo w pracy się głębszych relacji nie nawiązuje.
    >
    > Z czym trudniej? Ze spotkaniem kogoś, ja akurat nie szukam ale nie widzę wielki
    > ej trudności, może Ci się to wydać Mona śmieszne ale naprawdę tak jest.

    Gdy jest się młodym, ma się szeroki krąg znajomych, znajomych znajomych, wspólne wyjścia do klubów, wyjazdy na wakacje, wiele osób jeszcze wolnych - dlatego moim zdaniem jest jeszcze łatwiej.
    W pewnym wieku na ogół grono znajomych jest dość ograniczone, prawie wszyscy zajęci lub niektórzy z odzysku, zniechęcenie trwałymi związkami i trudność w ponownym zaufaniu - dlatego uważam, że jest trudniej. Poza tym prawie wszyscy sensowni sa pozajmowani.
  • lamia.reno.x 02.02.11, 13:29
    internetowe takie same jak każde inne ...
    kiedyś tak się mówiło o biurach matrymonialnych - że to dla desperatów ...
    w ogóle nie rozumiem takiego podejścia - zgadzam się ze wszystkim, co napisała mona.blue na temat możliwości poznawania ludzi po studiach itd
    jasne - wszędzie kogoś można poznać - np w warzywniaku facet na mój widok zasłabnie, piorun w niego strzeli jak w Ojcu Chrzestnym i za tydzień ślub ... taaa ... takie rzeczy to tylko wiecie gdzie
    nie wiem ile osób poznałam w życiu, dużo - spośród nich znam tylko jedną parę, która poznała się w "warzywniaku" - reszta albo studia, albo praca, albo jakiś krąg znajomych, albo ... internet :-)

    do autorki wątku: wyluzuj się, spotykaj się po prostu na kawę, do kina - jeżeli będziesz poznawała facetów z Twoich okolic moim zdaniem najlepiej jest jak najszybciej się spotkać i wówczas będzie, jak w realu - zapach, głos itd
    ale niech Cię nie ogranicza geografia - niezbadane są ścieżki miłości :-)
    aha - i nie poddawaj się :-)

    moim zdaniem trafić na swego przez internet to taki sam przypadek i los jak trafić na swego w realu

    POWODZENIA!
  • mona.blue 02.02.11, 14:20
    Dorota Zawadzka - Super niania - też ma męża z internetu :)
  • voxave 08.02.11, 09:09
    ale jaka ona ma twarz
  • sdfsfdsf 12.02.11, 14:34
    moj brat poznal dziewczyne przez internet i jest im super razem
    wlasciwie to juz prawie zone
    --
    "Był czas mrusztławy, ślibkie skrątwy
    Na wałzach wiercząc świrypły,
    A mizgłe do cna borogłatwy
    I zdomne świszczury zgrzypły."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka