Dodaj do ulubionych

co wy na to?

19.05.11, 20:09
Po pół roku spotykania się mój psychoterapeuta powiedział że to może być to. A ja mam wrażenie że to on jest niekompetentny. Mam znajomą która szkoli się na psychoterapeute i naprawdę jej intelekt nie powoduje we mnie zwiększonego zaufania do owych lekarzy. Chociaż na pewno dziewczyna jest inteligentna. Podobnie z tym facetem - on nawet nigdy nie zapytał z jakiego jestem domu, czym zajmują się moi rodzice. Nigdy nie porozmawialiśmy o mojej nieśmiałości. Ja praktycznie nie piję, nie palę, rzadko uprawiam seks (ostatnio rok temu). Nie wydaje mi się żebym wydawała za dużo pieniędzy - wręcz moi bliscy ciągle marudzą że powinnam pójść do sklepu aby lepiej się ubrać, aby wyglądać jak porządny człowiek. Czuję się uzależniona od tego psychoterapeuty bo bardzo potrzebuję czyjegoś towarzystwa, i miło mi jak ktoś posłucha mojego marudzenia. Moje przyjaciółki/koleżanki/matka są za bardzo zajęci sobą, swoją urodą, swoimi znajomymi żebym mogła im powiedzieć o sobie. Ale nie chodzę, nie tnę się, nie szlaję. Raz uprawiałam seks w kiblu dyskoteki - i to takie wielke halo? MAm problemy w stałych relacjach, ale faceci z którymi byłam byli egoistycznymi dupkami, samcami alfa, skupionymi tylko na sobie, swojej karierze naukowej, zawodowej, swojej sylwetce, urodzie. Nie umiałam im zaufać, ale mnie pociągali, bo byli tak perfekcyjni. Zresztą jakiś czas temu, wtedy kiedy wszystko było ze mną w miarę ok, też byłam dość atrakcyjna.
Dlaczego ten pseudo-psychoterapeuta nie może zrozumieć, że jedyne czego mi brak, to brak bliskości, ludzi którym mogę zaufać? Że moja matka nie akceptowała nawet mojej potrzeby uczenia się, bo ona jest taką nibyhipiską i nie rozumiała mojej potrzeby rozwoju.
Chce mi się krzyczeć, bo naprawdę uważam że ze mną jest okej. Że to ludzie wokół mnie byli psychiczni, a ja byłam zbyt naiwna/dobra i wchodziłam w te relacje. Mam psyche zjebaną przez kościół katolicki, z tym całym nastawianiem drugiego policzka i teraz to skonczyło się na tym że obijam się o różnych pojebanych lekarzy.
Edytor zaawansowany
  • witch_l 19.05.11, 21:29
    A jak inne sprawy? Zycie zawodowe, czy daje ci radosc i satysfakcje?
    Ogolnie mowi sie ze zyjemy wczasach tzw. Narcystycznych. To nie sa latwe czasy. I w sumie malo komu jest latwo....

    Empatia, nie jest piata noga u stolu, a bardzo silna cecha charakteru, ktora pozwala czlowiekowi przejsc przez zycie wzglednie zzdrowo. Wielu ludzi zabiera sie za swoja prace i w obrebie swojej pracy znajduje to i tych, ktorym im brakuje...

    W sumie to zal tych 'pojebkow', bo zyja w jakim swiecie zubozalym i odrealnionym....lacznie z twoim terapeuta...Tak zgaduje..:=)
  • to.niemozliwe 19.05.11, 22:01
    Gadasz jak borderline, do tego wszyscy winni na około, a Ty masz pecha. Nie żebym Cię atakował, ale w takim sensie, że jakoś tak mi brakuje u Ciebie poczucia sprawczości w tym co robisz. Tego, że próbujesz i wychodzi Ci to, że sobie coś postanowisz, podziałasz w tym kierunku i masz efekt (że jest tak, jak chciałas).
    Juz Ci pisałem, pogadaj z ludzmi z forum Chad, są naprawdę OK.
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • log-o 19.05.11, 22:07
    Słuchaj, całe życie miałam sprawczość, decyzyjność etc. Musiałam walczyć z wieloma okolicznościami, jak pewnie wielu ludzi. Inni niekiedy poszukiwali we mnie zrozumienia, co pewnie brało się z tych przeciwności które musiałam pokonać. To że teraz tak "gadam" jest spowodowane tym że czuję się oszukana. Ale nie mam mentalności gwiazdy rocka rozbijającej się na imprezach. Jest mi po prostu przykro, że jest we mnie sporo bólu ostatnio który odbiera mi nadzieję na przyszłość i radość. I jeszcze jedno. Czy myślisz, że miałabym ochotę siedzieć tutaj i gadać te rzeczy? Dlaczego nie możesz przyjąć do wiadomości że mogłam faktycznie zostać potraktowana nie fair?
  • to.niemozliwe 19.05.11, 22:20
    Co to znaczy nie fair? Nieprofesjonalnie przez terapeutę? Być może, tyle, że naturalnym jest wtedy zmiana terapeuty jesli czujesz, ze nie ma postepów. A Ty się strasznie żalisz, moim zdaniem nieproporcjonalnie do okoliczności. Ja bym po prostu zmienił. Poza tym ludzie z borderem własnie są niezadowoleni (nadekspresyjna reakcja) a jednoczesnie uzaleznieni (lęk przed samodzielnoscią) od terapeuty.
    Co do decyzyjnosci i sprawczosci, to nie mam na mysli pracy, tylko autonomię w swoim własnym zyciu osobistym.
    W kazdym razie masz rację, ze nie powiniem domniemywac, że nie zostałas potraktowana nie fair. A czy jest mozliwe, ze masz takie wrazenie, bo nie akceptujesz wewnętrznie tego, co zasugerował?
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • log-o 19.05.11, 22:44
    Na pewno w jakimś stopniu nie akceptuje tego, ale przede wszystkim przez metodykę. Uważam że jeśli on nawet nie zapytał się o zawód/studia/warunki socjalne moich rodziców, jeśli nie spytał mnie o wspomnienia z dzieciństwa, jeśli nie porozmawialiśmy o mojej nieśmiałości (dość dobrze skrywanej pod płaszczykiem przebojowości, ale kto tego dziś nie robi - tak wiem to pasuje do bdl).
    No ale faktycznie - jestem uzależniona i zła na niego. Uzależniona o tyle, że już do niego tyle chodziłam, że nie chcę zaszkodzić psychoterapii. Wydawało mi się że fakt iż się znamy jakoś temu pomaga, że może ku czemuś kroczymy i powinnam być cierpliwa, zdać się na jego wiedzę. Szczerze mówiąc od pierwszego spotkania miałam ambiwaletny do niego stosunek (i nie, nie mam tak z każdym) poniewaz wydawał mi sie bardzo wrażliwym człowiekiem. To nie chodzi o to że mam cokolwiek do wrażliwych ludzi, ale akurat na tym etapie życia potrzebny był mi ktoś silny, z kim bez ogródek, w profesjonalny sposób mogę porozmawiać o tym jak mnie życie wku...ło, jakimi ludzie potrafią być potworami. Miałam wtedy dość stresujący okres w moim życiu, zetknęłam się ze zjawiskami które były dla mnei zaskakujące, mrożące krew w żyłach. Nie miałam z kim o tym porozmawiać.
    W końcu stwierdziłam, że taki wrazliwiec jak on też może być, że może to ja powinnam się do niego dopasować. Że najważniejsza jest przecież wiedza która mi przekaże. Poza tym gość jest może 10 lat ode mnie starszy i wydaje mi się atrakcyjny. To chyba też zaważyło na mojej decyzji.
    Jestem od niego poniekąd uzależniona, wydaje mi się jednak że bierze się to z mojej chwilowej bezradności i samotności (taki okres w życiu) jak i z samej formy jaka ma terapia - terapeuta jest enigmą. Tak naprawdę nie umiem się z nim nawet porozumieć, ponieważ on ma ten swój autorytet terapeuty, w który ja wierzę, bo nie wiem, studiowałam coś z nauk społecznych i powierzchownie rzecz biorąc terapia miała dla mnie sens.
    Teraz jednak dostrzegam , że terapeuta ma podobną wiedzę i podobną bezradność jak ja - zawsze wierzyłam że jest to nieco bardziej zbliżone do medycyny - że są jasne wytyczne, że będę miała większa łatwość w określeniu tego wszystkiego.
    Zamierzam zmienić terapeutę. Albo to rzucić.
  • to.niemozliwe 19.05.11, 22:57
    Zawsze zanim rzucisz możesz powiedziec, że dzis chcesz porozmawiać o swoim dziecińsktwie, czy jakimś aspekcie, bo wydaje Ci sie to ważne.
    Raz piszesz, ze zaletą jest wrażliwosc, w innym zdaniu, że chciałaś, zeby przekazał Ci wiedzę, a w innym, ze Ci się po prostu podoba jako mężczyzna. Czyżbyś go idealizowała z jednej strony, a z drugiej uciekała?
    Czy to znaczy, ze powtarza sie Twoja gra: czuję, ze jest więź, więc wymyslam powód, żeby uciec. Boisz się więzi, bo obnazy Twoje prawdziwe "ja". To trudno - obnazy, ale każda więź obnaża. Nie bój się swojego lęku przed intymnością. Intymność to jest rodzaj relacji, nie pożądanie, rodzaaj porozumienia i współzrozumienia, oraz głebokiego szacunku.
    Jeżeli źródłem niechęci do terapeuty jest wewnętrzna walka jaka toczysz ze swoim lekiem przez zaufaniem wobec niego, to to jest własnie moment kiedy trzeba sie swojemu lekowi przeciwstawic. Wszyscy potrzebujemy ludzi, których chcemy obdarzyć zaufaniem. Bo inaczej samotnośc nas wyniszcza.
    Może Solaris38 coś Ci pieknie napisze o akceptacji zaufania i jakie to bywa trudne...:)
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • log-o 19.05.11, 23:10
    Szczerze mówiąc nie rozumiem tego co do mnie piszesz. Próbuję wyłożyć jasno jakie czynniki powodują że jeszcze na ta psychoterapię chodziłam. Właśnie po to to wszystko tak analizuje żeby być ze sobą szczera. Jeśli mówię że koleś jest przystojny i wykształcony - to uważasz że go idealizuje czy stwierdzam fakt? Jeśli mówię, że gdybym go spotkała na imprezie i z nim pogadała to istnieje ryzyko że chciałabym sie z nim umówić na randkę - to jest to idealizowanie czy fakt? Jeśli mówię że nie czuję że on jest wystarczająco dla mnie dobry. Że jest za mało konkretny i że ma za małą wiedzę - to uciekam?
    I jeszcze jedno - dlaczego mam zaufać takiemu kolesiowi, skoro widzę jego wady. Mogę mu ufać do pewnego stopnia - np. do tego że z chęcią bym się z nim umówiła żeby poznac jego charakter bliżej, może wtedy zrozumiałabym jego osobę i zdobyłabym zaufanie do jego wiedzy. Ale dlaczego mam marnować czas, życie, zdrowie na coś do czego nie mam przekonania. Sama też nie jestem najgłupsza. Może po prostu potrzebny mi inny terapeuta? A może cała ta terapia to bzdura? Na wiki przeczytałam, że w zasadzie udowodniono działanie jedynie terapii psychodynamicznej. I co ja mam o tym wszystkim myśleć?
  • lorusza 20.05.11, 08:50
    Jak dla mnie to szukasz w psychoterapeucie nie takiej pomocy jaka chce ci dac...nie wazne czy on ma wady czy nie, kazdy ma. Psychoterapeuta nie jest od dawania rad i gotowych recept co zrobic, psychoterapeuta nie wie co masz w glowie, bo nie ma krysztalowej kuli.. to nie tak jak z medycyna niestety... przeswietli cie, zeskanuje i wie lepiej....nie spodziewaj sie, ze psychoterapeuta bedzie wiedziec lepiej niz ty... on jest od tego by naprowadzic cie, pomoc ci zrozumiec twoje problemy i nauczyc cie wyrazac co czujesz i do tego nie musi ci wspolczuc ...czasem gdy mamy opory przed czyms to znak, ze jestesmy blisko problemu, bo wlacza nam sie system obronny przed zmiana i wtedy uciekamy (moze to byc ucieczka przed psychoterapeuta) czasem warto zrobic cos nowego, cos czego nie robilismy wczesniej... przykladowo zaufac komus kto ma wady.... ale na pewno nalezy zrezygnowac z terapeuty gdy sie boimy, ze moglby nam zrobic "krzywde", lub gdy widzimy, ze ewidentnie nic nam ta terapia nie daje.... i trzeba jeszcze pamietac, ze terapia to nie przyjemna rozmowa ale praca, nasza praca....czesto bolesna i terapeuta nic za nas nie zrobi... cala robote musimy wykonac sami..

    z drugiej strony warto szukac dobrego terapuety, bo w tym zawodzie sa rozni ludzie a ludzie jak ludzie.. rozni sa i nie ma idealnego dobrego terapeuty, kazdemu potrzebne co innego.
    --
    lorusza.blogspot.com/
  • paco_lopez 19.05.11, 22:20
    wnioski masz prawidłowe. psychoterapeuci to debile. w sumie ja bym chciał mieć delikatnie hipisowatych starych. moi mnie kochali, ale ze sobą często koty darli o błachostki więc jako młody i niedoświadczony również odczuwałem niemoc , niedopasowanie, ale samiec to chyba jednak łatwiej ma z takimi problemami. własnie napije sie z kumplami, poszlaja z lujami wyrzyga i mu przechodzi w którymś momencie.
  • log-o 20.05.11, 10:03
    Nie wiem czy debile, ale wśród moich znajomych jest pełno przyszłych psychologów oraz dzieci psychologów- i dzieci psychologów uważają całą psychologię za jedną wielką bzdurę, szczęścia szukają w innych zajęciach, ale na pewno mają ogromne wsparcie od rodziców. A przyszli psychologwie to dzieci z bogatych domów z dużą ilością czasu na lektury i wewnętrzny rozwój, i sporą ilością kasy na ich hobby i takie tam.
    I nie - nie chciałbyś mieć hippisowskich starych. Właściwie pseudo hippi - hippi na tyle, na ile im pasuje. Nie interesujący się twoim życiem i realami w jakich egzystujesz, nie interesujący się wyścigiem szczurów w którym bierzesz udział i chcesz brać udział (kto ma ochotę stać na bocznym torze). Robiący ci na złość, zazdrośni, ze swoim kultem kontrolowanego (o ile dla nich wygodnego) luzu - co ja równie dobrze mogłabym nazwać lenistwem i maniem-wszystkiego-w-dupie.
  • paco_lopez 20.05.11, 22:14
    może nie wmawiajmy sobie na wzajem co kto by chciał. z tymi rodzicami to sobie pofantazjowałem tak czysto teoretycznie. ty jeszcze zyjesz niejako w ich orbicie, a ja juz sam jestem od dekady rodzicem. powracając natomiast do siebie z tamtych lat pamiętam, ze od końca podstawówki, a już na pewno po skończeniu szkoły sredniej nie winszowałem sobie by rodzice się mną zanadto interesowali. wybacz, ale szanuję podejście twoich rodziców. oni wyraźnie niewpierniczaja się w twoje zycie, przy pewnym braku aprobaty do wyścigu szczurów i maja do tego pełne prawo. za pozwoleniem tez jestem kontrolowanym luzakiem i jak chcesz pseudo hipisem i mam wiele w dupie. moim zdaniem zaczęłaś biało czarna magię i czujesz że zabrnęłaś. płacisz kase i nic. cięzko cos poradzić. a niosłas kiedyś tate na plecach z imienin od cioci barbary ? a czy twój tata trzaskał baranki w kredens w momencie krytycznym ? moze zdyskontuj sobie tych twoich rodziców z takimi na prawde cięzkimi typami i przestań dawć sobie wmawiac borderliny i inne tam. zanim sie ta cała psychologiczna kasta rozwinęła ludzie byli skryci, niesmiali, zajmowali przedostatnie miejsca w rankingach i musieli jakos dobrnąc do pięcdziesiątki i nikt im w tym za pieniądze nie doradzał.
  • shachar 20.05.11, 22:49
    Myślę, że rzecz nie jest w stopniu zhipisienia rodziców, czy rypania w kredens przy okazji. Ot, ma się uczucie bycia zapomnianym przez ludzi i boga albo nie.Jesli jest to permanentne w miare uczucie to to JEST smutne.
  • log-o 20.05.11, 22:54
    ok, dzięki za głos, był dla mnie ważny. Ogólnie, uważam że na tym forum nieco się uczę. I mam wrażenie że gdbybm mogła posiedzieć z tym psychoterapeutą parę godzin i po prostu mu wszystko wytłumaczyć to miałabym to wszystko z głowy.
  • clarissa3 19.05.11, 22:26
    kazdy rozumie jak umie.

    Jesli postawisz dzbanek a wokol grupe powiedzmy 50 ludzi i kazesz kazdemu namalowac dzbanek to otrzymasz 50 wersji dzbanka i zaden obrazek nie bedzie tym dzbankiem doslownie. Z rozumieniem, partzeniem, czyli percepcja, jest tak samo - na to samo sie gapia a kazdy co innego widzi. Czasem sie umowia i twerdza ze widza to samo, albo czasem znajdzie sie jakis herszt i nakaze widziec tak a nie inaczej, ale nie wierz to. Ty widzisz to tak on widzi to siak. Taka to prawda o nas ludziach.
    Powodzenia;)
  • larusse 19.05.11, 22:53
    po co Ty to wszystko tak analizujesz?

    to robie tak, tamto tak, ci tacy, tamci tacy, wtedy zachowalam sie tak, a wtedy czulam to...
    od takiego "myslenia" to naprawde mozna swira dostac

    --
    Kiedy mi się nudzi to idę kosić trawę.
  • log-o 19.05.11, 23:14
    Analizuje bo mam teraz okres bólu i rozliczenia z przeszłością - i próbuję się poukładać. A poza tym zawsze tak robiłam.
  • shachar 20.05.11, 00:42
    Dude, to że brak bliskości jest podstawą większości problemów, to nie bój się, oni mają dobrze rozpracowane na studiach, a przynajmniej powinni. To że swiat jest jaki jest i osoby myślące i czujące mogą mieć z tym problem, tez mniej wiecej powinni wiedzieć. Nie jesteś zadnym kuriozum. Natomiast na pewno wymyślasz na temat terapeuty jaki on jest i działasz wg tego swojego wymyślania.To twoje chronienie go to Twój wymysł.
    Wywal na niego flaki i zobacz co się przydarzy, w końcu płacisz za to:)

    a Ty Paco, to entelektualnie gościa czy gościówę rozebrałeś i stwierdziłeś ze debil, bo sie uplasował niżej. To weź i zreperuj się sam.Tylko ze takie nieszczescie ze ku... sie nie da, tylko trzeba zeby ktoś miał chęc Twoich bzdetów posłuchać.
    Tylko dlaczego za pieniądze, ot co.
  • log-o 20.05.11, 10:12
    Podobał mi się twój wpis! nie wiem, jak coś takiego czytam to mam straszną ochotę poznać tego, kto to pisze - bo myślę sobie że życe jest krótkie i że potrzebuję ludzi którzy myślą na mojej fali a nie obijać się znów i chodzić na ciągłe kompromisy z samą sobą i z tymi ludźmi z którymi przebywam, tylko w większości po to by nie być samą. Czy to wyraz mojej frustracji? mojego bordelina? już chyba najbardziej uwierzę w niedorozwój emocjonalny.
  • idoli 20.05.11, 11:57
    zmień terapeutę, lub jak ktoś napisał, wcześniej wywal flaki i zobaczysz co będzie.
    Swoją drogą, o czym wy rozmawiacie, skoro nie o tych ważnych dla Ciebie sprawach? Nie wiem, nie mam dostatecznego doświadczenia z terapeutami, żeby wiedzieć jak to powinno wyglądać. Poza tym myślę, że Twoje interesowanie się nim jest zgubne. Powinnaś się skupiać na sobie, na pracy nad sobą, a nie na nim, jaki on jest i czy w życiu postępuje tak jak radzi na terapii. On powinien być taki trochę "bezosobowy", tak to widzę.
    Rzeczywiście masz potrzebę bliskości i tę potrzebę przelałaś na niego, ale on nie jest ani Twoim przyjacielem, ani wyrocznią. Jest lekarzem.

    Nie lubisz siebie i to jest Twój problem. Tu nic nie poradzę, bo ja mam to samo i jeszcze nie wiem jak się za to zabrać.
  • to.niemozliwe 20.05.11, 19:17
    Wycofuję się z twierdzeń o Twoich cechach borderline.
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • jan_stereo 20.05.11, 19:00
    he he swoj czlowiek!

    Normalna jestes jak na moje standardy, tylko sie jakos strasznie soba unosisz emocjonalnie i psychologicznie, wiekszosc by sie nawet z Twoimi problemami do psychoterapeuty nie ruszyla, nie znaczy ze zle robisz, ale nie oczekuj ze zaraz trafisz na zdolnego pracownika.

    ps. a z dyskoteka sie mi podobalo, tez tak raz mialem, tylko jakas ci... z kabiny obok zajebala mi dla zgrywu koszule...
  • log-o 20.05.11, 22:55
    ja tu nie opisałam wszystkiego co się ze mną dzieje/działo ale nie widzę takiej potrzeby
  • log-o 20.05.11, 23:07
    ciekawi mnie to czy tu była choć jedna osoba z wyk psych?
  • shachar 20.05.11, 23:58
    a jakie to ma znaczenie? Jesli masz nadzieję, że ktoś wykształcony w tym kierunku odpowie na Twoje pytania i życiowe dylematy, to się mylisz. Dlaczego tak sądzę? ano z doświadczenia i z tego ,że uczę się może nie dziedziny pokrewnej ale coś jest na rzeczy...
    Ci ktorych uważamy za profesjonalistó niekoniecznie są szarlatanami, ale w środku tak naprawdę wiedzą, że trochę błądzą po omacku. Niby mają jakieś narzędzia, ale co i czy zadziała, to jest wielka niewiadoma.A, i jeszcze jedna rzecz o ktorej sie nie mówi zbyt wiele; sesja terapeutyczna przynosi ulge głownie w czasie trwania sesji,20 min po wyjsciu za dzwi , no moze najdalej do wieczora, efekt pryska. Uzyskać trwałą poprawę czy to psychiczną czy fizyczną, to trzeba sie w to szalenie zaangażować, samemu tego pragnąć. Dobrze jest mieć dobrego trenera tez. Tak więc jakie są Twoje szanse na poprawę? moje zdanie jest takie, rozsiądź sięwygodne w foteliku i poczekaj aż Ci się siwizna pojawi, a z nią pewne przewartościowania . powodzenia :)
  • log-o 21.05.11, 00:25
    Chyba cie pogięło. miałam ochote porozmawiać z kimś obcym, z kimś, z kim mogę pomówić na przykład o gwałcie (nie, nie na mnie ale i tak zrobiło na mnie duże wrażenie). Miałam też dużą potrzebę uzewnętrznić swój stres i wku...enie ale nie bede tego robić całe życie. Jeśli ten facet nie nadaje na moich falach to jego strata. Jeśli nie zadał paru podstawowych pytan to w moich oczach dużo stracił stawiając diagnozę. Tyle. Nie zamierzam się poddawać =- po prostu chciałam porozmawiać z kimś kogo nie będę obciążać, kto będzie dla mnie anonimowy, dzięki komu zracjonalizuje swoje przezycia. tyle, ktropka, bęc.
  • shachar 21.05.11, 00:32
    no masz rację jak się zapłaci to facet powinien wiedzieć gdzie nacisnąć i dopieścić :)
    i zeby był jak tatuś, nie czuł się obciążony robiąc przy Tobie! Co Ci powiem, szukaj dalej
  • log-o 21.05.11, 00:39
    z tym tatusiem to przegiąłeś;)
  • bez_seller 21.05.11, 00:37
    log-o napisała:

    > tyle, ktropka, bęc.

    Loj, no i mamy koniec swiata. :)
  • log-o 21.05.11, 01:01
    dziękuje ci bestselerze za głos ! :)
  • adriana_ada 22.05.11, 10:17
    log-o napisała:

    Czego ty tak naprawde oczekujesz od tego psychoterapeuty? Tego, ze to wlasnie on okaze Ci bliskosc, ze zaprowadzi Cie do lozka, czy tez pozniej do oltarza? Temu celowi akurat nie sluzy psychoperapia, psychoterapeuta, poza tym to bardzo niezdrowo oczekiwac od terapeuty wiecej, niz lezy to w zakresie jego kompetencji.



  • log-o 22.05.11, 11:10
    Chciałam zrozumieć kiedy i czy postępowałam słusznie, kiedy znów postępowanie innych wobec mnie było niesłuszne. Wydaje mi się że za dużo tolerowałam w moim życiu i w związku z tym przestałam sobie ufać. Chciałam żeby ten facet przeskanował ze mną całe życie, żeby zadawał mi istotne pytania a nie siedział jak mimoza pomrukując znacząco, albo z zachwytem reagując na jakieś pseudoekstrawagancje które wyczyniałam. Chcę się wyemancypować, chcę o siebie zawalczyć, chcę być czysta, wyjść z tego wszystkiego w czym tkwiałam - z mojej i niemojej winy. I nie, nie chcę go kochać. Nie jestem idiotką, która liczy na miłość psychoterapuety - to dość kiczowate.
  • mona.blue 22.05.11, 12:25
    Piszesz, że chyba uzależniłaś się od tego psychoterapeuty - to nie najlepiej. Łatwo dać się zauroczyć w takim układzie, bo potrzebujesz miłości, bliskości.
    Jeżeli uważasz, że powinniście porozmawiać o Twoim dzieciństwie czy o innych sprawach to powiedz mu o tym, w końcu to Twoja terapia i możesz się na niej zajmować rzeczami, które Twoim zdaniem są ważne. Zależ to pewnie jeszcze od tego, jaki to rodzaj terapii, ale są też takie nurty, które uważają, że nie da za wiele skupianie się na dzieciństwie, tylko na tym co jest teraz i co możesz z tym zrobić przy pomocy terapii.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka