Dodaj do ulubionych

Nieleczona depresja - jakie skutki?

08.06.11, 08:50
Według wszelkich znaków na niebie (a zwłaszcza) ziemi, mam depresję i to dość zaawansowaną (brak jakiejkolwiek chęci do czegokolwiek, osłabienie motywacji, myśli samobójcze itp) . Może nie jest to diagnoza profesjonalna, ale powstała na gruncie mojej wiedzy jeszcze ze studiów, lektury itp. Z różnych powodów postanowiłem jej jednak nie leczyć, po części mając nadzieję, że ustąpią wreszcie czynniki depresjogenne, poza tym nie mam ochoty spowiadać się nikomu, rozdzielać mojego życia niczym włos na czworo, słuchać porad, z których najpewniej nie skorzystam. Pytanie jest takie: czy depresja może ustąpić sama z siebie? Czy to już droga, która prowadzi tylko w jedną stronę i do jednego celu? W obecnym stanie zresztą uważam, że śmierć nie byłaby takim najgorszym wyjściem.
--
Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
Edytor zaawansowany
  • polifonia1983 08.06.11, 09:48
    Nie, nie ustąpi.
    Jeśli nie będziesz się leczyć, może być dobrze, w miarę dobrze, średnio dobrze, aż obudzisz się leżąc pod stołem z takim lękiem, że nikt Cię stamtąd nie wyciągnie. Jeśli możesz leczyć się wcześniej, to zrób to, póki masz świadomość tego, co się z Tobą i wokół Ciebie dzieje. Z depresją można chodzić latami, ale u różnych ludzi przebiega inaczej i nie wiesz, czy nagle przechodząc przez ulicę nie uznasz, że to dobry moment, żeby z sobą skończyć (znam taki przypadek). Jeśli wiesz, że coś Ci dolega, chroń się za wszelką cenę.
  • kicior99 08.06.11, 10:23
    > (...) i nie wiesz, czy nagle przechodząc przez ulicę ni
    > e uznasz, że to dobry moment, żeby z sobą skończyć (znam taki przypadek).

    Faktycznie miałem takie myśli przed przejeżdżającym pojazdem i to kilka razy. Zwyciężył (na razie) zdrowy rozsądek. Natomiast to, co mnie męczy najbardziej, to wieczne analizowanie przyczyn, roztrząsanie, czy musiało do tego dojść, zajmuje mi to od pewnego czasu większość dnia i nie byłoby to może same w sobie złe, ile świadomość, że nie dochodzę do żadnych konstruktywnych wniosków a pogrążam się dalej. Czasem mam tez odruchy, by komuś o tym powiedzieć i przez moment poczuć się lepiej, ale to w sumie dość skomplikowana sytuacja, a moje zaufanie do ludzi jest bliskie zeru - do lekarzy i psychologów również. Jakiś zaklęty krąg...

    --
    Angielskie robienie w konia
    Garść porad z Wysp
    Z wykrzyknikiem!
  • oliwe 08.06.11, 13:49
    Mogłabym się podpisać pod Twoim postem. Też się zapętlam i drepczę w kółko.



    --
    Majcia-Smyk
  • oliwe 08.06.11, 13:53
    Za szybko.

    Wyjścia nie widzę. Żyję nadzieją, że kiedyś tak po prostu dostanę olśnienia i wszystko zrozumiem.

    Też mam uraz do psychologów ale bez ujścia tych myśli z głowy chyba się nie da. I to lepiej pod kontrolą fachowca, bo pisząc czy mówiąc byle komu można się nieźle zdołować.



    --
    Majcia-Smyk
  • patrix29 11.08.13, 15:11
    Witam, wiele zalezy od tego skad sie wziela ta depresja, jesli nagle z niczego i objawy sa silne to nie minie, mysli samobójcze w kazdym stanie depresyjnym to standard, jezeli jest to sprawa biochemi mózgu to jest to depresja endogenna, z której raczej samemu nie da sie wyjsc, o ile wogole z jakiejkolwiek depresji da sie wyjsc bez pomocy, niby sa rodzaje depresji,ale moj lekarz mowi ze nie ma czegos takiego jak rodzaj depresji, jest depresja i tyle albo slaba albo silna, lepiej idz do lekarza po leki, moze trafisz w dobre a z tym bedzie trudno :)
  • 1borgia 11.08.13, 15:30
    armina wez sie zatem za siebie, a nie peirdol na forum. nie obchodzi nas co mowi twoj lekarz.
    poza tym wogole pisze sie osobno, a "witac" to moze cie redakcja lub admin gw, ktory jest u siebie. jak na razie jestes gosciem na forum.
    borgia
  • shachar 08.06.11, 19:48
    Kicior, ten tytułowy post jest Twój?
  • shachar 08.06.11, 20:03
    bo jeśli tak, to tyle Ci powiem, że znam Cię pewnie lepiej, niż Ty mnie, poprzez różne forumy tutejsze(Lista i te rzeczy...) Nie raz, nie dwa zaglądałam do Twoich blogów angolskich. Jesteś dla mnie super gościem z ogromną wiedzą i kimś po prostu sympatycznym!
    Mam nadzieję że te wątpliwości są przejściowe, słuchaj, na powieszenie się jest zawsze czas, a tymczasem zobacz, co następny dzień przyniesie, może gó... , a może niegó...;) Pozdrawiam.
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 09.06.11, 08:12
    Dzięki za miłe słowa. Jak widzisz, nie wybiera. Kiedyś, dawno temu, na szczęście, tez myślałem, że osoby z depresją powinny wziąć się w garść. Teraz wiem, że nie i dlaczego nie. Gdybym nie liczył na to, że następny dzień będzie lepszy, pewnie byśmy nie rozmawiali. Gorzej, że widzę własne błędy, których już nie da się naprawić. Trzeba po prostu jakoś pchać się do przodu. Pozdrawiam.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • polifonia1983 08.06.11, 21:02
    Nie ufaj w swój zdrowy rozsądek, jeśli masz depresję. I olej psychologów, mogą pomóc ci się wygadać, jak będziesz miał na to siłę. Potrzebne są leki i porządny psychiatra, który Ci je przepisze i dobierze tak, że będziesz mógł normalnie funkcjonować.
    Depresja to nie jesteś Ty, tylko coś, co sprawia, że Twój mózg chce Cię zniszczyć. Nie ufaj sobie, wierząc, że minie.
  • bibe08 08.06.11, 10:59
    czegoś w Twojej wypowiedzi nie rozumiem; nie chcesz się leczyć więc do czego potrzebna jest Ci wiedza jak Twoja choroba może wyglądać w przyszłości. zdaj się na żywioł i pozwól życiu nieść się z prądem
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 08.06.11, 11:35
    Jedno wbrew pozorom nie wyklucza drugiego. Po prostu chcę wiedzieć, w co się mogę wpakować zaniedbawszy leczenie. Może faktycznie lepiej skulić uszy po sobie i iść do tego psychologa, choć naprawdę nie lubię mówić o sobie, o swoich problemach, boję się, że mogę zostać źle zrozumiany, co już kiedyś się zdarzyło (bardzo dawno temu ale jednak, do dziś się śmieję z "diagnozy"). I nie chodzi tu o kwestię przełamania się, lub nie przede wszystkim o nią. Poza tym widywałem już różne "porady" i prawdę mówiąc boję się ich. BTW przez roztargnienie poprzedniego posta napisałem pod innym nickiem ale to dalej ja :)
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • psychoterapia.gabinet 08.06.11, 14:23
    Nieleczona depresja może nie tylko przynieść negatywne skutki organiczne (nieodwracalne zmiany w mózgu) ale doprowadzić także do ogromnych trudności w życiu społecznym, zawodowym, nie mówiąc już o zdruzgotanym poczuciu siebie, co bezpośrednio może prowadzić do najgorszego.
    Mówisz, że byłeś kiedyś źle zrozumiany, rozumiem, że to Ciebie zraziło, ale wierz mi, nie każda relacja kończy się porażką. Wydaje mi się, że jest w Tobie na tyle dużo siły, żeby mimo wszystko spróbować jeszcze raz.
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 08.06.11, 14:34
    Hmmmm. Dziękuję za odpowiedź i cenię to, że chcąc pomóc, napisałeś z własnej nieprzymuszonej woli. Ale właśnie takich odpowiedzi i wskazówek psychologów boję się najbardziej: jesteś silny, dasz radę, życie jest piękne, przemyśl... Jak mam dać radę, kiedy nie wiem, co zrobiłem źle? Jak mam dać radę, skoro nie czuję, że jest we mnie jakakolewiek siła? Widzisz, ja wiem, co powinienem zrobić aby to wszystko roziązać. Naprawdę. I wiem, co by mi to dało. Ale to jest fizycznie niemożliwe. Powinienem znaleźć sobie drugą osobę. Sam nie jestem wszystkiego w stanie udźwignąć, zresztą problemy istnieją (między wieloma innymi) wskutek nieudanej relacji z kimś (tzn. nie do końca udanej, ja wiem, że to jest trudne, ale z wielu względów nie mogę publicznie). Ale to nie jest możliwe, jestem zablokowany. Grupa życzliwych mi osób powtarza, że będzie dobrze, tylko to nie następuje a ja rozsypuję się coraz bardziej. I tak to mniej więcej wygląda.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • zakonna 08.06.11, 15:06
    Idź do psychiatry, zrobi z Tobą wywiad i dostaniesz leki. Do psychologa, żeby dzielić ten włos na czworo możesz pójść potem, jak leki zaczną działać. Nieleczona depresja to droga do piekła.
  • bez_seller 08.06.11, 19:56
    Idz do psychiatry, popros o antydepresanty, jakis prozak czy cos. Jak pomoze, to fajnie, a jak nie, zmien na inne, az do skutku.
  • polifonia1983 08.06.11, 21:08
    konto..., nie wiem, jakie masz doświadczenia z psychologami, ale ja po każdej wizycie czułam się gorzej niż przed. Tyle, że to gadanie o sobie, nie pomaga, potrzebne są leki. Jak już się podleczysz i będziesz normalnie żył, możesz zapisać się na dobrą psychoterapię, może nawet psychiatra Ci jakąś poleci, ale najpierw wylecz to, co chce Cię zabić. To mimo wszystko są reakcje chemiczne, potrzebujesz dawek hormonów, które sprawią, że nie będziesz się bał, czegoś co zniweluje agresję i czegoś na nadsenność lub bezsenność. Najpierw dojdź do sytuacji, kiedy możesz spać, pracować i wyjść z domu nie bojąc się,że skończysz w kostnicy. Po to właśnie są leki.
  • to.niemozliwe 08.06.11, 14:53
    A gdybys nie mial depresji, to wlasciwie co bys chcial robic? Jakie cele krotko- i dlugoterminowe wydaja Ci sie interesujace? Udane zycie to suma drobnych korzysci odnoszonych na roznych polach, a za tymi korzysciami kryje sie rozsadek, wytrwalosc, budowanie relacji z innymi i ... szczescie. :-)
    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 08.06.11, 15:56
    Widzisz, tak się w moim życiu złożyło, że nie mogę zrealizować swojego największego marzenia i w zasadzie moje życie zawsze było pod tym względem jakoś uboższe. Jestem nastawiony "na przeżycie" a żadne cele, które sobie wyznaczę, nie zastąpią mi tego najważniejszego. I te doraźne i te dalekosiężne. Dlatego usiłowałem sobie stworzyć jakiś surogat normalnego życia - też szlag to trafił. Jeszcze walczę, ale to tak wygląda, jak w piłce drużyna, która przegrywając 0:3 na 10 minut przed końcem stara się zremisować. Pewnie już się do niczego nie nadaję. Ale dziękuję za odpowiedź.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • zakonna 08.06.11, 16:07
    dlaczego nie chcesz iść do lekarza?
  • adriana_ada 08.06.11, 16:17
    konto.stworzone.do.wandalizmow napisał:

    > Widzisz, tak się w moim życiu złożyło, że nie mogę zrealizować swojego najwięks
    > zego marzenia i w zasadzie moje życie zawsze było pod tym względem jakoś uboższ
    > e. Jestem nastawiony "na przeżycie" a żadne cele, które sobie wyznaczę, nie zas
    > tąpią mi tego najważniejszego. I te doraźne i te dalekosiężne. Dlatego usiłował
    > em sobie stworzyć jakiś surogat normalnego życia - też szlag to trafił. Jeszcze
    > walczę, ale to tak wygląda, jak w piłce drużyna, która przegrywając 0:3 na 10
    > minut przed końcem stara się zremisować. Pewnie już się do niczego nie nadaję.
    > Ale dziękuję za odpowiedź.

    Mnie to wyglada na frustracje w zwiazku z brakiem mozliwosci zrealizowania nierealnego celu, nie na depresje.
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 08.06.11, 16:55
    Tak to się zaczęło i trwało kilka lat - a następnie katalizowało wszystko inne. Etap wyłącznie frustracji już dawno za mną. Obecnie dochodzi do tego, że każda czynność jest dla mnie katorgą, w większości widzę brak sensu. Były momenty, że nie chciało mi się przez kilka dni wyjść do sklepu (pracę mam tak ułożoną, że mam kilka dni wolnych pod rząd).
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • larusse 08.06.11, 21:09
    bo w gruncie rzeczy to to wszystko naprawdę nie ma sensu. dlatego ludzie wymyślają, że ma i udają, że w to wierzą. no bo jak inaczej? wymyśl sobie "sens" albo zrób inne założenia. wtedy może wyjdzie, że sens jednak "jest'.


    konto.stworzone.do.wandalizmow napisał:

    > Tak to się zaczęło i trwało kilka lat - a następnie katalizowało wszystko inne.
    > Etap wyłącznie frustracji już dawno za mną. Obecnie dochodzi do tego, że każda
    > czynność jest dla mnie katorgą, w większości widzę brak sensu. Były momenty, ż
    > e nie chciało mi się przez kilka dni wyjść do sklepu (pracę mam tak ułożoną, że
    > mam kilka dni wolnych pod rząd).


    --
    Ach, jak mi miło. Miło i przyjemnie.
  • adriana_ada 09.06.11, 08:30
    konto.stworzone.do.wandalizmow napisał:

    > Tak to się zaczęło i trwało kilka lat - a następnie katalizowało wszystko inne.
    > Etap wyłącznie frustracji już dawno za mną. Obecnie dochodzi do tego, że każda
    > czynność jest dla mnie katorgą, w większości widzę brak sensu. Były momenty, ż
    > e nie chciało mi się przez kilka dni wyjść do sklepu (pracę mam tak ułożoną, że
    > mam kilka dni wolnych pod rząd).

    No wlasnie, stawiajac sobie cele nalezy tez rozwazyc mozliwosc ich osiagniecia. Wiec, jezeli cos okazalo sie dla Ciebie celem niemozliwym, powinienes to zrekompensowac sobie innymi zamierzeniami, ktore sa bardziej realne do spelnienia. W Twoim przypadku frustracja poglebiala sie coraz bardziej wraz ze swiadomoscia nierealnosci zalozonych celow, czy w tym przypadku jednego.
    Punktem wyjscia powinno byc wyeliminowanie czynnika, ktory wywolal frustracje, ktora to tez doprowadzila Cie do depresji, to znaczy zapomniec o tym, co okazalo sie niemozliwe i skupic sie na czyms nowym, realnym, co pozwoli Ci na powrot do normalnego zycia. Wizyta u psychiatry mozliwe, ze bylaby Ci pomocna, leki oczywiscie nie rozwiaza problemu w 100%, lecz pomoga Ci na psychiczny odpoczynek, na zregenerowanie sil, na zdystansowanie sie, na logiczne rozwazenie tego, gdzie tkwia przyczyny frustracji.
    Byc moze problem tkwi w twoim charakterze, ktory uksztaltowany byl w sposob musze miec wszystko, czego chce w danym momencie, inaczej frustracja. Tez to znam, ale uwierz z czasem z tego sie wyrasta, lub zwyczajnie weryfikuje to zycie, jak w twoim przypadku.
  • mona.blue 11.02.18, 13:22
    Daje mi do myślenia ta odpowiedź sprzed lat.

    adriana_ada napisała:

    > No wlasnie, stawiajac sobie cele nalezy tez rozwazyc mozliwosc ich osiagniecia.
    > Wiec, jezeli cos okazalo sie dla Ciebie celem niemozliwym, powinienes to zreko
    > mpensowac sobie innymi zamierzeniami, ktore sa bardziej realne do spelnienia.


    A jeżeli chce się tylko tego niemożliwego? Jeżeli inne cele wydają się nieatrakcyjne?

    W Twoim przypadku frustracja poglebiala sie coraz bardziej wraz ze swiadomoscia
    > nierealnosci zalozonych celow, czy w tym przypadku jednego.
    > Punktem wyjscia powinno byc wyeliminowanie czynnika, ktory wywolal frustracje,
    > ktora to tez doprowadzila Cie do depresji,

    Nie wiedziałam, że dlugotrwala frustracja może doprowadzic do depresji

    to znaczy zapomniec o tym, co okazalo sie niemozliwe i skupic sie na czyms nowym, realnym, co pozwoli Ci na powrot do normalnego zycia.


    Wizyta u psychiatry mozliwe, ze bylaby Ci pomocna, leki oc
    > zywiscie nie rozwiaza problemu w 100%, lecz pomoga Ci na psychiczny odpoczynek,
    > na zregenerowanie sil, na zdystansowanie sie, na logiczne rozwazenie tego, gdz
    > ie tkwia przyczyny frustracji.

    > Byc moze problem tkwi w twoim charakterze, ktory uksztaltowany byl w sposob mus
    > ze miec wszystko, czego chce w danym momencie, inaczej frustracja. Tez to znam,
    > ale uwierz z czasem z tego sie wyrasta, lub zwyczajnie weryfikuje to zycie, ja
    > k w twoim przypadku.

    To chyba normalne, że jest frustracja, jak nie ma się tego, co by się chciało?


    --
    www.youtube.com/watch?v=Lb4I4MH7PWk

    inspiracjemoje.blogspot.com/
  • apersona 12.02.18, 22:36
    mona.blue napisała:

    > A jeżeli chce się tylko tego niemożliwego? Jeżeli inne cele wydają się nieatrak
    > cyjne?

    Polecam piramidę potrzeb Maslowa :)
    Wyspać się to też może być cel, powiedzmy priorytetowy na ten tydzień. Dobranoc :)
  • mona.blue 13.02.18, 20:17
    Wiem, jest wiele potrzeb, które można i powinno się zaspokajać :) Sen to też dobry kierunek dla mnie, bo mam tendencję do zbyt późnego kładzenia się spać.

    Chodziło mi raczej o to, jak poradzić sobie z faktem, że pewne rzeczy wydają się niemożliwe lub prawie niemożliwe do osiągnięcia.

    --
    www.youtube.com/watch?v=Lb4I4MH7PWk

    inspiracjemoje.blogspot.com/
  • apersona 14.02.18, 22:20
    mona.blue napisała:

    > Wiem, jest wiele potrzeb, które można i powinno się zaspokajać :) Sen to też do
    > bry kierunek dla mnie, bo mam tendencję do zbyt późnego kładzenia się spać.
    >
    > Chodziło mi raczej o to, jak poradzić sobie z faktem, że pewne rzeczy wydają si
    > ę niemożliwe lub prawie niemożliwe do osiągnięcia.
    >
    Rezygnacja jako uczucie czyli zaakceptować to, że odczuwa się żal.
  • polifonia1983 08.06.11, 21:15
    Słuchaj, przepraszam, że tyle piszę pod każdym postem, ale zależy mi, żebyś zrozumiał, co mam na myśli. Leki nie sprawią, że będziesz miał takie życie o jakim marzyłeś, ale pomogą Ci wyjść do sklepu, umyć zęby i porozmawiać z kimś bez uczucie odrealnienia i braku sensu. Nie będzie lepiej od razu, ale stopniowo zaczniesz sobie ufać i z czasem znów zaczniesz odczuwać przyjemność czy zadowolenie z tego, co zrobiłeś.
  • to.niemozliwe 08.06.11, 22:18
    ze to, co napisales ma taki sens: "okolicznosc (zapewne prawdziwa), ze czegos nie moge robic tak silnie mnie ogranicza, ze robienie czegokolwiek innego juz nie ma sensu. "
    To jest tak, ze z prawdziwej okolicznosci wysnowasz falszywe wnioski. To, ze czegos nie bedziesz robic, nie oznacza, ze inne ciekawe rzeczy sa dla Ciebie nieosiagalne. Takie myslenie ma na celu podswiadome zdjecie z Ciebie odpowiedzialnosci za toco chcesz ze soba robic. I to wydaje mi sie kluczowe - odpowiedzialnosc, ktorej unikasz.
    To oczywiscie nie zarzut, tylko interpretacja Twoich slow.

    --
    Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 09.06.11, 08:19
    Owszem, ciekawych rzeczy na świecie jest masa a z tym błędem implikacji to masz stuprocentową rację. Nie wdając się w szczegóły, u podstaw wszystkiego stoi zawiniona przeze mnie samotność. Postawiłem kiedyś na złego konia, wierzyłem w to ponad 13 lat i nagle wszystko runęło. Nie będę zwalał winy na kogoś, sam mam mózg i pewnych błędów mogłem nie popełnić, jednak część toczyła się niejako niezależnie ode mnie. W efekcie sam się w idiotyczny sposób wyizolowałem od ludzi, straciłem do nich zaufanie i nawet, jeśli coś mnie bawi (np. pisanie, edytowanie wikipedii, cokolwiek) to zawsze w ostatecznym rozrachunku nie umiem się z tego cieszyć, jeśli nie ma z kim. Już nie mówię, że nie mam komu powiedzieć "dobranoc" a cztery dni na osiem spędzam w przymusowej samotności. Nawet wyjście do miasta, wyjazd w ciekawe miejsce (na co mam coraz mniej ochoty i sił) mnie nie cieszy, choćby dlatego., że nie mam z kim podzielić się wrażeniami. Kiedyś pisałem bloga - ale to dalej nie to samo. Ale to trochę na marginesie. Pozdrawiam.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • zakonna 09.06.11, 11:05
    Kilka osób pisało żebyś poszedł do psychiatry! nie do psychologa tylko do psychiatry, po leki. Tam nie będziesz się musiał bardzo uzewnętrzniać a lekarstwa trochę rozjaśnią Ci w głowie i ustabilizują nastrój.
  • lifeisaparadox 09.06.11, 08:33
    Jedną z bardziej przydatnych cech przy takich stanach jest jasne określenie swojego stosunku do czegoś, swoich odczuć.

    Np. do obecnej sytuacji, w której po prostu masz ochotę odpocząć od wszystkiego i zaniedbywać różne rzeczy żeby dać sobie chwilę wytchnienia.
    Po drugie, nie możesz zrealizować swojego marzenia, więc masz zamiar poczuć rezygnację z życia i popaść w depresję najlepiej ze skłonnościami samobójczymi. To jest Twój wybór.

    Najbardziej prymitywnym jest zrzucanie odpowiedzialności za swoje uczucia na warunki zewnętrzne, to są nasze wybory że czujemy się tak a nie inaczej, że wybieramy takie a nie inne sposoby reagowania i widzenia spraw w swoim życiu. Nie ma odgórnej definicji, normy tego jak ktoś się czuje. Jedni na rozwód reagują poczuciem wolności i nowych możliwości, drudzy rezygnacją i strachem przed samotnością. Ale to jest ich wybór jak widzą siebie i co z tego wynika.

    Podobnie Twoja depresja jest pewnie Twoją własną wizualizacją. Przypuszczalnie masz taki mechanizm jak dziecko nowo narodzone, które gdy nie dostanie mleka od mamy, płacze, wrzeszczy i jest totalnie załamane. Takim mlekiem jest to Twoje marzenie, a jak go nie dostaniesz to będziesz beczał aż do skutku.
    Jako dorośli znamy to, na czym świat polega, że mamy ręce, nogi, głowę i umiemy myśleć, więc takie stare nawyki nie powinny być już aktualne.
  • adriana_ada 08.06.11, 15:35
    Ogolne oslabienie odpornosci organizmu, wszelkiego rodzaju choroby serca, schizofrenia i wiele innych przykrych dolegliwosci.
  • asica74 08.06.11, 19:44

    Nieleczona depresja jest choroba smiertelna.

    --
    A f rzyció!!!
  • ir1.easy 08.06.11, 21:35
    nie czytałam maili poprzednich - przepraszam forumowiczów. Pytasz czy depresja sama ustąpi - oczywiście tak. Depresja sama ustępuje - na jakichś czas. A potem wraca. I tak w koło. Skoro jest to depresja, a nie chwilowy spadek nastroju należy zgłosić się do najbliższego psychiatry.
  • alexander_supertramp 09.06.11, 12:05
    Dzięki za ten wątek, jestem w bardzo podobnej sytuacji i też się zastanawiam dokąd mnie to doprowadzi. Z tą różnicą (choć z punktu widzenia odczuć nie ma ona żadnego znaczenia), że moje czynniki depresjogenne nie płyną z wewnątrz czyli nierealnych marzeń, ale z bardzo realnych problemów życiowych - problemy zawodowe, zadłużenie, dodatkowo rozpad związku, odsunięcie się grupy znajomych itd. Taki czarny tunel bez jakiejś realnej szansy na wyjście albo raczej z jakimiś słabymi szansami w bardzo odległej przyszłości. Na dziś, ponieważ niewiele jestem w stanie zmienić przyjąłem strategię przeczekania, co nie zmienia faktu, że coraz ciężej mi się funkcjonuje - oj, ile razy miałem tą szybką myśl, żeby to skończyć tu i teraz. Nie rozważam leczenia bo wiem, że sama rozmowa mi niewiele pomoże, a do leków mam bardzo głęboką awersję - nawet aspirynę zażywam bardzo sporadycznie. Pytanie czy sytucja odmieni się na tyle szybko (wierzę, że w końcu się odmieni) zanim nastąpią te nieodwracalne zmiany.

    Powodzenia, trzymam kciuki, żebyś dał radę.

    A.
  • psychoterapia.gabinet 09.06.11, 12:57
    Alexander: być może to nie depresja ale kryzys? Może pomogłoby kilka kroków służących wyjściu z kryzysu: opis sytuacji, zredefiniowanie celów, spisanie planu działania krótko i długookresowego itp.

    Konto: powiedzieć komuś 'jesteś silny, będzie dobrze' to tak jakby zaprzeczanie emocjom, o którym mówisz i marne pocieszenie. Piszesz, że źle zainwestowałeś uwagę, że trwało długo i skończyło się rozczarowaniem, dlaczego tak długo? (czegoś nie widziałeś, nie chciałeś widzieć?), co potem pozostało? (poczucie porażki, straty, rozczarowanie?). Mówisz o zastępowaniu prawdy fikcją, to pewnie pomaga, ale nie na dłuższą metę - nie da się długo wytrzymać w fałszywej rzeczywistości. Mam wrażenie, że jest w tobie coś co pozwoliłoby zmienić sytuację w której jesteś, że mimo wszystko masz siłę, która pozwoliłaby ci o tym wszystkim pomyśleć, że jeszcze się nie poddałeś. I nie mówię Tobie 'będzie dobrze', bo to nie ode mnie zależy.
  • alexander_supertramp 09.06.11, 13:26
    Nie mam pojęcia czy to kryzys? Jaka jest różnica?

    Doskonale rozumiem sytuacje, cele i plan działań mam naprawdę realne (tak przynajmniej uważam) choć sytuacja jest trudna. Czy to coś w mojej sytuacji zmienia? Chyba niewiele bo czasami naprawdę czuję, że nie mam już siły. Tym bardziej, że jakoś tak się układa, że jak jest szansa, że coś pójdzie nie tak, to ostatnio zawsze tak się dzieje.

    A.
  • lifeisaparadox 09.06.11, 13:45
    Depresja polega na tym, że gdy jest szansa że coś się spierniczy, człowiek z depresją da na to nieme przyzwolenie, a człowiek bez depresji zadziała odpowiednio żeby nie było źle.
    No i też celowo nie wpycha się z wielkimi nadziejami tam gdzie nie bardzo jest pewny wynik, bardziej bierze pod uwagę realizm działań.

    Prochy prochami, jakkolwiek działają, człowiek też musi zobaczyć siebie z zewnątrz tym bardziej jak ma kryzys, bo często myśli że świat jest przeciwko niemu, ale to dopiero może mu pokazać zdrowy człowiek, jak wygląda z zewnątrz. Zdrowy psycholog na przykład. Wtedy łatwiej zacząć przestawiać swoje myślenie.
    Psycholog też może polecić psychotropy, a psychiatra psychologa. Niestety musisz wziąć się w garść sam i sprężyć żeby sięgnąć po pomoc i nie uprzedzać się. Psychologowie zazwyczaj nie radzą praktycznie nic, a jedynie pomagają odnaleźć rozsądek, a resztę to radzi sobie sam pacjent.
  • ir1.easy 09.06.11, 20:21
    Stanowczo i natychmiast powinieneś się zgłosić do psychiatry i do psychologa też. Psychiatra nie jest wbrew pozorom od rozmów. Chociaż pogadać z nim trzeba - przedstawić swój problem. Dostaniesz leki. To nie jest aspiryna. Działać zaczynają po min. 2 tyg. I działają. Sprawdzone! Nie tyle podnoszą nastrój, co pozwalają normalnie postrzegać rzeczywistość. Cital/citronil. Ale raczej nie sugeruj lekarzowi nazwy lekarstw. On dobierze odpowiednie dla Ciebie.
  • bez_seller 09.06.11, 21:12
    > Prochy prochami, jakkolwiek działają, człowiek też musi zobaczyć siebie z zewną
    > trz tym bardziej jak ma kryzys

    Ale to wlasnie prochy umozliwija zobaczenie siebie z zewnatrz, czyli lapiesz dystans do siebie i wszystkiego. W skutek stresu zmienia sie chemia mozgu, ale lek reguluje poziom roznych substancji w mozgu do poziomu normalnego i umozliwia, mimo niezmienionych warunkow zewnetrznych, spojrzec na rzeczywistosc obiektywnie, bez bolu.
  • shachar 09.06.11, 21:22
    bez bólu to nie znaczy obiektywnie, bez bólu to jest właśnie na prochach skrzywione spojrzenie, tak mniemam. Ból jest tak samo jak jest i radość. Nasz tu autor miał swoje momenty wzniosłe, kiedy chciał się ze światem podzielić swoim szczęściem, teraz akurat ma pod górkę. Głupi nie jest więc wie, że i to minie, bo takie jest życie.Tylko nudzi mu się czekać na tę chwilę błogą, przy obecnym jego stanie, czemu się nie dziwię.Najlepiej żeby już było w okolicach następnej Wielkanocy.
  • shachar 09.06.11, 21:41
    Konto wandalistyczne, a jaki jest Twój ogólny ogląd świata? Lubisz być tak ogólnie na tym padole, czy najchętniej ewakuowałbyś się? Jaka jest Twoja filozofia ogólnie i kogo szukałeś do dzielenia się nią??
  • bez_seller 09.06.11, 21:42
    shachar napisała:

    > bez bólu to nie znaczy obiektywnie, bez bólu to jest właśnie na prochach skrzyw
    > ione spojrzenie, tak mniemam. Ból jest tak samo jak jest i radość

    Jest bol, ktory uniemozliwia normalne funkcjonowanie. Wtedy tylko prochy moga pomoc. Chcialabys lata czekac na porawe zdrowia, jesli w zasiegu reki masz lek, ktory przywroci Cie zyciu w dwa tygodnie?
  • bez_seller 09.06.11, 21:49
    Shachar, moglabys normalnie zyc, gdybys co pare minut miala wyrywanego paznkocia?
  • shachar 09.06.11, 21:57
    to zależy. Szczerze powiem Ci ,że po jednym takim zawodzie miłosnym pewnego dnia, niezależnie od mej woli, nie mogłam podnieść się z łózka. Nie poszłam do pracy, a to w kraju gdzie zyję, jest wyrazem najwyższego zaburzenia ;) Moja siostra i koleżanka stały sie bardzo sieriozne, wydzwaniały do mnie co 15 minut. No i co, następnego dnia siłą woli jednak zebrałam się w kupę, i tak dalej ......po prostu potoczyło się. Czy lepiej byłoby wziąść proszki? Może tak, może nie , dla mnie lepiej chyba było przerobić całą tę sytuację mentalnie od a do zy. Co zajęło mi parę lat, proszę towarzystwa, żeby nie było...
    tak więc nie oczekujcie cudów, drogi kicior, nie jesteście głupmi i wiecie ,że za zakrętem jest coś dla Was, dla każdego jest.
  • bez_seller 09.06.11, 22:20
    shachar napisała:

    > to zależy. Szczerze powiem Ci ,że po jednym takim zawodzie miłosnym pewnego dni
    > a, niezależnie od mej woli, nie mogłam podnieść się z łózka. Nie poszłam do pra
    > cy, a to w kraju gdzie zyję, jest wyrazem najwyższego zaburzenia ;)



    Kazdy normalny czlowiek mial doczynienie z zawodem milosnym, bo albo ktos nas olal, albo my kogos. Dobrze wiedzialas, ze to co Cie spotkalo, to fabula niemal kazdego filmu. Z powodu zawodu milosnego zabijaja sie ludzie mlodzi, niedojrzali.
    Czy zwloklas sie lozka nastepnego dnia, czy jednak podcielas sobie zyly i lewdo Cie odratowano? A jak juz wrocilas ze szpitala , to dwa lata nie wyszlas ani razu z domu?
  • konto.stworzone.do.wandalizmow 10.06.11, 13:44
    Dlaczego tak długo? Bo drugiej stronie jednak na tym zależało a ja w sumie źle zinterpretowałem sytuację. Poza tym... Ja naprawdę racjonalną częścią mojego mózgu wiedziałem, że może dojść do porażki.. Może mi było dobrze tak, jak było, może nie widziałem innego wyjścia, może byłem świadomie utrzymywany w mojej postawie... Musiałbyś dobrze znać sytuację. Trudno mi o tym pisać publicznie. Faktem jednak jest, że z tej konstrukcji pozostały ruiny.

    I jeszcze raz dziękuję za ciekawe odpowiedzi. Jeśli chcesz znać całość sytuacji, odezwij się na gazetowego maila, ale tego spod nicku kicior99.
    --
    Niniejszy post przedstawia opinie autora w dniu określonym przez datę jego publikacji. Nie mogą być one wykorzystane przeciwko niemu jutro ani innym następującym po nim dniu. Autor zastrzega sobie prawo do zmiany poglądów bez podawania przyczyn.
  • yoko0202 10.06.11, 20:15
    skutki mogą być takie, że będzie się to za tobą ciągnąć jak smród po gaciach całe lata, i będziesz mieć nawroty, aż któregoś dnia z wyra nie wstaniesz
    czynniki wywołujące mogą ustąpić, jasne, ale potem mogą przyjść następne
    terapia terapią, leczenie farmakologiczne może dać kopa dość szybko
    jednak fakt jest taki, bez samodzielnej pracy nad sobą to można się w jeziorze prochów wykąpać i goowno to da


    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN
  • bez_seller 10.06.11, 20:48
    yoko0202 napisała:

    leczenie farmakologiczne może dać kopa dość szybko
    > jednak fakt jest taki, bez samodzielnej pracy nad sobą to można się w jeziorze
    > prochów wykąpać i goowno to da

    Wlasnie, zapomnialam chyba to podkreslic, ze praca nad soba jest konieczna. Czasem wystarczy uswiadomienie sobie swojego polozenia i dojscie do wniosku, ze wcale nie jest tak zle, a czasem pranie mozgu jest niezbedne.
  • agniesia.lesia 10.02.18, 01:24
    Miałam ciężką depresję ponad 20 lat temu, a byłam wtedy w liceum. Słabo działał wtedy przepływ informacji w internecie, więc przez kilka lat nawet nie wiedziałam, co mi jest, a mój stan był coraz gorszy. Właściwie żyłam w innym równoległym świecie: nie wiedziałam o czym ludzie do mnie mówią i o co pytają, starałam się ich unikać, "żyłam w środku siebie". Przed samobójstwem powstrzymywała mnie JEDYNIE wiara w Boga, bo autentyczne nawrócenie przeżyłam tuż przed zapadnięciem na depresję... Po wielu latach tak jak mówicie "wzięłam się za siebie", bo zdiagnozowałam się sama! ROBIŁAM DOKLADNIE TO, CZEGO NAJBARDZIEJ CIĘ BAŁAM: wychodziłam do ludzi. Długo cierpiałam przy tej metodzie :D ale się udało. Bez środków farmakologicznych. Przy procesie wychodzenia z tego piekła na ziemi, przysięgłam sobie, że nigdy nie dopuszczę więcej, aby się doprowadzić do tego stanu. Wiedziałam już także, że ludzie, którzy raz przeszli depresję, mają do niej skłonność.
    Ale, ale... żeby nie było tak KOLOROWO! Wiedziałam już wówczas (na początku drogi wychodzenia), że każdy stan depresyjny niszczy szare komórki. Wiedzieliście o tym? OK. Pojawiły się problemy z pamięcią i koncentracją... A teraz okazuje się, że mam stwardnienie rozsiane!
    Tak więc, Kochani... Depresję należy leczyć i to jak najszybciej, bo zostawi nam pamiątkę...

    Napiszcie, proszę, Kicior i inni, jak Twój stan przedstawia się dzisiaj?

    Pozdrawiam cieplutko

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka