• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

rozpadam się...

  • 24.06.11, 17:01
    na kawałki.
    nie potrafię sobie poradzić z samotnością. mam 20kilka lat (za połową;)), nigdy nie udało mi się stworzyć związku.wszyscy znajomi sparowani, każdy ma swoje życie, a ja ciągle sama. żyję z dnia na dzień, straciłam zainteresowanie wszystkim, gdzieś zniknęła motywacja, pasje, bo nie bardzo widzę sens życia- po co? dla kogo?. perspektywa życia w samotności mnie przeraża i nie pozwala normalnie funkcjonować, choć na co dzień staram się tego po sobie nie pokazywać. zdarzają się jednak chwile, kiedy odwołuję kolejne spotkania ze znajomymi, bo najzwyczajniej w świecie na nic nie mam ochoty - środowisko moich znajomych, choć bardzo ich cenię i są fantastycznymi ludźmi, jeszcze bardziej mnie dołuje- jako jedyna wracam do domu sama i jest mi z tym cholernie źle.
    przestało mi się chcieć, i nie wiem jak sobie z tym poradzić.
    zawsze naokoło słyszałam, że taka fajna ze mnie dziewczyna i facet któryby mnie znalazł miałby w domu prawdziwy skarb...chciałabym po prostu kochać i być kochaną. niewiele, a jak o to trudno.
    nie jestem laską, za którą faceci oglądają się na ulicy, ale to przecież nie jest wyznacznik atrakcyjności. poznaję sporo nowych ludzi, ale jakoś nigdy nic z tego nie wychodzi. i do tej pory jakoś z tym żyłam, ale od kilku miesięcy strach przed samotnością paraliżuje mnie i moje życie.
    jak sobie z tym poradzić?


    Edytor zaawansowany
    • 24.06.11, 17:52
      Hej,
      nie napiszę nic ponadto, że dobrze Cię rozumiem. Mimo że nasze doświadczenia są trochę różne (vide mój wątek kilka linijek pod Twoim), to tak naprawdę bardzo podobne.
      Też czasem nie chce mi się już nawet iśc na spotkanie ze znajomymi... nasze światy są zupelnie różne i czasem mam wrażenie, że kompletnie się nie rozumiemy... mimo że znamy się po 10 lat na przyklad. Skąd jesteś?
      • 24.06.11, 18:09
        A czytalyscie, co tu pisze Solaris38? Ona ma bardzo dobre spostrzezenia...
        --
        Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
        • 24.06.11, 18:51
          Wyszukiwarka forumowa nie znajduje mi takiego autora.
          • 24.06.11, 18:58
            Z grubsza Solaris zaleca Wam abyscie siebie pokochaly i o siebie dbaly jak o 8 cud swiata, nic tam nie bedzie o znalezieniu chlopaka/faceta, a raczej o zagluszeniu tej potrzeby radoscia wlasnego zycia, niczym z raju ukazywanego w broszurkach Swiadkow Jehowy (chociaz to nie ma nic wspolnego z ta religia).
        • 24.06.11, 18:53
          to.niemozliwe napisał:

          > A czytalyscie, co tu pisze Solaris38? Ona ma bardzo dobre spostrzezenia...

          Kiedy to sa jej wlasne spostrzezenia, kompletnie nie nadaja sie dla innych, chyba ze dla kolejnych Solaris.
          • 24.06.11, 19:27
            Mysle, ze afirmatywna postawa Solaris, jej zachwyt nad kazda chwila, odnajdowanie radosci w codziennosci, to jest cos czego wiele osob mogloby odnalezc jako inspirujace. Ja tez zreszta wychodze z zalozenia, ze rzeczy duze zaczyna sie majac lad w drobiazgach.
            Jest tez takie przyslowie, ponoc chinskie, ze kazda podroz zaczyna sie od pierwszego kroku.
            Dla mnie tym krokiem jest spojrzenie na to co mam i kim jestem. Osoby niespelnione w jakiejs sferze czuja sie nia zdominowane, tymczasem obiektywna ocena moze byc calkiem inna.
            Lubie Solaris takze dlatego, ze ten lagodny egzystencjalizm, oparty o ludzkie wartosci jest mi bliski, jako filozofia zyciowa. Np. akceptacja ograniczen, szacunek dla rzeczywistosci.
            Zachecam tez obie, Passion i Weronike do siegniecia po lektury polecane przez forumowiczow.:-)
            --
            Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
            • 24.06.11, 19:41
              to.niemozliwe napisał:

              > Mysle, ze afirmatywna postawa Solaris, jej zachwyt nad kazda chwila, odnajdowan
              > ie radosci w codziennosci, to jest cos czego wiele osob mogloby odnalezc jako i
              > nspirujace.

              Watpie, inspiracja Solaris nie bierze sie bowiem z radochy innych tylko wlasnego doswiadczenia, bez ktorego nie potrafilaby tak afirmowac zycia jak to robi w swoich opisach, i mowie tu o takim samym doswiadczeniu ktore teraz zbieraja wymienione dziewczyny, pewnych etapow sie nie przeskoczy tylko dlatego ze ktos zacheca. To prawie tak jak stary dziadek wolajacy do dzieciaka, dziecko cos ty takie malo dojrzale, patrz na mnie i raduj sie ma madroscia zyciowa ;'))

    • 24.06.11, 18:12
      "perspektywa życia w samotności mnie przeraża i nie pozwala normalnie funkcjonować, choć na co dzień staram się tego po sobie nie pokazywać. zdarzają się jednak chwile, kiedy odwołuję kolejne spotkania ze znajomymi, bo najzwyczajniej w świecie na nic nie mam ochoty"

      Z tego, co czytam w Twoim wpisie, to widzę, że jesteś trochę rozbita.
      Z jednej strony chciałabyś być wśród ludzi i cieszyć się z tego a z drugiej strony czasem odwołujesz swoje spotkania bo nie masz na to ochoty.

      Wydaje mi się, że twój problem polega przedewszystkim na lęku przed samotnością. Lęku zbyt dużego. Do tego stopnia, że jak jesteś w gronie innych ludzi, to nie cieszą Cię rozmowy z innymi tak jak kiedyś (albo tak jakbyś tego chciała).
      Jakbyś tak całą energię jaką skupiasz na strachu przed samotnością przerzuciła na co innego to byłabyś o wiele szczęśliwsza uwierz mi.

      "mam 20kilka lat (za połową;)), nigdy
      nie udało mi się stworzyć związku."

      Takie małe pytanko: Po co się tym przejmujesz?

      Nie lepiej się skupić na tym, jakby tu jakiegoś mena poderwać ;)?

      Następna sprawa: 20-parę lat to młody wiek,
      Kobiety nawet po 40-tce potrafią być bardzo atrakcyjne. I wyglądem i charakterem.
      • 25.06.11, 00:11
        tak jest dokładnie, ale to proste: czasami mam dość bycia samej, więc wtedy wychodzę do ludzi, ale obecność par (a w moim towarzystwie same pary) jeszcze bardziej mnie dołuje- bo jest fajnie, i widzę jak im ze sobą fajnie, a jak wracam do domu, to znowu sama- i koło się zamyka.

        tak, ogromnie się boję samotności, i nie potrafię tego przezwyciężyć. czasem dopada mnie taki strach, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. trudno o tym nie myśleć, kiedy brakuje Ci drugiej osoby, kiedy ciągle budzisz się sam/a, kiedy wszystko w zasadzie robisz sam/a.
        pewnie byłabym o wiele szczęśliwsza, gdybym przestała się na tym koncentrować, ale nie potrafię- tym bardziej, że w innych sferach życia względnie mi się układa.
        To jest mój największy problem i nie potrafię go rozwiązać. Żadne to pocieszenie, że życie może zacząć się po 40...
        • 25.06.11, 12:19
          "tak jest dokładnie, ale to proste: czasami mam dość bycia samej, więc wtedy wychodzę do ludzi, ale obecność par (a w moim towarzystwie same pary) jeszcze bardziej mnie dołuje- bo jest fajnie, i widzę jak im ze sobą fajnie, a jak wracam do domu, to znowu sama- i koło się zamyka."

          Z tymi parami to nie do końca jest tak fajnie jak to widać na pierwszy rzut oka.
          Związek to nie tylko dobre chwile, bo czasem to i kłótnie i różne inne rzeczy się zdarzają.
          Wchodząc w związek trzeba mieć to na uwadze.

          "tak, ogromnie się boję samotności, i nie potrafię tego przezwyciężyć. czasem dopada mnie taki strach, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować."

          Coś o tym wiem. Od ponad 1,5 roku z nikim nie chodzę. Bałem się, że zostanę starym kawalerem i ludzie będą ze mnie szydzić. Szukałem dziewczyny "na siłę". Efekt był taki, że tylko zrażałem je do siebie.Podobnie jak ty bałem się samotności.
          Teraz mi to wisi czy będę sam, czy nie. Przestałem się bać ponieważ zaakceptowałem
          to, że mogę być singlem. Ale nie oznacza to, że chce być sam, bo nie chcę.
          Powiem Ci, że od czasu jak przestałem desperacko szukać drugiej połówki, moje stosunki z dziewczynami/kobietami poprawiły się.

          "pewnie byłabym o wiele szczęśliwsza, gdybym przestała się na tym koncentrować,
          ale nie potrafię"

          Jest taka pewna metoda przełamywania lęku, polegająca na wyobrażeniu sobie "co by było gdyby...". Wyobrażasz sobie najgorszy a później najlepszy scenariusz pewnej sytuacji życiowej. Bo ze strachem jest tak, że boimy się tego, czego nie znamy.

          "To jest mój największy problem i nie potrafię go rozwiązać."

          A może byś spróbowała założyć profil na jakimś portalu randkowym?
          Czasem można dzięki temu poznać jakąś wartościową osobę.
          Co o tym myślisz?

          "Żadne to pocieszenie, że życie może zacząć się po 40..."

          Co do tego, co napisałem, to chodziło mi o to, że masz jeszcze dużo czasu na poznanie kogoś.
          Tak więc nie warto się przejmować tymi dwudziestoma paroma latami, tylko trzeba zacząć działać.
          • 25.06.11, 16:07
            hm, syty głodnego nie zrozumie...;-)
            może twoje "źle" nigdy nie było de facto takie jak moje "źle"...;)

            od zawsze jestem singlem, ale nie od zawsze mi to przeszkadzało. wręcz przeciwnie- potrafiłam czerpać radość z tego, że jestem sama, niezależna, że nic nie muszę i decyduję sama o sobie. później przyszła chwila słabości i poczyniłam pewne desperackie kroki, których żałuję, i nic oczywiście z tego nie wyszło. teraz jakoś usilnie nie poluję na faceta, ale ja mam wrażenie, że to nie ma znaczenia. było dobrze, jest źle, a faceta jak nie było tak nie ma.

            powiem tak- nie znam w swoim otoczeniu chyba żadnej dziewczyny, która- tak jak ja- nigdy nie miałaby faceta. trudno, siłą rzeczy, czuć się z tym dobrze i normalnie.
            wiem, że związek to nie sielanka, inna sprawa, że w swoim otoczeniu mam naprawdę fantastyczne pary i cholernie im zazdroszczę że mają na co dzień siebie. jak nie spotykamy się w grupie- oni mają do kogo przysłowiową gębę otworzyć- ja nie.

            Profile randkowe traktuję bardzo sceptycznie, ale może najwyższa pora spróbować?
            Pewnie, że jest jeszcze dużo czasu, ale przecież to teraz jest taki fajny okres w życiu - czas kiedy można jeszcze trochę poszaleć, pobawić się, pokorzystać z życia, popodróżować, etc. Mam wrażenie, że omija mnie coś pięknego.
    • 24.06.11, 21:31
      Ostanio jakis potezny wysyp samotnych na forum Psychologia... Podobne watki, podobne problemy. Epidemia samotnosci?
      • 25.06.11, 00:05
        może wszyscy siedzą na facebooku i nie chcą wyjść na piwo :)
    • 26.06.11, 21:43
      a ja rozumiesz spędziłem weekend z kilkoma ponadczterdziestolatkami w zalegalizowanych związkach z dziećmi. obraz się wyłaniał z tego dramatyczny. jedni się wzajemnie probują zdominować oraz zdespotyzować dziecko, a drudzy w sposób otwarty i cyniczny nadają na siebie oraz wrzeszczą na dzieciaka, bo się pobrudził, przy czym ona platonicznie kocha się w jeszcze innym, który to znowu sam przyjechał, bo jego kobita znieśc tego nie może. w międzyczasie przyjechała jeszcze jedna z wieeeeelką chcicą, z tym że ten jej nowy ma córeczkę i jego była dla zgrywu pewnie puściła go na weekend , ale z dzieckiem. szukali kwatery na rympał i nie chcieli się rozbic w namiocie, no bo wtedy nie moglby zaradzić chcicy, bo dziecko by spalo między nimi. może cię te pare linijek troszkę zrelaksuje i uspokoi w twojej niemożliwej sprawie.
    • 27.06.11, 11:27
      Po pierwsze, to że się fiksujesz na samotności to bardzo naturalny objaw, choć jednocześnie bardzo szkodliwy. Jeżeli nie zaczniesz działać teraz, grozi ci równia pochyła, czyli nakręcająca się spirala lęków: im bardziej będziesz się tym przejmować, tym bardziej będziesz zrażać do siebie innych, a zwłaszcza mężczyzn.

      Co robić? Przeprowadzić gruntowną analizę samej siebie i swojej sytuacji. Czy domyślasz się, czemu tobie akurat nigdy nie udało się "znaleźć faceta", by użyć tego okropnego sformułowania? Czy chodzi o twoją osobowość (np. nieśmiałość odbieraną jako chłód), wygląd (choć zazwyczaj okazuje się, że uroda ma mniejszą wagę niż się kobietom wydaje), czy może raczej o niefortunny charakter środowiska w którym się obracasz (np. mocno sfeminizowana uczelnia i praca)? Nikt się tobą nie interesuje, czy też są chętni, ale nie w twoim typie?

      Działaj już teraz, bo znalazłaś się blisko niebezpiecznej granicy, za którą czekają cię jeszcze większe trudności. Nie możesz pozwolić sobie na zafiksowaniu się na własnym nieszczęściu, bo to odstraszy nie tylko mężczyzn-potencjalnych partnerów, ale również ludzi ogólnie.
      • 29.06.11, 00:14
        dziękuję za ten post..

        wiesz, nie wiem z czego to wynika. mam oczywiście kompleksy na punkcie swojego wyglądu (kto nie ma;)), ale nie wydaje mi się, żeby to było głównym powodem.
        środowisko w którym się obracam nie jest szczególnie sfeminizowane, więc zostaje kwestia mojego charakteru.....;-)
        z jednej strony łatwo nawiązuję kontakty, ale z drugiej- chyba w pewien sposób (może nawet nieświadomie) trzymam ludzi na dystans, zanim im zaufam i zanim do siebie "dopuszczę". może to to?
        tak naprawdę nie wiem, bo jak spoglądam na to z boku, to wydaję się sobie zupełnie normalna, podobna do tych dziewczyn wokół, z tą różnicą, że im się udaje, a mi nie.
        fakt- do pewnego momentu nie zależało mi na poważnych związkach i zupełnie nie byłam na to gotowa, więc spaliłam kilka sytuacji ("zerwałam"). ale to było dawno i nieprawda. a potem jakaś straszna posucha i tak do tej pory nic ...:(
        • 29.06.11, 00:53
          Dystans wobec ludzi jest ciezka przypadloscia. Ratuje czasami godnosc, ale czesto przekresla dobrze rokujace znajomosci. Ja nie ufam nikomu oprocz rodzinie i z jednej strony ciesze sie z tego, poniewaz nie jestem naiwniakiem, ktory rzuca sie wszystkim na szyje, a z drugiej meczy mnie to, gdyz chyba wydaje sie ludziom troche... zimny.
          Ten problem nie blokuje drogi do poznawania innych, jak zauwazylas, ale bardzo utrudnia poglebianie relacji. Moze to byc spowodowane strachem przed zranieniem, zaangazowaniem, czy byciem "kims za zawolanie".
          Musisz sobie zadac pytanie, na co ci potrzebni ludzie. Czy chcesz miec prawdziwego przyjaciela, czy moze kupe znajomych do spotkan towarzyskich? Chcesz zaufania, bliskosci, dzielenia sie problemami, czy zabawy, beztroski i spontanu? Moze nie potrafisz zyc sama?
          • 29.06.11, 22:10
            chyba nie byłabym szczęśliwa w pojedynkę.owszem, lubię być sama i robić to na co w danej chwili mam ochotę, ale jednak jakoś tam ciągnie mnie do ludzi.
            zaczęłam też nienawidzić wracania do pustego mieszkania, tego że budzę się w łóżku sama, śniadanie jem sama, wszystko sama. to nie ma sensu!
            chciałabym móc z kimś to życie dzielić, na dobre i na złe. chciałabym mieć dzieci, rodzinę, przeraża mnie to, że na starość mogę zostać sama! to mnie kompletnie paraliżuje, i trwa to już kilka miesięcy. raz jest lepiej raz jest gorzej, ale generalnie ostatnio zle...
    • 29.06.11, 22:18
      znalezienie partnera do poczęcia i wychowywania dzieci to bardzo ważna sprawa
      a żeby to jeszcze przyjaciel miał być to już mega trudna
      wszyscy ida tu na kompromisy lub ulegają chwilowym zaciemnieniom i niewidzeniu złego
      niech dzieci się rodzą a rodziny powstają niezależnie od tego że jesteśmy niedoskonali

      stoisz wiec przed trudnym zdaniem
      często ono sie niejako samo rozwiazauje
      ale jesli nie'
      to trzeba temu pomóc

      portale radnkowe biura matrymonialne i przede wszystkim poszerzenie grona znajomych w realu
      spój na to tak
      niektóre ryby dla godów płyna na druga półkuklę
      a my z rozumem nie mozęmy wiecej sie psoptarac ?

      może wyjazd za granicę?

      może dodatkowa praca

      może wolontariart
      hobby

      ale coś MOŻESZ robić
      skoro samo się nie wydarzyło a Ty chcesz rodziny

      a mzoe kurs tantry miłosnej lub warsztaty rozwojowe ?
      może joga
      może wakacje z tańcem
      a może na obozie kajakowym

      a może wyprawa do Indii ?
      treking

      to wszystko jest bardzo ciekawe i fajne
      i pomaga
      :)

      życie ma wiele przyjemności
      bierz je
      dziel się nimi

      :)



    • 29.06.11, 23:53
      Czytałem o kobiecie 33-letniej, która zabiła się z samotności. Nie potrafiła znaleźć miłości, więc uznała, że jej życie przestało mieć sens.
      Wiem, że to mało pocieszające, ale czasami warto poczytać takie historie, by zrozumieć, że nie warto na siłę. Potrzeba cieszyć się samemu i z małych rzeczy a nie myśleć, że szczęście osiąga się tylko dzięki drugiemu człowiekowi. To tak na przyszłość.
      • 30.06.11, 01:54
        jak ten przykład ma się do całej reszty? ja tę kobietę rozumiem, jeśli za 7 lat nic się nie zmieni, to trudno mi powiedzieć w jakim będę stanie, ale może właśnie w takim, który ją doprowadził do podjęcia takiej a nie innej decyzji.

        "Cieszyć się"- jak? To jest mój problem, że nie umiem, a Tobie się wydaje, że to takie proste...
        • 30.06.11, 02:11
          Chodzi mi o to by mieć alternatywę na wypadek złych wydarzeń.
          Weźmy na przykład kobietę, która przysysa się do swojego partnera. Jest konformistyczna, kocha na zabój, nie widzi świata poza tym mężczyzną i uzależnia wszystko od niego. Nagle związek przestaje istnieć z jego inicjatywy. Kobieta zostaje sama, bez pasji, bo nie miała kiedy i jak ich rozwijać. Bez tego człowieka nie daje sobie rady.

          Nie twierdzę, że ty taka jesteś. To wszystko czysto hipotetycznie.
          Ale wstawić teraz w miejsce wyżej opisanej kobiety, kogoś świadomego. Zupełnie inna bajka.
          To jest rodzaj pancerza, który sobie budujesz, by wytrwać w samotności. Nie chodzi mi o izolację, a pewien sposób ignorowania pragnień, upływu czasu itd. By myśli nie były na każde zawołanie tęsknoty.
          Oprócz umiejętności wytrwania samemu, taka postawa ponoć pozwala na zbudowanie lepszego związku w przyszłości i świadczy o dojrzewaniu.

          Sorry, że nie zapodaje rad w stylu "Wyjdź do ludzi", ale mam trochę inne podejście do tych spraw ;)
          • 30.06.11, 10:41
            To chyba kobieta_z północy napisała o ważnym pierwszym kroku jakim powinna być analiza samej siebie... Jeśli trudno Ci ją przeprowadzić to może zgłoś się na coaching, czyli tzw. "podróż w głąb siebie"? To żadna psychoterapia... Czasami tylko nam się wydaję, że dużo o sobie wiemy i dobrze siebie znamy...

            Poza tym polecam Ci "Przebudzenie" Anthoniego de Mello. Nie trafia do wszystkich, ale może Ty będziesz właśnie JEGO odbiorcą, ziarenkiem, które zakiełkuje... ? A jeśli uznasz, że to nie to, to sięgnij po "Sekret" Rhondy Byrne.

            I mała rada na koniec. Nie trać czasu na ubolewanie i smutki. Bo chyba nie chcesz, żeby tak wyglądało Twoje życie? Jeśli chcesz miłości i chcesz kochać to - KOCHAJ! TU I TERAZ! Zacznij od siebie, a potem na wszystko co spotykasz na swojej drodze, nawet małego ślimaka :) zacznij kochać, cieszyć się, a przede wszystkim żyć naprawdę.

            Serdeczności
    • 30.06.11, 18:51
      Nie wiem czemu ale w Polsce jakos tak duzo jest tych samotnych kobiet, moze wyjazd zagranice. Odmiennosci sie przyciagaja...


      --
      T-rexykologia
      • 01.07.11, 03:28
        A może, przegapiłaś pewien moment, czy to przez Twój brak zainteresowania = brak gotowości na miłość czy przez swój dystans do ludzi, a teraz CHWILOWO jest źle. Od kilku miesięcy znajdujesz się w gronie szczęśliwych par i akurat żadnych, samotnych i najlepiej atrakcyjnych mężczyzn nie ma w okolicy - nie nawet żeby zaraz z którymś z nich być; ale żeby oni byli i pobudzali zmysły (stanowili perspektywę, z której być może wcale nie chciałabyś skorzystać, ale byś ją miała, co znakomicie poprawia samopoczucie). Każdy wpadłby w depresję w takich warunkach społecznych. Jak długo można normalnie funkcjonować samotnie w takim otoczeniu? W/g mnie nie długo. I nie dziwię się wcale, że rezygnujesz ze spotkań ze znajomymi. Takie spotkania tylko cierpienie potęgują, a właściwie powodują, wprawiają w kompleksy, lęki i same złe rzeczy. Wcześniej czy później zauważysz w gronie tych swoich fajnych znajomych par także pewne rysy; wcześniej czy później pojawi się w tym gronie jakiś facet bez drugiej połowy, ale sadząc z Twojego stanu czekać nie możesz - skorzystaj więc z możliwości poszerzenia grona znajomych: jak pisze solaris, jakieś hobby, taniec, nauka języka, aerobik, wspinaczka górska ..... - cokolwiek, co mogłoby Cię zainteresować. To stwarza ogromne możliwości zwierania nowych znajomości i to w kręgu osób mających podobne pasje. I nie chodzi o szukanie tam drugiej połowy, a po prostu nowych znajomych obu płci (także, a właściwie przede wszystkim, samotnych jak Ty). A każdy nowy znajomy to potencjalny kolejny znajomy. Pomijając już kwestię, że nowe kontakty i zmiana trybu życia jest ożywcza i odrywa/dystansuje do stałego zafiksowania. I pamiętaj, że głównie single mogą Cię poznać z innymi singlami. Zresztą, z Twoich postów wynika, że głupia nie jesteś - nie będę się więc rozwodzić. Otwórz przed sobą nowe perspektywy. A na pewno się uda! Co się uda? To czego będziesz chciała :-) Niekoniecznie to, z czym masz obecnie problem, bo być może ten problem po prostu zniknie :-D
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.