Dodaj do ulubionych

Co poradzić na samotność?

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 17:47
Zapewne takich wątków było tu już wiele, ale tym niemniej poproszę o radę...

Moja sytuacja jest taka: mam 25 lat i nigdy nie byłem z kobietą. W żaden
sposób - nie "chodziłem" z nikim w liceum, nie znalazłem sobie dziewczyny na
studiach... Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować. Nie potrafiłem podejść, nawiązać
znajomości - a jeśli nawet się to udawało, to nie potrafiłem wykroczyć poza
kontakty czysto koleżeńskie. Jedyny sposób, by zakomunikować kobiecie swoje
uczucia, jaki znam - to jej o nich powiedzieć. I kilkakrotnie to uczyniłem -
ale za każdym razem słyszałem odpowiedź, że jestem fajnym kumplem, ale nic
więcej z tego być nie może... Nie rozumiem, czemu?

Czy ktoś z Was może mi coś poradzić? Jak sprawić, by kobiety zaczęły patrzeć
na mnie nieco przychylniej?

A po drugie - jak w ogóle mam teraz jakąś kobietę poznać? Mam niewielu
znajomych - a oni też nie mają zbyt szerokich kontaktów towarzyskich. Stąd
nie mam co liczyć na poznanie jakiejś dziewczyny na imprezie, czy na wspólnym
wyjściu do kina, czy czymś w tym stylu. Wiekszość kobiet, jakie spotykałem,
spotykałem na studiach - a te już wkrótce najprawdopodobniej skończę. Gdzie
więc mam nawiązać nowe znajomości? Jedyne, co przychodzi do głowy, to
Internet - ale próbowałem już tego i nic z tego nie wychodzi...

Jeśli możecie, poradźcie coś - bo ja już tracę nadzieję, że kiedykolwiek z
kimś będę...
Edytor zaawansowany
  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:48

    Gość portalu: kruczydlo napisał(a):

    > Ja też swoją samotnośc oswoiłam. Od trzech lat mieszkam sama i mam wrażenie,
    że
    >
    > nie umiałabym się juz przestawić na dzielenie z kimkolwiek swojej
    przestrzeni.
    > Sprzątam, kiedy sama uznam to za potrzebne, a nie z uwagi na kogokolwiek;
    > kolację jadam kiedy chcę, paraduję w ręczniku po mieszkaniu, słucham czego
    chcę
    >
    > nie pytając nikogo o zgodę ani opinię... Tak tak, to są uroki samotności. Ale
    > Jest też coś, co ostatnio coraz bardziej mi przeszkadza: niemożność dzielenia
    > się. Poczułam to abrdzo dotkliwie w dniu odniesienia bardzo poważnego
    sukcesu.
    > Nie miałam komu o tym opowiedzieć! Nie miałam nikogo, kto wypiłby ze mną z
    tej
    > okazji lampkę wina i cieszyłby się razem ze mną. Radość i euforia w pustych
    > czterech ścianach szybko zamieniły się w odrętwienie i zniechęcenie. Cóż..
    > Pozdrawiam
    > k.


  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:51
    + odpowiedz na list

    --------------------------------------------------------------------------------
    > ktoś powiedział mi kiedyś: tylko ryzykując, że pójdziesz za daleko, możesz
    się
    > rpzekonać, jak daleko jesteś w stanie dojść.

    Do odwaznych swiat nalezy, prawda? Czytalam Twoj watek, zagladam chyba do
    wszystkich, w ktorych pojawia sie slowo "samotnosc". Czasem mysle sobie, no
    prosze, jest nas wiecej, mowiaz, ze to zmora naszych czasow...
    Fakt, mozna byc samotnym, bedac z kims. Ja poniekad oswoilam swoja samotnosc w
    domu. Jest mi samej wygodnie, wszystko jest poustawiane tak, jak ja chce, to
    moja przestrzen, panuje nad nia. Gorzej jest, gdy wychodze z domu. Bo nie
    sposob nie zauwazac ludzi w parach. Zazdroszcze im. Mlodzi sa tacy ladni w
    swoim zakochaniu. Ja tego nie znam. To znaczy znam, ale tylko z widzenia.
    Pozdrawiam


  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:55

    angrzel napisała:

    > Witam wszystkich,
    > troche czasu zajelo mi przeczytanie wszystkich postow, ale dokladnie je
    > czytalam. To co napisaliscie jest o mnie. Ewa, ja to samo moge powiedziec, a
    > mam juz 32 lata. I jakos nadal sama.... Wiem, dlugo bylam bardzo zablokowana -

    > niesmiala, balam sie bliskosci, ale kilka lat nad tym pracowalam, bo bardzo
    > chcialam cos z tym zrobic, przelamac te leki..... i czuje, ze w duzym stopniu
    > udalo mi sie, chociaz mam czesto jakis dystans do ludzi, zwlaszcza nowo
    > poznanych, ale nie.... z cala szczeroscia moge powiedziec, ze nie boje sie
    ich.
    >
    > Faceci..... wiem, ze podobam sie facetom, jak ja nie bylam gotowa, powiedzmy,
    > to duzo bylo fajnych kolegow. Zreszta studia itp., sa okazja to poznawania
    > wielu osob, czestych imprez, chociazby andrzejki. Wtedy bylam odludkiem (na
    co
    > nalozylo sie duzo problemow). Istniala wtedy tylko dla mnie nauka. Ja wiem,
    ze
    > cos za cos - zrobilam wymarzony doktorat - co takze odizolowalo mnie troche
    od
    > towarzystwa, bo odkladalam kontakty, czasem imprezy z powodu.... "oj, bo ja
    > musze..... egzamin, artykul, poster na zjazd itp." Tak towarzysko jestem
    > pogodna i slysze, ze sympatyczna, ale..... czasem nie mam po prostu ochoty na
    > towarzystwo. Do konca studiow moje milosci byly tylko platoniczne. Potem byl
    > facet - chyba moja milosc zycia - skonczylo sie na romansie, bo .... ujrzalam
    > jak bardzo jest niedojrzaly i chyba dzieki niemu dostrzeglam to w sobie...
    Moze
    >
    > bardzie chodzilo o lek przed bliskoscia.... A potem, gdzies rok temu, po
    > doktoracie, odkrylam internet.... Wiele spotkan, mimo fajnych rozmow e-
    > mailowych bylo rozczarowaniem. Ale byl jeden - naprawde zakochalam sie w
    > nim....ale, trwalo to chyba cztery miesiace... spotkania, wspolny wyjazd w
    > gory.... Nie wyszlo, bo.... mielismy inne oczekiwania - tak chyba to moge
    > okreslic. I wychodzi na to, ze jestem singlem, ale stan ten juz wlasnie od
    roku
    >
    > zaczyna mi nie wystarczac. Chcialabym miec kogos bliskiego, a chyba nie mam
    juz
    >
    > sily poznawac kogos. I ja to wszystko wiem - otwartosc, trzeba czasem samemu
    > wyjsc.... i naprawde staram sie wychodzic.... tylko...., nawet na jakiejs
    > imprezie generalnie wszyscy sa sparowani.... Jak pojedynczy to mlodsi i jak
    > uslysza ile mam lat to.... znika zainteresowanie (wygladam ladnych pare lat
    > mlodziej). To co mowiliscie o uczuciach chyba wszystko moge o sobie
    > powiedziec... I co? Gdzie mam poznac kogos? Zostaje mi chyba tylko internet :
    (
    > Ostatnio na silowni jakis facet przygladal mi sie. Byl zwyczajny, moze nie
    > oszalamiajaco przystojny, ale mily z wygladu. Wiedzialam co ten wzrok wyraza
    i
    > bez leku odpowiadalam wzrokiem. Tylko jak sie ubralam i wyszlam z szatni.....
    i
    >
    > spotkalam go przy drzwiach (wydaje mi sie, ze chcial mnie zaczepic i celowo
    > pilnowal mnie kiedy wychodze) to..... przeszlam nie patrzac na niego. A
    > przeciez moglam zagadac np. czy sie zmeczyl albo cos tak, ale... nie przyszlo
    > mi nic do glowy, moze troche sie speszylam i jakos tak nie pomyslalam, aby
    moze
    >
    > sie usmiechnac.... Nie iwem, nie podobal mi sie bardzo, ale przeciez moglam
    > nawiazac z nim kontakt.... Takich sytuacji zdarza mi sie czy zdarzalo mnostwo
    > (czesciej chyba zdarzalo), ale ja wlasnie reaguje w taki jak napisalam
    sposob.
    > Wczesniej towarzyszyl temu lek, teraz juz nie, ale jakos tak sie dzieje....
    > Moze jak on by cos zagadnal..... I czy ja mam siebie z tego powodu zabic,
    > zmienic sie... Jak? Tyle lat sie zmienialam, juz nie mam sily. Czy nie moge
    byc
    >
    > po prostu soba? Moge, tylko chyba mam styl bycia "zasiedzialego" singla. Znam
    > na pamiec: byc otwarta, polubic swoja samotnosc, polubic siebie, nie szukac
    na
    > sile itp. Nie jest mi zle samej, nie "ssie" mnie z samotnosci, jestem raczej
    > towarzyska, usmiechnieta do ludzi, ale np. dzis, jutro, pojutrze mam czas dla
    > siebie. Tylko i wylacznie. Moge zadzwonic i pogadac z kolezanka. Zaprosic ja
    do
    >
    > siebie, namowic aby gdzies wyjsc, posprzatac w domu, zrobic wielkie pranie.
    Ale
    >
    > to nie to do konca. Mam czekac? To latwe, aby wejsc chociaz na jakas strone
    > internetowa, ale.... ja juz to znam. Moze ktos podobnie sie tu czuje.....
    > Marudze dzis chyba troche :))) Ale, jesli za duzo, to wybaczcie, wokolo ktos
    > gdzies idzie na andrzejki, a mnie jakos smutno. Nic to, wygadalam sie.
    > Ewus, pozdrawiam Cie serdecznie i wszystkich tutejszych watkowiczow :)



  • Gość: Ika IP: 213.77.41.* 27.05.04, 14:19
    Czesc Angrzel!

    To nieprawdopodobne, ale Twoj list jest o mnie! Gdy go czytalam, wiedzialam, co
    bedzie dalej. Mam tyle let co Ty i dokladnie ten sam problem. Tak jak Ty
    borykam sie z pewnymi blokadami, zahamowaniami. Wyglada na to, ze Ty masz to
    juz za soba, ja ciagle nad tym pracuje. Niestety moja samotnosc, pojedynczosc
    bardzo mi dokucza i nie jest mi latwo przejsc nad nia do porzadku dziennego.
    Brak mi cierpliwosci, a niestety praca nad zmiana myslenia, swoich zachowan to
    proces, wymaga czasu. A mnie tak brakuje cierpliwosci... Poza tym, gdy pomysle,
    jak bardzo w pewnych kwestiach jestem "do tylu", a zaraz potem, ze mam juz tyle
    lat i nadal nic sie nie zmienia, to nie jest mi wesolo. Bylam zawsze dosc
    zdystansowana wobec mezczyzn. Pewne przekonania i sposoby zachowan niestety
    wynioslam z domu. Dlugo nie zdawalam sobie sprawy z takich moich zachowan.
    Teraz wiele mechanizmow juz sobie uswiadamiam. Jestem juz bardziej otwarta
    wobec mezczyzn, ale w wielu sytuacjach sposob zachowania mam taki jak Ty (mam
    tu na mysli sytuacje z facetem z basenu). I tez nie wiem, dlaczego tak umykam.
    To jest chyba asekuracja. Mysle, ze gdzies w glebi boimy sie spelnienia naszych
    pragnien, wypelnienia samotnosci i taki sposob zachowania ma nas przed tym
    chronic. Teraz faktycznie mozliwosci nawiazania kontaktow sa duzo bardziej
    ograniczone, niz wczesniej. Nie wiem, co o tym wszystkim myslec. Nie chce
    jednak tracic nadziei, ze nam sie uda. Bez tej nadziei to w ogole bylby jakis
    koszmar. Pozdrawiam Cie serdecznie! Nie rezygnuj! Z jakiego miasta jestes?
    Jesli masz ochote, napisz do mnie. Ika
  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 18:57

    Gość portalu: elwira napisał(a):

    > Nie bede pisała ze bedzie lepiej a ty niebawem staniesz sie szczesliwa
    mezatka.
    >
    > To tak jakbym oszukiwala siebie. Od paru lat zastanawiam sie czy pogodzic sie
    z
    >
    > samotnoscia czy tez buntowac. Czy usmiechac patrzac na innych czy tez zamknac
    w
    >
    > domu i plakac. Sama nie wiem. Wczoraj bylam na imrezie na ktorej było 12 par
    i
    > ja sama.... Coraz czesciej mam problem zeby sie z kims umowic do kina, na
    kawe
    > czy chociazby na babska wodke. Moje kolezanki zajete sa rodzinami albo swoimi
    > facetami a koledzy juz dawno spedzaja weekendy ze swoimi kobietami. Jestem
    > osoba wyjatkow towarzyska. Bez ludzi czuje sie jak bez wody. Dlatego coraz
    > brdziej dokucza mi ten stan rzeczy. Coraz czesciej chce mi sie wyc kiedy
    > kolejny weekend spedzam przed Tv bo ilez mozna samemu spacerowac. Niektorzy
    > twierdzą ze tylko pusci ludzie cierpia na samotnosc. Ze jest tyle mozliwosci
    > spedzenia czasu w pojedynke... Smiesza mnie te opinie. Njapewniej wypowiadane
    > przez sparowane osoby. Drugi czlowiek, mezczyzna jest dla mnie jak woda, bez
    > niego nie potrafie zyc... Wpadam w stany totalnych depresji, nie moge sie na
    > niczym skupic, jes mi po prostu zle. I nie wiem co zrobic. Tak jak Ty, by
    > wyjsc z tego beznadziejnego stanu. Czasami sobie mysle ze takie jest moje
    > przeznaczneie. Ze juz zawsze bede sama, skazana na zycie w pojedynke. I
    > najpewniej tak bedzie. Jedyne co moge robic to miec nadzieje ze niebawem, za
    > chwilke cos sie zmieni... To zalosne tak naprawde. Moim zdaniem droga Ewo
    > bardzo dobrze sie trzymasz. Dzielnie znosisz swoja samotnosc a to juz polowa
    > sukcesu:-) Mam wrazenie ze pogodzilas sie z nia. To dobrze. Ja nie potrafie
    > motajac sie jak ryba w sieci. Tupie noga zbednie tracac energie i czas. Tak
    > widocznie musialo byc. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze powodzenia. sciski:-)






    --------------------------------------------------------------------------------
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 19:14
    Hmmm... Niewątpliwie pocieszające dla mnie jest to, że nie jestem jedynym,
    który ma problem z samotnością. Ale chciałem podkreślić jedno: nie jestem
    jeszcze gotowy, by tę samotność zaakceptować. Może za parę lat - ale obecnie
    jeszcze nie. Wierzę, że wciąż jeszcze nie wszystko stracone - i dlatego proszę
    o rady, jak spróbować coś na samotność poradzić, a nie, jak z nią żyć.

    Poddać się zawsze mam czas - na razie chcę jeszcze trochę powalczyć :)
  • Gość: Kruk IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 19:47
    cóż... walczyć? Poszerzając grono znajomych. Polecam jazdę konną, to baardzo
    zfeminizowana dziedzina ;-)
    Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
    poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.
    A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią? Zagadałbyś?
    Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy pomagając
    mu.. je stwarzać ;-)
    A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?
    pozdrawiam i życzę powodzenia w Twojej walce
    kruczydlo
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 20:11
    > Ale poważnie.. moim zdaniem jeśli rzeczywiście chcesz walczyć, musisz wyjść
    > poza swoich znajomych i spróbować jakoś poszerzyć swój widnokrąg.

    Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
    pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
    ulicy zaczepiać nie będę...

    > A jak Ty zareagowałbyś na opisaną gdzieś wyżej historię z siłownią?
    > Zagadałbyś?

    Tzn. jeśli zobaczyłbym, że w siłowni przygląda mi się jakaś kobieta? Hm, pewnie
    spróbowałbym - choć nie wiem, czy by mi się udało. Ale jeśli by mi się nie
    udało, to byłbym na siebie zły za zmarnowaną okazję - więc uważam, że trzeba z
    takich sytuacji korzystać.

    > Może po prostu musisz czekać na okazje, jakie przynosi los, niekiedy
    > pomagając mu.. je stwarzać ;-)

    Zdecydowanie wolę losowi pomagać - bo okazji na razie nie przyniósł mi
    żadnych...

    > A na koniec głupiutkie pytanie... A nie wierzysz przypadkiem w przeznaczenie?

    Absolutnie nie - dlatego nie trafia do mnie racjonalizacja "Jestem samotny, bo
    tak miało być".
  • kwieto 16.05.04, 20:19
    > Ale właśnie nie wiem, jak? Naprawdę przydałyby mi się jakieś konkretne
    > pomysły... Nie widzę możliwości, jak miałbym nowych ludzi poznać. Przecież na
    > ulicy zaczepiać nie będę...

    Dlaczego nie?

    Poza tym - jest tyle miejsc: szkola/uczelnia/biblioteka/dyskoteka/praca/kino/teatr/koncert/...

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:08
    > Dlaczego nie?

    No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
    dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

    > Poza tym - jest tyle miejsc:
    > szkola/uczelnia

    No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
    sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
    na mnie uwagi...

    > biblioteka

    Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
    pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

    > dyskoteka

    Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć... I naprawdę nie
    zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
    naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
    miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

    > praca

    Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

    > kino/teatr

    To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
    obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej nie
    ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

    > koncert

    Na koncerty nie chodzę, bo mnie po prostu nie stać...
  • joanna_1 16.05.04, 21:36
    Gość portalu: Vox napisał(a):

    > > Dlaczego nie?
    >
    > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
    > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

    Zacznij od sąsiadek :)

    >
    > No właśnie studia już skończyłem... Dodam zresztą, że studiowałem na bardzo
    > sfeminizowanym wydziale - i przez 5 lat studiów żadna dziewczyna nie zwróciła
    > na mnie uwagi...

    Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

    >
    > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
    > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

    Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

    >
    > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

    sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu o
    zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko


    >
    > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...
    >
    > > kino/teatr
    >
    > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
    > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
    nie
    > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

    ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
    towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a nie
    podpieraniu ściany

    --
    "tylko bardzo małe świeczki gasną od westchnień"
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:04
    > Zacznij od sąsiadek :)

    Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

    > Czy ty aby z nosem w ksiązkach cały czas nie siedziałeś? ;)

    Nie. Naprawdę udzielałem się towarzysko.

    > Jeśli zrobisz to ze smakiem, to na pewno nie ugryzie, ooodwagiiii!

    Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

    > sa róznie kursy tańca, jak się zakręcisz koło jakiejś uczelni, ( chodzi mi tu
    > o zajęcia w-fu) to będziesz miał taki kurs za friko

    Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie przyjmą...

    > ojoj, zmien nastawienie, do teatrów, kin chodzi _sporo_ kobiet jedynie w
    > towarzystwie swych koleżanek, w antrakcie mozna czas spędzić na rozmowie a
    > nie podpieraniu ściany

    Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
  • joanna_1 16.05.04, 23:28
    > Zacznij od sąsiadek :)

    >>Możesz nie wierzyć, ale w moim bloku nie ma sąsiadek w moim wieku...

    A w bloku obok? :) Dobra, zostawmy te sasiadki w spokoju. Chodzi mi generalnie
    o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
    konwersacje. Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
    pieskiem, kotem, szczurkiem. Obserwujesz świat i się nim dzielisz,
    gdziekolwiek. Nawet nie przypuszczałbyś ile znajomości z przelotnego zagadania
    przerodziło sie w cos więcej. Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
    powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
    wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
    cię poznać"

    >>Ba. Co to znaczy "ze smakiem"?

    z taktem , nie namolnie, z wyczuciem, z ciekawym tematem, ze zwykłym tematem
    rozwijając go....itp.; z umiejętnością słuchania;

    >>Ale właśnie kończę studia - po prostu mnie już na żaden taki kurs nie
    przyjmą...

    Wiesz, te podstawowe kroki znać zawsze warto, choćby pamiętać je do własnego
    wesela...
    Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
    korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
    zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

    >>Ale na to naprawdę nie miałbym odwagi...
    No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
    wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
    sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
    kontakcie.





    --
    "tylko bardzo małe świeczki gasną od westchnień"
  • kwieto 16.05.04, 23:37
    > Chodzi mi generalnie
    > o to , że Ty chyba musisz sie nauczyć bycia otwartym na jakiekolwiek
    > konwersacje

    Nalogowiec potrafi flirtowac z wlasna babcia :"P


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • joanna_1 17.05.04, 00:11
    hehe
    no no , flitrować z tak doświadczoną damą, to dopiero wyzwanie!
    --
    "tylko bardzo małe świeczki gasną od westchnień"
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 01:04
    > Pogadac można nawet z kasjerką w sklepie, z niunia na spacerze z
    > pieskiem, kotem, szczurkiem.

    Ale o czym???

    > Moja pierwsza miłość sledziła mnie w drodze
    > powrotnej ze szkoły na przystanek autobusowy :-) i tam dopiero poraz pierwszy
    > wydała swoje głoski w eter w moim kierunku mówiąc Magiczne: "Cześć, chciałbym
    > cię poznać"

    Hm. Prawdę mówiąc, jakby mnie ktoś tak śledził, to wezwałbym policję...

    > Zalezy w jakiej byłes komitywie z prowadzacymi zajęcia na uczelni. Bywa, że
    > korzystając z ich dobrej woli bedziesz uczestniczył w zajęciach będąc nie
    > zapisanym na kurs, a jako osoba dodatkowa.

    Nie jestem w komitywie z nikim prowadzącym tego typu zajęcia...

    > No widzisz, a zdarzają sie tacy, którzy po spektaklu podchodza do dziewczyny,
    > wręczając jej liścik do ręki z prośba o spotkanie. I dziewczyna , która lubi
    > sztukę, teatr, raczej nie odwinie prawym sierpowym, przy tak delikatnym
    > kontakcie.

    Jaki delikatny kontakt? Przecież to jest narzucanie się...
  • kwieto 16.05.04, 22:34
    > No, chyba nie da za dobrych rezultatów, jeśli zacznę zagadywać zupełnie obce
    > dziewczyny na ulicy? Popukają się w czoło i nic poza tym.

    Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze beda sie pukac w
    czolo....

    > Ależ to jest ten sam problem, co z ulicą. Czy naprawdę jakakolwiek dziewczyna
    > pozytywnie zareaguje, jak np. w czeluściach BUWu zaczepi ją obcy facet?

    Jak wyzej

    > Do dyskotek nie chodzę - nie mam pieniędzy, nie umiem tańczyć...

    Jak wyzej + informacja ze dziewczyny zwykle lubia tanczyc, wiec masz dwa wyjscia - szukac
    nietanczacych albo sie nauczyc.

    > I naprawdę nie
    > zdobyłbym się na to, by zagadać do obcej dziewczyny. Nie mówiąc o tym, że
    > naprawdę nie należę do "klubowego" typu ludzi - i dziewczynom w takich
    > miejscach po prostu bym się nie podobał. Nie jestem trendy :(

    A do jakiego typu nalezysz?

    > Akurat w moim zawodzie mam małe szanse spotkać ludzi w moim wieku w pracy...

    To nawet lepiej, flirt w pracy jest ryzykowny

    > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna...

    Dlaczego?
    > Przecież
    > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej.

    I co z tego?

    > Raczej nie
    > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...

    Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz siedzial w domu i
    biadolil


    Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie sobie nikogo znalezc.
    Dziwisz sie jeszcze ze nie znajdujesz?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:47
    > Ja tam zawarlem w ten sposob pare fajnych znajomosci, ale skoro mowisz ze be
    > da sie pukac w czolo....

    Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
    mnie to naprawdę niewyobrażalne...

    I o to samo proszę co do poznawania w bibliotece...

    > A do jakiego typu nalezysz?

    Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
    literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
    projektowaniem mody od czasu do czasu)

    > I co z tego?

    To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
    albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

    > Owszem, ale prawdopodobienstwo jest i tak wyzsze niz wtedy gdy bedziesz sie
    > dzial w domu i biadolil

    Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

    > Generalnie widze ze wymyslasz tysiac usprawiedliwien ze nie jestes w stanie s
    > obie nikogo znalezc.

    To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...
  • kwieto 16.05.04, 22:58
    > Naprawdę??? Ale czy możesz w takim razie opisać, jak dokładnie to zrobiłeś? Dla
    > mnie to naprawdę niewyobrażalne...

    Boze, widzisz i nie grzmisz!
    Zagadnalem!!!!!

    > Introwertyków zajmujących się rozważaniami na niestworzone tematy, próbami
    > literackimi i czytaniem wszystkiego, co wpadnie im w ręce? (oraz rysunkiem i
    > projektowaniem mody od czasu do czasu)

    Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz), wiec...
    Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do dziewczyny i zagadnac) to
    dwie kompletnie rozne sprawy.
    Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie szalowa blondynke (tudziez
    brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy.

    > To z tego, że jeśli kobieta będzie w kinie, to pewnie albo ze swoim facetem,
    > albo z koleżankami... A do grupy kilku kobiet już na pewno bałbym się podejść.

    Czemu?
    Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, co nie oznacza ze to
    zrobie.

    > Gwoli ścisłości, ja naprawdę co jakiś czas chodzę do kina...

    Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory jak juz wyjdzie z domu,
    to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc niezauwazonym przez nikogo. Taki obraz siebie kreujesz,
    moim zdaniem sam sobie odbierasz szanse spotkania kogokolwiek.
    Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse na to ze ktos sie Toba
    zainteresuje


    > To nie są usprawiedliwienia, to są fakty...

    No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby te fakty sie pozmienialy.
    Proste?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:10
    > Boze, widzisz i nie grzmisz!
    > Zagadnalem!!!!!

    Ale jak???

    Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
    społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

    > Deklarujesz sie jako towarzyski introwertyk (znaczy znajomych masz i bywasz),
    > wiec...

    Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
    są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
    poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
    przypadłem do gustu...

    > Poza tym, introwertyk a mruk (tudziez czlowiek ktory wstydzi sie podejsc do
    > dziewczyny i zagadnac) to dwie kompletnie rozne sprawy.

    Mrukiem nie jestem. Jak się ośmielę, to jestem wręcz gadułą... Problem mam
    jedynie z tym pierwszym odezwaniem się - kiedy nie znam zupełnie dziewczyny i
    nie wiem, jak podejść i zagadać.

    A introwertykiem jestem w tym sensie, że np. nie chodzę do dyskotek, bo mnie to
    po prostu męczy... Za głośno, za dużo ludzi. Wolę kameralne spotkania...

    > Czemu?

    Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

    > Poza tym, za duzo tych "na pewno". Na pewno to ja powinienem zaraz isc spac, c
    > o nie oznacza ze to zrobie.

    Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
    robił, nie umiem tego zmienić.

    > Zrozum, nie o to chodzi. Wyobrazam sobie Ciebie troche jako czlowieka, ktory
    > jak juz wyjdzie z domu, to przemyka sie pod sciana usilujac przejsc
    > niezauwazonym przez nikogo.

    To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
    odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
    potencjalnego partnera.

    > Moda na "matki polki" juz mija, z takim podejsciem masz coraz mniejsze szanse
    > na to ze ktos sie Toba zainteresuje.

    Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
    problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

    > No to masz chyba prosta odpowiedz na swoje tytulowe pytanie - zrob cos, aby
    > te fakty sie pozmienialy.
    > Proste?

    Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.
  • kwieto 16.05.04, 23:27
    > Ale jak???
    > Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że można nie mieć za dobrych kompetencji
    > społecznych - i nie wiedzieć, co w takiej sytuacji powiedzieć?

    Kawa na lawe:
    Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulubionych pisarzy.
    Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
    Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc. Oferujesz swoja pomoc...
    Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, potem oferujesz sie ze sie
    chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
    I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola.
    Jak sobie zrobisz plan strategiczny to nigdy Ci nic nie wyjdzie.

    > Tak, tylko że ostatnio moi znajomi to albo mężczyźni, albo kobiety, które nie
    > są mną zainteresowane - i nie mające koleżanek, z którymi mogłyby mnie
    > poznać... Wcześniej zaś, jak mówiłem - bywałem, spotykałem kobiety, żadnej nie
    > przypadłem do gustu...

    Zmien srodowisko.

    > Bo mam lęki społeczne, odwołując się do terminologii fachowej.

    To zajmij sie ich leczeniem

    > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym nie
    > robił, nie umiem tego zmienić.

    Probowales?

    > To jest błędny obraz - tak się nie zachowuję. Z tego, co wiem, kobiety
    > odbierają mnie pozytywnie - po prostu wszystkie widzą we mnie kumpla, nie
    > potencjalnego partnera.

    Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs kiedys dlaczego "nie"?

    > Jakie "matki Polki"? Akurat jestem feministą... Na tym też polega część
    > problemu - bo jestem bardziej feministyczny od wielu kobiet, jakie spotykam.

    Feministyczny czy ulegly?

    > Nie - nie tak prosto zmienić swoją psychikę.

    Jaka psychike???
    Tu nie trzeba zmieniac psychiki. Wiesz, jesli ktos jest "straznikiem granicznym na przejsciu miedzy
    korea polnocna a poludniowa" to raczej male szanse ze kogos pozna.
    A psychiki nie trzeba tu zmienic, wystarczy zmienic "zawod".
    Masz liste rzeczy ktore uwazasz ze sa przeszkoda w poznaniu kogos. Popracuj nad nimi.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:41
    > Kawa na lawe:
    > Jedziesz tramwajem, widzisz dziewczyne czytajaca ksiazke jednego z Twoich ulub
    > ionych pisarzy.
    > Pytasz sie jak jej sie podoba, na przyklad...
    > Albo - widzisz jak jakas dziewczyna blaka sie po ulicy usilujac cos znalezc.
    > Oferujesz swoja pomoc...
    > Albo - odwrotna sytuacja, zagadujesz kogos o to jak trafic gdzies tam, pote
    > m oferujesz sie ze sie
    > chetnie odwdzieczysz za informacje - moze ciacho w jakiejs kafejce...
    > I tak dalej i tak dalej, trzeba po prostu reagowac na to co sie dzieje dookola

    Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

    > Zmien srodowisko.

    Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

    > To zajmij sie ich leczeniem

    Leczę, nie pomaga.

    > > Tak, ale ja po prostu wiem, jak się czuję w takich sytuacjach - i co bym
    > > nie robił, nie umiem tego zmienić.
    >
    > Probowales?

    Tak.

    > Widac na potencjalnego partnera sie ich zdaniem nie nadajesz. Pytales ktorejs
    > kiedys dlaczego "nie"?

    Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

    > Feministyczny czy ulegly?

    Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

    > Jaka psychike???
    > Tu nie trzeba zmieniac psychiki.

    Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
    psychiki...
  • kwieto 16.05.04, 23:48
    > Ok, zapamiętam - choć to nie takie proste, wcielić to w życie...

    To nie wcielaj..
    Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
    Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

    > Właśnie o to chodzi, że nie wiem jak!

    Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

    > Leczę, nie pomaga.

    Zmien lekarza

    > Tak.

    Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

    > Podobno jestem "aseksualny", cokolwiek by to nie znaczyło.

    "Bezplciowy" najprawdopodobniej. Czyli ktos kto jest moze i mily i sympatyczny, ale niezbyt
    pociagajacy, nie tyle fizycznie co nijaki osobowosciowo - bez pasji, bez charakteru, itp.
    Na ile temu odpowiadasz - nie wiem. Pomysl.

    > Uległy może nie, ale płeć psychologiczna skłania mi się ku kobiecości...

    I jak to sie objawia?


    > Trzeba - te obawy przez rozmawianiem z obcymi wynikają m.in. właśnie z mojej
    > psychiki...

    Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:57
    > To nie wcielaj..
    > Zrozum, trzymanie sie jakiegos schematu to najgorsze co mozesz zrobic.
    > Recepty na podryw nie uzyskasz nigdy i nigdzie.

    Chodziło mi o zapamiętanie ogólnej idei...

    A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
    Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
    dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
    nierozmawianie z obcymi...

    > Zwyczajnie, zacznij bywac w innych miejscach, robic inne rzeczy itd.

    Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

    > Jak konsekwentnie? Czy czegos sie przy tym nauczyles?

    Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
    absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
    nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
    nie dam rady z nimi rozmawiać.

    > I jak to sie objawia?

    M.in. emocjonalnością, wrażliwością, brakiem chęci do rywalizowania z innymi.
    Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością. "Kobiecymi"
    zainteresowaniami...

    > Zahamowania to nie psychika, a raczej cos co ja blokuje.

    Tu już wchodzimy w semantykę... :)
  • kwieto 17.05.04, 06:03
    > A pewną formę "recepty na podryw" muszę mieć, bo samo mi to nie przyjdzie...
    > Jeśli miałbym odwoływać się do tego, co dla mnie naturalne, to nigdy żadnej
    > dziewczyny nie poderwę. Tak mnie wychowano, że dla mnie naturalny odruch to
    > nierozmawianie z obcymi...

    No to masz dwa wyjscia - albo zaczniesz sie przelamywac, albo "nigdy zadnej dziewczyny nie
    poderwiesz".
    Swoja droga, mnie na przyklad mierzi specjalne poszukiwanie sposobow i metod podrywania. Bo to
    zwyczajnie nie wychodzi, najciekawsze znajomosci poznaje sie "przy okazji". Tylko trzeba ciut tych
    "okazji" stworzyc.

    > Ale ja nie mam żadnego pomysłu, co to miałyby być za miejsca, rzeczy itd.

    Myslisz ze ktos inny bedzie go mial za Ciebie?

    > Bardzo konsekwentnie, przez ostatnie kilka lat. Nauczyłem się przy tym, że
    > absolutnie nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa do obcej kobiety, jeśli
    > nie mam do tego dobrego pretekstu itd. Jeśli zaś kobiet jest więcej, w ogóle
    > nie dam rady z nimi rozmawiać.

    I co zaczales robic, zeby rozwiazac ten problem?

    > M.in. emocjonalnością, wrażliwością,

    A nie, przypadkiem, przewrazliwieniem?

    > brakiem chęci do rywalizowania z innymi.

    Z jakich powodow? Bo nie warto, czy bo "zawsze przegram"?

    > Niechęcią do fizycznych konfrontacji, strachliwością.

    Czy to jest taka kobieca cecha? nie powiedzialbym.

    > "Kobiecymi" zainteresowaniami...

    tzn?

    > Tu już wchodzimy w semantykę... :)

    Nie, bo kompleksy da sie wyleczyc, a "psychike" jako taka zmienic troche trudniej.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: agatka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 17:11
    Wiesz Vox troszkę mi żal Ciebie, ale tylko troszke, bo bardziej szlag mnie
    trefia:). Po co żalisz sie na swoj los, jesli niczego nie próbujesz zmienić.
    Albo zacznij dzialać albo pogódź się z sytuacją- innego wyjscia nie ma.
    Oczekujesz od ludzi rad, ale z żadnej nie potrafisz skorzystać. Cały czas
    powtarzasz ze nie wiesz jak zagadac/poznac dziewczyne, a jak ktos daje Ci
    konkretne rady to z miejsca je odzrucasz. Po co zalozyles w takim razie ten
    wątek? Niestety albo zbierzesz sie w sobie albo zawsze bedziesz ogladal sie za
    szczesliwymi parami. Liczysz na jakis zloty srodek, ale takiego nie ma- nikt z
    forumowiczow nie zesle Ci z nieba ciekawej dziewczyny, która jeszcze pewnie
    musialaby sie niezle nagimnastykowac zeby rozpoczac znajomosc- bo Ty chyba
    nawet majac ją "na tacy", nie potrafilbys po nią "sięgnąć". Przepraszam za
    wszelkie kąśliwe uwagi , ale drazni mnie troche takie zachowanie- z takim
    podejsciem niczego w zyciu nie zdzialasz-niestety.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Ps moze moj wpis jest nie na miejscu bo przeczytalam posty tylko do tego
    momentu ale na dluższą "lekture" nie mam czasu.
  • Gość: Ania IP: *.aine.pl 17.05.04, 21:24
    Informacja pomocnicza - kazdy sie troszke boi zanim podejdzie i zagadnie
    szalowa blondynke (tudziez
    brunetke czy ruda). Po prostu niektorzy sa w stanie przelamac swe obawy

    A co zrobić jak się nie jest szałową blondynką/brunetką/rudą... i nikt cię nie
    zagaduje?
  • kwieto 17.05.04, 21:41
    > A co zrobić jak się nie jest szałową blondynką/brunetką/rudą... i nikt cię nie
    > zagaduje?

    Samej zagadac :"P


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Ania IP: *.aine.pl 17.05.04, 21:52
    Fajnie... tylko, że u nas raczej nie jest przyjęte żeby kobieta zagadywała
    obcych męzczyzn.
  • kwieto 17.05.04, 22:05
    Ja tam lubie :")
    Kiedys zostalem poderwany w baaardzo fajny sposob, nie powiem, moze i sie czulem w ktoryms
    momencie troszke nie na miejscu, ale generalnie calos odbieram bardzo na plus

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Ania IP: 195.150.115.* 17.05.04, 23:19
    A możesz być taki miły i opisac ten sposób?
  • kwieto 17.05.04, 23:28
    Hmmm, generalnie sprowadzalo sie to do tego ze to ja zostalem zaproszony na randke gdzie to mi
    zorganizowano czas i mna sie zajmowano a nie odwrotnie.
    Fajna odmiana :")


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Ania IP: *.aine.pl 18.05.04, 00:11
    A czy ta kobiet wpadła Ci wcześniej w oko? Czy zostałeś zaskoczony przez taką
    na którą wcale nie zwracałeś uwagi i dopiero po tym zaproszeniu spojrzałes na
    nią jak na kobietę?
  • kwieto 18.05.04, 07:35
    Gdyby nie budzila zainteresowania, to bym odmowil zaproszeniu

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Ania IP: 195.150.115.* 18.05.04, 18:49
    Czyli nie zostałeś tak do końca przez nią poderwany, bo wcześniej sam zróciłeś
    na nią uwagę. Po prostu ... ona zrobiła ten pierwszy krok.
    Czy gdyby tego nie zrobiła to Ty byś zaczął działać?
  • kwieto 18.05.04, 21:24
    > Czyli nie zostałeś tak do końca przez nią poderwany, bo wcześniej sam zróciłeś
    > na nią uwagę. Po prostu ... ona zrobiła ten pierwszy krok.

    Niezupelnie. Bo z Twojej wypowiedzi wynika ze ona zrobila ten krok w odpowiedzi na moje
    zainteresowanie, a to nie jest do konca prawda.
    Dosc czesto zdarza mi sie spotkac kogos, kim chetnie bym sie zainteresowal. Poki nie zrobie
    pierwszego kroku, to owa interesujaca mnie dziewczyna nawet nie ma o moim zainteresowaniu pojecia.
    Ergo - do momentu pierwszego kroku jakiekolwiek zainteresowanie (lub jego brak) nie ma znaczenia.
    A skoro ona zrobila pierwszy krok to znaczy ze miala na to ochote niezaleznie od tego czy ja sie nia
    interesowalem czy nie

    > Czy gdyby tego nie zrobiła to Ty byś zaczął działać?

    Nie wiem. Zalezy od sytuacji.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Ania IP: 195.150.115.* 17.05.04, 21:20
    > > kino/teatr
    >
    > To są raczej pomysły na to, gdzie udać się, gdy kogoś już się zna... Przecież
    > obecnie do kina raczej mało kto chodzi sam, do teatru tym bardziej. Raczej
    nie
    > ma co liczyć, że pójdę do kina i spotkam tam jakąś samotną dziewczynę...


    JA zawsze chodze sama do kina, bo tez jestem samotna. I nigdy nie jestem jedyną
    samotną kobietą na sali. Zawsze jest nas więcej. Z tym, że uwazam że kino
    raczej też nie nadaje się na miejsce do poznania kogoś.
  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:43

    Gość portalu: 007wc napisał(a):

    > Mogę zrozumieć Twój żal,nie potrafie jednak zrozumieć Twojej bezczynności.
    > Jesteś kobietą jak piszesz do rzeczy więc zastanów się w czym tkwi problem.
    > Są tysiące możliwości aby taki stan zmienić.Wydaje mi się że Ty sama niewiele
    > robisz aby życie stało się ciekawsze. Książka choćby najciekawsza nie jest
    > przeszkodą aby wyjść z domu poznać nowych ludzi i rozwinąć skrzydła.
    > Stworzyłaś sobie kawałek wirtualnego świata z wyimaginowanym facetem i bardzo
    > systematycznie rozwijasz pewne wizje z nim związane.Tylko po jaką cholerę.
    > Wiec że samotność jest straszna, ale samotność we dwoje jeszcze gorsza.Taką
    mas
    > z
    > w tej chwili sytuację.Przestań liczyć na jego emeile tylko zacznij działać.
    > Mając 31 lat można zbudować wspaniały związek z drugą osobą i korzystać z
    życia
    > .
    > Wyjedz w interesujące miejsce niech to będzie Krynica,Kudowa,Jarosławiec gdzie
    > ludzie spotykają się przy piwku,rozmawiają o duperelach,spontanicznie tańczą i
    > rozmawiając ze sobą poznają się wzajemnie.Nastawiłaś się na luksus że ktoś
    zjaw
    > i
    > się i dostarczy Ci tę drugą osobę.Tak nie można podchodzić do sprawy.
    > Zacznij być odważniejsz, prowokująca,pokaż kobietę w jej pełnym blasku, wtedy
    > przekonasz się że polezą za Tobą jak barany. Jeżeli połączysz swój wygląd i
    > śmiałość dodasz do tego mądrość i wiedzę sama będziesz zaskoczona. Czy nie
    jest
    > przypadkiem tak że blokujesz do siebie dostęp.Musisz wiedzieć że facet też
    > potrzebuje zielonego światła.Nie wszystko od razu musi kończyć się seksem.To
    > przychodzi samo i decydujesz o tym właśnie Ty.
    > Nikt za Ciebie nie znajdzie cudownej rady na Twój problem { ludzie jaki
    problem
    > }
    > rozwiązanie jest tylko w Twoich rękach.Gdyby ludzie myśleli tak jak Ty to
    jakie
    > ś
    > 70% byłoby osobami samotnymi ponieważ dopiero od jakiegoś czasu zmienia się
    > bezpośredniość polaków. My nadal potrzebujemy kilku spotkań aby mówić sobie
    na
    > ty.Zapominamy że mamy imiona.Patrzymy na wiek,i inne tego rodzaju pierdoły.
    > Dodatkowo będąc samotnymi zaczynamy szukać rówieśników no może niewiele
    > starszych, nic bardziej mylnego. Doceń facetów którzy mają 40 i trochę więcej.
    > To właśnie wśód nich można znaleść ludzi bardzo doświadczonych,poważnych
    którzy
    >
    > przez swoje życie bardzo dużo się nauczyli i potrafią wyciągnąć z tego
    właściwe
    >
    > wnioski. Nie patrz krytycznie na rozwiedzionego bo to może właśnie być ten
    > który jest twoją drugą połową, gwarantem Twojgo dalszego spokojnego życia.
    > Szczerze powiedziawszy Twoje narzekanie mnie irytuje ponieważ uważam że w ten
    > sposób próbujesz znaleść swatkę która szczęśliwie wyda Cię za mąż.
    > Imię pełne masz grzechu więc nie będzie Ci znowu tak trudno działać tylko
    > wreszcie zdecyduj się na to.
    > Bardzo serdecznie życzę Ci otwartośći w realizacji tego co podpowiadają Ci
    > wszyscy w tym wątku. Najpierw odwagi potem szczęśćia.
    >
    > pozdrawiam



  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:46

    >
    > Podsumowujac krotko Twoje posty i odpowiedzi na nie powiem Ci jedno .
    >
    > Stoisz przed wyborem : albo bedziesz sama , samotna zamknieta na wszystkie
    nowe
    >
    > znajomosci , osadzajaca nie dajaca szans albo sie zaczniesz powoli zmieniac i
    > redukowac pewne zachowania, ktore nie pomagaja a wrecz sa gwarancja na
    samotnos
    > c.
    > Wybor nalezy do Ciebie.
    >
    > Martyna
  • Gość: archiwum IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 19:49

    kwieto napisał(a):

    > :")))
    >
    > Wiesz, bo mam wrazenie, ze ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja "kogos do
    > kochania" licza na to, ze ich zycie sie wtedy zmieni. Zabarwi kolorami,
    > zapachnie jak nigdy...
    >
    > A to jest zwykla bzdura!
    > Bo jesli sami nie potrafia sie cieszyc wlasnym zyciem, to ani partner im w
    tym
    > nie pomoze, ani tego za nich nie zrobi.
    >
    > Owszem, bedzie moment euforii, "och, kocham i jestem kochana/y". Ale ta
    euforia
    >
    > nie trwa wiecznie, miesiac, dwa, pol roku... I co potem?
    > Dalej jest bez sensu i beznadziejnie, bo wyjsc z wlasnej beznadziejnosci
    trzeba
    >
    > samodzielnie i zadne podporki w postaci partnera/meza nie pomoga.
    >
    > Najpierw trzeba zrobic sobie samemu remont, zmienic podejscie do swiata,
    > nauczyc cieszyc sie zyciem, a dopiero potem mozna myslec o partnerze.



  • Gość: kruk IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 19:56
    i TO jest najlepsza odpowiedź!
    pozdrawiam i życzę łagodnej zmiany stosunku do samego siebie ;-)
    K.
  • cossa 16.05.04, 21:17
    oprocz tego, ze Ty mozesz kogos poznac
    to jeszcze ktos moze Ciebie poznac :)

    bierzesz to pod uwage? ;)

    pozdr.cossa

    --
    "wszyscy tam zamknieci
    wyraznie dostrzegaja szalenstwo pozostalych,
    lecz zaden nie widzi swojego" E.M.
  • caorle 16.05.04, 21:27
    nie mam pieniędzy
    nie umiem tańczyć
    nie jestem trendy
    nie należę...
    nie zaczepię...
    nie mogę...

    Pomyśl.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:29
    > nie mam pieniędzy
    > nie umiem tańczyć
    > nie jestem trendy
    > nie należę...
    > nie zaczepię...
    > nie mogę...
    >
    > Pomyśl.

    To znaczy?
  • kwieto 16.05.04, 22:36
    > > nie mam pieniędzy
    > > nie umiem tańczyć
    > > nie jestem trendy
    > > nie należę...
    > > nie zaczepię...
    > > nie mogę...
    > >
    > > Pomyśl.
    >
    > To znaczy?

    No wlasnie....

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • cossa 16.05.04, 21:35
    no - zalezy jak sie spojrzy
    szklanka do polowy pelna
    czy do polowy pusta?

    pozdr.cossa

    --
    "wszyscy tam zamknieci
    wyraznie dostrzegaja szalenstwo pozostalych,
    lecz zaden nie widzi swojego" E.M.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:29
    > oprocz tego, ze Ty mozesz kogos poznac
    > to jeszcze ktos moze Ciebie poznac :)
    >
    > bierzesz to pod uwage? ;)

    No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...

    Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
    Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
    tym nie spotkałem.
  • cossa 16.05.04, 21:33
    zyj swoim zyciem
    badz wsrod ludzi
    albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
    albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
    wazne bys byl obok
    i dal szanse poznania SIEBIE

    i roznie to bywa z tymi kobietami
    i inicjatywami kto, po co i dlaczego
    jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
    i przejmuja inicjatywe

    moze masz na twarzy napisane
    "szukam"
    to odstrasza
    (przynajmniej mnie)

    badz soba
    to wszystko

    i jesli znalezienie kobiety
    jest jedynym celem Twojego zycia
    to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

    pozdr.cieplo.cossa



    Gość portalu: Vox napisał(a):

    > No ale przecież też muszę do tego stworzyć jakąś okazję...
    >
    > Poza tym, w naszym kraju kobiety raczej oczekują od mężczyzny inicjatywy...
    > Raczej się nie zdarza, by to kobieta podrywała faceta. Przynajmniej ja się z
    > tym nie spotkałem.


    --
    "wszyscy tam zamknieci
    wyraznie dostrzegaja szalenstwo pozostalych,
    lecz zaden nie widzi swojego" E.M.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:50
    > zyj swoim zyciem
    > badz wsrod ludzi
    > albo Ty cos stworzysz i poznasz kogos
    > albo ktos inny cos stworzy i pozna Ciebie
    > wazne bys byl obok
    > i dal szanse poznania SIEBIE

    Wierz mi, to NIE TAKIE PROSTE. Ja w czasie studiów naprawdę starałem się
    poznawać tak wielu ludzi, jak tylko możliwe. Dawałem innym szansę poznania
    mnie, nie byłem bynajmniej żadnym odludkiem. Miałem naprawdę masę koleżanek -
    żadna jednak nie zobaczyła we mnie potencjalnego partnera.

    > i roznie to bywa z tymi kobietami
    > i inicjatywami kto, po co i dlaczego
    > jest mnostwo kobiet, ktore same wybieraja
    > i przejmuja inicjatywe

    W takim razie mam pecha, bo nie spotkałem żadnej :(

    > moze masz na twarzy napisane
    > "szukam"
    > to odstrasza
    > (przynajmniej mnie)

    Staram się nie mieć... Ale jeśli mam, to nie potrafię na to nic poradzić.
    Naprawdę nie jest to proste, jeśli się jest 25-letnim facetem z kompletnie
    sfrustrowanymi potrzebami emocjonalnymi...

    > badz soba
    > to wszystko

    Jestem sobą, naprawdę! Efektów żadnych to nie przynosi. Mam wręcz wrażenie, że
    część kobiet właśnie to, co dla mnei oznacza bycie sobą, wręcz odstrasza...

    > i jesli znalezienie kobiety
    > jest jedynym celem Twojego zycia
    > to moze warto rozejrzec sie jeszcze za czyms innym? ;))

    Dlaczego zakładasz, że nie mam innego celu w życiu? Zaręczam, że mam...
  • caorle 16.05.04, 21:53
    Człowieku, policz wszystkie "nie"!

    Ty masz jakieś wypracowanie napisać ze zdań z "nie"?
    Jaja sobie z nas robisz?

  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:58
    > Człowieku, policz wszystkie "nie"!
    >
    > Ty masz jakieś wypracowanie napisać ze zdań z "nie"?
    > Jaja sobie z nas robisz?

    Przykro mi, że tak to odbierasz... Z nikogo sobie nie robię jaj, dla mnie to są
    aż zbyt realne problemy. Nie umiesz sobie naprawdę wyobrazić, że dla kogoś
    porozmawianie z obcą kobietą może być problemem?
  • caorle 16.05.04, 21:37
    się nie zdarza
    nie spotkałem

    A co masz na tak? że tak powiem kawa na ławę?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 21:51
    > się nie zdarza
    > nie spotkałem
    >
    > A co masz na tak? że tak powiem kawa na ławę?

    Nie rozumiem, co masz na myśli :(
  • joasia-ja 16.05.04, 21:56
    ojej, jestes poprostu zbyt pesymistycznie nastawiony do wszystkiego i byc moze
    to odstrasza...daj sobie wiecej luzu, moze za batdzo jestes spiety, za bardzo
    analizujesz swoje i innych zachowania.. wyluzuj i poprostu poplyn sobie a sam
    dla siebie znajdziessz porcik, restz asama przyjdzie, jedno jest konsekwencja
    drugiego
    otworz sie na ludzi i nie siedz w domu i nie zakladaj scenaruszy - nie uda sie,
    nie bedzie, nie znam - chyba sie tylko blokujesz w ten sposob...
  • caorle 16.05.04, 22:00
    Tera spróbuj napisać tak:
    Umiem...
    Potrafię...
    Lubię...
    Kocham...
    Znam...
    Wiem...
    panimajesz?
    I nic więcej nie musisz już robić.
    To z "nie" to widocznie nie jest twój sposób na panienki. Nie leży ci...:-)
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:06
    > Tera spróbuj napisać tak:
    > Umiem...
    > Potrafię...
    > Lubię...
    > Kocham...
    > Znam...
    > Wiem...
    > panimajesz?
    > I nic więcej nie musisz już robić.

    Obawiam się, że to nie takie proste... Mogę napisać, i co mi z tego przyjdzie?
    W realnej sytuacji nie usunie to moich zahamowań...
  • caorle 16.05.04, 22:10
    Masz rację.

    Coś jednak masz na "tak"...

  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.05.04, 22:12
    > Masz rację.
    >
    > Coś jednak masz na "tak"...

    Wybacz, ale mam wrażenie, że się ze mnie nabijasz...
  • kwieto 16.05.04, 22:42
    Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych wynurzeniach (nie tancze,
    nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi razem, i tak dalej i tak dalej)
    ucieklbym od Ciebie z krzykiem.
    Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie niesamowicie silna aure
    beznadziejnosci. Malo kto ma zaciecie by w takie cos sie pakowac.

    Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada. Nie ma nic gorszego niz
    czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 22:53
    > Czlowieku, gdybys byl nowo przeze mnie poznawana dziewczyna, to po tych
    > wynurzeniach (nie tancze,
    > nie chodze do kina bo nie mam z kim, do teatru tez nie bo tam sie chodzi
    > razem,i tak dalej i tak dalej)ucieklbym od Ciebie z krzykiem.

    Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
    Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
    na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
    bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

    > Nie dlatego ze jestes przerazajacy, tylko dlatego ze budujesz wokol siebie nie
    > samowicie silna aure
    > beznadziejnosci.

    Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
    Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

    > Zacznij zyc, dla siebie, robic to co lubisz a nie to co uwazasz ze wypada.
    > Nie ma nic gorszego niz
    > czlowiek zyjacy wedlug schematow (ktorych zaserwowales tu cala fure).

    Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
    wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
    strasznym dziwakiem, niż konformistą...
  • kwieto 16.05.04, 23:05
    > Ej, ty mnie chyba żle zrozumiałeś. Czy ja mówię, że nie chodzę do kina?
    > Oczywiście, że chodzę, bardzo lubię. Chodzi mi jedynie o to, że wg mnie szanse
    > na poznanie kogoś w kinie są mizerne... To samo tyczy się teatru (choć tutaj
    > bywam rzadziej - po prostu za drogie to jest).

    Widzisz, problem nie tyle w bywaniu w jakichs miejscach, ile w dostrzeganiu, lub (dla zaawansowanych)
    stwarzaniu okazji. Tak naprawde to interesujacych ludzi mozna spotkac gdziekolwiek.
    Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore uznaje za interesujace. I
    wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone) dziennie widuje kolo
    dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac. Zakladajac ze do polowy nie
    dojdziesz, od 3/4 pozostalych dostaniesz kosza na starcie, to zostaje Ci okolo dziesieciu
    potencjalnych randek miesiecznie...
    A czasem wrecz widac, ze dana osoba daje Ci szanse i tylko od Ciebie zalezy czy skorzystasz z niej czy
    nie.

    > Jeju, ale przecież ja nie mówię każdej napotkanej kobiecie o takich sprawach.
    > Bynajmniej! Mam swoje zainteresowania i bardzo chętnie o nich rozmawiam...

    Nie musisz mowic, to wylazi pomiedzy slowami. Wierz mi.
    Problem tych co maja wypisane na czole "szukam" - to naprawde jest bardzo widoczne.

    > Sorry, ale to już jest jakaś Twoja nadinterpretacja. Nie znasz mnie i wcale nie
    > wiesz, czy "żyję według schematów". Akurat wydaje mi się, że bliżej mi do bycia
    > strasznym dziwakiem, niż konformistą...

    To nie ma nic do rzeczy.
    Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w moim stylu" i tak dalej.






    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:21
    > Kiedys rozmawialem z kims na temat ilosci dziewczyn ktore widuje, a ktore
    > uznaje za interesujace. I
    > wyszlo mi, ze tylko dojezdzajac do pracy (srednio pol godziny w jedna strone)
    > dziennie widuje kolo
    > dwoch takich ciekawych dziewczyn. Wystarczy tylko podejsc i zagadac.

    OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
    wiem...

    > To nie ma nic do rzeczy.
    > Chodzi o te wszystkie "nie da sie", "nie potrafie", "nie umiem", "to nie w
    > moim stylu" i tak dalej.

    Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
    mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
    że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
    tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...
  • kwieto 16.05.04, 23:30
    > OK, to wyjaśnij mi, co w takiej sytuacji można powiedzieć? Bo ja naprawdę nie
    > wiem...

    W najprostrzym przypadku - zapytac czy ma ochote sie spotkac, po prostu.
    Zalezy od sytuacji, jesli oczekujesz listy "zagadniec" to ich nie dostaniesz, bo takiej listy nie ma.

    > Jeśli coś takiego piszę, to dlatego, że to jest prawda... Przykładowo, jeśli
    > mówię, że w moim przypadku odpada np. zapisanie się na karate, to nie dlatego,
    > że sobie to wmówiłem, ale dlatego, że znam moje mozliwości fizyczne, próbowałem
    > tego - i wiem, że skończy się to kontuzją...

    Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

    Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac mnostwo ciekawych
    dziewczyn.
    Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

    I tak dalej, i tak dalej....

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:35
    > Czy karate to jedyny sposob ciekawego spedzania czasu wg Ciebie?

    To był przykład :)

    > Wiesz, ja lubie chodzic po gorach. W gorskich schroniskach mozna spotkac
    > mnostwo ciekawych dziewczyn.

    Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

    > Albo lubie spacerowac po parku, tam tez mozna spotkac wiele ciekawych osob.

    W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...
  • kwieto 16.05.04, 23:42
    > Chodzę po górach i nigdy na trasie nikogo nie poznałem...

    Ooo, jak Ty to robisz? Chodzisz po Himalajach, czy jak?

    > W parkach, w których bywałem, widywałem same staruszki i zakochane pary...

    Bywaj w innych.


    Cy Ty naprawde nie rozumiesz, ze miejsce jest najmniej istotne?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:59
    > Ooo, jak Ty to robisz? Chodzisz po Himalajach, czy jak?

    Nie, po Tatrach...

    > Cy Ty naprawde nie rozumiesz, ze miejsce jest najmniej istotne?

    Istotnie - bo nawet jakbym spotkał samotną dziewczynę w parku, nie podszedłbym
    do niej. Uważam, że jest to narzucanie się...
  • kwieto 17.05.04, 06:10
    > Nie, po Tatrach...

    Robisz to po nocach?

    > Istotnie - bo nawet jakbym spotkał samotną dziewczynę w parku, nie podszedłbym
    > do niej. Uważam, że jest to narzucanie się...

    Innymi slowy narzekasz ze jestes samotny, ale podstawowa mozliwosc przelamania tej samotnosci
    (wyjscie do ludzi) odrzucasz, bo to "narzucanie sie".
    Masz pomysl jak wyjsc z tego impasu?
    Zdecyduj, na czym bardziej Ci zalezy.

    A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez potrafic byc
    szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym wrozem, ale mam
    dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po jakims czasie problem
    "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy nie.

    IMO pierwsze co powinienes zrobic to nie tyle szukac sobie drugiej polowki, co zrobic gruntowny
    remanent wlasnej osoby.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:17
    > A szczerze mowiac, to jestem zdania ze aby byc szczesliwym z kims, trzeba tez
    > potrafic byc
    > szczesliwym samemu. I tutaj IMO jest Twoj glowny problem. Nie chce byc zlym
    > wrozem, ale mam
    > dziwne wrazenie, ze nawet jak kogos poznasz, kto sie Toba zainteresuje to po
    > jakims czasie problem
    > "bycia samotnym" powroci. Niezaleznie od tego czy z kims wtedy bedziesz czy
    > nie.

    Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
    nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
    poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
    innych moich problemów.

    Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
    z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
    potrafi być cholernie dokuczliwa.

    Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
    głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
    samoakceptacji...
  • kwieto 17.05.04, 22:08
    > Hmmm, nie zgadzam się. To naprawdę nie jest tak, że jestem "ogólnie"
    > nieszczęśliwy i wymyśliłem sobie, że jak znajdę sobie dziewczynę, to mi się
    > poprawi. Absolutnie nie! Po prostu mam potrzebę, by być z kimś - niezależną od
    > innych moich problemów.

    OK, z czego wynika ta potrzeba?

    > Mam wrażenie, że mówisz do mnie z perspektywy osoby, która nie miała problemów
    > z nieśmiałością, samotnością itd. Wierz mi - po 25 latach samotność naprawdę
    > potrafi być cholernie dokuczliwa.

    Mialem, i to dokladnie takie same :"P
    Dlatego teraz mowie to co mowie.

    > Metaforycznie mówiąc: to, co piszesz, brzmi nieco, jakby syty mówił
    > głodującemu, że tak naprawdę nie głód jest jego problemem, tylko brak
    > samoakceptacji...

    Widzisz, tutaj jest troche tak jak z Alicja w krainie czarow. Im bardziej biegniesz, tym bardziej stoisz w
    miejscu.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:18
    > OK, z czego wynika ta potrzeba?

    Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
    pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
    wszystko socjobiologia i samolubne geny...

    > Mialem, i to dokladnie takie same :"P

    A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
    zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
    która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...
  • kwieto 17.05.04, 22:26
    > Nie mam pojęcia - ale nie wydaje mi się, by to było istotne. Jak dalej
    > pójdziemy w tym kierunku, to powiesz, że w ogóle nie warto z nikim być, bo to
    > wszystko socjobiologia i samolubne geny..

    Widzisz, ja odrozniam potrzebe od ochoty.

    > A ja prawdę mówiąc nie odnoszę takiego wrażenia. Po tym, jak piszesz, jak to
    > zagadywałeś kobiety na ulicy, w bibliotekach itd. nie wyglądasz mi na osobę,
    > która dwie dekady cierpiała na fobie społeczne...

    To wbrew pozoru w duzym stopniu kwestia wyboru.
    Glownie dotyczacego siebie samego

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • caorle 17.05.04, 22:18
    A Wy dalej tak wkoło macieju?

    Jak chcesz pływać musisz wejść do wody.
    Jeżeli boisz się wody to pływanie nie sprawi ci żadnej przyjemności.
    Może być tak?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:25
    > Jak chcesz pływać musisz wejść do wody.
    > Jeżeli boisz się wody to pływanie nie sprawi ci żadnej przyjemności.
    > Może być tak?

    A nie rozumiesz, że ktoś może chcieć pływać, ale odczuwać lęk przed wodą? Wtedy
    to nie tak prosto wejść do wody, nawet jeśli się tego chce...
  • kwieto 17.05.04, 22:27
    I tak predzej czy pozniej musi do tej wody wejsc, innej drogi nie ma.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:30
    > I tak predzej czy pozniej musi do tej wody wejsc, innej drogi nie ma.

    Owszem, ale nie zrobi tego tak od ręki...
  • caorle 17.05.04, 22:33
    No wiadomo że najpierw, raczej zanurzamy nogi...:-)
  • kwieto 17.05.04, 22:35
    Trzeba jeszcze splunac przez lewe ramie, okrecic sie trzy razy wokol siebie, upewnic sie ze napewno
    chce sie zamoczyc, i.... okazuje sie ze wode z basenu w miedzyczasie spuscili :"P

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • caorle 17.05.04, 22:36
    A dlaczego tak bardzo chcesz pływać?
    Przecież to chęć kontaktu z wodą, rozkoszowanie się wodą, czucie wody, wszędzie
    woda...

    A ty się jej boisz. To dlaczego jeszcze raz pytam chcesz pływać?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:39
    > A dlaczego tak bardzo chcesz pływać?
    > Przecież to chęć kontaktu z wodą, rozkoszowanie się wodą, czucie wody,
    > wszędzie woda...
    >
    > A ty się jej boisz. To dlaczego jeszcze raz pytam chcesz pływać?

    Bo może np. w dzieciństwie mało się nie utopiłem i mi została "skaza" na
    psychice? I teraz, mimo, że wiem, że się utrzymam na wodzie, to nawet zbliżyć
    się do niej nie mogę, bo mnie ogarnia panika?
  • caorle 17.05.04, 22:44
    Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?

    Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
    Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
    skoków. Bo je kocha.
    A Ty? Chcesz pływać czy nie?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:50
    > Ale chcesz pływać bo podobało ci się to? Mimo "zachłyśnięcia się wodą"?
    >
    > Jeżeli kochasz pływać to nie ma przeszkód żebyś to robił.
    > Patrz na Adasia Małysza. On kocha skakać. Miał grożny upadek ale nie przerwał
    > skoków. Bo je kocha.
    > A Ty? Chcesz pływać czy nie?

    Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
    czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
    sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
    pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.
  • kwieto 17.05.04, 22:52
    > Jej, czy Ty naprawdę jesteś tak prostolinijna, że nie rozumiesz, że można
    > czegoś chcieć, a jednocześnie nie mieć odwagi tego zrobić? Proszę, poczytaj
    > sobie o fobiach - zobaczysz, że nie wszystko jest takie proste, że można kochać
    > pływać, a z powodu problemów psychicznych nie być w stanie tego robić.

    Ucieczka.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:57
    > Ucieczka.

    Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
    co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
    musiałem w życiu przechodzić. Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że
    moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

    Wybacz, ale otworzyłem ten wątek, by prosić o radę, a nie słuchać komentarzy
    ludzi, którym wydaje się, że wszystko w życiu jest proste...
  • kwieto 17.05.04, 23:06
    > Och, szczerze Ci powiem, że zaczynasz mnie irytować. Nie znasz mnie, nie wiesz,
    > co przeżyłem w życiu, w jakiej rodzinie się wychowywałem... Nie wiesz, przez co
    > musiałem w życiu przechodzić.

    A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co przechodzilem?
    Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?
    Spoko, tylko jak to sie ma do Twojego problemu?


    > Mimo to tak autoratywnie sobie stwierdzasz, że moje problemy to "ucieczka". Dzięki, naprawdę...

    Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co przechodziles itp.) i sobie radza.
    Z Twoich ust padlo tyle "nie" ze mozna sie naprawde podlamac.
    I zero pomyslow co mozna by z tymi "nie zrobic", za to kolejne "nie" na propozycje innych.
    Czy jestes pewny ze chcesz cokolwiek zmienic w swym zyciu?
    Jak, skoro na wszystko masz odpowiedz "nie"?



    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:19
    > A wiesz kim ja jestem, co przezylem, gdzie sie wychowalem, i przez co
    > przechodzilem?
    > Chcesz sie licytowac na to kto ma gorzej?

    Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
    znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
    nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

    > Sa ludzie ktorzy maja gorzej od Ciebie (niezaleznie od tego przez co
    > przechodziles itp.) i sobie radza.

    Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
    rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
    udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.
  • kwieto 17.05.04, 23:24
    > Nie chcę się licytować. Po prostu uważam, że mój problem lekceważysz. Ja, nie
    > znając Ciebie, nigdy bym się nie zdobył na wypowiadanie kategorycznych sądów
    > nt. Twoich problemów. To byłoby zwyczajnie nierozsądne.

    Ja mowie co mysle. Ty mozesz albo sie nad tym zastanowic, albo to odrzucic.
    Nie uwazam ze mam monopol na prawde o Tobie, bynajmniej.

    > Sorry, ale to nie ma nic do rzeczy. Znam ludzi, którzy nie radzą sobie z
    > rzeczami, które dla mnie są prościzną - ale nie stoję im nad głową i
    > udowadniam, że tak naprawdę to ich problemy są proste, łatwe itd.

    Wiec zapewne jest tak i z Twoimi problemami. Probowales spojrzec na nie z innej perspektywy?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • caorle 17.05.04, 22:55
    Akurat prostolinijność w tej sprawie jest jak najbardziej na miejscu.
    Tak jak prostolinijna musi być kobieta w 9 miesiącu ciąży. Ona nie ma innego
    wyjścia. Musi urodzić. Czy ma fobię czy nie - nikogo to nie interesuje.Nikt za
    nią tego nie zrobi.
    Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
    zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
    Fobia to twoja wymówka?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:00
    > Może dlatego że nie jesteś prostolinijny nikogo nie potrafisz pokochać,
    > zaonteresować swoją osobą. Może ty jesteś po prostu bez serca. Robot jakiś?
    > Fobia to twoja wymówka?

    O nie, mam tego dość. Czy ja gdziekolwiek napisałem, że nikogo nigdy nie
    kochałem? Kobieto, z miłości do jednej kobiety bliski byłem samobójstwa!

    Robot? Dzięki...
  • caorle 17.05.04, 23:01
    A mnie goniło stado wilków w ciemnym lesie...
  • Gość: Fred IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:07
    Tak sobie to czytam..... Ludzie czy wy przychodzicie się tutaj wyżywać
    na "słabszych" Psychiatra wam potrzebny. (Chodzi tu o wymiane zdań między
    niejaką Caorle a Voxem)
  • caorle 17.05.04, 23:10
    Skąd niejaki Fredzie wiesz kto jest słabszy?
    Poza tym ja nie przychodzę.
    Poza tym niektórzy wyżywają się sami na sobie.Czy chcesz na to pozwolić?
    Lubisz patrzec? Że to nie ty?
  • Gość: Fred IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:12
    Tak.........wiec jak mowilem wczesniej psychiatra potrzebny
  • caorle 17.05.04, 23:14
    Pisałem - jeżeli już.
    Fredzie.
  • Gość: Fred IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 23:16
    bo sie oplujesz sieroto
  • caorle 17.05.04, 23:26
    Widzisz Vox - nie tylko ty masz problemy.
    Sierotki mają przerąbane.








    ata
  • Gość: zlota rybka IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 22:46
    Mialam spelnic Twe zyczenie i podsunac Ci jakas panienke, ale nie bede swinia i
    panienki w ten kanal nie wpuszcze. Jestes nierefrmowalnym nudziarzem, wiec
    jedyne wyjscie to pozostac samotnikiem. Nie znam kobity, ktora wytrzymala by z
    takim palantem jak Ty. Starokawalerstwo masz widac zapisane w gwiazdach,
    koniec, kropka i nie zawracaj ludziom gitary.
  • Gość: zlota rybka IP: *.dialup.mindspring.com 17.05.04, 06:17
    Myslalam, ze sie wkurzysz. Nnnoo dooobra, moze masz jakies zyczenia?( oprocz
    panienek), spelnie je chetnie.
  • Gość: Marion IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:01
    Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

    A uprawiasz jakies sporty?

    Ja to nie za bardzo wierze w zaczepianie ludzi na ulicy. Do tego trzeba miec
    predyspozycje, a w naszej kulturze tez nie ma takiego obyczaju, weic rozumiem
    Twoje opory akurat. Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
    spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
    jakis sport.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:15
    > Dlaczego masz niewielu znajomych? Nie lubisz ludzi?

    Bardzo lubię :) Po prostu tak wyszło - większość znajomości ze studiów okazała
    się nietrwała... a Ci znajomi, z którymi kontakt się utrzymał, mają podobne
    problemy do moich.

    > A uprawiasz jakies sporty?

    Nie - nie mam do tego predyspozycji.

    > Najlepiej chyba poznawac ludzi w malych grupach, ktore
    > spotykaja sie regularnie typu kurs jezykowy czy jakikolwiek inny czy wlasnie
    > jakis sport.

    Za to wszystko trzeba płacić... Aktualnie jestem bezrobotny i nie mogę sobie na
    to pozwolić.

    Poza tym, sport odpada - zaś kursu językowego nie potrzebuję. Naprawdę nie stać
    mnie, żeby chodzić na cos takiego wyłącznie po to, by kogoś poznać.

    Ale jeśli masz inne pomysły na inne tego typu aktywności, to poproszę - bo to
    nie jest zły pomysł na przyszłość...
  • Gość: Marion IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 23:27
    To akurat prawda, ze aktywnosc spoleczna przewaznie kosztuje. Chociaz, jak sie
    dobrze rozejrzec? Kiedys moja znajoma zapisala sie na kurs litewskiego, ktory
    byl za darmo i twierdzila, ze wlasnie fajni ludzie tam przyszli. Ambasada to
    organizowala czy jakies towarzystwo kulturalne. Tak z ciekawoscie poszla, nie z
    wielkiej milosci do tego jezyka.

    Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic tylko
    douczac licealistow, prawda?

    > > A uprawiasz jakies sporty?
    >
    > Nie - nie mam do tego predyspozycji.

    Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
    czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie spotykac
    ludzi.

    Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
    Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
    nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:49
    > Jestes bezrobotny, ale przeciez mozesz dorobic. Niedlugo koniec roku, nic
    > tylko douczac licealistow, prawda?

    Prawdę mówiąc, nie za bardzo mam czego... Z fizyki czy matematyki jestem
    kiepski, a historii czy polskiego sami sie nauczą.

    > Ale ja nie mowie, ze wyczynowo. Tak tylko, zeby byc sprawnym i zdrowym. Basen
    > czy cos. Do rekreacji, to kazdy ma predyspozycje. Tak zeby regularnie
    > spotykac ludzi.

    Owszem, chodziłem na siłownię na studiach... Ale to był tylko dodatkowy stres -
    zbyt wielu facetów o lepszej kondycji ode mnie, spoglądających na mnie
    krytycznie...

    > Myslales o kursie tanca? Tzn.jak juz zarobisz?
    > Bo tam przychodzi pelno dziewczyn i sa zawsze niedobory chlopakow. Nawet jak
    > nikogo interesujacego nie spotkasz, przynajmniej nauczysz sie tanczyc.

    Kurs tańca ma ten problem, co siłownia - zbyt wielu ludzi, którzy mogliby mnie
    potencjalnie wyśmiać za błędy... Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale dla mnie
    strach przed skompromitowaniem się w miejscu publicznym to poważny problem.
  • kwieto 16.05.04, 23:17
    > Rzadko spotykałem kobietę, która by mnie pociągała na tyle, by
    > próbować się zaangażować - a kiedy już taka się znalazła, to nie potrafiłem
    > nic "zdziałać", by ją sobą zainteresować.

    Probowales kiedys flirtowac "po nic"?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:22
    > Probowales kiedys flirtowac "po nic"?

    Nie umiem flirtować. Serio! Poza tym, flirt dla samego flirtu autentycznie
    budzi mój wstręt...
  • Gość: tez tak moze byc IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 23:25
    A moze Ty jestes Homo sapiens Vox.
  • kwieto 16.05.04, 23:27
    > Nie umiem flirtować. Serio! Poza tym, flirt dla samego flirtu autentycznie
    > budzi mój wstręt...

    No wlasnie.
    Czemu?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.05.04, 23:36
    > No wlasnie.
    > Czemu?

    Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.
  • kwieto 16.05.04, 23:41
    > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

    To znaczy jakie?
    Nie rozumiem co nieetycznego w milej, niezobowiazujacej rozmowie z kims.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: tez tak moze byc IP: *.dialup.mindspring.com 16.05.04, 23:45
    Juz wiem ! Jestes ksiedzem!
  • kwieto 16.05.04, 23:53
    > > Bo takie mam zasady etyczne. Przykro mi, ale tego zmieniać nie zamierzam.

    Komentarz od mojej lepszej polowki:
    "Doprawdy, flirtowanie z kims wylacznie w jasno okreslonym celu, z nastawieniem na "zysk" jest
    baaaardzo etyczne w swojej bezinteresownosci, nie ma co..."

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 00:50
    > To znaczy jakie?
    > Nie rozumiem co nieetycznego w milej, niezobowiazujacej rozmowie z kims.

    To mówimy o rozmowie czy flircie?
  • jmx 17.05.04, 02:52

    1. Uśmiechnij się! :-))))))))
    to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny, przygarbiony
    nad komputerem z ustami w podkówkę.

    2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno masz
    jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
    pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
    nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

    3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
    skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
    naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
    W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
    swoimi sprawami i myślami.

    4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest tak,
    że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że znasz
    kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No więc
    chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
    pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

    5. Co do różnych kursów - są kosztowne i nie warto na nie chodzić TYLKO po to
    by kogoś poznać. Poznanie kogoś ma być skutkiem ubocznym; wiedzy nigdy dość,
    szczególnie znajomości języków, może dzięki ich znajomości znajdziesz
    lepszą/ciekawszą pracę i w niej kogoś poznasz? Nigdy nie wiadomo co się może w
    życiu przydać ani co wydarzyć.

    6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
    życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
    wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
    interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
    ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

    Na razie tyle co mi przyszło do głowy, pozdrawiam :-)

    --
    :-)))
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:33
    > 1. Uśmiechnij się! :-))))))))
    > to aż "widać" z tego jak się czyta co piszesz, że siedzisz smętny,
    > przygarbiony nad komputerem z ustami w podkówkę.

    Ależ ja naprawdę wcale taki "smętny" nie jestem... Wiem, że jestem odbierany
    raczej jako osoba ciepła, choć nieco tajemnicza - nie jak jakiś ponurak.

    > 2. Masz bardzo interesujące hobby - projektowanie mody, rysunek, na pewno
    > masz
    > jeszcze inne zainteresowania; więc skup się na swoich mocnych stronach,
    > pozytywach bo myślenie o własnej nieudaczności naprawdę może paraliżować i to
    > nie tylko Ciebie ale i ludzi z którymi się stykasz.

    OK, postaram się.

    > 3. Ludzie w miejscach publicznych i jakichkolwiek naprawdę nie są
    > skoncentrowani na tym by wyszukiwać Twoje słabe strony i/lub się z nich
    > naśmiewać. Generalnie dla siebie jesteśmy najważniejsi ale nie dla otoczenia.
    > W przeważającej większości nikt nie zwraca na drugiego uwagi i jest zajęty
    > swoimi sprawami i myślami.

    No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
    się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

    > 4. Rzeczywiście trudno się poznaje zupełnie nowych ludzi, najczęsciej jest
    > tak,że jesteśmy przedstawiani komuś albo nam kogoś przedstawiają; pisałeś, że
    > znasz kilka osób, któte mają podobne problemy do Twojego - są także same. No
    > więc
    > chodźcie gdzieś całą paczką, w środowisku znanych ludzi będziesz się czuł
    > pewniej a i poznać kogoś może będzie łatwiej.

    Raczej nie będzie... Moi znajomi są jeszcze bardziej nieśmiali ode mnie - w
    grupie raczej się wzajemnie hamujemy, niż ośmielamy.

    > 6. Pisałeś, że się leczysz - to dobrze, świadomość własnego wnętrza ułatwia
    > życie poza tym u lekarza też można kogoś poznać ;-). Nie wiem jak to leczenie
    > wygląda ale może przydałaby Ci się jakaś terapia grupowa, trening
    > interpersonalny, choćby po to by się oswoić z ludźmi, nauczyć mówić do obcych
    > ludzi. Twój lekarz mógłby Ci coś doradzić, spróbuj się zapytać.

    Chodzę na terapię indywidualną - co do grupowej, to miałem kiedyś taką
    minigrupę, ale bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła...
  • kwieto 17.05.04, 22:11
    > No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
    > się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

    I co wtedy?
    Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
    Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:24
    > I co wtedy?
    > Jak znajdziesz czlowieka ktory nie ma slabych stron to daj mi jego adres.
    > Obiecuje ze bede do niego pielgrzymowal corocznie.

    Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
    przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.
  • kwieto 17.05.04, 22:29
    > Nie o to chodzi - po prostu boję się kompromitacji, złośliwych uwag... W
    > przeszłości mnie to spotykało i nie chcę tego przeżyć powtórnie.

    Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?

    Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:32
    > Myslisz ze wszyscy tylko czyhaja na to by robic uwagi pod Twoim adresem?
    >
    > Moze troche mniej skupiania sie na sobie samym?

    Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
    ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
    sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...
  • kwieto 17.05.04, 22:37
    > Nie mówię, że czyhają... Tym niemniej w pewnych sytuacjach wręcz czuję na sobie
    > ludzkie nieprzyjazne spojrzenia. To jest nie do zniesienia - i dlatego w takich
    > sytuacjach nie mogę zapanować nad nieśmiałością...

    Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
    Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie interesujesz i wisi im jak sie
    zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:42
    > Uhmmm, nie maja co robic tylko slac nieprzyjemne spojrzenia.
    > Brutalna prawda dla Twego egocentryzmu - 99,9% ludzi po prostu nie
    > interesujesz
    > i wisi im jak sie
    > zachowujesz i co robisz. To siedzi wylacznie w Twojej glowie

    Jeju, przecież wiem! Co nie zmienia faktu, że nie umiem tego w sobie przełamać -
    mimo, iż wiem, że to mi się tylko zdaje, i tak się boję itd.

    To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
    właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
    słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
    ma się czego bać.
  • kwieto 17.05.04, 22:56
    > To naprawdę nie jest racjonalna obawa - i rozumowo jej nie usunę. Dlatego
    > właśnie jest taka ograniczająca. To jest fobia w klinicznym rozumieniu tego
    > słowa - i żeby z nią się uporać, nie wystarczy, że będę sobie powtarzał, że nie
    > ma się czego bać.

    Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
    Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie (np. "fobia spoleczna") tym
    bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

    Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
    Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:03
    > Jesli nie bedziesz probowal jej oswajac, to tez sie z nia nie uporasz.
    > Poza tym - IMO im bardziej czlowiek naukowo mowi o swoim problemie
    > (np. "fobia
    > spoleczna") tym
    > bardziej ten problem wydumany. Znowu z autopsji.

    Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
    pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
    nie oznacza, że jest on wydumany.

    > Wg mnie za bardzo skupiasz sie na sobie samym i zbyt serio siebie traktujesz.
    > Probowales kiedys cieszyc sie zyciem?

    Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
    człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
    Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.
  • kwieto 17.05.04, 23:12
    > Akurat mówię "naukowo", bo jestem psychologiem z wykształcenia - i odruchowo
    > pewne rzeczy tak określam... To, że wiem, jak się mój problem nazywa fachowo,
    > nie oznacza, że jest on wydumany.

    W pewnym sensie tak, bo nie masz do niego dystansu.

    > Ależ umiem cieszyć się życiem. Proszę, zostaw wreszcie tę hipotezę, że jestem
    > człowiekiem, który ma jakieś ogólne problemy z otwartością na świat, ludzi itd.
    > Próbujesz mnie na siłę dopasować do jakiegoś schematu.

    Takim sie prezentujesz.
    Jesli nie masz problemow z otwartoscia, na swiat, ludzi itd, to po co zalozyles ten watek?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:14
    > Jesli nie masz problemow z otwartoscia, na swiat, ludzi itd, to po co
    > zalozyles ten watek?

    Bo mam problem z jedną konkretną sprawą, tj. znalezieniem dziewczyny. To chyba
    jasne?
  • kwieto 17.05.04, 23:31
    > Bo mam problem z jedną konkretną sprawą, tj. znalezieniem dziewczyny. To chyba
    > jasne?

    Znalezienie dziewczyny wymaga:
    - otwartosci na swiat
    - otwartosci na ludzi.

    Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
    Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?
    Jak czesto to robisz?



    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:39
    > Znalezienie dziewczyny wymaga:
    > - otwartosci na swiat
    > - otwartosci na ludzi.

    Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
    tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
    pewnych zachowań... Poza tym, powtarzam: ja nie mam specjalnego problemu z
    zapoznawaniem ludzi, utrzymywaniem kontaktów itd. Problem zaczyna się we mnie w
    konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

    > Czy potrafisz niezobowiazujaco pogadac ze sprzedawczynia w sklepie?
    > Usmiechnac sie do przechodzacego staruszka z psem?

    Może Cię to zdziwi, ale tak.
  • kwieto 17.05.04, 23:48
    > Strasznie upraszczasz. Znalezienie dziewczyny wymaga i innych rzeczy - nawet
    > tak podstawowych, jak posiadanie pewnych konkretnych umiejętności, opanowanych
    > pewnych zachowań...

    Jakich niby?
    Wiesz, wyjscie z domu wymaga posiadania pewnych konkretnych umiejetnosci, opanowanych
    pewnych zachowan...

    Daj sobie samemu szanse, co?

    > Problem zaczyna się we mnie w
    > konkretnym konteście - gdy próbuję poznać kobietę, która mi się podoba.

    Uhmm, a co sie wtedy dzieje?


    > Może Cię to zdziwi, ale tak.

    Wiec czemu nie udaje sie tak z dziewczynami ktore Cie interesuja?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:08
    > Jakich niby?

    NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
    tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

    > Uhmm, a co sie wtedy dzieje?

    Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
    robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
    stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
    rozmawiać.

    Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
    stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
    bardzo trudno.
  • kwieto 18.05.04, 07:40
    > NO chociażby umiejętności składnego mówienia, a nie nieśmiałego dukania ("Eeee,
    > tego.. To może pójdziemy, tego, do kina..?").

    Niech sie dziewczyny wypowiedza, ale IMO niesmiale dukanie, do pewnego stopnia jest fajne.
    Poza tym znowu wracamy do problemu "treningu" - jesli nie bedziesz probowal, to zawsze bedziesz
    niesmialo dukal.

    > Bo w momencie, gdy kobieta mi się podoba, automatycznie zaczynam się wobec niej
    > robić bardzo nieśmiały, boję się do niej odezwać itd. To też działa w drugą
    > stronę - gdy taka kobieta da mi kosza, od razu zaczyna mi się z nią znakomicie
    > rozmawiać.
    > Tak to jakoś jest - z kobietami, na których akceptacji mi nie zależy, jestem w
    > stanie rozmawiać bez problemów. Z kobietami, które mi się podobają - jest mi
    > bardzo trudno.

    Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
    To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na swoj sposob. Jak ktoras
    sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 15:02
    > Bo Ci za bardzo zalezy (problem "musze" a "chce")
    > To moze wiecej dystansu? Tyle jest kobiet, interesujacych dziewczyn, kazda na
    > swoj sposob. Jak ktoras
    > sie Toba nie zainteresuje, to przeciez nie tragedia

    OK, dzięki - wezmę to pod uwagę.

    Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -
    dlatego jeśli już taka się przytrafia, to mi jednak zależy...
  • kwieto 18.05.04, 21:26
    > Choć dodam, że wcale nie tak dużo kobiet mnie jest w stanie zainteresować -

    Dlaczego?
    I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
    Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy jest to raczej
    niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:07
    > Dlaczego?
    > I co sprawia ze interesujesz sie dana dziewczyna?
    > Innymi slowy - czy zainteresujesz sie dziewczyna ktora Cie mija na ulicy, czy
    > jest to raczej
    > niewykonalne (pomijajac niesmialosc) - jesli tak, to dlaczego?

    Dobre pytania. Wydaje mi się, że trudno by mi było zainteresować się
    dziewczyną, którą bym spotkał na ulicy - musiałaby baaardzo intrygująco
    wyglądać, żebym nabrał ochotę ją poznać. Jeśli zwracałem uwagę na kobiety, to
    było w to nieco mniej publicznych miejcach: uczelnia, pub... Na ulicy jest dla
    mnie za wiele "zgiełku", bym skupiał swoją uwagę na kobietach.

    W kobietach, które mi się podobają, generalnie zawsze jest coś nietypowego.
    Zwykle jest to taka specyficzna mieszanka specyficznego ubioru, wyglądu, z
    oryginalnym sposobem zachowania... Ważny jest dla mnie też sposób mówienia i
    głos (lubię kobiety o niskich głosach). No i też nie obejdzie się bez ciekawej,
    niebanalnej osobowości i wysokiego IQ - nie umiałbym być z kobietą, która
    byłaby głupsza ode mnie. Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
    najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
    mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
    osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
    zainteresowała.
  • caorle 18.05.04, 22:12
    Prawdziwy facet patrzy tylko na to czy kobieta ma włosy blond i na tym koniec.
    Reszta jest nieistotna. Jaki Ty jesteś wysublimowany........
    Artist.
  • kwieto 18.05.04, 22:27
    > Właśnie to osobowość pociąga mnie w kobietach
    > najbardziej - stąd też kobiety, które spotykam przelotnie, mają małą szansę
    > mnie zainteresować. Po prostu kiedy mija mnie kobieta na ulicy, to jej
    > osobowości nie "widzę" - a to ona jest dla mnie podstawą, by mnie kobieta
    > zainteresowała.

    A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse poznania osobowosci
    dziewczyn ktore mijasz?
    A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:38
    > A myslales kiedys o tym, ze w ten sposob zamykasz sobie jakakolwiek szanse
    > poznania osobowosci dziewczyn ktore mijasz?
    > A co jesli ich osobowosci sa o stokroc ciekawsze od tych ktore znasz?

    No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
    niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
    kobiety na ulicy?
  • kwieto 19.05.04, 06:59
    > No tak, ale na ulicy mija mnie setki kobiet... Teoretycznie każda może mieć
    > niezwykłą osobowość - ale skoro tego nie widać, to co? Mam losowo zaczepiać
    > kobiety na ulicy?

    I serio, NIGDY nie minales takiej, do ktorej chcialbys podejsc?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:07
    > I serio, NIGDY nie minales takiej, do ktorej chcialbys podejsc?

    Mijam takie naprawdę baaaardzo rzadko...
  • kwieto 19.05.04, 11:20
    > Mijam takie naprawdę baaaardzo rzadko...

    I co wtedy robisz?

    Poza tym, moze trzeba wiecej spacerowac? :"P

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:29
    > I co wtedy robisz?

    Nic... A co mam zrobić, jak idę ulicą i "szmyrgnie" obok mnie interesująca
    kobieta? Rzucać się jej pod nogi, czy jak?
  • kwieto 19.05.04, 11:30
    > Nic... A co mam zrobić, jak idę ulicą i "szmyrgnie" obok mnie interesująca
    > kobieta?

    Pojsc za nia?
    Zagadnac?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:32
    > Pojsc za nia?
    > Zagadnac?

    O co? Przecież nic o niej nie wiem - o pogodę mam pytać..?
  • kwieto 19.05.04, 11:37
    > O co? Przecież nic o niej nie wiem - o pogodę mam pytać..?

    A czemu nie?
    Znowu - zalezy od sytuacji, wymysl cos.
    Regulek czy zagajen nie dostaniesz, poza standardowym "czy masz ochote pojsc ze
    mna na kawe" (ktore moim zdaniem jest kretynskie, ale pono zadziwiajaco
    skuteczne)

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:45
    > A czemu nie?
    > Znowu - zalezy od sytuacji, wymysl cos.

    Problem w tym, że dla mnie ulica jest takim miejscem, na którym nawet nie
    wypada zaczepiać obcych ludzi... Nie widzę żadnego powodu, by obcą dziewczynę
    na ulicy zaczepiać. Na pewno gdzieś się śpieszy, albo coś takiego...

    Poza tym, słuchaj - ja na uczelni miałem problem, by wymyślić, jak przysiąść
    się do jednej dziewczyny na zajęciach. Nie wymyśliłem tego przez cały semestr :
    ( Tym bardziej nie wymyślę czegoś takiego na poczekaniu na ulicy...
  • kwieto 19.05.04, 11:49
    Fakt, musisz byc mistrzem prowokacji.

    Znowu "nie" - nie umiem, nie potrafie.

    Pytasz jak Ci pomoc i na wszelkie propozycje odpowiadasz nie umiem, nie
    potrafie, to nie dla mnie...

    Sytuacja jest taka - Twoj sposob komunikowania ze swiatem sie nie sprawdza. Aby
    to przeskoczyc, musisz to zmienic, ale z Twoich wypowiedzi wychodzi ze nie
    bardzo masz na to ochote (nie umiem, nie potrafie, nie w moim stylu - to tylko
    wymowki)

    Innymi chcesz cos zmienic nic nie zmieniajac.
    Czekasz na cud?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:54
    > Pytasz jak Ci pomoc i na wszelkie propozycje odpowiadasz nie umiem, nie
    > potrafie, to nie dla mnie...
    >
    > Sytuacja jest taka - Twoj sposob komunikowania ze swiatem sie nie sprawdza.
    > Aby
    >
    > to przeskoczyc, musisz to zmienic, ale z Twoich wypowiedzi wychodzi ze nie
    > bardzo masz na to ochote (nie umiem, nie potrafie, nie w moim stylu - to
    > tylko wymowki)

    Oj, nie żadne wymówki... Ja naprawdę CHCĘ to zmienić. Po prostu NIE UMIEM...
  • kwieto 19.05.04, 12:02
    > Oj, nie żadne wymówki... Ja naprawdę CHCĘ to zmienić. Po prostu NIE UMIEM...

    I oczekujesz konkretnych rozwiazan?
    To Ty studiowales psychologie (chyba ze cos pomylilem) to Ty powinienes znac
    narzedzia (moim zdaniem takowych po prostu nie ma).

    Innymi slowy, albo masz przed soba prace droga prob i bledow albo stoisz w
    miejscu.

    I ciagle pozostaje problem Robinsona na bezludnej wyspie.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • caorle 19.05.04, 11:37
    Vox jesteś mistrzem prowokacji.
    Albo robisz eksperymenty..:-)))))))))))))))))
  • jmx 18.05.04, 03:29
    Gość portalu: Vox napisał(a):

    > Ależ ja naprawdę wcale taki "smętny" nie jestem... Wiem, że jestem odbierany
    > raczej jako osoba ciepła, choć nieco tajemnicza - nie jak jakiś ponurak.

    Ależ ja nie mówię, że taki jesteś "w ogóle" ale że taki obraz Ciebie się
    wyłania z tego wątku, dlatego :-D proszę :-)

    > OK, postaram się.

    Bardzo się cieszę :-)


    > No tak, ale kiedy dochodzi już do konwersacji, to na człowieka jednak zwraca
    > się uwagę - i wtedy rózne moje słabe strony mogą być zauważone.

    I...? Każdy ma słabe strony. I każdy się tego wstydzi, mniej lub bardziej.
    Przecież Ty zauważając słabe strony innych nie będziesz się wysmiewał z innych.
    Więc dlaczego zakladać, że inni tak postąpią wobec Ciebie?

    > Raczej nie będzie... Moi znajomi są jeszcze bardziej nieśmiali ode mnie - w
    > grupie raczej się wzajemnie hamujemy, niż ośmielamy.

    Popatrz - jeszcze bardziej od Ciebie? To też może dodawać Ci pewności; a poza
    tym to nie uniemożliwa wam wspólnych wyjść. Lepiej być między ludźmi niż
    siedzieć w kącie i rozpamiętywać własne niedociągnięcia.

    > Chodzę na terapię indywidualną - co do grupowej, to miałem kiedyś taką
    > minigrupę, ale bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła...

    Hm, nie wiem co Ci dolega ale może warto spróbować jeszcze raz? Pewnie
    rozmawiasz z lekarzem na temat swoich dolegliwości, co on myśli, co Ci radzi?
    Daje Ci jakieś wskazówki, zadania - np. pytać ludzi o dojście do jakiegoś
    miejsca, o godzinę? bo to jest kwestia otworzenia gęby do innych, nie musisz
    się starać dobrze wypaść, nie musisz się obawiać wyśmiewania słabych stron - po
    prostu jesteś zwykłym przechodniem, który potrzebuje pomocy. Pogadaj z
    lekarzem, on Cię zna, on będzie wiedzila jak Toba pokierować, co Ci może
    zaszkodzić a co nie. Bo wrzucanie osoby, która nie umie pływać do oceanu
    zazwyczaj kończy się tragicznie. A przecież Ty masz zmniejszyć (a potem
    zlikwidować) w sobie strach przed ludźmia nie wpędzać się w jeszcze gorsze
    kompleksy pod tytułem - "ależ jestem nieudacznikiem, każdy to przechodził,
    wszystkim się udało tylko mnie nie". Dość wycierpiałeś żebyś jeszcze sam siebie
    miał katować, bądź dla siebie dobry :-)

    --
    :-)))
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 15:11
    > I...? Każdy ma słabe strony. I każdy się tego wstydzi, mniej lub bardziej.
    > Przecież Ty zauważając słabe strony innych nie będziesz się wysmiewał z
    > innych.
    >
    > Więc dlaczego zakladać, że inni tak postąpią wobec Ciebie?

    Też racja...

    > Popatrz - jeszcze bardziej od Ciebie? To też może dodawać Ci pewności; a poza
    > tym to nie uniemożliwa wam wspólnych wyjść. Lepiej być między ludźmi niż
    > siedzieć w kącie i rozpamiętywać własne niedociągnięcia.

    Owszem, ale mówię: gdy chodzimy grupą, to wzajemnie się właśnie hamujemy.
    Niedawno miałem taką sytuację, że byłem w tramwaju z jednym z tych kumpli,
    wsiadła dziewczyna znana mi co nieco z uczelni... i nie potrafiłem do niej
    podejść i porozmawiać. Obecność kumpla mnie zahamowała... Gdybym był wtedy sam,
    pewnie tę okazję lepiej bym wykorzystał.

    > Hm, nie wiem co Ci dolega ale może warto spróbować jeszcze raz?

    Wolałbym nie... Ja wchodziłbym do grupy z mimowolnym nastawieniem, że znajdę
    tam dziewczynę. Grupa zaś to jest absolutnie złe miejsce na zakochiwanie się...
    Raz popełniłem ten błąd i wyszła z tego relacja, której tak do końca do tej
    pory nie wyprostowałem.

    > Pewnie
    > rozmawiasz z lekarzem na temat swoich dolegliwości, co on myśli, co Ci radzi?
    > Daje Ci jakieś wskazówki, zadania - np. pytać ludzi o dojście do jakiegoś
    > miejsca, o godzinę?

    Moja terapeutka jest raczej nastawiona psychoanalitycznie i tego typu zadań na
    razie mi nie daje... A rady daje podobne do Waszych tutaj - mniej się
    przejmować, patrzeć na siebie bardziej pozytywnie. Na razie nie umiem tego
    wcielić w życie...
  • Gość: ryb IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 22:53
    Jmx, Vox mi wyglada na artyste. Oni zawsze musza sie tak czuc, bo inaczej nic
    nie skleca czy zaprojektuja...
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:16
    W pewnym sensie trafiłeś :)
  • kwieto 17.05.04, 06:11
    > To mówimy o rozmowie czy flircie?

    A to nie to samo?

    Czym jest wg Ciebie flirt?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • jmx 17.05.04, 16:03
    kwieto napisał:

    > > To mówimy o rozmowie czy flircie?
    >
    > A to nie to samo?

    Flirt jest rozmową.
    Nie każda rozmowa jest flirtem.
    ;-)

    --
    :-)))
  • kwieto 17.05.04, 16:11
    > Flirt jest rozmową.
    > Nie każda rozmowa jest flirtem.

    Spokojnie, zaraz i do tego dojdziemy.
    Chcialbym wpierw wiedziec jak podchodzi do tego Vox

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:34
    > A to nie to samo?
    >
    > Czym jest wg Ciebie flirt?

    Flirt = rozmowa z podtekstem seksualnym...
  • kwieto 17.05.04, 21:52
    > Flirt = rozmowa z podtekstem seksualnym...

    Czyli teksty w stylu "chodz tu kurwa, zaraz cie przerzne" tez bys okreslil flirtem?

    A jesli nie, to moze nie o podtekst seksualny chodzi?
    Masz jakis pomysl - o co?

    I powiedz mi, czy "rozmowa z podtekstem seksualnym" z osoba ktora Cie interesuje nie jest tym
    bardziej nieetyczna?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:23
    > Czyli teksty w stylu "chodz tu kurwa, zaraz cie przerzne" tez bys okreslil
    > flirtem?

    Nie no, bez przesady... Mówię, że flirt to rozmowa, a nie wyzwiska.

    Ale na dobrą sprawę to Ty powinieneś powiedzieć, co rozumiesz przez flirt, bo
    Ty o to zapytałeś. Wyjaśnij, co przez flirt rozumiesz - bo może spieramy się o
    coś bez sensu...

    > I powiedz mi, czy "rozmowa z podtekstem seksualnym" z osoba ktora Cie
    > interesuje nie jest tym bardziej nieetyczna?

    Dlaczego? Seks z kobietą, do której coś czuję, jest jak najbardziej OK.
  • kwieto 17.05.04, 22:33
    > Nie no, bez przesady... Mówię, że flirt to rozmowa, a nie wyzwiska.

    Niektorzy tak rozmawiaja. Flirtuja?


    > Ale na dobrą sprawę to Ty powinieneś powiedzieć, co rozumiesz przez flirt, bo
    > Ty o to zapytałeś. Wyjaśnij, co przez flirt rozumiesz - bo może spieramy się o
    > coś bez sensu...

    Tu znowu problem jak z perfumami (porownanie z innego watku) :")
    Kilka hasel - uwodzenie, kokietowanie, zainteresowanie druga osoba... To nie musi prowadzic do lozka


    > Dlaczego? Seks z kobietą, do której coś czuję, jest jak najbardziej OK.

    A co mozesz czuc do kobiety ktorej tak naprawde praktycznie nie znasz?
    Chyba ze zaczynasz flirtowac dopiero jak z kims pare miesiecy razem pomieszkasz, to wtedy
    przepraszam.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:45
    > A co mozesz czuc do kobiety ktorej tak naprawde praktycznie nie znasz?
    > Chyba ze zaczynasz flirtowac dopiero jak z kims pare miesiecy razem
    > pomieszkasz, to wtedy przepraszam.

    Z mieszkaniem to przesadziłeś, ale faktycznie - uwazam, że wolno jedynie
    flirtować (kokietować, uwodzić) wtedy, kiedy ma się jako takie przekonanie, że
    ma to do czegoś poważniejszego prowadzić. Inaczej to jest bawienie się drugim
    człowiekiem...
  • kwieto 17.05.04, 23:00
    > Z mieszkaniem to przesadziłeś, ale faktycznie - uwazam, że wolno jedynie
    > flirtować (kokietować, uwodzić) wtedy, kiedy ma się jako takie przekonanie, że
    > ma to do czegoś poważniejszego prowadzić. Inaczej to jest bawienie się drugim
    > człowiekiem...

    A skad bierzesz to przekonanie?
    Zeby go nabrac, musisz ta osobe jako tako poznac,
    jak to zamierzasz zrobic?
    Jesli podrywasz wylacznie dziewczyny ktore juz dosc dobrze znasz, to nie dziw sie ze dostajesz kosza.
    Malo kto jest zainteresowany podrywaniem przez kumpla


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 23:05
    > A skad bierzesz to przekonanie?
    > Zeby go nabrac, musisz ta osobe jako tako poznac,
    > jak to zamierzasz zrobic?
    > Jesli podrywasz wylacznie dziewczyny ktore juz dosc dobrze znasz, to nie dziw
    > sie ze dostajesz kosza.
    > Malo kto jest zainteresowany podrywaniem przez kumpla

    Masz rację. Tym niemniej nie zaryzykuję, że zamieszam jakiejś dziewczynie w
    głowie, a potem mi się "odwidzi". Nie mam zamiaru nikogo w ten sposób
    krzywdzić...
  • kwieto 17.05.04, 23:17
    > Masz rację. Tym niemniej nie zaryzykuję, że zamieszam jakiejś dziewczynie w
    > głowie, a potem mi się "odwidzi". Nie mam zamiaru nikogo w ten sposób
    > krzywdzić...

    To jak w takim razie wyobrazasz sobie poderwanie kogokolwiek?
    Zaczepiajac dziewczyne na ulicy nie wiesz kim jest, wiec?
    Masz pomysl jak unikac ryzyka?

    Poza tym, dziewczyny nie sa takie glupie, zeby dac sobie "zamieszac w glowie" facetowi ktorego
    poznaly piec minut wczesniej. Niepotrzebnie sie troszczysz.
    A swoja droga, co zrobisz jak JEJ sie odwidzi?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:21
    > To jak w takim razie wyobrazasz sobie poderwanie kogokolwiek?
    > Zaczepiajac dziewczyne na ulicy nie wiesz kim jest, wiec?
    > Masz pomysl jak unikac ryzyka?

    Nie mam żadnego. Tu jest właśnie problem...

    > A swoja droga, co zrobisz jak JEJ sie odwidzi?

    Pewnie będę cierpiał... Dlatego chcę inny tego oszczędzić.
  • kwieto 17.05.04, 23:33
    > Nie mam żadnego. Tu jest właśnie problem...

    No to masz zagwozdke.
    Moze wkalkuluj to w "koszty"?

    > Pewnie będę cierpiał...

    Serio? Jesli umowisz sie z poznana piec minut wczesniej dziewczyna, a po nastepnej polgodzinie
    rozmowy jej sie odwidzi to bedziesz cierpial?
    Z jakiego wlasciwie powodu?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:44
    > Serio? Jesli umowisz sie z poznana piec minut wczesniej dziewczyna, a po nas
    > tepnej polgodzinie
    > rozmowy jej sie odwidzi to bedziesz cierpial?

    Źle mnie zrozumiałeś. Po pół godzinie nie będę cierpiał - i pewnie kobieta by
    nie cierpiała, jeśli po pół godzinie mi się "odwidzi". Chodzi o to, że może mi
    się "odwidzieć" później...

    Słuchaj, na temat obcych ludzi można kupę rzeczy sobie mimowolnie
    nafantazjować. Dopiero potem, gdy ich bliżej poznamy, możemy dostrzec, jacy są
    naprawdę... Stąd też wolę nie flirtować z kobietami, których dobrze nie znam -
    bo sobie coś na ich temat wybzdurzę, a potem przekonam się, że się
    pomyliłem, "zakochanie" mi przeminie - a dziewczyna zostanie na lodzie ze
    złamanym sercem...
  • kwieto 17.05.04, 23:54
    > Źle mnie zrozumiałeś. Po pół godzinie nie będę cierpiał - i pewnie kobieta by
    > nie cierpiała, jeśli po pół godzinie mi się "odwidzi". Chodzi o to, że może mi
    > się "odwidzieć" później...

    No dobra, ale na razie nie jestesmy pozniej, tylko na samym poczatku znajomosci (mowiles przeciez
    o poznawaniu dziewczyn, czy nie tak?). Skoro pewnie kobieta by nie cierpiala, gdyby Ci sie odwidzialo
    po krotkim czasie, wiec czy Twoje "skrupuly" nie sa troche na wyrost?
    Jesli odwidzi Ci sie wczesnie, to nie bedzie cierpiala, pozno raczej sie nie odwidzi, bo rozumiem ze
    nie bedziesz z nia wskakiwal do lozka po pierwszej randce ale dasz sobie czas na wzajemne
    poznanie sie?
    Moim zdaniem - znowu wymowka.

    > Słuchaj, na temat obcych ludzi można kupę rzeczy sobie mimowolnie
    > nafantazjować. Dopiero potem, gdy ich bliżej poznamy, możemy dostrzec, jacy są
    > naprawdę... Stąd też wolę nie flirtować z kobietami, których dobrze nie znam -
    > bo sobie coś na ich temat wybzdurzę, a potem przekonam się, że się
    > pomyliłem, "zakochanie" mi przeminie - a dziewczyna zostanie na lodzie ze
    > złamanym sercem...

    Wiesz, jakby mnie zaczela podrywac dziewczyna ktora dobrze znam, to bym jej dal kosza. Bo
    moment na podryw jest na poczatku znajomosci, potem nawet jesli iskra byla to sie wypala.
    I raczej nie dziwi, ze dziewczyny ktore podrywales wolaly widziec w Tobie kumpla


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:58
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:01
    > No dobra, ale na razie nie jestesmy pozniej, tylko na samym poczatku znajo
    > mosci (mowiles przeciez
    > o poznawaniu dziewczyn, czy nie tak?). Skoro pewnie kobieta by nie cierpiala,
    > gdyby Ci sie odwidzialo
    > po krotkim czasie, wiec czy Twoje "skrupuly" nie sa troche na wyrost?

    Hmmm... Trafne spostrzeżenie - pewnie są...

    > Wiesz, jakby mnie zaczela podrywac dziewczyna ktora dobrze znam, to bym jej
    > dal kosza. Bo
    > moment na podryw jest na poczatku znajomosci, potem nawet jesli iskra byla
    > to sie wypala.

    Też trafna uwaga - ale z drugiej strony, u mnie iskra właśnie pojawia się po
    pewnym czasie. Rzadko kiedy pociaga mnie kobieta tak poważnie kobieta, której
    nie znam.
  • komandos57 18.05.04, 00:06
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • kwieto 18.05.04, 00:07
    > Też trafna uwaga - ale z drugiej strony, u mnie iskra właśnie pojawia się po
    > pewnym czasie. Rzadko kiedy pociaga mnie kobieta tak poważnie kobieta, której
    > nie znam.

    Widzisz, bo Ty probujesz zaczynac podryw gdzies w srodku.
    Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.
    A to nie tak. Nie ma nic gorszego niz bycie podrywanym przez kogos kto juz jest w amorach i
    traktuje rzecz smiertelnie powaznie.

    Raczej tak - Poznajesz kogos, kto wydaje Ci sie interesujacy, sprawdzasz czy chcesz poznac ta
    osobe blizej.... i albo wychodzi, albo nie, i wtedy idziesz do nastepnej interesujacej potencjalnie
    osoby.
    Probowales umowic sie z dziewczyna by tylko pogadac?
    Zaprosic kogos na randke by tylko milo spedzic czas, bez liczenia na cokolwiek?



    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:13
    > Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.

    Dokładnie tak.

    > Probowales umowic sie z dziewczyna by tylko pogadac?
    > Zaprosic kogos na randke by tylko milo spedzic czas, bez liczenia na
    > cokolwiek?

    Ale ja tak nie umiem. Takie coś mogę zrobić z kobietami, co do których wiem, że
    mnie nie pociągają. Gdy zaś kobieta wydaje mi się interesująca, to nie umiem
    tak postąpić - muszę wpierw przekonać się, co do niej czuję, jaki charakter
    będzie mieć to spotkanie itd.

    Poza tym, jeśli kobiety nie znam, to nie mam z nią o czym rozmawiać. Żeby mieć
    o czymś z kobietą rozmawiać, muszę ją poznać... i wracamy do punktu wyjścia.
  • kwieto 18.05.04, 08:30
    > > Najpierw chcesz sie zakochac, a potem podrywac.
    >
    > Dokładnie tak.

    I to jest problem. Bo tak Ci nigdy nie wyjdzie.
    To za bardzo obciaza na starcie, sprawia ze to co powinno byc lekkie i plynne staje sie ciezkie i
    koslawe. Jestes troche jak ta przyslowiowa dziewczyna z napisem na czole "szukam meza" ktora w
    momencie gdy podrywajacy ja facet mysli "ale ma fajne cycuszki", zastanawia sie jakie imiona nadac ich
    kolejnym dzieciom. Takie podejscie gasi jakiekolwiek uczucie w zarodku.

    > Ale ja tak nie umiem. Takie coś mogę zrobić z kobietami, co do których wiem, że
    > mnie nie pociągają. Gdy zaś kobieta wydaje mi się interesująca, to nie umiem
    > tak postąpić - muszę wpierw przekonać się, co do niej czuję, jaki charakter
    > będzie mieć to spotkanie itd.

    Po co? Musisz miec szczegolowo opracowany "plan spotkania" czy jak?
    Ponawiam pytanie - jak mozesz cokolwiek czuc do osoby ktorej praktycznie nie znasz?

    > Poza tym, jeśli kobiety nie znam, to nie mam z nią o czym rozmawiać. Żeby mieć
    > o czymś z kobietą rozmawiać, muszę ją poznać... i wracamy do punktu wyjścia.

    Dlatego radzilem Ci juz bys mniej koncentrowal sie na sobie, a bardziej na tym co Cie otacza. Wtedy
    zawsze znajdzie sie jakis temat.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 15:34
    > I to jest problem. Bo tak Ci nigdy nie wyjdzie.
    > To za bardzo obciaza na starcie, sprawia ze to co powinno byc lekkie i plynne
    > staje sie ciezkie i
    > koslawe. Jestes troche jak ta przyslowiowa dziewczyna z napisem na czole "szu
    > kam meza" ktora w
    > momencie gdy podrywajacy ja facet mysli "ale ma fajne cycuszki", zastanawia
    > sie jakie imiona nadac ich
    > kolejnym dzieciom. Takie podejscie gasi jakiekolwiek uczucie w zarodku.

    Pewnie masz rację, ale po prostu nie umiem mieć innego nastawienia. Nie umiem
    po prostu flirtować z kobietami, co do których nie jestem pewien, czy mi się
    nie podobają i które w ogóle słabo znam.

    > Po co? Musisz miec szczegolowo opracowany "plan spotkania" czy jak?

    Między innymi, ale chcę też mieć jasną świadomość, co tak naprawdę do kobiety,
    czuję, jakie mam wobec niej zamiary... Nie umiem iść na żywioł i patrzeć, co z
    tego wyniknie.
  • kwieto 18.05.04, 21:31
    > Pewnie masz rację, ale po prostu nie umiem mieć innego nastawienia. Nie umiem
    > po prostu flirtować z kobietami, co do których nie jestem pewien, czy mi się
    > nie podobają i które w ogóle słabo znam.

    Znowu nie i nie.
    Probowales?

    > Między innymi,

    PO CO??????

    Wyobraz sobie taka sytuacje. Idziesz na randke z dziewczyna, a ona ma cale wasze spotkanie
    rozpisane na kartce - w tej minucie powie to, w tamtej siamto, w kolejnej sie usmiechnie - wszystko
    wedle instrukcji ktora lezy spisana przed nia.
    Czy taka randke uznalbys za udana, a osobe za partnerke dla Ciebie?

    > ale chcę też mieć jasną świadomość, co tak naprawdę do kobiety,
    > czuję, jakie mam wobec niej zamiary...

    Powiem Ci w sekrecie, ze nawet malzenstwa z kilkudziesiecioletnim stazem niekoniecznie wiedza co
    tak naprawde do siebie czuja i jakie maja zamiary.
    Ty chcesz przemienic milosc w robotyke (100% pewnosci). To troche jakbys chcial hodowac kwiatka w
    betonowym ogrodku.

    > Nie umiem iść na żywioł i patrzeć, co z tego wyniknie.

    To jak sobie radzisz w zyciu? 3/4 zycia to zywiol bez planu


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:12
    > Znowu nie i nie.
    > Probowales?

    Trochę owszem. Naprawdę źle się z tym czuję.

    > PO CO??????
    >
    > Wyobraz sobie taka sytuacje. Idziesz na randke z dziewczyna, a ona ma cale w
    > asze spotkanie
    > rozpisane na kartce - w tej minucie powie to, w tamtej siamto, w kolejnej
    > sie usmiechnie - wszystko
    > wedle instrukcji ktora lezy spisana przed nia.
    > Czy taka randke uznalbys za udana, a osobe za partnerke dla Ciebie?

    Dlaczego nie? Oznaczałoby to, że dziewczyna jest nieśmiała... Pewnie
    spróbowałbym zbadać, czy pod tą nieśmiałością kryje się ciekawa osobowość.
    Jeśli by tak było, to bym spróbował sprawić, by poczuła się przy mnie
    bezpiecznie, by żadnego planu już nie potrzebowała...

    > Powiem Ci w sekrecie, ze nawet malzenstwa z kilkudziesiecioletnim stazem nieko
    > niecznie wiedza co
    > tak naprawde do siebie czuja i jakie maja zamiary.

    Ale czy takie małżeństwa są szczęśliwe?

    > Ty chcesz przemienic milosc w robotyke (100% pewnosci). To troche jakbys
    > chcial hodowac kwiatka w betonowym ogrodku.

    Bez przesady... Po prostu chcę ograniczyć trochę niepewność, by nikomu w
    związku nie stała się krzywda.

    > To jak sobie radzisz w zyciu? 3/4 zycia to zywiol bez planu

    Dlatego właśnie radzę sobie z życiem niezbyt dobrze :(
  • kwieto 18.05.04, 22:36
    > Trochę owszem. Naprawdę źle się z tym czuję.

    Czyli znowu impas. Chcesz kogos poznac, ale zle sie z tym czujesz.
    Pomysl jak to przeskoczyc.

    > Dlaczego nie? Oznaczałoby to, że dziewczyna jest nieśmiała... Pewnie
    > spróbowałbym zbadać, czy pod tą nieśmiałością kryje się ciekawa osobowość.
    > Jeśli by tak było, to bym spróbował sprawić, by poczuła się przy mnie
    > bezpiecznie, by żadnego planu już nie potrzebowała...

    Wiesz, IMO to oznacza, ze dziewczyna albo nie jest na tyle interesujaca by potrafic cos z siebie
    zaoferowac bez kartki (schematu), albo tak zakompleksiona, ze bez sciagi ni rusz. W obu przypadkach
    - odpuscilbym. W pierwszym bo nie lubie nudziarzy, w drugim, bo nie mam zapedow na ojcowanie,
    oczekuje partnerstwa. Pokazuje Ci jak mozesz byc odbierany przez kobiety.
    Pewne gesty, slowa, gdy sa spontaniczne daja piorunujacy efekt, gdy wystudiowane - smiesza i strasza
    zarazem.

    > Ale czy takie małżeństwa są szczęśliwe?

    Mysle ze maja na to spore szanse - ciagle sie musza odkrywac na nowo.

    > Bez przesady... Po prostu chcę ograniczyć trochę niepewność, by nikomu w
    > związku nie stała się krzywda.

    Hola hola, jestesmy na etapie podrywania, a Ty juz wyskakujesz z pilnowaniem czy sie nie dzieje
    krzywda w zwiazku. Jakim zwiazku u licha??? Nie za szybko troche?

    > Dlatego właśnie radzę sobie z życiem niezbyt dobrze :(

    To moze zmien strategie, skoro Twoja nie jest zbyt dobra?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:12
    > Czyli znowu impas. Chcesz kogos poznac, ale zle sie z tym czujesz.
    > Pomysl jak to przeskoczyc.

    OK, masz rację - pomyślę.

    > W pierwszym bo nie lubie nudziarzy, w drugim, bo nie mam zapedow
    > na ojcowanie,
    > oczekuje partnerstwa. Pokazuje Ci jak mozesz byc odbierany przez kobiety.

    O, do licha. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mam problem :((

    > Hola hola, jestesmy na etapie podrywania, a Ty juz wyskakujesz z pilnowaniem
    > czy sie nie dzieje
    > krzywda w zwiazku. Jakim zwiazku u licha??? Nie za szybko troche?

    Wiesz, w sumie pewnie masz rację, że przesadzam. Ale po prostu dręczy mnie taka
    obawa, że zacznę podrywać dziewczynę, myśląc, że mi się podoba - a potem mi się
    odwidzi... a jej będzie przykro...
  • kwieto 19.05.04, 11:29
    > O, do licha. Jeśli tak rzeczywiście jest, to mam problem :((

    IMO jest to dosc prawdopodobne. Pewna niesmialosc moze byc pociagajaca, ale w
    sytuacji takiej jak opisana wyzej stajesz sie dla dziewczyny raczej lyzka tranu
    niz cukierkiem.

    > Wiesz, w sumie pewnie masz rację, że przesadzam. Ale po prostu dręczy mnie
    > taka obawa, że zacznę podrywać dziewczynę, myśląc, że mi się podoba - a potem
    > mi się odwidzi... a jej będzie przykro...

    Bede dosc brutalny - w sytuacji gdy masz 25 lat i nigdy nie byles w zwiazku
    (nawet przelotnym) to obawa troche na wyrost, nie sadzisz? Troche tak jakby
    mieszkaniec Sahary zabezpieczal sie przed powodzia.
    Najpierw musisz kogos poznac, potem soba zainteresowac, potem musi wami
    zaiskrzyc - to trwa wystarczajaco duzo czasu by sie zdecydowac i zrezygnowac.
    "Bedzie jej przykro..." Nie badz taki hojny z przyjmowaniem odpowiedzialnosci
    za (hipotetyczne) uczucia innych poki z wlasnymi nie doszedles do ladu.
    To mile, nie powiem, ale przesada w zadnym kierunku nie daje dobrych efektow

    Poza tym, osoby ktore sie czegos panicznie boja czesto wygladaja jakby wrecz
    chcialy to otrzymac. Kiedys slyszalem ladne porownanie - jesli boisz sie zeby
    ktos Cie nie kopnal w tylek, to zachowujesz sie tak jakbys sie sam wypinal.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 18:11
    > Bede dosc brutalny - w sytuacji gdy masz 25 lat i nigdy nie byles w zwiazku
    > (nawet przelotnym) to obawa troche na wyrost, nie sadzisz? Troche tak jakby
    > mieszkaniec Sahary zabezpieczal sie przed powodzia.
    > Najpierw musisz kogos poznac, potem soba zainteresowac, potem musi wami
    > zaiskrzyc - to trwa wystarczajaco duzo czasu by sie zdecydowac i zrezygnowac.

    Ech, masz rację. Przecież dziewczyna też się we mnie nie zakocha od razu,
    prawda? Więc jeśli mi się szybko "odwidzi", to ona nie zdąży się zaangażować za
    bardzo - i jej to aż tak bardzo nie dotknie...
  • kwieto 17.05.04, 08:44
    Jedno pytanie.
    Jakie potrzeby zaspokoila by ta kobieta? Innymi slowy, czego Ci brakuje teraz, a co by bylo gdybys
    byl z kims?

    P.S.
    Lubisz siebie?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:36
    > Jakie potrzeby zaspokoila by ta kobieta? Innymi slowy, czego Ci brakuje
    > teraz, a co by bylo gdybys byl z kims?

    Brakuje mi tego szczególnego rodzaju bliskości, jaki jest obecny w miłości...
    Czułości, więzi z drugą osobą. Poczucia bezpieczeństwa...

    > P.S.
    > Lubisz siebie?

    W pewnych sprawach tak, w pewnych nie... Trudno jednoznacznie powiedzieć.
  • seksuolog 17.05.04, 09:28
    Gość portalu: Vox napisał(a):

    > A po drugie - jak w ogóle mam teraz jakąś kobietę poznać? Mam niewielu
    > znajomych - a oni też nie mają zbyt szerokich kontaktów towarzyskich.

    Twoj problem to nie kobiety tylko ludzie. Kobiety sa na pierwszym planie
    ze wzgledu na niezaspokojony poped seksualny ale problem jest w relacjach
    z ludzmi.

    W twoich wypowiedziach widac jedna rzecz: TY masz "zapotrzebowanie na kobiete"
    ALE nie widac CO mialbys do zaproponowania tej kobiecie. Nie spokales kobiety
    ktora dla CIEBIE bylaby interesujaca. A problem jest inny: CO ty masz
    interesujacego do zaoferowania? Z opisu wylania sie postac nieciekawa bo
    nastawiona na siebie, dlatego kobiety reaguja negatywnie.

    Potrzebna jest ci terapia: uczestnictwo w czyms co bedzie od ciebie wymagalo
    wiecej dawania niz brania.

    Nastepny problem to relacje z innymi ludzmi. Nie majac kregu znajomych, nie
    pokazujac xie publicznie ogranicza sie rzecz jasna mozliwosci spotykania ludzi
    w tym i kobiet. Pozostaje wtedy internet ale jednak lepiej sprobowac realu.
    Jezeli czujesz sie niezdolny do nawiazywania kontaktow z ludzmi to jest
    jeszcze ostatnie wyjscie czyli terapia z psychologiem.
  • anula36 17.05.04, 10:09
    Bardzo brak ci zaaangazowania, kobiety to czuja, moze dlatego uwazaly cie
    zawsze tylko za kumpla?
  • kwieto 17.05.04, 10:20
    Mysle ze zaangazowania to on ma az nadto :/

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • anula36 17.05.04, 10:36
    chodzi mi raczej bardziej o determinacje-spotyka jakas kobiete i walczy o nia a
    nie snuje sie myslac co by bylo gdyby kogos poznal!!
    Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
    nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
    draniem...i mata kie liczne wady
    dla mnie to jest ciekawe czemu wszystkie kobiety o ktore zabiegal chialy byc
    tylko kolezankami i ustawic sie na stopie towarzyskiej.


  • kwieto 17.05.04, 11:05
    > dla mnie to jest ciekawe czemu wszystkie kobiety o ktore zabiegal chialy byc
    > tylko kolezankami i ustawic sie na stopie towarzyskiej.

    Mnie dziwi czemu on az tak bardzo laknie owej kobiety. Frustracja seksualna o
    ktorej wspomina seksuolog to jedno, a podejscie do samego siebie i przekonanie
    ze partner bedzie lekiem na beznadziejnosc (o co podejrzewam Voxa) to drugie.

    > Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
    > nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
    > draniem...i mata kie liczne wady

    Moim zdaniem to mechanizm obronny - boje sie relacji, wiec stwierdzam ze
    mam "wysokie wymagania", co oznacza ze mam usprawiedliwienie na to ze nic nie
    robie.



    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:45
    > Mnie dziwi czemu on az tak bardzo laknie owej kobiety. Frustracja seksualna o
    > ktorej wspomina seksuolog to jedno, a podejscie do samego siebie i
    > przekonanie
    > ze partner bedzie lekiem na beznadziejnosc (o co podejrzewam Voxa) to drugie.

    Mylnie podejrzewasz :) Naprawdę czegoś takiego nie uważam!
  • kwieto 17.05.04, 22:14
    Ale to z Ciebie caly czas wylazi.
    A to "nie umiem", "nie nadaje sie", a to "jak zaczne rozmawiac to dostrzega moje wady", a to jeszccze
    cos innego...


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:20
    > Ale to z Ciebie caly czas wylazi.
    > A to "nie umiem", "nie nadaje sie", a to "jak zaczne rozmawiac to dostrzega
    > moje wady", a to jeszccze cos innego...

    Powtarzam Ci, że w tej kwestii się mylisz. Wyłazi ze mnie co najwyżej obniżona
    samoocena - z tym się zgodzę. Ale naprawdę nie uważam, by znalezienie sobie
    partnerki rozwiązało wszystkie moje problemy... mam ich jeszcze parę i
    rozwiązuję je niezależnie od szukania sobie dziewczyny.
  • kwieto 17.05.04, 22:41
    Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?
    Nie czujesz sie w tym dobrze, to co Cie do tego pcha?
    Jakas potrzeba, tylko jaka? (nie gadaj o tym ze czlowiek jest przystosowany do zycia w parze bo to
    bzdura)

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 22:47
    > Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?

    Bo z innymi jestem w stanie sam sobie poradzić.

    > Nie czujesz sie w tym dobrze, to co Cie do tego pcha?

    PCHA mnie do bycia z kimś, NIE CZUJĘ SIĘ DOBRZE w tym, co trzeba w tym celu
    robić.

    > Jakas potrzeba, tylko jaka?

    Nie wiem. Ale czemu musimy o tym rozmawiać? Czemu zakładasz, że w tym musi
    tkwić patologia?
  • kwieto 17.05.04, 23:22
    > > Wiec dlaczego mowisz o problemie z poznaniem dziewczyny?
    >
    > Bo z innymi jestem w stanie sam sobie poradzić.

    To czekaj, chwile temu zaperzyles sie ze nie masz problemu, teraz mowisz ze masz. Zdecyduj sie...

    > PCHA mnie do bycia z kimś, NIE CZUJĘ SIĘ DOBRZE w tym, co trzeba w tym celu
    > robić.

    Ale CO i DLACZEGO Cie pcha? Dlaczego pcha Cie tak silnie, ze mimo ze nie czujesz sie dobrze,
    poddajesz sie temu pchaniu?

    > Nie wiem. Ale czemu musimy o tym rozmawiać? Czemu zakładasz, że w tym musi
    > tkwić patologia?

    Kto mowi o patologii?
    Tylko widzisz, jest roznica miedzy czlowiekiem ktory podrywa bo chce poznac kogos fajnego, a
    czlowiekiem ktory podrywa bo musi (pcha go potrzeba).
    Dosc duza moim zdaniem.
    I wg mnie ten drugi przypadek jest z gory skazany na porazke.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.05.04, 23:27
    > To czekaj, chwile temu zaperzyles sie ze nie masz problemu, teraz mowisz ze m
    > asz. Zdecyduj sie...

    Powiedziałem, że nie mam takich problemów, jak sugerujesz - z otwartością na
    ludzi, cieszeniem się życiem... Mam natomiast parę konkretnych problemów, np.
    rodzinnych.

    > Ale CO i DLACZEGO Cie pcha? Dlaczego pcha Cie tak silnie, ze mimo ze nie czu
    > jesz sie dobrze,
    > poddajesz sie temu pchaniu?

    OK, powiedzmy, że pchają mnie sfrustrowane potrzeby emocjonalno - seksualne...
    Zadowolony?

    > Tylko widzisz, jest roznica miedzy czlowiekiem ktory podrywa bo chce poznac
    > kogos fajnego, a
    > czlowiekiem ktory podrywa bo musi (pcha go potrzeba).

    A nie sądzisz, że chęć poznania kogoś fajnego też jest podyktowana jakąś
    potrzebą? Każdy ludzki czyn zaspokaja jakąś potrzebę...
  • kwieto 17.05.04, 23:36
    > Powiedziałem, że nie mam takich problemów, jak sugerujesz - z otwartością na
    > ludzi, cieszeniem się życiem... Mam natomiast parę konkretnych problemów, np.
    > rodzinnych.

    Wiesz, jakos zadna z osob ktore znam a ktore ciesza sie zyciem, nie narzekala na to ze maja
    problem z poderwaniem dziewczyny/chlopaka. Moge to uznac za prawidlowosc.

    > OK, powiedzmy, że pchają mnie sfrustrowane potrzeby emocjonalno - seksualne...
    > Zadowolony?

    Nie, jakie konkretnie potrzeby?
    Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?

    > A nie sądzisz, że chęć poznania kogoś fajnego też jest podyktowana jakąś
    > potrzebą? Każdy ludzki czyn zaspokaja jakąś potrzebę.

    Zapewne, roznica jest w tym czy jest to ochota czy przymus.
    Innymi slowy czy jestes panem swoich potrzeb czy ich niewolnikiem.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 23:48
    > Wiesz, jakos zadna z osob ktore znam a ktore ciesza sie zyciem, nie narzeka
    > la na to ze maja
    > problem z poderwaniem dziewczyny/chlopaka. Moge to uznac za prawidlowosc.

    Jako psycholog, który kilka diagnoz psychologicznych (a nawet psychiatrycznych)
    już stawiał, powiem Ci, że kierowanie się "prawidłowościami" jest dość
    ryzykownym podejściem...

    > Nie, jakie konkretnie potrzeby?

    Przecież już gdzieś pisałem: bliskości, więzi, ciepła...

    > Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?

    Takich rzeczy nie da się zaspokoić inaczej.

    > Zapewne, roznica jest w tym czy jest to ochota czy przymus.
    > Innymi slowy czy jestes panem swoich potrzeb czy ich niewolnikiem.

    Jako umiarkowany zwolennik psychoanalizy muszę powiedzieć, że "bycie panem
    swoich potrzeb" jest niewykonalne :) No chyba, że jesteś mistrzem Zen, może
    wtedy...
  • kwieto 17.05.04, 23:59
    > Jako psycholog, który kilka diagnoz psychologicznych (a nawet psychiatrycznych)
    > już stawiał, powiem Ci, że kierowanie się "prawidłowościami" jest dość
    > ryzykownym podejściem...

    Totez nie twierdze ze wszyscy tak maja.
    Aczkolwiek, brutalnie mowiac, jako psycholog jestes dosc ryzykownym autorytetem.
    Wole opierac sie na swoich obserwacjach :")

    > Przecież już gdzieś pisałem: bliskości, więzi, ciepła...
    >
    > > Jak mozesz je zaspokoic w inny sposob?
    >
    > Takich rzeczy nie da się zaspokoić inaczej.

    Probowales?
    Bliskosc, wiez, cieplo moga dac przyjaciele, ludzie ktorymi sie otaczasz.
    Mozesz tez dac to samemu sobie.
    Probowales?

    > Jako umiarkowany zwolennik psychoanalizy muszę powiedzieć, że "bycie panem
    > swoich potrzeb" jest niewykonalne :) No chyba, że jesteś mistrzem Zen, może
    > wtedy...

    Byc moze, pozostaje kwestia proporcji. na ile Ty jestes panem, na ile potrzeby.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • komandos57 18.05.04, 00:02
    Ladna zniej laska czy wydlada jak mieszkanka zoo?
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:04
    > Probowales?
    > Bliskosc, wiez, cieplo moga dac przyjaciele, ludzie ktorymi sie otaczasz.
    > Mozesz tez dac to samemu sobie.
    > Probowales?

    Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
    partnerką...
  • kwieto 18.05.04, 00:07
    > Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
    > partnerką...

    Seks.
    A oprocz seksu?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 00:09
    > Seks.
    > A oprocz seksu?

    Nie tylko. Bycie razem to wzajemnie poleganie na sobie, poświecanie się dla
    siebie... W przyjaźni to jest obecne, ale jednak nie do tego stopnia.
  • kwieto 18.05.04, 09:42
    Zgoda.
    Tylko nie wiem czy na "poswiecaniu sie dla siebie" mi w milosci akurat zalezy.

    No chyba ze mowimy o "poczuciu bycia kochanym", ale IMO to ma sie do milosci
    jak deska do prasowania do snowboardu


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • jmx 18.05.04, 03:38
    kwieto napisał:

    > > Próbowałem. To nie działa. Pewne rodzaje bliskości są możliwe jedynie z
    > > partnerką...
    >
    > Seks.
    > A oprocz seksu?
    >

    Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
    No chyba, że to seks...
    ;-)

    --
    :-)))
  • kwieto 18.05.04, 09:44
    > Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
    > No chyba, że to seks...

    Z tym akurat nie widze wiekszych problemow.
    Poza tym, czy przytulanie sie to az tak silna potrzeba, by dla niej postepowac
    wbrew sobie?

    Caly czas krazymy wokol pytania dlaczego potrzeba Vox'a jest tak silna, ze
    porownuje ja do prob plywania mimo strachu (sic!) przed woda

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 18.05.04, 15:15
    > > Przylulenie się do kogoś. Obejmowanie kogoś.
    > > No chyba, że to seks...
    >
    > Z tym akurat nie widze wiekszych problemow.

    To co, mam się przytulać do kumpli z liceum??? :))

    > Caly czas krazymy wokol pytania dlaczego potrzeba Vox'a jest tak silna, ze
    > porownuje ja do prob plywania mimo strachu (sic!) przed woda

    Słuchaj, naprawdę nie wiem, czemu taką potrzebę związku mam - ale ją mam i
    naprawdę chcę ją zaspokoić... Chociażby dlatego, że mam 25 lat, w życiu nie
    całowałem kobiety - i zwyczajnie czuję się pozbawiony jakiejś istotnej sfery
    życia. No i też jest mi głupio, że osoby o 10 lat młodsze mają więcej
    doświadczeń w tej sferze ode mnie...
  • kwieto 18.05.04, 21:38
    > To co, mam się przytulać do kumpli z liceum??? :))

    A kumpel nie miales?

    Poza tym, potrzeby bliskosci w duzym stopniu zaspokajaja interakcje z przyjaciolmi. Jesli nie masz
    glodu emocjonalnego, to zupelnie wystarcza. (a jesli masz to o tym za chwile)

    > Słuchaj, naprawdę nie wiem, czemu taką potrzebę związku mam - ale ją mam i
    > naprawdę chcę ją zaspokoić...

    Poki sie nie dowiesz skad ja masz to raczej nie uda Ci sie jej zaspokoic, moim zdaniem.
    Moim zdaniem brak dziewczyny jest tylko wtornym objawem zupelnie innego problemu (glod
    emocjonalny? Potrzeba bycia kochanym?), i poki tego problemu nie rozwiazesz to bedziesz sie tak
    wozil w nieskonczonosc. Nawet jesli pojdziesz do wyzszej szkoly podrywania, to nic z tego nie
    wyjdzie, albo Twoj zwiazek rozpadnie sie po miesiacu, bo bedziesz albo nadskakujacym dziewczynie
    "pantoflarzem", albo z kolei bedziesz chorobliwie zaborczy i zazdrosny.

    Proponuje Ci eksperyment.
    Pomysl sobie, ze nigdy nikogo nie uda Ci sie poderwac, masz pewnosc ze bedziesz zawsze sam.
    Jak wygladaloby wtedy Twoje zycie?
    Potrafilbys byc szczesliwy?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 21:58
    > A kumpel nie miales?

    No wiesz, kumpele też mi się do siebie poprzytulać nie będą pozwalać...

    > Poza tym, potrzeby bliskosci w duzym stopniu zaspokajaja interakcje z
    > przyjaciolmi. Jesli nie masz glodu emocjonalnego, to zupelnie wystarcza.

    U mnie nie zaspokajają. Najwyraźniej mam ten głód...

    > Poki sie nie dowiesz skad ja masz to raczej nie uda Ci sie jej zaspokoic,
    > moim zdaniem.
    > Moim zdaniem brak dziewczyny jest tylko wtornym objawem zupelnie innego
    > problemu (glod
    > emocjonalny? Potrzeba bycia kochanym?), i poki tego problemu nie rozwiazesz to
    > bedziesz sie tak
    > wozil w nieskonczonosc. Nawet jesli pojdziesz do wyzszej szkoly podrywania, t
    > o nic z tego nie
    > wyjdzie, albo Twoj zwiazek rozpadnie sie po miesiacu, bo bedziesz albo
    > nadskakujacym dziewczynie
    > "pantoflarzem", albo z kolei bedziesz chorobliwie zaborczy i zazdrosny.

    Hmm... Nie brzmi to za optymistycznie :(

    > Proponuje Ci eksperyment.
    > Pomysl sobie, ze nigdy nikogo nie uda Ci sie poderwac, masz pewnosc ze bedzies
    > z zawsze sam.
    > Jak wygladaloby wtedy Twoje zycie?
    > Potrafilbys byc szczesliwy?

    W pewnym stopniu pewnie tak - ale jednak na pewno czegoś by mi brakowało... Nie
    wyobrażam sobie, bym umiał żyć bez problemów z taką samotnością.
  • kwieto 18.05.04, 22:40
    > Hmm... Nie brzmi to za optymistycznie :(

    Z Twoim podejsciem (mowienie o zwiazku na etapie poznawania sie, etc.) ma spore szanse sie
    sprawdzic.
    Probowales poznawac dziewczyny dla samego poznawania? Aseksualnie, nie jako partnerki, ale jako
    potencjalne kumpele?
    Czy takie znajomosci, z ktorych nie wyciagasz konkretnych korzysci (zwiazek) Cie nie interesuja?


    > W pewnym stopniu pewnie tak - ale jednak na pewno czegoś by mi brakowało... Nie
    > wyobrażam sobie, bym umiał żyć bez problemów z taką samotnością.

    No wlasnie.
    Sprobuj sobie to wyobrazic. Jak nie czuc sie samotnym?
    Potrafilbys?
    Na bezludnej wyspie, byc sam i nie czuc sie samotnym?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.05.04, 22:52
    > Probowales poznawac dziewczyny dla samego poznawania? Aseksualnie, nie jako p
    > artnerki, ale jako
    > potencjalne kumpele?
    > Czy takie znajomosci, z ktorych nie wyciagasz konkretnych korzysci (zwiazek) C
    > ie nie interesuja?

    Oczywiście, że tak! Tyle, że jak już się z nimi tak "aseksualnie" zakumpluję,
    to są mało zainteresowane potem, by ze mną próbować się umawiać...

    > No wlasnie.
    > Sprobuj sobie to wyobrazic. Jak nie czuc sie samotnym?
    > Potrafilbys?
    > Na bezludnej wyspie, byc sam i nie czuc sie samotnym?

    Nie, nie potrafiłbym.
  • kwieto 19.05.04, 07:15
    > Oczywiście, że tak! Tyle, że jak już się z nimi tak "aseksualnie" zakumpluję,
    > to są mało zainteresowane potem, by ze mną próbować się umawiać...

    Wiec albo sie interesuj wczesniej, albo nie podrywaj tych z ktorymi sie kumplujesz.
    Znowu wracamy do tego, ze Ty usilujesz podrywac wtedy gdy juz sie swietnie znacie, gdy nie ma
    dreszczyku poznawania sie, odkrywania. A to jest duuuuuuuzo za pozno.
    wrzuc sobie w forumowa wyszukiwarke haslo "milosc" i "przyjaciel". Dosc szybko sie zorientujesz
    ze milosc przyjaciela jest zwykle miloscia niechciana, bo malo kto chce rozwalac istniejacy fajny
    uklad dla czegos do czego nie jest calkiem przekonany.

    > Nie, nie potrafiłbym.

    I TO jest Twoim problemem, a nie zadne tam podrywanie dziewczyn.
    Bo problemy z podrywaniem wynikaja z nieumiejetnosci cieszenia sie zyciem gdy jest sie samemu.
    Dla Ciebie flirt, podrywanie, to nie radosc, zainteresowanie czlowiekiem, tylko (niezbyt chciana)
    koniecznosc wymagana na ktoryms etapie dazenia do zaspokojenia Twoich potrzeb.
    W gruncie rzeczy jest to podejscie skrajnie egoistyczne, bo mimo ze deklarujesz "poswiecanie sie"
    wlasciwie nie obchodzi Cie kobieta jako taka, ale potrzeby ktore ma ona zaspokoic. Innymi slowy,
    nie watpie ze bedziesz sie "poswiecal" w zwiazku, ale jesli nie dostaniesz w zamian czulosci i
    milosci to bedziesz nielicho sfrustrowany takim ukladem. A to jest handel a nie milosc.
    I poki nie potrafisz do zwiazkow podejsc jako do czegos co "jest fajne, ale i bez tego daje sie fajnie
    zyc" raczej bedziesz biegal w kolko ze swoim problemem.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 11:24
    > Wiec albo sie interesuj wczesniej, albo nie podrywaj tych z ktorymi sie
    > kumplujesz.
    > Znowu wracamy do tego, ze Ty usilujesz podrywac wtedy gdy juz sie swietnie
    > znacie, gdy nie ma
    > dreszczyku poznawania sie, odkrywania. A to jest duuuuuuuzo za pozno.

    Hm... Czyli mówisz, żebym zaczynał "interesować się" dane kobietą jak
    najwcześniej? Nie zaczynać od zakumplowywania się, tylko od początku mieć
    nastawienie, że próbuję na danej dziewczynie zrobić dobre wrażenie,
    zainteresować ją sobą itd.?

    Tylko że tu pojawia się problem, o którym już pisałem: jak ocenić, którą
    kobietą warto się w ten sposób zainteresować? Przecież nie będę podrywał
    losowych kobiet - a jak pisałem, z powierzchonwego kontatku nic dla mnie o
    kobiecie nie wynika... Musiałbym ją bliżej poznać, by ocenić, czy mi się
    podoba - a to oznacza "zakumplowanie się"... Aaaaaaa!

    Poza tym - jak w zasadzie zainteresować sobą kobietę? Jak się jej "spodobać"?
  • kwieto 19.05.04, 11:36
    > Hm... Czyli mówisz, żebym zaczynał "interesować się" dane kobietą jak
    > najwcześniej?

    [...]

    Dlatego radze bys odpuscil sobie szukanie pary i zajal sie poznawaniem
    dziewczyn dla samej przyjemnosci poznania kogos nowego.
    Kto moze sie okazac ciekawy (to wychodzi na pierwszej randce) albo nie.
    Zaleznie od tego podtrzymujesz kontakt i rozwijasz w przyjasn lub zwiazek, albo
    go nie podtrzymujesz.

    > Poza tym - jak w zasadzie zainteresować sobą kobietę? Jak się jej "spodobać"?

    Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
    samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
    Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
    rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.

    Wiesz, ta umiejetnosc bycia szczesliwym na bezludnej wyspie...

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.05.04, 18:14
    > Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
    > samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
    > Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
    > rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.

    Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
    pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
    nieprawdopodobne...
  • joasia-ja 19.05.04, 19:55
    Gość portalu: Vox napisał(a):

    > > Widzisz, jesli jestes interesujaca osoba, ktora "potrafi zyc" rowniez i
    > > samodzielnie, to nie bedziesz mial z tym wiekszych problemow.
    > > Dlatego wracam do tego, ze wszelkie rady dotyczace podrywania i tak mozna
    > > rozbic o kant d... dopoki nie zrobisz porzadku ze soba.
    >
    > Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
    > pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
    > nieprawdopodobne...




    to jak najbardziej prawdopodobne....
  • kwieto 19.05.04, 20:11
    > Czyli co? Sugerujesz, że jeśli "zrobię porządek ze sobą", to ktoś może mnie
    > pokochać bez żadnych specjalnych zabiegów z mojej strony? To wydaje się aż
    > nieprawdopodobne...

    Powtorze to co napisala Joasia-ja: to jak najbardziej prawdopodobne.
    Bo lapiesz dystans do podrywania, zwiazku i tak dalej. Bo wchodzisz w to bo chcesz, a nie bo
    musisz. Bo nie patrzysz wyglodnialymi oczami na interesujaca Cie kobiete.
    Bo ludzie garna sie do ludzi szczesliwych, a jesli ze soba nie jestes szczesliwy, to nie ma sie do czego
    garnac.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.acn.pl 19.05.04, 20:21
    > Powtorze to co napisala Joasia-ja: to jak najbardziej prawdopodobne.
    > Bo lapiesz dystans do podrywania, zwiazku i tak dalej. Bo wchodzisz w to bo
    > chcesz, a nie bo
    > musisz. Bo nie patrzysz wyglodnialymi oczami na interesujaca Cie kobiete.

    Hmm... Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć...

    > Bo ludzie garna sie do ludzi szczesliwych, a jesli ze soba nie jestes
    > szczesliwy, to nie ma sie do czego garnac.

    A ja się właśnie garnę do nieszczęśliwych... Spotykałem szczęśliwe kobiety i
    bywały dość nudne...
  • kwieto 19.05.04, 20:38
    > Hmm... Mimo wszystko trudno mi w to uwierzyć...

    To nie wierz. Jesli chcesz zalatwic problem kompleksowo i tak predzej czy pozniej bedziesz musial
    do tego dojsc. A moje gadanie nie przestawi Ci swiatopogladu, to musisz sam zrobic

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 21.05.04, 16:18
    Żeczywiście nieprawdopodobne: osoby przy których Vox jest wzorem wewnetrznego
    ładu i uporządkowania jakoś nie miejwają podobnych problemów.

    R.
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:43
    > chodzi mi raczej bardziej o determinacje-spotyka jakas kobiete i walczy o nia
    > a nie snuje sie myslac co by bylo gdyby kogos poznal!!

    Ale co to znaczy, walczyć o kobietę?

    > Dla mnie w ogole tacy ludzie sa zagadka, mam kolezanke, lat 28, ktora nigdy z
    > nikimniebyla zwiazana, ale jak tu sie z kims zwiazac, skoro moze sie okazac
    > draniem...i mata kie liczne wady

    Akurat ze mną jest taki problem, że kobiety, które mi się podobają, przesadnie
    idealizuję...
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:41
    > Bardzo brak ci zaaangazowania, kobiety to czuja, moze dlatego uwazaly cie
    > zawsze tylko za kumpla?

    Nie, to nie o to chodzi. Ja akurat w związki bardzo się angażuję - kobietom,
    które mi się podobają, zawsze pomagałem, starałem się robić dla nich tak wiele,
    jak tylko mogłem...
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.05.04, 17:40
    > W twoich wypowiedziach widac jedna rzecz: TY masz "zapotrzebowanie na kobiete"
    > ALE nie widac CO mialbys do zaproponowania tej kobiecie. Nie spokales kobiety
    > ktora dla CIEBIE bylaby interesujaca. A problem jest inny: CO ty masz
    > interesujacego do zaoferowania? Z opisu wylania sie postac nieciekawa bo
    > nastawiona na siebie, dlatego kobiety reaguja negatywnie.

    Ejże, moment. Przecież nie mówię, że jakbym był z kobietą, to niczego bym jej
    nie dawał... Akurat uważam, że mam sporo do zaoferowania: wsparcie emocjonalne,
    zrozumienie, bliskość, ciepło. Naprawdę rozumiem, że związek to też dawanie - i
    nie wydaje mi się, by w tym tkwił problem. Akurat jednym z moich podstawowych
    problemów jest to, że ja dużo innym ludziom od siebie daję - i boję się ich o
    coś w zamian prosić.
  • Gość: poznajsiebie IP: *.l6.c1.dsl.pol.co.uk 17.05.04, 12:20
    witaj Vox

    to, co przeczytalam, brzmi dla mnie dziwnie znajomo. Przez dlugi czas bylam
    sama i dlugo nie chcialam zauwazyc, ze to jest moj problem, ze uciekalam od
    bycia z kims, a wmawialam sobie, ze wcale tak nie jest, ze ludzie sie chca
    uzalezniac, a ja chce byc niezalezna i takie tam bzdety. Na studiach zawsze
    bylo tak, ze albo ci faceci, ktorzy mi sie podobali, w ogole nie zwracali na
    mnie uwagi, a ci, ktorzy na mnie zwracali, z kolei mi nie pasowali. Takie
    bledne kolo troche. Nie bylam nigdy b.towarzyska osoba, choc lubie w
    towarzystwie przebywac (choc nie kazde mi odpowiada :-) ). Potem zaczelam prace
    w malym miescie w Polsce i to byl chyba najgorszy okres w moim zyciu. Czulam,
    ze pod kazdym wzgledem moje zycie stoi w martwym punkcie.

    Teraz inaczej mi sie uklada, a to z kilku przyczyn. Zaczelam pracowac nad soba
    i troche sie zmienilo moje spojrzenie na moje problemy, na moje kontakty z
    ludzmi. Zaczelam uswiadomiac sobie, jak wiele bylo/jest we mnie strachu w
    kontaktach z ludzmi, leku przed bliskoscia, niewiary we wlasne sily, ba,
    myslenia, jaka jestem maksymalnie beznadziejna pod kazdym wzgledem. Dlatego
    smiac mi sie chce z porad typu: otworz sie na innych, a twe zycie sie zmieni.
    To jest prawda, ale jesli ktos mial z tym problem, samo powtarzanie, jak
    mantry :' otworz sie, otworz sie' nie sprawi, ze cos sie zmieni. Jesli ktos
    przez cale zycie mial problem z wychodzeniem ludziom naprzeciw, porada
    typu: 'zapisz sie gdzies tam i poznawaj ludzi', jest prawdziwa, ale
    niepraktyczna, bo dla tego czlowieka niezbyt wykonalna. Jesli przez cale zycie
    zyjesz i myslisz w okreslony nawykowy sposob, tylko praca nad tym problemem
    bedzie w stanie to zmienic - jak chociazby wspomniana wyzej psychoterapia, ale
    nie jest to jedyna droga.

    Kolejna przyczyna byl wyjazd z kraju, diametralna zmiana otoczenia i
    srodowiska. W Polsce, jesli ma sie wiecej 25 lat i wiecej, 'powinno' sie juz
    ustatkowac, zalozyc rodzine. Tutaj (Londyn) nie dziwia nikogo szalejacy
    30latkowie, jest mnostwo roznych kursow, imprez, gdzie mozna nowych ludzi
    spotkac. Poznaje tutaj o wiele wiecej ludzi niz w kraju.

    Powiedzialabym Vox tak- spojrz najpierw na siebie, na to, co ty o sobie
    myslisz, jak siebie odbierasz, co moglbys zaoferowac drugiej osobie, i czego
    oczekujesz od drugiej osoby, a moze wtedy choc troche zrozumiesz, dlaczego
    znalazles sie w tym miejscu, w ktorym jestes. I sprobuj popracowac nad soba
    najpierw (najlepiej z czyjas pomoca), nad swoim poczuciem tego, kim jestes,
    czego chcesz, dokad zmierza twoje zycie teraz, a gdzie chcesz, zeby zmierzalo.
    Bo jesli pewnie sie czujesz we wlasnej skorze, jesli dajesz cos ludziom od
    siebie, o tak po prostu, dla samej radosci dawania, nie oczekujac nic w zamian,
    zaczniesz 'przyciagac' ludzi i dobre rzeczy do siebie. I byc moze pojawi sie
    wtedy w Twoim zyciu ktos wyjatkowy. Naprawde.

    Nie jestem teraz w zwiazku, ale bylam z kims, rozeszlismy sie, czasem sie
    umawiam z facetami, ale nie ma juz we mnie tego strachu przed bliskoscia.
    Zaczynam rozumiec, czego potrzebuje, a co moge dac innej osobie. Wierze, ze
    bedzie lepiej. Czego i Tobie serdecznie zycze.

    bo jesli drugi czlowiek jest ci potrzebny do tego, zebys sie poczul lepiej
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / 212.76.33.* 17.05.04, 21:09
    > Przez dlugi czas bylam
    > sama i dlugo nie chcialam zauwazyc, ze to jest moj problem, ze uciekalam od
    > bycia z kims, a wmawialam sobie, ze wcale tak nie jest, ze ludzie sie chca
    > uzalezniac, a ja chce byc niezalezna i takie tam bzdety.

    Tu akurat się różnimy... Ja czegoś takiego nigdy sobie nie próbowałem wmówić. I
    wiem, że to jest w sumie problem ze mną, że nie mogę sobie znaleźć dziewczyny...

    > Na studiach zawsze
    > bylo tak, ze albo ci faceci, ktorzy mi sie podobali, w ogole nie zwracali na
    > mnie uwagi, a ci, ktorzy na mnie zwracali, z kolei mi nie pasowali.

    Na mnie zwróciła uwagę jedna tylko kobieta - a z nią naprawdę nie chciałem mieć
    nic wspólnego. I nie chodzi o to, że wybrzydzam, że mam za wysokie wymagania...
    to była naprawdę okropna, prymitywna osoba, której nie znosiłem.

    > Teraz inaczej mi sie uklada, a to z kilku przyczyn. Zaczelam pracowac nad
    > soba
    > i troche sie zmienilo moje spojrzenie na moje problemy, na moje kontakty z
    > ludzmi. Zaczelam uswiadomiac sobie, jak wiele bylo/jest we mnie strachu w
    > kontaktach z ludzmi, leku przed bliskoscia, niewiary we wlasne sily, ba,
    > myslenia, jaka jestem maksymalnie beznadziejna pod kazdym wzgledem.

    Niewątpliwie i ja muszę nad sobą w tej mierze popracować.

    > Dlatego
    > smiac mi sie chce z porad typu: otworz sie na innych, a twe zycie sie zmieni.
    > To jest prawda, ale jesli ktos mial z tym problem, samo powtarzanie, jak
    > mantry :' otworz sie, otworz sie' nie sprawi, ze cos sie zmieni. Jesli ktos
    > przez cale zycie mial problem z wychodzeniem ludziom naprzeciw, porada
    > typu: 'zapisz sie gdzies tam i poznawaj ludzi', jest prawdziwa, ale
    > niepraktyczna, bo dla tego czlowieka niezbyt wykonalna.

    Dokładnie!

    > Powiedzialabym Vox tak- spojrz najpierw na siebie, na to, co ty o sobie
    > myslisz, jak siebie odbierasz, co moglbys zaoferowac drugiej osobie, i czego
    > oczekujesz od drugiej osoby, a moze wtedy choc troche zrozumiesz, dlaczego
    > znalazles sie w tym miejscu, w ktorym jestes.

    OK.

    > Bo jesli pewnie sie czujesz we wlasnej skorze, jesli dajesz cos ludziom od
    > siebie, o tak po prostu, dla samej radosci dawania, nie oczekujac nic w
    > zamian,
    > zaczniesz 'przyciagac' ludzi i dobre rzeczy do siebie. I byc moze pojawi sie
    > wtedy w Twoim zyciu ktos wyjatkowy. Naprawde.

    Z tym "czuciem się pewnie we własnej skórze" to racja - ale co do dawania, to
    tu się różnimy... ja nie mam problemy z tym. Bardzo lubię pomagać ludziom...

    > Nie jestem teraz w zwiazku, ale bylam z kims, rozeszlismy sie, czasem sie
    > umawiam z facetami, ale nie ma juz we mnie tego strachu przed bliskoscia.
    > Zaczynam rozumiec, czego potrzebuje, a co moge dac innej osobie. Wierze, ze
    > bedzie lepiej. Czego i Tobie serdecznie zycze.

    Szczerze dziękuję :)
  • kropka44 17.05.04, 12:28
    • Re: W kwestii formalnej
    desert_rose_23 14.05.2004 19:31 odpowiedz na list


    kwieto napisał:

    > ...czuly facet ?
    >
    > Czy placz jest oznaka czulosci?
    > Ja wiem?
    >
    będzie nie na temat -
    Kwieto kim jesteś?
    i czy to jest Twoje :
    Wiesz, bo mam wrazenie, ze ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja "kogos do
    kochania" licza na to, ze ich zycie sie wtedy zmieni. Zabarwi kolorami,
    zapachnie jak nigdy...

    A to jest zwykla bzdura!
    Bo jesli sami nie potrafia sie cieszyc wlasnym zyciem, to ani partner im w tym
    nie pomoze, ani tego za nich nie zrobi.

    Owszem, bedzie moment euforii, "och, kocham i jestem kochana/y". Ale ta euforia
    nie trwa wiecznie, miesiac, dwa, pol roku... I co potem?
    Dalej jest bez sensu i beznadziejnie, bo wyjsc z wlasnej beznadziejnosci trzeba
    samodzielnie i zadne podporki w postaci partnera/meza nie pomoga.

    Najpierw trzeba zrobic sobie samemu remont, zmienic podejscie do swiata,
    nauczyc cieszyc sie zyciem, a dopiero potem mozna myslec o partnerze

    A moze warto troszke pozmieniac w swoim zyciu? Ok, twierdzisz ze nie masz szans
    na milosc. Zorganizuj wiec sobie zycie tak, by bez milosci bylo fajne i
    szczesliwe. Myslisz ze sie nie da? A dlaczego nie?
    Czego wlasciwie oczekujesz od tej osoby? Czy nie mozesz sama sobie tego samego
    zapewnic? Mozna siebie samego dopiescic, siebie "ukochac"...

    Walisz glowa w mur, moze trzeba poszukac innycb sposobow na przejscie? bo mur
    jak widac gruby jest. Ale moze da sie przeskoczyc, podkopac, obejsc? A moze
    trzeba sie odwrocic i pojsc w przeciwnym kierunku
    Wiesz mam takie wrazenie, ze ludzie ktorzy nie potrafia byc szczesliwi gdy sa
    tylko ze soba, nie potrafia sobie znalezc rowniez partnera. A nawet jak juz go
    znajda, to bardzo szybko okazuje sie, ze trafili z deszczu pod rynne.

    Moze to jest Twoj problem? moze trzeba przeprowadzic gruntowny remont wlasnej
    osoby?
    Moj sposob byl prosty. Po prostu zamiast rozpaczliwie szukac sobie partnerki (a
    byl taki okres, byl) zajalem sie po prostu cieszeniem zyciem. Takie pstryk, i
    odpuscilem sobie liczenie na to ze "kiedys kogos spotkam", ze moze nowo poznana
    dziewczyna sie we mnie zakocha a ja w niej - po prostu zaczalem sobie zyc i nie
    przejmowac sie brakiem partnerki. Flirtowac z kolezankami, chodzic samotnie lub
    z przyjaciolmi do kina. Bardziej interesowac sie przyjaciolmi, czesciej sie
    spotykac, widywac.
    A sprawe poszukiwania "milosci" po prostu sobie odlozylem na bok i odpuscilem.
    I jak do tej pory nie zaluje, a przez okres czasu od momentu kiedy przestalem
    sie przejmowac poznalem sporo naprawde fajnych dziewczyn, ktore moglyby byc
    swietnymi partnerkami.

    I randki sa fajniejsze, bo nie przejmujesz sie "czy to ta/ten?" i nie
    zastanawiasz jak wypadniesz - po prostu siedzicie gdzies sobie, rozmawiacie,
    pijecie winko. Wyjdzie - dobrze, nie wyjdzie - tez dobrze.

    Tak sobie mysle, ze ludzie ktorzy czuja sie samotni, sa tak skoncentrowani na
    sobie samym i na swojej samotnosci, ze takie "prawdziwe zycie" (na wlasne
    zyczenie) przecieka im przez palce. To na prawde o wiele przyjemniejsze,
    zamiast siedziec i plakac nad soba, wyjrzec za okno, popatrzyc na blekitne
    niebo, pojsc do parku na spacer, siasc na lawce i prezac sie w sloncu poczytac
    ksiazke. A te wszystkie smutki po prostu odlozyc na bok, bo skoro z
    zastanawiania sie nad nimi nic dotad nie wyszlo, to raczej i teraz nie wyjdzie.

    Ze to trudne, ze nie masz nastroju? A moze warto sprobowac pomimo braku
    nastroju? wbrew kolaczacej sie w glowie mysli "jestem sama" usmiechnac sie, i
    zastanowic, co by tu dobrego przygotowac sobie na obiad? A moze spacer? A moze
    na basen? A moze wydzwonic wszystkich znajomych i pojsc z nimi na piknik?
    przepraszam,że nie na temat i za najście, ale bardzo mi się ta porada spodobała
    chociaż nie była dla mnie :-)
    odezwij się :-)
    jestem tu nowa i nie bardzo wiem o co biega w tym forum
  • kwieto 17.05.04, 12:51
    Ojeja, to co cytujesz (owszem, moje) to w gruncie rzeczy sa banaly :")
    Zreszta post wyzej "Poznajsiebie" napisala niemal dokladnie to samo.

    Kim jestem?
    Jak ja nie lubie takich pytan, nigdy nie wiem.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Anula36 IP: *.feedback.pl / *.crowley.pl 17.05.04, 14:04
    dobrym analitykiem i ciekawe wnioski wyciagasz.
  • Gość: ryb IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 18:17
    W twojej sytuacji to tylko i wylacznie na kase. Jak nie masz, to nie martw sie.
    Skoncz studia, wez sie do roboty, zarob duzo kasy i sam zobaczysz jak to
    wszystko zacznie sprawnie dzialac...Cierpliwosci :)
  • anula36 17.05.04, 23:03
    tez motoda:) Moze najlepsza.
  • Gość: ryb IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.05.04, 23:25
    Wiesz, kiedys bardzo dawno temu odbilo mi i prowadzilem klub. Napatrzylem i
    nasluchalem sie na wartosc kasy i zwiazkow...hihihi:) A nasluchalem, bo bardzo
    malo ludzi wie, ze bar to maly teatr, za barem wszystko slychac, nawet jak ci
    co siedza po drugiej stronie szepca...:)))
  • Gość: ecler IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.04, 23:07
    Ja mam tylko jedna i dosc prosta recepte: zastosowac wyjscie awaryjne z
    samotnosci ( z zastrzezeniem: only w przypadku nieakaceptowania stanu).
    Unikac, unikac i jeszcze raz unikac bodzcow przyczyniajacych sie do wywolania
    pustki.
    Jak eclerowi jest samotnie, bo nie ma dziewczyny, to nie lazikuje na przyjecia
    dla par tylko dla singli. Jak mu cienko na duszy to nie lezie do kina na film o
    romantycznej milosci na stepach akermanskich tylko na "jestem macho, chlopaki
    nie placza".

    Dziala, dziala, mowie jak tu stoje. Naprawde dziala.
    ec
  • Gość: Kropka IP: 195.205.81.* 19.05.04, 15:36
    A gdzie sa imprezy dla singli? :))
    Na pozor usmieszkowi pytam powaznie...
    Pozdrawiam
  • Gość: ### IP: 212.191.80.* 18.05.04, 21:31
    Vox...wiesz ?! czytałam te wszytkie odpowiedzi...troszeczke przesadzaili..tak
    mnie sie wydaje..mnie osobiscie wydaje sie ze nie ma na swiecie osoby ,która
    nie jest w jakiś na swoj sposob interesujaca..kazdy jest! i..człowieku Ty masz
    przeciez dopiero 25 lat! całe zycie przed Tobą jakby nie było..trzeba czekac..a
    nie brac co sie pod ręke nawinie..
    ogladałes " lepiej póżno niż póżniej"..chyba nie..ja wiem ze to tylko film..ale
    facet doczekał sie prawdziwej miłosci w weiku 63 lat! obys Ty nie musiał tak
    długo czekac! zycze Ci tego z całego serca! i pozdrawiam cieplutko!:)
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 21.05.04, 16:01
    Nie przeczytałem w tym wątku niczego nowego.

    To samo stare, ciągłe wykazywanie, że "to wyłacznie twoja wina".

    Mierzi mnie to.

    R.
  • kropka44 24.05.04, 00:21
    to nie wina

    to raczej 'wez sprawy w swoje rece' ;-)
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 24.05.04, 13:47
    Co za różnica?

    Jak człowiek nie bierze spraw w swoje ręce, to mu się wypomina, że za mało się
    stara. Jak się stara i to mocno, to mu się mówi, że powinien odpuścić i
    wyluzować. Tak czy siak zawsze robi coś źle, bo takie przyjmuje się z góry
    założenie.

    R.
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 19:21
    100% racji Robson co do wszystkich "rad"... Cokolwiek nie zrobisz jest źle, to
    zawsze wina:
    1. Twojego charakteru;
    2. zbyt poważnego/ zbyt rozczeniowego nastawienia;
    3. zbyt wielkich oczekiwań;
    4. nieumiejetności wyluzowania się i zdystansowania do sytuacji;
    5. tego, że szukasz/ nie szukasz
    6...............................

    A może to przez kolor włosów/ oczu/ miesiąc urodzenia?;)

    Bo przecież osoby będące w związkach nie są nic a nic pesymistyczne,
    zniechęcone, niczego nie oczekiwały od drugiej strony, przez życie idą lekko,
    rozstania traktują jako szanse na nowe życie, nie miewają depresji, nie są
    nigdy uprzedzone, napastliwe, czepiające się, zjadliwe....... Aaaaa i
    oczywiście są bardzo racjonalne i mają niesamowite poczucie humoru, które daje
    im osławiony dystans do życia i tego, co im się przydarza... God.....
    Czy tak trudno przyznać, że nie na wszystko ma się wpływ i że ktoś może mieć
    pretensje do losu, że szczęśliwy przypadek go nie spotkał?
  • kwieto 24.05.04, 20:01
    Szczesliwemu przypadkowi czasem trzeba troche pomoc.

    A zmiana nastawienia moze miec kolosalne znaczenie, co wiem z autopsji (mialem kiedys problemy
    identyczne do Vox'owych i to wcale nie przypadek zmienil ta sytuacje)

    Z dwojga absurdow "jestem supermanem ktorego nic nie ogranicza" oraz "jestem biedny zuczek
    kopany przez los" zdecydowanie wolalbym ten pierwszy. Bo czesciej sie sprawdza


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:21
    Owszem, trzeba pomóc. Ale wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy szczęśliwy
    przypadek. Dla mnie ta definicja to: podoba mi się wolny facet, ja w tym samym
    czasie podobam się jemu (i oczywiście jestem też wolna). To jest dla mnie
    sytuacja idealna, ten łut szczęścia, który jest wstępem do czegoś tam. I wcale
    nie są to nierealistyczne oczekiwania, mnóstwo osób tak ma. Za szczęśliwy
    przypadek nie uważam natomiast nieodwzajemnionego uczucia (co oczywiste) lub
    też zainteresowania ze strony mężczyzny, który mi się nie podoba (a to jest
    dosyść częste). I dlatego rozumiem osoby zniechęcone, rozczarowane i rozżalone.
    Są bardziej ludzcy i prawdziwi niż ci macho, którym żadna się nie oprze...
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:21
    Owszem, trzeba pomóc. Ale wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy szczęśliwy
    przypadek. Dla mnie ta definicja to: podoba mi się wolny facet, ja w tym samym
    czasie podobam się jemu (i oczywiście jestem też wolna). To jest dla mnie
    sytuacja idealna, ten łut szczęścia, który jest wstępem do czegoś tam. I wcale
    nie są to nierealistyczne oczekiwania, mnóstwo osób tak ma. Za szczęśliwy
    przypadek nie uważam natomiast nieodwzajemnionego uczucia (co oczywiste) lub
    też zainteresowania ze strony mężczyzny, który mi się nie podoba (a to jest
    dosyć częste). I dlatego rozumiem osoby zniechęcone, rozczarowane i rozżalone.
    Są bardziej ludzcy i prawdziwi niż ci macho, którym żadna się nie oprze...
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 20:23
    Sorki, coś przy wysyłaniu nie ten tego;)))).........
  • kwieto 24.05.04, 20:44
    Nie szkodzi :")
    Widzisz, tak jak napisalem, przypadkowi trzeba czasem troche pomoc.
    Trudno spotkac kogos komu sie spodobamy, jesli prawie nie wychodzi sie z domu, na przyklad.
    Tyle ze sama aktywnosc i wyjscie do ludzi to dopiero polowa sukcesu.
    Poza tym, ciezko mi nazwac przypadkiem "spotkanie kogos komu sie spodobam", bo to czy sie
    spodobam zalezy w bardzo duzym stopniu ode mnie, tego kim jestem i co soba prezentuje.
    Ja powiem tak: nie bede angazowal sie w zwiazek z zakompleksiona, zahukana dziewczyna, bo chce
    partnerki a nie pacjentki do terapii. A z Vox'a potrzeba "terapii" az bije po oczach.

    Jest taka madra sentencja: "jesli szukasz sobie partnera, najpierw stan sie taki sam jak osoba ktorej
    poszukujesz". Inaczej po prostu nie jestes atrakcyjnym obiektem dla owej wysnionej osoby.

    Poza tym, ludzie ktorzy rozpaczliwie szukaja kogos do kochania maja tendencje do "bluszczowania" -
    bo szukaja bardziej kogos kto by ich kochal, a nie kogos kogo sami by mogli kochac (takich mogliby
    znalesc caly tabun od razu, no ale oni maja wymagania przeciez...) I to tez widac, i od takich osob
    ludzie uciekaja. Nawet najszczesliwszy przypadek tu nie pomoze.

    Zwroc uwage, w tym watku, ale tez w watku "jak wyjsc z samotnosci" autorstwa _ewy - ludzie ktorzy
    po dlugim okresie niepowodzen znalezli pare mowia niemal jak jeden maz: to stalo sie po tym jak
    przestali rozpaczliwie szukac, a zaczeli oswajac swoja samotnosc, uczyc sie byc szczesliwymi rowniez
    samotnie.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 21:20
    gość portalu kwieto napisał/napisała

    >Zwroc uwage, w tym watku, ale tez w watku "jak wyjsc z samotnosci" autorstwa
    >_ewy - ludzie ktorzy po dlugim okresie niepowodzen znalezli pare mowia niemal
    >jak jeden maz: to stalo sie po tym jak przestali rozpaczliwie szukac, a
    >zaczeli oswajac swoja samotnosc, uczyc sie byc szczesliwymi rowniez samotnie.

    I to jest fenomen, który absolutnie nie działa w moim przypadku. I uważam go za
    stereotyp. Pewnie dlatego, że ja z reguły od razu wiem, czego chcę i czego nie
    chcę... Nigdy przenigdy nie zdarzyło mi się, że odpuściłam i wtedy to się
    spełniało. Gdy odpuściłam, to tym bardziej NIC się nie zdarzało... Dlaczego? Bo
    właśnie gdy byłam zniechęcona i zrezygnowana, byłam automatycznie zamknięta. Na
    ludzi, na coś nowego, na emocje. Zawsze coś zdarzało mi się wtedy, gdy byłam
    psychicznie pozytywnie do tego nastawiona. Nie wiem, może to jakiś rodzaj
    enigmatycznej intuicji? Kurcze,a może jestem jasnowidzem?;)

  • kwieto 24.05.04, 21:37
    > Gdy odpuściłam, to tym bardziej NIC się nie zdarzało... Dlaczego? Bo
    > właśnie gdy byłam zniechęcona i zrezygnowana, byłam automatycznie zamknięta. Na
    > ludzi, na coś nowego, na emocje.

    Bo to nie o takie "odpuszczenie" chodzi.
    Tak to rzeczywiscie nic sie nie zdarzy

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 22:11
    Chwileczkę, bo czegoś nie rozumiem (choć biorę poprawkę na to, że jestem czarno-
    biała w poglądach;)). A jak można sobie odpuścić i jednocześnie mieć
    nadzieję???? Ja jestem żywym przykładem na to, że zdarzało się coś, gdy byłam
    pozytywnie nastawiona (czytaj: miałam NADZIEJĘ, bo facet podobał mi się w jakiś
    tam sposób). A kiedy byłam w dole, to żadne wyjście do ludzi nie pomagało - po
    prostu nie chciało mi sie uśmiechać, flirtować, grać, być duszą towarzystwa...
    Nie stać mnie psychicznie na takie aktorstwo. Możliwe, że to
    nieprzystosowawcze, ale to właśnie jestem ja.
  • kwieto 24.05.04, 22:44
    > A jak można sobie odpuścić i jednocześnie mieć nadzieję????

    Nadzieje - na co? Na bycie z kims? Nie, nadziei nie, ale to nie znaczy ze trzeba sie zaskorupiac w
    samotnosci i nie lapac okazji jesli sie taka zdarzy. Ale bez calego "nadziejowego" ladunku, ktory w
    gruncie rzeczy obciaza.

    > A kiedy byłam w dole, to żadne wyjście do ludzi nie pomagało - po
    > prostu nie chciało mi sie uśmiechać, flirtować, grać, być duszą towarzystwa...

    Tylko dlaczego utozsamiasz (przynajmniej na to wynika) "odpuszczenie sobie" z dolem?
    Kompletnie nie o to chodzi.

    Roznica troche taka jak miedzy szukaniem a rozgladaniem sie. Teoretycznie ten ktory szuka
    powinien trafic wczesniej na to do czego zmierza. Tyle ze on ma tak naprawde klapki na oczach i
    nic nie widzi poza swym celem - i moze okazac sie, ze to mu bardziej przeszkadza niz pomaga.

    Niedawno trafilem na opis pewnego eksperymentu - na niewielkiej przestrzeni dwie druzyny graly w
    pilke - podajac z rak do rak, kozlujac itd. Zadaniem badanych bylo liczenie podan pilki czlonkow
    jednej z druzyn. W miedzyczasie, wsrod grajacych wchodzil czlowiek przebrany za goryla, walil sie
    pare razy kulakami w piersi i wychodzil. NIKT z badanych go nie zauwazyl. Za bardzo byli
    zogniskowani na swoim celu - liczeniu podan pilki z rak do rak.

    Z kolei osoba ktora sie tylko "rozglada" ma szersza perspektywe. Spotyka sie z ludzmi bo lubi, bo ja
    interesuja, bo chce fajnie spedzic czas. Jesli z takich spotkan wyniknie milosc na cale zycie to
    fajnie, jesli nie - nie ma wielkiej tragedii. Paradoksalnie, to ona ma wieksze szanse soba kogos
    zainteresowac, bo nie ma klapek na oczach, reaguje adekwatnie do sytuacji, na luzie, nie usiluje
    dazyc do osiagniecia z gory zalozonego celu (znalezienia partnera).

    Tyle ze do tego trzeba nieco zmienic nastawienie - odpuscic sobie szukanie partnera jako "cel".

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • kwieto 25.05.04, 08:17
    Dwa cytaty, nie na temat, a troche na temat.

    1. "...pewien malarz zapytal mnie: 'jak powinienem patrzyc na kwiat, zeby najwierniej odac jego nature
    na plotnie?' Odpowiedzialem: 'nic nie uzyskasz od kwiatu, patrzac w ten sposob. Porzuc oczekiwania i
    badz po prostu z kwiatem, nie usilujac go wykorzystac ani niczego od niego uzyskac'. Ten sam malarz
    zwierzyl mi sie: 'zawsze kiedy jestem z przyjacielem albo przyjaciolka - chcialbym cos z tego miec'.
    Jest zupelnie naturalne, ze przyjazn czesto przynosi korzysci, jednak przyjaciel jest kims wiecej niz
    tylko zrodlem korzysci. Sztuka jest przebywac z przyjacielem nie zadajac od niego wsparcia, pomocy
    czy tez rady."

    Zwlaszcza pierwsza czesc, ta o patrzeniu na kwiat jest ciekawa. Zmien tylko slowo "kwiat" na "osoba
    ktora mi sie podoba jako potencjalny partner" i masz praktycznie to o czym mowie.
    Jesli powoduje Toba chec znalezienia "kogos do kochania", to na niemal kazda relacje damsko-meska
    patrzysz z tego punktu widzenia. I spotykajac sie z kims odmiennej plci nie "jestes z nim" ale szukasz
    korzysci (zwiazku). I to zabija relacje.

    2. "Nikt nie moze nam zalatwic oswiecenia, pokoju ani radosci. Ich zrodlo znajduje sie w nas (...)
    Kultura zachodu tak bardzo jest przywiazana do konceptu nadziei, ze stale jest gotowa sla nadziei
    poswiecac chwile obecna. Tymczasem nadzieja nalezy przyszlosci; nie moze nam pomoc w odkryciu
    radosci, pokoju czy oswiecenia w chwili obecnej"

    Tu masz z kolei swietnie opisane jak to jest z liczeniem na "szczescie z druga osoba" - jesli nie
    potrafisz byc zadowolonym z zycia teraz, to nadzieja na "lepsze jutro w zwiazku" nic tutaj nie zmieni.
    Szczesliwym mozna byc teraz, albo nigdy.
    Dlaczego powracam do problemu bycia szczesliwym? Bo cos mi mowi, ze Ci ktorzy narzekaja ze sa
    samotni, nie potrafia byc szczesliwi ze soba, a partnera traktuja jako swego rodzaju panaceum na te
    dolegliwosc. A to sie nie sprawdza.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 25.05.04, 13:33
    Kwieto, z całym szacunkiem, ale troszkę upraszczasz;). Z kilkoma kwestiami
    pozwolę sobie popolemizować.

    1. Nadzieja, ok, złe słowo. Może lepiej cicha nadzieja?;). Zbyt totalnie
    zinterpretowałeś. Nie chodziło mi o nadzieję na bycie z kimś (zakładam, że
    mówimy o początkach znajomości), bo to byłaby skrajna naiwność. Raczej jakiś
    cień pozytywnych uczuć, które dana osoba wywołuje + maleńkie oczekiwanie, że ja
    w tej osobie również;) (a co się z tym wiaże: że MOŻE będziemy kontynuować
    znajomość, spotykać się i reszta wyjdzie w praniu). I czy to jest takie dziwne?
    Ne zdarzyło Ci się nigdy inaczej rozmawiać i zachowywać przy dziewczynie, która
    w jakiś sposób Ci się podoba/ jest w Twoim typie/ pociąga Cię (fizycznie,
    intelektualnie) niż z dziewczyną totalnie Ci obojętną?

    2. Pytanko: czy naprawdę uważasz, że osoby, które kogoś znalazły i są
    szczęśliwe w związkach nie miały żadnych oczekiwań? Nie "polowały"??? Że
    większości osób chodzi o takie tam poznawanie ludzi, bo "lubi się ludzi"? Wsród
    moich znajomych, których znam od dawna nie ma ani jednej takiej osoby;),
    zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Każdy z nich w jakimś tam momencie miał
    cichą nadzieję;).

    3. Sedno: mam wrażenie, że od osób samotnych/ mających problemy ze znalezieniem
    odpowiedniej osoby wymaga się rzeczy niemożliwych i troche sprzecznych. Bo mają
    byc szczęśliwe same ze soba z definicji, nie oczekiwać niczego od nikogo i
    przede wszystkim: nie narzekać... A niby dlaczego nie????;) Dlaczego nie nazwać
    rzeczy po imieniu, tzn. owszem, szczęście powinno się odnaleźć w sobie, ale dla
    większości ludzi kochanie i bycie kochanym to szczęście dwa razy większe. I
    osobiście nie wierzę w zapewnienia, że nie ma róznicy w subiektywnym poczuciu
    szczęścia gdy było się samemu, a później jest się z kimś. Na podstawie własnych
    doświadczeń: było mi dobrze samej, gdy byłam z kimś było mi LEPIEJ.......

    4. Aha, jeszcze jedno. Nie wiem jak jest u innych, ale ja mam tak, że granice
    mojego języka wyznaczają granice mojego świata;))) + to, co nie nazwane nie
    istnieje w moim, że tak powiem, polu świadomości.... Niestety... Przekładając
    to na sytuację "szukania" partnera (to złe słowo, bo dla żadnej normalnej osoby
    bycie w związku nie jest celem samym w sobie). Muszę najpierw być poznawczo na
    coś nowego nastawiona (np. mówię sobie w duchu, że chciałabym kogoś fajnego
    poznać) i....z reguły.....poznaję;). Natomiast jeśli powiem sobie w
    duchu "odpuszczam" (co u mnie wiąże się z dołami), to.....rzeczywistość to
    potwierdza, nie spotykam nikogo. I nie chodzi tu do końca o sztywność poznawczą
    czy jakąś fiksację na celu... W pewnym sensie prowokuję ten przypadek swoimi
    myślami (czy jeśli ktoś woli, interpretuje rzeczywistość przez filtr "celu" - i
    np. ktoś, kto się pojawia w stanie "odpuszczenia" nie istniej dla mnie, choć w
    fazie pozytywnego nastawienia może stać się kimś ważnym; a przecież to ta sama
    osoba)........

    Uffffff, co za elaborat....Lecę na wykład;))))!
  • kwieto 25.05.04, 14:07
    Oczywiscie ze upraszczam, bo staram sie przedstawic model, ktory sila rzeczy
    musi byc uproszczony, a wylapywac tylko to co najistotniejsze

    1. Zdarzylo :") Problem z wychodzeniem tej "nadziei" na pierwszy plan, po
    prostu. Nawet jesli jej nie werbalizujesz, to widac. Jak napis na czole.

    2. Pytanie czy mowimy o ludziach w zwiazkach, czy ludziach w szczesliwych
    zwiazkach? Z drugiej strony, chyba bez sensu byloby odwieszanie zycia na kolek
    pod haslem "ok, zrobie porzadek ze soba i wtedy do tego wroce". Rzecz w tym aby
    wszystko przebiegalo niejako rownolegle. Znowu wchodzi analogia z "szukaniem"
    i "rozgladaniem sie" - to pierwsze pochlania calkowicie, to drugie tylko
    czesciowo, zostawiajac duze pole dla innych dzialan. innymi slowy, poruszasz
    sie gdzies miedzy dwoma biegunami, jeden to totalna zaleznosc od innych (jak
    nie znajde pary to sie zabije itd), druga to totalna niezaleznosc (nikt mi nie
    jest potrzebny do szczescia). Prawda jak zwykle jest gdzies posrodku.

    Mysle jednak, ze wiekszosc sparowanych odpowie Ci, ze poznalo sie na luzie,
    przypadkiem, nie liczac na nic, a potem sie samo rozwinelo...

    3. No dobra, ja mam akurat inne doswiadczenia - w parze jest iles rzeczy
    fajnych, a iles minusow, bycie samemu ma iles innych fajnosci, ale tez sa i
    (inne) minusy.
    Wychodze z zalozenia, ze nie mam do konca wplywu na okolicznosci w ktorych
    zyje, i jesli ich nie moge zmienic, staram sie tak zorganizowac zycie by nie
    doskwieraly. Jestem sam, to organizuje sobie swiat tak by fajnie bylo samemu,
    jestem z kims, to organizuje tak by bylo fajnie z kims.
    Narzekanie - ok, przezywanie "zlych" emocji - ok, warto by jednak z tego
    narzekania cos dla siebie wyciagnac, dowiedziec sie w ten sposob czegos o
    sobie - i miec baze dzialania na przyszlosc.
    Poza tym "wymaga sie" to zle slowo. to ze sa samotni to ich problem i to oni
    musza go rozpracowac. Do tego jest potrzebny pewien wysilek, niezaleznie od
    tego jak ukierunkowany. Mam czasem wrazenie ze taki "samotny" to ktos kto nie
    bardzo wie co moze ze soba zrobic, i troche liczy ze partner zrobi to za niego.
    Bo gdyby wiedzial, to nie bylby samotny (nawet jesli zylby sam). I znowu, malo
    kto chce byc z osoba ktora trzeba "sterowac".

    4. Ok, ok, zwroc uwage, ze ja nie namawiam do zamkniecia sie na mozliwosci a
    raczej do przestawienia zycia tak, by nie bylo samotne w okresach gdy
    owe "mozliwosci" sie nie pojawiaja. Problem nie tyle zamkniecia drzwi, co
    zmiany perspektywy. Wracam do tego, ze dla ludzi ktorzy narzekaja na samotnosc
    zwiazek stanowi swego rodzaju "os" zycia. Sa w zwiazku - jest swietnie, nie sa -
    tragedia i lkanie po nocach (przesadzam). Ja natomiast namawiam by zwiazek
    przestal byc owa "osia". by byl jednym z elementow zycia, a nie jego glownym
    wypelniaczem.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 25.05.04, 20:40
    Kwieto, ponieważ w Twoich rozważaniach i radach jest sporo psychologicznego
    żargonu, pozwolę sobie także na takowy;).

    1. Metaforycznie i merytorycznie rzecz ujmując: dlaczego w przypadku osób
    samotnych robisz automatycznie i na wejściu atrybucję wewnętrzną? Dlaczego
    uważasz, że problem przede wszystkim leży w nich? Zakrawa to trochę na syndrom
    obwiniania ofiary. Przyznajesz przecież, że nie wszystko zależy od człowieka i
    na pewne rzeczy nie ma się wpływu (np. na to, jakich ludzi spotykasz bądź nie
    na swojej drodze).

    2. Gdyby pójść konsekwentnie Twoim tokiem myślenia, można by wyciągnąć wniosek,
    że ci, którym "się udało" w kwestii związkowej to jacyś nadludzie - zero
    wewnętrznego pokomplikowania, zero problemów, zdrowe i racjonalne jednostki,
    bez tendencji do uzależniania się od drugiej osoby, bez oczekiwań, że to druga
    strona pomyśli......Obserwacja otoczenia (przynajmniej moja) wskazuje na coś
    zupełnie innego.

    3. Wszystko można odkręcić w drugą stronę - także zarzut, że samotni są
    egoistyczni, egocentryczni, zafiksowani na jednym (czyt. byciu wreszcie w
    związku), w każdym widzący potencjalnego partnera i nie mający WŁASNEGO celu w
    życiu. A ci, którzy są sparowani to tacy dojrzali, altruistyczni i prawdziwie
    kochający, bo dający wolność drugiej stronie... Na poziomie praktycznym i
    obserwacyjnym - bzdura. A słyszałeś o czymś takim jak ucieczka przed
    rzeczywistością w związek, małżeństwo, rodzinę (dzieci jako usprawiedliwienie
    własnej egzystencji, nadawanie jej sensu przez wypełnianie społecznej misji)?
    To nie jest egoizm? Moim zdaniem tak, tylko poparty społeczną ideologią (i
    często martyrologią - vide matka-Polka).

    4. Załatwianie potrzeb seksualnych w agencji towarzyskiej........Aaaaaaaaaa,
    please.......;)

    Kurcze, wciągnęłam się!!!;)))))))
  • kwieto 26.05.04, 01:13
    1.
    Wiemy ze dana osoba nie potrafila soba zainteresowac nikogo przez 20pare lat swojego zywota.
    Mozemy tez przyjac zalozenie, ze nie mieszka na bezludziu (Vox to z duzym prawdopodobienstwem
    Warszawa), czyli raczej ma takie same szanse spotkac kogos ciekawego jak i inni.
    Jesli inni poznaja, a wrecz zmieniaja partnerow, a ow "samotny" nie, to jak inaczej rzecz wytlumaczyc?
    Osobista Boska interwencja i robieniem biedakowi na zlosc?

    2.
    Juz mowilem (nie pamietam czy Tobie czy Robsonowi) - masz spektrum po ktorym sie poruszasz.
    Nie musisz popadac w druga skrajnosc, wystarczy ze wystarczajaco mocno sie w tym kierunku
    przesuniesz. Szczerze mowiac, w tym co mowie dosc mocno czerpie z Zen. Zenisci zalecaja na
    przyklad, by kazda rzecz traktowac po rowno. Jestes z kims - dobrze. Jestes sam(a) - tak samo
    dobrze! Wtedy przestaje tak bardzo zalezec na byciu z kims, a staje sie to bardziej sprawa
    osobistego wyboru. Zwroc uwage na to co pisze Vox - najbardziej blokuje go wlasnie to, ze mu
    zalezy!
    Im wiecej masz do tego dystansu tym latwiej. Co nie oznacza ze masz dystans do innych spraw. Ja tez
    mam swoje kompleksy, swoje wady itd itp. cierpie z ich powodu jedynie wtedy gdy trace do tego
    dystans (co sie czasami zdarza).

    3.
    Dobra, pytanie czy matka-polka jest osoba szczesliwa? Czy uciekajacy w malzenstwo sa w tym
    malzenstwie szczesliwi? Bardzo w to watpie (aczkolwiek chetnie poczytam o przykladach takich
    zwiazkow). Zaczynam miec wrazenie ze mowimy o dwoch roznych sprawach. Ja mowie o tym co moze
    sprawic ze czlowiek bedzie szczesliwy i (oprocz tego!) zdolny do tworzenia satysfakcjonujacego
    zwiazku. Watpie by bez osobistego, wewnetrznego poczucia szczescia/zadowolenia z zycia dalo sie
    stworzyc cos satysfakcjonujacego obie strony. Ty mowisz o zwiazku jako celu zmian, co z mojego
    punktu widzenia jest absolutnym nieporozumieniem.

    4.
    A dlaczego nie? Bo niemoralne? pal licho niemoralnosc, rozumiem ze potrzeba seksu jest potrzeba
    fizjologicznie wazna i nie widze powodu by ja zrealizowac akurat w ten sposob.
    Czy Twoim zdaniem uczciwsze jest gdy np. ktos podrywa dziewczyny na jedna noc?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 26.05.04, 18:47
    Witam, z chęcią polemizuję dalej;).

    1. Chłopak 25-letni, który nie jest sparowany, nie musi automatycznie
    być "zaburzony". Mógł bowiem w dotychczasowym życiu dużo uczyć się, pracować/
    uczyć się i pracować, przebywać w mało sfeminizowanym środowisku i nie nabyć
    umiejętności skutecznego podrywu (brak treningu), być trochę nieśmiały (co
    wydaje mi się ludzkie, niekoniecznie patologiczne), pochodzić z mało zamożnej
    rodziny, przez co nie mógł korzystać z dobrodziejstw przemysłu rozrywkowego
    sprzyjającego poznawaniu ludzi(knajpki, koncerty, kręgle, itp. a nawet droższe
    hobby). A jeśli założyć, że potrzeba kochania kogoś i wszystko co z tym
    związane (m.in. seks) są uniwersalne - frustracja gotowa. I dla mnie
    utyskiwanie z powodu tej frustracji jest naturalniejsze niż zaprzeczanie jej
    istnieniu i hamerykańskie keep smiling. Oczywiście istotą problemu nie jest
    zatrzymanie się w stanie narzekania i nicnierobienie. Ale można chyba przyznać,
    że niektórzy mają trudniej na wejściu, no nie? I zanim zaproponuje się im
    redefinicję poznawczą problemu;), najzwyczajniej w świecie poklepać po
    ramieniu?;) W Twoich radach IMHO wieje takim chłodem racjonalności, że strach
    się bać;).

    2. O popadaniu w skrajności - mogę odbić piłeczkę;))). Ale teraz nie o tym...
    Zen, tao, buddyjska droga środka. Pięknie, ale żyjemy w świecie zachodu, który
    promuje rodzaj wszechmocy, tego, że osiągniesz wszysko, czego pragniejsz, jeśli
    konsekwentnie dążysz do celu. A wokół siebie masz przykłady tych, którym się
    udało... Kolejny potencjalny grunt frustracji. O ile łatwiej byłoby samotnym,
    gdyby urodzili się np. w Indiach (pomijając fakt, że pewnie samotni by nie
    byli, bo rodzice już dawno by ich z kimś skojarzyli;)) - swój stan mogliby
    przypisać bezlitosnemu prawu karmana;).

    3. Zam osobiście (i bardzo dobrze, bo to osoba z rodziny) szczęśliwą matkę-
    Polkę. To dziewczyna w moim wieku (25 lat). Nie ukrywa, że małżeństwo i
    urodzenie dziecka to szczyt jej marzeń i ambicji życiowych (po wyjściu za mąż
    rzuciła studia). Nie ma zamiaru iść do pracy, bo jak twierdzi "od tego jest
    mężczyzna" (razem z mężem mieszka z rodzcami na ich koszt, zresztą oboje nie
    mają stałego źródła utrzymania). Mają półroczne dziecko. Ona czuje
    się "szczęśliwa, kobieca i spełniona". Czyli - każdemu wg potrzeb...

    4. Nie chodzi o żadną moralność, raczej szacunek do samego siebie, intymność z
    kimś wybranym... Jeśli seks traktować tylko fizjologicznie, to można zaspokoić
    się samemu.
  • kwieto 27.05.04, 17:39
    > Witam, z chęcią polemizuję dalej;).

    No to myk, uprzedzam ze bedzie dlugie.

    1.
    Pierwsze pytanie - co rozumiesz przez "potrzeba kochania kogos i wszystko co z
    tym zwiazane sa uniwersalne". Np. moglbym powiedziec ze genralnie kocham swiat -
    swoje otoczenie, to z czym sie stykam, etc. Zatem moja "potrzeba kochania"
    jest zaspokojona az nadto, niezaleznie czy jestem w zwiazku czy nie.
    Druga sprawa - ow 25 letni chlopak. Zakladam, ze uczyl sie, pracowal itd bo
    sprawialo mu to autentyczna przyjemnosc, radosc, ze dlatego odpuscil sobie
    podrywanie itp. Nie rozumiem, gdzie tu jest miejsce na frustracje w takim
    razie. Jesli on teraz zacznie odkrywac swiat randek, podrywania itd - to
    zakladam ze bedzie szukal tu podobnej radosci i przyjemnosci. I bedzie czerpal
    duzo radosci z samego randkowania jako takiego, nawet jesli nie doprowadzi ono
    do tego ze cos zaiskrzy. Przypomina mi sie tutaj fajna wypowiedz, z pozoru
    paradoksalna: "spedzilem z nia cudowny wieczor, ale to nie bylo to".
    Problem np. Vox'a jest IMO taki, ze traktuje randke troche jak przeszkode do
    pokonania na drodze do celu - wywoluje u niego strach, bo ma w glowie cel -
    nawiazanie bliskiej relacji. I ten cel go paralizuje, bo cale swoje zachowanie
    w stosunku do interesujacej go dziewczyny poddaje ocenie pt. "czy przybliza,
    czy oddala mnie to od osiagniecia CELU".
    To co ja mowie, to maly hokus-pokus, ktory sprawia, ze ow cel przestaje byc
    istotny, i zaczyna sie do niego podchodzic na luzie.
    Bo mysle ze wewnetrzne poczucie szczescia (czy pelni jesli wolisz) daje duze
    oparcie w samym sobie (albo odwrotnie, na jedno wychodzi), co z kolei sprawia
    ze nabierasz dystansu, co z kolei sprawia, ze stajesz sie bardziej otwartym -
    na swiat, na ludzi. I na randce bardziej sie liczy ciekawa rozmowa, niz to czy
    po randce wyladujecie w lozku, czy staniecie sie para. Zmienia sie perspektywa -
    poznajesz ludzi bo sa ciekawi, a nie dlatego ze sa potencjalnymi kandydatami
    na partnera. I odpada strach, ze powiedziales cos nie tak i zawaliles sprawe,
    bo "cel" nie jest az tak istotny.
    Trzecia rzecz - "gorszy start" - moim zdaniem to tylko wymowka, zwalajaca
    problem na okolicznosci. Jesli idzie np. o mnie, to nie moge za bardzo
    powiedziec, ze mialem lepszy start od Vox'a, a dosc prawdopodobne ze sporo
    gorszy. Pierwszy raz z dziewczyna calowalem sie dopiero na studiach, i bylem
    chorobliwie wrecz niesmialy w stosunku do dziewczyn ktore mi sie podobaly. Z
    kolei tryb zycia (studia, poza miastem gdzie sie wychowywalem, i jednoczesnie
    praca) raczej nie sprzyjal nawiazywaniu nowych znajomosci. Tyle na temat
    gorszego startu.
    Owszem, nie poklepuje po ramieniu, jakos nie umiem, zwlaszcza ze
    wszelkie "bedzie lepiej" w moim odczuciu traca falszem.


    2. Tu mamy znowu wymowke - "zyjemy w swiecie zachodu". Pytanie na czym nam
    bardziej zalezy - na zadowoleniu z wlasnego zycia czy na spelnianiu stereotypu
    takiego co mu "sie udalo"? Nie mowiac o tym, ze wschod jest ostatnio bardzo
    modny :"P
    Z drugiej strony mozna powiedziec ze dazenie do bycia w parze to efekt
    marketingowego oglupienia - zwroc uwage, ze promuje sie wszedzie bycie razem, z
    kims. Single traktowani sa jako swego rodzaju dziwolagi, nawet jesli sa
    singlami z wyboru i swietnie sie z tym czuja.
    Ponawiam pytanie, na czym nam bardziej zalezy?
    Moim zdaniem nie da sie osiagnac szczescia szukajac go na zewnatrz siebie (a
    przekonanie ze znajdzie sie je poprzez bycie z kims czyms takim jest),
    niezaleznie od tego z jaka kultura obcujemy. No i ja nie obiecywalem ze bedzie
    latwo - tez sie wozilem z tym przez pare lat.


    3. OK. Bede nieco sarkastyczny - tez takie znam.
    Problem sie zaczal wtedy gdy dzieci stwierdzily ze sa juz duze i czas sie
    wyprowadzic z domu, a w zycie Matki-Polki wkradla sie pustka...
    Znowu wracamy do tego, ze szczescia nie da sie znalezdz nigdie poza soba. W
    kazdym razie nie takie ktore by bylo trwale. Mnie rozwiazania przejsciowe jakos
    nigdy nie necily.
    Oczywiscie, sa tez i takie Matki-Polki ktore po odejsciu dzieci znajda sobie
    inne zajecia ktore beda im sprawiac radosc. Ale tutaj z nie mamy do czynienia z
    sytuacja typu bycie matka-polka = recepta na szczescie. Po prostu robia to co
    lubia a jak nie moga tego robic to robia inne rzeczy ktore lubia i nie placza z
    tego powodu. Dam moze jasniejszy przyklad - uwielbiam fotografie. Bywaly takie
    okresy, ze aparat fotograficzny mialem ze soba wszedzie. Fotografia daje mi
    kapitalna radosc. Ale z drugiej strony, zdarzaly sie tez okresy, ze nie moglem
    robic zdjec przez dluzszy okres czasu (bo np. rabnieto mi sprzet). Moge wtedy
    zachowac sie na dwa sposoby - wpadac w dola, ze nie mam sprzetu, ze chcialbym
    fotografowac, ale nie mam mozliwosci itd, albo zajac sie innymi rzeczami ktore
    sprawiaja mi radosc, a do fotografii wrocic kiedy nadarzy sie okazja sprawienia
    sobie nowego sprzetu. IMO, to drugie rozwiazanie jest znacznie bardziej
    sensowne.
    Mozesz teraz stwierdzic, ze fotografia to nie to samo co milosc. Dlaczego niby?


    4. Owszem. Ale gdzies tutaj padlo o okreslenie "potrzeba bycia z kims".
    Potrzeby traktuje jako sprawy fizjologiczne. Tak jak potrzeba jedzenia, spania,
    oddychania, etc. To bez czego nie jestes w stanie funkcjonowac to sprawa
    fizjologii, reszta to dodatki i bardziej pragnienia (bez ktorych mozna sie
    obejsc) niz potrzeby. Wiec albo fizjologia, albo bonus, ktory raczej nie
    podniesie "bazowej" jakosci zycia.
    Tak jak nie podniesie jej np. nowy samochod.
    Jesli zas jestesmy przy temacie szacunku, moralnosci itd., to warto tez
    spojrzec na sprawe z drugiej strony. Jesli partner ma byc dla mnie kims kto
    sprawia ze jestem szczesliwy (a skoro bycie z kims jest potrzeba, to na to
    wychodzi), to moim zdaniem jest to podejscie strasznie instrumentalne...


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 24.05.04, 20:41
    > A zmiana nastawienia moze miec kolosalne znaczenie, co wiem z autopsji
    (mialem
    > kiedys problemy
    > identyczne do Vox'owych i to wcale nie przypadek zmienil ta sytuacje)

    Najwidoczniej jednak już o tym zapomniałeś, albo tylko ci się wydaje,
    że twoja sytuacja była podobna. Zbyt łatwo wpadasz w mentorski ton,
    na dodatek proponując mocno magiczne myślenie, aby twoje rady odniosły
    oczekiwany skutek.

    R.
  • kwieto 24.05.04, 20:48
    przeczytaj koncowke mojego postu do Bell - jakos relacje innych ktorzy mieli podobny problem
    zdaja sie potwierdzac moja teze.
    Tyle ze do tego trzeba dojsc samemu, przeeksperymentowac na sobie.

    Na marginesie, ciekawi mnie Twoj opor przed tym co proponuje. Skoro inne rozwiazania sie nie
    sprawdzily, dlaczego nie sprobowac tego? Moze pomoze, moze nie, dlaczego je z gory przekreslac?
    Przeciez nic na tym nie tracisz?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: rosbon IP: *.crowley.pl 24.05.04, 21:42
    kwieto napisał:

    > przeczytaj koncowke mojego postu do Bell - jakos relacje innych ktorzy mi
    > eli podobny problem
    > zdaja sie potwierdzac moja teze.

    Relacja Bell jakoś nie.

    > Na marginesie, ciekawi mnie Twoj opor przed tym co proponuje. Skoro inne r
    > ozwiazania sie nie
    > sprawdzily, dlaczego nie sprobowac tego? Moze pomoze, moze nie, dlaczego j
    > e z gory przekreslac?

    Zakładasz implicite, że sam tego nie próbowałem. Robisz to tak dlatego,
    że będąc całkowicie przekonanym o skuteczności twoich propozycji, zakładasz,
    że każdy, kto je konsekwentnie stosuje, osiągnie swój cel. Jeśli nie: oznacza
    to, że nie próbował bądź zabrakło konsekwencji.

    Chińska pułapka na palec.

    R.

  • kwieto 24.05.04, 21:57
    > Relacja Bell jakoś nie.

    Tyle ze ona mowi o rezygnacji (w sensie: "nic mi sie nie uda, jest zle"), a nie odpuszczeniu sobie.

    > Zakładasz implicite, że sam tego nie próbowałem.

    A probowales?

    > Robisz to tak dlatego,
    > że będąc całkowicie przekonanym o skuteczności twoich propozycji, zakładasz,
    > że każdy, kto je konsekwentnie stosuje, osiągnie swój cel. Jeśli nie: oznacza
    > to, że nie próbował bądź zabrakło konsekwencji.

    Niezupelnie. Zachcecam do probowania, uznajac ze lepiej jest probowac niz siedziec i plakac, nie
    majac za bardzo pomyslu co ze soba zrobic.
    Vox nie ma wlasnych propozycji zmiany sytuacji, ja mu podpowiadam cos co moze sie sprawdzi.

    Jestem natomiast przekonany, ze zadbanie o bycie szczesliwym we wlasnym zakresie (czytaj:
    sprawienie by samotnosc nie doskwierala) pomoze, a na pewno nie zaszkodzi.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Bell IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.05.04, 22:30
    Pozwolę jeszcze tutaj się wtrącić;) (to tak na koniec, bo jestem dzisiaj
    śpiąca;)). Masz rację co do tego, że warto próbować i że jest to lepsze niż
    siedzenie z założonymi rękami. Ale jest też zjawisko zwane zmęczeniem
    materiału. I są osoby na to podatne. Po iluś tam próbach (zakończonych
    niepowodzeniem), po randkach z kimś, kto od początku się nie widzi, ale "trzeba
    sobie dać szansę" nadchodzi kryzys. I często zgorzknienie (nie mówiąc już
    większych dołach czy wyuczonej bezradności). Niestety. Trzeba to przezwyciężać,
    ale w głębi ducha zazdrości się osobom, które wcześniej na siebie trafiły. I
    mnie osobiście nic a nic takie rozżalenie nie dziwi.

    dobranoc:)
  • kwieto 24.05.04, 22:50
    > ale w głębi ducha zazdrości się osobom, które wcześniej na siebie trafiły. I
    > mnie osobiście nic a nic takie rozżalenie nie dziwi.

    Nie dziwi, o ile rzeczywiscie robi sie cos by to zmienic, o ile sie nad tym pracuje probuje.
    Jak sie probuje przekraczac wlasne bariery

    Co do zmeczenia materialu:

    Dlatego mowie o "Robinsonie na bezludnej wyspie". Jesli ktos potrafi byc w takiej sytuacji
    szczesliwy, to pojawienie sie Pietaszka (partnera) jest tylko powiekszeniem szczescia.
    Jesli nie jest szczesliwy, to i dziesieciu "Pietaszkow" mu nie pomoze.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: Vox IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.05.04, 22:59
    O, widzę, że zniknąłem na parę dni, a wątek żyje swoim życiem :)

    Jeśli mogę się wtrącić: aczkolwiek uważam, że Kwieto jest optymistą w radach,
    których mi udzielał (np. z zaczepieniem obcej dziewczyny na ulicy miałoby
    problem naprawdę sporo ludzi, nie tylko tych patologicznie nieśmiałych), to
    jednak sporo racji miał i pomógł mi uświadomić sobie parę błędów w moim
    rozumowaniu. Skonsultowałem się z moją terapeutką i ona pewne twierdzenia
    Kwieta mi potwierdziła :) Tak więc powiem tyle: Kwieto, Robson, Bell - wszyscy
    macie rację w tym, co mówicie. Prawda po prostu leży gdzieś pośrodku...
  • Gość: robson IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.04, 23:18
    Nie cierpię mieć racji.

    R.
  • Gość: robson IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.04, 23:30
    kwieto napisał:
    > A probowales?

    Tak.

    Łatwą do przewidzenia gałąź:

    -- "A jak? I jak długo?"
    -- "Tak a tak, tyle"
    -- "A trzeba było nie tak, a siak i więcej albo inaczej"

    wolę od razu odrąbać.

    Pomyśl sobie, że rozmawiasz z 30-letnim Vox'em.

    R.
  • kwieto 24.05.04, 23:56
    ee, ja zapytam:

    I co z tego wyniklo?
    Nadal jestes "Vox'em"?
    Jesli tak, to nie o takie proby mi chodzilo.

    Ten Robinson na bezludnej wyspie.

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 00:04
    kwieto napisał:

    > I co z tego wyniklo?
    > Nadal jestes "Vox'em"?

    Aha.

    > Jesli tak, to nie o takie proby mi chodzilo.

    No pewnie, że nie. Gdyby były takie, o jakie ci
    chodziło, to by się musiało udać, czyż nie?

    >Ten Robinson na bezludnej wyspie.

    Mam nawet papugę i Piętaszka. I podobne imię.

    R.
  • kwieto 25.05.04, 07:21
    > No pewnie, że nie. Gdyby były takie, o jakie ci
    > chodziło, to by się musiało udać, czyż nie?

    Czyz tak. Bo jesli tak sobie zmienisz zycie, ze nie brakuje Ci tej "drugiej osoby", to udalo Ci sie
    niezaleznie od tego czy takowa spotkasz czy nie. Jesli nie - skoro Ci jej nie brakuje, to zaden
    problem. Jesli tak - to tez dobrze

    > Mam nawet papugę i Piętaszka. I podobne imię

    I jestes szczesliwy?

    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 11:26
    kwieto napisał:

    > Czyz tak. Bo jesli tak sobie zmienisz zycie, ze nie brakuje Ci tej "drugiej oso
    > by", to udalo Ci sie
    > niezaleznie od tego czy takowa spotkasz czy nie. Jesli nie - skoro Ci jej ni
    > e brakuje, to zaden
    > problem. Jesli tak - to tez dobrze

    Zadania na matematyce pewnie rozwiązywałeś przez zmianę treści.

    > I jestes szczesliwy?

    Nie.

    R.
  • kwieto 25.05.04, 11:40
    > Zadania na matematyce pewnie rozwiązywałeś przez zmianę treści.

    Demagogia.
    Zycie to nie matematyka. Sadzisz ze do kazdej sytuacji da sie zastosowac jeden
    z pakietu standartowych wzorkow czy regulek?

    Sprzedaj mi kilka takich.

    > Nie.

    Wiec nie wiesz o czym mowie.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.05.04, 11:52
    kwieto napisał:

    > Demagogia.
    > Zycie to nie matematyka. Sadzisz ze do kazdej sytuacji da sie zastosowac jeden
    > z pakietu standartowych wzorkow czy regulek?

    To dla ciebie m. jest pakietem regułek? Ja ani do niej, ani do życia nie
    podchodzę podobnie.

    > Sprzedaj mi kilka takich.

    Nie mam na zbyciu.A takie typu "jak będziesz szczęśliwy, to będziesz szczęśliwy"
    wydają mi się mało warte.

    > Wiec nie wiesz o czym mowie.

    Podobnie może powiedzieć wierzący do ateisty.

    R.
  • kwieto 25.05.04, 12:03
    > To dla ciebie m. jest pakietem regułek? Ja ani do niej, ani do życia nie
    > podchodzę podobnie.

    Matematyka jest ujeciem praw natury w zapis, ktory mozna zuniwersalizowac.
    Z zyciem nie bardzo sie tak da.
    Za duzo zmiennych - Ty sie zmieniasz, Twoje otoczenie sie zmienia. "nie wchodzi
    sie dwa razy do tej samej wody".

    Masz relacje Ty<>swiat. Nie dogadujesz sie (bo nie jestes szczesliwy). Masz
    dwie mozliwosci - zmienic swiat, albo zmienic siebie. To drugie jest zwyczajnie
    latwiejsze.


    > Nie mam na zbyciu.A takie typu "jak będziesz szczęśliwy, to będziesz
    szczęśliwy
    > "
    > wydają mi się mało warte.

    Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?
    W kwestii szczescia stwierdzilem, ze jesli nie potrafisz byc szczesliwy
    samotnie, w tej chwili, to nie bedziesz potrafil byc z kims i vice versa. I ze
    to wlasnie powoduje ze nie mozesz znalezc pary.
    Wiec masz podany jak na talerzu kierunek dzialania. Czy z niego skorzystasz -
    Twoja sprawa.

    > Podobnie może powiedzieć wierzący do ateisty

    Znowu demagogia.
    Kwestia wiary to zupelnie co innego.
    Bo ateisci zwykle sa zadowoleni z tego ze sa ateistami. I nie narzekaja ze
    chcieliby byc wierzacy, ale nie potrafia.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 25.05.04, 14:10
    kwieto napisał:
    > Matematyka jest ujeciem praw natury w zapis, ktory mozna zuniwersalizowac.

    To tylko jedna z filozofii m., z którą się osobiście nie zgadzam (to na marginesie)

    > Z zyciem nie bardzo sie tak da.
    > Za duzo zmiennych - Ty sie zmieniasz, Twoje otoczenie sie zmienia.

    To nie ja układam ogólne recepty na szczęście.

    > Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?

    Ciągle. Poniżej również.

    > W kwestii szczescia stwierdzilem, ze jesli nie potrafisz byc szczesliwy
    > samotnie, w tej chwili, to nie bedziesz potrafil byc z kims i vice versa. I ze
    > to wlasnie powoduje ze nie mozesz znalezc pary.

    Ktoś (chyba Bell) zbił to wyżej: można znaleźć na pęczki kontrprzykładów.

    A dlaczego niby to by mnie miało stopować? Czy twoim zdaniem łatwiej mi,
    czy ogólnie: komukolwiek, jest dążyć do szczęścia samemu czy w dwójkę?
    Czemu w ogóle ma to być warunkiem wstępnym? Z daleka mi to cuchnie podejściem
    "odsuń się, nie przeszkadzaj innym, nie zaśmiecaj nam puli genetycznej".

    > Wiec masz podany jak na talerzu kierunek dzialania. Czy z niego skorzystasz -
    > Twoja sprawa.

    A podobno ludzie są różni, otoczenie się zmienia i jest za dużo zmiennych?

    > Kwestia wiary to zupelnie co innego.
    > Bo ateisci zwykle sa zadowoleni z tego ze sa ateistami. I nie narzekaja ze
    > chcieliby byc wierzacy, ale nie potrafia.

    Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).

    R.
  • kwieto 25.05.04, 14:46
    > To tylko jedna z filozofii m., z którą się osobiście nie zgadzam (to na
    > margine sie)

    OK. w koncu nie o matematyce tu mowimy. Moim zdaniem Twoje porownanie nie bylo
    najszczesliwsze.

    > To nie ja układam ogólne recepty na szczęście.

    Bazujace na ogolnych zasadach. Co innego "zmiana tresci zadania z matematyki",
    a co innego podanie reguly ktorej ogolnej sesnownosci nawet nie probowales
    podwazyc, w kazdym razie nie podales argumentow na jej niespojnosc.

    Nie ta skala, po prostu. To co sprawdza sie makro, nie koniecznie sprawdza sie
    mikro.

    > > Ja cos takiego powiedzialem? Gdzie?
    >
    > Ciągle. Poniżej również.

    Niezupelnie. Z Twojego podsumowania wyszko ignotum per ignotum, ja podaje dosc
    konkretny warunek, przelozenie jednej sytuacji na druga.
    Ty wyciales ten fragment, pozbawiajac calosc sensu.

    > Ktoś (chyba Bell) zbił to wyżej: można znaleźć na pęczki kontrprzykładów.

    Bell trafila troche obok, w tym problem.

    > A dlaczego niby to by mnie miało stopować? Czy twoim zdaniem łatwiej mi,
    > czy ogólnie: komukolwiek, jest dążyć do szczęścia samemu czy w dwójkę?
    > Czemu w ogóle ma to być warunkiem wstępnym? Z daleka mi to cuchnie podejściem
    > "odsuń się, nie przeszkadzaj innym, nie zaśmiecaj nam puli genetycznej".

    Mysle ze dazyc do szczescia inaczej niz samemu sie po prostu nie da, bo w
    gruncie rzeczy (poki nie istnieje telepatia i sposob na przeniesienie
    odczuwania emocji na druga osobe) caly czas jestes sam. Nawet jak masz zone i
    gromadke dzieci. I do tej samotnosci sie odwoluje, jesli na tym poziomie nie
    potrafisz byc (lub chociaz bywac) zadowolony z zycia, to i milosc Ci tego nie
    zapewni. Bo zycie we dwoje to nie tylko dzielenie sie szczesciem ale i
    problemami. A zycie samo w sobie jest najczesciej przecietne i co zrobisz jak
    nowa zabawka (czytaj: ukochana) zwyczajnie sie znudzi, spowszednieje?


    > A podobno ludzie są różni, otoczenie się zmienia i jest za dużo zmiennych?

    Znowu przekladasz makro na mikro i dziwisz sie ze nie wychodzi.
    Porownajmy to do plynacej wody. Zasada jest to, ze plynie z gory na dol,
    wyszukujac sobie takie koryto, gdzie opor otoczenia jest najmniejszy.
    Natomiast konkretna rzeczywistosc, to czy strumien poplynie w danym miejscu w
    lewo czy w prawo, to juz kompletnie inna historia. Ty natomiast zasade ogolna
    probujesz ujac w ramy - 100 metrow prosto, 50 metrow w prawo, 30 metrow w
    lewo... tak sie nie da.

    > Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).

    Zapewne. Czy napewno sa ateistami z wyboru?


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 25.05.04, 15:36
    kwieto napisał:

    > Bazujace na ogolnych zasadach. Co innego "zmiana tresci zadania z
    matematyki",
    > a co innego podanie reguly ktorej ogolnej sesnownosci nawet nie probowales
    > podwazyc, w kazdym razie nie podales argumentow na jej niespojnosc.

    Zauważyłeś? To dlatego, że się ciężko podważa tautologie.

    > Mysle ze dazyc do szczescia inaczej niz samemu sie po prostu nie da, bo w
    > gruncie rzeczy (poki nie istnieje telepatia i sposob na przeniesienie
    > odczuwania emocji na druga osobe)

    A podobno nieszczęście i desperacja są widoczne jakby były wypisane na czole:
    czyżby argument na to, że telepatia jednak istnieje?

    Poza tym wydaje mi się, że "jestem nieszczęśliwy" to wg. ciebie "jutro będę się
    wieszał". A można to wypowiedzieć takim samym tonem jak np. "dzisiaj będzie
    padać".

    > A zycie samo w sobie jest najczesciej przecietne i co zrobisz jak

    Dużo bym dał za przeciętność.

    > nowa zabawka (czytaj: ukochana) zwyczajnie sie znudzi, spowszednieje?

    Masz tam jakąś szklaną kulę? Można zajrzeć?

    > Znowu przekladasz makro na mikro i dziwisz sie ze nie wychodzi.

    Bo twoje makro da się przedstawić tak:

    Szczęśliwy sam -> szcześliwy w związku.
    Nieszczęśliwy sam -> nieszczęśliwy w związku.

    Rozwój sytuacji:

    Nieszczęśliwy sam -> pogodniejszy w związku -> szcześliwi razem

    uparcie przedstawiasz jako niemożliwy, nieracjonalny, niezgodny z ogólnymi
    zasadami rządzącymi ludźmi. Bo co innego obserwowałeś w otoczeniu? Na pewno nie
    masz aż tak wielu dobrych znajomych (na tyle, aby poznać szczegóły ich życia
    prywatnego) dodatkowo pochodzących z różnych środowisk, o rozmaitym świato-
    poglądzie itp., aby stanowili oni dobrą próbkę statystyczną.

    Dlaczego tak uparcie ludziom, którzy mówią "moim problemem jest brak partnera"
    powtarzasz "to wcale nie twój problem, ja wiem lepiej, co jest twoim
    problemem"?.

    >> Zdarzają się tacy (to znów na marginesie).
    >
    > Zapewne. Czy napewno sa ateistami z wyboru?

    Margines się skończył.

    R.
  • kwieto 25.05.04, 16:15
    > Zauważyłeś? To dlatego, że się ciężko podważa tautologie.

    Jak sie wytnie polowe wypowiedzi to nie dziwne ze wyszla tautologia

    > A podobno nieszczęście i desperacja są widoczne jakby były wypisane na czole:
    > czyżby argument na to, że telepatia jednak istnieje?

    Nie. Bo to ze widze ze kogos boli, nie znaczy ze wiem CO go boli. A bez tej
    wiedzy on ze swym bolem jest sam. Znowu mamy problem skali - zewnetrzny przejaw
    to nie to samo co poczucie tego co siedzi pod nim.

    > Poza tym wydaje mi się, że "jestem nieszczęśliwy" to wg. ciebie "jutro będę
    > się wieszał". A można to wypowiedzieć takim samym tonem jak np. "dzisiaj
    > będzie padać".

    Bo ja czuje roznice miedzy "jestem nieszczesliwy" a "nie jestem szczesliwy". To
    pierwsze jest na skali dalej w kierunku rozpaczy. Jesli nie przeszkadza Ci to
    ze jestes nieszczesliwy (zakladam, ze padajacy deszcz Ci nie przeszkadza), to w
    czym w ogole problem?

    > Dużo bym dał za przeciętność.

    Az takie to trudne?

    > Masz tam jakąś szklaną kulę? Można zajrzeć?

    Nie mam. po prostu euforia predzej czy pozniej zawsze mija. Bo nie ma
    ksiezniczek z bajki, kazdemu zdarza sie smierdziec, pierdziec, srac...
    I romantyczna milosc raczej ma tu male zastosowanie.

    > Szczęśliwy sam -> szcześliwy w związku.
    > Nieszczęśliwy sam -> nieszczęśliwy w związku.

    Uhm, przynajmniej w dluzszym okresie czasu.
    Oczywiscie w zwiazku trzeba wziac pod uwage role drugiej osoby, ale ona ma,
    moim zdaniem, znaczenie drugorzedne. Raczej jako wzmacniacz, katalizator, niz
    remedium.

    > Rozwój sytuacji:
    >
    > Nieszczęśliwy sam -> pogodniejszy w związku -> szcześliwi razem
    >
    > uparcie przedstawiasz jako niemożliwy, nieracjonalny, niezgodny z ogólnymi
    > zasadami rządzącymi ludźmi. Bo co innego obserwowałeś w otoczeniu? Na pewno

    Mozliwy, moim zdaniem na krotka mete. Bo proponowany przez Ciebie rozwoj
    sytuacji jest ok, do pierwszego pekniecia. Pozniej okazuje sie, ze w gruncie
    rzeczy dalej jest sam (patrz: telepatia), albo ze on ma dola a zona zamiast
    ratowac i pocieszac narzeka ze dzieci trzeba wykapac i gwozdz w sciane wbic
    jakis... Slowem, szara rzeczywistosc, przed ktora nie da sie uciec. Konflikty
    ("ty mnie nie rozumiesz"), chcec dominacji (zazdrosnicy, bojacy sie stracic
    ukochana) itd. To wszystko bedzie wylazic i sprawi ze zwiazek albo peknie, albo
    sie kompletnie wypali.
    Bo "szczescie" o ktorym mowisz jest w gruncie rzeczy egoistyczne: "mam kogos
    kto mnie kocha" i jako takie dosc kruche.

    Bardziej prozaicznie - ukochana wpada pod samochod i umiera. Zostaje kredyt za
    mieszkanie i dzieciska do wykarmienia. Co wtedy?

    > masz aż tak wielu dobrych znajomych (na tyle, aby poznać szczegóły ich życia
    > prywatnego) dodatkowo pochodzących z różnych środowisk, o rozmaitym świato-
    > poglądzie itp., aby stanowili oni dobrą próbkę statystyczną.

    Wystarczy poczytac forum, popatrzec na statystyczne przyczyny rozwodow itp. itd.

    Z drugiej strony - masz duzo znajomych, samotnie nieszczesliwych, ktorzy sa
    szczesliwymi parami? Dluzej niz przez kilka lat?

    > Dlaczego tak uparcie ludziom, którzy mówią "moim problemem jest brak
    partnera"
    > powtarzasz "to wcale nie twój problem, ja wiem lepiej, co jest twoim
    > problemem"?.

    Przedstawiam swoj punkt widzenia. Probuje siegnac glebiej i rozwiazac problem
    dlugofalowo, nie interesuje mnie "leczenie objawowe", bo to dziala tylko na
    chwile.

    Nie musisz z tego korzystac.


    --
    I nie chrzań, że pisałaś o cymś w oderwaniu od forum, bo to tanie zagranie :)
    __AnoMalie__
  • Gość: robson IP: *.crowley.pl 25.05.04, 16:52
    kwieto napisał:

    > Jak sie wytnie polowe wypowiedzi to nie dziwne ze wyszla tautologia

    Ja nie wycinam połowy, przeciwnie: przeczytałem wszystko. Poza tym słowem nie
    podważyłem części "praktycznej".

    >> Dużo bym dał za przeciętność.
    > Az takie to trudne?

    Aż.

    > Nie mam. po prostu euforia predzej czy pozniej zawsze mija. Bo nie ma
    > ksiezniczek z bajki, kazdemu zdarza sie smierdziec, pierdziec, srac...
    > I romantyczna milosc raczej ma tu male zastosowanie

    Czy mi się wydaję, czy stwierdziwszy, że się co do paru rzeczy nie zgadzamy
    przypisujesz mi z rozpędu wszystko, z czym sam się nie zgadzasz, w tym
    kompletne niedorzeczności?

    > Pozniej okazuje sie, ze w gruncie
    > rzeczy dalej jest sam (patrz: telepatia), albo ze on ma dola a zona zamiast
    > ratowac i pocieszac narzeka ze dzieci trzeba wykapac i gwozdz w sciane wbic
    > jakis...

    A może mi właśnie o to chodzi? Bo teraz tylko mam doła. Gdybym miał gwóźdź do
    wbicia i dzieci do wykąpania, dół byłby nieistotny.

    > To wszystko bedzie wylazic i sprawi ze zwiazek albo peknie, albo
    > sie kompletnie wypali.

    Być może, a być może nie.

    > Bo "szczescie" o ktorym mowisz jest w gruncie rzeczy egoistyczne: "mam kogos
    > kto mnie kocha" i jako takie dosc kruche.

    Znowu na mnie coś przelewasz.

    > Bardziej prozaicznie - ukochana wpada pod samochod i umiera. Zostaje kredyt
    za
    > mieszkanie i dzieciska do wykarmienia. Co wtedy?

    Jakaś czarnowidząca ta twoja szklana kula.

    > Z drugiej strony - masz duzo znajomych,

    Ha ha. Tu już trzeba się zatrzymać.

    > samotnie nieszczesliwych, ktorzy sa
    > szczesliwymi parami? Dluzej niz przez kilka lat?

    No to tutaj też możesz sobie zrobić małą wycieczkę po forum i na każdy list
    typu "zmieniłem sposób myślenia i znalazłem połówkę" znaleźć jeden "znalazłem
    połówkę i zmieniłem sposób myślenia".

    > Przedstawiam swoj punkt widzenia. Probuje siegnac glebiej i rozwiazac problem
    > dlugofalowo, nie interesuje mnie "leczenie objawowe", bo to dziala tylko na
    > chwile.

    Odniosłem inne wrażenie. Sam musiałesz też zauważyć, że im bardziej ktoś (wg
    ciebie) potrzebuje twoich rad, tym mocniej się im opiera. Co zamierzasz z tym
    zrobić?

    > Nie musisz z tego korzystac.

    ... i zgodnie z logiką twoich wywodów pozostać nieszczęśliwy.

    Pięknie...

    R.