• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Bledy wychowawcze Dodaj do ulubionych

  • 13.10.11, 04:40
    popelniacie jakies? zdajecie sobie z tego sprawe? zmieniacie sie? To oczywiscie moj doroczny watek o doroslych dzieciach ktore daja popalic..... bosze! chyba bym ich nie miala gdybym wiedziala jak nieciekawe charaktery w nich uksztaltuja moje niby-sluszne zabiegi ...
    Edytor zaawansowany
    • 13.10.11, 10:32
      chyba
      > bym ich nie miala gdybym wiedziala jak nieciekawe charaktery w nich uksztaltuja
      > moje niby-sluszne zabiegi ...

      Say what you mean, mean what you say... Zdajesz sobie sprawę z tego co napisałaś, rozumiesz implikacje? Jesteś w stanie wziąć odpowiedzialność za takie słowa? Sorry, jeśli zabrzmiało protekcjonalnie.

      Twoje słowa dotknęły mnie osobiście, bo byłam w podobnej sytuacji chyba, tyle że po drugiej stronie. Gdyby moja matka mnie potraktowała jak Ty swoje dzieci w tym trudnym dla całej rodziny okresie, kiedy ulewało mi się słuszną złością za przeszłość, dziś pewnie nie miałybyśmy o czym rozmawiać.
      Nie umiała mnie mądrze kochać, kiedy byłam dzieckiem, to niezaprzeczalny fakt. Ale uczyła się. I bezwarunkowa miłość do mnie takiej wściekłej, roszczeniowej, rozżalonej umożliwiła nam zbudowanie nowej innej relacji. Dzięki niej udało mi się zakończyć etap późnego dojrzewania. No i wyrwałyśmy się z współzależności.

      Gdyby potraktowała mnie wtedy jak przeciwnika, pożałowała że mnie urodziła, nie byłoby czego zbierać po tej relacji. Była na tyle mądra, że to wiedziała. Nie skreślaj dzieci tylko dlatego, że metrykalnie są dorosłe. To właśnie twoje błędy przyczyniły się do tego, że mają opóźnione dojrzewanie. Nie da się oddzielić grubą kreską przeszłości od teraźniejszości. Tego typu zmiany nie następują z dnia na dzień, to proces. One mają żal, bo pewne rzeczy nie są ich winą, a tylko one mogą je naprawić. Bo są dorosłe.

      Bo na tym polega dojrzewanie: przejmujemy odpowiedzialność za to, jacy jesteśmy, jak wygląda nasze życie. To trudne. A kiedy dodatkowo mamy świadomość, że nie jesteśmy do tego przygotowani, bo rodzice nas ukształtowali na niesamodzielne , podległe im istoty, rodzi się złość większa niż normalnie. Musimy się z nią uporać, żeby nie blokowała dalszego rozwoju, ale mamy wrażenie, że sprzątamy nie swój bałagan. Z czasem akceptujemy całość. Doceniamy wszystko co było dobre. Dochodzimy do wniosku, że mamy za co być wdzięczni. Bo przeszłość i my sami ukształtowała nas na ludzi, których lubimy. Twoja postawa wobec córek jest dość narcystyczna, pamiętam z poprzednich wątków, skupiasz się mocno na sobie w relacji, na własnym aktualnym poczuciu krzywdy. Nie sądzę, aby kłuło je w oczy Twoje szczęście, jak zdajesz się podejrzewać. Raczej awanturują się, żebyś je wreszcie, do cholery, zauważyła.
      • 13.10.11, 19:16
        kimonabike napisała:

        > Say what you mean, mean what you say... Zdajesz sobie sprawę z tego co napisała
        > ś, rozumiesz implikacje? Jesteś w stanie wziąć odpowiedzialność za takie słowa?

        Mysle ze wiem co masz na mysli. Raczej chodzi mi o podjecie decyzji o macierzynstwie. Wiele lat uwazalam ze posiadanie dzieci to cudowny czas. Teraz widze to jako wypelnienie obowiazku biologicznego i zaluje ze dalam sie wciagnac w ta ewolucyjna gierke
        >
        > Twoje słowa dotknęły mnie osobiście, bo byłam w podobnej sytuacji chyba, tyle ż
        > e po drugiej stronie.
        Dlaczego "dotknely"? czy bylo cos nieprzyjemnego w tym co napisalam? to tylko moje odczucia, nikogo wiecej....

        Gdyby moja matka mnie potraktowała jak Ty swoje dzieci w
        > tym trudnym dla całej rodziny okresie, kiedy ulewało mi się słuszną złością za
        > przeszłość, dziś pewnie nie miałybyśmy o czym rozmawiać.

        Czyli jak ja te moje dzieci traktuje? bo nic o tym nie pisalam... skad wiesz? Nie robisz czasem projekcji na sama siebie? nie ma 2 takich samych relacji dziecko-rodzic, kazda jest zupelnie inna bo inni ludzie, z innym bagazem biora w nich udzial
        > Nie umiała mnie mądrze kochać, kiedy byłam dzieckiem, to niezaprzeczalny fakt.
        > Ale uczyła się. I bezwarunkowa miłość do mnie takiej wściekłej, roszczeniowej,
        > rozżalonej umożliwiła nam zbudowanie nowej innej relacji.
        Fajnie ze udalo Ci sie to zauwazyc.

        Dzięki niej udało mi
        > się zakończyć etap późnego dojrzewania. No i wyrwałyśmy się z współzależności.
        >
        > Gdyby potraktowała mnie wtedy jak przeciwnika, pożałowała że mnie urodziła, nie
        > byłoby czego zbierać po tej relacji. Była na tyle mądra, że to wiedziała. Nie
        > skreślaj dzieci tylko dlatego, że metrykalnie są dorosłe.
        Ja nie skreslam moich dzieci dlatego ze sa dorosle. Nie bede natomiast utrzymywala wyksztalconych kobiet w sile wieku, ktore moga same zapracowac na swoje wydatki. Nie traktuje ich jak przeciwniczki, jestem otwarta na "wspolprace" . Musze sie jednak bronic przed szantazem, przewalami finansowymi, wyzwiskami itp. zachowaniami bo ja tez mam tylko jedno zycie i na dodatek, statystycznie patrzac mam go mniej niz one.

        To właśnie twoje błędy przyczyniły się do tego, że mają opóźnione dojrzewanie. Nie da się oddzielić
        > grubą kreską przeszłości od teraźniejszości. Tego typu zmiany nie następują z d
        > nia na dzień, to proces. One mają żal, bo pewne rzeczy nie są ich winą, a tylko
        > one mogą je naprawić. Bo są dorosłe.

        Moze i tak... wlasnie o te "bledy" sie pytalam w tym watku. Gdzie i jak moglam zobaczyc ze dzieci nalezy uczyc slowa "przepraszam" a nie uwazac ze wszystko jest ok. i nie trzeba za nic przepraszac. Wyszlo na to ze kazde zachowanie w stosunku do mnie jest ok. bo niby czemu ma nie byc? Wina? czy ponosimy wine za to ze zrobilismy wszystko co w naszym owczesnym stanie ducha uwazalismy za wlasciwe? ze kupowalismy lalki z milosci uczac ich tylko i wylacznie ochoty na lalki a nie milosci? coz....
        >
        > Bo na tym polega dojrzewanie: przejmujemy odpowiedzialność za to, jacy jesteśmy
        > , jak wygląda nasze życie. To trudne. A kiedy dodatkowo mamy świadomość, że nie
        > jesteśmy do tego przygotowani, bo rodzice nas ukształtowali na niesamodzielne
        > , podległe im istoty, rodzi się złość większa niż normalnie.

        To nie tutaj. One sa bardzo samodzielne i bardzo niepodlegle rodzicom. One by chcialy aby rodzice byli im podlegli tak jak bylo kiedys... w kazdym razie na to wyglada

        Musimy się z nią u
        > porać, żeby nie blokowała dalszego rozwoju, ale mamy wrażenie, że sprzątamy nie
        > swój bałagan. Z czasem akceptujemy całość. Doceniamy wszystko co było dobre. D
        > ochodzimy do wniosku, że mamy za co być wdzięczni. Bo przeszłość i my sami uksz
        > tałtowała nas na ludzi, których lubimy.
        Twoja postawa wobec córek jest dość narcystyczna, pamiętam z poprzednich wątków, skupiasz się mocno na sobie w relacji na własnym aktualnym poczuciu krzywdy.

        No.. teraz to sie juz po prostu bronie przed przewalam finansowymi i szantazem, manipulacja i klamstwem. To jest narcyzm? ok...

        Nie sądzę, aby kłuło je w oczy Twoje szczęście, jak zdajesz się podejrzewać.

        Nie ma to znaczenia ... a TAKIE szczescie kluje kazdego nie tylko ich.. hehe!

        Raczej awanturują się, żebyś je wreszcie do cholery, zauważyła.

        A moze abym je nadal zauwazala w calej objetosci horyzontu? tak jak poprzednio? tylko dlaczego? przeciez maja wlasne zycie ...

        Dzieki za ciekawe wnioski. Czy mozesz dorzucic odpowiedz na pytanie: dlaczego jest wazna relacja doroslej kobiety z matka? dlaczego wogole ma istniec? jest przeciez przeciwna naturze....

        • 13.10.11, 20:13
          > >
          > Dlaczego "dotknely"? czy bylo cos nieprzyjemnego w tym co napisalam? to tylko m
          > oje odczucia, nikogo wiecej....
          >
          Nie, nie. Nie uraziło mnie nic, co napisałaś. Użyłam tego słowa w innym znaczeniu. Po prostu opisywana sytuacja poruszyła czułą strunę, wzbudziła jakieś tam emocje, niekoniecznie negatywne. Ze względu na pewne analogie do moich doświadczeń.
          >
          > Czyli jak ja te moje dzieci traktuje? bo nic o tym nie pisalam... skad wiesz?

          Gdyby wypowiadała się o mnie tak, jak Ty o swoich córkach.

          > Nie robisz czasem projekcji na sama siebie?

          To na pewno. Ale może jednak wyłowisz z tego też coś dla siebie ;)
          >
          Nie bede natomiast utrzymywala wyksztalconych kobiet w sile wieku, ktore moga same zapracowac na swoje wyd
          > atki.
          I chwała Ci za to.
          Nie traktuje ich jak przeciwniczki, jestem otwarta na "wspolprace" .

          Na czym by ona miała polegać?

          Musze sie jednak bronic przed szantazem, przewalami finansowymi, wyzwiskami itp. za
          > chowaniami bo ja tez mam tylko jedno zycie i na dodatek, statystycznie patrzac
          > mam go mniej niz one.
          >
          W jaki sposób się bronisz i jakie to w Tobie wzbudza uczucia do nich?
          >
          > Moze i tak... wlasnie o te "bledy" sie pytalam w tym watku. Gdzie i jak moglam
          > zobaczyc ze dzieci nalezy uczyc slowa "przepraszam" a nie uwazac ze wszystko je
          > st ok. i nie trzeba za nic przepraszac. Wyszlo na to ze kazde zachowanie w stos
          > unku do mnie jest ok. bo niby czemu ma nie byc?

          Piszesz, jakbyś sama jedna ponosiła konsekwencje tych błędów. To jest właśnie narcystyczne.

          Wina? czy ponosimy wine za to z
          > e zrobilismy wszystko co w naszym owczesnym stanie ducha uwazalismy za wlasciwe
          > ?
          Twoje dzieci też robią jedynie to co w obecnym stanie ducha uważają za właściwe.
          > >
          > To nie tutaj. One sa bardzo samodzielne i bardzo niepodlegle rodzicom. One by c
          > hcialy aby rodzice byli im podlegli tak jak bylo kiedys... w kazdym razie na to
          > wyglada

          I tu się, mam wrażenie, mylisz dając zwieść pozorom. Nie nauczyłaś ich innej bliskości poza tą polegającą na kontrolowaniu. Sam fakt, że ciągle wracają, świadczy o tym, iż nie mogą się od Ciebie uwolnić emocjonalnie.
          >
          > No.. teraz to sie juz po prostu bronie przed przewalam finansowymi i szantazem,
          > manipulacja i klamstwem. To jest narcyzm? ok...

          Stawianie się w roli ofiary też bywa jednym z przejawów narcyzmu.
          >
          >
          > Nie ma to znaczenia ... a TAKIE szczescie kluje kazdego nie tylko ich.. hehe!

          Teraz to chyba Ty projektujesz. Ja lubię jak ludzie wokół mnie są szczęśliwi. Nie wzbudza to we mnie zazdrości, ale poczucie bezpieczeństwa. Człowiek zadowolony i syty jest bardziej przyjazny.
          >
          > Raczej awanturują się, żebyś je wreszcie do cholery, zauważyła.
          >
          > A moze abym je nadal zauwazala w calej objetosci horyzontu? tak jak poprzednio?
          > tylko dlaczego? przeciez maja wlasne zycie ...

          Ech, Cynta... Jak Ty nic nie rozumiesz... ;) One Cię kochają. Jak umieją.
          >
          > Dzieki za ciekawe wnioski. Czy mozesz dorzucic odpowiedz na pytanie: dlaczego j
          > est wazna relacja doroslej kobiety z matka? dlaczego wogole ma istniec? jest pr
          > zeciez przeciwna naturze....
          >
          Czyjej naturze? Bo na pewno nie ludzkiej.
          • 13.10.11, 21:50
            kimonabike napisała:
            > Gdyby wypowiadała się o mnie tak, jak Ty o swoich córkach.
            Czyli ze lepiej ich bylo nie miec? zauwaz ze nie uwazam ze jest zle ze one sa tylko dla mnie byloby lepiej gdybym nie byla mama... tak mi sie wydaje

            > Nie traktuje ich jak przeciwniczki, jestem otwarta na "wspolprace" .
            >
            > Na czym by ona miała polegać?
            Nie wiem, ale nie odepchne reki wyciagnietej do mnie. Mam natomiast dosyc robienia tego sama, juz mi wystarczy ....

            >
            > W jaki sposób się bronisz i jakie to w Tobie wzbudza uczucia do nich?
            "technicznie", tzn jezeli zrobily 1500$ przewaly na wspolnym telefonie i stwierdzily ze to moj rachunek i ja musze zaplacic, to ja rozwiazuje z nimi kontrakt wspolnego telefonu. Teraz same placa a mnie sie tebn dlug przynajmniej nie zwieksza. Ich odczucia? sadzac z wyzwisk takie same jak poprzednio ....
            > Piszesz, jakbyś sama jedna ponosiła konsekwencje tych błędów. To jest właśnie n
            > arcystyczne.

            Hummm, chyba nie rozumiem, ponosze sama te konsekwencje, nie potrafia przeprosic i chca abym tak jak kiedys zaakceptowala jakiekolwiek ich zachowanie. mama a la kosz na smieci, wszystko mozna tam wrzucic i bedzie ok.
            > I tu się, mam wrażenie, mylisz dając zwieść pozorom. Nie nauczyłaś ich innej b
            > liskości poza tą polegającą na kontrolowaniu. Sam fakt, że ciągle wracają, świa
            > dczy o tym, iż nie mogą się od Ciebie uwolnić emocjonalnie.

            Nazwalabym to raczej organizowaniem niz kontrolowaniem, organizowaniem zycia. One wracaja do mlodszej siostry ktora jest jeszcze w domu. Powiedzialy mi ze gdyby nie ona nie utrzymywalyby ze mna zadnych kontaktow.
            > Stawianie się w roli ofiary też bywa jednym z przejawów narcyzmu.
            Jezeli one mnie wyzywaja, powoduja straty finansowe, szantazuja itp. to zuwazenie tego jest narcyzmem? ok.....
            > >
            > Teraz to chyba Ty projektujesz. Ja lubię jak ludzie wokół mnie są szczęśliwi. N
            > ie wzbudza to we mnie zazdrości, ale poczucie bezpieczeństwa. Człowiek zadowolo
            > ny i syty jest bardziej przyjazny.

            Ale nie one... szczesliwi moga byc ludzie tylko w ich towarzystwie i dlatego np. jedna z nich z uporem zaprasza swoja kolezanke na "dziewczenskie" wyjscia kiedy ta ma zostawic w domu meza, bo przeciez nie bedzie z nim siedziala, kazdy powinien robic osobne rzeczy itp....
            One Cię kochają. Jak umieją.
            to fajnie!
            j est przeciez przeciwna naturze....
            > >
            > Czyjej naturze? Bo na pewno nie ludzkiej.

            Ludzkiej jako zwierzecej, czy czasem nie nadajemy zwyklej biologicznej zaleznosci nadbudowy kultutowej ktorej po prostu nie ma?
            • 13.10.11, 23:42

              > zauwaz ze nie uwazam ze jest zle ze one sa t
              > ylko dla mnie byloby lepiej gdybym nie byla mama...
              >
              A co to za różnica właściwie? JESTEŚ mamą, dlatego że one SĄ.

              > Nie wiem, ale nie odepchne reki wyciagnietej do mnie.

              A niby dlaczego nie? Wolno Ci, nic na siłę.

              > "technicznie", tzn jezeli zrobily 1500$ przewaly na wspolnym telefonie i stwie
              > rdzily ze to moj rachunek i ja musze zaplacic, to ja rozwiazuje z nimi kontrakt
              > wspolnego telefonu. Teraz same placa a mnie sie tebn dlug przynajmniej nie zwi
              > eksza. Ich odczucia? sadzac z wyzwisk takie same jak poprzednio ....

              Nie pytałam o ich odczucia, tylko o Twoje, ale nie odpowiedziałaś.

              > > Piszesz, jakbyś sama jedna ponosiła konsekwencje tych błędów. To jest wła
              > śnie n
              > > arcystyczne.
              >
              > Hummm, chyba nie rozumiem, ponosze sama te konsekwencje, nie potrafia przeprosi
              > c i chca abym tak jak kiedys zaakceptowala jakiekolwiek ich zachowanie. mama a
              > la kosz na smieci, wszystko mozna tam wrzucic i bedzie ok.

              No właśnie o tym mówię. Znowu o Tobie. Miałam na myśli to, że ich nieumiejętność radzenia sobie ze złością i braki emocjonalne z pewnością wpływają na inne ich relacje, a tym samym na jakość życia.

              > > I tu się, mam wrażenie, mylisz dając zwieść pozorom. Nie nauczyłaś ich i
              > nnej b
              > > liskości poza tą polegającą na kontrolowaniu. Sam fakt, że ciągle wracają
              > , świa
              > > dczy o tym, iż nie mogą się od Ciebie uwolnić emocjonalnie.
              >
              > Nazwalabym to raczej organizowaniem niz kontrolowaniem, organizowaniem zycia.
              Czyli wszystko się zgadza.

              One wracaja do mlodszej siostry ktora jest jeszcze w domu. Powiedzialy mi ze gdy
              > by nie ona nie utrzymywalyby ze mna zadnych kontaktow.

              Odnoszę wrażenie, że byłoby Ci to w pewnym sensie na rękę. Cóż najwyraźniej martwią się o młodą. To chyba dobrze o nich świadczy? A ta najmłodsza Ci nie przeszkadza? Kiedy się wyprowadza? ;)

              > Jezeli one mnie wyzywaja, powoduja straty finansowe, szantazuja itp. to zuwazen
              > ie tego jest narcyzmem? ok.....

              Zauważenie? Nie.
              > > >
              szczesliwi moga byc ludzie tylko w ich towarzystwie i dlatego np
              > . jedna z nich z uporem zaprasza swoja kolezanke na "dziewczenskie" wyjscia kie
              > dy ta ma zostawic w domu meza, bo przeciez nie bedzie z nim siedziala, kazdy po
              > winien robic osobne rzeczy itp....

              To może nie są tak naprawdę szczęśliwe. A co do filozofii: "Każdy sobie..." - naprawdę nie masz pojęcia skąd im się wzięła?

              > One Cię kochają. Jak umieją.
              > to fajnie!
              No pewnie.

              > > >
              > > Czyjej naturze? Bo na pewno nie ludzkiej.
              >
              > Ludzkiej jako zwierzecej, czy czasem nie nadajemy zwyklej biologicznej zaleznos
              > ci nadbudowy kultutowej ktorej po prostu nie ma?

              Ludzie mają bardziej rozwinięte tzw. potrzeby wyższe. Potrzebę bliskości, kontaktu, zrozumienia... A relacja z rodzicami jest tą pierwszą, która kształtuje nasze postrzeganie siebie i innych. Zawsze pozostanie ważna.
              Po co jesteś ze swoim partnerem jeśli nie chcesz być matką? To wbrew naturze. Idąc Twoim torem rozumowania, oczywiście ;)
              • 14.10.11, 00:18
                kimonabike napisała:

                > Nie pytałam o ich odczucia, tylko o Twoje, ale nie odpowiedziałaś.
                Bo zle przeczytalam ;) Moje uczucia? troche sie dziwie ze z w sumie dosc wesolego acz biednego emigranckiego dziecinstwa wyniosly nienawisc do matki i chec robienia jej zle .. niech by to obojetnosc byla....

                , że ich nieumiejętność radzenia sobie ze złością i braki emocjonalne z pewnością wpływają na inne ic h relacje, a tym samym na jakość życia.
                >
                Tak ale one nie widza powiazania miedzy tymi faktami
                >
                > One wracaja do mlodszej siostry ktora jest jeszcze w domu. Powiedzialy mi ze g
                > dy
                > > by nie ona nie utrzymywalyby ze mna zadnych kontaktow.
                >
                > Odnoszę wrażenie, że byłoby Ci to w pewnym sensie na rękę.

                zwlaszcza jezeli chodzi o nloda bo dla niej to jest destruktywne. Slucha tych wyzwisk i mi je pozniej przekazuje, " a wiesz jak na ciebie mowily?"

                Cóż najwyraźniej martwią się o młodą.

                raczej zapewniaja sobie wplyw. Zeby nie bylo ze tylko ja ja wychowuje, nie! rowniez one chca miec swoje 3 grosze w tej kwestii. Np. wymyslaja dla niej zajecia na ktore ja mam ja zabierac hehe!
                A ta najmłodsza Ci nie przeszkadza? Kiedy się wyprowadza? ;) Przeszkadza to duze slowo, jeszcze jest slodka, ale dzieci nie powinno sie miec w pozniejszym okresie, samoswiadomosc stoi w opozycji do ich potrzeb. wyprowadzi sie jak pojdzie do szkoly, tamte dlatego sie wyprowadzily a jak ostatnio jednej zaproponowalam powrot bo jej jest ciezko finansowo to uslyszalam ze drozej jej wyjdzie leczenie psychiatryczne po mieszkaniu ze mna... hehe, maja poczucie humoru trzeba przyznac
                > > > >
                >
                > To może nie są tak naprawdę szczęśliwe.
                Nie sa ale tego nie widza
                A co do filozofii: "Każdy sobie..." - naprawdę nie masz pojęcia skąd im się wzięła? ode mnie? no przeciez tlumacze ze 20 lat oddalam im na oltarzu a bunt jest bo nie chce wiecej

                >
                > Ludzie mają bardziej rozwinięte tzw. potrzeby wyższe. Potrzebę bliskości, konta
                > ktu, zrozumienia... A relacja z rodzicami jest tą pierwszą, która kształtuje na
                > sze postrzeganie siebie i innych. Zawsze pozostanie ważna.
                Chyba nie zawsze .... ja widuje moja matke raz na 2 lata przez tydzien. i to czasem jest za dlugo....

                > Po co jesteś ze swoim partnerem jeśli nie chcesz być matką?

                Wlasnie po to aby nia nie byc (abstrachujac od faktu ze juz bym nie mogla:), aby byc tylko z nim dla niego, bo go sobie wybralam. Milosc z wyboru plynaca a nie ze zewu macicy, to jest uczucie wyzsze dla mnie...

                To wbrew naturze.

                tak, wbrew zwierzecej naturze czlowieka i dlatego czyste, pozbawione niekontrolowanych przez nas checi. 100% ducha i umyslu, zadnych hormonow
                PS. partner zostal w miedzyczasie mezem ....
                • 14.10.11, 10:52
                  >
                  > > Nie pytałam o ich odczucia, tylko o Twoje, ale nie odpowiedziałaś.
                  > Bo zle przeczytalam ;) Moje uczucia? troche sie dziwie ze z w sumie dosc wesole
                  > go acz biednego emigranckiego dziecinstwa wyniosly nienawisc do matki i chec ro
                  > bienia jej zle .. niech by to obojetnosc byla....

                  Ale kręcisz, nadal nie odpowiedziałaś, co czujesz do swoich córek :)
                  >
                  > , że ich nieumiejętność radzenia sobie ze złością i braki emocjonalne z pewnośc
                  > ią wpływają na inne ic h relacje, a tym samym na jakość życia.
                  > >
                  > Tak ale one nie widza powiazania miedzy tymi faktami
                  > >
                  Tym gorzej dla nich. Tak już jesteśmy skonstruowani, że mechanizmy obronne czasem nie pozwalają zobaczyć pewnych rzeczy, tych najtrudniejszych. Ale Ty to widzisz prawda? I znasz związki przyczynowo-skutkowe? Pamiętasz jaką odegrałaś rolę w kształtowaniu się ich osobowości... Proponuję spróbować poczuć odpowiedzialność za swoją część, niczego już nie zmienisz, ale szczere przyznanie się do błędów może znacznie obniżyć poziom frustracji w rodzinie. Postawa "ByłamdlaWaszadobraidlategoterazjesteściezimnymi sukami" świętą wyprowadziłaby z równowagi.

                  > > One wracaja do mlodszej siostry ktora jest jeszcze w domu. Powiedzialy m
                  > i ze g
                  > > dy
                  > > > by nie ona nie utrzymywalyby ze mna zadnych kontaktow.
                  > >
                  > > Odnoszę wrażenie, że byłoby Ci to w pewnym sensie na rękę.

                  Miałam nadzieję, że jednak zaprzeczysz.
                  >
                  >
                  > raczej zapewniają sobie wpływ...

                  Chyba dobrze, że próbują się angażować? Chociaż nieudolnie, ale jednak to one podtrzymują kontakt i scalają rodzinę. Szkoda tylko, że nie umiecie inaczej.

                  > A ta najmłodsza Ci nie przeszkadza? Kiedy się wyprowadza? ;) Przeszkadza to duz
                  > e slowo, jeszcze jest slodka, ale dzieci nie powinno sie miec w pozniejszym okr
                  > esie, samoswiadomosc stoi w opozycji do ich potrzeb.

                  Mam inne zdanie na ten temat. Dopiero dojrzały człowiek jest w stanie odpowiedzieć na potrzeby dziecka bez poczucia, że coś traci, czegoś sobie odmawia.
                  Moja mama lubi spędzać dużo czasu z wnukami, mówi że odbija sobie stracony czas, bo moje dzieciństwo przegapiła zbyt zajęta sobą, przerabianiem własnych problemów odziedziczonych w spadku po rodzicach. Lubi z nimi być nie dlatego, że są "słodkie" i jeszcze podatne na wpływy... Od dzieci i w relacjach z dziećmi można się naprawdę dużo nauczyć. Ale... rzadko zostawiam ich z nią samych. Trochę nieufności pozostało.

                  wyprowadzi sie jak pojdzie
                  > do szkoly, tamte dlatego sie wyprowadzily a jak ostatnio jednej zaproponowalam
                  > powrot bo jej jest ciezko finansowo to uslyszalam ze drozej jej wyjdzie leczen
                  > ie psychiatryczne po mieszkaniu ze mna... hehe, maja poczucie humoru trzeba prz
                  > yznac

                  :D Już lubię Twoje córki.
                  > >
                  > > To może nie są tak naprawdę szczęśliwe.
                  > Nie sa ale tego nie widza

                  To przykre.
                  > A co do filozofii: "Każdy sobie..." - naprawdę nie masz pojęcia skąd im się wzi
                  > ęła? ode mnie? no przeciez tlumacze ze 20 lat oddalam im na oltarzu a bunt jest
                  > bo nie chce wiecej

                  No i napatrzyły się dziewczyny na takie "oddawanie na ołtarzu" pozbawione głębszych uczuć i teraz nieudolnie próbują być całkiem inne. Podobnie jak Ty. Wpadłyście wszystkie w drugą skrajność, a do tego jeszcze najwyraźniej wszystkie trzy wystartowałyście w konkursie "kto jest samicą alfa".
                  >

                  > Chyba nie zawsze .... ja widuje moja matke raz na 2 lata przez tydzien. i to cz
                  > asem jest za dlugo....
                  >
                  To trochę wyjaśnia. Wiesz... Pomyślałam sobie teraz, że może byłabyś lepszą mamą dla synów. Mogę się jednak mylić.
                  A jakie masz relacje z innymi kobietami? Spoza rodziny? Masz jakieś przyjaciółki?
                  > > Po co jesteś ze swoim partnerem jeśli nie chcesz być matką?
                  >
                  Milosc z wyboru plynaca a ni
                  > e ze zewu macicy, to jest uczucie wyzsze dla mnie...
                  >
                  Z wyboru jest też miłość między dorosłą córką i matką. Z biologicznego punktu widzenia, masz rację, można śmiało zakończyć tę relację. Chyba że chcesz przejść na wyższy poziom. Chcesz?

                  > To wbrew naturze.
                  >
                  100% ducha i umyslu, zadnych hormonow

                  No widzisz? Chcieć to móc.
                  • 14.10.11, 13:51
                    kimonabike napisała:

                    > Ale kręcisz, nadal nie odpowiedziałaś, co czujesz do swoich córek :)
                    A!!! to dosc skomplikowane.... odpowiedzialnosc za ich istnienie, rowniez przed innymi, kocham ich koncept i wspomnienia z dziecinstwa, ale chyba nie wybralabym ich na przyjaciolki, podobnie jak mojej mamy . Albo zadufane w sobie albo po prostu niemadre ... najstarsza w w ieku 17 lat wykrzykiwala do mnie "bede lepsza od ciebie!!" i ciagle probuje.. :)


                    . Proponuję spróbować poczuć odpowiedzialn
                    > ość za swoją część, niczego już nie zmienisz, ale szczere przyznanie się do błę
                    > dów może znacznie obniżyć poziom frustracji w rodzinie. Postawa "ByłamdlaWaszad
                    > obraidlategoterazjesteściezimnymi sukami" świętą wyprowadziłaby z równowagi.

                    No, odpowiedzialna jestem za nie w calosci, przeze mnie tu sa.... ale cos gdzies zrobilam zle bo nie udal sie ludzkosci ten kawalek ;)

                    > Mam inne zdanie na ten temat. Dopiero dojrzały człowiek jest w stanie odpowiedz
                    > ieć na potrzeby dziecka bez poczucia, że coś traci, czegoś sobie odmawia.

                    Naprawde?? dopiero dojrzaly czlowiek wie, naprawde wie ze to nie ma zadnego sensu, ze realizowanie sie w dzieciach jet roralnym bledem. A ze umie dawac "z glowa" to zupelnie cos innego....Po prostu jest madrzejszy ..

                    Ale... rzadko zostawiam ich z nią samych. Trochę n
                    > ieufności pozostało.
                    hehe! i tak dobrze, moja nigdy nie chciala brac w nich udzialy: "ja moje dzieci wychowalam" i chyba to dziedziczne jest bo ja na wnuki nie mam zadnej ochoty, ZADNEJ, nawet ze zostaniem z ich psami mam klopot....

                    Wpadły
                    > ście wszystkie w drugą skrajność, a do tego jeszcze najwyraźniej wszystkie trzy
                    > wystartowałyście w konkursie "kto jest samicą alfa".

                    taaa, moj wyglad tez im przeszkadza... cos w tym jest, wszystkie 4 bo ich jest 3
                    Pomyślałam sobie teraz, że może byłabyś lepszą mam
                    > ą dla synów.
                    Chyba nie, ogolnie to uwazam facetow za slaba plec ( z wyjatkami, zwlaszcza jednym).... a juz malych chlopcow zagubionych w poszukiwaniu celu istnienia testosteronu to po prostu nie lubie....

                    > A jakie masz relacje z innymi kobietami? Spoza rodziny? Masz jakieś przyjaciółki?
                    Takie co to sie z nimi chodzi na zakupy, albo siedzi przy kawie i pie...li o doopie Maryni? nie! Mam kolezanki czy znajome ale nie utrzymuje z zadna regularnych kontaktow innych niz te zaczepione o dziecko .... teraz, wole byc z mezem, kiedys, wolalam sama


                    > Z wyboru jest też miłość między dorosłą córką i matką. Z biologicznego punktu w
                    > idzenia, masz rację, można śmiało zakończyć tę relację. Chyba że chcesz przejść
                    > na wyższy poziom. Chcesz?

                    I to chyba jest motto dnia, dziekuje ci bardzo .... czy chce? musze sie nad tym porzadnie zastanowic ... poki co dzis obrobka urodzin #3 ...
                    • 14.10.11, 14:50

                      >
                      > > najstarsza w w ieku 17 lat wykrzykiwala do mnie "bede lep
                      > sza od ciebie!!" i ciagle probuje.. :)

                      Każda nastolatka tak ma :) O ile się normalnie rozwija, taki etap. Zatrzymać się na nim to już pech, bo to jeden z natrudniejszych okresów w życiu.
                      >
                      > No, odpowiedzialna jestem za nie w calosci, przeze mnie tu sa.... ale cos gdzie
                      > s zrobilam zle bo nie udal sie ludzkosci ten kawalek ;)

                      Myślisz, że Twoja mama też żałuje, że Cię urodziła?

                      > Naprawde?? dopiero dojrzaly czlowiek wie, naprawde wie ze to nie ma zadnego sen
                      > su, ze realizowanie sie w dzieciach jet roralnym bledem. A ze umie dawac "z glo
                      > wa" to zupelnie cos innego....Po prostu jest madrzejszy ..

                      Dojrzały człowiek nie odczuwa najmniejszej potrzeby realizowania się w kimkolwiek. Realizując się w dzieciach można im zrobić wielką krzywdę, sama wiesz najlepiej. Ja mówię o umiejętności godzenia ich potrzeb z własnymi, o zaspokajaniu ich z miłością i szacunkiem, wystarczająco dobrze.
                      >
                      > hehe! i tak dobrze, moja nigdy nie chciala brac w nich udzialy: "ja moje dzieci
                      > wychowalam" i chyba to dziedziczne jest bo ja na wnuki nie mam zadnej ochoty,
                      > ZADNEJ, nawet ze zostaniem z ich psami mam klopot....

                      Taki macie model. Dziecko, pies, cokolwiek zależnego = kłopot.
                      > 3
                      > Pomyślałam sobie teraz, że może byłabyś lepszą mam
                      > > ą dla synów.
                      > Chyba nie, ogolnie to uwazam facetow za slaba plec ( z wyjatkami, zwlaszcza jed
                      > nym).... a juz malych chlopcow zagubionych w poszukiwaniu celu istnienia testos
                      > teronu to po prostu nie lubie....
                      >
                      Lubisz ludzi w ogóle? Każdy bywa zagubiony, czasem.

                      > Takie co to sie z nimi chodzi na zakupy, albo siedzi przy kawie i pie...li o do
                      > opie Maryni? nie! Mam kolezanki czy znajome ale nie utrzymuje z zadna regularny
                      > ch kontaktow innych niz te zaczepione o dziecko .... teraz, wole byc z mezem, k
                      > iedys, wolalam sama
                      >
                      >Takie, z którymi możesz o wszystkim porozmawiać wiedząc, że nie będą oceniać, osądzać...

                      Jedna ważna relacja i na tym koniec? Pachnie współuzależnieniem czy innym cholerstwem. Nie wydaje się zdrowy taki układ, w każdym razie. Patrząc z boku.

                      > > Z wyboru jest też miłość między dorosłą córką i matką. Z biologicznego pu
                      > nktu w
                      > > idzenia, masz rację, można śmiało zakończyć tę relację. Chyba że chcesz p
                      > rzejść
                      > > na wyższy poziom. Chcesz?
                      >
                      > I to chyba jest motto dnia, dziekuje ci bardzo .... czy chce? musze sie nad tym
                      > porzadnie zastanowic ... poki co dzis obrobka urodzin #3 ...

                      Bardzo proszę. Bawcie się dobrze :)
                      • 14.10.11, 21:10
                        kimonabike napisała:

                        > Myślisz, że Twoja mama też żałuje, że Cię urodziła?
                        >
                        Takie stwierdzenia to chwyt ponizej pasa. Tak jakby kobiete, ktora na jakims koszmarnym zakrecie zyciowym zaszla w ciaze i mysli o aborcji, poczestowac bombastycznym "a gdyby twoja matka cie usunela".
                        Czujemy to co czujemy a nie to co nam mowia, ze powinnysmy czuc.

                        > Ja mówię o umiejętności godzenia ich potrzeb z własnymi, o zaspokajaniu i
                        > ch z miłością i szacunkiem, wystarczająco dobrze.
                        > >
                        Brzmi slicznie, ale czy jestes w stanie zrealizowac te podniosla rade w praktyce? Czy ktokolwiek jest w stanie?
                        Niestety, rodzac dzieci nie przeistaczamy sie w kochajace i wszechmadre anioly i nadal jestesmy ludzmi - tymi samymi ludzmi co przed porodem, z tymi samymi ograniczeniami.

                        > Taki macie model. Dziecko, pies, cokolwiek zależnego = kłopot.

                        Juz sie napatrzylam na "kochajace matki" dla ktorych nic nie jest klopotem, nawet kilkoro wnukow, brudy do prania plus pies (jednego z dzieci) podrzucane gdy matka wlasnie wrocila do domu po operacji lub chemioterapii.

                        > >
                        > Lubisz ludzi w ogóle? Każdy bywa zagubiony, czasem.
                        >
                        Prawo do nielubienia ludzi powinno byc zapisane w konstytucji. ;)

                        > Jedna ważna relacja i na tym koniec? Pachnie współuzależnieniem czy innym chole
                        > rstwem. Nie wydaje się zdrowy taki układ, w każdym razie. Patrząc z boku.
                        >
                        Kurcze, to juz kobieta nie moze miec wlasnych upodoban by nie dostac od razu "diagnozy" i by kazdy przechodzien nie mial ambicji "naprawiania" jej zycia i pozycia?

                        Jesli autorka nie chce miec przyjaciolek i jest jej z tym dobrze, na grzyba wciskac jej ze "powinna chciec"?

                        --
                        Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                        • 14.10.11, 21:56
                          > >
                          > Takie stwierdzenia to chwyt ponizej pasa. Tak jakby kobiete, ktora na jakims ko
                          > szmarnym zakrecie zyciowym zaszla w ciaze i mysli o aborcji, poczestowac bombas
                          > tycznym "a gdyby twoja matka cie usunela".
                          To nie było pytanie ani retoryczne ani złośliwe w intencji. Mało taktowne, to prawda. Ale ja naprawdę jestem ciekawa.

                          > Czujemy to co czujemy a nie to co nam mowia, ze powinnysmy czuc.
                          >
                          Zgadza się.

                          > Brzmi slicznie, ale czy jestes w stanie zrealizowac te podniosla rade w praktyc
                          > e?
                          Próbuję. Z raz lepszym, raz gorszym skutkiem. A co?

                          > Niestety, rodzac dzieci nie przeistaczamy sie w kochajace i wszechmadre anioly
                          > i nadal jestesmy ludzmi - tymi samymi ludzmi co przed porodem, z tymi samymi og
                          > raniczeniami.

                          Tak, jesteśmy ludźmi i mamy swoje ograniczenia. Nadal uważam, że dojrzałość jednak sprzyja lepszemu, nie idealnemu, macierzyństwu.
                          >
                          > > Taki macie model. Dziecko, pies, cokolwiek zależnego = kłopot.
                          >
                          > Juz sie napatrzylam na "kochajace matki" dla ktorych nic nie jest klopotem, naw
                          > et kilkoro wnukow, brudy do prania plus pies (jednego z dzieci) podrzucane gdy
                          > matka wlasnie wrocila do domu po operacji lub chemioterapii.

                          Boszzz, niezłe masz widoki. Można się zmęczyć od samego patrzenia. Jak myślisz, co z tego ma taka "kochająca matka", jeśli się zgadza na tego typu układy?
                          >
                          > > >
                          > > Lubisz ludzi w ogóle? Każdy bywa zagubiony, czasem.
                          > >
                          > Prawo do nielubienia ludzi powinno byc zapisane w konstytucji. ;)


                          Czy ja twierdzę, że nie? Kiedyś też nie przepadałam. Ostatnio jednak coraz bardziej się przekonuję :P
                          >
                          > > Jedna ważna relacja i na tym koniec? Pachnie współuzależnieniem czy innym
                          > chole
                          > > rstwem. Nie wydaje się zdrowy taki układ, w każdym razie. Patrząc z boku.
                          > >
                          > Kurcze, to juz kobieta nie moze miec wlasnych upodoban by nie dostac od razu "d
                          > iagnozy" i by kazdy przechodzien nie mial ambicji "naprawiania" jej zycia i poz
                          > ycia?

                          Nie stawiam diagnozy, tylko dzielę się swoimi odczuciami. Niech mnie bogowie bronią przed naprawianiem czyjegokolwiek życia. Własne ledwie ogarniam.
                          >
                          > Jesli autorka nie chce miec przyjaciolek i jest jej z tym dobrze, na grzyba wci
                          > skac jej ze "powinna chciec"?
                          >
                          A gdzie ja napisałam, że "powinna chcieć"? Pomyślałam, że może jest podobna do mojej ś.p. babci pod tym względem, że nie przepada za kobietami faworyzując mężczyzn. Wyjaśniło się, że nie i już. Chyba mogę powiedzieć, że ja osobiście bardzo cenię sobie swoje kobiece przyjaźnie nie narażając się na posądzenie o narzucanie własnych upodobań?
                          • 14.10.11, 22:17
                            kimonabike napisała:

                            > Ale ja naprawdę jestem ciekawa.
                            >
                            Ale to jej matki musisz zapytac, nie autorki.

                            > Próbuję. Z raz lepszym, raz gorszym skutkiem. A co?
                            >
                            Ja juz sobie dalam siana.
                            Moj mlody jakos to musi zniesc, swego czasu mu powiedzialam "nie jestem zbyt dobra matka ale przykro mi, innej nie masz, mam nadzieje ze nie przyprawiam cie o traume". Odpowiedzial, ze jakos to przezyje, traumy na razie nie ma, chyba (to "chyba" mocno podkreslil) a jak poczuje ze ma to psycholog tez musi zarobic na chlebek.
                            Przynajmniej wiemy na czym stoimy a ja moge spokojnie byc soba.

                            > Boszzz, niezłe masz widoki. Można się zmęczyć od samego patrzenia.

                            Taki mam zawod, ze widze rozne rzeczy.

                            > Jak myślisz,
                            > co z tego ma taka "kochająca matka", jeśli się zgadza na tego typu układy?

                            Byc moze poczucie bycia niezbedna lub "matka bolesciwa".

                            > Czy ja twierdzę, że nie? Kiedyś też nie przepadałam. Ostatnio jednak coraz bard
                            > ziej się przekonuję :P
                            > >
                            Ja tam lubie ludzi, ale na pewien dystans.

                            > Nie stawiam diagnozy, tylko dzielę się swoimi odczuciami.

                            Ja juz sie nauczylam, ze uklady dla mnie nie do przyjecia moga byc bardzo dobre dla kogos innego.
                            Nie mowie oczywiscie o patologicznych ukladach typu zwiazek ze sprawca przemocy, uporczywym nalogowcem itp.

                            > Chyba mogę powiedzieć, że ja osobiście bard
                            > zo cenię sobie swoje kobiece przyjaźnie nie narażając się na posądzenie o narzu
                            > canie własnych upodobań?

                            Alez ja tez sobie cenie moje kobiece przyjaznie.

                            --
                            Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                            • 14.10.11, 23:00
                              > Ale ja naprawdę jestem ciekawa.
                              > >
                              > Ale to jej matki musisz zapytac, nie autorki.

                              Tylko że ja jestem ciekawa czy autorka tak myśli, a nie czy tak jest.
                              > >
                              > Ja juz sobie dalam siana.
                              > Moj mlody jakos to musi zniesc
                              > Przynajmniej wiemy na czym stoimy a ja moge spokojnie byc soba.

                              Pewnie i ja dojdę do tego etapu :)
                              >
                              >
                              > > Jak myślisz,
                              > > co z tego ma taka "kochająca matka
                              >
                              > Byc moze poczucie bycia niezbedna lub "matka bolesciwa".

                              Tego typu nadopiekuńczość bywa też formą kontroli. Moja mama nie pozwalała mi na przykład nawet zrobić sobie samej kanapki, wyrywała z ręki akcesoria i robiła po swojemu. Nieważne, ile razy mówiłam, na co mam ochotę. Ona "zapominała". W rezultacie zjadałam rzeczy, których nie lubiłam, bo nie chciałam być niewdzięczna.(Tylko jeden z przykładów) Oczywiście do czasu. Ale wiesz jak wygląda dla patrzących z boku taka grymaśna pannica, co to niby ma pretensje do mamusi, że "zupa za słona", a tak naprawdę walczy o odrobinę autonomii? No, jak grymaśna pannica co znęca się nad biedną kobieciną co to jej nieba chce przychylić ;) "Ballada o Januszku" normalnie. Paranoja. Że nam się koniec końców udało z tego wyzwolić i teraz nawet się lubimy... Głównie na odległość i bardzo pilnując granic, ale zawsze.
                              >
                              > > >
                              > Ja tam lubie ludzi, ale na pewien dystans.
                              >
                              Różnych ludzi preferuję na różne dystanse. Niektórych bardzo blisko, innych jak najdalej.
                              >
                              > Ja juz sie nauczylam, ze uklady dla mnie nie do przyjecia moga byc bardzo dobre
                              > dla kogos innego.
                              > Nie mowie oczywiscie o patologicznych ukladach typu zwiazek ze sprawca przemocy
                              > , uporczywym nalogowcem itp.
                              >
                              Zarówna Cynta jak i ja rozumiemy chyba, że z mojej strony większa część tych odczuć to projekcja albo przeniesienie. Coś jednak jest na rzeczy, skoro mnie "trzepnęło". Jakieś szczątki przypadkowych podobieństw. Może akurat coś się Cyncie przyda, a i ja się "wygadam". Same korzyści :)

                              > > Chyba mogę powiedzieć, że
                              >
                              > Alez ja tez sobie cenie moje kobiece przyjaznie.
                              >
                              :)
                              • 15.10.11, 16:19
                                kimonabike napisała:

                                > Tylko że ja jestem ciekawa czy autorka tak myśli, a nie czy tak jest.
                                > > >

                                Mysle, ze nie ma na swiecie kobiety, ktora nie zalowalaby choc przez moment, ze wydala na swiat potomstwo.
                                W przypadku kobiety dzieciatej wszystkie uczucia inne niz bezwarunkowa, poswietliwa milosc do swych klonow, stanowia tabu - jest to chyba najostrzejsze tabu jakie istnieje.
                                Ze kobieta dzieciata czasem czuje cos innego niz "powinna" swiadczy chocby "epidemia" depresji poporodowej. Jesli kobieta, ktora urodzila dziecko czuje cos innego niz niezmacone szczescie macierzynskie z miejsca zostaje uznana za "chora", naszpikowana lekami i poddana psychoterapii majacej na celu sprawienie, by czula to co wg innych czuc powinna.

                                >
                                > Tego typu nadopiekuńczość bywa też formą kontroli.

                                Owszem.

                                > Ale wiesz jak wygląda dla pa
                                > trzących z boku taka grymaśna pannica, co to niby ma pretensje do mamusi, że "z
                                > upa za słona", a tak naprawdę walczy o odrobinę autonomii? No, jak grymaśna pan
                                > nica co znęca się nad biedną kobieciną co to jej nieba chce przychylić ;)

                                Jest na tym forum jedna uzytkowniczka, ktora zawsze rzuca teksty o "zaharowanych matkach i niewdziecznych pannicach" (baaardzo delikatnie powiedziane). Czasem warto je poczytac, nie by je brac do serca (od tego niech reka boska broni) lecz by zdac sobie sprawe, jak przewrotnie mozna interpretowac ludzkie zachowania.

                                --
                                Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                                • 15.10.11, 17:11

                                  > Mysle, ze nie ma na swiecie kobiety, ktora nie zalowalaby choc przez moment, ze
                                  > wydala na swiat potomstwo.

                                  Naprawdę tak uważasz? Ciekawe. Znam wiele kobiet, które nie powinny mieć dzieci, niektóre są tego nawet świadome. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy takie stwierdzenie. Jest zbyt ogólne, żeby mogło być prawdziwe. Ilu ludzi tyle historii.

                                  > W przypadku kobiety dzieciatej wszystkie uczucia inne niz bezwarunkowa, poswiet
                                  > liwa milosc do swych klonow, stanowia tabu
                                  To tabu działa w obie strony.
                                  - jest to chyba najostrzejsze tabu j
                                  > akie istnieje.
                                  Nie zgadzam się. Znam ostrzejsze.
                                  > Ze kobieta dzieciata czasem czuje cos innego niz "powinna" swiadczy chocby "epi
                                  > demia" depresji poporodowej. Jesli kobieta, ktora urodzila dziecko czuje cos in
                                  > nego niz niezmacone szczescie macierzynskie z miejsca zostaje uznana za "chora"
                                  > , naszpikowana lekami i poddana psychoterapii majacej na celu sprawienie, by cz
                                  > ula to co wg innych czuc powinna.

                                  A depresja poporodowa nie jest chorobą wg Ciebie? Złość, frustracja, przeładowanie obowiązkami, lęk, bezradność - wszystko to są naturalne odczucia młodej i niemłodej matki. Dziwne gdyby ich nie było. Urastają do rangi bóg wie czego właśnie, gdy się je ukrywa, tłumi. Nie zostawiają miejsca na radość, upośledzają funkcjonowanie. A kiedy człowiek przestaje normalnie funkcjonować, mówimy już o chorobie.
                                  >
                                  >
                                  >
                                  > Jest na tym forum jedna uzytkowniczka, ktora zawsze rzuca teksty o "zaharowanyc
                                  > h matkach i niewdziecznych pannicach" (baaardzo delikatnie powiedziane). Czasem
                                  > warto je poczytac, nie by je brac do serca (od tego niech reka boska broni) le
                                  > cz by zdac sobie sprawe, jak przewrotnie mozna interpretowac ludzkie zachowania
                                  > .
                                  >
                                  Kto? Kto?
                                  • 15.10.11, 18:57
                                    kimonabike napisała:

                                    > A depresja poporodowa nie jest chorobą wg Ciebie?

                                    Jest taka choroba, jednak jest ona znacznie rzadsza niz sie ja stwierdza.

                                    > Złość, frustracja, przeładowa
                                    > nie obowiązkami, lęk, bezradność - wszystko to są naturalne odczucia młodej i n
                                    > iemłodej matki. Dziwne gdyby ich nie było.

                                    Wlasnie to chcialam powiedziec.
                                    Zbyt czesto diagnozuje sie jako "chorobe" cos, co jest normalnym odczuciem, adekwatnym do sytuacji.

                                    > A kiedy człowiek przestaje normalnie funkcjonować, mówimy już o c
                                    > horobie.

                                    Albo o sytuacji nie do zniesienia.

                                    Niestety dla przecietnego mlodego ojca wygodniej jest wyslac smutna lub wsciekla zone do psychiatry niz np. powstrzymac wlasna matke w zapedach krytykowania synowej i "wiedzenia lepiej" czy tez popilnowac dziecka, nawet tracac mecz lub piwo z kumplami, by zona mogla polezec spokojnie w wannie lub pojsc na pogaduchy do kolezanki.

                                    > Kto? Kto?

                                    Poszukaj w archiwum. Zwykle dopisuje sie do watkow, w ktorych kobiety opisuja trudne relacje z matkami.

                                    --
                                    Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                        • 14.10.11, 22:30
                          Takie stwierdzenia to chwyt ponizej pasa. Tak jakby kobiete, ktora na jakims koszmarnym zakrecie zyciowym zaszla w ciaze i mysli o aborcji, poczestowac bombastycznym "a gdyby twoja matka cie usunela".
                          Czujemy to co czujemy a nie to co nam mowia, ze powinnysmy czuc.
                          ______

                          To twoje porownanie jest ponizej pasa, zupelnie nieadekwatne i nie na temat.


                          _____

                          Brzmi slicznie, ale czy jestes w stanie zrealizowac te podniosla rade w praktyc
                          > e? Czy ktokolwiek jest w stanie?

                          ___________
                          Wyobraz sobie ze wielu ludzi zyje w szacunku i milosci. Cieszac sie kazda chwila ze soba. Nie wszyscy wpadaja w marazm i cynizm. sa tez i ludzie emocjonalnie dojrzali, przez co silne is tabilne sa ich uczucia.
                          _______________________
                          Prawo do nielubienia ludzi powinno byc zapisane w konstytucji. ;)

                          ___________

                          sama konstytuacja powstala po to aby to, nielubienie ludzi, ciutke przykrocic.

                          _______________

                          > Kurcze, to juz kobieta nie moze miec wlasnych upodoban by nie dostac od razu "d
                          > iagnozy" i by kazdy przechodzien nie mial ambicji "naprawiania" jej zycia i poz
                          > ycia?

                          ____________

                          Akurat tu kimona strzelila w dyche. Medal jej za to, a nie pomyje na glowe.

                          ___

                          Jesli autorka nie chce miec przyjaciolek i jest jej z tym dobrze, na grzyba wci
                          > skac jej ze "powinna chciec"?

                          ___
                          Nikt jej nic nie wciska, a jedynie ukazuje sprawe z jeszcze jednej perspektywy....

                          • 14.10.11, 23:06
                            Dzięki za wsparcie, Jubale :)
                            • 15.10.11, 11:33
                              kimonabike napisała:

                              > Dzięki za wsparcie, Jubale :)
                              __________

                              To nie zadne wsparcie. Ja naprawde mysle,ze w tym co piszesz jest sporo racji. I ciekawych wskazowek jak isc dalej.

                              Generalnie, bledy wychowawcze to zla komunikacja w rodzinie pomiedzy matka, a dziecmi.
                              Jezeli sie tego nie usunie na czas i nie zacznie pracowac nad soba, to te bledy nie staja sie mniejsze, a jedynie rosna i eskaluja z biegiem lat.

                              Trudno jest dialog prowadzic z osoba typu 'cynta' ze wzgledu na bariery jakie sama tworzy w swojej glowie. Ona matka taka- 'nieskazitelna', niemomylna, z wladzanad zyciem w swoich lapkach....A po drugiej stronie barykady te corki- zle wychowane. To takie naiwne myslenie, z tym wychowaniem, jak z pieczeniem babki, jak dam takie i takie zwiazki, tyle i tyle maki, to babka wyrosnie na piekna i pyszna....a tu okazuje sie ze, jednak czegos tam bylo za duzo, czegos innego za malo i z pieknej zaprawy wyrosl zaklec..Fakt ze corki sie buntuja i to wszystkie gromadnie naraz, swiadczy,ze cos z tym wychowaniem generalnie nie bylo tak jak powinno.

                              I jakis powazny blad lezy po stronie matki. A ze wybraly metode dialogu dosc agresywna swiadczy, ze poznaly metody komunikacji i dotarcia do uczuc osoby. Tak sie dzieje w domach gdzie nikt tych dzieci nigdy nie slucha i nie daje dojsc do glosu.

                              Corka krzyczy:"Nie beda taka jak ty, bede lepsza..." cos w tym stylu, 'cynte' to niepokoi, zaraz jej piedstal chwieje sie w fasadzie. To tez mowi o poczuciu wartosci cynty. A i o tragedii corki, bo z kim ona sie identyfikuje skoro odrzuca model matki, to jaki inny przyjmie?

                              jak znam zycie to wiekszosc corek, ktore maja problemy w domu z matkami, zarzucaja matkom egoizm- narcyzm... I pokutuja za zle wychowanie matki przez bledy babki.

                              Szczesciem jest ze dzis spolecznosc stala sie bardziej wrazliwa na los dzieci, bo moze nastepne generacje beda wychowywac dzieci na bardziej zdrowe psychiczne.

                              A jak sie ma problemy z dziecmi i nie wie sie jak z nich wyjsc to nie pisze sie na forum o blablabla, ale szuka konkretnej pomocy u dobrego psychologa.
                              • 15.10.11, 17:48
                                Tak, mamy podobne poglądy na tę sprawę. Zgadzam się z większością tego, co napisałaś.
                                Szkoda rodziny. Każdy zapiekły w poczuciu własnej krzywdy, a umykają rzeczy najistotniejsze...
                                Tak to jest. Niektóre rzeczy dostrzega się wyraźniej stojąc z boku albo dopiero po czasie.

                                Nie wydaje mi się, żeby autorka na dzień dzisiejszy miała zamiar "wychodzić z problemów". Mam wrażenie, że zależy jej jedynie, żeby dziewczyny się od niej odczepiły. Ona ich już po prostu nie potrzebuje, i chyba tu leży sedno. Bardzo trudna sytuacja.
                              • 15.10.11, 22:09
                                jubale napisała:


                                Ona matka taka- 'nieskazitelna', niemomylna, z wladza nad zyciem w swoich lapkach....

                                Ten post zostal napisany po to aby przedyskutowac ta "omylnosc" i sposoby radzenia sobie z nia. Nigdy nie mowilam ze jestem nieomylna a i "wladze w lapkach " tez chyba zrozumialas opatrznie. Chyba nie podwarzasz faktu ze to matki sa "odpowiedzialne" za istnienie ich dzieci?

                                Fakt ze corki sie buntuja i to wszyst
                                > kie gromadnie naraz, swiadczy,ze cos z tym wychowaniem generalnie nie bylo tak
                                > jak powinno.
                                Tak? a ja myslalam ze bunt jest nieodzownym elementem dorastania....

                                > Corka krzyczy:"Nie beda taka jak ty, bede lepsza..." cos w tym stylu, 'cynte' t
                                > o niepokoi, zaraz jej piedstal chwieje sie w fasadzie. To tez mowi o poczuciu w
                                > artosci cynty.
                                Ja nie mam problemu z tym aby moja corka byla "lepsza" niz ja, na zdrowie jej i tak odpowiadam za polowe jej genow wiec i jej sukces jest po trochu moj. To ona ma problem z tym ze byc moze nie da rady byc lepsza niz ja.... Moje poczucie wartosci jet jak najbardziej ok. Natomiast mam wrazenie ze napawa cie agresja moja postawa i zastanawiam sie dlaczego? nalezysz byc moze do tych osob ktore poswiecily sie cale wychowaniu, czuja bezsensownosc tego zajecia ale za nic w swiecie sie nie przyznaja do tego? bo to przeciez takie tabu?

                                A i o tragedii corki, bo z kim ona sie identyfikuje skoro odrzuc
                                > a model matki, to jaki inny przyjmie?
                                >
                                > jak znam zycie to wiekszosc corek, ktore maja problemy w domu z matkami, zarzu
                                > caja matkom egoizm- narcyzm...

                                Oczywiscie ze im zarzucaja egoizm i narcyzm, matki maja przeciez je wychowac, postawic na nogi, pchnac w zycie a potem ulozyc sie do trumny aby zrobic im miejsce ....


                                > A jak sie ma problemy z dziecmi i nie wie sie jak z nich wyjsc to nie pisze sie
                                > na forum o blablabla, ale szuka konkretnej pomocy u dobrego psychologa.

                                Niestety nie uznaje tego zawodu za pomocny w czym kolwiek....
                                • 15.10.11, 22:53

                                  Niestety nie uznaje tego zawodu za pomocny w czym kolwiek....
                                  ___
                                  Nie uznajesz za pomocny w czymkolwiek ale jednak piszesz dosc systematycznie o sprawie na forum o Psychologii, gdzie w koncu bylo nie bylo jednak jakos tam narazasz sie na to, ze psycholog cie jednak przeczyta.

                                  Ten post zostal napisany po to aby przedyskutowac ta "omylnosc" i sposoby radze
                                  > nia sobie z nia.

                                  ___
                                  Nie, a po co? wszak czy sa ludzie nieomylni. Raczej chodzi mi o to ze patrzac z innej perspektywy widze cos co tobie umyka uwadze. Dla ciebie to raczej bez znaczenia.Ale o tym wkrotce.
                                  ____

                                  Ja nie mam problemu z tym aby moja corka byla "lepsza" niz ja, na zdrowie jej i
                                  > tak odpowiadam za polowe jej genow wiec i jej sukces jest po trochu moj
                                  _____

                                  Tu mylisz sie pod wieloma aspektami chocby w sprawach genetyki. Poczytaj sobie genetyke i jak geny sie 'dobieraja' w non sekundzie. W czasie, w ktorym zachodzi fuzja pomiedzy materialem genetycznym od ojca i od matki... Bardzo czesto wlasnie dziewczynki maja wieksza ilosc genow- po matce ojca- niz po samej matce, ktora je rodzi. Poza tym kody genetyczne sie' blokuja', to wyglada tak, ze nawet przekazujac swoje 50% jak to okreslasz nigdy nie wiadomo ile z tych genkow jest aktywna, a ile zablokowana przez geny ojca, czy geny, ktore byly u ojca pasywne a w twojej corce sie uaktywniaja. Moze sie okazac, ze tylko jakis maly procent z nich jest aktywny w twoim dziecku...

                                  owszem fakt ze ja urodzilas napewno zawdziecza tobie ale...jej zyciowe sukcesy sa jej zasluga w duzej mierze- a nie twojej...Tu twoje geny nie maja nic do roboty...

                                  jezeli chodzi o moja agresje wobec ciebie to masz tu sporo racji. Specjalnie cie nie lubie. I mam nadzieje ze vice -versa.

                                  Dobrze by bylo abys poczytala sobie na temat narcyzmu i zaburzen narcystycznych. Taka lektura moze ci pomoc i zatrzymac w szukaniu przyczyn, u innych- zamiast po prostu u siebie.




                                  • 15.10.11, 23:15
                                    jubale napisała:
                                    na forum o Psychologii, gdzie w koncu bylo nie bylo jednak jakos tam na
                                    > razasz sie na to, ze psycholog cie jednak przeczyta.

                                    Z mojego doswiadczenia wynika ze na psychologie ida ci co sami maja problemy i mysla ze je rozwiaza posiadajac ten zawod. ktos taki nie moze mi pomoc... wole grono doswiadczonych "zwyklych' ludzi i ich poglady, wtedy sama moge nabrac innego punktu widzenia...
                                    >
                                    > Ten post zostal napisany po to aby przedyskutowac ta "omylnosc" i sposoby radze
                                    > > nia sobie z nia.
                                    >
                                    > ___
                                    > Nie, a po co?
                                    Wlasnie po to, nie doczytalas


                                    > Tu mylisz sie pod wieloma aspektami chocby w sprawach genetyki. Poczytaj sobie
                                    > genetyke i jak geny sie 'dobieraja' w non sekundzie. W czasie, w ktorym zachod
                                    > zi fuzja pomiedzy materialem genetycznym od ojca i od matki... Bardzo czesto wl
                                    > asnie dziewczynki maja wieksza ilosc genow- po matce ojca- niz po samej matce,
                                    > ktora je rodzi. Poza tym kody genetyczne sie' blokuja', to wyglada tak, ze n
                                    > awet przekazujac swoje 50% jak to okreslasz nigdy nie wiadomo ile z tych genkow
                                    > jest aktywna, a ile zablokowana przez geny ojca, czy geny, ktore byly u ojca p
                                    > asywne a w twojej corce sie uaktywniaja. Moze sie okazac, ze tylko jakis maly p
                                    > rocent z nich jest aktywny w twoim dziecku...

                                    Masz na mysli fenotyp i genotyp, tak? Nawet jezeli mamy podobne wyksztalcenie biologiczne ( w co watpie) to napewno mam wiecej doswiadczenia w tym zawodzie, choc nie jestem genetykiem, przyznaje.... ;)
                                    I zapewniam cie ze ambicje zyciowe moich corek sa w pelni odziedziczone po mnie, tylko i wylacznie ...
                                    > owszem fakt ze ja urodzilas napewno zawdziecza tobie ale...jej zyciowe sukcesy
                                    > sa jej zasluga w duzej mierze- a nie twojej...Tu twoje geny nie maja nic do rob
                                    > oty...
                                    Geny nie, moje starania aby mogla realizowac swoje plany takie np. jak podroz dookola swiata, maja. Stwarzanie mozliwosci dziecku, dbanie o jego intelektualny potencjal, typu nauki jezykow itp. to co ja nazywam pakowaniem plecaczka zawdziecza sie rodzicom, przede wszystkim... a co z niego dzieci uzyja to juz ich sprawa. Mnie chodzilo to jak zapakowac w ten plecaczek nie-roszczeniowosc, jak otwartosc na innych ludzi, jak akceptacje, jak prawo do wolnosci.....

                                    >
                                    > jezeli chodzi o moja agresje wobec ciebie to masz tu sporo racji. Specjalnie ci
                                    > e nie lubie. I mam nadzieje ze vice -versa.

                                    Dlaczego wice wersa? zebys sie lepiej czula? hehe! nic z tego, ja nie mam problemow z akceptowaniem innych ludzi, mozesz sobie myslec jak chcesz, byc jaka wybierasz byc a ze potrafisz nie lubic kogos na forum za pare przypadkowo utrafionych slow prawdy to tylko twoj problem, jeszcze do przepracowania
                                    >
                                    > Dobrze by bylo abys poczytala sobie na temat narcyzmu i zaburzen narcystycznych
                                    > . Taka lektura moze ci pomoc i zatrzymac w szukaniu przyczyn, u innych- zamiast
                                    > po prostu u siebie.

                                    Ja nie szukam winnych, odpowiedzialnych, ja szukam rozwiazan, mozliwosci naprawy bledow wychowawczych lub chociaz mechanizmu unikniecia go tak aby nie powtorzyl sie przy ostatnim dziecku....

                                    Zdaje sie ze nazywasz narcyzmem dbanie o swoje wlasne zycie zamiast poswiecen na rzecz potomkow, moze ty powinnas cos poczytac, zanim bedzie za pozno?
                                    >
                                    >
                                    >
                                    >
                                    • 16.10.11, 11:13
                                      Zdaje sie ze nazywasz narcyzmem dbanie o swoje wlasne zycie zamiast poswiecen n
                                      > a rzecz potomkow, moze ty powinnas cos poczytac, zanim bedzie za pozno?

                                      __________________

                                      Za pozno? Na co? Moje dzieci juz dawno wyfrunely z domu. W naszych- rodzicow- oczach sa wspaniale. Pod kazdym jednym wzgledem.
                                      Ja nie mialam i nie mam takich problemow z dziecmi jak wyzej opisane przez ciebie.

                                      _____

                                      Z mojego doswiadczenia wynika ze na psychologie ida ci co sami maja problemy i
                                      > mysla ze je rozwiaza posiadajac ten zawod. ktos taki nie moze mi pomoc... wole
                                      > grono doswiadczonych "zwyklych' ludzi i ich poglady, wtedy sama moge nabrac in
                                      > nego punktu widzenia...

                                      ______

                                      Mylisz sie, mozliwe ze na psychologie ida tez i ludzie slabi, ale najczesciej pracuja i koncza studia ci silni.
                                      ___________

                                      iologiczne ( w co watpie) to napewno mam wiecej doswiadczenia w tym zawodzie, c
                                      > hoc nie jestem genetykiem, przyznaje.... ;)

                                      _________

                                      Biologia i genetyka wspolczesna, to dwie odrebne nauki. Widac niedoksztalcona jestes, jakos umknely ci kursy doksztalcajace....

                                      __________

                                      Mnie chodzilo to jak zapakowac w ten plecaczek nie-roszczeniowosc, jak ot
                                      > wartosc na innych ludzi, jak akceptacje, jak prawo do wolnosci.....

                                      _____________

                                      Twoj problem cynta jest taki,ze jedno myslisz, drugie piszesz/mowisz a cos komplenie innego robisz.
                                      Jezeli nawet powyzszy twoj post jest wzglednie harmonijny to przed byla cala gama dosc czarnych mysli na temat i wookol jakie to dzieci sa niewdzieczne, niedoskonale, a tobie byloby lepiej, aby ich na swiat nie wydawac.

                                      Jednak prawda jest taka,ze one na ten swiat sie nie zapraszaly. To od wlasnie ciebie nauczyly sie jak reagowac i jak sie zachowywa, wobec ciebie. Jezeli to co piszesz i styl w jakim piszesz jest choc odrobine podobny do zachowan w domu-butny- BEZREFLEKSYJNY- to wcale nie dziwi, ze dzieci tak sie zachowuja, bo tak je nauczylas.Od ciebie wyszedl przyklad.

                                      Moze twoje corki fizycznie juz z toba nie mieszkaja, ale emocjonalnie, poprzez jakis ogromny bagaz frustaracji i zlych emocji jakie maja- sa z toba zwiazane.

                                      ____________________

                                      byc jaka wyb
                                      > ierasz byc a ze potrafisz nie lubic kogos na forum za pare przypadkowo utrafion
                                      > ych slow prawdy to tylko twoj problem, jeszcze do przepracowania

                                      ________________

                                      Osoby piszace na forum jednak i pomimo wszystko sposobem jakim pisza przekazuja informacje o tym jak mysla, a w ten sposob kim sa. Moze dla innych ktos jest cacy lecz ja nie ide z pradem z wiekszascia ludzi.:=)


                                      Twoje pisanie raz po razie krazy wookol tematu, niewdzieczne corki i ze ta najmlodsza nalezy chronic. Pozniej opisujesz cos jeszcze innego w koncu zdecyduj sie i napisz jak jest, co robia takiego ze sie zalamujesz, o co sa te sprzeczki. To wtedy i feedback bedzie inny...


                                      masz obawy przed pojsciem do psychologa, bo wiesz ze taka osoab w blyskawicznie cie odkryje. natomiast tu na forum posrod ludzi na ogol marnie rozeznanych w psychologii, szukasz jedynie aby cie ktos uspokoil to twoje ego i poklepal po ramieniu.

                                      To niech cie dalej klepia, a ty krec sie w miejscu...
                                      • 16.10.11, 15:39

                                        > Za pozno? Na co? Moje dzieci juz dawno wyfrunely z domu. W naszych- rodzicow- o
                                        > czach sa wspaniale. Pod kazdym jednym wzgledem.
                                        > Ja nie mialam i nie mam takich problemow z dziecmi jak wyzej opisane przez cieb
                                        > ie.

                                        Mialam na mysli ciebie, nie dzieci, za pozno na siebie... wiesz wogole o co mi chodzi?
                                        > _____

                                        > Mylisz sie, mozliwe ze na psychologie ida tez i ludzie slabi, ale najczesciej p
                                        > racuja i koncza studia ci silni.

                                        Nie myle sie :) jak widzisz uzylam 'z mojego doswiadczenia", a wiec tak mam prawo uwazac, moja wolnosc, moja rzeczywistosc a ty mozesz uwazac inaczej, oba te wnioski sa rownowarte, a nie twoj wiecej... nieby dojrzala jestes i jeszcze tego nie wiesz.....?

                                        > Biologia i genetyka wspolczesna, to dwie odrebne nauki. Widac niedoksztalcona j
                                        > estes, jakos umknely ci kursy doksztalcajace....

                                        Juz sie nie da doksztalcic ;) a genetyka jest czescia biologii byla i zawsze bedzie i wynika z tego ze doksztalcac sie powinnas sie ty
                                        >

                                        > Twoj problem cynta jest taki,ze jedno myslisz, drugie piszesz/mowisz a cos komp
                                        > lenie innego robisz.
                                        > Jezeli nawet powyzszy twoj post jest wzglednie harmonijny to przed byla cala ga
                                        > ma dosc czarnych mysli na temat i wookol jakie to dzieci sa niewdzieczne, niedo
                                        > skonale, a tobie byloby lepiej, aby ich na swiat nie wydawac.

                                        Chyba nie zrozumialas mojej lini przewodniej i glownego pytania i stad ten pozorny galimatias
                                        >
                                        > Jednak prawda jest taka,ze one na ten swiat sie nie zapraszaly. To od wlasnie c
                                        > iebie nauczyly sie jak reagowac i jak sie zachowywa, wobec ciebie. Jezeli to co
                                        > piszesz i styl w jakim piszesz jest choc odrobine podobny do zachowan w domu-
                                        > butny- BEZREFLEKSYJNY- to wcale nie dziwi, ze dzieci tak sie zachowuja, bo tak
                                        > je nauczylas.Od ciebie wyszedl przyklad.

                                        Byc moze i wlasnie w tym poscie pytalam jakimi mechanizmami posluguja sie dorosli w naprawianiu beledow wychowawczych a ty mi pokazujesz ze popelnianie bedow jest beeeeee i trzeba do psychologa. a mechanizmow mi nie mozesz pokazac bo ich nie popelniasz, to po co wogole cos tu piszesz?
                                        >
                                        > Moze twoje corki fizycznie juz z toba nie mieszkaja, ale emocjonalnie, poprzez
                                        > jakis ogromny bagaz frustaracji i zlych emocji jakie maja- sa z toba zwiazane.

                                        Tak, sa sfrustrowane ze mama "ustawila sie zyciowo", poza ewidentnymi, ostatnio rowniez psychicznie, przestala cierpiec i jest szczesliwa ... a one nie... ciekawe czemu sie tego nie naucza ...
                                        >
                                        > ____________________

                                        > Osoby piszace na forum jednak i pomimo wszystko sposobem jakim pisza przekazuja
                                        > informacje o tym jak mysla, a w ten sposob kim sa. Moze dla innych ktos jest c
                                        > acy lecz ja nie ide z pradem z wiekszascia ludzi.:=)

                                        Nire rozumiesz takich osob jak ja, czujesz dyskomfort bo one potrafily w zyciu czegos innego dokonac niz opieka nad dziecmi ktora ty uwazsz za najwieksze spelnienie i cel. msz do tego prawo. a z pradem to idziesz bardziej niz ci sie wydaje... duzo bardziej

                                        >
                                        > Twoje pisanie raz po razie krazy wookol tematu, niewdzieczne corki i ze ta najm
                                        > lodsza nalezy chronic. Pozniej opisujesz cos jeszcze innego w koncu zdecyduj s
                                        > ie i napisz jak jest, co robia takiego ze sie zalamujesz, o co sa te sprzeczki.
                                        > To wtedy i feedback bedzie inny...

                                        Nie sa niewdzieczne i ja sie nie zalamuje. Co robia? ostatnio chodzilo o przyziemne zachowania typu: nie podpisze ci tego bo jestes suka i chce ci zrobic na zlosc, nie zaplace rachunku za telefon bo on jest na ciebie i ty sie martw (wracam do tego tematu ale ten rachunek kosztuje 200$ na miesiac a one nastukaly 1500$ za granica i ja musialam wziasc pozyczke z banku zeby to zaplacic, akurat przypadkowo wiem ze mialy takie pieniadze zeby to zaplacic). Chodzi o codziennosc, ale moim zdaniem sa to objawy roszczeniowego podejscia do zycia, nie wiem jak ja to w nich uksztaltowalam, szukam i chce uniknac tego bledu u najmlodszej... jasniej?
                                        >
                                        >
                                        > masz obawy przed pojsciem do psychologa, bo wiesz ze taka osoab w blyskawicznie
                                        > cie odkryje. natomiast tu na forum posrod ludzi na ogol marnie rozeznanych w
                                        > psychologii, szukasz jedynie aby cie ktos uspokoil to twoje ego i poklepal po r
                                        > amieniu.

                                        ja sie sama odkrywam, nie porzebuje psychologa ktory mi cos powie.... Naprawde myslisz ze bym pisala to co pisze aby mnie ktos poklepal po ramieniu? wyrodna matka, nie placi, nie mialaby ich i to jest ok???

                                        • 16.10.11, 16:16
                                          Nie sa niewdzieczne i ja sie nie zalamuje. Co robia? ostatnio chodzilo o przyziemne zachowania typu: nie podpisze ci tego bo jestes suka i chce ci zrobic na zlosc, nie zaplace rachunku za telefon bo on jest na ciebie i ty sie martw (wracam do tego tematu ale ten rachunek kosztuje 200$ na miesiac a one nastukaly 1500$ za granica i ja musialam wziasc pozyczke z banku zeby to zaplacic, akurat przypadkowo wiem ze mialy takie pieniadze zeby to zaplacic). Chodzi o codziennosc, ale moim zdaniem sa to objawy roszczeniowego podejscia do zycia, nie wiem jak ja to w nich uksztaltowalam, szukam i chce uniknac tego bledu u najmlodszej... jasniej?

                                          _______________
                                          No sluchaj cynta, ty jestes dorosla kobieta i jezeli dzieci ci robia takie numery to sie likwiduje telefon.
                                          Poza tym rzeczywscie problem jest duzy. Ale czytajac ciebie....wcale im sie dziwie. jestes kawal wrednej baby. Wiec jak myslisz jakie corki beda dla takiej wrednej matki ?

                                          Maja okazje sie odegrac wiec sie odegraly...Po prostu cie nie kochaja. tak jak i ty nigdy nie nauczylas je milosci.

                                          sama sobie odpowiedz i miej za wszystko pretensje ale jedynie do siebie.
                                          --
                                          Hipnoza regresyjna
                                          • 16.10.11, 16:35
                                            jubale napisała:

                                            > ty jestes dorosla kobieta i jezeli dzieci ci robia takie nume
                                            > ry to sie likwiduje telefon.

                                            A jak DOROSLE, SAMODZIELNE dzieci wyzeraja cale zapasy z lodowki nalezy przestac kupowac jedzenie i moze jeszcze przestac jesc?
                                            :/

                                            --
                                            Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                                          • 17.10.11, 15:21
                                            jubale napisała:
                                            _______________
                                            > No sluchaj cynta, ty jestes dorosla kobieta i jezeli dzieci ci robia takie nume
                                            > ry to sie likwiduje telefon.

                                            Likwidacja kosztuje dodatkowo, zablokowalam.
                                            > Poza tym rzeczywscie problem jest duzy. Ale czytajac ciebie....wcale im sie dzi
                                            > wie. jestes kawal wrednej baby.

                                            A moglabys ten kawalek omowic jasniej? dlaczego wrednej? rozumiem ze matka ktora w jej pojeciu dba o wychowanie dzieci, przyznam bardziej "techniczne" szkolne, a nie emocjonalne ( bo myslalam ze to samo przyjdzie), moze byc wredna suka. Ale dlaczego? rozumiem ze tak jest ale nie kumam dlaczego

                                            > Maja okazje sie odegrac wiec sie odegraly...

                                            za co?
                                            Po prostu cie nie kochaja. tak jak i ty nigdy nie nauczylas je milosci.

                                            Bys moze, pewnie tak jest a ja ciagle szukam odpowiedzi dlaczego, co i gdzie bylo zrobione nie tak, a moze co jest najwazniejsze? cos czego nie zrozumialam i nie przekazalam? co to jest?
                                            >
                                            > sama sobie odpowiedz i miej za wszystko pretensje ale jedynie do siebie.
                                            Odpowiedziec sobie juz probowalam, pisze tutaj bo czesto wiele ciekawych mysli rodzi sie po przeczytaniu konstruktywnych opinii innych a pretensji nie mam ... szukam rozwiazan

                                            • 17.10.11, 16:40
                                              Myślę, że odpowiedziałaś sobie tutaj na pytanie "co zrobiłaś nie tak":

                                              > rozumiem ze matka ktor
                                              > a w jej pojeciu dba o wychowanie dzieci, przyznam bardziej "techniczne" szkolne
                                              > , a nie emocjonalne ( bo myslalam ze to samo przyjdzie
                                              >
                                              > Bys moze, pewnie tak jest a ja ciagle szukam odpowiedzi dlaczego, co i gdzie by
                                              > lo zrobione nie tak, a moze co jest najwazniejsze? cos czego nie zrozumialam i
                                              > nie przekazalam? co to jest?
                                              > >
                                              Na to odpowiedziałaś w innym poście, w którym piszesz, że niepotrzebnie zostałaś tak długo "dla dobra dzieci" z ich ojcem. Nie byłaś szczęśliwa, a nieszczęśliwa matka nie może być dobrą matką, niezależnie od starań. Zawsze będzie robić coś na siłę, a dzieci wyczuwają fałsz.
                                              Nie przekazałaś tych rzeczy, które "przychodzą same", ale pod warunkiem, że jest dla nich miejsce: bezwarunkowej miłości i akceptacji. Tak tylko zgaduję...

                                              A jak uratować kawałek dzieciństwa najmłodszej? Zaakceptować ją taką jaka jest, ze wszystkimi wadami, i "tym co już poszło nie tak". Spędzać z nią czas (jeśli wyraża na to ochotę), organizować wspólne zajęcia, nie żeby "pakować plecaczek", ale zwyczajnie wzmacniać więzi. Nauczyć się czerpać radość z samego jej towarzystwa, być emocjonalnie dostępną, wtedy mała odejdzie w swoim czasie, bez żadnej szarpaniny i pretensji. Bo taka jest kolej rzeczy, świat się o nią upomni ;) Przy rodzicach zostają nie te dzieci, które są pozytywnie "rozpuszczone", ale te które nie czuły się kochane i akceptowane, przez co wciąż na coś podświadomie czekają, albo wręcz walczą, same nie wiedząc z czym i po co. Bo nadzieja matką głupich i umiera ostatnia :P Ale w końcu umiera. Wtedy człowiek na długi czas traci kontakt z własnymi emocjami i nie jest w stanie przekazać kolejnemu pokoleniu najprostszych rzeczy. I nie wie czemu i czego brakuje...
                                              Aha, i nie wzmacniać negatywnej energii. Nie skupiać się na konfliktach z córkami. Jak najczęściej odwracać od nich uwagę najmłodszej. Nie krytykować przy niej starszych sióstr, wręcz przeciwnie. Twój negatywny stosunek do nich może być dla niej zagrażający, w końcu "jest jedną z nich". Kiedy starsze dziewczyny krytykują Ciebie, małej nie szkodzi to aż tak bardzo. W sytuacjach kryzysowych mówić, że ludzie się czasem kłócą, ale to nie znaczy że się nie kochają, każdy ma prawo do swojego zdania i takie tam... :) A najlepiej nie wdawać się z nią w żadne dyskusje na ten temat, tylko zwięźle odpowiadać ewentualne na pytania. Zadbać o to, żeby to nie był jej problem, jak najrzadziej się kłócić w jej obecności, łagodzić ewentualne zaczepki starszych dziewczyn. Broń Boże nie kazać się opowiadać po żadnej ze stron. Starsze córki zrobią jak będą uważały, ale Ty jej nie dokładaj.
                                              Uważność, szacunek, okazywanie sympatii - ważne to jest na co dzień. Bardzo. To Ty ją musisz tego nauczyć. Najprościej - traktując ją z szacunkiem, uwagą i sympatią. Krytykowanie, pouczanie, "tresowanie" - moim zdaniem nie działają. A często przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego.
                                  • 16.10.11, 01:34
                                    jubale napisała:

                                    >
                                    > Niestety nie uznaje tego zawodu za pomocny w czym kolwiek....
                                    > ___
                                    > Nie uznajesz za pomocny w czymkolwiek ale jednak piszesz dosc systematycznie o
                                    > sprawie na forum o Psychologii, gdzie w koncu bylo nie bylo jednak jakos tam na
                                    > razasz sie na to, ze psycholog cie jednak przeczyta.
                                    >

                                    co nie znaczy, że odpowie, a na pewno nie odpowie żaden psycholog na forum :) jubale :)
                                    --
                                    Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga
                          • 15.10.11, 16:23
                            jubale napisała:

                            > > Kurcze, to juz kobieta nie moze miec wlasnych upodoban by nie dostac od r
                            > azu "d
                            > > iagnozy" i by kazdy przechodzien nie mial ambicji "naprawiania" jej zycia
                            > i poz
                            > > ycia?

                            > Medal jej za to, a nie pomyje na glowe.
                            >
                            Rozumiem, ze moje stwierdzenie to wg. ciebie "pomyje".

                            --
                            Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
                            • 15.10.11, 19:12
                              Dosc ciekawie a czasami nie.

                              Moze wiaze sie to z tym, ze gdy sie duzo pisze to jakosc tego pisania spada w dol. jak ze wszystkim.

                              -Mowienie tego typu <nie ma matki na swiecie ktora by choc raz nie zalowala ze na swiat dziecka nie wydala>....NO SORRY! ty CHYBA WYRAZNIE SIE ZLE CZUJESZ,;=) BO pisac cos takiego i wsadzac ludziom cos czego nigdy nie zrobili, to ostatnia glupota, a zwlaszcza pod takim tematem.

                              -To moze ja jestem jakims wyjatkiem.

                              -Chroba poporodowa to nic innego jak ogromne i nagle zmiany hormonalne. czesto wywolywane z powodu ich naglej zmiany. Normalnie zmiany hormonalne powinny zachodzic powoli, pod wplywem naglych skokow mozg nie jest w stanie ich 'przepracowac'.

                              -Kobieta o ktorej piszesz to <leda16> gdy juz mowisz A to powiedz tez i B....
                              --
                              Hipnoza regresyjna
    • 13.10.11, 14:05
      Popelniaja wszyscy... Nikt nie jest idealny. na bledach najwiecej sie i uczymy.

      Gdy mama mowi ze dzieci by nigdy nie chiala, to znak,ze jest mama wypalona, zmeczona. Doprowadzona pod sciane.

      nalezy moze pomyslec o sobie i odpoczac. Wziac urlop od rodziny, o ile mozna.

      Ja slucham moich dzieci tego co mowia. najczesciej w tym co moiwa jest duzo racji, ktora nalezy im przyznac. Jednak, zauwazylam,ze brak im tez perspektywy widzenia na przyszlosc, co dalej. W tym ja z kolei jestem lepsza, bo jestem w stanie przewidziec skutki podjetych decyzji...

      Mysle,ze zawsze dobra jest pokora, a dume i ego, nalezy schowac do kieszeni. I podziekowac losowi ze moglismy miec dzieci.
      --
      Hipnoza regresyjna
      • 13.10.11, 19:25
        jubale napisała:

        > Popelniaja wszyscy... Nikt nie jest idealny. na bledach najwiecej sie i uczym
        > y.
        >
        > Gdy mama mowi ze dzieci by nigdy nie chiala, to znak,ze jest mama wypalona, zme
        > czona. Doprowadzona pod sciane.
        Dlaczego? nie mozna tak po prostu stwierdzic ze dzieci nie powinny byc realizacja zyciowa czlowieka? ze nie nalezy w nich pokladac zadnych nadzieji, myslec ze czyms tam dla nas beda, bo one po prostu beda kim zechca. Biologia, czysta biologia, zadnych wyzszych aspektow...

        >
        > nalezy moze pomyslec o sobie i odpoczac. Wziac urlop od rodziny, o ile mozna.

        Moje dzieci mieszkaja poza domem, nie widuje ich na codzien... wiec to nie ten problem ;)
        >
        > Ja slucham moich dzieci tego co mowia. najczesciej w tym co moiwa jest duzo rac
        > ji, ktora nalezy im przyznac. Jednak, zauwazylam,ze brak im tez perspektywy wid
        > zenia na przyszlosc, co dalej. W tym ja z kolei jestem lepsza, bo jestem w stan
        > ie przewidziec skutki podjetych decyzji...
        >
        > Mysle,ze zawsze dobra jest pokora, a dume i ego, nalezy schowac do kieszeni. I
        > podziekowac losowi ze moglismy miec dzieci.

        Jak wyzej, nie mysle ze jest za co dziekowac. To niewlasciwa postawa moim zdaniem, trzeba dobrze wypelnic obowiazek zaludniania swiata ale nie laczyc z tym misji zyciowej.... I co ma z tego chowania dumy i pokory wyniknac?
      • 13.10.11, 22:49
        Jak wyzej, nie mysle ze jest za co dziekowac. To niewlasciwa postawa moim zdaniem, trzeba dobrze wypelnic obowiazek zaludniania swiata ale nie laczyc z tym misji zyciowej.... I co ma z tego chowania dumy i pokory wyniknac?

        ___________
        ...kto cie takim obowiazkiem obarczyl? Zmusil? Zmusili cie do rodzenia dzieci?

        Mysle wiecej nie pisac w twoim watku bo widze ze odbieramy na zupelnie innych falach, czytajac twoje wypowiedzi dochodze do wniosku ze szkoda mi czasu....



        --
        Hipnoza regresyjna
        • 13.10.11, 23:10
          najlepiej sie dyskutuje z ludzmi ktorzy roznia sie od nas zdaniem a nie "nadaja na tych samych falach" mozemy tych ludzi mniej lubic ale dyskusje sa ciekawsze.
          Czy odpowiedzialas sobie kiedys sama na pytanie dlaczego, po co kobiety maja dzieci? i moze troche ekstrapolujac: dlaczego tak czesto wiaza sie z nieodpowiednimi mezczyznami, ktorych w pozniejszym okresie czasu najchetniej by zwymienily na tych wlasciwych albo tez to czynia? Moim skromnym zdaniem bilologa dlatego ze popycha je w mlodocianym, reprodukcyjnym wieku przemozny zew natury, uksztaltowanie biologiczne zakodowane w genach wszystkich zwierzat aby przedluzyc swoj gatunek. To jeden z najsilniejszych instynktow a nasze zachowania nie roznia sie niczym od zachowan innych zwierzat: zdobyc pokarm, ochronic, wyposazyc (czytaj nauczyc) tego co im pozwoli przetrwac do doroslosci i ......... rowniez sie rozmnozyc iyp... itd.... :)
          • 14.10.11, 16:22
            najlepiej sie dyskutuje z ludzmi ktorzy roznia sie od nas zdaniem a nie "nadaja na tych samych falach" mozemy tych ludzi mniej lubic ale dyskusje sa ciekawsze.

            ___________

            Ale z corkami, z ktorymi nie nadajesz na tych samych falach i roznisz sie zdaniem, jakos dyskusja ci widac zle idzie?

            Sa tez i mezczyzni, ktorzy bardzo chca miec dzieci z kobietami. W ogole ludzie chca miec dzieci. Nie slyszalam aby to o czym piszesz byla przywara jedynie mezczyn- bycie nieodpowiedzialnym. Sa tez i kobiety nieodpowedzialne...



            ///. To jeden z najsilniejszych instynktow a nasze zachowania nie roznia si
            > e niczym od zachowan innych zwierzat: zdobyc pokarm, ochronic, wyposazy///

            Tak bardzo jestesmy zwierzecy w tym naszym ciaglym poprawianiu kultury, rozwoju technologii, mysleniu abstrakcyjnym, ustalaniu systemow. Wrecz fenomenalnie zwierzecy.

            Wiesz twoj tok myslenia nie zadziwia mnie i wrecz potwierdza, ze jezeli ktos mysli jak ty to wcale nie jest dziwnym ze pozniej ma problemy w rodzinie i z wychowaniem dzieci.

            Tobie sie nie udalo ale to nie znaczy ze calej ludzkosci sie nie udalo.

            sa rodziny bardzo szczesliwe i rodzice zadowoleni z dzieci i vice-versa.
      • 18.10.11, 20:56
        Gdy mama mowi ze dzieci by nigdy nie chiala, to znak,ze jest mama wypalona, zme
        > czona. Doprowadzona pod sciane.
        >
        usłyszałam to od swojej matki 12 lat temu - miałam wówczas 28 lat, skończone studia (za które sama zapłaciłam), własne mieszkanie i pracę, która pozwalała mi na finansową niezalezność - bo zamieszkałam z mężczyzną, który jeszcze wtedy teoretycznie był mężem innej kobiety, od 10 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem ... matka była wypalona??? nigdy nie sprawiałam kłopotów wychowawczych, dobrze się uczyłam, pomagałam w domu itd. rodzice nie mieli kłopotów finansowych, zdrowotnych itp. Gdy rodzice pogodzili się jakoś z tym faktem zapytałam, czy naprawdę żałuje, że ma dzieci to powiedziała, że oboje z ojcem ponownie na dzieci by się nie zdecydowali ... do dzisiaj jest mi przykro ... dodam, że mam brata, który rozwiódł się po roku małżeństwa (rozwód był z winy jego zony i odbył się w sposób bardzo kulturalny) ... moja matka deklaruje, że jest katoliczka i chodzi do kościoła ...
        • 18.10.11, 21:14
          Widocznie jest glupia matka, ktora nie zna zycia. Mozliwe ze tez zycie jak zgniotlo a najprapodobniej ona sama.

          matki, ktore tak mowia o swoich dzieciach sa jak pisalam albo zmeczone nadmiarem obwiakow i glupoty mowia, za ktore potem przepraszaja albo sa to ludzie egostyczni i toksyczni...



          --
          Hipnoza regresyjna
          • 19.10.11, 20:58
            jubale napisała:

            > Widocznie jest glupia matka, ktora nie zna zycia. Mozliwe ze tez zycie jak zgni
            > otlo a najprapodobniej ona sama.

            ona sama ... jest mistrzynią świata z znajdowaniu sobie powodów do tego by się ciagle czymś martwić ...

            > matki, ktore tak mowia o swoich dzieciach sa jak pisalam albo zmeczone nadmiare
            > m obwiakow i glupoty mowia, za ktore potem przepraszaja albo sa to ludzie egost
            > yczni i toksyczni...

            nigdy nie przeprosiła .... ani za te słowa ani za cokolwiek innego ...
        • 18.10.11, 21:27
          Mysle ze podobnie jak twojej mamie tak i mi chodzilo nie o to abyscie wy, dzieci nie istnieli tylko aby oni, rodzice, nimi nie zostali. Nie musieliby wtedy przezywac wszystkich nieprzyjemnosci zwiazanych z posiadaniem dzieci jako ogolu. Wiem ze to brzmi dziwnie ale nie bierz tego do siebie, nie traktuj personalnie. To nie ciebie ona nie chcialaby miec ale wogole zadnych dzieci. Swoja droga ciekawe stwierdzenie to co mamusia powiedziala.. czy twoi rodzice sa bliska sobie para, jesli moge zapytac?
          • 19.10.11, 20:49
            cynta napisała:

            <Swoja droga ciekawe stwierdzenie to co mamusia powiedziala.. czy twoi rodzice sa bliska sobie para, jesli moge zapytac? >
            Hmm ... wiesz to trudne pytanie ... wg mnie nie ... chyba zawsze łączył ich wspólny majątek, dla obojga praca była zawsze bardzo ważna, łączyły ich dzieci (!), teraz oboje są na emeryturze, więc spędzają z sobą duzo czasu ale mieszkają sami w wielkim domu i mają cztery! telewizory, więc tak naprawdę to nie wiem ... ojciec ma trudny charakter, jest uparty, pamiętliwy i nie wiem jak to określić ... "szorstki" - nigdy nie widziałam, by kogoś przytulił ... wizyta u moich rodziców to rozmowa w zasadzie o niczym ...
    • 14.10.11, 10:30
      Dzieci wychowują nie tylko rodzice. Powiem nawet, że rodzice mają wpływ tylko na małe dzieci w wieku przedprzedszkolnym. Potem wychowuje przedszkole, szkoła i dalsza oficjalna "edukcja", ale, to nie nauczyciele lecz rówieśnicy i szerzej pojeci koledzy/koleżanki.
      Poza tym, podobno połowa zachowania/charakteru/osobowości zależy od genów. No ale te są przecież w połowie nasze. Z tym, ze to nie nasza wina jakie mamy (złe) geny. Takie dostalismy.
      • 14.10.11, 20:47
        es-c napisał:

        > Poza tym, podobno połowa zachowania/charakteru/osobowości zależy od genów. No a
        > le te są przecież w połowie nasze.

        A ta gorsza polowa to po wspolmalzonku. ;D

        --
        Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
    • 14.10.11, 18:41
      ciekawe jakie zabiegi? byłoby to może pouczające. ja mam jeszcze niedorosłe.
    • 14.10.11, 19:54
      a jakie to były "niby-słuszne zabiegi" ? nie czytałam wątku, bo mi się nie chciało ,sorry.


      eee, nawet sobie sama odpowiem. "zabiegi" jak każda dama po 50tce zapewne potwierdzi, o kant ch...a mozna potłuc. Najważniejsze jest być kontentym i taką aurę wytwarzać wokół siebie. Wtedy i dzieci i pomidory się udają.
      • 14.10.11, 20:48
        shachar napisała:

        > Najważniejsze jest być kontentym i taką aurę
        > wytwarzać wokół siebie. Wtedy i dzieci i pomidory się udają.

        Swiete slowa. :)
        --
        Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
        • 14.10.11, 20:57
          może i święte, ale nabyte w wieku poporodowym :-) Jakby nie było, lepiej poźno niz wcale. Anyway.....Kocham dojrzałość, za dojrzalość właśnie, niemuszenie tego wszystkiego, co ludzie 20 lat młodsi ode mnie uwazają za stosowne walczyć.
          • 14.10.11, 21:18
            shachar napisała:

            > Kocham dojrzałość, za dojrzalość właśnie, niemuszenie te
            > go wszystkiego, co ludzie 20 lat młodsi ode mnie uwazają za stosowne walczyć.

            Ja tez. Nie chcialabym miec znowu 20 lat. Jak sobie przypomne, jakimi bzdurami sie wtedy zamartwialam...

            --
            Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
      • 17.10.11, 15:35
        motto dnia i zycia... :)
    • 14.10.11, 20:07
      Ja jestem młodą kobietą i cieszę się, że moi rodzice nigdy nie uwazali mnie za pasozyta tak jak Ty. Studiuję to oni mnie utrzymują, to oni daja od czasu do czasu pieniadze na fajny ciuch, torebkę i rachunki telefoniczne. W okresie nastoletnim mieli ze mną kłopoty jak z kazda nastolatką ale spokojna rozmowa z Mama rozwiązywała wszystko. Niedługo będę pracować pierwsze co chcę zrobić za zarobione pieniadze to zafundować Rodzicom super wakacje no i mamie kupić fajne szpilki:). Fakt są sprzeczki bo ja mam inne poglady, rodzice inne i cierpliwość ich już nie ta co kiedyś ale wiem, ze odwdziecze im sie za to wszystko co mi dali czyli ciepły dom i miłość bo za 25lat to oni beda potrzebowac mojej opieki
      • 14.10.11, 20:57
        aha popelniali mnostwo bledow:) przynajmniej w mojej subiektywnej ocenie sa bledami np nie chcialam sie uczyc jako 8latka to dostawalam lanie...blad nr 1 albo powtarzali mi badź grzeczna, nie wychalj się, siedz cicho i teraz boje sie (myślę, ze przez to)publicznie wyrazac swoje myśli..blad nr 2 mimo wszystko wychowywali mnie tak jak najlepiej umieli i kochali czesto to mowili i nie oszczedzali czulosci
    • 14.10.11, 20:46
      cynta napisała:

      > popelniacie jakies?

      Mnostwo.

      > zdajecie sobie z tego sprawe?

      Czasem tak, czasem nie.

      > zmieniacie sie?

      Czasem tak, czasem nie.

      > chyba
      > bym ich nie miala gdybym wiedziala jak nieciekawe charaktery w nich uksztaltuja
      > moje niby-sluszne zabiegi ...

      No nie, moje jest calkiem OK.
      Czasem mysle z lezka w oku jak to rozkoszne dzieciatko moglo przepoczwarczyc sie w zadziornego dryblasa przypominajacego kaktus, ale w sumie go lubie, nawet z ta zadziornoscia - inteligentna bestia, potrafi odpalic ze w piety idzie, charakterek po mamusi.

      Pozostaje tylko modlic sie, by moje bledy wychowawcze wyszly mu na dobre i by moje "sluszne zabiegi" nie zaszkodzily mu zbytnio. :D

      --
      Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
      • 17.10.11, 15:34
        :) ja tez mam mnostwo przesympatycznych wspomnien z dziecinstwa moich, i w sumie na nich glownie "jade" w ciezkich czasach ale inaczej podeszlabym do macierzynstwa gdybym wiedziala ile zlych emocji wyprodukuja wokol w doroslym zyciu. Moze podjelabym inne decyzje zawodowo-edukacyjne, na pewno nie zostalabym tak dlugo z ich ojcem, "dla ich dobra" ...
        • 17.10.11, 16:08
          cynta napisała:

          > Moz
          > e podjelabym inne decyzje zawodowo-edukacyjne, na pewno nie zostalabym tak dlug
          > o z ich ojcem, "dla ich dobra" ...

          Wiesz, ich ojciec tez mial wplyw na ich rozwoj i podejscie do zycia.
          Nie ma co obwiniac sie o wszystko - dzieci maja dwoje rodzicow plus siebie nawzajem.

          --
          Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
    • 14.10.11, 21:09
      Błędów było sporo, na szczęście są do odrobienia, jeżeli w pore się człowiek zorientuje.
      Myślę, że wspólnota mi wiele pomogła w ich wychowaniu - pewne wartości, wymiana doswiadczeń, obserwacja innych rodziców, pytania do bardziej doświadczonych.

      W sumie mam dwie fajne córki, z którymi mam bardzo dobry kontakt, chociaż nie ukrywam, że burzliwy. Ale po każdej kłótni praktycznie błyskawicznie się godzimy, mamy o czym rozmawiać, lubimy być ze sobą. A charaktery wszystkie mamy niełatwe :)
      --
      inspiracjemoje.blogspot.com/
    • 14.10.11, 21:50
      Dzieci wychowują się same, po swojemu rozumują. Chyba za dużo przypisujesz sobie tutaj roli sprawczej
      • 15.10.11, 00:37
        chyba Cie pogięło, że dzieci wychowują się same.Na nic tak nie patrzą, jak na starych, choćby kątem oka, no weź.
        • 15.10.11, 10:08
          Bardziej niż na rodziców patrzą na rówieśników, mają dziesiątki różnych autorytetów po drodze w swoim życiu, bardzo często na przekór rodzicom i ich nakazom, zakazom. Rodzice nadgorliwi katolicy a syn/córka ateizm czy satanizm. Setki takich przykładów dookoła.
          • 15.10.11, 16:26
            lifeisaparadox napisał:

            > Bardziej niż na rodziców patrzą na rówieśników,

            Nieprawda.

            > Rodzice nadgorliwi katolicy a syn/córka ateizm czy satanizm. Setki tak
            > ich przykładów dookoła.

            To jest przekora lub chec udowodnienia rodzicom wlasnej odmiennosci.

            --
            Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
            • 15.10.11, 18:51
              Jakoś się to nie pokrywa z doświadczeniami autorki której dzieci idą w przeciwnym kierunku
              • 15.10.11, 18:58
                lifeisaparadox napisał:

                > Jakoś się to nie pokrywa z doświadczeniami autorki której dzieci idą w przeciwn
                > ym kierunku

                Pojscie na opak tez jest forma brania przykladu.

                --
                Wlasciciele jamnikow dziela sie na dwie kategorie. Jedna to ci, ktorzy spia z psem. Druga to ci, ktorzy sie do tego nie przyznaja.
              • 17.10.11, 15:27
                lifeisaparadox napisał:

                > Jakoś się to nie pokrywa z doświadczeniami autorki której dzieci idą w przeciwn
                > ym kierunku

                Zyciowo ida podobnie, tzn. ambitnie, do przodu, raczej beda sobie wygodnie zyly ale emocjonalnie sa nieswiadome, wydaje mi sie ze nie wiedza co to milosc, uczucia wyzsze, wazniejsze sa normy, przyleganie do zasad i regul i duma ze sie je tak dobrze zna: "ja ci powiem, ja wiem, ty nie" ...
                Wczesniej chciales powiedziec ze nie mamy tak naprawde wplywu na to jakie nasze dzieci beda? ze tak duzy jest wplyw srodowiska ?
                • 17.10.11, 20:24
                  Myślę że jednak prawdą jest że mamy wolną wolę i pewne dążenia naturalne, do samodzielności, własnego rozsądku, niechęci do ograniczeń. Jakkolwiek podobieństwa zawsze mamy z tymi z którymi się zadajemy - np. rodzicami, to wpływ ma na nas wszystko inne. Nie odtworzysz dziecku takiego samego dzieciństwa, warunków i przyzwyczajeń jakie miał rodzic jeden czy drugi. Inne skojarzenia, doświadczenia, to kształtuje myślenie człowieka.
                • 17.10.11, 21:13
                  Cynta, pamietam Twoje poprzednie wpisy w tym temacie, Ty jestes totalnie ulegla wobec corek, tzn. to Tobie zalezy, zeby czuc, ze jestes dobra matka. Corki Cie wykorzystuja, a jak masz watpliwosci, to albo Cie obwinia, ze jestes zla matka, albo zaszantazuja, ze " telefon jest zarejestrowany na Ciebie i to Twoj problem".
                  Po prostu potrzebujesz akceptacji jako matka i zrobisz dla tego wszystko, doslownie wszystko, nawet glupote, a moze i swinstwo?
                  Co robic?
                  Przyjac za prawdopodobna hipoteze, ze jak nie bedziesz az tak ulegla, to nic powaznego sie nie stanie. A potem, malymi krokami, w drobnych sprawach w ktorych masz racje zaczac stawiac na swoim. Kiedys proponowalem Ci zawarcie swoistej umowy z corkami, ale widze, ze to bylo bledne podejscie.
                  --
                  Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
                  • 18.10.11, 15:30
                    to.niemozliwe napisał:

                    > Cynta, pamietam Twoje poprzednie wpisy w tym temacie, Ty jestes totalnie ulegla
                    > wobec corek, tzn. to Tobie zalezy, zeby czuc, ze jestes dobra matka. Corki Cie
                    > wykorzystuja, a jak masz watpliwosci, to albo Cie obwinia, ze jestes zla matka
                    > , albo zaszantazuja, ze " telefon jest zarejestrowany na Ciebie i to Twoj probl
                    > em".
                    Ja nad tym pracuje, tzn. pracuje nad stawianiem granic i w miare lagodnym respektowaniem ich. Coraz bardziej krzepne w postawie: taka jestem matka, zrobilam co uwazalam za dobre dla was itp.... ale i to im sie bardzo nie podoba, i one mi pokaza ze mozna mnie wyprowadzic z rownowagi, ze maja wladze czynienia mi zle.. coz...

                    > Przyjac za prawdopodobna hipoteze, ze jak nie bedziesz az tak ulegla, to nic po
                    > waznego sie nie stanie. A potem, malymi krokami, w drobnych sprawach w ktorych
                    > masz racje zaczac stawiac na swoim.
                    tak tez probuje tyle ze chce pewne sposoby reagowania wyplenic a to wiem spotka sie znow z ogromnym "niezadowoleniem" . W sumie to najstarsza corka powoduje najwieksze zamieszanie. Jak jej nie ma to spedzamy calkiem przyjemne wieczory, ostatnio urodzinowo do poza w nocy. To wlasnie ona spowodowala "sprawe telefoniczna" i teraz zapewne bedzie chciala aby tak jak kiedys bylo wszystko ok. nie mowimy, udajemy ze sie nic nie stalo. A ja uwazam ze to nie jest w porzadku i nie przejde nad tym do porzadku dziennego bez oficjalnego rozwiazania tego jakos..... Zobaczymy w weekend bo przyjezdza...

                    Kiedys proponowalem Ci zawarcie swoistej um
                    > owy z corkami, ale widze, ze to bylo bledne podejscie.

                    Nie wiem czy bledne, nie byles jedynym ktory widzial to jako dobre rozwiazanie :). Niestety jakos nie przemawia do mojego widzenia calej tej sytuacji....

                    • 18.10.11, 21:04
                      Ty sie chyba boisz, ze ona Ci "poplynie"....co?
                      "Na zlosc Tacie nasram sobie w gacie".
                      Jest tak, jak to sie mowi "border", ze pojdzie po bandzie, bo jej sie
                      wydaje, ze zycie to reality show, a jak cos pojdzie nie tak, to sie kanal zmieni i bedzie OK?
                      O to chodzi, ze ona jest zdolna do wielu rzeczy, podczas, gdy jej chec do brania odpowiedzialnosci za siebie jest wrecz odwrotnie proporcjonalna?
                      --
                      Prawda ma wartosc tylko dla tych, ktorzy sa w stanie ja pojac.
    • 17.10.11, 20:42
      błąd wychowawczy to taka sytuacja ,w której zdaje ci sie,ze twój przekaz swiadomy jest tym co stanowi treść przekazu wychowawczego.
      • 18.10.11, 15:33
        krytyk2 napisał:

        > błąd wychowawczy to taka sytuacja ,w której zdaje ci sie,ze twój przekaz swiado
        > my jest tym co stanowi treść przekazu wychowawczego.

        A jaka jest ogolna zasada "dopasowywania" przekazu swiadomego do zamierzonego celu wychowawczego?
        • 20.10.11, 18:54
          w całym naszym zyciu jestesmy niezwykle pretensjonalni.pretensjonalnośc dotyczy rozziewu tego co robimy i tego co sobie na ten temat uswiadamiamy;dotyczy tez/co jest najjaskrawiej widoczne ze wzgledu na atrakcyjnośc psychologiczna dla zewn obserwatorów/roziewu pomiedzy tym kim jestesmy a tym jak siebie chcemy wykreowac dla oczu innych ludzi.Jakimś rozwiazaniem jest zwiekszanie swojej samoswiadomości.Ta niepozwoli nam po prostu na wyglaszanie do naszych dzieci dytyramb na rzecz niepalenia papierosow w momencie gdy sami spalamy paczke dziennie;albo pouczania ,że nie wolno klamac w momencie kiedy sami klamiemy i nawet opowiadamy o tym potem jako o dowcipnej dykteryjce.Nasze dzieci najlepiej sie wychowuja obserwując nas,nic wiecej im nie trzeba ,zeby pieknie sie klonowac wychowawczo;)
    • 19.10.11, 15:25
      podrzuccie jesli mozecie, niestety do polskich autorow nie mam dojscia.. dzieki
      • 20.10.11, 00:22
        Thomas Gordon "Wychowanie bez porażek"
        --
        Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga
        • 20.10.11, 19:15
          hannaeva napisała:

          > Thomas Gordon "Wychowanie bez porażek"


          Ciekawe, poprosilam o lektury o MILOSCI rodzicielskiej a podpowiedziano mi o WYCHOWANIU. Czy to naprawde to samo?
          • 20.10.11, 19:51
            poprosilam o lektury o MILOSCI rodzicielskiej a podpowiedziano mi o WY
            > CHOWANIU.

            Miłości się chyba nie da nauczyć z książki? Sama nie wiem...
            Przychodzi mi na myśl jedynie "Jak kochać dziecko" Korczaka. Dość wzruszające, ale nie wiem czy pomocne. "O sztuce miłości" Fromma, nie jest to ani poradnik ani dla rodziców. Ale dziecko się chyba kocha normalnie, jak człowieka... ;)
            • 20.10.11, 21:13
              kimonabike napisała:

              > poprosilam o lektury o MILOSCI rodzicielskiej a podpowiedziano mi o WY
              > > CHOWANIU.
              >
              > Miłości się chyba nie da nauczyć z książki? Sama nie wiem...

              Nie chce sie uczyc, chce zobaczyc co inni mysla ...
              > Przychodzi mi na myśl jedynie "Jak kochać dziecko" Korczaka. Dość wzruszające,
              > ale nie wiem czy pomocne. "O sztuce miłości" Fromma, nie jest to ani poradnik a
              > ni dla rodziców. Ale dziecko się chyba kocha normalnie, jak człowieka... ;)
              Chbya jednak troszke inaczej wlasnie dlatego ze trzeba go wychowywac a i dlatego ze po czesci jest nami ..
              • 20.10.11, 21:37

                > Chbya jednak troszke inaczej... dlateg
                > o ze po czesci jest nami ..

                Nie jest :)
                • 20.10.11, 22:04
                  kimonabike napisała:

                  >
                  > > Chbya jednak troszke inaczej... dlateg
                  > > o ze po czesci jest nami ..
                  >
                  > Nie jest :)
                  To dlaczego inaczej wychowuje sie dzieci swoje a inaczej cudze? Nie czujesz polaczenia genetycznego ze swoimi dziecmi? nie widzisz w nich siebie? przedziwne.........
                  • 20.10.11, 22:21

                    > To dlaczego inaczej wychowuje sie dzieci swoje a inaczej cudze?
                    Mam silny instynkt opiekuńczy w stosunku do każdego dziecka. Serio. Myślę, że gdybym jakimś zrządzeniem losu lub z własnego wyboru "dostała na wychowanie cudze dziecko", wychowywałabym je tak samo.

                    Nie czujesz po
                    > laczenia genetycznego ze swoimi dziecmi? nie widzisz w nich siebie? przedziwne.
                    > ........
                    W każdym widzę osobę jedyną i niepowtarzalną, jakkolwiek egzaltowanie to brzmi. Na pewno nie siebie. Zwłaszcza jak mnie wkurzają ;) Nie wiem czy przedziwne. Jakoś tam jestem świadoma tego połączenia genetycznego. Od czasu do czasu. Chyba jednak w inny sposób odczuwamy rodzicielstwo. Ciekawe.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.