Toksyczny mąż, wyniszczajacy związek... Dodaj do ulubionych


Witam serdecznie,
Postanowiłam umieścić post w tym temacie, ponieważ potrzebuję możliwie najbardziej obiektywnej oceny mojego związku osób zupełnie postronnych, które jednocześnie mają podobne doświadczenia lub dysponują fachową wiedzą z zakresu psychologii. Zapewne relacja mojego męża byłby odmienna, ale tego nie rozstrzygam. Z uwagi na moje bardzo niskie poczucie własnej wartości przez wiele lat godziłam się na zachowanie mojego męża, ale jestem już wyczerpana walką z wiatrakami. Coraz częściej postrzegam jego działania jako przemoc psychiczną. Pozwólcie, że pokrótce opiszę jako to było i jest... Poznaliśmy się via internet 6 lat temu. Początkowo widywaliśmy się dość rzadko, ale mój obecny mąż od początku twierdził, że jestem tą "jedyną". Przejawiał dość zaborcze zachowania, ale nie odbierałam tego negatywnie. Pierwszy wspólny wyjazd sprawił, że chciałam odejść, ale prosił abym dała mu jeszcze jedną szansę, co jak widać zrobiłam. Po ponad pół roku znajomości zamieszkaliśmy razem. I tu zaczęły się "schody"...Sporadycznie co prawda, ale bywał zaborczy, notorycznie zazdrosny. Kiedy chciałam odejść zawsze mnie szantażował: "że coś sobie zrobi", "że wyjedzie i nigdy nie da o sobie znać" (że będę musiała tłumaczyć się jego rodzinie za zniszczenie mu życia), etc. Po większych kłótniach robił rzeczy, które pozostawię dla siebie. I tak szantażowana trwałam w tym związku. Wreszcie po 3 latach wpadliśmy z ciążą. Nie ukrywam, że mąż jest dobrym i troskliwym ojcem. Kiedy byłam w ciąży też ogólnie się starał, ale bywały sytuacje bardzo meczące tj. awantury z powodu przełożenia szamponu na inne miejsce (zupełnie błahe rzeczy sprowadzone do rangi spraw poważnych). Takie awantury mogły trwać cały dzień. Kiedy syn się urodził spędzałam z nim całe dnie (choć na początku starał się wracać z pracy wcześniej, bo miałam komplikacje po porodzie). Prawdziwe problemy zaczęły się właśnie wtedy. Mąż wpada w szał, gdy zwraca się mu o cokolwiek uwagę, krytykuje. Nie można zwrócić o nic uwagi, bo od razu wmawia mi, że go "gnębię" (co w kontekście mówienia o wyrzuceniu śmieci albo umyciu po sobie kubka jest śmieszne). Kiedy pytam o finanse oburza się, że wiecznie się go czepiam, gdy zaś nie pytam ciagle zarzuca, że go nie wspieram i się nie interesuję. Uwielbia wprost prowokować awantury (u lekarzy, w sklepach, nawet przez telefon rozmawiając z konsultantami), odgrażać się (policją, sądem, etc). Ciągle szuka zaczepki, krytykuje tylko po to, aby zranić. Obraża, podważa i wyśmiewa. Gdy napisałam mu list o swoich odczuciach i tym, nad czym uważam musimy popracować - wyśmiewał każde zdanie czytając na głos i komentując. Ciągle coś mi zarzuca, rzeczy tj. to, że go zdradzam (kiedy on jest w pracy, a ja w domu z dzieckiem), że życzę mu śmierci, że chcę mu odebrać dziecko, że jestem wredna i złośliwa, że zniszczyłam mu życie, że chcę odejść i się "ku****", że chcę od niego pieniądze wyciągnąć (dając mi 50-100 zł kieszonkowego). Mówi, że nie zasługuję na hobby, bo nie pracuję", że się obijam w domu, nic tylko jem, oglądam TV ii siedzę na necie i romansuję z byłymi facetami. Kiedy po raz kolejny mówię, że chcę się rozejść pokojowo, to odgraża mi, że "zrobi ze mnie wariatkę" sądzie i odbierze dziecko (że zrobi wszystko, abym nie była z synem). Później wpada w lament i powtarza do synka: "zobacz, mama chce Ci odebrać tatusia". Wmawia mi ciągle, że nastawiam synka przeciwko niemu (czego nigdy nie robiłam i nie robię, bo za bardzo kocham mojego Maluszka, aby go tak skrzywdzić". Ciągle mówi do mnie "mentorskim" tonem, nawet w sprawach zgodnych z moim wykształceniem, daje mi jasno i wprost do zrozumienia, że nie mam o niczym pojęcia. Obraża, że jestem płytka i powierzchowna, wypomina wszelkie porażki. Gdy zaczęłam interesować się psychologią rozwoju osobistego (także pozytywnym myśleniem, afirmacjami) zaczął to bagatelizować i wyśmiewać, że to musi mieć związek z sektą. Moje zainteresowania i znajomi są "spedaleni intelektualnie" cokolwiek to znaczy. Swoje negatywne (antysemickie, kseno- i homofobiczne) poglądy wygłasza w każdej chwili. Kiedy próbuję go spacyfikować, wyśmiewa. Co do spraw intymnych, to nie istnieją. Bierze kiedy chce i co chce. Ja się nie liczę. Kiedy powiedział mi, że "nie jest gejem i nie podniecają go partnerki większe od niego", zranił mnie tym dogłębnie, po czym zmuszał do odbycia stosunku. Nie wiem jak postąpić, aby uwolnić się od tego człowieka. Pracuje dużo, jest dobrym ojcem, ale jednocześnie jest przebiegły, zimnokrwisty i doskonale gra "ofiarę" robiąc ze mnie straszną osobę, którą nigdy nie byłam i nie jestem. Oczywiście nie jestem bez winy...bronię się, w przypływie emocji także go ranię i obrażam, ale on dłuuuugo nie pozwala mi o tym zapomnieć.

Bardzo proszę o szczery komentarz i ewentualnie radę, co i jak robić. Pozdrawiam.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.