Dodaj do ulubionych

Rodzice- zrzuccie kajdany!

16.05.13, 14:47
Manifest Ruchu Wyzwolenia z Terroru Rodzicielstwa.

Jak udowodniono na tym forum, rodzice nie maja wplywu na rozwoj ani los potomstwa. Nie odpowiadaja za to, nie maja takiej mocy. Los potomstwa zostal okreslony jego genami, potem jest wypadkowa wplywow szkoly, grupy rowiesniczej i spoleczenstwa, lacznie z jego normami, religia i tradycja.

To odkrycie pozwoli rodzicom wyzwolic sie z terroru, ktory oslepial i oglupial rodzicow swiata do tej pory. Nieprzespane noce, wydane majatki, stracone piekne chwile- po to, by budowac dziecku przyszlosc- porzuccie te iluzje rodzice! I tak nie macie na nic wplywu.

W zwiazku z tym namawiam wszystkich rodzicow swiata do wychowania bezstresowego, bezkontaktowego i jak najbardziej nieodpowiedzialnego. Prawo naklada obowiazek wykarmienia i zapewnienia noclegu- i nic podanto, drodzy rodzice! Panstwo realizuje obowiazek szkolny, a sluzba zdrowia- obowiazek higieny i zdrowia.

Zamiast tracic bezpowrotnie czas na czytanki, zabawy z dziecmi, zamiast brac synow na ryby albo corki na wycieczki- spedzice rodzice ten czas wartosciowo, zyjac dla siebie. Dzieciom i tak nic z tego, a wy sie natrudzicie i zmarnujecie mlodosc.

Niech dzieci wychowa podworko, szkola, kosciol i panstwo. Rodzice nie powinni ingerowac, bo i tak nic nie zdzialaja. Po co drogie szkoly, pozalekcyjne zajecia, po co podreczniki, eh tam, po co dziecku zabawki, wygodne lozko, po co mu wakacje i ferie? Po co mu sanki, po co bajki na video?

Niech rosnie samopas, niech sie chowa jak dziki zwierz, niech to sie odbedzie zgodnie z natura, bo itak rezultat jest przesadzony.

Podpisano:
Rodzice NAPRAWDE.

Edytor zaawansowany
  • malwi.2 16.05.13, 15:10
    :)

    > po co bajki na video?

    my oglądamy na you tube ;)

    a tak naprawdę dzieci potrzebują miłości i akceptacji od osób, które są z nimi najbliżej
  • kropidlo5 16.05.13, 15:20
    Ja jak bede mial dzieci to bede siedzial z piwem caly dzien przed telewizorem a dzieci wysylal po papierosy do sklepu. Niech siedza na podworku a jak pada to gdzies w piwnicy i mi nei zawracaja glowy. Nie chce slyszec o ich problemach. To jest swietna perspektywa, bo bede mial wieczna mlodosc. Kiedys stresowalem sie, za jek bede mial dzieci to koniec zycia- bo teraz bedzie tylko dziecko w glowie i rytm zycia podstosowany pod jego rytm.
    Ale dzieki Ledzie i innym zrozumialem, ze nie musze z niczego zrezygnowac i dziecko i tak sie wychowa. Takze patrze na potencjalne rodzicielstwo z optymizmem. Musze tylko znalezc dosc postepowa zone i matke przyszlych dzieci, ktora nie bedzie wierzyla w brednie psychologow tylko ze mna bedzie pic piwo i jarac fajki na pelnym luzie, a potem do sasiadow na imprezke.
    A jak mi sie trafi jakas cholera konserwa to jeszcze bedzie mi dupe zawracac jakimis pieluchami czy wywiadowka, a po co to komu.
  • malwi.2 16.05.13, 15:32
    kropidlo5 napisał:
    > Takze patrze na potencjalne rodzicielstwo z optymizmem.

    właśnie wyczuwam u ciebie taką wirtualną ulgę ;)
  • kropidlo5 16.05.13, 15:46
    malwi.2 napisała:

    > kropidlo5 napisał:
    > > Takze patrze na potencjalne rodzicielstwo z optymizmem.
    >
    > właśnie wyczuwam u ciebie taką wirtualną ulgę ;

    A jak.
    Jak tu nie czuc ulgi, jak demon ktorego sie bales okazuje sie nie miec glowy?
    Balem sie perspektywy osranych pieluch, wrzaskow dzieciura, wysrywania setek zlotych na piorniki i deskorolki, a tu moge sobie za to kupic piwko i fajeczki a dzieciur niech se znajdzie deske i przybije dwa kolka to bedzie mial deskorolkie, a nie sie tatusia czepia.
  • 1annemarie 22.05.13, 14:34
    Lubię Cię Kropidło - rogata duszo.
  • spierdalajta 17.05.13, 18:27
    Na zachodzie picie piwa przez meza razem z zona w towarzystwie dzieci i jaranie fajek to standard. To w Polsce panuje przekonanie, ze po narodzeniu dziecka nalezy rezygnowac z wszelkich przyjemnosci. No i jeszcze jedno, jak picie piwa przez wspolmalzonkow ma sie do zaniedbywania dzieci i wychowywania przez przyslowiowa ulice, gdy spozywanie tego piwa odbywa sie z umiarem i kultura?
  • kropidlo5 17.05.13, 22:20
    Standard to nie, zalezy zreszta gdzie, jaranie w wielu krajach jest juz dosc rzadkie, jesli juz to dzieci jaraja przy rodzicach bo kopci glownie mlodziez.
    Ale przeciez nie o to chodzilo w przykladzie.
  • spierdalajta 18.05.13, 11:37
    kropidlo5 napisał:

    > Standard to nie, zalezy zreszta gdzie, jaranie w wielu krajach jest juz dosc rz
    > adkie, jesli juz to dzieci jaraja przy rodzicach bo kopci glownie mlodziez.
    > Ale przeciez nie o to chodzilo w przykladzie.

    Jaranie nie jest rzadkie, tak Ci sie tylko wydaje. Mieszkam w jednym z krajow zachodniej Europy i uwierz, w moim sasiedztwie jara jakies 90% doroslych mieszkancow, mlodziez czesto tez. To amerykanska propaganda antynikotynowa, promowanie gum do zucia i plastrow ulatwiajacych rzucenie palenia papierosow pozwolily uwierzyc wielu w to, ze coraz mniejszy odsetek spoleczenstwa jara. Prawda jest taka, ze jak jarali, tak jaraja, jaraja robotnicy, urzedasy, jaraja lekarze, z tym ze ci czesto kryja sie z jaraniem, bo zawod zobowiazuje obecnie do promowania kampanii antynikotynowych.
    Nie wiem, jak ma sie Twoj przyklad wychowywania dzieci do trendow panujacych na tym forum i gdzie pisano, ze rodzice nie maja wplywu na przyszly los dziecka. Ktoz to ma wiekszy wplyw na wychowanie dziecka do trzeciego roku zycia niz kochajaca i czula matka (pomijam przypadki oddawania dziecka do zlobka, bo matka nie ma czasu i musi wracac do pracy, zeby zarobic na chleb, co jest w czasach krwiozerczego polskiego kapitalizmu coraz czestsze).
    Coz zlego w bezstresowym wychowywaniu dzieci? Do czego tak naprawde stres dziecku jest potrzebny? Przeciez wystarczy wychowywac rosadnie, rozmawiac z dzieckiem, pokazywac pozytywne przyklady, zapewnic zabawki, ktore nie tylko zapewnia rozrywke, ale rowniez pomoga sie uczyc (dzis jest do wyboru, do koloru, jednak nie kazdego na to stac, szczegolnie, gdzy z polskiej pensji w wysokosci 1600 PLN musza wyzyc 3 osoby lub wiecej. Tym ludziom faktycznie pozostaje oszlifowanie kawalka deski, przykrecenie kolek i zbudowanie deskorolki).
    Nie wiem, czy Twoj przyklad mial na celu sprowokowanie pytania typu- po co ludzie nie majacy czasu, cierpliwosci i wystarczajacej ilosci kasy decyduja sie na potomstwo?
  • kropidlo5 18.05.13, 12:27
    Celem prowokacji bylo wykazanie logicznej sprzecznosci w rozumowaniu ktore kwestionuje role rodzicow w wychowaniu. Skoro rola rodzicow w wychowaniu jest minimalna lub wrecz iluzoryczna- jak postuluje niektorzy- to logiczna konkluzja jest wyzwolenie rodzicow z kajdan rodzicielstwa.
    Wychowanie w takim ujeciu mialoby opierac sie na przyjemnosci i minimum obowiazkow i odpowiedzialnosci. Mozna z dzieckiem pograc w pilke- jesli to rodzicowi sprawia przyjemnosc, a jesli nie to nie. Ale nie warto zawracac sobie glowy rzeczami, ktore spedzaja rodzicom sen z powiek. A to jaka szkole wybrac, a to czego uczyc, a to z kim ma sie kolegowac, a to jak ubierac, cokolwiek. Po prostu niech sie dzieje co chce i tyle, a rodzice moga uzyskac swobode i omija ich stres.

    tak rozumiem bowiem postulat, ze rodzice nie sa zadnym znaczacym elementem w wychowaniu. Jesli nie sa, to niech nie probuja byc- bo oprobowanie to przeciez mnostwo wysilku, oddania siebie, rezygnacji z siebie- owszem, dzieje sie to z milosci- ale milosci zle pojetej- czlwiek jest przekonany, ze to co robi jest dobre dla ukochanego dziecka i rezygnuje z siebie z tym przekonaniem. Jesli jednak tak sie nie dzieje i w niczym to nie pomaga, to po co mialby rezygnowac z siebie?

    Moglbym pociagnac to dalej i powiedziec, ze wrecz rodzice moga sie na dziecku powyzywac i odreagowac, jemu i tak to nie zaszkodzi a im pomoze rozladowac stres. Jak ciecki dzien byl w pracy to wolasz syna i kazesz mu machac pompki albo stac na jednej nodze. Jak sasiadka wkurzyla to wolasz corke i jej sprawiasz lanie pod byle pretekstem (zeby czasem nei zadzwonila na niebieska linie).

    Ja mysle, ze ludzie ktorzy postuluja taki stosunek do dzieci sa egoistami i tyle. Nie sa w stanie dac z siebie nic dzieciom, a za pewne i komukolwiek. widzac tylko czubek wlasnego nosa i wlasny interes, chcac aby swiat skakal do muzyki jaka ja gram i wszyscy mi sie wyslugiwali ciezko przyjac punkt widzenia, w ramach ktorego ktos jest wazny, albo na jakims etapie zycia nawet wazniejszy niz ja sam.

    Tyle w temacie.
  • spierdalajta 18.05.13, 12:50
    Nie bede udawac, ze jestem jestem jednym z nowych uczestnikow tego forum, nowy jest tylko nick. Nie chce tez probowac zabawy w Twojego prywatnego psychoanalityka, jednak sporo uzewnetrzniles sie na tym forum, wiec samoistnie sprowokowales pytania. Pisales wiele o swoim dziecinstwie, ktore nie bylo w Twoich oczach najszczesliwsze, byles obiektem odreagowywania, tez wspomniales, ze byles bity w dziecinstwie, czy to w okresie mlodzienczym, ze nie poswiecano Ci wystarczajacej ilosci czasu, brakowalo zrozumienia.
    Czego tak naprawde dotycza Twoje pytania, czy tez obawy? Czesto pisales, ze bedziesz dobrym i odpowiedzialnym ojcem, ale??? Boisz sie, ze powielisz bledy wychowawcze rodzicow pomimo, ze chcialbys ich uniknac, ze podswiadomie bedziesz dazyl do zapewnienia dzieciom tego, co Ty sam miales w dziecinstwie? Czy moze faktycznie masz pewnosc, ze Twoje dzieci beda przy Twoim udziale jako ojca wychowane w atmosferze milosci, ciepla, zrozumienia, wystarczajacej ilosci czasu na zabawe i nauke z rodzicami i pozostaje tylko gniew, ze Tobie tego nie zapewniono? Sprobuj zostawic przeszlosc za plecami (jezeli postarasz sie, to podziala w Tobie tzw. mechanizm represji, ktory ulatwi Ci w miare bezstresowe pojscie w przyszlosc, ktora sam, czy wspolnie z partnerka i dziecmi wlasciwie uksztaltujesz i bedziesz szczesliwy).
  • kropidlo5 18.05.13, 15:29
    No to ciekawy masz nowy nick. Jaki byl stary?:)

    Czy boje sie jakim bylbym ojcem? Pewnie, ze tak. Kazdy sie boi, a szczegolnie ktos, kto nei ma wzorcow. no ale na razie mi to nie grozi, bo poki co nie mam nawet z kim, wiec to czyste teoretyzowanie.
    Czy moglbym jednak powielic dokladnie bledy dziecinstwa? Powielic to na pewno nie, ale pewne z nich przeniesc owszem. Powielic nie, bo po pierwsze w ogole nie mam sklonnosci do przemocy fizycznej a chyba nawet i psychicznej (choc to drugie ciezko zmierzyc). Brzydze sie biciem, szczegolnie dzieci. Nie moglbym tez powielic wyganiania z domu czy wyzwisk, uwazam ze mem nieco wiecej klasy.
    Czego balbym sie jesli juz to pewne mechainizmy psychiczne, ktore moglbym przeniesc. Nieufnosc, problem z bliskoscia fizyczna i cielesnoscia, problem ze spontanicznoscia, brak umiejetnosci wyluzowania sie, problemy z wybaczaniem bledow czy chec kontroli.
    Nad tymi kwestiami u siebie pracuje, ale daleko mi do doskonalosci.
    no ale jak mowie, nei zastanawiam sie nad tym bo to problem teoretyczny, wlasciwie to dopiero chyba terazpierwszy raz nad tym pomyslalem aby napisac te odpowiedz.
    Moje reakcje w tych kwestiach wynikaja raczej z moich przezyc niz obaw o wlasne ojcostwo, z przezyc innych ludzi o ktorych wiem, czytalem czy slyszalem.
  • spierdalajta 20.05.13, 12:58
    kropidlo5 napisał:

    > No to ciekawy masz nowy nick. Jaki byl stary?:)

    Jakie byly stare, to niewazne. Tak naprawde to mialam zamiar zalogowac sie wypie...jta, ale niestety login byl juz zajety. Nie bede przeciez pisac jako wypie...jta1, z kreska, czy z kropka. Dlatego nick jest jaki jest;)

    > Czy boje sie jakim bylbym ojcem? Pewnie, ze tak. Kazdy sie boi, a szczegolnie k
    > tos, kto nei ma wzorcow. no ale na razie mi to nie grozi, bo poki co nie mam na
    > wet z kim, wiec to czyste teoretyzowanie.

    Ja tez mialam powazne obawy, zeby zostac matka. Dzis nia jestem i nie wyobrazam sobie zycia bez mojego skarba. Tak naprawde, to zostalam matka w zbyt mlodym wieku (przed ukonczeniem 18 lat), w zwiazku z czym zadecydowano, zeby dzieckiem zaopiekowala sie rodzina (ojciec dziecka nalegal na adopcje, bo nic tak naprawde nas nie laczylo). Z ojcem pierwszego dziecka nie znosimy sie, tym bardziej, ze nastawil dzieciaka przeciwko mnie, sugerujac, ze ta prawdziwa matka to najwieksza ku..., ktora go nie chciala i nie kochala. Z czasem moze sam dzieciak zrozumie, jaka byla prawda, ja nie zamierzam na nic nalegac, tym bardziej, ze z tym starym sku...alcem ciezko wygrac. Stad byly moje najpowazniejsze obawy co do decyzji o dziecku, z ktorego dzis jestem przeszczesliwa i ktore uwielbiam:)

    > Czy moglbym jednak powielic dokladnie bledy dziecinstwa? Powielic to na pewno n
    > ie, ale pewne z nich przeniesc owszem. Powielic nie, bo po pierwsze w ogole nie
    > mam sklonnosci do przemocy fizycznej a chyba nawet i psychicznej (choc to drug
    > ie ciezko zmierzyc). Brzydze sie biciem, szczegolnie dzieci. Nie moglbym tez po
    > wielic wyganiania z domu czy wyzwisk, uwazam ze mem nieco wiecej klasy.

    Ja tez brzydze sie przemoca, nigdy nie bylam bita w dziecinstwie, niczego mi nie brakowalo, dostalam dosc dobre maniery, staranne wyksztalcenie. Niestety bluzgow w domu nie brakowalo i mnie sie dosc niezle udzielilo. Potrafie czasem taka wiazanka rzucic, ze pozniej wstyd mi jest spojrzec w lustro, ze to bylam ja. Dziecka nie zwyzywalam nigdy, nigdy nie odreagowalam zlych emocji na dziecku, wraz z przytuleniem dziecka negatywne emocje samoistnie u mnie opadaja.


  • spierdalajta 20.05.13, 13:11
    kropidlo5 napisał:


    > Czego balbym sie jesli juz to pewne mechainizmy psychiczne, ktore moglbym przen
    > iesc. Nieufnosc, problem z bliskoscia fizyczna i cielesnoscia, problem ze spont
    > anicznoscia, brak umiejetnosci wyluzowania sie, problemy z wybaczaniem bledow c
    > zy chec kontroli.

    Mam dokladnie to samo, z tym, ze nie moge powiedziec o sobie, ze mam problem z bliskoscia fizyczna i cielesnoscia. Ja zwyczajnie nie potrzebuje zadnej bliskosci, owszem, jestem osoba jak najbardziej otwarta na kontakty towarzyskie, na rzeczowa i wartosciowa rozmowe, ale wiecej nic mi do szczescia nie jest potrzebne. Z wyluzowaniem sie tez mam problem, ktory znika po wypiciu 2-3 piw, po ktorych staje sie dosc towarzyska. Potrzeby kontroli nie mam, moze to dlatego, ze sama nie cierpie byc kontrolowana.

    > Nad tymi kwestiami u siebie pracuje, ale daleko mi do doskonalosci.
    > no ale jak mowie, nei zastanawiam sie nad tym bo to problem teoretyczny, wlasci
    > wie to dopiero chyba terazpierwszy raz nad tym pomyslalem aby napisac te odpowiedz.
    > Moje reakcje w tych kwestiach wynikaja raczej z moich przezyc niz obaw o wlasne
    > ojcostwo, z przezyc innych ludzi o ktorych wiem, czytalem czy slyszalem.

    U mnie tez metlik w glowie, mnostwo obaw o przyszlosc i to wieczne dazenie do doskonalosci. Sama sie zastanawiam po co to robie, nikt nie jest przeciez doskonaly, wiec mnie tez to nie grozi. Doszla tez w pewnym momencie frustracja z powodu pracy z jednym facetem. Tak wybujale ego, podkreslal, ze kazda kobieta za nim szleje, wiec chcial mnie tez do innych celow. Myslalam, ze dostane zajoba, nie byl zadnym moim szefem, ale probowal. Ludzie mu wierzyli, wiec probowal mi wciskac ciemnote, ze wilgoc w domu z grzybem na scianie sprzyja zdrowiu i innego rodzajau farmazonoanrony, co doprowadzilo mnie do ostatecznosci i zmotywowalo do tego, zeby sie go pozbyc. Szalal podpierajac sie doswiadczeniem wynikajacym z wieku, nie zwazajac na to, ze jego byc moze wieloletnie doswiadczenie ma bardzo niewiele wspolnego ze specjalzacja, do ktorej sie cudem podpial. Takie wlasie przezycia powoduja, ze czlowiek boi sie bliskosci, nie potrafi sie wyluzowac i popada w frustracje.

  • leda16 20.05.13, 21:07
    kropidlo5 napisał:

    Skoro rola rodzicow w wychowaniu jest minim
    > alna lub wrecz iluzoryczna- jak postuluje niektorzy- to logiczna konkluzja jest
    > wyzwolenie rodzicow z kajdan rodzicielstwa.


    Jeśli jednak założymy, że większość ludzi nie traktuje rodzicielstwa jak kajdan, tylko jako jedną z najważniejszych potrzeb życiowych, Twoja logika bierze w łeb.


    > Wychowanie w takim ujeciu mialoby opierac sie na przyjemnosci i minimum obowiaz
    > kow i odpowiedzialnosci. Mozna z dzieckiem pograc w pilke- jesli to rodzicowi s
    > prawia przyjemnosc, a jesli nie to nie. Ale nie warto zawracac sobie glowy rzec
    > zami, ktore spedzaja rodzicom sen z powiek.


    Gdy kwestie wyboru szkoły, modnych ciuchów i dziecięcych kumpli spędzają rodzicom sen z powiek, to zwykle jest już za późno na jakikolwiek wybór.


    > Jesli nie sa, to niech nie probuja byc- bo oprobowanie to przeciez mn
    > ostwo wysilku, oddania siebie, rezygnacji z siebie- owszem, dzieje sie to z mil
    > osci- ale milosci zle pojetej- czlwiek jest przekonany, ze to co robi jest dobr
    > e dla ukochanego dziecka i rezygnuje z siebie z tym przekonaniem.


    Ludzie bezdzietni są zwykle głęboko nieszczęśliwi, więc żaden normalny człowiek nie będzie sam się unieszczęśliwiał.



    > Moglbym pociagnac to dalej i powiedziec, ze wrecz rodzice moga sie na dziecku p
    > owyzywac i odreagowac, jemu i tak to nie zaszkodzi a im pomoze rozladowac stres


    Albo i nie.


    > Tyle w temacie.


    Szkoda, że nie na temat.


    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • kropidlo5 20.05.13, 23:12
    leda16 napisała:

    >
    >
    > Jeśli jednak założymy, że większość ludzi nie traktuje rodzicielstwa jak kajdan
    > , tylko jako jedną z najważniejszych potrzeb życiowych, Twoja logika bierze w ł
    > eb.

    Sarkazm i kpina zostaly niezrozumiane. Przyjmuje do wiadomosci.
    A jak juz na powaznie isc- to oczywiscie, ze jest to potrzeba, a nawet instynkt. Czasem ten instynkt zawodzi i powstaja patologie, ktore przeciez tak ochoczo popierasz, wiec sama sobie przeczysz. Jak zreszta nie perwszy raz.


    > > Tyle w temacie.
    >
    >
    > Szkoda, że nie na temat.
    >
    >

    Sarkazm i kpina zostaly niezrozumiane. Przyjmuje do wiadomosci po raz drugi.


  • malwi.2 18.05.13, 13:31
    przecież to jest wątek "z przymrużeniem oka" ;)
  • shachar 16.05.13, 15:19
    Haha :-)
    A jeszcze, Kropidło, można dodać, wyzwólcie się z Terroru Rodzicielstwa dla samych siebie. Zabiegacie o to by za 10 lat mieć jak najlepiej, chuchacie na siebie i dmuchacie, liczycie kalorie, uczycie się języków, a i tak wylądujecie niezadowoleni z posady i z małzonka/i i będziecie się pukać, "co mnie pos**ło, że miałem takie zapatrywania na samego siebie? Po co mi to było?"
  • kropidlo5 16.05.13, 15:22
    shachar napisała:

    > Haha :-)
    > A jeszcze, Kropidło, można dodać, wyzwólcie się z Terroru Rodzicielstwa dla sam
    > ych siebie. Zabiegacie o to by za 10 lat mieć jak najlepiej, chuchacie na siebi
    > e i dmuchacie, liczycie kalorie, uczycie się języków, a i tak wylądujecie niez
    > adowoleni z posady i z małzonka/i i będziecie się pukać, "co mnie pos**ło, że m
    > iałem takie zapatrywania na samego siebie? Po co mi to było?"

    Bingo!
    Dodatkowy argument za tym, aby pociagac piwko przed TV i ogladac X factor. Tylko problem kto da na piwo, na dzieci to panstwo da ale na piwo nie, nei wiem jeszcze jak to zalatwic a reszta juz sie sama ulozy.
  • jedr-ek28 16.05.13, 15:32
    BUHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH :D:D:D:D:D:D: CO ZA MATOŁ!!!!!!

    Czyli można by powiedzieć spłódźcie i wyrzućcie z domu, bo za wychowanie Twojego dziecko odpowiedzialne jest społeczeństwo.

    To zrzucanie odpowiedzialności i winy na społeczeństwo i unikanie odpowiedzialności za wychowanie.

    "namawiam wszystkich rodzicow swiata do wychowania bezstresowego
    > , bezkontaktowego i jak najbardziej nieodpowiedzialnego" -- Brawo!!!!!!! Iloraz inteligencji 1.

    "Niech dzieci wychowa podworko, szkola, kosciol i panstwo. Rodzice nie powinni ingerować, bo i tak nic nie zdzialaja." --- A niechże nienauczone przez rodziców norm dziecko wyrządzi ów podwórkowi, szkole, kościołowi lub państwu szkodę, to do kogo ów instytucje się zwrócą? Kogo obarczą za to odpowiedzialnością? Przecież to nie ich dziecko, to dziecko rodziców, więc zapukają do Twoich drzwi:))) Strzał w kolano:D:D:D:D

    Coś nie przemyślałeś swojej teorii, drogi "kropidlo5"

    Z bogiem :D:D:D
  • kropidlo5 16.05.13, 15:51
    Teoria jest dobra, tylko panstwo i kosciol musza sie dostosowac, a nie wierza w sredniowieczne bajki.
  • jedr-ek28 16.05.13, 18:46
    Ja współczuję twoim dzieciom.
  • kropidlo5 16.05.13, 15:44
    W ogole to zaczyna mi sie podobac slownictwo Ledy nagle, jak sobie uswiadomilem.
    Smarkula, dzieciur, bachor. Sryl, smarkacz. Gowniarz.
    Najbardziej jednak dzieciur. Idzie baba z dzieciurami. dzieciury mordy dra a matka ich nie zamknie.
    Jak ja nienawidze dzieciurow!

    Sio dzieciury mi stad, tata pije piwko, won mi na podworko.

    a moze lepiej:

    a poszla mi, smarkulo, tata ma wzne sprawy do zalatwienia (legia gra z pogonia).

    ???
  • szaman.ka 16.05.13, 18:27
    Można jeszcze: Ty zakompleksiony matole paszoł won !
    --
    'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
    Hipokrates(460-377 p.n.e.)
  • nanie2 16.05.13, 15:45
    Oj, Kropidło , widzę, że się zdenerwowałeś na panią Harris... :)
    A może tak szanować dziecko jak drugiego człowieka, co? Bez iluzji żądania, żeby było jakieś. To wystarczy:) NB, dlaczego córki mają nie jeździć na ryby? :))
  • kropidlo5 16.05.13, 15:49
    nanie2 napisała:

    > Oj, Kropidło , widzę, że się zdenerwowałeś na panią Harris... :)
    > A może tak szanować dziecko jak drugiego człowieka, co? Bez iluzji żądania, żeb
    > y było jakieś. To wystarczy:) NB, dlaczego córki mają nie jeździć na ryby? :))

    Zdenerwowalem? alez skad, ja jestem jej wdzieczny pod niebiosa. zdjela mi z plecow ciezki kamien, i innym rodzicom swiata.

    A co ja nie mam zamiaru szanowac? Szanowal to ja bede, ale niech mi nie przeszkadza, jak tata pije piwo to niech sie czyms zajmie a nie zawraca dupe.

    To ona mnie nie szanuje, nie da spokoju tylko 'tato chodz a hustawke', a co ja mam piec lat zebym na hustawki chodzil?

    corki niech jezdza na grzyby.




  • malwi.2 16.05.13, 15:55
    nanie2 napisała:

    > Oj, Kropidło , widzę, że się zdenerwowałeś na panią Harris... :)

    a ja mam wrażenie, ze pani Harris wręcz go oświeciła ;)
  • kropidlo5 16.05.13, 15:56
    Pani harris bede wdzieczny do konca zycia, do ostatniego piwa, do ostatniego odcinka X factor.
  • aqua48 16.05.13, 17:06
    Nie znam pani Harris, Kropidło, trzeba było tak mówić ćwierć wieku temu, teraz za późno na zrzucanie kajdan. Ja już stary niewolnik jestem :) i niedługo jak mniemam przejdę wreszcie pod słodką władzę wnuków... Na razie jesteśmy oboje z mężem niewolnikami jamnika, który rządzi u nas w domu.
  • malwi.2 16.05.13, 18:29
    coś czuję, że co najmniej dwie książki autorstwa kropidła na dniach się pojawią (w tym temacie oczywiście), on w końcu złapał wiatr z żagle :)
  • lifeisaparadox 16.05.13, 19:22
    malwi.2 napisała:

    > coś czuję, że co najmniej dwie książki autorstwa kropidła na dniach się pojawią
    > (w tym temacie oczywiście), on w końcu złapał wiatr z żagle :)

    Paulo Coelho się przy nim schowa :)
  • nanie2 17.05.13, 09:06
    trochę na serio:
    tak to jest jak myli się naukowe poszukiwania i neutralny opis rzeczywistości z etyką a zwłaszcza z deontologią. Psychologia w stylu pop myli swoją rolę: od opisu przechodzi do zaleceń etycznych. A my już wytresowani żeby to co ustali o homo sapiens jakiś psycholog naukowiec traktować jako normę etyczną, więc stąd takie manifesty jak to.
    NB. Harris, niepełnosprawna zresztą, wychowuje dwie córki: biologiczną i adoptowaną. Terapeuci DDA z łaski bożej pewnie by powiedzieli, że to dom "dysfunkcyjny", a dzieci pani Harris, która głosi tak kontrowersyjne tezy, trzeba odebrać...
  • malwi.2 17.05.13, 09:18
    nanie2 napisała:

    > NB. Harris, niepełnosprawna zresztą, wychowuje dwie córki: biologiczną i adopto
    > waną. Terapeuci DDA z łaski bożej pewnie by powiedzieli, że to dom "dysfunkcyjn
    > y"
    , a dzieci pani Harris, która głosi tak kontrowersyjne tezy, trzeba odebrać..


    nie, dysfunkcyjny dom to dom bez szacunku, biologiczni, pełnosprawni rodzice, pełna rodzina nie oznaczają wzorowego domu
  • malwi.2 17.05.13, 09:43
    ale to jest moje własne podejście do rodziny dysfunkcyjnej, może definicje są inne
  • malwi.2 17.05.13, 09:52
    według mnie odpowiednia rodzina to nie muszą być biologiczni, pełnosprawni rodzice, według mnie może to być samotna matka (bo różnie bywa), matka z partnerem plus kontakt dziecka z tatą lub tata wychowujący dziecko a nawet tata pijący piwo i oglądający X factor ;) byle by dzieci nie były zaniedbane emocjonalnie
  • malwi.2 17.05.13, 11:31
    aaa.. jeszcze dodam, ze według mnie ideałem jest pełna rodzina biologiczna lub adopcyjna (żeby nie wyszło, ze jestem za totalną swobodą) tylko, że w życiu różnie się układa i czasem rozstanie jest dla dziecka mniej traumatycznym przeżyciem niż egzystowanie w z pozoru "normalnej" rodzinie, poza tym dziecko z domu czerpie wzorce zachowań między ludzkich, lepiej żeby tworzyły ją osoby, które potrafią się dogadać, potrafią okazać sobie szacunek, potrafią sprostać swoim wzajemnym potrzebom, nie zawsze mimo starań to się udaje i czasem ludzie pewnych życiowych wyborów dokonują po raz drugi.
  • szaman.ka 17.05.13, 10:28
    Podejście całkiem prawidłowe.Dysfunkcyjna rodzina to taka,która nie zapewnia dziecku podstawowych potrzeb biologicznych i psychicznych. Te potrzeby są różnie klasyfikowane przez różnych badaczy.Jedną z takich klasyfikacji chyba najbardziej znaną, jest klasyfikacja Maslowa,który sklasyfikował te potrzeby i ujął w postaci piramidy.
    Inni wyróżniają potrzeby; biologiczne,emocjonalne, duchowe,społeczne itd.
    Takie całkowite niezaspokojenie potrzeb określane jest jako deprywacja potrzeb i wywołuje cierpienie i chorobę dziecka, może nawet doprowadzić do jego śmierci ponieważ dziecko jest całkowicie zależne od rodziców i to zarówno materialnie jak i psychicznie.
    Kto tego nie rozumie, to muszę powiedzieć,że stracił te kilka lat,które poświecił na studiowanie psychologii.
    Jest grupa nerwic spowodowana właśnie deprywacją potrzeb.
    Mniejsze ujemne skutki wywołuje słabe zaspokojenie potrzeb bytowych,materialnych jeśli dziecko dostaje miłość i odpowiednie wsparcie od rodziców i rodziny, niż sytuacja odwrotna.


    --
    'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
    Hipokrates(460-377 p.n.e.)
  • yadaxad 16.05.13, 20:50
    I tak było, dopóki niezauważno dziecka jako osobnego bytu, czyli stanu dzieciństwa. Dziecku zapewniano byt i ochronę i jak od dorosłego wymagano spełnienia zadań. Dostrzeżenie dziecka i możliwości kształtowania go zaaowocowało dwoma wiekami znęcania się nad dziećmi. Wychowanie kształcujące, najlepiej najokrutniejszymi karami, by spełniło zaprogramowany cel, stworzyło efekt zbrodni 19/20 wieku. Ale to nie tylko problem współczesnej cywilizacji. Wszystkie wielkie cywilizacje, przed swoim upadkiem zajęły się ostro kształtowaniem, tresowaniem dzieci, by na coś tam wyrosły. W tej chwili jest osobny rozdział, przynajmniej w kulturze posteuropejskiej, dostrzeżenia w dzieciach człowieka. Nie żeby na coś wyrósł. Tylko, że tu i teraz ma swoje prawa, coś przyjmuje jako człowiek, nie ćwierć, nie pół, ale w pełni, a z wzrostem te przyjęte doświadczenie rozwija. A nie, że teraz jest nieświadomym workiem, w który coś się wtlucze, jak osiągnie świadompość, to to wykorzysta, jakby dorosły, dopiero narodzony.
  • malwi.2 16.05.13, 20:58
    "Nie ma dzieci – są ludzie..."

  • szaman.ka 16.05.13, 22:18
    Miałam tej nocy dziwny sen.Śniło mi się,że byłam z wizytą u jakichś ludzi,którzy jakby byli jakąś daleką rodziną lub znajomymi.Nie wiem dokładnie.Ta rodzina mieszkała w bloku i składała się z rodziców i trzech dorosłych córek.Jedna z tych córek postanowiła popełnić samobójstwo i oznajmiła o tym.Jej siostra uczynnie przyniosła jej jakąś tabletkę i dziewczyna zmarła po jej połknięciu. Nikt tym się nie przejął,ani nie zmartwił.Wszyscy traktowali to jakby zupełnie nic się nie stało.Ta dziewczyna,która przyniosła jej tę tabletkę śmiała się i żartowała.Rodzice prowadzili jakieś inteligentne rozmówki z pozostałymi córkami.
    W pewnym momencie nie wytrzymałam i jakoś zwróciłam im uwagę na ich zachowanie mówiąc, coś w tym sensie;że taka piękna dziewczyna odeszła i czy ich to zupełnie nie obchodzi? Bardzo się wszyscy zdziwili,że uważam ją za piękną.ktoś powiedział,że ona sama miała kompleks na tle swej urody i wszyscy w rodzinie też nie uważali jej za ładną.
    --
    'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
    Hipokrates(460-377 p.n.e.)
  • yadaxad 16.05.13, 22:44
    Ale to nie musi być sen o śmierci, ale o uwolnieniu się kogoś z tej rodziny.
  • lifeisaparadox 16.05.13, 23:57
    yadaxad napisał(a):

    > Ale to nie musi być sen o śmierci, ale o uwolnieniu się kogoś z tej rodziny.

    Takie skojarzenie, trochę wygląda to jak podłoże prób samobójczych.
  • malwi.2 16.05.13, 22:57
    hmm... widziałaś w niej coś, czego nikt inny nie dostrzegł
  • kropidlo5 16.05.13, 23:05
    Mowisz, ze dzieci mialy najtrudniej, gdy je 'zauwazono'? Ciekawa koncepcja.
    W dawnych czasach owszem dzieci byly traktowane jako dzieci do czasu osiagniecia jako takiej formy doroslej, aczkolwiek rytual przejscia do swiata doroslych jakos tam zawsze egzystowal i to chyba w kazdej kulturze.Wiec skoro taki rytual byl, to i dziecinstwo musialo istniec, czyz nie?
    Pasowanie na rycerza czy rozne rodzaje barmicf, bierzmowan i konfirmacji, obrzezania, podarowanie luku, strzelby, topora czy co tam jeszcze. Starozytna Grecja to narodziny pedagogiki. Chyba los dziewczyn/kobiet byl mniej rozgraniczony za to.
    Po prostu dziecinstwo bylo krotsze bo i zycie bylo krotsze. Inny byl tez stosunek do starych ludzi- czasem lepszy, czasem gorszy, roznie to bylo w roznych kulturach. Rozne traktowanie niepelnosprawnych, chorych i tak dalej.
    Kazda kultura jako taka twoprzy pewna calosc.
  • yadaxad 16.05.13, 23:47
    Ale to było wejście w dorosłość, już przyszedł czas, przed tym wolne pole. Ten czas się zkracał z wyobrażeniem psychicznej presji w danej kulturze. Im większa presja, na ogół pod wpływem zagrożenia, tym większa chęć zkrócania dzieciństwa. Dziewczynki to zupełnie inny problem. Raz na tym wygrywały,fizycznie, raz przegrywały ogólnie. Chyba w okresie stu lat Francja produkowała ogromną ilość kalek, bo niemowlęta krępowano tak, że nie miały szansy wyjść z tego nie połamane. Oczywiście w przekonaniu, że kalectwu się zapobiega. Ale chłopiec był bardziej ważny, to się takie niemowle w gips powijaków wsadzało intensywniej, znosząc darcie, niż znosić darcie dziewczynki, pies ją drapał, niech nie przeszkadza.
  • lifeisaparadox 16.05.13, 23:58
    Yadaxad jedziesz po wszystkich rodzinach, a to tylko Twoja taka jest.
  • paco_lopez 18.05.13, 10:29
    a ja sie zastanawiam po co setując jakis pogląd trzeba zaraz przeginać pałę. To wygląda tak jakby ktoś niedowidzący nie mógł wcelowac w środek tarczy. lotka leci mu za bardzo w prawo, to zamiast skorygowac lekko, napiedala całkiem w lewo. jakby mi szkoła i państwo dzieci miały wychować, to ja dziękuje bardzo... co do reszty - żeby sie nie zarzynac finansowo dla dzieci, to zgoda, ale zeby je kościołowi zostawiać - ło matko....
  • l_witch_l 18.05.13, 13:17
    Jak udowodniono na tym forum, rodzice nie maja wplywu na rozwoj ani los potomstwa.


    Nie czytam tego forum z dokladnoscia co do jednego wpisu, a wiec nie wiem od kogo wyszedl ten zefirek idei, na temat ktorego piszesz....


    Przypomne jedynie fakty o dzieciach kiedys porzucanych w lesie, czy buszach- a odnalezionych po latach, gdzie jakims tam niezwyklym cudem owe dzieci ten kontakt z dzika przyroda przezyly.

    Wiec te dzieci, odseparowane od ludzi, nabyly nawyki typowe, instynktowne, dla dzikich zwierzat, pomiedzy ktorymi zyly- od swojego wczesnego zarania i juz nigdy nie udalo sie tych dzieci ucywilizowac, czyli odzyskac dla spoleczenstwa, pomimo wielu podejmowanych prob uczenia ich.

    U tych wlasnie dzieci zanotowano zanik umiejetnosci przyswajania wiedzy, trudnosci z nauka pisania,wymowy i nauka slow- wszak znaczenia i funkcji slow nie umialy sie juz nauczyc. Slowa byly dla nich abstrakcja, podobnie z nauka poprzez elementy wizualne, nie przyniosly tez wiekszych rezultatow. Byly jak istoty z zupelnie innej planety.
    Mozg tych dzieci podczas skanowania wykazywal duza aktywnosc w obszarach sluchowych i wzrokowych, lecz inaczej je przetwarzal w sensie 'rozumowym'...

    Jak wiadomo, mozg czlowieka jest fleksyny i rozwija sie blyskawicznie
    od samego swojego zarania zycia.

    Jezeli nie zadba sie o dobry grunt dla dziecka, nie bedzie sie je uczyc, wychowywac a przede wszystkim przekazywac pozytywne uczucia milosci, troski i opieki, nigdy nie wyrosnie ono, na czlowieka sprawnie funkcjonujacego w spoleczenstwie.

    A za to ma niestety, duza szanse, ze bedzie sie obijal o rozne psychiczne patologie, wszak nie bedzie zgrany z normami spolecznymi jakie nadaje dane spoleczenstwo, w tym normy pomiedzyludzkie, wszak nie zostal do tego przygotowany od swojego zarania zycia, wtedy gdy jego mozg byl najbardziej podatny.


    --
    "Błędy, to wielkie chwile..."
  • kropidlo5 18.05.13, 15:33
    Tak, masz racje, ten fenomen od zarania fascynuje ludzi- i w nauce i w legendach- opowiesci o wilkolakach, tarzanach, yeti, syrenach. czlowiek i jego dzika natura oraz czlowiek i jego socjalizacja. I wszelkie te eksperymenty i bajki istotnie pokazuja, ze czlowiek ktory 'stracil' dziecinstwo w buszu bedzie zwierzeciem, a nie czlowiekiem, i jest to zmiana nieodwracalna.

    Ciekawe co na to Leda albo Nanie.

    Leda, wierzysz, ze tarzan z lasu po pewnej koreksji moglby zostac np ksiedzem?
    Nanie, czy tarzan z lasu dalby sie ucywilizowac, zalozyc rodzine i wychowac dzieci 'po ludzku'?

    :)
  • vaedhrin 20.05.13, 08:16
    Trochę przesadzone twierdzenia w tym wątku. Coraz więcej danych wskazuje na to, że na wczesny rozwój mózgu znaczący wpływ ma stymulacja ze strony otoczenia (np. dotyk, kontakt wzrokowy). Mówi o tym np. teoria przywiązania w psychologii. W tych kilku pierwszych latach życia tworzy się dość stabilne nastawienie dziecka do świata i innych ludzi, które później coraz trudniej jest zmienić. Inne badania wskazują, że ciężkie urazy psychiczne również wpływają na funkcjonowanie biochemiczne mózgu, a nawet mogą wywoływać jego mikrouszkodzenia (zwłaszcza hipokampa). Ludzie, którzy cierpią na ciężkie zaburzenia osobowości często w pierwszch latach życia doświadczali poważnych nadużyć ze strony opiekunów i później nie są w stanie zaufać innym ludziom albo tworzyć normalnych związków. Teoria ta wyjaśnia też częściowo zjawisko międzypokoleniowego przekazu przemocy w rodzinie.
  • malafatra 20.06.13, 21:34
    toż to mądrość życiowa ten - yadaxad
    idź człowieku się lecz z takimi twoimi poglądami!
  • marcin905 20.06.13, 22:28
    Czyżby autor również dał się porwać rewolucyjnemu nurtowi w mediach? :D A tak poważnie to chyba nie należy pomniejszać pozytywnego wpływu rodziców skoro ich wpływ negatywny bywa bardzo silny jednocześnie. Bolączką nie jest brak możliwości tylko umiejętności! Kiedyś superniania opowiadała o badaniach w tym kierunku i wynikało z nich że miażdżąca większość rodziców nie zna podstawowych technik postępowania z dziećmi a zaledwie garstka potrafi to na poziomie podstawowym. Chociaż w sumie masz racje - mądry człowiek (dziecko) sam dojdzie do konstruktywnych wniosków a jeśli nie dojdzie i trzeba mu pomóc - prędzej czy później coś spieprzy ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka