• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Potrzeba odzyskania wiary w Boga Dodaj do ulubionych

  • 27.08.13, 13:58
    To mój pierwszy post na forum Psychologia, więc pozdrawiam wszystkich uczestników forum. Ale do rzeczy.
    Byłem wychowany jako katolik. Jako dziecko i młody człowiek wierzyłem w Boga, chodziłem do kościoła, modliłem się. Potem zaczęły się wątpliwości, które w końcu przerodziły się w pewność, że Jahwe nie mógł być Bogiem, raczej był złym, zawistnym, mściwym i kapryśnym kosmitą. Może nawet został przez kapłanów wymyślony od a do z.
    Ofiary Jezusa na krzyżu nie rozumiałem. Nie wierzyłem, że opłatek może zmienić się w mięsień. Zresztą po co zjadać ludzkie mięso?
    Odszedłem z KK, nie praktykuję.
    Niemniej pozostała wątpliwość, że może jakiś Bóg jest. Zaczęło się poszukiwanie Go i szukanie dowodów na jego istnienie. Czytałem o różnych religiach. Czytałem też książki antyteisyczne.
    Brakuje mi Boga, brakuje kogoś do kogo bym się mógł zwrócić. Mogę oczywiście zawsze liczyć na pomoc bliskich i przyjaciół, niemniej potrzebuję Kogoś, kto stworzył świat i mnie, kto mi pomoże w trudnych chwilach jak przyjaciel, kto nie opuści mnie nawet po śmierci.
    Potrzebuję wiary, że życie nie kończy się ze śmiercią.
    Czy ktoś miał podobne dylematy?

    PS. Temat został przeniesiony przez moderatorów na forum Religia. Bardzo proszę o pozostawienie go TUTAJ.
    Edytor zaawansowany
    • 27.08.13, 14:14
      nie jesteś sam. Na takiej potrzebie wyrosła potęga każdego kościoła, która napełnia kabzy jego kapłanom. To najsprawniejsza marketingowo organizacja na świecie.

      A Tobie zwyczajnie brak odwagi by zmierzyć się z samym sobą. Nie jest to wada, jest to przeciętne wygodnictwo. Nic Ci nie jest. Zamiast o religiach poczytaj o poczynaniach kościołów na łamach wieków, a przejdzie Ci zakusa, by do czegoś takiego przynależeć.
      • 27.08.13, 14:27
        Nie chodzi o przynależność do kościelnej organizacji ale o samą wiarę. Bo przecież mogę się zapisać do Kursu Cudów, Świadków Jehowy, Hare Kriszna, czy czegoś podobnego, ale to niczego nie załatwi. Mogę pojechać w świat, zamieszkać w klasztorze buddyjskim, czy innym, mogę znaleźć mistrza/nauczyciela. Niemniej pozostanę bez wiary, biernie wykonujący jakieś obrzędy/liturgię.
        Co do KK, to uważam, że wniósł bardzo dużo pozytywnych rzeczy na świecie i w Polsce. To szeroki temat ale gdyby nie KK, to nie odzyskalibyśmy niepodległości spod zaborów, gdyby nie JP2, to pewnie nadal byśmy tkwili w komunizmie, gdyby nie Benedyktyni, to Europa była by zacofana.
        • 27.08.13, 14:35
          To szeroki temat ale gdyby nie KK, to nie odzyskalibyśmy niepodległości s
          > pod zaborów, gdyby nie JP2, to pewnie nadal byśmy tkwili w komunizmie, gdyby ni
          > e Benedyktyni, to Europa była by zacofana.

          Nie no ręce się w łokciach wykręcają na lewą stronę. Papież Grzegorza XVI potępił powstanie w 1830, kościół byłby bankrutem gdyby nie Mussolini, JP2 popierał bandytów w Afryce itp itd. Nie chce mi się pisać, poczytaj sobie dzieciaku z pokolenia jotpezwej. Typowe zachowanie osoby leniwej na tryle, by zrzucić na kogoś/ coś odpowiedzialnosć za swój los.
          • 27.08.13, 14:41
            Łatwo wydajesz sądy. Zarówno na mój temat jak i KK. Jesteś ateistą?
            • 27.08.13, 14:46
              nie wydaję łatwo sądów, gromadziłam wiedzę na temat KK, co i Tobie polecam. Piszę o tym, co widzę, a widzę moralnego lenia, pragnącego podczepić się pod cokolwiek. Jestem agnostykiem.
              • 27.08.13, 15:01
                to nie jest problem psychologiczny. Jest to problem braku wiedzy na temat "tego czegoś, co stworzyło świat" w konflikcie z "tym czymś okrutnym ze Starego testamentu. Naprawdę nie jest to problem psychologiczny. Jak pisałam w 1. poście - nie jesteś jedyny, Twoja, dotąd folklorystyczna wiara przestała Ci wystarczać. Zaczęło zgrzytać po przeczytaniu czegoś o Starym Testamencie. Razi ignorancja w sprawie dokonań KK, jego wpływu (deewolucyjnego) na kulturę Europy, co wspomniałeś. Doczytaj, polepszy Ci się. Jesteś jednym z niewielu przedstawicieli obecnego społeczeństwa, który chce czegoś więcej niż choinka i jajka na wielkanoc. Powodzenia. Powyższe nie jest atakiem na Twoją osobę, być może przemawia -przeze mnie wkurzenie na obecne czarne pranie mózgów. Za co akurat przepraszam ;)
            • 29.08.13, 17:25
              exwir napisał(a):

              > Łatwo wydajesz sądy. Zarówno na mój temat jak i KK. Jesteś ateistą?


              To nie jest ateista. To - jak się dowiesz z innych wątków - ok.40-to letnie psychopatyczne ścierwo płci żeńskiej, które psychicznie znęca się nad swoją 74-letnią matką ponieważ ta podczas gdy zdzira pierdzi w robocie w stołek, sprząta jej betonowy slums, pierze jej i jej mężowi usrane gacie, cuchnące skarpetki, przepocone koszule jej chłopu i jeszcze jest na tyle subtelna, że robi to ręcznie, we własnym domu i swój prąd na te czynności zużywa. W wątku:"z serii: matki i jak się uwolnić" psychopatyczne ścierwo drze mordę o jakąś chińską szmatę,którą nazywa "ulubioną koszulą męża", bo rzekomo starowina ją "sprała" w dodatku w proszku zamiast w płynie a oderwany guzik przyszyła białą nitką zamiast "ozdobną".


              --
              Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
              • 30.08.13, 08:05
                > To nie jest ateista. To - jak się dowiesz z innych wątków - ok.40-to letnie psy
                > chopatyczne ścierwo płci żeńskiej,

                a Tobie Leda nigdy nie przejdzie. Polecam zrzucenie własnego cielska z mostu. Wysokiego. I nie pij tyle.
              • 30.08.13, 08:13
                leda16 napisała:

                > To nie jest ateista. To - jak się dowiesz z innych wątków - ok.40-to letnie psy
                > chopatyczne ścierwo płci żeńskiej, które psychicznie znęca się nad swoją 74-let
                > nią matką

                leda, jaką żałosną kreaturą o żeńskich gonadach ty jesteś to ludzkie pojęcie przechodzi. Jak można dowiedzieć się z wątków wyplutych twymi parchatymi łapami, nieźle wykończyłaś własne dzieciaki i dlatego tak Ci nie odpowiada kres mitu matki polki prokopki wiecznie zatruwającej życie wszystkim naokoło. Jak widać z twych wypocin - nie tylko dzieciom. I szlag cię trafia gdy ktoś opisuje zachowania podobne twoim.

                Nieludzko męczę matkę właśnie nie pozwalając jej na bycie sprzątaczką u siebie, rzecz jasna :D, nie życzę sobie, by mi prała i prasowała i przestawiała kwiatki, a to ze mnie kat!
          • 12.09.13, 19:58
            noniewierze napisała:
            >
            > Nie no ręce się w łokciach wykręcają na lewą stronę. Papież Grzegorza XVI pot
            > ępił powstanie w 1830, kościół byłby bankrutem gdyby nie Mussolini, JP2 popiera
            > ł bandytów w Afryce itp itd. Nie chce mi się pisać, poczytaj sobie dzieciaku z
            > pokolenia jotpezwej. Typowe zachowanie osoby leniwej na tryle, by zrzucić na ko
            > goś/ coś odpowiedzialnosć za swój los.


            Przeciez to troll prowokator :))raz na jakiś czas przyłazi na forum religia pod innym nickiem i innego wyznania , niestety dla niego nie potrafi swojego stylu pisania zmienić.

            --
            www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
        • 27.08.13, 15:00
          exwir napisał(a):
          > Nie chodzi o przynależność do kościelnej organizacji ale o samą wiarę.


          - nikt Ci tu nie pomoze, jezeli sam jej nie poczujesz..
          ale wizyty w roznych religijnych imprezach moga pomoc...


          > Co do KK, to uważam, że wniósł bardzo dużo pozytywnych rzeczy na świecie i w Po
          > lsce. To szeroki temat ale gdyby nie KK, to nie odzyskalibyśmy niepodległości s
          > pod zaborów, gdyby nie JP2, to pewnie nadal byśmy tkwili w komunizmie,

          Bzdety.
          Niepodleglosc po zaborach, wywalczyl Narod Polski, a nie KK, a Marszalek Pilsudski osobiscie
          byl ewangelikiem.

          natomiast po 1989 odzyskalismy niepodleglosc wskutek upadku idei komunizmu i wkrotce potem samego ZSRR.

          Tez wierzacy i Chrzescijanin
          tyle, ze protestant.
          • 27.08.13, 15:19
            > Tez wierzacy i Chrzescijanin
            > tyle, ze protestant.

            Czy uważasz, po przeczytaniu np. rozdz. 31 z Księgi Liczb, że Bóg Jahwe jest dobry, miłosierny i wybaczający? Przecież On zrobił holokaust Madianitom?
            A takich przykładów w Biblii sporo.
            Jednym słowem Bóg chrześcijan odpada. Również nowoczesna religia chrześcijańskopodobna jak Kurs Cudów.
            • 12.09.13, 20:12
              exwir napisał(a):

              > Czy uważasz, po przeczytaniu np. rozdz. 31 z Księgi Liczb, że Bóg Jahwe jest dobry, >miłosierny i wybaczający? Przecież On zrobił holokaust Madianitom?

              " (1) Izraelici [znów] czynili to, co złe w oczach Pana, i Pan wydał ich na siedem lat w ręce Madianitów. (2) A ręka Madianitów zaciążyła nad Izraelitami, tak że przed Madianitami kopali sobie schronienia w górach, jaskinie i miejsca obronne. (3) Zdarzało się, że ledwie Izraelici co zasiali przychodzili Madianici i Amalekici oraz lud ze wschodu słońca i napadali na nich, (4) a rozbijając obozy naprzeciwko nich, niszczyli plony ziemi aż ku granicom Gazy. Nie pozostawiali Izraelowi żadnych środków do życia - ani owiec, ani wołów, ani osłów. (5) Zjawiali się bowiem wraz ze stadami i namiotami, a przychodzili tak tłumnie jak szarańcza: liczba ich i wielbłądów była niezwykle wielka. Tak wpadali do kraju, aby go pustoszyć. (6) Madianici wtrącili więc Izraela w wielką nędzę. Poczęli zatem Izraelici wołać do Pana."


              --
              www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
        • 08.09.13, 13:11
          > Co do KK, to uważam, że wniósł bardzo dużo pozytywnych rzeczy na świecie i w Po
          > lsce.

          To wszystko kłamstwa. Pozytywne rzeczy robią LUDZIE, a nie idea.

          Uważasz, że ludzie nie są zdolni do takich działań bez motywacji religijnych? Dlaczego?

          > To szeroki temat ale gdyby nie KK, to nie odzyskalibyśmy niepodległości s
          > pod zaborów,

          Najpierw, mimo tej samej religijności straciliśmy niepodległość. Nie dziwi Cię to?

          > gdyby nie JP2, to pewnie nadal byśmy tkwili w komunizmie,

          Nieprawda. Choć jp2 miał jakiś udział w sposobie odejścia od komunizmu, to jednak nie on doprowadził do ekonomicznej katastrofy ZSRR. Komunizm sam upadł. Bez tej zapaści na pewno komunizm sam by nie upadł. Sam widzisz, co dzieje się z komunizmem w Chinach (ewoluuje) i/lub Korei (dyktatura na wzór kultu boga lub kultu jednostki jp2).

          > gdyby ni
          > e Benedyktyni, to Europa była by zacofana.

          Bzdura. Nowe idee dotyczące świata nie wynikają w bezpośredni sposób z samej wiary, która jako typowy dogmatyzm zabrania szukania innego tłumaczenia działania świata i natury.

          Nowe wymyślają ludzie, którzy SZUKAJĄ i nie boją się, że "jedynie słuszna" wizja podawana przez religię może być uznana jako fałsz.

          Najszybciej wychodzi z zacofania (niewiedzy o świecie) Europa teraz, gdy nauka nie jest sterowana i kontrolowana przez religie. I wśród naukowców jest najmniejszy procent teistów, co wcale rozwojowi nie przeszkadza a nawet sprzyja mu.

          Twoje tezy są fałszywe i obalić je potrafi każdy, kto interesował się prawdą w historii. Powtarzasz to, co Ci wmówili katoliccy teolodzy.

          --
          Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
          Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
        • 12.09.13, 00:42
          To dzięki kościołowi Polska straciła niepodległość. Czynniki konserwatywne, realcyjne konserwowały ustrój IRP. Dominacja kościoła i szlachty, pauperyzacja i upadek miast (już XV wiek jest tutaj kluczowy). Ustrojowo i mentalnie saramtyzm był ślepą uliczką w palecie scenariuszy polityczno-społecznych w Europie. Na szczęście kilka innych krajów dało inne scenariusze-niestety były to kraje protestanckie.
          --
          "Jednej rzeczy trzeba wystrzegać się w tych sprawach: małostkowości, pedanterii i tępej dosłowności. Czy zauważyliście kiedyś, że między wierszami pewnych książek przelatują tłumnie jaskółki, całe wersety jaskółek... Należy czytać z lotu tych ptaków".
          • 12.09.13, 09:13
            hipnozaur napisał:

            > To dzięki kościołowi Polska straciła niepodległość. Czynniki konserwatywne, re
            > alcyjne konserwowały ustrój IRP. Dominacja kościoła i szlachty, pauperyzacja i
            > upadek miast (już XV wiek jest tutaj kluczowy).

            Bardzo naiwna i nieprawdziwa teza. Przecież w Rosji carskiej było prawosławie (Bóg i car), w Prusach i Austrii protestantyzm i katolicyzm. Zatem jak polski KK mógł się przyczynić do rozbiorów? a tamte kościoły w Rosji, Prusach i Austrii wzmacniały potęgę tych mocarstw?
            Polska padła z powodu demokracji.
            • 12.09.13, 21:03
              bez.przebaczenia napisał(a):

              > Bardzo naiwna i nieprawdziwa teza.

              Bardzo prawdziwa.

              Przecież w Rosji carskiej było prawosławie (
              > Bóg i car),

              Dlatego polski katolik śpiewał w kościele boże chroń króla :))

              > w Prusach i Austrii protestantyzm i katolicyzm.

              No i katolik mordował katolika ?? co to za zbrodnicza sekta ten katolicyzm ??

              > Zatem jak polski KK
              > mógł się przyczynić do rozbiorów?

              Łapówki masowo brane przez biskupów za liberum veto !!

              a tamte kościoły w Rosji, Prusach i Austrii
              > wzmacniały potęgę tych mocarstw?
              > Polska padła z powodu demokracji.

              Padał z powodu typowego dla katolicyzmu warcholstwa !!


              --
              www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
        • 12.09.13, 19:55
          exwir napisał(a):

          > Nie chodzi o przynależność do kościelnej organizacji ale o samą wiarę. Bo przec
          > ież mogę się zapisać do Kursu Cudów, Świadków Jehowy, Hare Kriszna, czy czegoś
          > podobnego, ale to niczego nie załatwi. Mogę pojechać w świat, zamieszkać w klas
          > ztorze buddyjskim, czy innym, mogę znaleźć mistrza/nauczyciela. Niemniej pozost
          > anę bez wiary, biernie wykonujący jakieś obrzędy/liturgię.

          Przecież juz byłeś Buddystą , Żydem ,agnostykiem no a teraz dodakowo ex Adentystą :))

          > Co do KK, to uważam, że wniósł bardzo dużo pozytywnych rzeczy na świecie i w Polsce.

          Podaj choć jeden słownie jeden przykład !!

          > To szeroki temat ale gdyby nie KK, to nie odzyskalibyśmy niepodległości spod zaborów,

          Chłopczyku watykan ogłosił aż dwie encykliki w których nakazywał polskim katolikom posłuszeństwo zaborcom , poducz się historii !!

          >gdyby nie JP2, to pewnie nadal byśmy tkwili w komunizmie, gdyby nie Benedyktyni, to Europa była by zacofana.

          Ten twój jp2 nic nie mógł jedynie szpiegować poprzez wierny sobie kler


          --
          www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
    • 27.08.13, 14:57
      Religia to opium dla mas. Latwiej zyc majac Boga.
      Trudno zmierzyc sie z mysla, ze po smierci nic nie ma- choc mozna to zrobic myslac, ze skro bedziemy martwi, to i tak bedzie nam wszystko jedno:)

      • 27.08.13, 15:09
        > Religia to opium dla mas.

        Tak powiedział tow. Lenin, ale to był zły człowiek. Napisał całe obszerne "Dzieła", gdzie one teraz są. Poszły na makulaturę.

        > Latwiej zyc majac Boga.

        Czy jest coś złego w tym, że wybiera się łatwiejsze życie? Z drugiej strony ateiści twierdzą, że poczuli ulgę jak uwolnili się od Boga.

        > Trudno zmierzyc sie z mysla, ze po smierci nic nie ma- choc mozna to zrobic mys
        > lac, ze skro bedziemy martwi, to i tak bedzie nam wszystko jedno:)

        Może jednak istnieje dusza, Duchy i Bóg? Masz jakieś dowody na nieistnienie?
        • 27.08.13, 15:34
          exwir napisał(a):

          > > Religia to opium dla mas.
          >
          > Tak powiedział tow. Lenin, ale to był zły człowiek. Napisał całe obszerne "Dzie
          > ła", gdzie one teraz są. Poszły na makulaturę.
          >


          Chyba Karol. Ale to kto, to argument personalny.
          > > Latwiej zyc majac Boga.
          >
          > Czy jest coś złego w tym, że wybiera się łatwiejsze życie? Z drugiej strony ate
          > iści twierdzą, że poczuli ulgę jak uwolnili się od Boga.
          >


          Nic zlego nie ma. Chodzi o to, ze ciezko sie do tego zmusic.


          > > Trudno zmierzyc sie z mysla, ze po smierci nic nie ma- choc mozna to zrob
          > ic mys
          > > lac, ze skro bedziemy martwi, to i tak bedzie nam wszystko jedno:)
          >
          > Może jednak istnieje dusza, Duchy i Bóg? Masz jakieś dowody na nieistnienie?


          Nie mam. Ale to jest przerzucenie ciezaru dowodu. Poki nie udowodnione- to nie istnieje. Ale moze kiedys ktos udowodni.
          • 27.08.13, 15:42
            Już starożytni znali dowody na istnienie Boga. ;)
            pl.wikipedia.org/wiki/Dowodzenie_istnienia_Boga
            • 08.09.13, 23:12
              exwir napisał(a):

              > Już starożytni znali dowody na istnienie Boga. ;)
              > pl.wikipedia.org/wiki/Dowodzenie_istnienia_Boga

              Źle mówisz, nie "Boga" ale bogów. Dziś każdy z tych dowodów jest obalony.

              Każdy wierzący ma swój dowód na istnienie swojego bóstwa tylko nic z tego nie wynika dla ogólnego opisu świata, który tworzymy metodą naukową. Nauka nie udowodniła istnienia żadnego boga więc wszyscy ci bogowie nie istnieją.

              --
              Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
              Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
            • 12.09.13, 20:22
              exwir napisał(a):

              > Już starożytni znali dowody na istnienie Boga. ;)

              No pewno nawet z nim jadali posiłki.


              --
              www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
              • 12.09.13, 20:29
                www.kazdystudent.pl/a/istnienieboga.html
                Poczytaj drogi bracie.
                • 12.09.13, 20:56
                  bez.przebaczenia napisał(a):

                  > www.kazdystudent.pl/a/istnienieboga.html
                  > Poczytaj drogi bracie.

                  Bratem mi nie jesteś o ile do mnie to kierujesz a i nie otwieram religiancich stronek .Wirusów tam więcej niż na stronach porno !!

                  --
                  www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
          • 27.08.13, 16:01
            Masz rację Opium des Volkes pierwszy powiedział Marks. Lenin to za nim powtarzał.
            Bardzo istotne jest natomiast, że bolszewicy przekręcili tę frazę. Zamiast opium mas, opium ludu, przeinaczyli na opium dla mas.
            • 08.09.13, 23:13
              Wychodzi na to samo. Religia to narkotyk.

              --
              Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
              Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
              • 09.09.13, 14:07
                grgkh napisał:

                > Wychodzi na to samo. Religia to narkotyk.
                >

                narkotyki mozna stosowac jako leki przeciwbolowe albo do znieczulania. nie zawsze przyjmowanie narktyku jest patologia. moze go stosowac lekarz u chorego.
                bo ty to tak opisujesz- narkotyk- narkoman=zlo.
                tymczasem wielu ludzi, wiekszosc odczuwa twz. weltschmerz, po polsku bol istnienia. i ten bol doskonale leczy religia,wiara, bog czy jak to nazwiesz.
                gdybys zabral ludziom i lekarzom narkotyki, to wyliby z bolu przy operacjach, albo nowotworach. zabierz religie, bedzie bol nie do zniesienia.
                • 11.09.13, 17:29
                  7wspanialych napisał(a):

                  > grgkh napisał:
                  >
                  > > Wychodzi na to samo. Religia to narkotyk.
                  > >
                  >
                  > narkotyki mozna stosowac jako leki przeciwbolowe albo do znieczulania.

                  Można i co z tego?

                  > nie zawsze przyjmowanie narktyku jest patologia.

                  Nie zawsze. Ale narkotyk i religia UZALEŻNIAJĄ.

                  > moze go stosowac lekarz u chorego.

                  Można. Religię (mitologie) można czytać z ciekawości - i co z tego?

                  > bo ty to tak opisujesz- narkotyk- narkoman=zlo.

                  Złe jest uzależnienie. Ono ZAWSZE jest złe. Ktoś uzależniony traci wolność, przestaje funkcjonować jako wolny, racjonalnie myślący, działa pod wpływem ze szkodą dla siebie, staje się narzędziem w rękach innych.

                  > tymczasem wielu ludzi, wiekszosc odczuwa twz. weltschmerz, po polsku bol istnie
                  > nia.

                  I co z tego? Czy znachor lub wróżka to dobra metoda leczenia tej przypadłości? Czy to usprawiedliwia użycie religii?

                  > i ten bol doskonale leczy religia,wiara, bog czy jak to nazwiesz.

                  Leczy? Jak narkotyk. Uśmierzanie bólu nie jest leczeniem (usuwaniem przyczyny lub zapobieganiem).

                  > gdybys zabral ludziom i lekarzom narkotyki, to wyliby z bolu przy operacjach, a
                  > lbo nowotworach. zabierz religie, bedzie bol nie do zniesienia.

                  A dlaczego "zabierać"? Najpierw zapobiegać zarażeniu religią. Istnieją inne sposoby pozytywnego wpływu na ludzi. Od tego jest nauka - medycyna, psychologia itp.

                  Ale sam w tej chwili podkreślasz uzależniający efekt religii. Dać i zabrać... ;) Czyli potwierdzasz to, co mówię ja - religia to narkotyk. ;)

                  --
                  Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
                  Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
                  • 12.09.13, 18:44
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • 12.09.13, 21:09
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                      • 13.09.13, 20:37

                        > Bzdura ,wasz wiara jest płytka jak i wasze dogmaty !!
                        Ale to MOJA wiara i mi z nią dobrze. Jaki masz z tym problem?
                        Nienawidzisz wszystklich katolików, ale za cel życia obrałeś sobie... "uwalnianie" ich od Boga, którego wg ciebie... nie ma. Zaiste, szlachetny cel.

                        > na FR kiedy mowa o patologiach kościoła prawie nigdy
                        > nie wypowiada się katoliki ,a jak juz to wpadnie zwyzywa wszystkich i znika.
                        No:D Wypowiada się kilku nawiedzonych, podobnych tobie. I dokłądnie piszecie, jak napisałeś: "zwyzywa wszystkich".
                        Mało ci FR? Za płytki jesteś ze swoją nienawiścią i ograniczeniem. Czyżby na tamtym forum tylko ty i grgkh pozostaliście i nie ma na kim sobie pofolgować?

                        > nie ćpam żyje z jedna kobietą ponad 25 lat
                        A tak z ciekawości. Ona z tobą też jako jedynym? Wierzysz? Dajesz wiarę jej słowom? No takiś naiwny?:) Bye:)

                        --
                        Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                        Ryszard Kapuściński
                        • 13.09.13, 23:13
                          "Nienawidzisz wszystklich katolików"
                          Twoja zaś miłość bliźniego jest zaiste chrześcijańska :D
                          "I dokłądnie piszecie, jak napisałeś: "zwyzywa wszystkich"."
                          I kto to mówi? Ta właśnie, której posty nie znikają masowo za wrodzoną kulturę, hehe.
                          "Za płytki jesteś ze swoją nienawiścią i ograniczeniem."
                          Ty zaś głęboka jak Rów Mariański ze swoją miłością i horyzontami szerokimi jak u żaby...
                          "Wierzysz? Dajesz wiarę jej słowom? No takiś naiwny?:)"
                          Nie wiem, czy to najlepszy pomysł oceniać zachowania innych kobiet przez pryzmat własnych poglądów...
                          Bye:)
                          --
                          Używajcie polskich znaków! Jest różnica, czy robicie komuś ŁASKĘ czy LASKE
                          • 15.09.13, 10:39
                            Wow, gratuluję wyobraźni:)))
                            --
                            Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                            Ryszard Kapuściński
    • 27.08.13, 20:50
      > To mój pierwszy post na forum Psychologia, więc pozdrawiam wszystkich uczestnik
      > ów forum.

      Witaj!

      > Potrzebuję wiary, że życie nie kończy się ze śmiercią.

      Wokół siebie mamy dowody: życie jest przekazywane z pokolenia na pokolenie. Życie karmi się życiem, śmierć jednostki daje miejsce na życie kolejnej jednostki.

      Pytanie czy poczucie "ja" żyje po śmierci, prawda? Też się nad tym zastanawiam.

      Z pewnego punktu widzenia, to jesteśmy pewną całością. Wyszliśmy z jednej komórki. Jeszcze nie dawno byliśmy komórką w łonie matki. Byliśmy częścią matki. Co kilka lat większość atomów naszego ciała jest już inna. Nasze ciało składa się z atomów, które kiedyś stanowiły ciała innych ludzi.

      Jak się mocniej zastanowić gdzie dokładnie jest granica pomiędzy "ja" a "światem", to można dojść do wniosku, że granica nie istnieje. Gdy szukamy w mózgu esencji naszego poczucia "ja", to nie znajdujemy. Jesteśmy światem, odbieramy go w jakiejś chwilowej formie/bycie, a granica ja-vs-świat to iluzja. Poczucie wyobcowania na tym świecie to iluzja. Świadomość jest ponadczasowa i czysta, może jest tylko jedna, tylko rodzi się w różnych formach (bytach, ludziach). Tak to ostatnio widzę, aczkolwiek wciąż mam luki w tym modelu, bo nawet jeśli założyć że istnieje jedna dusza (świadomość), to rodzi się pytanie dlaczego jestem teraz akurat w tej formie, w której jestem i jaką obieram po śmierci... jakiś czas temu dała mi do myślenia lektura Zasady Uniwersum -- nie ze wszystkim co tam napisane się zgadzam, ale niektóre pomysły/spojrzenia, na otaczającą nas rzeczywistość, są ciekawe
      • 27.08.13, 21:25
        Z pewnego punktu widzenia, to jesteśmy pewną całością. Wyszliśmy z jednej komór
        > ki. Jeszcze nie dawno byliśmy komórką w łonie matki. Byliśmy częścią matki. Co
        > kilka lat większość atomów naszego ciała jest już inna. Nasze ciało składa się
        > z atomów, które kiedyś stanowiły ciała innych ludzi.
        >

        Kiedys nad tym myslalem. Zastanawialem sie, czy wole byc skremowany i stac sie czescia jakiejs skaly, czy byc zjedzonym przez robyle- bo wtedy robaka zje ryba na przynete, rybe zlapie wedkarz i zje- i oto jestem z powrotem:)
      • 28.08.13, 09:17
        Podoba mi się model świadomości ludzkiej porównany do telefonii komórkowej, bo jest prosty i obrazowy.
        Ciało człowieka- to telefon komórkowy, mózg- to karta SIM (jest jeden niepowtarzalny nr), świadomość Boga/Wszechświata- to serwer. Zatem jeśli nawet umrze ciało i mózg, to pozostaną informacje na serwerze.
        Do dziś nauka nie potrafi dokładnie sprecyzować czym jest świadomość, nawet czym jest tzw. rzeczywistość. Jakieś tam definicje są, ale to wytrychy.

        Myślę, że już np. Mojżesz pisząc o prochu ziemi, miał na myśli atomy. Wiedział, że człowiek składa się z tych samych drobin, co ziemia.
        • 08.09.13, 23:15
          Absurd. Dziecko nie ma żadnego zapisu w mózgu - świadomości nie ma.

          Demencja starcza pozbawia mózg zapisów - świadomość zanika.

          Z tego jasno widać, że świadomość to informacja zapisana w mózgu. Od konfiguracji neuronów zależna. I nic więcej.

          --
          Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
          Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
          • 10.09.13, 09:34
            grgkh napisał:

            > Absurd. Dziecko nie ma żadnego zapisu w mózgu - świadomości nie ma.
            >
            > Demencja starcza pozbawia mózg zapisów - świadomość zanika.
            >
            > Z tego jasno widać, że świadomość to informacja zapisana w mózgu. Od konfigurac
            > ji neuronów zależna. I nic więcej.
            >

            zatem wszystko czego doswiadczamy i co postrzegamy dzieje sie w ludzkim mozgu.
            wiec bog, ktorego ludzie doswiadczaja jest na takich samych prawach jak widzenie teczy. gdyby oko widzialo w podczerwieni i nadfiolecie, to tecza bylaby o wiele szersza.
            powtorze. bog jest tak samo realny jak swiat materii, bo wszysko dzieje sie w neuronach mozgu.
            cbdo.
            • 10.09.13, 10:28
              Od dawna wiadomo ze meżczyżni nie lubia gdy marna kobieta przewyższa ich inteligencją, wiedza jest dostepna dla wszystkich, trzeba tylko włączyć myslenie a świat jest twoj....pl.wikipedia.org/wiki/My%C5%9Blenie Jesteś wspaniały naprawde, pozdrawiam.
              • 10.09.13, 11:12
                ja tam jestem zwolennikiem gender i nie dziele ludzi na mezczyzn i kobiety. jakies seksistowkie podzialy, fuj.
            • 11.09.13, 17:34
              7wspanialych napisał(a):

              > grgkh napisał:
              >
              > > Absurd. Dziecko nie ma żadnego zapisu w mózgu - świadomości nie ma.
              > >
              > > Demencja starcza pozbawia mózg zapisów - świadomość zanika.
              > >
              > > Z tego jasno widać, że świadomość to informacja zapisana
              > > w mózgu. Od konfiguracji neuronów zależna. I nic więcej.
              > >
              >
              > zatem wszystko czego doswiadczamy i co postrzegamy dzieje sie w ludzkim mozgu.

              Tak. To jest udowodnione naukowo.

              > wiec bog, ktorego ludzie doswiadczaja

              To, czego doświadczają umysły jest przedmiotem analiz psychiatrii. Patologie próbuje się leczyć, często z powodzeniem.

              > jest na takich samych prawach jak widzeni
              > e teczy. gdyby oko widzialo w podczerwieni i nadfiolecie, to tecza bylaby o wie
              > le szersza.

              Tak.

              > powtorze. bog jest tak samo realny jak swiat materii,

              Świat, który jest "realny" jest wytworem mózgu. Inaczej świat widzą nietoperze (echolokacja), jeszcze inaczej krety (bez wzroku) itd...

              Prawdziwy świat to czysta fizyka oparta na matematyce. Reszta to INTERPRETACJE. Mózg tworzy definicje i nimi opisuje świat. Wszystko, co powstaje w mózgu jest subiektywne.

              > bo wszysko dzieje sie w neuronach mozgu.
              > cbdo.


              --
              Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
              Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
              • 12.09.13, 18:30
                Za mądry to ty nie jesteś drogi bracie. Siekasz posty na kawałki dając jakies pyskówkowe "komentarze".
                Może pozostań przy onecie, którego genialne fragmenty często cytujesz.
                To już koniec netu jeśli ktoś bierze komentarz z jednego forum np. onetu i umieszcza jako temat na forum GW.
    • 27.08.13, 22:47
      Bóg isntnieje, stworzył nas i opiekuje sie nami. Działał w całej historii ludzkości i działa obecnie. Chrystus umarł za nas na krzyżu, dla naszego zbawienia, jakkolwiek ten sposób zbawienia może wydawać nam się trudny do zaakceptowania. Daje nam swojego Ducha, prowdzi nas przez życie.
      A co Ci przeszkadza uwierzyć?
      --
      inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
      dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
      • 28.08.13, 00:14
        > A co Ci przeszkadza uwierzyć?

        Mona, bo widzi niespójności. Bo widzi, że np. jakby się urodził po drugiej stronie planety, to wpojono by mu innego "Boga" i nieco inne zasady. Rodzi się pytanie które są słuszne. To jest poszukiwanie prawdy. Wątpienie to kluczowy krok na drodze do prawdy.
        • 28.08.13, 00:22
          trudno mi uwierzyć w sposób poczęcia Chrystusa, i w to, ze zmartwychwstał...

          ale przyznam, ze od kiedy wierzyć przestałam (10 lat temu) poczułam pustkę, bo bardzo mi brakuje tych wszystkich obrzędów okołowielkanocnych, ale mam zamiar brać czasem w nich udział, wprowadzają one w taki "czysty" stan refleksji, wyciszenia... to sypanie głowy popiołem...
          • 28.08.13, 00:23
            to do Mony było :)
          • 28.08.13, 01:00
            malwi.4 napisała:

            > trudno mi uwierzyć w sposób poczęcia Chrystusa, i w to, ze zmartwychwstał...

            wątpliwości są zrozumiałe, wiele osób je ma
            Ale On naprawde zmartwychwstał i daje życie nam :)
            >
            > ale przyznam, ze od kiedy wierzyć przestałam (10 lat temu) poczułam pustkę, bo
            > bardzo mi brakuje tych wszystkich obrzędów okołowielkanocnych, ale mam zamiar b
            > rać czasem w nich udział, wprowadzają one w taki "czysty" stan refleksji, wycis
            > zenia... to sypanie głowy popiołem...

            ciekawe, że akurat sypanie głowy popiołem ;) daje do myslenia, to fakt
            ja jednak wole Paschę (noc zmartwychwstania) i radość z nia związaną

            --
            inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
            dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
            • 28.08.13, 01:38
              mona.blue napisała:
              ciekawe, że akurat sypanie głowy popiołem ;)


              nie wiem czemu, może, dlatego, że przypomina mi, iż prochem jestem, w proch się obrócę

              przypomina też, że jestem człowiekiem grzeszącym i ta schylona głowa to taki żal za grzechy, przyznanie się do tego, ze jestem słaba, że ulegam złu, bo łatwiej

              podoba mi się ta jedność podczas ceremonii

              no i ta świadomość, że ten proch, to są skremowane zeszłoroczne palmy, taka ciągłość


              cała malwi, nie kolorowe drzewko bożonarodzeniowe, nie radosne kolędowanie, nie zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem tylko sypanie głowy popiołem :)
            • 28.08.13, 09:50
              > Ale On naprawde zmartwychwstał i daje życie nam :)

              Wiesz, ludzki mózg dość selektywnie i subiektywnie odbiera rzeczywistość i można nas "oczarować" (hipnoza, sztuczki Darrena Browna, itp.). Ponoć w okresie Jezusa istniało wiele sekt. Człowiek ma naturalną potrzebę mądrego przywódcy grupy, który wskaże drogę, będzie wyrocznią, sprawiedliwym sędzią, itd. To wyszło z ewolucyjnej potrzeby, kiedyś żyliśmy w grupach.

              Jezus był mądrym człowiekiem, filozofem, który zauważył -- w dużej mierze dowiedział się, m.in. od Jana Chrzciciela który też był mądrym człowiekiem i wiedział chyba wiele o religiach egipskich -- wiele mądrych reguł społecznych i je przekazywał; jego "cuda" można próbować tłumaczyć naukowo, część jest może przeinaczana -- tak to bywa, że jak historia jest wiele razy opowiadana, a potem tłumaczona, to tworzy się nieziemska legenda i np. wino zamiast w kilka miesięcy, to w historii tworzy się w chwilę i jest "cud"; śmierć kliniczna i ockniecie się to też coś z czym lekarze spotykają się -- ludzki organizm ma możliwość "wskrzesić się" nawet po zaprzestaniu akcji serca, z 3 minut w legendzie robią się 3 dni, itp. na krzyżu wcale nie trzeba umrzeć; po wodzie to np. na szczudłach można chodzić, jak ktoś jest mądry to znajdzie MacGyverowskie sposoby, a otoczeniu szczęka opadnie i będą przekazywać legendy; ludzie są naiwni, kiedyś byli niepiśmienni, niewykształceni i jeszcze bardziej naiwni

              Uważam, że warto mieć otwartą głowę, szukać sedna, poznać religie (jeśli ktoś szuka Boga), niektóre są ciekawe. Warto popatrzeć jak powstają legendy, jak nawet historie wujka w zimowy wieczór są przesadzone, jak historia się zmienia i urasta do legendy gdy jest powtarzana przez kolejne osoby, jak powstały mity greckie, itd.

              W nauczaniu Jezusa jest wiele celnych spostrzeżeń. Był człowiekiem, my tez jesteśmy ludźmi. Jeśli on uważał się za syna Boga, to i my (w jego nauczaniu) jesteśmy synami/córkami Boga. Jesteśmy takim samym "Bogiem" jakim był Jezus, a on był takim człowiekiem jak my jesteśmy; był mądrym filozofem (nie pierwszym i nie ostatnim), a historie o nim urosły do legendy i część nauczań może została trochę przeinaczona lub może za mały nacisk się kładzie na zwrócenie uwagi, że mówił że też jesteśmy synami/córkami Boga, takimi jak on.

              Bóg-świat-my: może to wszystko (z pewnego punktu widzenia) to jedność. Niektórzy koniecznie chcą Boga aby było coś co stworzyło ten świat, bo nic nie powstanie z niczego. Tą logiką przesuwamy paradoks dalej: bo kto stworzył Boga? A może świat istniał od zawsze, a świat jednocześnie można by nazwać Bogiem (zależy od punktu widzenia). Bogiem nazywamy to czego nie rozumiemy aby uzupełnić lukę w naszym modelu świata: kiedyś Bogiem było Słońce, pioruny to był gniew Boski, teraz Bogiem nazywają niektórzy super-ego w mózgu, itp.

              Pytasz czy nie może po prostu uwierzyć. A ja pytam czy nie możemy po prostu przyjąć że istniejemy i na spokojnie zgłębiać reguły tego świata z otwartą głową? Nauka i psychologia dają co raz więcej odpowiedzi na dręczące nas pytania.
              Tzn. wiarę uważam za prywatny wybór każdego z nas i nic mi do tego, że ktoś w coś wierzy bez dowodów, ale jak już jest dyskusja, to dyskutuję. :)
              • 28.08.13, 10:15
                @nvv
                Czytając Nowy Testament miałem sporo wątpliwości, dlatego szukałem opracowań na ten temat.
                Dobrą książką jest "Jezus Chrystus" Portera, warto też poczytać niemieckich badaczy Pisma, którzy piszą o praewangelii zwanej źródłem Q, z której wiedzę czerpali prawdopodobnie ewangeliści.
                Zastanawiałem się dlaczego Jezus sam nie napisał niczego, dlaczego pisano o nim dopiero po wielu latach, dlaczego uznano tylko 4 autorów. Dlaczego nauczał tak krótko (1-3 lata), dlaczego przyszedł tak bardzo późno?
                Warto poczytać też "Jezus Seminar" en.wikipedia.org/wiki/Jesus_Seminar
                Ta grupa naukowców doszła do wniosku, że tylko 16% wypowiedzi Jezusa można uznać za prawdziwe.
                Czasem wątpię, czy Jezus w ogóle istniał, czy jest zlepkiem kilku Jezusów, czy nawet legendarną postacią. Jezus nie mówił, że jest Bogiem, to Paweł z Tarsu zrobił z niego Boga.
                Po co czynił cuda? Po co czasowo zawieszał prawa przyrody, które sam stworzył?

                > Pytasz czy nie może po prostu uwierzyć. A ja pytam czy nie możemy po prostu prz
                > yjąć że istniejemy i na spokojnie zgłębiać reguły tego świata z otwartą głową?

                Jeśli przyjąć za religie jakiś monizm duchowy np. Adwajtawedante, to jesteśmy tylko postaciami ze snu Brahmana. Świat materialny nie istnieje ;)

                pozdrawiam
                • 28.08.13, 10:34
                  > Jeśli przyjąć za religie jakiś monizm duchowy np. Adwajtawedante, to jesteśmy t
                  > ylko postaciami ze snu Brahmana. Świat materialny nie istnieje ;)

                  Możliwe. Taki krążący po Internecie cytat Einsteina się tu nasuwa:
                  Rzeczywistość jest tylko iluzją, ale dość uporczywą

                  Patrząc z punktu widzenia nauki, to wszystko jest energią (E=mc2). Falą elektromagnetyczną o różnej częstotliwości, która ma dualny charakter i czasem ma postać "masy". Co nie zmienia faktu, że jeśli to sen, to czemu nie mogę latać i robić wszystkiego czego bym chciał robić. A może mogę, tylko jeszcze nie wiem jak. Np. w śnie świadomym obracanie się wokół siebie potrafi zmienić treść snu -- ale trzeba o tym wiedzieć wpierw aby móc zastosować sztuczkę.

                  Fajny jest wycinek lektury Alana Watts o tym co byśmy zrobili gdybyśmy byli "Bogiem" i mogli wszystko -- może własnie to co robimy.
                  • 01.09.13, 17:07
                    nvv napisał:
                    > Patrząc z punktu widzenia nauki, to wszystko jest energią (E=mc2). Falą elektro
                    > magnetyczną o różnej częstotliwości, która ma dualny charakter i czasem ma post
                    > ać "masy". Co nie zmienia faktu, że jeśli to sen, to czemu nie mogę latać i rob
                    > ić wszystkiego czego bym chciał robić. A może mogę, tylko jeszcze nie wiem jak.
                    > Np. w śnie świadomym obracanie się wokół siebie potrafi zmienić treść snu -- a
                    > le trzeba o tym wiedzieć wpierw aby móc zastosować sztuczkę.

                    W świadomym śnie można latać. :) Problemem jest tylko to, że uświadomienie sobie, iż stan w którym jesteśmy - to sen, powoduje często przebudzenie. Jeśli uda się nie obudzić, można fajnie poeksperymentować przez pewną chwilę.

                    --
                    Spock - Nie rozumiem humoru.
                    dr McCoy - Z takimi uszami nie ma pan szans! ("Star Trek")
          • 28.08.13, 10:16
            Obrzedy mozna kontynuowac bedac agnostykiem, sam tak robie ( w pewnych sytuacjach).
            Mozna np miec podejscie takie, ze lubie to, albo robie dla podtrzymania tradycji, albo, ze lubie nauczanie Jezusa, tak jak lubie piosenki Leonarda Cohena- tu ide na msze paschy, a tam na koncert:)
            Wiekszy problemObrzedy mozna kontynuowac bedac agnostykiem, sam tak robie ( w pewnych sytuacjach).
            Mozna np miec podejscie takie, ze lubie to, albo robie dla podtrzymania tradycji, albo, ze lubie nauczanie Jezusa, tak jak lubie piosenki Leonarda Cohena- tu ide na msze paschy, a tam na koncert:)
            Wiekszy problem z Bogiem od samego Boga to sa chyba ludzie z postawa 'wiem lepiej, bo wiem czego chce Bog'.
            Sam Bog milczy i nie wiadomo, czego chce, za to ma swoich 'reprezentantow' ktorzy chetnie wkladaja mu w usta to i owo.
            Jak reprezentanci mi udowodnia, ze rozmawiali z Bogiem- pokaza bilingi albo smsy- to im uwierze, a jak nie, to ja tyle samo znam wole Boga co oni- czyli jej nie znam.
            z Bogiem od samego Boga to sa chyba ludzie z postawa 'wiem lepiej, bo wiem czego chce Bog'.
            Sam Bog milczy i nie wiadomo, czego chce, za to ma swoich 'reprezentantow' ktorzy chetnie wkladaja mu w usta to i owo.
            Jak reprezentanci mi udowodnia, ze rozmawiali z Bogiem- pokaza bilingi albo smsy- to im uwierze, a jak nie, to ja tyle samo znam wole Boga co oni- czyli jej nie znam.
            • 28.08.13, 14:22
              Przeczytaj "Dowód" Ebena Alexandra. Moim zdaniem nie jest to zwykłe NDE.
              • 29.08.13, 21:45
                Problem podstawowy zwiazany z wiara w Boga czy inne sily zwiazany jest z kwestia wolnej woli.

                Wolna wole mozna miec lub nie. Jezeli czlowiek ma wolna wole, to znaczy, ze 'Bog' jest bezsilny, ze nie ma mozliwosci wplywac, na nic. Chocby jedna w skali wszechswiata interwencja przekreslala by istote wolnej woli.

                Nie ma sensu modlitwa, bo Bog jest bezsilny, nie ma tez zjawiska wdziecznosci wobec Boga- bo za co? Nie ma i obwiniania, nie ma nic (jak mowil Kononowicz).

                Wnioskiem wynikajacym z tego jest tez niemozliwosc dokonania sadu ostatecznego, poniewaz bezsilny Bog nie jest w stanie dokonac konca swiata. A gdyby zalozyc, ze ma te jedna sile- zakonczenia- to sam moment zakonczenia jest juz ingerencji, zo zaprzecza bezsilnosci.

                Dodatkowo, nie sposob stworzyc kryteriow, jakimi Bog mialby sadzic ludzi na sadzie ostatecznym. Nie da sie stwiorzyc jednego kryterium 'zbawienia' lub 'potepienia' dobrego dla wszystkich ludzi wszystkich czasow i wszystkich przestrzeni.
                Gdyby stworzyc te kryteria, to beda subiektywne. A subiektywne= niesprawiedliwe. Bog wiec okazalby sie niesprawiedliwy.

                Jezeli wolnej woli nie ma, to wszystkim steruje bog, a my jestesmy pionkami na boskiej szachownicy. Ta koncepcja jest bardziej logiczna a zarazem absurdalna. Logiczna, bowiem zaklada, ze Bog tworzy kryteria, zasady, rzadzi, osadza, decyduje. Absurdalna, bowiem Bog jest sedzia czegos, co sam stworzyl. Sztuka dla sztuki. Tutaj modlitwa tez nie ma sensu, bo modli sie sam bog do siebie. A jak sie nie modli, to tez wlasna decyzja. Proszenie i wdziecznosc tez nie ma znaczenia, bo i tak jest tylko elementem scenariusza.
                Wiara w Boga lub nie czy uczynki sa w tej koncepcji wyborem boga, a nie czlowieka.


                Tak wiec, reasumujac, tak czy tak, wiara lub nie w istnienie Boga czy jego znaczenie z punktu widzenia losow czy to ziemskich czy pozagrobowych dla ziemianina jest nieistotne.

                Wojujacy ateista jest albo efektem zaniedban i niesprawiedliwosci, albo takiej wlasnie woli boga, wiec nie mozna go wyslac do piekla za kare, chyba ze Bog ukarze sam siebie:)

      • 28.08.13, 09:52
        mona.blue napisała:

        > Bóg isntnieje, stworzył nas i opiekuje sie nami. Działał w całej historii ludzk
        > ości i działa obecnie. Chrystus umarł za nas na krzyżu, dla naszego zbawienia,
        > jakkolwiek ten sposób zbawienia może wydawać nam się trudny do zaakceptowania.
        > Daje nam swojego Ducha, prowdzi nas przez życie.
        > A co Ci przeszkadza uwierzyć?

        Zazdroszczę Ci wiary w Boga. Myślę, że Bóg istnieje, ale nie jest to abrahamiczny Jahwe.
        Zło nie może pochodzić od Boga a jest go pełno w Starym Testamencie. Już w Dekalogu Jahwe napisał "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą"(wg Wujka). Nie chcę Boga okrutnego. Nie chcę być jego niewolnikiem, na klęczkach modlić się, błagać. Nie chcę poczucia winy, przecież zostałem stworzony na obraz i Podobieństwo Boga.
        Dlaczego Jahwe skazuje swego syna (samego siebie) na cierpienia na krzyżu. Dla mnie jedynym, względnie logicznym wytłumaczeniem było to, że Bóg chciał nas przeprosić, że stworzył nas śmiertelnymi, niedoskonałymi, czującymi ból, cierpiącymi, zalęknionymi itd.
        Ofiara z samego siebie za to, że pierwsi rodzice ludzi zgrzeszyli kiedyś w raju jest dla mnie niezrozumiała i nie do przyjęcia. Nie chcę jej.

        Takich przeszkód mógłbym wymieniać bardzo wiele. Wiem, to rozum i logika przeszkadza mi wierzyć, ale czyż rozumu nie dostałem go od Boga?
        • 28.08.13, 10:13
          > [...] zostałem stworzony na obraz i Podobieństwo Boga.

          Może to my stworzyliśmy Boga na swoje podobieństwo i projektujemy na niego swoje wyparte emocje -- tzn. przypisujemy mu np. złość, jeśli sami w głębi jesteśmy wkurzeni, a kto jest w głębi spokojny i wybaczający, ten przypisuje Bogu spokój i wybaczanie.

          Siła sprawcza (cokolwiek by nią nie nazywać) jako taka chyba nie ma emocji; w ogóle zjawiska jakie nas otaczają, czy np. ewolucja, po prostu się dzieją bez-emocjonalnie. To my mamy emocje.
          Człowiek od dawna przypisywał ludzkie cechy przedmiotom martwym i zjawiskom, to wynika z ewolucyjnej presji: lepiej było nam doszukiwać się jakiegoś bytu za szelestem trawy, niż zignorować i naukowo dojść że to pewnie wiatr. Bo mógł tam faktycznie czaić się np. tygrys. Problem w tym, że ten mechanizm zaciemnia nam poznanie świata na wyższym poziomie, na którym faktycznie są fascynujące zjawiska (jak np. fizyka kwantowa), ale są opisywalne prawami fizyki. Może kiedyś religie i nauka się złączą, znajdą wspólne punkty, dopełnią się, ale religie generalnie stanęły w miejscu, a to nauka co raz lepiej opisuje rzeczywistość (i również same religie).
          • 28.08.13, 10:25
            Uważam, że musiał być "inteligentny projekt", synonim Boga.
            Bóg nie musi być osobą, może to być racjonalna materia tworząca wszechświat, jak uważał np. Baruch Spinoza. "Skoro istnieje możliwość uporządkowania własnych myśli w spójny system, to znaczy, że natura też jest racjonalna, gdyż gdyby nie była, myśli również nie mogłyby nigdy utworzyć racjonalnego zbioru, skoro są one stworzone z tej samej substancji, co wszystkie inne przejawy istnienia".
            Materialiści uważają, że istnienie tylko materia i energia. Nie ma Ducha, zatem skąd pochodzi informacja? Jak powstało życie, kto zaprojektował człowieka? Tego nie wiedzą, ale mówią, że nauka to kiedyś wyjaśni. Nauka to po prostu ich jedyna religia.
            Materialistów-ateistów uważam za wyznawców monistycznej religii materialnej ;)
            • 28.08.13, 10:42
              > Materialiści uważają, że istnienie tylko materia i energia. Nie ma Ducha, zatem
              > skąd pochodzi informacja? Jak powstało życie, kto zaprojektował człowieka?

              Materia to ekwiwalent energii (z punktu fizyki), a tym brakującym elementem ("siłą sprawczą") jest może świadomość. To my współtworzymy ten świat -- wybierając ładną kobietę za żonę, powodujemy że w następnym pokoleniu jest więcej ładnych kobiet. Wybierając mądrego męża, powodujemy że w następnym pokoleniu jest więcej mądrych facetów. Itd. Tak iteracyjnie jakoś to następuje. Proces tworzenia wciąż trwa, a nasza świadomość w nim uczestniczy, nie musi już istnieć nic "nad", prócz prostych reguł. Aczkolwiek, może świadomość jest też na jakimś wyższym poziomie. Nie musi istnieć w oparciu o atomy węgla, np. na Słońcu mogą istnieć samo-replikujące się procesy, które mogą tworzyć inteligentne myśli i świadomość, a my o tym możemy nie mieć pojęcia, bo szukamy śladów życia na Marsie, koniecznie szukając życia/inteligencji które będzie takie jak to na Ziemi.
              • 28.08.13, 12:57
                nvv napisał:

                > Materia to ekwiwalent energii (z punktu fizyki), a tym brakującym elementem ("s
                > iłą sprawczą") jest może świadomość.

                Ale znana nam zwykła materia, to tylko 4.9% całości. Reszta to materia i energia ciemna.

                > na Słońcu mogą istnieć
                > samo-replikujące się procesy, które mogą tworzyć inteligentne myśli i świadomo
                > ść, a my o tym możemy nie mieć pojęcia

                Starożytni uważali Słońce za Boga, może mieli rację. Tam może być serwer świadomości.

                > szukamy śladów życia na Marsie, koni
                > ecznie szukając życia/inteligencji które będzie takie jak to na Ziemi.

                Oczywiście. Życie nie musi się opierać na węglu, może to być np. krzem
        • 28.08.13, 10:47
          exwir napisał(a):

          > Zazdroszczę Ci wiary w Boga. Myślę, że Bóg istnieje, ale nie jest to abrahamicz
          > ny Jahwe.
          > Zło nie może pochodzić od Boga a jest go pełno w Starym Testamencie.
          Już w Dekalogu Jahwe napisał "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawoś
          > ć ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawid
          > zą"(wg Wujka).

          Bóg nie ma innego wyjścia, jak karać za grzechy - jak inaczej byśmy odwrócili sie od złego? Jeżeli wszystko byłoby dozwolone i za grzech nie byłoby kary to dlaczego mielibysmy nie grzeszyć, skoro to często łatwiejsze i przyjemniejsze niż nawracanie się.
          Rodzice tez wychowując dziecko stosuja kary i nagrody.

          Nie chcę Boga okrutnego. Nie chcę być jego niewolnikiem, na klęczkach modlić się, błagać. Nie chcę poczucia winy, przecież zostałem stworzony na obraz i Podobieństwo Boga.

          Bóg nie jest okrutny, On nas kocha, ale i wychowuje. Nie jestesmy jego niewolnikami, ale dziećmi i dziedzicami. Ale poczucie winy (adekwatne, nie chorobliwe) jest niezbędne dla nawrócenia. Jeżeli zrobimy cos złego, to naturalne, że czujemy poczucie winy, to nawet psychologicznie jest uzasadnione - inaczej nawet nie wiedzielibyśmy, że postapilismy źle, nie wiedzielibyśmy czym jest jest zło, a czym dobro (gdybyśmy nie mieli sumienia).


          > Dlaczego Jahwe skazuje swego syna (samego siebie) na cierpienia na krzyżu. Dla
          > mnie jedynym, względnie logicznym wytłumaczeniem było to, że Bóg chciał nas prz
          > eprosić, że stworzył nas śmiertelnymi, niedoskonałymi, czującymi ból, cierpiący
          > mi, zalęknionymi itd.

          Moim zdaniem Chrystus na krzyżu dzieli nas los, pełen cierpienia. I ta swoją ofiarą 'otwiera nam niebo', które zostało zamkniete po grzechu pierworodnym. Pokonuje na krzyżu zło, pokazuje nam swoja wielką miłość do nas, taka która jest zdolna oddac życie za ukochana osobę.

          > Ofiara z samego siebie za to, że pierwsi rodzice ludzi zgrzeszyli kiedyś w raju
          > jest dla mnie niezrozumiała i nie do przyjęcia. Nie chcę jej.

          Dla mnie też jest trudna do przyjecia, wydawałoby się, że może możliwa byłaby inna droga zbawienia.
          > Takich przeszkód mógłbym wymieniać bardzo wiele. Wiem, to rozum i logika przesz
          > kadza mi wierzyć, ale czyż rozumu nie dostałem go od Boga?
          >


          --
          inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
          dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
          • 28.08.13, 10:59
            > Bóg nie ma innego wyjścia, jak karać za grzechy - jak inaczej byśmy odwrócili s
            > ie od złego?

            myślę, ze od złego skutecznie nas odgradza miłość, miłość czyjaś do nas, miłość nasza do kogoś, miłość, do samego siebie, kara nie uczy empatii

            miałam taki okres będąc nastolatką, gdy mój Bóg z surowego, karzącego, budzącego we mnie lęk za złe zachowanie, zmienił się w Boga miłosiernego - ktoś mi uświadomił, że Bóg jest dobry

            jeśli już miałabym w niego wierzyć, to w takiego, który płacze, gdy czynię zło, a nie rzuca we mnie piorunami
            • 28.08.13, 11:19
              > jeśli już miałabym w niego wierzyć, to w takiego, który płacze, gdy czynię zło,
              > a nie rzuca we mnie piorunami

              ale tak po chwili refleksji stwierdzam, że może to tez nie jest dobre, bo jest w tym jakiś pierwiastek szantażu emocjonalnego, może lepiej żyć po prostu tak, by innym było ze mną dobrze, a mi z nimi
            • 28.08.13, 12:03
              malwi.4 napisała:

              > > Bóg nie ma innego wyjścia, jak karać za grzechy - jak inaczej byśmy odwró
              > cili s
              > > ie od złego?
              >
              > myślę, ze od złego skutecznie nas odgradza miłość, miłość czyjaś do nas, miłość
              > nasza do kogoś, miłość, do samego siebie, kara nie uczy empatii
              >
              na pewno, ale jest tez w nas wiele zła, nie jesteśmy idealni, sama miłośc nie wystarczy żeby nie grzeszyć, jej w nas niej za mało

              > miałam taki okres będąc nastolatką, gdy mój Bóg z surowego, karzącego, budząceg
              > o we mnie lęk za złe zachowanie, zmienił się w Boga miłosiernego - ktoś mi uświ
              > adomił, że Bóg jest dobry
              >
              Tak, Bóg jest dobry i miłosierny, ale też sprawiedliwy.

              > jeśli już miałabym w niego wierzyć, to w takiego, który płacze, gdy czynię zło,
              > a nie rzuca we mnie piorunami

              piorunami to nie, ale wydaje mi się, że grzesząc tracimy Jego łaskę w sobie i to jest ta 'kara', żyje nam sie wtedy duzo trudniej, jestesmy zdani na samych siebie
              --
              inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
              dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
              • 28.08.13, 12:16
                fajnie Mona piszesz

                w moim świecie nie ma pośrednika, co mi daje łaskę czy nie łaskę (za to jaka jestem), w moim świecie działo wszystko prosto (minimalistycznie wręcz) daję dobro dostaję dobro

                z religii katolickiej czerpię to co mi się podoba i tworzę własną filozofię

                a jeszcze a propos świąt katolickich, kilka lat temu dowiedziałam się na czym polega idea dnia Bożego Ciała - jedyny dzień w roku gdy to Bóg wychodzi do ludzi na ulice (cały rok my chodzimy do niego), podoba mi sie ten pomysł Boga, który raz na jakiś czas jakby póka nam do okna i o sobie przypomina
          • 28.08.13, 11:48
            mona.blue napisała:
            > Bóg nie jest okrutny, On nas kocha, ale i wychowuje. Nie jestesmy jego niewolni
            > kami, ale dziećmi i dziedzicami. Ale poczucie winy (adekwatne, nie chorobliwe)
            > jest niezbędne dla nawrócenia.

            Ależ jest okrutny. Zobacz choćby rozdz. 31 z Księgi Liczb. Każe zabić wszystkich Madianitów, nawet dzieci, zostawić tylko na niewolnice dziewczynki-dziewice. Pretekst jest błahy- Madianitki miały bałamucić Izraelitów i namawiać do wiary w Baala.
            Poza tym nie zgadzam się z jego pojęciami dobra i zła. To są sprawy relatywne.
            Dekalog zaczyna się od braku tolerancji wobec innych religii. Potem jest o dniu szabasu, dniu siódmym, świętym. Cóż to byłoby za zło, gdyby np. zrobić tydzień sześciodniowy, z 2 dniami wolnymi? :)
            W Egipcie był chyba w czasach Mojżesza tydzień 10 dniowy.

            Chrześcijaństwo na szeroką skalę wprowadził nie Jezus ale cesarz Konstantyn w IV w.n.e. i była to raczej decyzja polityczna. Potencjał Jowisza był na wyczerpaniu.
            • 01.09.13, 11:45
              I to jest to, co mi w wyobrażeniu Boga nie pasuje. Obecnie mówi się tylko o boskim miłosierdziu, ale jak to pogodzić z jego okrucieństwem ze ST? Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.
              --
              Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
              Ryszard Kapuściński
              • 01.09.13, 12:02
                Myślę, że Jahwe nie był Bogiem a raczej kosmitą. Tak mniej więcej jak to opisuje Erich von Daniken. W księdze Ezechiela mamy opis statku kosmicznego.
                Wg naukowych teorii jest możliwe podróżowanie międzygalaktyczne. pl.wikipedia.org/wiki/Tunel_czasoprzestrzenny
                • 01.09.13, 18:30
                  O tak, sa możliwe podróże, wszechświaty równoległe, pętle czasowe i inne cuda.
                  Dla mnie, skoro Bóg mieszka "w Niebie", to możńa przyjąć, że jest Kosmitą. Nie ma żadnego znaczenia, jak go nazwiemy. Jest Istotą Wyższą. A jak wysoką, to już zależy od wierzącego:)
                  Chyba mniej więcej wiem, dlaczego mówił o błogosławionych maluczkich - mimo, że mniej zasobni w wiedzę, wierzyli mocno, bo nic im nie mąciło wizerunku Boga. A nam się zachciewa filozofować i wątpić i mamy co mamy. Kiedyś byłam - wydawało by się - niezłomnie przekonana, że Bóg to czy tamto. A potem przyszedł straszny czas - wołanie o iskierkę nadziei nie doczekało się odzewu. Być moze był, ale nie dostrzegłam go. I doszłam do wniosku, że skoro zostałam sama wtedy, to i na co dzień tak jest. Ja wiem, że On istnieje, ale nie wiem, kim jest i czego oczekuje. Nic nie jest proste, jasne. Jego nauki? Które? Te niedokładnie przetłumaczone? Te wykluczające się? - Bo ST różni się diametralnie od NT! Ja tego pogodzić nie potrafię! Jak więc jest, Bóg Ojciec jest surowy i mściwy, a Jego Syn miłosierny? Ale to JEDEN Bóg! Jak więc mam go postrzegać? Pisze "po owocach poznacie" - ale to też nie jest jasne i pewne. Nic nie jest pewne, a ja wiem tylko, że życie pożyciu istnieje, i że Bóg też jest. Ale jaka jest Jego rola.... któż ma pewność?
                  --
                  Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                  Ryszard Kapuściński
        • 29.08.13, 18:02
          exwir napisał(a):
          . Myślę, że Bóg istnieje, ale nie jest to abrahamicz
          > ny Jahwe.


          Więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś sobie stworzył własnego Boga o takich atrybutach, które Ci pasują



          > Zło nie może pochodzić od Boga a jest go pełno w Starym Testamencie. Już w Deka
          > logu Jahwe napisał "Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawoś
          > ć ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawid
          > zą"(wg Wujka). Nie chcę Boga okrutnego. Nie chcę być jego niewolnikiem, na klęc
          > zkach modlić się, błagać. Nie chcę poczucia winy, przecież zostałem stworzony n
          > a obraz i Podobieństwo Boga.



          No właśnie. Ponoć Ty i wszyscy inni ludzie też. Więc czemu Cię dziwi zło istniejące i w świecie i w każdym z nas?


          > Dlaczego Jahwe skazuje swego syna (samego siebie) na cierpienia na krzyżu.


          A dlaczego niektórzy ojcowie skazują swoje dzieci na cierpienie?


          Dla
          > mnie jedynym, względnie logicznym wytłumaczeniem było to, że Bóg chciał nas prz
          > eprosić, że stworzył nas śmiertelnymi, niedoskonałymi, czującymi ból, cierpiący
          > mi, zalęknionymi itd.



          Bóg zorganizował potop w którym zgładził wszystkie wadliwe egzemplarze. I też jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego za drugim razem lepiej się nie postarał.


          > Ofiara z samego siebie za to, że pierwsi rodzice ludzi zgrzeszyli kiedyś w raju
          > jest dla mnie niezrozumiała i nie do przyjęcia. Nie chcę jej.


          Dla mnie też. W końcu nawet ludzie mają litość dla "grzechu" popełnionego w stanie niepoczytalności. I czym właściwie był ten grzech? Jabłkiem? Z powodu tego głupiego jabłka wszyscy ludzie muszą umrzeć?
          >
          > Takich przeszkód mógłbym wymieniać bardzo wiele. Wiem, to rozum i logika przesz
          > kadza mi wierzyć, ale czyż rozumu nie dostałem go od Boga?


          Nie, dostałeś go od stwarzających Cię rodziców ;). Oni też wychowali Cię na człowieka myślącego i wątpiącego.
          >


          --
          Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
          • 29.08.13, 18:48
            > Więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś sobie stworzył własnego Boga o takich
            > atrybutach, które Ci pasują


            Wielu tak robi. Zaklada sie nowe religie, gdzie bog mowi co ja chce slyszec. Nowelizuje sie ksiegi koscielne, by aktualizowac co bog mial na mysli (albo dlaczego zmienil zdanie). A w religiach typu 12 krokow jest 'bog jakiego sie samemu pojmuje' czyli mozna sobie stworzyc dowolnie.

            • 30.08.13, 10:56
              kropidlo5 napisał:
              > Wielu tak robi. Zaklada sie nowe religie,
              czyli mozna sobie stworzyc dowolnie.



              No tak, ale wiara w prywatnego Boga nie może być chyba zbyt silna bez wsparcia publicznego jakiejś sekty. Ja tu przekornie przywołam Danikena z jego koncepcjami ;).
              >
              >


              --
              Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
    • 28.08.13, 00:10
      tak sobie uświadomiłam, że zapomniałam o tym, który mógł stworzyć ten świat, to znaczy jakoś niedawno dwa razy przypomniałam sobie o nim, ze kilkanaście lat temu czasem zadawałam mu jakieś pytania... ale obecnie żyje bez niego, więc mi go chyba nie brakuje...


      Kogoś, kto stworzył świat i mnie, kto mi pomoże w trudnych chwilach jak przyjaciel

      w trudnych chwilach wolałbym umieć pomagać sobie sama, to znaczy chciałabym (podczas lepszych chwil) gromadzić w sobie pokłady pozytywnej energii, siły, by przy jej pomocy przejść przez te momenty gorsze

      tak w życiu codziennym nie szukam Boga, szukam równowagi wewnętrznej, spokoju - tak ci piszę, co zamiast


      kto nie opuści mnie nawet po śmierci. Potrzebuję wiary, że życie nie kończy się ze śmiercią.

      śmierć mnie nie przeraża tak bardzo, nie przeraża mnie co ze mną po śmierci (plus taki, że moje problemy odejdą wraz ze mną), bardziej mnie przeraża co tu po mojej śmierci, bo mam małe dziecko

      kilkanaście miesięcy temu miałam różne takie czarne myśli... i dużo o śmierci myślałam, ale... jednak tu mi dobrze, świadomość nieistnienia chyba mnie nie przeraża tak jak przed tymi myślami

      jedna osoba napisała tu na forum, że ma "tam" już dużo bliskich, znajomych, takie myślenie pomaga oswoić się z "tam"

      nie wiem czy ktoś nas stworzył, czy ktoś nad tym czuwa, ale jest we mnie taka myśl, że to jak żyję teraz ma wpływa na to co potem... nie wiem, czy będzie to niebo, które wyobrażam sobie jako stan ciągłego zadowolenia, czy może będę żyć życiem innego człowieka (oby też kobiety :))
    • 28.08.13, 00:30
      A można wiedzieć po co? Jaką potrzebę zaspokoi ci ten milczący byt?
      --
      Momencik, ja powiem, wtedy będziecie gwizdać. Nie pozwolę siebie przekrzyczeć - Henryka Krzywonos-Strycharska
      • 28.08.13, 13:00
        seth.destructor napisał:

        > A można wiedzieć po co? Jaką potrzebę zaspokoi ci ten milczący byt?

        Słowa bardzo niedoskonale oddają "rzeczywistość".
        Eben Alexander, który był w "Niebie" i wrócił, rozmawiał z Bogiem bez słów.
        • 01.09.13, 11:51
          My tu, na Ziemi tez to mamy. CZujemy "przez skórę", mamy przeczucia etc. To o wiele niedoskonalsze niż to, co opisuje Alexander, ale jakaś namiastka.
          Śmieszą mnie naukowe próby wytłumaczenia - jego i jemu podobnych - przeżyć. Tak, jakby świat naukowy histerycznie bał się, że jednak świat duchowy istnieje. A skoro zważono juz duszę to znaczy, ze świat duchowy także jest materialnym, wiec o co te darcie szat?:)
          --
          Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
          Ryszard Kapuściński
    • 28.08.13, 03:32
      W literze psychologicznej, religia pełni rolę przeżywania uczuć wyższych. Taki wirtualny świat, jeden gra w Simsów, drugi ma życie. Jeden ma religię i kontakty duchowe z zaświatami, drugi ma kontakty uczuciowe z żywymi w świecie społecznym.
      Poniekąd są to sytuacje ucieczki od frustracji. W dużym uproszczeniu.
      • 28.08.13, 13:55
        Zależy do jakiej "literatury psychologicznej" sięgniesz.
        Freud uważał, że wiara w Boga jest przeniesieniem miłości do ojca.
        Maslow przeżycia religijne, mistyczne zaliczał do tzw. przeżyć szczytowych.
        Psycholog wierzący Keith Ward pisał, że "większość wielkich filozofów wierzyła w Boga" i że wielu ludzi, którzy wykazują wysoki stopień racjonalnego myślenia oraz potrafią sensownie i spójne uzasadnić swoje przekonania "odrzuca przekonanie, że wiara w Boga jest urojeniem - niezależnie od tego czy jest błędna czy nie."

        • 29.08.13, 16:26
          exwir napisał(a):

          > Zależy do jakiej "literatury psychologicznej" sięgniesz.
          > Freud uważał, że wiara w Boga jest przeniesieniem miłości do ojca.

          Pewnie Bleuler opisał by przypadek Jezusa jako schizofrenię i psychozę na tle braku biologicznego ojca, przewlekłą bękarcią traumę.

          Można by to rozwinąć.
          Maryja padła ofiarą gwałtu lub uprawiała seks pozamałżeński, a wiemy jak to muslimy do dziś i dawniej żydostwo interpretowało, to jej wina i/lub grzech śmiertelny oraz poważna kara, więc zeznała że sprawcą był anioł. Upiekło się jej, uniknęła ukamienowania czy innej kary, ale mąż - Józef - miał duże rogi, musiała u nich panować wisielcza atmosfera rodzinna i w tle panowało chcąc czy nie chcąc napiętnowanie, rodzinne wykluczenie "takiego syna". To przyczyniło się do poważnych zaburzeń rozwojowych u Jezusa, doprowadzając do wybuchu psychozy kompensacyjnej z przewlekłym stanem chorobowym na tle "Boga Ojca" oraz swojej osoby "Syna Bożego".

          Brzmi racjonalnie i bardzo rozsądnie?
          • 29.08.13, 16:54
            > Brzmi racjonalnie i bardzo rozsądnie?

            Mam podobne przemyślenia i sądzę że jesteś blisko. Co nie zmienia faktu, że nawet schizofrenik czasem mądre rzeczy powie, a jak inni jeszcze przefiltrują wyciągając co najlepsze kawałki, to coś z tego sensownego czasem można zebrać; i tak jakoś może to wyszło.

            Aczkolwiek 100% pewności mieć nie możemy, może się dowiemy po śmierci przybijając piątkę z Jezusem. (-;

            Ten brak 100% pewności czegokolwiek jest uroczy, może jesteśmy mózgiem w naczyniu i całe nasze życie to taki żart. A może mieliśmy wypadek jako 5 latek, jesteśmy w śpiączce i żyjemy w śnie który tworzymy.

            Jest też argument filozoficzny (Simulation hypothesis): w każdym odpowiednio zaawansowanym społeczeństwie pojawi się tak duża moc obliczeniowa, że będzie możliwość symulacji rzeczywistości i tych symulowanych światów będzie mnóstwo, bo prawie każdy będzie chciał sobie stworzyć taki świat. Koniec końców będzie tylko 1 rzeczywisty świat, a miliardy światów wirtualnych i patrząc z tego punktu widzenia, to mamy miliardy-do-1 szanse że jesteśmy w jednym z wirtualnych (symulowanych w komputerze) światów. Gdzieś podobno nie dawno ktoś odkrył kod CRC we wzorach fizycznych tłumaczących zachowanie się tego wszechświata, ale teraz nie mogę znaleźć tej strony, może "Matrix" już zaktualizował tę lukę aby się nie wydało. (-;
          • 29.08.13, 17:35
            lifeisaparadox napisał:

            > Pewnie Bleuler opisał by przypadek Jezusa jako schizofrenię i psychozę na tle b
            > raku biologicznego ojca, przewlekłą bękarcią traumę.

            Niewiele o tym wiesz niestety. Bleuler nazwał schizofernie dementia precox-wczesne otępienie.
            Osiowe objawy to był autyzm, otępienia emocjonalne, rozkojarzenie toku myślenia, rozkojarzenie uczuciowe. Gdzie u Jezusa wg Ewangelii masz takie objawy?
            Objawy wytwórcze (omamy, urojenia) nie były wg Bleulera sine qua non.
            Powtarzasz bzdury za głupawą stroną www Leszka Nowaka.
            • 29.08.13, 21:23
              exwir napisał(a):

              > Niewiele o tym wiesz niestety. Bleuler nazwał schizofernie dementia precox-wcze
              > sne otępienie.
              > Osiowe objawy to był autyzm, otępienia emocjonalne, rozkojarzenie toku myślenia
              > , rozkojarzenie uczuciowe. Gdzie u Jezusa wg Ewangelii masz takie objawy?
              > Objawy wytwórcze (omamy, urojenia) nie były wg Bleulera sine qua non.
              > Powtarzasz bzdury za głupawą stroną www Leszka Nowaka.

              Co taki zły?
              Przecież oddzieliłem to, "co by" Bleuler mógł powiedzieć przerwą, dodałem rozwinięcie i to rozwinięcie jest już szersze, psychologiczne bardziej, dzisiejsze psychiatryczne, obraz rodziny, zaburzony rozwój jednostki w środowisku - to także ma znaczący wpływ na rozwój choroby. Są czynniki genetyczne i rozwojowe - atmosfera rodzinna, dzieciństwo, dorastanie. To jest ważne i brane pod uwagę.
              Poza tym Bleuler stworzył termin schizofrenia, rozwijając koncepcję wczesnego otępienia Emila Kraepelina "dementia praecox", który to termin przywołujesz.
              Bleuler zajmował się "światami obłędu" konkretnych chorych, próbując dokonywać interpretacji ich wypowiedzi odnoszących się do rzeczywistości.

              Myślę że przysłowiowo uderzyłem w stół, bo atakujesz mnie personalnie.
              Trzeba było posłuchać moderatorów i przenieść się na forum "Religia", bo tutaj spotykasz inny punkt widzenia, z którego obrywamy skrzydła aniołom i ubieramy je w kaftan, wysyłając na kozetkę do psychoterapeuty.
              • 01.09.13, 11:54
                Na religii siedzą zacietrzewiali przeciwnicy wszelkich religii i istot wyższych, z którymi dyskutować się nie da, no chyba, ze podzielasz ich punkt widzenia. Dyskutowanie tam, to jak wejście do szamba.
                --
                Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                Ryszard Kapuściński
                • 01.09.13, 12:11
                  easyblue napisała:

                  > Na religii siedzą zacietrzewiali przeciwnicy wszelkich religii i istot wyższych
                  > , z którymi dyskutować się nie da, no chyba, ze podzielasz ich punkt widzenia.
                  > Dyskutowanie tam, to jak wejście do szamba.

                  Mnie to ciekawi, że na forum religia GW siedzą od lat ci sami dyżurni ateiści. Są w dzień i w nocy, gotowi dać odpór. Bardzo boją się Boga, mają jakieś problemy psychopatologiczne. Jak mantrę powtarzają swoje tezy o niestnieniu Boga. Katolików wyzywają w chamski sposów itd.
                  Ta grupa przypomina Związek Wojujących Bezbożników ;) pl.wikipedia.org/wiki/Zwi%C4%85zek_Wojuj%C4%85cych_Bezbo%C5%BCnik%C3%B3w
                  • 01.09.13, 18:33
                    A może się boją, że ktoś dowód na istnienie Boga pokaże czarno na białym i wtedy co oni, biedni poczną ?:) Jak się neguje wszystko jak leci, to jedna rzecz jest pewna - stanie w miejscu. I oni tak stoją już od ładnych paru lat:)
                    --
                    Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                    Ryszard Kapuściński
              • 01.09.13, 12:22
                lifeisaparadox napisał:
                > Co taki zły?
                > Przecież oddzieliłem to, "co by" Bleuler mógł powiedzieć przerwą, dodałem rozwi
                > nięcie i to rozwinięcie jest już szersze, psychologiczne bardziej, dzisiejsze p
                > sychiatryczne, obraz rodziny, zaburzony rozwój jednostki w środowisku - to takż
                > e ma znaczący wpływ na rozwój choroby. Są czynniki genetyczne i rozwojowe - atm
                > osfera rodzinna, dzieciństwo, dorastanie.

                Odszedłem z KK ale złości mnie jak ktoś atakuje kościół nazywając Jezusa schizofrenikiem. To jest bardzo prymitywne zagranie. Dla osoby wierzącej to obraza uczuć religijnych.


                • 02.09.13, 05:00
                  exwir napisał(a):

                  > Odszedłem z KK ale złości mnie jak ktoś atakuje kościół nazywając Jezusa schizo
                  > frenikiem. To jest bardzo prymitywne zagranie. Dla osoby wierzącej to obraza uc
                  > zuć religijnych.

                  Ten kij ma dwa końce i wraz z ochroną uczuć religijnych, jest zakaz afiszowania przekonań religijnych w przestrzeni publicznej w postaci wieszania krzyży (i innych symboli religijnych).
                  Jeśli nie można mówić o ikonach religijnych przy użyciu dzisiejszej terminologii, to również powinien być zakaz poruszania tej tematyki w przestrzeni publicznej.
                  Z resztą już raz moderator wysłał twój temat na forum "religia" i myślę że tam jest jego miejsce. Myślę że to jest najbardziej fair play.
                  Nurt w którym tutaj rozumujemy nakazuje nam identyfikować "słyszenie głosów" jako objawy chorobowe, a nie objaw że delikwent jest mesjaszem.
                  Podobnie "potrzebę wiary" identyfikuje się z potrzebą uczuć wyższych, społecznych, rodzinnych itp. i to powinno stanowić tematykę dyskusji na forum "Psychologia", a nie porady religijne sensu stricte.

                  Dla mnie jest to offtop i uważam że powinien stąd odlecieć przy pomocy moderatora.
                  • 02.09.13, 11:49
                    lifeisaparadox napisał:

                    > Z resztą już raz moderator wysłał twój temat na forum "religia" i myślę że tam
                    > jest jego miejsce. Myślę że to jest najbardziej fair play.

                    Na forum religia ten temat też jest. Z tym, że tam zdecydowana większość userów to wojujący ateiści i oni nie odpowiadają jak odzyskać wiarę, tylko po "co ci ta głupia wiara"... "wiercy to idioci bez swego zdania" itp.. Poziom chamstwa jest tam wysoki, zresztą do tego poziomu starałem się dostosować na zasadzie jeśli wszedłeś między wrony. To są następcy Związku Wojujących Bezbożników. pl.wikipedia.org/wiki/Zwi%C4%85zek_Wojuj%C4%85cych_Bezbo%C5%BCnik%C3%B3w
                    Jest tam też kilku reprezentantów różnych odłamów chrześcijaństwa i oni zapraszają do swoich kościołów, co zrozumiałe, ze chcą ewangelizować. Ale ich zakrzykują wojujący ateiści.

                    • 02.09.13, 22:54
                      exwir napisał(a):

                      > Na forum religia ten temat też jest. Z tym, że tam zdecydowana większość userów to
                      > wojujący ateiści i oni nie odpowiadają jak odzyskać wiarę, tylko po "co ci ta głupia wiara"...
                      > "wiercy to idioci bez swego zdania" itp.. Poziom chamstwa jest tam wysoki, zresztą do tego
                      > poziomu starałem się dostosować na zasadzie jeśli wszedłeś między wrony. To są następcy
                      > Związku Wojujących Bezbożników.
                      > Jest tam też kilku reprezentantów różnych odłamów chrześcijaństwa i oni zaprasz
                      > ają do swoich kościołów, co zrozumiałe, ze chcą ewangelizować. Ale ich zakrzyku
                      > ją wojujący ateiści.

                      Zdaje się moderator tamtego forum to zagorzały nazista, w jego stopce można było znaleźć linki do symboli faszystowskich i nacjonalistycznych, gdy to zgłosiłem do Agory, zmienił. Stąd pewnie taki poziom tego forum.
                      Kiedyś tam zawitałem - kibolskie dno.

                      Masz inne fora "Chrześcijaństwo" na przykład, ale wszędzie jest zajadła walka bo religia to łatwy worek treningowy do obijania.
                      • 04.09.13, 10:42
                        lifeisaparadox napisał:

                        > Zdaje się moderator tamtego forum to zagorzały nazista, w jego stopce można był
                        > o znaleźć linki do symboli faszystowskich i nacjonalistycznych, gdy to zgłosiłe
                        > m do Agory, zmienił. Stąd pewnie taki poziom tego forum.

                        Masz na myśli snajpera55? W każdym razie nie reaguje na wyzwiska i kłótnie.

                        > Kiedyś tam zawitałem - kibolskie dno.

                        Dobre porównanie. Wojujący ateiści są tam bardziej chamscy niż nawiedzeni księża, czy nachalni ŚJ.

                        > Masz inne fora "Chrześcijaństwo" na przykład, ale wszędzie jest zajadła walka b
                        > o religia to łatwy worek treningowy do obijania.

                        Zajrzałem, faktycznie Chrześcijaństwo ma pewien poziom, Buddyzm też.
                        • 04.09.13, 15:56
                          exwir napisał(a):

                          > Masz na myśli snajpera55? W każdym razie nie reaguje na wyzwiska i kłótnie.

                          Więcej z sensem pitbull napisze na komputerze, niż łysogłowy poukłada zasad społecznych i etyki na forum.

                          > Zajrzałem, faktycznie Chrześcijaństwo ma pewien poziom, Buddyzm też.

                          Gdybym szukał religijnej inspiracji, to na pewno na forach tematycznych. Albo bezpośrednio u osoby zajmującej się tymi sprawami - duchownego, kogoś z bliższych klimatów tego rodzaju.
                          • 04.09.13, 17:14
                            Nawrócenia się w sytuacji ekstremalnej, są tylko wyrazem korupcji z siłami nadprzyrodzonymi, kiedy inne zawiodły. Oczywiście ksiądz je przyjmie, za cenę pochówku z uwzględnieniem taksy za lata bez tacy. Natomiast mózg w stanie śmierci, bez dostępu do tlenu, ma eksplozję aktywności, gwałtowną erupcję fal gamma wysokiej częstotliwości. Jak wyjdą dobrze, to się dostałeś do raju. Bo przecież czas jest wartością przyjętą.
                            • 04.09.13, 20:34
                              Cóż, mógłbym powtórzyć za pewnym sympatycznym politykiem "w przeciwieństwie do księży jestem osobą wierząca". :P

                              Jeśli chodzi o tzw. doświadczenie śmierci (NDE), to nauka nie wyjaśniła skąd się biorą te wizje opisane m.in. przez Moody'ego, czy Alexandra.
                              "Erupcja fal gamma"??? To chyba ma wróżbita Maciej albo Agga Soyala :)))
                              • 04.09.13, 21:29
                                Nie, doświadczenia na szczurach z Michigan, bez względu na rodzaj śmierci. NDE jest schyłkową manifestacją mózgu, krótkim spięciem przed wieczną ciemnością. W wypadku wychłodzenia organizmu, pozwala do powrotu do życia, nawet w pięć godzin po śmierci, z odzyskaniem funkcji życiowych. Z brakiem dopływu tlenu, mózg nie ulega natychmiastowemu zniszczeniu, ma system obronny, bo może się uda. Ale ludzie po hibernacji nie mają pamięci tego efektu, w przeciwieństwie do innych wypadków. Ale gdyby NDE miało być dowodem na istnienie życia pozagrobowego, to jest tam kupa szczurów.
                                • 05.09.13, 00:52
                                  yadaxad napisał(a):

                                  > Nie, doświadczenia na szczurach z Michigan, bez względu na rodzaj śmierci. NDE
                                  > jest schyłkową manifestacją mózgu, krótkim spięciem przed wieczną ciemnością.

                                  Trzeba powiedzieć, że ludzie np. zupełnie niewidomi nie widzą "ciemności", ciemność jest wynikiem odbierania przez widzące oko wrażeń pozbawienia dostępu światła.

                                  Tak że wszelkie wyobrażenia o biologicznym stanie śmierci są wyobrażaniem sobie doświadczania życia w trakcie letargu fizycznego, minimalnych funkcji życiowych, a jest to błędne założenie.

                                  Gdyby odpowiedzieć na pytanie, co widzisz trzecim okiem z tyłu głowy, każdy odpowie, że nie ma czegoś takiego. To samo powie osoba zupełnie niewidoma o "ciemności", a martwa o stanie życia i śmierci - gdzie "powie" to taki abstrakt filozoficzny.
                                  W buddyzmie jest to określane jako nirwana (dosł. zgaśnięcie, zdmuchnięcie). Taki obiekt kultu.
                                  • 05.09.13, 09:24
                                    Czym jest ta nirwana w buddyzmie?
                                    --
                                    inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                                    dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                                    • 05.09.13, 12:18
                                      mona.blue napisała:

                                      > Czym jest ta nirwana w buddyzmie?

                                      Swego rodzaju "raj" w koncepcji nieteistycznej, bezosobowej.
                                      • 05.09.13, 12:32
                                        lifeisaparadox napisał:

                                        > mona.blue napisała:
                                        >
                                        > > Czym jest ta nirwana w buddyzmie?
                                        >
                                        > Swego rodzaju "raj" w koncepcji nieteistycznej, bezosobowej.

                                        Ale osiągany po śmierci, czy też rozumiany jako stan ducha, który można osiągnąc juz tu na ziemi? I jeżeli tak, to czy na stałe, czy sa to momenty takiego stanu ducha?

                                        --
                                        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
                                        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
                                        • 06.09.13, 11:00
                                          mona.blue napisała:

                                          > Ale osiągany po śmierci, czy też rozumiany jako stan ducha, który można osiągną
                                          > c juz tu na ziemi? I jeżeli tak, to czy na stałe, czy sa to momenty takiego sta
                                          > nu ducha?

                                          Raczej dopatrywał bym się w tym doświadczenia życiowego i duchowego które przybliża do takiego ideału, niż jako wygraną na duchowej loterii która daje przepustkę do raju na ziemi.
          • 29.08.13, 22:23
            lifeisaparadox napisał:

            > exwir napisał(a):
            >
            > > Zależy do jakiej "literatury psychologicznej" sięgniesz.
            > > Freud uważał, że wiara w Boga jest przeniesieniem miłości do ojca.
            >
            > Pewnie Bleuler opisał by przypadek Jezusa jako schizofrenię i psychozę na tle b
            > raku biologicznego ojca, przewlekłą bękarcią traumę. [...]

            Co za stek bzdur.
            >
            >--
            inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
            dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
            • 30.08.13, 00:10
              mona.blue napisała:

              > Co za stek bzdur.

              Mona nie czytaj mnie w tym wątku, robię marmoladę psychiatryczną.
        • 29.08.13, 18:11
          exwir napisał(a):

          > Zależy do jakiej "literatury psychologicznej" sięgniesz.


          A czytałeś Witwickiego "Wiara oświeconych"? Tam na podstawie badań empirycznych są wyjaśnione przesłanki wiary religijnej. Dotyczy religii katolickiej. Badacz kończy wnioskiem, że u wierzących rozum śpi ;).



          Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
          • 01.09.13, 11:56
            U wielu naukowców także. Gdy zaczyna się dyskusja o świecie duchowym, wtedy otwiera się jedna klapka i wszelkie dysputy tracą sens.
            --
            Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
            Ryszard Kapuściński
    • 28.08.13, 07:21
      jesteś ciekawym gruntem dla tych którzy lubią wskazywać drogę, odnajdywać światło, chodzić w czarnej sukni. do pewnego momentu odzieranie rzepa od ogona szło ci bardzo dobrze, ale ty koniecznie chcesz mieć tego rzepa. łykaj więc książki teologiczne. ja tam wolę guns and roses posłuchac jak autem jadę. do książek teologicznych nie namówiłby mnie nawet sam jesus. aczkolwiek domniemam , że gdyby przeczytał je sam, to by zwymiotował. cóż , skoro tylu bałwanów przypisywało mu różności, dlaczego ja nie mogę przypisać mu wymiotów ? własnie , dlaczego żadna mundra książka o żywotach świętych, itd nie mówi o tym , ze człowiek wynajdzie szlifierkę kątową .
      • 28.08.13, 14:10
        paco_lopez napisał:

        > jesteś ciekawym gruntem dla tych którzy lubią wskazywać drogę, odnajdywać świat
        > ło, chodzić w czarnej sukni.

        Nie jestem żadnym gruntem. Jak mawiał kolega Filozof z Rejsu "nie mogę być równocześnie twórca i tworzywem" :PP.


        > łykaj więc książki
        > teologiczne.

        A jakie to książki teologiczne "łykam" twoim zdaniem ?


        > ja tam wolę guns and roses posłuchac jak autem jadę.

        To jesteś dobrym gruntem dla popkultury. Pewnie masz w aucie potężne woofery i walisz nimi po uszach nie ciszej niż księża kościelnymi dzwonami. ;PP


        > do książek te
        > ologicznych nie namówiłby mnie nawet sam jesus. aczkolwiek domniemam , że gdyby
        > przeczytał je sam, to by zwymiotował.

        Może te wymioty są od głośnej muzyki a nie od książek?

        > dlaczego żad
        > na mundra książka o żywotach świętych, itd nie mówi o tym , ze człowiek wynajdz
        > ie szlifierkę kątową .

        Chyba nie wiesz co to żywotopisarstwo.
        Czy szlifierka kątowa to Twoim zdaniem szczyt ludzkich możliwości? ;)
        • 28.08.13, 15:01
          W gruncie rzeczy, nie chodzi o to byś odzyskał wiarę, ale o to co w wierze chcesz odzyskać. Najpierw musisz mieć pytania, by otrzymać odpowiedź. Jeśli na swoje pytania odpowiadasz sobie sam i masz pogląd, to w wierze odnajdziesz same zaprzeczenia. Jeśli wyjdziesz z pozycji nulowej, nie wiem, oczekuję odpowiedzi, do której z góry się nie nastawiam wżytą oceną, to może coś ci się objawi.
          • 28.08.13, 16:09
            To ciekawe podejście. Jak rozumiem, proponujesz, abym, jak na psychoterapii, odpowiedział sobie na pytania czego oczekuję po odzyskanej wierze.
            • 28.08.13, 18:42
              Po odzyskanej wierze, nie oczekujesz, tylko przyjmujesz. Nie masz mieć pytania, czego oczekujesz - po odzyskanej wierze. Tylko co znajdujesz, by wiara do ciebie wróciła. Nie musisz wierzyć, a nawet logicznie, nie wierzysz, aby zyskać wiarę. Jeśli szukasz wiary, to nie szukaj potwierdzeń na nie, ale najpierw tego co do ciebie trafia. Bo co ci da wiara, zobaczysz dopiero, kiedy ją mieć będziesz. Z punktu widzenia nie wierzącego, nie może ci dać nic.
              • 29.08.13, 02:17
                yadaxad napisał(a):

                > Bo co ci da wiara, zobaczysz dopiero, kiedy ją mieć będziesz. Z punktu widzenia
                > niewierzącego, nie może ci dać nic.

                Coś ten przykładowy niewierzący nie dobrze łączy fakty. Jak to nic ludziom nie daje religia czy wiara? To dlaczego jest całkiem popularna i często praktykowana?
                Chyba jednak coś daje. Tylko czego autor poszukuje, tego nie wiem.
            • 12.09.13, 19:36
              ....to jeszcze żeś nie odzyskał wiary ? ? ciężko ci idzie. Nie dziwie się. nie martw się nic nie trwa wiecznie, nawet zimny listopadowy deszcz. polepszasz mi humor.
        • 28.08.13, 19:59
          a przepraszam , jakies inne strasznie drążące dziury w całym czytujesz. Nie dziwi cię, że wizjonerom duchowym umyka szlifierka kątowa w rozważaniach nad czystością i duchem ? nie mam żadnych wooferów. zobacz jakie to fajne i przestań szukać boga po raz wtóry
          www.youtube.com/watch?v=72rWAe0pUdQ
          dla mnie księża smędzą i mataczą. dzięki za rozebranie mi wpisu na części.
          • 28.08.13, 20:24
            paco_lopez napisał:

            > zobacz jakie to fajne i przestań szu
            > kać boga po raz wtóry
            > www.youtube.com/watch?v=72rWAe0pUdQ

            Twoja religia to Guns N’ Roses a kapłanem jest Axl, hłe, hłe :PP
            Mnie to nie odpowiada, bo Axl Rose ma za sobą przeszłość kryminalną, bójki, zabawy bronią palną, liczne aresztowania. Na koncertach zespołu G&R dominuje gwałt, rozróby, przemoc i wandalizm. Ludzie są poranieni, są aresztowania...
            Gdzie ta fajność ?

            > dla mnie księża smędzą i mataczą.

            Nikt cię chyba do nich nie ciągnie na siłę, na pewno nie ja. Księża są różni.

            > dzięki za rozebranie mi wpisu na części.

            Nie ma za co :P
            • 28.08.13, 20:36
              szukaj boga. jak znajdziesz , to zamelduj nam. widzę, ze społeczeństwo lubi takich co szukają boga. to szlachetna postawa.
            • 29.08.13, 17:25
              > Mnie to nie odpowiada, bo Axl Rose ma za sobą przeszłość kryminalną, bójki, zab
              > awy bronią palną, liczne aresztowania. Na koncertach zespołu G&R dominuje gwał
              > t, rozróby, przemoc i wandalizm. Ludzie są poranieni, są aresztowania...
              > Gdzie ta fajność ?

              Szawel tez mial przeszlosc kryminalna, a potem stal sie Pawlem i stworzyl Chrzescijanstwo.

              Dominuje gwalt i przemoc? Hm, chyba pomylilas koncerty gunsow z krucjatami:)
              • 29.08.13, 20:54
                Porównanie Axela Rose do Szawła/Pawła z Tarsu to spore nadużycie. Św. Paweł to niewątpliwie mroczna, dwuznaczna postać, ale co w jego życiu podziwiam, to radykalna zmiana poglądów jakiej udało mu się dokonać. Bardzo niewielu ludzi tak potrafi. Zazwyczaj próba życiowych zmian kończy się podskokiem baranim i lądowaniem na tym samym miejscu ;)
    • 29.08.13, 17:48
      exwir napisał(a):
      > Niemniej pozostała wątpliwość, że może jakiś Bóg jest. Zaczęło się poszukiwanie
      > Go i szukanie dowodów na jego istnienie. Czytałem o różnych religiach. Czytałe
      > m też książki antyteisyczne.
      > Brakuje mi Boga, brakuje kogoś do kogo bym się mógł zwrócić. Mogę oczywiście za
      > wsze liczyć na pomoc bliskich i przyjaciół, niemniej potrzebuję Kogoś, kto stwo
      > rzył świat i mnie, kto mi pomoże w trudnych chwilach jak przyjaciel, kto nie op
      > uści mnie nawet po śmierci.
      > Potrzebuję wiary, że życie nie kończy się ze śmiercią.


      Wszyscy tej wiary potrzebujemy, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Właśnie dlatego jedną ze zbrodni socjalizmu było niszczenie wiary w Boga na rzecz wiary w PZPR. Wszyscy potrzebujemy też trwałych, ponadczasowych wartości moralnych, a właśnie religia chrześcijańska takie wartości stworzyła. Przyjęcie chrześcijaństwa było krokiem milowym w tworzeniu państwowości polskiej. Skarby muzealne Luwru, Watykanu, są wystarczającym świadectwem wpływu religii na malarstwo i rzeźbę. Nikt rozumny nie będzie tego kwestionował. Sama Biblia jest zaś niespotykanym w dziejach świata arcydziełem literackim.
      Gdy rozmawiam z 60-cio letnią matką, która straciła jedyne dziecko, wdową, człowiekiem w stanie terminalnym wiem, że tym, którzy wierzą łatwiej, ukoić żałobę i lęk przed śmiercią. Ale nawet ci, mają chwile zwątpienia.
      Kościół mówi, że wiara jest łaską. Ale jest też wyborem osób dociekliwych, takich jak Ty. Z wyborem, którego dokonałeś będzie Ci trudniej żyć i trudniej cierpieć niż wierzącej większości. Niestety, nie można uwierzyć w Boga na rozkaz, do wiary w niego nie można też się zmusić. Wiara i rozum nie idą z sobą w parze. Nigdy nie znajdziesz dowodów na istnienie Boga. Co do pozostałych Twoich stwierdzeń, w pełni się z nimi zgadzam - Bóg chrześcijański jest postacią psychologicznie sprzeczną, mściwą, zaborczą i okrutną.


      --
      Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
      • 29.08.13, 20:48
        @leda16
        Dziękuję za rzeczowe i wartościowe wpisy :)
        Moje poglądy na wiarę są w wielu miejscach zbieżne z Twoimi.
      • 30.08.13, 09:23
        leda16 napisała:

        > Bóg chrześcijański jest postacią psychologic
        > znie sprzeczną, mściwą, zaborczą i okrutną.
        >
        >
        Założycielem chrześcijaństwa jest Jezus Chrystus. W oparciu o Ewangelię nie można udowodnić, że Jezus jest okrutny, mściwy i zaborczy.
        • 30.08.13, 10:36
          malka37 napisała:
          > Założycielem chrześcijaństwa jest Jezus Chrystus. W oparciu o Ewangelię nie moż
          > na udowodnić, że Jezus jest okrutny, mściwy i zaborczy.


          Teoretycznie masz chyba rację. Piszę chyba, bo moja znajomość korzeni chrześcijaństwa nie sięga aż tak głęboko, żebym miała wchodzić na tym polu w dyskusję, ale w wątku chodzi przede wszystkim o psychologiczne atrybuty Boga (ów) i w tym sensie osobowość Jezusa jest diametralnie różna od osobowości Boga-ojca. Zdumiewa przede wszystkim pasywność Jezusa i Jego matki wobec własnego losu. Natomiast Bóg -ojciec trwoży i odrzuca. Na codzień ludzie o tym nie myślą, idą do Kościoła, klepią pacierze siłą nawyku wdrażanego od niemowlęctwa. Refleksja intelektualna nad sensem tych nawyków dane jest zdecydowanej mniejszości. W sensie moralnym najgorsi są chyba faryzeusze , co to publicznie noszą Matkę Boską w klapie marynarki a prywatnie porzucają swoje nieślubne dzieci. Ale wracając do personifikacji boskiej istoty, w tym sensie Bóg judeistyczny jawi się jako prawdziwy, pełen godności patriarcha. Surowy i owszem, okrutny też, ale bez tych logicznych sprzeczności cechujących chrześcijańska Trójcę Świętą.
          Exwir miałby na pewno dużo do powiedzenia na temat osobowości Buddy. Czy aby to nie jest Bóg najbardziej przepojony humanizmem? Jeśli tak, chętnie przeczytam.


          --
          Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
          • 30.08.13, 11:19
            Budda nie jest bogiem a buddyzm to bardziej system filozoficzny niż religia. Jest bardzo skomplikowany, wydaje się udziwniony i nie psujący do Europy czasów współczesnych.
            Co prawda Eichelberger mówił, że jest katolikiem-buddystą ale tego nie da się chyba naprawdę połączyć w sensowną religię. Próby takie robił de Mello z niezłym skutkiem, ale to dla mnie jednak dziwny eklektyzm.

            Z religii wschodu odpowiada mi Shintoizm, tylko, że to wiara zastrzeżona dla rodowitych Japończyków. W wersji ludowej jest bardzo prosty, zachwyca prostota modlitwy przed domowym ołtarzykiem do duchów przodków.

            Z monizmu bardzo ciekawa jest Adwajtawedanta. Tu istnieje tylko jeden byt Brahman. Cały wszechświat, łącznie z nami, jest jego snem, kuglarską sztuczką.

            Interesująca jest też nowsza wersja chrześcijaństwa napisana latach 70-tych ub. wieku przez prof. psychologii, panią Helen Schucman pod dyktando Jezusa. Nazywa się Kurs Cudów, z tym że cudem nie są tu sztuczki a'la magik Dynamo, cudem jest zmiana sposobu myślenia.
          • 01.09.13, 12:17
            > Bóg -ojciec trwoży i odrzuca. Na codzień ludzie o tym nie myślą
            Oni doskonale o tym wiedzą. Ale gdyby się nad tym za często zastanawiali, ich wiara mogła by zostać zachwiana. Dlatego wolą za dużo nie myśleć.
            --
            Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
            Ryszard Kapuściński
        • 30.08.13, 10:53
          malka37 napisała:

          > Założycielem chrześcijaństwa jest Jezus Chrystus. W oparciu o Ewangelię nie moż
          > na udowodnić, że Jezus jest okrutny, mściwy i zaborczy.

          Jezus nie odrzuca tej części dekalogu,w której Ojciec mówi, że jest Bogiem mściwym, zazdrosnym itd.
          W Ewangelii jest wzmianka, że niektórzy współcześni uważali Jezusa za pijaka i żarłoka.
          Raz użył czarnej magii niszcząc drzewo figowe. Raz użył siły wobec kupców.
          • 30.08.13, 11:05
            exwir napisał(a):
            > Jezus nie odrzuca tej części dekalogu,w której Ojciec mówi, że jest Bogiem mści
            > wym, zazdrosnym itd.


            Ale Kościół ją odrzuca a raczej sprytnie tuszuje słowami "Bóg cię kocha i dlatego doświadcza". Jednak jaką wartość maja te słowa dla człowieka w terminalnym stadium choroby nowotworowej, dla dziecka, gdzie pozostaje tylko uśmiercić morfiną albo bezsilnie patrzeć. Kiedyś czytałam jak pewni rebelianci jakiegoś afrykańskiego państewka dla rozrywki zanurzali jeńców w niegaszonym wapnie.Czy byli to ludzie stworzeni na obraz i podobieństwo chrześcijańskiego Boga? Pewnie tak...


            --
            Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
            • 30.08.13, 11:18
              leda16 napisała:

              > Ale Kościół ją odrzuca a raczej sprytnie tuszuje słowami "Bóg cię kocha i dlate
              > go doświadcza"

              1 Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa, śle pozdrowienie dwunastu pokoleniom w rozproszeniu.
              Jak się zachować wobec doświadczeń i pokus?
              2 Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. 3 Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. 4 Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków.
              5 Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. 6 Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym! Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. 7 Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, 8 bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach. 9 Niech się zaś ubogi brat chlubi z wyniesienia swego, 10 bogaty natomiast ze swego poniżenia, bo przeminie niby kwiat polny. 11 Wzeszło bowiem palące słońce i wysuszyło łąkę, kwiat jej opadł, a piękny jej wygląd zginął. Tak też bogaty przeminie w swoich poczynaniach.
              12 Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują. 13 Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. 14 To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. 15 Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć. 16 Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!
              17 Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. 18 Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.
              • 30.08.13, 11:59
                List Jakuba po pierwszym przeczytaniu wydaje się bardzo mądry. Jego zaletą jest niewątpliwie zwięzłość.
                Jak się jednak w niego zagłębić, to wypada chyba zgodzić się z opinią Marcina Lutra, że list Jakubika jest słomiany ;)
                • 30.08.13, 12:14
                  exwir napisał(a):

                  > List Jakuba po pierwszym przeczytaniu wydaje się bardzo mądry. Jego zaletą jest
                  > niewątpliwie zwięzłość.
                  > Jak się jednak w niego zagłębić, to wypada chyba zgodzić się z opinią Marcina L
                  > utra, że list Jakubika jest słomiany ;)

                  Mnie bardziej pasuje odwołanie do mądrości Jezusa niż do mądrości Lutra. Ale jak kto woli :)
                  • 31.08.13, 07:07
                    Zasady jakubowe są proste. Pracuj nad sobą, nie ulegaj pokusie, proś Boga a otrzymasz o co prosisz. To takie łopatologiczne i krótkie streszczenie zasad wg Jezusa. Vademecum.

                    pzdr
                  • 01.09.13, 09:10
                    malka37 napisała:
                    > Mnie bardziej pasuje odwołanie do mądrości Jezusa niż do mądrości Lutra. Ale j
                    > ak kto woli :)



                    Ale w czym ta mądrość? W dobrowolnym pójściu na męki? Z atrybutów przypisywanych Bogu-ojcu wynika, że doskonale mogłoby się obejść bez tego.


                    --
                    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
                    • 01.09.13, 09:34
                      Cala etyka chrzescijanska i w ogole religijna w duzej czesci ma sens tylko w kontekscie zycia pozagrobowego. Bez tego pierwiastka traci zupelnie sens, i w tym jest problem z nieprzystawalnoscia chrzescijanskiej czy innej moralnosci do zycia.
                      Jak czyta sie Jezusa, ze szczegolnym naciskiem na kazanie na gorze, to nie da sie nie zauwazyc, ze Jezus nie jest az takim naiwnym jeleniem, jak moznaby pomyslec. Pojecie sprawiedliwosci wbrew pozorom ma duze znaczenie. Problem w tym, ze wg Jezusa i teologii chrzescijanskiej za niesprawiedliwosc wszelka czeka nagroda 'w niebie'.
                      Tak wiec nikt nie mowi, ze zlo ma triumfowac, ze trzeba byc uciskanym, poniewieranym i ponizanym dla samej zasady- mowi sie o wyrownaniu rachunkow po smierci. Czyli niby nadstaw policzek, ale z drugiej strony 'policzymy sie w niebie'.
                      Jest to troche niekonsekwentne, jesli zalozyc, ze Jezus proponowal te zasady rowniez z innych, ziemskich powodow, nadstaw policzek i nie oczekuj za to nagrody, bo tak sie godzi. Kazanie na gorze mowi cos bardzo przeciwnego- ci juz odebrali nagorde, a ci dopiero odbiora, ostatni beda pierwszymi (wiec na logike- pierwsi ostatnimi), bedzie rekompensata w niebie za ziemskie niedole i kara za swawole.

                      Problem jest, gdy nei wierzy sie w niebo i nagrody i kary pozagrobowe, wtedy cala ta etyka traci sens. Istnieja nieskonczone proby adaptacji tej etyki do ziemskiego zycia- i uzasadniania jej postulatow przyziemnymi argumentami- i dobrze, bo ta etyka w gruncie rzeczy niczego zlego nie postuluje, nawoluje do 'dobra' w pewnej jego definicji, wiec pewnei glownie czesci odnoszace sie do pozaziemskich aspektow sa nieprzystawalne.
                    • 01.09.13, 20:16
                      leda16 napisała:


                      > Ale w czym ta mądrość? W dobrowolnym pójściu na męki?

                      We wszystkim co zrobił

                      > Z atrybutów przypisywanyc
                      > h Bogu-ojcu wynika, że doskonale mogłoby się obejść bez tego.

                      To kto zadbałby o Twoje miejsce na parkingu?
      • 30.08.13, 10:13
        leda16 napisała:

        > Kościół mówi, że wiara jest łaską. Ale jest też wyborem osób dociekliwych, taki
        > ch jak Ty.

        Wiara jest łaską. Kiedyś sądziłam, że łaska dotyczy wybranych. Teraz jestem przekonana, że dotyczy wszystkich, lecz nie każdy ją przyjmuje. Przyczyny nie przyjęcia są różne. Siebie należy pytać o nie. Skoro autor jest osoba dociekliwą, to zapewne znajdzie przyczynę.
    • 29.08.13, 22:48
      btw, "trójca święta" to w zamyśle mogła być taka trójka:
      ojciec (bóg), matka (duch święty), syn (dziecko)

      Wiele cech się zgadza, szczególnie jak popatrzeć że ojciec z matką się musieli złączyć, a dziecko było częścią matki, potem się rozdzieliło. Więc z jednej strony jedność, z drugiej strony: w trzech osobach. I to jest też odpowiedź na pytanie kto nas stworzył: rodzice.

      Sądzę, że w oryginalnym nauczaniu "spowiadać" się z przewinień też powinniśmy rodzicom, bo to oni są najlepszymi możliwym nauczycielami i mogą nas pokierować, jeśli tylko znają nasze błędy; z wszystkich ludzi to im najbardziej powinniśmy ufać -- tym którzy nas stworzyli, to im też zwykle zależy najbardziej (z ewolucyjnego punktu widzenia, bo mamy ich geny) aby nam się powiodło w życiu.
      • 29.08.13, 23:05
        Trójca Św. to Bóg ojciec, Syn Boży i Duch Św., który jest utożsamiany z miłością pomiędzy Ojcem a Synem, ale też źródłem naszych natchnień.
        --
        inspiracjemoje.blogspot.com/ - problematyka uzależnień
        dysfukcyjnedziecinstwo.blogspot.com/ - problematyka DDA/DDD
      • 30.08.13, 08:10
        nvv napisał:

        > btw, "trójca święta" to w zamyśle mogła być taka trójka:
        > ojciec (bóg), matka (duch święty), syn (dziecko)


        Oryginalny pogląd, ale jak prawie każdy, sprzeczny z oficjalną doktryną ;). Szkoda, że w efekcie Bóg-ojciec okazał się wyrodnym ojcem, zarówno dla swojego syna jak i dla wszystkich innych swoich "dzieci" Adama i Ewy nie wyłączając.
        A propos dziwię się, że admin początkowo wykasował wątek. Przecież w skład psychologii wchodzi ogromny dział - psychologia religii, obawiam się, że przynajmniej w Polsce traktowany po macoszemu. W zasadzie od Tadeusza Witwickiego (ok.1907 r.) nie było badań naukowych nad psychologicznym odbiorem doktryn religii katolickiej przez ludzi.



        > Sądzę, że w oryginalnym nauczaniu "spowiadać" się z przewinień też powinniśmy r
        > odzicom, bo to oni są najlepszymi możliwym nauczycielami i mogą nas pokierować,
        > jeśli tylko znają nasze błędy; z wszystkich ludzi to im najbardziej powinniśmy
        > ufać -- tym którzy nas stworzyli, to im też zwykle zależy najbardziej (z ewolu
        > cyjnego punktu widzenia, bo mamy ich geny) aby nam się powiodło w życiu.



        Kiedy teraz istnieje dość silny trend napływowy z USA, pozbawiony jakichkolwiek podstaw naukowych, zapoczątkowany przez dwie psychopacice - Susan Forvard i Alice Miller, na rozrywanie więzi rodzinnych i traktowanie rodziców, szczególnie matki, jak toksyny. Znalazło to żywiołowy odzew wśród psychologów wietrzących (i słusznie) żyłę złota w takim podejściu do klientów. Nawiasem mówiąc, majątek S.Forvard jest obecnie większy niż tantiemy Rovlins z praw autorskich do Harry Pottera. Ponieważ rola ojca w strukturze społecznej została trochę inaczej umocowana niż matki i byłaby trudniejsza do zdeptania obelżywym epitetem "toksyna", wymyślono mit molestowania seksualnego w dzieciństwie, owocujący rzekomo straszliwymi krzywdami, ciążącymi na całym przyszłym życiu dziecka. Osobliwe jest to, że te zazwyczaj urojone "krzywdy" zaczynają ciążyć dokładnie wtedy, gdy dorastająca pannica naczyta się histerycznych wrzasków medialnych dewotek. Ale to taka dygresja tematyczna, być może w pewien sposób wyjaśniająca, dlaczego psychologia religii leży w Polsce odłogiem.


        --
        Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
        • 30.08.13, 08:45
          Jest bunt w dzieciach zwykle, w pewnym stopniu. Do pewnego stopnia jest zdrowy: pozwalał wyruszyć na poznawanie świata; ale chyba faktycznie mocno się w naszej kulturze przestrzelił niszcząc wartości rodzinne, a na miejsce rodziny powstały wartości zastępcze (takie jak religia) korzystające z niszy, która powstała.

          Może faktycznie wiele religii powstało przez osoby które np. utraciły rodziców, brakowało im tego kogoś do kogo mogliby się zwrócić, kto by ich pokierował w życiu, kto dałbym rady, a czasem pogłaskałby po głowie i pochwalił, a czasem opierniczył i nakazał karę. Więc wymyślili. Ot, fantazjowanie, też lubiłem fantazjować w dzieciństwie.

          Rodzina to fundament każdego zdrowego społeczeństwa, bo każdy człowiek rodzi się z rodziny -- rozumianej przynajmniej jako para: mężczyzna+kobieta, a to do czego zmierzamy przypomina filmy sci-fi, w których dziecko zabiera się rodzinie (podstępem, manipulacją, fałszywą ideą) i zaszczepia mu się pewne wartości i pewien model postrzegania rzeczywistości aby służył... ale już nie rodzinie, ani nawet nie sobie.

          Też kiedyś czytałem książkę "Toksyczni rodzice", prowadziłem "walkę" z moją rodziną, i w nich upatrywałem źródła wielu moich problemów, tłumacząc sobie że wpadli ze mną, nigdy mnie nie chcieli i stawiali mi całe życie kłody pod nogi, nigdy nawet nie przytulając. Nic nie jest jednak jednoznaczne, nic nie jest proste, nic nie jest całkiem czarne ani białe. Będąc przeciwko nim byłem jak gałąź która atakuje konar z której wyrosła, a analizując ich dzieciństwo, życie i wybory jakie mieli przed sobą, zrozumiałem że też łatwo nie mieli, też mogli mieć pretensje do swoich rodziców; na ich miejscu, mając ich wybory, pewnie postąpiłbym tak samo.
          • 30.08.13, 10:50
            nvv napisał:
            Rodzina to fundament każdego zdrowego społeczeństwa, bo każdy człowiek rodzi si
            > ę z rodziny -- rozumianej przynajmniej jako para: mężczyzna+kobieta, a to do cz
            > ego zmierzamy przypomina filmy sci-fi, w których dziecko zabiera się rodzinie (
            > podstępem, manipulacją, fałszywą ideą) i zaszczepia mu się pewne wartości i pew
            > ien model postrzegania rzeczywistości aby służył... ale już nie rodzinie, ani n
            > awet nie sobie.



            Właśnie. Czemu to służy? W sensie politycznym na pewno atomizacji społeczeństwa. Ekonomicznym tym bardziej. A w aspekcie psychologicznym prowadzi do atrofii uczuciowości wyższej, relatywizmu moralnego i degradacji osoby ludzkiej. Wszak wiadomo, że najłatwiej zniszczyć roślinę niszcząc jej korzenie.


            zrozumiałem że też łatwo nie mieli, też mogli mieć pr
            > etensje do swoich rodziców; na ich miejscu, mając ich wybory, pewnie postąpiłby
            > m tak samo.


            Mało kto ma łatwo, ale burza hormonów w okresie dorastania, typowy dla młodych nonkonformizm a jednocześnie wręcz patologiczna zależność od grupy odniesienia, nie jest najlepszym momentem na sądzenie rodziców. Walka pokoleń była zawsze, jednak nigdy nie przyjmowała tak drastycznych, pełnych okrucieństwa form jak obecnie.


            --
            Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
            • 31.08.13, 09:36
              > Właśnie. Czemu to służy? W sensie politycznym na pewno atomizacji społeczeństwa
              > . Ekonomicznym tym bardziej. A w aspekcie psychologicznym prowadzi do atrofii u
              > czuciowości wyższej, relatywizmu moralnego i degradacji osoby ludzkiej. Wszak w
              > iadomo, że najłatwiej zniszczyć roślinę niszcząc jej korzenie.


              To ciekawy temat na dluga dyskusje- wplyw rodziny na funkcjonowaie rynku, wplyw rynku na rodzine. W dlugim okresie brak rodzin ( a przynajmniej plodnosci) to dla rynku zabojstwo- ktos musi rodzic nowych konsumentow, a wiadomo, ze na dzieci idzie najwiecej 'nieodzownych' wydatkow.
              • 31.08.13, 10:47
                Kościół ma duży i zdywersyfikowany wpływ na rynek. Od produkcji dzieci po budownictwo ;)
                • 31.08.13, 12:00
                  A głowa kościoła (Watykan) operuje sporymi pieniędzmi. Czasem się zastanawiam -- co z nimi robi. Ponoć w 2011 mieli deficyt 15 milionów Euro, a w 2012 nadwyżkę 2,8 milinów Euro.

                  Generalnie, jeśli chodzi o prywatne osoby: nie moja sprawa, każdy wydaje pieniądze na co chce. Ale tutaj mamy publiczną instytucję, a przy próbach zrozumienia wpływu wiary (udziału ludzi na mszy i rzucania na tacę) po nitce do kłębka dochodzi człowiek w końcu do Watykanu i zadaje sobie pytanie co dalej się z tymi pieniędzmi dzieje, jaki mają na nas wpływ -- bo kupowanie czegokolwiek ma wpływ na rynek, a więc i na ludzi.

                  Gdzieś zasłyszałem takie słowa: aby dowiedzieć się kto naprawdę rządzi, warto odpowiedzieć na pytanie kogo nie można krytykować.

                  P.S.
                  Podejrzewam, że Watykan wydaje pieniądze na coś -- w zamierzeniu -- dobrego. Bo wszyscy mamy dobre intencje. Ale chyba jeszcze nikt nic dobrego nie zrobił po cichu, za plecami innych, co by się potem nie odwróciło.
                  • 31.08.13, 12:52
                    nvv napisał:

                    > A głowa kościoła (Watykan) operuje sporymi pieniędzmi. Czasem się zastanawiam -
                    > - co z nimi robi. Ponoć w 2011 mieli deficyt 15 milionów Euro, a w 2012 nadwy
                    > żkę 2,8 milinów Euro.

                    To są w sumie groszowe sprawy. Wartość całego Watykanu z zabytkami wycenia się na kilkanaście mld dolarów. Obroty liczy się zaledwie w milionach.
                    A taki gostek od telefonów Carlos Slim Helu ma 73 mld, cwaniaczek Bill Gates ma 67 mld itd.
                    Watykan zarabia na znaczkach pocztowych, kartkach pocztowych, monetach, biletach do muzeów. To co jest ze składek światowych od wiernych to mały procent.
    • 31.08.13, 16:00
      Bo Coś jest. Jak to nazwiesz nie ma znaczenia.
      Bezpośredniego dowodu nikt Ci nie da, bo nie wszystko da sie pokazać czarno na białym, a poza tym nie dla każdego naoczny świadek jest dowodem. Nawet jakby Ci się sam Bóg objawił, to mogło by to dla Ciebie nie być dowodem bo: 1/mogło Ci się przywidzieć 2/przyśnić 3/mógł ktoś to zaaranżować ( ...w dzisiejszych czasach... ) i setki innych powodów.
      Dlatego to się nazywa wiara - bo wierzysz, ale nie doświadczasz namacalnie, materialnie.
      Co do istnienia Boga wątpliwości żadnych nie mam, jedynie co do jego istoty. Nie rozumiem kompletnie Nowego Testamentu w odniesieniu do Starego. Boga wyobrażałam sobie jako stałego, a ten testamentowy jest zmienny, choć można i powiedzieć, że... trojakiej natury (Trójca św dla KK).
      Wiesz, kiedyś ludzie nie mieli dostępu do wiedzy (nawet Biblia była swego czasu zakazana - zwykły śmiertelnik nie miał prawa jej czytać). Więc ludziom można bylo wcisnąc kit - nieklejące się fakty, niedopowiedzenia, interpretacje, byle tylko posklejać niepasujące elementy. Ludzie nie wątpili, a jak już to po cichu. Teraz mamy powszechny dostęp do wiedzy, możemy pospacerować po Marsie czy Księżycu i sami się przekonać, jak wygląda, a nie czytać czyjeś subiektywne opisy. A KK nie stara sie przybliżyć ludziom Boga, bo najprościej jest mu stwierdzić "Bój jest nie do ogarnięcia i musicie nam wierzyć, z jest tak, jak mówimy".
      A co dożycia po życiu to możesz spokojnie spać - istnieje:)

      --
      Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
      Ryszard Kapuściński
      • 31.08.13, 20:10
        Aż takiej pewności jak Ty co do istnienia osobowego Boga nie mam.
        Bogiem może być racjonalnie myśląca i posiadająca świadomość galaktyka, czy nawet Słońce.
        Bogiem i jednocześnie materią może być racjonalny Wszechświat jak w panteizmie Spinozy.
        Wreszcie to co widzimy, czego doświadczamy może być snem Boga, ułudą, kuglarską sztuczką, matrixem.

        • 31.08.13, 20:36
          Od czegoś trzeba zacząć:)
          Po tym, co przeczytałam, doświadczyłam wydaje mi się, iż Istota na wyższym poziomie niż cała reszta realnie istnieje. Nas, Ziemian naznaczyła jednak wizja Boga stworzonego na wzór nasz. I dlatego tak trudno określić nam, jak ów Bóg ma wyglądać i czym być. Skoro jednak świat materialny przemija, a dowodów na istnienie świata niematerialnego/duchowego jest już całkiem sporo, to można założyć, iź owa Istota jest całkowicie duchowa. W tym momencie problem jej wyglądu odpada

          > Bogiem może być racjonalnie myśląca i posiadająca świadomość galaktyka, czy naw
          > et Słońce.
          A ja sobie na swoje potrzeby tak to tłumaczę: jest Bóg. A ten bóg stworzył cała resztę - inaczej mówiąc powstała dzięki niemu. Skoro ta reszta jest jego tworem/dzieckiem, to jest jego częścią. Jesteśmy też my,ludzie i także jesteśmy jego częścią. Jezus powiedział, że że wszyscy jesteśmy w nim Jedno. Czyli każdy z nas jest częścią Boga. Jak puzzle. To takie moje prymitywne tłumaczenie na chwilę obecną, bo wciąż szukam. A im więcej znajduję tym więcej pytań się rodzi. Jak głowy Hydry.

          > Wreszcie to co widzimy, czego doświadczamy może być snem Boga, ułudą, kuglarską
          > sztuczką, matrixem.
          Nikt chyba nie miałby w tym interesu. Aż tak bardzo nie posuwam się w filozofowaniu na ten temat. Snem? Było by to okrutne, a skoro okrutne, to istota sprawująca nad tym władzę też musiała by być okrutna. Po co miała by tracić energię na takie zabawy? Sami sie niszczymy, wystarczy patrzeć i mieć ubaw po pachy. Nie wiem.

          Co do istnienia życia po drugiej stronie to polecam książki księdza Francois Brune'a. Aż dziw, że jeszcze go nie ekskomunikowali:)
          --
          Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
          Ryszard Kapuściński
          • 31.08.13, 20:49
            Gdzie dostrzegasz dowody na istnienie świata duchowego-niematerialnego?

            Co do monizmów materialnych, to nie widzę w nich niczego okrutnego. W uproszczeniu wygląda to tak, że Syn Boga zapadł w sen i pomyślał o oddzielaniu się od Ojca. Jako, że jest istotą kreatywną, to byty z Jego snu zaczęły się mnożyć w nieskończoność. Te byty to m. in. my ludzie.
            Można o tym poczytać w Zniknięciu Wszechświata, czy Kursie Cudów.
            • 31.08.13, 23:32
              > Jako, że jest istotą kreatywną, to byty z Jego snu zaczęły się mnożyć w nieskończoność.
              > Te byty to m. in. my ludzie.

              W tym spojrzeniu (i nie tylko) byty mogą być "kukłami", które tylko udają że są świadome, tzw. filozoficzne zombie; coś jak postacie z super-realistycznej gry komputerowej.

              Co powoduje, że czasem się zastanawiam czy Wy wszyscy jesteście tak świadomi jak ja i odczuwacie też tak samo ból i przyjemność, czy tylko udajecie. Jeśli jesteście świadomi tak jak ja, to pewnie zadajecie sobie czasem to samo pytanie.

              A przy okazji. Oryginalne spojrzenia na rzeczywistość nas otaczającą miał Leonardo da Vinci. W obrazach wiele swoich przemyśleń/odkryć przemycił, zachowały się też jego niektóre notatki. Zastanawiający jest do niedawna uznawany za ostatni, jego obraz na którym postać (niby Jan Chrzciciel, ale może ma obrazować dowolnego człowieka), wskazuje w górę i jednocześnie (trzecim palcem oraz drugą ręką) na siebie.
            • 01.09.13, 11:22
              Dla Ciebie to mogą nie być żadne dowody, ale dla mnie świat duchowy istnieje i ma się dobrze. Do tego jest niesamowicie skomplikowany tak, że określenie go chcociażby w przybliżeniu, jest i jeszcze bardzo długo będzie niemozliwe. Dowodami są dla mnie swiadectwa ludzi, którzy doświadczyli na sobie działania "duchów" (pal sześć jak się to nazwie), sama znam kilka osób, które przeżyły coś niewytłumaczalnego, więc znam te świadectwa z pierwszej ręki. Nie znajduję podstaw, by nie wierzyć w te opowieści ani nie znajduję dla nich wytłumaczenia. Tak samo zresztą jak nie znajduję wytłumaczenia na nocne obserwacje obiektów, które b.szybko poruszały się po niebie robiąć nagłe zwroty z taką samą prędkością - ale kogokolwiek pytam o możliwe wytłumaczenie słyszę... "wydawało ci sie", "to na pewno samolot", "to lampiony", "no nie żartuj, że ufo widziałaś":) Nawet pewnego fizyka pytałam, ale ten po prostu stwierdził "nie wiem". Takich zjawisk, które są niewytłumaczalne, a nauka omija je szerokim łukiem albo całkowicie negując świadectwa, albo podważając wiarygodność dowodów/świadków jest masa.
              Ty świata duchowego szukasz w filozofii, ja wolę stronę materialną:) Jest coś zagadkowego, więc szukam racjonalnych wytłumaczeń. Nie przeraża mnie, gdy tłumaczenia te opierają sie na świecie duchowym i świetnie je tłumaczą. Na swoje potrzeby mam dowód, a to, czy inni będa podzielać moje zdanie nie interesuje mnie. Czasami tylko niezmiernie dziwi, że wolą negować wszystko jak leci, niż przyznać, że jednak Coś istnieje. Niedawno znajomy, bardzo starszy pan opowiedział mi historię gościa, który w środku lasu, w dzień widział lądowanie ufo. Pierwsze reakcje "co wyście tam pili?", drugie "ćpał?". A dla mnie to całkiem zwykłe świadectwo. Szkoda tylko, ze gościa mieli za wariata. I z każdego zrobić możńa takiego wariata, jeżeli będzie opowiadał historie, które całej reszcie będa pachnieć duchami i ufo.
              Nie wiem, kto powiedział jakże trafne: cuda nie dzieją się wbrew naturze, ale wbrew temu, co wiemy o naturze. I wtedy cała niezdrowa otoczka duchowo-ufowa znika:)


              --
              Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
              Ryszard Kapuściński
              • 01.09.13, 11:46
                Nauka jeszcze nie wszystko wytłumaczyła. Ok. 95% naszego DNA jest uznawane za "śmieci", a tam mogą być np. wspomnienia naszych przodków w rodzaju pamięci, do którego nasza świadomość nie ma dostępu. Bo "instynkty" to też rodzaj pamięci -- przekazany od przodków. Może w DNA mamy takie "duchy" właśnie, które mogły mieć ewolucyjny cel. W prawym płacie ciemieniowym mamy ośrodek związany z religijnością -- to też miało ewolucyjny cel (korzyść).

                Z jedną rzeczą się z Tobą w pełni zgadzam: jak pojawia się coś co nie ma wytłumaczenia, to ludzie mają tendencje szukania "co jest nie tak" w tym kto to mówi. To jest jeden z większych naszych filtrów, które zaciemniają nam rzeczywistość i spowalniają odkrywanie świata. Umysł dziecka ma ten plus, że odkrywa świat od nowa nie zważając na konwenanse, na to co "pomyślą inni", itd. ale samemu też można zignorować konwenanse i obserwować uważniej co się wokół dzieje... zaciekawiłaś mnie tym obiektem na niebie, lubię szukać wytłumaczeń, ale też nie znajduje żadnego na to w tej chwili. Przy tłumaczeniu takich zjawisk warto pamiętać o tym, że nasz mózg interpretuje bodźce zewnętrzne ograniczoną liczbą receptorów, potem rekreuje w mózgu obraz rzeczywistości na zewnątrz, ale to co "widzimy" nie jest w pełni tym co jest naprawdę -- np. mamy ślepą plamkę na oku, która powoduje że mamy "dziurę" w percepcji i nasz mózg "dopowiada" sobie to co tam spodziewa się widzieć (jeśli patrzymy jednym okiem), ale okazjonalnie źle sobie dopowie a my zobaczymy coś czego nie ma, lub nie zobaczymy coś co jest. Takich efektów jest więcej. Można też mieć halucynacje (nie trzeba nic brać, wystarczy np. wysoka gorączka, długi brak snu, itp.). Może zrozumienie/poznanie świata zewnętrznego powinniśmy zaczynać od wewnętrznego: od zrozumienia jak działa mózg i jak odbiera rzeczywistość i jak potrafi sam się "oszukiwać". jak już zrozumiemy nasze skrzywienia (List of cognitive biases), które nam przekrzywiają obraz rzeczywistości, to będziemy mogli lepiej poznać i zrozumieć świat...
                • 02.09.13, 18:45
                  Zajrzyj na google earth. Wpisz Guam, mniej wiecej 13*26'29.18N 144*31'09.66E i idź w dół.

                  --
                  Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                  Ryszard Kapuściński
              • 01.09.13, 11:54
                Duch, duchy i UFO to jednak dwie różne rzeczy. W przypadku UFO mamy po prostu nieznany obiekt latający. Może to być pojazd kosmiczny, który przyleciał na Ziemię tunelem czasoprzestrzennym, sterowany przez istoty o wyższej inteligencji niż nasza. Może być ziemski obiekt wojskowy, czy balon. Jednym słowem UFO jest raczej materialne.


                • 02.09.13, 18:51
                  Wszystko jest materialne, także dusza. To zresztą fizyka.
                  Duchy i ufo to oczywiście dwa różne zjawiska. Wrzuciłam je "do jednego wora" z powodu negowania takich zjawisk przez przeważającą część świata naukowego.
                  --
                  Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                  Ryszard Kapuściński
          • 31.08.13, 21:23
            Clauser, wbrew swoim intencjom, wykazał, że fizyka kwantowa, pomimo swojej kuriozalności pozostaje słuszna i musimy zapomnieć o intuicyjnym wyobrażeniu rzeczywistości. Rzeczy mogą się zdarzać bez wyraźnej przyczyny, splątane cząstki tworzą całość niezależnie od tego, jak bardzo je rozdzielimy, świadomość zdaje się mieć dziwną władzę nad materią. Nie będę sypać dalszymi nazwiskami, zostanę przy końcowym Anton'ie Zeilinger'ze, na dzisiaj najwybitniejszym specjaliście kwantowych splątań i teleportacji. Na ile to splątanie jest prawdziwe, świadczy komercyjny wyścig w wykorzystywaniu kryptologii kwantowej, która stała się surowcem , o który się walczy jak o ropę. Owszem tym rynek dyktuje warunki i rozważania o fundamentach fizyki kwantowej i jej przeformułowaniu nie należy do priorytetów. Bo rakiety czy czołgu z filozofowania nie będzie. Eksperymenty nie są źródłem podobnych odkryć jak przed wiekiem, tak pozostano przy rzeczywistości mniemanej, nie udowodnionej. Tak, że spokojnie możesz w boga wierzyć. Problem jest taki sam, jak dla wierzących, czy niewierzących, co jest prawdą, którą chcesz się kierować.
          • 31.08.13, 21:24
            Clauser, wbrew swoim intencjom, wykazał, że fizyka kwantowa, pomimo swojej kuriozalności pozostaje słuszna i musimy zapomnieć o intuicyjnym wyobrażeniu rzeczywistości. Rzeczy mogą się zdarzać bez wyraźnej przyczyny, splątane cząstki tworzą całość niezależnie od tego, jak bardzo je rozdzielimy, świadomość zdaje się mieć dziwną władzę nad materią. Nie będę sypać dalszymi nazwiskami, zostanę przy końcowym Anton'ie Zeilinger'ze, na dzisiaj najwybitniejszym specjaliście kwantowych splątań i teleportacji. Na ile to splątanie jest prawdziwe, świadczy komercyjny wyścig w wykorzystywaniu kryptologii kwantowej, która stała się surowcem , o który się walczy jak o ropę. Owszem tym rynek dyktuje warunki i rozważania o fundamentach fizyki kwantowej i jej przeformułowaniu nie należy do priorytetów. Bo rakiety czy czołgu z filozofowania nie będzie. Eksperymenty nie są źródłem podobnych odkryć jak przed wiekiem, tak pozostano przy rzeczywistości mniemanej, nie udowodnionej. Tak, że spokojnie możesz w boga wierzyć. Problem jest taki sam, jak dla wierzących, czy niewierzących, co jest prawdą.
            • 31.08.13, 21:26
              Jakieś splątanie, że się powtórzyło i nie całkiem.
              • 31.08.13, 21:53
                yadaxad napisał(a):

                > Jakieś splątanie, że się powtórzyło i nie całkiem.

                Dowód na istnienie światów równoległych ;))

                Myślisz, że fizyka kwantowa może ułatwić znalezienie osobowego Boga?
                • 31.08.13, 22:40
                  Jeśli chcesz kontaktu z bogiem, musi on być osobowy, bo innego nie odczujesz. Bóg sam o sobie może być czymś niepojętym, ale wtedy jesteś poza, bo w swojej istocie jest dla ciebie nie do odebrania. I nie musi komunikować, jak ze zwierzętami, wystarczy forma. Jeśli bóg zechciał komunikować z ludźmi, wybrał formę osobową.
                  • 31.08.13, 22:48
                    Jeśli tak, to może trzeba sięgnąć do źródeł wiary, czyli do szamanizmu?
                    • 31.08.13, 23:20
                      Oj, wszystko miało moc, a nawet ją ma. Ale nie czary chodzi. Nie można udowodnić istnienia Jezusa. Dobra faceta nie było, ale dlaczego nie możemy uporać się z przesłaniem? Od nieistniejącego faceta? Nawet jak najbardziej okrojone jest przesłanie, to nawet z tych mało, ciągle ewangelia jest do udowadniana, że tak nie da rady, nie możemy być dobrzy, musimy inaczej.
                      • 31.08.13, 23:44
                        > [...] ale dlaczego nie możemy uporać się
                        > z przesłaniem? Od nieistniejącego faceta? Nawet jak najbardziej okrojone jest p
                        > rzesłanie, to nawet z tych mało, ciągle ewangelia jest do udowadniana, że tak n
                        > ie da rady, nie możemy być dobrzy, musimy inaczej.

                        Też mnie to zastanawia. Wychodzi mi, że w 100% dobry może być ten kto niczego się nie boi, bo chyba wszystkie złe uczynki mają swoje źródło w strachu.
                        • 01.09.13, 09:46
                          nvv napisał:

                          > Też mnie to zastanawia. Wychodzi mi, że w 100% dobry może być ten kto niczego s
                          > ię nie boi, bo chyba wszystkie złe uczynki mają swoje źródło w strachu.


                          Ciekawe, bo brak leku jest podobno podstawowym objawem psychopatii i socjopatii. Swoja droga wszystkie zwierzeta odczuwaja strach, bo jest to emocja warunkujaca przezycie.
                          U czlowieka rozbudowal sie o lek- czyli strach z wyobrazni. Moze chodzi ci bardziej o lek, wyzbycie sie lekow wynikajacych z wyobrazni, a nie strachu- czyli obaw zwiazanych z zaistnialymi wydarzeniami albo prawdopodobnymi scenariuszami.
                          ( lek- boje sie, ze ktos mnie oszuka, strach- widze, ze ktos probuje mnie oszukac).




                          A tak swoja droga:

                          Coraz więcej widzów mają w portalach społecznościowych Facebook i YouTube nagrania buddyjskiego mnicha z Birmy, który nawołuje do nienawiści wobec muzułmanów. Sam siebie nazywa „birmańskim bin Ladenem”.

                          45-letni Wira Thu, szczupły mężczyzna o chłopięcym wyglądzie, jest przełożonym znanego klasztoru Mandalay, w którym przebywa 2,5 tysiąca mnichów. Od dłuższego czasu rozpowszechnia w mediach społecznościowych i na DVD swoje wypowiedzi, w których ostrzega przed muzułmanami. – Muzułmanie porywają niewinne młode Birmanki i gwałcą je. Pożerają także swoje dzieci – twierdzi mnich.

                          Jego wystąpienia to mieszanka paranoi i rasistowskich stereotypów. Mają jeden cel: zasiać ziarno wątpliwości i doprowadzić do dezinformacji, a w konsekwencji – do nienawiści przeciwko muzułmanom.


                          A wydawalo sie, ze buddyzm nie jest w stanie urodzic czegos takiego, a jednak, nie dosc ze sie urodzil to i zdobyl popularnosc.
                          • 01.09.13, 10:16
                            >> [...]bo chyba wszystkie złe uczynki mają swoje źródło w strachu.
                            > Ciekawe, bo brak leku jest podobno podstawowym objawem psychopatii i socjopatii.

                            W socjopatii jest strach, te zachowania agresywne mają fundament w strachu.
                            Te osoby do niektórych ryzykownych zajęć już się przyzwyczały, więc niektórych rzeczy się boją mniej więc czasem z boku to wygląda jakby się nie bały.

                            Być może osoby które w ogóle się nie boją, to osoby bez ciała migdałowatego. Mogłyby to być ciekawe przypadki.

                            > A wydawalo sie, ze buddyzm nie jest w stanie urodzic czegos takiego, a jednak,
                            > nie dosc ze sie urodzil to i zdobyl popularnosc.

                            Przypomina mi się dyskusja o jakiejś diecie zdrowotnej, w której ktoś wypomniał przypadek kogoś kto od lat jest na tej diecie i ma mnóstwo problemów zdrowotnych, implikując że wynikają one z tej diety. Czynników wpływających na zdrowie jest sporo (można też zwrócić się do diety, bo ma się problemy zdwrotne), a czynników wpływających na zachowanie osoby też jest więcej niż wyznawana religia -- można zwrócić się do religii bo ma się problem z agresją, itp. Związki przyczynowo-skutkowe bywają zaskakujące, a wydarzenia warto brać w szerszym kontekście... media wyciągają jedno wydarzenie z jakiegoś konfliktu pokazując złą i dobrą stronę, a może to właśnie ten moment w którym ktoś -- za Twoją radą -- oddaje komuś "trzy razy mocniej", "bo się należało". Może faktycznie druga strona porywa kobiety i gwałci. Tam po prostu jest jakiś konflikt, a mieszanie w to religii i implikowanie że te zachowania wynikają z religii/filozofii... może tak jest, może nie, ja tego nie wiem; jeśli Ty wiesz, to chętnie się dowiem od Ciebie.
                            • 01.09.13, 10:40
                              Ja nie mieszam w to religii, to ten mnich miesza, ja obserwuje z boku i smieje sie troche, bo ten gosc to taki pajac, ktory nie za bardzo kojarzy sie z buddyzmem, zapewne dosc mocno wypacza sens wlasnej religii, to nic nadzwyczajnego ale w buddyzmie jakos tego sie nie widzi tak czesto.

                              A co do 'oddania trzy razy mocniej' to dosc nieudolnie polujesz na mnie. Wyrywasz slowa z kontekstu i wracasz uparcie jak bumerang do moich rzekomych twierdzen. Ja powiedzialem, ze nieusprawiedliwiona agresja jest przyczyna konfliktu, najlepiej jest rozwiazac konflikt przez rozmowe i kompromis. Druga w kolejnosci metoda- zemsta ten konflikt albo konczy, albo podsyca, to zalezy czy napastnik przetraszy sie zemsty i dostanei nauczke, czy bedzie chcial sie zemscic za zemste. Trzecia reakcja- uleglosc- tez moze konflikt zakonczyc, albo tez podsycic, zalezy, czy napastnik sie rozzuchwali czy 'opamieta'.

                              Ty natomiast- no wlasnie, nie wiadomo, co postulujesz. Uwazasz, ze trzeba sie pogodzic z tym, ze 'sa dwie strony konfliktu' i ' nie da sie ustalic, kto zaczal wiec wychodzi na to, ze niech sobie konflikt trwa, bo przeciez nie ma jak go skonczyc. zaprzeczasz sobie, bo bronisz mnicha, ktory 'moze odpowiada na agresje', a zarazem mowisz, ze nie wolno odpowiadac na agresje.

                              Chyba sprowadza sie rzecz do tego, ze ja postuluje szukanie sposobu rozwiazania konfliktu, a Ty- pogadanie sobie i nic nie robienie, uznanie, ze skoro jest, to tak ma byc i nie wolno ruszac. Tak mi wychodzi. Moze stworz jakis nowy prad w filozofii i naukach polityczny- 'pasywizm', wedle ktorego nie mozna zakonczyc zadnego konfliktu w imie filozofii 'wiem ze nic nie wiem'.
                              • 01.09.13, 10:57
                                Tzn zeby bylo jasne: rozmowa i kompromis to metoda na zakonczenie konfliktu polegajacego na rozbieznosciach i zderzeniu interesow. Jesli chodzi o nieuzasadniona jednostronna agresje, to rozwiazaniem konfliktu jest wycofanie sie agresora i naprawienie szkod, zeby ktos nie zrozumial, ze agresor napada a potem w ramach 'kompromisu' ustepuje pol kroku, a napadniety w imie 'kompromisu' jest napadniety troche mniej, to nie bylby kompromis tylko usankcjonowanie agresji.
                                Oczywiscie, mozna sobie spekulowac, ze nigdy nie ma jednej strony winnej, ale ja uwazam, ze w codziennych sprawach z reguly jest jedna strona winna i rozwiazania sa bardzo proste. Zapewne znakomita wiekszosc kradziezy, napadow, rozbojow, morderstw, podpalen, rabunkow, pobic jest niezawiniona.
                                Zeby reakcja byla 'zawiniona' musi zapewne istniec jakas dluzsza relacja, typu malzestwo sasiedztwo, praca w jednym miejscu. I jesli sprowadzimy czyny do faktow, a odrzucimy spekulacje, domysly i hipotezy, to z reguly latwo jest ustalic odpowiedzialnosc.

                                Agresja niezawionona: sasiad sasiadowi nasral na wycieraczke, bo zazdrosci mu nowego samochodu. Werdykt: te co nasral winny.
                                Agresja niezawiniona: kierownik daje jednemu pracownikowi gorsze zmiany, bo go nie lubi. Werdykt: kierownik winny.
                                Agresja zawiniona: sasiad glosno slucha muzyki, wiec drugi sra mu na wycieraczke.
                                Werdykt: obaj winni, jeden sluchania muzyki, drugi nasrania.
                                Jako, ze odplata byla niewspolmierna do czynu, bardziej winny jest ten, co nasral. Proporcjonalna reakcja, ktora moznaby uzasadnic, byloby np wlaczenie wiertarki o 2 w nocy (pomijam tutaj szkody inych lokatorow na potrzebe przypadku).
                                Oczywiscie, wiertara naparzajaa o 2 w nocy moglaby dac nauczke, a moglaby rozochocic sluchacza glosnej muzyki, najezyc go, wiec lepsze rozwiazaie to byoby zapukac i powiedziec 'panie, troche glosno ta muzyka, nie slysze wlasnych mysli'. Tamten powinien przyciszyc, a jak nie przycisza tylko jeszcze przyglasnia- to wtedy policja.





                              • 01.09.13, 11:01
                                Uległość jest taktyką; wbrew pozorom osoba uległa, która czuję się niesłusznie atakowana, też atakuje przeciwnika, tyle że pasywno-agresywnie (takie snajperskie strzały), tzn. przeciwnik nie widzi gdzie i kiedy i od kogo jest atakowany, ale cierpi.

                                > Ty natomiast- no wlasnie, nie wiadomo, co postulujesz. Uwazasz, ze [...]

                                Uważam, że jest chyba tylko jeden sposób aby zamknąć konflikt agresją: znokautować przeciwnika do zera, bo tylko wtedy nie odda. Zostaje wtedy najgorszy przeciwnik, ten we własnej głowie: wyrzuty sumienia.

                                Drugi sposób to przestać samemu atakować i "oddawać". Tutaj jednak większość z nas czuje się święta, tzn. nie widzimy jak my nieświadomie innych atakujemy i tutaj widzę pewne sedno rozwiązywania konfliktów: dostrzec jak my jesteśmy odbierani przez drugą stronę. Co też staram się czynić m.in. w dyskusji z Tobą. Sądzę że w momencie gdy uświadomimy sobie w pełni jak jesteśmy odbierani, jak nieświadomie kogoś prowokujemy, będzie łatwiej oczyścić atmosferę, a po zaprzestaniu nieświadomych prowokacji, może znikną ataki drugiej strony. Więc może mi pomożesz. Co w moim pisaniu powoduje, że tak emocjonalnie do mnie podchodzisz? Może za rzadko przyznaję Ci racje, tam gdzie masz racje?
                                • 01.09.13, 17:05
                                  nvv napisał:

                                  > Uległość jest taktyką; wbrew pozorom osoba uległa, która czuję się niesłusznie
                                  > atakowana, też atakuje przeciwnika, tyle że pasywno-agresywnie (takie snajpersk
                                  > ie strzały), tzn. przeciwnik nie widzi gdzie i kiedy i od kogo jest atakowany,
                                  > ale cierpi.
                                  >
                                  > > Ty natomiast- no wlasnie, nie wiadomo, co postulujesz. Uwazasz, ze [...]
                                  >
                                  > Uważam, że jest chyba tylko jeden sposób aby zamknąć konflikt agresją: znokauto
                                  > wać przeciwnika do zera, bo tylko wtedy nie odda. Zostaje wtedy najgorszy przec
                                  > iwnik, ten we własnej głowie: wyrzuty sumienia.
                                  >
                                  > Drugi sposób to przestać samemu atakować i "oddawać". Tutaj jednak większość z
                                  > nas czuje się święta, tzn. nie widzimy jak my nieświadomie innych atakujemy i t
                                  > utaj widzę pewne sedno rozwiązywania konfliktów: dostrzec jak my jesteśmy odbie
                                  > rani przez drugą stronę. Co też staram się czynić m.in. w dyskusji z Tobą. Sądz
                                  > ę że w momencie gdy uświadomimy sobie w pełni jak jesteśmy odbierani, jak nieśw
                                  > iadomie kogoś prowokujemy, będzie łatwiej oczyścić atmosferę, a po zaprzestaniu
                                  > nieświadomych prowokacji, może znikną ataki drugiej strony. Więc może mi pomoż
                                  > esz. Co w moim pisaniu powoduje, że tak emocjonalnie do mnie podchodzisz? Może
                                  > za rzadko przyznaję Ci racje, tam gdzie masz racje?


                                  Nvv, probuje od jakiegos czasu powiedziec to samo: pragmatyka, konkret, rzeczowosc, skutecznosc. A Ty proponujesz nieskonczone analizy i dociekania zmierzajace do ustalenia, kto kiedy zaczal, kto nieswiadomie prowokuje, analizowac motywy ukryte i jawne, i tu najwazniejsze- aby ostatecznie i tak ustalic, ze wlasciwie to nic nie wiadomo.

                                  Czyli odbyc bardzo dlugi skomplikowany proces analizy wypadkow aby i tak bez wzgledu na wszystko dojsc do zalozonego na wstepie 'nic nie wiadomo', bo przeciez nigdy nic nie wiadomo.

                                  Nie wiem, czy Ty mnie celowo prowokujesz, czy nieswiadomie, to Ty wiesz, a czy ja cie prowokuje nieswiadomie- nie wiem, jeszcze nie umiem czytac w swojej nieswiadomosci, zdaje mi sie, ze celowo nie prowokuje Cie- tylko pisze co mysle o Twoich teoriach.

                                  Czy mnie irytujesz? Momentami tak. Co mnie irytuje? To, ze twoje tezy w tym zakresie kojarza mi sie ze wspoluzalenieniem, brakiem asertywnosci i nade wszystko brakiem celu.
                                  Poza tym chcesz swoej udowodnic czasem z uoprem maniaka, wbrew faktom.

                                  Na przyklad, juz dwa razy zacytowales mnie, kiedy napisal 'i dobrze, ze oddala, powinna trzy razy mocniej' aby wykreowac wizje, wedle ktorej ja postuluje tutaj krwawe zemsty. Niestety, pomijasz- moze przez nieuwage- kontekst.

                                  Kontekst jest taki, ze autorka watku obok slyszy od kolezanek od jakiegos czasu, ze jest brzydka, gruba, nieatrakcyjna. W koncu raz nie wytrzymala i 'oddala' mowiac, ze wcale nie jest brzydka, bo jakis tam Pawel sie z nia umowil.

                                  Ty uwazasz, ze ona oddala z cala sila, a ja uwazam, ze powiedzenie 'nie jestem brzydka, bo Pawel sie ze mna umowil' w reakcji na obelgi typu 'jestes brzydka i nieudana' to nie jest oddanie nawet z jedna trzecia sily, to jest zaledwie proba obrony i dlatego dopiero trzy razy silniejsze slowa bylyby 'rowne' z sila ataku kolezanek.


                                  No ale jezeli ty uwazasz, ze dziewczyna ktora slyszac 'jestes brzydka' odpowiada ' 'wcale nie jestem brzydka'
                                  kontratakuje i jest agresywna, no to wybacz, nie znajdziemy porozumienia.





                                  • 01.09.13, 18:24
                                    Kropidlo, proponuje rozwiązanie: spoglądać na swoje zachowanie.

                                    Widzimy to co chcemy widzieć. Gdy nie jesteśmy na coś gotowi, to tego nie widzimy. Introspekcja jest bolesna, stąd łatwiej widzieć problemy w innych, niż w sobie.

                                    Dla mnie to droga w trakcie realizacji, wciąż odkrywam siebie. Np. miałem problem ze współlokatorem; mogłem powiedzieć "nie rób tak" i (pozornie) po sprawie, bo patrząc z Twojego punktu widzenia: nie miał prawa robić co robił.
                                    Wiem, że po sprawie wcale by nie było, bo złość przytłumiona z jednej strony wyjdzie gdzie indziej. Wpierw zadałem mu pytanie co w moim zachowaniu irytuje oraz opowiedziałem jak odbieram jego zachowanie, jak mnie dotyka co robi. Udało mi się przyjaźnie uświadomić mu, że jego zachowanie było bardziej agresywne niż się spodziewał (więc może się zreflektuje) i udało mi się dowiedzieć coś o sobie, coś co go irytuje; a że to jest coś co powinienem zmienić i tak ze względu na zdrowie, to postaram się to zmienić (dla siebie, dla swojego dobra/zdrowia) i może będę jutro lepszym człowiekiem, a przy okazji będę miał lepszą relacje ze współlokatorem. I Tobie też życzę dobrych relacji z ludźmi.

                                    P.S.
                                    Długo analizowałem kto pierwszy "zaczął" jeśli chodzi o mojego współlokatora. W końcu doszedłem do wniosku, że to bez znaczenia kto "zaczął". Istotne aby skończyć agresje bez konieczności "postawiania na swoim", bez kompulsji zostawienia ostatniego zdania "na wierzchu", bez kompulsji zadania "ostatniego ciosu a potem rozejm". Ty chyba widzisz w tym poddanie się, przegraną; i może nie chcesz komuś dać "zadać sobie ostatni cios Tobie, a potem rozejm"; może chcesz czuć się silny i wygrać. Twoja taktyka skazuje na walkę w nieskończoność. Czasem aby wygrać trzeba wpierw "przegrać". W konfliktach nie ma wygranych, są tylko przegrani. W pokoju/przyjaźni wygraną są obie strony. Czasem ten kto pierwszy wyciągnie rękę i przestanie "oddawać" jest tym silniejszym. Bo pokonał siebie.

                                    P.S. 2
                                    Jeszcze kilka lat temu podszedłbym do współlokatora "ostrzej" mówiąc, że nie życzę sobie zachowań, które są agresywne albo odpłaciłbym mu pięknym za nadobne. I teraz też część mnie miałaby ochotę mu wygarnąć; z jego strony to byłoby odebrane jako atak; relacja z nim by się pogorszyła i wyszłyby następne problemy i "potyczki". Już przerabiałem te scenariusze, już jestem zmęczony walką z ludźmi. Te walki wynikają z nieporozumień i strachu wzajemnego.

                                    Może sedno jest takie, że nie chodzi o problem "z kimś", może chodzi o bycie lepszym człowiekiem wpierw dla siebie, inni nam to ułatwiają (pokazują drogę), a my się buntujemy bo rady wychodzą z ust innych i czujemy jakby czynili gwałt na nas mówiąc nam że np. "martwią się o nas" -- kiedy to nie ich sprawa; odbieramy to jako presje społeczną. Ja też tak czasem się czuję, więc jeszcze oscyluje wokół podejścia które tu opisuje oraz Twojego podejścia (twarda asertywność, stawianie murów i won z naszego życia tym, którzy nam się nie podobają), wciąż mam też granice, których przekroczenie wywoła kontr-agresje z mojej strony. Robię jednak nieśmiałe kroki starając się przyjrzeć swojemu zachowaniu gdy mam problem z innymi i widzę, że to procentuje na plus.
                                    • 01.09.13, 21:06
                                      nvv napisał:

                                      > Kropidlo, proponuje rozwiązanie: spoglądać na swoje zachowanie.
                                      > Widzimy to co chcemy widzieć. Gdy nie jesteśmy na coś gotowi, to tego nie widzi
                                      > my. Introspekcja jest bolesna, stąd łatwiej widzieć problemy w innych, niż w so
                                      > bie.


                                      Myslalem, ze koniecznosc zachowania obiektywizmu jest oczywista. O czym tutaj gadac?
                                      Oczywiscie uczciwosc polega na tym, aby wiedziec, ze moze byc wina jednej strony albo drugiej, takie zycie. A jesli 'spojrzenie na siebie' ma oznaczac z automatu uznanie swojej odpowiedzialnosci albo jej rozmycie- to sie nie zgadzam.

                                      A co do historii z wspollokatorem, to sporo projektujesz. Mowie, zeby sprawy zalatwiac konkretnie i kulturalnie. To tez chyba naturalne. Mozna byc jednoczesnie konkretnym, stanowczym i kulturalnym. Tu nie ma sprzecznosci, a ty chyba ja gdzies usilnie starac sie dostrzec.

                                      Po co rozmydlac, robic jakies analizy osobowosci, bawic sie w proroka albo psychologa? Mowisz, o co ci chodzi i tyle, pilka jest po drugiej stronie.
                                      Jezeli zachowales jakis obiektywizm, jestes kulturalny, to zrobiles wszystko, co do ciebie nalezy. Teraz odpowiedz nalezy do drugiej strony.

                                      Ale mam wrazenie, ze dla Ciebie to nie wystarczy (przynajniej w postulatach, nie wiem jak w realu), Ty zdaje sie chcesz zbawiac innych, myslec za nich, zapobiegac, zeby sie 'nie zdenerwowali' chocby nie mieli ku temu podstaw, odpowiadac za stan emocjonalny innych, naprawiac ich bledy, zalatwiac ich problemy.

                                      Jak ci sie podoba to tak rob, dla mnie to klasyczny syndrom wspoluzaleznienia, tu dotykam innego aspektu, czemu czasem irytuje mnie twoje pisanie- przypomina mi ten tok myslenia moj wlasny tok myslenia sprzed lat. wLasnie syndrom zbawcy, a precyzyjnie 'trojkat zbawcy'. Robienie i myslenie za innych, potem nieunikone poczucie wykorzystania, a potem zale i pretensje.

                                      Uznalem, zreszta zgodnie z sugestia tej samej ksiazki, ktora ten trojkat mi uzmyslowila, ze rozwiazaniem jest nie wchodzic w ten trojkat w ogole-czyli przede wszystkim nie robic za zbawce.

                                      Ty jak widac chcesz robic za zbawce, tyle ze w pozostale katy trojkata zamiast oczucia wykorzystania i zalu chcesz wtsawic poczucie satysfakcji i dumy.

                                      Powodzenie, coz innego pozostaje mi, skoro tak nalegasz. Ja wybieram inna droga. Moge komus pomoc, jak poprosi albo ewidentnie potrzebuje pomocy, ale wyreczanie innych albo robienie za aniola stroza juz nie dla mnie. 'been there, got the t shirt':)
                                      • 01.09.13, 21:13
                                        Aha, dodam jeszcze, to dziala w dwie strony. Dzis, jako juz neico bardziej swiadomy, nie lubie grac zbawcy i nie lubie chyba jeszcze mocniej, jak ktos gra role zbawcy wobec mnie. Mysle, ze wiele osob moze tego nie lubic, wiec uwazaj. Jak trafisz na dojrzale swiadome osoby, to moga sie zderenrowac, ale jak trafisz na niedojrzalych osobnikow, to w te role ochoczo wejda, no ale bedziesz ich potem mial na karku do konca zycia, no chyba ze albo ty 'pekniesz' albo oni przestana lubic role dzieciaka, wiec tez uwazaj:)
                                      • 01.09.13, 21:47
                                        > Oczywiscie uczciwosc polega na tym, aby wiedziec, ze moze byc wina jednej strony
                                        > albo drugiej, takie zycie.

                                        ... albo jednej i drugiej.
                                        • 01.09.13, 22:12
                                          nvv napisał:

                                          > > Oczywiscie uczciwosc polega na tym, aby wiedziec, ze moze byc wina jednej
                                          > strony
                                          > > albo drugiej, takie zycie.
                                          >
                                          > ... albo jednej i drugiej.

                                          Wszystkie drogi prowadza do trojkata dramatycznego:)
                                          Zalozylem watek obok, zeby tu nie smiecic nie na temat.
                                          Tam jest zawarte to, co probuje ci przekazac, jak chcesz to tam mozesz podyskutowac z ta teoria.
                                • 01.09.13, 17:18
                                  ps tego nie powinno byc w tym watku, bo to nie na temat, ale dodam jak juz zaczete- co mnie jeszcze irytuje w Tobie to jest to, ze nie proponujesz rozwiazan, tylko krytykujesz moje i inne. Mydlisz, mydlisz, i nic nie proponujesz, negujesz wszelkie rozwiazania ale nie napiszesz wyraznie, co proponujesz.
                                  To mi sie kojarzy wlasnie ze wspoluzaleznieniem i nieasertywnoscia. Nie powie, o co mu chodzi, nie podejmie zadnej decyzji, nie przedstawi jasnego stanowiska- tylko kluczy.
    • 01.09.13, 10:31
      Twój post może potwierdzać tezę, że to ludzie stworzyli Boga.
      Tezę, z którą się zgadzam. Wiara wychodzi naprzeciw tylu potrzebom emocjonalnym, że po prostu musiała powstać. I powstawała, wiele razy. Ile można wymienić w historii społeczeństw ateistycznych? Bogów było na przestrzeni dziejów mnóstwo i zawsze odzwierciedlali społeczeństwo, które ich stworzyło.
      Czynnikiem łączącym wszystkie te wiary, są ludzie. Ludzie i ich podstawowe potrzeby emocjonalne, w dużej mierze niezmienne od wieków.
      Możliwość napełnienia się nadzieją podczas modlitwy.
      Łagodzenie strachu przed śmiercią.
      Sens istnienia.
      Wytłumaczenie niezrozumiałego.
      By wymienić tylko kilka.


      • 01.09.13, 11:27
        Ale można też inaczej.
        Obrażasz się na Boga - nie chcesz go znać, uważasz, ze nie istnieje, ale jak masz nóż na gardle wołasz o pomoc.
        Możesz też obrazić się śmiertelnie na najbliższych, ale jednak w momencie tragedii wrócisz do nich po pomoc.

        --
        Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
        Ryszard Kapuściński
        • 01.09.13, 11:55
          Stara prawda. Jak trwoga, to do Boga.
          • 02.09.13, 08:36
            z trwogą do boga ;-)
            rozumiem potrzebę szukania boga..ale to tylko potrzeba, jak wiele innych..
            i niewazne, czy bóg/bogowie istnieją...liczy się ich poszukiwanie...
        • 02.09.13, 15:26
          To znaczy, że Twoja potrzeba zwyciężyła Twój umysł.
          Często się zdarza, że starsze osoby, niegdyś zatwardziali ateiści, na starość zaczynają wierzyć, bo boją się śmierci.
          To nie znaczy, że jakaś nadprzyrodzona istota istnieje, to znaczy, że oni potrzebują złagodzić swój lęk i ta potrzeba jest na tyle silna, że zmienia się cały światopogląd.
          I siła tej potrzeby wyjaśnia bardzo wiele, jeśli chodzi o religię.

          Tu nie chodzi o to, żeby się obrażać, po prostu, zaczynasz się rozglądać po świecie, wyciągać wnioski, pewne rzeczy przestają mieć sens, w związku z czym modyfikujesz swój światopogląd.
          Tak, mnie też brakuje wiary, tej nadziei i siły, którą daje modlitwa, ale nie widzę powrotu, nie bez świadomości, że oszukuję sama siebie.

          Nauki religijne, których się nas uczy są niespójne. Ludzie poświęcają ogromną ilość energii na to, żeby poukładać je sobie jakoś, znaleźć w tym sens, pogodzić sprzeczności. Być może jest to wartościowe, poprzez drogę, którą trzeba przejść, wiedzę, którą trzeba zdobyć, ale moim zdaniem ta droga prowadzi donikąd.
    • 04.09.13, 21:12
      Hm, jezusmaryjo, gdyby nie to, że wiem, że tego nie napisałam to podejrzewałabym, że ty to ja.
      Nie wierzę, że jest jakiś absolut, od czasu do czasu przychodzi mi do głowy myśl, że jeżeli jednak jest to jest złośliwy i po prostu zły.

      Najbardziej przeraża mnie to, że znikąd pomocy, nie ma się do kogo zwrócić jeśli coś się wali, a po śmierci nie będzie nic.
      • 04.09.13, 22:35
        Aknaszilak, masz rację. Ale sama wiara nie jest złem. Złem natomiast są religie, wszystkie religie. Mają one (wszystkie) swoich szamanów, których podstawowym celem jest drenowanie kieszeni "swoich podkomendnych".
        Że po śmierci nie będzie nic? No i co w tym tak strasznego. Będzie to samo co było zanim się urodziłeś!
        • 05.09.13, 09:38
          agnostyk11 napisał:

          > Ale sama wiara nie jest złem. Złem natomiast są religie
          > , wszystkie religie. Mają one (wszystkie) swoich szamanów, których podstawowym
          > celem jest drenowanie kieszeni "swoich podkomendnych".

          Według różnych szacunków istnieje od 4200 do 10 000 religii. Samych wyznań chrześcijańskich jest ok. 41 tysięcy. Jesteś pewien, że wszystkie są złe?

          > Że po śmierci nie będzie nic? No i co w tym tak strasznego. Będzie to samo co
          > było zanim się urodziłeś!

          To jaki sens ma życie, skoro nic z niego nie wynika, nie ma c.d.n.?
          • 05.09.13, 13:32
            Żyję już 76 lat i ani razu ( a studiuję możliwie dużo religii) nie natrafiłem na taką, która z samego założenia nie ma na celu życia za przysłowiowe "Bóg zapłać".
            Coś Ci liczby się poplątały, bo z 4200 religii próbujesz "uzyskać " 41 tysięcy wyznań chrześcijańskich. Może żonglujesz - religia to nie wyznanie? Ale to i tak niczego nie uzasadnia.
            Możesz jednak założyć, że z 7miliardów istnień ludzkich na świecie to dwa miliardy chrześcijan a 5 miliardów wyznaje inne religie. Nie ma sensu zatem przyjmować i generalizować istnienie jakiejś duszy, życia pozagrobowego czy czegokolwiek niematerialnego ale wiecznego.
            Chcesz to wierz! Jednak nie ma żadnych racjonalnych przesłanek by tak przyjmować.
            Życie ma sens jedynie kiedy żyjesz. A jakiś tam "mądry" powiedział:
            "Jeżeli jest życie to jest życie, a jeżeli jest śmierć to życia nie ma".
            A z życia wynika wszystko - nic ze śmierci!!!
            • 06.09.13, 01:27
              agnostyk = to co piszesz to wielkie uproszczenie. Wiara to nie religia , to fakt. Religie tworza ludzie tylko i tylko po to by kontrolowac innych ludzi. Wiara to przyjmowanie czegokolwiek bez dowodu i wyjasnien dlaczego wierze. Wierze i na tym koniec. Rozum ludzki jest zbyt ulomny ( pewnie celowo) by zrozumiec istote boga. Bog jest zawsze i wszedzie i tak naprawde jest bez znaczenia jaki on jest. Jest poczatkiem wszystkiego, bo mimo mnogosci teori o powstaniu swiata materialnego nie ma zadnej teori o powstaniu materialu ktory temu posluzyl. Bog nie jest ani dobry ani zly, nie ingeruje w nic co wypelnia kosmos. Zostaly wprowadzone proste prawa, poczynania i konsekwencje tych poczynan i to wystarczy. I tak naprawde nie ma znaczenia czy bog to stworzyl czy dostarczyl materialu do procesu ewolucji. Byc moze czlowieka na ziemi usadowila inna cywilizacja, moze czlowiek przeniosl sie z innega miejsca bo tak naprawde to czy czlowiek jest na ziemi czy go nie ma nie ma najmniejszego znaczenia w procesie istnienie ziemi. Dla przecietnych zjadaczy chleba rozmowa o bogu i wierze to rozmowa o kosciele katolickim i religi. Najzabawniejsze ze najwiecej do powiedzenia maja akurat ci ktorzy o katolicyzmie nie maja najmniejszego pojecia.Katolicyzm nie jest religia, nie jest wiara, jest instytucja z zalozenia majaca przynosic zyski.
              Religia, wiara, pojecia, obrazki itd.itd to wytwor mozgu . Z chwila smierci mozgu ustaje wszystko, nie ma absolutnie nic a smierc jest jak sen tyle ze wieczny. A co jest potem ? w sensie ludzkich doznan, nie ma nic. Moze zatem za czlowieka nalezy uwazac istote ktora ma swiadomosc ze jest czlowiekiem ? A moze nas nie ma , nic nie ma a wszystko co nas otacza to swiat wirtualny? Tylko kto kontrolowal by ten wirtualny swiat. Kazda droga prowadzi do boga jakikolwiek on jest.
              • 06.09.13, 11:49
                <agnostyk = to co piszesz to wielkie uproszczenie.>
                Zgadza się. Nie da się uzasadnić lub odrzucić istnienie Boga. Na tym polega mój agnostycyzm.
                Istnieje słowo BÓG. Tak jak istnieją słowa: smok, jednorożec, satyr, cyklop, pegaz i wiele, wiele innych, które nie niosą żadnej racjonalistycznej treści.
                W swojej "istocie rozumienia Boga" masz nieco niespójne tłumaczenia.

                <Zostaly wprowadzone proste prawa, poczynania i konsekwencje tych poczynan i to wystarczy.>
                To przecież determinizm, który został już nawet w KrK dawno odrzucony. Prowadził w czystej postaci do solipsyzmu, gdyż nic nie należy robić bo wszystko zostało już ustalone. Nie, nie, i jeszcze raz nie. Nic nie zostało ustalone. A jak się to wszystko toczy, to jest właśnie obiektem badań naukowych. Dociekań naszego potężnego mózgu, który kolejno, powoli ale sukcesywnie daje odpowiedzi. Sądzić należy, że końca pytań i odpowiedzi nie będzie. I to jest tym dobrem, które właśnie tworzy sens naszego życia. Życia właśni!!!. Żyć i poszukiwać. Żyć i odkrywać. Żyć i nie zadowalać się tym co "święte księgi mówią" gdyż nie po to są by iść do przodu lecz po to by zatrzymywać, hamować rozwój nauki i przystosowywać do posłuszeństwa ludzkie umysły.
            • 06.09.13, 10:25
              > Coś Ci liczby się poplątały, bo z 4200 religii próbujesz "uzyskać " 41 tysięcy
              > wyznań chrześcijańskich. Może żonglujesz - religia to nie wyznanie?

              Przepraszam, że się wtrącam ,ale rzeczywiście tak podaje Wikipedia i powołuje się na źródła.
              pl.wikipedia.org/wiki/Religia
              Dla przykładu chrześcijaństwo jest religią a wewnątrz chrześcijaństwa wyznaniami są: katolicyzm, prawosławie, luteranizm, kalwinizm, mariawityzm i inne. Zatem wyznań może być 41 tys.
              • 07.09.13, 07:47
                tej potrzeby Boga...
                "straciłam" wiarę w wieku 13 lat i jest mi z tym dobrze...
                podczytuję różne święte księgi, bom ciekawa, dlaczego ludzie tak bardzo pragną boga - i ciągle nie mogę tego zrozumiec, choc trochę to tak...
                bo zawsze mozna "zwalic" na boga, jak idzie pod gorke (bog tak chciał)...
                bo jak trwoga to do boga...
                i strach przed nicoscią po smierci...no, bo jak to tak? nic, kompletnie nic?! człek taki wazny, a tu koniec?!
                ja nie odczuwam absolutnie potrzeby zadnego boga i jest mi z tym całkiem dobrze!
    • 07.09.13, 18:54
      j/w

      --
      www.wolnoscodreligii.pl/
    • 08.09.13, 13:17
      exwir napisał(a):

      > Brakuje mi Boga, brakuje kogoś do kogo bym się mógł zwrócić. Mogę oczywiście za
      > wsze liczyć na pomoc bliskich i przyjaciół, niemniej potrzebuję Kogoś, kto stwo
      > rzył świat i mnie, kto mi pomoże w trudnych chwilach jak przyjaciel, kto nie op
      > uści mnie nawet po śmierci.

      Typowe uzależnienie. Jak u narkomana. On też "musi".

      Podobnie mam czasem z seksem. Też czuję potrzebę, z którą nie mam się "do kogo" zwrócić. Ale potrafię nad tym zapanować. Nie kupiłem sobie nadmuchiwanej lalki i raczej tego nie zrobię. :)

      --
      Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad.
      Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
      • 08.09.13, 15:39
        exwir . Wątpię czy jesteś szczera w tym swoim biadaniu. Podejrzewam, że "wykonujesz zlecone zadanie" Możesz już zakończyć. Swoje zrobiłaś.
        • 08.09.13, 18:31
          agnostyk11 napisał:

          > exwir . Wątpię czy jesteś szczera w tym swoim biadaniu. Podejrzewam, że "wykon
          > ujesz zlecone zadanie" Możesz już zakończyć. Swoje zrobiłaś.

          zapytam z ciekawości. kto zleca takie zadania i ile płacą?
          • 08.09.13, 20:20
            A ty sądzisz, że hierarchowie KrK tak odpuszczają. Nikt nie płaci "urzędnikom Pana Boga" bezpośrednio. A w zasadzie to Ty płacisz gdyż KrK corocznie z budżetu "pobiera" ok. 10 miliardów i ostatnio toczy się jakaś gra, bo KrK odwołał kompromis w sprawie funduszu kościelnego. Pewnie chcą byś płacił więcej.
            • 09.09.13, 14:00
              agnostyk11 napisał:

              > A ty sądzisz, że hierarchowie KrK tak odpuszczają. Nikt nie płaci "urzędnikom P
              > ana Boga" bezpośrednio. A w zasadzie to Ty płacisz gdyż KrK corocznie z budżetu
              > "pobiera" ok. 10 miliardów i ostatnio toczy się jakaś gra, bo KrK odwołał komp
              > romis w sprawie funduszu kościelnego. Pewnie chcą byś płacił więcej.

              po pierwsze nie wiesz czy nie pisze z niemiec i moze place podatek na kosciol protestancki anie na rzym-kat. po drugie to jak patrzylem na pasek z wyplaty w polsce, to nie bylo tam odpisu na zaden kosciol ale 34% na rozmaite podatki, zusy i inne.
              ale pewnie ty placisz na kk choc jeste s agnostykiem. moze ksiedza po koledzie przyjmujesz, albo dajesz na caritas? 10 mld to smieszna kwota przy calym budzecie.
              w sumie to dziwi mnie, ze ludzie obnosza sie ze swoja wiara, czy ateismem, agnostycyzmem. to jest bardzo osobista sprawa.
              • 09.09.13, 17:20
                A Ty co? Z choinki się urwałeś?
                Nie o podatek tu przecież chodzi a o pieniądze z budżetu.
                Nic nie masz do powiedzenia ile rządzący "odpalają" KrK.
                A że 10 miliardów to mało? Normalny jesteś? Biorą już od dwudziestu lat i razem to 200 miliardów. "Mówi Ci to coś". Dołóż do tego dobrowolne "datki" takie jak: chrzty; śluby, pogrzeby, kolędy itp. ( 5 miliardów rocznie). Nie wiez pewnie, że w Polsce duchowieństwo (wszyscy) to 55 tysięcy sztuk. podziel sam: 15 miliardów przez 55 000 to wyjdzie ci tylko ok. 272 000 zł na jednego czarnego czyli ok. 27 000 miesięcznie. Porównaj to ze swoim "paskiem" z wypłaty.
                • 09.09.13, 17:51
                  agnostyk11 napisał:

                  > A Ty co? Z choinki się urwałeś?
                  > Nie o podatek tu przecież chodzi a o pieniądze z budżetu.

                  przeciez dochody budzetu sa glownie z podatkow, cel, czynszow. zatem twoj podatek idzie na polskich ksiezy, nie? moj dajmy na to, na pastora.

                  > Nic nie masz do powiedzenia ile rządzący "odpalają" KrK.
                  > A że 10 miliardów to mało? Normalny jesteś? Biorą już od dwudziestu lat i raze
                  > m to 200 miliardów. "Mówi Ci to coś".

                  rzadzacy odpalaja tez na nauke i oswiate, choc nie mam uczacych sie dzici, na obrone choc dajmy na to jestem pacyfista, na administacje choc to darmozjady i gryzipiorki, na sluzbe zdrowia choc jestem zdrowy i nie korzystam, na opieke spoleczna, choc nie lubie darmozjadow.
                  nie zauwazyles jeszcze, ze panstwo jest aparatem ucisku?

                  > Dołóż do tego dobrowolne "datki" takie ja
                  > k: chrzty; śluby, pogrzeby, kolędy itp. ( 5 miliardów rocznie).

                  no ale ksieza robia jakies czary na tych uroczystosciach, to jak aktorzy biora za wystep, albo dzien zdjeciowy po kilka-kilkanascie tysiecy zl, to ksiadz za swoj wystep nie moze?

                  > Nie wiez pewnie
                  > , że w Polsce duchowieństwo (wszyscy) to 55 tysięcy sztuk. podziel sam: 15 mili
                  > ardów przez 55 000 to wyjdzie ci tylko ok. 272 000 zł na jednego czarnego czyli
                  > ok. 27 000 miesięcznie.

                  a ilu mamy lekarzy 150 tys, policjantwo 100 tys, wojska (po co ono?), aktorow, dziennikarzy, prezenterow... tu dopiero mozna oszczedzac. a na rolnikach dotowanych i oplacania krusu.
                  • 09.09.13, 18:39
                    panie agnostyk, poniewaz te 10mld zl na kk wydawalo mi sie podejrzane i wziete z suftu, to zajrzalem na finanse kosciola. nialdnie tak klamac.
                    www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/finanse;kosciola;co;roku;plynie;z;budzetu;720;mln;zl,64,0,1040192.html
                    i najwyzszy czas za money.pl drukuje.
                    nczas.com/wiadomosci/polska/ile-pieniedzy-i-na-co-otrzymuje-kosciol-od-polskich-podatnikow/
                    dodam jeszcze, ze budzet panstwa polskiego to obecnie blisko 300 mld zl.
                    • 12.09.13, 21:23
                      7wspanialych napisał(a):

                      > panie agnostyk, poniewaz te 10mld zl na kk wydawalo mi sie odejrzane i wziete
                      > z suftu, to zajrzalem na finanse kosciola. nialdnie tak klamac.

                      No popatrz a utrzymanie katechetów czy kapelanów to prawie 1.7 miliarda !!
                      Symboliczne opłaty za nieruchomości warte miliony ciche dotacje miast czy gmin to norma .

                      Już kilka lat temu poseł Senyszyn mówiła o 5 miliardach z mównicy sejmowej, nikt tego oficjalnie nie skomentował czyli nie kłamała !!

                      --
                      www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                      • 13.09.13, 20:26
                        > Już kilka lat temu poseł Senyszyn mówiła o 5 miliardach z mównicy sejmowej, nik
                        > t tego oficjalnie nie skomentował czyli nie kłamała
                        !!
                        Wnioskowanie godne uczciwego człowieka:D
                        --
                        Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                        Ryszard Kapuściński
                        • 13.09.13, 20:43
                          easyblue napisała:

                          > > Już kilka lat temu poseł Senyszyn mówiła o 5 miliardach z mównicy sejmowe
                          > j, nik
                          > > t tego oficjalnie nie skomentował czyli nie kłamała
                          !!
                          > Wnioskowanie godne uczciwego człowieka:D

                          Masz jakies informację ze Poseł Senyszyn wtedy kłamała ??
                          --
                          www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                          • 15.09.13, 10:44
                            Już mi wystarczy wspólnej kąpieli z tobą w g..nie. Ja wiem, że czujesz się tam jak ryba w wodzie, ale dla mnie to zbyt duży dyskomfort.
                            --
                            Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                            Ryszard Kapuściński
                            • 15.09.13, 15:14
                              easyblue napisała:

                              > Już mi wystarczy wspólnej kąpieli z tobą w g..nie. Ja wiem, że czujesz się tam
                              > jak ryba w wodzie, ale dla mnie to zbyt duży dyskomfort.

                              Ciekawe co ci się tak odwidziało, przecież kupa to twoje naturalne środowisko.
                              --
                              www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
    • 09.09.13, 03:18
      nikt normalny, kto wyzwolił się spod wpływów KK, nie ma takich dylematów. Nie rób komuś tego, co Tobie nie miłe, przestrzegaj norm współżycia społecznego i porządku prawnego, a pójdziesz do nieba, bo piekło zarezerwowane jest dla duchownych i ich przydupasów.
    • 09.09.13, 12:42
      Wszystko co nas otacza to-zjawiska atmosferyczne- jest energia kosmiczna, ktora, przeplywa przez nas w kierunku jądra Ziemi, przez nas,a my jestesmy poprostu półprzewodnikami,i w naszej głowie wytwarzają sie takie rózne mysli. dusza jest swiatłem, ciekawy temat do dyskusji, ale o czym tu mowic jeżeli dla wiekszosci ludzi wazniejsze sa pieniadze, jeżeli dla nich człowiek poswięca cale życie, to ono niema sensu. ładna falbanka
    • 09.09.13, 18:51

      Ja myślę tak :
      Każdemu Bóg jest potrzebny, tylko co innego Bóg a co innego religia z jej organizacją, kapłanami, prawami, symbolami... no i oczywiście działaniem.
      Ci co nie wierzą w Boga religijnego czyli niesłusznie zwani ateiści mają swoją filozofię życiową, a nawet swojego Boga czyli pojęcie stawiane najwyżej w swojej hierarchii wartości.
      Jak ktoś ma potrzebę odzyskania wiary w Boga to jego indywidualna sprawa. Są też ludzie którzy mają potrzebę utraty wiary w Boga (danej religii) ponieważ nie są ani głusi, ani ślepi i widzą że religie stworzyli ludzie, a to co jest ludzkie nie jest doskonałe... tak jak Bóg.
      Ponadto rozbieżność między wiarą a wiedzą jest sztuczna, bo to jak się wierzy w wiedzę i to co ma być wiedzą to wiara staje się oczywista. Dodam tylko że pojęcie dobra i zła jest subiektywne, obiektywizowane przez prawo... jako kanon, wzór.... do stosowania.
      Stephen Hawking – fizyk powiedział, że jeżeli w ciągu 1000 lat gatunek ludzki nie opuści Ziemi to czeka go zagłada, nieważne z jakiego powodu ( a taki się znajdzie). Zatem jedni czekają biernie na Zbawiciela, a inni pogłębiają wiedzę aby ratować gatunek ludzki ...
      • 09.09.13, 19:36
        drugiwojwa napisał:

        > Stephen Hawking – fizyk powiedział, że jeżeli w ciągu 1000 lat gatunek lu
        > dzki nie opuści Ziemi to czeka go zagłada, nieważne z jakiego powodu ( a taki s
        > ię znajdzie). Zatem jedni czekają biernie na Zbawiciela, a inni pogłębiają wied
        > zę aby ratować gatunek ludzki ...

        wg obecnej wiedzy "gatunek ludzki" nie opusci systemu slonecznego, chyba, ze bedzie mozliwe przemieszczanie sie tunelem czasowoprzestrzennym. obecnie nie jest nawet mozliwa podroz czlowieka na marsa.
        • 10.09.13, 08:30
          7wspanialych napisał (a) :
          wg obecnej wiedzy "gatunek ludzki" nie opusci systemu slonecznego, chyba, ze bedzie mozliwe przemieszczanie sie tunelem czasowoprzestrzennym. obecnie nie jest nawet mozliwa podroz czlowieka na marsa.
          To się nazywa pesymizm. Myśląc tak to lepiej gatunek ludzki ? siedziałby na drzewach, trząsł by się z zimna i czekał na następną burzę z piorunami żeby przy okazji pożaru móc się ogrzać. A jeden do drugiego by mówił że przy obecnym stanie wiedzy rozpalenie ogniska jest nie możliwe. A przy okazji Mars jako planetę piszemy z dużej litery.
          • 10.09.13, 09:24
            drugiwojwa napisał:

            > To się nazywa pesymizm. Myśląc tak to lepiej gatunek ludzki ? siedziałby na drz
            > ewach, trząsł by się z zimna i czekał na następną burzę z piorunami żeby przy o
            > kazji pożaru móc się ogrzać. A jeden do drugiego by mówił że przy obecnym stani
            > e wiedzy rozpalenie ogniska jest nie możliwe. A przy okazji Mars jako planetę p
            > iszemy z dużej litery.

            dajesz popis demagogii. najwieksza przeszkoda w podrozy na marsa sa prawa czlowieka. teraz nawet nie ma lotow na ksiezyc (mala litera, bo shift niedziala). bo za duza dawka promieniowania by astronauci dostali. na ksiezyc leci sie 2 dni, na marsa i z powrotem, plus pobyt to z rok. wiatr sloneczny astronautom by zaszkodzil. poza tym bez grawitacji czlowiek choruje, a sztuczna grawitacja tego nie zniesie. tyle w skrocie.
            nie ma zatem mowy aby leciec na gwiazde oddalona o kilkanascie lat swietlnych. gatunek ludzki wyginie zanim polecimy.
      • 09.09.13, 19:39
        Można powiedzieć ze bog to pieniadz, bo wszyscy go lubia i wszyscy go potrzebują, Wszyscy kradna, dosłownie wszyscy, niema nic za darmo, najgorsze że wszyscy sprzedają nam lipe, fundacje, religie, wojsko , nauka, sport, kultura, sprzedają nam takie bzdety, ze nie mozna z tego korzystać, a ile wsród tych ludzi odpowiedzialnych za nasze zycie jest poprostu idiotami. Ale ręka ręke myje, wiec bądz sobie panem na włościach, i sam sobie pomagaj, a przede wszystkim ucz się abyś nie musial z ich usług korzystać. Najwazniejsza do życia jest woda,powietrze, slonce, reszte wyrośnie na ziemi i z głodu jeszcze nikt nie umarl.
        • 09.09.13, 19:49
          rusalka.3 napisała:

          > woda,powietrze, slonce,

          a co? no woda,ziemia, woda, cos takiego, halucynacja, hemoglobina, dwutlenek wegla, taka sytuacja, chema najczesciej
          www.youtube.com/watch?v=iAod_yKQdPg
          > na ziemi i z głodu jeszcze nikt nie umarl.

          pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_g%C5%82%C3%B3d_na_Ukrainie
          7 mln ludzi to nikt?

          • 10.09.13, 01:04
            Youtube i wikipedię to sobie wsad...wiesz gdzie.
            Podam Ci rozliczenia podane do publicznej wiedzyna forum sejmowym no ale wielokrotnych powtórek TV nie robiła. A co?:

            agnostyk.h2.pl/art/szart26.php
            Czytaj i dziw się szam sobie, że tak cię obrabiali i dalej będą.
            Co do Ukrainy to się w pełni zgadzam. Tyle tylko, że Stalin miał świetny wzorzec- namiestnika Korony Brytyjskiej w Indiach. Ten "artysta" zrobił tiakie "Fiku Miku".
            W połowie XIX wieku. kiedy wielkie susze spowodowały kompletne braki żywności i ludność zaczęła masowo umierać. "Na on czas" gromadził w portach wielkie ilości żywności i wysyłał je do Anglii. Jednocześnie zorganizował powitalną fet z ogromnymi ilościami żarcia dla wielu tysięcy lokalnych przydupasów. Śmierć wtedy w Indiach dosięgła ok. 30 milionów biedaków.
            Wygląda na to, że 3 razy więcej jak na Ukrainie.
            • 10.09.13, 09:14
              agnostyk11 napisał:

              > Youtube i wikipedię to sobie wsad...wiesz gdzie.

              szanowny panie. miej troche krytycyzmu. jesli na youtubie mówi ktos kogo uznaje za autorytet,to jest dla mnie wiarygodny np. ron paul, albo jkm. jesli cos pisza w "najwyzszym czasie" to ja to biore za prawde. Jesli to jest z lewicowego pisemka agnostyk, to juz po tresci widze lewacka propagande i jechanie po kosciele. tego szalikowca dalem bo przemila rusalka opowiadala bzdurki jak ten kibic z szalikiem.
              podobnie z przykladem o glodzie na ukrainie. wrzucilem, bo ona napisalla naiwnie, ze z glodu nikt nie umarl.
              wikipeda podaje zrodla i mozesz to zweryfikowac. poza tym wiki jest coraz lepsza i moim zdaniem dorownuje encyklopediom papierowym jak britanica albo nasza pwn.

              pozdrawiam
              • 10.09.13, 10:34
                Chm, chm. Widzisz lewacką propagandę. Ale czy ta, Twoim zdaniem propaganda lewacka jest prawdziwa czy też mówi nieprawdę? I czy tym negatywnym określeniem posługujesz się racjonalnie.
                Ja znam pismo, które od ponad 10 lat opisuje tzw. "niewygodne" fakty z działalności KrK ( dosłownie "jedzie" po nim, jak piszesz) i ani razu nie musiało swoich tez odwoływać. Nie było takich, którzy mogliby stwierdzić, że redaktorzy "Faktów i Mitów" piszą nieprawdę.
                Więc jak Cię nazwać; ignorant,czy może wystarczy określenie hipokryta. Bo jak to? Mając swoje autorytety, "a priori" odrzucasz wszystkie inne źródła takie jak "lewicowe pisemka". Ach! Jesteś niestety ograniczony! Ograniczony brakiem źródeł!
                Należy korzystać ze wszystkich możliwych źródeł a nie zamykać się w określonym kręgu, jak np. mohery. I obojętnie czy to z "Wikipedi" czy "youtube".
                Ten link, który podałem to niestety nie propaganda a rzeczywistość .

                agnostyk.h2.pl/art/szart26.php
                Wolałbym by to była propaganda. To są konkretnie wskazane liczby i nie szukaj ich w "Wikipedi". One zostały wypisane w czasopiśmie, które określisz jako lewackie One zostały wyartykułowane w sejmie. W sejmie RP . Rozumiesz? I nikt ich prawdziwości nawet nie starał się negować.
                • 10.09.13, 11:36
                  > Ja znam pismo, które od ponad 10 lat opisuje tzw. "niewygodne" fakty z działaln
                  > ości KrK ( dosłownie "jedzie" po nim, jak piszesz) i ani razu nie musiało swoic
                  > h tez odwoływać. Nie było takich, którzy mogliby stwierdzić, że redaktorzy "Fak
                  > tów i Mitów" piszą nieprawdę.

                  dziadku, dajcie spokoj z wasza prawda!
                  "fakty i mity" na promocje ksiazki naczelnego pt "bylem ksiedzem" zaprosili mordrece czlowieka, czyli kapitana piotrowskiego. trzymasz sztame z mordercami?
                  kotlinski cierpi na syndrom janczara. byl ksiedzem, teraz nienawidzi kosciol katolicki jak janczar swoja ojczyzne.

                  i nie piernicz, ze kotlinski nie musiał odwolywac swoich klamstw.
                  cytat
                  Kuria łódzka wytoczyła mu tylko proces o zniesławienie za jeden z tekstów w pierwszych numerach „FiM". Kotliński przegrał go z kretesem i musiał opublikować przeprosiny oraz wpłacić pieniądze na łódzki Caritas. Odtąd poniechał publikowania tekstów poświęconych archidiecezji łódzkiej, którą zna najlepiej.
                  • 10.09.13, 22:25
                    Aleś dowalił! Może i przegapiłem ten jeden raz, no ten z Twoja kurią. Jednak nie da się zaprzeczyć, że 10 lat mając po 52 tygodnie to ponad 520 wydanych numerów "Faktów i Mitów". I w każdym jest na ponad dwudziestu stronach materiał na temat KrK i jakoś nigdy go nie brakuje. I tylko raz, tylko raz Twoja kuria miała okazję mu dowalić (Kotlińskiemu). A on? On ciągle KrK dowala za hipokryzję, pazerność, włażenie wszystkim po kołdrę, zajmowanie się polityką, homoseksualizm i pedofilię wśród duchownych. I ciągle tego materiału ludzie KrK dostarczają.
                    A Piotrowski już od bardzo dawna nie jest kapitanem i już bardzo dawno temu karę na niego nałożoną dokonał. Jako kurialista powinieneś wiedzieć, że przyznanie się do winy, i pokuta tą winę odpuszcza. Jak zwykle hipokryci Twojego pokroju mają różne miary dla siebie i dla innych. Jak w przykazaniach: "kochaj swojego bliźniego": "nie okradaj swoich"; "nie zabijaj swoich". Wiesz chyba o tym dobrze a jak nie wiesz to poczytaj:
                    agnostyk.h2.pl/rozne/szrozne1.php
                    Dziadkiem to ja jestem. To fakt. Fakt taki sam jak to, że Ty jesteś dziadem ponieważ zaczynaż odnosić się do mojej osoby a nie dyskusji.

                    • 12.09.13, 18:46
                      Kotliński, to czy chce, czy nie, to nadal jest księdzem. Zatem jego ślub z kobietą jest nieważny i jest herezją.
                      • 12.09.13, 21:12
                        bez.przebaczenia napisał(a):

                        > Kotliński, to czy chce, czy nie, to nadal jest księdzem.Zatem jego ślub z kobietą jest nieważny i jest herezją.

                        Nie jest księdzem bo wywalił na to pytę .Sekta nie ma juz prawa mu rozkazywać jest wolnym człowiekiem.No a ślubu nieuku to udzieliło mu legalnie istniejące państwo .Chcesz może powiedzieć że prawa watykanu stoją u nas ponad prawem państwa Polskiego ??
                        --
                        www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                        • 12.09.13, 21:29
                          Nie urągaj mi bracie mój, nie wyzywaj, bo to jest język szatana. Obejrzyj sobie egzorcyzmy jakieś na youtubie. Tam diabeł wyganiany przez egzorcystę zawsze przeklina.
                          Myślę, że masz duże problemy emocjonalne. Idź do psychiatry a jeśli nie rozpozna u ciebie psychozy (te zmiany nastroju, dysforia, przekleństwa, wysoki poziom agresji, urojenia prześladowcze, nadużywanie alkoholu), to udaj się do egzorcysty. I nie lękaj się. To ci na pewno pomoże. Będę się za ciebie nadal modlił. Już widze pewną niewielką poprawę.
                          Z Panem Bogiem
                          • 13.09.13, 15:37
                            bez.przebaczenia napisał(a):

                            > Nie urągaj mi bracie mój, nie wyzywaj, bo to jest język szatana.

                            Szatan to piszemy z dużej litery , jak by nie spojrzał to imię twojego Boga .

                            >Obejrzyj sobie egzorcyzmy jakieś na youtubie.

                            Wole młode dupcie oglądać

                            > Tam diabeł wyganiany przez egzorcystę zawsze przeklina.

                            No popatrz a przeklina bo go inny Diabeł (też imię ) wygania ?? konkurencja do duszy ??

                            > Myślę, że masz duże problemy emocjonalne.

                            To źle myślisz , twoi protoplaści z Moskwy też swoich przeciwników w wariatkowach umieszczali .

                            >Idź do psychiatry a jeśli nie rozpozna u ciebie psychozy (te zmiany nastroju, dysforia, przekleństwa, wysoki poziom
                            > agresji, urojenia prześladowcze, nadużywanie alkoholu), to udaj się do egzorcysty.

                            Po co mam iść skoro ty juz wsiowy dochtorku mi diagnozę postawiłeś, szkoda tylko ze przepisałeś to ze swojej karty chorobowej .

                            I nie lękaj się. To ci na pewno pomoże. Będę się za ciebie nadal modlił. Już widze pewną niewielką poprawę.
                            > Z Panem Bogiem

                            No a ty nadal nie mówisz o którym mowa Bogu z waszego ogromnego panteonu ??


                            --
                            www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                            • 13.09.13, 20:09
                              Po co drogi bracie tak brzydko i kłamliwie piszesz? Przecież ta twoja złość nie trafia we mnie ale uderza w ciebie samego. Skrzywdziłeś w życiu wielu ludzi, teraz masz szansę zmienić się i resztę życia przynajmniej udawać przyzwoitego.
                              Tak klniesz na katolików a sam poczytaj swoje wpisy. Przy tym powtarzasz, że to wy ateiści jesteście OK.

                              > twoi protoplaści z Moskwy też swoich przeciwników w wariatkowa
                              > ch umieszczali .

                              Moi protoplaści to rodowici Polacy. Wycierpieli dużo zarówno od bolszewików już w 1917r. jak i później od sowietów. A faszyści wywozili ich na roboty do Niemiec.
                              Stosujesz marną erystykę wg Schopenhauera atakując moich przodków.
                              Upadasz bracie na dno ale to dno odrywasz i znajdujesz kolejne.
                              Modlę się za ciebie.

                              Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć będą, i prześladować was, i mówić wszystko złe przeciwko wam, kłamając dla mnie. Radujcie się, i weselcie się; albowiem zapłata wasza obfita jest w niebiesiech; tak bowiem prześladowali proroki, którzy byli przed wami.
                              • 13.09.13, 20:40
                                bez.przebaczenia napisał(a):

                                > Po co drogi bracie tak brzydko i kłamliwie piszesz?

                                Udowodnij mi , kłamstwo oraz to żeś mi bratem ??

                                > Przecież ta twoja złość nie trafia we mnie ale uderza w ciebie samego.

                                Złość ? nie mam jej od czasu kiedy na msze przestałem chadzać.

                                >Skrzywdziłeś w życiu wielu ludzi, teraz masz szansę zmienić się i resztę życia przynajmniej udawać przyzwoitego.

                                Zapewne jesteś w stanie udowodnić mi ze kogoś skrzywdziłem ?, no ale juz teraz mogę nazwać cię załganym katolickim gałganem .

                                > Tak klniesz na katolików a sam poczytaj swoje wpisy.

                                Klnę na gó... jakie sobą reprezentują np tak jak ty załgany katoliku , nie widzę waszych powłok cielesnych :))

                                >Przy tym powtarzasz, że to wy ateiści jesteście OK.

                                Generalnie nie przypominam sobie zebym kogokolwiek tu na forach GW w taki sposób chwalił . przypomnij mi ??

                                > Moi protoplaści to rodowici Polacy.

                                Umiesz to udowodnić ??

                                Wycierpieli dużo zarówno od bolszewików już
                                > w 1917r. jak i później od sowietów. A faszyści wywozili ich na roboty do Niemiec.

                                Bidule z nich :(

                                > Stosujesz marną erystykę wg Schopenhauera atakując moich przodków.

                                Opowiedz o swoich tandetnych sztuczkach erystycznych , kiesy to absolutnie mnie nie znając opowiadasz na mój temat kłamstwa .Poza ty generalnie nie odnosiłem sie do twoich rodziców a raczej do sposobu w jaki podobni tobie krzywdzili ludzi,dawniej !!

                                > Upadasz bracie na dno ale to dno odrywasz i znajdujesz kolejne.
                                > Modlę się za ciebie.

                                Módl się za siebie i gnojowisko w którym tkwisz

                                --
                                www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
          • 10.09.13, 08:38
            No widzisz wspaniały ! To ludzie zawinili.
    • 09.09.13, 20:04
      ..i inne skrzaty z mchu i paproci

      --
      www.wolnoscodreligii.pl/
    • 12.09.13, 18:48
      Jeśli poszukujesz Boga, to znaczy, że On już cię znalazł. Droga skończona.
      Teraz zapytaj czego od ciebie oczekuje.
    • 12.09.13, 19:50
      exwir napisał(a):

      > To mój pierwszy post na forum Psychologia, więc pozdrawiam wszystkich uczestników forum.

      Zapomniałeś dodać ze pod tym nickiem !!

      --
      www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
      • 13.09.13, 20:23
        A ty co, na Religii nie da sie już bić piany, że tu przylazłeś?
        --
        Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
        Ryszard Kapuściński
        • 13.09.13, 20:42
          easyblue napisała:

          > A ty co, na Religii nie da sie już bić piany, że tu przylazłeś?

          Piany nie bije ale tępotę religiantów
          --
          www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
    • 13.09.13, 23:48
      Mają to samo IP.
      Bracie Kolterze, co ty wyprawiasz?
      Zakładasz wątek pod xywą Exwir na FP, bo na FR już cie nie czytają? A co sie dziwisz, nudny jesteś?
      Od lat walisz te same tematy wokół rozporka proboszcza. Nawet te same przekleństwa.


      • 14.09.13, 00:04
        bez.przebaczenia napisał(a):

        > Mają to samo IP.
        > Bracie Kolterze, co ty wyprawiasz?
        > Zakładasz wątek pod xywą Exwir na FP, bo na FR już cie nie czytają? A co sie dz
        > iwisz, nudny jesteś?Od lat walisz te same tematy wokół rozporka proboszcza. Nawet te same przekleństwa.
        >

        Nie kłam, nikt nie wierzy w te brednie oszołomie !! Zresztą jak tak to podaj moje IP :)))

        --
        www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
        • 14.09.13, 10:07
          "Psy szczekają, karawana idzie dalej."
          • 14.09.13, 10:34
            bez.przebaczenia napisał(a):

            > "Psy szczekają, karawana idzie dalej."

            Czyli przyznajesz ze kłamiesz i nie masz dowodu ,ot jak widać znowu z religianta wyszła jego obłuda !!
            --
            www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
            • 14.09.13, 13:15
              Już wielokrotnie zadawałem proste pytanie. Po co Bogu potrzebne są pieniądze?
              Odnoszę się tu do sformułowania:
              <Jeśli poszukujesz Boga, to znaczy, że On już cię znalazł. Droga skończona.
              Teraz zapytaj czego od ciebie oczekuje. >
              Przecież już nawet dzieci wiedzą, że KrK zwraca się o pieniądze "w imię " Boga.
              No nie tylko. Każe zabijać "bliźnich" także "w imię boga". Co od zarania katolicyzmu ( nie chrześcijaństwa) było "pokojowym" okrzykiem bojowym katolików. Od Konstantyna po Obamę. A że ci "miłościwie pokojowi" duchowni muszą mieć określone "luksusowe" warunki do życia swojego to muszą w jakiś sposób je od innych uzyskiwać. Oczywiście pieniądze są potrzebne Bogu!!! Polskim urzędnikom Pana Boga wystarczą tylko te:

              agnostyk.h2.pl/art/szart26.php
              Tacy są skromni!!!
              • 14.09.13, 13:43
                a mnie dreczy to że niema chętnych do pracy przy regulacji rzek, co roku sa powodzie, a to cieżka praca, ale zdrowa bo na swieżym powietrzu,z tego to byłyby jakieś korzysci !!!! Boziu, jak możesz to powiedz tym ludziom zeby mysleli co robia i mowią.
                • 14.09.13, 14:54
                  rusalka.3 napisała:

                  > a mnie dreczy to że niema chętnych do pracy przy regulacji rzek, co roku sa
                  > powodzie, a to cieżka praca, ale zdrowa bo na swieżym powietrzu,z tego to byłyby jakieś korzysci !!!! Boziu, jak możesz to powiedz tym ludziom zeby mysleli
                  > co robia i mowią.

                  Widocznie są jakieś kiepskie regulacje prawne w tym temacie, no a przecież wiadomo ze w czasie kryzysów roboty publiczne pomagały rozwiązać problemy np z bezrobociem .
                  --
                  www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                • 14.09.13, 15:05
                  rusalka.3 napisała:

                  > a mnie dreczy to że niema chętnych do pracy przy regulacji rzek, co roku sa
                  > powodzie, a to cieżka praca, ale zdrowa bo na swieżym powietrzu,z tego to byłyb
                  > y jakieś korzysci !!!! Boziu, jak możesz to powiedz tym ludziom zeby mysleli
                  > co robia i mowią.

                  Twoje wpisy urzekają dziecięcą prostotą i dobrocią :)
                  Są chętni do pracy przy regulacji rzek, tylko nie ma podobno na to pieniędzy. Wystarczy godnie zapłacić np. 5-7 tys/miesiąc a będzie kolejka chętnych. Górnicy rzucą robotę pod ziemią i pojdą nad rzeki, wierz mi.
                  Z drugiej strony tak naprawdę to nie trzeba rzek "regulować", niech płyną swoim korytem, niech wylewają i nawadniają. Po prostu nie należy budować domów, miast, wsi na terenach zalewowych. Jest problem co zrobić z tymi już wybudowanymi na takich terenach.

                  Z Panem Bogiem
                • 15.09.13, 16:06
                  Widzisz, bo regulowanie rzek prowadzi do ich wylewów... Ty byś chciała regulować, bo wtedy byś czuła, że "coś" robisz, a że z odwrotnym skutkiem od zamierzonego... Ale ważne, żeby "coś" robić, nie wazne, ze głupiego.
                  --
                  Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                  Ryszard Kapuściński
              • 14.09.13, 15:08
                agnostyk11 napisał:

                > Już wielokrotnie zadawałem proste pytanie. Po co Bogu potrzebne są pieniądze?

                No a czemu Jahwe nie zadowalał się składanymi ofiarami w postaci np chorych czy ułomnych zwierząt lub gorszej jakości produktami żywnościowymi :)) Czyżby smród palonego kulawego cielaka miał inny zapach tam w niebie niż smród palonego cielaka ale juz nie kulawego :))

                " Jeżeli chcesz złożyć w darze jako ofiarę pokarmową ciasto pieczone w piecu, będą to placki przaśne z najczystszej mąki zaprawionej oliwą albo przaśne podpłomyki, pomazane oliwą. "

                No a tu mamy powód czemu takie luksusy :))

                " Wszystko, co pozostanie z ofiary pokarmowej, będzie należało do Aarona i jego synów. To jest najświętsza część z ofiar spalanych dla Pana."


                --
                www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
                • 14.09.13, 15:58
                  Słuchaj no ty "bez.przebaczenia". Gdyby nie dawać tym darmozjadom, co to uwielbiają chodzenie w sukienkach i ciągłe wyciąganie łap po pieniądze, co roku 10 miliardów, z których powstają co najwyżej budowle sakralne, to można by ( według twojej "logiki") zatrudnić co najmniej 160 tysięcy dobrze opłacanych ludzi do regulacji rzek. O czym tak marzy rusałka!
                  A ty o czym marzysz ciesząc się, że Polacy ro roku opłacają darmozjadów? Czy aby nie o tym, bo jesteś jednym z nich, żeby nasz kraj jeszcze lepiej ograbiać?
                  • 14.09.13, 16:55
                    agnostyk11 napisał:

                    > Słuchaj no ty "bez.przebaczenia". Gdyby nie dawać tym darmozjadom, co to uwielb
                    > iają chodzenie w sukienkach i ciągłe wyciąganie łap po pieniądze, co roku 10 mi
                    > liardów, z których powstają co najwyżej budowle sakralne, to można by ( według
                    > twojej "logiki") zatrudnić co najmniej 160 tysięcy dobrze opłacanych ludzi do r
                    > egulacji rzek. O czym tak marzy rusałka!
                    > A ty o czym marzysz ciesząc się, że Polacy ro roku opłacają darmozjadów? Czy ab
                    > y nie o tym, bo jesteś jednym z nich, żeby nasz kraj jeszcze lepiej ograbiać?

                    Ostry jesteś bracie miły, ale niesprawiedliwy. Wrzucasz wszystkich księży do jednego worka. Nawet GW tak nie robi i dzieli kapłanów na dobrych (Lemański, Twardowski, Tischner) i złych jak imperator Rydzyk. Chodzą w sukienkach, bo to ich służbowe mundury. Sędziowie i adwokaci też chodzą w czarnych, śmiesznych togach. Adwokaci to nie darmozjady?
                    Księża pracują tak samo jak np. aktorzy. Robią te swoje czary na mszach, chrzcinach, ślubach i pogrzebach, to proszą o datki. Za darmo to umarło jak mówi przysłowie.
                    Popyt mają. Jest rynek, jest zarobek. Ludzie potrzebują ich posługi. Parafię trzeba utrzymać, prąd, wodę zapłacić, coś zjeść itd.

                    Za darmozjada uważam np. prezesa banku, który rocznie zarabia kilka mln zł. Weźmy takiego J.K. Bieleckiego. Jako prezes PeKaO miał miesięcznie 400 tys zł, za samo prezesowanie i lichwiarskie pożyczki.
                    Co powiedzieć o żonie premiera, która za twoje pieniądze kupuje sukienkę za 8 tys zł bo jako żona polityka musi w Brukseli się pokazać. To nie wystarczy już sam polityk opłacany? Muszą żony ciągnąć ze sobą? A potem ta sukienka trafia do rąk córki, która na blogu się fotografuje i zarabia 60 tys miesięcznie. A emeryt by za 8 tys cały rok przeżył.
                    To kto jest darmozjadem drogi bracie?

                    Pozwoliłem sobie na taki demagogiczny tekst dla wprawki. A co? tylko tobie wolno, bracie?

                    Z Panem Bogiem
                    • 14.09.13, 21:43
                      <Księża pracują tak samo jak np. aktorzy. Robią te swoje czary na mszach, chrzcinach, ślubach i pogrzebach, to proszą o datki. Za darmo to umarło jak mówi przysłowie.
                      Popyt mają. Jest rynek, jest zarobek. Ludzie potrzebują ich posługi. Parafię trzeba utrzymać, prąd, wodę zapłacić, coś zjeść itd.
                      >
                      Nie potrafisz czytać? Czy co?
                      agnostyk.h2.pl/art/szart26.php
                      Co mnie obchodzą jakieś datki za śluby, chrzty czy pogrzeby, Kto chce ten daje i jego to sprawa. Tego jest tylko 1/3 przychodów rocznych KrK tzn. ok. 5 miliardów. Ja mam pretensje do tych darmozjadów o to, że biorą moje pieniądze i takich jak ja nie pytają o zgodę.
                      A jeżeli już mówisz "że za darmo to umarło" to odpowiem ci jedynie, iż złodzieje zwykle nie płacą podatków a jeżeli już, to jedynie jakieś strzępki by ukryć faktyczne dochody.
                      • 14.09.13, 21:57
                        Drogi bracie agnostyku. Jesteś zaciekłym antyklerykałem. A zło i zbrodnia zaczynają się w umyśle.
                        Powiedz mi bracie szczerze, czy gdyby ksiądz ukrywał się przed hitlerowcami, czy sowietami, to czy tacy zaciekli antyklerykałowie i antykatolicy jak piszący tu na forach, zakapowaliby go bez skrupułów, jak szmalcownik Żyda?
                        Czy nie jesteś ksenofobem? Dlaczego lękasz się księży?
                        Ludzi trzeba kochać i wybaczać im. Po co zawiść i nienawiść? Ona uderza w ciebie a nie w księży.

                        Z Panem Bogiem
                        • 15.09.13, 16:13
                          "Nie dyskutuj z idiotą. Bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem".
                          --
                          Najtrudniej przyznać, że nosi się w sobie diabła i umieć chwycić go za gardło w momencie, gdy tylko się ruszy.
                          Ryszard Kapuściński
                          • 15.09.13, 16:39
                            easyblue napisała:

                            > "Nie dyskutuj z idiotą. Bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem".

                            Stąd ta panicza próba znalezienia rozmówcy ??


                            --
                            www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
    • 14.09.13, 20:06
      Niemniej pozostała wątpliwość, że może jakiś Bóg jest. Zaczęło się poszukiwanie Go i szukanie dowodów na jego istnienie. Czytałem o różnych religiach. Czytałem też książki antyteisyczne.
      Brakuje mi Boga, brakuje kogoś do kogo bym się mógł zwrócić. Mogę oczywiście zawsze liczyć na pomoc bliskich i przyjaciół, niemniej potrzebuję Kogoś, kto stworzył świat i mnie, kto mi pomoże w trudnych chwilach jak przyjaciel, kto nie opuści mnie nawet po śmierci.
      Potrzebuję wiary, że życie nie kończy się ze śmiercią.
      Czy ktoś miał podobne dylematy? ........... Pomysl tylko a problem sam sie rozwiąże. Natury nikt nie może stworzyć, ona sie sama stwarza w każdej minucie i sekundzie, Przeciez pisze w madrych księgach "że z prochu powstałeś i w proch sie obrócisz," cialo przyswoi ziemia, a twoja energia też wroci do siebie, czyli w kosmos.
      • 14.09.13, 21:31
        Rusałko (czy może exwir albo jeszcze inne licho) nie o Boga tu chodzi. Każdy ma lub może mieć jakiego tylko chce i oczekiwać "Bóg wie co" od niego albo mu dawać co tylko się komu podoba.
        Nie wolno, ale to naprawdę nie wolno naukowych rozważań utożsamiać z wiarą. A Ty próbujesz. Nauka i wiara jest absolutnie rozbieżna w swoich metodach dociekania do prawdy. Wiara, alchemia, numerologia, astrologia, tarot, wróżby i inne tego typu "logie" bzdurają sobie jakąś "prawdę absolutną" czy inną np. objawioną i dalej z tej lichej, wątłej, nieuzasadnionej niczym podstawy wyciągają "uczone" wnioski.
        Na temat wiary i nauki to sobie poczytaj :
        agnostyk.h2.pl/art/szart1.php
        • 15.09.13, 09:26
          Do Agnostyka. Ostatni moj post był w połowie cytatem, w polowie odpowiedzią na niego jest oddzielony kropkami......... Nauka tez pochodzi od Boga, i wszelkie cuda jak jasnowidztwo, czy inne zagadnienia zwane parapsychologia. Trzeba wszystkim sie interesowac i wyciagać wnioski ,ale trudno mi akceptować madrości, ktore mowią ze "ziemia jest płaska ",i te inne spostrzeżenia widziane oczyma ludzi bardzo prostych .Bardzo dużo mozna nauczyc sie od ludzi którzy mają zdolności ezoteryczne, to sa ludzie naprawde utalentowani, i to może przez nich Bog przemawia do nas. Osobiście wierze w niesamowitą siłe, nazwaną przez Was Bogiem, a nawet jej dotknełam ręką, ale wiecej nic nie wiem, i nie będe wiedziala,. Zyje uczciwie i to mi wystarczy. Pozdrawiam
          • 15.09.13, 11:53
            Jak już w przyszłości będziesz coś cytować to zrób to wyraźnie, np.:

            <Bardzo dużo mozna nauczyc sie od ludzi którzy mają zdoln
            > ości ezoteryczne, to sa ludzie naprawde utalentowani, i to może przez nich Bog
            > przemawia do nas.>
            A magików na ulicy czy w cyrku to widziałaś? Ci to dopiero potrafią. Nie na darmo używasz przedrostka "para". To znaczy nienaukowy. Tak samo nienaukowy jak:

            <Bardzo dużo mozna nauczyc sie od ludzi którzy mają zdoln
            > ości ezoteryczne, to sa ludzie naprawde utalentowani, i to może przez nich Bog
            > przemawia do nas.>
            Bóg "przemawia" przez ludzi??? Nie ośmieszaj się. Przecież niby sam stworzył sobie swoich kapłanów by ci "w jego imieniu" do Ciebie przemawiali. Niektórzy nawet tu na tym forum starają się "za drobną opłatą" (ok 220 tysięcy złmiesięcznie) nawracać na opłacanie się "ich Bogu" byś mimo to, że:

            < Zyje uczciwie i to mi wystarczy. Pozdrawiam>
            A jak nie będziesz chciała płacić to absolutnie masz zapewniony brak zbawienia i pewne smażenie się w piekle. A ty naiwnie sądzisz, że oni jeszcze wierzą, iż Ziemia jest płaska!
            Nie. Oni teraz twierdzą, że Ziemia jest wklęsła. Dowód? Popatrz na swoje buty. Przecież ścierają się na obcasie i na czubkach!!!
          • 15.09.13, 15:26
            rusalka.3 napisała:
            Nauka tez pochodzi od Boga, i wszelkie cuda jak jasnowidztwo, czy inne zagadnienia zwane parapsychologia.

            Generalnie zasadniczo jest tak ,ponoć cuda miały ustać zaraz prawdopodobnie po śmierci apostołów. Oczywiście o ile mowa o tym a nie innym Bogu ??

            " I tak ustanowił Bóg w Kościele najprzód apostołów, po wtóre proroków, po trzecie nauczycieli, a następnie tych, co mają dar czynienia cudów, wspierania pomocą, rządzenia oraz przemawiania rozmaitymi językami. (29) Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? (30) Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć? (31) Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. "

            "Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. (9) Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. (10) Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe."

            > i to może przez nich Bog przemawia do nas.

            Raczej to wątpliwe to co Bóg miał ludziom powiedzieć zgromadzono w tzw natchnionym piśmie :)
            --
            www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
            • 15.09.13, 16:09
              Jezeli swiat stworzył Bog, to stworzyl wszystko razem wziete, i całe dobro i zło, i diabła i aniola. _Ja widze co dziś sie dzieje i to jest wazne,_ a stare księgi mnie nie interesują. Ludzie robią niesamowicie ciekawe rzeczy, robią cuda psychiczne i fizyczne, oni są w kazdej dziedzinie życia cudowni, a idiotów jest jeszcze wiecej. Walka przeciwieństw, tak musi byc. ,wiec dalsze pisanie tu niema sensu bo prawda zawsze bedzie posrodku.
              • 15.09.13, 16:38
                rusalka.3 napisała:

                > Jezeli swiat stworzył Bog, to stworzyl wszystko razem wziete, i całe dobro i
                > zło, i diabła i aniola.

                No ale jedne anioły są z nim a inne z Diabłem.

                _Ja widze co dziś sie dzieje i to jest wazne,_ a stare
                > księgi mnie nie interesują.

                No a skąd wiedza o Bogu i jego to stworzeniach ??

                Ludzie robią niesamowicie ciekawe rzeczy, robią cuda psychiczne i fizyczne, oni są w kazdej dziedzinie życia cudowni, a idiotó
                > w jest jeszcze wiecej. Walka przeciwieństw, tak musi byc. ,wiec dalsze pisanie
                > tu niema sensu bo prawda zawsze bedzie posrodku.

                Prawda jest taka , cudów nie ma !!


                --
                www.youtube.com/watch?v=PW-6FKFnHx8
    • 15.09.13, 00:55
      to ci pomoze odzyskac wiare w bol...
      • 20.09.13, 15:48
        Jak widać nie wszystkim podoba się ból po włożeniu palca miedzy drzwi. Próbowali jak im "Bozia" przykazała a jak natknęli się na fakty to znikają niczym zjawy "ich" świata.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.