Jak sie chronic przed narcystycznymi ludzmi? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Przede wszystkim, nalezy sobie zdac sprawe z faktu, ze sam- jako pojecie Narcyzm, to nie tylko 'zakochanie' glupka w swoim odbicu lustrzanym, lecz caly dlugi szereg cech charakteru, osoby dotknietej ta duchowa upadloscia, a wyraznie pozbawiona - wyzszej uczuciowosci w tym wstydu, sumienia i wspolczucia.

    Jak sie chronic przed ludzmi zlymi, narcystycznymi?
    1. Przede wszystkim, nie mozna sie uwolnic od relacji z tymi osobnikami, czy osobniczkami- jezeli ciagle jest zachowany kontakt i zla relacja, szkodliwa, niszczaca psychicznie i moralnie- nadal sie toczy. Aby sobie pomoc, nalezy zakonczyc owa relacje. Definitywnie, i poszukac pomocy profesjonalnej w formie np. terapii, albo porozmawiac w rodzinie z kims, kto wesprze emocjonalnie. Jezeli sprawy zaszly daleko i sa wykroczenia w paragrafie karnym, nalezy zglosic sprawe na policje.
    Czego napewno nie wolno robic, to ukrywac ludzi narcystycznych, toksycznych, czy wrecz zlych i miec poczucie wstydu za nich. To oni maja sie wstydzic swoich wystepkow i przemocy! A nie ich ofiara.

    2.Odciac wszelkie kontakty z osobami narcystycznymi, zlymi, czy jak to dzis modnie sie nazywa- toksycznymi. Zadnego przeplywu informacji od ciebie- do nich, ani od nich- do ciebie. To bardzo wazne! Wobec takich ludzi nie potrzebne sa tlumaczenia i wyjasnienia.
    Kazda informacje moga przerobic na swoj sposob, czytaj. przekrecic i szkodzic np. oczerniajac cie w oczach innych ludzi, co moze miec ogromne znaczenie dla twojego zycia, zdrowia, czy kariery zawodowej. Wszak nalezy pamietac, ze swiat jest maly....

    3.Uswiadomic sobie, ze nigdy nie wygrasz z narcystycznymi , zlymi ludzmi. Ich metody postepowania sa tak destruktywne, ze normalny czlowiek nigdy nie mial czasu, potrzeby, checi na wyksztalcenie i uczenie sie tej formy destrukcji- rzucanej przeciwko innym.

    Osoby narcystyczne/toksyczne sa msciwe, pamietliwe.

    Narcystyczne osoby ze swoimi zlymi intencjami doscigna cie, wtedy gdy sie najmniej spodziewasz ataku, gdy sie otwierasz- jestes na luzie i w szczesliwym momencie zycia, np. slub, czy urodziny- gdzie przyszlo wiele osob znajomych, wtedy Narcystyczny Intruz, publicznie ci cos 'przypomni' co cie umniejszy w oczach innych, abys nie byl taki dobry i zdolny czy dzielny....
    Czy wtedy, gdy nie dosc ostroznie zwierzysz sie ze swoich problemow, Narcyz dorzuci ci ostra szpile, ktora skutecznie 'wrzuci ci do rany'... Abys jeszcze bardziej cierpial.

    Jezeli miales to ogromne zyciowe nieszczescie, ze trafil ci sie narcystyczny rodzic, to wiedz,ze ten od zarania Twojego istnienia indukowal ci mase negatywnych mysli na twoj temat, jako kogos gorszego, cierpisz napewno na zanizone poczucie wlasnej wartosci i nierzadko ocierasz sie o depresje i mysli samobojcze! Rodzic taki skutecznie cie odizolowal od innych rowniesnikow, stawiajac ich za twoj wzor... a ty nawet gdybys okazal sie o niebo lepszy od pozostalych, w oczach rodzica Narcyza jestes lamaga i zyciowa kaleka... Nawet gdy po latach odnosisz sukcesy, stajesz sie popularny, to rodzic Narcyz przemilczy twoje osiagniecia, a wywyzszy jakiegos tam kuzyna, ktory po znajomosci cos tam osiagnal...itp. Przemilczanie, niezauwazanie ciebie i twojej osoby, twoich potrzeb, umniejszanie, krytyka i krytyka bez konca, osmieszanie, wymagania ponad granice, obciazanie poczuciem winy za rzeczy niepopelnione, wywolywanie leku, strachu, oklamywanie, itp. to metody i narzedzia walki z Toba rodzica o narcystycznej osobowsci. tak, dobrze czytasz- WALKI Z TOBA o pierwszenstwo. Wszak Narcyz, to ktos kto nie ma nikogo przed soba jest tylko on...a pozniej dlugo nikt.

    Wiedz jednak to, ze narcystyczny rodzic to ktos taki, obraca sie w swiecie nieprawdy i zludzen.
    Wiec tak jak jego widzenie siebie samego jest gleboko zaburzona, poprzez falsz i nieprawde tak i to co indukowal o tobie jest nieprawdziwe. Twoj obraz jaki mozesz w danej chwili miec o sobie samym - jest rowniez nierzeczywisty. Dzieci rodzicow narcystycznych czesto buduja falszywe poczucie tozszamosci oraz falszywe Ja...


    Narcyzm jest patologia psychiki. Jest potwornym zaburzeniem, ktorego bol i skutki odczuwa najblizsza rodzina i otoczenie np. wspolpracownicy w pracy. Jezeli rodzic ma do tego wspolczynnik psychopaty w swoim profilu osobowsci, moze konkurowac z dorastajacym dzieckiem, synem, czy corka- doprowadzajac dziecko do ciezkiej choroby, i do samobojstwa.
    Wiedz jedno, nie mozna sie wyleczyc z Narcyzmu. Ewentualne leczenie zakladaloby cos takiego jak wyrzuty sumienia, empatia, wspolczucie, ludzie ci sa skutecznie 'wyprani' z tych naturalnych uczuc z jakimi przychodzimy na swiat, Nie da sie ich odbudowac. Wiec nie marnuj zycia ani czasu na kolejne nadzieje i zludzenia. Wez swoje zycie we wlasne rece i nikomu go nie przekazuj...:=)))



    • Sa oczywiscie ludzie, ktorzy umniejszajac innym, upodlajac ich podnosza wartosc wlasna. Jednak nie sa to ludzie narcystyczni, cechy, ktore wymienilas dotycza bardziej osob z zaburzeniem psycho/socjopatycznym. Typowy narcyz jest zazwyczaj osoba nieszkodliwa dla otoczenia, fakt, ze jest zachwycony swoim lustrzanym odbiciem, jednak nie ma to nic wspolnego z budowaniem wartosci wlasnej kosztem innych.
      • lutsyfer napisał:

        > Sa oczywiscie ludzie, ktorzy umniejszajac innym, upodlajac ich podnosza wartosc
        > wlasna. Jednak nie sa to ludzie narcystyczni, cechy, ktore wymienilas dotycza
        > bardziej osob z zaburzeniem psycho/socjopatycznym.


        Mylisz sie. Sa to cechy osob jak najbardziej narcystycznych. Wszak narcyzm sam w sobie jest glownym filarem wielu zaburzen psychicznych w tym jest szczegolnie zdominowany posrod ludzi z osobowoscia psychopatyczna.

        Warto sobie poszerzyc wiedze na temat Narcyzmu tak jak jest ten problem zostal poszerzony aktualnie swiecie.

        Typowy narcyz jest zazwyczaj
        > osoba nieszkodliwa dla otoczenia, fakt, ze jest zachwycony swoim lustrzanym od
        > biciem, jednak nie ma to nic wspolnego z budowaniem wartosci wlasnej kosztem in
        > nych.


        Bzdura! Kompletna bzdura i jakies podrecznikowe z lat 60 podejscie do tematu. Tak jak pisalam czytaj wiecej na temat...
        • witchoska napisała:

          > Mylisz sie. Sa to cechy osob jak najbardziej narcystycznych. Wszak narcyzm sam
          > w sobie jest glownym filarem wielu zaburzen psychicznych w tym jest szczegolnie
          > zdominowany posrod ludzi z osobowoscia psychopatyczna.

          Oczywiscie, ze moge sie mylic, nikt nie jest nieomylny. Jednak ... psychopata moze byc narcyzem, lecz wcale nie musi nim byc, tak samo jak i narcyz moze byc psychopata, chociaz byc nim nie musi.

          > Warto sobie poszerzyc wiedze na temat Narcyzmu tak jak jest ten problem zostal
          > poszerzony aktualnie swiecie.

          Oczywiscie, ze tak, amerykanscy naukowcy uniwersyteccy musza przeciez z czegos zyc i udowadniac coraz to nowsze tezy.

          > Bzdura! Kompletna bzdura i jakies podrecznikowe z lat 60 podejscie do tematu. T
          > ak jak pisalam czytaj wiecej na temat...

          No bo ja juz emerytowany jestem, mam za soba 35 lat pracy w szpitalu psychiatrycznym plus blisko 20 lat prywatnej praktyki. Nie bylo nigdy specjalnych zazalen co do mojej pracy i profesjonalizmu.
      • Lucifer, chyba mowisz o potocznym rozumienia slowa narcyzm, ktore owszem oznacza osobe dosc nieszdoliwa- takiego chwalipiete skrzyzowanego z gogusiem (mezczyzna) albo damulka (kobieta).
        Definicja zaburzenia psychiatrycznego jest dosc inna jednak i zawiera w sobie wiele elementow trudnych dla otoczenia. Narcyz nie przeglada sie bowiem sam w lustrze, ale przeglada sie w oczach innych i widzi w nich obok siebie wszystkich innych, ktorzy go zaslaniaja, wiec musi ich wypchnac lokciami a jak trzeba to i butami by mogl byc pierwszy, na czele, na cokole.
        Roznica miedzy potoczna definicja a zaburzeniem jest tez taka, ze ten z legendy kocha swoje odbicie, a ten z zaburzeniem nie kocha tego co widzi, ale swoje idealne ja, do ktorego dazy po trupach. Siebie takiego, jakim jest, w skrytosci nienawidzi.


        • kropidlo5 napisał:

          > Lucifer, chyba mowisz o potocznym rozumienia slowa narcyzm, ktore owszem oznacz
          > a osobe dosc nieszdoliwa- takiego chwalipiete skrzyzowanego z gogusiem (mezczyz
          > na) albo damulka (kobieta).
          > Definicja zaburzenia psychiatrycznego jest dosc inna jednak i zawiera w sobie w
          > iele elementow trudnych dla otoczenia. Narcyz nie przeglada sie bowiem sam w lu
          > strze, ale przeglada sie w oczach innych i widzi w nich obok siebie wszystkich
          > innych, ktorzy go zaslaniaja, wiec musi ich wypchnac lokciami a jak trzeba to i
          > butami by mogl byc pierwszy, na czele, na cokole.
          > Roznica miedzy potoczna definicja a zaburzeniem jest tez taka, ze ten z legendy
          > kocha swoje odbicie, a ten z zaburzeniem nie kocha tego co widzi, ale swoje id
          > ealne ja, do ktorego dazy po trupach. Siebie takiego, jakim jest, w skrytosci n
          > ienawidzi.
          >

          Kropidlo. Witch ma zly dzien. Przeszla na emeryture pelna zaslug i zaszczytow, zorganizowala wielkiego festa, wynajela lokal. Przyszedl nieproszony eksmalzonek, wypity, dowalil jej psychicznie tak, ze zepsul kobiecie wszystko. Dodatkowo osobom uczestniczacym w fescie z usmiechem rzucil wypowiedzenia z dyscyplinarka. Taki mialem sen przy dzisiejszej poobiedniej drzemce. Moze dlatego rzuca jadem. Przejdzie jej z czasem i zacznie normalnie pisac.
          >
    • Tylko zanim sie poałapiesz w tym wszystkim, to i tak juz w zasadzie schemat zadziała.
      Może nawet staniesz się na trwałe kimś kogo ci wmawia osoba toksyczna.
      Z boku zawsze łatwo obserwować i doradzać, a najlepiej mieć w sobie taką siłę, zeby wierzyć w siebie jak ten narcyz i nic nie przyjmowac do wiadomosci , z zewnatrz. Zierzać we własnym kierunku ... jednak zostawiajac innych w spokoju
    • witchoska napisała:

      > Czego napewno nie wolno robic, to ukrywac ludzi narcystycznych, toksycznych, cz
      > y wrecz zlych i miec poczucie wstydu za nich. To oni maja sie wstydzic swoich w
      > ystepkow i przemocy! A nie ich ofiara.
      >

      Wazny aspekt, czesto tu dyskutowany. Kwestia winy i odpowiedzialnosci 'ofiary'.
      Pojawia sie czasem tendencja, by patrzec na udzial ofiary w procederze mobingu przez narcyza, tendencja by rozpatrywac to jako uklad dwustronny.
      Mozna to zaakceptowac, o ile sluzy to tylko edukacji i zatrzymaniu szkod albo uniknieciu ich w przyszlosci, ale nie jako element zrzucania odpowiedzialnosci na ofiare (nawet fifty fifty).
      Slabosc nie moze stac sie pretekstem do agresji ani usprawiedliwieniem krzywdy, w zadnym calu.
      Moze to nieporozumienei wynika stad, ze jest taka automatyczna tendencja, by sume odpowiedzialnosci sumowac do 100, ale w tym przypadku moznaby powiedziec ewentualnie, ze suma jest 150%- 100% po stronie narcyza i 50% po stronei ofiary.

      • Pojawia sie czasem tendencja, by patrzec na udzial ofiary w procederze mobingu przez narcyza, tendencja by rozpatrywac to jako uklad dwustronny.

        To dosc szeroki temat. Prawda jednak, jest taka, ze narcystycznym ludziom nie nalezy sie 'podkladac'. Wiele ludzi robi to, i to jest blad, w imie zle pojetej kultury. Prawda jednak jest taka, ze gdy masz doczynienia z patologicznym narcyzem, to nie ma mowy o kulturze. Tu jest droga jednokierunkowa- kultura dla narcyza, bo sobie taka uzurpuje. Od niego responsu i szacunku raczej sie tego nie doczekasz.
        Dlatego jak nie wyzwiesz, nie wykrzyczysz, nie walniesz piescia w stol. To nie postawisz draniowi swojej granicy. On czy ona bedzie napewno oburzona, takim zachowaniem, przeciez narcyz jest zawsze okej...

        Wypisac z Klubu Grzecznych Idiotow...:=)
    • To są cechy, które są w każdym człowieku, kwestia nasilenia.
      Cechy wszystkich kilkunastu "zaburzeń osobowości" są w każdym, tylko u niektórych osób niektóre cechy są intensywne, zauważalne i wpędzają osobę (i jej otoczenie) w cierpienie.

      Z wieloma rzeczami, które napisałaś się zgadzam. Jeśli nie wiemy co czynić i nie szukamy przygód, to najbezpieczniej jest unikać relacje z taką osobą. Z drugiej strony, jeśli chcemy poznawać świat i ludzi, i część siebie, to warto też takie osoby poznać. I zrozumieć.

      Łatwo te osoby urazić, to prawda. Wystarczy się nie zgodzić i już możemy odczuć na sobie ogniste spojrzenie, a potem kopniaki mentalne, które mają na celu wyrównanie bilansu -- te osoby cierpią w głębi i byle błaha rzecz powoduje, że ich boli, ale tego nie pokazują, tylko oddają. Zresztą w ogóle każdy człowiek jest bardziej wrażliwy na ból i każdego z nas łatwo urazić, tylko nie dajemy po sobie znać w pełni jak nas inni dotykają, bo nauczeni jesteśmy że okazywanie bólu to słabość i myślimy, że jak nie okażemy bólu, to inni przestaną nam wbijać szpilki. A to działa odwrotnie: inni nam wbijają szpilki, bo nie widzą że nas boli i eskalują czasem zadanie nam bólu próbując wyrównać bilans (na zasadzie "Ty spowodowałeś mój ból, teraz się odwdzięczę i pocierp też trochę Ty") aby nie czuć się poszkodowanym/gorszym. Osoby z cechami narcystycznymi łatwo czują się gorsze i panicznie dążą do wyrównania bilansu.

      To też ludzie, tacy jak my, i cierpiący i --- wbrew pozorom -- mający empatię, aczkolwiek (podobnie jak osoby z cechami socjopatycznymi) nie mają czasu myśleć jak inni cierpią, bo sami są przepełnieni bólem.
      To mniej więcej tak jakby mieć złamaną nogę -- trudno w takim stanie empatyzować z innymi. Empatia to odczuwanie bólu innych. Gdy wewnętrzny ból jest spory, to nie ma już miejsca na odczuwanie empatii.

      Potrafią być zadufani i nieprzyjemni, patrzeć na innych z góry, ale nikt z nas nie jest idealny. Przy odpowiednim podejściu do nich potrafią być sympatyczni. To często inteligentne, mądre i ambitne osoby, czują się niedoceniane, niezrozumiane i w głębi cierpią. Warto czasem spojrzeć na drugą stronę medalu.

      Przy czym... ja też się czasem ich boje i wciąż uczę z nimi postępować. Kilka lat życia mnie kiedyś narcyz prześladował (aczkolwiek teraz wiem, że ja byłem częścią problemu) i wpędzał w depresje. Czasem niektóre ich zachowania faktycznie są okropne i wzbudzają chęć ucieczki (lub co gorsza walki, a w tych walkach nie ma wygranych). Trzeba znaleźć w sobie pewność siebie, asertywność i pokonać strach (aby nie powiedzieć głupoty, aby nie zrobić głupoty, aby nie sprowokować wojny, aby być asertywnym). Czasem z nimi nie jest łatwo, ale nauka dobrego postępowania z nimi i zrozumienia ich, to też nauka bycia lepszym człowiekiem i zrozumienia nas wszystkich, ludzi.

      Aby ich zrozumieć (jak i każdego człowieka), warto się zagłębić w ich dzieciństwo; zauważam, że nawet "najgorsze" osoby, które są nie do zniesienia, po zauważeniu co przeżyły w dzieciństwie, zyskują moje wyrozumienie.
      • Troche sam sobie przeczysz, bo raz piszesz, ze to ludzie o cechach nasiolnych, a raz ze 'tacy sami jak inni', no ale skoro nasilone cechy to nie tacy sami.
        Bardzo zacne jest takie podejscie, jakie prezentujesz, wszystkich rozumiec, akceptowac, pomagac, opiekowac sie, przytulac, usmiechac sie, poblazac, pomagac, ale jak juz mowilem wiele razy, ta zacnosc ma na drugie imie wspoluzaleznienie.
        Druga sprawa, czesto slabosc jest przez taka osobe wykorzystywana przeciw tobie, im bardziej sie podkladasz, tym bardziej bedziesz dostawal w dupe, bedziesz tesknie wyczekiwal przebudzenia i 'ze ten ktos zrozumie' a czesto nigdy nie zrozumie i zmarnujesz czas swoj i jego i stracisz okazje na udane kontakty.
        Moze takim osobom lepiej zrobiloby wlasnie cos odwrotnego, pare mocnych kopniakow, pare ciosow ponizej pasa, moze by latwiej zrozumialy, a skoro na ich dzialania inni odpowiadaja miloscia i zrozumieniem, to sygnal, ze nic nie trzeba zmieniac, ze tak jest dobrze albo nawet ze tak jest najlepiej.

        Opierasz swoje tezy Nvv na zalozeniu, ze kazdy czlowiek predzej czy pozniej 'sie zmieni', ze wystarczy troche zrozumiania i milosci i kazdemu peknie skorupa i otworzy sie serce i z szawla zamieni sie w Pawla.
        Pytanie jets, na ile to zalozenie jest realistyczne, a na ile to mrzonki i pobozne zyczenia.
        • Wiesz, Kropidlo, czasem po Twojej odpowiedzi na mój post, mam wrażeniem że czytasz coś innego niż napisałem. Co mi przypomina taki cytat:

          "Nie trać czasu na wyjaśnienia: ludzie słyszą to co chcą słyszeć." Paulo Coelho

          Na pewnym poziomie ludzie są tacy sami, na pewnym jesteśmy inni. Jeśli ktoś maluje kogoś jako zaburzonego potwora, który ma satysfakcje z robienia innym krzywdy dla samej satysfakcji, to pokazuje że jesteśmy jednak bardziej podobni i ten ktoś ma jakąś ludzką motywacje w tym co robi, którą każdy z nas jest w stanie zrozumieć.

          Odnośnie kontr-argumentów do współuzależnienia już też pisałem, że nie trzeba wpadać w trójkąt i nawet się zgodziłeś po części ze mną, nawet doszliśmy do tego że trzeba robić co słuszne, ale nie oczekiwać.

          Odnośnie słabości, to kolejny raz czuje się jakbyś doszukiwał się słabości i mi ją wciskał.
          Jeśli ktoś robi coś wbrew sobie, to faktycznie jest to słabość. Może Ty myślisz, że ja wbrew sobie coś robię i widzisz w tym słabość. Widzisz, co chcesz widzieć. Ja po prostu poznaje świat i chcę zrozumieć też narcystyczne osoby, bo pośród nich są też mi osoby bliskie sercu. I spędziłem też z narcystycznymi osobami miły czas. Bo chciałem. I wciąż chcę. To moje życie, moje wybory i moje będą konsekwencje. I ja wiem co jest lepsze dla mnie.

          > Moze takim osobom lepiej zrobiloby wlasnie cos odwrotnego, pare mocnych kopniak
          > ow, pare ciosow ponizej pasa, [...]

          Jeśli sądzisz że to pomoże, to próbuj. I podziel się potem, proszę, z nami wnioskami. Ja już to przerabiałem. I wnioski mam takie, że każda agresja do nas wraca. Już mam dość wojen, zmęczony tym jestem. Chyba nikt tak naprawdę ich nie chcę. Więc przestaje walczyć i próbuje zrozumieć.
          • vv napisał:

            > Wiesz, Kropidlo, czasem po Twojej odpowiedzi na mój post, mam wrażeniem że czyt
            > asz coś innego niż napisałem. Co mi przypomina taki cytat:
            >
            > "Nie trać czasu na wyjaśnienia: ludzie słyszą to co chcą słyszeć." Paulo Coelho
            >

            Musz tfurczo rozwijac Twoje wypowiedzi, bo widze dobrze, ze sam sobie nie radzisz;)


            Nie, tak wlasciwie to widze, ze jestes rozzalony, dlaczego nie rozumiesz mnie, troche wyolbrzymiam, bo mam taka nature, narcystwo rozumiesz a mnie to nie?

            Dobra, a powaznie to chyba kazdy tak ma, ze troche dopisuje, choc ja chyba dopisuje wiecej, ale nie o tym, w polowie moj wpis to wlasciwie takie dywagacje na oklepany temat, moj glowny punkt byl zawarty w ostatich akapitach.
            Ten punkt to bylo stwierdzenie, ze Ty zakladasz, ze ludzie zawsze staja sie dobrzy, to tylko kwestia tego, zeby dac im zrozumienie, akceptacje i troche czasu, a na pewno wszyscy sie 'zmienia', bo wszyscy sa dobrzy.
            Na czym opierasz swoje zalozenie. Ile takich przemian widziales na wlasne oczy? A ile widziales przemian odwrotnych? A ile widziales sytuacji, gdy ktos sie nigdy nie zmienia?
            Masz jakies badania w tym zakresie?

            • > [...] Ty zakladasz, ze ludzie zawsze staja sie dobrzy [...]

              Widzę też dobre intencje w każdym czynie. Ty widzisz "atak", ja widzę w tym też drugą stronę medalu: oddawanie aby wyrównać bilans, aby nie czuć się gorszym, aby zmniejszyć swój strach. Ty widzisz atak, ja widzę w tym też obronę.

              Ja Ci mówię, że może trzeba czasem dać komuś 'wygrać' (pozornie, bo to jest na tej zasadzie, że mądrzejszy ustępuje), Ty twierdzisz że może należy oddać kopniakiem, albo 3 razy mocniej. Ja próbuje Ci pokazać, że wtedy osoba staje się oprawcą. Mimo, że ma dobre intencje. I tak to działa u każdego.

              I tak, Hitler też chciał dobrze i wcześniej był ofiarą, podobnie jak jego kraj. Ale to trzeba z otwartym umysłem, na spokojnie, zobaczyć co nim motywowało. Potem znowu stał się ofiarą. Tak to działa, że jak walczymy, to albo przestaniemy "oddawać", albo zginiemy.

              Ty sam pisałeś o trójkącie dramatycznym. Zechciej, proszę, zauważyć, że kiedykolwiek używasz agresji (również do "oddania", również do "obrony", również do zaznaczenia jaki jesteś ważny), wchodzisz w ten trójkąt i potem jesteś w nim trzymany, bo agresja wraca (jest oddawana przez osobę która oberwała) i znowu masz możliwość: oddać z powrotem i znowu oczekiwać uderzenia zwrotnego. Lub zostać z uderzonym policzkiem i żyć w pokoju. To wybór każdego z nas.

              Twoje żarty odbieram jako atak na mnie i nie są przyjemne dla mnie.
              • nvv napisał:

                > > [...] Ty zakladasz, ze ludzie zawsze staja sie dobrzy [...]
                >
                > Widzę też dobre intencje w każdym czynie. Ty widzisz "atak", ja widzę w
                > tym też drugą stronę medalu: oddawanie aby wyrównać bilans, aby nie czuć
                > się gorszym, aby zmniejszyć swój strach. Ty widzisz atak, ja widzę w tym te
                > ż
                obronę.
                >

                Pewnie stad, ze ja patrze na konkretne wydarzenie, a Ty na jakis mglisty 'caloksztalt'.
                Widze atak tam, gdzie jest atak, a obrone tam gdzie jest obrona.
                A Ty nie widzisz ataku ani obrony, tylko po obu stronach atako-obrone.




                > Ja Ci mówię, że może trzeba czasem dać komuś 'wygrać' (pozornie, bo to jest na
                > tej zasadzie, że mądrzejszy ustępuje), Ty twierdzisz że może należy oddać kopni
                > akiem, albo 3 razy mocniej. Ja próbuje Ci pokazać, że wtedy osoba staje się opr
                > awcą. Mimo, że ma dobre intencje. I tak to działa u każdego.
                >

                U kazdego? Dosc smiala teza. Przyczepiles sie tych trzech razy. ale to ty mi dorabiasz gembe tutaj.
                Ja mowie, ze moze, czasem, warto jest dac nauczke.Jak nie dziala dobro, to zadziala zlo. a Ty postulujesz stosowanie dobra az do uzygu.

                A dla mnie to jest nie fair, bo Ty widzisz tylko jedna strone tej dobroci: narcysta bedzie zalany dobrocia, bo bedzie mial zrozumienie, cierpliwosc, milosc- ale nie widzisz tego kosztu po drugiej stronie- tego, ktory to musi dac.


                > I tak, Hitler też chciał dobrze i wcześniej był ofiarą, podobnie jak jeg
                > o kraj. Ale to trzeba z otwartym umysłem, na spokojnie, zobaczyć co nim motywow
                > ało. Potem znowu stał się ofiarą. Tak to działa, że jak walczymy, to albo przes
                > taniemy "oddawać", albo zginiemy.
                >


                Czego Hitler chcial dobrze?

                Chyba jestes wyznawca relatywizmu moralnego, ale niekonsekwentnym, bo katom pozwalasz na relatywizm, natomiast ofiarom juz nie. Hitler ma byc osadzony relatywistycznie, 'chcial dobrze', a dobro jest wzgledne, a moze tak a moze nie, ale zagazowani Zydzi powinni wybaczyc i przeprosic w mysl jezusowego nadstawiania policzka, tak to odbieram.




                > Ty sam pisałeś o trójkącie dramatycznym. Zechciej, proszę, zauważyć, że kiedyko
                > lwiek używasz agresji (również do "oddania", również do "obrony", również do za
                > znaczenia jaki jesteś ważny), wchodzisz w ten trójkąt i potem jesteś w nim trzy
                > many, bo agresja wraca (jest oddawana przez osobę która oberwała) i znowu masz
                > możliwość: oddać z powrotem i znowu oczekiwać uderzenia zwrotnego. Lub zostać z
                > uderzonym policzkiem i żyć w pokoju. To wybór każdego z nas.
                >

                Oddanie to nie jest agresja (łac. aggresio – napaść).
                Stad, ze utozsaiasz agresje z dzialaniem i obrona, stad nieporozumienia.

                Trojkat dramatyczny polega na tym, ze ktos robi cos wbrew wlasnym emocjom, a nie na agresji, ta pojawia sie na koncu. Trojkat dramatyczny to wlasnie wybaczanie na sile,
                problemem tutaj jest uleglosc, a nie oddanie.Oddanie ciosu zamyka sprawe, a nie-oddanie i sztuczne wybaczenie tworzy trojkat dramatyczny.




                > Twoje żarty odbieram jako atak na mnie i nie są przyjemne dla mnie.

                Ok, przepraszam, moze zbyt spoufalilem sie z toba.
                W ogole niepotrzebnie chyba wchodzimy po raz kolejny do tej samej rzeki.
                • przeredagowalem temat, bo w miedzyczasie watek juz zmienil sie z jak bronic sie przed narcyzem w jak pomoc narcyzowi i go zbawic.

                  Nastepny temat proponuje 'jak narcyzi maja chronic sie przed tymi, ktorzy nie chca im ustapic'.

                  • Ze skrajności w skrajność.

                    Kropidlo. Ja jestem na środku (staram się przynajmniej).

                    Nie pisałem o pomocy osobie, która ma narcystyczne cechy, ale o zrozumieniu interakcji i pomocy sobie.

                    > A dla mnie to jest nie fair, bo Ty widzisz tylko jedna strone tej dobroci: narcysta bedzie
                    > zalany dobrocia, bo bedzie mial zrozumienie, cierpliwosc, milosc-
                    > ale nie widzisz tego kosztu po drugiej stronie- tego, ktory to musi dac.

                    Jeśli druga strona chce dać zrozumienie i cierpliwość, to jest to wolny wybór i jak każdy wolny wybór, jest to fair. W zamian za zrozumienie i cierpliwość coś zresztą dostanie (ale lepiej niczego nie oczekiwać).

                    Alternatywnie, można nie dawać i po prostu unikać relacji. Oczywiście, można też walczyć (aż do śmierci którejś strony), wybór każdego z nas.

                    Czuję się jakbyś miał kompulsje obalać moje wybory. Chcesz mnie zbawić? ;) Wolałbym abyś dał mi jednak żyć po swojemu i dał mi się swobodnie dzielić moimi przemyśleniami, bez osaczania nie. Dziękuje.
                    • Nie chce cie zbawiac, rob jak chcesz, to jest forum wiec odpowiadam na to, z czym sie nie zgadzam- publicznie, a nie w tajemnicy.
                      Ja tez jestem raczej blizej srodka, ale jak widze promocje nihilizmu i relatywizmu to sie zamieniam w fana Clinta eastwooda. Skrajnosc przyciaga skrajnosc.

                      Skrajnosc to z jednej strony kowbojska moralnosc: jasne zasady oddzielajace dobro od zla, kara za zlo, nagroda za dobro, stryczek za zbrodnie i nie ma przebacz.
                      Druga skrajnosc to parlament europejski i zasada, ze nie ma dobra ani zla, trzeba w ramach tolerancji jesc z muzulmanami halal i zabronic bozego narodzenia bo to moze ich urazic, trzeba byc wrazliwym na ich uczucia religijne ale oni nie musza byc wrazliwi bo po co, czyli etyka KAlego ale w odwrotna strone (ja krasc, zle, ktos krasc- dobrze)

                      Tylko mnie zastanawia zawsze, na ile glosiciele takich pieknych zasad wcielaja je w zycie. Kochac przespetcow, wszystko wybaczac, puszczac mimo uszu- czy to takie internetowe bajanie czy tak w zyciu tez latwo im idzie.

                      idealizm mi sie przejadl i nie musze wszystkiego akceptowac i byc swietym, choc i tak jestem bardzeij tolerancyjny niz powinienem byc co najmniej o kilka razy (bo czasem trzeba trzy razy silniej oddac a ja mam z tym klopot, jak widac tez teoretyzuje tylko w inna strone)




                    • a tak swoja droga to wil w owczej skorze z Ciebie niezly.

                      nvv napisał:

                      > Ze skrajności w skrajność.


                      > Jeśli druga strona chce dać zrozumienie i cierpliwość, to jest to wolny wybór i
                      > jak każdy wolny wybór, jest to fair. W zamian za zrozumienie i cierpliwość coś
                      > zresztą dostanie (ale lepiej niczego nie oczekiwać).
                      >


                      O jak milo, jakie to profity ze 'zrozumienia narcyza', same plusy




                      > Alternatywnie, można nie dawać i po prostu unikać relacji. Oczywiście, można te
                      > ż walczyć (aż do śmierci którejś strony), wybór każdego z nas.


                      A tutaj juz w jasnych slowach zolnierskich wiadomo, ze kto przed narcyzem nie kleka, tego czeka pieklo, smierc i zgrzytanie zebow.

                      Jestes po srodku hm:)
                      • Kropidło, dziubasku, myślę że gdybyś zamiast atakować ad personam, skupił się na meritum, a zamiast krytykować czyjeś opinie, opisał lepsze podejścia, to mielibyśmy tu cenną encyklopedię. ;)
                        Przyznaje, że czasem Ci dobrze idzie i wyszukujesz perełki i trafną wiedzę.

                        Ja się chętnie dowiem jak ochronić się od narcystycznych osób. Przy czym "wyrzucanie dziecka z kąpielą" (ucinanie relacji) nie zawsze uważam za idealne rozwiązanie, bo czasem tą osobą jest własny rodzic, przyjaciel, brat, siostra, partner, czy po prostu ktoś w kim chcemy, zamiast trędowatego potwora, widzieć człowieka i przyjaciela.
                        • nvv napisał:

                          > Kropidło, dziubasku, myślę że gdybyś zamiast atakować ad personam, skupił się n
                          > a meritum, a zamiast krytykować czyjeś opinie, opisał lepsze podejścia, to miel
                          > ibyśmy tu cenną encyklopedię. ;)
                          > Przyznaje, że czasem Ci dobrze idzie i wyszukujesz perełki i trafną wiedzę.
                          >

                          Staram sie unikac ad personam, czasem stosuje ad hominem, ale glownie ad rem, jak juz po portugalsku rozmawiamy.;)
                          Krytykuje glownei opnie i przedstawiam kontrargumenty. Sugerujesz, zeby zostawic tylko to drugie?

                          > Ja się chętnie dowiem jak ochronić się od narcystycznych osób. Przy czym "wyrzu
                          > canie dziecka z kąpielą" (ucinanie relacji) nie zawsze uważam za idealne rozwią
                          > zanie, bo czasem tą osobą jest własny rodzic, przyjaciel, brat, siostra, partne
                          > r, czy po prostu ktoś w kim chcemy, zamiast trędowatego potwora, widzieć człowi
                          > eka i przyjaciela.


                          Tredowaty po-po-potwor? Podoba mi sie.
                          Pisalem ci kiedys, ze wskutek splotu roznych czynnikow mam lekka sklonnosc, by obstawac za slabsza strona, a przeciw silniejszej, oczywiscie mozna sie spierac, ze narcyz to sam slabeusz i dmuchana pacynka, ale w relacji konkretnej z innymi jest silniejszy, bo uzywa ciosow ponizej pasa. Jak w boksie ktos wali ponizej pasa to dostaje ostrzezenie a potem dyskwalifikacja.

                          • > Pisalem ci kiedys, ze wskutek splotu roznych czynnikow mam lekka sklonnosc, by
                            > obstawac za slabsza strona, a przeciw silniejszej, [...]

                            Coś mi się zdaje, że ze strony narcystycznych osób, to inni są silniejsi, kompetentniejsi, itd.
                            mimo, że z zewnątrz wygląda to inaczej (pozory mylą): osoby z narcystycznymi cechami głęboko ukrywają to, że czują się gorsze i na zewnątrz pokazują pewny siebie image.
                            Nie szkodzi, że obiektywna prawda jest inna (tzn. narcystyczne osoby są na ogół bardzo kompetentne).

                            Kto więc naprawdę jest słabszy? Nie sposób dojść, bo obie strony mają swoje siły i słabości, mniej więcej się równoważące (zależy też od indywidualnego przypadku).

                            Dopóki obstawiasz jedną stronę konfliktu, dopóty będzie konflikt. Ja staram się jakby stanąć z boku i zrozumieć obie strony. I piszę to też jako osoba, która również w sobie narcystyczne cechy znalazła. I wciąż jestem przeczulony na punkcie narcystycznych osób i oni mnie najbardziej denerwują. Bo denerwuje nas w innych, to co mamy w sobie, ale jest wyparte.

                            Kiedykolwiek ktoś mówi, że ktoś inny nie zasługuje na miano człowieka, ten tak naprawdę sam sobie odmawia prawo nazwania się człowiekiem.

                            Może warto wpierw zrozumieć, zanim pójdzie się walczyć. Warto wpierw dojść do tego o co naprawdę się walczy i z kim. Ja doszedłem do tego, że jedynym wrogiem jaki mam, to część mnie: kwestia zagłębienia się w siebie i dojścia do tego co wyparte. I mi pomaga obserwowanie innych na-przemian z uważnym obserwowaniem siebie, mówienie jak ja odbieram innych i słuchanie jak inni mnie odbierają. Szukanie problemów wpierw w sobie i praca nad sobą, związana z uświadamianiem sobie tego przed czym uciekałem całe życie. Nie jest to łatwe, ani nie zawsze mi się udaje, ale... to chyba jedyna droga do wyjścia z cierpienia i ujrzenia świata takim jakim jest.
                            • > Kto więc naprawdę jest słabszy? Nie sposób dojść, bo obie strony mają swoje sił
                              > y i słabości, mniej więcej się równoważące (zależy też od indywidualnego przypa
                              > dku).

                              Slabszy jest ten, ktory cierpi i traci w danej sytuacji. Jak
                              Np slabszy: murzyn w czasach niewolnictwa, zyd w oswiecimiu, dzieci, podwladni.


                              >
                              > Dopóki obstawiasz jedną stronę konfliktu, dopóty będzie konflikt. Ja staram się
                              > jakby stanąć z boku i zrozumieć obie strony.


                              Nie obstawiac jedna strony w ciemno, jak na zakladach bukmacherskich, tylko po rozeznaniu sie w sytuacji.


                              > Kiedykolwiek ktoś mówi, że ktoś inny nie zasługuje na miano człowieka, ten tak
                              > naprawdę sam sobie odmawia prawo nazwania się człowiekiem.


                              A kto tak mowi?

                              > Może warto wpierw zrozumieć, zanim pójdzie się walczyć. Warto wpierw dojść do t
                              > ego o co naprawdę się walczy i z kim. Ja doszedłem do tego, że jedynym wrogiem
                              > jaki mam, to część mnie: kwestia zagłębienia się w siebie i dojścia do tego co
                              > wyparte.

                              A kto mowi, zeby nie zrozumiec?
                              Chyba logiczne, ze najpierw trzeba rozumiec.
                              Jest literatura o narcystycznych ludziach i mozna poczytac. Nei trzeba wywazac otwartych drzwi. Jesli wiekszosc literatury sugeruje i zaleca, by uwazac na takie osoby, by byc czujnym i nie wchodzic w role pomocnika, to skads sie to wzielo.

                              Ale jak masz chote to olej to i eksperymentuj z Twoi mpodejsciem pelnym zrozumienia, moze cos nowego odkryjesz.

                              Jesli istotnie uznales, ze jedynym powodem twoich problemow jestes ty sam, to wnioskuje, ze poradzisz sobie z kazdym, narcyzem czy socjopata. Natomiast ja mysle,, ze problem jest tylko w nas, ale tez w otoczeniu.

                              Nie kazdy jest taki silny jak Ty, za duzo wymagasz od ludzi mysle. Nie kazdy ma cierpliwosc i nieziemskie poklady milosci i empati by przebywac z kims, kto wyzywa, oszukuje i probuje skrzywdzic. Wielu ludzi woli odejsc i miec spokoj, a jak trzeba walczyc o swoje.

                              Nie mozna obwiniac ludzi za to, ze sa ludzmi, a nie prorokami i lamami z Nepalu.

                            • nvv napisał:

                              > Dopóki obstawiasz jedną stronę konfliktu, dopóty będzie konflikt. '


                              skad wiesz, ze bedzie?

                              >Ja staram się jakby stanąć z boku i zrozumieć obie strony.


                              skad wiesz, ze wtedy nie bedzie?

                              > Bo denerwuje nas w in
                              > nych, to co mamy w sobie, ale jest wyparte.

                              Czyli ofiary narcyzow sa tez narcyzami.
                              Piknie.


                              Nie jest to łatwe, ani nie zawsze mi się
                              > udaje, ale... to chyba jedyna droga do wyjścia z cierpienia i ujrzenia świata
                              > takim jakim jest.


                              A skad wiesz, ze to jedyna droga? Gdzies tak wycztyales czy sam to wymysliles?
                              zrodla?
                              • > > [...] to chyba jedyna droga do wyjścia z cierpienia i ujrzenia świata takim jakim jest.
                                >
                                >
                                > A skad wiesz, ze to jedyna droga? Gdzies tak wycztyales czy sam to wymysliles?
                                > zrodla?

                                Gdybym wiedział na pewno, to nie użyłbym słowa "chyba". Bo chyba na tym forum można też wyrażać swoje hipotezy, prawda? Czy może będziesz strzelał do wszystkiego co Ci się nie podoba? Strach pisać o swoich subiektywnych doświadczeniach i przemyśleniach gdy jesteś w pobliżu.

                                Czuję się znowu atakowany personalnie i odechciewa mi się kontynuować z Tobą rozmowę.
                                • nvv napisał:

                                  > > > [...] to chyba jedyna droga do wyjścia z cierpienia i ujrzen
                                  > ia świata takim jakim jest.
                                  > >
                                  > >
                                  > > A skad wiesz, ze to jedyna droga? Gdzies tak wycztyales czy sam to wymysl
                                  > iles?
                                  > > zrodla?
                                  >
                                  > Gdybym wiedział na pewno, to nie użyłbym słowa "chyba". Bo chyba na tym forum m
                                  > ożna też wyrażać swoje hipotezy, prawda? Czy może będziesz strzelał do wszystki
                                  > ego co Ci się nie podoba? Strach pisać o swoich subiektywnych doświadczeniach i
                                  > przemyśleniach gdy jesteś w pobliżu.
                                  >
                                  > Czuję się znowu atakowany personalnie i odechciewa mi się kontynuować z Tobą ro
                                  > zmowę.


                                  Przedstawiasz sie jako ofiara, natomiast nie widzisz swojego udzialy w konwersacji. Tobie wolno krytykowac poglady i przedstawiac wlasne, a mnie nie? Nie bardzo rozumiem. Zarzucasz mi ad personam, ale ja glownie odnosze sie do Twoich slow, a ty wprowadzasz ten eement jakiejs osobistej potyczki.Ja nie walcze z toba, tylko z twoimi jakimis tam pogladami.

                                  Tak jak tutaj, zapytalem, skad wniosek, ze trzeba zwalczyc wewnetrznego wroga i to zalatwi wszystkie problemy, jaka to filozofia, czy inspirujesz sie czyms czy sam to wymyslasz, co w tym pytaniu tak ubodlo? A slowo chyba to taki ozdobnik.

                                  Dlaczego chyba jedyna droga, a nie jedna z kilku? To byl sens mojego pytania.


                                  Tak jak juz pisalem, uwazam ze wiele teorii filozoficzno- psychologicznych nie ma zastosowania w zyciu, maja tylko zastosowanie w jakiejs alternatywnej, teoretycznej rzeczywistosci. W praktyce nie dzialaja, albo rzadko dzialaja albo nie zawsze dzialaja.

                                  Wystarczy przesledzic historie polityczna, naiwnosc konczyla sie z reguly tragicznie w historii dla naiwnych, nadstawianie policzka jeszcze gorzej, zarazem osiagniecia spoleczne czy cywilizacyjne byly mozliwe tylko dzieki kontestacji pewnych rzeczy, a nie na akceptacji wszystkiego jak leci.
                    • nvv napisał:

                      > Ja jestem na środku (staram się przynajmniej).

                      Co jak ciężarówka będzie jechać? ..lepiej na środku nie stać.
              • nvv napisał:

                > I tak, Hitler też chciał dobrze i wcześniej był ofiarą, podobnie jak jeg
                > o kraj. Ale to trzeba z otwartym umysłem, na spokojnie, zobaczyć co nim motywow
                > ało.

                Co Ty wypisujesz..az ręce opadają..
                Moze nie przytaczaj postaci historycznych, bedzie lepiej, gdyz niestety, historie znasz bardzo słabo lub wcale.
            • kropidlo5 napisał:

              > Ile takich przemian widziales na wlasne oczy?
              > A ile widziales przemian odwrotnych? A ile widziales sytuacji, gdy ktos sie ni
              > gdy nie zmienia?


              Zmienianie innych to robota dla glupich. Zlituj sie!
              Masz za zadanie pokazac klase i isc dalej, tylko tyle mozesz zrobic.

          • ps Nvv to ciekawe zjawisko, ale w rozmowie z Toba ( a kiedys z Kimjajestem czy Msquai ktorzy mieli podobna filozofie) ja przyjmuje postawe, ktora nie do konca jest moja, ale tak na mnie taka argumentacja dziala. Zwyczajowo raczej jestem z tych rozumiejacych, wspierajacych przyjrzenie sie problemom, przeciwny czarno bialym sadom. Ale zaczynam widziec gdy ktos ( w moim przekonaniu) rozmywa odpowiedzialnosc ludzi za ich zle czyny to zamieniam sie na czas wpisu ( a moze i glebiej ta przemiana zachodzi nie wiem, a moze taki sie powoli robie) w takiego archetypicznego (czy tam archetypowego) konserwatyste z mentalnoscia kowboja- chce wymierzac sprawiedliwosc, dzielic swiat na dobro i zlo i tepic zlo. Jak bohaterowie z filmow Eastwooda (nie tylko kowboje zreszta, ogladales gran Torino? 'stare dobre zasady moralne, gdzie one sie podzialy')

            A moze ja tylko pozuje na lewicujacego liberala ktory lubi wszystko kwestionowac a w istocie jestem takim kowbojem, dzieki, ze pozwoliles mi to w sobie odkryc. Wezme lasso i pojde na prerie sie zastanowie.
            • > ps Nvv to ciekawe zjawisko, ale w rozmowie z Toba ( a kiedys z Kimjajestem czy
              > Msquai ktorzy mieli podobna filozofie) ja przyjmuje postawe, ktora nie do konca
              > jest moja, ale tak na mnie taka argumentacja dziala.

              też tak kiedyś miałem. nie potrafię tego wyjaśnić; po prostu czyjeś poglądy działały na mnie jak płachta na byka i aż chciało mi się grać adwokata diabła i przekonywać do czegoś przeciwnego aby pokazać temu komuś, że prawda jest trochę gdzieś indziej. nie pamiętam czy mi się to kiedykolwiek udało. :)
              • nvv napisał:


                > też tak kiedyś miałem. nie potrafię tego wyjaśnić; po prostu czyjeś poglądy dzi
                > ałały na mnie jak płachta na byka i aż chciało mi się grać adwokata diabła i pr
                > zekonywać do czegoś przeciwnego aby pokazać temu komuś, że prawda jest trochę g
                > dzieś indziej. nie pamiętam czy mi się to kiedykolwiek udało. :)

                Nie mam potrzeby polemizowania ze wszystkimi pogladami dookola, tylko z niektorymi. Nie wiem,czy to rola adwokata diabla, moze troche tak, ale tez jest to zwiazane z tym, ze na tle pewnych pogladow inne poglady zmieniaja charakter- kontekst wplywa na postrzeganie.

                Tak jak z ta kowbojska mentalnoscia- gdy widze, ze ktos takowa przejawia i wierzy w proste rozwiazania, nagrody i kary, jasny podzial na dobro i zlo, to wtedy tomi sie nie podoba. Ale gdy zaczynam widziec te mentalnosc na tle nihilizmu i realtywizmu jak jest z drugej strony, to zaczynam to rozumiec i mnie to zaczyna pociagac.

                Skrajnosci sa zle w obie strony, ale jak jest do wyboru tylko dwie skrajnosci, to trzeba w koncu wybrac jedna z nich i ja jakkolwiek nie przepadam za konserwatyzmem kowbojskim to z dwojga zlego wole go niz relatywizm i brak regul.
              • nvv napisał:

                > aż chciało mi się grać adwokata diabła

                adwokat diabla to nie. nalezy byc obiektywnym, tego wymaga dojrzalosc.
        • kropidło napisał"Moze takim osobom lepiej zrobiloby wlasnie cos odwrotnego, pare mocnych kopniakow, pare ciosow ponizej pasa, moze by latwiej zrozumialy, a skoro na ich dzialania inni odpowiadaja miloscia i zrozumieniem, to sygnal, ze nic nie trzeba zmieniac, ze tak jest dobrze albo nawet ze tak jest najlepiej."

          Dokładnie tak. Zgadzam się z tym.
              • Dzieki za linki poczytam, bo material jest wspanialy. Zwlaszcza o ojcu ktory wspolpracuje w relacji z narcystyczna matka.

                szczesciem naszych czasow jest to ze mamy internet, gdzie informacja jest dostepna na te tematy, ktore jeszcze do niedawna byly Tabu...
                • strony są naprawdę ciekawe, tak ten ojciec ("enabling father") to jest niesamowita patologia, masz do czynienia z jakimś narcyzem wśród najbliższych?
                  • I borykam sie z tym problemem przez lata cale. Moja matka jest narcystyczna. Ojca juz nie mam zmarl pare lat temu.
                    Ale byl wlasnie takim kims kto nie potrafil zakonczyc zlego zwiazku z matka, poprzez rozwod ,a tlumaczyl, to faktem, ze nie dalby rady patrzec na nasza rozbita rodzine i na to co z nami sie dzieje.

                    Przez lata cale zylam w strachu, ze dzis oto wracam ze szkoly i juz nie mam domu rodzinnego.
                    Bo sie rozwiedli. W koncu zostali razem,a ojciec w koncu sie jakos do tej matki dopasowal.

                    Z biegiem lat i ja nabralam dystansu do narcystycznej matki bardziej wspolczujac jej kalectwa uczuciowego. Mieszkam daleko od niej. Odleglosc jednak to duzo i malo, bo nawet przez telefon czlowiek ten potrafi cie dobic. Ostatnia nasza rozmowa, to byly oskarzenia pod moim adresem, ze sie nie przejmuje swiatem w jakim zyje i nic mnie nie obchodzi co dostana w spadku po mnie moje dzieci. A przeciez wojna nam zagraza, problemy w Syrii i na swiecie, wedlug niej i ja nic nie robie aby temu zapobiec...Ba, nawet polityke mam w dupie! Wiec jak sama widzisz Zuzi, czysty dom wariatow...:=)
                    • Współczuję Ci, to jak przeczytasz te strony to napisz cos na ten temat, jak Ty widzisz ze swojej strony jako córki problem narcyzmu matki i jego wpływu na Waszą rodzinę i jakie ponosisz tego konsekwencje emocj., trzymaj się witchoska a matke musisz po prostu traktowac jak zaburzoną osobę, wówczas będzie Ci łatwiej znosic jej zachowania, chocby i przez telefon.
                      • Ja nie czulam sie nigdy kochana. Albo potrzebna. Jedyne co odczuwam to ogromna nienawisc z powodu faktu, ze nie ma nade mna kontroli.

                        Przeczytam i napisze co mysle o tym temacie. Moge ci jedynie dodac,ze wiele osob z mojej rodziny jest po mojej stronie i od nich miewam wsparcie oraz zrozumienie, co ulatwia zycie. Jednak jej wybuchy zlosci i agresji, robia ze ludzie unikaja kontaktu z matka, rozmow i dyskusji, na tyle na ile jest to mozliwe, wnuczki np. nie chca w ogole jej odwiedzac.
                        W Polsce ludzie sa bardziej unikajcy konfliktow. Wiec ludzie narcystyczni dobrze moga sie ukryc.
                        Spoleczenstwo nie reaguje na krzywdy czlonkow rodziny...
                        • Masz rację w tym co napisałaś. Bardzo Ci współczuję. Byłaś lub jestes na psychoterapii?
                          • zuzi.1 napisała:

                            > Masz rację w tym co napisałaś. Bardzo Ci współczuję. Byłaś lub jestes na psycho
                            > terapii?


                            Przed ok. 10 laty chodzilam na spotkania z ponoc doskonalym psychologiem. Ktory troszke mi pomogl. Troszke, nie wiecej. W sumie to jestem bardziej rozczarowana. Wygladalo jakby on nie byl w stanie mi pomoc. Pozniej glupio bylo sie przyznac ze 21 godzin terapii poszlo na marne...
                            W moim wypadku dziala jedynie izolacja od matki, od dzwonienia do niej od kontaktowania sie z nia itp. Ale mi jej zal, taka biedna, choc krewni bardzo przestrzegaja przed nia.

                            Dzieki za troske Zuzi.:=) Ja stara dzidzia jestem, musze w koncu sobie sama radzic...:=))

                            Dobrej nocy zycze i pozdrawiam Cie cieplo...:=)
                            • Na forum życie rodzinne jest "sorvina", która też ma narcystyczną matkę, odezwij się do niej, dziewczyna jest po ciekawych psychoterapiach i doskonale zna się na problemach, które Ty przechodzisz, bo ona sama też przez to wszystko przeszła i przerobiła swoje traumy przy pomocy różnych ciekawych metod psychologicznych. Odezwij się do niej koniecznie. Dobrej nocy.
                              • zuzi.1 napisała:

                                > Na forum życie rodzinne jest "sorvina", która też ma narcystyczną matkę, odezwi
                                > j się do niej, dziewczyna jest po ciekawych psychoterapiach i doskonale zna się
                                > na problemach, które Ty przechodzisz, bo ona sama też przez to wszystko przesz
                                > ła i przerobiła swoje traumy przy pomocy różnych ciekawych metod psychologiczny
                                > ch. Odezwij się do niej koniecznie. Dobrej nocy.



                                ...............

                                Jeszcze raz dzieki Zuzi za rade i troske, ale ja nie jestem jakims pilnym przypadkiem na politowania godne metody i porady psychoterapeutyczne. Mam inne podejscie do tego typu spraw. Ja inaczej oceniam i widze ludzi. Nie wiem tez, czy jakas tam "sorvina" nawet po tysiaca roznych doskonalych terapii jest mi potrzebna do szczescia..:=) Albo do wyleczenia... Pytanie z czego? Ze mnie, z mojej historii zyciowej, coz, mam na swoja zyciowa historie nalozyc ...cenzora? Czyzby brakowalo mi moich wlasnych filtrow...=)))

                                Moja filozofia zycia jest inna i sciezka, ktora podazam jest tez inna.
                                Wielu ludzi ma, czy mialo zlych narcystycznych niekochajacych rodzciow. Zyja latami, w bajeczkowym przeswiadczeniu, ze mieli najlepszych rodzicow jakich mogli miec... I to nie jest problemem innych ludzi, aby im na sile, jak konserwe ze szprotka, otwierac to wieczko i nalewac rozumu i uswiadamiac 'naga' brutalna prawde. Bo ta ich ma uzdrowic. To tez jest bajka, bo najczesciej owa prawda burzy im spokoj, jaki w sobie wyksztalcili i w jakim funkcjonuja jako ludzie calkiem znosnie...

                                Wlascielem zycia jestes ty sam i wazne jest to co ty z tym zyciem zrobisz, a nie jakich miales rodzicow. Oni swoje wykonali, coz duzo zlego wlali, ale to ty i tylko ty masz wladze nad tym co z tym nieudanym podarkiem zrobisz, jak go wykorzystasz i do czego.
                                Kij ma zawsze dwa konce, a dobra nie oddzielisz od zlego, sama proba zrobienia tego skazuje cie na zyciowa tragedie i emocjonalne uposledzenie, czego dowodem sa wlasnie takie osoby z narcystycznym zaburzeniem.
                                Poza tym, nalezy sobie uswiadomic, ze nie ma takiej terapii, czy terapeuty oraz jakiejs tam sorviny czy dobrej wrozki, ktora ta czesc pracy za ciebie wykona. Twoje zycie to twoj biznes.
                                Mnie kontakt z moja toksyczna narcystyczna matka, czasami napawa smutkiem. I tylko smutkiem. No, ale to jej zycie, jezeli chciala je przepitolic na pustke i pustke, to jej skutecznie sie to udalo. Ja z mojej strony kocham ja taka jaka ona jest. Wybacze kazde najgorsze swinstwo...Ba, wkrotce pojade do Polski i bede sluchac mase najbardziej nieprawdopodbnych historii....:=) Coz takie jest zycie.
                                Jej przegrana, choc wedlug niej wygrana...W podarku od niej dostalam duza skale widzenia- od bieli do czerni i czerni do bieli...I gdzies pomiedzy tymi koncami jest ten zon, w ktorym sie spotykamy, gdzie funkcjonujemy dosc dobrze. To jak sama widzisz- jest filozofia, ktora siega horyzontow, nie na to forum....:=)

                                P.s. Wiedze na temat psychologii trzeba zbierac i sie doksztalcac, aby zycie przezyc, jak najbardziej przytomnie i swiadomie- trojwymiarowo, inaczej bedzie dosc plaskie...
                                • Wszystko jasne, trzymaj się witchoska. Wytłumacz mi tylko, jak można po takim dzieciństwie dalej kochac taką matkę? Pytam z ciekawosci, bo mnie to zastanawia. Może gdybym uznała, że ktoś taki jest chory psych. wówczas byłoby to możliwe... ;)
                                  • > Wszystko jasne, trzymaj się witchoska. Wytłumacz mi tylko, jak można po takim d
                                    > zieciństwie dalej kochac taką matkę?
                                    Pytam z ciekawosci, bo mnie to zastanawia.
                                    > Może gdybym uznała, że ktoś taki jest chory psych. wówczas byłoby to możliwe..
                                    > . ;)

                                    ja jestem pełna uznania, chciałabym jak Witchoska... daje mi nadzieję, ze to możliwe
                                    • Nie demonizujmy zaburzonych narcystycznie wszak kazdy z nas jakas tam doze Narcyzmu ma w sobie wszczepiona. Poza tym zyjemy w dosc narcystycznych czasach, gdzie Media bardzo exponuja i wizealizujac swiat zewnetrznych idealow.

                                      To co czasem jest smutne i przykre ze tak wiele ludzi wpada w pulapke i macki pustki...
                                      Moim prawdziwym sukcesem, jest nie to ze jakos z ta moja matka staram sie dogadac, ale ze mam udane zycie z moimi dziecmi, z M, z innymi ludzmi w rodzinie. Nie chcialabym sie chwalic, ale chyba mi sie z ludzmi dookola uklada. Nie ze wszystkimi, ale z wiekszoscia...I to jest jakis tam prywatny sukces...nie chwalac sie i nie popadajac w Narcystyczny zachwyt nad soba...:=)
                                      • ja też dostrzegam w niej tę "dziewczynkę", jakbym to ja była jej matką teraz...

                                        > ale ze mam udane zycie z moimi dziecmi, z M, z innymi ludzmi w rodzinie.

                                        no właśnie, masz skąd czerpać siłę

                                        łatwiej jest dać, gdy ma się czym pustkę uzupełniać
                                      • witchoska napisała:

                                        > Nie demonizujmy zaburzonych narcystycznie wszak kazdy z nas jakas tam doze Narc
                                        > yzmu ma w sobie wszczepiona. Poza tym zyjemy w dosc narcystycznych czasach, gdz
                                        > ie Media bardzo exponuja i wizealizujac swiat zewnetrznych idealow.
                                        >
                                        > To co czasem jest smutne i przykre ze tak wiele ludzi wpada w pulapke i macki p
                                        > ustki...
                                        > Moim prawdziwym sukcesem, jest nie to ze jakos z ta moja matka staram sie dogad
                                        > ac, ale ze mam udane zycie z moimi dziecmi, z M, z innymi ludzmi w rodzinie. Ni
                                        > e chcialabym sie chwalic, ale chyba mi sie z ludzmi dookola uklada. Nie ze wszy
                                        > stkimi, ale z wiekszoscia...I to jest jakis tam prywatny sukces...nie chwalac s
                                        > ie i nie popadajac w Narcystyczny zachwyt nad soba...:=)


                                        Tak, troche tutaj demonizujemy to 'schorzenie', a pewnie nie kazdemu narcyzowi burek na imie.

                                        Mysle, ze zamiast o osobach, lepiej jest pisac o czynach. Nie tylko pozwala to oddzielic 'osobe od czynu' ale tez jest latwiejsze. Czyn jest dobry albo zly, w porzadku albo nie, latwiej zakwalifikowac, a kto go dokonuje to juz mniej wazne, czy zwie sie narcyz, czy psychopata, czy zwie sie normalnym czlowiekiem co ma gorszy dzien.
                                        • kropidlo5 napisał:

                                          > Tak, troche tutaj demonizujemy to 'schorzenie', a pewnie nie kazdemu narcyzowi
                                          > burek na imie.

                                          W największym uproszczeniu można narcyzów podzielić na 2 kategorie - ignorujących (zajmujących się sobą) i wrednych (z silnym rysem psychopatycznym, mocno wykorzystujących innych do swoich interesów). Często zachowania są wymieszane, jednak osoba, która ma rodzica najczęściej ignorującego, zupełnie nie zrozumie o czym mówi ktoś, to miał codziennie do czynienia z silnie przemocowymi zachowaniami tego drugiego rodzaju. Tego typu przemoc opisana jest w książce "Molestowanie Moralne". W mojej i wielu osób zajmujących się problemem narcystycznych osobowości, pierwszy typ narcyza pozwala budować z nim jakieś relacje w dorosłym życiu. Od drugiego się dla własnego dobra wieje.


                                          witchoska napisała:

                                          > Nie demonizujmy zaburzonych narcystycznie wszak kazdy z nas jakas tam doze Narc
                                          > yzmu ma w sobie wszczepiona. Poza tym zyjemy w dosc narcystycznych czasach, gdz
                                          > ie Media bardzo exponuja i wizealizujac swiat zewnetrznych idealow.

                                          Jeśli do jednego worka wrzucimy osoby, które mają często narcystyczne zachowania (czyli większość z nas) i osoby z silnym zaburzeniem osobowości, to się raczej nie dogadamy. To tak jakby porównywać osobę, która czasem się upije na imprezie od alkoholika pijanego co dzień. Inna skala problemu.

                                          > Mysle, ze zamiast o osobach, lepiej jest pisac o czynach. Nie tylko pozwala to
                                          > oddzielic 'osobe od czynu' ale tez jest latwiejsze. Czyn jest dobry albo zly, w
                                          > porzadku albo nie, latwiej zakwalifikowac, a kto go dokonuje to juz mniej wazn
                                          > e, czy zwie sie narcyz, czy psychopata, czy zwie sie normalnym czlowiekiem co m
                                          > a gorszy dzien.

                                          W przypadku zaburzenia osobowości trudno mówić tylko o partykularnym zachowaniu bo chodzi o cały system mentalno-emocjonalny, który stoi u podstaw danego zachowania. Taka osoba raczej nie zachowuje się nienarcystycznie (chyba, że gra), bo nie potrafi. I każde, nawet całkiem normalne zachowanie - jak telefon do dziecka, rozpatrywane w oderwaniu od reszty, wyda się niewinne. A w odpowiednim kontekście może być elementem manipulacji i kontroli.

                                          Większą część życia bagatelizowałam temat. Uważałam, że mama ma "gorszy dzień". Z czasem do mnie dotarło, że ma gorszy dzień 365 dni w roku i tak naprawdę nic, co było podawane jako wymówkę nie usprawiedliwia jej zachowania. Kiedy zrozumiałam, że to co robiła, nie było związane ze mną, ale z nią, że to był pewien spójny system za pomocą którego ona radzi sobie w życiu, zaczęłam móc stawiać granice i zadbać o siebie.
                                          I mogę jej współczuć - sama miała silnie narcystyczną matkę, mieć świadomość, że tego typu zaburzenia raczej nie podlegają terapii, ale to nie znaczy, że usprawiedliwiam to co robiła i cały czas próbuje robić i zamierzam wziąć na siebie psychiczny (i w moim przypadku materialny) koszt jej zachowań. Nie zawsze zachowanie narcyza sprowadza się do pragnienia "bawienia lalkami". Czasem ten narcyz, chce cię tą lalką walić po głowie i niestety to nie dziecko, które krzywdy Ci nie zrobi, a jak przesadzi to weźmiesz pod pachę i wyprowadzisz do drugiego pokoju by ochłonęło.

                                          I tak naprawdę dziecko narcystycznego rodzica ma 2 sprawy do załatwienia: uporanie się z przeszłością - wyleczenie swoich ran, nadrobienie braków rozwojowych, zbudowanie zdrowej samooceny i zdrowych przekonań i nawyków budowania relacji i nie tylko, oraz to jak ułożyć sobie w dorosłym życiu relację z rodzicem. Bo uporanie się z tym co było to jedno, automatycznie nie załatwia nam odporności na wszystkie zachowania rodzica. Czasem trzeba stawiać granice, czasem druga strona każdorazowo reaguje furią na próbę tego.

                                          Z terapią czy bez - jak kto woli i potrafi. Wspaniałe, że teraz jest coraz więcej materiałów, które mogą pomóc zrozumieć o co właściwie chodzi i udzielają wskazówek jak sobie pomóc. Zwłaszcza artykuły i książki na anglojęzycznej stronie, którą Zuzi poleciła, są bardzo praktycznym wsparciem.
                                          --
                                          Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                          • > W przypadku zaburzenia osobowości trudno mówić tylko o partykularnym zachowaniu
                                            > bo chodzi o cały system mentalno-emocjonalny, który stoi u podstaw danego zach
                                            > owania. Taka osoba raczej nie zachowuje się nienarcystycznie (chyba, że gra), b
                                            > o nie potrafi. I każde, nawet całkiem normalne zachowanie - jak telefon do dzie
                                            > cka, rozpatrywane w oderwaniu od reszty, wyda się niewinne. A w odpowiednim kon
                                            > tekście może być elementem manipulacji i kontroli.
                                            >

                                            Tak, natomiast mowilem to w kontekscie oceny konkretnych sytuacji i ewentualnych krokow, mysle, ze rozmydlanei sytuacji na zasadzie 'ukradl to niby zle, ale to narcyz wiec to nie zle' nie sluzy niczemu. Niepoczytalnosc z tego co wiem sad orzeka w dosc szczegolnych wypadkach tylko, glownie uposledzenie umyslowe albo demencja.
                                            Chociaz ostatnio wsadzili jednego uposledzonego chlopaka, bo ukradl jakis tam rower- no widac bylo od razu, ze czlowiek nie wie co robi i wiezienie t ostatnie miejsce dla niego, ale narcyz- czesto inteligentny- moze kierowac swoim zachowaniem i umie odrozniac dobro od zla, tylko nie chce.

                                            Moze ciezko nad tym mu panowac, moze ciezko wyjsc poza swoje schematy, ale zdolnosc poznawcza ma. To tak samo, jak czlowiek w depresji tez ma zaburzone widzenie, albo pijanyc zy nacpany, ale nie zwalnai ich to z odpowiedzialnosci (agresywnych pijakow nikt nie lubi)
                                            • Kropi, jestem daleka od zwalniania narcyzów czy innych zaburzonych osób z odpowiedzialności za to co robią. Można próbować zrozumieć dlaczego tak działają, by wiedzieć jaka kontrreakcja ma sens. Ale nie usprawiedliwiać. Jak sam piszesz - prawo nie zwalnia ich z odpowiedzialności prawnej/karnej za to co robią, bo mają dość świadomości by decydować o tym co robią. Brak empatii to nie brak wiedzy o tym, że dane zachowanie jest złe. Narcyzi doskonale wiedzą, że krzywdzą, inaczej nie wybierali by na ofiary osób, które są zbyt słabe by wyciągnąć wobec nich konsekwencje, albo atakują podczas okresów osłabienia i uzależnienia. No i nie mieli by jednej pięknej twarzy na zewnątrz i podłej w domu.

                                              Narcyz pozbawiony uczuć wyższych działa raczej na zasadzie rachunku zysków i strat. Nie dołącza do tego analizy na poziomie wartości, moralności. Może nie mieć wiedzy psychologicznej by nazwać dokładnie co robi i dlaczego, ale dostrzega kiedy przekracza czyjeś granice i wykorzystuje go do swoich celów. W efekcie jego proces decyzyjny jest zubożony, ale nadal są to jego decyzje.
                                              --
                                              Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                              • Ja tez. Postuluje zrozumienie dla celow poznawczych i praktycznych- jak mowisz. Postuluje empatie, ale wtedy, gdy ktos jest naprawde chory albo gdy nie jest swinia, albo nawet gdy jest swinia ale widzi to i cos chce z tym zrobic. Ale jak ktos jest swinia i sie smieje, to nie widze ani jednego glosu za empatia.
                                              • Mysle, ze brak empatii jednak rzutuje na brak wiedzy, a w konsekwencji na niezdolnosc do rozroznienia uczynku dobrego od zlego. W tym przypadku empatia bylaby jak zmysl, np. sluch.
                                                Ten doceni wirtuozerie oper Mozarta, kto ma sluch. A ten, co nie ma nawet nie uslyszy. :-)
                                                Niska empatycznosc to uposledzenie, ktore ogranicza percepcje. I trudno to nadrobic logika lub dedukcja.
                                                --
                                                Mow do ludzi tak, aby twoje slowa ich wzbogacaly,
                                                sluchaj tak, by odnalezli w tobie zrozumienie.
                                                • Oczywiście, że brak empatii zuboża postrzeganie, jednak nie na tyle by nie być w stanie rozróżnić czym miły innym od krzywdzącego. Podobnie jak przy daltonizmie - to, że nie rozróżniasz zielonego od czerwonego nie oznacza, że nie masz innego sposoby by zweryfikować które się pali - jest jeszcze kolejność, zawsze taka sama.

                                                  Narcyzi nie rozumują kategoriami moralności, owszem, nie dostrzegą duchowego aspektu sytuacji - nie wzruszy ich czyjaś krzywda. Ale to nie jest potrzebne by unikać stosowania przemocy. Każdy, niewychowany w buszu człowiek wie, co większości ludzi sprawia przykrość, a co jest mile widziane. Można sobie doczytać jak komuś brakuje wiedzy. W prawie i literaturze fachowej przemoc jest określona dość konkretnie. Narcyz wie czego mu nie wolno, no nie stosuje tego wobec ludzi, których się boi, ale folguje sobie tak, gdzie czuje się bezkarny. Więc owszem, brakuje mu głębi poznania, ale wie, że robi coś społecznie określanego jako coś złego, co sprawia ludziom przykrość. Intelektualnie, ale wie. Więc odpowiada za to co robi.
                                                  --
                                                  Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                                • to.niemozliwe napisał:

                                                  > Ten doceni wirtuozerie oper Mozarta, kto ma sluch. A ten, co nie ma nawet nie u
                                                  > slyszy. :-)

                                                  Trafiony - zatopiony!;-)
                                                  Mozart to blacharz:-) A dlaczego to wiedzą tylko ludzie grajacy na jakims instrumencie..
                                                  (ja np)
                                                  Ale nie przejmuj sie, taka dygresja, kazdy czytajacy zrozumial Twoja figure w temacie wiodącym.
                                  • Mam nadzieje ze Cie nie urazilam Zuzi, wszak Ty dobry czlowiek i byloby nie fair napisac ci cos przykrego.
                                    Kochac matke narcyzke?...:=) Hm, trudno, to prawda.:=) Latwiej by bylo wywalic na smieci przykrych wspomnien z naszego zycia i czesc. Ale to nie zalatwia sprawy. Mysle ze to litosc jest tym co mnie motywuje, zal mi jej, jako czloiweka.
                                    W ciele doroslego- zyje malutkie dziecko, taka malutka dziewusia. To tak wlasnie z nia jest.

                                    Pomysl sama, czy gdyby twoja wlasna mama np. miala wypadek, i zniknela jej pamiec (odpukac) regradowala do poziomu takiej- 11 letniej dziewczynki i chciala sie z Toba bawic lalkami, to co przestalas bys ja kochac? Nie pobawilabys sie tymi lalami?

                                    Nie, wiem jak Ci mam wytlumaczyc taki przyklad mi przyszedl do glowy....

                                    Ja nie mysle ze ludzi zubozaja sie mentalnie i psychicznie do narcyzmu celowo. Ten rodzaj narcyzmu jest dla mnie jak wypadek przy pracy zwanej zyciem. Ze ludzie, ktorzy maja wszelkie mozliwosci, aby uniknac narcystycznej osbowosci nagle wykolejaja sie tak dalece- pod wplywem wasnie, zyciowych okolicznosci. I to zazwyczaj nie sa oklicznosci jednorazowe. Tojest caly ogrom nieszczesc. Wtedy psychika malego dziecka, bo wtedy to zaburzenie narcystyczne sie rozpoczyna, jest zbyt slaba i wyksztalca takie metody postepowania z innymi z otoczenia, ktore RATUJA im zycie.
                                    Ja nie wiem, czy to idzie zmienic. Chyba nie...

                                    W zyciu poznalam bardzo wiele osob, ktore cierpia na to zaburzenie. I nie ma to nic wspolnego ze statusem spolecznym, czy tatus byl alkoholik, czy mamusia pracoholik itp.A najczesciej z bardzo wczesnym okresem zycia jeszcze w niemowlecym okresie.
                                    • Nie uraziłaś, no co Ty ;) czytam z zaciekawieniem co piszesz. Widzę, że masz spory zdrowy dystans do matki, do siebie i do życia i to praktycznie bez pomocy terapii, znaczy to, że jestes silną emocj. osobą. Tak trzymaj :)
                                      • witchoska, napisz tylko w jakim wieku (po ilu latach) zorientowałaś się, że masz matkę narcyza i skąd tą wiedzę zdobyłaś?
                                        • zuzi.1 napisała:

                                          > witchoska, napisz tylko w jakim wieku (po ilu latach) zorientowałaś się, że mas
                                          > z matkę narcyza i skąd tą wiedzę zdobyłaś?


                                          Ja mam 54 lata. Jestem z konca stycznia, wkrotce dobije do 55.

                                          Kiedy sie zorientowalam? Bardzo dawno. Choc wtedy jeszcze nie moglam tego okreslic jako Narcyzm. Bylam zbyt malym dzieckiem, gdy matka zniknela z domu. Mi powiedziano, ze jest chora. Do dzis dokladnie nie wiem, co to byla za choroba. Ale majac jakies 5 miesiecy- zajela sie mna moja babcia i rodzina taty. Pozniej do jakis 3 lat zajmowala sie mna siostra taty, ktora byla i jest chyba nadal we mnie... zakochana. Jestesmy sobie bliskie.

                                          Gdy mama wrocila nie moglam odnalezc w niej matki byl to dla mnie jak ktos obcy. A pozniej to co sie dzialo, to bylo czyste szalenstwo. Krzyki, wrzaski, agresja, wyzwiska...czyste chore szalenstwo.Tak szalone, ze nie dajace sie opisac. nagle ze spokojnego szczesliwego domu zaczal sie tworzyc- Hades, z droga prosta jak do piekla. Z jednego szalenstwa, wpadala w drugie szalenstwo, a pomyslow na robienie zla miala cale mnostwo, sypala nimi jak z rekawa.Wymyslala historie i urojone niewydarzone historie traktowala tak jakby sie juz wydarzyly i byly! Straszne. Zadnego dystansu do wlasnych fantazji...

                                          Wtedy sie od niej w jakis tam sposob oddalilam emocjonalnie. Nadal pozostajac w bliskim zwiazku z ciocia, ktora odwiedzalam jak czesto moglam, a ktora zawsze byla mi jakos tak bliska.

                                          Taki rodzic to rodzic, ktory cos pokazuje i jest ciekawy dla obserwacji, pomimo tragedii. Poniewaz jej zainteresowania nigdy na sobie nie odczulam, a moja obecnosc w jej zyciu byla po to, aby podkreslic jej wspanialosc. Kazdy moj sukces przypiywala sobie, jej slynne slowa: " W bibli stoi, jak wol- spojrz na dziecko, a zobaczysz w nim rodzica. Chrystus to mowil!"


                                          Wtedy, gdy nie podkreslalam jej wspanialosci zwyczajnie mowila, ze nie jestem jej corka, tylko jakims takim dzieckiem kuzynki, z litosci cie przygarnelismy. Oczywiscie odczulam gleboko i zapamietalam te slowa. Rzowod z ojcem brali co miesiac. Ja mialam zostac z ojcem. Juz zaczeli pakowac wszystko w duze szare kartony, gdy...Nagle zmienili zdanie o cale 180 st. I tak kilka razy do roku. Im to podnosilo adreanline. A mi burzylo swiat. W koncu doszlam do wniosku, ze najlepiej zrobie jak sie zajme soba, a tych dwoje niech robia co chca.

                                          Wiedzialam ze matka jest potwornie egoistyczna, wrecz egocentryczna, samolubna, dominujaca, tyran, ale duzo lat minelo zanim trafilam na osobe, ktora zwyczajnie mi powiedziala- ze to moze byc zaburzenie narcystyczne. Nie pamietam dokladnie kto mi to powiedzial - ale napewno nie byl to ten psycholog, do ktorego sie udalam o pomoc.

                                          Wtedy zaczelam czytac i szukac materialow na ten temat- a oprocz ksiazek do psychologii pisanych przez psychologow klinicznych, jest ich sporo w innych tekstach. Dokladnie moglam wylpac te cechy u matki, jakies piec lat temu. Juz wtedy bylam oczytana na tyle aby miec wiedze i nie dac sie wpedzic w kozi rog.

                                          Ja mysle ze wiedza jest tym narzedziem walki i ochrony przed narcystycznymi ludzmi.
                                          A jest ich bardzo duzo w spoleczenstwie.
                              • Zuzi.1 może lepiej "nie strasz" mną ludzi, bo więcej osób bez zapoznania się z tym co pisze, z góry założy, że będę im wciskać jakieś "politowania godne metody i porady psychoterapeutyczne" i na pewno coś sprzecznego z ich drogą i filozofią ;)
                                I może chętnie bym podyskutowała z witchoską bo ciekawie pisze i w tak wielu miejscach mamy podobne przemyślenia, a tu kobieta już do mnie uprzedzona.

                                I tak sobie to wszystko czytam i lekki niesmak mam. Bo tak szlachetnie i dojrzale jest kochać narcystyczną matkę rozumiejąc jej ograniczenia. Fajnie pisać, że samemu ma się takie super relacje i wszystko jest ok. I z taką łatwością pojechać kogoś, tylko dla tego, że wybrał inną drogę.

                                Ehh. Chyba jeszcze nie do końca mi odpuściły emocje związane z niesłusznymi oskarżeniami i obgadywaniem mnie za plecami. Mam nad czym pracować :)

                                Ogólnie to Ci się Zuzi należy forumowy medal za propagowanie odkrytych kopalni wiedzy. Zawsze z ciekawością zaglądam co nowego umieszczasz.

                                --
                                Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczuciem, że na to zasługujesz...
                                • ;))) sorvina wiesz, że ja z dobrego serca Ciebie polecam, chyba tylko ten dodatek o psychoterapii tak zadziałał na witchoskę ;) jak płachta na byka ;))
          • zuzi.1 napisała:

            > kropidło napisał"Moze takim osobom lepiej zrobiloby wlasnie cos odwrotnego
            [..]
            > Dokładnie tak. Zgadzam się z tym.

            Tez sie z tym zgadzam, tj czasami warto dokonac tzw "closure" czyli zamkniecia relacji w sposob dla nas korzystny czyli jesli ktos nas ciagle atakowal, ponizal, itp czy stosowal jakies inne negatywne postawy mozna potraktowac go podobnie tj powiedziec mu cos rownie "milego" czy adekwatnego do jego postaw ale tylko i wyłącznie na zasadzie "odbicia" czyli zademonstrowania mu na jego skorze jak sie czuja inni kiedy robi to co robi, nigdy po to by zemscic sie. odegranie sie czy zemsta nie jest niczym sensownym. włącznie po to by odepchnac go razem z jego postawami do kitu, demonstrujac przy tym czym jest ta jego "siła" czy "władza".
      • Adi i jego SS grupy tez byli tacy jak my....
        • Byli. I w tym problem. Ludzi łatwo zmanipulować w obiegowej etyce. Jak człowiek nie ma niedorozwiniętego mózgu, to ma w nim wszelkie możliwości okrucieństwa, agresji i moralnego usprawiedliwienia tegoż. Lepsze od ludzi są walenie. Mają trzy razy więcej, proporcjonalnie, komórek wrzecionowatych w mózgu, odpowiadających za miłość i empatie.
          • Wezmy Narcyzm jako grunt formujacy zlo moralne i oslabiajace poczucie etyki a wraz z nia sprawiedliwosci i sumienia. To jest to ten slaby filar w moralach i etyce ludzi. Pisal o tym Philipe Zimbardo w swoich doswiadczeniach nad policjantami znecajacymi sie nad wiezniami politycznymi w jednym z panstw w Poludniowej Ameryce...
            I badajac wszystkich tych policjantow i bezpieke, Zimbardo doszedl do wniosku,ze ludzie ci sa slabi moralnie. Ich prawdy sa 'wielowymiarowe', maja duza tolerancje np. dla prostytucji, zdrad malzenskich, pornografii, czy narkomanii...:=)
            A wiec, ich zdolnosci do krzywdzenia ludzi, okazaly sie wrecz proporcjonalne, do ich niskich morali i etyki zycia na codzien...

            Podobnie z grupami essemanow znecajacyh sie nad bezbronna ludnoscia, wszak ni jak da sie to wytlumaczyc z polityka lepszego jutra III Rzeszy.
        • witchoska napisała:

          > Adi i jego SS grupy tez byli tacy jak my....


          no to jest argument skrajny, ale dosc podreczny: czy Hitler czy Stalin tez byli w srodku dobrzy? Moze kiedys byli, jak mieli 10 lat, w to nie watpie, ale mowimy o ich dzialalnosci w latach czterdziestych.
          Za malo mieli zrozumienia? Moze trzeba bylo im bardziej ustapic (jeszcze bardziej)? A moze tak sa portretowani jako zlo, a tak naprawde to byli mili ludzie?
          A co z horda ich zolnierzy i z 50 milionami ofiar wojny, kto ich zabil, sami dobrzy ludzie? Pewnie czesto tak, w samoobronie, z demoralizacji wojennej- czesto tak, ale co, nigdy inaczej?
          W obozach tez gazowali dobrzy ludzie?
          • Ludzi łatwo zdemoralizować, zwłaszcza w dobrej sprawie, jak w nią uwierzą.
            • yadaxad napisał(a):

              > Ludzi łatwo zdemoralizować, zwłaszcza w dobrej sprawie, jak w nią uwierzą.

              Tak, ale nie ma czegos takiego jak demoralizacja w swiecie relatywizmu moralnego.
              • Nie ma czegoś takiego jak relatywizm moralny, to są wykluczające się pojęcia.
                • yadaxad napisał(a):

                  > Nie ma czegoś takiego jak relatywizm moralny, to są wykluczające się pojęcia.

                  No jak nie ma jak jest.

                  • Nie ma. To, że powstaje jakieś puste pojęcie, przykrywające kołderką problemy, by się nie grzebać w sednie sprawy, nie oznacza, że nabiera sensu. Jest cynizm, pragmatyczność, hipokryzja, zakłamanie, ortodoksja, wiedza, zrozumienie, horyzonty, refleksyjność, relatywizm jako taki i moralność jako taka , w czym obie formy mogą występować w aspekcie jako pozytywne czy negatywne w wyniku. Może być relatywizm, mogą być zasady moralne, ale razem , to jak być trochę w ciąży. Pustosłów, dla mówców, by ominąć sedno problemu.
                    • yadaxad napisał(a):

                      > Nie ma. To, że powstaje jakieś puste pojęcie, przykrywające kołderką problemy,
                      > by się nie grzebać w sednie sprawy, nie oznacza, że nabiera sensu. Jest cynizm,
                      > pragmatyczność, hipokryzja, zakłamanie, ortodoksja, wiedza, zrozumienie, horyz
                      > onty, refleksyjność, relatywizm jako taki i moralność jako taka , w czym obie f
                      > ormy mogą występować w aspekcie jako pozytywne czy negatywne w wyniku. Może być
                      > relatywizm, mogą być zasady moralne, ale razem , to jak być trochę w ciąży. Pu
                      > stosłów, dla mówców, by ominąć sedno problemu.

                      Rozumiem, ze masz zastrzezenia do problemu, ale takie pojecie funkcjonuje w filozofii i nauce, wiec go uzywam w takim rozumieniu.
                      Relatywizm to wlasciwy przedmiot pojecia, a 'moralny' to przymiotnik wskazujacy, do jakiej dziedziny sie to odnosi, czy tez tak to rozumiesz?

                      Wiem o czym mowisz, tzn co wzbudza watpliwosci, ale jest jak jest. Mnie to akurat nie przeszkadza i jest dla mnie jasne: relatywizm moralny oznacza innymi slowy wzglednosc moralnosci .
                      • Relatywizm moralny dotyczy i dziesięciorga przykazań. Nie zabijaj dotyczyło tylko męskiego mojżeszowego koczownika przez pustynię. Resztę w biblii rżnęli jak leci, co najwyżej małe dziewczynki zostawiali na gwałt.

                        • Pierwotna etyka ludzka to zapewne etyka Kalego, wiec relatyziwmu nie bylo, bo kazdy mial taka sam.
                          Potem ktos sie obudzil, ze mozna inaczej i bog stworzyl relatywizm.
                          Ludzie religijni wierza, ze 'prawidlowe' prawo pochodzi od Boga (wlasnego, tego wlasciwego) no a niepodzielajacy tej wiary maja problem.
                          Mozna isc sciezka relatywizmu albo wybrac jakis gotowy format albo skompilowac wlasny.

                          Relatywizm nie jest jednak problemem dla jednostki, poza dylematami, jest za to problemem w relacjach miedzy ludzmi i spoleczenstwami.
                          Dlatego zapewne zawsz probowano narzucic jakis jeden system calemu swiatu, by miec ten wspolny fundamnet, no ale to sie nigdy nie udalo i pewnie nie uda.

                  • kropidlo5 napisał:

                    > No jak nie ma jak jest.
                    >

                    Dobre!:-)
          • Nie byli w środku dobrzy, tylko nie byli inni.
    • narcystyczni znajomi jak dla mnie nie są szkodliwi, nawet lubię ich tę pewność siebie, pewność wyborów, ich rady, które wysłuchuje, robię po swojemu i nie biorę do siebie ich rozgoryczenia (czy oni przypadkiem nie chcą się utwierdzić w słuszności swego postępowania czując się naśladowanymi i nas do tego naśladowania zachęcają dlatego??)

      czasem rad posłucham, podziękuje, nawet o radę zapytam, gdy się waham, nimi dylematy nie targają nigdy

      i czasem popodziwiam narcyza, bo faktycznie wybijają się , dążą do tego by się wybić

      gorzej, gdy narcyza ma się w bliskim otoczeniu, gorzej, gdy narcyz wychowywał, manipulował, odbierał tożsamość i chcesz teraz zrzucić pętlę, chcesz zacząć stąpać lekko, zamiast butami brnąć w błocie, ale to tylko marzenia o lekkim stąpaniu

      i nic nie pomaga, prośby, błagania, łzy, więc tłumaczę: jestem dorosła, chcę iść swoja drogą, twoje rady (wymuszenia) sprawiają, ze czuje sie małym, nieporadnym dzieckiem, pozwól mi poczuć się samodzielną osobą -zero reakcji, wiec z bezsilności mówię głośno, głośno, głośniej, i robię po swojemu, tworzę barykadę, a ona i tak się dobija, więc nie mam już sił, ograniczam kontakt, i dzień w dzień czuję wyrzuty sumienia, bo inne koleżanki dzwonią do swych matek każdego dnia, i szkoda mi jej, ze ona takiej córki nie ma
      • > (czy oni przypadkiem nie chcą się utwierdzić w s
        > łuszności swego postępowania czując się naśladowanymi i nas do tego naśladowani
        > a zachęcają dlatego??)

        Lubię Twoje takie pytania/sugestie na boku, dają do myślenia i czasem są celne.

        > i nic nie pomaga, prośby, błagania, łzy, więc tłumaczę: jestem dorosła, chcę iść
        > swoja drogą, twoje rady (wymuszenia) sprawiają, ze czuje sie małym,
        > nieporadnym dzieckiem, pozwól mi poczuć się samodzielną osobą -zero reakcji, [...]

        Wiesz, Malwina. Mnie się wydaje, że są pewne wartości, które każdy człowiek przychodząc na ten świat musi zdobyć sam. Im bardziej zrobi to sam, tym potem będzie pewniejszy siebie, niezależny, asertywny.

        Bo ta lekcja, to test asertywności i niezależności od rodziców: można ją przejść tylko samemu -- odtrącając swoich rodziców. Na jakiś czas - aby poczuć się bez drabiny pod nogami i aby oni poczuli że nas utracili; a będziemy potem w stanie już asertywnie odmówić każdemu i będziemy wiedzieć że sobie radzimy bez nich i oni będą już to wiedzieć. Nie wystarczy mówić, trzeba sprawdzić i pokazać. Im i sobie. A nasi rodzice zaczną nas traktować jak dorosłych. Gdyby ktoś pytał o źródła: moje życie. Oczywiście, że mogę się mylić i może są inne sposoby. U mnie pomógł ten.
        • Może. Może coś w tym jest. Może w ich oczach wyglądam jak nieporadne dziecko. I nie tylko w ich. Czas dorosnąć.
          • W moich oczach jesteś dorosłą kobietą. A to, że jesteś trochę niepewna, to przyjemne instynkty opiekuńcze we mnie wzbudza...

            Może to tylko faceci powinni przechodzić takie "udowadnianie dorosłości". Wszystko ma swoje minusy i plusy.

            Takie pewne siebie i niezależne kobiety, to nie raczej wzbudzają pożądania facetów; facet zwykle chce się czuć potrzebny kobiecie, chce być oparciem, trochę opiekunem.
            • > Takie pewne siebie i niezależne kobiety, to raczej nie wzbudzają pożądania facetów; [...]

              Po chwili refleksji: jednak przesadnie niepewna siebie kobieta trochę odstrasza, bo może nie być w stanie asertywnie powiedzieć szczerze i otwarcie co naprawdę chce; przesadnie pewna siebie kobieta też odstrasza, facet nie czuję się jej potrzebny i jego poczucie własnej wartości jest zagrożone. Gdzieś jest złoty środek.
              • przesadnie niepewna siebie kobieta trochę odstrasza
                > , bo może nie być w stanie asertywnie powiedzieć szczerze i otwarcie co naprawd
                > ę chce;

                wiesz, jak ktoś chce się z kimś dogadać, to dogada się zawsze

                niekiedy ludzie wolą udawać przed druga stroną, ze sami nie wiedzą, czego chcą, są i też tacy, którzy udają, że nie rozumieją drugiej strony i zarzucają brak szczerości, w obu przypadkach chodzi o to, ze takie niedomówienie jest wygodne, szczerość wymagałby trochę wysiłku, odwagi
            • > Takie pewne siebie i niezależne kobiety, to nie raczej wzbudzają pożądania face
              > tów; facet zwykle chce się czuć potrzebny kobiecie, chce być oparciem, trochę o
              > piekunem.

              ja myślę, że te pewne siebie, niezależne kobiety to po prostu taką aurę stwarzają, zależną od okoliczności (stanowisko w pracy, zadanie służbowe do wykonania), w zaciszu domowym, dla najbliższych już mogą być sobą

              nie bój sie Nvv niezależnych kobiet!! ;)
          • Takie osoby sa 'niegrozne' pod warunkiem, ze nie maja nad toba zadnej przewagi, formalnej czy nieformalnej.
            Ale jak taki jest rodzic, przelozony w pracy albo maloznek ktory wiecej zarabia- jestes w czarnej d.

            Choc nie wiem, czy z boku to koniecznie wyglada fajnie, czasem zabawnie a czasem mniej.
            Osoby narcystyczne lubia sie chwalic- i samo to moze byc smieszne, ale gdy chwala, lubia umniejszac dokonania innych.
            Lubia byc w centrum uwagi i ciagle przerywaja, to tez moze irytowac.

            No ale to drobne 'przewiny', gorsze sa te wynikajace z braku ampetii, egoizmu i bezwglednosci.
            Jak narcyz ma troche wladzy to zrobi wszystko, co moze albo i wiecej, by te wladze wykorzystac, wyssac co sie da z podwladnych.
            Nie ma granicy, nie ma hamulcow. Im wiecej bedzie mial, tym lepiej sie bedzie czul, ale wkrotce bedzie i tak chcial jeszcze wiecej- bo narcyz z natury jest nieszczesliwy, on musi ciagle brac i nigdy nie ma dosc.

            Oczywiscie mowie o skrajnym, modelowym narcyzie. Mysle, ze z osoba podobnego typu kiedys pracowalem.
            W pracy ludzie zastanawiali sie, co to za fenomen. Ja sam myslalem, czy ona ma az tak niska czy az tak wysoka samoocene- nei wiedzialem wtedy nic o narcyzmie, to byly lata temu.

            Kombinatorka, zlodziejka, zawsze najglosniejsza, knujaca intrygi, na dodatek na pozycji menadzera wiec majac ku temu wiele narzedzi.
            Grafik pod siebie, ciagle chorobowe i ucieczki z pracy przy jednoczesnym surowym podejsciu gdy robi to ktos inny.
            Ona nawet zmyslala, jak juz wyorzystala wszytstkie elementy. Ale najgorsze bylo, ze w swoim egoizmie krzywdzila ludzi.
            Od wspolpracownika pozyczyla pare tysiecy i nie chciala mu oddac na przyklad, jak to motywowala? On ma oszczednosci na koncie i jej bardziej te pieniadze potrzebne.
            Bezwglednosc tez okazala kilka razy dosc jaskrawo.

            Moglbym napisac o tym ksiazke, ale nie o tym. rzecz w tym, ze nikt jej nie lubil ale kazdy byl zastraszony.
            Jednoczesnie wzbudzala fascynacje jak to sie dzieje ze tak jej wszystko uchodzi, ale wszyscy jej sie normalnei bali, bo zbierala haki albo potrafila wymyslec (wyssac z palca) cos, aby kogos pograzyc.
            Zreszta paru niepasujacych jej gosci pozbyla sie tak z pracy.
            • mam znajomego narcyza, jako znajomy jest ok, bardzo go lubię, przez pewien okres był szefem, ale nie długo, bo trochę "zaszalał", jego jeden podwładny dziwi sie, ze on ma inną twarz, źle go wspomina, jego żona też nie ma lekko, wysoko jej poprzeczki stawia, dzieciom też

              i znam narcyza starszego pana, kiedyś mi wspomniał, ze stara sie być autorytetem dla wnuków, i manipuluje nimi strasznie, i nie ceni ich za pasje, ale przedstawia czarne wizje, co sie stanie jak nie pójdą ścieżką, którą on im doradza, i tak ich przyzwyczaja, ze trzeba wyciszyć to co w duszy gra
              • Byc moze moje doswiadczenia sa bardziej skrajne, ja generalnie nie analizuje psychologicznie moich znajomych czy osob z otoczenia (moze keidys zrobie:)) ale tamta osoba to po prostu prosila sie o to, bo byla tak zagadkowa, i jak poczytalem o narcyzach to mi kliknelo 'tak, to ona, typowy'.
                Mialem tez okazal sie narcyztyczne osoby w kregu rodzinnym i jednego niby-przyjaciela, choc kim on byl to sam nie wiem.
                Kryteria odrozniajace rozne zaburzenia od siebie i od normy sa dosc plynne, czasem pewnie ktos moze miec w pewnym nasileniu rozne sprawy i troche narcyza pewnie kazdy w sobie ma, ale tamta osoba to byl po prostu podrecznikowy przypadek, jak czytalem artykuly o narcyzach to jakbym czytal o niej.

                Wg mnie metoda na narcyza to nigdy nie pozwolic mu myslec, ze ma przewage. Narcyz rzadko atakuje silnych, raczej silnym lize dupe, wiec jak sie da narcyza przekonac, ze jest sie tym silnym to moze byc nawet z niego pozytek i moze byc uzyteczny pewnie, choc ja nie lubie takich eksperymentow.
                no ale wiadomo, laska panska na pstrym koniu.
przejdź do: 1-100 101-200 201-300 301-321
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.