Dodaj do ulubionych

Świadectwo Emilki

IP: 62.233.201.* 12.08.04, 15:08


Bardzo trudno jest pisać o własnym życiu, zwłaszcza gdy nie było zbyt
piękne, kiedy popełniło się mnóstwo błędów. Ale chyba warto dzielić się tym,
czego dokonał w nim Bóg...
Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że nikt mnie nie kocha i nie
potrzebuje. Może dlatego, że rodzice pobrali się, kiedy mama nosiła mnie już
pod sercem? Byłam "przypadkiem", nie chcieli mnie, nie oczekiwali moich
narodzin z radością. Dzisiaj już wiem, że od zawsze pragnął mnie Bóg. Może
tylko nie chciał, abym została poczęta tak wcześnie, przed ślubem rodziców...
Z dzieciństwa pamiętam różne obrazy: czarny kabelek od grzałki, którym biła
mnie mama; pokój, w którym byłam zamykana, kiedy płakałam; pijanych rodziców
współżyjących ze sobą, miskę, do której wymiotowała marna, kiedy zbyt dużo
wypiła... Czy moje dzieciństwo było jedynie smutne i bolesne? Myślę, że nie.
Ale złe chwile zupełnie zasłoniły te dobre i radosne. Czasami zadaję sobie
pytanie, czy rodzice kiedykolwiek mnie kochali i czy kochają teraz. I chociaż
nigdy mi tego nie powiedzieli, w moim sercu jest iskierka nadziei, że tak.

Szkołę podstawową ukończyłam z bardzo dobrymi wynikami. Uczyłam się, by
ktoś mnie docenił, powiedział, że jestem zdolna, mądra. Problemy zaczęły się
w liceum. Nowe miejsce, nowi znajomi, dużo nauki i żadnej pomocy, wsparcia u
bliskich. Kiedy już nie mogłam zwrócić na siebie uwagi dobrymi stopniami,
zaczęłam wymyślać i przypisywać sobie różne choroby. Na początku robiłam to
nieświadomie, później nie umiałam już żyć w prawdzie. Wszyscy wierzyli, że
mam nerwicę, że dokuczają mi bóle żołądka, że wymiotuję, mdleje... Troskliwie
się mną zajęto. Było wiele rozmów z wychowawcą, nauczycielami, rodzicami.
Potem wizyty w poradniach psychologicznych i psychiatrycznych. Z jednej
strony było mi z tym dobrze, bo wreszcie ktoś zwrócił na mnie uwagę,
rozmawiał ze mną, chciał pomóc! Ale z drugiej strony czułam się okropnie,
okłamując wszystkich wokół.

Urojone choroby nie były w tym czasie moim jedynym problemem. Coraz
częściej popełniałam grzech nieczystości. Pamiętam, jak od samego początku,
tzn. od piątej czy szóstej klasy szkoły podstawowej powtarzałam sobie, że już
nigdy więcej tego nie zrobię, że to byt ostatni raz. Jednak sama nie umiałam
z tego wyjść, a z każdym upadkiem coraz bardziej siebie nienawidziłam.
Samogwałt niszczył nie tylko moje życie, ale i życie mojego rodzeństwa, które
bardzo często do niego namawiałam, W drugiej klasie liceum miałam dość
siebie, innych ludzi i w ogóle wszystkiego. Nie chciałam już żyć, marzyłam o
śmierci. Chciałam popełnić samobójstwo. Do dziś nie wiem, jak to się stało,
że nadal żyję. Byłam przecież tak blisko...

Czasem sobie myślę, że gdybym tak nisko nie upadła, nie spotkałabym
Tego, który pomógł powstać i zacząć wszystko od nowa. Panie, dziękuję, że
wtedy, gdy było bardzo źle, gdy zupełnie się zagubiłam i nikt nie umiał mi
pomóc, Ty mnie odnalazłeś. Dziękuję Ci za rekolekcje w Nazarecie, gdzie
zabrałeś niechęć do życia, a przywróciłeś radość, wiarę i nadzieję. Dziękuję
za Kurs Pawła. Tam pokazałeś, że jesteś ponad moim grzechem nieczystości. Tam
zrozumiałam, że jedynie Ty możesz mnie z niego wyzwolić, jeśli tylko poproszę
Cię o pomoc i przestanę liczyć tylko na siebie.

Jezu, dziękuję za wszystkich ludzi, których postawiłeś na mojej drodze,
a najbardziej za tych, którzy mnie do Ciebie prowadzili. Dziękuję za
kapłanów, kleryków, siostry zakonne, przyjaciół i znajomych. Dziękuję za
Małgosię, która uczyła mnie kochać innych i samą siebie. Za panią Marysię, na
której ramieniu zawsze mogłam się wypłakać i która zastępowała mi mamę.
Dziękuję za panią Basie, moją "duchową mamusię". To ona była przy mnie wtedy,
gdy nie było nikogo, słuchała, rozumiała, dodawała otuchy. To od niej
pierwszy raz w życiu usłyszałam słowa Kocham cię, jesteś mi potrzebna.

Jest jeszcze wiele rzeczy, sytuacji, ludzi, za których chcę dziękować.
Ale chyba najważniejszym i najpiękniejszym wydarzeniem w moim życiu były
rekolekcje dla chorych i spowiedź generalna. Dziękuję Ci, Jezu za księdza
Adasia. Dzięki jego słowom i postawie w sakramencie pojednania, spotkałam się
z Tobą kochającym i przebaczającym, a nie takim, jakiego obraz miałam
wcześniej - krytykującym, karzącym, odrzucającym... Panie, trzy lata temu nie
widziałam sensu mojego życia, pytałam, dlaczego mnie stworzyłeś. Dziś
dziękuję Ci za dar życia. Dziękuję za moją przeszłość, za wszystkie
cierpienia, jakich doświadczałam, bo przez nie mogłam łączyć się z Tobą, z
Twoim Krzyżem. Jezu, opiekowałeś się mną już tyle lat. Proszę, prowadź mnie
dalej. Ulecz moje zranione serce, pomóż przebaczyć tym, którzy mnie
skrzywdzili, ucz kochać każdego człowieka, który przechodzi obok mnie. Wskaż
mi, Panie, drogę, na której mogłabym Ci służyć, pomóż odkryć moje powołanie.
Tak, jak kiedyś, gdy w moim życiu wszystko zaczęło się walić, tak i
dziś "składam w Tobie moją nadzieję..."
Emilka

Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 12.08.04, 15:15
    No wiesz, ja bym nie dziękowała za taką "opiekę" tylko raczej miała głębokie
    pretensje do gości na górze (zakładając, że byłabym osobą wierzącą).
    Panna niech idzie do zakonu bo w normalnym świecie taką postawę nazywa się
    fanatyzmem.
    Jako cyniczna ateistka mogę tylko powiedzieć "Wszystkiego najlepszego i oby
    kobieta nie zwariowała."
  • ziemiomorze 12.08.04, 15:29
    Gość portalu: Adam napisał(a):
    "samogwalt niszczyl moje zycie"

    :-O

    --
    poluzuj, gdzie cie cisnie, hej
  • triss_merigold6 12.08.04, 15:32
    Ciekawe z jaką częstotliwością popełniał/a grzech nieczystości? I w jaki sposób
    niszczył życie? Bo jeśli publicznie to dobre obyczaje cierpiały i policja
    mandaty wlepiała to rozumiem...
  • marusia_ogoniok 12.08.04, 16:10
    .... powiadają... ale od was bździary, mendy, qrwiszonki i inna swołoczy
    najtęższa motyka odskoczy, krzywdy nie czyniąc... daremny trud Komandosa... ale
    i dla jednej owcy warto i.... trzeba!
  • Gość: daisy_s IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 12.08.04, 16:24
    A co by sie stalo z Emilka gdyby okazalo sie, ze nie ma tego w kogo tak
    bezgranicznie wierzy. Czym jest jej religijnosc? Choroba psychiczna?
  • ziemiomorze 12.08.04, 16:26
    Gość portalu: daisy_s napisał(a):

    > A co by sie stalo z Emilka gdyby okazalo sie, ze nie ma tego w kogo tak
    > bezgranicznie wierzy. Czym jest jej religijnosc? Choroba psychiczna?

    Wiara to wiara.
    Jesli pomaga - a tu wyraznie pomogla, to nie ma nic wspolnego z zaburzeniem.
    Potrafisz udowodnic, ze Boga nie ma?

    Chcialabym to zobaczyc :-)
    z.

    --
    poluzuj, gdzie cie cisnie, hej
  • Gość: daisy_s IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 12.08.04, 18:50
    A masz gdzies jakis konkretny dowod, ze jest?
  • Gość: genialna_z_wyboru IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 20:03
    Gość portalu: daisy_s napisał(a):

    > A co by sie stalo z Emilka gdyby okazalo sie, ze nie ma tego w kogo tak
    > bezgranicznie wierzy. Czym jest jej religijnosc? Choroba psychiczna?

    Jak się w coś wierzy ,to to dla wierzącego jest, Jego wiara to tworzy i to jest.
    Tak samo jak czyjaś nie wiara, zabija to istniejące coś,dla niewierzacego.

    Gdyby uwierzyła,że nie ma...nie byłoby, dla Niej by nie było.
    Zarówno istnienie Boga ,jak nieistnienie opiera się na wierze w to,
    a ludzki mózg jest tak skonstruowany,ze gdyby nawet "zobaczyła",że nie ma,a
    wierzyła,że jest,mogłaby pomyśleć ,ze był,ale coś się stało... i odwrotnie,
    gdyby ktoś kto wierzył,ze nie ma,"zobaczył",że jest,mógłby sobie to tłumaczyć na
    rozne sposoby,że tak mu się tylko z jakichś względów wydaje.


  • triss_merigold6 12.08.04, 20:09
    Cóż, muszę się zgodzić. Gdybym ujrzała przed sobą dajmy na to świetlisty
    trójkąt z okiem i usłyszała głos jak grom to uznałabym, że albo wymagam
    natychmiastowej pomocy psychiatry albo jest to objaw delirum tremens.
  • Gość: PATRICK LOMBARDI IP: 213.192.80.* 13.08.04, 11:37
    Do Triss-Merigold. Jesteś limpen inteligentką z niedokończonym doktoratem,
    rodzicami lumpen-ateistami, jesteś po gruppen-seksie, jesteś NIKIM.
  • triss_merigold6 13.08.04, 11:44
    Lecz się człowieku. Masz obsesję. Serio. Farmakologia nie psychoterapia w twoim
    przypadku.
  • czwarty.wymiar 12.08.04, 19:18
    Długie, nawiedzone i niestrawne...
  • Gość: Moni IP: *.telprojekt.pl 12.08.04, 20:30
    Księże Adamie. Dobrze, że Emilka znalazła ukojenie - daj jej Bóg.
    Każdy szuka po swojemu.
    Chce ksiądz świadectwa:
    Jestem Kasia z dobrego domu. Nikt nigdy nikogo nie bił, nikt nie pił, nikt
    nigdy nie wyzywał. Tata zarabiał i ciężko pracował, mama też pracowała i
    gotowała i rzadko się uśmiechała. Seks (uff, co za słowo) był ino tajemny i
    niepoznany. Samogwałty, cóż, z głębokim poczuciem winy. I oczywiście nikt się w
    tym domu nie buntował, nie uciekał, a księży godnie zawsze podejmował. Do Bozi
    biegał i slużył chwalebnie.
    Zamęściem ukoronowałam piękny bezseksowy związek z bardzo uczciwym i
    szlachetnym człowiekiem, godnym opiekunem mych dzieci.
    Och, i popsuło się. Jakieś myśli samobójcze po nocach, płacz, samotność, ból,
    totalnie nieudany seks, niechęć do dzieci i nienawiść do świata.
    Cóż było robić? Trzeba było świat zrewolucjonizować. Odpuścić mszę niedzielną,
    nie dać na tacę, powiedzieć "spierdalaj" pewnemu dupkowi, przeżyć parę
    orgazmów, walnąć gówniarza w dupę jak się drze i wyluzować.
    Wszystko gra. Czy chce mi się wracać do Boga? Ależ jest ze mną Panoczku na co
    dzień, i nie trza mi do tego mszy i modlitewnych wzdęć.

    Ale się wczułam. Historia autentyczna. Każdy ma swoją drogę. Pozdrawiam.
  • Gość: Adam IP: 62.233.201.* 13.08.04, 08:51
    Witam,
    w gwoli wyjaśnienia nie jestem księdzem.
    Mam i zone i dziecko.
    Sposób w jaki kreuje Pani swoje relacje z bliskimi, realizuje lub nie swoje
    potrzeby emocjonalne i kontakt z transcendencją to Pani prywatna sprawa.
    Napewno nie warto jednak z tak osobistych spraw publicznie spowiadac się.\
    Nie miejsce na to i efekt terapeutyczny żaden.
    A rozmowy z własnym partnerem w cztery oczy o prawdziwych potrzebach nigdy za
    dużo.Tylko życie w prawdzie liczy sie i ma sens.
    Pozdrawiam zycze wszystkiego najlepszego
    Adam
  • Gość: Moni IP: *.telprojekt.pl 13.08.04, 11:41
    Z księdzem to był żart. I tak jak ty nie jesteś Emilką(?) tak ja nie jestem
    Kasią. Ciekawa byłam Twojej reakcji. Znam też Zosie i Pawełków nawróconych na
    babtyzm i zen - z przeróżnych przyczyn. Ciekawe czy ich świadectwo Cię
    interesuje. I niby dlaczego świadectwo Kasi jest publicznym spowiadaniem się
    lub czym się to różni od świadectwa Emilki? Bo Ty tamtą rozumiesz?
    Każdy ma swoją drogę, ja w idealne rozwiązania dobre dla wszystkich nie wierzę,
    ale niech Cię Bóg prowadzi w nawracaniu innych. Może ktoś się załapie.
  • Gość: Adam IP: 62.233.201.* 13.08.04, 12:42
    Wiesz Moni,
    świadectwo z samej nazwy ma charakter indywidualny, wyjątkowy. Swiadczy tylko i
    wyłacznie o historii osoby, która ja opowiada. Jest biograficznym case study. I
    nie chce potwierdzac żadnej reguły.
    Swiadectwa innych ludzi też mnie intersują.Znam i szanuję jednych i drugich.
    szczeólnie buddyzm jest mi bliski.
    Stąd uważam ze to co determinowało doświadczenia AEmilki jest jej karma i jej
    błedne decyzje we wczesniejszych życiach.
    A co do spowiedzi to własnie świadectwo Emilki nim nie jest gdyż jest
    zapośredniczone przez umiesczenie go w sieci już wcześniej przez nia samą.Ja
    tylko ściągnałem go chcąc pokazac pewna historię.Pewien psychologiczny dramat i
    jedną z możliwych form wyjścia z tej sytuacji, która wydawać by się mogła nie
    może miec happy endu.
    Ale była to tylko jedna z mozliwych form inna jest np. psychoterapia. Miłość
    partnera etc.
    pozdrawiam
    Adam
  • Gość: Moni IP: *.telprojekt.pl 13.08.04, 13:08
    OK przyjmuję tłumaczenie. Moja Kasia rzeczywiscie nie zwierzała się
    autentycznie - służyła jako przykład poszukiwań Boga w zupełnie inny sposó, z
    błędami etc.
    Nic jednak nie poradzę na to, że odbieram Ciebie w Twoich wypowiedziach mało
    wiarygodnie. Patrzę na ludzi jako na poszukujących lub oświeconych. Poszukiwań
    u Ciebie nie widzę (może błędnie?) , natomiast osoba oświecona nie musi
    powtrarzać cudzego punktu widzenia, jest za to otwarta na innych. Ty wydajesz
    mi się przepełniony teorią, której trochę posmakowałeś od strony emocjonalnej.
    I choć zgadzam sie w dużej mierze z tym co pszesz, to pokazuję inną stronę, bo
    wyczuwam w tym fałsz.
  • majteczkii 13.08.04, 22:57
    pięknie napisane, mam jednak wątpliwości czy opublikowane w odpowiednim
    miejscu:/
    --
    Włóczęga: człowiek, który nazwałby się turystą, gdyby miał pieniądze.
    :-) ;-) :-) :-)

    Julian Tuwim
  • komandos57 12.08.04, 20:53
    Gość portalu: Adam napisał(a):
    Może dlatego, że rodzice pobrali się, kiedy mama nosiła mnie już
    pod sercem?
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    Nosila cie wytluku pod sercem.No i to samogwaltowanie sie.A jakich rekwizytow
    uzywalas?Czyz to nie butelka po .70 litra wina nie uszkodzila ci mozdzku,kobylo
    walnieta.Walek do rozdniatania ciasta wsadzij se w krocze i uskocz dupa na
    podloge by glebiej wszedl.
  • Gość: Zszokowana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.04, 13:43
    Ludzie nie macie się kogo czepiać? Doświadczycie, to sami zrozumiecie!!!
  • mika_forum 20.08.04, 14:14
    Ludzie, badzcie dorosli, przeciez to prowokacja....
    Autorka listu swietnie sie bawi waszym kosztem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka