• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Jak nauczyć się nie przejmować :-(.

  • 30.01.14, 23:16
    Witam !

    Mam problem polegający na tym, że za bardzo się wszystkim przejmuję; tym co ktoś powiedział, zrobił, jak się zachował wobec mnie itd.
    Dość często się zdarza, że po takiej sytuacji dwa, a nawet trzy dni nie potrafię normalnie funkcjonować tzn. niby robię to co do mnie należy, ale po łebkach, niektóre sprawy zawalam(głównie w domu), nie potrafię się na niczym skupić, a moje myśli non-stop krążą wokół tego wydarzenia.
    Po takim dniu jestem potwornie zmęczona psychicznie, mam wrażenie jakbym cały dzień siedziała w ulu, nie mogę zasnąć.
    Wkurza mnie to moje przejmowanie się czasem głupotami, często są to sprawy na, które nie mam wpływu, więc zamiast sobie odpuścić nakręcam się na maxa.
    Męczy mnie okropnie to wszystko, mam już naprawdę dość, a nie wiem jak z tego wybrnąć.
    Dodam, że jestem DDA ,wiem, że przydała by się terapia i mam zamiar na nią pójść, ale terminy są masakryczne. Próbuję dostać się od kilku m-cy, ale do końca ubiegłego roku nie było nawet zapisów.Na prywatną mnie nie stać.
    Może ktoś z Was miał podobny problem i udało mu się przynajmniej częściowo uporać z nim.
    Może ktoś poleci mi jakąś pomocną lekturę na ten temat.
    Ja potwornie się męczę sama ze sobą. Odbija się to na całej rodzinie.
    Edytor zaawansowany
    • 30.01.14, 23:20
      Może trochę pomóc "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Dale Carnegie
      • 30.01.14, 23:55
        Dzięki.
        • 31.01.14, 02:57
          Przejmowac sie? Zalezy czym? No napewno nie stanowiskiem jakiegos ptysia i jego brygady w necie. Celowo pisze ptys z malej litery, bo to malutki ptys. I niziutkie jego loty. Ano sa rozni ludzie. Internet to wylegarnia najrozniejszych osobnikow. Nie chce mowic szuj. Moglabym powiedziec: robta co chceta. Wiem, ze to forum. Ale czy na forum wszystko wszystkim wolno?
      • 10.02.14, 21:21
        zapraszam na konsultacje do e-gabinetu

        psychologonline.tv/psycholog/89764012/ilona-olczak/
    • 01.02.14, 16:10
      Jeśli pochodzisz z rodziny alkoholowej to Twoje problemy prawdopodobnie są tego rezultatem i naprawdę terapia jest dla Ciebie konieczna.
      Dzieci z rodzin alkoholowych mają wiele niezaspokojonych przez rodziców potrzeb takich jak: potrzeba bezpieczeństwa,przynależności,zaufania,bliskości.uwagi,zrozmienia i inne.

      Z drugiej strony, wynoszą z takiego domu; nadmierne poczucie winy,poczucie wstydu oraz poczucie bezwartościowości, oraz poczucie niezasługiwania na dobre traktowanie,
      a także bardzo duże zapotrzebowanie na akceptacje innych, że wymienię najważniejsze.

      Prawdopodobnie dlatego tak cierpisz z tego powodu;co ktoś powiedział,albo jak się wobec Ciebie zachował.
      Czyjaś uwaga dotyka Twojego poczucia wartości,które i tak jest już niskie i jeszcze się to pod wpływem takiej uwagi pogłębia.
      Jeśli doznawałaś przemocy to również możesz mieć skłonność do myślenia,że ten kto się źle do Ciebie odnosi,albo cię krytykuje pewnie ma rację.
      Musisz się starać nie ulegać takim myślom,że ten ktoś ma rację,lecz spokojnie się starać nad tym zastanowić czy słusznie Cię krytykuje czy też nie.
      Jeśli nie,to staraj się tym nie przejmować.Nie wszyscy muszą Cię kochać i akceptować.Zawsze się tacy znajdą,którym się coś u Ciebie nie będzie podobać chociażbyś nie wiem jak się starała zadowolić wszystkich.
      Myślę,że możesz sobie założyć taki dzienniczek stresu i w nim codziennie notować wieczorem ;
      data,
      co się wydarzyło,
      co myślałaś,
      jak się czułaś emocjonalnie,
      jak się czułaś fizycznie,

      Możesz wpływać na swoje uczucia zmieniając swoje myślenie.Jeśli będziesz starała się dobrze o sobie myśleć to i Twoje samopoczucie będzie lepsze.

      PS.Jeśli masz ochotę,to możesz do mnie napisać na mail; szaman.ka@gazeta.pl,będę się starała coś jeszcze więcej Ci podpowiedzieć.-
      --
      'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
      Hipokrates(460-377 p.n.e.)
      • 02.02.14, 11:21
        Zastanawiło mnie coś. Mój ojciec tez nadużywał alkoholu tak do mojego 10r życia. Potem miał duże problemy zdrowotne i przerwał. I stąd wyleciało mi to z głowy. Mam tak jak autorka wątku. Choć jest już lepiej od kiedy uświadomiłam sobie te mechanizmy, którym ulegam, a nad którymi mogę pracować. Czego i autorce wątku życzę. Dużo pomaga pozytywne otoczenie.
      • 08.02.14, 20:39
        mowilam wczesniej uwazaj bo peknie zylka i bedzie problem :).
      • 09.02.14, 18:39
        "Koniec wspóluzaleznienia" Beatie Mellody

        i ta:
        www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=26&ved=0CD4QFjAFOBQ&url=http%3A%2F%2Fpl.scribd.com%2Fdoc%2F76352537%2FJohn-Bradshaw-Powrot-do-swego-wewn%25C4%2599trznego-domu&ei=U5HnUr_JPIfe7AbcvoGoBw&usg=AFQjCNHhuuVNl9IiFAe4nM73-B6lW-RGGg&bvm=bv.59930103,d.ZGU&cad=rja
    • 01.02.14, 16:32
      Pytasz, jak się nauczyć czy jak się nie przejmować:)
    • 02.02.14, 19:08
      Można przyznać się przed samym sobą, że owszem zależy nam na tym jak odnoszą się do nas inni ludzie. Może wynika to z naszego brak uczucia.
      Ale można się zapytać czy akurat opinią i zachowaniem tych ludzi powinniśmy się przejmować?
      Może są to ludzie, których opinią i zachowaniem w ogóle nie powinniśmy się przejmować.
      Czasem może trzeba umieć podsumować innych: gbur, złośnica, zero kultury itp.
      Też się tego uczę... mniejszego przejmowania się...
      • 08.02.14, 00:03
        Dzięki za odpowiedzi :-).

        Mój dom rodzinny to był jeden wielki koszmar. Uzależnienie obojga rodziców, wieczne awantury, rękoczyny, a do tego kilka prób samobójczych mojej matki, na dodatek w mojej obecności (miałam wtedy ok. 12 lat).

        Czasem zdarza mi się niespecjalnie przejmować zachowaniem innych (szczególnie wtedy kiedy nic mnie z tymi osobami nie łączy).
        Może wydać się to dziwne, ale choć nie jestem osobą o "moralności pani Dulskiej", to bardzo przejmuję się tym, ze ktoś mógł sobie o mnie źle pomyśleć.
        Bardzo ciężko znoszę wszelkie gafy, które mi się przytrafiają czasem. Dopiero nie dawno odkryłam, że innym też się przytrafiają, wcześniej tego nie zauważałam. A kiedy zaczęłam zauważać, byłam pełna podziwu, że ludzie się tymi wpadkami zupełnie nie przejmują, a nawet potrafią do nich podchodzić z humorem. Mnie się to czasem zaczyna zdarzać :-).

        Najgorzej jest w pracy:-(.
        Czuję się jak w potrzasku. Mam wyjątkowo wredną szefową, która wykorzystuje swoją przewagę i zwyczajnie wyżywa się na podwładnych , szczególnie tych na najniższym szczeblu, jak ja.
        Czujemy się jak ścierki do podłogi, wszyscy jej wręcz nienawidzą, a jeszcze bardziej boją.
        Mnie najbardziej wkurza właśnie to moje przejmowanie się jak się do mnie odezwała, że znów się czepia choć nie ma podstaw i jej niesprawiedliwe traktowanie pracowników. Najlepiej traktuje tych, którzy jej się "podlizują", mogą olewać swoje obowiązki, a ona udaje, że tego nie widzi.
        Rozmowa nie wchodzi w grę, jakikolwiek sprzeciw dusi w zarodku wrzeszcząc jak opętana.

        Mam zamiar zmienić pracę, ale chwilowo jest to mało realne.
        I tu tkwi właśnie mój problem, najbardziej boję się reakcji osób, od których jestem w jakimkolwiek sensie zależna. Np. od szefowej, że gdy będę potrzebowała dzień wolny to ona złośliwie mi go nie da itd.
        Nie potrafię stawiać granic, gubię się w tym, a potem jestem jeszcze bardziej sfrustrowana.
        Staram się we wszystkim co robię dążyć do ideału, choć wiem, że to niemożliwe. Należę do osób, które nie potrafią nic robić "po łebkach". Przez najbliższe mi osoby jestem doceniana, mówią o tym, że daję z siebie wszystko, niczego staram się (przynajmniej świadomie) nie zawalać. Natomiast w pracy odwrotna sytuacja, choć ja staram się ile mogę i tak jestem tylko popychadłem, które powinno się cieszyć, że ma TAK DOBRĄ SZEFOWĄ, do tego dochodzą jej pupilki, które non stop szepczą jej do ucha różne mądrości, a które są dla niej najcenniejszymi wskazówkami dotyczącymi innych "gorszych" pracowników (takich jak ja).
        Cała ta sytuacja doprowadza mnie dosłownie do białej gorączki, nakręcam się przeżywam, a powinnam machnąć ręką i olać tą bandę.
        Tylko jak to zrobić?
        • 08.02.14, 00:13
          To zmień pracę. Idealnie jak praca daje satysfakcje, jest przyjemną pasją i daje poczucie satysfakcji. Mnóstwo ludzi robi z siebie niewolników, żeby nie powiedzieć prostytuuje się za pieniądze tyle że oddając nie ciało, a duszę, i traktuje pracę jak jakąś wyższą konieczność, która musi być nieprzyjemna: odbębnić i wrócić do życia, tyle że zostaje na to życie mało czasu i energii. Ten system wartości stoi na głowie.

          A stawianie granic i umiejętność radzenia sobie z trudnymi ludźmi to osobny temat -- też warto nad tym pracować, ale czasem człowiek znajdzie się w takiej mysiej norze, zaszczuty i upchnięty przez otoczenie, że lepiej wyskoczyć i w spokojniejszych warunkach nauczyć się stawiania granic i mówienia "spier*" tak aby ten drugi poczuł podniecenie na samą myśl o zbliżającej się podróży. (;
        • 08.02.14, 21:15
          W pracy dobrze jest mieć sojuszników. Mieć z kim pogadać o tym, co planujesz robić w weekend, mieć z kim ponarzekac "znów poniedziałek", czy iść na piwo w środku tygodnia. Układy sił w pracy co jakiś czas się zmieniają, dzis jest źle jutro lepiej, potem znów źle i tak na zmianę.

          Gdy psychicznie bedziesz czuć się lepiej, to przestaniesz był latwym celem dla frustratów, którzy szukają osoby na której mogłyby swoja złość wyładować. Też miałam taką szefową i identyczny problem z dniami wolnymi. Atmosfera w pracy poprawiła się, gdy przestałam trzymać się na uboczu, zaprzyjaźniłam się ze współpracownikami.

          Moje życie zmieniają inni ludzie. Pojawiają się w odpowiednim momencie, dają mi wiarę w siebie i coraz mniej surowym okiem patrzę się na to kim jestem. I ja Ci bardzo takich ludzi wokół życzę.
    • 08.02.14, 00:19
      Mwiktorianka
      Czyli w domu nie miałaś bezpiecznej bazy i do ludzi szłaś tym samym z większym zaufaniem ?.
      Pewnie jeszcze jesteś nieśmiała , nieśmiałość bierze się z ogromnego szacunku do ludzi, na swoim cierpieniu wysublimowałaś, żeby ludziom okazywać więcej dobroci niż na to mogą zasługiwać, boisz się ich krzywdzić bo byłaś skrzywdzona i obchodzisz się z nimi jak z porcelaną i chodzisz na paluszkach bo się potłuką. Tak?
      • 08.02.14, 16:53
        8lolitka jest dokładnie tak jak napisałaś.
        Dla wszystkich staram się być wręcz uprzedzająco grzeczna. Boję się kogokolwiek urazić, w kontaktach z innymi jestem spięta, brakuje mi luzu, swobody, naturalności (często nawet w kontaktach z ludźmi, których znam od wielu lat).Rozmawiając z kimś ciągle się pilnuję aby nie popełnić gafy, nie palnąć czegoś głupiego.
        Dopiero kiedy uda mi się trochę wyluzować mogę powiedzieć coś błyskotliwego, ale zdarza mi się to raczej rzadko.
        Wiem, że DDA mają pod górkę zwłaszcza w kontaktach z autorytetami np.szefem.
        Ciężko mi w życiu z takimi deficytami, choć teraz i tak jest o niebo lepiej niż kiedyś, kiedy byłam np. nastolatką. Zamknięta w sobie, szara myszka siedząca w kącie - takie popychadło, z którego można było się pośmiać. Do teraz mi to zostało, kiedy słyszę jakąś rozmowę, pierwsza myśl jest taka, że to pewnie ze mnie się śmieją lub obgadują.
        • 08.02.14, 18:12
          Musisz dopuścić do siebie emocje agresywne-złość,gniew gdy ktoś narusza Twoje granice czy w inny sposób Cię obraża.
          Wygląda na to,że tłumisz te emocje i dlatego tak źle znosisz uwagi krytyczne pod Twoim adresem i źle się czujesz przez dłuższy czas po takiej uwadze.
          Trzeba się nauczyć też te emocje i uczucia wyrażać. Bez tego nic się nie zmieni.
          Musisz się też nauczyć asertywności.
          --
          'Jeśli nie jesteś gotowy zmienić swojego życia,nie można ci pomóc".
          Hipokrates(460-377 p.n.e.)
        • 08.02.14, 21:16
          Mwktorianka
          Właściwie terapia by ci pomoga, ale nie zawsze jest czas i pieniądze. Piszesz że pracujesz, ja na twoim miejscu poszłaby jeszcze do szkoły. Czasem nie trzeba przerabić wszystkiego co się stało tylko użyć noża, odciąć się. A żeby się odciąć trzeba iść do ludzi, praca to obowiązki ,a w jakieś wieczorowej szkole byś poznała przyjaźnie i umysł by przeskoczył zamiast zajmować się sobą, zajełabyś się kontaktami z innymi i intelektualną pracą. Nie miałabyś czasu się przygotowywać jak się zachować, poszłabyś na żywioł i umysł pracujący nie zajmował by się tym czym obecnie. Spotykałam wiele ludzi dorosłych w szkołach dla dorosłych, na początku byli w opłakanym stanie, ale po mniej więcej pół roku to byli zupełnie inni ludzie, a też...po życiowych przejściach, bardziej pewni siebie, miejący dużo z siebie do wyrażenia. Pewność intelektualna przez wiedzę korygowała skrzywione emocje.
          • 09.02.14, 16:38
            Bardzo fajny pomysł Egzystencjalko, by rozwojem intelektualnym samoocenę podnieść. Pracowitość doceniana przez szefa pomaga również. Tyle, ze tu problem z szefową jest.
            • 09.02.14, 16:51
              ...może szefowa woli tych lizusów zaniedbujących obowiązki, bo przy nich nie czuje zagrożenia. Myślę, że ona dobrze wie i widzi, kto się stara a kto nie.
            • 09.02.14, 18:11
              Malwi
              Wiedza daje pewność siebie i tym samym porządkuje emocje. Z takiej perspektywy natrętne myśli wydają banalne . A co do szefowej co lubi lizusów to głupia taka szefowa.
              • 09.02.14, 19:22
                Oby tylko zdobywanie wiedzy faktycznie powodowało wzrost uznania dla samego siebie. Bo w sumie bywają tu na forach wątki osób, które maja powody do dumy, gdyż dużo osiągnęły a mimo to nie potrafią pozbyć się uczucia, że są bezwartościowe.

                Największego wroga i krytyka mamy często w sobie. Wiedza psychologiczna, poznanie pewnych mechanizmów jakim ulegamy od początku naszego istnienia pomaga tego krytyka pokonać...
                • 09.02.14, 19:41
                  Rozbudzania w sobie pozytywnego myślenia, pozytywnej energii pomaga podnieść samoocenę. Czyli nie nauka dla zabicia czasu, nie nauka dla korzyści materialnych, ale nauka dla przyjemności i radości, zaspokajania ciekawości. To mi do głowy przyszło.

                  No i szukanie ludzi o podobnym spojrzeniu na świat. Przyjaźń pomaga. Przyjaciel pomaga zwalczyć tego "wewnętrznego krytyka" (jak go tu jeden forumowicz nazwał).

                  • 10.02.14, 00:00
                    Malvi
                    Ludzie niewykształceni szybciej zapadają na wszelkie zaburzenia bo jednak psychika nie daje rady z rzeczywistością. Ty popatrz na sekte smoleńską, frustraci zarażani paranoją na dokładkę. Zanim kobiety poszły do szkoły to zakłady psychiatryczne były przepełnione głównie kobietami . Co było argumentem konserwatystów żeby kobiecie nie dawać praw bo wariuje, a wariowała bo nie chodziła do szkoły i nie radziła sobie z rzeczywistością.
    • 08.02.14, 23:48
      Ja Ci sprobuje pomoc, tylko napisz, czy chcesz tu na forum, czy na priva. Mialabym kilka pytan, z ktorymi moglabys czuc sie niewygodnie, i z tego, co zauwazylam po postach jestes typem introwertycznym.
      --
      www.wiocha.pl/
      • 09.02.14, 00:03
        Brygada
        Acha, czyli typ ekstrawertyczny idący w ludzi, czy przypadkiem nie jest zamknięty i obwarowany by go nie ranili, czyli wewnętrze introwertywny. A typ introwertywny , czy przypadkiem nie jest otwarty na ludzi i dlatego odsunięty bo nie ma zasłon wewnętrznych , i przez otwarość bezbronny, tym samym odsunięty od tłoku, co nie pomyślałaś że ta typologia jest już dawno nieaktualna?
        • 09.02.14, 00:29
          8lolitka napisała:

          > Brygada
          > Acha, czyli typ ekstrawertyczny idący w ludzi, czy przypadkiem nie jest zamknię
          > ty i obwarowany by go nie ranili, czyli wewnętrze introwertywny. A typ intrower
          > tywny , czy przypadkiem nie jest otwarty na ludzi i dlatego odsunięty bo nie ma
          > zasłon wewnętrznych , i przez otwarość bezbronny, tym samym odsunięty od tłoku
          > , co nie pomyślałaś że ta typologia jest już dawno nieaktualna?

          Aaaaa, widze, ze to Ty... wiec.
          Obwiniasz rodzicow, ktorzy z tego, co widac dali Ci staranne wyksztalcenie, wiec pewnie nie jestes taka DDA, jak tu probujesz prezentowac. Mieli kase na to, zeby Cie wyksztalcic, wiec dziekuj im za to, wiec az takimi alkoholikami nie byli. I ode mnie spieralajta Egzystencjalko.

          --
          www.wiocha.pl/
          • 09.02.14, 00:56
            Brygada
            Ale co znowu? Zwracam ci uwagę jedynie że typologia Jungowska nie jest zbyt obecnie aktualna. No pomyśl kto naprawde jest otwarty na ludzi a kto zamknięty i to też już w nikim nie jest stabilne, życie dynamiczne zmusiło do większej elastyczności.
            • 09.02.14, 03:28
              8lolitka napisała:

              > Brygada
              > Ale co znowu? Zwracam ci uwagę jedynie że typologia Jungowska nie jest zbyt obe
              > cnie aktualna. No pomyśl kto naprawde jest otwarty na ludzi a kto zamknięty i t
              > o też już w nikim nie jest stabilne, życie dynamiczne zmusiło do większej elastyczności.

              Nic, piszesz bez sensu, nie rozumiem Twoich rodzicow, po ch... inwestowali w Twoje wyksztalcenie, na ich miejscu wolalabym te pieniadze przepic.


              --
              www.wiocha.pl/
              • 09.02.14, 05:28
                Brygada
                Co znowu, wiele rzeczy jest nieaktualnych to tylko próbuje ci powiedzieć. Uważasz np: że masz Fraudowski kompleks zazdrości o penisa? W jego czasach mógł tak powiedzieć, bo kobiety były na samym dnie społecznym i ich przemanipulowanie mogło się wydawać zazdrością o penisa. Do tej pory opowiada się mity o zazdrości o penis feministek, ale później przyszedł Adler i ogłosił że agresja kobiet wynika z ich niskiej roli społecznej , a obecne badania pokazują że dziewczynki nic zazdrosnego do penisa nie czują, bo akceptują swoją płeć, badania jednak pokazują że polki są bardzo agresywne i...tu mamy Adlera jako wyjaśnienie. Tak samo jest z Yungiem i jego dziwaczną typologią intrawertywności itd.
                • 09.02.14, 15:32
                  8lolitka napisała:

                  > Brygada
                  > Co znowu, wiele rzeczy jest nieaktualnych to tylko próbuje ci powiedzieć. Uważa
                  > sz np: że masz Fraudowski kompleks zazdrości o penisa? W jego czasach mógł tak
                  > powiedzieć, bo kobiety były na samym dnie społecznym i ich przemanipulowanie mo
                  > gło się wydawać zazdrością o penisa. Do tej pory opowiada się mity o zazdrości
                  > o penis feministek, ale później przyszedł Adler i ogłosił że agresja kobiet wyn
                  > ika z ich niskiej roli społecznej , a obecne badania pokazują że dziewczynki ni
                  > c zazdrosnego do penisa nie czują, bo akceptują swoją płeć, badania jednak poka
                  > zują że polki są bardzo agresywne i...tu mamy Adlera jako wyjaśnienie. Tak samo
                  > jest z Yungiem i jego dziwaczną typologią intrawertywności itd.

                  Ja tez nie mam zadnych freudowskich kompleksow na tle penisa, jestem zadowolona z mojej zenskiej plci. Introwertyzm natomiast nie ma nic wspolnego z kompleksami Edypa, Elektry itp. Jest to zwyczajnie typ osobowosci, ktory nalezy w sobie zaakceptowac. Nie kazdy moze i nie kazdy musi byc ekstrawertykiem.
                  A co do mnie, nie jestem zadna zacofana baba, zawsze bylam nowoczesna i swego czasu lubiana. W czasie, gdy Ty studiowalas jungowskie teorie i siedzialas z noskiem w ksiazkach, to moze ja z Twoim ojcem woodke pilam w knajpie. Gdyby ode mnie zalezalo, to zycie byloby niczym w Tel Avivie, CO+ airco jako standard, jedzta, pijta, uzywajta. Dokad nie rzucili mnie na wioche, to uwierz, szlam do pracy, a pozniej prysznic i knajpa z uroczymi klimatami, ktora byla moim drugim domem. Wiadomo, ze gdy pojawiaja sie dzieci, to zmieniaja sie priorytety, lecz nie mentalnosc.

                  --
                  www.wiocha.pl/
                  • 09.02.14, 15:56
                    Brygada
                    Kiedyś nie żyli ludzie tak dynamicznie jak w obecnych czasach, przez dynamikę społeczną ludzie już nie mają tak sztywnych typów osobowości jakie sobie założył Jung, kwestia zmiany klimatu otoczenia a osoba nieśmiała i wycofana staje się guru towarzystwa jeśli ona akurat mu podpasuje pod ekspresje. Dużo osób jest naprzykład wycofanych przez przemoc w domu, ale gdy mogą poprzebywać wśród ludzi gdzie jest bezpiecznie to hasają i są w centrum. Po prostu zamykasz kogoś typologią i on jeśli uwierzy to się wycofa bo mu narzucisz typologie.
                    • 09.02.14, 17:59
                      8lolitka napisała:

                      > Brygada
                      > Kiedyś nie żyli ludzie tak dynamicznie jak w obecnych czasach, przez dynamikę s
                      > połeczną ludzie już nie mają tak sztywnych typów osobowości jakie sobie założył
                      > Jung, kwestia zmiany klimatu otoczenia a osoba nieśmiała i wycofana staje się
                      > guru towarzystwa jeśli ona akurat mu podpasuje pod ekspresje. Dużo osób jest na
                      > przykład wycofanych przez przemoc w domu, ale gdy mogą poprzebywać wśród ludzi
                      > gdzie jest bezpiecznie to hasają i są w centrum. Po prostu zamykasz kogoś typol
                      > ogią i on jeśli uwierzy to się wycofa bo mu narzucisz typologie.

                      Widze, ze piszesz wiecej, ojciec trzymal Cie pod kloszem i mial racje, bo takiego trolla nalezy trzymac w ryzach. Ty bys chciala starego pod klosz poslac z zemsty. Chyba coraz bardziej lubie tego czlowieka:)

                      --
                      www.wiocha.pl/
                      • 09.02.14, 18:08
                        Brygada
                        Wiesz co szkodzisz.
                        Autorka nie jest inrowetyczna, autorko wątku nie słuchaj tego, bo jeśli ktoś ciebie tak stypologizuje to zamiast działać uznasz, aż przecież działanie do mnie niepasuje, powinnam się wycofać.
                        • 09.02.14, 18:29
                          8lolitka napisała:

                          > Brygada
                          > Wiesz co szkodzisz.
                          > Autorka nie jest inrowetyczna, autorko wątku nie słuchaj tego, bo jeśli ktoś ci
                          > ebie tak stypologizuje to zamiast działać uznasz, aż przecież działanie do mnie
                          > niepasuje, powinnam się wycofać.

                          Introwertyzm to nic zlego, jak autorka bedzie chciala na sile byc ekstrawertyczka, bo tak nakazuja prawa persfazji marketingowej, to nie bedzie soba.

                          --
                          www.wiocha.pl/
                          • 09.02.14, 18:38
                            Brygada
                            A czyli ma siedzić w domu bo jej nawiedzona wmówi jest introwertyczna.
                            • 09.02.14, 19:21
                              8lolitka napisała:

                              > Brygada
                              > A czyli ma siedzić w domu bo jej nawiedzona wmówi jest introwertyczna.

                              Glupoty gadasz, ja jestem introwertyczka, a bylam knajpiana.

                              A za to, ze mnie wyzywalas poslalabym Cie do bylej bratowej (bo nie mam juz brata) i tam dusilabys sie latem, z zima bys marzla zeby zaoszczedzic na nowe meble dla dekoracji. Ja wole miec zima ogrzewanie, a latem klimatyzacje i meble ogrodkowe pie.... W ogrodku latem wystarcza mi krzesla, zeby spokojnie posiedziec, upiec kielbase przy ognisku, czy inne mieso na ruszcie, przy ognisku na pniu tez bym posiedziala.


                              --
                              www.wiocha.pl/
                            • 09.02.14, 22:34
                              Nie jestem introwertyczką, a właściwie tak pół na pół (tak mi wyszło z testu).
                              Kiedyś byłam bardziej ekstrawertyczką, w drugą stronę poszłam z dwóch powodów, pierwszy to maż, introwertyk (z przymusu dopasowałam się do niego, trwało to całe lata), drugim powodem było uświadomienie sobie, że ludziom nie można ufać. To tak jakby przeżycia z dzieciństwa dopiero po latach wygenerowały pewne cechy mojego charakteru, potrzebny był mi czas na uświadomienie sobie pewnych spraw.

                              Co do nauki to w 100% się zgadzam, co więcej, mam zamiar w tym roku zacząć studia.
                              Wiem, że to podniesie moją samoocenę (od kilku lat mam z powodu braku wyższego wykształcenia mega kompleksy), po drugie dzięki temu będę mogła szukać lepszej (przy okazji lepiej płatnej, ponieważ teraz zarabiam niewiele ponad najniższą krajową)pracy.
                              Niejakim problemem jest fakt, że mąż mnie w tych chęciach nie wspiera. Usłyszałam, że chcę się realizować kosztem rodziny.
                              Dotarło do mnie, że za bardzo podporządkowałam swoje życie rodzinie, wszystko kręci się wokół dzieci i męża, a mnie w tym wszystkim nie ma. A przynajmniej nie w takiej roli w jakiej bym chciała.

                              W obecnym miejscu pracy jest taka właśnie hierarchia, ci z wyższym wykształceniem są ważni i należy im się szacunek, tym którzy go nie mają nic się nie należy. Są traktowani jak popychadła od czarnej roboty i najlepiej aby w pas się kłaniali magistrom.

                              8lolitka ja mam w sobie złość, mam jej naprawdę dużo, problem w tym, że nie potrafię jej okazać, szczególnie w kontaktach z szefową, co mnie jeszcze bardziej frustruje.
                              Druga kwestia, ze moja szefowa to typ podobny do mojej matki (tyle, że na większą skalę) ona nie rozumie, że inni mają prawo mieć własne zdanie i prawo nie zgadzać się z nią. Jeśli ktokolwiek próbuje jej się w najmniejszym nawet stopniu przeciwstawić to już ona pokaże mu kto tu rządzi. Mnie się to zdarzyło dwa razy (doprowadzona do ostateczności) stąd ta wyjątkowa nienawiść skierowana w moją stronę. Sojuszników mam (dwie koleżanki), które są fajnymi ludźmi, zajmują się powierzonym obowiązkami, a nie donoszeniem szefowej, roznoszeniem plotek i tworzeniem nowych intryg.

                              Jako dziecko nie miałam pozwolenia na okazywanie negatywnych uczuć i jakiekolwiek nieposłuszeństwo, a nawet własne zdanie, wszystko to było tłamszone w zarodku.
                              Jakiekolwiek przejawy wyżej wymienionych były kwitowane oskarżeniami, że jestem podła, wredna i niewdzięczna.
                              • 09.02.14, 23:24
                                Mwiktorianka
                                Mąż normalny powinien kobietę wspierać, twój ma jakieś lęki do kobiet które mogą być lepiej wykształcone i lepiej zarabiać, bo to jest irracjonalny lęk aby ograniczać dla niby dobra rodziny, bo jakie to dobro jak dużo spraw się nie rozumie i mniej zarabia. Pozatym tym bardziej on na tym skorzysta bo w wielu rzeczach go wyręczysz a tak głupkowato warczy bo mu twoja postawa narusza mit męskości iż to on jest głowa domu i żywiciel. Może ci facet seksu odmawiać jeśli niedojdziesz z nim do ładu.
                                Autorytarni rodzice i autorytarna szefowa będzie ciebie to bardzo denerwowało bo tacy ludzie nie liczą się ze zdaniem drugiej osoby i zamiejanią firmy w narcastyczne enklawy pochlepców którzy kantują aby działać, praca też do wymiany.

                                • 09.02.14, 23:27
                                  I tu Egzystencjalka tkwi sedno, ja zarabiam duzo wiecej, niz moj facet i to ja przynosze pieniadze do domu. Wiec jak chce sie napic, to sie napije, bo ja na to zarabiam:)
                                  --
                                  www.wiocha.pl/
                                  • 09.02.14, 23:46
                                    Brygada
                                    A nie odmawia ci seksu? Jeśli nie to jest taki bardziej przylepa niż macho, bo faceci mają problem z męskością jak to kobieta do domu przynosi mamuta.
                                    • 09.02.14, 23:51
                                      8lolitka napisała:

                                      > Brygada
                                      > A nie odmawia ci seksu? Jeśli nie to jest taki bardziej przylepa niż macho, bo
                                      > faceci mają problem z męskością jak to kobieta do domu przynosi mamuta.

                                      Powiem Ci tak, jestem tak zarobiona, ze nie mam czasu myslec o seksie. Jak poloze dziecko spac, to jestem szczesliwa, ze mam chwile czasu dla siebie.
                                      --
                                      www.wiocha.pl/
                              • 10.02.14, 08:20
                                Piszesz, że w kontaktach z innymi jesteś bardzo grzeczna i dodatkowo brakuje Ci swobody. I niektóre osoby (jak Twoja autorytarna szefowa) to właśnie wykorzystują. Pozwalają sobie one na zachowania, które sprawiają Tobie przykrość, bo wyczuwają Twoją bezbronność.

                                Receptą na takie sytuacje jest właśnie według mnie wzrost pewności siebie, który spowoduje, że inne osoby dostrzegą wokół Ciebie granice, których przekraczać nie będą miały już odwagi. Jakby "wymusisz" na nich inne traktowanie siebie.

                                Studia na pewno Ci pomogą podnieść samoocenę. Piszesz, że bez nich masz ogromne kompleksy. A ja myślę, że i bez nich masz wiele powodów do zadowolenie z siebie, ze swoich osiągnięć. Nie ma ludzi, którzy by żadnych zalet nie mieli i wad byli pozbawieni. Jedne i drugie warto dostrzegać. Zalety powinny nam dodawać skrzydeł. Wady powinny nas zmuszać do pracy nad sobą, ale i też powinny uczyć nas wyrozumiałości dla własnej niedoskonałości. Tymczasem zalet się wstydzimy a dodatkowo wadami podcinamy sobie te skrzydła.

                                Twoje studia to nie koszt rodziny, ale pożytek. Twoje dowartościowanie siebie wyjdzie Waszej rodzinie na dobre. No i szansa na lepszą pracę będzie.
                                • 10.02.14, 10:20
                                  malwi masz rację.Ja to wszystko wiem. Przez dość długi czas wahałam się, próbowałam przekonać męża co do mojej decyzji o nauce, ale po tekście, ze kosztem rodziny itd dałam spokój. W stosownym czasie mam zamiar po prostu wstąpić w szeregi studentów i nie będę pytać o zgodę bo jestem pełnoletnia i nie muszę mieć jego aprobaty.
                                  To prawda, że chodzi tu pewnie o jego kompleksy, ma ich trochę. Ale ja też je mam, a nie przyszłoby mi do głowy ograniczać mu dostępu do nauki.

                                  8lolitka czy nie przeceniasz trochę znaczenia wykształcenia? Owszem dobrze je mieć, cenię ludzi wykształconych, ale takich, którzy są ludźmi mądrymi, oczytanymi, posiadającymi wiedzę nie tylko w dziedzinie, którą studiowali ale taką wszechstronną.

                                  Spotykam niestety ludzi, którzy mają mgr przed nazwiskiem (np. w mojej pracy), a są zwyczajnie ograniczeni; nie czytają nic poza brukowcami (o książkach nie wspomnę), kompletnie niczym się nie interesują (co najgorsze nawet własną pracą, w której brak im kompetencji). Kiedyś myślałam, ze człowiek po studiach to człowiek inteligentny, dziś wiem, ze nie zawsze tak jest.
                                  • 10.02.14, 14:33
                                    Mwikrotianka
                                    Bo są tacy co do szkoły chodzi ale nic nie wynieśli, to znaczy szkoła ich kształtowała za nich, czyli tak czy inaczej oddziałała pozytywnie poza ich świadomością, ale nie mają wiele do powiedzenia. To takie buraki co idą bo papierek i właśnie ich typowe zachowanie to lizusostwo i cwaniactwo, które później w pracy powtarzają. To osoby stadne, dlatego nie czują swojego JA, odpowiedzialności i kształtowania się przez samoświadomość, osoby stadne zawsze mają obniżoną inteligencje. Uważam że prawdziwa terapia to samoterapia, bo człowiek aby się leczyć musi siebie rozumieć, a szkoła z automatu daje narzędzia. Co z tego że jakiemuś buraczkowi psycholog będzie do usrania coś wyjaśniał jak on nie ma narzędzi by to wogóle pojąć.
                                  • 10.02.14, 22:14
                                    Przez dość długi czas wahałam się, próbow
                                    > ałam przekonać męża co do mojej decyzji o nauce, ale po tekście, ze kosztem rod
                                    > ziny itd dałam spokój.

                                    tak, być może boi się nowej sytuacji, w której jego żona stanie się kobietą pewniejszą siebie.

                                    A może jest tak, że on też ma jakieś marzenia i rezygnuje z nich, bo myśli, że ich realizacja odbędzie się kosztem rodziny i od Ciebie wymaga tego samego. Może jakiś kompromis by sytuację rozwiązał, Ty wybierzesz się na studia i on też coś zrobi dla siebie, by poczuć się lepiej.

                                    Warto mimo wszystko rozmawiać, tłumaczyć i próbować się wzajemnie zrozumieć. Bo czasem nam się wydaje, ze ktoś nam robi na złość, a okazuje się, ze z jego punktu widzenia to on czuje się poszkodowany. Eh. Ci mężowie.
                                    • 11.02.14, 13:06
                                      malwi z tego co mi wiadomo mój mąż nie ma jakichś osobistych niespełnionych marzeń, a na pewno nie takich, które dotyczyłyby samorozwoju. Ma pracę, która go satysfakcjonuje i jak sam stwierdził studia nie są mu do niczego potrzebne. Z tym, że mój mąż ma wykształcenie techniczne, a co za tym idzie konkretny zawód, a ja tylko ogólniak. Jedynym jego marzeniem jest polepszenie sytuacji finansowej, a właśnie dzięki studiom mogłabym więcej zarabiać.

                                      Nie wybrałam mojego wymarzonego kierunku, ale taki po, którym mam spore szanse na pracę (w tej branży aktualnie pracuję, tyle, ze na najniższym możliwym stanowisku).

                                      Dzięki pracy nad sobą jestem coraz niezależna i pewna siebie, zresztą zawsze byłam raczej typem, który "nie da sobie w kaszę dmuchać". Myślę, że mąż widzi tę moją coraz większą niezależność i boi się, że utraci jedyną przewagę jaką nade mną ma- finansową.

                                      8lolitka masz rację co do tych stadnych ludzi, uświadomiłam to sobie dopiero gdy przeczytałam Twoje słowa. Już wcześniej kołatało mi się coś takiego po głowie, ale nie umiałam tego sprecyzować tak jak Ty.
                              • 15.02.14, 20:52
                                Jak tylko wspomniałaś po raz pierwszy o swojej problematycznej szefowej, od razu wiedziałam, że to typ Twojej matki. Wychodząc z dysfunkcyjnych rodzin, bez terapii, tak już mamy, że przyciągamy podobnych ludzi i ustawiamy się w podobnych rolach. Wg mnie bez terapii się nie obędzie. Nie ma drogi na skróty do niezależności. Jak musisz na NFZ (nie masz kasy), to zapisz się i czekaj. Czas szybko płynie. Ale zrób coś w tym kierunku. Bo wydaje mi się, że nawet jeśli zrobisz mgr, to Twoich deficytów z domu rodzinnego to nie zlikwiduje. I nie słuchaj męża, że kosztem rodziny. To nieprawda. Słuchaj siebie.
                                Powodzenia.
    • 10.02.14, 15:55
      ona to na 100 % wie:
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,143075170,149401235,Re_Bardzo_atrakcyjnych_kobiet_napisal_autor.html
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.