Dodaj do ulubionych

Przyjaźnie - dylematy

31.12.17, 19:41
Przede wszystkim witam wszystkich na tym forum. Postanowiłam napisać o swoim dylemacie, bo być może Wasze spojrzenie z boku pozwoli mi podjąć prawidłową decyzję.
Od 17 lat mam koleżankę. Nie nazwałabym tego przyjaźnią, ale bardzo bliską znajomością - w różnych okresach naszych żyć byłyśmy raz bliżej, raz dalej. Od jakiegoś czasu (parę lat) nasze życia idą w dwóch przeciwnych kierunkach - są zupełnie, diametralnie odmienne. Od tego czasu nie czuję już więzi z tą osobą, jestem natomiast bardzo lojalna i uczciwa w życiu i bardzo często się poświęcam - dlatego nie wygaszałam naszych stosunków, nie unikałam jej - ona zawsze inicjuje spotkania i nigdy jej nie odmawiam. Jednak jestem już tym bardzo zmęczona, prawdę mówiąc czuję się obłudnie - nasza "przyjaźń" chyba wygasała, przynajmniej we mnie - a nadal udaję, że jest inaczej. Nie jest to pierwsza sytuacja w moim życiu - tylko kolejna. Mam za sobą kilka bardzo długich przyjaźni z koleżankami, które bardzo długo ciągnęłam wbrew sobie, przez wzgląd na niechęć do zranienia ich. Jestem z natury introwertyczna, mam rodzinę i pracę i mało czasu i potrzeb na dodatkowe przyjaźnie - ale brnę w nie, często wbrew własnej woli. Nie wiem z czego wynika ta skłonność - czy to dobre wychowanie, czy naiwność, czy nadmierna ofiarność. Niestety na ogół jest też tak, że owe przyjaciółki to singielki, które nie akceptują obecności mojego męża i oczekują spotkań we dwie (zwierzenia z ich strony). Próbowałam to zmienić, ale nie działa - na ogół wyraźnie dają do zrozumienia, że chcą się spotkać bez niego. Z tego powodu zresztą nasze wspólne życie towarzyskie (moje i męża) zamarło, co nie podoba się ani jemu, ani mnie.
Wracając do meritum - obecna koleżanka też jest singlem z bardzo odmiennymi potrzebami spędzania wolnego czasu. Czuję, że już nie mam z nią wspólnych tematów, nie łączy nas wiele - ona nie chce za bardzo spotykać się również w gronie mojego męża czy dziecka. A ja nie mam już ochoty na spotkania we dwie. Chciałabym to delikatnie wygasić, aby je nie urazić - nie zrobiła mi absolutnie nic złego, jest mi jej żal i naprawdę jednocześnie czuję się podle ze swoimi potrzebami.
Czy ktoś był w takiej sytuacji? Co można zrobić, co robię nie tak?
Edytor zaawansowany
  • voxave 01.01.18, 13:11
    Wszystko ma swoj koniec,w czym problem odmawiamy za każdym razem az się koleżanka zniechęci.Przdlużanie niechcianej znajomości nikomu nie sluży.
  • anonim_ka 02.01.18, 20:05
    Przez wiele lat funkcjonowałam w zbliżonych klimatach ... moja niezaspokojona potrzeba akceptacji i bycia potrzebną ignorowała fakt , że byłam używana jako szmatka do sprzątania emocji i problemów innych ludzi. Ten czas minął , chociaż konfrontacja z rzeczywistością była bolesna. "Kochaj bliźniego jak siebie samego" Czyli najpierw zajmij się SOBĄ ..potem innymi.
  • nnn.1 02.01.18, 21:32
    To zadziwiające, bo nie znam żony, która na spotkania z koleżankami-singielkami koniecznie chciałaby zabierać swojego męża. Trudno również uwierzyć w zamieranie waszego życia towarzyskiego, bo skoro wasz związek trwa już 17 lat, to na pewno macie znajome małżeństwa, a jeżeli nie, to byłoby to zadziwiające:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.