Dodaj do ulubionych

Nienawiść do pedofili-przejaw megalomanii dorosłyc

23.10.18, 18:11
Za ukrywanie skandali pedofilskich księży wini się kościół. Duchowni dopuszczający się wykorzystywania seksualnego ministrantów byli przenoszeni do innej parafii, gdzie również dokonywali podobnych czynów. Tylko nie zauważa się jednej rzeczy- Kościół nigdy nie przetrzymywał w swoich pomieszczeniach (np. klasztorze, plebanii innego kościoła) księdza ściganego listem gończym. To rodzice w ogóle nie zgłaszali przestępstw, mimo, że o nich wiedzieli. Skoro więc rodzice wyżej od dobra ich molestowanego dziecka stawiali dobro księdza pedofila, władze kościelne również uznały, że ochrona należy się dla sprawcy a nie ofiary i sprawę lepiej wyciszyć. Tuszując aferę kierował się względami ekonomicznymi: skandal mógłby spowodować, że część wiernych odeszłoby z parafii, co automatycznie przełożyłoby się na spadek jej dochodów: z tacy, z kolędy itp. Motywacji władz kościoła nie da się w żadnym stopniu zaakceptować. Tym niemniej ministrant był dla proboszcza emocjonalnie obcą osobą, natomiast samo tuszowanie jeżeli miało chronić czyjś autorytet- to kościoła jako instytucji, a nie konkretnego księża-pedofila. Rodzice zaś nie ujawniali sprawy wyłącznie dlatego, że od swojego dziecka wyżej cenili zboczeńca- bo był księdzem. Tamte lata różniły się od obecnych: pedofilii nie napiętnowało się tak mocno jak teraz, a duchowni mieli autorytet nie ze względu na jakąś szczególną postawę moralną a tylko dlatego, że byli duchownymi. Czasy się zmieliły i dzisiaj nie zdarza się, żeby rodzice nie zgłaszali przypadków napastowania ich dziecka przez księży a samymi zboczeńcami w sutannach gardzi się tak jak innymi pedofilami. Jednak nadal trwa inna zmowa milczenia- kiedy sprawcą wykorzystania jest partner matki. Społeczeństwo domaga się linczów na pedofilach, pomiata nimi, cieszy się z gwałtów stale dokonywanych w więzieniach. Na pedofilach, ale wyłącznie obcych. Gdy natomiast molesterem jest własny ojciec (ojczym) dziecka matki prawie nigdy nie zawiadamiają organów ścigania. W reakcji emocjonalnej odrazy prawdziwa jest wyłącznie nienawiść wobec pedofila. Natomiast motywacja niesienia pomocy dziecku jest mniejsza niż władza nad nim. Nienawiść do pedofili nie ma zatem żadnego związku z odrazą do krzywdzenia dzieci. Wynika jedynie ze społecznej degradacji i stanowi kolejny przejaw megalomanii dorosłych. Nienawiść ta jest pochodną trzech czynników: ogólną potrzebą megalomanii, przejawiającą się w relacjach we własnym społeczeństwie otwartym, stale okazywaną wobec dzieci pogardą spowodowaną przekonaniem o własnej wyższości oraz kłamliwą racjonalizacją tej pogardy, według której zamienianie życia niepełnoletnich w totalitaryzm, wyrażający się we wszystkich opisanych przejawach niszczenia godności i wolności niepełnoletnich, odbywa się dla ich dobra. Wszelkie zachowania rodziców wobec dzieci, określane jako wychowawcze mają w ich świadomości motywację ochronną, w rzeczywistości zaś- władczą, przemocową. Pedofile najpełniej zaspokajają u dorosłych potrzebę wyższości do zdegradowanej społecznie grupy, a jej emocjonalną racjonalizację stanowi obowiązek ochrony dziecka przed krzywdą. Druga motywacja nie może być realizowana w sprzeczności z pierwszą. Jeśli więc sprawcą pedofilii jest osoba obca- społeczeństwo dorosłych zachowuje się wobec niego skrajnie agresywnie. Gdy jednak sprawa pedofilii dotyczy najbliższego partnera albo autorytetu uznawanego przez siebie lub w określonej grupie społecznej: dyrektora „Polskich słowików”- wśród rodziców chórzystów, Romana Polańskiego- wśród filmowców- dorośli kosztem dziecka chronią partnera lub autorytet. Pedofile są dopiero rozliczani, kiedy przestają być społecznym autorytetem. Tak stało się z pedofilami w sutannach- w czasach gdy duchowieństwo utożsamiano z autorytetem kościoła, ich przestępcze czyny przez rodziców molestowanych chłopców nie były zgłaszane na policję, a obecnie już są. Przedkładanie władzy nad dobro dziecka stanowi także przyczynę dla której zwykły człowiek nienawidzący pedofili pozwala swojemu życiowemu partnerowi-pedofilowi na gwałcenie własnego synka lub córeczki. Dorośli postępują tak, bo ich psychika jest ukierunkowana na demonstrowanie swojej wielkości, a relacja wychowawcza najpełniej służy realizacji tej potrzeby. Rodzice mogą wyłącznie zmieniać życie dzieci. Natomiast Psychopaci Własnej Wielkości na pewno nie pozwolą dzieciom zmieniać ich życia. Dlatego w sytuacji gdy sami układają relacje intymne ze zboczeńcem bez większych wyrzutów sumienia zgadzają się znienawidzonemu w innych warunkach pedofilowi na rujnowanie psychiki urodzonemu przez siebie dziecku. Odraza do molestowania dzieci jest więc fałszem motywacyjnym, służącym dorosłym do zaspokajania własnych żądz przemocowych. Zdziczała agresja pojawia się u nich do zupełnie obcego człowieka, z powodu skrzywdzenia dziecka, którego w ogóle nie znają, natomiast molestowanie swojego dzieciątka przez partnera, nawet nie prowadzi do rozpadu ich związków. Wola niesienia pomocy skrzywdzonemu dziecku co prawda istnieje, ale jest podporządkowana monstrualnej potrzebie władzy dlatego sytuacje, które z nią kolidują np. konieczność złożenia zawiadomienia na własnego partnera łatwo prowadzą do jej wygaszenia.
Edytor zaawansowany
  • kod_matrixa 24.10.18, 12:32
    Ciekawy wątek. Jest coś na rzeczy, bo faktycznie taki pedofil z jednej strony budzi odrazę, ale z drugiej strony to jednak chory człowiek. Nikt mi nie powie że pedofilem zostaje się z wyrachowania. To jest niewątpliwie upośledzenie.

    Co do zachowań społecznych to wszelkiego rodzaju tzw. normy społeczne wywołują u mnie odruch wymiotny. To wypadkową uśrednionych zachowań, w tym wielu zachowań patologicznych, przesiąkniętych konformizmem, obłudą, hipokryzją, fałszem, ciemnotą, fasadowością i kłamstwem na wszystkich możliwych płaszczyznach, na czele z obyczajowością. Zastanawiający jest fakt, jak duży odsetek osób było molestowanych seksualnie.

    Dla kogoś wychowanego w zdrowej rodzinie jak ja, to prawdziwy szok. Podobno pedofilia jest problemem społecznym, a pedofilów wśród tzw. normalnych rodzinach jest zatrzęsienie, ale to jest temat tabu.

    Dlatego też zbiera mnie na wymioty gdy widzę z jaką estymą, a jednocześnie hipokryzją do tematu w kontekście norm społecznych podchodzi psychologia.

    --
    Zygmunt Freud:

    „Pacjenci są tylko hołotą. Jedyną rzecz, do której pacjenci się nadają jest pomóc psychoanalitykowi utrzymać się i dostarczyć materiału do teorii. Jasne, że nie potrafimy im pomóc. To jest terapeutyczny nihilizm.”
  • kod_matrixa 24.10.18, 13:11
    Zachowania i tzw. normy społeczne najczęściej są odwzorowaniem przeciętności - dla IQ będzie to 100 pkt.

    I już sam ten fakt świadczy i miernocie tychże "wzorców".

    --
    Zygmunt Freud:

    „Pacjenci są tylko hołotą. Jedyną rzecz, do której pacjenci się nadają jest pomóc psychoanalitykowi utrzymać się i dostarczyć materiału do teorii. Jasne, że nie potrafimy im pomóc. To jest terapeutyczny nihilizm.”

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.