Dodaj do ulubionych

Terapia wewnetrznego dziecka

25.05.19, 08:29
Terapia wewnetrznego dziecka - dosc popularny temat, a jako ze mam z tym wlasne doswiadczenia to moge przyznac, ze cos to daje.
Ja w ogole zauwazylam, ze my kobiety i matki, mozemy leczyc swoje wewnetrzne zranione dziecko niejako przy okazji wychowywania wlasnego rzeczywistego dziecka, od samego przyjscia dziecka na swiat. Cala ta pielegnacja ciala, czulosc, rozwoj empatii i troski o druga istote pomagaly mi uczyc sie wyrazania uczuc i emocji, uwaznosci, odpowiedzialnosci. Dorastam wraz z moim dzieckiem. To jest prawdziwa i naturalna droga uleczenia nas i to bez kosztow terapii.
Jakis czas temu przechodzilam dodatkowo poglebiony proces odzyskiwania kontaktu z wewnetrznym dzieckiem. Mialam duzo snow o ciazy, dzieciach, przyszedl do mnie tez taki wiersz:

Oko jaźni
Patrzyło na drzwi
Stare drzwi z łuszczącą się farbą
W kolorze beżowym, neutralnym
Potem zrozumiałam, że był to kolor mojej skóry

Drzwi i klamka widziane przez okrąg
Tak patrzy jedno oko

Po otwarciu siebie
Za drzwiami do samej siebie
Ukazałam się sobie Ja
Wcześniej ukryta

Czasami ta druga siadała w kącie, wyła, traciła rozum, traciła czucie
Oddzielałam się zawsze od niej
zostawialam ją
sama wędrując w swiecie ducha

Wlaczylam w ten proces intuicyjnie: odzyskiwanie wspomnien o mnie samej, odnalezienie zdjecia z dziecinstwa, duzo uczuc - placzu, wspolczucia, na koniec zabawe taka jakiej nie bylo mi wolno - pluskanie woda jak dziecko bez zwracania uwagi ze cos zaleje.
W tym czasie ogladalam tez film o integracji osobowosci wielorakiej - Trzy oblicza Ewy.
Stalo sie po tym procesie cos takiego, ze pojawila sie wyraznie we mnie dorosla czesc i coraz czesciej ona przejmuje dowodzenie, nie ulegam juz tak mocno emocjom i stalam sie jak nigdy wczesniej silna i odwazna.
Edytor zaawansowany
  • ada_ww 25.05.19, 08:37
    Bardzo wspolczuje osobowosci wielorakiej, ale jak kazdy medal ma dwie strony ... tu ta druga strona moze byc to, ze nigdy nie jestes sama;)
  • kod_matrixa 25.05.19, 08:42
    ada_ww napisał(a):

    > Bardzo wspolczuje osobowosci wielorakiej, ale jak kazdy medal ma dwie strony ..
    > . tu ta druga strona moze byc to, ze nigdy nie jestes sama;)


    Zaraz tam osobowość wieloraka. Każdy z nas miewa różne nastroje, co nie znaczy automatycznie, że ma wiele osobowości.





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • ada_ww 25.05.19, 08:49
    kod_matrixa napisał:

    > ada_ww napisał(a):
    >
    > > Bardzo wspolczuje osobowosci wielorakiej, ale jak kazdy medal ma dwie str
    > ony ..
    > > . tu ta druga strona moze byc to, ze nigdy nie jestes sama;)
    >
    >
    > Zaraz tam osobowość wieloraka. Każdy z nas miewa różne nastroje, co nie znaczy
    > automatycznie, że ma wiele osobowości.
    >

    To tez jest fakt, wiekszosc ludzi, ktorzy maja cos powaznego na sumieniu i grozi im za to kara probuja jako najczestszego sposobu uzywac motywu osobowosci wielorakiej z tym, ze psychiatrzy idiotami nie sa.
  • ada_ww 25.05.19, 08:57
    Bo podejrzewam, ze taka skakanka to ma w zyciorysie to samo, co wspominana przeze mnie "dziesiona w zawiasach", a moze to przypadkowo ta sama osoba, roznie w zyciu bywa, czasem swiat jest maly.
  • mmkaa11 25.05.19, 08:45
    Dzieki, to juz mnie nie dotyczy.
    Mozna zintegrowac swoje podosobowosci
    A jednoczesnie pozostaje wiele warstw patrzacych na swiat wielowymiarowo.
  • ada_ww 25.05.19, 08:50
    mmkaa11 napisał(a):

    > Dzieki, to juz mnie nie dotyczy.
    > Mozna zintegrowac swoje podosobowosci
    > A jednoczesnie pozostaje wiele warstw patrzacych na swiat wielowymiarowo.

    Wielowymiarowosc postrzegania swiata, to nie osobowosc wieloraka.
  • mmkaa11 25.05.19, 08:57
    To jest takie plynne dla mnie, nie trzymam sie sztywno definicji. Ale fakt, ze osobowosc wieloraka jest ciezszym przypadkiem niz jakis rodzaj niedojrzalosci, dezintegracji.
    W filmie bardzo prawdziwie pokazane sa podosobowosci zdezintegrowanej kobiety: dziecko, Ewa - przystosowana pruderyjna zona, Lilith - seksualna bezpruderyjna uwodzicielka (dziwka).
    Na koncu wszystkie integruja sie w jedna -Sofię - pelnie kobiecosci.
  • ada_ww 25.05.19, 09:04
    Taka lilith kreowala tu na forum tez skakanka majac na mysli dawna forumowiczke, ktora pisala takie prowokacje, ktore wyprowadzaly te Anke z rownowagi:
    forum.gazeta.pl/forum/w,210,24797850,24797850,Ludzie_ktorzy_mieszkaja_z_rodzicami_np_.html

    Takie osoby jak ta dawna forumowiczka zostaly jednak skrzetnie ukryte tak, ze to skakajace monstrum w zadnen sposob nie ma szans jej jak to okresla "dopasc", siedzi pewnie z bratem dawnej Marusi wychowujac razem dzieci, wyjezdzajac na wakacje itp. Wystawia sie jako zywa tarcze dla skakanek takie osoby, jak ja, a co tam, kogos trzeba, bo inaczej skakanka by sie urwala...
  • mmkaa11 25.05.19, 08:42
    O tych sprawach, gleboko i w nurcie transpersonalnym mowi I. Kopaniszyn, ktora ostatnio bardzo mnie inspiruje, mam bardzo podobne do niej refleksje i potwierdzam, ze cos w tym jest.

    10 powodow, dla ktorych nie pracujesz z wewnetrznym dzieckiem (a powinienes)
    m.youtube.com/watch?v=mAvs_FTIec8

    Bypassing - uzdrawianie traumy (wewnetrznego dziecka)
    m.youtube.com/watch?v=lZ-F7qkqOkk
  • kod_matrixa 07.06.19, 17:13
    mmkaa11 napisał(a):

    > O tych sprawach, gleboko i w nurcie transpersonalnym mowi I. Kopaniszyn, ktora
    > ostatnio bardzo mnie inspiruje, mam bardzo podobne do niej refleksje i potwierd
    > zam, ze cos w tym jest.
    >
    > 10 powodow, dla ktorych nie pracujesz z wewnetrznym dzieckiem (a powinienes)
    > m.youtube.com/watch?v=mAvs_FTIec8
    >
    > Bypassing - uzdrawianie traumy (wewnetrznego dziecka)
    > m.youtube.com/watch?v=lZ-F7qkqOkk




    To "wewnętrzne dziecko" to taki ekwiwalent sumienia w sensie podobieństwa mechanizmu.

    Różnica polega na tym, że sumienie jest obszarem, do którego wypieramy nasze złe uczynki, po czym w pewnym momencie wypływają, dając nam znać o sobie.

    "Małe dziecko" jest z kolei obszarem, do którego wypieramy swoje marzenia i pragnienia. Jednak po pewnym czasie "małe dziecko" wychodzi z ukrycia i mówi nam wprost to czego tak naprawdę chcemy, ale oszukujemy sami siebie, powołując się na głos "rozsądku", zamiast na głos serca.

    Te głos "rozsądku" jest rozsądny tylko z nazwy. Stąd ten cudzysłów. W rzeczywistości jest to racjonalizowanie niechcianych, lecz z różnych powodów realizowanych przez nas decyzji i wyborów.

    Bardzo często ten głos "rozsądku" jest dyktowany wpływami negatywnych aspektów kultury, wbrew swojej wewnętrznej naturze. Zagłuszanie swojej wewnętrznej natury pod presją np. kultury jest czasami naiwnie nazywane zdrowym rozsądkiem, racjonalizmem i dojrzałością. W istocie to ignorancja naszych naturalnych potrzeb, konformizm, pójście na skróty i kapitulacja przed wpływami kulturowymi.

    Takie samooszustwo bywa znacznie bardziej kosztowne na dłuższą metę od słuchania głosu serca. W pewnym momencie, wyparte pragnienia/marzenia/potrzeby wypływają z potrójną siłą niczym fale tsunami.

    Tak czasem bywa, że nasze naturalne potrzeby czyli tzw. głos serca, mogą być tak silne, że stają się sferą marzeń. Jednak mylące i brzemienne w skutkach jest indentyfikowanie tych ważnych potrzeb wyłącznie ze sferą marzeń, a tym samym ignorowanie ich.

    Ten głos serca, z antropologicznego punktu widzenia, jest bardzo istotny. Nie istnieje tak sobie, a muzom.




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • kod_matrixa 07.06.19, 17:29
    kod_matrixa napisał:

    > mmkaa11 napisał(a):
    >
    > > O tych sprawach, gleboko i w nurcie transpersonalnym mowi I. Kopaniszyn,
    > ktora
    > > ostatnio bardzo mnie inspiruje, mam bardzo podobne do niej refleksje i po
    > twierd
    > > zam, ze cos w tym jest.
    > >
    > > 10 powodow, dla ktorych nie pracujesz z wewnetrznym dzieckiem (a powinien
    > es)
    > > m.youtube.com/watch?v=mAvs_FTIec8
    > >
    > > Bypassing - uzdrawianie traumy (wewnetrznego dziecka)
    > > m.youtube.com/watch?v=lZ-F7qkqOkk
    >
    >
    >
    >
    > To "wewnętrzne dziecko" to taki ekwiwalent sumienia w sensie podobieństwa mecha
    > nizmu.
    >
    > Różnica polega na tym, że sumienie jest obszarem, do którego wypieramy nasze zł
    > e uczynki, po czym w pewnym momencie wypływają, dając nam znać o sobie.
    >
    > "Małe dziecko" jest z kolei obszarem, do którego wypieramy swoje marzenia i pra
    > gnienia. Jednak po pewnym czasie "małe dziecko" wychodzi z ukrycia i mówi nam w
    > prost to czego tak naprawdę chcemy, ale oszukujemy sami siebie, powołując się n
    > a głos "rozsądku", zamiast na głos serca.
    >
    > Te głos "rozsądku" jest rozsądny tylko z nazwy. Stąd ten cudzysłów. W rzeczywis
    > tości jest to racjonalizowanie niechcianych, lecz z różnych powodów realizowany
    > ch przez nas decyzji i wyborów.
    >
    > Bardzo często ten głos "rozsądku" jest dyktowany wpływami negatywnych aspektów
    > kultury, wbrew swojej wewnętrznej naturze. Zagłuszanie swojej wewnętrznej natur
    > y pod presją np. kultury jest czasami naiwnie nazywane zdrowym rozsądkiem, racj
    > onalizmem i dojrzałością. W istocie to ignorancja naszych naturalnych potrzeb,
    > konformizm, pójście na skróty i kapitulacja przed wpływami kulturowymi.
    >
    > Takie samooszustwo bywa znacznie bardziej kosztowne na dłuższą metę od słuchani
    > a głosu serca. W pewnym momencie, wyparte pragnienia/marzenia/potrzeby wypływaj
    > ą z potrójną siłą niczym fale tsunami.
    >
    > Tak czasem bywa, że nasze naturalne potrzeby czyli tzw. głos serca, mogą być ta
    > k silne, że stają się sferą marzeń. Jednak mylące i brzemienne w skutkach jest
    > indentyfikowanie tych ważnych potrzeb wyłącznie ze sferą marzeń, a tym samym ig
    > norowanie ich.
    >
    > Ten głos serca, z antropologicznego punktu widzenia, jest bardzo istotny. Nie i
    > stnieje tak sobie, a muzom.
    >
    >
    >
    >


    W rzeczywistości to nie jest żadne małe dziecko, lecz nasza wrażliwość, bardziej naturalne "ja", skrywane pod świadomie nakładaną ze wstydu maską wobec kultury i innych ludzi/społeczności.

    To "małe dziecko" jest perfekcjonistą w swoim fachu, zwanym humanistycznym idealizmem. Nie toleruje zgniłych kompromisów, ani półśrodków itp. badziewia.

    Jednak konformistyczna i słaba natura człowieka pęka pod naporem kultury. Człowiek idzie na takie kompromisy i badziewia, płacąc za to po pewnym czasie wysoką cenę.

    Żeby już sytuacyjnie bardziej skonkretyzować przykład takich zgniłych kompromisów, można posłużyć się nieprzemyślanym rzetelnie wyborem partnera/partnerki lub wykonywanego zawodu. Właśnie te wybory często dokonywane są pod mniej lub bardziej nieświadomą presją środowiskowo-kulturową.









    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • mmkaa11 07.06.19, 17:36
    Opisales to dokladnie tak jak to jest.
    Moze bys opublikowal to gdzies? Szerzej?
    To sa bardzo wnikliwe i wartosciowe teksty. Zgadzam sie z Toba w 100 procentach.
  • kod_matrixa 07.06.19, 22:56
    mmkaa11 napisał(a):

    > Opisales to dokladnie tak jak to jest.
    > Moze bys opublikowal to gdzies? Szerzej?
    > To sa bardzo wnikliwe i wartosciowe teksty. Zgadzam sie z Toba w 100 procentach
    > .


    He he. Przeceniasz moje możliwości. :-)

    Wracając do tematu i wyborów życiowych partnerów z rozsądku (chociaż i nawet ten rozsądek często bywa wątpliwy), to trzeba z góry zdać sobie sprawę z faktu, że to pakowanie się z góry w problemy. Takie związki implikują siłą rzeczy patologię, niewierność, rozwody, dramaty etc.

    Człowiek bardziej świadomy, obdarzony większą wyobraźnią i po prostu większą inteligencją (trzeba to powiedzieć, bo to istotne), zanim podejmie tak istotną decyzję, najpierw 10 razy się zastanowi. Wyobraźnia i świadomość u takiego człowieka zostaje uruchomiona i jest w stanie przewidzieć te sytuacje. To z kolei powoduje trudniejszą decyzyjność, ale nie z powodu braku odwagi, lecz wyobraźni i odpowiedzialności.

    Niestety wielu ludzi myli odwagę z odważnikiem. Zwłaszcza u ludzi świadomie przeciętnych. Działa efekt złudzenia ponadprzeciętności i zwiększonej ponad stan pewności siebie. Zaobserwowano, że u osób z wyższą inteligencją, pewność siebie maleje i odwrotnie. Nie należy mylić tego z deficytem poczucia wartości lecz z ww. wyobraźnią i odpowiedzialnością, która każe mierzyć siły na zamiary, a nie odwrotnie.

    Człowiek bardziej świadomy zdaje sobie lepiej sprawę z faktu, że jego psychika nie utrzyma takiego obciążenia w dalszej perspektywie i nie wchodzi w taką niebezpieczną i właściwie z góry przegraną grę. Człowiek mniej świadomy o mniejszej wyobraźni podejdzie bardziej beztrosko, nie roztrząsając tak bardzo tematu, skazując się niestety najczęściej na dramat odroczony w czasie.





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • in.113 07.06.19, 18:01
    Prace zawsze można zmienić, poszukać takiej formy sprzedawania swego czasu i usług, aby mieć z tego satysfakcje. A partnera nie da sie rzetelnie wybrać. To nie bajka o księciu, który przybywa i jest juz idealnie. Nad związkiem pracuje sie cale życie. ŁAtwo powiedzieć, ze ktoś nie spelnia oczekiwań i zrobić z siebie ofiarę drugiej strony lub błędnego wyboru. Ludzie bardziej lub mniej pasują do siebie. Albo wcale.
  • mmkaa11 07.06.19, 18:08
    Wybrac mozna sercem albo glowa, z rozsadku. Gdy sie wybierze z poziomu rozsadku, trzeba sie dopasowywac i przekonywac ze ten wybor byl sluszny. Co tez nie znaczy ze z kims z kim sie ma polaczenie na poziomie serca jest lekko. Tylko tu wychodza na powierzchnie swiadomosci wzorce, ktore zniewalaly i nastepuje uwalnianie siebie.
  • in.113 07.06.19, 18:15
    Z rozsądku to sie chyba wybiera, gdy zegar tyka, albo rodzina nalega. Zazwyczaj jednak wybiera sie sercem, gdy jest sie dość młodym i nie w głowie jeszcze poważne sprawy. I nie jedno takie małżeństwo mimo tego, ze było wielkie łał na początku sie rozstało.
  • mmkaa11 07.06.19, 18:24
    in.113 napisała:

    > Z rozsądku to sie chyba wybiera, gdy zegar tyka, albo rodzina nalega. Zazwyczaj
    > jednak wybiera sie sercem, gdy jest sie dość młodym i nie w głowie jeszcze pow
    > ażne sprawy. I nie jedno takie małżeństwo mimo tego, ze było wielkie łał na poc
    > zątku sie rozstało.

    Tylko ze wielkie łał to nie jest wybor sercem. To sa emocje.
  • kod_matrixa 07.06.19, 18:30
    in.113 napisała:

    > Z rozsądku to sie chyba wybiera, gdy zegar tyka, albo rodzina nalega. Zazwyczaj
    > jednak wybiera sie sercem, gdy jest sie dość młodym i nie w głowie jeszcze pow
    > ażne sprawy. I nie jedno takie małżeństwo mimo tego, ze było wielkie łał na poc
    > zątku sie rozstało.


    Wiesz ile dzieci czeka na adopcję?

    Szukanie samca rozpłodowego bo zegar tyka ma być tym rozsądkiem? Eee, to nie dla mnie. :(





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • yadaxad 07.06.19, 19:10
    Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się zrzec praw, ani nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlaków do adopcji brakuje.
  • in.113 07.06.19, 19:58
    Zanim przyszło moje drugie dziecko na świat to rozważałam adopcję. Ale to byly tylko takie myśli "a gdyby..." Do prawdziwych rozważan bylo daleko, bo i mam świadomość, ze to trudna decyzja. Pewnie dlatego ten cały proceder długo trwa, tak jak i ciąża trwa, aby sie przygotwac na przyjście. Gdybym wtedy mogła i faktycznie chciala to zrobić, to bym starsze dziecko adoptowała.
  • yadaxad 07.06.19, 20:13
    Starsze już mają zmiany osobowości i bez wiedzy psychologiczno-terapeutycznej to nie są w większości, powiedzmy satysfakcjonujące związki. Oczekiwania obu stron się zderzają. Życie takich dzieci lepiej się układa w małej grupie w rodzinnych domach dziecka, z opiekunami , którzy chcą się poświęcić wyprowadzaniu ich na prostą.
  • in.113 07.06.19, 20:57
    Takie 4-5 cio latki? Wszystkie? Myślę, ze są takie, które doceniłyby los. Pamiętam jak przez mgłę historię jakiejś opiekunki z takich miejsc, która adoptowała kilkoro dzieci, na więcej już nie miała miejsca. To były właśnie takie dzieci pełne wdzięczności, czekające na rodzinę, na swoją kołderkę - przepraszam, że tak ckliwie, ale wiecie o co chodzi. Ta kobieta miała też w sumie wiedzę, to przygotowanie. Znam też, ale raczej tak ogólnikowo kilka historii z reala.

    Mam nadzieję, ze to nie próżność.
  • yadaxad 07.06.19, 21:59
    Już u kilkomiesięcznych opiekowanych w placówkach, powstają szkody, które trzeba długo i z wiedzą przebudowywać. A oczekiwanie wdzięczności, ot tak, że się je przygarnęło to pierwszy niszczący budowanie relacji błąd.
  • in.113 07.06.19, 22:16
    Na wdzięczność trzeba sobie zasłużyć. Nawet u biologicznych dzieci. To raczej kwestia tego czy widać, że jest im lepiej niż było w placówce. A może musi wystarczyć tylko świadomość, ze przed czymś się je ochroniło.

    Znam taki przypadek, gdzie chłopiec wręcz okazywał niewdzięczność, ale do biologicznego ojca nie chciał wrócić, gdy w sumie (nie zgodnie z przepisami) zasugerowali mu, ze jeśli chcesz to cię odwiezimy. I to tym rodzicom adopcyjnym dało płomyk nadziei, że jednak coś dobrego dla niego robią, mimo, że on się przeciwko nim buntuje.
  • kod_matrixa 07.06.19, 22:33
    yadaxad napisał(a):

    > Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się zrzec praw, a
    > ni nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlaków do adopcj
    > i brakuje.


    Tak czy inaczej tykanie zegara biologicznego to kiepski powód do związku z "rozsądku". Podobnie jak każdy inny powód.




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • yadaxad 07.06.19, 22:42
    Związek, którego celem jest tylko spełnienie rodzicielstwa, które też tylko jest wyobrażeniem, nie wiele ma w sobie rozsądku.
  • kod_matrixa 07.06.19, 23:05
    yadaxad napisał(a):

    > Związek, którego celem jest tylko spełnienie rodzicielstwa, które też tylko jes
    > t wyobrażeniem, nie wiele ma w sobie rozsądku.


    To prawda. Dlatego to określenie "z rozsądku" też jest mocno na wyrost, bo nie tylko nie ma w tym głosu serca, ale i żadnego rozsądku. To taka potoczna, wadliwa fraza, której używa się często dla kontrastu w porównaniu z wyborem, pochodzącym z głosu serca. Powinno się (i ja też powinienem) raczej mówić o wyborze z chłodnej kalkulacji.

    W zasadzie głosem rozsądku, zwłaszcza w omawianej kwestii, jest właśnie wyłącznie głos serca.




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • in.113 08.06.19, 02:10
    kod_matrixa napisał:

    > yadaxad napisał(a):
    >
    > > Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się zrzec p
    > raw, a
    > > ni nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlaków do
    > adopcj
    > > i brakuje.
    >
    >
    > Tak czy inaczej tykanie zegara biologicznego to kiepski powód do związku z "roz
    > sądku". Podobnie jak każdy inny powód.
    >
    >
    >
    >

    I w tym momencie czegoś ci brakuje. Normalnie to byś sie na mnie jak zwykle wyładował , ze jestem interesowana i wyrachowana. Jakoś zawsze ci z takich rozmów wychodziło, ze taka pewnie jestem. Ale ja nie o tym jaka jestem ani zeby to udowadniać.

    Ja ci bardzo dobrze życzę. Nie wszystkie kobiety chcą mieć dzieci. Niektóre po prostu szukają satysfakcjonujacego związku. Mogą mieć tez juz swoje dzieci i byc samotne i szukać kogoś, kto wypełni role męską. Zycie nie jest czarno-białe, to wiesz. To nie musi byc 2 +1 zeby bylo szczęśliwie. Mogą byc tez inne kombinacje matematyczne. Spójrz na afq.


  • kod_matrixa 08.06.19, 09:17
    in.113 napisała:

    > kod_matrixa napisał:
    >
    > > yadaxad napisał(a):
    > >
    > > > Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się z
    > rzec p
    > > raw, a
    > > > ni nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlak
    > ów do
    > > adopcj
    > > > i brakuje.
    > >
    > >
    > > Tak czy inaczej tykanie zegara biologicznego to kiepski powód do związku
    > z "roz
    > > sądku". Podobnie jak każdy inny powód.
    > >
    > >
    > >
    > >
    >
    > I w tym momencie czegoś ci brakuje. Normalnie to byś sie na mnie jak zwykle wył
    > adował , ze jestem interesowana i wyrachowana. Jakoś zawsze ci z takich rozmów
    > wychodziło, ze taka pewnie jestem. Ale ja nie o tym jaka jestem ani zeby to udo
    > wadniać.
    >
    > Ja ci bardzo dobrze życzę. Nie wszystkie kobiety chcą mieć dzieci. Niektóre po
    > prostu szukają satysfakcjonujacego związku. Mogą mieć tez juz swoje dzieci i b
    > yc samotne i szukać kogoś, kto wypełni role męską. Zycie nie jest czarno-białe,
    > to wiesz. To nie musi byc 2 +1 zeby bylo szczęśliwie. Mogą byc tez inne kombin
    > acje matematyczne. Spójrz na afq.
    >
    >


    Nie wyładowywałem się na Tobie. Różnica zdań wynikała z tego, że podkreślałaś iż masz gdzieś duchowość i wrażliwość.

    A czy pisałaś na serio to już tylko Ty sama wiesz.






    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • mmkaa11 08.06.19, 07:39
    kod_matrixa napisał:

    > yadaxad napisał(a):
    >
    > > Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się zrzec p
    > raw, a
    > > ni nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlaków do
    > adopcj
    > > i brakuje.
    >
    >
    > Tak czy inaczej tykanie zegara biologicznego to kiepski powód do związku z "roz
    > sądku". Podobnie jak każdy inny powód.
    >
    >
    >
    >
    Dokladnie tak. Dochodzilam do tego wniosku dosc dlugo, powoli odrzucajac "powody" do zwiazku. Smieszne to bylo dla mnie samej, jak odpadaly na poczatku takie powody jak wyglad, atrakcyjnosc fizyczna, potem inne z kategorii - samotnosc czy zapewnienie sobie poczucie bezpieczenstwa, wiek itp.
    Na koncu ostatnim i jedynym powodem okazala sie milosc. Z tym ze i tutaj, milosc moze nie udzwignac zwiazku, jesli jest duzo w potencjalnym partnerze schematow, znieksztalcen charakteru. Ale to milosc jest tym "powodem".
    Duzo rzeczy przerobilam z tym moim "wymyslonym przyjacielem" w czasie ostaniego roku :)
  • kod_matrixa 08.06.19, 09:41
    mmkaa11 napisał(a):

    > kod_matrixa napisał:
    >
    > > yadaxad napisał(a):
    > >
    > > > Większość dzieci z domów dziecka ma rodziców, którzy nie chcą się z
    > rzec p
    > > raw, a
    > > > ni nie nie ocenia się ,że są zdolni do powrotu dziecka. A niemowlak
    > ów do
    > > adopcj
    > > > i brakuje.
    > >
    > >
    > > Tak czy inaczej tykanie zegara biologicznego to kiepski powód do związku
    > z "roz
    > > sądku". Podobnie jak każdy inny powód.
    > >
    > >
    > >
    > >
    > Dokladnie tak. Dochodzilam do tego wniosku dosc dlugo, powoli odrzucajac "powod
    > y" do zwiazku. Smieszne to bylo dla mnie samej, jak odpadaly na poczatku takie
    > powody jak wyglad, atrakcyjnosc fizyczna, potem inne z kategorii - samotnosc cz
    > y zapewnienie sobie poczucie bezpieczenstwa, wiek itp.
    > Na koncu ostatnim i jedynym powodem okazala sie milosc. Z tym ze i tutaj, milos
    > c moze nie udzwignac zwiazku, jesli jest duzo w potencjalnym partnerze schemato
    > w, znieksztalcen charakteru. Ale to milosc jest tym "powodem".
    > Duzo rzeczy przerobilam z tym moim "wymyslonym przyjacielem" w czasie ostaniego
    > roku :)


    I tak to właśnie działa. Wiele tzw. "atrakcyjnych" cech cenionych społecznie działa podświadomie na nasz osobisty wybór. Podobnie jest z prozaicznymi rzeczami np. przy zakupie produktu, kiedy kierujemy się jego renomą, opinią innych ludzi czy marką, a nie osobistymi potrzebami.

    Z ludźmi niestety jest bardzo podobnie. Mamy wdrukowane jakieś wzorce społeczne, które podświadomie wywierają wpływ na nasz wybór. Na koniec okazuje się, że te wzorce społeczne mają kiepską jakość, bo wynikają ze statystycznie uśrednionych upodobań. Gdyby takie upodobania społeczne przenieść np. na grunt gustu muzycznego, okazałoby się, że bardziej cenione społecznie - kierując się ilością sprzedaży płyt różnych gatunków muzycznych - jest disco polo czy muzyka pop od muzyki klasycznej. Analogiczna sytuacja jest z całą resztą.

    Aby móc dokonywać lepszych jakościowo wyborów i w ogóle mieć własne zdanie oraz myśleć samodzielnie, przydatne staje się ćwiczenie umysłu przez posługiwanie się w ogóle kierowanie się w życiu myśleniem krytycznym.

    Wymaga ono większej refleksyjności. Ale jeśli chcemy mieć lepszą jakość to musimy wykorzystywać swój intelekt (nie mylić z wyłącznie samym logicznym myśleniem), swoją wrażliwość, uduchowienie, refkeksyjność, głos serca i odpowiedniej syntezy tego wszystkiego.

    Więcej na temat myślidnia krytycznego:

    www.criticalthinking.pl/czym-jest-krytyczne-myslenie/




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • mmkaa11 07.06.19, 17:33
    Tak wlasnie jest, Matrix. Poniewaz udalo mi sie dotrzec do mojego serca i slucham juz jego glosu, doswiadczam tu duzo wolnosci. Wolnosci od emocji przede wszystkim. Tu w sercu tez nie ma czegos takiego jak wstyd ani konwenanse. Tu jest ten inny swiat.
  • mmkaa11 26.05.19, 18:51
    Do tego tematu pasuje tez muza:
    youtu.be/6WdYe8Z98OI
    Sanvean, Lisa Gerrard
  • anonim_ka 26.05.19, 19:37
    Terapia wewnętrznego dziecka uświadomiła mi traumy i niszczące emocje z przeszłości , pomogła mi je niwelować . Była to wyczerpująca ale niezwykle przyjemna część psychoterapii .
  • in.113 07.06.19, 18:09
    Mysle, ze mozna nawiązać kontakt z wewnętrznym dzieckiem, gdy sie jest rodzicem. Zwłaszcza po raz pierwszy. Gdy pierwszy raz ma sie do czynienia z niemowlęcą bezbronnością, delikatnością, subtelnością. Gdy czuje sie świadomość, ze jest sie dla tego cudu wszystkim.

    I pewnie jeszcze łatwiej, gdy wychowuje sie córkę i można jej na każdym nowym etapie dawać to, czego samemu sie nie otrzymało.
  • ada_ww 07.06.19, 22:53
    Jakas ksiazke wlasnie znalazlam na polce "psychiatry and applied mental health" i tam jest o tym w dziale z psychiatrii dzieciecej, ze taka kliniczna norma jest ewoluowanie czlowieka od niemowlecia do osoby doroslej. Jest tam taka kliniczna charakterystyka prawidlowosci tego procesu ewolucji w oparciu o okreslone schematy behawioralne. To, co jest tam napisane zaprzecza celowosci poszukiwania w sobie tego wewnetrznego dziecka, gdyz jest z behawioralnego punktu widzenia nieprawidlowe. Tam sa przyklady dzieci w roznym wieku, i np. dziecko obsesyjno-kompulsywne ksztaltuje sie z braku odpowiednio chronionego ukladu immunologicznego, ale ze to problem pedriatryczny, bo zadaniem pediatry jest zauwazenie nieprawidlowosci, wiadomo, ze najpierw to powinni widziec rodzice, szkola i okreslaja to zaburzenie "autoimmune neuropsychiatric disorder". Jest tez przyklad chlopcow z anoreksja nerwicowa i podaja przyczyny jako hemoleptyczne, niedozywienie i stres w domu, bo co innego moze to powodowac.
  • kod_matrixa 07.06.19, 23:13
    ada_ww napisał(a):

    > Jakas ksiazke wlasnie znalazlam na polce "psychiatry and applied mental health"
    > i tam jest o tym w dziale z psychiatrii dzieciecej, ze taka kliniczna norma je
    > st ewoluowanie czlowieka od niemowlecia do osoby doroslej. Jest tam taka klinic
    > zna charakterystyka prawidlowosci tego procesu ewolucji w oparciu o okreslone s
    > chematy behawioralne. To, co jest tam napisane zaprzecza celowosci poszukiwania
    > w sobie tego wewnetrznego dziecka, gdyz jest z behawioralnego punktu widzenia
    > nieprawidlowe. Tam sa przyklady dzieci w roznym wieku, i np. dziecko obsesyjno-
    > kompulsywne ksztaltuje sie z braku odpowiednio chronionego ukladu immunologiczn
    > ego, ale ze to problem pedriatryczny, bo zadaniem pediatry jest zauwazenie niep
    > rawidlowosci, wiadomo, ze najpierw to powinni widziec rodzice, szkola i okresla
    > ja to zaburzenie "autoimmune neuropsychiatric disorder". Jest tez przyklad chlo
    > pcow z anoreksja nerwicowa i podaja przyczyny jako hemoleptyczne, niedozywienie
    > i stres w domu, bo co innego moze to powodowac.


    Każdy z nas narażony jest na stres od chwili narodzin, choć w okresie prenatalnym również. Samo przyjście na świat dla noworodka jest silnym stresem i szokiem. Musi przejść że środowiska wodnego do zewnętrznego.

    Jeżeli istnieją pewne predyspozycje układu nerwowego czyli obciążenie genetyczne, to sprawa jest właściwie przesądzona.





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.