Dodaj do ulubionych

Jak budować swoje poczucie wartości?

10.07.19, 11:58
Poczucie własnej wartości i posiadany obraz siebie ma kluczowe znaczenie dla naszego zachowania. To twierdzenie jest współcześnie truizmem. Jednak już trudniej się zgodzić z tym, że ten obraz u każdego z nas składa się z tego, co słusznie lub niesłusznie mówili o nas inni ludzie. Głownie mam na myśli tutaj rodziców i rodzinę, bo to oni głownie kładą fundamenty tej budowli.
Obiecałem , że postaram się napisać coś więcej o budowaniu poczucia wartości i będę to robił, ale stopniowo, bo temat jest obszerny i liczę na Wasze głosy w tej dyskusji.
W procesie wychowania i socjalizacji usłyszeliśmy różne ukryte komunikaty w przykazaniach, które składają się na naszą mapę według , której często nieświadomie się poruszamy.

Mam na myśli takie obiegowe powiedzenia, które czasem mogli nam rodzice powtarzać.
- Sprawy rodzinne to sprawy prywatne- ( Nie ufaj nikomu)
-Chłopcy nigdy nie płaczą- ( Mężczyźni muszą być silni)
-Nie mów, dopóki cię nie zapytają ( Nie bądź spontaniczny)
- Kobiety nie powinny okazywać gniewu (Kobiety powinny ukrywać to uczucie)
-To , co robisz rób dobrze ( dąż do perfekcji)
-Brudy pierze się we własnym domu.( Nie rozmawiaj o problemach rodzinnych i nie proś o pomoc)
- Mógłbyś bardziej się postarać ( Nie jesteś wystarczająco dobry)
-Pieniądze nie rosną na drzewach, albo; nie leżą na ulicy) ( Trzeba oszczędnie je wydawać)

I takich powiedzeń można by było o wiele więcej przytoczyć .

Przypomnij sobie jakie komunikaty najczęściej słyszałeś oraz zastanów się, które z tych komunikatów pozytywnie na Ciebie wpływają i na Twoje poczucie wartości, a ile z nich pogarsza je?
Komunikaty pozytywne mogą zawierać; wsparcie, zachętę, pochwałę, szacunek, miłość, akceptację. Słyszałeś takie ? I jeśli, to jak często?

Edytor zaawansowany
  • herakles-one 10.07.19, 13:25
    Tutaj link do artykułu omawiającego jedną z przyczyn niskiego poczucia wartości, a mianowicie uczucie wstydu. Zwłaszcza dzieci z rodzin alkoholików są mocno skrępowane wstydem.michalpasterski.pl/2019/07/wstyd-jak-dziala-i-jak-go-uwolnic/

  • in.113 10.07.19, 15:14
    Watek widoczny. Zajrzę do tego artykułu Pasterskiego.
  • mona.blue 10.07.19, 15:40
    herakles-one napisał:

    > Tutaj link do artykułu omawiającego jedną z przyczyn niskiego poczucia wartości, a mianowicie uczucie wstydu. Zwłaszcza dzieci z rodzin alkoholików są mocno skrępowane wstydem.michalpasterski.pl/2019/07/wstyd-jak-dziala-i-jak-go-uwolnic/
    >

    Kiedyś na mnie ogromne wrażenie zrobiła książka Johna Bradsawa "Toksyczny wstyd".
    Z notki wydawcy: "Toksyczny wstyd jest udreką, zmusza więc człowieka do ukrywania go. W ten sposób rodzi sie fałszywe Ja. Kto uważa, że jego prawdziwe Ja jest wadliwe, ułomne, potrzebuje Ja innego, pozbawionego tych cech [..] Toksyczny wstyd tkwi u żródeł większości zaburzeń emocjonalnych".
    Koncepcja tego fałszywego Ja jest mi bliska, bo wydaje mi się, że krępowało mnie przez wiele lat, a to przez to, że moje prawdziwe, spontaniczne Ja było krępowanie w dzieciństwie.
    Mogę również polcecić książkę Anny Dodziuk "Wstyd".


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • afq 10.07.19, 15:31
    to co mam wyryte w głowie dłutem rodziców, to dwie rzeczy:
    w życiu licz na siebie
    lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo

    to złe rzeczy nie są, ale to co z nimi nie poszło w parze
    moge to rozwijac w szczegółach ale szczerze mówiąc... nawet teraz jak to pisze to sie zwyczajnie wkurwiam


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 10.07.19, 15:37
    afq napisał:

    > to co mam wyryte w głowie dłutem rodziców, to dwie rzeczy:
    > w życiu licz na siebie
    > lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo
    >
    > to złe rzeczy nie są, ale to co z nimi nie poszło w parze
    > moge to rozwijac w szczegółach ale szczerze mówiąc... nawet teraz jak to pisze
    > to sie zwyczajnie wkurwiam

    A pozytywne komunikaty też dostawałeś?
  • afq 10.07.19, 15:40
    herakles-one napisał:


    > A pozytywne komunikaty też dostawałeś?


    jakieś na pewno, tak sądzę :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 10.07.19, 15:45
    Masz dobrą pamięć, ale krótką. -:)
  • afq 10.07.19, 15:53
    heh.. pewnie tak :-)

    dostałem to co mogli dać
    wiesz jak to wyglądało? potrzebna była trzecia z kolei nagroda grandprix w poważnych konkursach bo zobaczyć jak sie ojciec cieszy
    a wiesz jak cie cieszył? wyciagnął rękę do mnie ze słowem "gratuluje"

    kiedy pracodawca zaproponował mi bym został jego wspólnikiem, cieszyłem się bardzo
    opowiedziałem mu o tym, jego odpowiedz? - "to chyba dobrze"
    jeszcze w tym to pieprzone "chyba"

    ale na pewno o czymś zapominam

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 10.07.19, 15:38
    herakles-one napisał:

    > Poczucie własnej wartości i posiadany obraz siebie ma kluczowe znaczenie dla na
    > szego zachowania. To twierdzenie jest współcześnie truizmem. Jednak już trudni
    > ej się zgodzić z tym, że ten obraz u każdego z nas składa się z tego, co słuszn
    > ie lub niesłusznie mówili o nas inni ludzie. Głownie mam na myśli tutaj rodzicó
    > w i rodzinę, bo to oni głownie kładą fundamenty tej budowli.

    ja sie z tym w pełni zgadzam
    dziś juz opinia innych nie jest jedynym zrodłem wiedzy o sobie, a była

    dziś jest zrodłem o tyle, ze co najwyzej dostaje potwierdzenie tego co o sobie wiem
    lub... jest powodem do autorefleksji i ewentualnej korekty
    nie zabiegam o dobre oceny, umiem je wystawic sobie sam
    nawet jesli to ma byc pała, co sie zdaża

    dzis na sesji usłyszałem że sobie fajnie radze
    wiedziałem to :-)
    co nie zmienia faktu że zawsze dobrze to usłyszec
    dobrze jest też to komuś mówić


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 10.07.19, 15:48
    afq napisał:
    > dzis na sesji usłyszałem że sobie fajnie radze
    > wiedziałem to :-)
    > co nie zmienia faktu że zawsze dobrze to usłyszec
    > dobrze jest też to komuś mówić
    >
    >
    Należy się samemu chwalić, bo nikt nie zrobi tego z równym przekonaniem . -:)
  • afq 10.07.19, 15:56
    to prawda :-)

    ale terapeucie też podziękowałem za powściągliwą pochwałę :-)
    znam swoje mocne i bardzo mocne strony ale słabe też

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 10.07.19, 16:00
    pisanie tutaj ma sens.. właśnie coś zobaczyłem co sam piszę...

    z jednej strony sarkam na może za dużą powściągliwość ojca
    z drugiej... chcę jej

    hm..

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • kod_matrixa 10.07.19, 16:04
    Ależ to bardzo proste Herakles. Jak nie będziesz miał racji w dyskusji i będziesz czuł nieuchronną kompromitację musisz zablokować gościa na forum i czytać wyłącznie swoich klakierów.

    Poczucie własnej wartości szybko Ci podskoczy. :d

    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • ada_ww 10.07.19, 16:21
    Moim zdaniem o poczuciu wlasnej wartosci decyduje samoakceptacja (chyba rozmawialam o tym z Mona w jej watku nt. samooceny). Ta samoakceptacja jest chyba taka baza do budowania poczucia wartosci. Jezeli siebie nie akceptujemy, to nie jestesmy w stanie myslec o sobie pozytywnie, dostrzegac naszych mocnych stron, popadamy w niepewnosc, niesmialosc, czesto wchodzimy moze nie tyle w sama role ofiary, co dokucza tak ogolnie pojeta niechec do siebie i meczace poczucie wstydu. Ma cos takiego podloze w jednym z wymienionych przez Ciebie punktow- nie jestes wystarczajaco dobry, musisz wiecej sie starac. Chyba wiekszosc problemow z samoocena, z poczuciem wlasnej wartosci jest wynikiem myslenia o sobie w kategoriach nie jestem dobry wystarczajaco. Tutaj jednak pojawia sie jeszcze jeden aspekt, tak jakby druga strona medalu, gdyz myslenie o sobie w kategoriach wlasnych niedoskonalosci czesto daje motywacje do dazenia, do oswiecenia, do dalszych wysilkow w celu samorozwoju. Prawda jest tez taka, ze nikt nie rozwijal sie w doskonalej sytuacji rodzinnej, wszedzie znalazly sie pewnoscia ktores z tych punktow, ktore tu wymieniles. To poczucie wartosci musimy budowac jednak sami, wyzwalajac sie z presji narzuconej przez rodzinny dom. Wiadomo, ze jedni mieli wiecej szczescia wychowywac sie z rodzicami bedacymi przykladem wlasciwej idei poczucia wartosci, i tym ludziom bedzie latwiej, inni tego szczescia mieli mniej i ich praca nad budowaniem prawidlowj samooceny bedzie dluzsza i ciezsza.
    Budowac poczucie wlasnej wartosci to tez wiedziec czego chce, bo ludzie ktorzy to wiedza, tez doskonale wiedza, czego nie chca i co negatywnie dziala na ich watosc we wlasnych oczach. Pozbycie sie takich nawykow myslowych tez jest wazne, jak porownywanie siebie z innymi, obwinianie sie za wydarzenia, na ktore i tak nie mamy wplywu, personalizowanie wypowiedzi innych, oczekiwanie w myslach najgorszego, fantazowanie na tle uczuciowym, zamiast logicznego ograniczania uczuc do faktow. Tak, czy inaczej, latwo sie mowi, z praktyka bywa trudniej.
  • herakles-one 10.07.19, 16:42
    Masz rację, samoakceptacja decyduje o tym poczuciu. To jak myślisz; dlaczego większość ludzi nie potrafi siebie zaakceptować? Przynajmniej tak to wygląda, że ci nieakceptujący siebie stanowią większość.
  • ada_ww 10.07.19, 17:08
    herakles-one napisał:

    > Masz rację, samoakceptacja decyduje o tym poczuciu. To jak myślisz; dlaczego wi
    > ększość ludzi nie potrafi siebie zaakceptować? Przynajmniej tak to wygląda, że
    > ci nieakceptujący siebie stanowią większość.

    Decydujace sa tu napewno wzorce rodzinne, dzieci z rodzin patologicznych, dotknietych alkoholizmem, czy kryminalem beda wyrastaly w takim ogolnym poczuciu nizszosci, gdyz one czuja sie tak jakby naznaczone, one wygladaja tak, jakby baly sie tego, ze wszyscy na nie patrza, oceniaja, obmawiaja. Ale nie tylko takie dzieci, w domach, gdzie priorytetem jest dazenie do perfekcjonizmu moze byc to samo, jednak taka osoba bedzie skupiac sie na innych punktach swoich niedoskonalosci, co bedzie znieksztalcalo realna samoocene. Pozniej dochodza kwestie srodowiskowe, gdzie moze wystapic dyskryminacja w szkole, wykorzystywanie slabszego, jednak w takich sytuacjach rodzice w rodzinach prawidlowych ucza, jak wlasciwie reagowac i nie poddawac sie presji. Jednak chyba tak w moim odczuciu to poczucie pewnosci siebie zapewnia dom rodzinny. Dorosli, ktorym jako dzieciom, brakowalo tego, co jest tak ogolnie pojetym standardem odczuwaja te problemy z poczuciem wartosci najbardziej.
  • yadaxad 10.07.19, 19:52
    Geny nie idą w linii prostej z rączki do rączki, a zdolność do poczucia szczęścia, więc podobnie do wewnętrznego poczucia wartości, jeśli jest tak jak szczęście, podobno aż 50% uwarunkowane genetycznie, to na czynniki zewnętrzne pozostaje połowa oddziaływania. Z tego by wynikało, że jak się zejdą dwa negatywne czynniki, to "ustawić" taką dojrzałą osobę musi być bardzo trudno. Jeśli od zarania nie istnieje oddziaływanie psychosocjalne, społeczne, służące pomocą.
  • mona.blue 11.07.19, 18:01
    herakles-one napisał:

    > Masz rację, samoakceptacja decyduje o tym poczuciu. To jak myślisz; dlaczego wi
    > ększość ludzi nie potrafi siebie zaakceptować? Przynajmniej tak to wygląda, że
    > ci nieakceptujący siebie stanowią większość.

    Tylko jak to zrobić, żeby siebie bardziej zaakceptować?


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • afq 11.07.19, 20:33
    z zaakceptowaniem swoich mocnych stron to raczej nikt nie ma kłopotu, choć czasem trudno uznać że coś tą właśnie mocna stroną jest, myśli się wtedy ze przecież wszyscy tak mają jak my, a to często nie jest prawda. warto myslę konfrontować swoje przekonania o sobie i innych z kimś obok, jesli juz na prawde nie umiemy w miarę obiektywnie ocenić sprawy sami

    trudniej jest jednak z pogodzeniem się ze swoimi słabymi stronami
    w moim przypadku wymagało to zrozumienia czym są moje słabe strony i skąd się biorą
    np ze często sam sobie zawieszam poprzeczkę w różnych rzeczach tak wysoko że niemal niemozliwym jest ja pokonać
    niepotrzebne zwłaszcza że i tak nikt tego ode mnie nie oczekiwał
    zamiast skazywac sie na porażki obnizylem poprzeczkę,

    a oprocz tego dałem sobie prawo do błędów

    akceptacja przyszła w zasadzie sama, przestałem miec co sobie zarzucać


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 12.07.19, 07:59
    Budowę poczucia własnej wartości należy rozpocząć od zrobienia porządku wokół siebie. To znaczy uwolnić się z toksycznych związków jeśli w takich jesteśmy, od toksycznych znajomych, którzy nam stale psują nastrój oraz od toksycznych naszych zachowań; jak uzależnienia, czy drastyczne zaniedbywanie swoich potrzeb np. tragiczne odżywianie się, kompletny brak ruchu.
    Następnym punktem jest zrobienie bilansu- czyli podsumowania poi przeprowadzeniu bardzo uczciwej oceny siebie- swoich słabych i mocnych punktów.
    Trzecim krokiem jest wydobycie na światło dzienne swoich starych, zalegających od dzieciństwa uczuć, które zapakowaliśmy do zamrażarki, a które nadal kierują naszym zachowaniem, chociaż nie jesteśmy tego świadomi oraz przejrzenie starych wzorców zachowania ukształtowanych takimi komunikatami, jakie słyszeliśmy od rodziców. (czego przykłady tutaj podawaliśmy) I zastąpienie ich nowymi informacjami na swój temat i nowymi zachowaniami, tym razem naszymi, własnymi - wspierającymi nas w rozwoju, aby mogły się pojawić też nowe pozytywne uczucia. Czyli trzeba wyrzucić do kosza stare toksyczne wzorce zachowania, a przyswoić sobie nowe.

    Każdy z nas doznał różnych niepowodzeń podczas dorastania i nieraz mógł się czuć się np.: nieprzystosowany, zawstydzony, smutny, zły, rozżalony,, krytykowany, bezwartościowy, winny, rozgniewany, itd.itp. I jeśli nic z tym nie zrobił oprócz ukrycia w czeluściach tej wewnętrznej zamrażarki, to nadal się tak w życiu czuje i tak się zachowuje wyrządząjąc ogromną szkodę swojej osobowości i hamując ją w rozwoju. Te uczucia , które zostały żywcem pogrzebane nadal w tej zamrażarce są żywe. I to one sterują naszym zachowaniem chociaż nie jesteśmy tego świadomi.
  • afq 12.07.19, 09:06
    no to w zasadzie wszystko to zrobiłem

    ludzi w swoim otoczeniu bardzo mocno przesiałem

    odżywanie, ruch, odpoczynek itd.. to w zasadzie program HALT dla uzaleznionych - wdrozyłem dawno temu

    trupy z szafy powyciagałem na terapii

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • opium777 12.07.19, 09:47
    i fantastyczne
  • krytyk2 10.07.19, 19:31
    troche to brzmi tautologicznie-Twoje twierdzenie,ze o poczuciu wlasnej wartości decyduje samoakceptacja.
    Mnie się zdaje ,ze dobre zdefiniowanie jakiegos pojecia musi odwoływać sie do innego zakresowo pojecia czy przedmiotu realnego-aż do natrafienia na warstwe aksjomatyczną,nieudowadnialną.I tak sie zastanawiam,czy dałoby się odwołac w trakcie definicji samoakceptacji do intersubiektywnie porównywalnych okreslen po to -żeby ta definicja była poprawna formalnie i odwoływała sie do bogatego treściowo definiensa.Np coś w tym rodzaju:poczucie wlasnej wartosci ma ten człowiek ,który w sytuacji ataku skierowanego przeciwko niemu potrafi sie obronić albo -ten człowiek,który asertywnie wyraza swoje zdanie w miejscu publicznym
  • krytyk2 10.07.19, 19:47
    to co napisałem tylko z pozoru wyglada na czepianie się o sformułowanie czy grzężnięcie w formalnych zawiłościach.Tautologiczne formułowanie definicji bogatych treściowo/samych w sobie/ okresleń jest tak jakby nic nie wyjaśnainiem-jedne niezbyt jasne ,zaledwie dorozumiewane, pojecie "wyjasnia sie " innym równie niejasno sformułowanym.Tymczasem chodzi o ten problem ,który powyzej przedstawił Herakles cyt :"Masz rację, samoakceptacja decyduje o tym poczuciu. To jak myślisz; dlaczego większość ludzi nie potrafi siebie zaakceptować?"
    Dla mnie znaczna "część" problemu to własnie jego nieuchwytnośc ,tj własnie kiepskie definicje,które nie odnosza sie do kokretnych ,realnych zjawisk/zachowań,odczuć/ bardziej uchwytnych dla osoby ,która chciałaby podnieśc swój poziom wartości na wyzszy szczebel
  • krytyk2 10.07.19, 19:55
    w tym sensie najbardziej motywującą i najbardziej pomocna definicją poczucia własnej wartości byłaby sekwencja konkretnych zaleceń zachowaniowych,opartych częściowo na psychoanalizie,czesciowo na psychologii kognitywnej neurolingwistyce czy -/Boże nie przypuszczałem że kiedys przejdzie mi to przez gardło!/-na behawioryzmie.
  • yadaxad 10.07.19, 20:08
    Raczej trudno osiągnąć samoakceptację wbrew zasadom otoczenia, samotnie. Można, ale to raczej cecha psychopatyczna. Wartości tworzą się w korelacji. Tak tę samoakceptację, jeśli ma się z nią problemy, trzeba wypracować w konfrontacji z odpowiednim czynnikiem budującym prawidłowe spojrzenie na to co uwiera.
  • krytyk2 10.07.19, 20:17
    zakładam ,ze w przypadku bardzo zachwianego poczucia własnej wartości najlepszym rozwiązaniem byłby dobry terapeuta,który prowadziłby delikwenta w kierunku poprawy obrazu samego siebie.Dużą rolę wg mnie odgrywaja w procesie terapeutycznym grupy wsparcia-zarówno te sformalizowane pod kierunkiem psychologa, jak równiez -niesformalizowane.Mozna sie nawet pokusic o tezę ,która w uproszczeniu oddaje role jednych i drugich:terapeuta daje wiedzę i narzedzia,grupa -siłę i akceptację
  • yadaxad 10.07.19, 20:19
    Przykładem gdzie prowadzi samodoskonalenie własnej wartości, były wpisy mmki, zamykającej się w swoim systemie wartości, wbrew wszystkim. Jedynie matrix przekraczał jej próg. Niewątpliwie z jej wpisów wynikało, że przeżyła zgnębienie, poniżenie i by się odbudować weszła w samotne budowanie samoakceptacji, podważając socjalność.
  • herakles-one 12.07.19, 10:05
    yadaxad napisał(a):

    > Przykładem gdzie prowadzi samodoskonalenie własnej wartości, były wpisy mmki, z
    > amykającej się w swoim systemie wartości, wbrew wszystkim. Jedynie matrix przek
    > raczał jej próg. Niewątpliwie z jej wpisów wynikało, że przeżyła zgnębienie, po
    > niżenie i by się odbudować weszła w samotne budowanie samoakceptacji, podważają
    > c socjalność.
    No właśnie dokładnie to zrobiła, a gdy próbowałem jej powiedzieć, ze byłaby potrzebna jej terapia, to mi odpowiedziała, że to nieprawda, bo ona sama sobie zrobiła terapię i potrafi doskonale się z każdym komunikować. Ponieważ nie było przestrzeni do dyskusji napisałem, że nie mam ochoty kontynuować z nią dyskusji. za co obłożyła mnie sankcjami. Wszyscy wiedzą jakimi, więc nie ma potrzeby tego wymieniać.
    Tymczasem człowiekowi jest potrzebny ktoś go zrozumie i nie oceni negatywnie. To zadanie może spełniać terapia jeśli jest właściwie prowadzona.
    W terapii pacjent przyznaje się do swoich nieakceptowanych uczuć i zachowań tak jak dziecko matce, a terapeuta jak dobry rodzic nie potępia,lecz okazuje zrozumienie , współczucie i wsparcie. Już nieraz pisałem tutaj, że człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje innego człowieka, by się mógł przejrzeć w jego oczach. Jeśli przeżywa nieakceptowane przez siebie emocje , to nie potrafi ich zaakceptować dopóki chociażby jeden człowiek ich nie zaakceptuje. Na tym często polega korzyść z terapii gdzie terapeuta niewiele mówi, lecz więcej słucha. Tak jest np. w terapii skoncentrowanej na kliencie Carla Rogersa.
    W lżejszych przypadkach nie potrzeba terapii, wystarczy mieć zaufanego przyjaciela, któremu ufamy na tyle, że nie boimy się, ze nas odrzuci , wyśmieje, negatywnie oceni lub zlekceważy nasze problemy, lecz okaże nam wsparcie i zrozumienie.
  • ada_ww 11.07.19, 16:15
    krytyk2 napisał:

    > to co napisałem tylko z pozoru wyglada na czepianie się o sformułowanie czy grz
    > ężnięcie w formalnych zawiłościach.Tautologiczne formułowanie definicji bogatyc
    > h treściowo/samych w sobie/ okresleń jest tak jakby nic nie wyjaśnainiem-jedne
    > niezbyt jasne ,zaledwie dorozumiewane, pojecie "wyjasnia sie " innym równie nie
    > jasno sformułowanym.Tymczasem chodzi o ten problem ,który powyzej przedstawił H
    > erakles cyt :"Masz rację, samoakceptacja decyduje o tym poczuciu. To jak myślis
    > z; dlaczego większość ludzi nie potrafi siebie zaakceptować?"

    Moze dlatego jest tak ciezko, bo ci ludzie nie znaja dobrze samych siebie, swoich potrzeb, oczekiwan, wrazliwosci, slabosci, mocnych stron, dlatego tez jednym z kluczowych elementow moze byc kwestia samego siebie. Brak zaufania do siebie tez moze byc przyczyna, ale jak ci ludzie maja sobie ufac, gdy ich poczucie wartosci jest zanizone. I tu wystepuje taka dziwna sytuacja, ze przyczyna moze byc skutkiem, a skutek przyczyna. Bo np. brak zaufania do siebie moze powodowac zanizone poczucie wartosci tak samo, jak zanizone poczucie wartosci moze powodowac brak zaufania do siebie. Pozniej przeklada sie to na problemy w relacjach, brak zaufania do innych, wrogie postrzeganie swiata itp. Ufajac sobie masz swiadomosc tego, jakie sa Twoje mozliwosci, wartosci, oczekiwania, atuty, ktore tez potrafisz wykorzystac. Potrafisz wtedy siebie doceniac, a nawet komplementowac (o czym wspominal ktos z forumowiczow), ale znasz tez swoje slabosci, ktore dzieki swiadomosci i znajomosci siebie nie przeszkadzaja Ci w codziennym zyciu. Do tego dochodza kwestie asertywnosci, ktos kto potrafi dbac o siebie i stawiac sobie granice tez ma w zyciu latwiej, niz ktos, kto pozwala sie wykorzystywac widniejac jako ofiara. I tu tez moze pojawic sie pytanie, jak ktos, kto ma zaburzona ocene moze byc asertywny. No bledne kolo.
  • ada_ww 11.07.19, 16:27
    Zaburzona samoocene mialam na mialam na mysli w ostatnim akapicie.
    Jeszcze przypomnialy mi sie slowa "jak widzisz sam siebie, tak widzi cie swiat", autora nie pamietam i nie moge znalezc (moze Ty pamietasz) ,ale w literaturze psychologicznej jest na ten temat, ze jak postrzegasz sam siebie, tak postrzegaja Cie inni. I tu tez Twojego zdania jestem ciekawa.
  • ada_ww 11.07.19, 16:43
    Tu jest ktotki artykul na ten temat:
    yep.academy/1493-2/
  • krytyk2 11.07.19, 22:47
    trzeba się oprzeć na jakiejś koncepcji rozumienia tych pojęć ,bo inaczej ugrzęźniemy w tautologicznych, nic nie wyjaśniających twierdzeniach.Może faktycznie punktem wyjścia definiowania poczucia wlasnej wartości byłoby np to zaufanie do siebie.Ale ono musiałoby byc znowu zdefiniowane.Co to znaczy ufac sobie?
    To znaczy np ,że mam pewność ,ze to co widzę znaczy to i to i jeśli przyjdzie ktoś i powie ,że znaczy co innego ja bede bronił swojej interpretacji
    A może znaczy też to,że wiem co czuję i bronic będe tej wiedzy jak Częstochowy
    I to ,że wiem co zrobić ,żeby osiągnąć jakis stan rzeczy i jesli ktos będzie chciał podwazyc moja metodę ,stane twardo w jej obronie.
  • ada_ww 11.07.19, 23:04
    krytyk2 napisał:

    > trzeba się oprzeć na jakiejś koncepcji rozumienia tych pojęć ,bo inaczej ugrzęź
    > niemy w tautologicznych, nic nie wyjaśniających twierdzeniach.Może faktycznie
    > punktem wyjścia definiowania poczucia wlasnej wartości byłoby np to zaufanie do
    > siebie.Ale ono musiałoby byc znowu zdefiniowane.Co to znaczy ufac sobie?

    To wymaga przemyslenia Krytyku, zaczelam zastanawiac sie nad wlasnym zaufaniem do siebie i co to oznacza.

    > To znaczy np ,że mam pewność ,ze to co widzę znaczy to i to i jeśli przyjdzie k
    > toś i powie ,że znaczy co innego ja bede bronił swojej interpretacji

    Tu wchodza chyba w gre kwestie pewnosci siebie i swoich racji oraz umiejetnosc ich obrony.

    > A może znaczy też to,że wiem co czuję i bronic będe tej wiedzy jak Częstochowy
    > I to ,że wiem co zrobić ,żeby osiągnąć jakis stan rzeczy i jesli ktos będzie ch
    > ciał podwazyc moja metodę ,stane twardo w jej obronie.

    Tu chyba chodzi o znajomosc samego siebie, o czym tez chyba pisalam w jednym poscie do Ciebie.
  • ada_ww 12.07.19, 21:37
    krytyk2 napisał:

    > trzeba się oprzeć na jakiejś koncepcji rozumienia tych pojęć ,bo inaczej ugrzęź
    > niemy w tautologicznych, nic nie wyjaśniających twierdzeniach.Może faktycznie
    > punktem wyjścia definiowania poczucia wlasnej wartości byłoby np to zaufanie do
    > siebie.Ale ono musiałoby byc znowu zdefiniowane.Co to znaczy ufac sobie?

    I widzisz Krytyku nikt dotad nie napisal, jak zdefiniowac to zaufanie do samego siebie, bo to jest tak naprawde trudne. W jaki sposob sprawdzic, czy ufasz sobie, to juz jest latwiejsze. Stawiasz sobie np. cele na najblizsze dni, cos na zasadzie umowy z samym soba i starasz sie z tej umowy wywiazac. Gdy na przyklad wiesz, ze jak sie napijesz nie wsiadziesz za kierownice, ze odbierzesz dziecko ze szkoly na czas, ze masz uporzadkowany dom itp. Takim dowodem, ze mozesz samemu sobie ufac sa tez reakcje otoczenia, gdy np. inni ludzie nie boja sie powierzyc Ci odpowiedzialnosci, bo wiedza, ze jak sie czegos podejmiesz, to wlasciwie i odpowiedzialnie sie zachowasz. W literaturze jest wiele wskazowek jak zwiekszac zaufanie do siebie i twiedzen, ze jest ono podstawa szczesliwego i w miare bezstresowego zycia. To jest akurat prawda, bo jak samemu sobie ufasz, to czujesz sie pewniej i inni Cie tez odbieraja jako czlowieka pewnego siebie. A te wskazowki to:
    - pozbyc sie tego dazenia do perfekcjonizmu i zdac sobie sprawe z tego, ze zycie nie jest idealne, ze nikt i nic tak naprawde idealne nie jest. Kiedy nic nie musi byc idealne, tylko dobre wystarczajaco, to wzmacnia poczucie zaufania do siebie. Nie traktowac drobnych niepowodzen jako zyciowych porazek i dawac sobie prawo do bledow,
    - zwrocic uwage na wlasne osiagniecia i byc z nich dumny, na pozytywne strony, ktore dzieki temu zaufaniu do siebie mozna rozwijac,
    - akceptowanie komplementow i wiara w ich szczerosc,
    - bycie soba, wazne, zeby kreowac samego siebie zgodnie z wlasnym przekonaniem, uczuciami, a nie w odbiciu lustra kogos innego,
    - zmierzenie sie z wlasnymi lekami, bo kazdy je ma, kazdy czegos sie boi, kazdy ma swoje bodzce powodujace niepewnosc. Zdac sobie sprawe z tego, ktory z lekow ma najwiekszych wplyw na znieksztalcony obraz samego siebie.

    I to wszystko tez tak naprawde zmierza do tej samoakceptacji Krytyku.
  • kod_matrixa 12.07.19, 21:51
    ada_ww napisał(a):

    > krytyk2 napisał:
    >
    > > trzeba się oprzeć na jakiejś koncepcji rozumienia tych pojęć ,bo inaczej
    > ugrzęź
    > > niemy w tautologicznych, nic nie wyjaśniających twierdzeniach.Może fakty
    > cznie
    > > punktem wyjścia definiowania poczucia wlasnej wartości byłoby np to zaufa
    > nie do
    > > siebie.Ale ono musiałoby byc znowu zdefiniowane.Co to znaczy ufac sobie?
    >
    > I widzisz Krytyku nikt dotad nie napisal, jak zdefiniowac to zaufanie do samego
    > siebie, bo to jest tak naprawde trudne. W jaki sposob sprawdzic, czy ufasz sob
    > ie, to juz jest latwiejsze. Stawiasz sobie np. cele na najblizsze dni, cos na z
    > asadzie umowy z samym soba i starasz sie z tej umowy wywiazac. Gdy na przyklad
    > wiesz, ze jak sie napijesz nie wsiadziesz za kierownice, ze odbierzesz dziecko
    > ze szkoly na czas, ze masz uporzadkowany dom itp. Takim dowodem, ze mozesz same
    > mu sobie ufac sa tez reakcje otoczenia, gdy np. inni ludzie nie boja sie powier
    > zyc Ci odpowiedzialnosci, bo wiedza, ze jak sie czegos podejmiesz, to wlasciwie
    > i odpowiedzialnie sie zachowasz. W literaturze jest wiele wskazowek jak zwieks
    > zac zaufanie do siebie i twiedzen, ze jest ono podstawa szczesliwego i w miare
    > bezstresowego zycia. To jest akurat prawda, bo jak samemu sobie ufasz, to czuje
    > sz sie pewniej i inni Cie tez odbieraja jako czlowieka pewnego siebie. A te wsk
    > azowki to:
    > - pozbyc sie tego dazenia do perfekcjonizmu i zdac sobie sprawe z tego, ze zyci
    > e nie jest idealne, ze nikt i nic tak naprawde idealne nie jest. Kiedy nic nie
    > musi byc idealne, tylko dobre wystarczajaco, to wzmacnia poczucie zaufania do s
    > iebie. Nie traktowac drobnych niepowodzen jako zyciowych porazek i dawac sobie
    > prawo do bledow,
    > - zwrocic uwage na wlasne osiagniecia i byc z nich dumny, na pozytywne strony,
    > ktore dzieki temu zaufaniu do siebie mozna rozwijac,
    > - akceptowanie komplementow i wiara w ich szczerosc,
    > - bycie soba, wazne, zeby kreowac samego siebie zgodnie z wlasnym przekonaniem,
    > uczuciami, a nie w odbiciu lustra kogos innego,
    > - zmierzenie sie z wlasnymi lekami, bo kazdy je ma, kazdy czegos sie boi, kazdy
    > ma swoje bodzce powodujace niepewnosc. Zdac sobie sprawe z tego, ktory z lekow
    > ma najwiekszych wplyw na znieksztalcony obraz samego siebie.
    >
    > I to wszystko tez tak naprawde zmierza do tej samoakceptacji Krytyku.



    Klasyczny przykład zbyt dużego operowania pojęciami i chęci skorzystania z narzędzi charakterystycznych dla nauk ścisłych w kwestiach kompletnie do tego (jak na razie) się nie nadających. Psychologii to niestety zdarza się często. Próbuję być naukowa, a wy godzi z tego karyjatura.

    Na dzień dzisiejszy nie da zdefiniować się jednostek miar poczucia własnej wartości, bo tylko tak można by na poważnie dokonywać jakichkolwiek porównań.

    Nie dysponujemy też żadnymi realnie mierzalnymi punktami odniesienia. Inne punkty odniesienia mogą być bardzo mylne. Ponieważ poczucie własnej wartości może być zjawiskiem nie zachowującym się w sposób liniowy.

    Wniosek: na dzień dzisiejszy, poczucie własnej wartości jest czymś niemierzalny, a w związku z tym bardzo subiektywnym.






    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • kod_matrixa 12.07.19, 21:52
    Próbuje być naukowa, a wychodzi z tego karykatura nauki.*


    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • yadaxad 12.07.19, 22:47
    Samoakceptacja daje pewność siebie i jest wynikiem równowagi, bo trudno być pewnym balansując. Znam pewnych siebie i samoakceptujących na zupełnie złych podstawach, w które nie wątpią. I można tylko liczyć, że skonfrontują się kiedyś z zewnętrznością, która nimi zachwieje i będą musieli zbudować się na nowo, po roztrzaskaniu. Chociaż są tacy, którzy wracają na stary grunt, ale po doświadczeniu, już jest w nich neuroza, bo wiedzą, że podstawy są sypkie. A pozytywnej równowagi nie zbuduje się na niczym innym, niż na wiedzy i świadomości. Jeśli coś nas mota, trzeba to poznać. Rozpraszać iluzje, bo na iluzji nigdy twardo się nie stanie. Albo jeśli iluzję bardzo się kocha i nie chce z niej rezygnować, to pogodzić się z chwiejnością.
  • ada_ww 12.07.19, 23:07
    yadaxad napisał(a):

    > Samoakceptacja daje pewność siebie i jest wynikiem równowagi, bo trudno być pew
    > nym balansując. Znam pewnych siebie i samoakceptujących na zupełnie złych podst
    > awach, w które nie wątpią. I można tylko liczyć, że skonfrontują się kiedyś z
    > zewnętrznością, która nimi zachwieje i będą musieli zbudować się na nowo, po ro
    > ztrzaskaniu. Chociaż są tacy, którzy wracają na stary grunt, ale po doświadczen
    > iu, już jest w nich neuroza, bo wiedzą, że podstawy są sypkie. A pozytywnej rów
    > nowagi nie zbuduje się na niczym innym, niż na wiedzy i świadomości. Jeśli coś
    > nas mota, trzeba to poznać. Rozpraszać iluzje, bo na iluzji nigdy twardo się ni
    > e stanie. Albo jeśli iluzję bardzo się kocha i nie chce z niej rezygnować, to p
    > ogodzić się z chwiejnością.

    Tylko kochanie iluzji jest tak naprawde kochaniem wlasnego cierpienia. Czlowiek, ktory karmi sie iluzja tworzy sobie w myslach swoj wlasny swiat, ktory niewiele ma wspolnego z rzeczywistoscia. To sa zazwyczaj twory wyobrazni, co by bylo gdyby, poza tym swiat iluzji jest swiatem dziecka, czlowiek dorosly powinien zdawac sobie sprawe z realiow. Ta iluzja daje uczucie ucieczki w swiat marzen, jednak wiara w te iluzje powoduje jeszcze bolesniejsze zderzenie z rzeczywistoscia. Tu moze Krytyk sie wypowie, jak bedzie oczywiscie chcial, bo to zjawisko takiej iluzji, jaka opisalas definiowal Freud jako "zludzenie pewne" i byl ten temat poruszany w ksiazce "Przyszlosc pewnego zludzenia" i "kultura jako zrodlo cierpien". Ja to na swoj sposob rozumiem, ale chyba wyjasnic nie potrafie.
  • kod_matrixa 14.07.19, 22:12
    yadaxad napisał(a):

    > Samoakceptacja daje pewność siebie i jest wynikiem równowagi, bo trudno być pew
    > nym balansując. Znam pewnych siebie i samoakceptujących na zupełnie złych podst
    > awach, w które nie wątpią. I można tylko liczyć, że skonfrontują się kiedyś z
    > zewnętrznością, która nimi zachwieje i będą musieli zbudować się na nowo, po ro
    > ztrzaskaniu. Chociaż są tacy, którzy wracają na stary grunt, ale po doświadczen
    > iu, już jest w nich neuroza, bo wiedzą, że podstawy są sypkie. A pozytywnej rów
    > nowagi nie zbuduje się na niczym innym, niż na wiedzy i świadomości. Jeśli coś
    > nas mota, trzeba to poznać. Rozpraszać iluzje, bo na iluzji nigdy twardo się ni
    > e stanie. Albo jeśli iluzję bardzo się kocha i nie chce z niej rezygnować, to p
    > ogodzić się z chwiejnością.



    Nigdy nie można być do końca czegoś pewnym. Dlatego z góry należy pogodzić się z tym, że w wielu sprawach tkwimy w błędzie, a przyszłe pokolenia z pewnością to udowodnią.




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • ada_ww 10.07.19, 19:47
    krytyk2 napisał:

    > troche to brzmi tautologicznie-Twoje twierdzenie,ze o poczuciu wlasnej wartości
    > decyduje samoakceptacja.

    Moze nieprecyzyjnie wyrazilam sie, mialam na mysli, ze w durzej mierze decyduje samoakceptacja, ale wiadomo, ze nie tylko. Bo skoro masz nieprawidlowy obraz wlasnej osoby w lustrze, Twoja samoocena jest wtedy zabnizona. Bardzo wazna jest tez akceptacja otoczenia, w tym bliskich, pracodawcy, wspolpracownikow itd.


    > Mnie się zdaje ,ze dobre zdefiniowanie jakiegos pojecia musi odwoływać sie do i
    > nnego zakresowo pojecia czy przedmiotu realnego-aż do natrafienia na warstwe ak
    > sjomatyczną,nieudowadnialną.I tak sie zastanawiam,czy dałoby się odwołac w trak
    > cie definicji samoakceptacji do intersubiektywnie porównywalnych okreslen po to
    > -żeby ta definicja była poprawna formalnie i odwoływała sie do bogatego treści
    > owo definiensa.

    Krytyku, to Ty jestes naukowcem, nie ja, mnie interesuje bardziej strona praktyczna, typu analizowanie zaleznosci pomiedzy okreslonymi czynnikami. Ale chetnie poczytam Twoje zdanie na ten temat, rowniez od strony naukowej.

    Np coś w tym rodzaju:poczucie wlasnej wartosci ma ten człowiek ,
    > który w sytuacji ataku skierowanego przeciwko niemu potrafi sie obronić albo -t
    > en człowiek,który asertywnie wyraza swoje zdanie w miejscu publicznym

    Tak, to prawda, jednak ja bym to nazwala atutami, lub cechami czlowieka, u ktorego poczucie wartosci jest prawidlowe. Tez mozna zadac pytanie co oznacza to prawidlowe poczucie wartosci, ale tu tez byloby ciezko znalezc jedna, wlasciwa definicje.
  • ada_ww 10.07.19, 19:48
    W duzej mierze napisalam przez rz, przypadek, az takich bledow nie robie.
  • ada_ww 10.07.19, 20:32
    I jeszcze zapomnialam dodac, ze tez nie jestesmy jako ludzie obojetni na warunki i okolicznosci, w jakich przychodzi nam zyc. Jezeli warunki sprzyjaja nam priorytetowo, materialnie, nasza samoocena na ich tle tez staje sie wyzsza, bo potrafimy sie w nich odnalezc. Zupelnie inaczej jest w warunkach zaprzeczajacym naszym priorytetom.
  • krytyk2 10.07.19, 20:50
    oczywiscie ,masz rację!Tu powiem coś ,co mi się nasunęło podczas Waszej dyskusji nt wstydu:chciałbym podkreślic pozytywny aspekt wstydu.Wstyd powstaje generalnie wtedy/pomijam tu endogeneze ,ktora mówi o karceniu dziecka gdy robiło cos "wstydliwego"/,gdy człowiek dostrzega swoje zachowania jako odbiegające do przyjetych spolecznie norm.Te lepsze warunki , o ktorych właśnie napisałas, przybliżaja "wstydzącego sie " do poziomu normy.Więc mamy tu do czynienia z dwoma rodzajami odniesienia dla wstydu:
    1)jeden rodzaj ma charakter subiektywnego wstydu człowieka ,który podswiadomie stale wstydzi sie samego siebie/tzw kompleksy/
    2)Drugi to efekt porównania siebie i wyobrażonych chcianych standardów do tego co w danym momencie jednostka osiaga swoim zachowaniem,działaniem
  • ada_ww 10.07.19, 21:00
    Ja nie pisalam o wstydzie jako o uczuciu tylko i wylacznie negatywnym. Wstyd ma takze, jak wspomniales wymiar pozytywny, ktory nie ma nic wspolnego z zanizonym poczuciem wartosci. Gdy uczysz dziecko zachowan prawidlowych, rozrozniania pojecia dobra i zla, to wtedy takie dziecko bedzie sie wstydzilo swoich zachowan zlych, krzywdzacych, czy tez zwyczajnie aroganckich. Mnie chodzilo o taki wstyd przeszkadzajacy w zyciu, powodujacy niesmialosc, niepewnosc. To dotyczy czesto osob, ktore musialy w domu byc perfekcyjne. Kiedys opisywalam Monie, jak umowilam sie z mama na kawe w centrum i nie zauwazylam plamy na jeansach, czy na bluzce. Cale spotkanie przebiegalo na wyrzutach, jak ja moglam nie zauwazyc, ze ona niczego innego nie widzi, tylko te plame, ze mama to wstydzilaby sie wyjsc z domu z taka plame, ze beda obgadywac. I pozniej caly dzien siedzialo mi w glowie, jak ja moglam prasowac ubranie i tej plamy nie zauwazyc.
  • yadaxad 10.07.19, 20:54
    Bardziej to działa w dół. Negatywne warunki bardziej niszczą, niż dobre budują. Dobre dają większą swobodę budowania siebie, ale nie rekompensują psychicznie negatywnych bodźców. Przykład wspaniałego życia idolów, którym ani miłość fanów, ani zarobki nie przeszkadzają w samozniszczeniu.
  • ada_ww 10.07.19, 21:28
    yadaxad napisał(a):

    > Bardziej to działa w dół. Negatywne warunki bardziej niszczą, niż dobre budują.
    > Dobre dają większą swobodę budowania siebie, ale nie rekompensują psychicznie
    > negatywnych bodźców. Przykład wspaniałego życia idolów, którym ani miłość fanów
    > , ani zarobki nie przeszkadzają w samozniszczeniu.

    To prawda Jadaxad, jednak to samozniszczenie dotyczy przede wszystkim ludzi, ktorzy w zyciu mieli niewiele, albo za malo, a pozniej nagle zobaczyli kawalek swiata, szybko zdobyli duze pieniadze. Takim ludziom odbija na punkcie kasy, demonstruja swoj status finansowy w sposob ostentacyjny, razacy. Ta kasa faktycznie nie rekompensuje im tych negatywnych bodzcow, jakimi zostali obdarowani w dziecinstwie i czasach wczesnej mlodosci.
  • yadaxad 10.07.19, 21:41
    Im lepsze warunki finansowe, tym silniejsza hierarchia i bardziej destruktywne oddziaływanie presji. Ci, którzy są odporni na dostatki materialne, zawróci w głowie swoboda, poczucie na dostania się na alfa miejsce, albo walka o uznanie tej pozycji.
  • ada_ww 10.07.19, 21:47
    yadaxad napisał(a):

    > Im lepsze warunki finansowe, tym silniejsza hierarchia i bardziej destruktywne
    > oddziaływanie presji. Ci, którzy są odporni na dostatki materialne, zawróci w g
    > łowie swoboda, poczucie na dostania się na alfa miejsce, albo walka o uznanie t
    > ej pozycji.

    Moze sie tak zdarzyc, ale wcale nie musi, to kwestia charakteru, wartosci i idndywidualnych predyspozycji. W niektorych jednostkach jest silna potrzeba walki, w niektorych nie ma jej praktycznie w ogole.
  • krytyk2 10.07.19, 21:41
    ztymi idolami to jest jeszcze inaczej.Potęga mediów,ktore kreują z nich bogów,nawet w kwestii technicznego wzmocnienia-inaczej by się musieli czuc i zachowywać ,gdzyby występowali w małej sali,bez mikrofonu i przy gitarze zakustycznej.Multiplikowanie ,brzmienia,głosnosci,podkręcania ech i innych cudów powoduje ,ze czują swoją rzekomą nieograniczona potęgę .Proste relacje z pojedynczymi osobami zamieniane sa na nieprawdziwe,wyolbrzymione relacje z milionami,takze tymi na koncie.Rozdeta ,wykreowana wielkośc zaczyna się oddalać od rzeczywistości i biada temu artyście ,ktory uwierzy,że to esensja jego jestestwa.Przemysł muzyczny tworzy potwory ludzkie,którym sie wydaje ,że sa takimi w zyciu jak na scenie-z głosem o mocy tysiecy watt,z tąnczącymi w rytm ich spiewu tysiacami osób.
  • krytyk2 10.07.19, 21:46
    potem ,kiedy już fala ich popularności nagle opada ,nie chca przyjąc do wiadomosci ,ze to tylko fikcja przemysłu rozrywkowego.Zresztą usilne dążenie do bycia w czyms najlepszym czy sławnym to tez efekt jakichs braków psychicznych ,ktore taka osoba chciałaby sobie powetować w taki sposób..Docenienie i sława nie wyrównuja tych braków a jedynie syca próżne ego
  • yadaxad 10.07.19, 22:01
    Nie inaczej, ale - i -, prócz dalszych powstających dylematów, których psychika nie musi unieść. Ale ta plama na bluzce, to też przejaw hierarchii, jej uzewnętrzniania i gorsetu. Czytałam rozważania, starszego, dziennikarza, który nie mógł zrozumieć po co młode dziewczyny pokazują zgrabne nogi przez dziury w podartych dżinsach, kiedy estetyczniej i wydatniej byłoby w ładnym mini. A te podarte szmaty to łamanie hierarchii, tego co ma przedstawiać ubranko bez pyłku, a co to samo mogą podarte szmaty, czy zamierzona plama. Pomijając, że zmiany w modzie są instynktownie odrzucające między pokoleniowo, by atrakcyjność była silniejsza w swoich grupach wiekowych. Może się nie wydaje, ale zewnętrzny sztafaż ma silnie działa na instynkty, pobudza, bądź kastruje.
  • ada_ww 10.07.19, 22:35
    Plama na bluzce jest tylko plama na bluzce, gorsze bywaja plamy na honorze, ktore sobie niektorzy ma wlasne zyczenie funduja, przez co zanizaja poczucie wartosci we wlasnych oczach. Wystarczy spojrzec na naiwne kobiety, ktore wypatruja np. w pubie gentelmana, ktory zazwyczaj ma przy sobie jakas tam gotowke, wykorzystuja, gdy jest pijany i robia sobie z nim dziecko. One licza na wewnetrzna empatie takie gentelmana i ze po wiadomosci, ze amantka jest w ciazy rzuca dotychczasowy swoj tryb zycia i pobiegna sie zenic. Zycie zazwyczaj weryfikuje myslenie zyczeniowe takich kobiet, ktore pozostaja z reka w nocniku i z dzieckiem, a taki tatus z przypadku niedosc, ze nie chce sie zenic, to jeszcze robi wszystko, zeby wymigac sie z alimentow. W wiekszych miejscowosciach nie robi to zadnego specjalnego wrazenia, jednak dziewczyna wychowana na wsi pozostaje z wielka plama na honorze, ktora utrudnia jej zycie, a brak alimentow dodatkow to jej zycie komplikuje bardzo negatywnie wplywajac na jej poczucie wartosci. Zderzenie myslenia zyczeniowego z rzeczywistoscia moze okazac czasem bodzcem pozytywnym, pobudzajacym, jednak to zderzenie negatywne bedzie psychicznie kastrowac.
  • yadaxad 10.07.19, 22:40
    Raczej taki plan działania świadczy, że do intelektualnego wykastrowania doszło już wcześniej.
  • ada_ww 10.07.19, 22:47
    yadaxad napisał(a):

    > Raczej taki plan działania świadczy, że do intelektualnego wykastrowania doszło
    > już wcześniej.

    To fakt.
  • herakles-one 11.07.19, 06:06
    Poniżej link do różnych definicji poczucia własnej wartości. Ja sądzę, że jest to stan psychiczny związany z naszym stosunkiem do samego, siebie składający się z trzech komponentów:
    - intelektualnego - czyli samooceny zawierającej zbiór sądów i przekonań na swój temat,
    - emocjonalnego- czyli uczuć jakie żywimy do siebie,
    - behavioralnego - czyli jak sami traktujemy siebie.
    To poczucie wartości jest uwarunkowane wychowaniem, przeżytymi doświadczeniami w tym traumami i atrakcyjnością.
    www.poczuciewlasnejwartosci.pl/poczucie-wlasnej-wartosci-definicja/
  • herakles-one 11.07.19, 06:14
    PS. Nadal brak wyczerpujących odpowiedzi; dlaczego tak trudno ludziom zaakceptować siebie?. Ada podała tylko częściową przyczynę.
  • herakles-one 11.07.19, 07:19
    I nikt się nie pochwalił komunikatami pozytywnymi od rodziców i opiekunów, które słyszał i które go wspierały i umacniały w rozwoju poczucia swojej wartości.
    Te komunikaty mogły być przykładowo takie:

    - Naprawdę jestem dzisiaj z ciebie dumny/a.
    -Świetnie sobie z tym poradziłeś.
    -Popełniłeś błąd, ale możesz się dzięki niemu wiele nauczyć.
    -Twój pomysł był świetny.
    - Zawsze masz dużo świetnych pomysłów.
    --Przepraszam, masz rację.
    - Jestem szczęśliwy gdy jesteś przy mnie.
    - Lubię cię takiego/ą jakim jesteś.
    - Uczucia nie są niczym złym.
    - Czasami płacz pomaga.
  • afq 11.07.19, 08:42
    nigdy czegoś podobnego nie słyszałem
    i nie mam luk w pamięci

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 08:48
    to do tej pory tak funkcjonuje ze strony moich rodziców
    moja żona też nie do końca mi wierzyła

    ojciec jakiś czas temu polecał mi żebym zobaczył stronę jego absolwenta który jest w tym samym zawodzie co ja
    i obejrzał jakie fajne rzeczy robi, bo on juz widział i sa warte zobaczenia, czym mnie zaskoczył o tyle ze byłem długo pewien że on nie ogarnia na czym moja praca polega

    więc ostatnim razem moja zona zrobiła eksperyment, ku mojemu zdziwieniu zaczeła opowiadac jaki fajny projekt właśnie skonczylem, faktycznie dobrze wyszedł i był duzy co ze szczegółami opowiedziała
    ich reakcja? .... cisza, zero, nic

    uznała że jednak faktycznie to dziwne

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 11.07.19, 11:03
    Afg Przypuszczam, że Twoich rodziców też nikt nigdy nie chwalił , więc po prostu tego nie umieją dalej przekazać. Mogą pochwalić kogoś obcego, ale nie Ciebie.
  • ada_ww 11.07.19, 11:10
    herakles-one napisał:

    > Afg Przypuszczam, że Twoich rodziców też nikt nigdy nie chwalił , więc po p
    > rostu tego nie umieją dalej przekazać. Mogą pochwalić kogoś obcego, ale nie Ciebie.

    Afq sporo pisal o rodzicach, o siostrze, ktorej nalezlo sie wszystko, przez co reszcie rodzenstwa mniej. Tu moze wchodzic w gre zal do rodzicow o to, ze robili roznice wychowawcze. Nie pamietam juz dokladnie, ale Afq pisal zdaje sie cos takiego, ze jemu nalezalo sie niezbedne minimum, a wszystko co to minimum przekraczalo nalezalo sie jego siostrze. Ciekawe jak Afq radzil sobie jako ojciec wlasnych dzieci, pisal tu na forum, ze ma dwoje doroslych. Czy traktowal je w taki sposob, w jaki sam traktowany byl w domu, czy probowal tym dzieciom zapewnic cos wiecej w taki sposob, zeby zrekompensowac sobie wlasne straty uczuciowe.
  • afq 11.07.19, 12:47
    ada_ww napisał(a):


    > Afq sporo pisal o rodzicach, o siostrze, ktorej nalezlo sie wszystko, przez co
    > reszcie rodzenstwa mniej. Tu moze wchodzic w gre zal do rodzicow o to, ze robil
    > i roznice wychowawcze. Nie pamietam juz dokladnie, ale Afq pisal zdaje sie cos
    > takiego, ze jemu nalezalo sie niezbedne minimum, a wszystko co to minimum przek
    > raczalo nalezalo sie jego siostrze. Ciekawe jak Afq radzil sobie jako ojciec wl
    > asnych dzieci, pisal tu na forum, ze ma dwoje doroslych. Czy traktowal je w tak
    > i sposob, w jaki sam traktowany byl w domu, czy probowal tym dzieciom zapewnic
    > cos wiecej w taki sposob, zeby zrekompensowac sobie wlasne straty uczuciowe.

    no jest nieco inaczej Ada
    moze nie koniecznie niezbędne minimum dostawalem
    bo np pomogli mi przez dwa lata w liceum sie przygotowywac do egzaminu na studia
    zwyczajnie placąc za lekcje czegos czego zadna powszechna szkola nie uczy do dzis

    to troche przekracza w moim pojeciu minimum
    i robili to pomimo braku przekonania ze slusznie wybieram kierunek

    dzieci dorosłych mam w sumie 4
    z tego tylko jedno moj syn, jest moim biologicznym dzieckiem z 1szego malzenstwa
    tyle ze to nie zmienia faktu ze corkom zony pomagałem juz duzo bardziej niz mojemu synowi
    nawet kiedy bylismy pokłóceni
    no po prostu, kto potrzebuje teraz juz wsparcie temu staram sie je dawac
    kazdemu, i bez roznicy


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 20:37
    afq napisał:


    > no jest nieco inaczej Ada
    > moze nie koniecznie niezbędne minimum dostawalem
    > bo np pomogli mi przez dwa lata w liceum sie przygotowywac do egzaminu na studia
    > zwyczajnie placąc za lekcje czegos czego zadna powszechna szkola nie uczy do dz
    > isto troche przekracza w moim pojeciu minimum
    > i robili to pomimo braku przekonania ze slusznie wybieram kierunek

    Faktycznie, powinienes wystapic o nobla dla rodzicow, az tak wiele dla Ciebie zrobili, ze placili za dodatkowe lekcje po to, zebys dostal sie na studia. Rodzice zazwyczaj posylaja dzieci na dodatkowe lekcje gdy sa znacznie mlodsze i gdy zaczna dostrzegac ich zainteresowania. Ale skoro to dla Ciebie az tak wazne bylo, ze zapamietales to jako cos wielkiego, co dla Ciebie robili, to rozumiem.


    > dzieci dorosłych mam w sumie 4
    > z tego tylko jedno moj syn, jest moim biologicznym dzieckiem z 1szego malzenstw
    > atyle ze to nie zmienia faktu ze corkom zony pomagałem juz duzo bardziej niz moj
    > emu synowinawet kiedy bylismy pokłóceni
    > no po prostu, kto potrzebuje teraz juz wsparcie temu staram sie je dawac
    > kazdemu, i bez roznicy
    >

    Poklocony byles z synem, gdy byl dzieckiem i z tego powodu pomagales bardziej dzieciom drugiej zony. Tez cos takiego nalezy rozumiec.
  • afq 11.07.19, 20:41
    ada_ww napisał(a):

    > Faktycznie, powinienes wystapic o nobla dla rodzicow, az tak wiele dla Ciebie z
    > robili, ze placili za dodatkowe lekcje po to, zebys dostal sie na studia. Rodzi
    > ce zazwyczaj posylaja dzieci na dodatkowe lekcje gdy sa znacznie mlodsze i gdy
    > zaczna dostrzegac ich zainteresowania. Ale skoro to dla Ciebie az tak wazne byl
    > o, ze zapamietales to jako cos wielkiego, co dla Ciebie robili, to rozumiem.

    nie Ada, mowie tylko ze trudno to nazwac "niezbędnym minimum"

    > Poklocony byles z synem, gdy byl dzieckiem i z tego powodu pomagales bardziej d
    > zieciom drugiej zony. Tez cos takiego nalezy rozumiec.

    nie Ada, nigdy sie nie pokłociłem z synem
    moja obecna zone poznałem kiedy moj syna mial juz lat 16, w tym czasie jej córki juz wszystkie były dorosłe


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 21:16
    afq napisał:


    > nie Ada, mowie tylko ze trudno to nazwac "niezbędnym minimum"

    Moze ja sama zle sie wyrazilam, byl watek, gdzie wyrazales swoje rozczarowanie, bo siostrze nalezalo sie to, czy tamto. Faktycznie, prywatne lekcje to nie jest niezbedne minimum, lecz dobra wola rodzicow.

    > nie Ada, nigdy sie nie pokłociłem z synem
    > moja obecna zone poznałem kiedy moj syna mial juz lat 16, w tym czasie jej córk
    > i juz wszystkie były dorosłe

    afq napisał:


    > dzieci dorosłych mam w sumie 4
    > z tego tylko jedno moj syn, jest moim biologicznym dzieckiem z 1szego malzenstw
    > atyle ze to nie zmienia faktu ze corkom zony pomagałem juz duzo bardziej niz moj
    > emu synowinawet kiedy bylismy pokłóceni

    Te slowa moze niewlasciwie ukierunkowaly moje spojrzenie na to, co napisales.
  • afq 11.07.19, 22:34
    ok, tu ja źle zformułowałem zdanie

    chodziło mi o to ze bywalo ze bylem pokłócony z którąś z córek zony
    a i tak jej pomagałem bo była taka potrzeba
    pomagałem bardziej niz mojemu synowi

    czasem za szybko zapisuje tu to co pomyslałem

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 20:50
    afq napisał:


    > dzieci dorosłych mam w sumie 4
    > z tego tylko jedno moj syn, jest moim biologicznym dzieckiem z 1szego malzenstwa

    To po raz pierwszy tez ozeniles sie z kobieta z dzieckiem, czy to drugie to po kochanku zony? Pisales wczesniej, ze Twoja obecna zona ma dwie corki. Skomplikowana ta Twoja sytuacja.

  • afq 11.07.19, 22:36
    ada_ww napisał(a):

    > To po raz pierwszy tez ozeniles sie z kobieta z dzieckiem, czy to drugie to po
    > kochanku zony? Pisales wczesniej, ze Twoja obecna zona ma dwie corki. Skompliko
    > wana ta Twoja sytuacja.

    hehe niee, prosta :-D

    ozenilem sie pierwszy raz dawno temu, i z tamtego małzenstwa mam syna
    a drugi raz ozenilem sie w zeszlym roku, kiedy uznalem ze opanowalem swoje problemy
    poznalem moją zone 3 lata temu i miala juz wtedy 3 dorosłe córki ze swojego pierwszego malzenstwa :-)




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 12:42
    herakles-one napisał:

    > Afg Przypuszczam, że Twoich rodziców też nikt nigdy nie chwalił , więc po p
    > rostu tego nie umieją dalej przekazać. Mogą pochwalić kogoś obcego, ale nie Cie
    > bie.

    tak ja to wiem
    co nie zmienia faktu ze w takich sytuacjach i tak sie w pierwszej chwili łapie na pytaniu
    "ale jak to?" :-)

    inna sprawa że to samo mowiłem mojemu terapeucie ze nie umieją
    na co mi powiedzial, zebym ich nie tłumaczyl, ja tez nie umiałem ale sie nauczylem i daje takie rzeczy synowi
    bo rzeczywiscie daje

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 13:02
    przy okazji pisania tutaj na ten temat tez zrozumialem kolejną rzecz

    pisałem już ze jestem ostrozny w przyjmowaniu pochwał
    bo łatwo spocząc na laurach itd
    i jest w tym troche racji, ale tylko troche
    zastanawialem sie nad tym i doszedłem do wniosku, że ja w ten sposób troche maskuje swoją kolejną nieumiejętność, której nie miałem jak zdobyć

    nie umiem przyjmować pochwał, czuje sie wtedy nieswojo, dziwne to uczucie
    i odruchowo uciekam
    nie umiem po prostu

    i to chyba główny powod ze wole nie słyszec kiedy ktos chwali

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 11.07.19, 13:11
    Afq, mam tak samo, daje synowi to czego sama nie otrzymałam. Nie wiem skąd to się bierze, ze wyłamuję się z tego pokoleniowego schematu. Że robię to co mi intuicja doradza, a nie to czego w domu doswiadczyłam sama. Kiedyś mój dziadek widząc moją reakcję na pewne zachowanie mojego dziecka powiedział: a babcia już by była nerwowa i by wylała (w sensie pobiła). Innym razem, mój ojciec ze złością w stronę babci powiedział: bo kiedys tylko tak robiono i się mówiło, ze trzeba (cos w tym stylu) , a chodziło o to, ze ja nie bije, a on bił bo nie wiedział, ze można inaczej. I była w tym pretensja do babci. Na mnie babcia też presje wywierała, ze jak nie zmienie metod wychowawczych to mi dziecko "na głowe nasra".

    Afq co do tego jakim jesteś ojcem, przyjacielem dla "córek", to ja w to wierzę, ze dajesz z siebie dużo. Jak obserwuję otoczenie to zawsze mężczyzna daje nie swoim dzieciom dużo, nie wyróżnia, potrafi zaakceptować "jesteśmy rodziną".

    Ale nie zapomnij o swoim synu. Może u ciebie tego nie ma, moze twoja żona jest inna, ale mimo, ze tyle się pisze o tej wrazliwosci/cieple, które kobiety w relacje wnosza (takze te zawodowe) tak jak patrzę na kobiety, które mam wokół a muszą układac życie z dziećmi partnera to słabo im to wychodzi. Mają problem z tą mentalną adopcją. A u mężczyzny miłośc do kobiety czyni cuda i kocha ją z całym jakby jej dotychczasowym życiem i jej dziećmi.

    Czasem te kobiety wręcz odciągają swych meżów od dzieci biologicznych. Nie zapominaj afq o swoim synu. Bądz tak blisko, aby czuł że moze w kazdej chwili i w każdym momencie wybrać twój numer na telefonie.
  • afq 11.07.19, 13:30
    tu in jest inaczej
    moj syn ma swoją relacje z moja zona, i to fajna relacja
    potrafia siedzie i gadac godzinami, wiele razy przez telefon rozmawiaj z nia a nie ze mną
    nie nie.. jest na prawde bardzo fajnie

    nie rozmawialimsy o tym ale mam takie przypuszczenie, ze oprocz tego ze moja zona po prostu bardzo polubila mojego syna i wrecz twierdzi ze to on jest najmniej problemowym z naszych wszystkich dzieci, to jest jeszcze cos

    moja zona miala synka wiele lat temu, no ale zdarzył sie błąd lekarza

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 11.07.19, 13:41
    na pewno wiesz, że nie wiem co napisać... w takich momentach w realu to tę osobę, którą to spotkało, po prostu się bez słów przytula...

  • afq 11.07.19, 13:43
    in.113 napisała:

    > na pewno wiesz, że nie wiem co napisać... w takich momentach w realu to tę osob
    > ę, którą to spotkało, po prostu się bez słów przytula...

    wiem in
    tu nie ma co pisac, czuje ze czujesz




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 13:53
    moj syn ma ciezko w domu
    gnębiony przez ojczyma, olewany przez matke

    to moja zona pierwsza wpadła na pomysł żeby sie do nas przenosił

    nie skorzystał bo to kawał drogi, znajomych musiałby zostawic itd, w tym wieku to sa wazne rzeczy
    no ale tak to in między nimi wygląda

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 11.07.19, 14:07
    Wazne, ze ma was i swoich znajomych. Przynajmniej ma sie komu wygadać.

    Masz mądrą żonę.

  • afq 11.07.19, 14:11
    in.113 napisała:

    > Wazne, ze ma was i swoich znajomych. Przynajmniej ma sie komu wygadać.
    >
    > Masz mądrą żonę.
    >

    to prawda
    są powody dla których to właśnie jej jako pierwszej i na pewno jako ostatniej się oświadczałem



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • opium777 11.07.19, 14:15
    Powinieneś Harlekiny pisać bucha cha cha cha.
  • opium777 11.07.19, 14:16
    ale jazda he he
  • ada_ww 11.07.19, 20:47
    afq napisał:

    > in.113 napisała:
    >
    > > Wazne, ze ma was i swoich znajomych. Przynajmniej ma sie komu wygadać.
    > >
    > > Masz mądrą żonę.
    > >
    >
    > to prawda
    > są powody dla których to właśnie jej jako pierwszej i na pewno jako ostatniej s
    > ię oświadczałem
    >

    A mozesz napisac w jaki sposob ozeniles sie po raz pierwszy? Czy to Twoja eks Ci sie oswiadczyla?
  • afq 11.07.19, 22:38
    ada_ww napisał(a):


    > A mozesz napisac w jaki sposob ozeniles sie po raz pierwszy? Czy to Twoja eks C
    > i sie oswiadczyla?

    no więc padły słowa
    "słuchaj, moze juz bysmy wzieli slub?"
    i padły z ust mojej pozniejszej pierwszej zony :-)

    ja sie długo w moim zyciu zazwyczaj zgadzałem, po prostu sie zgadzalem


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 22:41
    afq napisał:

    > ada_ww napisał(a):
    >
    >
    > > A mozesz napisac w jaki sposob ozeniles sie po raz pierwszy? Czy to Twoja
    > eks Ci sie oswiadczyla?
    >
    > no więc padły słowa
    > "słuchaj, moze juz bysmy wzieli slub?"
    > i padły z ust mojej pozniejszej pierwszej zony :-)
    >
    > ja sie długo w moim zyciu zazwyczaj zgadzałem, po prostu sie zgadzalem
    >
    >
    To tak naprawde urzedowo, bo tak wypadalo zalegalizowac zwiazek tymbardziej, ze mieliscie syna.
  • afq 11.07.19, 22:46
    ada_ww napisał(a):


    > To tak naprawde urzedowo, bo tak wypadalo zalegalizowac zwiazek tymbardziej, ze
    > mieliscie syna.

    wtedy dopiero próbowalismy miec dziecko :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 21:28
    afq napisał:

    > moj syn ma ciezko w domu
    > gnębiony przez ojczyma, olewany przez matke

    Gnebiony przez ojczyma i olewany przez matke, jednak jako dorosly czlowiek pozostaje przy tej matce i jakos nie chce sie przenosic do Was w strony Twojej zony, z ktora ma taki swietny kontakt, a nie taki jak z ta olewajaca matka.

    > > to moja zona pierwsza wpadła na pomysł żeby sie do nas przenosił
    >
    > nie skorzystał bo to kawał drogi, znajomych musiałby zostawic itd, w tym wieku
    > to sa wazne rzeczy

    A moze z innych powodow nie skorzystal, moze przy tej matce zwyczajnie jest mu dobrze, ale nie chce Ciebie urazic, bo Ty widac masz do tej eks bardzo wiele na anty.
    > no ale tak to in między nimi wygląda
    >
  • ada_ww 11.07.19, 22:12
    Niewazne Afq, ja tylko czasem jak Cie czytam to nie wiem, czy Ty piszesz to wszystko, bo faktycznie masz problemy osobowosciowej na skutek takich, czy innych okolicznosci, czy sarkastycznie prowokujesz chcac zrobic z jednej z forumowiczek idiotke, np. z takiej, ktora zrobila Cie Twoim mezem, z Ty nawet o tym nie wiedziales. Byl watek, w ktorym jedna kobieta opisywala narzeczonego i zdaje sie Herakles zadal jej pytanie, czy ten narzeczony w ogole wie, ze jest jej narzeczonym.
  • afq 11.07.19, 22:31
    ada_ww napisał(a):

    > Niewazne Afq, ja tylko czasem jak Cie czytam to nie wiem, czy Ty piszesz to wsz
    > ystko, bo faktycznie masz problemy osobowosciowej na skutek takich, czy innych
    > okolicznosci, czy sarkastycznie prowokujesz

    Ada

    ja tu szczerze opisuje swoje życie,
    dziele się tym co mi się przytrafiało, jakie mam przemyślenia
    co wyniosłem z terapii, co odkrywam, co rozplątuje w sobie
    pisze to dla siebie, ale i z myślą o tym że może kogoś to do czegoś zainspiruje, coś podpowie

    do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może to odbierać jako sarkastyczne prowokacje

    chyba że moje życie w ogóle jest jakąś jedną wielką sarkastyczną prowokacją


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 22:40
    afq napisał:

    > Ada
    >
    > ja tu szczerze opisuje swoje życie,
    > dziele się tym co mi się przytrafiało, jakie mam przemyślenia
    > co wyniosłem z terapii, co odkrywam, co rozplątuje w sobie
    > pisze to dla siebie, ale i z myślą o tym że może kogoś to do czegoś zainspiruje
    > , coś podpowie
    >
    > do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może to odbierać jako sarkastyczne prowokacje
    > chyba że moje życie w ogóle jest jakąś jedną wielką sarkastyczną prowokacją

    Moze faktycznie ja za duzo sarkazmu w zyciu przeczytalam, ale niektore Twoje opowiesci np. o spotkaniach AA powodowaly, ze czytelnikowi pojawial sie na twarzy usmiech, zamiast lez. Czyta sie to wszystko, co piszesz naprawde dobrze, ale niektore Twoje wpisy prowokuja pytania, dlatego kilka Ci zadalam. Tez ogladam niepotrzebnie moze taki reality show, gdzie sa ludzie tak naprawde na terapii i jednego bez przekonania poslali na terapie zdaje sie dlatego, zeby zaakceptowal kobiete, ktora urodzila syna, ktorego on jest ojcem. On ma gdzies te cala terapie i te matke tego dzieciaka, nie wiem, czy go wrobila po pijanemu, czy jak to tam sie stalo, bo nie sledzilam tego programu od poczatku, tylko ten facet lezy w sloncu, opala sie a glowe ma polozona na swini, ktora jest tam jako zwierze domowe. Maja tam swinie, tak jak inni ludzie psa, czy kota. Tam tez jest pelno takiego sarkazmu, sa tez naiwni, sa tez tacy, jak np. forumowa Psycha i wwManiu i terapeutka. Takie koleje losy ludzi, co mieli tez alkoproblem, depresjyjni itp.
  • afq 11.07.19, 22:45
    ada_ww napisał(a):


    > Moze faktycznie ja za duzo sarkazmu w zyciu przeczytalam, ale niektore Twoje op
    > owiesci np. o spotkaniach AA powodowaly, ze czytelnikowi pojawial sie na twarzy
    > usmiech, zamiast lez.

    a to fajnie ze to piszesz :-)
    wiesz.. co tu ronić łzy
    alkoholizm to jest tragedia, ale sam z siebie umiem sie posmiac i z mojego alkoholizmu tez
    ludzie ktorych spotkałem w AA nie maja inaczej

    tam sie nikt nie czuje ukrzyzowany

    to sie nazywa Ada pogoda ducha :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 22:48
    a pamietasz moj wątek "podpowiedzcie prosze" ?
    który załozyłem będąc na głodzie, roztrzęsiony

    wtedy nie było smiesznie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 11.07.19, 23:00
    afq napisał:

    > a pamietasz moj wątek "podpowiedzcie prosze" ?
    > który załozyłem będąc na głodzie, roztrzęsiony
    >
    > wtedy nie było smiesznie
    >

    Nie pamietam, ale zajrze.
  • ada_ww 11.07.19, 23:31
    afq napisał:

    > a to fajnie ze to piszesz :-)
    > wiesz.. co tu ronić łzy
    > alkoholizm to jest tragedia, ale sam z siebie umiem sie posmiac i z mojego alko
    > holizmu tez
    > ludzie ktorych spotkałem w AA nie maja inaczej
    >
    > tam sie nikt nie czuje ukrzyzowany
    >
    > to sie nazywa Ada pogoda ducha :-)
    >

    To, co ja ogladam, to tez jest z pogada ducha, czasem ta pogoda ducha przesiaknieta jest sarkazmem, bo przekroj tych ludzi tam na terapii tak naprawde jest bardzo rozny. Ten, co ma gdzies jedna kobiete z dzieckiem i lezy na swini majac gdzies terapie ma tam 3 siostry, 2 prawdziwe siostry i jedna bardzo bliska kuzynka. Wsrod tych bliskich sobie ludzi kazdy jest inny, jedna siostra jest cwana, pewna siebie, zaradna, jej maz tez, druga siostra jest naiwna jak nastolatka, ktora miala problem dyskryminacji rodzinnej, bo wyszla za maz za wiesniaka bez szkoly, co odbilo sie na jej niepewnosi. Ta trzecia z kolei, co jak patrze, to mi forumowa Psyche przypomina, to jest cos pomiedzy jestem zaradna, a nalezy mi sie, bo tak bylam przyzwyczajona. I te relacje, w ktorych wspoluczestniczy terapeutka. Dziwi mnie tylko taka osoba, ktora patrzy na to, jak jej ukochany lezy glowa na swini, mowi o tej swini, ze ona jest tam najpiekniejsza kobieta i gdyby musial wybierac, to by wybral ja, czesze te swinie, kapie, a ta kobiete co tak bardzo chciala terapia wymusic na nim milosc ostentacyjnie olewa. I tak apropos poczucia wlasnej wartosci, jak musi miec zanizone kobieta, ktora w taki sposob w sumie zalosny chce walczyc o uczucie, ktore nie istnieje, byc moze z jej strony jest to uczucie, a z drugiej strony chcialaby ojca dla swojego dziecka.
  • ada_ww 12.07.19, 11:28
    afq napisał:

    >
    >
    > do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może to odbierać jako sarkastyczne prowokacje
    >
    > chyba że moje życie w ogóle jest jakąś jedną wielką sarkastyczną prowokacją

    Kazdy ma swoje powody do przebywania na tym forum, niewazne. Mnie jednak najbardziej podobalo sie slowo "ZAZDRASZCZAM", ktorego uzyles w jednym watku:)
  • afq 11.07.19, 22:42
    ada_ww napisał(a):

    > afq napisał:
    >
    > > moj syn ma ciezko w domu
    > > gnębiony przez ojczyma, olewany przez matke
    >
    > Gnebiony przez ojczyma i olewany przez matke, jednak jako dorosly czlowiek pozo
    > staje przy tej matce i jakos nie chce sie przenosic do Was w strony Twojej zony
    > , z ktora ma taki swietny kontakt, a nie taki jak z ta olewajaca matka.
    >
    > > > to moja zona pierwsza wpadła na pomysł żeby sie do nas przenosił
    > >
    > > nie skorzystał bo to kawał drogi, znajomych musiałby zostawic itd, w tym
    > wieku
    > > to sa wazne rzeczy
    >
    > A moze z innych powodow nie skorzystal, moze przy tej matce zwyczajnie jest mu
    > dobrze, ale nie chce Ciebie urazic, bo Ty widac masz do tej eks bardzo wiele na
    > anty.
    > > no ale tak to in między nimi wygląda
    > >

    nie
    obawial sie ze sobie nie poradzi, ale od 1 sierpnia ma juz swoje lokum
    na ktore wlasnie pracuje i zarabia
    dwa tygodnie temu zadzwonil i w koncu przedstawil mi caly swoj plan
    z kim sie dogaduje co do mieszkania, gdzie chce podjac prace
    no i po tygodniu wszystko zrealizowal
    jutro przyjezdza pewnie mi wiecej opowie

    tak mu jest tam dobrze i spokojnie ze pierwszego dnia po wyprowadzce chce zlozyc w sądzie wniosek o alimenty od matki wraz z wnioskiem o ich zabezpieczenie do czasu postanowienia sądu

    sam mówi że rok czy dwa lata temu mial obawy, nie dojrzal do tego
    a dzis jest gotów


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 11.07.19, 12:11
    afq napisał:

    > nigdy czegoś podobnego nie słyszałem
    > i nie mam luk w pamięci
    >

    Ja też nie. Za to wyniosłam z domu przekonanie, że sobie nie poradzę sama. I że nie można płakać i się złościć.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • opium777 11.07.19, 07:41
    myślenie życzeniowe idzie zaobserwować u ciebie i tubylców. Skopać chorego człowieka, a potem oczekiwać że będzie miły i przyjazny.
    O kurwa, jaki cyrk i klauni ha ha ha ha
  • opium777 11.07.19, 07:44
    chociaż to już moim zdaniem nawet nie myślenie życzeniowe, a czysty debilizm bucha cha cha cha cha. I te urojenia, ze ja to Anka ha ha ha ha. dobre :D
  • opium777 11.07.19, 07:52
    znajomość psychiki ludzkiej i natury 10/10 bucha cha cha cha cha cha. No ja nie mogę, tutejsze bezmózgie ścierwa i odczłowieczone kurwy przechodzą samych siebie ha ha ha ha.
  • meela 11.07.19, 08:13
    Do mnie rodzice zawsze mówili, że wszystko zależy ode mnie. W sumie komunikat jak najbardziej prawidłowy, ale to dotyczyło wszystkiego. Chcieć, to móc. Chodzi o to, że ja nie zawsze mogłam. Pamiętam, jak zawsze mnie to przygnębiało. Gdy prosiłam rodziców o pomoc w jednej sprawie (miałam wtedy jakieś 11 lat), to też usłyszałam, że jak bym chciała wystarczająco mocno, to by mi się udało. I tej pomocy mi odmówili. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy o coś prosiłam
  • herakles-one 11.07.19, 08:26
    Meelu, bo komunikaty często są podwójne, niektóre zawierają drugie dno, które jest ukryte. Jakbyś sformułowała ten ukryty komunikat w tym co słyszałaś?
  • meela 11.07.19, 11:29
    Herakles, ja odbierałam to tak, że nie mam się użalać nad sobą, tylko pracować. I liczyć zawsze na siebie. Nie mówię, że chcieli źle.
  • herakles-one 11.07.19, 15:27
    To miało prawo przygnębiać, bo przecież nie ze wszystkim wtedy byłaś zdolna sobie poradzić. Nie zawsze wystarczy bardzo chcieć i bardzo się starać. Można by było też tak to odebrać: Na nas nie licz, my ci nie pomożemy".
    Ja bym też bardzo chciał umieć deszcz przywołać, ale niestety nie umiem tego i muszę co i rusz ogród podlewać, a podobno są tacy, którzy to potrafią. Nawet kiedyś taki dokumentalny film widziałem na National Geographic. Faktycznie zaczęło padać, a była od miesięcy susza. To było gdzieś na południu Afryki, ale nie pamiętam, w którym kraju. Podobno dwie osoby w tym kraju to potrafią. Nie wiem czy to jest jakiś fenomen czy bzdura, ale taki film dokumentalny widziałem i trzeźwy byłem. Po wodzie też nie umiem chodzić, chociaż - aby nie skończyć na samym narzekaniu- po ogniu umiem biegać.
  • meela 11.07.19, 15:44
    "Po wodzie też nie umiem chodzić...". No, ale jak umiesz pływać, to już chodzić nie musisz;)

    Dużo mi czasu zajęło zrozumienie tego, że ze wszystkim sobie nie poradzę sama i czasami trzeba poprosić o pomoc. Raczej byłam takim dzieckiem, którego nie było i żadnych problemów nie sprawiało. I takie miałam przekonanie, że nie chcę być ciężarem dla nikogo. Starałam się więc być samowystarczalna. A jeszcze słyszałam " Bóg mnie skarał taką córką". Ale to już przeszłość.
  • herakles-one 11.07.19, 15:57
    Nie pływam dobrze, bo się w ogóle późno nauczyłem. Miałem lęk przed wodą, bo jako dzieciak się topiłem, tylko starszy brat mnie uratował. Ja tego nie pamiętam, ale wiem od mamy. Lęk jednak był silny.
  • meela 11.07.19, 16:24
    Z zaklinaniem deszczu kojarzą mi się Aborygeni, ale Afrykanie też. Może taki szaman po zachowaniu zwierząt, obserwacji przyrody przewidywał, że zbliża się deszcz, to wtedy zaczynał taniec. No i rzeczywiście zaczynało padać.
    To gdzie Ty mieszkasz, bo u mnie co dzień pada ostatnio. Co prawda przelotnie, ale pada.
  • herakles-one 11.07.19, 16:46
    Ja na południu mieszkam. Dzisiaj też pokropiło trochę u nas. Chyba nie, jeśli chodzi o to zaklinanie. Oni to specjalnie na potrzeby tego filmu uczynili, by pokazać, że to jest możliwe. Te dwie osoby, które to potrafią to była kobieta i
    główny szaman tego plemienia. A kobieta była zoną przywódcy tego kraju. O ile czegoś nie pokręciłem , bo to było ładnych kilka lat temu.
  • in.113 11.07.19, 13:13
    Jak będziesz na swoim to będziesz mogła robić co będziesz chciała. A dopóki jesteś na moim utrzymaniu...
    Koleżanki tobą rządzą. Nie masz własnego zdania.
  • in.113 11.07.19, 13:25
    I jeszcze coś, babcia zawsze mi mówila, abym była skromna (choć sama nie była). Ale to akurat do mnie trafiało.
  • in.113 11.07.19, 15:25
    Z ostrzeżeniem, abym była skromna, to mojej babci chodziło o to, aby sie nie wyróżniać, aby być szarą myszą, aby nikt nie poczuł się przy mnie gorzej, tym bardziej, jak ja bym miała byc od tego kogoś zależna - miała tu na myśli inne kobiety. W sumie nie ostrzegała mnie przed mężczyznami, ale innymi kobietami. Sama nieskromna była, i znam historie, ze była solą w oku innych kobiet. Pewnie chciała mi tego zaoszczędzić.

    I mi to pozostało, aby siedzieć w szeregu. I lubię się otacza kobietami, które albo są podobne do mnie, albo są tak pewne swej wartości, ze ja im nic nie robię. No ale babcia jakiś lęk przed kobietami, w których budzi się rywalizacja ze mną, wbiła mi do serca. A czasem to zachodze w głowę, że co ja ci zrobiłam, skoro tak grzecznie siedzę w tym szeregu, czego ty mi pozazdrosciłaś, sama tyle masz. (to ostanie zdanie to z przymrużeniem oka, choć na poważnie).

  • meela 11.07.19, 15:33
    Jakieś przekazy, komunikaty od bliskich dostawałaś. Ja mam wrażenie (choć to tylko wrażenie), że po prostu było sobie dziecko i niech radzi sobie samo. Wracałam do domu, jak robiło się ciemno i nikt nie zapytał, gdzie byłam. Ale żalu o nic nie mam. Po prostu zajęci byli swoimi sprawami, spłacaniem kredytów i mebli na raty, pijaństwem ojca itd. Takie czasy.
  • herakles-one 12.07.19, 04:12
    A byłoby dość naturalne gdybyś taki żal miała. Tylko teraz wiem, dlaczego Cię ludzie pytają- co Ci się stało?
  • meela 12.07.19, 09:58
    W sumie jeżeli o tym piszę, to ten żal jest. Teraz pomyślałam o tym, że takie pisanie o swoim dzieciństwie na forum może zaszkodzić (?) Ponieważ otwiera coś, a nie daje szansy na odpowiednie przeżycie tych emocji.
    Jeżeli ktoś nie może pójść na terapię, z różnych względów, to dobrym rozwiązaniem jest skupienie się na teraźniejszości i na tym co tu i teraz. Tak myślę, tak mi podpowiada intuicja.
  • herakles-one 12.07.19, 10:09
    meela napisała:

    > W sumie jeżeli o tym piszę, to ten żal jest. Teraz pomyślałam o tym, że takie p
    > isanie o swoim dzieciństwie na forum może zaszkodzić (?) Ponieważ otwiera coś,
    > a nie daje szansy na odpowiednie przeżycie tych emocji.
    > Jeżeli ktoś nie może pójść na terapię, z różnych względów, to dobrym rozwiązani
    > em jest skupienie się na teraźniejszości i na tym co tu i teraz. Tak myślę, tak
    > mi podpowiada intuicja.

    A co Ci przeszkadza przeżyć ten żal? Czego się boisz? Czy tego, że nie dostaniesz pomocy i musisz sobie sama poradzić?
  • meela 12.07.19, 10:31
    Nie potrafię tego żalu przeżyć sama z sobą. Próbowałam, nie wyszło. Zostaje. Na terapię nie mam pieniędzy.
  • herakles-one 12.07.19, 10:49
    meela napisała:

    > Nie potrafię tego żalu przeżyć sama z sobą. Próbowałam, nie wyszło. Zostaje. Na
    > terapię nie mam pieniędzy.

    Ja też widzę u Ciebie taką reakcję obronną. Wczoraj Ci In zaproponowała, ze obejmie Twoje wewnętrzne dziecko, a Ty jej odpisałaś, ze nie wierzysz że takie coś jest. Nie posądzam Cię o to byś nie wiedziała, ze to jest symboliczne nazwanie tych zamrożonych dziecięcych uczuć i cech. Drugie to co pisałaś, ze unikasz oglądania filmów, które mogłoby wywołać u Ciebie emocje. Ja nie unikam. Nie tak dawno się spłakałem oglądając film dokumentalny o naszych żołnierzach walczących i ginących pod Monte Casino.
  • kod_matrixa 12.07.19, 11:13
    herakles-one napisał:

    > meela napisała:
    >
    > > Nie potrafię tego żalu przeżyć sama z sobą. Próbowałam, nie wyszło. Zosta
    > je. Na
    > > terapię nie mam pieniędzy.
    >
    > Ja też widzę u Ciebie taką reakcję obronną. Wczoraj Ci In zaproponowała, ze obe
    > jmie Twoje wewnętrzne dziecko, a Ty jej odpisałaś, ze nie wierzysz że takie co
    > ś jest. Nie posądzam Cię o to byś nie wiedziała, ze to jest symboliczne nazwani
    > e tych zamrożonych dziecięcych uczuć i cech. Drugie to co pisałaś, ze unikasz o
    > glądania filmów, które mogłoby wywołać u Ciebie emocje. Ja nie unikam. Nie tak
    > dawno się spłakałem oglądając film dokumentalny o naszych żołnierzach walczący
    > ch i ginących pod Monte Casino.



    Herakles widzi w Tobie Meelu reakcję obronną, a sam włączył opcję żeby nie czytać moich postów, po tym jak zrobił to Krytyk, mówiąc, że rzekomo źle coś zaznaczył wcześniej w ustawieniach.

    No prawdziwy majstersztyk manipulacji. No, może nie taki majstersztyk, bo jednak nie każdy da się nabrać na takie bujdy.

    Wyobraźmy sobie co byłoby gdybyśmy wyłączyli swoje mechanizmy obronne i np. ufali wszystkim bezgranicznie jak leci. Zwłaszcza dzieci i kobiety... Zaufajmy wszystkim domokrążcom i marketerom, reklamom, Świadkom Jehowy. Najlepiej w ogóle wyłączmy zdrowy rozsądek.

    Ufać ludziom, nie znaczy ufać bezgranicznie i bezrefleksyjnie.

    Niestety wielu ludzi łatwo ulega sugestii i wierzy we wszystko co powiedzą im tzw. autorytety, dając sobą manipulować.



    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • meela 12.07.19, 11:51
    Matrix, jak w każdym przypadku przesada nie jest dobra. Ufać wszystkim bezgranicznie a kompletna nieufać, to skrajne dwa bieguny. Powinno być coś pośrodku, chyba się z tym zgodzisz.
    Sugerujesz, że Herakles chce mnie zmanipulować. Jaki miałby w tym sens? Co by w ten sposób ugrał dla siebie? Bo chyba manipulacja właśnie na tym polega, żeby coś ugrać dla siebie.
  • kod_matrixa 12.07.19, 13:20
    meela napisała:

    > Matrix, jak w każdym przypadku przesada nie jest dobra. Ufać wszystkim bezgrani
    > cznie a kompletna nieufać, to skrajne dwa bieguny. Powinno być coś pośrodku, ch
    > yba się z tym zgodzisz.
    > Sugerujesz, że Herakles chce mnie zmanipulować. Jaki miałby w tym sens? Co by w
    > ten sposób ugrał dla siebie? Bo chyba manipulacja właśnie na tym polega, żeby
    > coś ugrać dla siebie.



    To może być manipulacja mimowolna. Oczywiście, że skrajności są nie dobre. Napisałem o tym.




    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • meela 12.07.19, 11:43
    Herakles. Ja na prawdę nie wiem, czy z In by mi się udało, tym bardziej na odległość i na publicznym forum. Nie odpisałam, że nie wierzę, czy coś takiego jest, ale nie wierzę, że to się uda.
    Poszłam na terapię, ale miałam wtedy konflikt z mężem i cała terapia skupiła się na tym, a potem już mi pieniędzy zabrakło.
    Sugerujesz, że mam prowokować sytuacje, aby przeżywać emocje?
  • herakles-one 12.07.19, 12:42
    Meelu nic takiego nie napisałem, że masz prowokować takie sytuacje, to Ty napisałaś, że ich unikasz. Nie wiem może źle przeczytałem, ale zrozumiałem ,że napisałaś, ze nie wierzysz w istnienie wewnętrznego dziecka. Ja raczej nocnym Markiem jestem, ale teraz po południu już bywam zmęczony, a gdy się prześpię, to znowu wtedy w nocy nie śpię.
  • meela 12.07.19, 13:52
    Herakles, ja nie studiowałam psychologii i wiem tyle, ile sama wydedukowałam albo gdzieś przeczytałam. Wiem, co to jest wewnętrzne dziecko, ale zawsze myslałam, że praca z wewnętrznym dzieckiem odbywa się na terapii. Nie wiem w jaki sposób chciała to zrobić In i wydało mi się to dziwne i niemożliwe. I napisałam, że sceptyczna jestem do takich praktyk, czy to mi w jakimś stopniu pomoże. A Ty, co o tym myślisz?
  • herakles-one 12.07.19, 14:08
    Myślę, ze In chciała w ten sposób Cię otworzyć. Nie wiem czy Ci pomoże, bo to w dużym stopniu zależ od Ciebie (cholera takie komunikaty Ci ,piszę prawie jak Twoi rodzice)
    Afg dostał tutaj od nas wsparcie i twierdzi, że to mu pomogło przezwyciężyć kryzys.
    Ja też w innym miejscu gdzieś nawet dzisiaj napisałem, że w mniej poważnych przypadkach terapia nie jest potrzebna, wystarczy, że mamy kogoś, kto nas wysłucha , zrozumie i nie oceni negatywnie. Nie wiem jak głębokie są Twoje urazy.
  • meela 12.07.19, 14:33
    Jeśli In chciała mnie otworzyć w ten sposób, to właśnie tu bym dyskutowała, czy forum to dobre miejsce. W moim otoczeniu nie ma takiej osoby, której zaufamw takim stopniu żeby wszystko o sobie powiedzieć.
    No i widzisz, wszystko zależy ode mnie. Moi rodzice też tak mówili i chodziło o problemy zdrowotne. Teraz myślę o tym, że może jednak nie chcę sobie pomóc, chociaż na poziomie świadomym chcę. Ale czy warto się teraz jeszcze kopać.
  • herakles-one 12.07.19, 14:58
    Możecie przecież pisać na adres email, a nie publicznie na forum.
  • in.113 12.07.19, 15:08
    Meela, czasem rodzice nie dostrzegają jak wyjątkowe dziecko im się trafiło. I ja ci chcialam to przekazać, ze twoje dziecko jest wyjątkowe. Mnie się ono podoba takie jakie jest. Mam sentyment do dzieci, które sprawiają wrazenie wyalienowanych, odosobnionych. I nie pochwalam w duchu, gdy rodzice się buntują, ze takie dziecko im się trafiło.

    Do mojego syna przychodzi koleżanka, ktora przypomina mi twoje wewnętrzne dziecko. Myślę, ze on ją w jakis sposób na swój sposób utula. Lubi go.
  • in.113 12.07.19, 15:23
    Co do pytania, jakie komunikaty otrzymywałam od rodziny, czy były też pozytywne. Poszukam w pamięci. Coś pewnie musiało być. Pisałaś, ze wracałaś po ciemku. Ja tak nie moglam. I to nie było zycie pod kloszem, ale w ciasnej klatce. Jakbym jako nastolatka nie miała swoich potrzeb. Mojej matce było tak najwygodniej "trzymać" mnie domu. Nie mogłam nigdzie wyjsć w tygodniu, w weekend wychodziłam raz na jakiś czas, tak zeby jej nie rozjuszyć i żebym calkowitego szlabanu nie miała, do ubrania mialam trzy bluzki, nie wolno mi było włosów rozpuścić. A i nie miałam odwagi sie postawić. Odczekałam do momentu, aż wyjechałam na studia. Tu poczulam wolność. Choć matka i tu miała przymiarki, aby mnie moze ulokowac gdzieś u sióstr zakonnych zamiast w akademku. Naprawdę. Córka jej znajomej tak mieszkała. Ona miała dla mnie nawet kandydata na męża.

    Kiedyś mi powiedziała (jak miałam z 16 lat), ze z moja babką rozmawiały na mój temat i sie zastanawiały czy ja jestem normalna. I mnie to nawet nie dziwi. Bo normalnym być nie można jak sie jest tłamszony fizycznie i psychicznie.
  • meela 12.07.19, 15:51
    In tak napisałaś ciepło, jakbyś mnie znała. Myślę, że jesteś właśnie taką ciepła i opiekuńczą mamą dla swoich dzieci. Dziękuję.
    To prawda, że byłam wycofana i wyalienowana i z tego powodu też słyszałam często, że jestem nienormalna. Czasami w mniej elegancki sposób.
    Nie wiem skąd to się wzięło u Twojej mamy, że chciała Ci życie ustawić, tak jakby bała się, że sama sobie nie poradzisz.
    Jak napisałaś o zakonnicach. To mi się coś przypomniało. Mój ojciec rozgadywał na prawo i lewo, że ja wybieram się do zakonu. Teraz chce mi się z tego śmiać, ale wtedy nie chciało.
  • in.113 12.07.19, 16:10
    Meela, staram się jak każda matka, ale róznie mi wychodzi z tym ciepłem i wyrozumiałością i spokojem. Pisząc sami o sobie trochę się wybielamy. Tak jak na zdjęciach na ig.
  • kod_matrixa 12.07.19, 21:11
    meela napisała:

    > Herakles, ja nie studiowałam psychologii i wiem tyle, ile sama wydedukowałam al
    > bo gdzieś przeczytałam. Wiem, co to jest wewnętrzne dziecko, ale zawsze myslała
    > m, że praca z wewnętrznym dzieckiem odbywa się na terapii. Nie wiem w jaki spos
    > ób chciała to zrobić In i wydało mi się to dziwne i niemożliwe. I napisałam, że
    > sceptyczna jestem do takich praktyk, czy to mi w jakimś stopniu pomoże. A Ty,
    > co o tym myślisz?




    Wewnętrzne dziecko jest tym czym wiele konstruktów psychologicznych czyli bytem literackim.

    Gdy jesteśmy dziećmi to chcemy być dorosłymi. Jak już dorośniemy zazdrościmy dzieciom.





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • kod_matrixa 12.07.19, 21:35
    kod_matrixa napisał:

    > meela napisała:
    >
    > > Herakles, ja nie studiowałam psychologii i wiem tyle, ile sama wydedukowa
    > łam al
    > > bo gdzieś przeczytałam. Wiem, co to jest wewnętrzne dziecko, ale zawsze m
    > yslała
    > > m, że praca z wewnętrznym dzieckiem odbywa się na terapii. Nie wiem w jak
    > i spos
    > > ób chciała to zrobić In i wydało mi się to dziwne i niemożliwe. I napisał
    > am, że
    > > sceptyczna jestem do takich praktyk, czy to mi w jakimś stopniu pomoże.
    > A Ty,
    > > co o tym myślisz?
    >
    >
    >
    >
    > Wewnętrzne dziecko jest tym czym wiele konstruktów psychologicznych czyli bytem
    > literackim.
    >
    > Gdy jesteśmy dziećmi to chcemy być dorosłymi. Jak już dorośniemy zazdrościmy dz
    > ieciom.
    >
    >
    >
    >
    >



    Wracając do rzekomo złych mechanizmów obronnych, o których Herakles napisał, że trzeba się ich wszystkich wyzbyć, sugerując gdzieś podświadomie, że posiadanie ich jest jakąś dysfunkcją jest niebezpieczną manipulacją podczas psychoterapii.

    Pacjent ulegając autorytetowi swojego terapeuty zaczyna wierzyć, że pozbycie się tych mechanizmów zbliży go do stanu zdrowia psychicznego i niejako stając się zakładnikiem takiego myślenia zaczyna się zwierzać.

    Tymczasem nie są to jakieś naukowe fakty, tylko (jak wiele innych rzeczy) zwyczajne teorie nb przez niektórych ludzi środowiska psychologicznego kwestionowane, a jeszcze przez innych negowane.

    Ludzie zbyt szybko ulegają wpływom, sugestiom i mimowolnym manipulacjom.

    Przeprowadźmy sobie takie ćwiczenie intelektualne i wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację - kilka dekad temu, specjalista proponuje pacjentowi psychoanalizę, ten ma jednak poważne zastrzeżenia co do niej, ponieważ intuicja podpowiada mi, że nie jest to najlepszy pomysł.

    Znając podejście, niektórych psychologów do mechanizmów obronnych, nawet dziś, nietrudno byłoby przewidzieć ich opinię na reakcję pacjenta, który bronił się przed taką formą leczenia. Jednak dziś, wielu, jeśli nie większość specjalistów przyznałby temu pacjentowi rację, co do wspomnianej psychoanalizy.

    Skoro psychologia tak często myli się w swoich fundamentalnych metodach psychoterapeutycznych, to istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że myli się również dziś. Zwłaszcza, że to grząski grunt.

    Wniosek z tego płynie taki, że na dzień dzisiejszy lepiej ufać swojej intuicji w tak niepewnej dziedzinie jak psychologia. A przynajmniej podchodzić do tej dziedziny balansującej, a często wykraczającej poza granice nauki i bezpieczeństwa zdrowia ludzkiego.

    W internecie można znakeżć sporo materiałów jak ćwiczyć swój umysł w myśleniu samodzielnym czy myśleniu krytycznym. Choćby w mojej widocznej poniżej sygnaturce.





    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • kod_matrixa 12.07.19, 21:39
    przynajmniej podchodzić do tej dziedziny balansującej, a często wykraczającej poza granice nauki i bezpieczeństwa zdrowia ludzkiego z ogromną rezerwą.*.

    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • afq 11.07.19, 13:37
    in.113 napisała:

    > Jak będziesz na swoim to będziesz mogła robić co będziesz chciała. A dopóki jes
    > teś na moim utrzymaniu...


    oo tak, moj ojciec tego tez probowal, na zasadzie place to rządze
    to byl 1szy rok studiów
    zapomnial ze mi tłukł do głowy ze mam liczyc na siebie i sobie wlasnie radzic
    i sobie natychmiast poradzilem
    troche trudno bylo dziennie studiowac i pracowac, nie mam wątpliwosci ze wlasnie dlatego troche studia mi sie rozciągnely
    ale utrzymalem sie sam, popracowalem w stolarni. polubilem drewno i do dzis mi to zostalo
    popracowałem tez w nocnym barze.. to tez na swoj sposob do dzis mi zostalo :-)

    po latach od mamy uslyszalem ze ojciec stwierdzil ze gdyby nie to ze taki samodzielny bylem to by domu nie zbudowali, od mamy, no bo on nie bardzo potrafi




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 13:42
    tak mi sie przypomnialo..
    nie tak dawno ojca cos wzielo i zaczal mowic
    moja siostra z CHAD ja swoje problemy i zaczal rozwazac.. skad to sie wszystko wzielo
    i czy oni cos mogli.. to chyba cos ze strony rodziny mamy, no bo przeciez u niego w rodzinie to wszystko bylo w porzadku
    .... everest wyparcia

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 11.07.19, 13:54
    ja, choć nieco oszołomiona miejskim zgiełkiem, poczułam wolność, jak z cieżkim pleckiem i mapą wysiadłam na początku pierwszego roku akademickiego z pociągu na stacji w gdańsku głownym- tu za wiele zabraniać mi nie mogli

    Dorabiałam, ale nie tyle by się samej móc utrzymywać. Ale i od dziecka byłam nauczona żyć oszczednie i za minimum. A w akademiku byli i tacy, co jeszcze mniej mieli i byli szczęśliwi.

    Zaraz po studiach jakis prac dorywczych sie łapałam (zanim dostałam umowę o pracę), zebym tylko nie musiała ich o pomoc prosić. Taka pomoc wiaże sie z wchodzeniem w życie dziecka z butami. Przynajmniej tak w moim otoczeniu widzę.
  • afq 11.07.19, 14:06
    to takie bez sensu jest.. dyktowac mlodemu ale samodzielnemu dziecku

    ja mojemu synowi zapowiedzialem ze decyzuje sam co chce zrobic po liceum
    moze zrobic sobie przerwe, isc do pracy, pojechac do afryki studnie budowac, co chce jego sprawa
    kazde, doslownie kazde doswiadczenie bedzie wazne i dobre

    to jest trudne, bo mam takie głębokie poczucie ze moj syn to kawalek mnie
    kiedy byl maly moglem go upilnowac przed wszystkim, ale latwo jest popasc w dyktature
    zwlaszcza ze dziecko rosnie i chce swoich eksperymentow, chce wiecej swobody chce prawa do samostanowienia

    pamietam jak biegal po domu i balem sie ze sobie guza nabije, nie reagowal na ostrzezenia
    wiec w koncu zrezygnowany usiadlem na krzesle i patrzylem jak biega.. sprawdzilem tylko czy mam lód w lodówce :-)
    pozwolilem mu nabic sobie guza

    drugi taki wazny moment to iles lat temu ferie zimowe.. mial do mnie przyleciec [zlote czasy OLT].. ale sie w ostatniej chwili rozmyslil, bo koledzy itd.. pamietam ze zabolalo.. bo jak to olał tate! :-) ale szybko sobie powiedziałem czy ja jestem mądry? czy to byloby zdrowe gdyby tata byl zawsze wazniejszy od jego wlasnych spraw? :-)

    tak sie godzilem z tym ze jest kawałkiem mnie ale jest tez niezaleznym bytem
    bycie rodzicem to przygoda życia :-) dzieci wymagaja uwagi, ale ile jej trzeba poswiecic swoim zapędom! :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 11.07.19, 14:09
    p.s.
    Gdańsk fajne miasto
    odwiedzam regularnie

    jesli tam mieszkasz in, to odrobine ci zazdraszczam

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 11.07.19, 14:17
    Moj syn byl juz kilka razy u dziadka i nigdy nie tęsknił. Inne dzieci dzwonią a mój nic. Ale nie wyrzucałam mu tego. W tym roku zatęsknił. Byliśmy z mężem w szoku jak jego numer pojawił sie na ekranie telefonu. Nie ma co byc zazdrosnym. Rodzice swoje miejsce mają. Ma tez je dziadek, koledzy.

    Moj sie robi samodzielny i to mnie cieszy, bo wiem ze to uczy życia, zaradności. Trochę sie teraz pomartwię, ale potem mam nadzieje będę spać spokojnie , bo będę wiedziała ze sobie poradzi, ze nauczył sie radzić
  • mona.blue 11.07.19, 17:51
    Ja aż się sama sobie dziwię, że miałam na tyle siły i pokoju, żeby nie odwodzić córki od przeprowadzki daaaleko, na inny kontynent. Ale pamiętam jak moi rodzice ingerowali w moje wybory i postanowiłam nie wtrącać się w jej wybory. W rezultacie zarabia na tym, co kocha, jest w tym spełniona. Poza tym bardzo dobrze daje sobie rade w życiu i w kontaktach z ludźmi, lepiej niż ja :) Ale myślę, że to też wpływ lektur na temat wychowania i psychologii, które w ich dzieciństwie pochłaniałam i wpływ mojej terapii i wspólnoty, która też dawała ukierunkowanie na sposób wychowywania dzieci i młodzieży.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • krytyk2 11.07.19, 22:11
    często jest tak,ze rodzice traktują swoje dzieci jak własnośc albo jak przedłużenie ich samych.Stąd tendencja do rozporządzania ich zyciem,mówienia co maja robic ,co studiować ,kogo wziąć czy nie wziąć za zone /męża.W przypadku rozziewu emocjonalnego pomiedzy rodzicami zdarza sie czesto ,ze kazde z nich wybiera sobie dziecko płci przeciwnej i lokuje w nim uczucia,niemalze jak w kochanku/nce.Najgorsze jest połączenie tych dwóch nieprawidłowości-zawłaszczenia i kazirodztwa emocjonalnego.Wówczas dziecko wiązane jest wszelkimi możliwymi pętami emocjonalnymi,uniemożliwiającymi mu rozwój
  • herakles-one 12.07.19, 03:52
    krytyk2 napisał:

    > często jest tak,ze rodzice traktują swoje dzieci jak własnośc albo jak przedłuż
    > enie ich samych.Stąd tendencja do rozporządzania ich zyciem,mówienia co maja ro
    > bic ,co studiować ,kogo wziąć czy nie wziąć za zone /męża.W przypadku rozziewu
    > emocjonalnego pomiedzy rodzicami zdarza sie czesto ,ze kazde z nich wybiera sob
    > ie dziecko płci przeciwnej i lokuje w nim uczucia,niemalze jak w kochanku/nce.N
    > ajgorsze jest połączenie tych dwóch nieprawidłowości-zawłaszczenia i kazirodztw
    > a emocjonalnego.Wówczas dziecko wiązane jest wszelkimi możliwymi pętami emocjon
    > alnymi,uniemożliwiającymi mu rozwój
    To prawda. Takie przypadki wykorzystania emocjonalnego zdarzają się zwłaszcza osobom, które same zostały w ten sposób wykorzystane przez swojego rodzica. Wszystkie "grzechy pierworodne" są przekazywane z pokolenia na pokolenie.
  • ada_ww 12.07.19, 11:03
    herakles-one napisał:

    > To prawda. Takie przypadki wykorzystania emocjonalnego zdarzają się zwłaszcza o
    > sobom, które same zostały w ten sposób wykorzystane przez swojego rodzica. Wszy
    > stkie "grzechy pierworodne" są przekazywane z pokolenia na pokolenie.

    Oczywiscie masz racje, ale zawsze jakies odsepstwa od normy istnieja. Jest jedna kobieta, ktora ma 4 doroslych dawno dzieci. W domu te dzieci mialy wszystko, wyksztalconych rodzicow z dobrych rodzin, dobre szkoly, zajecia pozalekcyjne, wakacje, byly kochane. I co, ta kobieta od lat chodzi na terapie, bo jedna z jej corek weszla w rodzine, gdzie qrwa i zlodziej, ma 15 dzieci z "chamem bez szkoly"- tak okresla ziecia jej matka i z 16 w ciazy. Ta kobieta sie wstydzi i mowi, ze ona nic takiego nie zrobila tej corce, wrecz ta corka dostawala od rodzicow najwiecej, bo nie byla az tak zyciowo zaradna, jak pozostale. I w sumie mozna zastanawiac sie, jakie pierworodne grzechy popelnila ta matka, ze corka az w taki sposob pokazala srodkowy palec tym pielegnowanym od dziesiatek lat rodzinnym wzorcom, co ja pokierowalo, zeby dokonac wyboru takiego zycia, ktorego w domu rodzinnym nigdy nie doswiadczyla.
  • yadaxad 12.07.19, 12:26
    Dlaczego ada przypuszczasz, że matka musiała popełnić pierwotne grzechy? Ludzie jednak jednak jacyś się rodzą i ich struktura to nie rozsypane klocki lego, które można poskładać. Chińczycy myślą, że absolutną kontrolą ukształtują obywateli jakich chcą. Ludzie często dążą do "swojego losu" wbrew wszelkim pozytywnym wysiłkom, bo taki mają swój charakterologiczny trzon, a tego się im nie przetransplantować ,jak kręgosłupa. Zostaje tylko na ile jest szkodliwy dla innych.
  • ada_ww 12.07.19, 15:29
    yadaxad napisał(a):

    > Dlaczego ada przypuszczasz, że matka musiała popełnić pierwotne grzechy? Ludzie
    > jednak jednak jacyś się rodzą i ich struktura to nie rozsypane klocki lego, k
    > tóre można poskładać. Chińczycy myślą, że absolutną kontrolą ukształtują obywat
    > eli jakich chcą. Ludzie często dążą do "swojego losu" wbrew wszelkim pozytywnym
    > wysiłkom, bo taki mają swój charakterologiczny trzon, a tego się im nie przetr
    > ansplantować ,jak kręgosłupa. Zostaje tylko na ile jest szkodliwy dla innych.

    Kazdy tez patrzy na to wlasnymi oczami, ja te matke rozumiem, bo ja osobiscie nie odnalazlabym sie w zderzeniu dwoch az tak odmiennych rzeczywistosci, corka tej kobiety tak jednak wybrala.
  • yadaxad 12.07.19, 15:51
    Zebrały się w córce do kupy jakieś geny renegata i nie poradzisz nic, bywa w najlepszych rodzinach.
  • ada_ww 12.07.19, 16:10
    yadaxad napisał(a):

    > Zebrały się w córce do kupy jakieś geny renegata i nie poradzisz nic, bywa w na
    > jlepszych rodzinach.

    I tak wlasnie tej kobiecie to tlumaczono, ze nawet w najlepszej rodzinie sie zdarza.
  • ada_ww 12.07.19, 16:18
    Denerwowala sie tez kobieta, czemu ja sie specjalnie nie dziwie. Brala tez udzial wbrew swojej woli w takiej rodzinnej terapii integracyjnej, ktora miala przyczynic sie do zaakceptowania ziecia, jego siostry, matki, ojca, ciotek, wujkow. Ma problem asertywnosci, z ktorym chodzi do psychiatry prywatnie, z czego jest zadowolona, bo nie mogla sobie darowac tego, ze byla az tak malo asertywna, ze na udzial w tej terapii sie zgodzila. Mowila, ze chodzila tam zla sama na siebie, bez przekonania i jedyne, co miala tam na celu, to upuscic sobie jadu. Mowila do mnie, dlaczego ja chca zmuszac do tego, co ona ma akceptowac, a co nie, ze to ona wybiera sama, jakim towarzystwem chce sie otaczac i wie sama, w jakim towarzystwie czuje sie dobrze. Mowila, ze jej zdrowie psychiczne ucierpilo, bo na sile chcieli jej wciskac cos, czego sobie nie zyczy.
  • yadaxad 12.07.19, 16:31
    To co opisywałaś, to było przedstawienie cyrkowe, nie terapia. Jeśli już, to potrzebna by jej była terapia, by zaakceptować istniejący stan rzeczy, by ją to nie żarło, nabrała dystansu i uwolniła od emocji. Po co niby zaakceptować to, co nie jest w systemie normalnych wartości.
  • ada_ww 12.07.19, 16:46
    Ale ta kobieta chodzi prywatnie do psychiatry, z ktora rozmawia o swoich postepach w asertywnosci, zapisuje sobie swoje asertywne zachowania a pozniej konsultuje z ta psychiatra. Te emocje wyzwalaja w niej glownie ludzie, z ktorymi zle sie czuje, ale mowila, ze oni to wiedza i specjalnie zaszczycaja ja swoja obecnoscia. Ze oni wysluchuja jej uszczypliwosci, ale dla nich jest wazniejsze psuc humor komus, a przy okazji sobie, niz pozostawac samemu zadowolonym z boku.
  • yadaxad 12.07.19, 17:03
    To ma szansę nauczyć się jak to od siebie odsunąć.
  • ada_ww 12.07.19, 17:29
    yadaxad napisał(a):

    > To ma szansę nauczyć się jak to od siebie odsunąć.

    Ja jej zycze jak najlepiej, chociaz mam swiadomosc, ze zderzenie o 180 stopni roznych swiatow w rodzinie, do tego najblizszej jest bardzo trudne. Inaczej patrzy na te sytuacje psychiatra, bo jest osoba obca, a inaczej ta kobieta, bo jej to dotyczy bezposrednio, bo to, co ta kobieta widzi jest nacechowane jej wlasnymi emocjami, do ktorych ma prawo. Psychiatra tez nie ma prawa sugerowac jej sposobu postepowania, moze zasugerowac, zeby np. robila sobie jakies postanowienia i konsekwentnie sie ich trzymala, jednak w jaki sposob maja te postanowienia wygladac, to juz nie jest jej dzialka.
  • ada_ww 13.07.19, 10:01
    yadaxad napisał(a):

    > To co opisywałaś, to było przedstawienie cyrkowe, nie terapia. Jeśli już, to po
    > trzebna by jej była terapia, by zaakceptować istniejący stan rzeczy, by ją to n
    > ie żarło, nabrała dystansu i uwolniła od emocji. Po co niby zaakceptować to, co
    > nie jest w systemie normalnych wartości.

    To bylo smieszne i zenujace, bo tam glownie chodzilo o to, zeby terapeuta ze swoich kompleksow i braku profesjonalizmu przestal obrgryzac paznokcie, bo niedosc, ze to niezdrowe, to jeszcze nieladnie wyglada, ale w taki sposob kamuflowal byc moze brak jakiegokolwiek doswiadczenia. Juz sam fakt, ze studenci podchodza i publicznie obrazaja go od mongolow, wysmiewaja, ta kobieta, ktora zdecydowala sie na prywatne wizyty u psychiatry tez jak tylko go zobaczy, to podchodzi do niego tylko po to, zeby mu nabluzgac. Chcial organizowac taka terapie innej rodzinie zawracajac glowe jednemu takiemu spokojnemu czlowiekowi, ktory dla swietego spokoju chyba sam nie wiedzial, czy sie zgodzic, czy nie. W zwiazku z tym powiedzial do swojej corki, ze to ona ma dokonac wyboru, corka powiedziala zdecydowane nie, to dopiero wtedy poszedl do niego i odmowil. Tez sie czul zle w zwiazku z tym, ze odmowil, powinien tez sie przejsc na lekcje asertywnosci.
  • ada_ww 13.07.19, 10:41
    Chociaz tacy terapeuci tez przyszlosc maja, bo ile na swiecie takich chlopek, jak u nas jedna przyjezdzajaca regularnie do miasteczka szukac swojego rycerzyka. Z kolejnym dzieckiem, zdaje sie trzecim zostala sama bez tatusia. Bo strategioa chlopki byly placze i lamenty, a taki pijany facet siedzacy w pubie zazwyczaj jest na lzy kurewskie czuly. I w taki sposob przyszla na ten swiat jej cala trojka dzieci. Taki terapeuta bedzie jej potrzebny, bo musi przygotowac sie do tego, ze kiedys ten synek najmniejszy bedzie duzy i trzeba bedzie mu jakos delikatnie wytlumaczyc, ze mamusia powila go po tym, jak zostal zrobiony w jednej z knajpianych toalet. Ciezki orzech do zgyzienia, ale trzeba dziecku prawde powiedziec, zeby pozniej nie mialo traum i nie musialo wloczyc sie po terapiach w doroslym wieku siegajac swojego najwczesniejszego dziecinstwa:)
    www.youtube.com/watch?v=Lnfp_zq9FYY
  • herakles-one 17.07.19, 03:02
    www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1683040,1,5-rzeczy-ktorych-ludzie-zaluja-w-ostatnim-dniu-swojego-zycia.read
  • ada_ww 17.07.19, 09:15
    herakles-one napisał:

    > www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1683040,1,5-rzeczy-ktorych-ludzie-zaluja-w-ostatnim-dniu-swojego-zycia.read

    Czy to jakas subtelna grozba pod moim adresem?
  • herakles-one 17.07.19, 09:46
    Ada, bój się Boga i nie bierz tak wszystkiego do siebie ! -:) Nawet o Tobie nie pomyślałem.
  • herakles-one 17.07.19, 09:48
    Umieściłem pod Twoim wpisem, bo był ostatni, a wątek pomału się kończy. Warto byłoby jeszcze napisać jakie są skutki niskiego poczucia wartości.
  • ada_ww 17.07.19, 10:28
    herakles-one napisał:

    > Ada, bój się Boga i nie bierz tak wszystkiego do siebie ! -:) Nawet o Tobie nie
    > pomyślałem.

    Faktycznie, moze to jest jakis lekki egocentyzm, lecz link z artykulem pojawil sie akurat pod moim postem i to takim, ktory do uprzejmych nie nalezy i pewnie panie, ktore tak robia, jak ja wspomnialam nieladnymi slowami maja ochote mnie udusic czytajac to.
  • meela 17.07.19, 10:14
    Przed śmiercią należy pogodzić się z sobą i swoimi decyzjami. Nie ma sensu już czegoś żałować.
    "Żałuję, że nie miałem odwagi....". Odwaga, to nie jest siła woli i chcenia.
  • in.113 11.07.19, 13:19
    Puściłam sobie dziś na słuchawki w trakcie drogi medytację dotyczącą powrotu do czasów niemowlęcych. Na początku, gdy był wstęp dajacy instrukcje jak się wyciszyć, pomyśłam: eee głupoty. Potem jak pojawiły się pytania dotyczące przeszłości, to pomyslałam, ze ja nie wiem czy na pewno chce znów wrócić do tej kuchni w domu dziadków i nawet zrozumiałam czemu dla meeli to taki problem, bo faktycznie trzeba tam wejść i dac wejść tym osobom, ktróre w niej pomieszkiwały. I odkryłam jedna zaskakujacą rzecz. Coś w tej kuchni się działo, co ja dopiero dziś zauważyłam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.