Dodaj do ulubionych

skłonnośc do podejmowania ryzyka

13.07.19, 12:20
od dzieciństwa nie lubiłem ryzyka,bałem się wystawiać na próby,doświadczać nowości.Często rezygnowałem z wielu szans poprawienia swojej sytuacji.Po osiągnięciu dojrzałości sytuacja diametralnie sie zmieniła-zacząłem szukać nowych rozwiązań,w ciągu kilku lat potrafiłem zmienić swoją sytuacje radykalnie kilkakrotnie.Oczywiście ,nie działo się to bez kosztów.Zastanawiam sie, jak długo jeszcze będe sie wystawił na rewolucje w moim zyciu.Mam wrażenie ,ze nie skonczy się to nigdy.
Edytor zaawansowany
  • in.113 13.07.19, 13:21
    Uświadamiam sobie wlasnie od niedawana, ze ryzyka sie nie boję. Ale nie wystawiam sie na nowości dopóki los sam nie zadecyduje za mnie. A to co mnie trzyma przy tym co stare, znajome, to sentyment do ludzi, codziennych rytuałów związanych z miejscami, w których żyje, pracuje, bywam.

    Wszędzie mozna spotkać nowych wartościowych ludzi, stworzyć nowa rutynę w nowym miejscu, w nowej sytuacji - też fajną, ale... Trzeba najpierw cos stracić, by zrobić miejsce na to co nowe.
  • krytyk2 13.07.19, 15:44
    a nie masz czasami wrażenia ,ze trwanie przy znanym ogranicza Cie w jakims sensie?Albo inaczej :odczuwasz czasem tęsknotę za tym, co się w Tobie jeszcze nie wyistoczyło a mogłoby -gdybys podjęła jakies radykalne kroki zmieniajace sytuację?
  • in.113 13.07.19, 16:32
    Tak. Mam poczucie, ze cos tracę. Widzę, ile wniosla cennego w mojej życie zmiana pracy (do której to zmiany los mnie przymusił). Pamiętam ostatni dzien w starej pracy, ostatnie wyjście na piwo z moja "paczką" tuz po zakończonym dniu. I jak przeżywałam te chwile wiedząc, ze to ostatnie, ze to juz nie wróci.

    I teraz czuje, ze jest ten moment, gdy kolejnej zmiany powinnam dokonać, bo pojdzie dość płynnie. U w sumie dzięki za przypomnienie, ze trwajac uporczywie przy tym co znane, odbieramy sobie inne możliwości, nowe perspektywy, szanse na rozwój i ten zawodowy i ten spowodowany nowymi okolicznościami, znajomościami.

    To tez dotyczy innych sfer, miejsca zamieszkania itp.

  • kalllka 13.07.19, 14:26
    Czyli co właściwie chcesz powiedzieć, krytyku?
  • krytyk2 13.07.19, 14:47
    a co Ci się nasunęło?
  • in.113 13.07.19, 15:09
    Mnie, że ciągle uciekasz.
  • krytyk2 13.07.19, 15:40
    uważasz ,że to przed czym uciekam ,jest mocniejszym motywatorem niz strach przed czymś nowym?
  • in.113 13.07.19, 16:37
    A moze jednak to lęk, że cos stracisz. Cos ci umknie, co los dla ciebie przygotował. To juz tu sam wiesz, czy uciekasz, czy moze idziesz za tęsknotą za czymś, czego w kolejnych miejscach, sytuacjach nie mogłeś odnaleźć.
  • kalllka 13.07.19, 15:10
    ... ze dałeś / jakby/ nieadekwatna do sformułowanego przez siebie tematu opowieść.
  • krytyk2 13.07.19, 15:39
    a czy wystawianie się na wciąż nowe ,obarczone ryzykiem klęski,wyzwania nie sa wg Ciebie ,pewnym rodzajem skłonności do podejmowania ryzyka?
  • kalllka 13.07.19, 15:48
    Z góry wiesz ze to klęska?
  • krytyk2 13.07.19, 16:02
    no nie,klęska jest właśnie wyznacznikiem ryzyka.Gdyby nie było możliwości klęski,nie byłoby ryzyka.Oczywiscie,gdy podejmuje się jakiejś zmiany,zakładam ,że klęska raczej nie wystąpi
  • kalllka 13.07.19, 16:15
    Skoro klęska jest dla ciebie wyznacznikiem ryzyka to dlaczego obarczyles nią / nim zmiany / opisane w wątku/ a które klęska nie są?
  • krytyk2 13.07.19, 18:36
    rzecz w tym ,że część moich radykalnych zmian kończyła sie klęską,więc wiem ,ze ona zdarzyć sie może.W tytułowym poscie o wiele bardziej chciałem zwrócić swoją /i wasza /uwage na fakt,ze w życiu czasem zdarzają sie aberracje:wszak bardziej nieostrożni i podatni na podejmowanie ryzyka jesteśmy w mlodszych latach,a im blizej starości ,tym wieksza asekuracja
  • kalllka 14.07.19, 11:07
    O kurczę to uważasz, krt2, ze zmiany / naturalne/ to aberracje?
  • krytyk2 14.07.19, 11:28
    droczysz się ze mną kalllka,a może chciałabyś ,żeby każde zdanie ,które napiszę było ciągiem tez w dowodzie logicznym ;)
    gdy tu piszę bywa czasem tak ,ze jedno zdanie ma bardzo luźny związek z/ już/ następnym/wypowiedź będąca zaczynem dyskusji może byc i powinna zawierać wielorakość treści../
    No to teraz -żeby była pełna jasność /logiczna/-coś z kwantyfikatorami:
    nie każda istotna zmiana jest radykalna
    nie każda radykalna zmiana zawiera w sobie zapowiedź klęski
    nie każda klęska była spowodowana radykalną zmianą
    nie każde duże ryzyko jest związane z jakakolwiek zmianą/np jazda z prędkością zagrażającą życiu/

  • kalllka 14.07.19, 17:21
    ... rzeczywiście, trochę.. przepraszam, dzięki za łagodny wypominek; ale do do rzeczy,
    W psychologii /czy na psychologii/ sprecyzowanie zjawiska i nazwanie rzeczy po imieniu bardzo pomaga uporać się z „problemem”. Do rego, mniej czy więcej, zmierza każda tutejsza dyskusja. Stad tez moje wtreciki,droczki czy, jak woli jeden z moich znajomków- didaskalki.. Mimo humorystycznego tonu uważam jednak ze użycie aberracji w kontekście zmian to spore nadużycie. Jest bowiem w swojej istocie poważnym zwrotem /semantycznym/
    I bardzo wyraźnie określa” zakres i intensywność akcjii
    A trzymając się tematu- ryzyko jej błędnego użycia/ niezrozumienia/ jest wysokie.
    Ponieważ znam cię już ., trochę i z przekory również, uznałam, ze nie weźmiesz mi za złe /za celowo dokuczliwa formę wypowiedzi/ i nie wywalisz z kręgu znajomych gdy zwrócę ci uwagę.
  • krytyk2 14.07.19, 20:40
    rozumiem twoje starania o precyzję ,sam też tak mam.nie boję się,że trwając przy twierdzeniu o mojej skłonności do zbyt dużego ryzyka i objawiajac ją tu na forum ,zostane posądzony o zaburzenia.z pewnoscią jestem zaburzony i jako taki musze siebie zaakceptować.W sumie najbardziej zależy mi na tym ,żeby miłośc do zycia nie zgasła we mnie zbyt szybko i jesli mialbym ja podsycać takimi aberracjami-czemu nie ?:)
  • ada_ww 13.07.19, 14:54
    krytyk2 napisał:

    > od dzieciństwa nie lubiłem ryzyka,bałem się wystawiać na próby,doświadczać nowości.

    Ja mialam zupelnie podobnie, tez nie lubilam ryzyka, bo cenilam sobie poczucie bezpieczenstwa i cenie sobie do dzis. Tez na zadne proby nie lubilam i nie lubie sie wystawiac. Co do nowosci, to moze mam inaczej, bo zawsze lubilam nowinki technologiczne i wszystko, co ulatwia zycie.

    > Często rezygnowałem z wielu szans poprawienia swojej sytuacji.

    A teraz to mnie wzielo na myslenie, co w zwiazku z tym zyskalam, a co stracilam.

    >Po osiągnięci
    > u dojrzałości sytuacja diametralnie sie zmieniła-zacząłem szukać nowych rozwiąz
    > ań,w ciągu kilku lat potrafiłem zmienić swoją sytuacje radykalnie kilkakrotnie.
    > Oczywiście ,nie działo się to bez kosztów.Zastanawiam sie, jak długo jeszcze bę
    > de sie wystawił na rewolucje w moim zyciu.Mam wrażenie ,ze nie skonczy się to nigdy.

    Widocznie w zadnym z tych miejsc nie czules sie wystarczajaco dobrze, szczesliwie i dlatego tak te sytuacje zmieniales. Zastanow sie, gdzie chcialbys byc na dluzej, w jakim miejscu, w otoczeniu jakich ludzi i jak jest to mozliwe do zrealizowania, to zrob to.
  • krytyk2 13.07.19, 15:41
    wydaje mi sie ,że to właśnie robię.ale skala wyzwań stale jest ogromna
  • herakles-one 13.07.19, 15:51
    krytyk2 napisał:
    .Po osiągnięci
    > u dojrzałości sytuacja diametralnie sie zmieniła-zacząłem szukać nowych rozwiąz
    > ań,w ciągu kilku lat potrafiłem zmienić swoją sytuacje radykalnie kilkakrotnie.
    > Oczywiście ,nie działo się to bez kosztów.Zastanawiam sie, jak długo jeszcze bę
    > de sie wystawił na rewolucje w moim zyciu.Mam wrażenie ,ze nie skonczy się to n
    > igdy.

    I masz rację, bo osobowość nam się zmienia przez całe życie. No chyba, że ktoś ma zaburzenia osobowości i mechanizmy obronne mu uniemożliwiają zmianę.
    Nawet jednak i w tym wypadku w miarę starzenia się te objawy zaburzeń mogą być mniej dostrzegalne.
    Jeśli w dzieciństwie byłeś wychowywany tylko przy pomocy wzmocnień negatywnych ( karany czy krytykowany za niewłaściwe zachowanie) to bardzo podminowuje pewność siebie, a co za tym idzie obniża zaufanie do siebie.
    Z tego co widziałem, to nikt tutaj na forum nie napisał, że dostawał również wzmocnienia pozytywne- czyli; przemilczanie drobnych potknięć i konsekwentne zauważanie i nagradzanie chociażby tylko dobrym słowem postępowania pożądanego.
    W miarę lat, jak sądzę, odnosiłeś jakieś sukcesy i zyskiwałeś poczucie wysokiej skuteczności własnej, więc i zaufanie do siebie wzrosło u Ciebie i przestałeś się obawiać podejmować ryzyko.
    Wysokie poczucie skuteczności daje wiarę w pozytywne poradzenie sobie z problemami. A na to poczucie skuteczności wpływają takie czynniki jak; doświadczenie nabywane w drodze, do sukcesu ( w tym i porażki)
    --doświadczenie zastępcze- obserwowanie i naśladowanie podobnych do nas osób,
    -zachęta i perswazja innych , nagradzanie, udzielanie wzmocnień pozytywnych przez środowisko,
    - ocena własnego stanu fizjologicznego. Czujemy się sprawniejsi gdy jesteśmy spokojni i odprężeni, a nie zestresowani i napięci.

    PS. Napisałem obszernie o tym skąd się bierze zaufanie do siebie, bo wczoraj Ada narzekała, ,że nikt nie wyjaśnił tego.

    Jeszcze jeden czynnik wpływa też na to, a mianowicie tzw. lokalizacja kontroli.
    Ludzie dzielą się na tych, którzy tę kontrolę umiejscawiają na zewnątrz- lub wewnątrz.
    Są tacy, którzy są przekonani, że nie potrafią kontrolować skutków swego zachowania , bo to zależy od otoczenia i wielu różnych zdarzeń i tacy, którzy mają przekonanie, że ponoszą odpowiedzialność za to co im się przydarza.- ze są kapitanami kierującymi okrętami swego życia, a o umiejscowieniu zewnętrznym kontroli- że są ofiarami i na niewiele mają wpływ. To też wpływa na poczucie zaufania do siebie.
  • kalllka 13.07.19, 15:56
    A to ciekawe, w czym krytyk ma racje?
  • herakles-one 13.07.19, 15:59
    W tym, że ma wrażenie, że zmiany w nim się nie skończą nigdy. ( dopóki żyje )
  • kalllka 13.07.19, 16:02
    No ale on to wie. Nie prosił tez, jak mi się wydaje, o potwierdzenie tego co wie, a dla ciebie jest- racja, prosił o określenie dlaczego /w jakiej sytuacji/ widzimy coś jako ryzykowne.
  • herakles-one 13.07.19, 16:06
    Kallka ! Dziękuję za wyjaśnienie "co poeta miał na myśli". Sam bym na to nie wpadł.
  • kalllka 13.07.19, 16:20
    Proszę bardzo. Pewnie byś wpadł ale:
    komplikujesz i
    implikujesz zamiast siebie, innych.
    I jeszcze jeden drobiazg,
    porządna superwizja, jeslis, jak sam przyznajesz psychologiem, przydałaby ci się.
  • herakles-one 13.07.19, 16:29
    Ty byś się nadała na tego superwizora.
  • kalllka 13.07.19, 16:36
    A to ciekawe na jakiej podstawie wyciagnales ten wniosek?
    Jestem w” mylnym błędzie”, ze się podlizujesz?
  • herakles-one 13.07.19, 16:47
    kalllka napisała:

    > A to ciekawe na jakiej podstawie wyciagnales ten wniosek?
    > Jestem w” mylnym błędzie”, ze się podlizujesz?

    Wiesz nie jestem w nastroju do prowadzenia takich dyskusji o niczym. Wybacz.
  • herakles-one 13.07.19, 16:44
    kalllka napisała:

    > Proszę bardzo. Pewnie byś wpadł ale:
    > komplikujesz i
    > implikujesz zamiast siebie, innych.
    > I jeszcze jeden drobiazg,
    > porządna superwizja, jeslis, jak sam przyznajesz psychologiem, przydałaby ci si
    > ę.

    Jeśli mój tekst zrozumiałaś jak implikowanie Krytykowi zaburzeń osobowości to zrozumiałaś go błędnie. To była uwaga dot. naszych poprzednich dyskusji z Krytykiem i nie miała nic wspólnego z osobą Krytyka, którego bardzo cenię. Natomiast reszta tekstu była wyjaśnieniem; co powoduje pewność siebie i zaufanie do siebie.
  • kalllka 13.07.19, 17:08
    Nie /nie zrozumiałam twojego tekstu w opisany przez cię sposób/
    Mam wrażenie, ze namotałeś dwie oddzielne sprawy, zupełnie nie wiadomo, do którego postu- części tekstu / wspomnianej reszty/ się odnosisz pisząc..
    gdybys zechciał wyjaśnić to mam prośbę,
    bez cytowanek/ zajmują powierzchnie/ jedynie tak by z przekształcenia zdania / rozbiór logiczny/ wynikał jego przedmiot.
  • herakles-one 13.07.19, 17:38
    Ja to pisałem do Krytyka, a nie do Ciebie. I nie rozumiem dlaczego Tobie mam to tłumaczyć?. Jesteś administratorem tego forum, że mam się tłumaczyć przed Tobą co napisałem, a Ty chcesz mnie recenzować? Chyba coś Ci się pomyliło.
    Jestem pewien , ze Krytyk zrozumie.
  • herakles-one 13.07.19, 16:00
    PS. Teraz dopiero Krytyku przeczytałem to, co napisałeś o swoim wychowaniu w tym wątku o pochwałach.
  • herakles-one 13.07.19, 16:03
    Sorry, teraz dopiero widzę dziwną interpunkcję w tym co napisałem.
  • ada_ww 13.07.19, 16:13
    herakles-one napisał:


    > I masz rację, bo osobowość nam się zmienia przez całe życie. No chyba, że ktoś
    > ma zaburzenia osobowości i mechanizmy obronne mu uniemożliwiają zmianę.

    To tez nie jest tak, ze osobowosc sie zmienia przez cale zycie. Osobowosc prawidlowa tez nie bedzie sie zmieniac, no bo po co.

    > Nawet jednak i w tym wypadku w miarę starzenia się te objawy zaburzeń mogą być
    > mniej dostrzegalne.
    > Jeśli w dzieciństwie byłeś wychowywany tylko przy pomocy wzmocnień negatywnych
    > ( karany czy krytykowany za niewłaściwe zachowanie) to bardzo podminowuje pewn
    > ość siebie, a co za tym idzie obniża zaufanie do siebie.
    > Z tego co widziałem, to nikt tutaj na forum nie napisał, że dostawał również wz
    > mocnienia pozytywne..

    Nikt nie wspominal, bo tez nikt takiego obowiazku nie ma, bo forum dla wiekszosc ludzi jest miejscem do dyskusji a nie do terapii. Nie wypada sie tez chwalic, bo pozniej jeszcze beda wysylac na terapie rodzinna, bo powiedza, ze rodzice wychowali rozpieszczona, nieprzystosowana jednostke.


    - czyli; przemilczanie drobnych potknięć i konsekwentne zauw
    > ażanie i nagradzanie chociażby tylko dobrym słowem postępowania pożądanego.
    > W miarę lat, jak sądzę, odnosiłeś jakieś sukcesy i zyskiwałeś poczucie wysokie
    > j skuteczności własnej, więc i zaufanie do siebie wzrosło u Ciebie i przestałeś
    > się obawiać podejmować ryzyko.
    > Wysokie poczucie skuteczności daje wiarę w pozytywne poradzenie sobie z problem
    > ami. A na to poczucie skuteczności wpływają takie czynniki jak; doświadczenie
    > nabywane w drodze, do sukcesu ( w tym i porażki)
    > --doświadczenie zastępcze- obserwowanie i naśladowanie podobnych do nas osób,
    > -zachęta i perswazja innych , nagradzanie, udzielanie wzmocnień pozytywnych prz
    > ez środowisko,
    > - ocena własnego stanu fizjologicznego. Czujemy się sprawniejsi gdy jesteśmy sp
    > okojni i odprężeni, a nie zestresowani i napięci.
    >
    > PS. Napisałem obszernie o tym skąd się bierze zaufanie do siebie, bo wczoraj Ad
    > a narzekała, ,że nikt nie wyjaśnił tego.
    >

    Ja to tez wyjasnilam, tylko wlasnymi slowami w moich postach.

  • herakles-one 13.07.19, 16:28
    ada_ww napisał(a):

    >
    > Nikt nie wspominal, bo tez nikt takiego obowiazku nie ma, bo forum dla wiekszos
    > c ludzi jest miejscem do dyskusji a nie do terapii. Nie wypada sie tez chwalic,
    > bo pozniej jeszcze beda wysylac na terapie rodzinna, bo powiedza, ze rodzice w
    > ychowali rozpieszczona, nieprzystosowana jednostke.
    Nie przesadzaj Ada.
    > Ludzie się tam przyznawali do negatywnych komunikatów ,a do pozytywnych się krepowali przyznać? Nikt tam również nie robił nikomu terapii. Coś tego kota odwracasz nie w tę stronę.
    -:)

    > Ja to tez wyjasnilam, tylko wlasnymi slowami w moich postach.

    Wiem bo czytałem. Myślę, że trudno tu dogodzić kobiecie. Nie napiszę- pretensje, napiszę -też źle i nie na temat- jak pisze druga .
  • ada_ww 13.07.19, 16:42
    Ja nie odwracam kota ogonem, czasem lepiej takich rzeczy nie pisac, gdzies kiedys wspomnialam jak bylam w domu wychowywana, to dostalam zdaje sie bluzgi, bo na to forum przychodza ludzie z problemami.
  • krytyk2 13.07.19, 18:43
    masz rację ,że pozytywne doświadczenia życiowe rozbudowują poczucie zaufania do siebie.W tym przestawieniu kolejności skłonnosci do ryzyka to mam swoja mała teorie:wydaje się ,ze człowiek ma zaplanowane przez naturę,ze coś musi przezyc jako etap rozwojowy/tu trochę się Piaget kłania/ i jesli przeżyje ten etap we wlasciwym momencie -wszystko jest ok.Ale sa takie sytaucje ,ze nie może/nie potrafi/ przez to przejść i wowczas odłozone "cele' czekaja na inne bardziej sprzyjajajce warunki do swojeje realizacji.Tak ,wydaje mi sie, było ze mną
  • herakles-one 13.07.19, 18:59
    Nie wiem jak to tłumaczyć, bo czasami okoliczności tak się ułożą, że wszystko sprzyja, a czasami tak, że następuje blokada i nie ma żadnego dobrego wyjścia. Nie wiem, czy to sami jakoś programujemy nieświadomie, na zasadzie co wewnątrz to i na zewnątrz? Czy to jest jakoś z góry kierowane przez jakaś wyższą inteligencję, która daje nam w ten sposób możliwość doskonalenia się? ? To co Ty nazwałeś naturą.
  • yadaxad 14.07.19, 10:47
    Wyraźnie wam chodzi o zdolność do ryzyka. Skłonność do ryzyka to raczej problem osobowości. Zdolność wymaga pewności siebie, a przynajmniej pewnych przekonań, intuicji, perspektywicznego myślenia, jest zależna od solidności wewnętrznej konstrukcji, czyli powrót do postu o samoakceptacji.
  • krytyk2 14.07.19, 11:30
    ja cały czas mówie o skłonności do ryzyka
  • yadaxad 14.07.19, 13:32
    Skłonność do ryzyka, od kiedy stajemy na nogi, socjalizacja w nas temperuje. Skłonność jest raczej raczej "bezgłowa". Dobrze ją przywraca na przykład wpadnięcie w hazard.
  • krytyk2 14.07.19, 20:42
    też przez przypadek nie straciłem na giełdzie wartości dobrej nieruchomości gruntowej
  • krytyk2 14.07.19, 20:43
    oczywiscie -nie przez przypadek straciłem...
  • herakles-one 14.07.19, 21:08
    krytyk2 napisał:

    > też przez przypadek nie straciłem na giełdzie wartości dobrej nieruchomości gru
    > ntowej

    Obwiniasz się za to?
  • krytyk2 14.07.19, 21:10
    trochę żałuję -tak po ludzku ,bo to zmieniło też /ograniczyło/ w pewnym stopniu moje aktualne możliwosci rozsądnych inwestycji.
  • krytyk2 14.07.19, 21:17
    Ale nadal zmieniam rzeczywistośc wokól mnie ,podejmuje nowe wyzwania ,uczę sie nowości i apetyt na życie nie słabnie we mnie :)
  • herakles-one 14.07.19, 22:08
    krytyk2 napisał:

    > Ale nadal zmieniam rzeczywistośc wokól mnie ,podejmuje nowe wyzwania ,uczę sie
    > nowości i apetyt na życie nie słabnie we mnie :)

    To super. Nie można się poddawać. Można wiedzieć czego się uczysz? W swoim zawodzie czy całkiem coś innego?
  • krytyk2 15.07.19, 09:58
    Całkiem cos innego.Wziąłem sie za ogrodnictwo.Uczę się uprawy ,agrotechniki ,odmian drzew i krzewów owocowych.Na czym polega rola podkładki,jak zabezpieczyc rosliny przed szkodnikami i chorobami.Jak zintensyfikować efekty finansowe w postaci prostego /soki/i bardziej skomplikowanego przetwórstwa.
    Wiekszośc zawodowego życie zajmowałem sie ludxmi ,pomoca psychologiczną,rewalidacją i terapią .
    Jest to chyba najbardziej narażone na wypalenie zawodowe zajęcie:miesiącami i latami robisz coś ,co w efekcie ostatecznym i tak w wielu przypadkach konczy się niepowodzeniem.
  • afq 15.07.19, 10:04
    krytyk2 napisał:

    > Całkiem cos innego.Wziąłem sie za ogrodnictwo.Uczę się uprawy ,agrotechniki ,od
    > mian drzew i krzewów owocowych.Na czym polega rola podkładki,jak zabezpieczyc r
    > osliny przed szkodnikami i chorobami.Jak zintensyfikować efekty finansowe w pos
    > taci prostego /soki/i bardziej skomplikowanego przetwórstwa.

    piekna idea..

    mnie kiedyś zafascynował orzech włoski
    i to jakim wszechstronnym surowcem jest to drzewo i jego owoce

    drewno liscie orzechy i ich łupiny nawet

    sa odmiany dobrze czujące sie w naszym klimacie
    wtedy były też wysokie dotacje

    fajny temat, rozumiem cie krytyku :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 10:17
    odnajduję wielki spokój w komtakcie z przyrodą,lubię obserwować "język' roslin.wiem ,ze one -majac stworzone odpowiednie warunki-bedą zdrowe i piekne.Żólknięcie lisci np malin czy borówki jest zadaniem intelektualnym do wykonania-bo może to byc zarówno cała gama szkodników,także chorób, jak tez banalna działalność nornicy czy karczownika.Wierzę w wieź psychologiczna opiekuna i rosliny-one czują czy i jak sa traktowane.Lubię i uważam za celowe głaskanie roslin po lisciach,czasem mówienie do nich
  • afq 15.07.19, 10:24
    :-)

    był moment że wyhodowanie papryki od nasionka było dla mnie terapeutyczne
    ze wszystkimi aspektami o których piszesz

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 10:30
    tez tak uważam :)
    instrumentalizacja wszystkiego i wszystkich to duch naszych czasów/niestety/Jest intensyfikacja poczucia istnienia w tym przykładzie /z opisu różnic pomiedzy modusem Być i Mieć/ z różą:ona zerwana przestaje byc tym ,do czego została predystynowana;ona pzostawiona w ogrodzie dalej żyje i zachwyca i promienieje szczęściem
  • krytyk2 15.07.19, 10:39
    i jeszcze-w tym przykładzie z różą ,która nie jest w stanie ci się odszczeknąć,skrytykować,podważyć cię w twoich działaniach,dopiero prawdziwie wychodzi zasada "żyj i pozwól zyc innym".Pozostaiwenie róży nie ściętą wydobywa z twojego aktu,czystą esencje prawdziwego współistnienia,całkowita akceptacje ,tego żeby ona sama/róza/ była piekna będąc zywa a potem starzała się i umierala -az do ostaniego opadłego płatka
  • afq 15.07.19, 11:16
    krytyk2 napisał:

    > i jeszcze-w tym przykładzie z różą ,która nie jest w stanie ci się odszczeknąć,
    > skrytykować,podważyć cię w twoich działaniach,dopiero prawdziwie wychodzi zasad
    > a "żyj i pozwól zyc innym".Pozostaiwenie róży nie ściętą wydobywa z twojego akt
    > u,czystą esencje prawdziwego współistnienia,całkowita akceptacje ,tego żeby ona
    > sama/róza/ była piekna będąc zywa a potem starzała się i umierala -az do ostan
    > iego opadłego płatka

    dac zgodę na przemijanie..
    na mysl mi przyszlo sypanie mandali z piasku
    tyle pracy by jednym ruchem potem wszystko zmieść


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 15.07.19, 11:20
    z ta różą pomyslalem tez o utrwalaniu kwiatów.. dehydratyzacja zdaje się
    rozumiem idee utrwalania piękna
    jednak w tej nietrwałości jest własnie jakaś wartość

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 11:26
    afq napisał:

    > z ta różą pomyslalem tez o utrwalaniu kwiatów.. dehydratyzacja zdaje się

    to jest jednak pomysł z zakresu modusu Mieć.Dehydratyzację porownałbym do powolnego zaciskania komus pętli na szyi,powolnego pozbawiania go powietrza -po to ,żeby nie było widac na jego twarzy dowodu zbrodni w postaci grymasu bólu i pękniecia kręgosłupa w podstawie czaszki...
    Odejscie od instrumentalizacji-oto co powinno byc celem prywatnym dla nas samych
  • afq 15.07.19, 11:29
    krytyk2 napisał:

    > to jest jednak pomysł z zakresu modusu Mieć.Dehydratyzację porownałbym do powo
    > lnego zaciskania komus pętli na szyi,powolnego pozbawiania go powietrza -po to
    > ,żeby nie było widac na jego twarzy dowodu zbrodni w postaci grymasu bólu i pęk
    > niecia kręgosłupa w podstawie czaszki...


    brutalny ale i celny obraz


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 11:43
    > brutalny ale i celny obraz
    w alternatywie Być i Mieć jest podobnie jak w pytaniu szekspirowskim Hamleta-zawsze chodzi o "albo".Upadając czepiamy sie "i' a czasem zadamawiamy w nim na cale lata bezwyborowosci
  • afq 15.07.19, 11:55
    krytyk2 napisał:

    > > brutalny ale i celny obraz
    > w alternatywie Być i Mieć jest podobnie jak w pytaniu szekspirowskim Hamleta-za
    > wsze chodzi o "albo".Upadając czepiamy sie "i' a czasem zadamawiamy w nim na c
    > ale lata bezwyborowosci

    upadając?
    bliżej mi do stwierdzenia ze upadając czesto rezygnujemy z "i"
    na rzecz "albo"



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 12:05
    masz rację !- w sensie całkowitej rezygnacji z Być
  • afq 15.07.19, 12:20
    krytyk2 napisał:

    > masz rację !- w sensie całkowitej rezygnacji z Być

    no coś tak
    i chyba dodałbym że z kolei podnoszenie się związane jest z powrotem do "być"


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 15.07.19, 11:33
    Tak właśnie postępuję z moimi różami w ogrodzie. Nie ścinam w ogóle kwiatów od lat. Chyba ostatni raz ściąłem przed laty gladiole-popularnie zwane mieczykami. Były czerwone, okazale i przepiękne. Gdy ich parę ściąłem, puściły czerwony sok z uciętych łodyg, a ja dostałem gęsiej skórki z powodu tego co zrobiłem.
  • krytyk2 15.07.19, 11:38
    ciesze sie ,że jest ktoś taki jak Ty :)
  • opium777 15.07.19, 11:45
    ha ha ha
  • opium777 15.07.19, 11:51
    odpadam, normalnie odpadam :D ha ha ha
  • afq 15.07.19, 11:55
    herakles-one napisał:

    > Tak właśnie postępuję z moimi różami w ogrodzie. Nie ścinam w ogóle kwiatów od
    > lat. Chyba ostatni raz ściąłem przed laty gladiole-popularnie zwane mieczykami.
    > Były czerwone, okazale i przepiękne. Gdy ich parę ściąłem, puściły czerwony so
    > k z uciętych łodyg, a ja dostałem gęsiej skórki z powodu tego co zrobiłem.

    właściwie to krwawiły? :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 15.07.19, 12:28
    afq napisał:

    > herakles-one napisał:
    >

    > > Były czerwone, okazale i przepiękne. Gdy ich parę ściąłem, puściły czerw
    > ony so
    > > k z uciętych łodyg, a ja dostałem gęsiej skórki z powodu tego co zrobiłem
    > .
    >
    > właściwie to krwawiły? :-)
    >
    >
    Tak to odczułem !
  • herakles-one 15.07.19, 13:06



    krytyk2 napisał:

    Wierzę w wieź psychologiczna opiekuna i rosliny-one czu
    > ją czy i jak sa traktowane.Lubię i uważam za celowe głaskanie roslin po lisciac
    > h,czasem mówienie do nich

    Na mnie też przyroda bardzo dobrze oddziałuje. I też wierzę w więź roślin z właścicielem. Mnie prawie wszystko w ogrodzie bujnie rośnie. Kiedyś zasiałem nasiona i aby wiedzieć co gdzie jest zasiane oznaczyłem torebkami zatkniętymi na suchych patykach. I z tych suchych patyków z ułamanej poprzedniego roku gałęzi czereśni wypuściły się pędy. Ktoś z rodziny mi powiedział, że "jesteś jak Jozue i patyk Ci liście wypuści."
  • ada_ww 15.07.19, 13:20
    herakles-one napisał:

    > Wierzę w wieź psychologiczna opiekuna i rosliny-one czu
    > > ją czy i jak sa traktowane.Lubię i uważam za celowe głaskanie roslin po lisciach,czasem
    > mówienie do nich.
    >
    > Na mnie też przyroda bardzo dobrze oddziałuje. I też wierzę w więź roślin z wła
    > ścicielem. Mnie prawie wszystko w ogrodzie bujnie rośnie. Kiedyś zasiałem nasio
    > na i aby wiedzieć co gdzie jest zasiane oznaczyłem torebkami zatkniętymi na suc
    > hych patykach. I z tych suchych patyków z ułamanej poprzedniego roku gałęzi cz
    > ereśni wypuściły się pędy. Ktoś z rodziny mi powiedział, że "jesteś jak Jozue i
    > patyk Ci liście wypuści."

    To masz szczescie, ale oprocz tych psychologicznych oddzialywan musisz miec dobry teren, gdzie rosliny dobrze rosna. Ja swego czasu nakupilam drogich i naprawde ladnych roslin. Akurat w tamtym roku byla pora deszczowa, pojawila sie plaga takich slimakow bez muszli i zjadly mi wszystko, co ma liscie. Jak juz nie bylo niczego z liscmi, to zezarly polowe igiel z choinki. Ogrod wygladal okropnie, jakby wojna przez niego przeszla, sypalam trutke i nic, kazdego dnia pojawialy sie nowe. Inni takiego problemu nie mieli, gdyz w tym czasie mieli mniej wody w ogrodzie. W koncu ta trutka zaczela dzialac, bo przez lata sukcesywnie ja rozsypywalam, poza tym ma dzialanie odzywcze dla roslin. Jednak gdy sa lata takie zwyczajne, to moj ogrod jest za suchy, sasiad na przeciwko musi upuszczac nadmiar wody do kanalu, a musze rosliny podlewac, zeby mi nie uschly. To, co u sasiadow rosnie prawidlowo, u mnie trzy razy wolniej i nie pomoga zadne moje psychologiczne oddzialywania i moj sentyment do roslin, a szczegolnie kwiatow. Roza rosnie mi pod sama rynna, w miejscu dostatecznie naslonecznionym, wiec ma odpowiednia ilosc swiatla i wody, ale mam ja od lat i ani razu mi nie zakwitla, wypuszcza tylko takie nieladne pedy z kolcami i liscmi, ktore wiecznie musze przycinac. W domu mam z kolei mieszanke genetyczna rozy z mimoza, liscie jak roza, nie ma kolcow i daje bardzo ladne kwiaty. Mam ja w domu ponad rok, ma troche lisci, ale jest tak naprawde lysa, a gdy to wlasciwie rosnie, to taki piekny kwiat. I tak sie zastanawiam, czy czekac jeszcze jakis czas, ja wyrzucic, a podchodzilam do tego kwiata bardzo sentymentalnie.
  • herakles-one 15.07.19, 13:31
    Ada może masz wyczerpaną glebę i należałoby j a wzbogacić składnikami próchniczymi i torfem?
    Są też specjalne produkty ogrodnicze służące do zwiększenia zatrzymywania wody w glebie wokół korzeni rośliny. Gdy ziemia jest wyczerpana to woda przelatuje jak przez piasek. Ja robię kompost i wszystkie obcinane gałęzie i usuwane rośliny, opadłe liście, koszoną trawę kompostuję jak również odpadki kuchenne.
  • ada_ww 15.07.19, 13:43
    herakles-one napisał:

    > Ada może masz wyczerpaną glebę i należałoby j a wzbogacić składnikami próchnicz
    > ymi i torfem?
    > Są też specjalne produkty ogrodnicze służące do zwiększenia zatrzymywania wody
    > w glebie wokół korzeni rośliny. Gdy ziemia jest wyczerpana to woda przelatuj
    > e jak przez piasek. Ja robię kompost i wszystkie obcinane gałęzie i usuwane roś
    > liny, opadłe liście, koszoną trawę kompostuję jak również odpadki kuchenne.

    Tych produktow organicznych juz nigdy wiecej nie kupie, bo to okropnie smierdzi, juz wole, zeby mi wolniej roslo. Ale faktycznie chyba kupie ziemie z torfem, ale to musze zrobic jesienia, kiedy juz wszystko po przycinam. Pamietam tez, jak jednej zimy bylam albo leniwa, albo zapracowana i nie sprzatalam lisci z ogrodka tylko z tarasu. Na wiosne mialam caly ogrod w kwiatach, narcyze, irysy, tulipany, te letnie kwiaty tez mi ladnie rosly. Tylko od mamy nasluchalam sie jak mi nie wstyd taki asocjalny ogrod na zime zostawiac, ze brudno, ze te liscie tak leza i gnija no i ze wstyd. Od tamtej pory sukcesywnie sprzatam liscie odkad tylko zaczna opadac, ale efekt na wiosne i latem jest o wiele gorszy. W tym roku zostawie na zime liscie a sprzatne dopiero wiosna.
  • afq 15.07.19, 13:48
    herakles-one napisał:

    > Są też specjalne produkty ogrodnicze służące do zwiększenia zatrzymywania wody
    > w glebie wokół korzeni rośliny. Gdy ziemia jest wyczerpana to woda przelatuj
    > e jak przez piasek.

    to się hydrożel nazywa
    i ten który widziałem miał postać granulatu
    łatwy do zmieszania z glebą



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 15.07.19, 13:52
    afq napisał:

    > herakles-one napisał:
    >
    > > Są też specjalne produkty ogrodnicze służące do zwiększenia zatrzymywani
    > a wody w glebie wokół korzeni rośliny. Gdy ziemia jest wyczerpana to woda prz
    > elatue jak przez piasek.
    >
    > to się hydrożel nazywa
    > i ten który widziałem miał postać granulatu
    > łatwy do zmieszania z glebą

    To sa drogie preparaty Afq i kupujac je musialabym rezygnowac w potrzeb wlasnych dla potrzeb ogrodka. No chyba, ze przyjda i dla mnie lepsze czasy to kupie.
  • kalllka 15.07.19, 10:14
    O właśnie, w tym: zawodowym nieusatysfakcjonowaniu perfekcjonisty- zmęczeniu materiału, jest, jak myśle, przyczyna twojego semantycznego.., sarkazmu.
    Tzn świetnie się ciebie czyta mnóstwo ludzi bierze z ciebie przykład.. ale na koniec pozostaje gorzki smak- beznadziejnych, tak czy siak, działań.
    Hmm, gdy tak zastanawiam czy mnie twoje podejście dotyka.. to widzę, ze dyscypliny bycia tu i teraz, płodozmianu / czy to nie super słowo?/ koniecznie uczyć sie należy.
    Dziękuje.
  • krytyk2 15.07.19, 11:36
    powiedz kalllko, co może bardziej dowartościować skończoną czasowo egzystencję-jak nie rozparcie gestego continuum Czasu w postaci aczasowej luki chwilowego przebywania w tu i teraz?
    Te słowa ,same będac przerwaniem bezpośredniości oglądu/wieczne zmartwienie Kierkegaarda w jego walce z heglem/i tak nie uchronią nas od ostatecznej klęski czasowego Dasein
  • herakles-one 15.07.19, 11:58
    krytyk2 napisał:

    > Całkiem cos innego.Wziąłem sie za ogrodnictwo.Uczę się uprawy ,agrotechniki ,od
    > mian drzew i krzewów owocowych.Na czym polega rola podkładki,jak zabezpieczyc r
    > osliny przed szkodnikami i chorobami.Jak zintensyfikować efekty finansowe w pos
    > taci prostego /soki/i bardziej skomplikowanego przetwórstwa.
    > Wiekszośc zawodowego życie zajmowałem sie ludxmi ,pomoca psychologiczną,rewalid
    > acją i terapią .
    > Jest to chyba najbardziej narażone na wypalenie zawodowe zajęcie:miesiącami i l
    > atami robisz coś ,co w efekcie ostatecznym i tak w wielu przypadkach konczy się
    > niepowodzeniem.

    To się okazuje, że mamy bardzo podobne zainteresowania. Ja też zajmuję się ogrodem i hoduję różne krzewy i kwiaty. Mój ojciec szczepił drzewa, hodował pszczoły, ale ja tego się nie nauczyłem. W zasadzie to nie mam dużego ogrodu gdzie mógłbym eksperymentować i zlikwidowałem drzewa owocowe z uwagi na zbytnią bliskość ulicy z dużym natężeniem ruchu samochodowego. I też zaniechałem zajmowania się terapią z tego powodu, o którym piszesz., wręcz odchorowałem jeden przypadek . Aby było jeszcze ciekawiej też straciłem kupę kasy, porównywalną chyba z Twoją stratą, tyle ,że to nie było zamierzone ryzyko, a nieuczciwość firmy, z którą zawarłem umowę, a która ogłosiła upadłość oraz słabość naszego wymiaru sprawiedliwości. W inwestycjach finansowych też trochę straciłem, ale to było świadome ryzyko i kwota nie aż tak wielka chociaż też pokaźna.
  • krytyk2 15.07.19, 12:31
    niesamowite historia!
    Ale z drugiej strony,jak sie zastanowić nad tym podobieństwem,to można to wytłumaczyć po trochu pojęciem syndromu cech,ktróre łącza sie w pewne zespoły cech podobnych a wykluczają z innymi.Mam tu na myśli określoną wrażliwość ,system wartości związany właśnie z takim typem wrażliwości,do tego podobienstwo temperamentu,wykształcenie/zwykle humanistyczne/ itd.Ale oczywiscie to nie tłumaczy całkowicie takich szczegółów jakie wymieniłes! :)
  • herakles-one 15.07.19, 12:36
    PS.Chociaż i tutaj w przypadku tej dużej straty też można mówić o podjęciu ryzyka z mojej strony, bo ta umowa nie była zbyt precyzyjnie napisana, a ja odpuściłem w pewnym momencie jej doprecyzowanie.
  • afq 15.07.19, 12:47
    herakles-one napisał:

    > PS.Chociaż i tutaj w przypadku tej dużej straty też można mówić o podjęciu ryzy
    > ka z mojej strony, bo ta umowa nie była zbyt precyzyjnie napisana, a ja odpuśc
    > iłem w pewnym momencie jej doprecyzowanie.

    to ze nie cisnąłeś żeby doprecyzować umowę mozna też inaczej wyjasniać
    na wiele sposobów przecież :-)
    no ale to sam wiesz najlepiej, co było powodem



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 15.07.19, 13:19
    afq napisał:

    > herakles-one napisał:
    >
    > > PS.Chociaż i tutaj w przypadku tej dużej straty też można mówić o podjęci
    > u ryzy
    > > ka z mojej strony, bo ta umowa nie była zbyt precyzyjnie napisana, a ja
    > odpuśc
    > > iłem w pewnym momencie jej doprecyzowanie.
    >
    > to ze nie cisnąłeś żeby doprecyzować umowę mozna też inaczej wyjasniać
    > na wiele sposobów przecież :-)
    > no ale to sam wiesz najlepiej, co było powodem
    Oczywiście, ze można. Na pewno to nie było podyktowane świadomą chęcią podjęcia ryzykownej decyzji po to aby poczuć dreszcz emocji. Z drugiej strony patrząc; jako reprezentant firmy, w której wówczas pracowałem i podpisywałem różne umowy, tej umowy bym nie podpisał. Nie wiem, może chciałem zaufać tym ludziom, może to był przypadek ,że Zarząd tam się zmienił, albo może przeznaczenie? Albo nieświadoma chęć ukarania się za jakieś grzechy przodków, bo chyba ja, aż tak nie nagrzeszyłem? -:) Musiałbym pójść na ustawienia Hellingera , aby się tego dowiedzieć. -:)
  • herakles-one 15.07.19, 13:23
    W każdym razie, pracując w firmie podejmowałem różne , prawie szaleńcze decyzje, obarczone dużym ryzykiem i niosące potężne skutki finansowe. Na szczęście, tutaj nie zaliczyłem wpadki.
  • meela 18.07.19, 07:54
    Krytyk pisze "Jest to chyba najbardziej narażone na wypalenie zawodowe zajęcie, miesiącami i latami robisz coś, co w efekcie ostatecznym i tak w wielu przypadkach kończy się niepowodzeniem".

    No, to rzeczywiście jaki jest sens podejmować terapię, skoro sam terapeuta wypowiada takie zdanie?
  • afq 18.07.19, 09:49
    meela napisała:

    > Krytyk pisze ".... w wielu przypadkach kończy się niepowodzeniem"
    >
    > No, to rzeczywiście jaki jest sens podejmować terapię, skoro sam terapeuta wypo
    > wiada takie zdanie?

    to zalezy jak sie na ta wypowiedz popatrzy meela
    w wielu to nie znaczy ze sensu nie ma
    wiele to moze byc 20%, 60%, 80.. ja nie wiem ile

    ludzie podejmują inne terapie nawet jesli szansa na wyzdrowienie wynosi 5%
    bo po prostu to szansa na przezycie, a ci którzy przezyli swiądczą o tym że sens ten wysiłek ma

    gdybym ja kierował sie statystykami co do skuteczności terapii uzaleznien
    to nie bylbym tym kim dzis jestem,

    nie wiem czy w ogole bym byl

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 18.07.19, 11:06
    Ośrodek, o którym kiedyś tutaj pisałem i w którym odbywałem swoją terapię miał wtedy skuteczność w granicach 90%.
    Na skuteczność terapii ma też wpływ dopasowanie terapii do problemu i osobowości pacjenta. Inna też będzie skuteczność terapii indywidualnej gdzie spotkania są np. 1 raz w tygodniu, a inna stacjonarnej terapii grupowej gdzie są sesje po kilka godzin dziennie, a przebywanie razem i kontakty interpersonalne dostarczają mnóstwo informacji i materiału do terapii, którego uzyskanie nie jest możliwe w takiej terapii indywidualnej.
  • meela 18.07.19, 11:21
    Tak, ja to wszystko rozumiem. Skuteczność zależy od zaangażowania pacjenta. Na poziomie świadomości myślę, że każdy ma gotowość i motywację. A jednak skutki są różne.
    Odnosząc się do swoich doświadczeń mogę napisać, że bardzo ciężko zmienić myślenie. Przeczytałam kilka książek, podjęłam dwa razy próbę z terapią. Moje myślenie wciąż jest takie, jak wcześniej. To, co mnie trzyma, aby nie utonąć w tym, to świadomość, że mogę ponieść konsekwencje i strach przed tymi konsekwencjami.
  • herakles-one 18.07.19, 11:42
    Piszesz Meelu, że na poziomie świadomości każdy ma gotowość i motywację ? To wyobraź sobie, że jesteś terapeutą i skierowano do Ciebie jednego z forumowiczów.,, (o kim piszę, jak sądzę, domyślisz się sama.) I spróbuj spowodować by zmienił swoje myślenie i zachowanie.
    Najbardziej unikają terapii osoby, które najbardziej jej potrzebują.
  • ada_ww 18.07.19, 11:47
    herakles-one napisał:

    > Piszesz Meelu, że na poziomie świadomości każdy ma gotowość i motywację ? To wy
    > obraź sobie, że jesteś terapeutą i skierowano do Ciebie jednego z forumowiczów.
    > ,, (o kim piszę, jak sądzę, domyślisz się sama.) I spróbuj spowodować by zmie
    > nił swoje myślenie i zachowanie.
    > Najbardziej unikają terapii osoby, które najbardziej jej potrzebują.

    W tym przypadku jedynym i skutecznym bylaby lewatywa i pod mur, a nie zadna terapia, ktora i tak nie pomoze.
  • meela 18.07.19, 13:01
    Każdy, kto dobrowolnie zgłasza się na terapię, to taką gotowość ma i motywację. Co jednak się dzieje, że nic z tego nie wychodzi. Czy te reakcje obronne są tak silne, że trudno coś z tym zrobić? Skoro tak trudno zmienić kogoś tok myślenia, to poniekąd orka na ugorze.
    Ja się wcale nie dziwię, że można wypalić się zawodowo. Trzeba mieć do tego dystans. Ja też nie jestem w stanie wszystkich uczniów nauczyć tak, żeby umieli na piątkę. Są tacy, co osiągną minimum i to jest sukces.
  • in.113 18.07.19, 13:35
    meela napisała:

    > Każdy, kto dobrowolnie zgłasza się na terapię, to taką gotowość ma i motywację.
    > Co jednak się dzieje, że nic z tego nie wychodzi. Czy te reakcje obronne są ta
    > k silne, że trudno coś z tym zrobić? Skoro tak trudno zmienić kogoś tok myśleni
    > a, to poniekąd orka na ugorze.
    > Ja się wcale nie dziwię, że można wypalić się zawodowo. Trzeba mieć do tego dys
    > tans. Ja też nie jestem w stanie wszystkich uczniów nauczyć tak, żeby umieli na
    > piątkę. Są tacy, co osiągną minimum i to jest sukces.

    Mysle, ze wystarczy świadomość, ze wykonuje sie potrzebny ludziom zawod. Dużo zależy od pacjenta. Tak jak i w przypadku, kogoś kto przychodzi do dietetyka czy do trenera personalnego. Nie mozna brac na siebie odpowiedzialności, ze cudzą czesc pracy do wykonania. A niejednej osobie przeciętny psycholog pomog sie pozbierać w sytuacji kryzysowej czy powazniejszej.
  • herakles-one 18.07.19, 15:23
    in.113 napisała:
    >
    > Mysle, ze wystarczy świadomość, ze wykonuje sie potrzebny ludziom zawod. Dużo z
    > ależy od pacjenta. Tak jak i w przypadku, kogoś kto przychodzi do dietetyka czy
    > do trenera personalnego. Nie mozna brac na siebie odpowiedzialności, ze cudzą
    > czesc pracy do wykonania. A niejednej osobie przeciętny psycholog pomog sie poz
    > bierać w sytuacji kryzysowej czy powazniejszej.

    Inn , to nie wystarczy. Pracownicy socjalni też wykonują bardzo potrzebny zawód, a ten zawód jest chyba jeszcze bardziej wypalający niż zawód terapeuty. Ja od czasu do czasu miewałem w przeszłości takie ciągotki do tego, aby zostać męskim odpowiednikiem Matki Teresy, ale te ciągotki na szczęście nie były tak silne, aby im ulec. Miałem okazję zostać dyrektorem Ośrodka Pomocy Społecznej w dużym mieście, ale na szczęście się na to nie zdecydowałem. Pracownik socjalny stale się styka z ludzką biedą, nieporadnością chorobami, dramatami, ale i z patologią. I nie jest w stanie wszystkim pomóc.

    Terapeuta nie powinien brać cudzych problemów na swoje barki, ale jednocześnie nie da się prowadzić terapii odcinając się od emocji. Czasami ktoś ma tak trudne doświadczenia za sobą i tak duże deficyty tym spowodowane, że to również dla terapeuty jest bardzo obciążające.
  • opium777 18.07.19, 16:53
    oj tak i dlatego biegły sadowy musi się na kimś wyżyć, nie zrobi tego w realu, bo oprócz tego, że zarobiłby w maskę to i jeszcze konsekwencje zawodowe, karne ?
    dlatego niezmiennie ścierwa i kurwy :D
  • herakles-one 18.07.19, 13:50
    Może nawet mieć motywacje w momencie zgłoszenia, ale może mu brakować wytrwałości. Terapia często może być bolesna i ktoś woli uniknąć nieprzyjemnych emocji,. Boi się przyjrzeć sobie, albo boi się opowiedzieć o sobie terapeucie i zataja pewne rzeczy.
    Tak naprawdę dla terapeuty nie jest tak ważne co pacjent mówi, ale ważniejsze jest to, czego nie mówi. I to trzeba dopiero wydobyć z niego. Są też tacy pacjenci, którzy wiedzą wszystko najlepiej i czują się mądrzejsi od każdego terapeuty.
    Absolutnie nie twierdzę, że cała wina i odpowiedzialność za nieudaną terapię jest po stronie uczestnika terapii.
    Terapeuci też robią przeróżne błędy, a nawet łamią podstawowe zasady, których powinni przestrzegać. Wynika to między innymi np. z tego, że sami nie odbyli porządnej , swojej terapii, ale oczywiście to nie jest jedyna przyczyna.
  • ada_ww 18.07.19, 14:05
    Tak wlasnie jest, motywacja do terapii przede wszystkim i chec. Problem chyba w tym Herakles, ze terapeuci nie wiem po co tak bardzo chcieliby wysylac na terapie tych, ktorzy tego nie chca i ktorzy sobie tego nie zycza. Moze to jest dla nich wyzwanie, bo ci pacjenci, ktorzy tego chca sa dla nich zbyt latwym kaskiem. Ci, co musza to co innego, maja to wyznaczone przez sad i nie ma co sie spodziewac, ze tacy ludzie maja motywacje, chodza na te terapie, bo musza. Tak naprawde to lekarz psychiatra powinien decydowac, kogo kierowac na terapie i w razie jej koniecznosci tez dostosowywac rodzaj terapii pod potrzeby pacjenta. Nie jest to tak, ze ktos sobie powie - ooo, mnie sie nie podoba jej charakter, powinna isc na terapie po to, zeby sie zmieni- . Jak sie komus charakter nie podoba, to nikt nikogo do kontaktu nie zmusza.
  • krytyk2 18.07.19, 09:58
    tu zawsze są dwa zdania-leczącego i leczonego.
    Subiektywna poprawa oceny funkcjonowania na skutek terapii,spełnianie pewnego minimum,pozwalającego lepiej poruszać się w rzeczywistości-to dosyć często spotykany /czasem krótkotrwały/efekt u leczonego.Poza tym terapia ma swoje ograniczone ramy czasowe,jej trwanie liczone jest w tygodnie ,w miesiące.Liczba powrotów/i nawrotów zaburzeń/,z którą miałem do czynienia,pozwala wyciągnąć niezbyt optymistyczne wnioski.
    Wyrażone zdanie jest moje,z pewnością znajdzie się wielu terapeutów,którzy maja odmienne zdanie,zwł tych którzy dalej uprawiają ten zawód.Zawsze jeszcze można ograniczyć się do roli pośrednika pomiędzy pacjentem a psychiatrą i wtedy obniża się odpowiedzialność za końcowy efekt leczenia.
    Na koniec-dwie rzeczy:
    1)terapeuta i jego standardy i morale.To co jednemu wystarcza dla poczucia satysfakcji zawodowej,u drugiego jest zaledwie zaczynem do dalszej pracy z podopiecznym
    2)jakość pracy poszczególnych terapeutów bywa różna.Tym co trzeba mieć to swojego rodzaju charyzma.Jeśli sie nie przy/po/ciągnie pacjenta do siebie/za soba/-efekty będą żadne.Jest tu pewne niebezpieczeństwo:to co stanowi warunek zmian w kimś, niesie zarazem niebezpieczeństwo,ze leczony będzie przejawiał swoją 'poprawę" zachowania ze względu na osobę terapeuty a nie ze względu na siebie samego.
  • afq 18.07.19, 10:08
    krytyk2 napisał:

    > tu zawsze są dwa zdania-leczącego i leczonego.
    > Subiektywna poprawa oceny funkcjonowania na skutek terapii,spełnianie pewnego m
    > inimum,pozwalającego lepiej poruszać się w rzeczywistości-to dosyć często spoty
    > kany /czasem krótkotrwały/efekt u leczonego.Poza tym terapia ma swoje ograniczo
    > ne ramy czasowe,jej trwanie liczone jest w tygodnie ,w miesiące.Liczba powrotów
    > /i nawrotów zaburzeń/,z którą miałem do czynienia,pozwala wyciągnąć niezbyt opt
    > ymistyczne wnioski.
    > Wyrażone zdanie jest moje,z pewnością znajdzie się wielu terapeutów,którzy maja
    > odmienne zdanie,zwł tych którzy dalej uprawiają ten zawód.Zawsze jeszcze można
    > ograniczyć się do roli pośrednika pomiędzy pacjentem a psychiatrą i wtedy obni
    > ża się odpowiedzialność za końcowy efekt leczenia.
    > Na koniec-dwie rzeczy:
    > 1)terapeuta i jego standardy i morale.To co jednemu wystarcza dla poczucia saty
    > sfakcji zawodowej,u drugiego jest zaledwie zaczynem do dalszej pracy z podopie
    > cznym
    > 2)jakość pracy poszczególnych terapeutów bywa różna.Tym co trzeba mieć to swoj
    > ego rodzaju charyzma.Jeśli sie nie przy/po/ciągnie pacjenta do siebie/za soba/-
    > efekty będą żadne.Jest tu pewne niebezpieczeństwo:to co stanowi warunek zmian w
    > kimś, niesie zarazem niebezpieczeństwo,ze leczony będzie przejawiał swoją 'pop
    > rawę" zachowania ze względu na osobę terapeuty a nie ze względu na siebie sameg
    > o.

    to wszystko jest prawdą krytyku

    co dalej nie zmienia mojego zdania

    nie wiem co jak jest liczone
    moja terapia trwa juz 26 miesiecy
    w moim wypadku w taki czy inny sposob raczej sie nie skonczy
    chodzi mi o etap kiedy chocby raz do roku wybiore sie zeby cos skonsultowac
    z resztą.. w wypadku uzaleznienia to proces ktory zwyczajnie nawet przy samodzielnej mojej pracy zakonczy dopiero ostatnie namaszczenie

    co do samych terapeutów.. to oczywista oczywistość ze jest różnie
    jak w kazdym zawodzie
    w moim rowniez sa spece którzy potrafią zepsuc otoczenie na dziesiątki lat dziesiatkom tysiecy ludzi.. to jak masowe krzywienie zyć, co tylko mnie zagrzewa do pracy na poziomie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.07.19, 10:15
    poza tym..

    no właśnie.. tak jak herakles napisał przeciez

    w terapii i tak pewnie 80% zalezy od zaangazowania pacjenta

    ile razy musiałem sie łamac na sesji
    zamykac oczy mowiac sobie "dobra, kurwa, nie jestem tu po to zeby ściemniać" "to nie miejsce na wstyd" itd

    ja wiem ze ja mam żołnierskie podejście do siebie i swoich emocji
    no ale czy jest inna skuteczna metoda? ja jej nie znam
    bez zmuszenia siebie do pracy nawet tam gdzie jest na prawde nie wygodnie terapia bylby tylko bujaniem sie na swoim nieszczęściu
    można to "lubić"



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 18.07.19, 10:45
    W pełni się z Tobą zgadzam Krytyku ! Aby być terapeutą potrzebna jest silna osobowość. Młodzi ludzie często wybierają młodych terapeutów, bo im się wydaje, że łatwiej nawiążą z takim kontakt i że taka osoba ich zrozumie. Tymczasem, taka osoba zazwyczaj nie ma jeszcze zbyt wielu doświadczeń i związanej w tym pewności siebie, a rozumienie nie zależy od wieku.
    Potrzebna jest ukształtowana osobowość, która ma swoją wagę. (psychiczną, nie piszę o otyłości). Z mojego rozeznania, mogę powiedzieć, że jakość psychoterapii w Polsce często pozostawia wiele do życzenia, chociaż zdarzają się też tu i ówdzie fantastyczni terapeuci/ terapeutki.
  • in.113 18.07.19, 11:54
    herakles-one napisał:

    > W pełni się z Tobą zgadzam Krytyku ! Aby być terapeutą potrzebna jest silna os
    > obowość. Młodzi ludzie często wybierają młodych terapeutów,

    Coś w tym jest herakles. Przykład młodej terapeutki, ktora po tygodniu sesji z podopiecznym w szpitalu deklaruje mu miedzy słowami... Znacie tę historie. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, to zakładam ze to miało miejsce, a terapeutka musiała mieć jakiś kryzys życiowy, ze tak błyskawicznie emocje ją poniosły.




    bo im się wydaje, ż
    > e łatwiej nawiążą z takim kontakt i że taka osoba ich zrozumie. Tymczasem, taka
    > osoba zazwyczaj nie ma jeszcze zbyt wielu doświadczeń i związanej w tym pewnoś
    > ci siebie, a rozumienie nie zależy od wieku.
    > Potrzebna jest ukształtowana osobowość, która ma swoją wagę. (psychiczną, nie p
    > iszę o otyłości). Z mojego rozeznania, mogę powiedzieć, że jakość psychoterapii
    > w Polsce często pozostawia wiele do życzenia, chociaż zdarzają się też tu i ów
    > dzie fantastyczni terapeuci/ terapeutki.
  • herakles-one 18.07.19, 10:01
    meela napisała:

    > No, to rzeczywiście jaki jest sens podejmować terapię, skoro sam terapeuta wypo
    > wiada takie zdanie?

    Meelu, bo sukces w terapii zależy głownie od nastawienia pacjenta. Jeśli ma motywację i chce zmienić swoje życie, to przy pomocy terapeuty to zrobi, a jeśli nie chce, to nikt na siłę go nie zmieni. W terapii występuje zjawisko zwane oporem. Trudno jest pacjentowi, nawet temu co chce zmienić swoje życie, przyjąć inne spojrzenie na siebie i swoje zachowanie oraz zmienić swoje myślenie o sobie i świecie.
    Ten opór jest możliwy do pokonania u osób, które chcą dokonać zmian i chcą wyzdrowieć, ale niemożliwy u kogoś, kto tego nie chce
    . Pisałem tutaj nieraz jak trudna jest terapia osób z zburzeniami osobowości. Niektóre zaburzenia os. praktycznie nie poddają się terapii, albo to następuje w niewielkim zakresie.
    A obciążający psychicznie ten zawód jest bardzo i jego wykonywanie nie ogranicza się do czasu sesji z pacjentem, lecz te jego problemy zostają z terapeutą na dłużej.
  • kalllka 18.07.19, 10:09
    W terapii /psychologicznej/ nie ma pacjenta.
    Bo jest dobrowolna. Nie wiem która z dyscyplin poznawczych / metodę/ wybrałeś jako specjalizacje ale żadna nie ustawia relacji/ terapeutycznej / gradyfikujac pozycje.
  • herakles-one 18.07.19, 10:29
    kalllka napisała:


    > W terapii /psychologicznej/ nie ma pacjenta.
    > Bo jest dobrowolna. Nie wiem która z dyscyplin poznawczych / metodę/ wybrałeś j
    > ako specjalizacje ale żadna nie ustawia relacji/ terapeutycznej / gradyfikujac
    > pozycje

    Określenie klient też nie jest adekwatne do tej relacji. Zapomniałaś przy tym, o terapii prowadzonej w szpitalach.
  • herakles-one 18.07.19, 11:17
    herakles-one napisał:

    > kalllka napisała:
    >
    >
    > > W terapii /psychologicznej/ nie ma pacjenta.

    >
    > Określenie klient też nie jest adekwatne do tej relacji. Zapomniałaś przy tym,
    > o terapii prowadzonej w szpitalach i terapii prowadzonych w ramach NFZ. Jeśli lekarz psychiatra wystawia skierowanie na terapię to wystawia je pacjentowi, a nie klientowi.
  • herakles-one 18.07.19, 15:35
    herakles-one napisał:

    > herakles-one napisał:
    >
    > > kalllka napisała:
    > >
    > >
    > > > W terapii /psychologicznej/ nie ma pacjenta.
    >
    > >
    > > Określenie klient też nie jest adekwatne do tej relacji. Zapomniałaś przy
    > tym,
    > > o terapii prowadzonej w szpitalach i terapii prowadzonych w ramach NFZ.
    > Jeśli lekarz psychiatra wystawia skierowanie na terapię to wystawia je pacjento
    > wi, a nie klientowi.
    PS.
    Mam wrażenie, że Twoja chęć wytknięcia mi błędu zaciemnia Ci racjonalne, logiczne myślenie.
    Odkąd to "dobrowolność" jest takim kryterium, od którego zależy; czy kogoś można nazwać pacjentem, a kogo nie?
    Czy pacjenci, którzy przychodzą do lekarza z grypą, albo bólem brzucha , są do tego zobligowani przez prawo, a może przez jakiś urząd? Ja o tym nie słyszałem. Wydaje mi się, że to dobrowolna ich decyzja.
    Może złóż wniosek do naszego Ministra Zdrowia w tej sprawie- niech to ureguluje!
  • kalllka 18.07.19, 17:32
    Myślisz psychologa /terapeutę/ z psychiatra- lekarzem terapeuta.
    Tylko w tym drugim przypadku istnieje relacja pacjent- lekarz.
    Terapia ma na celu pomoc zwerbalizować problem,
    dlatego niezbędnym warunkiem do jej przeprowadzenia jest wzajemna
    - dobrowolność
    - zaufanie.
    Tyle w sprawie.
  • herakles-one 18.07.19, 19:55
    he,he,he, -:)
  • afq 18.07.19, 23:54
    kalllka napisała:

    > Myślisz psychologa /terapeutę/ z psychiatra- lekarzem terapeuta.
    > Tylko w tym drugim przypadku istnieje relacja pacjent- lekarz.
    > Terapia ma na celu pomoc zwerbalizować problem,
    > dlatego niezbędnym warunkiem do jej przeprowadzenia jest wzajemna
    > - dobrowolność
    > - zaufanie.
    > Tyle w sprawie.


    to nazwij wreszcie tego nie-pacjenta kallko
    to kto to jest.. nibypetent? paraprzyjaciel?
    wszystko tylko nie pacjent co?

    śmiało.. oddaje ci głos... nazwij osobe która korzysta z pomocy psychologa-terapeuty
    w odróżnieniu od psychiatry-terapeuty :-D

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.07.19, 13:59
    herakles-one napisał:

    > meela napisała:
    >
    > > No, to rzeczywiście jaki jest sens podejmować terapię, skoro sam terapeut
    > a wypo
    > > wiada takie zdanie?
    >
    > Meelu, bo sukces w terapii zależy głownie od nastawienia pacjenta. Jeśli ma mot
    > ywację i chce zmienić swoje życie, to przy pomocy terapeuty to zrobi, a jeśli n
    > ie chce, to nikt na siłę go nie zmieni

    Moze jeszcze nie wiedzieć, gdzie leży problem i nie zdawać sobie sprawy z autodestrukcyjnych zakodowanych mechanizmów.


    . W terapii występuje zjawisko zwane opo
    > rem. Trudno jest pacjentowi, nawet temu co chce zmienić swoje życie, przyjąć i
    > nne spojrzenie na siebie i swoje zachowanie oraz zmienić swoje myślenie o sobie
    > i świecie.
    > Ten opór jest możliwy do pokonania u osób, które chcą dokonać zmian i chcą wy
    > zdrowieć, ale niemożliwy u kogoś, kto tego nie chce
    > . Pisałem tutaj nieraz jak trudna jest terapia osób z zburzeniami osobowości. N
    > iektóre zaburzenia os. praktycznie nie poddają się terapii, albo to następuje w
    > niewielkim zakresie.
    > A obciążający psychicznie ten zawód jest bardzo i jego wykonywanie nie ogranicz
    > a się do czasu sesji z pacjentem, lecz te jego problemy zostają z terapeutą na
    > dłużej.
  • herakles-one 18.07.19, 14:22
    Masz rację In. Ktoś kto się zgłasza na terapię przeważnie nie wie gdzie leży problem. Są osoby, które nie mają w ogóle świadomości swoich emocji i trzeba ich nauczyć tego, aby je zaczęli sobie uświadamiać i nazywać. Oczywiście mechanizmy obronne, które są nieświadome, również bardzo utrudniają dotarcie do tych emocji.
  • mona.blue 14.07.19, 14:28
    Nie wiem, czy to dobra skłonność. Musi być kierowana przez rozum, rozsądek, bo inaczej może wprowadzić na manowce.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • herakles-one 15.07.19, 13:41
    Mona wszystko ma dobre i złe strony. Jest takie powiedzenie": Kto nie ryzykuje nie pije szampana". Lęk przed popełnieniem błędu skutecznie może kogoś sparaliżować.
  • ada_ww 15.07.19, 13:44
    herakles-one napisał:

    > Mona wszystko ma dobre i złe strony. Jest takie powiedzenie": Kto nie ryzykuje
    > nie pije szampana". Lęk przed popełnieniem błędu skutecznie może kogoś sparaliż
    > ować.

    Wez jeszcze w tym pod uwage grupe ludzi, co szmpana nie lubia.
  • herakles-one 15.07.19, 14:05
    Ada nie ma ustawowego obowiązku lubienia szampana. -:) A odnośnie ślimaków to przed laty też miałem ich plagę i całe wiadra ich zbierałem i ukatrupiałem wrzucając do jakiegoś roztworu, chyba wody z solą, ( nie pamiętam), a później do szamba.
  • ada_ww 15.07.19, 14:11
    herakles-one napisał:

    > Ada nie ma ustawowego obowiązku lubienia szampana. -:) A odnośnie ślimaków to p
    > rzed laty też miałem ich plagę i całe wiadra ich zbierałem i ukatrupiałem wrzuc
    > ając do jakiegoś roztworu, chyba wody z solą, ( nie pamiętam), a później do szamba.

    To chyba byl rok takiej plagi slimakow tych bez muszli w krajach polozonych nad morzem baltyckim. Ja bym nie mogla zbierac tych slimakow do wiadra i w taki sposob je wykanczac, bo bym zwymiotowala. Kupowalam takie granulki z trucizna i je rozsypywalam, od nich te slimaki znikaja jakby od czarodziejskiej rozdzki.
  • herakles-one 15.07.19, 14:25
    ada_ww napisał(a):

    > herakles-one napisał:
    >
    > > Ada nie ma ustawowego obowiązku lubienia szampana. -:) A odnośnie ślimakó
    > w to p
    > > rzed laty też miałem ich plagę i całe wiadra ich zbierałem i ukatrupiałem
    > wrzuc
    > > ając do jakiegoś roztworu, chyba wody z solą, ( nie pamiętam), a później
    > do szamba.
    >
    > To chyba byl rok takiej plagi slimakow tych bez muszli w krajach polozonych nad
    > morzem baltyckim. Ja bym nie mogla zbierac tych slimakow do wiadra i w taki sp
    > osob je wykanczac, bo bym zwymiotowala. Kupowalam takie granulki z trucizna i j
    > e rozsypywalam, od nich te slimaki znikaja jakby od czarodziejskiej rozdzki.

    Ja te granulki nadal kupuję i rozsypuję po deszczu , bo nadal trochę slimaków mam w ogrodzie. Mnie to zbieranie ślimaków też brzydziło, zbierałem łopatką i haczykiem, nie dotykałem tego, ale była taka masa tego, ze wytruć tego nie szło. Tez mnie na wymioty zbierało, ale nie mogłem nikogo do tego nająć.
    Myśłąlem o czymś takim, jeśli chodzi o tę wilotność :sorbenty.hrt.pl/opis/9033481/hydrogel-superabsorbent-bigbag-1000-kg.html

  • in.113 15.07.19, 15:05
    Nie jestem w temacie, ale te stworzenia, o których piszecie to nie ślimaki a pomrowy. Ja je lubię.
  • ada_ww 15.07.19, 15:17
    in.113 napisała:

    > Nie jestem w temacie, ale te stworzenia, o których piszecie to nie ślimaki a po
    > mrowy. Ja je lubię.

    To sa takie slimaki bez muszli, wygladaja za przeproszeniem jak gowno, jak mozna to lubic?
  • afq 15.07.19, 15:11
    herakles-one napisał:

    > Ja te granulki nadal kupuję i rozsypuję po deszczu , bo nadal trochę slimaków m
    > am w ogrodzie. Mnie to zbieranie ślimaków też brzydziło, zbierałem łopatką i h
    > aczykiem, nie dotykałem tego, ale była taka masa tego, ze wytruć tego nie szło.
    > Tez mnie na wymioty zbierało, ale nie mogłem nikogo do tego nająć.
    > Myśłąlem o czymś takim, jeśli chodzi o tę wilotność :sorbenty.hrt.pl/opis/9033481/hydrogel-superabsorbent-bigbag-1000-kg.html
    >

    no dokładnie o to tez mi chodzilo

    Ada
    z dawkowania wynika ze to koszt 25 gr na 1m2



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 15.07.19, 15:15
    afq napisał:


    > >
    >
    > no dokładnie o to tez mi chodzilo
    >
    > Ada
    > z dawkowania wynika ze to koszt 25 gr na 1m2
    >

    Ok, ja to tak naprawde nie znam sie na tych preparatach, a nazwa hygrogel zasugerowala mi cos drogiego. Zawsze kupowalam srodki w pobliskiej kwiaciarni, albo w hipermarkecie:)
  • afq 15.07.19, 15:33
    nie jestem pewien czy hydrogel kupisz w kwiaciarni czy markecie
    ale masz link od heraklesa

    ten hydrogel tez dobry jest do doniczkowych roslin
    zwłaszcza jesli sie nie koniecznie pamieta o podlewaniu


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • ada_ww 15.07.19, 18:37
    afq napisał:

    > nie jestem pewien czy hydrogel kupisz w kwiaciarni czy markecie
    > ale masz link od heraklesa
    >
    > ten hydrogel tez dobry jest do doniczkowych roslin
    > zwłaszcza jesli sie nie koniecznie pamieta o podlewaniu
    >
    >
    Najlepiej byloby, gdyby latem w nocy padalby deszcz, ale tak umiarkowanie, a w dzien ladna, sloneczna pogoda, ale pogody zamawiac sie nie da, wiec faktycznie pozostaja jakies dodatki. W domu nie mam problemu, kwiaty mi rosna bardzo ladnie, ale o podlewaniu nie zapominam. Jedynie ta mieszanka rozy z mimoza, nie wiem jak to sie dokladnie nazywa, ale to jest bardzo ciezkie w pielegnacji i rosnie bardzo powoli, w tym w liscie. Kwitnie raz w roku i daje ladne kwiaty. Raz wystawilam na zewnatrz, bo myslalam, ze ladna pogoda, cieplo i duzo slonca, ale to byl blad, bo liscie zaczely usychac. Zmienilam niedawno ziemie w doniczce na nowa, taka z kwiaciarni, wiec dobrej jakosci i tez nic. A chcialam miec w domu takiego pieknego kwiata, i nic.
  • herakles-one 16.07.19, 07:28
    Ciekawostka w związku z naszą dyskusją dot. ślimaków:zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,148462,24980176,nagie-slimaki-psuja-ci-urlop-i-niszcza-ogrodek-dzieki-polskim.html#s=BoxOpLink
  • herakles-one 16.07.19, 10:10
    Wracając do tematu poruszonego przez Krytyka.:
    Należy pamiętać, że wszystkie możliwości i szanse samorealizacji zawierają element ryzyka.
    Jeśli ktoś chce zmienić swoje życie na lepsze, musi to ryzyko podjąć.
    Musi pozbyć się starych nawyków, poznać nowych ludzi, wypróbować nowe pomysły i podążyć nową, nieznaną drogą.
    To tak jakbyśmy nagle się przenieśli do obcego, nieznanego kraju, gdzie język i zwyczaje są inne i trzeba się na nowo uczyć żyć.
    Całkowite bezpieczeństwo to w dużej mierze przesąd, a unikanie niebezpieczeństwa na dłuższą metę nie jest bezpieczniejsze niż wystawianie się na nie.
    Jak kiedyś powiedziała Helen Keller: " Życie to podejmowanie ryzyka, albo w ogóle nic."
  • afq 16.07.19, 10:29
    oczywiscie, że tak
    w zasadzie każde wyjście z domu na ulice z jakims ryzykiem sie wiąże :-)
    tym bardziej kiedy podejmujemy jakies zyciowe czy zawodowe decyzje
    wszystkiego sie zaplanowac/przewidziec nie da

    problemem moze to byc wtedy kiedy jakos tak.. kompulsywnie wchodzimy w ryzykowne sytuacje
    bez namysłu, a czasem i bez potrzeby

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 16.07.19, 11:56
    pięknie to ująłeś Herakles :)
  • herakles-one 16.07.19, 13:53
    Dzięki !
  • mona.blue 15.07.19, 17:25
    herakles-one napisał:

    > Mona wszystko ma dobre i złe strony. Jest takie powiedzenie": Kto nie ryzykuje
    > nie pije szampana". Lęk przed popełnieniem błędu skutecznie może kogoś sparaliż
    > ować.

    Wiem, ja mam właśnie skłonność do unikania ryzyka, może i przez to coś straciłam. Też cenie jak Ada poczucie bezpieczeństwa. Ale życie już takie jest, że często niejako samo wystawiało mnie na ryzyko, związane szczególnie z praca.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    inspiracjepsychologiczne.blogspot.com
  • afq 14.07.19, 20:48
    krytyku

    wszystko zależy..
    bo czym innym jest odwaga, taka życiowa, a czym innym szarżowanie bez względu na ofiary do poniesienia

    ja całe życie dostarczałem sobie wrażeń, od maleńkości mogę powiedzieć
    wręcz w chory sposób dostarczałem sobie adrenaliny, stresu, napięcia
    teraz bardzo uważnie to ograniczam najbardziej jak się da

    robię to np dlatego że na spokojnie umiem podjąć również te odważne decyzje, ale w jakimś celu
    przemyślane i potrzebne
    a nie tylko po to by czuć że toczę jakąś walkę i że to jakieś moje być albo nie być
    w ogóle takiej walki nie planując z resztą tylko bezmyślnie generując tego typu sytuacje

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 14.07.19, 21:08
    jest we mnie duże spektrum zachowań-od skrajnie zachowawczych ,ba konformistycznych aż po przysłowiowy skok w przepaść.Potrafię zaplanować , z najmniejszymi detalami,dowolne przedsięwzięcie, ale tez podjąć decyzję w ułamku sekundy i wcale tych dwóch róznych zachowań nie odziela bynajmniej wielka odelgłośc na skali ważności .Nie wiem ,ile jest autodestrulcji w aktach ryzykanckich a ile -powrotu do granicznych przeżyc z mojego dzieciństwa.To ,co napisales o ograniczaniu takich sklonnosci u siebie ,tez jest ostatnio moim udziałem,ale na ostrych zakrętach nadal lubię przyspieszać
  • afq 15.07.19, 00:19
    a tak z ciekawosci zapytam..

    czy znajdujesz przyjemnosc w dobrze zaplanowanym i wykonanym na chłodno trudnym zamierzeniu?
    czy w spektakularnym sukcesie odniesionym w chaosie i w improwizacji?
    i gdzie sobie wieszasz poprzeczke kiedy podejmujesz ryzyko? tak na chłodno.. jakbys to ocenił?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 10:11
    afq napisał:

    > a tak z ciekawosci zapytam..
    >
    > czy znajdujesz przyjemnosc w dobrze zaplanowanym i wykonanym na chłodno trudnym
    > zamierzeniu?
    oczywiscie!W zasadzie tylko wtedy mam pełna satysfakcję
    sukces odniesiony w wyniku improwizowanych działan potwierdza moje przypuszczenie,że warto jednak ryzykować,dowodzi dla mnie samego tez istnienie we mnie możliwości ,których bym nie odkrył gdybym na tej drodze nie spróbował.

    i gdzie sobie wieszasz poprzeczke kiedy podejmujesz ryzyko? tak na chłodno.. ja
    > kbys to ocenił?
    >

    tak na chłodno,to poziom ryzyka ,które podejmuję wydaje mi sie w planach niski.Potem dopiero okazuje się ,że ryzyko jest ukryte w konkretnych krokach ,których na etapie planowania,nie dostrzegłem jako ryzykogennych.Widzisz, diabeł tkwi w szczegółach.Co innego czytac o czymś ,co innego -zrobic to.Tak sobie mysle -powracając do problemu podstawowego- że rzekoma nieobecnośc ryzyka w działaniach planowych,nie zaspokaja mojego zapotrzebowania na adrenalinę.Stąd potem ujawnia się nagle potrzeba działan improwizowanych
  • afq 15.07.19, 10:22
    krytyk2 napisał:

    > Tak sobie mysle -powracając do problemu podstawowego- że rzekoma nieobecnośc ryzyka w działaniach
    > planowych,nie zaspokaja mojego zapotrzebowania na adrenalinę.Stąd potem ujawni
    > a się nagle potrzeba działan improwizowanych

    tak właśnie pomyślałem, zapotrzebowanie na adrenalinę..
    to jest dokładnie ten problem który u mnie niedawno wypłynął

    przy czym uświadomiłem sobie że ta sama adrenalina której tak łaknę, sabotuje wiele w moim zyciu

    od prostych fizjologicznych spraw, jak regularne jedzenie, zdrowy sen, czy libido
    po profesjonalne działania, kreatywność, trafność proponowanych rozwiązań, umiejętność negocjowania, oceny sytuacji itd

    potraktowałem adrenalinę jak substancję od której jestem uzależniony
    dostarczałem jej sobie na dziesiątki sposobów, potykając się potem o skutki jej obecności w nadmiarze [no bo umówmy się, zejść z tym do zera się nie da i chyba nawet byłoby to zabójcze]

    wystarczającą ilość adrenaliny dają nieprzewidziane wypadki w planowanych działaniach
    no bo nie ma co ukrywać, wszystkiego zawsze się nie przewidzi


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • herakles-one 15.07.19, 10:26
    afq napisał:

    > krytyk2 napisał:
    >
    > > Tak sobie mysle -powracając do problemu podstawowego- że rzekoma nieobe
    > cnośc ryzyka w działaniach
    > > planowych,nie zaspokaja mojego zapotrzebowania na adrenalinę.Stąd potem
    > ujawni
    > > a się nagle potrzeba działan improwizowanych
    >
    > tak właśnie pomyślałem, zapotrzebowanie na adrenalinę..
    > to jest dokładnie ten problem który u mnie niedawno wypłynął
    >
    > przy czym uświadomiłem sobie że ta sama adrenalina której tak łaknę, sabotuje w
    > iele w moim zyciu
    >
    > od prostych fizjologicznych spraw, jak regularne jedzenie, zdrowy sen, czy libi

    Myślę, że ten problem również mnie dotyczy.
  • afq 15.07.19, 10:51
    herakles-one napisał:


    > Myślę, że ten problem również mnie dotyczy.


    pocieszające jest to że taki problem jest do w sumie prostego obsłużenia
    a pozytywne skutki przyjsc moga szybko
    tak to jest u mnie przynajmniej

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 15.07.19, 00:26
    krytyk2 napisał:

    > jest we mnie duże spektrum zachowań-od skrajnie zachowawczych ,ba konformistycz
    > nych aż po przysłowiowy skok w przepaść.
    a czy takie skoki przynoszą ci straty? i pomimo tego to robisz? choc byc moze wolałbys juz nie robic?

    > na ostrych zakrętach nadal lubię przyspieszać
    lubisz? czy tylko tym sposobem piszesz o swoich zwyczajach?

    udowadniasz cos sobie? czy moze lubisz ten dreszcz?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 10:24
    > a czy takie skoki przynoszą ci straty? i pomimo tego to robisz? choc byc moze w
    > olałbys juz nie robic?
    >
    to nie jest jednoznaczne jako doświadczenie i jako wynik-raz się uda raz nie.Oczywiscie ,jesli dwa razy się nie uda skok w tę samą przepaśc ,trzeci raz nie próbuję ;)

    > > na ostrych zakrętach nadal lubię przyspieszać
    > lubisz? czy tylko tym sposobem piszesz o swoich zwyczajach?
    >
    > udowadniasz cos sobie? czy moze lubisz ten dreszcz?
    >
    lubię to,lubie ten dreszcz i czasem udowadniam sobie ,że jeszcze na to mnie stać
  • afq 15.07.19, 11:04
    krytyk2 napisał:


    > to nie jest jednoznaczne jako doświadczenie i jako wynik-raz się uda raz nie.Oc
    > zywiscie ,jesli dwa razy się nie uda skok w tę samą przepaśc ,trzeci raz nie pr
    > óbuję ;)

    to i tak całkiem dobrze :-)
    nie uznawałem zasady do trzech razy sztuka.

    > lubię to, lubie ten dreszcz i czasem udowadniam sobie ,że jeszcze na to mnie stać

    to mnie we mnie zastanowiło w którymś momencie
    z jednej strony mam swoje cele.. a z drugiej wiele robie by miec dreszcze
    udowadnianie sobie.. no... pisałem juz tu gdzies o wieszaniu sobie poprzeczki.. im wyzej tym lepiej, az do momentu w ktorym ją strącę. a wszystko w sytuacji w ktorej zdaje sobie sprawę ze potrafie wiele

    gdyby to jeszcze dotyczyło skoku o tyczce to ok
    ale to dotyczyło mojego zycia...




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 15.07.19, 00:29
    krytyk2 napisał:

    > To ,co napisales o ograniczaniu takich sklonnosci u siebie ,tez jest ostatnio moim udziałem,

    a jak to robisz?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 10:48
    to rożnie jest z tym unikaniem.Kiedy mam swieże rany po kontakcie z ziemią na dnie przepasci,po prostu kuruję sie az do całkowitego zabliźnienia-więc naturalnym biegiem rzeczy unikam wówczas wszelkiego ryzyka.Sa tez zakazy ,które daje sobie strukturalnie,np przestałem inwestowac na polskiej GPW,bo przekonalem sie ,ze jest to wielka szulernia i relikt Dzikiego Zachodu w samym sercu /podobno/ cywilizowanego kraju
  • afq 15.07.19, 10:55
    krytyk2 napisał:

    > to rożnie jest z tym unikaniem.Kiedy mam swieże rany po kontakcie z ziemią na d
    > nie przepasci,po prostu kuruję sie az do całkowitego zabliźnienia-więc naturaln
    > ym biegiem rzeczy unikam wówczas wszelkiego ryzyka.

    wówczas.. a potem? :-)

    > Sa tez zakazy ,które daje so
    > bie strukturalnie,np przestałem inwestowac na polskiej GPW,bo przekonalem sie ,
    > ze jest to wielka szulernia i relikt Dzikiego Zachodu w samym sercu /podobno/
    > cywilizowanego kraju

    prawdziwą szulernią są opcje binarne


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 11:20
    > prawdziwą szulernią są opcje binarne
    to już mamy co najmniej dwie :))

    > wówczas.. a potem? :-)

    jakieś wnioski jednakowoż wyciągam i nie pcham się -tak jak napisałem wcześniej ;)
    Ale poważnie:z biegiem czasu i doświadczeń wydłużam okres pomiędzy pomysłem a realizacją.Tak jak w tym eksperymencie odwlekania odpowiedzi w czasie,co rusz napływają ci inne rozwiązania a na sam koniec dochodzisz do wniosku,że nie warto w ogóle odpowiadać na impuls
  • afq 15.07.19, 11:32
    krytyk2 napisał:


    > Ale poważnie:z biegiem czasu i doświadczeń wydłużam okres pomiędzy pomysłem a r
    > ealizacją.Tak jak w tym eksperymencie odwlekania odpowiedzi w czasie,co rusz na
    > pływają ci inne rozwiązania

    tak, też to ćwicze

    > a na sam koniec dochodzisz do wniosku,że nie warto
    > w ogóle odpowiadać na impuls

    i to jest najlepsze :-D
    dochodze do tego samego wniosku
    tylko czasem pojawia mi sie w glowie "niemozliwe ze to takie proste" :-)

    wiec fajnie ze to napisałes, bo to osłabia takie wątpliwości


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • krytyk2 15.07.19, 11:48
    bardzo łatwo zgadzamy sie obaj co do zasad,ale wiesz dobrze,że w praktyce już nie jest to takie proste
  • afq 15.07.19, 11:53
    jasne ze nie jest

    którys musiałby być wierną kopią któregoś
    wraz z całym życiorysem

    nie do zrobienia

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • kod_matrixa 15.07.19, 16:18
    krytyk2 napisał:

    > od dzieciństwa nie lubiłem ryzyka,bałem się wystawiać na próby,doświadczać nowo
    > ści.Często rezygnowałem z wielu szans poprawienia swojej sytuacji.Po osiągnięci
    > u dojrzałości sytuacja diametralnie sie zmieniła-zacząłem szukać nowych rozwiąz
    > ań,w ciągu kilku lat potrafiłem zmienić swoją sytuacje radykalnie kilkakrotnie.
    > Oczywiście ,nie działo się to bez kosztów.Zastanawiam sie, jak długo jeszcze bę
    > de sie wystawił na rewolucje w moim zyciu.Mam wrażenie ,ze nie skonczy się to n
    > igdy.



    Klęska nie zawsze musi być klęską tylko dlatego, że tak ją będą postrzegać inni.

    Czasem skazanie się na z góry przesądzoną klęskę, może być największym zwycięstwem... np. nad samym sobą.






    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym
  • kod_matrixa 15.07.19, 16:24
    kod_matrixa napisał:

    > krytyk2 napisał:
    >
    > > od dzieciństwa nie lubiłem ryzyka,bałem się wystawiać na próby,doświadcza
    > ć nowo
    > > ści.Często rezygnowałem z wielu szans poprawienia swojej sytuacji.Po osią
    > gnięci
    > > u dojrzałości sytuacja diametralnie sie zmieniła-zacząłem szukać nowych r
    > ozwiąz
    > > ań,w ciągu kilku lat potrafiłem zmienić swoją sytuacje radykalnie kilkakr
    > otnie.
    > > Oczywiście ,nie działo się to bez kosztów.Zastanawiam sie, jak długo jesz
    > cze bę
    > > de sie wystawił na rewolucje w moim zyciu.Mam wrażenie ,ze nie skonczy si
    > ę to n
    > > igdy.
    >
    >
    >
    > Klęska nie zawsze musi być klęską tylko dlatego, że tak ją będą postrzegać inni
    > .
    >
    > Czasem skazanie się na z góry przesądzoną klęskę, może być największym zwycięst
    > wem... np. nad samym sobą.
    >
    >
    >
    >
    >
    >


    A w takiej sytuacji i samo ryzyko jest czymś problematycznym, bo jego warunkiem jest groźba porażki.

    Jeśli jednak z góry wiemy, że przegramy, to nie może być mowy o ryzyku. Niekiedy wręcz przeciwnie, już na samym początku stajemy się zwycięzcą.







    --
    Myślenie krytyczne czyni wolnym

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka