Dodaj do ulubionych

Lek przed byciem ocenianym

24.08.19, 09:41
Jak pozbyć się lęku przed byciem ocenianym przez innych? Czy w was też jest taki lek?
Już trochę o tym tutaj pisaliśmy, ale może można by napisać coś jeszcze?


--
inspiracjemoje.blogspot.com/
mona775.blogspot.com
Edytor zaawansowany
  • mona.blue 24.08.19, 10:53
    Do mnie przemawia argument Meeli, że niektórzy nie będą nas lubili, mimo tego że nie wiem jak byśmy się starali. I dla mnie jest uczciwe być sobą, a nie starać się przypodobać innym. A to już ich wolność, że może im się spodobać to co widzą we mnie lub nie.
    I też przemawia do mnie argument Afq, że ci którzy się ze mną chcą spotykać, to mnie lubią, inaczej by się nie spotykali.
    I sama mam taka myśl - najważniejsze, aby podobać się Bogu, w nie ludziom. Ludzie często oceniaja nie obiektywnie, a subiektywnie, często tomwynika z ich słabości, również z projekcji - nie akceptuja tego, czego nie lubią u siebie. I odrzucili nawet sama miłość i dobroć - Chrystusa, skazując go na śmierć.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 24.08.19, 12:55
    Nikt chociaż nie napiszę, czy też boi się osadów innych?

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 24.08.19, 22:33
    Mona, nie pozbędziesz się tego, dopóki nie rozplączesz powstałego w tobie łańcuszka odniesień. W skrócie, jeśli dziecku stawia się wymagania, bez brania pod uwagę jego psychiki, w sposób nie budujący osobowości, większy strach podświadomie powstaje z łamania osobowości, straty własnej oceny siebie, rozchwiania spojrzenia na siebie, niż ze spełniania żądań. Nie tyle boisz się oceny, co świadomość bycia ocenianą, które podświadomie kojarzy ci się z rozbijaniem ciebie. Boisz się, że to cię zmusza, ocena - twoje działanie, do zadawania gwałtu twojej osobowości. Sam fakt sytuacji oceniania, wywołuje w tobie lęk przed przed łamaniem ciebie. Nie ważny temat, nie ważne, że z oceną możesz sobie poradzić. Wybija się na pierwsze miejsce strach zetknięcia się z sytuacją, która wkodowała ci się jako krzywdząca i rozbijająca twoją integralność. I trzeba to splątanie reakcji rozplątać.
  • mona.blue 24.08.19, 23:11
    A jak rozplątać? Chyba boje się, że taką jaka jestem trudno mnie zaakceptować. Możliwe, że ma to związek z tym, że w dzieciństwie nie akceptowano mojej prawdziwiej osobowości, tylko wtłaczano mnie w rolę grzecznej dziewczynki. I teraz wydaje mi się, że nie mogę być sobą, tylko stawać na palcach, żeby być zaakceptowana. Ale chyba każdy w mniejszym lub większym stopniu obawia się sytuacji bycia ocenianym.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 24.08.19, 23:31
    Ale jednostkowo. Jedna sytuacja oceniania nie ma nic wspólnego z inną. Są osobnymi zjawiskami. I osoby traktują to konkretne ocenianie, które powstaje. Obawiam się, że ty się do konkretnej sytuacji nawet nie zbliżasz, bo przysłania ją lęk , jesteś oceniana, będziesz musiała coś robić.Samego aspektu sprawy już nie jesteś w stanie analizować, bo masz reakcję mimikry.
  • mona.blue 24.08.19, 23:41
    Nie wiem co to za różnica, że to osobne zjawiska. U mnie też nie jest to lek ciaglu., szczególnie jak kogoś zna, a jeszcze szczególniej jeż ten ktoś jest ciepla i wyrozumiala osoba.
    Nie rozumiem tez, co to znaczy, że samego aspektu sprawy nie jestem w stanie analizować.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 24.08.19, 23:56
    To dość kruche. Ciepło i wyrozumiałość nie wypływające z głębokiego porozumienia czyjejś osobowości jest przyjmowaną pozą, w dobrym sensie pozy. Po prostu ktoś przyjmuje pozę przyjazną, nie agresywną do kontaktu z ludźmi. Nie ma potrzeby kogoś tłamsić, ale spokojnie może myśleć, mam do czynienia z głupcem.
  • mona.blue 25.08.19, 00:01
    Może i czasami jest poza, ale znam osoby, które są takie ciepłe i nie jest to tylko poza.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 25.08.19, 00:21
    No to postawa, nie poza. Ale nikt nie jest ciepły do wszystkiego, nawet jak przyjmuje przyjazną postawę do drugiego. Nie zawsze potrzebny jest psycholog. Jakbyś miała mądrych, życiową modrością przyjaciół, z którymi możesz szczerze rozmawiać, to życiowym doświadczeniem, też się te źle gdzieś na wyjściu połączone kabelki rozplątuje.Kontakt z różnymi osobowościami wiele mi w życiu wyjaśnił, pozwolił pourywać złe połączenia wpojone przez rodzinę, zmienił oprogramowanie. Ale jak życie tego nie daje, no to trzeba fachowca. A zobacz, rzucasz ten temat, a jak się w niego wchodzi, zaczynasz się bronić, - nie w zasadzie nie ma problemu i zaczynasz przewracać co naznaczyłam. Jesteś w tym zapętlona i bez porządnego rozebrania tematu z psychologiem od tego się nie uwolnisz. Albo przyjmij, że tak masz i będziesz to znosić bez zmiany , zawsze.
  • meela 25.08.19, 07:41
    Mona, ja to rozumiem, ponieważ samo słowo "ocena" kojarzy mi się z czymś negatywnym. Nikt nie lubi być oceniany negatywnie. Ponieważ wiąże się to z działaniem (muszę coś z tym zrobić). Plus jeszcze wtłaczanie sobie domysłów, że nikt mnie nie lubi (a jeden człowiek, to nie wszyscy), jestem do niczego itd.
    Trzeba chyba zacząć interpretować w prosty sposób, bez domysłów. Jeżeli ktoś mi powiedział, że nie smakował mu obiad, który zrobiłam. To znaczy, że dzisiaj nie smakował mu obiad, a nie że jestem kiepską kucharką. Taka prosta zmiana myślenia, a jednak trudna. Wiem.
  • yadaxad 25.08.19, 12:43
    Ale mona nie ma problemu z tym, czy będzie oceniona dobrze, czy źle. Sam fakt istnienia oceny wywołuje w niej mechanizm nie związany z wynikiem oceny. Dlatego mówię, że do oceny się nie zbliża, bo oddziela ją od niej mur reakcji "organizmu" związany z funkcjonowaniem jako takim, wchodzi w pewien stan i ten stan trzeba usunąć, by potem już nauczy się jak z ocenami sobie radzić. To drugi problem, z którym trzeba sobie radzić, ale do niego się nie dojdzie, bez usunięcia pierwotnego w konstrukcji psychiki. To jak błąd oprogramowania jak na hasło pojawia się odpowiedź nie związana z problemem hasła.. I najpierw to połączenie trzeba skorygować. Jak życie i kontakt z ludźmi nie naprostowały tej wyskakującej zawirusowanej odpowiedzi, to trzeba z psychologiem rozplątać gdzie powstało podawanie mózgowi złego hasła i potem cały tok myślenia się zmieni. To jak tak, kiedy ma się decydować o kolorystyce, ale jakieś kolory kojarzą się z biciem. To się tej kolorystyki nigdy nie ułoży adekwatnie do oczekiwanego i dobrego wyniku, bo się reaguje poza merytorycznie. Jak to się usunie, to można się nauczyć jak dobrze poukładać kolory by odpowiadały oczekiwaniom i zadawalały.
  • yadaxad 25.08.19, 13:02
    Do tego występuje u mony wyraźnie pewna standardowa reakcja, ale o niej to mógłby z moną pogadać aqf, bo jest na bierząco z terapią, bo na pewno się z tym też zetknął, nie koniecznie u siebie, ale widział z bliska i radzenie sobie z tym, że ktoś zgłasza swój problem, ale kiedy zaczyna się do niego podchodzić, zaczyna udowadniać, że problemu nie ma, zachowuje się całkiem naturalnie dla wszystkich i to jakieś nieistotne, usprawiedliwione drobiazgi, wszystko się toczy prawidłowo.
  • meela 25.08.19, 13:33
    To skąd się bierze taki lęk? Stąd, że ocenianie kojarzy się z czymś negatywnym? Że w przeszłości nie było przeciwwagi (chwalenia)?

    Czy nie jest tak czasami, że ktoś zgłasza problem, ale nie chce usłyszeć prawdy. Chce, żeby ktoś zaprzeczył. A propos tego mechanizmu.
  • afq 25.08.19, 23:38
    meela napisała:

    > To skąd się bierze taki lęk? Stąd, że ocenianie kojarzy się z czymś negatywnym?

    myślę że tu chodzi o niepewność
    niepewność oceny zanim padnie
    ta niepewność wydaje mi się często popycha do czarnowidztwa
    tzn. jesli nie jestem pewny jaka ocena bedzie to ona na pewno bedzie zła

    niepewność to w ogóle taki niefajny stan
    dobrze jest go zamieniać w ciekawość
    oczekujesz na to samo, ale jesteś w czymś innym
    no ale to też nie jest sprawą decyzji

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 26.08.19, 09:18
    Nie chodzi o ocenę, ale o kontakt z ludźmi, którzy mogą oceniać. To problem ogólnie wchodzenia w relację z ludźmi, nawet bardzo powierzchowną. Z ocenami mona by sobie poradziła, ale do radzenia sobie z oceną nie dochodzi, przed tym narasta jej lęk przed ludźmi, bo w ludziach jest reakcja oceniania. A z dzieciństwa ma wkodowane - rodzice jak mnie zauważają to po to by oceniać, oceną zmuszają do zachowania, a to zachowanie , któremu się podporządkowuję mnie rozbija, ale tylko wtedy zadawalam. Ludzie niby zawsze oceniają, a jak występuje ocena, nie ważne czy dobra, czy zła, staje mi się krzywda. To nie lęk przed oceną, to problem relacji, stosunku do spotkania z drugim człowiekiem. Monę nauczono złego mechanizmu i ten , by się pozbyć lęku, trzeba rozplątać po kawałku. I znikną pytania o poczucie wartości,powstanie odnalezienie własnego kręgosłupa, o który można się oprzeć i czuć pewnie, odeprzeć, czy się zastanowić nad krytyczną uwagą, nawet za nią podziękować , a z pochwały autentycznie ucieszyć, bo nie jest za to, że moja własna pozytywna cecha, a nie zrobienie wbrew sobie, by kogoś zadowolić, kiedy powstaje poczucie winy, bo to pochwała za fałsz, nie zasługuję na nią, bo w gruncie rzeczy jestem zupełnie inna, tylko się podporządkowałam wbrew sobie.
  • yadaxad 26.08.19, 09:21
    * bo jest za to, bez -nie-
  • afq 26.08.19, 09:29
    no tak, mniej wiecej o to mi chodzilo
    dopóki kontakt z kims innym bedzie oznaczal obawę ze padnie ocena [niewazne jaka]
    to bedzie słabo

    niepewnosc zawsze bedzie przy tym co ma spłynąć z zewnątrz
    własna wiedza o sobie dodaje pewności i spokoju

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 09:31
    troche to brzmi yadaxad
    jakby mona w kazym widziala swoich rodziców
    to olbrzymie uproszczenie, ale tak rozumiem ten mechanizm?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 09:31
    widziała - w duzym cudzysłowiu powinno byc

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 09:41
    to mi przypomina moja gonitwę za pozytywną ocena ze strony ojca
    i to jak kosmicznie rzutowało to na całe moje zycie, calutkie
    na wszelkie małe i duże ważne decyzje
    jak próbowałem sie przypodobać wielu ludziom w sytuacjach które tego logicznie nie wymagały

    ale przypomina mi to też o moim duzym odkryciu jakiego dokonałem czytając pewna książke
    "leonardo da vinci odkodowany"

    nie będę sie o niej za wiele rozpisywac, ale doprowadzila do tego ze zadałem sobie pytanie
    ile ja mam uznania dla ojca, skoro tyle od niego oczekuję

    no i wyszło mi że nie mam wcale
    to stało sie tak oczywiste ze az nie wiem jak moglem tego nie zauwazyc
    i dosc mocne swiatlo rzucilo na moja z nim relacje

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 26.08.19, 09:58
    Tylko rozplatanie tych kabelków wiązałoby się z podjęciem na nowo terapii. Nie wiem, czy jestem na to gotowa. I nie wiem tak do końca, czy naprawdę w terapii dałoby się to rozplątać. Sądzę, że to jest to, co się nazywa lekowo-ambiwalentny styl przywiązania.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 26.08.19, 10:04
    mona.blue napisała:

    > Tylko rozplatanie tych kabelków wiązałoby się z podjęciem na nowo terapii. Nie
    > wiem, czy jestem na to gotowa. I nie wiem tak do końca, czy naprawdę w terapii
    > dałoby się to rozplątać. Sądzę, że to jest to, co się nazywa lekowo-ambiwalentn
    > y styl przywiązania.

    ok, rozumiem ze terapia to cos do czego trzeba miec gotowosc
    ale kiedy piszesz mona ze nie wiesz czy przyniosłaby rozwiązanie..
    programujesz swoj stosunek do problemu -> nic sie nie da zrobic

    nieważne jaką mądrą ma to cos nazwe, ważny jest twój stosunek



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 26.08.19, 10:26
    A może styl unikający? I czy jest możliwa zmiana takiego stylu?
    Jak sobie teraz pomyśle, jak musiało wyglądać moje dzieciństwo to jest mi samej sobie szkoda. Teraz widzę, że moja matka nie jest w stanie skupić się na innej osobie, ona jest skupiona wyłącznie na sobie. Ważne jest co ona mówi, jakie ona ma problemy. Jak ja próbuję coś powiedzieć o sobie to praktycznie nie mam informacji zwrotnej, podtrzymania rozmowy, jakiegoś zapytania. Podejrzewam, że tak samo musiało być w dzieciństwie. Pamiętam trochę jej obojętność, to, że nie mogłam się zwrócić do niej z zadnym problemem, zwierzyc się. Pamiętam swoją samotność jako dziecko, jak trudno było mi nawiązywać koleżeńskie relacje, jak zagubiona byłam wchodząc w dorosłość.
    I zazdrość w stosunku do koleżanek, które miały ciepłe matki, takie zainteresowane swoim córkami, dające im miłość.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 26.08.19, 10:43
    mona.blue napisała:

    > A może styl unikający? I czy jest możliwa zmiana takiego stylu?

    nie jestem specem, ale uwazam ze nie zmiana stylu
    a zmiana siebie
    i przez to zmiana widzenia i odczuwania
    byc moze masz to samo na mysli, a tylko dla mnie to dwie rożne rzeczy


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 10:46
    unikanie niekomfortowych sytuacji nie jest niczym dziwnym
    za to jest jasną wskazówką -> tu coś nie gra

    sama decyzja "nie będę unikać" bez jakiejś głębszej zmiany
    to może być cięższe niż sama terapia :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 10:47
    chyba ze pisałaś o nie unikaniu terapii :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 26.08.19, 10:57
    Ja nie wiem, czy to to samo, czy właśnie z tych stylów przywiązania wynika lek przed ocena, to pewnie Yadaxad mogłaby się wypowiedzieć. To jest bardziej związane z unikaniem w relacjach, nie sytuacji, ale relacji, lek przed bliskością albo ambiwalencja. To wiąże się z tym, że matka nie była osobą, która adekwatnie reagowała na potrzeby dziecka.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 26.08.19, 11:02
    no dobrze..
    ale jesli chcialabys po prostu przestac unikac relacji
    to nadziejesz sie na swoje reakcje na relacje
    tu chyba trzeba przepracowac podłoze tych reakcji zeby spokojnie przestac unikac relacji
    prawda?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 26.08.19, 11:10
    Tak, ale zastanawiam się czy nie wystarczy mi program duchowo-psychoogiczny, taki jak 12 kroków dla chrześcijan. Z jednej strony wydaje mi się, że terapia byłaby lepsza, bo skoncentrowała by się na moim konkretnym problemie, a zmdrugiej strony bardziej podoba mi się połączenie programu psychologicznego z duchowym.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 26.08.19, 11:12
    Poza tym muszę przede wszystkim pomyśleć o terapii mojej córki, ona ma wieksze problemy w relacjach niż ja. A to wiąże się z kosztami, bo zalecana dla niej terapia nie jest bezpłatna, a jeszcze przydałaby się jej hipoterapia.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 26.08.19, 11:20
    mona.blue napisała:

    > Poza tym muszę przede wszystkim pomyśleć o terapii mojej córki, ona ma wieksze
    > problemy w relacjach niż ja. A to wiąże się z kosztami, bo zalecana dla niej te
    > rapia nie jest bezpłatna, a jeszcze przydałaby się jej hipoterapia.
    >

    okeeeej
    to brzmi rozsądnie
    ale to co ty dajesz córce, jakie to jest i czy płynie to z wnetrza osoby dobrze funkcjonującej
    znaczenie tez ma


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 11:22
    mona.blue napisała:

    > Tak, ale zastanawiam się czy nie wystarczy mi program duchowo-psychoogiczny, ta
    > ki jak 12 kroków dla chrześcijan. Z jednej strony wydaje mi się, że terapia był
    > aby lepsza, bo skoncentrowała by się na moim konkretnym problemie, a zmdrugiej
    > strony bardziej podoba mi się połączenie programu psychologicznego z duchowym.
    >

    moim zdaniem dobre jest jedno i drugie
    ale
    nie wszystko na raz tylko po kolei
    i najpierw podstawy, solidne
    potem rozwój
    taki tryb/kolejność przyjąłem ja
    no ale każdy ma swoją ścieżkę



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 26.08.19, 11:18
    piszesz że "matka nie była osobą która adekwatnie reagowała na potrzeby dziecka"
    z tego pewnie się bierze to podłoże, pewnie tak
    piszesz że matka "nie jest w stanie skupić się na innej osobie, ona jest skupiona wyłącznie na sobie"

    mi tu yadaxad kiedys napisała w kontekscie moich rodziców o "ludziach którzy sa moimi rodzicami"
    zamiast o moich rodzicach, to mocno mi zmieniło optykę

    to pomysl teraz o osobie która mysli tylko o sobie i nie miała najlepszego stosunku do dzieci
    a tylko przy okazji to czlowiek ktory jest twoja matką
    przywiążesz wielkie znaczenie do oceny ze strony tej osoby?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 26.08.19, 11:35
    afq napisał:

    > piszesz że "matka nie była osobą która adekwatnie reagowała na potrzeby dziecka
    > "
    > z tego pewnie się bierze to podłoże, pewnie tak
    > piszesz że matka "nie jest w stanie skupić się na innej osobie, ona jest skupio
    > na wyłącznie na sobie"
    >
    > mi tu yadaxad kiedys napisała w kontekscie moich rodziców o "ludziach którzy sa
    > moimi rodzicami"
    > zamiast o moich rodzicach, to mocno mi zmieniło optykę
    >
    > to pomysl teraz o osobie która mysli tylko o sobie i nie miała najlepszego stos
    > unku do dzieci
    > a tylko przy okazji to czlowiek ktory jest twoja matką
    > przywiążesz wielkie znaczenie do oceny ze strony tej osoby?
    >

    nie rozumiem tej różnicy pomiędzy rodzicami, a ludźmi, którzy są moimi rodzicami


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 26.08.19, 12:44
    mona.blue napisała:


    > nie rozumiem tej różnicy pomiędzy rodzicami, a ludźmi, którzy są moimi rodzicami

    ok, dla mnie to odsunęło rodziców ode mnie
    dało większy emocjonalny dystans
    rodzice to rodzice, a ludzie którzy są kimś tam.. robi przestrzeń, ale to być może tylko dla mnie tak jest





    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 26.08.19, 17:28
    Teraz się zastanawiam, czy są ludzie, którzy lubią być oceniani. Ludzie mają różne osobowości, a jednak pewne odczucia są takie same. Narcyz też nie lubi oceniania.
    Ale myślę, że z tym lękiem przed relacją z oceniającym człowiekiem, to trafione przez Yadaxad. Ja mam podobnie. Chociaż ja to w ogóle nie lubię, gdy ktoś zbyt blisko się zbliża i nie chodzi tylko o ocenę.
  • yadaxad 26.08.19, 17:30
    To nie ja. Ja sformułowałam zdanie, którego treść zrozumiałeś dzięki terapii. Terapia pozwala zobaczyć , to co myślimy, że widzimy, ale widzimy zniekształcony obraz połamanymi lusterkami w naszym wnętrzu. To że jesteś na terapii antya, nie oznacza, że jest ona wybiórczo kręcącą się w tym temacie. Akurat to są terapie jedyne w Polsce wciąż klasie Q. A terapia jak każda dobra terapia jest o życiu, dotyka wszelkich relacji i zachowań. Mona może rozwijać się duchowo, ale wciąż będzie dążyła do widoku, który widzi przez pryzmat krzywych luster w swoim wnętrzu i będzie swoje rzucane tematy powtarzać bez końca. Model wszystkich problemowych zachowań jest podobny. Mona wchodzi w problem,( u niej - kontaktu, relacji), to ją sponiewiera, w roztrzęsieniu pyta się jak go zlikwidować, ale jak ból przysycha, zaczyna mówić, że problemu nie ma, ona się dobrze ustawi i nie ma o czym gadać, jak rozmowa na temat zaczyna wchodzić głębiej. A teraz doszła też do klasycznego zachowania, obiecuje,że sama sobie narzuci abstynencję od ludzi i sobie z nią poradzi.No i nie będzie problemu z relacjami, dopóki się na relację nie natknie.
  • mona.blue 26.08.19, 18:43
    Gdzie ja piszę, że narzucę sobie abstynencję od ludzi? Mam wspólnotę, więc spotkania z ludźmi conajmniej dwa razy w tygodniu. Poza tym znajomych, przyjaciół, rodzinę.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 26.08.19, 19:41
    A jak chcesz unikać niekomfortowych sytuacji? Jeśli stwierdzasz, że jakaś sytuacja jest niekomfortowa, no to jej nie uniknęłaś.
  • mona.blue 26.08.19, 19:57
    Ja nie chcę unikać wszystkich niekomfortowych sytuacji, tylko stosować zasady stopniowej ekspozycji.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 26.08.19, 20:02
    Poza tym ostatnio miałam takie dwie niekomfortowe sytuację, musiałam spędzić trochę czasu wspólnie z mało znanymi ludźmi i było w miarę ok.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 26.08.19, 20:09
    To widzisz, niekomfortowa sytuacja jest spotkaniem z ludźmi. Bo ci, z którymi już się oswoiłaś i wypracowałaś w sobie zachowania ochronne nie są ludźmi, są opanowaną sytuacją. Ale jak nagle coś ci zarzucą, to chyba masz duży kryzys jak się zachować i jak to zrozumieć.
  • afq 25.08.19, 23:45
    yadaxad napisał(a):

    > Do tego występuje u mony wyraźnie pewna standardowa reakcja, ale o niej to mógł
    > by z moną pogadać aqf, bo jest na bierząco z terapią, bo na pewno się z tym też
    > zetknął, nie koniecznie u siebie, ale widział z bliska i radzenie sobie z tym,
    > że ktoś zgłasza swój problem, ale kiedy zaczyna się do niego podchodzić, zaczy
    > na udowadniać, że problemu nie ma, zachowuje się całkiem naturalnie dla wszystk
    > ich i to jakieś nieistotne, usprawiedliwione drobiazgi, wszystko się toczy praw
    > idłowo.

    tak, rzeczywiście to znam
    i z grupowych sesji, ale i z indywidualnych, czyli u siebie
    przy czym ja bym w tym zupełnie prostego mechanizmu w tym nie widział
    nie chce dzielić włosa na czworo
    ale w tym są jak dla mnie co najmniej dwie opcje
    albo sie wycofuje z podjętego problemu bo sumie to wole go nie dotkac, z róznych bardzo powodów i tu mozna wiele by napisac co to za powody
    albo..
    uswiadamiam sobie ze rozdmuchałem problem i tu równiez mozna wiele napisac

    do czego doszedlem ja?
    5 razy pomysle i przyjze sie rzeczy z róznych stron zanim cos ustawie sobie w kategorii "problem"
    a kiedy juz tak sie stanie, to nie uciekam, rozmawiam, wyslucham, bardzo tego pilnuje
    ucieczka nigdy nie prowadzi w dobrym kierunku
    kto sie kiedys czegos przestraszyl noca w lesie, ten wie jak sie konczy ucieczka w takich okolicznosciach :-)
    niezapomniane wrazenie



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 27.08.19, 10:30
    Kiedyś mi to bardzo pomogło:
    zenforest.wordpress.com/2008/05/17/uwolnij-sie-od-opinii-innych-ludzi/
    a to wczoraj znalazłam, też jest o lęku przed odrzuceniem:
    www.youtube.com/watch?v=9cDTnQ047FY&t=623s
  • mona.blue 27.08.19, 10:47
    Dzięki, ten pierwszy link jest pomocny, drugiego jeszcze posłucham.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • milamala 06.09.19, 00:32
    Mysle, ze to moze byc kwestia indywidualnych predyspozycji, wiec nie wiem czy to mozna jakos zmienic. U mnie chyba jest odwrotnie, zawsze niezmiernie mnie zaskakuje, ze jednak czasem ktos mnie ocenia. Poniewaz ja nikogo nie oceniam, malo co dostrzegam w otaczajacym mnie swiecie to nabieram przekonania, ze inni tez tak maja. I zawsze mnie zaskakuje, jak widze, ze jednak tak nie jest.
    Ktos napisal, ze najwazniejsze jest to, ze cokolwiek zrobisz to ludzie i tak beda mieli do ciebie taki stosunek jaki maja, nic z tym nie zrobisz. Swiadomosc tego powinno troche pomoc.
  • yadaxad 06.09.19, 01:45
    Mona jest osobą religijną, Musiała by przejść psychicznie przez etap nienawiści, pogardy, odrzucenia, i w końcu zrozumienia, a strach przed grzechem ją blokuje.
  • mona.blue 06.09.19, 07:00
    yadaxad napisał(a):

    > Mona jest osobą religijną, Musiała by przejść psychicznie przez etap nienawiści
    > , pogardy, odrzucenia, i w końcu zrozumienia, a strach przed grzechem ją bloku
    > je.

    Nienawiści i pogardy kogo/czego?


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 06.09.19, 07:46
    Mi bardzo w tym leku przed ocenianiem pomaga książka 'Odwaga bycia nielubianym' autorstwa dwóch Japończyków, która jest napisana w formie dialogunfilozofa z młodzieńcem. Mentor objaśnia w niej filozoficzne i psychologiczne koncepcje Adlera, w bardzo ciekawy i przystępny sposób.
    Co do bycia lubianym twierdzi, że tylko wtedy będziemy wolni, jezeli odważymy się być nielubianymi, że jest to cena wolności. Nie chodzi o to, aby żyć tak, aby być nielubianym, tylko o to, aby nie obawiać się być takimi. Kiedy zdobędziemy się na taką odwagę to wszystkie relacje międzyludzkie przestaną być dla nas ciężarem.
    Muszę jeszcze raz przeczytać tę książkę ;)

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 06.09.19, 10:15
    mona.blue napisała:

    > Co do bycia lubianym twierdzi, że tylko wtedy będziemy wolni, jezeli odważymy s
    > ię być nielubianymi, że jest to cena wolności. Nie chodzi o to, aby żyć tak, ab
    > y być nielubianym, tylko o to, aby nie obawiać się być takimi. Kiedy zdobędziem
    > y się na taką odwagę to wszystkie relacje międzyludzkie przestaną być dla nas c
    > iężarem.

    to prawda
    tak to odczuwam

    jednak czy książka podaje jak tą odwagę zdobyć?
    uważam że to nie jest kwestia podjęcia takiego postanowienia
    pewnie można, ale to nietrwałe, szybko stare lęki wrócą
    to jest znacznie głębsza kwestia
    taka odwaga wypływa z widzenia siebie samego
    a to też nie jest sprawą swojego postanowienia


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • jeszcze 08.09.19, 00:32
    Chyba zależy kto ocenia, jeśli przyjaciel czy ktoś na kim nam zależy, to chcielibyśmy aby myślał o nas pozytywnie, i nie w samych superlatywach, ale żeby pozytywy przeważały.
    Jeśli jest to ktoś obcy, to tak naprawdę za bardzo mnie nie obchodzi co myśli o mnie jako calosci. Może uważać co chce, przecież mnie nie zna tak naprawdę, co nie znaczy że jeśli ocenia konkretne zachowanie, może mieć rację bo może być bardziej obiektywny niż osoba bliska.

    Myślę że umiejętność przyjmowania na spokojnie negatywnych opinii o nas samych od otoczenia, to kwestia tego czy potrafimy pogodzić się z własnymi niedoskonałościami czy może mamy coś z narcyza, lub jesteśmy niedowartościowani - narcyz też jest niedowartościowany, tyle że ma rozdymane ego.
    W życiu powinno się zdać sprawę z kilku rzeczy; nie jesteśmy doskonali, mamy prawo do popełniania błędów, nie wszystkich my powinniśmy lubić i nie wszyscy nas muszą lubić.
  • yadaxad 09.09.19, 00:11
    Pierwszym, kogo się boimy, jesteśmy my sami. Potem, jak to się przeskoczy, z ocenami innych można sobie radzić.
  • jeszcze 15.09.19, 00:04
    yadaxad napisał(a):

    > Pierwszym, kogo się boimy, jesteśmy my sami. Potem, jak to się przeskoczy, z oc
    > enami innych można sobie radzić.


    Bo nie akceptujemy swoich niedoskonałości.
  • yadaxad 15.09.19, 00:14
    Czy to co widzimy jako swoją niedoskonałość, jest zauważalne dla innych? Wpychamy innym pod nos, coś co dla nich nie ma znaczenia. Nieistotne, dopóki nie zwrócimy im na to uwagi, ale jak to podkreślimy to zaczyna grać rolę.
  • jeszcze 15.09.19, 13:41
    A nawet gdyby było, to każdy ma swoje niedoskonałości. A niekiedy jest tak jak piszesz, że sami siebie zbyt krytycznie oceniamy. Też mam do tego tendencje i mówię o sobie innym o swoich wadach np. na dzień dobry że mam trudny charakter - nie wiem po co....
  • meela 15.09.19, 17:27
    Ja w sumie też otwarcie mówię o swoich wadach i zauważyłam, że ludzie wtedy zaczynają oceniać i krytykować. Przecież sami też mają wady, a ja nie mówię po to, żeby mnie ktoś oceniał, tylko stwierdzam fakt.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka