Dodaj do ulubionych

Niepoznany ojciec, depresja. Czy nawiązać kontakt?

28.08.19, 05:54
Co zrobilibyście na moim miejscu?

Mam 35 lat, nigdy nie poznałem swojego ojca. Zostawił moją mamę w ciąży, była to jej przygodna znajomość w czasach gdzie o aborcji nawet pewnie wiele nie wiedzieli. Według relacji dziadków chciał kontynuować z nią związek ale ona, jako młodsza od niego o 11 lat, wypędzała go mimo ciąży i odpuścił.
Niedługo potem wyjechał na stałe za granicę, alimenty załatwiał przez prawnika i nawet ich później nie płacił (w tamtych czasach komornik nie miał zasięgu zagranicznego).

Mama, jako wówczas dwudziestoparolatka, także nie była dojrzała do swojej roli, w efekcie wychowywała mnie rodzina zastępcza - dziadkowie od strony mamy.

Przez całe dzieciństwo ojciec nie podjął żadnej próby kontaktu (wiedział gdzie mieszkamy, ja o nim nic i możecie się śmiać, ale jako dziecko nie wiedziałem, że w ogóle mogę chcieć mieć ojca, rodziców, jako, że taki model rodziny nie został mi pokazany i małemu dziecku wydawało się normalne że inni koledzy mają rodziców, a ja po prostu mam wychowujących mnie dziadków a przy okazji jestem z tego powodu gorszy, taki mój los. Jako już starszemu dziecku poczucie goryczy i dumy nie pozwoliłoby mi nawiązać z nim kontaktu, poza tym, jako osoba która ukryła się za granicą, nie było to fizycznie osiągalne).

Wychowałem się w bardzo biednej rodzinie. Dziadkowie robili wszystko bym był szczęśliwy, jednak z racji braku normalnych rodziców doświadczyłem wielu typowych dla takich przypadków przykrości w szkole itp., agresji słownej i fizycznej. Drwienia, że np.mój ojciec nie żyje więc ja zmyślam, że mieszka za granicą. Bicia kozła ofiarnego - bo przecież babcia z dziadkiem nie przybiegną bronić, tak jak inni rodzice.
Dziadkowie robili co mogli, kupowali mi to, na co tylko ich było stać, byli jedynie czasami zimni a pretensje mogę mieć chyba tylko o ich starodawne metody wychowania (klęczenie na grochu w kącie - jako kara za przeskrobanie czegoś tam itp.)
Jako dziecko nikt nigdy w życiu nie powiedział do mnie, że mnie kocha. Nigdy nie byłem przytulany - niezależnie jak patologicznie to brzmi, nie było to w moim domu - ludzi z klasy robotniczej - praktykowane. Pierwszy raz przytuliłem się do kogoś, kto mi pokazał, że to normalne, w wieku może 24 lat. Matka żyła w domu obok i była niedojrzałą "matką" tylko z nazwy, jako że wychowaniem w każdym aspekcie zajmowali się babcia z dziadkiem.
Wczesne dzieciństwo - zamknięcie w sobie ("cichy i grzeczny", a sam, po latach powiedziałbym "dziecko autystyczne, w swoim świecie"), brak świadomości, jakie jest "normalne" życie z rodzicami - temat tabu w rodzinie i nawet w szkole (po latach zrozumiałem, że aby nie robić mi przykrości, dzieci w mojej klasie nie obchodziły dnia ojca, nie malowały laurek).

W późnym dzieciństwie (dojrzewanie) doprowadziło to do próby samobójczej (jak na nastolatka - mało realnej-skakanie z okna, o której rodzina nie wie), stale złego samopoczucia - niezadowolenia, agresji, nerwic, stresu.

Dopiero od niedawna leczę się u psychiatry, biorę leki (sertralina) które od miesięcy działają bardzo słabo.
Poszedłem do lekarza po namowie bliskich - niby dużo się w życiu udaje, a ja nie mam radości życia, łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, wpadam w furie, gdzie będąc wściekły trzęsą mi się ręce i nie panuję nad emocjami, w takim stanie potrafiłem kogoś pobić itp.). Mam różne obsesyjne zachowania np. planowanie urlopu to nie myśl o przyjemności z dni wolnych, ale stres planowania, by jak najlepiej ustalić trasę podróży, potem w trakcie takiego urlopu awantura o byle złe prowadzenie samochodu - zamiast relaksu, itd.

Dopiero w dorosłym życiu, niedawno, zrozumiałem, że największy wpływ na moją sytuację ekonomiczną oraz psychiczną wniosła osoba, której nawet nie poznałem. To przez nieodpowiedzialne zachowanie ojca, urodziłem się, wychowywałem w rodzinie zastępczej, doświadczyłem krzywd i braku miłości - mam poczucie, że miałem stracone i spaprane dzieciństwo, a do dziś, nerwice, zachowania podchodzące pod dyssocjalizm, długotrwałą depresję (to ostatnie stwierdzone już u psychiatry).

Tak się zupełnie przypadkiem życie potoczyło, że mieszkam od roku za granicą w dużej metropolii, w której od ponad 30 lat mieszka też mój ojciec.
Wygrzebałem dokumenty rodzinne i znalazłem adres, ustaliłem że mieszka w tym samym domu, który to kupił po wyprowadzce i sprzedaży majątku z Polski.
Od jakiegoś czasu jeżdżę autem i parkuję niedaleko jego domu: siedząc w aucie podglądam dom ojca, widzę obce mi osoby z którymi mieszka. Taka ciekawość może wydawać się niezdrowa, ale każdy ma chęć wiedzieć, jak nasz ojciec wygląda i czy nadal żyje.
Jest osobą jak na polskie warunki zamożną (posiadłość, niezłe auta przed garażem, własna działalność od wielu lat), zapewne ma żonę i młodsze ode mnie dzieci.
Znalazłem go już nawet na Facebooku, wiem więc tyle ile z mediów społecznościowych da się wyczytać itd. Ojciec zmienił swoje dane osobowe, ma podwójne obywatelstwo i pewnie doznałby szoku gdybym przyszedł do jego domu z prośbą o rozmowę (niezależnie czy reakcja byłaby negatywna czy pozytywna).
Mimo to - choć jest to dla mnie osoba obca, ciekawi mnie pod kątem obecnego wyglądu, chciałbym znać jego charakter, móc choćby spytać o choroby dziedziczne (wiecie jak to jest, gdy lekarz pyta o choroby wstępnych, a wy musicie się tłumaczyć "nie znam połowy mojej rodziny"?), zapytać kim byli i skąd pochodzą dziadkowie ze strony ojca. Jedno spotkanie przy kawie pozwoliłoby zaspokoić wiedzę, jakie cechy charakteru czy wyglądu mamy wspólne.

Myśląc o tym wszystkim chce mi się jednocześnie płakać, zdając sobie sprawę, że rola ojca jak dla mnie - dorosłego syna - jest już zamknięta i czytałem rady, że to "musztarda po obiedzie" i nie ma sensu nawiązywać kontaktu z ojcem.
Nie chodzi mi też o kwestie finansowe: mam swoją godność, własne źródła utrzymania, pracę, jego "majątek" ma kto po nim wziąć a żona jako współwłaścicielka domu w tutejszym systemie prawnym "bierze wszystko" po śmierci. Aczkolwiek za niewyobrażalne chamstwo uważam zrobienie dziecka i pozostawienie go na psi los w ubogiej rodzinie i jeszcze, przy tej świadomości, niepłacenie przez lata alimentów!

Wiele wskazuje na to, że ojciec jest szanowaną osobą, ma poukładane życie rodzinne, jego żona i dzieci najpewniej nawet nie wiedzą o tym, że on miał nieślubne dziecko w Polsce w czasach PRL.
Zastanawiam się, jak rozwiązać tę sprawę aby ją ostatecznie zamknąć?
Ciągną mną różne emocje, boję się do niego pójść - zdaję sobie sprawę, że ojciec może zareagować negatywnie, nie chcieć abym w ogóle go nachodził, że powie coś co mnie załamie (a w tej drażliwej dla mnie sprawie o to łatwo). Miewam myśli o chęci zemsty - że zamiast go poznawać, podpalić mu dom albo zapukać, przedstawić się i dać z całej siły w zęby (z całą świadomością karną ale jaką przyjemnością!), choć cierpienia i braku normalnego dzieciństwa nic mi nie wynagrodzi.
Nie jestem osobą patologiczną, mimo kłopotów ekonomicznych, psychicznych, wyszedłem na swoje, jestem samodzielny, skończyłem dwa kierunki studiów, mam mieszkanie na kredycie, jestem w związku, z mamą i jej rodziną utrzymuję powściągliwe poprawne kontakty, sytuacja ekonomiczna i życiowa dziś lepsza niż większość kolegów z podstawówki czy liceum. Wiem jednocześnie, że gdyby ojciec chciał mnie poznać, to z kolei ja mogę nie spełnić jego oczekiwań i wstydzić się opowiadać o mnie - nie mam dzieci, a partner jest tej samej płci, co u ojca może wywołać poczucie odpowiedzialności za kwestię braku normalnego męskiego wzorca w dzieciństwie i tym bardziej chęć odcięcia się od takiego "zapomnianego syna".

Czy powinienem nawiązać kontakt z ojcem? Jak to zrobić - widząc go pod jego domem odczuwam strach przed podejściem do obcej mi osoby w jego domu.
Zrozumiała jest niechęć mającego inaczej ułożone już życie ojca,do nawiązania kontaktu.
Czy w mojej sytuacji chęć zemsty za krzywdy i odrzucenie wydają się zdrowe i słuszne?
Nawet gdyby ojciec chciał nawiązać powierzchowne relacje, co jeśli będę tak naprawdę
Edytor zaawansowany
  • jeszcze 28.08.19, 09:08
    To nie tylko ojciec jest winny twojego dzieciństwa i braku uczuć tylko matka, dziadkowie i rodzina zastępcza.
    Sam napisałeś że matka go wyganiała z domu i z kim nie chciała być....więc zajął sie swoim życiem.
    To nieprawda że w latach 80 tych nie było aborcji. Była i to legalna i poddawało się jej mnóstwo kobiet.
    Twój ojciec ułożył sobie nowe życie, bo też mógł się czuć skrzywdzony, że twoja matka pozbawiła go możliwości byci ojcem wyganiając go z domu. Dlatego uniósł się dumą. A później gdy odwrócił się na pięcie i nie interesował się wami, to nie wiedział że trafiłeś do rodziny zastepczej.
    Tak mógł próbować nawiązać kontakt z tobą, ale może miał dość twojej chorej matki. Uniósł się dumą i zaczął żyć normalnie.
    To nie on zawinił że ciebie nie przytulali, bo gdzie była twoja mama i dziadkowie?
    Możesz się z nim spotkać ale nie wiem za co miałbyś się mścić. Takie uczucia powinieneś żywic przede wszystkim do swojej matki.
    Ja bym się spotkała ale nie niszczyła mu życia prywatnego, bo to nie jego wina, że chciał żyć normalnie. Nie liczyłam też na jakieś uczucia ojcowskie. Takie się rodzą gdy ojciec ma kontakt z synem. A to twoja matka wyrzucając go z domu gdy przychodził, tego kontaktu was pozbawiła.
  • yadaxad 28.08.19, 09:22
    Zachowek dzieci w każdym systemie prawnym się należy, a masz ojca wpisanego w dokumenty. Jakbyś podpalił mu dom, to rzeczywiście nie był byś - godny- zachowku . Żyjąc w jednym miejscu zawsze jakimś przypadkiem się wyda, że jest twoim ojcem, bo przecież nie zmienił danych tak, że ma je fałszywe. A jeśli tak, no to jakbyś miał ochotę na zemstę, to ujawnienie fałszerstwa byłoby wystarczającym kłopotem dla niego. Pojawienie się przed kimś, kto jest wobec ciebie winny nigdy nie wróży nawiązania przyjemnego kontaktu. Jeśli męczy cię taka chęć, warto podejmować taką próbę z poradą, po konsultacji jak to zrobić, by nie było jakiejś apokalipsy psychicznej, bo raczej masz rozchwiane emocje w stosunku do całej sprawy, a dla ojca to też może być grom z jasnego nieba. Jakieś psychologicznie- prawne podejście by się przydało przed działaniem z własnej inicjatywy.
  • milamala 05.09.19, 23:37
    Zachowek nie w kazdym systemie prawnym istnieje. Natomiast trudno mi uwierzyc, ze wszystko dziedziczy zona bez dzieci.
  • in.113 28.08.19, 11:20
    Chcesz koniecznie kogoś obwinić za twój stan psychiczny i celujesz w ojca. A ja rozumiem, że mógł się poddać, skoro matka go wyrzucił z życia. Co nie znaczy, że on cię wyrzucił ze swego serca. Wręcz jestem pewna, że myśli o tobie tak samo jak ty o nim i się zastanawia co porabiasz, kim jesteś. Tym bardziej, ze jak sam piszesz to człowiek na poziomie.

    I nie ma już sensu o twój stan obwiniać matki. Ją wychowali ci zimni dziadkowie, których z kolei wychowała wojna. Tobie potrzeba jest nauczyć siebie lubić i akceptować takim jakim jesteś, z wszelkimi niedoskonałościami. Wręcz to one często na naszą niepowtarzalność i wyjątkowość pracują.

    Spotkanie z ojcem będzie trudne, bo dużo oczekiwań, strachu przed oceną obu stron a i jednoczesna ciekawość. Nie wiesz, co on opowiedzial o swoim poprzednim życiu obecnej rodzinie. Może rodzina wie o twym istnieniu. Na wszelki wypadek spotkanie zorganizuj tak, aby nikt z jego bliskich o spotkaniu nie wiedział. Jak je zaaranżować - nie wiem.

    Twoja orientacja seksualna nie jest w żaden sposób powiązana z twoim wychowaniem. A mądry człowiek, akceptuje dzieci takie jakie są. Tym bardziej, ze zapewne mieszkacie w realiach, gdzie słowo tolerancja nie doprowadza do narodowej wścieklizny.

    U mnie w rodzinie jest sytuacja podobna. Ojciec zostawil narzeczoną w ciąży, bo zakochał sie w innej kobiecie. Po latach syn stanął na progu domu ojca. Sytuacja jest dość pogmatwana, bo syn nie szuka bliskości ojca, a raczej jakiejś rekompensaty materialnej - być moze sam sobie nie uswiadamia czego mu faktycznie potrzeba. Macocha kontakty utrudnia. A i sam ojciec jest nieco zażenowany sytuacja. Aczkolwiek obserwując dyskretnie sytuacje z boku. Ojca do tego syna coś jednak ciągnie. Bo rodzina to instynkt.

    Czy ojciec jest ci nadal potrzeby? Jest. Dopóki żyją nasi bliscy, pełnią konkretne role w naszym życiu, choć wraz z upływem dekad - inne. Poza tym dla mężczyzny poznanie ojca moze być uzupełnieniem jakiegoś elementu układanki, jaką jego wnętrze stanowi.
  • thecopyofme 05.09.19, 05:03
    Nie to, że chcę bez sensu jątrzyć, ale mam wątpliwości.
    Czy można w ogóle wyrzucić z serca kogoś, kogo się nie zna? Ja nie znam jego - dlatego wśród emocji zdarzają się te negatywne. Bo niezależnie jaki jest, czy nawiążemy kontakt - dzieciństwa bez normalnych rodziców nikt mi nie zwróci. On prawdopodobnie nawet nie widział mnie od narodzin. Babcia (rodzina zastępcza) zabierała mnie w wieku 5 lat do sądu w sprawach o alimenty - ojciec wysyłał swoją adwokatkę, która wręcz groziła, że jeśli sąd je podwyższy, zrobią wszystko by trzeba było zwracać. Nie płacąc tych śmiesznych alimentów gdy tylko państwo polskie nie mogło ich ściągnąć z dalszej zagranicy - chciał ukarać rodzinę czy mnie? Obawiam się, że po prostu nie czuł żadnego związku i robił wszystko by pozbyć się problemu.
    Jestem w stanie założyć, że w obecnych czasach - gdy w wieku przechodzenia na emeryturę założył sobie Facebooka - może mnie szukać by czegoś dowiedzieć się. Nie sądzę, by to jakkolwiek działało na jego plus - miał w końcu ponad 30 lat na to, by odwiedzić mnie lub spytać rodziny, gdzie teraz mieszkam i po prostu się poznać.
    Ten wątek pomógł mi już sporo, patrzę spokojniej na sytuację. To, jak mógłby mnie ocenić jest mi obojętne. Nie mam też wobec niego większych oczekiwań (patrząc na opis wydarzeń, raczej nie ma co ich mieć!).
    Raczej zakładam prostą strategię: grzecznie poproszę o nawiązanie kontaktu.
    Chcę dostać informacje, które "po prostu się mi należą" - kim byli i gdzie żyli przodkowie, jakie występowały choroby dziedziczne (nie znając statusu należy zakładać, że takie informacje mogą być cholernie ważne), czy mam przyrodnie rodzeństwo.
    I uzyskam te informacje: prośbą (1), groźbą (2) albo w sądzie (3). Taki mam scenariusz, a prawo anglosaskie dla punktów 2 i 3 jest o niebo lepsze od europejskiego systemu prawnego :-)
    Niezależnie od rozwoju sytuacji, uwolnię się od nierozwiązanego problemu.
    Sama świadomość jak wygląda, jaki ma charakter i jak ocenia nasze relacje uzupełni pusty zeszyt, bez względu na to, co trzeba będzie tam wpisać. +Informacje, na co chorował, w którym wieku wyłysiał, to przykłady konkretów które są coś dla mnie warte.
    Myślenie o tym jest absurdalne - patrząc na to, jak wiele osób żyje z rodziną, ale delikatnie mówiąc, nie są dumni ze swoich ojców albo nie wzbogacali oni za bardzo dzieciństwa synów.
  • yadaxad 05.09.19, 08:46
    Realnie, wobec faktów, wygląda, że chciał ten etap swojego życia wymazać, zapomnieć. Ale sądzę, że głównie jego niechęć dotyczyła rodziny twojej matki i nie myślał o tobie jako o swoim dziecku, ale o elemencie sytuacji, nie dopuszczał, nie pozwalał sobie na osobne emocje z tym związane. Takie ucieczkowe myślenie nie jest niczym niezwykłym. Twoje zamiary są racjonalne, rzeczywiście podstawą jest, "że ci się to po prostu należy". Ale nie uciekaj od własnych emocji. Przyznawaj sam sobie co ci tam wewnątrz chodzi i jak się to może zderzyć z sytuacją, zawsze potem radzi się sobie lepiej z rzeczywistością. Zawsze jest możliwość , że nawiążecie kontakt od zera, z tobą jako konkretnym człowiekiem, a nie z bagażem odrzuconej przeszłości. A zobaczy się, czy ta znajomość jest coś warta.
  • mona.blue 28.08.19, 12:44
    Myślę, że kluczem do tej sytuacji jest przebaczenie. Znam dwie historie podobne do tych, temosoby wybaczyły i były w stanie spotkać się z nieobecnym od lat ojcem.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 28.08.19, 19:19
    Kluczem do tej sytuacji jest rozsądek. Nie robić nic na rympał.
  • in.113 28.08.19, 21:00
    Jeszcze do niedawna udzielający się tu Herakles polecał w sytuacji wychowywania się bez ojca lekturę: "Zdradzony przez ojca"- Wojciecha Eichelbergera. Warto poczytać.

    Zapewne dobrze by było, gdybyś do spotkania przygotował się przy pomocy fachowca, który jednocześnie by cie wspierał. Jeśli masz deficyty emocjonalne (brak przytulania, słów kocham cię w dzieciństwie) to samymi tabletkami tego nie wyleczysz. Ciepły terapeuta z duża empatią jest w stanie pomóc ci je choć częściowo zlikwidować. Może w ramach ubezpieczenia dałoby radę przejść taką terapię tam, gdzie mieszkasz?
  • yadaxad 28.08.19, 21:24
    Problemy z dzieciństwa i dorastania to zupełnie inny problem, pewnie warto by było je przejrzeć, ale z ojcem nie mają nic wspólnego. Nieobecny ojciec, jako pojęcie, służył tylko za wieszak na który wsadzało się wszystkie żale. Teraz to zmaterializowany człowiek, z którym prócz genów nie ma się nic wspólnego. Rzucanie mu pod nogi bagażu, o którym nie ma pojęcia, musi wywołać potrzebę tylko odsunięcia tego od własnego życia jak najdalej. Problemy z kontaktem z ojcem można rozwiązywać dopiero kiedy powstanie kontakt. A aby ten kontakt mógł się zrealizować, trzeba się poradzić jak to zrobić. Spontaniczna "napaść", jestem przekonana sprawę położy. Jeśli na prawdę ma się zamysł zbliżenia, lepiej poradzić się fachowca, jak to przeprowadzić .
  • in.113 28.08.19, 22:00
    Myslę, ze autor musi się liczyć z tym, że trzeba będzie dac ojcu ochłonąć po tym spotkaniu jakiś czas.

    I nie zrazać się nim, bo harmonii na pewno nie doświadczy przy pierwszej rozmowie. Harmonia może między nimi istnieć, wszak to ojciec, ale nie poczuje jej przez warstwy stresu i włączonego na maks aktywności umysłu, co zlikwiduje odczuwanie.

    Rodzina to nie tylko geny. Gdyby to były tylko geny, to autor by ojca nie szukał. I to coś co działa, działa w obie strony. Jedynie rola macochy może tu mieć kluczowe znaczenie.

    Wiem, jak mój wujek obserowal ukradkiem swojego porzuconego syna i jego żonę, gdy ten nie widział. Bo gdyby spostrzegł - zachowałby kamienną twarz. Tuż obok stała jego żona...

    Dobrym pretekstem do rozmowy mógłby być choćby temat: opowiedz mi, kim byli moi dziadkowie, skąd pochodzili. Ja pewnie na początek bym tego ojca wytłumaczyła: rozumiem, ze tak wyszło. Matka nie chciała cię w swym życiu. Lecz dalsze rozdrabnianie tego tematu, to na pewno nie na pierwszym spotkaniu.
  • yadaxad 28.08.19, 22:35
    To jest osobna, indywidualna historia. Nie można bazować, że gdzieś kiedyś coś tak wyglądało, to ma odniesienie. Facet jest naładowany złą energią w stosunku do ojca, a przy tym krąży w wyobrażeniach, również w nierealistycznie pozytywnych na pewno. Taki nieprzygotowany kontakt, nie ma szans na pozytywną konfrontację. Ojciec będzie się odruchowo bronił przed sytuacją, w synu wyeskalują złe emocje. Do tego syn już go "stalkingował", jak był tam kilka razy, to na pewno ktoś zauważył auto. Co jak się poszarpią przy takim " napadowym " spotkaniu? Takie spotkanie to nie jest realizacja marzeń z komedii romantycznej. Jeśli autentycznie chce sprawdzić możliwość wzajemnych relacji, musi to zrobić z pomocą kogoś kto wie jak się postępuje w takiej sytuacji.
  • in.113 28.08.19, 22:58
    To nie chodzi o pozytywną konfrontacje, ale aby po prostu zacząć. Według nie ma szans na pozytywną, bo będzie za dużo emocji nagle kumulujących się. Ojciec sie bedzie bronił nie tyle przed synem co przed sytuacją, która pozbawi go totalnie kontroli. Nawet jak się poszarpią, to kiedyś ochłoną. I wtedy będzie można prostować. Nie musi być idealnie. Można bez scenariusza, na żywioł. Może scenariusza nie trzeba, może los go ciągnie do ojca w idealnym momencie.

    Choć praca ze specjalistą nad deficytami emocjonalnymi jest według mnie wskazana.

    Ale to tylko moje przemyślenia.
  • yadaxad 28.08.19, 23:08
    Jak się poszarpią, to będzie napaść, bo przed tym go obserwował, zakaz zbliżania się, no i samo prawo, które definitywnie zerwie możliwość porozumienia. Dostanie od prawnika ojca rozwiązanie finansowe z zakazem szukania kontaktu.
  • in.113 29.08.19, 06:11
    Może sie skończyć na szarpaniu nerwów po prostu. A tak poza tym to widać, ze nie dajesz wiary w istnienie instynktów ojcowskich.
  • yadaxad 29.08.19, 09:52
    Aby mógł się odezwać czy obudzić instynkt, trzeba mu przygotować wolną przestrzeń. Przy spontanicznej akcji w istniejącej sytuacji, pierwszy odezwie się instynkt bezpieczeństwa, zwłaszcza, że facet ma rodzinę.
  • in.113 28.08.19, 22:21
    surma.3bird.pl/download/dyskryminacja_mezczyzn/kampania-stop-dyskryminacji-mezczyzn-deficyt-ojca.pdf
  • afq 30.08.19, 07:22
    temat ojca przerabiam tez i ja
    u mnie to inna historia ale jest

    pytasz czy nawiązać kontakt...
    a chcesz resztę życia spędzać w aucie pod cudzym domem?
    tak niczego nie rozwiążesz, nie poznasz jego perspektywy
    nie dowiesz sie czy jestes na prawde zapomnianym synem

    odczuwasz strach, zwykle pewnie obcych ludzi sie nie boisz
    to na ile istotna jest ta sprawa dla twoich emocji?

    odwaga i prawda.. to są rzeczy które mnie dziś budują
    nawet jesli są średnio przyjemne
    odważ się
    przestaniesz wyobrazac sobie kim jest, co o tobie mysli itd
    zaczniesz wiedziec
    i pewnie go ostatecznie wykreslisz
    a moze zbudujesz cos czego sie zupełnie nie spodziewasz?


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 30.08.19, 07:25
    nie wiem czy zapukac do drzwi
    czy napisac list
    w koncu adres znasz

    ale przestan siedziec w aucie :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 30.08.19, 07:45
    z tym autem to poważnie
    katujesz sam siebie

    list napisz
    daj człowiekowi prawo wyboru
    czy chce kontaktu
    bedziesz wtedy wiedział jak sie sprawy mają

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 30.08.19, 10:28
    afq napisał:

    > nie wiem czy zapukac do drzwi
    > czy napisac list
    > w koncu adres znasz
    >
    > ale przestan siedziec w aucie :-)
    >
    Myślę, że lepiej napisać list. Niespodziewane spotkanie mogłoby być dla was obu szokiem, lepiej dać ojcu przemyśleć sprawę.



    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 30.08.19, 10:39
    mona.blue napisała:


    > Myślę, że lepiej napisać list. Niespodziewane spotkanie mogłoby być dla was obu
    > szokiem, lepiej dać ojcu przemyśleć sprawę.

    list
    nie sms, mms, wiadomosc messengerem czy e-mail
    list

    ktos tu pisał, że ojciec został wyproszony z zycia tej rodziny
    co przy tym przezył, nikt nie wie
    niech ma prawo do oswojenia sie z niespodziewaną sytuacją
    list jest inny niz wiadomosci online



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • thecopyofme 31.08.19, 01:25
    Dzięki za wszystkie opinie. Czytam je i czytam i na pewno czego potrzeba to chłodnej oceny sytuacji.
    Faktycznie, nie zwracałem nawet uwagi na winę matki. To, jaka jest i do czego doprowadza swoim postępowaniem jest dla mnie chlebem powszednim. Ciężko mi wręcz mieć do niej wieczną pretensję, uznaję ją za osobę znerwicowaną, niespełna zdrową psychicznie, niedojrzałą (niezdolną do samodzielnego życia) i toksyczną - piszę o ocenie sytuacji, choć wiadomo, nie przychodzi łatwo pisać o własnej matce w taki sposób. Pomimo całych jej niedoskonałości (delikatnie powiedziane - jest to zdecydowanie osobowość dyssocjalna, która siedząc głównie w domu potrafi zajmować się życiem sąsiadów) relacje układają nam się całkiem dyplomatycznie - jak na osobę tkwiącą w domu udało mi się zabrać ją w podróż zagraniczną itp. Próbowałem w ten sposób jakoś budować relacje, wzbudzić zainteresowanie do świata (zamiast do sąsiadów), efekty wydają mi się pozorne - matka ma ewidentnie prostą psychikę, żyje stereotypami i, choćby podświadomie, dla niej relacje równają się finansom - jest jej nawet na rękę, że mieszkam za granicą (i tylko odwiedzam i jak coś mogę pomóc) bo pewnie sądzi, że więcej na spadkach ugra itp. Wyobraźcie sobie, że nigdy do niej nie zwracałem się per mamo - w dzieciństwie, mając świadomość, że to biologiczna matka, mówiłem do niej po imieniu, bo tak po prostu przyzwyczajono mnie wśród bliskich. Do babci, która wzięła na siebie wychowanie mnie, mówiłem per babcia lecz właśnie z nią byłem emocjonalnie najbardziej związany.
    Swoją drogą opisując rodzinę od strony mamy coraz bardziej nie dowierzam, w jak patologicznych relacjach tkwi moja rodzina. Ludzie którzy na pozór dla sąsiadów w okolicy są normalni, ich relacje między sobą w domu są tak różne, że normalny model rodziny, pełnej wsparcia, okazywania miłości itp. wydaje się bzdurą widzianą tylko w telewizorze.

    Wasze posty dały mi trochę do myślenia. Wiem, że temat opisałem długo - z pełną świadomością, by było jasne jaki jest status sprawy oraz moje, także emocjonalne, podejście do niej. A sprawy w 3 zdaniach nie da się opisać.
    Odnośnie zachowku - we wszystkich krajach anglosaskich (a z takim przypadkiem mamy do czynienia) nie ma zachowku, spadkodawca może wszystko zapisać obcej osobie i tak to może być zrealizowane (to odpowiedź na poruszony temat, gdyż jak zaznaczałem, nie o finanse i spadek się rozchodzi, mam własną, być może nawet przesadnie rozumianą, dumę i nie żądałbym jakichś środków od osoby która z mojej perspektywy mnie porzuciła oraz, co może ważniejsze, nie jestem w żadnej finansowej kropce aby desperacko oczekiwać wsparcia od rodzica który mnie nie zna).
    Odnośnie kogoś kto psychologicznie i prawnie miałby mnie wesprzeć: psychologicznie chyba nie bardzo mam kogo i nie wiem po co (same wasze wypowiedzi częściowo zmieniły moją optykę na sprawę), prawnie chyba to nie ma sensu - w moim kraju prawnicy mogą sprowadzić się do absurdalnych roszczeń "odszkodowawczych" a nie na targaniu ojca celem "wyrwania jakiejś rekompensaty"w sądach mi dokładnie zależy, choć nie wątpię, że za przeterminowane długi alimentacyjne czy koszty poniesione na psychiatrów, byliby w stanie coś wymyślić. W innych kwestiach prawnych raczej pomocy nie potrzeba - jeśli do ojca napiszę/przyjdę raczej prawnik mi nie potrzebny.

    Twierdzicie, że lepiej byłoby napisać list?
    Jak go zacząć? Per tato, ojcze, szanowny panie? Pytam zupełnie serio.
    W samym liście - idąc tą konwencją - poprosiłbym o spotkanie w neutralnym miejscu, motywując prośbę chęcią zadania paru pytań istotnych dla mnie jako krewnego.
    Na pewno dopisałbym prośbę, że jeśli nie życzy sobie kontaktu z mojej strony, niech to jasno napisze lub zadzwoni i potwierdzi (za parę miesięcy zmieniam adres, a nie wiadomo, ile - w razie wstrząsu - czasu zajmie ojcu przemyślenie swojej reakcji).
    Na takim spotkaniu chciałbym spytać ojca o to czym zajmował się w życiu (jest w wieku przechodzenia na emeryturę), choroby w rodzinie (jego i dziadków - interesuje mnie to najbardziej, z przyczyn medycznych-genetyka), o historię dziadków - kim byli, gdzie żyli, jak zmarli, czy np. mamy jakieś pochodzenie żydowskie. Chciałbym też spytać, jeśli będzie łaskaw mówić, czy mam rodzeństwo przyrodnie, od jak dawna ma żonę itp.
    Czy są jakieś pytania które jeszcze wydają się zasadne albo kwestie których nie powinienem poruszać?
    Czy wszyscy jesteście pewni zdania, że lepiej napisać list niż "najść" kogoś osobiście? Ten drugi przypadek - owszem - rodzi ryzyko szoku, chęci szybkiego odcięcia się od problemu. Wysłanie listu rodzi, raczej małe, ryzyko że np.list przejmie macocha i go wyrzuci, że pozostanie bez odzewu co będzie otwartym pytaniem, czemu żaden odzew nie nastąpił itp.
    Gdyby przyjąć reakcję negatywną, obrony przed intruzem - to odwiedzając ojca nie miałby pola do manewru typu "nawiążę powierzchowną relację, aby tylko żona się o nim nie dowiedziała".
    To fakt - kompletnie nie wiadomo, jakiej reakcji się spodziewać, mój wizerunek ojca i jego reakcji może być mało trafiony.
    Czy jesteście w stanie powiedzieć - w podobnych przypadkach - czy możemy tu mówić o procentowym prawdopodobieństwie reakcji? Czy większość takich ojców odrzuca chęć kontaktu? Sam znam tylko jeden przykład: ojciec pod naciskiem nowej żony chciał poznać 17-letniego syna żyjącego z samotną matką. Widział się parę razy u niego, coś tam mu kupił, zabrał go na wyjazd w góry w trójkę z żoną celem integracji. Zatem jakoś tam poznali się, mimo to, po prostu po kilku spotkaniach i wizytach syna u nich, po prostu przestali się kontaktować i na lata tak już zostało, syn dalej żyje sam z biologiczną matką.
  • yadaxad 31.08.19, 11:09
    O liście myślałam, ale nie chciałam podsuwać, lepiej jak się wpadnie na to samemu. Dobrze, że na pierwszy plan nie wysuwa się , ze względów prawnych, motyw finansowy jako inspirujący do kontaktu. A pomoc prawną, czy psychologiczną, myślałam w sprawie jego formy. By był taki, aby inspirował do nawiązanie kontaktu, a nie przestraszył. By był taki, że do spotkania dojdzie w neutralny sposób. Bez względu jak się potoczy rozmowa, bo zawsze potem, można przemyśleć nawet początkowe spięcie, czy drażliwy kierunek podniesionego tematu. Jest możliwe, że odpowiedzią na list, może być - nie chcę do tego wracać, nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Ale dobrze ustawiony list, raczej wywołuje potrzebę osobistego spojrzenia, zetknięcia się na powstałą sytuacją. A nawet początkowe odrzucenie, nie zmienia faktu, że sprawa zaistnieje, psychicznie drąży i w końcu zmusi do konfrontacji. Ale to najbardziej negatywny scenariusz.. Raczej bym to widziała, że z takiej dobrze sformułowanej propozycji spotkania, wyniknie spotkanie gdzieś w neutralnym miejscu na kawie. Bo przecież z mety, nie zaprosi kogoś do domu, jak nie wie z kim ma do czynienia.
  • feniks_4 31.08.19, 13:55
    thecopyofme napisał(a):

    > Czy jesteście w stanie powiedzieć - w podobnych przypadkach - czy możemy tu mów
    > ić o procentowym prawdopodobieństwie reakcji? Czy większość takich ojców odrzuc
    > a chęć kontaktu? Sam znam tylko jeden przykład: ojciec pod naciskiem nowej żony
    > chciał poznać 17-letniego syna żyjącego z samotną matką. Widział się parę razy
    > u niego, coś tam mu kupił, zabrał go na wyjazd w góry w trójkę z żoną celem in
    > tegracji. Zatem jakoś tam poznali się, mimo to, po prostu po kilku spotkaniach
    > i wizytach syna u nich, po prostu przestali się kontaktować i na lata tak już z
    > ostało, syn dalej żyje sam z biologiczną matką.

    Thecopyofme, ponieważ w ostatnim poście pytasz konkretnie o podobne przypadki, opiszę ci doświadczenie mojej koleżanki. Przez pierwsze lata życia została wychowana przez wspaniałych, kochających dziadków, potem zjawiła się jej matka (bardzo zaburzona psychicznie), rozwiodła się z ojcem mojej koleżanki, kiedy była w ciąży. Koleżanka, postanowiła pojechać do ojca bez uprzedzenia. Przyjął ją pozytywnie, porozmawiali. Okazało się, że w międzyczasie ożenił się powtórnie, ale niestety owdowiał.

    Dalszy ciąg “znajomości z odzyskanym ojcem” był nieciekawy i miał już tylko charakter telefoniczny i listowny.
    Jej ojciec nienawidził swoich byłych teściów i uważał, że to oni podburzyli swoją córkę do rozwodu. Matkę mojej koleżanki też nienawidził. Był pełen resentymentów.
    W tym wszystkim nie było niestety w ogóle miejsca na córkę i w końcu ona zdecydowała się zerwać tą frustrującą relację. W sumie było to dla niej gorzkie rozczarowanie.
    W twoim przypadku może być zupełnie inaczej i na pewno będzie inaczej..
    Życzę Ci powodzenia.




  • afq 01.09.19, 11:25
    gdybym ja miał siadać do takiego listu...

    to zwróciłbym się w pierwszych słowach
    np per Panie Stanisławie [jesli to Stanisław]

    Per Panie Nazwisko - to bardzo oficjalnie
    Per Tato - zatrzęsie ziemią na dzień dobry

    a co do szans na coś dobrego.. nie wyliczaj, tu nie ma algorytmu
    ale jestem zdania że mało który ojciec ma totalnie w nosie syna
    co najwyżej silne może być poczucie winy i towarzyszący mu być może wstyd?

    co do adresu, zawsze mozesz podac swój telefon
    piszac dlaczego, ze zmiana adresu itd

    z resztą jesli masz obawy i potrzebe pewnosci ze dotarła informacja do rąk ojca
    to sam mozesz zadzwonic
    jest tylko uwazam ryzyko ze jego reakcja nie bedzie perfekcyjnie taka jaką bys chciał i odbierzesz ją gorzej niz trzeba

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 01.09.19, 12:13
    Jak się ma wątpliwości, czy w domu list nie zaginie, można go zaadresować do pracy. Warto też pooddzielać zadania. Pierwsze jest nawiązanie kontaktu i przy tym warto odłożyć na bok emocje związane z oczekiwaniami i wyobrażeniami, co się po kontakcie oczekuje. Na zastanawianie się nad tym i dalsze pytania będzie czas, jak kontakt realnie zaistnieje i wobec realnie istniejącej sytuacji.. Myślę, że osoba trzecia będzie miała trzeźwe spojrzenie jak ten list się odbiera, tak by wywołał jak najmniej reakcji obronnych i skłaniał do spotkania. W końcu jak coś się chce naprawdę przeprowadzić to zawsze sięga się po profesjonalne wiadomości. Jedna wizyta u choćby adwokata, którzy mają wiedzę jak wyglądają takie sprawy, nie jest taka nieosiągalna. A jak sprawa ruszy w pierwszym punkcie, można rozwiązywać powstające emocje.
  • afq 01.09.19, 12:23
    yadaxad napisał(a):

    > Warto też pooddzielać zadania. Pierwsze jest nawiązanie kontaktu i przy ty
    > m warto odłożyć na bok emocje związane z oczekiwaniami i wyobrażeniami, co się
    > po kontakcie oczekuje.

    byłoby perfekt :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 01.09.19, 15:13
    A że w głowie nie ma guziczków do wyłączania, lepiej by w formowaniu tego listu pomógł ktoś niezaangażowany, a umiejący nawiązywać kontakt.
  • afq 01.09.19, 15:41
    yadaxad napisał(a):

    > A że w głowie nie ma guziczków do wyłączania, lepiej by w formowaniu tego listu
    > pomógł ktoś niezaangażowany, a umiejący nawiązywać kontakt.

    niby tak
    tylko czy to szczery list bedzie? taki... zredagowany z pomocą "redaktora"

    ale z tego samego powodu mysle ze z wysyłką nie ma co sie spieszyc
    czas tez bywa pomocny w redagowaniu mysli


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 01.09.19, 16:00
    Na szczerość przyjdzie czas. Teraz jest problemem nawiązanie kontaktu i ten etap trzeba rozwiązać pozytywnie. . A potem zastanawiać się co z niego wynika.
  • yadaxad 01.09.19, 16:03
    Nie ma co się zastanawiać czy w pokoju będziemy czuć się dobrze i czy nam się podoba, jak nie mamy klucza do drzwi. Trzeba wezwać ślusarza, albo tego kto ma klucz.
  • afq 01.09.19, 16:04
    yadaxad napisał(a):

    > Nie ma co się zastanawiać czy w pokoju będziemy czuć się dobrze i czy nam się p
    > odoba, jak nie mamy klucza do drzwi. Trzeba wezwać ślusarza, albo tego kto ma k
    > lucz.

    dlaczego nie spróbować złapać za klamke, tak zwyczajnie :-)
    może otwarte? :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 01.09.19, 16:10
    Od tylu lat, ten pokój stoi otwarty? I nikt do niego nie zapraszał?
  • yadaxad 01.09.19, 16:13
    Być może ten pokój istnieje i czeka, ale na pewno nie czeka na włamanie. Potrzebuje klucza zaproszenia.
  • afq 01.09.19, 16:17
    yadaxad napisał(a):

    > Być może ten pokój istnieje i czeka, ale na pewno nie czeka na włamanie. Potrze
    > buje klucza zaproszenia.

    pukania :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 01.09.19, 16:24
    ok,

    mam w pamięci wciąż rzecz
    która być może, jeśli nie na pewno, skłania mnie do myślenia
    że w tej historii ojciec, pukania do drzwi może się nie spodziewa
    może byłby zaskoczony
    a może liczy się z tym że chłopak zapuka i tylko sobie pomysli "więc jednak, jest tu"
    sam nie szukał, bo nie chciał wywracać komuś czegoś
    bo uwazal ze nie było dla niego miejsca w czyims zyciu i byc moze dalej nie ma
    mógł tak za każdym razem mysleć kiedy się zastanawiał

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 01.09.19, 22:11
    To wszystko można sprawdzić dopiero po nawiązaniu kontaktu. A chodzi o to by propozycja kontaktu była podana w formie przyciągającej. Spontaniczne akcja niesie duże ryzyko konfliktu już z samego zetknięcia. Owszem, można marzyć o - synu, tak długo na ciebie czekałem- na pierwszy rzut oka, ale jaki jest procent możliwości takiej reakcji do negatywnej, wobec zaburzenia istniejącego spokoju poukładanego życia ojca? Dlatego myślę, że dobrze byłoby się w nie wsunąć sposobem, w formie, ograniczającym negatywną reakcję. Tak, by z jak najmniejszym szokiem przyjął ten fakt, że syn się pojawił. A potem można sprawdzać ile warte jest to spotkanie.
  • afq 02.09.19, 07:13
    no wiem yadaxad o co ci chodzi
    i zapewne masz racje z tą ostroznością

    ja zazwyczaj mam proste "ułańskie" podejście
    co często jest ok
    no ale nie zawsze :-) to fakt

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 02.09.19, 08:55
    Ja myślę o tym strategicznie, ty taktycznie. Koncentrujesz się na samym fakcie ujawnienia się, ja zastanawiam się jak najłatwiej ten etap zaliczyć, by się zorientować na czysto co to obnosi.
  • afq 02.09.19, 10:01
    yadaxad napisał(a):

    > Ja myślę o tym strategicznie, ty taktycznie. Koncentrujesz się na samym fakcie
    > ujawnienia się, ja zastanawiam się jak najłatwiej ten etap zaliczyć, by się zo
    > rientować na czysto co to obnosi.

    na szczęście to nie przede mną kroki do podjęcia w tej sprawie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 01.09.19, 16:17
    yadaxad napisał(a):

    > Od tylu lat, ten pokój stoi otwarty? I nikt do niego nie zapraszał?

    miałem okres ze wstydziłem się tego jak mieszkam
    więc spędzałem czas z synem wszędzie tylko nie u mnie

    potem się przekonałem że to głupie było

    rozmowa o pokoju mi to przypomniała
    ale
    ja widze potencjalna analogię


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 01.09.19, 16:03
    yadaxad napisał(a):

    > Na szczerość przyjdzie czas. Teraz jest problemem nawiązanie kontaktu i ten eta
    > p trzeba rozwiązać pozytywnie. . A potem zastanawiać się co z niego wynika.

    może i racja



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 01.09.19, 15:56
    opium zwyrolu, ciskaj sie bardziej
    nie zakrzyczysz degenerata w sobie
    wszyscy to widzą i wiedzą, ty też

    Anka miała racje


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • milamala 05.09.19, 23:47
    Rozmawiales na ten temat z terapueta? Z partnerem? Masz w nich wsparcie?
    Miales cholernie trudne dziecinstwo, na szczescie jestes strongman i dales rade. Dobrze tez, ze wiesz, ze trzeba uporzadkowac ta sfere zycia, ktora zosstala tak bolesnie zraniona.

    Jak ja bym sie na Twoim miejscu zachowala. Tez bym sie bala i nie wiem czy bym sie odwazyla.

    Ale odwazylabym sie napisac list. Adres znasz, wrzuc mu do skrzynki. Opisz to co chcialbys mu powiedziec. Zobaczysz na spokojnie jak zareaguje, czy zareaguje. Bedziesz dosc daleko i bezpiecznie zeby nie musiec przyjmowac na klate zachowam nieakceptowalnych dla ciebie.

    Nie wiem jak dziala meski mozg, ale ja bym sie cale zycie zastanawiala gdzie jest i co porabia moje dziecko. Ale ludzie sa rozni. Mezczyzni ponoc najpierw musza zbudowac wiez. A tej nie bylo dane wam zbudowac. Wiec w tym sensie zrozumiale jest, ze o te kontakty nie zabiegal.
    Choc moze tez myslec jak moj pokrecony wujek, ze to dziecko dorosle ma obowiazek nawiazac z nim kontakt a nie odwrotnie. I tak czekal, az w koncu zmarl.

    Nie mam zdania co do zemsty, bo ja z natury nie jestem msciwa, wiec uczucie jest mi obce a co za tym idzie nie wiem czy moze byc sluszne.

    Ja bym sprobowala nawiazac kontakt. W koncu nie bez powodu mieszkacie w tym samym miescie, a ty mozes parkowac obok niego.
    Zrob to i napisz jak sprawe rozwiazales.
  • milamala 05.09.19, 23:58
    O sorry, urwalam sie z choinki, wlasnie doczytalam, ze propozycja listu juz padla.
  • milamala 06.09.19, 00:11
    Gdybym byla na Twoim miejscu doreczylabym list osobiscie, wreczajac staralabym sie mu spojrzec w oczy. Mialabym pewnosc, ze "nie zginie". Ojciec mialby okazje cie zobaczyc, a reszte doczytac w liscie. List nie bylby juz od anonimowej obcej osoby, tylko tej, ktora nawiazala z nim kontakt wzrokowy. Trudniej taki list zignorowac w razie czego.
    Natomiast co do tresci listu, to napisalabym go "od serca". Nie zastanawialabym sie zbyt mocno, nie rozwazala kazdego zdania czy wypada, czy nie wypada, jak zareaguje. Napisalabym to co chcialabym mu napisac. I tak przeciez nie ma nic do stracenia. Jak nie bedzie chcial kontaktow to nawet najlepiej zredagowany list przez speca od kontaktow nie pomoze.
    Skupilabym sie na tym aby ten list byl napisany tak jak ja bym chciala go napisac, powiedziec z nim to co ja chcialabym powiedziec, a nie to co ewentualny ojciec moze zechcialby uslyszec. Na jego reakcje nie mamy wplywu, ale tym listem mozna zadba o siebie, o wlasne potrzeby. Postawilabym na szczerosc, dla wlasnego samopoczucia. Niezaleznie od efektu koncowego (zdajesz sobie sprawe, ze roznie sie moze potoczyc) warto zeby ten list mial dla ciebie rowniez jakas wartosc terapeutyczna.
    Tak czy owak niesamowite jest ze zycie wam sie tak ulozylo, ze ta jego czesc ktora wymaga naprawy, pojawila sie tuz obok ciebie i "prosi" o zalatwienie. Dzialaj.
  • yadaxad 06.09.19, 00:38
    Frustracje są tylko nasze. Z nikim już się nie pobawimy grzechotką, której w odpowiednim momencie nie było. Aby iść do przodu, trzeba zamykać etapy. Przyjąć, że było jak było, co się zamknęło, już nie otworzy, można zrobić tylko coś nowego, co, może , nałoży się na doświadczenie przeżyte na tyle silnie, że to przekryje. Nie można konserwować w sobie pewnych etapów. Muszą się stać przeszłością, teraźniejszość ma je dominować. Dorosły człowiek powinien być wolny od rodziców, mieć siebie i swoje życie,nie być dzieckiem z rodzicami. Na rodziców patrzeć jak na ludzi, jak samodzielny człowiek.. Na każdym etapie rozwoju inaczej się widzi rodziców. To że się coś ominęło, nie zmienia możliwości patrzenia tu i teraz.
  • milamala 06.09.19, 00:59

    Masz racje.
    Z ranami z dziecinstwa niestety jest tak, ze lubia sie konserwowac, bo byly przezyte przez niedojrzala osobowosc, ktora nie potrafila sobie z tym poradzic i tak zostalo. Jakas wazna czesc nie poszla dalej w rozwoju.
    Ze swojej strony polecam terapie EMDR. Pewnie jak to zwykle bywa nie kazdemu spasuje, dla mnie okazala sie byc zbawienna. Dzieki niej zakonserwowana rane mozna otworzyc, przezyc na nowo ale juz jako dorosly, wyjasnic, zrozumiec, zaakceptowac i zamknac.
  • yadaxad 06.09.19, 01:25
    Tak, inaczej nie da rady, jak się tego nie zrobi instynktywnie samemu, to trzeba sobie pomóc.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka