Dodaj do ulubionych

co dziś przeczytaliście ciekawego?

03.09.19, 22:57
agnieszkamaciag.pl/czy-masz-odwage-byc-soba/
lubię słowa, które mnie skłaniają do wglądu w codzienne życie, inspirują i motywują
Edytor zaawansowany
  • yadaxad 03.09.19, 23:08
    Tak w ogóle? Dwunastu Etiopczyków porwało dwunastoletnią dziewczynkę, by została żoną. Gdzieś tam ją zakamuflowali w przyrodzie i znęcali się nad nią. Obserwowały ich lwy. W końcu zaatakowały, zaopiekowały się dziewczynką, poczekały aż przyjedzie policja, oddały w ręce i odeszły do buszu.
  • afq 04.09.19, 07:31
    yadaxad :-D

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • to.znowja 24.09.19, 00:04
    yadaxad napisał(a):

    > Tak w ogóle? Dwunastu Etiopczyków porwało dwunastoletnią dziewczynkę, by został
    > a żoną. Gdzieś tam ją zakamuflowali w przyrodzie i znęcali się nad nią. Obserwo
    > wały ich lwy. W końcu zaatakowały, zaopiekowały się dziewczynką, poczekały aż p
    > rzyjedzie policja, oddały w ręce i odeszły do buszu.

    Później widziałem jak owe lwy fetowały z policjantami pod budką z piwem. Piękna historia.
  • yadaxad 24.09.19, 00:15
    Budki z piwem tam nie było, bo to chyba bardziej islamskie. No i lwy na jabłka nie chodzą, jak dziki i niedźwiedzie. A wiadomość z gazety. A koty mają odbicia ochronne i się czasem zaopiekują tym, co mają zjeść. Z resztą genetycznie są nieprawdopodobnie bliskie człowiekowi. Pewnie przez to mają okrucieństwo i roztkliwienie blisko siebie.
  • to.znowja 24.09.19, 00:25
    yadaxad napisał(a):

    A wiadomość z gazety. A koty mają odbicia
    > ochronne i się czasem zaopiekują tym, co mają zjeść. Z resztą genetycznie są n
    > ieprawdopodobnie bliskie człowiekowi. Pewnie przez to mają okrucieństwo i roztk
    > liwienie blisko siebie.

    Dziękuję za oświecenie mnie. Myślę ze jednak lwy brzydzą się przemocą i tylko dlatego nie pożarły policjantów. Możliwe że policjanci tez mieli odbicia ochronne, co ich uratowało przed pożarciem. Ciekawe co czarni policjanci emitują poza smrodem, ze lwy popadły w nostalgie.
  • yadaxad 24.09.19, 00:28
    To źle myślisz, że koty brzydzą się przemocą, bo nikt się nie brzydzi przemocą.
  • afq 04.09.19, 07:31
    ja jeszcze koncze "da vinci odkodowany"

    to jednak nie jest lektura na dwa wieczory

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 15.09.19, 17:38
    Nie mogę ostatnio trafić na dobrą książkę. Co coś zacznę czytać, to mnie od razu znudzi. Może ktoś podrzuci coś ciekawego, niekoniecznie z psychologii. Po prostu ciekawą lekturę, którą chce się czytać.

    Przeczytałam natomiast ciekawy artykuł o tym, co jest po śmierci. Autor twierdzi, że przeżył śmierć kliniczną i że widział energie poszczególnych ludzi połączone ze źródłem. Twierdzi też, że intelektem nie da się tego objąć, tylko czuciem. Interesował się wszechświatem, kosmosem i dlatego po śmierci jego mózg (a może już nie mózg) przetwarzał obrazy związane ze wszechświatem, którego był częścią. Twierdzi, że doświadcza się tego, w co się wierzy.
  • mona.blue 15.09.19, 18:38
    Ja dzisiaj poczytałam materiał DDA/DDD, afirmacje, obietnice, drogowskazy, ciekawa lektura, np.niektóre afirmacje:
    - Nie musze kontrolowac innych
    - Szanuje siebie
    - Moge zaufać moim myslom i uczuciom
    - Pewnie podejmuję decyzje
    - Mogę zmierzc się ze swoim strachem i postarać sie go przemóc
    - Jestem niezależna
    - Nie osądzam innych
    i inne :) dla mnie na czasie


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • meela 16.09.19, 17:02
    Mi dzisiaj przyszło do głowy to, co w innym wątku napisała In, że życie wymusza na nas pewne role i zachowania. Weszłaś w rolę bezradnej dziewczynki, bo takie były realia i takie oczekiwania wobec Ciebie. Ja weszłam w inną rolę. Żeby to zmienić Mona, to chyba trzeba rozbić tę pozę na milion kawałków i stać się kimś innym. Krótko chodziłam do psychologa, ale był taki moment, kiedy pomyślałam, że przecież ja wcale nie jestem taka, jak byłam kiedyś. To dlaczego wciąż tak myślę? Trzeba chyba przestawić myślenie na inne tory.
  • afq 16.09.19, 17:09
    fajnie jest się dowiedzieć co nas na tych starych torach zatrzymuje
    ta wiedza chyba ułatwia przeskoczenie

    dowiedzieć się czegoś o przeszkodzie do pokonania zanim się ją pokonywać zacznie
    to może być przydatne

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 16.09.19, 17:13
    Ja mniej więcej wiem, co mnie zatrzymuje i dlatego nie mam odwagi być inna.
  • afq 16.09.19, 18:34
    meela napisała:

    > Ja mniej więcej wiem, co mnie zatrzymuje i dlatego nie mam odwagi być inna.

    i co z tym dalej zrobisz?


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 17.09.19, 08:28
    Afq, co z tym zrobię?
    Uznałam, że nie muszę być idealna. Świat i ludzie wokół idealni nie są, więc ja też nie muszę.
  • in.113 17.09.19, 09:57
    meela napisała:

    > Świat i ludzie wokół idealni nie są, więc ja
    też nie muszę.

    Ja to meela rozumiem. Sama idealna nie jestem. Ale taki model działania to przystawanie na standardy grupy. Świat od tego nie robi się lepszy.
  • meela 17.09.19, 11:53
    In, nigdzie nie napisałam, że jestem zła i że przystaję na standardy grupy. Inna już nie będę. Nikomu krzywdy nie robię swoją postawą. Czasami o coś walczę, ale rzadko. Kiedyś bardzo załamywało mnie to, gdy np.zezłościłam się. Uznawałam to za porażkę. Zauważyłam jednak, że nie zawsze dobro wraca. Są ludzie, którzy potrafią to wykorzystać. Trzeba umieć rozpoznać z kim można, z kim nie. Gdyby otaczały mnie same anioły, to żyłoby się łatwiej. Świata nie zmienię, ani nie naprawię, ludzi wokół też. Więc pozostaje przystosować się. Może to jakaś bierność, ale ja już chcę zostać w tym miejscu, w jakim jestem. Ideału nie doścignę, bo nie ma po co. A świat i tak często podcina skrzydła.
  • in.113 17.09.19, 12:54
    "gdyby otaczały mnie same anioły"

    no właśnie ludzie to nie anioły, ale jak to w wątku obok powiedziane: kropla drąży skałę. Ktoś ciebie wykorzysta, mnie wykorzysta, ale moze gdy będzie okazja wykorzystać po raz czwarty zabłyśnie mu lampka w głowie. Ja wierzę, że to do dobre gesty odmieniają ludzi, nie kary, odrzucenie.

    Poza tym jak mówisz ludzie to nie anioły, bo i trochę diabły i nie wiesz ktorą część duszy nakarmisz, gdy rzucić tym powiedzmy ziarnem dobra. W pewnym momencie mojego zycia zauwazyłam, ze od innych po prostu dostaję. Że są tacy co dają zupełnie bezintersownie, bo mają nadmiar (lub też mają poczucie, ze mają nadmiar) i chcą sie dzielić. Nie zarobić, tylko dać. Przekazać dalej. Nie wiem, czy na to zasługiwałam, by ktoś mi coś po prostu wtedy dawał. Myślę, że dopiero w pewnym momencie ta "lampka" mi się zapaliła. Nie byłam "z domu" przyzwyczajona do bezinteresowności.

    Sama dziś dużo oddaję dalej materialnie i niematerialnie. I pewnie nie raz ktoś moją naiwność wykorzystał, ale czasem warto coś stracić, by innym razem pomnożyć dla tak zwanego wspólnego dobra.

    Od razu zaznaczam, że ta filozofia to dla mnie wysoka poprzeczka. Nie jestem jej wierna.
  • meela 17.09.19, 14:37
    Ja nie wierzę w przemiany ludzi. Ludzie działają na zasadzie nawyku i często nie chcą zobaczyć i nie chcą się zmienić. Ale to ich sprawa. Nikomu kar nie stosuję, nikogo nie odrzucam, ale też nie z wszystkimi mi po drodze. Materialnie też daję. Tak byłam nauczona z domu, żeby wszystkim wszystko za darmo i każdemu służyć i każdemu się kłaniać. Nie zawsze jest to dobre. Nie chodzi tu o naiwność i o to, że nie chcę być oszukana. Ale o to, że że trzeba mieć szacunek do siebie.
  • mona.blue 17.09.19, 15:39
    Niektórzy chcą się zmieniać i zmieniają się.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • meela 17.09.19, 16:07
    Tak, niektórzy chcą się zmieniać. Ale nie wszyscy. Kiedyś myślałem, że jak komuś coś powiem, to zrozumie i więcej mi nie zrobi krzywdy. Teraz wiem, że tak to nie działa. Ale właściwie to chciałam napisać, że zawsze miałam problem z szacunkiem do siebie. Może czasami na wyrost i nieadekwatnie reaguję w niektórych sytuacjach, ale wolę tak, niż zostać ofiarą.
  • in.113 17.09.19, 21:25
    Na pewno to nie działa u mnie w domu. Myslalam, ze każdy tak ma ze po kolei w miarę możliwości i czasu odhacza kolejne obowiązki w domu, aby wieczor juz dla wszystkich byl spokojny. Tymczasem, gdy ja spędzam dzień i wieczor z ząbkującym dzieckiem na ręku pranie do wywieszenia zalega w pralce, kuchnia aż kłuje w oczy bałaganem. Ale chyba tylko mnie. Gdy ja nie mogę sie rozdwoić to obowiązki leżą.

    Dzis widziałam na yt reklamę, gdzie jakas psycholozka zachęcała do wzięcia udziału w jej występie o tym jak stworzyć relacje z mężczyzną. Ale chyba każdy musi przez to przejść, aby stwierdzić ze szkoda czasu i pieniędzy na taki "luksus". Wiem, wiem pewnie sa panowie co dbają o swoje żony i nie czekają aż wszystko wokół zrobi się samo.

  • meela 17.09.19, 22:30
    In, rozumiem co czujesz. Właśnie o tym mówię, że czasami nic nie zrobisz. Do tanga trzeba dwojga. A takimi głupotami jak nie pozmywane garnki, to bym się nie przejmowała.
  • mona.blue 18.09.19, 08:44
    Czasami jest tak, że trzeba się wykłócić o te obowiązki. Ja tak miałam , z eks i w końcu wziął się do roboty.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 18.09.19, 09:10
    Czy ty się boisz powiedzieć, oczywiście z proszę, rozwieś pranie, pozmywaj w kuchni. No i w żadnym przypadku z - czy możesz?.
  • meela 18.09.19, 10:08
    Niestety chłopców wychowuje się w ten sposób, że są inne obowiązki dla kobiet i inne dla mężczyzn. I ciężko jest im zrozumieć, że takiego podziału nie ma. Ja już takie sprzeczki o głupstwa mam za sobą. Czasami musi coś runąć na dobre, żeby od nowa budować. Ani ja, ani mąż po kryzysie, nie zapędzamy się już w sprzeczki, w wypominanie, w osądzanie itd. Myślę, że kubeł zimnej wody czasami jest niezbędny, żeby coś zrozumieć. Na tej samej zasadzie drugą żonę, czy drugiego męża traktuje się inaczej i inaczej te relacje się układa.
  • afq 18.09.19, 10:16
    meela napisała:

    > Niestety chłopców wychowuje się w ten sposób, że są inne obowiązki dla kobiet i
    > inne dla mężczyzn. I ciężko jest im zrozumieć, że takiego podziału nie ma.

    nie wiem meela
    ja tam od dziecka miałem co robić w kuchni i wiedziałem że raz w tygodniu odkurzam
    koszule sam sobie prasuje a wręcz nie lubię kiedy ktoś mi chce coś prasować
    a to do czego nikt mnie nie wdrażał od dziecka przyjąłem jako rzeczy do zrobienia jako świadomy i normalny dorosły człowiek
    ale to tak jest u mnie i pewnie nie jest to powszechne
    ale wszystko działa dwukierunkowo
    faceci nie nauczeni że coś trzeba ale kobiety.... nauczone że to czy tamto maja do zrobienia i to robią... sfrustrowane ze to robią




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 10:41
    Mnie nie frustruje, ze cos robię. Ja lubię robić "dla nas". Mnie frustruję, ze druga strona nie ma podobnego zaangażowania w tworzenie domu. Ja sie nie kłócę o to kto co ma robić. Zakładam ze każdy widzi co jest do zrobienia.

    Kiedyś moja znajoma sie dziwiła, ze gdy byia fatalna pogoda na dworze a ja do pracy dojeżdżałam autobusem to nie zadzwoniłam do męża, aby po mnie ten jeden raz przyjechał. A ja sie nie chciałam frustrować jego umęczoną miną, ze musial po mnie przyjechać.

    Eh, zaczynam mieć powody, by sie przelogować.
  • in.113 18.09.19, 10:44
    Infekcja mnie dopadła. I mi sie wszystko skropliło.
  • afq 18.09.19, 10:48
    in.113 napisała:

    > Infekcja mnie dopadła. I mi sie wszystko skropliło.

    w sensie, że przeciekasz nosem? ;-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 10:47
    in.113 napisała:

    > Mnie nie frustruje, ze cos robię. Ja lubię robić "dla nas". Mnie frustruję, ze
    > druga strona nie ma podobnego zaangażowania w tworzenie domu.

    moze zle sie wyrazilem, chodzilo mi generalnie o frustracje sytuacją, nie o samo robienie
    tylko o robienie w pojedynke

    > Eh, zaczynam mieć powody, by sie przelogować.

    ale czemu?


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 15:59
    Niby kazdy widzi, ale większosc robisz ty. Ja bym sie na cos takiego nie zgodzila. Negocjacje albo walka, jak nie przyniosa skutku.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 18.09.19, 16:10
    mona.blue napisała:

    > Niby kazdy widzi, ale większosc robisz ty. Ja bym sie na cos takiego nie zgodz
    > ila. Negocjacje albo walka, jak nie przyniosa skutku.
    >

    walka...
    przez walkę się niczego wspólnego nie buduje
    tylko ewentualnie swoją pozycję
    ale czasem i o to chodzi..


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 16:27
    Zamiast walczyć wole poczekać na zrozumienie. Jeśli każdy związek musi sie wiązać z walka to bycie singielka jest jak marzenie.
  • afq 18.09.19, 16:31
    poczekać na zrozumienie?

    nie czekaj
    tylko cierpliwie nakreślaj jak się z tym czujesz że zostajesz z pierdołami i nie pierdołami sama


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 16:37
    czekając i robiąc jednoczesnie coraz więcej
    raczej bym sie spodziewal ze zawsze będę robił tylko coraz więcej i wiecej

    bierzesz na siebie tez i jego odpowiedzialność za dom
    troche jak współuzależniona zona bierze odpowiedzialnośc za np pijącego męża,
    to nie prowadzi do poprawy
    sorry za porównanie, ale jest w tym jakaś analogia jak dla mnie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 16:38
    Było gorzej. W takich sytuacjach najlepiej sie sprawdza udowodnienie, ze nie jest mi do niczego potrzebny. Wtedy chyba dociera, ze nic nie jest dane na zawsze.
  • afq 18.09.19, 16:40
    in.113 napisała:

    > Było gorzej. W takich sytuacjach najlepiej sie sprawdza udowodnienie, ze nie je
    > st mi do niczego potrzebny. Wtedy chyba dociera, ze nic nie jest dane na zawsze
    > .

    ok, tak tez moze byc


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 16:45
    Myślę, ze problem jest w tym, gdy wchodząc w związek zaciera sie wlasna odrębność. Zaciera się za bardzo ja, ty na rzecz my.
  • afq 18.09.19, 16:47
    in.113 napisała:

    > Myślę, ze problem jest w tym, gdy wchodząc w związek zaciera sie wlasna odrębno
    > ść. Zaciera się za bardzo ja, ty na rzecz my.

    z drugiej strony kiedy nie ma w ogole "my" jest tylko ja i on/ona.. tez nie jest lepiej
    tylko tez źle, choć inaczej


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 16:38
    Z eks nie bylo budowania, zeby przetrwac konieczna byla walka i terapia malzenska, tylko dzis nie wiem oo ci, trzena bylo duzo wczesniej odpuscic i sie rozwiesc.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 18.09.19, 11:34
    "Na tej samej zasadzie drugą żonę, czy drugiego męża traktuje się inaczej i inaczej te relacje się układa. "
    Mam koleżanki w drugich związkach. Sa inne problemy i pola do przepychanek. Jego dzieci , jej dzieci, strach, że znów się nie uda, że znów zostanę po rozwodzie z niczym. Ja od kilku lat staram sie odpuszczać, uniezależniać od pomocy, ale też wspołpracować i tworzyć swój własny świat obok, i dawać mu przestrzeń, aby tez miał swój świat, swój czas na odpoczynek od rodziny. Tyle, ze to jest złudne, ze wróci wypoczęty.
  • meela 18.09.19, 12:32
    Są ludzie, którzy nie uczą się na błędach i w każdym związku będą popełniać te same błędy. Ale są też tacy, którzy wyciągają wnioski.
    Widzisz In, nie musisz spełniać nikogo oczekiwań. To jego problem. Ja zawsze ustalałam sobie priorytety, co ważniejsze, co mniej i może poczekać. Nie nad wszystkim panowałam i ponosiłam takie konsekwencje, że musiałam się nasłuchać, jaka to jestem niedoskonała. I słyszałam, ja bym zrobił to lepiej, ja bym zaplanował, ja bym nie zawalił. W rezultacie zaczęliśmy się od siebie oddalać, ponieważ stał mi się obcy a nawet wrogi. Dopiero gdy stanęliśmy na krawędzi i nad słowem rozwód, to przestawił swoje myślenie. Pewne nawyki zostały i pewne cechy charakteru też, ale widzę, że się kontroluje i nie zapędza za daleko. A ja zaczęłam mówić jasno i wyraźnie, stop. Nie musisz się z niczego tłumaczyć. Tak, jak piszesz to i Twój dom i jego.
    Ja, gdy przyjdzie mi się kiedyś rozstać z mężem, to jestem tego pewna, że nie chcę już ponownie wchodzić w związek.
  • meela 18.09.19, 12:43
    Ja też miałam swoje oczekiwania. Takie bajkowe. I też byłam rozczarowana, że mi przysłowiowych kwiatów nie kupuje.
    Cieszę się, że wyrosłam z tego.
  • afq 18.09.19, 10:11
    yadaxad napisał(a):

    > Czy ty się boisz powiedzieć, oczywiście z proszę, rozwieś pranie, pozmywaj w ku
    > chni. No i w żadnym przypadku z - czy możesz?.

    "potrzebuje żebyś mi pomógł" jest wystarczająco miłe


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 10:26
    Prosic o pomoc i pytać czy moze, mogę syna, który tego domu nie tworzyl, tylko sie w nim znalazł. Ale dorosłego faceta prosić o pomoc, aby zechciał poświęcić czas miejscu w którym mieszka? Nie, nie boję sie, mnie to irytuje. Dlatego tak sobie czas organizuje by nikogo nie musiec prosić, gdy cos nie jest zrobione. Ale czasem sie nie da i organizacja klapnie. Jeśli ktoś sobie wypoczywa i tak jest zajęty tym wypoczywaniem ze nie widzi, ze ktoś inny przez ten czas nastawił pranie, wyjąłe pranie, oproznil zmywarkę , ogranal kuchnie zrobił lekcje to po prostu taka mentalność a moze przy innej kobiecie miałby na to chęć. Nie da sie stworzyć idealnego związku, rodziny. Dlatego mona twój związek jest najbardziej komfortowy. Ale gdybym ja została zostawiona dla kobiety, przy której by mu sie chciało to bym żadnego związku juz nie chciala. Ja sie dziwie kobietom, ktore tak bardzo dążą do związku, gdy są samotne. One maja wyidealizowane pojęcie o związkach. Moj według niektórych koleżanek tez jest idealny.
  • afq 18.09.19, 10:43
    in.113 napisała:

    > Dlatego tak sobie czas organizuje by nikogo nie musiec prosić, gdy cos nie jest zrobione.

    na prawdę ?
    dlaczego ?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 10:47
    Bo sama widzę, ze ktoś obok mnie ciężko pracuje i mu pomagam lub proponuje pomoc. Zakładam, ze każdy to widzi. Może nie ma tyle sil, by proponować pomoc. Nie wiem. Moze kwestia determinacji.
  • afq 18.09.19, 10:52
    in.113 napisała:

    > Bo sama widzę, ze ktoś obok mnie ciężko pracuje i mu pomagam lub proponuje pomo
    > c. Zakładam, ze każdy to widzi. Może nie ma tyle sil, by proponować pomoc. Nie
    > wiem. Moze kwestia determinacji.

    to zakładanie czegoś z góry
    i z twojej perspektywy
    nie usprawiedliwiam bo sam nie rozumiem nic nie robienia
    zgłaszanie potrzeby pomocy jest zupełnie na miejscu i wydaje sie ze tylko to moze skorygowac stan rzeczy



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 11:03
    Moze za duże ciśnienie wprowadzam. Zawsze wina leży gdzieś po środku.
  • meela 18.09.19, 11:16
    In, ja się nigdy nie frustrowałam tym, że coś jest niezrobione. Jak nie zdążyłam, to trudno. Poczeka. A jak długo czekało, to mąż się skapnął, że trzeba pomóc. Kiedyś usłyszałam, że nie spełniłam jego oczekiwań jako żona. Pomyślałam, no i trudno. Wiem, że dzisiaj już by czegoś takiego nie powiedział. Ludzie sami sobie tworzą problemy. Ale rozumiem Twoje zdenerwowanie. Ząbkujące dziecko, nieprzespane noce, zmęczenie. Może odpocznij zwyczajnie, a pranie i cała reszta niech czeka.
  • in.113 18.09.19, 11:27
    Ja też widzę, ze nie spełniłam. Ale jakoś nie kwapi się odejść.

    Mnie ta infekcja rozwaliła plany. Z dzieckiem daję radę. Jest kochane.
  • afq 18.09.19, 14:56
    wrociłem właśnie ze swojej indywidualnej sesji w moim ośrodku
    czekając na nią chodziłem i czytałem rzeczy które tam wiszą na ścianach - jak to w ośrodku
    ponieważ tam się zajmują też dziećmi, i rodzinami w kryzysach różnych
    jedna z tablic mówiła o 10ciu krokach by stać sie lepszym rodzicem

    10ty rzucił mi się w oczy... pamiętaj o swoich własnych potrzebach

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 15:44
    "10ty rzucił mi się w oczy... pamiętaj o swoich własnych potrzebach"
    te co mogę zaspokajam, nie mogę wymagać od otoczenia, by o moje potrzeby dbało, tym bardziej, jak mówisz, mowisz i nic z tego nie wychodzi. Co innego dac wskazówkę i to idzie i jest współpraca.

    Miałam rozmowę, ma być lepiej. Zawsze jakis czas jest lepiej. Bo chyba się obawia konsekwencji.
  • afq 18.09.19, 15:57
    in.113 napisała:


    > nie mogę wymagać od otoczenia, by o moje potrzeby dbało,

    zazwyczaj otoczenie nie zadba o nas tak jak my sami i nie jest to wcale dziwne

    > Miałam rozmowę, ma być lepiej. Zawsze jakis czas jest lepiej. Bo chyba się obaw
    > ia konsekwencji.

    strach to jest motywacja, ale czy zawsze jedyna? nie wiem
    dziś na sesji zadałem pytanie.. o trwałość zmian
    chodziło akurat o to skąd się biorą powracające czasem "stare" zachowania

    te powroty nie wynikają z olewania, lenistwa, itp
    z rozmowy wynikało że zmiana jest tym bardziej trwała im bardziej jest moja.. w sensie im bardziej wynika ze mnie, a nie np tylko z oczekiwań moich lub otoczenia co do mnie


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 16:18
    "zmiana jest tym bardziej trwała, gdy jest moja"
    I dlatego wole robić sama. Przesuwać meble, organizować remonty, szukać rozwiązań w necie, gdy komp, drukarka nie dziala itp. Dla mnie wspolraca musi wynikac z potrzeby nie z przymusu. Gdyby byl sam musialby sam robić pewne rzeczy i by robił. Moze przy innej kobiecie chciałby sie starać. Ja tez łatwego charakteru nie mam, ale pracuje nad sobą. Może kiedyś stanę sie kobietą, dla której sie będzie chciało starać. Staje sie nią dla siebie nie dla niego, ale może przy okazji wzajemne wsparcie i współpraca zyska.

    Kiedyś mi koleżanka powiedziała, ze jak prosi męża po raz trzeci, aby wyniósł śmieci to w końcu sama wynosi i awantury nie robi, bo to nie ma sensu.
  • afq 18.09.19, 16:29
    in.113 napisała:

    > Gdyby byl sam musialby sam robić pewne rzeczy i by robił.
    > Moze przy innej kobiecie chciałby sie starać. Ja tez łatwego charakteru n
    > ie mam, ale pracuje nad sobą. Może kiedyś stanę sie kobietą, dla której sie będ
    > zie chciało starać.

    in..
    czy widzisz co napisałaś?
    czy nie szukasz u niego uznania?
    czy nie stawiasz siebie w cieniu jakiejś mglistej potencjalnej kobiety dla której by mu się chciało?

    ja się nie znam, pisze tylko co mi się w oczy rzuciło
    problem nie jest w tym czy jesteś wystarczająco odpowiednią kobietą
    tego akurat problemu w ogóle nie ma

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 16:42
    A kiedys madry terapeuta powiedział, ze w dobrych zwiazkach kibel myje sie sam :)

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • na_grzyby 18.09.19, 15:28
    in.113 napisała:

    > Ja też widzę, ze nie spełniłam. Ale jakoś nie kwapi się odejść.
    >
    > Mnie ta infekcja rozwaliła plany. Z dzieckiem daję radę. Jest kochane.

    A po co ma odchodzic, Ty z nim jestes, bo nie chcial die brunet, on z toba, bo nie chcial go terapeutka. Eiadomo, ze ciebie brunet kuz nie zachce, a terapeutka jego tez nie. Tak, ze odrzucenie was polaczylo, do tego sa dzieci. Tak jak szymi co napisal nikt vier z dzieci nie zechce
  • in.113 18.09.19, 15:40
    moooonaaaaa, jakaś grzybiarka do ciebie na rowerze przyjechała
  • na_grzyby 18.09.19, 15:49
    Nie nalezy tyle o sobie pisac to i mniej grzybiarzy bedzie.
  • afq 18.09.19, 15:59
    na_grzyby napisała:

    > Nie nalezy tyle o sobie pisac to i mniej grzybiarzy bedzie.

    co jeszcze powiesz innym o tym co należy albo nie należy? :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 16:43
    in.113 napisała:

    > moooonaaaaa, jakaś grzybiarka do ciebie na rowerze przyjechała


    :D może

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 18.09.19, 16:32
    meela napisała:

    > In, ja się nigdy nie frustrowałam tym, że coś jest niezrobione. Jak nie zdążyła
    > m, to trudno. Poczeka. A jak długo czekało, to mąż się skapnął, że trzeba pomóc
    > . Kiedyś usłyszałam, że nie spełniłam jego oczekiwań jako żona. Pomyślałam, no
    > i trudno. Wiem, że dzisiaj już by czegoś takiego nie powiedział. Ludzie sami so
    > bie tworzą problemy. Ale rozumiem Twoje zdenerwowanie. Ząbkujące dziecko, niepr
    > zespane noce, zmęczenie. Może odpocznij zwyczajnie, a pranie i cała reszta niec
    > h czeka.

    To tez jest sposob. Mi kiedys terapeutka powiedziała, zeby przeczekac, ten sprzatnie komu zacznie przeszkadzac. A w ogóle polecila nam zapisywac przez tydzień, co kto robi w domu, i przekonalam sie, ze ex jednak sporo robil, ale to na terapii małżeńskiej.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 18.09.19, 16:12
    Proszenie nikomu nie uwłacza, jest natomiast sposobem zadbania o siebie i innych proba ustawienia relacji, zeby byla fair.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 18.09.19, 16:10
    Samotność moze wydawac sie wyzwoleniem, ale jednak chyba kazdy chcialby byc kochany i kochac, tak jest wg mnie lepiej i szczesliwiej.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 18.09.19, 16:13
    mona.blue napisała:

    > Samotność moze wydawac sie wyzwoleniem, ale jednak chyba kazdy chcialby byc koc
    > hany i kochac, tak jest wg mnie lepiej i szczesliwiej.
    >

    ile trzeba mieć miłości do siebie by kochać w pełni kogoś innego?



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 16:34
    afq napisał:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Samotność moze wydawac sie wyzwoleniem, ale jednak chyba kazdy chcialby b
    > yc koc
    > > hany i kochac, tak jest wg mnie lepiej i szczesliwiej.
    > >
    >
    > ile trzeba mieć miłości do siebie by kochać w pełni kogoś innego?
    >
    Prawdę mówiąc ja tego nie czaje, dlaczego trzeba mieć najpierw milosc do siebie, zeby kochac innego?
    >




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 18.09.19, 16:39
    mona.blue napisała:

    > Prawdę mówiąc ja tego nie czaje, dlaczego trzeba mieć najpierw milosc do siebie
    > , zeby kochac innego?

    czepne sie znowu tego samego
    ale jak w takim razie mona rozumiesz "kochaj bliźniego jak siebie samego"?



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 16:45
    afq napisał:

    > mona.blue napisała:
    >
    > > Prawdę mówiąc ja tego nie czaje, dlaczego trzeba mieć najpierw milosc do
    > siebie
    > > , zeby kochac innego?
    >
    > czepne sie znowu tego samego
    > ale jak w takim razie mona rozumiesz "kochaj bliźniego jak siebie samego"?
    >
    Że mam na tyle kochać innego na ile kocham siebie, nie mniej i nie krzywdzic gi, tak jak nie krzywdze siebie
    >




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 18.09.19, 16:48
    mona.blue napisała:

    > Że mam na tyle kochać innego na ile kocham siebie,


    no to czaisz czy nie? :-)




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 16:21
    To jest mona takie złudzenie, ze związki dodają skrzydeł. Mi skrzydeł dodaje to, ze sama dbam o siebie.
  • mona.blue 18.09.19, 16:35
    in.113 napisała:

    > To jest mona takie złudzenie, ze związki dodają skrzydeł. Mi skrzydeł dodaje to
    > , ze sama dbam o siebie.

    Dla mnie to nie jest zludzenie, mi dobry zwiazek dodaje skrzydeł :)


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 18.09.19, 16:48
    Mona bo nie musisz mu prac i prasować.
  • afq 18.09.19, 16:49
    in.113 napisała:

    > Mona bo nie musisz mu prac i prasować.


    in
    a czemu czujesz ze musisz? :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 17:08
    Gdy wrzucę do pralki tylko swoje to będzie symptom jakiejś mobilizacji przeciw niemu. Jak nie wrzucę wcale to nie będę miała w czym chodzic i znow jakieś zdradzieckie miano to będzie nosilo. Ja wole po dobroci :) Dopóki piorun we mnie nie trafi i nie wybuchnę, ze nie daje rady.
  • afq 18.09.19, 17:16
    in.113 napisała:

    > Gdy wrzucę do pralki tylko swoje to będzie symptom jakiejś mobilizacji przeciw
    > niemu. Jak nie wrzucę wcale to nie będę miała w czym chodzic i znow jakieś zdra
    > dzieckie miano to będzie nosilo. Ja wole po dobroci :)

    no rozumiem :-) ma to sens


    > Dopóki piorun we mnie nie trafi i nie wybuchnę, ze nie daje rady.

    aha, no własnie :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 17:18
    mnie in zawiesiło na słowie "muszę"
    i z czego się ono bierze

    zamiast mogę/chcę


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 17:21
    teraz in bedzie mała prowokacja
    ale wiesz że zyczliwa..

    dlaczego MUSI byc wszystko ogarnięte?
    i do tego ON nie chce brac w tym udziału!
    :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 18.09.19, 18:16
    Tak wiem. Bo ma złą żonę. Moja wina.

    Ps. Nie musi byc wszystko idealnie. Ale czyste ubrania i talerze kiedyś sie kończą.

    Chce jak widzę wdzięczności, wzajemność. Gdy nie widzę to mi się nie chce, ale juz muszę. Bo może mam więcej sil, energii życiowej (?)
  • meela 18.09.19, 18:57
    In a pytałaś dlaczego nic nie robi? Jest taki zmęczony po pracy?
    Czasami jest tak, że na własne życzenie wchodzimy w jakąś rolę, a potem narzekamy, że jest nam źle. Czy Ty nie naśladujesz swojej matki, co kotlety ojcu smażyła?

    Wiesz, ja też kiedyś myślałam o sobie źle i tak samo jak Ty, że z inną, to byłby szczęśliwy. To doprowadziło mnie do zazdrości, bo wszędzie czaiło się zagrożenie. Nie. To nie prawda. To jego problem, że jest leniwy i nic nie robi. Nie bierz na barki kogoś wad.

    Afq
    Mogę się starać być lepsza... ale nie wiesz jaka to ulga, że nie muszę dążyć do ideału. To mnie przygniatało. Ulga, gdy można powiedzieć sobie; jestem taka, jestem sobą.
  • yadaxad 18.09.19, 19:19
    A co to jest ideał? Być wygodnym dla każdego?
  • meela 19.09.19, 08:32
    Yadaxad
    Za dużo by pisać o mnie i moich doświadczeniach, żeby wyjaśnić po co mi był ideał. Ja to wszystko zrozumiałam, że nie muszę być taka, jak inni i że inni tym ideałem nie są.
    Miałam bardzo trudny okres, gdy byłam w liceum. Byłam kilka razy wyśmiana publicznie przez moje koleżanki z klasy. Wtedy one mi się wydawały takie super pod każdym względem, a ja nikim przy nich. Kujonka w starych ciuchach, której nikt nie lubi, bo nie ma za co.
  • in.113 19.09.19, 11:50
    Yadaxad, może nie kocha. Ale dla mnie to bez różnicy, dopóki razem nam po drodze i w tym samym kierunku zmierzamy. Nie zalezy mi na niczym wzniosłym na tym etapie życia. Ale zależy mi, zeby w domu panował spokój, aby byl ostoją, do ktorej sie wraca po ciężkim dniu i można bez obaw schować narzędzia walki.

    Pisałam wczoraj co mnie w nim wkurza, ale ma tez cechy za które go cenię, które imponują mi. Czasem sie zastanawiam za co on mnie ceni.

    Meela zgadzam sie z potrzeba zmiany. I ja sie zmieniłam w ciągu kilku lat. Relacje sa lepsze niż 10 lat temu i moje poczucie wartości wyższe I zamierzam zmieniać sie dalej. Co ma byc to będzie. Nie ma idealnych związków. Porozumienie trzeba wypracować. I umieć chodzic na kompromisy.
  • meela 19.09.19, 13:02
    Mi chodzi o celową zmianę jakiegoś zachowania. Jak on to, to ja nie to, co zawsze, ale coś innego. Żeby złamać ten schemat, który najwyraźniej nikomu nie służy.
    Ja to rozumiem i myślę, że inni też, że ma również zalety i że każde małżeństwo przeżywa wzloty i upadki. Co do słowa "kochać". To trzeba najpierw zdefiniować. Myślę, że każdy trochę inaczej to czuje i definiuje.
    Jeśli istnieje możliwość szczerej rozmowy, to zachęcam. Ja miałam o tyle trudniej, że jak coś jest nie tak, to mój mąż zaczyna się zachowywać, jakby był na wojnie i walczy wszelkimi środkami.
  • in.113 19.09.19, 13:11
    U nas nie ma walki, ale dochodzi do takiej emocjonalnej izolacji. Walki bym nie zniosła - miałam to w domu rodzinnym. My oboje jesteśmy takie typy, że potrzebujemy samotności i przestrzeni. Nawet on dużo więcej niż ja. Ale co jakis czas musi dojśc do spotkania, rozmowy, okazania zainteresowania tym co u mnie/u niego - mnie to wystarcza. On nie jest wylewny. Ale z jakiegoś powodu takiej osoby potrzebowałam do wspólnego życia.
  • meela 19.09.19, 13:37
    Ja też nie mówię o walce na pięści. Ale fochy, izolacja, słowne komentarze, ocenianie, ucieczki, pokazywanie, że mu nie zależy.... To mnie przytłaczało. Ja oczekiwałam jasnych komunikatów, których nie było. Były dąsy i domyśl się i masz za swoje. I wychodziło na to, że ja zawsze zabiegałam o koniec tej walki i to ja przepraszałam i na mnie wina za wszystko spadała. Na koniec usłyszałam, że jeśli przepraszam, to rzeczywiście jestem winna. I były momenty, że zaczynał wchodzić w dręczenie słowne, na zasadzie zobacz jaka jesteś i nie myśl, że ktoś cię będzie chciał, gdy odejdę. Eh, drugi raz już bym tego nie zniosła.
    I gdy przełamałam ten schemat i przestałam przepraszać to najpierw było gorzej, a potem po woli coraz lepiej.
  • in.113 19.09.19, 13:54
    Meela, ja bym czegoś takiego nie zniosła. Myślę, ze ty nadal sie po tym odbudowywujesz.
  • meela 19.09.19, 14:03
    Możliwe, że się nadal odbudowuję. Jest dobrze, ale np.nie przytulę się do niego pierwsza już nigdy. Czułabym się chyba jak idiotka narzucająca się facetowi. Kolejny raz życie nauczyło mnie wyrachowania i zimnej kalkulacji, co się opłaca, a co nie.
    I widzisz, kiedyś rozmawiałam o tym z Yadaxad dlaczego ludzie przekraczają moje granice i powiedziała mi, że być może chodzi o szacunek do siebie. Myślę, że tak jest. Yadaxad ma trafne spostrzeżenia.
  • in.113 19.09.19, 16:01
    Tak sobie myślę, ze każdy z nas przyjmuje jakąś konkretną postawę wobec ludzi (bliskich, współpracowników i innych osób z którymi się styka) i w każdej zapisanej w nas postawie coś zyskujemy i coś tracimy. Zysk w jednej sferze wiąże się z pewnym nie komfortem w innej sferze. Można sobie zrobić bilans zysków i strat, gdy jestem taka, jaka jestem i co bym zyskała czy straciła gdybym była inna. Nie ma takiej postawy, która przynosi jedynie pożytek.
  • afq 20.09.19, 09:27
    in.113 napisała:

    > Nie ma takiej postawy, która przynosi jedynie pożytek.

    hm..
    może być jeszcze stan neutralny
    wszystko zależy od tego do czego jesteśmy przywiązani
    lub nie


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 20.09.19, 09:31
    życie, w tym i relacje między ludźmi
    to cała sinusoida odczuć, emocji
    dlaczego skupiać się na ekstremach?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 20.09.19, 09:33
    jakoś chyba przestałem "badać" ekstrema
    bardziej przykuwa moja uwagę to, ile w relacji jest tego środka

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 09:46
    Może źle myślę. Ale jeżeli ktoś tak wciąż bada, zastanawia się, poszukuje, to jednak świadczy to o tym, że czegoś brak, że jest jakiś niepokój.
    Mogę ze swojego doświadczenia powiedzieć, że pozbyłam się tego. Życie się toczy i jest dobrze. Jesteśmy z mężem dla siebie życzliwi, mili, nie czepiamy się. Tak nigdy nie było.
    Ale też żeby dalej z nim żyć musiałam wybaczyć sobie i jemu. Pomogła mi w tym terapeutka. Pozostał lekki niepokój, że znów coś runie i czasami budzę się z takim niepokojem. Ale to mija.
    Można latami żyć w pewnym schemacie i niczego nie zauważyć. Ja zrozumiałam wszystko, gdy zawalił mi się świat.
  • afq 20.09.19, 09:52
    meela napisała:

    > Może źle myślę. Ale jeżeli ktoś tak wciąż bada, zastanawia się, poszukuje, to j
    > ednak świadczy to o tym, że czegoś brak, że jest jakiś niepokój.

    badam w terapii
    poza nią żyję :-)

    niepokoju nie stwierdzam
    poszukiwania to ciekawość
    przynajmniej u mnie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 10:19
    Nie o Tobie akurat pomyślałam;)) ale o In i jej rozterkach, a także o innych poszukujących i zastanawiajacych się wciąż nad sobą.
    Myślę, że Ty już idziesz prostą drogą ku szczęściu. Tak Ciebie "widzę"'
  • afq 20.09.19, 10:22
    meela napisała:

    > Nie o Tobie akurat pomyślałam;)) ale o In i jej rozterkach, a także o innych po
    > szukujących i zastanawiajacych się wciąż nad sobą.
    > Myślę, że Ty już idziesz prostą drogą ku szczęściu. Tak Ciebie "widzę"'

    patrz,
    tak wiele jeszcze biorę zbyt osobiście :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 11:00
    No widzisz;)) może pewne nawyki zostają mimo wszystko.

    Jeszcze sprostowanie do In.
    Nie jestem rysownikiem, nie znam się na sztuce.
    Mój mąż ma wiele książek do nauki rysunku, a ja ostatnio lubię robić to, czego wcześniej nie robiłam. Tak więc sobie rysuję ucząc się z tych książek:)
  • afq 20.09.19, 11:04
    meela napisała:

    > No widzisz;)) może pewne nawyki zostają mimo wszystko.

    same nie zostają :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 12:25
    No to sprostowanie. Zostawiamy je sobie? Na własne życzenie? Czy nie lepiej powiedzieć, że uczepiły się jak rzep psiego ogona?
  • afq 20.09.19, 12:37
    meela napisała:

    > No to sprostowanie. Zostawiamy je sobie? Na własne życzenie? Czy nie lepiej pow
    > iedzieć, że uczepiły się jak rzep psiego ogona?

    jesli je widzisz, to juz wykonałas wielka robotę
    jesli je zostawiasz bo sie uczepily.. to stanełaś w połowie drogi, prawda?

    gorzej jesli sie nie widzi
    to juz nie jest takie oczywiste
    no ale dalej, to nie jest tak ze sie same nie zauwazyły



    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 18:03
    Afq, czasami coś się widzi, tak jak Ty dzisiaj, ale dalej to zostaje. Przykładowo jutro lub za miesiąc też weźmiesz coś do siebie, co do Ciebie nie było.
  • afq 20.09.19, 19:34
    meela napisała:

    > Afq, czasami coś się widzi, tak jak Ty dzisiaj, ale dalej to zostaje. Przykłado
    > wo jutro lub za miesiąc też weźmiesz coś do siebie, co do Ciebie nie było.

    niby tak meela
    ale zauwaz, napisałem ze dalej to robie, dalej.. bo juz jakis czas temu to zauwazylem i to zmieniam
    to ze dzis pomyslalem ze do mnie cos napisalas nie znaczy ze nic sie nie zmienia i ze jest tak samo, bo nie jest
    to mi sie jeszcze zdarza, a nie jest




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 20.09.19, 19:46
    A, rzeczywiście. Kiedyś też coś było, co się zdziwiłam, że wziąłeś do siebie, ale dyskusja poszła dalej i odeszło bez wrażenia. Ale to znaczy, że masz jakąś szufladkę, w której porządku nie chce się zrobić. Trzeba te nożyce z niej wyjąć.
  • afq 21.09.19, 06:51
    yadaxad napisał(a):

    > A, rzeczywiście. Kiedyś też coś było, co się zdziwiłam, że wziąłeś do siebie, a
    > le dyskusja poszła dalej i odeszło bez wrażenia. Ale to znaczy, że masz jakąś s
    > zufladkę, w której porządku nie chce się zrobić. Trzeba te nożyce z niej wyjąć.

    no własnie chce sie zrobic :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 21.09.19, 12:17
    Nie wątpię. To co się odbija w " necim" lusterku z twojej drogi wygląda, że dobrze ci idzie.
  • afq 21.09.19, 13:20
    yadaxad napisał(a):

    > Nie wątpię. To co się odbija w " necim" lusterku z twojej drogi wygląda, że d
    > obrze ci idzie.

    dziękuję :-)
    mam takie poczucie, ale potwierdzenie dobrze dostać czasem z zewnątrz


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 20.09.19, 20:47
    Wchodziłeś też w przepychanki słowne z opium. Niby po co, przecież jej bzdury nie były do Ciebie.
  • yadaxad 20.09.19, 21:03
    opium czasem, pod jej bluzgającymi konwulsjami ankowatymi, napisała coś co wchodziło w temat, tylko nie chciała rozwijać wpadając w buchacha.
  • yadaxad 20.09.19, 21:23
    A tak w temacie zmieniania, siebie się nie zmieni, siebie trzeba poznać i zaakceptować. Zmienia się funkcjonowanie tego co ma się w sobie, wiedząc jak to używać, wtedy następuje zmiana, ale w sensie rozwoju siebie, odkrywa się nowe możliwości "zastosowania" siebie wobec świata, akcji i reakcji, złe schematy dają niesatysfakcjonujące zwroty.
  • meela 21.09.19, 12:19
    No i wszystko, jak się okazuje rozbija się o akceptację siebie. Gdy siebie nie akceptujemy, to nasze reakcje są często nieadekwatne i przesadzone.
    A że często dzieci z rodzin dysfunkcyjnych dobierają się w pary, to jedna i druga strona reaguje nieadekwatnie do sytuacji i stąd zgrzyty. Żeby naprawić relacje, to jedna i druga strona musi zobaczyć ten chory schemat.
  • afq 21.09.19, 06:50
    meela napisała:

    > Wchodziłeś też w przepychanki słowne z opium. Niby po co, przecież jej bzdury n
    > ie były do Ciebie.

    to akurat byla troche pewnie chora, ale ciekawosc
    co bedzie gdyby


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 23.09.19, 07:34
    Meela, dlaczego twoje małżeństwo, to dla ciebie cały świat?

    "Ja zrozumiałam wszystko, gdy zawalił mi się świat."
  • in.113 18.09.19, 19:20
    Jest inny niż mój ojciec. Jest bardzo opanowany. Nie wydaje mi sie, ze to lenistwo. Moze to jakas forma walki ze mną. Moze ja lubię sie tak umęczyć i rozczarować. Ale dzis współpracujemy. Dzis jest dobrze.
  • yadaxad 18.09.19, 19:52
    Jeśli mąż cię nie kocha (to tak na wyrost), to od tego, że jak wraca do domu, padniesz na kolana i zaczniesz szorować podłogę, cię nie pokocha. Jeśli nie szanuje twojej kondycji i nie dba o nią, to od tego, że bardziej będziesz padać na nos, nie zacznie szanować ją bardziej. A jeśli kocha, to przestanie, bo mu powie żona - nie wyrabiam, zrób to dla naszego domu?
  • meela 19.09.19, 08:26
    In
    Mi psycholog zwrócił uwagę, że wpadliśmy w pewien schemat i że chodzi o to, żeby wyzwalać pewne emocje. Powstało błędne koło. Męża zachowanie wpływało na mnie, potem moje na męża, potem foch (męża), potem moje przepraszanie (tak dla świętego spokoju, żeby było w domu normalnie), potem wypominanie, jaka jestem (bo rzekomo przyznałam się do winy) itd. Te same utarte schematy. Zastanów się, czy u Ciebie nie jest podobnie. Wtedy psycholog powiedział mi, że może spróbować coś zmienić w moim zachowaniu, to może pociągnąć za sobą zmianę w zachowaniu męża. Może być lepiej, albo gorzej, ale na pewno inaczej.
  • afq 18.09.19, 21:53
    meela napisała:

    > Afq
    > Mogę się starać być lepsza... ale nie wiesz jaka to ulga, że nie muszę dążyć do
    > ideału.

    wiem to bardzo dobrze meela


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 21:52
    in.113 napisała:

    > Tak wiem. Bo ma złą żonę. Moja wina.

    pleciesz in


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 18.09.19, 09:59
    meela napisała:

    > Afq, co z tym zrobię?
    > Uznałam, że nie muszę być idealna. Świat i ludzie wokół idealni nie są, więc ja
    > też nie muszę.

    jasne że nie musisz i nie o to chodzi :-)
    widocznie to co cie zatrzymuje jest silniejsze niż chęć zmiany czegoś
    no i ok


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 18.09.19, 15:08
    afq napisał:

    > meela napisała:
    >
    > > Afq, co z tym zrobię?
    > > Uznałam, że nie muszę być idealna. Świat i ludzie wokół idealni nie są, w
    > ięc ja
    > > też nie muszę.
    >
    Meela, nie musisz być doskonała, ale możesz, jeżeli chcesz sie dokonalić :)
    >
    >




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 16.09.19, 19:30
    Zastanowię się nad tym.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 16.09.19, 19:33
    Masz racje, weszłam w taka pozę. Ale to chyba faktycznie tylko takie myślenie, bo z tyloma trudnymi sprawami dawałam sobie radę w życiu i wiele osób mówiło mi, że jestem dzielna. A jak znów przychodzi wyzwanie to trudno mi się z nim zmierzyć.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 16.09.19, 20:23
    Ciągle myślę, że nie małej, ale posłusznej, a więc grzecznej. Grzecznej, wiec akceptowanej, bo jak nie, to świat się rzuci na "wyrodka" i go zmiażdży.
  • mona.blue 16.09.19, 22:14
    yadaxad napisał(a):

    > Ciągle myślę, że nie małej, ale posłusznej, a więc grzecznej. Grzecznej, wiec a
    > kceptowanej, bo jak nie, to świat się rzuci na "wyrodka" i go zmiażdży.

    Faktycznie masz rację, to raczej rola grzecznej i posłusznej, żeby zdobyć akceptację.
    Jak się niej wyzwolić? Nie bać się odrzucenia i krytyki?


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 16.09.19, 22:44
    Samemu z sobą się tego nie rozbije. Masz to tak wkodowane, że życie tego nie ruszyło. Nie ruszyły tego terapie, bo nie pozwoliłaś na to,twoja psychika broni tego jak skały. Prawdopodobnie za dużo jest na tym zbudowane.
  • mona.blue 17.09.19, 15:38
    Zaczynam się temu przygladac Instagram się być bardziej autentyczna, w zgodzie ze swoimi uczuciami, może to jakoś pomoze, co do terapii to muszę się zastanowić.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 19.09.19, 11:08
    Mona, może sa pewne sprawy, przy których postawisz na swoim i jesteś ponad gniew ojca czy matki (ten rozwód), a są takie, które ten potencjalny gniew komplikuje (twój związek). Ciekawe od czego to zależy? Może, gdy sama masz konkretny plan i nie masz obaw przed realizacją i efektami, to idziesz jak burza i nic cię nie powstrzyma?

    A trolawaniem się nie przejmuj. Niech trole nie przesadzają, bo znów je wystawią za drzwi.

    > z tyloma trudnymi sprawami dawałam sobie radę w życiu i wiele osób mówiło mi, że jestem dzielna. A jak znów przychodzi wyzwanie to trudno mi się z nim zmierzyć.
  • in.113 19.09.19, 16:25
    Meela, ja ci polecę kilka tytułów, które mi polecono jakiś czas temu. Nie wiem zupełnie co to za ksiązki, ale zamierzam coś z nich wylosowac i przeczytać: Moje śliczne, Dopasowani, Dziewięć dni, Oskar i Pani Róża, Podglądanie wszechświata i ten autor Andrzej Pilipiuk.
  • meela 19.09.19, 17:10
    Oskar i Pani Róża przeczytałam do połowy. Jest to książka o małym chłopcu umierającym na raka. Zbyt dołująca, jak dla mnie. Ale mądre sekwencje porównywalnie do małego księcia.
    Pozostałych nie znam. Dziękuję
    Narazie wypożyczyłam sobie kilka książek różnych i żadnej jeszcze nie zaczęłam. W wolnym czasie coś szyję albo rysuję. Ale na pewno wrócę do książek.

    Postawę ofiary przerabiałam z terapeutą aż za bardzo. Tak mnie ten terapeuta zdenerwował, bo wciskał mi, że jestem taka słaba i bezradna i zależna od męża. A to nieprawda. Raczej ignorantką jestem tak na zewnątrz. Ciężko wysupłać coś pozytywnego w takiej postawie. Raczej jest to kopanie siebie i potwierdzanie tego, że jestem nic nie warta.
    Czytałam, że ofiara ma taką korzyść, że myśli sobie: ja ta dobra, on ten zły. Ale ja tak o sobie nie myślałam. Raczej szłam w stronę samoniszczenia. Ale mam to za sobą.
  • meela 19.09.19, 19:06
    Jeszcze dopiszę, że to nie jest tak, że całe życie gram ofiarę. Tylko jak jest konflikt, to nie walczę i może o to chodzi. Terapeuta wciskał mi, że trwa to wciąż i powinnam odejść od męża. Znam go dwadzieścia lat i wcale tak nie jest. Tylko, gdy jest konflikt, to wchodzi w taką postawę, że walczy zawzięcie, a ja wycofuję się.
  • in.113 19.09.19, 20:38
    Myślę, ze w przemianie siebie nie chodzi o to, by sie skupiać na tym kim sie jest i głowić jak oduczyć sie ignorowania, cynizmu czy cokolwiek innego jak obgadywania, złośliwości itp. Tylko aby wdrożyć w codzienne działanie cos co pozytywnie nas karmi. Może to byc poszukiwanie wiedzy, pogłębianie zainteresowań, uprawianie sztuki (ty szyjesz, rysujesz), uprawianie sportu czy po prostu ogródka, jak ktoś ma i lubi. Dodam jeszcze działanie, praca ktora daje satysfakcje, angazowanie w cos na 100%. Zatrzymywanie sie na tym, co sie lubi: Kubek z herbata, pierwszy blask nadchodzącego dnia, medytacja na spacerze, siedzenie w ciszy i układanie w głowie spraw. I jeszcze wdzięcznośc- uświadamianie sobie tego wszystkiego dobrego co nas spotyka. Duzo tego jest.
  • meela 19.09.19, 21:05
    Tak, Ty mówisz o procesie zmian, żeby stawać się lepszym człowiekiem, dojrzałym. Ale jak usuwa Ci się grunt pod nogami, to trzeba działać natychmiastowo i wręcz zadaniowo. Teraz to ja mogę sobie medytować i szyć. Gdy byłam w samym środku tego, to z trudnością skupiałam się na obowiązkach i na opiece nad dziećmi. Rozwód to są emocje. Jak ktoś przeżył, to wie. A u nas było blisko, już cała machina ruszyła.

    Jestem bardzo spokojną osobą, życzliwą, cierpliwą, rzadko się frustruję czymś, ale zrobiłam coś, co męża rozwścieczyło i od tego zaczęła się wojna. A ja na poligonie się nie sprawdzam. Stoję i daję się bić.
  • in.113 19.09.19, 21:22
    Przeżyłam jakiś czas temu trzęsienie ziemi. To są sprawy, które ciągną sie od lat i to był najmniej dobry moment, aby wypłynęły. Uspokoiło się na razie i odetchnęłam. Widać wszystko w swoim czasie. A może nigdy. Ale ja się już z tą opcją pogodziłam i wybaczyłam. Lepiej dla dzieci.
  • in.113 19.09.19, 21:09
    agnieszkamaciag.pl/zasady-szczesliwego-zycia/
  • afq 20.09.19, 08:49
    in.113 napisała:

    > Myślę, ze w przemianie siebie nie chodzi o to, by sie skupiać na tym kim sie je
    > st i głowić jak oduczyć sie ignorowania, cynizmu czy cokolwiek innego jak obgad
    > ywania, złośliwości itp. Tylko aby wdrożyć w codzienne działanie cos co pozytyw
    > nie nas karmi.

    to wszystko prawda in
    ale tez nie chodzi o to by powielac zachowania ktore nas osłabiają
    a potem stosowac cos co nas karmi by zaleczyc guzy

    chodzi tez o to by zmieniac schematy swoich zachowan
    jesli prowadzą pod ścianę


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 20.09.19, 13:56
    A co to są konkretnie te schematy? Jakie konkretnie np. ?

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 20.09.19, 15:56
    mona.blue napisała:

    > A co to są konkretnie te schematy? Jakie konkretnie np. ?
    >

    oj mona
    tu kazdy ma swoje
    nie domagac sie pomocy kiedy tego potrzebuje np
    wrzeszczec kiedy ktos ma krytyczne uwagi pod moim adresem, jakbym był zaatakowany
    bać się zwyczajnie mieć swoje zdanie
    itd
    itd


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 23.09.19, 07:31
    Nie tyle guzy leczę, co rekompensuję. Nie jestem w stanie żyć tak, aby nie musieć nic rekompensować.

    "to wszystko prawda in
    ale tez nie chodzi o to by powielac zachowania ktore nas osłabiają
    a potem stosowac cos co nas karmi by zaleczyc guzy

    chodzi tez o to by zmieniac schematy swoich zachowan
    jesli prowadzą pod ścianę"
  • afq 23.09.19, 08:46
    in.113 napisała:

    > Nie tyle guzy leczę, co rekompensuję. Nie jestem w stanie żyć tak, aby nie musi
    > eć nic rekompensować.

    wydaje mi się że też tak nie umiem
    ale chyba w czym innym sztuka


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 23.09.19, 08:53
    myślę że to jest jak z bolącym zębem

    boli mnie dziurawa prawa piątka to gryzę lewą stroną
    jem, gryzę? jasne że tak, ale..
    może lepiej wyleczyć i wypełnić tą piątkę

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 23.09.19, 09:23
    Gdyby mnie bolała, to bym wyleczyła. Ale żyjemy w różnych zależnościach z innymi (bliskimi, znajomymi, mało znajomymi), czy tego chcemy czy nie. Ta piątka może należeć do kogoś żyjącego po drugiej stronie globu, a ja muszę żuć lewą stroną.
  • afq 23.09.19, 09:49
    in.113 napisała:

    > Gdyby mnie bolała, to bym wyleczyła. Ale żyjemy w różnych zależnościach z innym
    > i (bliskimi, znajomymi, mało znajomymi), czy tego chcemy czy nie. Ta piątka moż
    > e należeć do kogoś żyjącego po drugiej stronie globu, a ja muszę żuć lewą stron
    > ą.

    rozumiem
    jednak bardzo wiele dzieje się w naszych głowach, emocjach itp
    to zupełnie niematerialne, a więc nieostateczne

    przypomina mi się wykład Eichelbergera jaki kiedyś oglądałem
    o stresie akurat
    nic sie nie musi dziać takiego wokół mnie co by mnie stresowało
    wystarczy że zaczne myśleć o takiej sytuacji
    dla mózgu to wszystko jedno, on juz jest w takiej stresującej sytuacji

    pewnie nie wszystko rozumiem o czym piszesz
    ale zawieszam się na słowie "muszę"
    co by było gdybyś w sytuacji którą masz w głowie
    przestała musieć?




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 23.09.19, 09:51
    nie odpowiadaj mi na to pytanie, ale je postawie
    co powoduje że musisz?


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 23.09.19, 09:51
    i czy to absolutnie niepodważalne powody?

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 23.09.19, 09:51
    To nie tak, że małżeństwo to cały mój świat. Mam przecież swoje sprawy. Wystraszyłam się reakcji syna na wiadomość o rozwodzie, mąż też. W jednej chwili zrozumiałam, że jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za dzieci.
    To małżeństwo mnie nie satysfakcjonowało przez lata, więc nie mogło być całym moim światem. Ja nie spełniałam oczekiwań męża, a on moich. Żyjemy w zgodzie i to mi wystarcza na dzień dzisiejszy. Nie chcę więcej, nie wierzę w więcej, sama też nie potrafię dać więcej.

    Tak piszesz zagadkowo In, że trudno coś napisać. Ale wydaje mi się, że bierzesz na barki kogoś humory i kogoś emocje. Ja też tak robiłam i do niczego dobrego to nie prowadzi.
  • afq 23.09.19, 10:01
    meela napisała:

    > To nie tak, że małżeństwo to cały mój świat. Mam przecież swoje sprawy. Wystras
    > zyłam się reakcji syna na wiadomość o rozwodzie, mąż też. W jednej chwili zrozu
    > miałam, że jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za dzieci.
    > To małżeństwo mnie nie satysfakcjonowało przez lata, więc nie mogło być całym m
    > oim światem. Ja nie spełniałam oczekiwań męża, a on moich. Żyjemy w zgodzie i t
    > o mi wystarcza na dzień dzisiejszy. Nie chcę więcej, nie wierzę w więcej, sama
    > też nie potrafię dać więcej.
    >
    > Tak piszesz zagadkowo In, że trudno coś napisać. Ale wydaje mi się, że bierzesz
    > na barki kogoś humory i kogoś emocje. Ja też tak robiłam i do niczego dobrego
    > to nie prowadzi.

    a jeśli się jeszcze włączy poczucie winy
    robi się na prawdę ponuro
    odpowiedzialność - tak
    poczucie winy - nie
    tak łatwo to pomylić

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 23.09.19, 11:24
    Afq relacje międzyludzkie to zawsze kompromisy. A jak kompromis to zawsze pozostaje się z pewnym niezrealizowaniem, brakiem, niedosytem.
  • meela 23.09.19, 11:43
    Jak ktoś nie potrafi być szczęśliwy, to będzie nieszczęśliwy wszędzie, w małżeństwie, w pracy. I zawsze sobie tak ustawi relacje, że będzie źle.Teraz widzę ile stresu, spięcia i przygnębienia sprawia mi praca. Można całe życie widzieć, że szklanka do połowy pusta, a można, że do połowy pełna. Ja całe życie skupiałam się na negatywach. Teraz staram się inaczej.
  • in.113 23.09.19, 12:02
    "Jak ktoś nie potrafi być szczęśliwy, to będzie nieszczęśliwy wszędzie, w małżeństwie, w pracy. I zawsze sobie tak ustawi relacje, że będzie źle.Teraz widzę ile stresu, spięcia i przygnębienia sprawia mi praca. Można całe życie widzieć, że szklanka do połowy pusta, a można, że do połowy pełna. Ja całe życie skupiałam się na negatywach. Teraz staram się inaczej. "

    No właśnie ja mam meela odwrotnie. Widzę szklankę do połowy pełną: w pracy, w domu. I myślę, albo mam nadzieję, ze taką widzi mnie mój syn.

    Ale dla równowagi szklanka mojego męża jest do połowy pusta. Najwyraźniej wystarcza mu to, że jest coś w mojej, bo to się przekłada na funkcjonowanie domu. Wiem, wiem zaraz ktoś ze mnie zrobi współuzależnioną żonę. A dla mnie to po prostu uzupełnianie się.
  • meela 23.09.19, 12:24
    Myślę, że to się wynosi z domu. Ja wyniosłam brak zaufania do ludzi. Mógł stanąć ktoś dla mnie na rzęsach, to i tak bym pomyślała że ma złe intencje. Mój mąż z kolei miał inne braki i tak to się kręciło. Gdyby pewnych rzeczy nie zauważył, to ja bym się z decyzją nie cofneła. Ale zauważył sam i sam zadeklarował zmianę.
  • afq 24.09.19, 02:37
    in.113 napisała:

    > Afq relacje międzyludzkie to zawsze kompromisy. A jak kompromis to zawsze pozos
    > taje się z pewnym niezrealizowaniem, brakiem, niedosytem.

    masz racje in, często jakiś kompromis jest potrzebny, choc nie zgadzam się że zawsze
    ale ok
    braki niedosyt? tylko jeśli kompromis nie cieszy, wtedy pytania.. jaki to kompromis ? lub co jest ważniejsze.. wspolnie cos ułożyć ? czy zeby moje było a wierzchu?


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 24.09.19, 08:07
    Nie chce was dolowac moją wizja związku, gdzie sa jakieś braki, deficyty, kryzysy, gdzie sie czasem cos musi. To jest moja wizja nieidealna, bo idealna nie jestem. I tak sobie mysle, ze znam taka parę, którą los mocno nieidealnie doświadczył, a nawet sam bog- bo to głęboko wierzący ludzie, ale tak bez siebie żyć nie mogli ze po kilkuletniej batalii rozwodowej znow sa razem i wychowują jej dzieci.

    Wiem, ze mozna stworzyć lepszy związek. Ale przeszłam do etapu, gdy mnie juz nie chce sie zastanawiać, co zrobić aby byl lepszy. Niech on robi sie sam, a ja daje szacunek, wsparcie i odpowiedzialność. I o swój rozwój i ewolucję dbam, co bez związku dla zwiazu nie jest.
  • meela 24.09.19, 08:32
    Tak myślę, że Mona masz swoje doświadczenia i dlatego tak piszesz i jesteś wyczulona na to, żeby nie trwać w negatywnym związku. Ja się z tym zgadzam. Nigdy nie wybaczyłabym zdrady, nie wytrzymałabym gdyby był w domu alkohol itd.
    Każdy ma inne doświadczenia. Inne ja, inne In. Można powiedzieć, że mój mąż jest przeciętny, ma zalety i ma wady. A ja całe życie cackam się z sobą. To mi źle, tamto źle i wciąż byłam nieszczęśliwa. Jak nie było powodu, to go sobie wymyśliłam. Gdy stanęłam nad rozwodem, to naraz pojęłam, że głupia jestem i czego właściwie chcę od życia. Od dziecka musiałam o siebie zadbać i chyba wykształciła się u mnie paniczny i neurotyczny nawyk analizowania, co jest dobre dla mnie a co złe. Nie zawsze taka analiza jest dobra i może prowadzić do błędnych wniosków.
  • mona.blue 24.09.19, 11:11
    Ja doceniam wartość małżeństwa i racji bycia katoliczka nie powinnam byc za rozwodami. Jednak tak jak piszesz w przypadku alkoholizmu czy zdrady też za nimi jestem.
    A spokój tez jest ważny, poczucie bezpieczeństwa. A na uczucie można dmuchać, żeby się znów rozpaliło, w końcu miłość jest aktem woli i trzeba ją pielęgnować.
    A taka analiza, co jest dobre, a co złe jest dobra,może nie neurotyczna, mi z kolei jej brakowało i dopiero teraz wiem jak to jest ważne (tego zresztą uczyli na terapii współuzależnienia, to wydaje się oczywiste, ale dla mnie z kolei nie było).

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 23.09.19, 10:36
    No cóż, może takie małżeństwo trwać. Ten stan zgody, to pewnie tak pomiędzy, bo przy takim układzie, trudno uwierzyć, że nie dochodzi od czasu do czasu do postawienia kolców na sztorc i poranienia się wzajemnie. Może trwać, ale wisi nad nim cień prowizorki. Nigdy nie wiadomo, czy któraś strona nie odkryje nagle w kimś innym sensu życia. A dzieci, wprawdzie wolą choćby stan fałszywej stabilności i mało które mogą zaśpiewać "cudownych rodziców mam" , ale potem we własnym wchodzeniu w związki, będą musiały pewne nauczone, wyniesione "prawdy" przepracować.
  • meela 23.09.19, 17:03
    "Trudno uwierzyć, że nie dochodzi od czasu, do czasu do postawienia kolców na sztorc i poranienia się wzajemnie".
    Nie wiem, czy istnieją małżeństwa, gdzie nie dochodzi do postawienia kolców i poranienia. Może w bajkach. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że inaczej już na wszystko patrzę i od razu kolców nie wystawiam jak kiedyś.

    "Może trwać, ale wisi nad nimi cień prowizorki".
    Dlaczego prowizorki? Czy na zgodzie, na zaufaniu, na wzajemnym szacunku nie można zbudować związku? Ja nie jestem z tych, co musi być ogień.

    "Nigdy nie wiadomo, czy któraś strona nie odkryje nagle w kimś innym sensu życia".
    Tego nigdy nie wiesz. Niezależnie od tego jakie obietnice składa i jaki ogień jest między wami. Bo co to właściwie jest miłość i kiedy związek nie jest prowizorką.
    Czy to, że postanowiliśmy spróbować jeszcze raz i od początku bez cofania się w tył, można skrytykować? I dlaczego? Nie rozumiem.
  • mona.blue 23.09.19, 18:25
    Jak nie ma prawdziwej miłości w związku to latwo zakochać się w kimś innym, jak trafi się odpowiedni. Myślę, że miłość jednak zabezpiecza przed tym, przynajmniej ta prawdziwa.
    Takie mam doswiadczenie, moje i innych.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 18:38
    "Jak nie ma prawdziwej miłości w związku to latwo zakochać się w kimś innym"
    co łatwo przychodzi, to łatwo odchodzi

  • mona.blue 23.09.19, 18:47
    in.113 napisała:

    > "Jak nie ma prawdziwej miłości w związku to latwo zakochać się w kimś innym"
    > co łatwo przychodzi, to łatwo odchodzi

    niekoniecznie :)




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 18:55
    Zakochania o niczym nie świadczą. Jedynie o tym, że jest kryzys. A kryzysy są normą przy naszej ludzkiej ułomności nie tylko na płaszczyźnie miedzy kobietą a mężczyzną. Kryzysy mijają jeśli jest taka świadoma wola.
  • in.113 23.09.19, 19:12
    Kiedyś już to pisałam. Nie wierzę w przeznaczenie, w dwie idealnie dopasowane osobowości, w idealna miłość, przy której nic nie trzeba robić, która na wieki oslepia umysł i zmysły, że żadne zakochanie w kimś nowym nie grozi.

    Kiedyś myslałam, ze studia to ostatni moment, aby stworzyć zwiazek na całe życie. Ale potem, gdy już ten związek stworzyłam zdarzyło mi sie kilka razy w życiu spotkać mężczyzn, o których myślałam, że jak byłabym aktualnie wolna to coś z tego mogłoby być. Ludzie są do siebie mniej lub bardziej podobni, i co jakiś czas spotykamy tych bardzo podobnych czy to mężczyzn czy kobiety (z którymi możemy się zaprzyjaźnić). I to już nasz wybór co z tym zrobimy. - jesli chodzi o mężczyzn.

    Z jakiegoś powodu to mój mąż był tym pierwszym, którego poznałam, z którym czułam porozumienie, z którym jednocześnie stawaliśmy się gotowi na kolejne etapy relacji, i z który zbudowałam solidne fundamenty, które ciężko zburzyć mimo jego wad... więc może jednak to przeznaczenie.
  • meela 23.09.19, 19:53
    Mona, a co to jest prawdziwa miłość? Na początku Ty też pewno kochałaś męża, a on Ciebie i jednak nie wyszło.
    Ja też tak myślę, jak In. Też spotykałam na swojej drodze różnych mężczyzn, z którymi mogłabym wejść w bliższe relacje. To jest kwestia otwarcia na znajomość lub zamknięcia.
  • mona.blue 23.09.19, 22:04
    meela napisała:

    > Mona, a co to jest prawdziwa miłość? Na początku Ty też pewno kochałaś męża, a
    > on Ciebie i jednak nie wyszło.
    > Ja też tak myślę, jak In. Też spotykałam na swojej drodze różnych mężczyzn, z k
    > tórymi mogłabym wejść w bliższe relacje. To jest kwestia otwarcia na znajomość
    > lub zamknięcia.

    Chyba jednak nie kochałam, tylko byłam przywiązana do niego, on zresztą chyba podobnie.
    Już po miesiącu po ślubie okazało się, że to nie miłość, też tkwiłam w związku głównie z rozsądku i braku odwagi do zmiany życia dlatego jestem przeciwniczka takich związków, bo wiem za dobrze, jak to wygląda.



    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 23.09.19, 22:08
    in.113 napisała:

    > Kiedyś już to pisałam. Nie wierzę w przeznaczenie, w dwie idealnie dopasowane o
    > sobowości, w idealna miłość, przy której nic nie trzeba robić, która na wieki o
    > slepia umysł i zmysły, że żadne zakochanie w kimś nowym nie grozi.
    >
    A ja wierzę, że Bóg nam może dac odpowiednią dla nas osobę, różną od nas, nieidealną, ale taka z kóa jest nam dobrze, przy której czujemy się szczęśliwi i spełnieni. To nie znaczy, że nic nie trzeba robić w związku, to jest często ciężka praca, ale taka która daje dobre efekty i pogłębia związek.

    > Kiedyś myslałam, ze studia to ostatni moment, aby stworzyć zwiazek na całe życi
    > e. Ale potem, gdy już ten związek stworzyłam zdarzyło mi sie kilka razy w życiu
    > spotkać mężczyzn, o których myślałam, że jak byłabym aktualnie wolna to coś z
    > tego mogłoby być. Ludzie są do siebie mniej lub bardziej podobni, i co jakiś cz
    > as spotykamy tych bardzo podobnych czy to mężczyzn czy kobiety (z którymi możem
    > y się zaprzyjaźnić). I to już nasz wybór co z tym zrobimy. - jesli chodzi o męż
    > czyzn.
    >
    > Z jakiegoś powodu to mój mąż był tym pierwszym, którego poznałam, z którym czuł
    > am porozumienie, z którym jednocześnie stawaliśmy się gotowi na kolejne etapy r
    > elacji, i z który zbudowałam solidne fundamenty, które ciężko zburzyć mimo jego
    > wad... więc może jednak to przeznaczenie.




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 23.09.19, 21:25
    in.113 napisała:

    > Zakochania o niczym nie świadczą. Jedynie o tym, że jest kryzys. A kryzysy są n
    > ormą przy naszej ludzkiej ułomności nie tylko na płaszczyźnie miedzy kobietą a
    > mężczyzną. Kryzysy mijają jeśli jest taka świadoma wola.

    Jak to o niczym nie świadcza? Jak się kogoś kocha to raczej nie zakochasz się w kimś innym. A zakochanie może rozwinąć się w prawdziwą miłość. Mogą faktycznie zdarzyć się w trakcie kryzysu, ale jeżeli już się przestanie kochać to krzyzem jest życie w takim związku. Ale z drugiej strony prawdziwa miłość to kwestia woli, ale zjednoczonej z uczuciami i pozadamiem.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 21:46
    "Jak to o niczym nie świadcza? Jak się kogoś kocha to raczej nie zakochasz się w kimś innym."

    Mona, piszesz to z perspektywy osoby, która kocha od 20 lat niezmiennie, tak samo mocno? po 20 latach wspólnej codziennosci? po 20 latach prawie wszystkich wspólnych śniadań, obiadów, kolacji, wieczorów, poranków itp. I nie pisz prosze, że wiesz, bo koleżanki we wspólnocie są w szczęśliwych zwiazkach od 20 lat - bo ludzie różne rzeczy opowiadają, róznie się prezentują (moje małżeństwo tez jest odbierane jako idealne w realu). A gdybać to sobie można, i śnić jak moze wyglądać prawdziwa miłość i szara codzienność we dwoje po kilkunastu latach wspólnej przeszłości. Miłosć mozna porównac do płomienia, w który czasem trzeba dmuchnąc, zeby znów zaczął ogrzewac. To nie jak centralne ogrzewanie, co grzeje zawsze.
  • mona.blue 23.09.19, 22:10
    in.113 napisała:

    > "Jak to o niczym nie świadcza? Jak się kogoś kocha to raczej nie zakochasz się
    > w kimś innym."
    >
    > Mona, piszesz to z perspektywy osoby, która kocha od 20 lat niezmiennie, tak sa
    > mo mocno? po 20 latach wspólnej codziennosci? po 20 latach prawie wszystkich ws
    > pólnych śniadań, obiadów, kolacji, wieczorów, poranków itp. I nie pisz prosze,
    > że wiesz, bo koleżanki we wspólnocie są w szczęśliwych zwiazkach od 20 lat - bo
    > ludzie różne rzeczy opowiadają, róznie się prezentują (moje małżeństwo tez jes
    > t odbierane jako idealne w realu). A gdybać to sobie można, i śnić jak moze wyg
    > lądać prawdziwa miłość i szara codzienność we dwoje po kilkunastu latach wspól
    > nej przeszłości. Miłosć mozna porównac do płomienia, w który czasem trzeba dmuc
    > hnąc, zeby znów zaczął ogrzewac. To nie jak centralne ogrzewanie, co grzeje zaw
    > sze.

    Rozumiem, że ty piszesz z takiej perspektywy?



    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 22:14
    Tak.
  • yadaxad 23.09.19, 22:13
    Bardzo z drugiej ręki, ale jednocześnie dość blisko znałam związek, który tworzył jedno jabłuszko. Byli z sobą zrośnięci, przez to, że pan lubił miłostki i były tajemnicą poliszynela. Jak tam pani, nie wiem , tego przez grzeczność nikt nie poruszał. Jak pan umarł, to pani psychicznie razem z nim, ale po dwóch latach wyciągnęła się z depresji i nie jest tak aktywna, z rzadka, ale wyciąga się ją czasami jako autorytet w dziedzinie. To jabłuszko to tworzy raczej bliskość intelektualna, nie seks, ludzie stają się bliźniakami. Tak jak jedna pisarka i gej przeżyli wspaniały epizod miłosny, bo do zbliżenia doprowadziła ich głowa.
  • in.113 23.09.19, 22:27
    Większość małżeństw na stare lata, a juz zwłaszcza w chorobie wygląda jak jabłuszka.
  • in.113 23.09.19, 22:34
    No i to dla mnie zrozumiałe, ze musi byc podobieństwo intelektualne, aby pojawiła sie wiez miedzy kobieta a mężczyzna. Co nie znaczy, ze to jedyna wiez jaka moze im sie w zyciu przydarzyć. Przecież czlowiek nie jest monogamiczny, ale ma rozum i poczucie odpowiedzialności.
  • yadaxad 23.09.19, 22:38
    No, nie wiem, już wiedzą, że są na siebie skazani i dają sobie popalić bez zahamowań.
  • in.113 23.09.19, 22:43
    To spróbuj ich rozdzielić. Albo namieszać miedzy nimi. Staną za sobą murem. Zobacz jak cierpią, gdy jedno z nich odchodzi. Po 30-40-50 nie ma bliższej osoby niż mąż dla żony i żona dla męża.
  • yadaxad 23.09.19, 22:49
    Pewnie, że tak, bo zdają sobie sprawę, że są dla siebie jedyną oporą, tak że się mogą podżerać, ale dbają o istnienie drugiego. Ale to bym powiedziała tak 50>.
  • in.113 23.09.19, 22:56
    No jasne że i tez sie podżerają. Czlowiek to istota niedoskonala i niedoskonałe relacje tworzy.
  • yadaxad 23.09.19, 23:04
    To by trzeba było dojść do początków sensu małżeństwa, a to by wywracało cały zastany stan. A w stanie zastanym związki są takie jakie są. Chyba szacunek jest najważniejszy, ale szacunek wiąże się z prawdą. I chyba szacunek i prawda może świetnie rozwiązać związek, podczas kiedy zaciemnianie i uniki trzymają je w kupie.
  • to.znowja 23.09.19, 23:53
    yadaxad napisał(a):

    Tak jak jedna pisarka i
    > gej przeżyli wspaniały epizod miłosny, bo do zbliżenia doprowadziła ich głowa.

    Czyli jak? Uściślij. Już widzę jak siedzą obok, wpatrzeni w siebie i oboje mają orgazm.
  • mona.blue 24.09.19, 07:40
    in.113 napisała:

    > "Jak to o niczym nie świadcza? Jak się kogoś kocha to raczej nie zakochasz się
    > w kimś innym."
    >
    > Mona, piszesz to z perspektywy osoby, która kocha od 20 lat niezmiennie, tak sa
    > mo mocno? po 20 latach wspólnej codziennosci? po 20 latach prawie wszystkich ws
    > pólnych śniadań, obiadów, kolacji, wieczorów, poranków itp. I nie pisz prosze,
    > że wiesz, bo koleżanki we wspólnocie są w szczęśliwych zwiazkach od 20 lat - bo
    > ludzie różne rzeczy opowiadają, róznie się prezentują (moje małżeństwo tez jes
    > t odbierane jako idealne w realu). A gdybać to sobie można, i śnić jak moze wyg
    > lądać prawdziwa miłość i szara codzienność we dwoje po kilkunastu latach wspól
    > nej przeszłości. Miłosć mozna porównac do płomienia, w który czasem trzeba dmuc
    > hnąc, zeby znów zaczął ogrzewac. To nie jak centralne ogrzewanie, co grzeje zaw
    > sze.

    Piszesz małżeństwo, to znaczy, że jesteście po ślubie cywilnym?



    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 24.09.19, 07:42
    Co do tego, że trzeba dmuchać w płomień to się zgadzam.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 11:15
    Chciałabym, aby moje dzieci wychowywały sie w idealnym domu i miały idealne wzorce do podglądania. Ale życie nie jest idealne i idealnie sie nie ułoży jakiekolwiek zmiany zrobimy i kroki podejmiemy. Jeśli chodzi o moja role jako wzór staram się pełnić najlepiej jak umiem. Za inne wzory: Ojca (a mojego męża), dziadka, babci , wujka nie odpowiadam.
  • in.113 23.09.19, 11:18
    Przecież dziecko nie będzie powielac modelu relacji miedzy jego matka a ojcem, ale modelu wyuczonych przez niego samego relacji z bliskimi.
  • mona.blue 20.09.19, 14:59
    in.113 napisała:

    > Myślę, ze w przemianie siebie nie chodzi o to, by sie skupiać na tym kim sie je
    > st i głowić jak oduczyć sie ignorowania, cynizmu czy cokolwiek innego jak obgad
    > ywania, złośliwości itp


    A ja myślę, że o to też. Nie tylko przemiana osobowość, ale i charakteru, chociaż o tym psychologia popularna w zasadzie nie mówi, to domena religii czy duchowości.

    . Tylko aby wdrożyć w codzienne działanie cos co pozytyw
    > nie nas karmi. Może to byc poszukiwanie wiedzy, pogłębianie zainteresowań, upra
    > wianie sztuki (ty szyjesz, rysujesz), uprawianie sportu czy po prostu ogródka,
    > jak ktoś ma i lubi. Dodam jeszcze działanie, praca ktora daje satysfakcje, anga
    > zowanie w cos na 100%. Zatrzymywanie sie na tym, co sie lubi: Kubek z herbata,
    > pierwszy blask nadchodzącego dnia, medytacja na spacerze, siedzenie w ciszy i u
    > kładanie w głowie spraw. I jeszcze wdzięcznośc- uświadamianie sobie tego wszyst
    > kiego dobrego co nas spotyka. Duzo tego jest.


    Tak, tylko to dotyczy głównie naszego dobrostanu, jest jeszcze kwestia relacji międzyludzkich.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 07:44
    "Nie tylko przemiana osobowość, ale i charakteru"
    Charakter wyraża naszą osobowość. W ogóle to mamy w sobie te przysłowiowe dwa wilki. Przynajmniej ja je mam.

    "Tak, tylko to dotyczy głównie naszego dobrostanu, jest jeszcze kwestia relacji międzyludzkich."
    Im lepszy dobrostan tym bardziej etyczne zachowanie: wobec ludzi ale i przyrody i wszelkich dóbr. No właśnie, to nie ma nic wspólnego z inetligencją, a dobrostanem. Nie zauważacie u siebie tej zależności "meandrując" przez życie?
  • mona.blue 19.09.19, 20:56
    Ja dzisiaj przeczytałam tak o miłości:
    "Miłość to pragnienie dobra i szczęścia. to bezinteresowny dar z siebie, siła przezwyciężająca egoizm ('nie szuka swego')"
    z czym się zgadzam.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 19.09.19, 21:00
    A dzisiaj kupiłam i zaczęłam czytać biografię Żuławskiego "Szaman", nie mogę sie oderwać od tej książki :) Charyzmatyczny reżyser i literat, ale straszny kobieciarz, który na potęgę zdradzał te swoje kobiety.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 19.09.19, 21:00
    mona.blue napisała:

    > A dzisiaj kupiłam i zaczęłam czytać biografię Żuławskiego "Szaman", nie mogę si
    > e oderwać od tej książki :) Charyzmatyczny reżyser i literat, ale straszny kobi
    > eciarz, który na potęgę zdradzał te swoje kobiety.
    >
    www.empik.com/zulawski-szaman-szarlat-aleksandra,p1229499758,ksiazka-p



    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 19.09.19, 21:33
    Ciekawe to jest w konfrontacji z " Opowieści mojej żony" Mirosława Żuławskiego. Jakież to słodkie.
  • mona.blue 19.09.19, 22:44
    yadaxad napisał(a):

    > Ciekawe to jest w konfrontacji z " Opowieści mojej żony" Mirosława Żuławskieg
    > o. Jakież to słodkie.

    Nie zroumiałam dokładnie, czy ta książka o której piszesz przedstawia polukrowana rzeczywistośc?


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 19.09.19, 22:46
    ta biografia jest szczera az do bólu, dowiaduje się takich rzeczy o światku filmowym i warszawce z tamtego okresu, ze jestem az zszkokowana


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • yadaxad 19.09.19, 23:08
    Nie, bardzo sympatyczna książeczka, w formie opisanych rodzinnych anegdot opowiadanych przez żonę. Nikt by nie pomyślał, że z takiego klimatu rodzą się potwory. Tylko tak lekko, jak się nie wie, to niezauważalnie jest zaznaczona skłonność do spożywania trunków przez teścia Ż. . Wiesz, szok, wszystko zależy jak się to opisze.
  • mona.blue 20.09.19, 09:18
    Dla kobiet faktycznie był potworem i te jego filmy też chyba 'potworne'.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • feniks_4 22.09.19, 12:20
    Czytalas wywiad z bratem Żuławskiego (mieszkali razem przez ostatnie lata zycia Andrzeja Żuławskiego)?
    wyborcza.pl/7,101707,25211209,moj-brat-andrzej-zulawski-kobieta-w-pieknym-meskim-ciele.html#s=BoxWyboLink
    A tu wywiad z nim z 2010 roku. Moim zdaniem on byl bardzo narcystyczny (socjopata?).
    wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,8209377,Co_wynika_z_Nocnika.html
  • mona.blue 22.09.19, 13:51
    feniks_4 napisała:

    > Czytalas wywiad z bratem Żuławskiego (mieszkali razem przez ostatnie lata zycia
    > Andrzeja Żuławskiego)?
    > wyborcza.pl/7,101707,25211209,moj-brat-andrzej-zulawski-kobieta-w-pieknym-meskim-ciele.html#s=BoxWyboLink
    > A tu wywiad z nim z 2010 roku. Moim zdaniem on byl bardzo narcystyczny (socjopa
    > ta?).
    > wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,8209377,Co_wynika_z_Nocnika.html

    Nie czytałam, ale chętnie przeczytam, dzięki za linki. Potem postawię ew. diagnozę :)


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 22.09.19, 16:53
    Z drugiego wywiadu mi wynika, że chyba faktycznie był socjopatą, a narcyzem to nie wiem.
    Zobaczymy jeszcze pierwszy wywiad potem.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 22.09.19, 23:17
    Może nie przeczytalam, ale za to obejrzałam 'Polityke' Patryka Vegi, jak dla mnie jest warte obejrzenia. Prawdziwe.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 12:05
    A co do słowa "musieć". W każdym scenariuszu życiowym, jakikolwiek wybierzemy to coś "musimy". Musimy, bo tak wybraliśmy.
  • mona.blue 23.09.19, 21:27
    To albo musimy albo wybieramy, chcemy. W wolności.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 21:54
    "To albo musimy albo wybieramy, chcemy. W wolności."
    chyba na emeryturze :)
  • mona.blue 23.09.19, 22:12
    Musisz chodzić do pracy? Czy wybierasz, żeby nie ponosić negatywnych konsekwencji?

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 22:19
    mona.blue napisała:

    > Musisz chodzić do pracy? Czy wybierasz, żeby nie ponosić negatywnych konsekwenc
    > ji?
    >
    Nie mam innego wyjścia jeśli chce mieć jedzenie i dach nad głową. Jeść musze, nie to że chcę.
  • in.113 23.09.19, 22:23
    Tak jak muszę dbać o dzieci, jeśli sie na nie zdecydowałam. I musze dbać o związek, jeśli nie chce, abyśmy oddalili sie od siebie.
  • mona.blue 23.09.19, 22:28
    Jak chcesz, możesz sobie musieć.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 22:45
    Czyli sie rozwieść i prowadzić luźny związek w miarę potrzeb? Małżeństwo, aby bylo udane rządzi sie innymi prawami.
  • mona.blue 23.09.19, 22:55
    in.113 napisała:

    > Czyli sie rozwieść i prowadzić luźny związek w miarę potrzeb? Małżeństwo, aby b
    > ylo udane rządzi sie innymi prawami.

    Nie o tym piszę. Piszę o tym, że muszę to zaciskanie zębów, a chcenie czy wybór to co innego, chociaż wydaje ci się to niezrozumiałe.
    ps. Dla mnie małżeństwo jest dużą wartością, ale małżeństwo, które się kocha i szanuje i chce byc razem.




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 23.09.19, 23:14
    Gdyby moj mąż zachorował, to bym musiala sie nim zaopiekować. Moje sumienie nie dałoby mi wyboru i wolności decyzji. Znam przypadek, gdy facet odszedł od zony do kochanki i gdy zachorował wrócil do zony i to ona opiekowała sie nim do śmierci. Nie mam ślubu kościelnego, nie praktykuje jaki katoliczka i nie glosuje na pis. A chyba mogłabym byc bohaterka ich spotow z moim mężem, dwójka dzieci i filozofia małżeńską 😉

    Ja chyba mona rozumiem twoja niechęć do "musze". Ja tez mialam alergie w wielu sytuacjach do muszę. Teraz juz mniej, bo chyba nikt juz mnie do niczego nie zmusza. Dobranoc.


  • yadaxad 23.09.19, 23:32
    Nie wiesz tego in. Zakładasz tak, bo czujesz z nim dzisiaj taką więź. Tak to sobie dzisiaj wyobrażasz. Po co deklaracje fantazji?
  • in.113 23.09.19, 23:43
    Nie wyobarazam. Juz tego doświadczyłam.

    Ps. To wszystko nie jest takie proste jak pisze.
  • yadaxad 23.09.19, 23:53
    Nie jest. Doświadczyłaś, nie znaczy, że się powtórzy, po prostu warto to mieć jako wariant możliwości, że jesteś w stanie tak się zachować. Nie warto się deklarować.
  • in.113 24.09.19, 07:35
    Yadaxad, poza tym co jest fantastycznego i nietypowego w tym, ze zona męża czy mąż żony nie zostawia w chorobie czy niedołężnosci? Powinnam powiedzieć: nie wiem czy poradzę sobie z jego starością, bo nigdy w takiej sytuacji nie byłam? Jemu tez mam to powiedzieć? czy może jednak "cokolwiek sie wydarzy poradzimy sobie"? Yadadaxad pewnie dla siebie brzmimy niedorzecznie, bo kazda z nas jest innej sytuacji życiowej i co innego doswiadcza.
  • yadaxad 24.09.19, 12:59
    Samo w sobie jest naturalne i przyzwoite. Ale statystyki mówią, że mężczyzna opuszczający rodzinę w przypadku jakiejś przewlekłej i kłopotliwej choroby dziecka, czy żony nie jest ewenementem. Kobiety opiekujące się nad siły, też nie są ewenementem. Ja odnosiłam się do męża, który odejdzie "za lepszym", a jak lepsze się na niego wypnie w kłopotach, to wraca pod opiekę żony. Owszem, jest możliwe, że żona mimo wszystko jest z tego zadowolona. Ale deklaratywne podejście do tego co się zrobi w nieprzewidywalnej przyszłości, to zawsze głaskanie swojego ego.
  • in.113 24.09.19, 13:49
    "możliwe, że żona mimo wszystko jest z tego zadowolona."
    Myślę, ze to zwykła przyzwoitość, brak chęci zemsty, brak chęci kopania leżącego.

    Nie znam w otoczeniu mężczyzny, który zostawił żonę w chorobie. Jedna bardzo młodo zmarła, po kilku latach walki z rakiem. Ale wiem, że odchodzą, gdy rodzi się chore dziecko.

    Co ty się tak na mnie uwzięłaś? Co tak emocjonalnie cię rusza w tym co piszę? Na ten moment jestem taką osobą, ze nie wyobrażam sobie zostawić męża w chorobie. I nie zostawiałam, gdy zaczęły się kilka lat temu problemy. Może dzieki temu, udaje się nam je pokonywać, gdy co jakiś czas się odzywają i z większym nasileniem. Nie wiem, moze za 10 lat zmienie się w kogoś innego i zostawię go w chorobie. A mogę napisać, ze nie wyobrażam sobie zostawić dzieci w chorobie? Czy tylko mężczyznom zabraniasz się deklarować?

    Ps. Zabraniasz mi pisać, tego co siedzi mi w głowie dziś - na ten moment, a jest prawdopodobne, ze kiedyś ty sama przysięgałaś, że nie opuścisz aż do śmierci.
  • yadaxad 24.09.19, 14:05
    Nie uwzięłam się, robię to samo ty, wymieniam myśli i poglądy.
  • yadaxad 24.09.19, 14:17
    Nic ci nie zabraniam, gdzie to bierzesz? Traktujesz każdy kontakt słowny jako wychowywanie cię ? Nie trzeba tracić równowagi,że ktoś mówi inaczej niż ty byś to skomponowała. Jego sprawa, a ty masz swoją osobowość.
  • in.113 24.09.19, 19:25
    Nie żyję w iluzji, ze wyjątkowo trafiłam, że wygrałam los, że wszystko klika jak elementy układanki. Pewnie nie jeden lepiej funkcjonujący niż mój związek się rozpadł. Mam takie cechy charakteru, ze łatwo mi się współpracuje z innymi i pewnie na związek też to się przekłada. Doceniam to co mam, ale jak już tu pisałam zazdroszczą wam kobietom, które aktualnie w związkach nie są, że zakochanie dopiero przed wami. To najprzyjemniejszy etap związku. To taki etap bajki :) Wiem, meela za tym nie tęskni. A moze i ja tez już bym nie zniosła tego stresu pierwszych randek, natrętnych myśli po spotkaniu jak wypadałam, zastanawiania czy oddzwoni, czy mu zależy..itp

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka