Dodaj do ulubionych

nieumiętność konfrontacji a uzależnienia/lęki

04.09.19, 14:19
Zauważacie u siebie tę zależność? Nieumiejętność konfrontacji z jakims wydarzeniem, sytuacją, nagłym bałaganem powoduje u was ucieczkę w uzależnienia, wzmacnia lęki? Nie wyobrazam sobie osiągnąć taki pułap w rozwoju emocjonalnym/duchowym, że pewne "ucieczki" stracą rację bytu w moim życiu.
Edytor zaawansowany
  • in.113 04.09.19, 14:22
    nie lubię takich błędów w tytule, ale mi się dziś wszystko wali na głowę, i zamiast się konfrontować uciekam i tracę czas
  • afq 04.09.19, 15:47
    in

    nie wątpię że sobie nie wyobrażasz
    kiedyś to po prostu zauważysz
    tak jak teraz zauważasz związek między daną sytuacja
    a swoim kompulsywnym zachowaniem

    zauważasz problem, mało tego, mówisz o tym głośno
    od tego się zaczyna droga do zmiany

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 16:30
    Lęki są jak wada wzroku. Coś ci w oczach urasta, starasz się ominąć, wpadasz na to czego nie widziałaś. Zawsze trzeba skorygować spojrzenie. Nie lubię tego kojarzyć z duchowością, bo to powrót na ziemię.
  • afq 04.09.19, 16:43
    yadaxad napisał(a):

    > Lęki są jak wada wzroku. Coś ci w oczach urasta, starasz się ominąć, wpadasz na
    > to czego nie widziałaś. Zawsze trzeba skorygować spojrzenie.

    też prawda :-)

    > Nie lubię tego kojarzyć z duchowością, bo to powrót na ziemię.

    rozwój taki czy inny, duchowość, wada wzroku..
    mniejsza z tym jak to się nazywa
    ale rozumiem twoje widzenie :-)
    może nawet jest mi bliskie


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 04.09.19, 16:45
    a juz tak serio
    to chyba najpierw na ziemie trzeba zejsc
    wzrok odzyskac
    a dopiero potem zaczyna sie ew. duchowy rozwój
    troche jakby sie na niego miejsce zrobilo, kiedy wszystkie zmyslone "demony" znikają

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 17:09
    Dokładnie.
  • yadaxad 04.09.19, 21:21
    W ogóle, to trzeba zejść się ze sobą. Przestać bać siebie przed sobą. Sobie sama krzywdy nie zrobisz, jeśli, to kiedy ocena twoja jest zbyt przywiązana do zewnętrznych kryteriów, a nie twoja. Mona może mieć z tym problemy, bo ma grzech. Grzech popełniony w myśli to fajny element psychosocjologii zniewolenia. A nie jest tak, że uświadomienie sobie siebie, kieruje w realizację tego co się odkryje " nieodpowiedniego", przeciwnie świadomy świat wewnętrzny i potrzeby zewnętrznego korygują się nawzajem całkiem bezboleśnie, bo świadomość cieszy.
  • afq 04.09.19, 21:28
    yadaxad napisał(a):

    > A nie jest tak, że uświadomienie sobie siebie, kieruje w realizację tego co się odk
    > ryje " nieodpowiedniego", przeciwnie świadomy świat wewnętrzny i potrzeby zewnę
    > trznego korygują się nawzajem całkiem bezboleśnie, bo świadomość cieszy.

    bolesna bywa nieświadomość tego wewnętrznego świata powiedziałbym
    i rzeczywiście.. od uświadomienia rzeczy się korygują


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 21:49
    Świadomość cieszy, daje siłę. Naprawdę jest przyjemne uświadomić sobie, ale głupio myślisz, ja ze mną robimy inaczej niż nam wykwita.
  • yadaxad 04.09.19, 21:52
    Nie myślisz, emocjonujesz się.
  • afq 04.09.19, 21:56
    yadaxad napisał(a):

    > Świadomość cieszy, daje siłę. Naprawdę jest przyjemne uświadomić sobie, ale głu
    > pio myślisz, ja ze mną robimy inaczej niż nam wykwita.

    ja to juz tu chyba pisałem
    ale uświadomienie sobie nawet trudnych rzeczy
    zamienia bieganie nocą po lesie
    w spacer po parku w sloneczny dzień


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 22:08
    Ale zobacz jak to jest nie odbieralne. Nic chyba nie jest tak trudne, jak zaprzyjaźnić się ze sobą.
  • afq 04.09.19, 22:20
    yadaxad napisał(a):

    > Ale zobacz jak to jest nie odbieralne. Nic chyba nie jest tak trudne, jak zaprz
    > yjaźnić się ze sobą.

    przyjaźnic sie mozna z kims kto nam odpowiada, u kogo tolerujemy niedoskonałości
    tymczasem dla siebie za często chyba tego nie mamy


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 04.09.19, 22:31
    tymczasem, mam wrazenie, ze zaprzyjaźnić sie z sobą
    to tak podstawowa sprawa i dająca zycie

    jak oddychanie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 04.09.19, 22:36
    przy czym
    dodam ze

    za przyjaciół prawdziwych.. miałem i mam tych, którzy potrafili i potafią powiedziec "słuchaj.. troche martwi to co robisz, to nie wygląda dobrze, zastanów sie" itp
    to wymaga troski popartej odwagą

    i takim przyjacielem chce byc i dla siebie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 22:50
    Uświadomić sobie, że się żyje.
  • yadaxad 04.09.19, 23:10
    No i tolerować siebie, czemu i dla kogo chcemy być lepsi? Zadowolić innych i mieć lęki?
  • afq 04.09.19, 23:14
    yadaxad napisał(a):

    > No i tolerować siebie, czemu i dla kogo chcemy być lepsi? Zadowolić innych i m
    > ieć lęki?

    myślę że często tak jest
    choć to jest bez sensu


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 23:18
    A autorki wątków to mają gdzieś, a my możemy filozofować.
  • afq 04.09.19, 23:24
    nie maja gdzieś :-)

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 04.09.19, 23:25
    a filozofowac mozna

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 23:29
    in może nie, ale reszta to było rozładowanie przez marudzenie. Ty w tym zobaczyłeś problem miłości?
  • afq 04.09.19, 23:53
    yadaxad napisał(a):

    > in może nie, ale reszta to było rozładowanie przez marudzenie. Ty w tym zobaczy
    > łeś problem miłości?

    bieg przez las w nocy :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • yadaxad 04.09.19, 16:46
    :)
  • meela 05.09.19, 11:11
    Ja takiej zależności u siebie nie zauważyłam. Nie mam chyba żadnych uzależnień. Gdy nie radzę sobie z jakimś wydarzeniem, to popadam w smutek i zamartwianie się.
  • afq 05.09.19, 11:21
    no dobrze meela

    a na czym polegałoby radzenie sobie?

    piszesz że popadasz w smutek, zamartwianie się..
    i nie masz żadnych uzależnień
    uzalezniony w tym momencie po prostu sięgnie po coś co ten smutek złagodzi
    czasem to smutek, czasem złość, frustracja, mniejsza z tym tak na prawde
    ty tego nie robisz
    tego kroku
    ale zaleznośc jest ta sama meela
    obierasz ten sam kierunek co uzalezniony
    nie robisz tylko ostatniego kroku

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 05.09.19, 11:55
    Piszę o sytuacji, gdy nie widzę rozwiązania. Zawsze staram się znaleźć rozwiązanie. Gdy go nie znajduję, to popadam w smutek z bezradności. Na tym jest koniec. Chyba, że znów wracam do szukania rozwiązań.
  • afq 05.09.19, 12:21
    meela napisała:

    > Piszę o sytuacji, gdy nie widzę rozwiązania. Zawsze staram się znaleźć rozwiąza
    > nie. Gdy go nie znajduję, to popadam w smutek z bezradności.

    no ja to rozumiem :-)
    i o tym pisze





    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 05.09.19, 13:16
    To dlaczego piszesz, że ta sama zależność? Zależności tu nie ma. Pojawiają się emocje, to wszystko.
  • afq 05.09.19, 13:51
    jesli bezradnosc powoduje smutek to jakas zaleznosc jest
    i nie jest to dziwna zaleznosc

    choc ja akurat pracuje tez nad tym by bezradnosc jesli mialaby sie pojawic zamienic w akceptacje tego
    ze są rzeczy na ktore nic nie poradze i bezradny czuc sie nie musze
    w twoim wypadku pojawia sie smutek, mi czesciej pojawiala sie zlosc
    kiedy nie jestem bezradny nie czuje sie bezradny to i sie nie zloszcze

    popatrz w pierwszy post
    in pisze ze nieumiejętnośc skonfrontowania sie z jakims zajsciem uruchamia w nas cos kolejnego
    u niej lęk, u ciebie smutek, u mnie złość
    i o tej zalezności mowa
    uzależnienie i kompulsywne zachowania to tylko jeden krok dalej
    ale kierunek jest na prawde ten sam
    nie odebrałerm postu in ze jest o uzaleznieniu
    jest o związku tego co spotykamy a co jest dla nas trudne z naszymi emocjonalnymi wahnięciami

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 05.09.19, 14:05
    często myslę o tym jak ważna jest umiejętność godzenia się ze stratą
    każdą stratą

    nawet nie mysle tu o jakichś duzych trudnych wydarzenieach typu smierc kogos bliskiego

    ale o takich mniejszych, czy zupełnie małych
    ilez razy wkurzalem sie ze pociąg czy autobus mi zwial
    kierowca mi zamknął drzwi przed nosem i odjechal, co za cham!
    teraz sie spoznie na spotkanie czy cos innego to spowoduje itd itd

    nie mam juz wplywu na to ze odjechal, jestem bezradny wobec tego wlasnie faktu :-)
    o ilez lepiej jest kiedy uznam, dobra.. odjechal.. musze dotrzec inaczej albo pozniej
    godze sie z tym i tak jest lepiej


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 05.09.19, 14:39
    No dobrze, ale to naturalne, że emocje się pojawiają. Ważne chyba, co dalej z tym zrobimy i jak sobie z tymi emocjami poradzimy. Jeżeli mi zwiał autobus do pracy, to jednak musiałam się z tym zmierzyć np.wziąć taksówkę, żeby się nie spóźnić. Trzeba wykonać jakiś działanie i to może spowodować jakieś emocje. Uzależnienie, to dla mnie duży krok dalej i nie poradzenie sobie właśnie z tymi emocjami.
  • afq 05.09.19, 14:49
    meela napisała:

    > No dobrze, ale to naturalne, że emocje się pojawiają. Ważne chyba, co dalej z t
    > ym zrobimy i jak sobie z tymi emocjami poradzimy. Jeżeli mi zwiał autobus do pr
    > acy, to jednak musiałam się z tym zmierzyć np.wziąć taksówkę, żeby się nie spóź
    > nić. Trzeba wykonać jakiś działanie i to może spowodować jakieś emocje. Uzależn
    > ienie, to dla mnie duży krok dalej i nie poradzenie sobie właśnie z tymi emocja
    > mi.

    no to jasne ze emocje sie pojawiają
    brak emocji to raczej chorobowy jakis stan

    nie ma pytania co przezywamy tylko jak
    dla jasnosci meela :-) ja nie twierdze ze masz problem
    ja tylko mowie ze jasne ze związek jest :-) miedzy sytuacją a tym co sie w nas zadzieje
    piszesz ze uzaleznienie to duzy krok dalej
    na pewno
    jednak pomysl.. ile osob w przytaczanej sytuacji [zwiał autobus] bedzie chcialo zaraz zapalic? :-D
    ten krok wcale nie jest tak wielki często
    zamiast papierosa mozna chciec włozyć słuchawki w uszy i posłuchac muzyki itd itd
    nie wszystkie kompulsje są niezdrowe, ale są :-)

    a jak juz posmutniejesz ze jestes bezradna po prostu jestes smutna? czy jakos chcesz sobie humor poprawic? :-)
    to są normalne rzeczy
    uzaleznienia [bardzo duze slowo] mamy rozmaite nie wszystkie są szkodliwe
    problem z uzaleznieniem pojawia sie wtedy kiedy nimi sobie sama szkodzisz wiedzac o tym ze sobie szkodzisz


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 05.09.19, 15:45
    Jak posmutnieję, to posmutnieję i nie poprawiam sobie humoru, tylko chodzę smutna tak długo, aż mi przejdzie. Nigdy nie miałam choćby tak, jak inne kobiety, że po nowe buty jadą.
    I nie chodzi też o to, że nie ma stanów, gdy czuję się dobrze. Muszę po prostu się wysmucić.
  • afq 06.09.19, 06:11
    meela napisała:

    > Jak posmutnieję, to posmutnieję i nie poprawiam sobie humoru, tylko chodzę smut
    > na tak długo, aż mi przejdzie. Nigdy nie miałam choćby tak, jak inne kobiety, ż
    > e po nowe buty jadą.
    > I nie chodzi też o to, że nie ma stanów, gdy czuję się dobrze. Muszę po prostu
    > się wysmucić.

    a no to meela w takim razie masz po prostu fajnie :-)


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 06.09.19, 07:08
    meela napisała:

    > Ja takiej zależności u siebie nie zauważyłam. Nie mam chyba żadnych uzależnień.
    > Gdy nie radzę sobie z jakimś wydarzeniem, to popadam w smutek i zamartwianie s
    > ię.

    Ja tez wpadam w zamartwianie albo reaguje lękowo. Ale u mnie już włącza się mechanizm uzależnienia - 'musze' wtedy coś zjesc, jakby to mialo zmienić cokolwiek, ale to jest taki impuls trudny do powstrzymania. Więc chyba jednak jestem uzależniona od jedzenia jako regulatora emocji.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 05.09.19, 15:01
    wątek sie rozwinął, a ja nie mam dziś czasu, zajrzeć na dłuzej. U mnie problem tkwi w moim niezadowoleniu z siebie w relacjach, spotkaniach. Chodzi o poprzeczkę, którą gdzieś stawiam i nawalam względem niej. Powinnam poczytac ksiązki o funkcjonowaniu wsród ludzi.

    No a frustracje leczę uzależnieniami, oprócz tego pojawiają się lęki. Chyba bym wolała gdyby był smutek jedynie po prostu. Ale moze wtedy nie byłoby stanów, gdy czuję sie dobrze i odnajduję wiarę w sens i swoją moc.
  • in.113 05.09.19, 20:44
    Doczytałam. Meela, kiedyś pisałaś ze cierpiałaś na zaburzenie odżywiania - i mnie chodzi wlasnie o to, ze przygnębienie przechodzi o robienie czegoś szkodliwego dla nas. A gdy jesteś smutna to nie wali ci sie organizacja życia rodzinnego, cos zaniedbujesz potem nie wyrabiasz? Ale byc moze funkcjonujesz normalnie w zyciu mimo przygnębienia.

    Ja już czynie kroki zaorzyjaznienia sie ze sobą. Tak przez afirmacje.

    Jak wspomniałam mój problem leży w relacjach, ktore mnie meczą choc ich chcę. I pewnie nie sam moment konkretnej relacji meczy, ale ja juz wchodzę w dana relacje z lekiem. Tak jak ze złością. Źródło nie jest w tym miejscu, w którym wybucham.

    I pewnie w realu nikt tego nawet nie widzi, ze mnie znajomości duzo kosztują i mocno je przezywam. Bo sprawiam tak mysle wrażenie osoby otwartej. Wbrew temu ze sie tak boje. A boje sie na przekor tego, ze tak potrzebuję.
  • yadaxad 05.09.19, 21:13
    Oj, inn, by nie rozwiązywać swojego zachowania, szukasz partnera w swoim problemie. Jak dwóch samotnych, pijących, schodzących się razem na ławce, już fakt grupy poprawia im własne ego, nie są wyrzutkami, są społeczeństwem. Wspólnota daje siłę ich problemowi, który mogą zaprzeć, gadając o splątaniu kwantowym. Wybacz przykład, ale to takie modelowe sytuacje, pozwalające wyjaśniać prosto powody zachowania. Smutek meeli nic ci nie rozwiąże. Szukaj siebie.
  • in.113 05.09.19, 21:26
    Yadaxad, a jakaś wskazówka?
    Jeśli nie teraz to innym razem, gdy coś zwróci twą uwagę, jakiś związek z tym jak mnie widzisz, z tym co piszę.

    A szukać będę. Bo mnie to fascynuje. Każde działanie z pozytywnym skutkiem daje satysfakcję i motywuje do dalszego działania.
  • yadaxad 05.09.19, 21:38
    Ja cię nie widzę, Nie studiuję postów, idę po wrażeniu, zostawiam to podświadomości, która mi pokazuje , przy "lataniu" a tu mi się coś kojarzy. Ty niby w temacie, ale masz zdolność ukrywania się.W tym masz samodyscyplinę, czy świadomą, czy nabytą, nie wiem.
  • in.113 05.09.19, 22:29
    Czyli jakas sztuczność, kreowanie siebie. I moze to mnie meczy. Ale czy gdybym to odrzuciła, to czy by pozostali przy mnie ci ludzie, którzy są, którzy myślę, że mnie lubią. A moze lubią mimo to i niepotrzebnie jestem nienaturalna. Tylko jaka ja jestem ta prawdziwa. A ty yaxadad znasz siebie na tyle, ze wiesz jaka jesteś naprawdę?
  • yadaxad 05.09.19, 23:15
    Mogę siebie czymś zaskoczyć, ale nie boję się tego. Tak, znam siebie, na zasadzie ile nas sprawdzono, bo czasami we własne życie nie wierzę. Musiałam się rozeznać, albo dać zniszczyć. Zabić w tym też jest. Nie wszystko jest zasługą myślenia, muszę oddać cześć temu , co było spontanicznym darem losu, uroda pomaga. Nie tworzy życia, ale zachwieje nieprzyjazną decyzją. Stwierdziłam, że jest we mnie wszystko i nie jest to ważne. Ważne co wybieram i co o tym myślę. Nie boję się myślenia.
  • afq 06.09.19, 06:17
    in.113 napisała:

    > Ale czy gdybym to odrzuciła, to czy by pozostali przy mnie ci ludzie, którzy są, którzy myślę,
    > że mnie lubią.

    popatrz in
    właśnie opisałaś czego się lękasz





    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 06.09.19, 07:22
    in.113 napisała:

    > Czyli jakas sztuczność, kreowanie siebie. I moze to mnie meczy. Ale czy gdybym
    > to odrzuciła, to czy by pozostali przy mnie ci ludzie, którzy są, którzy myślę,
    > że mnie lubią.

    Ktos mi cos na to odpisal ostatnio, chyba Afq więc może mniej skoryguje, jak cos pokrece, bo nie pamiętam dokładnie. Chodzi oto, że po co ci ludzie którzy nie akceptują ciebie prawdziwej?

    A moze lubią mimo to i niepotrzebnie jestem nienaturalna. Tylko
    > jaka ja jestem ta prawdziwa.

    Udawanie pochłania ogromne ilości energii i generuje właśnie ten lek, czy prawdziwiej mnie by nie odrzucili. A więc nie oplaca sie, ale łatwiej to napisać niż być autentyczna soba ;)

    A ty yaxadad znasz siebie na tyle, ze wiesz jaka
    > jesteś naprawdę?




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 06.09.19, 10:18
    mona.blue napisała:

    > Ktos mi cos na to odpisal ostatnio, chyba Afq więc może mniej skoryguje, jak co
    > s pokrece, bo nie pamiętam dokładnie. Chodzi oto, że po co ci ludzie którzy nie
    > akceptują ciebie prawdziwej?

    brzmi jakby to powiedział :-)
    bez korekt

    > Udawanie pochłania ogromne ilości energii i generuje właśnie ten lek, czy prawd
    > ziwiej mnie by nie odrzucili. A więc nie oplaca sie, ale łatwiej to napisać niż
    > być autentyczna soba ;)

    generuje lęk... czy aby na pewno dobrze udaję
    to takie nieproduktywne, bo co staje się sednem?




    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • mona.blue 06.09.19, 15:25
    afq napisał:

    > mona.blue napisała:
    >
    >
    > > Udawanie pochłania ogromne ilości energii i generuje właśnie ten lek, czy
    > prawd
    > > ziwiej mnie by nie odrzucili. A więc nie oplaca sie, ale łatwiej to napis
    > ać niż
    > > być autentyczna soba ;)
    >
    > generuje lęk... czy aby na pewno dobrze udaję

    I czy się w końcu nie wyda. Ale wbrew temu mam wrażenie, że ludzie widzą często nasze prawdziwe ja, niezależnie jak byśmy udawali.

    > to takie nieproduktywne, bo co staje się sednem?
    >
    Nie wiem?
    >
    >




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • afq 06.09.19, 18:54
    mona.blue napisała:

    > afq napisał:

    > > generuje lęk... czy aby na pewno dobrze udaję
    >
    > I czy się w końcu nie wyda. Ale wbrew temu mam wrażenie, że ludzie widzą często
    > nasze prawdziwe ja, niezależnie jak byśmy udawali.

    mysle ze bardzo czesto to widac, albo widac ze cos jest niespójne

    > > to takie nieproduktywne, bo co staje się sednem?
    > >
    > Nie wiem?

    usiłujemy sprostac wyimaginowanym wymaganiom np


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 06.09.19, 06:21
    yadaxad napisał(a):

    > Oj, inn, by nie rozwiązywać swojego zachowania, szukasz partnera w swoim proble
    > mie. Jak dwóch samotnych, pijących, schodzących się razem na ławce, już fakt g
    > rupy poprawia im własne ego, nie są wyrzutkami, są społeczeństwem. Wspólnota da
    > je siłę ich problemowi, który mogą zaprzeć, gadając o splątaniu kwantowym.

    :-D
    tak!
    to splątanie kwantowe itp

    tak samo działa potem grupa terapeutyczna
    ale najpierw trzeba opuścić kosmos, twardo wylądować,
    wtedy zaczyna się mówić o prostych ziemskich sprawach

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • meela 05.09.19, 23:31
    In, tak kiedyś miałam zaburzenia odżywiania, ale było to dawno temu, czasy licealne i początek studiów. Nic już z tego nie zostało.
    Kilka razy już pisałaś o spotkaniach ze znajomymi i stresie, który ci towarzyszy po. Czy na pewno chcesz tych relacji?
  • mona.blue 06.09.19, 07:15
    in.113 napisała:

    > wątek sie rozwinął, a ja nie mam dziś czasu, zajrzeć na dłuzej. U mnie problem
    > tkwi w moim niezadowoleniu z siebie w relacjach, spotkaniach. Chodzi o poprzecz
    > kę, którą gdzieś stawiam i nawalam względem niej. Powinnam poczytac ksiązki o f
    > unkcjonowaniu wsród ludzi.

    Mam bardzo podobnie. Może u mnie to bardziej lek, jak wypadne, ale niezadowolenie w razie jakichś moich słabości w rozmowie czy przebywaniu z innymi też się włącza. Czasem jest to dobre, jak ewidentnie zawalam, ale czasem jest to nadmiarowe.
    Popatrz In, ja też ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam poczytać książki o funkcjonowaniu wśród ludzi, nawet zaczęłam jedną czytać, ale to bardziej podręcznik akademicki, a ja wolabym jak poradnik. Do tej pory skupiałam się na książkach o rozwoju osobistym, a teraz doszłam do wniosku, że to nie wszystko, tylko mam wątpliwości czy tych spraw relacyjnych można nauczyć się z książki, czy tylko przez praktykę, refleksje i doświadczenie przez przebywanie z innymi.
    >
    > No a frustracje leczę uzależnieniami, oprócz tego pojawiają się lęki. Chyba bym
    > wolała gdyby był smutek jedynie po prostu. Ale moze wtedy nie byłoby stanów, g
    > dy czuję sie dobrze i odnajduję wiarę w sens i swoją moc.




    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 06.09.19, 10:07
    Zaczynam podejrzewać ze to nie o same relacje chodzi ale o jakiś lęk we mnie, który w relacjach znalazł słabe ogniwo. To nie sposób przebiegania rozmowy odreagowywuje. Rzadko mnie cos dotyka podczas rozmowy. Ja juz wchodzę w te rozmowę z lekiem i potem odreagowywuję ten czas lęku.

    A przeciwieństwem lęku jest miłość do siebie. Wracamy do źródła.
  • afq 06.09.19, 10:22
    in.113 napisała:

    > Zaczynam podejrzewać ze to nie o same relacje chodzi ale o jakiś lęk we mnie, k
    > tóry w relacjach znalazł słabe ogniwo. To nie sposób przebiegania rozmowy odrea
    > gowywuje. Rzadko mnie cos dotyka podczas rozmowy. Ja juz wchodzę w te rozmowę z
    > lekiem i potem odreagowywuję ten czas lęku.
    >
    > A przeciwieństwem lęku jest miłość do siebie. Wracamy do źródła.

    przypominają mi się początki mojej relacji z moją żoną
    było dobrze
    pewnie za dobrze ;-)
    słyszałem nie raz od M. że ma wrażenie że coś się wydarzy, coś się czai, że ona tylko o czymś nie wie, i nie miała tu na mysli mojego uzależnienia

    niczego nie było, był tylko jej lęk i gotowość na to COŚ, czego nie było


    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • afq 06.09.19, 10:32
    czy ty in do kontaktu z innym czlowiekiem podchodzisz z jakąś gotową obawą?
    to chcesz powiedziec?

    jesli tak.. to co to za obawa?
    i skąd się bierze? - to już dużo trudniejsze pytanie

    --
    cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
  • in.113 06.09.19, 13:24
    Jak tak drążę to sie nie wstydzę siebie w kontakcie. Myślę ze potrafię zrobić wrażenie ok. Ale mnie te lęki chcą stłamsić. Moze chcą koniecznie wyleźć tam gdzie sie staram (?). Moze to jakiś stary, pierwotny lęk związany z reagowaniem na mnie przez matkę, gdy mój ojciec pił i to życie jej i ojca toczyło sie wokół tego picia.

    Ps. Mona ja tez wczoraj wieczorem widziałam ade zalogowaną na dole strony. Jeśli będzie chciala z tobą pogadac to na pewno to zrobi.
  • meela 06.09.19, 13:58
    No i tu jest może ten pierwotny lęk, w kontakcie z mamą. A jaka Twoja mama była, gdy ojciec pił? Moja uciekała z domu, jakby to nie jej sprawa była. Nawet, gdy ją prosiłam, żeby została, to i tak cichaczem wyszła. To jest straszne dla dziecka.

    Myślę, że tak jest, że dzieci rodzą się radosne, ciekawe świata... oczywiście, że przeżywają różne emocje, ale to dorośli pokazują dzieciom zły świat. W kulturze japońskiej, gdzie panuje empatia i harmonia w rodzinie, nie ma agresywnych dzieci. W naszej kulturze, coraz więcej.
  • mona.blue 06.09.19, 11:46
    in.113 napisała:

    > Zaczynam podejrzewać ze to nie o same relacje chodzi ale o jakiś lęk we mnie, k
    > tóry w relacjach znalazł słabe ogniwo. To nie sposób przebiegania rozmowy odrea
    > gowywuje. Rzadko mnie cos dotyka podczas rozmowy. Ja juz wchodzę w te rozmowę z
    > lekiem i potem odreagowywuję ten czas lęku.
    >

    Moze to lek przed ocena?

    > A przeciwieństwem lęku jest miłość do siebie. Wracamy do źródła.

    Ostatnio zetknęłam sie w zwiazku z miloscia do siebie z koncepcja samowspolczucia. Jak bede miala chwilke czasu to zajrze i podam tytul książki.


    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • meela 06.09.19, 12:24
    Taka moja refleksja, że ludzie przesiąknięci są lękami. Gdy rodzi się dziecko, to jest radosne, ufne, ciekawe świata, otwarte na nowe doświadczenia itd. Dorośli to wszystko hamują i wtłaczają coraz to nowe lęki.
    Gdzieś czytałam badaniach na szczurach, gdzie było badane czy mózg zapomina lęk. Okazało się, że nawet, gdy wyzwalacz lęku zniknął, to lęk został badanym szczurom do końca ich życia.
    Tolle pisał o tym, żeby rozpoznać ten pierwotny lęk. Inaczej będzie generował nowe.
  • in.113 06.09.19, 13:16
    Nie wiem meela czy dziecko rodzi sie ufne, radosne, ciekawe świata. To myślę kwestia temperamentu i ale i tez innych okoliczności, jak problemy za zdrowiem np. Alergiami, bolesne ząbkowanie. Te radosne dzieci to ja w reklamach widzę. Dzieci rodzą sie juz z konkretnym temperamentem plus ewentualne dolegliwości ich odbiór w nas tworzą. Kwestia tego by ten odbiór zaakceptować.
  • mona.blue 06.09.19, 15:42
    A mnie nachodzi refleksja, że to ma związek z teorią przywiązania, że uczymy się we wczesnym dzieciństwie tego, czy świat jest bezpieczny czy nie i pod wpływem kontaktu z osobami znaczącymi wytwarza się jeden z trzech stylów przywiązania - bezpieczny, ambiwalentno-lekowy lub unikający.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • mona.blue 06.09.19, 15:43
    I ten styl przywiązania powielamy potem we wszystkich relacjach.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 06.09.19, 18:34
    Mona moze nie we wszystkich. Sa takie relacje ze sie wie, ze nikt nie skrzywdzi, nawet mimo różnic. Sa tez takie prawie ok, wartościowe ale czegoś brakuje zeby zupełnie poczuć całkowite polaczenie a sa i tacy z którymi jakby sie rozmawialo w zupełnie innych językach . To polaczenie to nawet nie musi byc identyczny światopogląd ale moze wrażliwość (?). Bo mam na przykład jedna taka znajoma z ktora bardzo rozbiegamy sie w wielu pogladach ale czuje sie przy niej bezpiecznie.

    Nie wiem (jak juz pisałam) czy to lek przed relacjami, czy to moze jakiś permanentny lek. Ale skoro wypływa w relacjach to one moim czułym punktem musza byc.

    Meela ja malo pamiętam z tamtego okresu - ojciec z czasem przestał pic, ale byl nadal agresywny. Mam tylko takie migawki no i się mogę domyślać jak funkcjonowala moja rodzina w tamtym okresie.
  • in.113 06.09.19, 18:53
    Jeszcze jedna sprawa. Mona ja tez tak myślę, ze ktoś moze wyczuwac nas mimo tego udawania/maski. I moze nawet łączy ludzi to, czego sie boja okazać , a nie to co grają, łączy ich to co maja do ukrycia właśnie. Te ciemne strony łączą, a moze to one dają to bezpieczeństwo w relacji, bo wiemy czego sie spodziewać i z czego to wyplywa i jak to zatamować.


    Dzięki za polecenie książki.
  • meela 07.09.19, 09:13
    To naturalne, że z jednymi nam po drodze, z innymi nie. Czasami nasze wady, braki rażą w drugim człowieku i ta relacja jest niemożliwa.
    Nie da rady funkcjonować zupełnie bez masek. Są różne sytuacje, które coś od nas wymagają, coś nam narzucają. Inaczej zachowuję się na przyjęciu firmowym mojego męża, gdzie nikogo nie znam, a inaczej na mojej szkolnej imprezie.

    Nie wiem, co miała Yadaxad na myśli pisząc In, że się ukrywasz. Ale ja zwróciłam uwagę na to, że swoje problemy opisujesz okrężną drogą i nie do końca. Zakreślisz coś delikatnie, a reszty trzeba się domyślać. Ale wcale nie musisz być taka w relacjach w realu. To jest publiczne forum i dlatego może blokować.
    Myślę też że dużo analizujesz i to też może wpływać na Twoje nastroje. Przecież życie się toczy, raz zrobimy coś super, raz kiepsko, raz wyjdzie, raz nie.
  • mona.blue 06.09.19, 19:46
    Ja mam ten styl ambiwwlentno-lekowy chyba we wszystkich relacjach, w niektórych jest on minimalny, w niektórych taki sobie, a przy nowych ludziach uaktywnia się w pełni. Chociaż są ludzie, przy których czuję się bezpiecznie i dobrze, ale to muszą być osoby które bardzo długo znam i które w jakiejś mierze są do mnie podobne i okazują akceptację.
    Co do permanentnego leku to mam wrażenie, że odczuwam tak zwany lek uogólniony, to znaczy takie generalnie dość lękowe nastawienie do zycia, skłonność do martwienia się i obaw, pewne znerwicowanie. Szczególnie to widze w porównaniu z niektórymi moimi znajomymi, którzy mają takie generalnie bardziej spokojne podejście do życia i różnych trudności, u mnie ten spokój jest na zewnątrz, pewnie trochę udawany, a wewnątrz przy różnych trudnościach czy wyzwaniach czai się lek. Widzę też po moich przyjaciółkach, które miały dobre, troskliwe matki, że mają one ten bezpieczny styl przywiązania i nawet im tego trochę zazdroszczę.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • meela 06.09.19, 18:03
    O to ciekawe, co piszesz Mona. Muszę o tym poczytać.
  • mona.blue 06.09.19, 15:32
    Ta książka to 'Zaakceptuj siebie. O sile samowspolczucia' Malwiny Huńczak.

    --
    inspiracjemoje.blogspot.com/
    mona775.blogspot.com
  • in.113 07.09.19, 13:24
    Myślę, ze to o toksyczny wstyd sie rozbija. O ten pierwszy moment w życiu. O poczucie bezpieczeństwa, miłości, spokoju. I ja chyba te sprawę zamknę. Bo będę w tym tkwić w nieskończoność zamiast skupić sie na tym, ze sama matką jestem, osobą ważną w zyciu dwóch chłopców. Tak mnie dzis olśniło. Trzeba pogodzić sie z pewnymi stratami - z jedna juz sie pogodziłam jakiś czas temu - a wydawało mi sie to nieosiągalne, ze ja to wybaczę losowi, podaruję. Na swoje życie moze warto czasem popatrzeć z perspektywy przemiany pokoleń.

    Pewnie znow gmatwam to moje pisanie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka