04.11.04, 18:22
Nie wiem, co się dzieje. Powinnam według kogoś czuć się odrzucona,
odepchnięta, a ja "rozkwitam" i zastanawiam się, czy to kurde normalne? Czuję
coś nadal do tej osoby, ale mam tyle uwielbienia ze strony innych i kto wie,
czy wśród tych innych nieoczekiwanie odnalazło mnie nieznane dotąd uczucie.
Ta znajomość trwa od paru miesięcy, może pół roku i chyba zaczyna nabierać
przyspieszenia. Może dlatego, że jest tak "wolną" znajomością, ze pozwala się
mi na wszystko i ja pozwalam na wszystko - bo wiem, że ja. Ten kogo darzę
uczuciem od dawna boi się moich uczuć (może swoich też?), z kolei ten drugi
boi sie swoich uczuc do mnie, a ja? Już sama nie wiem, dlaczego takie
pofajdane sytuacje mi sie w zyciu zdarzają. Wiem tylko, że jest we mnie tyle
uczucia, jak nigdy dotąd i nie wiem, co mam z tym zamieszaniem zrobić. Jest
mi dobrze, jest mi radośnie i jedno licho wie, co będzie dalej - przetrwam...
Nie mogę uciec i chyba tym razem nie chcę uciekać, tylko przeżyć tę burzę.
Wyjaśni się wszystko przecież. Zycie bywa zaskakujące, jak cholera.
Teraz poważnie? Gdzie są Ci zdecydowani, odważni faceci? Chyba nie ma takich
lub takiego jeszcze nie poznałam i licze się z tym, że nie poznam. Nie
pozwolę jednak, by uczucia robiły ze mnie mięczaka:) Bo twarda ze mnie
dziewczynka i taką mam zamiar pozostać? Jak przetrwać i odepchnąć to wszystko
od siebie? Toż to prawdziwa schiza, ale cokolwiek się stanie będzie dobrze,
akurat tego jestem pewna, bo znam siebie i mogę na siebie liczyć. O!
Trzymajcie tylko za mnie kciuki, mocno. Nie chcę już popełniać w życiu głupot
i ani mi w głowie kogokolwiek ranić.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka