Dodaj do ulubionych

moj mezczyzna zafundowal sobie wspolnyporod z inna

IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 04:28
czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
zrobila tego przeciez specjalnie.
natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?
Edytor zaawansowany
  • ad12 11.05.02, 06:42
    Gość portalu: maka napisał(a):

    > czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
    >
    > jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
    >
    > lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
    > sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
    > mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
    > wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
    > odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
    > mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
    > jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
    >
    > pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
    > nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
    > przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
    > zrobila tego przeciez specjalnie.
    > natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
    > po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
    >
    > to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
    >
    > sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
    > tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
    > bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
    > swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
    > sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
    > zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
    > dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?

    kochana mako!
    Bardzo mi przykro z powodu twojego taty i pierwszego chlopaka ! Wiec jesli mowa o
    twoim obecnym chlopaku masz racje nie mozesz mu zabronuic kontaktu z jego
    dzieckiem i powiem ci ze jestes w trudnej sytuacji wiesz mysle ze ona nie jest
    odpowiednim facetem dla ciebie i wydaje mi sie ze powinnas go zostawic . Skoro on
    polecial juz raz do swojej pierwszej zony zostawiajac cie to nie jest wart
    twoejej milosci a pozza tym nie uwazasz ze przeszlas w zyciu wiele dlaczego
    torturujesz siebie ta sytuacja nie jestes szczesliwa mozna to wyczytac miedzy
    wierszami twojego postu ! Wiem ze to latwo powiedziec i trudno zrobic ale zostaw
    go zaslugujesz na kogos lepszego!
  • kwieto 11.05.02, 08:34
    eeeee....

    czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
    przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
    zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
    posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...

    A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
    powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
    astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
    inna partnerke.

    Powyzsze bylo glownie do ad12.
    A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
    maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
    dziewicami w chwili poznania nie byly?
  • ad12 11.05.02, 09:08
    kwieto napisał(a):

    > eeeee....
    >
    > czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
    > przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
    >
    > zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
    > posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...
    >
    > A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
    >
    > powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
    > astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
    > inna partnerke.
    >
    > Powyzsze bylo glownie do ad12.
    > A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
    > maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
    > dziewicami w chwili poznania nie byly?

    Chciala bym ci przypomniec ze ten ojciec spoldzil w czasie jak oni sie rozstali
    wiec nie jest to takie tam eee . Moj maz tez mial wiele bylych dziewczyn ale nie
    znaczy to ze ma sobie z nimi robic dziecko za kazdym razem jak sie poklocimy a
    pozniej asystowac przy porodzie ! Uwazam to za swinstwo z jego strony !
  • kwieto 11.05.02, 09:20
    Owszem, rozstali sie. Na kilka miesiecy. Ile? 2,3 a moze 10? 10 miesiecy to
    chyba sporo czasu by kogos poznac, a nawet splodzic z nim dziecko? Szczegolnie
    jesli na przyklad "wpadl"? Pada okreslenie "byla zona". Czy ta zona to ktos z
    kim sie pobral w przeciagu tych dwoch miesiecy? Czy ktos, z kim znal sie o
    wiele wczesniej?
    Niezaleznie od wszystkich innych ukladow, moja sympatie zdecydowanie o wiele
    bardziej budza mezczyzni, ktorzy chca sie wlasnymi dziecmi zajmowac.
    Niezaleznie od tego w jakich warunkach je splodzili, czy bylo to zaplanowane,
    czy stalo sie przypadkiem
  • ad12 11.05.02, 09:32
    kwieto napisał(a):

    > Owszem, rozstali sie. Na kilka miesiecy. Ile? 2,3 a moze 10? 10 miesiecy to
    > chyba sporo czasu by kogos poznac, a nawet splodzic z nim dziecko? Szczegolnie
    > jesli na przyklad "wpadl"? Pada okreslenie "byla zona". Czy ta zona to ktos z
    > kim sie pobral w przeciagu tych dwoch miesiecy? Czy ktos, z kim znal sie o
    > wiele wczesniej?
    > Niezaleznie od wszystkich innych ukladow, moja sympatie zdecydowanie o wiele
    > bardziej budza mezczyzni, ktorzy chca sie wlasnymi dziecmi zajmowac.
    > Niezaleznie od tego w jakich warunkach je splodzili, czy bylo to zaplanowane,
    > czy stalo sie przypadkiem

    A moja sympatie budza mezczyzni ktorzy plodza dzieci ze swoja zona a nie z byla
    zona . Jak chcesz miec dzieci to dobrze miej je ale stworz rodzine a nie lata z
    kwiatka na kwiatek uwazm ze ten facet nie jest fair ani dla swojej bylej zony ani
    dla swojej obecnej dziewczyny!
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:01
    kwieto napisał(a):

    > eeeee....
    >
    > czy to, ze partner ma dziecko z inna kobieta jest powodem do rozstania? Nie
    > przesadzajmy, jesli chcialabys miec kontakt z kims kto nigdy wczesniej nie mial
    >
    > zwiazku i nie ma wyplywajacych z tego zobowiazan, to polecam szukanie partnera
    > posrod prawiczkow. Najskuteczniej bedzie przeszukac grupe 12-16 lat...
    >
    > A on po prostu zachowal sie odpowiedzialnie. W koncu skoro splodzil dziecko, to
    >
    > powinien przynajmniej czesciowo o nie dbac? Nie mozesz zabronic ojcu
    > astystowania przy porodzie wlasnego dziecka, tylko dlatego ze ma w tej chwili
    > inna partnerke.
    >
    > Powyzsze bylo glownie do ad12.
    > A do maki pytanie - moze masz po prostu kompleks analogiczny do tego ktorzy
    > maja niektorzy mezczyzni poszukujac dziewicy i narzekajacy, ze ich partnerki
    > dziewicami w chwili poznania nie byly?

    nie zartuj!po pierwsze:bylismy pozniej w poradni rodzinnej,gdzie nam powiedziano,ze jak sie
    czlowiek decyduje na bycie z kims i budowanie zwiazku,to jednak nie robi pewnych rzeczy.na
    przyklad-nie odbywa wspolnych porodow z inna kobieta.trudno-takiego sie dokonalo wyboru.
    i po drugie-nie mam kompleksu,nie wymagam od partnera dziwictwa-to chyba nie o to zupelnie
    chodzi,nie sadzisz?
    znaczy co-ja teraz mam prawo miec dziecko z kims innym i ten ktos inny pojdzie rodzic, a moj
    partner bedzie na nas grzecznie czekal w domu,potem radosnie przywita?
    a jak sie na to nie zgodzi,to mu powiem-wiesz,ty to masz chyba kompleks dziewictwa?



  • kwieto 11.05.02, 18:00
    Ale splodzil to dziecko w okresie, kiedy nie byliscie para. A pojscie na porod
    dziecka bylo jednym ze zobowiazan, ktorych sie wtedy podjal. Nie masz czasem
    tak, ze jest cos, co Ci w gruncie rzeczy przeszkadza, ale musisz to zrobic, bo
    wczesniej sie tego podjelas i obiecalas ze to zrobisz? W tej sytuacji jest
    analogicznie. Wiedzial o ciazy i skoro nie namawial zony do jej usuniecia - to
    powinien poniesc wszelkie konsekwencje tego wyboru. I ponosi je bardzo pieknie.
    Nie rozumiem stwierdzenia "nie chodzi sie na porody bylej zony". Jesli
    powiedziano wam to w poradni rodzinnej, to osobiscie poddaje w watpliwosc
    kompetencje tej poradni. Nie mozna tak po prostu odciac sie od zobowiazan ze
    swojej przeszlosci, bo to byloby zwykle swinstwo wyrzadzone tamtej kobiecie.

    A swoja droga, nie rozumiem na czym polega Twoj bol. Pisalem juz o tym nizej,
    ale powtorze tutaj. Nie rozumiem, dlaczego pojscie Twojego partnera na porod
    wlasnego dziecka bolalo Cie tak bardzo, ze az musialas brac srodki
    uspokajajace. Zwyczajnie nie miesci mi sie to w glowie.

    Na czym polegal ten bol? Skad on sie bral?
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 18:07
    jak nie rozumiesz sam z siebie-to ja ci tego nie wytlumacze.
    ja nie mam problemu z akceptacja jego zobowiazan-choc pewnie mozna je w rozny sposob
    realizowac.
    ty mi mowisz cos takiego: nie mialo cie prawa zabolec.no,.ale zabolalo,stalo sie.ciebie boli
    tylko to,co ma cie wg.ciebie prawo zabolec???
    stalo sie,bylo,minelo.raczej musze sobie radzic z rzeczywistoscia teraz.
    byc moze nie mialam prawa do tego bolu,ale cos tam sie wtedy ze mna stalo-i szukam teraz
    sposobu jak z tego wybrnac w taki sposob, zeby bylo jak najlepiej dla wszystkich z jak
    najmniejszym cierpieniem dla mnie.
    rozpatrywanie-czy mialam prawo,czy nie, zle sie wtedy poczuc-raczej mi nie pomoze...sorry.


  • kwieto 11.05.02, 18:13
    Alez ja nie pytam czy masz prawo do tego bolu. Pytanie o "prawo" do bolu jest
    po prostu bez sensu. Ale jestem ciekaw CO Cie tak na prawde zabolalo. Innymi
    slowy - z czym zwiazany jest ten bol, skad sie on bierze. Jesli nie odpowiesz
    sobie na takie pytania, na dosc glebokim poziomie - to nigdy nie dowiesz sie,
    jak sobie z tym bolem radzic.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 18:28
    pewnie to,ze zostalam wtedy tak bezwzglednie sama? w sytuacji o ktorej wiedzialam,ze 99 osob na
    100-powie:"no o co to cale cierpienie?facet ma prawo,to idzie" ;))-to troche dowcip
    oczywiscie.ale jak tak pytasz-to chyba to mnie najbardziej walnelo-tam byly dwie siostry tej
    kobiety,jej ojciec,mama itd...ja zostalam zupelnie sama. potrafilam tylko tej jednaj
    przyjaciolce sie przyznac do tego,ze to tak koszmarnie boli,a to dlatego,ze intelektem czy jak
    tam nazwac uznawalam racje tych 99 na 100...
    w dalszym ciagu je uznaje.naprawde nie mam ochoty negowac niczyich praw do niczego. chce tylko
    znalezc jakas recepte dla siebie w tym wszystkim.
  • kwieto 11.05.02, 18:43
    A dlaczego bycie sama Cie boli? Przeciez nie odtracil Cie, owszem w danym
    momencie ktos inny okazal sie wazniejszy ale... przeciez nikt z nas nie jest
    najwazniejszy na swiecie.
    A gdy jest na przyklad w pracy, to tez boli tak samo? W koncu wtedy tez jestes
    sama...
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:17
    ja duzo przebywam sama i to nie boli,raczej lubie.ale nie jestem wtedy sama w tak trudnej
    sytuacji emocjonalnej.wiesz,gdybym nie wiem jak chciala,to jednak nie potrafie porownac tej
    sytuacji do zwyklego bycia samemu,do wyjscia na piwo itp.moge tylko podziwiac,ze dla ciebie te
    sytuacje maja ten sam znak emocjonalny,tez bym tak chciala.ale tak nie jest.i raczej trudno to
    bedzie zmienic.szukam rady-jak teraz postapic i jak sie z tym uporac.


  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:23
    i nie mam wrazenia,ze jestem najwazniejsza na swiecie-kwieto.wrecz na odwrot. nauczylam sie
    raczej dosc pokornie znosic to,co przynosi los.to chyba moj pierwszy w zyciu krzyk rozpaczy;))
    i proba znalezienia w czyms,co przynosi los, takze jakiegos miejsca dla siebie i praw-chocby do
    negatywnych odczuc. jak sie okaze,ze nie mam-no to coż...pewnie sie z tym pogodze.

    moze kopnelo mnie jeszcze i to,ze wspolnie ustalilismy,ze on na ten porod nie pojdzie,ze sie
    wlaczy pozniej-a jednak poszedl.przyslal mi smsa z sali porodowej,ze ma dziecko juz.
    ale-to rowniez nie jest w tej chwili wazne.
    ja naprawde szybko musze sie zastanowic-co teraz?
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 19:49
    kwieto,przepraszam,ale juz nie mam czasu i sily na teoretyzowanie.
    chcialabym znalezc osoby,ktore przeszly przez cos podobnego.chcialabym wiedziec, co wtedy
    czuly,jak sobie z tym poradzily i czy mozna sobie z tym poradzic jakos?
    na razie znalazlam tylko jedna kobiete,ona to jeszcze mocniej poczula.
  • Gość: Katya IP: 212.137.27.* 13.06.02, 15:12
    Przeczytalam kilka postow na tym forum, i mam wrazenie, ze niektorzy ludzie nie
    do konca zrozumieli Twoj problem. Pisza pozytywnie o mezczyznach, ktorzy chca
    zajmowac sie wlasnymi dziecmi i uczestniczyc w ich narodzinach - i bardzo
    dobrze! Jest rzecza zrozumiala, ze ojciec powinien byc odpowiedzialny i
    zajmowac sie dzieckiem, powinienien byc przy nim, nie uciekac od
    odpowiedzialnosci, i Ty doskonale sobie z tego zdajesz sprawe (cytuje: ”zdaje
    sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
    dzieckiem”), ale nie w tym rzecz. Tu nie chodzi o to, czy facet dobrze zrobil
    biorac udzial w tym porodzie. Nie jestesmy tu, aby pouczac, osadzac i mowic
    innym, jak zyc. Tu chodzi o to, jak Ty sie z tym wszystkim czujesz.
    Jestem w bardzo podobnej sytuacji – wprawdzie moj mezczyzna uczestniczyl we
    wspolnym porodu ze swoja ex jakis czas temu, zanim mnie poznal, ale sama mysl,
    ze on tam byl, przechodzil przez cos tak szczegolnego, wspanialego i
    wyjatkowego po raz pierwszy z nia, a nie ze mna, jest dla mnie nie do
    zniesienia.
    To paskudne uczucie, ze jest sobie ta jego wielka rodzina - on + dzieci + ex +
    tesciowie + dziadkowie, zwiazani silnym, poteznym, nierozerwalnym wiezem krwi,
    a z boku tego wszystkiego – ja. I rowniez czuje ten bol, o ktorym wspominasz.
    Napisz do mnie prosze, bardzo chcialabym skontaktowac sie z kims, kto czuje
    podobnie – nie za bardzo chce sie uzewnetrzniac na forum, gdyz czasami wywoluje
    to niepotrzebne i zupelnie nietrafne komentarze.
    Pozdrawiam serdecznie

    katya1@poczta.gazeta.pl
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 11.05.02, 09:58
    Maka, a czy Wy macie dzieci? Bo może bardziej niż ta cala sytuacja Cie boli to,
    że on ma to dziecko z inną, a nie z Tobą?

    i tak na marginesie, nie wiem, ale dla mnie słowo rozstanie oznacza całkowite
    zwolnienie z jakiejkolwiek lojalności wobec siebie, i każdy może wtedy płodzić
    sobie dzieci z kim mu się żywnie podoba. A że facet sie tego dziecka nie wyparł
    i chce z nim utrzymywać kontakt to świadczy tylko o jego odpowiedzialności.
    Chciałabys byc z facetem, który ma gdzieś swoje dzieci?
  • ad12 11.05.02, 10:09
    Gość portalu: ida napisał(a):

    > Maka, a czy Wy macie dzieci? Bo może bardziej niż ta cala sytuacja Cie boli to,
    >
    > że on ma to dziecko z inną, a nie z Tobą?
    >
    > i tak na marginesie, nie wiem, ale dla mnie słowo rozstanie oznacza całkowite
    > zwolnienie z jakiejkolwiek lojalności wobec siebie, i każdy może wtedy płodzić
    > sobie dzieci z kim mu się żywnie podoba. A że facet sie tego dziecka nie wyparł
    >
    > i chce z nim utrzymywać kontakt to świadczy tylko o jego odpowiedzialności.
    > Chciałabys byc z facetem, który ma gdzieś swoje dzieci?

    Czyli twoim zdaniem faceci soba moga plodzic dzieci a pozniej wracac do swoich
    bylych dziewczyn ! Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta ktory
    posiada "gdzies tam " dzieci a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy to
    ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej rodziny
    postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2 tatusiow a
    ma dopiero 3 lata !
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 11.05.02, 10:28
    ad12 napisał(a):

    > Czyli twoim zdaniem faceci soba moga plodzic dzieci a pozniej wracac do swoich
    > bylych dziewczyn ! Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta ktory
    > posiada "gdzies tam " dzieci a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy t
    > o
    > ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej rodzi
    > ny

    jesli MAka pisze, że sie rozstali, to znaczy, że sie rozstali i nie powinna mieć
    pretensji co jej partner robil w tym czasie. Chyba, że uzgodnili, że rozstają sie
    na tyle i tyle i potem do siebie wracają. A tak to skąd on miał wiedziec? A
    wymaganie od kogoś dozgonnej lojalności po rozstaniu to gruba przesada.
    poza tym, aby facet mógł wrócić do swojej byłej dziewczyny to ona też musi tego
    chcieć. Nie jest jakąś bezwolna marionetką, mogła go przepędzic na 4 wiatry, az
    tego co rozumiem oni są ze soba juz 3 lata.
    Nie wiem, czy Cie dobrze zrozumiałam- wszyscy faceci, którzy mają dzieci są
    nieodpowiedzialni? No to faktycznie. Odwracając sytuację -jakby wszyscy byli tacy
    odpowiedzialni tybyśmy wymarli w góra 2 pokoleniach.


    > postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2 tatusiow a
    >
    > ma dopiero 3 lata !

    trochę się chyba zagalopowałaś. tyle co ja sie znam na tych sprawach to można
    mieć tylko jedna mamusię i jednego tatusia. o jakich mamusiach czy tatusiach my
    mówimy? z tego co rozumiem mamusie ma jedną i jednego tatusia, który w prawdzie
    nie mieszka z mamusią ale utrzymuje kontakt z dzieckiem.
  • kwieto 11.05.02, 10:48
    A co w sytuacji gdy uczucie sie rozmylo i skonczylo? Lojalnosc przede
    wszystkim, nawet kiedy dwoje tworzacych stadlo od dawna sie nienawidza? Wyobraz
    sobie jakie pieklo wlasnie wtedy przezywaja dzieci.

    Zgodnie z tym co mowisz, powinnas najpierw objechac Make za
    nieodpowiedzialnosc. skoro zdecydowala sie rozstac, to jest skrajnie
    nieodpowiedzialna. Wszak powinna byc przede wszystkim LOJALNA - tak wynikaloby
    z Twojego toku rozumowania.

    A moze mniej ostatecznosci i wytycznych realizowanych metoda walca drogowego, a
    wiecej wzajemnego zrozumienia?
  • Gość: kobieta IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 11:07
    zostaw faceta,wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,on jest jakiś
    nienormalny?!
    niszczysz sobie tylko życie.
    brak słów na postępowanie faceta!
  • kwieto 11.05.02, 11:16
    Porod byl trzy lata temu?
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 11.05.02, 13:58
    Gość portalu: kobieta napisał(a):

    > zostaw faceta,wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,on jest jakiś
    > nienormalny?!

    Mi sie wydaje, że wspólny poród nie gwarantuje, że to przywiązanie, miłość będzie
    trwało do grobowej deski. moja znajoma rozwiodła sie z mężem po jakiś 4 latach od
    właśnie takiego porodu. A w dodatku twierdzi, że cos sie między nimi wypaliło juz
    duzo wcześniej.
    Powiem więcej, ja mam wątpliwości, czy aby na pewno to stwierdzenie, że
    asystowanie ojca przy porodzie pogłębia miłośc do matki dziecka, jest prawdziwe
    dla wszystkich (bez wyjątku) facetów.

    Mój kolega ze studiów po paru dniach na sali porodowej oświadczył, ze on to by
    nie chciał byc obecny przy porodzie swojej żony, bo by go przestała pociągać pod
    wzgledem seksualnym. Oczywiście, za takie oświadczenie omal nie został "zjedzony
    żywcem" i zwymyślany od "estetów" i takich tam innych...No i oczywiście był wtedy
    bardziej teoretykiem niż praktykiem :-) Ale coś w tym może być... przynajmniej
    dla niektórych facetów...


    > niszczysz sobie tylko życie.

    Życie nigdy nie układa się tak jak w bajkach z dzieciństwa "i zyli razem długo i
    szczęsliwie". Jesli ktos oczekuje, że tak własnie będzie, to nic dziwnego, że
    cierpi, bo sprawy nie układaja się według takiego scenariusza...
    I może się nigdy nie doczekać takiego partera z którym nie będzie sobie marnował
    życia


    > brak słów na postępowanie faceta!

    A co on właściwie takiego strasznego zrobił? A ona? Mogła go rzucić jak tak
    bardzo jej ten układ nie odpowiadał. Ale tego nie zrobiła...
  • Gość: zc IP: *.edu.pl / 10.5.254.* 11.05.02, 17:09
    Gość portalu: ida napisał(a):

    > Mój kolega ze studiów po paru dniach na sali porodowej
    oświadczył, ze on to by nie chciał byc obecny przy
    porodzie swojej żony, bo by go przestała pociągać pod
    wzgledem seksualnym.

    Mój ojciec był ginekologiem i w dniu mych urodzin miał
    dyżur w szpitalu, do którego przywieźli mamę, zanim
    dojechał inny lekarz było już po porodzie. Jak już byłam
    dorosła, to ojciec mi się przyznał, że od mojego
    urodzenia, przy którym musiał być jako dyżurujący,
    przestał czuć pociąg do matki, choć ja mu byłam
    najbliższa z wszystkich dzieci, własnie z powodu tego
    porodu. To daje do myślenia. Ja na wspólny poród z mężem
    się nie zdecydowałam...
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 11.05.02, 18:55
    Gość portalu: zc napisał(a):

    To daje do myślenia. Ja na wspólny poród z mężem
    > się nie zdecydowałam...

    No właśnie, ja nie mam dzieci, ale też bym się nie zdecydowała. Momo tej całej
    mody na porody rodzinne i całego tego gadania, że to tak wspaniale "cementuje"
    związek. Niektóre cementuje inne wręcz przeciwnie... Zwłaszcza jak facet zupełnie
    nie wie na co się decyduje...
    I jestem bardzo wdzięczna koledze(który był jak najbardziej normalny), że
    odważył sie taka opinie wyrazić...
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:35
    Gość portalu: kobieta napisał(a):
    > wspólny poród oznacza przywiązanie ,miłość,

    sory, ze sie wtracam, ale wspolny porod niekoniecznie oznacza wlasnie to,
    moja kolezanka panna (ojciec dziecka dalekoooo) rodzila w asyscie ... znajomej,
    bo tak sie umowily, bo rodzaca chciala miec obok siebie zyczliwa dusze, ktora ja
    wesprze emocjonalnie, ktora potrzyma ja za reke, ktora po prostu bedzie przy niej
    w tej trudnej chwili

    jesli facet tak sie umowil z byla zona, to prawdopodobnie ona go o to poprosila,
    a ze dziecko nie bylo wylacznie jej, tylko ich obojga, to facet sie zgodzil
    i byl na tym porodzie i trzymal ja za reke i cool
    czy zrobil to bardziej dla bylej zony, czy dla swego dziecka? o to trzeba zapytac
    jego
    jednak po wszystkim wrocil do maki i z nia chce wiesc dalsze zycie, czy nie tak?

    bol maki tez rozumiem, ale mam pytanie: maka ty tym bolem dreczysz sie juz 3 lata?
  • pastwa 11.05.02, 14:17
    ad12 napisała:

    > Ja co do mnie to nie chciala bym miec faceta, ktory
    > posiada "gdzies tam " dzieci, a juz w ogole faceta ktory posiada dzieci znaczy t
    > o ze jest nieodpowiedzialny splodzil dziecko i nie stworzyl mu odpowiedniej
    rodziny postaw sie w sytuacji tego biednego dziecka miec 2 mamusie i moze 2
    tatusiow a ma dopiero 3 lata !

    Zatem wynika ad12, następująca sytuacja, posiadasz dziecko z mężczyzną
    ( zakładam tak), który wydał Ci się tym właściwym, jednakże z biegiem lat Wasz
    związek staje się egzystencją dwojga zupełnie nie rozumiejących i nie kochających
    się osób( bywa tak w życiu chyba ?). Zakładam,że nie widząc sensu dalszego bycia
    z osobą ,z którą kompletnie nie czujesz się szczęśliwą, wręcz cierpisz
    psychicznie, pozostanawiacie się w końcu rozstać.
    Stajesz wówczas w sytuacji, (zakładam, że stało się tak,iż to mąż dostał opiekę
    nad dzieckiem)) samotnej kobiety z dzieckiem gdzieś tam,jesteś według tego co
    piszesz kobietą nieodpowiedzialną,bo nie potrafiącą stworzyć dziecku odpowiedniej
    rodziny i co więcej, nie zasługujesz tym tytułem, by kiedykolwiek związać się z
    mężczyzną, taka jesteś okrutna dla siebie i innych ?
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:19
    ida-takie pytania tez zadawalam np.mojej przyjaciolce, ktorej cos tam sie w zyciu niezbyt
    dobrze poukladalo.i mialam na to wtedy jednoznaczna odpowiedz i bylo mi bardzo dobrze z tymi
    jednoznacznymi odpowiedziami.niestety-nie jestem juz czlowiekiem, ktory moze takich
    jednoznacznych odpowiedzi udzielac.chcialabym byc znowu, naprawde.ale widocznie jest tak,ze
    ostry bol zwiazany z jakas sytuacja cos zmienia w czlowieku?ja sie czasem patrze na siebie w
    lustrze-i nie poznaje...bylam lagodnym stworzeniem, uznajacym prawa wszystkich dookola do
    wszystkiego...teraz tez uznaje, tylko nie wiem,co zrobic z bolem,ktory sie przy tym uznawaniu
    pojawia.
    i drugie twoje pytanie- nie, nie mamy dzieci.on bardzo chce,zaznaczam,ze nie jestesmy
    nastolatkami,to juz wlasciwie ostatni moment.ale-ja naprawde nie moge teraz nawet o tym
    myslec.czuje sie jakos-okaleczona ,czy co? przez ponad pol roku nie moglam sie nawet do niego
    dotknac...
  • Gość: anet IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.05.02, 23:05
    Maka...
    Zostaw to... TO jest dla CIebie conajmniej toksyczne. Sama piszesz, że nie
    poznajesz się w lustrze. Jakbyś już nie znała samej siebie. Pewnie tracisz
    czasem poczucie rzeczywistości? Nie wiesz na czym masz się oprzeć?
    Pomyśl o sobie. Nie musisz słuchać ludzi łatwo tutaj ferujących wyroki i
    rozprawiających o tym, czy Twoje zachowanie jest dobre, czy nie. Czy jest
    właściwe. Ty nikomu krzywdy nie wyrządziłaś. A możesz. Pomyśl o tym. Możesz
    działać jak bomba z opóźnionym zapłonem. Kiedyś bywać z tym niczego nie winnym
    dzieckiem i go jakoś uszkodzić.
    Jeśli ten ból tak długo w Tobie przetrwał, to zostaw tego człowieka. Albo
    jeśli nie masz odwagi, bo chyba nie, co nie jest zarzutem- jak sie kogos kocha
    nie łatwo go zostawic ze wzgledu na zdrowy rozsadek- pozwól aby to on Ciebie
    zostawił. Albo po prostu powiedz mu o swoich zarzutach, wątpliwościach. Być
    może sam zrezygnuje, pewnie będzie to dla niego za trudne.
    Pewnie sama chcesz mieć dziecko, ale jeżeli zwlekasz tak długo- może to
    niewłaściwy człowiek? Może nigdy nie zaakceptujesz tej sytuacji? Bedziesz
    męczyć sie całe życie aż w końcu skrzywidzisz siebie, jego, jego dzieci, a moze
    nawet swoje?
    Boje sie wypowiadć tak śmiałe zdania, bo to Twoje życie, ale chyba sama wiesz,
    nawet intuicyjnie, co jest dla Ciebie dobre i o to chodzi w tej całej dyskusji.
    Nie o racje. Ale o CIebie...
    pozdrawiam
    anet
  • Gość: weronika IP: *.kopernik.gliwice.pl 11.05.02, 12:53
    Czemu po tytm porodzie sie nie usunełas?
    skoro do niej pobiegł to kocha ja moze bardziej niz nie jeden mąż swoja zone,
    mozna kochac dwie osoby ale jak jest juz dziecko to czemu tego nie skonczyłas
    ty bys kogos spotkała on bylby z rodzina
    w mojej rodzinie zdarzyl sie prawie identyczny przypadek, moja kuzynka sie
    wycofało i facet jest szczesliwy ma juz z ta druga syna i corke i sa zakochani
    rozumiem ze jestes zakrecona i w szoku ale wybierz sie do psychologa bo
    zielenienie z zazdrosci dlatego ze facet dzwoni do 3 letniego dziecko to chore.
    Jesli cie to przerasta to sie wycofaj ty mozesz cos zadecydowac bo jestes
    dorosła a 3 letnie dziecko nie moze nic
    Niektorzy wrecz przysposabiaja czyjes dzieci, a ty nie mozesz zaakceptowac
    sytuacji ze on chce utrzymac jakis kontakt z dzieckim i cie do niczego nie
    miesza
    Swoja droga jestes taka wkurzona bo pewnie facet wyraznie ciagnie nie tylko do
    dziecka inaczej nie byłoby az tak zle z twoimi odczuciami
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:27
    Gość portalu: weronika napisał(a):

    > Czemu po tytm porodzie sie nie usunełas?
    > skoro do niej pobiegł to kocha ja moze bardziej niz nie jeden mąż swoja zone,
    > mozna kochac dwie osoby ale jak jest juz dziecko to czemu tego nie skonczyłas

    > Swoja droga jestes taka wkurzona bo pewnie facet wyraznie ciagnie nie tylko do
    > dziecka inaczej nie byłoby az tak zle z twoimi odczuciami

    nie jestem wkurzona.choc pewnie wolalabym byc.
    nie usunelam sie,jak napisalas.hmmm...to on nie chcial pojsc. odbyl ten wspolny porod, uznal,ze
    wywiazal sie z obowiazku i wrocil do domu,czy tez do tego,co z tego domu zostalo.. nie poszedl
    wiecej do szpitala.nie zabranialam mu wrocic do matki dziecka,wrecz na odwrot.
    ale on sie z matka tego dziecka kontaktuje wylacznie przez adwokata.
    ja moge tego co najwyzej-nie rozumiec.

  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 16:52
    nie jestem wkurzona,jak tu ktos napisal-tylko to po prostu boli.nie mamy dziecka dlatego,ze
    ja po tym wszstkim po prostu nie moge,w sensie psychicznym nawet myslec o dzieciach.nie
    myslalam nigdy w zyciu,ze mozna miec tak niedobre odczucia i skojarzenia z dziecmi,jakie ja
    mam teraz.nie odeszlam, bo do odchodzenia takze trzeba dwojga. nie mam pretensji i o zdrade,
    nawet nie bylismy wtedy razem. tak, wiem, ze powinnam nie wpuscic go do domu po tym
    niespodziewanym wyjsciu do porodu. ale wpuscilam. pewnie takze dlatego, ze bylam wtedy po
    prostu jak stumaniona- takze w sensie doslownym, przyjaciolka przyjechala i nakarmila mnie
    jakims srodkiem znieczulajacym, nie wiem czy w innym przypadku bylabym w stanie zniesc dawke
    takiego bolu.to bardzo latwo powiedziec- mezczyzna ma prawo,ojciec ma prawo- kiedys tez tak
    myslalam. znaczy co- kobieta w mojej sytuacji nie ma juz zadnych praw?? co ja zawinilam,ze
    ktos chcial miec dziecko??? zaznaczam w dalszym ciagu- nie mam pretensji o to, co sie dzialo
    w trakcie naszego rozstania, cierpie z powodu tego,co sie stalo juz jak bylismy razem. kiedys
    myslalam dokladnie tak, jak tu napisaliscie- mezczyzna ma prawo bez wzgledu na okolicznosci
    byc przy narodzinach dziecka itd, itd, itd.
    znaczy,co?- moj bol jest juz niewazny? mam sie zaczac godzic na to,ze juz do konca zycia bede
    to czula? mam wybor-albo sie rozstac,albo akceptowac fakt,ze nie jestem w stanie tego dziecka
    u siebie w domu,w zyciu akceptowac i jednak godzic sie na jego obecnosc? jak to zrobic?
    udawac,ze jest ok?ganiac prezenty kupowac i potem to w ciszy odchorowac?

  • kamfora 11.05.02, 16:56

    Maka, a czy on jest rozwiedziony?
    Czy nadal zonaty???
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 11.05.02, 17:04
    rozwiedziony. i nie chce stracic tego naszego zwiazku.to nie ja walczylam o przetrwanie tego
    zwiazku po tym wszystkim. on zawalczyl-czy jak to tam nazwac.
  • kwieto 11.05.02, 17:51
    Ale na czym wlasciwie polega ten bol? Na tym, ze poszedl asystowac przy
    porodzie wlasnego dziecka? Czy na tym, ze zrobil to nie pytajac Ciebie o
    znadanie? Dlaczego ten bol, skad sie on bierze, czego dotyczy?

    Bo ja naprawde nie rozumiem, dlaczego akurat ten fakt (obecnosc przy porodzie)
    mialby Ciebie bolec az tak bardzo. Wybacz porownanie, ale rownie dobrze, mozesz
    mowic, ze czujesz sie zraniona, bo poszedl na piwo...
  • Gość: kasia IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 19:19
    Kwieto !co Ty za pytania zadajesz?
    nigdy tego nie zrozumiesz!
    nie broń faceta,bo jest tego nie wart.
    był manipulowany przez swoja byłą żonę.
    nie znoszę facetow ,którzy nie wiedzą czego chcą!!!
    a on nie wiedział,niestety.
  • Gość: Kasia IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 11.05.02, 19:24
    jeszcze coś!jak możesz uczestnictwo przy porodzie porównywac do pójścia na piwo?
    musialbys byc kobietą ,żeby zrozumieć jak to boli,cała ta sytuacja.
    mnie nie imponujesz swoimi odp.,chyba tylko dziewczynom nieznającym życia albo
    dopiero w nie wkraczjącym(patrz inne wątki)-dojrzała kobieta
  • ad12 11.05.02, 19:40
    kwieto napisał(a):

    > Ale na czym wlasciwie polega ten bol? Na tym, ze poszedl asystowac przy
    > porodzie wlasnego dziecka? Czy na tym, ze zrobil to nie pytajac Ciebie o
    > znadanie? Dlaczego ten bol, skad sie on bierze, czego dotyczy?
    >
    > Bo ja naprawde nie rozumiem, dlaczego akurat ten fakt (obecnosc przy porodzie)
    > mialby Ciebie bolec az tak bardzo. Wybacz porownanie, ale rownie dobrze, mozesz
    >
    > mowic, ze czujesz sie zraniona, bo poszedl na piwo...

    Kwieto co do ciebie to tylko tyle ze mnie wkurzasz i powienienes sobie dziecko z
    ida zrobic !Zacznijcie juz teraz to moze przestaniecie glupoty na forum
    wypisywac . Co do ciebie Kasiu to sie zgadzam nie tylko facet nie wiedzial czego
    chce ale nadal trwa w tym stadium . Meczy tylko biedna dziewczyne .
  • pastwa 11.05.02, 19:55
    ad12 napisała:

    > Kwieto co do ciebie to tylko tyle ze mnie wkurzasz i powienienes sobie dziecko
    > z ida zrobic !Zacznijcie juz teraz to moze przestaniecie glupoty na forum
    > wypisywac.

    Ja teraz jeszcze bardziej Cię nie rozumiem ad12, raz piszesz o odpowiedzialności
    za dziecko, a teraz polecasz komuś zrobienie czegoś odwrotnego, namawiając kwieto
    i idę do zdrady ich partnerów Co więcej robienie dzieci powinno być dojrzale
    zaplanowane, według Ciebie, a tu chcesz dziecko na świat sprowadzić w wyniku
    własnego wkurzenia na kwieto, gdzie tu logika ?
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 11.05.02, 19:56
    ja ze swojej strony pozwolę sobie ostudzic nieco zapędy ad12 i oświadczam
    publicznie, że Kwieto i ja nie planujemy wspólnego potomstwa wzwiązku z czym
    nadal będziemy wypisywać "głupoty" (no, ja przynajmniej mam zamiar to nadal robić)

    :-)




  • kwieto 11.05.02, 22:09
    Ja tylko dodam, ze nie dosc, ze nie planuje miec dziecka z Ida, to nie planuje
    miec dziecka w ogole, w przeciagu najblizszych kilku lat.

    Natomiast pisac glupoty bardzo lubie, i bede sie dalej ze wszystkich sil staral
    stracic powazanie u wszystkich pisujacych tu osob.

    :"))
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:43
    oj ludzie, ludzie
    wydaje mi sie (kwieto, popraw w razie pomylki), ze kwieto zadajac pytania chcial
    ZROZUMIEC
    nie wiem, to pytam, czy to zle?
    nie wiem, to chce sie dowiedziec
    chce pomoc, ale nie mam jakiegos klocka do tej ukladanki, wiec szukam
    kwieto zadawal te pytania z checi zrozumienia i checi pomocy (czy tak kwieto?)
    a wy sie oburzacie
    na co?
  • pastwa 12.05.02, 12:53
    Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje, co skłania mnie do zmiany
    podejścia odnosnie stwierdzenia " kto pyta, ten nie błądzi ".
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:56
    pastwa napisał(a):
    > Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje,

    no nie kazdego, nie pytaj tego, kogo boli o jego bol, bo jego wtedy boli bardziej?
    a moze sam przed soba ucieka od odpowiedzi na pytania o ten bol?
    sam woli zapomniec, niz zrozumiec?
    hm
  • pastwa 12.05.02, 13:11
    Gość portalu: gawrona napisała:

    > pastwa napisał:
    > > Nie każdego można bowiem pytać, jak sie okazuje.

    > no nie kazdego, nie pytaj tego, kogo boli o jego bol, bo jego wtedy boli bardzi
    > ej?

    Właśnie taka osoba się nam na forum trafiła, jest to tez świeży przykład, że to
    nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich intencji.

    > a moze sam przed soba ucieka od odpowiedzi na pytania o ten bol?
    > sam woli zapomniec, niz zrozumiec?

    Czasami zrozumienie wiąże się z bólem, gdyż wywraca ono dotychczasowy i bliski
    komuś pogląd na dana sprawę. Przyszłościowo jednak patrząc, zbudowanie nowej
    świadomości, opartej na zrozumieniu problemu, miast emocjach, zaoszczędzi więcej
    bólu, niż przyniesie w procesie transformacji poglądowej.

  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:15
    pastwa napisał(a):
    > jest to tez świeży przykład, że to
    > nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich intencji.

    hm? chyba nie bylo na tym watku pytan, ktore mialy obrazic make?
    mysle, ze nie byl to dobry przyklad
    maka czy w ktoryms momencie poczulas sie obrazona? urazona?




    > Czasami zrozumienie wiąże się z bólem, gdyż wywraca ono dotychczasowy i bliski
    > komuś pogląd na dana sprawę.

    masz racje
    pozdrawiam

  • pastwa 12.05.02, 13:29
    Gość portalu: gawrona napisała:

    > pastwa napisał:
    > > jest to tez świeży przykład, że to
    > > nie pytania sa obraźliwe, ale ludzie, którzy nie rozumieją często ich inte
    > ncji.


    > hm? chyba nie bylo na tym watku pytan, ktore mialy obrazic make?
    > mysle, ze nie byl to dobry przyklad

    Przecież nie piszę, że takie pytania sie pojawiły, tylko że taka osoba się
    pojawiła, której nie wsmak były pytania zmuszajace ją do myslenia nie zgodnego z
    jej odczuciami.

    > maka czy w ktoryms momencie poczulas sie obrazona? urazona?

    Powiedzmy, że nie tyle obraziła, co poczuła się mocno zawiedziona( urażona?)
    zadawaniem jej zbyt trudnych pytań,miast wmawiać jej, że jest cudownie i
    szlachetnie znoszącą karygodne zachowanie swojego faceta, ale ma to podobny
    wydźwięk co tzw. "obrażalstwo" .

    Pozdrawiam
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:40
    pastwa napisał(a):
    > taka osoba się pojawiła, której nie w smak były pytania zmuszajace ją do
    > myslenia nie zgodnego z jej odczuciami.
    >
    > nie tyle obraziła, co poczuła się mocno zawiedziona( urażona?)
    > zadawaniem jej zbyt trudnych pytań,miast wmawiać jej, że jest cudownie i
    > szlachetnie znoszącą karygodne zachowanie swojego faceta,


    tak jest, zgadzam sie
    (przeczytaj moj post pod tytulem "wreszcie" - odpowiedz do kwieta)

  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:44
    zreszta juz samo sformulowanie tematu watku zastanawia
    "moj mezczyzna zafundowal sobie wspolny porod z inna"

    "zafundowal", "inna"
    czy te slowa juz nie naginaja naszych (obiektywnych) uczuc do woli maki?
  • pastwa 12.05.02, 13:50
    Gość portalu: gawrona napisała:

    > "zafundowal", "inna"
    > czy te slowa juz nie naginaja naszych (obiektywnych) uczuc do woli maki?

    Nie do końca, miała prawo tak napisać, bo tak czuła rzeczywiście i w tym właśnie
    tkwił( nadal chyba) jej problem. Rolą dyskutanta jest skupić się na faktach i
    zdobyć jak najwięcej potrzebnych informacji( jeśli ich brak) dla jasności
    problemu. Dopiero następnie można wydać "obiektywną" opinię, lub nie, jeśli
    osoba zainteresowana wcześniej sama dostanie olśnienia.

  • kwieto 12.05.02, 12:56
    Juz myslalem, ze nikt tego nie "zalapie"...

    Problem jest problemem Maki a nie jej partnera. I JEDYNA droga jego rozwiazania
    (moim zdaniem) jest proba zrozumienia jakie sa przyczyny tego bolu. Stad
    pytania o to co boli, dlaczego boli, z czym ten bol jest zwiazany.

    Oczywiscie, mozna po prostu zignorowac problem, porzucic partnera (jak
    proponuja niektorzy) ale wtedy jest duze ryzyko, ze podobna sytuacja powtorzy
    sie w nastepnym zwiazku. Powod zawsze sie znajdzie, a to ze on za dlugo siedzi
    w pracy, a to ze na sylwestra byl za granica, a to, ze za czesto rozmawia z
    przyjaciolka. Poza tym odkladanie swoich problemow na bok, z nadzieja ze "czas
    leczy rany" to wedlug mnie jedna z najgorszych taktyk. Bo taka rana bedzie sie
    odzywac ilekroc ktokolwiek jej dotknie (nawet niechcacy). Za rok, piec lat,
    dziesiec, dwadziescia...

    Wiec jedynym sposobem jest leczenie rany. Ale aby to zrobic, wpierw trzeba ja
    zdiagnozowac - zadac sobie pytania co to jest za bol, z czym on jest zwiazany,
    gdzie sie pojawia, w jakich okolicznosciach...
    Widac dla Maki takie pytania okazaly sie za trudne.

    Swoja droga, juz myslalem, ze nikt nie zrozumie jakie byly moje intencje :(((
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 12:59
    kwieto napisał(a):
    > Juz myslalem, ze nikt tego nie "zalapie"...
    > juz myslalem, ze nikt nie zrozumie jakie byly moje intencje :(((

    kwieto czasem trzeba tak prosto w twarz, tak kawe na lawe
    tak bez bawelny i owijania


    > Widac dla Maki takie pytania okazaly sie za trudne.


    i chyba wlasnie to jest problem, maka czy ty naprawde szukalas na tym forum
    zrozumienia i pomocy (obiektywnego spojrzenia obcych oosb)? czy tylko chcialas
    zebysmy poglaskali cie po glowie i powiedzieli "oj biedna ty, biedna"
    oraz "wszyscy faceci sa be"?
  • kwieto 12.05.02, 13:04
    Gość portalu: gawrona napisał(a):


    > kwieto czasem trzeba tak prosto w twarz, tak kawe na lawe
    > tak bez bawelny i owijania
    >

    Tak ale ja nie lubie kogos wyciagac za uszy. Wolalbym, zeby sam zadal sobie pewne
    pytania i wyciagnal z nich wnioski - w koncu nie jestem dyplomowanym
    psychologiem, nie pracuje w tym zawodem, wiec nie chce wchodzic w role
    autorytetu. Poza tym uwazam, ze myslacej osobie najbardziej pomoze zadawanie
    pytan, ktorych sama nie potrafi lub nie chce sobie zadac.

    >maka czy ty naprawde szukalas na tym forum
    > zrozumienia i pomocy (obiektywnego spojrzenia obcych oosb)? czy tylko chcialas
    > zebysmy poglaskali cie po glowie i powiedzieli "oj biedna ty, biedna"
    > oraz "wszyscy faceci sa be"?

    No wlasnie, pod tym pisaniem rowniez sie podpisuje
  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 13:08
    kwieto napisał(a):
    > Poza tym uwazam, ze myslacej osobie najbardziej pomoze zadawanie
    > pytan, ktorych sama nie potrafi lub nie chce sobie zadac.
    >

    zgadzam sie z toba, ale czasem proby wyparcia ze swiadomosci czegos sa bardzo
    udane, i wtedy kazde pytanie jak kula w plot, glowa w mur
    dobry psychoterapeuta tez nie daje wskazowek do zycia, jeno zadaje pytania
    odpowiednie pytania w odpowiednim momencie
    a odpowiedzi musisz szukac sam
    pozdrawiam ;)
  • kwieto 12.05.02, 13:49
    Gość portalu: gawrona napisał(a):


    > zgadzam sie z toba, ale czasem proby wyparcia ze swiadomosci czegos sa bardzo
    > udane, i wtedy kazde pytanie jak kula w plot, glowa w mur

    Do czasu jeno. Predzej czy pozniej konczy sie to albo poczuciem niezrozumienia
    przez otoczenie i depresja (a przy terapii i tak trzeba bedzie te pytania zadac)
    albo przesadnie agresywnym zachowaniem w stosunku do oponentow (i wychodzi sie na
    nieopanowanego wariata).

    Ergo, wczesniej czy pozniej trzeba sobie te pytania zadac, inaczej nie da sie
    funkcjonowac wsrod innych ludzi.

    Moze racje mial ten kto mowil: "nikt nie zyje w swiecie, kazdy zyje w SWOIM
    swiecie"?

  • Gość: gawrona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 15:15
    kwieto napisał(a):
    > "nikt nie zyje w swiecie, kazdy zyje w SWOIM swiecie"

    cos w tym jest

  • Gość: daggy IP: *.chello.pl 11.05.02, 23:28
    Ja naprawdę wypowiadam się tu tylko, jak coś mnie naprawdę poruszy. I twój post
    mnie poruszył bardzo. Negatywnie. NIE MOGĘ POJĄĆ O CO CI CHODZI. Jeżeli mogę
    nawet zrozumieć, że zabolało cię, że twój facet pojechał rodzić z inną, to nie
    mogę zrozumieć, JAKIM CUDEM PRZEŻYŁAŚ Z NIM KOLEJNE 3 LATA ???? Dusiłaś w sobie
    ten ból? Utajone (lub otwarte) pretensje? To ma być związek? Rozstaliście się
    przecież. Nie miałaś do niego żadnych praw. Tak się stało - jego była żona
    zaszła w ciążę. Skąd miał wiedzieć, że zejdziecie się znowu? A dziecko, to
    dziecko - powinno być zawsze na pierwszym miejscu. Gość jest GODZIEN PODZIWU,
    do jasnej cholery. Jestem samotną matką. Od razu wiedzieliśmy z ojcem mojego
    dziecka, że nie zostaniemy ze sobą na zawsze. Ale miałam przez chwilę nadzieję,
    że możemy zostac przyjaciółmi. Tak się nie stało, bo nie potrafił unieść
    odpowiedzialności - choćby na odległość i z dystansem. Mój syn nie zna swojego
    ojca. I wkurzasz mnie, ubolewając nad sobą. Został z tobą - tak??? Kocha cię -
    tak??? To dlaczego czujesz się zagrożona? Mój narzeczony (za miesiąc mąż)
    potrafił przyjąć moją przeszłość - razem z moim dzieckiem. I między innymi
    dlatego jest tak bardzo godny miłości.
    PS. Trochę mnie chyba poniosło i przepraszam. Ale myślę, że albo go naprawdę
    nie kochasz, albo boisz się, że on nie kocha ciebie. Albo jedno i drugie. A
    prawdziwa miłość zniesie więcej, niż dziecko z innego związku.
  • Gość: kasia28 IP: *.atol.com.pl 11.05.02, 23:28
    Przede wszystkim Mako zachowujesz się jak histeryczka. Wymyślasz problemy tam
    gdzie ich nie ma i nie zauważasz, że właśnie Ty sama możesz stworzyć naprawdę
    poważny problem.
    Po pierwsze, jak zauważył Kwieto, sama nie wiesz o co Ci naprawdę chodzi, co
    Cię boli. Przyznajesz prawo do podtzrymywania kontaktów ojca z synem
    jednocześnie nie możesz tego znieść. Nie winisz jego byłej żony, ale
    jednocześnie boli Cię, iż ona ma dziecko z twoim facetem. Właściwie czytając
    Twój post ma się wrażenie, iż jesteś wyrozumiałą, wspaniałą kobietą, ale mnie
    uderzyło to, iż Ty za wszystko obwiniasz to dziecko. Dlaczego? Czym ono
    zawiniło? Tym iż jest dzieckiem Twojego faceta i jego byłej żony? Dlaczego
    wzbudza w Tobie tak negatywne uczucia? Przecież pomimo wszystko jest ono
    dzieckiem faceta, którego twierdzisz, kochasz.
    Nie rozumiem o co tak naprawdę masz żal? O dziecko, wspólny poród? O to, że
    Twój facet był przez jakiś czas ze swoją żoną? Miał chyba do tego prawo?
    Rozstaliście się, nie byliście wtedy już parą i nie zdradził Cię. Nie uważam,
    zeby czynienie mu zarzutów za to, ze jest dobrym ojcem było mądre. Choćby
    dlatego, ze o wszystkim wiedziałaś i wiesz nadal, nie ukrywał nic przed Tobą.
    Więc dla niego Ty jesteś ważniejsza niz ona i od Ciebie oczekuje zrozumienia.
    Czyżby sie omylił?
    Większość wypowiadających się tu kobiet napada na niego i jego żonę. Też nie
    rozumiem czemu. Piszą tu o tym jak czuje się kobieta na Twoim miejscu, ale
    żadna nie zastanowiła się jak czuje sie kobieta z dzieckiem, która porzuca
    facet. Twój facet mógł się okazać draniem, zrobić dziecko żonie i zapomniec o
    nim. Jednak stanął na wysokosci zadania, jest ojcem, nie wyparł sie dziecka.
    Ile takich facetów dziś mozna spotkać? Wiele z tych kobiet w innym watku
    potepiłoby tego faceta, gdyby zostawił dziecko, a żona załozyłaby wątek, czyż
    nie?
    I na koniec powiem Ci, iż z mężczyznami to jest tak: gdy nie chcą uznać
    dziecka nic ich do tego nie zmusi, ale jeśli który dziecko uzna, chce go i
    zwiąże się z nim emocjonalnie nikt z nim nie wygra. Ty ze swoją histerią
    będziesz z roku na rok tylko tracić, a syn zyskiwać. To, ze Twój partner
    spotykał się z synem, teraz pomimo wyjazdu chce do niego dzwonić znaczy, ze go
    kocha i tęskni za nim, a Ty swoim zachowaniem możesz spowodować, ze Twój
    partner może być zmuszony wybrać. I bardzo możliwe, ze wybierze syna, nie ją,
    syna. Zwłaszcza, że Ty dziecka mu dać nie chcesz i przez to skazujesz się
    jeszcze bardziej.
    Może lepiej zastanowić się nad tym wszystkim, nad waszym związkiem i nie
    marnować przez głupie histerie to co pieknego i wartościowego między wami?
    Więcej dojrzałości Mako.

    Pozdrawiam
    Kasia
  • Gość: iwek IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 12.05.02, 07:56
    Gość portalu: kasia28 napisał(a):

    Nie uważam,
    > zeby czynienie mu zarzutów za to, ze jest dobrym ojcem było mądre.

    Twój facet mógł się okazać draniem, zrobić dziecko żonie i zapomniec o
    > nim. Jednak stanął na wysokosci zadania, jest ojcem, nie wyparł sie dziecka.
    > Ile takich facetów dziś mozna spotkać?

    > I na koniec powiem Ci, iż z mężczyznami to jest tak: gdy nie chcą uznać
    > dziecka nic ich do tego nie zmusi, ale jeśli który dziecko uzna, chce go i
    > zwiąże się z nim emocjonalnie nikt z nim nie wygra.

    Kasiu, piszesz o facecie Maki z niezrozumiałym dla mnie uznaniem. Cóż to?
    Czy w dzisiejszych czasach wystarczy dać dziecku nazwisko, płacić alimenty,
    dzwonić lub spotykać się od czasu do czasu , by zasłużyć sobie na miano
    dobrego ojca? Jakie to z jego strony szlachetne, że raczył wogóle uznać to
    dziecko, prawda?
    Każdy może się w życiu pogubić. Tylko jeżeli zdecydował się być z Maką, zagrał
    nieuczciwie. Dopiero po upływie ok.miesiąca oznajmił, że będzie ojcem. To jest
    zwykła przebiegłość. Zranił Makę wystarczająco, mógł więc jej już zaoszczędzić
    przeżyć związanych z porodem. Tak na dobrą sprawę, to facet był tam zbędny.
    Po co odgrywać rolę wspaniałego ojca, skoro i tak wiadomo, że już się nim nie
    jest.
    Więź emocjonalna raczej nie tworzy się na odległość. A najlepszą rzeczą, jaką
    ojciec może uczynić dla swego dziecka, to kochać jego matkę.

    Nie wiem, jak postąpiłabym na miejscu Maki. Ale jeśli życie przynosi tyle
    cierpienia,może jest to znak, że wybór był niewłaściwy.

    pozdrawiam wszystkich :)




  • Gość: kasia 28 IP: *.atol.com.pl 12.05.02, 12:27
    > Cóż to?
    > Czy w dzisiejszych czasach wystarczy dać dziecku nazwisko, płacić alimenty,
    > dzwonić lub spotykać się od czasu do czasu , by zasłużyć sobie na miano
    > dobrego ojca? Jakie to z jego strony szlachetne, że raczył wogóle uznać to
    > dziecko, prawda?
    A żebyś wiedziała, ze właśnie w dzisiejszych czasach, gdy faceci jak ognia
    unikaja odpowiedzialności za swoje potomstwo takie zachowanie jest godne
    pochwały. Być może kilkadziesiąt lat temu facet powinien był wrócić do żony,
    ozenić się z nią i wychowywac wspólnie dziecko. Niestety dziś pojęcie obowiazku
    i honoru trochę się zmieniło i teraz większosć facetów zwiałoby, zeby nie
    komplikować sobie życia. Męzowie po rozwodzie, gdy ich dzieci mają już po kilka
    lat i są emocjonalnie związani z ojcami nie chcą płacić alimentów, nie widują
    się z dziećmi, a Ty uważasz, ze to co robi on wobec swojego dziecka nie jest
    dobre? Widocznie nie spotkałaś się jeszcze z niekochanym, opuszczonym dzieckiem
    i samotną matką.

    > Każdy może się w życiu pogubić. Tylko jeżeli zdecydował się być z Maką, zagrał
    > nieuczciwie. Dopiero po upływie ok.miesiąca oznajmił, że będzie ojcem. To jest
    > zwykła przebiegłość.
    A gdyby poiwedział jej o tym po dwóch tygodniach to by wystarczyło? Ważne, ze
    powiedział i to najszybciej jak mógł. Mógł nie przyznać się wcale i grac na dwa
    fronty potajemnie. To byłaby przebiegłość. Tutaj przebiegłości nie widzę. W czym
    ona się przejawia?
    Zranił Makę wystarczająco, mógł więc jej już zaoszczędzić
    > przeżyć związanych z porodem. Tak na dobrą sprawę, to facet był tam zbędny.
    > Po co odgrywać rolę wspaniałego ojca, skoro i tak wiadomo, że już się nim nie
    > jest.
    Skąd wiesz, ze nie jest wspaniałym ojcem? Widziałaś jego spotkania z synem?
    Wiesz co czuje do niego jego dziecko? Czy tęskni za ojcem czy nie? Czy ojciec po
    rozwodzie, który widzi się z dzieckiem raz na tydzień, raz na dwa tygodnie jest
    gorszym od tego, który w domu jest codziennie i codziennie leży przed
    telewizorem pijąc piwo? Albo od tego, który ciągle pracuje po kilkanaście godzin
    dziennie i do domu wraca po to, aby sie przespać? Albo od tego, którego praca
    polega na kilkudniowych lub kilkumiesięcznych wyjazdach?
    Dla dziecka ważne jest by wiedziały, ze jest ktoś w pracy, w innym mieście,
    kraju, ale jest ktoś, kto przyjdzie w sobotę, z kim można będzie pojechać na
    wakacje, z kim można porozmawiać przez telefon. To lepsze niż świadomośc, ze nie
    ma się nikogo. Dlaczego dzieci wymyślają potem bajki na temat taty pływającym po
    morzu itp? Moje dzieci też bardzo rzadko widują ojca, bo pracuje po kilkanaście
    godzin dziennie, czasem wyjeżdża na kilka dni. Owszem są bardziej związane ze
    mną z racji tego, ze są częściej ze mną, ale kochają ojca i czekają na Niego. I
    obydwoje zawsze mówią, że tata jest w pracy, ale przyjdzie wieczorem, cieszą się
    na każdy wolny dzień z Nim, na wakacje z NIm, bo tata będzie cały czas dla nich.
    Dla nich ważne jest , ze ten ojciec jest, obojętnie jak często go widują.

    > Więź emocjonalna raczej nie tworzy się na odległość.
    Będąc blisko rónież mozna nie zbudować żadnej więzi. Gdy ojciec mieszka z
    dzieckiem, ale z nim nie rozmawia, nie bawi się , nie próbuje zrozumieć, trudno
    mówić o więzi emocjonalnej. A na odległość można budować taką więź. Moze trzeba
    na to więcej pracy i chęci , ale można.

    A najlepszą rzeczą, jaką
    > ojciec może uczynić dla swego dziecka, to kochać jego matkę.

    Czyżby? Nie jestem przekonanan, ze miłość ojca do matki wystarczy dziecku, by
    było sczęśliwe. A co z dziećmi po rozwodach? Co jest dla tych dzieci
    ważniejsze? To czy ojciec kocha matkę czy ich? Myślę, że raczej dzieci są
    szczęśliwsze, gdy ojciec kocha je, a nie matkę. Bo to nie gwarantuje im miłości
    ojca.

    > Nie wiem, jak postąpiłabym na miejscu Maki. Ale jeśli życie przynosi tyle
    > cierpienia,może jest to znak, że wybór był niewłaściwy.

    Tylko dla kogo?
    Maka chce być z nim, wie o wszystkim, zgodziła się wiec o co chodzi? Nie chce
    być z nim, to niech odejdzie, nikt jej na sznurku nie trzyma. Dlatego uważam, ze
    stwarza problemy tam gdzie ich nie ma. Jeśli go kocha powinna przyjąć go takim
    jakim jest razem z jego dzieckiem, a jeśli jej miłość jest tak słaba, ze nie
    potrafi sobie z tym poradzić, niech odejdzie, bo krzywdzi siebie, jego i jego
    dziecko.
    A cierpienie Maka funduje sobie sama na własne życzenie.

    Pozdrawiam
    Kasia






  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 08:15
    Kasiu28- gdzie ty w moim poscie wyczytalas o tych odwiedzinach i reszcie tej idylli, ktora z
    takim zacietrzewieniem przedstawiasz???
    Iwek ma racje- co zrozumialam dopiero po przeczytaniu jego wypowiedzi- moj partner chcce
    wykonywac puste gesty.Ten wspolny porod tez byl takim gestem, zniszczyl cos we mnie,a tam-
    nikomu nic nie dal. Widzial to dziecko ostatni raz, gdy mialo dwa miesiace, a wszystkie te
    widzenia razem trwaly moze godzine. A obecnie juz wiadomo, ze nie bedziemy w miejscu
    poprzedniego zamieszkania przez ladnych kilka lat. Placimy alimenty- wyzsze niz sad zasadzil,
    co bylo moja inicjatywa. A to,ze sie zastanawiam, martwie i mimo calej niecheci staram sie
    cos zrobic nie swiadczy chyba o braku milosci do partnera, tylko wrecz na odwrot.Gdybym sie
    sluchala wylacznie swojej-jak ty to nazywasz- histerii, to mialabym o wiele mniej klopotow.
    Mam nadzieje,ze zawsze uda ci sie w zyciu byc po tej "slusznej" stronie, bo wtedy nawet
    cierpi sie z wiekszym wdziekiem i miewa cale stada zyczliwych doradcow. Powodzenia.
  • Gość: kasia28 IP: *.atol.com.pl 14.05.02, 12:38
    Mako cały problem w tym, że nie piszesz ( właściwie nie możesz ) dokładnie o
    całej sytuacji. My możemy tylko domyslać się z kawałków , które tu
    przedstawiłaś, jak prawda wygląda. Nie napisałaś, ze on się z dzieckiem
    widywał, ale nie napisałaś też, że nie. Twoje słowa: " ze nie mam prawa mu
    zabronić kontaktow z trzyletnim juz dzieckiem" mogły sugerować, że Twój
    partner spotyka się z dzieckiem albo tego chce.
    Poza tym czy to, że nie widywał się z dzieckiem było tylko i wyłącznie jego
    decyzją? Bo coś mam przeczucie, że to przez Ciebie nie spotykał się z
    dzieckiem. I nie musiałaś mu tego zabraniać, wystarczy Twoje zachowanie, by
    odwieść go od tego. Nie chce Cię stracić, więc zrezygnował. Tak sobię myslę,
    czy Ty o nim myślisz, o jego uczuciach. Wciąż piszesz o sobie, swoich
    odczuciach. A jak czuje się on, co czuje do dziecka? Być może to Tobie wydaje
    się, ze jest w porządku, ze on się nie spotyka, że wyjechaliście, ale czy on
    też tak uważa? Czy rzeczywiście nie chciał widywać się z dzieckiem? Czy
    rzeczywiście chciał wyjechać, czy zrobił to dla Ciebie? Nie zastanowiło Cię
    to, że chce zazdzwonić do dziecka? Mam wrażenie, że Ty głośno mówisz: "muszę
    pozwolić, nie mogę zabronić, dziecko nic niewinne, to dzieki mnie
    alimenty "itd. a w duszy wogóle się z tym nie zgadzasz i jesteś zła. I byc
    moze on to wyczuwa. I jesli on nie spotykał się z tym dzieckiem, jego kontakt
    z nim ograniczył się do wspólnego porodu ( który jak z Twego opisu wynika był
    tylko obowiązkiem) i kilku spotkań w ciągu dwóch miesięcy, to juz zupełnie
    nie rozumiem Twoich cierpień? Ciebie boli, to że to dziecko jest, samo jego
    istnienie (obojętnie co szlachetnego na ten temat piszesz). To dziecko jest
    winne, jest winne temu, ze jest dzieckiem Twojego partnera i temu, ze wogóle
    jest.
    Mówisz, ze kochasz go więc dlaczego tak nisko go oceniasz? Dlaczego mówisz, że
    wykonuje puste gesty? Jeśli tak jest to znaczy, ze facet mało warty, więc po
    co tkwić w takim związku? Moze wobec Ciebie też ma "puste gesty"?
    Moim zdaniem Mako powinnaś się dogłębniej zastanowic nad SWOIM zachowaniem a
    potem dręczyć się jego. Jeśli oczekiwałaś, ze wszyscy tu będą Cię głaskać to
    już się przekonałaś, ze tak nie będzie. Każdy jest inny i kazdy inaczej
    postąpiłby w takiej sytauacji. Jesli chciałaś gotowych recept, to ich nie
    dostaniesz, bo problem jest TWÓJ i tylko Ty możesz go rozwiązać. My mozemy
    tylko przedstawić Ci swoje punkty widzenia, zasugerować pewne sprawy, których
    Ty byc moze nie dostrzegasz. I nie widzę powodu, by sie oburzać, denerwować.
    Wyraziłam swoje zdanie i nie musisz się ze mną zgadzać. Zresztą już
    zauważyłam, ze masz już ustalony pogląd tylko potzrebujesz jego potwierdzenia.
    I jeśli chodzi o "słuszną stronę" to życie mnie nauczyło, ze oskarżanie tzreba
    zacząć zawsze od siebie, bo często my sami jesteśmy przyczyną naszych i
    cudzych cierpień. Dlatego z reguły udaje mi się zawsze byc po tej słusznej
    stronie, bo rozpatruję swoje i cudze zachowanie, wyciągam wnioski i wtedy
    ustalam strategię. Ty niestety nie potrafisz zastanowić się nad sobą, swoim
    zachowaniem(bo zawsze wina lezy po dwóch stronach, nie wierzę, ze Ty jestes
    taka dobra i nieskazitelna, a on drań), nad tym, co Cię tak naprawdę boli, co
    Ci się tak naprawdę nie podoba w tej sytuacji, co Cię "uwiera". Umiesz tylko w
    kółko powtrarzać, ze boli, że coś zostało w Tobie zniszczone, ale nie
    potrafisz odpowiedzieć sobie na pytanie: "Co boli, co zniszczono w Tobie?"
    i "Dlaczego?".
    Chciałaś rady, dostałaś ją od wielu forumowiczów, ale doceniłaś tylko te,
    które w jakiś sposób wpasowały się w Twój nastrój i zdanie. Tak naprawdę Ty
    nie chcesz rozwiązania, nie chcesz pomóc ani sobie ani jemu. Ty chcesz trwać w
    tym "bólu", męczyć się i odgrywac rolę umęczonej oszukanej. To jest moje
    zdanie, z którym oczywiście się nie zgodzisz, ale nie zamierzam z tego powodu
    cierpieć.
    Pozdrawiam i życzę rozwiazania jednak Twoich problemów, bo naprawdę szkoda
    Waszego życia na bzdury.

    Kasia
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 16:05
    Pomysl wyjazdu nie byl moj. Do niczego go nie zmuszalam,ani nie namawialam. Uwazalam, zew
    takiej sytuacji to on powinien podjac decyzje. teraz tez tak uwazam.niestety-on to przerzucil
    na mnie.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 16:32
    A poza tym cały twoj post to imputowanie mi mysli ktorych nie mam i zdarzen, ktorych nie bylo
    w rzeczywistosci i na tej podstawie wyciagasz wnioski i oceniasz.To,co podajesz jako probe
    pomocy-to wylacznie ocena moich rzekomych-bo wymyslonych przez ciebie postepkow.Po czym
    radosnie konczysz-jak ci sie nie podoba,to nie. Nie,nie podoba mi sie, nie dlatego,ze mnie
    zle oceniasz-nie znam cie,nie znasz mnie,nawet nie wiesz jak ja siebie sama oceniam-nie
    podoba mi sie dlatego,ze tworzysz jakas wlasna historie,ktora nie ma nic wspolnego z
    rzeczywistoscia. Skad wiesz-do czego ja i kogo zmusilam albo nie???kobieto-nie
    przesadzaj!Uparlas sie widziec we mnie szmate,co nie pozwala tatusiowi na idylle-twoja
    sprawa.Ale nie dokomponowuj jakis faktow,cudzych mysli i postepkow,jesli masz zamiar i
    ambicje byc taka wielka pomagierka...
    A ze mi wiecej dal post iwka niz Twoj?tak-dal wiecej, bo on nie tworzyl jakiejs wlasnej
    wersji rzeczywistosci i nie stwarzal faktow,ktorych nie bylo.Oparl sie na faktach
    rzeczywistych, tylko spojrzal na nie w sposob,ktory byl dla mnie nowy.Tak samo jak kilka
    innych osob, ktorym po prostu nie mialam czasu jeszcze odpisac takze dlatego,ze zamiast sie
    nimi zajac i przemyslec uwazalam za konieczne sprostowac przynajmniej niektore Twoje dopiski
    fantastyczne do mojej biografii.
  • Gość: kasia28 IP: *.atol.com.pl 14.05.02, 21:12
    Miałam Ci napisac cos jeszcze ale stwierdziłem, ze szkoda mojego zdrowia. Nie
    da się pomóc komus kto tego nie chce. Twój post potwierdził tylko moje zdanie,
    iż Ty nie chcesz pomocy, chcesz tylko, by ktoś pochwalił Cię i utwierdził w
    Twoich przekonaniach i poczynaniach. Miarą dojrzałości i mądrości jest m. in.
    przyjmowanie tego co inni mówią i próba zastanowienia się nad tym a nie
    oburzenie i napadanie na kogoś tylko dlatego, ze miał czelność miec inne
    zdanie niż Twoje. I nie zauważyłam, by mój post był radosny ani też bym
    gdziekolwiek potraktowała Cię "jak szmatę". Każdy czuje się tak jak chce. I
    jesli mowa o obrażaniu, jakby mi na tym zależało to mogłabym poczuć się
    obrażona tonem Twojego postu.
    Nie imputuje Ci niczego. Nie zauważyłaś znaków zapytania? Zadawałam Ci
    pytania, byś mogła sobie na nie odpowiedzieć, mnie odpowiedzi nie interesują.
    Twoje oburzenie tylko potwierdza, ze nie masz czystego sumienia. Czyżby ten
    ból to były wyrzuty sumienia?
    Myslę, ze czas skończyć te dyskusję.

    Kasia
  • kwieto 14.05.02, 15:41
    Gość portalu: maka napisał(a):

    > Ten wspolny porod tez byl takim gestem, zniszczyl cos we
    > mnie,a tam- nikomu nic nie dal.

    Po pierwsze nie histeryzuj.
    Po drugie - jak wynika z wypowiedzi wiekszosci forumowiczow "przecietna" osoba
    nie dostrzegalaby problemu jaki Ty widzisz, a zamiast bolu mowilaby raczej o
    zadowoleniu z odpowiedzialnego partnera.
    Tak naprawde, mysle ze to Ty sama siebie krzywdzisz. To w Twoich oczach sprawa
    wlasciwie dosc blaha urasta do rangi problemu z ktorym sie meczysz trzy lata.
    Trzy lata!!! I przez ten czas nie zostawilas go, skoro zadaje Ci taki bol (jak
    twierdzisz)? Jestes az taka masochistka?

    Jest taka koncepcja w psychologii, w mysl ktorej kazdy czlowiek powinien wziac
    odpowiedzialnosc za swoje wlasne uczucia, mysli, emocje. Twoj bol jest TWOIM
    bolem i to TY musisz cos zmienic, aby bolec przestalo. Pacyfikowanie partnera i
    krzywienie sie na jego wizyty u dziecka moze pomoze - ale na bardzo krotko.
    I co potem?
  • Gość: Nell IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 12.05.02, 09:47
    Podpisuje sie pod twym postem w 100%.
    To bylo bardzo madre, co napisalas>
    pozdrawiam:)
  • ad12 12.05.02, 01:16
    Gość portalu: maka napisał(a):

    > czytam to forum,,ale sie wciaz wahalam,czy opowiedziec,co mnie dreczy-bo to bol
    >
    > jednak okropny.jednak-nie poradze sobie sama.tak w skrocie: bylam w zwiazku dwa
    >
    > lata,rozstalismy sie podtrzymujac jednak kontakt smsowy i mailowy. spotkalismy
    > sie po kilku miesiacach na neutralnym gruncie,a kilka dni pozniej znow
    > mieszkalismy razem.dla mnie to b.wazny zwiazek-poprzedni moj partner zginal w
    > wypadku,potem zaraz stracilam ojca,dlugo bylam sama,zeby sie jakos ogarnac i
    > odbudowac.mniej wiecej po miesiacu wspolnego zycia moj partner zawiadomil
    > mnie,ze w tym czasie,gdy sie rozstalismy on wrocil do swojej bylej zony, ktora
    > jest w ciazy,a nie powiedzial mi o tym wczesniej,bo bal sie,ze go nie przyjme.i
    >
    > pewnie slusznie.popadlam w jakis rodzaj szoku,nie potrafie tego lepiej
    > nazwac.potem nastapil horror-ich wspolny porod, na co zupelnie nie bylam
    > przygotowna.ona po prostu zadzwonila-a on poszedl.nie winie tej kobiety,nie
    > zrobila tego przeciez specjalnie.
    > natomiast dla mnie-zaczal sie koszmar,ktory trwa juz trzy lata.cos sie we mnie
    > po prostu zalamalo.nie jestem w stanie zaakceptowac tego dziecka-i winie sie za
    >
    > to,bo w koncu-coz winne dzecko,lecz jednak jak on stamtad wracal-nie potarfilam
    >
    > sie ani odezwac,ani dotknac.czulam jakis rodzaj wstretu-choc wstydze sie do
    > tego przyznac.zamykalam sie w pokoju i doslownie,bez przenosni-wylam z
    > bolu.potem wyjechalismy, zmienilismy prace, sprzedalam dom mojego ojca tracac
    > swoje miejsce w zyciu...a to uczucie i tak nie mija.kilka dni temu moj partner
    > sie spytal,czy moglby do tego dziecka zadzwonic-i znow wsyzstko mnie boli.
    > zdaje sobie sprawe,ze nie mam prawa mu zabronic kontaktow z trzyletnim juz
    > dzieckiem.ale-nie jestem tez w stanie przez to przebrnac.co robic?

    Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as) ze
    ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami. A co co was
    kwieto i ida robta co cheta to forum jest dla kazdego zareagowalm troche za ostro
    wiec przepraszam i wywieszam biala flage !(???):)))?
  • pastwa 12.05.02, 03:46
    ad12:

    Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as)
    ze ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami.

    Uściślając, jestem nieinteligentny,natomiast co do mojego domyślania się, nie
    interesowało mnie,namawiałaś czy tez nie namawiałaś ,ja zwyczajnie nie lubię
    nielogicznych złośliwości, a takową była Twoja.
    Rada na przyszłość, jak kogoś krytykujesz postaraj się, aby to miało ręce i
    nogi.
    Swoją drogą, miałem jeszcze jedno zapytanie odnosnie Twoich poglądów, zawarłem
    je powyżej w poście "Re: Pytanie pastwa, 11-05-2002 14:17" miło by mi było,
    uzyskać od Ciebie odpowiedź.
    Ty się nie masz co poddawać i wywieszać białych flag, powinnaś sie nauczyć, że
    nie musisz zawsze przekonać kogoś do swoich racji, a jest to o tyle trudne, że
    Twoje powyższe argumenty oparte są w dużej mierze na emocjach, zamiast logice.

    Pozdrawiam
  • ad12 12.05.02, 20:57
    pastwa napisał(a):

    > ad12:
    >
    > Wiec pastwa ty albo jestes taki nieinteligentny(na) ze sie nie domysliles(as)
    > ze ja ich do nieczego nie namawiam albo ja juz sie poddaje z wami.
    >
    > Uściślając, jestem nieinteligentny,natomiast co do mojego domyślania się, nie
    > interesowało mnie,namawiałaś czy tez nie namawiałaś ,ja zwyczajnie nie lubię
    > nielogicznych złośliwości, a takową była Twoja.
    > Rada na przyszłość, jak kogoś krytykujesz postaraj się, aby to miało ręce i
    > nogi.
    > Swoją drogą, miałem jeszcze jedno zapytanie odnosnie Twoich poglądów, zawarłem
    > je powyżej w poście "Re: Pytanie pastwa, 11-05-2002 14:17" miło by mi było,
    > uzyskać od Ciebie odpowiedź.
    > Ty się nie masz co poddawać i wywieszać białych flag, powinnaś sie nauczyć, że
    > nie musisz zawsze przekonać kogoś do swoich racji, a jest to o tyle trudne, że
    > Twoje powyższe argumenty oparte są w dużej mierze na emocjach, zamiast logice.
    >
    > Pozdrawiam

    Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Twoim
    obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
    dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
    przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna na
    tyle zeby zrozumiec ! Co do mojej bialej flagi to ja raczej wole sie poddac niz
    dyskutowac z niektorymi ludzmi bo to nie ma sensu !
  • pastwa 12.05.02, 21:16
    ad12 napisał(a):

    > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Twoim
    > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
    > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
    > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna na
    > tyle zeby zrozumiec !

    Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
    dwojgiem partnerów?
    Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na siebie
    cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
    symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
    innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić za
    wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.

    ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?
  • ad12 12.05.02, 22:33
    pastwa napisał(a):

    > ad12 napisał(a):
    >
    > > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Two
    > im
    > > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
    >
    > > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
    >
    > > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna
    > na
    > > tyle zeby zrozumiec !
    >
    > Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
    >
    > dwojgiem partnerów?
    > Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na sieb
    > ie
    > cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
    > symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
    >
    > innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić z
    > a
    > wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.
    >
    > ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?

    A pocaluj mnei w dupe ! ty masz swsoja filozofie a ja swoja jak ci sie moja nie
    podoba to mam to gdzies !
  • pastwa 12.05.02, 22:44
    ad12 napisała:

    > A pocaluj mnei w dupe ! ty masz swsoja filozofie a ja swoja jak ci sie moja nie
    > podoba to mam to gdzies !

    Mam rozumieć, ze tak jak i poprzednio, nie jest to namawianie mnie do
    proponowanego czynu ?

  • ad12 12.05.02, 22:34
    pastwa napisał(a):

    > ad12 napisał(a):
    >
    > > Jesli chodzie o twoje pytanie to moima zdaniem jak posiadasz dzieci to Two
    > im
    > > obowiazkiem jest stworzyc im rodzine a nie bawic sie w nieukaldanie miedzy
    >
    > > dwojgiem ludzi ja nie bawie sie w rozbijanie rodziny a jesli sytuacja taka
    >
    > > przydarzyla by sie nie to poczekala bym chociaz do czasu az dzieci dorosna
    > na
    > > tyle zeby zrozumiec !
    >
    > Uważasz zatem, że te rozbite rodziny, to efekt zabawy w nieukładanie się między
    >
    > dwojgiem partnerów?
    > Toż ci ludzie muszą być strasznymi masochistami, by umyślnie sprowadzać na sieb
    > ie
    > cierpienie i samotność.Gratuluję Tobie, że tak doskonale przeprowadziłaś
    > symulację swojej przyszłości, że wiesz jak uniknąć problemów. Może zdradź też i
    >
    > innym, jak powinni postępować, by nie zawieść się na partnerze i prześwietlić z
    > a
    > wczasu jakim to będzie człowiekiem za lat przypuśćmy 10.
    >
    > ]A jak dzieci, nigdy nie zrozumieją, to będziesz czekała do końca życia ?

    mialam na mysli mnie cos tam pokrecilam !
  • paskudna 12.05.02, 22:19
    Droga Mako, troche szkoda, ze ten watek zmienil sie w sad nad Toba i Twoim
    partnerem. Wiesz, zastanawialam sie dlugo nad Twoja sytuacja.
    Jestes z nim, nie umiesz i nie chcesz odejsc. Kochacie sie jeszcze jakos, ale
    milosc w takich warunkach moze nie przetrwac. Nie chcesz dziecka.
    Moze w takim razie sprobuj w jakis inny symboliczny sposob zaczac od nowa wasz
    zwiazek. Wyprowadziliscie sie - ale to byla ucieczka. Moze znajdz cos, co by
    bylo tylko wasze - zrobione dla was i waszych ukladow - wspolne codzinne
    sniadania - albo kupno motoru. Nie wazne co - ale cos co by bylo dla Ciebie
    symbolicznym punktem poczatku waszego nowego zycia.
  • Gość: Iza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.02, 02:31
    Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsciu na
    swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swinia
    dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji. Powinien zostac z
    byla zona i wychowywac swoje dziecko w pelnej rodzinie a nie na odleglosc.
    Widac rozstaliscie sie z jakis powodow, cos nie pasowalo miedzy wami, a jak sie
    zorientowalas ze mozesz go stracic na dobre to go przyjelas z powrotem.
    Pamietaj ze on ma dziecko nie z pierwsza lepsza wolna panienka, tylko z ex
    zona a wiec jak widac nadal nie sa dla siebie obojetni. Ja mam dzieciaka 3 lata
    i nie wyobrazam sobie aby mial tylko dochodzacego ojca, albo wcale, albo zeby
    ktos obcy myslal o nim ze zloscia, bo ojcu zachcialo sie wrocic do jakiejs
    ex dziewczyny. Jesli nie mozesz zaakceptowac faktu, ze facet jest ojcem i ma
    wynikajace z tego uczucia i obowiazki to powinnas sie naprawde zmyc dziewczyno.
    Dzieciak i jego ojciec na to nie zasluguja.
  • pastwa 14.05.02, 03:32
    Iza napisała:

    > Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsciu na
    > swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swinia
    > dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji.

    To jak w obliczu powyższego wygląda postawa Maki godzącej się ( i chcącej, jak
    widać tego !) na powrót swojego faceta,co tym samym było, przyzwoleniem na
    rezygnację jej mężczyzny odnośnie bycia z ową kobietą i ich dzieckiem, co Ty sama
    nazywałaś świństwem ?
  • ad12 14.05.02, 03:38
    pastwa napisał(a):

    > Iza napisała:
    >
    > > Facet rzeczywiscie jest swinia, ale nie dlatego, ze bral udzial w przyjsc
    > iu na
    > > swiat swojego wlasnego dzieciaka, czy tez ze ma z nim kontakt. On jest swi
    > nia
    > > dlatego, ze wrocil do ciebie Mako bedac w takiej sytuacji.
    >
    > To jak w obliczu powyższego wygląda postawa Maki godzącej się ( i chcącej, jak
    > widać tego !) na powrót swojego faceta,co tym samym było, przyzwoleniem na
    > rezygnację jej mężczyzny odnośnie bycia z ową kobietą i ich dzieckiem, co Ty sa
    > ma
    > nazywałaś świństwem ?

    Czy ty masz jakies chore hobby przyczepanie sie do ludzi ????
  • pastwa 14.05.02, 03:43
    ad12 napisała:

    > Czy ty masz jakies chore hobby przyczepanie sie do ludzi ????

    Coś się przyczepiła, przecież mogę mieć wątpliwości jak cos brzmi nie uczciwie
    wobec osoby, która nie może sie tu bronić, a swoje racje nalezy umieć uzasadnić,
    inaczej najlepiej jest milczeć.

  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 03:56
    Chyba się Pani trochę rozpędziła w tych ocenach. Rozstaliśmy się nie dlatego, źe było nam
    źle.Wręcz na odwrót. Ten powrót to miała być próba ocalenia tamtego związku- i to był mój
    pomysł. Z perspektywy czasu sAdzE- że jeden z głupszych. Nie wszLo im-i to byLo do
    przewidzenia. Ja nie oceniam- ani postawy mojego partnera, ani postawy jego byłej żony, która
    wiedząc o wszystkim zdecydowała się na zajście w ciążę, co w tej sytuacji jest duźą odwagą.
    Nie oceniam też siebie i nie chcę bronić żadnych swoich racji. Szukam pomocy i ratunku w
    ciężkiej dla siebie sytuacji emocjonalnej. Moje odejście z tego związku nie oznacza powrotu
    mojego partnera do byłej żony. Nie zmuszę go przecież do tego, sorry.Mam nadziejE, że nigdy
    nie zdarzy się Pani być w sytuacji na tyle ciężkiej emocjonalnie, że się załamuje
    dotychczasowy system wartości i widzenia spraw tego świata.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 03:58
    -To byLo do Pani Izy.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 05:32
    W moim pierwszym poscie zabrakło jednego myslnika, co troche zmienia jego sens-tz.mozna
    inaczej zrozumiec sytuacje ztymi-rozstaniami-powrotami. Przepraszam-mam malo czasu na
    internet,chcialam to napisac jak najszybciej i w miare dokladnie.W moim pojeciu-to i tak nie
    zmienia sytuacji.
  • Gość: soso IP: 195.41.66.* 14.05.02, 09:11
  • Gość: soso IP: 195.41.66.* 14.05.02, 09:26
    Sorry ale cos sie wyslalo za szybko :-)

    O sprawie to mysle tak - maka zyje w nierealnym swiecie. Pisze cos o sobie, ze
    jest np. uodporniona i rozumiejaca ale to nieprawda. Mysle, ze to uluda i ze
    chcesz widziec siebie taka jaka nie jestes. Przykro to mowic ale tak wynika z
    postow. Facet ma dziecko, ma wiec potrzebe bycia ojcem. A co bys mogla myslec o
    czlowieku, ktory dzieckiem nie interesuje sie zupelnie? Kanalia?
    Ktos, kto jest z Toba okresla chyba przez to jakies priorytety. Ty jestes
    najwazniejsza a ze obok tego chce byc ojcem to tylko dobrze o nim swiadczy.
    Kwieto nie ma racji piszac, ze dla niego to w danej chwili bylo najwazniejsze
    (porod jego dziecka). Mysle, ze generalnie wlasnie Ty jestes najwazniejsza ale
    nie mozna czegos takiego sprowadzac do 'zawsze i wszedzie'. Musimy sobie
    nawzajem dawac jakies pole, przestrzen zyciowa. To jest konieczne w kazdym
    dobrym zwiazku. Wazna jest dobra baza a reszta moze wygladac roznie. Maka, Ty
    wydajesz sie byc bardzo zaborcza. To nie wrozy dobrze zadnemu zwiazkowi.
    Szantazujesz siebie i innych slowami 'nie wiem dlaczego tak mam ale tak mam'.
    To jest bardzo silny argument przeciwko ukladowi w jakim jestes. Dla mnie jest
    to chory uklad. Bardzo chory. Mysle, ze dla dobra wszystkich najlepszym
    rozwiazaniem jest dostrzezenie tego. Mam wrazenie, ze wszyscy sie z tym
    meczycie. Im szybciej sie zakonczy taki stan tym lepiej. Od Was jednak zalezy
    jak.

    pzdrw

    soso


    Maly test, odpowiedz sobie uczciwie:
    Czy jak on idzie np. pograc w karty z kolegami to myslisz, ze karty i koledzy
    sa wazniejsze dla niego niz Ty?
    I prosze, nie oklamuj siebie.

    Jezeli odpowiadasz 'nie' to.....,
    jezeli 'tak' to .........



    wydaje mi sie, ze to jest sedno sprawy


    <



  • Gość: Malwina IP: *.abo.wanadoo.fr 14.05.02, 10:38
    bylabym szczesliwa majac u boku takiego odpowiedzialnego i ludzkiego faceta !
    Gwarancja na przyszlosc. On jest fair.
  • Gość: Iza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.02, 20:13
    Musisz koniecznie przestac oklamywac siebie i nas tu na forum. Nie twierdze ze
    robisz to celowo, raczej mysle, ze bol nie pozwala ci zaakceptowac prawdy, bo
    jest dla ciebie zbyt bolesna, ale poki tego nie zrobisz nie masz szansy na
    poprawe swego samopoczucia. Nikt nie uwierzy ci w to ze ludzie w dobrych ,
    kochajacych i szanujacych sie zwiazkach rozstaja sie bo jest im za dobrze ze
    soba i dlatego chca wrocic tam gdzie bylo im niedobrze. Nie twierdze, ze uklad
    twojego partnera z zona czy tez byla zona byl dobry, ale nie sadze rowniez ze
    szczescie cie rozsadza i dlatego znalazlas sie tutaj na forum. To co pisze
    napewno nie jest tym co chcialabys uslyszec, ale ja nie chce byc komformistka,
    tylko dlatego ze ty nadal chcesz tkwic w klamstwie. Zrobisz z tym co chcesz, bo
    to twoje zycie, ale ja mysle, ze to nie jest dobry uklad dla ciebie. Sprzedalas
    dom i wyprowadzilas sie byle dalej od miejsca gdzie mieszka dziecko twojego
    przyjaciela ( i dziecka matka), bo chcialas ich odizolowac od siebie i w pewnym
    sensie ci sie to udalo. Zenujace jest, ze dorosly facet, ojciec pyta sie ciebie
    czy moze przez sluchawke chociaz zamienic kilka slow ze swoim synem. Kim ty go
    w takim ukladzie czynisz? Jak on sie musi czuc ? Jak maly, niewydarzony
    chlopiec, ktoremu mamusia zabrania isc na podworko pobawic sie z kolegami? Nie
    widzisz siebie na pozyzji sily w tym momencie ? Mysle ze on tak dlugo nie
    wytrzyma. Ty rowniez jesli nie zaakceptujesz i moze nawet nie polubisz tego
    dzieciaka, to bedzie on zawsze stal miedzy wami i to nie dlatego, ze urodzila
    go inna kobieta, ale dlatego ze on jest jego synem, jest jego czastka , ktora
    ty tak zawziecie negujesz.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 21:03
    Pani Izo-prosze nie imputowac mi zachowan i pomyslow,ktorych nie mam,dobrze?
    ja nie chcialam tej przeprowadzki,ale nie mam się juź zamiaru z niczego tłumaczyć,bo kaźda
    moja odpowiedz powoduje,ze Lani wymyśla następne jakieś moje zachowania,czy poglądy, których
    ja po prostu nie mam lub fakty z mojego zycia-ktorych w rzeczywistosci nie bylo.Jasne-
    najlatwiej jest tak zmienic cudze slowa i sytuacje,a w razie czego zarzucic klamstwo-zeby
    pasowalo do z gory urobionej wlasnej opinii.
    Przykro mi- nie jest to tak, jak Pani sobie wymyślila, ze jest.
    Ta dyskusja przerodziła się w wymyślanie jakiś fantastycznych rzeczy nie mających miejsca w
    moim życiu.Nie mam czasu-przepraszam- na odpowiadanie na posty zawierające wyłącznie
    insynuacje i scenariusze co to ja niby powiedzialam,komu to ja niby cos zabronilam-
    itd,itd,itd.
  • Gość: maka IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.05.02, 21:10
    I jeszcze jedno.To, że Pani czegos nie rozumie,czy nie jest w stanie pojąć nie oznacza-ze
    ktos klamie,naprawdę.
  • Gość: noida IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 14.05.02, 23:38
    Mako,
    Myślę, że ból w Twoim przypadku jest zrozumiały. To znaczy chociaż nie
    potrafiłabym wyjaśnić dlaczego, rozumiem Cię. Jednak rzeczywiście fakt, że
    tkwisz w związku, który Cię rani, aż trzy lata nie jest zdrowe ani dla Ciebie
    ani dla nikogo innego. Wydaje mi się, że masę racji ma w swojej wypowiedzi
    soso. To mądry facet i może dobrze byłoby zastanowić się nad tym, co ma do
    powiedzenia. Mnie osobiście podstawowym problemem wydaje się, że wiesz, iż
    niechęć do dziecka Twojego meżczyzny jest "zła" ponieważ ono jest niewinne.
    Masz z tego powodu wyrzuty sumienia, które próbujesz jakoś zagłuszyć-
    proponując wyższe alimenty itd.
    Nie uważam, żebyś chciała na siłę odciągnąć swojego mężczyzny od jego byłej
    żony ani od dziecka. Ale rzeczywiście mam wrażenie, że próbujesz odepchnąć od
    siebie odpowiedzialność za całą sytuację. Czytając Twoje posty mam czasem
    wrażenie, że dajesz się przesuwać jak marionetka, przynajmniej we własnym
    mniemaniu. Tak wynika z Twoich opisów. Myślę, że to dobrze, że umieściłaś
    swoje pytanie na forum. To krok w dobrą stronę. Myślę też, że zbyt mało znamy
    sytuację, aby Ci doradzać. Sytuacja Twoja jest skomplikowana, ale na pewno
    dałaby się rozwikłać. Może wystarczą na to Twoje własne przemyślenia, może
    powinnaś rozmawiać o tym z przyjaciółmi, może powinnaś iść do psychologa.
    Chociaż posty Kwieto i Kasi28 były napisane w raczej agresywnym stylu myślę,
    że w jednym mieli oni rację- powinnaś zadawać sobie jak najczęściej pytanie-
    dlaczego tkwisz w obecnej sytuacji?
    Mam nadzieję, że nie odbierzesz mojego posta jako obraźliwego. Naprawdę często
    tkwiąc w jakiejś sytuacji człowiek nie widzi pewnych oczywistości, choć wie,
    że czuje ból. Ale ból jest oznaką choroby, którą należy zlokalizować, a to
    można zrobić tylko przez analizę. Dopiero potem można go leczyć.
    Życzę Ci powodzenia, bo myślę, że niezależnie od rozwoju sytuacji będziesz go
    potrzebować.
    Noida.
  • Gość: Iza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 12:30
    No dobrze ty jestes taka pojetna kobieta i nie mozesz zrozumiec prostej prawdy,
    ze dziecko potrzebuje ojca . Jest dziecko i kropka, tego nie zmienisz. Faktem
    jednak jest ze swoja histeryczna postawa ich rozdzielasz. Polub te sytuacja
    albo odejdz. Inaczej udreczasz tylko siebie i innych. Nie do wiary, ze nie
    zdazylas ochlonac po 3 latach i ciagle wspominasz ten porod. A w ogole co to
    oznacza ze ktos sobie funduje porod? Wytlumacz to prosze, bo rzeczywiscie
    trudno to pojac. Jesli dziecko zostalo powolane do zycia w czasie kiedy nie
    byliscie razem to o co ci chodzi? Jak sama widzisz nie jestes jedyna kobieta na
    swiecie dla niego. A porod jest chyba naturalna konsekwencja prawidlowo
    przebytej ciazy. Masz problem z tym ,ze przyjaciel uczestniczyl w porodzie
    wlasnego dziecka? Doszedl widac do wniosku, ze skoro byl przy jego powstaniu
    powinien byc rowniez obecny przy jego narodzinach. Bardziej boli cie fakt, ze
    byl przy porodzie wlasnego dziecka, czy tez to, ze trzymal tamta za reke,
    masowal jej plecy i wycieral pot z jej czola? Dziecko jest i zawsze bedzie ich
    wspolnym dzielem, polaczeniem ich osobowosci, lecz przede wszystkim bedzie
    innym, nowym czlowiekiem, ktory kiedys ci " podziekuje" za to co wyrabiasz
    dzisiaj. Twoj egoizm i egocentryzm zemsci sie kiedys na tobie.
  • Gość: Iza IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 12:36
    Aha i jeszcze jedno. Oswiec mnie jak to wlasciwie wygladalo miedzy wami:
    najpierw on sie zeni, potem jest 2 lata z toba, nastepnie nie jest z toba tylko
    z zona i powoluje do zycia dzieciaka, potem znowu pojawiasz sie ty . Kiedy twoj
    przyjaciel sie rozwiodl z zona jesli w ogole sie rozwiodl? Czy ty bylas
    przyczyna rozpadu jego malzenstwa?
  • mysz_ 14.05.02, 22:42
    cześć Maka
    po pierwsze to ci współczuję problemu bo nie jest ani łatwy ani przyjemny ani
    czarny ani biały
    czytam sobie te posty i myślę że twoja niechęć do dziecka to jednak wina
    twojego mężczyzny
    sama kiedys miałam zahamowania co do posiadania dzieci i do dzieci w ogole bo
    moj facet miał dziecko z inną i jeszcze ją kochał i to ona go rzuciła więc
    wyobraz sobie jak sie czułam
    wydaje mi się, że tak jak i u mnie podswiadomie nie chcesz winic za calosc
    postepowania jego bo duzo łatwiej jest przeniesc niechec na inny obiekt np.
    dzieci
    to ze sie zdarzyło w czasie ratowania zwiazku ale jednak nieudanego to wielka
    nieodpowiedzialność i to nie tylko jego żony która pewnie w akcje desperacji
    chciała go złapac na ciaże ale także jego bo jest juz duzym chłopczykiem i
    chyba wie skad sie biora dzieci i ze nie powinno sie ich robic w nieudanych
    zwiazkach
    sam porod to cieżkie okrucienstwo w stosunku do ciebie jak i do jego żony
    nawet nie chce myslec jak sie czułas bo to musiało byc po prostu straszne
    wiedziec ze facet wychodzi do innej kobiety zeby raqzem z nia sprowadzic na
    swiat ich wspolne dziecko
    niebywale okrutne to takze w stosunku to jego zony, jak mowilas cala rodzina i
    to wszystko przeciez on jej na pewno dał nadziej na wspólne zycie
    powiem ci ze ten twoj facet to uroczy drań
    zrobisz co chesz oczywiscie, ale musisz sie zastanowic czy jestes w stanie
    udziwignac w sobie ten ciężar który wzbudził w tobie nizdrową niechęc do dzieci
    nawet perspektywicznie własnych
    nie da sie zyc z takim żalem i bólem, bedziecie z tym zyc juz zawsze
    dziecko juz jest i tego sie nie zamieni
    twoj ból tez jest i musisz wiedziec czy on kiedys zgasnie

    Ja zmieniłam faceta, mam wspaniałą córkę , kocham dzieci i źle wspominiam inne
    nastawieni do nich
    pozdrawiam
  • Gość: soso IP: 195.41.66.* 15.05.02, 08:18
    'facet wychodzi do innej kobiety zeby razem z nia sprowadzic na swiat ich
    wspolne dziecko'
    Jezeli wychodzi sie z takiego punktu to pewnie masz racje. Facet jest moj i
    kropka, niewazne co mysli, czego pragnie i jakie czuje w sobie zobowiazania.



    W zyciu dlugo moze byc dobrze az nie dojdzie sie do sytuacji, z ktorej nie ma
    dobrego i bezbolesnego wyjscia. Oto taka sytuacja. On jest z kobieta, z ktora
    chce byc. Kochaja sie. Ma dziecko z inna kobieta, z ktora nie chce byc. Dziecko
    jest jego i on to czuje. Czy z tego da sie wyjsc bezbolesnie? Czy on moze byc
    dobry dla wszystkich i lojalny wobec wszystkich uwiklanych w to osob? Czy moze
    byc dla wszystkich taki, jak oni tego od niego oczekuja? Wedlug mnie nie. I
    albo maka z tym problemem potrafi zyc albo nie.


    Pomyslcie o warunkach brzegowych:

    1. On calkowicie i na zawsze zrywa wszelkie kontakty z dzieckiem i matka
    dziecka. Maka jest dla niego calym swiatem na zawsze.

    lub

    2. On nadal stara sie byc ojcem na tyle na ile to mozliwe, uczuciowo,
    finansowo, poswiecajac czas i energie.


    pzdrw

    soso
  • mysz_ 15.05.02, 09:17
    soso zająć się własnym dzieckiem to moralny obowiązek tego faceta i dobrze ze
    sie tego podjął, ale pojść na wspólny poród to okrucieństwo. Wszyscy tu
    moralizują do tej biednej Maki, ale dla niej to był na pewno wielki cios , stąd
    jej jak widzę juz duże zahamowania w temacie dzieci.
    Można by jej nawtykać ile wlezie gdyby ona zdecydowała się przyjąć faceta który
    uczciwie przyznaje że bedzie miec z inna dziecko, ze ich zycie zmieni sie na
    zawsze. On nawet jej nie dał prawa wyboru. Wrócił, nie powiedział pewnie
    dlatego że ją znał i wiedział ze nie zgodziłaby sie na to znajac prawde.
    Wiedział że to dla niej za trudne, za bolesne.
    Ona go kocha wiec z nim jest, ale całą wine za zaistniała sytuacje ponosi on.
    Na domiar wszystkiego jeszcze leci na poród, to jakim emocjonalny poparaniec.
    Facet nie jest niczyja własnoscia, ale jak sie decyduje z kims byc powinien się
    liczyc z jej uczuciami, a nie ranic i krecic.
    Szkoda ze Maka po tym porodzie wpusciła go do domu. Powinna go wtedy spakowac ,
    wypłakac sie i budowac zycie na nowo.
    Zycie z kimś kto ma przeszłosc w postaci byłej zony i dzieci to jest bardzo
    trudna decyzja to nie jest takie proste i Maka powinna miec mozliwosc wyboru.
    Ja naprawdę nie wiem czy potrafiłabym życ w takiej sytuacji. Raczej nie, każdy
    ma jakąś własna granicę tolerancji stresu. Poza tym jesli on ciagle z czymś
    wyskakuje, nagle pojawia sie dziecko, nagle wychodzi i leci na prod to gdzie
    wzajemne zaufanie, gdzie poczucie bezpieczenstwa.
    Znam kilka osob zyjacych z ludzmi z przeszloscia i mimo tego ze oni sie
    zdecydowali na taki zwiazek to jest bardzo ciezko i bardzo trudno.
    Makę to po prostu przerasta i nie dziwię się je wcale.
    Mam nadzieje zę uda jej się szczęśliwie dla siebie rozwiązac ten problem
  • Gość: soso IP: 195.41.66.* 15.05.02, 11:45
    Alez wlasnie o tym rozmawiamy!!! Z tym, ze Ty, mysz, zupelnie utozsamiasz sie z
    maka i widzisz wszystko z jej perspektywy. Jednak nie jest to wcale nagonka na
    jej postawe, osad czy co tam jeszce.

    Czy to az tak trudno zrozumiec, ze liczenie sie z uczuciami czy odczuciami
    partnera ma jakies granice? Jak ktos chce wszystko i zrobic z partnera
    niewolnika wlasnych odczuc to to jest chore i jedyne rozwiazanie jakie widze to
    zmienic ten uklad a nie tkwic i sie meczyc. Facet i tak jest chyba bardzo
    cierpliwy, ze to wszystko znosi. Czy on ma sie wciaz pytac (a pyta sie) czy
    moze zadzwonic do wlasnego dziecka? Bo moze to urazi make? Ludzie! Chyba po to
    sie zyje razem by sie wspierac, wspolnie spedzac czas itd. ale tez i miec z
    takiej pozycji mozliwosc spelniania pewnych wlasnych potrzeb. Jak on interesuje
    sie motorowkami a ona lodziami podwodnymi to niech ich drogi sie rozejda na
    polu zainteresowan. I tylko dobrze. Facet chce byc ojcem i niech bedzie. Co w
    tym zlego? Chcial byc przy narodzinach swego dziecka. Owszem sytuacja w
    kontekscie niezreczna. Ale jak teraz kobieta ma to wpominac 3 lata, myslec w
    kolko co znaczy dla niego dziecko, czy to ma cos wspolnego z matka dziecka,
    itd. to ja bym od takiego ukladu zwyczajnie uciekal. Trauma i tyle. Czy nie
    mozna na sprawe popatrzec tak jak ona rzeczywiscie wyglada?
    Mysz, masz bardzo wiele racji w tym co piszesz - mozna wystawic walizki na
    koytarz. Tylko, ze jezeli sie tego nie zrobi to znaczy, ze sie chce zyc z
    czlowiekiem takim jakim on jest a nie 'wychowywac' go szantazujac okazywaniem
    wlasnych odczuc.
    Masz takze racje, ze decydujac sie na zycie z kims, kto ma przeszlosc
    decydujemy sie na zycie z kims, kto ma przeszlosc!! To jest dokladnie to i
    nalezy to zrozumiec! Mysle, ze wbrew pozorom nie jest to wcale najtrudniejszy
    przypadek. Sa ludzie z duzo bardziej zagmatwana czy bogatsza przeszloscia i sa
    ludzie, ktorzy w uklady z takimi ludzmi wchodza z calym poczuciem znaczenia
    tego faktu. I zyja z tym i jest im z tym dobrze. Tak wiec, jezeli kogos nie
    stac na wybaczenie, zapomnienie, wziecie czlowieka w ramiona takim jakim jest
    to nich sie takie uklady nie pakuje. Wszystko.
    Popelniamy bledy, kazde z nas. Nie jestesmy idealami. No i trzeba z tym zyc. W
    ten czy inny sposob z ta czy inna osoba. Nikt nikogo do niczego nie zmusza.
    Argumenty - moze pieniadze, moze mieszkanie, moze seks. Nie wiem, ale jezeli
    jest sie w czyms to takze placi sie rachunki. I albo spi sie i groszek uwiera
    albo filizanka kawy i w droge. Okrotne ale prawdziwe. Zycie nie rozpieszcza.

    pzdrw

    soso
  • Gość: ela IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 15.05.02, 11:41
    Droga Maka
    Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako próbę "wymądrzania się".
    Ale, może spróbujesz inaczej spojrzeć na swój problem/problemy. Jest taka
    teoria w psychologii tzw. "wyuczona bezradność". Polega to na
    takim "wyjaśnianiu" sobie swoich problemów, że w konsekwencji poprzez stopniowe
    obniżanie swojego nastroju można "dojść" nawet do głebokiej depresji.
    Przeważnie kobiety "popadają" w taki stan, ponieważ mają tendencje do
    tzw. "przeżuwania swoich myśli".
    Mężczyźni w sytuacjach kryzysowych wybierają działanie np. idą pograć w piłkę
    idą z kolegami na piwo, itd...

    Jak wygląda próba wyjścia z takiej bezradności?
    Otóż trzeba określić:
    1. Trudność: np. Mój mężczyzna zafundował sobie wspólny poród z byłą żoną...
    2. Przekonanie: np. Jak on mógł mi to zrobić. Zupełnie mnie lekceważy i nie
    liczy sie ze mną , jestem dla niego nikim itd...
    3. Skutki: np. Czuję się okropnie. Boli mnie serce, całe ciało. Chce mi się
    płakać itd...
    I TERAZ NAJWAŻNIEJSZE!!!
    4. Kwestionowanie: Np. No dobrze. Fakt, że poszedł na ten poród i to bez mojej
    wiedzy, co wywołało u mnie kompletny szok, ale przecież potem zaraz do mnie
    wrócił. Na moje wątpiliwości zapewnił mnie, że zrobił to tylko dlatego, że był
    pod presją byłej żony. Wieczorem zrobił mi pyszną kolację itd....
    5. Aktywizacja: Np. Kiedy sobie to powiedziałam poczyłam się o wiele lepiej.
    Zaczęłam zastanawiać się czy trochę nie przesadzam... Postanowiłam jutro
    wieczorem zrewanżować się jakąś pyszną kolacją, a może zaproponuję wyjście do
    kina już dawno gdzieś nie wychodziliśmy....


    Może sróbujesz drobnymi kroczkami wyjść psychicznie z sytuacji w której się
    znalazłaś. Metodę tą mozna stosować w każdej sytuacji którą odczywa się jako
    trudną. Powodzenia.

  • caro7 15.05.02, 14:52
    no włąśnie. ja niedawno poznałam syna mojego faceta i nie mogę , nie potrfaie
    go zaakceptować
    próbowałam starałam sie byc dla niego miła. ale on na każdym kroku podkresla
    swoją wieź z ojcem, to ze ojciec zawsze mu ustapi co oczywiście mam miejsce i
    to mnie dodatkowo wkurza.
    juz mielismy z tego powodu parę kłótni z moim męzczyzną ale co ja mam robić to
    w końcu jego syn
    tylko jak sie zmusić do niego skoro ten mały ani mysli polubić mnie
  • Gość: Ewka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.05.02, 16:25
    Musisz bardziej chciec. Dzieciak rozumiem jest juz wiekszy . Czy mieszka z
    matka? Napewno jest o ciebie troche zazdrosny, ze ty masz jego ojca na codzien
    a on nie. Czego sie spodziewalas ze jak tylko cie ujrzy to cie pokocha? Byc
    moze kiedys tak, jesli zasluzysz na jego milosc. Poki co staraj sie myslec
    pozytywnie. Kochasz faceta to popatrz na dziecko jak na kogos kogo on kocha
    najbardziej w swiecie, ale nie ta sama miloscia co ciebie. Napewno jest miejsce
    dla was obydwojga w jego sercu.
  • kwieto 15.05.02, 17:59
    Tutaj jest rola ojca - on powinien oswoic swoje dziecko ze swoja nowa
    partnerka, czyli z Toba. Natomiast nie daj sie wbic w schemat myslenia "musze
    sie starac, zeby zasluzyc na milosc jego syna". Najpewniej skonczy sie tak, ze
    dziecko to wykorzysta i bedzie kaprysic w nieskonczonosc. Szczegolnie jesli
    ojciec mu ustepuje...
  • Gość: Ewka IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 11:47
    Masz racje, ze ojciec powinien przygotowac dziecko na spotkanie z nowa
    przyjaciolka, jednak to nie oznacza chyba automatycznie, ze niezaleznie od jej
    zachowania w stosunku do dziecka, to dziecko ja polubi. Ty chyba sam
    niekoniecznie lubisz kogos kto jest dla ciebie niemily mimo iz ojciec ci mowi
    to taki fajny gosc?
  • kwieto 16.05.02, 11:53
    Ale nie znosze rowniez, wrecz alergicznie, takich, co to robia wszystko, zeby
    mi sie przypodobac. I wykorzystam kazda okazje, by wetknac im jakas szpile.

    Poza tym, tutaj akurat nie bylo mowy o niecheci ze strony Caro, a ze strony
    dziecka. I w tym momencie przesadne nadskakiwanie mu, spelnianie jego
    zachcianek, czy wrecz "podlizywanie sie" moze wedlug mnie zaowocowac skutkami
    wrecz przeciwnymi do zamierzonych.

    Dzieciak powinien zostac zaakceptowany, przyjety, ale tez nie mozna wylacznie
    do niego dostosowywac calego zwiazku.
  • Gość: iwek IP: *.dialog.net.pl / 217.30.131.* 15.05.02, 17:32
    Droga Mako! Jestem pod wrażeniem wypowiedzi noidy, myszy, eli i soso - myślę,
    że potrafisz z ich mądrości zaczerpnąć coś dla siebie.
    Spróbuj uznać początkową przegraną za składową część doświadczenia
    osobistego, a zarazem zrozumieć, że przegrana jest również zyskiem. Jednej
    rzeczy tylko nie rób - zarzutów. Wszelkie zarzuty są jedną z najbardziej
    niefortunnych form porozumiewania się. Przez zarzuty człowiek określa sam
    siebie, określa swoją rolę w Grze ( bo miłość też jest swego rodzaju Grą).

    Jeżeli przegrywasz, musisz pomyśleć o podstawowych prawach dynamiki w stosunku
    uczuciowym, by nie dochodziło do narastnia zgubnej dla ciebie asymetrii.
    Dla partnera "nieszczęśliwego", którym ty jesteś, charakterystyczne jest to,
    że na samym początku Gry jest niezadowolony z symetrii zależności. Tak mu
    nakazuje dominująca osobowość.
    I wszystko zależy teraz od tego, jaką strategię obierzesz. W tej chwili
    prowadzisz grę "destrukcyjną", która prowadzi do "samounicestwienia".
    A soso i inni wskazują ci możliwość podjęcia strategii "przyjacielskiej",
    np. wybierasz stale i bez względu na reakcję partnera - zawsze posunięcia
    przyjacielskie. Wiem, że trudne, ale warto spróbować.
    Tylko gracz naiwny wierzy, że miłość jest czymś wiecznym. Wierzy , że wielka
    miłość ocali związek. Bądź Mako, graczem inteligentnym !!! Nie stosuj, bez
    potrzeby, taktyki "wymierzania kary". Przyjmij zasadę: "karę za przewinienia
    pozostawiam sumieniu błądzącego".

    Rozumiem cię, bo sama w życiu zdążyłam już poobijać się o kanty. Moje
    małżeństwo trwa 15 lat, jest pierwsze i mam cichą nadzieję, że jedyne.

    pozdrawiam :)))
  • Gość: Jan IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 11:41
    Mniejmy nadzieje ze na jego drodze(na drodze twojego malzenstwa) nie stanie
    druga taka Maka, wowczas trzeba uwazac, aby nie rozbila ci tak udanego zwiazku
    jak to zrobila autorka tego watku z malzenstwem jej przyjaciela.
  • Gość: też żona IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 16.05.02, 11:48
    udany zwiazek z żoną??????????????
    przeciez ten facet sam nie wiedział czego chce!!!!
    jak najdalej od takich
  • Gość: Jan IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.05.02, 12:18
    Ja napisalem udany zwiazek o malzenstwie iwka a nie przyjaciela Maki. O
    tamtym nie wiemy zbyt wiele bo i niby od kogo? Od kochanki( Maki)?
  • Gość: kasia28 IP: *.atol.com.pl 16.05.02, 12:06
    Tak przeczytałam sobie ostatnie wypowiedzi, przemyślałam i chyba problem lezy
    gdzie indziej. Skupiliśmy sie wszyscy na dziecku, ale chyba problem nie w
    dziecku, porodzie ale raczej w tym, iż Ty Mako (być może) czujesz sie
    niepewnie w tym związku, boisz się (być może) podświadomie, by Twój partner
    nie wrócił jednak pewnego dnia do żony. Ten ból to może strach? Przed
    oszukaniem, samotnością? Być moze odpowiedzią jest sposób w jaki się
    związaliście. Kilka osób zasugerowało, ze byłąś przyczyną rozpadu jego
    małżeństwa. Nie napisałaś nic o tym. Jeśli tak było, to być moze on miał(ma)
    wyrzuty sumienia i dlatego wrócił do zony, nadal je ma i dlatego Ty czujesz
    sie niepewnie i boisz się. Dziecko w tym momencie rzeczywisćie może być dla
    niego magnesem przyciągającym do żony, a dla Ciebie zagrozeniem.
    Może nie wyjaśniliście sobie wszystkiego do końca, może on nie zakończył do
    końca tamtej sprawy. Być moze najwyższy czas, by zakończyć któryś z tych
    związków z żoną lub z Tobą definitywnie. Wasz wyjazd, który był ucieczką nie
    rozwiąże tego problemu. Nie wiem czy rozmawiałaś z nim o tym co czujesz, ale
    może trzeba z nim konkretnie pogadać i ustalić pewne zasady i granice, i
    zmusić go, by coś zrobił. Albo wraca do żony i dziecka, albo jest z Tobą, ale
    Ty pozwalasz mu na kontakty z dzieckiem itp. Bo mam wrazenie, ze w tej całej
    sprawie brak jakiś ustaleń i dlatego wszyscy czują się niepewnie, a to
    rzeczywiście boli.
    Nadal podtrzymuję moje zdanie z poprzednich postów, ze musisz przestac
    histeryzować, miotać się, bo szkoda życia i zdrowia. Musisz zastanowić się nad
    całym tym związkiem, nad własnymi uczuciami i wtedy ruszyć do ustalenia
    pewnych rzeczy, żeby juz nie było wątpliwości i by pozbyć sie tej niepewności.
    Spróbuj, jeśli uważasz, ze warto.

    Pozdrawiam
    Kasia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka