• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

zony alkoholikow-jak to znosicie? Dodaj do ulubionych

  • IP: *.sympatico.ca 13.05.02, 03:11
    Kochani..jezeliwiecie co to znaczy byc zona alkoholika to wiecie o czym
    pisze,powiedzcie jak sobie radzicie,jak zyc z czlowiekiem ,ktory skazony jest
    ta ciezka choroba.Tysiace razy juz zadawano to pytanie ale ono jest istotne
    tak jak istotny jest temat.Maz czlowiek inteligentny,na stanowisku niszczy
    siebie nic nie jestem w stanie pomoc Jemu poniewaz absolutnie odmawia pomocy
    ok niech tak bedzie ale jak zyc obok i z nim i patrzec na degradacje,znosic
    obrazy ....patrzec jak sie wykancza...gdzie etyka?czymoge pozwolic zeby
    czlowiek ginal,dlatego tylko ze nie chce pomocy..dlatego ze wybral swoja
    milosc alkohol??
    Moze ktoras z was jest w podobnej sytuacji podpowiedzcie ,bo czasani juz nie
    moge tego zniesc
    dziekuje za odpowiedzi

    Edytor zaawansowany
    • Gość: oak IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.02, 09:27
      Uwaga wstępna do mentorów wszelakich z tego miłego miejsca: poniższe rozważania
      są wysoce subiektywne i zrodzone na skutek własnego życia i skromnych
      empirycznych doznań jakie podczas niego miały miejsce.
      Nie wiem co znaczy być żoną alkoholika, z przyczyn dwóch: płeć no i moja
      małżonka nie chla i nie chlała. Czyli powinienem w tym momencie się zamknąć...
      ale się nie zamknę gdyż:
      Primo – nie wierzę w coś takiego jak miłość do alkoholu, alkoholizm raczej jest
      następstwem, nie przyczynkiem
      Secundo – natura ludzka przekorną jest. Więc próby pomocy w stylu „Nie pij
      Jasiu bo się stoczysz” i tym podobne zaklinanie węży, prowadzą do zamknięcie
      się zaklinanego w sobie i w efekcie do nikąd. Nazywanie alkoholika,
      alkoholikiem nie leczy i nie pomaga
      Tercio – inteligentnym bliżej do alkoholowej ucieczki niż prostakom /pewnie dla
      tego nie piję/, więc ta inteligencja raczej pomocna tu nie za bardzo.
      Szlachetne to z twej strony, że chcesz pomóc, więc przestań przede wszystkim
      rozumować kategoriami że to jego miłość. Wiele na ten temat nie napisałaś, więc
      pozostaje postrzelać i a nuż któryś z powodów ucieczki w alkohol Twego męża,
      jakie mi się nasuwają, będzie tym właściwym. Jeśli nie to i tak niczego to nie
      zmieni.
      1. stanowisko – nawet papież ma przełożonego –a zwykle bywa tak, że czym wyżej
      w drabinie, tym i wymagania wobec takiej osoby większe, presja środowiska
      zwykle żądająca zachowań przeciwnych do tego co podpowiada moralność, etyka i
      tym podobne uciążliwe wytwory osobowości
      2. osobowość – silny związek ze stanowiskiem – potrzeba przewodzenia w jakiejś
      grupie skupiającej się wokół pracy, czy innej prestiżowej organizacji /np.
      kółka miłośników rolex’ów/, ewentualnie nie tyle próba bycia w niej liderem co
      po prostu walka o to aby z niej nie wypaść, a widocznie w tej grupie pewne
      rzeczy są „mile widziane”, w tym wypadku daleko posunięta konsumpcja alkoholi
      wszelakich.
      3. dom - /to tylko dywagacje, nie próba oskarżania ... mam nadzieję, że to dla
      Ciebie jasne/ - może zachodzić przypadek, że człowiek lubi wypić sobie do
      obiadu piwko, ewentualnie do big brathera drugie, a „Bar” samą nazwą programu,
      wywołuje w nim odruch pawłowa i przychodzi ochota na trzecie. W efekcie może
      wystąpić zjawisko które spowoduje osunięcie się delikwenta na dywan w stanie
      lekkiego upojenia /może mieć słabszy łeb, dzień bez formy, etc./. Załóżmy że to
      wszystkie efekty związane z tym hobby, żadnych awantur, żadnych bijatyk, po
      prostu gość pada i śpi jak osesek do rana. Tyle w kwestii przybliżenia
      sytuacji „na froncie”. Teraz zachodzą różne ewentualności:
      a.) już pierwsze piwo, zanim jeszcze facet doczłapie po nie do lodówki,
      wywołują reakcje nieprzyjemne strony długiej i złośliwe komentarze, na temat
      siły jego woli /a właściwie bezsilności/
      b.) w chwili większego zbliżenia się chłopaka z własnym dywanem, obsypywany
      jest komplentami w stylu: „schlana świnia” lub coś w tym guście. Pomijany jest
      fakt, że facet leży grzecznie i chrapie, nikt mu nie podwinie portfela, butów
      czy marynary.
      c.) Faceta się olewa idzie się grzecznie spać, facet rano budzi się bez żalu do
      kogokolwiek, urazu psychicznego i przeświadczenia o własnej wredocie.
      Uważam, że punkty a i b. Często stają się pożywką dla następujących
      sloganów „Baby się boisz”, „nie daj sobie tej cholerze rządzić” /wiem że to
      drastyczne określenia, ale męska cześć populacji niech nie ucieka w hipokryzje
      czy głuchotę, ... nie uwierzę żeście tego nie słyszeli/. No to facet nie daje
      sobie rządzić tej babie i rozbija się po barach, gdzie wszyscy się do niego
      uśmiechają i nikt mu nie złożeczy, a wieczorkiem na dopingu najwyżej zrobi
      musztrę w domu i następnego dnia historia się powtarza.
      Jeszcze raz powtarzam, nie twierdzę że to wszystkie przypadki powodów
      alkoholizmu, nie twierdzę że jedynie słuszne i dogmatyczne. Ale przy jednym
      będę się upierał. NIE ISTNIEJE MIŁOŚĆ DO ALKOHOLU, OPIERANIE SWEJ POMOCY NA
      TEGO TYPU PRZESWIADCZENIU TO ŚLEPA ULICZKA. Jeśli nie znajdzies przyczyny, to
      marne szanse, na uleczenie tej choroby.
      POWODZENIA.
      /acha ... i jestem tu przelotnie, nie poczuwam się do robienia za autorytet z
      dziedziny psychologii, tak że sobie tych rad do serca nie bierz, zaraz mnie
      zeżre grupa zawodowców z tego forum. To może pośród tych kąsań, pojawi się
      jakieś rozwiązanie właściwe dla Ciebie/

      • Gość: Malwina IP: *.abo.wanadoo.fr 13.05.02, 10:01
        widze do uratowania dwie osoby, z ktorych jedna (ty) moze sie wygrzebac (jesli zechce)
        druga zreszta tez (jesli zechce)
        co do etyki : a jak znosisz wojny, destrukcje, smierc dzieci z glodu i glupiej biegunki ?
        Nie mozna uratowac calego swiata (niestety)
        ratuj siebie - to dostatecznie duzo pracy i wysilku
        a gdy bedziesz juz na powierzchni, silna i w formie, tym lepiej bedziesz mogla zajac sie...etyka (w
        ramach skromnych naszych mozliwosci)
        powodzenie
        Malwina (byla pielegniarka swiata)
        • Gość: Esper IP: *.pp.rzeszow.pl 13.05.02, 16:14
          Bez moralizowania zbędnego. Jeśli gość nie chce pomocy, poczytaj to:

          www.terapia.rubikon.net.pl/html/1999/medycyna4_d.htm

          może sie przydać ( i daj jemu poczytać).
    • Gość: Smutek IP: *.sympatico.ca 13.05.02, 16:26
      na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
      mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic jak
      zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
      funkcjonowac?
      W kazdym razie dziekuje za posty :-)
      • Gość: ola IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.05.02, 16:29
        Gość portalu: Smutek napisał(a):

        > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
        > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic jak
        > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
        > funkcjonowac?jak sobie radzimy....powiem ze rozumiem cie doskonale ,,,jak sobie
        radze znam smak lez rozpaczy zalu bezsilnosci...
        > W kazdym razie dziekuje za posty :-)

      • Gość: ola IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.05.02, 16:31
        Gość portalu: Smutek napisał(a):

        > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
        > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic jak
        > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
        > funkcjonowac? bardzo dluga droge przeszlam i przechodze smuteczku moze podasz
        emaila ,,,to zbyt osobiste sprawy zeby na forum sie wypowiadac...ja zyje juz w
        takiej sytuacji wile wiele lat,,,,,,
        > W kazdym razie dziekuje za posty :-)

      • Gość: leziox IP: *.arcor-ip.net 13.05.02, 16:41
        A czemu pytanie skierowane było tylko do żon alkoholików?Czyżby zapomniał
        ktoś,że istnieje jeszcze druga strona medalu,mianowicie mężowie,lub konkubenci
        alkoholiczek?Oak,teraz do ciebie-dzięki za subiektywną wypowiedź,ale jeśli ktoś
        nie miał alkoholika w domu,to może pisać,co chce,nie wiedząc,co to za koszmar.
        Z pewnością miałeś dobre intencje,przy okazji ciesz się,że nie przeżywasz na
        bieżąco tego problemu.
        Drogie panie.Z męskiego punktu widzenia twierdzę,iż alkoholizm w wykonaniu
        kobiety jest alkoholizmem jeszcze bardziej tragicznym i żałosnym,niż jeśli
        alkoholikiem jest facet.O zagrożeniach typu zgwałcenia,pobicia i odnajdywanie
        swojej lubej na przystankach autobusowych,zarzyganej i pijanej w sztok,nie
        wspominając.
        Temat jest szeroki,można się zagadać na śmierć podczas dyskusji,ale przeważnie
        nikt nie podaje jakiejś złotej recepty na wydobycie bliskiej osoby z
        nałogu,zwłaszcza,kiedy ta ostatnia nie chce i uparcie twierdzi,że ona sama
        sobie z tym poradzi.Może już jutro,pojutrze,albo za tydzień,ale przecież nie ma
        problemu,bo ona nie jest alkoholikiem.Itp,itd.
        Rozumiem kobiety,mające dyngola w domu i współczuję im z całego serca.Tego,co
        one przeżywają,ale też tego,co przeżywają mężczyźni,żyjący pod jednym dachem z
        alkoholiczką,nie da się opisać.To pozostaje w głębi człowieka,ta bezsilna
        wściekłość,ten ból,że kochana przez nas osoba rozwala wszystko budowane kiedyś
        razem,że niszczy naszą miłość,że w niwecz obraca te piękne,wypowiadane kiedyś
        słowa...I tylko modlitwa pozostaje,aby kiedyś w przypływie złości nie ukręcić
        karku dla domowego pijaka/czki/.
        I dalej bez komentarza już,by nie zanudzać.Będzie co będzie,tylko żeby nie
        przeżyć któregoś już z kolei Waterloo,widzianego oczyma Napoleona,naturalnie...
        • Gość: ola IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.05.02, 16:53
          zgadzam sie w pelni z toba..ten kto nie poznal tego na wlasnej skorze nie jest
          w stanie zrozumiec pojac.nie wie co to rozpacz czekanie w oknie wroci nie
          wroci bedzie spokoj czy dyskusja do rana poloze sie spac a mzoe nie czy jak
          wroce do domu czy on jeszcze bedzie stal??/ znam ten smak ..u mnie od paru lat
          wiele sie zmienilo..praktycznie maz przestal pic.. wyjatkow zdaza sie to raz na
          pol roku raz na rok.on sie stara ja to wiem..ale zmiany jakie alkohol dokonal w
          jego psychice sa okrutne..stal sie bardzo agresywny...dawniej nie podniosl na
          mnie reki ja w atakach zlosci i bezsilnosci krzyczalam czasem nawet go
          uderzylam on mi nie oddal...w ostatnich latach sie zminilo...przestal pic ale
          stal sie agresywny nie zadowlony ma o wszystko pretenscje chorobliwie
          zazdrosny /nie ma absolutnie powodu/ i czasem w swojej wscieklosci nie panuje
          nad reka potrafi mnie szturchnac lekko uderzyc..ktos sobie pomysli co ta
          kobieta chce facet sie stara nie pije a ona sie biedaka czepia....to nie
          prawda on cala agresje wyladowuje na mnie...smutne ale prawdziwe....
          • Gość: leziox IP: 62.26.69.* 13.05.02, 17:31
            Kiedys agresja rozladowywana byla podczas pijackich awantur.Czlowiek wychodzacy
            z nalogu/niestety do konca nie wyjdzie juz nigdy/swoimi codziennymi,czesto
            zakamuflowanymi niepowodzeniami,obarcza osobe znajdujaca sie najblizej,czyli w
            tym wypadku zone,konkubine itd.Agresja nie rozladowana gorzala kieruje sie tez
            w kierunku bliskich.Trzeba dlugiego czasu,aby taki czlowiek zrozumial,jaka
            wyrzadza krzywde ludziom go kochajacym.O ile bedzie mógl.Alkohol uszkadza
            mózg,niestety,równiez obszary odpowiedzialne za regulacje tzw.uczuc wyzszych.
            I juz nie poznajemy czlowieka,nawet wtedy,kiedy jest juz alkoholikiem
            tzw.suchym.To taka droga bez powrotu,czlowiek,który byl pijakiem,nigdy juz nie
            bedzie taki sam,jak kiedys.Wyszedl z nalogu-fajnie.Lecz nagle posiadamy w domu
            obca,nieznana nam osobe.I co dalej,tez trudno powiedziec.
            • Gość: Smutek IP: *.sympatico.ca 13.05.02, 17:42
              zgadza sie wlasnie to pozbawienie komorek "uczuc wyzszych"powoduje ze oni-one
              sa tak brutalni dla nas,szukaja azylu do spokojnego zapicia sie a co reszta?
              nie wazne
              strasznie ciezka sprawa i trudno nawet serce otworzyc aby sie
              wyryczec ,wywrzeszczec itd

              Olu a powiedz jak mam podac adres??poprostu wstyd mi sie ujawnic WSTYD ale
              sama nie wiem dlaczego??hmmm ciekawe
              • 13.05.02, 18:54
                Gość portalu: Smutek napisał(a):

                > zgadza sie wlasnie to pozbawienie komorek "uczuc wyzszych"powoduje ze oni-one
                > sa tak brutalni dla nas,szukaja azylu do spokojnego zapicia sie a co reszta?
                > nie wazne
                > strasznie ciezka sprawa i trudno nawet serce otworzyc aby sie
                > wyryczec ,wywrzeszczec itd
                >
                > Olu a powiedz jak mam podac adres??poprostu wstyd mi sie ujawnic WSTYD ale
                > sama nie wiem dlaczego??hmmm ciekawe jezeli masz czas i ochote to napisz prosze
                moj adres olaola2@poczta.gazeta.pl

          • Gość: Smutek IP: *.sympatico.ca 13.05.02, 17:38
            Kochani Moi
            czytam posty i zastanawiam sie dlaczego to MY musimy ponosic kare za problemy
            naszych wspolmalzonkow???
            Wlasnie te odreagowywanie sie alkoholika na najblizszej osobie tj potworne tj
            nie do zniesienia ,tj ponizajace jak zyc????
            Wyc mi sie chce z niemocy.
            Oczywiscie mozna prasnac drzwiami ale tyle lat razem i co??? zawsze czlowieka
            cos laczy ,ale czasami tj nie dopokonania psychicznie
            Serce peka z zalu za co?dlaczego???
          • Gość: Esper IP: *.pp.rzeszow.pl 13.05.02, 17:40
            Gość portalu: ola napisał(a):

            > zgadzam sie w pelni z toba..ten kto nie poznal tego na wlasnej skorze nie jest
            > w stanie zrozumiec pojac.nie wie co to rozpacz czekanie w oknie wroci nie
            > wroci bedzie spokoj czy dyskusja do rana poloze sie spac a mzoe nie czy jak
            > wroce do domu czy on jeszcze bedzie stal??/ znam ten smak ..u mnie od paru lat
            > wiele sie zmienilo..praktycznie maz przestal pic.. wyjatkow zdaza sie to raz na
            >
            > pol roku raz na rok.on sie stara ja to wiem..ale zmiany jakie alkohol dokonal w
            >
            > jego psychice sa okrutne..stal sie bardzo agresywny...dawniej nie podniosl na
            > mnie reki ja w atakach zlosci i bezsilnosci krzyczalam czasem nawet go
            > uderzylam on mi nie oddal...w ostatnich latach sie zminilo...przestal pic ale
            > stal sie agresywny nie zadowlony ma o wszystko pretenscje chorobliwie
            > zazdrosny /nie ma absolutnie powodu/ i czasem w swojej wscieklosci nie panuje
            > nad reka potrafi mnie szturchnac lekko uderzyc..ktos sobie pomysli co ta
            > kobieta chce facet sie stara nie pije a ona sie biedaka czepia....to nie
            > prawda on cala agresje wyladowuje na mnie...smutne ale prawdziwe....


            Chodzi o nie do końca poznane procesy w mózgu, towarzyszące alkoholizmowi.
            Polecam wizytę u psychiatry, tudzież dobranie eksperymentalnie absolutnie
            bezpiecznych, nowoczesnych leków, poprawiających to "mój mąż jest zły". Nie, on
            zły nie jest. Nawet takim nie chce być. Po prostu nie panuje nad sobą. To jakaś
            pieprzona biochemia w mózgu (może kiedyś odkryją, o co to chodzi).

            Nie wierzysz ? Popatrz:

            Adolf Hitler był w 100% abstynentem ! Nie pił, nie palił, uwielbiał ciastka z
            kremem i swoje 2 wilczury(dopiero pod koniec życia lekarze zaczęli mu aplikować
            coraz większe dawki leków uspokajających, co jest zrozumiałe wobec sytuacji na
            froncie). I co ? Był dobrym człowiekiem ? Chciałabyś takiego męża ? "Dobroć" w
            przypadku alkoholika to pojęcie względne, uwarunkowane od aktualnego poziomu
            jakiś bioprądów, serotoniny i innych dupereli, o których nie mam pojęcia.
            Jeszcze raz polecam przeczytać art., którego link jest w poprzednim moim poście.

            • 13.05.02, 18:41
              W pelni zgadzam sie z toba..
              im trudno jest uwierzyc ze potrzebuja lekarza - psychiatry psychologa,
              maz korzystal troche z pomocy psychologa/3 razy/ z reszta radzilisy sobie
              sami ,a teraz nawet nie ma mowy zeby poszedl na rozmowe po pomoc...przeciez
              sobie poradzilem nie pije o co chodzi? nie moze zrozumiec ze swoim zachowaniem
              krzywdzi najblizszych .oczywiscie ma chwile zadumy wtedymowi
              przepraszam...ale prosze mi wierzyc ze to slow nie potrafi wymazac tego co
              czuje w sercu..bo jutro za tydzien bedzie to samo..
              razem ciagnelismy ten wozek ...ale ja juz nie mam sily..dlatego chce juz sie
              od niego uwolnic...i wiem teraz ze to zrobie bo musze ,,,w naszych rodzinach
              jest wiele patologii ,,,dla kogos normalnie zyjacego rzecza normalna jest ze
              moze gdzies wyjsc moze wyjechac a ja przez te lata nigdzie sama z dzieckiem nie
              moglam wyjechac jestesm strazniczka domu ...[prawdopodobnie nie mialambym do
              czego wracac ..a teraz nie wiem jak by bylo gdyby mnie zabraklo..ale
              przypuszczam ze zaczelo by sie to samo..bo moj pobyt w szpitalu maz bardzo zle
              zniosl musial zapomniec o moim cierpieniu przy buteleczce,, wiecie kochani ci
              ludzie juz nigdy nie beda zdrowi a my przy nich?? mysle zetez widze po sobie ze
              moja psychika tez ulegla ogromnej zmianie..zyje sie w ciaglym stresie zeby nie
              prowokowac nie wchodzic w droge ....ilez mozna przepraszam za tak rozbiegane
              mysli..ale one sa tak chaotyczne jak moje zycie....
              • Gość: Andrzej IP: *.unl.edu 13.05.02, 20:31
                olaola2 napisał(a):

                > W pelni zgadzam sie z toba..
                > im trudno jest uwierzyc ze potrzebuja lekarza - psychiatry psychologa,
                > maz korzystal troche z pomocy psychologa/3 razy/ z reszta radzilisy sobie
                > sami ,a teraz nawet nie ma mowy zeby poszedl na rozmowe po pomoc...przeciez
                > sobie poradzilem nie pije o co chodzi? nie moze zrozumiec ze swoim zachowaniem
                > krzywdzi najblizszych .oczywiscie ma chwile zadumy wtedymowi
                > przepraszam...ale prosze mi wierzyc ze to slow nie potrafi wymazac tego co
                > czuje w sercu..bo jutro za tydzien bedzie to samo..
                > razem ciagnelismy ten wozek ...ale ja juz nie mam sily..dlatego chce juz sie
                > od niego uwolnic...i wiem teraz ze to zrobie bo musze ,,,w naszych rodzinach
                > jest wiele patologii ,,,dla kogos normalnie zyjacego rzecza normalna jest ze
                > moze gdzies wyjsc moze wyjechac a ja przez te lata nigdzie sama z dzieckiem nie
                >
                > moglam wyjechac jestesm strazniczka domu ...[prawdopodobnie nie mialambym do
                > czego wracac ..a teraz nie wiem jak by bylo gdyby mnie zabraklo..ale
                > przypuszczam ze zaczelo by sie to samo..bo moj pobyt w szpitalu maz bardzo zle
                >
                > zniosl musial zapomniec o moim cierpieniu przy buteleczce,, wiecie kochani ci
                > ludzie juz nigdy nie beda zdrowi a my przy nich?? mysle zetez widze po sobie ze
                >
                > moja psychika tez ulegla ogromnej zmianie..zyje sie w ciaglym stresie zeby nie
                >
                > prowokowac nie wchodzic w droge ....ilez mozna przepraszam za tak rozbiegane
                > mysli..ale one sa tak chaotyczne jak moje zycie....

                Odejsc za wszelka cene. Mowi Wam to byly alkoholik. Nie litujcie sie, bo to nic
                nikomu nie da. Moja sytuacja byla wyjatkowa, przestalem pic z dnia na dzien po
                doznanym szoku. Nigdy nie bylem u lekarza i zadnych AA nie "zazywalem". I choc
                nikogo nie bilem po mym cudownym uleczeniu, myslalem ze sie wykoncze, gdyz
                oczywiscie problemy, ktore powodowaly alkoholizm stanely mi przed oczami w calej
                okazalosci. Zaprzestanie picia nie likwiduje problemow zyciowych, tyle tylko, ze
                nie doklada nowych. Dlatego wlasnie nastepuja nawroty alkoholizmu. U mnie to juz
                nie nastapi gdyz przeszedlem kompletna transformacje za pomoca jogi, medytacji,
                pozbywajac sie stresu, ktory gnal mnie do kieliszka. Picie alkoholu wydaje mi sie
                calkowitym absurdem, powtarzam to jeszcze raz, calkowitym absurdem.
                No a co z tymi, ktorzy cierpia " nie za swoje grzechy "? Nie chce tu wywolac
                fali atakow na ma skromna osobe, ale jestem swiecie przekonany w istnienie
                ciaglosci zycia i czynnika okreslajacego ksztalt poszczegolnych egzystencji,
                czyli innymi slowy w prawo karmy. Jest to moj sposob widzenia swiata i nie kazdy
                musi sie z tym zgadzac, ale w pewien sposob kazdy przezywa to na co sobie
                zasluzyl. Karma jest nasza szansa, jesli ja rozumiemy prawidlowo, wlasnie jako
                szanse, a nie jako kare. Wiem, ze wiekszosc z Nas konczy swoja eksploracje tego
                Universe na wiazaniach atomowych i zwiazanych z nimi reakcjami chemicznymi,
                nie dostrzegajac oczyma intuicji czegos co sie niejako kryje "po drugiej stronie
                zdarzen", czegos co okresla typ, styl czy sposob zachowania i interakcji
                czastek elementarnych.
                Pozdrawiam Andrzej.

                • 14.05.02, 07:28
                  Odejsc za wszelka cene. Mowi Wam to dziecko alkoholika.

                  Nie jestescie odpowiedzialne za zycie waszych partnerow. To dorosly czlowiek i
                  odpowiada sam za siebie. Alkoholik musi SAM zrozumiec. Uwazam ze stoczenie sie na
                  dno jest najlepszym wyjsciem z sytuacji. Dopoki zona mieszka z mezem to wspiera
                  go. Zostawic, odejsc, niech sie stacza. Moze wtedy zrozumie co stracil i podejmie
                  leczenie. Moja mama jest klebkiem nerwow. Jej zycie to byl koszmar polegajacy
                  na "kochaniu" meza, niemoznosc odejscia bo "co ludzie powiedza", "co sie z nim
                  stanie". Co sie ma stac to sie stanie. A jej zycie nie jest wazne? A moje?
                  • Gość: Andrzej IP: *.unl.edu 14.05.02, 15:17
                    rona1 napisał(a):

                    > Odejsc za wszelka cene. Mowi Wam to dziecko alkoholika.
                    >
                    > Nie jestescie odpowiedzialne za zycie waszych partnerow. To dorosly czlowiek i
                    > odpowiada sam za siebie. Alkoholik musi SAM zrozumiec. Uwazam ze stoczenie sie
                    > na
                    > dno jest najlepszym wyjsciem z sytuacji. Dopoki zona mieszka z mezem to wspiera
                    >
                    > go. Zostawic, odejsc, niech sie stacza. Moze wtedy zrozumie co stracil i podejm
                    > ie
                    > leczenie. Moja mama jest klebkiem nerwow. Jej zycie to byl koszmar polegajacy
                    > na "kochaniu" meza, niemoznosc odejscia bo "co ludzie powiedza", "co sie z nim
                    >
                    > stanie". Co sie ma stac to sie stanie. A jej zycie nie jest wazne? A moje?

                    Masz moje poparcie w 100 procentach, co zreszta wyrazilem w swoim poscie nieco
                    wyzej.
                    Pozdr, Andrzej.
                    • 16.05.02, 21:50
                      Andrzej myslisz ze czytanie maili na forum pomaga w podjeciu odpowiedniej
                      decyzji? Bo ja zauwazylam ze kazdy szuka tu tylko potwierdzenia wlasnych
                      wyobrazen o zyciu. Tak samo zreszta jest wszedzie. Tak bylo z moja mama.
                      Dochodzilo czasem do scen w trakcie ktorych bylo zagrozone zycie moje i jej. A
                      ona i tak nie odeszla od meza. Bo nie i juz!
                      Beznadziejne jest to zycie:-(
                      Pozdrawiam Cie......bracie

            • 13.05.02, 23:32
              widzisz nikt nie mowi ze alkoholicy sa zlymi ludzmi,wiadomo choroba ..imbalans
              chemiczny w mozgu i oni sami sa nieszczesliwymi ludzmi,pija potem zle sie
              czuja pija aby poprawic sobie nastroj i w ten sposob sie napedzaja i staje sie
              kolko zamkniete bez wyjscia.I teraz to co sie poleca zeby dac alkoholikowi sie
              stoczyc i on sam albo sie podniesie/szok/albo sie wykonczy
              Jest bledem kiedy zony dbaja ,kryja jakby wyczyny alkoholika bo on jak jest
              swiadomy nie widzi swoich czynow.
              My zony alkoholikow to WIEMY
              ,moje pytanie bylo jak zyc z tym czy obok tego wszystkiego??bo odejsc to
              oczywiscie mozna no ale jesli podchodzi sie ze ten czlowiek jest chory to jak
              go zostawic z tak paskudna choroba samego????
              Malo ktory chce sie leczyc i musi nastapic jakis moment zwrotny dla niego zeby
              chcial
              moj maz pije samotnie,spokojnie nie robi awantur....ale sie stacza zaczyna
              coraz mniej dbac o siebie,pozrywal wszystkie kontakty zycie towarzyskie juz
              prawie zerowe
              Pragnie byc sam miec spokoj wiadomy tylko jemu jaki i zamknac sie w 4 scianach
              z butelka i tj cale jego obecnie zycie.
              Ja oczywiscie zyje obok tego wszystkiego ale serce mnie boli jak inny czlowiek
              walczy o dzien zycia a drugi czlowiek sam sobie to zycie odbiera.

              Dziekuje za listy ,mysle ze tj stale aktualny temat i nie mozna sie tego
              tematu wstydzic
    • 14.05.02, 07:44
      Sam jestem alkoholikiem .Już ponad dwa lata nie pije. Moje życie zaczyna być
      cudowne Wraca do normy i jest lepiej niż nawet w początkowym okresie. Jeżeli
      chcesz, skontaktuj sie poczta możemy porozmawiać "e-mailowo" Orhrn@interia.pl
      • Gość: Malwina IP: *.abo.wanadoo.fr 14.05.02, 09:43
        rady :
        - kupic ksiazke Melodie Beaty(?) "zwalczyc wspolzaleznosc"
        - isc na zebrania Al Anon
        - zaczac psychoanalize
        Temat wspolzycia i wspolzaleznosci z alkoholikiem jest tak skomplikowany i gleboki ze nie trzy posty na
        krzyz tu cokolwiek poradza
        O alanon poinformowac sie u AA
        szukac informacji na necie (forum to nie wszystko, net jest wspanialym zrodlem wiedzy !) - we
        wszystkich znanych ci jezykach
        powodzenia
        M.
      • Gość: mia IP: *.bis.krakow.pl / 192.168.0.* 14.05.02, 18:57
        orhen napisał(a):

        > Sam jestem alkoholikiem .Już ponad dwa lata nie pije.
        oki. super! gratulacje. a jak tego dokonales?? moze podzielisz sie swoja metoda??
        thnx
      • 14.05.02, 19:15
        Gratuluje Ci z calego serca
        Trzymaj sie
        Pokonales wiec jestes silny ,odzyskales swoje zycie na nowo i korzystaj madrze
        z tego daru.
        Duzo zyczliwych ludzi wokol Ciebie Ci zycze
    • 14.05.02, 20:38
      Pracowalam przez jakis czas w osrodku pomocy osobom uzaleznionym. Przeczytalam
      wiele opracowan na ten temat, poznalam uzaleznionych ludzi. Niektorzy,
      (niewielu) wyszlo z nalogu, czesc do dzis pije, inni odeszli na zawsze. Nie ma
      zlotego srodka. Jednej osobie pomoze obecnosc kogos bliskiego, gdyz znajduje w
      nim podpore, inny potrzebuje wylacznie kontaktu z terapeuta. To gorzkie co
      powiem, ale mysle, ze powinnas wyprowadzic sie z domu na jakis czas. Jezeli go
      kochasz, jezeli wierzysz, ze bedziesz mogla z nim byc w przyszlosci, jestes w
      stanie wciaz ufac, obdarzac jego i siebie szacunkiem to musisz mu wprost
      powiedziec, ze potrzebujesz czasu. On potrzebuje rowniez czasu na wlasna
      terapie. Przekaz mu, ze nie bedzie Cie miesiac, moze dwa lub trzy. Po
      spakowaniu walizki i zamknieciu drzwi nie kontaktuj sie. Oczywiscie bedziesz
      dzwonic co kilka dni do sasiadki, aby dowiedziec sie czy pije, czy spotyka sie
      z kolegami, nie dzwon jednak bezposrednio do niego. Daj mu szanse na
      odnalezienie siebie, na powrot do normalnego zycia. Pozwol mu wybrac to, co
      stanie sie dla niego najwazniejsze, pozwol wybrac mu jego zycie: moze to zycie
      z Toba w rodzinie, Twoja milosc, cieplo, troska, moze to inne zycie: wodka i
      powolne zapadanie sie w siebie, a moze trzecia droga: inna kobieta, ktora
      bedzie w stanie mu pomoc. Wiesz zapewne, ze gdy uzalezniony nie pije odzyskuje
      swiadomosc, poczucie sensu i wartosci. Potrafi zatem odpowiedziec sobie na
      podstawowe pytania czego oczekuje od siebie, od innych. Wybacz, ze namawiam Cie
      do az tak drastycznych posuniec, ale uwierz mi, wiem co mowie i wiem co teraz
      pisze. Jezeli go kochasz, lubisz sama siebie powinnas odejsc na jakis czas.
      Pamietaj jednak, jesli podejmiesz decyzje o czasowym rozstaniu poinformuj go o
      tym. Nie odchodz bez slowa, pomysli, ze cos Tobie moglo sie stac, gdy nie
      wrocisz na kolacje. Wyjasnij dlaczego odchodzisz, ze jest to dla jego dobra,
      dla waszego dobra. Jesli prawdziwie zapragnie, abys wrocila udowodni czynami,
      a nie slowami. Jesli nie da rady (wodka to tez inne pokusy) wowczas powinnas
      zrozumiec, ze wasze drogi rozeszly sie na zawsze. Nie lubie ludziom doradzac,
      nie zrozum, ze chce mieszac sie w Twoje zycie, ale pytalas. Znam problem z
      doswiadczenia. Dwoje alkoholikow umarlo na moich rekach.

      Wybor nalezy do Ciebie.

      Trzymaj sie dzielnie.
      novia
      • 15.05.02, 03:16
        serdecznie Ci dziekuje za ten post,widze,ze masz duze doswiadczenie...b.madra
        rada...ktowie czy nie skorzystam z niej.
        Coprawda juz czesciowo jakby wprowadzalam izolacje nic ona nam nie dala.
        Wiesz tj nietypowy czlowiek,bo nie zawala pracy,nie ochlewa sie gdzies wiesz
        niewiadomo gdzie ...siedzi w domu sam ze soba pije....z tym,ze nie ma
        absolutniego zadnego zycia poza praca i swoim katkiem do picia.
        Kurcze ZAL MI GO!!! i tj najgorsze...wiesz jak jeszcze byl w miare
        normalny...przezylismy wspaniale chwile ,bylo nam b.dobrze .
        Musze napisac cos o czym Ty napisalas z tym ze inaczej ja to okreslam otoz ja
        nie moge np ogladac naszych zdjec z okresu kiedy bylo nam dobrze/nie chlal
        tak/rycze jak bobr....zlapalam sie na tym, ze ja w zasadzie "pochowalam"meza
        pochowalam ta osobe ktara poznalam ...jego juz nie ma i stad ta reakcja
        placzliwa przy ogladaniu zdjec.
        Owszem jest teraz ktos inny z kim jest mi zle ,jestem b.b.nieszczesliwa az do
        bolu!!! ale czuje sie jakby odpowiedzialna za tego czlowieka...byl kiedys
        wspanialy dla mnie,mojej rodziny....Egzystuje bo ja go pcham do
        zycia...dbam,przypominam zeby dbal o siebie a poniewaz jest b.obowiazkowy to
        wykonuje to rutynowo...ale to jest MOJA PRACA...ja nie mam za to nic!!!
        Nie jest to mlody czlowiek i poprostu dlatego mi zal....byl naprawde
        wspanialym czlowiekiem...kochal ludzi...pomagal im ...dlatego cierpie moze
        jeszcze bardziej ...bo widze jak jego dusza umiera...jak sie niszczy
        wiesz smiesznie to wyglada ale naprawde jest to nietypowa sprawa,ktora juz w
        tym momencie zaczyna staczac sie do piorunujaco do konca.
        Uffffff ....wyrzucilam z siebie wszystko
        Dziekuje za wam,ze mieliscie czas i ochote na czytanie tych postow
        pozdrawiam pa
        • Gość: ..ja... IP: *.proxy.aol.com 15.05.02, 07:39
          Powiem w skrocie....bylam zona alkoholika przez 13 lat..po tej pechowej cyfrze
          powiezialam DOSC!!...zrobilam tak jak ktos wyzej sugerowal...wyjechalam do
          swojej matki z synem na reku..mialam juz dosc po tym gdy maz w amoku wzial noz
          do reki i grozil ,ze mnie zabije,o moim wyjezdzie nie wiedzial NIC!!W wyjezdze
          pomogly mi kolezanki,sasiadki,nawet jego kuzyn bedacy u nas wowczas w
          odwiedzinach,maz szalal z rozpaczy,wydzwanial po wszystkich naszych
          znajomych.po kilku dniach udalo mu sie mnie odnalezc...poczatkowo nie chcialam
          z nim rozmawiac,czulam bol,zlosc,rozpacz,po ilus rozmowach tel.w ktorych tylko
          slyszalam placz i przysiegi,ze juz z tym skonczyl,ze nas b.kocha i ze nie widzi
          sensu zycia bez nas...kolezanka ,ktora mieszkala obok ciagle byla ze mna w
          kontakcie i rowniez zapewniala mnie,ze maz sie zmienil,uwierzylam i po 2 m-cach
          znowu z walizami wrocilam do niego..nie pil pol roku!!!..PO tym okresie
          wszystko wrocilo do "normy"..picie co m-c przez caly tydzien!!!!oczywiscie nie
          bylo mowy o pracy..maz nigdy nie pracowal gdy pil,po prostu mial
          dobrego "bossa",ktoremu oddawal swoja tygodniowke jakoby
          przepracowana.Ciagnelam jeszcze ten koszmar przez 7 lat..dziecko roslo,widzialo
          tatusia co m-c pijanego,lezacego niejednokrotnie w wannie ,albo w piwnicy z
          butelka w garsci..Przez ten caly okres bylam wiele razy u adwokatow,radzilam
          sie,nawet informowalam meza o tym bo wiedzialam,ze zrobi to na nim wrazenie i
          przez jakis czas nie bedzie pil.Niestety....nie przestal....a ja juz mialam po
          prostu DOSC!!!..stracilam caly szacunek dla tego czlowieka,zreszta dla siebie
          rowniez.4 lata temu odeszlam,zostawilam Mu wszystko,dom,meble..wzielam tylko
          dziecko oraz nasze rzeczy osobiste...bylo mi bardzo ciezko,jednak dalam sobie
          rade i powiem Wam,ze zaluje ,ze nie zrobilam tego kroku wczesniej.Teraz jestem
          szczesliwa,moje dziecko ma spokojny dom,nie jest zestresowane,a i ja rowniez
          ulozylam sobie zycie z normalnym czlowiekiem.Ochh..juz tak dawno nie wyrzucilam
          z siebie swoich smutkow,przepraszam..nie daje ci zadnych rad jak
          widzisz,opowiedzialam w skrocie tylko swoja historie,zastanow sie tylko,czy
          warto jest tracic swoje zycie i zdrowie ratujac kogos ,kto tego nie chce???W
          moim przypadku miarka sie przebrala a dawalam wiele,wiele szans, z ktorych ex (
          bo juz od 2 lat jestem po rozwodzie) nie skorzystal.
          Pozdrawiam serdecznie...i zycze podjecia slusznej decyzji:))
          • 15.05.02, 14:01
            niezmiernie sie ciesze i naprawde gratuluje Ci zyczac wiele spokoju milosci w
            Twoim obecnym zyciu
            sciskam goraco
    • Gość: samaka IP: *.214.116.107.Dial1.Boston1.Level3.net 15.05.02, 15:32
      Bylam 12 lat zona alkoholika.
      Rozumiem Cie doskonale. Ja tez probowalam walczyc o meza, ktorego
      bardzo kochalam. Chodzilam na Al-anon (radzila Ci to Malwina - tam duzo
      nauczylam sie o alkoholizmie i ....mialam wsparcie) - sprobuj, tam dadza
      Ci rady JAK Z NIM ZYC.
      Ale......tylko drobna czesc alkoholikow decyduje sie na leczenia. Z tych,
      ktorzy podjeli leczenie TYLKO 8% UWALNIA SIE OD NALOGU!!!
      Przezylam wszystko, (tak mysle, bo duzo tego bylo) - co moze przezyc zona
      alkoholika. Przez 12 lat to byl KOSZMAR. Po czasie widze to wyrazniej.
      Kiedy juz odwazylam sie odejsc ( a bylo to jak skok w czarna dziure), przez
      ponad 5 lat "dochodzilam do siebie".
      Teraz od roku jestem szczesliwa mezatka. Teraz dopiero wiem, jak
      wyglada normalne malzenstwo, jak kochajacy moze byc maz.
      Gdy mysle o mojej przeszlosci, jeszcze trzesa mi sie rece.
      Wiem, ze tak naprawde nie posluchasz zadnej rady, musisz dojrzec (byle
      szybko, tego Ci zycze)

      ZYCIE Z ALKOHOLIKIEM TO PIEKLO. UCIEKAJ DZIEWCZYNO!!!!
      RATUJ SIEBIE - TO NIE TWOJE PRAWO, TO TWOJ OBOWIAZEK.
      "KOCHAJ BLIZNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO" - NIE BARDZIEJ!!!!
      • 15.05.02, 19:55
        czytajac wasze listy lzy same mi lecialy...ciesze sie ogromnie ze ulozylyscie
        sobie zycie i teraz wiecie co to normalny dom ...bo ja czy gabi zapomnialysmy
        jak to jest....pomomo ze moj maz radzi sobie w miare z piciem...to do konca nie
        moge go byc pewna rano wstaje i mysle jak wszystko zorganizowac zeby bylo
        dobrze , nie wiem co to wyjscie gdziekolwiek bo zaraz mnie szantazuje jak
        chcesz to pojde sobie gdzies a ja wiem czym to sie skonczy czekaniem w oknie
        wrcoi nie wroci kiedy???
        ciesze sie dziewczyny ze znou sie usmeichacie ....
        a ja coz dojrzewam powoli do takiej decyzji...mam juz dosyc bycia matka
        opiekunka mojego meza pilnowania robienia wszystkiego dla niego pod niego zeby
        jemu bylo dobrze zeby byl spokoj a my ciagle dajemy siebie dajemy nie biorac
        nic dla siebie...w koncu kiedys chce sie powiedziec dosyc ja jeszcze
        zyje ..chce zyc normalnie....
        przeprasza ze sie rozpisalm chcialm to z siebie wyrzucic.......
        pozdrawiam ....
        • Gość: leziox IP: 62.26.68.* 16.05.02, 01:36
          Staram dawać sobie radę.Załatwiam sprawy nie załatwione,albo zepsute przez
          partnera.Tłumaczę ją przez ludźmi,urzędami oraz pracodawcami.Jej olewanie
          wszystkiego nie dziwi mnie wcale,już nie dziwi.Wszystko przeżywam po kolei,jak
          napisaliście wyżej,ale jednego nie wiem-jak poradzić sobie z agresją w stosunku
          do osoby pijącej.Jej prowokacje oraz ciągłe chlanie w najmniej odpowiednim
          momencie doprowadzają mnie do szału i wiem,że jeszcze trochę,a zrobię jej
          krzywdę,jak mnie znowu dopadnie biała gorączka,która wynika z powodów wiadomych.
          Jestem już paranoikiem,szukam wszędzie butelek,pustych i pełnych,zapach
          alkoholu potrafię wyczuć z paru metrów,po powrocie do domu tylko niuchnę i
          wiem,że znowu było pite.I szlag mnie dlatego trafia.Nie mówcie mi tylko,żebym
          starał się opanować.To już przerabiałem ostatnie 5 lat.
          I jak jej w najbliższych miesiącach kości nie połamię,to się będę mógł
          cieszyć.Ludzie,ja wiem ,że takie coś nie ma sensu,ale coraz trudniej panować mi
          nad sobą.
          • 16.05.02, 03:39
            Straszne to jest,ale postaraj sie nie szukac nie wylewac bo to nic nie daje!!!
            Albo musisz z "tym"jakos zyc,albo poprostu rowniez odejsc.
            Mam znajomego,ktory mial problem z zona ..odczekal az doprowadzi do pewnego
            wieku swoje dzieci ,opowiadal takie same sceny z zycia jak Ty opisujesz /az
            nieprawdopodobne/i Ona niestety sie pochorowala musiala przestac pic ale on
            odszedl poniewaz zaszly takie zmiany w jej psychice,ze bylo niebezpiecznie
            nawet z nia mieszkac.
            No wiec jak widzisz nie jest to sprawa prosta...ja sie nie odzywam juz nic na
            temat alkoholu,bo to nic kompletnie nie daje...nie wylewam ,bo i tak kupi wiec?
            jaki sens?
            Bardzo Ci wspolczuje...trzymaj sie jakos!!!!
            pozdrawiam goraco..pisz ,wygadaj sie przed nami moze to Ci ulge przyniesie.
            Alkoholizm teraz juz nie jest tematem tabu mowi sie o nim glosno,wiec nie
            musimy przezywac w samotnosci naszej tragedii
            Wiesz ..wlasnie bylam na zakupach..siegnelam po jakas rzecz ktora przydalaby
            sie w domu...zastanowilam sie ...odlozylam...bo jaki ma sens kupowanie do domu
            gdy w zasadzie ten dom juz nie istnieje....wszystkie
            cele,marzenia...prysly...jest zycie z dnia na dzien .
            Oj zasmucilam sie okropnie buuuuuuu
            • Gość: samaka IP: *.214.114.105.Dial1.Boston1.Level3.net 16.05.02, 13:13
              Zyjac z partnerem -alkoholikiem wiemy, ze zyjemy w koszmarze, wiemy, ze
              jest zle, ze nie jest normalnie.
              Odejscie, to skok w przepasc, w czarna dziure.
              Bo nikt nie rozumie, dlaczego nadal "kochamy" takiego partnera.
              Jestesmy uzaleznieni od niego psychicznie tak bardzo jak on od swojej
              wodki.
              Kazdy z nas przechodzi i chwile agresji, checi zabicia tej pijacej polowki.
              Ale bliscy alkoholika (na ogol) tylko o tym mysla, bo tak naprawde, to boja
              sie alkoholika.
              Pisalam wczesniej, ze zylam w tym koszmarze 12 lat, ale nie pisalam, ze
              dopiero, gdy poznalam mojego obecnego meza, to tak naprawde
              zobaczylam w normalnym wymiarze swoje poprzednie pieklo.
              Zyjac z alkoholikiem wiele spraw traktujesz jak norme - a to nie jest
              norma, to juz wplyw diabelkiej wodki.
              Zycie moze byc lepsze od tego, o jakim marzycie w najsmielszych snach.
              Ale trzeba sie odwazyc, odwazyc odejsc, zrobic ten pierwszy krok....
              Zycze Wam wszystkim, abyscie jaknajszybciej do tego dojrzeli
              :-))
              p.s.
              moje pieklo trwalo 12 lat
              wychodzenie z piekla to bylo ponad 5 lat
              potem dwa lata zwyklej drogi
              ale.....
              doszlam do raju!!!
              Kazdy (!!!) moze tego dokonac - trzeba tylko zaczac isc
              :-))
            • Gość: Sylla IP: 213.77.91.* 16.05.02, 13:44
              Chyba do Was dołączę. Napisałam na forum o depresji, bo myślałam, że to jest
              głównym powodem zachowań mojego faceta. Ale po przeczytaniu tego wątku dotarło
              do mnie ostatecznie, że to alkohol, że go pokonał i że żebym nie wiem co
              zrobiła ta huśtawka będzie trwać wiecznie. Chyba, że ją sama przerwę.
              Jak ja dobrze wiem, co to znaczy nie mieć pewności każdego dnia, czy wróci
              trzeźwy, czy pijany, czy będzie spokój (tzn. uwali się i będzie spał bełkocząc
              coś przez sen), czy też "odstawi" monolog, w którym w jednym zdaniu będzie
              zaprzeczał poprzedniemu, a z którego jak zwykle wyniknie, że z nim jest
              wszystko w porządku, bo pije bo chce i kiedy chce i ile chce, a jeśli ma
              jakiekolwiek kłopoty, to dlatego, że ja jestem beznadziejna.
              To ja się martwię, kiedy on pijany prowadzi samochód i to ja myślę, że coś się
              stało, kiedy nie wraca.
              Wiem, że już nic się nie zmieni, ale to ja cierpię. Odejdę, ale to ja mam
              poczucie porażki.
              W domu w miejscu kontaktów druty wystają ze ścian, obrazek wieszany przed
              miesiącem do dziś stoi oparty o ścianę, samochód rozbity - to tylko drobnostki.
              Miało być pięknie, mieliśmy się urządzać,wymyslałam, marzyłam, wyszukiwałam
              okazje - a teraz po co. Jeszcze został mi nawyk wyszukiwania dla niego maskotek
              z jego znakiem zodiaku i muszę się powstrzymywać, żeby nie kupić.
              Męczy mnie już bycie silną kobietą, chciałabym się przytulić i wyżalić, ale ten
              mężczyzna, którego kochałam po prostu nie istnieje.... buu...
              • Gość: ja IP: *.proxy.aol.com 16.05.02, 16:11
                Gość portalu: Sylla napisał(a):

                > Chyba do Was dołączę. Napisałam na forum o depresji, bo myślałam, że to jest
                > głównym powodem zachowań mojego faceta. Ale po przeczytaniu tego wątku dotarło
                > do mnie ostatecznie, że to alkohol, że go pokonał i że żebym nie wiem co
                > zrobiła ta huśtawka będzie trwać wiecznie. Chyba, że ją sama przerwę.
                > Jak ja dobrze wiem, co to znaczy nie mieć pewności każdego dnia, czy wróci
                > trzeźwy, czy pijany, czy będzie spokój (tzn. uwali się i będzie spał bełkocząc
                > coś przez sen), czy też "odstawi" monolog, w którym w jednym zdaniu będzie
                > zaprzeczał poprzedniemu, a z którego jak zwykle wyniknie, że z nim jest
                > wszystko w porządku, bo pije bo chce i kiedy chce i ile chce, a jeśli ma
                > jakiekolwiek kłopoty, to dlatego, że ja jestem beznadziejna.
                > To ja się martwię, kiedy on pijany prowadzi samochód i to ja myślę, że coś się
                > stało, kiedy nie wraca.
                > Wiem, że już nic się nie zmieni, ale to ja cierpię. Odejdę, ale to ja mam
                > poczucie porażki.
                > W domu w miejscu kontaktów druty wystają ze ścian, obrazek wieszany przed
                > miesiącem do dziś stoi oparty o ścianę, samochód rozbity - to tylko drobnostki
                > .
                > Miało być pięknie, mieliśmy się urządzać,wymyslałam, marzyłam, wyszukiwałam
                > okazje - a teraz po co. Jeszcze został mi nawyk wyszukiwania dla niego maskotek
                >
                > z jego znakiem zodiaku i muszę się powstrzymywać, żeby nie kupić.
                > Męczy mnie już bycie silną kobietą, chciałabym się przytulić i wyżalić, ale ten
                >
                > mężczyzna, którego kochałam po prostu nie istnieje.... buu...

                >>>>>>>>
                ODEJDZ od niego!!!!!..uciekaj dopoki masz sile ,bo w tym bagnie bedziesz tkwila
                wiecznie i za lat iles bedziesz zalowala,ze zmarnowalas swoje najpiekniejsze lata
                u boku alkoholika!!..Jestes mloda,masz prawo do szczescia i normalnej
                rodziny!!...Nie mecz sie,nie po to wychodzilas za maz aby teraz miec pieklo i
                niespelnione marzenia!!.....odejdz jak najszybciej...po roku,dwoch staniesz na
                nogi i zastanawiac sie bedziesz "Co ja robilam przy tym pijusie?""...zony,mezowie
                alkoholikow!!!!.....nie !!badzcie bierni!!...myslcie tez o sobie...o swoim
                spokoju i szczesciu,nie wiem czy macie dzieci czy nie,jesli nie to jest ci
                latwiej i dasz sobie rade,ja mialam dziecko,bylam na obczyznie,bez rodziny,bez
                najblizszych,nie znajac dobrze jezyka,i dalam sobie rade!!..Nadmienie rowniez ,ze
                i finansowo bylam uzalezniona od exa bo nie pracowalam,dziecko bylo
                male..ludzie..uciekajcie bo swiat jest piekny!!..w domu macie tylko
                niepewnosc,awantury i obrazek najblizszej osoby z flaszka w reku...napisze
                pozniej wiecej,pozdrawiam serdecznie was wszystkich.zycze odwagi..badzcie
                silni!!..i piszcie tutaj,wyzalcie sie anonimowo ,zawsze ktos wam doradzi lub
                opisze swoja historie i wyciagniecie wnioski....chcialabym wam wszzystkim pomoc!!!
                na prawde......jesli ktos by chcial moj email nich napisze,mozemy wymienic
                prywatnie swoje doswiadczenia...
                • Gość: leziox IP: *.arcor-ip.net 16.05.02, 23:26
                  I jakby człowiek nie patrzał,to wszędzie dupa.Czy zrobimy tak,czy inaczej,to i
                  tak wychodzi na to,że czujemy się przegrani,zeszmaceni,przez los i tą
                  osobę,która kiedyś była dla nas wszystkim.Nasze wysiłki,nasze starania,nasze
                  próby urządzenia życia idą po prostu na marne,wszystko dennie się kończy.
                  A najgorsze,kurwa mać,bo już inaczej nie powiem,że tyle lat inwestowaliśmy w
                  to,co teraz się właśnie na naszych oczach rozsypuje i ten czas nie wróci.
                  Zaczynać od początku,trochę późno,szukać nowego partnera?Po 30-ce też nie jest
                  to takie proste.I nie wiadomo,na kogo się znowu trafi.
                  Gdzie mieszkać?Co robić?Zmienić miasto,iść na niewiadome?A jak się nie uda?Z
                  czego żyć?Za dużo chyba tych pytań.Pozdrowienia.
                  • Gość: ja IP: *.proxy.aol.com 17.05.02, 00:52
                    Gość portalu: leziox napisał(a):

                    > I jakby człowiek nie patrzał,to wszędzie dupa.Czy zrobimy tak,czy inaczej,to i
                    > tak wychodzi na to,że czujemy się przegrani,zeszmaceni,przez los i tą
                    > osobę,która kiedyś była dla nas wszystkim.Nasze wysiłki,nasze starania,nasze
                    > próby urządzenia życia idą po prostu na marne,wszystko dennie się kończy.
                    > A najgorsze,kurwa mać,bo już inaczej nie powiem,że tyle lat inwestowaliśmy w
                    > to,co teraz się właśnie na naszych oczach rozsypuje i ten czas nie wróci.
                    > Zaczynać od początku,trochę późno,szukać nowego partnera?Po 30-ce też nie jest
                    > to takie proste.I nie wiadomo,na kogo się znowu trafi.
                    > Gdzie mieszkać?Co robić?Zmienić miasto,iść na niewiadome?A jak się nie uda?Z
                    > czego żyć?Za dużo chyba tych pytań.Pozdrowienia.

                    >>>>>>>>
                    NIe,nie i jeszcze raz nie zgadzam sie z toba!zawsze warto odmienic swoje
                    popieprzone(przepraszam za slowo,ale sam przyznasz ze takie zycie nie jest
                    normlne)zycie.Nie wazne czy na kogos sie trafi czy nie,wazne aby wyjsc z tego
                    niezdrowego zwiazku i zyc tak jak sie chce.Jestem pewna ,ze wiekszosc ludzi nadal
                    tkwiacych przy boku alkoholikow/czek sa ze wzgledow finansowych lub
                    mieszkaniowych,po latach patrzenia na ukochana osobe ,ktora sie stacza na dno, a
                    my pomimo szczerych checi nie jestesmy w stanie mu/jej pomoc..gdy widzimy te
                    zapijaczone twarze,nieraz i przeklenstwa,to czy mozna taka osobe
                    kochac????????...jak dlugo????..kochamy ta,ktora byla kiedys przed nalogiem i nie
                    dopszczamy mysli,ze AZ tak mogla sie zmienic,liczmy na CUD..ale cudow nie
                    ma!!..Dopoki aloholik sam sobie nie uswiadomi,ze ma problem,dopoty nasze
                    prsby,grozby,wstydzenie NIC nie pomoga.Zawsze jest czas i nadzieja na lepsze
                    jutro..uwierz w to:)Spojrz dookola ,na znajomych,rodzine..zapewne widzisz
                    udane malzenstwa,kochajace sie,mogace na siebie liczyc ,to ze
                    twoja polowka wybrala % nie znaczy,ze ty masz ztegopowodu cierpiec.Odejdz..skoro
                    wyprobowales juz wszystkiego i nie widzisz sensu zycia z nia...swiat jest na
                    prawde piekny i ludzie tez.Mieszkan jest duzo...znajdziesz jakis kacik na
                    poczatek,i zapewniam cie....odnajdziesz tez i normalna kobiete,ktora doceni cie i
                    nie stworzy ci takiego piekielka jak obecna....czego ci z calego serca zycze!!!!
                    ps....nie daj sie sprowokowac nigdy!!..pijani niejednokrotnie wyprowadzaja nas z
                    rownowagi celowo..w twoim wypadku zguba by bylo gdybys podniosl na nia reke.Moj
                    ex byl cichy i malomowny gdy byl pijany,za to mnie "nosilo" wrecz gdy widzialam
                    znowu zapijaczone gebe..nie raz moglam wyzyc sie na nim.ale po co?..coZ by mi t
                    dalo?..takze zawsze gdy cie reka swierzbi..zadaj sobie to pytanie..PO CO??
                    pozdrAWIAM :))
                    • 17.05.02, 12:28
                      Nic nie jest proste,wszystko się komplikuje,im bardziej się weźmiemy za
                      porządki,tym więcej brudu wyłazi na wierzch,dodając jeszcze więcej roboty.Na
                      razie żyję sobie jakby obok,co dalej,nie wiem sam,ale miło jest chociaż
                      przeczytać słowa otuchy,to dodaje optymizmu i jakiejś nadziei,że coś można
                      zmienić.Ale życie nie czeka i najbardziej to mnie właśnie dołuje.
                      • Gość: Sylla IP: 213.77.91.* 17.05.02, 12:53
                        Właśnie, życie ucieka.
                        Najbardziej szokuje mnie, gdy sobie posłucham opowieści innych o tym, co np.
                        robili w czasie weekendu. Nie robili nic nadzwyczajnego, a to gdzieś ze
                        swoimi "połówkami" poszli, a to sobie coś smacznego upichcili, a to pojeździli
                        na rowerze lub wyskoczyli za miasto. A ja wtedy sobie myślę, że dla mnie było
                        by to coś nadzwyczajnego, po prostu normalnie pozyć...
                        Nie wiem, czy jeszcze umiem...
                        • Gość: ja IP: *.proxy.aol.com 18.05.02, 06:06
                          Dlaczego straciliscie juz nadzieje????????......co Was trzyma przy tych
                          toksycznych zwiazkach???????.......odpowiedzcie mi na to???..lubicie byc
                          meczennikami??..ok..badzcie i nie narzekajcie wiec...za zycia wiec pojdziecie
                          do nieba..chcialam Wam tylko otworzyc oczy,ze zycie normalne istnieje i ze
                          mozna z tego balaganu, w jakim jestescie, wyjsc...chcialam Wam
                          pomoc....trudno,nie chcecie tego,zycze Wam wiec wytrwalosci i przedewszystkim
                          zdrowia:)))))))
                          ...szczesliwa ex-zona alkoholika;))
                          • Gość: Sylla IP: 213.77.91.* 18.05.02, 14:44
                            To nie tak do końca - ja np. podjęłam decyzję - odchodzę i to szybko -
                            przygotowuję sobie grunt i robię to w znacznej mierze pod wpływem waszych
                            wypowiedzi.No, może "pod wpływem" to źle powiedziane, tyle tylko, że cały czas
                            liczyłam na ten przysłowiowy "cud" i to, że to co spotyka mnie, to nie
                            schemat, norma - ale nie jestem jedyna. "Przepieram" sobie swój biedny łepek
                            jak mogę, ale sama najlepiej rozumiesz, że to nie tak łatwo.
                            • Gość: leziox IP: *.arcor-ip.net 18.05.02, 21:39
                              Ano więc całkiem słusznie,ja też uważam że bez tego przysłowiowego
                              przygotowania gruntu nie da się na żywioł niczego zrobić.Na żywioł,drogie Ja,
                              to mogłem coś robić,jak miałem 16 lat i wybierałem się np.do dyskoteki.A to,że
                              nie jest mi lekko,nie znaczy wcale,iż przylazłem tu płakać i się użalać.Ale czy
                              potrafisz chociaż to jedno zrozumieć,że człowiek ma ochotę się wygadać o swoich
                              problemach,zwłaszcza jak w realu nie zawsze się to da zrobić?Najlepiej rozmawia
                              się z nieznajomymi ludźmi,na internecie,którzy z podobnego powodu otwierają tu
                              swoje serca.Nie po to wcale,by się nad nimi litowano,ale tylko w celu
                              zwykłej,ludzkiej potrzeby wygadania się.To jeszcze chyba wolno?Pozdrowienia dla
                              Sylli.
                            • 19.05.02, 16:18
                              TAK TAK JAKIE TE HISTORIE sa do siebie podobne...nie my nie chcemy byc
                              meczennikami,,chcemy zyc normalnie ale coz to jest normalnosc mysle ze przez
                              nasze zycie zwariowane skomplikowane zatraciclismy normalnosc stella napisala
                              ze ludzie spedzaja normalnie wolny czas ale coz to znaczy normalnie?/ lapie
                              sie na tym ze zatracilam juz poczucie normalnosci gdzies wyjsc z mezem?? co to
                              znaczy? pojechac do miasta hmm jaka to dla mnie atrakcja rozgladam sie
                              zachlannie zapamietuje kazdy szczegol znou musi mi wystarczyc na
                              dlugo...przepraszam za chaotyczny list ale on jest taki jak moje zycai stella
                              pisze ze sie przygotowuje to tak jak ja..wytrzymalam tyle lat jeszcze 2 moze 3
                              zniose.. boje sie o dziecko.ja dosyc skutecznie ukrywalam zachowania ojca .on
                              jest tego dopiero od niedawna swiadomy..jeszcze pare lat a moj syn pojdzie
                              wlasna droga a wtedy ja zostane z nim w czterech scianach i poczuje ze zycie
                              przegralam..wiec mysle sobie niech syn jeszcze troche podrosnie i moje drogi
                              z mezem sie rozejda .,,co myslicie o takim rozwiazaniu???????
                              • Gość: Sylla IP: 213.77.91.* 20.05.02, 09:07
                                Poczekać można, ale im później tym jest trudniej. Skąd to wiem? Ano już tak
                                kiedyś zrobiłam. Mój pierwszy związek (z tego samego powodu) skończył się
                                nagłym odejściem i niestety drugi raz wpakowałam się w takie samo bagienko (a
                                mówią, że ludzie się uczą na błędach). Ze swoim byłym mam kontaktu zero, no
                                chyba żeby uznać za kontakt to, że od czasu do czasu spotyka się z dziećmi - mi
                                nie mówi nawet "dzień dobry".
                                Wtedy dzieci były małe, łatwiej to zniosły. I punkty dla byłego - nie pamiętają
                                jego występów, tego, jak leży na dywanie w kałuży własnych...
                                Teraz jest mi trudnie, bo dzieci starsze z bagażem pokręconego dzieciństwa a i
                                ja w obecny związek włożyłam bardzo wiele uczucia i nie tylko...
                                trzymajcie się
                                Sylla
    • Gość: Aisak IP: 193.227.223.* 20.05.02, 14:52
      Witaj....Mam dla Ciebie świtną lekturę!!!
      www.swiatpsychologii.pl/ksiazki/uzaleznienie.html
      Koniecznie kup i przeczytaj tę książkę.....fantastyczna dla każdego człowieka,
      który zetknął się z jakimkolwiek uzależnieniem. Mój mąż jest narkomanem. Co
      prawda jest już w ośrodku od 5 miesięcy i bardzo dzielnie walczy o siebie i
      nasze małżeństwo ale to co przeżyłam to tylko ja wiem. Trzymaj się dzielnie i
      za wszelką cenę walcz o siebie przede wszystkim. Ludziom uzależnionym nikt i
      nic nie jest w stanie pomóc jeśli sami tego tak naprawdę nie będą chcieli. A
      żeby chcieli to musi.....ale o tym to już przeczytaj w książce. KONIECZNIE!!!
      Współczuję Ci i trzymam za Ciebie kciuki :o))))
      • 20.05.02, 15:48
        bardzo Ci dziekujemy za ta inf zapewne nam sie to przyda.
        Ty rowniez trzymaj sie powodzenia w drodze do >>>>szczescia :-)))
        • Gość: onnanohi IP: *.devs.futuro.pl 20.05.02, 23:00
          Kochani. Przez 18 lat byłam dzieckiem alkoholika pijącego. Od lat 13 jestem
          dzieckiem alkoholika niepijącego. I wiecie co? Nie macie prawa skazywać na
          życie z ojcem / matką alkoholiczką Waszych dzieci!! Cała moja złość skierowana
          była właśnie do mojej matki - cierpiętnicy. Podjęła wreszcie decyzję o
          porzuceniu mojego Ojca, gdy byłam w 3 klasie LO. Za późno! A słyszałam o tym od
          zawsze - wyprowadzimy się do Babci .... I tylko to pomogło Mojemu Ojcu, do
          którego - uważajcie - mam większy szacunek niż do Matki - został sam, spadł na
          samo dno, okradł nawet kogoś, leżał zapity w domu i płakał. I wiecie co? Przez
          rok dla mnie nie istniał. Gdy dzwonił do nas, odbierałam tel. słyszałm, że to
          On - rzucałam słuchawkę. Przychodził do nas w odwiedziny - za to też
          nienawidziłam mojej matki - traktowałam go jak powitrze i wychodziłam z domu.
          Widziałm, jak płakał. Mówił "Córeczko" a ja " -----" I nic mnie to nie
          obchodziło. Nigdy znajomych w domu, zawsze wstyd, awantury obelgi!! To, co z
          Wami robią Wasi mężowie - wasza sprawa. Ale nie wolno, słyszycie - NIE WOLNO
          Wam robić tego dzieciom!!! Kocham Mojego Ojca i jestem dumna z Niego - nie
          leczył się nigdzie - po prostu pewnego dnia przestał pić. A MAtka ... MAm z Nią
          poprawne stosunki, ale żeby mogła być mowa o miłości???? To przez Nią nie
          miałam dzieciństwa, miliony kompleksów i to przez nią przepłakałam całe moje
          młodzieńcze życie!!!! TAk - przez NIą - Ojciec, jak sami piszecie BYŁ CHORY. I
          Jego nienawidziłam, ale wtedy i za to co robił. Przestał. Jest super
          inteligentnym facetem, kochanym Ojcem. A mojej MAtce nigdy nie wybaczę, że
          przez Jej tchórzostwo i głupią miłość skazała mnie - niewinną małą istotkę na
          takie piekło. Klucz w drzwiach - serce w gardle, ręce sie trzęsą. Pijany czy
          trzeźwy? Awantura, czy schlany walnie się spać???? Gdy mieszkałam na stancji w
          czasie studiów i właścicielka wracała do domu - miałam te same objawy!!!! Jak
          pies Pawłowa!!!! Nie piję i nie mogę patrzeć nawet na pijanych ludzi!!! Przez
          wiele, wiele lat nie potrafiłam uwierzyć żadnemu mężczyźnie nawet w to, że
          fajnie wyglądam, w najmniejszy drobiazg. Już od wielu lat jest dobrze.
          Przeżyłam wszystko, o czym można przeczytać powyżej. ALe TO NIE BYŁ MÓJ
          WYBÓR!!!! To Ona - Moja MAtka za to odpowiada! Nie wolno wam tego robić. Tak
          dawno o tym nie myślałam. Tylko czasem, gdy w czasie rozmowy tel. z MAtką myślę
          sobie - jak to jest, jedyna córka i ŻADNEJ więzi - przypominam sobie te
          czasy ... Cicho, bo Tatuś śpi. A gówno mnie to obchodzi!!!! Albo - mam 4 lata.
          MAtka wysłała mnie z Ojcem do znajomych po lalkę wielką - miała przystroić
          samochód znajomej Młodej PAry. I ja wracam z kompletnie schlanym, zataczającym
          się Ojcem - mała 4-letnia dziewczynka, która umierała ze wstydu!!!! JAk możecie
          być takie okrutne?? RAtujcie póki możecie więź z dzieckiem i zostawcie
          alkoholika!!! Nie pomożecie Mu pozwalając na picie! Albo zmądrzeje, albo stoczy
          się na sam dół! NIC NIE MOŻECIE ZROBIĆ TKWIĄC OBOK NIEGO.
          CZasem wyobrażam sobie siebie jako tą małą dziewczynkę i chcę ją przytulić i
          powiedzieć, że to nie jej wina, żeby się nie bała!!! Nie róbcie tego swoim
          dzieciom, proszę WAs.
          • 21.05.02, 00:12
            Szanowna Onnahoi (przepraszam za przekrecenie). Rzadko bywam, trudno
            ustosunkowac sie do wlasnych mysli, a co dopiero do cudzego zycia. Bede w nie
            zgodzie z soba, wiem , niemniej to nie w porzadku, musze powiedziec: nie chrzan!
            Uprawiasz dziwnie kompletna bzdure (czytaj w wtaku jak powyzej). Jesli to- to
            tylko zabawa to zamilcz bo nie masz prawa mowic w ten sposob. Przykro slyszec,
            ze wychowalas sie w rodzinie patologicznej i nic z tego nie rozumiesz. Doprawdy
            mocno smutne.
            • Gość: leziox IP: *.arcor-ip.net 21.05.02, 21:46
              Novia,czego się czepiasz,w końcu każdy ma prawo tutaj się wypowiedzieć,tak jak
              ja jak ty jak Onnanohi.Wcale nie uznałem tej wypowiedzi za głupią oraz
              wygłup,nie sądzę,aby ktoś pisał podobnie wstrząsające rzeczy tylko dla
              wygłupu,bo być w ten sposób poniewieranym przez własnych rodziców,to jest
              dopiero tragedia.
              A poza tym Novia,mam wrażenie że też chciałabyś coś powiedzieć,tylko jakaś
              dziwna agresja nie pozwala ci jeszcze tak do końca spokojnie się tu
              wygadać.Mogę nie mieć racji,bo cię nie znam,ale jak chcesz powiedzieć
              cokolwiek,to nie rób tego kosztem innych.Pozdrowienia.
          • Gość: samaka IP: *.214.77.176.Dial1.Boston1.Level3.net 21.05.02, 22:16
            Gos´c´ portalu: onnanohi napisa?(a):

            > Kochani. Przez 18 lat by?am dzieckiem alkoholika pija˛cego. Od lat 13
            jestem
            > dzieckiem alkoholika niepija˛cego. I wiecie co? Nie macie prawa
            skazywac´ na
            > z˙ycie z ojcem / matka˛ alkoholiczka˛ Waszych dzieci!! Ca?a moja z?os´c´
            skierowana
            > by?a w?as´nie do mojej matki - cierpie˛tnicy. Podje˛?a wreszcie decyzje˛ o
            > porzuceniu mojego Ojca, gdy by?am w 3 klasie LO. Za póz´no!

            czesc Onnanohi!!!
            Masz 100% racji, popieram calkowicie to, co mowisz.
            jestem ex-zona alkoholika. Odzyskalam szacunek mojej corki, gdy wreszcie
            udalo mi sie od niego odejsc. (corka miala wtedy 10 lat i juz byla swiadkiem
            mojego pobicia)
            Sluchajcie wszystkie kobiety (czasem tez mezowie) - zony alkoholikow - gdy
            zyjecie z nimi, to krzywdzicie wlasne dzieci.
            Moja 12 letnia corka bedac w kosciele na mszy odebrala z rak ksiedzu
            mikrofon, "zeby przestal mowic bzdury, bo lepiej, gdy dwoje ludzi rozejdzie
            sie, niz gdy dziecko patrzy w domu na tragedie" (ksiadz namawial dzieci, aby
            persfadowaly rodzicom rozwody)
            Dzieci alkoholikow cierpia, gdy rodzice pozostaja w patologicznym, chorym
            zwiazku.
            Ale........
            dla usprawiedliwienia - odejsc od alkoholika jest bardzo, bardzo ciezko.
            Bo widzisz, zony alkoholikow UZALEZNIAJA SIE OD SWYCH MEZOW TAK,
            JAK ONI OD WODKI.
            Odejscie od alkoholika jest tak trudne jak wyjscie z nalogu.
            Wlasnie po 30 latach palenia po 20-30 papierosow dziennie rzucam
            palenie - to prostrze, niz pozostawienie alkoholika.
            Ale mozna tego dokonac. Jest to mozliwe.
            A to jest tak naprawde ratowaniem zycia sobie i swoim dzieciom.
            Wszystkim , ktorzy zyja z alkoholikami zycze, by zdobyli sie na odwage
            odejscia od nich i uratowali swoje zycie.
            pozdr
            :-)))
            • 21.05.02, 22:41
              Przepraszam, nie chcialam urazic cudzych uczuc, a zwlaszcza doswiadczen. W
              liscie O. bylo cos co wydalo falszywy dzwiek, dlatego zareagowalam, widze, ze
              za agresywnie. Masz racje, kazdy ma prawo do wypowiadania sie. Czesto jest tak,
              ze ludzie otwieraja sie, maja potrzebe wyrzucenia z siebie i nagle ktos do
              zwierzen nie przygotowany potrafi zranic. Jeszcze raz przepraszam autorke.
              Problemy tu przedstawiane sa niezwykle bolesne i delikatne. Jestem nowa osoba,
              nie chce jednak pisac o sobie, czy tez o swoich przezyciach. Sa czescia mnie i
              grupki osob, ktore mnie bardzo blisko znaja.

              Napisalam wczesniej o pracy z akoholikami i tutaj pozwole sobie ponownie dodac.
              Rodziny alkoholikow powinny byc rowniez leczone, o czym bardzo czesto zapomina
              sie. Decyzja o przecieciu pepowiny jest, jak napisalas powyzej, najtrudniejszym
              do wykonania zadaniem. Czasami nastepuje po dlugim okresie przygotowan, czasami
              peka pod wplywem smierci osoby uzaleznionej. Strasznie skomplikowany proces,
              niemniej pokomplikowane zycie...
              Pozdrawiam wszystkich cierpiacych na uzaleznienia walczacych o siebie i
              wszystkich zyjacych u boku walczacego.
              novia
              • Gość: leziox IP: *.arcor-ip.net 22.05.02, 14:06
                Z tym leczeniem rodzin alkoholików to kolejna,nie podjęta tu jeszcze przez
                nikogo sprawa,a jakże ważna.To prawda,że nie tylko alkoholicy zmieniają się pod
                wpływem czasu i ilości wypitego już alkoholu.Również ich rodziny zmieniając się
                pod wpływem ciągłego stressu psychicznie,reagując tak,jak jeszcze przed paroma
                miesiącami,latami,nigdy by nie zareagowali,zdarzają się zbiorowe morderstwa na
                osobach pijących popełnione przez cała rodzinę łącznie z dziećmi,ludzi,którzy
                już mieli naprawdę dosyć.Ja się wcale nie dziwię,sam miałem już ochotę
                patrnerkę kilka razy mocniej poddusić,o czym już chyba pisałem,ale jak ktoś tu
                bardzo mądrze powiedział-szkoda marnować/swojego/życia.
                Na pewno porady psychiatry,bo już nie psychologa bardzo by pomogły w niektórych
                przypadkach i to właśnie dla rodzin alkoholików,a nie tylko dla nich
                samych.Tyle że w naszym kraju dobrowolne pójście poporadę do "wariatkowa"jest
                jeszcze,jakże niesłusznie,traktowane przez ludzi na równi z przyznaniem się do
                tego,iż jest się osobą stukniętą.
                Pozdrawiam wszystkich gorąco.
                • Gość: samaka IP: *.214.79.224.Dial1.Boston1.Level3.net 22.05.02, 14:47
                  Alkoholik to osoba uzalezniona od alkoholu.
                  Jego bliscy sa fachowo nazywani - KOALKOHOLIKAMI lub
                  wspoluzaleznionymi.
                  Wspomnialam wczesniej, ze odejscie od alkoholika to bardzo trudny
                  proces, bo to.........wychodzenie z nalogu (!!!!)
                  Osoby bliskie alkoholikowi uzalezniaja sie od niego tak, jak on uzaleznia
                  sie od alkoholu.
                  I tak jak nigdy nie przestaje sie byc alkoholikiem (mozna byc "niepijacym"),
                  tak nigdy nie mozna calkowicie odizolowac sie od problemu.
                  Sama jestem tego przykladem.
                  8 lat temu odeszlam od alkoholika. Pare lat leczylam swoj
                  tzw.koalkoholizm, jestem od 1,5 roku w nowym, normalnym, zdrowym
                  zwiazku, jestem szczesliwa, mam wspanialego meza - a w wolnych
                  chwilach czytam watki o problemie alkoholowym.
                  Tak juz jest.
                  Ale!!!!
                  W kazdej gazecie jest ogloszenie o spotkaniach AA. Mozna tam pojsc,
                  mozna zadzwonic (gdy podadza telefon) i spytac o AL-ANON - to sa
                  spotkania rodzin alkoholikow. Bardzo pomocne, naprawde. No i jest to
                  doskonale zrodlo informacji. Mozna i o psychologa, psychiatre spytac.
                  pozdrawiam wszystkich
                  • Gość: Sylla IP: 213.77.91.* 22.05.02, 15:19
                    Tyle, że czasami sobie myślę, że skoro nic złego nie robię, nie jestem
                    uzależniona itp., to dlaczego mam się poddawać terapii, staram się żyć
                    normalnie, a że przy tym chciałabym choć trochę radości ze związku z facetem...
                    Z drugiej strony, gdy staram się najspokojniej jak umiem powiedzieć mu, że
                    skoro nad ranem przyprowadza go policja do domu, nic nie kumającego i
                    rozebranego do gaci, to coś jest nie tak, a on na to, że "wszystko w porządku,
                    no i co z tego" - to faktycznie czuję, że to ze mną jest coś nie tak :(.
          • Gość: Malwina IP: *.abo.wanadoo.fr 22.05.02, 16:19
            onnanohi, jakze rozumiem kazde slowo ktore napisalas powyzej !
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.