Dodaj do ulubionych

wszystko jest dozwolone

21.04.05, 12:26

Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone - Dostojewskiego przerażała wizja
świata wyzutego z wiary religijnej, świata, w którym rządzą chaos i zło

Dlaczego?

Czy to nie brzmi jak świadectwo wiary we wrodzoną ludzkiej naturze skłonność
do zła?

Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka przed
skokiem w przepaść, w mrok?

Na pewno nie ma żadnych inych hamulców?



Są, czy nie ma ich?

Edytor zaawansowany
  • fleuret 21.04.05, 12:34
    całkiem niedawno pytałam o to
    w wątku kropla chaosu, ale
    tylko Zeta dała mi pewną radę
    może Tobie się lepiej poszczęści
  • iwan_w 21.04.05, 12:38

    jaka to była rada?
  • iwan_w 21.04.05, 13:04

    ale mój wątek jest trochę węższy, i trochę inny

    powiedz mi, jaki byłby Twoim zdaniem świat pozbawiony wiary w Boga? jacy byliby
    ludzie, jakby się zachowywali, co by wyznaczało ich porządek moralny,
    zakłądając, że ten porządek by istniał?

    jaka jest ludzka natura - dobra czy zła?
  • fleuret 21.04.05, 13:09
    Możemy powiedzieć o człowieku, że bywa częściej dobry niż zły, częściej mądry
    niż głupi, częściej energiczny niż apatyczny, i na odwrót; ale będzie nieprawdą,
    jeśli powiemy o jakimś człowieku, że jest dobry albo mądry, a o innym, że jest
    zły albo głupi. A my zawsze w ten sposób dzielimy ludzi. I to jest niesłuszne.
    Ludzie są jak rzeki: woda jest we wszystkich jednakowa, wszędzie ta sama, ale
    rzeka bywa wąska, szeroka, spokojna, czysta, zimna, mętna, ciepła. Tak samo bywa
    z ludźmi. Każdy człowiek ma w sobie zalążki wszystkich ludzkich cech; czasami
    ujawnia te, czasami znów inne; bywa nieraz zupełnie do siebie niepodobny,
    pozostając jednakże wciąż sobą.
    /Lew Tołstoj/

    podzielam jego opinię
    fleur
  • iwan_w 21.04.05, 13:31
    fleuret napisała:

    wiem, doskonale wiem, Fleur, że to uogólnienia, ale:

    > Możemy powiedzieć o człowieku, że bywa częściej dobry niż zły, częściej mądry
    > niż głupi, częściej energiczny niż apatyczny, i na odwrót;

    ale jaka bywa większość ludzi - częściej dobra czy częściej zła? i czy te
    proporcje uległyby zmianie w razie, gdyby nagle i cudownie przestali wierzyć w
    Boga?

    i jeszcze - jak te proporcje mają się do opozycji: kultura - natura? innymi
    słowy, jak człowiek się rodzi, to jest w nim więcej skłonności do dobra niż do
    zła, co następnie ulega zmianie ('kultura, cywilizacja psuje go'), czy może
    odwrotnie ('kultura, wychowanie naprawia go')?


  • fleuret 21.04.05, 13:57
    myślę, że człowiek rodzi się dobry, ale leniwy
    w miare jak rosnie, potrzebuje coraz wiecej przestrzeni zyciowej
    i stara sie owa przestrzen poszerzyc kosztem innych jednostek,
    no i musi konsumować co sie da
    to takie odarte z poezji...
  • ziemiomorze 21.04.05, 14:28
    Moralnosc, ktora jest budowana na czyms 'wyzszym', jakims autorytecie, odbiera
    czlowiekowi wolnosc, skazuje go na role wiecznego dziecka. Bog ustanawia, co
    jest ok, co nie - nie dysukuje sie ani z X przykazaniami, ani ze wskazowkami
    Tory. Reakcja Boga na niemoralnosc jest albo kara, albo milosc - a obie
    przeciez odbieraja czlowiekowi wolnosc (co zreszta konczy sie tak, ze i
    grzesznicy, i cnotliwcy, moralnosci nie maja, bo sa 'nie/moralnymi maszynami').

    Dlaczego ateista nie moglby byc moralny?
    Ateista zdolny do odpowiedzialnosci, wspolczucia, uwaznosci i milosci -
    prawdziwie wolny czlowiek, kotry nie potrzebuje nikogo wyzej, aby czynic
    wlasciwie rzeczy. Tylko taki czlowiek jest gotowy do zawarcia przymierza z
    Bogiem i do czynienia autentycznego (wolnego) dobra - w przeciwienstwie do
    osoby, ktorej prawo moralne zostalo przekazane.

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 21.04.05, 15:24
    ziemiomorze napisała:

    > Moralnosc, ktora jest budowana na czyms 'wyzszym', jakims autorytecie,
    odbiera
    > czlowiekowi wolnosc, skazuje go na role wiecznego dziecka. Bog ustanawia, co
    > jest ok, co nie - nie dysukuje sie ani z X przykazaniami, ani ze wskazowkami
    > Tory. Reakcja Boga na niemoralnosc jest albo kara, albo milosc - a obie
    > przeciez odbieraja czlowiekowi wolnosc (co zreszta konczy sie tak, ze i
    > grzesznicy, i cnotliwcy, moralnosci nie maja, bo sa 'nie/moralnymi
    maszynami').

    żeby postawić kropkę nad i - uważasz, że chrześcijanie nie są wolni?

    wyżej napisałaś, że wolność odbiera moralność budowana na 'czymś wyższym,
    jakimś autorytecie', poniżej, w domyśle - na 'kimś' wyższym.

    jak to rozumiesz? jak się domyślam, włączasz w ten nurt nie tylko wierzących w
    Boga osobowego, ale także buddystów, taoistów, albo tych, którzy swoją etykę
    budują wzorując się na naukach stoików albo Kanta? oni wszyscy Twoim zdaniem
    nie są wolni?


    > Dlaczego ateista nie moglby byc moralny?
    > Ateista zdolny do odpowiedzialnosci, wspolczucia, uwaznosci i milosci -
    > prawdziwie wolny czlowiek, kotry nie potrzebuje nikogo wyzej, aby czynic
    > wlasciwie rzeczy. Tylko taki czlowiek jest gotowy do zawarcia przymierza z
    > Bogiem i do czynienia autentycznego (wolnego) dobra - w przeciwienstwie do
    > osoby, ktorej prawo moralne zostalo przekazane.


    skąd czerpie wiedzę, że to, co robi, jest właściwe? że należy być
    współczującym, odpowiedzialnym, uważnym?

    i dalej, mamy osobę niewierzącą - tak wychowaną, która na zasadzie wolnego
    wyboru przyjmuje etykę chrześcijańską. Tak więc ona - etyka - nie tyle zostaje
    mu przekazana, co przez niego wybrana, nie uważasz?


    przez chwilę miałem wrażenie, że w tym co napisałaś, kryje się myśl, że
    prawdziwie wierzącym może być tylko ten, kto przeszedł przez chrzest niewiary
  • yana 21.04.05, 15:53

    > ziemiomorze napisała:

    > > Ateista zdolny do odpowiedzialnosci, wspolczucia, uwaznosci i milosci -
    > > prawdziwie wolny czlowiek, kotry nie potrzebuje nikogo wyzej, aby czynic
    > > wlasciwie rzeczy

    A czy nie jest tak, że twoją moralność ukształtowali rodzice
    albo środowisko w którym żyjesz?
    I zastanawia mnie dlaczego chcesz być wspólczującym, odpowiedzialnym
    człowiekiem? Nie lepiej zadbać o siebie?

    --
    Ya.
  • ziemiomorze 22.04.05, 00:30
    yana napisała:

    > > ziemiomorze napisała:
    >
    > A czy nie jest tak, że twoją moralność ukształtowali rodzice
    > albo środowisko w którym żyjesz?

    Alez oczywiscie. Sumienie - i normy moralnosci - sa nabywane spolecznie. I?

    > I zastanawia mnie dlaczego chcesz być wspólczującym, odpowiedzialnym
    > człowiekiem? Nie lepiej zadbać o siebie?

    Wlasnie w ten sposob dbam o siebie. I?



    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • yana 22.04.05, 09:03
    > ziemiomorze napisała:

    > > Ateista zdolny do odpowiedzialnosci, wspolczucia, uwaznosci i milosci -
    > > prawdziwie wolny czlowiek, kotry nie potrzebuje nikogo wyzej, aby czynic
    > > wlasciwie rzeczy
    > Alez oczywiscie. Sumienie - i normy moralnosci - sa nabywane spolecznie. I?

    A jeżeli społecznie ktoś nabył przeświadczenie,
    że liczy się tylko siła, sława i władza?

    Coś mi się wydaje że w bardzo cieplarnianych warunkach się
    wychowywałaś..

    --
    Ya.
  • hsirk 22.04.05, 09:09
    to dlaczego kosciol naucza, skoro te rzeczy nabywa sie bezposrednio?

    sluchanie i wykonywanie nauk, nawet kosciola, to tez nabywanie spoleczne
  • ziemiomorze 21.04.05, 16:55
    iwan_w napisał:
    > żeby postawić kropkę nad i - uważasz, że chrześcijanie nie są wolni?

    Jesli bys nie wyrywal z kontekstu tego zdania, byloby, mysle, jasne, ze
    opisywalam pewna ewolucje ducha - przez ateizm. W zyciu nie starczyloby mi
    arogancji, aby napisac, ze 'xianie nie sa wolni', tak samo, jak nie starczyloby
    mi jej na zastanawianie sie, czy 'ateisci moga byc moralni'.

    > wyżej napisałaś, że wolność odbiera moralność budowana na 'czymś wyższym,
    > jakimś autorytecie', poniżej, w domyśle - na 'kimś' wyższym.
    >
    > jak to rozumiesz? jak się domyślam, włączasz w ten nurt nie tylko wierzących
    w
    > Boga osobowego, ale także buddystów, taoistów, albo tych, którzy swoją etykę
    > budują wzorując się na naukach stoików albo Kanta? oni wszyscy Twoim zdaniem
    > nie są wolni?

    Nie sa wolni ci, ktorzy stawiaja Boga w pozyci autorytetu.
    Wolnosc jest niebezpieczna, bo stawia w mozliwosci wiecznego kwestionowania -
    tazke praw moralnych, jakikolwiek praw. Potrafisz sobie wyobrazic brzemie
    takiej mozliwosci? 'Nie pozwol, aby twoje zasady moralne odwiodly cie od
    zrobienia tego, co sluszne' - nie ma gotowych odpowiedzi, zadnych odpowiedzi,
    oprocz tych, ktore masz Ty. Ty, nie Bog. Tylko taki czlowiek moze stworzyc
    moralnego Boga. W sytuacji odwrotnej - kiedy to boska moralnosc tworzy
    moralnosc ludzka nie ma mozliwosci wyboru, a to pozbawia moralnosc moralnosci,
    dzialanie jest tylko wypelnianiem rubryk 'dobrze' - 'zle', aniolek spuszcza
    glowke, aniolek podnosi glowke. Moralnosc powstaje w momencie kwestionowania
    moralnosci, trudu i woli wyboru.

    > skąd czerpie wiedzę, że to, co robi, jest właściwe? że należy być
    > współczującym, odpowiedzialnym, uważnym?

    Rodzimy sie w kontekscie.
    W mojej opinii najlepsza droga do rozwoju jest zakwestionowanie tego kontekstu.
    Obojetnie od tego, jaki bedzie wynik tej kontestacji, bedzie on Twoj wlasny -
    nie bedzie nawykiem, ale wynikiem _swiadomego_ wyboru.

    > i dalej, mamy osobę niewierzącą - tak wychowaną, która na zasadzie wolnego
    > wyboru przyjmuje etykę chrześcijańską. Tak więc ona - etyka - nie tyle
    zostaje
    > mu przekazana, co przez niego wybrana, nie uważasz?

    Jak widac, uwazam.

    > przez chwilę miałem wrażenie, że w tym co napisałaś, kryje się myśl, że
    > prawdziwie wierzącym może być tylko ten, kto przeszedł przez chrzest niewiary

    A co sie stalo, ze przestales tak myslec?


    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 22.04.05, 11:51
    ziemiomorze napisała:

    > iwan_w napisał:
    > > żeby postawić kropkę nad i - uważasz, że chrześcijanie nie są wolni?
    >
    > Jesli bys nie wyrywal z kontekstu tego zdania, byloby, mysle, jasne, ze
    > opisywalam pewna ewolucje ducha - przez ateizm. W zyciu nie starczyloby mi
    > arogancji, aby napisac, ze 'xianie nie sa wolni', tak samo, jak nie
    starczyloby

    Zetto, to nie było zdanie wyrwane z kontekstu, tylko mój wniosek, co do którego
    nie byłem pewny - i nie jestem nadal. Bo: niżej piszesz, że nie sa wolni ci,
    ktorzy stawiaja Boga w pozycji autorytetu. Czy nie jest to postawa właściwa
    chrześijanom? Ilu z nich przeszło przez ścieżkę zrywającą z kontekstem, przez
    chrzest niewiary?


    > Nie sa wolni ci, ktorzy stawiaja Boga w pozyci autorytetu.
    > Wolnosc jest niebezpieczna, bo stawia w mozliwosci wiecznego kwestionowania -
    > tazke praw moralnych, jakikolwiek praw. Potrafisz sobie wyobrazic brzemie
    > takiej mozliwosci? 'Nie pozwol, aby twoje zasady moralne odwiodly cie od
    > zrobienia tego, co sluszne' - nie ma gotowych odpowiedzi, zadnych odpowiedzi,
    > oprocz tych, ktore masz Ty. Ty, nie Bog. Tylko taki czlowiek moze stworzyc
    > moralnego Boga. W sytuacji odwrotnej - kiedy to boska moralnosc tworzy
    > moralnosc ludzka nie ma mozliwosci wyboru, a to pozbawia moralnosc
    moralnosci,
    > dzialanie jest tylko wypelnianiem rubryk 'dobrze' - 'zle', aniolek spuszcza
    > glowke, aniolek podnosi glowke. Moralnosc powstaje w momencie kwestionowania
    > moralnosci, trudu i woli wyboru.

    może... przyznam się, że nie do końca mnie to przekonuje.

    > Rodzimy sie w kontekscie.
    > W mojej opinii najlepsza droga do rozwoju jest zakwestionowanie tego
    kontekstu. Obojetnie od tego, jaki bedzie wynik tej kontestacji, bedzie on Twoj
    wlasny - nie bedzie nawykiem, ale wynikiem _swiadomego_ wyboru.

    znam osoby, których wiara jest trwała, głęboka, przemyślana; dla których wiara
    nie jest nawykiem, przyzwyczajeniem - pomimo, że nie przeszli przez 'chrzest
    jej braku' (chociaż przez przejściowe wątpliwości tak).

    o co mi chodzi? że ja nie uogólniałbym tak jak Ty, że 'chrzest niewiary' jest
    zawsze i bezwzględnie konieczny do tego, żeby wiara była 'prawdziwa'.

    > > przez chwilę miałem wrażenie, że w tym co napisałaś, kryje się myśl, że
    > > prawdziwie wierzącym może być tylko ten, kto przeszedł przez chrzest niew
    > iary
    >
    > A co sie stalo, ze przestales tak myslec?
  • ziemiomorze 22.04.05, 14:59
    iwan_w napisał:
    > nie byłem pewny - i nie jestem nadal. Bo: niżej piszesz, że nie sa wolni ci,
    > ktorzy stawiaja Boga w pozycji autorytetu. Czy nie jest to postawa właściwa
    > chrześijanom? Ilu z nich przeszło przez ścieżkę zrywającą z kontekstem, przez
    > chrzest niewiary?

    Bedzie nudno, bo sie powtorze: to nie zalezy od wyznania, tylko od jakosci
    wiary.

    [wolnosc i moralnosc]
    > może... przyznam się, że nie do końca mnie to przekonuje.

    Tak latwo to nie ma.
    Dlaczego Cie to nie przekonuje?
    Czym wobec tego jest wg Ciebie moralnosc?

    > znam osoby, których wiara jest trwała, głęboka, przemyślana; dla których
    wiara
    > nie jest nawykiem, przyzwyczajeniem - pomimo, że nie przeszli przez 'chrzest
    > jej braku' (chociaż przez przejściowe wątpliwości tak).
    >
    > o co mi chodzi? że ja nie uogólniałbym tak jak Ty, że 'chrzest niewiary' jest
    > zawsze i bezwzględnie konieczny do tego, żeby wiara była 'prawdziwa'.

    Nie wiem, czy widzisz, ale mowimy o tym samym.

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 25.04.05, 11:48
    ziemiomorze napisała:

    > [wolnosc i moralnosc]
    > > może... przyznam się, że nie do końca mnie to przekonuje.
    >
    > Tak latwo to nie ma.
    > Dlaczego Cie to nie przekonuje?
    > Czym wobec tego jest wg Ciebie moralnosc?

    nie mam pojęcia. wiesz, jak to jest z takimi definicjami - każdy może zbudować
    sobie własną. to, co napisałaś wcześniej, nie przekonuje mnie o tyle, że
    istnieje mnóstwo (instynktownie?) dobrych ludzi, wierzących albo nie, którzy
    wcale nie musieli do tego dochodzić poprzez zrywanie z kontekstem kulturowym,
    przez chrzest niewiary czy jakąkolwiek tego rodzaju próbę. mam wrażenie, że w
    Twoim ujęciu etyka jest czymś silnie zintelektualizowanym, wspartym o rozsądek,
    rozum; czy nie za bardzo...?


    > Nie wiem, czy widzisz, ale mowimy o tym samym.
    >


    może...

    ;)
  • ziemiomorze 26.04.05, 09:52
    iwan_w napisał:

    > ziemiomorze napisała:
    > > Tak latwo to nie ma.
    > > Dlaczego Cie to nie przekonuje?
    > > Czym wobec tego jest wg Ciebie moralnosc?
    >
    > nie mam pojęcia. wiesz, jak to jest z takimi definicjami - każdy może
    zbudować
    > sobie własną.

    Wlasnie o to Ciebie pytalam :-)

    > to, co napisałaś wcześniej, nie przekonuje mnie o tyle, że
    > istnieje mnóstwo (instynktownie?) dobrych ludzi, wierzących albo nie, którzy
    > wcale nie musieli do tego dochodzić poprzez zrywanie z kontekstem kulturowym,
    > przez chrzest niewiary czy jakąkolwiek tego rodzaju próbę.

    Znowu - jesli moralnosc nie jest wynikiem ciaglego, odwaznego kwestionowania i
    uwaznej swiadomosci, a jedynie zbiorem odziedziczonych zasad, moze zawiesc w
    godzinie proby. Juz to tu pisalam: 'nie pozwol, aby twoje zasady moralne
    odwiodly cie od zrobienia tego, co sluszne' - moralnosc bezrefleksyjna jest
    moralnoscia serwilistyczna, w ktorej zamiast uwaznosci, szacunku i milosci sa
    zasady. Tak jest latwiej, ale jesli nie umiemy (albo uwazamy, ze nie mamy
    prawa, bo od Boga sa np) ich bezustannie poddawac w watpliwosc, to ich sztywne
    stosowanie moze doprowadzic do cierpienia.
    Dobro nie ma zasad, ono po prostu istnieje jako wynik nieustannej, kochajacej
    uwaznosci.

    mam wrażenie, że w
    > Twoim ujęciu etyka jest czymś silnie zintelektualizowanym, wspartym o
    rozsądek,
    >
    > rozum; czy nie za bardzo...?

    Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 26.04.05, 11:39
    ziemiomorze napisała:

    [def. moralności]

    > Wlasnie o to Ciebie pytalam :-)

    nie mam takiej definicji, w znacznej mierze dlatego, że moja wizja świata nie
    jest uporządkowana.

    ale też i myślę, że można bez takiej definicji doskonale się obyć. ostatnio
    czytałem o takim porównaniu między filozofią zachodnią a indyjską - zachodnia
    ciągle buduje etyczne teorie, poszukuje źródeł etyki, tonie w wielosłowiu, a
    indyjska? po prostu jest etyczna, bez zbędnych spekulacji.



    > Znowu - jesli moralnosc nie jest wynikiem ciaglego, odwaznego kwestionowania
    i
    > uwaznej swiadomosci, a jedynie zbiorem odziedziczonych zasad, moze zawiesc w
    > godzinie proby. Juz to tu pisalam: 'nie pozwol, aby twoje zasady moralne
    > odwiodly cie od zrobienia tego, co sluszne' - moralnosc bezrefleksyjna jest
    > moralnoscia serwilistyczna, w ktorej zamiast uwaznosci, szacunku i milosci sa
    > zasady. Tak jest latwiej, ale jesli nie umiemy (albo uwazamy, ze nie mamy
    > prawa, bo od Boga sa np) ich bezustannie poddawac w watpliwosc, to ich
    sztywne
    > stosowanie moze doprowadzic do cierpienia.
    > Dobro nie ma zasad, ono po prostu istnieje jako wynik nieustannej, kochajacej
    > uwaznosci.

    z tym, że dobro nie ma zasad, to się zgadzam. ja tylko piałem, że można być
    właśnie dobrym bez tego, o czym mówiliśmy jeszcze wcześniej - bez zrywania z
    kontekstem kulturowym, bez chrzestu niewiary, bez wstrząsu światopoglądowego,
    bez obrotu o 180 stopni - co nie oznacza przecież, że bez tego elementu staje
    się dobroć czymś wykonywanym automatycznie, bezrefleksyjnie. Właściwie to z
    takim automatyzmem dobroć w ogóle mi się nie kojarzy, a raczej z pewnym
    instynktem, uczuciem, wrażliwością, i to nawet niekoniecznie wspartymi przez
    intelekt.
    być może nasz spór jest raczej nie nieporozumieniu oparty, niż rzeczywisty.

    > mam wrażenie, że w
    > > Twoim ujęciu etyka jest czymś silnie zintelektualizowanym, wspartym o
    > rozsądek,
    > >
    > > rozum; czy nie za bardzo...?
    >
    > Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,


    a co ma być ich źródłem ?
  • ziemiomorze 26.04.05, 13:35
    iwan_w napisał:
    > nie mam takiej definicji, w znacznej mierze dlatego, że moja wizja świata nie
    > jest uporządkowana.
    >
    > ale też i myślę, że można bez takiej definicji doskonale się obyć. ostatnio
    > czytałem o takim porównaniu między filozofią zachodnią a indyjską - zachodnia
    > ciągle buduje etyczne teorie, poszukuje źródeł etyki, tonie w wielosłowiu, a
    > indyjska? po prostu jest etyczna, bez zbędnych spekulacji.

    Kiedy pytalam o definicje pojecia, nie chodzilo mi o rozkoszowanie sie
    mozliwoscia owijania rzeczywistosci w slowa; raczej o uzgodnienie pojec, bo
    calkiem mozliwe, ze przez ten termin i Ty, i ja rozumiemy cos zgola innego (i
    wtedy cala dyskusja nie mialaby sensu).

    > z tym, że dobro nie ma zasad, to się zgadzam. ja tylko piałem, że można być
    > właśnie dobrym bez tego, o czym mówiliśmy jeszcze wcześniej - bez zrywania z
    > kontekstem kulturowym, bez chrzestu niewiary, bez wstrząsu światopoglądowego,
    > bez obrotu o 180 stopni - co nie oznacza przecież, że bez tego elementu staje
    > się dobroć czymś wykonywanym automatycznie, bezrefleksyjnie. Właściwie to z
    > takim automatyzmem dobroć w ogóle mi się nie kojarzy, a raczej z pewnym
    > instynktem, uczuciem, wrażliwością, i to nawet niekoniecznie wspartymi przez
    > intelekt.

    Wierze w to, ze taka wlasnie uwazna swiadomosc ksztaltuje sie wlasnie poprzez
    poddawanie w watpliwosc istniejacych zasad. Skad indziej moglaby?

    > być może nasz spór jest raczej nie nieporozumieniu oparty, niż rzeczywisty.

    Dlatego wlasnie prosilam o ustalenie pojec!

    > > Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,
    >
    > a co ma być ich źródłem ?

    Wola i wrazliwosc,

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 26.04.05, 15:27
    ziemiomorze napisała:

    > Kiedy pytalam o definicje pojecia, nie chodzilo mi o rozkoszowanie sie
    > mozliwoscia owijania rzeczywistosci w slowa; raczej o uzgodnienie pojec, bo
    > calkiem mozliwe, ze przez ten termin i Ty, i ja rozumiemy cos zgola innego (i
    > wtedy cala dyskusja nie mialaby sensu).

    ok, rozumiem, ale ja - nie mam własnej definicji moralności i nie podejmuję się
    takiej ad hoc budować; a nasz rozmowa przecież nie ograniczała się
    do 'moralności'? Ty zawsze chciałabyś mieć wszystko tak uporządkowane, ale to
    nie ze mną;)

    Właściwie to
    > z
    > > takim automatyzmem dobroć w ogóle mi się nie kojarzy, a raczej z pewnym
    > > instynktem, uczuciem, wrażliwością, i to nawet niekoniecznie wspartymi pr
    > zez
    > > intelekt.
    >
    > Wierze w to, ze taka wlasnie uwazna swiadomosc ksztaltuje sie wlasnie poprzez
    > poddawanie w watpliwosc istniejacych zasad. Skad indziej moglaby?

    naprawdę uważasz, że nie może być taki 'instynkt' być czymś wrodzonym albo
    wynikać z wychowania, z przyjęcia określonych zasad, i już?


    > > > Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,
    > >
    > > a co ma być ich źródłem ?
    >
    > Wola i wrazliwosc,

    ale wola też chyba musi mieć swoje źródło?
    a co z zasadami wyrozumowanymi?
  • ziemiomorze 27.04.05, 12:26
    iwan_w napisał:

    > ok, rozumiem, ale ja - nie mam własnej definicji moralności i nie podejmuję
    się
    >
    > takiej ad hoc budować; a nasz rozmowa przecież nie ograniczała się
    > do 'moralności'? Ty zawsze chciałabyś mieć wszystko tak uporządkowane, ale to
    > nie ze mną;)

    Przeciwnie, jestem spontaniczna balaganiara (mam swiadkow).
    Tyle, ze w dyskusji, jesli ma byc dluzsza i powazniejsza, warto ustalic na czym
    stoimy. Jesli uzywasz pojecia, jak mozesz nie wiedziec, co przez nie rozumiesz?

    > naprawdę uważasz, że nie może być taki 'instynkt' być czymś wrodzonym

    No jasne, ze nie.
    'Wrodzony instynkt moralny'? To skad w takim razie tak wielkie (zasadnicze)
    roznice w kodeksach moralnych roznych kultur w czasie i przestrzeni?

    albo
    > wynikać z wychowania, z przyjęcia określonych zasad, i już?

    Czyli juz nie geny, ale srodowisko?
    Z tym sie chetnie zgodze, bo wlasnie o tym pisze: zeby nie przejmowac ich
    bezrefleksyjnie, bo takie moralne heurystyki moga - w krytycznym momencie -
    przyniesc wiecej szkody, niz pozytku, zawiesc.

    > > > > Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,
    > > >
    > > > a co ma być ich źródłem ?
    > >
    > > Wola i wrazliwosc,
    >
    > ale wola też chyba musi mieć swoje źródło?
    > a co z zasadami wyrozumowanymi?

    Wiele razy probowalam dojsc do tego, gdzie ma poczatek moja wola
    kwestionowania, ale nie mam pojecia. Nazywam to wygodnie metapotrzeba i mam z
    glowy.
    Zasady wyrozumowane czyli np jakie?
    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 28.04.05, 10:08
    ziemiomorze napisała:

    > Przeciwnie, jestem spontaniczna balaganiara (mam swiadkow).
    > Tyle, ze w dyskusji, jesli ma byc dluzsza i powazniejsza, warto ustalic na
    czym stoimy. Jesli uzywasz pojecia, jak mozesz nie wiedziec, co przez nie
    rozumiesz?

    nie była moją intencją rozmowa o 'moralności', która kojarzy mi się raczej ze
    sztywnym kołnierzem i suchymi zasadami, a o tym, co by było bez Boga i czy
    natura ludzka jest dobra - czy zła.


    > 'Wrodzony instynkt moralny'? To skad w takim razie tak wielkie (zasadnicze)
    > roznice w kodeksach moralnych roznych kultur w czasie i przestrzeni?

    różnice są, ale bynajmniej nie zasadnicze - wręcz przeciwnie. zawsze i wszędzie
    przewija się wspólny rdzeń i to -począwszy chyba od odeksu hammurabiego... poza
    tym, nie na kodeksach bym się opierał, ale raczej na wartościach promowanych
    przez religie i filozofie - bo te mają mniejszy związek z aktualnym kontekstem
    historycznym, politycznym, społecznym, etc. - mierzą wyżej. I tutaj mamy
    właśnie zasadniczą zbieżność - skąd się wzięły podobieństwa w etyce
    chrześcijaństwa, taoizmu i buddyzmu, skoro każda z nich powstawała w innym
    miejscu, innym czasie i bez związku z pozostałymi...?


    > albo
    > > wynikać z wychowania, z przyjęcia określonych zasad, i już?
    >
    > Czyli juz nie geny, ale srodowisko?
    > Z tym sie chetnie zgodze, bo wlasnie o tym pisze: zeby nie przejmowac ich
    > bezrefleksyjnie, bo takie moralne heurystyki moga - w krytycznym momencie -
    > przyniesc wiecej szkody, niz pozytku, zawiesc.
    >
    > > > > > Skad - pisalam o swiadomosci i uwaznosci,
    > > > >
    > > > > a co ma być ich źródłem ?
    > > >
    > > > Wola i wrazliwosc,
    > >
    > > ale wola też chyba musi mieć swoje źródło?
    > > a co z zasadami wyrozumowanymi?
    >
    > Wiele razy probowalam dojsc do tego, gdzie ma poczatek moja wola
    > kwestionowania, ale nie mam pojecia. Nazywam to wygodnie metapotrzeba i mam z
    > glowy.

    a to bardzo wygodnie:)
    i nie może tutaj wchodzić w grę instynkt wrodzony albo coś na jego kształt (i
    nie pytaj co konkretnie, bo nie mam pojęcia, to nie ja jestem psychologiem;))

    > Zasady wyrozumowane czyli np jakie?


    no wiesz, wyprowadzone z intelektualnego oglądu rzeczywistości, sytuacji
    własnej i innych, powziętych założeń -
  • ivek 21.04.05, 12:41
    iwan_w napisał:

    > Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka przed
    > skokiem w przepaść, w mrok?

    Na pewno nie. Jakoś jeśli mi się chce skakać to tylko w górę.
    I dodam, że nie korzystam z uciech życia (bez lęku) wyłącznie w dosłownym znaczeniu.

    aaa i Dostojewskiego sobie bardzo cenię.

    Aj.

    --
    a nadto korzysta z uciech życia w dosłownym znaczeniu (alkohol, dansingi,
    wszczynanie burd)
    [donos na lewą rentę]
  • golden_lady 21.04.05, 12:48
    ivek napisał:
    > aaa i Dostojewskiego sobie bardzo cenię.


    A czytałeś "Białe noce" albo "Potulną" tegoż ?


  • iwan_w 21.04.05, 13:19
    golden_lady napisała:

    > ivek napisał:
    > > aaa i Dostojewskiego sobie bardzo cenię.
    >
    >
    > A czytałeś "Białe noce" albo "Potulną" tegoż ?


    Właśnie, a oglądałeś na ekranie Ostałowską jako Potulną?

    (cholera, nie jestem pewien, czy już o tym nie rozmawialiśmy - jeśli tak, to
    przywróć mnie do porządku)
    >
    >
  • golden_lady 21.04.05, 13:32
    Nie, niestety nie oglądałam

    Czy uważasz Dostojewskiego za zdrowego pod każdym względem?
    Ja mam pewne wątpliwości co do tego.
  • iwan_w 21.04.05, 14:34

    no, tak całkiem zdrowy to on z całą pewnością nie był, bo cierpiał na
    epilepsję - co rzutowało, o ile mi wiadomo, nie tylko na jego zdrowie fizyczne.

    nie czytałem jego listów, pamiętników ani biografii - oprócz jakichś tam
    urywków, ale za to wszystkie najważniejsze powieści i trochę opowiadań. Te
    wszystkie postaci, jakich nikt przed nim nie przedstawił, to ciągle obecna
    jakby podwyższona temperatura - to nie mogło wziąć się znikąd i raczej nie z
    obserwacji otoczenia.
  • ivek 21.04.05, 14:41
    niestety golden lady, nie. Czytałem Idiotę, ZiK, zaczalem czytac jakis czas temu
    Biesy.
    a oglądałem tylko jakieś amerykański crap na temat Braci Karamazow.

    Aj.

  • golden_lady 21.04.05, 15:47
    Ivek,

    jeśli tego nie czytałeś , to Ci bardzo polecam.
    Może odkryjesz nowe oblicze swojego mistrza :)

    A znasz może "Opowiastki filozoficzne" Woltera?
    Momentami rozśmieszają do łez.

  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 14:46
    Mogło się wziąć z obserwacji otoczenia, wszak ludzie tak naprawdę niewiele się
    zmieniają. Ludzkość czyni postęp, ale natura ludzka, zmienia się trudniej niż
    cywilizacja, w moim odczuciu.

    poza tym, co było znamienne przy lekturze Dostojewskiego dla mnie, że nawet,
    jeśli wciągała mnie akcja, musiałam robić sobie znczne przerwy w czytaniu.
    Trzeba było czasu na strawienie i ulożenie. Tylko przy jego książkach tak
    miałam: pociaganie i odpychanie.
  • iwan_w 21.04.05, 15:39
    wichrowe_wzgorza napisała:

    > Mogło się wziąć z obserwacji otoczenia, wszak ludzie tak naprawdę niewiele
    się
    > zmieniają.

    może nie do końca trafnie się wyraziłem - to były nie tylko jego obserwacje
    wewnętrzne, ale i zewnętrzne, tyle, że niewątpliwie silnie przefiltrowane przez
    doświadczenia wewnętrzne. Właściwie to nie ma pisarza, który byłby do niego
    podobny.

    Ludzkość czyni postęp, ale natura ludzka, zmienia się trudniej niż
    > cywilizacja, w moim odczuciu.


    ja bym powiedział więcej, że natura ludzka w swej istocie jest niezmienna, a
    powszechny postęp etyczny jest prawdopodobnie fikcją

    > poza tym, co było znamienne przy lekturze Dostojewskiego dla mnie, że nawet,
    > jeśli wciągała mnie akcja, musiałam robić sobie znczne przerwy w czytaniu.
    > Trzeba było czasu na strawienie i ulożenie. Tylko przy jego książkach tak
    > miałam: pociaganie i odpychanie.

    a to odwrotnie niż ja. bez żadnych przerw, w dzień i w nocy, aż dojechałem do
    końca;)
    no, ale to dawne dzieje - teraz już nie byłoby tak, chociażby z braku czasu.
  • golden_lady 21.04.05, 14:52
    Dla wszystkich zainteresowanych
    umieszczam pewien cytat, jaki znalazł się w opowiadaniu "Białe Noce" :

    " ... A może po to był stworzony,
    Ażeby chociaż krótką chwilę
    Przebyć w bliskości twego serca?..."

    I. Turgieniew


  • iwan_w 21.04.05, 13:08
    ivek napisał:

    > Na pewno nie. Jakoś jeśli mi się chce skakać to tylko w górę.

    No dobrze. Ale uważasz, że takich jak Ty jest większość? i że, jeśli
    im 'odebrać' wiarę w Boga, nie zmienią się?


    > aaa i Dostojewskiego sobie bardzo cenię.

    Ba. Świetnie się w jego doły wskakuje z wyżyn Nienackiego;))
  • ivek 21.04.05, 14:46
    > No dobrze. Ale uważasz, że takich jak Ty jest większość? i że, jeśli
    > im 'odebrać' wiarę w Boga, nie zmienią się?

    z danych GUS-u wynika, ze ponad 90% moich rodakow deklaruje przynaleznosc do
    jakiejs religii. Wiec tak nie jest.

    A ktoz moglby im odebrac wiare w Boga?

    No chyba, ze jakis pojazd wehikul czasu pod nazwa Niewierny Tomasz.

    Aj.
    PS. Jak juz uderzamy w takie wazne tematy, to zapytam sie Ciebie Iwanie i
    Ziemiomorze, czy nie uwazacie, ze w pewnej kwestii Jezus poniosl w sumie
    porazke, wiekszosc Zydow przeciez nie uwierzyla, iz jest Mesjaszem.
  • iwan_w 22.04.05, 11:57
    ivek napisał:

    > > No dobrze. Ale uważasz, że takich jak Ty jest większość? i że, jeśli
    > > im 'odebrać' wiarę w Boga, nie zmienią się?
    >
    > z danych GUS-u wynika, ze ponad 90% moich rodakow deklaruje przynaleznosc do
    > jakiejs religii. Wiec tak nie jest.
    >
    > A ktoz moglby im odebrac wiare w Boga?

    jakiś cud, na przykład. Ivek, ja wierzę w siłę Twoje wyobraźni.

    > No chyba, ze jakis pojazd wehikul czasu pod nazwa Niewierny Tomasz.

    o włąśnie;)
    i co wtedy, Twoim zdaniem?

    > Aj.
    > PS. Jak juz uderzamy w takie wazne tematy, to zapytam sie Ciebie Iwanie i
    > Ziemiomorze, czy nie uwazacie, ze w pewnej kwestii Jezus poniosl w sumie
    > porazke, wiekszosc Zydow przeciez nie uwierzyla, iz jest Mesjaszem.


    trudno jest mi sobie wyobrazić wspólną Żydom i wszystkim nacjom, które przyjęły
    chrześcijaństwo wspólną religię. Może więć ta porażka była naprawdę sukcesem,
    bo inaczej chrześcijańśtwo stałoby się religią zamkniętą w sobie, takim 'czymś'
    w rodzaju judaizmu?
  • ivek 22.04.05, 12:27
    Dziękuje za odpowiedź.

    Ale się nie zgodzę.
    > trudno jest mi sobie wyobrazić wspólną Żydom i wszystkim nacjom, które przyjęły
    >
    > chrześcijaństwo wspólną religię.

    a to dlaczego? Czy dobrze rozumiem, że gdyby większość Żydów propogowała
    chrześcijaństwo to Europa sprzed ponad 1,5 tys. lat by nie przejęła tradycji i
    zwyczajów?

    Aj.
  • iwan_w 22.04.05, 13:24
    ivek napisał:

    > Dziękuje za odpowiedź.

    ale co z odpowiedzia na moje pytanie, ha?
    >
    > Ale się nie zgodzę.
    > > trudno jest mi sobie wyobrazić wspólną Żydom i wszystkim nacjom, które pr
    > zyjęły
    > >
    > > chrześcijaństwo wspólną religię.
    >
    > a to dlaczego? Czy dobrze rozumiem, że gdyby większość Żydów propogowała
    > chrześcijaństwo to Europa sprzed ponad 1,5 tys. lat by nie przejęła tradycji i
    > zwyczajów?
    >
    > Aj.


    tak myślę, ale nie jest to pogląd głęboko przemyślany.
    dlaczego tak sądzę? no wiesz, sprawy polityczne, narodowościowe, historyczne i
    takie różne.
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 13:01
    Leszek Kołakowski w swojej książce "Jeśli Boga nie ma" pisze: "Istoty
    pozbawione wolności czynienia zła, byłyby pozbawione wolności <tout court>.
    Odwieczny dylemat wolności człowieka, polegającej na dokonywaniu wyborów,
    wolnych, zgodnych z naszymi pragnieniami, marzeniami...
    Natomiast, co do Dostojewskiego, nie raz pokazuje, że człowiek musi czasem
    śpaść na samo dno egzystencji, utarzać się w błocie własnego życia, żeby potem
    transcendentować stamtąd, ku dobru...

    Uwazam, że przed czynieniem zła mozna się powstrzymać, nie uznając Boga. Takim
    skutecznym hamulcem według mnie jest wrażliwość na tę drugą osobę, która obok
    nas, traktowanie jej z szacunkiem bez względu na to, kim jest, jaką ma pozycje
    w społeczeństwie, jak wygląda, w co wierzy lub nie...
  • m.malone 21.04.05, 13:35
    Wrażliwość w stosunku do innych (szacunek też). A także szacunek w stosunku do
    samego siebie. Normy postępowania ("moralne") dadzą się określić i bez wiary. No
    a ich przestrzeganie...
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • iwan_w 21.04.05, 13:46
    m.malone napisał:

    > Wrażliwość w stosunku do innych (szacunek też). A także szacunek w stosunku do
    > samego siebie. Normy postępowania ("moralne") dadzą się określić i bez wiary.
    N
    > o
    > a ich przestrzeganie...

    no właśnie? może decydującym czynnikiem jest strach przed tym, co po śmierci
    (kara, nagroda)?


  • procesor 21.04.05, 13:55
    iwan_w napisał:
    > no właśnie? może decydującym czynnikiem jest strach przed tym, co po śmierci
    > (kara, nagroda)?

    Kiedys - chyba bardzo mocnym.

    Tearz? miałabym duże watpliwości.

    Żeby było smieszniej gdzies czytałam że spora część wierzących (chrześcijan to
    tyczyło)nie wierzy z życie po śmierci..
    Inni znów nie wierzą w piekło. Na zasadzie "wszystkie darujesz mi i tak- nie
    jesteś przeciez drobiazgowy".

    Właśnie - skoro można tak się wybiórczo nauczyć wierzyć - czy warto nie wierzyć
    w życie po smierci? Moz e wygodniej wierzyć w raj gzdie wszytsko będzie
    wybaczone, po cóż pustka i nicość?
    :)
    --
    Nie odpłacaj złem człowiekowi, który się z toba spiera
    Odpłać dobrem człowiekowi, który ci zrobił coś złego
    Zachowaj sprawiedliwość wobec twego nieprzyjaciela.
    Bądź uśmiechnięty, kiedy jesteś z twoim przeciwnikiem
  • iwan_w 22.04.05, 11:59
    procesor napisała:

    > Właśnie - skoro można tak się wybiórczo nauczyć wierzyć - czy warto nie
    wierzyć
    > w życie po smierci? Moz e wygodniej wierzyć w raj gzdie wszytsko będzie
    > wybaczone, po cóż pustka i nicość?
    > :)


    pytanie, Procesor_ko, jest takie - czy wiary można się 'nauczyć'?
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 14:02
    > no właśnie? może decydującym czynnikiem jest strach przed tym, co po śmierci
    > (kara, nagroda)?
    Zapewne kara i nagroda, ale nie zastanawiam się nad tym, co posmierci otrzymam,
    ważniejsze są nagrody - w postaci poczucia spokoju "tu i teraz" i strach przed
    karą za jakieś działanie, który ściągnie na nas dyskomfort.
  • m.malone 21.04.05, 14:10
    wichrowe_wzgorza:

    > ważniejsze są nagrody - w postaci poczucia spokoju "tu i teraz" i strach przed
    > karą za jakieś działanie, który ściągnie na nas dyskomfort.

    I chyba o to chodziło temu stoikowi:)
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • iwan_w 21.04.05, 13:37
    wichrowe_wzgorza napisała:

    > Leszek Kołakowski w swojej książce "Jeśli Boga nie ma" pisze: "Istoty
    > pozbawione wolności czynienia zła, byłyby pozbawione wolności <tout court&#
    > 62;.

    kiedyś już się nad tym zastanawiałem, mianowicie:
    zgodzisz się, że zło jest stopniowane, prawda?

    dlaczego nie miałoby być tak, że pole wyboru zostałoby ograniczone do małego i
    średniego zła, bez możliwości wyboru dużego?

    to nadal byłaby wolność taka, jaką mamy - niepełna
    bo przecież nie mamy możliwości wyboru zła jeszcze większego niż 'duże', jakie
    można sobie wyobrazić - na przykład, bo ja wiem, zniszczenie całej populacji na
    ziemi przez jednego człowieka


    >> Uwazam, że przed czynieniem zła mozna się powstrzymać, nie uznając Boga.
    Takim
    > skutecznym hamulcem według mnie jest wrażliwość na tę drugą osobę, która obok
    > nas, traktowanie jej z szacunkiem bez względu na to, kim jest, jaką ma
    pozycje
    > w społeczeństwie, jak wygląda, w co wierzy lub nie...


    I taką wrażliwość ma większość czy mniejszość?
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 14:31
    iwan_w napisał:

    > wichrowe_wzgorza napisała:
    >
    > > Leszek Kołakowski w swojej książce "Jeśli Boga nie ma" pisze: "Istoty
    > > pozbawione wolności czynienia zła, byłyby pozbawione wolności <tout c
    > ourt&#
    > > 62;.
    >
    > kiedyś już się nad tym zastanawiałem, mianowicie:
    > zgodzisz się, że zło jest stopniowane, prawda?

    Jest. Mówi się o mniejszym/większym złu, co nie ulega wątpliwości, że złem
    pozostaje:)
    >
    > dlaczego nie miałoby być tak, że pole wyboru zostałoby ograniczone do małego
    i
    > średniego zła, bez możliwości wyboru dużego?
    >
    > to nadal byłaby wolność taka, jaką mamy - niepełna
    > bo przecież nie mamy możliwości wyboru zła jeszcze większego niż 'duże',
    jakie
    > można sobie wyobrazić - na przykład, bo ja wiem, zniszczenie całej populacji
    na
    >
    > ziemi przez jednego człowieka

    Hmmmm, nie sądzisz, że to byłoby wygodne i jednak pozbawiłoby ludzi możliwości
    doświadczenia, poznania? Dodam, że nie z sadyzmu to przekonanie, chyba my
    ludzie mamy taką naturę, że potrafimy cenić coś, co przychodzi nam w trudzie,
    często poprzez pokonanie zła, czy to tkwiącego w nas, czy poza nami.
    Co do jednostek - tyranów: nadal nie potrafimy dość bronić się, jako ogól przed
    takimi, dlatego, że ulegamy wpływom "mocy zewnętrznej"- jeszcze zbyt bardzo.

    > >> Uwazam, że przed czynieniem zła mozna się powstrzymać, nie uznając B
    > oga.
    > Takim
    > > skutecznym hamulcem według mnie jest wrażliwość na tę drugą osobę, która
    > obok
    > > nas, traktowanie jej z szacunkiem bez względu na to, kim jest, jaką ma
    > pozycje
    > > w społeczeństwie, jak wygląda, w co wierzy lub nie...
    >
    >
    > I taką wrażliwość ma większość czy mniejszość?

    Nie mnie sądzic o tym, gdyż znam mikroprocencik ludzi żyjących na tym świecie.
    Uważam jednak, że ludzie rodzą się z taką samą wrazliwością, ale w procesie
    dorastania, wychowania, kontaktach z ludzmi ulega ona przeobrażeniom. W każdym
    razie zaryzykuję tezę, że ludzie są z naturzy dobrzy, ale czasem mają duże
    przyzwoenie innych na złe postępowanie, ot.

  • yana 21.04.05, 14:48
    >> skutecznym hamulcem według mnie jest wrażliwość na tę drugą osobę
    > ale w procesie
    > dorastania, wychowania, kontaktach z ludzmi ulega ona przeobrażeniom

    Tylko jak przekonać ludzi, do wychowania w tej wrażliwości
    i do pozostania przy niej?
    Bo przecież wielu ją traci..
    I najczęściej odzyskuje właśnie poprzez wiarę w Boga.

    --
    Ya.
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 14:54
    Nie wiem, jak... Powiem wiecej: zastanawiam się ostatnio nad czym, czy warto,
    bo patrzę na mojego syna, dostrzegam już jego inność (nie tylko ja, nauczyciele
    też) i wątpię, nie w niego, tylko czy poradzi sobie w świecie, gdzie liczą się
    głownie ludzie z bardzo rozwiniętym "ja", przede wszystkim "ja".
  • yana 21.04.05, 15:23

    A może to właśnie przez to, że coraz mniej ludzi wierzy w Boga?
    Bo twierdzenie, że jesteśmy krajem katolickim
    jeszcze tej wiary nie potwierdza.
    W każdym bądź razie coraz mniej ludzi praktykuje
    i pogłębia swoją wiarę.

    --
    Ya.
  • yana 21.04.05, 15:26
    I ciekawe co będzie jeśli wszyscy przestaniemy wierzyć w Boga?
    Czy nie będzie się liczyło tylko "ja"?
    Co o tym myślicie?

    --
    Ya.
  • iwan_w 22.04.05, 12:01
    yana napisała:

    > I ciekawe co będzie jeśli wszyscy przestaniemy wierzyć w Boga?
    > Czy nie będzie się liczyło tylko "ja"?
    > Co o tym myślicie?
    >

    no właśnie o tym jest cały wątek!;)
  • wichrowe_wzgorza 22.04.05, 12:47
    Iwanie, dzięki Ci za ten wątek, ku pomyślunku:)
  • ziemiomorze 21.04.05, 14:49
    iwan_w napisał:

    > dlaczego nie miałoby być tak, że pole wyboru zostałoby ograniczone do małego
    i
    > średniego zła, bez możliwości wyboru dużego?
    >
    > to nadal byłaby wolność taka, jaką mamy - niepełna

    Tak, jak nie mozna byc 'mniej lub bardziej uczciwym', tak nie mozna
    byc 'niepelnie wolnym'.
    O wolnosci i moralnosci, zeby sie nie powtarzac:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=23003780&a=23010063

    > Takim
    > > skutecznym hamulcem według mnie jest wrażliwość na tę drugą osobę, która
    > obok
    > > nas, traktowanie jej z szacunkiem bez względu na to, kim jest, jaką ma
    > pozycje
    > > w społeczeństwie, jak wygląda, w co wierzy lub nie...
    >
    >
    > I taką wrażliwość ma większość czy mniejszość?

    Jakie znaczenie ma ilosc takich osob?

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 21.04.05, 15:30
    ziemiomorze napisała:

    najpierw link:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=23003780&a=23012907

    a tutaj tylko ta końcówka:


    > > I taką wrażliwość ma większość czy mniejszość?
    >
    > Jakie znaczenie ma ilosc takich osob?

    bo chciałbym wiedzieć, jacy są ludzie - najlepiej, żeby tych wrażliwych była
    większość. Dla Ciebie taka statystyka nie ma znaczenia? Dlaczego?
  • yana 21.04.05, 15:36
    Teraz to już chyba przesadziłeś..
    Kto i jak miałby Ci zrobić taką statystykę?
    I jakie są wg Ciebie kryteria tej wrażliwości?

    > najlepiej, żeby tych wrażliwych była
    > większość
    czyli oczekujesz, że ktoś napisze że tych wrażliwych jest większość
    żebyś mógł spać spokojnie? nie rozumiem..

    --
    Ya.
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 15:43
    Cóż, tu na nic statystyki, lecz odwaga poznawania, zajrzenia "głębeiej".
    Większość z nas bardzo głęboko ukrywa swoją wrażliwość, czułość, dobrą naturę z
    lęku przed zranieniem, wykorzystaniem, bólem...
  • ziemiomorze 21.04.05, 13:15
    Troche tak, jakbys sie pytal, ateisci maja prawo do moralnosci
    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 21.04.05, 13:43

    pewnie, że mają

    chodzi o to, że gdyby nagle - ateistami stali się wszyscy, to co? stworzyli by
    porządek moralny gorszy czy lepszy od tego, jaki mamy?

    i jaki jest człowiek z natury? jak się rodzi, to jest w nim więcej skłonności
    do dobra (Rousseau, taoizm, chrześcijaństwo chyba), czy do zła (Hobbes,
    Schopenhauer, Rochefoucauld, Nietzsche - mniej więcej)?
  • procesor 21.04.05, 13:47
    Kazdy sie miga od powiedzenia wprost? :)

    Więcej jest tego co dobre - w moim odczuciu.
    Ale możliwość zła tez jest w każdym.
    Chyba nie istnieje istota organicznie nie potrafiąca czynić zła.

    Gdybym nagle stała sie ateistką - nie zaczełabym nagle mordowac ludzi, tarzac
    sie w rozpuście i co tam jeszcze z grzesznikami się skojarzy.. :)



    --
    Nie odpłacaj złem człowiekowi, który się z toba spiera
    Odpłać dobrem człowiekowi, który ci zrobił coś złego
    Zachowaj sprawiedliwość wobec twego nieprzyjaciela.
    Bądź uśmiechnięty, kiedy jesteś z twoim przeciwnikiem
  • baabett 21.04.05, 13:58
    procesor napisała:

    > Gdybym nagle stała sie ateistką - nie zaczełabym nagle mordowac ludzi, tarzac
    > sie w rozpuście i co tam jeszcze z grzesznikami się skojarzy.. :)

    ale czy sumienie jest czymś wrodzonym człowiekowi czy nabytkiem kulturowym..?

    --
    Upss...
  • m.malone 21.04.05, 14:05
    Procesor:

    > Gdybym nagle stała sie ateistką - nie zaczełabym nagle mordowac ludzi, tarzac
    > sie w rozpuście i co tam jeszcze z grzesznikami się skojarzy.. :)

    No dobra, jestem ateistą, a dokładniej jestem przekonany, że po mojej smierci
    nie ma nic. Ale - tez nie morduję (choc pewnie w obronie własnej pewnie mógłbym
    zabić), ani się nie tarzam itd. Nie uważam - to do Iwana_w - że spotka mnie kara
    czy nagroda. Chyba lęk np. przed wiecznym potępieniem powinien być wiekszy niż
    przed sankcjami kodeksu karnego. Nie jest istotne też "co inni powiedzą o mnie".
    Nieprzypadkowo kiedyś przytoczyłem "modlitwę" przypisywaną Markowi Aureliuszowi.
    A tak naprawdę jest to wezwanie czy prośba do samego siebie o odwagę,
    cierpliwość i rozsądek :)
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • procesor 21.04.05, 14:11
    Widzisz a mój teść jest z zasadzie wierzący.. a do czasu jak mi sam mówił nie
    bardzo wierzył że cos jest po tym jak człowieka juz zakopią. :) Tak mi nagle isę
    przypomniało.

    Aż .. uwierzył.
    I tak mu zostało.
    --
    Nie odpłacaj złem człowiekowi, który się z toba spiera
    Odpłać dobrem człowiekowi, który ci zrobił coś złego
    Zachowaj sprawiedliwość wobec twego nieprzyjaciela.
    Bądź uśmiechnięty, kiedy jesteś z twoim przeciwnikiem
  • procesor 21.04.05, 14:13
    m.malone napisał:
    > Procesor:
    "Gdybym nagle stała sie ateistką - nie zaczełabym nagle mordowac ludzi, tarzac
    sie w rozpuście i co tam jeszcze z grzesznikami się skojarzy.. :)"
    > No dobra, jestem ateistą, a dokładniej jestem przekonany, że po mojej smierci
    > nie ma nic. Ale - tez nie morduję (choc pewnie w obronie własnej pewnie
    > mógłbym zabić), ani się nie tarzam itd.

    Wiem, wiem.
    Bo ja ateizmu nie utożsamiam z brakiem norm moralnych.
    Dlatego tez wiem że brak wiary u mnie nie spowodowałby bym inaczej postępowała.

    Kurcze no nie potrafię wyobrazic sobei siebie jako ateistki. :)

    Spadam stąd na razie.
    Czas już, czas, a dyskusja wciąga.. :)

    --
    Nie odpłacaj złem człowiekowi, który się z toba spiera
    Odpłać dobrem człowiekowi, który ci zrobił coś złego
    Zachowaj sprawiedliwość wobec twego nieprzyjaciela.
    Bądź uśmiechnięty, kiedy jesteś z twoim przeciwnikiem
  • m.malone 21.04.05, 14:18

    >Bo ja ateizmu nie utożsamiam z brakiem norm moralnych

    No, to było do pytania Z.
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • iwan_w 21.04.05, 14:26
    procesor napisała:

    > Kazdy sie miga od powiedzenia wprost? :)

    dokładnie:))

    >
    > Więcej jest tego co dobre - w moim odczuciu.

    oto, co chciałem usłyszeć:)
    ale - popatrz - czy nie jest charakterystyczne (a może to świadomie, nie wiem),
    że użyłaś zwrotu 'w moim odczuciu', a nie - na przykład - 'w moim przekonaniu'?
    jakby to w gruncie rzeczy nie dawało się i tak zmierzyć intelektem, a raczej -
    właśnie odczuć.

    > Ale możliwość zła tez jest w każdym.
    > Chyba nie istnieje istota organicznie nie potrafiąca czynić zła.

    tak absolutnie nie potrafiąca - chyba nie... chociaż?

  • yana 21.04.05, 14:13
    Też się kiedyś nad tym zastanawiałam.. Trudno przewidzieć..
    Mogę tylko pisać o sobie..
    Kiedy nie wierzyłam w Boga przed złem powstrzymywały
    mnie jedynie konsekwencje prawne i zdrowotne:
    To znaczy nie kradłam, nie ćpałam itp...
    Ale działalność charytatywna wydawała mi się stratą czasu..
    Bo po co marnować swój krótki czas życia?
    No chyba, że mamy w tym jakiś interes..
    Np. chcemy poczuć się lepsi, bardziej dowartościowani,
    bardziej potrzebni..

    Teraz wierzę w Boga i ta wiara, przede wszystkim, motywuje mnie do rozwoju,
    a przez to do innego spojrzenia na drugiego człowieka.. I być może też w ten
    sposób powstrzymuje przed złem.

    --
    Ya.
  • blue_as_can_be 22.04.05, 14:57

    yana napisała:

    > Kiedy nie wierzyłam w Boga przed złem powstrzymywały
    > mnie jedynie konsekwencje prawne i zdrowotne> Kiedy nie wierzyłam w Boga
    przed złem powstrzymywały
    > mnie jedynie konsekwencje prawne i zdrowotne

    no to gratulacje... ciesze sie, ze sie wtedy nie spotkalysmy. szczerze mowiac,
    jesli z kolei teraz to glownie religia Cie powstrzymuje, to jeszcze mniej mam
    ochote Cie spotkac.
  • yana 22.04.05, 16:01
    Nie narzucam się..
    W takim środowisku się wychowałam.
    Teraz jestem dorosła i mogę coś z tym zrobić :-)
    --
    Ya.
  • yana 22.04.05, 16:26
    A religia nie jest dla mnie żadnym "straszakiem".
    Raczej pomogła mi zrozumieć co jest w życiu ważne.

    --
    Ya.
  • ziemiomorze 21.04.05, 15:02
    iwan_w napisał:
    > chodzi o to, że gdyby nagle - ateistami stali się wszyscy, to co? stworzyli
    by
    > porządek moralny gorszy czy lepszy od tego, jaki mamy?

    Zalezy, czy bylibysmy zdolni do wolnosci.
    Czy w miejscu Boga nie ustawilibysmy kogos innego (sytuacja po rewolucji w
    ZSRR - nie ma Boga, jest Stalin). Jesli Boga zastepuje sie innym autorytetem,
    sytuacja jest taka sama, bo nadal nie ma wolnosci (znowu - pisalam o tym poscie
    powyzej forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=23003780&a=23010063 )
    Sytuacja w krajach od dawna ateistycznych (Francja np) daje do myslenia. Widzi
    sie tam masowe zaiteresowanie ruchami new-ageowymi (w Paryzu zawod astrologa
    jest jednym z najbardziej popularnych - i poplatnych - zrodel dochodu). Czyli -
    nie ma Boga, ale na wolnosc nie jestesmy gotowi, 'cos musi tam byc', nad nami,
    zero odpowiedzialnosci, niech sie tym zajma inni (chocby i program
    astrologiczny pod Windowsami).

    > i jaki jest człowiek z natury? jak się rodzi, to jest w nim więcej skłonności
    > do dobra (Rousseau, taoizm, chrześcijaństwo chyba), czy do zła (Hobbes,
    > Schopenhauer, Rochefoucauld, Nietzsche - mniej więcej)?

    Czlowiek z natury jest jak zwierze - zaden. Ani dobry ani zly.
    To kultura stwarza oceny i wartosciowanie, czyli trzebaby sie zastanowic nad
    tym, jaki jest czlowiek z kultury.
    Powodzenia,

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 21.04.05, 16:02
    ziemiomorze napisała:

    rozjechała się nam rozmowa trochę. o wolności i autorytetach napisałem już
    trochę wyżej.

    > Zalezy, czy bylibysmy zdolni do wolnosci.

    no dobra, przechodząc od pytań do odpowiedzi - myślę, że nie. Właściwie, to
    jestem zdania że religia będzie istnieć po kres ludzkości - śmierć jednej
    będzie zarazem początkiem następnej. I będzie to religia, a nie ateistyczna
    filozofia; bez zaświatów się nie obejdzie.
    Dlaczego?
    Chyba dlatego, że cierpienia i śmierci nie uda się nigdy wypchać poza ludzkie
    doświadczenie. To raz. A po drugie - ułomność ludzkiej natury jest jej
    niezmienną, immanentną cechą.


    Czyli -
    >
    > nie ma Boga, ale na wolnosc nie jestesmy gotowi, 'cos musi tam byc', nad
    nami,
    > zero odpowiedzialnosci, niech sie tym zajma inni (chocby i program
    > astrologiczny pod Windowsami).


    uważaz, że to jest pożądany kierunek? wolność od religii, autorytetów,
    wszystkiego, co spoza?

    z zerem odpowiedzialności to chyba przesada. nie nazwałabyś buddyzmu
    religią/filozofią kształtującą właśnie postawę odpowiedzialności? i w
    chrześcijaństwie to chyba istnieje, ale w mniejszym natężeniu.

    > Czlowiek z natury jest jak zwierze - zaden. Ani dobry ani zly.
    > To kultura stwarza oceny i wartosciowanie, czyli trzebaby sie zastanowic nad
    > tym, jaki jest czlowiek z kultury.
    > Powodzenia,

    ja to wszystko wiem, Zetto. może inaczej - jaki jest człowiek z natury (geny,
    punkt zero) z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej albo buddyjskiej; z
    natury, to znaczy - w punkcie zero? jakie instynkty, skłonności przeważają?
    jaki jest ich wektor? o ile jest to do określenia.

    jak już to ustalimy, będziemy wiedzieć, jaki jest człowiek z kultury;)
  • ziemiomorze 21.04.05, 17:03
    iwan_w napisał:

    > no dobra, przechodząc od pytań do odpowiedzi - myślę, że nie. Właściwie, to
    > jestem zdania że religia będzie istnieć po kres ludzkości - śmierć jednej
    > będzie zarazem początkiem następnej. I będzie to religia, a nie ateistyczna
    > filozofia; bez zaświatów się nie obejdzie.

    Przeciez mozna byc wolnym w religii. Skad pomysl, ze nie?

    > Dlaczego?
    > Chyba dlatego, że cierpienia i śmierci nie uda się nigdy wypchać poza ludzkie
    > doświadczenie. To raz.

    Zeby zaakceptowac cierpienie i smierc, nie trzeba religii.

    > A po drugie - ułomność ludzkiej natury jest jej
    > niezmienną, immanentną cechą.

    Tak samo jak jej doskonalosc, madralo.
    :-)

    > uważaz, że to jest pożądany kierunek? wolność od religii, autorytetów,
    > wszystkiego, co spoza?

    Uwazam, ze dazenie do swiadomosci i zyskiwania mozliwosci wyboru (zauwaz, ze to
    wcale nie oznacza odrzucenia cytowanych przec ciebie wartosci, jedynie zmiane
    ich miejsca) to jedyny kierunek.

    > z zerem odpowiedzialności to chyba przesada. nie nazwałabyś buddyzmu
    > religią/filozofią kształtującą właśnie postawę odpowiedzialności? i w
    > chrześcijaństwie to chyba istnieje, ale w mniejszym natężeniu.

    System nie ma znaczenia, wazna jest jakosc wiary.
    Znam niemozliwie dogmatycznego buddyste, ktory odpowiedzialnosci sie uparcie
    pozbawia ('bo moja sangha..' ;-)

    > ja to wszystko wiem, Zetto. może inaczej - jaki jest człowiek z natury (geny,
    > punkt zero) z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej albo buddyjskiej; z
    > natury, to znaczy - w punkcie zero? jakie instynkty, skłonności przeważają?
    > jaki jest ich wektor? o ile jest to do określenia.

    Oceniac mozna tylko w momencie tu i teraz; czy jesli przeprowadzisz staruszke
    przez ulice, a potem kopniesz jej ratlerka, to jestes dobry czy zly?
    Pytania o 'ogolna nature' w moim przekonaniu nie maja sensu. Ani nie ma tego
    jak zmierzyc (jakie sa jednostki dobra? jakie zla?), a po drugie - ciagle
    jeszcze ten swiat istnieje, (i jest to piekny swiat)
    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 22.04.05, 12:59
    ziemiomorze napisała:

    > Przeciez mozna byc wolnym w religii. Skad pomysl, ze nie?

    z tego co napisałaś wynika, że jest to bardzo rzadkie. szerzej w podwątku u
    góry.

    > > Dlaczego?
    > > Chyba dlatego, że cierpienia i śmierci nie uda się nigdy wypchać poza lud
    > zkie
    > > doświadczenie. To raz.
    >
    > Zeby zaakceptowac cierpienie i smierc, nie trzeba religii.

    nieliczni być może nie potrzebują do takiej akceptacji religii. większość -
    potrzebuje, i to, moim zdaniem, nie ulegnie zmianie.

    > > A po drugie - ułomność ludzkiej natury jest jej
    > > niezmienną, immanentną cechą.

    > Tak samo jak jej doskonalosc, madralo.
    > :-)

    nieeee, nie tak samo:)
    ułomność rozumiem bardzo szeroko, jako cechę charakteryzującą ludzkie istnienie
    w ogóle, jako swoistego rodzaju zawieszenie pomiędzy niebem (tym, jak mogłoby
    zdaniem ludzi być, jak chcieliby, żeby było - raj na ziemi, złoty wiek, utopia,
    wielkie ideały, szczytne intencje) a piekłem. Wiesz, taka rzeczywistość
    pośrodku, taka sobie i bylejaka, ułomna, uwierająca. Ale też i nie piekło;)


    > Uwazam, ze dazenie do swiadomosci i zyskiwania mozliwosci wyboru (zauwaz, ze
    to
    >
    > wcale nie oznacza odrzucenia cytowanych przec ciebie wartosci, jedynie zmiane
    > ich miejsca) to jedyny kierunek.

    ale Twoim zdaniem ludzie będą w tym kierunku właśnie podążać?

    > System nie ma znaczenia, wazna jest jakosc wiary.
    > Znam niemozliwie dogmatycznego buddyste, ktory odpowiedzialnosci sie uparcie
    > pozbawia ('bo moja sangha..' ;-)

    W systemie też jest różnica. W buddyzmie położony jest nacisk na
    odpowiedzialność za własne czyny - koncepcja karmana, brak Boga. W
    chrześcijaństwie trochę inaczej - chociażby wiara niektórych w to, że o
    zbawieniu nie decydują dobre uczynki, tylko łaska Boga, albo pogląd, że jest On
    tak miłosierny, że nikogo nie skaże na piekło - obojętne, jaki nie byłby
    człowiek na ziemi.

    > Oceniac mozna tylko w momencie tu i teraz; czy jesli przeprowadzisz staruszke
    > przez ulice, a potem kopniesz jej ratlerka, to jestes dobry czy zly?
    > Pytania o 'ogolna nature' w moim przekonaniu nie maja sensu. Ani nie ma tego
    > jak zmierzyc (jakie sa jednostki dobra? jakie zla?), a po drugie - ciagle
    > jeszcze ten swiat istnieje, (i jest to piekny swiat)

    wiesz, niedawno w księgarni widziałem opasłe, psychologiczne tomiszcze
    (opracowanie ziorowe) poświęcone zagadnieniem natury ludzkiej - dobra czy zła.
    nie kupiłe, bo wydaję pieniądze na inne książki;), ale - czy ich pytania nie
    mają sensu?

    na przykład agresja - jest wrodzonym instynktem czy cechą nabytą?
    jak zmierzyć? no wiesz, może jakoś konwencjonalnie, tak jak mówiłem - według
    powszechnie przyjętej etyki.

    nie da się?
  • ziemiomorze 22.04.05, 15:24
    iwan_w napisał:
    > > Przeciez mozna byc wolnym w religii. Skad pomysl, ze nie?
    >
    > z tego co napisałaś wynika, że jest to bardzo rzadkie. szerzej w podwątku u
    > góry.

    Nic, co trudne, nie jest czeste. I?

    > > Zeby zaakceptowac cierpienie i smierc, nie trzeba religii.
    >
    > nieliczni być może nie potrzebują do takiej akceptacji religii. większość -
    > potrzebuje, i to, moim zdaniem, nie ulegnie zmianie.

    Czy lepiej podsuwac im religie jako latwe wyjscie czy jako trudne, ale
    uwalniajace?

    > nieeee, nie tak samo:)
    > ułomność rozumiem bardzo szeroko, jako cechę charakteryzującą ludzkie
    > istnienie
    > w ogóle, jako swoistego rodzaju zawieszenie pomiędzy niebem (tym, jak mogłoby
    > zdaniem ludzi być, jak chcieliby, żeby było - raj na ziemi, złoty wiek,
    > utopia,
    > wielkie ideały, szczytne intencje) a piekłem. Wiesz, taka rzeczywistość
    > pośrodku, taka sobie i bylejaka, ułomna, uwierająca. Ale też i nie piekło;)

    Ja to widze inaczej.
    Raczej nie bylejakosc, ale fantastyczne i inspirujace - jesli juz - pomieszanie
    nieba i piekla. Krancowe okrucienstwo i altruizm, genialne dziela stworzone z
    pasji i leniwe nicnierobienie na kanapie.
    Spotkalam sie w swoim zyciu z tyloma przykladami powyzszych, ze wlasnie tak to
    widze. Jakby tak to dodac jedno do drugiego i wymieszac, i podzielic na dwa, to
    by wyszlo cos neutralnie szarego, ale tego sie wlasnie nie da dodac i wymieszac.

    > ale Twoim zdaniem ludzie będą w tym kierunku właśnie podążać?

    Nie mam pojecia. Moze?
    Caly czas probujesz to ujac w ramy statystyki: 'ale ilu?, 'ale czy wiekszosc?'
    Sorry za ocieranie sie o trywializmy, ale najwazniejsze, co mozesz zrobic, to
    zajac sie soba i w ten sposob wplywac na innych - jesli Twoja postawa bedzie
    wlasciwa, a Tobie nie zabraknie odwagi, to inni ja przejma.

    > W systemie też jest różnica. W buddyzmie położony jest nacisk na
    > odpowiedzialność za własne czyny - koncepcja karmana, brak Boga. W
    > chrześcijaństwie trochę inaczej - chociażby wiara niektórych w to, że o
    > zbawieniu nie decydują dobre uczynki, tylko łaska Boga, albo pogląd, że jest
    On
    >
    > tak miłosierny, że nikogo nie skaże na piekło - obojętne, jaki nie byłby
    > człowiek na ziemi.

    Zdawalo mi sie, ze znam wykladnie obu tych religii dosc gruntownie, wiec nie o
    tym chcialam rozmawiac.
    W xianstwie jest bardzo bezposredni, wzruszajacy i prawdziwy (na ile moge to
    czuc) nurt mistyczny, niewiele majacy wspolnego z calym dogmatyzmem i
    konserwatyzmem instytucji. Buddyzm, jak widac na przykladzie mojego znakomitego
    kolegi, mozna traktowac ultrapowaznie, na kleczkach i - w efekcie - zabic jego
    idee.
    Jeszcze raz - nie chodzi o religie, ale i jakosc wyznania - o wierzacego.

    > wiesz, niedawno w księgarni widziałem opasłe, psychologiczne tomiszcze
    > (opracowanie ziorowe) poświęcone zagadnieniem natury ludzkiej - dobra czy
    zła.
    > nie kupiłe, bo wydaję pieniądze na inne książki;), ale - czy ich pytania nie
    > mają sensu

    Najmniejszego. Jesli w badaniach wyjdzie, ze jestsmy ok, to co? Jesli naukowcy
    udowodnia, ze nie jestesmy ok, to co?
    No i - to nie bedzie objawiona prawda, tyklo wyniki jakis smiesznych
    profesorkow z Princetown czy skadinand, podwazone w nastepnym opaslym tomie
    przez innych smiesznych profesorkow, ktorych wyniki zakwestionuja inni....
    Wlasnie dlatego, ze takie badania nie maja sensu.

    > na przykład agresja - jest wrodzonym instynktem czy cechą nabytą?

    A jesli jest wrodzonym instynktem, to co?
    A jesli jest cecha nabyta, to co?

    > jak zmierzyć? no wiesz, może jakoś konwencjonalnie, tak jak mówiłem - według
    > powszechnie przyjętej etyki.
    >
    > nie da się?

    Mam dosc uboga wyobraznie i naprawde nie potrafie.To znaczy - staruszka przez
    ulice = +5 punktow, kopniecie ratlerka = -5 punktow? I co, obserwacja wybranej,
    reprezetatywnej statystycznie populacji przez powiedzmy piec miesiecy? I jesli
    wiekszosc bedzie pod kreska (punkty minusowe), to znaczy, ze ludzkosc jest zla?

    Powiedz, ile prawdy w tym bedzie?
    Jestes pewien, ze mozna zlapac Boga za piete?
    Hihihihi,





    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 22.04.05, 15:54

    dzisiaj już nie zdążę odpowiedzieć, Zetto. Postaram się coś nasmarować, ale
    chyba nie wcześniej niż w poniedziałek.
  • hsirk 22.04.05, 16:28
    Andrzej Bursa


    Z zabaw i gier dziecięcych

    Gdy ci się wszystko znudzi
    spraw sobie aniołka i staruszka
    gra się tak:
    podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
    aniołek spuszcza główkę
    dasz staruszkowi 5 groszy
    aniołek podnosi główkę
    stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
    aniołek spuszcza główkę
    ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
    aniołek podnosi główkę
    wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
    aniołek spuszcza główkę
    powiesz staruszkowi "szczęść Boże"
    aniołek podnosi główkę
    i tak dalej
    potem idź spać
    przyśni ci się aniołek albo diabełek
    jak aniołek wygrałeś
    jak diabełek przegrałeś
    jak ci się nic nie przyśni
    r e m i s
  • iwan_w 25.04.05, 11:37
    ziemiomorze napisała:

    > iwan_w napisał:
    > > > Przeciez mozna byc wolnym w religii. Skad pomysl, ze nie?
    > >
    > > z tego co napisałaś wynika, że jest to bardzo rzadkie. szerzej w podwątku
    > u
    > > góry.
    >
    > Nic, co trudne, nie jest czeste. I?

    No nic, tylko wniosek, że większość wierzących nie jest wolna - w Twoim ujęciu.


    > > > Zeby zaakceptowac cierpienie i smierc, nie trzeba religii.
    > >
    > > nieliczni być może nie potrzebują do takiej akceptacji religii. większość
    > -
    > > potrzebuje, i to, moim zdaniem, nie ulegnie zmianie.
    >
    > Czy lepiej podsuwac im religie jako latwe wyjscie czy jako trudne, ale
    > uwalniajace?

    zależy, dla kogo. dla nich lepiej, żeby wyjście było łatwiejsze. nie uważasz,
    że chciałabyś przed ludźmi postawić zbyt wysokie, nierealizowalne moim zdaniem,
    wymagania? przypomina mi się w tym miejscu Legenda o Wielkim Inkwizytorze z
    Braci Karamazow, który to - dla dobra ludzkości - uwięził odwiedzającego po raz
    drugi ziemię Chrystusa.

    [...]

    >> Caly czas probujesz to ujac w ramy statystyki: 'ale ilu?, 'ale czy
    wiekszosc?'
    > Sorry za ocieranie sie o trywializmy, ale najwazniejsze, co mozesz zrobic, to
    > zajac sie soba i w ten sposob wplywac na innych - jesli Twoja postawa bedzie
    > wlasciwa, a Tobie nie zabraknie odwagi, to inni ja przejma.

    Niee, nie ma we mnie ambicji zmieniania, ulepszania ludzi. Rzecz tylko w tym,
    że ja chciałbym bardzo wiedzieć, jacy są - dla siebie, bo to buduje moją wizję
    świata, wpływa na mnie.


    > > W systemie też jest różnica. W buddyzmie położony jest nacisk na
    > > odpowiedzialność za własne czyny - koncepcja karmana, brak Boga. W
    > Zdawalo mi sie, ze znam wykladnie obu tych religii dosc gruntownie, wiec nie
    o
    > tym chcialam rozmawiac.
    > W xianstwie jest bardzo bezposredni, wzruszajacy i prawdziwy (na ile moge to
    > czuc) nurt mistyczny, niewiele majacy wspolnego z calym dogmatyzmem i
    > konserwatyzmem instytucji. Buddyzm, jak widac na przykladzie mojego
    znakomitego
    >
    > kolegi, mozna traktowac ultrapowaznie, na kleczkach i - w efekcie - zabic
    jego
    > idee.
    > Jeszcze raz - nie chodzi o religie, ale i jakosc wyznania - o wierzacego.

    oczywiście zgadzam się, że chodzi o jakość, ale, moim zdaniem, w systemie też
    istnieje różnica - i tak uważam, że buddyzm (generalnie - bo są takie nurty,
    jak na przykład amidyzm, bardzo do chrześcijaństwa zbliżone) bardziej niż
    chrześcijaństwo sprzyja budowaniu postawy odpowiedzialności, samodzielności.


    >> Najmniejszego. Jesli w badaniach wyjdzie, ze jestsmy ok, to co? Jesli
    naukowcy
    > udowodnia, ze nie jestesmy ok, to co?
    > No i - to nie bedzie objawiona prawda, tyklo wyniki jakis smiesznych
    > profesorkow z Princetown czy skadinand, podwazone w nastepnym opaslym tomie
    > przez innych smiesznych profesorkow, ktorych wyniki zakwestionuja inni....
    > Wlasnie dlatego, ze takie badania nie maja sensu.
    >
    > > na przykład agresja - jest wrodzonym instynktem czy cechą nabytą?
    >
    > A jesli jest wrodzonym instynktem, to co?
    > A jesli jest cecha nabyta, to co?

    jeśli jest cechą nabytą, to można uznać racje chcoaiżby taoistów, a jeśli nie,
    to uznać racje Hobbesa - na przykład; wiedza taka mogłaby wspomagać albo obalać
    określone poglądy filozoficzne czy religijne, z którymi ktoś chciałby się
    identyfikować - albo nie,

    >[o badaniach]>
    > Powiedz, ile prawdy w tym bedzie?
    > Jestes pewien, ze mozna zlapac Boga za piete?
    > Hihihihi,


    no dobra, poddaję się. ale tylko na razie;)
  • ziemiomorze 25.04.05, 13:03
    iwan_w napisał:

    > No nic, tylko wniosek, że większość wierzących nie jest wolna - w Twoim
    ujęciu.

    To nie zalezy od religijnosci; ateisci moga byc tak samo uwiazani jak wierzacy,
    wiec raczej 'wiekszosc ludzi nie jest wolna'.

    > > Czy lepiej podsuwac im religie jako latwe wyjscie czy jako trudne, ale
    > > uwalniajace?
    >
    > zależy, dla kogo. dla nich lepiej, żeby wyjście było łatwiejsze.

    Jestes pewien?
    Mi sie wydaje, ze wybieranie latwiejszego to znak dopiero naszych czasow.
    Przedtem wybieranie trudnego, ale np. honorowego byc moze rowniez nie bylo
    specjalnie popularne, ale bywalo cenione - dzis raczej smieszy, bo
    to 'frajerstwo'.

    nie uważasz,
    > że chciałabyś przed ludźmi postawić zbyt wysokie, nierealizowalne moim
    > zdaniem,
    > wymagania?

    Nie. Wiem, ze mozna je realizowac.
    Nie chodzi mi o wynik, ale o wole probowania.

    > przypomina mi się w tym miejscu Legenda o Wielkim Inkwizytorze z
    > Braci Karamazow, który to - dla dobra ludzkości - uwięził odwiedzającego po
    > raz
    > drugi ziemię Chrystusa.

    I w ten sposob potraktowal ludzi jak bande niemowlat.
    Ja wole swoich wyborow dokonywac sama, sama zdecydowac, czy uwierze w nowego
    proroka.

    > Niee, nie ma we mnie ambicji zmieniania, ulepszania ludzi.

    No to pomysl o tym z perspektywy egoisty: o ile lepiej zyje sie w swiecie
    pelnym myslacych, refleksyjnych ludzi (ktorzy np. recykluja swoje smieci albo
    sa swiadomymi konsumentami).

    > Rzecz tylko w tym,
    > że ja chciałbym bardzo wiedzieć, jacy są - dla siebie, bo to buduje moją
    > wizję świata, wpływa na mnie.

    No wlasnie - nie tylko w ten sposob. Ci ludzie takze wybieraja Twoj rzad, ich
    preferencje ksztaltuja takze Twoje media itd. Maja realny wplyw na Twoje zycie.

    > > Jeszcze raz - nie chodzi o religie, ale i jakosc wyznania - o wierzacego.
    >
    > oczywiście zgadzam się, że chodzi o jakość, ale, moim zdaniem, w systemie też
    > istnieje różnica - i tak uważam, że buddyzm (generalnie - bo są takie nurty,
    > jak na przykład amidyzm, bardzo do chrześcijaństwa zbliżone) bardziej niż
    > chrześcijaństwo sprzyja budowaniu postawy odpowiedzialności, samodzielności.

    Tak, ale to jest jak z mlotkiem: niezaleznie od jego jakosci - czy bedzie mial
    raczke z tytanu czy sosnowa, i tak mozesz go uzyc do wbijania gwozdzi albo do
    walenia kogos zlosliwie w glowe. Twoj wybor, a mlotek to tylko mlotek.

    > > > na przykład agresja - jest wrodzonym instynktem czy cechą nabytą?
    > >
    > > A jesli jest wrodzonym instynktem, to co?
    > > A jesli jest cecha nabyta, to co?
    >
    > jeśli jest cechą nabytą, to można uznać racje chcoaiżby taoistów, a jeśli
    nie,
    > to uznać racje Hobbesa - na przykład; wiedza taka mogłaby wspomagać albo
    > obalać
    > określone poglądy filozoficzne czy religijne, z którymi ktoś chciałby się
    > identyfikować - albo nie,

    Caly czas masz wybor.
    Widzisz, mi sie uparcie wydaje, ze to raczej kwestia wiary niz wiedzy.

    > >[o badaniach]>
    > > Powiedz, ile prawdy w tym bedzie?
    > > Jestes pewien, ze mozna zlapac Boga za piete?
    > > Hihihihi,
    >
    > no dobra, poddaję się. ale tylko na razie;)

    Ok, to czekam :-)


    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 26.04.05, 09:02
    ziemiomorze napisała:

    > To nie zalezy od religijnosci; ateisci moga byc tak samo uwiazani jak
    wierzacy, wiec raczej 'wiekszosc ludzi nie jest wolna'.

    O tę większość właśnie mi chodziło...

    > Mi sie wydaje, ze wybieranie latwiejszego to znak dopiero naszych czasow.
    > Przedtem wybieranie trudnego, ale np. honorowego byc moze rowniez nie bylo
    > specjalnie popularne, ale bywalo cenione - dzis raczej smieszy, bo
    > to 'frajerstwo'.

    Moim zdaniem, nie jest to znak tylko naszych czasów, ale znak, który towarzyszy
    ludzkości od tysiącleci. I - by trzymać się sfery światopoglądowej - weźmy
    taoizm i buddyzm. Pierwotna filozofia taoizmu, wsparta na poglądach Laozi i
    Zhuangzi, doskonale obywała się bez bóstw, bez osobowego Boga, była filzofią z
    tego świata, akceptującą śmierć jako konieczny element naturalnego porządku
    natury. Nie minęło kilka wieków, jak doszło do cudownego rozmnożenia
    wszelakich, wpływających na sprawy świata bóstw, stworzenia rozbudowanego
    panteonu nieśmiertelnych, w karby filozofii wprzęgnięto alchemię i magię, a Ci,
    którzy ówcześnie nazywali się taoistami, nie ustawali w poszukiwaniu
    nieśmiertelności - co w istocie zaprzeczało tezom taoizmu pierwotnego.
    A buddyzm? Pierwotny buddyzm therawady był wymagający i surowy, nakładał na
    dążącą do oświecenia jednostkę duże zobowiązania, bo to od niej i tylko od niej
    zależało uwolnienie się od sansary. I tego ludzie nie unieśli. Stąd idea
    bodhisattwy stworzona przez buddyzm mahajany, bodhisattwy, a więc tego, który
    pomaga ludziom w przeprawieniu się na drugi brzeg, zdejmując z ich barków spory
    ciężar. Rozbudowaniu uległy też zaświaty, panteon bóstw, pojawiły się obrządki
    rytualne, kulty...
    Podobnie rzecz się miała w Chinach z konfucjanizmem - generalnie, wymagające
    filzofie przekształcały się więc w religie, religie mniej od ludzi wymagające i
    dające recepty na nieśmiertelność i tym podobne.
    Dlatego, jak pisałem wcześniej, 'dzięki' cierpieniu, smierci i 'ułomności'
    ludzkiej natury religie nie umrą.



    > Nie. Wiem, ze mozna je realizowac.
    > Nie chodzi mi o wynik, ale o wole probowania.

    jw.

    > I w ten sposob potraktowal ludzi jak bande niemowlat.
    > Ja wole swoich wyborow dokonywac sama, sama zdecydowac, czy uwierze w nowego
    > proroka.

    ale po co wymagać od ludzi czegoś, czego nie będą w stanie zrealizować? burzyć
    ich względny spokój, wpędzać we frustrację? kiedyś już wspominałem na forum
    historię o pewnym hiszpańskim księdzu, który, sam będąc ateistą, utrzymywał
    ludzi swojej gminy w złudzeniu wiary, dla ich dobra.

    > > Niee, nie ma we mnie ambicji zmieniania, ulepszania ludzi.
    >
    > No to pomysl o tym z perspektywy egoisty: o ile lepiej zyje sie w swiecie
    > pelnym myslacych, refleksyjnych ludzi (ktorzy np. recykluja swoje smieci albo
    > sa swiadomymi konsumentami).

    o, to akurat są wymagania realizowalne:)

    > No wlasnie - nie tylko w ten sposob. Ci ludzie takze wybieraja Twoj rzad, ich
    > preferencje ksztaltuja takze Twoje media itd. Maja realny wplyw na Twoje
    zycie.

    jak powiedziałaś wcześniej - zajmij się sobą, a inni pójdą za Tobą. na gruncie
    wyborczym i preferencji medialnych jakoś się to nie sprawdza, wciąż inni nie
    chcą głosować jak ja i nie chcą oglądać filmów, które uważam za cenne;)
    coż na to poradzę, że vox populi, vox diaboli;)


    > Tak, ale to jest jak z mlotkiem: niezaleznie od jego jakosci - czy bedzie
    mial
    > raczke z tytanu czy sosnowa, i tak mozesz go uzyc do wbijania gwozdzi albo do
    > walenia kogos zlosliwie w glowe. Twoj wybor, a mlotek to tylko mlotek.

    no, ale jednak to różnica - trzonek sosnowy a tytanowy...


    [natura ludzka, badania itd.]

    > Caly czas masz wybor.
    > Widzisz, mi sie uparcie wydaje, ze to raczej kwestia wiary niz wiedzy.

    być może masz rację, bo to zdaje się i z wypowiedzi w tym wątku wynikać.

    > > no dobra, poddaję się. ale tylko na razie;)
    >
    > Ok, to czekam :-)

    uprzedzam tylko, że to może długo potrwać:)
  • ziemiomorze 26.04.05, 10:17
    iwan_w napisał:

    > ale po co wymagać od ludzi czegoś, czego nie będą w stanie zrealizować?

    Przeciez sa wlasnie.
    I - jak ja niby moge wymagac, iwan, co Ty. Ja sie, jak napisalam, zajmuje soba,
    co moze ew. kogos zainspirowac, tak jak ja sie inspiruje innymi.

    > burzyć
    > ich względny spokój, wpędzać we frustrację? kiedyś już wspominałem na forum
    > historię o pewnym hiszpańskim księdzu, który, sam będąc ateistą, utrzymywał
    > ludzi swojej gminy w złudzeniu wiary, dla ich dobra.

    Tak, i potem go kanonizowali czy cos w tym stylu.
    Jesli istnienie moich staran czy taka pisanina jak ta burzy kogos i frustruje,
    to dobrze. Jesli to w nim oddzwieka, to znaczy, ze nie ma w nim tego spokoju, o
    ktorym piszesz, albo to wlasnie ten spokoj go frustruje, ze chce zmiany.
    Ludzie daja sie burzyc tylko wtedy, kiedy tego sa, i kiedy sa na to gotowi.
    Jesli nie, to zwyczajnie burzy nie zauwaza, albo nawet nasmaruja sie olejkiem i
    wyciagna lezaczki...

    > > Tak, ale to jest jak z mlotkiem: niezaleznie od jego jakosci - czy bedzie
    > mial
    > > raczke z tytanu czy sosnowa, i tak mozesz go uzyc do wbijania gwozdzi alb
    > o do
    > > walenia kogos zlosliwie w glowe. Twoj wybor, a mlotek to tylko mlotek.
    >
    > no, ale jednak to różnica - trzonek sosnowy a tytanowy...

    Nie, to tworzenie sensow. Dla ciesli w kazdym razie,


    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • iwan_w 26.04.05, 11:57
    ziemiomorze napisała:

    > iwan_w napisał:
    >
    > > ale po co wymagać od ludzi czegoś, czego nie będą w stanie zrealizować?
    >
    > Przeciez sa wlasnie.

    są w stanie? no przecież cały czas prezentuję stanowisko, że nie są! jak widać,
    pozostaje nam tylko okopać się;)

    >> Tak, i potem go kanonizowali czy cos w tym stylu.
    > Jesli istnienie moich staran czy taka pisanina jak ta burzy kogos i
    frustruje,
    > to dobrze. Jesli to w nim oddzwieka, to znaczy, ze nie ma w nim tego spokoju,
    o ktorym piszesz,

    pewnie jest to spokój podszyty lękiem, co się ujawnia zwłaszcza w momentach
    próby i na starośc, ale czy to oznacza, że trzeba ten lęk w ludziach pogłębiać?
    odbierać ten względny spokój?

    albo to wlasnie ten spokoj go frustruje, ze chce zmiany.
    > Ludzie daja sie burzyc tylko wtedy, kiedy tego sa, i kiedy sa na to gotowi.
    > Jesli nie, to zwyczajnie burzy nie zauwaza, albo nawet nasmaruja sie olejkiem
    i wyciagna lezaczki...




  • ziemiomorze 26.04.05, 12:25
    iwan_w napisał:
    > > > ale po co wymagać od ludzi czegoś, czego nie będą w stanie zrealizo
    > wać?
    > >
    > > Przeciez sa wlasnie.
    >
    > są w stanie? no przecież cały czas prezentuję stanowisko, że nie są! jak
    widać,
    >
    > pozostaje nam tylko okopać się;)

    Ale z czego wnioskujesz, ze nie sa?
    (wlasnie pacnelam Cie sniezka)

    > pewnie jest to spokój podszyty lękiem, co się ujawnia zwłaszcza w momentach
    > próby i na starośc, ale czy to oznacza, że trzeba ten lęk w ludziach
    > pogłębiać?
    > odbierać ten względny spokój?

    Jesli ktos ma ochote zyc w tym podszytym lekiem blotku, to jego wybor. Jesli
    nie ma, to predzej czy pozniej znajdzie droge wyjscia - wtedy wlasnie przydaja
    sie inni, kotrzy juz na niej sa.

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • saskia123 21.04.05, 13:47
    A nie zapominacie przypadkiem, że większość krwawych jatek na tym świecie
    odbywa się z Bogiem i w imię Boga?
    --
    - Jakie pan ma poglądy?
    - Takie, jak pisała wczorajsza "Trybuna"
    - No, a nie ma pan własnego zdania?
    - Mam, ale się z nim nie zgadzam!
  • procesor 21.04.05, 13:51
    saskia123 napisała:
    > A nie zapominacie przypadkiem, że większość krwawych jatek na tym świecie
    > odbywa się z Bogiem i w imię Boga?

    A pewnie.
    Z tym że wtedy ten bóg tak naprawdę ma na imie "własny interes"..

    A że wykorzystuje się w tym imię Boga? Cóż, strategia.. jakoś trzeba było
    zagrzewac do boju..
    Absurd, to fakt.
    Ale Ameryka w tym tez poszła do przodu - teraz walczy sie w imię wolności..
    aaaaa, nie to już chyba było? ;P Nie ma to jak walka o pokój.

    --
    Nie odpłacaj złem człowiekowi, który się z toba spiera
    Odpłać dobrem człowiekowi, który ci zrobił coś złego
    Zachowaj sprawiedliwość wobec twego nieprzyjaciela.
    Bądź uśmiechnięty, kiedy jesteś z twoim przeciwnikiem
  • bazylia7 21.04.05, 14:11
  • m.malone 21.04.05, 14:16

    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • bazylia7 21.04.05, 14:29
  • wichrowe_wzgorza 21.04.05, 14:41
    ... na ile ulegamy "takim" czasom?:)))))
    pzdr
  • iwan_w 21.04.05, 14:48
  • blue_as_can_be 21.04.05, 14:22
    wiecie co, ostatnio przychodzi mi do glowy coraz czesciej, ze byc moze nie
    istnieje ani dobro ani zlo - przynajmniej w potocznym rozumieniu. jesli
    przyjrzymy sie uwaznie sytuacjom, w ktorych ludzie uwazaja, ze doswiadczyli od
    kogos zla, to czesto okazuje sie, ze poczucie to bierze sie z DOMNIEMANEJ
    przez "ofiare" intencji "kata". i jesli uczciwie spojrzec na "kata", to czesto
    stwierdzamy, ze faktycznie nie mial zadnych zlych intencji, lecz dzialal
    zgodnie z wlasnymi pogladami / ograniczeniami / instynktem (niepotrzebne
    skreslic). czy tsunami samo w sobie jest ZLEM? czy jest moralnie odpowiedzialne
    za szkody ktore wyrzadza?

    byc moze wiekszosc wyrzadzanych krzywd odczuwamy jako krzywdy, poniewaz
    przypisujemy ludziom nieprawdziwe intencje...
  • ziemiomorze 22.04.05, 00:35
    Buddysci powiadaja, ze nie ma dobra ani zla, jest cierpienie albo jego brak.
    Normy dobra/zla zaleza od kultury, sa zmienne w czasie i przestrzeni, a
    cierpienie jest albo go nie ma, nie ma z czym dyskutowac, nie ma watpliwosci
    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • hsirk 22.04.05, 00:41
    prawie sie zgadzam

    tyle ze znowu "cierpienie" jako slowo jest zbyt naladowane emocjami

    wole "komfort" i dyskomfort"
  • ziemiomorze 22.04.05, 01:28
    fajnie, ze wolisz
    ale


    jak cie cos napieprza, to napieprza.

    kiedy odchodzi ktos wazny - trzaskajac Cie drzwiami w twarz to nie czujesz
    dyskomfortu, tylko rozdzierajacy bol.

    tak sobie mysle, ze czujesz - mam nadzieje, ze nie calkiem wystygles,
    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • hsirk 22.04.05, 12:52
    no i sama wpadasz troche w sidla egzaltacji

    "napieprza"

    "odchodz...wazny, trzaskajac drzwiami"

    przyklady nacechowane duzym natezeniem bolu i emocji

    a np. lekki bol kolana

    albo sredni?



    mi nie chodzi o brak czycia - to sprawa indywidualna i kazdy rozne rzeczy
    odczuwa inaczej



    jestem natomiast zdecydowanie przeciwny naduzywaniu slow niosacych duze emocje

    zwlaszcza przy opisywaniu ideologii (jaka jest buddyzm w koncu) dla innych

    bo moga to roznie zinterpretowac


    a naturalna konsekwencja kazdej wznioslej ideologii, nasaczonej emocjami

    sa obozy koncentracyjne
  • ziemiomorze 22.04.05, 16:39
    Nie wiem, czy zauwazyles, twoje watpliwosci mozna odwrocic: 'Dyskomfort' na
    opisywanie sytuacji w obozie koncentracyjnym? Nie wyobrazam sobie.

    I z drugiej strony - kiedy boli mnie zab, nie mysle o tym, o ile bol moze byc
    gorszy (nie mysle o bolu umierania, rozstania na zawsze etc); to jest moj bol,
    jest teraz i nie moge go zniesc - znowu - nie nazwe tego 'dykomfortem',
    tylko 'cierpieniem'

    Wlasnie o to chodzi, ze mozna wrzucic do tego worka wszystko - i bestialstwo i
    skrecenie kostki, ze jest zerojedynkowe, a kazdy sam wyznacza jego wartosc.

    Kto moze ocenic, czyje ciepienie jest wieksze? Ktore zasluzy na
    nazwanie 'cierpieniem', a ktore jest 'dyskomfortem'? Mozesz przedstawic jakas
    czytelna tabelke 'obiektywnosci' oceny cierpienia i - obok, dla jasnosci -
    dyskomfortu?

    Do stosow i obozow doprowadza wlasnie proba 'obiektywizacji', ustalenia
    odgornego. Slowa 'zlo' i 'dobro' sa takimi wlasnie probami odgornych ustalen,
    drogowskazow bardzo mylacych, bo dowolnie interpetowalnych, nie uwiazanych w
    czyms tak realnym, jak bol (tylko odgornych wskazowkach slusznosci lub jej
    braku).

    Cierpienie jest jednoznaczne. Boli mnie, obojetnie czy Tobie sie to wyda
    uzasadnione i jak bardzo, ja cierpie i to ja oceniam, jak moj bol jest wielki.




    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • hsirk 22.04.05, 16:42
    nadal nie rozumiesz

    no trudno - luczsze wytlumaczyc nie potrafie

    w koncu nie musimy sie zawsze zgadzac
  • ziemiomorze 23.04.05, 01:25
    hsirk napisał:

    > nadal nie rozumiesz
    >
    > no trudno - luczsze wytlumaczyc nie potrafie
    >
    > w koncu nie musimy sie zawsze zgadzac

    Rozmowa z Toba najczesciej konczy sie wlasnie tym chwytem retorycznym.
    Mam nieodparte wrazenie, ze ty nadal nei rozumiesz.
    Ale trudno - wieksza ochote mam isc spac.
    W koncu nie chodzi o to, zebys zrozumial,


    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • hsirk 23.04.05, 10:25
    skad ten jad ? - tego rzeczywiscie nie rozumiem


    ale, jesli oczekujesz poklonu poddanczego to ok: mialas racje, jestes
    madrzejsza, i wszystkie twoje teorie nie maja dziur


    a w ogole to wyluzuj troszku
  • luty10 23.04.05, 11:47
    hsirk napisał:

    > skad ten jad ? - tego rzeczywiscie nie rozumiem
    >
    >
    > ale, jesli oczekujesz poklonu poddanczego to ok: mialas racje, jestes
    > madrzejsza, i wszystkie twoje teorie nie maja dziur
    >
    >
    > a w ogole to wyluzuj troszku


    tez troszku wyluzuj, bo nudny sie stajesz z tym swoim przy..sry.waniem..:)
  • hsirk 23.04.05, 12:10
    ja jestem tylko czowiekiem i moge bladzic i moge nawet byc nudny...

    ale Ty... swiety, co przysrywa, to dopiero groteska



    uszanowanie
  • luty10 23.04.05, 12:14
    hsirk napisał:

    > ja jestem tylko czowiekiem i moge bladzic i moge nawet byc nudny...
    >
    > ale Ty... swiety, co przysrywa, to dopiero groteska
    >
    >
    >
    > uszanowanie

    a kto powiedzial, ze swiety i ze przysryw.a?
  • hsirk 23.04.05, 12:43
    na swietego sie wydatnie kreujesz


    a przysrales np. rybowi przed chwila
  • luty10 23.04.05, 12:45
    hsirk napisał:

    > na swietego sie wydatnie kreujesz

    moze to Ty kreujesz mnie na swietego...:)
    >
    >
    > a przysrales np. rybowi przed chwila

    nie przysralem...doszedlem do wniosku...wolno?
  • hsirk 23.04.05, 12:50
    wszystko wolno...

    ale jak robisz jakies rzeczy

    nie dziw sie ze inni moga to oceniac inaczej niz ty o tym myslisz

    i nizbys chcial
  • luty10 23.04.05, 12:54
    hsirk napisał:

    > wszystko wolno...
    >
    > ale jak robisz jakies rzeczy
    >
    > nie dziw sie ze inni moga to oceniac inaczej niz ty o tym myslisz
    >
    > i nizbys chcial

    nie mam chcenia...ale jak ktos wypisuje nonsensy, to musza byc tego przyczyny...
    nie wymyslam ludziom od durniow i pojebo.w...:)
  • mistyfikacja13 23.04.05, 12:58
    widzisz luty, też nie jest to moim zwyczajem, jednak jak zaatakuje mnie chamsko
    ktoś taki jak maruśka, nie jestem wstanie sie powstrzymać.
  • luty10 23.04.05, 13:12
    mistyfikacja13 napisała:

    > widzisz luty, też nie jest to moim zwyczajem, jednak jak zaatakuje mnie
    chamsko
    >
    > ktoś taki jak maruśka, nie jestem wstanie sie powstrzymać.

    chetnie pogadam, ale lubie wiedziec z kim...:)
  • m.malone 23.04.05, 13:20
    mistyfikacja13 napisała:

    > widzisz luty, też nie jest to moim zwyczajem, jednak jak zaatakuje mnie
    chamsko ktoś taki jak maruśka, nie jestem wstanie sie powstrzymać.

    Będzie troszkę OT, ale może też coś dla Lutego, jeśli jeszcze go to interesuje.
    Niedobrze, że "nie jesteś w stanie się powstrzymać". Niedobrze, że ktoś taki jak
    maruśka może sprawić, że odczuwasz cierpienie(czy raczej zniecierpliwienie) albo
    dyskomfort. Moja zerowa reakcja nie wynika z tego, że się powstrzymuję, tylko po
    prostu - jest na tym forum trochę osób (albo nicków), które lubię, szanuję i
    których wypowiedzi mogłyby mnie dotknąc. Żadną miarą nie należy do nich
    wspomniany przez Ciebie marusia, ani pod tym nickiem, ani pod żadnym innym.
    Takich traktuję jak np. literówkę w czyjejś wypowiedzi, czyli _nic. Dobra,
    trochę to długie, ale kiedyś Luty z dziesięć razy wzywałeś mnie do "tablicy".
    Bez skutku. No to teraz wiesz dlaczego.





    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • luty10 23.04.05, 13:25
    m.malone napisał:

    > mistyfikacja13 napisała:
    >
    > > widzisz luty, też nie jest to moim zwyczajem, jednak jak zaatakuje mnie
    > chamsko ktoś taki jak maruśka, nie jestem wstanie sie powstrzymać.
    >
    > Będzie troszkę OT, ale może też coś dla Lutego, jeśli jeszcze go to
    interesuje.
    > Niedobrze, że "nie jesteś w stanie się powstrzymać". Niedobrze, że ktoś taki
    ja
    > k
    > maruśka może sprawić, że odczuwasz cierpienie(czy raczej zniecierpliwienie)
    alb
    > o
    > dyskomfort. Moja zerowa reakcja nie wynika z tego, że się powstrzymuję, tylko
    p
    > o
    > prostu - jest na tym forum trochę osób (albo nicków), które lubię, szanuję i
    > których wypowiedzi mogłyby mnie dotknąc. Żadną miarą nie należy do nich
    > wspomniany przez Ciebie marusia, ani pod tym nickiem, ani pod żadnym innym.
    > Takich traktuję jak np. literówkę w czyjejś wypowiedzi, czyli _nic. Dobra,
    > trochę to długie, ale kiedyś Luty z dziesięć razy wzywałeś mnie do "tablicy".
    > Bez skutku. No to teraz wiesz dlaczego.

    w jakiej sprawie Cie wzywalem...?
    >
    >
    >
    >
    >
  • m.malone 23.04.05, 13:27

    w jakiej sprawie Cie wzywalem...?

    jesli nie pamiętasz, to dobrze, bo to naprawdę nieważne:)
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • luty10 23.04.05, 13:28
    luty10 napisał:

    > m.malone napisał:
    >
    > > mistyfikacja13 napisała:
    > >
    > > > widzisz luty, też nie jest to moim zwyczajem, jednak jak zaatakuje
    > mnie
    > > chamsko ktoś taki jak maruśka, nie jestem wstanie sie powstrzymać.
    > >
    > > Będzie troszkę OT, ale może też coś dla Lutego, jeśli jeszcze go to
    > interesuje.
    > > Niedobrze, że "nie jesteś w stanie się powstrzymać". Niedobrze, że ktoś t
    > aki
    > ja
    > > k
    > > maruśka może sprawić, że odczuwasz cierpienie(czy raczej zniecierpliwieni
    > e)
    > alb
    > > o
    > > dyskomfort. Moja zerowa reakcja nie wynika z tego, że się powstrzymuję, t
    > ylko
    > p
    > > o
    > > prostu - jest na tym forum trochę osób (albo nicków), które lubię, szanuj
    > ę i
    > > których wypowiedzi mogłyby mnie dotknąc. Żadną miarą nie należy do nich
    > > wspomniany przez Ciebie marusia, ani pod tym nickiem, ani pod żadnym inny
    > m.
    > > Takich traktuję jak np. literówkę w czyjejś wypowiedzi, czyli _nic. Dobra
    > ,
    > > trochę to długie, ale kiedyś Luty z dziesięć razy wzywałeś mnie do "tabli
    > cy".
    > > Bez skutku. No to teraz wiesz dlaczego.
    >
    > w jakiej sprawie Cie wzywalem...?


    acha, chyba sobie przypominam...chcialem wiedziec czy wybaczasz...

    > >
    > >
    > >
  • m.malone 23.04.05, 13:33
    > chyba sobie przypominam...chcialem wiedziec czy wybaczasz.

    Tak, to chciałes wiedzieć. Tyle, ze nie miałem nic do wybaczenia. A dlaczego...
    p.wyżej. I nic na to nie poradzę, choć może to o mnie źle świadczy.

    Pozdrawiam
    MM

    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • luty10 23.04.05, 13:38
    m.malone napisał:

    > > chyba sobie przypominam...chcialem wiedziec czy wybaczasz.
    >
    > Tak, to chciałes wiedzieć. Tyle, ze nie miałem nic do wybaczenia. A
    dlaczego...
    > p.wyżej. I nic na to nie poradzę, choć może to o mnie źle świadczy.
    >
    > Pozdrawiam
    > MM
    >
    jednak posluzyles sie slowem 'gowno', co jakos nie zgadza sie z tym,
    o czym piszesz do mistyfikacji...
  • m.malone 23.04.05, 13:44
    Zdarza się. To są słowa z języka polskiego. A ja nie jestem ministrantem
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • luty10 23.04.05, 13:52
    m.malone napisał:

    > Zdarza się. To są słowa z języka polskiego. A ja nie jestem ministrantem

    fajnie i masz z glowy..'nie jestem ministrantem' moze marusia i xy2 tez nie sa
    mnistrantami...?:))i tez posluguja sie polszczyzna...
  • m.malone 23.04.05, 15:47
    Jesteś upierdliwy. OK, na tym kończę śmiecenie w tym wątku:)
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • luty10 23.04.05, 16:00
    m.malone napisał:

    > Jesteś upierdliwy. OK, na tym kończę śmiecenie w tym wątku:)

    Porzadkowy Malone zakonczyl dyskusje...? :))
  • mistyfikacja13 23.04.05, 13:39
    OK, nie powinnam była dać sie sprowokować, ale swój chamski post skierowała
    bezpośrednio do mnie. Nie rozumiem na jakiej podstawie nicki komandos czy
    marusia_ogoniok nazywają mnie szmatą, ścierą do podłogi,qrwą, dziwką
    niedoj.ebana.
    nie wątpię w inteligencję komandosa czy maruśki, ale ktos, kto w taki sposób
    obraża innych jest tylko ludzkim śmieciem, nie wartym żadnej uwagi i
    zainteresowania
  • luty10 23.04.05, 13:42
    mistyfikacja13 napisała:

    > OK, nie powinnam była dać sie sprowokować, ale swój chamski post skierowała
    > bezpośrednio do mnie. Nie rozumiem na jakiej podstawie nicki komandos czy
    > marusia_ogoniok nazywają mnie szmatą, ścierą do podłogi,qrwą, dziwką
    > niedoj.ebana.
    > nie wątpię w inteligencję komandosa czy maruśki, ale ktos, kto w taki sposób
    > obraża innych jest tylko ludzkim śmieciem, nie wartym żadnej uwagi i
    > zainteresowania

    xy2..?
  • mistyfikacja13 23.04.05, 13:44
    a co to za różnica?
  • luty10 23.04.05, 13:48
    mistyfikacja13 napisała:

    > a co to za różnica?

    powiedzialem Ci, ze lubie wiedziec z kim gadam...:)
    zwrocilas sie do mnie bezposrednio...wiec dlatego zapytalem kim jestes...:)
  • mistyfikacja13 23.04.05, 13:49
    a co, jak jestem xy2 to ty też po mnie pojedziesz?
  • luty10 23.04.05, 13:53
    mistyfikacja13 napisała:

    > a co, jak jestem xy2 to ty też po mnie pojedziesz?

    nie pojade...:)
  • mistyfikacja13 23.04.05, 13:59
    nie wiem czemu tej osobie tak zalezy na tym żeby mnie upokorzyć?

    a tak wogóle, to co mnie to. dziwie sie tylko, że są ludzie którzy zachwycaja
    sie marusia-komandosem. bo fakt, że kilka lat temu pisał inaczej nie świadczy o
    niczym, może jedynie o tym że długo ukrywal swoją prawdziwą twarz
  • luty10 23.04.05, 14:11
    mistyfikacja13 napisała:

    > nie wiem czemu tej osobie tak zalezy na tym żeby mnie upokorzyć?
    >
    > a tak wogóle, to co mnie to. dziwie sie tylko, że są ludzie którzy zachwycaja
    > sie marusia-komandosem. bo fakt, że kilka lat temu pisał inaczej nie świadczy
    o
    >
    > niczym, może jedynie o tym że długo ukrywal swoją prawdziwą twarz

    ludzie maja rozne upodobania, z tym trzeba sie pogodzc...
    nie uzalaj sie nad soba...ucz sie...:))

  • mistyfikacja13 23.04.05, 14:13
    nie użalam sie nad sobą, mylisz sie
  • luty10 23.04.05, 14:16
    mistyfikacja13 napisała:

    > nie użalam sie nad sobą, mylisz sie

    napisalas o ich checi upokorzenia Ciebie...stad moje wnioski o uzalaniu sie..
  • mistyfikacja13 23.04.05, 14:20
    tak to jest- jak ktoś ma kompleksy, stara sie przelać je na innych. poznałam to
    bardzo dobrze i wiem, że takim nie należy pomagać tylko uciekać jak najdalej. a
    później mówią, jak to ich życie skrzywdziło, bo oni są tacy cudowni i wrażliwi,
    a ten zły świat obrócił sie przeciwko nim. robią z siebie męczenników, którzy
    czują sie prawie jak ukrzyżowani.
    może jak sie uda zrzucić społeczeńswu piętno krzyża, życie będzie wyglądało
    inaczej. i może tych z BPD będzie mniej
  • luty10 23.04.05, 14:27
    mistyfikacja13 napisała:

    > tak to jest- jak ktoś ma kompleksy, stara sie przelać je na innych. poznałam
    to
    >
    > bardzo dobrze i wiem, że takim nie należy pomagać tylko uciekać jak najdalej.
    a
    >
    > później mówią, jak to ich życie skrzywdziło, bo oni są tacy cudowni i
    wrażliwi,
    >
    > a ten zły świat obrócił sie przeciwko nim. robią z siebie męczenników, którzy
    > czują sie prawie jak ukrzyżowani.
    > może jak sie uda zrzucić społeczeńswu piętno krzyża, życie będzie wyglądało
    > inaczej. i może tych z BPD będzie mniej

    mysle, ze do kazdego przypadku 'zakompleksionego' nalezy podejsc
    indywidualnie...:)
  • mistyfikacja13 23.04.05, 14:30
    a ja to olewam. ludzie zakompleksieni są bardzo wredni a ja wole takich
    szerokim łukiem omijać.
    po co mam później przeżywac i płakać jak ktos mnie obraza
  • luty10 23.04.05, 14:35
    mistyfikacja13 napisała:

    > a ja to olewam. ludzie zakompleksieni są bardzo wredni a ja wole takich
    > szerokim łukiem omijać.
    > po co mam później przeżywac i płakać jak ktos mnie obraza

    przezywasz i placzesz?
  • hsirk 23.04.05, 12:58
    masz chcenie, bo wypisujesz

    nie masz nakazu zeby kontrolowac czyjej wpisy, ani ci za to nie placa

    zwlaszcza ze nie masz monopolu na racje (no, chyba ze u gf)



    a wszystko jest wzgledne

    inni moga twoje wypowiedzi miec za nonsensy
  • luty10 23.04.05, 13:11
    hsirk napisał:

    > masz chcenie, bo wypisujesz

    "nie dziw sie ze inni moga to oceniac inaczej niz ty o tym myslisz
    >
    > i nizbys chcial"

    niechcenie milo dotyczyc tego zdania, wiec nie zmieniaj sensu mojej
    wypowiedzi...




    >
    > nie masz nakazu zeby kontrolowac czyjej wpisy, ani ci za to nie placa
    >
    > zwlaszcza ze nie masz monopolu na racje (no, chyba ze u gf)

    co to znaczy 'kontrolowac' czyjes wpisy...?
    ktos pisze, a ja odpowiadam, to chyba proste...?
    wiem, ze chcialbys miec monopol na racje u gf...ale nie masz szans...:))
    >
    >
    >
    > a wszystko jest wzgledne
    >
    > inni moga twoje wypowiedzi miec za nonsensy

    no i niech maja...
  • hsirk 23.04.05, 13:28
    >wiem, ze chcialbys miec monopol na racje u gf



    skoro tak sadzisz... niech i tak bedzie...
  • luty10 23.04.05, 13:34
    hsirk napisał:

    > >wiem, ze chcialbys miec monopol na racje u gf
    >
    >
    >
    > skoro tak sadzisz... niech i tak bedzie...

    co nie znaczy, ze ja mam...niestety...:))
  • hsirk 23.04.05, 13:39
    to znaczy ze Ty bys jednak chcial...


    a tak naprawde bede Cie musial rozczarowac


    obecnie bywaja na tym forum dwie osoby, ktorych opinie cenie na tyle, ze cieszy
    mnie, kiedy mamy podobne poglady

    gf nie jest zadna z nich

  • hsirk 23.04.05, 13:43
    choc gf szanuje
  • luty10 23.04.05, 13:45
    hsirk napisał:

    > to znaczy ze Ty bys jednak chcial...
    >
    >
    > a tak naprawde bede Cie musial rozczarowac
    >
    >
    > obecnie bywaja na tym forum dwie osoby, ktorych opinie cenie na tyle, ze
    cieszy
    > mnie, kiedy mamy podobne poglady
    >
    > gf nie jest zadna z nich
    >
    obecnie gf nie bywa na forum, wiec rozumiem, ze zostaly tylko dwie osoby...:))
    cieszy Cie, ze ktos ma poglady podobne do Twoich? teraz rozumiem Twoje wieczne
    wku..rwienie...tylko dwie osoby, to musi byc frustrujace...
  • hsirk 23.04.05, 13:48
    poduskutowalbym, ktory z nas tak naprawde ma mniej zolci w srodku...


  • luty10 23.04.05, 13:55
    hsirk napisał:

    > poduskutowalbym, ktory z nas tak naprawde ma mniej zolci w srodku...

    na pewno Ty masz mniej...:)) bez dyskusji wiadomo...
    >
    >
  • agash4 26.04.05, 16:02
    hsirk_wczoraj po raz pierwszy poczytalam sobie Twoje dyskusje na forum.
    Blyskotliwosci Ci nie brakuje! Bystry umysl! Chetnie Cie czytam.
  • iwan_w 22.04.05, 12:18
    hsirk napisał:

    > prawie sie zgadzam
    >
    > tyle ze znowu "cierpienie" jako slowo jest zbyt naladowane emocjami
    >
    > wole "komfort" i dyskomfort"

    słowo dukkha - skoro już mówimy o buddyzmie - ma wiele odcieni znaczeniowych,
    stąd różne próby tłumaczeń: cierpienie, bolesność, przykrość, smutek. Też
    myślę, że 'cierpienie' brzmi zbyt dosadnie. No bez przesady, nawet ja i Imagine
    (chyba) nie postrzegamy tak świata;)
  • blue_as_can_be 22.04.05, 10:28
    ziemiomorze napisała:

    > Buddysci powiadaja, ze nie ma dobra ani zla, jest cierpienie albo jego brak.
    > Normy dobra/zla zaleza od kultury, sa zmienne w czasie i przestrzeni, a
    > cierpienie jest albo go nie ma, nie ma z czym dyskutowac, nie ma watpliwosci

    no wlasnie. jestem blisko takiej konstatacji. natomiast jesli dobro i zlo nie
    sa uniwersalne, to przestaja byc pojeciami moralnymi, bo moralnosc nie moze byc
    wzgledna. wiec przestaja miec sens.

    co prowadzi nas do nastepujacej odpowiedzi na tytulowy post: gdyby nie bylo
    Boga i religii, niewiele by to zmienilo w kontekscie zla i dobra. nie
    zapanowalby chaos, bo ludzie nadal staraliby sie z wiekszym lub mniejszym
    powodzeniem unikac cierpienia, co jest moze tym wlasciwym czynnikiem
    regulujacym relacje miedzy nimi...
  • luty10 22.04.05, 12:02
    blue_as_can_be napisała:

    > co prowadzi nas do nastepujacej odpowiedzi na tytulowy post: gdyby nie bylo
    > Boga i religii, niewiele by to zmienilo w kontekscie zla i dobra. nie
    > zapanowalby chaos, bo ludzie nadal staraliby sie z wiekszym lub mniejszym
    > powodzeniem unikac cierpienia, co jest moze tym wlasciwym czynnikiem
    > regulujacym relacje miedzy nimi...


    gdyby nie bylo Boga, nie byloby tez i tej dyskusji, albowiem On jest wszystkim
    co jest...
  • blue_as_can_be 22.04.05, 14:29
    luty10 napisał:

    > gdyby nie bylo Boga, nie byloby tez i tej dyskusji, albowiem On jest
    wszystkim
    > co jest...

    o dogmatach to raczej sobie nie pogadamy...
  • hsirk 22.04.05, 14:44
    gdyby nie bylo Boga, nie byloby tez i tej dyskusji, albowiem On jest wszystkim
    co jest...

    zdanie pozbawione absolutnie sensu


    [krish - "logika. wyklad elementarny"]
  • luty10 23.04.05, 16:28
    hsirk napisał:

    > gdyby nie bylo Boga, nie byloby tez i tej dyskusji, albowiem On jest wszystkim
    > co jest...
    >
    > zdanie pozbawione absolutnie sensu
    >
    >
    > [krish - "logika. wyklad elementarny"]

    Twoim zdaniem,.... moim zdaniem, jest to najwyzszy sens i innego nie ma...:))
  • hellaa 21.04.05, 14:27
    A może to byłby skok w jasność, a nie w ciemność...
    I może miałby smak soczystego jabłka, nie piołunu.
    I może oznaczałby pełne życie, a nie służbę Panu.
    Wiadomość dobrego i złego po równo i do końca.
  • jmx 21.04.05, 18:14

    Hmm... Świat bez Boga a świat bez wiary w Boga to przecież nie to samo...
    Może się zdarzyć, ze ludzkość, chodzi mi o większe gremium, nie będzie wierzyć ale to nie będzie znaczyło automatycznie, że Bóg nie istnieje...

    Jeszcze coś - dobro i zło nie istnieją bez siebie. To znaczy, żeby wiedzieć co jest dobre trzeba 'wiedzieć' co jest złe, trzeba miec możliwośc aby się do czegoś odwołać. Skoro dobro znika nie ma zła, i na odwrót.

    > Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka przed
    > skokiem w przepaść, w mrok?

    Ja myślę, ze tak. Że to, tak naprawdę, liczy się w ostatecznym rozrachunku. Ale powstrzymuje nie z powodu strachu, ale Miłości. Nie chcesz wyrządzać krzywdy tym, których kochasz, prawda? a krzywdząc siebie krzywdzisz Boga również. I to jest tanitka, która może uratować przed ostatecznym zatraceniem, (samo)unicestwieniem.

    A na zakończenie myśl A. Camusa - "więcej w ludziach zasługuje na podziw niż na pogardę". Zgadzam się z tym. Bloska też mi jesty koncepcja Sokratesa - że zło czynimy z niewiedzy. Nie uświadamiamy sobie prawdziwyxch konsekwencji własnych słów, czynów, chcemy dobrze, mamy dobre intencje a wychodzi różnie. Gdybyśmy mieli świadomość konsekwencji, taką stuprocentową, to, jestem pewna, połowy zła by nie było.


    PS. Nie chciałabym być źle zrozumiana... Ale... Nie rozumiem niewierzących (pewnie z wzajemnością...). Jednocześnie fascynują mnie i przerażają (jeśli to nie za mocne słowa). Nie chce nikogo urazić ani obrazić, nie chodzi o poczucie wyższości czy "lepszości" i bycia "prawdziwie moralnym" ale - tak z ręką na sercu - nie odczuwacie, że wam czegoś brakuje w życiu...?
    Nie chcę nikogo nawracać ani prezentować "jedynie słusznej drogi życiowej" ale jak ktoś stwierdza, 'jestem ateistą/niewierzącycm' po prostu jest mi przykro...

    --
    Galeria :)
    Czas ucieka wieczność czeka...
  • ziemiomorze 21.04.05, 18:43
    jmx napisała:

    > Hmm... Świat bez Boga a świat bez wiary w Boga to przecież nie to samo...

    Albo 'swiat bez wiary'

    > Może się zdarzyć, ze ludzkość, chodzi mi o większe gremium, nie będzie
    wierzyć
    > ale to nie będzie znaczyło automatycznie, że Bóg nie istnieje...

    Albo 'jesli wiecej ludzi bedzie wierzyc, to nie bedzie oznaczalo istnienia
    Boga'.
    Nie czepiam sie, chce sie jedynie ochoczo zgodzic, ze nie/istnienie Boga nie ma
    znaczenia, bo jest nieweryfikowalne.

    ...
    > > Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka przed
    > > skokiem w przepaść, w mrok?
    >
    > Ja myślę, ze tak. Że to, tak naprawdę, liczy się w ostatecznym rozrachunku.

    Dlaczego 'tylko wiara w Boga'. Dlaczego sie z tym zgadzasz?

    Ale
    > powstrzymuje nie z powodu strachu, ale Miłości. Nie chcesz wyrządzać krzywdy
    t
    > ym, których kochasz, prawda? a krzywdząc siebie krzywdzisz Boga również. I to
    j
    > est tanitka, która może uratować przed ostatecznym zatraceniem, (samo)
    unicestwi
    > eniem.

    Wiec nie milosc do siebie moze powstrzymac przez zlem, tylko dopiero milosc do
    Boga?

    > A na zakończenie myśl A. Camusa - "więcej w ludziach zasługuje na podziw niż
    na
    > pogardę". Zgadzam się z tym. Bloska też mi jesty koncepcja Sokratesa - że
    zło
    > czynimy z niewiedzy. Nie uświadamiamy sobie prawdziwyxch konsekwencji
    własnych
    > słów, czynów, chcemy dobrze, mamy dobre intencje a wychodzi różnie. Gdybyśmy
    mi
    > eli świadomość konsekwencji, taką stuprocentową, to, jestem pewna, połowy zła
    b
    > y nie było.

    Nadal - druga 'polowa zla' by istniala. Wiec jednak?

    > PS. Nie chciałabym być źle zrozumiana... Ale... Nie rozumiem niewierzących
    (pew
    > nie z wzajemnością...). Jednocześnie fascynują mnie i przerażają (jeśli to
    nie
    > za mocne słowa). Nie chce nikogo urazić ani obrazić, nie chodzi o poczucie
    wyżs
    > zości czy "lepszości" i bycia "prawdziwie moralnym" ale - tak z ręką na
    sercu -
    > nie odczuwacie, że wam czegoś brakuje w życiu...?

    Czego np?

    > Nie chcę nikogo nawracać ani prezentować "jedynie słusznej drogi życiowej"
    ale
    > jak ktoś stwierdza, 'jestem ateistą/niewierzącycm' po prostu jest mi
    przykro...
    Dlaczego jest Ci przykro?

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • jmx 22.04.05, 01:14
    ziemiomorze napisała:

    > jmx napisała:
    >
    > > Hmm... Świat bez Boga a świat bez wiary w Boga to przecież nie to samo...
    >
    >
    > Albo 'swiat bez wiary'
    >
    > > Może się zdarzyć, ze ludzkość, chodzi mi o większe gremium, nie będzie
    > wierzyć
    > > ale to nie będzie znaczyło automatycznie, że Bóg nie istnieje...
    >
    > Albo 'jesli wiecej ludzi bedzie wierzyc, to nie bedzie oznaczalo istnienia
    > Boga'.
    > Nie czepiam sie, chce sie jedynie ochoczo zgodzic, ze nie/istnienie Boga nie ma
    >
    > znaczenia, bo jest nieweryfikowalne.
    >
    > ...
    > > > Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka pr
    > zed
    > > > skokiem w przepaść, w mrok?
    > >
    > > Ja myślę, ze tak. Że to, tak naprawdę, liczy się w ostatecznym rozrachunk
    > u.
    >
    > Dlaczego 'tylko wiara w Boga'. Dlaczego sie z tym zgadzasz?

    Bo myślę, że gdy ktoś znajdzie się na dnie, totalnym i całkowitym, gdy wszyscy ludzie się od niego odwrócą, gdy popełnił rzeczy straszne i sam dla siebie już nie widzi miejsca na ziemi, gdy ktoś straci nadzieję - świadomość istnienia istoty, która go nie przekreśli, która da nadzieję na naprawę win i zadośćuczynienie. Żę to może go uratować, bo miłość do samego siebie może już nie wytarczyć.


    > > A na zakończenie myśl A. Camusa - "więcej w ludziach zasługuje na podziw
    > niż
    > na
    > > pogardę". Zgadzam się z tym. Bloska też mi jesty koncepcja Sokratesa - ż
    > e
    > zło
    > > czynimy z niewiedzy. Nie uświadamiamy sobie prawdziwyxch konsekwencji
    > własnych
    > > słów, czynów, chcemy dobrze, mamy dobre intencje a wychodzi różnie. Gdyby
    > śmy
    > mi
    > > eli świadomość konsekwencji, taką stuprocentową, to, jestem pewna, połowy
    > zła
    > b
    > > y nie było.
    >
    > Nadal - druga 'polowa zla' by istniala. Wiec jednak?

    No jednak ;). Zło będzie zawsze, a po drugie - gdybyśmy byli predestynowani tylko do dobra albo tylko do zła, to gdzie by się podziała wolna wola? Z góry byłoby przesądzone - człowiek jest tylko zły albo dobry. A po trzecie - ludzie pozbawieni uczuć wyższych, psychopaci, w jakiś sposób 'chorzy' też będą się pojawiać.

    > > PS. Nie chciałabym być źle zrozumiana... Ale... Nie rozumiem niewierzącyc
    > h
    > (pew
    > > nie z wzajemnością...). Jednocześnie fascynują mnie i przerażają (jeśli t
    > o
    > nie
    > > za mocne słowa). Nie chce nikogo urazić ani obrazić, nie chodzi o poczuci
    > e
    > wyżs
    > > zości czy "lepszości" i bycia "prawdziwie moralnym" ale - tak z ręką na
    > sercu -
    > > nie odczuwacie, że wam czegoś brakuje w życiu...?
    >
    > Czego np?

    Nie wiem.... Nie mam porównania ;)

    > > Nie chcę nikogo nawracać ani prezentować "jedynie słusznej drogi życiowej
    > "
    > ale
    > > jak ktoś stwierdza, 'jestem ateistą/niewierzącycm' po prostu jest mi
    > przykro...

    > Dlaczego jest Ci przykro?

    No właśnie... Sama nie wiem. To trochę irracjonalne uczucie. Nie umiem go wyjaśnić. Ale jest...


    --
    Galeria :)
    Czas ucieka wieczność czeka...
  • sweetnighter 21.04.05, 21:08
    zaiste komiczne jest u wierzących to poczucie moralnej wyższości.

    to właśnie jest obrzydliwe - potrzebować jakiegoś boga, żeby postępować _po
    ludzku_ wobec drugiego człowieka.

    bo wartości, o których mówimy - miłość, empatia, poświęcenie - to wartości
    czysto _ludzkie_, nie żadne "boskie".

    wszelka religia właśnie na tym się zasadza - na samoalienacji i
    samoumniejszeniu cżłowieka, który wszystko co _w nim_ najlepsze przenosi w
    jakąś wydumaną sferę nadprzyrodzoną, powołuje do zycia osobowego "boga", tworzy
    go na swój własny (wyidealizowany) obraz.

    ktos tu pisał, że jesli religia słuzyła jako pretekst do
    porachunków "ziemskich", to było to jakies wypaczenie. oczywiście bzdura -
    swiadomosc religijna była zawsze jedynie refleksem istniejących stosunków
    społecznych, a instytucja Kosciola ma charakter typowo ziemski, zawsze sluzebny
    wobec wladzy i panujcego porzadku ("moje królestwo nie z tego swiata").

    a propos jeszcze tej "moralności" wierzących - po prostu niedobrze się robi, że
    w tej całej żałosnej szopce, jakiej bylismy - jstesmy - świadkami, godnej
    zaiste filmu barei, nikt nie pomyśli, słowem nie wspomni, o tych milionach -
    MILIONACH - dzieci w Afryce zmarłych na AIDS w bezpośredniej konsekwencji
    polityki Watykanu. oczywiście wedle kryteriów "boskiej" moralności wszystko
    jest cacy.
  • jmx 22.04.05, 00:40
    sweetnighter napisał:

    > zaiste komiczne jest u wierzących to poczucie moralnej wyższości.

    Nic takiego nie napisałam. Ale pewnie sa i tacy.

    > to właśnie jest obrzydliwe - potrzebować jakiegoś boga, żeby postępować _po
    > ludzku_ wobec drugiego człowieka.
    >
    > bo wartości, o których mówimy - miłość, empatia, poświęcenie - to wartości
    > czysto _ludzkie_, nie żadne "boskie".

    Ja uważam, że właśnie "boskie". (moja odp. do scylli)

    > wszelka religia właśnie na tym się zasadza - na samoalienacji i
    > samoumniejszeniu cżłowieka, który wszystko co _w nim_ najlepsze przenosi w
    > jakąś wydumaną sferę nadprzyrodzoną, powołuje do zycia osobowego "boga", tworzy
    >
    > go na swój własny (wyidealizowany) obraz.

    To mi się podoba :) trochę niżej josarna pisze, że ludzie własnie dlatego potrzebują Boga, bo przeświadczenia, ze są częścią materii i zwierzętami, mogłaby część z nich nie przeżyć... Potrzebuja Boga by się 'wywyższyć', poczuć lepszymi od reszty przyrody...

    A reszta? Nie utożsamiam Boga z Watykanem czy konkretną religią/wyznaniem.

    --
    Galeria :)
    Czas ucieka wieczność czeka...
  • hsirk 21.04.05, 21:47
    >Ja myślę, ze tak. Że to, tak naprawdę, liczy się w ostatecznym rozrachunku. Ale
    powstrzymuje nie z powodu strachu, ale Miłości.



    jak odroznic w takim razie molosc do boga od strachu przed bogiem?

    pamietaj, ze swiadomosc i psychika bywaja zludne i czesto nazywaja rzeczy innymi
    mianami
  • jmx 22.04.05, 00:25
    hsirk napisał:

    > >Ja myślę, ze tak. Że to, tak naprawdę, liczy się w ostatecznym rozrachunku
    > . Ale
    > powstrzymuje nie z powodu strachu, ale Miłości.
    >
    >
    >
    > jak odroznic w takim razie molosc do boga od strachu przed bogiem?

    W drugiej częsci zdania jest wytłumaczenie ;). Nie chcesz ranić tych, których kochasz. A co odróżnia - intencje czyli coś, no, hm, niesprawdzalnego empirycznie.

    Można podać przykład z dziećmi i odmiennymi modelami wychowania - dzieci wychowywane w strachu przed karą, dgy znika im z pola widzenia srogi rodzic mają tendencję do zachowań "spuszczania ze smyczy" - ćpają, chleją, chcą zrobić rodzicom "na złość", bez świadomości, że tak naprawdę szkodzą sobie. Dzieci wychowywane w atmosferze szacunku i miłości nie mają (albo mają znacznie rzadziej) takich odwałów. Ci pierwsi widząc postawę drugich mogą powiedzieć "nie chcesz skręta ze strachu przed starymi". Ale oni mogą nie odczuwac potrzeby zapalenia i zrujnowania sobie zdrowia (gdy się wciągną).

    Zdaję sobie sprawę, ze przy rozmowie o Bogu i wartościach najwyższych moje przykłady są dość... kanciaste. Więc prosze o wybaczenie ;). Chcąc uprościć pewne sprawy często się spłyca ważkie problemy... Nie chę, zeby ktoś czytając to, pomyslał sobie, że niewierzący to ci "spuszczeni ze smyczy". Ale chodzi mi o dwa modele spojrzenia na Boga - z punktu widzenia Miłości i z punktu widzenia kary. Czytając te wypowiedzi można przyjąc, ze większość niewierzących uważa Pana Boga za jakiegoś karzącego starca, który istnieje na świecie tylko po to, by ludziom uprzykrzać życie. W takiego Boga też bym nie wierzyła ;).

    --
    Galeria :)
    Czas ucieka wieczność czeka...
  • hsirk 22.04.05, 00:31
    niezupelnie o to mi chodzilo

    te wszystkie argumenty znam



    ale, zauwaz ze psychika ludzka jest tak zbudowana

    ze czlowiek czuje sie komfortowo muslac, ze jest dobry, uczciwy, odwazny, silny etc.


    bardzo niewielu chcialoby sie przed soba przyznac do strachu

    zwlaszcza przed czyms tak enigmatycznym i niewidzialnym jak bog

    i dlatego wiekszosc woli to nazwac miloscia - zwlaszcza jezeli nastepstwa w
    postepowaniu sa podobne


    bo przeciez lepiej i bardziej uczciwie i komfortowo robic cos z milosci

    niz ze strachu ???
  • rybolog 21.04.05, 18:53
    Wierze w prawo kija, tego co ma dwa konce...to sa dobre hamulce.
  • malgo18 21.04.05, 19:05
    A ja wierzę w wewnętrznego policjanta,
    jeszcze skuteczniejszy niż kij..
  • hsirk 21.04.05, 21:31
    ... na temat o ktorym nikt z dyskutujacych nie wie nic z definicji...

    bo co to jest bog ? ktos wie? pamietajcie, ze macie ledwie troche ponad
    kilogramowe mozgi, z czego wykorzystujecie pare procent i pewne pojecia sa poza
    mozliwosciami percepcyjnymi intelektu, nawet jezeli istnieja

    mozna je wprawdzie nazwac symbolicznie "bog" no i co wiecej? to tylko slowo

    nawet jezeli spribujecie odpowiedziec co to jest bog, bedziecie musieli uzyc
    ludzkiego jezyka, ludzkich pojec i aksjomatow. myslicie ze sie nim podda?




    tao, ktore mozna nazwac, nie jest prawdziwym tao
  • iwan_w 22.04.05, 13:19

    no wiesz, Krish, obracamy się wokół Dostojewskiego raczej i kultury, gdzie na
    początku było słowo

    słyszałeś, jak ten biblijny zwrot przetłumaczyli Chińczycy? 'na początku było
    Tao'...;)))

    ale to, co piszesz, jest mi osobiście dość bliskie
  • hsirk 22.04.05, 13:39
    no co ja poradze, ze moim zdaniem to zboczylo z kursu na dlugo przed dostojewskim


    bo ludzie z jednej strony maja te kilogramowe mozgi

    a z drugiej, jak to doskonale okreslil vonnegut

    cierpia na Chorobe Zbyt Dużych Mózgów
  • iwan_w 22.04.05, 13:48
    hsirk napisał:

    > no co ja poradze, ze moim zdaniem to zboczylo z kursu na dlugo przed
    dostojewsk
    > im

    nie wiem, czy już ewangeliści nie położyli tu podwalin. nie sądzisz, że są
    raczej dwa nurty i że były włąściwie od początku? co zdaje się im dobrze wróżyć
    na przyszłość.

    > bo ludzie z jednej strony maja te kilogramowe mozgi
    >
    > a z drugiej, jak to doskonale okreslil vonnegut
    >
    > cierpia na Chorobe Zbyt Dużych Mózgów
  • hsirk 22.04.05, 17:10
    jestem dzis cos w nastroju vonnegutowym...


    "Kilgore Trout napisał kiedyś opowiadanie w formie rozmowy między dwoma
    drożdżami. Spożywając cukier i dusząc się we własnych ekskrementach dyskutowały
    nad celem życia. Z powodu swojej ograniczonej inteligencji nie wpadły na to, że
    robią szampana."
  • komandos57 22.04.05, 23:39
    hsirk napisał:

    > jestem dzis cos w nastroju vonnegutowym...
    >
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    smieszne?hahahahaha.czasami lepiej pozno niz wcale dojsc do konkluzji......
  • hsirk 22.04.05, 23:48
    ja wiem czy smieszne?

    a doszedles do jakiejs konkluzji ?

    bo ja tylko

    ze tramwajem sie nie mozna ogolic



    ps rzeczywiscie dobrego dnia nie miales
  • komandos57 22.04.05, 23:49
    hsirk napisał:
    >
    > ps rzeczywiscie dobrego dnia nie miales

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    ukasliwy jestes.oj tak.ale passssssssss robie.narazie
  • hsirk 22.04.05, 23:56
    @
  • scylla 21.04.05, 21:32
    I co z tego?
    NIe trzeba Boga aby wiedzieć że zadajesz ból, krzywdzisz itd.
    Dużo ludzi nie wierzy w Boga, coś ich jednak powstrzymuje przed
    "wrodzoną agresją", może szcunek dla drugiego człowieka,
    szacunek wypływajacy z wiedzy o człowieku.
    Często mam wrażenie, że część wojen, wywołują ludzie wierzący w
    Boga_przynajmniej im się tak wydaje, robia to w imię Boga.
  • josarna 21.04.05, 22:37
    scylla napisał:

    > "I co z tego? NIe trzeba Boga aby wiedzieć że zadajesz ból, krzywdzisz itd.
    Dużo ludzi nie wierzy w Boga, coś ich jednak powstrzymuje przed "wrodzoną
    agresją", może szcunek dla drugiego człowieka, szacunek wypływajacy z wiedzy o
    człowieku.
    Często mam wrażenie, że część wojen, wywołują ludzie wierzący w
    Boga_przynajmniej im się tak wydaje, robia to w imię Boga."

    Masz rację - bo ponad wszystkim jest Dobro/prawa człowieka. Gdy robi się coś w
    imię idei/religii, to bardzo łatwo "po drodze" skrzywdzić masę ludzi. Nawet
    Papież popełnił taki kardynalny błąd potępiając używanie prezerwatyw przez
    ludzi w Afryce dotkniętej epidemią HIV.

    Nie przeczytałam wszystkich postów, ale zrobię to "do poduszki". Na razie
    przenoszę swoją wypowiedź z innego wątku.

    A jakie ma znaczenie dla naszego życia to, czy wyobrażamy sobie, że stworzył
    nas Bóg, czy pochodzimy od Słońca, drzewa, czy może jesteśmy wcieleniem sarny?
    To pycha nie pozwala nam uznać, że jesteśmy tylko częścią materii - ale może
    dobrze, bo większość by tego nie przeżyła i ich życie straciłoby sens.
    Wyobraźnia jest ludziom bardzo potrzebna do życia - ja też czasem "czuję", że
    moja babcia podpowiada mi, co mam robić, a siostrzenica jest wcieleniem pewnej
    osoby :). Marzenia i wyobraźnia są niezbędne ludzkiemu umysłowi, ale to
    absolutnie nie znaczy, że ten, który wyobraża sobie Boga jest lepszy,
    szlachetniejszy od tego, który wierzy w reinkarnację lub... w nic - a to
    właśnie wierzący wszystkim wmawiają. Naprawdę liczy się wyłącznie ziemska wiara
    w sens czynienia Dobra i pracy nad sobą - a ta nie ma związku z żadną religią.
    Kościół natomiast wykorzystuje naturalną potrzebę życia duchowego każdego
    człowieka. Wykorzystuje to wielkie pragnienie do budowania swojej potęgi,
    majątku, wygodnego życia i władzy. Temu służy wmawianie ludziom, że "tylko
    poprzez Kościół mogą osiągnąć zbawienie" itp.
    Faktem jest jednak, że być może jest sporo ludzi, którzy bez strachu przed
    karą, lub bez obietnicy nagrody nigdy by nie wiedzieli, że nie należy mordować
    bliźniego :).
  • scylla 21.04.05, 22:51
    jest takie plemie, ktore nie wierzy w Boga,
    wszyscy żyja w zgodzie, nie ma kradziezy, nie ma zabijania itd.
    Mają tylko pewne świeto raz do roku,
    w którym zjadaja dwoch szczęśliwców,
    zapewniając sobie spokój na następny rok:)
  • baabett 22.04.05, 00:56
    josarna napisała:

    > A jakie ma znaczenie dla naszego życia to, czy wyobrażamy sobie, że stworzył
    > nas Bóg, czy pochodzimy od Słońca, drzewa, czy może jesteśmy wcieleniem
    sarny?
    > To pycha nie pozwala nam uznać, że jesteśmy tylko częścią materii - ale może
    > dobrze, bo większość by tego nie przeżyła i ich życie straciłoby sens.
    > Wyobraźnia jest ludziom bardzo potrzebna do życia - ja też czasem "czuję", że
    > moja babcia podpowiada mi, co mam robić, a siostrzenica jest wcieleniem
    pewnej
    > osoby :). Marzenia i wyobraźnia są niezbędne ludzkiemu umysłowi, ale to
    > absolutnie nie znaczy, że ten, który wyobraża sobie Boga jest lepszy,
    > szlachetniejszy od tego, który wierzy w reinkarnację lub... w nic - a to
    > właśnie wierzący wszystkim wmawiają. Naprawdę liczy się wyłącznie ziemska
    wiara
    >
    > w sens czynienia Dobra i pracy nad sobą - a ta nie ma związku z żadną
    religią.
    > Kościół natomiast wykorzystuje naturalną potrzebę życia duchowego każdego
    > człowieka. Wykorzystuje to wielkie pragnienie do budowania swojej potęgi,
    > majątku, wygodnego życia i władzy. Temu służy wmawianie ludziom, że "tylko
    > poprzez Kościół mogą osiągnąć zbawienie" itp.
    > Faktem jest jednak, że być może jest sporo ludzi, którzy bez strachu przed
    > karą, lub bez obietnicy nagrody nigdy by nie wiedzieli, że nie należy
    mordować
    > bliźniego :).

    Jesli jestesmy tylko częscią materii, jak piszesz, to skąd w nas
    "naturalna potrzeba życia duchowego"?
    Czy ta "naturalna" tęsknota w nas nie jest przypadkiem dowodem na to, że
    nie jestesmy tylko materią?


    --
    Upss...
  • iwan_w 22.04.05, 12:30
    baabett napisała:


    >> Jesli jestesmy tylko częscią materii, jak piszesz, to skąd w nas
    > "naturalna potrzeba życia duchowego"?
    > Czy ta "naturalna" tęsknota w nas nie jest przypadkiem dowodem na to, że
    > nie jestesmy tylko materią?


    a może jest dowodem włąśnie na to, że jesteśmy tylko materią, chcaiaż
    chcielibyśmy, jak zawsze, czegoś więcej?:)
    >
  • luty10 22.04.05, 12:37
    iwan_w napisał:

    > baabett napisała:
    >
    >
    > >> Jesli jestesmy tylko częscią materii, jak piszesz, to skąd w nas
    > > "naturalna potrzeba życia duchowego"?
    > > Czy ta "naturalna" tęsknota w nas nie jest przypadkiem dowodem na to, że
    > > nie jestesmy tylko materią?
    >
    >
    > a może jest dowodem włąśnie na to, że jesteśmy tylko materią, chcaiaż
    > chcielibyśmy, jak zawsze, czegoś więcej?:)
    > >
    materia tez jest Bogiem...nie ma nic, oprocz Boga...
  • scylla 22.04.05, 13:17
    jesteśmy istotami duchowymi które są również materialne:)
  • iwan_w 22.04.05, 13:50

    kto wie, czy obaj z Lutym nie macie racji? może dychotomia materia-duch jest
    fałszywa?
  • scylla 22.04.05, 14:02
    >może dychotomia materia-duch jest
    > fałszywa?

    szukasz czegoś w życiu, więc rozpatrujesz zagadnienie z każdej
    strony jaka wpadnie Ci do głowy,
    a z tego co mi wpadło do głowy i najbardziej mi sie to układa w całość-jest
    właśnie połaczenie duch-materia.
    nie zagwarantuje Ci, że jest to najprawdziwsza prawda.:)
  • ziemiomorze 23.04.05, 01:22
    iwan_w napisał:

    >
    > kto wie, czy obaj z Lutym nie macie racji? może dychotomia materia-duch jest
    > fałszywa?

    Akurat nie moge zasnac, i dzien wczesniej odgrzebalam tego Wilbera - i to jest
    tylko pozornie nie na temat:

    'Trzeba jasno stwierdzic, ze zyjemy w swiecie konfliktow i przeciwienstw
    poniewaz zyjemy w swiecie granic. Jako ze kazda linia graniczna jest zarazem
    linia frontu, czlowiek staje przed trudnym dylematem: im trwalsze wyznaczymy
    sobie granice, tym bardziej zazarte beda nasze zmagania. Im usilniej trzymam
    sie rozkoszy, tym bardziej boje sie bolu. Im bardziej pragne czynic dobro, tym
    wieksza staje sie moja obsesja zla. Im usilniej daze do sukcesu, tym bardziej
    lekam sie porazki.(...) Innymi slowy, wiekszosc naszych problemow to problemy
    granic oraz przeciwienstw, ktore te granice wyznaczaja.

    Najczesciej stosowanym sposobem rozwiazywania tych problemow jest proba
    usuniecia jednego bieguna przeciwienstw. Problem zla i dobra rozwiazujemy,
    usilujac wykorzenic zlo. Problem zycia i smierci rozwiazujemy, usilujac
    oblaskawic smierc symbolika niesmiertelnosci. (...)

    Rzecz w tym, iz zawsze traktujemy granice jako r z e c z y w i s t a, po czym
    operujemy wytworzonymi przez te granice przeciwienstwami. Nigdy natomiast nie
    kwestionujemy realnosci samej granicy, uparcie wyobrazamy sobie, ze
    przeciwienstwa sa na wieki odrebne, nie do pogodzenia. "Och, Wschod to Wschod a
    Zachod to Zachod i nigdy nie spotkaja sie". Bog i Szatan, zycie i smierc, dobro
    i zlo, milosc i nienawisc, ja i inny sa od siebie tak rozne jak noc i dzien -
    mowimy.

    Zakladamy wiec, ze zycie byloby zupelnie przyjemne, gdybysmy tylko potrafili
    wykorzenic wszystkie negatywne, nie chciane pary przeciwienstw. Gdybysmy umieli
    przezwyciezyc bol, zlo, smierc, cierpienie, chorobe, wtedy splynelaby na nas
    obfitosc dobra, zycia, radosci i zdrowia. (...)

    Zrodlem trudnosci jest nasza sklonnosc do traktowania przeciwienstw jako
    niemozliwych do pogodzenia ze soba (...). Nawet najprostsze przeciwienstwa,
    takie jak sprzedaz i kupno, uchodza za dwa rozne i osobne zdarzenia. To prawda,
    ze kupno i sprzedaz sa w pwenym sensie od siebie rozne, ale takze - i tu kryje
    sie sedno calej sprawy - sa calkowicie n i e r o z l a c z n e. Za kazdym
    razem, gdy cos kupujesz, ktos inny, w ramach tego samego wydarzenia, cos
    sprzedaje. Innymi slowy, sprzedaz i kupno to po prostu dwa konce j e d n e g o
    wydarzenia, a mianowicie jednej transakcji handlowej. (...)

    Wspolna tozsamosc implicite posiadaja wszystkie przeciwienstwa. Oznacza to, ze
    chocby roznice wydawaly sie nam bardzo jaskrawe, przeciwienstwa pozostaja
    calkowicie nierozlaczne i wzajemnie od siebie zalezne, z tej prostej przyczyny,
    ze jedno bez drugiego nie mogloby istniec. Kiedy spojrzy sie z tej perspektywy,
    staje sie oczywiste, ze nie ma gory bez dolu, wygranej bez przegranej, rozkoszy
    bez bolu, zycia bez smierci. Jak mowil Lao Tsy:

    Gdy caly swiat uznal piekno za piekno, wtedy pojawila sie szpetota.
    Gdy wszyscy uznali dobro za dobro, wtedy powstalo zlo.'


    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • m.malone 23.04.05, 01:44
    Hm...

    Każde życie spotyka sie ze śmiercią.
    Noc z dniem - co najmniej dwa razy na dobę (z wyłączeniem białych nocy)
    Miłość i nienawiść? czy tak bardzo odległe od siebie, że nigdy sie nie moga
    spotkać? czy ja wiem?
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • ziemiomorze 23.04.05, 01:59
    Na podoredziu kolejny - bardziej dosadny - cytat z Lao Tsy za Wilberem:

    'Ci przeto, ktorzy chcieliby dobra bez wspolzaleznego od niego zla; ktorzy
    chcieliby dobrego rzadu bez wspolzaleznej z nim korupcji, nie pojmuja wielkich
    zasad wszechswiata ani natury wszelkiego stworzenia. Rownie jalowe byloby
    mowienie o istnieniu Nieba bez Ziemi czy bieguna ujemnego bez dodatniego, co
    jest jawnie niemozliwe. A przeciez sa ludzie, ktorzy bez przerwy o tym
    rozprawiaja; ludzie ci musza byc glupcami badz prostakami'.

    Nie chodzi o to, co sie z kim spotyka, chodzi o to, ze jedno i drugie to dwie
    czesci _tej_samej_, _jednej_ calosci,

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • m.malone 23.04.05, 02:48
    >
    > Nie chodzi o to, co sie z kim spotyka, chodzi o to, ze jedno i drugie to dwie
    > czesci _tej_samej_, _jednej_ calosci,

    Dokładnie tak. Ale idąc,mogę wybrać tę stronę ulicy, która bardziej mi
    odpowiada, prawda? Beaz nakazów i zakazów zewnętrznych:)
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • jmx 21.04.05, 23:58
    > I co z tego?
    > NIe trzeba Boga aby wiedzieć że zadajesz ból, krzywdzisz itd.
    > Dużo ludzi nie wierzy w Boga, coś ich jednak powstrzymuje przed
    > "wrodzoną agresją", może szcunek dla drugiego człowieka,
    > szacunek wypływajacy z wiedzy o człowieku.

    Ja uważam, że trzeba. Tylko niewierzący nie nazywają "tego" Bogiem. Ale Prawda, Miłość, Dobroć, Szacunek i potzreba tych 'rzeczy' w życiu każdego człowieka nie więła się znikąd. Właśnie takie potrzeby, pragnienia w życiu ludzi są dla mnie "dowodem" na istnienie Boga.

    --
    Galeria :)
    Czas ucieka wieczność czeka...
  • scylla 22.04.05, 00:06
    a więc wierzysz że istnieje.
    Jak by Go nie było, ludzie by nie czuli miłości,dobroci itd.?
  • ziemiomorze 22.04.05, 00:44
    jmx napisała:

    > Ja uważam, że trzeba. Tylko niewierzący nie nazywają "tego" Bogiem. Ale
    Prawda,
    > Miłość, Dobroć, Szacunek i potzreba tych 'rzeczy' w życiu każdego człowieka ni
    > e więła się znikąd.

    Nie - z ludzi sie wziela. Dlaczego nie? Czlowiek sam z siebie, bez Boga, nie
    jest w stanie skrzesac z siebie nic dobrego?
    Jesli tak, to ja sie wypisuje, taka zapalniczka bez gazu, na cholere toto zyje?

    > Właśnie takie potrzeby, pragnienia w życiu ludzi są dla mni
    > e "dowodem" na istnienie Boga.

    Bog tez potrafi robic bardzo brzydkie rzeczy.
    Na nieuleczalne choroby umieraja niewinne dzieci, tsunami zabija Bogu ducha
    winnych wczasowiczow, gina tysiace ludzi w zamachach terrorystycznych...
    Czy zlo tez jest dla Ciebie dowodem na istnienie Boga?

    --
    dobra, tylko zrobie minę
  • mistyfikacja13 22.04.05, 12:42
    "tsunami zabija Bogu ducha
    winnych wczasowiczow"

    dobre ziemiomorze, bardzo dobre;)
  • hsirk 22.04.05, 13:16
    no fakt, dobre
  • scylla 22.04.05, 00:11

    zadaje pytanie, którego nie musisz rozumieć,
    bo nie jest kierowane do ciebie.
    ale skoro prosisz, to chcę uzykać odpowiedź,
    bo mnie interesuje co by było gdyby.
  • komandos57 22.04.05, 00:42
    roznych zjebow tu spotkac mozna.oj,tak
  • isabar 22.04.05, 01:41
    No właśnie, prawie się stęskniłam.
  • fleuret 22.04.05, 12:18
    "milczenie Boga każe myślom ludzkim dojrzewać w słowa"
  • luty10 22.04.05, 12:30
    fleuret napisała:

    > "milczenie Boga każe myślom ludzkim dojrzewać w słowa"

    Bog nie milczy....
  • fleuret 22.04.05, 12:39
    czasem tak, a czasem nie
    zaszczyca walką gdy człowiek się buntuje,
    a ospałych ignoruje
  • luty10 22.04.05, 12:45
    fleuret napisała:

    > czasem tak, a czasem nie
    > zaszczyca walką gdy człowiek się buntuje,
    > a ospałych ignoruje

    nigdy nie milczy...nie walczy i nie ignoruje...
  • fleuret 22.04.05, 12:48
    wiem, tak się z Tobą przekomarzam
  • luty10 22.04.05, 12:55
    fleuret napisała:

    > wiem, tak się z Tobą przekomarzam

    przekomarzaj sie ....lubie...:)
  • iwan_w 22.04.05, 12:36

    myśli dojrzewają w słowa, a Bóg - milczy nadal [?]

    jesteście zdania, że Boga można opisać słowami?
  • luty10 22.04.05, 12:42
    iwan_w napisał:

    >
    > myśli dojrzewają w słowa, a Bóg - milczy nadal [?]
    >
    > jesteście zdania, że Boga można opisać słowami?

    nie ma slow, pojec, nie ma mozliwosci aby Go opisac....jest poza wszelkim
    opisem, wyobrazeniem, mysla...mam na mysli Jego Istote...jednak przejawy Jego
    Istoty mamy nieustannie przed oczami...
  • iwan_w 22.04.05, 13:15

    Luty, jest pytanie do Ciebie - właśnie posłałem maila
  • wichrowe_wzgorza 22.04.05, 13:02
    cytatem, z L.K, który pisze mniej wiecej tak: Bóg stworzył świat, gdyż był
    samotny. Stworzył go po to, by człowiek mogł zań podziwiać, uwielbiac i kochać.
    Ładnie to napisał,a ja uważam, że własnie w ten sposob można Go wyrazic,
    naszymi zdolnosciami, talentami, miłością, szacunkiem... Można na tysiące
    sposobow.
  • wichrowe_wzgorza 22.04.05, 12:56
    Prawo wyboru, które nam zostało pozostawione - jest źródłem chaosu,
    zamieszania, choć nie każdy wybór ściąga na nas "nieład". Moim zdaniem dopoki
    człowiek jest w stanie odczuwać dyskomfort z powodu "balaganu", rokuje
    nadzieje, ze podązy- ku harmonii, czyli dobru:)
  • fleuret 22.04.05, 13:27
    czy po zakończeniu dyskusji można liczyć
    na podsumowanie, czyli tzw. wnioski?
  • hsirk 22.04.05, 13:30
    do uslug


    WNIOSKI:

    nie mozna sie ogolic tramwajem
  • fleuret 22.04.05, 13:32
    wniosek
    trzeba zapuścić brodę i wąsy
  • luty10 22.04.05, 13:42
    fleuret napisała:

    > czy po zakończeniu dyskusji można liczyć
    > na podsumowanie, czyli tzw. wnioski?

    podsumujesz i wyciagniesz wnioski...przeczytamy...:)
  • fleuret 22.04.05, 13:46
    to była uprzejma prośba do autora wątku
    proszę głupiutkiej fleur nie wołać do tablicy, Luty
  • luty10 22.04.05, 13:55
    fleuret napisała:

    > to była uprzejma prośba do autora wątku
    > proszę głupiutkiej fleur nie wołać do tablicy, Luty

    fakt...glupiutka ta fleur...ale mila....hi hi
  • fleuret 22.04.05, 14:01
    hi, hi, ha
  • iwan_w 22.04.05, 13:57

    Autor tylko przez uprzejmość nie zapyta, czy Fleur zapoznała się z całością.
    Mogłoby wyjść na jaw, że wcale nie jest głupiutka, tylko... leniwa;))


    p.s.
    Wątek wymknął się autorowi spod kontroli, ale jeszcze zobaczy, co się da
    zrobić. Boi się jednak, że lenistwo...
  • fleuret 22.04.05, 13:59
    coż, powiedziałam na wstępie, że człowiek
    rodzi sie dobry, ale leniwy...
  • hubkulik 22.04.05, 13:29
    Jesli czlowiek zyje w zgodzie z Bogiem, zyciem, samym soba, to nie ma znaczenia
    czy wierzy w Boga czy nie.
    Po prostu ta harmonia i najwyzsze dobro tkwiace w zyciu sa wtedy oczywiste.

    Pozdrawiam Hubert
    --
    "Trwajac w spokoju i nic nie czyniac
    Wiosna przychodzi i trawa rosnie"
    (powiedzenie zen)
  • m.malone 22.04.05, 14:00
    Hubert! Co to za scholastyka:)?
    --
    If you're going through the hell, keep going. (W.Churchill)
  • hubkulik 22.04.05, 14:09
    Wybacz Malonie, ale nie mam akurat ochoty na rozmawianie o etykietkach.
    Scholastyka, czy nie scholastyka - jakie to ma znaczenie?

    Pozdrawiam Hubert
    --
    "Trwajac w spokoju i nic nie czyniac
    Wiosna przychodzi i trawa rosnie"
    (powiedzenie zen)
  • hsirk 22.04.05, 15:02
    > Scholastyka, czy nie scholastyka - jakie to ma znaczenie?


    no chyba ma jakies

    to uwazasz ze nie ma roznicy pomiedzy gownem i serem?
  • hubkulik 22.04.05, 15:11
    Moze ma znaczenie. Dlatego wlasnie pytam: "jakie?" Bez uswiadomienia sobie
    sensu, znaczenia trudno mi w tym przypadku rozpoczac rozmowe.

    Miedzy gownem a serem i jest, i nie ma roznicy.
    Jest - sa roznymi rzeczami.
    Nie ma - zbudowane sa z tej samej substancji (atomow). Sa tylko rozna ich
    kombinacja.

    Pozdrawiam Hubert
    --
    "Trwajac w spokoju i nic nie czyniac
    Wiosna przychodzi i trawa rosnie"
    (powiedzenie zen)
  • hsirk 22.04.05, 15:17
    dotad mialem watpliwosci


    ale ty naprawde masz rozmowcow za idiotow

    jezeli powiesz ze masz ich za rownych sobie, to uwazaj, bo o tobie tez bedzie to
    swiadczyc, ze jestes idiota. doradzam ostroznosc.



    TWOJE PYTANIE BYLO WYRAZEM LEKCEWAZENIA I BRAKU PROBLEMU, A NIE DOCIEKANIA JEGO
    ISTOTY

    nie p i e r d o l
  • hubkulik 22.04.05, 15:21
    Uwazam rozmowcow za rownych sobie, jak i za nierownych sobie.
    Przedstawic Ci szczegolowsza analize tego zjawiska?
    :)

    > TWOJE PYTANIE BYLO WYRAZEM LEKCEWAZENIA I BRAKU PROBLEMU, A NIE DOCIEKANIA
    JEGO
    > ISTOTY

    Nie rozumiem. Ale rozumiem, ze tak to oceniasz.

    Pozdrawiam Hubert
    --
    "Trwajac w spokoju i nic nie czyniac
    Wiosna przychodzi i trawa rosnie"
    (powiedzenie zen)
  • hsirk 22.04.05, 15:30
    przedstaw, przedstaw

    tylko rzeczowa analize, nie pobozne zyczenia



    a w ogole sprawdziles juz, co to jest scholastyka ?
  • hubkulik 23.04.05, 09:03
    Rowni sobie jestesmy na tym poziomie ze jestesmy ludzmi i istotami duchowymi.
    Oboje jestesmy stworzeni na podobienstwo Boga, czyli jestesmy stworzeniem
    pochodzacym z jednego zrodla, ktore jest doskonaloscia i najwyzszym dobrem.
    Oboje podejmujemy wybory i jestesmy za nie odpowiedzialni.
    Oboje przezywamy swoje zycie (stawiamy czolo wyzwaniom jakie zycie przed nami
    stawia).
    Pod tym wzgledem jestesmy rowni.

    Rozni jestesmy natomiast pod wzgledem naszych uwarunkowan, zarowno fizycznych
    jak i psychicznych, ktore to powstaly w drodze naszego indywidualnego rozwoju,
    a takze naszych wyborow. Rozne sa wiec nie tylko nasze ciala, ale i osobowosci.
    Mozemy miec rozne postawy, zainteresowania, stopien otwartosci na milosc i
    madrosc w sobie itd. Koncentrujemy uwage na roznych aspektach rzeczywistosci,
    co sie wiaze z naszymi indywidualnymi wyborami i skutkami jakie po nich
    nastepuja. A wiec mamy tez rozny poziom roznych cech, umiejetnosci i wiedzy,
    min. w zaleznosci od tego ile uwagi czemu decydowalismy sie w przeszlosci
    poswiecic i czemu poswiecamy uwage teraz.

    Co do scholastyki to nie powiedzialem ze nie wiem co to jest, tylko ze nie
    interesuje mnie rozmowa o etykietkach. Skoro inni maja potrzebe etykietowania
    moich czy jakichs innych wypowiedzi, to niech to robia. Jak znajde w tym sens
    (po co to robic), to moze sie dolacze.

    Pozdrawiam Hubert
    --
    "Trwajac w spokoju i nic nie czyniac
    Wiosna przychodzi i trawa rosnie"
    (powiedzenie zen)
  • renkaforever 23.04.05, 05:42
    Swiat, gdzie rzadzi chaos i zlo to pieklo. Poniewaz wszystko wokol jest zwykla
    iluzja, wizja jego(Dost) swiata jest rowniez iluzja. Czyja iluzja jest bardziej
    prawdopodobna w scenariuszu wydarzen realnych ? Moja, twoja, czy ich lub onych ?
    Ludzie moga bardzo latwo zrobic sobie pieklo we wlasnych rodzinach, we wlasnych
    sercach. Z takimi piekielnymi sercami wychodza co rano do pracy, do szkoly, do
    sklepu.Niosa to pieklo, ten chaos i zlo miedzy ludzi.Ci, ktorzy maja silnego
    ducha, nie poddaja sie tak latwo, potrafia odpowiedziec serdecznie, nawet z
    miloscia na zlo. Wielu zyje w pospiechu, w stresie, nie zastanawia sie, nie
    zatrzymuje sie nad ludzkim nieszczesciem. Bo to jest nieszczescie, niesc w
    sobie zlo i rzucac nim wokol jak zatrutymi strzalami.Ci ludzie potrzebuja
    pomocy od tych silnych duchowo.Ci nieszczesnicy siejacy zlo cierpia. To jest
    obraz cierpienia.Cierpienie ma swoje granice. Nie mozna cierpiec w
    nieskonczonosc.Mysle, ze kazda religia porzadkuje granice cierpienia
    ludzkiego, wprowadzajac medytacje i wszelkie praktyki zmierzajace do
    osiagniecia stanu pokoju ducha.Dlatego religia jest glosem serca, to jest cos
    czego raz doswiadczylismy i uwierzylismy. Jezeli nawet przyjdzie nam przejsc
    przez kryzys niewiary, to on wzmocni tylko nasza wiare.
    Zycie z Bogiem jest piekne, bo nadaje sens naszemu zyciu. Dodaje dobrej
    energii, potrzebnej nam na codzien, by walczyc nia ze zlem i chaosem, ktory nas
    otacza.Wzmacnia naszego ducha.
    Co do teorii Maslowa, to tylko wybrancy sie do niej stosuja. Tylko 2% populacji.
    Reszta to slabeusze duchowi, skazani na nasladownictwo, co gorsza nie wiedza
    kogo i co maja nasladowac:)Ida wiec za pieniadzem, ktory kojarzy im sie z sila
    i wladza. Sa to jednak rzeczy namacalne, a tym samym nietrwale.
    Bog jest wartoscia duchowa, niematerialna, a wiec wieczna, stad jego potega.
  • fleuret 26.04.05, 09:21
    iwan_w napisał:

    >
    > Jeśli Boga nie ma, wszystko jest dozwolone - Dostojewskiego przerażała wizja
    > świata wyzutego z wiary religijnej, świata, w którym rządzą chaos i zło

    jeśli Boga nie ma, to nic nie ma sensu


    > Dlaczego?
    >
    > Czy to nie brzmi jak świadectwo wiary we wrodzoną ludzkiej naturze skłonność
    > do zła?

    to nie skłonność do zła, lecz niedoskonałość i kruchość ludzkiej natury


    > Naprawdę, tylko wiara w Boga jest w stanie powstrzymać człowieka przed
    > skokiem w przepaść, w mrok?

    juz dawno popełniłabym samobójstwo gdyby nie wiara


    > Na pewno nie ma żadnych inych hamulców?

    wiara w Boga nie jest hamulcem, ani batem, ani nic w tym guście

    > Są, czy nie ma ich?

    spójrz co za piekło na ziemi wyprawiaja wierzący i niewierzacy
    ramię w ramię
    równaj
  • hsirk 26.04.05, 12:27
    i tu fleurka pokazala sie bardziej niz naga


    a mnie az przeszly ciarki


    rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob...
  • luty10 26.04.05, 12:44
    hsirk napisał:

    > i tu fleurka pokazala sie bardziej niz naga
    >
    >
    > a mnie az przeszly ciarki
    >
    >
    > rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob cos, rob...

    wreszcie jakies ciarki, co?
    weszysz...?
    a twoje 'rob cos' to szczyny...:)) posikales sie...?:)

  • hsirk 26.04.05, 12:47
    nie rozumiem (kolejny raz)


    byli swieci w kryzysie wiary mamrocza jakos niezrozumiale...
  • luty10 26.04.05, 12:52
    hsirk napisał:

    > nie rozumiem (kolejny raz)
    >
    >
    > byli swieci w kryzysie wiary mamrocza jakos niezrozumiale...

    nie ma tu kryzysu , bo i wiary nie ma...:)
  • hsirk 26.04.05, 12:55
    kryzys jest. nazwij sobie sam, czego. to tylko semantyka
  • luty10 26.04.05, 12:58
    hsirk napisał:

    > kryzys jest. nazwij sobie sam, czego. to tylko semantyka

    twoje niepobozne zyczenia...:)
  • iwan_w 26.04.05, 13:19

    Fajnie się czubicie. Obaj macie swoje racje i obaj - przesadzacie.

    Krish - zanadto podejrzliwy, Luty - zanadto pewny siebie...
  • luty10 26.04.05, 13:22
    iwan_w napisał:

    >
    > Fajnie się czubicie. Obaj macie swoje racje i obaj - przesadzacie.
    >
    > Krish - zanadto podejrzliwy, Luty - zanadto pewny siebie...

    nie mozna byc zanadto pewnym czegokolwiek....jest sie pewnym lub nie....:)
  • iwan_w 26.04.05, 14:14
    luty10 napisał:

    > iwan_w napisał:
    >
    > >
    > > Fajnie się czubicie. Obaj macie swoje racje i obaj - przesadzacie.
    > >
    > > Krish - zanadto podejrzliwy, Luty - zanadto pewny siebie...
    >
    > nie mozna byc zanadto pewnym czegokolwiek....jest sie pewnym lub nie....:)


    ech, Luty... a może Ty nie masz racji? nie bierzesz tego w ogóle pod uwagę?
  • luty10 26.04.05, 16:27
    iwan_w napisał:

    ech, Luty... a może Ty nie masz racji? nie bierzesz tego w ogóle pod uwagę?

    nie biore, bo nie o racje tutaj chodzi...
    jak sie wie, to sie wie...i nic z tym nie mozna zrobic...
  • hsirk 26.04.05, 13:23
    ...rzekl iwan, wywazony i sprawiedliwy, kolejna inkarnacja wisznu... :)
  • iwan_w 26.04.05, 13:56
    a kto to jest ten Wisznu? bo nie wiem, czy się obrazić:(

    Krish, odkąd poznałem taoizm, Twoje określone poglądy ('prawdziwe szczęście
    jest nieme', 'jeśli naprawdę kocha, to nie grzmiałby o tym tutaj na prawo i
    lewo - on siebie samego próbuje przekonać', 'człowiek honorowy postępuje
    honorowo, a szuja mówi w piekny sposób o honorze') rozjaśniły mi się w głowie.

    'Ten, który mówi, nie wie
    Ten, który wie, milczy'

    albo

    'Słowa piękne nie są prawdziwe
    Słowa prawdy nie są piękne'

    na przykład, z Daodejingu,

    rozumiem też to Twoje poszukiwanie drugiego dna - 'tak naprawdę oni nie
    słuchają Boga z miłości, tylko ze strachu - podświadomość, ta ciekawa zabawka,
    każe im wierzyć, że jest inaczej' - przez długi czas takie myślenie było mi
    bliskie, co akurat głównie wynikało z takich a nie innych lektur - sporo trocin
    nagromadziło się przez to w głowie, teraz czas trochę wymieść,

    w tym też sensie rozumiem Twoje racje,

    i - zupełnie serio podziwiam za konsekwencję, ale: nie zapominaj, że prawdziwym
    absolutem taoistów jest względność, a Twoje stanowisko przeczy takiemu
    poczuciu, nie sądzisz? - pewne poglądy traktujesz niepotrzebnie jak absolut
    właśnie - niekiedy mam wrażenie, że nie dopuszczasz do siebie myśli, że świat
    może być inny niż jest Twoim zdaniem i że odbierasz wyjątkom prawo istnienia

    Dlatego kiedyś już na forum wspomniałem, że w mojej ocenie stałeś się poniekąd
    więźniem własnych, zabsolutyzowanych (cholera, jest takie słowo?) założeń
  • hsirk 27.04.05, 11:51
    moim zdaniem mylisz sie troche

    ale ja moze tez


    jestem jak najbardziej za wzglednoscia, kady moim zdaniem zyje w osobnym
    swiecie, lekko tylko zazebionym ze swiatami innych

    i dla kazdego sciezka wyglada inaczej

    moze to tak wyglada, ale ja staram sie raczej tepic dogmaty

    nie jestem psychologiem

    a wszystko co pisze na forum pisze na podstawie obserwacji wlanej osoby w
    sytuacjach kryzysowych - i wlasnych reakcji, ktore czesto bardzo mi sie nie
    podobaly.

    i na tej podstawie uksztaltowalem sobie jakis swiatopoglad, ktory moim zdaniem
    jest spojny i go raczej juz nie zmienie - no moze gdzies jakies male modyfikacje.

    nie zalezy mi na nauczaniu ani nie zamierzam dyskutowac o moich pogladach. moge
    je z kims wymienic, ale jezeli sie n ie zgadzamy ja sie wycofuje z dyskusji -
    nie zauwazyles? bynajmniej nie dlatego, ze nie jestem pewien tego co mowie. ale
    taka dyskusja nie przynosi nic oprocz bicia piany.

    odbieram wyjatkom prawo istnienia ?

    moim zdaniem nie ma wyjatkow, poniewaz swiatem rzadza reguly, proste i
    niezmienne. nie odbieram nikomu praa do postrzegania czegos jako wyjatek.

    zreszta zdanie " nie ma reguly bez wyjatkow" jest z punktu widzenia logiki
    sprzeczne.
  • luty10 27.04.05, 12:48
    hsirk napisał:

    > a wszystko co pisze na forum pisze na podstawie obserwacji wlanej osoby w
    > sytuacjach kryzysowych - i wlasnych reakcji, ktore czesto bardzo mi sie nie
    > podobaly.
    >
    > i na tej podstawie uksztaltowalem sobie jakis swiatopoglad, ktory moim zdaniem
    > jest spojny i go raczej juz nie zmienie - no moze gdzies jakies male
    modyfikacj

    byc moze spojny, ale malutki...ksztaltowanie swiatopogladu na obserwowaniu
    wlasnych reakcji w sytuacjach kryzysowych, to jest wlasnie to, co
    podejrzewalem, czytajac twoje liczne posty...:)
  • hsirk 27.04.05, 12:52
    ksztaltowanie swiatopogladu na obserwowaniu
    > wlasnych reakcji w sytuacjach kryzysowych, to jest wlasnie to, co
    > podejrzewalem, czytajac twoje liczne posty...:)

    och geniuszu... zdumiewajace spostrzezenie, zwlaszcza, ze nigdy tego nie krylem

    ja oprzynajmniej mialem okazje sie z czyms zmierzyc

    a tobie przysnili sie ufole...



    a ze malutki... coz trudno

    choc sadze ze nie mniejszy od twojego - ale mysl co chcesz
  • luty10 27.04.05, 12:58
    hsirk napisał:

    > ja oprzynajmniej mialem okazje sie z czyms zmierzyc

    kazdy ma okazje sie z czyms zmierzyc...:)
  • luty10 27.04.05, 13:13
    hsirk napisał:

    > a tobie przysnili sie ufole...

    owszem i to wiele razy...stalo sie to po spotkaniu z ufo oko w oko...:)
  • hsirk 27.04.05, 13:42
    a ten facet oko w oko z elvisem sie spotyka...
  • luty10 27.04.05, 13:51
    nie tylko ja widzialem...bylo na co popatrzec... :))
  • iwan_w 27.04.05, 16:06
    hsirk napisał:


    > jestem jak najbardziej za wzglednoscia, kady moim zdaniem zyje w osobnym
    > swiecie, lekko tylko zazebionym ze swiatami innych

    myślałem trochę inaczej o względności - wiesz, chińska opozycja czerni i bieli,
    które pozostają ze sobą w stałej równowadze, ale nie są nigdy do końca
    rodzielne i raz na zawsze określone - plama bieli zawiera się w czerni, plama
    czerni w bieli, czerń zmienia się w biel, biel w czerń - nie ma ścisłych
    podziałów, absolutnych racji, raz na zawsze ustalonych i niezmiennych bez
    względu na konkretne okoliczności poglądów -


    > i dla kazdego sciezka wyglada inaczej
    >
    > moze to tak wyglada, ale ja staram sie raczej tepic dogmaty

    też jestem przeciwko dogmatom - jw. - ale, Krish - ja mam wrażenie, że Twoje
    poglądy nabrały takiego właśnie charakteru? że nie uznajesz tej plamy bieli w
    czerni i na odwrót?

    >> i na tej podstawie uksztaltowalem sobie jakis swiatopoglad, ktory moim
    zdaniem
    > jest spojny i go raczej juz nie zmienie - no moze gdzies jakies male
    modyfikacj
    > e.

    spójny to on jest, bez wątpienia:)
    naprawdę jesteś tak głęboko przekonany o swoich racjach?

    > nie zalezy mi na nauczaniu ani nie zamierzam dyskutowac o moich pogladach.
    moge
    > je z kims wymienic, ale jezeli sie n ie zgadzamy ja sie wycofuje z dyskusji -
    > nie zauwazyles? bynajmniej nie dlatego, ze nie jestem pewien tego co mowie.
    ale
    > taka dyskusja nie przynosi nic oprocz bicia piany.

    zauważyłem, i w tym właśnie rzecz - okopałeś się trochę na swoim stanoiwsku i
    nie dopuszczasz w ogóle możliwości, że możesz zostać przekonany do cudzych
    racji. Takie są moje wrażenia.


    > moim zdaniem nie ma wyjatkow, poniewaz swiatem rzadza reguly, proste i
    > niezmienne. nie odbieram nikomu praa do postrzegania czegos jako wyjatek.

    czyli w czerni nigdy nie ma tej plamy bieli? piękne słowa są zawsze
    nieprawdziwe? rację ma tylko Bursa, a taki Herbert czy Rilke są pozorantami, z
    których pierwszy kreuje się na autorytet moralny, a drugi na pieknoducha? ci,
    którzy kochają i są szczęśliwi, zawsze milczą? a jeśli się odezwą, to znaczy,
    że tylko przekonują samych siebie? Chrystus też kłamał mówiąc, że kocha? Budda
    kłamał mówiąc, że współczuje?

    > zreszta zdanie " nie ma reguly bez wyjatkow" jest z punktu widzenia logiki
    > sprzeczne.

    trudno jest mi sobie wyobrazić regułę, od której nie byłoby wyjątku. zaprzeczam
    prawom logiki?;)

  • hsirk 28.04.05, 13:10
    które pozostają ze sobą w stałej równowadze, ale nie są nigdy do końca
    > rodzielne i raz na zawsze określone - plama bieli zawiera się w czerni, plama
    > czerni w bieli, czerń zmienia się w biel, biel w czerń - nie ma ścisłych
    > podziałów, absolutnych racji, raz na zawsze ustalonych i niezmiennych bez
    > względu na konkretne okoliczności poglądów -

    no niezupelnie tak. bialy jest bialy, czarny jest czarny, ale kazdy z nich ma w
    sobie ZALAZEK drugiego. nie tak ze ciagle jedno w drugie sie zmnienia.

    a pewne reguly (kilka podstawowych) sa moim zdaniem niezmienne.

    uznaje plamy bieli i czerni w sobie jak najbardziej. moze nie wyglada to tak. trudno

    > naprawdę jesteś tak głęboko przekonany o swoich racjach?

    tak. choc miewam chwile slabosci. ale slowo "racje" tu nie brzmi. to jest moje i
    ma sluzyc tylko mnie. bez elementu dyskusji czy porownywania. wolalbym "poglady"

    > czyli w czerni nigdy nie ma tej plamy bieli? piękne słowa są zawsze
    > nieprawdziwe? rację ma tylko Bursa, a taki Herbert czy Rilke są pozorantami, z
    > których pierwszy kreuje się na autorytet moralny, a drugi na pieknoducha? ci,


    alez nie. niezmienne sa tylko podstawowe reguly. na swiecie powstalo duzo
    skomplikowanych maszyn, u ktorych podstaw dzialania leza jednakowoz zasady
    mechaniki ciala stalego. jezeli chodzi o burse i innych to tu dla mnie nie
    chodzi o racje. nienawidze tzw. sztuki z przeslaniem. bursa podoba mi sie tak
    jak lynch. malarsko, ze wzgledu na specyficzny typ opisu, poczucie humoru (choc
    czarne) i specyficzny klimat. ale nie twierdze ze jest jakos lepszy od...


    no chyba ze od kory jackowskiej - bo wszyscy mowia o niej poetka, a dla mnie to
    grafomania w postaci krystalicznej

    > ci,
    > którzy kochają i są szczęśliwi, zawsze milczą? a jeśli się odezwą, to znaczy,
    > że tylko przekonują samych siebie?

    nie bierz tego tak doslownie. ale, moim zdaniem w 99, 9 % przypadkow slowa
    milosc, bog i innych duzych i nosnych sie naduzywa. i sie dewaluuja. a maja moc
    tylko przed dewaluacja. mysle ze taki jest naprawde sens 2 przykazania.

    a czlowiek chwalacy sie przed obcymi nie pytany swoim szczesciem poteznym chce
    siebie do tego przekonac. fakt.


    > trudno jest mi sobie wyobrazić regułę, od której nie byłoby wyjątku. zaprzeczam
    >
    > prawom logiki?;)


    tak.

    nie ma reguly bez wyjatkow =


    = od kazdej reguly istnieje wyjatek

    ale to zdanie jest tez regula (jakby nie patrzyl)

    wiec musi sie zastosowac do wlasnego przekazu

    czyli musi isniec regula, od ktorej wyjatku nie ma

    co jest sprzeczne z zalozeniem
  • iwan_w 28.04.05, 15:23
    hsirk napisał:

    > no niezupelnie tak. bialy jest bialy, czarny jest czarny, ale kazdy z nich ma
    w
    > sobie ZALAZEK drugiego. nie tak ze ciagle jedno w drugie sie zmnienia.

    Nawiązywałem oczywiście do chińskiej teorii niestałej równowagi,
    współdziałania, wzajemnego uzupełniania się przeciwieństw. Czy oni nie uważają,
    że w naturze zachodzi nieustanny ruch zjawisk, dający się opisać jako ruch po
    okręgu? Każde ze zjawisk ma swój początek, okres wzrostu i wreszcie apogeum, po
    osiągnięciu którego zmienia się w swoje przeciwieństwo. Dlatego wspomniałem o
    zmianie czerni w biel i odwrotnie. Sprawdzę w domu odnośny kawałek w Laozi;)

    Ale chodziło mi bardziej o to, że nic nie jest do końca czarne ani białe i że
    granica między jednym a drugim jest płynna i niedookreślona, względna.


    > a pewne reguly (kilka podstawowych) sa moim zdaniem niezmienne.

    wiem, że nie jesteś skłonny do takich dysput, ale jestem ciekaw, jakie zasady
    uważasz za podstawowe i niezmienne?

    > uznaje plamy bieli i czerni w sobie jak najbardziej. moze nie wyglada to tak.
    t
    > rudno

    no właśnie, takie wrażenie powstaje - inaczej nie pisałbym o tym.

    > tak. choc miewam chwile slabosci. ale slowo "racje" tu nie brzmi. to jest
    moje
    > i
    > ma sluzyc tylko mnie. bez elementu dyskusji czy porownywania.
    wolalbym "poglady
    > "

    no właśnie, bez dyskusji...;)
    nie upieram się przy 'racjach', mogą być 'poglądy'.


    > alez nie. niezmienne sa tylko podstawowe reguly. na swiecie powstalo duzo
    > skomplikowanych maszyn, u ktorych podstaw dzialania leza jednakowoz zasady
    > mechaniki ciala stalego. jezeli chodzi o burse i innych to tu dla mnie nie
    > chodzi o racje. nienawidze tzw. sztuki z przeslaniem. bursa podoba mi sie tak
    > jak lynch. malarsko, ze wzgledu na specyficzny typ opisu, poczucie humoru
    (choc
    > czarne) i specyficzny klimat. ale nie twierdze ze jest jakos lepszy od...

    też polubiłem Bursę, a poznałem go za Twoim pośrednictwem. Ale w Twojej
    fascynacji nim jest chyba jednak coś więcej. Kiedy czytam jego zbiorek (kupiłem
    na allegro), mam niekiedy wrażenie, jakbym czytał Krisha... I na odwrót:) Czy
    tylko o klimat chodzi, poczcie humoru? Nie. O co więc? O przesłanie (dokładnie,
    moim zdaniem poezja Bursy bynajmniej nie jest go pozbawiona).

    > no chyba ze od kory jackowskiej - bo wszyscy mowia o niej poetka, a dla mnie
    to
    > grafomania w postaci krystalicznej

    haha, no przynajmniej tutaj się zgadzamy:)
    a mówiąc serio - cenię sobie Twoje wpisy na forum i w niejednym punkcie moje
    myślenie jest zbieżne z Twoim.

    > nie bierz tego tak doslownie. ale, moim zdaniem w 99, 9 % przypadkow slowa
    > milosc, bog i innych duzych i nosnych sie naduzywa. i sie dewaluuja. a maja
    moc> tylko przed dewaluacja. mysle ze taki jest naprawde sens 2 przykazania.

    co do dewaluacji - zgadzam się. Ale - mój światopogląd, wizja świata i ludzi
    nie są póki co niewyklarowane i nie widzę powodu, dla którego nie miałbym
    korzystać z dobrodziejstw forumowych albo realnych rozmów o Bogu? dla mnie to
    coś znacznie więcej niż bicie piany, i zakładam, że dla innych formuwiczów też.

    > a czlowiek chwalacy sie przed obcymi nie pytany swoim szczesciem poteznym chce
    > siebie do tego przekonac. fakt.

    rozumiem, kiedy mówisz, że nie wierzysz w szczęsliwość Gf. Ale kiedy stawiasz
    taki zarzut przygodnym albo debiutującym forumowiczom, których tak naprawdę nie
    jesteś przecież w stanie ocenić?

    wywód logiczny jest spójny i brzmi przekonująco. skąd stała obecność logiki w
    Twoich postach?

    i jeszcze jedno. Nie uważasz, że łatwiej i przyjemniej jest z założenia ufać,
    aniżeli -nie? Zrezygnować z poszukiwań drugiego dna, choćby ono istniało
    naprawdę?
  • hsirk 29.04.05, 10:30
    > Ale chodziło mi bardziej o to, że nic nie jest do końca czarne ani białe i że
    > granica między jednym a drugim jest płynna i niedookreślona, względna.

    jasne. oprocz kilku zasad podstawowych

    > wiem, że nie jesteś skłonny do takich dysput, ale jestem ciekaw, jakie zasady
    > uważasz za podstawowe i niezmienne?

    nie tu... gdybysmy sie kiedys spotkali na piwie to moze... ale i tak wzialbys
    mnie za niespelna rozumu. publicznie nie.


    > też polubiłem Bursę, a poznałem go za Twoim pośrednictwem. Ale w Twojej
    > fascynacji nim jest chyba jednak coś więcej. Kiedy czytam jego zbiorek (kupiłem
    >
    > na allegro), mam niekiedy wrażenie, jakbym czytał Krisha... I na odwrót:) Czy
    > tylko o klimat chodzi, poczcie humoru? Nie. O co więc? O przesłanie (dokładnie,
    >
    > moim zdaniem poezja Bursy bynajmniej nie jest go pozbawiona).


    cholera,jak ja lubie pochlebstwa. nogi mi prostuja i w ramionach od razu jakby
    szerszy...

    ok, bursa ma przeslanie, ale przeslanie jest troche zbyt czarne, totez je
    pomijam. natomiast idealnie odpowiada mi jego styl, umiejetnosc wyrazania emocji
    ( za kazdym razem, kiedy czytam pozegnanie z psem jakies ciarki mnie przechodza,
    poczucie humoru. jest mi jakos bliski. pododnie jak kazik - tez dla mnie zbyt
    czarny, ale tez jakos mi bardzo pasi. i zdarza mu sie tez zawadzic o geniusz.

    Ale kiedy stawiasz
    > taki zarzut przygodnym albo debiutującym forumowiczom, których tak naprawdę nie
    >
    > jesteś przecież w stanie ocenić?


    jezeli przed dworcem glownym w twojej twierdzy, co ostatnie sie poddaje bedzie
    stal czlowiek i przez mikrofon zapewnial przechodniow o swoim szczesciu i
    wspanialym zyciu, co sobie o nim pomyslisz ?


    to tak po wierzchu. tak naprawde chodzi o cos innego. ale to dluzszy wywod.

    skąd stała obecność logiki w
    > Twoich postach?

    a jest w nich logika ?

    a powaznie. lubie, kiedy ktos udowadnia swoje racje bez sofizmatow, jezeli juz
    musi nauczac. riemann i lobaczewski tworzac swoje geometrie nie udawali ze
    korzystaja z aksjomatu prostych rownileglych euklidesa, tylko podali swoje
    zalozenia. tutaj niestety czesto sie zdarza takie cos...


    > i jeszcze jedno. Nie uważasz, że łatwiej i przyjemniej jest z założenia ufać,
    > aniżeli -nie? Zrezygnować z poszukiwań drugiego dna, choćby ono istniało
    > naprawdę?

    rozbawie cie. z zalozenia ufam. ale mam latwo, bo w zasadzie nie myle sie jesli
    chodzi o ludzi. drugiego dna poszukuje ustawicznie u siebie. mowiac szczerze
    inni i ich dna obchodza mnie mniej. i choc czasami na forum staram sie wykazac
    niektorym osobom drugie dno, to ich wybor nie jest zupelnie perzypadkowy. a
    ponadto kazdy moze miec czasem kwasna kupe...








  • iwan_w 29.04.05, 14:35

    jak widać, nasze stanowiska zaczynają się niebezpiecznie docierać;)

    sprostowanie do mojego poprzedniego postu - myślę, że się zorientowałeś - miało
    być, że mój światopogląd, wizja świata i ludzi są n i e wyklarowane; stąd
    potrzeba rozmów.

    > cholera,jak ja lubie pochlebstwa. nogi mi prostuja i w ramionach od razu jakby
    > szerszy...

    więc to było pochlebstwo...? hehe, jak to człowiek musi się pilnować:)

    > ok, bursa ma przeslanie, ale przeslanie jest troche zbyt czarne, totez je
    > pomijam. natomiast idealnie odpowiada mi jego styl, umiejetnosc wyrazania
    emocj
    > i
    > ( za kazdym razem, kiedy czytam pozegnanie z psem jakies ciarki mnie
    przechodza

    a ten kawałek pamiętasz?

    www.poema.art.pl/site/itm_2095.html
    to są dopiero ciarki.

    >>> jezeli przed dworcem glownym w twojej twierdzy, co ostatnie sie poddaje
    bedzie
    > stal czlowiek i przez mikrofon zapewnial przechodniow o swoim szczesciu i
    > wspanialym zyciu, co sobie o nim pomyslisz ?
    >
    >
    > to tak po wierzchu. tak naprawde chodzi o cos innego. ale to dluzszy wywod.

    z ciekawością bym przeczytał, o ile to odpowiednie miejsce.

    ja zakładam, że są takie osoby, którym wiedzie się w życiu i które -
    zniecierpliwione, znudzone, zdziwione czy sprowokowane ciągłym utyskiwaniem
    moim, Twoim albo Imagine'a - nie wytrzymują i postanawiają coś zupełnie
    przeciwnego publicznie napisać...


    > skąd stała obecność logiki w
    > > Twoich postach?
    >
    > a jest w nich logika ?
    >
    > a powaznie. lubie, kiedy ktos udowadnia swoje racje bez sofizmatow, jezeli juz
    > musi nauczac. riemann i lobaczewski tworzac swoje geometrie nie udawali ze
    > korzystaja z aksjomatu prostych rownileglych euklidesa, tylko podali swoje
    > zalozenia. tutaj niestety czesto sie zdarza takie cos...


    mhmm. ale To, co najważniejsze, jest i tak poza...?
  • luty10 29.04.05, 15:14
    ok, bursa ma przeslanie, ale przeslanie jest troche zbyt czarne, totez je
    pomijam. natomiast idealnie odpowiada mi jego styl, umiejetnosc wyrazania emocji
    ( za kazdym razem, kiedy czytam pozegnanie z psem jakies ciarki mnie przechodza,
    poczucie humoru. jest mi jakos bliski. pododnie jak kazik - tez dla mnie zbyt
    czarny, ale tez jakos mi bardzo pasi. i zdarza mu sie tez zawadzic o geniusz.

    dla dziesieciolatkow, Karol May zachacza o geniusz
    dla szesnastolatkow - Bursa...:)

    czerpiesz z Bursy garsciami...poczynajac od spizowych tylkow...
  • iwan_w 29.04.05, 15:19

    a dla Lutego kto zachacza o geniusz, i dlaczego...?
  • luty10 29.04.05, 15:25
    iwan_w napisał:

    >
    > a dla Lutego kto zachacza o geniusz, i dlaczego...?

    Leonardo, Einstein, Gandhi....np.
  • iwan_w 29.04.05, 15:31
    luty10 napisał:

    >> Leonardo, Einstein, Gandhi....np.

    no dobra, nie pytam dlaczego:)

    ale kto z szacownego grona poetów i pisarzy?
  • luty10 29.04.05, 15:37
    iwan_w napisał:

    > luty10 napisał:
    >
    > >> Leonardo, Einstein, Gandhi....np.
    >
    > no dobra, nie pytam dlaczego:)
    >
    > ale kto z szacownego grona poetów i pisarzy?

    w wieku szesnastu lat, geniuszem dla mnie byl wlasnie Bursa...
    teraz nie typuje geniuszy... dla mnie to sprawa otwarta i zmienna...
    nie chce sie rozczarowywac...
  • hsirk 29.04.05, 17:54
    poczytaj u zrodel...

    np czy twoj geniusz einstein jest rzeczywistym tworca szczegolnej teorii
    wzglednosci, czy tylko tym, ktory ja upowszechnil jako wlasna...

    poczytaj listy gandhi'ego z afryki, kidy jeszcze swietym staruszkim nie byl...
  • luty10 29.04.05, 18:41
    hsirk napisał:

    > poczytaj u zrodel...
    >
    > np czy twoj geniusz einstein jest rzeczywistym tworca szczegolnej teorii
    > wzglednosci, czy tylko tym, ktory ja upowszechnil jako wlasna...
    >
    > poczytaj listy gandhi'ego z afryki, kidy jeszcze swietym staruszkim nie byl...

    przeciez do 'swietosci' sie dochodzi, a nie rodzi 'swietym'... i gandhi
    doszedl...
    ensteina cenie za caloksztalt...
  • hsirk 29.04.05, 18:51
    do swietosci moze sie dochodzi

    geniusz sie ma

    albo nie
  • luty10 29.04.05, 19:00
    hsirk napisał:

    > do swietosci moze sie dochodzi
    >
    > geniusz sie ma
    >
    > albo nie

    no wlasnie, gandhi mial...:)
  • hsirk 29.04.05, 17:55
    ja pozostane przy bursie i moich szesnastu latach.
    a ty sie starzej i dalej gorzkniej
  • fleuret 29.04.05, 18:29
    hsirk napisał:

    > ja pozostane przy bursie i moich szesnastu latach.
    > a ty sie starzej i dalej gorzkniej

    a jak chcesz kupowac wino?
    nieletnim nie sprzedają
  • hsirk 29.04.05, 18:39
    racja. no to dociagne do osiemnastu. a na razie lewy dowod albo koledzy...
  • fleuret 29.04.05, 18:42
    albo koleżanki
  • hsirk 29.04.05, 18:53
    jeszcze lepiej. kolezanki to nawet nieraz zaplaca...
  • alicja-ciekawska 29.04.05, 18:44
    hsirk napisał:

    > racja. no to dociagne do osiemnastu. a na razie lewy dowod albo koledzy...


    Krish ,hmmmm
    do ilu ?
    bist du Lügner oder was?
    hast mal gesagt,wie alt du bist.
    --
    pozdrawiam
  • hsirk 29.04.05, 18:59
    alle rundherum wissen, dass ich ein Luegner bin...

    hast du wirklich etwas anderes erwartet ?
  • alicja-ciekawska 29.04.05, 19:02
    hsirk napisał:

    > alle rundherum wissen, dass ich ein Luegner bin...
    >
    > hast du wirklich etwas anderes erwartet ?

    a jesli tak ,to sorunki,przepraszam ze sie wtracilam.



    --
    pozdrawiam
  • luty10 29.04.05, 18:36
    hsirk napisał:

    > ja pozostane przy bursie i moich szesnastu latach.
    > a ty sie starzej i dalej gorzkniej

    gorzkniej...??
  • hsirk 26.04.05, 13:32
    krish zanadto podejrzliwy...


    a Ty wierzysz w swietosc i oswiecenie lutego?


    zreszta, od czasu, kiedy nie chcial odpowiedziec mi na istotne pytanie,
    znielubil mnie i to luty mnie teraz zaczepia. ja staram sie go obchodzic. ale
    odpisuje na szczymy, cwierinteligenta i inne epitety dosc dziwnie brzmiace w
    ustach swietego...
  • luty10 26.04.05, 13:38
    hsirk napisał:

    > krish zanadto podejrzliwy...
    >
    >
    > a Ty wierzysz w swietosc i oswiecenie lutego?
    >
    >
    > zreszta, od czasu, kiedy nie chcial odpowiedziec mi na istotne pytanie,
    > znielubil mnie i to luty mnie teraz zaczepia. ja staram sie go obchodzic. ale
    > odpisuje na szczymy, cwierinteligenta i inne epitety dosc dziwnie brzmiace w
    > ustach swietego...

    nie mam obowiazku odpowiadac na wszystkie pytania...
    i nie zapominaj, ze to ty sie do mnie przychrzaniles...
    w ustach swietego, nic nie brzmi dziwnie... masz parafialne pojecie o
    swietosci...:))
  • hsirk 26.04.05, 13:39
    och tracisz fason... mniesz sie razem z komza...
  • luty10 26.04.05, 13:49
    hsirk napisał:

    > och tracisz fason... mniesz sie razem z komza...

    to powyzsze to wlasnie twoj fason...
    zaczepiasz mnie, pewnie zalezy ci na mojej uwadze, nie chcesz przeciez, abym
    cie ignorowal...:)
  • hsirk 27.04.05, 11:55
    nie wmawiaj, ze to ja cie zaczepiam. jestes mi bytem absolutnie obojetnym i
    zrobisz mi duza przyjemnosc jesli przestaniesz sie laskawie mna interesowac. ja
    rowniez sprobuje obchodzic cie duzym lukiem

    and I won't waste a tear
  • luty10 27.04.05, 12:32
    hsirk napisał:

    > nie wmawiaj, ze to ja cie zaczepiam. jestes mi bytem absolutnie obojetnym i
    > zrobisz mi duza przyjemnosc jesli przestaniesz sie laskawie mna interesowac.
    ja
    > rowniez sprobuje obchodzic cie duzym lukiem
    >
    > and I won't waste a tear

    ales sie nadmuchal...:) uwazaj, bo pofruniesz...:)
  • iwan_w 26.04.05, 14:11
    hsirk napisał:

    > krish zanadto podejrzliwy...
    >
    >
    > a Ty wierzysz w swietosc i oswiecenie lutego?


    wierzę w prawdziwość, autentyzm jego doświadczenia - co na początku wcale nie
    miało miejsca, doszedłem do tego dopiero z czasem - na początku wszystko to
    brzmiało dla mnie zbyt obco, a poza tym, nie znałem źródła wiary Lutego

    Wiesz, są takie teksty, w których najzwyczajniej wyczuwa się głębokie emocje,
    wyczuwa się, czy są prawdziwe, odkryte - czy nie

    Taki był post Fleur, o którym powiedziałeś, że ciarki Cię przeszły - mnie też

    ale też dokładnie takie są w moim odbiorze (chociaż nie wszystkie) posty
    Lutego - taki chociażby był ten, który mówił o wewnętrznym poczuciu
    szczęśliwości i taki jest też opis doświadczenia Lutego, który znam

    powtórzę więc - wierzę w autentyzm doświadczenia Lutego i w szczerość tego, co
    pisze
  • hsirk 27.04.05, 11:39
    nie bylo Cie dlugo na forum...

    ja na poczatku bylem sceptyczny. potem zaczalem wierzyc w autentycznosc lutego

    niestety do czasu, kiedy zaczal socjalizowac, wspominac o zabieraniu bogatszym
    dla biedniejszych etc...

    czare goryczy przelal komentarz lutego na temat dosc obrazliwych postow marusi
    pod adresem roznych osob. tu zalozenie wstepne: nie komentowalem moralnosci -
    ale marus jest dorosly i wie, ze jezeli sie pod czyims adresem uzywa slowa
    " k u r w a", to jest to obrazliwe. Natomiast luty zaczal osoby do ktorych
    adresowany byl post marusi nieproszony nachalnie przekonywac, ze ku.. to zadna
    obraza, a nawet laska ze strony marusi, ze tak pieszczotliwie raczyla je nazwac.

    po naszej wymianie zdan luty przestal mnie lubic...

    ja go nie zaczepiam, to on teraz mi przysrywa...

    aha, zadalem mu pytanie czy wierzy, ze pewien facet w polsce regularnie spotyka
    sie z presleyem w zaciszu domowym...chcialem mu pokazac, ze nawet jezeli wierzy
    w swoje objawienia, to nie ma zadnego powodu, by nauczal innych, bo to moze byc
    tylko konfabulacja mozgu... luty niestety nie rozumie takich rzeczy, natomiast
    potrzebe nauczania maluczkich ma ogromna. a ponadto, jego wielka milosc i
    szacunek dotyczy tylko ludzi bijacych przed nim czolem. w innym wypadku swiety
    sie zniecierpliwia dosc latwo i stosuje przytyki nizej wora.




    co smieszniejsze, wiele z rzeczy o ktorych luty wspomina, jest mi bliskich...

    ale w lutym wyczywam jakis zgrzyt i falsz

    a sadze ze czuje energie dosc dobrze
  • luty10 27.04.05, 12:10
    hsirk napisał:

    > nie bylo Cie dlugo na forum...
    >
    > ja na poczatku bylem sceptyczny. potem zaczalem wierzyc w autentycznosc lutego
    >
    > niestety do czasu, kiedy zaczal socjalizowac, wspominac o zabieraniu bogatszym
    > dla biedniejszych etc...

    zawsze twierdzilem, ze dla wszystkich starczy, a o odbieraniu bogatym i dawaniu
    biednym to chyba przesoliles...tlumaczylem Azowi jak dziecku, zeby sie dawaniem
    co musi, tak bardzo nie przejmowal...
    >
    > czare goryczy przelal komentarz lutego na temat dosc obrazliwych postow marusi
    > pod adresem roznych osob. tu zalozenie wstepne: nie komentowalem moralnosci -
    > ale marus jest dorosly i wie, ze jezeli sie pod czyims adresem uzywa
    slowa
    > " k u r w a", to jest to obrazliwe. Natomiast luty zaczal osoby do ktorych
    > adresowany byl post marusi nieproszony nachalnie przekonywac, ze ku.. to zadna
    > obraza, a nawet laska ze strony marusi, ze tak pieszczotliwie raczyla je
    nazwac

    uwazam, ze cos jest obraza, jezeli sami uznamy to za obraze...
    w tym pamietnym watku chodzilo mi o wybaczanie...
    > .
    >
    > po naszej wymianie zdan luty przestal mnie lubic...

    tu tez nie masz racji...dowody mojego lubienia dawalem ci wielokrotnie...:)

    >
    > ja go nie zaczepiam, to on teraz mi przysrywa...

    zaczepiasz...w postach z gf...np :)
    >
    > aha, zadalem mu pytanie czy wierzy, ze pewien facet w polsce regularnie
    spotyka
    > sie z presleyem w zaciszu domowym...chcialem mu pokazac, ze nawet jezeli
    wierzy
    > w swoje objawienia, to nie ma zadnego powodu, by nauczal innych, bo to moze
    byc
    > tylko konfabulacja mozgu...

    nie moge sie wypowiadac o zjawiskach, ktore mnie, osobiscie sie nie zdarzyly..

    luty niestety nie rozumie takich rzeczy, natomiast
    > potrzebe nauczania maluczkich ma ogromna. a ponadto, jego wielka milosc i
    > szacunek dotyczy tylko ludzi bijacych przed nim czolem. w innym wypadku swiety
    > sie zniecierpliwia dosc latwo i stosuje przytyki nizej wora.

    nie nauczam, interpretuje swiat po swojemu, ty tez to w koncu robisz...
    jakie przytyki, ze az ponizej wora?
    >
    >
    >
    >
    > co smieszniejsze, wiele z rzeczy o ktorych luty wspomina, jest mi bliskich...
    >
    > ale w lutym wyczywam jakis zgrzyt i falsz

    zgrzyty i falsze sa w kazdym czlowieku, ja tez nie jestem od nich wolny...

    >
    > a sadze ze czuje energie dosc dobrze

    mowiac o czuciu energii, bardzo mnie ucieszyles...znaczy to, ze nie jest nam
    tak daleko do siebie...lubie jak ludzie mowia o czuciu energii...:)
  • hsirk 26.04.05, 13:15
    > juz dawno popełniłabym samobójstwo gdyby nie wiara


    ......


    > wiara w Boga nie jest hamulcem,....




    zauwaz, ze jedno zdanie z drugim kompletnie nie gra...
  • iwan_w 26.04.05, 13:17

    gra, gra. Wczytaj się -
  • hsirk 26.04.05, 13:20
    wczytuje i nic

    cholera
  • iwan_w 26.04.05, 13:24

    Wiara w Boga nie jest hamulcem etycznym, nie jest biczem, który strachem
    wymusza na ludziach to, że nie są tak źli jak mogliby być - taj ja to rozumiem

  • iwan_w 26.04.05, 14:23
    fleuret napisała:

    > jeśli Boga nie ma, to nic nie ma sensu

    dlaczego życie bez wiary w boga m u s i nie mieć, Twoim zdaniem, sensu?


    > to nie skłonność do zła, lecz niedoskonałość i kruchość ludzkiej natury

    czytałaś może to, co pisałem o ułomności ludzkiej natury do Zetty, gdzieś
    powyżej? kto wie, czy nie myślimy podobnie.

  • fleuret 26.04.05, 14:35
    nie powinnam pisać
    publicznie tego co napisałam
    trudno
    ale tez nie mam zamiaru
    brnąć w to głębiej
  • iwan_w 26.04.05, 15:35

    niczym się nie przejmuj, Fleur, bo i nie ma czym:)

    interesujesz się filozofią? czytałaś już Ciorana?;)
  • fleuret 26.04.05, 15:36
    znam fragment o łzach
  • iwan_w 26.04.05, 15:41
    fleuret napisała:

    > znam fragment o łzach

    i jak Ci się podobał?
  • fleuret 26.04.05, 15:42
    bardzo
    i ten też .jest bardzo prawdziwy:


    Ta pokusa [wiary] była we mnie czymś stałym, ale jednak zbyt głęboko byłem
    już przeżarty sceptycyzmem. W sensie teoretycznym, ale również z racji mego
    temperamentu. [...] Jakiś zew religijny, w gruncie rzeczy bardziej mistyczny
    niż religijny, zawsze się we mnie odzywał. Uzyskanie wiary jest dla mnie
    niemożliwością, podobnie jak niemożliwością jest, bym nie myślał o wierze.
    Zawsze jednak górę bierze negacja. Jest we mnie jakby negatywna, przewrotna
    rozkosz odmowy. Przez całe życie krążyłem między potrzebą uwierzenia i
    niemożnością uwierzenia. Oto przyczyna, dla której tak interesowali mnie
    ludzie religijni, święci, ci, którzy za swoją pokusą poszli aż do końca.
    Jeśli o mnie idzie, musiałem dać za wygraną, bo zdecydowanie nie jestem
    stworzony do wiary. Usposobienie mam takie, że negacja zawsze była u mnie
    silniejsza niż afirmacja. Można to uznać za demoniczny aspekt mojej natury.
    Zresztą z tegoż powodu nigdy nie potrafiłem uwierzyć głęboko w cokolwiek
    bądź. Owszem, chciałbym, ale nie mogłem
  • iwan_w 26.04.05, 15:57

    wypowiedzi Ciorana o sobie samym są zawsze szczere - ale duch negacji,
    pesymizmu i totalnego zwątpienia jest w jego pismach tak silnie obecny, że
    zastanawiam się, czy ich lektura wychodzi na zdrowie. zawsze coś w Tobie
    zostaje, na później - mam wrażenie. może więc lepiej dać sobie z nim spokój?
  • luty10 26.04.05, 16:06
    fleuret napisała:

    > bardzo
    > i ten też .jest bardzo prawdziwy:
    >
    >
    > Ta pokusa [wiary] była we mnie czymś stałym, ale jednak zbyt głęboko byłem
    > już przeżarty sceptycyzmem. W sensie teoretycznym, ale również z racji mego
    > temperamentu. [...] Jakiś zew religijny, w gruncie rzeczy bardziej mistyczny
    > niż religijny, zawsze się we mnie odzywał. Uzyskanie wiary jest dla mnie
    > niemożliwością, podobnie jak niemożliwością jest, bym nie myślał o wierze.
    > Zawsze jednak górę bierze negacja. Jest we mnie jakby negatywna, przewrotna
    > rozkosz odmowy. Przez całe życie krążyłem między potrzebą uwierzenia i
    > niemożnością uwierzenia. Oto przyczyna, dla której tak interesowali mnie
    > ludzie religijni, święci, ci, którzy za swoją pokusą poszli aż do końca.
    > Jeśli o mnie idzie, musiałem dać za wygraną, bo zdecydowanie nie jestem
    > stworzony do wiary. Usposobienie mam takie, że negacja zawsze była u mnie
    > silniejsza niż afirmacja. Można to uznać za demoniczny aspekt mojej natury.
    > Zresztą z tegoż powodu nigdy nie potrafiłem uwierzyć głęboko w cokolwiek
    > bądź. Owszem, chciałbym, ale nie mogłem

    mnie to jest bardzo bliskie...:)
  • iwan_w 26.04.05, 16:11

    Tobie? A gdzie ta Twoja 'negatywna, przewrotna rozkosz odmowy'?:)
  • luty10 26.04.05, 16:35
    iwan_w napisał:

    >
    > Tobie? A gdzie ta Twoja 'negatywna, przewrotna rozkosz odmowy'?:)

    negatywna, przewrotna rozkosz odmowy wiary...tak zaczynala sie moja droga...
    wlasciwie zaczela sie wczesniej...
    pozbylem sie wiary, ale zostalem obdarzony wiedza...:))
  • sweetnighter 26.04.05, 16:08
    wydaje mi się iwan, że twoje roztrząsania są w dużej mierze jałowe, a to z tego
    powodu, że naturę ludzką postrzegasz w sposób typowo statyczny i abstrakcyjny,
    tymczasem człowiek ma to do siebie, że jest istotą społeczną i historyczną.

    jest raczej tak, że w toku swojej społeczno-historycznej praktyki ludzie dążąc
    do zaspokojenia potrzeb przekształcają przyrodę i tworzą swój własny materialny
    świat, ale też, i w jeszcze większym stopniu, te materialne warunki i powstałe
    na ich bazie stosunki - kształtują ludzi, bo każde kolejne wstepujące pokolenie
    już jakiś świat społeczny zastaje; jednocześnie jednak w swojej twórczej
    aktywności ten świat znowu przekształca, ale nie w sposób dowolny, tylko w tych
    określonych granicach. jest to pewna dialektyka. człowiek ma w sobie potencjał
    dobra i zła, ale to nie znaczy, że rodzi się jako tabula rasa.

    w tym historyczno-rozwojowym ujęciu należy też widzieć ten specyficznie ludzki
    porządek wartości, celów, wyborów - jako wytwór ludzkich wysiłk