Dodaj do ulubionych

porzucona....jak sie pozbierać......?

29.06.05, 11:37
"Zostaniemy przyjaciółmi"-usłyszałam od ukochanego.Cierpie niesamowicie, to
tak BOLI....!!!Nie chce już nic, chyba będe miała depresje,nie śpie,nie
słysze ukochaneej muzyki, nie mam na nic ochoty, tylko w głowie mam obraz
wszystkich spotkań, słysze wszystkie kłamstwa.......i zastanawiam sie czy to
ze mną jest coś nie tak czy z nim? Niech mi ktoś pomoże:((((((
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 17:02
      Probujesz na sile pozbyc sie milosci, uwazasz ze to ona Ciebie rani. To nie
      milosc Cie rani, to strach ze stracilas wszystko i ze musisz sie pozbyc
      milosci. Musisz sie pozbyc strachu.
      Musisz przestac myslec o tym, to bardzo trudne ale mozesz to zrobic. Zacznij od
      spaceru i to bardzo dlugiego. Zwolnisz wtedy bardzo wiele stresu, bedziesz
      mogla zasnac. Bedzie to slaby sen ale zawsze lepszy niz nic.
      Kup Sobie rowniez sporo owocow, musisz jesc i staraj sie byc zajeta caly czas
      aby przestac myslec. Te mysli beda wracaly ale blokuj je, powtarzaj sobie ze
      nie chcesz o tym myslec.
      Najgorszych jest pare pierwszych dni, musisz je przetrwac. Za wszelka cene nie
      analizuj tego co sie stalo, bo takie analizowanie przynosi bardzo wiele bolu.
        • darek12345 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 17:51


          > Dzięki za dobre rady:)Teraz staram sie ich słuchać.I nie myśleć.Pójde na ten
          > spacer.Stwierdziłam ze dopiero teraz widać jak wiele osób mnie kocha i pomaga
          > mi.pozdrawiam

          Tu trzeba tylko czasu, trzeba przeczekać (wg mnie)

          "Czas płynie i zabija rany

          Posłuchaj, porzucony przez nią,
          Nieznany mój przyjacielu:
          W rozpaczy swojej
          Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
          Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
          Na smugę cienia nie wbiegaj,
          Zaczekaj, trochę zaczekaj!

          Posłuchaj, porzucona przezeń,
          Nie znana mi przyjaciółko:
          W rozpaczy swojej
          Nie wychodź na balkon, nie wychodź,
          Do bruku z góry nie przychodź, nie przychodź,
          Na smugę cienia nie wbiegaj,
          Zaczekaj, trochę zaczekaj!



          Przysięgam wam, że płynie czas!
          Że płynie czas i zabija rany!
          Przysięgam wam, przysięgam wam,
          Przysięgam wam, że płynie czas!
          Że zabija rany przysięgam wam!

          Dajcie czasowi czas,
          (Zwólcie czarnym potoczyć się chmurom
          Po was, przez was i między ustami,
          I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
          One już daleko, daleko za górami!)
          Tylko dajcie mu czas,

          Dajcie czasowi czas,
          Bo bardzo, bardzo,
          Bardzo szkoda
          Byłoby nas!"
          E.Stachura



          --
          "nie kieruj nie swoim losem"
        • mskaiq Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 18:07
          To dobrze ze masz wiele osob ktore Cie kochaja i pomagaja. To zawsze przynosi
          ulge, milosc zawsze ja przynosi.
          Postaraj sie rowniez sluchac muzyki ale nie mysl o tym co sie stalo. Staraj sie
          cieszyc tak jak kiedys to robilas sluchajac jej.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • 12baba Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 18:16
            skoro Cie rzucil, to Cie nie chcial
            a co to za zycie zkims, kto nas nie chce?
            cos jeszcze pislas o klamstwach
            zyc i byc z klamczuchem?
            zadna przyjemnosc

            Ty nie rozpaczaj, tylko daj na msze, ze gada sie z zycia pozbylas!

            oj szczesciara, szczesciara...
            *-*
        • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 23:17
          tak.Zjadłam wielką ilość słodyczy,przyznam sie ze pomogło.Nie jest to zbyt
          dobry sposób na poprawe humoru, bo jak sie w spodnie nie zmieszcze, to będe
          miała nowy powód do smutku.Ale jeżdziłam jak szalona na rowerze.I stwierdziłam
          ze to lepiej działa, niż alkohol,czy czekolada:)
    • hawronia Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 22:31
      "Z czego musisz sobie zdać sprawę? Z trzech rzeczy. Po pierwsze — musisz
      zobaczyć cierpienie, które ci ten narkotyk zadaje, te wzloty i upadki, te
      przejmujące drżenia, niepokoje, rozczarowania, nudę, do której w końcu zawsze
      prowadzi. Po drugie — musisz zrozumieć, że ten narkotyk pozbawia cię wolności,
      aby kochać i cieszyć się każdą minutą i każdą rzeczą w życiu. Po trzecie —
      musisz zobaczyć, jak (z powodu swojego uzależnienia i zaprogramowania)
      wyposażyłeś przedmiot swojego przywiązania w piękno i wartość, której on po
      prostu nie posiada. To, co cię tak bardzo oczarowało, tkwi w twojej głowie, a
      nie w twojej ukochanej osobie lub rzeczy. Gdy to zobaczysz, czar zginie pod
      uderzeniem miecza świadomości." A.de Mello
    • miriamfirst_ Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.06.05, 23:45

      Edward Stachura tak pisał, śpiewał:

      posłuchaj porzucona przezeń nieznana mi Przyjaciółko
      w rozpaczy swojej nie wychodź na balkon, nie wychodź
      do bruku z góry nie przychodź, proszę nie przychodź,
      na smugę cienia nie wbiegaj błagam, nie wbiegaj
      zaczekaj chwilę, zaczekaj...

      przysięgam wam, że płynie czas i łagodzi rany.
      Tylko dajcie mu czas.
      Dajcie Czasowi - Czas.
      Zwólcie czarnym przetoczyć się chmurom po was, przez was i miedzy ustami.
      I oto dzień nadchodzi. Nowy dzień.
      One daleko już daleko za górami.
      Tylko dajcie mu czas, dajcie czasowi czas
      bo bardzo, bardzo szkoda byłoby nas.

      To taki - mały fragment piosenki.

      Jestem bardzo z Tobą, trzymam za Ciebie kciuki, żeby Ci nie było - bardzo źle,
      żeby co dzień - lepiej, łatwiej, łagodniej.
      Bądź cierpliwa. Wiem, że to trudne. Ale warto.
      To była - pomyłka. Po co żyć w pomyłkach?

      Psychologia tradycyjna mawia, że czasami ból po rozstaniu nie jest bólem " z
      miłości" tylko bólem ' odstawienia, zmiany sytuacji".

      Pozdrawiam Cię ciepło.

      Miriam
      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 30.06.05, 00:01
        Twoje słowa Miriam naprawde mi pomogły.Ciesze sie ze są jeszcze na świecie
        dobrzy ludzie wrażliwi na cierpienie drugiego człowieka......Tak bardzo chce
        zapomnieć,wyrwać GO z duszy ale NIE UMIEM.....!!!!!I to jest najgorsze....Nie
        potrafie sobie np.myśleć o naszych kłótniach,bo nigdy nie było żadnej.Nie umiem
        sie z tym pogodzić zzerwaniem z ideałemszukam w sobie wad,powodów...Bo
        najgorsze jest ze nie poznałam powodu jego decyzji!Nie wiem,jak można jednego
        dnia coś czuć, a drugiego być obojętnym na tę drugą osobę...I najgorsze, czemu
        właśnie ja mam takie szczęście, ze znajduje idealnego dla mnie faceta, a on
        mnie rzuca....i chce sie przyjażnić!!!!!Może czas zaleczy rany, ludzie mówią ze
        to nie moja wina, ze to on jest dziwny i niedojrzały,ja już nie wiem nic......
    • regina1981 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 07.07.05, 22:15
      Mnie też ktoś kiedyś porzucił, jest to przykre doświadczenie, ale ja mam taką
      teorię, że wszystko dzieje się po coś, więc jeśli się rozstaliście to widać tak
      miało być, może dobrze się stało bo wreszcie zrobiło się w Twoim życiu miejsce
      na prawdziwą miłość. Na pewno ciężko się po czymś takim pozbierać, dużo czasu
      to zajmuje, ale na świecie są przeszło 3 miliardy facetów, 3 miliardy
      potencjalnego szczęścia!!! Od czasu do czasu warto sobie popłakać, ale
      najlepiej postaraj się myśleć o tym co Cię spotka dobrego w przyszłości. Staraj
      się mieć jakieś zajęcie, żeby o tamtym nie myśleć.Omijaj go z daleka, nie dzwoń
      i staraj się zapomnieć. Na pewno się wszystko dobrze ułoży. Pozdrawiam!!!
    • agnieszka_ka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 07.07.05, 22:45
      Przede wszystkim nie analizuj! Zadnych budujacych wnioskow nie wyciagniejsz,
      tylko sie dobijesz.
      Zapomniec nie zapomnisz, nawet sie nie ludź. Raczej staraj sie odpedzac mysli.
      Siedzac i patrzac w sciane ich nie odpedzisz. Raczej sie czyms zajmij. Rob
      cokolwiek, spaceruj, ogladaj glupoty w TV, baw sie z psem-jak masz, gotuj,
      zabijaj mysli czyms co gada i sie zmienia - ludzie na ulicy, telewizor,
      dyskusje w radiu, ksiazki, gazety. Postaraj sie zeby w twoim otoczeniu bylo
      jasno i kolorowo, ubieraj sie w zywe kolory, nasloneczniaj mieszkanie,
      przemaluj sobie jakis mebel, kup nowe posciele albo jakies elementy dekoracji.

      Mimo tych zabiegow nikt chyba nie zaprzeczy ze czas najlepiej leczy rany.
      Trzeba czekac. Jak u dentysty, poboli i przestanie, do konca zycia nie bedzie
      bolalo.
    • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 08.07.05, 01:05
      Zgadzam sie. Analizowanie nic nie daje. Wręcz przeciwnie rozdrapuje to w
      kółko.Ale ciągle mnie dręczą te myśli i nie umiem ich odpędzać..Ani sie
      obrejrze a już analizuje przyczyny, i wyszukuje w sobie wad:/Jest troszeczke,
      ale tylko troszeczke lepiej.Tak mi sie wydaje.Najpierw żyłam w całkowitej
      apatii i wrogim nastawieniu do świata, teraz zaczęłam wychodzić coraz częściej
      z domu.To co przezywam rozumieją głównie te osoby, które spotkało to
      samo...Jeśli macie jakieś sposoby na wyjście z dołka-piszcie. O zapomnieniu
      nawet nie marze, bo usłyszłam ze to wszystko i tak zostaje.Zresztą jestem jak
      ta waza w cytacie" moje serce jest jak chińska waza-popękane ale w całości..."
      • dwunasta_gwiazdka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 17.10.05, 19:57
        fuck fuck fuck
        mam to samo :(((
        co sie z nami dzieje ??
        co sie dzieje z facetami ?? dlaczego ??
        Trzymaj sie ciepło, ja trzymam za ciebie kciuki
        wierze, ze prędzej czy póxniej sie pozbieramy :)
        choc na razie jest pusto i źle ;( wszystko przypomina jego itp.
        jestem w prawie tej samej sytuacji 'schrupanie' na 1 randce, zero kłutni,
        wyidealizowany obraz JEGO którego tak ciezko sie pozbyć
        pozdrawiam
        :)
    • evula Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 08.07.05, 11:50
      Boze... dziewczyno, ja mialam dokladnie ten sam problem!!! I to kilka tygodni
      temu. Wiem jakie to jest okrutne. Do tej pory jest mi ciezko. Widujemy sie, ale
      chyba wolalabym w ogole juz nigdy go nie zobaczyc, zapomniec o nim, zeby nie
      myslec o tym wszystkim a najchetniej cofnac czas, by on nigdy wczesniej nie
      pojawil sie w moim zyciu. Chce by czas plynal szybciej, by mysli slably coraz
      bardziej, ciezko mi wciaz.
      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 08.07.05, 15:02
        ja też cche by czas płynął szybciej...czy jest ze mną coś nie tak ze facet na 1
        randce mówi ze "mógłby mnie schrupac" a na drugiej zrywa i cche być
        przyjacielem.....Wiem, to z nim jest coś nie tak:/ Ale oczywiście wcześniej tak
        to ukrywał ze nic nie zauważyłam....Chciałabym wyrzucić go z serca, ale nie
        potrafie!!!Tkwi we mnie.Chcialabym go wogóle nie poznać, ale z drugiej str.
        warto było, bo byłam naprawde szczęśliwa.Nie wiem co jest gorsze-nie zaznać
        szczęścia, czy zaznać,po to aby ktoś po chwili nam je odebrał......Feminizm?
        Zdecydownie na tak.Faceci to świnie.Naprawde w to wierze teraz.Komu zaufam,
        skoro ANIOŁ mnie oszukał???
        • mskaiq Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.07.05, 03:02
          Nie mozna wyrzucic milosci, jest czescia Ciebie dlatego zostaw ja i nie walcz z
          nia bo walczysz wtedy ze Soba. Walczac z nia mozesz zniszczyc tylko Siebie.
          Trzeba ufac, nie mozesz uogolniac, to nie jest prawda ze nie mozna ufac
          wszystkim facetom.
          Mysle ze On Ciebie kochal rowniez, co sie stalo, dlaczego to sie skonczylo?
          Najczesciej przyczyna jest strach. Mysle ze On moze miec problemy ktorych nie
          potrafi rozwiazac. To bardzo czesto sie zdarza. Zwykle interpretujemy to
          inaczej, zwykle uwazamy ze ktos nas oszukal i oszukiwal caly czas. To bardzo
          rzadko jest prawda.

          • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.07.05, 23:41
            może sie bał ze to sie poważne zrobiło..Nie wiem.Naprawde nie poznałam powodów
            nie było między nami 1 kłótni,nawet nie moge teraz myśleć o tym jaki był
            okropny w stosunku do mnie bo ....nie był!! Był szczery i chiciał być
            fair.Poprostu powiedzial mi ze nie cche mnie okłamywać, jak jest przy mnie to
            jest cudownie zapomina o świecie itd.Ale jak mnie nie ma...to nie tęskni. I
            myśli ze to chyba nie to, bo już by to wiedział.....Nie wiem może zakochałam
            sioe w urojeniu o nim:( Ale ja nie potrafie tak sobie go z życia wyrzucić, z
            serca....
    • solaris_38 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.07.05, 03:29
      piszesz za mało żeby coś powiedzieć

      zostańmy porzyjaciółmi może naczyc wiele rzeczy
      nie wiadomo co w twoim przpadku
      może znaczyc między innymi próbe docenienia wspaniałych rzeczy które były
      międzyn wami (nie wchodząć CZEMU sie skończyły)
      albo słabość i niezdolnośc do powiedzenia wisisz mi kobieto i znikaj z mojego
      życia

      cokolwiek było widać .nie wiedziałaś o wielu rzeczach
      GDYBYŚ wiedziała np że on się nudzi i nie ejst szczesliwy ( z jakiegoś powodu
      odszedł) pewnei nie przezywałasyś tej sielanki z akóra tęskicsz

      za czym rtęsknisz

      za złudą

      ?

      za czym ?
      je s.i za facetem który byłby z tobą szćześliwy TO NI TEN
      ten nie był


      zycze spotkania takiego który będzie

      s.
      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 10.07.05, 00:13
        solaris_38 napisała:

        > piszesz za mało żeby coś powiedzieć
        >
        > zostańmy porzyjaciółmi może naczyc wiele rzeczy
        > nie wiadomo co w twoim przpadku
        > może znaczyc między innymi próbe docenienia wspaniałych rzeczy które były
        > międzyn wami (nie wchodząć CZEMU sie skończyły)
        > albo słabość i niezdolnośc do powiedzenia wisisz mi kobieto i znikaj z
        mojego
        >
        > życia
        >
        > cokolwiek było widać .nie wiedziałaś o wielu rzeczach
        > GDYBYŚ wiedziała np że on się nudzi i nie ejst szczesliwy ( z jakiegoś powodu
        > odszedł) pewnei nie przezywałasyś tej sielanki z akóra tęskicsz
        >
        > za czym rtęsknisz
        >
        > za złudą
        >
        > ?
        >
        > za czym?
        Tęsknie za tym jak było z nim cudownie, jak byłam szczęśliwa...Nie umiem sie
        pogodzić z tym, ze mi to odebrał.....Nie wiem czy miał mnie dosyć...Chyba nie
        widziałam ze mu ciężko, ze mówi to szczerze, ze naserio chce zostać moim
        przyjacielem,przekonywqał mnie do tego, jak mu powiedziałam ze tak sie przecież
        mówi,to mi odrzekł ze "u nas tak nie będzie bo my przecież jeteśmy bratnimi
        duszami"......I kontaktujemy suie dalej.I teraz mam nowy dylemat, bo nie wiem
        czy mam sie z nim przyjażnić czy nie?Najlepiej wyrzuciłabym go ze swojego
        życia, bo chciałabym zapomnieć a tak sie nie da!!Kazda jego wiadomość to
        przyspieszone bicie mojego serca,nadzieja-która upada po przeczytaniu co
        napisał....MOże gdybym znikła z jego zycia,uświadomiłby sobie co tak naprawde
        do mnie czuł?CZy tęskni?Czy może żyć dalej?MOże by coś zrobił?Bo on chce"mieć
        ciasteczko i zjeść ciasteczko"nie mogąc do konca zrezygnowac ze mnie!!Napisałam
        do niego meila,grzeczny i ładny ale wyjaśniający spr ze nie moge soe z nim
        przyjażnić bo nie chce słuchać np o jego nowych dziewczynach itd, a to ze
        jesteśmy bratnimi duszami to nic nie zmienia.I zeby to zrozumiał.Ale nie
        wysłałam tej wiadomości>Waham soie,Poradzcie mam to skończyć?Bo właśnie ja nie
        wiem,czy moge z niego całkowicie zrezygnować....
          • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 10.07.05, 00:43
            ale właśnie.Ja sie czuje jakbym miała to przeciąć definitywnie.Mam takie
            uczucie ze strace coś a moze jeszcze by coś z tego mogło być, a nuż....? Wiem
            ze to głupie,ale nie wiem co zrobić,czy jestem gotowa na wyrzucenie go z życia
            i przyjęcie z pełną odpowiedzialnością tego,ze moze nie chcieć ze mnną
            rozmawiać,że to całkowicie zakończe,ze go w życiu nie zobacze....A przecież nie
            oszukujmy sie JA GO KOCHAM I nie chce go stracić,może przynajmniej pozostać
            przy tym małym skrawku jakim jest przyjażn od niego.....Ale to boli.Bardzo:(
            • anutka3 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 10.07.05, 11:51
              a wierzysz w przeznaczenie? nie takie górnolotne,ale po prostu przeświadczenie
              ktoś tam to gdzieś zaplanował???założył naszą wolną wolę i przewidział,co
              będziemy robić???czasami takie spojrzenie pomaga.jednym słowem- jeśli jest Wam
              to pisane- będziecie ze sobą prędzej czy później.A ja z własnych doświadczeń
              odradzam przyjaźń zaraz po związku.Bo dla Ciebie to nie będzie przyjaźń.A jak
              on się zorientuje, może w ogóle zerwać kontakty... Zagłusz nadzieję.Powstrzymaj
              się od kontaktów.Może on się zreflektuje co utracił :) ale musi do tego sam
              dojść.
            • solaris_38 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 24.07.05, 20:45
              dla mnie miłość wynika ze znajomości kogoś

              kota w worku nie da się kochac naprawdę

              a tyy go nie znałaś

              nie wiesz kim był i co czuł ten którego myslisz że kochałaś

              porzuć złudzenia i nie daj boże nie szukaj czegoś podobnego

              złudzenia sa jak narkotyki
              odstraw sie od nich

              jasne że boli

              rzucanie narkotyków tez boli ale ... one nic nie dają

              rzuć złudzenia i szukaj realnego faeta któego naprawdę pokochasz

        • solaris_38 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 24.07.05, 20:41
          moge tylko powtórzyć coś co powiedziłąm

          ZA CZYM TĘSKINISZ kobieto

          za ZŁUDZENIEM?
          piszesz że za chwilami kiedy byłaś szczęśliwa ale twoje złudzenie szczęścia
          płynęło z tad że nie widziałaś nie czułąś ze on NIE jest tak szczęśliwy jak ci
          sie wydaje
          on nie był z tobą szczesliwy

          za czym tęsknisz?
          za byciem z facetem kóry się z tobą my=ęczy ? byle tylko nie wiedziec co on
          czuje?

          powtarzxam

          jesli facet nie był w z topba szczesliwy to jest naturalne ze odchodzi

          może nie umie być z nikim szczesliwy a może ty nie ejsteś tą kobietą

          za czym tesknisz?


          obudz się
          • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 24.07.05, 20:49
            solaris_38 napisała:

            > moge tylko powtórzyć coś co powiedziłąm
            >
            > ZA CZYM TĘSKINISZ kobieto
            >
            > za ZŁUDZENIEM?
            > piszesz że za chwilami kiedy byłaś szczęśliwa ale twoje złudzenie szczęścia
            > płynęło z tad że nie widziałaś nie czułąś ze on NIE jest tak szczęśliwy jak ci
            >
            > sie wydaje
            > on nie był z tobą szczesliwy
            >
            > za czym tęsknisz?
            > za byciem z facetem kóry się z tobą my=ęczy ? byle tylko nie wiedziec co on
            > czuje?
            >
            > powtarzxam
            >
            > jesli facet nie był w z topba szczesliwy to jest naturalne ze odchodzi
            >
            > może nie umie być z nikim szczesliwy a może ty nie ejsteś tą kobietą
            >
            > za czym tesknisz?
            >
            >
            > obudz się
            I tak samo jest z kazdym.
            TO muis byc we dwoch osobahc naraz, albo wniedalekim odstepie. Jak jedno na tak
            a drugie na nie, nie ma nic.
    • kaka.77 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.07.05, 17:03
      Ostatnio spotykałam się z mężczyzną, twierdził, że chce mnie bliżej poznać i że
      bardzo jest zainteresowany znajomościa ze mna. Znamy sie krótko, ze dwa
      miesiace, ale kontaktowaliśmy sie niemal codziennie.
      Kilka dni temu zaprosiłam go na wesele. Zgodził się, bo juz wcześniej wiedział
      o nim. Dzisiaj też mieliśmy sie spotkać i niedawno dostałam od niego smsa, że
      spotkał się ze swoja byłą dziewczyną i postanowili spróbować jeszcze raz, tak
      więc nasze spotkania s juz nieaktulane.
      Co o tym sądzicie?
      • nom73 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.07.05, 21:49
        kaka.77 napisała:

        > Ostatnio spotykałam się z mężczyzną, twierdził, że chce mnie bliżej poznać i
        > Co o tym sądzicie?

        Carpe diem, korzystaj z chwili. :-)
        Nic nie może wiecznie trwać dlatego warto wykorzystywać nadarzające się
        sytuacje.
        W sumie to uczciwy z niego chłopiec, że nie spotyka się z dwiema dziewczynami
        na raz. :-)
        • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 25.07.05, 00:52
          cóż.....doszłam do takiego samego wniosku.Ze go wyidealizowałam,a tak naprawde
          wcale go nie znałam:(Tak zyłam złudzeniami,które w wielkim stopniu on
          spowodował,palnując np.co zrobimy za rok.Czas mija a mnie nie ma lepiej,a
          podobno leczy rany.....tylko czemu tak wolno?!Walcze o siebie,bo przecież kto
          to zrobi za mnie...wychodze,bawie sie,śmieje.....ale ostatnio sie rozryczałam w
          ramionach przyjaciółki,miomo ze obiecałam sobie,ze nie przez niego nie popłynie
          już ani jedna moja łza.Jest ciężko widze to,a życie toczy sie tak jakby obok
          mnie:(
            • katja Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 25.07.05, 11:06
              Przezylam dokladnie to co ty ...minelo 1,5 roku i zaczynam odrozniac obraz
              stworzony przeze mnie od tego prawdziwego psychopaty i dziwkarza jakim byl naprawde.
              Oszukal mnie swoim zachowaniem , byl cudowny , kochany , opiekunczy etc...dlugo
              tesknilam do tego obrazu , iluzjii, ale naprawde czas jest najpiekniejszym
              lekarstwem i naprawde rany zalecza. Uwierz mi. Zaczynam czuc sie komfortowo,
              chodze na imprezy , dostrzegam innych mezczyzn.
              Jestem dumna , ze przeszlam sama przez ten okres bez tabletek a nawet wizyty u
              psychologa. Sama sie z niego uleczylam z pomaca rozmow z kolezankami, czytalam
              ksiazki na temat zwiazkow , plakalam, analizowalam (to wazne ze by wszystkie
              niewyjasnione sprawy zanalazly swoje wytlumaczenie ) wszystko wiem i rozumiem
              kiedy mnie oszukiwal, gdy prawda byla klamstwem.
              Wiem kim jest naprawde , jesli czasami mam nawroty to tesknota za tym ktory nie
              istnieje, ktory byl tylko w moijej glowie i ktory obraz on mi sam stworzyl swoim
              podstepnym zachowaniem.
              Ale jest juz dobrze, inaczej , mysle , ze przed uplywem 2 lat bede calkowicie
              uleczona , czuje juz sie silna i zaczynam miec apetyt na nowy zwiazek i mam
              jedno doswiadczenie za soba ktore mnie wzmacnia jako czlowieka, moge sluzyc rada
              innym , wiele mnie ten zwiazek nauczyl jak rozni sa ludzie i jak moga sie
              zachowywac, nigdy bym nawet nie przepuszczala.
              Zycze ci wytrzymalosci, zobaczysz jutro bedzie lepiej ...wyjdziesz z tego
              silnijesza i piekniejsza. Pozdrawiam!
    • modrooka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 25.07.05, 14:39
      Dokładnie ciebie rozumiem. Ja przeżywam to samo. Miałam faceta i nagle z dnia
      na dzień stwierdził, że nie wie co czuje i chce byśmy byli przyjaciółmi. Nie
      sądzę jednak, że mnie oszukiwał wcześniej co do swoich uczuć.
      To nie jest tak jak niektórzy mówią, że sobie go wyidealizowałaś i nie
      widziałaś, że się tobą bawi. Napewno się nie bawił. On napewno naprawdę szalał
      za Tobą. Myślę, że się przestraszył związku. Tacy są niedojrzali faceci.
      Zgadzam się z jednym, zerwij z nim kontakt. To trudne, ale przyjaźń z nim
      wykończy cię psychicznie. Wiem co mówię.
        • yagu Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 26.07.05, 10:49
          rozstanie bardzo boli. moim zdaniem spotykanie sie tuz po rozstaniu,
          przyjaznienie sie nie jest dobre i sprawia, ze boli jeszcze bardziej i ciagnie
          sie dalej niby-zwiazek niby-niewiadomo-co. dla mnie najlepszym rozwiazaniem
          bylo nie spotykanie sie ze soba. boli bardzo to prawda. dopiero po jakims
          czasie, przyjazn faktycznie byla i jest mozliwa.no ale kazdy przypadek jest
          indywidualny.

          pozdrawiam i zycze przetrwania, i zebys wyszla silniejsza z tego:)
          --
          ...time is the key...
        • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 26.07.05, 22:12
          niuni 04
          czytałam Twoją wypowiedz na forum Warszawy.Przykro mi ze masz taka smutną
          sytuacje,chce Ci powiedzieć ze rozumiem co czujesz,bo niestety miałam to
          samo,przez mojego faceta też przeżywałam huśtawke emocjonalną.koszmar
          niesamowity i nikomu go nie zycze.Ja byłam, tą kochającą w tym związku...tą
          wybaczającą i tą chcącą być ślepą.W końcu mnie zostawił,a teraz dowiedziałam
          sie ze ma już następną Agnieszke.....faceci są perfidni,nie?!
          Najgorsze ze my naprawde jesteśmy głupie,jak to powiedziała Warszawa.My nie
          cchemy nic widzieć,my chcemy z nimi być,chcemy wszystko naprawiać...Ale
          nauczyłam sie przy nim jednego:związku nie da sie naprawić w pojedynke.I ja
          zasługuje na faceta który mnie naprawde doceni.Nie chce chwili szczęścia w
          związku.Chce być naprawde pewna za tą drugą osobe i szczęśliwa!!!Tylko może za
          dużo chce......???
    • panorama12 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 08:24
      Dlaczego ciągle ten sam scenariusz? Ja kocham, ON (podobno) też, a później....
      no cóż słyszę: wiesz zastanowiłem się nad tym wszystkim i to chyba nie ma
      sensu... (tak zakończył się mój przedostatni związek). Oczywiście strasznie
      bolało, ale nie walczyłam o niego, nasz związek, bo to bez sensu. Chcę być
      kochana i kochać, a nie otrzymywać jakieś marne skrawki jego uczuć...
      Po kilku miesiącach wróciłam do równowagi psychicznej, ale nie zapomniałam...
      Wybaczyła, ale nie zapomniałam...
      Półtora roku jałowego życia, i pojawił się ON. Nasz związek był któtki, ale za
      to cudowny. Po raz kolejny usłyszałam, że musimy się rozstać, bo on nie pracuje
      w Polsce, i bliska osoba w kraju to dla niego za duże obciążenie psychiczne...
      A przecież ludzie żyją w "związkach na odległość"...
      Ciekawe czy ten scenariusz kiedyś się zmieni.
      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 09:57
        panoramo!!jestem wielką fanką Bridget Jones.ONa takich facetów
        nazywa "emocjonalnymi popraprańcami"Przyznasz,że coś w tym jest?
        Twoi i mój to właśnie tacy popraprani emocjonalnie faceci.Najpierw chcą,potem
        sami nie wiedzą.Niedojrzali jak na swoje lata.Tylko to mnie wkurza,ze
        napoczątku wydają sie dojrzali,bo inaczej w życiu nie pakowałybyśmy sie w takie
        związki:(
        • panorama12 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 10:20
          Taaaaak, chyba sama lepszego określenia nie wymyśliłabym :) Ta ich
          niedojrzałość, to jakieś jedno wielkie nieporozumienie. Przecież nie są już
          chłopcami którzy mają 12 lat i biegają w krótkich spodenkach za piłą na
          przyszkolnym boisku. Niestety zmienili się tylko fizycznie, bo mentalnie i
          emocjonalnie pozostali właśnie na tym etapie. Czasami tylko zachce im się
          pobawić w dorosłe życie- takie z odpowiedzialnością za drugiego człowieka,
          umiejętnością dochodzenia do kompromisów itd. ale szybko się orientują, że to
          zbyt trudne. Oczywiście wiem, że generalizuję, uogólniam i że normalni faceci"
          jeszcze istnieją. Agnes, musimy chyba tylko trochę poczekać, a oni się
          znajdą... Ci, którzy na nas zasługują :))
          Pozdrawiam
          • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 17:02
            myśle droga panoramo,ze będzie to droga ciężka i mozolna.To
            zadziwiające,widzisz Ty po takim złym doświadczeniu znów trafiłaś na kogoś
            takiego:(Najgorzej jest sie z takiego związku wyleczyć,albo uciec...bo on
            niszczy człowieka a jednocześnie tak bardzo trzeba nam miłości,ze zadowolimy
            sie odrobinką:(
            A jak jej zabrakło to jest jeszcze gorzej:(Nie myślałam,ze będe tak przez
            faceta cierpieć,a tym bardziej nie przez niego(ułożony aniołek).Teraz będe
            ostrożniejsza,najgorzej ze mam złe wyobrażenie o wszystkich facetach,moja
            przyjaciółka na mnie wrzeszczy ze będe ranić siebie i innych myśląc w ten
            sposób o każdym.....nie wiem jak zacząć pozytywnie myśleć,po co oni sie wogóle
            pakują w związki,opowiadają głupoty,udają dojrzałych,jeśli potem zaczynają sie
            wahać????Lęki jak u nastolatek a nie u dorosłych facetów.Mam 19 lat,a jestem
            bardziej ustablilizowana emocjonalnie niż 21latek....
        • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 17:19
          agnes05 napisała:

          > panoramo!!jestem wielką fanką Bridget Jones.ONa takich facetów
          > nazywa "emocjonalnymi popraprańcami"Przyznasz,że coś w tym jest?
          > Twoi i mój to właśnie tacy popraprani emocjonalnie faceci.
          Kobiety tez są takie popaprane!
          Najpierw chcą,potem
          > sami nie wiedzą.Niedojrzali jak na swoje lata.Tylko to mnie wkurza,ze
          > napoczątku wydają sie dojrzali,bo inaczej w życiu nie pakowałybyśmy sie w
          takie
          >
          > związki:(
          Najpierw chcą
          I mają racje. Aby wejśc do rzeki, trzeba umoczyć nogi. Jak z daleka mozna
          stwierdzić, jaka jest rzeka? Jaka w niej woda? To smao ze związkiem. Oboje są
          na tak, ale uczucia są jak piłka w locie. I z każdym dniem się człowiek
          poznaje, bada uczucia. I co sie okazuje, że ejst i że nie kocha, a tylko lubi.
          Ma do tego prawo, bo nie ma nic gorszego jak życ wbrew włansym uczuciom.

          A wy moje drogie jak byście sie zachowały? Poznajecie kogoś, spotykacie się,
          ejsteście na tak. A potem okazuje się, że lubicie, nie kochacie. I co robicie?
          Nie to samo co Ci panowie?
          Ale znając kobiety to do głosu dojrzie rozumek: nie kocham go, lubie, Jets
          dobry, spokojny. Ma kase, bedzie mi znim odbrze. Zatem, zostaje.

          Jak wdiac, panowie sa DOJRZALSI I SZCZERZY> Oni jak cos to na urode leca. Panie
          na kase. Taki wymiennik handlowy. Dobrze, ze to sie zaciera, bo i panie maja
          szanse zarobku.
          I skonczcie ten watek, bo im wiecje mowcie tym bardziej pokazujcie
          jakie "dziecinnne jestescie". Jak male dziewczynki. Nie dlai mi zabaki, ktora
          JA CHCIALAM< JA WYBRAŁAM!!!!!!!!!! Ja Ja!!!!
          Miłosc - to OBOJE a nie tylko co jedno chce. i to nie ejst egoizm, a agape
          czyli my.
          • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 17:30
            caprissa ja wiem,ze nikogo do miłości nie zmusze.Tylko mnie to najbardziej
            zraniło ze to on planował,co będziemy robić razem za kilka miesięcy,to on
            kłamał,ze ja jestem jego ideałem,ze żadnej innej absolutnie nie chce.....ja sie
            wtedy z tego śmiałam i nie rzucałam takich wielkich słów,stwierdzając ze czas
            pokaże...a po niedługim czasie on stwierdził ze mnie bardzo lubi,ze chce byśmy
            byli przyjaciółmi,ale to nie dla tego ze kogoś ma,BROŃ BOŻE!!!A prawda jest
            taka,ze....wymienił mnie na inną,to jakże mam przejść z tym do porządku
            dziennego?!!!!!!!
            • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 17:48
              agnes05 napisała:

              > caprissa ja wiem,ze nikogo do miłości nie zmusze.Tylko mnie to najbardziej
              > zraniło ze to on planował,co będziemy robić razem za kilka miesięcy,to on
              > kłamał,ze ja jestem jego ideałem,ze żadnej innej absolutnie nie chce.....ja
              sie
              >
              > wtedy z tego śmiałam i nie rzucałam takich wielkich słów,stwierdzając ze czas
              > pokaże...a po niedługim czasie on stwierdził ze mnie bardzo lubi,ze chce byśmy
              >
              > byli przyjaciółmi,ale to nie dla tego ze kogoś ma,BROŃ BOŻE!!!A prawda jest
              > taka,ze....wymienił mnie na inną,to jakże mam przejść z tym do porządku
              > dziennego?!!!!!!!
              Kochanie:):) Wiem:):
              Tylko zauwaz, ze czlowiek mowi a szczegolnie facet to co czuje ale na biezaco!
              Pomijam babiaryz co maj dwie narza i jednej i drugiej klamia.
              I zobacz on mowil to, co cuzl w danje chwili. No a ze uczucia rosna albo nie to
              w koncu usiwadomil sobie, ze lubi. Ja uwazam, ze to dojrzały i madry facet.
              Kazde zakonczenie i nieodwzajemnienie BOLI. To jasne. Ale denerwuje mnie jak
              mowi sie na kogos wtedy, ze jest niedojrzały. Ja byłam dojrzała na zwiazek od
              19 lat I co i nic:) Dojrzałam, ale nie kochałam na tyle, aby byc do konca
              swoich dni:) Poza tym,czasem, nie iskrzyło obopolnie.
              Zwiazki nie polegaja na tym, ze ktos mowi: o dojrzałem! teraz kogo nie spotkam
              to stworze super zwiazek. Nie tak. Trzeba kochac i to obopolnie. I nie ma tu
              nic do rzeczy wiek, dojrzałosc. Polega to na tym, ze spotykaj sie osoby i
              iskrzy pomiedzy nimi. I to daje baze na budowe zwiazku, ale oboje. I jak to
              trwa i trwa tzn, ze jednak COS ich łaczy, ze to nie fascynacja, zauorczenie a
              Miłosc.

              Dojrzałsoc to odpowiedizlnosc za cyzny, ale własne np zjem w nicy to zdaje
              sobie sprawe, ze utyej. Taki banalny pryzklad podam:)
              A uczucia to sprawa serca, naszych emocji. To sprawa swiat ducha.
          • panorama12 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 28.07.05, 09:45
            Caprisso, całkowicie się z Tobą zgadzam, jeżeli chodzi o owa rzekę. Trzeba do
            niej wejść,trochę w niej pobyć, aby sprawdzić czy się nam podoba. Wyjść też
            można w każdej chwili, kiedy uznamy, że np. woda jest za bardzo zimna, albo
            rwąca... A NIEDOJRZAŁOŚĆ w tym przypadku polega na tym, że facet stoi w tej
            rzece, mówi, że jest szczęśliwy, że jest mu cudownie, a za kilka dni, mówi że
            są za blisko...
            Przestraszył się? Może... Ale czego? Może tego, że zrobiło się poważnie, bo
            zaczął mówić o tym, że ta rzeka to coś na co czekał całe życie... To właśnie
            jest NIEDOJRZAŁOŚĆ!!!!!!!
            • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 28.07.05, 20:20
              panorama12 napisała:

              > Caprisso, całkowicie się z Tobą zgadzam, jeżeli chodzi o owa rzekę. Trzeba do
              > niej wejść,trochę w niej pobyć, aby sprawdzić czy się nam podoba. Wyjść też
              > można w każdej chwili, kiedy uznamy, że np. woda jest za bardzo zimna, albo
              > rwąca...
              ok i tu sie zgadzam.

              A dalej to

              A NIEDOJRZAŁOŚĆ w tym przypadku polega na tym, że facet stoi w tej
              > rzece, mówi, że jest szczęśliwy, że jest mu cudownie, a za kilka dni, mówi że
              > są za blisko...
              Czyli jest ok, bo mowi to, co w danej chiwli czuje. On jest w rzece i moze w
              niej wyjsc jak stwierdiz ze jest za zimna labo cos. I on to zrobil. Jets wniej
              i stwierdza ze: za blikso - ja zinterpretowałabym, ze za szybko albo - widzi
              ze Ty jestes na tak, a on na nie albo na tak/nie.
              Widzisz za malo mowicie ze soba.
              To sa jego odczucia. A ty zadnemu facetowi tak nie powiedziałas? Nie umawiałas
              sie a nagle patrzysz on taki za bardzo na tak, za bardzo adoruje to co robi
              kobieta? Szybko tnie, albo urywa znajomosc. Albo mowi to samo: nie jestem
              gotowa, za syzbko.
              Oj kobiety jak łatwo bronic siebie, no bo to ja KOCHAm a on mnie nie!!! I tego
              nie mozecie scierpiec. urazona duma i niedojrzałosc. Aby byc w zwiaku, trzeba
              wiedziec co to zwiazek, co to uczucia drugeiego czlowieka i jak sie zaczyna
              zwiazki. A poznnaie potrzebuje czasu! To nie jest tak,ze Ty kochaz i on ma Cie
              kochac i koniec. jest czas na poznanie i pokazanie co to jest to co was łaczy,
              czy to uczucie obopolne czy plytkie itd. Stad jets okres chodzenia,,
              narzeczenstwa itd.
              • panorama12 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 08:03
                Za blisko, to w tym wypadku nie oznaczało za szybko. Byliśmy ze sobą półtora
                roku. To on zaczął mówić o zaręczynach... A później powiedział, że się tego
                wszystkiego przestraszył. Dokładnie tydzień po tym, jak powiedział, że musi się
                zastanowić nad wyborem pierścionka zaręczynowego. W ciągu kilku dni zmienił
                zdanie odnoścnie tak ważnej sprawy? Wiem, że jeżeli chodzi o uczucia to tutaj
                nie można być niczego pewnym, ale to już przesada... TO JEST NIEDOJRZAŁOŚĆ, nie
                radził sobie z własnymi emocjami!!!!! Bo skoro nic nie czuł, to po co mówił, że
                kocha... A skoro kochał, to co? W ciągu tygonia przeszedł od płomiennego
                uczucia do letniej znajomości. Trochę szybko!
                A to co pisałaś o urażonej dumie to bez sensu. Sorry :)) To boli, bo w grę
                wchodziły uczucia... Nie byłam zła na niego, bo uraził moją dumę. Byłam zła, bo
                mnie oszukał...
                  • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 11:59
                    katja napisał(a):

                    > Zgadzam sie z Panorama. Zadne urazone dumy a tylko bol i zal po oszustwie. I
                    to
                    > chyba normalne odczucia. Raczej te sa normalne niz te nienormalne
                    przechodzenie
                    > w ciagu tygodnia od plomiennej milosci do zdziwienia co ta kobieta tu robi?

                    Bol i zal, bo odszedl do innej, bo mnie zostwaił, bo mnie nie kocha. I potem
                    dosuzkujmey sie "wad" u siebie: abo jestem taka, to wola ja, a bo nie mam tego.
                    I taki zaciks w sercu, ze wybrał tamta no i płacz - a to jest taka urażona
                    duma, ale nie w tym znaczeniu co powszechnie, w znaczeniu uczuciowym. Każda
                    opuszczona kobieta czuje sie GORSZA. czuje, ze widocznie jest do kitu, skoro On
                    czyli ten co darzy go uczuciem ja zostawił.
                    • panorama12 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 12:15
                      Caprisso, ale on nie odszedł do innej! Wiem to, bo niestety mieliśmy wspólnych
                      znajmych, którzy przez jakiś czas informowali mnie co u niego słychać. Że niby
                      byli tacy przejęci tym, co się stało... Tak było do momentu, gdy sama sobie nie
                      powiedziałam DOŚĆ. Nic mnie to nie obchodzi, bo on ma swoje życie i ja swoje...
                      Kiedy powidziałam to głośno, wyraźnie i dobitnie... skończyły się opowieści
                      dziwnej treści :)) Więc proszę Cię Caprisso, a właściwie błagam :) nie pisz
                      więcej, że tego nie można nazwać NIEDOJRZAŁOŚCIĄ!!!!!!!!!
                      • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 21:58
                        panorama12 napisała:

                        > Caprisso, ale on nie odszedł do innej! Wiem to, bo niestety mieliśmy
                        wspólnych
                        > znajmych, którzy przez jakiś czas informowali mnie co u niego słychać. Że
                        niby
                        > byli tacy przejęci tym, co się stało...
                        Alez jak on nie kocha to nie che byc w zwiakzu z dan osoba i wcale nie muis isc
                        do innej, chcoc czesto tak jest. Moze byc tez sam. Zakonczyc zwiazek i byc sam.
                        Ma do tego prawo. Postepuje zgodnie ze swoimi uczuciami. Podobnie jak kobiety,
                        nie kochaj i ida do drugiego. tez porzucaja w waszym mniemaniu.

                        Tak było do momentu, gdy sama sobie nie
                        >
                        > powiedziałam DOŚĆ. Nic mnie to nie obchodzi, bo on ma swoje życie i ja
                        swoje...
                        >
                        > Kiedy powidziałam to głośno, wyraźnie i dobitnie... skończyły się opowieści
                        > dziwnej treści :)) Więc proszę Cię Caprisso, a właściwie błagam :) nie pisz
                        > więcej, że tego nie można nazwać NIEDOJRZAŁOŚCIĄ!!!!!!!!!
                        Jak sie nie kochacie to dojrzłaoc polega na tym ze sobie to mowicie i
                        dojrzałosc polega na tym, ze sie godnie znosi to, ze jednak ktos nie pała do
                        mnie taka miloscia jak ja do niego. A w milosic to jest tak, ze trzeba dwojga a
                        nie jednego. Milosc to dzierganie tkaniny milosic ale we dwoje.
                        • agniecha75 bo najbardziej boli... 16.03.06, 00:56
                          Obie macie racje.
                          W pelni popieram panorame12, tez spotkalam sie z tki m osobinikiem, ktory w
                          marcu mowil jak fajnie bedzie nam jak bedziemy blizej siebie, czego to my nie
                          bedziemy robic, spedzac czas i w ogole, a w kwietniu powiedzial mi ze biore
                          wszystko too fast too far (po roku !!!!). TO JEST NIEDOJRZALOSC i zabawa
                          ludzkimi uczuciami. Co mozez zrobic. uszanowac te cholerna JEGO decyzje, bez
                          slowa, bez dyskusji, bo on nie chce dyskutowac i nie chce rozmawiac.
                          A jesli chodzi o bol, to wierz mi, nie chodzie o odtracenie, ale o to co pieknie
                          ujela Jeanette Winthersen (czy jakos tak, przepraszam jesli przekrecilam
                          nzwisko, autorka m.in ksiazki "Plec wisni"). "bo nic w zyciu nie boli bardziej,
                          niz to jak uswiadamiamy sobie , ze kochana przez nas nas osoba po prostu na te
                          milosc nie zalugiwala". I to jest sedno. Dlatego zal, dlatego smutek.
                        • kiki2222 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 30.06.06, 13:32
                          Do caprisy,
                          ja zgadzam się z moimi poprzedniczkami i nazywam to "nieodpowiedzilanością i
                          niedorosłością", bo tu nie chodzi o chodzenie i trzymanie się za ręczkę, mówimy
                          o planowaniu czegoś razem o wspólnych planach, i co jest dobrze, dobrze, a tu
                          raptem pięknego dnia"no nie to jednak jest nie to", wiem co mówię bo mój
                          narzeczony zostawił mnie na 2-ce przed naszym ślubem, i jak to nazwać, ja bym
                          powiedziałą TCHÓRZ!!!!!!!
                          Ja nie byłąm idelana, nikt nie jest ale tak zwana odpowiedzialnośc w pewnym
                          wieku wszytskich obowiązuje, a jeżeli tego nawet nie ma to o czym my tutaj
                          mówimy.
                • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 12:10
                  panorama12 napisała:

                  > Za blisko, to w tym wypadku nie oznaczało za szybko. Byliśmy ze sobą półtora
                  > roku. To on zaczął mówić o zaręczynach... A później powiedział, że się tego
                  > wszystkiego przestraszył. Dokładnie tydzień po tym, jak powiedział, że musi
                  się
                  >
                  > zastanowić nad wyborem pierścionka zaręczynowego.

                  Uszanujmy czyjes uczucia. Za blisko tzn za szybko, potwierdzasz to tym, co
                  piszesz. Człowiek jak wchodiz do wody to tez idzie idzie i nagle strach, Boze
                  za głeboko. I zastanawia sie isc dalej czy szybko wracac. On był z Toba,
                  kochał, alewazne jest aby upenwi csie czy sa to uczucia obopolne, czy tylko
                  fascynacja, takie zaurocazenie. 1,5 roku to nie tak duzo. Własnie Ci co tak
                  syzbko podejmuja decyzje o byciu razme w sensie slubu - po roku, pol roku
                  znajomosci - czesto dzialaja pod wplywem zauroczenia, fascynacji. To czas
                  pokazuje jakie to uczucie. I jesli trwa dlugo, a my nadal czujemy, ze ta osoba
                  jest nam bliska, jest taka "nasza" to znak, ze nie skoncyz sie to jak u innych(
                  trzeba pielegnowac to druga sprawa), ze jest to milosc niz tylko fascynacja.
                  Wlasnie fascynacja, zaurocznie trwa 2 lata i jelsi ktos w tym czasie podejmuje
                  decyzje to pote, ale nie zawsze sa takie rozdzwieki, ludzie sie rozstaja ale po
                  slubie..
                  Moim zdaniem dobrze, ze zweryfikowal swoje uczucia wczesniej niz by mial ozenic
                  sie z Toba, Ty bys byla happy, a oni tak by odszedl.

                  W ciągu kilku dni zmienił
                  > zdanie odnoścnie tak ważnej sprawy? Wiem, że jeżeli chodzi o uczucia to tutaj
                  > nie można być niczego pewnym, ale to już przesada... TO JEST NIEDOJRZAŁOŚĆ,
                  nie
                  >
                  > radził sobie z własnymi emocjami!!!!! Bo skoro nic nie czuł, to po co mówił,
                  że
                  >
                  > kocha... A skoro kochał, to co? W ciągu tygonia przeszedł od płomiennego
                  > uczucia do letniej znajomości. Trochę szybko!
                  Ty piszesz jak niedojrzała osoba. Jak to nic nie czul? Czul przez 1,5 roku.
                  Ale widocznie bylo to silne zauroczenie, fascynacja. Milosc przetrwa nie takie
                  rzeczy. A oznaka milosciwiesz co jest? jak tyle jst sie ze soba i.. sie teskni.
                  teskni sie do tej osoby jak jej nie ma, czlowiek odczuwa brak rozmow, ktore
                  tyle dawaly, teskni sie za jej usmiechem, za dlonia, za spacerami. To wiem od
                  zon i widizlam w ich oczahc takie iskierki. Dokladnie 2, a ich mezowie byli
                  zapalonymi pasjonatami wedrowek gorskich. CZesto ich nie brali ze soba:) Takie
                  meskie wspinaczki:) !,5 roku to jest malo, napewno 24 h na dobe sie nie
                  widizeliscie. Tak wylonic z tego 1,5 roku to bedzie kilka miesiecy.
                  Tu chodiz o czas, to on pokazuje co dla siebie znacyzmy:):) On pokazuje, ze
                  mija czas i to dlugi a my wciaz jestesmy na tak, oboje a my wciaz mamy to samo
                  w sercu. I teksnimy:)))))))))Kochamy:))))))
                  Milosc to uczucia, ale i pewna postwa wobez tej dugiej osoby.

                  A Ty jak bys dostałą pierscionek i byc swteirdizla nie kocham go, ale b. lubie
                  oddałabys go i zerwa;a zarecyzny? Czy raczje powiedizła/; fajny jets, dobry,
                  fajnie mi znim, bedzie dobrym mezem a nawet ojcem, zenie sie. Milosc i tak nie
                  trwa wiecznie.
                  Dla mnie to czyste wyrachowanie. Bo lubic mozan kazdego, a jak ma jeszcze
                  posade to i zyc z nim.
                  A kocha sie nieliznych, bliskich nam:)
                  • hannah2000 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 12:36
                    Tak,tak wszysko pięknie, ładnie... Pewnie, że jeżeli byłabym w zwiazku i
                    zorientowała sie, że to jednak nie "to", to powiedziałbym mu o tym. Ale to nie
                    jest tak, ze siedzisz sobie w domu, myślisz o tym, że jest fajnie, że go
                    kochasz... A za kilka dni mówisz sama do siebie, że ojjj sorry- pomyliłam
                    się... I biegniesz z tym newsem do NIEGO.
                    Wiem, ze zakochać można się w ciągu tygodnia ( a nawet w krótszym okresie
                    czasu) ale odkochać sadzę, że już nie...
                    Trochę zdziwiło mnie, że Twoim zdaniem fascynacja (a nie miłość) drugą osobą
                    może trwać półtora roku!! Gdyby tak było, to kobieto wypaliłabyś się!! Okres
                    fascynacji, to czas szaleństwa, wzdychania do drugiej osoby, ciągłej huśtawki
                    nastrojów. Od euforii (gdy ON jest obok), po bezgraniczny smutek (gdy go nie
                    ma) i to trwa zdecydowanie krócej niż póltora roku. Później przychodzi czas na
                    kolejne fazy związku, jak minie fascynacja...
                    I my byliśmy w tej kolejnej fazie.
                      • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 29.07.05, 21:56
                        agnes05 napisała:

                        > eh...ile nas jest?????????cierpiących i porzuconych:/

                        Tyle ile porzuconych mężczyzn. Co nie ma takich ? Są i tez cierpią. Ale uczucia
                        są albo ich nie ma.
                        Jak nazwac te kobiety, które porzucają? Niedojrzałe, skor tak nazywaci panów.

                        Kiedys kiedy to poan zarabiał a ona tylko wychowywała dzieci to faktycznie
                        inaczje sie stosunki mialy. Ale teraz kiedy kobieta moze miec to samo bez pana
                        czyli zwiazke nie ejst tylko ukladem ja tobie to, ty mi to i bedzimey razme.
                        Kiedys zwiazki pryzpominaly uklad, zeby nie mowic handel. teraz ludzie tez
                        handluja soba i sa to koboiety. Jak go nie kocha, to nie odchodiz, bo on
                        zapewni byt, ma dostatek itd.
                        A z panami jets naowdrót, odchodza. trudno byc z kims do kogo nic sie nie
                        czuje, tylko lubienie itd.

                        Dla mnie niedojrzłay facet to taki, ktory ciagnie dwa zwiaki naraz, jest i z
                        jedna i druga i klamie, aby nie wysżło na jaw. To jets niedojrzałosc. Bo
                        dojrzałosc todecyzja wybieram te, jestem zainteresowany, zobayczmy jak to
                        bdzie, co czujemy do siebie cyzli jest to czas,w ktoeym jeden moze swterdzic
                        ze nie kocha tak mocno aby byc z kims do konca zycia. I takie mowinie ze jest
                        sie porzucona itd to jest niedojrzałosc i dziecinnosc. Moje drogie kobiety.
                  • kiki2222 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 30.06.06, 13:59
                    Piszecie dziewczyny. znałam 1.5 roku 2-3 lata, a ja znałąm kogoś (lub tak mi
                    się tylko wydawało) 6 lat. Zmieniłąm prace, miejsce zamieszkania dla niego,
                    wspólne plany (i tutaj jego naciski na legalizację związku), i co zamówiona
                    suknia i to wszytsko. I pewnego dnia przestało mu pasowac to co pasowąło przez
                    6 lat?, napisałm wcześniej nie jestem idealna, kochałąm go bardzo i myślę (albo
                    znowu mi się wydawało), że on mnie też kochał, jego słowa, czyny to
                    potwierdzały. No cóż, stało się jak się stało, do dzisiaj nie znam prawdziwych
                    powodów, bo nie kłóciliśmy się, wszyscy uważali że jeseśmy dla siebie stworzeni
                    (także wizja cudownego związku nie byłą tylko moją wizją), bo powód dla mnie
                    nie bo nie pasuje mi to i to....(czyli nic).
                    Mówiłam , mu ze nie mam pretensji o to że się nie ułożyło, bo każdemu moż się
                    to zdarzyć, ale mógł wcześniej podzielić się ze mną swoimi wątpliwościami,
                    A jaka jest prawda, czy to inna kobieta?, czy on był niedojarzały, chociaż w
                    wieku 36 lat można być niedojrzałym?, no chyab tak!
                    Nie wiem , czy kiedykolwiek, będę chciałą słuchać co było tego przyczyną, bo
                    nie wiem czy jeszcze będzie mi to potrzebne, na razie mam ogromny żal i smutek
                    w sercu
          • mirabell Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 05.08.05, 15:34
            Caprisso, skoro tak bronisz facetow, to wytlumacz mi jedna rzecz. Mianowicie,
            faceci tacy (co porzucaja) umawiaja sie z dziewczynami, ktore im sie podobaja.
            Po pewnym czasie ida z nimi do lozka (co jest bardzo czeste w obecnych czasach),
            a potem, znowu po uplywie pewnego czasu twierdza, ze juz im sie odwidzialo, ze
            sie pomylili lub daja podobna wymowke. Wedlug mnie to jest wlasnie
            niedojrzalosc, albo nawet cos gorszego. Czy oni w ten sposob daja do
            zrozumienia, ze dziewczyna byla dobra do lozka, ale do trwalego zwiazku
            (malzenstwa, czy jak kto woli) to juz sie nie nada? Tylko prosze nie pisz, ze
            dziewczyna wiedziala, co robi i sama sie na to godzila, poniewaz wszystkie
            dobrze wiemy, jak panowie nas umieja podejsc i zmanipulowac.
    • hieroglif1 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 27.07.05, 17:42
      no tak... ma to związek w pewien nierozerwalny sposób, chociaż to może mało
      zrozumiałe, z pewną sprawą, którą poruszyłam na łamach.. chodzi mianowicie o
      to, że czasem nie zdajemy sobie sparwy z tego, w jaki sposób oddziałowujemy na
      innych, a ni z tego, w jaki sposób oddziaływują na nas okoliczności. I do tego
      wszystkiego dochodzi niechęć do opisywania swoich tak zwanych wynurzeń- a nie
      ma to niczego wspólnego z depresją szeroko pojętą, ale z tym, aby pisząc to, co
      uwazamy za swoją własną sprawę nie oddziaływać na inne osoby, ani nie pozwalać,
      aby cokolwiek na wynurzenia oddziaływało- ma się to do tak zwanej zasady
      równowagi, ale ta nie ma niczego wspólnego z zasadami równowagi, którą keuje
      się w religii, np. buddyjskiej, czy dyktoweanymi jakimikolwiek innymi zasadami
      np. moralnymi w tematykach religijnych.
      Tak więc..:) Równowaga, której Ci przeszkadza widzenie jej u innych... wszystko
      ma swoje własne miejsce, początek i koniec..
      związek, który miałam, skończył się - dla mnie- już w marcu. I chociaż jest to
      okrutna prawda, tak jest naprawdę, bo wrażenie po zakończeniu ma się. A skoro
      wszystko ma swój poczatek, miejsce i koniec, wszystko płynie i zmienia się. W
      przyrodzie nic nie ginie, tylko zmienia swojego właściciela- takie powiedzenie,
      które nie ma niczego wspólnego z zadną z kultur, a jedynie z zasadą równowagi w
      przyrodzie :).
      --
      naturalnie
          • milaosobka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 30.07.05, 10:04
            Przeczytalam tylko poczatek,bo duzo tych odp.
            Moge tylko z wlasnego doswiadczenia (przezylam cos takiego pare miesiecy temu)
            powiedziec ze trzeba to zamknac,widocznie nie byl Ciebie wart.Mi wiele ludzi
            dobrze doradzalo,nie sluchalam,zylam z nadzieja ze wszystko sie ulozy. zylam w
            depresji,10kg mniej itd.Teraz widze ze stracilam kupe czasu,czasu ktory mogl mi
            przyniesc cos nowego i lepszego.Teraz zaluje ze nie sluchalam madrych
            ludzi.Stanelam juz na nogi i teraz widze ze trzeba bylo wczesniej.Jedna rada
            tylko,jak tylko sie pojawi pogon go daleko (nie spotykaj sie,nie odpisuj),bo
            znowu rozdrapiesz rany.Zacznij zyc.
            Zycze powodzenia,wierze ze zjawi sie Ktos kto jest wart Twoich uczuc.
            • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 30.07.05, 14:19
              Tak miłaosóbko,też w to wierze,ze znajde i Ty także:)
              Nie będe sie z nim kontaktować,mnie boli sam widok miejsc w których byliśmy,a
              co dopiero rozmowa z nim:(((((Posłucham dobrej rady,dlatego tak bardzo cche je
              słyszeć,bo już nie umiem wytrzymać w tej depresji,w tym bólu....to mnie wypala
              od środka!!!!Chce walczyć o siebie,ale jeszcze nie bardzo wiem,jak sie do tego
              zabrać.....:(


                • caprissa Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 31.07.05, 00:57
                  dobrze to ujełas. Skor nie ma dwoje to nie było to. W miłosic oboje musza czuc,
                  to samo.
                  jest czas na pokaanie coto za uczucia. Inie mozna mowic, wiodcznienie byl
                  Ciebie wart, bo tym samym wypacza sie pojecie zwiazku. Po prostu nie kochal, a
                  nie nie byl wart.
    • kociak19 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 04.08.05, 16:41
      Nie czytałam poprzednich postów, więc nie wiem co Ci poradzono.

      Moja rada - odczekać...

      Od rozstania z moim (teraz już byłym) facetem minęły prawie 2m-ce i już czuję się lepiej (chyba). Dopiero niedawno podjęłam "męską" decyzję i skasowałam wszystkie sms-y od niego. Myślę o nim coraz rzadziej, czasem łezka mi poleci, ale coraz częściej potrafię uśmiechnąć się na wspomnienie tych fajnych chwil :-)

      Zajmij się czymś na co nie miałaś czasu, spotykaj sie z przyjaciółmi tak często jak tylko to możliwe (pomaga).

      Banalne, ale... czas leczy rany :-)

      Pozdrawiam i 3maj się ciepło :-)
        • mal-tka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 04.08.05, 19:03
          Ja właśnie mam taki sam problem byliśmy para a on zdnia nadzień zarzadał odemni
          przyjażni.Tłumacze mu że ja nie potrafie i prosze go o czas, ale on nie chce ze
          mna byćw przyjazni ja nie umiem kochać i byc jednoczesnie przyjacółką ,ale nie
          pozwala mi sie od siebie uwolnić.prosze go aby dał mi spokuj przecież nie chce
          ze mna być nie kocha mnie tak trudno mi go zrozumieć myśle ze nie jest
          szczery.on twierdzi że nie może ze mna być bo nie chce mnie ranić bedac razem
          bedzie mnie okłamywał a on tego nie chce,a ja nie potrafie sie zaspokoć jego
          przyjażnia
          i czuje jak sie wypalam od środka.walcze sama z soba,a gdy ja przestaje sie
          odzywać w tedy on mnóstwo smsów wierszyków że teskni ze mu mnie brakuje ja nie
          rozumie tego czy ktoś mógł by mi pomóc prosze.
          • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 04.08.05, 20:14
            mal-tko,wiem co czujesz....solidaryzuje sie z Tobą i nikomu nie życze takiej
            huśtawki emocjonalnej,na jaką jesteśmy skazane...gdybym tylko wiedziała,jak nam
            pomóc......
            Nie wiem,niestety.Powiem Ci,ze to jest egoistyczne zachowanie naszych
            byłych,ktorzy mimo wszystko chcieliby nas chociaż troche jeszcze mieć...a może
            sposób na uspokojenie sumienia......
            Jeśli Cie to bardzo boli,każdy kontakt z nim,to przerwij to.Przecież on sam
            zniszczył Wasz związek!!Ja przerwałam,miesiąc sie nie odzywam,chociaż on pisze
            i musze Ci powiedzieć ze jest teraz troszke lepiej,patrze na niego troche z
            oddali,może nie jest tak cudownie,bo wiele rzeczy mi go przypomina i wtedy
            depresja zaczyna sie od nowa,ale myśle ze ten czas troche mi pomógł...
            Teraz nawet zastanawiam sie czy sie nie odpisac ,jak on sie odezwie.Zobaczyć
            swoją reakcje,jak do tego podchodze.Jeśli boli Cie każdy kontakt z nim,to
            zablokuj go na necie itd.Ale wcześniej napisz mu maila,zeby Cie zrozumiał i
            uszanował to ze cchesz skończyć.
            Może też przyda Ci sie moja inna stronka,bo jak widzisz miałam identyczny
            problem: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=26346520&v=2&s=0
            • mal-tka Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 05.08.05, 12:38
              Dziekuje za dobre słowo,nie potrafie z nim nie pisać na gg prosze go aby
              przestał aj już nie wiem czy on za cel postanowił sobe znszczyć mnie.nie
              rozumie ze ja nie potrtrafie być przyjacielem nie mam siły aby zerwać to raz na
              zawsze zablokuje go to on wtedy ssmsy na komórke.a ja nie mam siły .z skad
              wziełaś ta siłe odpisz chciałabym sie z toba spotkać. njgorsze jest to że ja
              mysle że on wróci że mu zalezy poco pisze że teskni że mu mnie brakuje nie
              umiem sie pozberać po takich słowach.prubuje mu odmawać czasu nie pisac żawsze
              gdy mnie zaczepi teraz przegemna spotkanie do którego nie moge dopuścić.czy
              bede mieć na tyle siły nie widzeliśmy sie mesac ja wyjechalam nad morze.ale
              kiedyś musze wrucić i dojdzie do spotkania boje sie że mi wszystko wruci i
              znowu bede siedzieć w domu i ryczeć a teraz czuje ze sie troszeczke
              uwolniłam.odpsz
    • ii5 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 05.08.05, 22:18
      Ile dziewczyn jest bądź było w tej samej sytuacji.Przejrzałam wszytskie
      opinie..Macie racje to boli, boli jak cholera, wypala, niszczy, nie pozwala
      normlanie zyć. nie mozna mysleć, jesc, spac. nic nie cieszy, wszystko smuci.
      Mama pocieszała mnie..pamietam, kupiła mi nawet to, o czym zawsze marzyłam i to
      nic nie dało. nic nie chcialam, chcialam jego. Zostawił mnie po 9 miesiacach- 2
      tygodnie przed studniowką--powiedział "nie pojdziemy razem, chcesz to sobie
      kogos weź"- poczulam się jakby mi rozdarł serce własnymi rekoma. Jak czytam Twoj
      post agnes łza zakręcila sie w oku, mimo ze bylo to w grudniu..Ale przysięgam
      nikomu tego nie życze, nikomu .nie moglam sie uczyć, schudłam chyba 8
      kilogramów, wiecznie chodzilam zaplakana..wtedy to była tragedia. Ale jak
      wszyscy wiemy- czas leczy rany. teraz widze swoja głupote, gdy wydzwaniałam,
      prosilam o rozmowe itd. A stuacja wowczas wymagała opanowania bycia twardym i
      nie pokzania po sobie rozpaczy -to by go bardziej dotkneło niż płaczaca po nim
      zraniona dziewczyna...I teraz to wiem. Ale każdy zraniony przechodzi przez ten
      sam etap, nie da sie od razu być mądrym. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 06.08.05, 00:09
        cześc ii5 :)
        Tak,to bardzo przykre,co Ci zrobił....:(ciesze sie jednak,ze już jest lepiej,ze
        dałaś mi nadzieje,ze czas mnie uleczy,ze uda mi sie nareszcie z tym
        pogodzić,zapomnieć.....
        A doświadczenie to nauczyło mnie bardzo wiele i sądze ze także wzmocni....
        Ps.co ciekawe,zdaje mi sie ze mamy tyle samo latek,pozdrawiam rówieśniczke:)
        • ii5 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 06.08.05, 17:47
          Dziekuje , ja również pozdrawiam. Pewnie, że każdy to inaczej przeżywa, ale na
          pewno czas uleczy. To głupio brzmi, ale to prawda. Juz niedługo będziesz
          mądrzejsza i bogatsza o nowe doświadczenia. Bo po co płakać, że coś się
          skończyło, trzeba się cieszyć, że coś się zaczęło...bądź zacznie :)
          P.S. Jestem po maturze więc mam 19 lat no więc pewnie Ty tez heh
          • ssabeth Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 06.08.05, 21:12
            najpierw było 2 miesiące ciekawej znajomości, związek, ale jeszcze bez tak
            dużego zaangażowania, więc po tym jak powiedział mi "pa" nie było mi tak źle.
            Po jakimś czasie otworzyły mu się oczy, wrócił, przekonywał, chciał drugiej
            szansy. Nie miałam wtedy nic do stracenia, więc po jego tym jak nalegał i gdy
            zobaczyłam, że mu zależy znów bylismy razem... nastąpił wtedy okres w moim
            życiu o którym mogę powiedziec, że byłam szczęśliwa. Kochałam i czułam się
            kochana... Czar prysnął w przeciągu paru chwil, akurat przed maturami
            dowiedziałam się, że zakochał się w mojej koleżance. To rozstanie przeżyłam już
            bardziej, bo wcześniej zdązyłam juz uwierzyć w te wszystkie deklaracje i
            zapewnienia. Nie załamałam się jednak i żylam normalnie. Miesiąc temu zagadał
            do mnie,wszystko oczywiście na stopie koleżeńskiej, spotkaliśmy się, był
            spacer, rozmowa, potem zaprosił mnie do siebie i zaskoczył pocałunkiem.
            Wszystko wróciło... wszystkie wspomnienia, słowa, poddałam się i znów chciałam
            uwierzyć w to co mówi. Tym razem nawet obiecał mi, że wszystko będzie dobrze,
            że już się przekonał ze to ja jestem tą kobietą z którą chce być. Nie wiem
            czemu zaufałam, bo nie było żadnych podstaw do tego. Parę dni temu wcale nie
            byłam zaskoczona gdy sam stwierdził, że jest świnia z powodu tego co robi...
            NIe jesteśmy razem i pewnie nie będziemy. Nie jestem nawet zła, widzę teraz
            wyraźnie jaki jest niedojrzały. Nie mam też żadnego klasycznego doła, nie
            płaczę, wiem że będzie dobrze i kiedyś spotkam kogoś kto na mnie zasługuje...
            Tylko nie wiem co zrobię gdy ON jeszcze raz pojawi się w moim życiu, bo my mamy
            chyba w genach to całe wybaczanie i cierpliwośc dla nich. pozdrawiam
            wszystkich ;*
            • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 07.08.05, 15:35
              Tak mam 19 latek,a domyśliłam sie po maturkach(do Ii5)
              Ssabeth,jak czytam Twoją historie,to zaczynam sie martwić,czy istnieją jeszcze
              normalni faceci,odpowiedzialni za swoje słowa i czyny....zdający sobie
              sprawde,ze nie jesteśmy zabawkami,które można wyrzucić i wymienić na "lepszy
              model",jak sie znudzi...
              Myśle,ze musisz znaleść w sobie siłe i stanowczość,zebyś mu już nigdy nie
              pozwoliła do siebie wrócić,bo to jest z jego strony perfidne,jak sie Tobą
              bawi!!
              Pozdrawiam i życze dużo zdrowego egoizmu:)Uda Ci sie napewno:)
              • ssabeth Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 07.08.05, 17:50
                tak btw... ja też w tym roku kończę 19 lat ;)on ma 21, ale to jest człowiek z
                dojrzałością 2latka, o ile nie mniejszą. Ja nie myślę że coś jest moją winą
                albo że ja zrobiłam coś źle, może tak poprostu miało być. Jedyne czego nie
                potrafię zrozumieć to jego kompletny brak zdecydowania i brak odpowiedzialności
                i ponoszenia konsekwencji nie tylko swoich czynów ale i słów. Czy istnieje ta
                magiczna granica, po której przekroczeniu oni stają się dorośli? czy coś musi
                nimi porządnie wstrząsnąc żeby zaczęli się zachowywać odpowiedzialnie? może to
                stereotyp że faceci są niedojrzali i trzeba ich "wychować"... ale w moim życiu
                jeszcze chyba nie spotkałam wyjątku od tej reguły
    • blackmilk Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 07.08.05, 22:51
      Ojojoj... Rozstania to najgorsza rzez na swiecie. Dla pocieszenia powiem ci, że
      chyba kazdy tego choć raz w zyciu doswiadczyl. Ja również. Jakiś czas z życia
      jest wtedy wycięty, tak jak mówisz nie spi sie , nie je. Na poczatku staraj się
      o niego jak możesz, przynajmniej bedziesz wiedziała, ze coś próbowałas zrobić.
      Jezeli niestety nie da sie już nic zmienić i bedziesz tego pewna, to mysle, ze
      najlepiej jesli uda ci sie utracic z nim kontakt, jak to sie mówi co z oczu to
      z serca. wiem, ze jest to bolesne, ale pomyśl, ze twoja miłosc nie przekształci
      się nagle w przyjazn do niego. Ja wtedy odnowiłam jeszcze stare znajomosci,
      sprzed czasów mojego byłego. ci ludzie nie mieli z nim nic wspolnego, dlatego
      łatwiej mi było o nim zapomnieć.
    • trzezwa_jestem Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 09.08.05, 23:10
      przeżyłam to samo, tak samo zastanawiałam się jak on mogł mówić mi to wszystko
      a potem tak poprostu stwierdzić, że już mnie nie kocha. proponował przyjaźń,
      ale to się nie sprawdza, nie po tym co razem przeszliśmy. nie wiem dlaczego tak
      się dzieje i staram się już o tym nie myśleć, nie zawsze się udaje ale jestem
      silna i Tobie też tego życzę ;)
    • kaja221 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 11.08.05, 16:42
      Skoro zaproponował Ci przyjażń czyli nic do Ciebie nie czuje . A ty sie nie
      przejmuj bo swiat nie kończy sie na jednym chłopaku. Ale zawsze wina jest po
      oby stronach . Poprostu nie dałas mu lub niechciałas dać czegos co w Tobie
      szukał od początku waszej znajomosci.
      Z powazanie Karolina


      p.s Jezeli chcesz ze mna pogadac móje gg 3529265
        • joa1001 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 14.08.05, 16:34
          Wg mnie nie powinnaś zupełnie się z nim kontaktować. Bo nie dojdziesz do siebie.
          Będziesz tylko żyć złudzeniami. Przyjaźń? Jaka przyjaźń? Nie ma czegoś takiego,
          no chyba że po długim czasie. Za dużo w Tobie jest emocji i to dobrze. One
          jeszcze długo będą się e Tobie gotować. Pozwól sobie na spokój. I nie odzywaj
          się. Wierz mi, wiem co mówię. Przechodziłam przez to ponad rok temu. I kilku
          spraw żałuję, bo też próbowałam się przyjaźnić, wydawało mi się że skoro on
          dzwonił to mu zależało. Ale to wynikało z jego egoizmu, braku posznowania moich
          uczuć, chęci wybielenia siebie. Parę razy się wygłupiłam, ale wiele razy nie. I
          za to się teraz sznuję. Bo spokojnie teraz patrzę w lustro, choć serce
          rozdzierało. Też myślałam ze nie przezyję, nawet głupie myśli chodziły po
          głowie. Czas, czas i jeszcze raz czas. Z każdym miesiącem będzie łatwiej ale
          pod warunkiem braku jakiegokolwiek kontaktu. Cisza totalna. Ja nie odpisywałam
          na smsy, gg, choć bardzo ciągnęło. Dziś minęlo ponad rok i jest dobrze, prawie,
          mowimy sobie czesc,ale w zadne większe rozmowy z nim nie wchodzę, nie
          interesuję się co u niego i nie mam potrzeby mowic o sobie. Na samą mysl o
          kolezenstwie, smiac mi się chce, nie mam takiej potrzeby, za wiele bolu mnie
          kosztowal. Ja rzucilam sie w pracę,zarabianie kasy, naukę angielskiego,
          wracalam poznym wieczorem tak zmączona że zasypialam siedząc i nie mialam czasu
          na mysli. Czas i praca to najlepsze lekarstwo. Nie szukaj klina- nie pomaga a
          tylko bardziej frustruje. Jestes mloda i silna. Dzisiejszego dnia i tak juz nie
          będzie, pokaz ze jestes silna, ale sobie pokaz. Zostaw sobie szcunek, uczucia
          nie wskrzesisz. Powodzenia
          • magdalenav Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 20.08.05, 00:43
            Przeczytałam bardzo uważnie wszystkie Wasze wypowiedzi.Dzięki za wszystkie.
            Bardzo nas dużo, porzuconych dziewczyn. U mnie to trwa już półtora roku.
            Jeszcze długo z tego nie wyjdę, choć już jest troszeńkę lepiej. Przez te
            póltora roku płakałam i wciąż płaczę codziennie. Nie rozumiem, nie potrafię
            wciąż uwierzyć, że jednego dnia byłam jedną z najważnieszych osób, kochaną, a
            następnego dnia było "daj sobie spokój dziewczyno".
            Nasz związek trwał kilkanaście lat.Bylismy z sobą dzień w dzień. Tęskniliśmy,
            gdy nie widzieliśmy się kilka godzin.
            Co się stało?
            Nie wiem. Mogę tylko przypuszczać. On nie chciał ze mną rozmawiać, nie chciał
            mi tego wytłumaczyć, choć też coś napomknął o przyjaźni.
            Urażona duma, Carriso? Nie po prostu dławiący, fizyczny ból, uczucie
            beznadziejności, pustka (co mam z sobą zrobić, jak dalej żyć?).
            Długo próbowałam walczyć o nasz związek. Nadaremnie.
            Czuję się jak szmata, jak rzecz, którą można wykorzystać, oszukać i zostawić
            bez słowa.
            Półtora roku temu straciłam pracę. Pierwszy telefon po otrzymaniu wypowiedzenia
            wykonałam oczywiście do niego. Byłam w szoku. Stało się to z dnia na dzień, bez
            uprzedzenia. Oczekiwałam od mojego faceta, że mnie przytuli, pocieszy, pokocha,
            powie kilka dobrych słów i pomoże, doradzi, podyskutuje itd.
            A on co zrobił? Zgadnijcie. Po prostu mnie zostawił. Bylam bez pracy, bez
            pięniędzy, z długami, bez perspektyw i zostałam sama.
            Czy to nie jest brak dojrzałości?
            Wytłumaczcie mi proszę dlaczego mężczyźni tak się zachowują? Znam kilka
            podobnych przypadków.Są razem, pojawia się dziecko, dziecko zaczyna chorowac na
            jakąś poważną chorobę i facet daje nogę. Słyszłyście zapewne o wielu podobnych
            sprawach. Pytam dlaczego?

            Chyba zanadto się rozgadałam. Mogłabym tak długo. Wybaczcie, ale tak naprawdę
            nie mam z kim pogadać. On był moim jedynym przyjacielem i powiernikiem.
            Długo szukałam tego wątku, dlatego raz jeszcze dzięki, że jesteście. I jeszcze
            tu wrócę, żeby się wygadać. Można?
              • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 20.08.05, 21:57
                do magdaleny
                Szczerze mówiąc,jak zakładałam ten wątek,nie myślałam,ze pomoge jeszcze
                komuś...Ciesze sie,ze tak sie stało:)Wiesz,ja też uważam,ze często faceci są po
                prostu niedojrzali lub nieodpowiedzialni:(
                Jest ciężko,wiem,z własnego doświadczenia,2 miesiące sie zbieram,i nadal
                cierpie bardzo...
                Nie rozumiem,jak można kogoś jednego dnia kochać,drugiego mieć gdzieś!No ale
                cóż...może to ze mną jest coś nie tak,nie wiem.Jednak staram sie trzymać,staram
                sie żyć,staram sie śmiać i już nie płacze.Stwierdziłam,ze nie warto!!!!
                Kiedyś to sobie obiecałam,ze przez żadnego faceta,nie będe płakać,dotrzymywałam
                długo tej obietnicy,ale przez niego ją złamałam niestety.....to już sie więcej
                nie powtórzy!!Nie płacz,bo Ty jesteś ważniejsza i Twoje życie,nie możesz sobie
                go zmarnować!!!!!!!!!!!
                Trzymaj sie ciepło i napisz jak Ci idzie:)
                • seerena Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 20.08.05, 22:39
                  Tak to wszystko czytam i tez się zastanawiam, czy faceci tez są w taki sposób
                  porzucani przez kobiety???? Jednego dnia słyszą, że sa kochani a drugiego..bye,
                  juz Cię nie potrzebuję, pomyliłam się?? Czy to tylko męska specjalność?!
                  Szlag mnie trafia troche gdy czytam tyle podobnych doświadczeń, a sama przeżyłam
                  dokłądnie cos takiego rok temu. Najpierw byłam najwspanialsza na świecie,
                  kochana i uwielbiana a potem najgorsza z mozliwych, pomyłka, od ukochanego
                  faceta usłyszałam takie rzeczy, jakich nigdy w życiu nikt mi nie powiedział,
                  same bzdury oczywiście. Jak to potwornie boli gdy mówi to ktoś kto był
                  najbliższy na świecie.
                  Takie kwiatki zostawiają rany w duszy, to powinno byc karane!...:)
                  Czy mężczyźni są pozbawieni uczuc wyższych i odpowiedzialności za własne słowa i
                  emocje??
                  • pomidorowa5 Re: magdalenav 20.08.05, 22:53
                    pisalam juz wczesniej ale cos sie z forum dzieje nie tak odezwij sie do mnie na
                    priv podam Ci moje GG doskonale Cie rozumiem poczytaj moj watek "Dlaczego"
                    dowiesz sie wiecej pozdrawiam Cie serdecznie
                  • magdalenav Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 21.08.05, 01:13
                    Mnie też trafia szlag, miotają mną wszystkie możliwe uczucia: żal, smutek,
                    gniew, nienawiść, tęsknota. Chyba rozumiecie... same to przeżywałyście. To boli.
                    Czytając poprzednie posty wiedziałam, że przeżywałyście to samo.
                    Tak, jak Ty Seereno, usłyszałam stertę głupot od człowieka, który kilka chwil
                    wcześniej mówił, że jestem dla niego najważniejsza na świecie. Słuchałam i nie
                    mogłam uwierzyć, zrozumieć co się dzieje, to był szok!!!
                    Wiem, że czas leczy rany. Niektóre z nas otrząsnęły się szybciej, innym
                    potrzeba było więcej czasu. Ktoraś z Was, chyba Agnes napisała "czy wyjdę z
                    tego silniejsza, nie wiem, ale chyba mądrzejsza". Ja chciałabym zapomnieć, ale
                    nie mogę. To trwało prawie połowę mojeo życia. Trudno zapomnieć. Może gdyby
                    rozstanie wyglądało inaczej, bardziej odpowiedzialnie z jego strony, mogłabym
                    cieszyć sie pięknymi wspomnieniami, a tak nie mam czego wspominać, bo okazało
                    się, że kilkanaście lat życia zmarnowałam dla jakiegoś gnojka po prostu. Jak
                    mogłam być z człowiekiem, który potrafi się tak zachować? Jak mogłam tego nie
                    zauważyć. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
                    Czy będę silniejsza w myśl zasady "co nas nie zabije to nas wzmocni? Nie wiem.
                    Czy będę mądrzejsza? Na razie ta moja mądrość objawia się tym, że obawiam się
                    kontaktu z jakimkolwiek mężczyzną,jeśli tylko rozmowa zaczyna nabierać bardziej
                    osobistego charakteru ja się wycofuję. Boję sie, że nikomu juz nie zaufam.
                    Dzięki Agnes za rozpoczęcie wątku i dzięki za odpowiedź i za ciepłe
                    słowa.Wreszcie choć trochę mogę się wygadać i wiem, że choć przez niektóre z
                    zaglądających tu osób będę zrozumiana. Bedę tu z Wami cały czas, może kiedys i
                    ja będę mogła komuś udzielić odrobiny wsparcia, bo każda z nas musi sobie ze
                    swoim bólem poradzić sama.
              • magdalenav Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 21.08.05, 00:49
                Głupoty to Ty piszesz. O jakiej litości mówisz? Fakty: trzynastloetni związek,
                przyjaźń, wspaniały seks. Jest pięknie. Wykonuję telefon do niego, (bo do kogo
                innego?), że właśnie zostałam bez pracy, a facet znika.
                Sądzisz, że chciałabym, aby pozostał ze mną z litości?
                Kpisz? Czy też wywinąłeś komuś taki bandycki numer?
                To przecież ewidentne tchórzostwo, brak odpowiedzialności. Ten człowiek mnie
                przecież zabił. Mnie już nie ma, takiej, jaka byłam.
                To powinno byc karalne.
      • magdalenav Re: daaga i pomidorowa 21.08.05, 11:39
        Daaga - nie mogłam, to było kompletne zaskoczenie. Odpowiedzialny, opiekuńczy,
        świata poza mną nie widział.... (teraz myślę, że to było złudzenie, oszustwo) i
        nagle obojętna nieczułość, bo okazało się, że mam problem który go przerasta,
        więc mnie zostawił.Wciąż w to jeszcze nie wierzę i gdzieś w jakimś małym
        zakątku mojej świadomości tkwi nadzieją, że obudzę się z tego koszmaru i będzie
        tak jak kilkanaście miesięcy temu. Wiem, że to niemożliwe, nawet gdyby
        zaproponował powrót, to nie mogłabym się na to zgodzić... zaufać ponownie? Już
        nie - zawsze tkwiłaby we mnie podejrzliwość. No ale chwilowo, mimo że minęło
        już półtora roku, wciąż w tym tkwię: analizuję, płaczę, gama (pełna, albo i
        więcej) nastrojów, brak ochoty do życia. Wciąż myślę i pytam dlaczego???
        Chciałabym dojść prawdy, gdzie popełniłam błąd, czego nie zauważyłam, kiedy nie
        zareagowałam odpowiednio... chciałabym wiedzieć. Na te pytania tylko on mógłby
        mi odpowiedzieć, ale gdyby nawet doszło do rozmowy, co raczej już niemożliwe to
        czy usłyszałabym prawdę, czy byłabym w stanie uwierzyć w jakiekowliek jego
        wyjaśnienia? Lepiej zapomnieć. Tylko jak?
        • anna.maria39 Re: daaga i pomidorowa 21.08.05, 11:52
          Jakie szczęście, że mam to już za sobą.... Ja kiedyś zaufałam ponownie,
          wróciłam, a potem jeszcze raz. Po każdym takim "come back" było tylko gorzej,
          doprowadziłam do tego, że po kilku latach straciliśmy dla siebie resztki
          szacunku, znienawidziliśmy się i teraz mam ten komfort, że już nawet nie chce mi
          się analizować "dlaczego".. Tylko, że te powroty zajęły mi kilka lat..
          niepotrzebnie.
          • edmurphy Re: daaga i pomidorowa 21.08.05, 21:50
            Ja już nie wrócę, czy tez nie pozwolę wrócić jemu. Tak mi mówi rozsądek czy też
            mój instynkt samozachowawczy, cholerka wie co. Ale wciąż pragnę i czuję go
            każdą komórką, czasem chciałabym komuś coś ważnego zawierzyć, opowiedzieć i
            łapię się na tym, że tylko jemu, był dla mnie ważny, zbyt ważny, zbyt byłam
            zaślepiona. Nie widziałam całej nikczemności jego charakteru, a przecież
            malutkie symptony były, teraz analizując dzien po dniu naszą znajomość widzę to
            bardzo ostro. Byłam taka głupia? Czy my kochając tak głupiejemy? Czy on od
            początku naszej znajomości traktował mnie instrumentalnie i dlatego tak łatwo
            przyszło mu zostawić mnie bez słowa? Nawet nie zainteresował się jak sobie
            radzę, czy nie zdycham z głodu na przykład. NIC GO NIE OBCHODZĘ. Może nigdy nie
            byłam ważna dla niego, a przecież mówił coś innego. No i widzicie jakie głupoty
            piszę, to już naprawdę nie do wytrzymania!!!!!
      • bea401 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 17.10.05, 12:55
        Teraz nie pokazuj, że czekalaś. Jeśli faktycznie chce być znowu z Tobą niech
        walczy o Ciebie. A jak zaraz zrezygnuje, to znaczy, że chciał znowu wziąć
        zakurzoną zabawkę z półki i się pobawić a potem odstawić na nowo.
        Nie daj się znowu wkręcić w zabawę uczuciami bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej.
        Jeśli Cie kocha będzie walczył, a mowa o przyjaźni to bzdury.
        Odwagi, nie daj sie.
        • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 17.10.05, 18:35
          właśnie.każda moja rozmowa z nim budzi w moim sercu cichą nadzieje.Ale za
          każdym razem rani mnie do głębi.....czy chce wrócić??Nie,to chyba nie to.Zaczął
          mi opowiadac o innej.Nie wiem...znajomi mówią mi ze to wygląda,jakby chciał
          mieć nas 2.....nie spotkałam sie z nim od czasu zerwania,rozmowy są tylko
          irternetowe.On nalega,ale ja już chyba nie chce.....:(
          Tak głęboko nikt mnie nigdy nie zranił!!!!!Najgorsze ze nie umiem sobie życia
          ułożyć...choć mam kandydatów i to wspaniałych ludzi.Teraz ja ich ranie nie
          umiejąc nic zrobić....jak z tego wyjść?!:((
          • lukas_log Re: Porzuceni faceci 17.10.05, 18:44
            Ktotas z Pań sie tu zastanawiala,czy tylko faceci potrafia sie tak
            zachowac....otoz nie.Zostalem potraktowany dokladnie tak samo,przez
            kobiete....po 9 miesiacach zwiazku,pieknych slowach i jeszcze piekniejszych
            chwilach....po prostu zaproponowala mi przyjazn.Prosilem i plakalem,ale nic do
            niej nie trafialo....minal miesiac i nadal sie spotykamy w takim "nie wiadomo
            czym".Ona to traktuje jako "przyjazn",ja caly czas probuje sie do niej
            zblizyc....i choc pewnie nie mam szans,nie umiem jej pozegnac jako
            czlowieka....za bardzo za nia tesknie i coz....pewnie mam nadzieje.
          • malma29 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 18.10.05, 09:01
            nie myśl , zacznij dzialać.pogrążając sie w nadzieji topisz swoje lepsze
            jutro,musisz uwierzyć w siebie!!! i zerwac wszelki kontakt!!!to jest bardzo
            ważne dla ciebie.pomyśl-nie szkoda ci tych przepłakanych m-cy ???? ogranicz na
            razie kontakt z waszymi wspólnymi znajomymi,musisz najpierw odbudowac swoje JA
            zanim znowu komus zaufasz.
            to co ??? z usmiechem przez życie?!!! :o)
            pozdrawiam
                • cantocanto Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 18.10.05, 16:54
                  Witam,

                  Kazde rozstanie jest trudne, ale co powiecie na mentalne rozstanie w
                  małżeństwie, gdy kobieta oświadcza, że już nie kocha i nie uznaje swojego meża
                  za swojego faceta?! Ale pomimo to, małżeństwo trwa dalej, razem mieszkamy, bo
                  małe dziecko, wspólne sprawy, normy religijne i moralne. A ja Ją nadal tak
                  kocham...Oczywiście walczę, ale jak skłonić swoją kobietę aby spróbować jeszcze
                  raz, oddzielić się od przeszłości i kreować wspólnie terażniejszość i
                  przyszłość. Czy ktoś kto mówi, że już nic więcej nie czuje może zmienić zdanie?

                  cantocanto
                  • kardiolog Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 18.10.05, 16:58
                    A sam chcesz cokolwiek zmienic?
                    Jesli tak, zmien metody postepowania, powinno sie udac.

                    Natomiast jesli nie ma pozytywnego uczucia, moze byc ciezko zrealizowac
                    marzenia, ale probuj. Trzeba probowac.

                    kardiolog
                    --
                    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
                    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
                    • cantocanto Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 18.10.05, 17:15
                      Oczywiście, od tego zacząłem i chcę się zmieniać każdego dnia. Niestety to ja
                      ponoszę pełną odpowiedzialnośc za to co się stało (zaniedbywałem zonę przez tak
                      dlugo...ze poczula sie w koncu niekochana, nieakceptowana, niechciana). Ona
                      caly czas probowala wplynać na mnie, ale bylem tak slepy i egoistyczny...
                      Trudno mi o tym mowić, wracac, sam teraz nie wierzę jaki moglem być
                      beznadziejny...Ale czy to wystarczy? Z jednej strony wiesz, ze i tak jestes ze
                      swoja ukochana kobieta, ale tak jakby obok Niej. To teraz mi bardzo zalezy,
                      zona jakby wyczekuje, szuka w sobie tej sily, ale jest to chyba dla niej
                      jeszcze trudniejsze...Czy mozna budowac zwiazek z litosci?
                      • agnes05 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 18.10.05, 18:15
                        Też sie do Ciebie uśmiecham i dziękuje:)To są bardzo optymistyczne słowa i
                        obiore sobie je za dewize życiową:)
                        Co do Cantanto--uważam,ze twoja żona potrzebuje czasu ,zeby to sobie wszystko
                        poukładać.jeśli to twoja wina,nie naciskaj,ale bądz przy niej.Ona musi Ci znów
                        zaufać!!!!!A na pocieszenie powiem Ci:że miłość nie wygasa,tak mi sie
                        wydaje.jeśli za Ciebie wyszła ,to musiała coś czuć!!Pozdrawiam i napisz jak to
                        sie skończyło:)Papaa
                          • cantocanto Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 19.10.05, 10:22
                            Zona twierdzi, ze mnie kochała i była to prawdziwa miłosć, czuję ją do
                            dzisiaj...ale wygasla. I milo wspomina chwile prawdziwego szczescia...Sam nie
                            wiem ile czasu potrzeba - rok, 2 lata, 5 lat? Pojawily sie symptomy podjecia
                            pewnego wysilku z jej strony (to chyba pod wplywem innych osób) ale nadal jest
                            daleko ode mnie. Nie wiem czy nie wierzy we mnie, czy raczej w siebie, w to że
                            może znaleźć szczęście w naszym związku. Ja nigdy się nie czulem tak silny i
                            zdeterminowany aby walczyć o nas. Boję się jednak, że to za mało.
                            • magdalenav Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 19.02.06, 01:33
                              Odszukałam ten wątek po kilku miesiącach nie zaglądania. Chciałam dać sobie
                              trochę czasu. Jak jest? Wciąż źle.
                              Po tym jak Was znalazłam i mogłam wreszcie z kimś pogadać, z kimś kto przezył
                              cos równie bolesnego i kto zrozumie - trochę odpuściło. Gdzieś zaczęła się
                              wchłaniać ogromna czarna dziura, która mnie wypełniała i wysysała ze mnie
                              wszystko. Pierwszym objawem poprawy było to, że zaczęłam jeść. Spróbowałam
                              też "klina", ale nie smakowało, porównywałam i było wszystko na nie. Więc dałam
                              sobie spokój. Nie będę nic przyspieszać, choc mam rozpaczliwą świadomość
                              zmarnowanego czasu. Bezpowrotnie. I tego mu nie wybaczę. Boli, wciąż boli, ale
                              żyję. Dzięki Agnes, że Cię znalazłam. Dzięki dziewczyny za rozmowę.
                              Pomogłyście. Jeszcze nie jest dobrze, może nigdy nie będzie. Na pewno ja jestem
                              inna. Ale nie wiem jeszcze jaka i czy się sobie taka spodobam. A jak Wy sobie
                              radzicie? Odezwiecie się? Pozdrawiam.
                              • ewa511 Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 19.02.06, 13:08
                                Bardzo się cieszę , że się odezwałaś , ze zrozumieniem czytałam twoje
                                wypowiedzi prawie pół roku temu, byłam wtedy w podobnej sytuacji i byłam
                                ciekawa jak sobie poradziłaś .Ja w dalszym ciągu bardzo cierpię , może dlatego
                                że nie jestem już taką młoda osobą i mam świadomość,że nie spotkam już takiego
                                wielkiego uczucia . Coraz częsciej myślę ,że nigdy z tego nie wyjdę.Próbowałam
                                wszystkigo praca , wyjazdy , spotkania , modlitwa,
                                psycholog,psychiatra,wszystko na nic , żyję ale jakby obok wszystkiego i
                                wszystkich.Pozdrawiam.
      • magdalenav Re: porzucona....jak sie pozbierać......? 20.02.06, 01:31
        No niestety nie pozbierałam się. Żyję, jem, pracuję. Są chwile trwające ułamki
        sekund kiedy zapominam. Przebudzenie jest tym bardziej bolesne.
        Czuję to co Ewa. Być może dlatego, że nie jestem już, tak jak Ty Ewo, osobą
        młodą, choc tak niedawno czułam się jak nastolatka. Życie straciło dla mnie
        smak i urok. Przestałam się smiać. Owszem usmiecham się, staram się być miła
        dla ludzi, rozmawiam z nimi, coś tam robię, najczęściej do wszystkiego muszę
        się zmuszać. Ale wszystko jest gdzieś obok. Bo po co? Dla kogo? Nie szukam
        zresztą nowych znajomości. Bałabym się zaufać. Bo najgorsze jest to, że ufałam
        mu bezgranicznie, tak jak ufa się przyjacielowi, bardziej, tak jak ufa się
        rodzicom. Nie wiem czy zrozumiesz to porównanie. Nie brałam pod uwagę tego, że
        z jego strony może spotkać mnie jakakolwiek krzywda. Rozumiesz? A on mnie
        zabił. Cios był bardzo silny. Jest takie powiedzenie: pękło mi serce. Moje
        właśnie pękło.
        Dzięki Ewo, że się odezwałaś. Może razem jakoś z tego wyjdziemy. Mnie ta
        dyskusja na forum bardzo pomogła. Trochę zrobiło mi się lepiej. Może dlatego tu
        wróciłam. Może znów przeczytam tu coś czego będę mogła się złapać.