Dodaj do ulubionych

Ciezka sprawa...

12.08.05, 04:20
Wszystko bylo piekne.
Zafascynowanie, ekscytacja, zauroczenie, milosc..
Kazda chwila spedzona razem byla darem niebios..
Rozmowy, przebywanie w ciszy, dlonie splecione razem..
Dotyk, coraz odwazniejszy, delikatne pocalunki, poznawanie cial, szalenstwo..

Tesknota, gdy Go brak. Podczas spotkan czas ucieka nam, jak woda z dziurawego dzbanka. Stwierdzilismy nawet, ze na dwie godziny, to sie nie ma co spotykac. Nawet nie zdazymy sobie nic konkretnego powiedziec. Ot, patrzymy sie na siebie chwileczke i ... juz dwie godziny minely :( Smutna rzeczywistosc z tym czasem.

W czym rzecz.
Otoz, czuje, ze kocham. Malo tego, czuje sie kochana.
Moj Mezczyzna jest ateista, a ja osoba wierzaca.. W tej sferze nie mozemy nijak dojsc do porozumienia. Ostatnio wszystko zaczelo sie sypac. On chce przekonac mnie, ja chce przekonac Go i ... dochodzi do bardzo powaznych klotni. On nie chce brac slubu (slub przeciez bierze sie przed Bogiem ---> przed jakim bogiem?! -pyta moj ateista), ja nie chce wolnego zwiazku (chce zlozyc przysiege pzred Bogiem, ze bede z nim do konca moich dni itd..). No i zaczelo sie.. Jest coraz gorzej! Padaja ostre slowa. A ja mysle... mysle..

Jak bedziemy wychowywac dzieci? Przeciez sfera duchowa powinna byc rozwijana od samego dziecinstwa. Wiec mama powie: 'Jest Bog.', a tatus powie: 'Nie ma Boga.' Uwazam, ze dwoje w zwiazku to nie dwoje a jedno. W tym temacie my jedno nie jestesmy i wyglada na to, ze nigdy nie bedziemy.. A to nie jest blachy temat, niestety :(

Jestem w kropce. Rodzice mnie drecza. Nie wiem, co mam robic i ... nie robie nic. Ale tak podswiadomie czuje, ze tak nie powinno byc, ze musze cos zrobic.
Chce odejsc, ale kocham, naprawde kocham..

Prosze, o jakies madre rady, wpisy, pzremyslenia, cokolwiek. Porozmawiajmy o tym..

Edytor zaawansowany
  • miszelka1 12.08.05, 04:27
  • alfika 12.08.05, 07:19
    po pierwsze, przede wszystkim spróbujcie się umówić, że każde wierzy/nie wierzy
    po swojemu
    bez przekonywania!
    to tak, jakby on Ciebie przekonywał, że powinnaś mieć penis, a Ty jego, że z
    biustem lepiej się poczuje
    każde z Was ma inaczej - i niech zostanie przy swoim

    jeśli to Wam się uda, zaakceptować odmienność pod tym względem, to już bardzo
    dobrze i można myśleć o wspólnym życiu

    po drugie, jeśli pomimo niewiary w Boga Twój luby jest przekonany, że będzie
    Cię kochał całe życie, będzie wierny, oddany i lojalny, jeśli nie będzie mu
    solą w oku zobowiązanie co do wychowania dzieci w wartościach katolickich - a
    do tego przeżyje chrzest i komunię waszych ewentualnych dzieci - to będziecie
    mogli wziąć ślub jednostronny, oboje przysiegacie, ale on nie dodaje "tak mi
    dopomóż...."

    ja bym chyba jednak najpierw przemyślała to wspólne przekonywanie się
    misję macie czy jak? musi być na świecie o jednego katolika/ateistę więcej???
    burzyć porządek świata widziany przez UKOCHANEGO człowieka - w imię czego?
    bo chyba nie miłości

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • fleuret 12.08.05, 11:59
    myślę podobnie.
    dodam od siebie
    warunek konieczny i wystarczający:
    miłość i tolerancja
  • alfika 12.08.05, 12:01
    miło Cię widzieć :)

    a ja też dodam - sprawdzone na własnej skórze :)

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • fleuret 12.08.05, 12:02
    ja też hi hi
  • miszelka1 12.08.05, 15:28
    W tym wlasnie problem, ze tej sprawy nie mozna przyrownac do penisa i biustu..
    Ta sprawa jest znacznie powazniejsza i trzeba naprawde gleboko to wszystko sobie wyobrazic. Nie splycac
    > Cię kochał całe życie, będzie wierny, oddany i lojalny, jeśli nie będzie mu
    > solą w oku zobowiązanie co do wychowania dzieci w wartościach katolickich - a
    > do tego przeżyje chrzest i komunię waszych ewentualnych dzieci
    No i tu sie wlasnie zaczyna, bo dlaczego niby to On ma sie naginac do moich zasad, mojej wiary, dlaczego dzieci maja brac chrzest i komunie? Bo ja tak chce?! Dokladnie to sugerujesz. A przeciez nas jest dwoje, kazdy z innymi zasadami i moze ja sama nawet bardzo powaznie nie potrafie zglebic tej sprawy, bo jestem mloda, tak samo jak moj Mezczyzna i czasami mi sie wydaje, ze nie bedzie tak trudno. Ze damy rade, bo sie kochamy. A co nas zjednoczy, zlaczy, kiedy milosc wyblaknie (zalozenie, nie musi sie tak stac i oby nie stalo)?

    Co do dzieci, to... wylalabym juz nie miec dzieci, niz powodowac im metlik w glowie...
  • alfika 13.08.05, 11:27
    > W tym wlasnie problem, ze tej sprawy nie mozna przyrownac do penisa i biustu..
    > Ta sprawa jest znacznie powazniejsza i trzeba naprawde gleboko to wszystko
    sobi
    > e wyobrazic. Nie splycac

    aniele, chcesz mi powiedziec, że twoja wiara nie jest przypisana do twojego
    serca jak biust do ciała kobiety?
    hmmmm... przepraszam, założyłam, że wiarę masz na stałe ;)




    > No i tu sie wlasnie zaczyna, bo dlaczego niby to On ma sie naginac do moich
    zas
    > ad, mojej wiary, dlaczego dzieci maja brac chrzest i komunie? Bo ja tak chce?!



    bo to nie jest krzywdzące dla dziecka - a wręcz może być dobroczynne
    bo katolicyzm to dobre zasady na życie, nie pozwalające nikogo - siebie też -
    krzywdzić (mówię o systemie wartości, nie o kościele jako instytucji)
    bo nikt tu się nie nagina do niczyich zasad, a dzieci i tak całe życie powinny
    mieć jak najbogatszą możliwość wyboru - co niekoniecznie oznacza odcięcie od
    religii jednego z rodziców (każde z was uczy tego, co samo umie, prawda?)
    niech czerpie z obu wzorców
    potem wybierze samo - kiedy dorośnie

    zawsze lepiej uznać, że jedni ludzie wierzą w Boga, inni nie - zamiast
    fundamentalnych twierdzeń: Bóg jest - Boga nie ma


    > Co do dzieci, to... wylalabym juz nie miec dzieci, niz powodowac im metlik w
    gl
    > owie...

    czyli dzieci powinny nie zaznać żadnych odmienności? jedna filozofia, jedna
    religia, ta Jedyna Słuszna? - wiesz, to z tolerancją ma niewiele wspólnego :)

    przede wszystkim najpierw wy powinniście ustalić, jak zaakceptować swoją
    odmienność, jak nauczycie się godzić na odmienność, to i o dzieciach sobie może
    pomyślicie

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • miszelka1 13.08.05, 11:52
    Moment, moment..
    Z tymi dziecmi to sie zapedzilysmy i tyle.
    Wypowiadal sie w tym watku jeden z forumowiczow - ateista, ktory napisal po prostu, ze ciezko by mu bylo z kobieta, ktora chcialaby wychowywac dzieci na chrzescijan. I ze, o ile pamietam, zrezygnowalby z takiego zwiazku. To mowi samo za siebie..
    Alfika, mam wrazenie, ze Ty myslisz, iz to jest o wiele prostsze niz mi sie wydaje. A nie jest! Mozemy z moim Misiem pisac swoj scenariusz, jak to bedzie z dziecmi, jak nam sie bedzie zylo i jakie firanki beda w kuchni (:)), ale zycie napisze swoj scenariusz, ktory moze byc zupelnie odmienny od naszego wyobrazenia. Jedna znajoma powiedziala mi krotko po swoim slubie, ze spodziewala sie problemow, ze wiedziala, iz nie bedzie kolorowo. Jednak nigdy nie spodziewala sie problemow, jakie wyszly po slubie..
    Nie wiem, ja po prostu jestem ostrozna.. stad ten watek.

    Pozdrawiam!
  • alfika 13.08.05, 13:01
    jedni się rozstaną, bo nie potrafią tudzież nie chcą godzić takich
    sprzeczności - i to jest ok, bo życie nie służy do działania wbrew sobie
    inni pogodzą i będą razem - i już

    słusznie, że jesteś ostrożna, każdy powinien być, i tu mamy jasność

    zaś w życiu może wyglądać to tak, że wychowanie na chrześcijanina - czy
    bardziej katolika - polegać może albo na uczeniu zasad, albo na uczeniu oddania
    Kościołowi

    - zasady są ważniejsze, natomiast sakramenty można uznać za drogę ku kierowaniu
    się właśnie nimi - to jest rozliczanie siebie samego tak naprawdę, jeśli ma
    mieć wartość uczestniczenie w tychże sakramentach

    katolicyzm ma dobre zasady - i tyle, bo ciągle tak naprawdę o nie chodzi
    gdy chce ich nauczyć własne dzieci, to dobrze dla przyszłości świata
    co za katolickie wychowanie, jeśli ochrzcisz dziecko, a potem wpoisz "dbaj
    tylko o siebie, bo takie czasy..."

    i także dlatego miłość, wierność i uczciwość, lojalność do końca życia może Ci
    przysiąc katolik czy muzułmanin - O ILE wie, że właśnie Cię kocha, chce być
    wierny, chce być lojalny

    mój partner wychował się w rodzinie z dziada pradziada Świadków Jehowy
    sam powołania nie poczuł i nie należy do religii Świadków - ani do katolików
    ale mało który katolik i mało który Świadek kieruje się tak mocno zasadami
    swoich religii jak ten "niewierny" :)))

    i tu jest miejsce na całkowite pozumienie, i co do kształtu związku, i co do
    wychowania dzieci

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • trydzyk 12.08.05, 11:51
    Zarowno ateista, jak i katoliczka (czy ogolniej: chrzescijanka), moga (choc nie
    musza) byc dobrymi ludzmi, i wyznawac zblizony system wartosci (choc wynikajacy
    z zupelnie innych inspiracji). Inteligentni ludzie, majacy motywacje, ktorym na
    sobie zalezy - czasami maja szanse na dogadanie sie w tej sprawie, na
    znalezienie kompromisu. Ale nie bedzie to latwe, zwlaszcza w kwestii
    wychowywania dzieci... mnie by bylo bardzo trudno sie pogodzic z tym, ze moje
    dzieci wychowywane by byly w duchu religijnym.
    Coz - rozmowa, rozmowa, rozmowa... moze sie udac, ale bedzie trudno.

    Pozdrawiam,

    F.
  • miszelka1 12.08.05, 15:37
    Wydaje mi sie, ze to jest najbardziej przemyslany post.
    "CZASAMI MAJA SZANSE NA DOGADANIE SIE W TEJ SPRAWIE, NA ZNALEZIENIE KOMPRIMISU"

    My sie, byc moze, jeszcze jakos dogadamy, ale kwestia dzieci jest bardzo delikatna. Zeby wychowac dobrze dziecko, trzeba posiadac do tego madrosc, milosc. Dzieciaki sa bardzo bystre, zaraz wywachalyby w czym rzecz. Przeciez nie chodzi o chrzest ani o komunie. Bo to nie swiadczy o ich wierze. Chodzi o prawdziwe duchowe zycie. W tym wypadku byloby mocno zaburzone. Na to pozwolic nie chce!

    Czy stales moze przed podobnym wyborem?
  • malvvina 13.08.05, 12:17
    w skrocie wedle tego co napisalas : twoj chlop ateista nie posiada duchowego
    zycia. Ani milosci i przyzwoitych walorow ktore pozwola mu wychowac dzieci .

    Moim skromnym zdaniem masz tu sliczny zwiazek zauroczenia seksualnego. I nic
    wiecej. Moze powinnas przejrzec ponownie t katolickie zasady . Zacznij od : jak
    nie pogardzac bliznim .

    M.

    PS moja mama jest wierzaca a ojciec ateista
    nigdy nie bylam swiadkiem dysputy
    nigdy nie wyczulam napiecia

    --
    La vita e' bella
  • miszelka1 13.08.05, 12:26
    Moj Chlop posiada milosc i przyzwoite walory, ktore pozwola mu wychowac dzieci. Do dzieci jeszcze daleko, ale skoro juz o tym mowa..
    Mnie chodzi tylko o ta podstawe, fundament. Mam obawe co do tego, czy mozna zbudowac dobry zwiazek wlasnie bez takiej podstawy.

    Ty jestes zapewne przykladem, ze mozna. A Twoi rodzice zapewne bardzo sie szanuja i kochaja.
    Czy jestes wierzaca osoba, czy niewierzaca?

    Dzieki za glos (bardzo wazny zreszta!)

    PS nie gardze bliznim..
  • malvvina 13.08.05, 13:38
    zostalam ochrzczona , nawet na katechizm chodzilam i do komunii przystapilam.
    Jestem gleboko niewierzaca. Dziekuje rodzicom ze dali mi prawo wyboru. Nauczyli
    ze wiara jest sprawa prywatna (w Iranie panstwowa !) i nigdy nie krecili
    zazenowani . Mowili natomiast - dziecko kochane mamusia wierzy a tatus nie.
    Gdy bedziesz dorosla i dojrzala do tego - wybierzesz.

    --
    La vita e' bella
  • malvvina 13.08.05, 13:44
    za mojego pieknego ( z kaaatolickiej rodziny ze az !!!) gdybym miala miec z nim
    dzieci to ....jak najbardziej pozwolilabym aby uczesczaly na lekcje katechizmu
    jesli by chcialy.
    a moglyby chciec bo poszlabym w slady moich rodzicow :-)
    Jest mi obojetne czy ktos wierzy w boga czy nie . Byle byl dobry.
    --
    La vita e' bella
  • malvvina 13.08.05, 13:49
    aha ! bo zapomnialam dodac : mam do niego zaufanie. Wierze ze by mozgu naszym
    dzieciom "nie pral" (no bo nic gorszego jak teoryzowanie / terroryzowanie - czy
    to polityczne czy religijne - te zapedy aby objac swiat za pomoca jednej
    teorii ! Jakie to ludzkie ! - czytaj zadufane :-)
    --
    La vita e' bella
  • kvinna 12.08.05, 11:19
    Z czyjej strony? I jakie? Wybacz ciekawość, ale wydaje mi się to ważne.

    Miłość, w tej "wersji" idealnej zakłada tolerancję dla inności partnera..
  • miszelka1 12.08.05, 15:47
    Ostrych slow nie ma.. W sensie jakigos wyzwiska czy obrazliwego slowa.
    Sa slowa, ktore rania mnie osobisci i oto przyklad:
    "Teraz jednak cos jakby peklo, jak banka mydlana lsniaca tysiacem kolorow, bo wiem, ze Ty prawdopodobnie nigdy mnie nie zrozumiesz..." - umarlam, jak mi to powiedzial.
    "Nie bede wiecej poruszal kwestii istnienia Boga osobowego, bo widze wyraznie, ze trace po prostu czas. Problem lezy gdzie indziej. Mianowicie w potrzebach ludzkich, naiwnosci i manipulacji."

    Mamy tak odmienne zdania w tym temacie, ze o porozumieniu mozemy tylko pomarzyc..
  • kvinna 12.08.05, 15:52
    tematy?
  • miszelka1 13.08.05, 03:50
    My sie 'klocimy' tylko w tym temacie, cala reszta jest w jak najwiekszym porzadku. Czesto okazujemy sobie uczucie, przytulamy sie, dbamy (ja o Niego, On o mnie). Wszystko jest w jak najwiekszym porzadku...
  • justyna41 12.08.05, 13:52
    A ja uwazam, ze nic dobrego z tego nie wyniknie. Tez mowie z wlasnego
    doswiadczenia. Ludzie zwiazni blisko ze soba powinni wyznawac podobne wartosci,
    inaczej trudno bedzie miedzy nimi o porozumienie, a jezeli nie bedzie
    porozumienia w podstawowych sprawach to zle wroze takiemu malzenstwu.
  • j_ar 12.08.05, 13:56
    a ja mowie z doswiadczenia, ze nie jest to az taki problem, ba.. to wogole nie
    jest problem

    --
    "lepiej nic nie mowic i wydawac się głupim, niz odezwac sie i rozwiac wszelkie
    watpliwosci"
  • seerena 12.08.05, 14:09
    A ja myslę, że alfik dobrze napisał, tylko zastanawiam się co to za przysięga w
    której nie dodaje się "tak mi dopomórz"???? Skąd Ty to wziąłeś? Jest taka
    opcja?? 1 słyszę. Dla kościoła albo ktos wierzy i praktykuje albo nie, nie ma
    połowicznych przysiąg :D
    Ciągle przekonuję się jak ważne są takie podstawowe sprawy w związkach, podobny
    system wartości, podobne przekonania religijne, podobne postrzeganie świata.
    Ludzie powinni o tym rozmawiac od samego poczatku. Bo potem sa problemy.
    Ja myslę, że to jest do pokonania, skoro się kochacie i cała reszta w Waszym
    związku dobrze się układa. Z tym, że oboje musicie iść na kompromisy. Jeśli on
    jest ateistą a więc w Boga nie wierzy to czemu nie może zrobić czegoś dla Ciebie
    i zdecydować się na ślub kościelny?? Coś mu sie stanie jesli wejdzie do kościoła
    i wypowie przysięgę?? Niech to potraktuje jak zwyczaj kulturowy, ja osobiście
    też nie jestem religijna, ale dla mnie nie było by problemu, mogę wziąść ślub
    dla kogoś bliskiego i dla rodziny, bo taki jest zwyczaj w naszym katolickim
    kraju, kropka. Nie zawsze udaje się dostosować świat do siebie, my musimy się w
    nim znaleźć.
    Sprawa z wychowywaniem dzieci to juz powazniejsza kwestia. Tu po prostu będa
    zgrzyty. Jeśli Ty chcesz wychowac je w swojej wierze to masz do tego prawo,
    tylko dziecko będzie miało dysonans wartości, z jednej strony wierząca i
    praktykująca mama a z drugiej niewierzący tata, a oboje rodziców są dla dziecka
    ważni dla przekazywania wartości i oboje będzie kochać. Może miec po prostu
    mętlik w głowie. Ktoś z Was chyba musi komus trochę ustąpić.
  • alaaa6 12.08.05, 15:35
    dal sw.spokoju ,rozstancie sie i po klopocie...
  • alfavi 12.08.05, 15:47
    alaaa6 napisała

    > spokoju
  • tribeca 12.08.05, 22:21
    seerena napisała:

    > A ja myslę, że alfik dobrze napisał, tylko zastanawiam się co to za przysięga
    w
    > której nie dodaje się "tak mi dopomórz"???? Skąd Ty to wziąłeś? Jest taka
    > opcja?? 1 słyszę. Dla kościoła albo ktos wierzy i praktykuje albo nie, nie ma
    > połowicznych przysiąg :D

    jest taka opcja, jak ślub kościelny osoby wierzącej z osobą niewierzącą -
    wierząca składa przysięgę swojemu Bogu i małżonkowi, niewierząca swojemu.
    małżonkowi:)
    I nikt tu nie skąłda połowicznych przysiąg:)
  • xy2 12.08.05, 22:24
    nie: ja nie byłabym w stanie znieść w takiej chwili słów, że miarą miłości jest
    cierpienie, przysięga w kościele, ze dzieci wyhowam po katolicku byłaby
    krzywoprzysiestwem, bo nawet nie umiałabym, nie mówiąc o chęciach.

    w takiej chwili nie powinno sie kłamać
  • miszelka1 13.08.05, 03:53
    Jak najbardziej xy2 (Witam!).
    Dlatego ja tez swojego mezczyne nigdy do tego nie zmusze, ani na to nie nalegam. Mialam nadzieje, ze ateizm nie jest w nim mocno zakorzeniony, ze to tylko jego wymysl, bo rodzicow ma wierzacych i tak tez zostal wychowany. Ale niestety...

    Zreszta ja bym nawet nie chciala, zeby On na slubie klamal. Parodia, nie slub!!
  • alfika 13.08.05, 11:49
    ale to naprawdę nie ty, jeno twój wierzący małżonek bierze na siebie wychowanie
    w wartościach, które zna :)))
    i nie przysięgasz, zobowiązujesz się na pismie...
    no jak rany, ludzie, poczytajcie zanim coś napiszecie...

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • alfika 13.08.05, 11:42
    ... i to najlepiej zanim nawypisujesz, co się tobie wydaje, a co nie :)))


    > A ja myslę, że alfik dobrze napisał, tylko zastanawiam się co to za przysięga
    w
    > której nie dodaje się "tak mi dopomórz"???? Skąd Ty to wziąłeś? Jest taka
    > opcja?? 1 słyszę. Dla kościoła albo ktos wierzy i praktykuje albo nie, nie ma
    > połowicznych przysiąg :D


    " Zawierając małżeństwo z osobą innego wyznania, ale ochrzczoną, o zgodę prosi
    się biskupa diecezji, na terenie której mieszka osoba ochrzczona. Prośbę składa
    się za pośrednictwem parafii, w której odbędzie się ślub (o taką zgodę
    występuje proboszcz).

    * Na ślub z osobą nieochrzczoną potrzebna jest dyspensa, którą może wydać
    biskup. O dyspensę występuje wikariusz w imieniu proboszcza parafii.

    * Koszty ślubu sprowadzają się do dobrowolnej ofiary, czasem jej wysokość jest
    na terenie konkretnej parafii ustalona.

    * Świadkowie ślubu muszą być pełnoletni. Prawo kanoniczne nie określa, by byli
    katolikami, w praktyce jednak jest to wymagane. Świadkami mogą być osoby tej
    samej płci."
    kobieta.gazeta.pl/slub/1,67306,2790802.html?as=1&ias=3

    zastanawia mnie przysięganie w imię czegoś w co nie wierzysz -
    takie "kulturowe" przysięganie
    - a co z sumieniem i przekonaniami konkretnego człowieka?
    to taki pomijalny drobiazg?
    :))))

    ps. alfika to kobieta ;))))

    --
    Sygnaturka jaka jest każdy widzi :)
  • miszelka1 12.08.05, 15:50
    Wlasnie, wlasnie..
    Mozna sie roznic w upodobaniach muzycznych czy czyms rownie malo istotnym..
  • imagiro 12.08.05, 15:55
    jest tylko jeden wspolny grunt dla was. agnostycyzm. ty musisz sobie
    powiedziec, ze NIE WIESZ (nie masz wiedzy, tylko wiare) na temat istnienia Boga
    i to samo musi zrobic on i zamiast plesc, ze boga nie ma, powiedziec sobie ze
    NIE WIE (nie ma wiedzy, tylko wiare)czy Bog istnieje. jedno i drugie z was ma
    WIARE, jedno w istnienie, drugie w nieistnienie Boga. Moze troche racjonalizmu
    i spotkac sie na gruncie WIEDZY na temat Boga. dziecku mozecie pokazac
    wspaniala droge zdobywania swego WLASNEGO przekonania o tym czy Bog istnieje
    czy nie ...
    nauczanie, ze Bog istnieje czy tez ze nie istnieje, nie ma sensu ...
    Imagine.
  • seerena 12.08.05, 16:18
    Imagiro :)) Alez rada. Czyli oboje musza zmienić wiarę ;) Na obojetność, bo
    agnostycyzm jest obojętnością.
    Z wypowiedzi autorki przeczytałam, że jest gorzej niż myslałam, bo oni oboje sa
    wierzący! Z tym, że ona wierzy w Boga a on wierzy że nie ma co w niego wierzyć
    bo nie istnieje. Oboje tych przekonań bronią. I takie sa ich wartości, które jak
    widać przekładają się na inne sprawy.
    Kiepsko to widzę, myslałam że on nie jest tak zacietrzewiony w swoich sądach.
    Pomyślałam, że jemu byłoby łatwiej nagiąć się niz Tobie zrezygnować. Ale to
    mozliwe jest tylko w przypadku agnostycyzmu, zatwardziały ateista chyba inaczej
    myśli. Mnie generalnie ateizm niepokoi, to bardzo smutne przekonanie widzieć
    świat wokół siebie jako wyłącznie materialny.
    Może się okazać, że nie dacie rady jesli nie znajdziecie wspólnego punktu.
    Małżeństwo i rodzina po prostu nie wypali. Ale ja nie jestem ekspertem, mogę się
    mylić.
  • imagiro 12.08.05, 16:25
    nie musza zmieniac wiary, moga zalozyc ze jest szansa, ze SIE OBOJE MYLA i
    powiedziec sobie, ze WIARA nie oznacza WIEDZY na dany temat ... agnostycyzm nie
    jest obojetnoscia, jest brakiem wiedzy ... nikt nie mowi, ze agnostyk nie moze
    miec swojej wiary a brak wiedzy jest owym wspolnym gruntem na ktorym powinni
    sie spotkac.
    Imagine.
  • witch-witch 12.08.05, 20:39

    jak zwykle umiesz wyjśc ludziom na przeciw.
    Mnie jednak co innego uderzyło,że człowiek dla swoich wręcz abstrakcyjnych idei
    jest w stanie opuścić nawet miłość swojego zycia. Bo on nie podziela moich
    poglądów religijnych! Twoje poglądy są wybitnie twoją sprawa i on nie musi ani
    myśleć ani naginać się do twojego swiatopoglądu.
    __________
  • miszelka1 13.08.05, 04:47
    Hmm.. no widzisz, ilu ludzi tyle podejsc do roznych spraw.
    Co dla Ciebie jest blahe dla mnie jest bardzo wazne, witch-witch!

    Ten zwiazek moze byc po prostu destrukcyjny. Nie chce pozniej przechodzic przez pieklo! Nie wiesz nawet, ani nie przypuszczasz, ile problemow moze sie pozniej ujawnic z tego powodu. Zrozum, to jest moje zycie i chce, zeby bylo tak, zebym czula tam, we 'wnetrzu', ze wszystko jest dobrze, ze sie spelnilam, ze jestem szczesliwa, ze nia mam zadnego niepokoju..
  • witch-witch 13.08.05, 13:48
    miszelka1 napisała:

    > Hmm.. no widzisz, ilu ludzi tyle podejsc do roznych spraw.
    > Co dla Ciebie jest blahe dla mnie jest bardzo wazne, witch-witch!
    >
    > Ten zwiazek moze byc po prostu destrukcyjny. Nie chce pozniej przechodzic przez
    > pieklo! Nie wiesz nawet, ani nie przypuszczasz, ile problemow moze sie pozniej
    > ujawnic z tego powodu. Zrozum, to jest moje zycie i chce, zeby bylo tak, zebym
    > czula tam, we 'wnetrzu', ze wszystko jest dobrze, ze sie spelnilam, ze jestem
    > szczesliwa, ze nia mam zadnego niepokoju..


    --
    __________

    Nie mozesz wiedzieć co jest dla mnie ważne a co nie jest ważne. Tak jak nie
    znasz Twojej przyszłosci.
    Ale jeżeli czujesz się niepewna w tej realcji TO GO ZOSTAW!!!! Zostaw go niech
    znajdzie sobie dziewczynę, ktora bedzie tolerancyjna i akceptująca jego osobę
    taką jakim on jest! I nie będzie wręcz na siłe przekonywać go o swoich racjach.
    Przerabianie człowieka na swoją modłę, jest podnoszone do rangi znęcania się
    psychicznego nad drugim człowiekiem. Jeżeli się nie ma szacunku dla jego
    odrębności i jego granic to nie wypada nic innego jak tylko go zostawić.

    I ty tak zrób. Widać nie jestes gotowa na miłość skoro szuaksz w swoim
    infantylnym narcyźmie wygodnych podobieństw.

    Co możesz wiedzieć o przyszłości? Przyszłość zależy od Ciebie samej jeżeli
    jesteś tolerancyjnym i kochającym człowiekiem to masz w swoim sercu miejsce dla
    odrębności innej osoby ale jeżeli jesteś egoistycznym i narcystycznym typem to
    najmniejsza różnica urastać będzie do rangi problemu. Tacy ludzie nie umieją
    kochać. Szukasz za bardzo komfortu dla siebie i powiem Ci że tego nigdy ale to
    nigdy nie znajdziesz z takim stosunkiem do drugiego człowieka jak Twój!!!

  • miszelka1 13.08.05, 17:35
    Dlatego nie bede z Toba konfrontowala, bo to nie ma sensu..
    Nie wiem, czy czytalas moje wypowiedzi, wyglada, ze nie..
    A jesli czytalas, to chyba bez zrozumienia..

    Bzdurne wnioski. Koniec, kropka.
  • miszelka1 13.08.05, 04:41
    Choc bym nie wiem jak chciala, nie potrafie zalozyc, ze sie myle..
    Bo co to bylaby za wiara ('jest Bog, ale istnieje mozliwosc, ze Go nie ma'). Nie, nie, nie, to nie wchodzi w gre, Imagine!
  • miszelka1 13.08.05, 04:38
    W tej sprawie nie ma ekspertow, seerena..
    Szukamy wspolnego punktu, szukamy..

    Od wielu moich znajomych wiem, ze najgorszy jest pierwszy rok malzenstwa. Docieranie sie, ze tak powiem. Moze wlasnie przechodzimy przez ten etap (choc malzenstwem nie jestesmy). Ale w tym wypadku oboje musimy sie nagiac, jeden do drugiego, bo inaczej nic z tego nie bedzie. Kazda klotnia jest pozniej duzo razy przetwarzana w glowie. Chec zmiany i spokojne spojrzenie na swoje bledy, uczymy sie..

    Ale, uwierz mi, jest ciezko.. bardzo!
  • miszelka1 13.08.05, 03:59
    To wszystko jest jeszcze bardziej poplatane, niz sie wydaje.
    A ja z moim partnerem zapedzilismy sie troszke w kozi rog. Moze to tylko chwilowy dolek w naszym zwiazku. Oby tak bylo..
    Ja teraz jestem zalamana i rozumiem o czym piszesz, Imagine. Jednak, uwierz mi, to nie takie proste! Dla jego rodzicow to jest cios. Moi od poczatku naszej znajomosci podchodza do Niego z dystansem.. Niby wszystko jest ok, a jednak..

    Hmm.. po prostu chyba powinnismy sie skupic na tym, co nas laczy a nie na tym, co nas dzieli..

    Dzieki!
  • itsmeagain 12.08.05, 22:06
    wezcie slub cywilny i po klopocie

    > Jak bedziemy wychowywac dzieci?

    dzieci same sie wychowaja
  • xy2 12.08.05, 22:10
    jest to ciężka sprawa, ja wiem, ze nie dogadałabym sie z kimś, kto myśli, jak
    katolicka, polska większość. należy pozbyc sie iluzji
  • triss_merigold6 12.08.05, 22:28
    Nie ustąpiłabym w kwestii ślubu ani wychowania dzieci. Przykro mi. O ile
    jeszcze byłabym w stanie zaakceptować jednostronny ślub kościelny o tyle chrztu
    i wychowania religijnego dzieci nie.
    Światopogląd jest istotny. Przy wspólnym systemie wartości możńa się dogadać
    ale jeśli ktoś by mi nawijał ciagle o życiu duchowym to pa pa.
    Nie nawrócisz konsekwentnego ateisty.
    Jesli zdecydujesz się wierzyć sama bez wciagania go w praktyki religijne, bez
    nawracania i gadania to może się uda.
    Dzieci można wychować w układzie wierzący + niewierzący tylko obie strony muszą
    odpuścić przekonywanie tej drugiej.
  • miszelka1 13.08.05, 04:53
    Uwierz mi, takie papa to mozna powiedziec komus, kto Cie wkurzyl, czy komus malo waznemu. Jednak, jak juz sie kogos pokocha.
    Czekalam na to niecale piec lat, na to uczucie! W koncu przyszlo wtedy, kiedy sie tego nawet nie spodziewalam.. Czasami mysle, ze jestem najszczesliwsza kobieta na swiecie, tak o mnie dba moj Mezczyzna. W tej sytuacji papa nie przechodzi latwo przez gardlo..

    Duzo mnieszaja nasi rodzice.
    Myslalam nawet, by wyprowadzic sie na rok gdziekolwiek, byle razem, poszukac pracy i w spokoju, bez wiecznych naciskow ze strony rodzicow, podjac decyzje. Odpowiedziec sobie na pytanie, co jest naszym priorytetem! Czego chcemy.
  • impatiens.noli.tangere 12.08.05, 22:31
    Moim zdaniem Wasz związek ma rację bytu, o ile przestaniecie przekonywać się do
    własnych poglądów, udowadniać na siłę, kto ma rację - na polu, gdzie notabene,
    nie sposób tego stwierdzić. U mnie sytuacja wygląda tak: ja, owszem, wierzę w
    istnienie Siły Wyższej, ale do kościoła nie chodzę - w zbyt wielu punktach moje
    przekonania odstają od klerykalno-katolickich.Mój Ukochany - wierzący,
    katolik.Nigdy to nie był temat tabu, dyskutujemy o tym, ale nie przekonujemy,
    nie kłócimy.Jesteśmy dorosłymi, ukształtowanymi już ludźmi i szanujemy to. Grunt
    to wyznawane wartości: ja nie zrobię czegoś, gdyż jest to niezgodne z moim
    sumieniem - nieetyczne, a mój partner - ponieważ to grzech.Wychowani w
    europejskiej kulturze siłą rzeczy mamy podobny system wartości,myślę, że Wy też.
    Jeśli chodzi o konflikty dotyczące spraw praktycznych:nie chcę ślubu
    kościelnego,uważam, że z mojej strony byłaby to hipokryzja przyjmować kolejny
    sakrament i w dodatku nadrabiać brakujący,mój Ukochany chciałby takiego
    ślubu.Gdy rozmawialiśmy o tym powiedziałam mu to i zaakceptował.Ale jeśli
    zauważę,że jednak bardzo tego pragnie i mu zależy - popełnię dla Niego ten akt
    hipokryzji:)
    Co do wychowania dzieci - nie mam nic przeciwko temu,aby uczył je
    paciorka,prowadzał do kościoła czy na lekcje religii.Wszak każdemu, przede
    wszystkim, przysługuje możliwość wyboru, a aby dobrze wybrać należy poznać obie
    opcje. Tak sobie myślę, że u nas oprócz tego istnieje przynajmniej jedna jeszce
    "ciężka sprawa", która teoretycznie mogłaby zniszczyć związek, a jednak tak się
    nie dzieje.Nie opisuję tu sytuacji,choć można wyprowadzić pewną analogię,bo nie
    pasuje do wątku.Radzimy sobie z nią w sposób wyżej opisany - czyli żadnego
    przekonywania i pełne poszanowanie dla poglądów drugiej strony i zdaje to
    egzamin.Pozdrawiam
  • xy2 12.08.05, 22:34
    paciorek

    o czym on mówi: tak naprawde o niczym i jeszcze daj nam
  • miszelka1 13.08.05, 05:04
    Dziekuje za ten post, impatiens.. Zaprowadzilas porzadek w mojej skolowanej glowie i .. dodalas otuchy ;) Dzieki.

    Mala dygrasja, o ktorej juz chyba wspominalam wyzej.
    Dwoje w zwiazku, to nie dwoje a jedno! W Kosciele zawsze bede musiala byc sama, nie bedzie przezywal tego, co mnie dotyka.. malo tego, On nie bedzie tego rozumial! I nie chodzi o to, ze ja Go chce na sile nawrocic, czy na sile zaciagnac do Kosciola. Daleka jestem od tego! Delikatnie poprosilam Go, czy by ktoregos razu nie poszedl ze mna. Po prostu po to, by byl ze mna! Zgodzil sie, jednak nigdy do tego nie doszlo. A w jednej z ostatnich rozmow powiedzial, ze jednak nie chce tego zrobic! No i na tym stanelo!
  • impatiens.noli.tangere 13.08.05, 16:12
    Miszelko, pod względem życia duchowego nigdy nie będziecie "jednym".Wiesz o tym
    doskonale.Gdy zaakceptujesz taki stan rzeczy,zaakceptujesz w pełni swojego
    partnera - Wasz zwiazek będzie udany.Jeśli dojdziesz do wniosku,że to przeszkoda
    nie do przeskoczenia - szkoda czasu. To Twoje życie i decyzja,życzę Ci, żebyś
    podjęła słuszną :)
    Co do prośby pójścia do kościoła: Dla Ciebie religia to priorytet,dla Twojego
    mężczyzny nie.Założyłaś więc,że skoro pójście do kościoła nie ma dla Niego
    wymiaru religijnego,może on pójść z Tobą "towarzysko".Jednak Twój partner
    posiada swoje przekonania:może nie chce wykonywać bezsensownych wg Niego
    rytuałów podczas mszy,może tak bardzo denerwuje Go gadanie księdza, że nie chce
    tego słuchać.A może nawet opacznie założył iż jest to delikatna próba
    indoktrynacji z Twojej strony w konwencji:chodź,zobacz,przekonaj się, w kościele
    wcale nie jest tak źle. Zrozum więc Go i odpowiedz sobie na pytanie: czy to
    naprawdę aż takie ważne,aby Ci towarzyszył? Kompromis polega m.in. na tym,aby
    odróżniać sprawy błahe od ważnych i rozumieć partnera. Pozdrawiam
  • solaris_38 13.08.05, 00:42
    w bogunajwazneijsze jest dobro

    jeśli tój partner jest dobry a ty gokochasz reszta choć wazna jest mniej
    istotna

    jako człowek dobry i uczciwy będzie dawał własciwy przykłąd dzieciom

    powedzmy sczerze że miliony wierzących to wielcy grzesznicy i nie żebym ich
    potępiała ale no nie sa zbyt dobrymi przykłądami dobra i nie sa uczciwymi
    kochajacymi partnerami


    musisz sobie sama odpowedziec co dla ciebie najwazniejsze

    znam małżeństwa np katolika i protestantki )chodzą do innych kościołów) i
    inne kombinacje także osób wierzących i nie

    chodzi o to czy potraficie dojśc do kompromisu
    może slub cywilny wystarczy + twoja osobista przysięga przed bogiem

    sama miłość i dobro sa sakramentem i można im zawierzyć jeśli naprawdę sie je
    spotka

  • fievre 13.08.05, 01:01
    mam pytanie:mowisz, ze rozmawia wam sie doskonale...ze sie rozumiecie..
    ale przeciez kwestia wiary/niewiary to fundament, na ktorym opiera sie cala
    wrazliwosc, odczuwanie ludzi, swiata, stosunek do rzeczy i osob...
    nie sposob tych spraw pominac i chyba nie sposob pogodzic tak odmiennych
    stanowisk..
    nie wiem..
    pomodl sie goraco do Pana Boga, moze to on postawil tego chlopca na Twojej
    drodze w okreslonym celu..
    tak sie zdarza..jesli on ma podobną do Ciebie wrazliwosc i sposob postrzegania
    ludzi i zjawisk..to znaczy, ze w jego sercu jest miejsce, jest duzo miejsca na
    Boga..
    nie rezygnuj z niego, ale z NIEGO tez nie rezygnuj..
    moze nie musisz wybierac: albo on,albo ON
    zastanow sie nad planami Opatrzonosci wobec Ciebie?
    nie ignoruj ich w zadnym wypadku

    pozdrawiam serdecznie

    (odpowiedzi warto poszukac w listach sw Pawla,on mowi o podobnych sprawach
    niejedno)
  • miszelka1 13.08.05, 05:20
    Czytam ten post i nie wiem. sama nie wiem..
    Moze za krotko sie znamy. Mnie sie wydaje, ze to jest bardzo dobry chlopak, ze drugiego takiego juz nie znajde. A z drugiej strony, coz ja o nim wiem?! Tyle, co sam mi powiedzial!
    Poznalismy sie na 4 roku studiow (teraz oboje zaczniemy rok 5). Jestesmy kompletnie na innych wydzialach, choc na tej samej uczelni. W szkole nie widzialam Go ani razu, chyba jedynie wtedy, kiedy sie umowimy. Zbyt duzo studentow, trudno na siebie wpasc. Daze do tego, ze nie mialam okazji zobaczyc, jaki jest w stosunku do innych ludzi, jak sie zachowuje na przerwach, wsrod swoich kumpli i roznych stresujacych sytuacjach. Po prostu podczas poznania mial u mnie 'czysta karte', rzadnych mysli pozytywnych ani negatywnych o Nim.
    Stalo sie, zakochalam sie!

    Nie jestem jednak pewna, czy to Pan Bog postawil Go na moje drodze. Ciezko jest uzyskac odpowiedz na takie pytanie! Nie chcialabym wybierac miedzy Bogiem a moim Mezczyzna. Dlatego, ze juz teraz wiem, co bym wybrala.. Moj Kochany, zmeczony juz tym wszystkim, powiedzial mi ktoregos dnia tak: "Byc moze bedziesz musiala wybrac, czy zalezy ci bardziej na religyjnym zyciu, czy na mnie."

    Chcialabym, zeby ta sprawa juz sie rozwiazala.
    Dziekuje Ci bardzo za ten post!
  • triss_merigold6 13.08.05, 11:41
    Jeżeli chcesz miec religijne życie razem z tym akurat facetem to zapomnij. Po
    co Ci jego obecność w kościele? Łudzisz się, że może go nawrócisz?
    Wybieranie miedzy Bogiem a mężczyzną życia brzmi idiotycznie: wiara to prywatna
    sprawa, nie musisz w nią wciągać kogoś kto nie wierzy. Jeśli upierasz się, żeby
    religijność demonstracyjnie okazywać to licz się z krytycznymi uwagami
    niewierzącej strony.
    Będę się upierać, że można pogodzić w związku ateistę i wierzącą pod warunkiem,
    że żadna strona nie nawraca. Każdy tę część poglądów zachowuje dla siebie i
    tylko dla siebie.
  • miszelka1 13.08.05, 11:57
    Jestem daleka od nawracania na sile, o czym pisalam juz wyzej!

    Poza tym, wybieranie miedzy Bogiem a mezczyzna zycia nie jest idiotyczne. Wystarcz naprawde mala znajomosc Biblii, aby samemu sie o tym przekonac. To jest podstawa, na ktorej (moim zdaniem) zwiazek powinno sie budowac!
  • iwona334 13.08.05, 12:02
    1. skoncz z "nawracaniem". Ty wierzysz, on nie i koniec.
    malzenstwo nie tworzy "JEDNEGO" , ludzie o wyksztalconym charakterze pozostaja
    SOBA.

    2. Utalcie juz teraz, czy dzieci beda wychowywane w duchu wiary, lub nie.

    Jezeli nie dasz sobie rady z "zalatwieniem" tych dwoch punktow, daj sobie rade
    juz teraz, jezeli chcesz uniknac piekla.

  • miszelka1 13.08.05, 12:08
    Moj Tato powiedzial mi, po 25 rocznicy swojego slubu, ze teraz naprawde czuje, ze jest Jednym Cialem z moja Mama.. Wiec moze jest cos w tym, o czym piszesz w pkcie 1. Chociaz wszystko we mnie oburza sie na taka mysl.. ale przeciez nie wiem, czy mam racje. Skoro nie bedzie sie Jednym w tak waznej kwestii swiadczy to o tym, ze to nie jest To i ze nadal mam szukac innego mezczyzny?

    Pkt 2. Jak najbardziej, z tym sie zgadzam. O tym trzeba bedzie porozmawiac bardzo powaznie!
  • malvvina 13.08.05, 12:19
    w sumie katolicyzm jest znakomitym srodkiem na zmniejszenie populacji na kui
    ziemskiej - w rzeczywistosci prawdziwie wierzacy ludzie gdy sa we dwoje tworza
    jedno !!!

    > Moj Tato powiedzial mi, po 25 rocznicy swojego slubu, ze teraz naprawde
    czuje,
    > ze jest Jednym Cialem z moja Mama.. Wiec moze jest cos w tym, o czym piszesz
    w
    > pkcie 1. Chociaz wszystko we mnie oburza sie na taka mysl.. ale przeciez nie
    wi
    > em, czy mam racje. Skoro nie bedzie sie Jednym w tak waznej kwestii swiadczy
    to
    > o tym, ze to nie jest To i ze nadal mam szukac innego mezczyzny?
    >
    > Pkt 2. Jak najbardziej, z tym sie zgadzam. O tym trzeba bedzie porozmawiac
    bard
    > zo powaznie!


    --
    La vita e' bella
  • miszelka1 13.08.05, 12:28
    Ja bym powiedziala nie katolicyzm, a chrzescijanstwo w ogole!
  • iwona334 13.08.05, 12:24
    miszelka1 napisała:

    > Moj Tato powiedzial mi, po 25 rocznicy swojego slubu, ze teraz naprawde
    czuje,
    > ze jest Jednym Cialem z moja Mama.. Wiec moze jest cos w tym, o czym piszesz
    w
    > pkcie 1. Chociaz wszystko we mnie oburza sie na taka mysl.. ale przeciez nie
    wi
    > em, czy mam racje. Skoro nie bedzie sie Jednym w tak waznej kwestii swiadczy
    to
    > o tym, ze to nie jest To i ze nadal mam szukac innego mezczyzny?
    >
    > Pkt 2. Jak najbardziej, z tym sie zgadzam. O tym trzeba bedzie porozmawiac
    bard
    > zo powaznie!

    Twoj tatus Ci tak powiedzial? A Ty wlasnego zdania nie masz?
    jezeli uwazasz, ze w malzenstwie dwoje ludzi tworzy "JEDNO" - to przeciez sama
    juz widzisz, ze sie nie daje.

    Ja natomiast nadal skromnie uwazam, ze ludzie ze sprofilowanymi charakterami
    pozostaja soba i slub z niewierzacym mezczyzna zupelnie by mi nie przeszkadzal,
    pod warunkiem, ze zgodzilby sie od razu, ze wychowam dzieci w duchu wiary.

  • miszelka1 13.08.05, 12:32
    > jezeli uwazasz, ze w malzenstwie dwoje ludzi tworzy "JEDNO" - to przeciez sama
    > juz widzisz, ze sie nie daje.

    No stad ten watek wlasnie. Nie bedziemy jedno (na to wyglada), bo w fundamentalnej kwestii znacznie sie roznimy. Przeczytaj to, co napisala malvvina. Jezeli dwoje wierzacych ludzi sie spotyka i stworza podstawowa komorke spoleczna, wtedy tych dwoje stanie sie jednym. I o tym caly czas mysle...
  • iwona334 13.08.05, 12:38
    miszelka1 napisała:

    Jezeli dwoje wierzacych ludzi sie spotyka i stworza podstawowa komorke
    spoleczna, wtedy tych dwoje stanie sie jednym. I o tym caly czas mysle...

    NIE. Nawet wtedy, jezeli oboje sa wierzacy, ale oboje maja silne, wyksztalcone
    charaktery, nie staja sie "JEDNYM", lecz pozostaja kazde soba.

    Zrozumialas w koncu?
  • miszelka1 13.08.05, 12:43
    Otoz, wydaje mi sie, ze to Ty nie rozumiesz.
    Fizycznie i intelektualnie pozostaja nadal roznymi osobowosciami, choc dopasowanymi do siebie, po wielu latach bycia w zwiazuk. Jednak duchowo i cielesnie staja sie jednym..

    Sluchaj, nie ma sie co nawzajem przekonywac.
    Masz inne zdanie, masz do niego prawo i tyle ;)
    Ja to szanuje!
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:47
    Dla ateisty nigdy tak nie będzie i pogódź się z tym, bo nie przekonasz. Ty może
    widzieć tę jedność, on nie, zwłaszcza w kwestii duchowej.
  • iwona334 13.08.05, 12:47
    miszelka1 napisała:

    > Otoz, wydaje mi sie, ze to Ty nie rozumiesz.
    > Fizycznie i intelektualnie pozostaja nadal roznymi osobowosciami, choc
    dopasowa
    > nymi do siebie, po wielu latach bycia w zwiazuk. Jednak duchowo i cielesnie
    staja sie jednym..<


    To Ty probujesz mnie przekonac!

    Co to znaczy byc INTELEKTUALNIE roznymi osobami , a DUCHOWO "jednoscia"?

    Przeciez to z punktu widzenia logiki astronomiczna bzdura!
    Pelne osobowosci zawsze pozostaja kazda soba!

    Sama jestem wierzaca, ale Ty powtarzasz slogany KK i bierzesz
    je za rzeczywistosc.



  • triss_merigold6 13.08.05, 12:50
    Dla mnie z punktu widzenia ateisty są to totalne pie..mencje. Bzdury jakieś
    nielogiczne i tyle.
    Wychodzę z założenia "wierzyć to sobie możesz ale przy mnie o tym nie gadaj".
  • miszelka1 13.08.05, 12:50
    Dobrze by bylo, abys Ty szanowala moje!

    Pozdrawiam!
  • iwona334 13.08.05, 12:56
    mu tu dzisiaj ropzmawiamy, a jutro nie musimy.
    Chce Ci jedynie zwrocic uwage, ze Twoj mezczyzna ma inny swiatopoglad.
    I z tego co widze, NIE PRUBUJE narzucic Ci swojego.
    I Ty nie probuj narzucic mu swojego.

    Dogadajcie sie co do dzieci i kwita.
    Czy nie widzisz, ze inaczej sie nie da?
  • miszelka1 13.08.05, 13:03
    Ja mu niczego nie narzucam.. ale zeby to wiedziec, trzeba uwaznie przeczytac watek, do czego nie kazdy jest zdolny..

    Napisalas jedna madra rzecz w innym swoim poscie. Ja sama tak tez wlasnie postanowilam.. Nic nie mowic, tylko zyc, tak jak czuje w serduchu, jak podpowiada mi sumienie. Dokladnie tak!
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:04
    Propozycja pójścia razem do kościoła (po co????) to narzucanie.
  • miszelka1 13.08.05, 13:07
    Nigdy w zyciu nie przyszlo mi do glowy, ze On na taka propozycje bedzie zly, ze mi odmowi. Dla mnie to jest zupelnie normalna sprawa. Czy ateisci nie przekraczaja nigdy progu Kosciola, tylko dlatego, ze sa ateistami?!
    Dla mnie to byla propozycja z rodzaju: 'pojdzmy razem na kawe', tylko w tym wypadku brzmialo: 'pojdziesz ze mna do Kosciola?'.
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:12
    Dla Ciebie normalna, bo wierzysz. Ateiści chodzą do kościoła (przynajmniej ja
    tak mam) z dwóch powodów: zwiedzanie, uczestnictwo w uroczystości rodzinnej
    typu ślub, pogrzeb ewentualnie jesli pracują przy renowacji zabytków.
    Przestąpię próg kościoła jeśli wymaga tego dobre wychowanie i okoliczności ale
    na pewno nie towarzysko. Ja bym była wściekła gdyby facet - wiedząc o moim
    światopoglądzie - mimo tego z czymś podobnym wyskoczył.
    Pójście na kawę to co innego.
    Poszłabyś na czarną msze gdyby ktoś ci to towarzysko zaproponował?
  • miszelka1 13.08.05, 13:19
    Wybacz, ale przyrownanie mojej propozycji do pojscia na czarna msze jest bynajmniej smieszne (dla mnie).
  • iwona334 13.08.05, 13:13
    ale miszelko, ja mojego faceta tez kiedys o to spytalam.
    powiedzial mi, ze MOZE (- by sprawic mi przyjemnosc) ze dwa razy do roku,
    na Boze Narodzenie i Wielkanoc. Ale nawet, gdyby odpowiedzial mi - NIE, tez
    nie bylabym zla. I sprawe mamy zamknieta.

    Czy Twoj mezczyzna zezloscil sie na sama Twoja propozycje?
  • miszelka1 13.08.05, 13:17
    Nie, odpowiedzial, ze z checia, ze chcialby przynajmniej raz tam za mna byc. Jednak w ktorejs rozmowie (moze dlatego, ze byl zly) zupelnie o czyms innym, znaczy sie o wierze, ale nie o pojsciu ze mna do Kosciola, wypalil, ze nie, jednak nigdy ze mna nie pojdzie. A ja juz na to nic nie odpowiedzialam..
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:39
    Ty żartujesz z tym dosłownym czytaniem Ewangelii prawda? Skoro masz takie
    podejście to przypuszczam, że Twój ateista nie wytrzyma mniej lub bardziej
    delikatnego trucia na ten temat i odejdzie.
    Światopogląd to jest ważna sprawa i niedopasowanie w tej kwestii psuje związek.
  • miszelka1 13.08.05, 12:47
    Ja nie truje mojemu Mezczyznie na ten temat. Nie chodze i nie mowie 'to powinienes tak, a to tak'. Po prostu budujemy cos razem i czasami schodzimy na tematy wiary. Przewaznie wlasnie to On zaczyna pierwszy, to on mnie pyta o rozne rzeczy, jakie jest moje zdanie na rozne sprawy. I wtedy najczesciej wychodzi na jaw, ze On ma inne zdanie..
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:48
    Trudno żeby miał takie samo.;) Ja odpuszczam pytania, bo absolutnie mnie to nie
    obchodzi o ile ktoś ze swoją wiarą nie wciska mi się w życie.
  • miszelka1 13.08.05, 12:54
    Uwierz mi, nie wcisnelam mu sie w zycie, nie weszlam w nie z brudnymi butami, by zaczac wszystko porzadkowac i zmieniac ;)

    Spokojnie, mysle, ze sie dotrzemy ;)
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:58
    Bozsz, czy ja twierdzę, że narzucasz się facetowi? Kochacie się i super,
    przynajmniej na razie. Ale pogódź się z tym, że ten akurat typ nie będzie Ci
    towarzyszył w kościele ani duchowo przeżywał tak jak Ty.
    Sama napisałaś, że myślałaś, że ateizm nie jest w nim mocno zakorzeniony więc
    pewnie masz nadzieję na zmiany.
    W tym kraju każdy ateista spotkał się z dziesiątkami mniej lub bardziej
    otwartych prób nawracania i wyczuwa je na kilometr a w efekcie stawia radykalny
    opór.
  • iwona334 13.08.05, 11:57
    triss_merigold6 napisała:

    > Jeżeli chcesz miec religijne życie razem z tym akurat facetem to zapomnij. Po
    > co Ci jego obecność w kościele? Łudzisz się, że może go nawrócisz?
    > Wybieranie miedzy Bogiem a mężczyzną życia brzmi idiotycznie: wiara to
    prywatna
    >
    > sprawa, nie musisz w nią wciągać kogoś kto nie wierzy. Jeśli upierasz się,
    żeby
    >
    > religijność demonstracyjnie okazywać to licz się z krytycznymi uwagami
    > niewierzącej strony.
    > Będę się upierać, że można pogodzić w związku ateistę i wierzącą pod
    warunkiem,
    >
    > że żadna strona nie nawraca. Każdy tę część poglądów zachowuje dla siebie i
    > tylko dla siebie.

    tak, ale pod jednym warunkiem: - ze wczesniej ustali sie, czy przyszle dzieci
    beda wychowywanie w duchu wiary, czy nie.
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:38
    No i tu będzie konflikt jak się masz. Będąc zadeklarowaną ateistką zaparłabym
    się przy braku religijnego wychowania dzieci, autorka przypuszczalnie tez nie
    ustąpi i związek padnie.
    Skoro kobieta traktuje Biblię dosłownie i ma życzenie kierować się nią w życiu
    codziennym to czarno widzę związek z ateista, który po takich tekstach dostaje
    drgawek albo śmiechawki.
  • iwona334 13.08.05, 12:42
    Widze, ze to ja na razie mam szczescie?
    Moj facet na razie mowi mi, ze moja wiara mu nie przeszkadza, ani nawet
    pragnienie wychowania dzieci w duchu wiary i mysle, ze nie klamie.
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:46
    Jesli nie nawracasz to nie przeszkadza. Serio. Autorka natomiast z tych
    nawracających: ciągnie do kościoła dla towarzystwa, chce rozmawiać,
    przekonywać, martwi się o to czy będą "jednym". Może wciskać kit, że nie
    nawraca ale takie osoby spotkałam na swojej drodze: są subtelnie, upierdliwie
    wkurzające i wbrew temu co mówią mają nadzieję na to, że druga strona z ateizmu
    zrezygnuje.
  • iwona334 13.08.05, 12:52
    Nawet nie przyszlo by mi do glowy przekonywanie go do wiary. Wystarcza mi,
    zupelnie, ze mamy zgode, co do dzieci. Ja dyskusji na temat wiary nie zaczynam,
    nie czuje w sobie, pierwiastka misjonarskiego, a jezeli juz kogos przekonywac,
    tu uwazam, ze przykladem wlasnego zycia, a nie deklaracjami, czy tez
    podsuwaniem lektury do czytania.
  • triss_merigold6 13.08.05, 12:54
    Piszę o autorce. Ona z tych nawracających, jestem pewna. Facetom ateistom
    częściej zwisa jak wychowywane są dzieci - religijnie czy nie. Dla mnie to
    istotna kwestia.
  • miszelka1 13.08.05, 12:56
    <Grr..>
    Jakbys czytal uwazniej, z reszta..
    Chyba jestes z tych co to zawsze wiedza najlepiej..
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:00
    Słońce, parę lat zyję i z próbami nawracania spotykałam się nie raz.
    Delikatnie, uprzejmie, w formie propozycji, teksty "co ci szkodzi" a chodziło o
    przekonanie, że wiara jest ok. a ateizm bez sensu.
  • luty10 13.08.05, 13:13
    od strony duchowej patrzac na ten problem, powiadam Ci, ze Twoj facet
    blizej Boga jest, niz Ty sama....paradoks..? niekoniecznie....

    czlowiek niewierzacy w Boga jest wolny od wszelkiej indoktrynacji,
    jest ptakiem w pustej przestrzeni, przed nim wiele jest mozliwosci,
    wolne ma mysli i postrzeganie...

    Ty natomiast, zamknieta jestes w klatce swojej wiary, dla Ciebie
    Bog jest katolicki i zaden inny, a Bog katolicki nie jest, malo tego,
    Bog nawet nie jest religijny i z zadna religia nie ma nic wspolnego...

    Twoim dzieciom wystarczy, ze bede wychowywane w duchu poszanowania
    dla swiata i ludzi...
    nawet nie wyobrazasz sobie, jak religia, jakakolwiek, opoznia duchowy rozwoj
    czlowieka...
    zauwaz, ze wszyscy mistycy, ktorzy dali poczatek religii, porzucali
    kajdany swojej wiary, pozostajac przy glownej idei, idei Boga lub idei Dobra,
    co na jedno wychodzi...

    brak wiary w Boga nie daje gwarancji rozwoju duchowego, ale wyznawanie jakiejs
    religii, tej gwarancji tym bardzej nie daje...religia spycha czlowieka
    w schematy myslenia...
    jezeli Twoj facet jest w stanie zachwycic sie kwitnacym drzewem, widokiem gor
    czy dobra ksiazka, znaczy to, ze jest blisko Boga, blizej, niz przypuszczasz...

    to jest moje, osobiste zdanie...:)
  • triss_merigold6 13.08.05, 13:15
    I z tym się zgodzę jak najbardziej.
  • seerena 13.08.05, 13:18
    Haha, a ja widzę że zamiast jej poradzić w sytuacji w jakiej się znalazła Wy ją
    usilnie namawiacie do zmiany wiary i poglądów :D
  • luty10 13.08.05, 13:23
    seerena napisała:

    > Haha, a ja widzę że zamiast jej poradzić w sytuacji w jakiej się znalazła Wy

    > usilnie namawiacie do zmiany wiary i poglądów :D

    nie namawiam, tym bardziej 'usilnie'....przedstawilem swoj punkt widzenia...
  • seerena 13.08.05, 13:33
    Luty, o przepraszam, cały czas piszesz, że wiara "opóźnia rozwój duchowy",
    spycha w schematy myślenia, zamyka w klatce, usiłujesz udowodnić wyższość
    swojego - moim zdaniem bzdurnego - poglądu nad innymi. Przecież insynułujesz
    jej, że to ona jest opóżniona, schematyczna w myśleniu o Bogu i zamknieta w owej
    klatce. Czyli namawiasz ją chyba do "wyzwolenia się"??:) Czyli zmiany poglądów i
    wiary.
    A ja powtarzam, że nie o to chodzi, tylko o to jak ludzie różniący się w tych
    kwestiach mają znaleźć wspólną drogę, bez zmiany wiary lub niewiary :)))
  • luty10 13.08.05, 13:43
    seerena napisała:

    > Luty, o przepraszam, cały czas piszesz, że wiara "opóźnia rozwój duchowy",
    > spycha w schematy myślenia, zamyka w klatce, usiłujesz udowodnić wyższość
    > swojego - moim zdaniem bzdurnego - poglądu nad innymi. Przecież insynułujesz
    > jej, że to ona jest opóżniona, schematyczna w myśleniu o Bogu i zamknieta w
    owe
    > j
    > klatce. Czyli namawiasz ją chyba do "wyzwolenia się"??:) Czyli zmiany
    poglądów
    > i
    > wiary.
    > A ja powtarzam, że nie o to chodzi, tylko o to jak ludzie różniący się w tych
    > kwestiach mają znaleźć wspólną drogę, bez zmiany wiary lub niewiary :)))

    czy nie rozumiesz, ze ja wypowiadam tu WLASNE zdanie na temat...
  • seerena 13.08.05, 13:49
    Rany boskie :)) Faktycznie schematyczność myślenia to ciężka sprawa ;)
  • iwona334 13.08.05, 13:19
    luty10 napisał:

    ...religia spycha czlowieka w schematy myslenia...

    Jestem tolerancyjna, ale bez przesady. Sugerujesz, ze ludzie niewierzacy
    sa z natury madrzejsi od wierzacych...

    To jednak nieetyczna i alogiczna przesada.

    Tak sie sklada, ze wiekszosc wybitnych naukowcow z Leonardo da Vinci
    i Einsteinem na czele, byla jednak wierzaca.
  • luty10 13.08.05, 13:22
    iwona334 napisała:

    > luty10 napisał:
    >
    > ...religia spycha czlowieka w schematy myslenia...
    >
    > Jestem tolerancyjna, ale bez przesady. Sugerujesz, ze ludzie niewierzacy
    > sa z natury madrzejsi od wierzacych...
    >
    > To jednak nieetyczna i alogiczna przesada.
    >
    > Tak sie sklada, ze wiekszosc wybitnych naukowcow z Leonardo da Vinci
    > i Einsteinem na czele, byla jednak wierzaca.

    czytaj uwaznie...schematy myslenia, to schematy myslenia o Bogu i tylko o
    Bogu...
  • iwona334 13.08.05, 13:26
    a) napisales OGOLNIE, ze religia wpycha ludzi w schematy myslenia...

    - dopiero w drugim posle dodales, ze o Bogu...

    b) bylabym wdzieczna, gdybys cofnal jeszcze uwage, ze ludzie niewierzacy sa
    z powodow braku ograniczajacej ich doktryny, madrzejsi od wierzacych.

    Napisalam Ci, ze rzeczywistosc nie potwierdza Twojej tezy.

  • luty10 13.08.05, 13:38
    iwona334 napisała:

    > a) napisales OGOLNIE, ze religia wpycha ludzi w schematy myslenia...
    >
    > - dopiero w drugim posle dodales, ze o Bogu...

    no przeciez o Bogu i religii mowimy, a nie o inzynierii sanitarnej...:)

    >
    > b) bylabym wdzieczna, gdybys cofnal jeszcze uwage, ze ludzie niewierzacy sa
    > z powodow braku ograniczajacej ich doktryny, madrzejsi od wierzacych.

    niczego takiego nie powiedzialem...

    > Napisalam Ci, ze rzeczywistosc nie potwierdza Twojej tezy.

    moja rzeczywistosc potwierdza...ludzie uwiklani w religie nie maja dostepu do
    szerszego spjrzenia na 'sprawe' Boga...mowie tu o przecietnych uczestnikach
    mszy sw.

  • iwona334 13.08.05, 13:40
    luty10 napisał:

    >> moja rzeczywistosc potwierdza...ludzie uwiklani w religie nie maja dostepu
    do
    > szerszego spjrzenia na 'sprawe' Boga... mowie tu o przecietnych uczestnikach
    > mszy sw.
    >
    Przecietni "nieuczestnicy" mszy Swietej, czyli tak zwani przecietni ateisci
    tez nie maja szerszego spojrzenia na cokolwiek, zgoda?
  • luty10 13.08.05, 13:53

    iwona334 napisała:

    > luty10 napisał:
    >
    > >> moja rzeczywistosc potwierdza...ludzie uwiklani w religie nie maja d
    > ostepu
    > do
    > > szerszego spjrzenia na 'sprawe' Boga... mowie tu o przecietnych uczestnik
    > ach
    > > mszy sw.
    > >
    > Przecietni "nieuczestnicy" mszy Swietej, czyli tak zwani przecietni ateisci
    > tez nie maja szerszego spojrzenia na cokolwiek, zgoda?

    powiem Ci tak; jezeli urodzisz sie w Polsce, w polskiej rodzinie, to gdy
    dorosniesz, trudniej bedzie Ci stac sie np Francuzem....oczywiscie mozna tego
    dokonac,
    ale swoja polskoscia jestes zdeterminowana...
    podobnie jest z religiami...., a religia narzuca obraz Boga...
    wiec lepiej dla czlowieka, tego obrazu nie miec, dopoki nie osiagnie takiej
    dojrzalosci, ze sam ten obraz bedzie sobie tworzyl...jezeli bedzie chcial...
  • seerena 13.08.05, 15:06
    "powiem Ci tak; jezeli urodzisz sie w Polsce, w polskiej rodzinie, to gdy
    > dorosniesz, trudniej bedzie Ci stac sie np Francuzem....oczywiscie mozna tego
    > dokonac,
    > ale swoja polskoscia jestes zdeterminowana...
    > podobnie jest z religiami...., a religia narzuca obraz Boga...
    > wiec lepiej dla czlowieka, tego obrazu nie miec, dopoki nie osiagnie takiej
    > dojrzalosci, ze sam ten obraz bedzie sobie tworzyl...jezeli bedzie chcial.."

    Dobrze luty zauważyłes tylko błędne wnisoki wysnułeś. Jesteśmy zdeterminowani
    miejscem gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy, nasza kulturą itp. Dobrze jest
    miec ten konkretny obraz wiary i Boga, bo on daje poczucie bezpieczeństwa a
    każda religia poza fanatyzmem porządkuje świat i przekazuje nam pewne wartości i
    one sa bardzo potrzebne, szczególnie młodym ludziom. Dlatego rada aby obrazu nie
    miec żadnego jest chybiona. Dobrze miez obraz, a gdy się dorośnie mozna go
    zmienić na inny, jeśli taka potrzeba się wytworzy. Zycie bez obrazu dzieli
    niewielka granica od życia w ogóle bez autorytetów i wartości, a stąd jest już
    tylko droga w dół.
  • malvvina 13.08.05, 15:11
    zrozum wreszcie ze bog nie jest jedynym autorytetem i jedyna gwarancja porzadku
    na swiecie (jak spojrzec na historie to wprost przeciwnie :-)
    nie kazdy go potrzebuje
    --
    La vita e' bella
  • roman.nowy 13.08.05, 15:25
    malvvina napisała:

    > zrozum wreszcie ze bog nie jest jedynym autorytetem i jedyna gwarancja
    porzadku
    >
    > na swiecie (jak spojrzec na historie to wprost przeciwnie :-)
    > nie kazdy go potrzebuje

    Bog jest jedynym autorytetem dla wierzacych.
    Ty go nie potrzebujesz i masz swoja wolna (w tym) wole.

    Bez wolnej woli nie bylo by w koncu wiary?
  • seerena 13.08.05, 16:06
    A Ty zrozum wreszcie, że ja mówię o kulturze w jakiej funkcjonujemy! Dla mnie
    wiara jest związana z kulturą i widzeniem świata jakie nam ona przekazuje, tutaj
    we wschodnim zakątku Europy. Kraj to niestety lub stety katolicki, i jest to
    wrośnięte w cała nasza kulturę, historię i system wartości.
  • luty10 13.08.05, 15:49
    seerena napisała:

    > "powiem Ci tak; jezeli urodzisz sie w Polsce, w polskiej rodzinie, to gdy
    > > dorosniesz, trudniej bedzie Ci stac sie np Francuzem....oczywiscie mozna
    > tego
    > > dokonac,
    > > ale swoja polskoscia jestes zdeterminowana...
    > > podobnie jest z religiami...., a religia narzuca obraz Boga...
    > > wiec lepiej dla czlowieka, tego obrazu nie miec, dopoki nie osiagnie taki
    > ej
    > > dojrzalosci, ze sam ten obraz bedzie sobie tworzyl...jezeli bedzie chcial
    > .."
    >
    > Dobrze luty zauważyłes tylko błędne wnisoki wysnułeś. Jesteśmy zdeterminowani
    > miejscem gdzie się urodziliśmy i wychowaliśmy, nasza kulturą itp. Dobrze jest
    > miec ten konkretny obraz wiary i Boga, bo on daje poczucie bezpieczeństwa a
    > każda religia poza fanatyzmem porządkuje świat i przekazuje nam pewne
    wartości
    > i
    > one sa bardzo potrzebne, szczególnie młodym ludziom. Dlatego rada aby obrazu
    ni
    > e
    > miec żadnego jest chybiona. Dobrze miez obraz, a gdy się dorośnie mozna go
    > zmienić na inny, jeśli taka potrzeba się wytworzy. Zycie bez obrazu dzieli
    > niewielka granica od życia w ogóle bez autorytetów i wartości, a stąd jest już
    > tylko droga w dół.

    jezdem teraz zajety spelnianiem zyczen...:))
  • alaaa6 13.08.05, 13:43
    iwona334 napisała:

    > a) napisales OGOLNIE, ze religia wpycha ludzi w schematy myslenia...
    >
    > - dopiero w drugim posle dodales, ze o Bogu...
    >
    > b) bylabym wdzieczna, gdybys cofnal jeszcze uwage, ze ludzie niewierzacy sa
    > z powodow braku ograniczajacej ich doktryny, madrzejsi od wierzacych.
    >
    > Napisalam Ci, ze rzeczywistosc nie potwierdza Twojej tezy.
    >
    musze sie wtracic ,ale uwazam ze "zimny miesiac" ma racje...
    a post autorki watku jest najlepszym przykladem ,ze wiara wpycha nas w jakies
    schematy myslowe....
    Nie chce nikogo urazic ,ale jak mozna kogos kochac i zastanawiac sie ,czy on
    sprosta ....czemukolwiek...
    A z drugiej strony ,nie zapominajmy ze my narzucamy nasza wiare dzieciom,
    mnie tez narzucono wiare katolicka....
    a mnie samej podoba sie bardziej wiara zydowska...


    Mysle ze rzeczywistosc jak najbardziej potwierdza jego tezy...
  • iwona334 13.08.05, 13:47
    alaaa6 napisała:
    > A z drugiej strony ,nie zapominajmy ze my narzucamy nasza wiare dzieciom,
    > mnie tez narzucono wiare katolicka....
    > a mnie samej podoba sie bardziej wiara zydowska...
    >
    >
    > Mysle ze rzeczywistosc jak najbardziej potwierdza jego tezy...

    wiare dzieciom raczej nie narzucamy (narzucanie zaklada opor), lecz
    przekazujemy.

    Ty jako osoba dorosla, z latwoscia mozesz porzucic Chrzescijanstwo i sprobowac
    przejsc na Judaizm. To trudne, lecz jednak mozliwe.
  • malvvina 13.08.05, 13:49
    dziecko nie ma mozliwosci oporu.
    --
    La vita e' bella
  • iwona334 13.08.05, 13:52
    malvvina napisała:

    > dziecko nie ma mozliwosci oporu. <

    fizyczne (ograniczone) ma i niekiedy je probuje uzywac.

    Intelektualnych nie ma i dlatego jezeli sie cos przekazuje dziecku w
    tkzw. "dobrej wierze" nigdy nie wolno uzywac terminu narzucanie , lecz
    przekazywanie.

    Celowo wykrecasz moje intencje.
  • malvvina 13.08.05, 13:55
    nie znam twoich intencji wiec nie moge ich "wykrecac"
    znam tylko slowa ktore piszesz i sklejam ich sens wedle wlasnego
    wyksztalcenia . Moze mi rozumu brak ....?

    > Celowo wykrecasz moje intencje.


    --
    La vita e' bella
  • iwona334 13.08.05, 13:58
    poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych wartosci
    i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,

    nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
  • bazylia7 13.08.05, 14:04
    > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych wartosci
    > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    >
    > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.

    istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelektualne
    wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"
  • iwona334 13.08.05, 14:10
    bazylia7 napisała:

    > > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych wartosci
    > > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    > >
    > > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
    >
    > istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelektualne
    > wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"

    pisalam o tym. jezeli rodzic przekazuje dziecku wlasne wartosci nie dla
    osobistych korzysci, a ale z mysla, ze bedzie to sluzyc dobru dziecka,
    to jest to tych wartosci przekazywanie, a nie narzucanie.

    dotyczy to nie tylko religii.
  • luty10 13.08.05, 14:15
    iwona334 napisała:

    > bazylia7 napisała:
    >
    > > > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych wartos
    > ci
    > > > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    > > >
    > > > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
    > >
    > > istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelektualne
    >
    > > wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"
    >
    > pisalam o tym. jezeli rodzic przekazuje dziecku wlasne wartosci nie dla
    > osobistych korzysci, a ale z mysla, ze bedzie to sluzyc dobru dziecka,
    > to jest to tych wartosci przekazywanie, a nie narzucanie.
    >
    > dotyczy to nie tylko religii.

    fundamentalisci islamscy tez przekazuje swoim dzieciom wartosci.. dla ich
    dobra...oni bardzo w to dobro swoich dzieci wierza...
  • iwona334 13.08.05, 14:26
    luty10 napisał:

    > iwona334 napisała:
    >
    > > bazylia7 napisała:
    > >
    > > > > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych
    > wartos
    > > ci
    > > > > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    > > > >
    > > > > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
    > > >
    > > > istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelek
    > tualne
    > >
    > > > wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"
    > >
    > > pisalam o tym. jezeli rodzic przekazuje dziecku wlasne wartosci nie dla
    > > osobistych korzysci, a ale z mysla, ze bedzie to sluzyc dobru dziecka,
    > > to jest to tych wartosci przekazywanie, a nie narzucanie.
    > >
    > > dotyczy to nie tylko religii.
    >
    > fundamentalisci islamscy tez przekazuje swoim dzieciom wartosci.. dla ich
    > dobra...oni bardzo w to dobro swoich dzieci wierza...

    Oczywiscie, ze wierza. Posylajac je na niechybna smierc.
    Oni nazywaja to przekazywaniem wartosci, a my manipulacja.

    Nie zmienia to faktu, ze nijak nie da sie udowodnic, ze ateizm jest
    w czymkolwiek lepszy od WSPOLCZESNEGO Chrzescijanstwa.


  • malvvina 13.08.05, 15:04
    nie chodzi wcale o udowadnianie ze ateizm jest lepszy ze chrzescijanstwo jest
    lepsze ze ze ze ...
    to wlasnie fundamentalisci chca udowodnic
    ja chce zyc ze wszystkimi w pokoju i spokoju
    --
    La vita e' bella
  • malvvina 13.08.05, 14:16
    sluchaj , te wartosci majace sluzyc dobru przyszlego doroslego sa identyczne u
    ateisty i u wierzacego. O co ci chodzi wiec ? ze ma byc koniecznie bozia co
    ukarze bo jak nie to czlowiek zabije czlowieka ? a i kradziez sie przytrafila
    gdy dzieciaka w sytuacji ekstremalnej nakarmic trzeba . I gleboko wierzacym
    sie zdarzylo (wojna obrona wlasna ) i ateistom.
    Teorie sa do luftu. Zelazne zasady wala sie jak domek z kart gdy zycie nas
    doswiadcza. Dobrze jest natomiast miec nieco oleju w lepetynce



    bazylia7 napisała:
    >
    > > > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych wartos
    > ci
    > > > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    > > >
    > > > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
    > >
    > > istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelektualne
    >
    > > wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"
    >
    > pisalam o tym. jezeli rodzic przekazuje dziecku wlasne wartosci nie dla
    > osobistych korzysci, a ale z mysla, ze bedzie to sluzyc dobru dziecka,
    > to jest to tych wartosci przekazywanie, a nie narzucanie.
    >
    > dotyczy to nie tylko religii.


    --
    La vita e' bella
  • iwona334 13.08.05, 14:30
    malvvina napisała:

    > sluchaj , te wartosci majace sluzyc dobru przyszlego doroslego sa identyczne
    u
    > ateisty i u wierzacego. O co ci chodzi wiec ? ze ma byc koniecznie bozia co
    > ukarze bo jak nie to czlowiek zabije czlowieka ? a i kradziez sie
    przytrafila
    > gdy dzieciaka w sytuacji ekstremalnej nakarmic trzeba . I gleboko wierzacym
    > sie zdarzylo (wojna obrona wlasna ) i ateistom.
    > Teorie sa do luftu. Zelazne zasady wala sie jak domek z kart gdy zycie nas
    > doswiadcza. Dobrze jest natomiast miec nieco oleju w lepetynce
    >
    >
    >
    > bazylia7 napisała:
    > >
    > > > > poprzestanmy zatem na tym, ze przekazywanie dziecku wlasnych
    > wartos
    > > ci
    > > > > i z mysla, ze jest to dla dobra dziecka,
    > > > >
    > > > > nazywa sie tych wartosci przekazywaniem, a nie narzucaniem.
    > > >
    > > > istnieje jednak sytuacja przewagi intelektualnej - ot takie intelek
    > tualne
    > >
    > > > wykrecanie reki:"i co? ma tatus racje czy nie?"
    > >
    > > pisalam o tym. jezeli rodzic przekazuje dziecku wlasne wartosci nie dla
    > > osobistych korzysci, a ale z mysla, ze bedzie to sluzyc dobru dziecka,
    > > to jest to tych wartosci przekazywanie, a nie narzucanie.
    > >
    > > dotyczy to nie tylko religii.
    >
    >
    dalej nie rozumiem dlaczego twierdzisz, ze przekazywanie dziecku wartosci
    religijnych (w obrebie Chrzescijanstwa - gdyz o tym tu rozmawiamy) jesz gorsze
    od przekazywania przez Ciebie Twojemu dziecku przekonania, ze Boga nie ma?

    Czynisz to zapewne podobnie w dobrej wierze, i z mysla o dobru dziecka,
    jak i ja to bede czynic.





  • malvvina 13.08.05, 15:09
    dla dobra dziecka to ja przekazuje jedno : ze masa ludzi, masa przekonan ,masa
    opinii i ze ma glowke ktora napelnic trza i sobie wybrac

    nie przekazuje ze nie ma boga - przekazuje informacje ze mama jako jedna z
    miliardow ludzi uwaza ze boga nie ma. Tata uwaza ze jest. Kuzyn jest buddysta,
    w dzienniku telewizyjnym ludzie sie bija za allaha, sasiad jest izraelita. No i
    wszyscy zyjemy jak kazdy moze i potrafi

    Informacje sie przerabia
    gdy sie ma czym oczywiscie

    --
    La vita e' bella
  • iwona334 13.08.05, 15:30
    malvvina napisała:

    > dla dobra dziecka to ja przekazuje jedno : ze masa ludzi, masa
    przekonan ,masa
    > opinii i ze ma glowke ktora napelnic trza i sobie wybrac
    >
    > nie przekazuje ze nie ma boga - przekazuje informacje ze mama jako jedna z
    > miliardow ludzi uwaza ze boga nie ma. Tata uwaza ze jest. Kuzyn jest
    buddysta,
    > w dzienniku telewizyjnym ludzie sie bija za allaha, sasiad jest izraelita. No
    i
    >
    > wszyscy zyjemy jak kazdy moze i potrafi
    >
    > Informacje sie przerabia
    > gdy sie ma czym oczywiscie
    >

    To, to mozesz przekazywac dziecku od, powiedzmy, 10-tego roku zycia.
    (najwczesniej)
    Od czegos trzeba zaczac.
    W wieku 5-7 miu lat Twego relatywizmu dziecko raczej by nie zrozumialo.
  • malvvina 13.08.05, 16:12
    zobaczysz z czasem i doswiadczeniem ze sie mylisz. To samo dziecko potrafi
    figlowac jak diabel w domu a w szkole lub u babci (albo odwrotnie) jest ulozone
    spokojne i grzeczne - bardzo szybko pojmuje iz ludzie sa inni i co innego mozna
    z mama co innego z tata nie mowiac o przedszkolu lub pani opiekunce.

    Wiesz dzieci nie pojmuja spraw bo maja mozg zdolny do zrozumienia - ucza sie
    (zwlaszcza) na zyciu, na wlasnej skorze , empirycznie.
    I mega rozmowa lub kursem magistralnym w auli nic nie zdzialasz - to na codzien
    po kropelce sie dzieje....
    Uwielbiam czytac ksiazki tak jak i ty
    Tez mnie nauczyli w jakim wieku co sie rozwija
    Poczekaj na doswiadczenie a twoja wiedza bedzie bardziej wiarygodna i wywazona


    --
    La vita e' bella
  • malvvina 13.08.05, 16:13
    INFORMACJA BRZMIALA : MAMA NIE WIERZY W BOGA
    a nie BOG NIE ISTNIEJE
    wszyscy do semantyki ! siuppp
    --
    La vita e' bella
  • alaaa6 13.08.05, 13:57
    iwona334 napisała:

    > alaaa6 napisała:
    > > A z drugiej strony ,nie zapominajmy ze my narzucamy nasza wiare dzieciom,
    > > mnie tez narzucono wiare katolicka....
    > > a mnie samej podoba sie bardziej wiara zydowska...
    > >
    > >
    > > Mysle ze rzeczywistosc jak najbardziej potwierdza jego tezy...
    >
    > wiare dzieciom raczej nie narzucamy (narzucanie zaklada opor), lecz
    > przekazujemy.
    >
    jak to nienarzucamy,
    czy dziecko moze odmowic pojsca do Komunii Sw.?
    a jak wyglada rzeczywistosc?

    dzieci z placzem przebieraja sie w ta sukienki,jedynym zachecajacym argumentem
    dla nich ,jest obietnica otrzymania prezentow..

    co najmniej do pelnoletnosci jestes zmuszana do uczestnictwa w obrzedach,do
    ktorych wcale nie masz przekonania..

    jestem niepraktykujaca....




    > Ty jako osoba dorosla, z latwoscia mozesz porzucic Chrzescijanstwo i
    sprobowac
    > przejsc na Judaizm. To trudne, lecz jednak mozliwe.
  • iwona334 13.08.05, 14:02
    alaaa6 napisała:


    > dzieci z placzem przebieraja sie w ta sukienki,jedynym zachecajacym
    argumentem
    > dla nich ,jest obietnica otrzymania prezentow..

    bzdury. obracam sie wsrod ludzi wierzacych, lecz nie doktrynerow.
    OLBRZYMIA wiekszosc dzieci chetnie przebiera sie w te sukienki, nawet nie
    w pelni rozumiejac sens tego. jest to dla wiekszosci ciekawe przezycie, chociaz
    z prawdziwa wiara bywa potem roznie.
  • alaaa6 13.08.05, 14:06
    iwona334 napisała:

    > alaaa6 napisała:
    >
    >
    > > dzieci z placzem przebieraja sie w ta sukienki,jedynym zachecajacym
    > argumentem
    > > dla nich ,jest obietnica otrzymania prezentow..
    >
    > bzdury. obracam sie wsrod ludzi wierzacych, lecz nie doktrynerow.
    > OLBRZYMIA wiekszosc dzieci chetnie przebiera sie w te sukienki, nawet nie
    > w pelni rozumiejac sens tego. jest to dla wiekszosci ciekawe przezycie,
    chociaz
    >
    > z prawdziwa wiara bywa potem roznie.

    nie wiem,czemu widzisz tylko to co chcesz zobaczyc?
  • iwona334 13.08.05, 14:12
    alaaa6 napisała:

    > iwona334 napisała:
    >
    > > alaaa6 napisała:
    > >
    > >
    > > > dzieci z placzem przebieraja sie w ta sukienki,jedynym zachecajacym
    >
    > > argumentem
    > > > dla nich ,jest obietnica otrzymania prezentow..
    > >
    > > bzdury. obracam sie wsrod ludzi wierzacych, lecz nie doktrynerow.
    > > OLBRZYMIA wiekszosc dzieci chetnie przebiera sie w te sukienki, nawet ni
    > e
    > > w pelni rozumiejac sens tego. jest to dla wiekszosci ciekawe przezycie,
    > chociaz
    > >
    > > z prawdziwa wiara bywa potem roznie.
    >
    > nie wiem,czemu widzisz tylko to co chcesz zobaczyc?<

    powtorz jeszcze raz, ze wiekszosc dzieci jest ZMUSZANA do pojscia do komunii,
    to sie razem posmiejemy...
    czemu Twoje poglady probujesz sprzedac jako poglady wiekszosci?

    ja chodze do kosciola i zapewniam, ze wiekszosc dzieci nie byla zmuszana do
    pojscia do komunii.
  • alaaa6 13.08.05, 14:19
    > powtorz jeszcze raz, ze wiekszosc dzieci jest ZMUSZANA do pojscia do komunii,
    > to sie razem posmiejemy...
    > czemu Twoje poglady probujesz sprzedac jako poglady wiekszosci?
    >
    > ja chodze do kosciola i zapewniam, ze wiekszosc dzieci nie byla zmuszana do
    > pojscia do komunii.

    bo po pierwsze mam duzo lat,i doswiadczenie zyciowe.
    po drugie sama mam w rodzinie dzieci ktore byly u Komunii.
    po trzecie mam mase znajomych dzieci...

    wychowalam sie 200 metrow od kosciola...


    i ja niczego nie wysmiewam,raczej mi smutno sie zrobilo..
    I abolutnie nie twierdze ze wszystkie,ale wiekszosc..
  • iwona334 13.08.05, 14:32
    alaaa6 napisała:

    > > powtorz jeszcze raz, ze wiekszosc dzieci jest ZMUSZANA do pojscia do komu
    > nii,
    > > to sie razem posmiejemy...
    > > czemu Twoje poglady probujesz sprzedac jako poglady wiekszosci?
    > >
    > > ja chodze do kosciola i zapewniam, ze wiekszosc dzieci nie byla zmuszana
    > do
    > > pojscia do komunii.
    >
    > bo po pierwsze mam duzo lat,i doswiadczenie zyciowe.
    > po drugie sama mam w rodzinie dzieci ktore byly u Komunii.
    > po trzecie mam mase znajomych dzieci...
    >
    > wychowalam sie 200 metrow od kosciola...
    >
    >
    > i ja niczego nie wysmiewam,raczej mi smutno sie zrobilo..
    > I abolutnie nie twierdze ze wszystkie, ale wiekszosc..

    wiec poprzestanmy na tym, ze ja twierdze, ze wiekszosc NIE JEST ZMUSZANA,
    do pojscia do komunii, a mam tez mase znajomych.
  • alaaa6 13.08.05, 14:38
    > wiec poprzestanmy na tym, ze ja twierdze, ze wiekszosc NIE JEST ZMUSZANA,
    > do pojscia do komunii, a mam tez mase znajomych.


    bardzo dobry pomysl....zeby przestac...
    Komunia byla jednym z przykladow narzucania dzieciom czynnosci,
    ktore dla nich sa niezrozumiale...
    ale ja wycofuje sie z tej dyskusji..
  • malvvina 13.08.05, 14:02
    co za szczescie ze mi obiecano koniec rozrywek jesli podejde do komunii ! (no
    bo juz od pierwszych rekolekcji czy jak tam mi sie cnilo gdzie indziej byc )
    uffff moglam to wytargowac :-)
    A jak ksiadz na boze nrodzienie z koleda chodzil to chowalam sie z placzem za
    szafe lub pod lozko. Moi inteligentni rodzice przestali go przyjmowac. Mysle ze
    mojej mamie nie przeszkodzilo to wierzyc.
    --
    La vita e' bella
  • seerena 13.08.05, 13:25
    Tak się składa, że wiara nie jest kwestią rozumu ani dowodów, bo jest własnie
    ..wiarą :) Więc te udowadnianie i logiczne wyjaśnianie i insynuacje o
    schematyczności sa diabła warte. Bardzo wielu ludzi wybitnych, bardzo
    inteligentnych i na pewno nie schematycznych w myśleniu jest mocno wierzących.
    To dłuższa droga prowadząca do zmiany przekonań i dotychczasowych wartości, a
    nie takie pstryk - od dziś nie wierzę, albo staję się agnostykiem.
    Żeby nie było - ja nie jestem religijna w ogóle, żadna konkretna religia nie
    jest mi po prostu potrzebna, a przede wrzystkim nie sa mi potrzebne rytuały z
    nią związane. Ale szanuję ludzi wierzących i mających jakies idee. Byle by nie
    fanatyczne.
  • bazylia7 13.08.05, 13:38
    > Tak sie sklada, ze wiekszosc wybitnych naukowcow z Leonardo da Vinci
    > i Einsteinem na czele, byla jednak wierzaca

    Einstein wierzyl w Boga, ale czy przyznawal sie do jakiejkolwiek religii?

  • miszelka1 13.08.05, 13:23
    Hmm.. bardzo ciekawe, ale bez mojego wtracenia sie nie obejdzie..

    Teraz niestety ide juz spac, bo u mnei jest baaardzo pozno.
    Ustosunkuje sie do posta pozniej!
  • witch-witch 13.08.05, 13:35

    zgadzam się z Tobą 130% !

    Ale nawet jak mądrze nie napisał to nie przekonasz takich ludzi jak autorka do
    Twoich wolnościowych idei. Ludzi przeraża najbardziej to czego nie znają.
    Chodzą jak woły w trybie wokół jednego koła i schematu.
    Mi prywatnie żal tego chłopaka, bo rzeczywiście trafił na dardanelski umysł.
    Człowiek, który prawdziwe i bezinteresownie kocha, najbliższy jest sensu Boga.
    __________
  • luty10 13.08.05, 13:40
    witch-witch napisała:

    >
    > zgadzam się z Tobą 130% !
    >
    > Ale nawet jak mądrze nie napisał to nie przekonasz takich ludzi jak autorka do
    > Twoich wolnościowych idei. Ludzi przeraża najbardziej to czego nie znają.
    > Chodzą jak woły w trybie wokół jednego koła i schematu.
    > Mi prywatnie żal tego chłopaka, bo rzeczywiście trafił na dardanelski umysł.
    > Człowiek, który prawdziwe i bezinteresownie kocha, najbliższy jest sensu Boga.
    > __________

    ja sie z Toba tez zgadzam w 130%....:))
  • seerena 13.08.05, 13:44
    Haha, a może tak spojrzycie z drugiego punktu widzenia??:) Może ten chłopak ma
    "dardanelski umysł", bo jest ateistą? Może ateiści sa schenatyczni w swoim
    odrzucaniu wszystkiego, czego nie widzą i nie rozumieją? Może to oni są
    zamknięci i się boją?? A ateiści się naprawdę boją, to smutne przekonanie że po
    śmierci zostanie z nas kupka popiołu, dla nich życie chyba nie ma sensu. Ateizm
    jest smutnym przekonaniem. Ten chłopak jest ateistą z tego co autorka pisała! A
    nie agnostykiem, który może sobie wierzyć że jakiś tam Bóg być może jest, ale
    nie trzeba go konkretyzować. Dla ateistów świat jest materialny i tylko taki.
  • witch-witch 13.08.05, 14:18

    Jak tam u nich jest tego nie wiemy, pragnę zauważyć,że nie mamy relacji tej
    drugiej strony ani dokładnych informacji. Jednak zostawić miłość swego życia,
    jeżeli tak pozwolę sobie to określić, dla idei? Czyz nie zakrawa to na fanatyzm
    i średniowiecze?

    A inna sprawa piszesz,że to:"to smutne przekonanie że po
    > śmierci zostanie z nas kupka popiołu, dla nich życie chyba nie ma sensu. "
    Ale jak ty to rozumiesz? Czy masz nadzieję, że zostanie po tobie coś więcej?
    Przecież wiesz,że nie zostanie.
    A może właśnie dla wielu to dobre i pachnie optymizmem,że ktoś tam, nie musi
    kontynuować jakiejkolwiek części tzw."życia po śmierci".Jeszcze!
    Moze właśnie akceptując śmierć jako definitywny koniec wszystkiego, człowiek
    naprawdę uczy się CENIĆ i kochać życie?!
    Dla mnie kończenie relacji z człowiekiem, ktorego pokochałam z powodu jego
    odmiennych poglądów religijnych jest nie tylko dziecinne i emocjonanie
    niedojrzałe ale jest wręcz kołtunerią bez wszelkich granic.

    Cóz mamy inne zdania i niech tak pozostanie!
    __________
  • seerena 13.08.05, 15:15
    Witch alez ja się częściwo z Tobą zgadzam :)
    "Ale jak ty to rozumiesz? Czy masz nadzieję, że zostanie po tobie coś więcej?
    > Przecież wiesz,że nie zostanie. "

    ??????? Nie wiem!! Nic nie wiem, nie byłam TAM. Jestem agnostykiem :) Ale daleka
    jestem od materializmu.

    "Moze właśnie akceptując śmierć jako definitywny koniec wszystkiego, człowiek
    > naprawdę uczy się CENIĆ i kochać życie?!"
    Nie sadzę, dla mnie to jest smutne.

    "Dla mnie kończenie relacji z człowiekiem, ktorego pokochałam z powodu jego
    > odmiennych poglądów religijnych jest nie tylko dziecinne i emocjonanie
    > niedojrzałe ale jest wręcz kołtunerią bez wszelkich granic."

    Dla mnie też :))) Ja ich przeciez zachęcam raczej do rozwiązania problemów a nie
    do kończenia związku, nigdy nic takiego nie twierdziłam. Ale zauważ, że odmienne
    poglądy religijne rzutuja na wiele spraw pobocznych, na widzenie świata,
    wartości itp. Wiara dla ludzi naparwdę wierzących to nie jest tak, że sobie
    pójdą do kościoła, odbębnią zdrowaśkę a potem wróca do domu i juz są
    obojętni/niewierzący. To jest dopiero kołtuństwo!!
    Ja rozumiem ich problem.
  • miszelka1 13.08.05, 17:44
    Czas sie ustosunkowac..

    Nigdy nie napisalam, ze Bog jest dla mnie katolicki. Z tym akurat nie trafiles
    kompletnie. Bo dokladnie zgadzam sie z tym, co sam napisales. Bog katolicki nie
    jest i z zadna religia nie ma nic wspolnego (!!). Kosciol, w moim rozumieniu,
    to tylko miejsce, w ktorym gloszona jest Ewangelia, w ktorym spotykaja sie
    ludzie wierzacy, w ktorym nie mieszka Bog. Bo Bog mieszka w sercu!

    Ja widze Boga w poranku, we wschodzie slonca, w czterech porach roku, w
    naturze, ktora nas otacza. Widze w tym niemy krzyk, ze jest Bog! Moj Mezczyzna
    rowniez jest bardzo wrazliwy, tylko on nie widzi w tym Boga.. ;) Takie sa
    roznice..
  • miszelka1 13.08.05, 18:24
  • witch-witch 13.08.05, 19:41

    --
    __________Ja widze Boga w poranku, we wschodzie slonca, w czterech porach roku, w
    naturze, ktora nas otacza. Widze w tym niemy krzyk, ze jest Bog! Moj Mezczyzna
    rowniez jest bardzo wrazliwy, tylko on nie widzi w tym Boga.. ;) Takie sa
    roznice..

    To brzmi bardziej sensownie.
  • scylla 13.08.05, 13:32
    Ty Go przekonuj, co to znaczy że Twój kochany nie chce wierzyć w to co Ty?
    To jest w ogóle nie do pomyslenia.
    A co jak Wasze dziecko zacznie wierzyć jeszcze w coś innego?
    Pomyśl sobie, jak by było, gdybyście mieli dwoje dzieci i każde by wierzyło w
    coś innego, normalnie Sodoma i Gomora i jeszcze Wy w coś innego, juz tego to
    nawet się nie da porównać.
    Bo co wtedy się stanie?
    A jeszcze jak się okaże, jak ich dzieci będą wierzyły w coś innego i dzieci ich
    dzieci, normalnie zobacz jaka odpowiedzialność na Tobie drzemie.
    TAk, wiara katolicka zapewnia szczęście ludziom, a nie jakieś tam filozofie bez
    Boga.
    On ma wierzyć w Boga i tyle, bo ludzie którzy nie są katolikami są bardzo ale
    to bardzo źli.
  • witch-witch 13.08.05, 13:37

    Thanks, scylla Lenin wiecznie żywy...:)))
    __________
  • scylla 13.08.05, 13:41
    Lenin, Lenin, Lenin, kurnia coś mi mówi ten nick,
    ale jakoś daleki,
    co to za koleś?:)
  • iwona334 13.08.05, 13:49
    scylla napisał:

    > Lenin, Lenin, Lenin, kurnia coś mi mówi ten nick,
    > ale jakoś daleki,
    > co to za koleś?:)

    Nie wiem, ale wiem, ze zona MISZY Gorbaczowa po wizycie u Papieza w 1989
    podobno powrocila do wiary.
  • xy2 13.08.05, 17:11
    pijany jesteś, czy potrzebny psychiatra???
  • scylla 14.08.05, 11:03
    xy2 fajna jesteś:))))
  • miszelka1 13.08.05, 23:35
    Ty to madra kobieta jestes!
    Dzieki za rade, wlasnie tak zrobie!
    Dran, nie chce wierzyc w to co ja, juz ja mu to wybije z glowy. Zaciagne go na sile do Kosciola, pokaze jak powinien zyc, dam mu do reki Biblie i bedziemy razem zyc, 'szczesliwi'. Tak, bo to jest odpowiedzialnosc! Moje dzieci, moje wnuki, ba.. moje prawnuki! Musze dbac o dobro nas wszystkich i nawroce wszystkich na chrzescijan! Nie ma to tamto, tego tamtego!
    Nie chce przeciez, zeby oni wszyscy byli zli... baaardzo zli!
  • scylla 14.08.05, 11:01
    Cieszę się że mogłem pomóc:)))))
  • joasia.sadowska 13.08.05, 14:05
    hm moi rodzice sa malzenstwem od 29 lat. mama jest katoliczka, tato ateista.
    mam mowila o Bogu, a tata, ze sa tez inni bogowie, w ktorych ludzie wierza.tata
    nie sprzeciwal sie, zeby nas ochrzcic, bierzmowac itd. nie maja slubu
    koscilenego bo jak mlodzi byli go nie wzieli, a teraz mam juz nie chce.
    zawiazek wierzacej osoby z ateista nie musis zakonczyc sie rozpadem. wystarczy
    troche dobrej woli z obu stron:)

    a co do dzieci:) to mysle, ze taki zwizek dal nam szerszy obraz pewnych
    aspektow zycia i wieksza tolerancje dla innych religi:) i co najwzniejsze
    pozwolil nam samych zadecydowac czy wierzymy czy tez nie:). glowa do gory:) nie
    wy pierwsi:)
  • miszelka1 13.08.05, 23:48
    Dotarlam, Joasiu do Twojego postu..
    Chwilke mnie nie bylo i patrz, co sie porobilo. Z 80 postow --> 150.
    Rozmowa o mnie, beze mnie..
    Ale kazdy glos jest dla mnie bardzo wazny, nawet jak sie z kims nie zgadzam..

    Szczerze mowiac, to niczego innego nie chce tak, jak tego zwiazku. Moj Mezczyzna daje mi milosc, dba o mnie, zalezy mu na mnie, chce byc ze mna. Powiedzial mi kiedys, ze jezeli ktos bedzie chcial zakonczyc ten zwiazek, to bede to mogla zrobic tylko ja. On mnie kocha i chce byc ze mna.
    Chodzi wlasnie o ta dobra wole z obu stron. Ja wyraznie czuje, ze to TEN Mezczyzna i zaden inny i ... powinnam pojsc za tym glosem.

    Nie zawsze bedzie latwo i pieknie, ale.. jezeli juz radzic sobie z problemami, to zawsze we dwoje! ;)
  • rybolog 13.08.05, 20:35
    I Wy jeszcze na niej siedzicie. I bedziecie siedziec, bo ani jedno ani drugie
    nie ustapi. A rozwiazanie jest jak zwykle proste. Jak dzieciaki dorosna, to
    niech wybiora swoja droge...duchowa.Ale Wam nie wroze nic dobrego, takie to juz
    jestescie typy. Jak dochodzicie do wniosku, ze nie warto sie spotykac na dwie
    godziny, to znaczy ze ze wszystkiego kazde z Was chce wyciagnac maksimum. I
    prawdopodobnie w kazdej dziedzinie zycia. A to blad, duzy blad.
  • miszelka1 14.08.05, 04:11
    Hmm.. daleko idace wnioski, sama juz nie wiem skad.
    Ale tylu tu psychologow i co jeden to lepszy :)

    Rybolog, wrozem to Ty dobrym nie jestes, skoncz z tym :)))

    Pozdrawiam!
  • rybolog 14.08.05, 07:58
    Taaa, dobra. Zaloze sie ze jestescie typami ludzi, ktorzy beda nie wiem ile
    czekali, az sie woda w czajniku zagotuje zeby zrobic herbate:)))

    A swojemu ateiscie to powiedz tak: Dobrze ze nigdy nie bedziesz rodzil dziecka,
    bo wtedy wszystkich bys wzywal i wyzywal...Boga tez :)))
  • xy2 14.08.05, 10:19
    "Dobrze ze nigdy nie bedziesz rodzil dziecka,
    bo wtedy wszystkich bys wzywal i wyzywal...Boga tez :))) "

    Ryb, czyżbyś zapomniał, że jest coś takiego jak cesarka w narkozie:) Nikogo nie
    wzywasz, nie wyzywasz, nie krzyczysz, nie cierpisz. A boli tylko po, a nie
    wtrakcie i po:)
  • miszelka1 14.08.05, 16:01
    Tylko ze po cesarce, jak boli po, to przez dobry tydzien nie mozna wstac z lozka..Nie ma sie sily na wydobycie glosu i sie wyzywa w mysli :))

    Nie wiem, co gorsze. Wypowiedziane, czy niewypowiedziane ;)
  • luty10 14.08.05, 16:04
    miszelka1 napisała:

    > Tylko ze po cesarce, jak boli po, to przez dobry tydzien nie mozna wstac z
    lozk
    > a..Nie ma sie sily na wydobycie glosu i sie wyzywa w mysli :))
    >
    > Nie wiem, co gorsze. Wypowiedziane, czy niewypowiedziane ;)

    kogo lub co... sie wyzywa...?
  • miszelka1 14.08.05, 16:08
    Musisz sie cofnac do posta rybologa.
    Ale zacytuje Ci: "A swojemu ateiscie to powiedz tak: Dobrze ze nigdy nie bedziesz rodzil dziecka,bo wtedy wszystkich bys wzywal i wyzywal...Boga tez :)))"

    Hihi, niezle, prawda? ;)
  • beatrycze_b1 14.08.05, 16:19
    Milsoc to bezwarunkowa akceptacja drugiej osoby,jesli on nie akceptuje twojej
    wiary to cie nie kocha,proste i banalne ...
    --
    Chcesz rozśmieszyc Pana Boga?Opowiedz mu o swoich planach...
  • miszelka1 14.08.05, 16:27
    Wramacy do tematu..

    To nie jest tak, ze on jej nie akceptuje, on po prostu nie wierzy w to, co ja..
  • xy2 14.08.05, 16:27
    niemal wszystkie moje znajome decydowały sie na cesarke i są bardzo zadowolone.
    nie prawda, że przez tydzień boli tak, że nie można wstać z łóżka
  • miszelka1 14.08.05, 16:29
    Byc moze kazda to przechodzi inaczej.. moja kuzynka wlasnie tak miala, jak napisalam..

  • xy2 14.08.05, 16:32
    a nieliczne znajome, które rodziły naturalnie mówiły, że to najgorsza i
    najbardziej bolesna chwila w życiu, że poród jedynie z czym im sie kojarzy to z
    bólem
  • miszelka1 14.08.05, 04:42
    Wszystkie wypowiedzi sa dla mnie bardzo wazne i dziekuje, ze staraliscie sie wczuc w moja sytuacje. Nie wiem, czy mozna jeszcze cokolwiek powiedziec na ten temat. Jesli ktos mialby cos do dodania to.. zapraszam!

    Wracam do mojego Mezczyzny.. ;))
    Jest najwspanialszym czlowiekiem w moim zyciu.. Kocham Go! :)
  • laura38 14.08.05, 16:41
    nie uwierze, ze ty go bardzo kochasz. inaczej nie mialabys problemu czy go
    zostawiac czy nie . skoro w ogole cos takiego rozwazasz to daj sobie z nim
    spokoj. ja nie wyobrazam sobie aby kwestia wiary( byle nie byla fanatyczna)
    mogla podzielic ludzi ktorzy sie kochaja.
  • joasia.sadowska 15.08.05, 11:30
    o jezu ty sobie nie wyobrazasz a ona tak. i po co wlasciwie to piszesz? jaki
    jest sens twej wypowiedzi? lepiej sie przez to czujesz?
  • xy2 15.08.05, 11:39
    przekonania co do kościoła, religii są bardzo ważne. patrz ile wojen jest na
    tle religijnym..

    ja to bym wolała uniknąć "wojny domowej" wiec nie dałabym rady być z kimś, kto
    podporządkowuje sie kościołowi katolickiemu i nie daj boże próbowałby mnie
    nawracać:)
  • joasia.sadowska 15.08.05, 12:58
    slucham???? wychowalas sie w takim domu, zeby moc formulowac takie wnioski???
  • xy2 15.08.05, 13:07
    powiem ci tak, nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek mnie zmianiał- np. mój
    światopogląd i stosunek do KK. tylko tyle

    a w jakim domu byłam wychowana nie Twoja sprawa, nikt mi w kazdym razie nie
    narzucał- chodź do kościoła albo nie chodź
  • joasia.sadowska 15.08.05, 13:11
    ale tu nikt nie mowi o narzucaniu komus czegokolwiek.
    a pytanie o dom bylo spowodowane tym, ze wychodze z zalozenia, ze jak sie
    czegos nie przeyzylo to nie ma sensu sie wypowiadac na ten temat i tyle.
  • jula09 15.08.05, 13:17
    Jeśli chodzi o obchodzenie świąt koscielnych to nic się nie stanie jeśli mąż
    usiądzie razem z wami do wigilijnej kolacji. Ludzie wierzący są bagatsi
    wewnętrznie dlatego warto wpoic dzieciom wiarę. Kiedy dorosna same zdecydują
    czy chcą z niej korzystać.
  • xy2 15.08.05, 13:19
    ja rozumiem wiarę w dobro, w miłość ale nie rozumiem jedynej słusznej ideologii
    katolickiej
  • jula09 15.08.05, 13:24
    Możana wychować dzieci w zupęłnie innej wierze jeśli sami potrafimy ja
    zaakceptować. Ważne by nie okradać dzieci z uczuć duchowych i wskazać
    odpowiedni kierunek.
  • xy2 15.08.05, 13:26
    OK, uczucia duchowe...

    zdefiniuj mi je proszę
  • jula09 15.08.05, 13:37
    Jeśli wychowano Cię bez wiary nie zdołasz tego zrozumieć. To nie jest tylko
    jedzenie, picie, praca, to coś głębszego. Załuj że pozbawiono cię tego w domu
    rodzinnym. Nie da się tego wytłumaczyć ateiście. To praca wielu lat wychowanie
    a w dorosłym życiu samodzielnego dochodzenia do prawdy.
  • xy2 15.08.05, 13:40
    o co Ci chodzi, mnie bardzo rodzice kochali i kochają nadal.

    nie umiesz zdefiniować i próbujesz mi umniejszyć, dlaczego?
  • jula09 15.08.05, 13:50
    Nie mam powodu aby cokolwiek umniejszać.
    Poprostu nie zrozumiesz duchowości ludzi wierzacych. Szkoda mojego czasu na
    dyskusję s Tobą. Czy to nie Ty zakładsz te smętne wątki?
  • xy2 15.08.05, 13:53
  • bazylia7 15.08.05, 23:06
    >Ludzie wierzący są bagatsi
    >wewnętrznie -

    kompletna bzdura

    jula09 napisała:

    > Nie mam powodu aby cokolwiek umniejszać.
    > Poprostu nie zrozumiesz duchowości ludzi wierzacych. Szkoda mojego czasu na
    > dyskusję s Tobą. Czy to nie Ty zakładsz te smętne wątki?


    a jak u Ciebie z miloscia blizniego, droga julo, czy moze masz tylko zly
    dzien? - i co z: "nie sadzcie, bo sami..." wiecej cytatow nie chce mi sie
  • jula09 15.08.05, 23:38
    Dla ateistów istnieją jedynie sprawy cielesne, co mogę dotknać, sprawdzić czy
    tak jest rzeczywiscie. Duch rozwija wyobraźnię u ludzi wierzacych. Nie muszą
    dotykać by uwierzyć. Dzieci które nie czytały bajek też są uboższe od tych
    których wyobraźnia kształtowała się pod wpływem baśniowych opowiadań.
    Modlitwa jest połączeniem z innym światem, z czymś co trudno sobie wyobrazić
    ale wierzymy że istnieje.
  • j_ar 15.08.05, 14:10
    jula09 napisała:

    > Jeśli wychowano Cię bez wiary nie zdołasz tego zrozumieć.

    jula09, ty nic nie rozumiesz, moza byc wychowanym w rodznie ateistow a zostac
    czlowiekiem wierzacym, naprawde, to nie bajki


    > Nie da się tego wytłumaczyć ateiście.

    alez da, jak najbardziej, wystarczy tylko rozumiec w co sie wierzy, a nie byc
    bezwolnym wyznawca czegos co nam wepchnieto w dziecinstwie

    > To praca wielu lat wychowanie
    > a w dorosłym życiu samodzielnego dochodzenia do prawdy.

    ale co ma wspolnego wiara i dochodzenie do prawdy?


    --
    "lepiej nic nie mowic i wydawac się głupim, niz odezwac sie i rozwiac wszelkie
    watpliwosci"
  • jula09 15.08.05, 14:18
    Czytając chociażby PŚ dochodzisz do prawdy o życiu.
    Nie otwiera sie takiej ksiązki w wieku szkolnym ale gdy osiągnie sie pewien
    poziom rozwoju. Można czytac i nic nie zrozumieć ale nie o to przecież chodzi.
    Muszę uciekać.
    Przepraszam.
  • xy2 15.08.05, 14:21
    pismo świete tonie w krwi jakbys nie wiedziała
  • j_ar 29.08.05, 12:22
    to z ksiazek mozna sie dowiedziec prawdy o zyciu?



    --
    "lepiej nic nie mowic i wydawac się głupim, niz odezwac sie i rozwiac wszelkie
    watpliwosci"
  • joasia.sadowska 15.08.05, 13:20
    "Ludzie wierzący są bagatsi
    > wewnętrznie dlatego warto wpoic dzieciom wiarę. Kiedy dorosna same zdecydują
    > czy chcą z niej korzystać."
    jula ja przepraszam, ale co to za farmazony?? co to znaczy: ludzie wierzacy sa
    bogatsi wewnetrznie?????tzn co ten kto nie wierzy jest ubogi duchem? ale
    dlaczego????
  • jula09 15.08.05, 13:29
    Z obserwacji wiem że ludzie w nic nie wierzący nie mają oparcia w sobie, nie
    mają siły wewnętrznej, są często zagubieni w życiu. Może musimy w coś wierzyć
    aby nie pogubić się. Pisałm niedawno o tym w innym watku nie mam ochoty się
    powtarzać, ale nie rezygnyj z wychowania dzieci w wierze.
  • kardiolog 15.08.05, 13:33
    Odwrotnie, ludzie niewierzacy znajduja wylacznie oparcie w sobie i swoich
    bliskich.

    kardiolog
  • jula09 15.08.05, 13:46
    Kardiologu jeśli osoby szukają pocieszenia w prostych sprawach na forum to
    wątpie w to ich oparcie w sobie i swoich bliskich. Dlaczego większość wątków
    dotyczy problemu że ktoś nie radzi sobie w życiu?
  • xy2 15.08.05, 13:49
    a kto powiedział, że agnostyk czy ateista ma lekko w życiu. ma zdecydowanie
    trudniej, bo nie idzie na łatwizne i nie tłumaczy sobie widocznie bóg tak
    chciał...

    czy bóg chciał śmierci np. pasażerów samolotów, które uderzyły w WTC? chyba nie
  • jula09 15.08.05, 13:53
    Mam świadomie utrudniać sobie zycie aby mieć o czym pisać na forum?
    Mam ciekawsze sprawy wokół.
  • xy2 15.08.05, 14:10
  • miszelka1 15.08.05, 22:21
    czy bóg chciał śmierci np. pasażerów samolotów, które uderzyły w WTC? chyba nie

    Oczywiscie, ze nie. Jesli ktos wierzy w Boga, to musi byc swiadomy istnienia szatana. A skoro tak, nie Bogu przypisuje sie takie dziela, Ci ludzie byli czym innym napelnieni.
  • joasia.sadowska 15.08.05, 16:49
    " Z obserwacji wiem że ludzie w nic nie wierzący nie mają oparcia w sobie, nie
    > mają siły wewnętrznej, są często zagubieni w życiu. Może musimy w coś wierzyć
    > aby nie pogubić się. "
    otoz nie musimy w nic wierzyc, zeby sie nie pogobic. i nie pisz wiecej, ze
    ludzie niewierzacy sa - jak to ladnie zazwalas mnie bogaci wewnetrznie- bo
    porostu obrazasz tych ludzi i tyle://// a ja ciagle zapomninam, ze bcyie
    wierzacym to bycie przekonujacym do swoich racji nie liczac sie z uczuciami
    innych. bardzo nieladnie, bardzo://///
  • jula09 15.08.05, 17:06
    Zasady wiary, przykazania wskazują drogę do życia. Mówismy juz o tym że są
    ludzie którzy są ateistami i ich zycie jest pasmem szczęścia. Wiekszość jednak
    ludzi nie bardzo wie co zrobić z całkowitą wolnością, jak ją wykorzystać i w
    konsekwencji wpadają w depresje. Powne ograniczenia są korzystne, bo z przesytu
    można zwymiotować (przepraszam że piszę w taki sposob ale juz nudzi mnie ten
    wątek). Prosze mnie nie prowokować do dalszej dyskusji.
  • jula09 15.08.05, 17:18
    Ateiscie trudno zrozumieć wiarę, tak jak osobie świeckiej kontakt z Bogiem
    osoby duchownej. To sa zupełnie różne światy.
    Mnie osobiście ateiści kojarzą się z poprzednim systemem państwa tzn. z
    socjalizmem w ktorym wiara była zwalczana.
    Moze warto powiesić nad drzwiami sierp i młot i pozostać w danym systemie?
    Wydaje mi się że większość ateistow wychowała się na naukach dawnego systemu i
    do tej pory nie potrafia zmienią swojego myślenia. Pisząc te słowa nie mialam
    zamiaru nikogo obrażać, to tylko moje przemyślenia.
    Pozdrawiam.
  • alpha01 15.08.05, 17:21
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • joasia.sadowska 16.08.05, 05:36
    pomysl zanim cos napiszesz bo nie masz monopolu na wiedze i to co piszesz brzmi
    jak z podrecznika z dawnych lat:///
  • j_ar 15.08.05, 14:06
    jula09 napisała:
    > Ludzie wierzący są bagatsi
    > wewnętrznie dlatego warto wpoic dzieciom wiarę.

    czy to znaczy, ze (wg ciebie) ludzie niewierzacy maja ubogie (badz wcale)
    wnetrze (a moze zycie wewnetrzne)?

    --
    "lepiej nic nie mowic i wydawac się głupim, niz odezwac sie i rozwiac wszelkie
    watpliwosci"
  • jula09 15.08.05, 14:14
    Jesteś ateistą jak się domyślam.
    Modlileś się kiedyś? Czy wiesz wogóle o czym mówię?
    Jeśli nie to porozmawiaj raczej z moją rozmowczynią, przecież wiara jest dobrym
    tematem do dyskusji. Będę zerkała z boku bo muszę się szykowac do wyjścia.
    Pozdrawiam.
  • jula09 15.08.05, 14:20
    Masz racje można byę wychowanym a domu ateistow i stać się osobą wierzącą,
    tylko trzeba w to włożyć więcej pracy bo brak podstaw.
  • xy2 15.08.05, 14:25
    a czy do twojej głowy nie dociera, ze ktos moze nie chciec nad tym pracować, że
    moze nie ma ochoty klepac paciorków i słuchac niedzielnych kazan
  • jula09 15.08.05, 15:34
    Jeśli dla Ciebie wiara i klepanie paciorków to jedno i to samo to pozostań na
    zawsze ateistką. Nawet nie wiesz o czym mówię. Czytałaś kiedykolwiek PŚ?
    Bo z tego co piszesz to wynika że nie.
    Czy uważasz że refleksje np. L.Kołkowskiego nt wiary wzięły się z klepania
    paciorków i słuchania kazań?
    Uważm sie się w tej chwili ośmieszasz.
    Pozdrawiam.
  • xy2 15.08.05, 15:40
    wiec sie nie ośmieszaj
  • jula09 15.08.05, 15:48
    Wiara opiera się o religię, czyli jest minimalna różnica.

  • xy2 15.08.05, 15:51
    ja mogę wierzyć w miłość, w szczescie,w dobro, w człowieka czy w ludzi i nie ma
    to nic wspolnego z religia
  • jula09 15.08.05, 15:57
    Ma, ponieważ powinnaś kochać ludzi, być dla nich dobrą o tym mówią przykazania.
  • xy2 15.08.05, 16:40
    są na świecie ludzie, których kocham, są tacy, których lubie, większosc jest mi
    obojętna, są tacy, których nie lubie- naturalne, z psychologicznego punktu
    widzenia jest to jak najbardziej normalne.

    dziwnym byłoby, gdyby na widok kazdego człowieka serce mi mocniej biło
  • miszelka1 15.08.05, 23:14
    Popieram xy2!
    Wiara nie ma nic wspolnego z religia, tak jak Bog z mieszkaniem w Kosciele!
  • jula09 15.08.05, 23:29
    A kto mówi że Bóg mieszka w Kościele?
    Tak rozumują dzieci przystępujace do I Komunii św., bo łatwiej im to zrozumieć
    ale nie ludzie dorośli.
    Dlaczego uwazasz że wiara nie ma nic wspólnego z religią? Czym jest wiara w
    Boga a czym religia wg Ciebie? Są zasadnicze różnice?
  • j_ar 29.08.05, 12:24
    jula09 napisała:

    > Jesteś ateistą jak się domyślam.

    a nie

    > Modlileś się kiedyś?

    jasne, ;)

    > Czy wiesz wogóle o czym mówię?

    no tak nie do konca, gdybym wiedzial, to bym sie nie pytal

    > Jeśli nie to porozmawiaj raczej z moją rozmowczynią, przecież wiara jest
    dobrym tematem do dyskusji.

    a ty nie potrafisz mi odpowiedziec sama?

    > Będę zerkała z boku bo muszę się szykowac do wyjścia.

    spoko, mozemy skonczyc i za rok;)


    --
    "lepiej nic nie mowic i wydawac się głupim, niz odezwac sie i rozwiac wszelkie
    watpliwosci"
  • xy2 15.08.05, 13:17
    powiem Ci tak: na szczęscie świat sie zmienia, ale dawniej strona "kościółkowa"
    była stroną dominującą no bo tak

    zawsze można siegnac do pokolenia wstecz i też sie widzi
  • seerena 15.08.05, 13:09
    Ja to szczerze mówiąc w ogóle bym się nie związała z facetem, który miałby
    diametralnie inne przekonania niż ja, inny światopogląd, inny system wartości. W
    ogóle sobie czegos takiego nie wyobrażam. Nie bardzo wiem jak oni się w cos
    takiego wpakowali. Chyba nie odkryli, że to ich różni dopiero teraz?? To jest
    własnie dziwne. Miłość jest ślepa ale powinien jej towarzyszyc mimo wszystko
    jakiś rozsądek. Inaczej tak to się własnie komplikuje.
  • xy2 15.08.05, 13:13
    przy dużych różnicach światopoglądowych partnerzy często zaczynają ze sobą
    walczyć, to fakt
  • jula09 15.08.05, 13:19
    Partnerzy mogą walczyć ze soba o niezakrytą deskę sedesową, stąd tyle rozwodów.
    Dla ludzi dojrzałyćh różnica światopoglądu nie jest problemem.
  • xy2 15.08.05, 13:23
    walka z powodu deski sedesowej, tego nie rozumiem

    dla mnie ważne jest, żeby było o czym z człowiekiem porozmawiać, a to, czy
    zamyka kibel po sikaniu czy nie mnie nie interesuje
  • joasia.sadowska 15.08.05, 13:32
    a ja rozumiem:)deska moze doprowadzic do szalu bardziej niz roznice
    swiatopogladowe:).
    ale zeby zamknac dyskusje: ja jestem owocem zwiazku katoliczki z ateista i
    wierzcie mi mozna to zalatwci bez problemu, ale tylko wtedy gdy dwie strony ida
    na kompromis:)
  • xy2 15.08.05, 13:35
    powiedz mi w tajemnicy, która strona była bardziej uczulona na niezamknieta
    deske klozetową?

    ja wiem, ale powiedz prosze
  • joasia.sadowska 15.08.05, 16:40
    ale o co ci chodzi w tym momencie bo ja zglupialam!!! deska klozetowa jak
    mniemam byla tylko przykladem. i nie wiem o co ci chodzi w tej chwili????!!!!
  • xy2 15.08.05, 16:41
  • joasia.sadowska 16.08.05, 05:38
    co?
  • jula09 16.08.05, 09:00
    Nikt nie ma monopolu na wiedzę każdy przedtawia swoje stnowiskow sprawie i tak
    powinno być na forum. Im poglady bardziej będą się róznić tym większa korzyść
    dla nas czytających. W kadej wypowiedzi watro wyłowić coś mądrego dla siebie i
    wyciągać wnioski z całości.
  • jula09 15.08.05, 13:32
    jest tyle interesujących tematów wokół że po uzgodnienu kwestii wiary można do
    tego tematu nie wracać szczególnie przy dzieciach. Jeśli ktoś jest konfliktowy
    zawsze znajdzie powód do konfliktu.
  • miszelka1 16.08.05, 00:02
    To co piszesz wzajemnie sie wyklucza.
    Bo jezeli ktos kloci sie z powodu niezakrytej deski sedesowej, to tyma bardziej przy roznicach w swiatopogladzie..

    Z reszta, zeby wiedziec o czym mowie, trzeba by byc na sali sadowej podczas rozwodu. Co sobie czasami partnerzy wytykaja, jest smieszne, ale.. czasami po prostu smutne.. Ze ludzie, ktorzy kiedys sie kochali, potrafia oblewac sie, np. wrzatkiem. Tak, tak!! A juz epitety, jakie padaja w strone przeciwna.. uszy wiedna!
  • jula09 16.08.05, 00:19
    Nie wiem czy ostani post był do mnie ale postaram się odpowiedzieć.
    Są ludzie niezgodni z natury ktorzy potrafią kłócić sie z powodu deski, czy
    niezakręconej tubki z pasa do zębow i wiadomo że oni nigdy nie dojdą do
    porozumienia z partnerem. Sa też ludzie dojrzalsi którzy potrafia znaleźć
    rozwiązanie w każdej sprawie i dla takich osob wychowanie potomstwa w
    określonej wierze nie będzie problemem.
    Sa ludzie i ludziska, jedni biorą rozwód i idą razem na kawę aby to uczcić inni
    oblewają się wrzatkiem, jak piszesz.
    Wszystko zależy od kultury ludzi biorących rozwód. Kultury ludzi nie nauczysz,
    wynosi się ja z domu rodzinnego.
  • jula09 15.08.05, 13:10
    Jest wiele rodzin w ktorych rodzice są wyznawcami innej wiary. Najważniejsze to
    ustalić w jakiej wieze wychowacie dzieci i trzymać sie tego. Mozesz chodzić z
    dziećmi do kościoła a mąz może w tym czasie spacerowac z psem. Dzieci
    przyzwyczają się że tatuś nie lubi chodzić do kościoła. Nie szukaj problemu
    gdzie go nie ma. Małżeństwo to wieczne kompromisy. Jeśli partner jest ateistą
    to wyłącznie ślub cywilny.
    I nie dyskutujcie na temat wiary przy dzieciach.
    Powodzenia.
  • xy2 15.08.05, 13:33
    "Jestem w kropce. Rodzice mnie drecza. Nie wiem, co mam robic i ... nie robie
    nic. Ale tak podswiadomie czuje, ze tak nie powinno
    byc, ze musze cos zrobic."

    rodzice, no właśnie...
    w ogóle jakim prawem rodzice wpieprzaja sie z butami w życie osobiste dorosłej
    osoby

  • miszelka1 16.08.05, 00:12
    Hmm.. xy2, z rodzicami to nie jest sprawa prosta..
    Dlatego, ze szanuje ich uwagi, szanuje ich zdanie i czesto bralam je pod uwage.

    Natomiast w tej sytuacji, jesli rozmawiam z nimi spokojnie, to wszystko jest dobrze. Lecz kiedy sie zdenerwuja i przestaja nad soba panowac, ich cierpliwosc sie konczy, wtedy we mnie wszystko sie burzy i nic, co mowia do mnie nie dociera.
    Zaznacze od razu, ze jest w sumie niezalezna. Po prostu zawsze traktowalam rodzicow, jako dobrych przyjaciol i nie raz sie zdarzalo, ze jak np. nie posluchalam ich rady, to sie okazywalo, ze po prostu mieli racje...
    Inna sprawa, oni nie chca dla mnie niczego innego, jak tylko tego, zebym w przyszlosci miala jak najmniej problemow, zeby zylo mi sie dobrze. Wyczuwam te dobre intencje. No i poza tym, kto ma prawo do swoich dzieci, jak wlasnie nie rodzice?!

    Co do tej sprawy jednak wiem, ze to jest moje osobiste zycie i moge ich sluchac, tylko pod warunkiem, ze cos we mnie bedzie sie zgadzalo z tym, co mowia. To jest bardzo powazne sprawa i nie pozwole, zeby tak po prostu oni decydowali..

    Przeciez to moje zycie i 'jak obie posciele, tak sie wyspie'.
  • jula09 15.08.05, 16:01
    Chyba wyczerpałyśmy wątek naszej malo twórczej dyskusji.
    Dziękuję za rozmowę i dozobaczenia w innym watku.
  • alpha01 15.08.05, 17:10
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • alpha01 15.08.05, 22:22
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • shayah 17.08.05, 09:33
    Nie ważne jest w co kto wierzy. Zwłaszcza jeśli dwoje ludzi się kocha.
    Skoro dla Ciebie ważna jest przysięga przed Bogiem, ślub kościelny to on, jako
    osoba niewierząca, nie powinien mieć nic przeciwko temu. Jemu nic nie zaszkodzi
    taka uroczystość-Ty będziesz szczęśliwa. Ateiście nie powinno robic różnicy na
    jakich zasadach wiąże się z drugą osobą. Czy u Buddystów, czy Katolików czy u
    Żydów czy po prostu na słowo dane drugiej osobie. Spróbujcie tak na to
    spojrzeć. Ja nie jestem osobą wierzącą, mój partner jest. I jeśli kiedykolwiek
    będziemy planować małżeństwo nie będę miała nic przeciwko ślubowi kościelnemu.
    krzywda mi się nie stanie.
    Życzę powodzenia i mam nadzieję że tak mało istotna sprawa nie wpłynie
    negatywnie na Wasz związek. Trzymam kciuki o pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.