Dodaj do ulubionych

Mąż uazleżnił się od gry komputerowej.

01.10.05, 21:15
Mojego męża coraz bardziej pochłania gra komputerowa. Od pół roku jest to
praktycznie jego jedyne zajęcie w domu. Nasze małżeństwo się rozsypuje, nie
mamy praktycznie kontaktu, mąż jest nerwowy, rzadko ze sobą rozmawiamy. Czy
ktoś ma podobną sytuację i potrafi mi pomóc?
Edytor zaawansowany
  • 01.10.05, 21:40
    Mój chłopak też czasami zapomina o świecie i gra albo w "skoki Małysza", albo w
    piłkę nożną na Playstation, albo w jakieś wojny w Iraku... Mi to nawet
    odpowiada, bo mam czas i spokój, żeby sobie poczytać. Jak mi się znudzi, to
    proszę go abyście porobili coś razem, np. coś ugotowali, obejrzeli film, poszli
    na kolacją, do kina. Musisz poprostu mu coś zaproponować - coś co razem lubicie
    robić. On nawet nie musi tego lubić, pewnie wystarczy mu, że tobie sprawia
    przyjemność.
  • 13.10.05, 09:08
    jesli jest STALE bardziej zainteresowany gra niz Toba. Wierz mi to dobra rada.
  • 13.10.05, 11:00
    Czytam forum i jestem zaskoczony.
    Ja stary facet tez jestem wciagniety przez gre TIBIA i nie robie z teog
    problemu. Czas musi byc na wszystko :)
    A co do tego grania dlaczego nikt nie napisze by ta bidulka zaczela tez grac w
    gry. Jak maja dwa kompy to moze by razme w sieciowa gierke pograli. a to
    moglo by byc ciekawe i niekoniecznie nudne.
    A co do niszcznenie gier ucinania kabli i tak dalej to zbyt radykalne
    posuniecie i tylko powodowac moze wrogie nastawienie.

    Pozdrawiam
    AJA
  • 14.10.05, 16:53
    Wlaśnie, świetnie to ująłeś....czas na wszystko. A tu mowa o czasie, który jest
    tylko i wylącznie na grę. I nie opowiadaj tu o bidulkach. Bidulka siedzi w
    kącie i płacze. Czytaj uważnie.
    Pozdrawiam.
  • 01.10.05, 22:24
    Czy można wiedzieć jaka to gra jest aż tak wciągająca?
  • 01.10.05, 22:25
    Pewnie "3d Sex Vila" ;)
    --
    Piwo jest zdrowe, piwo pić trzeba,
    kto pije piwo - pójdzie do Nieba.

    (Joseph Ratzinger - Benedykt XVI)
  • 01.10.05, 23:47
    Nie wiem w co gra twoj maz. Moj byly pare lat temu "latal" jakims tam
    mysliwcem. Latal tak dniami i nocami i nawet jesc nie musial. Po jakis 3 czy 4
    miesiacach latania mialam dosc i wywalilam mu "drązek" sterowniczy :-) Potem
    drugi i trzeci ... potem skasowalam gre, plytke porabalam tasakiem na desce do
    krojenia. I przeszlo mu :-)
  • 01.10.05, 23:55
    Mój facet gra zazwyczaj w gierki pożyczone od kolegów (wymieniają się), więc
    jak bym je zniszczyła to:
    a) naraziłabym się na gniew znajomych,
    b) naraziłabym się na koszty - musiałabym im te gierki odkupić.
  • 02.10.05, 00:01
    Pozyczona trudniej zniszczyc. Za to jakbys je zaczela niszczyc i nie odkupywala
    ich to przestaliby mu pozyczac :-)
    Zartuje oczywiscie bo to nie jest wyjscie. Szkoda narazac sie znajomym
  • 02.10.05, 06:24
    Oni tez traca czas. Kup mu wyklady feynmanna.
    Tez sa ciekawe i wciagajace, ale ciezko jest wysiedziec caly dzien.
    Bedzie musial troche zroznicowac zajecia.
  • 02.10.05, 12:00
    hejhej! wcale nie jestem pewien. Feynman strasznie wciąga. A jest tego 5 tomów:)
    --
    The only normal people are the ones you don't know very well (Joe Ancis)
  • 03.10.05, 04:45
    A pozniej jeszcze te wyklady z Auckland >> QED.
    I pamietniki :").

    Nie wiem czy szesc trudniejszych/latwiejszych kawalkow jest w pieciu tomach.
    Nie chce mi sie przesuwac krzesla zeby sprawdzic...;)
  • 02.10.05, 10:34
    Zniszczę jedną grę, bedzie druga, gier sieciowych jest dużo. On po prostu żyje
    tym światem. Jak wychodzimy nawet razem jest nieobecny jakby, myśli co teraz
    się dzieje w "świecie gry". Pozdrawiam.
  • 02.10.05, 21:07
    Niestety masz racje z tymi grami sieciowymi.
    Tego cholerstwa nie idzie sie pozbyc.
  • 15.10.05, 02:57
    Moge spytac ile lat ma Twoj maz ???

    --
    1. I love you not because of who you are, but because of who I am when I am
    with you.
    2. No man or woman is worth your tears, and the one who is, won't make you cry.
  • 18.10.05, 23:14
    mój były juz maz ma 34 lata
  • 13.10.05, 09:23
    > Zniszczę jedną grę, bedzie druga, gier sieciowych jest dużo.

    Mała, dyskretna awaria internetu?... No i seks, duzo seksu to dobra odtrutka na
    wiele uzależnień.
  • 05.10.05, 17:21
    Obawiam sie ze to jedyny sposob. Hehe
    Sam byle 'uzalezniony' a moze nadal jestem tak to juz jest z niektorymi ludzmi.
    Zdrowie rodzina wszystko sie psuje a oni robia sie tam dalej w swiecie bajki.
    Ja jak czasem juz bylem bardzo zmeczony graniem a wiedzialem ze po krotkiej
    przerwie znow ta fascynacja wroci przecinalem kabel od monitora i na jakis czas
    spokoj ale przeciez tak nie mozna dlugo (kable za drogie i sklepow za duzo a
    poza tym niektorzy tez tego uzywaja do pracy) wiec kategorycznie trzeba postawic
    ultimatum albo ja albo gra bo innaczej do tej rozgoraczkowanej glowy nic nie trafi.

    Pozdrawiam
  • 13.10.05, 10:20
    Może gra w Ogame ?:> Zapytaj na którym Uni ;)
  • 13.10.05, 17:02
    A ja wzięłam urlop, bo już naprawdę nic się nie dało robić :-DDD Tylko, cholera,
    jak wrócę będę musiała znów całą galaktykę skanować od początku...

    --
    Ah, man, I shot Marvin in the face!
  • 13.10.05, 17:02
    :-) Moj chlopak gra w Ogame. Universum 16, idzie jak burza :-)
  • 13.10.05, 21:11
    Moj tez :)

    Wstaje czasem o 3 w nocy zeby sprawdzic czy ktos go nie atakuje...


    --
    "Szatan przyszedl do mnie w snie i powiedział mi ze jestem jego namiestnikiem na
    ziemi.Bardzo się ucieszyłem."

    jarek-tru-black.blog.onet.pl/
  • 17.10.05, 17:12
    mój mąż też gra w ogame :) i już mnie krew zalewa, bo wszystko jest
    podporządkowane czasowo lotom floty i atakom:)pobudki nocne to normalka, ja
    już mam dość tych transportów, surowców, księżyców.....
  • 17.10.05, 17:45
    jusia77 nie przejmuj sie ja tez to przezywam, tez wszystko podporządkowane ogame
    i w ogole, tylko na sczęście ja nie mieszkam z moim facetem
  • 20.11.05, 23:37
    ogame to przekleństwo!!!
  • 21.11.05, 06:54
    Gra ktoś możne na u7? <lol>

    Pozdrawiam serdecznie :)

    --
    BANITA - "...lecz naprawdę na tułaczkę skazany jest przez własne błędy."
    "Myślał, że dama będzie szczęśliwa, lecz nie wszystkie mosty można spalić, a ogień zawsze niesie ofiary"
  • 21.11.05, 13:23
    Moze Bea401, ma byc po 10 grudnia w necie, by opowiedziec nam o zmianach w jej
    zyciu :)

    kowianeczka
    --
    Narod wybral narod ma, wiec niech Narod CHCAC MUSI byc
    zadowolony". Z rozmowy z mlodzieza Wszechpolska.
  • 02.10.05, 11:56
    słuchaj moja droga - przecież możecie grać razem w sieci ;)
    nie stracisz z nim kontaktu ;)
  • 02.10.05, 16:02
    Jeżeli jest to gra sieciowa to jesteś uratowana. Wystarczy rozwalic mu flotę
    jako inny gracz (musisz mieć dostęp do komputera w tym samym czasie co on i
    polowac na niego). Mój grał przez wiele miesięcy w "ogame", po rowaleniu mu
    floty (straicł kryształy, metal i deuter w 100%) przerzucił się na wystepy na
    forum.
    W czasie gry nie mogliśmy wyjść z domu, jeśli planowany był jakiś tam atak na
    kogoś albo ktos leciał z flotą na niego. Nasze życie prywatne uległo rozsypce.
    Miałam problemy z zakupami do domu, ponieważ nie mógł opuścić stanowiska przed
    koputerem z powodu walki sojuszy. Eh... długo by opowiadać :) Poszukaj sobie
    kochanka.
  • 02.10.05, 18:15
    Niestety, to taka gra, gdzie są poziomy, nie dostanę sie tam. Pozatym zniszczę
    tę grę, będzie inna....Moja sytuacja jest podobna do Twojej.
    Ale pytanko...ile siedzi na forach ? A Ty poszukałaś kochanka?
  • 06.10.05, 17:36
    Nie mam kochanka, chociaż przydałby się bardzo. Nie umiem sobie znaleźć :(
    Siedzi na forum przez cały czas (czytaj CAŁY CZAS). Jego aktywnośc domowa
    ogranicza się do spożywania posiłków podczas czytania gazety. Ktos ma pomysły,
    co zrobić z tym fantem?
  • 06.10.05, 18:28
    Może zanim znajdziemy kochanków, podrzućmy im to forum, może coś dotrze, lub
    choć wzbudzi niepokój. Trzeba zasiać odrobinę niepewności, która zacznie dręczyć. :)
  • 13.10.05, 13:46
    A jak wygląda sytuacja z jedzeniem? Może byś go wzięła głodem? Pytam
    b.poważnie, choć sam jestem facetem i nienawidzę robić czegokolwiek w kuchni.
  • 07.10.05, 00:20
    Nie no, znalezienie sobie kochanka to nie jest taka trudna sprawa :-)
    Tylko sie zastanów czy naprawde tego chcesz. osobiscie uwazam ze nie warto.

    Hmm, podpal mu czasem ta gazete ... Wiem ze to drastyczne posuniecie ale
    przynajmniej bedziesz widziec jego twarz a nie tytuły w gazecie.

    A forum ... Jedyne co mi przychodzi do głowy to zahasłowac biosa ;-)

    Wiesz, skorzystałam z twojej rady. Synek mi pokazał co i jak w ogame.
    Powiedzial gdzie znalesc bylego. Zniszcze go.... Wiem ze to byly, i gra u
    mamusi ale kurcze dziecko ma! I dziecko jest wazniejsze od durnej planety i
    latajacej floty.

    A tak przy okazji to ja sie jakas wredna stalam ostatnio.
  • 08.10.05, 17:37
    Tylko z tym niszczeniem to trezba rozsądnie bardzo, bo inaczej księżyc mu się
    zrobi z resztek po bitwie, awtedy jeszcze bardziej wzrośnie jego siła. Patrz na
    szanse powstania księżyca w wyniku bitwy :) Program podpowiada przed :)
  • 08.10.05, 22:33
    o rany, Kleopatryx, tos mnie pocieszyla :-)
    ja sie nie znam na grach, moj instruktor ma 8 lat ... czy ja mam szanse???
  • 13.10.05, 10:15
    no jak to, poszukać tego kochanka.....; ))
  • 02.10.05, 21:11
    tak, ogame ... Chyba najwieksze dziadostwo jakie zawitało w moim domu.
    Mój były zainstalował sobie komputer u swoich rodziców i przesiaduje tam całymi
    dniami i nocami. Dzieki jego powrotom do domu od kilku miesiecy budze sie
    miedzy 3-4 rano. Do tego oczywiscie pokazal ta swietna gre mojemu dziecku i jak
    słysze o tych flotach, atakach, zasobach to mnie od razu ... wrrrr
    Dziecku łatwo jednak zabronic grac.
  • 03.10.05, 04:51
    Znajdzie im zajecie, jak sami nie moga sobie znalezc.
    To niezdrowo siedziec tylko nad jedna rzecza.

    Bardzo fajnie sie buduje rozne rzeczy. To podobne do gier, ale nie traci sie
    tak kontaktu z rzeczywistoscia. I trzeba myslec, a nie dzialac automatycznie.

    1) Kupcie sobie 3 metry szescienne okragly zerdzi, i wybudujcie most wiszacy z
    wierzami... Na zyczenie wysle zdjecie mojego :).

    2) Wykrywacz pola magnetycznego. Wlasnego projektu.

    Musza sobie jakos zorganizowac wolny czas. Najlepiej zroznicowanie...
    Mozecie isc uprawiac jakies sporty, zapisac sie do organizacji spolecznej,
    nagrywac filmy amatorskie...

    Tylko trzeba troche sie oderwac i poprobowac.
    A komputer zniszczyc. Zalozyc sie, ze nie wlaczy przez tydzien. hehe.
  • 05.10.05, 23:02
    Bez przesady. Męzowie to dorośli ludzie a nie dzieci ktore trzeba za rączke
    prowadzic przez życie.
    Fajnie jest robic wspolnie rozne rzeczy ale bez przesady, żeby ciagle bylo sie
    silnikiem napędowym związku. Kazdy ma prawo zmęczyć się taka rolą. A widok
    dorosłego faceta spędzającego każdą wolną chwile przed gierką komputerową jest
    przerazajacy. Pól biedy jak taka fascynacja (?) trwa krotko, ale jak trwa
    miesiacami ....
  • 05.10.05, 23:35
    sorry, ale co za roznica od czego jestes uzalezniona? Dlaczego uwazasz ze
    fascynacja graniem jest gorsza od innych? czy np. obsesja na punkcie wygladu
    (a.k.a. zakupy ciuchow, kosmetykow, fryzjer, liftingi, zdrowe zarcie itp.) jest
    lepsza?
    czy tylko dlatego ze ja nie mam tv to mam patrzec z wyzszoscia na tych ktorzy
    ogladaja klan albo playboy late night albo 2182 odcinek mody na sukces? czy
    namietne ogladanie reklam bo 'moze w te sobote pokaza nowa smieszna reklame
    plusa' jest lepsze niz granie?
  • 06.10.05, 11:35
    hmm, nie nspisałam ze jest róznica.
    napisałam o uzależnieniu od gier komputerowych
    a jakbys nie zauwazył to spójrz choćby na tytuł wątku bo własnie wątek w którym
    i ty sie wypowiadasz dotyczy własnie tego uzależnienia

  • 06.10.05, 17:46
    Oj misiu misiu, gry szkodzą ci już tak bardzo, że źle czytasz. My tu sobie nie
    o seralikach tylko o gierkach gadamy, kumasz bazę lamerku mały?
  • 15.10.05, 12:47
    1. nie jestem pani kolegą (mam szczerze taka nadzieje...) uprzejmie proszę więc
    sie ze mną nie spoufalać.
    2. proszę uprzejmie nie używać wobec mnie argumentów ad personam.

    cytat: 'tylko o gierkach gadamy'
    3. a. nie gadamy o gierkach tylko o uzaleznieniach. moim zdaniem nie ma roznicy
    miedzy uzaleznieniem od gier a uzaleznieniem od tv czy reklam czy seksu
    b. zalozycielka watku prosila o rady. udzielila pani dwoch:
    zalogowac sie jako konkurencja i wykosic flote meza (dobre! naprawde!). problem
    w tym ze zeby miec flote to trzeba samemu grac, floty sie 'dorobic', wejsc w
    sojusz itp.- jak rozumiem z tego co pisano o ogame. Oznacza to mnostwo czasu
    spedzonego przed pc-tem (pewnie z pare tygodni). Oznacza to tez ze plan nie
    bedzie przeprowadzony w sekrecie (pani tez musi wstawac o drugiej w nocy na
    bitwe...). moze to tez oznaczac ze sama sie pani wciagnie albo sie pani
    zniecheci zanim dojdzie do decydujacego starcia (bo jak to pania nie interesuje
    to po co tyle grac, no chyba ze zywi pani az tyle niecheci do meza- bo jak ktos
    slusznie zauwazyl gry ciagle pojawiaja sie nowe).
    druga rada- znajdz sobie kochanka... bo ja wiem czy to w ogole jest rada?

    a i jeszcze prezentowala pani cos co sie (chyba) nazywa grupa wsparcia...
    nazwalbym ja negatywna grupa wsparcia bo nie widze z pani postow zeby miala
    pani cos pozytywnego do zaprezentowania (poza ta flota...) - nie rozwiaze to
    problemu Beaty- moze Jej tylko sugerowac ze sprawa jest beznadziejna. A moim
    zdaniem (i paru innych w tym watku) sprawa nie musi byc taka...
  • 15.10.05, 13:26
    Witam, myślę, że mogę dodać parę spraw w tym sporze.
    1.Ta gra to nie "ogame".Nie podaję nazwy gry, bo dla kogoś byłby to powód do
    rozmyślań, czy ta gra naprawdę tak wciąga czy nie. To nie jest problem, która
    to gra. Nie chcę robić reklamy.
    2.Sprawa nie jest beznadziejna, a przekonują mnie przede wszystkim Ci, którzy
    to przeszli, obojętnie czy ze strony gracza czy osoby bliskiej. To cenniejsze
    niż terapeuta pełen teorii.
    3.Też mi nie podoba sie nazywanie Gugula231 "małym lamerkiem".
    4.Problem o którym pisze jest delikatny, bo dotyczy człowieka a nie zabawki
    jaką jest gra. Gra tu nie jest podmiotem.
    5.Nie zamierzam niczego niszczyć. Ani męża szukając kochanka, ani gry
    rozwalając komputer.
    Pozdrawiam.
  • 15.10.05, 13:54
    > 2.Sprawa nie jest beznadziejna, a przekonują mnie przede wszystkim Ci, którzy
    > to przeszli, obojętnie czy ze strony gracza czy osoby bliskiej. To cenniejsze
    > niż terapeuta pełen teorii.

    mam nadzieje ze i moje przemyslenia sie na cos sie przydaly ;)

    > 3.Też mi nie podoba sie nazywanie Gugula231 "małym lamerkiem".

    mi jest szczerze piszac wszystko jedno... Tak czy inaczej DZIEKI za wsparcie
    (pozytywne!)

    > 4.Problem o którym pisze jest delikatny, bo dotyczy człowieka a nie zabawki
    > jaką jest gra. Gra tu nie jest podmiotem.
    > 5.Nie zamierzam niczego niszczyć. Ani męża szukając kochanka, ani gry
    > rozwalając komputer.

    wlasnie mi sie tak wydawalo... Moja Zona tez nie zniszczyla kompa ani sie nie
    rozstalismy. Mimo tego ze czasami zdarza mi sie zapomniec przy grze to nadal
    sie kochamy (UWAGA! pisze to z autoryzacja Malzonki! Patrzy sie na ekran!)

    BTW: tak na marginesie. kazdy ma swoje slabosci. ja zawsze mialem slabosc do
    dziewczyn/ kobiet imieniem Beata :) :) :)

  • 17.10.05, 12:20
    Tak, twoje przemyślenia bardzo się przydały, dają nadzieję na zmianę.
    Pozdrowienia dla Ciebie i żony :)
  • 17.10.05, 14:30
    Beo401, od Twojego pierwszego wpisu minelo juz 17 dni. Niedlugo 3 tygodnie.

    Czy cos zmienilo sie u Ciebie?

    kowianeczka
    --
    Ein schoenes Laecheln ist nur der Anfang...
    ze strony internetowej gabinetu dentystycznego.
  • 17.10.05, 15:11
    Tak zmieniło się.
    Moje reakcje, umiem podejśc spokojniej, bez gniewu.Pokazuję mężowi na każdym
    kroku co powoduje jego stałe granie. Ale najważniejsze jest to, że mąż coś
    zrozumiał, stara się grać mniej, spędzać czas z rodziną. Były dni, że nie
    włączył kompa. Coś się zmienia, powoli ale się zmienia. Pojawia się nadzieja.
    Wiem, że może wrócić stan początkowy, ale uświadomienie sobie problemu jest
    dużym krokiem do sukcesu.
    Dlatego ważne jest zobaczyć, że piszą tu ludzie, którzy to przeszli i ktorych
    ten problem dotyka osobiście.
    Nie chcę niczego przyspieszać. Ale dziękuję i pozdrawiam.
  • 17.10.05, 15:28
    Beo401, kiedy byly takie dni? Czy mozesz je wymienic? Jesli mozesz notowac dni
    bez komputera w tej rubryce bedziemy mogli zobaczyc rzeczywista poprawe.

    Wpisuj prosze "dni bez komputera" tutaj. Wroce do podwatku za miesiac.

    kowianeczka
    --
    Ein schoenes Laecheln ist nur der Anfang...
    ze strony internetowej gabinetu dentystycznego.
  • 18.10.05, 09:43
    Tak, to byly 3 dni tydzień temu. Teraz znów gra, ale trochę mniej. To dobry
    pomysł, zanotuję i podam czy były i jakie to były dni.:)))
  • 18.10.05, 10:15
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 18.10.05, 11:10
    heheheheheheheh, huhuhuhuhuhhu.

    Sorry kowianeczko, po prostu nie moglem sie powstrzymac:o)


    Napisalas zakazana mysl, czy niestosowne slowo "bylo Cisie wypslo"?

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 10:46
    Bea401, Ty nie jestes w stanie podjac zadnej decyzji, wiec wybacz, ze pomine
    Twoj problem, jak i Twoje jestestwo. Twoj malzonek (hehehe) tez nie jest
    wstanie podjac jakiejkolwiek decyzji, bo jest takim samym luzerem jak Ty, wiec
    wybaczcie oboje, jestescie strata czasu, ale zawsze mo0zecie powiedziec, ze nie
    jestescie w tej sytuacji sami- macie siebie, hehehehe

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 15:03
    Dlaczego więc nie pomijasz?
    Uważasz, że rozwiązanie jest proste? Krótka piłka i już? Zrobiłeś tak?
    Potrafię trzasnąć za sobą drzwiami i nigdy ich więcej nie otworzyć.
    Jednak najpierw chcę wysluchać tych, ktorzy wiedzą o czym mówię.
    A sprawa taka dotyczy wielu, tylko nie każdy chce sobie to uświadomić.
    Bea
  • 18.10.05, 15:14
    Bea, jak dlugo bedziesz jeszcze sluchac innych i przepuszczac przez palce
    wlasne zycie..?

    Pytam zupelnie na spokojnie.

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 15:47
    OK, odpowiadam na spokojnie :).
    Na każdym kroku mowię mężowi co myślę o tej sytuacji. Okazuję swoje odczucia i
    do czego prowadzi jego zajęcie sie wyłącznie grą. Wychodzę z domu sama, ze
    swoimi znajomymi bo nie czekam aż laskawie poświęci czas dla mnie. Poprostu
    żyję dla siebie i nie czekam na niego.
    Zaczął wylączać kompa, bo widzi, że pomału odchodzę.
    Teraz wie, że co dalej zależy od nigo. Aby było dobrze, dwie strony muszą tego
    chcieć.
    Nie siedzę cicho czekając na audiencję.
    Żyję swoim życiem, ale jeszcze narazie razem.
    Bea
  • 18.10.05, 15:49
    I jeszcze jedno....to nie Ogame.
    A co do seksu to nie ten wątek.
  • 18.10.05, 15:55
    bea401 napisała:

    > OK, odpowiadam na spokojnie :).
    > Na każdym kroku mowię mężowi co myślę o tej sytuacji. Okazuję swoje odczucia
    i
    > do czego prowadzi jego zajęcie sie wyłącznie grą.


    +++Znaczy, ze wie, ze nie podba sie Tobie ta sytuacja.
    Wychodzę z domu sama, ze
    > swoimi znajomymi bo nie czekam aż laskawie poświęci czas dla mnie. Poprostu
    > żyję dla siebie i nie czekam na niego.

    +++Chyba nie ma Ci za zle, ze spotykasz sie z innimi, kiedy ona przedklada gre
    anad zycie w realu?
    > Zaczął wylączać kompa, bo widzi, że pomału odchodzę.

    +++Jest to powazny sygnal..

    > Teraz wie, że co dalej zależy od nigo. Aby było dobrze, dwie strony muszą
    tego
    > chcieć.



    +++Bardzo slusznie. jesli bedzie chcial zerwac z nalogiem to TY -nikt inny-
    mozesz i powinnas mu w tym pomoc. Odpowiedzialnosc jest po dwoch stronach, ale
    piszesz o tym swiadomie.

    > Nie siedzę cicho czekając na audiencję.

    Nie rozumiem? Jest twoim mezem a Wasze spotkania to audiencja? wybacz, w takim
    razie nie ma w zwiazku aprtnerstwa, tak misie wydaje.

    > Żyję swoim życiem, ale jeszcze narazie razem.
    > Bea

    Zawsze zyj SWOIM ZYCIEM; ZAWSZE! Dopoki jestescie razem, jest nadzieja na
    zmiane. Porbuj dalej. Popros go dzisiaj o wylaczenie komputera, obejrzyjcie
    RAZEM film w telewizji lub przeczytajcie ksiazki poza kompem,

    trzymam kciuki,
    M.S.


    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 15:57
    Sorry za bledy, ale pidsalem juz na stojaco.

    tak, czy inaczej moze sie udac, jesli bedziecie wzajemnie chcieli zmiany.

    Tschüss.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 16:19
    Słowa "audiencja" użyłam z ironią. To znaczy, że nie czekam, kiedy to on
    znajdzie czas dla mnie, przerywając grę...ale to ja teraz nie zawsze mam czas
    dla niego.
    Poprostu stawiam nowe warunki i jasno określam czego oczekuję.
    Teraz to mąż musi zacząć szukać mnie.


  • 18.10.05, 15:25
    a moze ten Twoj ..maz lubi byc uzalezniony:D

    A powiedz lubi tez seks sado-maso- oczywiscie w ogame, bo o realu nawet nie
    wspominam, hahahaha

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 16:25
    Beo401, przeczytalem wszystkie wpisy w watku i chcialbym zadac jedno pytanie.

    Jak zareagowal Twoj maz na Twoj przekaz o tym , iz ma problem? Czy zmienil
    natychmiast temat? Uznal temat za niestotny, nie laczacy sie z jakims
    wyimagoinowanym problemem? Zaczal opowiadac o waznosci bohaterow gry? Wzruszyl
    pogardliwie ramionami uwazajac Cie za winna calej sytuacji, czy moze
    stwierdzil, ze to on zawsze byl najlepszym graczem i nikt lepiej niz on nie
    potrafi grac?

    Czy pojawila sie choc jedna z opisanych sytuacji?

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 18.10.05, 16:28
    Widze, ze jestes w necie. Odpowiedz, prosze.

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 18.10.05, 16:36
    Tak, najpierw uważał problem za nieistotny. Powtarzał mi, że się czepiam,
    przesadzam. Ja wkurzałam się i kłótnia była gotowa.
    Dopiero kiedy przestałam brać odpowiedzialność za dom na siebie i pokazywać co
    się dzieje zaczął cokolwiek rozumieć.
    Bo wszystko ma swoje konsekwencje.
    Musiał zobaczyć, że to nie tylko moje wymysły.
    Bea
  • 18.10.05, 16:38
    bea401 napisała:

    > Tak, najpierw uważał problem za nieistotny. Powtarzał mi, że się czepiam,
    > przesadzam. Ja wkurzałam się i kłótnia była gotowa.
    > Dopiero kiedy przestałam brać odpowiedzialność za dom na siebie i pokazywać
    co
    > się dzieje zaczął cokolwiek rozumieć.
    > Bo wszystko ma swoje konsekwencje.
    > Musiał zobaczyć, że to nie tylko moje wymysły.
    > Bea



    To za malo Bea401, wlasnie czytam gdzie indziej cos innego (vel watki o
    uzaleznieniach..) POstaraj sie odpowiedziec na moje pytania, na kazde z nich.


    Grasz o siebie i swoja przyszlosc, chcialbym moc dokladnie przyjrzec sie Twojej
    sytuacji.

    kardiolo
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 18.10.05, 16:41
    Dobrze, za chwilkę Ci odpowiem. Poczekaj moment, muszę zejść z neta na ok.10
    minut. :)
  • 18.10.05, 16:42
    bea401 napisała:

    > Dobrze, za chwilkę Ci odpowiem. Poczekaj moment, muszę zejść z neta na ok.10
    > minut. :)

    Masz 15 minut:)
    kardiolog

    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 18.10.05, 16:58
    1.Najpierw uważał, że nie ma problemu...musi odpocząć po pracy. A ja się
    czepiam i mam wymagania, a on jest zmęczony.
    2.Tak to było dla niego nieistotne, uważał sytuację za zupełnie normalną.
    3.Nie mówił, że gra jest ważna dla niego, ale umówił się z ludżmi, ktorzy są w
    grze i musi tam się pojawić (ich zawieść nie może).
    4.Nie obwiniał mnie za to, ale pytał, czy nie mam się czym zająć.
    (Czytaj "zajmij się sobą"...to się zajęłam ).
    Mam nadzieję, że dobrze opisałam sytuację. :)
    Bea
  • 18.10.05, 17:01
    :)

    Dobrze:) Chwilowo nie moge pisac, ale wroce do tematu

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 18.10.05, 17:38
    Przemyslalem Twoj watek, powaznie zastanowilem sie nad Twoimi reakcjami,
    slowami, pragnieniami lub ich brakiem, silna wola mieszana z watpliwosciami.
    Wyczytalem cos, czego nie chcialbym widziec, ale Twoje zapisane slowa moga byc
    potrzebne bardziej Tobie niz mnie- swiadkowi Twojej historii. Mozesz mnie
    poprawic, bardzo chcialbym , ale poprawiajac mnie musisz byc bardzo powazna i
    skupiona na tym, co w glebi siebie czujesz i co chcialabys zatrzymac i otrzymac
    w przyszlosci od zycia.

    Oto moje wnioski:
    Nie kochasz meza, od dawna go juz nie kochasz, ale jest Tobie bliski ze wzgledu
    na fakt, ze mieszkacie razem. Chcialabys, aby zaczal zyc pelnia zycia, by byl
    wesoly, szczesliwy, optymistyczny- to szczera prawda. Chcialabys widziec go
    takim, w jakim zakochalas sie wtedy, przed laty. Dobrze wiesz jak uczynic go
    znow radosnym, ale nie zrobisz tego. Odczuwasz glebokie poczucie winy za stan,
    w jakim on sie znajduje, za jego uzaleznienie, ale droga Twoich rozwiazan jest
    inna, rownolegla a nie przecinajaca sie linia ze szczesciem pojmowanym przez
    Twojego meza. Punktami stycznymi, ktore Was mimo wszystko lacza to codziennosc
    i przyzwyczajenie oraz seks po alkoholu. Poczucie winy nie moze byc fundamentem
    zwiazku, jak rowniez nie moze byc usprawiedliwiem dla decyzji, choc jest
    wygodne. Chcesz, aby byl zdrowy, rowniez fizycznie, ale jego zdrowie zwiazane
    jest z wyjazdem np. do sanatorium. Brakuje Ci sily, by mu pomoc w drodze do
    szczescia. Rezygnacja z dzisiejszego modelu zycia musialaby wiazac sie z
    rezygnacja z siebie i choc gotowa jestes podjac ryzyko, by mu pomoc, nie jestes
    w stanie poza fizyczna obecnoscia nic ponadto mu zaoferowac. Chcesz byc
    bardziej przyjacielem, na ktorym moglby sie wesprzec niz partnerka i zona. On
    ma inne oczekiwania i wyobrazenia zwiazku, Ty masz inne, a raczej istnieja
    przeszkody, ktore wg Ciebie sa nie do pokonania. Gra , koledzy , "ktorych nie
    moze zawiesc" sa erzacem, walka z czasem, dobrze o tym wiesz . Koledzy sa tylko
    kolegami, jesli podejmiecie decyzje, by o siebie walczyc, zrozumieja zarowno
    Twojego meza, jak i Ciebie. Ale Ty, Beo401, nie masz argumentow, walczysz u
    pustymi dlonmi. Przykro mi, ale Ty go nie kochasz. Nie tak wyglada milosc.
    Zrozumialem, ze chcesz , aby on podjal za Ciebie i za siebie decyzje, tak jak w
    zyciu juz robiono- w Twojej obecnosci, lecz przy pasywnym Twoim udziale.
    Czujesz sie usprawiedliwiona, gdy on zlosci sie na Ciebie obwiniajac Cie za
    stan oraz niekiedy uzywajac niewybrednych slowek. Myslisz wtedy- ma racje- i
    czekasz. Czekasz na Swieta Bozego Narodzenia, traktujesz ten czas (i jego
    urodziny w grudniu, ktore spedzisz z nim na odleglosc) jako moment przelomowy,
    choc nic nie zrobisz. Bedziesz tylko czekac. Bedziesz czekac caly czas, czekasz
    juz kilka lat, choc twierdzisz, ze maz gra od niedawna.
    Przeczytalem, ze zrezygnowalas dla niego z pracy, on tez nie pracuje, choc jako
    prawnik lub nauczyciel moglby byc bardzo przydatny. Jestes zla, ze zrobilas
    dokladnie to samo, co zrobil on, ale tlumaczysz sie jego dobrem, troska,
    wyrzutami sumienia. Masz wyrzuty sumienia w stosunku do siebie.

    Przykro mi, ale bez radykalnych rozwiazan bedzie tylko gorzej niezaleznie od
    faktu, czy napiszesz na forum prawde, czy klamstwo. Naprawde przykro mi czytac
    taki watek.


    Mozesz mnie poprawic. zrobisz jak uznasz za stosowne, napisalem co mysle na
    Twoja osobista prosbe.

    Klaniam sie,

    kardiolog

    --
    Być sobą znaczy nie być kimś innym. I to wszystko. Ale nie być kimś innym można
    tylko pośród innych.
    Andrzej Szczypiorski
  • 18.10.05, 21:38
    Leczenie osób uzależnionych

    Osoby zgłaszające się do placówek lecznictwa odwykowego nie czynią tego, na
    ogół z własnej woli. Decyzja o podjęciu leczenia bywa najczęściej wymuszona
    stanem zdrowia, reakcjami najbliższych, presją przełożonych czy dobrze
    przeprowadzoną interwencją, bowiem mechanizmy obronne utrudniają, a często
    nawet uniemożliwiają osobie uzależnionej realistyczną ocenę sytuacji i tym
    samym zidentyfikowanie się z uzależnieniem. Osoby te liczą najczęściej na
    pozbycie się przykrych i uciążliwych dolegliwości spowodowanych przewlekłym
    używaniem alkoholu oraz na uzyskanie recepty umożliwiającej powrót do
    normalnego, czyli kontrolowanego picia.

    Wyniki badań wskazują na to, że uzależnienie od alkoholu, które jest chorobą
    heterogeniczną, może wymagać wielu metod leczenia [23]. Stwierdzono bowiem, że
    metody, które są skuteczne w jednym przypadku nie muszą wcale okazać się
    efektywne w innych przypadkach. Większość placówek specjalistycznych proponuje
    oddziaływania ukierunkowane na poprawienie stanu fizycznego i psychicznego,
    ograniczenie konsumpcji alkoholu oraz na pomoc w dokonaniu zmian w zakresie
    myślenia, odczuwania, reagowania itp., których dalszym efektem będzie nabycie
    umiejętności funkcjonowania bez alkoholu [50]. Proces ten trwa długo i nie
    zawsze kończy się sukcesem.

    Początek procesu terapii to przekazanie pacjentowi wiedzy dotyczącej używania
    substancji psychoaktywnych, uzależnienia od nich, związku między używaniem
    alkoholu (i innych substancji psychoaktywnych), a negatywnymi zjawiskami
    zdrowotnymi, rodzinnymi, zawodowymi, materialnymi, prawnymi itp. Konieczne
    jest, aby pacjent zobaczył, w jaki sposób alkohol zaburzył jego procesy
    myślenia i spowodował wyciąganie niewłaściwych wniosków oraz podejmowanie
    niekorzystnych dla siebie decyzji. Powinien również zostać przekonany co do
    konieczności przyjęcia osobistej odpowiedzialności za przebieg procesu
    zdrowienia jako warunku skuteczności tego procesu. W procesie terapii pacjent
    musi „uporządkować” różne sfery swojego życia.
    dr Woronowicz

    Wiecej u dr Woronowicza. Jesli potrzebujesz informacji przekopiuje dla Ciebie

    kardiolog
    --
    Być sobą znaczy nie być kimś innym. I to wszystko. Ale nie być kimś innym można
    tylko pośród innych.
    Andrzej Szczypiorski
  • 19.10.05, 14:40
    Kardiologu, wyciągasz daleko idące wnioski. Dzięki, że starasz się być wnikliwy,
    ale czytasz to, czego nie tylko nie napisałam, ale też to co nigdy nie mialo
    miejsca w moim domu.
    Oboje pracujemy, ja wcześniej wracam do domu niż mąż, ale pracujemy oboje na
    pełen etat.
    Nie wiem też skąd wnoisek o seksie po alkoholu. Nie pijemy więc nie mów w ten
    sposób.
    Poczucie winy? Wina zawsze leży gdzieś pośrodku i nie o to chodzi aby szukać
    winnych.
    Starasz się mnie dziwnie zaszufladkować. Wybacz, że nie odpowiem Ci, czy kocham
    męża czy nie, nie tu jest na to miejsce.
    Piszesz, że mam puste ręce i niczego nie potrafię? Mam wrażenie, że chcesz
    pozbawić mnie nadziei, może złudzeń.
    Jest Ci przykro, kiedy czytasz ten wątek? Poprostu go pomiń, pewnie i tak
    upadnie za parę dni.
    Ale wiem, że są ludzie, którym się udało. Może i ja do nich dołącze.
    Wciąż próbuję. Mam dużo wątpliwości czy dobrze, ale nie jestem pasywana.
    Pozdrawiam.
  • 19.10.05, 14:53
    Kardiologu, daj se spokoj z ta Bea401. Toz to jakas chodzace rozdwojenie jazni.

    Sorry zabko, ale po przezctyniu Twoich wpisow nie mozna traktowac Cie powaznie,
    ani tym bardziej Twojego wydumanego problemu. Mam nadzieje, ze kardiolog w pore
    sie opamieta i nie bedzie tracil wiecej czasu.

    M.S.

    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 19.10.05, 15:27
    Bea! Bea! Go! Go!

    Opowiedz nam, czy kochasz swojego meza- przciez Cie kardiolog poprosil o
    zaprzeczenie.
    A moze forum to niewlasciwe miejsce do powiedzenia, czy go kochasz, ale
    zdecydowanie wlasciwe by napisac, ze jest uzalezniony? Jest brzydki to powiem,
    kocham, nie powiem, bo sie wstydze, hahahaha.

    No jak Bea? Bedziesz silna dziewczynka, czy tez mamy Cie bidulko ciagac za
    treske?

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 18.10.05, 16:36
    Odpowiesz na pytania? Pytania sa bardzo proste i konkretne.

    Caly czas czekam i czytam forum.

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 06.10.05, 17:42
    Tak tak, u nas bardzo często była absurdalna pobudka o 2 lu 4 w nocy na
    przykład. Wtedy jego statki przylatywały skądśtam i trzeba było je wysłać w
    inne miejsce, zanim ktoś rozwali mu flotę.
    Do tego dochodziły paniczne telefony z pracy (jest lekarzem i nie ma zawsze
    dostepu do komputera, czasem ma obchód pacjentów) i dialogi bez powitania
    typu : "Jesteś w sieci? Natychmiast!!! zaloguj się na moją planetę Insomnia i
    wyślij moje statki do układu JAKIEGOŚTAM!!!!!! Tylko pospiesz się". Tak, do
    tego była potrzebna. W sumie dla kogoś postronnego to musi brzmieć absurdalnie,
    ale cholerny ogame takie efekty wywołuje u graczy.
  • 07.10.05, 00:26
    O, to tez znam. Nocne pobudki i oczywiscie takie zebym i ja sie obudzila.
    A potem ranne latanie po domu bo zaspal, bo czegos nie moze znalesc ...
  • 28.10.05, 10:35
    I ja mam podobny problem, a może nawet gorszy:-(
    Od 20-tu lat pracuję w kinie, puszczam filmy, sprzedaję napoje,
    dystrybuuje bilety, siedzę na kasie. Może to żadna ciekawa robota,
    ale mam stały dochód, zapewnioną pracę do emerytury,
    no i w sumie mogę oglądać filmy.
    Przed 7-miu laty zrodził się problem, który stał się
    przeklęństwem mojego życia.
    Od 12-tu lat jestem szczęśliwie żonaty, niestety nie mamy dzieci,
    choć nie jest to aż tak wielki problem dla nas.
    Oboje jesteśmy bezpłodni, dziś już za starzy na adopcję,
    pogodzeni z życiem.
    Moja żona nie pracuję, jest gospodynia domową. Kiedyś pracowała,
    ale po zmianach własnościowych w firmie wraz z dwudziestoma
    innymi osobami straciła pracę.
    Na początku nie było źle, żona wreszcie znalazła czas dla
    siebie i swoich przyjemności, dom błyszczał od porządku,
    miałem zawsze pysznie ugotowane, uprane i wyprasowane.
    Sielanka nie trwała jednak długo. Coraz częściej żona
    zaczęła przesiadywać przed telewizorem,
    najpierw były to tylko 2-3 godziny wieczorem,
    później dołączyła poranna „Kawa czy herbata”. Od roku nie odchodzi od
    telewizora.
    Próbowałem z nią rozmawiać, ale ona mnie zbywa twierdząc,
    że ja też ciągle oglądam w swoim kinie. Nie widzi problemu.
    Najgorsze jest to, że nie tylko nie sprząta już w domu,
    ale nie gotuje, nie prasuje, nie spotyka się z koleżankami.
    Stała się odludkiem, który ogląda tylko telewizję.
    Nieraz pytam ją co ciekawego obejrzała,
    wtedy opowiada z podnieceniem o brazylijskiej
    operze mydlanej i talk show.
    Nic ponadto ją już nie interesuje, nigdzie nie chce wychodzić,
    Zaniedbała się.
    Kocham ją, ale nie wiem co mam robić, by znów stała się
    taka jak wtedy, gdy ją poznałem i zakochałem się w niej.
    Rozmawiam z nią szczerze, mamy wspaniały
    kontakt ze sobą, ale jak tylko wychodzę do pracy,
    ona od razu włącza telewizor i nawet nie wyłącza,
    kiedy po 9 godzinach wracam z pracy.
    Nie chce już dłużej tak żyć, to nie życie. Czuję, że tracę
    sens związku. Tak bardzo chciałbym, żeby mnie czymś
    zaskoczyła, żeby mi zaimponowała, zrobiła niespodziankę.
    Przed nami kolejny weakend.
    Nawet nie chcę pisać jak będzie wyglądał.
    Może ktos ma podobne przeżycia , ale rozwiązał problem?

    Pomóżcie mi proszę.

    bileter
  • 30.10.05, 14:46
    I jak wyglada Twoj weekend..?

    kardiolog
    --
    Być sobą znaczy nie być kimś innym. I to wszystko. Ale nie być kimś innym można
    tylko pośród innych.
    Andrzej Szczypiorski
  • 03.10.05, 14:01
    U mnie w domu jest jeszcze zabawniej, bo maniakami komputerowymi jesteśmy oboje:) Ja spędzam całe dnie nad cRPG, on gra w co popadnie, od sportowych, przez symulatory po FPP. Na szczęście mamy 2 kompy, bo inaczej chyba byśmy się pozabijali:) Gorzej, że mój kompik jest nowiutki, a jego zaczyna przypominac powoli maszynę do pisania i coraz częściej muszę mojego lubego wyrzucac sprzed mojego kompa, "bo na jego to ta gra nie pójdzie":)
  • 04.10.05, 15:49
    To jest zabawne do czasu, jak nie wpływa to na życie osobiste i zamiast realu
    jest gra. Wtedy problemy w grze stają się priorytetem.
  • 13.10.05, 14:31
    aribeth1 napisała:

    > U mnie w domu jest jeszcze zabawniej, bo maniakami komputerowymi jesteśmy
    oboje
    > :) Ja spędzam całe dnie nad cRPG, on gra w co popadnie, od sportowych, przez
    sy
    > mulatory po FPP. Na szczęście mamy 2 kompy, bo inaczej chyba byśmy się
    pozabija
    > li:) Gorzej, że mój kompik jest nowiutki, a jego zaczyna przypominac powoli
    mas
    > zynę do pisania i coraz częściej muszę mojego lubego wyrzucac sprzed mojego
    kom
    > pa, "bo na jego to ta gra nie pójdzie":)


    Zahasłuj sobie system jak to ja zrobiułam i ma minę psa, któremu nałożono
    kaganiec....
  • 13.10.05, 14:52
    czy ja jestem uzależniony??siedzie na kompie codziennie ale czytam głównie
    prase codzienną grywam żadko może nawet ze 4 godziny w tygodniu ale czasai
    przesiaduje przed gg lub forum cały wieczur...boje sie i dlatego nigdy nie
    zaczołem grać w żadne internetowe świństwa bo myśle że może kiedyś nie będe
    potrafił przestać...
  • 14.10.05, 23:39
    Jestem szczęśliwa, że ten problem jest poza mną. Wspólczuję wszystkim
    uzależnionym, a głównie ich dzieciom!
  • 04.10.05, 20:11
    Jeżeli rozwiązaniem tego problemu jest wywalenie wszytskiego na wierzch, to
    proszę. Oto jest.
  • 05.10.05, 07:19
    Myślisz o rozmowie? Kłótni???Przerabialiśmy to setki razy....obietnica zmiany i
    dalej to samo.
  • 05.10.05, 18:14
    Sam tak grywałem. Nawet po 12-14h na dobe. Od jakiegoś czasu samo przeszło - choc przyznam ze pare naprawde OSTRYCH awantur pomogło mi sprawę przemyśleć. Oczywiście nie od razu - reagowałem równie ostro. Wyjazd do domu rodzinnego (tam znowu grałem) czy wyjścia z kolegami do knajp to była moja odpowiedź. Ale jednak ziarenko wątpliwości w mojej głowie zostało dzięki temu zasiane. Trwało to ponad 2 lata. Teraz już tyle nie gram, ograniczam się do 2-3 h w internecie. A gierek nie chciałem niszczyć więc wywiozłem do rodziny lub dałem znajomym (takim którzy raczej nie oddają :) ). Do dzisiaj mnie ciągnie - to prawie jak alkoholizm bo gdybym miał spędzic kilka dni w domu zupełnie sam to pewnie pognałbym do sklepu po nową gierke. Ale jak narazie od roku jest dobrze.

    PS. Mam 25 lat. grałem od około 12 roku życia - kupe życia straciłem przed monitorem. Bo tak naprawde zamiast wspomnien nie mam nic. Gra jest ekscytująca tylko w trakcie gry - ewentualnie na następny dzień. Potem ta satysfakcja z wygranej znika i zostaje zupełnie NIC. Natomiast gdybym młodość spędził na podróżach czy choćby na podwórku to COŚ bym jednak z tego miał - jakieś wspomnienia, znajomych, doświadczenia. Zapytaj go może co pamięta z gry miesiąc temu?? Czy ma z tego jakąś satysfakcję, że grał miesiąc temu?? Czy wogóle coś pamięta oprócz kilku ostatnich dni?? Czy ktoś to wogóle pamięta?? Ale bądź delikatna bo zareaguje agresją i wróci do gry. Zasiej ziarenko zwątpienia. Zacznij robić coś arcyciekawego i za jakiś czas powiedz że masz jakąś nową umiejętność (czrny pas, umiesz tańczyć tango i flamenco (niestety z obcymi), byłas na rysach itp) Zapytaj potem co ty pamiętasz np. z tego co było przed wakacjami (czyli ponad 3 miesiące temu). może dotrze do niego ze nic nie pamięta - świat gry zatarł się i zniknol i nikogo nie obchodzi. Może zacznie to w nim kiełkować.
  • 05.10.05, 21:06
    dało mi to do myślenia...
  • 06.10.05, 18:32
    speev, o czym myślisz, napisz proszę, to ważne...:)
  • 05.10.05, 18:33
    Jeżeli gra w eve-online to podaj nazwe jego postaci a nasza korporacja się już
    nim zajmie :DDDDDD:DDDDDDDD:D:DD
  • 05.10.05, 19:38
    jesli to nie SIMS to moze da sie jakos jeszcze pozycie malzenskie odratowac
    --
    www.nienautyzm.com 100 % FREE SILICONE FREE ZONE!!!
  • 05.10.05, 21:51
    pokaz mu ten watek. Pokaz mu odpowiedzi graczy i nie graczy.

    Albo pokaz mu (w inny sposob) ze zalezy Ci na nim. W koncu z jakiegos powodu
    jest z Toba.

    Uwazam ze otwarta konfrontacja nie pomoze. Moze rzeczywiscie znajdz sobie cos
    co bedziesz robic bez niego? Cos co bedzie sprawiac Ci przyjemnosc (nic na
    sile!). Wybierz sie z kolezankami na piwo w pt wieczorem (potem u jednej
    przenocuj- jesli mozesz) albo wybierz sie do niej na kolacje- najlepiej jesli
    ma ciekawego faceta (nie w celu podrywki) albo pochodz na aerobik/ tance.

    Nie daj soba pomiatac i nie daj sie szantazowac (zwlaszcza emocjonalnie). Nie
    rob czegos czego moglabys potem zalowac (nie ze wzgledu na meza, ale ze wzgledu
    na siebie).

    Ja tez kiedys bylem (jestem?) takim graczem.
    zdarzylo mi sie grac przez 6 miesiecy w gre (niesieciowa, bo takowych nie
    bylo). Przez nia zawalilem prestizowe studia (nie skonczylem ich do tej pory-
    jestem po trzydziestce; wczesniej mialem stypendium naukowe - sic!). zdarzylo
    mi sie klasc o 6 nad ranem po zakonczeniu jakiejs rozgrywki. Nie gralem nigdy
    wiecej niz 8 godzin (non-stop)- tak mi sie przynajmniej wydaje. Zdarzalo mi sie
    grac w FPS (sieciowe) ale tez mi przeszlo (hakerzy!). Co mi pomoglo/ pomaga? 1.
    znuzenie gra. Owszem sa nastepne, ale ja i tak do tej pory gram w takie gry jak
    UFO, CIV II, HoMM III czy SW Rebellion (pewnie i tak nazwy Ci nic nie mowia,
    ale sa to w wiekszosci gry z lat 90-tych).
    2. zajecia 'pozakomputerowe'. Spacer z Żoną (uwielbiam!), koszykówka i niestety
    praca.
    3. odrobina rozsadku- IMHO samodzielne odinstalowanie gry pomaga bardziej niz
    interwencja z zewnatrz- ta tylko jatrzy.

    Obecnie kupilem b. b. b. ciekawa gre BF2, ale nie mam czasu i sily grac. Wiec
    nie bede. Nie uwazam ze jestem z grania wyleczony, ale 'wygrany'- po prostu
    okres intensywnego grania mam juz chyba za soba.

  • 05.10.05, 22:53
    Ja tez. Ten okres przypadl na 6-7 klase podstawowki...
  • 06.10.05, 00:32
    skąd ja to znam hehe, straciłem przez granie bardzo fajną dziewczynę na studiach bo każdą wolną chwile spedzałem przed kompem (Baldurs Gate w morde jeża, trzy częsci)
    dobrą radą jest myślę delikatnie spróboować zainteresować go czymś innym co się robi wspólnie (mrrr mrrr kotku...) albo uświadomienie mu jakoś że za dużo czasu spędza na graniu, przesadza z proporcjami świat realny - gra
    jeśli nic nie pomoże - kupić kompa i pokonać go własną bronią, gry też są dla kobiet
    PS ogame wciąga ale i potrafi jednoczyć, wystarczy się też zalogować i obmyślać wspólne plany ;)
  • 06.10.05, 00:32
    skąd ja to znam hehe, straciłem przez granie bardzo fajną dziewczynę na studiach bo każdą wolną chwile spedzałem przed kompem (Baldurs Gate w morde jeża, trzy częsci)
    dobrą radą jest myślę delikatnie spróboować zainteresować go czymś innym co się robi wspólnie (mrrr mrrr kotku...) albo uświadomienie mu jakoś że za dużo czasu spędza na graniu, przesadza z proporcjami świat realny - gra
    jeśli nic nie pomoże - kupić kompa i pokonać go własną bronią, gry też są dla kobiet
    PS ogame wciąga ale i potrafi jednoczyć, wystarczy się też zalogować i obmyślać wspólne plany ;)
  • 06.10.05, 00:47
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 06.10.05, 00:58
    Jeżeli to jest ogame to co mu sie podoba , to pokaż mu
    www.eve-online.com!!! I zapomni o ogame, jak i rownież o Tobie ... jedyne
    15 ojro miesiecznie!!!!! a jakie emocje!!!! ponad 3000 układów gwiezdnych,
    kilkadziesiat rodzajow statkow, od fregat, poprzez krazowniki, przemyslowe,
    interceptory na pancernikach i frachtowcach skonczywszy!! 4 rasy, setki
    korporacji, nawet 12.000 graczy grajacych jednoczesnie!! Wojny, alianse, pvp,
    konfiguracje statkow , szlaki przemtynicze, kryminalne powiazania, misje
    deadspace, handel, badania, produkcja, sprzedaz , PR ... no i fantastyczna
    grafika 3D!!!!
  • 06.10.05, 08:27
    Moj syn też, ale on jest w gimnazjum. Całe wakacje przesiedział nad grą (na
    szczęście koledzy czasem wyciągnęli go na kosza) i wiesz co mu pomogło? Otóż,
    kiedy pod koniec wakacji doszedł do 60 % gry coś kliknął nie tak i po grze !!!
    To był przypadek, ale czy nie przypadki w dużej mierze rządzą naszym życiem?
    Zraził się i pogniewał na komputer.
  • 06.10.05, 10:01
    Może nie mam doświadczenia z mężami-graczami,od Twojej strony,choc wielu znam ;)
    Gram w grę internetową Ogame od 17 Marca i jeszcze mi się nie znudziła.
    Normalne gry potrafia sie znudzić po max.miesiącu-dwóch.
    Gry online często się nie nudzą,powodem takiego stanu rzeczy jest rywalizacja z innymi ludżmi.To już nie jest komputer,a inni gracze.

    Przyznaje,iż ta gra przysporzyła mi kilke problemów prywatnych na początku,gdy zaczynałem dopiero w nia grać.Są jednak pewne plusy - poznałem wiele ciekawych osób oraz udało mi się utemperować swój temperament z krzykacza forumowego do dyplomatycznych (czesto) wypowiedzi (one czasem bardziej wkurzaja innych :p ).

    Wg.mnie jedynym wyjściem na wyciągnięcie męża z nałogu jest pokazanie,że może Cię stracić.Jeśli wtedy nie wybierze miłości (czyt.Ciebie) to znaczy,że jest gtłupcem (bez obrazy),jeśli woli poświęcić życie prywatne dla jakichś gier.

    Ja dla przykładu grałem na dwóch Universach ogame (prowadziłem dwie osobne rozgrywki,co zajmuje wiele,wiele czasu),lecz z jednego zrezygnowałem,aby móc poświęcić więcej czasu dziewczynie,która mi się podoba.

    Dodam jedynie tyle,że gdyby zechciała,skończył bym z grami internetowymi natychmiast na amen.Tak bardzo mi na niej zależy :)
  • 06.10.05, 11:39
    u mnie zona gra w ogame juz od ponad roku, przedtem byly czaty i kilka godzin
    dziennie gg. Probowalem wszystkiego prosby, grozby, wymyslalem wspolne spedzanie
    czasu. Teraz stoimy na krawedzi rozwodu i to zona chce sie rozwiesc a nie ja.
    Ogame to nie jest oczywiscie powod ale... Ona ma zruinowane zycie zawodowe od
    1.5 nie ma pracy i nie za bardzo szuka, siedzenie przy kompie po 6-10 h dziennie
    to norma (ogame, gg, emule, chaty). Sama mi mowla ze "to jest teraz jej swiat".
    Jedymym plusem jest to ze nasze kilkuletnie dzieci sie szybko usamodzielnily np.
    jak sobie nie zrobia sniadania to beda glodne itp. Dla mnie to oczywiscie jest
    chore ale ostatnio zaciskam zeby, kazdy wie jakie sa prawa ojca w Polsce w
    przypadku rozwodu...
    i takie rady w stylu - zformatuj dysk czy rozwal jej flote to zadne rady, jak
    ktos ma sklonnosc do uzaleznien i woli latwy ladny wirtualny swiat to tak jak
    walka z alkoholikiem

    T.
  • 06.10.05, 12:25
    Uzależnienie trwa długo bodajże od 1993, gdy wpadł mi w ręce Championship
    Manager92/23 na AMIGĘ500( ktoś pamięta ten komputer wyśmienity?)
    Ponadto wciąga Civilization III ( wcześniej I i II oczywiście )
    Kompletnie nie pociagają mnie te nowinki z hipergiga grafiką
    W/W gry mają duszę i uwielbiam je i ciężko byłoby mi się rozstać z nimi
  • 06.10.05, 13:24
    Nie powiem, że trudno wyjaśnić to kobiecie. Trudno jest to wyjaśnić to osobie,
    która nie gra wcale albo dużo.
    Mania albo uzależnienie jak kto woli nazwać jest porównywalne z wędkarstwem.
    Gdzie większość ludzi po prostu chce odciąć się od codzienności, bynajmniej nie
    uciec. Jest to opcja na spędzenie wolnego czasu w przyjemny i satysfakcynujący
    sposób dla gracza.
    Szczerze powiedziawszy to zależy od człowieka jego podejście do gier.
    Odradzałbym drastyczne przedstawione przez niektórych metody, efekt może być
    przerażający.
    Parę lat temu ze znajomymi braliśmy urlop jechaliśmy do któregoś i rżnęliśmy
    przez 24h na dobę przez tydzień albo półtora. Efekt był taki, że żaden z nas nie
    tknął gier przez rok. Od tamtego czasu teraz rzadziej niż raz w roku ich żony
    nam to organizują nam te mordercze sesje. Żonaty nie jestem gwoli jasności.
    Można znaleźć mu absorbujące jego uwagę zajęcie, gdzie będzie obydwoje
    uczestniczyć. Życie rodzine dla nas facetów zwykle jest to coś co prostu jest,
    do czego nie trzeba przykładać uwagi ani wkładać pracy. Rozumem i logiką nie
    wiele tu się wskóra.
    Dla pocieszenia mogę dodać, że może to być jednorazowy wybryk.
  • 06.10.05, 14:36
  • 06.10.05, 14:55
    mam 31 lat, zone i coreczke, jestem maniakiem gier, uwielbiam spedzac czas
    przed kompem, mam stresujaca prace i gry (zwlaszcza battlefield ;-)) pozwala mi
    negatywne emocje rozkladowac. Przestancie walczyc z upodobaniami swoich facetow
    tylko sprobujcie to uregulowac. Wyznaczcie mu 2 godziny dziennie. Im wieksza
    presje sie wywiera tym wiekszy jest opor i chcica do brojenia (tak jak w czasie
    prohibicji). Zainteresujcie sie tym w co gra, raz na jakis czas, zapytajcie sie
    jak mu poszlo i udawajcie ze sie tym interesujecie. Wasz facet bedzie
    szczesliwy, ze ktos to docenia jego wojenne zapedy i mestwo. Bedzie chcial
    poswiecac Wam wiecej czasu po tych dwoch godzinach, po pierwsze dlatego ze nie
    bedzie musial sie ukrywac (jak ja kiedys po nocach, jak moja zona szla spac),
    po 2gie wejdzie mu w krew gdzie jest jego miejsce i ile ma czasu na zalatwienie
    terorystow. To podobnie jak z zegarem biologicznym. Zaproponujcie zeby zapisal
    sie do jakiegos clanu w internecie...tame mecze trwaja nie dluzej niz 2
    godzinki, lub sparingi. No i zaproponujcie czsami wyskoczenie do
    kina...skutkuje z tego co wiem juz w kilku przypadkach...mam ekipe do grania,
    ten sam problem, mniej wiecej wiek, rodzina i kazdy z nas to sobie uregulowal
  • 06.10.05, 14:59
    Jak facet jest maniakiem gier to nie wygracie z nim, ale zawsze mozecie miec
    nad tym kontrole....i skrocic czas jego poswiecenia dla kumpli z oddzialu
  • 13.10.05, 09:17
    z nim wodki.

  • 06.10.05, 15:18
    Bea401, powiedz - co z tym chcesz zrobic?

    kowianeczka
  • 06.10.05, 15:59
    Nie daj sobie wmowic, ze na Tobie lezy odpowiedzialnosc za to, zeby on przestal
    grac. To jego decyzja i jego uzaleznienie - Ty mozesz w tej chorej sytuacji
    bronic siebie.

    Zrob dla siebie miejsce w tej sytuacji (w jakikolwiek mozliwy sposob, np
    korzystaj z zycia), i daj mu odczuc skutki jego uzaleznienia (jesli zarywa noc
    przez granie nie przejmuj jego domowych obowiazkow, zeby mogl sie wyspac, nie
    podtykaj mu pod nos i klawiature obiadkow, nie rob herbaty, nie wolaj do lozka
    bo pozno itd). Nie daj sie wspoluzaleznic. A jedyne, co mozesz zrobic, to
    przeprowadzic mala interwencje - najlepiej z bliskimi, ktorzy tez odczuli
    przykre skutki jego uzaleznienia (macie dzieci?). Spotkajcie sie razem i
    opowiedzcie mu, ile Was jego uzaleznienie kosztuje i co (konkretnie) przez nie
    straciliscie.
    --
    Słuchacz: - A to nie na jedno wychodzi?
  • 06.10.05, 16:10
    To tak jak z nalogowcem, ktorego sie rozdraznia mowiac mu zeby rzucil palenie,
    lepiej obejsc ta kwestie, znalezc wspolny jezyk i przeprowadzic negocjacje,
    ustepujac tylko kawalek pola, ale zdobywajec tez kawalek pola, niz wypowiadac
    wojne, bo w wojnie obydwie strony sa poszkodowane. Jak kocha gry, to nigdy nie
    przestanie, pozwolcie mu grac, pod kontrola i na wspolnie ustalonych
    warunkach...
  • 06.10.05, 16:14
    To tak jak my bysmy Wam zabronili czytac damskich gazet, ogladac filmow o
    milosci, lub stroic sie i chodzic na zakupy. Mezczyzni sa z natury
    marsjaninanmi, wojownikami, dajcie im troche pomarzyc...
  • 06.10.05, 16:41
    Bez obrazy, ale chrzanisz jak potluczony. Mylisz pojecia - 'zamilowanie'
    czy 'hobby' to zupelnie cos innego niz nalog. Hobby rozwija i relaksuje, a
    nalog zzera i rozbija.
    --
    Słuchacz: - A to nie na jedno wychodzi?
  • 06.10.05, 17:04
    Typowe egoistyczne podejscie, mnie to na przyklad relaksuje i rozwije. Wszystko
    kwestia subiektywnego podejscia do sprawy. To co lubimy my to hobby i
    zamilowanie, a to co inni to nalog....My tylko odpowiadamy za choroby, koklusz
    itd...Kopernik tez byla kobieta...
  • 06.10.05, 17:07
    Jestem w pewneym sensie nalogowcem, ale znajduje czas na film, ksiazke, sport i
    inne przyjemnosci, wracam z pracy o ok 19-tej..Kwestia organizacji,
    samodyscypliny i sprzyjajacych warunkow zewnetrzych, jak wsparcie bliskich.
    Egoisci tylko wywoluja klotnie...
  • 06.10.05, 17:27
    Przeczytaj dokladnie definicje, ktora podajesz jako przyklad, definicja podaje,
    ze: uzaleznienie jest to zaburzenie zdorwia itd... uzaleznione od przyjmowania
    jakiegos psychoaktywnego srodka chemicznego, np leku, alkoholu itd..
    Definicja hobbi:szczególne zamiłowanie, upodobanie do czegoś, ulubione zajęcie,
    któremu poświęca się wolny czas; konik, pasja.........Wnioski: siedzac przy
    komputerze nie wciagam kabli, albo izolatora do procesora, natomiast wykazuje
    szczegolne zamilowanie i upodobanie do gier komputerowych oraz jest to moje
    ulubiione zajecie....Masz chyba zbyt bojowe podejscie do sprawy, dosyc
    skrajne...
  • 07.10.05, 12:47
    W swiecie wspolczesnym pojawily sie - obok uzaleznien chemicznych (nikotynizm,
    alkoholizm, dragi) takze uzaleznienia niechemiczne (nalogowe ogladanie
    telewizji, korzystanie z netu, shopoholizm, BED, nalogowy hazard itd).

    W przyblizeniu, uzaleznienie stwierdza sie, jesli wystapia trzy z
    pieciu syndromow:
    zmieniona tolerancja na substancje, uposledzenie kontroli nad jej
    przyjmowaniem, poczucie przymusu przyjmowania jej i koncentracja zycia wokol
    przyjmowania i fizjologiczne objawy glodu.

    Ujmujac to prosciej - bo wiem, ze padlo tu wiele trudnych slow - zamilowanie
    rozwija czlowieka, nalog - niszczczy, a moje podejscie bazuje na
    psychologicznej wiedzy,

    --
    Słuchacz: - A to nie na jedno wychodzi?
  • 07.10.05, 13:25
    Podajesz definicje, ja je dokladnie przeczytalem i komentuje. Zgadzam sie ze
    obok uzaleznien chemicznych istnieja inne uzaleznienia niechemiczne. Natomiast
    jest to innego rodzaju uzaleznienie, majace troche inny mechanizm. Przy
    uzaleznieniu chemicznym, organizm reaguje fizjologicznie i psychicznie, przy
    niechemicznym to glownie kwestia psychiki. Moja wiedza na temat tego problemu
    bazuje na doswiadczeniu i obserwacji innych z bliskiego kregu znajomych. Jak
    mowilem, uwazam sie za nalogowego gracza. Uwielbiam to. Jednak regulacja tej
    mojej przyjemnosci, to znaczy legalizacja, uregulowanie czasu, pozwala na
    prawde sobie dobrze z tym radzic. Poswiecam 2-3 godziny dziennie i mi na prawde
    wystarcza, mimo ze potrafilem do 7 rano grywac i pozniej chodzic do
    pracy...Kiedys jak mialem w cudzyslowiu zabronione, to szukalem kazdej okazji
    zeby skorzystac i nagrac sie bo pozniej nie wiem kiedy sie zdarzy. Z pewnoscia
    mam teraz wiecej czasu na inne rzeczy.
    Ale jest jeszcze jedna kwestia tak jak juz wczesniej pisalem i chyba kardiolog
    wspominal (mam nadzieje ze zrozumialem bo zakrecone i dlugie). Gosc moze miec
    jakis problem, ucieka bo ciezko jest mu sie dogadac z zona, chemia oslabla, a
    moze cos go dreczy, problemy w pracy..itp. Wywolanie awantury i postawienie na
    ostrzu noza, moze sprawe bardzo pogorszyc. Wiem to z doswiadczenia bo sam
    mialem takie problemy, niezgoda rujnuje, zgoda buduje. Im wiekszy nacisk, tym
    wiekszy opor. Nie zgadzam sie z tym ze specjalistom nic do tego. Oczywiscie
    najlepiej dogadac sie samemu, ale jak zdarza sie dwa bojowe, przeciwstawne
    charaktery, i kazdy uwaza ze ma racje, to jest to tragedia i nic nie da sie z
    tym zrobic bez osoby z zewnatrz. Tez to znam z doswiadczenia. Wtedy jedna osoba
    2giej nie wierzy, ze ma racje. Kazda uwaza ze ma racje i powinno byz po jej
    mysli. Wtedy osoba trzecia, moze spojrzec z "gory" i wskazac droge, dac jakies
    wskazowki. Psycholog z takimi sprawami ma kontakt na codzien. Psychiatra to
    pomylka, ale psycholog jak najbardziej nie. Trzeba albo szczerze porozmawiac,
    ale nie w stylu, skoncz albo koniec, albo trzeba znalezc na goscia sposob, tak
    jak wczesniej pisalem. Zainteresowac sie tym troche, w 80% podlap[ie temat i
    bedzie sie cieszyl ze ktos widzi jego sukcesy w grach, a jezeli nie podejmie
    tematu to byc moze jest inny problem, a komputer to ucieczka
  • 07.10.05, 13:36
    Helo,
    przejrzalem Wasze wpisy i jedyne co wypada powiedziec, to skonczcie wreszcie z
    tymi teoriami, a zajmijcie sie pratyka. Jesli Bea401 potrzebuje literatury
    mozecie podac jej zrodla, wierze, ze umie czytac i bedzie miala na fachowe
    dzila czsy, gdy jej moz zasiadze do gry komputerowej.

    Nie probujcie tez po sasiedzku wywolywac manipulowanych awantur , ktore mialyby
    byc erzatzem dyskusji na temat. Jest problem i wypadaloby sie ustosunkowac.



    M.S.
    --
    Nie rzucaj kłamczuszkami na wiatr- tebe/ :o)
  • 07.10.05, 13:58
    Ty chyba nie za bardzo rozumiesz i niedokladnie czytasz, pisalem ze jestem po
    jednej stronie barykady. To nie jest teoria, ale praktyka z pierwszej reki.
    Dusputa teoretyczna jest odpowiedzia na problem Ziemiomorza. Post jest po to
    zeby kazdy dolaczyl cos od siebie co uwaza, a ktos kto ma problem wyciagnal
    wnioski. My sie wlasnie ustosunkowujemy do problemu, a ty narzucasz co mamy
    robic a co nie. Ja pisalem o tym ze awantura rujnuje, wiec czytaj dokladniej,
    jak zabierasz glos w sprawie
  • 07.10.05, 15:01
    Jesli juz rozstawiamy sie po katach - ty sie mathias nie madraluj moze?
    Teoria wyplywa z praktyki i odwrotnie - zeby zajac sie problemem autorki watku,
    warto ustalic, czy istotnie jej maz jest 'uzalezniony' czy tez moze
    uzalezniony. Ona, jak sadze, nie jest fachowcem.
    Bea, jak wierze, potrafi sama wyciagnac wnioski - a pogryzione na papke owoce,
    jak pisal jeden z oswieconych - to zadne pozywienie,
    --
    Słuchacz: - A to nie na jedno wychodzi?
  • 07.10.05, 15:54
    Nie, nie jestem fachowcem i problem nie leży w tym czy jest to "uzależnienie"
    czy uzależnienie. Tu nie chodzi o teorie. Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
    dziennie i problem postaci w grze jest ważniejszy od problemu tych, którzy żyją
    obok...Mozemy to nazwać innym słowem niż uzależnienie, może bardziej fachowo,
    ale co to zmieni? Człowiek to nie tylko ciało, ale także dusza. A wiem, ze
    problem ten dotyczy wielu piszących tutaj. I wiem, że mozna pokonać to, co ja
    nazwałam uzależnieniem. Tylko chcę wiedzieć jak. A ten kto to przeżywa, lub ma
    takiewydarzenia za sobą powie więcej niż najlepszy psychoterapeuta. :)
  • 07.10.05, 17:41
    "Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
    dziennie i problem postaci w grze jest ważniejszy od problemu tych, którzy żyją
    obok..."

    Bea401, gdyby rzeczywiscie tak bylo, ze Twoj maz przedklada problem z gry nad
    Wasze wpsolne zycie nie wykazujac zainteresowania rodzina, rzeczywistoscia -
    wowczas jest to uzaleznienie. Tylko Ty bedzisz potrafila odpowiedziec na
    pytanie, czy wazniejesza jest gra czy zycie poza play station...?

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 15.10.05, 13:45
    bea401 napisała:

    > Nie, nie jestem fachowcem i problem nie leży w tym czy jest to "uzależnienie"
    > czy uzależnienie. Tu nie chodzi o teorie. Ale jeśli ktoś gra średnio 7 godzin
    > dziennie ...

    I tak trzeba było od razu, bo głupie baby zwykle wymagają zaprzestania jakiejkolwiek rozrywki.
    I dochodzi do żenujących problemów: godzina dziennie grania, czy kobieta? Jasne że godzina dziennie, niewolnictwu mówię nie. A twój mąż powinien się leczyć. 7h/dobę? Ja owszem grałem nawet 18h, ale 1 dzień, czasem nawet tydzień po 6h. Ale średnią mam w normie 3h, biorąc pod uwagę moją pracę (odb.tel+kwitki 3h/dobę) to mało. Pytanie jak długo on po tyle gra, bo jeśli więcej niż tydzień to już sprawa lekarska (psychiatryczna?).
  • 13.10.05, 10:01
    brattt1 napisał:

    > To tak jak z nalogowcem, ktorego sie rozdraznia mowiac mu zeby rzucil
    palenie,
    > lepiej obejsc ta kwestie, znalezc wspolny jezyk i przeprowadzic negocjacje,
    > ustepujac tylko kawalek pola, ale zdobywajec tez kawalek pola, niz wypowiadac
    > wojne, bo w wojnie obydwie strony sa poszkodowane. Jak kocha gry, to nigdy
    nie
    > przestanie, pozwolcie mu grac, pod kontrola i na wspolnie ustalonych
    > warunkach...

    swiete slowa, masz duzo racji. Moj mezczyzna jest uzalezniony, ale i ja sama
    jestem uzalezniona (ach, te strategie:)). Ale wytyczylismy sobie zasady i
    ustalilismy, ze priorytetem jest dla nas WSPOLNE spedzanie wolnego czasu.
    Spacerki, ogladanie filmow itd. Ja tez bylabym nieszczesliwa, gdyby moj Misio
    kazalby mi zrezygnowac powiedzmy z aerobiku. On tego jednak nie zrobi, bo wie,
    ze to jest cos, co mnie rozladowuje. Troche pokopie, potem w domu powycinam
    troche dzungli, pobuduje osiedla i wytracam cala negatywna energie. Dla niego
    zostaje to, co najlepsze:) i vice versa. Trzeba tylko zachowac odpowiednie
    proporcje, a wilk bedzie syty i owca cala:)
    --
    PiSs off!
  • 13.10.05, 11:35
    To jest wlasnie kwintesencja wszystkiego ;-) Rozne sa problemy i powody, ale
    proba organizacji zycia, moze bardzo duzo pomoc...
  • 06.10.05, 17:24
    bea401 napisała:

    > Mojego męża coraz bardziej pochłania gra komputerowa. Od pół roku jest to
    > praktycznie jego jedyne zajęcie w domu. Nasze małżeństwo się rozsypuje, nie
    > mamy praktycznie kontaktu, mąż jest nerwowy, rzadko ze sobą rozmawiamy. Czy
    > ktoś ma podobną sytuację i potrafi mi pomóc?


    Jesli zalezy Ci na mezu to mu pomoz, jesli nie to machnij reka.

    M.S.

    --
    Nie rzucaj kłamczuszkami na wiatr- tebe/ :o)
  • 06.10.05, 18:10
    Machnąć ręką byłoby najprościej, ale fakt napisania tego postu swiadczy, że mi
    zależy....Ale teraz widzę, że nie muszę być w tym sama i coś jeszcze można
    robić. Okazuję niezadowolenie, ale już bez gniewu. Organizuję sobie czas, aby
    móć przeczekać i pokazuję do czego to prowadzi, na każdym kroku, by mógł
    widzieć, gdzie robi błąd. To prawda, że nie można się współuzależnić i trzeba
    mówić wciąż prawdę, ktora boli. No cóż...chirurg używa skalpela, ale psychika
    jest delikatną strukturą.
    Jest takie słowo jak asertywność, to szczera prawda bez emocji.
    Spróbuję :)
  • 07.10.05, 08:40
    Mowie powaznie, patrze z 2giej strony barykady, bo jestem zacietym graczem, tez
    mialem problemy z tym, szukalem kazdej wolnej chwili na to zeby pograc, tylko
    dlatego, ze zona uprzykrzala mi zycie, mowila o dziecinadzie itd...Jak sie
    wprowadza zakazy, to az sie prosi zeby je lamac. Gralem po nocach jak spala,
    czekalem az wyjdzie z domu a ja bede sam...Ale jak zaczela akceptowac i dawac
    mi czas na granie...to cieszylem sie jak dziecko i po tych 2woch godzinach
    wracalem z poczuciem wypelnienia misji i spokojem ze bez stresu moglem
    poswiecic sie mojemu ulubionemu hobby. Zona ma teraz nad tym kontrole, a takze
    i mi juz w pewnym momencie sie odechcialo siedziec godzinami. Zakazany owoc
    najlepiej smakuje. Teraz jak mam pozwolenie to juz to mam zorganizowane. Jest
    jeszcze jedna sprawa, jezeli zamkniecie sie w sobie Twojego faceta wynika z
    czego innego, to sprobujcie jezeli ma dobra wole, albo sama udaj sie do
    psychologa rodzinnego. Ja nie jestem specjalista, ale psycholog moze pomoc
    (jezeli Ci na nim zalezy). Czasami sie wpada w sytuacje bez wyjscia i tylko
    ktos z zewnatrz moze pomoc. Jezeli to tylko problem gry to sytuacja nie jest
    taka grozna, jak cos innego....
  • 06.10.05, 18:26
    mnie najbardziej wkurzaja ludzie ktorzy sa uzaleznieni od tv
    ilez mozna siedziec przy takim ryczacym pudle
    komputer to przy tym pestka
  • 07.10.05, 12:05
    Zaczne od tego, ze widze, iz nie mozecie "zastartowac dnia" (do tych, ktorzy i
    tak przeczytaja, a czynia na boku zlosliwosci).

    Dlatego napisalem "wylacznie do autorki", iz chcialbym uniknac podsmiechujek i
    drwin z problemu, bo problem jest i choc proby zastanowienia sie bywaja
    niekiedy szalenie trudne warto podjac wysilek i je przeprowadzic.

    Beo401 nie ma tak, ze w domu, w ktorym kroluje uzaleznienie winna jest tylko
    jedna osoba. Nie chce, abys teraz spojrzala na problem pod katem szukania
    winnego, lecz zastanowila sie nad mozliwosciami poprawy.

    Napisalas, ze zalezy Ci na tym, zeby Twoj maz poradzil sobie z choroba.
    Osobiscie wierze w szczerosc Twoich pragnien. Jednak wiara i dobre checi to za
    malo, by zmienic stan rzeczy. Walka z uzaleznieniem to ciezka praca pelna
    wyrzeczen, codziennych upadkow, malych ale tez i coraz czestszych sukcesow.
    Moze stac sie tez tak, ze po latach walki o normalnosc na jej koncu spotka Cie
    porazka, ale zawsze bedziesz mogla powiedziec: "nie udalo sie, ale probowalam".

    Zanim zrobisz krok w kierunku pomocy zastanow sie nad wlasnym postepowaniem.
    Moze Ty, Beo401, systematycznie popelniasz jakis blad, ktorego efekty
    przekladaja sie na Twoja rodzine? A teraz dygresja i chwila do namyslu..

    Podam przyklad innego uzaleznienia - uzaleznienie od netu. Widzisz- juz samo
    nazwanie "uzaleznienie od netu" jest nieprawdziwe, dlatego tak niska jest
    skutecznosc leczenia i tak malo osrodkow pomocy. Specjalisci odnosza sie
    do "uzaleznienia od netu" w ten sam sposob jak do uzaleznienia od alkoholu czy
    narkotykow, a moim skromnym zdaniem jest to duzy blad w definiowaniu zjawiska.
    Oczywiscie, tak jak w przypadku innych uzaleznien, sukcesywnie daja znac o
    sobie zmiany w organizmie: otylosc, pogarszajacy sie wzrok, bole kregoslupa,
    bole glowy, zanik miesni, problemy z trawieniem; a psychicznie: utrata kontaktu
    ze swiatem rzeczywistym, rezygnacja z zycia w spoleczenstwie, izolacja od
    znajomych , przyjaciol, rodziny.

    Jesli "uzalezniony od netu" uda sie do najlepszego psychologa predzej czy
    pozniej uslyszy, ze musi calkowicie przerwac sesje lub inaczej odizolowac sie
    od "uzalezniacza". Idac tym tropem powinien wyrzucic komputer i powiesic na
    szyi kartke "jestem uzalezniony od netu, prosze nie wpuszczac mnie do cyber
    kafejek". Naturalnie upraszczam, uzalezniony musi przejsc kilkumiesieczna
    terapie, ktora w niektorych osrodkach jest najprawde dobrze prowadzona.

    Czytasz juz co chce powiedziec, a mianowicie alkohol czy narkotyki sa tylko
    sposobem rozwiazania jakiegos problemu (tak powie tez kazdy psycholog). Net
    jest tez wylacznie narzedziem, jesli problem zostanie rozwiazany gwarantuje Ci,
    ze "uzalezniony od netu" w ciagu 10 minut odstawi uczestnictwo w czatach,
    listach dyskusyjnych itp, nigdy juz nie wracajac do kontynuacji polaczen.

    Co zrobic jednak, gdy "uzalezniaczem" jest zywy czlowiek? Uzaleznionemu
    specjalisci powiedza: "- Ten uklad jest toksyczny, rani ciebie, cierpisz. W
    obronie siebie musisz zerwac kontakty z "uzalezniaczem"" . Sprobuja tez podjac
    sie dzialan majacych na celu redukcje spustoszen, jakie dokonaly sie w
    organizmie uzaleznionego. Brzmi dobrze i sensownie, nieprawdaz? Dlaczego wiec
    jest niemozliwe do wykonania?

    Odpowiem na pytanie: w tym wypadku specjalisci nie pomoga, pomoze jedynie
    osoba, ktora wspoluczestniczy w procesie uzalezniania.

    Bardzo mozliwe jest, ze druga osoba tez jest uzalezniona, wtedy teoretycznie
    nie maja szans na przerwanie zakletego kregu. Bedzie umacniany latami, a kazdy
    dzien bedzie stawal sie malenkim gwozdziem do trumny. Niekiedy pojawi sie
    rozsadek, otrzezwienie jednak zbyt slabe uczucie, by zmienilo istniejacy stan,
    wszelkie proby i checi dokonania zmian zostana zepchniete na boczny tor,
    zakrzyczane w glowie drobnymi radosciami wynikajacymi z obecnosci w necie. I
    kolo znow sie zamknie.

    Jaka przyjemnosc znajduje Twoj maz w grach, jaka przyjemnosc znajduje
    osoba "uzalezniona od netu"?
    W pierwszym wypadku to ucieczka przed rzeczywistoscia w tzw. przeczekanie.
    Jesli stworzysz mezowi alternatywe i zajmiesz go czyms innym zobaczysz, ze
    powoli oderwie sie od gier. Zaplanuj kilka niespodzianek typu wyjscie do kina,
    na spacer, spotkanie ze znajomymi, wyjazd weekendowy. Caly czas probuj stwarzac
    okazje do jego aktywnosci poza domem. Powinno zadzialac.

    W drugim przypadku sytuacja nie jest prosta i nalezy ja rozumiec nie tylko jako
    ucieczke przed rzeczywistoscia w swiat marzen, nawet za cena stwarzania pozorow
    normalnego zycia, lecz jako doslowna rezygnacje z zycia. Dlaczego niektorzy
    decyduja sie na rezygnacje z zycia nie majac odwagi popelnic samobojstwa?
    Okropnie brzmi, wszak trudno dostrzec roznice. A jednak sa. Oni wciaz maja
    nadzieje.

    Moze wiec warto zapytac o nadzieje/marzenia i wtedy poszukac drog ich
    realizowania?

    Przyklad: uzytkownik czatu- mezczyzna spotyka sie regularnie ( kilka godzin
    dziennie) z dziewczyna. Mowi, ze ja kocha, ze zyc bez niej nie moze, ze jest
    jego idealem itd. itp. Z uplywem czasu wychodza z uzytkownikow wady (net mimo
    wszystko ich nie ukrywa a odslania), ale tak jest nawet w normalnych zwiazkach,
    przy czym w tych ostatnich strony zadaja pytanie, do jakiego stopnia moga
    swoje wady zakceptowac, co trzeba zmienic.
    W przypadku wirtualnego funcjonowania wady sa czesto pieczolowicie
    pielegnowane, iz coraz rzadziej widoczna staje sie "jasna strona" ich
    osobowosci. A przeciez ona jest, nie zniknela, zostala tylko przygnieciona
    negatywnymi emocjami.
    Wracam do uzytkownikow czatu w kontekscie uzaleznienia: zalozmy (tylko teza),
    ze uczestnik czatu nie jest w stanie zaakceptowac wad uczestniczki i nie widzi
    sensu w przenoszeniu znajomosci do zycia realnego (lub odwrotnie, zamieniamy
    osoby). Nie chce osoby poznac, byc moze jest rozczarowany tym, co przeczytal,
    co ich laczylo, a pozniej podzielilo. No, ale co dalej? Jezeli rzeczywiscie tak
    jest dlaczego dalej podsyca nadzieje, dlaczego zwodzi slowami, dlaczego
    pozwala, by osoba czula sie z nim zwiazana? Czy z jego zachowania wynika troska
    o nia, czy zwykly egoizm? To, ze sam jest uzalezniony i nie moze wyrwac sie ze
    szponow netu jest zwykla wymowka. Znam jeden przypadek, w ktorym uczestnik
    czatu chcialby, aby uzalezniona uczestniczka zadbala o siebie, nie
    przesiadywala wielu godzin prowadzac sesje, bo zdaje sobie sprawe, ze bycie w
    sieci odbija sie negatwynie na jej zdrowiu oraz kontakcie z otoczeniem. A co
    robi? Gdy ona probuje robic krociutkie, weekendowe przerwy wysyla do niej listy
    z prosba o obecnosc, wysyla wyznania milosne, nazywa ja zona- a takie slowa
    bardzo wiaza..i uzalezniaja. W czym wiec objawia sie jego troska? A moze nie
    jest prawda jakoby uczestnik chcial, aby wyzwolono sie z nalogu, moze chory
    kregoslup, zaburzenia pracy serca, bezsennosc, bole glowy i kolan wystepujace u
    uczestniczki sa mu na reke? Moze sprawiaja mu przyjemnosc? Moze nie zalezy mu w
    ogole na jej zdrowiu fizycznym i psychicznym? A jesli stanie sie jej cos zlego
    (np. umrze) on bedzie sie cieszyl? Czy poczuje ulge? Czy tak wyglada troska o
    drugiego czlowieka?
    Oczywiscie on ma jakis problem, dlatego nie przenosi znajomosci z netu do
    rzeczywistosci. Dlaczego nie przenosi? Czy ma rodzine, ktora chroni przed
    wirtualnym uczestnictwem i nie dopusci do polaczenia sie tych dwoch swiatow? A
    jesli nie ma rodziny to czy strach przed wyjawieniem jakiegos sekretu, jest
    jedynym uczuciem, jakie determinuje jego czekanie?
    Tak czy inaczej, zaden z powodow wcale nie przeszkadza mu w pisaniu w necie
    o milosci do uczestniczki i nazywanie jej zona.

    Zatem, kocha sie naprawde probujac cokolwiek zrobic dla milosci albo oklamuje
    sie caly czas druga strone dla osiagania wlasnej przyjemnosci?

    Przeciez po drugiej stronie czatu jest czlowiek, ktory niezaleznie od tego czy
    sprawdzil sie w wyobrazeniach uczestnika jest istota zyjaca, myslaca, majac
  • 07.10.05, 12:05

    Przeciez po drugiej stronie czatu jest czlowiek, ktory niezaleznie od tego czy
    sprawdzil sie w wyobrazeniach uczestnika jest istota zyjaca, myslaca, majaca
    pragnienia i nadzieje.

    Czy nie warto zatem zastanowic sie nad hierarchia wartosci: moj wlasny egoizm
    wyzej niz czyjes zdrowie i zycie? Kto powie, iz uczestnik jest slaby
    psychicznie? Jezeli jest aktywny w zyciu pozanetowym oznacza, ze nie jest slaby-
    a priori.

    W procesie wspol-uzaleznien zawsze wystepuje jednostka silniejsza i slabsza.

    To on jest jednostka silniejsza i TYLKO ON moze dokonac zmian, a kazda zmiana,
    jak amoze nastpic, bedzie juz tylko korzystna. Brak zmian bedzie katastrofa dla
    obojga.

    Kontynuujac- dalsze budowanie milosci z przeniesieniem jej do zycia realnego?

    Czy uda sie?

    Niewiadomo, ale zawsze bedzie mozna powiedziec "nie udalo sie, ale sprobowalem".

    Czy uswiadomienie drugiej stronie, iz stala sie piekna, ale tylko czescia
    wirtualnego zycia przy jednoczesnym zaprzestaniu skladania obietnic bez
    pokrycia?

    Jestem przekonany, ze uczciwie postawienie sprawy (wariant I lub wariant II)
    pomoze obojgu wyjsc z patowej sytuacji, w jakiej sie znalezli i nie bedzie
    potrzeby zaden psycholog rodzinny, terapeuta, a co gorsza psychiatra.

    Beo401, nie odpisuj, ze 70% listu jest nie na temat. Dla siebie znajdziesz
    porade. Mozesz w ogole nie odpisywac, choc chcialbym wiedziec co myslisz.

    Pamietaj o jednym- jesli kochasz lub nie kochasz TWOIM OBOWIAZKIEM jest pomoc
    czlowiekowi, ktory Tobie zaufal.

    A jesli dobrze zrozumialem na Twoje dzialania czeka juz nie tylko jedna osoba,
    lecz co najmniej dwie, a moze trzy...


    Zycze powodzenia!
    kardiolog


    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 07.10.05, 13:46


    Kardiologu, wczoraj w niemieckiej telewizji przelaczajac kanaly trafilem na
    program o nastolatkach, ktorzy poznali sie przez internet. Autorka programu
    (nie pomne nazwiska ani stacji) zaprosila do studia dziewczyny, ktore mimo
    uplywu 6-miesiecy nie spotkaly sie jeszcze z osobami poznanymi na czacie.
    Przyznaly, ze pokochaly osoby poznane na czacie.

    Autorka programu sprawila im niespodzianke (przynajmniej pierwszej osobie). W
    pewnym momencie na sale wszedl mlodzieniec, w ktorym bohaterka programu byla
    zakochana. Nigdy nie widzeli sie, nie mieli tez swoich zdjec.
    Choc sam show w sobie kiczowaty to przyznam , ze gdy zobaczylem te scene, to az
    mnie w gardle scisnelo. Dwoje ok wygladajacych ludzi, oni brzydcy, ani piekni,
    lekka tusza wpadli sobie w objecia i zaczeli plakac. Byli tak wzruszeni, ze nie
    mozna bylo prowadzic dalej programu, a prowadzaca nie wiedziala co zrobic. Do
    konca programu trzymali sie za rece, dziewczyna nie powiedziala ani slowa,
    usmiechala sie tylko wycierajac lzy "szczescia", bo tak je okreslila.
    Gdy redaktorka zapytala chlopaka, dlczego tak dlugo czekal powiedzial, ze bal
    sie konfrontacji, ze latwiej bylo mu mowic przez klawiature, ale cieszy sie, ze
    ktos pomogl mu podjac za niego tak wazna decyzje, przed podjeciem ktorej
    uciekal.

    Pisze o tym na marginesie dyskusji, a raczej do Bea401, zeby powaznie podeszla
    do problemu.

    Klaniam sie,
    M.S.


    --
    Nie rzucaj kłamczuszkami na wiatr- tebe/ :o)
  • 07.10.05, 14:10
    Ty chyba nie za bardzo rozumiesz i niedokladnie czytasz, pisalem ze jestem po
    jednej stronie barykady. To nie jest teoria, ale praktyka z pierwszej reki.
    Dusputa teoretyczna jest odpowiedzia na problem Ziemiomorza. Post jest po to
    zeby kazdy dolaczyl cos od siebie co uwaza, a ktos kto ma problem wyciagnal
    wnioski. My sie wlasnie ustosunkowujemy do problemu, a ty narzucasz co mamy
    robic a co nie. Ja pisalem o tym ze awantura rujnuje, wiec czytaj dokladniej,
    jak zabierasz glos w sprawie
  • 07.10.05, 15:34
    Kardiologu, widzę starasz się być bardzo delikatny pisząc do mnie i ten problem
    traktujesz z powagą. Nie uważam, że cokolwiek tutaj jest nie na temat. Tak,
    wiem, że ja też popełniam błedy, systematycznie. Wiem, że emocje, czasem
    poczucie bezradności- myśląc co będzie dalej- nie jest dobre. Ale ja szukam
    błedów też w sobie, po to też tu piszę.
    Nie chce niczego niszczyć a sam wiesz jak łatwo jest słowem ogłaszać wyroki,
    wpływać na czyjeś życie.
    Bładzę, ale próbuje.
    Pozwolę sobie jednak zapytać Ciebie o coś. Czy byłeś uczestnikiem wirtualnego
    zycia o jakim piszesz? Możesz odpowiedzieć mi również na pocztę lub nie
    odpowiadać. Zrozumiem. Pozdrawiam.
  • 07.10.05, 15:54
    Ale czy uwazasz ze wina jest gry komputerowej, bo go tak wciaga (taki problem i
    tytul postu jest) i dlatego sie masz problem w malzenstwie, czy masz problemy w
    malzenstwie i Twoj maz dlatego uciekl w swiat gier?? Bo ja juz nic nie
    rozumiem. Czy moze probujesz znalezc rozwiazanie w czym jest problem?
  • 07.10.05, 16:04
    Sry Bea ze tak kombinuje, ale naprawde chcialbym pomoc, bo widze ze to bardzo
    przezywasz. Ja jestem ta 2ga strona, tez mialem rozne problemy, tego typu
    miedzy innymi, moje spojrzenie moze jest jakims odzwierciedleniem tego co moze
    Twoj maz mysli, a moze jest to glebszy problem. Nie wiemy tego, ale probujemy
    dojsc. Glebsze problemy tez juz przezylem. Gra pomaga wyluzowac, moze nie
    odwrocic sie od problemu ale wyluzowac nieustanne napiecie. Strach ma wielkie
    oczy i niekoniecznie musi byc tragedia, warto sprobowac zawsze od tego co
    proste, a pozniej sie zaglebiac jak to nie skutkuje...;-)
  • 07.10.05, 18:02
    Dzieki, że kombinujesz, bo poznać problem, to znaczy zrozumieć drugą stronę.
    Jeszcze nic zlego sie nie wydarzyło, ale nie można czekać biernie udając, ze nic
    sie nie dzieje. Szukajmy więc rozwiązań, może faktycznie jest proste.
  • 07.10.05, 16:09
    Już mówiłam, czy będzie to ta gra, czy inna to nie istotne. Dlatego nie podaję
    tytułu tej gry. Bo nie chcę dyskusji, czy to fajna gra, czy są lepsze. Problem
    jest zawsze bardziej złożony, ale nie możemy rozwiązywać wszystkiego na raz.
    Małe kroki.
    Kiedyś mąż grał po 2 godziny dziennie, czasem w nocy, dlaczego nie? Nie mam nic
    przeciwko grom, robieniu tego, co się lubi. Nie, gra nie jest winna, to absurd.
    Wszystko zależy ile czasu zajmuje ona w życiu i co staje sie proirytetem. Nie
    znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Staram się podawać istotne fakty.
  • 07.10.05, 17:36
    Kardiologu, widzę starasz się być bardzo delikatny pisząc do mnie i ten problem
    traktujesz z powagą. Nie uważam, że cokolwiek tutaj jest nie na temat. Tak,
    wiem, że ja też popełniam błedy, systematycznie. Wiem, że emocje, czasem
    poczucie bezradności- myśląc co będzie dalej- nie jest dobre. Ale ja szukam
    błedów też w sobie, po to też tu piszę.
    Nie chce niczego niszczyć a sam wiesz jak łatwo jest słowem ogłaszać wyroki,
    wpływać na czyjeś życie.
    Bładzę, ale próbuje.
    Pozwolę sobie jednak zapytać Ciebie o coś. Czy byłeś uczestnikiem wirtualnego
    zycia o jakim piszesz? Możesz odpowiedzieć mi również na pocztę lub nie
    odpowiadać. Zrozumiem. Pozdrawiam.

    +++++++++++++++++
    Beo401, traktuje temat z powaga wychodzac z zalozenia, iz kazdy ma prawo do
    bledu oraz do szansy, by blad naprawic.

    Jezeli zdajesz sobie sprawe i potrafisz bledy definiowac to jestes juz w
    polowie drogi do wlasnego sukcesu. Twoj sukces wplynie na pozytywne stosunki w
    domu.

    Nie, nie bylem, znam jednak kogos, kto uczestniczy w opisywanej historii,
    historia wiec jest jak najbardziej prawdziwa.

    Rowniez pozdrawiam,
    kardiolog


  • 07.10.05, 17:59
    > Pamietaj o jednym- jesli kochasz lub nie kochasz TWOIM OBOWIAZKIEM jest pomoc
    > czlowiekowi, ktory Tobie zaufal.

    szkoda, ze nie wszyscy myslą tak jak Ty
  • 07.10.05, 18:03
    Najwazniejsze, by moc powiedziec sobie "nie wyszlo, le probowalem/am"

    Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie samotnym-
    tylko samym z wyboru.

    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 08.10.05, 10:27
    kardiolog napisał:


    >
    > Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie
    samotnym-
    >
    > tylko samym z wyboru.
    >
    > kardiolog
    ....ciekawie to ująłeś.Widzę, że potrafisz dokonywać wyborów. :)
  • 10.10.05, 15:36
    kardiolog napisał:


    >
    > Ogromna satysfakcja dla siebie samego, pozwalajaca nigdy nie czuc sie
    samotnym-
    >
    > tylko samym z wyboru.
    >
    > kardiolog
    ....ciekawie to ująłeś.Widzę, że potrafisz dokonywać wyborów. :)


    Beo401, ja potrafie dokonywac wyborow, ale czy Ty jestes w stanie podjac
    jakakolwiek decyzje...?
    Fakt, ze nazwanie problemu po imieniu jest juz polowa sukcesu, gorzej, gdy
    zatrzymamy sie wylacznie na definicji i okresleniu objawow nie czyniac nic
    wiecej. Wtedy mamy do czynienia z duza gorzsa sytuacja, niz nieswiadmosc i
    niewiedza. Wiesz dlaczego? Pomysl.


    Klaniam sie,
    kardiolog

    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 10.10.05, 18:03
    Tak, podejmę decyzje. Oczywiście, ale wszystko wymaga czasu i przemyślenia. To
    wszystko jest delikatne, ale to już kwestia dni, wierzę w pozytywne
    rozwiązanie. A dlaczego teraz nie mogę sie zatrzymać nie robiąc nic? To by
    oznaczało zlekceważenie wszystkiego i oznaczałoby, ze tak naprawdę nie zależy
    mi. Bo wiedziałabym, ale nie podjęła zadnych kroków.
    Dzięki, klaniam się.
  • 12.10.05, 16:39
    I jeszcze jedno. Spotkalem sie z komentarzem dotyczacym klamstwa w przypadku
    uzaleznien alkoholowych. Uzalezniony oklamujac otoczenie nie czuje zazenowania,
    dlatego proby mowienia, ze jest cos nie tak nie maja sensu. Jest to informacja,
    ktorej odbior trafia w pustke. Uzalezniony odczuwa satysfakcje, jesli uda mu
    sie oszukac kogos zapominajac, ze oszukuje przede wszystkim SIEBIE, a nie
    swiadkow znajdujacych pochowane butelki. Oczywiscie zawzse znajdzie
    wytlumaczenie na tzw wyzsza koniecznosc ich posiadania. O tym tez juz pisalem.

    Napisz, czy cos zmienilo sie od tamtego czasu, czy rozmawialas z mezem o
    problemie?

    kardiolog

    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 12.10.05, 17:05
    Nie moge dluzej czekac na Twoja odpowiedz, ale ilekroc bede na forum ZAWSZE
    poszukam watku, a w nim odpowiedzi od Ciebie. Zawsze tez bede podnosil ten
    temat.

    Licze na Twoj akces.

    Klaniam sie,
    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 12.10.05, 19:26
    Kardiologu, wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w domu. Mąż
    od 3 dni nie dotyka komputera. Ja jestem teraz u koleżanki, nie chcę korzystać
    z netu w domu a czuję się zobowiązana odpowiedzieć na forum. Nie wiem jak
    będzie dalej, ale te 3 dni to już dużo aby zobaczyć co się zmienia w życiu. To
    już pierwszy sukces. Pojawila się nadzieja. Będę pisać co dalej.
    Klaniam się i dziękuję.
  • 13.10.05, 13:19
    "Kardiologu, wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w domu. Mąż
    od 3 dni nie dotyka komputera. Ja jestem teraz u koleżanki, nie chcę korzystać
    z netu w domu a czuję się zobowiązana odpowiedzieć na forum. Nie wiem jak
    będzie dalej, ale te 3 dni to już dużo aby zobaczyć co się zmienia w życiu. To
    już pierwszy sukces. Pojawila się nadzieja. Będę pisać co dalej.
    Klaniam się i dziękuję."

    Beo410, przeczytalem- odpisuje na szybko- musze do dentysty, ale zajrze w
    przyszlym tygodniu, bo w weekend nie bede zagladal. Jezeli jest nadzieja na
    zmiane, to staraj sie jej "nie zabijac".

    I jeszcze cos bardzo, ale to bardzo waznego w prowadzeniu terapii dla
    uzaleznionych. Jesli "wybacz moje milczenie, ale wylączyliśmy wczoraj kompy w
    domu. Mąż
    od 3 dni nie dotyka komputera." to prawda- to uda sie. Natomiast, gdy Twoje
    slowa sa klamstwem majacym na celu wybielenia partnera w imie milosci it.,
    proba usprawiedliwienia jego slabosci,nalogu, uwiazania- przegralas. Nie tylko
    bedziesz nieskuteczna, lecz odniesiesz odwrotny skutek od zamierzonego. Jesli
    sklamalas okazalas tym samym slabosc, wrociliscie do punktu wyjscia i on ze
    swoim nalogiem ma Cie w garsci.


    Jezeli zobaczysz, ze gra, a swoja obecnosc w grze usprawiedliwia
    przyczynami "to zmienia postac rzeczy"., "tej gry nie znalem a jest bardzo
    wazna, nie moge jej pominac", "to zagranie jest warte zycia lub smierci" pomysl
    jak bylo dzien wczesniej. Jak bylo jeszcze wczesniej. Zastanow sie, czy zawsze
    znajduje powod, dla ktorego "MUSI" grac, powod, ktory uniemozliwa mu odlozenie
    gry na bok i pojscie na spacer. Jesli codziennie tak jest to sa to modelowe
    symptomy uzaleznienia.

    Tak, jak napisalem wczesniej- albo chchesz mu pomoc i wyleczyc go albo chcesz
    jego trwania wnalogu, bo jest ten stan, ktory de facto Ci odpowiada.

    Decydujac sie na zmiane musisz byc konsekwencja.

    Musze juz isc.
    Klaniam sie,
    kardiolog

    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 13.10.05, 16:03
    Kardiologu
    Pewnie starasz sie pomoc, tak jak i ja chcialym wniesc cos od siebie, ale
    wydaje mi sie ze bardzo wiklasz i motasz sprawe. Zaglebiasz sie, robisz
    wnikliwe teoretyczne analizy. Czytajac twoje analizy mozna sie pogubic. Sprawa
    sie bardzo robi zawiklana z powodu podejscia do problemu. Tak, ze czlowiek
    zdrowy moze sie rozchorowac. Czesto najprostrze techniki sa najskuteczniejsze.
    Sprawa jest w pewnym sensie prosta, ze wzgledu na analize problemu. Bea musi
    wiedziec, z jakiego powodu jej maz pograza sie w grach. Musi dojsc do tego, a
    nie szukac u siebie bledow. Widze, ze i ona zaczyna coraz bardziej sie
    pograzac, moze obwiniac, a moze szukac dziury w calym. Po prostu musi
    obserwowac, ewentualnie porozmawiac na neutralnym gruncie (moze najpierw na
    luzie, popytac o gre itd, jak nie poskutkuje to zapytac "co sie znami dzieje,
    bo sie martwie i przezywam"), ale ciagle zastanawianie sie nad wlasna wina, lub
    filozofowanie, moze spowodowac niepotrzebne dodatkowe komplikacje i bardziej
    zaszkodzic niz pomoc.

    Jezeli nie bedzie mogla pojsc po najprostrzej lini oporu i nie zdiagnozuje
    problemu, to wtedy dopiero mozna sie wiklac, moze udac sie do psychologa
    rodzinnego. Ja nadal nie wiem do konca jakie sa powody, motywy. Mezczyzni to
    bardzo prostolinijne stworzenia i duzo mniej skomplikowane niz kobiety,
    aczkowleik odbierajace na innych falach. Rozwiazanie moze byc bardzo proste.
    Sposob podejscia do sprawy tez. To tak jak w tym kawale:

    Ona:
    wrocil do domu, nie odzywa sie, widze ze jest zdenerwowany, nie wiem co sie
    dzieje, wzial sobie puszke piwa i siedzi przed telewizorem , patrzac tempym
    wzrokiem. Probowalam sie odezwac, ale chyba nie powinnam, a moze powinnam.
    Cierpie...Poszlam do sypialni sama, plakalam, bo nie wiem cos ie stalo.
    Przyszedl w nocy, objal mnie przyutulil, kochalismy sie. Ale pozniej zasnal bez
    slowa itd itd...(z pamieci opowiadam)
    On:
    Legia przegrala, ale przynajmniej byl sex.

    Schemat myslenia, inne fale...Bea sprobuj pomyslec w naszych kategoriach!!!
  • 13.10.05, 17:33
    "Schemat myslenia, inne fale...Bea sprobuj pomyslec w naszych kategoriach!!!"

    Brattt1 napisal.

    Beo, masz pomyslec w kategoriach czlowieka uzaleznionego czy mezczyzny?
    Bo jesli uzaleznionego to napij sie wodki i graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
    usprawiedliwiajac uzaleznionych.

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 13.10.05, 22:29
    mathias_sammer napisał:
    graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
    >
    > usprawiedliwiajac uzaleznionych.
    >
    > M.S.

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    wyjatkowo toporny kapelusz.w nagrode....gumowy ogor i klap z buta w siedzisko.
  • 14.10.05, 11:55
    komandos57 napisał:

    > mathias_sammer napisał:
    > graj przy okazji rozgrzeszajac oraz
    > >
    > > usprawiedliwiajac uzaleznionych.
    > >
    > > M.S.
    >
    > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    > wyjatkowo toporny kapelusz.w nagrode....gumowy ogor i klap z buta w siedzisko.



    Komka, zdecyduj sie: woz albo przewoz. Milczysz albo rozmawiasz, hahahah

    A tak na marginesie- co Ty ciagle z tym ogorem i pchaniu go w dziurke? Fetysz
    jakis, czy co?:)

    M.S.

    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 14.10.05, 11:13
    To co nam sie wydaje, ze mysli i czuje 2ga osoba, a to co naprawde czuje ta
    osoba, to moga byc dwie rozne sprawy. Im lepiej wiesz jakie sa motywy
    postepowania 2giej osoby, tym latwiej jest podjac wlasciwe decyzje. Bea mysli
    ze maz jest uzalezniony, a moze nie moze zniesc malzenstwa i ucieka w inny
    swiat. Wtedy Bea bedzie walczyla z "uzaleznieniem" a tymczasem powinna poszukac
    sobie kogos innego albo cos zmienic we wzajamenych relacjach. Lub ...Bea mysli
    ze jej maz juz jej nie kocha, a on po prostu moze byc wielkim fanem gry i
    uwielbia grac. Diagnoza problemu to punkt wyjscia.

    A ty Mathias sam sie wodki napij...

    A ty Mathias sam sie napij wodki...
  • 14.10.05, 11:54
    Jeszcze nie, ale wieczorkiem napije sie zubrowki, bo mi nawiezli z Polski, bo
    sprzedawana w Niemczceh Grasovka jest oszukana.
    Mniam.

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 14.10.05, 12:10
    Wole krupnik....a teraz mi przywiezli z Polski Jarzebiak heheh ;)
  • 14.10.05, 12:14
    Mnie przywiezli przy okazji party, ktore mialem, hehehehehe.

    M.S.
    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 14.10.05, 12:15
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • 13.10.05, 18:10
    Uproszcze:
    od nich obojga zalezy, czy poradza sobie z nalogiem. Jesli nic nie zmienia,
    Bea401 bedzie wspoluzalezniona i ich malzenstwo rozpadnie sie predzej czy
    pozniej.
    Jezeli nie radza sobie z problemem powinni poszukac profesjonalnej pomocy
    terapeuty.
    Czy cokowiek zrobia i zmienia- zalezy wylacznie od nich.

    Czy wyrazilem sie dostatecznie zwiezle i jasno, czy bardziej uproscic?


    kardiolog
    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 13.10.05, 20:28
    Kardiologu, musze odpowiedzieć Ci na kilka kwestii.
    Nie klamalam mówiąc o wyłączeniu kompów w domu. Nie chcę niczego wybielać,
    usprawiedliwiać. Zbyt dobrze zdaję sobie sprawę, jak daleko wszystko zaszło,
    żeby sie wycofać. Jednak mam nadzieję,że uporamy się z tym. I tego szukam tutaj.
    Rozmawiam co dzień z męzem stanowczo lecz delikatnie pokazując mu problem.
    Pokazując do czego prowadzi brak jego zaangażowania w dom. Wiem jedno, nie
    czuję się już w tym zagubiona i nie czuję złości. A to dużo. Móc reagować bez
    gniewu, emocji. Zobaczymy co przyniesie następny dzień. Czekam na nowe posty.
    Kłaniam się.
  • 14.10.05, 10:59
    No i oto chodzi, teraz bylo zwiezle i jasno. Od razu mogles tak napisac,
    zamiast pisac wypracowania (z calym szacunkiem do Ciebie). Tylko skad wiesz ze
    to nalog, a moze problemy innej natury, moze to ucieczka?? Bo do tej pory nie
    mozna tego za bardzo zdiagnozowac. Jestes przekonany ze wiesz co tam sie
    dzieje. Ja nie, nie za bardzo wiem jakie sa motywy takiego postepowania. Poza
    tym troche lejesz wode. Oczywiscie ze wszystko zalezy od nich samych itd. Tylko
    czy takie stwierdzenie cos zmienia? Nie odkrywasz nic nowego. Wydaje mi sie,
    ze sugestie w tej sprawie powinny wynikac glownie z doswiadczenia w 2giej
    kolejnosci z teorii. Przyklady odciagaja od tematu. Najpierw trzeba poznac
    przyczyny. Ja myslalem ze znam przyczyny, wiec mowilem co myslalem, ale teraz
    juz nie za bardzo wiem.
  • 13.10.05, 17:29
    Kardiologu, z tego strachu przed dentysta dostales skurczu jezyka i palcow-
    tak..tak.. Kali pisac co myslec, Kali pisac co wiedziec:)

    A co do tresci: Po co formie tresc, po co cemnet w betoniarce?- pytanie przy
    okazji.

    Dam prawdziwy przyklad z zycia- nic bardziej fajnego jak uzalezniony partner,
    ktorego trzyma sie w garsci. Wiesz, jak moja mama wypila kilka glebszych
    stawala sie wesola, towarzyska i wtedy ojciec ja uwielbial, gdyz chetnie
    chodzila z nim kochac sie do sasiedniego pokoju. Gorzej bywalo nietety, gdy ona
    po stosunku wypila jeszcz jedna butelke. Wtedy juz nie byla kochana i
    wspaniala, wtedy byla juz alkoholiczka i szmata, ktora pogardzal.

    Dlatego moja milosc, raczej jej brak i brak szacunku rodzielilem po rowno- wg
    schematu medycznego.


    Mam nadzieje, ze Bea401 cos zarzadzi np. wezmie meza na urlop lub tez pojada
    gdzies na weekend. Moze wykupia wycieczke na narty lub sanki na Swieta Bozego
    Narodzenia?

    A jesli nic nie zrobi? No coz....:)

    M.S.


    --
    Die Zeit ist nichts anderes, als die Form des inneren Sinnes, d. i. des
    Anschauens unserer selbst und unseres inneren Zustandes.I.K.
  • 13.10.05, 18:04
    mathias_sammer napisał:
    Gorzej bywalo nietety, gdy ona
    >
    > po stosunku wypila jeszcz jedna butelke. Wtedy juz nie byla kochana i
    > wspaniala, wtedy byla juz alkoholiczka i szmata, ktora pogardzal.
    >
    Mathiasie, wybacz, ze pozbawie Cie wyjatkowosci przezyc. Tu masz przyklad
    wspoluzaleznienia, dotyczy tez kobiet uazleznionych mezczyzn.
    Przepraszam, ale to standard, norma, nic ponadto.


    Dali mi dwa znieczulenia, jestem otepialy i nie moge mowic, ale ide juz do
    domku.

    kardiolog
  • 14.10.05, 10:07
    Jestes jednyna osoba, na forum, ktora wie, jak rozwiazac problem, zdajac sobie
    jednoczesnie sprawe, ze problem lezy gdzie indziej.
    Dziekuje Ci za pomoc kilku dzieciakom, dziekuje za pomoc pewnej rodzinie.
    Tych sukcesow nikt nigdy Ci nie odbierze.

    Rozwiazanie jest tak proste, tak banalnie proste... Rzecz w tym, ze zbyt zawila
    droga do niego prowadzi, iz latwiej zrezygnowac, niz sprobowac dojsc do
    upragnionego celu.

    Milego weekendu,

    kowianeczka
    (czytam wlasnie fragm. ksiazek, ktore maja wkrotce sie ukazac. Szukalam
    czegos innego na nasze forum ( Edmonda Jabesa, ale niewiele jest po polsku.
    Czytales "Ksiege pytan"?)
    --
    Ein schoenes Laecheln ist nur der Anfang...
    ze strony internetowej gabinetu dentystycznego.
  • 07.10.05, 16:08
    a ja sie od sniadania uzaleznilem, i ani rusz co rano musze zjesc
    kobiety zwykle przegrywaja z grami komputerowymi i gazetkami typu playboy
    a potem dzwonia do radia lub pojawiaja sie w programach tv traktujacych o
    uzaleznieniach od komputera, pornografii, wplywu gier na przemoc itp. itd.,
    nie moga zniesc swiadomosci ze cos moze byc bardziej interesujace od nowych
    pantofelkow
    --
    "Był czas mrusztławy, ślibkie skrątwy
    Na wałzach wiercząc świrypły,
    A mizgłe do cna borogłatwy
    I zdomne świszczury zgrzypły."
  • 07.10.05, 16:12
    sdfsfdsf napisał:

    > a ja sie od sniadania uzaleznilem, i ani rusz co rano musze zjesc
    > kobiety zwykle przegrywaja z grami komputerowymi i gazetkami typu playboy
    > a potem dzwonia do radia lub pojawiaja sie w programach tv traktujacych o
    > uzaleznieniach od komputera, pornografii, wplywu gier na przemoc itp. itd.,
    > nie moga zniesc swiadomosci ze cos moze byc bardziej interesujace od nowych
    > pantofelkow
    Chłop odzwyczajał tydzień chłopa od żarcia, koń sie prawie przyzwyczaił, ale
    zdechł. Myślisz w podobny sposób. Powodzenia.
  • 10.10.05, 11:43
    Najłatwiej przyzwyczaić się do własnego bezsensu i pustki. Jeśąli komuś
    wystarcza gazetka, sniadanko i ciepłe kapcie...można i tak.
  • 10.10.05, 11:47
    W tym watku wystarcza jeszcze mniej. Monitor i tylko monitor a w nim ruchome
    obrazki, hahahaha.

    M.S.
    --
    Nie rzucaj kłamczuszkami na wiatr- tebe/ :o)
  • 13.10.05, 13:33
    Zaklej monitor biala kartka i napisz na niej P L S.243.1
    Jak sie spyta co to jest - nic nie mow,nie odpowiadaj na to pytanie.Poza tym
    zachowuj sie normalnie.
  • 10.10.05, 13:36
    Były mąż namiętnie oglądał sport w telewizji (internet nie był jeszcze wtedy
    tak powszechny)- do późna w nocy, wstawał o 4 rano, ale gdy miał coś zrobić dla
    domu, dla mnie, dla dziecka to nie miał czasu lub był zmęczony. Gdy pokojowe
    sposoby nie zadziałały a on stał mi się całkiem obcy - odeszłam. Choć minęło
    kilka lat on do tej pory żałuje, że m.in. przez telewizję mnie stracił. Teraz
    ma duuuużo czasu na oglądanie sportu, tyle, że...nie stać go na satelitkę czy
    inną cyfrę+. Parę razy byłam u niego niezapowiedziana - telewizor za każdym
    razem był wyłączony.
  • 12.10.05, 16:34
    Mój mąż cały czas spędza przed komputerem…



    Witam!
    Jestem mężatką od 3 miesięcy, mam 23 lata. Od kilku tygodni obserwowałam męża i
    zauważyłam ze coraz trudniej jest mu oderwać się od komputera. W końcu w
    ubiegły wtorek wyznał mi, że to jest jak narkotyk, że nie może wytrzymać bez
    komputera i internetu nawet, jeśli nie ma nic ważnego do sprawdzenia nie
    potrafi nie siedzieć przed komputerem. Poprosił abym mu pomogła, bo sam sobie
    nie może z tym poradzić. Ja długo się nad tym zastanawiałam, ale ciężko mi jest
    znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, bo zwykle wyłączenie komputera to nie jest
    rozwiązanie. Bardzo proszę o pomoc, o radę. Bardzo kocham mojego męża i nie
    mogę żyć ze świadomością, że on coraz bardziej popada w to uzależnienie a to
    powoduje, że zaczynamy się od siebie oddalać. Będę bardzo wdzięczna za
    jakakolwiek poradę.


    Witaj,
    Z tego co opisujesz, można przypuszczać, że mąż jest uzależniony od komputera -
    określamy to uzależnienie jako siecioholizm lub cyberzależność. Wymieniasz
    niektóre objawy: nie możność oderwania się od tego medium, zawężony sposób
    funkcjonowania tylko sprowadzający się do komputera. Osoby uzależnione
    odczuwają przymus korzystania z Internetu, grania na komputerze, potrzebują
    coraz dłuższego czasu korzystania z Internetu celem uzyskania zadowolenia, po
    jakimś czasie pojawia się wyraźny, stopniowy spadek satysfakcji osiąganej przez
    tę samą ilość czasu przebywania w sieci, czyli zwiększa się tolerancja i
    potrzeba jeszcze większej dawki, aby doświadczyć satysfakcji psychicznej.
    Często przekraczają planowany wcześniej czasu korzystania z Internetu.
    Poświęcają dużą ilości czasu na wykonywanie czynności związanych z Internetem
    (np. kupowanie książek na temat Sieci, testowanie nowych przeglądarek stron
    www, porządkowanie ściągniętych z Internetu materiałów, plików, programów
    itp.). Zmniejszają lub rezygnują z aktywności społecznej, zawodowej lub
    rekreacyjnej na rzecz Internetu. Korzystają z Internetu pomimo doświadczania
    trwałych bądź narastających problemów somatycznych (fizycznych),
    psychologicznych lub społecznych, spowodowanych lub nasilających się w związku
    z korzystaniem z Sieci (np. ograniczenie czasu snu, występowanie problemów
    rodzinnych, spóźnianie się do pracy i na spotkania, zaniedbywanie obowiązków,
    rezygnacja z innych istotnych działań). Kiedy te osoby próbują odstawić lub
    ograniczyć to pojawiają się przykre objawy, które nazywa się zespołem
    abstynencyjnym. Te objawy to:
    - pobudzenie psychoruchowe,
    - niepokój lub lęk,
    - wyraźne obniżenie nastroju,
    - obsesyjne myślenie o tym, co się dzieje w Sieci,
    - fantazje i marzenia senne na temat Internetu,
    - celowe lub mimowolne poruszanie palcami w sposób charakterystyczny dla
    pisania na klawiaturze.
    Osoby uzależnione od Internetu wymagają pomocy psychoterapeutycznej, stąd np. w
    Stanach Zjednoczonych powstało wiele instytucji specjalizujących się w tego
    rodzaju terapii. Do najbardziej znanych należą The Center for On-Line Addiction
    w Pittsburghu założone w roku 1995 przez Young oraz Computer Addiction Services
    w Belmont. Psychiatra Goldberg z Columbia University utworzył internetową Grupę
    Wsparcia dla Osób Uzależnionych od internetu. Powstała także grupa Anonimowych
    Siecioholików (ang. Netaholics Anonymous). Opracowano też wersję "Dwunastu
    Kroków" dla uzależnionych od Internetu, opartą na doświadczeniach Anonimowych
    Alkoholików. Istnieją również grupy Chataholics Anonymous, czyli osób
    uzależnionych od rozmów przez Internet Zachęcam do kontaktu z placówką
    psychoterapeutyczną, zajmującą się uzależnieniami, gdyż listownie nie da się
    leczyć.

    Serdecznie Cię pozdrawiam
    Marcin
    Internetowa Poradnia IPZ
    -----------------------------------

    Bea401, przeczytaj co radza specjalisci, przeczytaj zwlaszcza ostatnie zdanie.

    Powiedz mi, czy cokolwiek zmienilo sie w Twoim zyciu od chwili, gdy po raz
    pierwszy zwrocilas sie po pomoc z tym problemem.

    kardiolog

    --
    my sami czesto potrafimy traktowac siebie gorzej niz
    nasz najwiekszy wrog - m. z forum psychologia
  • 13.10.05, 01:07
    Jakieś dwa miesiące temu rozstałem się z kobietą, którą byłem trzy lata.
    Poświęcałem jej za mało czasu. Cały dzień po pracy siedziałem przed komputerem.
    Nie gram w gry, tylko „majsterkuje” przy kompie i programuje dla zabawy, siedzę
    na forach poświęconych tematyce związanej z informatyką. To zawsze było moim
    hobby. Jednak chyba kiedyś przerodziło się w nałóg…
    Moja kobieta odeszła i nawet nie chce ze mną rozmawiać. ;( Nie okazywałem jej
    miłości, rzadko wychodziliśmy, tylko nieustannie siedziałem przy komputerze. Nie
    miałem czasu zrobić zakupy, czy cos posprzątać. Jadłem przy komputerze. Ona sama
    siedziała w drugim pokoju, albo szła do siostry.
    Dopiero po rozstaniu zrozumiałem jak Ja traktowałem. Bardzo ją kocham i teraz
    wiem, że zrezygnowałbym dla niej z komputera. Niestety już jest za późno…
    Paweł
  • 13.10.05, 08:53
    wgraj mu robaka lub virusa. najlepiej takiego przy pomocy którego jego komendy
    będą znaczyły coś zupełnie innego z zamierzonymi. długo tego nie wytrzyma. albo
    zwariuje, albo wróci po pomoc do ciebie.
  • 13.10.05, 08:59
    joł!
    Też grałem w ogame (131 miejsce na 10 tys ludzi więc racze sporo schodziło
    hehe) To samo co tu panie piszecie. I to jak nie taka gra to inna. Sieciówki,
    single i wszystko co się da. Co do ogame to wiadomo flota pada i koniec
    grania :). Rzucałem to kilka razy ale nie sposób wierzcie mi. Moja ukochana
    żoneczka też się wkurzała tak jak wy.
    Problem rozwiązałem na szczęście sam. Należy znaleść sobie jakieś zastępcze
    zajęcie, jakieś hobby coś takiego. Osobiście kupiłem sobie 40 filmów na DVD (4
    zł sztuka hehe polecam) i zacząłem oglądać z żoną. Rozmawiać sobie w trakcie
    seansów. Zaczęliśmy robić więcej rzeczy razem i wszystko wrócilo do
    normalności. Gdy filmy się skończyły zaczęliśmy wspólnie szukać czegoś
    ciekawego. Upatrzyliśmy film "czetey pokoje" ;) Poza tym chcemy sobie kupić
    akwarium z rybkami.
    Jednym słowem znajdźcie panom jakieś zastępcze zajęcie. Bo inaczej lipa.
    Pozdrawiam i powodzenia życzę (będzie wam potrzebne)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.