Dlaczego robię wszystko na ostatnią chwilę??? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Ten wątek został zamknięty i nie można dodawać postów.
Sprawdź, czy dyskusja trwa w innych wątkach.

  • zarchiwizowany
    Właśnie zamiast smacznie spać ostatniej nocy pisałem esej, który miałem oddać
    jeszcze w czerwcu, a którego szkic miałem gotowy już w marcu - no teraz jest
    koniec września. I czeka mnie jeszcze jedna, poważniejsza praca, którą również
    powinieniem był napisać miesiące temu (promotor już tylko tajemniczo się
    uśmiecha na mój widok), z którą zapewne stoczę beznadziejną walkę w najbliższy
    weekend. Dodam, że piszę całkiem niezłe, twórcze prace i lubię je pisać.

    Niech mi ktoś odpowie - dlaczego muszę robić to zawsze na ostatni moment? Że
    tak jest od podstawówki, to już nie mam złudzeń, że coś się we mnie zmieni, że
    się bardziej zdyscyplinuję. Nawet już nie mam za bardzo wyrzutów sumienia,
    raczej ogarnia mnie swego rodzaju rezygnacja.

    Macie może podobnie? Macie jakieś hipotezy skąd się taka w gruncie rzeczy
    aspołeczna cecha charakteru bierze, taka kompletna nieczułość na terminy?
    I jak z tym żyć? Myślę, że są pewne rodzaje profesji, których powinienem w
    przyszłości unikać - a może nie? Co by nie rzec, w dotychczasowych działaniach
    za kasę byłem terminowy - ale i to może mi przejść, przecież.

    Z góry dziękuję za wszelkie ciekawe sugestie :-))))

    Pozdrawiam

    Fnoll Robiący Wszystko Na Ostatnią Chwilę
  • zarchiwizowany
    Gość: Malwa IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 27.09.01, 11:01
    No pięknie. Ja właśnie dziś nad ranem kończąc pracę na wczoraj postanowiłam po
    raz tysięczny, że to już ostatni raz i że muszę zwalczyć odkładactwo. Co robić???
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 27.09.01, 11:12
    Normalka - polecam ustalanie terminow na miesiac przed rzeczywistymi :"))
  • zarchiwizowany
    Gość: yaa IP: 212.69.68.* 27.09.01, 11:21
    Jak ja się ciesze, że nie jestem jedyny!!!
    Kiedy mój promotor mi wspomina, że chętnie by coś przeczytał, ja udaje, że
    jestem nierozgarnięty i nie rozumiem. Ostatnio powiedział, że chciałby dostać
    doe mnie rozdział najpóźniej 20 października. Ale mam jeszcze czasu !! Nawet
    nie zajrzałem do materiałów. Od 8 miesięcy mam zadzwonić do faceta, który może
    mi dać materiały do tego rozdzaiłu. Mam otwartego Outlook`a i może wreszcie
    napisać do niego emalie? A może raczej odłoże to do przyszłego tygodnia?
    Tak jest zawsze. W podstawówce i liceum zaczynałem się uczyć na 2 dni przed
    klasówką a prace domowe odrabiałem na przerwie przed lekcją. Na studniach
    uczyłem się 3 dni przed egzaminem. Teraz na zajęcia przygotowuje się w nocy
    przed tymi zajęciami. Jeśli muszę gdzieś wyjść to zawsze kalkuluje kiedy mam
    wyjść, żeby spokojnie dojechać i w rezultacie: albo jadę taksówką albo
    samochodem. Tańsze okazuje sie to pierwsze, bo jak się śpieszę (a śpieszę się
    zawsze) to nie zwracam uwagi na znaki z czerwoną obwódką i czarnymi cyferkami
    na białym tle. Policja mnie nie lubi - chyba nawet z wzajemnością.
    Kurcze jak ja bym chciał się chociaż przez 1 dzień kompletnie nigdzie nie
    śpieszyć i nie mieć nic na głowie do natychmiastowego załatwienia.
    Chyba nie w tym życiu.
    Pozdrawiam
    Yaa
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 27.09.01, 11:23
    A ja sie nie spiesze - co nie przeszkadza robic rzeczy "na ostatni termin" -
    wiec nawet jesli jestem spozniony, jestem zrelaksowany i szczesliwy, hihi
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 27.09.01, 11:58
    A nie sądzicie, że "ostatni termin" dostarcza pewnego przyjemnego dreszczyku
    emocji? Takie przeginanie do ostateczności i wychodzenie znowu obronną ręką?

    Poza tym jeśli chodzi o mnie przesuwanie terminu miesiąc wstecz by mieć zapas
    nie działa - muszę dotknąć nieprzekraczalnej granicy a nawet ją przekroczyć. By
    lepiej zobrazować moją terminową (oby nie terminalną) perwersję dodam, że nawet
    egzamin dojrzałości zdałem z rocznym opóźnieniem - kompletnie nie byłem w
    stanie przystąpić do niego w terminie (gdy inni kuli ja romansowałem i
    jeździłem w góry).

    Pozdro
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 27.09.01, 22:22
    Ja to traktuje jak test na inteligencje polaczony z testem szybkiego czytania.
    Bo na egzaminach nie sciagam (za leniwy na to jestem)
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 27.09.01, 22:39
    fnoll, nie opowiadaj. Jak ze mna polemizowales, to byles zawsze na czas, a nawet
    wczesniej, to sie czulo. Ty musisz cos lubiec, musisz byc bodniety z nienacka.
    Volnemu tez nie dales czekac kilka miesiecy.... No i co Ty na to ?
    Pozdrawiam, Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 09:21
    Jeśli tylko jesteście w stanie zdążyć na tą ostatnią chwilę, to dlaczego
    mielibyście poświęcać na to czas wcześniej, jeśli akurat wtedy są inne
    ciekawsze zajęcia? Wykonywanie zadań w ostatiej chwili wymaga większego
    skupienia, niż wtedy gdy czasu jest jeszcze duuuużo, a wtedy można to zrobić
    lepiej (a może po łebkach?). Na pewno zużywa się mniej czasu, emocje są
    większe, a i tak zawsze wszystko jest załatwione. Mówię sobie wtedy, że mam
    przewagę nad innymi, bo zrobiłem to szybciej niż oni. Choć czy odkładanie kupna
    mieszkania na przyszły rok ma sens?
  • A może to jest tak, że odkładamy wszystko na później by walnąć sobie dawką
    adrenaliny, która to jedyna zmusza nas do konkretnych działań. Jak pragnę
    zdrowia też wszystko odkładam na ostatnią chwilę i wkurza mnie to coraz
    bardziej, ale COŚ mi to daje skoro robię to od 20 lat albo i więcej:-)
    Miriam
  • zarchiwizowany
    Gość: m30 IP: 213.17.193.* 28.09.01, 10:12
    ZAWSZE tak było, jest i będzie. Ale jedno się zmieniło - przestałam się tym
    przejmować - i tak przecież zawsze zdążę. A potem jak pęcznieję z dumy -
    zdążyłam zrobić w godzinę to, na co potrzeba 5-ciu. Tak, ta adrenalinka jest
    bardzo przyjemna. A powaznie - nie mam pojęcia z czego to wynika, skąd się
    bierze. Myślałam, że jak zaczne pracować to sie zmieni ...Jestem "poważną"
    panią księgową i ... wciąż to samo. Ale przecież najważniejszy jest efekt
    końcowy - mam idealny porządek w papierach, a że przed 20-tym muszę zostać w
    pracy do nocy ... Czy to aż taki wielki problem?
  • zarchiwizowany
    Gość: Maur IP: *.chello.pl 28.09.01, 10:34
    Ciekawy temat...

    Mam jedno male pytanie, czy uwazacie, ze te rzeczy (te spoznione) powinny byc
    zrobione jak najlepiej, doskonale, czy wrecz perfekcyjnie?
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 11:59
    Hey Maur! Bez sugerowania o jakiś niedoskonałośćiach! Te rzeczy nie są
    spóźnione, tylko mają długi termin realizacji. A oprócz tego każda z osób tutaj
    potwierdzi, że zawsze wszystko robimy perfekcyjnie!
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 12:44
    No tak, to nie może być byle jak, ale do twojej listy Maur dodałbym jeszcze -
    "twórczo". Często na dzień czy trzy przed ostatecznym terminem oddania jakiejś
    pracy wszystko co dotąd przeczytałem w temacie nagle mi się układa w głowie w
    ciekawy, świeży POMYSŁ. I choć z braku czasu (niestety) nie dopracowane są w
    szeczegółach, to zawsze z dumą oddaję swoje prace, a same ich wykonanie sprawia
    mi po prostu frajdę.

    Pozostaje jednak pytanie - skąd się bierze taki sposób pracy?

    Kiedyś, gdy byłem jeszcze w podstawówce, dała mi do myślenia rozmowa, czy
    raczej kłótnia z moją starszą siostrą: otóż ona uważała, że nauka to obowiązek
    (do dziś jest bardzo sumienną osobą), ja natomiast - że to przyjemność
    (zdyscyplinowany bywam "okresowo" - na zmiane z totalnym rozprężeniem). Czyli,
    że dla mnie istotne było, czy dana czynność budzi we mnie fascynację, jest dla
    mnie podnietą, a dla niej czy wykonuje ją tak, jak powinno się robić - co
    pewnie też dostarcza satysfakcji (poczucie dobrze spełnionego obowiązku).

    Wydaje mi się, że jest to głęboka różnica między ludźmi i jej nieświadomość
    może budzić wiele nieporozumień (licytowanie się kto postępuje lepiej), bo,
    według mnie, ta różnica wynika raczej z cech wrodzonych niż nabytych, a zatem
    nie da się nikogo w tej kwestii zmienić (przynajmniej bez uszczerbku na jego
    szczęściu i zdrowiu). Uzasadnienie tego poglądu zajęłoby mi zbyt wiele miejsca,
    ale jednym prostym argumentem na jego poparcie jest fakt, że ludzie zasadniczo
    różnią się między sobą zapotrzebowaniem na bodźce - i jest to cecha wrodzona,
    być może pierwotna wobec stylu bycia "na ostatnią chwilę", który obfituje
    przecież w bodźce mocne i wyraziste, w przeciwieństwie do spokojnego,
    systematycznego robienia wszystkiego na czas.

    Jeśli tak jest w istocie wy wszyscy, drodzy forumowicze, którzy robicie
    wszystko na ostanią chwilę, powinniście lubić także inne "mocne doświadczenia",
    jak sporty ekstremalne, szybką jazdę samochodem, głośną muzykę, imprezy,
    alkohol, w ogóle używki, eksperymentowanie z seksem, radykalne poglądy, różne
    wyzwania i sytuacje niebezpieczne (dla innych) - oczywiście nie wszystko na
    raz, tylko coś z tego, coś w tym guście. Czy tak jest w istocie? Proszę,
    wypowiedźcie się.

    Pozdro
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 13:08
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > Jeśli tak jest w istocie wy wszyscy, drodzy forumowicze, którzy robicie
    > wszystko na ostanią chwilę, powinniście lubić także inne "mocne doświadczenia",
    > jak sporty ekstremalne, szybką jazdę samochodem, głośną muzykę, imprezy,
    > alkohol, w ogóle używki, eksperymentowanie z seksem, radykalne poglądy, różne
    > wyzwania i sytuacje niebezpieczne (dla innych) - oczywiście nie wszystko na
    > raz, tylko coś z tego, coś w tym guście. Czy tak jest w istocie? Proszę,
    > wypowiedźcie się.
    >
    > Pozdro


    TAK, TAK, TAK i jeszcze raz TAK!

    Do tego dorzuciłbym jeszcze pewność siebie, a odjął inne używki. Ciągle nowe
    wyzwania, choć rozsądek nie ginie. W tym szaleństwie jest metoda wbrew pozorom.
    Ale prowadzi to wszystko do bardziej sensownych działań. Inni wykonują pozorne
    ruchy, siedzą godzinami np. przy komputerze próbując coś wymyśleć, a mnie zjmuje
    to mniej czasu, a efekty są raczej lepsze, bo pisząc np. większą pracę przez trzy
    dni, jestem myślami tylko przy tej pracy i nic mnie nie rozprasza, a pisząc coś
    przez pół roku, tyle może umknąć...

    A wracając do mocnych przeżyć, seks w pędzącym samochodzie, przy głośnej muzyce i
    ekstremalnie pociągającej dziewczynie, to coś o czym ...
  • Napiszę Wam coś, ale z góry proszę o niekomentowanie czy to mozliwe czy nie,
    proszę o zaakceptowanie że dla kogoś to może być fakt.

    Otóż:
    Zajmujemy się z moim narzeczonym m.in. parapsychologią i zrobiliśmy kiedyś takie
    ćwiczenie (NLP) na kontakt z podświadomością, że po wprowadzeniu go w stan
    relaksacji zadałam pytanie jego podświadomości: Co rekompensuje sobie mój
    narezczony spóźniając się ciagle, robiąc wszystko w ostatniej chwili, narażając
    się na problemy itp.??? Odpowiedź była zaskakujaca bardzo dla niego, bo
    podświadomość odpowiedziała, że chodzi o podniecenie seksualne. Siedzielismy i
    dumaliśmy w czym rzecz, jak on to sobie interpretuje ja juz nie wnikam, ale myslę
    że często może być tak,że wiele rzeczy robimy z zupełnie nieznanych naszej
    świadomości powodów, bądź z takich jakich się nie spodziewamy.

    Napisałam to po to byśmy sobie pomyśleli że każde z nas może robi to z innego
    powodu:-))
    Pozdr. Miriam
  • zarchiwizowany
    Gość: bonobo IP: 195.187.97.* 28.09.01, 13:30
    Oto rozpostarł się moim oczom cudowny świat ludzi wolnych. Mam podobne doświadczenia do Waszych, z tą
    różnicą, że dorobiłem się swoistej ideologii, którą mogę teraz za zupełną darmochę wszystkim udostępnić.
    Punktem wyjścia do wszystkich moich działań jest rozróżnienie czekających mnie zadań na dwie grupy: musy i
    nie-musy. Nikogo chyba nie zaskoczę stwierdzeniem, że musy to to, co muszę zrobić, a nie-musy... wiadomo. Tak
    więc na samym początku wiem, czym na pewno będę musiał się zająć, a jako że jestem osobą obowiązkową (a
    tak!), wiem, że to zrobię. Dlatego śpię spokojnie - bo wiem, że nie uchybię moim obowiązkom. Muszę, więc zrobię.
    Kiedy? Przed upływem terminu - to jasne. Oczywiście, w tym czasie gorliwie zajmuję się wszystkimi nie-musami.
    Jeśli zaś upływ czasu rodzi obawę, że któregoś z musów nie zdołam wykonać w terminie, przesuwam go do
    kategorii nie-musów, co automatycznie sprawia, że w bardzo krótkim czasie mus-nie-mus jest zrobiony (kamuflaż
    to moje drugię imię). Metoda jest rewelacyjnie prosta i skuteczna.
    Ściskam Wasze dłonie i co tam jeszcze macie do ściskania.
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 14:06
    Z wystukał:

    > A wracając do mocnych przeżyć, seks w pędzącym samochodzie, przy głośnej muzyce
    > i ekstremalnie pociągającej dziewczynie, to coś o czym ...

    Czyżby to ta asystentka, którą zabierasz w drodze do pracy? ;-))))))) Uważajcie
    na siebie, bo orgazm wyłącza nam na chwilę kontrolę nad czymkolwiek - także
    kierownicą. ;-))))

    Poooozdro!!!!

  • zarchiwizowany
    Gość: Malwa IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 14:25
    Tu leży radio Z
    którego właściciel
    seksu wielbiciel
    wraz z blondyną
    pędząc zginął
    bo rzekł limitom niet!
  • zarchiwizowany
    Gość: sara IP: 213.25.85.* 28.09.01, 14:59
    Proponuję zaakceptować tę cechę charakteru. Cokolwiek byś zrobił nie będziesz
    systematyczny, taka Twoja natura. Jeżeli na "pięć minut przed dwunastą"
    dostajesz "powerka" i robota pali Ci się w rękach i ostatnim rzutem oddajesz
    terminówki na czas (lub prawie) to po co to zmieniać? Ja moją pracę mgr dałam
    recenzentowi do przeczytania na 2 dni przed obroną. I świat się nie zawalił.
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 15:14
    Z ostatniej chwili...

    Czas przekraczać granice,
    kiedy się ma ... ochotę.
    Bo prawda jest jedna
    Sami musimy odwalić swoją robotę.
    A odrobina (!) fantazji i niepowtarzalnośći
    daje (jak widać) wszystkim mnóstwo radości.
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 28.09.01, 22:23
    Wlasnie rozwiazalem swoj problem robienia rzeczy na ostatnia chwile!
    Doszedlem mianowicie do niepodwazalnego wniosku, ze zostawiam wszystko na
    ostatnia chwile, BO MI SIE NIE CHCE! I juz!

    Leniwy jestem....
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 28.09.01, 22:33
    To dotyczy, rozumiem, rowniez Twojego wstawania rano i wpychania w siebie
    co wlezie, BO CI SIE NIE CHCE WSTAC WCZESNIEJ. I Ty mnie posadzasz o bufonade
    i nadetosc. Oj kwieto.
    Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 22:51
    Budda, jestes prawdziwa biblioteka urazow, jeszcze troche popiszesz na to forum
    i swiezym forumowiczom trudno bedzie zrozumiec twoje odwolania do kompletnie
    innych watkow, heh.

    A tak w ogole, to powiedz, prooooosze:

    - CO JADLES NA SNIADANIE?
    - JAKIE SA EFEKTY WIELOLETNIEGO WSTAWANIA O 5.30 W CELU CWICZENIA DUCHA SWEGO?

    No, nie migaj sie, pliiiz - chyba, ze nie znasz odpowiedzi?

    Poooozdro :-)
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 28.09.01, 23:11
    A co Ci do mojego sniadania w watku o zostawianiu wszystkiego na ostatnia
    chwile ? To ty placzesz watki fnoll, nie ja. Sniadanie swe opisalem juz.
    Zajrzyj tam gdzie trzeba. Przy okazji, spac Ci sie nie chce ?
    Pozdrowienia, Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: unknown IP: *.travelers.com 28.09.01, 23:19
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > pliiiz - chyba, ze nie znasz odpowiedzi?
    >
    wiesz fnoll, "pliiiz" wyglada "cute", "funny", i "charming". a co myslisz
    o "please" lub:pleeeeease, pleaaaase, lub innej wersji przez ciebie wymyslonej...
    ale od please a nie pliz

    :)))
    proooooszeeee (bez a i e)

    :)))
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 23:38
    Gość portalu: Budda napisał(a):

    > To ty placzesz watki fnoll, nie ja.

    No juz sie tak nie wybielaj i nie wmawiaj mi, ze ponizsza twa wypowiedz nie byla
    aluzja do wypowiedzi Kwieto (ktora cie widac ubodla) ze zgola innego watku:

    > To dotyczy, rozumiem, rowniez Twojego wstawania rano i wpychania w siebie
    > co wlezie, BO CI SIE NIE CHCE WSTAC WCZESNIEJ. I Ty mnie posadzasz o bufonade
    > i nadetosc. Oj kwieto.

    No chyba, ze mi zaraz napiszesz, ze to moje wypowiedzi krytykowal Kwieto i tak w
    ogole to bladze w swiecie materialistycznej iluzji ;-)

    > Przy okazji, spac Ci sie nie chce ?

    Nie, ciagle wierze, ze jeszcze dzis sie dowiem jakie efekty przynosi wieloletnie
    wstawanie o 5.30 i oddawanie sie duchowym praktykom.

    Pozdro, Fnoll
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-13-14rs.ct.dial-access.att.net 29.09.01, 06:16
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    . By lepiej zobrazować moją terminową (oby nie terminalną) perwersję dodam, że
    nawet egzamin dojrzałości zdałem z rocznym opóźnieniem - kompletnie nie byłem w
    > stanie przystąpić do niego w terminie (gdy inni kuli ja romansowałem i
    > jeździłem w góry).

    witaj Fnoll, do cytatu na gorze wroce za chwile.

    Poruszyles bardzo interesujacy temat, ktory dotyczy w mniejszym lub wiekszym
    stopniu prawie kazdego z nas, mnie nie wylaczajac. Nie tak dawno czytalam na ten
    temat ciekawy esej wiec sprobuje sie podzielic z toba ciekawostkami na temat
    nawyku/narowu (ha,ha) "odwlekania" zajmowania sie rzeczami waznymu na
    pozniej.Nurtuje cie pytanie skad sie bierze ten aspoleczny nawyk.
    Co myslisz o nastepujacym wyjasnieniu - w ostatnich latach psychologowie doszli
    do wnisku ze nawyk ten najlatwiej zrozumiec przez asocjacje tego zjawiska z
    emocjami lezacymi u jego podloza. Zjawisko "odwlekania" (lepiej to brzmi po
    angielski - "procrastination") mozna zdefiniowac jako probe radzenia sobie z
    emocjami takimi jak: 1. LEK przed porazka lub sukcesem, lacznie z panika jaka
    czujemy kiedy nasze cele sa zbyt wygorowane; 2. AGRESJA jest nastepna
    prawdopodobna emocja, wliczajac w te kategorie rowniez buntowanie sie przeciwko
    kontroli ze strony innych (to jest dosc ciekawe ale o tym potem jesli jestes
    zaintersowany ); 3.NIECHEC do zajecia ktore trzeba wykonac (to dosc oczywiste).
    Ponadto depresja moze wplynac na "odwlekanie" i vice versa a takze poszukiwanie
    przyjemnosci (twoje romansowanie i wyprawy gorskie mieszcza sie w kategorii
    motywow do "odwlekania").
    Oczywiscie "odwlekaczy" a moze "minutowcow" (licze na twoja kreatywnosc) mozna
    pokategoryzowac na wiele sposobow i ten ponizej to tylko jeden z nich (Solomon &
    Rothblum, 1984): minutowiec zrelaksowany (MZ - to tak dla ulatwienia odnosnikow)
    i minutowiec spieto - wystraszony (MSW).
    MZ czesto mysli o swoim zadaniu do wykonania z niechecia dlatego "zapomina" o
    zadaniu oddajac sie zabawom. MSW czuje sie obezwladniony przez wewnetrzny
    przymus, ma nierealistyczne wyczucie czasu, jego cele sa niezbyt wyraziste, jest
    jest niezadowolony ze swoich sukcesow, jest niezdecydowany, wini czesto innych
    albo warunki zewnetrzne za swoje porazki, jest niepewny siebie i czasami moze
    byc ...perfekcjonista. MSW utozsamia swoje poczucie wlasnej wartosci ze
    zdolnosciami.Obawia sie rowniez krytyki. Wszystko to przyczynia sie do tego, ze
    MSW z powodu przestressowania i przepracowania, wyrownujac cisnienie emocjonalne,
    odkladajac prace do zrobienia na pozniej, pozornie sie relaksuje co go doprowasza
    do poczucia winy i jeszcze wiekszego napiecia.
    Ale poniewaz ty jak i cala reszta reprezentujecie minutowca przyjemnosciowca (MZ)
    sprobujmy sie przyjrzec mu z bliska.
    MZ jest typem latwo sie frustrujacym, poblazajacym sobie i lubujacym (ale nie
    koniecznie lubieznikiem :)) sie w przyjemnosciach. Sa to ci ktorzy koncentruja
    sie na zaspokajaniu swoich podstawowych potrzeb emocjonalnych: milosci, poczucia
    wlasnej wartosci, aprobaty i akceptacji otoczenia. Dodatkowo, ich specyficzny
    wewnetrzny system wartosci moze sie koncentrowac na mysleniu "moje dlugoterminowe
    cele wymagaja zbyt ciezkiej nieprzyjemnej pracy", ktora jest nudna, glupia,
    monotonna czyli skorka nie warta wyprawki - oto ich zyciowa filozofia. Poslugujac
    sie ta filozofia MZ znajduje w zastepstwie cos przyjemnego i zabawnego do
    zrobienia usprawiedliwiajac sie przed samym soba i oszukujac sie jednoczesnie..
    Minutowcy z obu kategorii uciekaja przed sobie tylko wiadomym lekiem powodowwanym
    skomplikowanymi emocjami. Czyli procrastination jest niczym innym jak UCIECZKA.
    Poniewaz jest to niestety samooszustwo jedynym rozwiazaniem jest nic innego jak
    uswiadomienie sobie rzeczywistosci i tego ze sami z siebie robimy glupcow bo
    filozofia typu zyj dniem dzisiejszym, nie mysl o jutrze, zyj dla przyjemnosci na
    dluzsza mete sie nie sprawdza, To co sie wydarzy w przyszlosci jest tylko sprawa
    kazdego z nas ( z pewna doza determinizmu) a nie iluzja w ktora chcialoby sie
    latwierzyc bez wysilku.

    I to dosc wykladu na dzisiaj - klasa moze sie rozejsc do domu - zadan domowych
    nie ma..
    Jesli sa chetni tematem nastepnego "wykladu" moze byc:
    1. metody odkladania wszystkiego na ostatnia minute; rozprawka o emocjonalnych,
    intelektualnych i czynnosciowych przykladach na prokrastynacje - polecam!!!
    2. sposoby zwalczania procrastynacji
    (no tak juz spolszczylam procrastination ale nie porownujcie mnie z tego powodu
    do volnego, to chyba jeszcze nie powod)
    to do uslyszenia - ide po szklanke wody - zaschlo mi w gardle
    z katedry prokrastynacji stosowanej ,
    klania sie ula
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 09:47
    Zwykle wstaje o godzinie 7-7.30 rano, do pracy musze dojechac na dziewiata, (dojazd
    zajmuje pol godziny)
    Wiec zostaje dosc czasu, aby sie ubrac, i zjesc cos, lub przygotowac sniadanie do
    zjedzenia w pracy.
    No i nigdzie nie pisalem, ze "wciskam na siebie co popadnie"?? Mi sie wydaje, ze do
    pracy chodze "odprasowany". Zawsze mam czas, aby doprowadzic do porzadku swoja
    garderobe. I z praniem tez nie mam problemu.
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 09:50
    Fnoll - mam nadzieje ze nie jestes adeptem Zen? Bo niektorzy mistrzowie "tego gatunku"
    zwykli mawiac - "jezeli spotkasz Budde - zabij go!" A to nie w porzadku wobec niego,
    nie w porzadku...
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 29.09.01, 17:47
    Och, troche w ponurych barwach nakreslilas obraz minutowca (podoba mi sie, choc
    brzmi bez sensu) - przeciez to niekoniecznie samooszukujacy sie uciekinier,
    ktory swym niezdrowym nawykom dla swego dobra powinien w jakis sposob
    zapobiegac. Nie przecze, spoleczenstwo zaszczepilo mi pewna dawke wyrzutow
    sumienia (te wszystkie nieodrobione zadania domowe - tony stresu!) i sklonilo
    tym samym do roznych "sztuczek" oszukanczych dla ochrony swojego dobrego
    samopoczucia ("moze nie wyrabiam, ale to dlatego, ze to za nudne dla takiego
    zdolniachy jak ja" - przyklad), ale dzis dryfuje raczej ku byciu minutowcem w
    pelni samoswiadomym i pogodzonym z soba samym. Wiem, ze pewnych rzeczy po
    prostu nie zrobie, a inne z wielka przyjemnoscia - i tych szukam, dla wlasnego
    dobra (trzeba z czegos w koncu zyc). Robienie rzeczy na ostatnia chwile i
    dobrze lub nie robienie ich wcale (chocby miala mnie za to spotkac jakas kara)
    jest moim stylem bycia od wczesnego dziecinstwa i nie sadze by cos sie moglo w
    tej materii zmienic. Zreszta, czasami zrobienie jakiejs rzeczy w ostatniej
    chwili jest zrobieniem jej po prostu na czas. Ta cecha charakteru mysle, ze
    przejawia sie we wszystkich czynnosciach, lecz widac ja wyraznie w przypadku
    tych wymagajacych dluzszych, systematycznych przygotowan. Wtedy sie okazuje, ze
    jedni potrafia podjac jakies czynnosci przygotowawcze na tygodnie przed
    terminem, przeplatajac je innymi czynnosciami, a drudzy musza zrobic cala rzecz
    w jednym ciagu, zaczynajac niedlugo przed data, ktora wydaje sie im ostateczna
    (czyli sami wlasciwie wyznaczaja termin).

    Takze moje pytanie nie jest wolaniem o pomoc - ja nie chce sie zmieniac. Raczej
    chce byc lepiej soba, i chetnie wyslucham i czegos sie naucze jak inni majac
    taki wlasnie styl bycia przystosowuja sie do zycia spolecznego. Bo, co by nie
    rzec, wielu zwierzchnikow chyba sobie ceni sumiennosc i bycie w zgodzie z
    narzuconymi przez nich terminami - co moze rodzic pewne konflikty ;-). Nie
    mowiac o zmianach sposobu wykonywania pracy tak, aby byl ciekawszy.

    Pozdro wszystkim
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 19:41
    Jestem zywotnie zainteresowany tematem nr 2! (sposob zwalczania pro-costam)

    Ale osobiscie uwazam, ze bylbym ciezkim przypadkiem, wymagajacym indywidualnych
    konsultacji, poniewaz:
    1. Lek przed porazka i sukcesem jest mi raczej obcy, wygorowanych celow sobie nie
    stawiam, choc nie przecze, ze dosc czesto sa to cele ambitne
    2. Agresja tez mnie jakos nie przekonuje - bo jak mam sie buntowac przed kontrola ze
    strony innych, kiedy rzeczy ktore odkladam dotycza mnie samego - bo to ja ustalam
    termin z "odbiorca" i z reguly ustawiam go tak, zeby mi pasowalo... No i najmniej mi sie
    chce robic dyplom, ktorego obrona zalezy tylko ode mnie - promotor mnie nie zmusza. I
    tu dochodzimy do
    3. Niechec do zajec ktore trzeba wykonac - swietnym przykladem jest tu rzeczony dyplom
    - temat jest swietny, wybralem go sam, i tak na prawde chodzil mi po glowie juz od
    jakichs 2-3 lat
    Wiec dlaczego nie chce mi sie tej pracy napisac??????????

    W tym konkretnym przypadku raczej chodzi o to, ze temat jest tak autorski, ze troche nie
    wiem, jak sie do niego zabrac. Mam plan pracy, wiem o czym ma byc ktory rozdzial, ale
    problem ze znalezieniem odpowiednich slow, aby te rozdzialy wypelnic... To wymaga
    przemyslen, skupienia sie wylacznie na temacie, a co tu duzo mowic - na to zwykle nie
    mam czasu.

    Dlatego ratuj!!! jak zwalczyc swa opieszalosc????
  • zarchiwizowany
    Gość: JK IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 19:54

    Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

    Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

    lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.