Dlaczego robię wszystko na ostatnią chwilę??? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Ten wątek został zamknięty i nie można dodawać postów.
Sprawdź, czy dyskusja trwa w innych wątkach.

  • zarchiwizowany
    Właśnie zamiast smacznie spać ostatniej nocy pisałem esej, który miałem oddać
    jeszcze w czerwcu, a którego szkic miałem gotowy już w marcu - no teraz jest
    koniec września. I czeka mnie jeszcze jedna, poważniejsza praca, którą również
    powinieniem był napisać miesiące temu (promotor już tylko tajemniczo się
    uśmiecha na mój widok), z którą zapewne stoczę beznadziejną walkę w najbliższy
    weekend. Dodam, że piszę całkiem niezłe, twórcze prace i lubię je pisać.

    Niech mi ktoś odpowie - dlaczego muszę robić to zawsze na ostatni moment? Że
    tak jest od podstawówki, to już nie mam złudzeń, że coś się we mnie zmieni, że
    się bardziej zdyscyplinuję. Nawet już nie mam za bardzo wyrzutów sumienia,
    raczej ogarnia mnie swego rodzaju rezygnacja.

    Macie może podobnie? Macie jakieś hipotezy skąd się taka w gruncie rzeczy
    aspołeczna cecha charakteru bierze, taka kompletna nieczułość na terminy?
    I jak z tym żyć? Myślę, że są pewne rodzaje profesji, których powinienem w
    przyszłości unikać - a może nie? Co by nie rzec, w dotychczasowych działaniach
    za kasę byłem terminowy - ale i to może mi przejść, przecież.

    Z góry dziękuję za wszelkie ciekawe sugestie :-))))

    Pozdrawiam

    Fnoll Robiący Wszystko Na Ostatnią Chwilę
  • zarchiwizowany
    Gość: Malwa IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 27.09.01, 11:01
    No pięknie. Ja właśnie dziś nad ranem kończąc pracę na wczoraj postanowiłam po
    raz tysięczny, że to już ostatni raz i że muszę zwalczyć odkładactwo. Co robić???
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 27.09.01, 11:12
    Normalka - polecam ustalanie terminow na miesiac przed rzeczywistymi :"))
  • zarchiwizowany
    Gość: yaa IP: 212.69.68.* 27.09.01, 11:21
    Jak ja się ciesze, że nie jestem jedyny!!!
    Kiedy mój promotor mi wspomina, że chętnie by coś przeczytał, ja udaje, że
    jestem nierozgarnięty i nie rozumiem. Ostatnio powiedział, że chciałby dostać
    doe mnie rozdział najpóźniej 20 października. Ale mam jeszcze czasu !! Nawet
    nie zajrzałem do materiałów. Od 8 miesięcy mam zadzwonić do faceta, który może
    mi dać materiały do tego rozdzaiłu. Mam otwartego Outlook`a i może wreszcie
    napisać do niego emalie? A może raczej odłoże to do przyszłego tygodnia?
    Tak jest zawsze. W podstawówce i liceum zaczynałem się uczyć na 2 dni przed
    klasówką a prace domowe odrabiałem na przerwie przed lekcją. Na studniach
    uczyłem się 3 dni przed egzaminem. Teraz na zajęcia przygotowuje się w nocy
    przed tymi zajęciami. Jeśli muszę gdzieś wyjść to zawsze kalkuluje kiedy mam
    wyjść, żeby spokojnie dojechać i w rezultacie: albo jadę taksówką albo
    samochodem. Tańsze okazuje sie to pierwsze, bo jak się śpieszę (a śpieszę się
    zawsze) to nie zwracam uwagi na znaki z czerwoną obwódką i czarnymi cyferkami
    na białym tle. Policja mnie nie lubi - chyba nawet z wzajemnością.
    Kurcze jak ja bym chciał się chociaż przez 1 dzień kompletnie nigdzie nie
    śpieszyć i nie mieć nic na głowie do natychmiastowego załatwienia.
    Chyba nie w tym życiu.
    Pozdrawiam
    Yaa
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 27.09.01, 11:23
    A ja sie nie spiesze - co nie przeszkadza robic rzeczy "na ostatni termin" -
    wiec nawet jesli jestem spozniony, jestem zrelaksowany i szczesliwy, hihi
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 27.09.01, 11:58
    A nie sądzicie, że "ostatni termin" dostarcza pewnego przyjemnego dreszczyku
    emocji? Takie przeginanie do ostateczności i wychodzenie znowu obronną ręką?

    Poza tym jeśli chodzi o mnie przesuwanie terminu miesiąc wstecz by mieć zapas
    nie działa - muszę dotknąć nieprzekraczalnej granicy a nawet ją przekroczyć. By
    lepiej zobrazować moją terminową (oby nie terminalną) perwersję dodam, że nawet
    egzamin dojrzałości zdałem z rocznym opóźnieniem - kompletnie nie byłem w
    stanie przystąpić do niego w terminie (gdy inni kuli ja romansowałem i
    jeździłem w góry).

    Pozdro
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 27.09.01, 22:22
    Ja to traktuje jak test na inteligencje polaczony z testem szybkiego czytania.
    Bo na egzaminach nie sciagam (za leniwy na to jestem)
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 27.09.01, 22:39
    fnoll, nie opowiadaj. Jak ze mna polemizowales, to byles zawsze na czas, a nawet
    wczesniej, to sie czulo. Ty musisz cos lubiec, musisz byc bodniety z nienacka.
    Volnemu tez nie dales czekac kilka miesiecy.... No i co Ty na to ?
    Pozdrawiam, Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 09:21
    Jeśli tylko jesteście w stanie zdążyć na tą ostatnią chwilę, to dlaczego
    mielibyście poświęcać na to czas wcześniej, jeśli akurat wtedy są inne
    ciekawsze zajęcia? Wykonywanie zadań w ostatiej chwili wymaga większego
    skupienia, niż wtedy gdy czasu jest jeszcze duuuużo, a wtedy można to zrobić
    lepiej (a może po łebkach?). Na pewno zużywa się mniej czasu, emocje są
    większe, a i tak zawsze wszystko jest załatwione. Mówię sobie wtedy, że mam
    przewagę nad innymi, bo zrobiłem to szybciej niż oni. Choć czy odkładanie kupna
    mieszkania na przyszły rok ma sens?
  • A może to jest tak, że odkładamy wszystko na później by walnąć sobie dawką
    adrenaliny, która to jedyna zmusza nas do konkretnych działań. Jak pragnę
    zdrowia też wszystko odkładam na ostatnią chwilę i wkurza mnie to coraz
    bardziej, ale COŚ mi to daje skoro robię to od 20 lat albo i więcej:-)
    Miriam
  • zarchiwizowany
    Gość: m30 IP: 213.17.193.* 28.09.01, 10:12
    ZAWSZE tak było, jest i będzie. Ale jedno się zmieniło - przestałam się tym
    przejmować - i tak przecież zawsze zdążę. A potem jak pęcznieję z dumy -
    zdążyłam zrobić w godzinę to, na co potrzeba 5-ciu. Tak, ta adrenalinka jest
    bardzo przyjemna. A powaznie - nie mam pojęcia z czego to wynika, skąd się
    bierze. Myślałam, że jak zaczne pracować to sie zmieni ...Jestem "poważną"
    panią księgową i ... wciąż to samo. Ale przecież najważniejszy jest efekt
    końcowy - mam idealny porządek w papierach, a że przed 20-tym muszę zostać w
    pracy do nocy ... Czy to aż taki wielki problem?
  • zarchiwizowany
    Gość: Maur IP: *.chello.pl 28.09.01, 10:34
    Ciekawy temat...

    Mam jedno male pytanie, czy uwazacie, ze te rzeczy (te spoznione) powinny byc
    zrobione jak najlepiej, doskonale, czy wrecz perfekcyjnie?
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 11:59
    Hey Maur! Bez sugerowania o jakiś niedoskonałośćiach! Te rzeczy nie są
    spóźnione, tylko mają długi termin realizacji. A oprócz tego każda z osób tutaj
    potwierdzi, że zawsze wszystko robimy perfekcyjnie!
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 12:44
    No tak, to nie może być byle jak, ale do twojej listy Maur dodałbym jeszcze -
    "twórczo". Często na dzień czy trzy przed ostatecznym terminem oddania jakiejś
    pracy wszystko co dotąd przeczytałem w temacie nagle mi się układa w głowie w
    ciekawy, świeży POMYSŁ. I choć z braku czasu (niestety) nie dopracowane są w
    szeczegółach, to zawsze z dumą oddaję swoje prace, a same ich wykonanie sprawia
    mi po prostu frajdę.

    Pozostaje jednak pytanie - skąd się bierze taki sposób pracy?

    Kiedyś, gdy byłem jeszcze w podstawówce, dała mi do myślenia rozmowa, czy
    raczej kłótnia z moją starszą siostrą: otóż ona uważała, że nauka to obowiązek
    (do dziś jest bardzo sumienną osobą), ja natomiast - że to przyjemność
    (zdyscyplinowany bywam "okresowo" - na zmiane z totalnym rozprężeniem). Czyli,
    że dla mnie istotne było, czy dana czynność budzi we mnie fascynację, jest dla
    mnie podnietą, a dla niej czy wykonuje ją tak, jak powinno się robić - co
    pewnie też dostarcza satysfakcji (poczucie dobrze spełnionego obowiązku).

    Wydaje mi się, że jest to głęboka różnica między ludźmi i jej nieświadomość
    może budzić wiele nieporozumień (licytowanie się kto postępuje lepiej), bo,
    według mnie, ta różnica wynika raczej z cech wrodzonych niż nabytych, a zatem
    nie da się nikogo w tej kwestii zmienić (przynajmniej bez uszczerbku na jego
    szczęściu i zdrowiu). Uzasadnienie tego poglądu zajęłoby mi zbyt wiele miejsca,
    ale jednym prostym argumentem na jego poparcie jest fakt, że ludzie zasadniczo
    różnią się między sobą zapotrzebowaniem na bodźce - i jest to cecha wrodzona,
    być może pierwotna wobec stylu bycia "na ostatnią chwilę", który obfituje
    przecież w bodźce mocne i wyraziste, w przeciwieństwie do spokojnego,
    systematycznego robienia wszystkiego na czas.

    Jeśli tak jest w istocie wy wszyscy, drodzy forumowicze, którzy robicie
    wszystko na ostanią chwilę, powinniście lubić także inne "mocne doświadczenia",
    jak sporty ekstremalne, szybką jazdę samochodem, głośną muzykę, imprezy,
    alkohol, w ogóle używki, eksperymentowanie z seksem, radykalne poglądy, różne
    wyzwania i sytuacje niebezpieczne (dla innych) - oczywiście nie wszystko na
    raz, tylko coś z tego, coś w tym guście. Czy tak jest w istocie? Proszę,
    wypowiedźcie się.

    Pozdro
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 13:08
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > Jeśli tak jest w istocie wy wszyscy, drodzy forumowicze, którzy robicie
    > wszystko na ostanią chwilę, powinniście lubić także inne "mocne doświadczenia",
    > jak sporty ekstremalne, szybką jazdę samochodem, głośną muzykę, imprezy,
    > alkohol, w ogóle używki, eksperymentowanie z seksem, radykalne poglądy, różne
    > wyzwania i sytuacje niebezpieczne (dla innych) - oczywiście nie wszystko na
    > raz, tylko coś z tego, coś w tym guście. Czy tak jest w istocie? Proszę,
    > wypowiedźcie się.
    >
    > Pozdro


    TAK, TAK, TAK i jeszcze raz TAK!

    Do tego dorzuciłbym jeszcze pewność siebie, a odjął inne używki. Ciągle nowe
    wyzwania, choć rozsądek nie ginie. W tym szaleństwie jest metoda wbrew pozorom.
    Ale prowadzi to wszystko do bardziej sensownych działań. Inni wykonują pozorne
    ruchy, siedzą godzinami np. przy komputerze próbując coś wymyśleć, a mnie zjmuje
    to mniej czasu, a efekty są raczej lepsze, bo pisząc np. większą pracę przez trzy
    dni, jestem myślami tylko przy tej pracy i nic mnie nie rozprasza, a pisząc coś
    przez pół roku, tyle może umknąć...

    A wracając do mocnych przeżyć, seks w pędzącym samochodzie, przy głośnej muzyce i
    ekstremalnie pociągającej dziewczynie, to coś o czym ...
  • Napiszę Wam coś, ale z góry proszę o niekomentowanie czy to mozliwe czy nie,
    proszę o zaakceptowanie że dla kogoś to może być fakt.

    Otóż:
    Zajmujemy się z moim narzeczonym m.in. parapsychologią i zrobiliśmy kiedyś takie
    ćwiczenie (NLP) na kontakt z podświadomością, że po wprowadzeniu go w stan
    relaksacji zadałam pytanie jego podświadomości: Co rekompensuje sobie mój
    narezczony spóźniając się ciagle, robiąc wszystko w ostatniej chwili, narażając
    się na problemy itp.??? Odpowiedź była zaskakujaca bardzo dla niego, bo
    podświadomość odpowiedziała, że chodzi o podniecenie seksualne. Siedzielismy i
    dumaliśmy w czym rzecz, jak on to sobie interpretuje ja juz nie wnikam, ale myslę
    że często może być tak,że wiele rzeczy robimy z zupełnie nieznanych naszej
    świadomości powodów, bądź z takich jakich się nie spodziewamy.

    Napisałam to po to byśmy sobie pomyśleli że każde z nas może robi to z innego
    powodu:-))
    Pozdr. Miriam
  • zarchiwizowany
    Gość: bonobo IP: 195.187.97.* 28.09.01, 13:30
    Oto rozpostarł się moim oczom cudowny świat ludzi wolnych. Mam podobne doświadczenia do Waszych, z tą
    różnicą, że dorobiłem się swoistej ideologii, którą mogę teraz za zupełną darmochę wszystkim udostępnić.
    Punktem wyjścia do wszystkich moich działań jest rozróżnienie czekających mnie zadań na dwie grupy: musy i
    nie-musy. Nikogo chyba nie zaskoczę stwierdzeniem, że musy to to, co muszę zrobić, a nie-musy... wiadomo. Tak
    więc na samym początku wiem, czym na pewno będę musiał się zająć, a jako że jestem osobą obowiązkową (a
    tak!), wiem, że to zrobię. Dlatego śpię spokojnie - bo wiem, że nie uchybię moim obowiązkom. Muszę, więc zrobię.
    Kiedy? Przed upływem terminu - to jasne. Oczywiście, w tym czasie gorliwie zajmuję się wszystkimi nie-musami.
    Jeśli zaś upływ czasu rodzi obawę, że któregoś z musów nie zdołam wykonać w terminie, przesuwam go do
    kategorii nie-musów, co automatycznie sprawia, że w bardzo krótkim czasie mus-nie-mus jest zrobiony (kamuflaż
    to moje drugię imię). Metoda jest rewelacyjnie prosta i skuteczna.
    Ściskam Wasze dłonie i co tam jeszcze macie do ściskania.
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 14:06
    Z wystukał:

    > A wracając do mocnych przeżyć, seks w pędzącym samochodzie, przy głośnej muzyce
    > i ekstremalnie pociągającej dziewczynie, to coś o czym ...

    Czyżby to ta asystentka, którą zabierasz w drodze do pracy? ;-))))))) Uważajcie
    na siebie, bo orgazm wyłącza nam na chwilę kontrolę nad czymkolwiek - także
    kierownicą. ;-))))

    Poooozdro!!!!

  • zarchiwizowany
    Gość: Malwa IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 28.09.01, 14:25
    Tu leży radio Z
    którego właściciel
    seksu wielbiciel
    wraz z blondyną
    pędząc zginął
    bo rzekł limitom niet!
  • zarchiwizowany
    Gość: sara IP: 213.25.85.* 28.09.01, 14:59
    Proponuję zaakceptować tę cechę charakteru. Cokolwiek byś zrobił nie będziesz
    systematyczny, taka Twoja natura. Jeżeli na "pięć minut przed dwunastą"
    dostajesz "powerka" i robota pali Ci się w rękach i ostatnim rzutem oddajesz
    terminówki na czas (lub prawie) to po co to zmieniać? Ja moją pracę mgr dałam
    recenzentowi do przeczytania na 2 dni przed obroną. I świat się nie zawalił.
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 28.09.01, 15:14
    Z ostatniej chwili...

    Czas przekraczać granice,
    kiedy się ma ... ochotę.
    Bo prawda jest jedna
    Sami musimy odwalić swoją robotę.
    A odrobina (!) fantazji i niepowtarzalnośći
    daje (jak widać) wszystkim mnóstwo radości.
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 28.09.01, 22:23
    Wlasnie rozwiazalem swoj problem robienia rzeczy na ostatnia chwile!
    Doszedlem mianowicie do niepodwazalnego wniosku, ze zostawiam wszystko na
    ostatnia chwile, BO MI SIE NIE CHCE! I juz!

    Leniwy jestem....
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 28.09.01, 22:33
    To dotyczy, rozumiem, rowniez Twojego wstawania rano i wpychania w siebie
    co wlezie, BO CI SIE NIE CHCE WSTAC WCZESNIEJ. I Ty mnie posadzasz o bufonade
    i nadetosc. Oj kwieto.
    Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 22:51
    Budda, jestes prawdziwa biblioteka urazow, jeszcze troche popiszesz na to forum
    i swiezym forumowiczom trudno bedzie zrozumiec twoje odwolania do kompletnie
    innych watkow, heh.

    A tak w ogole, to powiedz, prooooosze:

    - CO JADLES NA SNIADANIE?
    - JAKIE SA EFEKTY WIELOLETNIEGO WSTAWANIA O 5.30 W CELU CWICZENIA DUCHA SWEGO?

    No, nie migaj sie, pliiiz - chyba, ze nie znasz odpowiedzi?

    Poooozdro :-)
  • zarchiwizowany
    Gość: Budda IP: *.unl.edu 28.09.01, 23:11
    A co Ci do mojego sniadania w watku o zostawianiu wszystkiego na ostatnia
    chwile ? To ty placzesz watki fnoll, nie ja. Sniadanie swe opisalem juz.
    Zajrzyj tam gdzie trzeba. Przy okazji, spac Ci sie nie chce ?
    Pozdrowienia, Budda.
  • zarchiwizowany
    Gość: unknown IP: *.travelers.com 28.09.01, 23:19
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > pliiiz - chyba, ze nie znasz odpowiedzi?
    >
    wiesz fnoll, "pliiiz" wyglada "cute", "funny", i "charming". a co myslisz
    o "please" lub:pleeeeease, pleaaaase, lub innej wersji przez ciebie wymyslonej...
    ale od please a nie pliz

    :)))
    proooooszeeee (bez a i e)

    :)))
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 23:38
    Gość portalu: Budda napisał(a):

    > To ty placzesz watki fnoll, nie ja.

    No juz sie tak nie wybielaj i nie wmawiaj mi, ze ponizsza twa wypowiedz nie byla
    aluzja do wypowiedzi Kwieto (ktora cie widac ubodla) ze zgola innego watku:

    > To dotyczy, rozumiem, rowniez Twojego wstawania rano i wpychania w siebie
    > co wlezie, BO CI SIE NIE CHCE WSTAC WCZESNIEJ. I Ty mnie posadzasz o bufonade
    > i nadetosc. Oj kwieto.

    No chyba, ze mi zaraz napiszesz, ze to moje wypowiedzi krytykowal Kwieto i tak w
    ogole to bladze w swiecie materialistycznej iluzji ;-)

    > Przy okazji, spac Ci sie nie chce ?

    Nie, ciagle wierze, ze jeszcze dzis sie dowiem jakie efekty przynosi wieloletnie
    wstawanie o 5.30 i oddawanie sie duchowym praktykom.

    Pozdro, Fnoll
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-13-14rs.ct.dial-access.att.net 29.09.01, 06:16
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    . By lepiej zobrazować moją terminową (oby nie terminalną) perwersję dodam, że
    nawet egzamin dojrzałości zdałem z rocznym opóźnieniem - kompletnie nie byłem w
    > stanie przystąpić do niego w terminie (gdy inni kuli ja romansowałem i
    > jeździłem w góry).

    witaj Fnoll, do cytatu na gorze wroce za chwile.

    Poruszyles bardzo interesujacy temat, ktory dotyczy w mniejszym lub wiekszym
    stopniu prawie kazdego z nas, mnie nie wylaczajac. Nie tak dawno czytalam na ten
    temat ciekawy esej wiec sprobuje sie podzielic z toba ciekawostkami na temat
    nawyku/narowu (ha,ha) "odwlekania" zajmowania sie rzeczami waznymu na
    pozniej.Nurtuje cie pytanie skad sie bierze ten aspoleczny nawyk.
    Co myslisz o nastepujacym wyjasnieniu - w ostatnich latach psychologowie doszli
    do wnisku ze nawyk ten najlatwiej zrozumiec przez asocjacje tego zjawiska z
    emocjami lezacymi u jego podloza. Zjawisko "odwlekania" (lepiej to brzmi po
    angielski - "procrastination") mozna zdefiniowac jako probe radzenia sobie z
    emocjami takimi jak: 1. LEK przed porazka lub sukcesem, lacznie z panika jaka
    czujemy kiedy nasze cele sa zbyt wygorowane; 2. AGRESJA jest nastepna
    prawdopodobna emocja, wliczajac w te kategorie rowniez buntowanie sie przeciwko
    kontroli ze strony innych (to jest dosc ciekawe ale o tym potem jesli jestes
    zaintersowany ); 3.NIECHEC do zajecia ktore trzeba wykonac (to dosc oczywiste).
    Ponadto depresja moze wplynac na "odwlekanie" i vice versa a takze poszukiwanie
    przyjemnosci (twoje romansowanie i wyprawy gorskie mieszcza sie w kategorii
    motywow do "odwlekania").
    Oczywiscie "odwlekaczy" a moze "minutowcow" (licze na twoja kreatywnosc) mozna
    pokategoryzowac na wiele sposobow i ten ponizej to tylko jeden z nich (Solomon &
    Rothblum, 1984): minutowiec zrelaksowany (MZ - to tak dla ulatwienia odnosnikow)
    i minutowiec spieto - wystraszony (MSW).
    MZ czesto mysli o swoim zadaniu do wykonania z niechecia dlatego "zapomina" o
    zadaniu oddajac sie zabawom. MSW czuje sie obezwladniony przez wewnetrzny
    przymus, ma nierealistyczne wyczucie czasu, jego cele sa niezbyt wyraziste, jest
    jest niezadowolony ze swoich sukcesow, jest niezdecydowany, wini czesto innych
    albo warunki zewnetrzne za swoje porazki, jest niepewny siebie i czasami moze
    byc ...perfekcjonista. MSW utozsamia swoje poczucie wlasnej wartosci ze
    zdolnosciami.Obawia sie rowniez krytyki. Wszystko to przyczynia sie do tego, ze
    MSW z powodu przestressowania i przepracowania, wyrownujac cisnienie emocjonalne,
    odkladajac prace do zrobienia na pozniej, pozornie sie relaksuje co go doprowasza
    do poczucia winy i jeszcze wiekszego napiecia.
    Ale poniewaz ty jak i cala reszta reprezentujecie minutowca przyjemnosciowca (MZ)
    sprobujmy sie przyjrzec mu z bliska.
    MZ jest typem latwo sie frustrujacym, poblazajacym sobie i lubujacym (ale nie
    koniecznie lubieznikiem :)) sie w przyjemnosciach. Sa to ci ktorzy koncentruja
    sie na zaspokajaniu swoich podstawowych potrzeb emocjonalnych: milosci, poczucia
    wlasnej wartosci, aprobaty i akceptacji otoczenia. Dodatkowo, ich specyficzny
    wewnetrzny system wartosci moze sie koncentrowac na mysleniu "moje dlugoterminowe
    cele wymagaja zbyt ciezkiej nieprzyjemnej pracy", ktora jest nudna, glupia,
    monotonna czyli skorka nie warta wyprawki - oto ich zyciowa filozofia. Poslugujac
    sie ta filozofia MZ znajduje w zastepstwie cos przyjemnego i zabawnego do
    zrobienia usprawiedliwiajac sie przed samym soba i oszukujac sie jednoczesnie..
    Minutowcy z obu kategorii uciekaja przed sobie tylko wiadomym lekiem powodowwanym
    skomplikowanymi emocjami. Czyli procrastination jest niczym innym jak UCIECZKA.
    Poniewaz jest to niestety samooszustwo jedynym rozwiazaniem jest nic innego jak
    uswiadomienie sobie rzeczywistosci i tego ze sami z siebie robimy glupcow bo
    filozofia typu zyj dniem dzisiejszym, nie mysl o jutrze, zyj dla przyjemnosci na
    dluzsza mete sie nie sprawdza, To co sie wydarzy w przyszlosci jest tylko sprawa
    kazdego z nas ( z pewna doza determinizmu) a nie iluzja w ktora chcialoby sie
    latwierzyc bez wysilku.

    I to dosc wykladu na dzisiaj - klasa moze sie rozejsc do domu - zadan domowych
    nie ma..
    Jesli sa chetni tematem nastepnego "wykladu" moze byc:
    1. metody odkladania wszystkiego na ostatnia minute; rozprawka o emocjonalnych,
    intelektualnych i czynnosciowych przykladach na prokrastynacje - polecam!!!
    2. sposoby zwalczania procrastynacji
    (no tak juz spolszczylam procrastination ale nie porownujcie mnie z tego powodu
    do volnego, to chyba jeszcze nie powod)
    to do uslyszenia - ide po szklanke wody - zaschlo mi w gardle
    z katedry prokrastynacji stosowanej ,
    klania sie ula
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 09:47
    Zwykle wstaje o godzinie 7-7.30 rano, do pracy musze dojechac na dziewiata, (dojazd
    zajmuje pol godziny)
    Wiec zostaje dosc czasu, aby sie ubrac, i zjesc cos, lub przygotowac sniadanie do
    zjedzenia w pracy.
    No i nigdzie nie pisalem, ze "wciskam na siebie co popadnie"?? Mi sie wydaje, ze do
    pracy chodze "odprasowany". Zawsze mam czas, aby doprowadzic do porzadku swoja
    garderobe. I z praniem tez nie mam problemu.
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 09:50
    Fnoll - mam nadzieje ze nie jestes adeptem Zen? Bo niektorzy mistrzowie "tego gatunku"
    zwykli mawiac - "jezeli spotkasz Budde - zabij go!" A to nie w porzadku wobec niego,
    nie w porzadku...
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 29.09.01, 17:47
    Och, troche w ponurych barwach nakreslilas obraz minutowca (podoba mi sie, choc
    brzmi bez sensu) - przeciez to niekoniecznie samooszukujacy sie uciekinier,
    ktory swym niezdrowym nawykom dla swego dobra powinien w jakis sposob
    zapobiegac. Nie przecze, spoleczenstwo zaszczepilo mi pewna dawke wyrzutow
    sumienia (te wszystkie nieodrobione zadania domowe - tony stresu!) i sklonilo
    tym samym do roznych "sztuczek" oszukanczych dla ochrony swojego dobrego
    samopoczucia ("moze nie wyrabiam, ale to dlatego, ze to za nudne dla takiego
    zdolniachy jak ja" - przyklad), ale dzis dryfuje raczej ku byciu minutowcem w
    pelni samoswiadomym i pogodzonym z soba samym. Wiem, ze pewnych rzeczy po
    prostu nie zrobie, a inne z wielka przyjemnoscia - i tych szukam, dla wlasnego
    dobra (trzeba z czegos w koncu zyc). Robienie rzeczy na ostatnia chwile i
    dobrze lub nie robienie ich wcale (chocby miala mnie za to spotkac jakas kara)
    jest moim stylem bycia od wczesnego dziecinstwa i nie sadze by cos sie moglo w
    tej materii zmienic. Zreszta, czasami zrobienie jakiejs rzeczy w ostatniej
    chwili jest zrobieniem jej po prostu na czas. Ta cecha charakteru mysle, ze
    przejawia sie we wszystkich czynnosciach, lecz widac ja wyraznie w przypadku
    tych wymagajacych dluzszych, systematycznych przygotowan. Wtedy sie okazuje, ze
    jedni potrafia podjac jakies czynnosci przygotowawcze na tygodnie przed
    terminem, przeplatajac je innymi czynnosciami, a drudzy musza zrobic cala rzecz
    w jednym ciagu, zaczynajac niedlugo przed data, ktora wydaje sie im ostateczna
    (czyli sami wlasciwie wyznaczaja termin).

    Takze moje pytanie nie jest wolaniem o pomoc - ja nie chce sie zmieniac. Raczej
    chce byc lepiej soba, i chetnie wyslucham i czegos sie naucze jak inni majac
    taki wlasnie styl bycia przystosowuja sie do zycia spolecznego. Bo, co by nie
    rzec, wielu zwierzchnikow chyba sobie ceni sumiennosc i bycie w zgodzie z
    narzuconymi przez nich terminami - co moze rodzic pewne konflikty ;-). Nie
    mowiac o zmianach sposobu wykonywania pracy tak, aby byl ciekawszy.

    Pozdro wszystkim
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.ipartners.pl 29.09.01, 19:41
    Jestem zywotnie zainteresowany tematem nr 2! (sposob zwalczania pro-costam)

    Ale osobiscie uwazam, ze bylbym ciezkim przypadkiem, wymagajacym indywidualnych
    konsultacji, poniewaz:
    1. Lek przed porazka i sukcesem jest mi raczej obcy, wygorowanych celow sobie nie
    stawiam, choc nie przecze, ze dosc czesto sa to cele ambitne
    2. Agresja tez mnie jakos nie przekonuje - bo jak mam sie buntowac przed kontrola ze
    strony innych, kiedy rzeczy ktore odkladam dotycza mnie samego - bo to ja ustalam
    termin z "odbiorca" i z reguly ustawiam go tak, zeby mi pasowalo... No i najmniej mi sie
    chce robic dyplom, ktorego obrona zalezy tylko ode mnie - promotor mnie nie zmusza. I
    tu dochodzimy do
    3. Niechec do zajec ktore trzeba wykonac - swietnym przykladem jest tu rzeczony dyplom
    - temat jest swietny, wybralem go sam, i tak na prawde chodzil mi po glowie juz od
    jakichs 2-3 lat
    Wiec dlaczego nie chce mi sie tej pracy napisac??????????

    W tym konkretnym przypadku raczej chodzi o to, ze temat jest tak autorski, ze troche nie
    wiem, jak sie do niego zabrac. Mam plan pracy, wiem o czym ma byc ktory rozdzial, ale
    problem ze znalezieniem odpowiednich slow, aby te rozdzialy wypelnic... To wymaga
    przemyslen, skupienia sie wylacznie na temacie, a co tu duzo mowic - na to zwykle nie
    mam czasu.

    Dlatego ratuj!!! jak zwalczyc swa opieszalosc????
  • zarchiwizowany
    Gość: JK IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.01, 19:54
  • zarchiwizowany
    Gość: Lady IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 30.09.01, 22:10
    Wiesz, Fnollku, właśnie sobie uświadomiłam, jak ja Cię okropnie lubię!!!

    PS Zazdrosne "matki, żony i kochanki" pokornie proszę o wybaczenie i lojalnie
    uprzedzam, że to uczucie szczere i gorące...
  • zarchiwizowany
    Gość: Z IP: 192.168.0.* / 213.77.42.* 01.10.01, 09:17
    Potwornie usystematyzowane określenia zachowań, z którymi niekoniecznie można
    się zgodzić. Co powiesz na następujący przykład zachowań: (rzecz sprzed
    kilkunastu lat) wiem, że to snobizm, ale - odrabianie pracy domowej na kolanie
    przed klasą, tak aby nikt już nie zdążył przepisać? Jak to się ma do wszystkich
    punkcików? Albo inny przykład wymiana jakiejś części w samochodzie dopiero jak
    się rozsypie, choć o tym, że trzeba wymienić wiadomo dużo wcześniej. Jak
    opiszesz takie przykłady z życia wzięte? Przykład pracy dyplomowej rzeczywiście
    można opisać zjawiskiem niechęci, ale co zrobisz z sytuacją, kiedy do wykonania
    są trzy zadania (postawione przez życie, lub najbliższych), do każdego mamy
    stosunek bardzo pozytywny, wykonanie każdego z nich sprawi nam przyjemność (i
    nie tylko nam), a mimo wszystko odkładamy w czasie ich realizację? Lub wykonamy
    dwa, a trzecie leży i czeka... Może czasami są prostsze rozwiązania, np.
    przemęczenie, brak urlopu psychicznego, zbyt szybkie tempo, a może nasz
    wewnętrzny system wartościowania pilnuje za nas terminowości wykonania i nie
    pozwala wypaść nam z pędzącego pociągu życia (to taka przenośnia na zakończenie)
  • zarchiwizowany
    Gość: Malwa IP: *.kozienice.sdi.tpnet.pl 01.10.01, 16:34
    Ja zapisuję się na wykład o sposobach zwalczania, bo metody to już stosuję w
    praktyce na poziomie zaawansowanym.

    Mam nadzieję, że wykład będzie wkrótce, bo zaraz po wykładzie mam zamiar zająć
    się wszystkimi zaległymi pracami.

  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-13-14rs.ct.dial-access.att.net 23.10.01, 04:01
    przepraszam zainteresowanych moim "wykladem" o prokrastynacji, ktory odbyl sie
    jeszcze we wrzesniu, za niewywiazanie sie z obietnic mimo popytu na proponowane
    przeze mnie tematy. Powodem nie byla prokrastynacja z mojej strony, lecz
    skonfudowanie mnie przez administratorow tego forum. Kiedy po prawie godzinie
    spedzonej przy klawiaturze nad tym wykladem po wyslaniu wiadomosci zobaczylam
    info "wiadomosc nie zostala wyslana, trwa przesylanie danych do bazy" (czy cos
    w tym stylu) rece mi opadly z rozpaczy. Bylo juz po polnocy, nastepnego dnia
    mialam wstac o 7:30 do pracy, tyle wysilku z mojej strony i wszystko poszlo na
    marne - tak myslalam. I z tego powodu tak sie zniechecilam, ze stracilam tym
    watkiem zainteresowanie zupelnie. A tu nagle dzisiaj "uslyszalam wolanie" Malwy
    na watku "jestem pasywny.
    I zrobilo mi sie glupio, poniewaz moim ostanim zamiarem jest lekcewazenie
    nieswiadome milych rozmowcow. Wiec dajcie mi troche czasu na napisanie wykladu
    na wybrany przez was temaz (z proponowanych).
    Musze tez nadrobic zaleglosci i przeczytac co sie tu dzialo przez prawie
    miesiac.
    wiec o cierpliwosc i wyrozumienie prosze,
    wracam na katedre
    :)

  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 25.10.01, 04:56
    Witam zainteresowanych na katedrze prokrastynacji stosowanej i slowa
    dotrzymujac wyklad kontynuuje...
    Zdaje sobie sprawe, ze nie bedzie sie on cieszyl aplauzem wiekszosci, co juz
    uwidocznilo sie w Waszych komentarzach. Doskonale rozumiem, ze to co napisalam
    poprzednio godzi w Wasza wizje o samych sobie. Bo mimo tego, ze nawyk
    odkladania waznych rzeczy na pozniej Was samych irytuje, to jest on czescia
    Waszego o sobie wyobrazenia i dla niektorych z Was ten nawyk jest dowodem na
    to, ze jestescie lepsi i od innych zdolniejsi, ze macie nad innymi przewage,
    ze jestescie inteligentniejsi, bardziej ekscytujacy (to sa okreslenia
    zaczerpniete z Waszych wypowiedzi) i ze jak twierdzili niektorzy, zmieniac sie
    nie macie zamiaru.
    Wszystkim, ktorzy tak mysla proponuje nie czytac ciagu dalszego - po co sie
    frustrowac czytajac cos, co rzuca ponury i potworny cien na Wasza
    nieskazitelnosc.
    Ale obecnosc na tych wykladach jest nieobowiazkowa. :))
    Dla przypomnienia, gawedzilismy sobie tutaj o zjawisku OPIESZALOSCI w jezyku
    angielskim zwanej PROCRASTINATION. W tymze samym jezyku ktos oddajacy sie tego
    rodzaju praktykom okreslany jest PROCRASTINATOR ale zartobliwie okreslilismy go
    MINUTOWCEM, z braku lepszych propozycji w jezyku polskim. Mozna byloby go
    nazwac OPIESZALACEM, ale niech juz zostanie minutowcem. Minutowiec
    zostal "potwornie usystematyzowany'" jak sie wyrazil Z bo jeden utknal w
    szufladce MZ (minutowiec zrelaksowany) a drugi w szufladce MSW (minutowiec
    spieto - wystraszony). Niestety nie jest to koniec szufladkowania - przekonacie
    sie sami za chwile kiedy zajme sie dodatkowym szufladkowaniem MSW.
    Uzupelniajac poprzednie inormacje ogolne na temat prokrastynacji (to juz
    spolszczenie) warto dodac, ze,
    1. prokrastynacja jest tylko SYMPTOMEM wiekszego problemu, albo inaczej
    sposobem radzenia sobie z lekiem, zwatpieniem w samego siebie, z niechecia lub
    brakiem zainteresowania zadaniem do wykonania.
    2. do symptomow prokrastynacji zalicza sie nie tylko odkladanie robienia
    waznych rzeczy na pozniej lecz takze:
    - opieszalosc w podemowaniu ryzyka lub sprobowania czegos nowego
    - pozostawanie latami w tej samej pracy mimo braku satysfakcji lub brak checi
    na zmiane miejsca zamieszkania
    - popadanie w choroby w przypadku perspektywy wykonania nieprzyjemnej pracy
    - unikanie konfrontacji, podejmowania decyzji
    - obwiniane innych albo sytuacji (cos jest nudne) za swoje poczucie
    niezadowolenia lub brak poczucia szczescia
    - unikanie wykonywania czegos
    - robienie duzych planow, ktorych nigdy sie nie wciela w zycie
    - wpadanie w wir towarzysko - rozrywkowego zycia tak ze juz nie wystarcza czasu
    na wykonanie waznych zajec.
    Prokrastynacja jest bardzo dziwnym zjawiskiem. Wydaje sie, ze jej celem jest
    uczynienie naszego zycia bardziej przyjemnym lecz niestety prawie zawsze
    zwieksza w naszym zyciu stress, dezorganizuje je a czesto jest przyczyna
    zyciowych klesk.
    Wiem, ze niektorzy z Was czekaja na recepte jak sobie radzic z opieszaloscia
    ale zanim podziele sie z Wami rozwiazaniami proponowanymi przez psychologow,
    pomecze Was troche dodatkowymi informacjami na temat samych minutowcow
    (opieszalcow).
    I tu sie zaczyna, anonsowane uprzednio, szufladkowane ktore bedzie dotyczylo
    minutowca spieto-wystraszonego, ktory wystepuje w pieciu odmianach ( tak ich
    sklasyfikowali psychologowie:Burka i Yuen (1984) oraz Ellis i Knaus (1977).

    1. Odmiana pierwsza - MSW, ktorego leki biora sie z OBAWY PRZED SUKCESEM. Lek
    ten moze spowodowac, ze uczen lekcewazy nauke z powodu strachu przed dobrymi
    wynikami ... tak, brzmi to jak paradoks, ale czy nie jest prawda, ze od ucznia
    ktory sie dobrze uczy wymaga sie nastepnych suksesow, odpowiedzialnosci i
    dojrzalosci? Moze to byc dla niektorych tak obciazajaca i emocjonalnie
    stresujaca perspektywa, ze, broniac sie przed napieciem, beda skrywac swoje
    ambicje, zachowywac sie tak jak gdyby im na niczym nie zalezalo i w rezulacie
    beda naprawde osiagali zle wyniki w nauce. Inni moga obnizyc swoje loty ze
    strachu przed utrata przyjaciol. Czyz nie pokutuje ciagle w naszej spolecznosci
    opinia, ze mezczyzni nie lubia madrych kobiet? W tej samej grupie minutowcow
    miesci sie ktos obawiajacy sie sukcesu z powodu poczucia winy - "ja na ten
    sukces i uznanie nie zasluzylem" lub ktos myslacy " bylbym zypelnie inna osoba
    jesli przyznalbym sie ze jestem zdolny i musialbym stracic poczucie swojej
    tozsamosci" - perspektrywa zbyt przerazajaca dla tego kogos, dlatego broniac
    sie przed napieciem sabotazuje swoje wlasne zdolnosci i umiejetnosci przestajac
    je wykorzystywac.

    2. Odmiana druga - MSW, obawiajacy sie porazki. Oczywiscie ktos bardzo do
    siebie krytycznie nastawiony i czujacy sie gorzej niz inni bedzie unikal
    uczestniczenia w zyciu spolecznym a szczegolnie w tym co wymaga
    wspolzawodnictwa. Nie uczestniczenie w czyms jest porazka sama w sobie, lecz
    nie az tak bolesna jak uczestnictwo i przegrana.
    Jesli ktos ustali sobie bardzo ambitne lub prawie niewykonalne cele - a dotyczy
    to glownie perfekcjonistow - istnieje duze prawdopodobienstwo, ze bedzie sie
    czul przytloczony ciezarem tych zadan i nie bedzie wierzyl, ze sobie z nimi
    poradzi. Perfekcjonisci czesto nie wierza w swoje zdolnosci. Odwlekajac
    wykonanie tych zadan, taka osoba odsuwa przynajmniej na jakis czas,
    przerazajaca perspektywe porazki. Ktos taki ociaga sie przed przyjeciem
    zyciowego wyzwania w obawie ze rozczaruje sie sam soba a do tego udowodni
    innym, ze jest po prostu zwyklym przecietniakiem. Metode te stosuje ktos, kto
    utozsamia swoja wartosc i uzyskanie milosci czy uznania drugiej osoby od tego
    czy ta osoba uwaza go za madrego, inteligentnego i i utalentowanego.
    Prokrastynacja w tym przypadku umozliwia nam wiare w to, ze jestesmy kims
    wyjatkowym lub mamy nieprzecietne zdolnosci ( w tym samym czasie jednoczesnie
    boimy sie, ze jestesmy gorsi) unikajac sprawdzenia tych zdolnosci w praktyce i
    sluzy wzmocnieniu naszego poczucia wyzszej wartosci.

    Abraham Lincoln powiedzial " Lepiej sie nie odzywac i robic wrazenie glupca,
    niz otworzyc usta i rozwiac wszystkie watpiwosci.

    3. Odmiana trzecia - reprezentant tej odmiany ma silna potrzebe kontroli
    (wladzy) i/albo potrzebe oporu przed kontrola innych ( nie ma takiej sily,
    ktora by MNIE zmusila do zrobienia czegos). Innymi slowy jest to prowokujaco -
    agresywny minutowiec, poslugujacy sie pasywno - agresywnymi metodami okazywania
    urazow. Osoba taka wierzy irracjonalnie, ze wszyscy musza byc dla niej uprzejmi
    i robic co im kaze, a jesli nie spelniaja oczekiwan to minutowiec ma pelne
    prawo wpadac w zlosc i nienawidziec tych ktorzy go nie sluchaja ( wlaczajac w
    to odmowe wykonania polecen wydawanych przez rodzicow, nauczycieli, oraz
    przelozonych). Oczywiscie kazdy w zyciu spotyka sie z roznego rodzaju
    poleceniami ale nie wszyscy potrafia sie do nich zastosowac i je zaakceptowac.
    Najlepiej sprawdzic czy zamilowanie do kontrolowania, wladzy i agresja leza u
    podloza prokrastynacji zadajac sobie proste pytania:
    "czy fakt, ze ociagam sie ze zrobieniem czegos, lub ze sie spozniam utrudnia
    komus zycie albo komus przeszkadza?
    - czy czesto poddaje wszystko w watpliwosc lub lamie ustalone przez ogol zasady?
    - czy czesto mam ochote powiedziec komus "zejdz ze mnie" (get off my back)?
    Jesli odpowiedz bedzie twierdzaca byc moze absorbuje cie "bitwa o wladze". W
    pasywnej agresji daja wyraz nasze urazy. Minutowiec moze sprawiac wrazenie, ze
    ma bardzo silna i niezalezna osobowosc, robiac tylko to co sam uwaza za
    stosowne nie stosujac sie do zadnych zasad. Ale co bedzie jesli spedzi cale
    zycie na niewolniczym udawadnianiu wszystkim dookola, ze jest "wolny" zamiast
    na robieniu tego co jest dla niego najlepsze? Tacy minutowcy mowia sobie "
    Boze, gdybym sie zmienil, musialbym zaczac stawiac sie na czas, stosowac do
    zasad, wykonywac rutynowe zajecia ...oznaczaloby to, ze ONI wygrali. A
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 25.10.01, 05:01
    nie wiem jak sie to stalo ale mimo zaznaczenia wszystkiego do skopiowania
    wszystko sie nie skopiowalo i teraz sprobuje skopiowac brakujaca czesc

    ...
    Tacy minutowcy mowia sobie " Boze, gdybym sie zmienil, musialbym zaczac
    stawiac sie na czas, stosowac do zasad, wykonywac rutynowe
    zajecia ...oznaczaloby to, ze ONI wygrali. A ponadto byloby to nudne i zbyt
    latwe". I w ten sposob uplywa mu zycie na udawadnianiu onym, ze jest "wolny"
    zamiast naprawde zyc jak
    wolny czlowiek.

    4. Odmiana czwarta i piata MSW - sluzy minutowcom do trzymania kogos na kim mu
    zalezy bardzo blisko siebie emocjonalnie lub na utrzymaniu znajomosci ktorej
    sie obawia w bezpiecznej dla siebie odleglosci. Dotyczy zjawiska uzaleznienia
    w zwiazkach i dotyczy na przyklad obaw ukochanego przed uniezaleznieniem sie
    ukochanej bo byc moze oznaczaloby to jej utrate.

    To tyle wykladu na dzisiaj... ale nie sposob bylo z niego zrezygnowac jesli
    sobie uswiadomimy jeszcze raz, ze prokrastynacja nie jest problemem lecz
    symptomem tlacych sie w naszej podswiadomosci lekow, blednych postaw zyciowych
    lub irracjonalnych wyobrazen o nas samych czy otaczajacym nas swiecie. Jesli
    ten "wyklad" pomoze komus na spojrzenie na siebie z boku i dojrzenie co sie
    kryje za prokrastynacja to byc moze bedzie to poczatek zarzucenia tej
    frustrujacej cechy charakteru. Autorzy tego eseju proponuja zaczac od zadania
    sobie pytania: Czy ja jestem zrelaksowanym czy spietym wewnetrznie minutowcem?
    ( Kwieto na przyklad zalicza siebie do tych zrelaksowanych) Spiety minutowiec
    czesto posiada
    bardzo zlosliwego, wewnetrznego krytyka; zrelaksowany - odrzuca wplyw
    wewnetrznego krytyka odrzucajac rzeczywistosc. Dopiero po uswiadomieniu sobie
    jakim minutowcem jestesmy mozemy rozpoczac uzdrawianie swoich specyficznych
    szkodliwych dla nas emocji, mysli czy nieuswiadomionych motywow naszego
    dzialania.

    Nastepny wyklad bedzie traktowal (wreszcie ) o tym jak sobie radzic ze swoja
    opieszaloscia.
    cdn

    dla wyjasnienia dodaje, ze nie ja jestem autorem tych powyzszych teorii, ja
    jestem tylko tlumaczem z angielskiego tekstu, ktory mnie sama fascynuje i ktory
    mi pozwolil lepiej zrozumiec sama siebie
    ula



  • zarchiwizowany
    Gość: volny IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 25.10.01, 07:12
    ODP:
    to lenistwo

    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > Właśnie zamiast smacznie spać ostatniej nocy pisałem esej, który miałem oddać
    > jeszcze w czerwcu, a którego szkic miałem gotowy już w marcu - no teraz jest
    > koniec września. I czeka mnie jeszcze jedna, poważniejsza praca, którą również
    > powinieniem był napisać miesiące temu (promotor już tylko tajemniczo się
    > uśmiecha na mój widok), z którą zapewne stoczę beznadziejną walkę w najbliższy
    > weekend. Dodam, że piszę całkiem niezłe, twórcze prace i lubię je pisać.
    >
    > Niech mi ktoś odpowie - dlaczego muszę robić to zawsze na ostatni moment? Że
    > tak jest od podstawówki, to już nie mam złudzeń, że coś się we mnie zmieni, że
    > się bardziej zdyscyplinuję. Nawet już nie mam za bardzo wyrzutów sumienia,
    > raczej ogarnia mnie swego rodzaju rezygnacja.
    >
    > Macie może podobnie? Macie jakieś hipotezy skąd się taka w gruncie rzeczy
    > aspołeczna cecha charakteru bierze, taka kompletna nieczułość na terminy?
    > I jak z tym żyć? Myślę, że są pewne rodzaje profesji, których powinienem w
    > przyszłości unikać - a może nie? Co by nie rzec, w dotychczasowych działaniach
    > za kasę byłem terminowy - ale i to może mi przejść, przecież.
    >
    > Z góry dziękuję za wszelkie ciekawe sugestie :-))))
    >
    > Pozdrawiam
    >
    > Fnoll Robiący Wszystko Na Ostatnią Chwilę

  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 26.10.01, 20:06
    czekam na ciag dalszy trawiac w sobie czego bardziej sie boje - sukcesu czy
    porazki? ja twierdze, ze tego pierwszego - moja zona, ze tego drugiego ;-)

    a moze to raczej dyktat zapotrzebowania na bodzce? - czyli jednak minutowiec
    poniekad zrelaksowany ;-)

    na pewno z nikim nie walcze opoznieniami... e, zaraz, zaraz - moze z rodzicami
    i ich ambicjami? ojej...

    czekam z niecierpliwoscia na rozwiazania!

    i gdzie tu lek w pakowaniu sie na ostatnia chwile? przed czym?

    co jest przeciwnoscia minutowstwa?

    moja babcia jest przygotowana do wyjscia na godzine przed i spedza ta godzine w
    butach w fotelu

    tolerancja na nieprzewidywalnosc?

    nierealnosc tego co poza najblizszym otoczeniem czaso-przestrzennym? mam
    klopoty tez z precyzyjnym aczkolwiek odleglym planowaniem

    decyzje o wyjezdzie tak po prawdzie najchetniej podejmuje na dwa-trzy dni
    przed, nie wczesniej


    tia - psycholog szuka wyjasnien w swojej dziedzinie - ja bym jeszcze chetnie
    poczytal komentarz neurologa :-) a i moze kultura ma tu cos na rzeczy?

    pzdr!

    fnoll zdeadlinowany
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-05rs.ct.dial-access.att.net 27.10.01, 05:27
    prosze o cierpliwosc, ciag dalszy wykladu w przygotowaniu

    a tymczasem zycze przyjemnego weekendu...
    u

  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 31.10.01, 05:22
    Prokrastynacja i jej wyznawcy ...wykladu ciag dalszy
    Jak ten czas szybko leci, dopiero byl weekend a tu juz wtorek a wykladu jak nie
    ma tak nie ma... niestety musialam sie zajac baaardzooo waznymi sprawami, ale
    wreszcie siedze przed ta klawiatura, popijam dla kurazu Margarite (tequila +
    dodatki smakowe + obowiazkowa sol + lod = pysznosci)

    temat na dzisiaj : radzenie sobie z prokrastynacja przez MZ , czyli Minutowca
    Zrelaksowanego - zaczniemy od niego, jako ze Margarita wprawila mnie w
    zrelaksowany nastroj.

    Nasz MZ, ten unikajacy pracy, poszukajacy w zamian przyjemnosci, w miare
    zrelaksowany typ minutowca wcale nie czuje wielkiej potrzeby zmienienia swoich
    przyzwyczajen, chyba ze on/ona jest postawiony przed perspektywa prawdziwej
    zyciowej porazki ( perspektywa wyrzucenia ze studiow na przyklad) lub gdy nagle
    uzmyslowi sobie ze jego zycie jest na niewlasciwych torach. Jednym slowem MZ
    potrzebuje zyciowego kryzysu, przymusu, ktory go zmusi do zmiany postepowania.
    Glownym pytaniem jest wiec pytanie czy MZ potrafi sam i w pore dostarczyc
    sobie wystarczjacej ilosci "wewnetrznego przymusu" motywujacego go do zmiany?
    Obaj, MZ I MSW, NIE LUBIA zadan i obowiazkow, wykonywanie ktorych odkladaja na
    pozniej. W jaki wiec sposob te zadania i obowiazki dorabiaja sie statusu
    nielubianych? Psychologowie sugeruja, ze to my sami kreujemy te niedole
    wmawiajac sobie, ze to co mamy wykonac jest na przyklad:
    -odpychajace (nienawidze czytania tych obowiazkowych lektur)
    -lub degradujac samych siebie myslac " napewno nie zrobie tego dobrze"
    -lub dla odmiany wmawiajac sobie, ze cos jest bardzo krzywdzace: " te egzaminy
    sa naprawde absurdalne, nie moge patrzec na tego belfra"
    -lub stawiamy sobie zbyt wygorowane zadanie : "musze otrzymac same 5-tki.
    i w rezultacie uprawiamy prokrastynacje zeby ominac te nielubiane zajecia, do
    ktorych niechec wmowilismy sobie sami.
    Jednym z pierwszych rozwiazan jest oczywiscie zmniejszenie stopnia nielubienia
    tych czynnosci i naszego emocjonalnego napiecia zwiazanego z perspektywa
    wykonywania tychze. W jaki sposob?
    Ot na przyklad poprawiajac nasze poczucie wlasnej wartosci, pamietacie ?, "na
    pewno nie zrobie tego dobrze", lub zadajac sobie proste pytanie "kto i kiedy
    zagwarantowal nam, ze zycie zawsze musi byc lekkie, latwe i przyjemne, ze
    ciezka praca nigdy nie daje satysfakcji i jest nie do wykonania, lub ze zawsze
    musze otrzymywac 5-ki. Ogolnie mowiac mozemy zmienic SPOSOB W JAKI MYSLIMY o
    czekajacych nas zadaniach z negatywnego na pozytywny i zwyczajnie polubic to co
    mamy do zrobienia.
    Ten zrelaksowany, lubujacy sie w przyjemnosciach minutowiec musi dostrzec ze
    oddawanie sie natychmiastowym przyjemnosciom i odraczanie waznych zadan na
    pozniej wcale nie umozliwi mu osiagniecia jego wymarzonych idealow ( oczywiscie
    trzeba je najpierw miec). Dopuszcza sie prokrastynacji poniewaz oszukujac
    samego siebie, akceptuje swoja wiare w to, ze nie ma nic zlego w oddawaniu sie
    TERAZ przyjemnosciom a do powaznej pracy zabierze sie pozniej ( prosze
    zauwazyc, ze ja w tej chwili potrafie laczyc przyjemnosc picia Margarity z
    powaznym badz co badz zadaniem pisania tego wykladu, bierzcie przyklad ze mnie).
    Dlaczego dochodzi do tego typu myslenia, dlaczego tak latwo i szybko uczymy sie
    prokrastynacji? Poniewaz jest ona bardzo latwo przyswajalnym nawykiem. Kiedy
    odkladamy robienie czegos na pozniej, oddajac sie przyjemnosciom, czujemy sie
    zadowoleni i jest nam w tym momencie przyjemnie - nie myslimy o tym co bedzie
    pozniej. Oszukujemy sami siebie. Jedynym sposobem przerwania tego oszustwa jest
    stawienie czola rzeczywistosci i zaprzestanie samooszukiwania. Trzeba nauczyc
    sie myslec realistycznie o przyszlosci ... stale, caly czas a nie zyc iluzjami
    stosujac wbiegi.

    MZ moze stosowac nastepujace rodzaje iluzorycznych wybiegow:

    1. wybiegi - czynnosciowe czyli wykonywanie czynnosci, ktore nie sa w danej
    chwili priorytetami: ogladanie TV, jedzenie, zabawa, spanie, sprzatanie,
    surfowanie na internecie. Pochloniety tymi czynnosciami MZ blokuje emocjonalne
    napiecie, powatpiewanie w samego siebie, agresje lub nude, jednym slowem
    wszystko to co kojarzy mu sie z wykonywaniem tego co wlasnie odklada na pozniej;

    2.wybieg intelektualne wyrazajace sie mysleniem typu:
    a) "zrobie to jutro" lub "najlepiej pracuje w nocy wiec zabiore sie do tego jak
    zapadnie noc", Poniewaz MZ obiecal sobie, ze grzecznie zabierze sie do pracy w
    niedalekiej przyszlosci teraz moze bez wyrzutow sumienia oddac sie zabawie.
    b) "teraz ide po zakupy ale za to bede pracowal przez caly wieczor"
    lub "zadzwonie do niego jak tylko bede mial mu cos madrego do powiedzenia",
    lub " najpierw doprowadze swoje mieszkanie do porzadku a pozniej zajme sie
    poznawaniem przyjaciol". MZ zaprzata sobie uwage czyms niewaznym odraczajac
    nieprzyjemne zajecie lub takie, ktorego sie boi.
    c) "chcialbym otrzymac bdb ze statystyki ale ten belfer nigdy mi nie da takiej
    oceny" lub "chcialbym sie umowic na randke z Olenka/ Olkiem ( alez on/ona jest
    przystojna/y) ale przeciez on/ona pewnie nawet na mnie nie zechce spojrzec.
    Jest to takie emocjonalne perpetum - mobile. Dlaczego mam probowac czegos co i
    tak jest niemozliwe. W rezultacie MZ nastawiony w ten sposob moze nigdy nie
    podjac zadnej akcji.

    3.wybiegi emocjonalne:
    czyli oddawanie sie zajeciom dostarczajacym emocjonalnych przyjemnosc a moze to
    byc zazywanie narkotykow, sluchanie muzyki, czytanie ksiazek (postow/wykladow
    na internecie - ha, ha), zajmowanie sie przyjaciolmi, miloscia, flirtem lub
    religia. Kazda z tych czynnosci moze czasami sluzyc jako ucieczka przed
    nieprzyjemnymi lecz waznymi zadaniami.

    Minutowiec zrelaksowany moglby sobie zadac pytanie: czy ja sie oddaje tego
    rodzaju praktykom? Jesli sie przylapie na tym, ze ten "przyjemniaczek" w nim
    znowu bierze gore, musi odzyskac nad nim kontrole.

    Wiec co mozna radzic MZ aby nie ulegal zbyt czesto prokrastynacji?
    1. Zaprzestan zamieniania malych niedogodnosci w gory nie do przybycia, czyli
    jesli masz jakies niezbyt przyjemne zadanie do wykonania nie mysl o nim jako o
    zadaniu, ktore przerasta twoje sily,

    2. Uwazaj na te wszystkie, drobne oszustwa lub wykrety, ktorymi sie raczysz a
    ktore ci umozliwiaja odkladanie zadan na pozniej

    3. Mysl bardziej racjonalnie - nie musisz byc na kazdym przyjeciu, a ksiazka
    ktora musisz przeczytac moze sie okazac interesujaca

    4. Uloz sobie realistyczny plan (z detalami) osiagniecia swoich
    dlugoterminowych celow

    5. Nie unikaj pracy, stosuj wyswiechtane moze ale jakze prawdziwe motto "to
    co masz zrobic jutro zrob dzisiaj"

    Psychologowie zdaja sobie sprawe z tego, ze dawanie minutowcom tego rodzaju rad
    mija sie z celem jesli bedzie on/ ona nadal skutecznie oddawal/la sie swoim
    samooszukanczym praktykom pozostajac jednoczesnie zrelaksowanym/a i zadowolonym
    z siebie. Skutecznosc tych rad bedzie taka sama jak w przypadku lekarza
    radzacego pacjentowi zeby schudl lub rzucil palenie. Takie rady zazwyczaj nie
    dzialaja dopoty, dopoki pacjent nie przezyje ataku serca. Czyli wracamy do tego
    co powiedzielismu juz poprzedni, MZ potrzebuje zyciowego kryzysu, ktory go
    zmusi nie tylko do checi zmiany swoich nawykow i pracy nad samym soba ale tez
    wytrwalosci. Minutowiec musi SAM dojrzec potrzebe zmiany swoich nawykow, nikt
    nie zrobi tego za niego. Ile razy slyszeliscie od rodzica "posprzataj swoj
    pokoj, wyrosniesz na flejtucha:", lub "jak sie nie bedziesz uczyl to bedziesz
    kamienie na drodze tlukl". ale kto tak naprawde przywiazuje znaczenie do tego
    zrzedzenia. Dlatego jeszcze raz podkresle, ze z prokrastynacja musimy radzic
    sobie sami a pierwszym krokiem do tego jest poznanie jej mechanizmow, co juz
    drogi MZ uczyniles jesli dotrwales do konca tego wykladu.
    Zycze wszystkim MZ sukcesow w podejmowaniu wysilkow z walczeniem z
    prokrastynacja lecz nawet jesli jej calkowicie nie zarzucicie,
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 31.10.01, 05:25
    znowu wyklad "wykipial"

    Zycze wszystkim MZ sukcesow w podejmowaniu wysilkow z walczeniem z
    prokrastynacja lecz nawet jesli jej calkowicie nie zarzucicie, mam nadzieje ze
    osiagniecie wasze wymarzone i przez was tylko wysnione szczescie.

    to koniec dzisiejszego wykladu, tematem nastepnego beda rady dla drugiego typu
    minutowca - MSW.
    ide po nastepna szklaneczke Margarity, zasluzylam na nia
    ula
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 31.10.01, 11:49
    zaleznie od przyjetej hierarchi celow kompletnie zmienia sie optyka
    postrzegania prokrastynacji - co w przypadku jednego nia jest (bo uciekajac od
    realizacji zywotnych dla siebie celow zajmuje sie drobnymi) w przypadku innego
    nia nie bedzie (bo istonie zajmuje sie najbardziej zywotnymi dla siebie celami
    pomijajac cele drugorzedne) - choc zewnetrznie moga byc podobni

    a ze nie wszyscy jestesmy tak samo zsocjalizowany i rozne mamy w glowach
    hierarchie trzeba unikac oceny kogos jako prokrastynatora wedlug wlasnych
    hierarchii celow

    jestem tez w stanie sobie wyobrazic, ze ktos ucieka przed rozwiazaniem
    najbardziej zywotnych dla siebie problemow (np przezycie zaloby, odnalezienie
    partnera, rozwiazanie toksycznego zwiazku z matka) w styl zycia z wierzchu
    zupelnie nie kojarzacy sie z prokrastynacja - starannie zaplanowana i
    przeprowadzana kariere zawodowa

    no i co poczac z takim fantem?

    osobiscie uwazam, ze istnieja dwa sposoby myslenia o prokrastynacji potocznie
    zwanej lenistwem, i trzeba umiec je oddzielic:

    jedno podejscie jest czysto wychowawcze - ustala pewne standarty zachowania i
    kara i zacheta sklania do ich wykonywania, bez refleksji nad ich celowoscia czy
    dopasowaniem do indywidualnej jednostki - bo respektowac kwestie "terminowe" na
    ogol musza rowno wszyscy: godziny otwarcia urzedow itp.; problem zaczyna sie
    przy bardziej zlozonych zachowaniach, gdy majac coraz mniejsza kontrole nad
    wykonaniem trudno miec pewnosc dotrzymania terminu (np. na wojnie - rozkaz
    zdobycia umocnien wroga do wtorku jest motywujacy, ale istnieje jednoczesnie
    duza tolerancja na jego nie wykonanie) i gdy dochodzi do konfliktu motywow
    zaangazowanych w dane zadanie (inna motywacja "dowodcy" i inna "wykonawcy" na
    przyklad - czesty konflikt miedzy najemca a robotnikami oplacanymi za czas
    pracy, nie dotrzymanie terminu z punktu widzenia robotnika moze byc wlasnie
    realizacja swojego zywotnego celu)

    drugie podejscie - to podejscie naukowe, opisujace, wyjasniajace i ewentualnie
    przewidujace - ale nie ewaluatywne; skupione na konkretnej jednostce lub
    doszukujace sie ogolnych prawidlowosci

    wywody psychologiczne niestety rzadko bywaja "czysto" naukowe, bo psychologowie
    na ogol grzesza niezdrowa checia naprawiania swiata (pomieszanie psychologii
    akademickiej z psychologia jako SZTUKA pomocy ludziom) nawet zza biurka naukowca

    mi sie to nie podoba, bo skuteczna terapia powinna byc indywidualna lub
    grupowa, a nie masowa przy pomocy podrecznikow - to jest socjalizacja dobra w
    szkolach podstawowych i srednich i przedszkolach

    poznanie naukowe zas powinno byc wolne od ocen na podstawie kryteriow
    kulturowych - bo sa to dosc umowne kryteria

    takze, droga ulo, moze bys podjela trud odcedzenie swoich prokrastynacyjnych
    zrodel z zapedow spekulacyjno-wychowawczych? bo ciekawe, co by wtedy zostalo

    pozdrowienia!

    wierny student fnoll
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-10-15rs.ct.dial-access.att.net 01.11.01, 06:19
    fnoll, nie moge pozostawic cie bez odpowiedzi, wiec odkladam wyklad na pozniej a
    teraz poswiece swoj czas na skomentowanie twoich przemyslen...
    moje komentarze tym razem, w odroznieniu od wykladu, nie beda "relacja ze zrodla"
    lecz moimi wlasnymi opiniami

    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > zaleznie od przyjetej hierarchi celow kompletnie zmienia sie optyka
    > postrzegania prokrastynacji - co w przypadku jednego nia jest (bo uciekajac od
    > realizacji zywotnych dla siebie celow zajmuje sie drobnymi) w przypadku innego
    > nia nie bedzie (bo istonie zajmuje sie najbardziej zywotnymi dla siebie celami
    > pomijajac cele drugorzedne) - choc zewnetrznie moga byc podobni

    pdefinicja prokrastynacji zaklada, ze odwlekamy na pozniej robienie rzeczy
    ISTOTNYCH a nie drugorzednych i zadaniem kazdego z nas,indywidualnie, jest
    ustalenie WLASNEJ hierarchi waznosci, dlatego jest rzecza zrozumiala, ze to nie
    ja bede decydowac czy jestes minutowcem czy nie lecz ty SAM. Mnie, tak jak i
    twojemu profesorowi, ktoremu jestes winien jakis esej, naprawde nie zalezy na tym
    zebys go oddal na czas, poniewaz jedynie TY bedziesz ponosil konsekwencje swojej
    opieszalosci (sprawa nabralaby innego aspektu oczywiscie gdybym ja np. byla
    wlascicielm firmy, ty moim podwladnym. Gdybys nie wywiazal sie z terminow
    przestaloby to byc tylko TWOIM opieszlastwem a rzutowaloby rowniez na MNIE - ale
    t juz zupelnie inna sprawa, nie mieszczaca sie w centrum zainteresowania
    wykladow).

    >
    > a ze nie wszyscy jestesmy tak samo zsocjalizowany i rozne mamy w glowach
    > hierarchie trzeba unikac oceny kogos jako prokrastynatora wedlug wlasnych
    > hierarchii celow
    >
    Gdzie w tych wykladach doszukales sie krytyki kogokolwiek wedlug wlasnej
    hierarchi celow? Te wyklady sa niczym innym jak przedstawieniem hipotezy
    wyjasniajacej przyczyny opieszalosci, o co zreszta sam prosiles w swoim
    inaugurujacym ten watek liscie.


    > jestem tez w stanie sobie wyobrazic, ze ktos ucieka przed rozwiazaniem
    > najbardziej zywotnych dla siebie problemow (np przezycie zaloby, odnalezienie
    > partnera, rozwiazanie toksycznego zwiazku z matka) w styl zycia z wierzchu
    > zupelnie nie kojarzacy sie z prokrastynacja - starannie zaplanowana i
    > przeprowadzana kariere zawodowa
    >
    > no i co poczac z takim fantem?

    ja tez jestem w stanie to zrozumiec ale nawet jesli ktos sprawia wrazenie dobrze
    zorganizowanego a jest to tylko rezultat jego wewnetrznych, emocjonalnych batalii
    z powodu toksycznych rodzicow, to czyz nie jest to dalej ucieczka i oszukiwaniem
    samego siebie? Jesli jest to swiadomie obrana metoda na radzenie sobie z
    emocjonalnym balastem z dziecinstwa wtedy rzeczywiscie o prokrastynacji mowy nie
    ma.
    >
    > osobiscie uwazam, ze istnieja dwa sposoby myslenia o prokrastynacji potocznie
    > zwanej lenistwem, i trzeba umiec je oddzielic:
    >
    Ja nie bardzo sie zgadzam na stawienie znaku rownosci miedzy lenistwem a
    prokrastynacja. Lenistwo dla mnie oznacza nic innego jak tylko brak motywacji do
    dzialania ale nie kryje sie pod nim ta warstwa lekow, napiec, oraz
    samooszukiwania sie jaka wystepuje w przypadku prokrastynacji. Ale jest to tylko
    moja opinia.
    > jedno podejscie jest czysto wychowawcze - ustala pewne standarty zachowania i
    > kara i zacheta sklania do ich wykonywania, bez refleksji nad ich celowoscia czy
    >
    > dopasowaniem do indywidualnej jednostki - bo respektowac kwestie "terminowe" na
    >
    > ogol musza rowno wszyscy: godziny otwarcia urzedow itp.; problem zaczyna sie
    > przy bardziej zlozonych zachowaniach, gdy majac coraz mniejsza kontrole nad
    > wykonaniem trudno miec pewnosc dotrzymania terminu (np. na wojnie - rozkaz
    > zdobycia umocnien wroga do wtorku jest motywujacy, ale istnieje jednoczesnie
    > duza tolerancja na jego nie wykonanie) i gdy dochodzi do konfliktu motywow
    > zaangazowanych w dane zadanie (inna motywacja "dowodcy" i inna "wykonawcy" na
    > przyklad - czesty konflikt miedzy najemca a robotnikami oplacanymi za czas
    > pracy, nie dotrzymanie terminu z punktu widzenia robotnika moze byc wlasnie
    > realizacja swojego zywotnego celu)
    >
    > drugie podejscie - to podejscie naukowe, opisujace, wyjasniajace i ewentualnie
    > przewidujace - ale nie ewaluatywne; skupione na konkretnej jednostce lub
    > doszukujace sie ogolnych prawidlowosci
    >
    > wywody psychologiczne niestety rzadko bywaja "czysto" naukowe, bo psychologowie
    >
    > na ogol grzesza niezdrowa checia naprawiania swiata (pomieszanie psychologii
    > akademickiej z psychologia jako SZTUKA pomocy ludziom) nawet zza biurka naukowc
    >
    dlaczego uwazasz, ze chec naprawiania swiata (czlowieka) przez psychologow jest
    grzeszna? Cale szczescie, ze sa wsrod nich tacy, ktorzy potrafia zejsc z tego
    swojego psychologicznego Olimpu i przekazac swoja psychologiczna wiedze zwyklym
    smiertelnikom, w dodatku w jezyku dla nich zrozumialym. CZz potrafilbys sie
    obejsc w codziennym zyciu bez np matematyki? Oczywiscie sa to tylko jej pewne
    elementy ale nikt sie z tymi umiejetnosciami nie rodzi i trzeba sie tej wiedzy
    nauczyc, tak jak nikt dla przykladu nie rodzi sie ze znajomoscia swojego wnetrza
    i emocji nami wladajacych - i bardzo dobrze jesli psychologia nam uswiadomi, w
    przystepny sposob prawdy o nas samych.
    a
    mi sie to nie podoba, bo skuteczna terapia powinna byc indywidualna lub
    > grupowa, a nie masowa przy pomocy podrecznikow - to jest socjalizacja dobra w
    > szkolach podstawowych i srednich i przedszkolach

    A ja jestem zwolenniczka samookreslenia i samoodpowiedzialnosci. Ten wyklad nie
    mial nic wspolnego z terapia lecz z wdrazaniem wiedzy zdobytej przez psychologa w
    personalne zycie kogos, kto chce sam stanowic o sobie.
    Pomijajac patologiczne przypadki, kwalifikujace sie do terapii (indywidualnej czy
    grupowej), jestem zwolenniczka indywidualnego zbierania inormacji i samopoznania
    czyli ogolnie mowiac self - help. Problemem jest tylko natrafienie na wartosciowa
    self - help publikacje, ale przy odrobinie krytycyzmu i to jest mozliwe.

    poznanie naukowe zas powinno byc wolne od ocen na podstawie kryteriow
    > kulturowych - bo sa to dosc umowne kryteria
    >
    > takze, droga ulo, moze bys podjela trud odcedzenie swoich prokrastynacyjnych
    > zrodel z zapedow spekulacyjno-wychowawczych? bo ciekawe, co by wtedy zostalo

    Nie bardzo rozumiem czyje zapedy spekulacyjno - wychowawcze masz na mysli.
    Moje, czy "zrodlane"? Ja nie moge niczego odcedzac poniewaz byloby to niezgodne z
    zasadami tlumaczenia tekstow, ktore to tlumaczenia powinny jak najwierniej oddac
    tresc tego co jest tlumaczone. Jesli doszukujesz sie tych zapedow w
    samym "zrodle" to mozesz zlozyc reklamacje do ich autora, ktorym jest Dr. Clay
    Tucker - Ladd, ktory postawil sobie za swoja misje zyciowa wdrazanie psychologii
    w zycie. Dr. Clayton E. Tucker-Ladd jest licencjonowaym Klinicznym Psychologiem w
    stanie Illinois przez ostatnie 34 lata (nr licencji 071-001073).Jesli chcesz
    sprawdzic jego profesjonalne referencje mozesz wejsc na strone
    htpp://www.dpr.state.il.us (uzyj nazwiska Ladd).


    > pozdrowienia!
    >
    > wierny student fnoll

    pozdrawiam cie moj wierny studencie fnolu
    ula
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 01.11.01, 08:59
    Gość portalu: ula napisał(a):

    > Gdzie w tych wykladach doszukales sie krytyki kogokolwiek wedlug wlasnej
    > hierarchi celow?

    och, nigdzie, nigdzie! :-)
    ta kwestia wynikla mi z zastanawiania sie nad aplikowalnoscia teorii o
    prokrastynacji i zwiazanym z tym ryzykiem, co nie dotyczy zreszta tylko
    prokrastynacji (wiele zachowan potencjalnego klienta moze byc potraktowanych jako
    objaw tylko dlatego, ze realizuje on kompletnie odmienna hierarchie celow od
    przecietnej - ale czy owa "dziwna" hierarchia tez nie bywa objawem? taaa, tu
    wchodzimy w tradycjny gaszcz rozwazan nad norma i nienorma - zdaje sie, ze w
    przypadku prokrastynacji moznaby wyjsc z tego uznajac, jak w przypadku
    definiowania wielu innych zaburzen, ze towarzyszy jej dyskomfort, o czym zreszta
    pisalas - z tym ze prokrastynator zrelaksowany lub osoba odczuwajaca dyskomfort z
    powodu kar za swa opieszalosc tak po prawdzie nie bylaby prokrastynatorem - tu
    znowu wylania sie pytanie o mechanizmy powstania "prokrastynacyjnego" dyskomfortu
    - czy nie jest to przypadkiem po prostu charakterystyczny nerwicowy dyskomfort? a
    zatem to co nazwalismy prokrastynacja jest po prostu jednym z syndromow glebszego
    zaburzenia i nie wyjasnia rzeczywistych przyczyn opieszalosci)

    takze wiesz, moj komentarz nie byl "komentarzem redakcyjnym do artykulu
    naukowego", ale zbiorem wolnych refleksji :-)

    > Jesli jest to swiadomie obrana metoda na radzenie sobie z emocjonalnym
    > balastem z dziecinstwa wtedy rzeczywiscie o prokrastynacji mowy nie ma.

    o, to ciekawe - tym bardziej wpisuje prokrastynacje w krag objawow nerwicowych

    > Ja nie bardzo sie zgadzam na stawienie znaku rownosci miedzy lenistwem a
    > prokrastynacja. Lenistwo dla mnie oznacza nic innego jak tylko brak motywacji d
    > o dzialania ale nie kryje sie pod nim ta warstwa lekow, napiec, oraz
    > samooszukiwania sie jaka wystepuje w przypadku prokrastynacji.

    bo zastanowmy sie tak behawioralnie - mamy czlowieka, ktory z jakis wzgledow nie
    jest zmotywowany do wykonywania dlugoterminowych zadan w kontekscie spolecznym,
    czego pierwszym syndromem jest zwykle nieodrabianie zadan domowych - taki
    czlowiek bywa w szkole zwany leniem, co jest okresleniem zdecydowanie
    pejoratywnym (choc wielu marzy o slodkim lenistwie), ktorego uzywanie, jako kary,
    ma na celu odwiedzenie danego osobnika od zachowan "leniwych" - poza tym dostaje
    zle oceny, nagany itp. itd.

    wraz z mijaniem edukacyjnych lat len pozostaje leniem (zwykle) za to ma coraz
    wiecej skojarzen negatywnych z niektorymi swoimi zachowaniami - samo myslenie o
    nich moze zaczac budzic lek; gdy robi cos na bierzaco - nie ma problemu, angazuje
    sie i w ogole; gdy ma jakies zadanie wykonac "w ratach" - porazka

    (naturalnie pisze o sobie wyjaskrawiajac nieco :-) )

    stad moje zastanowienie, czy taki prokrastynator z dyskomfortem nie jest
    przypadkiem znerwicowanym leniem, a teoria bioraca pod uwage hierarchie wartosci
    jest do bani - bo to tylko odbicie hierarchi jego rodzicow czy nauczycieli, w
    ktora on uwierzyl (nieszczesny), ale ktorej nie jest w stanie zrealizowac

    dlaczego nie jest w stanie? opisany przeze mnie rodzaj lenistwa jest silnie
    zwiazany z funkcjonowaniem pamieci prospektywnej - ktora sprawia, ze planujemy
    cos i przy wystapieniu bodzca wyzwalajacego zaczynamy wykonywac plan - ale co
    wtedy, gdy ten mechanizm nawala? a pamiec prospektywna ma byc moze swoje
    specyficzne neurologiczne podloze... (chyba tak, ale pozyczylem wlasnie
    odpowiednia ksiazke ;-) )

    poza tym - nie od dzis tlumaczy sie zaburzenia zachowania magicznymi (he, he)
    mikrouszkodzeniami mozgu (co za ulga jesli chodzi o odpowiedzialnosc! no, ale co
    nie przekresla prawdziwosci tych spostrzezen) - to moze do dysleksji,
    dysortografii i dyskalkulii moznaby dodac prokrastynacje?

    nic tylko poddac wszystkich szkolnych leni wszystkim mozliwym rodzajom tomografii
    - tylko kto w Polsce za to zaplaci??? ;-)

    nie bede sie tu rozwodzil - wspomne tylko, ze na ten trop myslenia naprowadza
    mnie fakt, ze z tego co zdarzylem zaobserwowac w zyciu (nie tylko u siebie)
    "opieszalosc" nie zaczyna sie nagle - jej slady znajdziemy w biografii jednostki
    od pierwszych "terminowych" zadan - stad nerwica bylaby tu chyba jednak wtorna
    rzecza

    naturalnie istnieja zapewne takze przypadki "opieszalosci" pojawiajacej sie nagle
    - i tu pewnie podlozem bylby proces nerwicowy lub zaburzenia afektywne

    co o tym sadzisz?

    i jeszcze kilka wyjasnien, ktore ci sie naleza:

    > Nie bardzo rozumiem czyje zapedy spekulacyjno - wychowawcze masz na mysli.
    > Moje, czy "zrodlane"?

    zrodlane, zrodlane - ale w bardzo ogolnym sensie (wolne refleksje ;-) )

    i nie mam zamiaru przesladowac autora twoich konkretnych zrodel ;-)

    a'propos jeszcze tej kwestii - chodzi mi o to, ze psychologia akademicka nie
    powinna miec na celu niesienie pomocy, bo sa to tak zwane "badania podstawowe" -
    dopiero po ich ukonczeniu mozna zajac sie wyciaganiem z nich praktycznych
    zastosowan - jestem po prostu za jasnym oddzieleniem tych dwoch faz, jednakze
    czytajac czesto ksiazki z zakresu psy. akademickiej widze, ze autorzy przy okazji
    chca sprzedac swoje recepty - i to mnie irytuje, bo narzucaja mi od razu pewien
    sposob interpretacji wynikow swoich badan! a ja czesto nie widze zbyt scislego
    zwiazku miedzy tym, co im wyszlo w badaniach, a ich wnioskami - mogliby je
    zamieszczac osobno

    bo nauka powinna pozostac nauka - a pomaganie jest SZTUKA, sztuka zas to po
    prostu sztuka i nie da sie jej wpuscic do analiz statystycznych - chyba ze
    obserwowalne wyniki jej oddzialywania (jest przeciez juz calkiem sporo badan
    skutecznosci terapii - ale nie samej terapii)

    to zupelnie dwa rozne sposoby rozumowania

    tak mi sie skojarzylo, tak sobie napisalem :-)

    pozdrowienia! :-)

    fnoll refleksyjny student
  • zarchiwizowany
    Gość: Kreska IP: 10.129.132.* 01.11.01, 10:53
    Mam nadzieję, że wtrącenie się osoby bardzo zajętej tą dyskusją okaże się
    pożyteczne.
    Należę do kategorii « klient-pacjent-autonaprawiacz ». Interesuje mnie zarówno
    teoria jak i jej zastosowania. Jest tego rodzaju literatury i psychologów takie
    mnóstwo, że nieprofesjonaliście prawie nie sposób się rozeznać. Ten wstęp jest
    po to, żeby było jasne, że dyskusja na forum jest przez czytelników traktowana
    jak jedno ze źródeł wiedzy i pomysłów na rozwiązywanie problemów własnych (lub
    osób bliskich).

    Książka tak świetnie referowana-tłumaczona przez Ulę jest czymś w rodzaju
    poradnika, jeśli dobrze rozumiem. Fakt, nie sięgnęłabym po coś takiego – nie
    mam rozeznania w «rynku», ani umiejętności oceny, ani cierpliwości
    do «cegieł».
    Dziękuję więc ogromnie za te wykłady.
    Cieszy mnie też dyskusja z Fnollem – zmusza do dyscypliny myśli (i wprowadza
    element dawnej «Sondy» - pamiętacie najinteligentniejszy program w historii
    TVP?).

    Czekam na dalszy ciąg z nadzieją, że pomogę wreszcie sobie. I co ważne,
    niekoniecznie szukam porady (sztuka, niesztuka, to inny temat). Teoria też może
    mnie (pewnie po partacku) zainspirować.
    Proszę więc o dalszy ciąg i o to, żebyście nie przerywali.

    A co z problemem wyboru – trudnością podjęcia decyzji o samodzielnym działaniu,
    którego nikt nie pilnuje, trzeba samemu, lub wcale? Te wszystkie czynności
    zastępcze, przez dnie i tygodnie? Czy to się mieści w temacie?
    Pozdrowienia
    Kreska
  • zarchiwizowany
    Gość: Ula IP: *.hartford-03-04rs.ct.dial-access.att.net 07.11.01, 04:18
    witam ponownie na wykladzie o prokrastynacji i sposobach radzenia sobie z tym
    frustrujacym, dla niektorych,

    nalogiem. Tym razem przyjrzymy sie radom psychologow skierowanym do MSW ,
    minutowca spieto-

    -wystraszonego emocjonalnie.

    Psycholog Fiore (1989) uwaza, ze ponaglanie wystarczajaco juz spietego
    emocjonalnie MSW jest

    bezproduktywne. Uwagi typu: "wloz w swoja prace wiecej wysilku", " powinienes
    sie lepiej zorganizowac", "to

    zadanie nie nalezy do latwych wiec lepiej zabierz sie za niego jak najszybciej"
    osiagna skutek przeciwny od

    zamierzonego, poniewaz dodatkowo zwieksza uczucie niecheci odczuwane przez MSW
    do pietrzacego sie przed

    nim zadania. W przypadku prokrastynatora spietego emocjonalnie pomocne sa tylko
    metody pozwalajace na

    zredukowanie negatywnych skojarzen z zadaniem. Dopiero po zredukowaniu tego
    napiecia MSW bedzie w stanie

    je wykonac
    .
    Tenze sam Fiore sugeruje aby:

    1. MSW zmniejszyl lek przed porazka:
    a) uswiadamiajac sobie, ze jej/jego wartosc nie jest zdeterminowana przez
    projekt, nad ktorym pracuje w pracy

    albo przez uzyskanie najlepszej oceny z egzaminu;
    b) przygotowujac sobie alternatywne plany B & C, na wypadek porazki planu A .
    c) uspokajajac samego siebie, mowiac sobie " Jesli mi sie nie powiedzie to
    trudno, przeboleje te strate".

    2. MSW notowal okolicznosci unikania waznych zadan w pamietniku. Jakiego
    wybiegu uzylem tym razem? Jak

    sie wtedy czulem? Co robilem zamiast zabrac sie do waznego zadania? I jakie
    byly tego rezultay, nie pomijajac

    mysli i odczuc kojarzacych sie z ta sytuacja?

    3. MSW zmienil swoj nieproduktywny, prokrastynacyjny sposob myslenia na
    bardziej produktywny.

    A oto przyklady:
    -------------------

    MYSLENIE NIEPRODUKTYWNE vs MYSLENIE PRODUKTYWNE
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------
    Nie mam wyboru... Musze...inaczej ... Chcialbym ... Decyduje sie na...
    spotka mnie...(kara)
    --------------------------------------------------------------------------------
    ---------------------------------
    Musze to skonczyc.... Mysle, ze moge sie do tego zabrac...
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Nie, to zadanie przekracza moje sily Od czego byloby najlepiej
    zaczac?
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Musze to zrobic doskonale Wiem ze zrobie to dobrze.
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Ja nie mam w ogole czasu dla siebie. Robie sobie przerwe i relaksuje
    sie przez
    nastepna godzine.
    --------------------------------------------------------------------------------
    -----------------------------------------------
    Moje zycie to jedna wielka harowka. Mysle, ze zycie i trudne
    zadania tez moga byc

    interesujace.
    --------------------------------------------------------------------------------
    -------------------------------------------------
    Nigdy nie osiagne sukcesu. Mam wieksze szanse na sukces
    jesli....
    --------------------------------------------------------------------------------
    ------------------------------------------------

    Zmieniajac sposob myslenia na bardziej produktywny zmniejszamy swoj strach
    przed praca biorac jednoczesnie

    odpowiedzialnosc za swoje zycie i jego kierunek. To tak jak gdybysmy mowil do
    siebie: "Wykonywanie trudnych i

    odpowiedzialnych zadan sprawia mi przyjemnosc. Jest to rowniez czescia
    satysfakcjonujacego zycia".

    4. Dla MSW, ktory jest nadmiernie ambitny, ktory jest pracoholikiem lub
    perfekcjonista Fiore radzi unikanie

    niezdrowej tendencji do zycia przyszloscia i niedostrzegania drobnych urokow
    codziennego zycia. Ta tendencja

    wyraza sie mysleniem w kategoriach "jak to bedzie wspaniale kiedy wreszcie
    bede lekarzem, kiedy zdobede

    pierwszy milion, kiedy zdobede te literacka nagrode". Osoby tak myslace nie
    zyja "dzisiaj", praca absorbuje je do

    reszty a jesli nie pracuja czuja sie winne, ze nie pracuja. Sa to osoby majace
    wyraznie sprecyzowana misje

    zyciowa i wszystko co robia jest jej podporzadkowane. Godna pozazdroszczenia
    postawa zyciowa?

    Niekoniecznie.Trzeba sie nauczyc balansowac obowiazki i przyjemnosci. Oddanie
    sie misji zyciowej da nam

    pelna satysfakcje dopiero wtedy kiedy znajdziemy w swoim zyciu czas rowniez na
    zabawe, zycie towarzyskie,

    uprawianie sportow, relaks ale nie kosztem pracy, ktora odkladamy na pozniej.
    Wysoko produktywni ludzie tez

    powinni znalezc czas na wakacje i zabawe ale bez poczucia winy.

    5.Tym MSW, ktorzy czyja sie emocjonalnie spieci na sama mysl o czekajacym ich
    zadaniu i nie potrafia sie do

    niego zabrac, Fiore sugeruje aby planowali tylko sam proces rozpoczecia pracy a
    nie godziny jakie na jej

    wykonaniu spedza kazdego dnia. Jesli postanowia sobie, ze po rozpoczeciu pracy
    spedza nad nim tylko... 30

    minut i dotrzymaja postanowienia, powinni to zanotowac w pamietniku i ....
    przyznac sobie nagrode. Ustalanie

    jak najwiekszej ilosci tych krotkoterminowych odcinkow czasowych spedzanych na
    wykonywaniu zadania i

    pozytywne skojarzenia (nagroda) z praca spowoduja wykreowanie w nas samych
    pozadanego nawyku checi do

    pracy i kojarzenia sobie pracy z uczuciem przyjemnosci. Praca staje sie
    bardziej przyjemna jesli nie jest

    postrzegana jako ciezki, nudny nie konczacy sie obowiazek, ktory MUSI byc
    wykonany.

    6. Inne polecane metody to: kreowanie realistycznych celow, zabieranie sie do
    pracy kiedy jestesmy

    emocjonalnie rozluznieni, i natychmiastowe, pozytywne regowanie na trudnosci,
    ktore napotykamy.

    Konczac te krotka serie wykladow o prokrastynacji chcialabym jeszcze dodac, ze
    wielu z nas uwaza

    prokrastynacje za zjawisko nie poddajace sie jakiejkolwiek kontroli z naszej
    strony , ze ani silna wola ani

    jakiekolwiek metody samopomocy (na zawsze ten wyraz bedzie mi sie kojarzyl z
    samopomoca chlopska - przyp

    Uli) lub terapii nie jest w stanie nas uzdrowic. Mimo wszystko powinnismy
    probowac wszelkich dostepnych dla

    nas sposobow aby pracowac nad swoja motywacja, od ktorej przeciez zalezy
    realizacja naszych zyciowych celow.

    Pamietajac o zlych konsekwencjach naszych niedobrych nawykow nie POZWALAJMYsie
    uwodzic im na nowo

    lub nie zastepujmy poprzednich zlych nawykow nowymi, nie mniej szkodliwymi,
    kreujacymi nowe problemy.

    A dla tych z Was, ktorzy maja motywacje siegniecia do samych zrodel i
    jednoczesnie znaja jezyk angielski, lista

    publikacji na temat prokrastynacji.

    Psychological Self-Help: Bibliography
    BEHAVIOR - Overcome a lack of motivation or barriers to acting, such as
    procrastination

    Alschuler, A. (1973). Developing achievement motivation in adolescents:
    Education for human growth . Englewood Cliffs, NJ: Educational Technology
    Publications.
    Amos, W. & Amos, G. (1988). The power in you . New York: Donald E. Fine.
    Burka, J. B. and Yuen, L. M. (1983). Procrastination: Why you do it, what to
    do about it . Reading, Mass.: Addison-Wesley.
    Ellis, A. & Knaus, W. J. (1977). Overcoming procrastination . New York: New
    American Library.
    Fiore, N. A. (1989). The now habit . Los Angeles: Jeremy P. Tarcher, Inc.
    Knaus, W. J. (1979). Do it now: How to stop procrastinating . Englewood
    Cliffs, NJ: Prentice-Hall.
    Lipson, A. and Perkins, D. N. (1990). Block: Getting out of your own way .
    New
    York: Lyle Stuart Book.
    McWilliams, R. & McWilliams, P. (1991). Do it! Let's get off our buts . Los
    Angeles: Prelude Press.
    Roberts, M. S. (1995). Living without procrastination . Oakland, CA: New
    Harbinger Publications.
    Schlenger, S. & Roesch, R. (1990). How to be organized in spite of yo
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-05rs.ct.dial-access.att.net 07.11.01, 04:35
    bardzo jestem niezadowolona z wygladu tabelki, ktora podawala przyklady na
    myslenie produktywne vs nieproduktywne - w notatniku wygladalo to jak nalezy
    ale po skopiowaniu ...lepiej nie mowic ...
    sprobuje ja skopiowac jeszcze raz zmieniajac ustawienia notatnika
    jesli nie poskutkuje - trudno, to nie apteka
    :)))
    A oto przyklady:
    -------------------

    MYSLENIE NIEPRODUKTYWNE vs MYSLENIE PRODUKTYWNE
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------
    Nie mam wyboru... Musze...inaczej ... Chcialbym ... Decyduje sie na...
    spotka mnie...(kara)
    --------------------------------------------------------------------------------
    ---------------------------------
    Musze to skonczyc.... Mysle, ze moge sie do tego zabrac...
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Nie, to zadanie przekracza moje sily Od czego byloby najlepiej
    zaczac?
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Musze to zrobic doskonale Wiem ze zrobie to dobrze.
    --------------------------------------------------------------------------------
    --------------------------------------
    Ja nie mam w ogole czasu dla siebie. Robie sobie przerwe i relaksuje
    sie przez
    nastepna godzine.
    --------------------------------------------------------------------------------
    -----------------------------------------------
    Moje zycie to jedna wielka harowka. Mysle, ze zycie i trudne
    zadania tez moga byc
    interesujace.
    --------------------------------------------------------------------------------
    -------------------------------------------------
    Nigdy nie osiagne sukcesu. Mam wieksze szanse na sukces
    jesli....
    --------------------------------------------------------------------------------
    ------------------------------------------------


    Po wylaczeniu zawijania wierszy w "format" wyglada to troche czytelniej

    pa
    Ula

  • zarchiwizowany
    Gość: Yogi IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.11.01, 06:30
    Gość portalu: yaa napisał(a):

    > Tak jest zawsze. W podstawówce i liceum zaczynałem się uczyć na 2 dni przed
    > klasówką a prace domowe odrabiałem na przerwie przed lekcją. Na studniach
    > uczyłem się 3 dni przed egzaminem. Teraz na zajęcia przygotowuje się w nocy
    > przed tymi zajęciami. Jeśli muszę gdzieś wyjść to zawsze kalkuluje kiedy mam
    > wyjść, żeby spokojnie dojechać i w rezultacie: albo jadę taksówką albo
    > samochodem.
    Też często muszę brać taryfę, spóźniam się albo jestem "na styk". Tu chodzi chyba
    o dodatkowe emocje. Gdybym wyszedł tak, żeby zdążyć 15 min. przed czasem, byłoby
    nudno i nic by się nie działo. A tak to nigdy nie wiesz czy tym razem się
    wyrobisz.
    Co do egzaminów i klasówek to od zawsze przygotowywałem się do nich najwcześniej
    dzień przed. Ale klasy nigdy nie powtarzałem, choć miałem w lo duuużo miernych.
    Teraz jestem na studiach i też uczę się dopiero na kilka godzin przed egzaminem
    (a jak ma być test, to z reguły w ogóle do niczego nie zaglądam). I jakoś to
    wychodzi.
  • zarchiwizowany
    Gość: Kreska IP: 10.129.132.* 07.11.01, 11:17
    Dzieki Ci Ulu, jestes wielka!
    :-)))))))))
    Skopiowałam całość i będę nad nią przemyśliwać, a nawet... spróbuję się
    zastosować.
    Coś mi się widzi, że też należysz do grona perfekcjonistów :-)

    Co do literatury - poszukam tych autorów po francusku, jeśli się da.
    Całuję Cię mocno w oba policzki
    Kreska
  • zarchiwizowany
    Gość: Tomek IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 07.11.01, 14:48
    Bardzo mi się podobały Twoje wykłady Ulu.

    A tak na marginesie, zdradzisz mi, czy Twoje wykłady pisane między godziną
    czwartą a piątą rano są wynikiem tak późnego chodzenia spać, czy może tak
    wczesnego wstawania?
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-10-15rs.ct.dial-access.att.net 08.11.01, 02:40
    Gość portalu: Kreska napisał(a):

    > Dzieki Ci Ulu, jestes wielka!
    > :-)))))))))

    you are welcome :))

    > Skopiowałam całość i będę nad nią przemyśliwać, a nawet... spróbuję się
    > zastosować.
    > Coś mi się widzi, że też należysz do grona perfekcjonistów :-)

    nie zaprzeczam, ze pewne elementy perfekcjonistki zauwazam u siebie,
    a wlasciwie zauwazyla to juz dawno, jeszcze kiedy bylam nastolatka, moja mama.
    ktora skomentowala moje proby wyprasowania sobie bluzki bez faldek "przestan juz
    piescic te bluzke". Na szczescie dla mnie mam teraz bluzki, ktorych prasowac
    wcale nie musze... mam dzieki temu czas na znecanie sie nad tabelkami :)))

    co do literatury - poszukam tych autorów po francusku, jeśli się da.

    jesli znajdziesz cos dodatkowego i ciekawego na w/w temat moze tym razem Ty
    zrobisz nam wyklad.
    > Całuję Cię mocno w oba policzki
    > Kreska

    pa,
    Ula
  • zarchiwizowany
    Gość: Ula IP: *.hartford-10-15rs.ct.dial-access.att.net 08.11.01, 02:50
    Gość portalu: Tomek napisał(a):

    > Bardzo mi się podobały Twoje wykłady Ulu.

    dzieki, przynajmniej moj wysilek nie poszedl na marne :)0
    >
    > A tak na marginesie, zdradzisz mi, czy Twoje wykłady pisane między godziną
    > czwartą a piątą rano są wynikiem tak późnego chodzenia spać, czy może tak
    > wczesnego wstawania?

    zdradze, zdradze, ani jedno, ani drugie a ... trzecie... dzieli nas 6 godzin
    roznicy w czasie - Ty jestes w Katowicach, czy okolicy, "starszy" ode mnie, tu w
    USA, wlasnie o te 6 godzin, ot co...teraz kiedy to pisze jest godzina 20:45.
    wiec mowie Ci dobranoc albo wczesne dziendobry..
    Ula



  • zarchiwizowany
    Gość: volny IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 08.11.01, 08:42
    to po prostu lenistwo umyslowe
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.01, 09:38
    A jesli chodzi o skopanie ogrodka to tez jest to "lenistwo umyslowe"????
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 08.11.01, 10:54
    droga Ulo

    choc skonczylas juz z tematem, to czy moglbym miec do ciebie jeszcze jedna
    prosbe, hmm?

    czy moglabys naswietlic zjawisko prokrastynacji od strony metodologicznej?

    ciekawi mnie, czy w ktorejs z wymienionych przez ciebie pozycji byly zawarte
    wyniki jakis badan - czyli jak je przeprowadzano i co im wyszlo, tak skrotowo

    interesuje sie generalnie metodologia badan i interesuje mnie, jak to bylo w
    przypadku prokrastynacji

    jakbys mogla jeszcze sypnac jakas zgrabna definicja prokrastynacji, to byloby
    cudo!

    pozdrawiam!

    fnoll
  • zarchiwizowany
    Gość: fnoll IP: *.ds.uj.edu.pl 08.11.01, 10:56
    Gość portalu: kwieto napisał(a):

    > A jesli chodzi o skopanie ogrodka to tez jest to "lenistwo umyslowe"????

    wtedy to jest somatyzacja "lenistwa umyslowego" ;-)))))))))))))
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.01, 12:04
    Acha. Cokolwiek by ta "somatyzacja" nie oznaczala :"))
  • zarchiwizowany
    Gość: Kreska IP: 10.129.132.* 08.11.01, 12:34
    Gość portalu: kwieto napisał(a):

    > Acha. Cokolwiek by ta "somatyzacja" nie oznaczala :"))

    ... że ciało Ci nawala, kochanie.
    :-)
    Kreska
    PS. Tylko bez rozszerzonej interpretacji, proszę. Soma = ciało [greka].
  • zarchiwizowany
    Gość: kwieto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.11.01, 12:37
    Ostatnio rzeczywiscie jestem chory, ale co ma bol gardla do kopania ogrodka???

    :")))))
  • zarchiwizowany
    Gość: Kreska IP: 10.129.132.* 08.11.01, 12:39
    Gość portalu: ula napisał(a):

    > Gość portalu: Kreska napisał(a):
    > co do literatury - poszukam tych autorów po francusku, jeśli się da.
    >
    > jesli znajdziesz cos dodatkowego i ciekawego na w/w temat moze tym razem Ty
    > zrobisz nam wyklad.

    Baa, ale ja będę googlować, oryginały to już nie wiem jak sprokurować.
    A Ty w Kanadzie? To może... [via Québec]? Chociaż sprawdź, proszę, czy były
    tłumaczone na mowę Moliera?
    Ja mogę przetłumaczyć, serio. Eto maja profesja... :-)
    (Mam też drugą, na zapas, jakby co... ;-))
    Kreska
  • zarchiwizowany
    Gość: ula IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 13.11.01, 03:35
    Gość portalu: fnoll napisał(a):

    > droga Ulo
    >
    > choc skonczylas juz z tematem, to czy moglbym miec do ciebie jeszcze jedna
    > prosbe, hmm?
    >
    > czy moglabys naswietlic zjawisko prokrastynacji od strony metodologicznej?
    >
    > ciekawi mnie, czy w ktorejs z wymienionych przez ciebie pozycji byly zawarte
    > wyniki jakis badan - czyli jak je przeprowadzano i co im wyszlo, tak skrotowo
    >
    > interesuje sie generalnie metodologia badan i interesuje mnie, jak to bylo w
    > przypadku prokrastynacji

    mily studencie fnollu, niestety nie moge odpowiedziec na twoje pytanie dotyczace
    metodologii badan uzytej w przypadku prokrastynacji z tej racji ze rownaloby sie
    to sieganiu do bibliografii przeze mnie cytowanej na zakonczenie wykladow. Bylby
    to dla mnie w tej chwili wysilek odrywajacy mnie od realizacji moich waznych
    zyciowych zadan, na ktorych musze sie obecnie skoncentrowac a nie potrafie
    skladac pustych obietnic. Moge natomiast ci cos zasugerowac. Wyslij e-mail
    bezposrednio do Dr. Tucker-Ladd, wyjasniajac swoje zainteresowanie tematem
    prokrastynacji i metodologia jej badan( e-mail adres: drclay@apci.net lub telefon
    (618)628-6988 ).
    Jest on wspolzalozycielem SELF-HELP FOUNDATION
    Services and Research
    1609 Bermuda Dr.
    O'Fallon, IL 62269

    Moge ci ofiarowac pomoc w tlumaczeniu listu jesli zdecydujesz sie napisac do Dr.
    Tucker-Ladd.

    zycze powodzenia,
    pozdrawiam,
    Ula


    >
    > jakbys mogla jeszcze sypnac jakas zgrabna definicja prokrastynacji, to byloby
    > cudo!
    >
    > pozdrawiam!
    >
    > fnoll

  • zarchiwizowany
    13.11.01, 12:11
    czolem ula!

    dzieki za oferowana pomoc w pisaniu listow w jezyku okupanta ;-), ale nie bedzie konieczna - na tajnych
    kompletach jeszcze za czasow poprzedniego okupanta nauczono mnie sie nim poslugiwac

    wiesz, kieruje mna czysta ciekawosc, czy widzialas cos takiego jak wyniki badan w cytowanej przez ciebie
    literaturze - czy ktos ten temat probowal ugryzc "naukowo" - takze nie jest to chyba wystarczajacy powod
    do zawracania klawiatury dr Tucker'owi

    bo zwykle wiekszosc self-helpa powstaje na podstawie "obserwacji klinicznych" i to jest norma, takze
    brak tychze nieszczesnych badan nie jest w deprecjonujace dla przedstawionych przez ciebie tresci, ni
    mialem na celu podwazenie w tak niecny sposob ("a badania sa?") napisanych przez ciebie tekstow, e ,
    zaraz, no niezupelnie tak, pewnie, jest to jakis akademicki oszczep rzucony w twoja strone - ale pominmy
    to

    kierowala mna i kieruje takze czysta ciekawosc - czy ktos badal "naukowo" prokrastynacje

    bo psycholodzy rozne dziwne rzeczy badali - tak jak i przedstawiciele innych profesji (ostatnio spotkalem
    sie z intrygujacym z tytulu artykulem o zwiazkach miedzy prochnica a chorobami serca) - ale moze tego
    jednak nie? no to jest pole do popisu!

    ale - dobra, sam se sprawdze :p

    pzdr!

    fnoll

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.