Złość - jak ją przeżywać? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ucze się żyć od nowa.
    Dzięki Wam nauczyłam się kochać siebie.
    Liczę na Wasza pomoc w nauce
    przezywania złości!
    Mam z tym problem.
    Do niedawna uwazałam, że jestem pozbawiona
    tego uczucia.
    Teraz wiem, ze tłumilam ją w sobie
    bo wychowano mnie w przekonaniu,
    ze to złe uczucie i nie wolno go okazywac.
    Za to często plakałam "bez powodu".
    Kiedy dowiedzialam się, ze placz
    jest u mnie manifestacją uczucia
    złości- oniemialam ze zdziwienia!
    A mnie sie wydawało, że jestem taka biedna,
    niedocniana,po prostu "inna".
    Dowiedzialam się, że mój przepełniony
    tłumioną zlością " kocioł ",
    otwiera bezpieczniki i upuszcza pary
    w postaci łez.
    Postanowilam nie tłumic tego uczucia
    i przy pierwszej próbie przerazilam się
    swoja reakcją!
    Złość wybuchła jak wulkan!
    Nie umialam nad nia zapanowac
    i Wierzcie mi - doszłam do wniosku,
    że jak nie naucze sie tego - jestem
    zdolna zabić.
    Narazie obserwuje swoje emocje
    i jak zaczynaja sie "podnosić",
    zmykam do pustego pomieszczenia
    i ćwiczę oddech relaksujacy,
    jednak boje sie sytuacji,
    kiedy nie bede miala takiej mozliwości.
    • Będziesz ku temu potrzebowała następujacego narzędzia:

      www.allegro.pl/item99887695_duchowosc_ciala_alexander_lowen.html
      szukaj też podręcznika ćwiczeń, "Organizm i orgazm" autorstwa Santorskiego, choc
      to własciwie przepisana ksiązka Lowena.

      A na poczatek przeczytaj to:

      pl.wikipedia.org/wiki/Bioenergetyka
      pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_Lowen
      --
      Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
      aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
      gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

      "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
    • Przecież złość należy do emocji, nie należy jej tłumić i udawać, że wszystko
      jest w porządku, jak nie jest
    • Placz nie bierze sie z tlumionej zlosci, bierze sie z zalu, czasem ze smutku. Z
      tego co napisalas wynika to z Twojergo zalu nad Soba. Kiedy przestaniesz sie
      zalic na soba nie bedziesz plakala.
      Jesli chodzi o zlosc to jest potezna energia. Zalezy od naszej emocjonalnosci,
      jesli jest wysoka wtedy trudno ja zatrzymac. Czesto kiedy pozwalamy na jej
      wybuchy aby sie rozladowac albo dlatego ze nie potrafimy jej zatrzymac to sila
      z kazdym wybuchem rosnie, az do takiego punktu kiedy tracimy kontrole nad Soba.
      Wtedy zlosc potrafi zrobic wszystko i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy co
      robimy i dowiadujemy sie co zrobilismy juz po tym jak ona opadnie.
      Jak powstaje? Poobserwuj Siebie, zobaczysz moment kiedy powstaje zlosc. To taka
      iskra, potrafi byc bardzo silna. Obecnie gasze ja natychmiast kiedy sie
      pojawia, zabralo mi to wiele czasu ale bylo konieczne.
      Zwroc rowniez uwage ze ten impuls zlosci pjawia sie zwykle kiedy jestesmy
      sfrustrowani, zmeczeni, wtedy nasz obrona jest slaba.
      • Tak jak już napisałam obserwuje siebie
        i staram się kontrolowac emocje
        nie tłumiac ich tylko wyciszając.
        Wiem o wpływie zmęczenia i sfrustrowania.
        Mnie chodzi o wyrobienie w sobie odruchów,
        które w sytuacjach, których nie jestem
        wstanie przewidzieć, uchronia mnie od
        wybuch mojego wulkanu.

        Jak Ty "gasisz" je w sobie?

    • może przyczyną twojej złości jest świadomość, że inni pozwalają sobie na coś,
      co ty w sobie zwalczasz? to mocne uczucie niesprawiedliwego potraktowania prze
      los

      możnaby spróbować z uczuciem o nazwie: pokora, jako kładka po której trzeba
      przejść dalej

      lepiej jest uświadomić sobie, że nic mi do oceny losu, mojego i innych

      można też spróbować "dać innym szansę", jaką się samemu dostało, bo gdzieś
      napewno w przeszłości był ktoś, kto musiał znosić nasze humory

      ;)
      • Nauczylam się już nie oceniać
        i nie starać się zmieniac innych.
        Co do pokory - masz rację.
        Uczę sie, ale nadal np nie umiem prosić
        o pomoc.
        Tu na tym forum , robię to pierwszy raz w życiu.
        Pisząc ,że liczę na wasza pomoc,
        miałam nadzieje na nauczenie sie
        wyrobienia nawyku, hamulca w sytuacji
        podobnej do tej opisanej niżej
        w odpowiedzi dla mskaiq
        • czyli wejść myślami między siebie a uczucia?, jest dużo technik medytacyjno-
          oddechowych i innych, które to umożliwiają

          ogólnie jest się wtedy wolniejszym a to nie każdemu odpowiada, najgorsze jest
          właśnie to coś za coś - moim subiektywnym zdaniem;), zdobywa się przez to inne
          walory, niestety bez ogólnej recepty - jakie - każdy swoje własne,


          a może Twój problem tkwi właśnie nie w tym JAK, tylko za jaką cenę?
          • czyli wejść myślami między siebie a uczucia?, jest dużo technik medytacyjno-
            > oddechowych i innych, które to umożliwiają.
            Wiem . Stosuje oddech releksacyjny.

            >
            > ogólnie jest się wtedy wolniejszym a to nie każdemu odpowiada,
            W jakim sensie wolniejszym??

            najgorsze jest
            > właśnie to coś za coś - moim subiektywnym zdaniem;), zdobywa się przez to
            inne
            > walory, niestety bez ogólnej recepty - jakie - każdy swoje własne,

            Ogólnie na okrągło, ale ładnie,bo wieloznacznie :-)
            To mógłby byc temat watku

            > a może Twój problem tkwi właśnie nie w tym JAK, tylko za jaką cenę?
            Nie. Chodzi mi o Twój sposób!!!



            • > Nie. Chodzi mi o Twój sposób!!!

              "to znowu ja?"

              :)))

              • czasami: "ha, to znowu ja"
                albo: "hm, to znowu ja (?)"
                • Czemu znowu?
                  Odpowiedzialam na Twoja
                  wypowiedź.

                  • "to znowu ja" jest MOIM: "Sezamie otwórz się" do wewnętrznego spokoju i ciszy

                    wysprzęgla wszystko nadrzędne, pozwala mi spojrzeć z dystansu na "krytyczne"
                    sytuacje, które stają się po prostu śmieszne..

                    pokora - miałem na myśli "taki los", to wprawdzie osłabia, jeżeli stosowane
                    jest permanentnie i staje się życiowym kredo, ale stosowane doraźne w pewnych
                    sytuacjach skutecznie zwalcza emocje (w moim przypadku)

                    człowiek zrelaksowany jest wolniejszy, bo może sobie na to pozwolić, jeżeli
                    chce, może również przyspieszyć, ale nie wierzę, aby ktoś na tym poziomie robił
                    to, ponieważ zna się doskonale skutki bezwarunkowych reakcji na bodźce świata
                    zewnętrznego, zwłaszcza zmysł wzroku jest niesamowicie szybki

                    pozdrawiam

                    • "to znowu ja" jest MOIM: "Sezamie otwórz się" do wewnętrznego spokoju i ciszy"

                      Zrozumiałam, dziekuje, bardzo mi sie podoba!!!

                      człowiek zrelaksowany jest wolniejszy, bo może sobie na to pozwolić, jeżeli
                      > chce, może również przyspieszyć, ale nie wierzę, aby ktoś na tym poziomie
                      robił

                      NA TYM POZIOMIE? -Co masz na mysli pisząc te słowa?

                      > to, ponieważ zna się doskonale skutki bezwarunkowych reakcji na bodźce świata
                      > zewnętrznego, zwłaszcza zmysł wzroku jest niesamowicie szybki

                      Jakby pobawic sie w porównanie szybkości odbioru i przetwarzania bodźców
                      wzrokowych i dźwiekowych, nie wiem , które "by wygrały".
                      U mnie chyba te drugie:-)
                      Bezwarunkowe reakcje sa najbardziej pierwotne.
                      Nasz odbiór świata zewnetrznego jest w duzej mierze
                      spowodowany reakcjemi uwarunkowanymi dotychczasowymi doświadczeniami,
                      a to mozna zmienić pracując nad sobą.
                      Myśle, ze po odzyskaniu ,a właściwie nauczeniu sie równowagi emocjonalnej,nic
                      nie będzie wstanie mnie z niej wytrącić.
                      Fascynuje mnie filozofia taoistów, trochę już jej zaadoptowałam.





                      • > NA TYM POZIOMIE? -Co masz na mysli pisząc te słowa?

                        powinno być raczej "w tym stanie" -
                        unoszenie się, lekkość, itp, bez zatracania jednak poczucia rzeczywistości...
                        NIRWANA to zapewne zbyt duże słowo, ale dla mnie to coś takiego, (nie oznacza,
                        że ja taki stan osiągnąłem!)


                        > Jakby pobawic sie w porównanie szybkości odbioru i przetwarzania bodźców
                        > wzrokowych i dźwiekowych, nie wiem , które "by wygrały".
                        > U mnie chyba te drugie:-)
                        > Bezwarunkowe reakcje sa najbardziej pierwotne.
                        > Nasz odbiór świata zewnetrznego jest w duzej mierze
                        > spowodowany reakcjemi uwarunkowanymi dotychczasowymi doświadczeniami,
                        > a to mozna zmienić pracując nad sobą.

                        absolutnie

                        > Myśle, ze po odzyskaniu ,a właściwie nauczeniu sie równowagi emocjonalnej,nic
                        > nie będzie wstanie mnie z niej wytrącić.

                        nie wiem:)
                        nie wiem, czy będąc w "pewnym" stanie można powiedzieć: "osiągnąłem stan
                        równowagi"
                        • "unoszenie się, lekkość, itp, bez zatracania jednak poczucia rzeczywistości...
                          > NIRWANA to zapewne zbyt duże słowo, ale dla mnie to coś takiego, (nie
                          oznacza, że ja taki stan osiągnąłem!)

                          Wiesz? Poczułam to samo, kiedy po raz pierwszy udało mi sie,
                          na bardzo krótką, ale jakze znamienną chwilę, osiagnąc spokój.
                          Wpadła mi wtedy w rece ksiązka Lee Jampolskiego
                          pt " Leczenie uzaleznionego umysłu "
                          i przerabiałam jedno z ćwiczeń.
                          Teraz spragniona tego uczucia,cwicze je codziennie
                          i chwile spokoju stopniowo się wydłużają.

                          Ciekawe, że sposobów osiągniecia NIRWANY jest tak wiele,
                          To jak Wiesz " temat rzeka ".

    • To sa lata pracy, kazda podswiadoma mysl jest dla mnie obecnie swiadoma, w ten
      sposob decyduje o tym co pojawia sie w mojej swiadomosci. Nie ma
      nieprzewidzianych okolicznosci bo kazda mysl, kazde uczucie ktore sie pojawia
      jest swiadome. Problem polega na tym ze wiele podswiadomych mysli jest w naszej
      swiadomosci a my nie rozpoznajemy ich az przyniosa wybuch zlosci, czesto
      potrafimy mowic rzeczy ktorych pozniej zalujemy. Po prostu powtarzamy
      podswiadoma mysl, bez rozpoznania jej.
      • Wszystko co piszesz jest
        słuszne, ale nadal nie ma w tym
        odpowiedzi na moje pytanie.
        Jak Ty gasisz swoją złość " na poczekaniu"?
        OK jesteś w urzędzie, masz rację
        a urzędas za zadne skarby tego nie rozumie,
        lub nie chce zrozumieć.
        Nie ma przełożonego tego urzędasa,
        nie ma kogo poprosic o pomoc,
        a sprawa jest pilna,
        aięc nie ma też czasu na pisanie skarg
        i odwołań.
        I co mam w takim momencie zrobić,
        zeby opanować natastająca złość?
        Za mną jest długasna kolejka ludzi,
        więc nie ma mowy, żeby na chwilę odejść,
        zeby np pomedytować nad podświadomością.
        Ci Ty robisz a takiej sytuacji??
        BŁAGAM ODPOWIEDZ KONKRETNIE !!!!
        • Co w takiej sytuacji zrobic, usmiechnac, nie spieszyc sie dalej. Mi sie to
          zdarza bardzo czesto, jestem w korku, spiesze sie, jestem spozniony bo zamiast
          15 min jade juz dwie godziny. Z urzednikiem podobnie, jesli nie jestem w stanie
          wplynac na Jego decyzje, akceptuje ja.
          Jak sie pozbyc wtedy zlosci, sprobuj kontrolowac Swoje mysli i uczucia.
          Uczucia to zal, poczucie krzywdy, poczucie straconego czasu, winy, itp.
          Pojawiaja sie wtedy rowniez wiele mysli pelnych krytyki i zlosci. Jesli
          pozwolisz tym myslom dzialac to zmieszasz z blotem urzednika, mozesz rowniez
          wszczac klotnie z kolejka ktora stoi za Toba. Ja ignoruje te mysli, zamiast
          nich wybieram moje wlasne, nie sa agresywne, czesto mysle o czyms zupelnie
          innym.
          • Nie wierzę!
            Rozumiem co znaczy pogodzić
            sie z tym czego nie mogę
            zmienić, ale w takim przypadku
            dac wygrac głupiemu urzędasowi?
            Wiesz co zrobiłam?
            Zrobiłam z siebie słodka idiotkę.
            Pokokietowałam jego męską dumę
            i mimo, że sie we mnie gotowało,
            powiedzialam ,ze bez niego nie
            dam rady przebrnąc przez ten
            glupi gąszcz przepisów.
            Po czym powstrzymując się
            przed walnięciem go ustawa w łeb
            z usmiechem dałam mu je przed nos.
            Facet udał udobruchanego wazniaka
            i chyba wreszcie po raz pierwszy w życiu
            przeczytał przepis, w którym
            jak BYK pisało, że mam rację.
            Dałam mu szansę na honorowe
            wycofanie się z oslego uporu.
            Wygrałam obarcając wszystko w żart.
            • Piszesz ze nie wierzysz ale uniknelas wybuchu i osiagnelas to co chcialas.
              Zrobilbym to samo tyle ze bez oceny urzednika, pokazalbym Mu przepis. Czasem i
              to moze nie wystarczyc, wtedy musialbym przyjsc innego dnia i spotkac sie z
              inna osoba ktora moglaby mi pomoc.
              Po co wybuchac, po co akceptowac zlosc, to jest cos przeciwko Tobie, nie
              przeciwko urzednikowi.
              Kiedys potrafilem wybuchac taka irracjonalna zloscia, szkodzilem sobie, zlosc
              nie przyspieszala rozwiazania problemow, czesto opozniala dlatego doszedlem do
              wniosku ze lepiej tego nie robic.
              • Złość jest jednym z wielu uczuc,
                które trzeba nauczyc sie przeżywaś
                ŚWIADOMIE.
                Jesli nie zaakceptuję tego uczucia,
                to będzie ucieczka, a ja będę nadal
                w strachu żyć jak na bombie zegarowej.
                Tak jak uczymy się rozwiazywania
                życiowych problemów, tak musze nauczyc
                się takich sposobów, żeby nie dać sie jej ponieść.
                Wczoraj zastanawialam sie, skad wziął
                mi sie pomysł na żartobliwe rozwiązanie
                sprawy z tym urzędasem?
                Doszłam do wniosku, że zadzialał chyba
                instynkt. zto było jak niespodziewany błysk
                swiatla, nagła myśl.
                Poztawilam się na miejscu tego człowieka.
                może mial zły dzień, zakałapuckał sie
                i potem nie bardzo wiedział jak się
                wycofać z honorem.
                Sporo czytalam na temat psychiki mężczyzn
                i bólu pokonanego ego.
                Pomyslałam , że zagranie słabej kobietki,
                nic mnie nie kosztowało, żart rozladował
                moja złość, a ego mężczyzny pozwoliło
                łaskawie inaczej niż do tej chcwili
                zinterpretowac wg niego przepisy.
                Mysle, że jeden spoób mam.
                Ale czy zadziala w każdej sytuacji?

                • Nie rozumiem jaka wartosc widzisz w przezywaniu zlosci. Wiesz jak dziala, rozni
                  sie tylko przyczyna ktora ja wywoluje. Dla mnie odejscie od zlosci to wybor a
                  nie ucieczka.
                  To czy damy sie poniesc zlosci czy nie to wybor tyle ze ten wybor nie jest
                  latwy, pojawiaja sie emocje, to jest ta beczka prochu. Duzo latwiej jest zgasic
                  iskre niz miec do czynienia z wybuchem.
                  Taki wybuch ma rozna sile, czesto jest nie do zatrzymania, zalezy od tego w
                  jakiej kondycji jest nasze cialo. Jesli jest odpowiednio odrzywiane i kiedy
                  cwiczysz fizycznie taki wybuch jest duzo latwiej opanowac, tyle ze taki
                  przynosi bardzo wiele szkody Twojemu cialu.
                  Kiedy jestes w zapalnej sytuacji zwroc uwage na moment kiedy pojawia sie iskra
                  zlosci. Wtedy daj Sobie chwile czasu, pozwol zgasnac tej iskrze. Kiedy zgasnie
                  pozbylas sie potncjalnego wybuchu.
                  Mysle ze bol pokonania ego jest problemem nie tylko u mezczyzny, kobiety maja
                  te same problemy. Jest to oparte na strachu przed utraceniem wiarygodnosci.
                  Dla bardzo wielu kobiet utrata wiarygodnosci, czy twarzy jest rowniez wazna jak
                  dla mezzyzny. Nie mniej u mezczyzn ta iluzja, strach przed utrata czegos co nie
                  ma wiekszej wartosci jest znacznie czestsza.
                  • dla bardzo wielu kobiet?utrata twarzy?
                    czy Ty przypadkiem o godnosci osobistej nie mowisz?
                    dla bardzo wielu kobiet...
                    kilka pewnie potraktowales juz " z buta "
                  • Nie rozumiem jaka wartosc widzisz w przezywaniu zlosci. Wiesz jak dziala, rozni
                    >
                    > sie tylko przyczyna ktora ja wywoluje. Dla mnie odejscie od zlosci to wybor a
                    > nie ucieczka.

                    Miałam na mysli nabycie umiejętności przeżywania uczucia złości
                    tak jak każdego innego uczucia.
                    Wazne jest zeby zdawać sobie sprawę z przeżywania każdego uczucia.
                    To cos jak zdawać sobie sprawę ze rozróżniania
                    i delektowania sie smakiem jedzonych potraw.
                    Tak jak czuje redość, czułość, smutek i umiem je przezywać.
                    Tak chciałabym sie tego nauczyć z uczuciem złości.

                    Co do ego, masz rację, jest ważne dla obu płci.
                    Kierując się stereotypowym przekonaniem o dominacji mężczyzn,
                    myślę, ze dlatego Wasz ból jego utraty jest większy :-)
                    • czytajac to co napisalas, to tak jakbym czytala o sobie. mam bardzo podobnie.
                      wszyscy zawsze mnie uwazali za osobe opanowana, nie dajaca sie sprowokowac, ale
                      ja nie reagowalam zloscia tylko wlasnie placzem, to byl tez pewien rodzaj
                      manifestowania bezradnosci, bardzo czasto i bardzo latwo placze, ale ostatnio
                      rowniez zlapalam sie na tym, ze jednak potrafie sie zloscic, ale wtedy staje
                      sie bardzo agresywna i nie panuje nad emocjami. nienawidze tego, jestem wtedy
                      bardzo zla osoba, jak to zmienic?


        • zadac sobie podstawowe pytanie : po co ja tu jestem w tym urzedzie ? aby
          zalatwic pilna sprawe czy miec racje.

          zadac sobie pytanie jaka mam szanse otrzymac satysfakcje tupiac i wrzeszczac
          (ilu osobom to sie udaje ?)
          a moze mnie sécurité wyprowadzi na swieze powietrze i bedzie po pilnej
          sprawie ..?




          Jak Ty gasisz swoją złość " na poczekaniu"?
          > OK jesteś w urzędzie, masz rację
          > a urzędas za zadne skarby tego nie rozumie,
          > lub nie chce zrozumieć.
          > Nie ma przełożonego tego urzędasa,
          > nie ma kogo poprosic o pomoc,
          > a sprawa jest pilna,
          > aięc nie ma też czasu na pisanie skarg
          > i odwołań.
          > I co mam w takim momencie zrobić,
          > zeby opanować natastająca złość?
          > Za mną jest długasna kolejka ludzi,
          > więc nie ma mowy, żeby na chwilę odejść,
          > zeby np pomedytować nad podświadomością.
          > Ci Ty robisz a takiej sytuacji??
          > BŁAGAM ODPOWIEDZ KONKRETNIE !!!!






          --------------------------------------------------------------------------------

          --
          La vita e' bella
    • w3edług mnie trzeba pzrestac sie bac złości
      złość to naturalny stan i jesli sie ma odwagę go czuc to nic w tym złego nie ma
      ale złośc skrywana szczególnie długoi a jeszcze mocniej pzrez całe życie - to
      juz inna sprawa
      to bomba atomowa
      rozp... li wszystko

      tzrba się nauczyć że złośc to naturalny stan

      najlepiej próbowac się dla ćwiczenia specjalnie złościć

      np ktos cię zdenerwuje
      a ty potem w domu
      inscenizujesz sobie taką scenkę:
      ten ktos i ty
      a ty NANIEGO
      złościsz sie apstwisz

      wszystko co czujesz JESZCZE WYOLBRZYMIASZ
      mówisz wszystko co byś chiała ale wazne że to wszystko wyolbrzymiasz
      robisz karykature własnej złości
      pzesadzasz ale w tym co naparwdę czujesz
      bawisz sie tym
      jesteś patartyczna i monumentalna w swej złości
      robisz z tego dramat

      zrób to
      zobaczysz ze jeśli się na to odwazysz poczujesz moze po raz pierwszy ulgę

      :)

      acha i trzymaj za mnie dziś 0 18.30


      • solaris_38 napisała:

        > np ktos cię zdenerwuje
        > a ty potem w domu
        > inscenizujesz sobie taką scenkę:
        > ten ktos i ty
        > a ty NANIEGO
        > złościsz sie apstwisz

        a pozniej umierasz ze wstydu...
        bo przeciez uzywasz jakis okreslen, slow
        w stosumku do tego kogos...
        to nie zlosc jest, tylko wscieklosc...
        i nie ma znaczenia, ze to inscenizacja


        zlosc to chwilowy dyskomfort, trwajacy pare minut, bo za chwile przychodzi
        zrozumienie...gdyby jednak zrozumienie nie przyszlo, nie znaczy to, ze mamy
        tkwic w zlosci, bo po co?

        zauwazylem, ze ludzie lubia sie nie tyle zloscic,
        co wsciekac,
        ataki wscieklosci to jak nalog...
        przeciez nalogu alkoholowego
        nie leczy sie alkoholem...

        mozemy okazywac swoje niezadowolenie, ale okazywanie zlosci,
        nie mowiac o wscieklosci,
        to zwyczajnie brak wychowania...

        zlosc rodzi agresje, furie, amok, szal...
        wykrzywia nam twarz, ogranicza umysl, odcina od swiadomosci,
        znieksztalca rzeczywistosc...

        wlasnie znowuzagubiona znalazla lekarstwo na zlosc
        w tym przykladzie z urzednikiem
        - zrozumienie...


        niezadowolenie - zlosc - wscieklosc

        zatrzymalbym sie na okazywaniu niezadowolenia...

        a co z gniewem?

        czy mozemy postwic znak rownosci miedzy zloscia a gniewem?



        • Wydaj mi się , że złość to wyższy stan emocjonalny gniewu,
          bo na tym etapie , przynajmniej ja tracę kontrolę.

          Brak wychowania ????
          Słyszałam to całe zycie i dlatego
          blokowałam to uczucie, w wyniku czego
          teraz jestem wobec niego bezradna.
          Tak jak juz pisalam - uczę się uczuć
          na nowo, uczę się je przezywać.
          Narazie jestem na etapie - nazwijmy to - profilaktyki
          tzn obserwacji swoich emocji.
          Kiedy zaczynam czuć wzrastające napięcie -
          ćwiczenia oddechu relaksacyjnego narazie skutkują.
          Boję sie tylko zaskoczenia, nagłego strzału adrenaliny.
          Nie wiem, zaczepki w autobusie,windzie itp
          Masz rację, z tym uzaleznieniem,
          od adrenaliny tez sie ludzie uzalezniają
          w różny sposób np sporty extremalne, czy bijatyki
          kibiców, nie mowiąc juz o bokserach.
          • znowuzagubiona napisała:

            > Wydaj mi się , że złość to wyższy stan emocjonalny gniewu,
            > bo na tym etapie , przynajmniej ja tracę kontrolę.
            >

            a mnie sie wydaje, ze zlosc to dziecinny sposob okazywania niezadowolenia..
            i zlosc latwo moze przerodzic sie w furie...


            > Brak wychowania ????
            > Słyszałam to całe zycie i dlatego
            > blokowałam to uczucie, w wyniku czego
            > teraz jestem wobec niego bezradna.

            pewnie mowili to ci, ktorzy powinni
            Cie byli wychowywac...:)

            uwazam, ze prawdziwe wychowanie to samowychowanie...
            przetrwalismy dziecinstwo, dojrzewanie i przychodzi czas na
            samowychownie...ktos kto nie podejmie trudu samowychowania
            nigdy nie jest czlowiekiem dojrzalym...nawet najlepsi rodzice
            nie wychowaja nas tak dobrze, jak mozemy to zrobic my...
            dlatego nie uwazam, ze napady zlosci nad ktorymi pragniesz zapanowac to cos
            zlego czy nienormalnego...zwyczajnie, cwiczysz swoje mozliwosci...

            gdy wiaze sie to z patologia, moze byc trudniej i musimy zdobyc pomoc,
            ale dalej nie wiedze problemu...coz moze byc bardziej fascynujacego niz
            pokonywanie swoich slabosci, swoich ograniczen...warto pocierpiec, nazmagac sie
            z soba, by zobaczyc w lustrze swoja zadowolona z siebie twarz...

            moc pracowac nad soba, to wielki przywilej, nie kazdemu dany...
            nawet gdybys do konca zycia nie nauczyla sie panowac nad zloscia, warto sie
            starac, bo Twoja doswiadczona dusza, nigdy juz nie wybierze pobudliwego
            umyslu...:))
            • Piszesz z pozycji zdrowego emocjonalnie człowieka.
              Dziekuję, to dla mnie bardzo wazne!
              Zazdroszczę Ci równowagi emocjonalnej
              do której raczkując jeszcze w nowym zyciu
              staram się dążyć na drodze fascynującego
              samopoznania.

              "mnie sie wydaje, ze zlosc to dziecinny sposob okazywania niezadowolenia"

              Mam jeszcze zbyt mało wiedzy, żeby nauczyc sie
              poznawać stopniowanie uczucia złości ( tak się fachowo nazywa)
              od gniewu do furii. Dla mnie to słowa,
              które oznaczaja to samo- bo tak reaguje, że ich nie rozróżniam.

              Zgoda na określenia " dziecinne ".
              Nie wiem czy teraz mam sie cieszyc, czy płakać?
              Jesli spojrzec na to z punktu widzenia
              filozofii wschodu, to cieszę sie z tego dziecka w sobie.
              Jesli " dziecko oznacza instynkt - też.
              Jesli natomiast niedojrzałość emocjonalną, to juz mniej.
              Chociaz ciesze się, że mam co robic do końca zycia :-)

              "moc pracowac nad soba, to wielki przywilej, nie kazdemu dany...
              > nawet gdybys do konca zycia nie nauczyla sie panowac nad zloscia, warto sie
              > starac, bo Twoja doswiadczona dusza, nigdy juz nie wybierze pobudliwego
              > umyslu...:))"


              Dziekuje z dojrzałą dusze:-)
              Jakoś tak poczułam w niej miłe ciepełko ;-)




              • wazne jest aby rozpoznac co wywoluje w nas zlosc;
                czy jest to irytacja czyli ocenianie i nieudane proby manipulacji...
                czy lek, obawa przed niekorzytnymi dla nas konsekwencjami wydarzen
                czy brak mocy, bezwlad, niechec do czynow...
                a moze swiadomosc, ze nie jestesmy w stanie wpywac na rzeczywistosc...
                moze zewnetrzny przymus

                i wiesz? dobrze jest miec staly kontakt ze soba....nigdy siebie nie opuszczac,
                ani na chwile...to tak jak z malym dzieckiem, nie zostawisz dziecka gdzies tam
                i nie zapomnisz, ze istnieje...prawda?
                i jeszcze...powiedziec sobie z gory, ze cokolwiek sie wydarzy, zawsze sobie
                wybaczysz...latwiej jest sie wychowywac, jezeli czlowiek moze liczyc na swoje
                wybaczenie...:)
                • wiesz co? pewnie miales dzis dobry dzien,
                  chyba sie za to wychowanie nareszcie wezme, pod warunkami j.w. moze sie to chyba
                  udac.
                  zapamietam sobie te warunki.
                  dzieki
                • "Raczkowanie" zaczęlam od nauki zycia TU i TERAZ.
                  potem - tak jak radzisz, wybaczyłam sobie to co działo
                  sie ze mna wczesniej,wiedzac, ze nie chciałam tego.
                  Po prostu nie umiałam zyc inaczej.
                  Boje się przemocy i sama nigdy jej nie stosowałam.

                  Jestem z natury pogodna,uczynna i zawsze usmiechnieta.
                  Dlatego ogarneło mnie przerażenie, kiedy ucząc
                  sie przezywania złości zareagowałam,
                  jak zaprzeczenie wszystkich swoich dotychczasowych zasad.n
                  Nauczyłam sie juz godzic na bezsilność
                  i nie walczę z wiatrakami, ale lubię wyzwania
                  i zmaganie sie z nimi.
                  Mysle, że złośc wywołuje we mnie nie niudolność ale
                  niechęć do zrozumienia tego o czym mówię "łopatologicznie".
                  Niechęc spowodowana lenistwem, przekorą na zasadzie:
                  gadaj sobie a ja i tak Ci pokaże,wtedy osiągnięcie celu
                  kosztuje mnie wiecej wysiłku no i czasu.
                  No i to " nieszczęsne": jakos to będzie.
        • luty10 napisał:

          >
          > a pozniej umierasz ze wstydu...
          > bo przeciez uzywasz jakis okreslen, slow
          > w stosumku do tego kogos...
          > to nie zlosc jest, tylko wscieklosc...
          > i nie ma znaczenia, ze to inscenizacja
          >


          Luty, zaprawdę niewielkie jest Twoje rozumienie i różnicowanie emocji,
          przynajmniej w sensie psychologicznym. Takie odtwarzanie złosci, czy gniewu,
          wyrazone w umiejetny sposób, jest doskonałym ruchem. Znów odsyłam do Lowena,
          masz całkiem do niego niedaleko.

          --
          Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
          aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
          gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

          "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
          • spiral_architect napisał:

            > Luty, zaprawdę niewielkie jest Twoje rozumienie i różnicowanie emocji,
            > przynajmniej w sensie psychologicznym. Takie odtwarzanie złosci, czy gniewu,
            > wyrazone w umiejetny sposób, jest doskonałym ruchem. Znów odsyłam do Lowena,
            > masz całkiem do niego niedaleko.
            >
            byc moze moje rozumienie jest niewielkie...nie rozumiem tez po jakie licho ktos
            mialby odgrywac dramat?
            co to daje...?
            uwazam, ze karykaturowanie swojej zlosci jest wrecz niebezpieczne, bo niekazdy
            jest dobrym aktorem i potrafi zrobic ze swojej zlosci karykature....
            z cala pewnoscia wiem, ze zlosc jast patalogia...
            u zwierzat zlosc pojawia sie jako parosekundowe reakcje...klapniecie zebami,
            machniecie lapa czy warkniecie...zwierze nie dziala pod wplywem zlosci,
            nawet jak poluje na na zdobycz...

            to, ze terapeulci zalecaja odgrywanie zlosci, wcale nie znaczy, ze jest
            to dobre...
            lekarstwem na zlosc jest rozmowa o niej...najlepiej kiedy moga ze soba
            poromawiac dwie lubiace sie osoby...
            - kochanie, a teraz opowidz mi jak odczuwasz zlosc; gdzie ja czujesz? czy
            umiesz rozpoznac moment w ktorej sie pojawia? co ja powoduje? zastanow sie
            dobrze, co naprawde powoduje twoja zlosc, moze wcale nie zachowanie ixnskiego,
            ale twoje poczucie niekompetencji, albo czujesz to dawne z dziecinstwa
            przyduszanie i chcesz sie wyrwac, potrzebujesz sily, twoj organizm ci w tym
            pomaga, produkuje adrenaline, ale ty zamiast zuzyc ja dla siebie, uzywasz
            bezowocnie na demonstrowanie swoich negatywnych emocji...itd itp

            jezeli nie ma z kim porozmawiac, rozmowe mozemy przeprowadzic z samym soba...
            oczywiscie nie jedna, ale wiele, wiele rozmow...powinnismy prowadzic
            nieustajacy dialog ze soba...
            tak jak napisalem w innym poscie...trzeba sie soba zaopiekowac, trzeba siebie
            wychowywac, starac sie siebie poznac i zrozumiec...

            okazywanie zlosci jest za daleko posunietym okazywaniem niezadowolenia...
            rownie dobrze moglibysmy powiedziec, ze okazywanie agresji w postaci
            walenia kogos po glowie jest dobre, bo mamy przeciez prawo okazywac swoje
            uczucia...
            mamy prawo do zlosci, to mamy prawo do agresji, mamy tez prawo do przemocy..itd
            • Mamy prawo do przeżywania tych uczuć.
              Inna sprawa, jak to robimy
              a patologia jest ,kiedy krzywdzimy innych.

              Zwierzeta okazuja agresje zaczynajac
              od tzw mowy ciała od zesztywnienia
              i powiekszenia swoich rozmiarów
              np zjeżenia siersci czy piór lub u kota wygiecia
              wgrzbietu w łuk, poprzez wielu manifestacji ruchowych
              w tym prezentacji uzębienia .
              Często to wystarcza do obrony swojego terytorium.
              Atak jest ostatecznością w walce o dmoinacji,
              a jesli już wystepuje na poczatku jest
              rodzajem przepychanki..... oj rozpisałam się :-)
      • Próbowałam nie będąc sama
        i tak jak pisałam efekt był
        PIORUNUJĄCY!!!
        Nie muszę wyolbrzymiać - samo się
        dzieje.
        Masz rację spróbuję przed lustrem
        jak będe sama, przecież siebie nie zabiję.
        ....chyba..... :-)
        Trzymanie kciuków masz u mnie " jak w banku ",
        ale potem proszę o relację, czy pomogło!!
        Pozdrawiam cieplutko!
        • znowuzagubiona napisała:

          > Próbowałam nie będąc sama
          > i tak jak pisałam efekt był
          > PIORUNUJĄCY!!!
          > Nie muszę wyolbrzymiać - samo się
          > dzieje.
          > Masz rację spróbuję przed lustrem
          > jak będe sama, przecież siebie nie zabiję.
          > ....chyba..... :-)
          > Trzymanie kciuków masz u mnie " jak w banku ",
          > ale potem proszę o relację, czy pomogło!!
          > Pozdrawiam cieplutko!

          Zrób trzy cwiczenia:

          1. Stań w lekkim rozkroku, nogi oddalone od siebie o ok 30 cm. Ugnij je lekko w
          kolanach. Unieś ręce na bok, na wysokość barków, zegnij łokcie tak, aby dłonie
          były blisko brody. Teraz kilkanascie razy dynamicznie "wyrzuć" łokcie do tyłu
          (jak w niegdyś popularnym tancu "kaczuchy", krzycząc za kazdym razem głośno
          "zejdź mi z pleców", "precz", czy "złaź".

          2. Unies ręce tak samo, tylko złóz dłonie w pięsci tak, aby kciuki były na
          zewnątrz. Teraz "wyrzuć" pięści do przodu, krzycząc "odczep sie", lub cos podobnego.

          3. Połóż się na plecach i materacu i wyciągnij prosto nogi. mają być całkowiecie
          wyprostowane, ale nie napięte i nie mogą być usztywnione. Podnieś jedna do góry
          i uderz nia w materac (nie tylko piętą, ale całą nogą!). Potem druga. Najpierw
          mów, a potem krzycz "nie!" za każdym kopnięciem. takie "nie" jakbyś się komus
          kategorycznie i mocno sprzeciwiała.

          --
          Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
          aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
          gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

          "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
    • W ogóle nie okazuje złości. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Po prostu uważam że
      to oznaka słabości, szkoda mi marnować swojej tak cennej energii na jakieś tam
      awantury. Z reguły po prostu obrażam się i wychodzę, nigdy też nie mówię o co
      mi chodzi i dlaczego jestem zła co sprawia,że podobno bardzo trudno się ze
      mną dogadać:)


      • Bo oczekujesz, ze będą wybiegać za obrażoną, żałosne
      • Tez tak kiedys myslałam,
        az do zyciowego zakrętu.
        Nie znaczy to,
        ze z Toba jest cos nie tak.
        Żyć, tzn przeżywać kazde uczucie.
        • I bardzo slusznie!

          I dzieki bogu, ze nie pasowala Ci filozofia meskaika, ktory dzieli emocje na
          brzydkie i ladne. Brzydkie to sa te do gaszenia w zarodku ;)
          Brr, nigdy wiecej...

          Ze zloscia to jest tak, ze moze byc rozpedzonym dzikim koniem. To w niej jest
          niebezpieczne - bo kon moze stratowac innych, do tego zrzucic amazonke i w
          ogole przyczynic sie do nieodwracalnej katastrofy. I jeszcze - taki dziki ped
          na rozpedzonym ogierze (pamietasz "Szal" Podkowinskiego? Widzialam wino za 6 zl
          z reprodukcja tego obrazu o takiej wlasnie nazwie ;) mozna pokochac, bo daje
          poczucie wladzy i sily. Niebezpieczenstwo uwiedzenia przez to uczucie jest tym
          wieksze, im wiecej razy wczesniej w zyciu sie po meskaikowsku to uczucie
          czujenie wygaszalo, krylo pod ugrzecznionym usmiechem poslusznej dziewczynki -
          'tak tak, oczywiscie, wszystko w porzadku'...
          Wiele bylych ofiar latwo ulega tej pokusie, bo gdzies tam drzemie w nich chec
          odwetu - zeby nareszcie nie byc ofiara, ale wlasnie katem. Uwazaj.

          Zlosc jest fantastycznym, przebogatym zrodlem energii. To zlosc dokonuje
          przewrotow i rewolucji, zlosc moze obronic kogos slabszego, i to zlosc pomaga
          bronic wlasnych granic. Nigdy w zyciu nie dalabym sobie wmowic, ze jest to cos,
          co nalezy 'wygaszac' w zarodku! Nie mam zamiaru przejsc przez zycie jako -
          wybacz - dupa wolowa, ktos 'komu pluja w twarz, a on mowi, ze deszcz pada'. Moj
          przyjaciel, instruktor na kursach samoobrony kobiet uczy jak zlosc przerobic w
          wole dzialania - ucieczke albo walke z napastnikiem. I ma fantastyczne wyniki :)
          Zamiast zapominac o Twoim, jak sama napisalas, 'wulkanie' sprobuj po prostu
          pokierowac droga i sila erupcji. Ten Lowen, polecony gdzies wyzej, moze sie w
          tym przydac, chociaz to znowu nic specjalnie skomplikowanego - wystarczy zaczac
          od obserwowania wlasnego ciala i kontaktu z nim.

          Druga rzecz, ktora mozna robic ze zloscia, to sprobowac wytworzyc w
          sobie 'drugi kanal przezywania'. Wkurzasz sie na glupia szefowa i jednoczesnie
          znajdujesz powod, zeby jej wspolczuc - bo jesli ktos robi cos glupiego i
          irytujacego innych, to przewaznie nie jest mu ze soba dobrze. Mi to jeden madry
          czlowiek tlumaczyl przez ponad pol roku i nie kumalam. No jak to tak - zlosc i
          wspolczucie naraz? Niemozliwe! Ktoregos dnia jakas kobieta na ulicy zrobila mi
          awanture pod bylejakim pretekstem. Wkurzylam sie, bo zarzut byl
          niesprawiedliwy - i, tak - tez poczulam, ze wulkan lada chwila wybuchnie (bo
          juz nie bylam na etapie 'tak, przepraszam, juz nie bede' ;). Ale jednoczesnie,
          ku swojemu zdziwieniu, poczulam tez przyplywajace morze wspolczucia: 'co
          musiala przejsc ta kobieta, ze szuka kontaktu z innymi w ten sposob? Jak bardzo
          jej zycie musi przypominac pieklo?' I tak stalam przez chwile, odczuwajac
          jednoczesnie zlosc i wspolczucie i czujac sie co najmniej dziwnie. A potem sie
          do niej usmiechnelam i powiedzialam zupelnie szczerze 'a wie pani, ja tez dzis
          mialam ciezki dzien', co ja kompletnie rozbroilo. Mnie tez, bo nei wiedzialam,
          ze tyle potrafie :)
          W tej technice nie chodzi o 'wygaszanie', ale o rownowazenie uwodzacej sily
          zlosci (ktora, dzieki temu, ze nasz mozg zbudowany jest tak a nie inaczej, moze
          przechwycic kontrole nad zachowaniem) uczuciem przeciwstawnym, co pozwala w
          sytuacji zachowac jasnosc umyslu i postapic uwaznie i z szacunkiem.


          --
          French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
          bottoms, you sons of a silly person.
          • "I jeszcze - taki dziki ped
            na rozpedzonym ogierze (pamietasz "Szal" Podkowinskiego? Widzialam wino za 6 zl
            z reprodukcja tego obrazu o takiej wlasnie nazwie ;) mozna pokochac, bo daje
            poczucie wladzy i sily."

            W obrazie Podokowińskiego,widzialam nieokiełznana,
            pierwotna radość zycia,wolność.
            Cos jak lot ptaka, czy skok delfina na pełnym morzu.
            Czułam cos podobnego kiedys pływając "w stroju Ewy"
            na srodku jeziora w nocy.Magiczne uczucie!

            Ten obraz na etykietce, jest nie pierwszym
            dowodem profanacji piekna, symboli i pamięci ludzi,
            do której jest zdolny tylko człowiek
            zauroczony Bożkiem mamony.Gdyby Fenicjanie, tak jak Nobel
            zdawali sobie sprawę ze skutków ich wynalazku,
            w ewolucji ludzkości ..... Ech szkoda gadać.

            "W tej technice nie chodzi o 'wygaszanie', ale o rownowazenie uwodzacej sily
            > zlosci (ktora, dzieki temu, ze nasz mozg zbudowany jest tak a nie inaczej,
            moze przechwycic kontrole nad zachowaniem) uczuciem przeciwstawnym, co pozwala
            w sytuacji zachowac jasnosc umyslu i postapic uwaznie i z szacunkiem."

            Piszesz o tym co podopowiedział mi instynkt w urzędzie!!?!!
            Wiesz? Chyba wymyśle jakies słowo "klucz", które jak bezpiecznik
            będzie "przełączac" nagle wzburzone emocje na przeciwstawne.
            Udaje mi sie np " wyłączać" koszmarne sny słowem kwiaty, więc uda i to.

            Dziekuję za wsparcie!
            Pozdrawiam ciepło!


            • Piszesz o tym co podopowiedział mi instynkt w urzędzie!!?!!
              > Wiesz? Chyba wymyśle jakies słowo "klucz", które jak bezpiecznik
              > będzie "przełączac" nagle wzburzone emocje na przeciwstawne.
              > Udaje mi sie np " wyłączać" koszmarne sny słowem kwiaty, więc uda i to.
              >

              czasami wystarczy gdzieś "załapać", w moim przypadku był to film, w którym
              jedna z postaci sypiąca takimi przypadła mi do serca

              wtrącę się też odnośnie wygaszania: NIE MOZNA
              bo wygaszając "negatywne" niszczymy również "pozytywne", bez nienawiści nie
              jesteśmy w stanie kochać itp.
              człowiek "wypalony" to taki, który na rzecz wewnętrznego spokoju poświęcił
              właśnie wszystko, czasami jest to jedyna możliwość (zbyt ciężke przeżycia,
              zbytnia percepcja świata zewnętrznego, dramatyczny kompleks niższości itp.) aby
              wejść na "drogę", a WYPALENIE wcale nie oznacza jej końca,
              wcześniej wypalało się pola, aby na nich siać wiosną...
              • Wypalenie, to ładniej brzmiące
                okreslenie dna.
                • Odkad rozpoczelam terapie uswiadamiam sobie (czasem bardzo bolesnie) ze wieksza
                  czesc zycia nie okazywalam aktualnych emocji - tylko te ktorych ode mnie
                  oczekiwano. Czasami gubilam sie w tym bo nie zawsze mozna bylo odgadnac czego
                  ktos oczekuje (oczywiscie to blad w zalozeniu bo nikt nie potrafi czytac w
                  myslach ale niektorzy dorosli wymagaja tego od dziecka - przynajmniej dziecko
                  tak to widzi i rozumuje).
                  Zlosc zostala u mnie zduszona prawie "w zarodku" jako pierwsza i calkowicie
                  zbedna emocja. Niemowle placze jak jest glodne i zlosci sie gdy do niego nie
                  przychodza (zaobserwowalam to doskonale na przykladzie swoich dzieci) - jak
                  natomiast zareaguje kiedy przez dluzszy czas otoczenie nie bedzie wychodzilo
                  naprzeciw jego potrzebom natomiast bedzie probowalo "nagiac" instynkt
                  niemowlecia do wlasnych wymagan? Instynkty zostana wykrzywione, spaczone
                  (potwierdzone naukowo) i dziecko od najwczesniejszych lat uczy sie
                  PRZYSTOSOWANIA bo przystosowac sie znaczy przezyc a to jest jedyny instynkt
                  ktory mu pozostaje. Przystosowuje sie do por karmienia ktore sa regulowane nie
                  jego glodem ale wymaganiami otoczenia. Uczy sie nie plakac (wyrazanie emocji u
                  niemowlecia) bo to nie przynosi zadnej ulgi ani nie zapewnia zabezpieczenia
                  potrzeb. Moze natomiast skierowac na niego wrogosc, zniecierpliwienie, agresje
                  otoczenia od ktorego jest zalezne. Uczy sie wiec ze okazywanie emocji moze
                  przyniesc mu szkody. Sa to bardzo pierwotne odczucia, emocje i prosze wlasnie
                  tak je potraktujcie - one nie maja nic wspolnego ze swiadomoscia ale bardziej z
                  przetrwaniem.
                  Male dziecko ktore nie placze nie jest rowniez wesole, nie umie smiac sie tak
                  jak wiekszosc niemowlat - z pelnia radosci.
                  Mowiono mi: bylas bardzo grzecznym dzieckiem, nigdy nie plakalas, nie
                  sprawialas klopotu. Dlatego mnie akceptowano i kochano. Tak to od najmlodszych
                  lat rozumialam. Bylam dzieckiem porzuconym przez matke po urodzeniu, najpierw
                  szpital (kilka tygodni oddzial noworodkow, potem tam pracowalam i napatrzylam
                  sie) potem dom malego dziecka. Dopoki nie zostalam adoptowana - jako bardzo
                  grzeczne, spokojne i nie placzace dziecko.
                  Przystosowalam sie zaprzeczajac instynktom.
                  Czyli fundamenty zostaly zbudowane. Teraz kolej na sciany i fasade.
                  Okazalo sie ze moja adopcyjna rodzina jest gleboko dysfunkcyjna, ojciec
                  nieobecny, uciekajacy z domu - matka psychicznie zaburzona i nadmiernie
                  kontrolujaca. I moja prawdziwa osobowosc dochodzaca do glosu, i pragnienie
                  wyrwania sie z domu, zaczecia samodzielnego zycia...
                  I podciete skrzydla.
                  Burze ten gmach po wielu latach zycia w strachu. Strachu przed okazaniem
                  prawdziwych emocji. Nie okazywalam bo sie balam.
                  Odkrylam jak bardzo rzadzil mna strach, z ukrycia - bo nie mialam tej
                  swiadomosci na codzien.
                  TYlko raz w zyciu bylam akceptowana za to kim jestem, za moje emocje, uczucia -
                  te prawdziwe - i tylko raz w zyciu bylo mi dane byc soba w pelni wolnosci,
                  akceptacji i milosci. Tylko raz w zyciu ktos odpowiedzial na moje bezglosne
                  wolanie i pomogl mi uswiadomic kim jestem.
                  • Ciesze się, ze mialas w końcu szczęście
                    trafienia na kogos, kto zobaczył
                    w Tobie Ciebie.
                    Mnie dotychczas sie to nie udało.
                    "Poparzona" kilkoma doświadczeniami
                    schowalam sie w bezpiecznym kokonie
                    i dopiero od niedawna zaczynam go przegryzać
                    i spostrzegać świat w ciepłych barwach.
                    Może kiedys uda mi sie zmienić w motyla:-)
                    • życzę powodzenia:)
                    • Wiesz - ten ktos pokazal mi wiele i wiele mi zarazem uswiadomil.
                      A potem odszedl.
                      Trudno bylo mi utrzymac samej to co zyskalam. Pogubilam sie. Brakowalo mi jego,
                      brakowalo mi CZLOWIEKA. Nie bylam jeszcze gotowa, za duzo urazow... Jeszcze
                      potrzebowalam pomocy.
                      Teraz sama sobie pomagam. Zabrnelam za daleko. I musialam cos z tym zrobic. Dla
                      siebie.
                      Ciezko mi okazywac smutek, np teraz. To ze sie martwie. Nie wiem czy wstydze
                      sie tego czy obawiam reakcji otoczenia.
                      Bylo juz ze mna nienajgorzej ale choroba w rodzinie poglebila i uwypuklila
                      dawne urazy... To zmobilizowalo mnie do ciezszej pracy nad soba. Zeby
                      odpowiedziec sobie na wiele pytan ktore same cisnely sie do glowy. Chcialam
                      wiedziec dlaczego moje zycie bieglo wlasnie takimi torami, dlaczego zamiast
                      unikac urazow mozna rzec mnozylam je; dlaczego poglebialam niektore stany
                      zamiast z nich wychodzic... Dlaczego nie uczylam sie odwagi w okazywaniu
                      emocji...
                      Czasami analizuje to co czuje w danym kontekscie bardzo szczegolowo. To mi
                      pomaga lepiej rozumiec ale nie rozwiazuje problemu. Tylko pomaga.

          • illiterate napisała:

            > I bardzo slusznie!
            >
            > I dzieki bogu, ze nie pasowala Ci filozofia meskaika, ktory dzieli emocje na
            > brzydkie i ladne. Brzydkie to sa te do gaszenia w zarodku ;)
            > Brr, nigdy wiecej...

            bo Wy maskaika nie rozumiecie...nie chodzi o zduszenie emocji, ale o wybor
            emocji...
            w danej sytuacji, mozesz pograzyc sie w zlosci, ale mozesz wybrac inna opcje,
            mozesz potraktowac rzecz np. z humorem...czyli wyksztalcic w sobie inne
            odruchy...
            zlosc jest dobra jak pojawia sie rzadko, jak pojawia sie czesto, uzalezniamy
            sie od adrenaliny i czesto popadamy w zlosc, bo organizm domaga sie nowej
            dawki...

            • A skad. W postach meskaika nie ma nic o akceptacji zlosci - przeczytalam je
              jeszcze raz uwaznie - jest za to wiele o tym, zeby przestac ja zauwazac, zeby
              myslec o ladnych i przyjemnych rzeczach, zeby sie usmiechnac i w ogole udawac,
              ze nie ma sprawy.

              Jest natomiast w jego postach wiele apeli, zeby zlosc jak iskre 'zdusic w
              zarodku, bo to latwiejsze niz probowac radzic sobie z wybuchem' - krotko
              mowiac: jest wiele strachu przeciw samemu sobie, swoim wlasnym emocjom i wielki
              lek przed utrata kontroli. I moze w przypadku meskaika ten lek jest zrozumialy -
              ale nie wszyscy jestesmy tacy sami jak on.

              I jasne jest, ze zlosc - uczucie silne i gwaltowne - jest zwiazana z wieloma
              niebezpieczenstwami (takze uzaleznieniem, o ktorym piszesz). Mialam przyjaciela
              uzaleznionego od przemocy (wlasnie chemicznie, na zasadzie ciaglego pragnienia
              przezywania adrenalinowego kopa), wiec dobrze wiem, co to.

              Tyle, ze nie ma brzydkich i ladnych uczuc. Kazde uczucie moze byc grozne, jesli
              zostanie zle potraktowane. Chciwosc, milosc, zazdrosc, lenistwo, pasja,
              pragnienie akceptacji - kazde moze zniszczyc zycie, wypaczyc, zamienic w
              patologie. Jesli sie im postawi oltarzyk i odda wszystko - przezywajacy bedzie
              o krok od zaburzenia. Jesli sie je bedzie ignorowac - albo wybuchna w jakims
              momencie (zamiast milosci - nagly wybuch manii na czyims punkcie), albo -
              zepchniete gleboko - zaszkodza cialu (np. choroby serca, skory astma, niektorzy
              twierdza, ze i rak).

              Nie mozna sobie powiedziec 'od dzis bede czysta miloscia, jak poczuje cos
              niefajnego, to pomysle o motylach i usmiechne sie i to zniknie'. Zlosc pojawia
              sie nie tylko w momentach, kiedy nic nie mozna zrobic (jak w tym nieszczesnym
              przykladzie z urzednikiem). Zlosc jest takze dzwonkiem alarmowym - halo! ktos
              narusza moje granice! I mozna te fantastyczna sile wykorzystac, przestajac sie
              godzic na - powiedzmy - pisanie raportow za leniwa ale sprytna kolezanke z
              pracy. Niekoniecznie trzeba oczywiscie robic awanture - mozna po prostu
              skierowac te energie w zachowanie asertywne. Zlosc, ktora daje odwage
              powiedzenia 'nie'.

              Najgorsze, co mozna zrobic, to zignorowac ja ze strachu - nie dosc, ze sie
              wyrzekasz siebie (zamykasz wkurzone dziecko w komorce pod schodami i udajesz,
              ze go nigdy nie bylo), to jeszcze dokladasz duzy kamien pod monument wlasnego
              strachu przed samym soba. To wlasnie radzi kolega m.
              --
              French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
              bottoms, you sons of a silly person.
    • i ja miałabym to wszystko przeczytac,przeczytałabym z przyjemnością
      rokiem temu inaczej posty były pisane.
    • Napisalas

      >Tak jak czuje redość, czułość, smutek i umiem je przezywać.
      >Tak chciałabym sie tego nauczyć z uczuciem złości.

      Kazde uczucie mozna przezywac ale bardzo wiele uczuc nie da sie pogodzic ze
      soba, trzeba wybierac.
      Kiedy wybierasz smutek wtedy pozbywasz sie radosci. Nie mozesz byc rownoczesnie
      radosna i smutna. To samo dotyczy milosci i strachu. Kiedy wybierasz strach
      albo nie umiesz sie go pozbyc wtedy znika milosc.
      Podobnie wyglada sprawa ze zloscia i wybaczeniem. Wybierajac zlosc, pozbywasz
      sie wybaczenia. Te dwa uczucia nie moga wystepowac razem.
      Dlaczego nie mozna miec obu przeciwnych uczuc w sobie? Mozna tyle ze negatywne
      uczucia bardzo szybko wypieraja te dobre i wtedy pojawia sie depresja. Czlowiek
      ktory ma depresje ma olbrzymie problemy z pozbyciem sie negatywnych uczuc.
      • mskaiq napisał:

        > Kazde uczucie mozna przezywac ale bardzo wiele uczuc nie da sie pogodzic ze
        > soba, trzeba wybierac.
        ...
        > Podobnie wyglada sprawa ze zloscia i wybaczeniem. Wybierajac zlosc, pozbywasz
        > sie wybaczenia. Te dwa uczucia nie moga wystepowac razem.

        Mozna natomiast czuc naraz zlosc i empatie. Wtedy jedno uczucie rownowazy
        drugie - zlosc moze pomoc obronic granice (w koncu z jakiegos powodu sie
        pojawila), empatia natomiast pozwala zrobic to z uwaga i szacunkiem.

        > Dlaczego nie mozna miec obu przeciwnych uczuc w sobie? Mozna tyle ze
        negatywne
        > uczucia bardzo szybko wypieraja te dobre i wtedy pojawia sie depresja.
        Czlowiek
        >
        > ktory ma depresje ma olbrzymie problemy z pozbyciem sie negatywnych uczuc.

        No i wlasnie w tym problem - ze caly czas piszesz o sobie i probujesz sprzedac
        innym wlasny strach przed powrotem depresji.

        Przy pewnym poziomie samoswiadomosci - roztrenowaniu/wyterapeutyzowaniu - nie
        tak latwo o powrot depresji. Rozumiem, ze boisz sie jej bardziej niz piekla, i
        w dodatku widzisz ja za kazdym winklem, ale dlaczego ten strach probujes
        zaszczepic innym? W imie czego? I dlaczego negatywne uczucia mialyby wyprzec
        empatie i milosc? Mozesz to uzasadnic czymkolwiek innym, niz Twoj strach?
        --
        French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
        bottoms, you sons of a silly person.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.