Dodaj do ulubionych

Złość - jak ją przeżywać?

29.04.06, 10:36
Ucze się żyć od nowa.
Dzięki Wam nauczyłam się kochać siebie.
Liczę na Wasza pomoc w nauce
przezywania złości!
Mam z tym problem.
Do niedawna uwazałam, że jestem pozbawiona
tego uczucia.
Teraz wiem, ze tłumilam ją w sobie
bo wychowano mnie w przekonaniu,
ze to złe uczucie i nie wolno go okazywac.
Za to często plakałam "bez powodu".
Kiedy dowiedzialam się, ze placz
jest u mnie manifestacją uczucia
złości- oniemialam ze zdziwienia!
A mnie sie wydawało, że jestem taka biedna,
niedocniana,po prostu "inna".
Dowiedzialam się, że mój przepełniony
tłumioną zlością " kocioł ",
otwiera bezpieczniki i upuszcza pary
w postaci łez.
Postanowilam nie tłumic tego uczucia
i przy pierwszej próbie przerazilam się
swoja reakcją!
Złość wybuchła jak wulkan!
Nie umialam nad nia zapanowac
i Wierzcie mi - doszłam do wniosku,
że jak nie naucze sie tego - jestem
zdolna zabić.
Narazie obserwuje swoje emocje
i jak zaczynaja sie "podnosić",
zmykam do pustego pomieszczenia
i ćwiczę oddech relaksujacy,
jednak boje sie sytuacji,
kiedy nie bede miala takiej mozliwości.
Edytor zaawansowany
  • 29.04.06, 10:47
    Będziesz ku temu potrzebowała następujacego narzędzia:

    www.allegro.pl/item99887695_duchowosc_ciala_alexander_lowen.html
    szukaj też podręcznika ćwiczeń, "Organizm i orgazm" autorstwa Santorskiego, choc
    to własciwie przepisana ksiązka Lowena.

    A na poczatek przeczytaj to:

    pl.wikipedia.org/wiki/Bioenergetyka
    pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_Lowen
    --
    Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
    aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
    gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

    "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
  • 29.04.06, 10:49
    A Ty pewnie czytasz Organizm a Onanizm :-)
  • 29.04.06, 11:00
    Bardzo Ci dziekuje! Fascynujące!
    Poszukam Lowena w ksiegarniach internetowych,
    bo nie umiem poruszac sie " na aukcjach"
    Milego dnia !
  • 29.04.06, 11:14
    Przecież złość należy do emocji, nie należy jej tłumić i udawać, że wszystko
    jest w porządku, jak nie jest
  • 29.04.06, 11:22
    znaczy, znowu jestesmy przy osobistym dziecku.
    ja mu na duzo pozwalam, ale teraz juz tylko pod kontrola doroslego.
  • 29.04.06, 11:24
    mio.mio napisała:

    > znaczy, znowu jestesmy przy osobistym dziecku.
    > ja mu na duzo pozwalam, ale teraz juz tylko pod kontrola doroslego.

    Nie tylko dziecku wolno okazywać emocje. To nie jest tak, że każdy z nas ma w
    sobie dziecko. Płacz czy złość są emocjami okazywanymi niezależnie od wieku. Od
    wieku zależy tylko sposób ich okazywania
  • 29.04.06, 11:32
    Kazdy ma w sobie dziecko Nataszo.
    To symboliczne okreslenie
    drzemiacych w nas pierwotnych instynktów,
    które rozwój cywilizacyjny w nas stłumił niestety.
    Filozofie wschodu zalecają powrót do nich
    dla odzyskania równowagi psychicznej,
    zaburzonej zametem zycia.
    Polecam Ci z całego serca bardzo ciekawą ksiązke
    pt " Biegnąca z wilkami".
    Może przesadzam, ale okreslam ją mianem
    " biblii każdej kobiety"
  • 29.04.06, 11:37
    Jeżeli to masz na myśli, to tak
  • 29.04.06, 11:26
    Moje wewnetrzne dziecko
    własnie dopiero uwalnia sie
    z więzów i chyba nie jestem
    jeszcze na tyle dorosła,
    żeby kontrolować jego zachwyt wolnościa.
  • 29.04.06, 11:24
    Masz racje Nataszo.
    Może Ty miałaś szczęście
    byc wychowywana w rodzinie,
    gdzie nie tłumiono Twojej
    osobowości, tak jak w mojej.
    Stąd mój problem.
    Masz jakiś niegroźny dla otoczenia
    sposób przeżywania tego uczucia?
  • 29.04.06, 11:25
    Jeżeli to uczucie towarzyszy Ci zbyt często, powinnaś zmienic otoczenie. Tak mi
    sie wydaje
  • 29.04.06, 11:28
    Ale to ucieczka!
    Nie mam problemu z otoczeniem,
    jestem lubiana.( Chwalipięta :-))
    Chodzi mi o sytuacje, których
    nie jestem wstanie przewidzieć
    i przygotowac sie np oddechem.
  • 29.04.06, 11:30
    Dlaczego boisz sie okazywac negatywnych emocji przed otoczeniem? Brak
    samooakceptacji i lęk przed odrzuceniem?
  • 29.04.06, 11:32
    oo!!
  • 29.04.06, 11:34
    Czy w dzieciństwie tego Cie nauczono z uwagi np. na pochodzenie, co będzie jak
    sie wyda, że masz np, korzenie kolumbijskie czy nie wiem jakie?
  • 29.04.06, 11:38
    Przyznaj sie kochana.
    czemu Ci tak doskwiera
    pojęcie pochodzenia? :-)

    W moim przypadku ono
    nie było przyczyna.
    Ot po prostu - ogólnie
    przyjete w mojej rodzinie
    zasady wychowawcze.
  • 29.04.06, 11:40
    U mnie też była to kwestia ogólnie przyjętych zasad wychowawczych:)
  • 29.04.06, 11:43
    Jesteś
    SZCZĘŚCIARĄ.
    Bo widac , że w Twojej rodzinie
    były one zdrowsze.
  • 29.04.06, 11:44
    znowuzagubiona napisała:

    > Jesteś
    > SZCZĘŚCIARĄ.
    > Bo widac , że w Twojej rodzinie
    > były one zdrowsze.

    Może tak, a może tylko tak Ci sie wydaje
  • 29.04.06, 11:49
    Chcialabym się nie mylić,
    bo wszystkim zycze spokoju ducha.
    Masz rację, mało wiem o Tobie.
  • 29.04.06, 11:52
    znowuzagubiona napisała:

    > Chcialabym się nie mylić,
    > bo wszystkim zycze spokoju ducha.
    > Masz rację, mało wiem o Tobie.

    Powiem Ci tak, też wychowywano mnie w stylu "pokorne ciele dwie matki ssie",
    ale ja zawsze mówiłam, że jedna mi wystarczy:)
  • 29.04.06, 11:54
    Fajnie, że potrafiłas i mogłas
    sobie na to pozwolić
  • 29.04.06, 11:58
    Różnie bywało,a dziś moim idolem jest Rydzyk:)
  • 29.04.06, 12:12
    Hi, hi, hi !
    Dobre!
    Milego dnia dla Ciebie i dzieciaka
    Twojego w Tobie Nataszo! :-)
  • 29.04.06, 11:34
    Przeczytaj prosze jeszcze raz uwaznie
    moja pierwsza wypowiedź.
    Boje się swojego braku kontroli.
    Z pozostałymi lekami
    o które pytałaś juz sobie nieźle radzę.
  • 29.04.06, 11:36
    jesteś agresywna, wyzywasz? Jeżeli nawet tak sie dzieje to tez nie bez
    przyczyny. Należy eliminować towarzystwo, które wzbudza w Tobie takie emocje
  • 29.04.06, 11:41
    Złość wywoluje we mnie
    " machanie rekami":-)
    Jestem Ci bardzo wdzieczna za
    Twój zapal w chęci pomocy mi,
    ale proszę ponownie:
    czytaj uwaznie moje wypowiedzi.
    pisalam juz, ze nie mam problemu z otoczeniem.
  • 29.04.06, 11:43
    znowuzagubiona napisała:

    > Złość wywoluje we mnie
    > " machanie rekami":-)
    > Jestem Ci bardzo wdzieczna za
    > Twój zapal w chęci pomocy mi,
    > ale proszę ponownie:
    > czytaj uwaznie moje wypowiedzi.
    > pisalam juz, ze nie mam problemu z otoczeniem.

    Bo nie okazujesz emocji a bardzo byś chciała:)
  • 29.04.06, 11:38
    Placz nie bierze sie z tlumionej zlosci, bierze sie z zalu, czasem ze smutku. Z
    tego co napisalas wynika to z Twojergo zalu nad Soba. Kiedy przestaniesz sie
    zalic na soba nie bedziesz plakala.
    Jesli chodzi o zlosc to jest potezna energia. Zalezy od naszej emocjonalnosci,
    jesli jest wysoka wtedy trudno ja zatrzymac. Czesto kiedy pozwalamy na jej
    wybuchy aby sie rozladowac albo dlatego ze nie potrafimy jej zatrzymac to sila
    z kazdym wybuchem rosnie, az do takiego punktu kiedy tracimy kontrole nad Soba.
    Wtedy zlosc potrafi zrobic wszystko i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy co
    robimy i dowiadujemy sie co zrobilismy juz po tym jak ona opadnie.
    Jak powstaje? Poobserwuj Siebie, zobaczysz moment kiedy powstaje zlosc. To taka
    iskra, potrafi byc bardzo silna. Obecnie gasze ja natychmiast kiedy sie
    pojawia, zabralo mi to wiele czasu ale bylo konieczne.
    Zwroc rowniez uwage ze ten impuls zlosci pjawia sie zwykle kiedy jestesmy
    sfrustrowani, zmeczeni, wtedy nasz obrona jest slaba.
  • 29.04.06, 11:47
    Tak jak już napisałam obserwuje siebie
    i staram się kontrolowac emocje
    nie tłumiac ich tylko wyciszając.
    Wiem o wpływie zmęczenia i sfrustrowania.
    Mnie chodzi o wyrobienie w sobie odruchów,
    które w sytuacjach, których nie jestem
    wstanie przewidzieć, uchronia mnie od
    wybuch mojego wulkanu.

    Jak Ty "gasisz" je w sobie?
  • 29.04.06, 12:04
    Podstawa medytacji jest obserwacja uczuc i mysli. Jesli zaczniesz obserwowac
    swoja swiadomosc to znajdziesz ten moment, impuls zlosci.
    Ten impuls podawany jest przez podswiadomosc, zwykle jest akceptowany bez
    zmruzenia oka ze przez nasza swiadomosc i pojawia sie zlosc. Po jej wybuchu
    mozesz sie wyciszyc ale nie zapobiegniesz jej powstawaniu.
    Wybuch zlosci nie jest zwiazany z tlumienie lub wyciszanie emocji, to jest jak
    z beczka prochu, iskra wywola wybuch. Jesli chcesz zatrzymac ten wybuch zgas
    iskre.
    Jesli zaczniesz obserwowac Siebie zrozumiesz ten mechanizm, jest bardzo prosty.

  • 29.04.06, 12:05
    Próbujesz pisać o jakichś zjawiskach nadprzyrodzonych, jak laska ma lek przed
    okazywaniem emocji. Do czego służa te twoje brednie?
  • 29.04.06, 12:17
    Dziekuje, za " laskę ".
    Fajnie jest być tak nazwaną
    od - nie pamiętam juz kiedy? :-)
  • 29.04.06, 12:15
    Dzieki, wiem o tym.
    Nie odpowiedziales na moje pytanie
    jak Ty to robisz
    W NIEPRZEWIDZIANYCH oklicznościach???
  • 29.04.06, 12:29

    może przyczyną twojej złości jest świadomość, że inni pozwalają sobie na coś,
    co ty w sobie zwalczasz? to mocne uczucie niesprawiedliwego potraktowania prze
    los

    możnaby spróbować z uczuciem o nazwie: pokora, jako kładka po której trzeba
    przejść dalej

    lepiej jest uświadomić sobie, że nic mi do oceny losu, mojego i innych

    można też spróbować "dać innym szansę", jaką się samemu dostało, bo gdzieś
    napewno w przeszłości był ktoś, kto musiał znosić nasze humory

    ;)
  • 29.04.06, 14:16
    Nauczylam się już nie oceniać
    i nie starać się zmieniac innych.
    Co do pokory - masz rację.
    Uczę sie, ale nadal np nie umiem prosić
    o pomoc.
    Tu na tym forum , robię to pierwszy raz w życiu.
    Pisząc ,że liczę na wasza pomoc,
    miałam nadzieje na nauczenie sie
    wyrobienia nawyku, hamulca w sytuacji
    podobnej do tej opisanej niżej
    w odpowiedzi dla mskaiq
  • 30.04.06, 13:09
    czyli wejść myślami między siebie a uczucia?, jest dużo technik medytacyjno-
    oddechowych i innych, które to umożliwiają

    ogólnie jest się wtedy wolniejszym a to nie każdemu odpowiada, najgorsze jest
    właśnie to coś za coś - moim subiektywnym zdaniem;), zdobywa się przez to inne
    walory, niestety bez ogólnej recepty - jakie - każdy swoje własne,


    a może Twój problem tkwi właśnie nie w tym JAK, tylko za jaką cenę?
  • 30.04.06, 19:00
    czyli wejść myślami między siebie a uczucia?, jest dużo technik medytacyjno-
    > oddechowych i innych, które to umożliwiają.
    Wiem . Stosuje oddech releksacyjny.

    >
    > ogólnie jest się wtedy wolniejszym a to nie każdemu odpowiada,
    W jakim sensie wolniejszym??

    najgorsze jest
    > właśnie to coś za coś - moim subiektywnym zdaniem;), zdobywa się przez to
    inne
    > walory, niestety bez ogólnej recepty - jakie - każdy swoje własne,

    Ogólnie na okrągło, ale ładnie,bo wieloznacznie :-)
    To mógłby byc temat watku

    > a może Twój problem tkwi właśnie nie w tym JAK, tylko za jaką cenę?
    Nie. Chodzi mi o Twój sposób!!!



  • 30.04.06, 20:08
    > Nie. Chodzi mi o Twój sposób!!!

    "to znowu ja?"

    :)))
  • 30.04.06, 20:09

    czasami: "ha, to znowu ja"
    albo: "hm, to znowu ja (?)"
  • 30.04.06, 20:16
    Czemu znowu?
    Odpowiedzialam na Twoja
    wypowiedź.
  • 01.05.06, 08:01

    "to znowu ja" jest MOIM: "Sezamie otwórz się" do wewnętrznego spokoju i ciszy

    wysprzęgla wszystko nadrzędne, pozwala mi spojrzeć z dystansu na "krytyczne"
    sytuacje, które stają się po prostu śmieszne..

    pokora - miałem na myśli "taki los", to wprawdzie osłabia, jeżeli stosowane
    jest permanentnie i staje się życiowym kredo, ale stosowane doraźne w pewnych
    sytuacjach skutecznie zwalcza emocje (w moim przypadku)

    człowiek zrelaksowany jest wolniejszy, bo może sobie na to pozwolić, jeżeli
    chce, może również przyspieszyć, ale nie wierzę, aby ktoś na tym poziomie robił
    to, ponieważ zna się doskonale skutki bezwarunkowych reakcji na bodźce świata
    zewnętrznego, zwłaszcza zmysł wzroku jest niesamowicie szybki

    pozdrawiam

  • 01.05.06, 09:53
    "to znowu ja" jest MOIM: "Sezamie otwórz się" do wewnętrznego spokoju i ciszy"

    Zrozumiałam, dziekuje, bardzo mi sie podoba!!!

    człowiek zrelaksowany jest wolniejszy, bo może sobie na to pozwolić, jeżeli
    > chce, może również przyspieszyć, ale nie wierzę, aby ktoś na tym poziomie
    robił

    NA TYM POZIOMIE? -Co masz na mysli pisząc te słowa?

    > to, ponieważ zna się doskonale skutki bezwarunkowych reakcji na bodźce świata
    > zewnętrznego, zwłaszcza zmysł wzroku jest niesamowicie szybki

    Jakby pobawic sie w porównanie szybkości odbioru i przetwarzania bodźców
    wzrokowych i dźwiekowych, nie wiem , które "by wygrały".
    U mnie chyba te drugie:-)
    Bezwarunkowe reakcje sa najbardziej pierwotne.
    Nasz odbiór świata zewnetrznego jest w duzej mierze
    spowodowany reakcjemi uwarunkowanymi dotychczasowymi doświadczeniami,
    a to mozna zmienić pracując nad sobą.
    Myśle, ze po odzyskaniu ,a właściwie nauczeniu sie równowagi emocjonalnej,nic
    nie będzie wstanie mnie z niej wytrącić.
    Fascynuje mnie filozofia taoistów, trochę już jej zaadoptowałam.





  • 01.05.06, 10:40
    > NA TYM POZIOMIE? -Co masz na mysli pisząc te słowa?

    powinno być raczej "w tym stanie" -
    unoszenie się, lekkość, itp, bez zatracania jednak poczucia rzeczywistości...
    NIRWANA to zapewne zbyt duże słowo, ale dla mnie to coś takiego, (nie oznacza,
    że ja taki stan osiągnąłem!)


    > Jakby pobawic sie w porównanie szybkości odbioru i przetwarzania bodźców
    > wzrokowych i dźwiekowych, nie wiem , które "by wygrały".
    > U mnie chyba te drugie:-)
    > Bezwarunkowe reakcje sa najbardziej pierwotne.
    > Nasz odbiór świata zewnetrznego jest w duzej mierze
    > spowodowany reakcjemi uwarunkowanymi dotychczasowymi doświadczeniami,
    > a to mozna zmienić pracując nad sobą.

    absolutnie

    > Myśle, ze po odzyskaniu ,a właściwie nauczeniu sie równowagi emocjonalnej,nic
    > nie będzie wstanie mnie z niej wytrącić.

    nie wiem:)
    nie wiem, czy będąc w "pewnym" stanie można powiedzieć: "osiągnąłem stan
    równowagi"
  • 01.05.06, 10:51
    "unoszenie się, lekkość, itp, bez zatracania jednak poczucia rzeczywistości...
    > NIRWANA to zapewne zbyt duże słowo, ale dla mnie to coś takiego, (nie
    oznacza, że ja taki stan osiągnąłem!)

    Wiesz? Poczułam to samo, kiedy po raz pierwszy udało mi sie,
    na bardzo krótką, ale jakze znamienną chwilę, osiagnąc spokój.
    Wpadła mi wtedy w rece ksiązka Lee Jampolskiego
    pt " Leczenie uzaleznionego umysłu "
    i przerabiałam jedno z ćwiczeń.
    Teraz spragniona tego uczucia,cwicze je codziennie
    i chwile spokoju stopniowo się wydłużają.

    Ciekawe, że sposobów osiągniecia NIRWANY jest tak wiele,
    To jak Wiesz " temat rzeka ".

  • 01.05.06, 11:06

    tak, myślę, że to jest jedna z dróg
  • 29.04.06, 13:01
    To sa lata pracy, kazda podswiadoma mysl jest dla mnie obecnie swiadoma, w ten
    sposob decyduje o tym co pojawia sie w mojej swiadomosci. Nie ma
    nieprzewidzianych okolicznosci bo kazda mysl, kazde uczucie ktore sie pojawia
    jest swiadome. Problem polega na tym ze wiele podswiadomych mysli jest w naszej
    swiadomosci a my nie rozpoznajemy ich az przyniosa wybuch zlosci, czesto
    potrafimy mowic rzeczy ktorych pozniej zalujemy. Po prostu powtarzamy
    podswiadoma mysl, bez rozpoznania jej.
  • 29.04.06, 14:11
    Wszystko co piszesz jest
    słuszne, ale nadal nie ma w tym
    odpowiedzi na moje pytanie.
    Jak Ty gasisz swoją złość " na poczekaniu"?
    OK jesteś w urzędzie, masz rację
    a urzędas za zadne skarby tego nie rozumie,
    lub nie chce zrozumieć.
    Nie ma przełożonego tego urzędasa,
    nie ma kogo poprosic o pomoc,
    a sprawa jest pilna,
    aięc nie ma też czasu na pisanie skarg
    i odwołań.
    I co mam w takim momencie zrobić,
    zeby opanować natastająca złość?
    Za mną jest długasna kolejka ludzi,
    więc nie ma mowy, żeby na chwilę odejść,
    zeby np pomedytować nad podświadomością.
    Ci Ty robisz a takiej sytuacji??
    BŁAGAM ODPOWIEDZ KONKRETNIE !!!!
  • 29.04.06, 15:09
    Co w takiej sytuacji zrobic, usmiechnac, nie spieszyc sie dalej. Mi sie to
    zdarza bardzo czesto, jestem w korku, spiesze sie, jestem spozniony bo zamiast
    15 min jade juz dwie godziny. Z urzednikiem podobnie, jesli nie jestem w stanie
    wplynac na Jego decyzje, akceptuje ja.
    Jak sie pozbyc wtedy zlosci, sprobuj kontrolowac Swoje mysli i uczucia.
    Uczucia to zal, poczucie krzywdy, poczucie straconego czasu, winy, itp.
    Pojawiaja sie wtedy rowniez wiele mysli pelnych krytyki i zlosci. Jesli
    pozwolisz tym myslom dzialac to zmieszasz z blotem urzednika, mozesz rowniez
    wszczac klotnie z kolejka ktora stoi za Toba. Ja ignoruje te mysli, zamiast
    nich wybieram moje wlasne, nie sa agresywne, czesto mysle o czyms zupelnie
    innym.
  • 29.04.06, 15:43
    Nie wierzę!
    Rozumiem co znaczy pogodzić
    sie z tym czego nie mogę
    zmienić, ale w takim przypadku
    dac wygrac głupiemu urzędasowi?
    Wiesz co zrobiłam?
    Zrobiłam z siebie słodka idiotkę.
    Pokokietowałam jego męską dumę
    i mimo, że sie we mnie gotowało,
    powiedzialam ,ze bez niego nie
    dam rady przebrnąc przez ten
    glupi gąszcz przepisów.
    Po czym powstrzymując się
    przed walnięciem go ustawa w łeb
    z usmiechem dałam mu je przed nos.
    Facet udał udobruchanego wazniaka
    i chyba wreszcie po raz pierwszy w życiu
    przeczytał przepis, w którym
    jak BYK pisało, że mam rację.
    Dałam mu szansę na honorowe
    wycofanie się z oslego uporu.
    Wygrałam obarcając wszystko w żart.
  • 30.04.06, 06:50
    Piszesz ze nie wierzysz ale uniknelas wybuchu i osiagnelas to co chcialas.
    Zrobilbym to samo tyle ze bez oceny urzednika, pokazalbym Mu przepis. Czasem i
    to moze nie wystarczyc, wtedy musialbym przyjsc innego dnia i spotkac sie z
    inna osoba ktora moglaby mi pomoc.
    Po co wybuchac, po co akceptowac zlosc, to jest cos przeciwko Tobie, nie
    przeciwko urzednikowi.
    Kiedys potrafilem wybuchac taka irracjonalna zloscia, szkodzilem sobie, zlosc
    nie przyspieszala rozwiazania problemow, czesto opozniala dlatego doszedlem do
    wniosku ze lepiej tego nie robic.
  • 30.04.06, 08:53
    Złość jest jednym z wielu uczuc,
    które trzeba nauczyc sie przeżywaś
    ŚWIADOMIE.
    Jesli nie zaakceptuję tego uczucia,
    to będzie ucieczka, a ja będę nadal
    w strachu żyć jak na bombie zegarowej.
    Tak jak uczymy się rozwiazywania
    życiowych problemów, tak musze nauczyc
    się takich sposobów, żeby nie dać sie jej ponieść.
    Wczoraj zastanawialam sie, skad wziął
    mi sie pomysł na żartobliwe rozwiązanie
    sprawy z tym urzędasem?
    Doszłam do wniosku, że zadzialał chyba
    instynkt. zto było jak niespodziewany błysk
    swiatla, nagła myśl.
    Poztawilam się na miejscu tego człowieka.
    może mial zły dzień, zakałapuckał sie
    i potem nie bardzo wiedział jak się
    wycofać z honorem.
    Sporo czytalam na temat psychiki mężczyzn
    i bólu pokonanego ego.
    Pomyslałam , że zagranie słabej kobietki,
    nic mnie nie kosztowało, żart rozladował
    moja złość, a ego mężczyzny pozwoliło
    łaskawie inaczej niż do tej chcwili
    zinterpretowac wg niego przepisy.
    Mysle, że jeden spoób mam.
    Ale czy zadziala w każdej sytuacji?

  • 30.04.06, 10:00
    Nie rozumiem jaka wartosc widzisz w przezywaniu zlosci. Wiesz jak dziala, rozni
    sie tylko przyczyna ktora ja wywoluje. Dla mnie odejscie od zlosci to wybor a
    nie ucieczka.
    To czy damy sie poniesc zlosci czy nie to wybor tyle ze ten wybor nie jest
    latwy, pojawiaja sie emocje, to jest ta beczka prochu. Duzo latwiej jest zgasic
    iskre niz miec do czynienia z wybuchem.
    Taki wybuch ma rozna sile, czesto jest nie do zatrzymania, zalezy od tego w
    jakiej kondycji jest nasze cialo. Jesli jest odpowiednio odrzywiane i kiedy
    cwiczysz fizycznie taki wybuch jest duzo latwiej opanowac, tyle ze taki
    przynosi bardzo wiele szkody Twojemu cialu.
    Kiedy jestes w zapalnej sytuacji zwroc uwage na moment kiedy pojawia sie iskra
    zlosci. Wtedy daj Sobie chwile czasu, pozwol zgasnac tej iskrze. Kiedy zgasnie
    pozbylas sie potncjalnego wybuchu.
    Mysle ze bol pokonania ego jest problemem nie tylko u mezczyzny, kobiety maja
    te same problemy. Jest to oparte na strachu przed utraceniem wiarygodnosci.
    Dla bardzo wielu kobiet utrata wiarygodnosci, czy twarzy jest rowniez wazna jak
    dla mezzyzny. Nie mniej u mezczyzn ta iluzja, strach przed utrata czegos co nie
    ma wiekszej wartosci jest znacznie czestsza.
  • 30.04.06, 10:19
    dla bardzo wielu kobiet?utrata twarzy?
    czy Ty przypadkiem o godnosci osobistej nie mowisz?
    dla bardzo wielu kobiet...
    kilka pewnie potraktowales juz " z buta "
  • 30.04.06, 11:38
    Nie rozumiem jaka wartosc widzisz w przezywaniu zlosci. Wiesz jak dziala, rozni
    >
    > sie tylko przyczyna ktora ja wywoluje. Dla mnie odejscie od zlosci to wybor a
    > nie ucieczka.

    Miałam na mysli nabycie umiejętności przeżywania uczucia złości
    tak jak każdego innego uczucia.
    Wazne jest zeby zdawać sobie sprawę z przeżywania każdego uczucia.
    To cos jak zdawać sobie sprawę ze rozróżniania
    i delektowania sie smakiem jedzonych potraw.
    Tak jak czuje redość, czułość, smutek i umiem je przezywać.
    Tak chciałabym sie tego nauczyć z uczuciem złości.

    Co do ego, masz rację, jest ważne dla obu płci.
    Kierując się stereotypowym przekonaniem o dominacji mężczyzn,
    myślę, ze dlatego Wasz ból jego utraty jest większy :-)
  • 30.04.06, 12:09
    czytajac to co napisalas, to tak jakbym czytala o sobie. mam bardzo podobnie.
    wszyscy zawsze mnie uwazali za osobe opanowana, nie dajaca sie sprowokowac, ale
    ja nie reagowalam zloscia tylko wlasnie placzem, to byl tez pewien rodzaj
    manifestowania bezradnosci, bardzo czasto i bardzo latwo placze, ale ostatnio
    rowniez zlapalam sie na tym, ze jednak potrafie sie zloscic, ale wtedy staje
    sie bardzo agresywna i nie panuje nad emocjami. nienawidze tego, jestem wtedy
    bardzo zla osoba, jak to zmienic?
  • 30.04.06, 12:11
    To jest trudna sprawa, ja też wyrażam złość przez płacz, a żeby nikomu nie
    zrobić przykrości i krzywdy wyżywam sie na komputerze
  • 30.04.06, 19:02
    Własnie nad tym pracuję.
    Przeczytaj watek, może znajdziesz coś dla siebie.
    Posdrawiam Cie BRATNIA DUSZYCZKO!
  • 30.04.06, 19:07
    To było do was obu :
    sewillo7 i nattaszao!
    Myslę, ze płacząc, ograniczałam swoje prawo
    do wyrażania uczuć, w tym złości.
    Na poczatku zaczełam mówić:
    czuję złośc bo... do kogos, kto mnie wkurzał.
    I Wiecie, wcale nie patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem!
  • 03.05.06, 11:06


    zadac sobie podstawowe pytanie : po co ja tu jestem w tym urzedzie ? aby
    zalatwic pilna sprawe czy miec racje.

    zadac sobie pytanie jaka mam szanse otrzymac satysfakcje tupiac i wrzeszczac
    (ilu osobom to sie udaje ?)
    a moze mnie sécurité wyprowadzi na swieze powietrze i bedzie po pilnej
    sprawie ..?




    Jak Ty gasisz swoją złość " na poczekaniu"?
    > OK jesteś w urzędzie, masz rację
    > a urzędas za zadne skarby tego nie rozumie,
    > lub nie chce zrozumieć.
    > Nie ma przełożonego tego urzędasa,
    > nie ma kogo poprosic o pomoc,
    > a sprawa jest pilna,
    > aięc nie ma też czasu na pisanie skarg
    > i odwołań.
    > I co mam w takim momencie zrobić,
    > zeby opanować natastająca złość?
    > Za mną jest długasna kolejka ludzi,
    > więc nie ma mowy, żeby na chwilę odejść,
    > zeby np pomedytować nad podświadomością.
    > Ci Ty robisz a takiej sytuacji??
    > BŁAGAM ODPOWIEDZ KONKRETNIE !!!!






    --------------------------------------------------------------------------------

    --
    La vita e' bella
  • 03.05.06, 15:28
    Dzieki, w innych sytuacjach może mi sie przydać.

    W opisanej ,żeby załatwić pilna sprawę musiałam
    udowodnic swoja rację ,
    bo urzędnik był przeciwnego zdania.

    A jak to załatwiłam przeczytaj dalej.
  • 30.04.06, 12:02
    w3edług mnie trzeba pzrestac sie bac złości
    złość to naturalny stan i jesli sie ma odwagę go czuc to nic w tym złego nie ma
    ale złośc skrywana szczególnie długoi a jeszcze mocniej pzrez całe życie - to
    juz inna sprawa
    to bomba atomowa
    rozp... li wszystko

    tzrba się nauczyć że złośc to naturalny stan

    najlepiej próbowac się dla ćwiczenia specjalnie złościć

    np ktos cię zdenerwuje
    a ty potem w domu
    inscenizujesz sobie taką scenkę:
    ten ktos i ty
    a ty NANIEGO
    złościsz sie apstwisz

    wszystko co czujesz JESZCZE WYOLBRZYMIASZ
    mówisz wszystko co byś chiała ale wazne że to wszystko wyolbrzymiasz
    robisz karykature własnej złości
    pzesadzasz ale w tym co naparwdę czujesz
    bawisz sie tym
    jesteś patartyczna i monumentalna w swej złości
    robisz z tego dramat

    zrób to
    zobaczysz ze jeśli się na to odwazysz poczujesz moze po raz pierwszy ulgę

    :)

    acha i trzymaj za mnie dziś 0 18.30


  • 30.04.06, 14:37
    solaris_38 napisała:

    > np ktos cię zdenerwuje
    > a ty potem w domu
    > inscenizujesz sobie taką scenkę:
    > ten ktos i ty
    > a ty NANIEGO
    > złościsz sie apstwisz

    a pozniej umierasz ze wstydu...
    bo przeciez uzywasz jakis okreslen, slow
    w stosumku do tego kogos...
    to nie zlosc jest, tylko wscieklosc...
    i nie ma znaczenia, ze to inscenizacja


    zlosc to chwilowy dyskomfort, trwajacy pare minut, bo za chwile przychodzi
    zrozumienie...gdyby jednak zrozumienie nie przyszlo, nie znaczy to, ze mamy
    tkwic w zlosci, bo po co?

    zauwazylem, ze ludzie lubia sie nie tyle zloscic,
    co wsciekac,
    ataki wscieklosci to jak nalog...
    przeciez nalogu alkoholowego
    nie leczy sie alkoholem...

    mozemy okazywac swoje niezadowolenie, ale okazywanie zlosci,
    nie mowiac o wscieklosci,
    to zwyczajnie brak wychowania...

    zlosc rodzi agresje, furie, amok, szal...
    wykrzywia nam twarz, ogranicza umysl, odcina od swiadomosci,
    znieksztalca rzeczywistosc...

    wlasnie znowuzagubiona znalazla lekarstwo na zlosc
    w tym przykladzie z urzednikiem
    - zrozumienie...


    niezadowolenie - zlosc - wscieklosc

    zatrzymalbym sie na okazywaniu niezadowolenia...

    a co z gniewem?

    czy mozemy postwic znak rownosci miedzy zloscia a gniewem?



  • 30.04.06, 15:39
    Wydaj mi się , że złość to wyższy stan emocjonalny gniewu,
    bo na tym etapie , przynajmniej ja tracę kontrolę.

    Brak wychowania ????
    Słyszałam to całe zycie i dlatego
    blokowałam to uczucie, w wyniku czego
    teraz jestem wobec niego bezradna.
    Tak jak juz pisalam - uczę się uczuć
    na nowo, uczę się je przezywać.
    Narazie jestem na etapie - nazwijmy to - profilaktyki
    tzn obserwacji swoich emocji.
    Kiedy zaczynam czuć wzrastające napięcie -
    ćwiczenia oddechu relaksacyjnego narazie skutkują.
    Boję sie tylko zaskoczenia, nagłego strzału adrenaliny.
    Nie wiem, zaczepki w autobusie,windzie itp
    Masz rację, z tym uzaleznieniem,
    od adrenaliny tez sie ludzie uzalezniają
    w różny sposób np sporty extremalne, czy bijatyki
    kibiców, nie mowiąc juz o bokserach.
  • 30.04.06, 16:04
    znowuzagubiona napisała:

    > Wydaj mi się , że złość to wyższy stan emocjonalny gniewu,
    > bo na tym etapie , przynajmniej ja tracę kontrolę.
    >

    a mnie sie wydaje, ze zlosc to dziecinny sposob okazywania niezadowolenia..
    i zlosc latwo moze przerodzic sie w furie...


    > Brak wychowania ????
    > Słyszałam to całe zycie i dlatego
    > blokowałam to uczucie, w wyniku czego
    > teraz jestem wobec niego bezradna.

    pewnie mowili to ci, ktorzy powinni
    Cie byli wychowywac...:)

    uwazam, ze prawdziwe wychowanie to samowychowanie...
    przetrwalismy dziecinstwo, dojrzewanie i przychodzi czas na
    samowychownie...ktos kto nie podejmie trudu samowychowania
    nigdy nie jest czlowiekiem dojrzalym...nawet najlepsi rodzice
    nie wychowaja nas tak dobrze, jak mozemy to zrobic my...
    dlatego nie uwazam, ze napady zlosci nad ktorymi pragniesz zapanowac to cos
    zlego czy nienormalnego...zwyczajnie, cwiczysz swoje mozliwosci...

    gdy wiaze sie to z patologia, moze byc trudniej i musimy zdobyc pomoc,
    ale dalej nie wiedze problemu...coz moze byc bardziej fascynujacego niz
    pokonywanie swoich slabosci, swoich ograniczen...warto pocierpiec, nazmagac sie
    z soba, by zobaczyc w lustrze swoja zadowolona z siebie twarz...

    moc pracowac nad soba, to wielki przywilej, nie kazdemu dany...
    nawet gdybys do konca zycia nie nauczyla sie panowac nad zloscia, warto sie
    starac, bo Twoja doswiadczona dusza, nigdy juz nie wybierze pobudliwego
    umyslu...:))
  • 30.04.06, 16:49
    Piszesz z pozycji zdrowego emocjonalnie człowieka.
    Dziekuję, to dla mnie bardzo wazne!
    Zazdroszczę Ci równowagi emocjonalnej
    do której raczkując jeszcze w nowym zyciu
    staram się dążyć na drodze fascynującego
    samopoznania.

    "mnie sie wydaje, ze zlosc to dziecinny sposob okazywania niezadowolenia"

    Mam jeszcze zbyt mało wiedzy, żeby nauczyc sie
    poznawać stopniowanie uczucia złości ( tak się fachowo nazywa)
    od gniewu do furii. Dla mnie to słowa,
    które oznaczaja to samo- bo tak reaguje, że ich nie rozróżniam.

    Zgoda na określenia " dziecinne ".
    Nie wiem czy teraz mam sie cieszyc, czy płakać?
    Jesli spojrzec na to z punktu widzenia
    filozofii wschodu, to cieszę sie z tego dziecka w sobie.
    Jesli " dziecko oznacza instynkt - też.
    Jesli natomiast niedojrzałość emocjonalną, to juz mniej.
    Chociaz ciesze się, że mam co robic do końca zycia :-)

    "moc pracowac nad soba, to wielki przywilej, nie kazdemu dany...
    > nawet gdybys do konca zycia nie nauczyla sie panowac nad zloscia, warto sie
    > starac, bo Twoja doswiadczona dusza, nigdy juz nie wybierze pobudliwego
    > umyslu...:))"


    Dziekuje z dojrzałą dusze:-)
    Jakoś tak poczułam w niej miłe ciepełko ;-)



  • 30.04.06, 17:58

    wazne jest aby rozpoznac co wywoluje w nas zlosc;
    czy jest to irytacja czyli ocenianie i nieudane proby manipulacji...
    czy lek, obawa przed niekorzytnymi dla nas konsekwencjami wydarzen
    czy brak mocy, bezwlad, niechec do czynow...
    a moze swiadomosc, ze nie jestesmy w stanie wpywac na rzeczywistosc...
    moze zewnetrzny przymus

    i wiesz? dobrze jest miec staly kontakt ze soba....nigdy siebie nie opuszczac,
    ani na chwile...to tak jak z malym dzieckiem, nie zostawisz dziecka gdzies tam
    i nie zapomnisz, ze istnieje...prawda?
    i jeszcze...powiedziec sobie z gory, ze cokolwiek sie wydarzy, zawsze sobie
    wybaczysz...latwiej jest sie wychowywac, jezeli czlowiek moze liczyc na swoje
    wybaczenie...:)
  • 30.04.06, 18:04
    wiesz co? pewnie miales dzis dobry dzien,
    chyba sie za to wychowanie nareszcie wezme, pod warunkami j.w. moze sie to chyba
    udac.
    zapamietam sobie te warunki.
    dzieki
  • 30.04.06, 19:25
    "Raczkowanie" zaczęlam od nauki zycia TU i TERAZ.
    potem - tak jak radzisz, wybaczyłam sobie to co działo
    sie ze mna wczesniej,wiedzac, ze nie chciałam tego.
    Po prostu nie umiałam zyc inaczej.
    Boje się przemocy i sama nigdy jej nie stosowałam.

    Jestem z natury pogodna,uczynna i zawsze usmiechnieta.
    Dlatego ogarneło mnie przerażenie, kiedy ucząc
    sie przezywania złości zareagowałam,
    jak zaprzeczenie wszystkich swoich dotychczasowych zasad.n
    Nauczyłam sie juz godzic na bezsilność
    i nie walczę z wiatrakami, ale lubię wyzwania
    i zmaganie sie z nimi.
    Mysle, że złośc wywołuje we mnie nie niudolność ale
    niechęć do zrozumienia tego o czym mówię "łopatologicznie".
    Niechęc spowodowana lenistwem, przekorą na zasadzie:
    gadaj sobie a ja i tak Ci pokaże,wtedy osiągnięcie celu
    kosztuje mnie wiecej wysiłku no i czasu.
    No i to " nieszczęsne": jakos to będzie.
  • 01.05.06, 10:18
    luty10 napisał:

    >
    > a pozniej umierasz ze wstydu...
    > bo przeciez uzywasz jakis okreslen, slow
    > w stosumku do tego kogos...
    > to nie zlosc jest, tylko wscieklosc...
    > i nie ma znaczenia, ze to inscenizacja
    >


    Luty, zaprawdę niewielkie jest Twoje rozumienie i różnicowanie emocji,
    przynajmniej w sensie psychologicznym. Takie odtwarzanie złosci, czy gniewu,
    wyrazone w umiejetny sposób, jest doskonałym ruchem. Znów odsyłam do Lowena,
    masz całkiem do niego niedaleko.

    --
    Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
    aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
    gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

    "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
  • 03.05.06, 13:16
    spiral_architect napisał:

    > Luty, zaprawdę niewielkie jest Twoje rozumienie i różnicowanie emocji,
    > przynajmniej w sensie psychologicznym. Takie odtwarzanie złosci, czy gniewu,
    > wyrazone w umiejetny sposób, jest doskonałym ruchem. Znów odsyłam do Lowena,
    > masz całkiem do niego niedaleko.
    >
    byc moze moje rozumienie jest niewielkie...nie rozumiem tez po jakie licho ktos
    mialby odgrywac dramat?
    co to daje...?
    uwazam, ze karykaturowanie swojej zlosci jest wrecz niebezpieczne, bo niekazdy
    jest dobrym aktorem i potrafi zrobic ze swojej zlosci karykature....
    z cala pewnoscia wiem, ze zlosc jast patalogia...
    u zwierzat zlosc pojawia sie jako parosekundowe reakcje...klapniecie zebami,
    machniecie lapa czy warkniecie...zwierze nie dziala pod wplywem zlosci,
    nawet jak poluje na na zdobycz...

    to, ze terapeulci zalecaja odgrywanie zlosci, wcale nie znaczy, ze jest
    to dobre...
    lekarstwem na zlosc jest rozmowa o niej...najlepiej kiedy moga ze soba
    poromawiac dwie lubiace sie osoby...
    - kochanie, a teraz opowidz mi jak odczuwasz zlosc; gdzie ja czujesz? czy
    umiesz rozpoznac moment w ktorej sie pojawia? co ja powoduje? zastanow sie
    dobrze, co naprawde powoduje twoja zlosc, moze wcale nie zachowanie ixnskiego,
    ale twoje poczucie niekompetencji, albo czujesz to dawne z dziecinstwa
    przyduszanie i chcesz sie wyrwac, potrzebujesz sily, twoj organizm ci w tym
    pomaga, produkuje adrenaline, ale ty zamiast zuzyc ja dla siebie, uzywasz
    bezowocnie na demonstrowanie swoich negatywnych emocji...itd itp

    jezeli nie ma z kim porozmawiac, rozmowe mozemy przeprowadzic z samym soba...
    oczywiscie nie jedna, ale wiele, wiele rozmow...powinnismy prowadzic
    nieustajacy dialog ze soba...
    tak jak napisalem w innym poscie...trzeba sie soba zaopiekowac, trzeba siebie
    wychowywac, starac sie siebie poznac i zrozumiec...

    okazywanie zlosci jest za daleko posunietym okazywaniem niezadowolenia...
    rownie dobrze moglibysmy powiedziec, ze okazywanie agresji w postaci
    walenia kogos po glowie jest dobre, bo mamy przeciez prawo okazywac swoje
    uczucia...
    mamy prawo do zlosci, to mamy prawo do agresji, mamy tez prawo do przemocy..itd
  • 03.05.06, 15:36
    Mamy prawo do przeżywania tych uczuć.
    Inna sprawa, jak to robimy
    a patologia jest ,kiedy krzywdzimy innych.

    Zwierzeta okazuja agresje zaczynajac
    od tzw mowy ciała od zesztywnienia
    i powiekszenia swoich rozmiarów
    np zjeżenia siersci czy piór lub u kota wygiecia
    wgrzbietu w łuk, poprzez wielu manifestacji ruchowych
    w tym prezentacji uzębienia .
    Często to wystarcza do obrony swojego terytorium.
    Atak jest ostatecznością w walce o dmoinacji,
    a jesli już wystepuje na poczatku jest
    rodzajem przepychanki..... oj rozpisałam się :-)
  • 30.04.06, 15:30
    Próbowałam nie będąc sama
    i tak jak pisałam efekt był
    PIORUNUJĄCY!!!
    Nie muszę wyolbrzymiać - samo się
    dzieje.
    Masz rację spróbuję przed lustrem
    jak będe sama, przecież siebie nie zabiję.
    ....chyba..... :-)
    Trzymanie kciuków masz u mnie " jak w banku ",
    ale potem proszę o relację, czy pomogło!!
    Pozdrawiam cieplutko!
  • 01.05.06, 10:30
    znowuzagubiona napisała:

    > Próbowałam nie będąc sama
    > i tak jak pisałam efekt był
    > PIORUNUJĄCY!!!
    > Nie muszę wyolbrzymiać - samo się
    > dzieje.
    > Masz rację spróbuję przed lustrem
    > jak będe sama, przecież siebie nie zabiję.
    > ....chyba..... :-)
    > Trzymanie kciuków masz u mnie " jak w banku ",
    > ale potem proszę o relację, czy pomogło!!
    > Pozdrawiam cieplutko!

    Zrób trzy cwiczenia:

    1. Stań w lekkim rozkroku, nogi oddalone od siebie o ok 30 cm. Ugnij je lekko w
    kolanach. Unieś ręce na bok, na wysokość barków, zegnij łokcie tak, aby dłonie
    były blisko brody. Teraz kilkanascie razy dynamicznie "wyrzuć" łokcie do tyłu
    (jak w niegdyś popularnym tancu "kaczuchy", krzycząc za kazdym razem głośno
    "zejdź mi z pleców", "precz", czy "złaź".

    2. Unies ręce tak samo, tylko złóz dłonie w pięsci tak, aby kciuki były na
    zewnątrz. Teraz "wyrzuć" pięści do przodu, krzycząc "odczep sie", lub cos podobnego.

    3. Połóż się na plecach i materacu i wyciągnij prosto nogi. mają być całkowiecie
    wyprostowane, ale nie napięte i nie mogą być usztywnione. Podnieś jedna do góry
    i uderz nia w materac (nie tylko piętą, ale całą nogą!). Potem druga. Najpierw
    mów, a potem krzycz "nie!" za każdym kopnięciem. takie "nie" jakbyś się komus
    kategorycznie i mocno sprzeciwiała.

    --
    Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa,ktore sa
    aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe,jak dlugo trwal bedzie ludzki
    gatunek:"wieki nauki nie naucza zrozumienia"

    "Michnikowszczyzna narobiła w Polsce strasznych szkód" R.A.Z
  • 01.05.06, 10:38
    Dziekuję. Spróbuję.
    mam tylko nadzieje,
    ze moi sympatyczni sąsiedzi
    nie pospiesza mi z pomocą,
    jak to mamy wszyscy w zwyczaju :-)
  • 30.04.06, 21:02
    W ogóle nie okazuje złości. Nie wiem czy to źle czy dobrze. Po prostu uważam że
    to oznaka słabości, szkoda mi marnować swojej tak cennej energii na jakieś tam
    awantury. Z reguły po prostu obrażam się i wychodzę, nigdy też nie mówię o co
    mi chodzi i dlaczego jestem zła co sprawia,że podobno bardzo trudno się ze
    mną dogadać:)


  • 30.04.06, 21:03
    Bo oczekujesz, ze będą wybiegać za obrażoną, żałosne
  • 30.04.06, 21:18
    Tez tak kiedys myslałam,
    az do zyciowego zakrętu.
    Nie znaczy to,
    ze z Toba jest cos nie tak.
    Żyć, tzn przeżywać kazde uczucie.
  • 01.05.06, 02:23
    I bardzo slusznie!

    I dzieki bogu, ze nie pasowala Ci filozofia meskaika, ktory dzieli emocje na
    brzydkie i ladne. Brzydkie to sa te do gaszenia w zarodku ;)
    Brr, nigdy wiecej...

    Ze zloscia to jest tak, ze moze byc rozpedzonym dzikim koniem. To w niej jest
    niebezpieczne - bo kon moze stratowac innych, do tego zrzucic amazonke i w
    ogole przyczynic sie do nieodwracalnej katastrofy. I jeszcze - taki dziki ped
    na rozpedzonym ogierze (pamietasz "Szal" Podkowinskiego? Widzialam wino za 6 zl
    z reprodukcja tego obrazu o takiej wlasnie nazwie ;) mozna pokochac, bo daje
    poczucie wladzy i sily. Niebezpieczenstwo uwiedzenia przez to uczucie jest tym
    wieksze, im wiecej razy wczesniej w zyciu sie po meskaikowsku to uczucie
    czujenie wygaszalo, krylo pod ugrzecznionym usmiechem poslusznej dziewczynki -
    'tak tak, oczywiscie, wszystko w porzadku'...
    Wiele bylych ofiar latwo ulega tej pokusie, bo gdzies tam drzemie w nich chec
    odwetu - zeby nareszcie nie byc ofiara, ale wlasnie katem. Uwazaj.

    Zlosc jest fantastycznym, przebogatym zrodlem energii. To zlosc dokonuje
    przewrotow i rewolucji, zlosc moze obronic kogos slabszego, i to zlosc pomaga
    bronic wlasnych granic. Nigdy w zyciu nie dalabym sobie wmowic, ze jest to cos,
    co nalezy 'wygaszac' w zarodku! Nie mam zamiaru przejsc przez zycie jako -
    wybacz - dupa wolowa, ktos 'komu pluja w twarz, a on mowi, ze deszcz pada'. Moj
    przyjaciel, instruktor na kursach samoobrony kobiet uczy jak zlosc przerobic w
    wole dzialania - ucieczke albo walke z napastnikiem. I ma fantastyczne wyniki :)
    Zamiast zapominac o Twoim, jak sama napisalas, 'wulkanie' sprobuj po prostu
    pokierowac droga i sila erupcji. Ten Lowen, polecony gdzies wyzej, moze sie w
    tym przydac, chociaz to znowu nic specjalnie skomplikowanego - wystarczy zaczac
    od obserwowania wlasnego ciala i kontaktu z nim.

    Druga rzecz, ktora mozna robic ze zloscia, to sprobowac wytworzyc w
    sobie 'drugi kanal przezywania'. Wkurzasz sie na glupia szefowa i jednoczesnie
    znajdujesz powod, zeby jej wspolczuc - bo jesli ktos robi cos glupiego i
    irytujacego innych, to przewaznie nie jest mu ze soba dobrze. Mi to jeden madry
    czlowiek tlumaczyl przez ponad pol roku i nie kumalam. No jak to tak - zlosc i
    wspolczucie naraz? Niemozliwe! Ktoregos dnia jakas kobieta na ulicy zrobila mi
    awanture pod bylejakim pretekstem. Wkurzylam sie, bo zarzut byl
    niesprawiedliwy - i, tak - tez poczulam, ze wulkan lada chwila wybuchnie (bo
    juz nie bylam na etapie 'tak, przepraszam, juz nie bede' ;). Ale jednoczesnie,
    ku swojemu zdziwieniu, poczulam tez przyplywajace morze wspolczucia: 'co
    musiala przejsc ta kobieta, ze szuka kontaktu z innymi w ten sposob? Jak bardzo
    jej zycie musi przypominac pieklo?' I tak stalam przez chwile, odczuwajac
    jednoczesnie zlosc i wspolczucie i czujac sie co najmniej dziwnie. A potem sie
    do niej usmiechnelam i powiedzialam zupelnie szczerze 'a wie pani, ja tez dzis
    mialam ciezki dzien', co ja kompletnie rozbroilo. Mnie tez, bo nei wiedzialam,
    ze tyle potrafie :)
    W tej technice nie chodzi o 'wygaszanie', ale o rownowazenie uwodzacej sily
    zlosci (ktora, dzieki temu, ze nasz mozg zbudowany jest tak a nie inaczej, moze
    przechwycic kontrole nad zachowaniem) uczuciem przeciwstawnym, co pozwala w
    sytuacji zachowac jasnosc umyslu i postapic uwaznie i z szacunkiem.


    --
    French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
    bottoms, you sons of a silly person.
  • 01.05.06, 10:18
    "I jeszcze - taki dziki ped
    na rozpedzonym ogierze (pamietasz "Szal" Podkowinskiego? Widzialam wino za 6 zl
    z reprodukcja tego obrazu o takiej wlasnie nazwie ;) mozna pokochac, bo daje
    poczucie wladzy i sily."

    W obrazie Podokowińskiego,widzialam nieokiełznana,
    pierwotna radość zycia,wolność.
    Cos jak lot ptaka, czy skok delfina na pełnym morzu.
    Czułam cos podobnego kiedys pływając "w stroju Ewy"
    na srodku jeziora w nocy.Magiczne uczucie!

    Ten obraz na etykietce, jest nie pierwszym
    dowodem profanacji piekna, symboli i pamięci ludzi,
    do której jest zdolny tylko człowiek
    zauroczony Bożkiem mamony.Gdyby Fenicjanie, tak jak Nobel
    zdawali sobie sprawę ze skutków ich wynalazku,
    w ewolucji ludzkości ..... Ech szkoda gadać.

    "W tej technice nie chodzi o 'wygaszanie', ale o rownowazenie uwodzacej sily
    > zlosci (ktora, dzieki temu, ze nasz mozg zbudowany jest tak a nie inaczej,
    moze przechwycic kontrole nad zachowaniem) uczuciem przeciwstawnym, co pozwala
    w sytuacji zachowac jasnosc umyslu i postapic uwaznie i z szacunkiem."

    Piszesz o tym co podopowiedział mi instynkt w urzędzie!!?!!
    Wiesz? Chyba wymyśle jakies słowo "klucz", które jak bezpiecznik
    będzie "przełączac" nagle wzburzone emocje na przeciwstawne.
    Udaje mi sie np " wyłączać" koszmarne sny słowem kwiaty, więc uda i to.

    Dziekuję za wsparcie!
    Pozdrawiam ciepło!

  • 01.05.06, 11:01

    Piszesz o tym co podopowiedział mi instynkt w urzędzie!!?!!
    > Wiesz? Chyba wymyśle jakies słowo "klucz", które jak bezpiecznik
    > będzie "przełączac" nagle wzburzone emocje na przeciwstawne.
    > Udaje mi sie np " wyłączać" koszmarne sny słowem kwiaty, więc uda i to.
    >

    czasami wystarczy gdzieś "załapać", w moim przypadku był to film, w którym
    jedna z postaci sypiąca takimi przypadła mi do serca

    wtrącę się też odnośnie wygaszania: NIE MOZNA
    bo wygaszając "negatywne" niszczymy również "pozytywne", bez nienawiści nie
    jesteśmy w stanie kochać itp.
    człowiek "wypalony" to taki, który na rzecz wewnętrznego spokoju poświęcił
    właśnie wszystko, czasami jest to jedyna możliwość (zbyt ciężke przeżycia,
    zbytnia percepcja świata zewnętrznego, dramatyczny kompleks niższości itp.) aby
    wejść na "drogę", a WYPALENIE wcale nie oznacza jej końca,
    wcześniej wypalało się pola, aby na nich siać wiosną...
  • 01.05.06, 13:28
    Wypalenie, to ładniej brzmiące
    okreslenie dna.
  • 02.05.06, 10:28
    Odkad rozpoczelam terapie uswiadamiam sobie (czasem bardzo bolesnie) ze wieksza
    czesc zycia nie okazywalam aktualnych emocji - tylko te ktorych ode mnie
    oczekiwano. Czasami gubilam sie w tym bo nie zawsze mozna bylo odgadnac czego
    ktos oczekuje (oczywiscie to blad w zalozeniu bo nikt nie potrafi czytac w
    myslach ale niektorzy dorosli wymagaja tego od dziecka - przynajmniej dziecko
    tak to widzi i rozumuje).
    Zlosc zostala u mnie zduszona prawie "w zarodku" jako pierwsza i calkowicie
    zbedna emocja. Niemowle placze jak jest glodne i zlosci sie gdy do niego nie
    przychodza (zaobserwowalam to doskonale na przykladzie swoich dzieci) - jak
    natomiast zareaguje kiedy przez dluzszy czas otoczenie nie bedzie wychodzilo
    naprzeciw jego potrzebom natomiast bedzie probowalo "nagiac" instynkt
    niemowlecia do wlasnych wymagan? Instynkty zostana wykrzywione, spaczone
    (potwierdzone naukowo) i dziecko od najwczesniejszych lat uczy sie
    PRZYSTOSOWANIA bo przystosowac sie znaczy przezyc a to jest jedyny instynkt
    ktory mu pozostaje. Przystosowuje sie do por karmienia ktore sa regulowane nie
    jego glodem ale wymaganiami otoczenia. Uczy sie nie plakac (wyrazanie emocji u
    niemowlecia) bo to nie przynosi zadnej ulgi ani nie zapewnia zabezpieczenia
    potrzeb. Moze natomiast skierowac na niego wrogosc, zniecierpliwienie, agresje
    otoczenia od ktorego jest zalezne. Uczy sie wiec ze okazywanie emocji moze
    przyniesc mu szkody. Sa to bardzo pierwotne odczucia, emocje i prosze wlasnie
    tak je potraktujcie - one nie maja nic wspolnego ze swiadomoscia ale bardziej z
    przetrwaniem.
    Male dziecko ktore nie placze nie jest rowniez wesole, nie umie smiac sie tak
    jak wiekszosc niemowlat - z pelnia radosci.
    Mowiono mi: bylas bardzo grzecznym dzieckiem, nigdy nie plakalas, nie
    sprawialas klopotu. Dlatego mnie akceptowano i kochano. Tak to od najmlodszych
    lat rozumialam. Bylam dzieckiem porzuconym przez matke po urodzeniu, najpierw
    szpital (kilka tygodni oddzial noworodkow, potem tam pracowalam i napatrzylam
    sie) potem dom malego dziecka. Dopoki nie zostalam adoptowana - jako bardzo
    grzeczne, spokojne i nie placzace dziecko.
    Przystosowalam sie zaprzeczajac instynktom.
    Czyli fundamenty zostaly zbudowane. Teraz kolej na sciany i fasade.
    Okazalo sie ze moja adopcyjna rodzina jest gleboko dysfunkcyjna, ojciec
    nieobecny, uciekajacy z domu - matka psychicznie zaburzona i nadmiernie
    kontrolujaca. I moja prawdziwa osobowosc dochodzaca do glosu, i pragnienie
    wyrwania sie z domu, zaczecia samodzielnego zycia...
    I podciete skrzydla.
    Burze ten gmach po wielu latach zycia w strachu. Strachu przed okazaniem
    prawdziwych emocji. Nie okazywalam bo sie balam.
    Odkrylam jak bardzo rzadzil mna strach, z ukrycia - bo nie mialam tej
    swiadomosci na codzien.
    TYlko raz w zyciu bylam akceptowana za to kim jestem, za moje emocje, uczucia -
    te prawdziwe - i tylko raz w zyciu bylo mi dane byc soba w pelni wolnosci,
    akceptacji i milosci. Tylko raz w zyciu ktos odpowiedzial na moje bezglosne
    wolanie i pomogl mi uswiadomic kim jestem.
  • 02.05.06, 11:42
    Ciesze się, ze mialas w końcu szczęście
    trafienia na kogos, kto zobaczył
    w Tobie Ciebie.
    Mnie dotychczas sie to nie udało.
    "Poparzona" kilkoma doświadczeniami
    schowalam sie w bezpiecznym kokonie
    i dopiero od niedawna zaczynam go przegryzać
    i spostrzegać świat w ciepłych barwach.
    Może kiedys uda mi sie zmienić w motyla:-)
  • 02.05.06, 12:07
    życzę powodzenia:)
  • 02.05.06, 12:11
    Wiesz - ten ktos pokazal mi wiele i wiele mi zarazem uswiadomil.
    A potem odszedl.
    Trudno bylo mi utrzymac samej to co zyskalam. Pogubilam sie. Brakowalo mi jego,
    brakowalo mi CZLOWIEKA. Nie bylam jeszcze gotowa, za duzo urazow... Jeszcze
    potrzebowalam pomocy.
    Teraz sama sobie pomagam. Zabrnelam za daleko. I musialam cos z tym zrobic. Dla
    siebie.
    Ciezko mi okazywac smutek, np teraz. To ze sie martwie. Nie wiem czy wstydze
    sie tego czy obawiam reakcji otoczenia.
    Bylo juz ze mna nienajgorzej ale choroba w rodzinie poglebila i uwypuklila
    dawne urazy... To zmobilizowalo mnie do ciezszej pracy nad soba. Zeby
    odpowiedziec sobie na wiele pytan ktore same cisnely sie do glowy. Chcialam
    wiedziec dlaczego moje zycie bieglo wlasnie takimi torami, dlaczego zamiast
    unikac urazow mozna rzec mnozylam je; dlaczego poglebialam niektore stany
    zamiast z nich wychodzic... Dlaczego nie uczylam sie odwagi w okazywaniu
    emocji...
    Czasami analizuje to co czuje w danym kontekscie bardzo szczegolowo. To mi
    pomaga lepiej rozumiec ale nie rozwiazuje problemu. Tylko pomaga.

  • 02.05.06, 14:22
    Napisałas cos co dało mi domyslenia.

    "Trudno bylo mi utrzymac samej to co zyskalam. Pogubilam sie."

    Może stąd " moje oparzenia "zyciowe?
    Nie umiejąc kochac siebie,
    nie wiedziałam jak kochac innych.
    Dziekuje.
  • 03.05.06, 10:52
    Bo tego bliskiego czlowieka bylo mimo wszystko za malo w moim zyciu. Mogl
    jeszcze troche zostac zanim nie okrzepne...
    [']
  • 02.05.06, 12:12
    illiterate napisała:

    > I bardzo slusznie!
    >
    > I dzieki bogu, ze nie pasowala Ci filozofia meskaika, ktory dzieli emocje na
    > brzydkie i ladne. Brzydkie to sa te do gaszenia w zarodku ;)
    > Brr, nigdy wiecej...

    bo Wy maskaika nie rozumiecie...nie chodzi o zduszenie emocji, ale o wybor
    emocji...
    w danej sytuacji, mozesz pograzyc sie w zlosci, ale mozesz wybrac inna opcje,
    mozesz potraktowac rzecz np. z humorem...czyli wyksztalcic w sobie inne
    odruchy...
    zlosc jest dobra jak pojawia sie rzadko, jak pojawia sie czesto, uzalezniamy
    sie od adrenaliny i czesto popadamy w zlosc, bo organizm domaga sie nowej
    dawki...

  • 02.05.06, 13:17
    A skad. W postach meskaika nie ma nic o akceptacji zlosci - przeczytalam je
    jeszcze raz uwaznie - jest za to wiele o tym, zeby przestac ja zauwazac, zeby
    myslec o ladnych i przyjemnych rzeczach, zeby sie usmiechnac i w ogole udawac,
    ze nie ma sprawy.

    Jest natomiast w jego postach wiele apeli, zeby zlosc jak iskre 'zdusic w
    zarodku, bo to latwiejsze niz probowac radzic sobie z wybuchem' - krotko
    mowiac: jest wiele strachu przeciw samemu sobie, swoim wlasnym emocjom i wielki
    lek przed utrata kontroli. I moze w przypadku meskaika ten lek jest zrozumialy -
    ale nie wszyscy jestesmy tacy sami jak on.

    I jasne jest, ze zlosc - uczucie silne i gwaltowne - jest zwiazana z wieloma
    niebezpieczenstwami (takze uzaleznieniem, o ktorym piszesz). Mialam przyjaciela
    uzaleznionego od przemocy (wlasnie chemicznie, na zasadzie ciaglego pragnienia
    przezywania adrenalinowego kopa), wiec dobrze wiem, co to.

    Tyle, ze nie ma brzydkich i ladnych uczuc. Kazde uczucie moze byc grozne, jesli
    zostanie zle potraktowane. Chciwosc, milosc, zazdrosc, lenistwo, pasja,
    pragnienie akceptacji - kazde moze zniszczyc zycie, wypaczyc, zamienic w
    patologie. Jesli sie im postawi oltarzyk i odda wszystko - przezywajacy bedzie
    o krok od zaburzenia. Jesli sie je bedzie ignorowac - albo wybuchna w jakims
    momencie (zamiast milosci - nagly wybuch manii na czyims punkcie), albo -
    zepchniete gleboko - zaszkodza cialu (np. choroby serca, skory astma, niektorzy
    twierdza, ze i rak).

    Nie mozna sobie powiedziec 'od dzis bede czysta miloscia, jak poczuje cos
    niefajnego, to pomysle o motylach i usmiechne sie i to zniknie'. Zlosc pojawia
    sie nie tylko w momentach, kiedy nic nie mozna zrobic (jak w tym nieszczesnym
    przykladzie z urzednikiem). Zlosc jest takze dzwonkiem alarmowym - halo! ktos
    narusza moje granice! I mozna te fantastyczna sile wykorzystac, przestajac sie
    godzic na - powiedzmy - pisanie raportow za leniwa ale sprytna kolezanke z
    pracy. Niekoniecznie trzeba oczywiscie robic awanture - mozna po prostu
    skierowac te energie w zachowanie asertywne. Zlosc, ktora daje odwage
    powiedzenia 'nie'.

    Najgorsze, co mozna zrobic, to zignorowac ja ze strachu - nie dosc, ze sie
    wyrzekasz siebie (zamykasz wkurzone dziecko w komorce pod schodami i udajesz,
    ze go nigdy nie bylo), to jeszcze dokladasz duzy kamien pod monument wlasnego
    strachu przed samym soba. To wlasnie radzi kolega m.
    --
    French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
    bottoms, you sons of a silly person.
  • 02.05.06, 12:15
    i ja miałabym to wszystko przeczytac,przeczytałabym z przyjemnością
    rokiem temu inaczej posty były pisane.
  • 02.05.06, 14:19
    Weź pod uwage, że nie da się zmieścic
    w kilku słowach wypowiedzi na ten temat,
    jesli ma ona cos wnieść do dyskusji :-)
  • 02.05.06, 14:21
    Pytanie: piszesz tekst do babskiego brukowca?
  • 02.05.06, 14:24
    A bywają " babskie brukowce"?
  • 02.05.06, 14:25
    Całe mnóstwo
  • 02.05.06, 14:34
    Widzę, że jesteś
    nieźle zorientowanym ich czytelnikiem:-)
  • 02.05.06, 15:26
    Napisalas

    >Tak jak czuje redość, czułość, smutek i umiem je przezywać.
    >Tak chciałabym sie tego nauczyć z uczuciem złości.

    Kazde uczucie mozna przezywac ale bardzo wiele uczuc nie da sie pogodzic ze
    soba, trzeba wybierac.
    Kiedy wybierasz smutek wtedy pozbywasz sie radosci. Nie mozesz byc rownoczesnie
    radosna i smutna. To samo dotyczy milosci i strachu. Kiedy wybierasz strach
    albo nie umiesz sie go pozbyc wtedy znika milosc.
    Podobnie wyglada sprawa ze zloscia i wybaczeniem. Wybierajac zlosc, pozbywasz
    sie wybaczenia. Te dwa uczucia nie moga wystepowac razem.
    Dlaczego nie mozna miec obu przeciwnych uczuc w sobie? Mozna tyle ze negatywne
    uczucia bardzo szybko wypieraja te dobre i wtedy pojawia sie depresja. Czlowiek
    ktory ma depresje ma olbrzymie problemy z pozbyciem sie negatywnych uczuc.
  • 02.05.06, 20:46
    mskaiq napisał:

    > Kazde uczucie mozna przezywac ale bardzo wiele uczuc nie da sie pogodzic ze
    > soba, trzeba wybierac.
    ...
    > Podobnie wyglada sprawa ze zloscia i wybaczeniem. Wybierajac zlosc, pozbywasz
    > sie wybaczenia. Te dwa uczucia nie moga wystepowac razem.

    Mozna natomiast czuc naraz zlosc i empatie. Wtedy jedno uczucie rownowazy
    drugie - zlosc moze pomoc obronic granice (w koncu z jakiegos powodu sie
    pojawila), empatia natomiast pozwala zrobic to z uwaga i szacunkiem.

    > Dlaczego nie mozna miec obu przeciwnych uczuc w sobie? Mozna tyle ze
    negatywne
    > uczucia bardzo szybko wypieraja te dobre i wtedy pojawia sie depresja.
    Czlowiek
    >
    > ktory ma depresje ma olbrzymie problemy z pozbyciem sie negatywnych uczuc.

    No i wlasnie w tym problem - ze caly czas piszesz o sobie i probujesz sprzedac
    innym wlasny strach przed powrotem depresji.

    Przy pewnym poziomie samoswiadomosci - roztrenowaniu/wyterapeutyzowaniu - nie
    tak latwo o powrot depresji. Rozumiem, ze boisz sie jej bardziej niz piekla, i
    w dodatku widzisz ja za kazdym winklem, ale dlaczego ten strach probujes
    zaszczepic innym? W imie czego? I dlaczego negatywne uczucia mialyby wyprzec
    empatie i milosc? Mozesz to uzasadnic czymkolwiek innym, niz Twoj strach?
    --
    French Soldier: You don't frighten us, English pig dogs. Go and boil your
    bottoms, you sons of a silly person.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.