Dodaj do ulubionych

Czy mężczyzna potrzebuje małżeństwa?

IP: tidecgn* / 193.158.55.* 03.01.03, 12:36
Model stosunkow malzenskich jaki znamy z domow naszych rodzicow
jest juz podobnie archaiczny jak model zycia oparty na stalym
kontakcie z natura.
Zyjemy w coraz bardziej sztucznym swiecie nie dajacym podstaw do
utrwalania wiezi ktore stanowily podloze dla poprzednich pokolen.
Teraz malzenstwo to juz tylko teatr a aktorzy sa z roku na rok
coraz bardziej znudzeni. A frekwencja takze w teatrze jak jest
kazdy wie...
Edytor zaawansowany
  • Gość: Czarnuch IP: serwer:* / 192.168.203.* 03.01.03, 12:41
    :), :), :) i jeszcze raz :)
  • Gość: marta IP: wfsl:* / 192.168.0.* 04.01.03, 12:46
    myslę, że lepiej mu samemu
  • Gość: beata IP: 172.22.80.* 06.01.03, 18:14
    mnie tez jest dobrze samej
  • Gość: mike IP: *.chello.pl 31.01.03, 09:53
  • Gość: G IP: 212.14.11.* 01.02.03, 12:07
    a Ciebie mike to już zupełnie pogięło
  • Gość: Rolanttt IP: *.zgora.dialog.net.pl 01.02.03, 00:18
    beata napisał(a):
    > mnie tez jest dobrze samej

    Warto czasem czytac naglowki-komentarze mialy byc na temat tego
    czy mezczyzna potrzebuje malzenstwa.Oczywiscie wiadomo, ze
    kobiety maja zawsze wiele do powiedzenia na wszystkie tematy,
    ale czasem powinny sie mimo wszystko ograniczac. Zeby byc
    konsekwentnym to moze umieszcze tu od razu moj wlasciwy
    komentarz: To czy mezczyzna potrzebuje malzenstwa zalezy od
    indywidualnego przypadku. Niektorzy chca bo wierza w to, inni
    nie wierza, ale chca slyszec ponaglania kobiety, a inni maja to
    gleboko gdzies. Rozni ludzie, rozne potrzeby.
  • kotsamuel 26.12.03, 15:17
    Dla wszelkich odmian poczucia bezpieczenstwa - rowniez finansowego.
    I mam nadzieje, ze pewien pan telepatycznie mnie slyszy!:)
  • Gość: Marek22 IP: *.ds.pg.gda.pl 10.01.03, 17:21
    Szukam milej, wymagajacej dziewczyny....
  • Gość: Dziewczyna IP: proxy / 151.156.10.* 16.01.03, 14:07
    Szkoda, że jesteś taki młody....
  • Gość: Greg28 IP: 213.158.197.* 21.01.03, 18:01
    Gość portalu: Dziewczyna napisał(a):

    > Szkoda, że jesteś taki młody....

    ja jestem starszy i też jeszcze takiej nie znalazłem......
  • Gość: doris25 IP: 40.0.96.* 24.07.03, 17:06
    Gość portalu: Greg28 napisał(a):

    > Gość portalu: Dziewczyna napisał(a):
    >
    > > Szkoda, że jesteś taki młody....
    >
    > ja jestem starszy i też jeszcze takiej nie znalazłem......
    a ja jetsem raczej "mila i wymagajaca" i jeszcze nie znalazlam
    mezczyzny co by to docenil
  • Gość: kobietka IP: 217.153.91.* 11.02.03, 13:16
    ...a mnie wcale nie przeszkadza, ze jest młody. Dojrzałość
    emocjonalna nie zależy od wieku. Znam i 30-, 40- i 50-latków,
    którzy niestety pozostawiają wiele do życzenia.
    Są "szczęśliwymi" małżonkami (współczuję tym kobietom),
    rozwodnikami, wolnymi tatusiami, etc. Przez ponoć nowoczesne
    podejście pokręciło im się w głowach. A gdzie miejsce na słowa:
    nie opuszczę cię w potrzebie, gdzie potrzeba nie oznacza jedynie
    kwestii materialnych, ale przede wszystkim chorobę i samotność,
    która z wiekiem dla samotnych staje się coraz gorsza.
  • Gość: laska IP: *.devs.futuro.pl 29.01.03, 17:03
    zglaszam sie ,slucham?
  • Gość: Patrycja IP: *.proxy.aol.com 05.01.03, 13:32
    ... jestem tu po raz pierwszy.
    Robie probe wyslania postu.
  • Gość: Kawaler IP: *.dip.t-dialin.net 24.01.03, 21:36
    Gość portalu: Patrycja napisał(a):

    > ... jestem tu po raz pierwszy.
    > Robie probe wyslania postu.

    No to opierwszy raz masz za soba!
    Gratuluje!
  • Gość: Ewa IP: *.interecho.com / 192.168.4.* 06.01.03, 00:15
    Szanowna Autorko!
    Jak wiele złego zrobiłaś, tego nawet nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć,pewnie
    masz męża, który jest mocno zajęty, a raczej pochłonięty swoją pasją i dobrze,
    że taką posiada i pewnie późno wraca do domu, bo jakby wracał wcześniej, to nie
    miałabyś czasu pisać o tych wszystkich rzeczach , oczywiście ważnych, ale tak
    oczywistych, że ślepi chyba widzą, to żadne odkrycie, a tak poświęcasz czas na
    pisanie o rzeczach oczywistych, dla mnie przynajmniej. Wolałabym abyś napisała
    szanowna autorko o tym jak temu zaradzić, aby nie sprowadzać naszych mężczyzn
    do przedmiotu, bo nam wcale nie leży, przecież wiesz to sama, ale jakoś w tej
    emancypacji tak wyszło i tak jest bezwiednie, samoistnie i dzień był
    sądny,ponieważ mój kochanek,partner-jest osobą oczytana i bardzo inteligentną i
    poczul sie jak ostatni idiota po pczeczytaniu tego arutkułu. I nic do niego nie
    dociera, bo wjechałaś mu na ambicję kochana autorko. On zaczął uważać mnie za
    wroga, choć mieszkamy razem od 11 lat, ale nie jesteśmy małżeństwem. Powiem
    jedno: NIE WIEDZIAŁAM JAKA DUŻA JEST SIŁA MEDIÓW, PÓKI NIE P0JAWIŁ SIĘ TEN
    ARTYUŁ. Proszę odpowiedz AUTORKO KOCHANA (bo nie chciałaś mojej krzywdy, tylko
    chciałaś się przypodobać mężyczyźnie, że niby jesteś lepsza niż te, które
    opisałaś, a jesteś zupełnie taka sama, choć się do tego nie przyznajesz - też
    bym wolała się lepiej poczuć - myślę że ten arytkuł powstał z powodu wyrzutów
    sumienia wobec Twojego KOCHANKA - PARTNERA, ale nie ugasisz tych wyrzutów
    zwalaniem winy na inne, (brzydko powiedziane?) Przecież wiesz, że nawet jeśli
    to prawa, a jest to prawdą, w pewnym sensie, że tak się juz pogubiłyśmy - to
    przecież oni nas ciągle wykorzystuja do granic mozliwości: to posprzątaj, to
    zakupy, to pranie, to spacer z psem, z rodzina, to pomyśl o prezentach, bo on
    jest zajęty, a TY JESTES PRZECIERZ MĄDRZEJSZA!!!!!!!!!!!!!! według niego, a to
    zorganizuj spacer, spotkanie z przyjaciółmi, nasze wspólne wyjście,...... nasz
    ślub....... nasze życie........................ a
    potem ......................... tylko pretensje. ON SIĘ NIE ANGAŻUJE, BO PO CO
    JEŚLI ONA WSZYSTKO MOŻE ZORGANIZOWAĆ, tylko potem mnie oczy bolą, bo aż mi
    pulsują, bo stres i tak dalej .... i dziś mam pierwszego w życiu krwiaka w
    kąciku oka, choc mam dopiero 31 lat,a potem tylko umierać, a ON ZNAJDZIE SOBIE
    INNĄ, KTÓRTEJ TEŻ BĘDZIE NARZEKAĆ, ŻE JEST TAKI BIEDNY, BO MIAŁ CIEŻKIE ŻYCIE
    (a my niby mamy łatwe? - tylko MY-KOBIETY nie narzekamy - BO TAKIE JEST WŁAŚNIE
    ŻYCIE, RAZ CUDOWNE, WSPANIAŁE, A CZASEM OKROPNE, DOŁUJĄCE, OBRZYDLIWE,
    WSTRĘTNE, NUDNE) TYLKO OD CIEBIE ZALEŻY JAKIE BĘDZIE TWOJE - CZY SKUPISZ SIE NA
    TEJ ZŁEJ STRONIE, CZY NA TEJ LEPSZEJ - ŻYCZĘ ABYŚ BYŁ CZŁOWIEKIEM, W KAŻDYM
    CALU, ZAWSZE I WSZĘDZIE, BO WTEDY BĘDZIESZ sobą. Ewa
  • Gość: marta IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 12.01.03, 23:47
    jest to moim zdaniem jeden z najgłupszych artykułów, jakie
    czytałam. chociaż, przepraszam, czytałam jeden głupszy. o
    gejach. zdaje się tej samej autorki. współczuję.
  • Gość: Zosia samosia IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 12:05
    Z samochodem jezdze sama do mechanika, pieniadze i to niemale
    tez zarabialam i zarabiam sama. I generalnie nie ma rzeczy,
    ktorej bym nie mogla zrobic sama (no moze poza malymi wyjatkami:-
    )Do tego nie potrzebuje wychodzic za maz. I jest tylko jeden
    powod dla ktorego chcialam miec meza, wlasciwie dwa: Po pierwsze
    kocham, po drugie ciekawiej isc przez zycie we dwoje. Dla mnie
    maz = towarzysz zycia. Tylko tyle i az tyle.

    Tak wiec arytul uwazam za totalna bzdure, ale rzeczywiscie mozna
    pewne opisane postawy zaobserwowac, ale rzadko i bardziej w
    mediach niz w zyciu.

    Zakochana w mezu i synku Zosia samosia
  • Gość: Dziewczyna IP: proxy / 151.156.10.* 16.01.03, 14:20
    No właśnie - artykuł nie uwzględnia takich zjawisk jak wielka
    miłość i chęć przejścia przez życie z jedną tylko osobą - tą i
    żadną inną - wtedy kalkulacje finansowe i podział obowiązków nie
    mają nic do rzeczy, prawda? Wtedy również dorywczy seks nie
    wystarcza.
    Myślę, że autorka artykułu chciała uświadomić kobietom, że na
    barki mężczyzn spada coraz więcej obowiązków (zarówno
    tradycyjnie męskich, jak i typowo kobiecych) i dlatego migają
    się od małżeństwa i preferują niezobowiązujące relacje. Znam
    wielu takich chłopaków/mężczyzn.
    Znam również takich, którzy juz by bardzo chcieli, "bo
    mają "już" 30 lat na przykład", tylko ciężko im spotkać kobietę,
    z którą chcieliby spędzić resztę życia. Często trafiają na
    partnerki, którym przede wszystkim, aczkolwiek nie tylko, zależy
    na ich pieniądzach - "jeżeli będziesz mnie utrzymywał i nie będę
    musiała pracować wyjdę za Ciebie od razu" - i dodam, że
    wymagania mają wyyyysoko ponad przeciętną (finansowe
    oczywiście). A myślałam, że kobiet, które chcą być tylko i
    wyłącznie na utrzymaniu mężczyzny jest coraz mniej, że są w
    zaniku.
    Jednak większość znajomych facetów zdecydowanie nie kwapi się do
    małżeństwa. Więc tekst nie jest taki głupi.
  • kosa-13 01.02.03, 07:18
    choc oczywiscie autorka generalizowala i kazdy zwiazek jest inny, ale to
    prawda, ze kobiety walczyly i walcza o takie same traktowanie jak mezczyzni a
    jednoczesnie chca korzystac z przywilejow, ktore mialy w"starym" systemie.

    dodalbym jeszcze, ze z moich obserwacji wynika, ze niestety nastapil ogromny
    spadek szacunku dla instytucj malozenstwa i zdeklarowanego zwiazku. w ciagu
    kilku ostatnich lat wsrod moich przyjaciol wiele malozenst sie rozpadlo, ot tak
    po prostu, z reguly kobieta pognala za romansem i mirazem wspanialej
    przyszlosci. pewnie faceci nie byli bez winy, ale mi sie zawsze wydawalo, ze
    jak sie juz mowi te tak to na cale zycie, a nie do kiedy mi sie chce (pomijam
    skrajne przypadki). jest to bardzo przykre i zmusza do zastanowienia sie nad
    tym czy komukolwiek mozna zaufac.

    chcialbym rowniez skomentowac wypowiedz autorki:

    Oczekujemy, że - zgodnie z zaleceniami tygodników kobiecych - nasz partner
    zapewni nam po kilka orgazmów na życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne
    punkty, rozbudzi w nas nieznane nam dotąd pokłady seksualności, a przy tym
    będzie jak po viagrze (chociaż poczułybyśmy się zdradzone i oszukane, gdyby
    rzeczywiście ją zażywał), ale nie zamierzamy w najmniejszym stopniu zachowywać
    się uwodząco, bo przecież erotyczna prowokacja poniża kobietę i czyni z niej
    podległą samicę. Bez fałszywego wstydu pokazujemy partnerowi nasze fizyczne
    defekty, bo jeśli kocha, to musi akceptować nas w pełni

    calkowita prawda, duzo sie mowi o zaspokojeniu kobiety, orgazmach, punktach
    itp. niestety malo sie wspomina o zaspokojeniu mezczyzny.
    drogie panie:
    WYTRYSK NIE JEST ROWNOZNACZNY Z ORGAZMEM,
    niestety wiekszosc kobiet nie wydaje sie zdawac z tego sprawy, oczywiscie nie
    wszystki i mialem szczescie kilka spotkac na swej drodze.
    podobnie jest z kompletnym wyzwoleniem i pokazywaniem defektow, ja naprawde nie
    chce wiedziec o pewnych rzeczach, nie ze sie wstydze, tylko nieraz to odbiera
    ta magie. jak ze wszystkim, jesli mam wszystko brytalonie wylozone przed nami
    na talerzy to nagle traci to wiele ze swego uroku.
  • Gość: Gość IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 19:40
    Gość portalu: Zosia samosia napisał(a):

    > Z samochodem jezdze sama do mechanika, pieniadze i to niemale
    > tez zarabialam i zarabiam sama. I generalnie nie ma rzeczy,
    > ktorej bym nie mogla zrobic sama (no moze poza malymi
    wyjatkami:-
    > )Do tego nie potrzebuje wychodzic za maz. I jest tylko jeden
    > powod dla ktorego chcialam miec meza, wlasciwie dwa: Po
    pierwsze
    > kocham, po drugie ciekawiej isc przez zycie we dwoje. Dla mnie
    > maz = towarzysz zycia. Tylko tyle i az tyle.
    >
    > Tak wiec arytul uwazam za totalna bzdure, ale rzeczywiscie
    mozna
    > pewne opisane postawy zaobserwowac, ale rzadko i bardziej w
    > mediach niz w zyciu.

    ciekawe byłby usłyszeć co twój mąż miałby w tej sprawie do
    powiedzenia ;-P
  • Gość: Pinga IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.01.03, 16:14
    Zgadzam sie z Toba Zosiu Samosiu! Ja rowniez wyszlam za maz z
    milosci, moj maz tak samo lubi chodzic do szkoly na wywiadowki,
    woli spedzac czas z rodzina niz w pracy, a ja tez sama jezdze
    do mechanika, itd. itp. Ten artykul poniza bardzo ludzi:
    kobiety i mezczyzn. Robi z mezczyzn beznadziejne istoty bez
    zmyslu odpowiedzialnosci zyciowej, a z kobiet cwaniary patrzace
    tylko na swoje dobro - absolutne bzdury i przykro, ze ludzie w
    dzisiejszych czasach niestety jeszcze takie maja zdanie o
    malzenstwie.
    Serdecznie wszystkim Wam zycze tak szczesliwej rodziny jak
    moja, w ktorej oczywiscie sa konflikty od czasu do czasu, ale
    przeciez jestesmy wszyscy dorosli i powinnismy potrafic
    rozwiazac swoje problemy bez ciaglego generalizowania.
  • Gość: Misiu IP: OBEDET* / 213.68.127.* 31.01.03, 12:32
    Masz szczesliwa rodzine, niegdy sie nie klocicie, chcesz isc
    przez zycie ze swoim wybrankiem, wciaz chemia milosci. Do czasu.
    Oczywiscie nie zycze Ci, ale pierwsze powazniejsze problemy moga
    Ci ta iddyle zburzyc. Od problemow w pracy, przez kochana
    rodzinke, roznicujace sie wymagania seksualne, a konczac na
    zwyklej nudzie. Teraz jest fajnie i byc moze bedzie dalej. Gdyby
    sie tak stalo to twoj wyjatek potwierdzi jedynie bardzo celnie
    opisana w artykule systuacje.

    Jedyny powod do tworzenia rodziny jest tymczasowa koniecznosc
    zapewnienia dziecku dwojke rodzicow, chociaz i ten wymog (kiedys
    dyktowany wzgledami ekonomicznymi, potem psychologicznymi) teraz
    zanika.

    Wybaczysz mezowi zdrade?
    Wybaczysz mezowi gdy Cie uderzy?
    Czy wciaz wam bedzie tak dobrze jak nagle zabraknie Ci kasy na
    twoj samochod?
    Co zrobisz jak zniknie magia twojego ciala i maz zacznie sie
    ogladac za kazda 17stka - wciaz bedziesz taka slodka?
    Co zrobisz jesli on przestanie Ci pomagac w domu?
    Co zrobisz jesli on wybirze pomoc swojej rodzinie niz twojej?
    Co zrobisz gdy pojawi sie alkochol?
    Co zrobisz jesli itd ....

    Zycie moze wam splatac jeszcze wiele niespodzianek, ciekawe czy
    i w tedy bedziesz przepojona takim optymizmem.
    Wiem, teraz odpowiesz mi jak wasza wielka milosc, tolerancja i
    partnerstwo pomoze wam pokonac wszelkie trudnosci abys podolala
    temu wyzwaniu.

    Pozdr.
    M.
  • Gość: Asia IP: *.abo.wanadoo.fr 18.02.03, 20:46
    No coz nastepny stereotyp. Tak zle zyczysz Zosi???
    Z przerazeniem przeczytalam Twoj post. Znam wiele malzenstw,ktore przetrwaly
    niejedna burze i wciaz sie kochaja. Najblizszy przyklad to moi rodzice.
    Zycie wcale nie jest zle i niejedno malzenstwo jest nap^rawde szczesliwe.
    A co do Zosi,to zgadzam sie. Ten artykul to dno .
  • Gość: Martini IP: proxyserv1:* / 194.175.90.* 03.01.03, 13:02
    W końcu jakaś kobieta napisała logicznie i sensownie. Nie jestem
    Wrogiem Feminizmu jako takiego i wiem ze z tym da sie życ [wiem
    nie jest to poprawinie polityczne].

    Nasze wojujące Panie często zapominaja, ze chęć posiadania
    takich samych praw równa się również nabyciu sporej dawki
    obowiazków męskich, jak i oddania części swoich przywilejów i to
    tych prawdziwych nie pisanych w cudzysłowie.

    Również tyczy się to brzuszka...
    W końcu do tanga trzeba dwojga, a dlaczego mam być tylko
    potrzebny do zapołodnienia a potem wara.
  • Gość: kika IP: 194.181.33.* 03.01.03, 14:35
    walka kobiet nie jest walką o to żeby mieć takie prawa jak
    mężczyźni, albo nie daj Boże żeby być facetami. Chodzi o to by
    nie dyskryminowano kobiet za to, że są kobietami (co niestety u
    nas się zdarza)!I kobieta i mężczyzna są ludźmi, jeśli więc
    człowiekowi płci męskiej na stanowisku dyrektor daje się 100%
    pensji to czemu człowiek o płci żeńskiej otrzymuje 80%?Tylko
    dlatego,że dwa razy w życiu rodzi dziecko?teoretycznie faceci
    pracują dłużej, ale ile procentowo więcej mężczyzn ma zawały?
    Chociażby dlatego, że mniej dbaja o swoje zdrowie niż kobiety.
    Z jednym się zgadzam dziecko to nie jest wyłącznie sprawa
    kobiety, z tym, że obie strony w tym względzie też powinny byc
    traktowane równo. Prawo do wspólnej decyzji (bez przymusu),
    urlop wychowawczy itd
  • Gość: prosty chłop IP: *.dialup.medianet.pl 03.01.03, 22:52
    a może tak zamiast natychmiastowej kontry odrobina refleksji...
    może "coś" w tym jest??? Warto się czasami zastanowić jako coś
    widzą inni... przez takie natychmiastowe kontry wiele Kobiet
    mnie swoją postawą wystraszyło. Czy ktoś w ogóle na tym zyskał
    czy wszyscy stracili???
  • Gość: Martini IP: proxyserv1:* / 194.175.90.* 06.01.03, 10:08
    Ok to ja teraz po prośbie. W celach edukacyjnych chciałbym się
    dowiedzieć o źródła tezy, że kobiety zarabiaja 80% tego, co
    meżczyźni. Nie chcodzi mi o kwestionaowanie tego argumentu, a
    jedynie chciałbym dowiedzieć sie na podstawie czego powstał taki
    argument: Żródło, kto to opracował, jakich materiałów użył w
    badaniach, itp.
  • mgramat 06.01.03, 11:39
    Co prawda źródła nie pamiętam ale również bezspornym i powszechnie znanym
    faktem jest, że mimo tego, że kobiety zarabiają mniej to wydają więcej!!!
    To takie perpetum. Wydają co najmniej 200% tego co mężczyźni.
  • Gość: druid IP: 212.244.191.* 07.01.03, 22:03
    podobno - tez zrodel nie pamietam: "80% pieniedzy na swiecie
    zarabiaja mezczyzni, a 80% pieniedzy na swiecie wydaja
    kobiety" :-))
  • Gość: Xena IP: *.acn.waw.pl 06.01.03, 14:37
    Gość portalu: Martini napisał(a):

    > W celach edukacyjnych chciałbym się
    > dowiedzieć o źródła tezy, że kobiety zarabiaja 80% tego, co
    > meżczyźni.

    Chciałam zapytać dokładnie o to samo. Skąd pochodzą takie dane i jaka jest ich
    statystyczna wiarygodność? Zwłaszcza nie bardzo rozumiem sformułowanie "takie
    samo stanowisko dyrektorskie" (implicite zawarte w wypowiedzi kiki). W jakiej
    firmie są dwa _identyczne_ stanowiska kierownicze? Chyba w żadnej - a tylko w
    takim przypadku miałoby sens porównywanie zarobków i mówienie, że kobiety
    zarabiają 80% tego, co mężczyźni. Wszak nigdzie nie jest powiedziane, ze
    kierownik działu A musi byc tak samo wynagradzany, co kierownik działu B (w tej
    samej firmie) - czy też, że dyrektor/prezes firmy X musi zarabiać tyle samo, co
    prezes/dyrektor firmy Y (o podobnym profilu działalności). Wystarczy zresztą
    przejrzec sobie gazetowa liste płac i zobaczyć, jak czasem dramatycznie różnia
    się zarobki osób na teoretycznie podobnych stanowiskach. I te różnice
    niekoniecznie mają związek z płcią - mogą zależeć od faktycznego zakresu
    obowiązków, potencjału finansowego okreslonej firmy (czy też budżetu
    przeznaczanego przez firmę na dany pion), wreszcie - od indywidualnie
    wynegocjowanych warunków płacowych.

    Dlatego chciałabym wiedzieć, skąd sie wzięło to 80%. W jaki sposób to
    obliczono? Według jakich kryteriów porównywano zarobki? I w jaki sposób
    gromadzono dane o zarobkach? Czy kontrolowano - i jak zoperacjonalizowano -
    mało wymierne zmienne jakościowe? Bo na razie mam wrażenie, że te 80% to liczba
    bez rzetelnego statystycznego poparcia, powtarzana przez femizujące kręgi
    gładko i bez większego zastanowienia. Taki propagandowy "fakcik".

    Pozdr.
  • Gość: Martini IP: proxyserv1:* / 194.175.90.* 06.01.03, 15:41
    No właśnie mną kierują podobne wątpliowsci. Nigdy nie miałem
    przyjmenosci / lub nie pracować na etacie dla firmy państowej,
    ale z doswiadczenia z pracy w firmach prywatnych wynikają inne
    wnioski.
    1. Po pierwsze przeważnie w firmach istnieje coś takiego jak
    tajność zarobków. Z Założnia pracownicy na podobych stanowiskach
    mogą sie co najwayżej domyślać "kto i za ile"

    2. Każda pensja + dodatki wynikają z umowy o pracę. Jest to
    umowa dwóch stron firmy i zatrudnianego pracownika /
    zatrudnianej pracowniczki. Jest to swego rodzaju umowa handlowa,
    ze za produkt pt "praca wykonywana" należy sie tyle a tyle.
    Firmie zależy aby kupić ją jak najtaniej, a mi żeby sprzedać ja
    jak najdrozej. Normale jak w życiu. Prowadzone są normalne
    negocjacje. Najpierw firma wybiera z kilku ofert te najlepsze, a
    na końcu zostaje jedna osoba, z którą podpisywana jest umowa.
    Każdy to zna z autopsji.

    Jest to zgoda dwóch wpełniś wiadomych stron, które wiedzą co
    podpisują i na co się godzą.

    Dlatego jezeli dochodzi do dyskryminacji ze względu na pensje,
    to raczej z winy samych Pań, które nie potrafia bić się o swoje.
    Nie twierdzę ze wszystkich i zawsze, ale trudno mi znaleźć inny
    solidny argument przeciw.

    Oczywiście później życie toczy sie swoją drogą i wiadomo, ze są
    błędy i wypaczenia. Dyskrymiancja moze powstawać wtedy. Przy
    pomijaniu w awajsach, podwyżkach, premiach itp. Tu się zgadzam.
    Choć taksamo moze to dotkąć Panów, jak i Panie w każdej
    konfiguracji płci w relacjach szef - podwładny.

    Ale nawet jezeli jest to prawda, ze Panie zarabiają 80% tego co
    Panowie, to i tak "uwieże jak zobaczę".
    Chcecie drogie Wojujące Panie podbierac się tym argumentem
    proszę bardzo, ale pierw uprawdopodobnijcie go cyferkami
    porównaniami statystykami i tym wszytstkim, co napisała powyzej
    Xena
  • annowo 07.01.03, 09:10
    Sama doświadczylam tego,że kobiety zarabiają 80% tego co faceci:
    byłam zatrudniona w firmie razem z facetem i on na okres próbny
    dostał 20% wiecej ode mnie, chociaż ja miałam rok stażu na
    podobnym stanowisku, a on był absolwentem (skończyliśmy ten sam
    kierunek na jednej uczelni)
  • Gość: Xena IP: *.acn.waw.pl 07.01.03, 12:52
    annowo napisała:

    > Sama doświadczylam tego,że kobiety zarabiają 80% tego co faceci:
    > byłam zatrudniona w firmie razem z facetem i on na okres próbny
    > dostał 20% wiecej ode mnie, chociaż ja miałam rok stażu na
    > podobnym stanowisku, a on był absolwentem (skończyliśmy ten sam
    > kierunek na jednej uczelni)

    To zarobiłeś 83,3% tego, co on ;)
    A tak na poważnie - w jaki sposób sie tego dowiedziałaś? od pracodawcy?
    zajrzałaś koledze do umowy czy powiedział Ci o tym w nieformalnej rozmowie?
    okres próbny dotyczył takiego samego stanowiska? negocjowałaś warunki płacowe
    (może Twój kolega był po prostu odważniejszy w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej
    i lepiej się sprzedał, mimo że obiektywnie Ty byłas atrakcyjniejszym
    pracownikiem)? Może miał także dodatkowe kwalifikacje, których Ty - mimo
    rocznego stażu - nie posiadałaś? I - abstrahując od tego, jak odpowiesz na te
    wszystkie pytania - to cały czas przypadek _jednostkowy_, który nie może służyć
    jako podstawa do generalizacji typu "taka jest norma, kobiety zarabiają 80%
    tego, co mżężczyźni". Takie wnioski mozna wysnuwac tylko wtedy, gdy
    przeprowadzi sie na reprezentatywnej próbie rzetelne badania statystyczne. I o
    te badania pytam, a nie o prywatne, pojedyncze doświadczenia.

    Pozdr.
  • Gość: Martini IP: proxyserv1:* / 194.175.90.* 07.01.03, 13:05
    No tak, ale kiedy się o tym doiedziałaś, w czasie rozmowy o
    pracę, czy później?
    Czy nie był to efekt tego że ten Pan po prostu potrafił
    wynegocjować lepsze warunki? O co mi chodzi? Z doświadczenia
    wiem, ze rozmowy w sprawie pracy to w dużej mierze wynik
    zdolności negocjacji, autoprezencji i widełek, jakie pracodawca
    ma na do dyspozycji dla danego stanowiska. Po za tym jeszcze raz
    to podkreślę Umowa o pracę, zawarcie jej jest wynikiem świadomej
    decyzji dwoch stron, które wiedzą co podpisują i jeżeli
    pracodawca proponuje taką, a nie inna stawkę na dzień dobry i
    kandydat się zgadza, to jest to po cześci również wina
    kandydata, ze ma pensję nizsza niż Pan/Pani X przyjęta w tym
    samym terminie do pracy.

    To jest po cześci problem wszystkich kandydatek i kandydatów do
    pracy, ze przygotowują się na rozmowę z zakresu swojej wiedzy,
    praktyki, a kwestię zarobków ogranicza się często kilku cyferek
    w C/V. Nie wielu kandydatek/kadydatów zadaje sobie trud
    przestudiowania listy płac w wyborczej itp. zestawień,
    dowiedzenia się jakie są zarobki itp. Dzięki temu pracodawca
    jest górą i ma mozliwość manipulacji placami tak, aby tą samą
    pracę kupic taniej.

    Paradoksalnie to Panowie powinni miec obniżone płace, a nie
    Panie podwyższone zarobki, bo dzieki temu firmy będą bardziej
    konkurencyjne ;-))). Ale to tylko taki paradox...
  • Gość: pracujący IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 01.02.03, 12:40
    Sama widzisz, że on potrafił wynegocjować lepsze warunki dla siebie. Jeśli
    potrafił to zrobić mimo mniejszego stażu znaczy się że będzie lepiej negocjował
    w przyszłości z partnerami handlowymi. Jest bardziej perspektywicznym
    pracownikiem dla firmy i za to otrzymał już na wstępie większe wynagrodzenie, a
    nie za to że jest mężczyzną.
  • Gość: chris IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 11:22
    Wreszcie jakaś kobieta spróbowała spojrzeć na temat z
    perspektywy mężczyzny a już inne przedstawicielki płci pięknej
    reagują w sposób dla siebie typowy - obrażają się i twierdzą, że
    opisana sytuacja ICH nie dotyczy. Co więcej atakują autorkę jako
    występującą przeciwko własnej płci. Może warto jednak zastanowić
    sięprzez chwilę nad słówami autorki, która jako psycholog ma
    chyba większe doświadczenie i artykuł oparła nie tylko o własne
    poglądy lecz również o fakty z własnej praktyki zawodowej ?!
  • Gość: Rafal IP: *.if.uj.edu.pl 13.01.03, 09:46
    Kobiety przegodza na emeryrure w wieku lat 60, a mezczyzni w
    wieku 65 lat. Kobiety zyja srednio 78 lat, a mężczyźni 67.
    Kobiety pobieraj emeryture 9-krotnie dłuzej!!!! A moze jest tak
    ze faceci maja robic, a jak juz nie moga to sa niepotrzebni i do
    piachu???
  • Gość: Gość IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 20:41
    Gość portalu: kika napisał(a):

    > walka kobiet nie jest walką o to żeby mieć takie prawa jak
    > mężczyźni, albo nie daj Boże żeby być facetami. Chodzi o to by
    > nie dyskryminowano kobiet za to, że są kobietami (co niestety
    u
    > dlatego,że dwa razy w życiu rodzi dziecko?teoretycznie faceci
    > pracują dłużej, ale ile procentowo więcej mężczyzn ma zawały?

    Bo więcej pracują.

    > Chociażby dlatego, że mniej dbaja o swoje zdrowie niż kobiety.

    jw, dlatego nie mają czasu na dbanie o zdrowie.
  • Gość: Zbigniew z wrocław IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 02.02.03, 21:39
    pracowałem kiedyś w typowym "babińcu" same panie, szefowa była
    najbardziej znienawidzona przez podwładne które jak zbawienie
    powitały to że zostałem ich kierownikiem (po miesiącu) i
    stanowiłem bufor pomiędzy nimi i szefową,
    Panie sprawdzają się na stanowiskach kierowniczych w kontaktach
    z mężczyznami, z innymi kobietami zaczynają wojnę. Jeśli kobiety
    mogą wybrać bezpośredniego przełożonego to wybiorą mężczyznę.
    Panowie takrze wybiorą mężczyznę i to wszystko.
  • Gość: michal IP: *.acn.waw.pl 27.03.03, 11:32
    naprawde tak niewiele osob zauwazylo, ze ten artykul jest
    ironiczny i przewrotny. to chyba wielkie nieszczescie brac
    wszystko wprost.
  • Gość: Beata IP: *.gemini.net.pl / 192.168.22.* 05.01.03, 13:43
    Chciałabym wiedzieć, gdzie są "ci mili chłopcy, za których
    chętnie byśmy wychodziły". Ci , co się nie żenią to zwykle
    nieudacznicy albo ofiary losu, którzy nie potrafią poradzić
    sobie z własnym życiem, a co dopiero założyć rodzinę.
  • Gość: Ira IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.01.03, 08:50
    Gość portalu: Beata napisał(a):

    > Chciałabym wiedzieć, gdzie są "ci mili chłopcy, za których
    > chętnie byśmy wychodziły". Ci , co się nie żenią to zwykle
    > nieudacznicy albo ofiary losu, którzy nie potrafią poradzić
    > sobie z własnym życiem, a co dopiero założyć rodzinę.

    Bravo! Wreszcie ktoś to powiedział, gdzie są ci mili mężczyźni, o których pisze
    autorka artykułu? Nie znam takich, bo pozostali sami nieudacznicy, sama takiego
    trawiłam przez rok i dałam sobie spokój, lepiej i zdrowiej jest być samej!
  • brzoskwinka 29.01.03, 14:10
    A ja chciałabym się dowiedzieć dlaczego autorka nie napisała artykułu :
    Dlaczego kobiety nie wychodząza mąż? !!!
    Może dlatego, że powód jest dokładnie taki sam jak w przypadku mężczyzn?
  • Gość: LegalONE IP: *.arcor-ip.net 31.01.03, 21:13
    Gość portalu: Ira napisał(a):

    > Gość portalu: Beata napisał(a):
    >
    > > Chciałabym wiedzieć, gdzie są "ci mili chłopcy, za których
    > > chętnie byśmy wychodziły". Ci , co się nie żenią to zwykle
    > > nieudacznicy albo ofiary losu, którzy nie potrafią poradzić
    > > sobie z własnym życiem, a co dopiero założyć rodzinę.
    >
    > Bravo! Wreszcie ktoś to powiedział, gdzie są ci mili mężczyźni, o których pisze
    >
    > autorka artykułu? Nie znam takich, bo pozostali sami nieudacznicy, sama takiego
    >
    > trawiłam przez rok i dałam sobie spokój, lepiej i zdrowiej jest być samej!

    Witam Drogie Panie!

    Gdzie sa? O tak na przyklad to ja jestem teraz w Niemczech. I bynajmniej nie uwazam sie za nieudacznika. Mam niezle doswiadczenie zawodowe, wkrotce tytul dra i czuje sie wspaniale bedac solo. Moge na sobie "doswiadczac" (prosze wybaczyc to slowo) rozne uklady i rozne partnerki. A to ze zbilza sie 30-tka. zaden problem. Przy dobrym odzywianiu, sporcie i odrobinie swiezego powietrza bede brunetem do 70-tki.

    Sex...pewnie, ze lepiej byloby miec stala partnerke, z ktora moznaby stworzyc naprawde bliska wiez emocjonalna, w ktora moznaby sie wtulic (tak, tak my tez potrzebujemy przytulania, Panie/Panny Feministki) i pomarzyc o wspolnej przyszlosc.

    Pieniadze...tu zgadzam sie z autorka. Zbyt wiele mlodych Panien leci na moje -jeszcze stosunkowo mlode cialo - (oczywiscie, ja tez lece na ich cialo...zeby nie bylo watpliwosci), ale patrza na mnie, jak na blue chipa! Do srodka w ogole nie zagladaja...a to juz ich wielki blad.

    Dzieci...jak medycyna wciza bedzie rozwijala sie z dotychczasowym tempem za 20 lat bedzie mozna miec dzieci bez potrzeby posiadania konkretnej biologicznej partnerki i tych rozterek...antykoncepcja, aborcja, absencja seksualna.

    Summa summarum: JA SOBIE JESZCZE POCZEKAM, ZANIM POWIEM TAK
  • Gość: pracus5@gazeta.pl IP: 195.94.218.* 11.01.03, 17:48
    Myślę, że ba taki tekst jest w Polsce za wcześnie. Być może kobiety na
    Zachodzie prezentują juz tego typu podejście do kwestii damsko-męskich
    podobnie, jak kobiety w dużych miastach. W naszym nadwiślańskim kraju jednak
    ciągle jeszcze znakomita większość kobiet ma problemy właśnie z ową
    samodzielnością czy rówqno uprawnieniem, szczególnie tych mieszkających na wsi
    lub w małych miasteczkach.
    Autorka zjamuje sie psychologią na terenie Warszawy, gdzie w ogóle wydaje się
    dominować w stosunku do bliźnich postawa: jak nie ja jego wykorzystam to on
    mnie. W związku z tym generalizuje swoje poglądy na całą Polskę, czym może
    zrobić wiele krzywdy kobietom, które, jak napisałam wciąż jeszcze walczą o to,
    co im się SŁUSZNIE należy.
    Postawa roszczeniowa niewątpliwie występuje. Można by się zastanowić, czy
    generalizując problem nie należałoby się zasatnowić, czy taka postawa kobiet
    nie jest w sensie dziejowo-psychologocznym po prostu odwetem kobiet za wieki
    poniżenia i milczenia. Nie twierdzę, że odwet jest najlepszą reakcją na
    krzywdę, ale czasem może stanowić okoliczność łagodzącą...

    Ogólnie uważam, że takich tekstów nie należy publikować, bo w chwili obecnej, w
    Polsce większości kobiet szkodzą. Każdy, kto czuje się skrzywdzony, ma prawo
    sie bronić, bez względu na to, czy żyje w małzeństwie czy nie.
  • Gość: pracus5@gazeta.pl IP: 195.94.218.* 11.01.03, 17:52
    Myślę, że na taki tekst jest w Polsce za wcześnie. Być może kobiety na
    Zachodzie prezentują juz tego typu podejście do kwestii damsko-męskich
    podobnie, jak kobiety w dużych miastach. W naszym nadwiślańskim kraju jednak
    ciągle jeszcze znakomita większość kobiet ma problemy właśnie z ową
    samodzielnością czy rówqno uprawnieniem, szczególnie tych mieszkających na wsi
    lub w małych miasteczkach.
    Autorka zjamuje sie psychologią na terenie Warszawy, gdzie w ogóle wydaje się
    dominować w stosunku do bliźnich postawa: jak nie ja jego wykorzystam to on
    mnie. W związku z tym generalizuje swoje poglądy na całą Polskę, czym może
    zrobić wiele krzywdy kobietom, które, jak napisałam wciąż jeszcze walczą o to,
    co im się SŁUSZNIE należy.
    Postawa roszczeniowa niewątpliwie występuje. Można by się zastanowić, czy
    generalizując problem nie należałoby się zasatnowić, czy taka postawa kobiet
    nie jest w sensie dziejowo-psychologocznym po prostu odwetem kobiet za wieki
    poniżenia i milczenia. Nie twierdzę, że odwet jest najlepszą reakcją na
    krzywdę, ale czasem może stanowić okoliczność łagodzącą...

    Ogólnie uważam, że takich tekstów nie należy publikować, bo w chwili obecnej, w
    Polsce większości kobiet szkodzą. Każdy, kto czuje się skrzywdzony, ma prawo
    sie bronić, bez względu na to, czy żyje w małzeństwie czy nie.
  • Gość: KB IP: 212.191.5.* 03.01.03, 13:04
    Autorka artykułu pisze o kobietach bogatych (krem za 700 zl) ,
    operatywnych, z dużego miasta (jaki procent jest takich w naszym
    kraju czy na świecie !?). I to zamazuje rzeczywistość. W moim
    otoczeniu ciezar utrzymania domu (także finansowo) spada w
    wiekszosci przypadków na kobiety. Meżczyzna wprawdzie pomoze
    przy samochodzie (ile razy w miesiącu!?), ale za to oczekuje
    obiadu, zadbanych dzieci i czystych skarpetek (codziennie!).
  • Gość: monisa IP: 195.72.90.* 06.01.03, 16:01
    ja to zas sobie mysle, ze ten artykul jest doslownie przetlumaczony z jakiegos
    glupiego amerykanskiego pisemka. w jezyku polskim nie ma wyrazenia "większość
    młodych kobiet lubiłaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego...."
    nie dosyc ze bez sensu to jeszcze zerzniete....
  • w.alkiria 08.01.03, 13:09
    Gość portalu: monisa napisał(a):

    > ja to zas sobie mysle, ze ten artykul jest doslownie przetlumaczony z
    jakiegos
    > glupiego amerykanskiego pisemka. w jezyku polskim nie ma
    wyrazenia "większość
    > młodych kobiet lubiłaby wyjść za mąż, i to niekoniecznie dlatego...."
    > nie dosyc ze bez sensu to jeszcze zerzniete....

  • Gość: martsy IP: *.237.45.207.adsl.by.worldonline.dk 11.02.03, 13:36
    Ale, drogie panie, jest cos na rzeczy, czy nie?

    Nie zaobserwowalyscie nigdy takiego zachowania kobiet wobec facetow?
    Nie zaobserwowalyscie ucieczki facetow od trwalych zwiazkow? Itp.?

    To wszystko jest wydumane, nieprawdziwe?

    Czy moze jest to ciekawy przyczynek do dyskusji, punkt widzenia z boku, bez
    trzymania strony?

    No chyba, ze sie nie chce uzywac mozgu i argumentowac. I na to rzeczywiscie nie
    ma rady.
  • Gość: SG IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 08.01.03, 16:41
    No jasne! Że też od razu na to nie wpadłam. Gratuluję spostrzegawczości, warto
    by dociec źródła, pewnie bzdurki są trochę "przerobione", ale coś w tym musi
    być.
  • Gość: gosc IP: *.mol.uj.edu.pl 10.01.03, 14:36
    tez zwrocilam na to uwage. moze nie przetlumaczony zywcem, ale np. "oparty" na
    anglojezycznych artykulach...
  • Gość: Ishka IP: *.t16.ds.pwr.wroc.pl 03.01.03, 13:15
    Autorka tego artykułu uczyniła z mężczyzny buhaja rozpłodowego,
    leniwca domowego, myslacego tylko o seksie zwierza. Żałosne. Moj
    taki nie jest ;). Zauważyłam ostatnio ciekawą tendencję do
    animalizacji człowieka w różnego typu publikacjach, i tych
    poważnych i tych mniej "serio". I powtórzę - żałosne podejście
    do człowieka. Jesteśmy homo sapiens, to zobowiązuje. Będę
    wdzięczna za ewentualną odpowiedź Autorki za moje zarzuty. Nie
    jestem psychologiem ale chyba lepiej postrzegam ten świat.
  • Gość: Operator IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 03.01.03, 13:30
    Zgadam się z przedmówczynią w 100%. Jak czytam te badziewne historyjki o
    strategii samca i samicy o ich interesach i walce o te interesy to mi się mózg
    przewraca na drugą stronę. W grucie rzeczy każdy naukowy dyskurs o świecie jest
    niemożliwy bez redukcji tegoż do jakichś prostszych klocuszków które można
    przestawiać i układać w jakieś zgrabne teoryjki. Ale bez przesady. Naprawdę
    różnimy się czymś więcej od małpiszonów niż tylko tym ze zakładamy majtki na
    dupę.
  • Gość: flyer IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 21:53
    A ja sie nie zgadzam, jak zwykle zreszta ;). Akurat sytuacje
    przedstawiona w artykule znam z autopsji - super wymagania wobec
    "samca" przy pozostawieniu sobie prawa do pelnej swobody i
    ostatniego slowa.

    Co do ukachanych zwierzatek --> nie mozna zapominac, ze w jakims
    tam procencie nasza swiadomosc jest czysto zwierzeca (patrz -->
    odruch bezwarunkowy, poped seksualny). To wlasnie odrzucenie
    roznych kulturowych nalecialosci w zachowaniach pozwala dostrzec
    w miare obiektywny i opisywalny model zachowan.

    Flyer
  • mary_ann 04.01.03, 23:06
    Och, Operator(ze), tak bardzo chciałabym się znów z Tobą zgodzić... cóż, kiedy
    niestety, życie codziennie boleśnie mnie przekonuje, że w teorii
    socjobiologicznej (oczywiście nie mówię tu o zwulgaryzowanej, poradnikowej
    jej wersji) trudno znaleźć słaby punkt...((


  • Gość: Krycha IP: frodo:* / *.gda.pl 05.01.03, 15:42
    Zośka - trzymaj się - masz rację ))) chłopy w domu nie mają nic
    do powiedzenia...
  • Gość: buddaja IP: 217.153.79.* 07.01.03, 22:54
    mary_ann napisała:

    > Och, Operator(ze), tak bardzo chciałabym się znów z Tobą
    zgodzić... cóż, kiedy
    > niestety, życie codziennie boleśnie mnie przekonuje, że w
    teorii
    > socjobiologicznej (oczywiście nie mówię tu o zwulgaryzowanej,
    poradnikowej
    > jej wersji) trudno znaleźć słaby punkt...((
    >


    Odsyłam zatem do literatury profesjonalnej : ( Pisula, Sadowski,
    Chmurzyński)- wersji nie-poradnikowych, gdzie znajdzie Pani
    niezliczone ilości słabych punktów teorii socjobilogicznych ( a
    było ich więcej). I tak t. socj-a mówi że każdemu zależy nma
    rozpowszechnieniu własnego genotypu i eliminacji cudzego, jak
    zatem wytłumaczyłaby Pani (oczywiście w paradygmacie t.
    socjobiologicznych)adopcję (w końcu to nie moje geny!), altruzm
    (pomagać konkurentowi???)... Przykładów takich można podawać bez
    liku, ale oczywiście teria s. to taka łatwa i wygodna teoryjka
    tłumacząca wiele "bezwysiłkowych" i przyjemnych zachowań
    człowieka ( zdrady, rywalizację, egoizm,...)dlatego w
    dzisiejszej dośc hedonistcznej dobie staje się coraz bardziej
    popularna i samousprawiedliwiająca.
    Pozdrawiam

  • Gość: claudel IP: *.citicorp.com 08.01.03, 13:05
    Gość portalu: buddaja napisał(a):

    >
    > Odsyłam zatem do literatury profesjonalnej : ( Pisula, Sadowski,
    > Chmurzyński)- wersji nie-poradnikowych, gdzie znajdzie Pani
    > niezliczone ilości słabych punktów teorii socjobilogicznych ( a
    > było ich więcej). I tak t. socj-a mówi że każdemu zależy nma
    > rozpowszechnieniu własnego genotypu i eliminacji cudzego, jak
    > zatem wytłumaczyłaby Pani (oczywiście w paradygmacie t.
    > socjobiologicznych)adopcję (w końcu to nie moje geny!), altruzm
    > (pomagać konkurentowi???)... Przykładów takich można podawać bez
    > liku, ale oczywiście teria s. to taka łatwa i wygodna teoryjka
    > tłumacząca wiele "bezwysiłkowych" i przyjemnych zachowań
    > człowieka ( zdrady, rywalizację, egoizm,...)dlatego w
    > dzisiejszej dośc hedonistcznej dobie staje się coraz bardziej
    > popularna i samousprawiedliwiająca.
    > Pozdrawiam
    >


    Proponuję zatem przeczytać trochę literatury naukowej oprócz nie-poradników
    życiowych, przed wypowiadaniem się w temacie teorii socjobiologicznej. Teoria
    socjobiologiczna nie mówi o tym, że organizm dąży do eliminacji cudzych genów!
    to kompletny nonsens! Teoria socjobiologiczna doskonale tłumaczy altruizm,
    który wcale człowieka nie wyróżnia ze świata zwierząt - zachowania
    altruistyczne są tam spotykane i nie są żadną anomalią, działa tu wciąż interes
    egoistyczny –pcha on zwierzę do pomagania innym przedstawicielom własnego
    gatunku w zamian za „oczekiwanie”, że inne zwierzę zachowa się w przyszłości
    podobnie w stosunku do niego. Żadne zwierzę nie dąży do eliminacji genotypów
    innych osobników swojego gatunku, bo te genotypy pokrywają się w ponad 99%.
    Zachowania zwierząt mają w długim okresie na celu przetrwanie ogólnej puli
    genów gatunku, a tylko – w szczególności – własnych. W końcu rozmnażając się
    przekazujemy tylko połowę swoich genów, reszta w naszym potomku jest od obcego
    człowieka, no nie? Gdyby chodziło o przetrwanie dokładnie tylko naszego
    genotypu to natura nie bawiłaby się w rozmnażanie dwupłciowe, tylko
    pozostalibyśmy, podobnie jak organizmy niższe, przy samoklonowaniu, czyli
    podziale 1 osobnika na 2 identyczne. W ewolucji chodzi o to, by przetrwał
    gatunek na najwyższym poziomie dostosowania do środowiska, a nie by świat
    zaludniły klony 1 osobnika.
    Człowiek, który nie może się rozmnażać zresztą i tak biologicznie „nie ma nic
    do roboty”, więc spokojnie może zużyć swoje siły życiowe na wspomaganie
    przeżycia innych przedstawicieli swojego gatunku (tak jak jest w przypadku
    adopcji).
  • mary_ann 08.01.03, 17:13
    Gość portalu: buddaja napisał(a):

    > mary_ann napisała:
    >
    > > Och, Operator(ze), tak bardzo chciałabym się znów z Tobą
    > zgodzić... cóż, kiedy
    > > niestety, życie codziennie boleśnie mnie przekonuje, że w
    > teorii
    > > socjobiologicznej (oczywiście nie mówię tu o zwulgaryzowanej,
    > poradnikowej
    > > jej wersji) trudno znaleźć słaby punkt...((
    > >
    >
    >
    > Odsyłam zatem do literatury profesjonalnej : ( Pisula, Sadowski,
    > Chmurzyński)- wersji nie-poradnikowych, gdzie znajdzie Pani
    > niezliczone ilości słabych punktów teorii socjobilogicznych ( a
    > było ich więcej). I tak t. socj-a mówi że każdemu zależy nma
    > rozpowszechnieniu własnego genotypu i eliminacji cudzego, jak
    > zatem wytłumaczyłaby Pani (oczywiście w paradygmacie t.
    > socjobiologicznych)adopcję (w końcu to nie moje geny!), altruzm
    > (pomagać konkurentowi???)... Przykładów takich można podawać bez
    > liku, ale oczywiście teria s. to taka łatwa i wygodna teoryjka
    > tłumacząca wiele "bezwysiłkowych" i przyjemnych zachowań
    > człowieka ( zdrady, rywalizację, egoizm,...)dlatego w
    > dzisiejszej dośc hedonistcznej dobie staje się coraz bardziej
    > popularna i samousprawiedliwiająca.
    > Pozdrawiam
    >
  • mary_ann 09.01.03, 09:14

    Jeszcze raz piszę, bo nie wiem czemu ze wczorajszego postu wypadł cały mój
    komentarz do postu buddaji:

    > Gość portalu: buddaja napisał(a):
    >
    > > > Odsyłam zatem do literatury profesjonalnej : ( Pisula, Sadowski,
    > > Chmurzyński)- wersji nie-poradnikowych, gdzie znajdzie Pani
    > > niezliczone ilości słabych punktów teorii socjobilogicznych ( a
    > > było ich więcej).

    Proszę uważnie czytać posty, ktore Pan(-) złośliwie komentuje! Ja własnie
    powoływałam się na literaturę NIEporadnikową, naukową.

    I tak t. socj-a mówi że każdemu zależy nma
    > > rozpowszechnieniu własnego genotypu i eliminacji cudzego, jak
    > > zatem wytłumaczyłaby Pani (oczywiście w paradygmacie t.
    > > socjobiologicznych)adopcję (w końcu to nie moje geny!), altruzm
    > > (pomagać konkurentowi???)... Przykładów takich można podawać bez
    > > liku, > >

    Teoria socjobiologiczna ( a raczej różne jej warianty) wiele miejsca poświęca
    ewolucyjnemu pochodzeniu zachowań altruistycznych i ich istnienie da się na
    jej gruncie doskonale uzasadnić . Jednak dyskusja na ten temat wychodzi juz
    poza ramy tego watku.
    Pozdrawiam również
    Mary_ann
  • Gość: Toni IP: *.telia.com 05.01.03, 01:35
    Gość portalu: Operator napisał(a):

    > Zgadam się z przedmówczynią w 100%. Jak czytam te badziewne
    historyjki o
    > strategii samca i samicy o ich interesach i walce o te
    interesy to mi się mózg
    > przewraca na drugą stronę. W grucie rzeczy każdy naukowy
    dyskurs o świecie jest
    >
    > niemożliwy bez redukcji tegoż do jakichś prostszych
    klocuszków które można
    > przestawiać i układać w jakieś zgrabne teoryjki. Ale bez
    przesady. Naprawdę
    > różnimy się czymś więcej od małpiszonów niż tylko tym ze
    zakładamy majtki na
    > dupę.
    +++++++++++++++++

    Tak, między innymi tym, że jeszcze chętniej je zdejmujemy !
  • Gość: MichalPi IP: *.isns.uw.edu.pl 06.01.03, 08:26
    > Zgadam się z przedmówczynią w 100%. Jak czytam te badziewne
    historyjki o
    > strategii samca i samicy o ich interesach i walce o te
    interesy to mi się mózg
    > przewraca na drugą stronę.

    Okej, drodzy ludzie :) Ale czy jedno Wam nie umyka? Autorka
    poruszyła ten konkretny wątek zaczynając od słów: "zdaniem
    antropologów". Jest 'drobna' różnica między cytowaniem a
    wypowiadaniem się w swoim imieniu, nieprawdaż? :)
    Refleksja ogólna, przy okazji niniejszego wątku: moje wrażenie
    jest takie, że ludziom coraz trudniej jest się zrozumieć, nawet
    jeśli mówią w tym samym języku. Selekcja treści jest
    przytłaczająca, widzimy to, co chcemy widzieć, słyszymy to, co
    chcemy słyszeć. Przykre, bo nie rokuje dobrze dla całego
    gatunku...
  • Gość: sk IP: *.businessman.com.pl / localhost 06.01.03, 11:38
    Powiem tyle , nic odkrywczego w tekście nie ma poza tym ,że
    jedne kobiety zastanawiają się na tym, o czym pisze autorka, a
    inne uważaja podobne wypowiedzi za brednie. Jak zwykle zawsze są
    dwie strony medalu. Kobiety wywalczyły sobie prawo do pracy, do
    decydowania w wielu sprawach (polityka, ekonomia, ale i
    wychowanie dzieci), same chciały, by ich głos był słyszalny i
    brany pod uwage na równi z tym, co mówia mężczyźni. Z czasem
    stało się tak,że faceci wycofali się z zabierania głosu czy
    robienia pewnych czynności - skoro one to potrafią i robią, i
    jeszcze są z tego dumne, to po co my - faceci będziemy sie
    pchać. Talka postawa doprowadza często do sytuacji, w której z
    jednej strony cieszymy się ,że możemy robić to co robimy, ale
    zdajemy sobie sprawę, że pokłady kobiecości w czystej postaci są
    w nas takie same. I w rezultacie facet nie wie, czy brać nas na
    kolana i przytulać, czy my w ogóle tego potrzebujemy, czy już
    tak swietnie czujemy się wydzierając im kolejne czynności i
    starając się dorównać im i być równo traktowane , a niektóre z
    nas pewnie mają serdecznie dosyć tego "radzenia sobie ze
    wszystkim" o co walczyły nasze babki, a co niektórym z nas w tym
    i mnie wychodzi czasami bokiem. Dlatego tekst p. Milskiej jest
    potrzebny i myślę,że jest tak naprawdę przyjazny mężczyznom,
    których i ona i ja zwyczajnie lubimy i potrzebujemy.
  • mary_ann 06.01.03, 19:42
    Gość portalu: MichalPi napisał(a):

    > > Zgadam się z przedmówczynią w 100%. Jak czytam te badziewne
    > historyjki o
    > > strategii samca i samicy o ich interesach i walce o te
    > interesy to mi się mózg
    > > przewraca na drugą stronę.
    >
    > Okej, drodzy ludzie :) Ale czy jedno Wam nie umyka? Autorka
    > poruszyła ten konkretny wątek zaczynając od słów: "zdaniem
    > antropologów". Jest 'drobna' różnica między cytowaniem a
    > wypowiadaniem się w swoim imieniu, nieprawdaż? :)
    > Refleksja ogólna, przy okazji niniejszego wątku: moje wrażenie
    > jest takie, że ludziom coraz trudniej jest się zrozumieć, nawet
    > jeśli mówią w tym samym języku. Selekcja treści jest
    > przytłaczająca, widzimy to, co chcemy widzieć, słyszymy to, co
    > chcemy słyszeć. Przykre, bo nie rokuje dobrze dla całego
    > gatunku...


    Nic dodać, nic ująć (niestety)
  • Gość: ja IP: *.okym.enjoy.ne.jp 03.01.03, 13:44
    Moge przytoczyc styl zycia w Japonii.Kobieta bardzo wczesnie
    rozglada sie za mezem,ktory zapewni jej utrzymanie.Kobieta musi
    wypelnic wszystkie obowiazki domowe,zajac sie dziecmi i byc
    ostrozna,zeby wieczorem potomstwo nie robilo zbyt wielkiego
    halasu,bo maz jest zmeczony.Jego zmeczenie(nie zawsze
    rzeczywiste) wymusza na kobiecie "tanczenie" wokol niego bez
    zadnych zastrzezen:podanie,odebranie ubrania,przyniesienia
    ciezszych zakupow,itp,itd...Jej obowiazki nie koncza sie w
    domu.W czasie wspolnych podrozy(ktorych jest niewiele,bo ona
    nie musi odpoczywac-przeciez nie pracuje!)to ona dzwiga
    bagaze.On ma rece wolne.On dyktuje,on wymaga.A do tego-on i ona
    posluguja sie innymi slowami,innymi formami grzecznosciowymi.
    Zreszta latwo sie o tym przekonac sluchajac, jak Japonczyk mowi
    w innym jezyku.On nie powie prosze,bo nie ma pojecia,ze
    istnieje potrzeba wypowiedzenia takiego slowa.Takie jest tam
    wychowanie od pokolen.
    Wiec kobiety!Nie pozwolmy sobie wmowic,ze to czego oczekujemy
    od mezczyzn przerasta jego mozliwosci.Prawda jest,ze jezeli
    mezczyzna kocha,to jest w stwnie gory przenosic.Z wlasnej
    woli,a nie dlatego,ze ktos go do czegos zmusza.
  • Gość: Toni IP: *.telia.com 05.01.03, 01:38
    Gość portalu: ja napisał(a):

    > Moge przytoczyc styl zycia w Japonii.Kobieta bardzo wczesnie
    > rozglada sie za mezem,ktory zapewni jej utrzymanie.Kobieta
    musi
    > wypelnic wszystkie obowiazki domowe,zajac sie dziecmi i byc
    > ostrozna,zeby wieczorem potomstwo nie robilo zbyt wielkiego
    > halasu,bo maz jest zmeczony.Jego zmeczenie(nie zawsze
    > rzeczywiste) wymusza na kobiecie "tanczenie" wokol niego bez
    > zadnych zastrzezen:podanie,odebranie ubrania,przyniesienia
    > ciezszych zakupow,itp,itd...Jej obowiazki nie koncza sie w
    > domu.W czasie wspolnych podrozy(ktorych jest niewiele,bo ona
    > nie musi odpoczywac-przeciez nie pracuje!)to ona dzwiga
    > bagaze.On ma rece wolne.On dyktuje,on wymaga.A do tego-on i
    ona
    > posluguja sie innymi slowami,innymi formami grzecznosciowymi.
    > Zreszta latwo sie o tym przekonac sluchajac, jak Japonczyk
    mowi
    > w innym jezyku.On nie powie prosze,bo nie ma pojecia,ze
    > istnieje potrzeba wypowiedzenia takiego slowa.Takie jest tam
    > wychowanie od pokolen.
    > Wiec kobiety!Nie pozwolmy sobie wmowic,ze to czego oczekujemy
    > od mezczyzn przerasta jego mozliwosci.Prawda jest,ze jezeli
    > mezczyzna kocha,to jest w stwnie gory przenosic.Z wlasnej
    > woli,a nie dlatego,ze ktos go do czegos zmusza.
    +++++++++++
    No i jest kochany, tak, że to widzi i odczuwa, prawda ?
  • Gość: Marlena IP: *.ipt.aol.com 06.01.03, 23:25

    Przez chwile wydawalo mi sie ze Ja opisujesz malzenstwo po polsku ,no chocby w
    wydaniu moich rodzicow , to popatrz nie wiedzialam ze tak blisko nam do Japonii
  • Gość: adam Gumanski IP: *.165.134.207.dsl.visp.ca 04.01.03, 09:57
    droga pani Ishko,
    prosze jescze raz przeczytac artykul, bo sprawia pani wrazenie jak by czegosnie
    doczytala,(gdzie jest mowa o buhaju rozplodowym?)
    czytelnik
  • Gość: adam Gumanski IP: *.165.134.207.dsl.visp.ca 04.01.03, 10:33
    Uwazam powyzszy artykul za nadwyraz trafnie oceniajacy stan obecnie panujacych
    stosunkow damsko-meskich, a ja jestem 100%wym przykladem przedlozonej powyzej
    Teorii.
    Mam 30 lat, jestem zawodowym sportowcem, od 10 lat pracujacym w Niemczech, a
    obecnie w Kandzie. Aczkolwiek stac mnie finansowo na "zafundowanie" sobie
    zwiazku malzenskiego, jednakze swiadomie unikam formalizowania poszczegolnych
    moich zwiazkow. Pytanie: "dlaczego?" - Odpowiedz: To mi sie nie oplaca i to pod
    wieloma wzgladami: emocjonalnym, sexualnym, towarzyskim, a juz napewno nie
    finansowym! Obszerniejszy opis odpowiedzi mozna znalezc w omawianym
    artykule.Taki stan rzeczy z jadnej strony sprowadza mnie do wielu refeksji, z
    drugiej bardzo mnie martwi i smuci. Poniewaz chce miec dziecko, i chce zeby
    mialo ono matke , ktora jest kochana przez ojca ( z wzajemnoscia).
    I jeszcze jedna sprawa. Ostatnie wersy artykulu mozna oderac jako futurystyczna
    przepowiednie, chodzi mi o fragment o Feministkach i o Gayach klonujacych
    dzieci. Moi drodzy wsplczytelnicy, na zachodzie tzn. w krajach takie jak
    Niemcy, Francja , USA, Kanada to juz nalezy niestety do codziennosci!
    Mam nadzieje, ze Polske uniknie ten zwyrodnialy proces zniewiesciena mezczyzn i
    z maskulizowania kobiet, ktorego niewatpliwym mediatorem jest PIERDOLONA
    EMACYPACJA!
    Z pozdrowieniami dla rodakow i rodaczek
    aduni@gmx.net
  • Gość: koko IP: *.more7.com / 192.168.1.* 05.01.03, 14:19

    Hi swiatowy gosciu?!!!
    ale to zalosne, poczekaj jeszcze z 10-15 lat gdy wszyscy twoi
    znajomi dookola beda mieli juz poukladane zwiazki a ty bedziesz
    podstarzalym samotnym gosciem rozpaczliwie szukajacej
    kochajace "mamusi"(tak... i bedzie to prawdobodobnie laska
    cool dla takiego goscia jak ty, no bo co koledzy powiedza)
    ktora zapewne poleci tylko na twoja kase i poczeka no wiesz na
    co....
    :-))


    Gość portalu: adam Gumanski napisał(a):

    > Uwazam powyzszy artykul za nadwyraz trafnie oceniajacy stan
    obecnie panujacych
    > stosunkow damsko-meskich, a ja jestem 100%wym przykladem
    przedlozonej powyzej
    > Teorii.
    > Mam 30 lat, jestem zawodowym sportowcem, od 10 lat pracujacym
    w Niemczech, a
    > obecnie w Kandzie. Aczkolwiek stac mnie finansowo
    na "zafundowanie" sobie
    > zwiazku malzenskiego, jednakze swiadomie unikam formalizowania
    poszczegolnych
    > moich zwiazkow. Pytanie: "dlaczego?" - Odpowiedz: To mi sie
    nie oplaca i to pod
    >
    > wieloma wzgladami: emocjonalnym, sexualnym, towarzyskim, a juz
    napewno nie
    > finansowym! Obszerniejszy opis odpowiedzi mozna znalezc w
    omawianym
    > artykule.Taki stan rzeczy z jadnej strony sprowadza mnie do
    wielu refeksji, z
    > drugiej bardzo mnie martwi i smuci. Poniewaz chce miec
    dziecko, i chce zeby
    > mialo ono matke , ktora jest kochana przez ojca ( z
    wzajemnoscia).
    > I jeszcze jedna sprawa. Ostatnie wersy artykulu mozna oderac
    jako futurystyczna
    >
    > przepowiednie, chodzi mi o fragment o Feministkach i o Gayach
    klonujacych
    > dzieci. Moi drodzy wsplczytelnicy, na zachodzie tzn. w krajach
    takie jak
    > Niemcy, Francja , USA, Kanada to juz nalezy niestety do
    codziennosci!
    > Mam nadzieje, ze Polske uniknie ten zwyrodnialy proces
    zniewiesciena mezczyzn i
    >
    > z maskulizowania kobiet, ktorego niewatpliwym mediatorem jest
    PIERDOLONA
    > EMACYPACJA!
    > Z pozdrowieniami dla rodakow i rodaczek
    > aduni@gmx.net
  • Gość: alinapi IP: *.gl-jp.digi.pl 14.01.03, 00:58
    sBuchaj Adamie, uwa|am |e powinienie[ wrocic do kraju i
    sprobowac poznac kogos naprawde wartosciowego. Kobiety sa u nas
    naprawde myslace i wiedza kogo mozna zaczepic.
    Prosze sprobuj
  • Gość: annie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 13:28
    no coz... moge tylko pogratulowac kolejny raz pani
    Wrzosinskiej 'wnikliwej analizy'... no rece opadaja...
    Bardzo ciekawi mnie jaka grupa spoleczna znalazla sie pod lupa
    tym razem. I gdzie rezyduje, bo chyba zaszelescilo dosc mocno
    papierowymi stronami magazynow. Mam nieodparte wrazenie, ze od
    psychologa nalezy wymagac czegos wiecej niz tylko wnioskow
    wyciagnietych na podstawie lektury kolorowych pism dla pan. Czas
    porzucic TS i Elle!!! Zycie jest gdzie indziej!
    A jesli to jednak ambitny projekt? I przedstawiony nam wyklad
    poparty zostal obserwacja? Smierc psychologii chcialoby się
    obwiescic – bo jak wiadomo to nauka empiryczna i moze wymagac
    wysciubienia nosa poza wlasne zycie badz tez wyobrazenia o zyciu
    bądź tez wyobrazenia o zyciu wyobrazone w filmach :)
    Przykro patrzec, jak podpierajac sie naukowym autorytetem, ktos
    przejezdza walcem po ukladzie partnerskim. Zastanawia mnie co
    jest motorem. Zazdrosc, ze nie było się dosc bystrym, by się
    przytomnie umoscic? Zal, ze jednak trening z dziecinstwa jest
    tak silnie wdrukowany? Jakiekolwiek motywy to nie sa, tworzy
    autorka rownie pochyla, zaburza rownowage. Wraca, czy tego chce
    czy nie, do sredniowiecznej wizji KOBIETY WINNEJ CALEMU ZLU. I
    już. Po co wdawac się w szczegoly....
    Bo jakaz mamy alternatywe, jesli my kobiety nie zacznieciemy
    dmuchac i chuchac na naszych biednych nie radzacych sobie z
    zyciem chlopcow coz nas czeka za pare lat?????!!!!! Jacy oni
    biedni i ucisnieni, nawet kobieta musi w ich obronie stawac.
    Dlaczego nie można przyjac dojrzalosci obu stron budujacych
    zwiazek? ‘Chyba nigdy nie miałyśmy takiej szansy stworzenia
    korzystnego dla kobiet modelu relacji męsko-damskich jak teraz.
    I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy.’ Dlaczego my
    kobiety – a nie MY, LUDZIE? Wlasnie matkujaca wiecznie
    cierpietnica nie jest atrakcyjna partnerka! Tego Pani już nie
    dostrzega? Ale na szczescie LIGA RZDZI< LIGA RADZI< LIGA NIGDY
    CIE NIE ZDRADZI!!!!! Seksmisje w Swieta znowu puscili? Czy to
    może prezent pod choinke?
    Nie dziwi mnie taki poglad, skoro przewija sie przez caly teks,
    scisly podzial na to co meskie i niemeskie (rzec by się chcialo
    NIEMESKOOSOBOWE :)) – chyba jednak trening w Pani przypadku
    zadzialal az za dobrze. Zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch
    oddaje się Pani z piesnia na ustach, dobrze, tylko czemu
    negocjacje to zbyt trudna sztuka, nie mowiac o naprawie opony?
    A to już czystej wody demagogia, ktorej komentowac mi się nie
    chce: ‘Żądamy, by nasz nowoczesny partner rozumiał, że bliskość
    fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych, ale i
    czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja
    typowego mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto
    platonicznych przytulanek’ –. Proszę pokazac mi zdrowa na ciele
    i umysle kobiete, ktorej wystarczaja ‘przytulanki’.... A
    przepraszam! jednak zdaje sobie Pani z tego sprawe bo już akapit
    nizej : ‘Oczekujemy, że - zgodnie z zaleceniami tygodników
    kobiecych - nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na
    życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty’. Chcialoby
    się rzec typowy BRAK LOGIKI. Mowilam na poczatku, za duzo TS...
    Powinni dolaczyc instrukcje obslugi z wyraznie wytluszczona
    informacja, ze nie należy czytac zbyt często i zbyt brac do
    serca zamieszczanych w nim porad.
    I kwiatek na koniec:
    ‘Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować
    towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z
    wyboru rozmnażających się przez klonowanie’.
    I co tak najbardziej boli? Ze strachu przed dorosloscia mezczyzn
    otwiera się patriarchalna szufladka z wcisnietym homofobem... a
    i jeszcze to nieszczesne klonowanie - rzeczywiscie!! Zgroza!!!
    Apokalipsa blisko... ludzie obudzcie się.... A jednak
    Machulski...
    Nie pozostaje mi nic innego: Albercik wychodzimy!
  • Gość: Mateusz IP: *.euv-frankfurt-o.de 03.01.03, 13:46
    Hej Annie, podobal mi sie twoj komentarz. Niestety pani
    Milska-Wrzosinska odkad pamietam wypisuje te bzdury w
    Obcasach. Chyba sie ma za "obronczynie tradycyjnego
    porzadku" i konwencjonalnych sposobow postrzegania
    relacji damsko-meskich. Swoja droga szkoda calego
    magazynu, bo stacza sie od dluzszego czasu. Zapowiadal
    sie na ambitniejsze pismo dla kobiet i co rozumniejszych
    mezczyzn, a dotarl na poziom Pani Domu. Przykro mi to
    stwierdzic, ale "Wysokie obcasy" jak tylko moga odcinaja
    sie od, wedlug obiegowej opinii, niekonwencjonalnych
    sadow takich autorek jak Kinga Dunin, a transportuja
    obraz kobiety zainteresowanej kosmetykami i fatalaszkami
    oraz facetow majsterkowiczow. Odpowiednio tez dobieraja
    sobie "ekspertow". Szkoda, naprawde szkoda, ale taka jest
    cena popularnosci.
  • Gość: annie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 14:15
    wlasnie w WO rozpetala sie burza - troche pozno, moze to kwestia druku, moze
    nie. mur sie ustawil za dunin niezly : maria janion, sławomir sierakowski, olga
    tokarczuk, agnieszka graff ... no i my czytelnicy....
    czekam z niecierpliwoscia na kolejna polemike agnieszki kublik... no bo chyba
    strusiem nie bedzie, moze sie skuma z wrzosinska - to dopiero bedzie
    merytoryczna spolka!!!
    pozdrawiam
  • Gość: kacperek IP: *.proxy.aol.com 06.01.03, 00:44
    cytaty, polemiki, kontrowersyjne/czyt. glupie/ artykuly ... ludzie czym wy
    zyjecie, zycie nie toczy sie w gazetach , ja tu jestem calkiem przez przypdek-
    zle klikniecie, generalnie zyje sobie sam, pracuje,wydaje lub
    oszczedzam,drugiej polowki nie potrzebuje /na dzis dzien/ i wszystko jest w
    porzadku, czytajac ten belkot i polowe komentarzy mam wrazenie ze jestem z
    kosmosu, czym tu sie tak podniecac, odejdzie od komputera, zadzwoncie do
    kumpla, kumpeli umocie sie z kims i poprostu zyjcie.
  • Gość: magda.gdansk IP: *.coe.int 06.01.03, 18:28
    Gość portalu: Mateusz napisał(a):

    > Hej Annie, podobal mi sie twoj komentarz. Niestety pani
    > Milska-Wrzosinska odkad pamietam wypisuje te bzdury w
    > Obcasach. Chyba sie ma za "obronczynie tradycyjnego
    > porzadku" i konwencjonalnych sposobow postrzegania
    > relacji damsko-meskich. Swoja droga szkoda calego
    > magazynu, bo stacza sie od dluzszego czasu. Zapowiadal
    > sie na ambitniejsze pismo dla kobiet i co rozumniejszych
    > mezczyzn, a dotarl na poziom Pani Domu. Przykro mi to
    > stwierdzic, ale "Wysokie obcasy" jak tylko moga odcinaja
    > sie od, wedlug obiegowej opinii, niekonwencjonalnych
    > sadow takich autorek jak Kinga Dunin, a transportuja
    > obraz kobiety zainteresowanej kosmetykami i fatalaszkami
    > oraz facetow majsterkowiczow. Odpowiednio tez dobieraja
    > sobie "ekspertow". Szkoda, naprawde szkoda, ale taka jest
    > cena popularnosci.

    Zgadzam sie z Wami obojgiem. Milska-Wrzosinska niby terapeutka z tytulami, a
    pisze jak z magla. I nienawidzi kobiet, i gardzi nimi, co pokazuje w kazdym
    swoim tekscie, i to za kazdym razem coraz bardziej.
    Wzywam do bojkotu Milskiej- Wrzosinskiej jako terapeutki: nie chodzcie do niej,
    kobiety, bo dlaczego mialybyscie placic wlasnymi pieniedzmi za te lekcje
    pogardy, niecheci i sredniowiecznego bredzenia, ze wszystkie jestescie same
    sobie winne?
    Byloby niezle, gdyby terapeutycznymi osiagnieciami Milskiej-Wrzosinskiej
    zainteresowaly sie wladze Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, albo innego
    stowarzyszenia terapeutow: jezeli prowadzi terapie tak, jak pisze - a dlaczego
    mialoby byc inaczej - to moze niech sie zajmie czym innym, w czym nie bedzie
    tak ranic i dolowac ludzi?
  • Gość: chris IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 11:16
    Wreszcie jakaś kobieta spróbowała spojrzeć na temat z
    perspektywy mężczyzny a już inne przedstawicielki płci pięknej
    reagują w sposób dla siebie typowy - obrażają się i twierdzą, że
    opisana sytuacja ICH nie dotyczy. Co więcej atakują autorkę jako
    występującą przeciwko własnej płci. Może warto jednak zastanowić
    sięprzez chwilę nad słówami autorki, która jako psycholog ma
    chyba większe doświadczenie i artykuł oparła nie tylko o własne
    poglądy lecz również o fakty z własnej praktyki zawodowej ?!
  • Gość: chris1 IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 11:17
    Wreszcie jakaś kobieta spróbowała spojrzeć na temat z
    perspektywy mężczyzny a już inne przedstawicielki płci pięknej
    reagują w sposób dla siebie typowy - obrażają się i twierdzą, że
    opisana sytuacja ICH nie dotyczy. Co więcej atakują autorkę jako
    występującą przeciwko własnej płci. Może warto jednak zastanowić
    sięprzez chwilę nad słówami autorki, która jako psycholog ma
    chyba większe doświadczenie i artykuł oparła nie tylko o własne
    poglądy lecz również o fakty z własnej praktyki zawodowej ?!
  • Gość: magda.gdansk IP: *.coe.int 09.01.03, 10:57
    Gość portalu: chris1 napisał(a):

    > Wreszcie jakaś kobieta spróbowała spojrzeć na temat z
    > perspektywy mężczyzny a już inne przedstawicielki płci pięknej
    > reagują w sposób dla siebie typowy - obrażają się i twierdzą, że
    > opisana sytuacja ICH nie dotyczy. Co więcej atakują autorkę jako
    > występującą przeciwko własnej płci. Może warto jednak zastanowić
    > sięprzez chwilę nad słówami autorki, która jako psycholog ma
    > chyba większe doświadczenie i artykuł oparła nie tylko o własne
    > poglądy lecz również o fakty z własnej praktyki zawodowej ?!

    JA JESTEM ZDANIA, ZE MILSKA-WRZOSINSKA PATRZY NA RELACJE MIEDZY PLCIAMI Z
    RACZEJ Z PERSPEKTYWY PROWINCJONALNEGO MAGLA. JEJ TEKST JEST NAPISANY JADEM, I
    DLATEGO NIE SADZE, ZEBY ZASLUGIWAL NA ZASTANAWIANIE SIE NAD NIM.
    PSYCHOTERAPEUTA/TKA, KTORY ZIEJE NIECHECIA I POGARDA DO LUDZI ORAZ OPERUJE
    GLOWNIE STEREOTYPAMI JAKO GLOWNYM NARZEDZIEM POZNAWCZYM, A W PRZYPADKU MILSKIEJ-
    WRZOSINSKIEJ TO JUZ KTORYS KOLEJNY WYSTEP TEGO RODZAJU, MUSI SIE LICZYC Z TYM,
    ZE PUBLICZNOSC ZACZNIE SOBIE ZADAWAC PYTANIA O JAKOSC JEJ/JEGO KOMPETENCJI
    ZAWODOWYCH, I TYLE. WSPOLCZUJE JEJ PACJENTOM, KTORYMI ZAPEWNE GARDZI, BO MAJA
    PROBLEMY. ONA NIE MA PROBLEMOW, WIE JAK JEST I JAK POWINNO BYC. PROBLEMY
    ZYCIOWE CZY DUCHOWE MAJA ZAS WYLACZNIE GAPY I IDIOCI.
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.03, 14:42
    "JEJ TEKST JEST NAPISANY JADEM,"
    znasz slowo "ironia"?
    I
    DLATEGO NIE SADZE, ZEBY ZASLUGIWAL NA ZASTANAWIANIE SIE NAD NIM.
    znasz słowo "refleksja"?
  • Gość: magda.gdansk IP: *.coe.int 16.01.03, 14:35
    Gość portalu: JO napisał(a):

    > "JEJ TEKST JEST NAPISANY JADEM,"
    > znasz slowo "ironia"?
    > I
    > DLATEGO NIE SADZE, ZEBY ZASLUGIWAL NA ZASTANAWIANIE SIE NAD
    NIM.
    > znasz słowo "refleksja"?

    Znam oba slowa swietnie. Znam rowniez teksty Milskiej-
    Wrzosinskiej. Nie moge nijak przychylic sie do opinii, ze
    posluguje sie ona ironia jako srodkiem wyrazu.
    Twoja zatem ironia jest calkowicie chybiona.
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 14:33
    Gość portalu: magda.gdansk napisał(a):

    > Gość portalu: JO napisał(a):
    >
    > > "JEJ TEKST JEST NAPISANY JADEM,"
    > > znasz slowo "ironia"?
    > > I
    > > DLATEGO NIE SADZE, ZEBY ZASLUGIWAL NA ZASTANAWIANIE SIE NAD
    > NIM.
    > > znasz słowo "refleksja"?
    >
    > Znam oba slowa swietnie. Znam rowniez teksty Milskiej-
    > Wrzosinskiej. Nie moge nijak przychylic sie do opinii, ze
    > posluguje sie ona ironia jako srodkiem wyrazu.
    > Twoja zatem ironia jest calkowicie chybiona.


    Jej tekst to ironia dotyczaca modelu kobiety w mediach. Satyra. Aczkolwiek nie
    pozbawiona podstaw , przykladow z zycia. A potwierdzil to ostatnio- nie w
    nawiazaniu di tego artykulu- prof. Lew Starowicz. On tez jest głupi?
  • Gość: mała IP: *.dolnet.myslenice.pl.eu.org / 192.168.1.* 29.01.03, 15:44
    W odpowiedzi na artykuł:
    Oczywiście,ze znam takich mężczyzn, którzy potrzebują małżeństwa!!!!!!
    Osobiście doświadczam tego od 7 długich, ale bardzo przyjemnych lat
  • Gość: Tomasz IP: 193.0.236.* 08.01.03, 15:38
    Popieram bojkot. Spodobało mi sie jedno ze zdań wśród komentarzy, że p. Milska-
    Wrzesińska prezentuje w swoim tekście przykład niezrównoważonej emocjonalnie
    kobietki-idiotki.
    Jestem mężem od kilku lat. Swój związek uważam za partnerski. Od początku oboje
    pracujemy, przez pewien czas żona utrzymywała dom, bo ja pozostawałem bez
    pracy, teraz oboje pracujemy, ja zarabiam więcej, ale dom utrzymujemy dzieląc
    sie wszystkimi wydatkami po połowie. Dzielimy sie tez obowiązkami po połowie.
    Nie pilnujemy ścisle tego podziału, ale nigdy nie było to tez przyczyną sporu
    między nami. Żona zaproponowała swój udział na równi z moim. Swoje koszule
    prasuję sam i nie widze powodu by miała to robic żona, zwłaszcza, że codziennie
    noszę koszule.
    Gwoździe wbijam ja, podobnie załatwiam wszystkie usterki domowe i sprawy
    związane z samochodem, nie widzę powodu by miało to zaburzać nasze parterstwo,
    robię to lepiej i szybciej niż żona.
    Poza tym za obraźliwe dla mężczyzn uważam słowa: "konstrukcja typowego
    mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto platonicznych
    przytulanek", czy to oznacza, że jesli moja parterka jest dłużej chora, albo w
    zaawansowanej ciąży lub musiała wyjechać ja od razu pędzę zaspokajać chucie
    typowego mężczyzny gdzieś indziej?
    Podobnie zdanie "(Kobiety) nie chcą (...) być dyspozycyjne seksualnie na
    żądanie" brzmi obraźliwie, bo co znaczy byc dyspozycyjną na żądanie? Gdzie w
    seksie mowa o żadaniach? To prawdziwie średniowieczne poglądy, pisząc takie
    słowa, pani psycholog nieświadomie czyni dużą krzywde kobietom, popierając tych
    mężów, którzy żądają stałej dyspozycji seksulanej.
    Co więcej wszystkie kobiety z mojego otoczenia, koleżanki z pracy, żony
    kolegów, przyjaciół zdają sie potwierdzać że niewiele jest kobiet opisywanych
    przez p. Wrzesińską.
    Parnerstwo jest bardzo korzystne dla mężczyzny, moja partnerka to nie tylko
    ozdoba i matka naszych dzieci, ale przyjaciel, partner, silna podpora finansowa
    i emocjonalna mojego związku, pomimo że nigdy nie prasuje moich koszul, czasem
    nie ma ochoty na seks, pozmywanie naczyń czy pójście na wywiadówkę.
    Pozdrawiam
    Tomasz
  • Gość: Roman IP: *.uba.de 30.04.03, 12:30
    Ach, to tak teraz robia cwane samce. Jak ty nie pracowales to zona calkowicie
    utrzymywala dom za to teraz jak ty zarabiasz wiecej to dzielicie sie wydatkami
    po polowie. Nadwyzki ida tylko na twoja dupe. Niezle sie ustawiles.
  • Gość: Chili IP: proxy / 151.156.10.* 16.01.03, 14:39
    Wiem, że w swojej praktyce terapeutycznej P. Wrzosińska
    bynajmniej nie faworyzuje mężczyzn i aboslutnie nie gnębi
    kobiet. Zachowuje całkowitą obiektywność, co potwierdzają obie,
    zainteresowane strony. Nie rozumiem zacietrzewienia autorów
    większości postów!!! Przecież zjawisko opisane w tekście jest
    powszechne - przynajmniej w Warszawie. Mam na myśli mężczyzn,
    którzy nie spieszą się do żeniaczki, preferując
    krótkie "związki" z panienkami "wyrwanymi" w klubach i to, że
    związki, w założeniu partnerski, najczęściej partnerskie wcale
    nie są. Skąd to oburzenie? To, że w Waszym związku akrat tak nie
    jest, nie znaczy chyba, że zjawiska nie ma? I kto tu atakuje
    kobiety? Proponuję zimny prysznic.
  • Gość: melcia IP: 212.69.73.* 31.01.03, 12:43
    Taaaa,
    Jak na pania psycholog to bardzo ogolnikowy i plaski ten artykul, ale w
    dzisiejszych czasach nawet pani psycholog dla pieniedzy zrobi wszystko...
    Przeczytalam to z czystej ciekawosci, ale wlasciwie pierwsze zdanie mowiace o
    malzenstwie jako o inwestycji to juz dla tej pani dyskwalifikacja... Wspolczuje
    i jej i jej ewentualnym pacjentom bo o psychice ona wogole nie mysli...
  • Gość: BArni IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 17:34
    Skąd tyle niechęci? Prawda w oczy kole?
  • Gość: Gość IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 20:37
    Gość portalu: magda.gdansk napisał(a):

    > Gość portalu: Mateusz napisał(a):
    > > Obcasach. Chyba sie ma za "obronczynie tradycyjnego
    > > porzadku" i konwencjonalnych sposobow postrzegania
    > > relacji damsko-meskich.

    A Tobie tak bardzo podoba się ten obecny porządek, Mateuszku?
    Tak bardzo lubisz być pod pantoflem?


    > Zgadzam sie z Wami obojgiem. Milska-Wrzosinska niby terapeutka
    z tytulami, a
    > pisze jak z magla.


    Pewnie, a swoje badania i obserwacje też pewnie w maglu
    prowadzi ;-P Od razu widać, kogo to w oczy kłuje.


    > I nienawidzi kobiet, i gardzi nimi, co pokazuje w kazdym
    > swoim tekscie, i to za kazdym razem coraz bardziej.

    A może one właśnie takie są - zaborcze, egoistycznie nastawione
    wyłacznie na branie i to od pierwszej chwili. chcące coraz
    więcej praw, a coraz mniej obowiązków.

    > Wzywam do bojkotu Milskiej- Wrzosinskiej jako terapeutki: nie
    chodzcie do niej,
    >
    > kobiety, bo dlaczego mialybyscie placic wlasnymi pieniedzmi za
    te lekcje
    > pogardy, niecheci i sredniowiecznego bredzenia, ze wszystkie
    jestescie same
    > sobie winne?

    Żeby nie być wzorcowym przykładem "nowoczesnej kobiety" opisanej
    w tym artykule.

    > Byloby niezle, gdyby terapeutycznymi osiagnieciami Milskiej-
    Wrzosinskiej
    > zainteresowaly sie wladze Polskiego Towarzystwa
    Psychologicznego, albo innego

    Owszem, przydałaby się jej nagroda za trafione wyniki i odwagę
    ich publikowania.

    > stowarzyszenia terapeutow: jezeli prowadzi terapie tak, jak
    pisze - a dlaczego
    > mialoby byc inaczej - to moze niech sie zajmie czym innym, w
    czym nie bedzie
    > tak ranic i dolowac ludzi?

    Jeśli kogoś to zdołowało, to chyba tylko Ciebie - zobaczyłaś
    swoje prawdziwe oblicze?

  • Gość: rafal31 IP: *.bphpbk.pl 31.01.03, 13:43
    Gość portalu: magda.gdansk napisał(a):

    > Gość portalu: Mateusz napisał(a):
    >
    > > Hej Annie, podobal mi sie twoj komentarz. Niestety pani
    > > Milska-Wrzosinska odkad pamietam wypisuje te bzdury w
    > > Obcasach. Chyba sie ma za "obronczynie tradycyjnego
    > > porzadku" i konwencjonalnych sposobow postrzegania
    > > relacji damsko-meskich. Swoja droga szkoda calego
    > > magazynu, bo stacza sie od dluzszego czasu. Zapowiadal
    > > sie na ambitniejsze pismo dla kobiet i co rozumniejszych
    > > mezczyzn, a dotarl na poziom Pani Domu. Przykro mi to
    > > stwierdzic, ale "Wysokie obcasy" jak tylko moga odcinaja
    > > sie od, wedlug obiegowej opinii, niekonwencjonalnych
    > > sadow takich autorek jak Kinga Dunin, a transportuja
    > > obraz kobiety zainteresowanej kosmetykami i fatalaszkami
    > > oraz facetow majsterkowiczow. Odpowiednio tez dobieraja
    > > sobie "ekspertow". Szkoda, naprawde szkoda, ale taka jest
    > > cena popularnosci.
    >
    > Zgadzam sie z Wami obojgiem. Milska-Wrzosinska niby terapeutka
    z tytulami, a
    > pisze jak z magla. I nienawidzi kobiet, i gardzi nimi, co
    pokazuje w kazdym
    > swoim tekscie, i to za kazdym razem coraz bardziej.
    > Wzywam do bojkotu Milskiej- Wrzosinskiej jako terapeutki: nie
    chodzcie do niej,
    >
    > kobiety, bo dlaczego mialybyscie placic wlasnymi pieniedzmi za
    te lekcje
    > pogardy, niecheci i sredniowiecznego bredzenia, ze wszystkie
    jestescie same
    > sobie winne?
    > Byloby niezle, gdyby terapeutycznymi osiagnieciami Milskiej-
    Wrzosinskiej
    > zainteresowaly sie wladze Polskiego Towarzystwa
    Psychologicznego, albo innego
    > stowarzyszenia terapeutow: jezeli prowadzi terapie tak, jak
    pisze - a dlaczego
    > mialoby byc inaczej - to moze niech sie zajmie czym innym, w
    czym nie bedzie
    > tak ranic i dolowac ludzi?


    Zdecydowanie nie wiesz co mówisz "chłopczyku". Przeżyj jeszcze z
    10 lat a potem odezwij się raz jeszcze.

    Rafał
  • Gość: Scooby IP: 62.108.174.* 06.08.03, 21:10
    Gość portalu: magda.gdansk napisał(a):

    > Gość portalu: Mateusz napisał(a):
    >
    > > Hej Annie, podobal mi sie twoj komentarz. Niestety pani
    > > Milska-Wrzosinska odkad pamietam wypisuje te bzdury w
    > > Obcasach. Chyba sie ma za "obronczynie tradycyjnego
    > > porzadku" i konwencjonalnych sposobow postrzegania
    > > relacji damsko-meskich. Swoja droga szkoda calego
    > > magazynu, bo stacza sie od dluzszego czasu. Zapowiadal
    > > sie na ambitniejsze pismo dla kobiet i co rozumniejszych
    > > mezczyzn, a dotarl na poziom Pani Domu. Przykro mi to
    > > stwierdzic, ale "Wysokie obcasy" jak tylko moga odcinaja
    > > sie od, wedlug obiegowej opinii, niekonwencjonalnych
    > > sadow takich autorek jak Kinga Dunin, a transportuja
    > > obraz kobiety zainteresowanej kosmetykami i fatalaszkami
    > > oraz facetow majsterkowiczow. Odpowiednio tez dobieraja
    > > sobie "ekspertow". Szkoda, naprawde szkoda, ale taka jest
    > > cena popularnosci.
    >
    > Zgadzam sie z Wami obojgiem. Milska-Wrzosinska niby
    terapeutka z tytulami, a
    > pisze jak z magla. I nienawidzi kobiet, i gardzi nimi, co
    pokazuje w kazdym
    > swoim tekscie, i to za kazdym razem coraz bardziej.
    > Wzywam do bojkotu Milskiej- Wrzosinskiej jako terapeutki: nie
    chodzcie do niej,
    >
    > kobiety, bo dlaczego mialybyscie placic wlasnymi pieniedzmi
    za te lekcje
    > pogardy, niecheci i sredniowiecznego bredzenia, ze wszystkie
    jestescie same
    > sobie winne?
    > Byloby niezle, gdyby terapeutycznymi osiagnieciami Milskiej-
    Wrzosinskiej
    > zainteresowaly sie wladze Polskiego Towarzystwa
    Psychologicznego, albo innego
    > stowarzyszenia terapeutow: jezeli prowadzi terapie tak, jak
    pisze - a dlaczego
    > mialoby byc inaczej - to moze niech sie zajmie czym innym, w
    czym nie bedzie
    > tak ranic i dolowac ludzi?

    Ale Wy narzekacie... moze jednak spojrzycie na to z innej
    strony a nie tylko swojej, czysto jednostronnej. Nie sadze aby
    artykuł ten był napisany jak dla "Pani Domu", raczej nie ten
    poziom... a i chyba nie te progi, czasami trzeba na pewne
    sprawy spojrzec takze krytycznie.Pa.Pozdrawiam.
  • Gość: say stop IP: *.loegler.com.pl 03.01.03, 14:30
    psychologów trzeba żałować, a nie krytykować. no bo niech pani
    sama pomyśli - człowiek próbujący ogarnąć rozumem własną istotę
    jest tak samo absurdalny jak wąż zjadający swój ogon. dlatego
    żadnego takiego tekstu nie warto brać w 100% poważnie. pożytek
    jednak, wbrew pozorom, może z tego być: może parę egoistek się
    opamięta...
  • Gość: baba IP: *.208.165.66.Dial1.Washington2.Level3.net 03.01.03, 21:30
    Zgadzan sie z Annie. Artykul udaje obiektywna analize malzenstwa
    partnerskiego, a w rzeczywistosci maluje obraz chorego zwiazku
    zdominowanego przez niedojrzala emocjonalnie i seksualnie
    partnerke-idiotke. To nie jet rzeczywisty obraz nowoczesnego
    malzenstwa! Taka ilustracja to tylko woda na mlyn
    roznorakich "tradycjonalistow" i obraza dla osiagniec kobiet i
    mezczyzn ktorzy maja jednak wiecej wrazliwosci i rozumu niz
    karykatury pani psycholog.
  • Gość: kobieta IP: *.lomianki.sdi.tpnet.pl 04.01.03, 11:15
    A pani Annie, jak widać z posta, potrafi sama: ugotować, posprzątać, prowadzić
    negocjacje, sama się zaspokoić, logicznie stworzyć wywód, obalając cudze
    argumenty, pojechać po kolorowych czasopismach (ts akurat jest feministyczne
    aż się rzygać chce), nie być matkującą cierpiętnicą, mieć przyjaciela geja ze
    sklonowanym synkiem oraz stworzyć partnerski związek, haha. A może by pani
    przeczytała, co mężczyźni sądzą na ten temat? Znam wiele kobiet, które
    zachowują się dokładnie tak, jak te wymienione w artykule. O, przepraszam-
    większość z nich ma takie wymagania (nie wyjdę za niego, bo zarabia mniej ode
    mnie i nie umie jeździć na nartach), że nie chcą żadnego faceta, bo żaden nie
    jest dla nich wystarczająco dobry. I to ma być równość? Czy Pani w ogóle do
    czegokolwiek potrzebny jest facet, skoro wszystko potrafi Pani tak świetnie
    zrobić sama?
    Nie wydaje mi się. Równouprawnienie ma dwie strony. Jedna, to traktowanie z
    szacunkiem kobiety jako kobiety, a nie jako kobiety robiącej to samo, co
    meżczyzna. Druga, to traktowanie mężczyzny jako mężczyzny, i szanowanie go,
    chociaż, do cięzkiej cholery, jest różny od nas. W równouprawnieniu chodzi o
    to, że ma być równo a nie, że kobieta ma dostać zadośćuczynienie za wszystkie
    te lata, kiedy była zależna od mężczyzny. Nie chodzi o zemstę. A może chodzi,
    tylko ja czegoś nie zrozumiałam? Może mężczyzna powinien robić wszystko, co
    każe mu kobieta, bo przez tyle lat jej nie pozwalał? To mi pachnie rewolucją
    francuską i dyktaturą. Ja za to podziękuję.
  • Gość: mi IP: w3cache.fordon.INTELINK.pl:* 05.01.03, 17:28
    No wyjelas mi to z ust! dokladnie to samo chcialam napisać!!!!
    pozdrawiam
  • winniepooh 05.01.03, 22:43
    Gość portalu: annie napisał(a):

    > no coz... moge tylko pogratulowac kolejny raz pani
    > Wrzosinskiej 'wnikliwej analizy'... no rece opadaja...
    > Bardzo ciekawi mnie jaka grupa spoleczna znalazla sie pod lupa
    > tym razem. I gdzie rezyduje, bo chyba zaszelescilo dosc mocno
    > papierowymi stronami magazynow. Mam nieodparte wrazenie, ze od
    > psychologa nalezy wymagac czegos wiecej niz tylko wnioskow
    > wyciagnietych na podstawie lektury kolorowych pism dla pan. Czas
    > porzucic TS i Elle!!! Zycie jest gdzie indziej!
    > A jesli to jednak ambitny projekt? I przedstawiony nam wyklad
    > poparty zostal obserwacja? Smierc psychologii chcialoby się
    > obwiescic – bo jak wiadomo to nauka empiryczna i moze wymagac
    > wysciubienia nosa poza wlasne zycie badz tez wyobrazenia o zyciu
    > bądź tez wyobrazenia o zyciu wyobrazone w filmach :)
    > Przykro patrzec, jak podpierajac sie naukowym autorytetem, ktos
    > przejezdza walcem po ukladzie partnerskim. Zastanawia mnie co
    > jest motorem. Zazdrosc, ze nie było się dosc bystrym, by się
    > przytomnie umoscic? Zal, ze jednak trening z dziecinstwa jest
    > tak silnie wdrukowany? Jakiekolwiek motywy to nie sa, tworzy
    > autorka rownie pochyla, zaburza rownowage. Wraca, czy tego chce
    > czy nie, do sredniowiecznej wizji KOBIETY WINNEJ CALEMU ZLU. I
    > już. Po co wdawac się w szczegoly....
    > Bo jakaz mamy alternatywe, jesli my kobiety nie zacznieciemy
    > dmuchac i chuchac na naszych biednych nie radzacych sobie z
    > zyciem chlopcow coz nas czeka za pare lat?????!!!!! Jacy oni
    > biedni i ucisnieni, nawet kobieta musi w ich obronie stawac.
    > Dlaczego nie można przyjac dojrzalosci obu stron budujacych
    > zwiazek? ‘Chyba nigdy nie miałyśmy takiej szansy stworzenia
    > korzystnego dla kobiet modelu relacji męsko-damskich jak teraz.
    > I tę właśnie szansę krok po kroku marnujemy.’ Dlaczego my
    > kobiety – a nie MY, LUDZIE? Wlasnie matkujaca wiecznie
    > cierpietnica nie jest atrakcyjna partnerka! Tego Pani już nie
    > dostrzega? Ale na szczescie LIGA RZDZI< LIGA RADZI< LIGA NIGDY
    > CIE NIE ZDRADZI!!!!! Seksmisje w Swieta znowu puscili? Czy to
    > może prezent pod choinke?
    > Nie dziwi mnie taki poglad, skoro przewija sie przez caly teks,
    > scisly podzial na to co meskie i niemeskie (rzec by się chcialo
    > NIEMESKOOSOBOWE :)) – chyba jednak trening w Pani przypadku
    > zadzialal az za dobrze. Zmywaniu, praniu czy zmianie pieluch
    > oddaje się Pani z piesnia na ustach, dobrze, tylko czemu
    > negocjacje to zbyt trudna sztuka, nie mowiac o naprawie opony?
    > A to już czystej wody demagogia, ktorej komentowac mi się nie
    > chce: ‘Żądamy, by nasz nowoczesny partner rozumiał, że bliskość
    > fizyczna może być wyrazem nie tylko pragnień seksualnych, ale i
    > czułości, natomiast same nie zamierzamy uznać, że konstrukcja
    > typowego mężczyzny uniemożliwia wytrzymanie dwóch tygodni czysto
    > platonicznych przytulanek’ –. Proszę pokazac mi zdrowa na ciele
    > i umysle kobiete, ktorej wystarczaja ‘przytulanki’.... A
    > przepraszam! jednak zdaje sobie Pani z tego sprawe bo już akapit
    > nizej : ‘Oczekujemy, że - zgodnie z zaleceniami tygodników
    > kobiecych - nasz partner zapewni nam po kilka orgazmów na
    > życzenie, znajdzie punkt G i wszystkie inne punkty’. Chcialoby
    > się rzec typowy BRAK LOGIKI. Mowilam na poczatku, za duzo TS...
    > Powinni dolaczyc instrukcje obslugi z wyraznie wytluszczona
    > informacja, ze nie należy czytac zbyt często i zbyt brac do
    > serca zamieszczanych w nim porad.
    > I kwiatek na koniec:
    > ‘Za kilka pokoleń nasze następczynie będą się mogły rozkoszować
    > towarzystwem damskich bokserów oraz mężczyzn homoseksualnych z
    > wyboru rozmnażających się przez klonowanie’.
    > I co tak najbardziej boli? Ze strachu przed dorosloscia mezczyzn
    > otwiera się patriarchalna szufladka z wcisnietym homofobem... a
    > i jeszcze to nieszczesne klonowanie - rzeczywiscie!! Zgroza!!!
    > Apokalipsa blisko... ludzie obudzcie się.... A jednak
    > Machulski...
    > Nie pozostaje mi nic innego: Albercik wychodzimy!

    dobra jesteś
  • Gość: Uta IP: *.arch.pw.edu.pl 09.01.03, 15:58
    Ten artykuł powinien zaczekac na numer primaaprilisowy Wysokich Obcasów
    Albo do jakiejś męskiej gazety,bo np. mój mężczyzna od kilku dni przeżywa,
    jakie tam mądre rzeczy były napisane!
  • Gość: maly IP: *.rasserver.net 31.01.03, 00:06
    "A to już czystej wody demagogia, ktorej komentowac mi się nie chce:"
    i
    "Proszę pokazac mi zdrowa na ciele i umysle kobiete, ktorej
    wystarczaja ‘przytulanki’.... "

    Mylisz sie kobito. Pisze to tylko dla twojej informacji i ew. dobra.
    Moja obecna pani ma wlasnie te rzadko spotykana ceche przedkladania przytulanek
    ponad normalne ostre rzniecie. Poniewaz zas mialem te mozliwosc i szczescie
    zakosztowania owocow milosci z innymi fajnymi paniami wiec z cala pewnoscia
    moge stwierdzic, ze kobity rozne sa - (jak ludzie) - i autorka tekstu ma
    niezwylke duzo racji w tym co pisze.
    Skoro zas Sz.Pani przeszkadzaja pewne male niedociagniecia:
    Cytuje:
    "typowy BRAK LOGIKI"

    to nie jest to automatycznie powod do skreslenia pogladow innej osoby.
    Ja sie z tym pogladem zgadzam. Ale oczywiscie sa odstepstwa. Ja to juz dobrze
    wiem. Z autopsji. I wlasnie po niezbyt udanym zwiazku zostaje zwykle
    wspomnienie a kobieta samotna nie jest zadnym "zjawiskiem".
    Istotne jest to, ze mezczyzni potrafia byc niezwykle uczuciowi ale na dluzsza
    mete meczyc sie nie beda. Ja nie zamierzam. I dlatego wlasnie klocimy sie
    niemal codziennie. Porozgladaj sie kobito dookola siebie i poobserwuj a potem
    zastanow sie skad sie bierze wiekszosc problemow w malzenstwach. Ok?

    I zapewniam - nie jest to problem "niezdrowych na ciele i na umysle"!

    Po wielu latach doswiadczen i kilku dlugich zwiazkach uwazam, ze kobity maja
    wrecz niesamowite mozliwosci do samooszukiwania sie i tworzenia jakis
    rzeczywistosci, ktore istnieja jedynie w ich imaginacji.

    Ale nic nie trwa wiecznie. Na szczescie.
    Pozdrawiam.
  • zlotyrybek 03.01.03, 13:37
    W 100 % zadzam się z autorką artykułu : nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
    Małżeństwo jest dla obu stron sposobem na życie. Trzeba sie wspierać i to nie
    tylko wtedy, gdy nam wygodnie. Mąż ma dobrze wyglądać, przynosić furę kasy, i
    jeszcze dbać o dom, odrabiać lekcje z dziećmi, i przytulić i pogłaskać i
    jeszcze punkt G.
    Jestem żoną i sprawia mi przyjemność dbanie o mojego męża i nasze dzieci.
    Kocham go i jestem w stanie zrobić wiele, by nasze małżeństwo było szczęśliwe.
    Nie zmienia to faktu, że "na wszelki wypadek" pracuję zawodowo. NIe mogę
    zakładać, że całe życie mój mąż będzie mnie utrzymywał. Nie wiem co przyniesie
    los. Póki co spędziłam 3 noce w kuchni przygotowując Wigilię i nie uważam, że
    jest to zajęcie niegodne współczesnej kobiety.
    Jeśli ja jestem zajęta - on zajmuje się dziećmi. Jeśli on wyjeżdża - ja się
    nimi zajmuję. Był czas, że żyliśmy z mojej pensji (choć kosztowało go to wiele
    zdrowia) teraz on zarabia 4 razy więcej ode mnie (czyli żyjemy za jego
    pieniądze).
    Pewnego dnia postanowiłam wyremontować kuchnię (ok. 20.000 pln) a mój mąż
    zapragnął kupić kino domowe. Dylemat ? Jakoś niewyremontowana kuchnia nie
    spędza mi snu z powiek... Małżeństwo to kompromis. Ale kompromis to nie
    hasło : "Kali ukraść krowę- dobrze, Kalemu ukraść krowę - źle". Czyli : "ja
    decyduję , że chcę mieć dziecko, ale Ty masz je utrzymać, mężu"

    Pozdrawiam wszystkie feministki i nie tylko
  • Gość: Emka IP: proxy / 217.153.27.* 03.01.03, 13:54
    Czyli jesteś dokładnym zaprzeczeniem modelu kobiety opisanego w
    artykule Pani Wrzosińskiej, więc w czym się zgadzasz z nią w
    100%?
  • Gość: eszte IP: *.zgora.dialog.net.pl 04.01.03, 01:02
    Zgadza się z nią, bo ma takie samo zdanie o modelu kobiety z
    artykułu. Proste. A to, że jest zaprzeczeniem tego modelu
    jeszcze bardziej ją uwiarygadnia.

    K
    R
  • Gość: Mateusz IP: *.euv-frankfurt-o.de 03.01.03, 13:54
    Mysle, ze nie w tym problem. jak chcesz, zlota rybko, to mozesz
    tak sadzic i spelniac taka role w domu - ja to szanuje, bo to
    twoj wybor. Problem zhas jest taki, ze w Polsce nie ma
    alternatywy dla takiego ukladu, bo ludzie, w tym tacy "eksperci"
    jak p. Milska, jako alternatywe dla systemu patriachlnego
    prezentuja tylko "rozszalale rzady feministek". Bzdura! Mozna
    inaczej ksztaltowac stosunki miedzy plciami, jesli jest do tego
    wola. Zreszta sam fakt, ze masz potrzebe sie z tego tlumaczyc,
    swiadczy o tym, ze cos w postrzeganiu roli kobiet w
    spoleczenstwie jest nie tak. Jesli jest to "naturalne", to
    dlaczego gospodyni domowa jest obiektem podsmiechujek dla
    "facetow"? Nie chodzi o to, by kazdej kobiecie narzucic role
    samodzielnej kobiety sukcesu, ale o to, by w ogole zmienic
    podejscie do kobiet. Wiecej szacunku dla kobiet, jakiekolwiek
    role by nie spelnialy, wszystkim wyjdzie na dobre.
  • Gość: Argos2 IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 04.01.03, 09:12
    Jestes mądrą kobietą a takich już chyba niewiele .Wiele lat temu
    doszedłem do wniosków takich jak autorka artykułu ,większość
    współczesnych kobiet chce 2 w 1, czyli mieć przywileje i
    mężczyzn i kobiet a obowiązków żadnej płci .Zaraz pewnie
    rozlegnie się krzyk ,że jestem tępym konserwatystą wcale
    nie/ciasta na święta piekę ja-ile dzisiejszych pań umie zrobić
    ciasto drożdżowe -niewiele/ i nie tylko z "babskich" rzecz robię
    ciasta. Kobiety przetały być kobietami i potem dziwią się ,że
    nie są traktowane jak kobiety ,że nie pociągają mężczyzn do
    stałego związku ,co to za frajda być ni to z "obojnakiem" ni to
    z osobnikiem bezpłciowym , bo nie można być i tym i tamtym .Tak
    samo ubolewały nad tym nieżyjące już od dawna moja babcia i
    matka ,że coś niedobrego stało się z kobietami. Inna sprawa ,że
    i mężczyźni są coraz mniej męscy i wcale nie chodzi tu o
    pomganie np. w kuchni , męskość to charakter .Czy te trendy się
    odwrócą -chyba tak , bo ludzie tęsknią do dobrych związków a
    tacy homo-niewiadomo ich nie stworzą/oczywiście nie chodzi tu o
    orientację seksualną tylko o charakter i osobowość /
    Serdecznie pozdrawiam
    P.S. Ciekaw jestem odpowiedzi-zapraszam
    argos2@gazeta.pl
  • atropos 16.08.03, 14:02
    Oczywiscie kino domowe jest nieskończenie wazniejsze od remontu kuchni...
  • Gość: Emka IP: proxy / 217.153.27.* 03.01.03, 13:49
    Ten artykuł to jakaś prowokacja.
    Znam wielu mężczyzn, dla których związek z kobietą jest jedną z
    bardziej istotnych wartości w życiu i to nie tylko dlatego, że
    ma bzykanko na wyciągnięcie ręki :-))))
    Znam wielu wspaniałych mężczyzn, którzy są świetnymi ojcami.
    Znam takich, którzy wespół ze swoimi partnerkami tworzą naprawdę
    niezłe drużyny, w których obydwu stronom żyje się przyjemniej i
    łatwiej.

  • Gość: ja IP: *.okym.enjoy.ne.jp 03.01.03, 14:08
    To jesze raz ja.Przedmowczyni zaznaczyla,ze zna wiele
    wspanialych malzenstw.Ja osobiscie takich znam
    malo,ale "wygladajacych na szczesliwych" znam troche.Tak
    naprawde w kazym zwiazku sa roznice zdan,klotnie,kompromisy.Ale
    milosc ludzi laczy.
    Osobiscie nie znosze kobiecej uleglosci.A niestety znam wiele
    pan,ktore deklarujac bojowosc okazywaly sie totalnie
    podporzadkowane mezczyznie.Zaznaczam,ze nie jestem
    feministka.Jestem wysoce tolerancyjna.Ale nie pozwole,zeby
    parter nie byl rownie tolerancyjny wobec mnie.Jesli on ma prawo
    cos robic,to ja mam je w rownym stopniu.I mysle,ze tutaj
    nalezalo by doszukiwac rownouprawnienia,a nie w tym ktore z nas
    pozmywa.
  • Gość: Mateusz IP: *.euv-frankfurt-o.de 03.01.03, 14:20
    Hej, i o to chodzi! A tak swoja droga, to nie wiem skad sie w
    polskich dyskusjach wzial ten motyw zaznaczania z gory, ze sie
    nie jest feministka? Przeciez to nie zadna obelga! Ja jestem
    "feminista", a dla homofobow: jestem hetero.
  • Gość: baba IP: *.208.165.66.Dial1.Washington2.Level3.net 03.01.03, 21:38
    Mateusz, dzieki za uwage o uzyciu okreslenia "feministka." Mnie
    tez ta konwencja odrzekania sie na forum zawsze dziwila. Hej,
    feministki to tez ludzie, a takze czesto szczesliwe, kochajace i
    oddane zony (jak nizej podpisana).
    Baba
  • mpaulk 05.01.03, 12:41
    Gość portalu: Mateusz napisał(a):

    > nie wiem skad sie w
    > polskich dyskusjach wzial ten motyw zaznaczania z gory,
    ze sie
    > nie jest feministka? Przeciez to nie zadna obelga!
    alez wlasnie w dyskursie publicznym (polskim) okreslenie
    kogos mianem feninist(k)i/ -y jest olbrzymia obelga,
    podobnie jak miano "pedala" lub "zyda".
    to chyba kwestia jakosci naszego zycia publicznego i
    zdolnosci argumentacji.
    inka
    (feministka)
  • Gość: buddaja IP: 217.153.79.* 08.01.03, 01:29
    Bardzo miło Pana czytać. Wyrazy szacunku :) Jest Pan jednym z
    nielicznych mężczyzn wypowiadających się o feminizmie,
    wiedzących o czym mówią. Pozdrawiam
  • Gość: sx IP: *.skarzysko.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 14:39
    to wszystko jest co najmniej smutne
  • Gość: Emka IP: proxy / 217.153.27.* 03.01.03, 15:11
    Znam wielu wspaniałych mężczyzn:) i małżeństw też.
    Wspaniałych nie znaczy ZAWSZE idealnych.
  • Gość: sphinx IP: *.pik.gliwice.pl 03.02.03, 18:19
    Ten artukuł to nie jest prowokacja. Przecież autorka nie napisała, że dotyczy
    to wszystkich kobiet. Wierzę, że jest wiele kobiet, do którch artykuł ten nie
    jest adresowany. Niestety znam wiele takich kobiet, które idealnie pasują do
    przedstawionego wizerunku współczesnej kobiety i to mnie martwi. Trudno także
    oceniać małżeństwa po tym jak się prezentują na zewnątrz - nie znam takich
    małżeństw które by się afiszowały ze swoimi problemami rodzinnymi. Mam
    znajomych, którzy byli dla nie wzorem małżeństwa - niestety jak poznałem
    wnętrze tego związku, przestałem tak uważać.
    Nie neguję zatem tego artykułu i uważam, że zawiera wiele prawdy. Trzeba sobie
    jednak zdać sprawę, że nie jest adresowany do wszystkich kobiet, a jedynie do
    pewnej ich grupy.
  • Gość: kika IP: 194.181.33.* 03.01.03, 14:22
    jeśli małżeństwo ma być dla kobiety interesem, z którego
    najwięcej wyciągnie to może rzeczywiście nie każdy będzie się
    rwał do tego żeby jakaś niewiasta ze wszystkego go wyślizgała
    ale...jeśli facet kocha i zależy mu na związku, a jeszcze do
    tego widzi, że jest szansa na partnerstwo to myślę, że nie
    bedzie uciekał gdzie pieprz rośnie.
  • Gość: juju IP: *.acn.pl 03.01.03, 14:35
    Niestety. Czysta prawda.
    Usmialam sie, ale rzeczywiscie - tego wlasnie oczekuje :)
  • Gość: dodo IP: 216.191.157.* 03.01.03, 14:45
    wszystko zalezy, co sie bada i jak sie otrzymane wyniki interpretuje.
    co jakis czas kanadyjskie statystyki podaja np. informacje na temat dlugosci
    zycia i okazuje sie, ze mezczyzni zonaci zyja srednio o 7 lat dluzej niz
    samotni tudziez ogolnie sa zdrowsi. biorac to kryterium pod uwage - mezczyzna
    potrzebuje malzenstwa dla wlasnego zdrowia :-)
    obysmy tylko wszyscy zdrowi byli w nowym roku!
  • Gość: Mietek IP: *.epo.ericsson.se / 159.107.89.* 03.01.03, 15:16
    naturalnie że żyje dłużej, ale co to za życie...czysta wegetacja...
    ci którzy pozostali wolni...umarli wcześniej ale bardziej szczęśliwi, bez tego
    ciągłego gderania o tym jacy to mężczyźni są paskudni, a kobiety takie dzielne
    i wspaniałe....
    NIE ŻEŃCIE SIĘ !!!!!!!!!!!!!
  • Gość: szczęśliwa mężatka IP: *.interia.pl 03.01.03, 17:30
    Ja tez się zgadzam. To sprzeczne oczekiwania powoduja flustracje
    niezaspokojonych 30-stek, które szukają księcia z bajki, macho i miłego
    domowego chłopca w jednym. Nie potrafia pójść na kompromis pielegnując swoje
    ego, rozpaczliwie szukając tzw. miłości, czyli wymarzonego, wymyslinego ideału,
    który nie istnieje. Facet nie może byc jednoczesnie macho i zmywac garnków,
    jeśli umie byc elastyczny, hołduje partnerskiemu związkowi, zaraz przypną mu
    etykietkę pantoflarza.
  • las_vegas 04.01.03, 09:35
    Szczesliwa mezatko jak facet jest macho to nie zmywa garow. Rowniez swojej
    kobiecie na to nie pozwala od tego sa inni. Slyszalas moze o pomocy domowej ?
  • winniepooh 05.01.03, 22:52
    Gość portalu: szczęśliwa mężatka napisał(a):

    >rozpaczliwie szukając tzw. miłości, czyli wymarzonego, wymyslinego ideału,
    >
    > który nie istnieje.

    okreslenie "tzw. miłość" zwala z nóg
  • Gość: Gość IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 20:45
    Gość portalu: szczęśliwa mężatka napisał(a):

    > Ja tez się zgadzam. To sprzeczne oczekiwania powoduja
    flustracje
    > niezaspokojonych 30-stek, które szukają księcia z bajki, macho
    i miłego
    > domowego chłopca w jednym. Nie potrafia pójść na kompromis
    pielegnując swoje
    > ego, rozpaczliwie szukając tzw. miłości, czyli wymarzonego,
    wymyslinego ideału,
    >
    > który nie istnieje. Facet nie może byc jednoczesnie macho i
    zmywac garnków,
    > jeśli umie byc elastyczny, hołduje partnerskiemu związkowi,
    zaraz przypną mu
    > etykietkę pantoflarza.

    No! chociaż jedna kobieta czuje bluesa! Niestety, nie tylko 30-
    stki :-( Dlaczego pań rozumiejących ten problem jest tak mało?
  • Gość: facet IP: *.citicorp.com 03.01.03, 15:29
    Smiesza mnie opinie wiekszosci, jak sadze - kobiet, ktore
    doszukuja sie wzorca obecnego malzenstwa w zamieszczonym
    artykule. Niedorzeczne jest sadzenie, ze wymienione zachowania
    dotycza wszystkie pary. Zreszta co by nie napisac, zawsze
    znajdzie sie krytyka. Mi artykul bardzo sie spodobal. Wniosek
    jaki wyciagnalem to: Znajdz taka ta druga "polowke" abyscie
    razem starali sie i wnosili cos dobrego do zwiazku, nie
    wykorzystujac przy tym partnera w swoj egoistyczny sposob.
    Mysle, ze taka interpretacja jest znaczenie "zdrowsza" niz
    pomszczenie i obrazanie. Milego dnia.
  • Gość: Gosiak IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.01.03, 16:20
    Mój, niestety, nie.
  • donjuan 03.01.03, 17:32
    Artykul wywolal lawine opinii zarowno skrajnie
    krytycznych jak i pochwalnych . I jest to zrozumiale ,
    jako ze kazdy z czytelnikow ma osobiste doswiadczenia
    zyciowe i na ich podstawie ksztaltuje swoje opinie ,
    czesto przedwczesnie uogolniajac swoje stanowisko.
    Autorka niewatpliwie skorzystala z danych statystycznych
    tyczacych liczby zawieranych malzenstw i ich trwalosci
    w spoleczenstwach krajow rozwinietych i nie nalezy
    zatem spierac sie o fakty . A co do postawionej diagnozy
    , to na podstawie wlasnych historii malzenskich ( a
    mialem jak dotad 3 zony i naleze do grupy wlasnie tych
    "milych chlopcow " !) calkowicie zgadzam sie z autorka
    artykulu . A ze nie zawsze stosunki w malzenstwie musza
    byc takie jak zostaly w artykule opisane stwierdzam
    rowniez na wlasnym przykladzie , gdyz pomimo niepowodzen
    ciagle probowalem i chyba ostatnio mi sie udalo . Ale czy
    wszystkich stac na taka wytrwalosc , zwlaszcza gdy ida za
    nia koszty materialne np. w postaci utraty mieszkania i
    zaczynania dorabiania sie od poczatku ? Wielu tych
    wlasnie "milych chlopcow " woli wiec nie ryzykowac . I
    nie musze daleko szukac : wlasnie moj syn widzac
    niepowodzenia swojego taty woli sie nie zenic .
  • Gość: Michał IP: 4.2.* / *.torun.mm.pl 03.01.03, 17:26
    Rewelacyjny artykuł trafiający w sedno relacji męsko-damskich.
    Zwłaszcza dotyczących tzw. miłych chłopców wychowanych zgodnie z
    ideą partnerstwa w związku. Ja sam za takiego dżentelmena mogę
    się uważać i widzę, że na dłuższą metą nie opłaca mi się to.
    Dlaczego? Otóż moja dziewczyna np. za nim zacząłem pracować
    zarzucała mi brak stałej pracy, teraz prace mam i też źle, bo
    nie zawsze znajduje czas dla Nas. Tak więc kobietą nigdy nie
    dogodzisz i jeśli jesteś facetem spokojnym, cierpliwym,
    tolerancyjnym (jak ja) to musisz wysłuchiwać stale narzekań. A
    przecież ile można. Potrzebny byłby tu mężczyzna prowadzący dom
    twardą ręką - ale czy o to chodzi w partnerstwie małżeńskim?!
    Tak więc kobiety odrzycają mężczyzn, którzy traktują je po
    partnersku; oburzają się zaś na myśl o brutalnym mężczyźnie.
  • Gość: jwl IP: *.stalowa-wol.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 12:19
    Chopie, kobietę trzeba trzymać krótko, a krótko to nie znaczy długo....
    reszta w piosence. Baba marudna musi czuć bez przerwy bat nad sobą, bo
    inaczej nigdy nie doceni dobrego człowieka obok siebie.
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 03.01.03, 17:56
    Eee... Jeden potrzebuje, drugi nie... Wot i cała filozofia!
    I podobnie ma się rzecz z kobietami. Jedna potrzebuje, inna nie...
    Jak trafia swój na swego to zyja dlugo( choć niekoniecznie razem po grobowa
    deskę) i szczęśliwie. Amen.
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 18:41
    Wiekszosc komentarzy dowodzi kolejny raz , iż brakuje nam dystansu do samych
    siebie. Że wszystko musi być dla nas czarne lub biale. Że jeśli cos nie
    dotyczy nas, to znaczy ze jest bzdurą.
    Dlaczego tak gnębicie psychologów, psychologie? Czy gdzies w tekscie były
    podane wyniki procentowe, powoływanie się na jakies badania? Jest to po prostu
    obserwacja autorki dotyczaca zycia. Jest ona terapeutka, wiec zapewne wiele
    cytatow może pochodzic z jej rozmow z pacjentami. Ludzie- wiecej luzu i..
    dokładnego czytania!
    Dziewczyny Pisza,ze autorka obraza kobiety,ze nie ma takich bab. A ja znam
    wypisz-wymaluj opisywane przypadki! Wiecznie narzekające i probujacee
    dostosowac do siebie partnera. Oraz mężczyzn unikających małżeństwa jak ognia.
    (A są to- niestety- najatrakcyjiesze partie… )
    Miałam tez okazje rozmawiac z wieloma żonatymi facetami, mieszkac z parami i
    inaczej spojrzałam na kobiety. Chca mieć wszystko!!! Mezaa w domu, gromadke
    dzieci , pieniazki…

    I nie twierdze- jestem wrecz daleka od tego- ze faceci SA bez winny. Jestem po
    prostu zagorzala ANTYFEMINISTKĄ. Chce powrotu starych , romantycznych czasow,
    gdy mezczyzna staral się o kobiete. Nie jesteśmy tacy sami. Polecam „płeć
    mózgu” i „mężczyzni z Marsa…..”.

    JA czytałam tekst 3 razy- jest przykry, bo pokazuje rzeczywistość….
    rzeczywistość stad glosy krytyki – „uderz w stol, a nozycee się odezwa”
  • Gość: unknown10 IP: *.travelers.com 03.01.03, 20:00
    chcialabym zadac pytanie:czy kobieta potrzebuje malzenstwa?
    Moim zdaniem dla wielu kobiet jest to malo intratny bizness,
    jesli tak mozna nazwac malzenstwo. Wlasnie z powodu
    konwencjonalnych zapatrywan na role zony/meza w tymze.
    A swoja droga chcialabym przeczytac pare definicji ukladow
    partnerskich a szczegolnie mezowskich oczekiwan od ich
    partnerek/zon.

    Co to znaczy zona/partnerka?
    Co to znaczy maz/partner?

    pozdrawia was unknown watpiacy w sens malzenstwa w ogole
  • Gość: Wireless IP: *.chello.pl 03.01.03, 21:30
    Hmmm...malzenstwo jest chyba wyrazem pewnej uczciwosci wobec
    drugiej osoby, ktora sie kocha.. Potwierdzeniem tego ze nasz
    zwiazek nie jest chwilowym widzimisie, a z drugiej strony pewnym
    wyborem zyciowym - kamieniem milowym od ktorego nasze zycie
    biegnie juz ciut innym torem, kiedy priorytety nie sa
    tylko 'ja', ale juz 'my'...I chyba jest tez wyrazem odwagi :-)
    To nie jest "kraina wiecznej szczesliwosci", ale ciezka praca -
    dla obu stron. Jest tez inwestycja na przyszlosc. Hmmm...jest
    to bardzo, bardzo skomplikowane - ale mimo wszytko niektorym sie
    udaje ;-) Moze tym ktorzy potrafia wyzbyc sie egoizmu?...
    Ciekawe byloby wiec pytanie - dla tych ktorym sie udalo - jak do
    tego doszli? Czy to kwestia wrodzona (charakter) czy to kwestia
    ciezkiej pracy?... A czego nauczyli sie Ci, ktorym nie udalo
    sie utrzymac zwiazku? Na co beda zwracac uwage przy nastepnej
    probie?

    Pozdrawiam.
  • procesor 03.01.03, 20:47
    Gość portalu: JO napisał(a):
    > I nie twierdze- jestem wrecz daleka od tego- ze faceci SA bez winny. Jestem
    poprostu zagorzala ANTYFEMINISTKĄ. Chce powrotu starych , romantycznych czasow,
    > gdy mezczyzna staral się o kobiete. Nie jesteśmy tacy sami. Polecam „płeć
    > mózgu” i „mężczyzni z Marsa…..”.
    > JA czytałam tekst 3 razy- jest przykry, bo pokazuje rzeczywistość….
    > rzeczywistość stad glosy krytyki – „uderz w stol, a nozycee się ode
    > zwa”

    Wiesz Jo co irytuje (większość chyba?) w tym artykule?
    Że opisuje to tak jakby wszystkie kobiety takie były.
    I ty tez wypowiadasz sie jakbys uważała że wszystkei kobiety (czyli i ty?)
    takie sa.

    JA NIE JESTEM. Kropka.
    Mam różne wady. A co do wycieczek pod adresem tej konkretnej pani psycholog -
    weź pod uwage że mogły się wypowiedzieć te osoby które czytaja od dawna
    wypowiedzi tej pani.. I wiedza co ona w ogóle wypisuje! :)

    JO?
    Ty naprawde chcesz tamtych czasów gdy nie miałabys prawa głosu? możliwości
    kształcenia się? NIE posiadania na własnosć czegoś poza rzeczami osobistymi
    (czyli np.domu, ziemi, samochodu - bo to albo ojca, albo męża?)? Może jeszcze
    tego by nazywano cię "narzędziem diabła"?
    Stare dobre czasy nie były takie słodkie. :)
    Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma.
    Kobiet o które walczyli rycerze, zabiegali panowie było byc może mniej niz tych
    które sprzedawano mężowi za odpowiednia cenę, które tyrały w harakterze
    darmowej siły roboczej razem z dziecmi..

    I żeby nie było wątpliwości - nie jestem feministką. Ani antyfeministką.
    Straram sie być myślącym człowiekiem. Mądra kobietą.

    NO.
  • Gość: prosty chłop IP: *.dialup.medianet.pl 03.01.03, 23:01
    No.!!!
    Nikt nie kwestionuje praw kobiet w tym artykule. Chodzi tylko o
    to, że od pewnego czasu Kobiety przyznają mężczyznom tyle samo
    obowiązków ile chcą mieć praw. Chodzi o to, że wymagają
    zrozumienia Kobiecych potrzeb nie uwzględniając potrzeb swoich
    partnerów. Kobieta ma prawo decydować o poczęciu lub nie
    dziecka, mężczyzna nie ma prawa wyrazić swojej opinii. Gdzie tu
    partnerstwo???
    Feministki walczą o równouprawnienie - podkreślam RÓWNO!!!- nie
    są wrogami mężczyzn. Niestety Kobiety, które o feminizmie mają
    niewielką wiedzę zniechęcają mężczyzn do rozmowy w ogóle. Bo jak
    dyskutować z osobą, której ostatnim argumentem jest "bo tak!!!"
    A może choć odrobina refleksji?? Inaczej Twoja i Tobie podobnym
    postawa - działa tylko przeciwko Tobie, a tracą wszyscy, Ty i ja.
  • procesor 03.01.03, 23:14
    Gość portalu: prosty chłop napisał(a):
    > No.!!!
    > Nikt nie kwestionuje praw kobiet w tym artykule. Chodzi tylko o
    > to, że od pewnego czasu Kobiety przyznają mężczyznom tyle samo
    > obowiązków ile chcą mieć praw. Chodzi o to, że wymagają
    > zrozumienia Kobiecych potrzeb nie uwzględniając potrzeb swoich
    > partnerów. Kobieta ma prawo decydować o poczęciu lub nie
    > dziecka, mężczyzna nie ma prawa wyrazić swojej opinii. Gdzie tu
    > partnerstwo???
    > Feministki walczą o równouprawnienie - podkreślam RÓWNO!!!- nie
    > są wrogami mężczyzn. Niestety Kobiety, które o feminizmie mają
    > niewielką wiedzę zniechęcają mężczyzn do rozmowy w ogóle. Bo jak
    > dyskutować z osobą, której ostatnim argumentem jest "bo tak!!!"
    > A może choć odrobina refleksji?? Inaczej Twoja i Tobie podobnym
    > postawa - działa tylko przeciwko Tobie, a tracą wszyscy, Ty i ja.

    Nie kwestionuje praw, zgadza sie.
    Ale rysuje karykature kobiety!
    Naprawde nie jest tak że wiekszość kobiet ma takie podejście. Moż edenerwuje
    mnie to bo dla mnie jest oczywiste wspólne konto z mężem. To ze jeśli
    podjęlismy decyzję o tym że ja jestem z dzieckiem w domu a on na nas zarabia
    (decyzja wspólna i przemyślana!) to nie wymagam zeby on po 12 albo i 14
    godzinach pracy robił pranie albo zmywał. Dla mnie jest oczywisty sprawiedliwy
    podział obowiązków co niekoniecznie znaczy po równo. Ciekawe jak to wyliczyć?
    Ale to nie oznacza sielanki - bo czy każdy facet rozumie ze kobieta w domu z
    dzieckiem jest non-stop w pracy? I nie każdy mąż to doceni, nie każdy zreszta
    wymaga tego od kobiety.
    Chyba pies pogrzebany w szacunku wzajemnym. Dla potrzeb obydwojga.
    Ale to jak autorka przedstawiła model związków to nie jest JEDYNY powszechny
    model. A tak by z tego wynikało.
    Czarno-biało sie jej pisało.
    Nieprawdziwie.
    Nawet daltoniści widza odcienie szarości. A nie tylko biel i czerń. :)
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 14:20
    Alez to Ty nie widzisz szarosci!!!!
    Gdzie jest napisane "Wszyscy mezczyzni sa tacy, i WsZYSTKIE kobiety takie"????
    To przykład , jeden z powodow,iz mezczyzni zwlekaja z malzenstwem.
    Naprawde uwazasz, iz faceci pala sie do założenia rodziny? Że tyle zyskuja?
    Jesli nie jestes kobieta opisana w artykule to super! Jesli pewnych rzeczy po
    prosru u siebie nie dostrzegasz- to gorzej. A jesli nie widzisz zmian w
    spoleczenstwie- to fatalnie!
  • Gość: Aga IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 04.01.03, 16:19
    Baaaardzo ładnie i mądrze to napisałaś. Jesteś przede wszystkim mądrym
    człowiekiem i mądrą kobietą.
  • Gość: Aga IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 04.01.03, 16:12
    Gość portalu: JO napisał(a):

    > Wiekszosc komentarzy dowodzi kolejny raz , iż brakuje nam dystansu do samych
    > siebie. Że wszystko musi być dla nas czarne lub biale. Że jeśli cos nie
    > dotyczy nas, to znaczy ze jest bzdurą.
    > Dlaczego tak gnębicie psychologów, psychologie? Czy gdzies w tekscie były
    > podane wyniki procentowe, powoływanie się na jakies badania? Jest to po
    prostu
    > obserwacja autorki dotyczaca zycia. Jest ona terapeutka, wiec zapewne wiele
    > cytatow może pochodzic z jej rozmow z pacjentami. Ludzie- wiecej luzu i..
    > dokładnego czytania!
    > Dziewczyny Pisza,ze autorka obraza kobiety,ze nie ma takich bab. A ja znam
    > wypisz-wymaluj opisywane przypadki! Wiecznie narzekające i probujacee
    > dostosowac do siebie partnera. Oraz mężczyzn unikających małżeństwa jak
    ognia.
    > (A są to- niestety- najatrakcyjiesze partie… )
    > Miałam tez okazje rozmawiac z wieloma żonatymi facetami, mieszkac z parami i
    > inaczej spojrzałam na kobiety. Chca mieć wszystko!!! Mezaa w domu, gromadke
    > dzieci , pieniazki…
    >
    > I nie twierdze- jestem wrecz daleka od tego- ze faceci SA bez winny. Jestem
    po
    > prostu zagorzala ANTYFEMINISTKĄ. Chce powrotu starych , romantycznych czasow,
    > gdy mezczyzna staral się o kobiete. Nie jesteśmy tacy sami. Polecam „płeć
    >
    > mózgu” i „mężczyzni z Marsa…..”.
    >
    > JA czytałam tekst 3 razy- jest przykry, bo pokazuje rzeczywistość….
    > rzeczywistość stad glosy krytyki – „uderz w stol, a nozycee się ode
    > zwa”





    Nie zgadzam się!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Jestem kobietą wychowaną przez ojca, który zawsze, powtarzam zawsze, doceniał
    mnie najpierw jako człowieka, później jako kobietę. Właśnie rozpadł się mój 7 -
    letni związek, ale nie dlatego, że gderałam mojemu lubemu nad głową bo
    przynosił za mało pieniędzy, bo mnie nie zadowalał w łóżku itp. itd. Odeszłam
    ja, bo jak można być z człowiekiem niedojrzałym? Trzeba DOJRZEĆ do związku!!!
    Umieć uczyć się na błędach nie tylko swoich ale i cudzych, zauważyć różnice w
    pojmowaniu świata przez każdą z płci.
  • Gość: X IP: *.luzyckie.sdi.tpnet.pl 05.01.03, 03:23
    Dziecko, a nie widziałaś tej jego niedojrzałości przed ślubem?. Dlaczego
    dopiero po ślubie otwierają się oczy. Widocznie też byłaś niedojrzała.
    Dojrzałaś wczesniej , już po slubie. Może on za chwilę też by dorósł. Czasem
    trzeba cierpliwości, a tej obecnie wszystkim młodym brakuje w związkach. Jest
    żle, to się rozchodzą. A popracować nad związkiem nie łaska! Nic samo nie
    przychodzi. Aby małżeństwo mogło poprawnie się rozwijać trzeba pracy.
  • Gość: bez zludzen IP: *.215.153.214.Dial1.Washington1.Level3.net 06.01.03, 21:19
    Gość portalu: JO napisał(a):

    > Jestem po
    > prostu zagorzala ANTYFEMINISTKĄ. Chce powrotu starych , romantycznych czasow,
    > gdy mezczyzna staral się o kobiete. Nie jesteśmy tacy sami. Polecam „płeć
    >
    > mózgu” i „mężczyzni z Marsa…..”.

    Jo, chcialabym sie mylic, ale niestety takie "stare romantyczne czasy" to tylko
    piekny mit. Malzenstwa przed wiekiem osiemnastym/dziewietnastym byly zwykle
    zawierane ze wzgledow finansowych, a ojciec/brat/wujek dysponujacy reka mlodej
    kobiety nie musial wcale brac pod uwage jej opinii w kwestii przyszlego
    malzonka. Malzenstwo z milosci jest wynalazkiem ostatnich paru wiekow, a i ono
    nie wygladalo zbyt rozowo gdy zona byla calkowicie uzalezniona (finansowo i nie
    tylko) od meza. Jesli okazal sie dobry, to miala szczescie, ale jesli nie - to
    tragedia i niemoznosc ucieczki. Nie mowiac juz o ogolnie panujacym przyzwoleniu
    na seksualne "przygody" mezczyzny, oraz o powszechnym braku szacunku do kobiet
    ktore ze wzgledu na daleko gorsze wyksztalcenie i brak doswiadczen w swiecie
    poza domem rzeczywiscie czesto byly dosc ograniczone (i zadne kurtuazyjne
    dzentelmenskie gesty tego glebokiego braku powazania nie mogly wynagrodzic!)
    Nie wiem czy to taka wizja jest szczegolnie "dobra" albo "romantyczna". Ja juz
    wole zwiazek dwojga niezaleznych i rownych sobie partnerow!
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 22:59
    Nie mysle az o tak starych czasach... A poza tym chodzi mi przede wszystkim o
    rewolucje obyczajawa. Nie rozum,iem, dlaczego dla kobiety juz jest
    ponizajace,ze jest zdobywana?
  • Gość: bez zludzen IP: *.90.31.49.Dial1.Washington1.Level3.net 08.01.03, 16:17
    Gość portalu: JO napisał(a):

    > Nie mysle az o tak starych czasach... A poza tym chodzi mi przede wszystkim o
    > rewolucje obyczajawa. Nie rozum,iem, dlaczego dla kobiety juz jest
    > ponizajace,ze jest zdobywana?

    Niektorzy lubia zdobywac, inni byc zdobywani - niezaleznie od plci. W dawnych
    czasch niesmiali mezczyzni cierpieli pod presja "wykazania sie" duchem
    zdobywcy, a odwazne kobiety musialy sztucznie udawac slodkie owieczki zeby nie
    odstraszyc kandydata, bo takie byly ogolnie przyjete reguly gry. Teraz reguly
    sie rozluznily, i kazdy moze robic co chce. W ogolnym rozrachunku to chyba
    lepiej? Na pewno jest jeszcze wielu mezczyzn-zdobywcow i kobiet ktore chca byc
    zdobywane. Nie uwazam ze to ponizajace! Niech kazdy robi to, co mu daje
    satysfakcje. A Paniom o tradycyjnych pragnieniach zycze tabunow kandydatow an
    zdobywcow!
  • Gość: piotr IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.01.03, 22:04
    Kazdej babie brakuje wyłącznika na plecach-gdy za dużo brzęczy i
    wszczepionej zaraz po urodzeniu elektrody do zdalnego
    sterowania. Może wtedy mozna byłoby nad tymi istotami panować.
    WREDNE ZAZDROSNE I WIECZNIE IM MAŁO
  • Gość: monik IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 21:20
    ... w czyim imieniu pisze ta Pani? Jeśli tylko swoim i swoich
    przyjaciółek to wszystko w porządku i przy okazji szczere
    współczucia. Jeśli zaś uważa się za przedstawicielkę ogółu
    kobiet... to bardzo się myli. Zastanawiam się też po co to robi?
  • Gość: Małgorzata N IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 18:19
    Popieram Cię, Monik
  • pawel_z_melb 03.01.03, 23:05
    Jeden z najlepszych artykulow od dawna...
    (bo moge sie zidentyfikowac :)))

    oczywiscie - jestem przekonany - nalezy to traktowac troche jako
    prowokacje intelektualna:
    * nie wszystkie malzenswa to opisuje: (np. wielu top-psychologow
    jest jednoczesnie buddystami i maja bardzo tradycyjne poglady na
    malzenstow)
    * mezczyzni nie sa idealami tez (zapytajcie tylko mojej zony! :))


    ale... co w tym NAPRAWDE jest...

    dobre...

    Zosiu,

    gratuluje i pozdrawiam



    Zos
  • Gość: ryba IP: *.blueyonder.co.uk 03.01.03, 23:09
    Malzenstwo to nie teatr, tylko cyrk. Tam wszystko znajdziesz, i nie wazne czy
    dobrze wytresujesz, ktoregos dnia i tak ci leb odgryzie, albo spadniesz z
    liny, a moze wolisz dziki smiech, ktory nic nie znaczy?

    Wszyscy, no, prawie wszyscy moi znajomi sa po rozwodzie albo w czasie rozwodu.
    Pamietam te wspaniale zakochane pary a teraz widze dzikie zwierzeta skaczace
    sobie do oczu. "Nie dam jej kasy i tak juz dostala wiecej niz jej sie nalezy"
    albo "Po co znowu przylazles, to nie jest twoj dzien zeby zobaczyc dziecko" -
    takie teksty slysze na porzadku dziennym.
    Zostalem jednym z niewielu w kregu naszych znajomych, ktory jest w zwiazku
    malzenskim i coraz czesciej slysze pytanie "czy u was naprawde jest wszystko
    dobrze"? No coz, sam powoli zaczynam sie zastanawiac...





  • Gość: anna IP: *.cpe.quickclic.net 04.01.03, 03:22
    Wedlug mnie ,stary model ze mezczyzna jest glowa rodziny jest najlepszy i
    sprawdzony.Wstadzie moze byc tylko jeden przywudzca. I dajmy im tak myslec. A
    kobieta jak jest inteligentna to po dobroci i swoim sprytem moze wskurac o
    wiele wiecej niz stawianiem warunkow.Malzenstwo polega na kompromisie.W
    dzisiejszych czasach moge powiedziec ze bardziej kobieta potrzebuje
    rodziny,stabilizacji.A feministki przemadrzale istoty swoimi
    wymaganiami,doprowadzily do tego ze mezczyzni boja sie trwalych zwiazkow.Wola
    isc do baru z kolegami,a po ''drodze''zaliczyc sobie numerek z jedna z
    chetnych. A tych nie brakuje.Ale kobieta pragnie trwalego zwiazku,i nalega na
    malzenstwo.Kobiecie bije zegar biologiczny.Co do urodzenia dzieci.W skutek
    czego w obawie ze zostanie sama zaczyna zachowywac sie coraz agresywniej,aby
    zdobyc tego jedynego.I znowu kolo sie zamyka.Mezczyzni boja sie agresywnych
    kobiet.Im sie marzy slaba kobietka ktora mogliby chronic i opiekowac sie nia.
  • eva07 04.01.03, 03:59
    Artykuł nie był w swoim zamierzeniu wykładem tego jakie są kobiety i to
    WSZYSTKIE - tak naprawdę. Artykuł był szyderstwem z pewnego modnego i
    lansowanego przez wiele pism kobiecych modelu. Jest to model, który byc może w
    odwecie za wieki opresji, nie uczy rozumienia mężczyzn. Model w wielu pnktach
    szalenie roszczeniowy. I nie ma co się czepiac szczegółów podanego przykładu,
    rozmyslnie przeciez przerysowanego, bo nie w nich tu rzecz. Chodzi raczej o to,
    że spora cześć kultury masowej próbuje wychodowac takie swietne super -
    kobiety, które teraz beda wymagac od facetów, a jak oni sie nie sprawdzą to -
    precz. I wtedy dawaj opowiadać o mięczakach, o tych słabych facetach,którzy
    sie boja kobiet, o tym że dziś prawdziwym mężczyzną jest tylko baba (nie
    słyszałyście takich rozmów i nie rowadziłyście z przyjaciółkami drogie panie?
    Bo ja tak...).
    Model, który wysmiewa Wrzosińska, powstał z powszechnego (a często także
    opartego na faktach) przekonania o cierpiętnictwie kobiety w małżeństwie (on
    nic nie rozumie...). Jest jakby odwrotna strona lustra. A co do lustra to
    poczytajcie tutejsze forum...
    Dziwi mnie tylko, że forumowicze tak mało wykazuja samokrytycyzmu i (wybaczcie)
    umiejętnosci rozumiejącego czytania, a tak wiele "ducha bojowego" - ona (ta
    Wrzosińska) nas obraża!!! Nie pozwala nam cierpieć, być poświęcającymi się,
    mądrymi, zapracowanymi na dwóch etatach, ofiarami mezów egoistów, którzy nawet
    zarobic dobrze nie potrafia, siedza na kanapie pred telewizorem, nie rozumieją
    wyższych aspiracji a zdradzaja, jak tylko się nadarzy okazja...(Dla pewności
    wyjasniam - to tez kpina).POzdrawiam wszystkich z poczucie humoru i pewna dawka
    autokrytycyzmu - jest równie cenny jak platyna i brylanty. E.
  • mary_ann 04.01.03, 23:04
    Dokładnie tak, jak Eva 07 odebrałam ten artykuł. Nie w kategoriach napaści na
    nas, kobiety, tylko raczej jak wezwanie do (być może miejscami bolesnej)
    autorefleksji, rozrachunku z samą sobą, rachunku sumienia. Artykuł napisany z
    pełną świadomością, że wywoła burzę (taki przysłowiowy kij w mrowisko), choć
    może lepiej powiedzieć – zdrowy ferment. Ja też jak Eva07 odebrałam
    przedstawiany obraz jako zamierzenie przejaskrawiony, ale to częsty zabieg
    polemiczny, sama nierzadko go stosuję, bo pozwala on uwydatnić to, o co nam
    chodzi. I dlatego nie ma się co obrażać, Drogie Panie, o ten np. obrazek
    rozhisteryzowanej dziewczynki, bo nie chodziło tu autorce, jak sądzę, o to,
    jakie kobiety są, ale raczej o to, jakie kobiety BYWAJĄ (a nie bywają?)))). I
    nie obrażajmy się, że WSZYSTKIE KOBIETY (Panowie ceniący sobie małżeństwo –
    też nie obrażajcie się!!), bo przecież tu chodzi o zamierzone uogólnienie, o
    prawidłowość statystyczną, która nie musi się – na szczęście w tym wypadku –
    odnosić do każdego konkretnego egzemplarza (te uwagę kieruję do tych z Was,
    które pospieszyły zapewnić, że ONE TAKIE NIE SĄ.). Uogólnienia, krzywdzące dla
    konkretnych jednostek, są konieczne, bez nich nie sposób byłoby przedstawić
    hipotezy dotyczącej w ogóle jakiejkolwiek tendencji. A chyba o przedstawienie
    pewnej społecznej tendencji właśnie autorce chodziło.. Uogólnienia mają
    kiepską prasę, cóż, kiedy bez nich we wnioskowaniu często ani rusz)))


    Wiem, że tym artykule może złościć. Że przedstawia wyłącznie jedną stronę
    zagadnienia. Ale chwila zastanowienia każe powiedzieć – to dobre prawo
    autorki. Czy kiedy pisze o (w skrócie) wadach kobiet, musi obligatoryjnie
    zaraz dla wątpliwej symetrii, rozpisywać się o wadach mężczyzn? (Swoją drogą
    nie zdziwię się wcale, jeśli za jakiś czas ukaże się „symetryczny” artykuł
    pt. „Czy kobieta potrzebuje małżeństwa?”).

    Bo w gruncie rzeczy chyba chodzi o to, ze wszyscy, mężczyźni i kobiety,
    wchodzimy w małżeństwo z nierealnymi oczekiwaniami. Zarówno mężczyźni, jak i
    kobiety chcielibyśmy połączyć to, czego połączyć nie sposób, „zjeść ciastko i
    mieć ciastko”. Więc facet ma być czuły, wrażliwy i rozumiejący, a jednocześnie
    niech będzie twardy i przebija się za nas przez życie, przynosi do jaskini
    mamuta w postaci kasy (i niekoniecznie na kosmetyki za 700 zł, jak u Pani
    Milskiej-Wrzosińskiej, ale np. na dobrą szkołę dla dziecka), a przecież udział
    w firmowym wyścigu szczurów wymaga wykształcenia w sobie pewnej twardości...
    a jakby już będzie czuły i rozumiejący, to zaczniemy nim pogardzać, no, bo jak
    się oprzeć (wiem, są takie, co nie muszą się opierać))) na rozmemłanym ,
    płaczliwym chłopcu? Czy naprawdę nigdy nie uczestniczyłyście – czynnie lub
    biernie - w kobiecych dyskusjach, naznaczonych taka właśnie pełną wewnętrznych
    sprzeczności roszczeniowością?? Kłopot w tym, że pewne cechy z definicji
    niejako się wykluczają.. Pogodzenie sprzeczności możliwe jest tylko do pewnej
    granicy, nie zawsze, jak się okazuje, satysfakcjonującej dla obu stron.

    Oczywiście nie jest tak, że i mężczyźni nie marzą skrycie o tym, by mieć
    wszystko w jednym: mamy być zatem piękne (ale bez poświęcania temu czasu i
    nakładów finansowych), intelektualistki, czytające Jaspersa i Wittgensteina,
    ale jednocześnie nie mające nic przeciwko spędzaniu czasu na prasowaniu koszul
    i pieczeniu ciast, i to z uśmiechem na ustach, bo jak nie, to zaserwuje się
    nam zarzut cierpiętnictwa), wyemancypowane pracownice z aspiracjami
    zawodowymi, ale chętnie zostające z dziećmi w domu. Jak trzeba, to skromne,
    powściągliwe i nieśmiałe, w mgnieniu oka zdolne za to przeobrazić się w
    ekscytujaco wyuzdane kochanki....itd., itd.

    To pokłosie lektury kolorowych czasopism, przedstawiających utopijne wzorce,
    niewiedzy o różnicach w psychologicznym funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn
    (wiem, że wrzucam wszystkich do jednego worka) oraz naiwnej wiary, że „Miłość
    wszystko zwycięży”. Dojrzałość polega chyba na odróżnieniu tego, co możliwe,
    od tego, co niemożliwe (albo po prostu niesłychanie rzadkie))))

    Zgadzam się z autorką co do główne tezy, że - racjonalnie rzecz biorąc (Ale
    UWAGA! CZŁOWIEK NIE SKŁADA SIĘ Z SAMEGO ROZUMU))) mężczyźni mają mniej powodów
    do entuzjazmowania się instytucja małżeństwa. Kobiety – statystycznie – są
    niewątpliwie nim bardziej zainteresowane, jako te, które więcej inwestują i
    ryzykują (wybacz, Operator, tę szczyptę socjobiologii).

    I żeby było jasne – choć się z główna tezą autorki zgadzam, nie znaczy to, ze
    budzi ona we mnie entuzjazm, wprost przeciwnie, piszę te słowa z goryczą, bom
    zatwardziała konserwatystka)))))))) wielce do instytucji małżeństwa
    przywiązana. Ale obrażanie się na fakty prowadzi na manowce.
  • procesor 05.01.03, 00:51
    mary_ann napisała:
    > Dokładnie tak, jak Eva 07 odebrałam ten artykuł. Nie w kategoriach napaści na
    > nas, kobiety, tylko raczej jak wezwanie do (być może miejscami bolesnej)
    > autorefleksji, rozrachunku z samą sobą, rachunku sumienia. Artykuł napisany
    z pełną świadomością, że wywoła burzę (taki przysłowiowy kij w mrowisko),
    choć może lepiej powiedzieć – zdrowy ferment.

    ***********
    Jestes aUtorka tego artykułu? Skąd wiesz ze to było zamierzone?? :))
    Proponuje w jednym artykule omawiać obydwie strony zagadnienia.


    > też nie obrażajcie się!!), bo przecież tu chodzi o zamierzone uogólnienie, o
    > prawidłowość statystyczną, która nie musi się (...) odnosić do każdego
    konkretnego egzemplarza (...). Uogólnienia, krzywdzące dla
    > konkretnych jednostek, są konieczne, bez nich nie sposób byłoby przedstawić
    > hipotezy dotyczącej w ogóle jakiejkolwiek tendencji.

    ************
    Nie jestem pewna czy autorka oparła się na jakichkolwiek danych statystycznych -
    czy w ogóle były takie badania robione.
    Wyglada to raczej na oparte na świecie kolorowych pism i seriali telewizyjnych.

    > (Swoją drogą
    > nie zdziwię się wcale, jeśli za jakiś czas ukaże się „symetryczny”
    > artykuł pt. „Czy kobieta potrzebuje małżeństwa?”).

    ************
    A ja sie zdziwię znajac tę autorke. :)) No chyba że autorka będzie inna
    osoba. :))

    > To pokłosie lektury kolorowych czasopism, przedstawiających utopijne wzorce,
    > niewiedzy o różnicach w psychologicznym funkcjonowaniu kobiet i mężczyzn
    > (wiem, że wrzucam wszystkich do jednego worka) oraz naiwnej wiary, że „Mi
    > łość wszystko zwycięży”. Dojrzałość polega chyba na odróżnieniu tego, co
    możliwe, od tego, co niemożliwe (albo po prostu niesłychanie rzadkie))))

    *************
    Od psychologa oczekuje sie pewnego poziomu bezstronności czy mi się tylko
    wydaje?? A jak sama piszesz wygladą to na pokłosie lektury kolorowych
    czasopism. Czy ktoś o zdrowych zmysłąch uważa że świat jest taki jak
    telenowelach lub kolorowych magazynach??

    > Zgadzam się z autorką co do główne tezy, że - racjonalnie rzecz biorąc (Ale
    > UWAGA! CZŁOWIEK NIE SKŁADA SIĘ Z SAMEGO ROZUMU))) mężczyźni mają mniej
    powodów do entuzjazmowania się instytucja małżeństwa. Kobiety – statystycznie
    są niewątpliwie nim bardziej zainteresowane, jako te, które więcej inwestują i
    > ryzykują (wybacz, Operator, tę szczyptę socjobiologii).

    Zdziwiłam sie bardzo. Instytucja małżeństwa nie zostałą wymyślona przez
    kobiety. Wedle mojej wiedzy upatruje sie źródłą w pragnieniu mężczyzny by mieć
    pewność że to JEGO potomstwo kobieta urodzi. Cóż, dzis NIC mu tej pewności nie
    da (po fakcie badania genetyczne :)).
    Wygląda na to ze póki faceci ciagnęli z tego korzyści - byli ZA MAŁŻEŃSTWEM.
    Gdy role sie zamieniły - i to kobiety wola (???) ciągnąć z tego korzyści to
    faceci wycofuja się z takich formalnych rozwiazań.
    A - i czy my tu mówimy o tendencjach tylko polskich czy światowych, to tak na
    marginesie?

    Skąd sie wzięło koło mnie tylu normalnych ludzi ?
  • mary_ann 05.01.03, 18:46
    procesor napisała:

    > ***********> Jestes aUtorka tego artykułu? Skąd wiesz ze to było
    zamierzone?? :))
    Ř Proponuje w jednym artykule omawiać obydwie strony zagadnienia.


    Nie, nie jestem jego autorką. Mam jednak prawo domyślać się (domyślać, a nie
    być pewną)intencji autorki na podstawie pewnych przesłanek (wewnątrz- i
    zewnątrztekstowych).
    Wymóg, by przedstawiając jedno stanowisko zawsze przedstawiać wszystkie inne
    poglądy na tę kwestię, prowadziłby do absurdu. Nawet rozprawa naukowa nie
    zawsze tego bezwzględnie wymaga, a co dopiero zwykły artykuł prasowy.


    > Od psychologa oczekuje sie pewnego poziomu bezstronności czy mi się tylko
    > wydaje?? A jak sama piszesz wygladą to na pokłosie lektury kolorowych
    > czasopism. Czy ktoś o zdrowych zmysłąch uważa że świat jest taki jak
    > telenowelach lub kolorowych magazynach??
    >
    Ř >
    Ř
    Zmiłuj się!!! Ja napisałam, że OPISYWANY PRZEZE STOSUNEK DO MAŁŻEŃSTWA (a nie
    artykuł p. Milskiej-W) jest pokłosiem w/w lektur. Pani M-W też tylko
    ZREFEROWAŁA pewien pogląd, a to nie oznacza przecież obligatoryjnie
    utożsamiania się z nim (co więcej, z artykułu wynika rzecz dokładnie
    przeciwna, tzn zdystansowanie się p. M-W od takiej wizji, to chyba oczywiste).
    Nijak się to wszystko nie ma do kwestii jej obiektywizmu , bądź jego braku.


    Czy ktoś o zdrowych zmysłąch uważa że świat jest taki jak
    > telenowelach lub kolorowych magazynach??

    Nie (albo lepiej - raczej nie))) Ale śmiem twierdzić, że wiele kobiet,
    bombardowanych nieustannie obrazkami osób godzacych świetnie i bezproblemowo
    wszystko ze wszystkim, ulega głębokiej frustracji. Te informacje zapadaja im
    głeboko w podswiadomośc i powodują nieustanne porównywanie się z
    wyidealizowanymi wzorcami, które sa raczej wyjatkiem od reguły niż reguła.


    >
    Zdziwiłam sie bardzo. Instytucja małżeństwa nie zostałą wymyślona przez
    > kobiety. Wedle mojej wiedzy upatruje sie źródłą w pragnieniu mężczyzny by
    mieć
    > pewność że to JEGO potomstwo kobieta urodzi. Cóż, dzis NIC mu tej pewności
    nie
    Ř da (po fakcie badania genetyczne :)).



    Wedle mojej wiedzy jest to raczej ewolucyjnie wypracowany kompromis między
    sprzecznymi w zasadzie strategiami rozrodczymi kobiet i mężczyzn.


  • Gość: loorien IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 01:00
    mary_ann napisała:

    > Dokładnie tak, jak Eva 07 odebrałam ten artykuł. Nie w kategoriach napaści na
    > nas, kobiety, tylko raczej jak wezwanie do (być może miejscami bolesnej)
    > autorefleksji, rozrachunku z samą sobą, rachunku sumienia. Artykuł napisany
    z
    > pełną świadomością, że wywoła burzę

    Popieram w pełni, ludzie są tylko ludźmi, małżeństwo powinno być oparte na
    miłości, dojrzałości, i akceptacji partnera. Szczytne idee feministyczne mające
    w założeniu walkę z dyskryminacją kobiet, sa dla większości szarej masej kobiet
    nie zrozumiałe - one jak w czasie rewolucji chcą wszystkiego co było im
    dotyczczas niedostępne, chcą zemsty a nie walczą o zdrowe układy damsko-męskie
  • agniecha3 06.01.03, 12:20
    jak to milo, ze ktos jednak odebral ten artykul podobnie do mnie :) bo tak
    czytalam te komentarze, czytalam, i zastanawialam sie, gdzie M-W napisala te
    rzeczy, o ktore co niektorzy sie niemal poobrazali.

    Artykul jest mocno przejaskrawiony, ale nad wyraz celny :)

    pozdr
  • Gość: Xena IP: *.acn.waw.pl 09.01.03, 12:53
    Podpisuję się pod zdaniem obu Pań. Ja też odczytałam tekst p. Milskiej jako w
    dużej mierze ironiczny, świadomie przerysowany, z gatunku, powiedzmy, "social
    fiction" - opisujący nie rzeczywistość istniejącą, ale raczej, co by było,
    gdyby zaimplemetować rzeczywistość postulowaną przez kobiece magazyny.

    Najwięcej polemik wzbudzily fragmenty o damsko-męskich relacjach seksualnych -
    wytknięto p. Mislkiej niekonsekwencje - z jednej strony pisze o platonicznym
    przytulaniu, z drugiej - o orgazmach i punkcie G, a wszystko to jeszcze okrasza
    stwierdzeniem o konstrukcji typowego mężczyzny, który nie jest w stanie
    wytrzymać dwóch tygodni bez bzykania.

    Tyle, że to nie brak logiki u p. Milskiej - to brak logiki magazynów kobiecych,
    które poddają kobiety nieustannemu praniu mózgów. Raz piszą: "żądaj od swego
    mężczyzny, by zaspokajał Cie łózku", drugi raz "nie jesteś maszynką seksulaną,
    mów otwarcie <<nie>>", ale jednocześnie doradzają "bądź demonem seksu, dbaj o
    różnorodność, zaskocz swojego mężczyznę - powitaj go przyodziana wyłącznie w
    kusy fartuszek, gdy zmęczony wróci z pracy; bądź dla Niego nieustannie
    atrakcyjna (w domyśle -seksualnie), to nie będzie rozglądał się za młodszymi; i
    pamiętaj, że ma wieksze potrzeby seksualne". Oczywiście, dyrektywie "dbaj o
    swoją atracyjność" towarzyszy uspokajająca uwaga: "masz prawo gorzej wyglądać,
    poczochrana jesteś dla Niego tak samo powabna".
    Itd., itp.

    Tak, artykuł Milskiej jest od początku do końca stekiem bzdur - tyle, że nie są
    to bzdury jej autorstwa, lecz wyłuskane z kobiecej prasy, podane na jednym
    talerzu i podlane stosownie ironicznym sosem. Budzą sprzeciw, prawda? Dostało
    się jednak Milskiej, choć nie ona jest twórczynią tej koslawej mitologii..

    Pozdr.
  • Gość: delfin IP: *.ds14.agh.edu.pl 29.01.03, 16:00

    A wiec istnieja jeszcze te wspaniale i myslace kobiety;)

  • Gość: bayon IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 02:13
    Oj,Evo,nosisz takie same imie jak moja zona,ale niestety na tym
    podobienstwa sie koncza.
    Gratuluje bezwzględnie najlepszego komentarza.
  • amalfi 06.01.03, 20:26
    Zgadzam się w 100% z EVA07. O to chodziło autorce artykułu.

    amalfi
  • Gość: Martini IP: proxyserv1:* / 194.175.90.* 07.01.03, 14:30
    Też tak myslę.

    Mam tego świetny przykład biurko dalej. Paradokslanie uważam, ze
    postawa przedsawiona w tym artykule jest swego rodzaju błędem i
    wypaczeniem ideii feminizmu. Tzn wiele Pań z lubością zachowuje
    wszelkiego rodzaju przywileje jakie były i są (na szczęście) ich
    udziałem w znienawidzonym świecie sprzed emancypacji XX.
    Jednocześnie z lubością biorą wszelkie przywileje / bonusy jakie
    płyną z ideoologii feministycznej zapominając, ze feminizm to
    tez obowiazki, Równouprawnienie znaczy tyle samo przywilejów, co
    obowiazków.

    Tak zdarza sie np. u mnie w pracy. Kiedy przychodzi do podziałów
    cukierków to wszyscy tak samo i po równo, w końcu jest
    równouprawnienie, ale kiedy trzeba posprzątać papierki to
    słychać, ze my jesteśmy kobiety i dobre wychwanie nakazuje.....

    To jest wg mnie cała kwintesencja tego tekstu...
  • Gość: Renka IP: *.home.cgocable.net 04.01.03, 04:42
    Ten artykul to czysta retoryka, bo mezczyzni sa rozni tak, jak i kobiety sa
    rozne.
    Uogolnianie tlumaczone rzekomo zmianami kulturowymi jest tak samo niedorzeczne
    jak stwierdzenie, ze "jest coraz gorzej panie, pewnie wojna bedzie".
    Mnie sie wydaje, ze mezczyzna potrzebuje milosci i ciepla jak kazdy z nas, bez
    wyjatkow, ale jezeli nie potrzebuje rodziny, to po co mu malzenstwo ?
    Rodzina ma prawa i obowiazki, dlatego istnieje malzenstwo, zeby je jasno
    okreslic.
    Jedni lubia byc zorganizowani, inni wola chaos, o ktorym mysla, ze to
    wolnosc :)
  • Gość: Malgorzata N IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 18:26
    Podoba mi się Twoja opinia, mądra bardzo.
    M.
  • Gość: jeff IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.03, 01:53
    Tak Anno masz 100% rację i myslę ze z takim podejsciem tak naprawdę to w swoim
    malzenstwie wiele osiagniesz.
  • Gość: Realista IP: *.nsw.bigpond.net.au 04.01.03, 09:20
    Na pewno nie potrzebuje instytucji malzenskiej, ktora jest po to zeby go
    ograbic z milosci i pieniedzy, ze szczegolnym uwzglednieniem tych ostatnich.
  • las_vegas 04.01.03, 09:30
    Mezczyznie instytucja malzenstwa jest zbedna. Jemu jest potrzebna kochana
    kobieta i tylko dla niej poswieca swoja wolnosc zeniac sie z nia.
  • get2dog 04.01.03, 11:03
    a po co?
    samochód, dom - tak.

    ale małżeństwo? z kim? - może jeszcze z kobietą?

    skoro kobiety tak lubią się hajtać to niech się hajtają między sobą

    kiss
  • Gość: lun IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.03, 11:15
    Wspaniały artykuł! Ile spraw staje jak żywe przed
    oczami.Małżeństwo to układ dla mężczyzny do niczego! I jestem
    przekonany,że kiedyś ten model się zmieni.Tyle tylko,że zyjemy
    w jaikis kulturowych uwarunkowaniach od ktorych jestesmy
    psychicznie uzaleznieni.Ale czas uleczy ten chory model.
  • Gość: weronika IP: *.kopernik.gliwice.pl 04.01.03, 11:26
    myslę że ci mężczyźni którzy w taki a nie inny sposób wypowiadaja się na temat małżeństwa lepiej jesli
    sie hajtac nie będą i nie będą unieszczesliwiac kobiet i ich wspólnych dzieci.
  • yrka 04.01.03, 12:08
    do wszystkich antyfeministów mam pytanie:skąd się wzięły powiedzenia "baba do
    garów",kura domowa,eetam babskie gadanie,To właśnie pogardliwe traktowanie
    kobiety doprowadziło do tego ,ze są feministki
    zobaczcie jak w innych krajach kobieta jest traktowana
    najlepsze jest partnerstwo.
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 18:10
    "zobaczcie jak w innych krajach kobieta jest traktowana
    najlepsze jest partnerstwo.”

    Mówisz o innych krajach- bylas gdzies poza swoim miastem??? ???????
    Pomijając już:
    - kraje muzułmańskie
    - Azjatyckie
    gdzie wiadomo jak jest, wezmy np.
    - Grecje- spędziłam tam kilka miesięcy miesięcy nie moglam uwierzyc w stosunek
    do kobiet! Turystki SA traktowane ok., bo może uda się je przelecieć, a poza
    tym można chociaż popatrzeć. Ale zony…. Facet oficjalnie puszczas ie na prawo
    i lewo a ona siedzi w domu. W wieku 50 lat kobiety nosza pieluchy, bo seks
    analny staje się w pewnym momencie metoda antykoncepcyjna. SZOK! Nawet Polacy
    mieszkający tam po kilka lat chamieja i zaczynaja traktowac baby przedmiotowo.
    Poza tym SA wzie (nieturystyczne) gdzie nie można zobaczyc na ulicy czy w
    pubie zazdnej kobiety!!! Maja zakaz wychodzenia z pubów. Wiem to wszystko od
    mieszkających kilka lat tam znajomych. znajomych sama tez troche widziałam i
    słyszałam.

    Wiec nie powołuj się tak bardzo na te inne kraje. Bo naprawde nie wiesz o czym
    mowisz…….
  • Gość: JO IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 18:10
    Przeczytajcie głupie baby wypowiedzi facetow na tym forum!!!! Oni zgadzaja się
    z autorka- o nich jest ten artykul, wiec chyba najlepiej wiedza co czuja ,
    prawda???
    Ale tak długo, jak kobiety będą ślepo gadac swoje, nic się nie zmieni. A może
    zamiast się obrazac, przemyśleć? To tak boli?
    Skoro teraz tak jest, to nie zazdroszcze mlodemu pokoleniu- kobiety jeszcze
    bardziej zawzięte, a mężczyźni jeszcze bardziej oporni. I będziecie walczyc, a
    na starość zostaniecie same, co najwyżej z dzieckiem, które wam podziekuje za
    wasza waleczność.

    EVA 07- solidaryzuje się z Toba!
  • eva07 07.01.03, 03:34
    yrka napisała:

    > do wszystkich antyfeministów mam pytanie:skąd się wzięły powiedzenia "baba do
    > garów",kura domowa,eetam babskie gadanie,To właśnie pogardliwe traktowanie
    > kobiety doprowadziło do tego ,ze są feministki
    > zobaczcie jak w innych krajach kobieta jest traktowana
    > najlepsze jest partnerstwo.

    Bezwzgledne partnerstwo jest najlepsze. Natomiast jesli chodzi o traktowanie
    kobiet "w innych krajach" to generalnie kobiety były (a w niektórych
    przypadkach i są) tam traktowane nie lepiej, a raczej gorzej niz w POlsce. Taka
    patriarchalna tradycja wielu kultur. Pozdrawiam. E.
  • Gość: Necro IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 04.01.03, 12:15
    You`re absolutely right.
    Malzenstwo to przezytek historii.
    Ludzie sie zenia wiedzac ze i tak sie kiedys rozstana, bo milosc gasnie z roku
    na rok.
    Ja osobiscie nigdy sie nie ozenie z roznych powodow.
    Wolnosc jest najlepsza. Oby trwala wiecznie.
  • yrka 04.01.03, 12:47
    a może miłość to przeżytek??
  • onnanohito 04.01.03, 12:55
    Ewa07.
    Brawo!
    Jako jedyna z komentujących artykuł - moim zdaniem - zrozumiałaś intencje
    autorki.
    Dziękuję za wypowiedź, która zginęła w natłoku innych postów.
    Pozdrawiam,
    Onnanohicińska
  • maly.ksiaze 04.01.03, 17:02
    Masz racje, onna. Czytam niektore wojownicze komentarze -
    i raczki i nozki mi opadaja. Az sie skomentowac nie chce,
    bo i co by tu napisac?

    Pozdrawiam,

    mk.
  • Gość: ida IP: *.csk.pl 04.01.03, 18:42
    maly.ksiaze napisał:

    > Masz racje, onna. Czytam niektore wojownicze komentarze -
    > i raczki i nozki mi opadaja. Az sie skomentowac nie chce,
    > bo i co by tu napisac?


    A nie wydaje sie Wam, że ocena kto dobrze a kto źle zrozumiał intencje autorki
    jest troche nie na miejscu?
    Bo o to "co poeta miał na mysli" nalezałoby spytac samego poetę?
  • sheana 04.01.03, 19:21
    Gość portalu: ida napisał(a):
    > maly.ksiaze napisał:
    Masz racje, onna. Czytam niektore wojownicze komentarze -
    > > i raczki i nozki mi opadaja. Az sie skomentowac nie chce,
    > > bo i co by tu napisac?

    A nie wydaje sie Wam, że ocena kto dobrze a kto źle zrozumiał intencje autorki
    > jest troche nie na miejscu?
    > Bo o to "co poeta miał na mysli" nalezałoby spytac samego poetę?


    Mocno zboczyliśmy z drogi! Czy to już manowce?????
    Pozdrawiam m.k. , onnanohito i evę!
    Och , jakie egzotyczne i niezrozumiałe odgłosy!
    sheana
  • maly.ksiaze 04.01.03, 22:39
    Gość portalu: ida napisał(a):
    > Bo o to "co poeta miał na mysli" nalezałoby spytac
    samego poetę?

    Zwykle zgadzam sie z takim punktem widzenia. Jednakowoz
    niektore interpretacje implikowalyby albo glupote autorki
    artykulu, albo jej zla wole. Przy komentowaniu felietonow
    tez nalezy wykazac minimum rozsadku. Mam na ten temat
    swoja wlasna opinie, ale to juz byloby grubo nie na temat...

    Pozdrawiam,

    mk.
  • eva07 07.01.03, 03:46
    Gość portalu: ida napisał(a):

    >
    > A nie wydaje sie Wam, że ocena kto dobrze a kto źle zrozumiał intencje
    autorki
    > jest troche nie na miejscu?
    > Bo o to "co poeta miał na mysli" nalezałoby spytac samego poetę?

    Żartujesz? Konieczność konsultowania intencji z autorem, w zasadzie likwiduje
    sens istnienia literatury i publicystyki. Bo co zrobic jesli nie można tego
    uczynić? Jak na przykład uściślić intencje Boya - Zeleńskiego albo, żeby
    siegnąc do wielkich nazwisk - Szekspira - faceci od paru lat nie żyją... To juz
    tak jest, że to co "autor miał na mysli" daje sie z duzym prawdopodobieństwem
    ustalic bez kosultowania się z autorem. Słuzy temu umiejętność tzw.
    rozumiejącego czytania i krytycznej analizy tekstu. Tego w zasadzie powinni
    uczyc w szkole.
  • maly.ksiaze 07.01.03, 04:25
    No juz, Evo, juz. Twoja wnikliwosc tym razem chyba
    zawiodla. Zakladam - i wiem, ze mam racie - ze Ida nie
    postuluje konsultowania sie z Dantem na temat glebokosci
    Piekla, a raczej sugeruje, ze kazda interpretacja jest
    tyle samo warta. Zarowno Twoja, jak i tych pan, ktore po
    przeczytaniu artykulu: zawolaly: 'nieprawda, takich
    kobiet nie ma, ja taka nie jestem i moja siostra Wronka
    tez nie!'

    Pozdrawiam,

    mk.
  • ekstremistka 04.01.03, 15:56
    Małżeństwo dla kobiety jest sprawą wazniejsza niz dla męzczyzny głównie ze
    względu na bardziej rozwinietą potrzebę posiadania własnej rodziny. Większość
    kobiet czuje, ze chce mieć dzieci a samotne macierzyństwo to mordęga ze
    wzgledów materialnych i emocjonalnych. Trzeba znaleźć kogoś , kto bedzie dobrym
    ojcem i jeszcze przyniesie jakąś kasę do domu. To prosty instynkt
    samozachowawczy.
    Nie ma co sie nabijać z psychologów, ze odwołuja sie do archetypowych (przez
    niektórych odbieranych jako prymitywnych) reakcji. I chociaż nie wiem jak bysmy
    sie starali być uduchowionymi nie uciekniemy od naszego organizmu, ktory
    stanowi jednak, jakby nie bylo, część świata zwierzecego.
  • Gość: Alek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.03, 16:11
    Wyobraźmy sobie sytuację znaną nam nie tylko z filmów (są wśród nas na pewno
    tacy którzy doświadczyli jej bezpośrednio na sobie). Otóż do domu wraca
    niespodziewanie mąż i zastaje w domu swoją żonę in blanco z jakimś sympatycznym
    jegomościem. Co robi mąż. Otóż jegomościa wyrzuca przez okno. Niewierną żonę
    wali na odlew w pysk, a my co na to? Ano my myślimy sobie cham, dureń i
    pieniacz. Gdyby miał odrobinę klasy zachowałby się jak gentelmen.
    Powiedziałby “żono życzę szczęścia między nami wszystko skończone” i by
    wyszedł. Ale okazuje się, że nie. Takie zachowanie byłoby właściwe, gdybyśmy
    mieli do czynienia z narzeczoną tegoż “rogacza”. Z żoną niestety sprawa wygląda
    inaczej, gdyż jeden z przepisów kodeksu rodzinnego mówi wyraźnie. Dziecko
    zrodzone w 180 dni po rozwodzie męża i żony jest dzieckiem tegoż męża. Z mocy
    prawa. Nic nie pomogą tutaj zaklęcia, że mąż to z nią już dawno nic a ona to z
    innym. Dziecko jest męża i basta. Można zrobić oczywiście badania DNA, ale
    jeśli żona się nie zgadza to małżonek ugotowany jest na cacy. W procesie
    cywilnym nie ma takiej siły aby ją do tego zmusić. Do tego potrzebny proces
    karny, a więc prokurator świadkowie itd. itp.Mało tego nic nie pomogą zaklęcia
    żony. Dziecko i tak jest męża. Morał z tej opowieści jest taki. Dla mężczyzn
    jak kochanka to tylko mężatka. Ona jest zawsze zabezpieczona (przynajmniej
    przez męża). Dla pań natomiast morał jest inny. Byle do ołtarza a dalej to juz
    jakoś będzie.A więc mąż który złapał żonę in flagranti z innym niech szybo
    pędzi do sądu po rozwód, bo być może właśnie wtedy jego żonka napoczęła mu
    dzidziusia za którego mąż będzie musiał najnormalniej płacić kasę.
  • witek28 04.01.03, 16:55
    o którego konkretnie mężczyznę chodzi?
    bo na przykład ja potrzebuję.

    witek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.